Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 23 lipca 2019

KREW NA RĘKACH!

DO CZEGO DĄŻĄ LUDZIE 

CHORZY Z NIENAWIŚCI?






 Znów muszę zacząć temat, o którym tak naprawdę nigdy nie chciałbym napisać. Jak się już zapewne domyślacie, dziś będzie o sobotnim marszu lgbt w Białymstoku, gdzie kibice kilkunastu drużyn i zwykli mieszkańcy próbowali zablokować marsz tych środowisk. Z tego co można wywnioskować (z filmików pojawiających się w sieci i z opinii naocznych świadków), to poza paroma petardami i kilkoma siniakami powstałymi od wzajemnego szarpania się, nikt nie został pobity, nie polała się krew i oczywiście nie było żadnych ofiar śmiertelnych. Piszę o tym dlatego, że to jest właśnie celem tychże środowisk - doprowadzenie do bójki, rozróby i w efekcie do jakiejś tragedii. To jest oczywista oczywistość i nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy tego nie dostrzegają (a może nie chcą dostrzec?). Wszystkie te organizacje, całe to tak zwane "środowisko lgbt" wręcz marzy o rozlewie krwi i trupach na ulicach, albo przynajmniej o jakimś brutalnym pobiciu. Nic innego ich nie interesuje, dlatego też organizowali i będą dalej organizowali te swoje spędy na ulicach polskich miast. To jest stara marksistowska metoda - "tak długo was będziemy "kochać" aż i wy wreszcie nas "pokochacie" - czyli tak długo będziemy was prowokować, aż wreszcie poleje się krew. Cel jest jasny, wytyczony i oczywisty - doprowadzić do prowokacji. Temu służą te wszystkie hasła trzymane na transparentach, obrażające wiarę, rodzinę i naród (jak choćby "Wasze dzieci będą takie jak my", czy "Rozwalimy wasze społeczeństwo"). Oni liczą na to że jeśli będzie wiele takich "parad równości" (a realnie spędów nienawiści), to wreszcie komuś puszczą nerwy, emocje dojdą do zenitu i będzie wymarzona "krew na ulicach" (Biedroń i Lempart już zapytują: "Można powiedzieć że Kościół ma krew na rękach?"). I rzeczywiście mają rację, wreszcie normalni ludzie mogą nie wytrzymać tej zalewającej ich fali nienawiści do wartości i wiary, wyśmiewania się z Najświętszego Sakramentu (i pokazywania go w formie kobiecych narządów rodnych) oraz malowania "tęczowej" Matki Boskiej. Każdy ma bowiem jakiś prób tolerancji, którego przekroczenie spowoduje konieczność odpowiedzi. I na to właśnie liczą aktywiści lgtb, finansowani przez zagraniczne korporacje i banki.

Pisząc to, jednocześnie chciałbym zaapelować do osób o orientacji homoseksualnej. Bowiem (to też jest oczywista oczywistość) to są normalni ludzie, żyją sobie spokojnie nikomu nie czyniąc krzywdy. Owszem mają swoją przypadłość (która jest zjawiskiem chorobowym - bo JEST! Czy nam się to podoba czy nie - każda anomalia, która nie dąży do rozwoju organizmu, w tym przypadku rozwoju rozumianego jako przedłużanie gatunku - co jest naturalną cechą każdego żywego organizmu, musi zawierać w sobie jakieś niedoskonałości, które oddziałują na psychofizyczne możliwości danej osoby. W tym przypadku dwóch mężczyzn czy dwie kobiety nie są w stanie w sposób naturalny spłodzić potomstwa - dlatego też takie zjawisko jest zjawiskiem chorobowym), ale nikogo nie obchodzi co kto robi w domu za zamkniętymi drzwiami. Mnie zupełnie nie interesuje czy ktoś jest heteroseksualistą czy homoseksualistą, czy jest mężczyzną czy kobietą - zawsze patrzę na kompetencje danej osoby i nie interesuje mnie zupełnie, co ta osoba robi w czasie prywatnym. Natomiast środowiska lgbt (tzw.: "lgbtowcy" - jak ich będę nazywał) działają zupełnie odwrotnie. Dla nich kluczową sprawą jest właśnie ich seksualność, którą podnoszą wręcz do rangi ateistycznej religii. Weźmy choćby takiego aktywistę - Roberta Biedronia, czym on się zasłużył w polityce? czy ktoś zna jakieś jego osiągnięcia? Nie! On wjechał do polityki tylko i wyłącznie na swojej orientacji seksualnej i tyle (a w zasadzie nie tyle - uważam bowiem że od dawna tym człowiekiem powinien zająć się kontrwywiad i to nie tylko ze względu na to co on mówi, ale przede wszystkim przez kogo jest on finansowany). I inni aktywiści lgbt tak samo, nie mają niczego co mogliby zaoferować społeczeństwu, prócz wszelakiej patologii (jak masturbacja dzieci od najmłodszych lat, najlepiej już w szkołach, adopcja dzieci przez pary homoseksualne - gdzie wiadomo już że to właśnie w takich związkach powstaje największa liczba przestępstw pedofilii, i oczywiście na każdym kroku podkreślanie tego że jest się homo).

Dlatego uważam że są dwie grupy homoseksualistów. Pierwsza to geje (i lesbijki), którzy są normalnymi ludźmi i żyją wokół nas, nie afiszując się ze swoją seksualnością (czy widzieliście aby jakiś heteroseksualista organizował marsze "dumy heteroseksualnej", albo paradował po ulicach na wpółnagi z gołymi pośladkami i mówił że to jest "ekspresja jego seksualności"?) i są cioty, czyli ci wszyscy homo-aktywiści, którym marzy się "Nowy Tęczowy Świat" - oczywiście (jak zawsze) powstały na gruzach starego świata. Większość z nich to są cyniczni gracze polityczni, którzy z premedytacją posługują się kwestią tolerancji dla homoseksualizmu niczym pałką (podobnie jak bolszewicy posługiwali się kwestią wyzwolenia robotników i chłopów). Homoseksualiści są dla nich tylko i wyłącznie mięsem armatnim, które się rzuca na barykady postępu w imię tolerancji i marzy się by polała się krew - i stworzyć własnych męczenników. Oto właśnie chodzi - TYLKO O TO CHODZI! Żadna tam tolerancja, żadna równość, żadna wolność, demokracja. Wszystko to oczywiście są piękne hasła (komuniści i naziści też chcieli dobrze - kto dziś powie że Lenin, Stalin czy Hitler chcieli źle? Oni chcieli bardzo dobrze. Jak się przegląda te wszystkie plakaty z tamtego okresu, te agitki polityczne, to dochodzi się do wniosku że najwspanialszego raju dla ludzkości chcieli właśnie bolszewicy i naziści. A konstytucja leninowska z 1924 r. Nie było w całym świecie bardziej demokratycznej konstytucji jak ta w Związku Sowieckim. Tylko co z tego, skoro konstytucja była tylko propagandową wydmuszką, a w kraju i tak panował terror), bowiem nikt nigdy nie pójdzie za tymi, którzy głoszą otwarcie - "chcemy was zabić, a wasze ścierwo rozrzucić na wszystkie strony świata". Ludzie pójdą tylko za tymi, którzy obiecają im nowy wspaniały świat dobrobytu, równości i tolerancji (nie zadając sobie jednocześnie pytania jak to będzie możliwe aby taki właśnie świat zbudować? Jeśli ma być powszechna równość i tolerancja to znaczy że nie będzie... inaczej myślących. A gdzie oni będą, skoro ich nie będzie? Otóż kilka metrów pod ziemią - w zbiorowych mogiłach). Piekło wzniesione z ludzkich marzeń o Raju.

Wiem że wielu homoseksualistów mówi otwarcie - "nie popieramy ich (czyli lgbt), gdyż to przez nich ludzie źle o nas myślą". Oczywiście, tak właśnie jest i tak ma być - mięso armatnie ma być tylko mięsem armatnim i nie wolno mu się sprzeciwić bo inaczej zostanie ukarany (nawet nie wyobrażacie sobie jak krwawo "władza ludowa", która rządziła w Związku Sowieckim, tłumiła protesty i bunty robotników i chłopów, którzy wręcz w tym "komunistycznym raju" - zbudowanym dla chłopów i robotników - umierali z głodu niczym zwierzęta). Macie wykonać swoją robotę, czyli doprowadzić do rozluźnienia więzów rodzinnych,społecznych i narodowych (oczywiście nie tylko homoseksualiści są tutaj mięsem armatnim, również kobiety - którym się wmawia że feminizm je wyzwoli, a teraz dołączyli jeszcze islamiści. Zauważcie że te wszystkie grupy - przynajmniej oficjalnie - nie atakują siebie bezpośrednio, mimo iż się diametralnie od różnią, ale cel ich jest inny i skupia się przede wszystkim na walce z Religią, Państwem, Patriotyzmem, Rodziną i oczywiście Białym, Heteroseksualnym Mężczyzną - który jak wiadomo winien jest wszelkiego możliwego zła ("począwszy od wojen religijnych a skończywszy na raku macicy" - jak głosiła jedna z kobiet w filmie Juliusza Machulskiego - "Seksmisja"). A biały, heteroseksualny mężczyzna stanowi najpoważniejszą siłę, mogącą pokrzyżować plany "zrobienia nam raju" w ramach światowego systemu korporacyjnego. Pamiętajmy też że nigdy nie atakuje się i nie próbuje zniszczyć kogoś lub czegoś, co nie stanowi zagrożenia - gdyż nie ma sensu tracić na taką walkę własnej energii. A na wojnie zawsze są ofiary i właśnie o takie ofiary bardzo zabiegają środowiska lgtb, gdyż prowadząc wojnę (a wojna ta już trwa, od lat trwa zmasowana wojna ideologiczna i atak na tradycyjne wartości) widzą że nie ma ofiar tej wojny, a skoro nie ma ofiar, to nie ma też mobilizacji. Potrzebna jest więc krew na ulicach, która zewrze ideologiczne szeregi i powoli dalej prowadzić walkę. Skoro ci Polacy są tacy oporni i nie chcą dać w zęby lub skopać jakiegoś homoseksualistę, to tylko znaczy że za mało jeszcze zostali sprowokowani i należy wciąż organizować kolejne marsze lgtb (zauważcie jedną rzecz - u nas jeszcze mówi się o "marszach równości", ale już w Europie Zachodniej i USA to są: "parady dumy gejowskiej" - taka mała różnica, pokazująca ewolucję tych środowisk) i cały czas prowokować, im mocniej, tym lepiej. Cała ich filozofia - dzielenie narodu i społeczeństwa, prowokowanie przemocy i mowa nienawiści. 




