Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 29 września 2020

MOJE PRYWATNE - "50 TWARZY GREYA" - Cz. VIII

 OPOWIADANIE + 18

 
 

 
 
  Na stole, przy którym oboje siedzieli, leżał dziwny przedmiot, przypominający pilota do telewizora. Piotr zauważył zdziwienie Basi owym przyrządem i uśmiechnąwszy się do niej rzekł:

- Zapewne jesteś ciekawa co jeszcze dla ciebie przygotowałem na ten wieczór!? Już niedługo wszystkiego się dowiesz, a tymczasem aby urozmaicić oczekiwanie, może trochę muzyki.

Po czym Piotr podniósł do ręki ów dziwaczny przedmiot i wcisnąwszy jeden z trzech przycisków w kolorze czarnym, włączył przyjemną, acz skoczną melodię. Muzyka była pewnym urozmaiceniem codziennych doświadczeń Basi, jakie ta musiała tu przeżywać. Musiała? Teoretycznie przecież była wolna i w każdej chwili mogła opuścić tę dziwną posiadłość i wrócić do swojego domu. Właśnie - wrócić do domu, czyli do czego? Do swej monotonnej pracy - z której i tak już zapewne ją zwolnili - choć Piotr zadbał aby wszystko było zgodnie z prawem i poinformował jej rodzinę o pilnej potrzebie służbowego wyjazdu Basi, to jednak nie wiadomo co powiedział w jej pracy, ale znając go, zadbał zapewne o to aby nie zagrzała już tam miejsca. Jeśli teraz zrezygnuje, będzie i bez pracy i bez pieniędzy, jakie miał jej Piotr wypłacić na mocy zawartej umowy. Tym bardziej że to tylko tydzień, a już mijał przecież trzeci dzień jej niewoli. Powiedziała więc sobie że przetrzyma te wszystkie chore pomysły Piotra i zgarnie całą kasę, która tak bardzo była jej potrzebna. Wiele by się zmieniło w jej życiu przy takich pieniądzach i zapewne niejedna dziewczyna na jej miejscu pragnęłaby zostać "śnieżynką" u takiego Świętego Mikołaja, jakim był Piotr. Co prawda ten Mikołaj nie tylko dawał, ale i brał, choć akurat ta zabawa zaczęła coraz bardziej wciągać Basię i ostatecznie postanowiła że dotrwa do końca, choćby po to, aby pokazać mu że to nie on wygrał. 
 
Te rozmyślania brutalnie przerwał Piotr, wciskając kolejny przycisk na pilocie uruchamiający światło w ciemnym dotąd rogu owej sali, w której mieli spożywać wspólny posiłek. Stało tam podwyższenie, do którego była przymocowana rura przy której dziewczyny w nocnych klubach prężyły się, erotycznie wyginając swe ciało w salach pełnych papierosowego dymu, potu i śliniących się mężczyzn. Przy rurze stała jeszcze inna kobieta w średnim wieku o jasnych włosach, która wyglądała dosłownie jak spłoszona mysz. Ubrana była w białą, jednoczęściową, krótką sukienkę, sięgającą jej nieco poniżej ud. Do tego miała białe kabaretki na nogach i buty na wysokim obcasie. Na twarzy zaś nosiła białą maskę w stylu tych, jakie się używa podczas karnawału w Wenecji. Jej dość krótkie, blond włosy, ledwie sięgały ramion. Kobieta ta, w tak muzyki zaczęła powoli wyginać swe ciało i rozkoszować się tańcem przy rurze - który zapewne nie po raz pierwszy już wykonywała. 
 
- Nazwałem ją "Myszka" i jest moja i tylko moja - dumnie rzekł Piotr.
 
Basia zaczęła się zastanawiać ile jeszcze kobiet znajduje się w tym domu. Czy Piotr ukrywa tu cały harem?
 
- Jej rodzina miała kiedyś znaczny majątek, a ona sama była damą aż się patrzy, do chwili gdy okazało się że tatuś narobił jakiś strasznych długów i wszystko to, do czego dotąd była przyzwyczajona mogło nagle prysnąć niczym bańka mydlana. Straciliby wszystko - swą posiadłość, stadninę koni, wakacje na Lazurowym Wybrzeżu - wszystko, gdyby nie ja. Wykupiłem ich dług i zawarłem z "Myszką" umowę że cały ten majątek zostanie dalej własnością jej rodziny po upływie dziesięciu lat, a ona nie musi mi zwracać za niego żadnych pieniędzy. Jedynie przez najbliższe dziesięć lat będzie moją osobistą i jedyną, prywatną niewolnicą. I tak służy mi już prawie dwa lata, a przez ten czas zdobyła kilka niezwykle cennych umiejętności, a taniec na rurze jest jednym z nich - rzekł dumny z siebie Piotr. - Tymczasem my, w przyjemnej atmosferze, przy muzyczce i tańczących nimfach, zjemy sobie podwieczorek. 
 
Basia była zdziwiona czemu nagle Piotr pozwolił jej usiąść do stołu, wcześniej bowiem jadła u jego stóp i do tego jeszcze musiała konkurować o posiłek z psami. Dlaczego teraz pozwolił jej usiąść z nim do stołu? Wolała jednak go nie prowokować i nie pytać, gdyż i tak dziś już wystarczająco bolała ją pupa. 
 
- Wszystkie moje niewolnice, noszą specjalne oznakowania, które już zawsze będą im przypominać o ich poddaństwie i o tym, kto jest ich właścicielem. Nawet jeśli kiedyś odzyskają wolność, ten mały drobiazg już zawsze będzie im towarzyszył. Pralina - Piotr rzekł do klęczącej przy stole kobiety, którą Basia ujrzała jako pierwszą po wejściu do tej tajemniczej sali - pokaż o czym mówię!
 
Kobieta wstała, wyprostowała się, a następnie stanęła, ukazując wielki napis - jaki został wytatuowany na zewnętrznej stronie jej prawej nogi, począwszy od ud, aż po kostkę - który brzmiał: "Własność Pana Piotra". Na lewej zaś nodze był inny napis: "Wierna i Najwierniejsza suka swego Pana".
 
 

 
- Oczywiście nikt ich do niczego nie zmuszał - tak jak i ciebie - ale na mocy zawartej z każdą z nich umowy, w przypadku niepodporządkowania się mojemu poleceniu, traciły to, co było dla nich drogie. Zawsze przecież miast tatuażu, mogłem im te napisy wypalić rozpalonym pogrzebaczem na gołej skórze - gdy to powiedział, uśmiechnął się złośliwie w kierunku Basi, która zbladła na myśl o gorącym pogrzebaczu. - Widzisz - kontynuował Piotr - ja jestem tylko terapeutą, pomagam kobietom odkryć ich prawdziwą naturę, budzę w nich kobiecość, wydobywam na światło ukrytą w nich pod stosami współczesnych, feministycznych bzdur - uległość, posłuszeństwo i oddanie swemu mężczyźnie. Każda z nich pragnie być kochaną! Żadna jednak nie wie, jak przyciągnąć i jak utrzymać przy sobie mężczyznę. Oczywiście uległość nie jest jedyną formą ekspiacji dzięki której te kobiety mogą zrzucić maski codzienności, odkrywając swe prawdziwe oblicza i stanąć wreszcie twarzą w twarz z sobą samą. Uległość jednak jest tym fundamentem, na którym można potem budować szczęśliwy związek między kobietą a mężczyzną, czyniący z niej królową jego serca i niewolnicę jego łoża. Ja - wbrew pozorom - jestem tradycjonalistą. Wierzę w szczęśliwe i zgodne pożycie, wierzę w miłość i w to, że dzieci są owocem, zrodzonym z tej miłości. Niestety, ponieważ większość współczesnych kobiet ma w głowie prawdziwą sieczkę, gdzie wbito im jakąś "równość", jakieś "partnerstwo" i one rzeczywiście w to głęboko wierzą. A prawda jest taka, że bez względu na to, czy mówimy o rodzinie, przedsiębiorstwie czy państwie, zawsze na szczycie musi stać osoba decyzyjna, osoba kierująca tym wszystkim, która mocno w dłoniach dzierży cugle władzy. Niektórym kobietom wydaje się, że są w stanie podjąć się tej roli i całkowicie zdominować swego partnera - co dla świętego spokoju godzi się na taki stan rzeczy. Niestety, rządy kobiet zawsze kończą się tym samym - powszechną anarchią i rozpadem czy to związku czy kraju. Oczywiście są wyjątki, które jednak potwierdzają tę regułę, a tylko te kobiety odnoszą sukces, które otaczają się silnymi i decyzyjnymi mężczyznami. Tak było jest i będzie i taka jest kolej rzeczy słodka Basiu.
 
Dalsza część posiłku upłynęła w podobnym tonie. Piotr mówił niczym kaznodzieja, a Basia słuchała i od czasu do czasu potakiwała, aby nie pomyślał sobie iż ją to nie interesuje. W rzeczywistości jednak zastanawiała się co jeszcze Piotr dla niej przygotował na dzisiejszy wieczór i jak bardzo głęboko będzie zmuszona poznać granice swej uległości i wytrzymałości.
 
Została zabrana do innego pomieszczenia, gdzie miała zostać przygotowana na dzisiejszy wieczór. Cieszyła się że jest w towarzystwie owej kobiety, która podczas uczty usługiwała przy stole, a nie w obecności sadystycznego kamerdynera, co to już wielokrotnie sprawił jej większy ból, niźli sam Piotr. "Pralina" przystąpiła do kąpieli a następnie upiększania urody niewolnicy Basi i choć Piotr lubił naturalizm i minimalną ilość kosmetyków na kobiecej twarzy, to jednak tego wieczoru miało być inaczej, jako że tego wieczoru zostali zaproszeni specjalni goście, a one będą ich osobistymi dziwkami. I to szczególnie wyuzdanymi dziwkami. Gdy więc kobieta zaczęła malować usta Basi na krwistą czerwień, ta zapytała:
 
- Jak tu trafiłaś?
 
Pralina nie odpowiedziała, tylko zdecydowanym ruchem dłoni dała znak, aby Baśka siedziała prosto i nie odzywała się w czasie gdy ona pracuje nad jej twarzą. 
 
