Mali chłopcy zawsze chcą być żołnierzami,Indianami,
policjantami, strażakami albo prezydentami - rosną, starzeją się, bywają żołnierzami, Indianami, strażakami, policjantami, prezydentami. Miewają już swoje komże, psy i okręty - a jednak tak naprawdę chcą jedynie być kimś innym i zadręczają się tym do śmierci.
Nieszczęśliwy kto nie jest takim małym chłopcem, dorosłym małym chłopcem, który gdzieś w zakamarku duszy hołubi wielkie marzenie, tęsknotę za czymś innym, odległym, lepszym...
W zasadzie temat, który teraz podejmuję, nie powinien się pojawić, bo nie zwykłem zajmować się nie tylko politycznym planktonem, ale również (najprawdopodobniej) ludźmi o widocznych zaburzeniach umysłowych. Mam tutaj oczywiście na myśli "totalną opozycję", która z każdym kolejnym dniem kompromituje się coraz bardziej (jeśli można sięgnąć dna, to myślę że oni już dawno przez to dno się przebili i kopią dalej). Jak bowiem można traktować ludzi, którzy nie mają żadnego, totalnie ŻADNEGO pomysłu na przekonanie Polaków do swoich racji politycznych i zaprezentowanie jakichkolwiek reform, które przyciągnęłyby do nich elektorat centrowy. Nic, totalne zero pomysłów, planów, programów - NIC! Pustka intelektualna, moralna i duchowa. Przy takiej opozycji w zasadzie Prawo i Sprawiedliwość może rządzić latami, jeśli nie przez dekady, bo nie ma realnej alternatywy. Jest to według mnie sytuacja patologiczna, bowiem każda partia rządząca musi czuć za sobą oddech opozycji, która realnie może odebrać jej władzę. W dzisiejszej sytuacji politycznej w Polsce, realnie opozycja nie istnieje. To znaczy istnieje, ale to nie jest opozycja, z którą jakikolwiek inteligentny człowiek chciałby mieć coś wspólnego. Totalne wyjałowienie, totalna apatia umysłowa, ci ludzie nie mają żadnych programów, nic co można by traktować poważnie.
Jedyne czego chcą to (jak mówiła Agnieszka Holland) "żeby było tak jak było", czyli jak? Żeby Polska znów zamieniła się w kraj teoretyczny, nie posiadający ani własnego przemysłu, ani stoczni, ani kopalni, ani własnej prasy, ani własnych mediów i tylko realizująca dyrektywy płynące bezpośrednio z Berlina Brukseli, czy innych stolic. Chcą powrotu Polski, w której wywiad rosyjski grasował sobie przez lata (od 2012-2015 r.) zupełnie legalnie, na zaproszenie... szefostwa polskiego wywiadu, mianowanego przez byłego (na szczęście już) premiera Donalda Tuska? Tak, choć to co piszę jest wprost nieprawdopodobne, to przez trzy lata (w ramach "Akcji Wołga"), wywiad rosyjski, zupełnie legalnie zdobywał informacje i pozyskiwał wiedzę na temat naszego kontrwywiadu, właśnie na odcinku rosyjskim. Kiedyś może napiszę o tym więcej, na razie jednak jest jeszcze na to za wcześnie. Ale powiem tak, to już nawet nie jest patologia, to jest ZDRADA! To jest ZDRADA! Takich ludzi, jak aresztowany niedawno generał Piotr Pytel, który stał na czele SKW (Służby Kontrwywiadu Wojskowego), i który pił wódkę z Rosjanami w Obwodzie Kaliningradzkim, a potem zapraszał ich na "szkolenia" do Polski - powinien ponieść karę. Jeśli piszę "karę" to nie mam wcale na myśli kary więzienia, tylko karę najwyższą, bowiem nie ma żadnej litości dla zdrajców (nawet jeśli okazaliby się tylko głupcami). Nie znajduję na opisanie takich ludzi słów innych niż "śmierdzące bydlę", "zdradzieckie śmierdzące bydlę", nie chciałbym nawet takiemu człowiekowi splunąć w twarz, bo uważam to za zwykłą pieszczotę dla takiego indywiduum.
"JESTEŚ ŁOTR, ŁAJDAK I ŚMIERDZĄCE BYDLE, SKOŃCZONE ŚMIERDZĄCE BYDLE. STARCZY, CZY MAM CI JESZCZE W OCZY PLUNĄĆ?"
TAK TYLKO POWINNO SIĘ ROZMAWIAĆ ZE ZDRAJCAMI OJCZYZNY
Proces odradzania się polskiej armii, która przez ostatnie lata doprowadzona była na skraj totalnego upadku (jedyną realnie sprawną formacją Wojska Polskiego, która jeszcze funkcjonowała sprawnie była... kapela wojskowa). I co, nie ma winnych - NIE MA WINNYCH? Spraszanie tutaj rosyjskich agentów i picie wódki z rosyjskimi "tawariszami" to było pewnie "budowanie siły polskiej armii" tak? Brak mi słów, naprawdę, nie chciałbym się tutaj wyrażać w jakiś sposób wulgarnie, bo przecież nie oto chodzi, aby ubliżać - ale naprawdę, jak można trzymać nerwy na wodzy, gdy się słyszy i widzi coś takiego. Na każdym etapie i w każdej dziedzinie przez ostatnie osiem lat (2007-2015) "państwo polskie było tylko teoretyczne", jak wyraził się nagrany (w lipcu 2013 r.) w restauracji "Sowa & Przyjaciele", szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych - Bartłomiej Sienkiewicz. I za to wszystko odpowiadali konkretni ludzie, konkretne osoby. Ja dziś mam ogromne pretensje do PiS-u za jego ślamazarność w rozliczaniu patologii poprzedniej władzy (bowiem każda patologia musi być napiętnowana i rozliczona, a już szczególnie taka, która godzi w żywotne interesy państwa). Dlaczego aneks do raportu WSI (tej komunistycznej, ruskiej jaczejki, która przetrwała jako czyrak na ciele Polski aż do 2006 r. a i dziś ludzie ją tworzący, są politycznie wpływowi), wciąż pozostaje tajny? Dlaczego nic nie zrobiono (a przynajmniej bardzo mało) w kwestii rządowego audytu z początku 2016 r. Dlaczego ludzie, którzy mieli jakiekolwiek związki z Moskwą i poprzednim systemem, wciąż pełnią taką czy inną rolę w polityce lub w wojsku? Dlaczego patologii nie nazywamy patologią? Dlaczego pozwalamy się tak upokarzać?
Owszem, obóz tzw.: "totalnej opozycji" (którą tworzą lub do której przykleili się jak do mateczki, wszelkiej maści polityczne kreatury poprzedniego, komunistycznego ustroju), to dziś już margines społeczny (wystarczy obejrzeć te wszystkie spędy KOD-u czy Obywateli PRL, aby uświadomić sobie że przychodzi na nie już coraz mniejsza liczba wiernych "bojowników o wolność i demokrację", bo nikt normalny, kto albo realnie nie jest zainteresowany w utrzymaniu poprzedniego systemu patologii, albo też jest zwykłym lewicowym bałwanem, który realnie myśli że w Polsce "nie ma demokracji i wolności słowa", choć on sam może sobie wykrzykiwać na ulicach co chce, obrzucać rządowe auta jajkami i wykazywać się wzrastającą agresją, przy zupełnej bierności policji, gdzie w każdym normalnym kraju, taki osobnik byłby po prostu rzucony na ziemię przez policję i brutalnie spałowany, a u nas nic. Jeszcze mają pretensje że policja ośmiela się spisywać nazwiska najbardziej radykalnie nastawionych bojówkarzy - no rzeczywiście, totalny upadek demokracji i państwo totalitarne niczym Korea Północna. Brak mi słów, bo piszę ten post już późno w nocy i nie będę się teraz specjalnie rozpisywał, wystarczy tylko przyjrzeć się tym wszystkim ludziom, zwolennikom totalnej opozycji i powrotu "państwa teoretycznego", aby zauważyć że wraz ze zmniejszającą się ich liczbą, rośnie jednocześnie poziom ich agresji. Ataki na dziennikarzy, którzy próbują przeprowadzić wywiad, obrażanie policjantów, rozbijanie namiotów przed Pałacem Prezydenckim, i widoczne próby sprowokowania jakichkolwiek ekscesów, aby potem mieć co pokazywać za granicą - "patrzcie, jak totalitarny reżim bije demonstrujących obywateli", już widzę to oburzenie wśród neomarksistów z Unii Europejskiej, którzy obecnie widzą że to właśnie Polska stanowi najpoważniejszą zaporę, przed domknięciem systemu i stworzeniem marksistowskiej zjednoczonej Europy. Szkoda moich słów, zobaczcie sobie sami i sami oceńcie.
ZWIERZĘTA NA WOLNOŚCI
CZY KTOŚ WIDZIAŁ WETERYNARZA?
TEN CZŁOWIEK Z "TOTALNEJ OPOZYCJI" - FRANCISZEK
JAGIELSKI, KTÓRY W TAK WULGARNYCH SŁOWACH ODNOSI SIĘ DO DZIENNIKARKI,
PRÓBUJĄCEJ ZROBIĆ MATERIAŁ Z TEJ ICH ŚMIESZNEJ JUŻ DEMONSTRACJI, ZOSTAŁ
ROZPOZNANY JAKO BYŁY GANGSTER, Z KONEKSJAMI WŚRÓD ŁÓDZKIEGO
PÓŁŚWIATKA, KTÓRY POSIADA PONAD 40 SZTUK BRONI, A JEDNOCZEŚNIE SZEF
NIELEGALNEJ FIRMY OCHRONIARSKIEJ "FARMAZON". SPÓJRZCIE ILE W TYM CZŁOWIEKU AGRESJI I JAKA W NIM TYPOWO RUSKA KULTURA W STOSUNKU DO KOBIETY:
DO DZIENNIKARKI: "WIĘCEJ SZACUNKU MAM DLA KURWY SPOD LATARNI, JAK DLA CIEBIE"
A TUTAJ BARTOSZ KRAMEK,
KTÓRY NAWOŁYWAŁ NA FACEBOOKU DO ZORGANIZOWANIA "MAJDANU W WARSZAWIE"
SPÓJRZCIE ILE W TYCH LUDZIACH JEST NIENAWIŚCI. IM JEST ICH MNIEJ, TYM WIĘKSZA NIENAWIŚĆ - DLATEGO TEŻ OGROMNY UKŁON DLA POLICJI, ŻE NIE DAJE SIĘ SPROWOKOWAĆ, BOWIEM IM CHODZI WŁAŚNIE O TO ABY DOSZŁO DO PRZYNAJMNIEJ JEDNEGO PRZYPADKU POBICIA LUB CHOCIAŻBY UDERZENIA TAKIEGO CHOREGO Z NIENAWIŚCI DEMONSTRANTA PRZEZ POLICJĘ. WÓWCZAS MIELIBY CO POKAZYWAĆ ZA GRANICĄ I OCZERNIAĆ TAM POLSKĘ - TAKA TO JEST TA NASZA TARGOWICA, ALE JEDNO CO MNIE CIESZY, TO ŻE CI LUDZIE STRACILI JUŻ JAKIKOLWIEK WPŁYW NA POLAKÓW. TO SĄ ŚRODOWISKA, KTÓRE JUŻ NIE SĄ W STANIE SIĘ ROZSZERZYĆ NA WIĘKSZE GRUPY. I TO JEST PIĘKNE.
