Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NIEDŹWIEDZIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NIEDŹWIEDZIE. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 października 2016

WOJTEK - MIŚ KTÓRY ZOSTAŁ ŻOŁNIERZEM - Cz. I

"TO TEŻ JEST ŻOŁNIERZ 

WOJSKA POLSKIEGO I BUDZI DUCHA

WALKI WŚRÓD RESZTY ŻOŁNIERZY"



KAPRAL WOJTEK
DZIELNY NIEDŹWIADEK



 Dwaj brytyjscy politycy Partii Konserwatywnej, chcąc uhonorować pamięć i trud polskich lotników, którzy wzięli udział w Bitwie o Anglię (lipiec-październik 1940 r.), Michael Ashcroft i Norman Tebbit, zamierzają wybudować monument "polskiego Spitfire'a". Pomnik ten miałby zostać odsłonięty w 2020 r. w londyńskim Hyde Parku, a obaj politycy uważają że ich działania spotkają się z ogólnonarodowym odzewem Brytyjczyków, będącym formą zadośćuczynienia Polakom, którzy walczyli i zginęli w obronie Wielkiej Brytanii przed niemiecką inwazją. Nawiązując do tego pomysłu, chciałbym stwierdzić że Brytyjczycy (a konkretnie Szkoci), oddali już raz cześć bohaterstwu Polaków, stawiając w Edynburgu pomnik przedstawiający właśnie polskiego żołnierza i ... niedźwiedzia brunatnego. Tym niedźwiedziem był żołnierz Wojska Polskiego - Wojtek, bohaterski misio, który brał udział m.in.: w Bitwie o Monte Cassino. W tym temacie pragnę właśnie opisać ciekawą historię kaprala Wojtka, dobrego ducha i maskotki całego II Korpusu. A zaczęło się to tak:


FILM KU CZCI POLSKICH LOTNIKÓW, 
WALCZĄCYCH W BITWIE O ANGLIĘ



17 września 1939 r. Związek Sowiecki, łamiąc podpisany z Polską Pakt o Nieagresji z 1932 r. (przedłużony w 1934 i mający obowiązywać do 1945 r.), przekroczył wschodnią granicę Rzeczpospolitej. Data ta, jest jednocześnie cezurą oddzielającą dawny, bezpieczny i beztroski świat (jak to ujął jeden z poetów: "Był świat, piękny świat ...") polskich Kresów Wschodnich, od piekła, które nastało wraz z sowiecką agresją i okupacją tych ziem. Mordy, rozstrzeliwania i sadystyczne egzekucja, były na porządku dziennym, a ci, którzy nie mogli się pochwalić odpowiednio dużą ilością rozstrzeliwań "polskich jaśniepanów", "białych oficerów" czy "obszarników", byli ganieni, tak jak szef sowieckiego kontrwywiadu, który został zbesztany przez Nikitę Chruszczowa (późniejszego pierwszego sekretarza Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego), który pytał: "Jak wy pracujecie, ani jednego rozstrzelanego?". Dochodziło do scen mrożących krew w żyłach, jak choćby śmierci małżeństwa Wołkowickich - Ludwiki i Antoniego, polskich ziemian z Brzostowicy Małej na Białostocczyźnie. Komunistyczna banda, która uciekła z pobliskiego więzienia, napadła na dworek, pobiła obu małżonków, a następnie związała im ręce drutem kolczastym a w usta wlała wapno i tak ich żywcem zakopała. W taki i podobny sposób byli mordowani wszyscy, którzy zostali oskarżeni o bycie "wyzyskiwaczami i krwiopijcami ludu".


WOJTEK ZAPAŚNIK



I tak było wszędzie, gdziekolwiek wkraczali Sowieci (w Grodnie - gdzie małe dzieci Sowieci przywiązywali do swoich czołgów, aby stały się żywymi tarczami na wypadek ostrzału obrońców miasta, w Nowogródku, w Sarnach, w Tarnopolu, w Wołkowysku, w Oszmianie, w Świsłoczy, w Mołodecznie, w Kosowie Poleskim, w Chodorowie, w Złoczowie, w Stryju, w Rohatyniu i w wielu innych miastach, do których tylko wkraczał sowiecki agresor) najpierw urządzali regularną rzeź mieszkańców, połączona z rabunkiem i niszczeniem mienia. Mordowano wszystkich, bez względu na płeć czy wiek - mężczyzn, kobiety, dzieci, młodych i starych. W ogóle można by powiedzieć że w tych tragicznych dniach, opętał Rosjan jakiś bliżej nie sprecyzowany morderczy pęd, w Grodnie harcerzy, młodych ludzi - dziewczęta i chłopców, biorących udział w obronie miasta, po jego opanowaniu przez Sowietów ... rozjeżdżano czołgami. Najwięcej i najokrutniej mordowano jednak żołnierzy, często w najbardziej bestialski sposób (np. jednemu wziętemu do niewoli żołnierzowi, rozcięto brzuch wyciągając na wierzch jelita, po czym okręcono je wokół rączki studni i puszczono ją w ruch. Żołnierz ów biegał w kółko kręcąc się wokół swych jelit aż skonał). 