Dlatego jedynym wyjściem dla homoseksualistów jest całkowicie odciąć się od aktywistów i całego ruchu lgtb, który pragnie z nich zrobić ofiary, by na tym paliwie móc dalej jechać. Odciąć się, nie popierać tego ruchu, całkowicie je zmarginalizować. Głosować na ludzi i ich poglądy, a nie na to co mają między nogami czy też z której strony "robią sobie dobrze". Nie zajmujmy się dupami, tylko zajmijmy się wreszcie człowiekiem i jego potrzebami (głównie ekonomicznymi). W Polsce jest to o tyle łatwiejsze gdyż my nie mamy doświadczeń krajów Zachodniej Europy, gdzie homoseksualizm był przez dekady penalizowany i ludzie rzeczywiście siedzieli za to w więzieniach. W Polsce homoseksualizm nigdy nie był karany i nikt nie zaglądał do łóżka homoseksualistom. U nas homoseksualizm był traktowany z przymrużeniem oka, jako nieszkodliwa seksualna zabawa, może trochę odbiegająca od normy, ale w żadnym razie nie podlegająca karze więzienia. U nas więc jest znacznie łatwiej i dlatego wciąż nie polała się krew (choć aktywiści lgbt robią co mogą aby do tego wreszcie doszło_. Dlatego też nawet z małej chmury odpowiedni cyngle medialni potrafią zrobić wielki deszcz z piorunami. W Białymstoku nie doszło nawet do pobicia, a sprawa już jest maglowana w mediach (głównie należących do kapitału zagranicznego) przez cały czas, na okrągło i będzie dalej - gdyż, jak mówiłem stanowi jedyne paliwo na którym mogą te środowiska jeszcze pojechać. To samo opozycja. Totalna degrengolada i pustka programowa. Przez cztery lata nie potrafili sklecić sensownego programu wyborczego, co już dobitnie pokazuje że nie są to ludzie powołani do rządzenia krajem, a mogą oni jedynie administrować danym terenem w imieniu jakiegoś innego suwerena - który to sam będzie decydował. To jest dla mnie przerażające, biorąc pod uwagę chociażby takie osoby jak Biedroń & co. To tyle w temacie lgbt - geje i lesbijki powinni zdecydowanie odciąć się od tego ruchu, które niczym pozbawiony żywiciela symbiont, wkrótce będzie musiał samoistnie obumrzeć.
        


PS: Jeszcze jedna kwestia która dotyczy tym razem feministek. Otóż na jednym z portali przeczytałem krytykę pewnej pani feministki, o książkach Iana Flemminga z "Jamesem Bondem", że są pełne rasizmu, homofobii i oczywiście seksizmu. Ja tam seksizmu nie dostrzegam, a widzę jedynie naturalne męskie cechy, które tak kochają kobiety (wykluczam z tego grona oczywiście pewne feministki - nie wszystkie - bowiem większość tych młodziutkich dziewczynek, które mówią że są feministkami i opowiadają jakieś bzdury o równości i tolerancji - to samo co aktywiści lgbt - w ogóle nie ma najmniejszego pojęcia o tym czym jest feminizm i do czego dąży). James Bond 007 - jest typowym mężczyzną, nie takim, jak dzisiejsi zmanierowani, potulni, lalusiowaci i zakompleksieni panowie (którzy nie uprawiają seksu, gdyż uważają że kobiety stały się zbyt wyzwolone - zresztą o których upokarzająco mówi się "incele" - a celują w tym właśnie feministki). Ja nie potrafię zrozumieć takich mężczyzn, gdyż czasy nie mają znaczenia drodzy panowie, liczy się tylko to, czego my sami chcemy (hola, hola - chcę też być w pełni zrozumiany, nie mam tutaj na myśli wszelakich przestępstw, patologii czy odchyleń psychicznych). To jak my sami się traktujemy, czy czujemy się atrakcyjni - wpływa na nasze otoczenie i całkowicie je zmienia według naszych potrzeb (wiem z doświadczenia co mówię). Dlatego twierdzenie że "nie uprawiam seksu z kobietami, bo kobiety w dzisiejszych czasach stały się zbyt wyzwolone i pewne siebie" - jest po prostu śmieszne. Uważam że powinniśmy żyć po swojemu własnym życiem, ale jednocześnie piętnować wszelkie nadużycia i próby patologizowania naszej rzeczywistości. Ja na przykład w ogóle nie przyjmuję do wiadomości tej dzisiejszej nowomowy typu "seksizm", czyli słów pozbawionych jakiejkolwiek treści (jak zapewne czytelnicy bloga zdążyli się przekonać, nie używam powojennego i narzuconego nam określenia "Armia Radziecka" czy "Związek Radziecki") - żyję po swojemu, oddając Bogu co boskie a człowiekowi co ludzkie. I tak jest najlepiej. 

W młodości też odczuwałem pewien wstyd w stosunku do płci pięknej i bałem się odrzucenia. Ale potem zdałem sobie sprawę że życie jest takie jakie jest i to od nas zależy czy będzie dobre czy nie. Jest mi dobrze z moją partnerką (czy raczej - jest NAM ze sobą dobrze i choć nie jesteśmy jeszcze małżeństwem i nie mamy JESZCZE dzieci - z powodów o których nie chcę pisać - to jestem pewien - że zmieni się to w najbliższej przyszłości) i twierdzę że o ile mężczyzna jest prosty w obsłudze w związku, o tyle kobieta (KAŻDA KOBIETA - bez wyjątku, nawet ta, która twierdzi przeciwnie), ma w sobie potrzebę uległości i oddania się silnemu mężczyźnie. Jak ten mężczyzna będzie wyglądał i co będzie sobą reprezentował to już zupełnie inny temat. Ale dziś mamy wysyp sfeminizowanych kobiet i wykastrowanych (głównie mentalnie choć nie tylko?) facetów, którzy niszczą to, co było piękne w naszej młodości i na czym się wychowaliśmy. Ponoć bowiem w 25 filmie o przygodach agenta Jej Królewskiej Mości, tytuł 007 ma przejąć kobieta (oczywiście czarnoskóra - bo wiadomo poprawność polityczna). Super - idźcie dalej tą drogą! Ja już najnowszych odcinków serii "Gwiezdne Wojny" nie oglądam od czasu gdy zniszczyliście tę sagę. To samo z "Łowcami Duchów" - to co zrobili z tą serią feminiści i feministki zakrawa o pomstę do nieba. Teraz dochodzi seria o agencie 007. Super - idźcie dalej tą drogą, mentalni kastraci i nienawidzące mężczyzn paniusie z monstrualnymi kompleksami, niszczcie to, co było dobre, piękne i miało treść, rodziło przesłanie i niosło wartości. Ale pamiętajcie - odbije się to wam czkawką tak dużą, jak teraz odbija się Netfliksowi, którego (za jego proaborcyjne i pro-feministyczne przesłanie), bojkotuje już w samych Stanach Zjednoczonych ponad kilkaset tysięcy ludzi. Jak wasze filmy zaczną przynosić straty, to może wreszcie pójdziecie po rozum do głowy i przestaniecie się wygłupiać robiąc "dobrze" aktywistom i aktywistkom ideologii feminizmu. I życzę wam totalnej klapy i finansowej plajty za wasze ideologiczne nastawienie i zamordystyczne cele. Dziękuję! 






 

niedziela, 21 lipca 2019

PORADY DLA MĘŻCZYZN I KOBIET - Cz. II

OD ANTYKU PO WSPÓŁCZESNOŚĆ





GRECJA KLASYCZNA

ATENY

(V - IV wiek p.n.e.)

Cz. II





WYCHOWANIE MŁODYCH MĘŻCZYZN


"DOBRZY MĘŻCZYŹNI PRAGNĄ ZŁOTA, DOBRYCH KONI I PIĘKNYCH KOBIET, ALE PRZECIEŻ POTRAFIĄ SIĘ POWSTRZYMAĆ I BEZPRAWNIE JEDNEGO I DRUGIEGO NIE TYKAJĄ"

KSENOFONT
"CYROPEDIA" 



Rodzina grecka nie należała do nazbyt płodnych. Najwłaściwszy kształt rodziny stanowił model 2+2 (rodzice i dwoje dzieci), najlepiej syn i córka (jak uważał Platon a wcześniej Hezjod). Syn był niezbędny, gdyż to właśnie on dziedziczył majątek rodziny i to on przedłużał ród swego ojca. Dlatego rodziny które posiadały po kilka córek, uważano za nieszczęsne, gdyż jedynie syn był swoistym "gwarantem bezpieczeństwa i przetrwania" rodu (greckie przysłowie mówiło: "Syna wychowuje się zawsze, nawet jeśli jest się biednym, córkę zaś porzuca się, nawet jeśli jest się bogatym"). Do siódmego roku życia rodzeństwo wychowywało się razem w otoczeniu matki i innych kobiet w gineceum (pomieszczeniu przeznaczonym dla kobiet, które znajdowało się w każdym zamożniejszym greckim domu). Z chwilą jednak ukończenia przez syna 7 roku życia, opuszczał on matczyne pielesze i przechodził pod bezpośrednią (choć sprawowaną pośrednio) władzę swego ojca, który miał za zadanie nauczyć go wszystkiego, co będzie mu niezbędne w przyszłości jako obywatelowi i żołnierzowi, stojącemu na straży ojczystego polis. Ojciec powierzał więc swego syna opiece specjalnie wybranemu pedagogowi (z reguły był to wykształcony niewolnik), którego głównym zadaniem było przede wszystkim nauczyć chłopaka dobrych manier. Najważniejszym obowiązkiem każdego Ateńczyka (i Greka w ogóle), było dbanie o swych rodziców i okazywanie szacunku starszym ludziom, przeto pedagog uczył chłopca by zawsze ustępował drogi napotkanym sędziwym osobom i zawsze (na znak szacunku) trzymał w ich obecności spuszczoną głowę. Nie wolno mu też było się odezwać niepytanemu. Pedagog uczył również chłopca jak zachować się przy stole oraz jak skromnie się ubierać, aby nie prowokować zgorszenia. Odprowadzał również wychowanka do szkoły.

