Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 24 czerwca 2018

KOBIETA JEST UKORONOWANIEM STWORZENIA - Cz. V

CZYLI KIEDY I GDZIE W HISTORII

ISTNIAŁ MATRIARCHAT?





II
KRETA
KAPŁANKI BOSKIEJ EJLEJTYJI
(ok. 3000 r. p.n.e. - ok. 1450 r. p.n.e.
Cz. I






 Grecka wyspa Kreta jest najlepszym przykładem zaistnienia państwowo-kultowej formy matriarchatu. Jest on o tyle ewidentny, iż na Krecie nie występują kapłani (a przynajmniej nie ma żadnych informacji na ten temat), lecz tylko i wyłącznie kapłanki. Co prawda Kreteńczycy oddają cześć takim bogom jak Zeus, Apollo czy Posejdon, ale są to informacji późniejsze, z czasów albo klasycznych, albo też czasów po-minojskich (choć najprawdopodobniej kult owych bogów był uprawiany na wyspie przez migrujących z kontynentu Jonów i Achajów jeszcze w czasach minojskich), w każdym razie bogowie ci nie są pierwotnymi bóstwami Krety i jej azjanickich mieszkańców. Kreta, przed jej zajęciem przez aryjskich przybyszy z Północy, była centrum religijnego kultu Wielkiej Bogini (lub Wielkiej Macierzy). Bogini ta, mogła mieć kilka imion i mogła też patronować wielu różnym aspektom życia ludzkiego, ale fakt pozostaje faktem, że to właśnie kobiece bóstwo było na Krecie dominujące, oraz że jedynie kobiety mogły pełnić urząd kapłanek. Nosiły one nazwę "Potnia Theron" ("Panie Dzikiej Zwierzyny"), a swoje kulty, odprawiały w świętych grotach, oraz na szczytach gór. Bez wątpienia ów matriarchalny kult religijny, związany był z płodnością, gdyż figurki Wielkiej Bogini (która nosiła różne imiona, ale najbardziej znana jest pod imieniem Ejlejtyji - która była właśnie boginią płodności i której cześć oddawano w grocie Amnisos koło Knossos), przedstawiają ją na wpółnagą, z odsłoniętymi piersiami.

Kapłanki, czyli "Panie Dzikiej Zwierzyny", miały niezwykle silną pozycję w państwie, gdyż jedynie one, mogły oddawać cześć bogini Ejlejtyji w grotach i labiryntach skalnych (znaczenie labiryntów odgrywało dużą rolę w kultach kreteńskich, gdyż miało to jakiś związek z inicjacją prawdopodobnie seksualną. Mit o Tezeuszu, Ariadnie oraz labiryncie i Minotaurze w jakiś sposób się z tym wiąże, choć on sam powstał znacznie później, gdy kultura minojska przestała już istnieć). Do najsławniejszych grot świątynnych należały: właśnie Amnisos, grota położona na górze Dikte (która w czasach późniejszych służyła jako miejsce kultu Zeusa, który wedle mitu miał się tam narodzić), oraz Ampeluzja koło Gortyny. Miejscem świętym było również niewielkie sanktuarium, położone na górze Juktas. Kapłanki nosiły specyficzne stroje, które całkowicie odsłaniały ich piersi (najpewniej było to związane z kultem płodności), oraz długich, falbaniastych spódnicach do stóp. Jednak nagość była czymś naturalnym, jako że istnieją opisy kultów, jakie miały odprawiać kapłanki - należą do nich dziwne, ekstatyczne zwyczaje, jakie wykonywały kapłanki, będąc całkowicie nagie, pocierały swoje ciała (piersi, brzuch) o drzewa, lub o skałę (nie wiadomo dokładnie co to miało znaczyć, ale musiało mieć jakiś związek z kultem płodności lub kultem natury, który był też bardzo silny na Krecie). W zasadzie każdy aspekt przyrody (zima, wiosna, lato, jesień), związany był z aspektem żałobnym (lamenty), orgiastycznym lub ekstatycznym. Dużą rolę w kulcie religijnym bogini Ejlejtyji, pełnił taniec. Mocną pozycję w tym kulcie pełnił byk, będący zapewne świętym zwierzęciem bogini (notabene, o ile w tym typowo kobiecym kulcie, byk oraz róg byka - który kapłanka trzymała w dłoni podczas składania ofiar - stanowił silny element religijny, związany z Wielką Macierzą, o tyle, np. w mitraizmie - typowo męskiej religii - byk stanowi symbol zła wszelakiego, którego zabija zbawca ludzkości - boski Mitra).

Innym symbolem, bardzo przypominającym byka (czy też jego rogi), był obusieczny topór kultowy, który używany był podczas misteriów religijnych (często lezy on obok... nagiej bogini). Nie jest znane do jakich celów mógł być używany, w każdym razie, w okresie o którym piszę, nie praktykowano już mordów rytualnych (przynajmniej na Krecie nic na ten temat nie wiadomo), które były bardzo popularne w kulcie Wielkiej Bogini w Azji Mniejszej mniej więcej do ok. 3000 r. p.n.e. Praktyka ta wyglądała następująco, iż kapłanka składała w ofierze bogini wybranego wcześniej, młodego mężczyznę, który następnie grzebany był w ziemi w pozycji embrionalnej, co miało sugerować niekończący się związek życia i śmierci, który powstaje za wolą bogini z matczynego łona. Na Krecie tego typu praktyki (szczególnie po 2000 r. p.n.e.) nie były już kontynuowane. Należy też tutaj od razu dodać (o czym wspomniałem na początku), że w matriarchalnych kultach kreteńskich, nie występują żadni męscy bogowie. Owszem, w otoczeniu bogini znajduje się czasem pewien młody, uzbrojony mężczyzna, ale nie jest to bóg, któremu oddawano cześć, a raczej jej kochanek lub akolita. O ile jednak kult religijny Wielkiej Bogini, należał na Krecie jedynie do obowiązków kobiet-kapłanek, o tyle najwyższym kapłanem jej kultu w państwie był z reguły sam król. Pałace królewskie w Knossos, Fajstos i Zakros, posiadają miejsca kultowe, gdzie król i jego małżonka mogli oddawać cześć bogini, król bowiem pełnił swoją władzę z nadania bogini, o czym świadczył gryfony, otaczające tron królewski w Knossos, będące symbolem rytualnej władzy bogini.




Bardzo silny był kult zmarłych (związany z cyklem narodzin i śmierci, czyli cyklem płodności). Składano ich do komór grobowych wykutych w skale lub w ziemi (w zależności od pozycji zmarłego), gdzie żywi mogli odwiedzać zmarłych, odbywając podczas świąt libacje na ich cześć. Nad wszystkim sprawowała pieczę oczywiście Bogini Matka, której personifikacje były w owej grocie umieszczane. Był również specjalny rytuał kultowy, mający zapewnić zmarłemu szczęśliwą egzystencję w zaświatach, który nosił nazwę - thiasoi. Ów rytuał i jego nazwa, znana jest chociażby stąd, iż przetrwała w pewnych tajnych misteriach z czasów późniejszych, ale praktyki te, są również przedstawione w komorach grobowych królów kreteńskich. Rytuał ów polegał na złożeniu przez kapłankę (często musiało być ich więcej niż jedna) ofiary bogini z byka, którego krew miała spłynąć do krateru, prowadzącego do urny ofiarnej. Po dopełnieniu owej ceremonii, składano na ołtarzu jeszcze dwa cielaki (prawdopodobnie, choć nie jest to pewne), po czym przystępowano do libacji za szczęśliwe przejście zmarłego do krainy zmarłych. Wszystkie te kulty, rytuały i misteria odprawiane były właśnie przez kapłanki, była to więc kolejna, typowo matriarchalna funkcja w dziejach (co ciekawe, jej odpowiednikiem byli wśród Celtów tzw.: druidzi, społeczność kapłańska, złożona z samych mężczyzn. Takich przypadków wyjątkowości każdej z płci, było jeszcze kilka - jak choćby mityczne plemię - czy plemiona Amazonek, kobiet-wojowniczek i typowo męskie bractwo wojskowe, ściśle unitarne i złożone z samych "samców" - Kozacy z Siczy na wyspie Chortyca, do której wejść nie było tak łatwo i która zamieszkana była tylko przez mężczyzn).

Kultura kreteńska dominowała w całym basenie Morza Egejskiego, szczególnie w latach 1700 r. p.n.e. - 1450 r. p.n.e. A kreteńskie zwyczaje religijne (te, związane z kultem Wielkiej Bogini), znajdowano również na wyspach: Tera, Melos, Rodos, Karpatos, Kytera, Keos czy w Milecie, a najsławniejszymi koloniami kreteńskimi, były te, założone na wyspach: Kytera - Kastri, oraz Tera - Akrotiri. Istniała również zbrojna warownia kreteńska na Melos - Fylakopi. Wszystkie te miasta oraz twierdze zostały zdobyte i spalone do 1450 r. p.n.e. przez przybyłych z północy (z kontynentu greckiego) najeźdźców, zwanych Achajami. Był to aryjski, indoeuropejski (a jeśli tak to z pewnością słowiański, gdyż przywędrowali oni znad naddunajskiego rejonu karpackiej Słowiańszczyzny) lud, który przyniósł swoje kulty i zwyczaje. Podbój Krety przez Achajów zapewne nie dokonał się w sposób gwałtownej, jednorazowej inwazji, lecz był procesem, rozciągniętym na dziesięciolecia. Pierwszym błędem Kreteńczyków, było pozwolić osiedlić się na swojej wyspie achajskim przybyszom, którzy reprezentowali zupełnie inną kulturę i wyznawali inną religię (choć wiele kultów kreteńskich zostało potem przyswojonych przez Achajów i przetrwało do czasów Grecji klasycznej). To oni wprowadzili kulty męskich bogów - Zeusa, Posejdona czy Dionizosa. To oni też (zapewne w wyniku jakichś wewnętrznych buntów i powstań) ostatecznie przejęli władzę nad wyspą, na której początkowo byli jedynie gośćmi (ich liczba zwiększała się jednak w wyniku kolejnych migracji z kontynentu greckiego). 


 ACHAJOWIE



Gdy już stali się panami Krety i spalili pałace w Knossos, Fajstos, Zakros, oraz mniejsze miasta - Chania, Hagia Triada, Myrtos czy Palaikastro, zabronili ostatecznie odprawiania kultu Wielkiej Bogini (której część "uprawnień" przejęły takie boginie jak Atena, Demeter czy Hera). Funkcja kapłanek została rozwiązana a święte groty popadły w zapomnienie. W nowo odbudowywanych miastach, stawiano już świątynie klasycznym bóstwom greckim i tam się do nich modlono. Matriarchalny kult poszedł w zapomnienie (był jeszcze praktykowany w Azji Mniejszej), i odrodzi się dopiero (choć w zupełnie innej formie) za czasów Imperium Rzymskiego, w kulcie bogini Kybele.     

  

ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER WILL APPLY TO POLAND



 CDN.
 

piątek, 22 czerwca 2018

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. III

FILARY SPOŁECZNEGO

ROZWOJU LUDZKOŚCI

I METODY PATOLOGIZACJI

NA PRZESTRZENI WIEKÓW





FILARY EUROPY 

PIERWSZA EUROPEJSKA 

OJCZYZNA SŁOWIAN

Cz. II


Słowianie, jako pierwszy aryjski lud indoeuropejski, weszli na ziemie dzisiejszej Europy (rejon Karpat) ok. 12 000 r. p.n.e z ziem Bliskiego Wschodu. Jednak proces opanowywania tego obszaru trwał do 8 000 r. p.n.e., przy czym ludność słowiańska zasiedlała już w tym czasie tereny północnej Rosji (Karelia), gdyż z tego właśnie okresu (ok. 8 400 - 6 400 r. p.n.e.) pochodzi słowiańska osada Oleni Ostrov (nazwa współczesna), położona nad Jeziorem Onega, w której zamieszkiwał ów "Karelczyk" o którym pisałem w poprzedniej części (lub też "Człowiek z Jeleniej Wyspy") będący jednocześnie praojcem dla ludów słowiańskich o haplogrupie R1a1a z mutacją M198 (kultura janisławicka i amfor kulistych), z mutacją M417 (kultura ceramiki sznurowej) i Z282 (kultura łużycka). Nazywany jest on również "Pierwszym Polakiem", gdyż ok. 90% DNA Karelczyka, pokrywa się z genami współczesnych Polaków. Tak więc okazuje się, że migracja Słowian-Aryjczyków nie przebiegała tylko z południa (Bliski Wschód) na północ (rejon Karpat), ale także z północnego-wschodu na południowy-zachód. Ok. 8 000 r. p.n.e. ziemie rejonu Karpat zostają już w całości opanowane przez plemiona słowiańskie, a ok. 7 000 r. p.n.e. z rejonu Kaukazu wyrusza na północ kolejny wielki pochód ludności słowiańskiej. Z tamtejszych osad Tsalka Edzani i Czah Yox, ruszają plemiona (mutacja Z282 i M417, być może również Z645), które dochodzą nad Dniepr (rejon dzisiejszego Kijowa i północnej Ukrainy). Pierwsza większa osada na tych terenach, datowana jest na 6 000 r. p.n.e. i nosi nazwę Rudoj Ostrov (oczywiście nazwa współczesna). W przeciągu kolejnego tysiąclecia, opanowane zostają ziemie aż do Bałtyku (mutacja Z282 i wyodrębniona z niej lechicka grupa M458). Główna jednak grupa Słowian poszła jednak w tym czasie (ok. 7 600 r. p.n.e.) na Zachód, kierując się ku Niemcom, Francji, Holandii, Belgii i południowej Brytanii (mutacja M417).