A potem przyszła okupacyjna, szara codzienność, połączona od razu z biedą i niedoborami (po wkroczeniu Sowietów, bardzo szybko wykupiono wszelki towar ze sklepów, a ponieważ prawie nie było dostaw, zaczęły się więc tworzyć gigantyczne kolejki choćby po zwykłą kromkę chleba. Polakom odebrano obywatelstwo polskie i nadano gremialnie wszystkim obywatelstwo sowieckie, urządzono nawet hucpę, zwaną "wyborami", mającą oficjalnie zalegalizować włączenie polskich Kresów Wschodnich do sowieckiej Ukrainy i sowieckiej Białorusi. Odbyło się ono 22 października 1939 r. i było zwykłą farsą. Ludzie byli siłą ściągani do urn wyborczych, a w lokalach wyborczych zasiadali umundurowani i uzbrojeni funkcjonariusze NKWD, zresztą głosować można było tylko na wyznaczonych wcześniej kandydatów - takich wyborów Polacy dotąd nie znali. Sfałszowane wyniki (ponad 90 % ludności, miało według oficjalnych danych oddać głos za włączeniem Kresów do Związku Sowieckiego), stały się powodem zwołania Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi", które rozpoczęło się od hasła: "Śmierć Białego Orła". Następnie delegaci owych "zgromadzeń", poprosili delegatów WKP(b) o włączenie ich ziem do Sowietów - tamci oczywiście włączyli, tym samym nadano pozory praworządności najpodlejszej agresji.


PAN KAPRAL JEST GŁODNY



Marian Hemar (mój ulubiony poeta, satyryk i dramaturg okresu międzywojennego i czasów II Wojny Światowej - pisałem już o nim w jednym z wcześniejszych postów, teraz tylko nadmienię że był to gorący polski patriota, piłsudczyk pochodzenia żydowskiego), napisał po latach (1953 r.): "Nie mogę się domyśleć, po co im ta zabawa, w jakieś "wybory do sejmu", w jakieś "wyborcze prawa" (...) Pełnoletni bandyci, oprawcy i złodzieje bawią się w demokrację, w prawa i przywileje (...) Cały kraj mają w garści, ukradli i dzierżą w łapie, jak się żywnie spodoba bolszewickiemu satrapie (...) I naraz te diabelskie syny, kuzyny i szwagry, po zabawach w procesy, w rewizje, czystki, łagry, w egzekucje i zsyłki, w śmierć ludzką i ludzki lament, bawią się. W co? W demokrację, w narodowy parlament". A potem nastąpiła kolejna odsłona eksterminacji Narodu Polskiego, poprzez jego przymusową sowietyzację. Odebrano wszystkie majątki ziemskie ich właścicielom (często ich mordując na miejscu, lub zsyłając do łagrów), nastąpił gwałtowny upadek handlu, nie było bowiem dostaw do sklepów - zaczęła się wielka bieda. A potem rozpoczęto deportacje wgłąb Związku Sowieckiego.


