Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WYPRAWY KRZYŻOWE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WYPRAWY KRZYŻOWE. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 października 2024

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. V

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI
Cz. V





 Nim jeszcze Turcy Seldżuccy w bitwie pod Manzikertem w roku 1071 rozbili bizantyjską armię (w wyniku czego utracił władzę ówczesny cesarz Roman IV Diogenes i wkrótce potem zmarł), nic tak naprawdę nie zwiastowało takowej katastrofy i utraty przez Bizantyjczyków znacznej części środkowo-wschodniej Anatolii (której już nigdy potem nie odzyskali). Przed wstąpieniem na tron Romana i jego poprzednika - Konstantyna X z rodu Dukas, Imperium Wschodniorzymskim (zwanym już wówczas Bizantyjskim), władała dynastia macedońska, a był to czas bodajże największego rozkwitu państwa bizantyjskiego od czasów Justyniana Wielkiego (z VI wieku naszej ery) i to praktycznie pod każdym względem: kulturowym, ekonomicznym i militarnym. Władcy którzy wówczas rządzili Imperium, odznaczali się niespożytą energią, wielką inteligencją (często mądrością) i przebiegłością. Po dwóch stuleciach realnego upadku (gdy cesarstwo zaczęło się zwijać pod naporem wojowniczego islamu), wreszcie pojawiły się pierwsze zwiastuny odrodzenia i to do tego stopnia, że Rzymianie (bo tak również można ich nazywać, tym bardziej że za takowych się uważali) przeszli wręcz do ofensywy, odzyskując niektóre ziemie, wcześniej zajęte już przez Kalifat. Tak więc lata 867-1025 były czasem bizantyjskiego odrodzenia, czasem ponownej wielkości i pragnienia odrodzenia dawnego Cesarstwa. 

Założycielem dynastii macedońskiej był niejaki Bazyli, choć jego pochodzenie niknie w mrokach dziejów. Urodził się w temie Macedonia (który w tamtym czasie nie pokrywał się dokładnie z krainą o tejże nazwie) w bardzo ubogiej rodzinie. Jego przodkowie mieli ponoć pochodzić właśnie z Macedonii, ale nie ma co do tego żadnej pewności i może to być prawda, a może to być propagandowa wstawka, która później miała uwznioślić jego pochodzenie (jako że nawiązywano w ten sposób do wielkich Macedończyków starożytności: Flipa II i jego syna Aleksandra Wielkiego). Być może w żyłach Bazylego płynęła również krew ormiańska. W każdym razie rodzina jego była tak biedna, że musiał on szukać szczęścia w stolicy, inaczej zapewne umarłby z głodu (opowieść o tym, jak szedł do Konstantynopola na pieszo jest dosyć ciekawa i barwna, ale nie będę jej tutaj przytaczał, gdyż z całą pewnością stanowi literacką fikcję późniejszych dziejopisów, mających uwznoślić protoplastę dynastii macedońskiej). Bazylii był przystojnym mężczyzną (choć już nie młodym, bowiem w chwili gdy wyruszył w podróż do Konstantynopola, na początku lat 50-tych IX wieku, miał już ok. 40 lat) odznaczającym się dużą siłą fizyczną, dlatego też był pewien że znajdzie zatrudnienie w wojsku (które to stanowiło najłatwiejszą i najszybszą drogę awansu dla ludzi z nizin, aż po sam szczyt). Pierwszej nocy spędzonej w stolicy znalazł przytułek w kościele pod wezwaniem św. Diomedesa, gdzie też spał w tamtejszym portyku (do którego wpuścił go nadzorca kościoła, niejaki Mikołaj). Sypiał tam też przez kolejne dni, (zarabiając na chleb pracą przy obejściu kościoła) i marzył o wstąpieniu w szeregi armii, ale los miał dla niego inne plany. 




Otóż pewnego razu na ulicy ujrzała go (a ponoć wyróżniał się tłumu swoją pokaźną budową ciała) pewna bogata dama rodem z Peloponezu imieniem Danelis, która niedawno straciła męża, a majątek małżonka plus majątek jej samej i jej rodziny był tak pokaźny, że stała się jedną z najbogatszych mieszkańców Imperium (jej majątek niewiele ustępował majątkowi samego cesarza). Ujrzała go, gdy przymierzała ulice niesiona przez swych służących w lektyce, niczym dawna rzymska matrona. Szybko więc znalazł nowy dach nad głową w jej pałacu. Nie wiadomo czy Bazyli (przybywając już do Konstantynopola) umiał się podpisać i czy w ogóle umiał pisać (a przecież cesarze analfabeci nie byli wcale rzadkością - choć oczywiście też nie stanowili większości w dziejach Bizancjum. Można wymienić co najmniej dwa takie przypadki: stryj Justyniana Wielkiego - Justyn I, panujący w latach 518-527 {dla którego sporządzono specjalną drewnianą tabliczkę z wyrytymi literami jego imienia, aby mógł piórem pociągać wzdłuż owych liter, podpisując ważne dokumenty}, drugim analfabetą na tronie Imperium był założyciel dynastii która władała państwem w czasie, gdy do Konstantynopola przybył Bazyli - Michał II Amoryjczyk {z Amorion}, który podobnie jak Justyn był zwykłym żołdakiem, nieokrzesanym i brutalnym {panował w latach 820-829}. Co ciekawe, jego syn i następca - Teofil I {829-842} był człowiekiem gruntownie wykształconym i rozmiłowanym w literaturze i nauce, ale to wcale nie dziwota w dziejach Imperium Bizantyjskiego. Wielokrotnie tak się bowiem zdarzało, że po rządach ludzi słabo wykształconych, następowały rządy wielkich kodyfikatorów prawa {jak Justynian Wielki}, czy władców rozmiłowanych w literaturze). Tak więc należy przypuszczać że Bazyli przynajmniej potrafił się podpisać, aczkolwiek gruntowniejszą naukę zapewne przeszedł pod okiem szefa cesarski administracji - Teofilitzesa (a stało się to z pewnością za pieniądze Danelis). Wkrótce też rozpoczął pracę w cesarskiej administracji.

W tym czasie Imperium władał cesarz Michał III (który wstąpił na tron po śmierci swego ojca Teofila - który zmarł w młodym wieku lat zaledwie 30 w roku 842, mając... 2-latka). Był to młody, nastoletni chłopak, za którego realnie rządziła matka - Teodora i siostra - Tekla, sprawując wspólnie regencję. Swoją drogą to właśnie te dwie kobiety (a szczególnie Teodora) zakończyły ponowny okres ikonoklazmu. Ten bowiem czas w dziejach Bizancjum, rozpoczęty w roku 726 przez wywodzącego się z Izaurii - na wschodzie Imperium - Leona III (który wówczas właśnie nakazał usunąć wizerunek Chrystusa z bramy wjazdowej do Pałacu Cesarskiego w Konstantynopolu, uważając że kult wizerunku Chrystusa, Marii - Matki Bożej i Świętych jest bałwochwalstwem. Leon pochodził bowiem ze wschodnich obszarów państwa, gdzie bardzo silne były wpływy muzułmańskie, zabraniające jakichkolwiek wizerunków nie tylko Mahometa, ale również Aniołów i Świętych i wychowany w tym właśnie duchu Leon uznał że modlenie się do obrazów jest szaleństwem, a przede wszystkim jest bluźnierstwem wobec samego Chrystusa. Wówczas, w roku 726 robotnicy którzy mieli usunąć wizerunek Chrystusa z bramy wjazdowej Pałacu Cesarskiego, zostali zaatakowani przez mieszkańców Konstantynopola i... zlinczowani. Jednak cztery lata później, w roku 730 Leon III wprowadził pierwsze dekrety zakazujące kultu ikon i każące usunąć wszelkie obrazy i wizerunki świętych z kościołów, pozostawiając w nich jedynie prosty krzyż -  czyli dwa złączone ze sobą linie. Tak oto rozpoczęła się polityka prześladowania zwolenników kultu ikon, która trwała aż do roku 787 i zwołanego przez cesarzową Irenę soboru nicejskiego, który ponownie uznał możliwość modlenia się do obrazów i ogłosił amnestię dla wszystkich tych, którzy do tej pory temu się sprzeciwiali i prześladowali przez to wiernych wyznawców Chrystusa - pisałem o tym już w innym temacie. Jednak po kilkunastu latach, a szczególnie po wielkich klęskach jakie doznało Bizancjum z rąk Bułgarów w drugiej dekadzie IX wieku {szczególnie w latach 811 i 813}, uznano, że władcy modlący się do obrazów to bałwochwalcy, bowiem Bóg ukarał ich właśnie za ich postępki i sprowadził klęskę na nich i całe państwo. Tak więc w czasie silnego zamętu politycznego, w roku 815 za panowania Leona V Ormianina, zwołano sobór do kościoła Hagia Sophia w Konstantynopolu, który potwierdził wszystkie założenia soboru w Hieri z 754 r. który otwarcie potępił kult ikon, a potępiono sobór nicejski z 787 r). Gdy więc tylko umarł Teofil (wielki przeciwnik kultu ikon, podobnie jak małżonek Ireny - Leon IV, który gdy pewnego razu znalazł dwie ikony pod jej poduszką, zapowiedział że za karę przestanie odwiedzać ją w alkowie), Teodora natychmiast doprowadziła do zwołania nowego soboru. Wcześniej jednak zadbała o usunięcie z funkcji patriarchy Konstantynopola Jana Grammatikosa - nauczyciela i wychowawcy jej męża, nieprzejednanego wroga kultu ikon i zastąpienia go zwolennikiem ikon -  Metodym, a zwołany wkrótce potem sobór konstantynopolitański (marzec 843 r.) definitywnie i ostatecznie przywrócił kult ikon.


IKONOKLAZM - NISZCZENIE IKON 



Cesarze ikonoklaści bowiem często prawie całkowicie skupiali się na wschodniej granicy Imperium, walcząc i wielokrotnie pokonując siły Kalifatu, ale jednocześnie zaniedbując Zachód i bizantyjskie posiadłości w Italii, które w dużej części się usamodzielniły, lub też wpadły pod dominację Longobardów, a potem Franków. Nowy reżim zainstalowany przez cesarzową matkę - Teodorę, składał się oczywiście z samego cesarza Michała III (który jako dziecko był całkowicie ubezwłasnowolniony), Teodory jako regentki, jej córki - Tekli także w roli regentki, jak również braci cesarzowej: Bardasa i Petronasa, jej stryja Sergiosa Nicetiatesa, oraz jej faworyta (a prawdopodobnie również kochanka) logotetę - Teoktistosa. Z tych ludzi teraz składał się nowy rząd Imperium Bizantyjskiego, szczególnie zaś Teodora ufała Teoktistosowi, który był człowiekiem wielkiej kultury. Powierzyła mu funkcję logotety - czyli ministra finansów i jednocześnie dała zarząd nad oświatą, a ze wszystkich tych obowiązków Teoktistos spisał się wyśmienicie (poprzez swoją oszczędną i racjonalną politykę finansową zapełnił skarb państwa złotem, jednocześnie zakładał w całym Imperium nowe szkoły dla ludu, wychodząc z założenia że nawet biedacy powinni przynajmniej umieć się podpisać). Nowe władze rozpoczęły panowanie dosyć pomyślnie, udało się bowiem ostatecznie znieść zakaz kultu ikon (co dla Teodory było priorytetem - swoją drogą to ciekawe, bo cała jej rodzina pochodziła ze wschodu, a ona była tak zagorzałą zwolenniczką kultu ikon?), mądra polityka fiskalna Teoktistosa doprowadziła do zapełnienia skarbu, dzięki czemu jeszcze w tym samym 843 r. nowy rząd postanowił... odzyskać Kretę (utraconą w latach 827-828, a właściwie w 827 r. bowiem w rok później Arabowie pokonali po prostu bizantyjską odsiecz która miała odzyskać wyspę). Tak więc piętnaście lat po tamtej nieudanej próbie, flota którą osobiście dowodził Teoktistos teraz... wyzwoliła Kretę. Wydawało się teraz że Opatrzność szczególnie wspiera nowy reżim, ale wszystko co dobre szybko się kończy. Już w roku 844 Arabowie ponownie odbili Kretę, a jakby tego było mało, to w tym samym czasie armia Kalifatu kalifa al-Mutasima) wdarła się głęboko do Anatolii i w bitwie nad rzeką Mauropotamos (dosłownie rzut kamieniem przez Bosfor do Konstantynopola), rozbiła armię bizantyjską (jednak po splądrowaniu regionu i wzięciu łupów oraz niewolników, wrócili do siebie). Tak więc raz na wozie, raz pod wozem, jednak na szczęście dla Bizantyjczyków (a raczej dla Teodory), wewnętrzne problemy Kalifatu jakie wówczas już się ujawniły, zmusiły Arabów do negocjacji pokojowych i wymiany jeńców, do jakiej doszło nad rzeką Lamos (na pograniczu bizantyjsko-arabskim) na przełomie 845 i 846 r.




