Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PAŃSTWO ISLAMSKIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PAŃSTWO ISLAMSKIE. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 września 2015

"ZALEW" 2015 - DEMOGRAFICZNA AGRESJA NA EUROPĘ!

MÓZGOJEBY MEDIALNE

CZYLI KTO ROBI Z NAS IDIOTÓW?



NIE MOGĘ JUŻ DŁUŻEJ TEGO SŁUCHAĆ!
 
 
 
Naprawdę, nie mogę już dłużej słuchać tego lewacko-feministycznego bełkotu, który wylewa się z mediów i niczym muzułmanie szturmujący granice Europy z okrzykiem "Chcemy do Niemiec - Allah jest wielki". A dlaczego nie mogę już dłużej tego słuchać? Z bardzo prostego powodu - NIE LUBIĘ GŁUPICH LUDZI! Bowiem rozmowa z głupkiem (choćby miał cztery fakultety i ... zaliczony egzamin z politologii, socjologii etc. etc.), nie wnosi nic nowego do sprawy i jest jedynie stratą mojego (i owego głupka - który oczywiście sam nie wie że owym głupkiem jest - jak ogromna większość lewaków i feministek), cennego czasu. 

Zacznę od tego że ani Polska, ani żaden inny kraj w Europie, nie powinien zgodzić się na przyjęcie choćby jednej osoby, spośród tej dziczy, która ku nam dąży. To już nie jest kwestia honoru czy przyzwoitości - lecz po prostu zwykłego odruchu samoobrony. 


OTO JAK POWINNIŚMY ODPOWIEDZIEĆ:

"My Was nie przyjmiemy, drodzy emigranci. I niestety, nie ma tu znaczenia czy jesteście muzułmanami czy chrześcijanami. Dlaczego? dlatego że nie chcemy Was upokarzać, a jeśli mielibyśmy się zgodzić na przyjęcie jedynie samych syryjskich - lub jakichkolwiek innych - chrześcijan, to musielibyśmy zacząć Was, sprawdzać, przepytywać, dzielić i zmuszać do stwierdzeń, które godziły by w waszą (potencjalnie ukrytą) religię, jak na przykład: "Nie ma takiego boga jak Allah, a Mohamet był naprany winem gdy go wymyślał" - lub temu podobne (oczywiście przykład z du...y strony, ale jeśli mamy rozmawiać na poziomie lewacko-feministycznej "opłesyjnej kułtuły patłyjałchatu", to muszę się zniżyć do waszego poziomu). Po co więc mamy Was (drodzy emigranci), tak upokarzać, po prostu Was nie przyjmiemy. A jeśli to mało, to dodam iż czynimy tak, gdyż obca jest nam jakakolwiek chęć upokarzania ludzi, a szczególnie wyznawców innych religii. Ja sam, choć nie jestem już chrześcijaninem, to nie pozwolę na bezkarne szarganie podstaw grecko-rzymsko-chrześcijańskiej cywilizacji, która przez dziesięciolecia ukształtowała nas Indoeuropejczyków (którymi są prawie wszystkie narody europejskie), na to kim dziś jesteśmy. 

I tutaj dotykamy kolejnej kwestii - uderzenie w nasz najczulszy punkt: "Jak można być tak niesolidarnymi, z biednymi ludzim, którzy codziennie tam giną, jak można zapominać że przecież kiedyś my - Polacy, też kiedyś byliśmy emigrantami i też podczas nieudanych powstań czy wojen światowych - migrowaliśmy za chlebem i lepszym życiem do bogatszych od naszego krajów Europy i Świata. Mickiewicz był emigrantem, Słowacki był emigrantem, Chopin był emigrantem, a "wy" teraz nie zamierzacie się odwdzięczyć? Jak można być tak nieczułym, tam giną ludzie, ble, ble, ble"


Tu linki do wypowiedzi najróżniejszych mózgojebów (przepraszam za takie słowa, ale trudno mi powstrzymać emocje, gdy czytam coś takiego), którzy grają na naszych uczuciach:







