Stron

wtorek, 28 kwietnia 2015

ZA CO AMERYKANIE POWINNI BYĆ WDZIĘCZNI POLAKOM - CZYLI WKŁAD POLSKI W POWSTANIE I ROZWÓJ TAK ANGIELSKICH KOLONII W AMERYCE JAK I SAMYCH STANÓW ZJEDNOCZONYCH

JAMESTOWN

DLACZEGO PRZETRWAŁO?


JAMESTOWN - to pierwsza stała osada angielska w Ameryce, która przetrwała do naszych czasów i rozrosła się w wielką metropolię Wirginii. Jak to się stało że osada Jamestown - przetrwała? Jak to jak? A dlaczego miałaby nie przetrwać? - można by od razu zadać takie pytanie. Z bardzo prostej przyczyny - była to już któraś z kolei próba angielskiego osadnictwa w Nowym Świecie, począwszy od pierwszej angielskiej wyprawy do Ameryki z 1497 r., wysłanej przez króla Henryka VII i prowadzonej przez Genueńczyka - Giovanniego (Johna) Cabota, który dotarł do Nowej Fundlandii (sądząc że osiągnął wybrzeże Azji). Potem kilka wypraw w służbie angielskiej poprowadził jego syn - Sebastiano Caboto (pierwszą w latach 1504-1505, drugą w 1508-1509 i trzecią w 1516-1517), potem przeszedł na służbę hiszpańską. W czasie tych wszystkich wypraw, nie zakładano stałych osad na amerykańskim wybrzeżu i ograniczano się jedynie do nawiązywania kontaktów z Indianami, oraz tworzenia map odwiedzanych brzegów nowego kontynentu. Jednak w czasie panowania Henryka VIII, korona straciła zainteresowanie kolejnymi wyprawami, koncentrując się głównie na sprawach Europy. 

Tutaj od razu należy stwierdzić, że nim jeszcze wyruszyła z portu w Bristolu, pierwsza angielska wyprawa do Nowego Świata (1497 r.), pierwszy Polak już opłynął brzegi Labradoru. Był nim niejaki Johannes Scolvus (Jan z Kolna), który w służbie duńskiej korony, na okręcie Dietricha Pininga - dotarł tam w roku 1476 - ponad dwadzieścia lat przed wyprawą Johna Cabota. 


JAN z KOLNA 
(JOHANNES SCOLVUS)


Za panowania królowej Elżbiety I, Anglicy ponownie zaczęli spoglądać na kontynent amerykański, dostrzegając w nim szansę na rozwój i bogactwo własnego kraju. Kolejnym ku temu impulsem, była konsekwentna, kilkudziesięcioletnia eksploracja Ameryki i rejonu Morza Karaibskiego przez Hiszpanię - z którą Anglia wojowała. Anglicy zauważyli, że sami są daleko w tyle za osiągnięciami Hiszpanów, Portugalczyków czy Holendrów. Postanowili nadrobić stracony czas, choć początki nie był wcale ambitne. Ot, po prostu Anglia dysponowała kilkoma dość aktywnymi korsarzami, którzy zajęci byli raczej napadaniem na obładowane amerykańskim złotem - hiszpańskie galeony, niż na zakładaniu osad czy faktorii. Do tych korsarzy - w służbie korony angielskiej, należeli przede wszystkim - John Hawkins oraz Francis Drake, który m.in. wsławił się opłynięciem kuli ziemskiej w latach 1577-1580 (W 1579 r. spędził sześć tygodni wśród Indian - Miwok, których siedziby znajdowały się na terenach dzisiejszego San Francisco i symbolicznie przyłączył ten obszar do Anglii), oraz zniszczeniem hiszpańskiego fortu w St. Augustine na Florydzie w 1585 r. 

Kolejne wyprawy, noszące już znamiona angielskiej kolonizacji, zostały podjęte w 1576 r. przez Martina Forbishera, który dotarł do Ziemi Baffina oraz Johna Davisa w 1587 r., który opłynął wybrzeża Grenlandii i północnej Kanady. Pierwszą próbę założenia stałej osady w Nowym Świecie, podjął Humprey Gilbert, który w 1548 r. tak pisał o możliwościach, jakie stwarza dla Anglii kolonizacja i eksploatacja nowych terenów zamorskich w Ameryce: "Jest to jedyny sposób pozyskania przez naszych królów całego bogactwa Wschodu (...) które jest niewyczerpalne (...) i które przyniosłoby wielki postęp naszemu krajowi, naszemu królowi cudowne wzbogacenie, a wszystkim mieszkańcom Europy niewypowiedzianą ilość dóbr (...) Będziemy także mogli zasiedlić niektóre części tych ziem, umieszczając tam ubogich naszego kraju, którzy są obecnie kłopotem dla państwa i którzy nędzą zmuszeni popełniają ciężkie przestępstwa, za które codziennie giną na szubienicach".