Centrum jednak Słowiańszczyzny, tzw.: "Druga Kolebka" to były ziemie w rejonie Karpat (nawet XIX-wieczny polski historyk Julian Bartoszewski pisał: "Rdzenna nasza ziemia pod Karpatami była (...) jakby ojczyzną całego plemienia słowiańskiego, stały się obydwie strony Karpat, jedna od południa, druga od północy, wzdłuż Wisły (...) Podkarpacka ziemia jest ojczyzną wielkiego plemienia (...) arcy-słowiańską ziemią, ogniskiem życia (...) w niej mieszkał najdawniejszy, najwięcej wyrobiony i najdzielniejszy lud słowiański"). Dziś już wiadomo, że kolebką Słowiańszczyzny (mam tu na myśli archeologów i genetyków a nie pseudo-historyków) były ziemie ziemie Karpackie (zwane również "polskimi Mykenami nad Dunajem"), wiadomo też jakie tam powstały w owym czasie grody. Po roku 4 000 p.n.e. (czyli już po wejściu do Europy ludności celtyckiej i zajęciu przez nich terenów dzisiejszej Austrii i południowych Niemiec, tzw.: kultura halsztadzka), w rejonie karpackiej "Macierzy", nad Dunajem powstaje ponad 40 wielkich słowiańskich osad (sam fakt, że to właśnie w rejonie Karpat było największe namnożenie słowiańskich osad, świadczy dobitnie, że właśnie tutaj w owym czasie znajdowało się centrum Słowiańszczyzny). Do największych ówczesnych grodów, zaliczyć można Tartarię (tabliczki z zapisanym pismem z Tartarii datuje się na 5 000 r. p.n.e. co dobitnie świadczy, iż Słowianie byli zapewne jednymi z pierwszych, jeśli nie pierwszymi społecznościami po-potopowymi, które zapoczątkowały piśmiennictwo, zresztą Słowianie jako pierwsi wymyślili również koło - wizerunek czterokołowego wozu z Małopolski, jest obecnie najstarszym odnalezionym przedstawieniem koła na Ziemi i pochodzi z 3 490 r. p.n.e. jest więc o 150 lat starsze, od najstarszego dotąd wyobrażenia koła, pochodzącego z terenów Mezopotamii).

Inną dużą osadą słowiańską tego okresu, było Starcevo nad Dunajem (dzisiejsza Serbia), oraz położona bardziej na południe Rudna Glava. Słowianie byli prekursorami obróbki miedzi, gdyż to właśnie w rejonie Karpat zrodziła się ta sztuka, potem eksportowana do Europy Zachodniej. Jak już wspomniałem, było ponad 40 słowiańskich osad karpackich, tworzących tzw.: Obszar Karpacki, lub też "Kompleks Barbotinowy" (zwany również kulturą starczewsko-kryszańską), i prócz już wymienionych osad, można jeszcze dołożyć następujące grody: Vcelince, Nicena, Mysla, Vrable, Hradok czy Ganovce. Po 2 000 r. p.n.e. liczba osad zwiększa a w rejonie Karpat powstaje kultura pól popielnicowych, która szybko ogarnia większą część Europy (wraz z Francją, Włochami i północną Hiszpanią ale już bez Brytanii). Słowianie dominują wówczas niepodzielnie na obszarze całej Europy, wchodząc jednocześnie w korelacje z Celtami (od ok. 2 250 r. p.n.e. większa część dzisiejszej Francji znajdowała się już pod władzą Celtów/Galów, zaś północna Italia została przez nich opanowana ok. 2 200 r. p.n.e.). Natomiast dotychczasowa ludność niearyjska (haplogrupa I1) została całkowicie wyparta na daleką północ Skandynawii, ale duże jej grupy musiały dalej żyć pod dominacją Słowian i Celtów, jako że w czasie największej bitwy starożytności - w Dolinie Dołęży z 1250 r. p.n.e. cześć walczących wykazuje geny tychże ludów. Nie są to jednak ludy germańskie, jak chcieliby niektórzy, to ludy tzw.: północne lub nordyckie (nazwy umowne, związane z faktem zepchnięcia ich właśnie na te mroźne skandynawskie ziemie). Klasyczni Germanie pojawią się dopiero po wymieszaniu się pokonanych ludów haplogrupy I1 ludów celtyckich (haplogrupa R1b1) i ludów słowiańskich (R1a1). Ale to stanie się dopiero w (średniowieczu - VII, VIII, IX wiek)



FILARY EUROPY

BITWA W DOLINIE DOŁĘŻY (1250 r. p.n.e.)

OSTATECZNY TRIUMF 

SŁOWIANO-CELTÓW W EUROPIE

Cz. III 


 ZESTAWIENIE LUDÓW BIORĄCYCH UDZIAŁ 
W BITWIE W DOLINIE DOŁĘŻY
1250 r. p.n.e.





Największa znana dziś bitwa starożytności, miała miejsce na granicy dzisiejszych państw Polski i Niemiec, niedaleko Szczecina w rejonie Dołęży (Meklemburgia-Pomorze Przednie) ok. 1250 r. p.n.e. Doktor Christian Schell (genetyk z Uniwersytetu w Mainz) stwierdził po przeprowadzeniu badań kości 17 odkopanych wojowników, którzy polegli w tej bitwie, iż ludność kultury łużyckiej (czyli Słowianie), są ludem, którego komponenty genetyczne są dziedziczone przez współczesnych Europejczyków w największym stopniu (18,20 %), na drugim miejscu dopiero jest ludność nordycka, czyli ludność o haplogrupie I1 (11,52 %). Ludność celtycka, która uczestniczyła w bitwie, odpowiada zaś 5,93 % komponentów genetycznych, przekazanych współczesnym Europejczykom. W każdym razie, odchodząc teraz od statystyk, bitwa w Dolinie Dołęży, była ogromnym starciem ludów ówczesnej Europy a nawet Eurazji (uczestniczyło w niej aż 36 ludów, przez co była to największa bitwa starożytności - biorąc pod uwagę liczbę wojowników, szacowaną na ok. 7 000, przy czym polec miało aż 750 z nich). Było to starcie świata aryjskiego (Słowianie, Celtowie, Celtyberowie, ludy Zachodniego Kaukazu - tzw. rasa kaukaska -  i Armenii) oraz ginącego świata nordyckiego (i jemu pokrewnych). Bitwa zakończyła się całkowitym zwycięstwem Słowiano-Celtów i ostateczną klęską ludów o haplogrupie I1, I2 oraz J1 i J2. Swoją drogą sam fakt, że to tak wielkiej bitwy doszło dopiero w XIII wieku p.n.e. świadczy dobitnie, że pomimo opanowywania kontynentu przez Słowian i Celtów od 12 000 r. p.n.e., proces ten nie został doprowadzony do końca. A już to, że w bitwie tej wzięło udział aż 36 ludów, świadczy dobitnie o skali i niebagatelnej roli, jaką miała wypełnić. 

Zwycięstwo w niej Słowian i Celtów było tak duże, że ludność nordycka (i pokrewne) już się po niej nie podniosły, spychane konsekwentnie w głąb Skandynawii i wypierane z kontynentu europejskiego, również i przez Morze Śródziemne na południe. Należy też od razu dodać, że niedługo po tym zwycięstwie (które musiało odbić się echem w całym obszarze od Morza Bałtyckiego i Morza Północnego po Morze Śródziemne i Morze Czarne), nastąpiła wielka ofensywa ludów słowiańskich z północy na południe. Historycy nadali temu wydarzeniu nazwę - inwazji "Ludów Morza", które zniszczyły istniejące wówczas wielkie kultury anatolijskie (królestwo Hetytów ok. 1200 r. p.n.e.), syryjskie, palestyńskie oraz zaatakowały Egipt (ok. 1175 r. p.n.e.). Część słowiańskich najeźdźców z północy, osiedliła się na zdobytych ziemiach, ale większość plemion została później podbita, lub zasymilowała się z innymi ludami, natomiast największe państwo (a raczej państwa, gdyż, zgodnie ze słowiańską i celtycką tradycją polityczną, były to zdecentralizowane ośrodki z lokalnymi władcami) stworzyli w nadbrzeżnym pasie Palestyny, tzw.: Filistyni (był to bez wątpienia lud słowiański), którzy po długich walkach z plemieniem Izraela, ostatecznie zostali podbici przez króla Dawida i zasymilowali się z Izraelczykami, co oznacza że żyjący w I wieku p.n.e. (w czasach Chrystusa) Żydzi, mieli (lub mogli mieć) również i słowiańskie geny (po raz drugi Słowianie/Polacy założyli Izrael jeszcze w czasie II Wojny Światowej, gdy gen. Anders zwolnił z przysięgi wojskowej Żydów narodowości polskiej, których wyprowadził z ziemi sowieckiej, z domu niewoli. Gdy zaś w 1948 r. powstało państwo Izrael, pierwszym językiem, jakim posługiwali się chociażby politycy w Knesecie, był właśnie język polski).      



PS: To zdjęcie zrobione ze Strefy Kibica w Lublinie. Pokazuje jedyną osobę, kibicującą drużynie Senegalu, podczas meczu z Polską 19 czerwca w czasie Mistrzostw Świata w Rosji. Ową kibicką Senegalu, jest studentka Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej - Zendayi Sithole z Zimbabwe. Piękny obrazek, a jeszcze piękniejsze są słowa owej pani, które powiedziała do mediów, oto one: "Byłam jedyną przedstawicielką Afryki kibicującą Senegalowi (...) Na początku trochę się bałam, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiłam, ale uznałam, że to jest czas, żeby kibicować. Innym powodem, dla którego poszłam do kibiców jest to, że czytałam o polskiej historii i wiem, że polscy mężczyźni szanują kobiety. To jeden z tych krajów, gdzie się je szanuje. Więc wiedziałam, że mnie nie pobiją i nie zrobią czegoś złego (...) Polacy to bardzo dobrzy ludzie. Boże, błogosław im".






No i rzeczywiście, wszelki rasizm rasizm jest obcy nam i naszej kulturze. Ci, co znają naszą historią, a szczególnie nasz genotyp narodowy - lechicko-słowiański, wiedzą o tym doskonale. Tak jak nigdy u nas nie było wojen religijnych czy też palenia ludzi na stosach za wiarę lub poglądy, tak nigdy nie było żadnych prześladowań ze względu na pochodzenie czy kolor skóry. My jesteśmy spokojni ludzie, którzy chcą po prostu normalnie żyć na tym świecie pod gwiazdami, nie lubimy tylko jak ktoś wchodzi do nas z buciorami i próbuje nas podbijać czy pouczać jak mamy żyć - wtedy nie ma zmiłuj i jesteśmy niczym wataha wilków w ataku. 






I to jest w zasadzie jedyny optymistyczny akcent (wtorkowego spotkania z Senegalem). Jeśli te nasze patałachy (bo inaczej ich określić nie można), zamierzają tak zagrać w niedzielę w meczu z Kolumbią, 



to szkoda i ich wysiłku i naszych nerwów, może niech od razu zrobią sobie wakacje:





 ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND

NEVER WILL APPLY TO POLAND



 CDN.