Co do Szwecji to mam tu jeszcze "małe co nieco"

"SWEDEN YES"





Moja odpowiedż, dla tych wszystkich, którzy zarzucają Nam Europejczykom (a przede wszystkim Nam - Polakom), "brak solidarności i współczucia dla tych biednych ludzi, uciekajacych przed wojna i nędzą w swoich krajach". Gdyby dziś, gdziekolwiek w Europie, w którymkolwiek kraju doszło do katastrofy humanitarnej i tłumy migrantów szturmowałyby nasze granice, chcąc uratować życie - byłbym pierwszą osobą (lub jedną z pierwszych, szczegóły nie mają znaczenia), która osobiście starałaby się pomóc tym ludziom. Nawoływałbym także by przyjąć wszystkich, potrzebujących pomocy (zresztą sądzę że takie zawołania w Naszym społeczeństwie byłyby zbędne, bowiem Polacy są narodem szczególnie otwartym na los pokrzywdzonych przez los bliźnich). Gdyby gdziekolwiek w Europie - w Niemczech, Francji, Hiszpanii, Włoszech, Wlk. Brytanii, Ukrainie, Białorusi, Litwie, Rosji, gdziekolwiek - doszłoby do jakiejkolwiek katastrofy, któa zmusiłaby ludzi by u Nas szukać schronienia i bezpieczeństwa, byłbym za ich przyjęciem.

Dlaczego więc stosuję taki (zapewne dla lewicowych ćwierć-mózgów - "haniebny") podział i nie chcę przyjmować biednych, uciekinierów, którzy dziś szturmują bramy Europy i giną tam w morskich falach, podczas tych prób? Otóż dlatego, że zarówno my - Polacy na emigracji (dawniej czy obecnie), jak i inni mieszkańcy Europy u nas, nie dążymy do tego by narzucać gościom nasz sposób myślenia, nasz punkt widzenia, naszą wiarę, nasze tradycje i obyczaje. Owszem, pielęgnujemy to co uważamy za słuszne, podkreślamy nasze pochodzenie, to że np. jesteśmy Amerykanami polskiego pochodzenia, ale przede wszystkim my jesteśmy Amerykanami, skoro mieszkamy w tamtym kraju, tam otrzymaliśmy obywatelstwo i wobec tamtego kraju (w pierwszej kolejności), zachowujemy lojalność. Nie narzucamy nikomu po przyjeździe, naszej wiary, nie mówimy że teraz to w Londynie będziemy stawiali same kościoły katolickie, gdyż my tam przybyliśmy i nie chcemy by ... nas dyskryminowano. Zresztą co tu dużo mówić, my wszyscy, ludzie wychowani w wielkiej kulturze Starożytnej Grecji i Rzymu, rozbudowanej chrześcijańską moralnością i etyką (również mającą swój początek na gruncie grecko-rzymskim), wiemy, że jesteśmy tylko gośćmi w obcym dla nas kraju i musimy się podporządkować prawom, ustanawianym, przez tych, którzy raczyli (w swej wielkoduszności), nas przyjąć.

"To" (piszę to celowo), co wpychane jest nam z terenów Północnej Afryki, nie ma żadnej moralności, poza moralnością wywodzącą się z islamu, a islam nie jest religią ani pokoju, ani miłości, ani dialogu, ani niczego, co opiera się na prawach człowieka i jego potrzebie wolności (również od religii, jeśli ma takie widzimisię). To jest religia wojny i przemocy, powstałą na gruncie zroszonym krwią innowierców. I nie ma tu różnicy, pomiędzy islamem radykalnym (który lewacy i feministki, chcą oddzielać od tego drugiego), a tzw.: "umiarkowanym".