Problemy polityczne to jedno, ale uwidoczniły się również kolejne problemy religijne, choć po zniesieniu zakazu kultu ikon wydawało się że przynajmniej w tej kwestii będzie wreszcie spokój. Co prawda przeciwnicy ikon praktycznie już nie istnieli (jakieś niewielkie grupki bez znaczenia), ale były inne problemy. Jednym z nich byli tzw. zeloci - czyli radykalna sekta zwolenników kultu ikon, która zaczęła teraz bardzo ostro atakować patriarchię Metodego (najbardziej zaangażowani w to byli mnisi z klasztoru w Studios, zwani studytami). Nie podobało im się to, że cesarzowa matka nie mści się okrutnie na przeciwnikach kultu ikon, że nie każe ich, że nie upokarza, a przede wszystkim że niezwykle powściągliwie podchodzi do tych, którzy ostatecznie zwyciężyli, czyli do zwolenników ikon i nie obdarza ich nowymi przywilejami oraz kościelnymi funkcjami. Natomiast patriarcha Metody (jako prawa ręka cesarzowej w kwestiach religijnych) stał się dla nich jawnym wrogiem. Studyci bardzo przypominają mi "silnych razem", bowiem w czasach prześladowań pisali donosy na swych władców do Rzymu, do papieża, a w okresach kiedy przewodzili, pragnęli krwawej i niezwykle okrutnej zemsty na tych, których uznali za wrogów. Chociaż Metody tak naprawdę był po ich stronie (czyżby symetrysta 🤭) wypowiedzieli mu ostrą i bezpardonową wojnę, która zakończyła się obłożeniem ich klątwą przez patriarchę Konstantynopola. Ale ten sukces okazał się krótkotrwały, jako że 14 czerwca 847 r. patriarcha Metody zmarł nagle (prawdopodobnie atak serca), co zostało uznane za karę Boską wobec jego bluźnierczych aktów. Teraz zeloci (studyci) wymusili na cesarzowej matce mianowanie na tę funkcję ich człowieka, którym okazał się Ignacy - syn cesarza Michała I Rangabeusza (panującego w latach 811-813), który po ciężkiej klęsce zadanej przez Bułgarów pod Versiniką, zrezygnował z władzy i przywdział mnisi habit (zmarł w 844 r.). Jego synowie zaś - w tym Ignacy -  zostali wykastrowani przez nowego cesarza Leona V Ormianina i również zmuszeni do przyjęcia święceń kapłańskich. Ignacy był uważany za człowieka zelotów (chociaż osobiście nie należał do tej sekty, choć bez wątpienia ją wspierał), dlatego też z ich poparciem został nowym patriarchą Konstantynopola, ale zawiódł pokładane w nim nadzieje, wkrótce potem atakując Focjusza - jednego z najbardziej radykalnych mnichów-studytów.


TEOFIL i TEODORA 



Problemy z zelotami nie były jedynymi, przed jakimi stanęła teraz Teodora (oraz jej wspólnicy w zarządzie państwem). Równie poważnym problemem była (istniejąca głównie we wschodnich prowincjach Imperium) sekta paulicjan. Byli oni naturalnymi sojusznikami ikonoklastów, wspierał ich też mocno cesarz Nicefor I (który panował w latach 802-811, a został władcą po obaleniu i zamordowaniu cesarzowej Ireny. On również był przeciwnikiem kultu ikon - szczególnie dlatego że chciał się w ten sposób odróżnić od Ireny, która była zwolenniczką ikon - ale w czasie swoich rządów nie zakazywał ich kultu, skupiając się głównie na gospodarce i finansach. Poniósł ciężką klęskę i zginął w bitwie z Bułgarami na przełęczy górskiej Warbiszki, wcześniejszym zdobyciu i spaleniu bułgarskiej stolicy Pliski {chan Krum - który musiał się stamtąd wycofać i przenieść w górskie regiony, wysłał do niego wiadomość o treści: "Zwyciężyłeś! zabierz co chcesz i odejdź z naszej ziemi", ale Nicefor uznał, że oto nadarza się okazja całkowitego zniszczenia państwa bułgarskiego, które od 681 r. stanowiło ciągłe zagrożenie od północy dla bizantyjskich posiadłości i dla samego Konstantynopola. Próbując wydostać się z Bułgarii - a w centrum tego kraju znajdują się góry, dzielące Bułgarię nad dwie części, chociaż w średniowieczu to była jedna część - wpadł w zastawioną przez Kruma pułapkę i zginął, a jego wojsko praktycznie zostało wybite do nogi. Potem krążyły legendy że Krum kazał odciąć głowę Nicefora, a z jego czaszki uczynił kielich z którego pił wino). W każdym razie doktryna paulicjańska opierała się na skrajnym ikonoklaźmie, odrzuceniu wszelkich wizerunków Chrystusa i Świętych, a także znaku krzyża. Twierdzili że są prawdziwymi chrześcijanami, całą resztę nazywając po prostu ortodoksami, lub "Rzymianami". Twierdzili że na świecie jest dwóch bogów. Jeden mieszkający w niebiosach Bóg prawdziwy i drugi Demiurg - twórca naszego świata, który oni postrzegali za świat quasi-diabelski. Twierdzili też że Jezus Chrystus nie posiadał fizycznego ciała, a jedynie ciało eteryczne, duchowe i że cała Jego męka i śmierć na krzyżu była pozorna. Odrzucali sakrament chrztu i małżeństwo. Odrzucali kult Maryi Dziewicy i sam krzyż, a także cały Stary Testament przecinek i sporą część Nowego, przez co byli uważani za "szatańskie pomioty" przez ortodoksyjnych chrześcijan nicejskiego rytu, którzy oskarżali ich o wszelkie niegodziwości, jak choćby robienie chleba z krwi i ciała noworodków. W różnych też okresach paulicjanie byli mocno zwalczani i prześladowani.

Nie wiadomo dokładnie kiedy po raz pierwszy pojawiła się ta sekta. Wspomina o nich podczas soboru w Dvinie katolikos  Armenii - Nerses II w roku 555, jako o mieszkańcach pogranicza bizantyjsko-perskiego. Byli oni zapewne podzieleni na mniejsze grupki często od siebie niezależne, a być może nawet o sobie nie wiedzące. Pierwszym przywódcą paulicjan który zorganizował ich w jakąś jedną grupę wyznawców w Kibbosie, był niejaki Konstantyn, który objął przywództwo w roku 658 (wcześniej nosił imię Sylwan, dlatego też potem znany był jako Konstantyn-Sylwan). Jeszcze wcześniej, bo w roku 645 sobór w Dvinie zakazał w Armenii (zapewne właśnie pod wpływem paulicjan), traktowania klasztorów jako hoteli dla arystokratów, którym należało zapewnić wszelkie wygody (w tym sprowadzić im tancerki i śpiewaków dla rozrywki). W roku 650 Armenia znalazła się pod panowaniem Arabów, więc paulicjanie przenieśli się na bizantyjską stronę, choć oczywiście nie wszyscy. Część paulicjan została w Armenii, a na ich czele ok. 660 r. stanęła niejaka Anania, która pozostawiła po sobie listy, w których skarży się, iż uczniowie są krnąbrni, uważają się za lepszych od nauczycieli i w ogóle nie słuchają tego, co się do nich mówi). Społeczność paulicjańska najbujniej rozwijała się właśnie w Kibbosie pod przewodem Konstantyna-Sylwana, który kierował sektą przez 27 lat, aż do roku 685, gdy został on ukamienowany na polecenie cesarza Konstantyna IV (który wkrótce potem zmarł). Wykonujący ten rozkaz cesarski urzędnik o imieniu Symeon, pod wpływem kaźni Sylwana i wiadomości o szybkiej śmierci cesarza Konstantyna IV porzucił ortodoksję i przyłączył się do paulicjan, przyjmując jednocześnie imię Tytus, a wkrótce potem stał się ich nowym przywódcą. Zaś następca Konstantyna IV -  Justynian II był jeszcze większym wrogiem paulicjan i urządzał na nich prawdziwe polowania. W wyniku tych akcji w roku 690 Tytus-Symeon dostał się w ręce biskupa Kolonii (miasta we wschodniej Anatolii, a nie nad Renem), który kazał go spalić żywcem. Rozbita społeczność paulicjańska z Kibossy, przeniosła się teraz - pod przewodnictwem nowego przywódcy o imieniu Paweł - do Eupatorii (691 r.). Paweł jest też pierwszym przywódcą paulicjan, który wprowadzi dziedziczność tej funkcji. Prawie 25-letnie rządy Pawła nad społecznością paulicjan w Eupatorii przebiegają spokojnie. Po jego śmierci w roku 715 przywództwo obejmuje jego starszy syn - Gegnezjusz, ale jego młodszy brat - Teodor nie może się z tym pogodzić i doprowadza do aresztowania brata przez Bizantyjczyków. Gegnezjusz zostaje przewieziony do Konstantynopola i staje przed obliczem cesarza Teodozjusza III, ale ten nie znajduje w nim winy i zostaje uwolniony. Po jego powrocie do wspólnoty opuszczają oni Eupatorię i przenoszą się do Mananali, a w roku 717 do władzy w Konstantynopolu dochodzi Leon III Izauryjczyk, co prowadzi do znacznie lepszych czasów dla paulicjan niż mieli kiedykolwiek dotąd.



Od wprowadzenia ikonoklazmu w roku 730, realnie paulicjanie stają się sojusznikami bizantyjskiego reżimu. Gagnezjusz umiera w roku 745, a pretendentami do przewodzenia sektą są jego dwaj synowie: Zachariasz i Józef. Postanawiają oni podzielić wspólnotę na pół, przy czym wkrótce okazuje się że większa część współwyznawców chce przyłączyć się do Józefa, a przez to tworzy on największą grupę i przybiera imię Epafrodyt. Jedną z grup (Zachariasza) cesarz Konstantyn V przesiedla do Tracji (756 r.) a dokładnie do Filippolis, aby stanowili tam przeciwwagę dla zwolenników kultu ikon. Tymczasem wcześniej, bo jeszcze w 747 r. Niejaki Grzegorz z Mamikonu buntuje się przeciw Arabom pragnąc wyzwolić od nich Armenię (Al-Arminiya), uzyskując wsparcie od paulicjan, ale powstanie to zostaje krwawo stłumione. Natomiast w 750 r.  w Samosacie tamtejszy emir skazuje na śmierć paulicjan za próbę ucieczki z miasta i powrotu na stronę rzymską ("męczennicy z Samosaty"). Natomiast w roku 751 cesarz Konstantyn V zdobywa miasto-twierdzę Meletia w Armenii, umożliwiając wydostanie się stamtąd lokalnych paulicjan (których następnie przesiedla do Tracji). W roku 768 ormiański Kościół na soborze w Dvinie, zakazuje małżeństw pomiędzy chrześcijanami a muzułmanami. Po 30 latach przewodnictwa nad swoim zgromadzeniem w Mananali, umiera Józef-Epafrodyt (775 r ), a przewodnictwo po nim przyjmuje niejaki Baanies, które przyjmuje imię Zachariasz. Szybko jednak w tej grupie dochodzi do ponownego konfliktu i podziału, gdy część paulicjan na swego przywódcę wybiera Sergiusza. Przez kolejne 25 lat utrzymuje się stan zimnej (a czasem i gorącej) wojny pomiędzy tymi grupami. Ostatecznie w roku 801 i śmierci Banniesa-Zachariasza, jego grupa jest już prawie całkowicie zniszczona, a Sergiusz obejmuje władzę nad całością i przyjmuje imię - Tychikus. To właśnie za jego czasów nastąpił największy rozwój tej sekty. Pozyskał wielu nowych wyznawców, chełpił się, iż wysłał swych uczniów "Na północ i południe, na wschód i zachód". Lata konfliktu pomiędzy dwoma grupami jednej sekty, stworzyły tam również grupę wojowników gotowych do walki, a oddziały paulicjan wzięły udział w roku 802 w obaleniu cesarzowej Ireny i wprowadzeniu na tron Nicefora I. Ten jednak nie odczuwa zbytniej wdzięczności i dobre czasy dla paulicjan znów się kończą. W roku 805 Sergiusz-Tychikus zawiera układ z emirem miasta Melitene i ten ofiarowuje mu dwie wioski (które następnie zostaną zamienione w twierdze): Arguvan i Amara, a następnie Sergiusz z 5 000 swoich współwyznawców się tam przeniósł.




Sergiusz-Tychikus zmarł w roku 835, po 34 latach przewodzenia wspólnocie paulicjan, a tak naprawdę po prawie 60 latach od czasu gdy został po raz pierwszy wybrany razem z Zachariaszem. Przez ten czas w pozyskanych od muzułmanów twierdzach tworzy on prawdziwych wojowników na wzór późniejszej sekty asasynów )jedyna różnica była taka, że wojownicy paulicjan nie byli mordercami, a szkolili się do walki o przetrwanie własnej wspólnoty). Po śmierci Sergiusza nie wybrano kolejnego jednego przywódcy, a poprzestano na kilku (a być może nawet kilkunastu) lokalnych wodzach. Dokonywali oni teraz łupieżczych napadów na tereny bizantyjskie, co spowodowało że w roku 842 cesarz Teofil rozpętał prześladowania paulicjan którzy pozostali w Imperium. Po jego śmierci przejęła i kontynuowała je następnie jego małżonka Teodora...