Gilbert w czerwcu 1583 r. dopłynął do Nowej Fundlandii i założył tam pierwszą stałą angielską osadę. Osada ta, założona na miejscu dzisiejszego Saint John's nie przetrwała nawet trzech miesięcy - (powody dlaczego tak się stało, wyjaśnię poniżej). W rok później, angielski podróżnik - Walter Raleigh, otrzymał od królowej Elżbiety I, przywilej, na założenie stałej angielskiej kolonii o nazwie - Wirginia (na cześć królowej). Pierwsza ekspedycja, miała na celu jedynie wybór odpowiedniego miejsca pod przyszłą kolonię i przyjazne nastawienie lokalnych Indian do nowych przybyszów z Europy. Gdy wydawało się że to już osiągnięto, 9 kwietnia 1585 r. z portu w Plymouth, wyruszyło pięć statków, na których pokładzie było 600 osób (prawie sami mężczyźni). 17 sierpnia dotarli do brzegów dzisiejszej Wirginii i rozpoczęli wznoszenie kolonii - Roanoke. Część kolonistów pozostała w forcie, natomiast sir Richard Grenville (który dowodził tą druga wyprawą), postanowił odpłynąć do Anglii, by przywieść zaopatrzenie, potrzebne do umocnienia fortu, oraz dowieźć większą ilość kobiet. Obiecał że powróci w kwietniu roku następnego - nie powrócił. A tymczasem w forcie kończyły się zapasy żywności. Mało tego, koloniści zaczęli kraść i napadać pobliskich Indian, co spowodowało w czerwcu 1586 r. atak Indian na fort Roanoke. Co prawda atak odparto, ale stało się jasne, że dalsze przebywanie w forcie to pewna śmierć. Dlatego też, gdy w lipcu do fortu dopłynął sir Francis Drake, koloniści postanowili zabrać się z nim w drogę powrotną do Anglii.


WYSPA ROANOKE


Tymczasem do opuszczonego fortu dotarł wraz z obiecanymi posiłkami (i kobietami), Richard Grenville. Postanowił odpłynąć do Anglii, pozostawiwszy w forcie niewielką załogę (15 osób), dla podkreślenia angielskiej obecności w Nowym Świecie. 22 lipca 1587 r. okręty powróciły dowożąc 115 kolonistów, pod wodzą Johna White'a, który został mianowany gubernatorem Wirginii. Fort był jednak opustoszały. Wkrótce odnaleziono szkielety 15 pozostałych wcześniej w obozie osób. White zostawił kolonistów w forcie, a sam powrócił do Anglii po dostawy i kolejnych ochotników. Ponieważ trwała wojna hiszpańsko-angielska, White nie mógł powrócić do fortu przez kolejne trzy lata. Powrócił dopiero 18 sierpnia 1590 r. ale...osada była zupełnie opustoszała. Nie znaleziono nikogo z pozostawionych wcześniej kolonistów. Nie było tez żadnych śladów walki, czy ciał pomordowanych - nie było żywego ducha. Odnaleziono jedynie wyskrobany napis na drzewie - "CROATAN". Była to nazwa sąsiedniej wyspy i White sądził że koloniści przenieśli się właśnie tam, ale nie mógł tego sprawdzić, ponieważ szybko skończył się prowiant i woda. Musiano wracać do Anglii. Tak oto po pięciu latach przestała istnieć druga stała angielska kolonia w Ameryce. Pozostaje jednak pytanie - co stało się z kolonistami Roanoke? Gdzie "wyparowało" 90 mężczyzn, 17 kobiet i 11 dzieci (w tym, pierwsza Angielka urodzona w Ameryce - Virginia Dare, która przyszła na świat 18 sierpnia 1587 r.? Nie wiadomo, czy zasymilowali się z lokalnymi Indianami, czy też zostali przez nich pochwyceni, uwięzieni czy też zabici? I co się stało z Virginią Dare? No cóż tego niestety nie wiadomo, wiadomo natomiast że osada Roanoke nie przetrwała (niżej wyjaśnię z jakiego powodu).