WOJTEK ZA KIEROWNICĄ AUTA



W środku nocy, wyciągano ludzi z łóżek, dawano kilka minut na zabranie ze sobą jednej walizki rzeczy osobistych, po czym wyprowadzano z mieszkań i ładowano na ciężarówki, którymi to odwożono ich na dworzec, gdzie już czekały bydlęce wagony. Tam upychano, ilu się tylko dało do jednego wagonu i ryglowano drzwi. Ludzie cały czas podróży (trwającej niekiedy kilka dni), cały czas musieli stać, nie było mowy o załatwieniu czynności fizjologicznych, więc smród i duchota była nie do opisania. Do tego były i osoby starsze i chore, które nie mogły tego wytrzymać i umierały. Stano więc razem z umarłymi, bez jedzenia bez picia, jechano tak setki kilometrów w nieznanym kierunku, aby potem wypuścić ludzi w środku szczerego pola (gdzieś na kaukaskim lub syberyjskim pustkowiu) i zostawić samych sobie. Bez ciepłej odzieży (często ludzie brali tylko płaszcz lub kurtkę, sądząc że jeszcze wrócą do swych domów), stojąc po kolana w śniegu, bez jedzenia i picia - można było albo postradać rozum, albo ... wziąć się w garść i jakoś próbować przeżyć. Tym bardziej że po tych ludzi potem przybywali lokalni oficerowie NKWD i odwozili ich do obozów pracy. Sowieckie obozy, tym różniły się np. od niemieckich, że były zupełnie ... otwarte. Nie było tam ani drutów kolczastych, ani żadnych zapór, bram czy wieżyczek strażniczych, nie było to bowiem potrzebne. Stamtąd i tak nikt by nie mógł uciec, a jeśli by spróbował, szybko zginąłby by w miejscowych lasach (zresztą po takiego wysyłano ekipę tropiącą z psami). Zasieki więc nie były potrzebne, "Dziadek Mróz" robił swoje.

Pierwsza taka deportacja ludności polskiej na wschodnie tereny Związku Sowieckiego, miała miejsce 10 lutego 1940 r. Druga - 13 kwietnia, Trzecia - 29 maja 1940 r., potem był kilkumiesięczny spokój i Czwarta rozpoczęła się z końcem maja 1941 r. Należy jednak pamiętać, że podane daty, oznaczają jedynie początki akcji deportacyjnych, a trwały one z reguły kilka tygodni. Ale nawet w tych, zdawałoby się beznadziejnych dniach wszechobecnej cenzury i strachu o życie swoje i swoich bliskich, zaczęły na Kresach kiełkować pierwsze ośrodki Polskiego Państwa Podziemnego. Zapoczątkował jego utworzenie genialny zagończyk z czasów Wojny polsko-bolszewickiej 1919-1920, płk. Jerzy Dąbrowski pseudonim: "Łupaszko" (piszę o nim w innym temacie), który zorganizował na przełomie września i października 1939 r. oddział obronny (podobny utworzył na terenie okupacji niemieckiej jego podkomendny - major Henryk Dobrzański ps. "Hubal"). Oddział ten był częścią 110 Pułku piechoty. Potem tworzono pierwsze zalążki Związku Walki Zbrojnej/Armii Krajowej. Dużą podporą była młodzież szkolna, która sama zaczęła się organizować, by wzajemnie radzić co dalej robić w zaistniałej sytuacji. Robiono więc początkowo sobie żarty z Sowietów, wyśmiewano (oczywiście wśród znajomych, lub w sposób zawoalowany) sowiecką gospodarkę, sowieckie wojsko i całą tą "piatiletkę". W rocznicę Rewolucji Październikowej (7 listopada 1939 r.) cała młodzież w Lidzie ubrała się w najgorsze łachy a na tarcze szkolne założono żałobne wstążeczki. Natomiast 11 listopada, w rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r., przywdziano galowe mundury. 


 W DRODZE DO WŁOCH - NA WOJNĘ



A potem były procesy wśród młodzieży, głównie za przynależność do przedwojennego harcerstwa, którą to uznali Sowieci za ... "organizację zbrodniczą". A dlaczego? Oto uzasadnienie: "ZHP (Związek Harcerstwa Polskiego) w czasach byłego państwa polskiego jako podstawowe zadanie miała wychowanie młodzieży w duchu patriotycznym i przygotowywała ją do działań wojennych". Harcerstwo zostało rozwiązane, a aresztowanym można było zostać już za udzielenie pozytywnej odpowiedzi na zadane przez sowieckiego prokuratora pytanie: "Czy byłeś przed wojną polskim harcerzem?". Mimo to, społeczeństwo polskie było dobrej myśli, powtarzano sobie wierszyk: "Im słoneczko wyżej, tym Sikorski bliżej", albo powstawały całkiem niedorzeczne plotki, które jednak podtrzymywały ducha oporu ludności w sytuacji całkowitego marazmu i beznadziei, taki jak na przykład: "Czy słyszał pan że w Gdyni wylądowało wczoraj już trzech Anglików, tylko patrzeć a wojna się skończy", albo "Na wiosnę (1940 r.) ma się rozpocząć  generalna ofensywa na Zachodzie, wkrótce będziemy wolni". 