CDN.

niedziela, 22 września 2024

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. IV

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO PRZYŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI
Cz. IV





 Gdy w wieku prawie 70 lat, 4 października 1063 r. umierał Tughrilbek (notabene w kilka miesięcy po ślubie córką kalifa dynastii Abbasydów al-Kaima - Sajjidat), zbudowane przez niego Imperium tureckich Seldżuków było ogromne rozciągało się od Chorezmu na północy (wokół południowych wybrzeży jeziora aralskiego), poprzez Chorasan, Fars, Persję, Al-Dżazirę (czyli Irak) i część Syrii. Tughrilbek panował łącznie 26 lat i z wodza oguzyjskich koczowników przerodził się w potężnego władcę, który ustępował (ale tylko oficjalnie) pola samemu kalifowi Bagdadu. Swoje wojny rozpoczął w roku 1038 od splądrowania Niszapuru i likwidacji Imperium Gaznawidów (którego największym i najsławniejszym władcą był niejaki Mahmud z Ghazni, zmarły w 1030 r.), rozciągającego się na ziemiach dzisiejszego Afganistanu, północno-środkowego Iranu, Pakistanu i Kaszmiru. Klęska w bitwie pod Dandakanem (1040 r.) oznaczała ostateczny kres tego Imperium (które notabene było bodajże najbardziej scentralizowane ze wszystkich ludów koczowniczych, chociaż Imperium Gaznawidów też dominowali Turcy, to jednak elitą administracyjną byli Persowie, którzy bodajże jako jedyni na tych terenach potrafili stworzyć centralną administrację), chociaż niewielkie grupy gaznawidzkie utrzymywały się w różnych miastach Chorasanu i Sogdiany i dopiero w 1059 r. po zdobyciu Balchu ostatecznie Seldżukowie odepchnęli ich do Azji Środkowej. Jak wspominałem już w poprzedniej części, ci przybyli znad mongolskich stepów oguzyjscy Turcy (którzy będą sprawcami I wyprawy krzyżowej, jaka zostanie ogłoszona przez papieża Urbana II w roku 1095 na synodzie w Clermont, w celu uwolnienia od niewiernych Grobu Świętego w Jerozolimie), w roku 1055 zajęli Bagdad całkowicie bezkrwawo (właściwie Tughrilbek został tam wpuszczony przez kalifa jako pielgrzym). Późniejsze walki pierwszego seldżuckiego sułtana opisałem również w poprzedniej części (choć oczywiście pokrótce, ale nie wydaje mi się aby bardziej się w tym temacie rozpisywać, gdyż nie wnosi to nic nowego do tematu), warto tylko nadmienić że po zlikwidowaniu Imperium Gaznawidów Seldżucy wzięli się za Kakuidów zarządzających Isfahanem (1051 r.), a następnie przyszła kolej na mocno rozbitą wewnętrznie federację bujidzką.

Bujidzi kontrolowali Bagdad od grudnia 945 r. co bardzo przeszkadzało kalifom z rodu Abbasa, jako że Bujidzi byli szyitami i wprowadzili w okrągłym mieście wiele szyickich świąt (oraz pielgrzymek do grobu imama Alego). Wpuszczenie sunnickich Seldżuków do Bagdadu w roku 1055 było dla Kalifatu niezwykle ożywcze po 110 latach wymuszonej tam dominacji Bujidów. Bujidzi - pierwotnie nieokrzesani wieśniacy z Dajlamu, po przyjęciu islamu w wersji szyickiej przez te dziesięciolecia zdążyli się już nieco ucywilizować, w każdym razie w tamtym czasie obawiano się przede wszystkim dzikich hord Seldżuków i ratowało ich jedynie to, że wyznawali oni sunnę (dlatego też kalif al-Kaim wpuścił Tughrilbeka do Bagdadu - 18 grudnia 1055 r.). Od wkroczenia Seldżuków do Bagdadu ostatni władca Bujidzów - Abu Sad władał jedynie w Szirazie (Południowy Iran), ale zginął w 1062 r. w trakcie tłumienia rozruchów wewnętrznych, zaś latem tego samego roku Seldżucy zajęli Sziraz. Tak więc dwa wielkie ludy Gaznawidzi i Bujidzi ulegli koczowniczym Seldżukom, a potężny niegdyś ród Abbasydów był teraz zdany na ich łaskę i niełaskę (choć oficjalnie to Seldżukowie byli poddanymi abbasydzkiego kalifa). Śmierć "Wielkiego Seldżuka" w październiku 1063 r. pokazywała to, co było właściwie powodem upadku Federacji Bujidów, a mianowicie wewnętrzną niestabilność Imperium oguzyjskich Turków seldżuckich i dążenie poszczególnych wodzów do coraz większej autonomii na rządzonych przez siebie ziemiach (do tego dochodziły jeszcze kolejne migracje plemion tureckich z północy, którzy przybywali na ziemie kontrolowane przez Seldżuków z myślą zdobycia przede wszystkim nowych pastwisk pod wypas bydła i koni, natomiast mniej interesowała ich kwestia wiary i politycznej zależności, a już na pewno nie zamierzali się podporządkowywać centralnej władzy zarządzanej z Bagdadu). Oczywiście kontrolowanie tak wielkiego terenu jak stworzył Tughrilbek (bez wątpienia największe w historii Imperium islamskie stworzone przez koczowników), bez posiadania dobrze rozwiniętego systemu administracyjnego - było niemożliwością, dlatego też poszczególnymi ziemiami zarządzali seldżuccy wodzowie. W chwili śmierci "Wielkiego Seldżuka" najpotężniejszymi z nich byli: kontrolujący Herat i Sistan (czyli zachodni Afganistan) - Musa Jebghu, oraz zarządzający Chorasanem Czagry Beg (zmarły w roku 1060, pozostawił jednak trzech synów z ich domenami: Kawurta, Sulejmana i Alp Arslana).


TURECCY KOCZOWNICY MIGRUJĄ DO NOWEJ "ZIEMI OBIECANEJ" - IMPERIUM WIELKICH SELDŻUKÓW



Nie mając własnych synów Tughrilbek na swego następcę wyznaczył syna Czagry Bega - Sulejmana, ale bardzo szybko powstał silny przeciw wobec tej kandydatury wśród wśród dworskich kręgów Bagdadu. Na czele opozycji wobec Sulejmana, stanął niejaki Nizam al-Mulk (mający chrapkę na urząd wezyra), opowiadając się co prawda za starszym z braci Alp Arslanem, aczkolwiek wszyscy trzej książęta mieli bardzo niewielkie doświadczenie polityczne, co dawało nadzieję na realne rządzenie państwem w imieniu marionetkowego sułtana przez Nizama al-Mulka. Alp Arslan miał jednak za sobą te atuty, że zarządzał po ojcu największą prowincją - Chorasanem, a poza tym był walecznym księciem (nosił  ponoć tak długie wąsy, że musiał je sobie zawiązywać z tyłu głowy, żeby mu się nie plątały w trakcie walki). Nizam uzyskał dla niego (do kwietnia 1064 r.) wsparcie starszyzny seldżuckiej i wojska, a po ogłoszeniu go nowym sułtanem przez armię, jego brat Sulejman wycofał się z dalszej walki o władzę (notabene poświęcając też wspierającego go, dotychczasowego wezyra - Abu Nasra al-Kunduriego, który pełnił tę funkcję od lipca roku 1055. Jeszcze w listopadzie 1064 r. nowy sułtan Alp Arslan skazał al-Kunduriego na śmierć - chociaż bratu oczywiście przebaczył). Wcześniej Alp Arslan musiał uporać się z buntem swego stryja Kutlumusza, który prowadził ze sobą część wolnych Turków. Kutlumusz został pokonany i zginął w bitwie pod Damghan (1063 r.), jego syn Sulejman potem zostanie założycielem Sułtanatu Rum. Nowym wezyrem został teraz Nizam al-Mulk (ponoć al-Kunduri przeklął Nizama i jego potomków za to, że to właśnie z jego namowy sułtan skazał go na śmierć). Nowy sułtan nie rezydował jednak w Bagdadzie. Pozostał w Marwie (w Chorasanie) i chodź kalif al-Kaim nadał mu liczne tytuły (jak choćby "Światło Wiary"), stosunki pomiędzy nimi były dosyć chłodne. W pierwszych miesiącach swego panowania Alp Arslan dążył do zapewnienia trwałego pokoju i osobistej wierności pomiędzy ludami swego Imperium, i chociaż przybywanie koczowników tureckich z północy w poszukiwaniu nowych pastwisk było pewnym problemem (nie zabezpieczono bowiem granicy i w zasadzie pozostawała ona otwarta dla każdego nomada), to jednak zabronił im wkraczania do Iraku (gdzie co prawda była dobra ziemia pod wypas bydła i koni, aczkolwiek zajęta była już przez tamtejszych Arabów, a sułtan nie chciał konfliktu turecko-arabskiego). Podobną politykę stosował wobec Kurdów, których obłaskawiał licznymi przywilejami.

Imperium Seldżuków potrzeba było wewnętrznego spokoju, gdyż nie sposób było rządzić państwem, złożonym z koczowniczych plemion, które bardzo niechętnie godziły się podporządkować centralnej władzy - a ich napływ trwał  nieprzerwanie. Koczownicy z północy domagali się bowiem ziemi pod wypas swoich stad, natomiast tej zaczęło brakować, tym bardziej że sułtan zabronił im wkraczać do Iraku. Jego brat Kawurt (widząc w tym okazję na własne wyniesienie), wsparł owych koczowników w ich planie dalszej ekspansji ku ziemiom zajętym przez Arabów, ale działał potajemnie i jeszcze wówczas nie doszło do jego otwartego buntu przeciwko bratu. Natomiast wojowniczy sułtan już szykował się do swej pierwszej wojny i wiosną 1064 r. uderzył na Armenię rządzoną przez ród gruzińskich Bagratydów (która realnie pozostawała niepodległa od 886 r. zrzucając wówczas zależność Kalifatu Abbasydów). Stolica Armenii - Ani, została zdobyta i spalona przez dzikie hordy Seldżuków. Taki sam los spotkał następnie miasto Kars, gdzie cała ludność została wymordowana. Hordy Alp Arslana spustoszyły następnie Azerbejdżan i dotarły do Gruzji (niezależnej od Kalifatu od 788 r.), wszędzie siejąc śmierć i zniszczenie. Król Bagrat IV zgodził się na coroczne płacenie daniny i oddanie ręki swej bratanicy za żonę Alp Arslanowi. Ten przystał na ów mariaż (chociaż harem Alp Aslana był dobrze pilnowany, a każda nowa dziewczyna która tam się znalazła była dogłębnie prześwietlana, jako że pamiętał on o losie jednego z władców bujidzkich, któremu ofiarowano piękną nałożnicę, a wkrótce potem, po zjedzeniu z nią posiłku, ów sułtan już się nie obudził). Oczywiście siostrzenica króla Bagrata IV miała zostać żoną Alp Arslana, czyli musiała przyjąć islam. Jednak zarówno jej ojciec jak i sam Bagrat nie spieszyli się aby wysłać dziewczynę do obcego kraju, o innej religii, w ramiona dzikiego wodza barbarzyńskich nomadów (chociaż należy powiedzieć że sam Alp Arslan w roku 1064 miał 35 lat i był dobrze zbudowanym mężczyzną o dosyć przyjemnej powierzchowności, a jego długie wąsy raczej dodawały mu urody, niż potęgowały strach wśród tych, którzy z nim obcowali).




Mijały lata, a dziewczyna nie przybywała. Wreszcie zniecierpliwiony Alp Arslan postanowił ponownie wyprawić się po obiecaną żonę do Gruzji i zimą 1068/1069 ponownie napadł na ten kraj, siejąc potworne spustoszenie. Gruzini byli całkowicie nieprzygotowani do tej inwazji, tym bardziej nie spodziewali się ataku zimą, kiedy wojen nie prowadzono (było to oczywiście związane z trudnościami aprowizacyjnymi, w zależności bowiem od terenu i warunków pogodowych nie można było zapewnić odpowiedniej ilości pożywienia dla ludzi i zwierząt). Ponownie doszło do wielkich zniszczeń i mordów ludności, po których to Bagrat natychmiast odesłał obiecaną siostrzenicę do Alp Arslana (ten ją poślubił ale parę lat później rozwiódł się z nią, jednocześnie oddając swemu wezyrowi Nizamowi al-Mulk, który też ją poślubił). Zdobyte tereny Gruzji sułtan Seldżuków rozdzielił pomiędzy swoich wodzów i tych spośród gruzińskiej szlachty, którzy zdecydowali się przyjąć islam. Sukces w wojnie z Gruzją i wcześniejsze opanowanie bizantyjskiej Cylicji (1067 r.) nie mogło jednak w pełni zadowolić Alp Arslana, tym bardziej że wciąż miał nierozwiązaną sprawę koczowników we własnym państwie. Z kalifem al-Kaimem porozumiewał się tylko przez posła (podobnie zresztą jak jego wezyr Nizam), zresztą w Bagdadzie "oczami i uszami" sułtana był niejaki Barsuk - mianowany emirem Bagdadu jeszcze za Tughrilbeka (maj 1060 r.). Był on powszechnie nielubiany w tym mieście, jako że jego zadanie polegało przede wszystkim na kontrolowaniu Wyniosłego Dworu bagdadzkiego i samego kalifa. Sułtan Alp Aslan w czasie całego swego panowania (trwającego prawie dekadę), nigdy nie odwiedził Bagdadu i polegał właśnie na takich ludziach jak Barsuk, czy wielki wezyr Nizam al-Mulk, którzy informowali go zarówno o nastrojach panujących wśród mieszkańców, jak również (a raczej przede wszystkim) o działalności samego kalifa. Aby uzyskać nie tylko wojskową, ale również i cywilną kontrolę nad władzą w mieście, Nizan w 1067 r. założył w Bagdadzie madresę - An-Nizamijja, pozwalającą alimom na pracę w lokalnych władzach.

