Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NIEWOLNICTWO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NIEWOLNICTWO. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 maja 2025

AMERICAN STORY - Cz. X

DZIEJE
STANÓW ZJEDNOCZONYCH AMERYKI
OPOWIEDZIANE PRZEZ PRYZMAT
KOLEJNYCH POKOLEŃ AMERYKANÓW





JAMESTOWN 
(Jak wyglądało tam życie 400 lat temu)
Cz. II





 Pocahontas została uprowadzona i była przetrzymywana dopóty, dopóki jej ojciec, wódz Indian Powhatan nie zgodził się na pokój z osadnikami. Pokój został przypieczętowany oficjalnym małżeństwem Pocahontas z jednym z osadników z Jamestown, plantatorem tytoniu (tytoń będzie bardzo ważny w tej opowieści, gdyż w kolejnych latach osadnicy z Jamestown kupowali sobie żony, płacąc za nie właśnie tytoniem) Johnem Rolfe'm, do którego doszło w kwietniu roku 1614. A już w styczniu 1615 Pocahontas powiła syna - Thomasa Rolfe'a. Wielkim problemem dla kolonistów z Jamestown był brak w osadzie kobiet. Trudno też się dziwić że perspektywa wyjazdu do odległego i dzikiego kraju - a w zasadzie na inny kontynent - gdzie trzeba w ciężkich warunkach zaczynać życie od nowa, nie mogła być atrakcyjna dla żadnej kobiety. Co prawda pierwsze dwie kobiety zjawiły się w osadzie już w roku 1608 (czyli zaledwie rok po założeniu Jamestown), były to pani Forrest i jej służąca Anna Burras, ale o ich dalszych losach niewiele wiemy, choć przetrwały one wielki głód zimą 1609 r. Od tego czasu do osady przybywali jedynie mężczyźni, ku ogromnemu żalowi osadników. Na czele Kompanii Londyńskiej (która była głównym udziałowcem i pomysłodawcą założenia osady w Jamestown) stał w Londynie sir Thomas Smythe. Ale jego rządy nad firmą były kompletną klapą, osada nie przynosiła żadnych dochodów, a tylko generowała koszty (nic dziwnego że król Hiszpanii Filip III wstrzymywał się od planów ataku na Jamestown, gdyż informatorzy donosili mu że stan kolonistów jest opłakany i wkrótce wszyscy oni sami pozjadają się z głodu {a do przypadków kanibalizmu dochodziło już w trakcie wielkiego głodu w osadzie}, albo pomrą na choroby, albo też wybiją ich Indianie). Smythe niczego nie uczynił aby poprawić życie osadników, ale też i za bardzo nie wiedział jak to zrobić. Co prawda w roku 1612 wydano trzecią kartę, (poprzednie wydawano w latach 1606 i 1609) znacznie zwiększające uprawnienia rady osady. Rządzący realnie Jamestown Thomas Dale (realnie, gdyż mianowany gubernatorem Thomas West, baron De La Warr, odpłynął stąd już w marcu 1611 - o czym było w poprzedniej części - chociaż aż do swej śmierci w 1618 r. uważał się za pełnoprawnego gubernatora osady. Natomiast inny mianowany gubernator - Thomas Gates, praktycznie nie wtrącał się do zarządu osadą). Teraz zawarto co prawda pokój z Indianami Powhatan, ale wciąż brakowało w osadzie zarówno kobiet, jak i wykwalifikowanych rzemieślników.

Tymi drugimi byli bez wątpienia sami Polacy, których liczba zaczęła wzrastać, gdyż Smythe pod tym względem jednak się wykazał. Przed rokiem 1619 przybyły trzy duże transporty Polaków do Jamestown (w 1608, 1610 i 1616). To właśnie oni założyli pierwsze manufaktury w mieście, to oni wyrabiali szkło i mydło (szczególnie szkło było bardzo pożądane i mogło zadecydować o przetrwaniu osady, gdyż wykonywane przez Polaków m.in. szklane koraliki następnie sprzedawano Indianom w zamian za żywność). W 1610 r. do osady przybył polski lekarz - Laurencjusz Bohun (zginął w 1620 r. walcząc z Hiszpanami na jednym ze statków osadników z Jamestown). Mimo to Polacy nadal byli ludźmi drugiej kategorii, byli wręcz traktowani jako - w najlepszym przypadku - pracownicy sezonowi, którzy mieli podpisane kontrakt na kilka lat (z reguły na 10), ale i tak większość została tam później na stałe. Nie mieli prawa głosu, nie mogli uczestniczyć w składzie 13-osobowej rady miejskiej, natomiast całe życie przemysłowe jak i gospodarcze osady spoczywało w ich rękach i przez pierwsze 11 lat byli pogodzeni ze swym losem (jako że w umowie którą podpisali, stało jasno że nie mogą się zbuntować). W każdym razie w latach 1610 i 1616 przybyli nowi rzemieślnicy z Polski, o nazwiskach takich jak: Tomasz Miętus że Lwowa, Karol Źrenica, Ignacy Machowski, Jan Kulawy, Gwidon Stójka, Herman Kromka, Mateusz Gramza, Michał Korczewski, Eustachy Miciński, Włodzimierz Terlecki, Mikołaj Syryński i Jan Pargo. Przybył nawet pewien porucznik, wywodzący się z arystokratycznej rodziny Potockich, którego Anglicy nazywali "Puttocke" (tak jak dzisiaj w niemieckich mediach o Karolu Nawrockim można przeczytać że to jest Karol "Nawroki" 🤭). Ich praca była kluczowa dla przetrwania osady Jamestown i w jakiś czas potem pozostali osadnicy się o tym przekonali. Zresztą nie tylko manufaktury w osadzie były w rękach Polaków, również pierwsze studnie to właśnie oni tam wykopali. Potem studnie stały praktycznie przy każdym domu wbudowanym w Jamestown (w czasie przeprowadzanych wykopalisk archeologicznych latem 1934 r. w jednej ze studni w Jamestown znaleziono ludzką lewą nogę i lewą połowę miednicy). Większość domów w osadzie miała również szyby w oknach (również dzięki Polakom), choć nie wszyscy, im bowiem biedniejszy dom, tym mieszkańców nie było stać na taki luksus. Warto też powiedzieć gdzie w mieście wyrzucano śmieci, bo jakieś miejsce przecież musiało być, nie wszystko bowiem można było wrzucić do rzeki Jakuba. Otóż po prostu wykopywano w ziemi doły i tam wrzucano śmieci, ale takie Doły kopano przede wszystkim przy manufakturach jako miejsce składowania gruzu i gliny ceramicznej, ale podczas wykopalisk archeologicznych z roku 1955 znaleziono w takim dole również dobrze zachowany kordelas (broń ręczna, nieco podobna do szabli), rapier, a także potłuczone gliniane, ceramiczne i szklane naczynia.




1616 r. Pocahontas, John Rolfe' i ich synek Thomas udali się w podróż do Anglii, gdzie młoda indiańska dziewczyna była pokazywana jako przykład "cywilizowanego dzikusa". Ubrano ją w suknie i wzięła udział w maskaradzie, zorganizowanej przez króla Jakuba I w pałacu Whitehall. Jednak gdy zamierzali oni powrócić do Wirginii, Pocahontas nagle zmarła - marzec 1617 r. (nie są znane przyczyny i jej zgonu). Miała zaledwie 20, może 21 lat. Pozostawiła po sobie jednak syna Thomasa, który przeżył lat 65 i był wnukiem wodza plemienia Powhatan - Wahunsunakoka. Natomiast przewodniczący Kompanii Londyńskiej, sir Thomas Smythe starał się pobudzić rozwój osady Jamestown, ale nijak mu to nie wychodziło. Zdał sobie sprawę, że problem leży w zbiorowej własności gruntów, gdyż to co wspólne, jest tak naprawdę... niczyje. Postanowił więc zmienić wspólnotową formę własności na prywatną własność ziemską i ogłosił że każdy, kto przetransportuje do Jamestown choć jedną osobę więcej, otrzyma 50 akrów ziemi na własność. Niestety stary Smythe był utożsamiany z polityką kryzysu, głodu i porażek jakie odnotowali ci, którzy wyłożyli pieniądze na zorganizowanie osady w Jamestown. Dlatego też musiał zrobić miejsce młodszym i w 1618 r. zastąpił go sir Edwin Sandys. To właśnie on zaczął realnie wdrażać w życie prawo własności ziemi, opracowane w ostatnich miesiącach urzędowania Thomasa Smythe'a (notabene jak można było pomyśleć że wspólna własność jest lepsza od własności prywatnej? Przecież każdy człowiek jest tak zbudowany, że lubi mieć coś na własność, coś swojego, wtedy lepiej o to dba i bardziej się do tego przykłada. Natomiast jak coś jest wspólne, to tak naprawdę jest niczyje, czyli można to albo ukraść, albo też czerpać z tego do chwili, aż się nie zużyje). To również właśnie Sandys postanowił wreszcie rozwiązać problem braku kobiet w osadzie Jamestown. W 1619 r. osada Jamestown liczyła 1000 ludzi, (w tym ok. 50 Polaków) z czego kobiety były zaledwie dwie (przepraszam napisałem "kilkanaście" - pomyłka i mój błąd, daty mi się pomyliły 😉). Ten problem należało czym prędzej rozwiązać i temu zadaniu podjął się właśnie nowy przewodniczący Kompani Londyńskiej - Edwin Sandys. Wpadł bowiem na pomysł że każdy mężczyzna - który chce mieć narzeczoną, a następnie żonę - musi za nią zapłacić, a ponieważ jedynym cennym środkiem płatniczym dostępnym praktycznie wszystkim osadnikom w Jamestown był tytoń, dlatego też płacono tytoniem i stąd kobiety - które następnie przypłynęły do osady - nazywano "żonami tytoniowymi".




Koszt sprowadzenia sobie żony do osady wynosił na początku 120 funtów tytoniu, potem wzrósł do 150 funtów. Osadnicy swoje wymarzone partnerki poznawali listownie, pisząc listy (jeżeli umieli pisać, jeśli nie korzystano z pomocy skrybów, którzy za odpowiednią dopłatę mogli nieco podkoloryzować opis kandydata na przyszłego małżonka). Te listy następnie wysyłano do Anglii i tam - za sprawą rozwiniętej przez Sandys'a "akcji promocyjnej" - prezentowano je ewentualnym chętnym do podróży kandydatkom do ożenku. Aby namówić kobiety do podróży (często niebezpiecznej), Sandys zaproponował im nie tylko darmowy transport (za podróż płacili koloniści), ale również odzież i podstawowe sprzęty gospodarstwa domowego. Na miejscu mogły też sobie wybrać partnera jakiego chciały (choć w rzeczywistości ich wybór był bardzo ograniczony). W Anglii było wiele młodych kobiet które nie mogły liczyć na zbyt dobre zamążpójście, a co za tym idzie na lepsze życie, dlatego część z nich zdecydowała się na podróż do Nowego Świata. Nie wszystkie jednak były chętne do tak niebezpiecznej przygody, większość wolała pozostać w kraju i tutaj poszukać sobie męża. Ostatecznie zebrano więc grupę zaledwie 90 kobiet w wieku od 15 do 28 lat, które wiosną 1620 r. wyruszyły po nowe życie do Nowego Świata - Ameryki. Ale nie wyprzedzajmy faktów, bowiem w roku 1619 miały miejsce niezwykle ważne wydarzenia i to nie tylko dla samej osady, ale również dla przyszłych Stanów Zjednoczonych. Oto bowiem w kwietniu 1619 r. nowym gubernatorem Wirginii (a w zasadzie kolonii Jamestown) został sir George Yeardley (który zastąpił na tym stanowisku pełniącego ten urząd od 1617 r. Samuela Agrylla, który to zastąpił Thomasa Dale'a - sprawującego zarząd nad osadą od marca 1611 r.). To właśnie Yeardley 30 lipca 1619 r. zorganizował pierwsze zgromadzenie ustawodawcze mieszkańców Wirginii (Jamestown). Zgromadzenie złożone z gubernatora, 13 radnych i 22 wybranych "burgesów" (wybierano po dwóch kandydatów z 11 istniejących wówczas plantacji Jamestown) odbyło się oczywiście w tamtejszym kościele (pierwszy kościół w Jamestown zbudowano zaraz po założeniu osady w 1607 r. ale spłonął on już w roku następnym. Dopiero ten odbudowany kościół - nadal drewniany, na planie krzyżowym - był miejscem owego zgromadzenia. Notabene tak na marginesie, modlitwy odprawiano w Jamestown dwa razy dziennie: rano i wieczorem).