Poza tym w czasie wolnym od zajęć szkolnych, pozwalał mu się bawić. A chłopaki urządzali najróżniejsze podchody, takie jak łapanie chrząszczy i motyli oraz... wrzucanie ich za chitony sióstr, zaprzęganie psów do wózka i ściganie się z innymi chłopakami, jeżdżenie na kiju (niczym na koniu), łapanie na wyścigi jaszczurek za ogon (należało to zrobić szybko i sprawnie, aby nie ugryzła). Chłopcy zabawiali się też grając "w rzutki" (gra polegała na tym że należało wrzucić odpowiedni kamyk do dołka), w piłkę (odbijano ją rękoma - jak w siatkówce). To były takie początkowe zabawy dla chłopców, inaczej bawiły się dziewczynki i inaczej też bawili się dorośli mężczyźni (do których chłopcy mogli już dołączyć po ukończeniu 16 roku życia). Jak już wspomniałem - matki opiekowały się synami do skończenia przez nich siódmego roku życia, choć oczywiście zdarzają się (bardzo nieliczne) przypadki że to ojcowie zajmowali się synami w okresie ich wczesnej młodości. Niejaki Strepsjades przypomina swemu synowi ("Chmury" Arystofanesa) iż: "Jam cię wszak wychował, bezwstydniku (...) Mówiłeś "mlimli" - jam ci wnet przynosił kubek mleka, wołałeś "papu" (...) Bułeczkę tatuś daje. A ledwie "esi" stęknął, już na dwór cię wynoszę, wysadzam, trzymam". Takie przypadki były jednak nie tylko bardzo nieliczne, ale wręcz powszechnie wyszydzane (nie na darmo Arystofanes umieszcza je w swej komedii) i były przykładem nieradzenia sobie męża ze swą żoną, której nie potrafi on przymusić by zajęła się dziećmi (zamiast spędzać długie godziny na upiększaniu swej urody). W każdym razie Grecy byli zbyt zajęci na co dzień by jeszcze zajmować się dziećmi, dlatego też naturalnym rozwiązaniem było zarówno zatrudnienie pedagoga, oraz posłanie chłopców do szkół (oczywiście nauka była prywatna a nie publiczna, więc jedynie klasa wyższa i średnia mogła sobie pozwolić na kształcenie swych synów w szkołach, chłopcy z najbiedniejszych rodzin byli zaś od maleńkości - 7 rok życia - przysposabiani do zawodu ojca).




Zadaniem pedagoga było więc zarówno odprowadzić chłopca do szkoły, jak i potem go z niej odebrać. Nauka oczywiście nie była obowiązkowa a państwo ateńskie nie kontrolowało wykształcenia swych obywateli, ale bez wątpienia w zamożniejszych rodzinach przygotowywano synów do roli pełnoprawnych obywateli, więc znajomość czytania, pisania, poprawnej wymowy, historii, rachunków, gry na instrumentach i gimnastyki - były do tego niezbędne. Córek nie kształcono (zdarzały się od tego oczywiście pewne wyjątki - jak zawsze zresztą), gdyż - można to stwierdzić z pełną premedytacją - Ateńczycy nie uznawali kobiet nawet za ludzi (jak bowiem pisał Plutarch w "Alkibiadesie": "Nikt nie miał za złe Peryklesowi, że (...) źle traktował swoją pierwszą żonę, ale wszyscy uważali za rzecz skandaliczną, iż w drugiej uznawał człowieka i żył z nią, zamiast ją odesłać do gineceum (...) To wszystko było tak szokujące, że nie mogło zostać przyjęte za rzecz naturalną"). Tak więc wracając do edukacji młodych chłopców, opiekę nad nimi w drodze do szkoły i w domu sprawował pedagog. W szkole zaś (nauczyciele przyjmowali uczniów we własnych domach), u nauczyciela zwanego "gramatikos" - uczono się z reguły czytania i pisania (choć nie zawsze) , a szczególnie rachowania i poprawnej wymowy. Każdy uczeń musiał być zaopatrzony w przybory do pisania, czyli tabliczki powleczone woskiem (aby ich nie zgubić, kilka tabliczek związywano ze sobą razem w formie książki), oraz rylec (z kruszcu lub kości słoniowej), służący do pisania (zaostrzony z jednej strony, z drugiej zgięty w formie swoistej "gładyszki" by zetrzeć z woskowej powierzchni już napisane słowa niczym gumką), nie znano bowiem jeszcze pergaminu (wynalezionego dopiero w pierwszej połowie II wieku p.n.e. w Pergamonie - stąd nazwa), zaś papirus egipski był zbyt drogi, by go marnować na naukę pisania, a wygarbowane skóry owiec i kóz też się do tego słabo nadawały. Nauczyciel zwany "kitharistes" udzielał zaś lekcji muzyki oraz (czasem) czytania i pisania, szczególnie jeśli trzeba było poznać i omówić poematy muzyczne.

To były jednak nauki rozwijające umysł, ale aby być pełnoprawnym obywatelem, należało również posiąść sprawność fizyczną, niezbędną w marszu i boju. W tym celu pedagog prowadził chłopca do nauczyciela zwanego - "pajdotribes" (czyli gimnastyk). Pajdotribes przyjmował w prywatnej palestrze, która z reguły nosiła jego imię (w Atenach w V wieku p.n.e. była np. palestra Sibirtiosa czy też palestra Taureasa). Taka nauka była niezwykle kosztowna i często zdarzało się że ubodzy Ateńczycy, których nie było stać na posłanie swych synów do szkół - przekazywali sobie dziedziczny analfabetyzm (wielokrotnie podczas głosowań na Pnyksie, ubodzy Ateńczycy musieli prosić tych, którzy umieli pisać o wyrycie na ostrakonach imienia polityka, którego chcieli wygnać z miasta. Nie można więc się dziwić że nie kształcono kobiet, skoro tak wielu mężczyzn też było analfabetami. W drugiej połowie V wieku p.n.e. to się jednak zmieniło - o czym niżej). Oczywiście czasem zdarzało się, że to państwo przejmowało na siebie wykształcenie pewnej grupy obywateli, ale musiała tu zaważyć wyższa okoliczność (taka jak na przykład najazd Persów na Grecję i spalenie Aten w 480 r. p.n.e. gdy mieszkańcy miasta przenieśli się na Salaminę, gdzie Temistokles zgromadził całą flotę w oczekiwaniu na ostateczną bitwę, dzieci swe zaś wysłali do Trojzeny - gdzie zostały przyjęte bardzo życzliwie, a na wniosek Nikagorasa przyznano dzieciom utrzymanie na koszt polis, a chłopcom również możliwość dalszej nauki). Państwo jednak nie wnikało w program nauki i jedynie stało na straży moralności (w czasie gdy chłopcy przebywali w szkole, nie wolno było wejść do tego budynku żadnemu dorosłemu mężczyźnie - aby nie prowokować pederastii). Zdarzało się też że strategowie określonych demów obejmowali pieczę nad wychowaniem młodzieży szkolnej (tak jak uczynił to w latach 70-tych V wieku p.n.e. strateg Derkylos, któremu wdzięczni rodzice potem wystawili pomnik). W czasach Peryklesa (lata 462 - 429 p.n.e.), w okresie największej politycznej świetności Aten, takie działania demów stały się znacznie częstsze, czego efektem jest choćby fakt, iż na początku wojny peloponeskiej (431 r. p.n.e.) liczba analfabetów w Atenach zmalała tak bardzo, że wręcz na palcach można było policzyć tych, którzy nie potrafili czytać i pisać podczas głosowań.

Po ukończeniu 14 roku życia, chłopiec coraz więcej czasu spędzał na nauce gimnastyki, zapasów i boksu. Bieganie było nieodłącznym elementem tych ćwiczeń (po raz pierwszy wyścigi chłopców włączono do dyscyplin olimpijskich już na 37 Olimpiadzie w 632 r. p.n.e.). Gdy chłopiec skończył 16 rok życia, ćwiczył już cały pentatlon (biegi, skok w dal, rzut dyskiem, rzut włócznią, zapasy i oczywiście jako dodatkowy boks). Wszystko to jednak miało służyć nie tylko przygotowaniu fizycznemu młodzieży do stojących przed nimi wyzwań przyszłości, ale również idealnemu ukształtowaniu muskulatury ciała. W wieku szesnastu lat, chłopiec mógł już też uczestniczyć w zajęciach gimnastycznych w publicznych palestrach (co często czyniono, jako że palestry pajdotribesa były płatne, a na przykład w miesiącu antesterion - luty - gdy przypadało dużo dni wolnych od pracy, rodzice w ogóle nie posyłali swych synów do szkół aby zaoszczędzić pieniądze i dzieci miały wówczas swoiste ferie zimowe. Większość tego wolnego czasu chłopcy spędzali właśnie w palestrach na podnoszeniu sprawności fizycznej). Udając się do palestry należało zabrać ze sobą skrobaczkę, gąbkę do mycia i jakiś flakonik z oliwą do nacierania ciała aby umyć się po ćwiczeniach w fontannie, zeskrobać z siebie pot i bród oraz nasmarować się oliwką. Zawody gimnastyczne, zapaśnicze i bokserskie były ważne dla kształtowania wytrzymałości i przygotowania bojowego młodego Greka (Ateńczyka), ale równie ważne było też przygotowanie obywatelskie do pełnienia w przyszłości funkcji publicznych.




W greckim systemie politycznym to zawsze człowiek stał na pierwszym miejscu i to człowiek był dominantem danej narodowości a nie kraj czy określone terytorium. Wojen nigdy ze sobą nie prowadziły Ateny i Lacedemon (Sparta), tylko zawsze Ateńczycy i Lacedemończycy. Dlatego też Hellenowie (a Ateńczycy w szczególności) mogli o sobie powiedzieć z pełną premedytacją - "polis to my" (parafrazując słowa króla Francji Ludwika XIV - "państwo to ja"). Obywatel Aten jednak, choć mógł bezpośrednio uczestniczyć w obradach i głosowaniu ludowym na Pnyksie, przede wszystkim sprawał władzę poprzez określone instytucje publiczne (demokracja bezpośrednia - za którą dziś uważamy demokrację ateńską, gdy zjawiało się na głosowanie 10 000 - lub więcej - osób, była w praktyce niemożliwa). Ateny w czasach Peryklesa liczyły ok. 60 000 mężczyzn-obywateli (do tej liczby należy doliczyć kobiety, metojków - czyli ludność napływową, nie posiadającą praw obywatelskich, oraz oczywiście niewolników). Nawet jeśli przyjąć że liczyły tylko ok. 150 000 mieszkańców, to i tak była to jak na greckie warunki liczba ogromna i Ateny bez wątpienia były najludniejszym ośrodkiem miejskim Hellady i to tam narodziła się demokracja. Demokracja zresztą (jako ustrój - czyli politeia - Arystoteles określał ustrój Aten jako: "Wspólnotę obywateli w ramach ustroju"), miała zarówno różne znaczenia, jak i pojawiała się z różnym natężeniem w pewnych okresach, po czym znikała i znów się pojawiała, obejmując w całości okres niecałych 200 lat (od 508 r. p.n.e. do 322 r. p.n.e.). W tym to czasie powstały wszystkie najważniejsze instytucje demokratyczne, oraz cała idea demokracji jako "władzy ludu" ("demos kratos" lub "demos kratein" - "władać ludem"). 