Krótko i na temat, gdyż nie mam zamiaru nazbyt długo się nad tym tematem pochylać (szczególnie że wewnętrznie krew we mnie się burzy, choć nie daję tego po sobie poznać żadnym gestem czy wyrazem). Otóż, jak zapewne wszyscy w Polsce wiedzą, prezydent Andrzej Duda zawetował dwie ustawy: o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, a nie zawetował jedynie trzeciej ustawy o Ustroju Sądów Powszechnych. Mój komentarz do tego jest taki - reforma sądownictwa była jedną z kluczowych zmian, jakie zaproponował PiS jeszcze przed wyborami z 2015 r. i zarówno posłowie wybrani do sejmu z ramienia tej partii, jak również kandydat na prezydenta, wyłoniony przez to ugrupowanie (a konkretnie przez Jarosława Kaczyńskiego), także o niej mówili podczas samej kampanii - jako o jednej z kluczowych zmian w Polsce, które niezwłocznie muszą zostać wprowadzone w życie. Patologia panująca w polskich sądach (służbie zdrowia, szkolnictwie, armii i kilku jeszcze innych działach życia społeczno-politycznego) od zmiany systemu i "upadku komunizmu (czyli innymi słowy do transformacji systemu komunistycznego w system odgórnie sterowanego - przez ludzi z dawnego układu - ustroju quazi-kapitalistycznego, zapewniającego im nie tylko ochronę, ale również wygodne życie dla nich i zabezpieczenie dla ich dzieci i wnuków), była tak wielka, że pisanie o poszczególnych przypadkach nie ma nawet sensu, gdyż krócej pewnie znaleźć przykłady normalności i uczciwości polskich sądów, niż ukazać jej negatywy.
W każdym razie, Polską rządziła klika sądowa, która zmieniła się w prawdziwą mafię. Byli nietykalni, nic nie można im było zrobić - zabili jadąc autem po pijanemu na drodze człowieka, pokazywali immunitet (lub nawet od razu krzyczeli do przybyłych policjantów - ja jestem sędzią, nic mi nie zrobicie). To była totalna, nietykalna mafia, nie do ruszenia przez nikogo. Polityków, posłów, senatorów, rząd - można jeszcze co jakiś czas w wyborach zmienić (choć wielu z nich to szczwane lisy i wiedzą jak się ustawić aby jednak do sejmu wejść), prezydenta również, natomiast w przypadku sędziów taka społeczna kontrola w ogóle nie istniała. Byli poza tym wszystkim, oni byli prawem, oni stanowili prawo i oni decydowali o tym kto będzie uznany winnym, a kto nie (a kwestia sprawiedliwości w ogóle nie miała tutaj żadnego znaczenia). Były też takie procesy (już w tej naszej, tzw.: Wolnej Polsce), gdzie zarówno sędzia, prokurator jak i adwokat byli związani z jednym środowiskiem towarzyskim i zaangażowani byli po jednej ze stron. Dobitnym tego przykładem jest chociażby nieumiejętność skazania (za popełnione z ich rozkazów zbrodnie w czasie Stanu Wojennego i epoki marazmu z lat 80-tych, notabene dziś taki sam marazm panuje na Zachodzie, ale nie o tym teraz), zbrodniarzy komunistycznych, takich jak Jaruzelski, Kiszczak, Urban (to jest kpina, ten człowiek swobodnie przeszedł z komunizmu w nowy ustrój nie tylko bez jakiegokolwiek uszczerbku finansowego, ale wręcz zbudował własne medium, a majątek jakim dysponuje jest znaczny), i wielu, wielu innych, takich jak chociażby zbrodniarz sądowy Stefan Michnik, który skazywał na śmierć Żołnierzy Wyklętych w latach 50-tych, czy podobny mu zbrodniarz sądowy - Igor Andriejew, który skazał na śmierć generała Augusta Emila Fieldorfa "Nila", bohatera wojennego, który dowodził największymi akcjami antyniemieckimi podczas II Wojny Światowej.
Tacy ludzie, jeszcze do niedawna (bo dziś już są na sutych emeryturach), wydawali wyroki w niepodległej III Rzeczypospolitej, tej już oficjalnie przynajmniej niekomunistycznej. No ku...a, to przecież jakaś kpina. Komunistyczne świnie, łajna w togach, wydawały wyroki w niepodległej Polsce i nikt z tym przez 28 lat istnienia niekomunistycznej Polski nic nie uczynił - nic. Do dziś, w wielu miastach mieszkają dawni sądowi zbrodniarze, którzy przez długi czas śmiali się swym ofiarom w twarz. Pamiętam, jak opowiadał mi pewien mężczyzna (dziś już dziadek), jak w latach 50-tych był bity przez ubeka, który zmuszał go do podpisywania zeznań. Natomiast dziś, w wolnej Polsce, tamten (też już stary), spokojnie wyprowadzał sobie pieska na spacer i śmiał się mu w twarz mówiąc: "No widzisz, i po co było się stawiać, co z tego miałeś? A wiesz ty dziadu jaką ja mam emeryturę? Ów człowiek powiedział mi: "Nie miałem nawet siły aby dać mu w pysk" - dziś bowiem jest strzępem człowieka, schorowanym, wynędzniałym, ubogim obywatelem. No ale przecież był upadek komuny tak? No i co? No i pstro, można by powiedzieć. Jaki upadek komuny! Kiedy w Polsce był upadek komuny? Zmiana systemu nastąpiła za zgodą, wiedzą i przy udziale komunistów, którzy pozwolili upaść dawnemu, skostniałemu i zupełnie już (w latach 80-tych) gospodarczo i politycznie niewydolnemu systemowi, po to właśnie aby w nowym systemie (dokooptowawszy sobie ludzi z tzw.: "opozycji antykomunistycznej", których korzenie w większości sięgają przybyłych ze wschodu na sowieckich tankach - towarzyszy, którzy tutaj zainstalowani, zaczęli budować nową elitę, nową władzę. I tak z pokolenia na pokolenie, te przywileje dziedziczyli również ich potomkowie, ich dzieci. To były tzw.: "czerwone książątka", które dziś stały się zadeklarowanymi Europejczykami - w sensie zwolennikami panowania i kontroli Brukseli nad tym Priwisleńskim Krajem), taki sam, a nawet paradoksalnie wyższy status i władzę.
Polacy są bowiem "buntowszczykami", należy więc szczególnie ich kontrolować. A kto uczyni to lepiej niż odgórnie wprowadzeni ludzie, którzy następnie będą przekazywać z pokolenia na pokolenie intratne stanowiska (np. w dyplomacji, mediach, sporcie, praktycznie wszędzie). Prawdziwa elita narodu polskiego została wymordowana zarówno przez Niemców jak i Rosjan podczas II Wojny Światowej i po jej zakończeniu. To właśnie ludzie, których z zimną krwią zamordowano w Katyniu w 1940 r. i innych miejscach sowieckiej kaźni, to ludzie zabijani przez Niemców w publicznych egzekucjach w Palmirach i innych miejscach niemieckiej zagłady (poza tym gułagi i obozy koncentracyjne). Polska elita została skutecznie wytrzebiona, a ci co pozostali musieli siłą rzeczy uciekać na Zachód, w obawie o swoje życie. Potem przez lata, polscy generałowie, oficerowie, zwycięzcy wielu bitew (w tym pod Monte Cassino, czy pod Falais), pracowali jako barmani w angielskich pubach, lub w hotelach, a (jak pisał Stanisław Cat-Mackiewicz) polskie arystokratki zmywały podłogi w angielskich domach. Tak Brytyjczycy odwdzięczali się Polakom za uratowanie im dupsk, jeszcze w czasie Bitwy o Anglię w 1940 r. (gdzie polscy piloci byli najskuteczniejszymi pogromcami niemieckiej potęgi Luftwaffe, a ich popularność była wówczas tak wielka, że sami Brytyjczycy aby poderwać Brytyjki, podawali się za Polaków), jak również potem, w czasie całej tej okrutnej wojny.
A przecież sądy w Polsce po upadku komunizmu miały się same oczyścić, miały wyeliminować wszystkie te niecne elementy ze swoich szeregów, wszystkie te patologie. Efekt? Nikt nie stracił nawet pracy, nie mówiąc już o utracie wolności za popełniane przez siebie zbrodnie. A raz puszczona w ruch (i niepowstrzymywana) patologia, pędziła dalej siłą kuli śniegowej. Kolejne roczniki młodych adeptów prawa, uczone przez tych starych, wprowadzanych przez nich zasad, przyswajały je jako swoje własne i tak kółeczko się zamykało, tworząc swoiste perpetuum mobile. Sądy w Polsce nie zostały zmienione w żaden sposób od upadku komunizmu - w ŻADEN!!! Czy można więc się dziwić, że dziś ci ludzie uważają się za szczególną kastę i twierdzą że: to nie naród jest suwerenem (który powierzył im władzę), tylko konstytucja (szczególnie ta konstytucja pokomunistyczna z roku 1997). Innymi słowy, mamy was gdzieś, jesteśmy nadludźmi i nic nam nie zrobicie - jak twierdzili. I oto wreszcie, po 28 latach rząd Prawa i Sprawiedliwości podjął się próby uleczenia skostniałej bryły sądowych patologii. Co prawda ta reforma (po zmianach prezydenta, wprowadzających wymóg uzyskania 3/5 głosów aby wybrać sędziego Sądu Najwyższego), realnie uniemożliwiała dokonanie jakiegokolwiek wyboru sędziego (bowiem zebranie 3/5 czyli 276 posłów z 460 jest w praktyce nierealne). Ale obecne weto prezydenta Dudy co do owych dwóch ustaw było już pewnym pokazem, deklaracją polityczną, gdzie prezydent oficjalnie opowiedział się po stronie patologii. I nie zmienią tego piękne słówka wypowiadane później, że jest za zmianami, że przygotuje projekty nowych ustaw, że rozpocznie rozmowy o nich z obywatelami itd. itp. Mleko zostało wylane - prezydent oficjalnie zadeklarował się jako zwolennik patologii sędziowskiej, a co za tym idzie, jako zwolennik dawnego komunistycznego i pokomunistycznego systemu politycznego w Polsce.
Jestem rozczarowany - muszę to szczerze powiedzieć - jestem rozczarowany Andrzejem Dudą, człowiekiem na którego głosowałem, bo myślałem że jest to twarz rzeczywistej zmiany. Ale to wszystko pokazuje jak jesteśmy łatwowierni, my ludzie, chcemy wierzyć (szczególnie wilkom, przebranym w owcze skóry), chcemy ufać. A nie powinno się ufać nikomu, dopóki nie poznamy ich rzeczywistych motywów, nie przyjrzymy się ich działaniom. Dziś bowiem z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić że ufam jedynie dwóm polskim politykom, tak, tylko dwóm (jeszcze). Jednym z nich jest prezes Prawa i Sprawiedliwości - Jarosław Kaczyński, a drugim minister Obrony Narodowej - Antoni Macierewicz. I finito, nikomu więcej. Ci politycy teraz stanowią główną polityczną barierę przed powrotem tego "aby było tak jak było" i całej tej odmóżdżającej, firmowanej przez Platformę i jej akolitów patologii w praktycznie każdej dziedzinie życia społeczno-politycznego lat 2008-2015. Oni bowiem tworzyli ustrój dla elit, ale nie tych elit prawdziwych, elit narodowych (czy krajowych), ale elit o mentalności żula spod budki z piwem, o mentalności tzw.: lyberalnej (która z prawdziwym liberalizmem nie ma nic wspólnego), oraz o mentalności globalnej, unijnej, a nawet... berlińsko-brukselskiej. I ci ludzie, o takiej mentalności, firmowani przez poprzednią ekipę rządzącą byli predestynowani na zarządzających tę tu oto unijną prowincją, zwaną jeszcze na razie Polską (ale taki kraj przecież można potem nazwać zupełnie dowolnie np. mały Yunan duży Ulu, mieszankę zrobić). A "elyta" (w tym sądowa) stałaby na straży tych zmian. Zmian w których zwykły obywatel z głodu za kradzież bułki w supermarkecie za kilka groszy idzie siedzieć, a politykowi za wyprowadzenie miliardów z quazi-banku nie spada nawet włos z głowy. To jest sprawiedliwość? To jest państwo prawa? No bez jaj, to jest patologia, częściowo oparta również na założeniach marksistowskich (gdzie też był partia, czyli elita społeczeństwa, i bezmózgi motłoch, który bez jej rad zapewne zmieniłby się w stado zwierząt, przynajmniej wedle twierdzeń marksistów).