- Nie dostałam zgody, aby z tobą na ten temat rozmawiać, więc siedź prosto i nie ruszaj się, bo jak coś będzie nie tak, to nim rozpocznie się uroczystość, obie zostaniemy ukarane.
 
- Co to za uroczystość? - kontynuowała Basia.
 
- Nie wiem dokładnie. Ponoć odwzorowanie jakiejś starej praktyki, gdy w XVIII-wiecznej Francji popularną rozrywką arystokracji było organizowanie przyjęć, podczas których do stołu podawały młode, nagie służące. 
 
- I co?
 
- Zobaczysz! - odrzekła Pralina.
 
- A dlaczego mnie malujesz, mogę przecież zrobić to sama - spytała Basia.
 
- Pan Piotr lubi jak wszystko jest perfekcyjnie wykonane, a do ciebie nie ma jeszcze zaufania.
 
 

 
Mówiąc to Pralina zastosowała trzy różne odcienie cieni do oczu, począwszy od mroźnego różu, przez zjawiskową zieleń, aż po ciemny fiolet. Nałożyła tusz do rzęs a całość wykończyła krwistoczerwoną szminką do ust. Potem przyszedł czas na manicure i pedicure, a następnie Pralina przystąpiła do malowania własnej twarzy, rąk i nóg i  gdy już obie kobiety były odpowiednio umyte i pomalowane, przystąpiono do wyboru odzieży na wieczór. Pralina kazała Basi założyć czerwony koronkowy pas do pończoch, czarne, prześwitujące pończochy, które przymocowała  klipsami do pasa. Zapięła złoty łańcuszek na jej prawej kostce i wygładziła ręką całą pończochę od dołu do góry. Basia poczuła jakby elektryczna iskra przeszła jej wówczas po nodze. Następnie założyła na jej stopy klasyczne czerwone "szpilki" z dość długim obcasem i kazała Basi wstać oraz przejść się w nich po pokoju. Basia zrobiła kilka kroków i stwierdziła:
 
- Trochę niewygodne. Nie ma nieco mniejszych?
 
- Takie zostały dla ciebie wybrane i takie też założysz! Jeszcze raz, przejdź się po pokoju i pamiętaj - jesteś dziwką, więc zachowuj się jak dziwka.
 
Pralina kazała Baśce kilka razy powtarzać te same ruchy, jednocześnie za każdym razem napominając ją aby bardziej uwypuklała te wszystkie niewieście atuty, jakie zostały jej ofiarowane przez naturę. Ostatecznie jednak stwierdziła że nie ma czasu na taką zabawę i podała Basi czerwone majtki, które jednak majtkami były tylko z nazwy. W zasadzie były to dwa cienkie, czerwone paski materiału, z maleńką, prześwitującą osłonką na łono w kolorze jasnoczerwonym. 
 
- To są majtki? - spytała Basia.
 
- Zakładaj, nie mamy zbyt wiele czasu, a jeśli się spóźnimy choćby minutę... - Pralinie głos nagle zastygł w gardle.
 
Basia dobrze obserwowała reakcje kobiety, ale sprawiała wrażenie jakby jej samej to nie dotyczyło. Pralina wręczyła jej czerwony, koronkowy stanik, który doskonale komponował się z pasem do pończoch, lecz był nieco mniejszy i... nie zakrywał sutków, podnosząc jedynie piersi nieco w górę. 
 
- Pan Piotr lubi jak jesteśmy zupełnie "odkryte", chyba już zdążyłaś to zauważyć? - spytała Pralina, pomagając Basi zapiąć stanik na plecach.
 
Następnie wyjęła krótką fioletową sukienkę z szerokim dekoltem i długimi, opadającymi, satynowymi rękawami. Sukienka sięgała Basi do łydki, a dekolt był tak szeroki, że obejmował jej nagie sutki, wystające z czerwonego stanika niczym surykatki ze swych norek.
 
- A teraz przygotuj się na wielki finał - powiedziała Pralina, wyjmując długą, czarną perukę i każąc Basi umieścić ją na głowie. Po kilku poprawkach, zaprowadziła ją do lustra aby pochwalić się swym dziełem w całości
 
- Jak ci się podoba?
 
Basia wpatrywała się w swoje oblicze, które przypominało teraz połączenie Lady Ginewry z Morticią Adams. Jej "sukienka" ledwie okrywała krocze a każde pochylenie się skutkowało ukazaniem w całości wszystkich jej walorów. Majtek praktycznie nie było, a jedynie cienki pasek wbijał się Basi w "kakaowe oczko", tym samym stając się całkiem niewidocznym. Jej piersi, podtrzymywane stanikiem i specjalnie umieszczonym dekoltem, sterczały prosto niczym dwa działa, szykujące się do oddania salwy. Jedynie ręce były całkowicie okryte, lecz rękawy tak długie i rozkloszowane, że sięgały prawie do ziemi.
 
- Wyglądam jak tania, gotycka dziwka - rzekła Beata.
 
- I tak ma być - stwierdziła Pralina, klepiąc Basię delikatnie w pupę. - Chodź, teraz ty pomożesz mnie. 
 
 

 
Pralina miała twarz pomalowaną ciężkim makijażem, czarnym tuszem do rzęs, ciemnoróżowym rumieńcem na policzkach i niebieskim pudrem w kącikach oczu. Usta miała pomalowane ciężką czerwienią i na pierwszy rzut okaz wyglądała jak prawdziwa zdzira. Podniosła chusteczkę do ust i przetarła nią, aby zobaczyć czy zostaną jakieś ślady, po czym rzekła:
 
- Nie lubią, jak zostają jakieś ślady gdy robimy im loda. Niektórzy z nich mają żony. Jak zostawisz im ślad na penisie czy gdziekolwiek indziej, czeka cię takie lanie, że przez parę dni nie będziesz mogła służyć, a z tego co wiem w twoim przypadku oznacza to automatyczny powrót do domu. Nie ciekawa perspektywa, prawda?
 
Basię zamurowało.
 
- Nie bój się, te szminki nie zostawiają śladów - odparła uśmiechając się życzliwie w stronę Basi - prezent dla nas od Pana Piotra.
 
Pralina założyła jeszcze sztuczne rzęsy, co sprawiało że jej twarz przybrała nieco komiczny, jednak wciąż zdzirowaty kształt. Następnie przywdziała czarny, koronkowy stanik otwarty z przodu - podobny do tego jaki miała na sobie Basia - czarne kabaretki z czerwonymi podwiązkami i biało-czarne buty z grubymi czółenkami. Nie włożyła majtek, za to na uszy założyła ciężkie kolczyki i krótką dżinsową sukienkę mini, która praktycznie nic nie zasłaniała. Następnie ubrała czerwoną bluzkę w cekiny z szerokim dekoltem, który odsłaniał zarówno jej jedno ramię, jak i ukazywał sterczące "na baczność" sutki spod czarnego stanika. Na przodzie tej bluzki był umieszczony srebrnymi cekinami napis: "Dziwka". Jej obraz był tak przerysowany, że nawet najbardziej zdzirowate dziewczyny nigdy by na siebie czegoś takiego nie włożyły. Uzupełnieniem tego wszystkiego była spora liczba bransoletek i łańcuszków, jakie Pralina umieściła na swych nadgarstkach i szyi. Już teraz wyglądała jak wydęta szmata, a co dopiero miało się stać po zakończeniu imprezy? - taka myśl pojawiła się w głowie Basi, lecz momentalnie zniknęła, gdy nagle Pralina krzyknęła:

- Już czas, idziemy!

Obie opuściły pokój, w którym dotąd "upiększały" własną urodę i wyszły na korytarz. Wówczas oczom Baśki ukazał się widok trzeciej kobiety, tej która podczas posiłku tańczyła na rurze w rogu sali. Stała tam bowiem dziewczyna, przyodziana w białe rajstopy, z dziurami w miejscach które szczególnie powinny okrywać. Nosiła białe, majtki, podobne do tych jakie miała na sobie Basia. Biały, satynowy stanik, ukazujący sutki, buty o ogromnych szpilkach, co powodowało że ledwie mogła się w nich poruszać. A wszystko to okryte było krótką, bawełnianą tuniką w formie stroju seksownej pielęgniarki, która była tak krótka, że zupełnie nie okrywała jej łona ani pupy. We włosach kobieta miała upięty biały, pielęgniarski czepek z czerwonym krzyżem, zaś na piersi plakietkę z napisem.: "Siostra Myszka. W czym mogę pomóc?" Całości zaś, kontrastującej z bielą jej kostiumu, dopełniał róż policzków, czerwień ust i ciemna zieleń jej oczu. Basia nie mogła w to uwierzyć, gdy uświadomiła sobie że oto wyglądają jak trzy, zdzirowate lalki, z którymi tego wieczoru grupa sadystycznych mężczyzn uczyni co im się tylko spodoba. Te jednak rozmyślania przerwało nagłe zjawienie się kamerdynera...
 
 
 

 
 
CDN.
 

poniedziałek, 28 września 2020

ZABAWNE SCENY Z POLSKICH FILMÓW - Cz. XIV

KOLEJNE ZABAWNE GAGI Z

POLSKICH FILMÓW I SERIALI

 
 
ZACZYNAMY!
 
 
 
KANDYDAT
 
 
 "ROZMOWA KWALIFIKACYJNA"
 
 
0:45 - "JAK U PANA ZE ZNAJOMOŚCIĄ JĘZYKÓW OBCYCH?"
 
"WSZYSTKIE POZA POLSKIM SĄ MI OBCE" 😂
 
 



 

ODWRÓCENI

(2007)

 
 
 "PARÓWA JEST TYLKO JEDNA!"
 
 

 
 
GANGSTER O BRUTALNOŚCI POLICJI 😎
 
 
"CO SIĘ STAŁO? NAPADLI PANA?"
 
"PROSZĘ PANA, NIE TYLKO MNIE NAPADLI, ALE MNIE POBILI, ZWIĄZALI, TRZYMALI W CIEMNOŚCIACH, RĘCE MI SKULI W KAJDANKI. ALE JUŻ JEST WSZYSTKO DOBRZE"
 
 

 
 

ODWRÓCENI 2

(2019)

 
 
0:40 - "A JA NIGDZIE NIE JADĘ I CO MI ZROBISZ?" 😄
 
 

 
 
"DZIĘKI, ZACHOWAŁEŚ SIĘ JAK PRZYJACIEL"
 
"PRZECIEŻ TY NIE MASZ PRZYJACIÓŁ "BLACHA". NA CO TY LICZYSZ?"
 