Tak więc gdy rozpoczęły się obrady pierwszego zgromadzenia Wirginii, okazało się że wśród zasiadających tam delegatów... nie było Polaków, których wszyscy uważali za zwykłych robotników, a tak naprawdę za wyrobników (chociaż już John Smith pisał w swych pamiętnikach że 30 polskich rzemieślników jest bardziej wartościowych niż 1000 angielskich dżentelmenów). Ci, po latach milczenia, wykonywania swojej pracy i nie wychylania się, wreszcie postanowili powiedzieć dość! Zatrzymali pracę wszystkich manufaktur, urządzając pierwszy w dziejach Stanów Zjednoczonych (a tak naprawdę całej Północnej i Południowej Ameryki) strajk. Trwał on tylko dwa dni, ale tak bardzo wystraszył kolonistów, że już 1 sierpnia zgodzili się oni dopuścić do zgromadzenia również polskich delegatów. Mało tego, stworzono wspólne, dwujęzyczne (polsko-angielskie szkoły) w których miano uczyć w tych dwóch językach. Polscy rzemieślnicy w Jamestown otrzymywali również pełne prawa kolonistów i od tej pory mieli być traktowani na równi z innymi. Powiem więcej, ze swymi umiejętnościami wysuwali się wręcz na nową elitę Jamestown. Ostatecznie tak się nie stanie, ale po kolei, do tego również dojdziemy cóż było tego przyczyną. Warto jeszcze powiedzieć o innym doniosłym (dla przyszłych Stanów Zjednoczonych) wydarzeniu, który miał miejsce w roku 1619, a mianowicie w sierpniu tego roku do jamestown przepłynął holenderski statek przywożąc na pokładzie 20 porwanych w Afryce murzyńskich niewolników. Koloniści zakupili ich do pracy i tym samym po raz pierwszy w dziejach  angielskiej Ameryki niewolnictwo czarnoskórych Afrykanów stało się faktem. Latem 1620 r. do Jamestown przybył okręt z 90 pannami na pokładzie i koloniści mogli wreszcie wybrać sobie żony i rozpocząć normalne życie rodzinne. Jednocześnie już wówczas zaczęły tworzyć się większe i mniejsze majątki ziemskie. Więcej akrów (1500) otrzymywali przybyli do Jamestown urzędnicy, kupcy i skarbnicy, nieco mniej (500) lekarze i sekretarze, reszta zaś w zależności od tego jak wywiązała się z prawa Smythe/Sandys'a czyli tyle akrów, ile osób ściągnięto i przewieziono (na własny koszt) do kolonii.


"Wiesz skąd się wzięli murzyni w Ameryce? Handlarze niewolników przywieźli ich z Afryki. A myślisz że to takie proste wysiąść na plaży w Afryce, złapać w siatkę zwinnego, silnego murzyna i wywieźć go za ocean? Oczywiście że nie, udało im się to zrobić, ponieważ łapali tylko takich którzy albo Nie potrafili s********* przed siatką, albo też byli największymi głąbami w plemieniu i wódz sprzedawał ich za paczkę fajek bo i tak nie miałby z nich pożytku" 🤭



Jamestown wciąż się rozrastało, a to nie podobało się okolicznym Indianom Powhatan, tym bardziej że Pocahontas już nie żyła, nie było więc powodów aby utrzymywać pokój. Poza tym w roku 1618 zmarł wódz Wahunsunakok, a następcą został jego rodzony brat Opechankano. Nienawidził on kolonistów, gdyż niszczyli oni tereny łowieckie i stanowili realne zagrożenie dla plemienia, dlatego też przygotowywał się do wielkiego ataku, który miał być realnie eksterminacją wszystkich mieszkańców Jamestown. Taki atak spadł na osadę w marcu 1622 r. i był doprawdy podobny do trąby powietrznej, niszczącej wszystko na swej drodze. W każdym razie bezwzględnie był to największy atak, jaki do tej pory podjęli Indianie na tę osadę od chwili jej założenia, czyli od 15 lat.




CDN.

wtorek, 7 stycznia 2025

NIM POWSTAŁY HAREMY - Cz. I

ŻYCIE KOBIET KALIFÓW 

DYNASTII ABBASYDÓW





 Było ich kilka - kobiet, które wywarły znaczny wpływ na dzieje Kalifatu Abbasydów, a które nie mieszkały w haremach - tak jak stało się to naturalne dla matek, żon, sióstr i córek kalifów już od końca wieku IX. Ponieważ mam dziś dosyć romantyczno-erotyczny nastrój (tym bardziej że moja Dama próbowała właśnie tańcu brzucha 😚 👍), wpadłem na pomysł rozpoczęcia właśnie takiego tematu. Oczywiście materiały które posiadam nie są aż tak rozległe (tym bardziej że dzieje kobiet raczej niewielu wówczas interesowały), aczkolwiek to co mam, wydaje się wystarczające, żeby przedstawić historię żon, matek i sióstr kalifów jeszcze przed powstaniem oficjalnych miejsc, które otrzymają nazwę haram. W pewnym sensie to stwierdzenie też nie jest do końca obiektywne, jako że wydaje się iż pierwszy harem wzniósł właśnie kalif al-Mahdi (ojciec słynnego kalifa Haruna ar-Raszida) budując dzielnicę Ar-Rusafa w Bagdadzie, panujący w latach 775 785. A to właśnie od jego małżonki i matki Haruna - al-Chajzuran pragnę rozpocząć tą opowieść. Poprowadzę ją do czasów Szagab (as-Sajjidy), matki kalifa al-Muktadira, zmarłej w 933 r. która jako ostatnia kobieta mieszkała w Pałacu kalifów, a nie w haremie. Tak naprawdę jednak dziejowa rola haremu rozpoczęła się z chwilą przeniesienia stolicy Kalifatu z Samary z powrotem do Bagdadu w roku 892. Ostatnia kobieta wywodząca się z rodu Abbasydów, która mieszkała we własnym pałacu jeszcze w Samarze - Buran, została go pozbawiona na wyraźne życzenie nowego kalifa (objął władzę w roku 870) al-Mutamida, który za pragnął zamieszkać właśnie tam. Buran - małżonka al-Mamuna (syna Haruna ar-Raszida), mając wówczas już ponad 60 lat, poprosiła kalifa jedynie o kilka dni zwłoki celem odnowienia pałacu i w wyposażenia go w nowe meble godne nowego lokatora, a gdy prace dobiegły końca, zatrudniła nową służbę i kupiła niewolnice, które miały spełniać wszystkie kaprysy kalifa, a następnie wyprowadziła się i usunęła w cień. Zmarła w roku 884. Te wyżej wymienione kobiety (i tych których jeszcze nie wymieniłem) zaprezentuję w tej właśnie serii tematycznej. Nie zamierzam jednak wykraczać poza linię tematyczną, to znaczy nie będę skupiał się na innych tematach pobocznych (co często czynię), jeśli nie będą one bezpośrednio związane z daną kobietą i z jej pozycją w systemie władzy abbasydów. Po prostu nie chcę wybiegać za murów pałaców w których one żyły i haremu bagdadzkiego, do którego przeniosły się ich następczynie.





I
Al-CHAJZURAN
Cz. I


 Nie jest znane jej pochodzenie, wiadomo tylko że trafiła (jak większość kobiet w tamtym czasie) do alkowy Abu Abd Allaha Muhammada (przyszłego kalifa al-Mahdiego) już jako zniewolona nałożnica. W tym czasie panował ojciec Muhammada, prawdziwy twórca potęgi dynastii Abbasydów, drugi kalif tej dynastii panujący (od 754 r.) po swym bracie (al-Saffahu) - al-Mansur, założyciel Bagdadu (762 r.). Jego rządy ugruntowały stabilną pozycję Kalifatu i zatarły krwawą pamięć o rzezi damasceńskiej, do jakiej doszło wkrótce po zwycięstwie w bitwie nad Wielkim Zabem (750 r.) w której to poprzednia dynastia Ommajadów poniosła ostateczną klęskę, a w Damaszku została praktycznie w całości wymordowana (uniknął tego losu bodajże jedyny męski jej przedstawiciel - Abd ar-Rahman, który po wielu przygodach, przeprawił się do Hiszpanii (Al-Andalus) i w roku 755 został pierwszym emirem Ommajadów w tym kraju). Nie znamy dokładnie relacji panującej w związku następcy tronu Kalifatu i niewolnicy o imieniu Chajzuran, ale można założyć, że przyszły kalif bardzo sobie cenił jej zdanie również i wówczas, gdy nie był jeszcze kalifem. 

W roku 761 ojciec zmusił Muhammada do poślubienia Rajty - córki al-Saffaha, którą po śmierci brata przyjął w młodym wieku na wychowanie. Nastąpiło to z pewnością na rok lub dwa, nim do alkowy Muhammada trafiła Chajzuran. Z pewnością Rajta i Muhammad znali się od dziecka i często przebywali w swym towarzystwie, ale chwilą gdy to właśnie Chajzuran zaczęła być całym światem Muhammada, Rajta spadła na plan drugi. Amerykańska historyk - Nabia Abbott twierdzi otwarcie, że Chajzuran wywierała przemożny wpływ na Muhammada (al-Mahdiego) jeszcze w czasach, gdy nie był on kalifem. Potem zaś stała się prawdziwą władczynią Pałacu swego małżonka, a po części również miała ogromny wpływ na politykę Kalifatu. Muhammad objął tron, po śmierci swego ojca, która nastąpiła 21 października 775 r. (o wschodzie słońca) podczas podróży kalifa do Mekki. Wcześniej al-Mansur odbył już dwie pielgrzymki do Mekki (765 i 770), pragnął trzeciej, szczególnie wówczas, gdy zaczął się źle czuć, gdyż wierzył w duchowe korzyści śmierci na świętym terenie. W podróży tej towarzyszyła mu duża część jego dworu, w tym wezyr ar-Rabi i 11-letni wnuk kalifa - Musa (syn Muhammada i Chajzuran). W trakcie podróży kalif nagle wysiadł z lektyki i oddał stolec na poboczu szlaku którym jechali. Następnie znów zajął miejsce obok ar-Rabiego i karawana wielbłądów pojechała dalej, ale ci, którzy jechali z tyłu zatrzymali się i przypatrzyli odchodom kalifa, a jeden z nich stwierdził wówczas że: "Nasz pan nie ma przed sobą długiego życia". Tak też się stało, al-Mansur zmarł wkrótce potem jak przybył do Mekki (nie przekroczył już jednak "świętego przybytku"). Wezyr natomiast postanowił nie rozgłaszać informacji o śmierci władcy, zakazał też płaczkom podjęcia zwyczajowego lamentu. Jego ciało leżało na łożu za cienką zasłoną, ale ar-Rabi wezwał wszystkich obecnych tam przedstawicieli dynastii Abbasydów i nakazał im złożyć przysięgę wierności synowi kalifa - Muhammada al-Mahdiemu, a gdy to uczynili poinformował ich dopiero, że władca już nie żyje (zmarł w wieku ok. 61 lat).


PAŁAC ZŁOTA BRAMA 



Tymczasem w Bagdadzie (jak pisze Nabia Abbott) Chajzuran już uważała się za żonę kalifa (al-Mahdi sprawował władzę nad miastem i Kalifatem podczas nieobecności ojca). Pałac nazywany "Złota Brama" (z faktu że tylko ona zachowała się po dziś dzień) wraz z przylegającym doń meczetem, znajdował się w centrum Okrągłego Miasta (okrągłe miasto stawiali już szachowie perscy z rodu Sasanidów, aczkolwiek kalifowie umajadzcy nie budowali takich miast i dopiero właśnie al-Mansur wrócił do tej koncepcji tworząc Bagdad - największe i najsilniej umocnione miasto zwane "okrągłym"). Pałac ten miał jakieś 200 m² i był pięknie urządzony (aczkolwiek, co ciekawe - jego twórca kalif al-Mansur częściej przebywał w zbudowanym poza murami miasta nad rzeką Tygrys "Pałacu Wieczności") i właśnie al-Mahdi był pierwszym, który zaczął tutaj częściej zamieszkiwać (pałac zawalił się nocą roku 941, w czasie wyjątkowo gwałtownej burzy - i dla wielu współczesnych był symbolicznym końcem dynastii Abbasydów). Chwilą gdy wiadomość o śmierci al-Mansura dotarła do Bagdadu, Chajzuran uznała się realnie za współwładczynię (oczywiście nieoficjalnie - jak twierdzi Abbott). Miała prawie całkowity wpływ na swego męża (doszło do tego, że zabroniła mu nawet spotykać się nie tylko z innymi nałożnicami, ale nawet ze swą pierwszą żoną Rajtą, a ten posłusznie wykonywał jej polecenia). Chajzuran  (jako pierwsza muzułmańska kobieta) wzniosła dla siebie w Bagdadzie własny pałac w dzielnicy Ar-Rusafa (ok. 776 r.) gdzie otoczyła się swoim mini-dworem (tak naprawdę to pałac dla swej małżonki, tak jak i całą dzielnicę wzniósł nowy kalif). Al-Mahdi był ponoć przystojnym 30-letnim mężczyzną w chwili objęcia władzy, szczupłym o kręconych czarnych włosach na głowie i krótko przystrzyżonej brodzie. Jego zależność od Chajzuran była tak bardzo rzucająca się w oczy, że zamieszkał on w dzielnicy Ar-Rusafa, w Pałacu który wzniósł dla swojej małżonki. Ponoć był tam ogród w którym oboje przebywali całymi godzinami, wzajemnie wyznając sobie miłość. Zapewne fakt iż kalif zdecydował się zamieszkać tam właśnie, był spowodowany w dużej mierze obawami Chajzuran aby po powrocie do Złotej Bramy nie wpadł on w objęcia innych kobiet, szczególnie zaś Rajty.




Mieszkając w Ar-Rusafa Chajzuran zajmowała się tam również przygotowywaniem synów do objęcia w przyszłości tronu kalifów (przynajmniej jeden z nich - a było ich dwóch, gdyż synowie zrodzeni z Rajty już wówczas nie byli brani pod uwagę - miał zostać następcą swego ojca). Od początku jej wybrańcem do tronu kalifów był starszy syn - Harun ar-Raszid i starała się namówić małżonka, aby to właśnie jego wyznaczył na swego następcę. I tutaj (jak twierdzi Abbott) mamy pierwszy poważny konflikt pomiędzy małżonkami, gdyż takie podejście do sprawy bardzo nie spodobało się al-Mahdiemu. Propozycja Chajzuran oznaczała bowiem że ona bierze pod uwagę rychłą śmierć swego małżonka, a on w końcu był jeszcze młodym mężczyzną i taka propozycja wybrania jednego z synów na następcę była dla niego czymś nieakceptowalnym. I to właśnie było powodem dużego sporu, jak wówczas wybuchł z Chajzuran. Kalif miał opuścić pałac w Ar-Rusafa i wrócić do Złotej Bramy , a z początkiem 777 r. oficjalnie uznał swego młodszego syna - Musę al-Hadiego za następcę. Chajzuran starała się przekonać kalifa aby do niej wrócił, wysyłając mu posłańców, którzy przynosili listy przez nią pisane, wraz z kwiatami, które wspólnie hodowali w ogrodzie pałacu w Ar-Rusafa. Początkowo jego upór był silny, ale ostatecznie uległ ponownie jej wdziękom (tak to jest z nami facetami, nie jesteśmy w stanie długo gniewać się na swoje kobiety 😉). Nie zmienił jednak swojej decyzji, gdyż uznał że byłoby to złamanie raz danego słowa, ale wymyślił coś innego...





PS: Dzisiaj krótko, ale jest to dopiero pierwszy odcinek tej serii, a poza tym... sam muszę się zająć swoją kobietą 🥰🥳🤤




CDN.

piątek, 26 lipca 2024

WINO, KOBIETY I... TRON WE KRWI - CZYLI PONURY CIEŃ BIZANCJUM - Cz. XXXIV

NIM JESZCZE 
NAD KONSTANTYNOPOLEM
ZAŁOPOTAŁ ZIELONY
SZTANDAR MAHOMETA





III

RZYMIANKA Z WYBORU

(W TROSCE O SYNA)

Cz. VIII







KRÓL KRÓLÓW
Cz. VIII


 Gdy więc w lecie roku 66 do Rzymu przybył władca Armenii z rodu Arsacydów Tiridates I (z którym to Rzymianie przez 5 ostatnich lat - do 63 roku - toczyli morderczą wojnę o Armenię), został tam wspaniale powitany przez Nerona, który na jego cześć urządził huczne igrzyska. Oczywiście Tiridates przybył do Rzymu, aby zgodnie z warunkami zawartego pokoju uzyskać koronę królewską z rąk rzymskiego cesarza, który miał sprawować "opiekę" nad Armenią. W rzeczywistości jednak po roku 63 rzymskie wpływy w Armenii znacznie osłabły (w porównaniu z tym co było wcześniej), natomiast koronacja miała być tylko symbolicznym podkreśleniem rzymskiej kontroli, która tak naprawdę była iluzoryczna. Natomiast Arsacydzi (Tiridates i jego brat, król Partów - Wolagazes I) zdobywali w tym regionie silną pozycję. W każdym razie uroczystość koronacji (i włożenia na głowę Tiridatesa) korony królewskiej władców Armenii z rąk cezara Nerona, miało wspaniałą oprawę (propagandowo-artystyczną) i pokazywało siłę oraz potęgę Imperium Rzymskiego, czyli to, co przede wszystkim chcieli ujrzeć i co lubili podkreślać Rzymianie. Miasto było więc udekorowane girlandami i tysiącami kwiatów, były orły legionowe, gwardia pretoriańska prezentowała się wyśmienicie, a cesarz siedział na tronie, za którym znajdował się wizerunek ogromnego rzymskiego orła (chociaż symbolem miasta była wilczyca). Wszystko to podkreślało oczywiście dumę i chwałę Imperium Rzymskiego, ale tak naprawdę mieszkańcy stolicy przede wszystkim oczekiwali na to, co miało dopiero nadejść, czyli na wielkie, wspaniałe igrzyska Neron dał im to, czego tak bardzo pragnęli.

Igrzyska rozpoczęły się od wyścigów rydwanów, czyli dyscypliny którą Rzymianie bardzo się pasjonowali (tak jak dzisiaj pasjonujemy się piłką nożną, siatkówką czy też bejsbolem - w zależności od miejsca pochodzenia). Tak jak już kiedyś wspominałem (przy innym temacie) w Rzymie (jak i w innych miastach Imperium) były cztery frakcje wyścigowe: Biali (factio albata), Zieloni (factio prasina), Niebiescy (factio veneta) i Czerwoni (factio russata) - (z początkiem II wieku naszej ery te cztery frakcje zaczęły się ze sobą łączyć tak, iż realnie powstały dwie: Biali i Zieloni oraz Niebiescy i Czerwoni. Natomiast już IV wieku Zieloni i Niebiescy po prostu wchłonęli swoich współtowarzyszy). Wyścigi rydwanów oczywiście odbywały się głównie w Cyrku Wielkim (Circus Maximus), którego początki sięgają roku 329 p.n.e. kiedy to obok dwóch drewnianych met, postawiono pierwsze drewniane wozownie i stajnie. W 296 r. p.n.e. dwaj bracia, edylowie kurulni: Gnejusz i Kwintus Ogulniuszowie - za pieniądze zebrane z kar nałożonych na lichwiarzy - wybudowali pierwszą w Rzymie brukowaną drogę, ciągnącą się od bramy kapeńskiej (Porta Capena), do świątyni Marsa Statora, która przechodziła również przez teren (prowizorycznego wówczas jeszcze) Cyrku Wielkiego. W tym też roku wznieśli po raz pierwszy na Forum Romanum posąg wilczycy karmiącej dwójkę ludzkich niemowląt - Romulusa i Remusa - założycieli Rzymu (aczkolwiek tamten pierwotny pomnik nie zachował się, a obecny, który znajduje się w Pałacu Konserwatorów w Rzymie pochodzi z czasów znacznie późniejszych). Poza tym edylowi kurulni uczynili coś jeszcze, a mianowicie osuszyli dolinę Murcja, co spowodowało że można było połączyć ziemnym półkolistym nasypem teren przyszłego Cyrku Wielkiego. W roku 194 p.n.e. na spinie (czyli szeroki murze oddzielającym tory w Cyrku Wielkim) wniesiono pierwsze drewniane siedziska dla senatorów, wkrótce potem podobne siedziska zaczęły powstawać również dla ludu. Dwadzieścia lat później dodano 7 jaj informujących o ilości pokonywanych okrążeń przez załogi rydwanów. Kolejną rozbudowę Circus Maximus przeprowadził w 46 r. p.n.e. Juliusz Cezar - powiększając arenę w kierunku wschodnim i zachodnim (wyrównując przeciwległe pagórki) i otaczając ją rowem wypełnionym wodą - eurypem, dzięki czemu Cyrk mógł teraz pomieścić 150 000 miejsc siedzących. W roku 33 p.n.e Marek Wipsaniusz Agryppa (rówieśnik, przyjaciel i późniejszy zięć Oktawiana Augusta) stworzył na spinie system sygnalizacji w postaci 7 delfinów, które miały odtąd wymieniać się miejscami z 7 jajami informującymi o ilości okrążeń. W 10 r. p.n.e. Oktawian August sprowadził z Egiptu dwa obeliski: Kleopatry i Ramzesa II, jeden z nich (właśnie Ramzesa II) kazał umieścić w Cyrku Wielkim (dziś ten obelisk znajduje się na Placu del Poppolo), a także dla siebie i swojej rodziny kazał wznieść w tymże przybytku specjalną lożę - pulvinar - która od tej pory była uważana za cesarską. Przed igrzyskami wiekowymi roku 47 (ludi saeculares) z okazji 800-rocznicy założenia Rzymu, cesarz Klaudiusz wymienił drewniane siedziska senatorów w Cyrku Wielkim na marmurowe z domieszką złoconego granitu, ale dla ludu kamienne siedziska ustawił dopiero Neron wkrótce po pożarze Rzymu w roku 64, gdy przystąpiono do odbudowy m.in. Cyrku Wielkiego.


MAKIETA STAROŻYTNEGO RZYMU 
(NA PIERWSZYM PLANIE CYRK WIELKI i KOLOSEUM)



Woźnice zaprzęgów należący do poszczególnych frakcji cyrkowych, wywodzili się najczęściej spośród niewolników, aczkolwiek ich sława była nieporównywalnie większa, od sławy współczesnych piosenkarzy czy celebrytów. Ich imiona były wypisywane nie tylko na murach domów, łaźni czy przybytków rozkoszy, ale nawet policja miejska przymykała oczy na ich występki. Gdy pewnego razu - a było to już za Domicjana (81-96 r.), dwójka woźniców z frakcji Niebieskich i Czerwonych zaczęła zaczepiać na ulicach ludzi i żądać od nich pieniędzy, wezwanie na miejsce strażnicy miejscy nie interweniowali, odwrócili głowy i odeszli. Niech pomniki i popiersia były ustawiane w przybytkach publicznych i - jak pisze Marcjalis - w przeciwieństwie do innych pomników błyszczały się one niczym psie genitalia 😉. Wielokrotni zwycięzcy wyścigów byli praktycznie bezkarni i mogli w zasadzie zrobić wszystko - łącznie z zabójstwem (może z tą różnicą, aby nie było to zabójstwo publiczne). Choć sami byli niewolnikami i nie uzyskali jeszcze wolności, to jednak zachowywali się jakby byli wielkimi panami, brali co chcieli, a jednocześnie zarabiali ogromne pieniądze (tak jak współcześni piłkarze). Może właśnie to spowodowało że już w II wieku zaczęły się tworzyć spośród woźniców grupy przestępcze, które zamieniały się w prawdziwe mafie. Ogromna większość z nich odnosiła kilkudziesięciokrotnie, kilkusetkrotnie, a niektórzy nawet kilkutysięczne zwycięstwa. Marcjalis pisze że (pierwsza połowa II wieku) niejaki Skorpus odniósł 1043 zwycięstwa, Pompejusz Epafroditus - 1467, Pompejusz Musklosus - 3359 zwycięstw i Diodes - 4462 (ten ostatni wycofał się z areny ok. roku 150 zgromadziwszy fortunę 35 milionów sesyerców, czyli kwotę za którą mógłby sobie kupić co najmniej kilka posiadłości w Kampanii, wystawić do ich obrony co najmniej 10 000 gladiatorów i obsadzić 50 okrętów wojennych. Jednocześnie gdy woźnice rydwanów umierali, gromadziło to ogromne tłumy na ich pogrzebach, a zdarzało się i tak - wcale nierzadko - że umierali w młodym wieku, ponieważ zawód jaki wykonywali był bardzo niebezpieczny. Oddajmy więc ponownie głos Marcjalisowi: Tuskus zginął w wieku 24 lat po odniesieniu 56 zwycięstw, Krescens w wieku 22 lat (zgromadziwszy 1 600 000 sesterców), a Marek Aureliusz Molicjusz w wieku 20 lat (po odniesieniu 125 zwycięstw). Juwenalis dodawał zaś, że wysokie zarobki woźniców brały się również z tego, że ludzie przed wyścigami po prostu zakładali się o to, który z nich wygra, a w Cyrku Wielkim (czy potem w Koloseum) były to profesjonalne stanowiska hazardowe, a zakłady przyjmowały pięknie wystrojone kobiety. Zamożni ludzie często zostawiali tam swoje fortuny, a ci biedniejsi przynosili sakiewki licząc na to, że dany woźnica z ulubionej frakcji przyniesie im szczęście. Po wyścigach zaś - aby nieco udobruchać tych, którzy stracili tam fortunę - organizowano w Cyrku ucztę dla ludu, w czasie której rozdawano łakocie w postaci ciepłych bułeczek i innych smakowitości, a także rozdawano talony, których numery licytowano z puli i dzięki którym można było wygrać np. dom, gospodarstwo wiejskie, albo nawet okręt. Takie loterie po raz pierwszy zaczął organizować właśnie Neron (przez co był ukochanym władcą dla ludu i o ile możni go nie znosili, o tyle lud wręcz ubóstwiał). Podczas tej właśnie wizyty Tiridatesa w Rzymie, Neron wystąpił jako woźnica w ulubionej przez siebie frakcji Zielonych.




Następnie urządzono wspaniałe igrzyska gladiatorskie (munera). Był to stary zwyczaj, zaczerpnięty jeszcze z tradycji etruskiej, który przeniknął do kultury rzymskiej w formie pośmiertnego uhonorowania ważnej osobistości. Gdy więc umierał jakiś senator (albo majętny ekwita) rodzina wynajmowała dwóch niewolników którzy mieli się nad jego grobem potykać na śmierć i życie. Według tradycji po raz pierwszy w Rzymie miano odprawić takie walki (stosując się ściśle do etruskich wymagań) na targu bydlęcym (Forum Beorium) w 264 r. p.n.e. Powodem była śmierć dostojnego senatora Decymusa Juniusza Brutusa Pery i do tej walki wynajęto sześciu niewolników którzy potykali się w trzech parach. Po raz pierwszy więcej niż kilkunastu, potykało się gladiatorów (bo już tak należałoby ich nazwać) w roku 216 p.n.e. (czyli w roku katastrofy kaneńskiej, kiedy po całym Rzymie rozchodziły się trwożne głosy: "Hannibal ante portas" czyli " Hannibal u bram"), wówczas to, podczas uroczystości pogrzebowych konsula Marka Emiliusza Lepidusa wystawiono 44 gladiatorów w 22 parach. Oczywiście walki takie najczęściej odbywały się na ulicach lub na forach, bowiem żadne amfiteatry wówczas nie istniały. Od tej chwili też każda rodzina (szczególnie wywodząca się z nobilitas), chciała pobić rozmachem uroczystości pogrzebowych poprzedników i liczba gladiatorów walczących na ich marach zwiększała się. 183 r. p.n.e rodzina zmarłego najwyższego kapłana (Pontifex Maximus) Publiusza Licyniusza Krassusa wystawiła do walki aż 200 gladiatorów. 164 r. p.n.e. gdy ludzie będący w teatrze i oglądający "Hecyrę" Terencjusza, dowiedzieli się o śmierci jakiegoś senatora i publicznym munera urządzanym na jego cześć, gremialnie opuścili teatr, udając się w tamto miejsce 🤭.




 Szybko też ambitni politycy zdali sobie sprawę z tego, jak potężna władza nad masami znajduje się w munera i ile można osiągnąć, jeśli tylko umiejętnie zorganizuje się takie uroczystości (można je porównać do współczesnych wydatków jakie ponoszą politycy na banery, ulotki, reklamy w mediach - szczególnie w internecie itd, które oczywiście są bardzo kosztowne, ale które zwrócą się w przeciągu góra dwóch lat na dobrym stanowisku). Tym bardziej że owe igrzyska przestały być już igrzyskami rodzinnymi, gdzie członkowie danego rodu w milczeniu przyglądali się w walce dwóch niewolników, wynajętych tylko po to, aby oddać ostatnią cześć zmarłemu. Teraz, gdy coraz więcej ludzi zaczęło przychodzić na takie widowiska, były one pełne gwaru, śmiechu, komentarzy i oczywiście zakładów - kto wygra, nadal jednak igrzyska organizowane były przez najbogatszych, czyli tych, których było na to stać. Po raz pierwszy zaś za publiczne pieniądze zorganizowano munera w roku 105 p.n.e. gdy armia rzymska poniosła druzgocącą klęskę w starciu z plemionami Cymbrów i Teutonów pod Arausio 6 października 105 r. p.n.e. w rzeczywistości jednak bitwa ta rozegrała się we wrześniu, jako że wówczas w Rzymie obowiązywał kalendarz księżycowy jeszcze sprzed reformy Cezara z 45 r. p.n.e. w czasie którego zmieniono kalendarz księżycowy na słoneczny dodając do tego oczywiście 30 dni, bez równać czas głównych świąt z porami roku. Natomiast data 6 października jest datą przyjętą w nauce). W Rzymie wybuchła wówczas panika i znów pojawiły się tutaj głosy nieznane od ponad 100 lat: "Barbari ante portas". Trudno też się temu dziwić, wówczas bowiem po zagładzie armii konsula Gnejusza Maliusza Maksymusa i Kwintusa Serwiliusza Cepiona, nie było w Italii siły zdolnej odeprzeć atak barbarzyńców. Co prawda można było powołać pod broń nowicjuszy - mających jeszcze mleko pod nosem, lub styranych życiem weteranów, ale przecież to nie były siły, które mogłyby zagrozić owym zwycięzcom, gdyby ci postanowili ruszyć na italię. Można było oczywiście odwołać wojska z Hiszpanii, Tracji, Azji i Afryki, ale jakim kosztem i ile by to trwało. Wróciły teraz niczym przekleństwo słowa wypowiadane przez braci Grakchów, że w Rzymie nie starczy ludzi gotowych do noszenia broni, a wszystko przez degradację i likwidację dotychczasowych rolników, przejmowanie ich majątków przez nobilitas i ich eksodus do miast (głównie do Rzymu), gdzie zasilali lokalną biedotę (najbiedniejsi wówczas w wojsku nie służyli, gdyż nie stać ich było na zakup broni i ekwipunku). Poza tym bardzo złe wrażenie sprawiała nobilitas, która nadal wierząc w hasła że to ona jest powołana do rządzenia państwem ze względu na swoją wiedzę, tradycję i umiejętności, teraz dawała popis żałosnej niekompetencji i tchórzliwości. Ostatecznie z sytuację ocalił Gajusz Mariusz wraz ze swym legatem Lucjuszem Korneliuszem Sullą (potem obaj panowie stali się śmiertelnymi wrogami), który po pokonaniu króla Numidii -  Jugurty (105 r. p.n.e.) wycofał armię z Afryki do Italii, aby bronić Rzymu przed barbarzyńcami. 

Ale problem z wojskiem to była jedna rzecz. Inną to były nastroje społeczne, które były wręcz katastrofalne. Dawno oczywiście zapomniano o lęku panującego w Rzymie w czasach Hannibala. Mówiono o tym ze śmiechem, drwiąc sobie z ludzi którzy wówczas żyli, że tak obawiali się tego kartagińskiego watażki, a teraz wszystko wróciło i to za sprawą nie jakiegoś wielkiego wodza, tylko grupy plemion przybyłych z Północy, które Rzymianie uważali za barbarzyńskie. Trzykrotnie Rzym w czasach Republiki narażony był na upadek. Po raz pierwszy w roku 390 p.n.e. gdy miasto zdobyli Galowie pod wodzą Brennusa (oprócz Kapitolu, który według legendy ocalić miały gęsi przed niespodziewanym, nocnym atakiem Galów). Były to jednak czasy bardzo odległe, w których nie zdobyto nawet jeszcze władzy nad całą Italią. Po raz drugi takie zagrożenie miało miejsce właśnie w czasach Hannibala, szczególnie w roku 216 p.n.e. a po raz trzeci w roku 105 p.n.e w czasie najazdu Cymbrów i Teutonów na Galię i północną Italię. Aby więc ratować się przed dojmującym nastrojem paniki i klęski, władze Republiki urządziły najpierw pokazowy proces winnych klęski spod Arausio. Serwiliusz Cepion i Maliusz Maksymus zostali pozbawieni dowództwa, odebrano im majątek i wygnano, ale to było jednak za mało aby nasycić żądny zemsty lud, szukano więc dalej. Starano się znaleźć kozła ofiarnego, którego można by było poświęcić w imię złagodzenia nastrojów i ponownego podporządkowania ludu władzy, więc pierwsza myśl - westalki. Rozpoczęły się więc skrupulatne kontrole przybytku dziewic służących bogini Weście, starało się bowiem znaleźć jakiekolwiek przykłady złamania ślubów czystości, które można by było rzucić ludowi na tacy i przedstawić owe kobiety jako winne klęski, gdyż swym ohydnym czynem obraziły boginię. Niczego jednak nie znaleziono, westalki prowadziły się bez zarzutu, a ostatni raz skazano westalkę na śmierć (przez zakopanie żywcem w ziemi - bo taka była kara), prawie dziesięć lat wcześniej, w roku 114 p.n.e. gdy trzy kobiety ze świętego przybytku bogini oskarżono o spółkowanie z mężczyznami, były to: Emilia, Licynia i Marcja. Na śmierć skazano jednak tylko Emilię, dwóm pozostałym dziewczętom udało się przeżyć tylko dlatego, że pochodziły z wpływowych rodzin, a ich ojcowie i krewni odpowiednio zapłacili sędziom. Jednak już w roku następnym na wniosek konsula Gnejusza Papiriusza Karbona powtórzono proces, gdyż znaleziono wiele nieścisłości, łącznie z zarzutami o przyjęcie łapówek przez sędziów. Ostatecznie pozostałe dwie kobiety również zostały skazane na śmierć i tak też się stało. Ale owym 105 r. p.n.e. nie znaleziono takich "koziołków" ofiarnych, musiano więc szukać dalej.

Powstała myśl aby przebłagać barbarzyńskich bogów (tak bowiem czynili Rzymianie żeby odwrócić gniew obcych bogów przeciwko nim samym), problem tylko polegał na tym, że nie znano imion owych bogów i nie wiedziano nawet do kogo się zwrócić. Trzeba więc było zwrócić się do bogów rodzimych, ale czy to mogłoby uspokoić gniew ludu? Czy mogłoby zadośćuczynić rodzinom 80 000 poległych pod Arausio żołnierzy w wyniku głupoty dowództwa (szczególnie Cepiona - który ewidentnie nie nadawał się na stanowisko które pełnił). Tu już nie było takiej prostej odpowiedzi, tym bardziej że ofiary przebłagalne bogów rodzimych mogły przekonać głównie najbardziej pobożnych Rzymian, a co z resztą? Może gdyby to zamienić na jakąś wielką publiczną ofiarę dla bogów, tylko jak to zrobić (ostatnie publiczne ofiary z ludzi złożono w Rzymie właśnie w roku 216 p.n.e. i nie zamierzano już więcej do nich wracać). No właśnie i tutaj przyszła z pomocą - munera. Na polecenie konsula Publiusza Rutiliusza Rufusa (Manliusz bowiem został wygnany) postanowiono wydać publiczne pieniądze na zorganizowanie spektaklu gladiatorskiego dla ludu, do czego mieli posłużyć gladiatorzy z rzymskiej szkoły Gajusza Aureliusza Scaurusa. Miało to pobudzić nastroje patriotyczne, przypomnieć Rzymianom dawne ojczyźniane cnoty, takie jak odwaga i honor, a także przypomnieć ludowi jak należy posługiwać się bronią przeciwko nacierającemu wrogowi, a w razie konieczności jak ginąć śmiercią prawdziwego Rzymianina. Tak też się stało a munus z roku 105 p.n.e. był pierwszym tego rodzaju widowiskiem, zorganizowanym nie w celu uczczenia jakiejś zmarłej postaci, lub też wydarzenia religijnego, a z czysto politycznych celów, co potem stało się normą dla rzymskich polityków. Czy jednak igrzyska roku 105 p.n.e. poskutkowały na rzymskie społeczeństwo? Trudno powiedzieć, gdyż Cymbrowie i Teutonii nie wykorzystali jakże sprzyjającej okazji i nie najechali bezbronnej Italii, natomiast trzy lata później konsul Gajusz Mariusz rozbił Teutonów pod Aquae Sextiae, a w 101 r. p.n.e. Cymbrów na polach raudyjskich pod Vercellae.