Pojęcie demokracji w tym sensie (jako władzy ludu w miejsce władzy jednostki czy też władzy możnych), pojawiło się zapewne jako slogan polityczny na początku "rewolucji Klejstenesa" (508-507 r. p.n.e.) a potem już tylko ewoluowało - stając się ostatecznie ideologią nie tylko polityczną ale wręcz religią państwową Aten (druga połowa IV wieku p.n.e.). Oczywiście nie będę teraz omawiał zawiłości poszczególnych ewolucji systemu demokratycznego (i prób jego powstrzymania), ale warto zaznaczyć że od czasów reform Klejstenesa system demokratyczny zaczął kiełkować, następnie "wielka rewolucja ustrojowa Peryklesa i Efialtesa" z 462 r. p.n.e. spowodowała iż stał się ustrojem niepodważalnym, który całkowicie zastąpił wszelkie pozostałości "ustroju przodków" (jak Ateńczycy nazywali władzę możnych ("aristoi" - arystokratów). Demokracja jednak V wieku p.n.e. była jedynie ustrojem politycznym, który co prawda stał się determinantem ateńskiej politei, ale nie wywierał tak przemożnego wpływu na każdy przejaw życia obywatelskiego, jak to miało miejsce w wieku IV p.n.e., po odnowieniu demokracji przez Trazybula w 403/402 r. p.n.e. (po klęsce w Wojnie Peloponeskiej w 404 r. p.n.e. i krótkim okresie rządów oligarchicznych "trzydziestu tyranów"). Oczywiście żeby zrozumieć te zawiłości które się wcześniej i potem wytworzyły i uświadomić sobie jak funkcjonował młody mężczyzna jako obywatel ateńskiego polis, należy przynajmniej skrótowo i chronologicznie przedstawić koleje systemu demokratycznego Aten, jednak w kolejnej części przejdę już do wychowania młodych dziewcząt. Podsumowując więc: młody Ateńczyk szkolił się przede wszystkim do tego aby być dobrym obywatelem, żołnierzem i zapaśnikiem, zaś jego siostra (z którą się wychowywał do siódmego roku życia), tylko i wyłącznie do roli żony i matki (każda kobieta, nawet już zamężna, ale bezdzietna - wciąż pozostawała pod władzą swego ojca, dopiero z chwilą wydania na świat dziecka przechodziła pod bezpośrednią władzę męża a małżeństwo nie mogło już być przez nią zerwane (a raczej przez jej ojca, bowiem kobieta nie miała prawa głosu ani w chwili małżeństwa, ani przy ewentualnym rozwodzie - to ojciec lub brat wszystko załatwiał. Nawet wypowiadał sławne słowa podczas zaręczyn: "Urodzę ci prawowitego potomka", na co przyszły małżonek odpowiadał ojcu - "Zgadzam się", co musiało wyglądać nieco komicznie, bo córka w tym czasie przebywała zamknięta w gineceum). Małżonek mógł zaś w każdej chwili odprawić żonę, musiał tylko zwrócić jej posag. Wszyscy greccy autorzy uznawali taki stan za uzasadniony i prawidłowy i jak pisał Arystoteles: "Rodzaj męski jest z natury silniejszy, żeński słabszy, toteż ten panuje, a tamten mu podlega").



         
CDN.

piątek, 19 lipca 2019

ZABAWNE SCENY Z POLSKICH FILMÓW - Cz. VIII

KILKA ZABAWNYCH SCEN Z

POLSKICH FILMÓW I SERIALI


KOLEJNA CZĘŚĆ ZABAWNYCH SCEN 
Z POLSKICH FILMÓW I SERIALI





ZACZNIJMY OD MISIA:


"MIŚ"

(1980 r.)


MELINA

1:00 - "PANOWIE POZWOLĄ, MOJA ŻONA - ZOFIA!"



KIOSK RUCHU

 00:40 - "PANI TU SPRZEDAJE? TEN SZAMPON SPRZEDAŁA PANI TAK? (...) SZAMPON DO WŁOSÓW - REGENERACYJNY. MATKA-DZIECIOM, TRZYDZIEŚCI LAT MAŁŻEŃSTWA, MOJA ŻONA I OTO CO MI ZOSTAŁO"
"WON MI STĄD - TU NIE JEST SALON DAMSKO-MĘSKI, TU JEST KIOSK RUCHU, JA TU MIĘSO MAM!"



KOTŁOWNIA

00:35 - "PANI KIEROWNICZKO JA TO WSZYSTKO ROZUMIEM, JA ROZUMIEM ŻE WAM JEST ZIMNO, ALE JAK JEST ZIMA TO MUSI BYĆ ZIMNO. TAKIE JEST ODWIECZNE PRAWO NATURY. CZY JA PALĘ? PANI KIEROWNICZKO JA PALĘ PRZEZ CAŁY CZAS, NA OKRĄGŁO"



EKIPA FILMOWA

00:10 - "ZAJĄC GOTÓW?"
"GOTÓW!"

00:20 - "CO TO ZA JEDNI?"
"NAGONKA, DZIECI DO NAGONKI Z CZWORAKÓW"
"TO JEST SŁUSZNA KONCEPCJA"
"UBRAĆ W PORCIĘTA, ZDJĄĆ BUTY I OGOLIĆ MI TO CAŁE TOWARZYSTWO"
"JA PODPISAŁEM UMOWĘ NA GAJOWEGO Z WĄSAMI"
"A JA SIĘ OGOLIĆ NIE POZWOLĘ, NOSZĘ ZAROST OD PRZEDWOJNY"
 1:20 - "DLACZEGO ON MA PRUSKI MUNDUR NA SOBIE"
"PRUSKI, BO TO JEST DZIEDZIC PRUSKI. MAM NAPISANE W SCENOPISIE - WCHODZI DZIEDZIC PRUSKI"
"PRUSKI BO ON SIĘ NAZYWA PRUSKI - WAWRZYNIEC PRUSKI, POLSKI DZIEDZIC"
"TO MOGĘ GO PRZEPASAĆ PO PROSTU"
"ZDJĄĆ TO, TO JEST PROFANACJA, TO JEST POLICZEK W TWARZ DLA CAŁEJ EKIPY"
"USPOKÓJ SIĘ. PRZECIEŻ TO JEST SANACYJNY DZIEDZIC, PAMIĘTAJ Z KIM ONI SIĘ WTEDY KUMALI"

2:25 - "CO TERAZ?"
"TRZEBA BĘDZIE POWTÓRZYĆ"
"CO POWTÓRZYĆ, PRZECIEŻ TO JEST KOT OŚLE JEDEN, ZAWSZE WEJDZIE NA DRZEWO"
"TO MOŻNA ŚCIĄĆ DRZEWO - TAKĄ MAM KONCEPCJĘ"
"OD KONCEPCJI TO JESTEM TUTAJ JA - ZROZUMIANO!"

2:55 - "ZRÓBCIE MI PRZEBITKĘ ZAJĄCA NA GRUSZY. ALBO NIE, ZAMIEŃCIE GO NA PSA, NIECH ON SIĘ ODSZCZEKUJE SWOIM PRZEŚLADOWCOM Z PAŃSKIEGO DWORU, NIECH ON NIE MIAUCZY"




BAR MLECZNY




"KOGEL-MOGEL i KOGEL-MOGEL 2"

(1988 i 1989 r.)




 



00:15 - "PRZEPRASZAM PANI KASIU, CZY BĘDZIE PANI WKRÓTCE WOLNA?"
"WĄTPIĘ DOPIERO CO WYSZŁA ZA MĄŻ I TO ZA MNIE!"
00"55 - "I JESZCZE DO TEGO ALKOHOLIK"




 I NAJLEPSZA WEDŁUG MNIE SCENA Z TEGO FILMU:

"JA TAM JESTEM ZA RÓWNOUPRAWNIENIEM, ALE ŻONA MA SŁUCHAĆ MĘŻA!"

😎






"NIC ŚMIESZNEGO"

(1995 r.)


2:20 - "GDZIE JEST WŁAŚCICIEL TEGO PSA? A MOŻE TO WILK Z TEGO LASU? WYGLĄDA JAK WILK"

3:40 - "DOBRA, TO HUJ CI W DUPĘ STARY, JA TU NA DESZCZU, WILKI JAKIEŚ. PRZYRZEKALIŚMY SOBIE TEN FILM OD LAT, ALE JAK NIE TO NIE




00:55 - "CO TY W MORDĘ PIERDOLONY BAMBUSIE, CO TY? W HUJA LECISZ ZE MNĄ CZY SIĘ Z WŁASNYM KUTASEM NA ŁBY ZAMIENIŁEŚ? (...) CZEŚĆ, TRZYMAJ SIĘ RAMY TO SIĘ NIE POSRAMY. DO IT BO INACZEJ URWĘ CI RYJA"




"DZIEŃ ŚWIRA"

(2002 r.)


00:05 - "CZY BYŁBY PAN TAK UPRZEJMY I POMÓGŁ MI ZDJĄĆ BAGAŻE?"
"NIE!"
"JEST PAN MĘŻCZYZNĄ CHYBA?"
"ALE JA JESTEM ZA PEŁNYM RÓWNOUPRAWNIENIEM KOBIET - GORĄCYM ZWOLENNIKIEM JESTEM A PANI JEST W PEŁNI RÓWNOUPRAWNIONĄ KOBIETĄ"
"PAN ZA TO NIE JEST CHYBA W PEŁNI MĘŻCZYZNĄ?"
"WIDZICIE W NAS MĘŻCZYZN W PEŁNI GDY TRZEBA WYNIEŚĆ ŚMIECI, KONTAKT NAPRAWIĆ, ZWOLNIĆ MIEJSCE W AUTOBUSIE. NIE JESTEM JUŻ W PEŁNI MĘŻCZYZNĄ BO NIE MA TAKIEJ POTRZEBY. PANI JEST W PEŁNI MĘŻCZYZNĄ ZA TO"


 I NA KONIEC:


"MIODOWE LATA"

(1998-2004)



KIBIC

00:15 - "CO WY TUTAJ TAK SIEDZICIE? WY TO W OGÓLE NIE FACECI JESTEŚCIE"
"A CO ROBIĄ PRAWDZIWI FACECI - STOJĄ? 