Dla muzułmanina nie istnieje kwestia dialogu i rzeczowej rozmowy, aż do zbicia argumentów jednej strony, lub przekonania przeciwnika do swoich racji. Dla muzułmanina (nawet najbardziej otwartego na takie "praktyki"), to jest po prostu strata czasu. My nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo różnimy się mentalnie od tych ludzi, którzy prą do nas po trupach swych dzieci (dosłownie), byle tylko dostać się: "do Niemiec". Muzułmanin nigdy nie będzie wchodził z nami w jakiekolwiek dysputy (tym bardziej filozoficzno-religijne), jeśli nie będzie miał na podorędziu jakiegoś metalowego narzędzia (noża, łomu, ewentualnie broni palnej), którym może podeprzeć swoje argumenty. Zrozummy - dialog i spokojna rozmowa, jest dla tych ludzi (tak jak była dla komunistów sowieckich), oznaką słabości interlokutora. Oni nie będą z nami rozmawiać, gdyż oni nami po prostu ... gardzą. Nie chcą i nie będą się asymilować w naszych społeczeństwach, gdyż dla nich my jesteśmy "czymś nieczystym" (niekiedy to nawet już nie ludźmi). Oni chcą tylko jednego - naszych pieniędzy i naszego spokojnego dostatniego życia, gdzie będą mogli nawracać nas na swoją religię. Zresztą nasze dobra i pieniądze, które (z łaski) im wypłacamy, według nich - im się po prostu należą. Po pierwsze dlatego, że nasze pieniądze nie są nasze, a i tak należą do ... Allaha:





"Nie zabili tych chrześcijan, którzy nie uwierzyli w Allaha, tylko ich wygnali - czyż to nie miłosierdzie?" - no właśnie, tutaj doszliśmy do sedna sprawy. Zobaczcie jak bardzo ludzie wychowani w kulturze tzw.: "zachodu" (nie cierpię tej nazwy - wolę określenie cywilizacja grecko-rzymsko-chrześcijańska), różnią się od muzułmanów? Dla nas nie do pomyślenia jest już sam fakt, zmuszania kogokolwiek do przyjęcia zasad, które mogą kolidować z jego światopoglądem, zaś muzułmanin nie ma takich refleksji. Dla niego jest sprawa prosta - albo przyjmiecie islam, albo wasze ulice spłyną krwią, ewentualnie w imię miłosierdzia Allaha, możemy was upokorzyć (przed i tak nieuniknioną śmiercią), na najróżniejsze sposoby. Pozwolimy wam żyć i bedziemy was upokarzać - czyż to nie miłosierne.

No skoro oni tak stawiają sprawę, to ja powiem inaczej - dzisiejszy problem uchodźców z Afryki Północnej jest bardzo prosty do rozwiązania (tylko idiota, który miast mózgu ma siano, może stwierdzić że stanowi to dla niego problem). Mianowicie - recepta jest niezwykle prosta, miast przyjmować tych potencjalnych dżihadystów, chcących dla swej religii zmienić nasze ulice w "krwawe łaźnie" - (ogromna większość tych imigrantów to mężczyźni w wieku poborowym, kobiety i dzieci stanowią znikomą część i są częstokroć wykorzystywane, dla ułatwienia przejścia tych pierwszych - przykład: rzuca się kobietę z dzieckiem na ziemię w tłum policjantów, którzy zdezorientowani - nie będą przecież pałować kobiety - ustępują, wówczas tłum agresywnych mężczyzn naciera, celem przerwania kordonu policyjnego i otwarcia sobie drogi przejścia - są to wyuczone taktyki wojskowe, myślę że spora część tych ludzi ma lub miała doświadczenie wojskowe. Niektórzy mogą nawet mieć tatuaże irackich dywizji Gwardii Republikańskiej, z której dziś wielu służy w strukturach Państwa Islamskiego.

Oni doskonale wiedzą co robią, a ich celem jest parcie na zachód), należałoby, po ich wyłapaniu i umieszczeniu w obozach tymczasowych ... odsyłać ich z powrotem do krajów z których przybyli, lub do bogatych państw muzułmańskich, jak Katar, czy Arabia Saudyjska. Jeśliby ci ludzie zobaczyli, że próba "przebicia się" do Europy, skończy się ich ekstradycją lub odesłaniem do które ich nie chcą i które (jeśli będą fikać), zastosują po prostu wobec nich przemoc, bo tam się nie cacka z potencjalnym agresorem, tam się go od razu neutralizuje. Wówczas skończyłaby się i migracja i biznesy Państwa Islamskiego (które "trzepie" wielomilionowe zyski z przerzucania tych ludzi na Nasz kontynent).


Gdybyśmy mieli wśród polityków ludzi z jajami, to już dawno powinniśmy to zrobić - to jest bowiem  WOJNA! wojna cywilizacji - albo my albo oni. Niestety, naszą tragedia w tych ciężkich czasach jest fakt iż miast ludzi pokroju Jana III Sobieskiego, Napoleona Bonaparte czy Józefa Piłsudskiego, mamy lalusiów typu Tusk, Biedroń, Lis - wojowniczki feminizmu/islamizmu typu Środa, Płatek itd. a na koniec także ... ... ... Grocką (który notabene jest reprezentem/ą polskich kobiet).


BOŻE MIEJ W OPIECE NASZĄ CYWILIZACJĘ I NASZĄ PRZYSZŁOŚĆ!






 

sobota, 5 września 2015

STARZEC z GÓR i ZAKON MORDERCÓW - Cz. I

PIENIĄDZE, SZTYLETY 

i INNE "PODNIETY"

CZYLI PRAWDZIWA HISTORIA

SZYICKIEJ SEKTY ASASYNÓW


"Czy wiesz czym jest ISIS?" - takie pytanie zadał mi trzy dni temu mój dobry znajomy, profesor uniwersytetu londyńskiego (Palestyńczyk z urodzenia, zamieszkały we ... Włoszech, Polak z zamiłowania, oraz Anglik z obowiązku - tak można by go było określić). Było to dziwne pytanie, tym bardziej że rozmowa nasza dotyczyła zupełnie innego tematu (nie związanego z polityką). Przyznaję też że dość dawno już się z Nim nie widziałem, gdyż dość rzadko obecnie przyjeżdża on do Polski, a ja nie mam czasu na żadne wyjazdy (nawet na urlop zabrakło mi w tym roku czasu - cóż obowiązki zawodowe, wymagają poświęceń). Znamy się też dość długo (był On przyjacielem mego zmarłego ojca) i choć dzieli nas różnica wieku (ok. 25 lat), to jednak rozumiemy się świetnie i każdy czas, który udaje nam się spędzić razem, wykorzystujemy do rozważań nad zawiłościami geopolityki i nieznanymi (szerszemu ogółowi), tajemnicami historii. Teraz zadzwonił on do mnie (mnie jak zwykle na wszystko brakuje czasu - niestety), w pewnej prywatnej sprawie, lecz szybko rozmowa zeszła na tematy polityki i geopolityki (szczególnie zaś regionu bliskowschodniego, który jest jego ulubionym). 

Teraz zadał mi pytanie, które początkowo wprawiło mnie w konsternację: "O co mu chodzi?", lecz bardzo szybko dokończył swą myśl (nie czekając na moją odpowiedź): "Myślisz że im chodzi o islam, że pragną budować państwo islamskie i żyć zgodnie z zaleceniami Allaha?" (tutaj pragnę dodać że mój szanowny rozmówca jest chrześcijaninem, a konkretnie katolikiem. Żonaty jest z Polką, a jego dzieci częściej mówią po polsku niż po arabsku czy w jakimkolwiek innym języku, co jego samego wprawiło w zdziwienie, gdy będąc w odwiedzinach u swej matki, żyjącej w Palestynie, jego syn, bawiąc się z kolegami, zaczął ich uczyć ... polskiego, bo nie mógł się z nimi dogadać po arabsku).  