środa, 20 czerwca 2018

HISTORIA FEMINIZMU I IDEOLOGII "GENDER" Cz. I

CZYLI KIEDY I JAK WALKA O 

RÓWNOŚĆ OBYWATELSKĄ 

KOBIET I MĘŻCZYZN, 

ZOSTAŁA ZAMIENIONA W 

RADYKALNĄ "WOJNĘ PŁCI"?

  
"ŻADEN FEMINIZM WARTY TEJ NAZWY NIE MOŻE METODOLOGICZNIE WYKRACZAĆ POZA MARKSIZM"

ALICE MACKINNON



 Jak narodził się współczesny feminizm? Co jest ideologia "gender" (tzw.: "genderyzm"), kim były sufrażystki i co je łączy (jeśli w ogóle) ze współczesnym feminizmem? Co i jak łączy feminizm z marksizmem? Na (m.in.) te, i temu podobne pytania postaram się odpowiedzieć w tym temacie, gdyż jak obecnie widać rewolucja neomarksizmu przyspiesza w całej swej pełni. Co ciekawe, ideolodzy i "kapłani" nowej neomarksistowskiej religii, w ogóle już się nie kryją nie tylko ze swoimi poglądami na społeczeństwo i przyszłość świata, ale wręcz mówią o tym otwarcie, bezczelnie wprost - a mimo to większość społeczeństw zachowuje się niczym głuche i sparaliżowane. Junkier już oficjalnie modli się w świątyni (przy figurze ukrzyżowanego Chrystusa - symbolu Chrześcijaństwa) do Karola Marksa,najróżniejsze "autorytety" mówią wprost - że celem jest zbudowanie świata, w którym społeczeństwa będą bezwolną masą, całkowicie posłuszną, kontrolowaną i "ulepioną" zgodnie z wolą pewnych (niedopowiedzianych) Kreatorów - czyli elit tego "Nowego Wspaniałego Świata" przyszłości. Przyszłość jawi się więc nieciekawie, gdyż (w przypadku urzeczywistnienia tych planów) przyjdzie nam żyć i funkcjonować w rozdartym, wzajemnie podzielonym i niezdolnym do jakiegokolwiek skutecznego buntu przeciwko elicie (owym "Kreatorom") społeczeństwie Elojów, a mimo to większość ludzi (mimo że wszystko jest już wyłożone oficjalnie, bez żadnego "owijania w bawełnę"), zachowuje się tak, jakby nic się nie działo. Dla mnie osobiście jest to coś niesamowitego i jednocześnie strasznego - bowiem pokazuje to, iż większość populacji świata (a szczególnie Cywilizacji Zachodniej, która można nazwać też "Cywilizacją Białego Człowieka"), jest zupełnie bezbronna i nieprzygotowana na to co jest jej narzucane. To są społeczności Elojów, niezdolnych do podjęcia jakiejkolwiek akcji obronnej przed żywiącymi się nimi Morlokami (jak pięknie to przedstawił w swym "Wehikule Czasu" - George Herbert Wells).

Jest to problem znacznie głębszy niż tylko to, co oferuje nam feminizm i genderyzm (będący jedynie jednym z elementów - środków, użytych w walce o urzeczywistnienie się celu - powstaniu "Nowego Wspaniałego Świata"). Jednak feminizm i genderyzm (ten ostatni jest mocno związany z promocją homoseksualizmu i akceptacją dla praktyk nienormatywnych), choć, co należy podkreślić, ten środek w walce o zbudowanie nowego społeczeństwa, jest (mimo wszystko) dość słaby i raczej jego efektywność nie jest i nie może zakończyć się pełnym sukcesem. Dzieje się tak z różnych przyczyn (które również postaram się opisać w tym temacie), ale fakt pozostaje faktem, że ci, którzy to promują (i aplikują do społeczeństwa), zaczęli zdawać sobie z tego sprawę. W każdym razie nieefektywność feminizmu, homoseksualizmu i ideologii gender, ich słaby rozwój (pomimo totalnej promocji i narzucania owych praktyk pośrednio i bezpośrednio), spowodował przejście do planu "B" (choć oczywiście nie oznacza to zakończenia wspierania owych praktyk). Planem "B" jest... masowa migracja i przemieszanie się społeczeństw (innymi słowy, zalanie Europy i prawdopodobnie również Ameryki, muzułmańskimi nachodźcami. co ciekawe, użyte w tym wszystkim środki ("A" i "B") wzajemnie się wykluczają, co oczywiście nie oznacza, że w imię promocji planu "A", plan "B" zostanie wstrzymany. W żadnym razie, feminizm i genderyzm, choć skutecznie osłabiły społeczeństwa tzw.: Zachodu, nie doprowadziły do ich przemodelowania w sposób zadowalający. Dlatego też muszą one ustąpić pola kolejnemu środkowi, który zostanie użyty, w celu ostatecznego zniszczenia całej Europy (jej kultury, tradycji, religii) oraz oczywiście spowoduje przemieszanie się ludności na kontynencie zasiedlonym przez jedyną rasę, która jest jeszcze w stanie postawić tamę (realizowanym od dziesięcioleci) planom transformacji społecznej, obejmującej nie tylko Europę czy Amerykę, ale cały świat. Tylko rasa biała, jest (jeszcze) w stanie skutecznie pokrzyżować te plany i dlatego tak konsekwentnie jest zwalczana i niszczona. 

To jest fakt, o którym się nie mówi, a przynajmniej nie mówiło się dotąd, bowiem obecnie coraz częściej wśród tzw: establishmentu (głównie związanego z kulturą itp.), można usłyszeć prawdę, po co jest to wszystko organizowane. Celem jest totalitarna władza nad całą planetą (marksizmu, który będzie stanowił nie tylko nową ideologię, ale wręcz stanie się nową... religią, nie można ograniczyć ani do jakiegoś jednego kraju, ani też kontynentu, bowiem pozostawienie ludziom obszarów, dokąd mogą uciec, by schronić się przed tym totalitaryzmem - nawet ryzykując życie - oznaczałoby tylko jedno, że tworzony przez dziesięciolecia z takim poświęceniem ustrój - wcześniej czy później po prostu się załamie i rozpadnie (podobnie jak rozpadł się komunizm w Związku Sowieckim i innych krajach Bloku Wschodniego). Należy więc zrealizować cel Marksa i Lenina, objąć komunizmem cały świat, wówczas... nie będzie już gdzie uciec, skoro wszędzie będzie tak samo. Proste? Najważniejszy jest cel, nie środki ku niemu wiodące, dlatego też owi "Kreatorzy", którzy tak hojnie wspomagają feminizm i genderyzm i promują go wszędzie gdzie to jest możliwe (używając do tego niebagatelnych środków finansowych i kontrolowanych przez siebie mediów), gdy tylko dojdą do wniosku że dalsze ich wsparcie nie ma już sensu i że powoduje to konflikt pomiędzy środkiem "A" a środkiem "B" (masową migracją, głównie muzułmańską), poświęcą i feministki i homoseksualistów na ołtarzu Nowego Wspaniałego Świata. Bowiem ci pierwsi już teraz w neomarksistowskiej hierarchii, stoją znacznie niżej od muzułmanów (i ludów czarnoskórych). Już dziś Antifa (skrajnie lewicowa bojówka, finansowana ze środków przeznaczanych na wsparcie "organizacji pozarządowych") rozbija parady równości i atakuje gejów, gdy ci próbują paradować w dzielnicach zamieszkałych przez muzułmanów. Dobitnie to pokazuje nową hierarchię - "Nie podskakujcie, bo skończycie powieszeni na latarniach". I nikt nie będzie za nimi tęsknił, bowiem są oni (one) jedynie środkiem, który (podobnie zresztą jak i muzułmanie) "Kreatorzy" mają w głębokiej pogardzie.




Tak więc najważniejszy jest cel - środki są drugorzędne (a nawet trzeciorzędne) i podlegają wymianie. Jeśli więc homoseksualiści nie zrozumieją, że stoją niżej od muzułmanów, to będą pogromy, dokonywane rękami samych migrantów i wspierających ich lewicowych organizacji (takich jak Antifa). Jeśli feministki nie zrozumieją, że przyszłością kobiety XXI wieku jest posłuszeństwo i burka, to skończy się podobnie i białe kobiety będą publicznie gwałcone i zabijane (już ma to miejsce w wielu krajach świata), dopóki nie zaakceptują islamu i podrzędnej roli kobiety w jego ramach (oczywiście islam też ma ewoluować, ale stopniowo. Tak więc byłe zwolenniczki "równości płci" i propagatorki radykalnego feminizmu, skończą w burkach, jako pokorne niewolnice swych muzułmańskich panów, albo... stracą życie. Rachunek jest prosty i coraz więcej ludzi w to zaangażowanych (w najróżniejszym stopniu) przestaje to ukrywać i mówi o tym wprost. Na zachodnioeuropejskich i amerykańskich uczelniach organizowane już są pokazy mody dla kobiet w burkach, przy czym organizują to... ruchy feministyczne. A te kobiety, które próbują mówić o masowych gwałtach i o ciężkiej doli kobiet w państwach, rządzonych przez muzułmanów, nazywane są rasistkami, faszystkami i szowinistkami. 1+1 zawsze równa się 2 moi mili. Zresztą światopogląd feministek jest totalnie mdły i to mdły do bólu. One niby walczą o "równość" kobiet, a tak naprawdę na każdym kroku podkreślają ich niesamodzielność i bycie "gorszą płcią" (że tak pozwolę sobie to nazwać). Mówią o dyskursie społecznym i o narzuconej im, patriarchalnej otoczce, w której muszą (biedne) funkcjonować, co powoduje że... odnoszą sukces. 

Nielogiczność feminizmu jest tak wielka, że gdy podkreślam iż wszystkie kobiety, które osiągnęły sukces w dziejach i przeszły do historii, otaczały się albo samymi mężczyznami, albo też mężczyźni stanowili tam znakomitą większość. Kobiety, które otoczone są kobietami, nie odnoszą takich sukcesów - i to jest fakt, bezsporny, fakt. Okazuje się jednak, że dla feministek oznacza to jednocześnie, iż biedne kobiety muszą posługiwać się takimi metodami, na jakie pozwala im ich "wróg" (czyli jak rozumiem mężczyźni lub niesprecyzowany patriarchat). Innymi słowy, to patriarchat i mężczyźni są winni temu, że kobiety odnoszą sukces tylko w oparciu o męskie wzorce. Wychodzi na to więc że: "Nie odpowiadamy tylko za gradobicie, trzęsienie ziemi i koklusz" - jak mówił filmowy Albercik z "Seksmisji" Juliusza Machulskiego. Przejdźmy już może do tematu:         






ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER
WILL APPLY TO POLAND



CDN.
 

niedziela, 17 czerwca 2018

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. XIV

CZYLI JAK TO KRÓL

RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV

PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE

CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO

W KONSTANTYNOPOLU




 1645 r.

IMPERIUM OSMAŃSKIE

Cz. IV




Wielki wezyr Gurcu Mehmed Pasza, z braku dokumentu rozejmu chocimskiego z 9 października 1621 r., postanowił zasięgnąć rady tureckich tłumaczy, którzy byli obecni w czasie spisywania owego rozejmu. Ku jego wielkiemu zaskoczeniu, potwierdzili oni, że pozycje, które wymienił polski poseł - Krzysztof Zbaraski, są... prawdziwe. Oznaczało to, iż Imperium Osmańskie musiałoby nie tylko przystać na żądania Zbaraskiego, ale wręcz musiałoby uznać się za pokonane w tamtej wojnie, co, w wyniku nasilających się buntów i niepokojów wewnętrznych, nie było dobrym wyjściem. Dlatego też postanowił on wziąć Zbaraskiego na przeczekanie. Przez trzy kolejne miesiące unikał go i nie zapraszał na rozmowy, co miało spowodować iż poseł odpuści i zrezygnuje ze swoich roszczeń. Jednocześnie do wezyra dochodziły głosy, aby (jak radził Kantemir pasza Sylistrii - bohater spod Chocimia, nagrodzony przez sułtana Osmana II - o czym pisałem w poprzedniej części), nie wypuszczał z Konstantynopola polskiego posła i uwięził czternastu wojskowych, znajdujących się w jego orszaku, do chwili aż zaakceptuje on wypłatę corocznej daniny na rzecz Imperium Osmańskiego. Mehmed Pasza na razie jednak nie odważył się na taki krok. Tymczasem 7 stycznia 1623 r. w Stambule wybuchł kolejny już bunt janczarów, którzy tym razem domagali się ukarania śmiercią wszystkich, odpowiedzialnych za zamordowanie sułtana Osmana II. Gurcu Mehmed Pasza uznał się za wykonawcę woli janczarów, a jednocześnie za mściciela Osmana II i wszystkich, którzy brali udział w jego zabójstwie skazał na śmierć. Janczarzy zaczęli więc plądrować stolicę, w poszukiwaniu ukrywających się sprawców - 18 stycznia zamordowany został, wraz ze swoimi współpracownikami, główny sprawca śmierci Osmana II - Dawud Pasza.