A tymczasem po utracie Cylicji (co było możliwe ze względu na coraz większą anarchię polityczną, jaka zapanowała w państwie bizantyjskim), oficerowie armii bizantyjskiej po śmierci starego cesarza Konstantyna X Dukasa (maj 1067 r.) i krótkich rządach regencyjnych jego małżonki, cesarzowej Eudokii (maj-grudzień 1067 r.), wyszła ona ponownie za mąż (wbrew żądaniu swego poprzedniego męża, aby tego nie czyniła i aby nieletni synowie Konstantyna X mogli przejąć tron), za ambitnego generała pochodzącego z Kapadocji Romana Diogenesa, który został wyniesiony do władzy (głównie przez armię) 1 stycznia 1068 r. i panował jako Roman IV Diogenes. W latach 1068 i 1069 przedsięwziął on dwie udane kampanie wojenne przeciwko Seldżukom (na tyle udane, że Alp Arslan obawiał się wręcz bizantyjskiego najazdu na Bagdad) i to pomimo kompletnej dezorganizacji w wielu kluczowych kwestiach gospodarczych, politycznych a nawet militarnych. Imperium Konstantyna Wielkiego trapiła bowiem choroba, która co jakiś czas pojawiała się w tym kraju, osłabiając wewnętrznie państwo i czekając kolejnej szczepionki, w postaci nowych reform ustrojowych wojskowych lub administracyjnych. A przecież Imperium Bizantyjskie (czyli tak naprawdę ta wschodnia pozostałość Imperium Rzymskiego) stanowiło niezwykle ważny element w całej misternie komponowanej idei krucjat, jaka się potem pojawiła. Aby więc móc pójść dalej, należy nie tylko opowiedzieć co było przyczyną potwornej klęski pod Manzikertem z 1071 r. w której to Seldżukowie rozbili w pył armię bizantyjską, ale również jak kształtowały się relacje i kontakty pomiędzy chrześcijaństwem zachodnim i wschodnim, rycerstwem zachodnim i wschodnim, oraz królestwami Zachodu a Imperium Bizantyjskim (przy okazji co nieco powiem również o ówczesnych - głównie handlowych - kontaktach polsko-bizantyjskich).




CDN.

czwartek, 10 września 2020

GDY RZYM NIE BYŁ RZYMEM - Cz. X

CZYLI JAK WYGLĄDAŁO

WIECZNE MIASTO W CZASACH

NIEWOLI AWINIOŃSKIEJ

I COLA DI RIENZI?






INNOCENTY III

CESARZ KOŚCIOŁA I PAPIEŻ EUROPY

Cz. IX






 REKONKWISTA HISZPANII

CZYLI BÓG ZWYCIĘZCĄ



 Rzeczywistość średniowieczną cechowała żywa religijność, często (choć nie zawsze) połączona z głęboką wiarą. Co prawda pojawiały się najróżniejsze schizmy i sekty, ale nie umniejszało to wcale roli religii w życiu człowieka. W dzisiejszych, w ogromnej mierze zeświecczonych czasach, bardzo trudno byłoby nam zrozumieć światopogląd człowieka średniowiecza, dla którego całe życie od narodzin do śmierci obracało się wokół kwestii wiary lub mistycyzmu (ewentualnie scholastyki), choć jedno wcale nie wykluczało drugiego. W czasach pontyfikatu Innocentego III ta aktywność religijna jeszcze wzrosła - czyniąc z papieża prawdziwego przywódcę całego chrześcijańskiego świata, przed którym drżeli najpotężniejsi monarchowie ówczesnej Europy. Trudno się zresztą temu dziwić, gdyż papież dysponował bronią, która była nieporównanie potężniejsza niż zaciężni rycerze walczący w armiach wielu królów. Tą bronią był zarówno interdykt (czyli zakaz odprawiania obrzędów religijnych na danym terenie) jak i ekskomunika (obłożenie klątwą danego władcy lub całego kraju). Zastosowanie choćby tylko jednej z wyżej wymienionych potężnych broni, wymuszało natychmiastową kapitulację ze strony monarchy i podporządkowanie się poleceniom papieża (pisałem już co działo się we Francji, gdy w 1199 r. Innocenty III nałożył interdykt na tamtejszego króla - Filipa II Augusta. Stosy niepochowanych i rozkładających się trupów, leżących na ulicach i placach, zakaz odprawiania pochówków, zakaz chrzcin, zakaz odprawiania modłów i dawania ostatniego namaszczenia - wszystko to razem wzięte spowodowało, że silny i pewny siebie monarcha jakim był Filip August, szybko podkulił uszy i za zniesienie interdyktu zgodził się na wszystko, czego tylko żądał od niego papież). Powszechna była wiara w Opatrzność Bożą i profetyzm (czyli wiarę w wybranych przez Boga proroków), a wiara ta często przybierała dość niespotykane rozmiary, gdy np. po śmierci jakiegoś biskupa lub też człowieka uchodzącego za świętego, dosłownie lokalna ludność obdzierała go z przyodziewku, a często też... odkrawała (czasami... odgryzała) mu różne części ciała (najczęściej palce, ręce, stopy lub zęby), aby potem nosić je na szyi jako talizmany, chroniące przed złem. Było to wówczas bardzo popularne a zdobycie części ciała takiego "świętego patrona" graniczyło często z cudem. Dlatego więc najróżniejsi hochsztaplerzy grasowali na ludzkiej naiwności, ofiarowując takie właśnie talizmany (np. gwóźdź z Grobu Świętego, fiolkę z mlekiem Maryi - matki Jezusa lub ampułkę wiatru wiejącego w stajence betlejemskiej 😄).




Byli też jednak mistycy, którzy zapowiadali nadejście nowych czasów i koniec wszelkiego cierpienia. Jednym z takich profetów był w owym czasie opat Joachim z Fiore, który zapowiedział na 1201 r. nadejście Trzeciej Ery Ludzkości. Pierwsza Era Ludzkości, to była według Joachima "Era Ojca" a jej symbolem stali się brodaci starcy ze Starego Testamentu. Wraz z narodzinami Jezusa Chrystusa, nastała "Era Syna", której symbolem byli młodzieńcy i mężczyźni pozbawieni zarostu (z czasów rozkwitu potęgi Imperium Rzymskiego, gdy rzeczywiście kanonem męskiej urody była twarz pozbawiona zarostu i krótko obcięte włosy). Trzecia Era, która - jak twierdził opat Joachim - właśnie nadchodziła, miała być "Erą Dzieci" - czyli czystych, natchnionych Duchem Świętym, pobożnych chrześcijan. Nie muszę zapewne pisać jak wielkie jego słowa wywoływały wrażenie i to nie tylko na zwykłych ludziach, ale również na arystokratach oraz monarchach (np. król Anglii - Ryszard Lwie Serce w 1190 r. spotkał się z Joachimem w Messynie na Sycylii, gdyż jak twierdził, opat posiadał w sobie: "proroczego ducha i zwykł przepowiadać, co ma się wydarzyć"). Innocenty III również wyznawał wiarę w profetyzm. Był człowiekiem gruntownie wykształconym (studiował na uniwersytetach w Bolonii i w Paryżu), znawcą prawa kanonicznego, który zdawał się łączyć głęboką wiarę i teologię z nauką (dlatego też można by go nazwać scholastą, choć on zapewne nie chciałby być zaliczany do tego grona). Jednocześnie był człowiekiem o ogromnej pracowitości i sile woli, nie znosił sprzeciwu i wymuszał posłuszeństwo nie tylko interdyktami czy ekskomuniką, ale również organizowanymi co jakiś czas wyprawami krzyżowymi (do Ziemi Świętej, do południowej Francji, do Prus i na Litwę), w tym kilkoma niezrealizowanymi (np. do Anglii, gdy poróżnił się z królem Janem bez Ziemi). Papież twierdził bowiem, że tak jak Bóg ustanowił na niebie dwa wielkie światła: "większe, by panowało dniom, i mniejsze, by panowało nocom", tak też w obrębie chrześcijaństwa istnieją dwie wysokie władze: większa czyli papieska - by panowała nad duszami i mniejsza czyli świecka, królewska - by władała ciałami. Lecz, tak jak: "księżyc światło swoje odbiera od słońca (...) tak władza królewska od mocy papieskiej otrzymuje blask swego dostojeństwa". Innymi słowy to papież, jako następca św. Piotra - jest większy od każdego innego człowieka, bez względu na jego dostojeństwo i sprawowaną władzę, gdyż odpowiada bezpośrednio przed Bogiem. 

Tak właśnie wyglądała ideologia władzy sprawowanej przez Innocentego III i jego następców, a tymczasem było jedno miejsce w Europie, które w szczególny sposób przyciągało uwagę papieża. Nie, nie była to ani Ziemia Święta (choć i tam zerkał dość intensywnie), ani też szerzący się w południowej Francji ruch religijny albigensów i waldensów. Tak naprawdę główną uwagę w tym czasie (czyli mniej więcej po zakończeniu IV wyprawy krzyżowej, która doprowadziła do upadku greckie Cesarstwo Bizantyjskie, a na jego miejsce wprowadziła szereg luźnie ze sobą związanych księstw i hrabstw łacińskich, zatopioych w morzu wrogich sobie Bułgarów i jednocześnie toczących niekończące się wojny z greckimi tworami, powstałymi na gruzach Bizancjum) głowę papieża zaprzątała Hiszpania i tamtejszy przygasający ruch chrześcijańskiej rekonkwisty. Hiszpania (będąca od drugiej dekady V wieku pod władzą Wizygotów) została zajęta przez muzułmańskich Berberów (pod wodzą władcy Tangeru - Tarika ibn Zijada i arabskiego namiestnika Afryki - Musy ibn Nusaira) w latach 711-720. W 732 r. majordom królestwa Franków - Karol Młot rozbił w bitwie pod Poitiers wielką armie emira Abd ar-Rahmana, a bitwa ta jest powszechnie uważana za tę, która ostatecznie powstrzymała Arabów przed podbojem Zachodniej Europy i triumfem islamu (w rzeczywistości Arabowie jeszcze długo potem wyprawiali się Północ, jednak ich ataki ograniczały się już tylko do pewnych ściśle ograniczonych celów. Ostatecznie król Pepin Krótki - syn Karola Młota - w 759 r. zdobył Narbonę, przeganiając Arabów z południowej Francji). Rekonkwista jednak rozpoczęła się znacznie wcześniej, gdy w 722 r. niejaki Pelayo (Pelagiusz) z Asturii, rozgromił Arabów w bitwie pod Covadonga, dzięki czemu wyzwolił swój kraj spod arabskiej okupacji. Galicja została opuszczona przez najeźdżców w 740 r., po wybuchu powstania Berberów (którzy zapoczątkowali inwazję na Hiszpanię a potem zostali odsunięci na bok przy podziale łupów i ofiarowano im mniej zasobne tereny dawnej "Ziemi Wandalów" czyli "Al-Andalus" - jak potem Arabowie nazwali zajętą przez siebie Hiszpanię). Powstanie stłumiły dopiero w 743 r. specjalnie sprowadzone armie z Syrii, jednak owa wojna domowa (i trwający w latach 748-754 wielki głód) mocno osłabiła arabskie rządy nad Półwyspem Iberyjskim.

W 756 r. zbiegły do Hiszpanii Abd al-Rahman z dynastii Omajjadów - władającej (do 750 r.) całym arabskim imperium z Damaszku - przybrał tytuł emira Al-Andalus. Spowodowało to "efekt śnieżnej kuli" i uniezależniania się - spod władzy dynastii Abbasydów - wielu regionów oraz państw w północnej Afryce (takich jak Maghreb - czyli dzisiejsze Maroko - w 789 r. pod rządami dynastii Idrysydów, Ifrikija - czyli Tunezja i Algieria - w 800 r. pod rządami rodu Aglabidów, a potem jeszcze w 868 r. Egipt pod rządami dynastii Tulunidów, a od 969 r. Fatymidów). W X wieku istniały już tylko trzy wielkie, muzułmańskie dynastie, władające ziemiami leżącymi w basenie Morza Śródziemnego. Byli to Abbasydzi z Bagdadu, Fatymidzi z Kairu i Omajjadzi z Kordowy. Podstawą władzy al-Rahmana i jego następców w Hiszpanii, było oparcie się na ekstremalnym rygoryzmie malekitów (jednej z ortodoksyjnych szkół prawniczych islamu) oraz na kontynuacji władzy, rozpoczętej po wygaśnięciu linii Proroka. Poza tym coraz większe znaczenie w polityce i kulturze muzułmańskiej Hiszpanii (al-Andalus) zaczęli odgrywać słowiańscy niewolnicy. Już wnuk al-Rahmana, al-Hakim I (panujący w latach 796-822) stworzył sobie osobistą ochronę, złożoną tylko ze słowiańskich niewolników, którzy nie znali arabskiego (co oznaczało że emir musiał się z nimi komunikować w ich języku, a było to spowodowane tym, iż nieznajomość języka arabskiego odbierała im okazję do ulegania namowom możnych czy też ulemów ze szkół koranicznych, którzy mogliby wystąpić przeciwko władzy emira. Jednak jak twierdził al-Ghazali - zwolennik ulemów: "Tyrania sułtana przez sto lat wyrządza mniej szkód aniżeli jeden rok tyranii poddanych wobec samych siebie", lecz ów myśliciel zarazem dodawał: "W piekle jest specjalna dolina przeznaczona tylko dla tych ulemów, którzy odwiedzają królów" - co znaczyło że należy się poddać władzy nawet niesprawiedliwego i niepobożnego władcy, ale w żadnym razie nie należy go odwiedzać w pałacu i zabiegać o jego względy). IX wiek przyniósł ożywienie gospodarcze a co za tym idzie wzrost dobrobytu w Hiszpanii, oraz rozwój muzułmańskiej kultury i sztuki (co ciekawe, wówczas pojawił się oddolny ruch wśród chrześcijańskiej społeczności Al-Andalus, zwany: "dobrowolnymi męczennikami" a polegał on na zjawianiu się Hiszpanów przed obliczem islamskich urzędników i ubliżaniu Mahometowi, co skutkowało natychmiastowymi wyrokami śmierci. Ruch owych męczenników był jednak potępiany przez papieży, gdyż nic nie wnosił do polepszenia się sytuacji chrześcijan w Hiszpanii, a jedynie zmniejszał i ośmieszał chrześcijańską społeczność, tworząc męczenników, których celem nie była walko o wiarę, lecz doprowadzenie do własnej, szybkiej śmierci).