Musimy zrozumieć, że jeśli w taki sposób będziemy określać i "dopieszczać" elitę, to skończy się to ostatecznie bardzo, bardzo źle. Nie może być bowiem sprawiedliwości w państwie, w którym elity nie biorą odpowiedzialności za podejmowane przez nie decyzje i popełniane przez nie czyny. Dlatego należy walczyć z każdym "wypierdkiem mamuta", który predestynuje do roli reprezentanta narodu i przedstawiciela elity. Ma być tak, jak było w napoleońskiej Francji z czasów Napoleona Wielkiego, gdzie każdy marszałek, generał czy oficer, był za to samo przewinienie karany znacznie bardziej, niż zwykły żołnierz polowy, któremu wiele się wybaczało lub dostawał jedynie reprymendę. Oficer zaś, który pragnął być częścią elity Cesarstwa Napoleona, musiał wykazywać się nie tylko męstwem, odwagą i przenikliwością, ale również etyką i honorem. Jeśli taki człowiek popełniłby takie samo wykroczenie, jakiego dopuściłby się zwykły żołnierz - był natychmiast degradowany, a częstokroć wtrącany do więzienia. Nie było zmiłuj się, bowiem oficer (czy polityk czy jakikolwiek inny członek elity społecznej narodu), aby być członkiem owej realnej, żywej elity, musi więc posiadać (lub przynajmniej się nimi kierować) inne przymioty moralne, których brak w przypadku zwykłych ludzi jest im wybaczana. Tak było za Napoleona we Francji, a co mamy dziś, (zresztą nie tylko w Polsce, również) w całej Europie? Na kontynent sprowadza się obce etnicznie i cywilizacyjnie hordy, tworzy się rząd europejski, zarządzany przez ścisłą, komunistyczną klikę spod znaku trockisty Altiero Spinellego (i innych marksistów kulturowych) .Są też pokusy aby rozwiązać armie narodowe i wprowadzić wspólną armię europejską (zarządzaną oczywiście przez ową klikę), która byłaby wierna swym protektorom (i pracodawcom - czyli tym, którzy płacą żołd), a mogłaby być użyta podczas tłumienia buntów społecznych w Europie, gdy marksizm doprowadzi już Europejczyków do takiego stanu cywilizacyjnego upadku (już dziś wiele ulic w Londynie, Paryżu, Rzymie przypomina tereny z Mogadiszu czy Libii) i takiej biedy że wyjdą na ulice w wielosettysięcznych protestach. Wówczas właśnie, aby rozgonić "buntowszczyków" użyta zostanie przeciwko nim właśnie armia europejska.
To jest normalna wojna hybrydowa, która toczy się obecnie również w Polsce (owe finansowane przez organizacje Sorosa "spontaniczne manifestacje", gdzie w kilku miejscach dowożono nawet opłaconych statystów, aby darli ryje, choć zapytani nie potrafią wskazać żadnego punktu który w owych ustawach miałby powodować "zamach na demokrację" i "wprowadzanie totalitaryzmu"). Tak bardzo dziś brakuje narodom europejskim kogoś pokroju cesarza Napoleona, marszałka Józefa Piłsudskiego czy chociażby Giuseppe Garibaldiego (twórcy zjednoczonych Włoch), autora wielu podobnych hybrydowych wojenek (w taki właśnie sposób zjednoczył też Italię), który dziś zapewne ze swoimi "czerwonymi koszulami" zatapiałby statki NGO-sów z imigrantami na pokładzie u brzegów Libii. No ale cóż, takich ludzi w dzisiejszej Europie nie mamy, mamy za to Junkera pijaka, ledwie stającego na nogach i wciąż wszystkich poszturchującego lub klepiącego po twarzy (notabene, gdybym miał kiedykolwiek - oby nigdy - nieprzyjemność spotkania się z takim człowiekiem, i on klepnąłby mnie po twarzy, lub zaczął wykręcać krawat, wymierzyłbym mu - oczywiście dla żartów, podobnie jak on - takiego plaskacza, że zapewne upadłby na ziemię. A potem, wciąż się doń uśmiechając podałbym mu rękę pomagając mu wstać, jednocześnie trochę nim potrząsając. Zapewne szybko oduczyłby się takich praktyk), Timmermansa czy Schulza.
Podsumowując - Jestem bardzo rozczarowany tym, co uczynił prezydent Andrzej Duda wetując te dwie ustawy (w jakiś sposób) reformujące polskie sądownictwo, a w każdym razie usuwające tkwiącą w nim głęboko patologię, co już jest bardzo dużo, w porównaniu z tym, czego w tej materii dokonano przez poprzednie 28 lat. Ale jest nadzieja, są nią patrioci których w Polsce nie brakuje (choć często są dzieleni i wzajemnie na siebie napuszczani, to też efekty wojen hybrydowych). I ja powiem tak - spokojnie Kochani, wygłupy opłaconego kodziarstwa i innego sorosowego tałatajstwa na pewno będą jeszcze przez jakiś czas trwały, choć ich liczebność (dziś już niewielka), będzie jeszcze się zmniejszała. My (czyli patrioci, ci wszyscy którzy pragną realnych zmian w kraju, jakie przeprowadza partia rządząca), na razie nie robimy nic. Nie wychodźmy na ulice, nie prowokujmy, nie czyńmy niczego, co mogłoby zostać potem przedstawione (w zachodnich, wybitnie "obiektywnych" mediach typu BBC, CNN czy NBC) jako "atak na demokrację w Polsce". Ale obserwujmy, róbmy zdjęcia, pokazujmy twarze, wpisy (bądźmy szczególnie aktywni w internecie) oraz zbierajmy to wszystko do kupy (ja już to robię od jakiegoś czasu). A kiedy przyjdzie pora, aby wesprzeć odnowę Polski, wtedy My wyjdziemy na ulicę, nie po to aby się bić czy przepychać z lewactwem, ale po to aby pokazać im naszą siłę, naszą liczebność i determinację. A jest nas znacznie więcej i he-he, czapkami ich przykryjemy gdy będzie trzeba (gdy przyjdzie czas - na razie jeszcze nie). Mówię to ja, gotowy wziąć udział w takiej manifestacji gdy przyjdzie pora (jeszcze nie teraz, niech wypali się ich emocjonalne paliwo), choć wcześniej w żadnej podobnej nie brałem udziału (nawet w Marszach Niepodległości), gdyż brak mi na to po prostu czasu. Ale teraz wyjdę, wyjdę jak i inni mnie podobni gdy "zabrzmi złoty róg" - tak nam dopomóż Bóg".
POPIERAM W STU PROCENTACH
PS: Jeszcze jedno. Nie wiem czy wiecie co właśnie wymyśliła komunistyczna Franca z Watykanu. Otóż człowiek, podający się za papieża stwierdził że wszyscy Chrześcijanie, wszyscy Katolicy, którzy modlą się do Boga - czyli do Jezusa Chrystusa (Chrześcijanie uważają Jezusa za Syna Bożego, czyli za Boga), czynią bardzo źle, gdyż nie powinniśmy osobiście kontaktować się z Bogiem... poza kościołem watykańskim. Pięknie prawda? Komunista mówi nam, że kontakt człowieka z Bogiem to coś złego, i że jedynie powinniśmy czynić to za pośrednictwem całkowicie zlewaczałego i skomunizowanego Kościoła "papieża" Franciszka, czyli białej Francy z Watykanu. Brak mi słów, pozostawię więc to bez komentarza, a jednocześnie jako asumpt do przemyśleń dla wielu, którzy jeszcze widzą w tym człowieku coś więcej niż zwykłego, komuszego zwodziciela i kulturowego marksistę. Pozostawiam to waszym sumieniom. Dobranoc.
PS 2: Zamierzałem dziś napisać coś na temat służb wywiadowczych dawnej Jugosławii, które doprowadziły do wybuchu I Wojny Światowej, no ale występek Dudy spowodował że musiałem to przełożyć i tak powstał ten oto post. Na dwa bowiem obecnie coraz bardziej brakuje mi czasu. Doba jest dla mnie za krótka.
PS 3: Od razu też informuję, że jeśli prezydent Duda rozpocznie tworzenie "partii prezydenckiej" ma już u mnie przegrane na całej linii. Duduś już wówczas może zapomnieć o drugiej kadencji, bo ani nie poprą go zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości (i znacznie większego obozu patriotycznej zmiany w naszym kraju), ani (tym bardziej) nie zagłosują na niego zwolennicy PO, KOD-u i temu podobnych, którzy i tak już maja go za marionetkę, a teraz jeszcze odkryli że nie ma nawet moralnego kręgosłupa. Jeśli Duda się nie opamięta i nie zawróci z tej zwodniczej ścieżki, skończy jak Marcinkiewicz na marginesie polityki, z nic nieznaczącym epizodem w życiu".
Oto kilka wybranych przeze mnie w sieci - zabawnych filmików, dzięki którym można się zrelaksować i uśmiechnąć, bo śmiech to nie tylko zdrowie, śmiech to również (w dużej mierze) ukazanie naszego prawdziwego charakteru, naszego wewnętrznego, beztroskiego Ja, naszej radości życia. Jak bowiem mawiał Marszałek Józef Piłsudski: "Żywiołem szczęścia jest śmiech. A im
bardziej jest pustym i szczerym, im bardziej nazywamy go dziecinnym, tym
więcej jest w nim nieba na ziemi. Umiałem, jak dobry żołnierz, śmiać
się wesoło, gdy życiu niebezpieczeństwo groziło. I (...) wciąż mnie jedna myśl prześladuje, bym mógł uwiecznić nie głos,
lecz śmiech. Śmiać się na zamówienie nie umiem, lecz powiem panom jedną
uwagę o śmiechu. Witaliśmy Polskę odrodzoną nie
dźwięcznym śmiechem odrodzenia, lecz jakimś kwasem śledzienników i jakąś
zgryźliwością ludzi o chorych żołądkach. Więc głosem z trąby błagam:
matki i ojcowie, gdy sami śmiać się nie możecie, w kąt rzućcie
instrumenty pedagogiczne, gdy wesoły srebrny dzwonek roześmianych
buziaków dziecinnych w waszych domach się rozlega. Niech się śmieją
polskie dzieci śmiechem odrodzenia, gdy wy tego nie umiecie! A gdy wam
teraz do śmiechu już usta się układają, śmiejcie się dowoli, gdy ja (...) was żegnam pustym, dziecinnym, żołnierskim śmiechem i słowem:
do widzenia!".
Rewolucja, rewolucja i po rewolucji. Została już garstka (najprawdopodobniej opłacanych) komediantów, każdy kto ma dziś choć trochę oleju w głowie odłącza się od tej zgrai błaznów. No i co? No i nic, zdechło równie szybko co wybuchło (a należy pamiętać że środki finansowe, przeznaczone na tę akcję były spore i zapewne nie pochodziły tylko z Polski). Wypaliło się rewolucyjne paliwko i już jadą na oparach. Słyszałem że w pewnym momencie przed sejmem zostało ... 5, dosłownie pięć osób. No nie udało się, pomimo wsparcia takich tuzów jak pan Lech "Bolesław" Wałęsa, nawołujący do rozpoczęcia krwawej wojny domowej (ten pan, zwykły cwaniak polityczny, którego bezpieka uczyniła "szefem Solidarności", a który potem otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla - nie wiadomo za co, pewnie tak jak Barack Obama - który wybitnie przysłużył się do sprowadzenia na Europę muzułmańskich hord "spuchniętych jąder". Następnie świat cały usłyszał o panu Wałęsie - tak się właśnie tworzy marionetki, którymi potem można do woli sterować), Donald Tusk (swoją drogą, zrobiliście kiedyś taki porównanie "dwóch Donaldów" - Tuska i Trumpa? Zauważcie proszę, jaka przepaść dzieli tych ludzi. Trump, człowiek majętny, multimilioner, wygrywając wybory na najwyższy urząd w państwie - choć wcale mu to nie było do niczego potrzebne - zrezygnował z prezydenckiej pensji, którą jego żona zapewne wydaje w jeden dzień. Po co mu było się pchać na ten urząd, żeby dodatkowo robić sobie wrogów? Otóż człowiek ten, podjął się tej misji nie dla pieniędzy, ale z poczucia obowiązku, honoru i przywiązania do własnego kraju, a teraz spójrzmy na Tuska - był premierem Polski, miał dużą władzę i co? I uciekł do Brukseli na lepiej płatny "stołek". Czyli on godność premiera Polski sprzedał za jakąś bajkową, choć niewiele znaczącą "fuszkę" w Unii. To świadczy o człowieku - dla mnie Tusk już zawsze będzie skończonym palantem, który za kasę zrobi wszystko), i wielu innych kodziarskich, platformerskich i tych z tzw.: "Nowoczesnej" - przygłupów.
Kodziarze mieli jednak doskonałe wsparcie - pomagała im (ściągnięta, prawdopodobnie za kasę) Antifa i wszelkie inne lewacko-liberalne organizacje, finansowane przez pana George'a Sorosa. Dodatkowo mieli (najprawdopodobniej, ponieważ nie mam bezpośrednich dowodów), wsparcie Berlina, a konkretnie niemieckich służb specjalnych BND ("Bundesnachrichtendienst"). Mieli też nieoficjalne (piszę "nieoficjalne" choć żadne takie wsparcie nigdy nie jest oficjalne) wsparcie Moskwy. I wszystko zdechło. Oczywiście, prawdopodobnie na tym się nie skończy, bowiem opozycja i całe to zorganizowane kodziarstwo wraz z jego przybudówkami, jawnie już dąży do rozlewu krwi, bardzo pragnie by polała się polska krew, aby oni potem mogli opowiadać w zachodnich (wspierających ich mediach - a są to praktycznie wszystkie główne media w USA, Niemczech, Wlk. Brytanii, Francji, Włoch, Hiszpanii i ... Rosji), jak to dyktatorski, krwawy reżim Kaczyńskiego, morduje ludzi na ulicach. Już teraz wyświetlane są w zachodnich mediach obrazki, że oto jakiś ranny człowiek leży na ulicy, że zwolennicy rządu są niezwykle agresywni itd, itp. A nikt (a już szczególnie media, bowiem one są jedynie tubą rezonansową do rozsiewania jawnych kłamstw, lub w najlepszym przypadku półprawd), nie wytłumaczy milionom Niemców, Amerykanów, Francuzów, Brytyjczyków, Włochów, Hiszpanów, że to była zorganizowana akcja jednego palanta, który po prostu położył się w danej chwili na ziemi, poleżał kilkadziesiąt sekund i gdy w plecki poczuł zimno, zaraz wstał i ... sobie poszedł. Ale w przekazie medialnym tego nikt nie zobaczy, dopiero w internecie można odkryć prawdę.
TUTAJ JEST TO PIĘKNIE POKAZANE, JAK NAJPIERW KTOŚ Z KODZIARZY RZUCA ŚWIECĘ DYMNĄ, POTEM PROWOKATOR KŁADZIE SIĘ NA ZIEMIĘ. PODBIEGAJĄ LUDZIE, SPRAWDZAJĄ MU PULS, TELEWIZJA TO NAGRYWA (CAŁOŚĆ), A NASTĘPNIE WYCINA POCZĄTEK I KONIEC. A NA KONIEC ÓW KODZIARZ, JAKBY NIGDY NIC WSTAJE I ODCHODZI
Tak jak już powiedziałem wcześniej, według mnie (nawet ta cała zorganizowana akcja, łącznie z ... zamówieniem do sejmu 1000 kanapek, dla ludzi, najprawdopodobniej z Antify, choć nie tylko - którzy mieli zająć sejm i go okupować, aby w zachodnich mediach pokazywali że w Polsce ma miejsce jakiś pucz, czy nawet - a jest to naprawdę ich wielkie marzenie - krwawa wojna domowa), to była jedna wielka komedia, ci ludzie, przywykli do cieplutkich stołeczków i wszelkich dobrodziejstw władzy (niekiedy od kilku pokoleń), potrafią przykładnie spier...ć nawet tak doskonale przygotowane i zaopatrzone (oraz zabezpieczone finansowo) przedsięwzięcie. Dla tego powiedziałem że to jest komedia, reżyserowana ale od początku do końca komedia (w atakach na dziennikarzy brali udział politycy Platformy Obywatelskiej i "Nowoczesnej" albo ich młodzieżówki). To wszystko to są zabawy, bez wątpienia, ale mnie martwi coś innego. Zauważcie jak bardzo zdeterminowani są ci ludzie, jak bardzo przywykli oni do władzy, jak trudno (nawet po roku czasu), rozstać im się z poczuciem wszechwładzy i bezkarności, którą dotąd się cieszyli. Do tego dochodzą jeszcze "dziadziusie" z UB, którzy kiedyś prześladowali polskich żołnierzy niepodległościowych, bili, kopali, mordowali Żołnierzy Wyklętych i późniejsze pokolenia antykomunistycznego sprzeciwu ludności w Polsce. Odbiera im się wysokie emerytury - no po prostu tragedia, oni są tak wyalienowani ze społeczeństwa (bo to była grupa, z którą za komuny nikt nie chciał mieć jakiegoś bliższego kontaktu, ich się na zapraszało na przyjęcia, na urodziny, oni żyli z boku. Dlatego też stworzyli swój własny świat wzajemnej adoracji), że nie pojmują jak można przeżyć za ... 2 000 zł.? Oni tego nie rozumieją, ponieważ nigdy nie stali przed taką ewentualnością i myśleli że spokojnie zakończą życie w post-ubeckiej Polsce, w której władzę będą sprawować ich potomkowie.
Mimo wszystko, to jednak tylko margines, głupkowaty (być może nawet lekko niebezpieczny), ale margines. Dlatego też według mnie należy zachować spokój i nie ulegać emocjom, nie można dawać kowodcom satysfakcji, gdy kolejny raz zachodnie media pokażą, jak jakiś prowokator kładzie się na ziemi i udaje rannego (oczywiście oni nie pokażą jak się kładzie, ani nawet jak wstaje - tylko jak leży). Ktoś (mniej więcej domyślam się kto i nie chodzi mi tutaj tylko o "Bolka" Wałęsę, Tuska, Komorowskiego i całe to kodziarstwo), pragnie aby w Polsce polała się krew, a już szczególnie by doszło do walk z policją i zwolennikami rządu, aby można było "truć" ludzi na Zachodzie propagandą medialną o "krwawych prześladowaniach opozycji w Polsce". Według mnie należy zachować spokój i obserwować sytuację (zarówno tę wewnętrzną jak i zewnętrzną), szczególnie zaś tę między Berlinem a Moskwą. Nigdy nie wolno dać się sprowokować, należy zachować spokój i myśleć, analizować podejmować decyzje na zimno. To wszystko powoli zdycha, ale są jeszcze ostatnie (wspierane również z zagranicy) ostatnie podrygi przegranego establishmentu. Oni MUSZĄ szybko coś jeszcze sprowokować, bowiem czas wybitnie działa na ich niekorzyść. Tak liczyli na wsparcie Hillary "Przekręciary" Clinton, a tu dupa, wygrał Trump. Póki więc jeszcze w Białym Domu jest Obama, póty trzeba coś tutaj sprowokować, tym bardziej że (szczególnie kapitał niemiecki) poczuł się zagrożony nowymi rządami, bo nie może już (tak jak to było dotąd), bezczelnie drenować nasz kraj i ogłupiać Polaków swoją propagandą (tym bardziej że większość prasy, szczególnie w zachodniej Polsce należy do kapitału niemieckiego), dlatego mają stamtąd "zielone światło" do przeprowadzenia rewolucji.
Moje zdanie na ten temat jest takie - na spokojnie przetrzymamy ten grudniowy okres (należy też uważać na czas świąteczny, bo kodziarze nie zamierzają odpuścić i dać nam od nich odpocząć nawet na święta, może więc coś jeszcze wydarzyć się w dni świąteczne), i mobilizować się. Ten kraj musi być odnowiony, oczyszczony z ostatnich popłuczyn komunizmu, ci ludzie muszą być zepchnięci (jak mówił Bronek przed wyborami, cytuję więc jego słowa): "na kompletny margines". Nie może być bowiem tak, że potomkowie suki...ów ubeków, dyktują nadal w Polsce swoje okupacyjne, sowiecko-kacapskie porządki. Polska się odradza i się odrodzi, bez względu na propagandę, zagranicznych sponsorów i lokalnych "pożytecznych idiotów". Sądzę (raz jeszcze powtórzę - sądzę), że możemy mieć w tym wsparcie (choć też nieoficjalne) nowej amerykańskiej administracji, tym bardziej że ostatnio do Polski na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim, przyjechał Rudy Giuliani, były burmistrz Nowego Jorku, zwolennik Trumpa (to nie była zwykła, kurtuazyjna wizyta, choć tak została oczywiście pokazana. To był nieoficjalny wysłannik nowej administracji Donalda Trumpa, który miał przekazać Kaczyńskiemu: "macie zielone światło - róbcie porządek"). Giuliani zgasił też podnieconego Kraśke, który dopytywał go o "trybunał konstytucyjny w Polsce". Oto co powiedział Rudolph Giuliani nawiedzonemu redaktorkowi: "Myślę, że o ile nie mówimy tu o rażących, poważnych, strasznych
sytuacjach, gdzie mamy do czynienia z więźniami politycznymi, to lepiej
nie pchać się w sprawy wewnętrzne innych krajów i ich decyzje związane z
równowagą pomiędzy poszczególnymi rodzajami władzy. Jeśli koniecznie
chce się wyrazić swoją opinię to chyba lepiej robić to prywatnie, a nie
publicznie". Chyba przekaz dla wszystkich (i sama wizyta Giulianiego w Polsce), jest aż nadto czytelny - prawda?
