Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 31 marca 2019

GDY RZYM NIE BYŁ RZYMEM - Cz. III

CZYLI JAK WYGLĄDAŁO

WIECZNE MIASTO W CZASACH

NIEWOLI AWINIOŃSKIEJ

I COLA DI RIENZI?


 INNOCENTY III

CESARZ KOŚCIOŁA I PAPIEŻ EUROPY

Cz. II




 Krucjata, którą do Ziemi Świętej ogłosił papież Innocenty III byłaby możliwa do zrealizowania w przypadku rozwiązania kilku problemów przed którymi stanęła wówczas chrześcijańska Europa. Otóż do najpoważniejszych (ok. roku 1200) problemów zaliczyć można ciągły, poważny konflikt wojenny pomiędzy królestwami Francji i Anglii, bratobójcze walki włoskich państewek, hiszpańska rekonkwista na Półwyspie Iberyjskim, która pochłaniała wiele energii i środków, wielka schizma wschodnia pomiędzy Kościołami rzymskim i konstantynopolitańskim, brak cesarza na Zachodzie Europy (po śmierci w 1197 r. Henryka VI z dynastii Hohenstaufów), oraz trapiące Europę mniejsze lub większe herezje religijne. Aby więc zrealizować projekt krucjaty i uwolnić Grób Pański z rąk niewiernych Saracenów, należało rozwiązać przynajmniej niektóre kwestie. Papież Innocenty postanowił zakończyć konflikt francusko-angielski, oraz przekonać Wenecję o konieczności wsparcia krucjaty od strony morza. W tym celu powołał dwóch legatów (którym osobiście nałożył płaszcze ze znakiem krzyża, mówiąc aby gorliwie zawierzyli Bogu i dążyli do przekonania władców zwaśnionych monarchii do krucjaty, mającej na celu wyzwolenie ziemi, po której: "stąpały stopy Chrystusa"). Pierwszym z nich był Piotr Capuano - kardynał diakon Santa Maria in Vialata (templariusz) - który miał się udać do władców Francji i Anglii i przekonać ich do zawarcia pięcioletniego rozejmu dla dobra krucjaty. Drugim zaś, niejaki Soffredo - kardynał prezbiter Santa Prassede (szpitalnik, czyli rycerz Zakonu Joannitów) - który udać się miał do Wenecji z zadaniem zorganizowania transportu morskiego do Ziemi Świętej i zapewnienia weneckiego wsparcia (w okrętach wojennych) dla europejskiego rycerstwa. 

W zadaniu pojednania królestw Francji i Anglii ogromną pomoc papieżowi Innocentemu udzielił niejaki Fulko z Neuilly. Ów kapłan, pełen charyzmy, niezwykle żywotny którego płomienne kazania przyciągały tłumy (nawet kapłani z sąsiednich do Neuilly-sur-Marne parafii prosili go by u nich też odprawił kazania do wiernych), nazywany był "Nowym Piotrem" a papież Innocenty już w listopadzie 1198 r. poparł działalność misyjną Fulka z Neuilly (mieli zresztą również bliskie poglądy co do celów i kierunków w jakich powinien rozwijać się Kościół Chrystusowy). Fulko był charyzmatykiem którego kazania ocierały się wręcz o mistycyzm, jednocześnie uważał że Bóg wybrał go osobiście by czynił wszystko to, co nakazał Jezus Chrystus. Zatem Fulko często obcował z najbardziej poniżanymi i najbiedniejszymi kręgami ówczesnego społeczeństwa. Odwiedzał więzienia, gdzie odbywał wspólne modlitwy z osadzonymi tam przestępcami, przekonywał prostytutki by porzuciły wszeteczną profesję i oddały się albo macierzyństwu albo też służbie Bogu (wiadomym było jednak iż była prostytutka nie miała większych szans na znalezienie sobie męża i założenie rodziny, dlatego też te kobiety, które porzucały prostytucję pod wpływem kazań Fulka, on sam umieszczał w paryskim klasztorze Sainte-Antoine-des-Champs). Ale nie tylko, głosił kazania również wśród rycerzy (gorliwie ich przekonując iż celem ich misji jest ochrona ubogiego ludu, a nie jego gnębienie czy łupienie) oraz wśród książąt. Ostro występował także przeciwko kapłanom utrzymującym kochanki, przekonując ich do wyboru życiowej drogi (ponoć mawiał: "Jeśli kochasz ją bardziej niż Boga, porzuć habit"). Fulko, choć nosił włosiennicę i podpierał się kijem, podczas kazań przywdziewał płaszcz ze znakiem krzyża wyszytego na czerwono, a także tłumom wiernych rozdawał krzyże, bez względu na ich pochodzenie społeczne czy doświadczenie wojskowe - czyniąc z nich wszystkich krzyżowców.

 


Zresztą Kościół były wówczas najsilniejszą podporą władzy i jednocześnie krzewicielem kultury. Państwa, w rodzaju tych współczesnych wówczas nie istniały (nie oznacza to jednak że nie istniały narody - bo brednią jest twierdzenie że narody pojawiły się dopiero w XIX wieku. Różne narody i świadomości narodowe istniały od wczesnej starożytności, weźmy choćby takich Ateńczyków, którzy podczas wojny ze Spartą doskonale wiedzieli że jedni i drudzy są Grekami, ale oni czuli przywiązanie narodowe właśnie do własnego polis i własnych tradycji. Podobnie Rzymianie, Kartagińczycy czy inne ludy. W XIX wieku narodziła się jedynie koncepcja nacjonalizmu, a nie narody jako takie). Europa była poszatkowana niemiłosiernie na różne mniejsze i większe królestwa, księstwa, hrabstwa, ziemie, wolne miasta, biskupstwa etc. etc. I większość z władców tych ziem była niezależna (choć czasem utrzymywała zwierzchność lenną od silniejszego od siebie monarchy). Tak też było np. we Francji, ziemiach Świętego Cesarstwa Rzymskiego czyli późniejszej Rzeszy, w Polsce, na Rusi, w Italii, w Hiszpanii (i to zarówno tej chrześcijańskiej, jak i muzułmańskiej), w Brytanii oraz na Bałkanach. Europa była jedną wielką mozaiką, złożoną z małych księstw i hrabstw, które utrzymywały zależność lenną od różnych królów - najbardziej dobitnie zostało to ukazane we Francji, która wówczas (koniec XII i początek XIII stulecia), ograniczała się jedynie do niewielkiej domeny królewskiej położonej wokół Paryża: Ile-de-France, Orleanu i Bourges. Zwierzchność Królestwa Francuskiego uznawały jeszcze Hrabstwo Flandrii (północ), Hrabstwo Blois (zachód), Hrabstwo Szampanii (wschód) i Księstwo Burgundii (południowy-wschód), natomiast reszta dzisiejszych ziem Francji była podległa Królestwu Anglii.

A były to następujące ziemie: Księstwa Rouen i Normandii, Hrabstwa Bretanii, Andegawenii i Maine oraz Księstwo Akwitanii (czyli można powiedzieć bogate i ludne tereny). Ale to nie koniec - Hrabstwo Tuluzy (na południu dzisiejszej Francji) i cała Langwedocja była całkowicie niezależna od nikogo (do tego bardzo bogata). Prowansja zaś to sporny teren pomiędzy Cesarstwem Rzymskim a Aragonią, a do tego wszystkiego Królestwo Anglii było jeszcze... lennikiem Królestwa Francji, a angielski król musiał klękać przed słabszym (politycznie) monarchą francuskim i oddawać pokłon oraz daninę z ziem należących do Anglii, ale formalnie będących lennem Francji. Była to niesamowita mozaika poszczególnych władztw, ale bardzo podobnie działo się w tym czasie chociażby w Polsce, która królestwem nie była już od 1079 r. Poszczególni władcy, czy to małopolscy, czy wielkopolscy, czy mazowieccy, czy śląscy czy pomorscy zdobywali przewagę i ją tracili. Nikt jednak nie potrafił utrzymać przewagi i koronować się na króla aż do 1320 r. gdy uczynił to książę brzesko-kujawski Władysław I (IV) zwany Łokietkiem (nie licząc oczywiście krótkotrwałej koronacji i panowania Przemysła II od czerwca 1295 r., który został zamordowany przez Brandenburczyków w Rogoźnie w lutym 1296 r.), jego zaś syn - Kazimierz III zwany Wielkim uczynił z Królestwa Polskiego jedno z największych europejskich potęg gospodarczych średniowiecza, zaś starcie potęgi krzyżackiej na polach Grunwaldu w 1410 r. otworzyło przed Polską drogę do późniejszej polityczno-militarnej i kulturowej potęgi z czasów Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Takie były realia średniowiecza - decentralizacja i większa swoboda lokalna (poza tym prymat prawa nad brutalną siłą, która objawiła się szczególnie w epokach późniejszych).




Tę sytuację (angielskiego panowania we Francji) naruszyła III wyprawa krzyżowa z lat 1189-1192, a raczej wydarzenia dziejące się bezpośrednio po jej zakończeniu. Otóż król Francji Filip II August, który uczestniczył w tej wyprawie, ale niewiele tam zdziałał i po zdobyciu Akki w Ziemi Świętej (w lipcu 1191 r.) powrócił do kraju (trudno się temu dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę chociażby listy, jakie krzyżowcy słali wówczas do swych krajów, w których skarżyli się na ogromne przeszkody jak choćby brak funduszy na dalszą wyprawę a co za tym idzie potworne niedostatki żywności i ekwipunku, żywioły naturalne - jak choćby zniszczenie zapasów armii króla Anglii Ryszarda I "Lwie Serce" przez ulewne deszcze, oraz brak wsparcia i pomocy ze strony Bizancjum, które  podejrzewano nawet o kontakty z Saracenami). Natomiast król Anglii - Ryszard I zwany "Lwie Serce" przebywał w Palestynie dłużej i udał się w drogę powrotną do kraju dopiero po zwycięstwie pod Jaffą w sierpniu 1192 r. (w której to bitwie pokonał sułtana Egiptu Saladyna). Ogólnie III krucjata zakończyła się mizernym wynikiem. Co prawda udało się odzyskać wiele miast i twierdz w Palestynie, jak choćby: Akkę, Hajfę, Cezareę, Arsuf, Jaffę czy Askalon to jednak nie odzyskano nie tylko Jerozolimy (utraconej w 1187 r.) ale także żadnego innego miasta, położonego z dala od wybrzeża morskiego. 

Gdy więc Król Ryszard Lwie Serce opuszczał Ziemię Świętą i wracał do Anglii (a były to czasy jak wiadomo rządów w Królestwie jego młodszego brata - księcia Jana, znanego chociażby z filmów o Robin Hoodzie, który wówczas też miał grasować w hrabstwie Nottingham, choć współczesne filmy uczyniły z niego jakiegoś popaprańca. Polityczna poprawność uczyniła z Robin Hooda nie tylko demokratę i rewolucjonistę, ale nawet chłopa, który przebiera się za szlachcica i tym samym porywa lud do walki z niesprawiedliwością szeryfa hrabstwa Nottingham, będącego na usługach księcia Jana. Śmiać mi się chciało do rozpuku, gdy oglądałem Russela Crowe'a grającego Robin Hooda w filmie Ridleya Scotta z 2010 r., który przemawia do zebranych rycerzy jak prawdziwy demokratyczny agitator, głoszący powszechną "wolność-równość-masturbację-sprawiedliwość" i tego typu bzdury, którymi karmią nas powszechnie media i popkultura. Gdyby jednak - przyjmując za prawdziwą - możliwość podszycia się chłopa za dobrze urodzonego wielmożę, próbował on coś na tym ugrać, to można od razu uznać że popełniałby tym samym samobójstwo. Istniała bowiem ogromna różnica pomiędzy sposobem wysławiania się chłopów a możnych czy nawet rycerstwa i taki ktoś od razu zostałby zdemaskowany oraz szybko osądzony i powieszony na najbliższej gałęzi. Poza tym każdy możny i dobrze urodzony "paniczyk" posiadał grupę przyjaciół i protegowanych oraz szerokie znajomości - często na samym dworze książęcym lub królewskim. Natomiast chłop, który przebrałby się w szaty szlachcica czy rycerza i który nie miał realnie żadnych możliwości zdobycia nie tylko takich znajomości ale i podstawowej wiedzy w czytaniu i pisaniu - pożyłby sobie może z kilka, kilkanaście dni, w najlepszym wypadku - i to tylko w sytuacji, gdyby starał się nie rzucać w oczy i do nikogo nie odzywać).


W FILMIE "ROBIN HOOD: KSIĄŻĘ ZŁODZIEI" Z 1991 r. JEST JESZCZE ŚMIESZNIEJSZA NIŻ WYŻEJ WSPOMNIANA SCENA, PODCZAS KTÓREJ MORGAN FREEMAN, GRAJĄCY CZARNOSKÓREGO MAURA, PRZEMAWIA DO ANGLIKÓW POBUDZAJĄC W NICH ZAPAŁ DO WALKI. JEST TO DOPRAWDY KOMICZNE CO POLITYCZNA POPRAWNOŚĆ ROBI Z HISTORIĄ. PRZECIEŻ GDYBY RZECZYWIŚCIE TAKI CZARNOSKÓRY MAUR POJAWIŁ SIĘ WÓWCZAS W ANGLII, TO BARDZO SZYBKO SKOŃCZYŁBY JAK...



 ... JAK TEN TU OTO BIEDNY FRANCUSKI LISTONOSZ, 
W STARCIU Z GOŚĆMI ZE ŚREDNIOWIECZNEJ EUROPY
 


 Tak więc podczas powrotu do Anglii, król Ryszard Lwie Serce został schwytany i uwięziony na zamku Dürnstein przez austriackiego księcia Leopolda V (który zarzucał mu morderstwo swego kuzyna - Konrada z Montferratu). W marcu 1193 r. książę Leopold przekazał Ryszarda cesarzowi rzymskiemu - Henrykowi VI, który uwięził go na zamku Trifels gdzie przebywał przez kolejny rok. Po zapłaceniu okupu, Ryszard został uwolniony i mógł powrócić do kraju (1194 r.). W tym czasie jednak zaszły we Francji spore zmiany. Oto bowiem król Francji Filip II August podporządkował sobie Artois i część Vermandois, a także Boulogne i tereny hrabstwa Flandrii. Co prawda Ryszard przystąpił do wojny i udało mu się odzyskać większą część utraconych ziem (a walki były niezwykle krwawe gdyż jedna i druga strona nie rezygnowała z brutalnych metod. Złą sławą zapisał się szczególnie kapitan Mercadier - pozostający na służbie angielskiej oraz biskup Beauvais - walczący po stronie francuskiej - który znacznie lepiej władał mieczem, niż odprawiał kazania). W styczniu 1196 r. zawarto pokój, który przyniósł Anglii zwycięstwo. Filip II nie pogodził się jednak z tym wynikiem i zawarł sojusze z poszczególnymi księstwami oraz hrabstwami tym samym wznawiając wojnę. Ponownie poniósł jednak klęskę w bitwie pod Gisors w 1198 r. (gdzie o mało nie stracił życia) i musiał zgodzić się na rozejm (ważny jednak tylko do połowy stycznia 1199 r.). Do owego rozejmu doprowadził właśnie ów papieski wysłannik Piotr Capuano (a także arcybiskup Reims i Wilhelm Marszałek), który został zaopatrzony przez papieża we wszelkie możliwe środki nacisku na przeciwników rozejmu, łącznie z możliwością obłożenia klątwą niechętnych mu władców (a w tamtych czasach obłożenie kogoś klątwą to nie było nic nieznaczące "czary mary", to było realne wykluczenie danej osoby ze społeczeństwa chrześcijan, a co za tym idzie każdy poddany takiego władcy miał prawo odmówić mu posłuszeństwa a nawet zbrojnie przeciwko niemu wystąpić. Była to więc bardzo silna broń w ręku Papiestwa do walki z wrogami Kościoła i samych papieży. Oczywiście w późniejszych czasach, pełnych zbrodni i przemocy - siła papieskiej klątwy znacznie osłabła i nikt już się tym zbytnio nie przejmował).

Rozejm okazał się kruchy i wkrótce po śmierci Ryszarda Lwie Serce (trafionego strzałą podczas oblężenia zamku w Limousin w kwietniu 1199 r. tłumiącego rewoltę hrabiego Aimara V z Limoges), jego następca król Jan I wznowił walki. Jednak umiejętności dyplomatyczne Piotra Capuano doprowadziły do zawarcia traktatu pokojowego pomiędzy skłóconymi monarchami - 22 maja 1200 r. w Le Goulet. Niby wszystkie sporne sprawy zostały rozwiązane, ale szybko okazało się że krucjata przeciw Saracenom mimo wszystko szybko nie dojdzie do skutku a to za sprawą małżonki króla Francji Filipa II Augusta - Ingeborgi Duńskiej. Król poślubił ją w 1193 r., w trzy lata po śmierci swej pierwszej żony - Izabelli z Hainault (co ta dziewczyna z nim przeżywała zakrawa o ludzkie pojęcie - król bowiem był bardzo zazdrosny, wręcz chorobliwie i żądał by królowa spowiadała mu się z każdego, chociażby nawet oficjalnego słowa, wypowiedzianego do któregokolwiek z wielmożów lub rycerzy. Poza tym upokarzał ją publicznie i zamykał nocą na klucz w jej komnacie - zażądał nawet aby przywdziała... pas cnoty. Izabella zmarła w wyniku powikłań porodowych i stresu wywołanego mężowskimi zazdrościami w wieku 19 lat, po prawie 10 latach małżeństwa z Filipem II Augustem). Ingeborga od razu spodobała się królowi bo była zarówno młoda (miała ok. 19 lat) i ponoć bardzo ładna. Piękna ceremonia ślubna z 15 sierpnia 1193 r. przysłoniła jednak to, co stało się później. Nie wiadomo dlaczego ale król, słynący z upodobania do kobiecych wdzięków i spłodzenia trzech synów (z których dwóch zmarło jeszcze w niemowlęctwie - obaj tego samego dnia), nie był w stanie sprostać mężowskim obowiązkom w alkowie. Mówiąc prosto i kolokwialnie król nie miał wzwodu i nie mógł cieszyć się nocą poślubną. Co się stało? Nie wiadomo, ale doprowadziło to Filipa II do swoistej pasji, tym bardziej że kolejne noce były do siebie podobne. 

Królowi nie stawał, więc król wpadał w złość wyładowując ją na swej nowo poślubionej małżonce. Wreszcie oskarżył ją że jest czarownicą i odebrała mu "moc męską". Za karę wtrącił ją do klasztoru (w kilkanaście dni po ślubie). Ale arcybiskup Reims poprosił króla aby nie rezygnował z małżonki i z dania królestwu kolejnego potomstwa (miał już syna - Ludwika ze związku z Izabellą) i namówił go by odbył stosunek z królową w sali klasztornej, czyli w miejscu świętym, gdzie z pewnością zostanie poczęty syn obdarzony szczególną łaską bożą. Król zgodził się i rzeczywiście przybył do klasztoru, w którym umieścił swą niedawno poślubioną małżonkę, zrzucił z niej habit i spróbował odbyć stosunek. Bezskutecznie! To już całkowicie zraziło go od żony i zapragnął czym prędzej rozwodu z nią. Zwołał konsylium duchowne, na którym uznał że pomiędzy nim a Ingeborgą istnieje zbyt bliskie pokrewieństwo i że w oczach Boga popełnili oni grzech, który czym prędzej należy naprawić. Kapłani zgodzili się z królem i nakazali unieważnienie małżeństwa. Problem polegał na tym że z tym wyrokiem nie zgodził się ojciec Ingeborgi, król Danii - Waldemar I, który odwołał się do papieża Celestyna III. Ten anulował orzeczenie kapturowego konsystorza i nakazał królowi Francji powrót do żony. Filip (mówiąc kolokwialnie) wyrok papieski miał gdzieś i nie tylko nie wrócił do Ingeborgi, ale wręcz w czerwcu 1196 r. ostentacyjnie... ożenił się po raz trzeci (czym popełnił bigamię). Jego wybranką okazała się niejaka Agnieszka z Meranii, która była prawie w wieku Ingeborgi.


KRÓL KAZIMIERZ III WIELKI TAKŻE NIE MÓGŁ SIĘ PRZEMÓC PRZED ZBLIŻENIEM ZE SWOJĄ DRUGĄ ŻONĄ - ADELAJDĄ z HESJI, KTÓRA NAJPRAWDOPODOBNIEJ BYŁA BEZPŁODNA



Ceremonia ślubna została przygotowana jeszcze okazalej niż poprzednim razem, po czym cały dwór udał się na biwak. Wino lało się strumieniami, aż wreszcie nadeszła oczekiwana chwila nocy poślubnej. Król udał się więc ze swoją nowo poślubioną małżonką do alkowy, a ciekawscy oczekiwali pod drzwiami na królewski triumf (lub też klęskę, gdyż większość z nich nie wierzyła że młoda i ładna Ingaborga jest czarownicą). Rano do alkowy wszedł królewski herold i gdy stamtąd wychodził by poinformować zgromadzonych o rezultacie ostatniej nocy - ogłosił sukces - król dopiął celu, zdeflorował Agnes z Meranii. Radowano się więc publicznie na dworze z tego królewskiego zwycięstwa i zastanawiano się cóż takiego uczyniła Ingeborga, że król nie mógł przy niej "stanąć na wysokości zadania". Ale król nie zaprzątał sobie głowy takimi myślami oddając się z Agnieszką conocnym miłosnym rozrywkom. Spłodził też z nią dwoje dzieci - córkę Marię (urodzoną w 1198 r.) i syna Filipa (1200 r.). I tak królewskie szczęście małżeńskie trwałoby bez większych przeszkód, gdyby nie... Innocenty III, który zastąpił Celestyna III na Piotrowym Tronie. Nowy papież (od stycznia 1198 r.) stojący na straży moralności i dążący do powrotu Chrześcijaństwa do duchowości z czasów Chrystusa, nakazał królowi porzucenie "intruzki" (jak ją nazywał w swych listach do króla) i powrót do prawowitej małżonki Ingeborgi. Filip postąpił podobnie jak w przypadku Celestyna III, czyli całkowicie zbagatelizował nawoływania Innocentego do naprawy jego relacji małżeńskiej. Problem polegał na tym, że stary Celestyn rzeczywiście poprzestał na napomnieniach, lecz młody Innocenty, gdy nie pomogły listy z prośbami i groźbami, objął całe Królestwo Francji interdyktem (grudzień 1199 r.). Wiązało się to z zakazem odprawiania jakichkolwiek obrzędów religijnych w całym państwie, łącznie z zakazem święceń kapłańskich, odpustów, pogrzebów, chrzcin, namaszczeń etc.