WYSPA I OSADA ROANOKE 



Przez kolejnych szesnaście lat, Anglia nie podejmowała dalszych prób stworzenia stałej osady i wysyłania kolonistów do Nowego Świata. Dopiero wraz z powstaniem w 1606 r. handlowej spółki - Kompanii Wirginii,  w grudniu 1606 r. wysłano trzy okręty w kierunku Ameryki (a konkretnie Wirginii), z misją założenia stałej osady. Co ciekawe, wśród kolonistów, mających założyć osadę, nie było żadnej kobiety, sami mężczyźni (145 - jeden zmarł podczas podróży), co świadczy że nie planowano osiedlać ich tam na stałe i rozwijać osady. Prawdopodobnie Kompania Wirginii traktowała tę misję jako tymczasową, która miała przynieść pewne wymierne (krótkotrwałe), korzyści. Kolonistom zabroniono posiadania własnej ziemi i zobowiązano do pracy na rzecz Kompanii przez siedem lat (prawdopodobnie plan istnienia osady był właśnie siedmioletni). Koloniści dotarli do Ameryki i zeszli na brzeg 26 kwietnia 1607 r. 14 maja przeniesiono się na wyspę Jamestown z zamiarem zbudowania tutaj stałego fortu obronnego. Wzniesiono go w przeciągu miesiąca. No i...się zaczęło.

Większość przybyłych nie zamierzała pracować, byli to bowiem ludzie, wywodzący się albo z angielskiej szlachty (a tym samym nienawykli do pracy fizycznej), albo też z angielskiego marginesu społecznego - przestępcy, złodzieje etc. Oni również nie zamierzali pracować. Przybyli tu bowiem z nadzieją szybkiego wzbogacenia się. Ponieważ jednak zapasy prowiantu i wody, które koloniści przywieźli ze sobą - szybko się kończyły, a nowych nie było, postanowiono poprosić o żywność lokalnych Indian z plemienia Paspegów (których wodzem był sławny Powatan - ojciec Pokahontas). Początkowo Indianie dokarmiali przybyszów, ale gdy zaczęły szerzyć się pierwsze kradzieże, natychmiast tego zaprzestano. Ponieważ Anglicy nie zamierzali uprawiać ziemi i pracować w polu, bardzo szybko pojawił się głód. Jedynym wyjściem pozostawały dostawy prowiantu z Anglii i tak pierwsza dostawa przybyła do Jamestown 2 stycznia 1608 .r Kolejna 1 października tego roku. Wraz z prowiantem, przywieziono następnych kolonistów. Szczególnie ta druga wyprawa była ozdrowieńcza dla osady, choć nie nastąpiło to od razu. W tą drugą ekspedycją pomocową dla kolonistów z Jamestown przybyli (zwerbowani osobiście przez przywódcę Jamestown i gubernatora Wirginii - Johna Smitha), koloniści z Polski.


JOHN SMITH I KOLONIŚCI Z JAMESTOWN


Byli to ludzie wielu zawodów i umiejętności - architekci, murarze, stolarze, a także pewna liczba chłopów, którzy znali się na uprawie roli. W maju 1609 r. przybyli następni koloniści (m.in.: również Polski). Odtąd dały się zauważyć dwa oddzielne światy. Pierwszym światem - był świat angielskich kolonistów, którzy nie potrafili zmobilizować się do działania i jak pisał potem John Smith trzydziestu ludzi nie potrafiło wyhodować tyle kukurydzy, co troje Polaków miało dla siebie. Polacy (choć początkowo obiecano im równe prawa z Anglikami - w tym prawo głosu), byli traktowani jak ludzie drugiej kategorii, choć pobudowali sobie domy i zaczęli uprawiać rolę, hodując kukurydzę i ziemniaki. Polacy nie głodowali, a tymczasem na przełomie 1609 i 1610 r. pojawił się w "angielskiej osadzie" głód, który przeszedł do historii pod nazwą "Wielkiego Głodu" i o mały włos nie doprowadził do upadku osady, podobnie zresztą jak stało się to w przypadku Roanoke i osady Humpreya Gilberta z 1583 r. Bo to właśnie niechęć do podjęcia pracy fizycznej i przekonanie o łatwym zdobyciu ogromnego bogactwa (liczono na odkrycie pokładów złota), spowodowało że tamte osady nie przetrwały.


KOLONIA JAMESTOWN



Jamestown - przetrwało właśnie dzięki Polakom. To właśnie John Smith, widząc jak doskonale sobie radzą z problemem głodu - Polacy, zmienił diametralnie organizację osady na początku 1610 r. Odtąd wprowadzono zasadę: "Kto nie pracuje, ten nie je" i jeśli ktoś brzydził się pracy fizycznej (a nie miał za co kupić jedzenia - bo pieniądze i kosztowności szybko się rozeszły w trakcie "Wielkiego Głodu", gdy Anglicy kupowali jedzenie najpierw od Indian, a gdy Powatan, a potem także od Polaków), ten był z góry skazany na śmierć głodową. A śmierć zebrała ogromne żniwo - w samym tylko roku 1608 zmarło z głodu 91 osób (ze 144 założycieli Jamestown), a w czasie "wielkiego Głodu", mimo kolejnych dostaw z Anglii - zmarło aż 840 Anglików. Sytuacja była zatrważająca i bez radykalnych zmian, wprowadzonych za przykładem Polaków przez Johna Smitha - osada Jamestown podzieliłaby los swych dwóch wcześniejszych angielskich poprzedniczek. W 1630 r. w wydanej przez Smitha książce, opisującej losy osady i kolonistów, Smith tak pisze o ratunku, jakim było dla osady sprowadzenie do Jamestown Polaków: "Przybycie w 1608 r. do Wirginii rzemieślników z katolickiej Polski, uratowało od upadku pierwsze angielskie osiedle w Ameryce". 