PIERWSZE PUBLICZNE MUNERA ZORGANIZOWANE NA FORUM ROMANUM w 105 r. p.n.e.



Od tej chwili munera weszło do corocznego wręcz zamiłowania Rzymian i traktowali oni to wydarzenie jako coś naturalnego, jako element rozrywki do której można uciec, od monotonnego i nudnego życia w Rzymie. Zresztą nie tylko w Rzymie, w miejscowości Pollentia w północnej Italii, mieszkańcy tak długo nie dopuszczali do pochowania zmarłego wcześniej wysokiego urzędnika miejskiego, dopóty rodzina zmarłego nie wyłożyła pieniędzy na zorganizowanie munera. Stało się więc to czymś naturalnym dla rzymskiego krajobrazu społecznego, chociaż bunty gladiatorów też się zdarzały, a do najsławniejszego doszło w latach 73-71 p.n.e. w Kapui w szkole Gnejusza Lentulusa Batiatusa, który rozlał się potem na całą italię, a zwany był powstaniem Spartakusa. Oczywiście nie był to jedyny bunt gladiatorów. Niecałą dekadę po stłumieniu powstania Spartakusa (64 r. p.n.e.), w Praeneste zbuntowali się tamtejsi gladiatorzy, ale lokalny garnizon wojskowy błyskawicznie przywrócił porządek. Popularność munera wśród ludu była tak wielka, że w 63 r. p.n.e zabroniono kandydować na urzędy publiczne tym, którzy dwa lata wcześniej zorganizowali igrzyska gladiatorskie. Od roku 27 p.n.e. gdy Gajusz Juliusz Cezar Oktawian stał się Augustem, polecił on w Rzymie pretorom organizować igrzyska dwa razy do roku, a na prowincji coroczny munus. Oczywiście przez cały ten czas aż do Oktawiana Augusta, igrzyska odbywały się prowizorycznie skleconych, drewnianych przybytkach (najczęściej na Forum Romanum) ogrodzonych palami, które na drugi dzień (lub po zakończeniu igrzysk) rozbierano. Pierwszy kamienny amfiteatr (bo tak też zaczęto odtąd nazywać owe przybytki) wzniósł w 29 r.p.n.e na południe od Pola Marsowego krewny Augusta - Kwintus Statyliusz Taurus (amfiteatr ten spłonął w roku 64 w czasie wielkiego pożaru Rzymu za Nerona i nie został już potem odbudowany aż do czasów Wespazjana, który założył swój własny amfiteatr, zwany amfiteatrem Flawiuszów, a potocznie znanym jako Koloseum. Tak więc w czasie wizyty Tiridatesa w Rzymie amfiteatr Taurusa już nie istniał). W 2 r. p.n.e. na Ianikulum (czyli prawym brzegu Tybru) Oktawian August wzniósł ogromnym kosztem naumachię - przeznaczoną do przedstawienia walk morskich, a jej szerokość była trzy razy większa od późniejszego Koloseum. Jej eliptyczny kształt (o średnicy 556 i 537 m.) wypełniony był wodą (dostarczaną przez akwedukt Aqua Alsietina), na środku której znajdowała się sztuczna wyspa (to tam właśnie cesarz Klaudiusz zorganizował swoją słynną bitwę morską w formie igrzysk dla ludu z 52 r.), a dookoła znajdowały się ogrody Cezara, a dalej jeszcze lasy. Oczywiście w czasach które nas obecnie interesują, była to jedyna rzymska naumachia, ale Rzymianon to przestało wystarczyć i już za Trajana w ogrodach watykańskich władca ten wzniósł drugą naumachię (na północny zachód od Zamku Świętego Anioła) oraz kolejny amfiteatr (amphitheatrum Castrense), również na terenie Watykanu.


NAUMACHIA KLAUDIUSZA z 52 r. ZORGANIZOWANA NA IANIKULUM
(WOKÓŁ SZTUCZNEJ WYSPY AUGUSTA)



Masowa budowa amfiteatrów, jaka nastąpiła w ostatnich trzech dekadach I wieku p.n.e. i na początku I wieku naszej ery, nie zawsze szła w parze z jakością. Trybuny najczęściej bowiem były drewniane, a jednocześnie stawiano je na niepewnym gruncie, często po kosztach, aby zaoszczędzić, rezygnowano ze specjalnych podpór które podtrzymywały całą konstrukcję (nie mówiąc już o tym że całość była łatwopalna). Często też dochodziło do mniejszych lub większych katastrof z tym związanych, a największa bodajże miała miejsce w Fidenie, w miasteczku położonym na północny-wschód od Rzymu, w 27 roku naszej ery. Trybuny bowiem (zbudowane przez konstruktora Atyliusza) zostały wzniesione tak niedbale i na tak nierównym terenie, że w ułamku chwili, w czasie trwania igrzysk cała konstrukcja zawaliła się, grzebiąc pod sobą 50 000 widzów. Tacyt tą katastrofę przyrównał do "przegranej bitwy w czasie wielkiej wojny". Atyliusza co prawda skazano na wygnanie, ale życia i zdrowia tym, którzy tego doświadczyli nikt już nie wrócił. Od tej pory zabroniono wznosić trybuny na nieutwardzonym gruncie, zaś organizator który nie chciał zrezygnować z drewnianych trybun, musiał jednocześnie udowodnić że dysponuje pieniędzmi na wypadek odszkodowania w wysokości co najmniej 400 000 sestercji (jakieś 800 000 zł). Po Wielkim pożarze Rzymu z roku 64 Neron wpadł na pomysł aby zbudować właśnie ogromny kamienny amfiteatr który przyćmi sławą wszystkie inne. Planu tego nie wprowadził jednak w życie, a zrealizował go dopiero Wespazjan, zakończyli zaś jego synowie -  Tytus i Domicjan w 80 roku naszej ery (notabene w roku tym również Rzym nawiedził kolejny - choć nieco mniejszy pożar - który strawił część zabudowań Kapitolu, spłonął też Panteon, Biblioteka Augusta i Teatr Pompejusza (po raz kolejny 🥴). Warto też wspomnieć jak wyglądał podział miejsc w Koloseum (jak również i w innych amfiteatrach) od czasów Augusta. Otóż pierwsze (dolne) miejsca zarezerwowane były dla nobilitas i ekwitów, ludzi zamożnych i dostojników państwowych, środkowe dla zwykłych obywateli, zaś górne miejsca w amfiteatrze przeznaczone były dla kobiet - bez względu na ich zamożność. Warto też dodać że kobiety gladiatorzy nie występowały w czasach Republiki i pierwszych dekadach Cesarstwa. Zaczęło to się zmieniać jednak już w drugiej połowie I wieku naszej ery, a szczególnie za czasów rządów Domicjana (81-96 r.) który lubił tego typu rozrywki. Zresztą miłośników walk amazonek (bo tak je nazywano) w Rzymie było dosyć sporo, choć ewidentnie nie stanowili większości. Dla nich to więc organizowano nawet łączone walki gladiatorów i amazonek, a nawet amazonek jeżdżących na wozach bojowych. O ile jednak Domicjan organizował takie widowiska w swoim prywatnym amfiteatrze i to najczęściej nocą przy blasku pochodni, o tyle już w II wieku naszej ery stały się one coraz częstsze. Widowiska kobiet wojowniczek miały swoich zagorzałych wielbicieli, aczkolwiek równie duża była grupa przeciwników, którzy po prostu wygwizdywali owe kobiety, domagając się aby zaprzestano tego gorszącego dla nich przedstawienia. Równie wielkim miłośnikiem kobiecych walk był Lucjusz Werus (panował w latach 161-169 wraz z Markiem Aureliuszem). Nawet na kampanię partyjską zabrał kilka takich amazonek, z którymi spółkował. Jednak z czasem górę wzięli przeciwnicy takich przedstawień, i w roku 200 - zasypany skargami na tego typu wypaczenie idei munera, cesarz Septymiusz Sewer zakazał ostatecznie kobietom walk na arenie.


KATASTROFA w FIDENACH 
(27 r.)



Igrzyska te zaczęły dobiegać końca, wraz z rosnącą pozycją chrześcijaństwa. W roku 326 cesarz Konstantyn Wielki (swoją drogą od zbrodniach tego władcy można by napisać litanię) wydał w Berytos (czyli dzisiejszym Bejrucie) po raz pierwszy publiczny edykt, piętnujący igrzyska gladiatorów w całym Imperium Rzymskim. Oczywiście nie oznaczało to ich końca, aczkolwiek było tą pierwszą kroplą drążącą skałę. W 357 r. Konstantyn II (syn tego pierwszego) zabronił wszystkim żołnierzom i oficerom uczestnictwa w igrzyskach, a w 365 r. cesarz Walentinian zakazał skazywania chrześcijan na karę areny. Ostatecznie pod koniec IV wieku, czyli 399 r. cesarz Honoriusz nakazał zamknąć wszystkie istniejące w Rzymie szkoły gladiatorskie, co było wstępem do całkowitej likwidacji igrzysk (które realnie na Wschodzie już się nie odbywały, jeszcze w Rzymie i w niektórych miastach Zachodniego Cesarstwa). Bezpośredniego jednak pretekstu do zlikwidowania igrzysk dał mnich Telemachos, który 404 r. wtargnął na arenę, próbując namówić walczących do zaniechania rozlewu krwi. Przyglądający się temu ludzie z trybun zapałali ogromnym gniewem i biorąc do ręki kamienie, ukamienowali mnicha. Pod wrażeniem tej męczeńskiej śmierci cesarz Honoriusz po wsze czasy zakazał odprawiania munera.


 

W każdym razie igrzyska gladiatorskie jak również wyścigi rydwanów oraz przedstawienia teatralne były tymi, którymi cesarz Neron powitał przybywającego do Rzymu w owym 66 roku króla Armenii - Tiridatesa I z rodu Arsacydów.


KOBIETA PRZEBRANA ZA RZYMSKĄ GLADIATRIX, CZYLI AMAZONKĘ 



CDN.

wtorek, 30 kwietnia 2024

NIEWOLNICY DO ZADAŃ SPECJALNYCH - Cz. XXIII

CZYLI JAKIE BYŁY NAJWIĘKSZE
OŚRODKI HANDLU NIEWOLNIKAMI W
STAROŻYTNOŚCI I ŚREDNIOWIECZU,
ORAZ SKĄD I Z JAKICH
WARSTW SPOŁECZNYCH NAJCZĘŚCIEJ
POCHODZILI KANDYDACI
NA NIEWOLNIKÓW





II

STAROŻYTNY RZYM

(II wiek p.n.e. - V wiek)

Cz. XIV







SPRZEDAŻ, DZIEDZICZENIE I WYZWOLENIE NIEWOLNIKÓW
(NA PODSTAWIE ZACHOWANYCH LISTÓW I DOKUMENTÓW STAROŻYTNOŚCI)
(XIX wiek p.n.e. - I wieku naszej ery)
Cz. XI



XXII
SOSTUS
DELFY
(144 r. p.n.e.)
Cz. VI





Polibiusz - syn stratega Ligii Achajskiej Lykortasa, wraz z 999 innymi greckimi zakładnikami (głównie spośród młodych mężczyzn) spędził w Rzymie długie lata, począwszy od roku 167 p.n.e. Rzymianie co prawda pokonali i uzależnieni od siebie Macedończyków i Greków, ale sami padli ofiarą triumfu greckiej kultury (Katon Starszy, wróg hellenizacji rzymskiego życia kulturalnego i politycznego, twierdził wręcz otwarcie, że Grecy nie potrafiąc zwyciężyć Rzymian orężem, postanowili wytracić ich swymi miksturami. Miał tu oczywiście na myśli ogromny wpływ kulturowy greckiej myśli i religii na rzymską rzeczywistość. Notabene on, wróg hellenizmu, pod koniec życia sam musiał nauczyć się języka greckiego, aby lepiej funkcjonować w coraz bardziej hellenizującym się rzymskim społeczeństwie klas wyższych). Boliwiusz żył w domu Lucjusza Emiliusza Paulusa, gdzie zaprzyjaźnił się z jego dwoma synami (adoptowanymi co prawda do innych rodów), Kwintusem Fabiuszem Maksimusem Emilianem (adoptowanym przez Fabiuszy) i późniejszym zdobywcą Kartaginy Publiuszem Korneliuszem Scypionem Emilianem (adoptowanym przez Korneliuszy). Ojciec - miłośnik hellenizmu - zapewnił wcześniej swym synom prawdziwie greckie wychowanie, i wszyscy nauczyciele, służący oraz całe ich otoczenie było greckie. Wspaniałe greckie posągi, obrazy i dzieła (Emiliusz Paulus zabrał przecież całą wielką bibliotekę ostatniego króla Macedonii - Perseusza) trafiły do Rzymu, pokazując jednocześnie triumf greckiej kultury.