00:40 - "CZEGO PAN CHCE OD MOJEJ ŻONY?"
"SZMINKĘ POŻYCZYĆ BO MI SIĘ SKOŃCZYŁA"
"PANIE KURSKI, MOŻE NAM PAN WYJAŚNI, CO PRAWDZIWI MĘŻCZYŹNI ROBIĄ Z DAMSKĄ SZMINKĄ NA USTACH?"
"NORMALNIE MALUJEMY SIĘ - PYTASZ JAK DZIECKO (...) SĄSIAD NA MECZ IDĘ, ROZUMIESZ? TYLKO MUSZĘ SOBIE PYSK POCIĄGNĄĆ W UKOCHANE BARWY I WŁAŚNIE MI CZERWONEGO ZABRAKŁO"

1:00 - "CZY JA CHODZĘ NA MECZE? SĄSIAD, ZARAZ NORMALNIE KOPNĘ W SZYJĘ I ZABIJĘ. OD DWUDZIESTU LAT SZEFEM KLUBU KIBICA JESTEM, A TY MNIE PYTASZ CZY CHODZĘ NA MECZE?"

4:40 - "ZASADY SĄ TRZY. PO PIERWSZE ZAWSZE SIADAĆ NA ŻYLECIE - TO JEST NASZA TRYBUNA. PO DRUGIE - ZAWSZE I BEZWARUNKOWO KOCHAĆ LEGIĘ I PO TRZECIE - NAJWAŻNIEJSZE - NIENAWIDZIĆ POLONII. JAK TY SĄSIAD ZOBACZYSZ KIBICA POLONII, OD RAZU W ZĘBY"
"JA ICH NAWET NIE ROZPOZNAM"
"TO PROSTE. JAK WYGLĄDA KIBIC LEGII? JEST TO INTELIGENTNY, PRZYSTOJNY WYSOKI BLONDYN O NIEBIESKICH OCZACH I SZLACHETNYM SPOJRZENIU - WYSTARCZY SPOJRZEĆ NA MNIE. A TAKI Z POLONII TO JEST ZAWSZE MAŁY, CHUDERLAWY, ŁYSAWY, PRZYSADZISTY POKRAKA I NOSI CZARNĄ OBRZYDLIWĄ KOSZULĘ I CZERWONO-CZARNY KASZKIET"



KUCHARZ PRZYSZŁOŚCI
 
5:35 - "A JEŻELI MOJA ŻONA DANUTA OGLĄDA MNIE TERAZ I JAK WRÓCĘ DO DOMU POWIE "A NIE MÓWIŁAM" TO JĄ NORMALNIE UDUSZĘ"



NAPAD

00:05 - "UWAGA TO JEST NAPAD!"
"PRZESTAŃ CO TO ZA WEJŚCIE JEST? 

00:30 - "NIE CELUJ W PODŁOGĘ TYLKO WE MNIE"

1:25 - "NIE PUKAJ, BANDYCI NIGDY NIE PUKAJĄ (...) AMATOR"

3:05 - "OBUDŹ SIĘ TY OFIARO, ZARAZ BĘDZIE TUTAJ POLICJA. ZACZEKAJ - WEŹ TO NIEDOJDO JEDNA"




AGENCI WYWIADU


03:40 - "CO TERAZ BĘDZIE?"
"NIC NIE BĘDZIE, O ILE BĘDZIE PANI Z NAMI KOOPEROWAĆ"
"TUTAJ, TERAZ?"



RODZINA PATOLOGICZNA

01:00 - "SŁUCHAJ ŻONA UWAŻAJ, BO JA DZISIAJ JESTEM PATOLOGICZNY, MOGĘ CI ZARAZ PRZYLUTOWAĆ"

02:00 - "CO, W MORDĘ JEŻA? DEGENERACI JESTEŚMY!CO TAK GAŁY W MORDĘ JEŻA WYWALACIE? NORMALNA CHAWIRA NIE? TO JEST PRAWDZIWA PATOLOGIA, Z TRADYCJAMI"
"PAŃSTWO O SOBIE MÓWIĄ - DEGENERACI?"
"A CO, NIE WIDAĆ? MÓJ PRADZIADEK BYŁ DEGENERAT, DZIADEK BYŁ DEGENERAT, TATA JEST DEGENERAT I JA JESTEM DEGENERAT"
"A DZIECI MAJA BYĆ TUTAJ?"
"JAKIE DZIECI? JA TO JESTEM TAKI DEGENERAT, ŻE NIE MOGĘ MIEĆ DZIECI"
"JEGO PRADZIADEK, NIE MIAŁ DZIECI, DZIADEK NIE MIAŁ DZIECI, OJCIEC NIE MIAŁ DZIECI - ON TEŻ NIE MOŻE MIEĆ DZIECI"

04:00 - "JA JESTEM GŁOWĄ PODWÓJNIE PATOLOGICZNEJ RODZINY, MAM DWIE ŻONY Z CZEGO JEDNA JEST MĘŻCZYZNĄ. TAKIEGO NUMERU JESZCZE NIE MIELIŚCIE - CO?"

04:35 - "DECYZJĄ NASZEJ KOMISJI NIE PRZYZNANO PAŃSTWU PRAWA DO PROWADZENIA DOMOWEGO PRZEDSZKOLA"

05:00 - "CHCIAŁYŚMY Z DANKĄ ZAROBIĆ TROCHĘ PIENIĘDZY, CO TY TU ZA SPELUNĘ URZĄDZIŁEŚ"
"JA CI CHCIAŁEM ZROBIĆ NIESPODZIANKĘ"

07:25 - "CZY TUTAJ MIESZKA PATOLOGICZNA RODZINA KRAWCZYKÓW?"
"JAKA? PATOLOGICZNA? PROSZĘ OPUŚCIĆ MÓJ LOKAL MIESZKALNY"

09:00 - "TU NIE JEST ŻADNA W MORDĘ JEŻA, PATOLOGICZNA RODZINA (...) MY MAMY BARDZO PORZĄDNYCH ZNAJOMYCH"




"PRZEPRASZAM CIĘ"

06:00 - "JAK WRACAM Z PRACY DO DOMU TO NIE POZWALAM SWOJEJ ŻONIE CHODZIĆ NA PIWO I NA MECZE FC "ALBATROS" NIE DAJĘ JEJ PIENIĘDZY. DO ZUPY DOSYPUJĘ JEJ TŁUCZONEGO SZKŁA I DODAJĘ GARŚĆ GWOŹDZI CALOWYCH"
 "A JA NAZYWAM SIĘ TADEUSZ NOREK I MAM BARDZO MROCZNĄ NATURĘ BO PRACUJĘ W KANAŁACH. SWOJĄ ŻONĘ DANUTĘ BARDZO OKRUTNIE BIJĘ I RZUCAM SIĘ NA NIĄ Z PAZURAMI"
"JA TEŻ BIJĘ MOJĄ ŻONĘ TAKIM ŁAŃCUCHEM Z ŻELAZA"
"A JA ŻELAZKIEM"
"A POTEM JĄ PRZYPALAM NAD OGNISKIEM. NAJGORSZE TO SĄ PIĄTKI, BO W PIĄTKI WRACAM KOMPLETNIE PIJANY Z PRACY I WTEDY NACINAM CIAŁO MOJEJ ŻONY PIŁĄ MECHANICZNĄ A RANY POSYPUJĘ SOLĄ I PIEPRZEM"

   


PSYCHIATRYK

00:20 - "SŁYSZAŁEM ŻE NOREK W PSYCHIATRYKU KIBLUJE (...) TO LUDZKA RZECZ, JA TEŻ W PSYCHIATRYKU SWOJE ODGAROWAŁEM"
"A CO PANU DOLEGAŁO?"
"PARAGRAF 418 - ROZBÓJ Z USZKODZENIEM"
"A JAK PANU TAM BYŁO?"
"BARDZO DOBRZE, PIELĘGNIARKI NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI, WIDZENIA DWA RAZY W TYGODNIU BEZ KRAT, PEŁNA MICHA - ŻYĆ NIE UMIERAĆ"




OCHRONA

00:25 - "DOKUMENTY PRZEJĘCIA BRONI. NIE MA PODPISÓW!"
"JESZCZE NIE UMIELI PISAĆ"

4:55 - "ZNAM TĘ PANIĄ OD LAT, MOŻE SZYKUJE JAKIŚ GRUBSZY NUMER?"

7:25 - "MAMUSIA! WIDZĘ ŻE SOBIE ROZMAWIASZ Z KAROLKIEM"
"Z KAROLKIEM? TO WARIAT, NIE CHCE MNIE DO CIEBIE WPUŚCIĆ"

7:50 - "CO DO OBYWATELKI-MATKI, ISTNIEJĄ BARDZO POWAŻNE POSZLAKI MATACTWA"

08:20 - "MASZ WYPEŁNIĆ I PODPISAĆ CZYTELNIE PORĘCZENIE ZA OSOBĘ, KTÓRĄ WPROWADZASZ DO OBIEKTU MIESZKALNEGO"
"DOBRZE, WYPEŁNIĘ JE DRUKOWANYMI LITERAMI - WŁAŚNIE WTEDY GDY BĘDZIESZ CHCIAŁ ZJEŚĆ OBIAD!"



TO TYLE!
 

SUŁTANAT KOBIET - Cz. X

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW

OD MEHMEDA II ZDOBYWCY

DO ABDUL HAMIDA II


SERAJ MEHMEDA II ZDOBYWCY

Cz. III





 KONSTANTYNOPOL
(FAJANSOWY PAŁAC i WIELKIE AFERY)
1465 r.