 KOLONIŚCI Z JAMESTOWN



Co by się jednak stało, gdyby Jamestown upadło w 1610 r.? Według prof. Luisa B. Wrighta: "Jeśliby upadło Jamestown Hiszpania i Francja ostatecznie podzieliłyby całą Amerykę Północną między siebie i nigdy nie powstałyby Stany Zjednoczone". Zaś w 1973 r. przywódca republikanów Gerard Ford, (późniejszy prezydent USA), przemawiając w Kongresie, stwierdził przywołując pamięć kolonistów z Jamestown: "Historia jak pierwsi polscy imigranci pomagali w założeniu kolonii w Jamestown jest niezwykle barwna. Pomysłowość i kwalifikacje, jakie zaprezentowali ci polscy imigranci napawają wszystkich Amerykanów polskiego pochodzenia wielką dumą. Te właśnie cechy uczyniły Amerykę wielkim krajem. Przybycie pierwszych Polaków do Ameryki jest ważne z wielu powodów - ponieważ oznacza początek polskiej emigracji do tego kraju i ponieważ praca tych pierwszych imigrantów miała zasadnicze znaczenie dla przetrwania kolonii Jamestown". 


ARTUR SZYK:
PIONIERZY POLSCY W WIRGINII



Oczywiście uratowanie Jamestown przez Polaków, nie polegało tylko na pokazaniu możliwości jakie daje konsekwentna praca na roli i hodowla warzyw dla własnego przetrwania, lecz także na fakcie - iż to Polacy zbudowali i uruchomili w Jamestown pierwszą hutę szkła w angielskiej kolonii, tworząc tym samym pierwszy zakład przemysłowy w historii Stanów Zjednoczonych. 

No cóż - nie pomylę się zapewne, jeśli stwierdzę że bez Polaków nie powstałby Stany Zjednoczone - to myśmy zbudowali ten kraj - to myśmy uratowali pierwszą stałą angielską osadę od ruiny ekonomicznej, to myśmy zbudowali pierwszy w angielskiej kolonii zaczątek przemysłu. To właśnie w polskiej hucie wytwarzane meble, smoła i dziegieć, stały się pierwszym towarem eksportowym Stanów Zjednoczonych do Anglii. Ale czy tylko to? Czy rola Polaków ograniczała się jedynie do tego drobnego (ale jakże ważnego dla historii USA) epizodu osady w Jamestown? Oczywiście że nie! Czy Amerykanie mają świadomość że pierwszą wyższą uczelnię w Nowym Jorku założył Polak - Aleksander Kurczewski? Że autorem mostu nad wodospadem Niagara był Polak - Kazimierz Gzowski? Że Aleksander Hołyński był pierwszym twórcą planów Kanału Panamskiego? Że Tadeusz Kościuszko opracował plany takich fortyfikacji pod Saratogą, że Brytyjczycy nie zdołali ich zdobyć. 

Ale czy Amerykanie to wiedzą? Nie! Oni wiedzą że Polska to kraj gdzie mordowano Żydów (i dokonywali tego jacyś niezidentyfikowani narodowo naziści - no bo przecież nie Niemcy - prawda?). No cóż historia Stanów Zjednoczonych też jest zakłamana - choćby święto Dziękczynienia - to co uczą w amerykańskich szkołach na temat tego świata, można sobie włożyć między bajki. Pierwsi pielgrzymi z Mayflower padali jak muchy z głodu, podobnie co koloniści z Jamestown. I cała historia ponownie skończyłaby się tragicznie - gdyby nie pewien przypadek. Ale to już zupełnie inny (choć może nie tak bardzo odległy od dzisiejszego) temat.



OLBRACHT ZABOROWSKI W AMERYCE




FELIKS MIKLASZEWICZ




KAROL BŁASZKOWICZ





KAZIMIERZ PUŁASKI







WŁODZIMIERZ KRZYŻANOWSKI W ARMII UNII




KOŚCIUSZKO WZNOSZĄCY FORTYFIKACJE POD SARATOGĄ





JAKUB SADOWSKI







GEORGE WASZYNGTON I KAZIMIERZ PUŁASKI





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz