Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UKRAINA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UKRAINA. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 czerwca 2025

SARMACKIE OPOWIEŚCI - Cz. V

CZYLI NASZA DAWNA "SZPLITA"




 Nim przejdziemy dalej, do kwestii rodzinnych, a nawet uczuciowych dawnych przedstawicieli naszej elity, musimy sobie na początku wyjaśnić jaki był krąg wyobrażeń narodowościowych i państwowych szkacheckiej braci, czyli czy uważali się za Koroniarzy, Litwinów a może Rzeczpospolitan czy za Polaków? Oczywiście odpowiedzieć na to pytanie jednym zdaniem byłoby bardzo trudno, jako że dzieje Rzeczypospolitej można podzielić na co najmniej trzy okresy. Po zawarciu pierwszej Unii Korony Królestwa Polskiego z Wielkim Księstwem Litewskim w Krewie w roku 1395 i okres ten trwał do zawarcia Unii Lubelskiej w 1569 r. Drugi zaś okres to czasy od Unii Lubelskiej do roku 1648 i wybuchu powstania Chmielnickiego, a następnie wojen z Moskwą, Szwecją, Tatarami i  Siedmiogrodem. Trzeci zaś okres, to czas po zawarciu pokoju z Moskwą w roku 1667, który to trwał do końca istnienia tamtej Rzeczpospolitej, czyli do 1795.

Okres pierwszy był oczywiście czasem w którym zarówno Polacy z Królestwa, Litwini z Wielkiego Księstwa jak również Rusini z ziem zajętych przez wielkich kniaziów litewskich (ale pamiętający tradycję Księstwa Kijowskiego czy Halicko-Włodzimierskiego), żyli w dwóch państwach, które spajała jedynie osoba monarchy, lub też więzy dynastyczne (gdy np. w Koronie panował brat władcy, który rządził Litwą). Oczywiście już wówczas następowała powolna unifikacja elit, na zasadzie przyjęcia do grona szlachty polskiej bojarów litewsko-ruskich (zaczęło się to w Horodle w roku 1413). Było to tzw "podzielenie się wolnością", czyli tym co szlachta polska miała najcenniejszego i co zdołała sobie wywalczyć w dziesięcioletnich zmaganiach z monarchami. Ale realna różnica polityczna pomiędzy Koroną, a Wielkim Księstwem była oczywista i nie podlegająca dyskusji. Unia personalna nie powodowała również tego, że wojny toczone przez jedno państwo były automatycznie wojnami drugiego, tak nie było, choć mogło tak być (jak w przypadku Wielkiej Wojny z Zakonem Krzyżackim w latach 1409-1411). Przykładem niech będzie chociażby Wojna Trzynastoletnia z Zakonem Krzyżackim z lat 1454-1466 którą prowadziła tylko Korona Królestwa Polskiego, natomiast Litwa pozostała całkowicie neutralna. Podobnie było z wojnami toczonymi przez Wielkie Księstwo na Wschodzie, z Tatarami czy z Moskwą. Wojny te realnie nie dotyczyły Korony, działy się bowiem gdzieś daleko, daleko na Wschodzie i dopiero klęski Litwy w tych wojnach zmusiły króla Zygmunta I Jagiellończyka do większego zaangażowania w tę kwestię Koroniarzy (wojna z Moskwą w latach 1507-1508 była tak naprawdę pierwszą wojną toczoną przez Koronę i Litwę jednocześnie, chodź nie na takich samych zasadach). Te wojny mimo wszystko jednak polegały na tym, że Koroniarze (czyli Polacy) organizowali kontyngenty militarnego wsparcia dla Litwinów (czyli wysyłano wybrane wojska), ale Korona jako państwo realnie nie brała w nich udziału.