 


 Rok 1465 był ważny zarówno dla samego Imperium Osmańskiego jak i Konstantynopola/Stambułu z kilku względów. Po pierwsze był to rok odpoczynku władcy po latach ciągłych wojen o poszerzenie granic państwa, po drugie - sułtan Mehmed II poświęcił ten czas na uświetnianie Stambułu i pomnażanie liczby jego mieszkańców, po trzecie - sułtan wprowadził się wreszcie do pałacu Topkapi, po czwarte - rozpoczął budowę... Fajansowego Pałacu (o którym niżej), a po piąte wreszcie wybuchła wówczas afera z księciem Mustafą (synem Mehmeda II). Rok ten nie należał do szczególnie pomyślnych dla sułtana, gdyż kronikarze podkreślają że właśnie wtedy był "malcontento e mezzo desperato" (niezadowolony i niemal zdesperowany). Nie wszystkie kwestie polityczne układały się po jego myśli. Na Morei (Peloponez) Sigismondo Malatesta ogłosił iż zdobędzie dla Wenecji całą tę grecką krainę, w Albanii Skanderbeg (noszący przydomek: "zapaśnik chrześcijaństwa") wciąż sprawiał Turkom sporo kłopotów swymi ciągłymi atakami. Tocząc wojny na wielu frontach, Mehmed II zamierzał przynajmniej kilka z nich zamknąć i z początkiem 1465 r. podjął (za pośrednictwem wielkiego wezyra - Mahmuda Paszy) rozmowy pokojowe z Wenecją, które jednak ciągnęły się miesiącami bez żadnych widocznych efektów. Równocześnie sułtan wysłał poselstwo do króla Węgier - Macieja Korwina z propozycją zakończenia walk, w zamian oferując Węgrom całą Bośnię. Król Maciej jednak poselstwa tureckiego nie przyjął. Signora wenecka (czyli rada miejska) również przedłużała rozmowy z sułtanem (np. nie wysyłając swego delegata) w sprawie pokoju i domagała się całej Morei jako warunku wstępnego do rozmów. W Europie zaczęły też wówczas krążyć plotki o sułtanie, jakoby jego stan zdrowia miał się znacznie pogorszyć, do tego stopnia że nie był już zdolny wydawać poleceń, oraz że utył niemiłosiernie i nie mógł już o własnych siłach nawet dosiąść konia.

Nie miało to jednak wiele wspólnego z prawdą, gdyż sułtan Mehmed (miał wówczas 32 lata), nie tylko że wciąż wyśmienicie (pomimo lekkiej podagry) dosiadał konia, ale również (w tymże roku) wyprawił kilka oficjalnych przyjęć. Surowy nastrój sułtana nie brał się jednak tylko z niepowodzeń politycznych, lecz również osobistych i rodzinnych. Jego haremem w Pałacu Łez (Stary Pałac) zarządzała pierwsza i najważniejsza żona (którą ona zapewne szczerze kochał) - Gulbahar Hatun. Była ona albańską niewolnicą, którą on uczynił swą pierwszą żoną. Nie była to co prawda epoka silnych sułtanek, które zza haremowych komnat władały państwem w imieniu swych synów lub mężów, w czasach Mehmeda Zdobywcy pozycja jego najważniejszej żony, niewiele różniła się od pozycji faworyt z późniejszych wieków. Los żon i faworyt sułtana był jednak nieciekawy z chwilą jego śmierci. Z reguły wszystkie kobiety haremu zmarłego władcy trafiały wówczas do Starego Pałacu, ale zdarzało się również (wcale nie tak rzadko) że nowy sułtan (np. za namową swej matki lub żony) po prostu zabijał kobiety swego poprzednika wraz z ich dziećmi, dusząc je lub (najczęściej) topiąc w Bosforze (np. w 1595 r. na prośbę sułtanki Safije, jej syn - Mehmed III kazał utopił w Bosforze kilkanaście ciężarnych faworyt swego zmarłego ojca - sułtana Murada III). Gdy więc umierał sułtan, wszystkie kobiety z jego haremu przechodziły na swoistą dożywotnią emeryturę do Starego Pałacu (jeśli miały szczęście), gdzie wiodły zwyczajny żywot muzułmańskich kobiet (zdarzało się też że nowy sułtan niektóre z konkubin swego poprzednika - jeśli jeszcze były młode - wydawał za mąż za wyznaczonych dostojników i wielmożów, ale takie postępowanie należało do rzadkości, gdyż nowy sułtan raczej już nie dbał o kobiety poprzedniego władcy). Tak więc Gulbahar Hatun zajmowała się haremem swego męża, który ulokowany był w Pałacu Łez, sułtan zaś mieszkał w Topkapi (od grudnia 1464 r.). Zapewne jednak dość często odwiedzał wówczas harem, jako że Gulbahar uczestniczyła u jego boku w oficjalnych przyjęciach dworu sułtańskiego.




W każdym razie humor sułtanowi z pewnością popsuła afera, jaka w tymże 1465 r. wybuchła z udziałem jego syna (zrodzonego z Gulsah Hatun) - księcia Mustafy. Otóż młody książę (urodzony ok. 1450 r.), zakochał się w starszej od siebie żonie wielkiego wezyra - Mahmuda Paszy. Jego miłość okazała się tak silna, że kazał porwać kobietę z Rumelii i uprowadził ją do Anatolii, gdzie zamknął w jednej z twierdz. Domagając się by rozwiodła się z mężem i została jego żoną. Nie wiadomo jaka była decyzja owej kobiety (która i tak miała tutaj najmniej do powiedzenia), ważne że "zwrotu" żony domagał się ów wielki wezyr, który jednocześnie poskarżył się sułtanowi na ową niesprawiedliwość. Mustafa zapowiedział że kobiety nie odda. Nie wiadomo dokładnie jak zakończyła się ta historia, ale istnieje duże prawdopodobieństwo że książę Mustafa jednak postawił na swoim i zatrzymał żonę wielkiego wezyra Mahmuda Paszy u siebie, gdyż w chwili jego śmierci w 1474 r. (w wieku niecałych 25 lat), to właśnie Mahmuda Paszę podejrzewano o jego otrucie. Podejrzenia te musiały być na tyle prawdopodobne, że sułtan skazał Mahmuda w tymże (1474) roku na śmierć. Ciekawą zapewne okazać się może w tym samym czasie również i historia siostry sułtana - ambitnej i rządnej władzy - Hatice Hatun. Bowiem w wielkiej tajemnicy w Adrianopolu urządziła ona sobie "dom schadzek". Hatice była zła na ojca - Murada II że pominął ją w testamencie i traktował jak inne swoje córki. Była starsza od Mehmeda i uważała że z tego względu to jej powinno przypaść część władzy. Oczywiście pozycja kobiety tureckiej w tym czasie nie była jeszcze tak ograniczona jak to stało się potem, czego dowodem jest choćby fakt iż muzułmanki jeszcze podczas panowania Mehmeda II nie musiały zakrywać twarzy gdy udawały się do miejsc publicznych (nosiły jedynie szale na głowach). Na dworze sułtańskim byli też zarówno lekarze jak i lekarki i nikogo to nie oburzało (potem się to zmieni), a nawet można powiedzieć że lekarzy było znacznie mniej niż kobiet, zwanych potocznie: "medyczkami". Sułtani zaś (gdy urządzali przyjęcia) ich żony również były na nich zawsze obecne. Jednak już z końcem wieku XV obyczaje zaczęły się zmieniać a sułtani poczęli bardziej przestrzegać zapisów Koranu, który np. w wersecie 54 sury 34 mówi: "Mężczyźni sprawują nad kobietą ochronę, ponieważ Bóg dał jednym z nich pierwszeństwo przed drugimi i oni też łożą na nie ze swych dóbr (...) kobiety (...) których krnąbrności się obawiacie napominajcie lub porzućcie je w łożach i bijcie je". Zaś sura 228 mówi: "Mężowie stanowią wyższy gatunek od swych żon".

Wielu sułtanów (z czasów późniejszych) zaczęło te przykazy interpretować dosłownie (np. sułtan Murad IV - panujący w latach 1623-1640 - lubił strzelać z broni palnej pomiędzy głowami swych haremowych niewolnic, by zmusić je do nurkowania w basenie - te zaś z dziewcząt, które uciekały, wyłapywali eunuchowie i wrzucali z powrotem do wody - niektóre z nich wówczas utonęły, nieliczne zostały postrzelone. Największym jednak mizoginem był sułtan Osman III, panujący w latach 1754-1757, który zabronił wszystkim kobietom w Imperium Osmańskim wychodzić z domu bez opieki męża, ojca, brata lub syna, a jeśli która złamała zakaz miała być ukarana śmiercią (poza tym potrafił też osobiście bić swoje żony, jeśli te dość szybko nie oddały mu pokłonu lub nie uciekły gdy nadchodził). Ten zakaz zliberalizowano dopiero po prawie... 30 latach, w 1780 r. zezwolono  kobietom na opuszczanie domu bez towarzystwa mężczyzny do czterech dni w tygodniu, ale w 1807 r. prawo Osmana III wróciło z jeszcze większą siłą i teraz sułtan Mustafa IV w ogóle zabronił kobietom opuszczać dom, nawet... w towarzystwie męża, syna lub ojca. Prawo to zostało uchylone dopiero w 1845 r. pod rządami sułtana Abdulmecida I, ale kobiety jeszcze w latach 70-tych XIX wieku nie mogły nawet zrobić zakupów w sklepie. Jak głosiła bowiem wskazówka dla służby porządkowej z 1878 r.: "Jeżeli jakakolwiek kobieta wejdzie do sklepu celem zakupu czegoś i będzie tam przesiadywać, wówczas wiadomość o niej należy przekazać służbie porządkowej (...) Kobieta (...) nie może w nocy pozostawać na ulicy bez lampy. Jeżeli będzie bez lampy, zainteresuje się nią służba porządkowa". Natomiast w 1863 r. radzono w artykule jak organizować pikniki: "Jak ogólnie wiadomo, weszliśmy w miesiąc ramadanu (...) Zabrania się kobietom wstępu do sklepów. Kobieta pragnąca coś kupić zatrzyma się przed sklepem i nie wchodząc do środka poprosi o towar"). Zmieni się to dopiero po rewolucji młodotureckiej i obaleniu sułtanatu w 1924 r., wyzwolono wówczas harem i powiedziano tym kobietom: "Jesteście wolne, idźcie gdzie chcecie". Większość z nich jednak nie chciała odejść, nie miały po prostu dokąd pójść (swoją drogą któż wie że ruch młodoturecki Kemala Ataturka był... budowany również przez Polaków, a Ataturk miał wiele wspólnego z Piłsudskim? Można by zaryzykować nawet stwierdzenie że tacy ludzie jak Sułkowski, Garibaldi (który gdyby żył dziś, ze swoimi "Czerwonymi Koszulami" koncertowo zatapiał by statki pełne migrantów przewożące islamską piątą kolumnę z Afryki do Europy w ramach unijnego programu "Otwarty Odbyt"), Ataturk, Dzierżyński, Parvus, Hutten-Czapski, Piłsudski i wielu innych należeli do swoistej "prometejskiej międzynarodówki" - ale to temat na zupełnie inną okoliczność)