"To są bandyci, najzwyklejsi mordercy" - dodał. Nie musiał mi tego mówić, ja już wcześniej o tym wiedziałem. Wiedziałem też że muzułmanów traktują w bardzo podobny sposób jak Chrześcijan czy wyznawców innych religii. Dochodzi do tego, że wybierają oni sobie jakąś wioskę (bez znaczenia chrześcijańską czy muzułmańską ), okrążają ją dla zabawy, a następnie wchodzą i mordują wszystkich mieszkańców, porywając kobiety i dziewczyny, lub je po prostu brutalnie gwałcąc. Organizują nawet publiczne targi niewolników, gdzie sprzedają porwane kobiety i dziewczęta - jako niewolnice seksualne dla swych przywódców czy bogatszych szejków. I nie ma tutaj znaczenia ani wyznawana religia, ani też pochodzenie. Kobiety te, za najmniejsze przewinienie są bite, gwałcone (częstokroć w zbiorowych gwałtach), a nawet znakowane jak zwierzęta. Nie mają praw, są własnością tych, którzy je kupią - i znów nie ma tu znaczenia wyznawana przez nich religia. 

Gdzie zaś narodziła się dzisiejsza potęga tego przestępczego quazi państwa, którego jedyną ideologią jest brutalna przemoc i mordowanie "wrogów" (ostatnio wyszedł nowy "apel" do wszystkich muzułmanów w Europie, by ... w miarę własnych możliwości zabijali tych "niewiernych", którzy im się napatoczą, oraz by nie wybierali jakiegoś szczególnego ataku czy celu, tylko po prostu zabili każdego kogo uważają za przeciwnika islamu, np. małą dziewczynkę na ulicy - cel nie ma znaczenia, liczy się ilość takich akcji, jak twierdzi autor owego apelu. PS: gdy ostatnim razem kilka lat temu, ogłoszony został podobny apel, co jakiś czas na Zachodzie dało się słyszeć, a to: mężczyzna wjechał rozpędzonym samochodem w tłum przechodniów, krzycząc: "Allah Akbar", a to ktoś zaczął strzelać z okien do ludzi na ulicy, a to ... zginęli redaktorzy jednego z popularnych we Francji czasopism satyrycznych itd. itp). 

Jak myślicie, gdzie są początki "Państwa Islamskiego" ("Islamic State of Iraq and Sham"). Odpowiem - ISIS narodziło się w ... więzieniu. Tak, w więzieniu, wśród grupki zatrzymanych przez Amerykanów dawnych członków sunnickich milicji Saddama Husajna, oraz ludzi z tajnej siatki Abu Musaba az-Zarkawiego. Działo się tak w dwóch, kontrolowanych przez Amerykanów więzieniach w Iraku - w więzieniu Bucca i więzieniu Croper. Ci ludzie, po uwolnieniu wrócili do dawnej działalności i rozpoczęli wdrażanie planu, który ukuli w więzieniu - stworzenia państwa islamskiego, na terenach Iraku, Syrii i Lewantu. W Camp Bucca siedział właśnie, dzisiejszy samozwańczy kalif i przywódca Islamskiego Państwa w Iraku i Lewancie - Abu Bakr al-Baghdadi, 44-letni, bezwzględny morderca (obcinanie głów i palenie ludzi w klatkach, które stosują bezwzględni mordercy z ISIS, wykonywane jest prawdopodobnie na jego osobisty rozkaz. 

Ale Baghdadi też zapewne początkowo nie był samodzielny (można nawet pokusić się o stwierdzenie, że był marionetką w rękach dawnych irackich generałów Saddama Husajna , szczególnie że poprzednik na stanowisku przywódcy ISIS, którym miał być Abu Abdullah al-Baghdadi ... nie istniał. Został on prawdopodobnie stworzony, przez grupę (15-20) dawnych generałów irackich, niczym ów "Gruppenfuhrer Wolf", którego miał rozgryźć, nasz dzielny sowiecko-polski agent serialowy J-23 w ostatnim odcinku "Stawki większej niż Życie".