Była to straszna broń w rękach papieży, gorsza nawet od obłożenia konkretnej osoby klątwą, gdyż zakaz odprawiania pogrzebów i chrzcin wśród chrześcijańskiego ludu powodował niesnaski przechodzące w społeczne niepokoje (dzisiejsze protesty "żółtych kamizelek" to przy tym co się wówczas działo zabawy grzecznych dzieci w piaskownicy). Wyobraźmy sobie bowiem setki a nawet tysiące niepogrzebanych, ludzkich ciał, znoszonych w jedno miejsce i układanych jeden na drugim w stosy. Okropność? No właśnie, a tak się wówczas działo, gdyż kapłani nie mogli odprawić pogrzebów ze względu na nałożony papieski interdykt.Te ciała rozkładały się i śmierdziały w gorącym letnim słońcu, gniły a nie można było ich pochować. Niesamowite prawda - jakże potężną władzę dzierżyli w swych rękach papieże, którzy nawet nie musieli posiadać armii, wystarczyła sama siła moralna i duchowa (w postaci właśnie owego interdyktu lub klątwy). Gdy doszło do zamieszek a lud zaczął wyzywać Agnieszkę od czarownic i żądał przywrócenia królowej Ingeborgi, Filip II musiał się ugiąć. Po prostu zamienił wówczas miejscami swoje żony, Ingeborgę przywrócił do roli królowej a Agnieszkę... umieścił w klasztorze. Dopiero wtedy papież Innocenty III zdjął z królestwa interdykt (wrzesień 1200 r.). Co ciekawe, powrót Ingeborgi na królewski dwór nie oznaczała nawrotu królewskiej impotencji. Wręcz przeciwnie, teraz król już mógł swobodnie obcować cieleśnie ze swoją małżonką i razem byli szczęśliwą parą, a gdy Filip II August zmarł w lipcu 1223 r. Ingeborga rzeczywiście go żałowała i opłakiwała rzewnymi łzami. Tak oto w 1200 r. udało się rozwiązać dwa niepokojące papieża konflikty w Zachodniej Europie, które przybliżały jego plan krucjaty w celu wyzwolenia Ziemi Świętej z rąk Saracenów i hasło jakie wówczas rzucił: "Niech więc powstaną wierni Kościoła, niech wezmą broń i tarcze, niech pospieszą na pomoc Jezusowi Chrystusowi". Teraz do rozwiązania został jeszcze problem Wenecji. 

 
CDN.
 

sobota, 30 marca 2019

RAPORT GEHLENA - Cz. XIII

CZYLI JAK TO NIEMCY ZAMIERZALI

STWORZYĆ WŁASNY RUCH OPORU,

WZORUJĄC SIĘ NA POLSKICH

DOŚWIADCZENIACH

KONSPIRACYJNYCH


RAPORT GEHLENA

Cz. XIII


E. WALKA O NARÓD POLSKI


c. Konspiracja




 Istotę polskiego ruchu oporu można scharakteryzować za pomocą dwóch cech: konspiracja i powstanie. Konspiracja jest jednocześnie formą zachowania, za pomocą której członek ruchu oporu uczestniczy w powstaniu, podczas gdy powstanie jest formą bytu, za pomocą której członek ruchu oporu żyje w konspiracji. Należy przy tym podkreślić, że znajdująca się w naszej dyspozycji dokumentacja nie zawiera precyzyjnych analiz odnośnie do stosowanych pojęć oraz że Polakom brakuje logicznej konsekwencji zarówno w myśleniu, jak i działaniu. Dlatego może się zdarzyć, że pojęcia "konspiracja" i "powstanie" przecinają się, a nawet pokrywają. Konspiracja umożliwia prowadzenie własnego życia poza oficjalną rzeczywistością, którą określa "okupant", i obejmuje wszystkie gałęzie życia państwowego i narodowego, od nielegalnego aparatu państwowego aż do niepozornej, nielegalnej pomocy społecznej. Naturalnie w warunkach konspiracji musi się rezygnować z wielu rzeczy, z tym większą gorliwością dąży się do osiągnięcia tego, co możliwe, tym zacieklej wciela się to w życie. W ten sposób konspiracja kryje i przenosi w sobie wszystko to, co popycha Polaka do oporu wobec nas. Konspiracja w szczególny sposób wspiera akcję powstańczą, zabezpiecza jej przebieg i gwarantuje jej sukces. Stanowi ona constans w sytuacji, gdy plany ulegają ciągłym przeróbkom i zmianom, umożliwia organizacyjne dostosowanie się do sytuacji militarnej bez tracenia z oczu ostatecznego celu. 

W ten sposób jest ona nie tylko organizacyjno-taktycznym środkiem do zakamuflowania zaplanowanych, konkretnych działań powstańczych czy też bronią małej grupy spiskowców. Oczywiście chodzi także o to, ale przede wszystkim konspiracja jest sprawą całego narodu. Nie znamy takiego zjawiska w naszym narodzie. Zdolność do konspiracji jest głęboko zakorzeniona w charakterze narodowym Polaków i wyuczona w procesie rozwoju historycznego. Dlatego w 1939 r. nie trzeba było jej się uczyć, ani tym bardziej nakazywać. Była ona po prostu oczywistością. Konspiracja stała się tym środkiem, który sprawia, że ruch oporu jest sprawą narodową. Każdy Polak sam z siebie staje się wspierającym, nośnym elementem otaczającej go całości. Dla organizacji ruchu oporu, wyrosłych na takiej glebie, konspiracja nie jest tylko jedną z wielu stosowanych broni, lecz jest tą bojową formą życia, w której przywódcy i naród, mimo wszystkich znanych, wewnątrz-politycznych sprzeczności, połączeni są tą samą wolą oporu, tworząc wspólnotę o godnej uwagi sile. Oczywiste jest, że w tej sytuacji polskie dowództwo stara się czynić z konspiracji jak największy użytek. Dowództwo opiera się na niej zarówno w fazie planowania, jak i działania, robi wszystko, aby móc się posługiwać tą narodową bronią o rozstrzygającym znaczeniu. 



d. Plany powstania




 Pojęcie i rzeczywistość powstania odgrywa w myśleniu i działaniu Polaków zupełnie inną rolę niż u nas. Dlatego też nie jest nam łatwo zrozumieć, co Polak rozumie pod tym pojęciem. Z tego powodu zbyt szybko skłaniamy się ku błędnym interpretacjom i lekceważeniu niebezpieczeństwa, jakie się za nim kryje. Wszak niemiecka myśl nie rozwinęła nigdy pojęcia, które odpowiadałoby temu, co Polak nazywa "powstaniem". Głównym tego powodem jest fakt, że naród niemiecki nigdy nie miał ku temu państwowej czy narodowej motywacji (tym bardziej że przed 1871 r. Niemcy jako państwo nie istniały). Gdy my mówimy o powstaniu, zwłaszcza z punktu widzenia zwycięzcy z 1939 r., to mamy na myśli opór przeciwko istniejącemu porządkowi i obowiązującemu prawu. Powstańcy to rebelianci albo - zgodnie z dzisiejszym zwyczajem językowym - bandyci. Jesteśmy skłonni przyjmować, że całe narody gotowe są podporządkować się nam bez szemrania, a tylko pewne elementy zakłócają spokój. Taki punkt widzenia prowadzi do zwodniczego wniosku, że eliminacja buntowniczych przywódców zdusi w zarodku niepokoje, a duch oporu zniknie. Taka interpretacja tego pojęcia jest zbyt wąska, aby pokazać, czym dla Polaków jest powstanie jako norma życia w oporze. W rozumieniu Polaków po 1939 r. obudził się pewien element ich narodowej natury, który od czasów rozbiorów Polski w XVIII wieku liczne generacje rozwijały jako swą witalną siłę, a który po 1918 r. trwał w stanie uśpienia. 

Owa narodowa natura - powstanie - to marzenie i muza, plan i przygotowanie, infantylne oczekiwanie i brutalne żądanie. Powstanie uznawane jest za akt najwyższej moralności , próbą wymagającą największej dzielności, bezwarunkowe zaangażowanie na rzecz własnego narodu w celu osiągnięcia własnej państwowości. Poświęcają mu się najlepsi, fascynuje się nim cały naród, jest źródłem siły w czasie największych prób, jest nigdy niegasnącą nadzieją w sytuacjach bez wyjścia. Ci, którzy głoszą ideę powstania, są wodzami, ci, którzy ją wprowadzają w życie, są bohaterami narodowymi. Ze szczególnym zapałem poświęciła się temu młodzież. Z tego powodu "powstania" (tak długo jak żyje naród) nie można zlikwidować za pomocą środków policyjno-wojskowych. Na miejsce tych, którzy odeszli, ciągle pojawiają się nowi. Powstanie trwa również wtedy, gdy nie odbywają się żadne konkretne działania powstańcze. Działania nie są bowiem powstaniem jako takim, lecz tylko jego ostatnim bojowym stadium. Nawet najkrwawsze klęski militarne nie zniszczą idei powstania, a tym samym nie powstrzymają planów kolejnego zrywu. Może to trwać miesiące, lata, pokolenia, aż dojdzie do nowej, gwałtownej erupcji tego tlącego się podziemnego wulkanu (Adam Mickiewicz w III części "Dziadów" tak przedstawił naród polski: "Nasz naród jak lawa, z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa. Lecz wewnętrznego ognia i sto lat nie wyziębi. Plujmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi"). Jego ogień żarzy się w głębi serc milionów. To właśnie ów ogień jest najwyższą formą narodowej woli samostanowienia: powstaniem. 


Przegląd konkretnych planów powstania 

 Udało nam się zabezpieczyć sporo dokumentów dotyczących polskich konkretnych planów powstańczych, które - pomimo pewnych luk - pozwalają na stworzenie przejrzystego obrazu. Nawet jeśli na skutek rozwoju wydarzeń politycznych i wojskowych większa cześć tych planów zrealizowana została zaledwie w niewielkim stopniu, i to w formie "rozwiązań improwizowanych", to są one w swej zasadniczej strukturze wyrazem niepokonanej woli oporu, a przez to istotnym źródłem wiedzy. Pozyskany materiał dotyczący planowania zorganizowanego powstania został zaprezentowany w formie tabeli (brak tabeli). Podczas analizy tego materiału okazało się, że nawet detale oraz wątki poboczne, pozornie niemające związku z tymi planami, ostatecznie są częścią większej całości. Załączniki od 4 do 14 (załączników brak), opracowane przez Leitstelle III Ost (Centrum Kontroli wydział III Wschód), stanowią poszczególne plany zebrane w formie schematycznego zestawienia i uzupełniają tabelę przeglądową. Poza dołączonym do załącznika 13 (załącznika brak) planem zdobycia Prus Wschodnich znane są jeszcze plany działania dla okręgów Wilno, Białystok, Wołyń, Lwów, Lublin, Warszawa, Radom, Kraków oraz Łódź. W jakimś przyszłym opracowaniu w ramach szerszych niż ta publikacja, powinno się je obszernie zanalizować, gdyż zawierają wiele interesujących i ważnych detali.

Filarami planów zorganizowanego oporu są oddziały sztabu Komendy Głównej, przy czym każdy z nich ma odrębne zadanie do wypełnienia, i to zarówno w aspekcie organizacyjnym, jak i bojowym. Oddziały II i V również w tym wypadku mają szczególną rolę do spełnienia. Gwarancja prawidłowej organizacji oraz urzeczywistnienia upragnionego celu leży w nienagannej współpracy wszystkich oddziałów. Poszczególne elementy tworzące plan wychodzą niejako z konspiracji, gdy nadchodzi czas aktywnych działań, i powracają do niej, gdy spełniły swe cząstkowe zadanie, a mimo to wielki cel nie został osiągnięty. 

Znane plany powstania należą do czterech grup:
  • Plan Kurpicza,
  • Plany powszechnego powstania,
  • Rozwiązania prowizoryczne ("Burza", powstanie warszawskie),
  • Plany po powstaniu warszawskim.

Plan Kurpicza 

Posiadamy jedynie niedokładne i fragmentaryczne dane na temat planu Kurpicza. Nie został on zrealizowany. Kierunek działań miał przebiegać z zachodu na wschód. Akcja miała być przeprowadzona głównie dzięki wsparciu z zagranicy (Kurpicz to były oficer polskiego sztabu generalnego). (Jerzy Kandyd Kurpicz - oficer łączności w Wojskowym Szefostwie Komunikacji, po 1939 r. trafił do niemieckiej niewoli i znalazł się w obozie jenieckim. Został z niego uwolniony, oficjalnie dzięki zabiegom żony, krewnej gen. SS Ericha von dem Bacha-Zalewskiego, po czym dołączył do konspiracji. Jednak w trakcie przebywania w niewoli, został zwerbowany jako niemiecki agent, mający informować Niemców o planach ewentualnego wybuchu powstania. W marcu 1944 r., po wcześniejszym skazaniu go na karę śmierci przez podziemny sąd, został zastrzelony na ulicy przez patrol Komendy Głównej Armii Krajowej jako niemiecki agent).


