Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRAHISTORIA ZIEMI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRAHISTORIA ZIEMI. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 sierpnia 2024

DLACZEGO JESTEŚMY SAMI W KOSMOSIE?

GDZIE SIĘ PODZIAŁA RESZTA 

INTELIGENTNYCH ISTOT?




 Ciekawe pytanie prawda? Zastanawiałem się nad nim od długiego już czasu i w zasadzie jedyne co przechodziło mi do głowy, to były takie oklepane teorie na zasadzie Paradoksu Fermiego. Mimo to chciałbym właśnie odnieść się w tym temacie do pytania nie tyle "czy" jesteśmy sami w Kosmosie (a tak naprawdę w naszej Galaktyce, bo żeby ruszyć dalej trzeba najpierw poznać Galaktykę w której żyjemy, a tego do tej pory nie uczyniliśmy. Mało tego, my nawet nie znamy planety na której żyjemy, z tego co bowiem twierdzą naukowcy - 90% mórz i oceanów na Ziemi jest jeszcze niezbadanych - to jest doprawdy niesamowite), ale właśnie pragnę zadać pytanie "dlaczego" jesteśmy sami w Kosmosie, i dlaczego - jeśli istnieje rozumne życie, a należy założyć że istnieje, gdyż twierdzenie że życie powstało tylko na naszej małej planecie (która tak naprawdę znajduje się gdzieś na rubieżach Wszechświata), jest doprawdy co najmniej głupie, żeby nie powiedzieć dosadniej (to jest dokładnie to samo myślenie, jak niegdyś uważano że słońce i inne planety krążą wokół Ziemi i że ona jest centrum Bożego stworzenia). A jeżeli te cywilizacje istnieją, mało tego, jeżeli są bardziej rozwinięte od naszej, to pytanie brzmi dlaczego się z nami dotąd nie skontaktowały i dlaczego nie dały nam żadnego znaku, że nie jesteśmy sami we Wszechświecie. 

Jak wiadomo paradoksy Fermiego odpowiadają na to pytanie w bardzo różny sposób. Jedna z teorii (która jest bodajże najmniej prawdopodobna i najbardziej głupkowata) mówi że jesteśmy sami we Wszechświecie, bo tylko na Ziemi ukształtowały się odpowiednie warunki do stworzenia życia biologicznego, dzięki któremu wyewoluowaliśmy jako jedyny rozumny gatunek na planecie. To jest według mnie najbardziej niedorzeczna ze wszystkich teorii, dlatego należy ją na wstępie odrzucić. Inna teoria mówi zaś, że nasza cywilizacja jest najstarszą cywilizacją we Wszechświecie (przynajmniej obecnie), wszystkie inne bowiem są albo na etapie rozwoju pierwotnego, albo też tamtejsze cywilizacje nie są jeszcze w stanie komunikować się z nami w sposób zrozumiały (mam tu na myśli fale radiowe). To też wydaje się mało prawdopodobne, chyba że założymy (jak mówi kolejna teoria), że rozwój każdorazowej cywilizacji postępuje w taki sposób, że nie jest ona w stanie rozwinąć się do etapu podróży międzygwiezdnych, gdyż gdy tylko cywilizacja dana osiągnie poziom rozwoju, pozwalający skonstruować broń atomową - sama się wykańcza, a jeśli jakimś cudem uda jej się przetrwać atomową apokalipsę i nie cofnąć się z powrotem w rozwoju, to czeka na nią kolejne zagrożenie w postaci niekontrolowanej, samo świadomej sztucznej inteligencji, która przejmuje władzę na danej planecie, niszcząc tamtejszą cywilizację. To oczywiście ma jakieś podstawy racjonalności, ale też wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne, aby dotknęło wszystkie cywilizacje we Wszechświecie prócz (przynajmniej na razie) naszej. Inna teoria mówi zaś o Ziemi jako o swoistej planecie -więzieniu, a my, ludzie mamy być potomkami galaktycznych przestępców, którzy zostali zesłani na tę właśnie trzecią planetę od słońca, w celu ich "resocjalizacji", dlatego też kontakt z innymi cywilizacjami nie następuje. Ta teoria wydaje się jeszcze mniej prawdopodobna, jako że zakłada ona dziedziczenie winy przez potomków ewentualnych przestępców, co raczej nie jest sprawiedliwe (chyba że założymy że o sprawiedliwości decydują ci, którzy mają siłę, a bez wątpienia siłą dysponowali ci, którzy umieścili na Ziemi owych przestępców i buntowników, czyli naszych ewentualnych protoplastów).

A może też jest tak, że inne cywilizacje po prostu nie chcą się z nami kontaktować, gdyż jesteśmy zbyt niedorozwinięci duchowo i mentalnie, zbyt okrutni oraz zbyt przyziemni, aby w ogóle zrozumieć sens istnienia innych (poza naszą) cywilizacji i potrzebujemy czasu aby pod tym względem dojrzeć. To wydaje się jak najbardziej prawdopodobne, aczkolwiek jest to tylko jedna z teorii Fermiego. Być może też zasłonili przed nami dostęp do siebie i dopóki nie rozwiniemy się duchowo, nie będziemy mogli skontaktować się z nimi, ani ich usłyszeć, ani ich zobaczyć. A może... może jest jeszcze jedno wytłumaczenie całej tej sytuacji niemożności skontaktowania się z innymi cywilizacjami, wytłumaczenie, które jest znacznie gorsze, niż nam się wydaje. Wytłumaczenie tak przerażające, że może doprowadzić do zagłady życia nie tylko na naszej planecie, ale i na wszystkich innych, które tylko dadzą jakikolwiek znak swego istnienia. Co to takiego? Odpowiedź na to pytanie podobno znajdowała się w czeluściach darknetu, a ponieważ ja już od dłuższego czasu tam nie zaglądam, przeto dowiedziałem się o niej pośrednio, lecz zanim podam bezpośrednie źródło tych informacji, chciałbym najpierw opowiedzieć własnymi słowami czym jest owo zagrożenie i dlaczego jest tak przerażające że wszystkie cywilizacje siedzą cicho, udając że ich nie ma, bowiem totalna zagłada może przyjść właśnie z Kosmosu, a jeśli oglądaliśmy filmy, lub też czytaliśmy komiksy o Transformersach (ja na przykład w dzieciństwie zbierałem wiele komiksów, głównie były to komiksy o Supermanie, Spider-manie, Batmanie, a o Transformersach i Zielonej Latarni rzadziej), wówczas możemy się domyślić o jakie zagrożenie chodzi, ale nawet i to wyobrażenie nie oddaje całego poczucia grozy, jakie czekałyby cywilizacje, gdyby te postanowiły się ujawnić. Aby jednak pozostać nie zauważonym, należy być cicho, baaardzo cicho, a my, ludzie cicho być nie potrafimy. Jesteśmy bowiem obecnie na takim poziomie rozwoju, że rajcuje nas wszystko nowe, tak jak dzieci, które zobaczyły właśnie gniazdko elektryczne i sprawdzają czy można tam włożyć palce.


GRAFICZNE PRZEDSTAWIENIE KOMUNIKATU WYSŁANEGO W KOSMOS Z ARECIBO 



Bodajże po raz pierwszy ludzie wystrzelili w Kosmos informacje o naszym istnieniu - 3 marca 1972 r. na pokładzie sondy kosmicznej Pioneer 10, która wycelowana była w kierunku Jowisza. W owej informacji zawarty był wizerunek mężczyzny i kobiety, a także rysunek naszego Układu Słonecznego z zaznaczoną nań Ziemią, jako miejscem wysłania wiadomości. Następnie wiadomość tę powtórzono - 5 kwietnia 1973 r. na pokładzie sondy Pioneer 11. Najsilniejszy sygnał w przestrzeń kosmiczną wysłała ludzkość jednak dnia 16 listopada 1974 r. za pomocą radioteleskopu z obserwatorium w Arecibo (Portoryko), w której to podano jeszcze dokładniejsze informacje (zakodowane w kodzie dwójkowym) na temat naszego istnienia, czyli wiadomość o istnieniu dwóch płci na Ziemi, o liczbie ludności na świecie, o naszym Układzie Słonecznym i odległości Ziemi od Słońca, oraz o miejscu, z którego wysłano wiadomość. W kolejnych latach i dekadach tak bardzo nam się to spodobało, że wysyłaliśmy w przestrzeń kosmiczną kolejne wiadomości o naszym istnieniu, jednak nigdy nie otrzymaliśmy żadnej informacji zwrotnej, nigdy nikt nam nie odpowiedział... do czasu. Wiadomość jaka nadeszła, pojawiła się stosunkowo niedawno (kilkanaście lat temu), nie miało to jednak żadnego znaczenia, gdyż owej wiadomości nie mogliśmy przez dłuższy czas odcyfrować i odczytać. Udało się to dosłownie kilka lat temu, a to, co odczytano, było tak przerażające że wprost niewiarygodne. Oczywiście na samym początku zawsze można było założyć że dana informacja zwrotna może zawierać przekaz dwojakiego znaczenia. Po pierwsze może to być informacja wysłana przez cywilizację nam przychylną, pokojowo nastawioną i pragnącą się ujawnić oraz spotkać. Po drugie zaś może to być informacja od istot nam wrogich, pragnących naszego zniszczenia i naszej śmierci, z tym tylko że logicznym wydaje się fakt, że taka cywilizacja raczej nie traciłaby czasu i energii na wysyłanie nam informacji zwrotnej, w celu grożenia nam czy też poinformowania nas, że lecą aby nas zniszczyć. Raczej jeśli więc uzyskaliśmy informację zwrotną, to jest to przekaz od istot co najmniej do nas neutralnie ustosunkowanych. Ale to, co odcyfrowali naukowcy, było jeszcze dziwniejsze i jeszcze bardziej przerażające.