 
Unia Lubelska 1569 r. wiele w tym temacie zmieniła, bowiem włączenie do Korony ogromnych ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego (czyli Wołynia i Ukrainy) spowodowało, że Królestwo Polskie zyskało teraz wspólną granicę zarówno z Chanatem Krymskim jak i z Moskwą. Ale Litwini pozostali Litwinami a Koroniarze Koroniarzami. Jednak od tej daty już nie tylko osoba króla łączyła te dwa państwa, ale również wspólny Sejm, który wkrótce stanie się najważniejszym spoiwem łączącym Koronę i Wielkie Księstwo. Jednak różnice były oczywiste i trwałe, Litwini nie tylko nazywali się (w publicznych dokumentach lub zawieranych traktatach) Litwinami, ale mówili i pisali otwarcie o Wielkim Księstwie lub też o Rzeczpospolitej Litewskiej. W Koronie oczywiście tak samo nazywano kraj Królestwem Polskim, Koroną lub też Rzeczpospolitą Polską, a często po prostu Rzeczpospolitą i terminem tym obejmowano również Wielkie Księstwo (przy widocznej niechęci ze strony Litwinów). W ogóle był też w tym okresie silny patriotyzm lokalny, który dzielił lokalną szlachtę nie tylko pomiędzy Koroniarzy a Litwinów czy Rusinów, ale również pomiędzy Małopolan, Wielkopolan, Mazowszan, Prusaków z Pomorza, Rusinów z Rusi Czerwonej, Wołynia czy Ukrainy, a także pomiędzy Litwinów z Litwy właściwej, Żmudzi czy Polesia. Rzeczpospolita (czy to Korona czy też Litwa) była jakby nadbudową, natomiast przede wszystkim szlachta pozostawała wierna lokalnej ziemi, której to szlachecka społeczność na w sejmikach wybierała swych przedstawicieli na Sejm walny (i których mogła odwołać, jeśli nie reprezentowali oni interesów danej ziemi, województwa czy regionu). To wszystko skończyło się w okresie prawie dwudziestoletnich wojen i anarchii, jaka zapanowała w latach 1648-1667.




Rzeczpospolita, która wyszła z tej pożogi po roku 1660 i ostatecznie w 1667, była już zupełnie innym krajem niż wcześniej - całkowicie innym. Żeby to sobie uświadomić, należy najpierw wziąć pod uwagę fakt, że wojny toczone z Kozakami Chmielnickiego i Tatarami od 1648 r. a następnie wojny z Moskwą od 1654 r a potem ze Szwecją od 1655 r i Siedmiogrodem od 1657 r. były katastrofą dla państwa, które musiało toczyć wojny na wszystkich frontach jednocześnie. Oczywiście już wcześniej zdarzało się że Rzeczpospolita toczyła wojny na dwóch, ale nigdy jeszcze nie zdarzyło się tak, żeby agresor taki jak Moskwa, Szwecja, a także Kozacy, Siedmiogród również, o Tatarach nie wspominając (bo ci non stop atakowali) zajął praktycznie całe terytorium Rzeczpospolitej, a mimo to państwa te przegrały. To było niesamowite i to pokazywało czym była ówczesna Rzeczpospolita, jaką wówczas byliśmy potęgą. Bowiem kraj, którego szlachta bała się wystawić stałą armię (aby nie dać królom do ręki oręża, który mógłby zaprowadzić w państwie absolutyzm na wzór Europy Zachodniej) która w początkowym okresie Potopu przysięgała na wierność królowi szwedzkiemu, która została najechana przez potężne armie moskiewskie, szwedzkie (a na południowym-wschodzie grasowali Kozacy i Tatarzy) a mimo to kraj który został całkowicie podbity, zdołał wypędzić wszystkich agresorów ze swych ziem - wszystkich i przejść do ofensywy. Pokażcie mi drugi taki kraj w Europie, który zostałby zajęty przez kilka obcych państw, a mimo to przegoniłby ich i pokonał. To było niesamowite zwycięstwo, tym bardziej że kraj został całkowicie zniszczony i nie było możliwości zapłacić żołnierzom za ich poświęcenie. Rzeczpospolita wystawiła wtedy 70-tysięczną armię, która walczyła ZA DARMO z miłości do Ojczyzny. Nie było takiego przypadku ani wcześniej ani później na taką skalę w Rzeczpospolitej (choć zdarzały się przypadki że wojsko walczyło za darmo, uzyskując wcześniej obietnicę od hetmanów że pieniądze zostaną wypłacone po kampanii, a często hetmani zostawiali swoje majątki aby zapłacić żołnierzom żołd, bo szlachta oczywiście kręciła nosem dlaczego wojna tak długo trwa i po co nań wydawać tyle pieniędzy itd. itp.).