Plany powszechnego powstania     

  Poprzez plany powszechnego powstania rozumie się zebrane plany częściowe, które dotyczą ogólnego powstania. Chociaż pozyskana dokumentacja dotyczy prawdopodobnie tylko części planów, mimo to umożliwia ona stworzenie przejrzystego obrazu całego zamierzenia. Po gruntownym przygotowaniu powstanie miało się błyskawicznie rozpocząć we wszystkich częściach byłego polskiego obszaru państwowego, jak również poza nimi. Za warunek do rozpoczęcia powstania uznano chwilę, gdy pokonane wojska niemieckie na wschodzie rozpoczną odwrót mniej lub bardziej przypominający ucieczkę. Właściwe centrum powstania miało być chronione przez dwie akcje częściowe: "Osłona" (była to całość działań dywersyjnych mających utrudnić oddziałom niemieckim - i potencjalnie również sowieckim, choć o tym się nie mówi - dotarcie do terenów głównej powstańczej bazy) i "Bariera" (plan działań dywersyjnych, mających zadanie zniszczenie szlaków komunikacyjnych wiodących do miejsc objętych powstaniem). Dokumentacja na ten temat jest bardzo niedokładna i częściowo wzajemnie sprzeczna. Można odnieść wrażenie, że niejasność ta wynika nie tylko z luk w zdobytym materiale, ale również z samej polskiej koncepcji. Początkowo mówi się ogólnie o akcjach osłony powstania na Wschodzie i Zachodzie. Następnie do całej operacji osłonowej dołączono na Wschodzie jeszcze jedną dodatkową akcję defensywną pod nazwą "Bariera", przy czym wkrótce zaczęto ją traktować jako całkiem odrębną operację. W rezultacie określenia "Osłona" używano na akcję osłonową na Zachodzie, natomiast pojęcie "Bariera" stosowane dla całości operacji osłonowych na Wschodzie. 

Prawdopodobniejsza jest jednak inna interpretacja. Zgodnie z nią to "Osłona" ma ochraniać centra powstańcze na Wschodzie i Zachodzie, przy czym jej główne zadanie dotyczy Zachodu, gdyż ma zatrzymać idące z Zachodu posiłki dla niemieckich oddziałów, okrążonych na terenie zachodniego centrum powstańczego. Natomiast "Bariera" miała stworzyć sferę zniszczeń, rozciągających się daleko od wschodnich granic byłego polskiego terytorium państwowego (a co za tym idzie - daleko od obszaru działań operacyjnych "Osłony"). "Bariera" miała zmusić cofające się wojska niemieckie do obchodzenia jej od północy lub południa oraz zatrzymać marsz, a Armię Czerwoną do wstrzymania jej pochodu (Bingo! choć były to tak naprawdę dwa plany, pierwszy z 1941 r., który nie zakładał konfrontacji z Armią Czerwoną i drugi z jesieni 1942 r. który już takie starcie uważał za wielce prawdopodobne). Działania bojowe jako takie miałyby być skierowane wyłącznie przeciw Niemcom. Sądzono, że z Rosją z angielską pomocą będzie można odpowiednio wcześniej dojść do porozumienia. Poszczególne fazy zorganizowanego oporu zostały opracowane w najdrobniejszych szczegółach , przy czym szczegółowy plan, który został dostarczony działającym w podziemiu placówkom, uwzględniał tylko pierwszą fazę powstania. Szczególnie starannie opracowana została część poświęcona przesyłaniu informacji, przy czym największą wagę przywiązywano do kwestii szkolenia personelu. Wśród częściowych planów organizacyjnych szczególnie starannie opracowany został plan zdobycia Prus Wschodnich. Natomiast ten fragment, który odnosi się do możliwych działań strony niemieckiej, jest wyraźnie pobieżny. Można powiedzieć że wręcz niedbały. 


Rozwiązania prowizoryczne       

 Ze względu na to, że wydarzenia polityczno-wojskowe zniweczyły możliwości wybuchu powszechnego powstania, narodowo-polskie przywództwo zdecydowało się w lecie 1944 r. na przeprowadzenie częściowej akcji, którą można ocenić jako prowizorium z konieczności. 


"Burza"

 "Burza" jest długotrwałą operacją sabotażową i odwetową, która została przeprowadzona przez specjalnie dobrane jednostki (Błąd! Akcję "Burza" miały przeprowadzić wszystkie uzbrojone oddziały Armii Krajowej, pozostające dotąd w konspiracji). Pod względem intensywności przechodziła ona odmienne fazy, aby zakończyć się rozkazem, który miał uniemożliwić ewakuację ludności polskiej wraz z wycofującymi się wojskami niemieckimi (są to jakieś bliżej niesprecyzowane dywagacje Gehlena, który kolejny raz bawi się w bajkopisarza). 


 Powstanie warszawskie

 Rozkaz do powstania
 
 Operacje cząstkowe jak i samo powstanie powinno rozpocząć się na rozkaz Londynu (polskiego Rządu na Wychodźstwie w Londynie), podjęty w porozumieniu z krajem, przekazany przez sieć nadawczą A w formie specjalnych haseł. Każdą operację cząstkową oraz powstanie poprzedzały fazy przygotowawcze "Czujność" oraz "Gotowość". Akcja "Czujność" mogła być przedłużona do 24 dni, a nawet odwołana, "Gotowości" po rozpoczęciu nie można było odwołać.


Sieć nadawcza 

 Aby zorganizować łączność radiową, która miała być głównym nośnikiem informacji, przewidziano szeroką rozbudowę sieci nadawczej. Londyn jako centrala nadawcza wraz z centralą wspomagającą w Bari miał nieograniczone możliwości. Aby umożliwić łatwiejszą pracę, całość sieci nadawczej została podzielona na różne sieci specjalne:

 Sieć A: Zwykła rozgłośnia szkoleniowa z Londynu: przekaz haseł alarmowych oraz rozkazów dotyczących operacji. Pełniła rolę sieci alarmowej.

 Sieć Z: Sieć łącząca Komendę Główną w kraju, Naczelne Dowództwo w Londynie i bazy zagraniczne (najprawdopodobniej sztaby stacjonujących poza krajem jednostek operacyjno-taktycznych). Komunikacja poprzez Londyn. 

 Sieć O/P: Sieć Komendy Głównej łącząca ją z obszarami, okręgami, inspektoratami, obwodami itd. Komunikacja poprzez Londyn lub Bari. 

 Sieć L: Sieć lotnictwa.

 Sieć W: Jej rola nie została dokładnie wyjaśniona (prawdopodobnie wywiad radiowy). 

 Sieć I: Wewnętrzna bardzo gęsta sieć wzajemnych kontaktów niższych dowództw. Na falach przyziemnych. 

Nad przygotowaniem całej sieci do akcji pracowano bardzo poważnie. Do wiosny 1944 r. przygotowano do użytku 860 sztuk nadajników nadawczo-odbiorczych typu MK I i MK II oraz 600 sztuk dodatkowych telegraficzno-telefonicznych odbiorników bateryjnych. Nie dysponujemy danymi liczbowymi z późniejszego okresu. 


Sieć kurierska 




 Poza siecią radiową w kraju działa liczna i gęsta oraz wysoce wydajna sieć kurierska. Częste ćwiczenia z zadaniami dostosowanymi do rzeczywistych działań powstańczych wielokrotnie potwierdzały jej wydajność.


 Poczta i kolej

 Szczególną uwagę poświęcono publicznym środkom komunikacji oraz przekazu informacji. Znane są dokładne instrukcje, jeśli chodzi o infrastrukturę telekomunikacyjną oraz telegraficzną. Prawdopodobnie również dla kolei wypracowano podobnie szczegółowe plany. 


Pomoc z zagranicy

 Istotną rolę we wszystkich planach akcji powstańczej odgrywa oczekiwana pomoc z zagranicy. 
Siły Polskie: spodziewano się, że za pomocą zrzutów spadochronowych oraz przerzutu lądem w odpowiednim czasie dotrą polskie jednostki stacjonujące w Anglii oraz we Włoszech (armia Andersa). Znany jest plan użycia polskich jednostek lotniczych sformowanych w Anglii. 
Siły anglo-amerykańskie: ze strony anglo-amerykańskiej oczekiwano wsparcia większych formacji lotniczych oraz dostaw broni i amunicji.



e. Propaganda 




 Szczególną rolę w walce o naród polski ma propaganda, która w trakcie tej wojny, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, wykorzystana została jako narzędzie władzy, również w ręku dowództwa wojskowego. Dlatego też w pracy propagandowej nad narodem polskim zarówno ze strony rosyjskiej (włącznie w prosowiecką stroną polską), jak i angielskiej i narodowo-polskiej użyto wszystkiego, czym dysponowano. Dokonując przeglądu minionego okresu, należy stwierdzić , że do powstania warszawskiego propaganda narodowo-polska miała absolutną przewagę. Natomiast po powstaniu propaganda sowiecka zaczęła silnie zyskiwać na znaczeniu. Niemiecka propaganda natomiast nie odnosiła znaczących sukcesów. Takie dogodne aspekty, jak klęska 1939 r., Katyń, rok niemieckich sukcesów w Rosji zostały trafnie rozpoznane oraz propagandowo dobrze wykorzystane, ale działania propagandowe za każdym razem okazywały się niewypałem, zwłaszcza że wroga propaganda świadomie i możliwie jak najostrzej odpowiadała na każde niemieckie działania w tym obszarze. Ze względu na to, iż izolacja Polaków żyjących pod władzą niemiecką na wpływy nieprzyjacielskiej propagandy była niemożliwa, dlatego też Polak, który początkowo z przejęciem traktował nasze komunikaty ,stawał się wkrótce obojętny na niemiecką propagandę. Nawet jeśli docierała ona do niego, to pozostawał na nią zamknięty, gdyż rosnąca wewnętrzna rezystencja z zasady nie pozwalała mu wierzyć propagandzie. 

Z tego powodu nie raz dochodziło do zgoła groteskowej sytuacji, gdy na przykład fakty dotyczące Katynia, pomimo iż jednoznacznie potwierdzały je polskie komisje z Generalnej Guberni (czyli ziem polskich będących pod niemiecką okupacją, nie włączonych bezpośrednio do Rzeszy), nie sprawiały na Polakach żadnego trwałego wrażenia, nie wspominając o zmianie nastawienia, gdyż traktowane były jako kłamliwa niemiecka propaganda (wyjaśniałem to w poprzedniej części). Nie jest to miejsce, aby wnikliwie analizować te kwestie. Ale muszą one być traktowane również jako problem wojskowy, ponieważ mają wielkie znaczenie dla rozwoju wypadków w obszarze militarnym i wywiadowczym. O ile propaganda ma duże znaczenie we współczesnej, prowadzonej otwarcie wojnie, to w podziemnej walce ruchu oporu ma ona znaczenie niepomiernie większe, ponieważ od jej siły bądź bezsiły zależy przede wszystkim moralna wartość chwytającego za broń członka ruchu oporu (czyli Propaganda-Dezinformacja-Wpływanie). 