JAROSŁAW KACZYŃSKI I RUDI GIULIANI
Idzie nowa, wielka fala, fala zmiany. Nie tylko w Polsce zresztą, to jest bowiem fala ogólnoeuropejska a nawet ogólnoświatowa. Co rozsądniejsi politycy dotychczasowego establishmentu, rozumieją że nie ma możliwości jej zatrzymać, należy więc się do niej przyłączyć. Ci, którzy jeszcze tego nie pojmują i wciąż walczą z jej kolejnymi przypływami - utoną (politycznie), przestaną istnieć w polityce. Tej fali powstrzymać się już nie da, zmiata ona bowiem ostatnie lewacko-liberalne popłuczyny komunizmu. Może jeszcze tego nie widać wśród tych polityków, ale strach już jest. Zbliża się bowiem fala która to wszystko zmyje i oczyści - przywróci wreszcie N-O-R-M-A-L-N-O-Ś-Ć. Na koniec dodam powiem tylko tyle: Rewolucja zdechła, Lenin spier...ł. Amen.
PS: Uważajmy tylko na kacapską propagandę. Wszystko co idzie stamtąd - WSZYSTKO, musi być dokładnie sprawdzone, i jeszcze jedno - nie wolno wpuścić w granice Polski żadnych kacapów, nawet takich, którzy podawaliby się za "prześladowanych przez Putina" uchodźców. Czas gra wybitnie na ich niekorzyść, jeszcze trochę i "Matuszka Rosija" zacznie się rozpadać na naszych oczach. Dopiero wówczas udzielimy pomocy wszystkim jej potrzebującym.
Do teraz jeszcze kręci mnie w żołądku ze śmiechu na temat wczorajszych wydarzeń pod sejmem. Ja się zastanawiam czy wielu posłów (głównie z opozycji, choć z partii rządzącej też się kilku znalazło), nie powinno pomyśleć o karierze satyrycznej, bo doprawdy świetnie im to wychodzi. Piękne to było, bardzo mi się to podobało i choć początkowo nazwałem całą tę "akcję protestacyjną" niezwykle zdeterminowanych kodowców pod sejmem - "Ostatnie podrygi zdychającej ostrygi", to bardzo szybko się z tych słów wycofałem. Po prostu nie dałem razy przestać się śmiać i traktować to w jakiś sposób na poważnie (jedyne co powodowało u mnie krótkotrwałe zakończenia salw śmiechu, to bardzo nieprzyjemne i głupkowate - ale czego się można było właściwie spodziewać - ataki grupek kodowskich na dziennikarzy). Bardzo mi się na przykład podobała grupka posłów Platformy i (zdaje się, choć nie mam pewności bo mnie to szczególnie nie zajmuje) .Nowoczesnej (swoją drogą, wie może ktoś skąd się wzięła ta kropka przed nazwą partii - przecież to totalne kuriozum, ale ... o gustach ponoć się nie dyskutuje), którzy zostali sobie w sejmie na noc. Ja nie wiem po co, ale najprawdopodobniej czegoś tam pilnują, takie "nocne ciecie".
Potem ujrzałem zaspanego Trzaskowskiego (tego co to się uczył wymawiać poprawnie słowo peezeel), który w rozmowie z dziennikarką (nie wiem co mówił, bo wyłączyłem fonię), najprawdopodobniej szukał posłanki Joanny Scheuring-Wielgus, bo wyglądał jakby go strasznie suszyło, a z tego co powszechnie wiadomo, ta posłanka jest specjalistką od załatwiania od dziennikarzy "setek". Co prawda (przynajmniej teoretycznie), na terenie sejmu nie można spożywać alkoholu, to z tego co wiem, nie powstrzyma to dzielnej pani posłanki, przed domaganiem się kolejnych "setek" od dziennikarzy. Jest w tym niezwykle konsekwentna i nie popuści, póki nie dostanie tego, czego żąda. Tak więc wyglądało to tak, jakby poseł Trzaskowski, tłumaczył się że bardzo go suszy, właśnie wstał, piętnaście zeta mu płacą za godzinę za pilnowanie tego interesu i on tu robi za kierownika tej wycieczki. W zasadzie nie wiem co jeszcze tutaj mogę dodać, bo po pierwsze wciąż nie mogę pohamować salw śmiechu, a po drugie ... Kochani - to wszystko był wielki, ogromny wręcz - pic na wodę foto montaż. I to w praktycznie w każdym aspekcie - no, może poza niektórymi z owych "spontanicznych demonstrantów", którzy zapewne traktowali i do dziś traktują to niezwykle poważnie.
Jednym z takich odmóżdżonych (i całkowicie wyalienowanych z naszej rzeczywistości - totalnie wyalienowanych) osób, był niejaki redaktor Lis. Ten niezwykle dzielny, młody (?) komsomolec napisał na Twitterze że oto dzieje się w Polsce ... zamach stanu. Tak, to nie są wcale żarty (choć ja doprawdy nie jestem w stanie tego przyjmować na spokojnie i albo wzmocnię się jakimś "napojem wyskokowym" z mojego barku - a naprawdę mam czym się wzmocnić, jako że praktycznie wcale nie pijam alkoholu - także zapas jest), oto na naszych oczach dzieje się historia - redaktor Lis ... lewituje. Bardzo, naprawdę bardzo mnie to rozśmieszyło i nie mam nawet o to do niego pretensji że właśnie takim wpisem ... popełnił przestępstwo. Ale cóż, ja nie wiem, sądzę jednak że redaktor Lis albo musi być na bardzo silnych środkach uspokajających, albo też mamy do czynienia z początkiem jakiejś choroby. To już nie mnie sądzić, niech się o niego martwi pani Hania. Przyznam się szczerze że nie wiem tak do końca po co w ogóle o tym piszę? Prócz bowiem elementu czysto satyrycznego (bardzo spodobał mi się ostatni utwór, grany na spędach kodziarzy - pt.: "Strach, strach, rany boskie" - aż nogi się same rwą do tańca), nie widzę tam nic - zupełnie nic, poza może jeszcze przypomnieniem o własnym istnieniu.
CAŁA ESBECKO-KODZIARSKA LOGIKA
"WŁADZA MA MANDAT DO RZĄDZENIA, TYLKO TO NIE JEST TA WŁADZA, KTÓRA POWINNA POLSKĄ RZĄDZIĆ"
Część blogerów bardzo przeżywa tę komediową hucpę, którą urządziło kodziarstwo pod sejmem i ja to rozumiem, bowiem to jest jawne psucie państwa, oraz dawanie pożywki (prawdopodobnie z tą głównie myślą to wszystko jest organizowane), zachodnim mediom, które bardzo ciekawie i rzetelnie informują swoich telewidzów (czytelników, słuchaczy, internautów), o tym co dzieje się w naszym kraju. O tych "kilkudziesięciotysięcznych protestach" ("Die Welt" poszedł na całość i napisał o uwaga, uwaga ... 100 000 demonstrantów). Ale ja ich zbytnio akurat w tej sprawie nie winię, bowiem skąd oni mogą wiedzieć jak jest (i jak było) naprawdę? Najczęściej korzystają więc z relacji "zaprzyjaźnionych" dziennikarzy z Polski, a ponieważ większość tych mediów ma konotację liberalno-lewacką, to wiadomo skąd mogą czerpać informacje na swoje newsy. Widać już jak na dłoni, że kodziarstwo i jego akolici (byli esbecy, dawne komuchy i współczesne pasożyty, które żerowały na tym kraju przez ostatnie 26 lat), nie cofną się nawet przed ośmieszeniem Polski na arenie międzynarodowej. Poza tym (prócz całej tej komediowej otoczki), są jeszcze inne kwestie, nad którymi warto by się pochylić. Mianowicie, skąd kodziarstwo jest tak dobrze wyposażone na owe "spontaniczne protesty"? Przecież to nie są wcale tanie rzeczy, to wszystko kosztuje. Kto to finansuje? Skąd płyną pieniążki?
Warto by się nad tym poważnie zastanowić, ale dziś już nie zamierzam interesować "zdychającą ostrygą", która nie ma społeczeństwu nic, totalnie NIC do zaoferowania. Zauważcie proszę, że oni nie próbują przyciągnąć nowych zwolenników i potencjalnych wyborców, jakimś sensowym programem politycznym, jakimiś merytorycznymi analizami, jakąś większą ideą gruntownej zmiany kraju (tylko innymi sposobami niż PiS). Nie, tam nie ma żadnej merytoryki, bo i kto by się takimi pierdołami miał zajmować? Straszący "wyrzucaniem pisowców z okien" - Bolek? Swoją drogą to ciekawe, że bohaterami ogłasza się ludzi, którzy ani moralnie, ani intelektualnie, ani merytorycznie, ani też w żaden inny sposób nie nadają się do tego tytułu. Dziś prawie cały świat słyszał o Lechu "Bolesławie" Wałęsie, a kto słyszał o Zygmuncie Mierniku, który właśnie odsiaduje wyrok 1 roku bezwzględnego więzienia, za ... rzucenie tortem w sędzinę - Annę Wielgolewską, która skutecznie uniemożliwiała osądzenie zbrodniarzy stanu wojennego z 13 grudnia 1981 r. z Czesławem Kiszczakiem na czele. Swoją drogą to też pokazuje patologię naszego "wymiaru sprawiedliwości", który można by było zupełnie świadomie nazwać "wymiarem niesprawiedliwości", w którym to sędziami są niejednokrotnie dzieci lub wnuki zbrodniarzy komunistycznych z czasów sowieckiej okupacji Polski po II Wojnie Światowej. Ci ludzie właśnie skutecznie uniemożliwiają osądzenie zbrodniarzy. To jest wojna! Tak jak wyraził się Robert Radwański (ojciec naszej tenisistki - Agnieszki Radwańskiej), że dziś wciąż trzecie pokolenie akowców, walczy z trzecim pokoleniem ubeków. Nie będzie nigdy sprawiedliwości i porządku w tym kraju, póki się takich ludzi nie zdemaskuje i nie odeśle na "oślą ławkę" dziejów. Zmiana MUSI być totalna - wyplenić komunistyczne popłuczyny totalnie. Nie może być tak, że człowiek (niezwykle skromny, o wielkiej moralności, przyjmujący swój los z pokorą), taki jak pan Zygmunt Miernik (któremu odebrano nawet skromny zasiłek, co świadczy już o wybitnym skur...e) siedzi w więzieniu, a takie persony w togach pokroju pani Wielgolewskiej do dziś zasiadają w sądach niepodległej Polski.
PAN ZYGMUNT MIERNIK
Nie da się budować nowego domu na bagnie, nie da się niczego zbudować na stosie gówna. To wszystko trzeba najpierw oczyścić, obmyć, uporządkować. Jest już nowe, młode pokolenie prawników, które nie ma żadnych doświadczeń z poprzedniej epoki. Ale czas gra na ich niekorzyść, bowiem sposób "obróbki" takiego świerzaka, trwa z reguły od trzech do pięciu lat. Potem wchodzą już samoistnie w ten zgniły system i go powielają. Tak nie może być! Aby oczyścić i gruntownie przebudować kraj, należy wymyć ostatnie popłuczyny komunizmu, i to z wszelkich instytucji publicznych. Odebranie wysokich emerytur byłym esbekom, jest dopiero pierwszym krokiem na tej drodze. Wszystko co obecnie nam zagraża, należy piętnować i niszczyć w zarodku, i tutaj nie ma mowy o jakichś sentymentach. Będziemy mieli czas na sentymenty, gdy odbudujemy prawdziwie Niepodległą Rzeczpospolitą, gdy dokonamy repolonizacji banków i prasy. Gdy umocnimy się ekonomicznie.