Sam Katon Starszy sprowadził do Rzymu Kwintusa Enniusza - "człowieka o trzech sercach" znakomitego poetę i piewcę greckiej kultury (stwierdzenie o "trzech sercach" wzięło się stąd, że Enniusz władał trzema językami - oskijskim {urodził się bowiem na Sardynii}, greką i łaciną. Jego działalność poetycka była bardzo żywa i bogata, stąd w pamięci potomnych przetrwał jako "rzymski Homer", lub "rzymski Eurypides" (pisał bowiem zarówno dramaty jak i komedie, napisał też poetycką historię Rzymu zwaną "Annales", czyli "Kroniki"). Enniusz jednak porzucił Katona i przyłączył się do frakcji hellenistycznej, sam stając się piewcą hellenizmu w Rzymie. Enniusz co prawda nie żył już, gdy Polibiusz przybył do Rzymu jako zakładnik (zmarł dwa lata wcześniej), ale w jego ślady poszedł siostrzeniec - Pakuwiusz, oraz Akcjusz. Żył również jeszcze (zmarł w 159 r. p.n.e.) Publiusz Terencjusz Afer - naturalizowany Rzymianin, urodzony w Kartaginie, a piszący po grecku (twórca rzymskiej komedii). Byli wsza grze i inni, jak grecki filozof stoicki - Panecjusz (twórca etyki obowiązku), czy poeta Lucyliusz (ten był najbardziej rzymski ze wszystkich wyżej wymienionych, chociaż też nie urodził się w Rzymie, a w municypium italskim, mimo to jako jedyny posiadał obywatelstwo i należał do stanu ekwitów (rzymską klasa średnia). Tak więc historyk Polibiusz i reszta jego towarzyszy, odnalazła w Rzymie drugą Helladę (w końcu każda rzymska rodzina z klasy nobilitas za punkt honoru przyjęła sobie posiadanie przynajmniej jednego greckiego niewolnika, jako nauczyciela ich dzieci), tak więc nie było im aż tak źle, jak mogłoby się wydawać, biorąc pod uwagę że wciąż byli zakładnikami.




Ale to właśnie najbardziej ciążyło, niemożność powrotu do ojczyzny, niemożność ujrzenia tych achajskich wzgórz i dolin, była powodem głębokiego smutku wielu z nich (Polibiusz np. który przez lata przesiąkł rzymskim duchem politycznym i który twierdził że Rzym nie bez przyczyny stał się najpotężniejszym mocarstwem świata - oczywiście świata rozumianego w kategoriach ludzi o tamtym poziomie umysłowym, dla których świat ograniczał się co najwyżej do rejonu Morza Śródziemnego, Morza Czarnego i kawałku wokół, choć oczywiście zdawali sobie sprawę że tam dalej też coś jest, ale to, co było dalej, już nie miało większego znaczenia, dla nich bowiem tam już był świat zamieszkał przez dzikie, barbarzyńskie ludy, czyli nic godnego uwagi. Należy podkreślić że Grecy byli strasznie ksenofobiczni - ów Polibiusz twierdził jednocześnie, że nie ma bardziej demokratycznego miłego bogom systemu politycznego, jak system Związku Achajskiego).  Senat przez te szesnaście lat, konsekwentnie odmawiał zgody na powrót owych greckich zakładników do ich ojczyzny, ale nagle zmieniło się to właśnie w roku 151 p.n.e. Co było powodem tej zmiany? Bez wątpienia ogromnie przysłużył się tutaj sam wróg hellenizmu czyli Katon Starszy. To właśnie on stał za wszelkimi tego typu działaniami, zmierzającymi do usunięcia Greków z Rzymu. Już 22 lata wcześniej (w 173 r. p.n.e.) doprowadził Katon do usunięcia z Rzymu dwóch greckich filozofów epikurejskich, zarzucając im wywieranie szkodliwego wpływu na młodzież. W 161 r. p.n.e. również on stał za wnioskiem senackim, potępiejącym pewnych greckich retorów (starał się bowiem zatrzymać potęgującą hellenizację rzymskiego świata, ale na dobrą sprawę była to tylko walka z wiatrakami). Gdy zaś w 155 r. p.n.e. Ateńczycy wysłali do Rzymu wielkie poselstwo, złożone z trzech mężów: parypatetyka Kritolaosa, stoika Diogenesa i akademika Karneadesa (którzy mieli załatwić dla swego miasta zniesienie pewnych opłat nałożonych przez Rzymian), Katon wpadł w panikę, widząc jak ci mężowie gromadzą wokół siebie tłumy rzymskiej młodzieży (szczególnie impulsywny Karneades przyciągał na wykłady mnóstwo młodych mężczyzn). Wówczas Katon jako pierwszy złożył wniosek aby zniesiono Atenom owe opłaty, tylko po to, aby ci filozofowie jak najszybciej opuścili Rzym. Dla niego bowiem wpływ jaki wywierali na Rzymian był niczym trucizna. 




I teraz właśnie, w owym 151 r. p.n.e. w czasie senackiej debaty na temat dalszych losów greckich zakładników, to właśnie Katon był tym, który postulował by czym prędzej opuścili oni Rzym i wrócili do siebie. Tak więc podczas debaty, ten wielki rzymski moralizator i piewca tradycji przodków, stwierdził: "Siedzimy tu już cały dzień i jakbyśmy nie mieli nic lepszego do roboty, spieramy się, czy tych starszych panów z Grecji mają chować nasi, czy też achajscy grabarze". Rzeczywiście, z pierwotnej liczby 1000 greckich zakładników, których Emiliusz Paulus przywiódł ze sobą do Rzymu, w tym czasie zostało ok. 300, reszta zmarła w Rzymie lub Italii nie doczekawszy się powrotu do ojczyzny. Dla Rzymian ci ludzie nie stanowili już zagrożenia, najlepsze lata mieli już za sobą (teraz byli po pięćdziesiątce lub około tego), cóż więc złego mogli uczynić w swych krajach przeciw Rzymowi? A ich utrzymywanie też rodziło koszty, szczególnie że trzeba było ich pochować na koszt państwa. Zgodzono się więc że nie ma sensu ich tutaj trzymać skoro i tak nie stanowią zagrożenia, niech więc wracają do siebie i tam niech ich chowają, przynajmniej tak odciąży to rzymski budżet. Tak oto Polibiusz (i reszta pozostałych przy życiu jego towarzyszy niedoli) dowiedział się że jest wolnym człowiekiem i może wracać do swej ojczyzny. Grecy bardzo się ucieszyli, że na stare lata ujrzą ponownie rodzinne strony, ale część z nich postanowiła sobie w jakiś sposób odpokutować lata niedoli i poprosili Polibiusza aby ten uruchomił swoje wpływy i doprowadził do przyznania im przez Senat dawnych godności, które wcześniej piastowali w ojczyźnie. Polibiusz zdając sobie sprawę że łatwiej uzyska to zdobywając przychylność Katona, zwrócił się najpierw do niego z taką właśnie prośbą. Ten jednak był zirytowany ową propozycją i odpowiedział Polibiuszowi aby ten nie bawił się w Odyseusza który wybiera się ponownie do jaskini Cyklopa, bo zostawił tam swój pas i czapkę. Było to ostrzeżenie aby nie przeciągał struny, bo samo uwolnienie było już według Katona wystarczającą łaską dla Greków. Tak więc Grecy wyjechali do swej ojczyzny, ale nie Polibiusz. Ten bowiem poproszony został przez swego przyjaciela Scypiona Emiliana, aby wybrał się wraz z nim do Hiszpanii i tak też się stało.

W Hiszpanii bowiem wciąż trwała wojna rozpoczęta przez Luzytan i Celtyberów w 154 r. p.n.e. Co prawda w nowym roku 151 p.n.e. prokonsul Marek Klaudiusz Marcellus zmusił Celtyberów do złożenia broni (w 152 r. p.n.e. założył też Kordobę, jedno najwspanialszych miast hiszpańskich i długoletnią stolicą średniowiecznego Emiratu Kordobańskiego), zaś konsul Marek Licyniusz Lukullus zmasakrował plemię Wakków (Vaccaei) z północnej Hiszpanii, I choć również padło miasto Interkatia, to jednak Luzytanie nie zamierzali się poddać. Rozbili też armię wodza Serwiusza Galby gdzie polec miało 7 000 Rzymian, a Galba musiał uratować się ucieczką. Hiszpania stała się jedną z pierwszych rzymskich prowincji. Pierwszą ziemią jaką Rzymianie opanowali poza Italią, to była Sycylia (zdobyta oficjalnie w traktacie pokojowym z Kartaginą po zakończeniu I Wojny Punickiej w 241 r. p.n.e., chociaż realnie podbita już 10 lat wcześniej, co prawda poza tym skrawkiem na południowym-wschodzie wyspy należącym do greckiego tyrana Syrakuz). W 238 r p.n.e. Rzym wymusił na Kartaginie również zwrot dwóch pozostałych wielkich wysp - Sardynii i Korsyki (oczywiście wyspy te zostały zajęte tylko wokół wybrzeży, gdyż ich środek był zasiedlony przez lokalne plemiona z którymi Rzymianie musieli jeszcze przez dziesięciolecia się zmagać). Sardynię przejęto w owym 238 r. p.n.e. Korsykę zaś w roku następnym. Dopiero jednak w 227 r. p.n.e. Rzymianie stworzyli pierwsze dwie prowincje: Sycylię i Sardynią z Korsyką. Były to pierwsze elementy rzymskiej administracji, istniejące poza Italią. Kolejną prowincją była właśnie Hiszpania, a raczej dwie Hiszpanie Citerior (Bliższa) i Ulterior (Dalszą) założone 30 lat po tamtych, czyli w 197 r p.n.e. (choć pierwszy przyczółek w północnej Hiszpanii Rzymianie zdobyli już w 217 r. p.n.e. i potem konsekwentnie go poszerzali, szczególnie od roku 209 p.n.e.). Tak więc Sycylia (Syrakuzy zdobyte zostały po 2-letnim oblężeniu w 212 r. p.n.e. Wówczas zginął sławny grecki wynalazca Archimedes, którego wynalazki - jak choćby wielka łapa która niszczyła rzymskie okręty, przez dłuższy czas ratowały to miasto. Archimedes znany jest również z odkrycia prawa, mówiącego że ciało zanurzone w cieczy, wypiera jednocześnie taką samą ilość cieczy. Odkrył to prawo siedząc w wannie i wówczas krzyknął swoje sławne i znane po dziś dzień "Eureka"), Sardynia i Korsyka oraz dwie Hiszpanie, to były jedyne rzymskie prowincje (cztery) przez kolejne 50 lat (czyli dokładnie w czasach o których opowiadam). W tym czasie dominowała scypionowska polityka Divide et Impera (czyli Dziel i Rządź), czyli wygrywania swoich interesów kosztem osłabiania silnych a wzmacniania słabych państw wschodniego wybrzeża Morza Śródziemnego. Zostanie ona zmieniona dopiero na początku drugiej połowy II wieku p.n.e. (po zdobyciu Kartaginy i Grecji) gdy zatriumfuje polityka katonowska - brutalnego podboju i eksploatacji zajętych ziem.