Nie zakończyło to jednak buntów i wzajemnych niesnasek pomiędzy janczarami, spahisami a nowym władcą - Mustafą I i jego matką sułtanką Halime. W lutym doszło do kolejnej rebelii, ale nim do tego przejdę, wróćmy jeszcze na chwilę do poselstwa Krzysztofa Zbaraskiego. Otóż w czasie styczniowej rebelii janczarów, wielki wezyr Mehmed Pasza ogłosił że jeden z morderców Osmana II, skrył się w komnatach polskiego posła, okazało się to nieprawdą, ale Mehmed Pasza nie dawał za wygraną. Wkrótce potem oskarżył Krzysztofa Zbaraskiego że jego poselstwo nie ma poparcia króla i sejmu Rzeczypospolitej i że jest raczej "prywatną wycieczką". Radził więc, aby na jakiś czas uwięzić Zbaraskiego w twierdzy Yedikule i jednocześnie wysłać poselstwo do Rzeczpospolitej, z pytaniem czy jego poselstwo ma poparcie polskiego monarchy. Takie postanowienie zapadło 4 lutego 1623 r. Gdy Krzysztof Zbaraski dowiedział się że ma zostać aresztowany i osadzony w twierdzy, nakazał aby wszyscy jego ludzie czuwali pod bronią i byli gotowi na odparcie ewentualnego ataku. Sam również przesiedział całą noc z szablą przy boku, gotów do walki, lecz rano miast żołnierzy, ujrzał gońca, który przyniósł wiadomość, że właśnie wybuchło kolejne powstanie janczarów i wielki wezyr Gurcu Mehmed Pasza został obalony, a jego miejsce zajął Mere Husajn Pasza, który zapraszał Zbaraskiego na rozmowy. Zbaraski przybył więc do pałacu sułtańskiego i nastąpiła kurtuazyjna wymiana podarunków, po czym obaj przeszli do negocjacji oficjalnego kształtu i brzmienia nowego traktatu. Turcy zrezygnowali z kilku twierdz nad Dnieprem i Dniestrem i oczywiście z corocznej daniny (o której nie było mowy w rozejmie chocimskim), a także zaakceptował niektóre propozycje Zbaraskiego, odnośnie zniesienia ceł dla kupców (jedynie mniejsze legacje, poniżej 100 kupców zostały zwolnione z opłat). Zezwolił również na wykup ostatnich jeńców, którzy po klęsce cecorskiej roku 1620, wciąż przebywali w tureckiej niewoli. Po podpisaniu traktatu, odbyło się przyjęcie pożegnalne polskiego posła u sułtana Mustafy, po czym Krzysztof Zbaraski opuścił Konstantynopol, tym razem kierując się na Siedmiogród i omijając Mołdawię.




A tymczasem rządy sułtana Mustafy I chyliły się ku upadkowi. Janczarzy wciąż domagali się złota, niezadowolenie Spahisów sięgnęło dna, gdy okazało się że dostali oni mniejsze nagrody od janczarów i grozili kolejnym buntem jeśli nie zostanie to im wyrównane. Sułtanka Halime nakazała czym prędzej przenieść pustoszejący skarbiec do pałacu sułtańskiego, gdzie przetapiano złote i srebrne naczynia na monety, które następnie ofiarowywano zbuntowanym janczarom i spahisom. Poza tym wiele było nierozwiązanych problemów, które z każdym kolejnym miesiącem przybliżały upadek tej władzy. Bunt w Syrii nie został zakończony, ale poważniejsze znaczenie miało wielkie powstanie w Anatolii pod wodzą gubernatora Erzurumu - Abazy Mehmeda Paszy. Zgromadził on pod swoimi rozkazami znaczną grupę lokalnych mieszkańców, którym obiecał sprawiedliwe rządy i ukaranie wszystkich, którzy brali udział w obaleniu i śmierci prawowitego sułtana - Osmana II. Nowy wezyr Mere Husejn Pasza, wysłał przeciwko nim armię, złożoną z tzw. "askerów" ("kapi kulu askeri" - czyli łączonych formacji, pozostających na żołdzie sułtańskim, które jednak po dotarciu do Anatolii... połączyły się z wojskami Abazy Mehmeda Paszy, również dążąc do obalenia szalonego sułtana. Tymczasem wielki wezyr zaangażował się w próbę skłócenia janczarów ze spahisami, aby przy pomocy tych drugich, wymordować tych pierwszych. Plan ten się nie powiódł i gdy jego intencje wyszły na jaw, przerażony Abazy Mehmed, oddał janczarom całe złoto ze skarbca, aby tylko zachować życie. Nie uchroniło go to jednak przed utratą władzy i 30 sierpnia 1623 r. został usunięty i zastąpiony przez Kemankesza Kara Ali Paszę.

Stan państwa był katastrofalny - skarbiec świecił pustkami, gubernatorzy prowincji odmawiali przysyłania pieniędzy z podatków, twierdząc że nie uznają za władcę szalonego Mustafy I, za którego decyzję podejmuje jego matka i mianowani przez nią wezyrowie. Bunt w Anatolii się rozszerzał, znów groził kolejny bunt janczarów i spahisów. Wezyr Ali Pasza zebrał więc we wrześniu ulemów i ogłosił iż konieczna jest zmiana władcy, w przeciwnym razie on sam, wszyscy ulemowie i wyżsi urzędnicy państwowi, narażają się nie tylko na kolejne rewolty, ale i na utratę życia. Decyzja zapadła, jednak mufti Konstantynopola wystosował petycję do sułtanki Halime, z prośbą o zbadanie sułtana Mustafy, pod kątem możliwości dalszego sprawowania przez niego władzy. Halime wyraziła zgodę i podczas obrad Dywanu, sułtan poddawany był kolejnym pytaniom, mającym określić stan jego poczytalności. Zaczęto od prostych pytań, typu "jaki mamy dzień", "jak się nazywa", "kto jest jego ojcem" by przejść do bardziej konkretnych i złożonych pytań, opisujących stan państwa i ewentualne środki, jakie sułtan użyłby do ich rozwiązania. Badanie wypadło negatywnie, co przedstawiono zrozpaczonej sułtance Halime. Mustafa musiał zostać usunięty z tronu, jednak Halime prosiła aby nie robić mu krzywdy, miała powiedzieć: "Posadźcie na tronie kogo chcecie, ale darujcie życie mojego syna". 10 września 1623 r. Mustafa I został usunięty a nowym sułtanem ogłoszono 11-letniego syna sułtanki Kosem - Murada, który teraz miał panować jako sułtan Murad IV. Mustafa zaś trafił do swojego trzypokojowego budynku, zwanego Simsirlikiem (było to miejsce bez okien i drzwi, sułtana wprowadzano tam przez otwór w suficie, miał też mniejsze otwory na przyjmowanie pokarmów i opium, którego nie szczędzono zamkniętym tam sułtańskim braciom. Wraz z nim, zamknięto w tym budynku, dwie zrozpaczone - że do śmierci Mustafy nie ujrzą już słońca - haremowe niewolnice, które miały dbać o jego potrzeby w owej "Złotej klatce". Prawdopodobnie były to Gencinihan Hatun - którą osobiście wybrała i wyszkoliła sułtanka Halime, aby sprawiała przyjemność jej synowi - zapewne też tylko przy niej Mustafa mógł "zachować się jak mężczyzna", gdyż normalnie unikał kobiet i uważany był za człowieka aseksualnego. Drugą z niewolnic mogła być niejaka Zamane, z pochodzenia Gruzinka, do której również przywiązał się Mustafa. Obie, przez kolejne szesnaście lat, aż do śmierci Mustafy, przebywały w Simsirliku jedynie w towarzystwie chorego umysłowo księcia).




Teraz zaczynało się nowe panowanie, szalonego władcę miał zastąpić władca-dziecko, co powodowało iż miejsce jednej kobiety u władzy - sułtanki Halime, zajmie inna - sułtanka Kosem, matka młodego Murada IV. Znów zaczynały się jej rządy, zgarnęła więc całą pulę, choć stan państwa podczas intronizacji jej syna, był katastrofalny. Kosem nakazała więc że jego wyniesienie, będzie niezwykle skromne i takie też było, aby uzmysłowić mieszkańcom Konstantynopola i Imperium, w jakim położeniu znalazło się państwo. Na jej barkach zostało postawionych teraz mnóstwo problemów, trapiących państwo, sułtan był dzieckiem (który - ponoć - bał się nawet samemu sypiać w swojej komnacie i przychodził spać do matki, która jednak napominała go aby sypiał sam, jak prawdziwy, mężny sułtan, którym według niej miał się stać). W Anatolii i Syrii trwały lokalne powstania, w Bagdadzie zbuntował się był aga janczarów - Bekir Subasi, co umożliwiło perskim Safawidom w styczniu 1624 r. zdobyć to potężne, będące w posiadaniu Osmanów od 90 lat miasto. Poza tym, pieniędzy domagali się janczarzy i spahisi, którzy co prawda we wrześniu roku poprzedniego zrezygnowali z przewidzianej podczas każdej kolejnej intronizacji premii, ale już w kilka miesięcy później domagali się wypłaty zaległych pieniędzy, co zmusiło sułtankę Kosem do sięgnięcia po wewnętrzny - przeznaczony na potrzeby samych sułtanów - skarbiec i zapłacenia złotem za wierność obu formacji. Nieudolność wielkiego wezyra Kemankesza Kara Ali Paszy, spowodowała iż w początkach kwietnia został on pozbawiony urzędu i stracony (gdyż długo ukrywał fakt upadku Bagdadu) oraz zastąpiony Cerkeszem Mehmedem Paszą, który miał za zadanie zdławić bunty i odzyskać Bagdad. Jednocześnie młody sułtan miał obiecać wówczas matce, że osobiście odzyska to miasto (spełnił obietnicę w czternaście lat później - w grudniu 1638 r. ponownie zdobywając Bagdad).

W lipcu 1624 r. w Konstantynopolu wybuchła panika, okazało się że zbuntowany gubernator Erzurumu - Abazy Mehmed Pasza, rozbił w bitwie (stoczonej w środkowej Anatolii), siły wysłane przez wezyra Cerkesza Mehmeda Paszy i złożone w ogromnej większości z janczarów. Gruchnęła wieść, że zwycięski Abazy Pasza ruszył na Konstantynopol, aby wymordować wszystkich janczarów (uważając ich za sprawców śmierci Osmana II), oraz zrzucić z tronu niepełnoletniego syna Kosem. Informacja o ataku na stolicę okazała się jednak nieprawdziwa, ale już w październiku 1624 r. wybuchła kolejna panika mieszkańców Konstantynopola. Oto bowiem dosłownie u bram miasta zjawili się, nie widziani od prawie dekady Kozacy, którzy na swych czajkach przepłynęli Morze Czarne i spalili wioski Buyukdere i Yenikoy. Natychmiast rozpięto łańcuch, uniemożliwiający wpłynięcie okrętom do Złotego Rogu i rozciągnięty między Uskudarem a samym Konstantynopolem, oraz wysłano na Kozaków flotę złożoną z... 60 okrętów, oraz lądem 10 000 janczarów. Flota osmańska nie doścignęła jednak Kozaków, którzy się uciekli z łupem na morze i wrócili do siebie. Po kilkunastu dniach jednak... ponownie wrócili pod Konstantynopol, jeszcze liczniejsi, paląc i plądrując tereny pod murami stolicy i uprowadzając znaczną liczbę lokalnych kobiet. Nim flota osmańska zebrała się do walki, Kozacy wypłynęli na morze i nie niepokojeni powrócili na Ukrainę. Kosem zagroziła Cerkeszowi Paszy utratą życia, podobnie jak to się stało z Kemenkeszem Ali Paszą, jeśli ten nie ukarze kozackich sprawców napadu na stolicę, lecz nim ten zdołał dojść do ujścia Dniepru, w grudniu gruchnęła kolejna wiadomość, tym razem prawdziwa o ataku sił Abazego Paszy na Stambuł.




