Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 17 stycznia 2019

BLASKI I CIENIE RZECZYPOSPOLITEJ - Cz. III

CZYLI JAK ŻYŁO SIĘ W POLSCE

(TEJ DAWNEJ, JAK I TEJ BLIŻSZEJ)

BOGATYM I BIEDNYM.

ELICIE I WŁOŚCIANOM?


I

KAZIMIERZ WIELKI i

WYKUWANIE POTĘGI

KRÓLESTWA POLSKIEGO

Cz. II


WŁADYSŁAW I (IV) ŁOKIETEK



 25 kwietnia 1333 r. na pięć dni przed ukończeniem przez Kazimierza 23 roku życia, został on (wraz z małżonką - Aldoną Anną Giedyminówną), koronowany w Krakowie, w Katedrze Wawelskiej przez arcybiskupa Janisława, na króla Polski. Odziedziczył po ojcu, królu Władysławie I (IV - ta cyfra niegdyś też była w użyciu, bowiem odnosiła się do wszystkich władców o imieniu Władysław, panujących na polskim tronie, a nie jedynie do koronowanych monarchów) Łokietku, kraj mały, słaby, najeżdżany i atakowany zewsząd przez sąsiadów (Krzyżaków, Litwinów, Tatarów, Czechów czy Brandenburczyków). Kraj, który zostawiał synowi Władysław, był jeszcze mniejszy niż w chwili jego koronacji z 20 stycznia 1320 r. Utracił bowiem na rzecz Zakonu Krzyżackiego w 1329 r. Ziemię Dobrzyńską, a w 1332 r. całe Kujawy (nie mówiąc już o wcześniejszej utracie Pomorza Gdańskiego w 1308 r.). Kraj był zanarchizowany, po drogach tak wielu grasowało zbójców, że dołączała do nich nawet szlachta, nie widząc w tym procederze niczego gorszącego. Miasta zaś świeciły pustkami, będąc na wpół wyludnione w wyniku najazdów i uprowadzeń ludności w niewolę, lub w wyniku bezrządu - ubóstwo było powszechne. Przed nowym, młodym władcą (za którym wlokła się opinia birbanta a także gwałciciela - rozpowszechniana szczególnie przez Krzyżaków), który nie miał ani dobrej opinii wśród możnych, ani też nie wiązano z nim żadnych nadziei na poprawę tej sytuacji, stanęło nie lada zadanie. I dziś, z perspektywy wieków można oficjalnie powiedzieć - Kazimierz spisał się na medal. 


GOSPODARKA


 Jedną z najważniejszych kwestii (prócz zabezpieczenia granic i zapewnienia trwałego pokoju), było umocnienie gospodarcze państwa, które było zniszczone i wyludnione wcześniejszymi wojnami. Jak Kazimierz tego dokonał? Przede wszystkim otworzył się na już nieco zapomniany (ze względu na intensywną kolonizację niemiecką miast polskich) kierunek handlu wiodący z południowego-wschodu na północny-zachód. Było to nawiązanie do dawnej polityki Piastów (którzy wiążąc się ekonomicznie z ośrodkami przemysłowymi Europy Zachodniej), przede wszystkim jednak dbali o rozwój handlu z nadczarnomorskimi emporiami handlowymi i trasą wiodącą ku Konstantynopolowi i dalej ku Morzu Śródziemnemu. odnawiając dawny szlak handlowy, jednocześnie Kazimierz nakazał kupcom aby wystawiali swoje towary w określonych miastach i już w swym pierwszym dokumencie, wystawionym w Krakowie dnia 15 lutego 1344 r. nakazywał kupcom trasę (i konieczność wystawiania tam swoich towarów) z Torunia do Krakowa, wiodącą przez Brześć, Łęczycę, Inowłódz, Opoczno, Sandomierz, Wiślicę i Kraków, pod groźbą konfiskaty towarów w przypadku niezastosowania się do tego nakazu. W 1349 r. kolejny dokument ustanawiał trasę z Torunia do Włodzimierza i Lwowa, oraz z Wrocławia do Sandomierza i Lwowa, ustalający (dla kupców z obcych krajów) odpowiednie cło (np. w Brześciu i Łęczycy cło wynosiło - 24 grosze, w Radomiu - 16, w Sandomierzu - 10, w Opatowie - 12, przy czym były to opłaty tylko za cztery konie, za wóz już nie płacono - wyjątkiem był tutaj tylko Przemyśl - 8 groszy i Inowłódz - 2 grosze). Nie były to kwoty duże, jednak wystarczające aby zarówno pobudzić dynamikę handlu Północ-Południe, jak i zapełnić miejskie komory celne środkami finansowymi, potrzebnymi do dalszego rozwoju miast. Oczywiście takich dokumentów, jak ten wyżej wspomniany, Kazimierz wydał z kilkanaście, dzięki czemu praktycznie cały kraj objął siecią handlu nadczarnomorskiego, przy jednoczesnej kontynuacji handlu Wschód-Zachód. 