Gdy wreszcie powrócimy do koncepcji umocarstwowienia gospodarczego (jak również politycznego i militarnego) Polski, tak, aby Polacy rozsiani po świecie, mogli wreszcie zacząć wracać do Domu. Zresztą nie tylko Polacy, również Niemcy, Francuzi, Brytyjczycy, Włosi, Hiszpanie - każdy, kto czuje się niepewnie we własnym kraju, powinien móc znaleźć spokojną przystań "pod gwiazdami" właśnie w naszym kraju. Tak jak to było w czasach Wielkiej Rzeczypospolitej Obojga (Trojga) Narodów. Historia zatoczy koło (już to zresztą widać), a gdy w zachodnich miastach zacznie się już regularna wojna z muzułmańskimi "lekarzami", nie tam żadne zamachy, które są zaledwie wstępem do powszechnego armageddonu), z radością będziemy witać prawdziwych uchodźców w naszym kraju - Niemców, Francuzów, Anglików, Szkotów, Hiszpanów, Włochów etc. Ja sam mam korzenie niemieckie i sam nie zdawałem sobie sprawy jak wielu cudzoziemców, którzy zamieszkali w Polsce, bardzo szybko (w przeciągu jednego pokolenia) - spolonizowało się totalnie. Ilu Polaków, gorących polskich patriotów, ma korzenie szkockie, angielskie, niemieckie, ormiańskie czy żydowskie (o Polakach pochodzenia żydowskiego to nawet nie ma co wspominać, bo ich było i jest mnóstwo).
POLSKO-ANGIELSKIE WESELE
KRAKÓW (PAŁAC POD BARANAMI)
POLSKO-NIEMIECKIE WESELE
POLSKO-HISZPAŃSKIE WESELE
WESELE POLSKO-HOLENDERSKIE
Co tych ludzi tak ciągnęło do Polski? Co powodowało, że stawali się że ich serca biły gorącą, żywą miłością dla tego kraju? Na to składało się bardzo wiele czynników, ale myślę że głównym powodem ich emigracji nad Wisłę, była ... wolność. Wolność słowa, wolność prasy, wolność myśli wolność religii - po prostu wolność. Tego nie było w ich krajach, a dziś historia zatacza koło. Media, idące na pasku politycznej poprawności (narzuconej przez międzynarodowe lewactwo - kolejnego bękarta komunizmu) cenzurują nie tylko własne przekazy, ale również opinie innych, głównie zwykłych ludzi, obywateli danych krajów. Już nie można pisać i mówić tego co się naprawdę myśli, należy to ocenzurować, jeśli jest niezgodne z ogólnie przyjętymi paradygmatami polit-poprawnej propagandy. I to wszystko polskie lewactwo również próbuje wprowadzić w naszym kraju, nazywając to bałamutnie: "wartościami europejskimi", które polegają między innymi na tym, że jak cię zgwałci i skopie muzułmanin, to nie tylko nie możesz zgłosić tego na policję (w Niemczech policja już nawet nie przyjmuje takich zgłoszeń), ale wręcz powinieneś mu współczuć, że biedny muzułmański uchodźca musiał tak cierpieć gwałcąc, bijąc, zabijając. A jeśli będziesz nieposłuszny i np. udostępnisz filmik z kamery przemysłowej, ukazujący całe wydarzenie" - no to będziesz sam miał problem i to ciebie oskarżą o ... "sianie nienawiści". To są właśnie owe współczesne "europejskie wartości".
No cóż, i tak od śmiesznych protestów zabawnych jajcarzy-kodziarzy, przeszedłem poprzez sprawę pana Miernika, do muzułmańskich bandytów grasujących na ulicach europejskich miast, i prawdziwych uchodźców z Europy, już uciekających z własnych krajów i osiedlających się w Polsce. Na koniec pragnę tylko dodać - nie dajmy z siebie robić idiotów, szukajmy prawdy, drążmy temat, odkrywajmy, nie dajmy się zniewolić, bowiem jedyne czego pragnie współczesna komuna, to kolejne zniewolenie ludzkości, zakucie ich w kajdany politycznej poprawności i przeznaczenie do pracy w charakterze "pożytecznych idiotów". Swoją drogą, pomimo tych dziesiątek lat indoktrynacji, setek miliardów dolarów (tylko w przeciągu każdego kolejnego roku) wydanych na "ideologiczną obróbkę" ludzkości, siły "rebelii" się odradzają. I jest ich coraz więcej. "Oni" wszyscy, ci współcześni komuniści doskonale o tym wiedzą, dlatego próbują organizować "spontaniczne demonstracje" jak nie w Polsce to w USA, Francji i Niemczech. Mają takie prawo, ale to są już ich ostatnie: "podrygi zdychającej ostrygi".
Ciekawe zjawisko zaistniało w ostatnim czasie na amerykańskim firmamencie politycznym. Oto bowiem tysiące (dziesiątki lub nawet setki tysięcy?) niezadowolonych z demokratycznego wyboru Amerykanów, przeciwników politycznych Donalda Trumpa, wyszło na ulice. Nie byłoby w tym nic złego ani nawet niezwykłego (spodziewałem się bowiem takiego właśnie "wybuchu niezadowolenia", a to z tego powodu że amerykański establishment ma zbyt dużo do stracenia, aby tak po prostu oddać władzę w ręce jakiegoś tam biznesmena), gdyby nie fakt, że do owych protestów doszło ... praktycznie z chwilą zwycięstwa wyborczego Donalda Trumpa (poślizg może był dwu lub trzy godzinowy). O czym to świadczy? O tym że tam się już nawet wcale nie kryją że chodzi im o coś innego, jak tylko o próbę podważenia (lub obalenia) nowo wybranego (choć jeszcze nawet nie zaprzysiężonego), prezydenta-elekta. W Polsce "obrońcy demokracji" z KOD-u zbierali się tygodniami i choć pierwsze manifestacje (zdaje się jedynie pierwsze trzy), były dość liczne, o tyle już kolejne zamieniały się w kilkudziesięcio lub kilkuset lub osobowe pikniki, gdzie wykrzykiwano takie hasła jak: "Jarosław - kobiety zostaw, kup sobie klocki Lego i zaproś Antoniego", lub coś w tej materii, dodatkowo wylewano może nienawiści i najzwyklejszego, prymitywnego hejtu w stylu: "On nie ma prawa jazdy", "on nie ma konta w banku", "on żyje z kotem - buuuuu", a potem tradycyjne już: "Precz z Kaczorem", "Antoni PiS-Laden" czy inne temu podobne hasełka na poziomie dziecka z pierwszej klasy szkoły podstawowej.
Trochę, troszeczkę zmieniły się hasła podczas tzw.: "Czarnych marszy", gdzie feministki, niezadowolone z faktu że nie mogą dowolnie mordować swoich nienarodzonych dzieci, zaczęły urządzać sabaty czarownic ubranych w czarne stroje (owe stroje nie wzięły się znikąd, najprawdopodobniej w taki to sposób okazywały one swoje wyrzuty sumienia nad tymi bezbronnymi, nienarodzonymi istotami, mordowanymi jedynie dla wygody lub kaprysu mamusi). I na tych właśnie demonstracjach feministek (gdyż po pierwszej dużej manifestacji z 3 października, gdzie sejm odrzucił - 6 października - projekt nowelizacji ustawy antyaborcyjnej, co ciekawe - przy sprzeciwie partii opozycyjnych, którym marzyło się maglowanie tematu przez kolejne trzy miesiące do stycznia 2017 r., frekwencja znów diametralnie spadła, a kolejna, zwołana na 13 października, pod domem Jarosława Kaczyńskiego, zebrała oszałamiającą ilość prawie ... 200 feministek/feminazistek, wykrzykujących hasła typu: Moja wagina nie twoja broszka" czy coś w tym stylu), padały najbardziej niedorzeczne, prostackie i wzięte zupełnie z ... waginy? hasła w stylu: "Macice wyklęte", "Rząd taki gibki że wchodzi nam w cipki", czy inne równie ambitne hasła.
KODZIARZE MAJĄ DOŚĆ!
(Czego? Nie wiadomo, chyba tego że dospawano ich
od koryta z pieniędzmi, do którego przywykli)
I to samo mamy teraz w Stanach Zjednoczonych, tylko że tam to właśnie młodzi ludzie wychodzą na ulicę (w przeciwieństwie do Polaków, bo u nas tzw.: "marsze protestacyjne" urządzają albo środowiska liberalno -lewackie, niekiedy wręcz skrajnie lewackie i feministyczne, albo też osoby w wieku geriatrycznym, pamiętające niejednokrotnie wkraczającą do Polski "wyzwoleńczą Armię Czerwoną", i na której cześć potem w szkole urządzano akademie). W Polsce młodzież bierze udział w patriotycznych akcjach, marszach, demonstracjach, jak choćby w odbywającym się w dniu jutrzejszym Marszu Niepodległości (na który niestety nie będę mógł przyjechać, gdyż od trzech zaatakowało mnie jakieś grypsko i leżę w łóżku). Natomiast w Ameryce młodzież została zdemoralizowana, a to łatwym seksem (nierzadko homoseksualnym, na zasadzie: "Choć spróbuj, może ci się spodoba?"), a to medialną odmóżdżającą papką, a to wreszcie poprzez dostępność wszelkich możliwych "wspomagaczy", które razem wzięte tworzą z ludzi coś na kształt zombie, zupełnie pozbawionych jakiejkolwiek otwartości umysłu i swobody myślenia, nie interesujących się też ani polityką, ani historią, ani jakąkolwiek inną dziedzina wiedzy, za to myślących gdzie by tu łatwo wyrwać jakieś panienki, lub zdobyć kolejną "działkę" prochów. Tacy ludzie są bardzo podatni na wszelkie manipulacje i wystarczy wmówić im że oto teraz za tego "faszysty" Trumpa, ich życie ulegnie zmianie, to oni będą protestować, zrobią wszystko aby nie odebrano im jedynego świata do jakiego przywykli (i nie ma tutaj zupełnie znaczenia że nikt nie zamierza im tego życia zmieniać).
Jaka różnica prawda? W Polsce Marsz Niepodległości, biało czerwone flagi, orzeł biały dumnie noszony na koszulkach i proporcach, pamięć o bohaterach, którzy oddali swe życie w walce o naszą Wolność i Niepodległość.
A w Stanach? Bunt młodych przeciwko Trumpowi, i to żeby mieli jakieś konkretne ku temu przesłanki. Jedna z prawie zapłakanych młodych kobiet, zapytana przez dziennikarkę odpowiada że: "Mogliśmy mieć pierwszą w tym kraju kobietę prezydenta, a tak mamy faceta, który jest białym nacjonalistą i rasistą". No i jak z kimś takim w ogóle rozmawiać, skoro ona to mówi prawie przez łzy, z rozpaczy za Clintonową łapówkarką? Albo inne hasło, które widziałem na anty-trumpowych transparentach, które doprawdy ... zbiło nie z nóg, brzmiało ono: "Siła cipki". Ja nie wiem co te feministki (a raczej feminazistki), mają pod tapirem, ale ja nigdy na żadnym transparencie, na jakiejkolwiek poważnej demonstracji nie umieściłbym hasła typu: "Siła mojego penisa, wbije cię w ziemię", bo co to właściwie jest? Pochwała silnego narządu rodnego, nie rozumiem, doprawdy nie pojmuję jak trzeba mieć nasrane w głowie, aby coś takiego umieścić na transparencie. Ale feministki potrafią.