aa. NIELEGALNA PRASA




 Szczególnie ostrą bronią strony polskiej w propagandowej walce o naród okazała się prawdziwa powódź ulotek, czasopism i gazet. Polak uznaje je za swoją prasę i ślepo im ufa. Natomiast wydawane przez stronę niemiecką produkty prasowe w języku polskim (jakże piękne i trafne nazwanie rzeczywistości - nie tylko tamtej, okupacyjnej, ale nawet i... dzisiejszej) odrzuca, gdyż traktuje jako obce, które rzekomo powstały tylko po to, aby okłamywać Polaków. Polscy przywódcy ruchu oporu odpowiednio wcześnie docenili wartość nielegalnej prasy. Rozbudowywano ją za pomocą wszelkich dostępnych środków. Znanych jest ponad 200 różnych produktów prasowych. Eliminacja tej prasy poprzez likwidację drukarni oraz konfiskatę gotowych już druków okazała się niemożliwa, zwłaszcza że z zagranicy natychmiast przysyłane są kolejne urządzenia, które zastępują ewentualne ubytki. Ton tej prasy wobec Niemiec jest zawsze bardzo ostry. Wszelkie bez reszty możliwości porozumienia są z góry odrzucane. Ponad tysiącletnia walka ma być zakończona ostatecznym rozbiciem Niemiec (swoją drogą byłoby to korzystne nie tylko dla Europy, ale i dla samych Niemców, jako że udowodnili oni już dobitnie że zjednoczeni są wielkim problemem, wręcz nieszczęściem dla Świata. W ciągu swego krótkiego, trwającego zaledwie 15 lat zjednoczenia, wywołali już dwie niezwykle krwawe wojny światowe, w czasie których zamordowali i okaleczyli setki milionów ludzkich istnień, rozkradli Europę, niszczyli kulturę i sztukę, a następnie okazali się najbardziej podatni dla neomarksistowskiej propagandy, dążącej do całkowitej dehumanizacji człowieka i sprowadzenia go do roli hodowlanego zwierzęcia, posłusznego wszelkiej totalitarnej władzy. Teraz zaś zalali Europę setkami tysięcy lub może już nawet milionami muzułmańskich uchodźców i imię "tolerancji" i "demokracji". Kochani Niemcy - ja jako osoba posiadająca część niemieckich genów chciałbym do Was zaapelować - przemyślcie czy nie lepszy dla Was samych i Waszych dzieci, byłby powrót do zdecentralizowanych i jednocześnie niezależnych od siebie i od żadnego innego centrum - lokalnych niemieckich państw, tak jak było przed 1871 r. Według mnie jest to najlepsze wyjście zarówno dla Was samych, jak i dla Europy, gdyż być może dzięki temu ocalicie narodową substancję, gdyż przyszłość dla Niemiec nie rysuje się optymistycznie - w wiekszości przepowiedni i objawień jakie czytałem, ziemie wasze mają się zmienić w radioaktywną pustynię). 


  

Wielka ofiara krwi, jakiej wymaga ta walka, powinna być z tego powodu przyjęta z gotowością. Nielegalna prasa była i jest prawdopodobnie jedną z najmocniejszych polskich broni przeciw każdej niemieckiej próbie porozumienia. Polak jest nieustannie przez nią podburzany do oporu. Każda pozytywna myśl na temat rzeczywistości pod niemieckim przywództwem, która w życiu codziennym przychodzi Polakom do głowy, jest niweczona przez tę niepohamowaną, trującą powódź. 



 F. PODSUMOWANIE


Obserwując sytuację polskiego ruchu oporu przed powstaniem warszawskim, a szczególnie jego siły wojskowe i wywiadowcze, należy stwierdzić, że narodowym Polakom, skupionym wokół rządu londyńskiego na emigracji oraz Komendy Głównej Armii Krajowej w kraju, udało się poczynić poważne przygotowania do wywołania powstania na terenie całego kraju. Nieoczekiwanie szybka ofensywa Armii Czerwonej oraz kontrolowane przez niemieckie dowództwo cofniecie frontu, jak również nieprzezwyciężone polsko-sowieckie napięcia o charakterze dyplomatycznym uniemożliwiły rozpoczęcie realizacji planu powstania w przewidzianym czasie. W polskim obozie narodowym powstał dręczący niepokój, gdy rozpoczęła się ofensywa Armii Czerwonej na polskim byłym obszarze państwowym, a dowództwo nie mogło się zdecydować na podjęcie jakichś zdecydowanych kroków. Tym bardziej że Polacy zaczęli doświadczać, jak Sowieci w rzeczywistości wyobrażali sobie rozwiązanie kwestii polskiej. I tak pod koniec lipca 1944 r. Sowieci pod Warszawą, a Niemcy w Warszawie, gdzie miało dojść do bezpośredniej walki nie tylko o centrum polskiego ruchu oporu, lecz również o centrum polskiego narodu w ogóle. I tak dowództwo polskiego ruchu oporu podjęło niezmiernie ważną decyzję o rozpoczęciu powstania warszawskiego.  



 A NA KONIEC KILKA ZABAWNYCH SCEN Z KOMEDII

"JAK ROZPĘTAŁEM II WOJNĘ ŚWIATOWĄ"

TYTUŁOWY BOHATER - FRANEK DOLAS I JEGO PRZYGODY:
W CHWILI WYBUCHU WOJNY I W NIEMIECKIM OBOZIE JENIECKIM

 

TU WE WŁOSZECH

 

 A TUTAJ W AFRYCE PÓŁNOCNEJ W ARMII BRYTYJSKIEJ




CDN.
 

czwartek, 28 marca 2019

KOBIETA JEST UKORONOWANIEM STWORZENIA - Cz. XI

CZYLI KIEDY I GDZIE W HISTORII

ISTNIAŁ MATRIARCHAT?


IV

KOBIECY SENAT i

RZYMSKI MATRIARCHAT

(218-235)

Cz. III





RZĄDY JULII MAMEI
(226-235)
Cz. I

 


 Epagatos (który był głównym autorem zbrodni, jaka dokonała się na Domicjuszu Ulpianie za pomocą pretorianów), a z którym postanowiła się ostatecznie rozprawić Julia Meza, był wielkim posiadaczem ziemskim i bardzo majętnym człowiekiem. Julia Meza nie mogła mu jednak darować zaangażowania w zabójstwo prefekta pretorianów - Domicjusza Ulpiana (swoją drogą genialnego prawnika, którego co prawda pisma się nie zachowały, ale w trzysta lat później cesarz wschodniorzymski - Justynian I Wielki opracowując wielki zbiór praw, zwany "Digesta", 1/3 materiału zaczerpnął bezpośrednio z prac Domicjusza Ulpiana, można wręcz powiedzieć że po prostu je przepisano). Karą za to miała być śmierć, choć oczywiście nie można było Epagatosa ot tak po prostu skazać (był zbyt potężny, a dynastia Sewerów po wybrykach Heliogabala wciąż była osłabiona). Postanowiono więc uciec się do podstępu. Epagatos został zaproszony na cesarski dwór i tam obdarzony intratną posadą - namiestnika Egiptu. Nie wiadomo czy dla samego Epagatosa była to nagroda czy też kara (jako że udając się do prowincji, musiał opuścić Rzym i na jakiś czas zerwać dotychczasowe kontakty), wiadomo tylko że postanowił przyjąć wyróżnienie i udał się w drogę do Egiptu. Celem zaś Julii Mezy nie było wydalenie Epagatosa z Rzymu ale realne ukaranie go śmiercią (za udział w spisku na życie Ulpiana). Wszystko zostało odpowiednio zorganizowane, a morderca Epagatosa płynął z nim tym samym okrętem. Meza zażądała, by nowy egipski namiestnik zginął, nim okręt dotrze do Aleksandrii, zatem morderstwa należało dokonać albo na pełnym morzu, albo też podczas jednego z postojów w którymś z portów. Było to najlepsze i najbezpieczniejsze rozwiązanie i tak właśnie się stało - gdy okręt Epagatosa dopłynął na Cypr (do ostatniego portu przed samą Aleksandrią), został on tam właśnie zgładzony w wielkiej tajemnicy.

Tymczasem rządy Julii Mezy trwały w najlepsze, gospodarka się rozwijała, rząd łożył na utrzymanie dróg, mostów, portów oraz poczty (cursus publicus), wraz z licznymi stacjami służącymi do zmiany koni i noclegów dla kurierów na dłuższy postój. Powstawały wielkie collegia handlowe (głównie skupione w dużych portach, największe istniały w Ostii, Puteolach, Akwilei, Narbonie, Efezie, Berytusie - dzisiejszym Bejrucie, Aleksandrii i Kartaginie). W części z nich po całym basenie Morza Śródziemnego handlowano bursztynem (sprowadzanym ze słowiańskich terenów znad Morza Bałtyckiego). Można powiedzieć że życie obywateli Imperium Romanum wciąż trwało normalnym rytmem ostatnich spokojnych dziesięcioleci II wieku (jeszcze nie było wielkich najazdów i katastrof z połowy III wieku). Państwo finansowało też wyższe szkoły i wykładających tam profesorów (szczególnie w takich miastach jak Rzym, Aleksandria, Antiochia, Kartagina, Mediolanum, Burdigala czy Berytus), jednak dawało się już zauważyć zdecydowane osłabienie Imperium, które już tylko reagowało na wydarzenia dziejące się poza swoim terytorium, nie potrafiło zaś już samemu ich kształtować. Zresztą coraz częściej ludy Północy miast handlować z Rzymianami, wolały najeżdżać przygraniczne tereny, rabować, palić i mordować. Kończył się więc spokojny i dostatni II wiek a zaczynał pełen konfliktów wewnętrznych i najazdów zewnętrznych niespokojny III wiek naszej ery. Ponieważ ustały wojny zdobywcze, nastąpił też znaczący spadek napływu niewolników których coraz częściej zaczęto zastępować (szczególnie na wsi) wolnymi, najemnymi rolnikami (często właściciele traktowali ich w ten sam sposób co niewolników). Był to pierwszy krok do ubezwłasnowolnienia chłopstwa, którego apogeum zostanie osiągnięte w wieku XVII i XVIII.

A tymczasem w 226 r. zakończyła życie Julia Meza. Ta młodsza siostra Julii Domny (żony cesarza Septymiusza Sewera), zabrana przez siostrę z syryjskiej Emesy do Rzymu wraz z córkami - Julią Soemias i Julią Mezą (wówczas nastoletnimi dziewczynami), od początku musiała obracać się w atmosferze dworskich intryg i knowań. A ponieważ poznała co to luksus władzy (żyjąc przez pierwsze 25 lat w cieniu swej siostry), nie zamierzała już z niego rezygnować. To ona utrzymała dynastię Sewerów po śmierci Karakalli w 217 r. To ona doprowadziła do obalenia nowego, niezwiązanego z tą dynastią cesarza - Makrynusa (218 r.). To ona wystawiła jako pretendenta do władzy najpierw jednego swego wnuka - Heliogabala (który okazał się wielkim rozczarowaniem), a następnie drugiego - Aleksandra Sewera. Teraz, gdy umierała (w chwili śmierci miała z pewnością ponad 60 lat) Imperium Rzymskie jeszcze było w miarę stabilne, jeszcze w miarę bezpieczne, ale nadchodzące lata miały przynieść wielką pod tym względem zmianę. Natomiast realną władzę po śmierci matki, przejęła jej druga i ostatnia córka - Julia Mamea, matka młodego cesarza Aleksandra Sewera. Mamea, jak wszystkie kobiety z rodu Sewerów, była niezwykle ambitna, żądna władzy i zaszczytów. Żyła co prawda dość skromnie, ale gdy tylko zmarła Julia Meza, zmieniła pod tym względem swoje upodobania. Jej rządy miały obfitować w wiele nadużyć, takich jak sprzedawanie urzędów publicznych, przyjmowania łapówek za wsparcie określonych osób oraz konfiskata mienia od osób nie posiadających własnych spadkobierców. Mamea od początku chciała dać świadectwo że to ona jest teraz najważniejsza i że żadna inna kobieta nie może się jej równać - tak zaczął się jej krótkotrwały konflikt z Sallustią Barbią Orbianą, którą ona wybrała na żonę dla swego syna (225 r.).