Anatolijski watażka zdobył twierdzę Sivas, jednak (po kilku mniejszych potyczkach) uznał że nie zdobędzie Konstantynopol i postanowił zawrócić do Erzurumu. Na czele janczarów podążył za nim Cerkesz Mehmed Pasza, ale ze względu na zimową porę, nie dochodziło do walk. Kosem postanowiła jednak inaczej rozwiązać sprawę zbuntowanej Anatolii, mianowicie zaproponowała Abazemu Paszy przebaczenie win i pozostawienie go na stanowisku gubernatora Erzurumu, pod warunkiem wszakże, że ten zrezygnuje ze swojej zemsty na janczarach za śmierć Osmana II. Ali Pasza przystał na tę propozycję i porozumienie zostało zawarte a bunt w Anatolii dobiegł końca. Teraz najważniejsza była sprawa odzyskania Bagdadu i ukarania kozaków, za ich śmiałą akcję pod Konstantynopolem. Nim jednak do tego doszło, zmarł Cerkesz Mehmed Pasza (28 stycznia 1625 r.), a jego następcą został w lutym Hafiz Ahmed Pasza. Nowy wielki wezyr zaczął od Kozaków, przeciwko którym wysłał admirała floty - Redżepa Paszę, który dopłynął do ujścia Dniepru i tam oczekiwał kozackich czajek. Okazało się jednak że przybył za późno, gdyż Kozacy już wypłynęli, prawdopodobnie kierując się na Trebizond lub Synopę. Turecki admirał postanowił że poczeka sobie na nich u ujścia Dniepru, gdy będą już wracać z łupami i ich rozbije. Jego okręty stały więc tam przez półtora miesiąca czekając na powrót Kozaków, którzy jednak się nie zjawiali. Przerażony myślą, iż on sobie tutaj czeka, a Kozacy może ponownie plądrują przedmieścia stolicy, nakazał wypłynięcie flocie wzdłuż brzegów do Konstantynopola. Kozackie czajki napotkał (listopad 1625 r.) na wysokości miasteczka Karaharman, ci, widząc osmańską flotę, ruszyli przeciwko niej i ponieważ posiadali przewagę liczebną (kilka kozackich czajek przypadało na jeden turecki okręt), szybko dopadli osmańską flotę. Doszło do krwawej bitwy, która zakończyła się porażką Kozaków (ponoć z 350 czajek miało powrócić jedynie 30), choć straty floty osmańskiej również były spore - większa część okrętów została albo spalona, albo całkowicie unieruchomiona (uwolniono chrześcijańskich niewolników, którzy przykuci byli do galer i zmuszeni do wiosłowania), sam okręt admirała Redżepa Paszy, cudem uniknął zniszczenia. Sukces ów więc był opłacony ogromnymi stratami.

Wcześniej, bo w lipcu 1625 r. wybuchła w Konstantynopolu epidemia dżumy, która pociągała za sobą szereg ofiar i powodowała wzrost niechęci mieszkańców stolicy i wojska do panowania sułtana Murada IV i sułtanki Kosem. Potrzebowali oni jakiegoś sukcesu, który odwróciłby niekorzystny trend. Kosem ogłosiła więc publiczne modły do Allaha, prosząc go o powstrzymanie dżumy, dodatkowo uwolniła i uniewinniła skazańców, uwięzionych za długi z więzienia Baba Cafer. Ogłosiła też, że wkrótce zamierza też wydać za mąż 200 kobiet z haremu, które nie mogły liczyć na względy sułtana-dziecka i które spędziły tam sporo lat (gdy sułtan Murad IV podrósł i zmężniał, ponownie napełnił harem nowymi kobietami, przy czym był dość okrutny, zmuszał np. swoje niewolnice by nurkowały w basenie i długo pozostawały pod wodą, a do tych, które się wynurzały zbyt szybko, strzelał z broni pomiędzy ich głowami. Część niewolnic ze strachu utopiła się, niektóre... zginęły od zabłąkanej sułtańskiej kuli). Teraz miały wyjść za mąż za ludzi z kręgów dworskiej arystokracji zwanych Osmanli (w przeciwieństwie do pogardliwego określenia - "Turk" - jakim nazywano ubogą, nie posiadającą wpływów ludność państwa osmańskiego, złożoną głównie z mieszczan i chłopów).

   




 

ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER

WILL APPLY TO POLAND

    

 CDN.
 

piątek, 15 czerwca 2018

RAPORT GEHLENA - Cz. VI

CZYLI JAK TO NIEMCY ZAMIERZALI

STWORZYĆ WŁASNY RUCH OPORU,

WZORUJĄC SIĘ NA POLSKICH

DOŚWIADCZENIACH

KONSPIRACYJNYCH


RAPORT GEHLENA
Cz. VI






 E. WALKA O NARÓD POLSKI





 4. ZE STRONY POLSKIEJ


 aa. POLSKI WYWIAD
(cd.)


Polski wywiad wniósł znaczący wkład w rozwój ogólnoeuropejskiego ruchu oporu przeciw niemieckiej budowy Nowej Europy. Wspomnieć tu należy także, iż polski wywiad, najprawdopodobniej słusznie, podejrzewany jest o udział w zdradzie krajów sprzymierzonych (Gehlen pisze ów raport w 1945 r., czyli już na kilka tygodni przed końcem wojny, dlatego też mówiąc o "zdradzie krajów sprzymierzonych", na myśli ma te kraje, które dotąd wiernie pozostawały w sojuszu z Berlinem, jak choćby Rumunia, Bułgaria, Słowacja czy Węgry). Odrębnej analizie należałoby poddać kwestię Polaków w Rzeszy (zarówno tych, którzy od dawna tam mieszkają, jak i nowo przybyłych do pracy). Zaskakuje fakt, że ze strony polskiej dopiero w połowie 1944 r. podjęto pierwsze próby zorganizowania tej części polskiego narodu (błąd! Komenda Główna Armii Krajowej opracowała plan wykorzystania Polaków, ściąganych na przymusowe roboty do Rzeszy, już w 1942 r.). Nie pomylimy się, stwierdzając że stało się to z powodów istotnych dla wywiadu. Polak w Rzeszy - niebędący członkiem żadnej organizacji, niebudzący żadnych podejrzeń - jest o wiele cenniejszy dla polskiego wywiadu niż osoba będąca członkiem jakiejś organizacji, w wypadku której zawsze istnieje ryzyko, że ujawni swą postawę. Schematyczne przedstawienie struktury wywiadu polskiego, jego zasięgu oraz charakteru przedstawiają następujące załączniki, zawierające ustalenia strony niemieckiej:

Załącznik 15 (brak mapki) daje obraz struktury terytorialnej polskiego wywiadu z lat 1942-43, uzyskany w wyniku wielkich niemieckich sukcesów kontrwywiadowczych. Natomiast wiele kwestii, niewyjaśnionych w tabeli ze względu na brak dokumentów, pozostało bez odpowiedzi również późniejszym okresie. Wywiad pracował głównie w oparciu o następujący podział terytorialny:
  • GG (Generalne Gubernatorstwo - czyli środkowa i południowa część okupowanej przez Niemców Polski) (włącznie z obszarem Wielkiej Rzeszy, terenami na wschodzie aż po linię frontu);
  • Francja;
  • Kraje sprzymierzone: Włochy, Węgry, Rumunia, Bułgaria, Słowacja i Chorwacja.
Tutaj praca wywiadowcza opierała się poza własnymi specjalnymi agentami na:
  1. podziemnych ugrupowaniach wrogich osi,
  2. skoligaconej międzynarodowo arystokracji,
  3. wyższym duchowieństwie katolickim, przy czym Watykan z jego szeroko znanym polonofilskim nastawieniem okazał się ważną podporą we Włoszech oraz innych krajach.
Załącznik 16 (brak mapki) prezentuje charakter polskiego wywiadu i wprowadza w stosowane przezeń metody pracy.

Załącznik 17 i 18 (brak mapki) dają poprzez schematyczne zestawienie wgląd w dyrektywy:
  1. dla specjalnych agentów wywiadu (załącznik 17) oraz
  2. w sprawie powszechnego zbierania informacji (do czego zobowiązany był każdy Polak działający w konspiracji).


Wszystko wskazuje na to, że jest bardzo wiele mniej lub bardziej oficjalnych rozkazów, dyrektyw, przepisów i wskazówek dla specjalnej i ogólnej pracy wywiadowczej. Prawdopodobnie również szereg własnych dokumentów tego rodzaju wydały komórki wywiadu dla poszczególnych regionów oraz pionów. Nawet ze skąpego materiału, jaki został pozyskany, wynika jednoznacznie, że polski wywiad nie pomija żadnej dziedziny życia. Naturalnie, głównym celem polskiego wywiadu było rozpoznanie potencjału niemieckiego Wehrmachtu oraz przemysłu zbrojeniowego.

Załącznik 19 do 26 (brak mapki) dają wgląd w rozwój polskiej sieci radiowej oraz prezentują sukcesy niemieckiego kontrwywiadu w zakresie jej zwalczania.

Załącznik 19-23 (brak mapki) zawierają przykłady zasięgu sieci nadawczej na terenie całej Europy;

Załącznik 24 (brak mapki) zawiera wykaz wszystkich ujawnionych i zlikwidowanych polskich nadajników;

Załącznik 25 (brak mapki) zawiera tabelę połączeń radiowych prowadzonych w roku 1944 z Londynu i Bari do GG;

Załącznik 26 (brak mapki) zawiera statystykę porównawczą połączeń radiowych w GG oraz liczby ujawnień.

Załącznik 27 (brak mapki) linie kurierskie polskiego wywiadu.

Prezentacja wszystkich wykrytych w latach 1942-43 przez niemiecki kontrwywiad linii kurierskich. Dla porównania przedstawiona jest również sieć kurierska rozpoznana w 1944 r., która ma o wiele mniej połączeń, co w żadnym wypadku nie świadczy o tym, że polska sieć kurierska rzeczywiście tak poważnie zmalała.

Załącznik 29 (brak mapki) prezentacja usytuowania polskiego wywiadu, czyli Oddziału II, w ramach oddziałów sztabowych Komendy Głównej Armii Krajowej oraz podporządkowanych jej jednostek.



 bb. SYSTEM PARTYJNY





Upadek państwa i brak odwracających uwagę zewnętrznych czynników politycznych ożywił stare polityczne podziały, co doprowadziło do powstania barwnego, podlegającego ciągłym przemianom systemu partyjnego. Każda partia, każda mała grupka jak i każda osoba, która poczuła w sobie cechy wodzowskie, uważała, że oto wybiła ich godzina. Po okresie początkowej dezorientacji, a także po rozproszeniu początkowych obaw, czy pod rządami niemieckimi uda się podjąć i prowadzić nielegalną działalność, ruszyła intensywna praca konspiracyjna. Śledzenie kolejnych zmian i przegrupowań byłoby nudne. Rozstrzygający jest wyłącznie ich trwały wynik. Należy przy tym stwierdzić, że podobnie jak przed 1939 r. partie połączyły się w cztery duże bloki. Obok bloku rządowego, powstał blok prawicowo-radykalny, demokratyczny i lewicowo-radykalny. Brak danych dotyczących struktury partii, ich liczebności oraz ponadpartyjnych bloków. Nie dotarliśmy również do programów partyjnych, choć takowe niewątpliwie istnieją.


a1. Blok rządowy

składa się z następujących czterech partii:
  • SL (lewe skrzydło) - Stronnictwo Ludowe
  • SP - Stronnictwo Pracy
  • SN (prawe skrzydło) - Stronnictwo Narodowe
  • PPS (lewe skrzydło) - Polska Partia Socjalistyczna
Te cztery partie wspierają rząd emigracyjny. Wspólnie tworzą tzw. "Kwadrat" (chodzi o tzw.: "Grubą Czwórkę" - jak w konspiracji nazywano wszystkie te partie, zaś kryptonimu "Kwadrat" używało samo Stronnictwo Narodowe). Na terenie kraju są połączone w RJN (Rada Jedności Narodowej), a w Londynie reprezentowane są one obok powoływanych przez prezydenta bezpartyjnych (w szczególności wyższych duchownych i znanych naukowców) w "Radzie Narodowej". To przede wszystkim z nich rekrutują się ministrowie oraz ich przedstawiciele w kraju. Wewnętrznie partie te nie tworzą żadnej zwartej całości. Po śmierci Sikorskiego (Władysław Sikorski zginął w niewyjaśnionej do dziś katastrofie lotniczej w Gibraltarze - 4 lipca 1943 r.), który posiadał pewne autorytarne cechy wodzowskie, grupie tej brakuje wybitnej osobowości. Mikołajczyk (Stanisław Mikołajczyk - polityk Stronnictwa Ludowego, wicepremier i od 14 lipca 1943 r. premier Rządu Rzeczypospolitej Polski na Uchodźstwie) nie posiadał tych cech. Brak takiej powszechnie uznawanej osobistości daje się odczuć szczególnie mocno w warunkach kryzysu wywołanego przez Sowietów poprzez faworyzowaniu prosowieckich Polaków, chociaż wśród nich również brak osobowości o godnych uwagi zdolnościach przywódczych. 