Od 844 r. rozpoczęły się też ataki Wikingów na Hiszpanię (prócz złupienia części nadmorskich miejscowości, w żadnym razie nie zagrażały one muzułmańskim rządom w Al-Andalus). W drugiej połowie IX wieku arabskie władztwo w Hiszpanii zaczęło się trząść w posadach, a to z powodu częstych buntów dawnych chrześcijan, którzy przyjęli islam (głównie ze względów ekonomicznych), gdyż wciąż domagano się od nich podatków, a jako muzułmanie mieli być zwolnieni z tej uciążliwej konieczności. Powstanie, które wybuchło w 868 r. w Meridzie, rozlało się następnie na Bajadoz, Algarve i Sierra de Ronda, siejąc destabilizację przez... sześć dekad (do 928 r.), a przez ten czas chrześcijańscy królowie Asturii kontynuowali rekonkwistę, zbliżając się do rzeki Duero, a nawet w kilku miejscach ją przekraczając. Pod rządami wybitnego emira - Abd al-Rahmana III (panował w latach 912-961), udało się (na krótko) zatrzymać rekonkwistę, a on sam w 929 r. przyjął tytuł kalifa - czyli Przywódcy Prawowiernych. Odtąd w świecie islamu było już trzech kalifów (Abbasydzi z Bagdadu i od 909 r. również Fatymidzi z Kairu). Teraz te trzy dynastie wzajemnie zaczęły ze sobą konkurować o pierwszeństwo wśród muzułmanów, a tymczasem w 939 r. w bitwie pod Simancas, al-Rahman poniósł dotkliwą klęskę w walce z chrześcijańskim królem Asturii i Leonu - Ramiro II. Klęska była spowodowana w dużej mierze zdradą arabskich wielmożów, którzy byli niezadowoleni z mianowania przez kalifa wodzem wyprawy słowiańskiego niewolnika o imieniu Naja al-Siglabi ("Siglabi" znaczy "Słowianin"), co spowodowało że sabotowali oni rozkazy i tym samym umożliwili zwycięstwo chrześcijan (w tej bitwie kalif o mało co nie stracił życia, co spowodowało że nigdy już później nie brał udziału w żadnej wyprawie wojennej). Potem jednak fortuna znów zaczęła uśmiechać się do muzułmanów i w roku śmierci kalifa Rahmana III (961) większość chrześcijańskich władców Półwyspu Iberyjskiego została zmuszona do uznania zwierzchnictwa kalifatu. Nowym kalifem został syn zmarłego władcy - al-Hakim II (którego matka - Murchana, była słowiańską niewolnicą z haremu jego ojca). To właśnie on wysłał na Północ swego agenta - Ibrahima ibn Jakuba, który dotarł do kraju rządzonego przez Mieszka I z dynastii Piastów (który w 966 r. przyjął chrzest, tworząc nowy rodział w historii narodu Lechitów, zwanych odtąd pod nazwą Polaków) i sporządził ze swej podróży bogatą relację.

Za rządów tego władcy, słowiańscy niewolnicy stali się już bardzo wpływową elitą w społeczeństwie Al-Andalus, a wyrazem tego było mianowanie w 972 r. naczelnym dowódcą armii - Galiba al-Nasira, Słowianina, który wprowadził do muzułmańskiej armii kalifatu własnych ziomków, zdobywając coraz większy wpływ na rządy krajem. Po śmierci Hakima II w 976 r. to już słowiańscy oficerowie decydowali o obsadzie tronu i choć kolejnym kalifem został 11-letni Hiszam II (który co ciekawe był homoseksualistą, a jego harem składał się nie z kobiet, lecz z samych mężczyzn), to u jego boku pojawił się jako regent, wuj - al-Muszafi. A tymczasem wpływy i znaczenie Słowian w kalifacie wzrosły jeszcze bardziej, a kolejni kalifowie Al-Andalus byli już tylko marionetkami w rękach słowiańskiej elity wojskowo-urzędniczej. Do ogromnej władzy doszedł wówczas niejaki Almanzor (również Słowianin), który już realnie tworzył lokalne słowiańskie władztwa w ramach muzułmańskiego państwa w Hiszpanii. To on od 981 r. pełnił funkcję regenta i opiekuna młodego Hiszama II (którego matka była kochanką i agentką Almanzora). Almanzor stał się realnym władcą zarówno muzułmańskiej Hiszpanii, jak i zależnego od niej Maghrebu. Kontynuował również wojnę z chrześcijańskimi królestwami Leonu i Nawarry (przecież to właśnie frankońscy i italscy chrześcijanie porywali Słowian z plemion na wschód od Łaby i na północ od Dunaju i dostarczali ich potem na niewolnicze rynki w Ratyzbonie, Narbonie i Wenecji, skąd sprzedawano ich muzułmanom. Była to praktyka tak powszechna, że wręcz słowo Słowianin w językach krajów Zachodu, całkowicie zespoliło się ze słowem niewolnik, i tak w języku angielskim: Słowianin to "Slav", a niewolnik "slave", w języku francuskim: odpowiednio "Slave" i "esclave", w języku niemieckim: "Slawisch" i "sklave", w języku włoskim: "Slavo" i "schiavo", a w języku hiszpańskim: "Eslavo" i "esclavo". Innymi słowy Słowianie byli tak samo porywani, tak samo więzieni i tak samo gnębieni, jak póżniej stało się to praktyką czarnoskórych niewolników porywanych z Afryki i przewożonych do Nowego Świata. A mimo to ani Polacy, ani Czesi, ani Rosjanie, ani Białorusini ani też Ukraińcy nie demolują miast w USA, Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Francji i nie domagają się spacjalnych praw za "lata niewolnictwa". Zresztą, powstanie zjednoczonego państwa polskiego w połowie X wieku, ostatecznie położyło kres handlu białymi, słowiańskimi niewolnikami).
 



Almanzor rozbił siły chrześcijańskie w bitwie pod Ruedą w 981 r. i zmusił króla Leonu - Ramiro III do płacenia trybutu, a gdy jego następca - Bermudo II spróbował zrzucić zależność, Almanzor w 985 r. spalił Barcelonę a w 988 r. także i Leon. W 995 r. zwyciężył i wziął do niewoli hrabiego Kastylii - Garcię Fernandeza, a w 997 r. podbił prawie całe królestwo Leonu, dochodząc do Santiago de Compostela i paląc to miasto (oszczędził jednak grób św. Jakuba Apostoła, co może sugerować że kampanie Almanzora nie tyle były skierowane przeciwko chrześcijaństwu, co raczej przeciw konkretnym chrześcijanom, którzy uważali się za "baranki Boże" a wilka mieli pod skórą. Zresztą podobnie potem czynili Krzyżacy - zakon rycerski powołany przecież do ochrony chrześcijan w Ziemi Świętej, z czasem stał się prawdziwym przedsiębiorstwem, które dążyło do poszerzania swej władzy i majętności, kosztem innych ludów i innych krajów szafując hasłem "chrystianizacji". Paweł Włodkowic na soborze powszechnym w Konstancji w 1414 r. wystąpił z mową oskarżycielską wobec Krzyżaków, jednocześnie deklarując że każdy naród ma prawo do życia na własnej ziemi, gdyż jest ona mu dana przez Boga i nawet pogan nie wolno zmuszać do chrześcijaństwa siłą oręża a raczej potęgą Chrystusowej Wiary. Ostatecznie buta krzyżacka została ukarana pod Grunwaldem w 1410 r. a potem nastąpił już tylko powolny upadek tego pseudochrześcijańskiego tworu). Almanzor aż do swej śmierci w 1002 r. pozostawał niezwyciężony i siał postrach wśród chrześcijańskich monarchów Półwyspu Iberyjskiego, zmuszając ich do uległości i opłacania się sowitymi daninami (a jednocześnie upokarzał ich, jak choćby poprzez zburzenie katedry w Santiago de Compostela, który to czyn odbił się szerokim echem w całej ówczesnej chrześcijańskiej Europie). Od 1009 r. kalifat zaczął popadać w anarchię i powolny rozpad. Wówczas to już zaczęły się tworzyć mniejsze i większe królestwa, zwane - "tajfa", a pierwszym z nich było właśnie powstałe w tymże 1009 r. królestwo Badajoz (zajmowało obszar dzisiejszej południowej i środkowej Portugalii, oraz zachodniej Hiszpanii), którego władcą został słowiański niewolnik o imieniu Sabur al-Saglabi (innymi słowy wygląda więc na to, że to Słowianie dali początek... Portugalii). W 1009 r. powstało też królestwo Tortosy (również władane przez Słowian), w 1010 r. rządy w Walencji przejęli byli słowiańscy niewolnicy, a w 1011 r. powstało królestwo Almerii, gdzie również władali Słowianie. W 1010 r. Słowianin Jusuf al-Amir al-Siglabi ogłasił się władcą w królestwie Denii (kontrolowała również Baleary). Wkrótce sytuacja wygląda tak, że Słowianie zdominowali cały wschód i cały zachód Półwyspu Iberyjskiego, zaś Berberowie stworzyli własne taify w centrum kalifatu Omajjadów. Zresztą ta dynastia dobiegła kresu w 1031 r. a kalifat ostatecznie rozpadł się na szereg lokalnych królestw.

Rozdrobnione i osłabione iberyjskie królestwa dawnego kalifatu, od lat 50-tych XI wieku płaciły daniny królestwu Leonu (czyli sytuacja się odwróciła) i choć rekonkwista na Południe nadal trwała, to jednak muzułmańskie daniny znacznie hamowały jej postępy (władcy Leonu, Aragonii, Barcelony czy Kastylii nie chcieli przecież zabijać kury, która znosiła im złote jaja i tym samym przyzwalali na dalsze trwanie muzułmańskich państewek na południowych krańcach Półwyspu Iberyjskiego). Lata 60-te, 70-te, 80-te i 90-te XI wieku, to również działalność w Hiszpaniii osławionego wojownika o imieniu Rodrigo Diaz de Vivar, zwanego też Cydem Walecznym. Walczył on zarówno w imieniu władców chrześcijańskich królestw, jak i na własną rekę oraz po stronie muzułmanów (gdy poróżnił się z królem Leonu i Kastylii - Alfonsem VI), w każdym razie jego wyczyny przeszły potem do legendy. W 1077 r. król Alfons VI ogłosił się "totius hispaniae Imperator" (władcą całej Hiszpanii) i w 1085 r. zdobył Toledo - jedno z największych miast kalifatu, oraz późniejszą pierwszą stolicę zjednoczonej Hiszpanii (Madryt stał się stolicą dopiero w 1561 r., a ostatecznie po krótkim pobycie dworu króla Filipa III w Valladolid w latach 1601-1606, już na stałe powrócono do Madrytu). W wyniku tej klęski, od 1086 r. do Hiszpanii zaczęły przenikać posiłki Almorawidów z Maroka, którzy ostatecznie do 1094 r. podporządkowali sobie lokalne muzułmańskie taify w południowo-zachodniej Andaluzji. W tym też roku miały miejsce dwa znaczące wydarzenia. Otóż Cyd Waleczny (zwany również El-Cydem), zajął arabską Walencję i władał nią aż do swej śmierci w 1099 r. (po nim zaś władała tam do 1102 r. jego małżonka). Wówczas też powstałe z Badajoz hrabstwo Porto osiągnęło niezależność i ono to właśnie zapoczątkowało późniejszą Portugalię, kontynuując rekonkwistę w kierunku południowo-zachodnim. A tymczasem Almorawidzi rozpoczeli kontrofensywę i do 1110 r. podporządkowali sobie wszystkie dotychczasowe taify, tworząc ponownie (po stu latach rozbicia) zjednoczone muzułmańskie państwo. Teraz ich celem stało się odbicie Toledo, a nawet ponowne dotarcie do Pirenejów. Owe niebezpieczeństwo stało się szczególnie widoczne, po druzgocącej klęsce jaką Almorawidzi zadali wojskom Alfonsa VI w bitwie pod Ucles w 1108 r. Lecz Toledo zamienione w twierdzę, stało się skałą, na której muzułmanie łamali sobie kości, nie mogac go opanować (miasto to jednak popadło w ruinę, gdyż zamiast się rozwijać gospodarczo i zasiedlać nową ludnością chrześcijańską, musiało cały czas utrzymywać stan pogotowia wojennego i nie mogło wyjść poza mury twierdzy).