Oficjalnie Mamea dbała oto, aby rodzina cesarska wyglądała na zgodną i szczęśliwą (bito nawet monety z napisem "Concordia" - "Zgoda" jako wyraz harmonii panującej w rodzinie Sewerów), w rzeczywistości jednak Mamea nie godziła się na to, by młoda Orbiana dzieliła z nią tytuł Augusty i podczas publicznych wystąpień domagała się by jej krzesło stało wyżej od krzesła Orbiany. Córka potężnego senatora Sallustiusza żaliła się o to do Aleksandra, ale ten, całkowicie zależny od matki nie wstawił się za żoną i przystał na dalsze żądania Mamei. Gdy zmarła Meza, Aleksander wystąpił do senatu o jej deifikację (co oczywiście uzyskał), czyli zaliczenie babki w poczet bóstw jako "Sanctissimy" ("Największej"). Dzięki temu Mamea, jako córka bogini miała zapewnione pierwszeństwo w cesarskiej hierarchii ważności. W rzeczywistości to ona kontrolowała nie tylko cesarski dwór, ale i samego cesarza (a tym samym była rzeczywistą władczynią państwa), otaczając syna strażą pretoriańską, która miała nie dopuścić do niego osób bez jej wiedzy i zgody. Radziła mu też aby zajął się sprawami sądowymi lub czytaniem ksiąg a jej pozostawił całą resztę. Gdy Aleksander miał pretensje do matki że nazbyt jest chciwa, ta tłumaczyła iż zbiera pieniądze dla jego własnego dobra, po to by utrzymał on swą władzę (zgodnie z ostatnimi słowami cesarza Septymiusza Sewera, wypowiedzianymi w Eburacum - dzisiejszy York - w Brytanii. Gdy konał w 211 r., wypowiedział jeszcze do swych synów - Karakalli i Gety, takie oto zdanie: "Żyjcie w zgodzie, obdarowujcie żołnierzy, o resztę się nie martwcie"). Julia Meza, widząc niepohamowane apetyty żołdactwa, chciała ukrócić ich samowolę, ale Mamea uznała że tylko opierając się na wojsku jej syn (a co za tym idzie ona sama) wciąż może rządzić. 

Konflikt z Orbianą zaczął przybierać na sile i doszło do tego że młoda dziewczyna, nie mając żadnego wsparcia u męża, zaczęła szukać wsparcia u swego ojca możnego arystokraty Sallustiusza. Ten widząc że córka jest upokarzana przez cesarską matkę - postanowił zadziałać. Zaczął wchodzić w tajne rozmowy z pretorianami, których celem miało być wyeliminowanie Julii Mamei (bo raczej nie detronizacja Aleksandra Sewera) i objęcie młodego cesarza jego patronatem. Te zamiary jednak okazały się nieskuteczne a dodatkowo o całej sprawie (przez swoich informatorów) dowiedziała się Mamea. Przekonała też syna że planował on zamach na rodzinę cesarską i zmusiła, by go uwięził a następnie skazał na śmierć. Orbiana miała osobiście uczestniczyć w egzekucji jej ojca, po czym została wygnana z dworu do prowincji Afryka (Sewer, choć ją kochał, musiał się też z nią rozwieść i wygnać - nie odważył się bowiem sprzeciwić matce). Śmierć Sallustiusza i wygnanie Orbiany miało miejsce w roku 227, zaledwie po dwóch latach jej małżeństwa z Sewerem. A tymczasem Mamea zaczęła... interesować się chrześcijaństwem. Ta niezwykle szybko rozprzestrzeniająca się religia budziła po prostu jej ciekawość. Nie została jednak chrześcijanką, choć jej syn wyznawał swoisty synkretyzm religijny modląc się do czterech głównych bogów (jak uważał): Abrahama, Orfeusza, Apoloniusza z Tiany i właśnie Jezusa Chrystusa. Planował też zbudować Jezusowi świątynię w Rzymie i uznać za boga (ale nie jedynego a jednego z wielu bogów). Ciekawe jak zmieniłoby to losy chrześcijaństwa jako religii? Pogromy bowiem umacniały chrześcijan, a co jeśli nagle uzyskaliby oni wolność uprawiania swego kultu na równi z innymi kultami religijnymi Imperium Rzymskiego? 

Od 202 bowiem roku zostało wprowadzone prawo: "Judeaos fieri sub gravi poena vetuit, idem etiam de christianis sanxit" (w wolnym tłumaczeniu: "Ciężka kara czeka tego, kto przyjmie Judaizm lub Chrześcijaństwo"). Był to bowiem pierwszy tego typu edykt, który dotyczył już nie tyle poszczególnych chrześcijan jako takich, ale całego Kościoła, dążąc do realnego uniemożliwienia pozyskiwania do Niego nowych wiernych co szybko doprowadziło do nowych prześladowań. W latach 202-203 najbardziej krwawy miały one przebieg w Egipcie i Afryce (notabene ciekawe że niegdyś były to najbardziej chrześcijańskie ziemie, gdzie rodzili się i działali Ojcowie Kościoła - dziś zaś są to tereny zasiedlone przez muzułmanów - daje do myślenia prawda?). Męczeńską śmiercią ginęli więc katechumeni w Aleksandrii, Kartaginie, Antiochii i wielu innych (głównie wschodnich) miastach Imperium Rzymskiego. W 202 r. w Aleksandrii zagoniono wielu tamtejszych chrześcijan na miejski stadion, na który to wpuszczono dzikie zwierzęta które rozszarpały tych ludzi. Potem przyprowadzano kolejne grupy katechumenów, których już mordowano używając jako żywe tarcze dla gladiatorów lub po prostu w publicznych egzekucjach ścinając im głowy (tak miał wówczas zginąć niejaki Leonidas - ojciec Orygenesa - jednego z Ojców Kościoła i bodajże najwybitniejszego uczonego swoich czasów - zresztą on sam, wówczas 17-letni chłopak pewnie też by zginął, gdyby nie jego matka, która po prostu... schowała wszystkie jego ubrania, zmuszając go tym samym do pozostania w domu). Majątki mordowanych chrześcijan przechodziły na własność państwa (tak też się stało z posiadłością rodziców Orygenesa i jako młody chłopak musiał sam wyżywić swą matkę i młodszych braci. Miał jednak dużo szczęścia, gdyż przygarnęła go pewna zamożna dama, która otoczyła go opieką). 

 



W tych dwóch latach (202-203) życie straciło bardzo wielu chrześcijan, w tym (w Aleksandrii) niejaka Potemjena i Marcella (córka i matka). Druga z kobiet została spalona na krzyżu, pierwsza zaś poddana strasznym torturom w celu przymuszenia jej do odrzuciła Jezusa i przyjęła dawnych bogów. Jej młode ciało było wręcz rozrywane ostrymi rzemieniami batów, a sędzia który nadzorował jej przesłuchanie (niejaki Akwilas) groził że jeśli się nie wyrzeknie wiary, odda ją na pohańbienie gladiatorom - odmówiła. Zatopiono ją więc we wrzącej smole (nim jednak to nastąpiło, miała... nawrócić na chrześcijaństwo strażnika, który prowadził ją na śmierć - Bazylidesa). Z początkiem 203 r. zaś głośną męczeńską śmierć w Kartaginie poniosły inne niewiasty Perpetua i Felicyta które potem kanonizowano. Pogromy trwały głównie przez dwa lata, ale prześladowania chrześcijan ciągnęły się aż do 211 r. gdy nowy cesarz - Karakalla ogłosił amnestię (zaczął ich nawet tolerować na cesarskim dworze). Co prawda doszło jeszcze (w Kartaginie i kilku miastach Afryki) do krótkotrwałych prześladowań w latach 211-212 (związanych zapewne z odmową chrześcijan odbycia służby wojskowej), ale szybko się one zakończyły. Natomiast rządy Heliogabala i Aleksandra Sewera odznaczały się już całkowitą tolerancją dla chrześcijańskiego kultu (Aleksander nawet powierzył chrześcijaninowi - Julianowi Afrykańczykowi zorganizowanie wielkiej biblioteki w Panteonie). A tymczasem w Rzymie papieżem (od 222 r.) był niejaki Urban I, który dzielił się pontyfikatem z antypapieżem Hipolitem - słynącym z radykalizmu w wielu kwestiach (w tym w kwestii seksu). Uważał że stosunek płciowy jest grzechem, bez względu na to czy uprawia się go w małżeństwie czy jest elementem przygodnych relacji. Uważał też że kobiety są nosicielkami tego zła, jako że kuszą mężczyzn i prowokują ich do grzechu. Ostro także krytykował poprzedniego papieża - Kaliksta, który był pod tym względem niezwykle liberalny (zezwalał np. by: "Kobietom niezamężnym i płonącym namiętnością w wielce niestosownym wieku (...) by mogły posiąść kogokolwiek, którego wybrały za partnera łóżkowego, czy to niewolnika czy też osobę wolną i że mogły bez legalnego ślubu traktować taką osobę jako swego męża"). 


       

A tymczasem mijały miesiące i lata. Młody cesarz dorósł i nieco zmężniał. Matka jednak w dalszym ciągu kontrolowała jego życie, całkowicie go od siebie uzależniając. Przez to Aleksander wyrósł na miłego i grzecznego chłopca, nie był jednak w stanie realnie władać państwem i postępować jak mężczyzna. Miał stały harmonogram dnia. Rano, po wstaniu z łoża, modlił się do swoich czterech bogów. Następnie odbywał konną przejażdżkę, spacerował po ogrodach lub łowił ryby. Po południu odbywał sądy i zajmował się sprawami państwa. Następnie udawał się na sjestę podczas której czytał książki. Potem grał w piłkę z przyjaciółmi, biegał lub oddawał się zapasom. W końcu brał długą kąpiel w basenie i udawał się na posiłek (jadał raz dziennie - tylko wieczorną kolację). Pomiędzy tymi zaplanowanymi zajęciami znajdował jeszcze czas na malowanie, rozwiązywanie łamigłówek, granie na cytrze, flecie czy organach a także zajmowanie się wróżbiarstwem (z wnętrzności zwierząt ofiarnych). Tak więc ten miły i spokojny chłopak wiódł miłe i spokojne życie, którego nie pragnął zmieniać, a tymczasem los zechciał inaczej. Oto bowiem na Wschodzie pojawił się przeciwnik, który zaczął zagrażać nie tylko bezpieczeństwu tamtejszych prowincji, ale wręcz samemu panowaniu Imperium Rzymskiego we wschodnim basenie Morza Śródziemnego. Tym przeciwnikiem była odrodzona Persja. Tam bowiem (ok. 224 r.) bunt przeciwko partyjskiej dynastii Arsacydów, wzniecił lokalny perski wielmoża - Ardaszir, syn Papaka i wnuk Sasana. W przeciągu dwóch lat zmiótł Arsacydów z powierzchni ziemi zajmując Ktezyfont (stolicę Partii) i ogłosił się "Nowym Cyrusem" odnowicielem perskiej potęgi. A następnie zażądał od Rzymu... zwrotu wszystkich ziem, które w kiedykolwiek były w posiadaniu Persów (czyli Syrii, Azji Mniejszej, Egiptu a nawet Grecji). Jednak o tym i o dalszych losach rodziny Sewerów w następnej części.