Tak więc Polibiusz wyjechał teraz do Hiszpanii wraz ze swym przyjacielem z Scypionem Emilianem i dotarli do Nowej Kartaginy (kartagińskiego miasta w południowo-wschodniej Hiszpanii, zajętego przez Publiusza Korneliusza Scypiona Afrykańskiego Starszego {notabene ojca człowieka, który adoptował Scypiona Emiliana do swego rodu} w roku 209 p.n.e.). Tam właśnie Scypion pokazał Polibiuszowi wielkie kopalnie srebra, w których pracowało 40 000 niewolników, przynosząc Rzymowi dziennie 25 tysięcy drachm czystego zysku. Następnie popłynęli do Słupów Herkulesa (Heraklesa - jak mówili Grecy, albo Melkarta - jak mówili Fenicjanie i Kartagińczycy) czyli Cieśniny Gibraltarskiej, po czym wylądowali w północnej Afryce. Następnie wrócili do Gades (dzisiejszy Kadyks), gdzie zobaczyli sławne źródło, którego poziom wody zmieniał się w zależności od przypływów i odpływów morza. Nadszedł oto rok 150 p.n.e. i prokonsul Marek Licyniusz Lukullus walczył w pobliżu Gades z Luzytanami i Turdetanami. Galbie też udało się zmasakrować Luzytan (których wcześniej podstępnie namówił do złożenia broni w celu prowadzenia rozmów na temat zakończenia walk). W tym czasie Polibiusz i Scypion Emilian pojechali do kraju Luzytan (dzisiejsza Portugalia) gdzie podziwiali usłane różami pola i niezwykłą obfitość tamtejszych drzew i krzewów rodzących wspaniałe owoce (swoją drogą odbywali swoistą podróż krajoznawczą, co bardzo przypomina wycieczkę w cieniu wojny). Poza tym Polibiusza w kraju Luzytan urzekło mnogość zwierząt hodowlanych, których nikt nie sprzedawał, gdyż takie ich było mnóstwo. Następnie obaj przyjaciele wyruszyli w drogę powrotną do Rzymu, z tym tylko że postanowili obrać dłuższą drogę lądową i pójść "drogą Hannibala", zamiast krótszej drogi morskiej. Przekraczając Pireneje, a szczególnie Alpy Polibiusz był urzeczony ich majestatyczną wielkością i stwierdził, że przy nich nawet największy grecki Olimp wypada mizernie. W alpejskich lasach Polibiusz poluje na po raz pierwszy widziane przez siebie łosie, następnie łowi ryby w jeziorach Galii Cisalpejskiej: Benacus (Lago do Garda), Larius (Lago do Como) i Verbamus (Lago Maggiore). W mijanych tawernach jedzenie (jak twierdzi sam Polibiusz) jest tak tanie, że nie ma sensu targować się o cenę. Jego zainteresowanie przyciągnęli również mieszkańcy tej krainy, których nazywa "Czerwonowłosymi olbrzymami", czyli Celtami, którzy dotąd sprawili Rzymianom wiele problemów. Wreszcie dociera do Rzymu, gdzie żegna się ze swym przyjacielem Scypionem Emilianem (który puszcza go tylko i wyłącznie pod warunkiem, że raz jeszcze wybiorą się na taką zachodnią eskapadę. Polibiusz zgadza się i odpływa ku Helladzie której nie widział już od 17 lat). 

A tymczasem w Grecji nie jest spokojnie. Powstał bowiem konflikt pomiędzy Związkiem Achajskim a Atenami, gdyż to właśnie miasto zajęło Oropos - rejon w północno-wschodniej Attyce, który zarówno Ateńczycy jak i Beoci uważali za część swego kraju. Strateg Związku Achajskiego - Menalcidas zostaje przekupiony przez mieszkańców Oropos, aby interweniował przeciwko Ateńczykom (150 r. p.n.e.), wyjdzie z tego potem niezły pasztet (😉). 

A tak na marginesie jeszcze dodam, że Polibiusz i Scypion Emilianus będąc w Massylii (czyli dzisiejszej Marsylii) dowiadują się od tamtejszych greckich mieszkańców i celtyckich przybyszy o istnieniu... Wysp brytyjskich.

Z innych ciekawostek - oto jeszcze w 151 r. p.n.e. na wniosek Publiusza Korneliusza Nazyki (znanego nam tutaj już jegomościa który występuje po raz któryś z kolei), rozebrano w Rzymie budowany od 154 r. p.n.e. teatr. Uznano bowiem że obiekt ten jest niepożyteczny i szkodliwy dla obyczajów publicznych. Nazyka choć należał do politycznych przeciwników Katona (szczególnie jeśli chodzi o politykę w stosunku do Kartaginy), to jednak w kwestii moralności szedł z nim ramię w ramię i również sprzeciwiał się wszelkim hellenistycznym nowinkom, jakie tylko pojawiały się w mieście Romulusa. W każdym razie na rozebraniu teatru cierpi lud, gdyż mieszkańcy Rzymu wciąż muszą oglądać przedstawienia teatralne stojąc.




CDN.

sobota, 13 kwietnia 2024

NIEWOLNICY DO ZADAŃ SPECJALNYCH - Cz. XXII

CZYLI JAKIE BYŁY NAJWIĘKSZE
OŚRODKI HANDLU NIEWOLNIKAMI W
STAROŻYTNOŚCI I ŚREDNIOWIECZU,
ORAZ SKĄD I Z JAKICH
WARSTW SPOŁECZNYCH NAJCZĘŚCIEJ
POCHODZILI KANDYDACI
NA NIEWOLNIKÓW





II

STAROŻYTNY RZYM

(II wiek p.n.e. - V wiek)

Cz. XIII







SPRZEDAŻ, DZIEDZICZENIE I WYZWOLENIE NIEWOLNIKÓW
(NA PODSTAWIE ZACHOWANYCH LISTÓW I DOKUMENTÓW STAROŻYTNOŚCI)
(XIX wiek p.n.e. - I wieku naszej ery)
Cz. X






XXII
SOSTUS
DELFY
(144 r. p.n.e.)
Cz. V



 Rok 151 p.n.e. był w Rzymie i Italii rokiem wojny w Hiszpanii, oraz narastającego problemu związanego z Kartaginą. Wojna hiszpańska nie szła dobrze (ale ponieważ rzecz odnosi się do Grecji i Rzymu, nie będziemy się zbytnio nad tym pochylać), dlatego też gdy konsulowie (Lucjusz Licyniusz Lukullus i Aulus Postumiusz Albinus) zarządzili pobór, znaleźli się oczywiście i tacy, którzy zamierzali wykupić się od tej przykrej konieczności. Konsulowie jednak byli nieugięci i nie pozwolili nikomu - bez względu na oferowane kwoty - wykupić się od obowiązku służby wojskowej. Wielu więc (szczególnie Rzymian z klasy średniej - czyli ekwitów) poskarżyło się trybunom ludowym. Ci, starali się wyjednać zwolnienia głównie dla swych przyjaciół, ale i to nie pomogło, w takim wypadku trybuni ludowi polecili... wtrącić konsulów do więzienia. Dopiero gdy Publiusz Korneliusz Scypion Emilianus (rodzony syn pogromcy Perseusza Macedońskiego - Lucjusza Emiliusza Paulusa), zgłosił się na ochotnika do udziału w tej wojnie, dopiero wówczas inni poszli za jego przykładem (na wojnie też się wsławił, jako pierwszy wspinając się na mury obleganego celtyberyjskiego miasta Interkatii i zabijając w walce Hiszpana broniącego murów). Wojna hiszpańska dobiegła końca jeszcze w tymże 151 r. p.n.e. gdy konsul Lucjusz Lukullus spacyfikował celtyberyjskie plemiona w Wakcejów i Kantabrów.

Problem jednak stanowiła Kartagina, gdyż w przekonaniu Rzymian zbyt szybko i zbyt intensywnie się rozwijała gospodarczo, co też stwarzało realne zagrożenie na przyszłość. Oczywiście nie wszyscy byli zdania że rozwój Kartaginy jest niekorzystny dla Rzymu. Jednym z tych, którzy twierdzili że ten południowy sąsiad jest jak najbardziej potrzebny i jego likwidacja (tak jak żądał Katon Starszy) nie ma sensu (choćby dlatego, że jeśli Rzymianie utracą Kartaginę, czyli realną obawę o swoje bezpieczeństwo, to popadną w marazm i zniewieściałość. Staną się ludem pozbawionym cnoty, honoru i męstwa, natomiast skupią się na wszelkich przyjemnościach życia), był Publiusz Korneliusz Scypion Nazika (której już po raz kolejny pojawia się jako nasz bohater, po raz pierwszy napisałem o nim, gdy w 159 r. p.n.e. postawił w Rzymie pierwszy zegar wodny). Teraz (151 r. p.n.e.) do Kartaginy wysłana zostaje kolejna rzymska delegacja, na której czele staje właśnie Nazika (notabene przeciwnik polityczny Katona Starszego). Jak już wspomniałem, Nazika był zwolennikiem pokoju z Kartaginą i utrzymania tego państwa w charakterze swoistej rzymskiej satelity na południu Morza Śródziemnego. Oczywiście nie kierowały nim żadne sympatie dla grodu bogini Tanit i boga Melkarta, tylko obawa o rozprzężenie rzymskiej moralności (notabene miał rację. Rzeczywiście, niedługi czas po upadku Kartaginy, Rzymianie wolni od tego zagrożenia, coraz częściej zaczęli praktykować dosyć hedonistyczny sposób życia. Doszło do tego, że na początku II wieku naszej ery historycy Juwenalis i Marcjalis odwoływali się do dawnych rzymskich cnót, gdy Kwiryci {była to obywatelska nazwa Rzymian} stali pod bronią, a ich żony w Rzymie przędły wełnę. Panowała więc powszechna harmonia i porządek, a nie jak ich czasach, rozdmuchany feminizm - bo tak należy nazwać ogromny wzrost pozycji rzymskiej kobiety, szczególnie w I wieku naszej ery i co za tym idzie zniewieściałość mężczyzn).




Co prawda kartagińscy geronci nie zamierzali wzniecać nowej wojny z Rzymem, bo dobrze wiedzieli że ich państwo (które teraz stało się małą republiką, ograniczoną zaledwie do ziem dzisiejszej północnej i środkowej Tunezji), nie ma najmniejszych szans w konfrontacji z supermocarstwem, jakim po pokonaniu Macedonii (oraz syryjskiego króla Antiocha III Wielkiego) stał się Rzym. Pasowała im też sytuacja w której mogli się bogacić, będąc jednocześnie pod polityczną i militarną "opieką" rzymskiej Republiki. Tym bardziej że chrapkę na ich ziemie miał stary już (bo 90-letni) władca Numidii Masynissa. Lepiej było więc trzymać się Rzymu, niż wzniecać jakiekolwiek z nim konflikty, mając jednocześnie z tyłu równie silnego wroga. Tylko że Rzymianie nie rozumowali w ten sam sposób. Co prawda Katon pokazywał w Senacie kartagińską figę i powtarzał że "Kartaginę należy zniszczyć", ale tak naprawdę nie miał większej możliwości przełożenia swoich słów na czyny, gdyż ani italscy rolnicy (jako konkurenci tych z Kartaginy) nie mieli realnego wpływu na postanowienia Senatu, ani też ani też nie opłacało się Rzymianom (na razie) wzniecać wojnę z państwem, który przynosił dochód. Po pokonaniu Hannibala w bitwie pod Zamą (202 r. p.n.e.) i po kapitulacji Kartaginy (201 r. p.n.e.) na gród Dydony został nałożony coroczny haracz w wysokości 10 000 talentów eubejskich (trzykrotnie większa kwota, niż ta, którą Kartagińczycy musieli zapłacić po klęsce w I Wojnie Punickiej) płatne w ciągu 50 lat. Ostatnia rata przypadała więc na rok 151 p.n.e i rzeczywiście, teraz dopiero Rzymianie nie mieli już żadnych korzyści z utrzymywania Kartaginy jako swojej satelity. Po prostu naród chłopów (jakim wciąż byli Rzymianie) wychodził z dość racjonalnych wniosków, że skoro krowa już więcej nie da mleka, to należy ją zarżnąć na mięso, i tak właśnie miało się stać z grodem bogini Tanit.




A tymczasem nieświadoma damoklesowego miecza ciążącego nad nimi (co znalazło wyraz w zmieniających się nastrojach Rzymian) Kartagina rozwijała się w niesamowitym tempie. Miasto piękniało i rozbudowywało się już nie z dekady na dekadę, ale z roku na rok. Pozbawiona konieczności utrzymywania floty wojennej oraz armii zaciężnej Kartagina, przeznaczyła fundusze zdobyte na handlu, na rozwój miasta i pomnażaniu bogactwa jego mieszkańców (podobnie jak po II Wojnie Światowej czyniły Niemcy i Japonia pod amerykańskim parasolem ochronnym). W odnalezionej w 1966 r. kartagińskiej inskrypcji, wykutej na pięknym czarnym wapieniu (która opowiada o podejmowanych już pod koniec istnienia państwa kartagińskiego pracach budowlanych) i można tam wyczytać: "Lud Kartaginy otworzył i zbudował tę ulicę w kierunku placu Nowej Bramy, która znajduje się w południowym murze, w roku sufetów Szafata i Adonibaala, w czasie urzędniczej kadencji Adonibaala, syna Eszmunhillesa (...). Robotami kierowali Abdelmelkart (...) konstruktor budowlany, Bodmelkart (...) budowniczy dróg, Jehewielon, brat Bodmelkarta kamieniarz. I wszyscy wzięli w tym udział - handlarze, tragarze, pakowacze, ci, którzy żyją w Dolnym Mieście, ci, którzy ważą monety, ci, którzy nie mają ani srebra ani złota, i ci, którzy je posiadają, złotnicy, garncarze, robotnicy przy piecach i sandalarze, wszyscy pospołu".