Powstawały też wiersze, takie jak choćby ten Jadwigi Domańskiej z Bydgoszczy, którą wojna zaskoczyła w Wilnie i potem już nie mogła powrócić do swego miasta (będącego teraz pod okupacją niemiecką w tzw.: "Generalnym Gubernatorstwie": "Na granicy śnieżysta zawieja, my przez zaspy, przez śnieg wciąż brniemy. Serca biją, a w sercach nadzieja: miniem słupy - do Wilna dojdziemy! Żegnaj Wilno i żegnaj nadziejo. "Stoj" - zawoła bajec pogranicza. Wnet się nasze marzenia rozwieją w tiurmie - w Lidzie lub Baranowiczach. Minął luty i marzec, i kwiecień, już i maj się kwiatami przybierze. Coraz piękniej, zieleniej na świecie, coraz smutniej w ponurej kamerze. Nie chcę od was pęczaku, fasoli! Nie chcę od was ni chleba, ni wody! Wolę zapach łąk, lasów i roli, wolę smak znowu poczuć swobody. Wygnaj z serca cień smutku i żalu, patrzaj: niebo tam lśni za kratami. W ciemnej tiurmie czy gdzieś na Uralu, wszędzie Bóg będzie czuwał nad nami". A potem przyszła niemiecka agresja na Sowiety, który pozwolił tysiącom Polaków zamkniętych w środku tego parszywego ula, jakim był Związek Sowiecki, opuścić tę nieludzką ziemię. Tak właśnie zaczęła się historia misia Wojtka, o której to opowiem w kolejnej części.







CDN.
 

niedziela, 10 stycznia 2016

ZDRADZENI!

UCHODŹCY ANNO DOMINI 1945


Dlaczego założyłem ten temat? Dlatego aby uświadomić wielu Europejczyków, że już raz doszło do bardzo podobnej sytuacji związanej z uchodźcami, przed którą dziś stoi i przed którą rozkłada ręce Unia Europejska (oczywiście o nieporównanie mniejszej skali niż dzisiaj). Tamtejsza emigracja miała miejsce po zakończeniu II Wojny Światowej i oddaniu państw Europy Środkowo-Wschodniej, przez przywódców zwycięskich mocarstw (USA i Wlk. Brytanii), w krwawe łapy sowieckiego zamordyzmu. Żołnierze i oficerowie, którzy po upadku Polski w październiku 1939 r. walczyli u boku armii państw zachodnich (najpierw do czerwca 1940 r. Francji, z następnie Wlk. Brytanii), po zakończeniu wojny, stali się nikomu niepotrzebnym balastem. Wystarczy przypomnieć jak Anglicy potraktowali jednego z naszych najlepszych dowódców - gen. Stanisława Maczka. Pozbawiony jakichkolwiek środków do życia, musiał podjąć pracę najpierw jako sprzedawca a następnie barman w hotelach "Dorchester" i "Learmonth" w szkockim Edynburgu. A przecież gen. Maczek, dowodzący podczas wojny 1 Dywizji Pancernej, która między innymi przyczyniła się do alianckiego zwycięstwa w bitwie pod Falaise (7 - 21 sierpnia 1944 r.), zamykając Niemcom ostatnią drogę ucieczki i zakorkowując ich w totalnych kleszczach, a potem wyzwalając Gandawę, Bredę i kilka innych miast w Holandii, oraz zdobywając niemiecką bazę morską w Wilhelmshaven. 


gen. STANISŁAW MACZEK



Podobnie gen. Stanisław Sosabowski, twórca i dowódca 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej (pierwszej tego typu jednostki w armii alianckiej, bowiem Brytyjczycy i Amerykanie zaczęli je tworzyć dopiero po sformowaniu polskiej jednostki), pracował jako magazynier w fabryce. A przecież Polacy, według brytyjskiego historyka Petera Caddick'a Adamsa, byli: "Najlepszymi wojownikami spośród wszystkich armii alianckich", co udowodnili w wielu zwycięskich bitwach (wystarczy wymienić tylko te z ostatniego okresu wojny, lat 1944/45): Bitwa pod Falaise, Bitwa o Monte Cassino (po której to bitwie Stalin wpadł we wściekłość, słysząc o zdobyciu tak trudnego, górskiego regionu przez Polaków, na którym wcześniej poległo wiele armii alianckich - Francuzi, Brytyjczycy, Kanadyjczycy, Australijczycy, Nowozelandczycy i Amerykanie), Bitwa o Górę Ormel, wyzwolenie Ancony, Bolonii i wielu innych miast we Włoszech, północnej Francji i Holandii. 