"NA MIŁOŚĆ"
 
"CHYBA NA MIŁOŚĆ BOSKĄ" 
  
 

 
 

ŚLEPNĄC OD ŚWIATEŁ

(2018)

 
 
0:45 - "TY TEŻ PIJESZ!"
 
"AUTEM JESTEM"
 
"A JA CZŁOWIEKIEM. PIJESZ!"
 
 

 
 
 0:50 - "DO NAS NA BURDEL ZJECHAŁ ZE SWOJĄ EKIPĄ (...) A NA KONIEC DWÓM DZIWKOM GŁOWY OGOLILI NA ŁYSO"

"I TERAZ SĄ DO CIEBIE PODOBNE" 😐
 
1:15 - "A JA MAM PIZZERIĘ NA BEMOWIE (...) TAM KELNERKOM KAZALI BIEGAĆ BEZ MAJTEK" 
 
2:30 - "W TAKIM MOMENCIE (...) ŚWIEŻE MAŁŻE MI Z TEGO, KURWA, BORDEAUX LECĄ NA WESELE (...)

4:15 - "POWIEDZ MI, TO "BORDO" TO GDZIE TO JEST?"





0:50 - "ZNAJDĘ WASZEGO SZEFA I KAŻĘ MU ZJEŚĆ GÓWNO. ALBO SZKLANKĘ. ZJE SZKLANKĘ, POGRYZIE I POŁKNIE. CO LEPSZE - ZJEŚĆ GÓWNO CZY SZKLANKĘ? JA NIE WIEM CO BYM WYBRAŁ, CHYBA JEDNAK SZKLANKĘ. SZKŁO SMACZNIEJSZE"
 
 

 
 
2:00 - "MOJA TEŚCIOWA PRZYJECHAŁA I SIEDZI. I TAMTEJ GODZINAMI GADA: "JACEK MÓGŁBY WIĘCEJ NA MIESZKANIE DAWAĆ", ALBO "DZIECI POWINNY CHODZIĆ DO PRYWATNEJ SZKOŁY". DO PRYWATNEJ SZKOŁY!? CO Z NICH WYROŚNIE PO PRYWATNEJ SZKOLE? PEDAŁY Z BIAŁACZKĄ! 😉
 
 

 
 
0:45 - "NAJPIERW NAPIŁBYM SIĘ HERBATKI Z CUKREM BEZ CYTRYNKI"
 
2:50 - "CZY NAPIJĄ SIĘ PANOWIE WÓDKI? TAK ZAPYTASZ CHAMIE PIER...Y. I WÓDKA MUSI BYĆ ZIMNA I GĘSTA - JAK SOK Z PIZDY" 😋
 
 

 
 
 

 
 
POWOLI ZBIERAM SIĘ DO NAPISANIA TEKSTU NA TEMAT POLSKIEJ MAFII, ALE TAK CHOLERNIE OSTATNIO BRAK MI CZASU I NIE STARCZA MI JUŻ SIŁ, NA PRZEBRNIĘCIE PRZEZ OPRACOWANIA I RAPORTY NA TEN TEMAT. POSTARAM SIĘ JEDNAK COŚ W NIEDALEKIEJ PRZYSZŁOŚCI W TYM TEMACIE PRZEDSIĘWZIĄĆ.  
 
 
 
 
 
 DOBREJ NOCY!
 
 

piątek, 25 września 2020

NIEWOLNICE - Cz. XLVII

 CZYLI CZTERY HISTORIE

WSPÓŁCZESNYCH KOBIET

KTÓRE STAŁY SIĘ PRAWDZIWYMI

NIEWOLNICAMI

 
 

 
 

HISTORIA DRUGA

TEHMINA

NIEWOLNICA Z PAKISTANU

Cz. XXVI

 
 
 
 
- Będziemy mieszkać w naszym obecnym, małym domu - oświadczył Mustafa. - Musimy dawać przykład. Staniemy się wzorcem, który inni będą naśladować. 
 
Pewnego dnia zdziwiłam się, gdy zobaczyłam swoje odbicie w lustrze. "Kim jest ta kobieta w bieli? - pomyślałam. - Czy możliwe żebym to była ja?" Mustafa spowodował, że zmieniłam się w osobę pełną powagi, świadomą pełnienia misji. Schowałam do walizek modne stroje i zapomniałam o próżności. Wstydziłam się, patrząc na moją kolekcję butów, która mogłaby rywalizować z kolekcją Imeldy Marcos. Wspaniałe, pasujące do strojów torebki leżały puste i bezużyteczne. Nosiłam jedynie, podobnie jak najuboższe kobiety, srebrną biżuterię. Moja metamorfoza była całkowita. Mustafa wiedział, że jestem atrakcyjna, ale nie miał innego wyjścia i musiał mi pozwolić, abym rzuciła się w wir walki w zdominowanym przez mężczyzn społeczeństwie. Poczuł się bezpieczny jednak dopiero teraz, gdy przekonał się, że stworzył istotę, której lojalność i oddanie sprawie nie budziły najmniejszych wątpliwości. Wiedział, że dopóki będę przekonana o słuszności jego misji, nie zejdę z właściwej drogi. Musiałam w niego wierzyć, aby móc go kochać. I wierzyłam mu.
 
Wychowywałam czwórkę dzieci, które wciąż jeszcze były zbyt małe, żeby zrozumieć, dlaczego ich ojciec przebywał w więzieniu. Nie wiedziały, jak mają reagować na docinki szkolnych kolegów. Próbowałam wyjaśnić im różnicę między zwykłym przestępcą a więźniem politycznym przedstawiając im ojca jak archanioła walczącego z demonem. Nasze starsze wiekiem córki lepiej to rozumiały niż nasi synowie, ale i im trudno było przekonać swoich kolegów, pochodzących w większości z burżuazyjnych i feudalnych rodzin, że powodem uwięzienia ich ojca było wystąpienie przeciw stanowi wojennemu. Siedmioletni Ali kilkakrotnie wdał się w bójki próbując udowodnić, że jego tata nie jest mordercą. Mały Hamza był zupełnie zagubiony, miał zaledwie osiem miesięcy, gdy Mustafa poszedł do więzienia i znał tatę jedynie jako "dużego mężczyznę", który z jakichś niewyjaśnionych powodów nie mógł powrócić do domu. Za każdym razem, gdy wracaliśmy z odwiedzin u niego, Hamza pytał: dlaczego nie możemy zabrać go do domu? Dzieci potrzebowały ojca, z którym mogłyby się identyfikować i którego mogłyby kochać. Tworzyłam w ich wyobraźni obraz Mustafy opowiadając o nim i tłumacząc im moją skomplikowaną rolę jako jego obrończyni. Wyjaśniłam, że teraz ja stanowiłam jego podporę w walce, ale gdy wyjdzie z więzienia, to on będzie chronił nas wszystkich. Nauczyły się podziwiać swego ojca za jego odwagę wobec dyktatora. Stopniowo nawet Hamza stawał się dumny z faktu, że jego ojciec był więźniem. Wyobrażał sobie więzienie Adyala jako pałac swojego ojca, a Mustafę jako wielkiego księcia przebywającego tam pod ochroną policji. Uwolnienie Mustafy stało się moją obsesją. On był człowiekiem wspaniale przygotowanym na ten historyczny moment, człowiekiem, który ma w nim do odegrania decydującą rolę. Nie powinno się dopuścić do tego, aby ktoś mający takie doświadczenie marnował się w więzieniu. Pragnęłam także bardzo normalnego życia. Zbyt wiele lat spędziliśmy na wygnaniu, a teraz cierpieliśmy z powodu restrykcji więziennych, nigdy nie byliśmy wolni od napięć, jakie niósł ze sobą udział w opozycji. Wydawało mi się, że gdyby nie ciągłe kłopoty, Mustafa byłby może inny. Jego patologiczne zachowanie było zapewne skutkiem nienormalnych warunków, w jakich przyszło mu żyć. 
 
Mustafa zabronił mi widywania Nuscie i J.J., a także innych moich nowych przyjaciół. 
 
- Kiedy wyjdę z więzienia, będziesz mogła znów ich widywać - oświadczył. - W tej chwili nie mogę na to pozwolić, i basta. 
 
Byłam tak pochłonięta polityką, że i tak pozostawało mi niewiele czasu na rozrywki. Na mityngach słyszałam wydobywający się z moich ust głos Mustafy i słyszałam tłumy reagujące w taki sposób, jakby on tam był. Z moją pomocą Mustafa przedostawał się poza więzienne mury. Musiałam działać niezwykle ostrożnie, Mustafa miał przeciwko sobie potężne siły i jeśliby został uznany za zagrożenie, łatwo mógłby zostać zlikwidowany. Nie miałam co do tego wątpliwości. Taj ul-Mulk zaproponował mi na biuro oficynę swojej rezydencji, gdzie odbył się bal, na którym Mustafa poprosił mnie o rękę. Pracownicy Narodowej Partii Ludowej z Pendżabu odwiedzali mnie tu tłumnie. Zgodnie z przewidywaniami Mustafy, rozczarowani działalnością Jatoi i jego stronników, szukali nowego przywódcy. Sajid, który pracował z Bhutto i Mustafą od 1967 roku, sprowadził się z Multanu, by służyć mi radą i pomocą w realizowaniu planów Mustafy; został on moim głównym pomocnikiem. Przyłączyli się też do nas inni, ci, którzy w początkowych latach naszego małżeństwa byli studenckimi przywódcami, a teraz dorośli i stali się dojrzałymi politykami. Przekonałam naszą grupę, że nadszedł czas, by rozpocząć stałą kampanię propagandową w środkach przekazu. Skontaktowaliśmy się z naszymi zwolennikami, którzy dysponowali środkami finansowymi i ofiarowali nam fundusze na plakaty i ulotki, w których żądaliśmy uwolnienia Mustafy. Zauważyłam, że podobnie jak Mustafa ja również potrafiłam przyciągnąć do siebie aktywistów partyjnych, kierować ich działaniem oraz podtrzymywać ich morale. Przywódcy rywalizujących partii zaniepokojeni rosnącą popularnością Mustafy zaczęli szerzyć o mnie plotki. Ostrzegali działaczy, że Mustafa mi nie ufał, krytykowali mnie za to, że go opuściłam i oskarżali o namawianie wojskowych, żeby trzymali mojego męża w więzieniu.
 