To czego szlachta - która zapomniała się w swym zaprzaństwie w roku 1655 - dokonała potem, zakrawa na niesamowite wręcz bohaterstwo niespotykane nigdzie indziej. W serialu "Czarne chmury" brandenburski poseł wypowiada takie właśnie słowa mówiąc o Rzeczpospolitej (która zdołała pokonać Szwecję, Moskwę, Tatarów i Kozaków, a także Węgrów z Siedmiogrodu choć kraj został całkowicie podbity, król musiał uciekać na Śląsk, a mimo to zwyciężyli) powiedział wówczas: "Rzeczpospolita nigdy nie zginie!". Wyrywano szwedom a potem moskalom w kolejnych bitwach ogromne tereny i parto na wschód, ale oczywiście wewnętrzne niepokoje również dały o sobie znać. Ostatecznie w roku 1667 zawarto rozejm z Moskwą, godząc się na oddanie Smoleńska, całej lewobrzeżnej Ukrainy i Kijowa (ale tylko na dwa lata, choć Moskwa już tego miasta nie oddała). Jednak ta te 20 lat wojen i anarchii całkowicie odmieniło mentalnie społeczeństwo Rzeczpospolitej. Szlachta poszczególnych ziem uświadomiła sobie teraz, że atak Tatarów na Podole czy Ruś Czerwoną ma takie samo znaczenie dla Litwy, jak dla Korony wojna z Moskwą na Wschodzie. Jeśli państwo - Rzeczpospolita - miało przetrwać, musiało stać się bardziej unitarne, bardziej zjednoczone, a co za tym idzie również bardziej... polskie. To właśnie po roku 1667 nastąpiła konsekwentna (choć podzielona na lata, a nawet dekady) polonizacja Litwy i Rusi. Szlachta litewska i ruska, która do tej pory uważała się za odrębną od szlachty polskiej i swą odrębnością się szczyciła, teraz otwarcie deklarowała swe przywiązanie do polskości. W roku 1696 na sejmie konwokacyjnym szlachta Wielkiego Księstwa stwierdziła oficjalnie co następuje: "Uważając żeśmy są połączeni świętym związkiem z Koroną Polską dekreta (...) po Polsku a nie po Rusku pisać (...) dekreta wszystkie Polskim językiem odtąd mają być wydawane". Deklarację tę potwierdził sejm w roku 1697 i od tego czasu wszystkie dekrety w Wielkim Księstwie Litewskim były pisane w języku polskim a nie ruskim (nie mylić z rosyjskim). Nastąpiła realna polonizacja Litwy, natomiast odrębność Wielkiego Księstwa od Korony całkowicie została zniesiona w Konstytucji 1791 r.




Oczywiście wiadomo że polonizacja Litwy była polonizacją elit, czyli szlachty (wcześniej tak dumnej ze swej litewskości i z tego, że pisała w języku innym niż polski, głównie ruskim). Dziś być może Litwini, Białorusini czy Ukraińcy mogą mieć do nas pretensje że zabraliśmy im elitę, ale czy to nasza wina że ich elity wolały się polonizować, niż pozostać w obrębie kultury litewsko-ruskiej? Zresztą ta polonizacja trwała już znacznie wcześniej, niż w drugiej połowie wieku XVII. Może o tym świadczyć chociażby relacja włoskiego podróżnika po Rzeczpospolitej - Claudio Rangoni który w swym dziele: "Relacja o Królestwie Polskim w 1604 roku" pisał tak: "Językiem litewskim mówią tylko wieśniacy i jest rzeczą osobliwą i jakoby śmieszną, aby go umiał szlachcic, jest to bowiem poniekąd język barbarzyński; między szlachtą zwykle nie używa się to mówienia innego języka niż polski". W tamtym czasie pisano jednak dokumenty jeszcze w języku ruskim w Wielkim Księstwie, aż do roku 1696, gdy nastąpiła całkowita polonizacja Wielkiego Księstwa w mowie i piśmie tamtejszej elity. Zaczęła się też zmieniać nazwa samego państwa i o ile jeszcze w 1710 r. pisano o Rzeczpospolitej Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego, o tyle już potem pisano po prostu o Rzeczpospolitej Polskiej, jako o państwie unitarnym, obejmującym i Koronę i Wielkie Księstwo. Tak oto dokonała się polonizacja Litwy i Rusi, polonizacja całkowicie dobrowolna - co należy podkreślić - nie wymuszona. I ta świadomość polskości wśród Litwinów i Rusinów (oczywiście mówimy tylko o szlachcie co bardzo ważne) przetrwała nawet rozbiory i żyła dalej pod jarzmem carów (przecież Piłsudski był Litwinem, nie Polakiem. Zresztą On sam zawsze podkreślał że jest "starym Litwinem" - starym nie ze względu na wiek, a ze względu na mentalność, tym samym odróżniał się od nacjonalistów litewskich, rządzących po 1918 r. "Republiką kowieńską". Mimo to zawsze dodawał: "Ale przecież tylko Polsce służę". Adam Mickiewicz - jeden z naszych największych narodowych wieszczy, również był Litwinem, Tadeusz Kościuszko - bohater walk o niepodległość Polski i USA realnie był Białorusinem. To znaczy oni urodzili się na Litwie czy na białej Rusi, ale byli Polakami, tak jak dzisiaj Amerykanin urodzony np. w Nowym Meksyku także pozostaje Amerykaninem).