 Gen. STANISŁAW SOSABOWSKI



Nie wspominam już wcześniejszych polskich osiągnięć, jak rozpracowanie najtajniejszych kodów najlepszej niemieckiej maszyny szyfrującej - Enigmy (co stało się jeszcze w grudniu 1932 r.), przekazanej następnie w sierpniu 1939 r. Brytyjczykom i Francuzom za darmo. Dziś zaś powstają głupie filmiki, w których to Brytyjczycy chlubią się że to oni rozpracowali niemiecką Enigmę, jak choćby propagandowe filmidło "Gra tajemnic" z 2014 r. w reżyserii Mortena Tylduma, z Alanem Turingiem i Joan Clarke w rolach głównych, w którym o Polakach nie ma nawet jednego słowa. Jest to ciekawy przykład jak propaganda potrafi zakłamywać historię i miętolić ludziom w głowach. Ten film to zwykła fałszywka i głupawa propagandówka dla naiwnych i nieznających historii - czyli dla większości ludzkiej populacji. 


Oto prawdziwi twórcy złamania kodu Enigmy - polscy matematycy:


HENRYK ZYGALSKI
 



MARIAN REJEWSKI
 



 JERZY RÓŻYCKI



CI TRZEJ PANOWIE RAZEM OCALILI 
30 MILIONÓW LUDZKICH ISTNIEŃ 
 


A na Zachodzie Europy są dziś zupełnie nieznani. W ich miejsce wymyśla się zaś jakichś sztucznie wykreowanych brytyjskich filmowych bohaterów, którzy z Enigmą mają tyle wspólnego co amerykański marksista (i jednocześnie prezydent tego kraju) Franklin Delano Roosevelt z demokracją. 



Ani też Bitwy o Atlantyk, w której wzięła udział Marynarka Wojenna Rzeczypospolitej Polski, gdzie również mieliśmy znaczne sukcesy, jak choćby niszczyciel ORP "Piorun", który pierwszy ruszył w pościg za niemieckim pancernikiem "Bismarck", pierwszy go dopadł i wytrzymał mordercze salwy, do czasu przybycia brytyjskich posiłków - 26 maja 1941 r.). Inne polskie niszczyciele (ORP "Garland", ORP "Krakowiak", ORP "Kujawiak", ORP "Ślązak" i ORP "Dzik", który podczas dwóch dni 20-21 września 1943 r. zatopił aż 10 niemieckich okrętów), oczywiście nie licząc mniejszych jednostek i okrętów podwodnych, operowały na Morzu Śródziemnym, zatapiając niemieckie i włoskie okręty bojowe, spieszące na pomoc niemieckim oddziałom, walczącym w Afryce Północnej. Na Oceanie Atlantyckim i Morzu Północnym operował niszczyciel ORP "Błyskawica", ORP "Piorun", ORP "Dragon", ORP "Burza", ORP "Orkan", ORP "Grom" i ORP "Jastrząb".


"CHOCIAŻ KAŻDY Z NAS JEST MŁODY, LECZ GO STARYM WILKIEM ZWĄ
MY STRAŻNICY POLSKIEJ WODY, MARYNARZE POLSCY SĄ
MORZE, NASZE MORZE - BĘDZIEM CIEBIE WIERNIE STRZEC
MAMY ROZKAZ CIĘ UTRZYMAĆ, ALBO NA DNIE, NA DNIE TWOIM LEC
ALBO NA DNIE Z HONOREM LEC!"




Nie wspominając już o osiągnięciach polskich pilotów, którzy w ogromnym stopniu (i przyznają to nie tylko brytyjscy historycy, lecz zwykli mieszkańcy Anglii i Szkocji, którzy jeszcze żyją i pamiętają tamte czasy), przyczynili się do zwycięstwa w powietrznej Bitwie o Anglię. 