Drugą kwestią było zapełnienie nieużytków i zasiedlenie spalonych wsi, wyludnionych miast, kolejnymi osadnikami. Polityka osiedleńcza była prowadzona na wręcz kolosalną miarę, o czym chociażby możemy przeczytać w krakowskiej Kronice katedralnej, w której zapisano: "W borach, lasach, zagajnikach i miejscach porosłych krzewami zostało osadzonych tyle wsi i miast, ile niemal było kiedy indziej w Królestwie Polskim". To była kolosalna praca w którą król zaprzęgnął nie tylko całe duchowieństwo, ale także stan rycerski. Rycerze bowiem przez poprzednie lata odeszli od swojego powołania, jakim (przynajmniej oficjalnie) miała być ochrona najsłabszych i najuboższych w imię Chrystusa Zbawiciela. Wielu rycerzy w jeszcze w latach 20-tych i 30-tych XIV wieku zachowywało się jak udzielni książęta, grabiąc ludność, ściągając haracze, mordując i gwałcąc dla własnej uciechy. Teraz rycerstwo otrzymało zadanie zapewnienia bezpieczeństwa osadnikom nowo zakładanych lub na powrót zasiedlanych miast i wsi. Finansowaniem tych nowych osad, zajmowali się sołtysi i wójtowie, którzy mieli za zadanie zapewnić biedniejszym osadnikom dostęp do narzędzi pracy. W zamian król przyznawał osadnikom wolność skarbową i sądową, dzięki czemu umożliwiał zarówno tworzenie się lokalnego samorządu, jak również włączał lokalną ludność w obieg pieniądza, umożliwiając stworzenie i rozwój rynku wewnętrznego. Skala tego przedsięwzięcia była tak wielka, że... cały kraj się się istnym polem budowy. Zakładano nowe miasta (w samej Wielkopolsce przybyło ponad 50 nowych miast, a w Małopolsce prawie 70, nie licząc innych ziem Królestwa), zasiedlano wsie, otaczano miasta nowymi murami, budowano zamki. Żaden król ani przed Kazimierzem, ani po nim nigdy już nie zbudował i obwarował tylu nowych miast, nie wzniósł tylu nowych zamków, jak ten właśnie monarcha. On po prostu zalał kraj nowymi zamkami i umocnieniami jak nikt w naszych dziejach. Poza tym wznoszono linie wałów, chroniących przed najazdami z północy, południa i wschodu i zachodu. Nie było miasta, które za panowania Kazimierza nie zostałoby umocnione i odnowione, które nie wzbogaciłoby się na handlu i które nie cieszyłoby się pokojowym rozwojem. 