- Ona chce, żeby umarł - mówili. - Chce przejąć władzę. 
 
Niektórzy z działaczy partyjnych byli dość poruszeni tymi oskarżeniami. Gdy Mustafa usłyszał o prowadzonej przeciwko mnie kampanii, opublikował w prasie stanowcze w tonie oświadczenie: "Moja żona reprezentuje mnie - pisał w nim. - Cokolwiek mówi i robi, ja chcę, by to mówiła i robiła". Bóg podarował Mustafie jeszcze jedną szansę sprawdzenia, jakim się cieszy w społeczeństwie poparciem. 
 
Niespodziewanie zmarł jego brat Ghazi. Zia wydał Mustafie pozwolenie na wzięcie udziału w uroczystościach pogrzebowych, a ponieważ pozostało niewiele czasu, pożyczył mu służbowy samolot dowódcy sił powietrznych. Samolot z Mustafą na pokładzie wylądował w Lahore, aby mnie zabrać, a następnie polecieliśmy prosto do Multanu. Podczas podróży Mustafa był wyraźnie poruszony, że śmierć szerzy się teraz wśród jego własnego pokolenia, i wyznał mi:
 
- Modliłem się gorąco do Boga, żeby pozwolił mi odwiedzić świątynię w Taunsa Sharif. Ciekaw jestem, kiedy to się stanie. 
 
Zdawał sobie sprawę, że jako więzień nie miał co marzyć o pielgrzymce. Jednak, gdy wylądowaliśmy w Multanie, dowiedzieliśmy się ku naszemu zaskoczeniu, że kondukt pogrzebowy opuścił już miasto. Powiedziano nam, żebyśmy samochodem dojechali do miejsca, w którym Ghazi chciał być pochowany. Miejscem tym było Taunsa Sharif! Mustafa rzucił się na ziemię, dziękując Bogu za ten cud. Mimo że miałam zakrytą głowę, twarz zachowałam odsłoniętą. Nigdy przedtem nie zdarzyło się, by jakaś kobieta ośmieliła się pojawić w świętym mieście Taunsa Sharif bez całkowitego zakrycia. Mustafa jednak zaniechał tej tradycji i jedyne, czego zażądał, to żebym zaczekała na niego w samochodzie. Tłum żałobników zamarł słysząc odgłos klaksonów zapowiadających zbliżanie się naszego oficjalnego konwoju. Ludzie ruszyli w naszą stronę miażdżąc nieomalże nasz samochód. Mustafa zdołał wysiąść i zniknął w tłumie, a mnie udało się rzucić tylko przelotne spojrzenie w kierunku mar pogrzebowych. Panowała tu dziwna atmosfera: połączenie żalu i podniecenia. Chowano wprawdzie kolejnego Khara, ale wśród tłumów znajdował się ich przywódca! Pomyślałam, że sufici słusznie robią uroczyście obchodząc rocznice śmierci świętych, ponieważ jest to moment, w którym ich dusze jednoczą się z Wiekuistym. Śmierć i połączenie z Bogiem wydawało się towarzyszyć Kharom. W drodze powrotnej do samolotu, który miał zawieźć Mustafę z powrotem do więzienia, zauważyłam, że Mustafa czuł silniej niż kiedykolwiek, że siły nadprzyrodzone były po jego stronie. Wzmocniło to w nim jego osobiste przeświadczenie o doniosłości misji, jaką ma do spełnienia. 
 
 

 
Z biegiem czasu warunki życia Mustafy w więzieniu Adyala stawały się coraz lepsze. Oddano mu do dyspozycji siedem pomieszczeń, a w głównej celi zainstalowano klimatyzację, która pozwalała bez trudu znosić letnie upały. W jednym z pomieszczeń zainstalowano lodówkę i zamrażarkę, w innym postawiono telewizor, a także umożliwiono mu nieograniczone korzystanie z książek i czasopism. Mustafa czytał wszystko, z łatwością przeskakiwał z opisu Długiego Marszu Mao do reform kalifa Omara. Powiedział mi nawet, że byłby w stanie zaakceptować niektóre z argumentów Hitlera:
 
- Do przyjęcia jest każdy program, który przynosząc chwilowe cierpienie, prowadzi ostatecznie do postępu - oświadczył. (dodam od siebie że zapewne nie muszę tłumaczyć jak bardzo niedorzeczne jest to myślenie).
 
Co rano Mustafa ćwiczył na werandzie jogę w towarzystwie swej nieodłączonej przyjaciółki - gadającej kuropatwy. Oddano mu do użytku mały kawałek ziemi, którą zamienił w kurnik, kilku więźniów zajmowało się sprzątaniem jego cel i kurczakami. Mustafa doglądał ich pracy, a następnie relaksował się gotując sobie posiłki. Był zawsze znakomitym kucharzem, zdolnym do tworzenia wspaniałych potraw, w więzieniu jednak zadowalał się prostym pożywieniem złożonym z soczewicy i warzyw. Przepisy więzienne zabraniały mu prywatnych odwiedzin na osobności, ale gdy wchodziłam, odprawiał strażnika gestem ręki. Doznawałam w związku z tym mieszanych uczuć. Z jednej strony uważałam, że prawdziwy przywódca polityczny powinien cierpieć, aby się oczyścić, z drugiej strony jednak odsuwałam od siebie takie myśli, traktując je jako rezultat katechizacji, jaką przeszłam w szkole klasztornej. Musiałam sobie ciągle przypominać, że Mustafa był więźniem politycznym, a nie przestępcą. Władze niewątpliwie zdawały sobie sprawę, że dzisiejszy więzień polityczny jutro może zostać przywódcą. Czas Mustafy zdawał się nadchodzić i jego strażnicy chcieli zabezpieczać się na przyszłość. Mustafa nie tolerował wobec siebie zuchwalstwa, zachowywał się jak monarcha, którego tylko chwilowo odsunięto od władzy. Wszyscy pamiętali jego przeszłość i nikt nie ważył się lekceważyć jego przyszłości. Teraźniejszość nie miała znaczenia. 
 
Wśród jego współwięźniów znajdowało się czworo palestyńskich bojowników o wolność swojego narodu, którzy we wrześniu 1986 roku uprowadzili w Karaczi boeinga 747, należącego do linii Pan American. Mustafa nie pochwalał tej akcji, ale opętany był ideą o którą walczyli. Jaser Arafat zaliczał się do grona tych przywódców, którzy go inspirowali. Przywódca tej grupy więźniów, chłopak o imieniu Ali, napisał do Mustafy list, w którym zawiadomił go o ich rozpaczliwym położeniu. Już samo tylko przebywanie w więzieniu w obcym kraju stanowiło wielką tragedię. Poza tym Palestyńczycy nie mówili naszym językiem i musieli jeść potrawy, do których nie byli przyzwyczajeni, były one ubogie w składniki odżywcze, za to bogate w ostre przyprawy. Mustafę ogarnęło współczucie i zaczął posyłać im potrawy z własnej kuchni. Kiedy Mustafa powiedział mi o Palestyńczykach, napisałam do nich, że ja również wierzę w ich sprawę. "Mam nadzieję, że moje dzieci będą równie odważne jak wy i że z narażeniem życia staną do walki o swoją Ojczyznę" - zakończyłam swój list. 
 
Jatoi i wielu innych polityków nieustannie wywierali presję na Zię, żeby uwolnił Mustafę, ale ich wysiłki były bezowocne. Za radą Mustafy spotkałam się z przywódcami z drugiej strony sceny politycznej i poprosiłam ich o wspólne naciskanie na rząd w sprawie uwolnienia wszystkich więźniów politycznych. Mustafa był jedynym przywódcą, który przebywał w więzieniu, ale więzione były też setki szeregowych działaczy partyjnych i za nimi także należało się ująć. Organizowaliśmy w tej sprawie seminaria w Lahore oraz Islamabadzie. Miały one wysoką frekwencję i były szeroko opisywane w prasie, ale elita władzy była niewzruszona. Doszliśmy do wniosku, że musimy podjąć akcję bardziej spektakularną. Mustafa i ja podjęliśmy ważną decyzję. Z jednej strony uważałam, że trzeba walczyć aż do śmierci, tak jak to zrobił Bhutto, z drugiej jednak zdawałam sobie sprawę z bezsensowności kolejnego męczeństwa i przyznawałam słuszność strategii Machiavellego: "Żeby służyć ludziom, należy najpierw uzyskać wolność". Przemyśleliśmy sytuację i zgodziliśmy się, że będziemy musieli pójść na pewne ustępstwa i zrezygnować ze zbyt wygórowanych żądań i przemocy, decydując się na zawarcie cichego porozumienia z reżimem wojskowych.
 
Uzyskałam zgodę na spotkanie z generałem Akhtar Abdur Rehmanem, przewodniczącym połączonego sztabu dowódców. Uważano go za prawą rękę Zii, był dowódcą Wewnętrznej Służby Wywiadowczej podczas naszego nieudanego zamachu stanu oraz dowodził akcjami afgańskich mudżahedinów. Mustafa przygotował mnie do tego spotkania starannie, nikt nie mógł się dowiedzieć o naszych próbach negocjacji z juntą wojskową, wiadomość o tym przyczyniłaby się do odsunięcia się od Mustafy wielu jego zwolenników. Zastosowano ostre środki bezpieczeństwa. Kazano mi się stawić określonego dnia o określonej godzinie w hotelu Holiday Inn w Islamabadzie z twarzą przysłoniętą ciemnymi okularami. Miał się tam ze mną spotkać dowódca brygady Khursheed i zabrać mnie na spotkanie z generałem Rehmanem. W biurze generała rozmawialiśmy dziewięćdziesiąt minut. Było to bardzo trudne spotkanie. żywiłam głęboko zakorzenioną niechęć do generałów i wprowadzonego przez nich stanu wojennego. Nie podobał mi się pomysł negocjowania z Zią ani z żadnymi jego wysłannikami. Wzdragałam się na myśl, że będę musiała ich prosić o uwolnienie Mustafy i nie miałam im wiele do zaoferowania w zamian. Próbowałam ich przekonać, że Mustafa zdał sobie sprawę, iż obecność armii w polityce jest niezbędna, i że doszedł do wniosku, że ustrój, jaki panuje w Turcji, gdzie władza podzielona jest między polityków i wojskowych, można wprowadzić w naszym kraju. Generał Rehman przerwał mi i zauważył, że Bhutto również zawarł podobną umowę ze swoimi generałami, a następnie nie dotrzymał jej. Czy mogę zagwarantować, że Mustafa nie postąpi tak samo? - zapytał mnie.
 