"LEĆ W GÓRĘ ZNAKU NASZ, NIE TRZEBA WCALE SŁÓW
SKRZYDLATY KLUCZ DO SŁAWY DRZWI ODMYKA ORŁA MAMY HART
GDY POLSKI CZUJNA STRAŻ, HUSARII DAWNEJ HUF
NIE ŚCICHNIE NIGDY W DALI MOCNY GŁOS SILNIKA
HEJ - NA START"


 O osiągnięciach polskich pilotów w Bitwie o Anglię, najlepiej świadczy ich popularność na Wyspach, szczególnie wśród płci pięknej (choć oczywiście nie tylko, jako ciekawostkę powiem, że brytyjscy piloci, aby poderwać panienki, często uczyli się polskich słówek i podawali się za polskich lotników - taka była wówczas popularność tych asów przestworzy, ze Szkoły Lotniczej w Dęblinie, zresztą wystarczy przyjrzeć się ilości zestrzeleń Polaków i Brytyjczyków, by wyrobić sobie zdanie).



Polacy walczyli na wszystkich frontach II Wojny Światowej przeciwko Niemcom (przeciw Włochom raczej nie walczyliśmy, ograniczając się jedynie do zatapiania ich okrętów bojowych i statków transportowych). W niezwykle morderczej bitwie o klasztor na Monte Cassino (styczeń - maj 1944 r.), polskim żołnierzom pomagał w walce ... niedźwiadek - Wojtek, który przynosił amunicję i cięższe ładunki sprzętu wojskowego. Wojtek, niedźwiedź brunatny i jednocześnie ... oficjalnie żołnierz Wojska Polskiego, przygarnięty został przez żołnierzy 2 Korpusu gen. Władysława Andersa (oficjalnie stał się żołnierzem 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii, która jako swą oznakę, przyjęła właśnie wizerunek niedźwiedzia niosącego pocisk artyleryjski)



Wojtek był żołnierzem i jednocześnie maskotką całego 2 Korpusu - kochali go wszyscy żołnierze. Przeżył II Wojnę Światową i zdechł w szkockim Edynburgu przeżywszy 22 lata w 1963 r.


ZABAWY i "ZAPASY" WOJTKA 
Z ŻOŁNIERZAMI 2 KORPUSU













 



TUTAJ NA POKŁADZIE OKRĘTU W DRODZE DO WŁOCH, NA WOJNĘ


Anglicy, gdy poinformowano ich że jednym z żołnierzy jest szeregowy Wojtek, osłupieli. Jeden z brytyjskich oficerów powiedział tylko: "To ... nie jest człowiek". "Nie - odpowiedziano mu - ale to też jest żołnierz Wojska Polskiego i budzi ducha walki wśród reszt żołnierzy". Na te słowa Brytyjczyk odpowiedział: "A w takim razie serdecznie witam żołnierza Wojtka". Pierwszą bitwą, w której wziął udział szeregowy Wojtek, była właśnie mordercza walka o Monte Cassino. Jak już wcześniej pisałem, w walkach o klasztor i okoliczne wzgórza - polegli już wszyscy - Amerykanie, Brytyjczycy, Francuzi, Nowozelandczycy, Kanadyjczycy, wreszcie przyszła kolej na Polaków i ... szeregowego Wojtka. Początkowo oszołomiony hukiem z dział armatnich i widokiem ognia, wszedł na drzewo, z którego obserwował żołnierzy dźwigających skrzynie z amunicją i wnoszących je na górski szlak, do żołnierzy będących na pierwszej linii ognia. Wreszcie nie wytrzymał tego widoku, zszedł z drzewa, stanął przed ciężarówką i wyciągnął łapy, oferując swoją pomoc. Najpierw wziął jedną, potem dwie, wreszcie trzy skrzynie, wnosząc je na niebezpieczny górski szlak. Po zwycięskiej bitwie (Polakom jako jedynym aliantom, udało się zakończyć tę bitwę zwycięstwem) i zdobyciu klasztoru Monte Cassino - miś Wojtek był niezwykle zadowolony ze swego w niej udziału. Potem też w kolejnych bitwach, wspierał żołnierzy 2 Korpusu gen. Andersa (jak chociażby w bitwie o Ankonę).