 BEZWZGLĘDNIE NAJLEPSZA SCENA Z CAŁEGO SERIALU:
"NIE MOGĘ PATRZEĆ NA BITEGO CZŁOWIEKA, NIE MOGĘ ... GDY BIJE KTOŚ INNY"




Ci ludzie, dawni generałowie Husajna, przygotowywali po prostu antyamerykańskie powstanie w Iraku, a na ich czele najbardziej charyzmatyczną postacią (i zapewne prawdziwym twórcą i przywódcą Państwa Islamskiego), był iracki marszałek, członek partii BAAS, zbrodniarz wojenny (już od 1979 r. mający ręce całe unurzane krwią, począwszy od akcji "gazowania" ludności kurdyjskiej, na północy kraju) - Izzat Ibrahim al-Douri. To on bowiem stał za spektakularnymi zwycięstwami ISIS (w tym zdobyciem Mosulu) i aż do swej śmierci 17 kwietnia 2015 r. gdzie jego konwój miał zostać ostrzelany pod Tikritem




Ale nie o nim (ani też o Państwie Islamskim), miałem tu pisać. Chodziło mi o to, że dzisiejsi przestępcy i fanatycy sunniccy z ISIS, mieli w przeszłości doskonałe (choć szyickie), wzory które dziś naśladują. Mianowicie chodzi tu o ismailicką sektę Hasana-ibn-Sabbaha-el-Homairiego, Wielkiego Mistrza, który uczynił z małej, założonej przez swego poprzednika - Abdallaha, sekty religijnej, potężne narzędzie polityczne, którego zasięg działania obejmował nie tylko ówczesne państwa muzułmańskie na Bliskim Wschodzie w Egipcie czy Azji, lecz również większość chrześcijańskich państw w Europie. Była to doskonale zorganizowana siatka, sfanatyzowanych morderców, którym nie zależało na życiu a jedynie na ... wypełnieniu zadania swego wodza. Przekonali się o tym muzułmańscy władcy regionu, gdy Hassan wysłał do nich żądanie by mu się podporządkowali i płacili daninę. 




Początkowo oni wszyscy wybuchnęli śmiechem, zważywszy, że posiadali wielkie imperia i wielotysięczne armie i nie obawiali się garstki zapalonych sekciarzy. Szybko zmienili zdanie, gdy okazało się że ci, którzy się nie podporządkowali - ginęli w skrytobójczych zamachach (jak jeden z lokalnych władców, doskonale chroniony przez swych żołnierzy, którzy złapali i zabili aż 123 bojowników Hassana, dybiących na życie swego władcy, nie upilnowali ... 124, który go zabił).  Hassan stworzył potęgę bez armii, a jedynie opierając się na sieci skrytobójców, którzy na żądanie swego wodza, szli gotowi na śmierć. Mogło paść 123 wysłanych morderców, ale wreszcie jakiś 124 wykonał zadanie. To spowodowało że wielu lokalnym władcą "opadły kopary" i woleli zapłacić Hasanowi, byleby ocalić życie.

Sekta Assasynów, powstała w 1090 r. gdy prawie 40-letni Hasan el-Homairi, zastąpił na stanowisku przywódcy małego ismailickiego zakonu, swego poprzednika - Abdallaha. Hasan postanowił zdobyć twierdzę - miejsce z którego będzie "rządził światem". Jego wybór padł na Alamut ("Gniazdo Sępów"). Przekupił więc garnizon skalnej, niedostępnej fortecy na górze Rudpar w rejonie gór Elbrus (przekupił ich "purpurowym" srebrem, zgromadzonym przez Abdallaha, które ten zdobył na ostatnim kapłanie chaldejskim, zmuszając go do wydania owego srebra - torturami). Z chwilą zdobycia twierdzy, ogłosił się "Dai al-Doatem" ("Wielkim Mistrzem"), lecz i tak odtąd każdego kolejnego władcę sekty, zwano: "Starcem z Gór". 




W czym jednak tkwiła tajemnica Asasynów? Dlaczego ich przywódcy (owi "Starcy z Gór"), posiadali tak wielką moc oddziaływania na zwykłych, szeregowych żołnierzy, którzy gotowi byli za nich (i za "sprawę"), oddać swe życie, byle tylko wypełnić zadanie, dane im przez Wielkiego Mistrza? Czy tylko kluczem ku temu był Islam i Koran, który głosił iż: "Nagrodą będzie Wam Raj obiecany przez Proroka, a w nim hurysy bajeczno piękne, o ustach słodkich jak daktyle i oczach czarnych i błyszczących jak prawdziwe perły"? Nie, nie tylko, bowiem Wielcy Mistrzowie, stosowali w tej kwestii cały zestaw "ogłupiaczy" narkotycznych, które ten wymarzony Raj - czyniły realnym. 