Zresztą polonizacja nie dotyczyła tylko Wielkiego Księstwa i Ukrainy, ona wyszła daleko poza granice Rzeczpospolitej (o czym kiedyś już wspominałem). W latach 70-tych i 80-tych XVII stulecia, język polski był oficjalnym językiem moskiewskiego dworu. Nie tylko wszystkie dokumenty polityczne i administracyjne spisywane były w Rosji w języku polskim, ale również na dworze nie mówiono w innym języku niż język polski, a kto takiego języka nie znał, był uważany za niegodny bycia carskim dworakiem). Umowy jakie Carstwo Rosyjskie zawierało na Dalekim Wschodzie z Chinami, pisano zarówno w języku mandaryńskim jak i polskim. Umowy jakie w XVI wieku Rosja zawierała np. z Królestwem Anglii pisano w językach: włoskim, greckim i polskim. Ale - co ciekawe - polskość nie zatarła się nawet na ziemiach, które w roku 1667 zostały oddane w traktacie andruszowskim Moskwie. Gdy w roku 1794 po bitwie pod Maciejowicami przez miasto Czernichów (które w 1667 znalazło się w granicach Moskwy) przejeżdżał polski jeniec i poeta Julian Ursyn Niemcewicz, tak zanotował on swe wrażenia: "We dwa dni potem przybyliśmy do Czernichowa, miasta i prowincji równie jak i Kijów należących przed stem jeszcze laty do Polski. (...) Mieszkańcy pamiętają jeszcze dawnej ojczyzny swojej, przywiązani są do Polski. Po obiedzie przyszło kilku oficerów (rosyjskich) z przodków Polaków, z potężną tacą najpiękniejszych jabłek. Gdy się stróże nasze uchylili na chwilę, mówili do nas po polsku, wyrażając najtkliwsze politowanie nad losem naszym" i dalej Niemcewicz dodawał: "Nie zapomnę nigdy siedemdziesięcioletniego starca w polskim ubiorze: długo on stał z daleka i patrząc na nas łzy rzewne wylewał". Warto tutaj podkreślić że Czernichów był w granicach Rzeczypospolitej zaledwie 50 lat, a mimo to tak bardzo nasiąkł polskością, że nawet ponad stuletnia moskiewska okupacja tego miasta nie zabiła w nim polskiego ducha.


TAM WSZĘDZIE BYŁA... POLSKA 



Jako ciekawostkę - już tak na marginesie -  dodam że w roku 1969 (30 lat po tragicznym Wrześniu) pewien polski dziennikarz podróżował przez tereny naszych dawnych Kresów Wschodnich (wówczas należących do Związku Sowieckiego, a raczej do Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej). Jechał na wozie zaprzężonym w konie który prowadził jeden z lokalnych chłopów, a ponieważ nudziło mu się w drodze, to wyjął harmonię i zaczął na niej wygrywać Mazurka Dąbrowskiego - czyli polski hymn narodowy. Nagle, ku jego zdziwieniu z okolicznych domostw zaczęli wychodzić ludzie i podchodzić do wozu którym jechał, zaskoczeni i zdziwieni graną przezeń melodią. Niektórzy płakali, a pewien mężczyzna na pytanie co go tak przywołało, odpowiedział: "Myślałem że nasza Polska znów wróciła".




CDN.

niedziela, 13 kwietnia 2025

WIELKI MARSZ 1000-LECIA!

JUŻ 1000 LAT BIAŁY ORZEŁ NOSI KORONĘ




 Dziś w Warszawie odbył się Wielki Marsz na pamiątkę 1000-lecia koronacji pierwszego, oficjalnie koronowanego króla Polski Bolesława I Chrobrego, oraz 500-lecia Hołdu Pruskiego, który doprowadził do sekularyzacji ziem Zakonu Krzyżackiego w Prusach, tworząc tam Księstwo Pruskie pod rządami dynastii Hohenzollernów, a po wygaśnięciu tego rodu ziemie te miały zostać bezpośrednio przyłączone do Królestwa Polskiego.