Początek bowiem owej informacji brzmiał: "Lepiej bądźcie cicho, stanowicie zagrożenie dla nas wszystkich!" Ciekawe prawda? Dalsza część wiadomości wyjaśniała dokładnie o co chodzi i dlaczego nie należy - tak jak my to robiliśmy - krzyczeć po całej Galaktyce że istniejemy, bo to może oznaczać że już wkrótce... przestaniemy jako ludzkość istnieć. "Śmierć przyjdzie do was z gwiazd" - tak można przetłumaczyć to, co "Oni" nam przesłali. W dalszej części wiadomości "Oni" opowiedzieli o co dokładnie chodzi, a mianowicie setki tysięcy lat temu w naszej Galaktyce toczyła się wojna - to znaczy toczyły ją mieszkające na naszej planecie cywilizacje, przeciwko cywilizacji z innej Galaktyki. Nie ma informacji na temat tego, kto sprowokował tę wojnę, wydaje się jednak prawdopodobne że to tamci - dysponując lepszą bronią - zaatakowali nas (to znaczy nie nas, tylko tych, którzy żyli przed nami - Atlantów, Nibiruan???). Byli lepsi, przegrywaliśmy tę wojnę i aby ostatecznie się ratować, naukowcy z naszej Galaktyki (a raczej z Ziemi, choć może też chodzić o cywilizację Marsa i Wenus), powołali do życia okrutną broń - Replikatorów, czyli maszyny bojowe, które niszcząc broń i okręty przeciwnika, przekształcały je na swoją modłę, tworząc kolejne jednostki bojowe. Dzięki tej sile udało "Nam" się zwyciężyć i wypchnąć ich z naszej Galaktyki. Okazało się jednak że owych Replikatorów nie można już wyłączyć i z chwilą gdy zabrakło im wrogów, zwrócili się oni przeciwko wysoce rozwiniętym cywilizacjom w naszej Galaktyce, kolejno je niszcząc. Tak zniszczona została Atlantyda, zniszczeni zostali twórcy egipskich piramid i cywilizacji sumeryjskiej (być może również cywilizacja Mohendżo-Daro o której kiedyś wspomniałem). Replikatorzy bowiem niszczyli wszystkie rozwinięte cywilizacje, które mogły stanowić dla nich zagrożenie. Tak oto niektóre planety zostały zmienione w światy nie zdatne do życia (przynajmniej z naszego punktu widzenia, bowiem najprawdopodobniej nasz Układ Słoneczny aż kipi od cywilizowanego życia, tylko siedzą cicho obawy właśnie przed Replikatorami). Replikatorzy jednak nie są w stanie przemieszczać się pomiędzy Galaktykami, dlatego też w dalszym ciągu przebywają w naszej Galaktyce, z tym że przez te setki tysięcy lat duża część z nich uległa najróżniejszym awariom i usterkom, gdyż nie są oni w stanie wzajemnie się naprawiać bez możliwości zdobywania nowej technologii, a tak się dzieje w sytuacji gdy niszczą sprzęt przeciwnika z którym walczą.




Replikatorzy jednak nieustannie nasłuchują wszelkich fal radiowych, jakie płyną z poszczególnych planet w naszej Galaktyce, a gdy taką informację przejmą, natychmiast ruszą przeciwko danemu światu. Informacja od "onych" mówiła również, że nim Replikatorzy przybędą aby zniszczyć daną cywilizację, wcześniej wysyłają swoich zwiadowców, którzy to poruszają się znacznie szybciej niż cała ta flotylla (porusza się ona bowiem z prędkością światła). Zwiadowcy bowiem mogą przeskakiwać pomiędzy czasoprzestrzenią, znacznie skracając sobie podróż. Gdy zaś przybędą do danego świata, ich zadaniem jest sianie wewnętrznego chaosu na planecie i eliminacja najbardziej wartościowych jednostek, które to mogłyby stanowić zagrożenie dla floty Replikatorów. W tym celu (choć Replikatorzy są maszynami), tworzą zwiadowców na podobiznę istot danego świata, a przynajmniej istoty te wyglądają jak istoty cielesne, białkowe, których skóra (choć nie zawsze przypomina naszą, to jednak) wygląda jakby była złożona z tego samego, białkowego budulca. I tutaj nasunąć się może od razu fenomen UFO. Czym jest UFO? tak naprawdę do końca nie wiadomo. Wiadomo tylko że te statki czasem się pojawiają, czasem też tak zwane ufoludki (zwane niekiedy szarakami) pokazują się ludziom, a czasem też dochodzi do porwań (porwania mają na celu genetyczną modyfikację szaraków w celu dopasowania ich ciał do genotypu ludzkiego, tak, aby zgadzał się on wręcz jeden do jednego z ludzkim i aby te istoty - które tak naprawdę napędzane są przez sztuczną inteligencję Replikatorów - mogły funkcjonować na pierwszy rzut oka tak jak normalni ludzie). Cel bowiem stanowi wprowadzenie tych zmodyfikowanych istot do ludzkiego społeczeństwa, i takie nim pokierowanie, aby nie zdołało ono przygotować się na agresję z gwiazd i aby nie wypracowało broni, która mogłaby Replikatorów pokonać. Tak przynajmniej brzmiał komunikat wysłany przez tych, którzy kazali nam siedzieć cicho. Poinformowali oni również ludzi, że poszczególne cywilizacje w naszej Galaktyce kontaktują się ze sobą, ale nie w taki sposób, jak to my uczyniliśmy - krzycząc na cały Układ Słoneczny: "Halo, tu jesteśmy, widzicie nas!", tylko na zasadzie przekaźników pomiędzygalaktycznych, czyli czegoś na wzór galaktycznego telefonu, dzięki któremu słuchać może nas tylko odbiorca wiadomości, natomiast my używamy do komunikacji... megafonu, korzystając z fal radiowych, które Replikatorzy są w stanie przechwycić.




Naukowcy z Ziemi mieli odpowiedzieć tym, którzy wysłali nam ową zwrotną wiadomość, że u nas już coś takiego jak UFO istnieje i że najprawdopodobniej nasz przekaz został przechwycony przez Replikatorów, a być może zdradziliśmy się jeszcze czymś o czym nie wiemy. W każdym razie istnieje ogromne niebezpieczeństwo że oni już o nas wiedzą i że ich flota zmierza właśnie w kierunku naszej planety, aby zniszczyć na niej wszelkie życie i że dotrą tutaj w ciągu kilku, być może kilkunastu kolejnych lat. Co mamy więc zrobić, aby ocalić życie na naszej planecie? - padło takie pytanie. Cywilizacja która odebrała tę wiadomość, odpowiedziała, że Replikatorzy jeśli rzeczywiście ruszyli przeciwko nam, to po drodze zniszczą i inne światy, które są między nimi a nami, a na których istnieje cywilizowane i rozwinięte życie, tak więc oni sami nie będą się ujawniać i nie będą prosić się o kłopoty. Nie przybędą też, aby nam pomóc w tej walce która nas czeka. Stwierdzili jednak że są gotowi podzielić się z nami technologią, która jest w stanie zatrzymać Replikatorów, a którą oni sami tworzyli przez tysiące lat. Tylko że walczyć będziemy sami, oni pozostaną w ciszy (chyba że zostaną już zmuszeni do walki poprzez naszą niefrasobliwość, to znaczy jeśli Replikatorzy wykryją ich obecność - i cywilizacje jakie oni stworzyli na innych planetach naszej Galaktyki). Może i to byłoby dla nas najbardziej optymalne, ale raczej nie można na to liczyć. Opierając się więc na przekazie który znajduje się w darknecie, technologia o której powiedzieli nam obcy, miała już zostać przekazana przywódcom naszej planety, być może więc dlatego co jakiś czas słychać o militaryzacji społeczeństw, o przygotowywaniu się do wojen - na razie co prawda lokalnych, ale musimy prawdopodobnie wyrobić w sobie ten gen zabójcy, abyśmy - gdy przyjdzie pora - stanęli w obronie naszego świata i naszego istnienia. Tak wygląda przekaz od obcych istot (zapewne humanoidalnych lub wręcz ludzkich) które odpowiedziały na nasz komunikat, a ponieważ bardzo mnie on zaciekawił (gdyż nie spotkałem się z nim wcześniej), dlatego postanowiłem zaprezentować go w osobnym temacie na tym blogu.




Natomiast informacje o nim zaczerpnąłem z bloga Krzysztofa Woźniaka "Atora": "Wideoprezentacje". Co o nim sądzicie? Mnie wydaje się dosyć interesujący i ciekawy, choć może nieco przerażający, a przynajmniej tworzący tę atmosferę lekkiej obawy o przyszłość naszej cywilizacji.




niedziela, 7 lutego 2021

RELIGIA, A UJAWNIENIE SIĘ... "OBCYCH"

 CZYLI JAK POWITAĆ OBCE CYWILIZACJE I ZACHOWAĆ WIARĘ

 
 
 
 
 
 Nad podjęciem tego tematu zastanawiałem się już od jakiegoś czasu, a wydaje mi się on niezwykle ważny - szczególnie w sytuacji, przed którą wcześniej czy później ludzkość stanie, czyli kontaktu lub też ujawnienia się obcych. Celowo piszę tutaj o "ujawnieniu" się, a nie o "przybyciu", gdyż z tego co zdążyłem się już zorientować (zgłębiając temat UFO i starożytnej historii ludzkości) wydaje się bardziej prawdopodobne stwierdzić, iż kosmici już przebywają na Ziemi, a nie że dopiero na nią przybędą (chociaż istnieją też informacje - oczywiście nie wiadomo czy prawdziwe - iż "prawdziwi" obcy właśnie zmierzają w kierunku Ziemi i że kontakt z nimi może się źle dla nas skończyć). Według tego, co do tej pory zamieściłem w serii "Historia Życia, Wszechświata, Wszelkiej Cywilizacji" wydaje się pewne, że "obcy" przebywali na Ziemi przed setkami tysięcy (a nawet milionów) lat i założyli tu wiele "swoich" cywilizacji, a także dali początek ludzkiej rasie. Z serii tej (opartej na channelingach) wynika również, że kosmici po pewnym czasie "odlecieli" z Ziemi, pozostawiając ludzkości niepodzielną władzę nad całą planetą (a w rzeczywistości wybranym przez siebie genetycznym potomkom, lub tym, którzy mieli pełnić rolę pośredników - zwanych kapłanami czy prorokami). Pytanie tylko brzmi, czy rzeczywiście owi "bogowie" odlecieli z Ziemi i czy... mieli dokąd? Może bowiem okazać się, iż Ziemia wcale nie należy tylko do ludzkości i że "pretensje" do niej rości sobie wiele ras i ludów, które my moglibyśmy określić jako "kosmiczne" lub "obce". Kiedyś już przedstawiłem wywiad z Reptilianką (tutaj), z którego by wynikało, że jej rasa wcale nie uważa się za "kosmitów", lecz właśnie za Ziemian i deklaruje że to oni są pierwszymi, prawdziwymi panami tej planety. Wydaje się, iż tak samo sądzą nie tylko Reptilianie, ale i inne rasy, które "czasem odwiedzają" naszą Ziemię. Można z tego wywnioskować, że... realnie nie są oni żadnymi kosmitami, a przynajmniej przestali nimi być setki tysięcy lat temu i... wcale też nie opuścili Niebieskiej Planety. Seria "Faceci w czerni" to co prawda komedia (nawet dość głupkowata i nudna), ale wydaje się, iż może być znacznie bardziej oparta na prawdzie, niż te, o przybyszach z kosmosu atakujących Ziemię (jak na przykład "Dzień Niepodległości" czy "Marsjanie atakują").
 