OSTATNIO W EDYNBURGU POWSTAŁ POMNIK MISIA WOJTKA
SZKOCI JEDNAK TEŻ PAMIĘTAJĄ O TYM DZIELNYM NIEDŹWIADKU





Po zakończeniu wojny, niestety nie mógł wrócić do Polski. Z prostej przyczyny, Polska walcząca od pierwszego do ostatniego dnia II wojny (przeciwko Niemcom, gdyż z Włochami nie wojowaliśmy, natomiast z Japonią ... nasze wywiady współpracowały przeciwko Związkowi Sowieckiemu i ... Niemcom, których Japończycy byli przecież sojusznikami. Tym bardziej to było po prostu przedłużenie starych kontaktów z lat 30-tych, gdy japońscy oficerowie, przyjeżdżali do Warszawy na szkolenie z kryptologii i deszyfrażu. Zawiązane wówczas znajomości zaowocowały współpracą wywiadowczą podczas II Wojny Światowej), nie należała do państw zwycięskich, chociaż paradoksalnie takim państwem była (wystawiliśmy czwartą armię świata koalicji antyniemieckiej). Byliśmy państwem zwycięskim tej wojny, a jednak my tę wojnę przegraliśmy. Jak to się mogło stać. Bardzo prosto, po prostu zarówno marksistowski imbecyl Roosevelt, jak i równie obłudny (choć należy przyznać, że przynajmniej się starał i z jego polecenia opracowano plan wyzwolenia Polski i Europy Środkowej, spod sowieckiej okupacji), Winston Churchill - sprzedali nas na konferencjach w Teheranie, Jałcie i Poczdamie w krwawe łapy Belzebuba, zwanego Stalinem, przy którym inny Lucyfer - Hitler, jawi się jako zaledwie dość radykalny polityk. Sprzedano nas, bo Europejczycy na Zachodzie i Amerykanie (z małymi wyjątkami i tutaj na uznanie zasługuje postawa gen. George Pattona, który chciał kontynuować wojnę, aż do wypędzenia Sowietów z Europy Środkowo-Wschodniej), nie chcieli już tej wojny kontynuować.

Tak więc zarówno miś Wojtek, jak i wielu polskich żołnierzy i oficerów, którzy przez te wszystkie wojenne lata, poświęcali własne życie i krew w obronie Francji, Włoch, Wlk. Brytanii, teraz zostali pozostawieni własnemu losowi. Bez jakiegokolwiek wsparcia państwa brytyjskiego, bez nawet zwykłego ludzkiego słowa: "Dziękujemy". Nic, wojna się skończyła i Polakom radzono by ... wracali do kraju. Tak, ci ludzie bowiem sądzili że skoro wojna się skończyła to właściwie "dlaczego oni wciąż tu siedzą?". Ci którzy wrócili bardzo często kończyli w kazamatach sowieckiej i polskiej komunistycznej policji politycznej. Mordowani, prześladowani, bici do nieprzytomności, zmuszani do podpisywania obciążających dokumentów, które sugerowały ich "antypaństwową działalność", oraz najczęściej szpiegostwo na rzecz któregoś z mocarstw zachodnich. Brytyjczycy, Amerykanie, Francuzi i inne narody, które znalazły się w tzw.: "Wolnym Świecie", nie potrafili zrozumieć czym jest komunizm. Może właśnie dlatego tak szybko dali się zainfekować inną chorobą lewackim multikulturalizmem, na który Polacy i inne narody Europy Środkowo-Wschodniej byli już odporni, właśnie dzięki temu prawie półwiecznemu okresowi zniewolenia.


 KONIEC WOJNY W EUROPIE, BYŁ POCZĄTKIEM DRUGIEGO (KOMUNISTYCZNEGO) ETAPU NASZEGO ZNIEWOLENIA, DLATEGO TEŻ NIE SPOSÓB BYŁO CIESZYĆ SIĘ ZE ZWYCIĘSTWA NA RÓWNI Z AMERYKANAMI, BRYTYJCZYKAMI, FRANCUZAMI, DLA NAS NIEWOLA WCIĄŻ JESZCZE SIĘ NIE KOŃCZYŁA





  JACEK KACZMARSKI
"PRZEJŚCIE POLAKÓW PRZEZ MORZE CZERWONE"

"NA BRZEGU STOJĄC DRŻĄCE PLEMIĘ BOŻE, PATRZYMY Z TRWOGĄ NA CZERWONE MORZE
ZA NAMI ŚCIANA ŚWIATA TEGO LUDÓW, STOI MILCZĄCA, CZEKAJĄCA CUDU
A NAM NIEDOBRZE TO MILCZENIE WRÓŻY, MY SIĘ MUSIMY W MORZE TO ZANURZYĆ
NIE DLA NAS SADY NA ŻYZNYCH RZEK STOKACH, DLA NAS JEST TOŃ TA, CZERWONA, GŁĘBOKA
WTEM JEDEN CZŁOWIEK NIESPEŁNA ROZUMU, NA KAMIEŃ WŁAZI I WOŁA DO TŁUMU
JA WAM POWIADAM, A KTO CHCE NIECH WĄTPI, ŻE SIĘ TO MORZE PRZED NAMI ROZSTĄPI"