Oprócz przywódcy brakuje im również realistycznej i atrakcyjnej ideologii narodowej, szczególnie wobec zmasowanej sowieckiej ofensywy ideologicznej, zwłaszcza że Kreml, przynajmniej na razie, w kwestii narodowej i wyznaniowej czyni pewne koncesje. W związku z tym przypadki przejścia na stronę sowiecką są obecnie coraz liczniejsze (nie wiem skąd Gehlen czerpie takie informacje, ale ponownie są one błędne. Polacy nie przechodzili na stronę sowiecką ani ze względu na atrakcyjność ich ideologii - cokolwiek mogłoby być tam atrakcyjnego - ani ze względu na postępy sowieckiej ofensywy. Partia komunistyczna - dla niepoznaki nosząca nazwę partii robotniczej - była u nas tak marginalna, że realnie nie liczyła się w żadnych rankingach politycznych, nawet jako margines). Po klęsce powstania warszawskiego na niektórych terenach przybrały one wręcz katastrofalne rozmiary (kolejne zupełnie nieprawdziwe nadużycie, jakie popełnia Gehlen). Wśród szerokich rzesz zwolenników rządu po raz kolejny zauważalne stało się życzenie, a co za tym idzie - również gotowość podjęcia lojalnej współpracy niemiecko-polskiej przeciwko Sowietom (totalne brednie, których nie warto nawet komentować, co najwyżej - 😂 Choć Niemcy rzeczywiście próbowali wysondować, czy możliwa jest jakakolwiek współpraca polsko-niemiecka przeciwko Sowietom, w tym celu w 1944 r. - jeszcze przed Powstaniem, zorganizowano w jednym z lokali sztab przyszłej armii polskiej, mającej u boku Wehrmachtu walczyć z Sowietami. Ustawiono polską flagę i napis "Armia Polska - punk rekrutacyjny" - zgłosiły się... cztery osoby - CZTERY. Pośpiesznie więc ściągnięto całą instalację i więcej nie wracano do tego tematu). Odnośnie do personalnej, liczebnej i organizacyjnej struktury partii brak jakichkolwiek danych.


a2. Blok prawicowo-radykalny

Składa się przede wszystkim z czterech partii:
  • ONR - Obóz Narodowo-Radykalny (na emigracji ONR zmienił nazwę na Organizacja Polska).
  • SN - (prawe skrzydło) Stronnictwo Narodowe (w 1942 r. część SN-u się podzieliła i utworzyła SN-Secesja, związując się z Organizacją Polską i tworząc Tymczasową Narodową Radę Polityczną oraz Narodowe Siły Zbrojne w okupowanym kraju).
  • Falanga - polscy faszyści (przedwojenna ONR-Falanga utworzyła Konfederację Narodu i wojskowe Uderzeniowe Bataliony Kadrowe w okupowanym kraju).
  • M.i.P - Miecz i Pług (organizacja rozbita przez Gestapo i zmuszona do współpracy z Niemcami, choć oficjalnie deklarowała dalszą z nimi walkę. Na emigracji totalnie izolowana - bez znaczenia. Następnie jego kierownictwo przejęli Sowieci).
Ich ponadpartyjne przedstawicielstwo nazywa się TNRP (Tymczasowa Narodowa Rada Polityczna). Pod względem wojskowym tworzą one NSZ (Narodowe Siły Zbrojne). Blok prawicowo-radykalny trzyma się swojej przedwojennej antyniemieckiej i antysowieckiej ideologii, przy czym - w obliczu konkretnych faktów - jako większe zło zaczyna jednak postrzegać Sowietów. Przed wybuchem powstania warszawskiego nie odnotowano żadnych pozytywnych prób zbliżenia. Blok zajmuje ostre stanowisko wobec rządu londyńskiego. Dochodzi do bardzo zdecydowanych wystąpień przeciw kręgom polsko-sowieckim, częściowo przy użyciu broni. Członkowie formacji wojskowych utrzymywani są w ostrej dyscyplinie. Krąg zwolenników, których częściowo należy szukać w środowiskach ziemiańskich, jest stosunkowo niewielki.

a3. Prawicowe kręgi bloku demokratycznego     

Kilka partii demokratycznych zajmuje szczególną pozycję w systemie partyjnym. Nie są one ani w obozie rządowym, który według nich nie jest nastawiony wystarczająco socjalnie, ani w obozie lewicowym, który jest dla nich za mało narodowy.Są to następujące partie:
  • PPS - (lewe skrzydło) Polska Partia Socjalistyczna
  • PSD - Polskie Stronnictwo Demokratyczne
  • PLAN - Polska Ludowa Akcja Niepodległościowa
  • KOP - Korpus Obrońców Polski
Ich ponadpartyjną emanacją jest NKL (Naczelny Komisariat Ludowy) (kolejny błąd w nazwie, był to - Naczelny Komitet Ludowy, w 1944 r. przekształcił się on w Centralny Komitet Ludowy), natomiast organizacją zbrojną PAL (Polska Armia Ludowa). Jeśli chodzi o informacje o poszczególnych partiach oraz ich ponadpartyjnych koalicji, brak jakichkolwiek źródeł dotyczących kwestii personalnych, organizacyjnych oraz liczebności. Pod koniec roku 1944 udało się aresztować kilku wyższych funkcjonariuszy PAL. Ich wypowiedzi na temat PAL, zawierające zupełnie nowe dane, są pod wieloma względami tak niewiarygodne, że zanim dojdzie do ich potwierdzenia, powinny być traktowane co najwyżej jako poszlaka. W polskiej akcji powstańczej blok demokratyczny nie odegrał godnej uwagi roli. W konflikcie miedzy prawicą a lewicą masy członkowskie dryfują najwyraźniej coraz bardziej na lewo. Szczególną pozycję zajmuje również lewe skrzydło SL (Stronnictwo Ludowe), partii należącej do bloku rządowego. Znane jest ono ze sformowania własnej organizacji bojowej BCh (Bataliony Chłopskie) (błąd! Bataliony Chłopskie zostały sformowane przez kierownictwo Stronnictwa Ludowego, a nie jego "lewego skrzydła"). Coraz wyraźniej również w tym kręgu rośnie poparcie dla Rosji Sowieckiej (tak, część lewicujących ludowców i żołnierzy BCh współpracowała z Sowietami). 




ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND

NEVER WILL APPLY TO POLAND



CDN.

poniedziałek, 11 czerwca 2018

WOMAN IS FUTURE!? Cz. IV

CZYLI WSPÓŁCZESNA

FEMINISTYCZNA MIZOANDRIA




AUTORZY WYCHWALAJĄCY

KOBIETY I KOBIECOŚĆ

Cz. I






"MIMO TAK WIELKIEJ PŁCI NASZEJ ZALETY
MY RZĄDZIMY ŚWIATEM, A NAMI KOBIETY"

IGNACY KRASICKI
"MYSZEIDA"
(1775 r.)


Kobiety to są niezwykłe istoty! I na tym można by było w zasadzie poprzestać, gdyby nie fakt, iż ich owa "niezwykłość" ma bardzo różne oblicza. Kobieta bowiem posiada niesamowitą władzę nad mężczyzną, władzę absolutną, która jednak jest niezwykle ulotna i trwa bardzo krótko. Przez ten jednak krótki czas, mądra kobieta potrafi tak owładnąć ciałem i umysłem swego mężczyzny, iż ten rzeczywiście stanie się jej poddany (w sensie emocjonalnym). Od wieków znano owe przysłowie, przytoczone wyżej przez Ignacego Krasickiego w jego fantastycznym poemacie pt.: "Myszeida" (opowiadającym o wojnie kotów ze szczurami i myszami). Tak samo miał twierdzić ów sławny ateński mąż - Perykles, który mawiał do swej kochanki Aspazji (dla której porzucił żonę): "Ateny rządzą światem, ja władam Atenami, Ty władasz mną, a nasz synek Tobą, jest On więc najbardziej wpływowym człowiekiem na świecie". Podobnie twierdził Plutarch, który w swoich "Moraliach" pisał tak oto (przywołując słowa Katona Starszego): "Wszyscy (...) mężowie żądzą kobietami, my rządzimy mężami, nami zaś kobiety". W tej części tematu, pragnę więc zaprezentować autorów antycznych, którzy w swych utworach wychwalali kobietę, kobiecość i jej rolę w społeczeństwie, które bez kobiet nie istnieje. Będzie to takie porównanie w stosunku do poglądów feministek, które zaprezentuję na końcu tego tematu, odzwierciedlające różnice w podejściu krytykowanych przez nich autorów i ich własnych, współczesnych wypowiedzi na temat mężczyzn. Nie chcę jednak zbytnio rozwlekać tego tematu, dlatego też postanowiłem go ograniczyć jedynie do autorów antycznych i autorów rodzącego się chrześcijaństwa, nie ma bowiem zbytnio sensu niepotrzebnie rozwlekać tematu, zajmując się kwestiami mającymi jedynie ukazać ów problem, niż samym problemem, jakim są feministki.  

  

"MERI" - ZNACZY KOCHAM
CZYLI JAK EGIPSCY TWÓRCY 
WYRAŻALI SWÓJ PODZIW WOBEC KOBIET?




Starożytni Egipcjanie bardzo wielką rolę przywiązywali do ukazywania piękna kobiecego ciała. Literatura egipska ukazuje cały wachlarz niezwykle kwiecistych zwrotów, jakimi autorzy (a przez nich również inni mężczyźni) wyrażali swój podziw nad kobiecością, i to często do tego stopnia, że pragnęli stać się niewolnikami ich wdzięków. Zacznijmy jednak może nie od poezji, lecz od utworów literackich, gdyż są one starsze (niekiedy sięgające czasów początków państwa egipskiego, choć spisane na papirusach z czasów późniejszych). Należy jednak uczciwie powiedzieć, że w ogromnej większości utworów literackich z czasów Starego Państwa (choć spisanych dopiero na papirusach Nowego Państwa, ale przekazywanych wcześniej z pokolenia na pokolenie), wizerunek kobiety jest raczej nieprzychylny (aby nie powiedzieć... odpychający). Kobieta dla autorów staroegipskich, stanowi powód męskiego upadku, jest tą, która wodzi mężczyzn na pokuszenie, sprowadza ich na złą drogę i niszczy gdy ma taki kaprys. W utworze "Opowiadania o cudownych zdarzeniach" spisanym za XVIII Dynastii (choć pamiętającym czasy VI Dynastii), mamy do czynienia z pewną rozwiązłą kobietą, żoną kapłana Weba-oner, która zdradza go z człowiekiem nisko urodzonym. Jej mąż dowiaduje się o romansie od ogrodnika, który dzięki pomocy faraona Neb-ki lepi z magicznej gliny krokodyla i wrzuca go do Nilu. W Nilu krokodyl cudownie ożywa i pożera kąpiącego się kochanka. W nagrodę Weba-oner puszcza krokodyla wolno i pozwala mu żyć, zaś jego żona zostaje na rozkaz faraona spalona na popiół i wrzucona do Nilu. Tak kończy się opowieść owego "cudownego zdarzenia" z czasów VI Dynastii, mówiąca o kobiecej niewdzięczności i rozpuście. Poza tym, zniszczenie ciała (zarówno kochanka jak i żony kapłana Weba-oner), uniemożliwiło im pochówek, co było równoznaczne z nieodrodzeniem się w zaświatach i utratą duszy, jak wierzyli Egipcjanie. 