Mianowicie, gdy już wybrano odpowiedniego zamachowca/samobójcę, faszerowano go najpierw haszyszem, a potem (gdy tracił już przytomność), przewożono go do jednego z pałaców "Starca z Gór", gdzie ów "wybraniec", budził się wśród przepięknych ogrodów, ruczajów (ponoć w specjalnie wydrążonych kanałach, które przypominały rzeki, płynęło wino, mleko, oraz miód) i fontann w objęciach, specjalnie ku temu szkolonych, specjalnie dobranych, najpiękniejszych niewolnic, które miały przypominać rajskie hurysy. Niewolnice owe, miały spełnić wszelkie żądania owego fedawity (specjalnie szkoleni do walki i "niemożliwych zadań", oddziały przywódców sekty Asasynów). Ten, zakosztowawszy wszelkich przyjemności tak stołu jak i łoża w otoczeniu wachlujących go i masujących "hurys", wciąż będący pod wpływem narkotyków, naprawdę wierzył że wódz, pozwolił mu zakosztować jedynie "namiastki", owego Raju, który czeka na niego gdy wypełni on swe zadanie.

Gdy już nasycił on wszystkie swe żądze, odurzano go ponownie dużą ilością haszyszu i znów przenoszono do górskiej warowni, gdzie po przebudzeniu, informowano go że właśnie doświadczył Raju, który już go oczekuje ... jeśli wypełni on swe zadanie. Ludziom prostym (a takich waśnie wybierano, niezbyt inteligentnych, za to o dużej krzepie fizycznej), nie było trzeba więcej wyjaśnień, by ich przekonać co mają uczynić. Śmierć nie była dla nich straszna, gdyż nawet jeśli zadanie nie udałoby im się wykonać ... i tak mieli trafić do owego Raju pełnego przepięknych hurys. 

Gdy więc w szyderczy sposób, władcy muzułmańscy, odrzucili wysłane do nich już w 1091 r. żądanie podległości i daniny dla "Starca z Gór", zaczęła się krwawa rzeź. Po raz pierwszy Asasyni zaatakowali w 1092 r. zabijając Nizama al-Mulka, wezyra w Imperium Seldżuków, który zginął wraz z sułtanem seldżuckim - Malikszahem I, po którego śmierci Imperium Seldżuków ogarnęła wewnętrzna wojna domowa i powolny rozpad (o to bowiem chodziło Hasanowi z twierdzy Alamut). Potem przyszły kolejne zgony szejków, wezyrów i emirów (Nizam al-Mulk, był w młodości przyjacielem Hasana, a ci dwaj nawet mieli sobie przysiąc "przyjaźń i wierność po grób") , co początkowo spowodowało reakcję obronną - postanowiono się bronić przeciwko "Starcowi z Gór". Na czele koalicji, stanął największy przeciwnik Asasynów (i zwolennik walki z nimi aż do śmierci) - młody Ahmed Sandżar (władca państwa Seldżuków, który wstąpił na tron w 1118 r.). Jednak gdy, pewnego ranka obudził się i odkrył że pod poduszką ma sztylet i list, w którym Hasan napisał: "Można było utopić w twym sercu to, co znalazłeś pod swoją głową", przestraszony Sandżar ... ukorzył się przed Hasanem, co spowodowało rozpad koalicji i reakcję łańcuchową innych władców muzułmańskich.