KOMUNIŚCI CZĘSTO ZAMYKALI W JEDNEJ CELI ZARÓWNO ŻOŁNIERZY POLSKICH (ARMIA KRAJOWA, BATALIONY CHŁOPSKIE, NARODOWE SIŁY ZBROJNE), W JEDNEJ CELI Z NIEMIECKIMI ZBRODNIARZAMI WOJENNYMI. CHODZIŁO OTO BY POLAKÓW TYM SAMYM JESZCZE BARDZIEJ UPOKORZYĆ

"POLSKA SIĘ O MNIE UPOMNI"
"POLSKA MOŻE BY SIĘ O PANA UPOMNIAŁA, ALE TAKI TWÓR JAK POLSKA JUŻ NIE ISTNIEJE, PODOBNIE JAK RZESZA. JESTEŚMY OBYWATELAMI NIEISTNIEJĄCYCH PAŃSTW"



 POLSKA STAŁA SIĘ PRAWDZIWĄ KOLONIĄ SOWIECKĄ, A POLSCY MINISTROWIE, MUSIELI ZDAWAĆ RAPORTY, PRZED SWYMI SOWIECKIMI "DORADCAMI", KTÓRZY CZĘSTOKROĆ BYLI NIŻSZEGO STOPNIA  ALBO TEŻ MIELI NIŻSZĄ POZYCJĘ W HIERARCHII WŁADZY




 KRAJ BYŁ DOSZCZĘTNIE ZNISZCZONY, A TO CO POZOSTAŁO NA SKALĘ MASOWĄ RABOWALI SOWIECI, WYWOŻĄC DO ZWIĄZKU SOWIECKIEGO. NIEWIELU BYŁO NA TYLE ODWAŻNYCH, BY IM SIĘ SPRZECIWIĆ, CHOĆ ... ZDARZAŁY SIĘ TEŻ WYJĄTKI




NIC DZIWNEGO ŻE WIELU ŻOŁNIERZY NIE UJAWNIAŁO SIĘ NADAL WALCZĄC PO LASACH Z SOWIECKĄ OKUPACJĄ - ROZBIJANO WIĘZIENIA NKWD i URZĘDU BEZPIECZEŃSTWA, UWALNIAJĄC WIĘŹNIÓW POLITYCZNYCH, LIKWIDOWANO ZDRAJCÓW, CHOĆ Z GÓRY BYŁO WIADOME, ŻE WOJNA KTÓRĄ CI OSTATNI, WIERNI PRZYSIĘDZE WOJSKOWEJ ŻOŁNIERZE POLSKI NIEPODLEGŁEJ - PROWADZĄ, JEST WOJNĄ SKAZANĄ NA KLĘSKĘ.
(WALKA PARTYZANCKA TRWAŁA W POLSCE PRZEZ KOLEJNE 18 LAT, do 1945 do 1963 r.)




 OSAMOTNIENI, OSTATNI ŻOŁNIERZE II RZECZYPOSPOLITEJ, WALCZYLI MĘŻNIE PRZEZ OSIEMNAŚCIE LAT O WOLNOŚĆ, HONOR I GODNOŚĆ CZŁOWIECZĄ, KTÓRE TO WARTOŚCI BYŁY PRZEZ KOMUNISTÓW NISZCZONE

"CHCIELI WALCZYĆ DO KOŃCA, NAWET JEŚLI SIĘ NIE UDA 
POLSKI JUŻ NIE BYŁO, TYLKO JEJ PODRÓBA
NIE CHCIELI STAĆ BEZCZYNNIE LUB BRAĆ UDZIAŁ W TYM GWAŁCIE
PO TYM JAK NAS SPRZEDANO, NA WYPRZEDAŻY W JAŁCIE"

"KIEDY SŁUGUSY STALINA URZĄDZAŁY WAM RZEŻ KRWAWĄ
DLA WAS NIEPODLEGŁA POLSKA BYŁA NAJWAŻNIEJSZĄ SPRAWĄ"