A do tego jeszcze w 1365 r. Kazimierz (na walnym zjeździe w Krakowie) z panami świeckimi i duchownymi, wójtami, ławnikami, sołtysami - zniósł prawo odwoływania się miast, lokowanych na prawie magdeburskim do sądów w Rzeszy (a konkretnie w Magdeburgu i Halle), co dotąd było praktyką. Sądy apelacyjne zostały utworzone w Krakowie, Poznaniu, Sandomierzu i Lwowie. Był to proces przyspieszający polszczenie się niemieckich osadników w polskich miastach, a księgi prawa magdeburskiego złożone w skarbcu królewskim, nadawały Królestwu Polskiemu odpowiednią powagę i znaczenie (w tym również znaczenie prawne). W akcji kolonizacyjnej i lokacyjnej, opierał się Kazimierz przede wszystkim na samych mieszkańcach kraju, ale częściowo również opierał się na cudzoziemcach rozdając przywileje. W 1347 r. w statucie wydanym w Wiślicy ujednolicił też monetę, przywilejami objął żupy soli w Wieliczce i Bochni, kopalnie ołowiu i srebra w Olkuszu. Nie koniec na tym, budował w całym kraju nowe bite drogi, stawiał groble, wznosił wodociągi (które połączył Wisłą z Krakowem i kopalniami soli), wznosił spichlerze, stawiał nowe szpitale i łaźnie (gdzie kazał się kąpać swoim poddanym - co m.in.: ustrzegło Polskę przed rozprzestrzenieniem się zarazy Czarnej Śmierci, która grasowała po całej Europie, od Południa, ku Zachodowi aż na Wschód. Jedynie ziemie Królestwa Polskiego jako całość (oczywiście nie w 100 procentach, bo to było niemożliwe, ale w co najmniej 90 procentach z pewnością), uniknęły zarazy. Właśnie dzięki zastosowaniu bardzo rygorystycznych kontroli na granicach, połączonych z rozbudową szpitali i nowych łaźni, oraz nakazem częstych kąpieli i zmian bielizny (czy raczej ubrania). W każdym razie okazało się to nad wyraz skuteczne, o czym świadczy chociażby mapka poniżej, w której jedynie ziemie polskie, jako całość (nie licząc Pomorza, które wówczas należało do Krzyżaków) uniknęły epidemii.   




 Kazimierz dbał również o chłopów i gdy w danej okolicy następował nieurodzaj i pojawiał się głów, kazał otwierać spichlerze i rozdawać nagromadzone tam zboże - przez co zwano go też "królem chłopów". Przymusił rycerstwo do przestrzegania prawa, zapewniając im stałe zlecenia ochrony granic i akcji kolonizacyjno-osadniczych. Zamienił zarosłe borem tereny w kwitnące wsie i miasta, osuszał moczary, ziemie leząca latami odłogiem, znów zaczęła być uprawiana. Zaczęto uprawiać winorośl, a vinum poloniae (czyli wino polskie), zaczęto eksportować do Danii, Szwecji, Rusi, na Litwę a nawet do Moskwy. W miastach rozwinęło się rzemiosło, zaczęły tworzyć się cechy, a polskie stroje szyte z czystego sukna, konkurowały jedynie z suknem flamandzkim na rynkach całej Europy. Od czasów Kazimierza, miasta wznoszono już tylko murowane, całkowicie zaprzestając budowy budynków i zamków z drewna. Nic więc dziwnego że potomni mawiali iż: "Kazimierz Wielki zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną". Zaś w 1368 r. wydał w Krakowie dokument, w którym zabraniał stawiania w mieście budynków... oszpecających wygląd miasta (a dotyczyło to nie tylko budowli drewnianych, ale także wszystkich innych, które nie posiadały estetycznego wyglądu). Jednocześnie Kazimierz w miastach działał dwupoziomowo, nadając dożywotnią (dziedziczną) funkcję wójta tym, którzy proces lokacji finansowali, a jednocześnie pozwalając na tworzenie się rad miejskich, które początkowo uzależnione od wójtów, z czasem doprowadziły do wykupu wójtostw i przejęcia władzy lokalnej (tym bardziej że wielu ich członków to byli ludzie zamożni, wzbogacenie na handlu, przemyśle i rękodzielnictwie). Od 1347 r. bito też własną monetę - grosze kazimierzowskie, na których widniał napis: "Kazimirus primus dei gratia rex Poloniae" ("Kazimierz pierwszy, z łaski Bożej król Polski"), który umożliwił mu wreszcie stworzenie własnej rezerwy finansowej dla celów obronności, polityki i dyplomacji.