Zresztą nie tylko feministki, również mniejszości etniczne zaczynają swoje zwyczajowe demolki sklepów i samochodów, podpalanie opon i bicie ludzi, którzy głosowali na Trumpa. Według mnie, komuś bardzo zależy w obecnej sytuacji politycznej, aby sprowokować jakieś większe nieszczęście, jakiś duży konflikt (najlepiej między rasowy, lub pomiędzy mężczyznami a feministkami, które w swym mniemaniu mają reprezentować kobiety). Do tego samego już od roku dąży w Polsce Komitet Obrony Demokracji zwany również pieszczotliwie Komitetem Obrony Koryta, z nikłym zupełnie skutkiem, gdyż Polacy jakoś tak (pomimo różnic politycznych i światopoglądowych), nie lubią ze sobą walczyć. I choćby nawet Soros ładował tutaj kolejne setki tysięcy lub nawet milinów euro, to i tak w dużej mierze będą to pieniądze wyrzucone w błoto. Choć zapewne znajdą się również i odpowiedni jurgieltnicy, gotowi za sorosowe srebrniki stanąć w pierwszym szeregu walki z własnym narodem - ale takie osoby w naszym społeczeństwie muszą jednak robić to zakulisowo, gdyż zbyt otwarte zwracanie się z prośbą o "pomoc" do obcych państw i instytucji unijnych, nie jest dobrze odbierane w naszym kraju. Zresztą polski naród nie jest jeszcze (i już zapewne nie będzie, bo dobry czas na to dobiegł właśnie końca), tak ogłupiony polit-poprawnością i tak bezmyślny, aby nie odróżnić szKODników i jawnych zdrajców, proszących o wsparcie w Brukseli, Berlinie czy dotąd w Waszyngtonie, zupełnie jak w XVIII wieku polscy szlachcice prosili "Jaśnie Oświeconej Imperatorowej Wszechrusi" - Katarzyny II o pomoc i "zaprowadzenie w Polsce porządku (oczywiście rozumianego jako powrót do "Złotej Wolności" i dotychczasowej szlacheckiej samowoli).
Mimo wszystko sądzę też że i Amerykanie pójdą po rozum do głowy i nie dadzą się wykorzystywać siłom, którym bardzo nie w smak tak radykalna (przynajmniej dla nich) zmiana na fotelu gospodarza Białego Domu. Życzę Amerykanom dużo siły i wewnętrznej wytrwałości, aby zawsze kierowali się rozsądkiem i dążyli ku lepszej przyszłości nie dla establishmentu polityczno-medialnego (który i tak sobie zawsze poradzi), ale dla własnych dzieci i wreszcie by odpowiedzieli sobie na pytanie w jakim kraju pragną żyć: w kraju w którym mniejszości etniczne, religijne (głównie muzułmanie) czy seksualne, decydować będą o ich przyszłości, a jak coś im się nie spodoba to po prostu użyją siły, by nagiąć prawo do własnych zamierzeń i celów, czy też w kraju o którym marzyli Ojcowie Założyciele amerykańskiej Republiki i któremu dali jedną z najbardziej wolnościowych ustaw zasadniczych na świecie. Odpowiedzieć musicie sobie sami na to pytanie, bowiem czas ucieka, a z nim może ulecieć również bezpieczna i dostatnia przyszłość waszych dzieci.
OTO JAK ZWOLENNICY CLINTONOWEJ POTRAKTOWALI WYBORCĘ TRUMPA
Zawsze sceptycznie podchodziłem do wszelkiego typu deklarowanych katolików, a już szczególnie takich, którzy przejawiali wręcz dewotyczne ciągotki. Choć oficjalnie nie wystąpiłem z Kościoła Katolickiego, to jednak nie uważam się już za katolika w pełnym tego słowa znaczeniu, a mimo to odczuwałem pewien sentyment do tej religii i ludzi, którzy przez wieki wspierali polskość w XIX wieku, w sytuacji całkowitej germanizacji i rusyfikacji ziem polskich. To prawda, polski Kościół Katolicki, był tym miejscem, gdzie przez dekady zniewolenia biło serce polskości. To tam śpiewano polskie pieśni i kolędy, tam świadomość wspólnoty (opartej nie tylko na języku), ale również na kulturze i swoistej pamięci genetycznej - była najsilniejsza. Polski Kościół Katolicki aktywnie włączył się też w pomoc i ochronę Żydom w czasie II Wojny Światowej (wydawano fałszywe metryki chrztu dla żydowskich dzieci, przyjmowano do sierocińców lub ochronek prowadzonych przez Kościół). Dzięki pomocy i (wielokrotnie) poświęceniu wielu polskich kapłanów, uratowano setki a może i tysiące żydowskich dzieci, kobiet i mężczyzn. To wszystko prawda, ale jest też i druga prawda. Prawda, która dla mnie osobiście jest równie ważna.
Tą prawdę stanowią apele kościelnych hierarchów do wiernych, przestrzegające ich przed wkraczającymi do Kongresówki Legunami Józefa Piłsudskiego. Ta prawda stanowi o zamkniętych drzwiach kościołów, gdy Legioniści chcieli się pomodlić, o zatrzaskiwanych drzwiach i oknach budynków, gdy ludność odwracała się od tych chłopaków, którzy całe swoje życie złożyli na ołtarzu Ojczyzny, na ołtarzu Niepodległości. Ale przecież to nie jedyne przewiny Kościoła Katolickiego wobec Polski. Weźmy np. takiego papieża Grzegorza XVI, pełniącego swój pontyfikat w latach 1831-1846 (wyjątkowego dewote, który uważał że koleje czy mosty wiszące, to wynalazek szatana), ten oto papież 9 czerwca 1832 r. w encyklice "Cum primum", potępił Powstanie Listopadowe, jakie wybuchło w Królestwie Kongresowym w listopadzie 1830 r. i trwało do października 1831 r. Papież wręcz żądał w owej encyklice, podporządkowania się polskich katolików władzy rosyjskiego (prawosławnego) cara, a powstańców nazywał "ślepymi instrumentami", które na "kłamstwie i oszustwie" doprowadziły do wywołania "nieszczęsnych wydarzeń ubiegłego roku". Radował się również że car stłumił to powstanie, za co poseł rosyjskie w Rzymie - książę Gagarin, przekazał mu gorące podziękowania ze strony swego monarchy (notabene Grzegorz XVI nie pisał tak tylko o polskim powstaniu, ale o wszystkich zrywach narodowowyzwoleńczych w Europie i na świecie.
Podobnie było podczas kolejnego wielkiego zrywu Polaków (oraz Litwinów, Ukraińców, Białorusinów, bo to wszystko byli mieszkańcy jednego kraju, który co prawda nie istniał już wówczas na mapach Europy, ale istniał w sercach i umysłach tych ludzi, których należałoby nazwać jednym wspólnym określeniem - Rzeczpospolitanie), w latach 1863-1864 czyli Powstania Styczniowego, które to również zostało potępione przez papieża Piusa IX (lata jego pontyfikatu to 1846-1878). Zaś jego sekretarz stanu - kardynał Antonelli: "już od lat wiedział o przygotowaniach do powstania w Polsce Kongresowej" i wiedzę tę "natychmiast przekazał posłowi rosyjskiemu", w celu oczywiście jak najszybszego zgniecenia powstania w Polsce, które zarówno papież jak i jego kardynał przyjęli z radością. A w dwa lata po stłumieniu Powstania Styczniowego, Pius IX (podczas Tajnego Konsystorza w kwietniu 1866 r.), stwierdził: "Teraz jak i wcześniej wyrażamy zdecydowaną dezaprobatę wobec rebelii. W szczególności napominamy duchowieństwo, by z odrazą odrzuciło od siebie bezbożne zasady rewolucyjne. Wzywamy je do poddania się zwierzchności i okazywania jej posłuszeństwa we wszystkim, co nie jest sprzeczne z prawami Boga i jego świętego Kościoła".
Ale i na tym nie koniec moi drodzy. Wspominałem już o wyjętych od czci i wiary Legionistach Piłsudskiego, którzy w sierpniu 1914 r. ponownie po pięćdziesięciu latach od zakończenia Powstania Listopadowego, starali się zbudzić Polaków z tego długiego niewolniczego snu. Przez hierarchię katolicką (ale również co ciekawe, przez zwykłych księży, którzy jeszcze pięćdziesiąt lat temu, sami stali w awangardzie Powstania, a to właśnie w kościołach najsilniej dała się słyszeć pieśń: "Boże coś Polskę". Wielu księży osobiście brało też udział w walkach powstańczych, jak choćby ksiądz Karol Mikoszewski, który już po klęsce uznał papiestwo za: "najbardziej reakcyjną potęgę Europy", będącą: "ucieleśnioną negacją wolności i sprawiedliwości"), byli oni uznawani za wichrzycieli, którym nie godna jest żadna pomoc ze strony społeczności katolickiej.
Kolejny cios z Watykanu przyszedł w 1938 r. gdy papież Pius XI (pontyfikat w latach 1922-1939), biskupem gdańskim mianował antypolsko nastawionego miłośnika Hitlera (i współpracownika gestapo) - Carla Marię Splettego, który oficjalnie wznosił modły za Fuhrera, oraz kazał usuwać z kościołów Gdańska wszystkie polskie napisy, zakazał spowiedzi w języku polskim, a ostatecznie usunął wszystkich polskich księży z miasta. Następca Piusa XI - Pius XII (pontyfikat 1939-1958), za pośrednictwem swego nuncjusza w Polsce - kardynała Cortesiego, starał się wymusić na Warszawie ugięcie się wobec niemieckich żądań w sprawie Gdańska i Pomorza, a po rozpoczęciu niemieckiej agresji na Polskę - 1 września 1939 r. kardynał Maglione, odrzucił w imieniu papieża oficjalne potępienie Niemiec w tej kwestii (nawet w złagodzonej formie, którą zaproponował ambasador brytyjski w Watykanie - czyli w formie "ubolewania"), zaś papieskie pismo "Osservatore Romano", stwierdziło coś takiego: "Dwa cywilizowane narody rozpoczynają wojnę..." Czyli tak jakby Polska też zaczynała w jakiś sposób tę wojną, a nie była stroną napadniętą. A gdy Niemcy podzielili się Polską ze Związkiem Sowieckim, prasa papieska w Watykanie stwierdziła że jest to: "sprawiedliwy podział niezbędnej przestrzeni życiowej", "prawo narodu niemieckiego do wolności" i takie tam, nie warte zacytowania wypociny. A ile było niechęci i złości (szczególnie) włoskiego i niemieckiego kleru, gdy papieżem został: "Ten pieprzony Polak", jak część wysokich hierarchów w Watykanie nazywała Karola Wojtyłę, czyli Jana Pawła II (sprawował pontyfikat w latach 1978-2005).