CDN.

sobota, 23 marca 2019

MEMORIAM - Cz. VI

MITRYDATES - MARIUSZ - SULLA 

CZYLI NIEKOŃCZĄCA SIĘ WOJNA





ZRANIONA WILCZYCA 





 Nim jeszcze dobiegła końca wojna ze sprzymierzeńcami w samej Italii, na Wschodzie, w Azji (Mniejszej) najpotężniejszym państwem było już królestwo Mitrydatesa VI Eupatora. Ów władca dobrze zdawał sobie z tego sprawę i prawdopodobnie podjął decyzję zjednoczenia całej Azji pod swoim panowaniem. Nie jest jednak pewne czy pragnął on konfliktu z Rzymem, bo gdyby tak było, uderzyłby zbrojnie wówczas, gdy Rzym nie był zdolny do odparcia takiego ataku, jak choćby podczas wojen z barbarzyńcami z północy (105-101 r. p.n.e.) czy też właśnie w czasie wojny sprzymierzeńczej (91-88 r. p.n.e.). Owszem, podejmował Mitrydates w tym czasie różne próby działań zmierzających do opanowania krajów Azji, ale zawsze się wycofywał gdy tylko Rzymianie interweniowali dyplomatycznie (103 r. p.n.e. obraza posłów pontyjskich przez Lucjusza Apulejusza Saturninusa który chciał sprowokować wojnę - Mitrydates nie reaguje, choć nie opuszcza zajętej w 104 r. p.n.e. Galacji i Kapadocji. 98 r. p.n.e. wyjazd Gajusza Mariusza na Wschód - oficjalnie w celu odbycia pielgrzymki do świątyni bogini Kybele w Pessynuncie we Frygii i zwiedzenia ruin Troi - który dociera do Synopy i ostrzega króla przed dalszymi agresywnymi krokami przeciw rzymskim sojusznikom w Azji Mniejszej, ale ponieważ Mariusz nie pełnił wówczas żadnej publicznej funkcji i przebywał na Wschodzie jako osoba prywatna, ostrzeżenie to Mitrydates także zbagatelizował. W 96 r. p.n.e. napisał na niego oficjalną skargę do rzymskiego senatu - król Bitynii Nikomedes III, który ponad dekadę wcześniej - 108 r. p.n.e. wraz z Mitrydatesem zajął Paflagonię, a teraz obawiał się że jego kraj może zostać tak samo podporządkowany jak Bitynia czy Kapadocja). 

(Senat wysłał więc do Azji Mniejszej propretora Lucjusza Korneliusza Sullę. Ten ubogi patrycjusz i autor skandali obyczajowych - w młodości był bowiem utrzymankiem bogatej wdowy o imieniu Nikopolis, która po śmierci w testamencie zapisała mu cały swój majątek, a także zarzucano mu że kupił sobie urząd pretora - w 95 r. p.n.e. wkroczył do Kapadocji - sił własnych posiadał niewiele, większość wojsk to były kontyngenty sprzymierzeńców małoazjatyckich - wygnał stamtąd króla Ariaratesa IX i jego pontyjskiego patrona - Gordiosa, po czym powierzył tron kapadockiemu nobilowi Ariobardzanesowi I. Ani to, ani starcie zbrojne w Sofenie nie doprowadziło do wybuchu wojny rzymsko-pontyjskiej, gdyż Mitrydates wówczas znów się cofnął. Podobnie było gdy w 90 r. p.n.e. Mitrydates ponownie zajął Kapadocję i wypędził z Bitynii syna i następcę Nikomedesa III - Nikomedesa IV, powierzając tron jego młodszemu bratu - który notabene wcale nie pragnął władzy, ale został do niej przymuszony przez Mitrydatesa - Sokratesa Chrestusa. Gdy jednak Rzym zagroził interwencją zbrojną a wysłany na Wschód Marek Akwiliusz szybko zebrał kontyngenty wojskowe, Mitrydates kolejny raz się wycofał. Sokrates zwany Chrestusem czyli "Dobrym" - nie wiadomo dlaczego bo przecież z chciwości zamordował swoją siostrę - uciekł na Eubeę a potem do Pontu, gdzie z rozkazu Mitrydatesa został zamordowany - oficjalnie za morderstwo na siostrze, realnie pewnie za nieudolność i nieumiejętność utrzymania się u władzy). Teraz jednak wytrzymałość pontyjskiego monarchy dobiegła kresu gdy król Bitynii - Nikomedes IV opodatkował okręty wpływające i wypływające na Morze Czarne. Nikomedes uczynił to co prawda nie z własnej woli, a raczej przymuszony był do podjęcia takiego kroku przez owego Akwiliusza, który zażądał od niego zapłaty za przywrócenie go do tronu.  Ponieważ jednak skarbiec Bitynii świecił pustkami, król (za radą Akwiliusza) opodatkował okręty wpływające do Propontydy (cieśnin Bosfor i Dardanele). 

Mitrydates postanowił na początku rozwiązać konflikt dyplomatycznie, wysyłając do Bitynii dwukrotnie swoich posłów (89 r. p.n.e.). W obu przypadkach zostali oni jednak odprawieni z niczym (za drugim razem nawet nie zezwolono im na audiencję u władcy), co ostatecznie przelało kielich goryczy i Mitrydates postanowił się już więcej nie cofać, wręcz przeciwnie - teraz to on pierwszy zamyślał uderzyć z taką siłą, że Rzym nim się otrząśnie będzie już za późno. Czas jednak nie był dla niego sprzyjający, jako że w Italii właśnie dobiegała końca wojna ze sprzymierzeńcami. Chwila więc nie była odpowiednia by teraz atakować Rzymian, gdy właśnie rozwiązali oni niezwykle palący problem konfliktu wewnętrznego. Ale nie było wyjścia, dalsze cofanie mogło się skończyć narzuceniem rzymskiego zwierzchnictwa, tak jak uczyniono to z innymi monarchiami małoazjatyckimi. Bezpośredniego pretekstu do uderzenia dostarczyli Mitrydatesowi jednak sami Rzymianie, którzy (pod wodzą Marka Akwiliusza) uderzyli na Galację, sądząc że (podobnie jak to było wcześniej) i teraz król Pontu się wycofa. On jednak już się nie cofnął. Siły pontyjskie były znacznie silniejsze niż siły sojusznicze i w bitwie pod Protostachium Akwiliusz został rozbity (89 r. p.n.e.). Uciekł więc do prowincji Azji, by tam wraz z namiestnikiem Lucjuszem Kasjuszem przygotować kontrofensywę. A tymczasem Mitrydates błyskawicznie opanował Kapadocję (wypędzając stamtąd Ariobardzanesa I), potem ruszył na Bitynię i tutaj w bitwie nad rzeką Amnias rozbił siły królestwa Bitynii, zmuszając Nikomedesa IV do ucieczki (grudzień 89 r. p.n.e.). Po tym zwycięstwie i opanowaniu Bitynii, ruszył Mitrydates na południe, ku rzymskiej prowincji Azji (czyli dawnym królestwie Pergamonu) i tutaj w bitwie pod górą Scorobas zadał ostateczną klęskę rzymskim dwom legionom, stacjonującym w tej prowincji (luty 88 r. p.n.e.).

 


Przegrany Akwiliusz próbował ratować się ucieczką do Italii, ale gdy dotarł na wyspę Lesbos, tamtejsi mieszkańcy Mityleny uwięzili go i przekazali Mitrydatesowi jako jeńca. Ten kazał posadzić go na ośle i obwozić publicznie przez miasta Azji (Akwiliusz miał również błagać lud o przebaczenie ze rzymskie zbrodnie). Bardzo szybko opanował też Pergamon i Efez, całkowicie likwidując rzymskie władztwo w dużej części Azji a namiestnika Lucjusza Kasjusza, prokonsula Kwintusa Oppiusza i legata Marka Akwiliusza wtrącił do lochu (następnie dwóch ostatnich skazał na śmierć - Akwiliusza w brutalny sposób, wlewając mu do gardła płynne złoto za karę za współudział w nałożeniu wysokich podatków na okręty płynące przez Bosfor i Dardanele). W zdobytym Pergamonie Mitrydates VI ogłosił zniesienie wszystkich podatków na okres pięciu lat, jako wyraz wyzwolenia mieszkańców Azji spod rzymskiego ucisku (w dużej mierze ucisku fiskalnego), co zyskało królowi wielu zwolenników w miastach Azji, a na szlakach marszu jego armii ustawiały się wiwatujące tłumy, rzucające kwiaty pod stopy pontyjskich żołnierzy, zaś Mitrydates otrzymał przydomek: "Wybawiciela Hellady". Wydawało się że opanowanie poszczególnych miast i wysp będzie już tylko kwestią czasu - i rzeczywiście, ogromna większość z nich otwierała swe bramy przed Mitrydatesem z radością, ale pierwszymi którzy tego nie uczynili byli mieszkańcy Rodos. Ta bowiem wyspa róż i słońca, miejsce w którym krzyżowały się antyczne szlaki handlowe wiodące z Egiptu i Lewantu ku wybrzeżom Hellady i Morza Czarnego - zazdrośnie strzegła swojej wolności i zamknęła swe bramy przed wojskami Mitrydatesa VI. Wyspa ta posiadała silną flotę oraz zdeterminowanych obrońców i próba jej opanowania przez władcę Pontu (pomimo wsparcia ze strony cylicyjskich piratów) zakończyła się porażką. Za przykładem Rodos - tej wyspy boga Heliosa, poszły miasta w Karii, Licji i Pamfilii - Kyzikos, Lampsakos, Abydos, Skepis i Ilion (czyli miasto wzniesione na ruinach dawnej Troi - która według Rzymian była pramatką ich własnego miasta). Choć bardziej prawdopodobnym jest fakt, iż po prostu przestraszyły się one rzymskiej kary, a jak było wiadomo Rzym nawet jeśli ponosił wielkie i dotkliwe klęski to i tak... ostatecznie zawsze zwyciężał.

Król Mitrydates VI widząc że nie zdoła przekonać wszystkich mieszkańców Azji do poparcia jego polityki "zjednoczenia całej Azji" (zapewne nie była ona planowa a narodziła się już podczas toczących się walk), wpadł na przerażający pomysł (ponoć podpowiedział mu go pewien starzec, uchodzący za mędrca). Jak najlepiej i najkorzystniej przeciągnąć innych na swoją stronę w taki sposób, aby spalili za sobą wszystkie mosty i musieli do końca wspierać Mitrydatesa? Należy uczynić z nich sprawców zbrodni, która zmusi ich do walki na śmierć i życie po stronie pontyjskiej, bo w przeciwnym razie czeka ich kara i śmierć. Otóż król Mitrydates VI postanowił... wymordować wszystkich Rzymian i Italików jacy znajdowali się w Azji. A było tam wiele rodzin z Italii w tym wciąż w Smyrnie żył mój dziad - Publiusz Rutyliusz Rufus, który jednak uniknął śmierci jako że Smyrna - choć uznała władzę Mitrydatesa, nie włączyła się w tę zbrodnię. W innych miastach Azji w brutalny sposób mordowano Italików, bez względu na płeć czy wiek. Ulice spłynęły krwią a do rzezi dochodziło w wielu miastach, w których nawet nie stacjonowały pontyjskie oddziały - tamtejszy lud po prostu spontanicznie odpowiedział na apel Mitrydatesa. Liczba ofiar była ogromna (szacunki mówią że zginęło wówczas ponad 80 000 Rzymian i Italików). Mieszkańcy miast, w których odbywały się owe masakry tym chętniej do nich przystępowali iż mienie mordowanych, było dzielone pomiędzy mordujących (z tym że połowa należała się królowi Pontu). Zbrodnia, której się dopuszczono była o tyle niezwykła, że często sąsiad mordował sąsiada a ci, którzy zostali wydani na pastwę śmierci, więcej niekiedy mieli wspólnego z tamtejszymi społecznościami niż z Rzymem i jego wielką polityką. To byli często ludzie którzy od lat żyli na Wschodzie, tam się pożenili, tam założyli rodziny, tam urodziły się ich dzieci a oni związali swe losy z tamtejszymi społeczeństwami, czując się bardziej obywatelami miast azjatyckich niż obywatelami Rzymu. 