Bardzo podobny przykład mamy w utworze pt.: "Dwaj bracia" spisanym za panowania faraona Merenptaha (1213-1203 r. p.n.e.) z XIX Dynastii, za którego to panowania miało dojść do opuszczenia Egiptu przez żydowskich niewolników pod przewodem biblijnego Mojżesza. Dzieło to było znacznie starsze, niż czas, w którym zostało spisane (przez pisarza o imieniu Ennene) i również pamiętało czasy Starego Państwa. I znów mamy tam do czynienia z rozwiązłą żoną jednego z owych "dwóch braci", która będąc poślubiona jednemu z nich, uwodzi drugiego, a gdy ten jej odmawia, ona, niczym biblijna żona Putyfara, oskarża go przed mężem oto, iż dopuścił się na niej gwałtu. Jest zapisane: "Kiedy jej mąż powrócił wieczorem, tak jak to robił codziennie, i wszedł do domu, zastał żonę leżącą - udawała chorą. Nie polała mu rąk wodą, jak to czyniła zwykle, i nie zapaliła przed nim światła, tak że w domu było ciemno, a ona leżała wymiotując. Mąż spytał ją: Co ci się stało? (...) twój młodszy brat (...) zastał mnie siedzącą samotnie i powiedział: "Chodź, spędzimy razem chwilkę, połóżmy się" (...) ale ja go nie usłuchałam (...) Wtedy przestraszył się i pobił mnie, żebym ci tylko nie doniosła. Lecz jeśli zostawisz go przy życiu, ja umrę (...) gdy wróci, nie słuchaj go". Starszy brat, w przypływie złości pragnie zabić młodszego za gwałt i pobicie własnej żony, ale Bata (jak zwał się ów niesłusznie oskarżony młodszy brat), ucieka, dzięki pomocy krowy i przechodzi przez rzekę pełną krokodyli, która skutecznie rozdziela obu braci. Przez ten czas udaje mu się wytłumaczyć bratu jak było naprawdę, co powoduje że wzburzony kłamstwem żony Anup (starszy brat), zabija ją i rzuca jej ciało psom na pożarcie. Jest to zaledwie jedna z dwóch opowieści, na jaką składa się utwór "Dwaj bracia" - ale i w drugiej części Bata nie spotyka żadnej uczciwej kobiety, którą mógłby pokochać. Spotyka jedynie same (jak byśmy to dziś powiedzieli) "napalone zdziry" które świadczą przeciw niemu i dążą do jego zguby, i które musi zabijać, aby przywrócić sprawiedliwość.

W zasadzie większość staroegipskich utworów opowiada albo o kobiecej seksualności, która doprowadza mężczyzn do upadku, albo o ich niewierności, pysze i lenistwie (gdy Bata na początku utworu wchodzi do domu i widzi siedzącą przed lustrem żonę swego brata, która szczotkuje włosy, mówi do niej: "Wstań i daj mi ziarna, muszę biec na pole, bo brat mój czeka na mnie", na co jego bratowa odpowiada: "Idź sam. Otwórz spichlerz i zabieraj , co ci się podoba - nie przerwę przecież czesania"). Kobieta jest ukazana jako istota niedoskonała, pełna sprzeczności i przede wszystkim niemoralna, myśląca jedynie o przyjemnościach ciała, za co z reguły zostaje ukarana brutalną śmiercią, co stwarza wrażenie iż jest to jedyna droga, aby przywołać złe kobiety do porządku. Podobnie jest i w utworze "Prawda i Kłamstwo", w którym zamożna dama, przyjmuje pod swój dach biednego, niewidomego, choć niezwykle przystojnego młodzieńca i żyje z nim jak kobieta z mężczyzną. Z tego związku rodzi się syn, który jednak nie zostaje poinformowany kto jest jego ojcem (niewidomy mężczyzna przebywa wciąż w domu owej damy, ale ona trzyma go jedynie z litości i nie bierze z nim ślubu). Gdy syn dowiaduje się wreszcie kto jest jego ojcem, mówi do matki takie oto słowa: "Trzeba chyba zebrać krewnych z twojej rodziny i postarać się o krokodyla" - innymi słowy twierdzi, iż jego matka popełniła straszny grzech, płodząc go z nieznanym, obcym mężczyzną, który wciąż przebywał w jej domu, a ona traktowała go jak służącego. Zasłużyła więc w oczach syna na karę śmierci, i to śmierci okrutnej - pożarta przez krokodyle. 

Większość utworów staroegipskich jest... totalnie antykobieca, a ja miałem tutaj pisać o tych dziełach (i autorach), którzy wynosili kobiety i kobiecość na piedestał, trudno jednak doprawdy to uczynić, kierując się dziełami literatury egipskiej. Swoją drogą, w Starożytnym Egipcie kobiety miały niezwykle silną pozycję, praktycznie równą mężczyznom pod każdym względem. A jednocześnie w literaturze przedstawiane są jako niewżyte seksualnie zdziry, które nic dobrego i pozytywnego do społeczeństwa nie wnoszą i które zasługują jedynie na okrutną śmierć. Czy powodem tego stanu rzeczy był fakt, iż owe dzieła były pisane przez mężczyzn dla mężczyzn? Wielu z nich zapewne doświadczyło odtrącenia ze strony ukochanej, dlatego też literatura (będąca czymś w rodzaju poradni psychologicznej, choć oczywiście jedynie dla ludzi wykształconych i wywodzących się z możnych kręgów), pełniła rolę swoistego balsamu, łagodzącego ich smutek i złość. Nie oznacza to oczywiście, że nie ma w literaturze egipskiej przykładów kobiet dobrych i pięknych (oczywiście moralnie). Owszem, są takie przykłady, być może nawet skierowane do samych kobiet, mające im ukazać, jak powinny się zachowywać i jak działać, aby zapewnić szczęście i pomyślność swojej rodzinie, a o sobie dobrą pamięć potomnych.  Choć często obok pozytywnych postaci kobiecych, są ukazane ich złe odpowiedniki (jak choćby w rękopisie "Setne"), o których to pisałem wyżej, albo też autorzy twierdzą iż najlepszą żoną dla Egipcjanina jest... cudzoziemka ("Książę zaklęty"), którą można sobie wychować. Tak czy siak, Egipcjanki to są jedynie (według autorów dzieł staroegipskich) zdzirowate wywłoki, które należy kontrolować i karać. W "Księciu zaklętym" Syryjska księżniczka z Nahariny, zakochuje się w pewnym egipskim uciekinierze, którego chce uśmiercić jego zła macocha. Dziewczyna więc czuwa u boku ukochanego dzień i noc, i niczym Izyda czyni wszystko, aby nie spadł mu włos z głowy. Niestety, jej poświęcenie, wywodzące się z czystej miłości do Egipcjanina na niewiele się zda, gdyż w końcu mężczyzna zostaje zamordowany przez nasłanych morderców. Jej uczucie nie jest w stanie ocalić ukochanego, ale jest ona postacią pozytywną, ukazaną dla przykładu jak powinna postępować kobieta.




Nie przypadkiem też w tym utworze pozytywna postać kobieca, nie jest Egipcjanką. W czasach XVIII i XIX Dynastii utwierdziło się bowiem przekonanie (wyrażane chociażby w malunkach ściennych na grobach) iż cudzoziemki są znacznie lepszymi żonami, niż Egipcjanki. Są wierne, uległe i posłuszne, co bardzo podobało się egipskim autorom, w przeciwieństwie do "wyzwolonych" Egipcjanek, które (jak wyżej wspomniałem) miały praktycznie takie same prawa, co mężczyźni. Zwykli Egipcjanie co prawda brali sobie tylko jedną żonę (w przeciwieństwie do faraona, który mógł mieć po kilka a nawet kilkanaście żon), ale niektórzy dostojnicy posiadali dwie żony, przy czym jedna była Egipcjanką, a druga... cudzoziemką. Druga żona była przeciwieństwem tej pierwszej (a być może miała mieć na nią dobry wpływ). Na steli grobowej jednego z egipskich wielmożów, to właśnie cudzoziemka - Syryjska jest określona jako ta, którą zmarły bardzo kochał i w przeciwieństwie do jego egipskiej żony posiada imię, uwiecznione dla potomności - Senebheka. Druga żona, Egipcjanka, nie tylko że znajduje się z tyłu, ale jeszcze do tego klęczy za Syryjką, co świadczy dobitnie którą żonę zmarły uważał za ważniejszą. Zresztą nauki, jakie dla potomnych przekazywali autorzy (w ramach tzw.: "sbajt" czyli ogólnie pojętych nauk na przyszłość, które również były czytane i omawiane w egipskich szkołach), ukazują relację kobiety i mężczyzny, jako związku, w którym mężczyzna powinien kochać i szanować swoją małżonkę, spełniać jej życzenia i kupować wszystko, czego sobie zażyczy, ale... nie może pozwolić jej wejść sobie na głowę. Nie może doprowadzić do sytuacji, w której to kobieta będzie decydować w jego domu, gdyż wówczas traci on swój autorytet i poważanie w oczach kobiety - swej żony. 

W naukach Ptahhotepa (autora prawdopodobnie pochodzącego z czasów X Dynastii), ukazuje on jak powinien wyglądać prawidłowy stosunek mężczyzny i kobiety w rodzinie. Pisze więc: "Załóż sobie dom i miłuj w nim żonę swoją, jak przystoi: żyw ją i odziewaj - olejki to dla niej lekarstwo. Raduj serce jej, dopóki żyjesz, a będzie glebą żyzną dla swojego pana. Nie dopuszczaj, aby rządziła, trzymaj ją z daleka od władzy; nie dopuszczaj, aby ciebie przerosła, inaczej wywoła burzę. (...) Kiedy ją ujarzmisz, będzie jak spokojna woda". Od czasów panowania XVIII Dynastii (Nowe Państwo oraz największy politycznie, terytorialnie, handlowo i kulturalnie rozwój Egiptu - ok. 1550 - ok. 1200 r. p.n.e.), do głosu dochodzi nowe pokolenie, które traktuje równe prawa kobiet i mężczyzn jak coś naturalnego. Dlatego też w szkołach przywoływano nauki poprzednich pokoleń, odnośnie relacji damsko-męskich. Jednymi z nich są nauki niejakiego Aniego, żyjącego w czasach panowania faraona Amenhotepa III (1388 - 1351 r. p.n.e.), który pozostawił rady dla swojego syna Chonshotepa, będącego przedstawicielem młodego pokolenia, żyjącego w czasach wyjątkowego dobrobytu i potęgi Egiptu (a co za tym idzie nieskrępowanej rozwiązłości i upadku moralności), postrzega świat w kategoriach, które dziś określilibyśmy jako wybitnie "nowoczesne". Tekst nauk Aniego był następnie omawiany w egipskich szkołach, gdyż autor (choć kierował go bezpośrednio do syna), nie ukrywał swego dzieła i pragnął się nim podzielić z potomnością. Otóż Ani prezentuje takie oto rady dla syna: "Nie kontroluj żony w domu, jeśli wiesz, że jest sumienna. Nie mów jej: "Gdzie to jest! Przynieś nam!" (...) Ty, który założyłeś rodzinę, hamuj swój temperament. Nie podążaj za kobietą, nie pozwól jej się strofować. (...) Naucz ją być kobietą (...) Strzeż się niewiasty obcej, której nikt nie zna w mieście (...) to głęboka woda o nieznanych wirach". Ani radzi również synowi, aby dbał o żonę i jej potrzeby (zapewne również seksualne) i nie oglądał się za innymi kobietami, które mogą zwieść go na manowce. Radzi więc aby był przy żonie i obcował z nią i aby razem płodzili dużo dzieci: "Cóż to za radość, kiedy ją obejmujesz. Wielu jest takich, którzy nie wiedzą (...) Weź sobie żonę, gdy wydoroślejesz (...) Poważany jest człowiek z liczną rodziną".