Dziś, gdy słucham ultrakatolickich konserwatystów, to zaraz stają mi przed oczyma te wszystkie zniewagi, jakich dopuścił się kler papieski (watykański) na ziemiach polskich, jak poniżał Polskę i jak Ją permanentnie wykorzystywał do swych celów. Nie było bowiem w historii takiej podłości, nie było takiego bandziora, z którym Watykan nie wszedłby w konszachty, jeśli tylko uznał że może mu to się opłacić finansowo. Ci wszyscy ludzie, tysiące księży i zakonnic, które oddały życie w różnych miejscach tego globu (jak choćby w czasie Wojny Domowej w Hiszpanii w latach 1936-1939). byli traktowani zawsze instrumentalnie, no co najwyżej po latach można było tego czy innego duchownego - ogłosić świętym czy błogosławionym, co również przekładało się na pozycję Kościoła Katolickiego i jego duchowe finansowe posłannictwo. Czy papieża bolało, że siostry zakonne były np. palone żywcem przez komunistycznych i anarchistycznych bojówkarzy z tzw.: Brygad Międzynarodowych" (tworzonych i sponsorowanych przez Stalina), nie mówiąc już oczywiście o setkach przypadków gwałtów, gdy tylko wchodzono do jakiegoś klasztoru, dokonywano tam orgii, połączonej najczęściej z późniejszą rzezią mniszek i mnichów. Kogo to bolało? Papieża? Owszem, przecież kolejni męczennicy są potrzebni, cały "interes" musi się bowiem dalej toczyć.
Przyznam się szczerze że nie jestem osobą o radykalnych poglądach prawicowo-konserwatywnych. Owszem, zdecydowanie sprzeciwiam się komunistom, krypto-komunistom, neonazistom genderowcom i wszelkiej maści innym lewakom, którym marzy się wprowadzenie w życie zasad "Nowego, Wspaniałego Świata", w którym człowiek ma funkcjonować w ramach odgórnie narzuconych przez "wybranych" i "nieomylnych" autorytetów (przywódców, wodzów itd.) - zasad. W którym człowiek, jego indywidualizm, jego uczucia, myśli, emocje - nie ma najmniejszego znaczenia, bowiem liczy się siła zbiorowości, która to ma myśleć tak, jak chcą tego "architekci Nowego Wspaniałego Świata". To już się dzieje na Zachodzie, gdzie jakakolwiek konstruktywna krytyka narzuconych odgórnie społeczeństwu postaw, spotyka się od razu z epitetami w stylu "faszysta", "nazista", "homofob", "islamofob" etc. etc. etc. Lub wykreśleniem z kręgu owych "wybranych i nieomylnych" (wśród których są politycy, dziennikarze, wykładowcy uniwersyteccy ...), co chociażby spotkało w kilka lat temu autora "Zapomnianego Holokaustu" Richarda C. Lukasa, który został spostponowany przez własne środowisko akademickie, gdy ośmielił się stwierdzić że wiele innych narodów w Europie i na Świecie (w tym konkretnym przypadku - Polacy), cierpiało podobnie, a może znacznie bardziej od Żydów, ale jakoś nikt nie kręci o tym filmów, nie mówi się o cierpieniach Polaków mordowanych na Wołyniu z rąk ukraińskich nacjonalistów bandytów, nie pisze się o cierpieniach Ormian, niszczonych przez Turków, oraz o wielu innych zbrodniach, jakich popełnił człowiek na drugim człowieku od zarania naszych dziejów. Temat w mediach, kinie i telewizji jest tylko jeden - Holokaust Żydów, koniec kropka.
To był oczywiście przykład, takich przykładów odgórnej manipulacji narodami i społeczeństwami (a w powszechnym mniemaniu wielu lewackich ideologów "Nowego, Wspaniałego Świata" - "bezrozumnymi masami" którymi musi dopiero pokierować jakaś awangarda, jakaś elita, aby "zrobić im dobrze", bo sami oczywiście są za głupi by to osiągnąć). Dlatego też jestem zdecydowanym i konsekwentnym wrogiem komunizmu i jego wszelkich późniejszych przepoczwarzeń - nazizmu, feminizmu, polityki multi-kulti, poprawności politycznej etc. Ale w głębi swego serca jestem socjalistą (mimo że wyklucza to chociażby fakt iż sam jestem pracodawcą). Pamiętam że od młodości bardziej ciągnęło mnie w kierunku ruchów lewicowych - potem oprzytomniałem, ale sentyment do ZDROWEGO socjalizmu (za który uważam dbanie o godność drugiego człowieka, a w dzisiejszych czasach owa godność najlepiej się uwidacznia w formie finansowej), pozostał we mnie po dziś dzień. Ale nie tylko lewacy pragną stworzyć "Nowy, Wspaniały Świat" (oczywiście na krwi i gruzach dzisiejszego świata, społeczeństwa i zwykłych ludzi), również dążą do tego wszelkiego typu prawicowi ekstremiści, tacy jak np. fanatycy religijni.
Ci ludzie, wywodzący się z ogólnie rozumianej "prawicy", na zdrowy rozum powinni popierać rząd, który po tylu latach stara się na reszcie przywrócić godność Polsce i jej obywatelom, tak by się mogło wydawać - prawda? Niestety, wszelkiego typu "prawicowi" Korwini, Brauny, Giertychy, Młodzież Wszechpolska, Narodowcy - równie mocno krytykuje ten rząd, jak i ogólnie rozumiane lewactwo z resortowymi dziećmi PRL-u, tęczówkami i całym tym kodziarstwem finansowanym przez Sorosa. I nie znaczy tutaj wcale, że ja jestem bezkrytycznym zwolennikiem tego rządu, że uważam iż nie można czy nie należy go krytykować za błędy, jakie popełniają jego przedstawiciele. Wręcz przeciwnie - rząd, każdy rząd, musi czuć nad sobą silną rękę społeczeństwa, kontrola jego poczynań MUSI być stała i permanentna, bo władza (każda władza, bez względu na deklarowane wcześniej szczytne cele), deprawuje, a władza totalna deprawuje totalnie (wystarczy tylko prześledzić sobie losy afrykańskich bojowników o wolność, ludzi szlachetnych i walczących o wolność swych ojczyzn, którzy po zdobyciu władzy, stawali się krwawymi dyktatorami, mordującymi setki tysięcy własnych obywateli). Ludzi którzy są na władzę odporni i którzy realnie myślą o dobru Ojczyzny i jej obywateli, a nie o własnej kiesie - można by w dziejach każdego narodu policzyć na palcach jednej ręki.
Tak więc każdy rząd, bez względu na zapatrywania polityczne - musi czuć na karku oddech społeczeństwa, ale krytyka także musi być konstruktywna, czyli taka, która wskaże błędy i rozliczy z ich naprawienia, a nie taka która wali na oślep bo się opcja polityczna nie podoba. Dlatego też ja zawsze z ogromnym sceptycyzmem słuchałem tego co mówi np. pan Grzegorz Braun (o "Korwinie Krulu" już nie będę się nawet wypowiadał). Nie podoba mi się ta gadka-szmatka odwołująca się do przestraszenia Polaków wizją konfliktu z Rosją. Nikt nie chce takiej wojny (ja już wielokrotnie pisałem na tym blogu, że Polska, aby stać się wielka, potrzebuje jeszcze co najmniej trzydziestu-czterdziestu lat spokoju, całkowitego spokoju, a to akurat jest mniej więcej tyle, ile potrzeba Rosji by zaczęła się powoli rozpadać), ale społeczeństwo, naród MUSI być do niej przygotowany. Dlatego też popieram tworzenie brygad Wojsk Obrony Terytorialnej, co staje się faktem właśnie dzięki temu rządowi i temu ministrowi Obrony Narodowej - Antoniemu Macierewiczowi. Aby bowiem nie doszło do ataku na dany kraj, to agresor musi wiedzieć, że ewentualny atak może spowodować więcej strat niż zysków i może być niezwykle kosztowny. Poza tym bardzo razi mnie pro-posyjskość narodowców i ich popleczników.
Wróćmy jednak do tematu katolików i tych wszystkich organizacji "Ordo Iuris" czy innych prolajferów, którym marzy się wywrócenie do góry nogami społecznego kompromisu w sprawie aborcji, wypracowanego jeszcze w 1993 r. i wprowadzenie całkowitego zakazu przerywania ciąży. Ja nie jestem zwolennikiem mordowania dzieci w łonie matki (chyba żaden zdrowo myślący człowiek nie jest - poza fanatycznymi grupkami lewaków), ale na Boga, nie można zmusić kobiety, aby na siłę rodził dziecko, które albo zaraz porzuci, albo zabije po urodzeniu. Kto się takim dzieckiem zajmie? Organizacje katolickie? Owszem, Caritas wiele robi aby wspomóc biedne i chore dzieci, ale na dobrą sprawę, to też są instytucje biurokratyczne, a tam gdzie biurokracja i urzędnicy, tam już człowiek się praktycznie nie liczy). Wkurza mnie też, że ci wszyscy prolajferzy właśnie teraz, gdy atak międzynarodowego lewactwa i (również uosabianego przez polityków Komisji Europejskiej, Komisji Weneckiej i Parlamentu Europejskiego), finansowanego w dużej mierze przez z kasy George'a Sorosa, jest tak silny i konsekwentny od wielu miesięcy. Według mnie, owi prawicowi prolajferzy to albo totalne głupki (którym się wydaje że mogą teraz po zmianie władzy już wszystko), albo też sorosowe (choć oczywiście nie tylko) śpiochy, które chcą podrzucić PiS-owi "zatrute kukułcze jajo", aby dzięki temu spróbować odwrócić trend społecznego poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości.
Kończąc, chciałbym tutaj wspomnieć również o prywatnym wydarzeniu, które mnie poważnie zaskoczyło, a o którym dowiedziałem się kilka tygodni temu. Mianowicie w sierpniu tego roku zmarła moja mama. Już po pogrzebie dowiedziałem się od siostry, że mama w latach 80-tych i 90-tych dokonała aż trzech aborcji, to było już po naszych narodzinach (mój rocznik 81, a siostra jest ode mnie trzy lata młodsza). Przyznać się jednak muszę, że już od dłuższego czasu podejrzewałem że mama najprawdopodobniej dokonała kiedyś aborcji (choć nigdy o tym nie wspominała), ale nie sadziłem że aż trzech. Dlaczego tak się stało? Z tego co powiedziała mi siostra, której mama wyjawiła tą tajemnicę, nasi rodzice nie chcieli mieć więcej niż dwójkę dzieci (poza tym był czas że nam się nie przelewało), nie zabezpieczali się też przed niechcianą ciążą, bo wiadomo, kiedyś mało kto o tym myślał. W każdym razie piszę o tym, ponieważ nie można ściśle ustalić życia człowieka pod linijkę odtąd-dotąd. Życie przynosi dziwne, niekiedy przerażające a często zaskakujące sytuacje, nie każdy jest gotowy też aby temu sprostać. I nikt - ani lewactwo, ani konserwatywne organizacje katolickie, nie mają prawa tego zmieniać by tworzyć swój wyimaginowany "Nowy, Wspaniały Świat".
Dlatego też raz jeszcze powtórzę:
"ORDO IURIS" I WSZELKIEGO TYPU PROLAJFERZY
SZKODZICIE POLSCE, SZKODZĄC TEMU RZĄDOWI, BARDZO SZKODZICIE"
PS: Bardzo dobrze się stało, że Sejm odrzucił projekt stowarzyszenia "Ordo Iuris" wprowadzający całkowity zakaz aborcji, szkoda tylko że "smród" ciągnący się za tym projektem pozostał