Bez wątpienia "kosmici" przyspieszyli rozwój ludzkości (zresztą według channelingów ludzkie DNA jest mieszanką genów tak różnych kosmicznych ras i ludów, iż ciężko dziś byłoby odgadnąć pierwotne ich pochodzenie). Przyspieszyli też ludzką cywilizację (która często wyrastała na gruzach dawnej ziemskiej cywilizacji "kosmitów"). Nie wiadomo dokładnie, ale mówi się że po dziś dzień na Ziemi przebywa kilka (cztery, może pięć) "ras kosmitów", które najprawdopodobniej uważają tę planetę za co najmniej swój drugi dom (jeśli nie za swą pierwotną ojczyznę). Wychodząc z tego założenia, nie mogą to więc być "obcy", a raczej nieco tylko inni Ziemianie (co ciekawe - niektóre z tych pięciu ras są nam wrogie, inne zaś niekoniecznie). Według tego, co mówią channelingi (i nie tylko one) owi "obcy Ziemianie" byli też twórcami istniejących na tej planecie religii. Przy tworzeniu niektórych angażowali się osobiście, inne powstały dzięki ich pośrednim kontaktom z ludźmi, ale w taki, lub inny sposób byli zaangażowani w ich powstanie. I tutaj dochodzimy do ciekawego pytania, a mianowicie - jeśli "obcy" to Ziemianie, to jak my mamy się do nich odnosić (gdy się już ujawnią), oraz czy... powinniśmy ich nawracać? Wiem że pytanie to samo w sobie jest trochę nielogiczne, ale warto je zadać, gdyż nie ma pewności skąd realnie przybyli "obcy" i z jakimi intencjami. Istnieje taka hipoteza, że ci wszyscy "obcy", to tak naprawdę ludzie lub też inne rasy zamieszkujące Ziemię, tylko... w bardzo różnych wymiarach. A że istnieje nieskończona (a przynajmniej bardzo duża) liczba wymiarów, to zapewne nie muszę tutaj dodawać. Kto wie, czy na którejś z kolei "Ziemi" technologia nie pozwoliła ludziom osiągnąć takiego rozwoju, iż byliby zdolni do podróży między wymiarami. Wychodząc z tego punktu widzenia, stwierdzenie iż są "Ziemianami" może rzeczywiście odpowiadać prawdzie, ale to znów postawiłoby na głowie wiele spraw i stworzyło więcej pytań, niż moglibyśmy uzyskać odpowiedzi. Jeśli istnieje możliwość podróży między-wymiarowych (a uważam że istnieje), to możemy być pewni, iż istnieją też alternatywne Ziemie na których rzeczywistość może wyglądać zupełnie inaczej.
 
Może na przykład zaistnieć Ziemia, na której doszło do atomowej katastrofy w wyniku III Wojny Światowej, Ziemia gdzie naziści wygrali wojnę i los ludzkości jest nie do pozazdroszczenia. Ziemia którą opanowali komuniści z ich marksistowskimi teoriami, prowadzącymi do całkowitego zniewolenia ludzkości, Ziemia na której panują fundamentaliści religijni lub też czciciele diabła. Ziemia rządzona przez kobiety, gdzie mężczyźni zostali sprowadzeni do roli seksualnych reproduktorów i niewolników, a także Ziemia, gdzie to kobiety zostały niewolnicami zdolnymi jedynie do rodzenia dzieci i służenia swym męskim władcom. Z pewnością istnieje również i Ziemia, gdzie wciąż panuje średniowiecze lub też starożytność. Zapewne są też takie "Ziemie" gdzie ludzkość jest rasą stojącą na niższym poziomie rozwoju, a dominują inni człekokształtni, jak choćby małpy ("Planeta Małp") albo właśnie Reptilianie, którzy wyewoluowali z... dinozaurów (zagłada tych wielkich gadów przed 66 milionami lat, wcale nie była pewna. Gdyby bowiem ów "kosmiczny głaz" spadł nie tam, gdzie spadł w rzeczywistości, czyli w rejonie Jukatanu - ci, którzy tym sterowali, dobrze wiedzieli gdzie "uderzyć" - a np. wpadł do Rowu Mariańskiego i głębokiej wody, skutki zniszczenia planety mogły być wówczas znacznie mniejsze, a co za tym idzie wymrzeć mogłaby zaledwie część populacji dinozaurów. Reszta by przetrwała i zapewne - dzięki pomocy "z zewnątrz", lub nawet bez pomocy, mogła ewoluować do bardziej rozumnych istot, którymi zresztą pierwotnie zapewne byli przodkowie owych dinozaurów. A wówczas ssaki stałyby się nie tylko przysmakiem, ale i nie byłyby w stanie nigdy osiągnąć takiej pozycji, jaką udało im się zdobyć po wymarciu dinozaurów. W najlepszym razie stalibyśmy się niewolnikami owych "pierwotnych panów Ziemi" jak twierdziła przytoczona wyżej Reptilianka, bez możliwości rozwoju i jakiejkolwiek szansy na wyzwolenie). Zapewne istnieje też "Ziemia", gdzie ludzkość nigdy nie powstała i dominują na niej zupełnie inne gatunki, lub też taka, na której życie nie jest już możliwe, ze względu na panujący na jej powierzchni gorąc. Z pewnością też istnieją i takie "Ziemie", gdzie cywilizacja poszła daleko do przodu w porównaniu z naszą i gdzie owi "Ziemianie" rzeczywiście mogli (szczególnie w starożytności lub średniowieczu) uchodzić za bogów. We wcześniejszych tematach z serii "Historia Życia..." pisałem też o istniejącej - choć nieformalnej - "lidze obrony Ziemi" złożonej z "obcych" (Plejadian, Syrian, Procjan, Andromedan), która czuwa nad tym, aby nasz rozwój przebiegał w miarę bez większych zawirowań (np. klęska nazistów, upadek komunizmu, niedopuszczenie do zagłady nuklearnej itp.), choć może jej skład i działalność przybiera jeszcze inne formy, niż to nam się wydaje.
 
 
PUŁKOWNIK RYSZARD KUKLIŃSKI ZAPOBIEGŁ WYBUCHOWI WOJNY NUKLEARNEJ NA POCZĄTKU LAT 80-tych, DZIĘKI PRZEKAZANIU AMERYKANOM NAJBARDZIEJ STRZEŻONYCH TAJEMNIC SOWIECKIEJ ARMII, KTÓRE MIAŁY TĘ WAGĘ, IŻ PO WYBUCHU KONFLIKTU, WOJNA TRWAŁABY ZALEDWIE... KILKANAŚCIE MINUT, PO CZYM KLĘSKA SOWIETÓW BYŁABY CAŁKOWITA. I NIE ROBIŁ TEGO DLA PIENIĘDZY, ANI NIE UWAŻAŁ ŻE ZDRADZA TYM WŁASNY KRAJ, GDYŻ GODZIŁ W SOWIETÓW I NIE CHCIAŁ NAWET ZOSTAĆ EWAKUOWANYM, TWIERDZĄC ŻE W POLSCE "JEST U SIEBIE" (A POTEM, JUŻ W USA CZĘSTO MIAŁ ŁZY W OCZACH, GDY SPOGLĄDAŁ NA MORZE W KIERUNKU POLSKI, ZAŚ AMERYKANIE NIGDY NIE UWAŻALI GO ZA SZPIEGA, A MÓWILI O NIM PO PROSTU "PRZYJACIEL"). ALE PRZECIEŻ NIE BYŁ ON JEDYNYM BOHATEREM ZIMNEJ WOJNY, KTÓRY OCALIŁ DLA NAS POKÓJ I ŻYCIE, CHOĆ SAM ZAPŁACIŁ ZA TO NAJWYŻSZĄ KARĘ
 
 


Być może owa "ludzkość" z innych wymiarów przyszłości, opierając się na własnych doświadczeniach (np. ze sztuczną inteligencją i rozwojem robotyki) lub właśnie "skacząc" między wymiarami do innych "Ziem", wie dobrze co oznacza wdrożenie różnych fanatyzmów w życie i dlatego tak kieruje "ręką naszych dziejów", że różni "naprawiacze świata" o totalitarnych zapędach zawsze kończą marnie. Oczywiście jest to tylko moja prywatna hipoteza, jednak bez wątpienia warta głębszego zastanowienia i analizy. Warto też się zastanowić, jak w takiej sytuacji utrzymać swą wiarę w Boga i pozostać wierny nie tyle samej religii, co przesłaniu danemu nam przez Mistrza. Mam tutaj oczywiście na myśli Jezusa Chrystusa i sens Jego nauki, oraz przekaz wyrażony do uczniów w słowach: "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata" (Mt. 28, 19-20). Czy warto by było wyjść z takim przekazem do "obcych"? Wydaje mi się - i nie jestem w tym osamotniony - że tak, bez względu na to, jak bardzo zaawansowana byłaby istota do której byśmy się zwracali. Przyznam się szczerze, że przekonał mnie o tym ojciec Guy Consalmagno, który sam mocno przekonany w istnienie "pozaziemskiego życia" (zresztą, jako wychowanek jezuity Gabriela Funesa - który twierdził iż nie ma konfliktu między wiarą w Boga, a wiarą w obce cywilizacje - nie mógł myśleć inaczej), stwierdził kilka lat temu, iż nie ma znaczenia czy masz "ręce, czy macki", a naukę Chrystusa zawsze należy poznać. Zresztą Kościół to najstarsza organizacja w dziejach ludzkości, która nieprzerwanie od 2000 lat utrzymuje i zbiera wszelkie informacje na temat "obcych", zapewne więc jego przedstawiciele wiedzą co mówią (papież Franciszek stwierdził w 2014 r. że podjąłby się ochrzczenia "kosmity"). Doprawdy wielu było kapłanów, którzy - począwszy od lat 50-tych - byli przekonani w istnienie obcych cywilizacji (niektórzy z nich nawet byli wtajemniczeni w badanie ciał "obcych" np. po katastrofie z Rosvell, a jednocześnie nigdy nie byli to kapłani "liberalni", czy też zwolennicy zmian soborowych, tylko zdecydowani konserwatywni antykomuniści. I ci właśnie ludzie twierdzili otwarcie, że "obcy" nie tylko istnieją, ale że wręcz "mogli nas stworzyć" (prałat Corrado Balducci), lub też, że: "Synowie Boży są wszędzie" (papież Jan XXIII). Ponoć papież Jan Paweł II miał sporą wiedzę na temat kosmitów (jak już wspomniałem, Watykan to niezmierzone bogactwo wiedzy na temat "sił nadprzyrodzonych") i zamierzał nawet przekazać ludziom nieco informacji na ten temat, ale został skutecznie "przekonany" aby jednak tego nie czynił.
 