Królestwo Leonu i Kastylii (od 1157 r. samej Kastylii) zaczęło ustępować pola swemu konkurentowi - Aragonii, w dalszej walce z muzułmanami, a władca tego państwa - Alfons I Wojowniczy w 1118 r. zdobył Saragossę, Tudelę (1119 r.), a w bitwie pod Cutandą (1120 r.) zadał Almorawidom dotkliwą klęskę. W pięć lat później Alfons Wojowniczy dokonał śmiałego rajdu wzdłuż wschodniego wybrzeża Hiszpanii, docierając aż do Malagi i uwalniając po drodze wielu chrześcijan, których potem osiedlił w swoim królestwie (w odwecie już w 1126 r. Almorawidzi wysiedlili do Maroka wszystkich chrześcijan zamieszkujących kontrolowane przez nich hiszpańskie ziemie). W 1130 r. Alfons I pokonał Almorawidów pod Cullerą, a cztery lata później, podczas oblężenia Fragi, został śmiertelnie ugodzony strzałą i wkrótce potem zmarł (Alfons Wojowniczy był władcą skupiającym się jedynie na wojaczce i sprawach obrony Wiary Chrystusowej. Nie interesowały go zaś kobiety, stąd też nie pozostawił po sobie żadnych potomków a królestwo swoje przekazał w testamencie trzem zakonom rycerskim: Templariuszom, Szpitalnikom [Joannitom] oraz Bożogrobcom [Zakonowi św. Grobu], jednak szlachta aragońska unieważniła ten testament i ogłosiła królem brata zmarłego władcy - Ramiro II, który był mnichem. Ten władca w 1136 r. spłodził córkę - Petronellę, którą w roku następnym wydał za maż za hrabiego Barcelony - Rajmunda Berengara IV, a sam zrzekł się władzy i wrócił do klasztoru. Swoją drogą było to ciekawe małżeństwo, gdyż pan młody miał w chwili ślubu 23 lata, zaś jego oblubienica zaledwie... rok [oczywiście było to jedynie złączenie obu małżonków, zaś prawdziwy ślub odbył się dopiero w 1150 r.]. Ale dzięki temu mariażowi Aragonia połączyła się z Barceloną, stając się wspólnie nierozerwalnym królestwem). A tymczasem rekonkwista trwała nadal i w 1139 r. władca Portugalii (która swą nazwę wzięła od hrabstwa Porto) Alfons I rozbił Almorawidów w bitwie pod Ourique i dzięki temu ogłosił się królem, a w 1147 r. odebrał im Lizbonę, przenosząc tam swój dwór i czyniąc z tego miasta stolicę Portugalii (którą jest do dziś). Rekonkwista ruszyła pełną parą i w 1146 r. Alfons VII Kastylijski zdobył Kordowę (główne miasto i stolicę całego kalifatu), a w 1147 r. również Almerię (najważniejsze miasto portowe Al-Andalus). 

W 1148 r. Rajmund Berengar z Aragonii zajął Tortosę, w roku nastepnym zaś Leridę i Fragę i już się wydawało że dni islamu w Hiszpanii są policzone, gdy jednak w 1148 r. Almorawidów obalili (zmuszając ich do ucieczki na Baleary) wojowniczy Almohadzi, którzy postanowili odzyskać utracone tereny i wkrótce przeszli od zapowiedzi do szynów zdobywając w 1157 r. Almerię a w 1160 r. Kordowę. Zagrożeni kolejnym atakiem Maurów chrześcijanie, poczęli tworzyć hiszpańskie zakony rycerskie, wzorowane na tych, jakie powstały w Ziemi Świętej. I tak oto w 1158 r. w Kastylii założono rycerski Zakon Calatrava, potem (1170 r.) Zakon Santiago, oraz Zakon Alcantara (1175 r.). W Aragonii zaś (ok. 1172 r.) powstał Zakon Montjoye, a w Portugalii (1167 r.) Zakon Avis. Przez kilka lat zapanował względny spokój, aż w 1171 r. kalif - Abu Jakub Jusuf I wylądował z wielką armią w Hiszpanii i za cel obrał sobie zajęcie całego kraju. Co prawda nie udało mu się opanować Toledo (1173 r.), ale zdobył Caceres i Alcantarę (1174 r.), lecz wkrótce potem opuścił Hiszpanię. W 1177 r. rozpoczęła się kontrofensywa władców Kastylii i Aragonii, a w 1179 r. zawarli oni w Cazorla układ o podziale Półwyspu Iberyjskiego, na mocy którego do Aragonii miały należeć ziemie we wschodniej Hiszpanii, zaś do Kastylii w środkowej i południowej. Przez kolejne lata trwała przeplatanka, raz atakowali muzułmanie, raz chrześcijanie i trwało tak do 1195 r. gdy wojska Almohadów w bitwie pod Alarcos, zadały druzgocącą klęskę armii kastylijskiej, zdobywając całą środkową dolinę Tagu i południową La Manchę. Nastepnie Almohadzi oblegli Madryt i zniszczyli tereny wokół Toledo. Przed kolejną klęską ocaliła Kastylijczyków interwencja Almorawidów, którzy wystąpili przeciw Almohadom w Tunisie. Jednak owa klęska, stała sie powodem zmartwień papieża, który zaczął obawiać się ponownej utraty już wydartych muzułmanom w krwawych walkach ziem na północ od Tagu. Celem papieża Innocentego III stało się teraz doprowadzenie do zjednoczenia monarchów iberyjskich pod nowym sztandarem rekonkwisty, a że nie było to wcale takie proste, świadczy fakt, iż zarówno Kastylia, Aragonia, Nawarra i Portugalia miały zupełnie inne interesy, często w ogóle nie związane z walkami na Półwyspie Iberyjskim (np. Aragonia i Nawarra orientowały się na opanowanie ziem południowej Francji). Dlatego też dyplomacja papieska poczęła intensywnie działać w celu odrodzenia idei iberyjskiej krucjaty i ostatecznego wyparcia muzułmanów z Hiszpanii.     




 

 CDN.

piątek, 17 lipca 2020

GDY RZYM NIE BYŁ RZYMEM - Cz. IX

CZYLI JAK WYGLĄDAŁO

WIECZNE MIASTO W CZASACH

NIEWOLI AWINIOŃSKIEJ

I COLA DI RIENZI?






INNOCENTY III

CESARZ KOŚCIOŁA I PAPIEŻ EUROPY

Cz. VIII

 




"TYLKO DLATEGO, ŻE PRZYWIEŹLI CIĘ, O CESARZU, ZGODNIE Z WOLĄ BOŻĄ, NIE POZWÓL IM NA AROGANCJĘ. PONIEWAŻ ZWRACAJĄC TRON PRAWOWITEMU CESARZOWI ODEGRALI ONI ROLĘ SŁUG, NIECH TERAZ BĘDĄ ULEGLI JAK PRZYSTOI SŁUGOM"


NIKEFOROS CHRYZOBERGES

NADWORNY MÓWCA I PISARZ BIZANTYJSKI, TYMI SŁOWY ZWRÓCIŁ SIĘ DO CESARZA ALEKSEGO IV ANGELOSA Z MOWĄ POTĘPIEŃCZĄ WOBEC PRZYBYŁYCH Z EUROPY KRZYŻOWCÓW
(6 Stycznia1204 r.)


 Po swej cesarskiej koronacji z dnia 5 lutego 1204 r., Aleksy V Murzoflos (Krzaczastobrewy), zaczął postrzegać krzyżowców, jako zdanych na jego łaskę błagalników i dlatego nie zamierzał respektować umów jakie z nimi zawarł jego poprzednik na cesarskim tronie - Aleksy IV Angelos. 7 lutego nowy władca Bizancjum spotkał się z dożą Wenecji - Enrico Dandolo, by porozmawiać o wypłaceniu krzyżowcom należnej im kwoty, jednak teraz, gdy Aleksy IV został już obalony, Murzoflos nie tylko nie zamierzał niczego płacić, ale wręcz uznał taką propozycję ze niedopuszczalną i obraźliwą dla władcy Konstantynopola. Ledwie już chodzący o własnych siłach, ślepy i głuchy 97-letni Dandolo, zażądał od nowego cesarza 5 000 funtów złota w zamian za opuszczenie rejonu miasta przez oddziały krzyżowców, jednak Aleksy V zdecydowanie odmówił. Mógł on dość łatwo kupić sobie spokój i (względne, jako że w świecie Bizancjum - przy często zmieniających się władcach, niestabilnych granicach i częstych atakach wrogich ludów zarówno w Anatolii jak i na Bałkanach, nie było to możliwe na stałe) bezpieczeństwo, jednak uznał że krzyżowcy są po pierwsze słabi, a po drugie zdani na jego łaskę. Niestety, był to błąd którego potem szybko pożałował. Wcześniej jednak, obawiając się aby ponownie nie spróbowano przywrócić na tron zamkniętego w lochu Aleksego IV - kazał go zadusić już 8 lutego 1204 r. (jego ojciec - Izaak II Angelos zmarł również w lochu, otruty z polecenia Murzoflosa - 28 stycznia). Niezadowoleni z takiego obrotu sprawy krzyżowcy postanowili złupić okolicę i przypuścili atak na tereny wokół miasta Filee. Dwa dni grabiono tę okolicę zdobywając bydło i drób, które następnie przewieziono do swego obozu (częściowo drogą morską). Murzoflos, pragnąc przywołać łacinników do porządku i pokazać im że teraz to on jest panem całego Imperium i władcą Konstantynopola, wyprowadził przeciwko nim swoją armię. Jednak francuska jazda - pod dowództwem hrabiego Henryka z Hainaut - skutecznie odparła atak sformowanych na szybko oddziałów katafraktów i zmusiła ich do ucieczki. W ręce krzyżowców wpadła wówczas również  ikona Maryi Matki Bożej "Obrończyni Konstantynopola", co miało katastrofalny wpływ na morale ludu oraz armii stolicy Bizancjum (a krzyżowcy dodatkowo umieścili ów obraz na jednym ze swych okrętów i pływali z nim po Złotym Rogu w tę i z powrotem, dokładnie pokazując mieszkańcom swój łup).

Utrata tej ikony była jednocześnie dowodem, że Opatrzność nie wspiera już cesarza Aleksego V i że teraz Bóg "jest przy krzyżowcach". Aleksy zdawał sobie sprawę z wagi tego aktu, utrata bowiem tak cennej ikony (prawdopodobnie nie była to jednak owa słynna Hodegetria) mogła zaważyć na jego dalszym losie i to nie tylko w kwestii utrzymania się przy władzy, ale również zachowania życia (tym bardziej że lud już zaczął z niego otwarcie kpić i wyśmiewać go, iż bardziej nadaje on się do wrzecion i kobiecych sukien, niż do wojaczki i przewodzenia miastu - a nie ma nic gorszego dla władzy jak drwiny własnych obywateli, bowiem władza może nawet być okrutna - ale w żadnym razie nie może stać się śmieszna). To spowodowało że cesarz zapragnął ponownie nawiązać rozmowy z krzyżowcami i przekonać ich do zwrotu świętej ikony. Takie spotkanie zorganizowano w monasterze św. Kośmy i Damiana pod Konstantynopolem, ale krzyżowcy nie zamierzali już rozmawiać. Zjawili się co prawda w umówionym miejscu, lecz tylko po to aby porwać i uwięzić Aleksego. Ten co prawda - dzięki poświęceniu swej ochrony - zdołał się wymknąć i uciec, jednak tym samym wszelkie rozmowy zostały definitywnie zerwane. Dla krzyżowców też sprawa była jasna - Aleksy Murzoflos w żaden sposób nie mógł już dłużej pozostać na tronie i należało go czym prędzej wymienić. Tylko... na kogo? To pytanie trapiło przywódców krucjaty i nie mogli oni długo podjąć decyzji w tej sprawie. Co prawda proponowano osadzenie na tronie w Konstantynopolu króla Rzymian (Niemców) - Filipa I Szwabskiego (który, jako spowinowacony z dynastią Angelos przez swoją żonę Irenę Angelinę - córkę cesarza Izaaka II Angelosa - miał prawo dziedziczyć tron Bizancjum), jednak był on daleko, a poza tym ciążyła nad nim (od 1201 r.) papieska klątwa, więc nie był to dobry kandydat do objęcia władzy z punktu widzenia uczestników IV Krucjaty. 24 marca 1204 r. w obozie krzyżowców została zwołana rada, która miała zadecydować o dalszych losach Konstantynopola i całego Cesarstwa.