Żona, kobieta którą poślubiłeś, zdaje się mówić Ani - jest twoją wybranką i powinieneś dbać o nią i szanować ją, oraz obcować i kochać - wówczas małżeństwo owo powinno być szczęśliwe. Żyjący w czasach XXII Dynastii (ok. 945 - ok. 720 r. p.n.e.) - kapłan Anchszeszonk, również pozostawił swoje rady dla syna, które przetrwały dla potomności. Spisane są one jeden pod drugim w sposób nieuporządkowany w formie tzw.: wyliczanki, jak choćby: "Nie otwieraj serca przed twoją żoną: wszystko co jej powiesz, wyniesie na ulicę (...) Nie ciesz się z urody twej żony - jej serce należy do tego, kto z nią sypia (...) Jeśli kobiecie nie zależy na majątku męża, to znaczy, że ma już inny majątek na oku (...) Kształcenie kobiety, jest jak napełnianie rozciętego z boku worka z piaskiem (...) Nie pozwalaj sobie na nic, względem żony swego poddanego (...) Jeżeli zastaniesz swą żonę z kochankiem, weź sobie inną dziewczynę, która ci będzie odpowiadać". Swoją drogą, to ciekawe że stosunek do płci pięknej w naukach egipskich mędrców zmienia się na przestrzeni wieków. Od dość negatywnego wizerunku opisywanego w czasach Starego Państwa, poprzez neutralny, choć będący wciąż pod kontrolą, do pozytywnego, jaki został przedstawiony już w czasach ptolemejskich (czyli w Egipcie tzw.: greckich papirusów - wodzów Aleksandra Wielkiego i ich potomków, panujących do czasu podboju kraju przez Rzym). Na papirusie Insinger (III wiek p.n.e.), niejaki Fibhor pisze: "Mężatka która jest kochana przez innego i jawnie to okazuje, nie musi być zaraz ladacznicą (...) Dobra czy zła żona to boskie przeznaczenie (...) Kobieta z dobrym charakterem jest skarbem (...) Kto dopuszcza się gwałtu wobec pani domu, tego będzie prześladował zły los (...) Nadmierne pożądanie szkodzi życiu (...) Głupiec, który nie ma żadnego zajęcia, nie daje spokoju swojemu fallusowi (...) W kobiecie ukrywa się dobry i zły demon". Wszystkie to nauki było radami spisanymi przez mężczyzn dla mężczyzn, nigdy żadnej nie pozostawiła po sobie kobieta - swoją drogą, ciekawe jak brzmiałyby spisane rady matek dla córek z okresu egipskiego?




Zostawmy więc literaturę i nauki przejdźmy wreszcie do egipskiej poezji, która najbardziej uwzniośla postać kobiety. Poza tym poezja, pełna jest odniesień czysto erotycznych, choć wypowiadanych słowami miłości obu kochanków. Kobiece ciało jest tutaj czymś niezwykle pięknym, niczym kwiaty lotosu lub owoce mandragory. Zupełnie inny jest tutaj obraz kobiety, niż w dziełach literackich, tu nie ma złych kobiet, zwodzących mężczyzn na pokuszenie - tu kobiecość jawi się jako nieskazitelne, boskie wręcz piękno, o które należy dbać i które trzeba pielęgnować. Mężczyźni jawią się tam wręcz jako niewolnicy kobiet i ich piękna i gotowi są do spełnienia wszelkich kaprysów swych wybranek. Owe utwory i pieśni miłosne, spisane są również rękoma mężczyzn, z tym że tutaj odnoszą się one bezpośrednio do kobiety, jako wybranki serca, więc ich przekaz przybiera inną formę, niż w moralizujących tekstach literackich i naukach mędrców. Swoja drogą ciekawe są opisy, w których mężczyzna gotowy jest stać się nie tyle niewolnikiem, co... niewolnicą swej pani, która miłuje ponad wszystko i na której najmniejsze skinienie jest gotów. W pieśni miłosnej spisanej na Dzbanku z Deir el-Medina (była to dzielnica królewskich Teb, zwana w starożytności "Set Maat" - "Siedlisko Prawdy" i w czasach Nowego Państwa zasiedlona była przez elitarną społeczność, bezpośrednio podległą faraonowi), pewien młodzian pragnie stać się niewolnicą swej wybranki: "Ach, gdybym był Nubijką, wyłącznie na rozkazy mojej Pani! Przyniósłbym jej mandragory, które trzymałbym w dłoni, by mogła je wąchać". Ów mężczyzna gotów jest do najróżniejszych poświęceń, aby tylko wybranka ofiarowała mu swe serce (a raczej ciało, bo pisze również że pragnie ją posiąść), gotów jest nawet prać bieliznę swej Pani (co było wyjątkową degradacją dla Egipcjanina, prać bieliznę swej żony lun kochanki), jako jej niewolnica, aby tylko móc przebywać w jej obecności i dotykać strojów, które ona nosi (ciekawe prawda?). Pragnie również namaszczać jej ciało wonnymi olejkami i uczestniczyć w jej kąpieli jako jej sługa.

Zakochani w pieśniach i poezji egipskiej, często zwracają się do siebie "siostro" i "bracie", a porównują swe ciała (głównie ciała kobiece) do pąków lotosu, lub owoców mandragory, a także do wonnych olejków i najdelikatniejszych szat bogów. Kobiety też nie kryją się ze swymi wdziękami. Na przytoczonym wyżej Dzbanku z Deir el-Medina, dziewczyna mówi do swego ukochanego: "Pragnę wykąpać się przy tobie", a na Papirusie Harris 500 inna mówi: "Weź sobie teraz piersi moje, a one hojnie cię obdarzą". Dziewczęta jednak głównie mówią, iż wybranek uwiódł ich serce swym głosem, muzyką i pieśnią, zaś młodzieńcy skupiają się głównie na ciałach swych wybranek, jak choćby opis dziewczyny na Papirusie Chester Beaty I: "Kark ma wzniosły, jędrne piersi, jędrne pośladki, zwięzłe łono, nogi jej piękność odsłaniają". Kobiety zaś podnieca sam fakt, iż wybranek złapał je za dłoń: "Twoja miłość mnie sidli, nie wiem jak się wyplątać". Pragną też aby ukochany zawsze o nich myślał i pędził do nich niczym koń lub gazela, nie zważając na przeciwności. Jedna z pieśni miłosnych do Amona-Re, w której kobieta pragnie czym prędzej ujrzeć swego kochanka, brzmiała tak: "Jakże szczęśliwy jest dzień, kiedy cię widzę, bracie. Twój widok zachwyca mnie bez granic (...) Twoja woń jest wspaniała (...) stąpasz tak wdzięcznie, jak w tańcu. Twoja doskonała siostra składa ci hołd i widząc cię, chyli głowę. Przyjmij ją z piwem i kadzidłem, niby ofiarę dla boga". Zakochane kobiety również wyrażały w poezji swoją miłość i jednocześnie przeżywały każde rozstanie ze swym wybrankiem, jak choćby pieśń miłosna (Papirus Harris 500), w którym porzucona przez ukochanego kobieta nie chce jeść ani pić. Usycha z miłości do niego i póki jej nie odzyska będzie cierpieć aż: "Tchnienie jego ust", przywróci jej życie.




Egipcjanie bardzo dokładnie i szczegółowo przygotowywali się do randek i miłosnych schadzek, kobiety głównie myślały o swym stroju i uczesaniu (odpowiednio ułożona fryzura, była niezwykle silnym afrodyzjakiem dla Egipcjan, natomiast rozpuszczone włosy u kobiety, mogły popsuć każdą randkę - nic więc dziwnego że w jednym a utworów mężczyzna radzi kochance: "Włóż perukę", gdyż jej włosy rozplątały się). Dziewczęta i kobiety spędzały więc mnóstwo czasu upiększając swoje wdzięki i uczesanie, natomiast mężczyźni, ci głównie dbali o... wygodne posłanie do miłosnych igraszek, jak choćby taki utwór (Papirus Harris 500): "Dla niej samej weź muśliny, łoże niech ma z tkanin króla". Specjalne łóżko, pięknie posłane i pachnące kadzidłem, miało sprawić, iż wybranka serca oddałaby się mężczyźnie w ramiona. Należy jednak pamiętać, że większość randek i schadzek starożytnych Egipcjan, odbywała się poza domen, w gajach, ogrodach, sadach i winnicach, dających nieco cienia i przyjemnego chłodu w upalne egipskie dni. Poza tym oczywiście wszelkiego typu sadzawki, gdzie kochankowie albo pływali razem (często oddając się tam miłości), albo też mężczyźni przygrywali swym kąpiącym się wybrankom na flecie lub innym instrumencie. Egipcjanie byli skłonni do największych nawet poświęceń w imię miłości swej wybranki (tak jak wspomniany wyżej młodzieniec, który pragnął stać się niewolnicą swej Pani i uczestniczyć w jej kąpieli, ubieraniu a nawet praniu jej bielizny i sukien). Należy jednak tutaj od razu dodać, że wielu z nich czyniło tak dopóty, dopóki nie posiedli już swych wybranek i ich nie usidlili. Gdy już zostały ich żonami, stosunek się nieco zmieniał - ów mężczyzna, który gotów był prać bieliznę ukochanej, po ślubie z nią wymagał od niej posłuszeństwa i uległości. Miała mu rodzić synów i być dobrą, posłuszną żoną, gdyż Egipcjanie woleli znacznie bardziej uległe kobiety (wspomniany przykład cudzoziemek) niż te wszystkie "wygadane" i "wyemancypowane" damy. Żona nie powinna krytykować męża, ani tego, co czyni, powinna zachować umiar tak w słowach, wypowiadanych publicznie, jak i w ubiorze.




Tak oto Egipcjanie prezentowali swój stosunek do płci pięknej w dziełach literackich, naukach i pieśniach okresu starożytnego. Oczywiście nie jest to pełne i wyczerpujące zaprezentowanie tematu. Sporo bowiem jest również erotycznych elementów, jakimi Egipcjanie się otaczali (a o których pozwolę sobie już nie pisać), jak dziewczęta dbały o urodę, jak witały się w ukochanym etc. Myślę jednak że wystarczająco zaprezentowałem temat, odnośnie antycznego Egiptu. Teraz czas na Grecję, Rzym i... pierwszych chrześcijan.


 
PS: Ten temat przywołał mi na myśl serialową relację, jaką mają niejaki Jędrula i Alutka z "Rodziny zastępczej". Lubię sobie czasem obejrzeć ten serial i zastanawia mnie jedno - dlaczego Jędrula (czyli oficjalnie w serialu Andrzej Kosoń), robi z siebie takiego pantoflarza? Alutka - jego małżonka, niedoceniona poetka, żyjąca trochę w innym, nieco wyidealizowanym, literackim świecie, wciąż wymyśla jakieś nowe "fascynujące" pomysły, które przyprawiają Jędrulę o ból głowy i palpitację serca i często skarży się on sąsiadom (Kwiatkowskim) na swoją żonę ("Panie Jacku, jakie ja mam życie, jakie ja mam z nią życie"), ale nie jest w stanie wyzwolić się spod jej wpływu, A pragnąłby żony umiarkowanej (Alutka lubi zakupy i potrafi wydawać na sukienki i biżuterię fortunę), takiej jak chociażby ich pomoc domowa - Jadzia, która twierdzi że ("Mężczyzna musi mieć w domu posłuch i szacunek"). Mimo że pomysły Alutki doprowadzają go do wrzenia, i tak w końcu (dzięki pomocy sąsiada - Jacka Kwiatkowskiego), udaje mu się skutecznie je zniweczyć, choć ile się naprzeżywa to jego. Śmieszna relacja jak dla mnie - szanowany producent filmowy, uzależniony w niesamowity sposób od swojej żony, która jest na jego utrzymaniu i która bez niego (zatopiona w swoim literackim świecie poetka) realnie nie da sobie rady w codziennym życiu.            
         





  
 A TUTAJ ZABAWNA SCENA Z POSTERUNKOWYM, KTÓRY RÓWNIEŻ DZIAŁA JĘDRULI NA NERWY

"IDŹ PAN STĄD"


 

 ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND

NEVER WILL APPLY TO POLAND



CDN.