- Mustafa nie jest panem Bhutto - odparłam i przypomniałam mu, że Mustafa otwarcie oponował przeciwko wielu pomysłom Bhutto oraz obiecałam, że dotrzyma wszystkich zobowiązań. 
 
Następnie rozpoczęłam swoją dobrze przygotowaną przemowę. Mustafa polecił mi napomknąć w niej o obawach armii związanych z zamierzeniami obecnych przywódców Partii Ludowej. Powiedziałam generałowi, że Partia Ludowa pod przywództwem Benazir Bhutto (pamiętam dobrze dzień, w którym została zastrzelona w 2007 r.) zwycięży w najbliższych wyborach wskrzeszając legendę Bhutto. Ludność, zwłaszcza w prowincjach Sindh i Pendżab, czeka tylko na możliwość przeciwstawienia się reżimowi Zii. W takim wypadku, perswadowałam, armia będzie potrzebowała bufora, człowieka akceptowanego przez członków Partii Ludowej, który byłby w stanie nakłonić ich do zachowania spokoju wobec władz wojskowych. Armia potrzebuje człowieka pochodzącego z Pendżabu, który rozumie realia polityki siły i którego poprze olbrzymia część Partii Ludowej. Istniała tylko jedna osoba, która może tego dokonać, oświadczyłam, i tą osobą jest Mustafa Khar. Fakt, że generał wezwał mnie na powtórne spotkanie, świadczył o tym, że dotknęłam właściwej struny. Nie wiedziałam jednak, jakie naprawdę wrażenie wywarłam na generale, który jako pracownik wywiadu, mający za sobą odpowiednie szkolenie, przez cały czas zachowywał nieprzeniknioną twarz. Nastąpiła seria spotkań. Po omówieniu ich z Mustafą powracałam do generała, by przedstawić mu jego uwagi i propozycje. Za każdym razem generał mówił więcej i wydawał mi się bardziej uważający i współczujący, przynajmniej jeśli chodziło o moją sytuację. Rosła we mnie nadzieja!
 
 
 BENAZIR BHUTTO
 

 
W maju 1988 roku wysadzony został w powietrze skład amunicji Ojhri w Islamabadzie, uważany za półoficjalne źródło zaopatrzenia afgańskich rebeliantów w broń. Pociski wybuchały na wszystkie strony raniąc i zabijając setki niewinnych ludzi, miasto sparaliżował strach i żal. W czasie gdy miał miejsce wybuch, Abdur Rehman, syn Mustafy, przygotowywał się właśnie do ślubu, który miał się odbyć następnego dnia. Mustafa otrzymał dwudziestoczterogodzinną przepustkę, by wziąć udział w uroczystościach ślubnych. Przywitałam go na lotnisku w Lahore razem z dziećmi i Nuscie, po czym wspólnie wyruszyliśmy w kawalkadzie innych samochodów na włączonych klaksonach w kierunku domu panny młodej. Panna młoda ubrana była w tradycyjną czerwoną suknię, dookoła połyskiwały bajkowe światełka i goście zaczęli się już zjeżdżać, gdy Mustafa nagle zaskoczył wszystkich oznajmiając, że z powodu tragedii w składzie Ojhri ślub musi zostać przełożony. Oświadczył, że niewłaściwe byłoby bawić się w czasie, gdy cały naród pogrążony był w żłobie. Rodzina panny młodej była zaszokowana, a przestraszona dziewczyna słuchała z powagą, jak Mustafa wyjaśniał jej, że stawała się częścią szczególnej rodziny.
 
- Jestem politykiem - mówił Mustafa. - Mam zobowiązania w stosunku do swojego narodu. Ludzie będą mieli do mnie pretensję, że ślub odbył się w tak nieodpowiednim momencie. 
 
Prasa chwaliła szlachetny gest Mustafy, krytykując w tym samym czasie dyktatora, który w obawie przed zbyt dokładnym śledztwem w sprawie tego, co można było uznać za akt sabotażu w składzie amunicji Ojhri, odwołał z funkcji osobiście przez siebie wyznaczonego premiera, Mohammada Khana Junejo, rozwiązał niższą izbę Parlamentu oraz powołał rząd tymczasowy. W czasie mojego piątego z kolei spotkania z generałem Rehmanem, w sierpniu przy herbacie, przedstawiłam jemu oraz jego żonie opinię Mustafy na temat powstałej sytuacji. Mustafa uważał, że problem nie został rozwiązany, i że Zia swoimi posunięciami stworzył jedynie dookoła siebie pustkę. Przewidywał, że rząd tymczasowy okaże się nieskuteczny i powstałą lukę wypełni Partia Ludowa. Mustafa sugerował, by wypuszczono go na wolność i pozwolono pokrzyżować plany Partii Ludowej, potrzebował czasu, by powstrzymać Benazir Bhutto na drodze do władzy. Generał obiecał przedyskutować sprawę z generałem Zią. Byłam dumna z siebie i z sukcesu prowadzonych przeze mnie tajnych negocjacji. Byłam pewna, że Zia i jego doradcy byli gotowi zaakceptować moje argumenty.
 
 


Tydzień później, siedemnastego sierpnia, wojskowy samolot transportowy C-130 w tajemniczych okolicznościach eksplodował nad Bahawalpur. Na jego pokładzie znajdował się generał Zia, który decydował o losie naszego kraju przez jedenaście lat. Moją pierwszą reakcją była ogromna radość. dyktator nie żyje! Wkrótce potem zdałam sobie jednak sprawę, że w samolocie byli także inni ludzie, których znałam. Jednym z nich był mój nowy przyjaciel generał Rehman, który, jak mi się wydawało, był bardzo bliski uzyskania zgody na zwolnienie Mustafy, a drugim - dowódca brygady Khursheed, który często zawoził mnie na spotkania z nim. Musiałam jednak zapomnieć o tej ludzkiej tragedii, ponieważ nagła śmierć Zii całkowicie zmieniła sytuację polityczną w Pakistanie. Na prezydenta zaprzysiężony został przewodniczący Senatu i bliski współpracownik Zii, Ghulam Isaak Khan.
 
- W tej chwili nie wolno nam uczynić nic, co mogłoby sprowokować armię - orzekł Mustafa. - Najlepiej poczekać i zobaczyć, co się zdarzy. 
 
Zdecydowaliśmy się zwrócić powszechną uwagę na nasze kłopotliwe położenie i zorganizowaliśmy w tym celu pokojowy protest. Dzielni działacze naszej partii rozpoczęli przed budynkiem Senatu w czasie trwania w nim obrad strajk głodowy; pierwszych z nich natychmiast aresztowano pod zarzutem próby samobójstwa. Próbowaliśmy odbyć marsz w kierunku Senatu protestując przeciwko stanowi wojennemu i domagając się uwolnienia więźniów politycznych, ale natychmiast interweniowała policja i protestujący zostali aresztowani. Mnie dwaj senatorzy zaprosili do budynku Senatu i przedstawili kilku swym kolegom. Wywołałam spore zamieszanie, gdy zaczęłam ich namawiać do podniesienia w czasie obrad problemu więźniów politycznych.
 
- Gdyby pańska żona była tutaj - powiedziałam do jednego z senatorów - a Mustafa Khar byłby na pańskim miejscu, z pewnością zająłby się tym problemem. 
 
Kontynuowaliśmy strajki głodowe. Spowodowaliśmy tym ogromne zainteresowanie środków masowego przekazu, ale rząd nie zmieniał swojego stanowiska, nie stracił kontenansu i pozostał jak zwykle niewzruszony. W poszukiwaniu bardziej znaczącego miejsca na przeprowadzenie strajku głodowego nasz wybór padł na meczet Faisal w Islamabadzie. Uważaliśmy, że rząd, który miał pełne usta zasad islamu, nie odważy się aresztować głodujących w świętych murach meczetu, a jeśliby to zrobił, prasa nie dałaby mu spokoju, więc tak czy inaczej zwycięstwo byłoby po naszej stronie.
 
        


 
CDN.
 

O RETY KABARETY! - Cz. XII

 ZABAWNE SKECZE

 
 KOLEJNA PORCJA ZABAWNYCH SKECZY 
Z POLSKICH KABARETÓW
 
 
 
KABARET MORALNEGO NIEPOKOJU
 
 
 "REZERWACJA TELEFONICZNA"
 
(JUŻ NIECO STARY, ALE WCIĄŻ ZABAWNY SKECZ TEGO KABARETU)
 
 
0:35 - "PROSZĘ PANA, JA CHCIAŁEM ZAREZERWOWAĆ BILET NA JUTRO DO MŁAWY, PIERWSZĄ KLASĘ DLA NIEPALĄCYCH PRZY OKNIE"
 
"PAN COŚ W OGÓLE DO MNIE MÓWIŁ? (...) A PO CO PAN MI TO WSZYSTKO MÓWI?"
 
"CHCIAŁEM TEN BILET ZAREZERWOWAĆ"
 
"BILET? TO NIECH PAN REZERWUJE"
 
"A TO JEST REZERWACJA BILETÓW?"
 
"TAK. ALE TELEFONICZNA"
 
4:25 - "IDŹ PAN DO DOMU, ZADZWOŃ Z DOMU JAK CZŁOWIEK, NIE RÓB PAN Z SIEBIE GŁUPKA" 😂

4:55 - "CZEMU PAN NIE ODBIERA?"

"Z PANEM ROZMAWIAM" 😄

7:10 - "A TO CO ZNOWU?"