 


Tam właśnie - po odmówieniu wspólnej modlitwy - zaczęto już wprost nawoływać do ataku na miasto, w celu usunięcia "Zdrajcy-Mordercy-Królobójcy" i zastąpienia go kimś godnym zaszczytu zasiadania na tronie tak sławnego Cesarstwa. Kapłani dali zielone światło, twierdząc że ta "wojna jest zgodna z prawem i sprawiedliwa", gdyż nie została spełniona obietnica (złożona jeszcze przez Aleksego IV w Italii, a potem potwierdzona w Zadarze) zjednoczenia Kościołów: Wschodniego i Zachodniego (owe zjednoczenie miało polegać na tym, że patriarcha Konstantynopola miał uznać nad sobą prymat rzymskiego papieża). Udzielano więc rycerstwu i czeladzi powszechnego rozgrzeszenia za udział w tej walce, stawiając jednocześnie atak na Konstantynopol na równi z podjętą na początku misją krucjaty do Ziemi Świętej. Należy też pamiętać, że ogromna większość przybyłych z Europy rycerzy - to byli prawdziwi ideowcy, ludzie dla których do rangi świętości urastały takie kwestie jak dotrzymywanie umów, ideał rycerskiej wierności i cnót oraz walka z muzułmanami w obronie Świętego Krzyża i Świętego Grobu. Żaden z nich również nie ruszyłby do walki z innymi chrześcijanami, gdyby nie uzyskał jasnej deklaracji duchowieństwa o konieczności takiej walki w obronie Bożej Sprawiedliwości i przeciwko złu, jakim dla wielu z tam obecnych było królobójstwo. Dlatego też, bez apostolskiego rozgrzeszenia z pewnością nie podjęliby oni tej walki (co innego Wenecjanie. Ci bowiem podchodzili do tych spraw znacznie bardziej pragmatycznie i głównie interesowało ich ile sami mogą na tym zyskać oraz co zyskałaby Republika św. Marka po "wymianie" władcy Konstantynopola. Kwestie religijne były dla nich zupełnie drugorzędne i wręcz nieistotne). Wiele złego uczyniła również wzajemna niechęć Łacinników i Bizantyjczyków (ci pierwsi uważali tych drugich za zniewieściałych i zdradliwych tchórzy, ci drudzy zaś mieli krzyżowców za okrutnych i dzikich pół-barbarzyńców). Tak więc po zawarciu porozumienia i podziale stref wpływów w zdobytym mieście, przystąpili krzyżowcy do intensywnych prac przygotowawczych (budowa machin oblężniczych, balist, mangonel i pomostów i jednocześnie tak wyposażając swe okręty, aby zapewnić im ochronę przed nieprzyjacielskimi pociskami).

Bizantyjczycy również nie próżnowali i podjęli się naprawy murów oraz bram obronnych, a zniszczone podczas poprzednich walk wieże zostały uzupełnione i wzmocnione drewnianymi konstrukcjami, zaczęto również powiększać wały wokół miasta. Cesarz Aleksy V Murzoflos zagonił do tych prac zarówno lud stolicy, jak i armię, jednak po utracie ikony Maryi Matki Bożej, bardzo trudno było mu ponownie wzbudzić entuzjazm wśród swych poddanych. Ludzie, którzy stracili wiarę we wsparcie Opatrzności co prawda pracowali, ale bez większego zaangażowania. Wychodzili bowiem z założenia, że skoro sam Bóg pozwolił krzyżowcom zwyciężyć, to znaczy że odwrócił się od nich. A z całą pewnością odwrócił się od ich władcy. Co innego krzyżowcy, którzy zostali podbudowani apostolskim rozgrzeszeniem i nawoływaniami do zadośćuczynienia Bożej Sprawiedliwości i ukarania owego mordercy, zdrajcy oraz uzurpatora, który wciąż jeszcze zasiadał na tronie w Konstantynopolu. Podczas narady uzgodniono że po zdobyciu miasta zostanie wybrany nowy cesarz, które to zadanie powierzono wybranym elektorom w liczbie 12 (6 Franków i 6 Wenecjan). Przyszły cesarz miał otrzymać 1/4 część Cesarstwa Bizantyjskiego a reszta terytoriów miała zostać zgodnie podzielona pomiędzy krzyżowców (Franków i Wenecjan). Zadania podziału terytoriów pomiędzy poszczególne ludy mieli się podjąć również wybrani na naradzie przedstawiciele w liczbie 24 (12 Franków i 12 Wenecjan). Obdarowani mieli prawo przekazywania tych terenów swym spadkobiercom (i to zarówno synom jak i córkom - co zostało jasno zdeklarowane), lecz wszyscy Frankowie musieli złożyć przysięgę wierności lennej nowemu cesarzowi (jeśli oczywiście cesarzem zostałby wybrany któryś z Łacinników), zaś Wenecjanie byli z tego wymogu zwolnieni. Jeśli jednak cesarzem zostałby wybrany Frank, to automatycznie patriarchą miał być Wenecjanin - któremu przypadłaby świątynia Mądrości Bożej (doszło by również do podziału pozostałych świątyń pomiędzy kler prawosławny i katolicki). Złożono uroczystą przysięgę dotrzymania zawartej tu umowy i obłożono klątwą każdego, kto tylko spróbowałby złamać jej założenia. Co ciekawe, złożono również "przysięgę na relikwie, że nikt nie podniesie ręki na mnichów, księży ani innych duchownych, z wyjątkiem uprawnionej obrony". Oszczędzone miały być również wszystkie kościoły, oraz kobiety i to zarówno panny, mężatki jak i oczywiście zakonnice (Niketas Choniates pisze w swej "Kronice...": "Wszyscy z wojska ślubowali na święte relikwie (...) że kobiet nie wezmą przemocą, nie będą zrywać z nich odzienia, w które są odziane, ponieważ tego, którego przyłapią czyniącego gwałt, oddadzą na śmierć". Tak oto wczesnym rankiem 9 kwietnia 1204 r. doszło do bitwy o Konstantynopol w imię: "Boga, Papieża i Cesarstwa".




Pierwszy szturm na mury miejskie Konstantynopola zakończył się dla krzyżowców niepowodzeniem, jako że tego właśnie dnia wiał bardzo silny wiatr, uniemożliwiający oddawanie odpowiednio silnych strzał z katapult oraz skuteczne manewrowanie flotą w Złotym Rogu (tylko pięć statków zdołało wówczas zbliżyć się do miasta, ale ich ataki zostały odparte przez obrońców). Atak więc należało przerwać i poczekać na bardziej sprzyjający moment. Ten czas starał się wykorzystać cesarz Aleksy Murzoflos, który próbował przekonać swych poddanych i wojsko że Bóg jest jednak z nimi, gdyż przeszkodził Łacinnikom w dostaniu się na miejskie mury. Wydaje się jednak że niewielu mu w to uwierzyło (choć radość z zatrzymania pierwszego ataku krzyżowców była duża w samym mieście i nawet żołnierze na murach, widząc cofających się Łacinników zdjęli swoje odzienie i wypięli w ich stronę nagie pośladki), zapewne też cesarz znacznie więcej by zyskał gdyby udało mu się (w jakikolwiek sposób) odzyskać świętą ikonę Maryi Matki Bożej. Co ciekawe, również i w obozie krzyżowców postał z tego powodu pewien niepokój i natychmiast (miało to miejsce 11 kwietnia) zaczerpnięto zdania duchownych, pytając czy rzeczywiście Bóg pragnie aby podnieśli oni miecz na Konstantynopol. Biskupi jednak zgodnie odpowiedzieli że sprawa jest jak najbardziej słuszna i Niebiosa są z nimi. Jednocześnie wszyscy duchowni modlili się całą noc o zesłanie "Bożego wsparcia" dla "armii sprawiedliwych" i rzeczywiście, 12 kwietnia (podczas kolejnego ataku na mury Konstantynopola) pojawiła się tak silna bryza, że wręcz sama pchała ona okręty krzyżowców pod mury miasta, wiejąc tym samym prosto w oczy obrońców. Wenecjanie i Frankowie dostawili drabiny do murów i wspięli się na nie bez większych strat własnych, przedostając się do miasta od strony Pałacu Blacherneńskiego (północny-zachód Konstantynopola). Pierwszy na mury wdarł się Wenecjanin - Piotr Albertini, ale przypłacił swój wyczyn śmiercią. Drugim, który z powodzeniem dostał się na wieżę, był Frank (francuski rycerz) Andrzej Durebiose, który uczepiwszy się drewnianej konstrukcji, wdarł się po niej do środka umocnień. Co ciekawe, obrońcy wówczas miast powstrzymać go lub próbować zrzucić z murów, po prostu... zbiegli na niższą kondygnację, umożliwiając kolejnym Frankom wdarcie się do środka. Był to błąd, który potem został przez krzyżowców nazwany "Drugim Cudem Boskim". W innym miejscu śmiałego czynu dokonał kolejny Frank - Piotr Bracieux, który opanował aż dwie wieże. 

Najwięcej jednak przysłużył się mnich o imieniu Alaume de Clari, który wraz z Piotrem z Amiens, 10 innymi rycerzami oraz 60 żołnierzami, odnalazł sekretne wejście do miasta (nieużywane od stuleci i z pewnością zapomniane przez samych obrońców). Toporami, mieczami i drągami - jednocześnie chroniąc się przed deszczem strzał swymi tarczami - rozbito wejście i ujrzano "tylu ludzi (...) że wydawało się, iż było tam pół świata". Początkowo krzyżowcy obawiali się wejść do środka widząc taką masę ludzi, ale odwagę wzbudził w nich ponownie ów mnich - Alaume de Clari, który pierwszy przestąpił prób, wołając (z krzyżem w jednej ręce i mieczem w drugiej) do swych towarzyszy: "Panowie, idźcie śmiało! Widzę, że oni odchodzą bardzo rozbici i uciekają" i rzeczywiście jak na prośbę Opatrzności, tłum (wśród którego byli żołnierze, mogący z całą pewnością zmusić tę grupkę atakujących do odwrotu) zaczął się cofać (nazwano to potem "Trzecim Cudem Boskim"). Cesarz Aleksy (stojący: "tak na rzut kamieniem") widząc rozłam w murze, rozkazał swej gwardii wareskiej uderzyć na napastników, ale ci ujrzawszy porządek w szeregach Łacinników i determinację na ich twarzach, zawahali się i również poczęli się cofać (sam cesarz opuścił wówczas swoje stanowisko i wycofał się do Pałacu Blacherny). Frankowie natomiast w opanowanych przez siebie wieżach otwarli bramy, wpuszczając do środka więcej krzyżowców, a ci nie zważając ani na wiek ani na płeć rżnęli swymi mieczami wszystkich napotkanych mieszkańców, dokonując masakry i powodując panikę wśród uciekających. Łacinnicy jednak nie posunęli się od razu wgłąb miasta (zakaz taki wydali baronowie) obawiając się zasadzek i skrytobójczych ataków, które bardzo łatwo można było dokonać w wąskich ulicach miasta i na otwartych licznych placach Konstantynopola. Miasto to bowiem było prawdziwym ulem, a drugiego takiego nie można było spotkać w całej Europie (nawet Rzym w owym czasie bardziej przypominał miasto typu wiejskiego niż prawdziwą metropolię), zaś Bizantyjczycy zapewne byli dobrze uzbrojeni, stąd krzyżowcy spodziewali się jeszcze długotrwałych walk o każdą z dzielnic miasta (zakładano nawet że walki mogą potrwać... kilka miesięcy) i postanowili noc z 12 na 13 kwietnia spędzić wokół zdobytych przez siebie murów, planując jednocześnie (w przypadku długotrwałej obrony) podpalić całe miasto. Zresztą nie czekano wcale na wznowienie walk i jeszcze tej nocy ludzie markiza Bonifacego z Montferrat, podłożyli ogień i wkrótce pożarem zajęła się cała dzielnica, a ogień szedł dalej w kierunku dzielnicy Platea i Forum Konstantyna Wielkiego. W tym pożarze (jak podaje kronikarz wyprawy Gotfryd z Villehardouin): "spłonęło wiele domów, więcej niż w trzech największych miastach królestwa Francji". Tej samej nocy cesarz Aleksy Murzoflos (wraz z kilkoma dostojnikami, częścią straży wareskiej, swą żoną Eudoksją Angeliną i jej matką Eufrozyną - żoną Aleksego III) uciekł z miasta. Skierował się w kierunku Mesynopolis w Tracji, gdzie pragnął zgromadzić swych zwolenników i zebrać nowe wojsko (ostatecznie zstał oślepiony przez swego teścia - Aleksego III i oddany krzyżowcom, którzy w grudniu 1204 r. skazali go na śmierć).