 
 "MIŁOŚĆ PRZETRWA WIEKI"
 

 
Oczywiście nieco dziwnym byłoby nauczanie o Jezusie istot, które same niegdyś mogły go tu posłać (Plejadianie, TJehooba), jednak ja również uważam że kosmici powinni zostać ochrzczeni, gdyż nauka Chrystusa jest uniwersalna i przyjęcie jej przez "obcych" mogłoby (zakładając oczywiście, iż istoty te kierują się również uczuciem miłości, a nie tylko zimnej logiki) spowodować zgodne współżycie naszych ras (zresztą zapewne istnieje też alternatywna Ziemia, gdzie jedna lub więcej ras "obcych" żyje w zgodzie i harmonii z ludźmi, zamieszkując wspólną planetę) dlatego uważam że "kosmitów" (po ich ujawnieniu) należy zapoznać z nauką Jezusa i ochrzcić. To przecież nigdy nie zawadzi, a z pewnością pomoże w zgodnym rozwoju naszych kilku (a być może kilkunastu) wspólnych ras "Ziemian", każdy z osobna uzurpujących sobie prawo do tej jednej - Niebieskiej Planety.     
 
 
 

 
 

niedziela, 18 października 2020

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CXXXIX

PRZYBYSZE Z PROCJONA

PRZODKOWIE SŁOWIAN I CELTÓW

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI

 
 

 
 

PIERWSZE "EUROPEJSKIE"

CYWILIZACJE

(ok. 18 000 r. p.n.e. - ok. 4 000 r. p.n.e.) 

Cz. I

 
 
 
 
 Chronologiczne uporządkowanie powstających kultur ludu Ariów, który ok. 18 000 r. p.n.e. opuścił zniszczony region dzisiejszej Azji (tzw. "Kolebki") i przemaszerował na Zachód - jest praktycznie niemożliwe, ze względu na różnorodność danych i częste nakładanie się na siebie różnych okresów dziejowych. Jednak można wyodrębnić kilka podstawowych stref osadniczych i kierunków migracji plemion, które skierowały się bezpośrednio w kierunku zachodnim (należy bowiem pamiętać, że część poujghurskich ludów - zwanych również w niektórych badaniach ludnością sundalandzką [od nazwy kontynentu azjatyckiego, umownie nazwanego Sundalandem] - poszła w kierunku południowym, na ziemie dzisiejszych Indii i Iranu gdzie spotkała inne ludy - o czym już zresztą pisałem, więc do tej grupy wracał nie będę a skupię się tylko na aryjskiej ludności która dotarła do Europy). Otóż ludy te (według channelingów) przedzierały się z północnego-wschodu przez gąszcze lasów, a drogę oświetlała im zorza północna. Prowadzili ich wodzowie o jasnych włosach, którzy mieli do pomocy wytresowane psy i reny (renifery). Drogę wskazywały jednak jasnowidzące kobiety-kapłanki (zapewne ze świętego miasta Ujghurów - Wielkiej Saar-y). W tamtym czasie na ziemiach dzisiejszej Europy nie było już pierwotnych LuLu-sów, gdyż ostatni Neandertalczycy wymarli ok. 30 000 r. p.n.e. Wymarła też (zapewne na skutek znacznego zlodowacenia) ta ludność, która jako pierwsza przybyła na tereny dzisiejszej Europy ok. 40 000 r. p.n.e. posiadająca większościową haplogrupę I1 i I2. Ludność ta (umownie zwana "Nordykami" lub też "Ludźmi z Cro-Magnon") została zastąpiona przez kolejną falę migracji z Bliskiego Wschodu (najprawdopodobniej z regionu Mezopotamii i Syrii), mającą już dominującą haplogrupę JI (co ciekawe - ludność "nordycka" nie wymarła całkowicie, a jej część potem nawet złączyła się z Ariami, czego dowodem jest fakt, iż "Nordyk" - żyjący ok. 35 000 r. p.n.e. w belgijskiej jaskini w Goyet wraz ze swoim psem (tzw.: "Człowiek z Goyet"), jest dziś uważany za najbliższego praojca ludów Europy, a w szczególności zaś Polaków i Bałtów).
 
Ta ludność, która przetrwała zlodowacenie i napływ migranci z Bliskiego Wschodu, żyła na terenach zachodniej i północnej Europy, podchodząc swymi siedzibami pod tereny skute lodem. Natomiast aryjscy przybysze ze Wschodu, osiedlili się pierwotnie za Kaukazem na ziemiach w rejonie Morza Czarnego. Wówczas to zaczęto nazywać pozostałe tereny starosłowiańsko-aryjskim zwrotem: "navia" - oznaczające ziemię umarłych. Potem do tego słowa dołączono starosłowiański zwrot "skad", tworząc nazwę Skad ji navia ("skąd jest ziemia umarłych" - przemianowane również na "tam gdzie kraina umarłych"), ostatecznie zaś słowo to zaczęło ewoluować w Skandynawię (zapewne nazwa ta wzięła się stąd, iż na dalekiej Północy czyli właśnie w Skandynawii - było bardzo zimno - wciąż bowiem panowało tam zlodowacenie - stąd panowały tam niezwykle ciężkie warunki do przeżycia, nazwano więc te ziemie "krainą umarłych"). W tym też czasie, na czele skupisk aryjskich plemion (które w tym czasie już mocno się podzieliły od ok. 24 200 r. p.n.e. na grupę starszą o dominującej haplogrupie R1a - zwaną słowiańską, i grupę młodszą o dominującej haplogrupie R1b - zwaną celtycką) stali wodzowie, noszący głowy jeleni i wielkie rogi (niczym korony), jak choćby zostało to ukazane w jaskini Trois Freres. Prawdopodobnie byli to wielcy kapłani, którzy mogli pełnić również rolę wodzów. W każdym razie Ariowie po raz pierwszy ruszyli ze swych północnych siedzib nad Morzem Czarnym dopiero ok. 4 000 lat po opuszczeniu Kolebki. Miało to miejsce ok. 14 000 r. p.n.e. a ich ekspansja skierowała się ku Bliskiemu Wschodowi. Dotarli tak zarówno do Mezopotamii, jak również do Egiptu i Tunezji (gdzie wyodrębniła się aryjsko-słowiańska haplogrupa R1-YP1272. Notabene dziś jacyś lewicowi aktywiści, krytykują obsadę do filmu "Kleopatra" z Gal Gadot w roli głównej, próbując wmówić ludziom że nie tylko starożytni Egipcjanie, ale i ród grecko-macedońskich Ptolemeuszy to byli murzyni. Co za bzdura, i choć co prawda starożytni Egipcjanie nie byli tak biali, jak Grecy czy Rzymianie, to jednak nie byli też czarni, a raczej lekko czerwoni. Pięknie zresztą pokazał Egipcjan Jerzy Kawalerowicz w swym "Faraonie" z 1965 r. Zaś Kleopatra - córa rodu, gdzie od pokoleń praktykowano kazirodztwo, już w ogóle nie miała nawet grama ciemniejszej skóry).
 
 


Po raz pierwszy Aryjczycy ("grupa słowiańska") wkroczyli do Europy ok. 12 000 r. p.n.e., opuszczając swe dotychczasowe siedziby nad Morzem Czarnym i wypędzając lub podbijając lokalne ludy z tzw.: "grupy nordyckiej" (I1) w pasie Karpat (ziemie dzisiejszej Rumunii i Węgier), a tereny te są uważane za europejską kolebkę Słowiańszczyzny. Od ok. 10 700 r. p.n.e. zaczęła rosnąć temperatura i północny Lądolód zaczął się topić, a tym samym ukazywało się coraz więcej ziemi uprawnej na terenach Europy Środkowej i Północnej. W tym też czasie, pojawiła się pierwsza słowiańska cywilizacja, zwana kulturą świderską. Obejmowała ona dzisiejsze ziemie polskie, oraz większą część Białorusi, Litwy i Ukrainy. Według channelingów głównym bogiem ludów aryjskich (Słowian) był wówczas bóg Ogni o "płomiennych włosach" (jak sama nazwa mówi, był to bóg ognia, światła i Słońca - dawca wszelkiego życia). Miał on wiele nazw i wiele odniesień (np. jako "Żar" - był zwycięzcą nad ciemnością i chłodem, a jako "pożeracz ciał" - podobnym do szakala, okrutnym niszczycielem ludzi i ich dobytku). Nic nie wiadomo o innych bogach pierwotnych ludów aryjskich, wiadomo tylko jeszcze że oddawali oni kult także i Matce-Wody, utożsamianej z ziemią, która miała zrodzić boga Ogni (co by oznaczało, że to nie słońce dało życie, a właśnie ziemia zapoczątkowała byt, który rozwinął się pod wpływem słonecznego blasku. Zresztą z tego boga zrodził się potem gromowładny Dzeus-Zeus a z Matki-Wody bogini Gaia). Ok. 8 500 r. p.n.e. wyodrębnia się najsilniejsza haplogrupa słowiańska - R1-M417. W tym też czasie Słowianie opanują (do ok. 8 000 r. p.n.e.) całą Europę Środkowo-Wschodnią. Ok. 6 400 r. p.n.e. pojawia się praojciec wszystkich słowiańskich ludów środkowo-wschodnich (głównie zaś Polaków) tzw.: "Człowiek z Jeleniej Wyspy" zwany też "Karelczykiem". To od niego pochodzi właśnie mutacja R1a1-M459, uważana za typowo polską. Ok. 7 600 r. p.n.e. Słowianie dochodzą do ziem dzisiejszej Holandii, Belgii i północnej Francji. Tworzą się tam nowe wodzostwa, które przetrwają ponad 5 000 lat (aż do czasu nadejścia Celtów). Nie cała jednak Europa zostaje zajęta przez Słowian. "Ziemia umarłych" czyli Skandynawia, wciąż jest zasiedlona przez ludy "nordyków", podobnie jak i część Francji, południowych Niemiec, Włoch, Grecji. 
 
Według channelingów pierwszym znanym Celtem, był niejaki Ossjan, który (ok. 4 200 r. p.n.e.) poprowadził swych pobratymców do Europy Środkowej i w wyniku nieustannych walk z ludnością słowiańską, zdołał wywalczyć sobie ziemie w rejonie południowych Karpat. Co ciekawe, w tym mniej więcej czasie nastąpiła widoczna zmiana i miejsce prorokiń - kapłanek (które wyprowadziły ludy aryjskie ze zniszczonej "Kolebki" oraz poprowadziły je ku nowemu światu) zajęli mędrcy i kapłani, zwani rishi (z nich potem powstanie kasta celtyckich druidów), czyli "Ludzie spod dębu". Co prawda zgromadzenia kapłanek istniały nadal (nawet w czasach Wercyngetoryksa kobiety-kapłanki pełniły bardzo ważne funkcje, choć już głównie dydaktyczne, ucząc młodych mężczyzn - przyszłych wojowników - nie tylko sztuki posługiwania się bronią, ale również... sztuki miłości). Ok. 2 500 r. p.n.e. Celtowie wkroczyli na słowiańskie ziemie południowych Niemiec oraz Czech i opanowali je. Ok. 2 250 r. p.n.e. Celtowie weszli do dzisiejszej Francji, ok. 2 200 r. p.n.e. do Włoch, a ok. 2 100 r. p.n.e. dokonali inwazji na Wyspy Brytyjskie. Dzięki temu z czasem opanowali ziemie od Pirenejów, po Wyspy Brytyjskie i Dunaj. Lecz na tym nie poprzestano i wkrótce potem rozpoczęła się kolejna słowiańsko-celtycka inwazja na nowe tereny osadnicze.
 