Jak już wspomniałem w poprzednich częściach, w tamtym czasie w Kartaginie istniały trzy stronnictwa polityczne. Od roku 201 p.n.e. (a szczególnie po 193 r. p.n.e. i ucieczce Hannibala z Kartaginy na Wschód) dominowała "partia" pro-rzymska, której przywódcą (od ok 175 r. p.n.e.) był niejaki Hannon III Wielki. Było to stronnictwo bogatych kupców kartagińskich, którzy głosili tezę, iż lepiej prowadzić politykę spełniania rzymskich życzeń i podporządkowania się Rzymowi, w zamian za bezpieczeństwo i bogacenie się. Drugim stronnictwem była "partia" kierowana przez Hannibala Szpaka, która opowiadała się za zawarciem porozumienia a nawet sojuszu z Masynissą, widząc w tym jedyne wyjście na przetrwanie państwa (tym bardziej że król Numidii jak tylko mógł podgryzał i kąsał Kartagińczyków, wydzierając im zachodnie ziemie, począwszy od 174 r. po.n.e. kiedy to po raz pierwszy złamał traktat zawarty w 201 r p.n.e.). Hannibal Szpak uznał bowiem, że jeśli nie dojdzie do zawarcia jakiegoś układu z Masynissą (lub ewentualnie z jednym z jego synów) to Numidyjczycy nie zaprzestaną swych ataków, a Rzymianie mogą wykorzystać je przeciwko Kartaginie. Trzecim zaś stronnictwem w Radzie Starszych, była formacja kierowana przez Kartalona i Hamilkara Samnitę i była to "partia" arystokratyczna, która głosiła potrzebę odrodzenia dawnej potęgi Kartaginy (stronnictwo to zyskało przewagę w roku 165 p.n.e., ale już 161 r.p.n.e. górą był Hannibal Szpak i jego zwolennicy. Kartalon i Hamilkar ponownie wrócili do władzy w 157 r. p.n.e. ale na bardzo krótko, gdyż wkrótce potem władzę znów przyjęli zwolennicy całkowitego sojuszu z Rzymem). Gdy w 153 r.p.n.e podczas nieobecności Masynissy w kraju (gdy udał się z wojskiem wspomóc swoich rzymskich sojuszników do Hiszpanii), pełniący urząd boetarchy (dowódcy wojskowego) Kartalon zaatakował obóz Numidyjczyków znajdujący się na spornym terytorium i ich rozgromił. Gdy jednak Masynissa wrócił do kraju, wyprawił się zbrojnie przeciwko Kartaginie, a w tym samym czasie Rzymianie przyznali mu prawo do przejęcia ogromnych terenów kartagińskich, zwanych Wielkimi Polami, z pięćdziesięcioma mniejszymi miejscowościami skupionymi wokół dużego miasta Thugga. Kartagińczycy poczuli się upokorzeni takim obrotem sprawy i w roku 152 p.n.e. ponownie stronnictwo ludowe Kartalona i Hamilkara zyskało większość w Radzie Starszych. 

Ponieważ sytuacja była na tyle niebezpieczna że zagrażała istnieniu państwa kartagińskiego, Kartalon rozpoczął prawdziwe czystki; a mając zdecydowane poparcie społeczne, zdołał przekonać swych współobywateli na Zgromadzeniu Ludowym aby wygnano z miasta Hannibala Szpaka i jego 39 zwolenników, odbierając im obywatelstwo i zabraniając wracać pod karą śmierci. Banici, nie mając gdzie się podziać, oczywiście poszli do tego, którego wcześniej wspierali, czyli do Masynissy, starając się go namówić do rozpoczęcia wojny ze swoją ojczyzną. Masynissa obawiał się nieco reakcji Rzymu, ale postanowił wysłać do Kartaginy w poselstwie dwóch ze swoich licznych synów - Gulussę i Micypsę (jednym z jego nieślubnych synów był późniejszy król Numidii - Jugurta, który wsławił się w wojnie z Rzymem przy końcu II wieku p.n.e.). Przybyli oni do Kartaginy, lecz nie zostali dopuszczeni przed Radę Starszych, a mimo to w butnym tonie (wręcz ultimatywnym) zażądali odwołania banicji i przyjęcia wygnańców z powrotem do miasta. Mowa ta była prawdziwym policzkiem wymierzonym Kartagińczykom. Owszem, pogodzili się oni już z tym, że rozkazują im Rzymianie, ale Masynissa? A kimże on był, jak nie zwykłym władcą nomadyjskiego królestwa, politycznym zawadiaką, który urósł tylko i wyłącznie wysługując się Rzymianom. Natychmiast wygnano ich z miasta, a w drodze powrotnej na ich orszak napadł Hamilkar Samnita i zabił wielu spośród ludzi księcia Galussy. Było to więc jawne wypowiedzenie wojny i jeszcze w tymże 152 r. p.n.e. Masynissa wkroczył na ziemię kartagińską i opanował tam kilka miejscowości. W Kartaginie teraz rozpoczęto wielkie przygotowania i ogłoszono mobilizację, zbierając 25 000 piechoty i 4000 jeźdźców, którymi dowodzić miał, pełniący funkcję sufeta (był to urząd cywilny a nie wojskowy, odpowiadający jednak pozycji rzymskiego konsula) Hazdrubal Samnita.




Kartagińczycy ruszyli do ofensywy z początkiem 151 r. p.n.e., jednocześnie uczynili to bez wcześniejszego porozumienia z Rzymem (do czego zobowiązywał ich traktat pokojowy, zawarty pięćdziesiąt lat wcześniej, na mocy którego nie mogli oni prowadzić żadnych wojen bez zgody Rzymu). Hazdrubalowi udało się odnieść kilka sukcesów, a nawet na jego stronę przyszła część jazdy numidyjskiej w liczbie 6000 (co znacznie podbudowało kartagińskie morale). Masynissa był jednak starym i doświadczonym lisem, który zęby zjadł (dosłownie, miał już bowiem 88 lat) na taktyce podjazdowej i wciąganiu wroga w zasadzki. Udało mu się więc wciągnąć Hazdrubala w do bitwy na własnej ziemi, gdzie był dobrze przygotowany do walki (Appian twierdzi, że w bitwie tej każda ze stron liczyła po 110 000 żołnierzy, co wydaje się nieprawdopodobne i jest niemożliwe. Siły te były co najmniej o połowę mniejsze, a w przypadku Kartagińczyków być może nawet o ⅓. Pomimo zasadzki w której Numidyjczycy atakowali z trzech stron jednocześnie, Hazdrubalowi udało się nie tylko wytrzymać pierwszy atak, ale przeszedł również do ofensywy i o mały włos bitwa ta nie zakończyłaby się zwycięstwem Kartaginy, gdyby nie pewna informacja która nagle pojawiła się na placu boju. Oto bowiem ktoś doniósł Hazdrubalowi, że w obozie Masynissy są Rzymianie. Plotka ta była oczywiście fałszywa i zapewne została specjalnie rozgłoszona, w każdym razie poskutkowała, bowiem Hazdrubal natychmiast zaprzestał walki i wycofał się ze swoim wojskiem. Ponieważ to Masynissa pozostał na placu boju, uznał się więc za zwycięzcę, chociaż to on poniósł większe straty i realnie bitwę mógł przegrać gdyby Hazdrubal się nie wycofał. Wkrótce potem wódz Kartagińczyków wysłał do króla Numidyjczyków poselstwo, w którym proponował pokój i aby doszedł on do skutku, oferował Masynissie południowe wybrzeże Wielkiej Syrty z kupieckimi miastami Oea, Sabrata i Leptis Magna, a także zaproponował mu od razu wypłatę 400 talentów za rozpoczęcie wojny i dalszych 800 talentów w ratach. Dlaczego Hasdrubal choć nie został pokonany, zgodził się na tak upokarzające warunki pokojowe? Wydaje się oczywiste, że wojna którą Kartagina rozpoczęła nie powiadamiając o niej Rzymian (stało się to nie dlatego, że starano się tutaj coś zataić, tylko uczyniono to z powodu pośpiechu) mogła stać się pretekstem do rzymskiej interwencji w Afryce, czego osłabiona Kartagina nie była w stanie przetrwać. Pokój z Masynissą był więc jedyną szansą ocalenia miasta i państwa.

Masynissa jednak odrzucił kartagińskie warunki pokojowe. Zażądał bowiem przekazania mu - zbiegłych wcześniej do kartagińskiego obozu - wodzów i żołnierzy numidyjskiej jazdy, na co Hazdrubal nie mógł się zgodzić, jeśli nie chciał stracić twarzy, a co za tym idzie utracić honor, który w tamtym czasie był niezwykle ważny dla każdego wodza (swoją drogą przypomina mi się tutaj to, co zrobili alianci po zakończeniu II Wojny Światowej, gdy Stalin zażądał od Amerykanów i Brytyjczyków aby przekazali mu walczące wcześniej po stronie Niemców - ale tylko ze Związkiem Sowieckim - formacje kozaków dońskich, które uzyskały zapewnienie od aliantów że nie spotka ich nic złego, jeśli złożą broń. Tak też się stało, a potem ci sami ludzie, którzy dali im słowo honoru że ich nie wydadzą, brutalnie ich zdradzili. Dochodziło do dantejskich scen, gdy Kozacy odbierali sobie życie, woląc zginąć jako wolni ludzie, niż zostać wydanym Sowietom). W tym też czasie przybyła z Rzymu delegacja pod przewodnictwem Scypiona Nazyki, a wiadomość o tym została przez Hazdurbala przyjęta z radością (liczył on bowiem na to, że dzięki rzymskiej mediacji uda się wreszcie uzgodnić ostateczny pokój w Masynissą). Jak już wspomniałem wyżej Nazyka był przychylnie nastawiony do Kartaginy, ale przed wyjazdem z Rzymu otrzymał jasne instrukcje Senatu, mówiące, że pokój może zostać zawarty tylko wówczas, gdy to Masynissa będzie tym pokonanym, w każdym innym wypadku Rzymianie mieli namawiać władcę Numidyjczyków do kontynuowania walki. Rzymianie przybyli więc do obozu Masynissy i nie odwiedzili obozu Hazdurbala, dając tym samym do zrozumienia, że nie są zainteresowani spotkaniem z nim. Kartagińczycy czekali jednak długo, aż w ich obozie zaczęło brakować prowiantu i wody, dopiero wówczas zgodzili się na warunki Masynissy wydania numidyjskich jeźdźców, zapłacenie w ciągu 50 kolejnych lat 5 000 talentów oraz złożenie broni. Numidyjczycy nie dotrzymali jednak warunków traktatu. Książę Gulussa wysłał bowiem na wracających do Kartaginy, bezbronnych wojowników swoją jazdę, otoczył ich i w większości pozabijał (tylko nielicznym udało się wydostać z tego kotła). Wiadomość o kapitulacji i klęsce Hazdrubala wywołała w Kartaginie popłoch. Nie wiedziano bowiem jak zareagują Rzymianie i obawiano się najgorszego. 

I rzeczywiście, jeszcze w tym samym 151 r. p.n.e. wraz z powracającą delegacją rzymską do Rzymu udał się numidyjski książę Gulussa, aby przed Senatem zdać raport z ostatnich wydarzeń. Oczywiście odmalował Kartagińczyków w jak najgorszym świetle, zrzucając na nich całą winę za wojnę, co było bardzo na rękę Rzymianom. Było oczywiste że Rzymianie chcą się już pozbyć tego północno-afrykańskiego państwa, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu realnie groziło zagładą ich panowaniu w Italii, a nawet samemu Rzymowi, zaś słowa "Hannibal ante portas" ("Hannibal u bram"), jeszcze długo po śmierci tego ostatniego budziły grozę w sercach Rzymian (ponoć Rzymianki tymi słowami straszyły swoje dzieci).




Wróćmy jednak do Grecji i spraw helleńskich, gdyż w tymże 151 r. p.n.e. okazało się wreszcie, że Senat (po 16 latach) zgodził się na powrót greckich jeńców wziętych przez Paulusa w 167 r. p.n.e. i którym długo nie pozwalano wrócić do ojczyzny. Dlaczego teraz zmieniono zdanie i jakie argumenty zaważyły na tym, żeby ci ludzie wreszcie powrócili w swe rodzinne strony? O tym opowiem w  kolejnej części.




CDN.