Kraj, który wręcz na nowo stworzył Kazimierz III Wielki, mógł spokojnie predestynować do roli europejskiego mocarstwa. Owszem, było jeszcze kilka przejawów archaiczności (np. większość zakładanych przez Kazimierza miast nie było zbyt ludnych, ale miały prawo targu i z czasem się rozbudowywały), oraz pojawiały się też klęski żywiołowe, jak choćby długie zimy lat 1334 i 1353 (gdzie śnieg leżał jeszcze w... maju), co powodowało okresy nieurodzaju i głodu. W 1335 r. pojawiły się też chmary szarańczy, w 1368 r. wylała Wisła i inne rzeki, a także zdarzały się niewielkie przypadki zachorowań na czarną śmierć w latach 1348 i 1349 (przywlekaną głównie z Zachodu i Południa), które to przypadki były szybko neutralizowane (walka z pchłami, wszami i szczurami przenoszącymi zarazę, palenie ciał, częste kąpiele, pranie bielizny etc.). Mimo to bilans odrodzonego, zjednoczonego i scentralizowanego państwa był bez wątpienia pozytywny i umożliwił Kazimierzowi podjęcie śmiałych celów politycznych. 



POLITYKA
(Cz. I)


 Co się tyczy politycznych celów Kazimierza, to były one skierowane przede wszystkim w kierunku odzyskania Pomorza Gdańskiego, a co za tym idzie dostępu do morza i okna na świat, czyli Gdańska, skąd można by transportować towary drogą morską na Zachód. Na to jednak było jeszcze wówczas za wcześnie, a sam Kazimierz, który za młodu marzył o wielkich podbojach i zwycięskich wojnach, musiał prawie całe swoje panowanie podporządkować kwestii pokoju. Nie było bowiem innego wyjścia, gdyż kraj, który odziedziczył po ojcu, był niczym ledwie sklejona porcelana, którą przy silniejszym dotyku można ponownie skruszyć. Kraj nie nadawał się do toczenia wojen, lud bowiem był wymęczony, potrzebował więc oddechu, potrzebował spokoju. I ten spokój zapewnił mu właśnie ów wojowniczy niegdyś król Kazimierz. Już na drugi dzień po swojej koronacji przedłużył on na rok rozejm z Krzyżakami, a w maju 1334 r. przedłużył go o kolejny rok. W lipcu 1333 r. zawarł dwuletni sojusz z margrabią brandenburskim - Ludwikiem. W 1335 r. sprzymierzył się z Czechami, licząc na pomoc w spodziewanej walce z Zakonem Krzyżackim (w wyniku tego rozejmu król czeski Jan I zrzekł się pretensji do tronu polskiego, zaś Kazimierz zrzekł się praw do Śląska - nie było wówczas innego wyjścia, Polska była za słaba by się mierzyć z Czechami i Zakonem. Więcej nawet - sam Zakon był zbyt potężny abyśmy mieli się z nim sami mierzyć). W lutym 1339 r. odbył się w Warszawie sąd papieski, którego celem było zdecydowanie o przynależności Pomorza, Kujaw i Ziemi Dobrzyńskiej, które oficjalnie należały do Zakonu Krzyżackiego. Sędziami na owym procesie byli Francuzi (nic dziwnego, papiestwo było wówczas już od 1309 r. w Awinionie a nie w Rzymie. Pierwszym papieżem, który próbował powrócić do Rzymu, był w 1367 r. papież Urban V, choć opuszczając Awinion żegnały go głosy nienawistnego ludu typu: "Diabelski papieżu, bezbożny Ojcze, dokąd wiedziesz swe dziatki" i rzeczywiście po przybyciu do Rzymu, obraz miasta był wręcz tragiczny. Rzym przypominał praktycznie rzecz biorąc dużą wioskę, był prawie wyludniony, na Forum Romanum praczki wywieszały pranie, a Pałac Laterański roił się od nietoperzy i sów, co spowodowało iż po trzech latach, z początkiem 1370 r. Urban V, na kilka miesięcy przed swoją śmiercią, powrócił do Awinionu. Ostatecznie przenosiny Stolicy Apostolskiej na stałe do Rzymu dokończył jego następca - Grzegorz XI w 1377 r.).