 

 
W następnej zaś części opowiem o powstaniu cywilizacji megalitycznej (głównie na ziemiach opanowanych przez Celtów), oraz o migracji ludów słowiańskich (Gorowie-Dorowie) na ziemie dzisiejszej Grecji, a potem również i o Etruskach, oraz o ich genezie ich pochodzenia.  
 
 
 
 CDN.
 

sobota, 29 sierpnia 2020

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CXXXVIII

PRZYBYSZE Z PROCJONA

PRZODKOWIE SŁOWIAN I CELTÓW

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI






POKÓJ I WOJNA "WIELKIEJ RASY" 

Z "RASĄ WIELKIEGO SMOKA" 

I ZAWARCIE NOWEGO 

"TRAKTATU PRZYMIERZA"

(ok. 18 000 r. p.n.e. - ok. 5 500 r. p.n.e.)


 

 
 Potomkowie dawnych żółtoskórych kolonistów z Bakaratini żyli na terenach dzisiejszej Azji Wschodniej od czasu założenia tam pierwszych kolonii (o których pisałem w temacie Hyperborei i zasiedlania jej przez żółtą i czarną rasę z Bakaratini). Z chwilą pojawienia się w "Azji" Asów (Ra-asów) z Procjona, czyli białych uchodźców z Daarii i Lemurii, obie rasy przez długi czas żyły ze sobą zgodnie, przy czym to rasa żółta (jako stojąca wówczas na znacznie niższym stopniu cywilizacyjnego rozwoju) była często wspierana przez naczelników z Imperium Iryjskiego. Gdy jednak do Rasenów z Irii, dołączyli ich pobratymcy z Lemurii: Swietowie i Darowie (ok. 70 000 r. p.n.e.), założone zostało Imperium Ujghur, które dość szybko zaczęło zmieniać dotychczasową politykę zgodnej "kohabitacji" obu ras i zdając sobie sprawę ze swej materialnej (i być może nawet liczebnej) przewagi, szybko obróciło dawnych Bakaratinian w niewolników. Owa niewola nie była jednak na tyle ciężka, aby wywołała jakieś niezadowolenie ze strony żółtoskórych (którzy wówczas jeszcze nie mieli nawet własnej nazwy) niewolników (nic nie wiadomo o jakichkolwiek buntach czy powstaniach i można założyć, że dawni Bakaratinianie pogodzili się ze swoim niewolniczym życiem. Co ciekawe, dzisiejsi Chińczycy też nie są jakoś szczególnie skorzy do buntu i pokornie godzą się na to, co wyprawiają z nim komunistyczne władze). Jednak złote lata świetności Imperium Ujghur minęły, a gwoździem do trumny okazała się konfrontacja militarna z potężnym wówczas II Imperium Atlantydy, którzy doprowadzili do zniszczenia stolicy Ujghurów: Kara-Koty i zagłady tamtego państwa. Wówczas nastąpiła ekspansja "Wielkiej Rasy" na Zachód, ku dzisiejszej Europie i Indiom, lecz nie wszyscy Ujghurzy opuścili wówczas dawną swą ziemię (zwaną zarówno w channelingach jak i w Wedach - "Kolebką"). Większość niedobitków dawnego Imperium co prawda ruszyła w długą i niebezpieczną podróż ku Nowemu Światu i Nowemu Życiu, ale spora część Ujghurów pozostała i postanowili oni - w nowych warunkach - jeszcze raz odbudować swoje państwo. 

Jednak klęska z Atlantami z 18 000 r. p.n.e., spowodowała wyemancypowanie się żółtoskórych niewolników, którzy już wówczas (czy sami z siebie, czy też nazwa ta została im nadana przez Ujghurów) zwali się ludem: "Rasy Wielkiego Smoka" (w skrócie zaś ich nazwa brzmiała Ar-imia). Jednak owa emancypacja nie polegała na próbie realnej konfrontacji z pozostałymi tam Ujghurami, a jedynie na wyzwoleniu się z okowów dotychczasowej niewoli. Oznacza to że po klęsce w wojnie z Atlantami obie rasy: biała i żółta żyły obok siebie w zgodzie i współpracy. I rzeczywiście współpraca zaczęła przybierać takie rozmiary, że... biali Ujghurzy stawali na czele arimiańskich wodzostw, które z czasem zmieniały się w plemiona. Znani są dwaj Ujghurzy (co prawda channelingi nie precyzują ich pochodzenia, ale jest tam wyraźne stwierdzenie że biali wodzowie z plemienia Ujghur, stali pierwotnie na czele wodzostw ludu "Rasy Wielkiego Smoka"), którzy zapoczątkowali rozwój chińskiej cywilizacji. Byli to bracia: Tiandi, Dihuanga i Renhuanga, którzy objęli przywództwo plemienia Shonshe i zapoczątkowali jego ekspansję oraz jednoczenie innych plemion Arimiaków. Ogromny wkład w rozwój żółtoskórych społeczności na ziemiach dawnego Imperium Aryjskiego wnieśli również mieszkańcy legendarnej Agharty (czyli kompleksu podziemnych miast, stworzonego ok. 32 500 r. p.n.e. przez władcę Imperium Ujghur - Murasa i jego córkę Karyatide). Dlatego też wzajemna zgoda i współpraca pomiędzy tymi dwiema rasami trwała długo (przez kolejne 12 000 lat). Nie wiadomo dlaczego doszło do zerwania stosunków i wybuchu konfliktu, można jednak sądzić że powodem tego stanu rzeczy było ogromne wzmocnienie się ludu Ar-imia (również pod względem demograficznym) i tym samym rzucenie wyzwania dotąd żyjącym tam byłym Ujghurom. Ok. 5 510 r. p.n.e. wybuchła krwawa wojna tych dwóch ras, a jej głównym celem stała się teraz dominacja nad ziemiami dawnego Imperium Aryjskiego.




Niewiele wiadomo na temat toczących się walk, można jednak stwierdzić że pomimo liczebnej przewagi Arimaków, Ujghurzy bronili się dzielnie i wielokrotnie przystępowali do kontrataków. Wciąż istniało miasto Iria (zwana również Asgardem), które stanowiło główny punkt obrony Ariów. Siły ludu żółtoskórych Arimaków topniały w kolejnych atakach na miasto (niestety nie wiadomo po której stronie w tej walce opowiedziały się miasta podziemnej Agharty, być może po żadnej, a być może udzieliły jednak jakiegoś wsparcia Ujghurom?). Wojna ta nie została wygrana przez żadną ze stron, ale Arimakowie ponieśli w niej większe straty i nawet utracili część ziem, na których dotychczas żyły poszczególne plemiona dawnych Bakaratinian. Iria (Asgard) przetrwała, a Arimakowie zapewne doszli do wniosku, że nie będą w stanie wyprzeć Ujghurów z tych ziem i w taki właśnie sposób doszło do zakończenia wojny (nie wiadomo też dokładnie kiedy nastał pokój, prawdopodobnie stało się to ok. 5 500 r. p.n.e.) i zawarcia nowego "Traktatu Przymierza". Wzniesiona została wówczas także "Świątynia Przymierza" (brak jakichkolwiek większych informacji na ten temat). Prawdopodobnie właśnie wówczas (lub jeszcze podczas wojny z Ujghurami) w społecznościach Arimaków zaczęło pojawiać się określenie: "Człowiek, który ma gniazdo" ("Jou ts'ao szy"), które z pewnością oznaczało powstanie pierwszych, w pełni niezależnych przed-chińskich królestw (lub też wodzostw). Ale bez wątpienia pierwotna kultura Arimaków była w całości implementowana od Ujghurów. Rozwój typowo chińskiego pisma i kultury, to proces dosyć złożony i trwający kilka tysięcy lat - ostatecznie jednak dopiero pierwsi cesarze chińscy, zastąpili pismo wedyjskie swoimi znakami (nie wiadomo czy Wedy powstały jeszcze przed upadkiem Imperium Ujghur, czy też już po Zagładzie i wyjściu ludu "Wielkiej Rasy" ku Zachodowi, dlatego też użyłem takiej zbiorczej nazwy jak "pismo wedyjskie").

Kiedy jednak doszło do realnego upadku Irii i wchłonięcia ostatnich Ujghurów z dzisiejszej Azji do tworzących się Chin? Trudno odpowiedzieć na to pytanie posługując się przyporządkowaniem chronologicznym (w channelingach na przykład zupełnie brakuje dat na określenie tych wydarzeń). Warto jednak zaznaczyć że Tiandi i jego bracia, którzy stanęli na czele plemienia Shonshe, zapoczątkowali jednocześnie rozwój przed-chińskiej kultury Jangszao. Rozbicie plemienne wśród Arimaków było faktem (potrafili się jednak zjednoczyć w czasie wojny z Ujghurami) i ostatecznie po roku 3 000 p.n.e. największymi i najsilniejszymi plemionami Arimaków pozostały już tylko: plemię In z dzisiejszych prowincji Anjang i Honan (zwane też "plemieniem żółwich skorup" - prawdopdobnie to oni zapoczątkowali powstanie chińskich liter pierwotnie pisanych właśnie na skorupach żółwi), plemię Miao i plemię Li z Południa, a także plemię Czi'angów z Zachodu. Nie wiadomo czy na czele tych plemion stali jeszcze Ujghurowie czy byli to już rodzimi władcy (najprawdopodobniej byli to już rdzenni Arimakowie - choć są to jedynie spekulacje). Wiadomo jednak że plemiona te zaczęły toczyć ze sobą krwawe walki o ziemię i władzę i że zwycięsko wyszli z tej konfrontacji Inowie ze Wschodu, pokonując w dwóch bitwach (brak chronologii) pod Fanczu'an i pod Czolu plemię zachodnich Czi'angów. Potem toczyli też walki z Miao i Li. Gwoli ciekawostki warto też dodać, że w tym czasie istniało jeszcze państwo Ujghurów w mieście Iria, choć należeli już wówczas do mniejszości i w ciągu kolejnych dwóch tysiącleci ulegli wchłonięciu przez Arimaków/Chińczyków.  Natomiast Inowie ze Wschodu stali się założycielami pierwszego chińskiego imperium. Więcej informacji na ich temat niestety nie posiadam.
 




PS: W kolejnej części zajmę się tworzeniem pierwotnych ujghurskich (aryjskich) społeczności w Europie i Indiach, choć muszę przyznać że temat ten jest tak rozległy i mętny, że obawiam się w ogóle za niego zabrać. W każdym razie wydaje mi się że chronologia zupełnie się już posypała. Cóż, trudno, channelingi są tak bardzo niejednoznaczne, że i tak cieszę się iż udało mi się dojść tak daleko.   