Niektóre miasta nie uczestniczyły jednak w tym krwawym procederze (choć wówczas nie mogły partycypować w łupach i wciąż obawiały się ewentualnej kary ze strony Mitrydatesa), zdarzały się też przypadki udzielania pomocy i ukrywania Rzymian. W większości jednak przypadków ludzie żądni "rzymskich bogactw" mordowali z szaleńczym zapałem wszystkich, bez względu na płeć, wiek czy pozycję społeczną (zabijano również niewolników należących do małoazjatyckich Rzymian). Wojska pontyjskie też niosły śmierć gdziekolwiek się pojawiły, po zdobyciu wyspy Delos żołnierze armii Mitrydatesa VI dokonali pogromu tamtejszych Italików, którzy zjechali na wyspę w nadziei ocalenia życia. Oczywiście do pewnego stopnia można próbować usprawiedliwić ten morderczy szał rzymską chciwością, gdyż rzeczywiście większość prowincji, a szczególnie prowincja Azja były swoistym poligonem działania dla rzymskich i italskich "łowców fortun". Podatki zbierano w sposób niezwykle rygorystyczny, często brutalny, odbierając dorobek wielu pokoleń w przypadku niewypłacalności. Nic więc dziwnego że Rzymianie na Wschodzie byli powszechnie znienawidzeni a przypadki udzielania im pomocy i ochrony należały do nielicznych. Hasła wolności podatkowej i wyzwolenia spod rządów rzymskiej i miejscowej plutokracji, były więc niezwykle popularne i przyczyniały się do sukcesów armii Mitrydatesa VI nie tylko w samej Azji, ale również w Grecji. Tak oto Ateny zrzuciły wówczas dotychczasowy (wspierany przez Rzym) model arystokratycznych rządów i pod przewodem niejakiego Aristona przywróciły demokrację (a w zasadzie rządy Aristona jako despoty). W tym samym czasie Archelaos (największy wódz Mitrydatesa w tej wojnie) na czele floty bez walki opanował nie tylko Pireus, ale i całą Helladę południową oraz większość środkowej (gdzie nieliczne siły rzymskie podjęły się obrony prowincji Macedonii, było to o tyle trudne że w tym samym czasie na Macedonię najeżdżali również Trakowie z północy). Wydawało się że los tych ziem został już przesądzony a Rzym utracił je na zawsze.

       

NOWE POKOLENIE 

CZY MOŻE KONIEC ŚWIATA?





 W Rzymie wiadomość o wschodnich rzeziach została przyjęta z niedowierzaniem, przerażeniem i gniewem. Postanowiono że odpór musi zostać dany natychmiast a kara spotka każdego, na kogo choćby padnie cień udziału w tych mordach. A tymczasem w samym Rzymie trwała walka zwolenników dwóch niezwykle popularnych wodzów i polityków. Jednym z nich był zwycięzca barbarzyńskich najeźdźców z północy (Cymbrów i Teutonów z lat 102-101 p.n.e.) twórca nowego modelu armii (tzw.: "mułów Mariusza"), pogromca Jugurty - Gajusz Mariusz, którego ponoć, gdy był jeszcze młodym chłopakiem do przyszłej wielkości wyniósł sam Scypion Afrykański Młodszy (który zapytany niegdyś podczas libacji o to, kogo uważa za godnego siebie następcę, miał klepnąć w ramię siedzącego obok młodego Mariusza i rzec: "A kto wie czy nie ten?" Miało to miejsce po zdobyciu przez Rzymian hiszpańskiej twierdzy Numancji i ostatecznym zakończeniu powstania Iberów i Celtyberów w 133 r. p.n.e. Mariusz miał wówczas zaledwie 25 lat). Drugim zaś, był prawdziwy pogromca Jugurty i zdobywca Numidii, autor zwycięskiej taktyki w wojnie sprzymierzeńczej, człowiek z chropowatą wysypką na twarzy która dodawała mu groźnego wyglądu - któremu także przepowiadano wielką przyszłość (ponoć po raz pierwszy wielkość miał mu wywróżyć pewien Chaldejczyk, będący w orszaku partyjskiego posła Orobadzosa z którym Sulla zawarł stosunki dyplomatyczne podczas swojej podróży na Wschód w 95 r. p.n.e. Wówczas ów Chaldejczyk, czytający z mimiki twarzy i ruchów ciała, miał rzec że: "Przeznaczeniem tego męża jest stać się największym człowiekiem" i jednocześnie miał się zdziwić że dotąd jeszcze nie uzyskał owej wielkości. Innym razem, jeszcze podczas wojny ze sprzymierzeńcami, gdy kroczył z wojskiem koło Lawerny, nagle zerwało się krótkotrwałe trzęsienie ziemi i powstał krater głęboki z którego buchnął płomień. Augurowie uznali że jest to znak od bogów iż Sulla stanie się mężem opatrznościowym, który ocali kraj od zagłady) - Lucjusz Korneliusz Sulla. Obaj politycy byli już wiekowi - Sulla miał lat 50, zaś Mariusz prawie 70. 

Obaj też za sobą nie przepadali i wzajemnie zazdrościli sobie sławy. Nienawiść (tak, bo była to prawdziwa nienawiść) między nimi pojawiła się ok. 106 r. p.n.e. po zakończeniu wojny numidyjskiej w której wodzem naczelnym był Mariusz, a Sulla pełnił tam wówczas funkcję kwestora, ale i tak to nie Mariusza lud uważał za prawdziwego zwycięzcę tej wojny, tylko właśnie Sullę (dlaczego tak sądzono wyjaśnię innym razem). Poważny konflikt między nimi wybuchł ponownie ok. 91 r. p.n.e. gdy na Kapitolu król Mauretanii - Bokchus I ustawił posąg bogiń zwycięstwa niosących trofea wojenne, a obok nich postaci Jugurty w kajdanach, którego Bokchus przekazuje Sulli, Sulli, a nie Mariuszowi. Mariusz odebrał to jako ciężką, osobistą obrazę i zażądał natychmiastowego usunięcia pomnika z Kapitolu, a ponieważ nie znalazł poparcia, usiłował samemu (przy pomocy swoich ludzi) ów posąg zdemontować. Nie udało mu się to, gdyż został zablokowany przez zwolenników Sulli i lud rzymski i musiał się wycofać. Teraz, w tymże roku wschodniej masakry Rzymian i Italików (88 r. p.n.e.) konflikt pomiędzy tymi dwoma politykami wybuchł z nową siłą. Senat niechętnie widział wodzem wyprawy przeciw Mitrydatesowi starego i już zniedołężniałego Mariusza (którego starcza powolność dała o sobie znać podczas wojny ze sprzymierzeńcami, choć Gajusz Mariusz w młodości był bardzo żywiołowy i niezwykle pracowity - na starość już jednak od dosiadania konia podczas bitwy, wolał moczenie nóg w misce z ciepłą wodą i nacieranie ich oliwkami oraz zsiadłym mlekiem dla złagodzenia bóli reumatycznych). Zresztą według zwyczaju - wodza naczelnego armii wybierano drogą losowania spośród dwóch urzędujących konsulów, a Mariusz nie sprawował konsulatu od 12 lat, zaś konsulem (roku 88 p.n.e.) był właśnie Lucjusz Korneliusz Sulla (drugim był Kwintus Pompejusz Rufus) i to on został wybrany na wodza armii mającej ukarać Mitrydatesa VI. 

Do obozu zwolenników Mariusza należał jednak ów Publiusz Sulpicjusz Rufus (którego przedstawiłem w poprzednim temacie) otoczony strażą 3 000 gladiatorów i 600 ekwitów jako tzw.: "anty-senatu". Zwołał więc komicja tribusowe (zgromadzenie ludowe, które za jego trybunatu zwoływano praktycznie codziennie i które były widownią ataków na nobilitas i senat), na których przedłożył wniosek o odebranie Sulli dowództwa nad armią wschodnią i przekazanie go w ręce Mariusza. W czasie głosowania na komicjach doszło do zamieszania, gdyż Sulla wprowadził tam również swoich zwolenników którzy gwałtownie protestowali przeciwko odebraniu swemu protektorowi dowództwa w wojnie z Mitrydatesem. Doszło do rekoczynów co przerodziły się w regularną bitwę. Jednak zwolennicy Sulli nie mieli szans w starciu z dobrze uzbrojoną strażą Rufusa, która dokonała tam po prostu politycznego mordu. Dopiero po ucieczce zwolenników Sulli i położeniu trupem kilku z nich, podjęto głosowanie i przyjęto powierzenie Mariuszowi dowództwa armii wschodniej. Był to niebywały wręcz akt bandytyzmu, jako że głosowanie (uświęcone boskim patronatem) odbyło się pośród leżacych jeszcze, świeżych zwłok zwolenników Sulli. W senacie oburzenie było niesamowite, a obaj konsulowie (Pompejusz i Sulla) nakazali zawieszenie prawomocnego przeprowadzania uchwał (iustitium) i udali się na naradę do świątyni Dioskurów (to także było złamaniem prawa, gdyż uchwalenie iustitium było możliwe tylko w obliczu zagrożenia militarnego samego Rzymu, a nie przypadku rozruchów wewnętrznych). Tam radzono nad owym mordem, gdy nagle za drzwiami podniósł się gwałt i harmider. To zwolennicy Rufusa opanowali Forum Romanum i tutaj także dopuścili się zbrodni, zabijając młodego chłopaka - Kwintusa Pompejusza Rufusa Młodszego (syna konsula Kwintusa Pompejusza Rufusa). Następnie próbowali wedrzeć się do światyni Dioskurów, ale Pompejuszowi Rufusowi i Sulli udało się uciec bocznym wejściem (choć potem dostrzeżono go na ulicy i podjęto pogoń za uciekającym Sullą który musiał się schronić w... domu samego Mariusza).

Sulpicjusz Rufus odebrał teraz konsulat Pompejuszowi Rufusowi i dowództwo nad armią wschodnią, stacjonującą w Noli - Korneliuszowi Sulli, powierzając je Gajuszowi Mariuszowi. Nakazał też dwóm trybunom wojskowym udać się do Noli i przekazać wojsku informację o zmianie dowództwa. Nim jednak owi trybuni zdołali dotrzeć do sześciu legionów gotowych na wyprawę przeciw Mitrydatesowi, zjawił się w obozie pod Nolą sam Sulla, który poinformował żołnierzy jaki gwałt i zbrodnia dokonuje się w Rzymie i jak prawi ludzie są mordowani na ulicach w imię politycznych korzyści kilku frustratów, którzy ciągną kraj ku zgubie. Po takiej deklaracji, nim trybuni w ogóle mieli możliwość przedstawienia okoliczności zmiany dowództwa, na miejscu ich ukamienowano. Sulla przekonywał też żołnierzy że Mariusz może sobie wybrać inne oddziały i ominie ich wschodni łup wojenny -przemawiał tak gorliwie, że żołnierze sami zaczęli się palić by "pójść na Rzym". A w Rzymie tymczasem trwała krwawa jatka gdy wciąż mordowano zwolenników Sulli i rozkradano ich mienie. Nie wiadomo też, kto pierwszy w obozie pod Nolą rzucił hasło by maszerować na Rzym - czy był to Sulla, czy też pod wpływem jego relacji sami żołnierze (których autorytetem się cieszył jeszcze od czasów wojny ze sprzymierzeńcami), go do tego namawiali, wiadomo jednak że hasła, które tam padały jak i sama myśl o marszu na Rzym - była przestępstewem. Dlatego też oficerowie całkowicie odsunęli się od Sulli, nie chcąc mieć nic wspólnego z zamachem stanu i ewentualną karą jaka ich za to musi spotkać. Sulla jednak pytał: "Któż będzie sądził zwycięzców?". I miał rację, ale to co uczynił było swoistym precedensem, nieznanym nigdy wcześniej w historii Rzymu. Po raz pierwszy bowiem rzymskie wojsko zbrojnie wkroczyło do miasta, przekroczono linię graniczną (etrusco ritu) a Sulla, miast w todze, wszedł do Rzymu w stroju wojskowym. Czasy się zmieniają nadchodzi nowe pokolenie - jak w tych dniach mawiali haruspikowie. Bogowie się gniewają nadciąga koniec świata - dodawali augurzy, a Rzym wkraczał w nową epokę, która ostatecznie położyła kres Republice i zaprowadziła Miasto Wilczycy ku jednowładztwu.    

 

 PO RAZ PIERWSZY SULLA WKROCZYŁ DO RZYMU w 88 r. p.n.e.
PO RAZ DRUGI (I TO JEST POKAZANE W TEJ SCENIE) w 82 r. p.n.e.




 CEZAR MIAŁ JUŻ POTEM UŁATWIONE ZADANIE PRZEKRACZAJĄC RUBIKON I WCHODZĄC DO RZYMU w 49 r. p.n.e.




CDN.