Tymczasem w Konstantynopolu wśród obrońców, po ucieczce Aleksego panika spotęgowała się jeszcze bardziej i próbując ratować sytuację 13 kwietnia wyciągnięto z domu przerażonego arystokratę - Teodora Laskarisa i ofiarowano mu koronę cesarską. Ten się wzbraniał jak mógł, prosił i próbował przekupić owych oferentów, ale ci siłą zaciągnęli go przed ołtarz kościoła Mądrości Bożej i tam (również siłą) koronowali na nowego cesarza. Jeszcze tego samego dnia nowy władca wraz z rodziną uciekł z miasta na jednej z podstawionych galer i skierował się do Nikei na anatolijskim wybrzeżu (swoją drogą to on właśnie stał się założycielem nowej dynastii, która w Nikei odrodziła dawne Cesarstwo Bizantyjskie i doprowadziła - po 57 latach do ponownego odbicia Konstantynopola z rąk Łacinników i reaktywacji starego Cesarstwa). Z miasta uciekali już wszyscy dworacy i arystokraci, szukając jakiegokolwiek schronienia zarówno w Anatolii jak i w europejskiej części byłego już Imperium Bizantyjskiego. Krzyżowcy tymczasem oczekiwali nadejścia sił obrońców i podjęcia kolejnej walki, a tymczasem do ich obozu przybyła delegacja kapłanów, mieszkańców stolicy i straży wareskiej, która pragnęła nie tyle zakończenia walk, ale wręcz oddawała się pod opiekę Łacinników, a Bonifacego z Montferratu wręcz tytułowano: "Święty Cesarz Markiz". Bonifacy, w otoczeniu swych rycerzy, kapłanów i ludu Konstantynopola, wkroczył do Pałacu Bukeleon (znajdującego się w południowo-wschodniej części miasta, tuż nad Morzem Marmara), w którym to schroniło się wiele dam z bizantyjskiej arystokracji, a wśród nich były: cesarzowa Agnieszka (małżonka Aleksego II i Andronika I Komnenów, oraz córka króla Francji - Ludwika VII i siostra króla Filipa II Augusta) oraz cesarzowa Małgorzata - żona Izaaka II Angelosa i córka króla Węgier - Beli III). Margrabia z Montferratu zdobył tam również pokaźny skarbiec. Natomiast Pałac Blacherny został opanowany przez Henryka Flandryjskiego (w którego ręce również wpadł tamtejszy cesarski skarbiec), zaś doża Enrico Dandolo zajął Wielki Pałac cesarski. Inni baronowie zajmowali pozostałe pałace dla siebie, obsadzając je swą załogą, jednocześnie (w wyniku skarg wysuwanych przez rycerstwo i mnichów) zapowiedzieli że każdy żołnierz ma trzy dni na zdobycie dla siebie bogactwa, co oznaczało trzy dni bezwzględnego plądrowania miasta (choć jak twierdzi kronikarz wyprawy Robert de Clari - brat owego mnicha Alaume'a, który jako pierwszy wkroczył do Konstantynopola - "Gdy miasto zostało wzięte, nie czyniono krzywdy ani biedakom, ani bogaczom").

Niketas Choniates (którego to dom został oszczędzony od rabunku za sprawą jego przyjaciela - weneckiego kupca, który stanął w drzwiach domu i udawał że jest żołnierzem, który przywłaszczył sobie ów budynek) opisuje rabunek Konstantynopola, jak prawdziwą hekatombę, porównywaną jedynie do złupienia Rzymu przez Wandalów w 455 r., jednak wiele przykładów z jego relacji może świadczyć że była to raczej spora nadinterpretacja zdarzeń (np. Choniates chwali się że ocalił jedną z dziewczyn, którą tłum żądnych mordu, dzikich krzyżowców pragnął pozbawić cnoty. Co ciekawe, ci żołnierze z obnażonymi mieczami i gotowi do mordowania każdego, kto tylko stanie na ich drodze, nagle łagodnie posłuchali nieuzbrojonego Greka, który prawił im komunały i puścili ową dziewczynę? Ktoś tutaj chyba nieco przesadzał ze swym przekazem i wydaje się że jednak prawdziwsza w tej kwestii jest relacja Roberta de Clari). Należy też pamiętać, że to byli w ogromnej większości ludzie bardzo religijni i dla nich (jak już wcześniej wspomniałem) złamanie raz danego słowa było równoznaczne z pohańbieniem i krzywoprzysięstwem, które skutkowałoby jedynie karą potępienia po śmierci. Oczywiście bogactwo Konstantynopola robiło na nich duże wrażenie i zapewne siłą zdobywali to, czego chcieli (Choniates pisze: "Jeśli któryś próbował ich uspokoić, ci szydzili z niego (...) często wyciągali miecz przeciwko tym, którzy odważali się z nimi dyskutować"), lecz zapewne starali się ograniczać używanie przemocy i mordowanie mieszkańców do minimum (jednak do mordów dochodziło, o czym bezspornie świadczy potępieńczy list papieski Innocentego III z połowy 1205 r., skierowany właśnie do krzyżowców). Ja osobiście nie daję też wiary opisom, takim jak te: "Francuzów i Flamandów ogarnął szał niszczenia. Rozpasany motłoch rozbiegł się po ulicach, rabując wszystko, co błyszczało, niszcząc wszystko, czego nie można było zabrać, zatrzymując się tylko po to, aby mordować i gwałcić (...) Nie oszczędzono ani klasztorów, ani kościołów, ani bibliotek (...) W klasztorach gwałcono zakonnice. (...) Na ulicach konały od ran kobiety i dzieci (...) aż w końcu to piękne miasto obróciło się w ruinę". Być może jednak doszło do kilku naprawdę gorszących scen (jak choćby usadzenia na patriarchalnym tronie nagiej prostytutki, która piła z kielicha mszalnego i śpiewała przy tym sprośne piosenki), ale też nie ma co do tego żadnej pewności (tym bardziej że wszystkie prostytutki, które były dotąd obecne w obozie krzyżowców, zostały przed atakiem z 12 kwietnia odwiezione na okręcie poza rejon walk, aby nie prowokowały sobą rycerstwa i aby mogli się oni skupić na sprawie "Bożej sprawiedliwości" i ukarania podstępnego mordercy Aleksego V). 


  

W każdym razie Robert de Clari twierdził, że łupy pozyskane przez krzyżowców w Konstantynopolu "były to największe zdobycze od czasów Aleksandra Wielkiego" i że ich łączną wartość oszacowano na 900 tys. srebrnych marek, choć wydaje się że prawdziwa wartość łupów była dużo niższa i oscylowała w granicach 300 tys. srebrnych marek. W takim wypadku Frankowie i Wenecjanie podzielili się po połowie zdobytą kwotą, z tym że ci pierwsi byli jeszcze winni tym drugim 50 tys. marek za transport wyprawy, przeto zostało im zaledwie 100 tys. marek do podziału, podczas gdy Wenecjanie zainkasowali 200 tys. Rycerze otrzymali 20 marek na głowę, duchowni i żołnierze jazdy (nie będący rycerzami) 10 marek, zaś zwykli piechurzy po 5 marek. Tak oto zakończyła się historia Cesarstwa Bizantyjskiego (a przynajmniej pewnej jego części) i zaczęło się panowanie zupełnie nowego tworu, efemerydy Zachodu nad Bosforem, zwanej Cesarstwem Łacińskim lub po prostu Romanią - które jednak z każdym kolejnym rokiem słabło, aż wreszcie w 1261 r. zakończyło swe istnienie i ponownie Konstantynopol został opanowany przez Bizantyjczyków z Cesarstwa Nicejskiego (dynastii Laskaris). W każdym razie upadek stolicy wschodniego chrześcijaństwa był niezwykle istotną sprawą, gdyż nigdy wcześniej tych murów nie zdobyły potężne armie Persów, Awarów, Słowian czy Arabów, zaś upadło ono pod mieczem krzyżowców, ogarniętych wizją odzyskania Grobu Chrystusowego w Jerozolimie z rąk Saracenów. Jednak ci sami rycerze, którzy zdobyli miasto, nie byli w stanie długo i skutecznie nim zarządzać - lecz to była już zupełnie inna historia. Dla nas ważnym pozostaje jeszcze że dnia 9 maja 1204 r. głosami 12 elektorów wybrano nowego, łacińskiego cesarza Konstantynopola (doszło tutaj do rywalizacji pomiędzy Bonifacym z Montferratu a Baldwinem IX hrabią Flandrii, zaś ten pierwszy - aby zwiększyć swoje szanse na cesarską koronę - poślubił Małgorzatę, wdowę po Izaaku II Angelosie, co jednak nie spotkało się z aprobatą i było uznane jako próba wywarcia presji na elektorach). Cesarzem został wybrany hrabia Baldwin z Flandrii (Bonifacy był nie do przyjęcia dla Wenecjan, którzy nie chcieli na tronie nowego Cesarstwa zbyt silnego władcy wywodzącego się ze świetnego rodu, dysponującego ogromnym majątkiem, jednocześnie wsławionego jako wódz IV Wyprawy Krzyżowej i mającego poparcie gwardii wareskiej). Nowy cesarz został koronowany w katedrze Hagia Sophia (która to świątynia została przejęta przez katolików), dnia 16 maja 1204 r. i tego właśnie dnia narodził się nowy byt polityczny - Romania, czyli Cesarstwo Łacińskie. Jednocześnie tego samego dnia w Pałacu Bukeleon, dokonał Baldwin drugiej koronacji w obrządku bizantyjskim, która miała dowodzić iż jest władcą zarówno Łacinników jak i Greków. Kilka dni później wybrano pierwszego katolickiego patriarchę Konstantynopola i został nim Wenecjanin - subdiakon Tommaso Morosini. 


PODZIAŁ CESARSTWA BIZANTYJSKIEGO 
WEDŁUG PLANÓW KRZYŻOWCÓW





Jednocześnie zwycięzcy podzielili między siebie zarówno samo miasto, jak i całe Imperium Bizantyjskie tak, iż większą część Konstantynopola z pałacami: Blacherny, Bukeleon i Wielkim Pałacem otrzymał cesarz Baldwin Flandryjski, natomiast katedrę Mądrości Bożej (Hagia Sophia), dzielnicę Wenecką, Pizańską i część Platei dostali Wenecjanie (rugując stąd swych konkurentów handlowych Genueńczyków i Pizańczyków). Poza tym w granicach Cesarstwa Romanii znalazły się: Anatolia, Tracja oraz wyspy Lesbos, Chios i Samos. Bonifacy z Montferratu otrzymał władzę w Tessalii i Macedonii - tworząc tam królestwo Tessalonik. Peloponez dostał się w ręce Wilhelma Champlitte i powstało tam księstwo Achai (do którego pretensję wnosili jednak Wenecjanie). Powstało też księstwo Aten - które otrzymał (w 1205 r. z rąk Bonifacego) Otton de la Roche. Wenecja zaś zajęła handlowe miasta Metone i Koron na Peloponezie, Dyrrachion i Raguza w Dalmacji, wyspy: Kretę, Eubeę (zwaną Negropontem) i Naksos oraz porty w Gallipoli i Rhaedestos na Morzu Marmara. Natomiast bizantyjska arystokracja, która zbiegła ze stolicy przed krzyżowcami i dotarła na prowincję, musiała żyć często w bardzo trudnych warunkach, będąc jednocześnie przedmiotem drwin swych dotychczasowych poddanych, którzy szydzili z nich jawnie, widząc niedawnych panów i wszechwładnych poborców podatków - teraz proszących jedynie o nieco strawy. Lud witał też owych, łacińskich panów, jako swych obrońców (głównie przed fiskalnym wyzyskiem dotychczasowych władców, którzy łupili lud niemiłosiernie, sami zaś opływając w ogromne bogactwa), jednak te nadzieje szybko zostały skonfrontowane z ponurą rzeczywistością, gdyż nowi panowie również nakładali swoje podatki, a poza tym wprowadzili dodatkowy podatek od wyznawania "wiary greckiej", zmuszając wyznawców prawosławia do płacenia pieniędzy na wsparcie Kościoła Katolickiego (lecz na poziomie parafii nic się nie zmieniło i Bizantyjczycy nadal mogli swobodnie wyznawać swą wiarę, a jedynie na wyższych szczeblach hierarchii duchownej biskupów prawosławnych zastapili katoliccy). 

Zaczął się też od razu (w niektórych miejscach) rodzić bunt przeciwko rządom Łacinników i tak jeszcze w kwietniu 1204 r. dwaj bracia - Aleksy i Dawid Komnen (wnukowie Andronika I) opanowali Trebizond nad Morzem Czarnym, tworząc tam jedno z miejsc zorganizowanego oporu. W Epirze (który miał co prawda przypaść Wenecji, ale ta nie była w stanie opanować go w całości i poprzestała jedynie na kilku nadbrzeżnych portach) władzę swą ustanowił Michał Angelos (kuzyn cesarzy: Izaaka II i Aleksego III), zaś Teodor Laskaris ("wymuszony cesarz") stał się władcą Nikei i powstałego wokół niej Cesarstwa Nicejskiego. Tak oto na gruzach Imperium Bizantyjskiego, narodziły się trzy dodatkowe twory, kontynuujące dawną grecką tradycję Konstantynopola). A tymczasem 7 listopada papież Innocenty III w swym liście do przywódców krucjaty zadeklarował wzięcie w opiekę nowego Cesarstwa Romanii, uznanie patriarchy Morosiniego i zdjęcie klątwy nałożonej na Wenecjan po zdobyciu Zadaru. Tak oto powstał zupełnie nowy twór polityczny na wschodzie Europy, lecz w zakresie zainteresowań papieża były również i inne kierunki działań, jak choćby kwestie walk z Maurami w Hiszpanii, zorganizowania kolejnej krucjaty do Ziemi Świętej jak również w północno-wschodnich rubieżach Europy, do krajów pogańskich Prusów i Litwinów (o czym również warto wspomnieć), czy też walk z nową, niebezpieczną dla papiestwa sektą rodzącą się w południowej Francji, zwaną... Albigensami.     






 CDN.