Tak jednak będzie dopiero w przyszłości, w czasach panowania Mehmeda II kobiety w Imperium Osmańskim wciąż mogły się cieszyć dużą dozą wolności. Jednak siostra sułtana - Hatice Hatun wykraczała znacznie poza dopuszczalne bariery. Ponieważ zazdrościła bratu władzy (choć publicznie zawsze okazywała mu posłuszeństwo), zapragnęła posiadać... własny harem, z tym że dla odmiany złożony nie z kobiet a... z mężczyzn. Ponieważ jednak takie coś w ogóle nie mogło zaistnieć, Hatice inaczej podeszła do tej kwestii. Mianowicie kupowała sobie młodych mężczyzn by ją zadowalali seksualnie, po czym po stosunku (aby się nie wydało - gdyż za coś takiego mogła nawet zostać ukarana śmiercią przez brata), kazała ich zabijać. Hatice była najprawdopodobniej szalona, gdyż jej okrucieństwo nie znało granic. Brutalnie karała chłostą swoje niewolnice, a części z nich kazała uciąć głowę, tylko po to, aby...  przekonać się jak długo ludzkie ciało może przeżyć bez głowy (uśmierciła tak 20 niewolnic, jedną po drugiej). Sprawa wydała się ok. 1467/1468 r. i sułtan - przerażony postępowaniem siostry - kazał ją uwięzić w twierdzy w Dimotyce w Rumelii. Już jednak w 1470 r. Mehmed II uwolnił Hatice z więzienia (pisała do niego wiernopoddańcze listy, deklarując mu całkowite posłuszeństwo). By ją jednak ukarać za jej grzechy, wydał ją za mąż za swego niewolnika o imieniu Esebeg (Damat Isa Beg). Od tej pory historia milczy o dalszym losie sułtanki Hatice.




Warto też jeszcze wspomnieć o rozpoczętej w tymże (1465 r.) budowie Fajansowego Pałacu, zwanego też Syrcza Serajem. Wyłożony zielonymi i niebieskimi flizami i ozdobiony mozaikami pałac prawdopodobnie pierwotnie miał służyć za miejsce nowego pobytu sułtańskiego haremu. Jednak gdy pałac został ukończony (w 1472 r.) seraj się do niego nie przeniósł i pozostał nadal w Pałacu Łez. Ostatecznie harem zostanie przeniesiony do pałacu Topkapi w 1478 r. a Pałac Łez od tego momentu stanie się sławetnym Starym Pałacem (do którego trafiać będą kolejne nałożnice zmarłych władców i ukarane przez kolejnych sułtanów ich matki, babki, żony i faworyty). W każdym razie rok 1465, Mehmed II spędził w Konstantynopolu także i na studiowaniu starożytnych prac geograficznych, jak choćby Klaudiusza Ptolemeusza (w tym przede wszystkim "Almagestu") i wdawał się w dysputy filozoficzne. Z końcem roku sułtan lekko zapadł na zdrowiu, więc szykując się na nowe podboje - spędził ten czas w stolicy, wśród swych dworzan i kobiet z seraju. W kolejnych latach już nic ważnego (poza wojnami i epidemią "Czarnej Śmierci" jaka dotknęła Konstantynopol) w haremie Mehmeda II się nie wydarzyło aż do jego śmierci w 1481 r. Teraz więc przeskoczymy kolejne kilkadziesiąt lat i wylądujemy w seraju jego wnuka - Selima I zwanego Groźnym (panującego w latach 1512-1520), ojca Sulejmana Wspaniałego. 






CDN.
             

środa, 17 lipca 2019

NIEWOLNICY DO ZADAŃ SPECJALNYCH - Cz. VII

CZYLI JAKIE BYŁY NAJWIĘKSZE

OŚRODKI HANDLU NIEWOLNIKAMI W

STAROŻYTNOŚCI I ŚREDNIOWIECZU,

ORAZ SKĄD I Z JAKICH 

WARSTW SPOŁECZNYCH NAJCZĘŚCIEJ

POCHODZILI KANDYDACI 

NA NIEWOLNIKÓW



I

ANTYCZNA GRECJA

i ŚWIAT HELLENISTYCZNY

(V wiek p.n.e. - II wiek p.n.e.)

Cz. VII


 

DELOS

MAŁA WYSPA - WIELKI RYNEK

(II wiek p.n.e. - I wiek po Chrystusie)

 


 Wyspa Delos uzyskała większą podmiotowość polityczną dopiero po śmierci Aleksandra Wielkiego, około roku 315 p.n.e. gdy Antygon Jednooki (satrapa Azji) wypędził z Babilonu Seleukosa Nikatora (założyciela dynastii Seleucydów). Jego przekaz (jakim się wówczas kierował) o "Wolności Hellenów" wymierzony był przede wszystkim w Ptolemeusza (satrapę Egiptu) i Kassandra (syna regenta Antypatra zmarłego w 319 r. p.n.e.), w ich bowiem rękach znajdowało się wówczas najwięcej ziem greckich. Kassander (od śmierci ojca) sprzymierzył się z Antygonem, a jego ambicją było opanowanie Macedonii i zdobycie kontroli nad Helladą. W tej batalii musiał zmierzyć się z nowym regentem - Poliperchonem, który już w 318 r. p.n.e. wydał deklarację ("W imieniu Królów i Wodzów" - co było w początkowym okresie wojen diadochów oficjalną formułką wszystkich publicznych dokumentów, podobnie jak Rzymianie używali formułki: "W imieniu Senatu i Ludu rzymskiego"), o przyznaniu Grekom wolności politycznej, która brzmiała m.in.: "Przywracamy wam pokój i ustroje , które mieliście za panowania Filipa i Aleksandra (...) Zezwalamy na powrót do ojczyzny tym, którzy zostali przesiedleni lub wypędzeni przez naszych strategów". Przeciwko Poliperchonowi wystąpiła jednak królowa Macedonii - Eurydyka (wnuczka Filipa II, siostrzenica Aleksandra Macedońskiego i żona jego szalonego brata - Filipa III Arridajosa), która w 317 r. p.n.e. (opierając się na poparciu wojska), nakazała Antygonowi i Poliperchonowi rozwiązać armię, a żołnierzy przekazać Kassandrowi. Tego zdzierżyć nie mogła inna kobieta - Olimpias (matka Aleksandra). W bitwie pod Eują (na granicy epirocko-macedońskiej) armia Olimpias i Poliperchona, pobiła wojska Eurydyki i Filipa III, co otworzyło drogę do zemsty starej królowej. Wrzuciła obu do najgorszych lochów a strażnikom nakazała traktować ich w sposób obelżywy. Wreszcie (w grudniu 317 r. p.n.e.) kazała zamordować Filipa III a Eurydyce popełnić samobójstwo. Dwudziestoletnia dziewczyna najpierw obmyła pokryte ciosami sztyletów ciało męża, ubrała je, po czym powiesiła się. Olimpias nakazała również stracić 100 kolejnych zwolenników Kassandra (dopuściła się też zbezczeszczenia grobu Jollasa - brata Kassandra, oskarżając go o otrucie jej syna).

Teraz Kassander żądny zemsty, zaatakował Olimpias (która przebywała w Pydnie) i zmusił ją tam do kapitulacji (poddała się w zamian za gwarancję ocalenia życia). Wkrótce potem urządził nad nią sąd "Wszystkich Macedończyków" (na którym nie tylko nie była ona obecna, ale nikt jej tam nawet nie reprezentował), który skazał ją na śmierć. Olimpias twierdziła że to bezprawie i domaga się uczciwego procesu. Twierdziła że potraktowanie jej w ten sposób jest obrazą bogów, jako że sama była matką żywego boga (Aleksandra Wielkiego jeszcze za jego życia uważano za posiadającego "boską iskrę", a po jego śmierci zaczęły lawinowo powstawać mity i legendy uznające go za jednego z zesłanych z Olimpu na Ziemię bóstw). Kassander się tym jednak nie przejął i wysłał do niej 200 żołnierzy, aby wypełnili wyrok sądu. Ci jednak... bali się do niej zbliżyć, jako że uznawali iż nie są godni aby pozbawić życia matkę swego wodza i króla. Nie wykonali więc rozkazu. Wówczas Kassander postanowił iż najlepiej rozprawią się z nią krewni jej własnych ofiar. Namówił więc tych wszystkich, którym ona wyrządziła jakąś szkodę, by ją po prostu zabili i tak się też stało (choć Olimpias ponoć do końca zachowała godność). W 315 r. p.n.e. poślubił Kassander Tessalonikę (siostrę Aleksandra Wielkiego), aby umocnić swoją pozycję, ale i tak jego władza była znacznie mniejsza niż Antygona, który w tymże (315 r. p.n.e.) miał dziesięć razy więcej pieniędzy i wojska. Sprzymierzył się też z Poliperchonem, oraz zaczął głosić ową "Wolność Hellenów". Antygon Jednooki założył również tzw.: "Związek Wyspiarzy", którego centrum stała się właśnie wyspa Delos.




Oczywiście zaraz inni wodzowie (w tym Ptolemeusz Soter z Egiptu) prześcigali się w deklaracjach utrzymania "Wolności Hellady" (tak jak dziś poszczególne partie prześcigają się w deklaracjach utrzymania programu 500+), gdyż poparcie Greków było jednym z kluczowych elementów zwycięstwa. Nie będę tutaj jednak zagłębiał się w poszczególne etapy wojen diadochów, warto jednak odnotować że w roku 286 p.n.e. (czyli jakieś trzydzieści lat od założenia) Związek Wyspiarzy przeszedł pod polityczne zwierzchnictwo Egiptu. Jeszcze wówczas Delos nie stała się wielkim rynkiem niewolniczym (wciąż utrzymywała się nad nią opinia "świętej wyspy" Apollina), ale mieszkańcom już żyło się coraz lepiej, jako że Delos stawało się nie tylko miejscem pielgrzymek do świątyni Apollina i Artemidy, ale również stabilnym bankiem, gdzie w niespokojnych czasach można było przechować depozyty. Miejscem, które pełniło rolę banku (i udzielało m.i.n: pożyczek na procent) oraz skarbca w jednym - była właśnie świątynia Apollina. Połączenie świętości miejsca i gwarancja jaką dawali kapłani, była wystarczającym zabezpieczeniem własnego majątku (żaden król czy wódz nie odważyłby się ograbić świątyni, gdyż to oznaczało świętokradztwo, a co za tym idzie możliwość wypowiedzenia mu posłuszeństwa przez wojsko). Szybko jednak świątynia traci monopol na bankowe usługi i zaczynają wyrastać na Delos prywatne banki, jednocześnie wzrasta zaludnienie wyspy (prawo zabraniające "rodzenia się i umierania" na Delos zostało cofnięte z końcem IV wieku p.n.e.), a bankierzy (tacy jak na przykład Atenodoros z Delos) udzielają pożyczek na procent nawet innym greckim polis.