"PRZERWA OBIADOWA

7:30 - "WIDZĘ ŻE KANAPKA NIE JEST DUŻA, JA MAM CZAS, JA POCZEKAM I JA TEN BILET OD PANA DO TEJ MŁAWY WYSZARPIĘ"

"PROSZĘ PANA, JA TO W OGÓLE PRYWATNIE ŻYCZĘ PANU POWODZENIA 😂 JA ZA PANA CAŁY CZAS TRZYMAM KCIUKI (...) IDŹ PAN DO DOMU, ZADZWOŃ Z DOMU

9:10 - "HALLO! PIZZERIA? (...) CHCIAŁEM ZAMÓWIĆ PIZZĘ (...) PROSZĘ TO PRZYWIEŹĆ NA DWORZEC GŁÓWNY (...) POCAŁUJ MNIE W DUPĘ TY RUDA MAŁPO!"

"COŚ SIĘ PANU DZISIAJ NIE WIEDZIE! CO, NIE DOWOŻĄ?"

"DOWOŻĄ, ALE ZAMÓWIENIE TRZEBA ZŁOŻYĆ OSOBIŚCIE W PIZZERII (...) CZŁOWIEKU, JA POTRZEBUJĘ JUTRO BYĆ W MŁAWIE..."

"ZADZWOŃ PAN Z DOMU, BO MI SIĘ SERCE KRAJE, GDZIE PAN MIESZKA?"

"W MŁAWIE!"




 
 
KABARET NEO-NÓWKA
 
 
"NIEMIECKIE SIATKARKI"
 
 
 1:05 - "MAM PIERWSZE TAKIE ZASTRZEŻENIA DO CIEBIE GRETA, BO WYDAJE MI SIĘ ŻE NIE MAM Z TOBĄ KONTAKTU NA BOISKU, I POZA BOISKIEM RÓWNIEŻ. CO SIĘ Z TOBĄ DZIEJE? STOISZ, NIE RUSZASZ SIĘ - JA NIE WIEM JAK NIE RUSZAJĄC SIĘ PRZEZ CAŁY MECZ, MOŻNA SIĘ TAK SPOCIĆ? (...) TO SAMO DO CIEBIE, HELGA (...) CHOCIAŻ POPATRZ SIĘ NA MNIE, JAK DO CIEBIE MÓWIĘ!

3:40 - "JESTEŚ OBECNA? MYŚLISZ COŚ? POKARZ JAK MYŚLISZ?

4:40 - "POPATRZCIE NA SIEBIE, JESTEŚCIE NORMALNE? WEDŁUG WAS TAK WYGLĄDA PRAWDZIWA, NORMALNA NIEMKA, TAK?"

5:35 - "CO TO BYŁO, FOKI WYSZŁY NA PLAŻĘ?

7:00 - "GRETA, MASZ OPÓŹNIENIE W KAŻDEJ AKCJI DWIE SEKUNDY, UDOWODNIĆ CI?"

7:50 - "TO WSPANIAŁA KLĘSKA, ZRESZTĄ ONA JEST WYPISANA NA WASZYCH KOSZULKACH 😉 (...) HELGA POD PRYSZNIC!"

"MOGĘ POD MĘSKI?"
 
"MOŻESZ, I TAK NIKT NIE ZWRÓCI UWAGI" 😅
 
 

 
 
 
KABARET SMILE
 
 
"UCZELNIA WYŻSZA"
 
 
0:05 - "DRUGI DZIEŃ EGZAMINÓW WSTĘPNYCH NA NASZĄ UCZELNIĘ I ŻADNEGO KANDYDATA"
 
1:05 - "NAPIJE SIĘ PAN CZEGOŚ? KAWY, HERBATY, MOŻE PIWA?" 😄
 
"TO SŁUCHAM PANÓW. CO MOŻECIE MI ZAPROPONOWAĆ?"
 
"PRZEDE WSZYSTKIM JESTEŚMY NAJSTARSZĄ UCZELNIĄ W KRAJU I POSIADAMY BOGATE DOŚWIADCZENIE W KSZTAŁCENIU MŁODYCH LUDZI. NASZE LABORATORIA..."
 
"PANIE DZIEKANIE, TO SĄ BANAŁY. PRZEJDŹMY DO KONKRETÓW. INNOWACYJNY INDEKS, W KTÓRYM NA SAMYM ŚRODKU ZNAJDUJE SIĘ - ROZKŁADÓWKA Z GOŁĄ BABKĄ. DODAM JESZCZE ŻE PANI BOŻENA WYKŁADA BIOLOGIĘ"

"TO AŻ MIŁO BĘDZIE ZALICZAĆ" 💗

2:25 - "MŁODY CZŁOWIEKU, TO SĄ STUDIA. CZEGOŚ DO CHOLERY MUSIMY OD WAS WYMAGAĆ"

"TY CHYBA ZAPOMINASZ KIM JA JESTEM?! OGARNIJ SIĘ ZBYSZKU, JAK TY SIĘ W OGÓLE UBRAŁEŚ NA EGZAMIN? ZOBACZ, PAN REPRODUKTOR MÓGŁ SIĘ UBRAĆ. ZAŁOŻYŁ SUKIENKĘ, FUTRO Z GEPARDA, NA GŁOWIE PUDEŁKO PO POPCORNIE. A TY CO?"

3:30 - "MAM NADZIEJĘ ŻE TEN BUC NIE BĘDZIE MNIE UCZYŁ?"

"ALEŻ OCZYWIŚCIE ŻE NIE BĘDZIE, TEN PAN JUŻ TU NIE PRACUJE"

"ALE JA PRACUJĘ NA UCZELNI OD DWUDZIESTU LAT?"

"CZEGO NIE ROZUMIESZ? NIE PODOBASZ SIĘ PANU, WYPAD Z UCZELNI!"

4:15 - "MŁODY CZŁOWIEKU, PRZEMYŚLAŁEM, PONIOSŁO MNIE - WYBACZY MI PAN?"

"ZBYSZEK NIE KOMPROMITUJ SIĘ 😂 MIEJ CHOĆ ODROBINĘ GODNOŚCI"

4:55 - "EGZAMINU NIE OMINIEMY"

"WIEM! TYLKO ŻEBY NIE BYŁ ZA TRUDNY"

"ZBYSZEK, PRZYGLĄDAM SIĘ TOBIE 😅. ŁATWE MU DAJ"
 
5:25 - "TAM JEST MAPA"
 
"GDZIE?"
 
"TA KOLOROWA KARTKA" 😀
 
 

 
 
 
KABARET NOWAKI
 
 
"REMONT"
 
 
"MICHAŁ MÓWIŁAM CI CHODŹ PRZY NODZE"
 
"LUCYNA, MY JUŻ CAŁY DZIEŃ CHODZIMY PO TYCH SKLEPACH ZE SPRZĘTEM REMONTOWYM (...) SKLEP 14 METRÓW A MY 63 KILOMETRY ZROBILIŚMY"
 
0:50 - "A SEKS WCZORAJ BYŁ? (...) MNIE TEŻ, NIE BYŁO LEKKO"
 
1:20 - "PO TWOJEJ KĄPIELI, NASZA ŁAZIENKA WYGLĄDA JAK FOKARIUM, TYLKO RYB TAM BRAKUJE (...) POWIEDZ MI, JAK TY TO ROBISZ, ŻE JAK SIĘ KĄPIESZ, TO PIANA Z SZAMPONU JEST NAWET W SEDESIE?
 
"A JAK JA PO TOBIE WCHODZĘ POD PRYSZNIC, TO NAJPIERW TĘ KĘPĘ WŁOSÓW MUSZĘ WYJĄĆ Z ODPŁYWU (...) A TAK NA LOGIKĘ, SKĄD TY TE WŁOSY GUBISZ? 😄 JUŻ DAWNO ŁYSA POWINNAŚ BYĆ!"

5:40 - "JAKI TY JESTEŚ NIEŻYCIOWY! SKORO JAK REMONTUJEMY ŁAZIENKĘ I WYMIENIAMY PANELE, TO JAK SOBIE ODMALUJEMY ŚCIANY, WYMIENIMY DRZWI I NADBUDUJEMY PIĘTRO, TO SIĘ CHYBA NIC NIE STANIE?"

"ALE JAK NADBUDUJEMY PIĘTRO, JAK MY W BLOKU NA PARTERZE MIESZKAMY?"

7:40 - "INTELIGENT SIĘ ZNALAZŁ, A JAK TRZEBA BYŁO ZROBIĆ PRANIE, TO NIE WIEDZIAŁ GDZIE SIĘ PROSZEK WSYPUJE, A SKARPETKI WCISKA DO DVD" 


 
 
 
 CDN.
 

środa, 23 września 2020

WIELKA HISTORIA SEKSU - Cz. VIII

OD CZASÓW STAROŻYTNYCH

PO NAM WSPÓŁCZESNE

 

 ANTYCZNA GRECJA, MACEDONIA 

i EPOKA HELLENISTYCZNA

(ok. 800 r. p.n.e. - ok. 146 r. p.n.e.)

Cz. I

 
 

 
 

 KULT WIELKICH BOGIŃ

Cz. I

 
 

SEKS NAPRAWDĘ BOSKI

CZYLI EROTYKA WTAJEMNICZONYCH

 
 
 
 
 
 "JEŻELI SĄ PIĘKNE, CZEMU SĄ TAJEMNE"

FILON z ALEKSANDRII
(O GRECKICH MISTERIACH)
 