Przesłuchano 126 świadków, wśród których byli książęta kujawscy, możnowładcy, duchowni, rycerze i chłopi. Świadkowie zeznawali iż Pomorze jest polskie, ponieważ język polski jest językiem tamtejszego ludu. Ostatecznie przesłuchano także wielkiego mistrza Zakonu - Dietricha von Altenburga. 15 września 1339 r. (po siedmiomiesięcznym procesie) w kościele św. Jana w Warszawie zapadł ostateczny wyrok, na mocy którego Krzyżacy zostali zmuszeni do oddania Polsce wszystkich zagarniętych wcześniej ziem (czyli Kujaw, Ziemi Dobrzyńskiej i Pomorza Gdańskiego), mieli zapłacić 94 000 grzywien odszkodowania, oraz zwrócić koszty procesu (1600 grzywien). Dodatkowo Zakon został obłożony ekskomuniką (którą mógł zdjąć jedynie papież). Krzyżacy oczywiście nie podporządkowali się wyrokowi, zwrócili się z nim do Awinionu, gdzie papież Benedykt XII nie zatwierdził wyroku sądu papieskiego. Wojna z Zakonem nie wchodziła wówczas w rachubę, jako że państwo było zbyt słabe na konfrontację z takim militarnym kolosem, dlatego też należało poszukać sojuszników. Jeszcze w tymże 1339 r. Kazimierz w Wyszehradzie zawarł układ z królem Węgier - Karolem Robertem (mężem swej siostry Elżbiety), na temat ewentualnego następstwa tronu. Ustalono więc że jeżeli król polski nie pozostawi po sobie męskiego dziedzica, tron przejdzie na Karola Roberta, lub jego następców. Sojusz ten miał scementować ewentualną anty-krzyżacką koalicję i zapewnić Polsce wsparcie, w przypadku wojny z Zakonem. Nim jednak doszło do spodziewanej wojny z Krzyżakami, nastąpiła okazja do rozszerzenia terytorium państwa na południowym-wschodzie, na Rusi Halickiej. Tam bowiem w marcu 1340 r. został otruty przez Rusinów Bolesław Trojdenowicz, syn Trojdena czerskiego z książąt mazowieckich, który odziedziczył Ruś w roku 1327 r. po swej matce Marii, córce księcia Lwa I. 

Bolesław był żonaty z siostrą królowej Aldony Anny, żony Kazimierza - Eufemią, co spowodowało iż Kazimierz poczuł się w obowiązku interweniować zbrojnie na Rusi. Tak więc w kwietniu 1340 r. wyruszył Kazimierz z wojskiem przeciwko Litwinom i Tatarom, którzy opanowali całą Ruś Halicką i jeszcze w tymże miesiącu wkroczył do Lwowa, gdzie po zabraniu skarbca książęcego i bogatych łupów, powrócił do kraju. W drugiej połowie 1340 r. powrócił po raz drugi, zdobywając Lubaczów, Przemyśl, Sanok, Halicz, Trembowlę, Lwów i cały Wołyń. Zwołał też zgromadzenie możnych i rycerstwa celem zjednoczenia tych terenów z resztą ziem Królestwa. Przeciwny zjednoczeniu był głównie Jaśko z Melsztyna, ale król twierdził iż Rusini są: "dawną bracią naszą", dowodził również iż: "Przenosić się będą Polacy na Ruś (...) ułagodzą się dzikie, krwawe Rusi obyczaje, ucichną mordy, okrucieństwa (...) osłonione od tatarskich najazdów rozkwitną grody i włości. Polska spełni zacnie posłannictwo swoje". Tak też się stało, ale niezadowolony z takiego obrotu spraw, dotychczasowy starosta ziemi ruskiej, niejaki Dymitr Dedko, wezwał na pomoc Tatarów, którzy w 1341 r. wtargnęli do Królestwa, paląc i siejąc śmierć wśród ludności Lubelszczyzny, póki w bitwie nad Wisłą nie rozbił ich sam król, na czele rycerstwa. Kazimierz miał pretensje do Olgierda, wielkiego księcia Litwy - Olgierda (brata swej żony Aldony Anny), iż nie zapobiegł atakowi Tatarów, ale owa złość dość szybko mu przeszła, gdyż przyszły inne sprawy. 


KAZIMIERZ I OLGIERD

  




ACT 447 IS NOT APPLICABLE 

AND NEVER WILL APPLY TO POLAND



CDN.