Wyspa w III wieku p.n.e. bogaciła się w szybkim tempie, a świątynia, która jeszcze na początku tego wieku stanowiła centrum jakiegokolwiek zainteresowania, w drugiej połowie III wieku p.n.e. stanowiła tylko jedną z wielu budowli użyteczności publicznej, jakimi mogli poszczycić się Delijczycy. Powstał tam bowiem (już z końcem IV wieku p.n.e.) teatr, który wzorowany był na ateńskim teatrze Dionizosa, ulokowanym u stóp Akropolu. Mógł pomieścić ok. 10 000 widzów i posiadał wysuwaną platformę (na kółkach), jako część dodatkowa do pracy aktorów (na platformach tych ukazywano sceny dodatkowe, nie pokazane bezpośrednio na scenie, jak choćby bitwy, gwałty, rzezie - oraz trupy poległych wojowników, gdzie aktorzy grali w scenkach dodatkowych). Teatr na Delos stał się tak sławny, że na święta religijne (a w Grecji nie istniały święta niereligijne) zjeżdżali tam aktorzy z całego hellenistycznego świata. Teatr stawał się miejscem publicznym (ważniejszym nawet niż świątynia) i to tam ogłaszano wszelkie publiczne informacje (jak choćby te o wyzwoleniu niewolnika czy uhonorowaniu jakiejś postaci np. poety lub aktora). Do dziś przetrwała lista (z 282 r. p.n.e.), sporządzona na marmurowej kolumnie, wymieniająca uhonorowanych ludzi podczas święta Apollina w teatrze na Delos. Są to: Plejstajnetos syn Telesona, Didymos syn Antygona, Stesileos syn Skymnosa, Apenatos syn Herodikosa - wszyscy za wystawienie chóru, Androlas syn Sattosa, Pyrrajtos syn Nesiotesa, Teorylos syn Diaktoridesa i Aristejdes syn Charilasa za komedie. Zostali również uhonorowani aktorzy komiczni: Fajdros z Aten i Kefisios z Histiai, aktorzy tragiczni: Teudoros z Megary, Temistonaks z Paros i Nikostratos z Kassandrei. A poza tym na owych występach teatralnych, została wyzwolona niewolnica Eutymosa o imieniu Artemis. Zaś w 259 r. p.n.e. uhonorowano na Delos (m.in.) Rzymianina o imieniu Serdon (magika, który pokazywał "czary"), mającego do pomocy grecką niewolnicę o imieniu Aristion. Oczywiście wszyscy aktorzy, członkowie chóru i sztukmistrze byli mężczyznami, bowiem kobiety nie mogły grać w teatrze (męscy aktorzy grali więc też role kobiece).




Delos szczyciło się kilkoma sławnymi obywatelami (niektórzy z nich otrzymali obywatelstwo za zasługi dla wyspy). Jednym z najsławniejszych był Sostratos syn Deksifanesa, któremu wdzięczni Deliijczycy wystawili pomnik ok. 280 r. p.n.e. Sostratos z Knidos był autorem Latarni Morskiej z Aleksandrii (jednego z siedmiu cudów starożytnego świata). Strabon (grecki historyk z I wieku p.n.e.) napisał na jego cześć panegiryk, który brzmiał m.in.: "By ocalić Hellenów, strażnicę na Faros wzniósł Sostratos Knidyjczyk, syn Deksifanesa. W Egipcie szczytów nie ma ni gór jak na wyspach (...) Toteż tę strzelającą wysoko ku niebu wieżę łatwo jest dostrzec już z niezmiernej dali (...) w noc zaś żeglarz walczący z falami zobaczy wielki ogień płonący na szczycie". Delijczycy wystawili pomnik Sostratosowi nie tylko ze względu na jego dzieło (dzięki któremu stał się sławny), które notabene już w dwieście lat później (w czasach Strabona) posiadało dość dziwny napis (oto bowiem wiadomość dla potomnych umieszczona na wieży brzmiała: "Sostratos z Knidos, syn Deksifanesa, bogom Zbawcom dla ocalenia żeglujących". W czym tkwił problem? W braku imienia królewskiego, ówczesnego władcy Egiptu - Ptolemeusza II, nie jest bowiem możliwe aby takie cudo powstało i król nie kazałby umieścić na nim swego imienia - to po prostu nie mogło się zdarzyć. Dlaczego jednak nie było tam imienia Ptolemeusza II? Cóż, nie było go już w czasach Strabona, ale to nie oznacza że nie było go również ok. 280 r. p.n.e. gdy latarnia morska została oddawana do użytku. Po prostu - to jest jedna z hipotez - przebiegły Sostratos swoje imię umieścił na początku, po czym pokrył je dużą ilością tynku i na nim zapisał imię Ptolemeusza II. Wiedział dobrze że po jakimś czasie - zapewne już po śmierci Ptolemeusza II - tynk zejdzie, niwecząc imię władcy a odsłaniając właśnie jego). 

Sostratos został jednak uhonorowany pomnikiem na Delos nie tyle za Latarnię Morską, ile za swoje zasługi dla wyspy, gdyż jako członek dworu królewskiego Ptolemeusza II Filadelfosa i jeden z jego osobistych "przyjaciół" (tytuł "przyjaciela" w Egipcie Ptolemeuszy nie oddawał prawdziwości tego słowa, do grona królewskich przyjaciół zaliczali się np. jego przyboczni dworzanie, doradcy a nawet strażnicy, także członkowie rodziny). Pełnił też rolę dyplomaty, a jego majątek w Aleksandrii był ogromny (za własne pieniądze ufundował swojemu miastu - Knidos piękny portyk z krytymi kolumnadami - który pełnił po prostu rolę... dzisiejszych galerii handlowych). Przebywając na dworze w Aleksandrii, lobbował Sostratos za przyznaniem Delijczykom przywilejów handlowych (w tym również samej świątyni), co spowodowało znaczny wzrost majętności mieszkańców (teraz nie tylko dzięki pielgrzymkom, ale też dzięki ulgom podatkowym, czerpanym z handlu i z pożyczek bankowych). Sostratos (mimo że nie pochodził z wyspy) został uznany za obywatela, które to obywatelstwo zostało mu przyznane z wielką czcią. Kolejnym uhonorowanym obywatelem Delos, stał się Damoteles syn Ajschylosa z Andros. Damoteles był bowiem poetą i muzykiem działającym w "stolicy świata" - Aleksandrii i w swych pieśniach wychwalał piękno Delos i pobożność jego mieszkańców jako "świętej wyspy, świętych ludzi". Uznany został więc przez mieszkańców za "świętego herolda" i nagrodzony wieńcem laurowym i tytułem "Najszlachetniejszego".




Jeszcze innym nagrodzonym był bankier Atenodoros syn Pejsagorasa z Rodos. Jego upamiętnienie na Delos poczynione zostało jednak rękoma Histiajczyków, których ten ocalił od głodu, umożliwiając zakup zboża po zaniżonej kwocie i przyznając im bezprocentową pożyczkę na jego wykup (bowiem z końcem IV wieku p.n.e. zaczął się w świecie greckim prawdziwy kryzys gospodarczy, a ceny wielu produktów gwałtownie poszły w górę. Delos i tak radziła sobie dość dobrze - a przynajmniej znacznie lepiej niż inne greckie polis, ale nie oznaczało to, że i tutaj - choć była to maleńka wysepka - nie było biedaków. Byli, tylko nie przymierali głodem, choć musieli ograniczyć się do badzo prostego posiłku: suchy chleb jęczmienny i woda. W tym okresie 1 medimnos pszenicy - czyli ok. 52 litry - kosztuje aż 10 drachm, za to najlepszy robotnik dostaje 2 drachmy dziennie a pomocnicy 1/3 drachmy. Żeby więc utrzymać rodzinę na podstawowym poziomie, trzeba w ciągu roku zarobić przynajmniej 240 drachm, a nie zawsze jest praca, nic więc dziwnego że niektórzy godzą się na mniejsze stawki a stałe zatudnienie - jak w przypadku robotników świątyni - niż większe stawki a prace sezonowe. Dwadzieścia lat później kryzys nieco osłabł i za 1 medimnos pszenicy płacono już 7,5 drachmy, w połowie III wieku p.n.e. cena spadie do 5 drachm. Wciąż było to jednak zbyt dużo, szczególnie dla osób które nie miały stałego zajęcia. Dlatego też bezprocentowa pożyczka, jaką Histiajczykom przyznał Atenodoros, była dla nich prawdziwym wybawieniem, nic więc dziwnego że uchonorowali go tablicą pamieciową na Delos i przyznali najróżniejsze inne zaszczyty w swoim mieście).

Poza świątynią i teatrem, na Delos przyjezdni kupcy i pielgrzymi mogli podziwiać również zamożne (zaopatrzone w kanalizację) domostwa, takie jak: "Dom Delfinów" czy "Dom Masek" (są to oczywiście nazwy współczesne, a wzieły się od mozajek namalowanych na ścianach owych budynków). Sam fakt że są to domostwa zaopatrzone w kanalizację i łazienkę - pokazuje iż domy bogaczy miały wiele wymyślnych funkcjonalności, które choćby w naszych czasach są oczywistą normą (ciekawym jest również fakt jak wiele elementów nowoczesności znajdowało się zarówno w greckich jak i rzymskich domach, oczywiście obok funkcjonowały również elementy całkowicie archaiczne - jak choćby... brak szyb w oknach). Przeskoczmy jednak III wiek p.n.e. gdy potęga handlowa Delos dopiero się wykuwała i przejdźmy od razu do wieku II p.n.e. gdy wyspa stała się prawdziwym centrum niewolniczego świata, a mieszkańcy zbijali na handlu i sprzedarzy owych (najczęściej porwanych przez piratów, lub uprowadzonych w wyniku działań wojennych) nieszczęśników - ogromny majątek. 





CDN.