 

CDN.

niedziela, 9 sierpnia 2020

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CXXXVII

PRZYBYSZE Z PROCJONA

PRZODKOWIE SŁOWIAN i CELTÓW

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI






WIELKIE ROZPROSZENIE RODÓW 

i POWSTANIE IMPERIUM UJGHUR

(ok. 104 800 r. p.n.e. - ok. 70 000 r. p.n.e.)







 IMPERIUM IRYJSKIE


 Opuszczanie antarktycznej wyspy Daarii przez procjońskie plemiona/rody, rozpoczęło się w roku 109 806 p.n.e., po czym Darowie, Harowie, Swiatowie i Rasenowie osiedlili się w Lemurii (która została przez nich nazwana krainą Mo-Uru), w samym centrum cywilizacji Mu. Żyli oni tam w zgodzie z czerwonoskórymi potomkami przybyszów z planety Aremo przez następne 3 000 lat. Ok. 106 800 p.n.e. rozpoczął się proces kolejnej migracji rodów ku Zachodowi i Północy, a ponieważ nie wszyscy oni w jednym czasie opuścili Lemurię, przeto ten właśnie okres otrzymał w channelingach nazwę: "Wielkiego Rozproszenia Rodów". Pierwsi kontynent lemuryjski opuścili Harowie (Haryjczycy) i skierowali się ku brzegom dzisiejszej Ameryki (prawdopodobnie Środkowej lub Południowej) gdzie założyli państwo o nazwie Atlania (co się z nimi dalej stało, niestety nie wiadomo. Pewnie zostali wchłonięci przez przybyłych do Ameryki czerwonoskórych Lemurian po upadku cywilizacji Mu ok. 25 000 r. p.n.e.). Było to pierwsze "Wyjście z Mo-Ura", kolejne migracje skierowały się już ku Północy. Ok. 104 800 r. p.n.e. wyspę opuścili Rasenowie i dotarli na tereny dzisiejszych Chin (przy oczywistym założeniu że ówczesna linia brzegowa znacznie różniła się od obecnej), po czym przenieśli się jeszcze dalej na Wschód (zapewne w rejony obecnej Syberii) i tam też założyli miasto o nazwie Iria (104 778 r. p.n.e.), zwane także Asgardem. Niewiele wiadomości przetrwało o tym państwie, wiadomo jedynie że była to pierwsza duża cywilizacja w tym regionie, od czasu upadku Hyperborei (żółtoskórzy potomkowie kolonistów z Bakaratini wiąż żyli na tych terenach, ale ich rozwój cywilizacyjny od czasów Zagłady [czyli od ok. 1 320 000 r. p.n.e.] wciąż pozostawał na dość niskim poziomie, przeto dali się oni potem łatwo podporządkować przybyłym z Lemurii założycielom Imperium Ujghur). Iria kontrolowała znaczne obszary dzisiejszej Syberii i nawiązano wówczas kontakty nie tylko z Lemurianami z Mu, ale także z Toltekami z Atlantydy (I Imperium Atlantydy) a potem również i z Nagami. Jedyne co więcej można jeszcze powiedzieć na temat tego państwa, to informacja że wybór władcy odbywał się tutaj na zasadzie wiecu, podczas którego dorośli mężowie (którzy osiągnęli już wiek męski i którzy spłodzili dzieci) mieli prawo głosu i mogli decydować o wyborze swego króla. Nie wiadomo jednak jakie ów władca miał realne kompetencje i możliwości rządzenia oraz czy był ograniczany przez ów wiec również i w innych sprawach politycznych czy społecznych. Nie wiadomo tak naprawdę nic więcej o owym Imperium Iryjskim aż do czasu powstania Imperium Ujghur.







ZJEDNOCZENIE PLEMION "WIELKIEJ RASY" 
i ZAŁOŻENIE IMPERIUM UJGHUR
(ok. 70 000 r. p.n.e.)  


Do końca nie wiadomo dlaczego przedstawiciele plemion/rodów Swietów i Darów opuścili Lemurię dopiero ok. 70 r. p.n.e. a nie wcześniej, tak jak ich poprzednicy. Wiadomo natomiast że ich przybycie do Azji spowodowało ponowne zjednoczenie rodów i powstanie przymierza "Wielkiej Rasy" (taką nazwę nosi biała rasa w channelingach, zresztą nie tylko), mającego na celu przejęcie całkowitej dominacji nad całym regionem dzisiejszej Wschodniej i Środkowej Azji (dziś już nauka obaliła dotychczasowy pogląd, że wszyscy ludzie na Ziemi wywodzą się z Afryki. Okazało się bowiem że na terenach Środkowej Europy znaleziono czaszki białych ludzi znacznie starsze niż te, dotąd odnajdowane w Środkowo-Wschodniej Afryce, uważanej za "kolebkę ludzkości". W Ameryce Północnej także odnaleziono czaszkę białego człowieka, starszą nawet niż początek migracji Indian na ten kontynent. Tylko jakoś dziwnym trafem więcej na ten temat się nie mówi). Zawiązanie przymierza "Wielkiej Rasy" spowodowało konieczność usankcjonowania istnienia potomków dawnych Bakaratinian rasy żółtej. Pierwotnie uznano ich za "ludność sprzymierzoną" i tak też traktowano, jednak z czasem te relacje zaczęły się zmieniać i wraz rozwojem Imperium Ujghur, pozycja żółtoskórych mieszkańców tego Imperium zaczęła słabnąć. Ostatecznie zostali oni obróceni w niewolników, a ich niewola trwała aż do czasu upadku państwa Ujghurów w wojnie z Atlantami (ok. 18 000 r. p.n.e.) i ich migracji na Zachód, ku dzisiejszej Europie. Potomkowie Bakaratinian rasy żółtej (przodkowie dzisiejszych Chińczyków) zostali wówczas nazwani dziećmi "Rasy Wielkiego Smoka" i tak już zostało. W tym momencie rozpoczyna się klasyczna historia Imperium Ujghur, którą opisałem już w tym TEMACIE, nie będę więc się powtarzał, warto jednak zaznaczyć, że mieszkańcy Irii (którzy połączyli się ze swymi pobratymcami z Procjona i wspólnie założyli główne miasto oraz stolicę całego Imperium - Kara-Kotę), ok. 42 550 r. p.n.e. stali się twórcami innego dużego miasta, zwanego Wielką Saar(ą). Było to jedno z najważniejszych centrów kulturowych późniejszych Ujghurów, z których po upadku Imperium, wywodziły się "święte kapłanki", prowadzące rozbite ludy (na czele których stali oczywiście wybieralni wodzowie) - podzielone potem się na dwa główne plemiona jednego ludu: Słowian i Celtów - ku nowemu życiu, czyli ku Europie. 

 



PS: W kolejnej części opowiem o konflikcie jaki wybuchł pomiędzy rasą żółtą a niedobitkami Ujgurów, którzy zdecydowali się pozostać we Wschodniej Azji po klęsce, jaką ok. 18 000 r. p.n.e. Imperium poniosło z rąk Atlantów. Następnie przejdę do tworzenia się pierwszych ujgurskich (czyli aryjskich) cywilizacji w Europie.



CDN.
 

środa, 29 listopada 2017

RÓWNOUPRAWNIENIE KOBIET I MĘŻCZYZN NA PRZESTRZENI DZIEJÓW - Cz. I

ANALIZA RÓWNYCH PRAW 

KOBIET I MĘŻCZYZN W HISTORII






"MĘŻOWIE RZĄDZĄ KOBIETAMI (...) 
NAMI ZAŚ KOBIETY" 
PLUTARCH
"MORALIA"


Dzieje Ludzkości są bez wątpienia niezwykłą mieszaniną najróżniejszych pląsów dziejowych i bez wątpienia można stwierdzić: WSZYSTKO JUŻ BYŁO! Cokolwiek byśmy dziś nie wymyślili, będzie to jedynie zaledwie pewna konfiguracja tego, co już wcześniej się wydarzyło (a o czym my często nie mamy pojęcia, bo nic dwa razy nie dzieje się dokładnie tak samo, ale zawsze powraca w zmiennych konfiguracjach dziejowych). Dziś uważamy na przykład, że w epoce w której przyszło nam żyć, osiągnęliśmy najlepszy, najbardziej doskonały system społeczny, jako że np.: przyjmujemy do Europy imigrantów, czyli nie jesteśmy ksenofobiczni i rasistowscy, inaczej wrócilibyśmy do średniowiecza, a może jeszcze dalej? Uważamy że osiągnęliśmy ostateczny pułap równości (a przynajmniej osiągamy) pomiędzy kobietami a mężczyznami, jakiego w poprzednich dziejach nigdy nie było. Och, Ach, jacy my jesteśmy nowatorscy, jacy nowocześni itd. itp. A ja powiem - WSZYSTKO JUŻ BYŁO! Wystarczy tylko umieć uczyć się z historycznych doświadczeń poprzednich pokoleń i wyciągać z tego wnioski, analizować i eliminować błędy naszych przodków, czyli innymi słowy uczyć się na błędach. Ci, którzy myślą że przyjmowanie niekontrolowanych mas najeźdźców imigrantów i płacenie im zasiłków za to, że gwałcą wasze żony i córki to przejaw nowoczesności i braku rasizmu, są co najmniej (CO NAJMNIEJ!) głupcami, z którymi nie warto wchodzić w jakąkolwiek logiczną i rzeczową rozmowę.

Starożytni doskonale wiedzieli czym jest niekontrolowana migracja obcych ludów, wystarczy poczytać sobie co pisał na ten temat chociażby Arystoteles w "Polityce", aby dojść do wniosku, że każde następne pokolenie jest prawdziwym historycznym dyletantem, nie uczymy się na błędach poprzedników, przez co powielamy te same błędy co oni, tylko że już w zmienionych konfiguracjach dziejowych, przez co wydają się nam one niezwykłe i wyjątkowe. A Arystoteles pisał otwarcie o niekontrolowanej imigracji: "Jeżeli bowiem w skład takiej masy wchodzą grupy zbyt różnorodne, to ciągle istnieje niebezpieczeństwo przewrotów. Swoistym przykładem takiej niebezpiecznej różnorodności jest napływ imigrantów (...) Obywatele Antissy, którzy przyjęli wygnańców z Chios byli zmuszeni wyrzucić ich z bronią w ręku. Przeciwnie zaś mieszkańcy miasta Zankle, którzy przyjęli Samijczyków, sami zostali przez nich wypędzeni. Mieszkańcy Apollonii nad Morzem Czarnym po sprowadzeniu nowych osadników wzniecili powstanie, a tak samo doszło do zaburzeń i walki w Syrakuzach, gdy po obaleniu tyranii nadano obywatelstwo obcym i najemnikom (pisałem o tym krótko w jednym z wcześniejszych postów). Mieszkańcy Amfipolis, którzy przyjęli osadników z Chalkis, zostali przez nich po największej części wyrzuceni". Zawsze niekontrolowana imigracja kończyła się powszechną katastrofą, walkami, krwią i śmiercią, a nie żadną integracją i społeczeństwami multikulturowymi, które są zwykłym wymysłem rządzącego teraz Unią Europejską i poszczególnymi krajami Zachodu (i Wschodu), marksizmu kulturowego. 