Hasan stał się więc niekoronowanym władcą całego świata Islamu, który drżał przed nim (i przed jego "komandosami"), woląc mu zapłacić niż stracić życie. Mimo to Hasan żył bardzo skromnie. W twierdzy Alamut nie tylko zakazał spożywania alkoholu, ale także gry na instrumentach muzycznych (jednego z wiernych, wyrzucono poza mury, bo ... zagrał na flecie. Wpuszczono go ponownie dopiero, gdy odprawił pokutę i przysiągł już więcej tego nie czynić). Hasan przestrzegał bardzo surowo nauk Koranu i za każde, nawet najmniejsze uchybienie, surowo karał (na przykład skazał na śmierć swego syna - Muhammada, bo ten ... napił się wina). Hasan też przez całe swoje życie w twierdzy Alamut (34 lata), tylko dwa razy wyszedł ... ze swego pałacu. W obu przypadkach, by wejść na dach. Tak więc czas, który fedawici spędzali w twierdzy - poświęcano nieustannym modłom, pokucie, umartwianiu ciała, oraz ... szkoleniu wojskowemu i walce każdym rodzajem ówczesnej broni (nic więc dziwnego, że gdy taki "wybraniec" trafiał do "Raju pełnego hurys", był tak wyposzczony i spragniony, że zrobiłby wszystko dla swego wodza, aby tylko ten umożliwił mu powrót do owego "Raju"). 

Ale Hasan był pierwszym i jednocześnie ostatnim władcą sekty, który wiódł tak srogie i pobożne życie, jego następca Buzurgumid, odwrócił wszystko do góry nogami. Właściwie to umierający w wieku prawie 70 lat Hasan, podzielił władzę pomiędzy trzech swych najwierniejszych wodzów. Buzurgumidowi oddał zarząd nad zakonem, władzę nad twierdzą Dihdarowi Abu-Alemu, zaś nad bojownikami fedawitów - Kiya Bayafarowi. Nakazał im by rządzili zgodnie i przestrzegali zasad Koranu. Triumwirat (co było oczywiste), nie trwał jednak długo, gdyż każdy z owej trójki, chciał stać się władcą niepodzielnym. Gdy więc 12 czerwca 1124 r. Hasan el-Homairi - zmarł, triumwirowie rzucili się w wir walki o władzę niepodzielną. Zwycięsko z niej wyszedł właśnie Buzurgumid, który wymordował swych konkurentów. 

Należy także dodać, że nie wszystkie akcje Asasynów kończyły się dla nich zwycięsko. Gdy oddziały zbrojnych fedawitów, opanowały Aleppo, pod wodzą Tahira as-Saigha (zwanego "Złotnikiem") w 1113 r. Wkrótce potem doszło w mieście do antyismailickiej rebelii mieszkańców miasta, zakończonej - rzezią wszystkich Asasynów z Tahirem włącznie. Mimo to. obszar bezpośredniej władzy Asasynów, w chwili śmierci Hasana, rozciągał się od rzeki Amu Daria na wschodzie do Damaszku na zachodzie (czyli zajmował ogromną część dawnego Imperium Aleksandra Macedońskiego). Pomimo faktu, że na tych terenach władali wciąż jeszcze Seldżucy, którzy jednak ... opłacali się Asasynom, jako swym suwerenom. 

Buzurgumid kontynuował te kampanie (oraz skrytobójcze akcje fedawitów), z dużym powodzeniem, szczególnie po koniec swych rządów (lata 30-te XII wieku). Poza tym całkowicie zmienił dotychczasowe surowe praktyki w samej twierdzy Alamut i w swym państwie. Otoczył się wspaniałym bogactwem i przepychem. Sprowadzał sobie najpiękniejsze kobiety do haremu (które ponoć obdarowywał złotem, srebrem, klejnotami i sukniami, wykonanymi z najdelikatniejszego jedwabiu). Meczety w Alamut ... popadły w ruinę, gdyż Islam nie był już dla Asasynów najważniejszy, najważniejsza była władza i bogactwo, które zdobywali dzięki wpływowi Koranu, na umysły wiernych fanatyków i obiecankom o "życiu w Raju pełnym nieziemskich hurys". To wszystko co obiecywano, Wielcy Mistrzowie mieli do dyspozycji, bez zbędnego poświęcania swego życia (zupełnie jak dzisiejsi przywódcy Państwa Islamskiego). 






CDN.