 
 Kult wielkich bogiń to jedna z naczelnych części składowych greckiej religijności, która była niepodważalna nawet dla tak swobodnie podchodzących do wszelkich bóstw i wierzeń - greckich filozofów (notabene większość, lub nawet wszyscy filozofowie wierzyli w bogów, tylko inaczej określali akcenty zjawisk nadprzyrodzonych, z czego potem mogły wychodzić pewne nieporozumienia jak choćby w przypadku Sokratesa - którego postawiono przed sądem i oskarżono o bezbożność i "psucie" młodzieży, a następnie skazano na śmierć poprzez wypicie cykuty - w 399 r. p.n.e. Choć on sam nigdy nie podważał istnienia bogów i nigdy nie przeczył ich wpływowi na lud, zresztą w swej mowie obronnej, przytoczonej przez jego ucznia Platona, miał rzec następująco: "Wierzę w mojego ducha opiekuńczego, tym bardziej więc wierzyć muszę w Bogów, którzy są wielkimi duchami wszechświata", zaś po usłyszeniu wyroku skazującego go na karę śmierci, dodał: "Bardziej wierzę w Boga, aniżeli którykolwiek z oskarżycieli moich. Czas już, abyśmy się rozstali, dla mnie - czas umrzeć, dla was - żyć. Komu z nas lepszy los przypadł w udziale? Nikomu to nieznane, jedynie Bogu"). Jedną z takich bogiń, była boska Demeter i jej córka Kora - obie symbolizowały zarówno życie jak i śmierć, czyli konieczność ludzkich losów (niektórzy filozofowie uważali że cały ten świat nie został stworzony przez Boga prawdziwego, który trzyma się z dala i nie ingeruje w ludzkie losy. Natomiast wszechświat stworzony został przez bogów pośrednich, którzy wpływają na ludzkie życie. Człowiek jest w stanie połączyć się z Bogiem prawdziwym poprzez modlitwę, dobrą myśl lub medytację, natomiast cała ta konieczność, która zmusza nas do życia na tym świecie, jest również wypadkową naszych działań i zachowań, dlatego radzono aby traktować ten świat jakbyśmy byli tu tylko kimś obcym - przyjezdnym).
Już w VII wieku p.n.e. powstał sławny "Hymn do Demeter" (ostał się do naszych czasów), który opowiada o porwaniu córki bogini - Kory, bawiącej się w otoczeniu Oceanid na "Nysejskiej równinie" - przez boga podziemnego świat zmarłych Hadesa (w czasach Homera i prawdopodobnie również wcześniej, wierzono że kraina Hadesa mieści się daleko na Zachodzie i można do niej dopłynąć, jeśli tylko będzie się długo i intensywnie podążać w tym kierunku. Dopiero od około VII wieku p.n.e. zaczęto utożsamiać świat zmarłych jako świat podziemny, niedostępny żyjącym). 
  
Zapłakana Demeter szukała córki w towarzystwie bogini ciemności - Hekate, a gdy dowiedziała się od boga słońca - Heliosa, iż Kora porwana została przez Hadesa za przyzwoleniem Zeusa, straciła wszelką nadzieję i pogrążyła się w smutku, a wraz z nią w smutku pogrążyła się cała przyroda, która zaczęła więdnąć i obumierać. Gdy ludziom zagroził głód, zaniepokojony tym Zeus starał się darami i obietnicami obłaskawić Demeter i skłonić ją do powrotu na Olimp. Ostatecznie polecił Hermesowi wyprowadzić Korę z Krainy Cieni i przywieźć ją do matki. Hades jednak - nie chcąc stracić świeżo poślubionej małżonki - uciekł się do podstępu, dając Korze do zjedzenia pestki granatu, co spowodowało że musiała ona powracać do męża na 1/3 część roku, lecz pozostały czas mogła jednak spędzać z matką. Uradowana tą myślą Demeter, ponownie ożywiła przyrodę, udała się też do Eleusis (gdzie już wcześniej przybyła, przyjmując postać staruszki i opiekowała się Demofonem - synem króla Keleosa, starając się zapewnić mu nieśmiertelność poprzez karmienie ambrozją i nocne zanurzanie go w ogniu) gdzie nakazała wznieść sobie świątynię i pouczyła kapłanów jak mają odprawiać jej kulty. O tym właśnie mówi ów "Hymn do Demeter". Wspomniałem o tym, ponieważ to właśnie Misteria Eleuzyńskie będą pierwszym z kultów wtajemniczenia, dzięki którym adepci mogli sobie zapewnić Raj po śmierci (wbrew pozorom zbawienie w greckiej religii nie było bowiem oczywiste dla wszystkich, gdyż jedynie wyjątkowo cnotliwe i dobre dusze, mogły trafić po śmierci na Pola Elizejskie - miejsce wiecznej szczęśliwości i radości, gdzie świeciło piękne słońce, a całe miejsce skąpane było w przepięknych kwiatach, drzewach rodzących wspaniałe owoce i krystalicznie czystych rzekach. Niestety, większość ludzi nie wiodła życia cnotliwego, a raczej zwykłe, normalne istnienie, w którym było wiele niegodziwości ale również i przyjaźni a niekiedy nawet szczodrobliwości. Takie dusze trafiały więc do miejsca, zwanego Łąkami Asfodeli, a było to szare, piaszczyste i monotonne miejsce, gdzie dusze co prawda nie cierpiały, ale też nie zaznawały żadnych przyjemności i takim duszom niezbędna była modlitwa żywych [co ciekawe tę koncepcję z Hellenizmu przejęło potem Chrześcijaństwo]. Dusze "niereformowalne" - czyli przeklęte przez bogów - czekał los najgorszy, gdyż za swe zbrodnie i niegodziwości mieli cierpieć wieczne męki w Tartarze [w orfizmie potępione dusze cierpiały kary jedynie do czasu spłacenia wszystkich swych długów popełnionych za życia i nie były skazane na wieczyste męki]. Najlepiej oczywiście było znaleźć się w pobliżu Erebu - czyli miejsca pobytu Hadesa i Kory [zwanej też Persefoną], ale tam trafić mogli jedynie specjalni wybrańcy, którzy przeszli przez stopnie wtajemniczenia w misteriach, a ich miejscem pobytu były zarówno Pola Elizejskie jak i Wyspy Błogosławionych - które były znacznie radośniejszą krainą, lecz trafić na nią można było tylko wówczas, gdy trzykrotnie wiedli życie sprawiedliwych. A prawo prośby o kolejne wcielenie przysługiwało jedynie wtajemniczonym w misteria, stąd zapewne już wiadomo jak elitarne grono będziemy teraz omawiać).    

 
 

MISTERIA w ELEUSIS

Cz. I 

 
 
KURTYZANA FRYNE NA MISTERIACH W ELEUSIS
 

 
 Kult Demeter i Kory w Eleusis był tak naprawdę kultem obcym, niegreckiego pochodzenia. Do tego attyckiego miasta został on sprowadzony bowiem aż z Egiptu i był jedynie greckim odpowiednikiem egipskiego kultu bogini Izydy. Sam fakt że elitarne misteria były również domeną Egipcjan jest tutaj niepodważalny (np. rytuał Boskiego Kultu czy też rytuał Deifikacji - pisałem już o nich w innych tematach). Ta egipska bogini (podobnie jak Demeter) również straciła bliską osobę - swego męża Ozyrysa, którego zamordował jego zazdrosny brat - Set, a następnie pociął jego ciało na drobne kawałki i zamknął je w specjalnie przygotowanej skrzyni, którą wrzucił do Nilu. Zrozpaczona Izyda szukała swego męża przez długi czas, aż w końcu dotarła do Byblos, gdzie skrzynia z ciałem Ozyrysa wypłynęła na brzeg, a przy niej urosło potężne drzewo. Izyda zebrała wszystkie części ciała swego męża i wraz z Anubisem (synem Seta), złożyła je w całość. Nie mogła odnaleźć tylko penisa Ozyrysa, gdyż Set cisnął go bezpośrednio w toń Nilu, a potem zjadła go ryba (dlatego też Egipcjanie nie mogli spożywać pewnych gatunków ryb, gdyż przez konsumpcję penisa boga, były one teraz... święte 😄), przez co ożywiony Ozyrys pozostał eunuchem i stał się władcą podziemnego świata zmarłych, a Izyda z synem Horusem osiadła w Achbit w VI nomie egipskiej Delty (symbolem tego nomu była krowa) - gdzie mieściła się potem jej najważniejsza świątynia. Natomiast główne miejsce kultu Ozyrysa mieściło się w Busiris w IX nomie Delty (symbolem nomu był mężczyzna z laską i biczem). To właśnie tam w czwartym miesiącu pory wylewów Nilu (październik), odbywało się trwające przez 18 dni święto, połączone z misteriami ku czci tego boga. Izyda była nie tylko "opiekuńczą przewodniczką, panią dróg morskich i rzecznych, tą, która nauczyła pisma, myślenia i rozsądku, tą, która sprawia, że Nil zalewa całą krainę, przywódczynią muz, wielooką piękną boginią", ale również patronką rzemiosł wszelakich, opiekunką matek i patronką rodzicielstwa, a także "pięknością niewieścią" i sprawczynią rozkoszy. Dlatego też oprócz naturalnej pozy w jakiej często była przedstawiana (jako karmiąca małego Horusa bogini-matka. Potem ten właśnie motyw został przyjęty w Chrześcijaństwie i tak prezentowano Marię Dziewicę, jako matkę trzymającą na rękach małego Jezusa), pokazywano ją także w dość odważnych odsłonach, np. jako damy podnoszącej suknię do góry i ukazującej nagie łono, czy też jako kobietę z obnażonymi piersiami. Dużą część tych atrybutów Izydy, przejęła potem grecka Demeter z Eleusis. 
 
Według greckich mitów, bogini Demeter była bardzo podobna do Izydy z Achbit również pod względem charakteru. Izyda potrafiła być mściwa i okrutna, Demeter zaś po utracie córki, gdy została piastunką małego Demofona na dworze króla Keleosa w Eleusis, miast własnym mlekiem, karmiła go ambrozją aby uczynić z niego boga (a tylko boginie mogły przemienić zwykłego śmiertelnika w nieśmiertelne bóstwo), a nocą przypiekała go w ogniu (aby go zahartować). Jednak podpatrzona pewnej nocy przez żonę króla Keleosa i matkę Demofona - Metanirę, która zapłakała na widok swego syna w płomieniach, przez co czar ambrozji prysł i dziecko naprawdę spłonęło w ogniu - wówczas bogini ukazała się w swej prawdziwej postaci i wyśmiewając ludzką głupotę, przykazała jednocześnie aby wystawić jej w tym mieście świątynię i wyznaczyła na swych kapłanów czterech mężczyzn: Triptolemosa, Eumolposa, Dioklesa i Keleosa. Ostatecznie jednak kapłanami zostali jedynie przedstawiciele rodu Eumolpidów (którzy twierdzili że wywodzą się od owego mitycznego Eumolposa). Nim jednak przejdę do samych kultów misteryjnych i do związanej z nią erotycznej ekstazy, warto słów kilka powiedzieć o świętym mieście Eleusis i tym jak ono wyglądało w V i IV wieku p.n.e. Otóż droga z Aten do Eleusis zwana była "Świętą" i wiodła z Dipylonu (to bodajże największa brama miejska Aten, a sama jej nazwa wskazuje iż była podwójna) przez wąwóz Dafne, górę Egialeos (obok której po lewej stronie stała świątynia Apollina, zaś nieco dalej po prawej - świątynia Afrodyty), następnie droga wiodła przez miasto Trię - leżące na Równinie Triazyjskiej, na której końcu - za rzeką Kefizos - w uroczej zatoce, skąd widać było wyspę Salaminę, leżało Eleusis. Miasto było podzielone na dwa okręgi, pierwszy zajęty przez mieszkańców (na jego temat nie przetrwało zbyt wiele informacji, jako że Grecy nie przywiązywali zbyt dużej wagi do domostw i budynków budowanych dla obywateli i władz, skupiając się głównie na świątyniach bogów. Stąd do naszych czasów przetrwały ruiny okręgu kultowego na ateńskim Akropolu, natomiast nie przetrwał żaden ślad greckiego domu mieszkalnego, czy też budynku zajmowanego przez ówczesne władze polityczne. Warto jedynie dodać, że w Eleusis schronili się w 403 r. p.n.e. wypędzeni z Aten przez Trazybulosa - który po klęsce w Wojnie Peloponeskiej ze Spartą, reaktywował demokrację - ateńscy oligarchowie, potem wymordowani po zajęciu Eleusis w 401 r. p.n.e.). 
 