Nie ma i nie będzie integracji, w sytuacji gdy nie zaistniały ku temu odpowiednie okoliczności, a nie zaistniały, bowiem rządzących nie interesuje żadna integracja (co najwyżej to mieszkańcy danych państw, do których przybywają islamiści, mają się dostosować do praw i zwyczajów islamistów, a nie na odwrót). Oto jak wygląda integracja w Niemczech, na przykładzie listu pewnej Niemki, wysłanego do burmistrza Monachium, w którym kobieta z żalem mówi że zmuszona jest wyjechać z miasta, bowiem zmienia się ono na jej oczach, a jej mąż uważa że Niemcy, teraz w ich własnym kraju stają się "największą mniejszością", do tego bezbronną, bo pozbawioną jakiegokolwiek wsparcia. Oto treść listu mieszkanki Monachium: 

"Piszę dziś do Pana coś w rodzaju listu pożegnalnego wyjaśniającego, dlaczego ja i moja rodzina opuszczamy miasto, chociaż pewnie nikogo to nie obchodzi. Mam 35 lat, mieszkam tutaj z moim mężem i dwoma małymi synami w ekskluzywnym bliźniaku z miejscami parkingowymi. Można by więc powiedzieć, że, jak na standardy panujące w Monachium, powodzi nam się bardzo dobrze. (...) Żyje nam się bardzo dobrze, mamy dużo przestrzeni, niedaleko znajduje się park. Dlaczego więc rodzina taka, jak moja, decyduje się opuścić miasto? (...) Przypuszczam, że Pańskie dzieci nie korzystają z obiektów użyteczności publicznej, transportu publicznego, ani, że nie uczęszczają do szkół publicznych w "problemowych dzielnicach". Przypuszczam też, że ani Pan, ani inni politycy rzadko, jeśli w ogóle, przychodzą tu na spacery. Tak więc, w poniedziałek rano, poszłam na śniadanie kobiet z sąsiedztwa, sponsorowane przez miasto Monachium. Spotkałam tam 6-8 kobiet, niektóre z nich były z dziećmi. Wszystkie kobiety miały na głowach chusty i żadna nie mówiła po niemiecku. Organizatorzy imprezy szybko poinformowali mnie, że prawdopodobnie będzie mi trudno się tutaj zintegrować (ich słowa!!!). Chciałam zauważyć, że jestem Niemką. Mówię płynnie po niemiecku i nie noszę chusty na głowie. Uśmiechnęłam się więc delikatnie i powiedziałam, że chciałabym spróbować zintegrować się. Niestety, na śniadanie przyniosłam kanapki z salami i szynką, ponieważ wszystkie kobiety poproszono, aby coś ze sobą przyniosły. Zatem oczywiście, miałam jeszcze mniejsze szanse na integrację.

Nie byłam w stanie porozmawiać po niemiecku z żadną z kobiet uczestniczących w śniadaniu, a właśnie to miało na celu promowanie integracji. Nikt jednak nie był zainteresowany. Organizatorzy nie nalegali na mówienie po niemiecku, a kobiety, prawdopodobnie przynależące do tej samej arabsko-tureckiej grupy, po prostu chciały wykorzystać salę. Wtedy zapytałam o rodzinny brunch (...) Powiedziano mi, że odbędzie się on w osobnych pomieszczeniach. Mężczyźni i kobiety oddzielnie. Najpierw pomyślałam, że to kiepski żart. Niestety, to nie był żart. (...) Więc moje odczucie z tych imprez, mających promować integrację, jest bardzo złe. W ogóle nie dochodzi do żadnej wymiany zdań!!! W jaki sposób miasto Monachium może tolerować coś takiego? Moim zdaniem, należy zakwestionować całą koncepcję tych imprez, organizowanych w celu promowania integracji. (...) Poinformowano mnie, że nie wolno mi dawać wieprzowiny dziecku na drugie śniadanie w szkole!! Zaraz?! Przecież jesteśmy w Niemczech! (...) Podsumowując, panujące warunki sprawiają, że czuję, iż tak naprawdę nikt nas tu nie chce. Że nasza rodzina tak naprawdę tu nie pasuje. Mój mąż mówi, że czasem ma wrażenie, iż jesteśmy teraz największą mniejszością, bez jakiegokolwiek lobby. Dla każdej grupy istnieje jakaś instytucja, miejsce, publiczne zainteresowanie, ale my, heteroseksualne małżeństwo z dwójką dzieci, pracujący, ani nie niepełnosprawni, ani nie muzułmanie - my nie wzbudzamy już żadnego zainteresowania".


Tak właśnie wygląda "integracja" muzułmanów z mieszkańcami Europy Zachodniej, i ma ona wsparcie i akceptację polityków rządzących tymi krajami (nie muszę zapewne dodawać, bowiem liczę na inteligencję moich Czytelników - jaka ideologia jest za to odpowiedzialna?). Ale wróćmy do tematu. Chciałbym bowiem zaprezentować te okresy w dziejach Ludzkości, w których kobiety miały takie same, lub bardzo podobne prawa do mężczyzn, nie jest bowiem prawdą (kolejne marksistowskie kłamstwo), że w obecnych czasach dzięki feminizmowi kobiety osiągnęły równy mężczyznom poziom społeczny - totalna bzdura, szczególnie jeśli chodzi o marksistów i komunistów (weźmy chociażby Francję, aż do 1946 r. francuska partia komunistyczna najmocniej sprzeciwiała się... przyznaniu kobietom prawa głosu, bo cały ruch sufrażystek, był ruchem... prawicowym).

Były epoki historyczne, gdzie pozycja kobiet, była znacznie większa od obecnej, i wcale nie żyjemy w najlepszym z okresów w historii (jak próbują nam wmówić najróżniejsi pajace z tytułami profesorskimi, tzw.: "autorytety" - jak choćby autorytetem był niejaki Zygmunt Bauman, ksywa "profesor", "miły i łagodny staruszek", celebrowany na uczelniach Europy Zachodniej i USA jako autorytet moralny, a ta gnida w latach swojej "świetności" działała w "polskiej" bezpiece i brała udział w walkach i mordowaniu Żołnierzy Podziemia Antykomunistycznego, czyli Żołnierzy Niezłomnych. Inny przykład "autorytetu moralnego", celebrowanego w zachodnich lewicowo-liberalnych mediach, to przykład wielkiego polakożercy, przyjaciela Adama Michnika, którego brat Stefan uciekł do Szwecji, aby uniknąć procesu za popełniane przez niego mordy sądowe na Żołnierzach Niezłomnych - mam tu oczywiście na myśli Jana Tomasza Grossa i jego paszkwile na Polskę i Polaków. Ostatnio wysmarował on kolejny felieton dla "New York Times'a", zatytułowany: "Polacy znowu tęsknią za "czystą krwią" - piękny tytuł prawda, szczególnie to ZNOWU jest tutaj wyjątkowo trafne, ale darujmy sobie złośliwości, przejdźmy do konkretów - oto co pan "profesor" Uniwersytetu Princeton pisze dalej: "(...) zapał, który nadaje polskiemu nacjonalizmowi tak bardzo agresywną i ksenofobiczną artykulację, wypływa pierwotnie z głębokich pokładów etnicznej i religijnej nienawiści, która jest organicznie polska i była historycznie wymierzona w Żydów" - jakieś konkrety panie "profesorze", przykłady, jakiejkolwiek "organicznej polskiej nienawiści wymierzonej w Żydów?" - tylko proszę o konkrety, a nie teorie s-f typu "Sąsiedzi" czy "Strach"). No właśnie i takie indywidua są w dzisiejszej zlewaczałej Europie. Przejdźmy więc już bezpośrednio do tematu.    
            

I

EPOKA NAJDAWNIEJSZA

PRZEDHISTORYCZNA

(ok. 1 350 000 r. p.n.e. - ok. 3700 r. p.n.e.)



 ZIEMIA - HYPERBOREA




 POZYCJA KOBIET CYWILIZACJI HYPERBOREI
ok. 1 350 000 r. p.n.e. - ok. 1 346 400 r. p.n.e.
(Tackionizm - równe prawa kobiet i mężczyzn)


Postanowiłem zacząć od najdawniejszej "ludzkiej" cywilizacji na naszej planecie, czyli właśnie od pochodzącej z planety Bakaratini cywilizacji hyperboreańskiej, o której pisali także starożytni Grecy. W channelingach w zasadzie niewiele jest informacji na ten temat, a samą cywilizację hyperboreańską opisałem w jednym z poprzednich postów, to jednak warto jednak zacząć "od początku" i trudno pominąć (mimo że oficjalnie nauka uznaje te informacje za mity i legendy i nie uważa za wiedzę naukową) pierwszą cywilizację, jaka została założona na naszej planecie. Daruję sobie opis początków i kształtu tej cywilizacji, bowiem to wszystko już uczyniłem w poprzednich postach, teraz skupię się jedynie na pozycji kobiet i mężczyzn w tym społeczeństwie. Brakuje co prawda konkretnych opisów pozycji jednej lub drugiej płci, to jednak można (czytając pomiędzy wierszami) wywnioskować że pozycja kobiet cywilizacji hyperboreańskiej, niewiele różniła się od pozycji mężczyzn. Jak wiadomo (pisałem już o tym wcześniej), Bakaratinianie dzielili się na dwie rasy - żółtą i czarną. Dwie te rasy zasiedliły również Ziemię (a raczej wielki kontynent, który nazwano Hyperboreą), ok. 1 350 000 r. p.n.e. O dużym znaczeniu kobiet w tamtejszych społeczeństwach, niech świadczy kara jaką stosowano w przypadku gwałtu - a była nią okrutna śmierć (takiego delikwenta smarowano miodem i zakopywano do ramion w pobliżu kolonii mrówek, które żywcem zjadały nieszczęśnika przez kilka, a nawet kilkanaście dni). Nie ma też żadnych informacji, jakoby kobiety nie mogły pełnić roli przywódczej na wsiach, w miastach czy dzielnicach, choć bez wątpienia należały tam do mniejszości. Nie wiadomo jednak czy kobiety wchodziły do Rady Stanu (złożonej z ośmiu mędrców), bowiem nic na ten temat nie ma ani w channelingach ani w innych źródłach. Można jednak stwierdzić że w społeczeństwach żółtych i czarnych Bakaratinian, tworzących cywilizację Hyperborei, istniało pełne równouprawnienie kobiet, z niewielką dominacją mężczyzn (co uważam za stan naturalny każdego społeczeństwa).

Równa pozycja kobiet i mężczyzn była za to powszechna wśród hyperboreańskich kapłanów religii kreacjonistycznej (Tackionizmu). Kapłani i kapłanki tego kultu, wyniesionego jeszcze z rodzinnej planety Bakaratini (Tackionizm powstał jako religia dziękczynna, w podzięce "bogom" za uratowanie ich planety - o czym też już pisałem w poprzednich postach). Religia ta ewoluowała w przeciągu kolejnych milleniów i tak z kultu wielu bogów przerodziła się w religię monoteistyczną. Hyperboreanie wierzyli więc już w jednego Boga Stwórcę Wszechrzeczy (Pierwszego Poruszyciela) i choć wśród Bakaratinian nie było ludzi niewierzących (tak podają channelingi), nie istniała też żadna kasta kapłańska, bowiem kapłanami zostawiali ludzie, którzy albo czuli ku temu wewnętrzną potrzebę, albo byli do tego predestynowani (np. prorocy, jasnowidze). Nie było też żadnej hierarchii kapłańskiej ani też przywilejów dla kapłanów, choć sami kapłani i kapłanki cieszyli się powszechnym szacunkiem. Można więc powiedzieć, że społeczeństwo Bakaratinian na Hyperborei wyrosło z religii tackionistycznej (czyli religii która uznawała też reinkarnację), ale sama religia (choć ważna w życiu każdego mieszkańca) nie przekładała się na politykę społeczeństwa hyperboreańskiego. Pierwszą cywilizację ziemską, możemy więc spokojnie określić jako społeczeństwo równych praw kobiet i mężczyzn, wyrosłego z religii.   


 SECESJONISTYCZNA CYWILIZACJA 
CZARNYCH W AFRYCE
ok. 1 346 400 r. p.n.e. - ok. 1 332 700 r. p.n.e.
(kobiety pozbawione wszelkich praw)


Od chwili secesji religijnej części tackionistycznych kapłanów (zarówno w społeczeństwie żółtych jak i czarnych Bakaratinian, choć żółci bardzo szybko stłumili bunt), ok. 1 346 400 r. p.n.e. rozpoczął się okres Secesji, czyli opuszczenia głównych hyperboreańskich siedzib, przez zbuntowanych kapłanów (tylko spośród ludu Czarnych) i popierających ich zwolenników w liczbie 500 000. Kapłani zaczęli się bowiem domagać reformy religii tackionistycznej, odzwierciedlającej potrzeby "Nowych Czasów", a ową reformę widzieli w sposób następujący: utworzenie ścisłej i hierarchicznej kast kapłańskiej, posiadającej silne wpływy ekonomiczne (kapłani tackionistyczni byli ubodzy, często nie nosili nawet butów) i polityczne (uważano że to kapłani powinni rządzić całym społeczeństwem, domagano się więc zniesienia dotychczasowego ustroju i zastąpienia go teokracją kapłańską). Domagano się jednak również zakazania sprawowania funkcji kapłańskich i politycznych przez kobiety, które uznano za "niegodne". Ponieważ jednak władze Czarnych z miast Hyperborei nie wyrażały zgody na taką zmianę, doszło do secesji i osiedlenia się w Afryce (ówczesny kształt kontynentów był zupełnie inny niż dzisiaj i Afryka była połączona z kontynentem hyperboreańskim przesmykiem, przez który przeszli secesjoniści). Tam utworzono nowe społeczeństwo, które całkowicie kontrolowane było przez kapłanów. 

Secesjoniści zerwali bowiem z dawnym kultem w Jednego Boga, odrzucili reinkarnację, zaczęto tworzyć poszczególnych bogów do wielu funkcji kapłańskich. Na czele państwa stał arcykapłan, który (sam będąc wybierany przez zgromadzenie wielkich kapłanów), wyznaczał przywódców poszczególnych miast i dzielnic. Mniejsi kapłani rządzili na prowincji. Dotychczasowa demokracja hyperboreańska przestała istnieć, bowiem o wszystkim decydował kler. To kler wytyczał społeczeństwu prawa i nowe zwyczaje i decydował o losie każdego mieszkańca. To powodowało że kapłani stali się jedynymi możnowładcami, dysponującymi ogromnymi latyfundiami i majątkami). Kobiety zaś, pozbawione możliwości uczestniczenia w strukturze kapłańskiej, zostały sprowadzone do ludzi gorszej kategorii. Kobiecość stała się przekleństwem, a rodziny swoje wybawienie i możliwość utrzymania w przyszłości, widziały tylko w posiadaniu męskiego potomka, który, jeśli będzie miał szczęście, zostanie kapłanem i poprawi los rodziny. Narodziny więc dziewczynki były nieszczęściem dla rodziny, bowiem w najlepszym wypadku skończyłaby jako nałożnica któregoś z kapłanów, w najgorszym jako zwykła prostytutka (w późniejszym, ostatnim okresie Secesji, kobiety składano też w ofierze bogom). Najczęściej wydawano więc ją za mąż w młodym wieku, aby mogła urodzić jak najwięcej synów, po to, by któryś z nich miał szansę wejść do kolegium kapłańskiego, wówczas dopiero  miałby możliwość utrzymać rodzinę na starość.

Okres Secesji trwał ok. 13 700 lat (do ok. 1 332 700 r. p.n.e.), a jego koniec przyszedł z zewnątrz, za sprawą "bogów" (TJehooba), którzy zniszczyli państwo secesjonistycznych kapłanów, a ludność powróciła do społeczeństwa hyperboreańskiego (przez ponad 13 000 lat istniało bowiem obok siebie secesjonistyczne społeczeństwo Afryki - choć kontynent ten nie był równoznaczny z dzisiejszym - i społeczeństwo Żółtych i Czarnych Hyperborejczyków - Żółci i Czarni mieli odrębne miasta). Zniszczenie afrykańskich miast Czarnych secesjonistów, spowodowało otwarcie nowego okresu w dziejach tego ludu (z którego do dziś bezpośrednimi potomkami, jacy jeszcze żyją na Ziemi są australijscy Aborygeni oraz częściowo Mongołowie - choć oni sami nie pochodzą bezpośrednio od Żółtych Bakaratinian, a są efektem późniejszych krzyżówek z kolejnymi przybyszami - m.in.: z białymi kolonistami z Malony czy Procjona).          


POZYCJA KOBIET W ZJEDNOCZONEJ HYPERBOREI
ok. 1 332 700 r. p.n.e. - ok. 1 320 000 r. p.n.e.
("Nowa Droga" - kobieta wolna, ale już nierówna mężczyźnie)


Po zniszczeniu secesjonistów, mieszkańcy afrykańskich terenów powrócili do Hyperborei, ale wówczas należało stworzyć nową formułę religijno-społeczną, która pogodziłaby oba zwaśnione społeczeństwa. "Nowa Droga" wytyczona przez ostatniego arcykapłana społeczeństwa secesjonistów (a tak naprawdę przez TJehooba, którzy dali mu pewne wskazówki podczas snu), nawiązywała do Tackionizmu. Secesjoniści co prawda zjednoczyli się ponownie z Hyperboreańczykami, ale wciąż zamieszkiwali w Afryce. Stworzyli więc "Nową Drogę" która akceptowała istnienie jednego Boga Stwórcy Wszechrzeczy i uznawała reinkarnację, zakazywała też krwawych ofiar z ludzi, jednak nie zmieniała nic pod względem politycznym. Kapłani wciąż pełnili najważniejsze funkcje w polityce (z tym że teraz byli wybierani w wyborach przez lud) i tylko oni mogli decydować o kwestiach społecznych. Nadal istniała funkcja arcykapłana, czy raczej Najwyższego Kapłana. Kapłaństwo jednak ponownie pozbawiono podstaw ekonomicznych i odebrano im wielkie latyfundia ziemskie i nagromadzone majątki. Kobiety jednak, wciąż nie mogły wstępować do kolegiów kapłańskich i zostawać kapłankami. Uzyskały za to całkowitą wolność osobistą i polityczną, mogły głosować i same wybierać kapłanów jako swych przedstawicieli politycznych. Takie społeczeństwo zaczęło przyciągać również wielu Hyperborejczyków z rasy czarnej i żółtej. Przyjeżdżali i osiedlali się w Afryce, uznając to miejsce za lepiej zorganizowane od ich rodzinnych ziem. Żółci i Czarni zaczęli się ze sobą łączyć i płodzić dzieci, z których to powstała odrębna rasa (byli to przodkowie dzisiejszych Arabów, których ewolucja jeszcze będzie postępować w kolejnych milleniach). 

Mijały więc stulecia, a potomkowie ze wspólnych łączonych małżeństw dorosły i odrzucając system religijno-społeczny "Nowej Drogi", która tak bardzo imponowała ich przodkom, postanowili więc go zreformować w kierunku starego Tackionizmu. Domagano się likwidacji hierarchii kapłańskiej i przywrócenia kapłaństwa kobiet. Ponieważ nie znaleźli oni uznania w we władzach kapłańskich, uznano że należy emigrować i w innym miejscu stworzyć wymarzone społeczeństwo. Tak doszło do II Secesji (ok.1 325 500 r. p.n.e.). Nowi secesjoniści zasiedlili tereny dzisiejszej Algierii i Tunezji i od tej chwili realnie obok siebie istniały aż cztery społeczeństwa - Czarni Hyperboreanie, wciąż wyznający Tackionizm, Żółci Hyperboreanie wyznający Tackionizm, Czarni i Żółci wyznający "Nową Drogę" w Afryce i ich potomkowie, założyciele pierwszego afrykańskiego społeczeństwa tackionistycznego. Istnienie tych czterech społeczeństw obok siebie, trwało stosunkowo krótko (jeśli liczyć historię dziejów naszej planety), bo zaledwie 5 500 lat. Ok. 1 3 20 000 r. p.n.e. doszło bowiem do galaktycznej katastrofy, która dotknęła również Ziemię, całkowicie niszcząc wszystkie ziemskie cywilizacje Hyperborei. Tą katastrofą był wybuch III Wielkiej Wojny Galaktycznej pomiędzy Federacją Galaktycznej Ludzkości (i innych sprzymierzonych ras), a Ligą Anchara (czyli Gadami). Cywilizacje Hyperborei zniszczone zostały poprzez nakierowane uderzenie wielkiej asteroidy, skierowanej na Ziemię właśnie przez Gadoidy, które spowodowało że planeta nasza przez ponad 400 000 lat nie była zasiedlona (nie licząc rozproszonych, i cofniętych w rozwoju do prymitywizmu, grupek dawnych społeczeństw Bakaratinian z Hyperborei, którym udało się przeżyć).


     

 CDN.