Drugim zaś było otoczone wewnętrznym murem owe centrum kultowe bogini Demeter, do którego wejście wiodło przez propylon (przedsionek), przy którym stała świątynia Artemidy. Wszedłszy do środka, napotykamy drugi, mniejszy propylon wiodący do perybolu wewnętrznego okolonego murem. Stamtąd wiodła już bezpośrednia droga do Wielkiej Świątyni Demeter, przed którą stały dwie kolumny z bogato zdobionymi postaciami gryfów na swych wierzchołkach. Dochodząc do schodów (które podchodziły na skalisty taras po stronie zachodniej) wchodzimy do Świątyni przez drzwi i napotykamy tam wąską i ciasną przestrzeń, a idąc dalej, widzimy po prawej i lewej stronie dwie mniejsze komnaty (w kształcie nisz) gdzie ustawiono posągi bóstw (nie wiadomo jednak jakich, gdyż nie przetrwały one do naszych czasów), kierując się cały czas prosto, wchodzimy do wielkiej sali misteryjnej wzniesionej przez niejakiego Iktynusa w czasach Peryklesa (po zburzeniu starej świątyni przez Persów w 480 r. p.n.e. czyli kwadratowej sali z sufitem wspartym na pięciu kolumnadach, odbudowano ją w starym stylu po klęsce i wycofaniu się Persów w 479 r. p.n.e., jednak nie spodobała się ona Peryklesowi, który zamówił plany nowej świątyni autorstwa właśnie Iktynusa). Zburzono wówczas stary mur, okalający Świątynię od strony wschodniej, oraz stary budynek filarowy też od strony wschodniej (tylna część Świątyni). Około 311 r. p.n.e. niejaki Filon wzniósł przy Świątyni portyk zewnętrzny o długości 55,91 m. i szerokości 11,50 m. który wspierał się na czternastu kolumnach doryckich, a stąd prowadziło dwoje drzwi do gmachu telesterionu (czyli głównego miejsca poświęcenia), spoczywającego na sześciu kolumnach, do którego były dwa wejścia: od północnego-wschodu i południowego-zachodu. Telesterion istniał już zarówno przed inwazją Persów, jak i w czasach Peryklesa, tylko wtedy była tam jedna para drzwi i nie było portyku okalający drogę procesyjną. W telesterionie było osiem rzędów stopni, przeznaczonych do stania dla wtajemniczonych w misteria i tutaj odbywały się główne obrzędy kultowe ku czci bogini Demeter i jej córki Kory-Persefony.
 
 

 
Uroczystości kultowe były niezwykle bogate i przyciągające wzrok (oficjalnie czyniono tak, aby przekonać nowo wstępującego do lepszego życia i poznania prawd boskich). Mit o Persefonie wstępującej do Hadesu (do piekła) i jej stamtąd wyprowadzenie na polecenie Zeusa - był symbolicznym przykładem upadku ludzkiej duszy (poprzez grzech) oraz jej ponownego odrodzenia, jako istoty wtajemniczonej w starożytne, boskie rytuały, a przez to zapewniającej sobie po śmierci miejsce w Elizjum (czyli na Polach Elizejskich). Taki człowiek zyskiwał pewność, że - jeśli tylko nie popełni wyjątkowo odrażającej zbrodni, która w oczach bogów uznana będzie za niewybaczalną - wówczas nie musi już obawiać się śmierci, gdyż ma pewność że trafi do pięknego świata i będzie tam obcował w otoczeniu samego Hadesa i Persefony (do tych misteriów mogli oczywiście przystępować zarówno mężczyźni jak i kobiety). Pindar pisał w "Trenach": "Szczęśliwy, kto widział przed zejściem w podziemia - zna on koniec życia! Zna też jego początek dany przez Zeusa", a Sofokles dodawał: "Po trzykroć szczęśliwi ci śmiertelni, którzy udadzą się do Hadesu po kontemplacji tych misteriów. Tylko ci będą żywi. Dla innych wszystko jest cierpieniem". Grecy uważali misteria eleuzyńskie za kult tak prastary, że nie pamiętano kiedy dokładnie został zapoczątkowany (stąd właśnie wziął się mit o bogini Demeter i porwaniu Persefony, czyli czasach gdy "bogowie żyli wśród ludzi"). Biorąc jednak po uwagę wykopaliska archeologiczne prowadzone w Eleusis, można przyjąć że misteria te miały swój początek już w XV wieku p.n.e., gdyż właśnie z tego okresu pochodzi pierwsza komora świątynna z filarami podtrzymującymi dach (na kształt egipski, stąd bezpośrednie korelacje z misteriami egipskimi). Jak już wspomniałem, filozofowie - którzy często kpili sobie z bajek o bogach z Olimpu, nie odważyli się w jakikolwiek sposób krytykować lub umniejszać znaczenia kultów misteryjnych (nie tylko tych z Eleusis). Zresztą większość z nich, to byli ludzie głęboko wierzący w bogów, jedynie inaczej ich sobie tłumaczyli - częściej jako potężne istoty opiekuńcze, niż żywych bogów zasiedlających Olimp i będących odwzorowaniem ludzkich namiętności, żądz i obaw. Zresztą w starożytności krytyka bogów, wychodząca z ust niektórych filozofów, nigdy nie spotkała się z reakcją kapłanów tej czy innej świątyni, a jeśli już wytaczany był im proces o "bezbożność" to oskarżycielami nie byli kapłani, lecz... politycy lub ludzie prywatni, oburzeni takim właśnie stanowiskiem, który w ich przekonaniu równy był podważeniu całej dotychczasowej religii i tradycji. Świątynie trzymały się od oskarżeń z daleka, a nawet często świadczyły na korzyść oskarżonych - jak na przykład Świątynia Apollina w Delfach, do której zwrócono się z pytaniem czy Sokrates znieważył bogów swymi czynami i słowami, odpowiedź przyszła następującej streści: "Nie ma człowieka wolniejszego, sprawiedliwszego i rozważniejszego". 
 
Kara śmierci jednak została podtrzymana, jako że sędziowie z Areopagu uznali za niedopuszczalne podważanie działalności sofistów, którzy zarabiali pieniądze na wmawianiu Ateńczykom iż znają odpowiedzi na wszelkie boskie tajemnice i twierdzili że tak naprawdę nie istnieje ani prawda ani fałsz - a prawdą jest tylko to, co da się przekonująco wyjaśnić swobodną mową i można udowodnić zarówno nieprawdę w prawdzie, jak i prawdę w nieprawdzie. Sokrates podejmował z nimi dysputy i tak dopytywał, tak drążył temat, iż w końcu wychodziło że nie tylko nie mają oni żadnej "boskiej wiedzy", ale nawet sami nie wiedzą dokładnie o czym mówią, po czym na końcu - gdy wyszło już że zdecydowanie zaczęli podważać to, co wcześniej twierdzili na początku - dziękował im za rozmowę i za to że raz jeszcze utwierdzili go w przekonaniu że nic nie wie. Zresztą Sokrates wielokrotnie powtarzał słowa: "Wiem że nic nie wiem" które miały być symbolem ludzkiego istnienia oraz niemożności pojęcia całej bożej wiedzy i mądrości. To jednak bardzo oburzało owych "mędrców" którzy gotowi byli wiele uczynić, aby uwolnić się od Sokratesa, czyli tego, który psuł im interesy (ludzie bowiem zawsze szukają jasnych i prostych odpowiedzi na zadane pytania i garną się do tych, którzy deklarują że takie właśnie odpowiedzi znają. Z drugiej strony ludzie są też w stanie bardzo wiele wybaczyć - nawet starożytni mogli wybaczyć ateizm, pod warunkiem wszakże aby nie był on zbyt nachalny - nigdy jednak nie wybaczą upokorzenia i wykazania fałszu własnych przekonań, nawet jeśli sami już w nie nie wierzą). Platon pozostawił potomnym słowa swego mistrza, zapisane w "Apologii Sokratesa", w której ów filozof miał rzec po skazaniu go na śmierć przez radę Areopagu: "Te właśnie poszukiwania moje bezowocne ludzi mądrych pomiędzy Ateńczykami wywołały przeciwko mnie tyle nieprzyjaźni niebezpiecznych, stąd wszystkie oszczerstwa, szerzone na mój rachunek, bowiem wszyscy ci, którzy słuchają mnie, sądzą, że wiem sam to wszystko, na mocy czego zdzieram maskę z ciemnoty innych (...) Intryganci czynni i liczni, mówiąc o mnie podług planu z góry ukartowanego, z darem wymowy zdolnym porwać słuchaczy, od dawna już dziurawią wam uszy najpodstępniejszymi, najbardziej wiarołomnymi pogłoskami i przeprowadzają bez wytchnienia swój system szkalowania". Sokrates, który zawsze z szacunkiem mówił o misteriach eleuzyńskich, sam nigdy nie był jednym z wtajemniczonych, gdyż odmówił uczestnictwa w owych misteriach.
 
 
Jak zatem wyglądały misteria eleuzyńskie i czy cechowała je erotyczna rozwiązłość?
O tym wszystkim (i o wielu innych rzeczach) opowiem w kolejnej części






 CDN.