Bolesław I był wielkim władcą, politykiem i wodzem. Prowadził z Cesarstwem Rzymskim (czyli z istniejącą już wówczas Rzeszą Niemiecką) trzy wojny o Milsko i Łużyce. Pierwsza wojna (toczona w latach 1002-1005) zakończyła się początkowo zajęciem Czech i Moraw przez Bolesława (1003-1004) i nieudanej inwazji króla (bo jeszcze nie został koronowany na cesarza) Henryka II na Polskę (1005), w wyniku czego zawarto pokój, na mocy którego Chrobry zrzekł się Milska i Łużyc oraz Czech. Druga wojna z Henrykiem II wybuchła już w 1007 r. i trwała do 1013 r. Bolesław przygotował się do niej gruntownie, zyskując sojusz Czechów i Wieletów (którzy do tej pory wspierali Niemców). W 1007 r. zorganizował najazd na Niemcy i dotarł do Magdeburga, które to okolice spustoszył, a Budziszyn (główne miasto Milska) zdobył, podobnie jak ziemie Milska i Łużyc. W 1009 r. Chrobry wyprawił się ponownie na Niemcy, próbując zdobyć Miśnię (i pragnąc zlikwidować Marchię Miśnieńską), ale ta wyprawa nie powiodła się. Teraz Henryk II przygotował się do ataku i w 1010 r. wyruszył z wyprawą odwetową na Polskę. Wały Śląskie i twierdze Krosno oraz Głogów skutecznie zatrzymały królewską armię niemiecką. Jedyne co, to król Henryk w tej kampanii odzyskał północną część Łużyc. W 1012 r. Henryk II przygotowywał się do kolejnego ataku, ale ostatecznie do niego nie doszło ze względu na sprzeciw niemieckich feudałów, oraz sojusz Polski z Czechami i Wieletami. Natomiast Bolesław wykorzystał ten moment i zdobył oraz spalił gród Lubuszę. 1013 r zawarty został pokój w Merseburgu, na mocy którego Bolesław odzyskiwał Milsko i Łużyce, ale jako lenno cesarskie. 

Trzecia wojna nie dała na siebie długo czekać i wybuchła już w 1015 r. Koronowany w lutym 1014 r. w Rzymie na cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego Henryk II, rozpoczął kolejną inwazję na Polskę. Tym razem to on przygotował się do wojny, zyskując szereg sojuszników - w tym Czechów i Wieletów. Planował uderzenie na Polskę z trzech stron: od północy, z zachodu i południa. Na odcinku południowym Czesi dotarli tylko do grodu Busine koło Zgorzelca i musieli zawrócić, ze względu na dywersyjny atak Morawian (sprzymierzonych z Bolesławem) na Marchię Wschodnią (czyli dzisiejszą Austrię). Na północy Bolesław skutecznie poradził sobie z Wieletami i Sasami i przeszedł do ofensywy, jedynie w centrum wojska cesarskie Henryka II forsowały Odrę. Tutaj wojskami dowodził Mieszko - syn Bolesława, który w bitwie z Henrykiem w rejonie Krosna Odrzańskiego doszczętnie zniszczył jedną z dwu części cesarskiej armii Henryka II na odcinku zachodnim, którą dowodził poległy tam margrabia Geron (1 września 1015 r.). Zaś główne siły Henryka zostały zaatakowane na bagnach odrzańskich w kraju Dziadoszan, gdy próbowały przekroczyć rzekę. Bitwa zakończyła się klęską wojsk cesarskich i ucieczką Henryka, w wyprawie odwetowej wojska polskie pod wodzą Mieszka dotarły aż pod Miśnię. 1017 r Henryk postanowił raz jeszcze zorganizować wyprawę na Polskę, ale tym razem połączoną z akcją dywersyjną na Wschodzie ze strony Rusi Kijowskiej Jarosława I Mądrego (bodajże pierwszy w historii sojusz niemiecko-rusiński). Z cesarskimi szli również Czesi. Nie udało im się zdobyć ani Krosna, ani Głogowa, ani też twierdzy Niemcza - gdzie trwało długie oblężenie. Zakończyło się ono niepowodzeniem dla strony niemieckiej, chociaż obrońcom brakowało już  żywności. W tym czasie Bolesław Chrobry plądrował Czechy. W zawartym w 1018 r. pokoju w Budziszynie, Milsko i Łużyce pozostały przy Polsce, ale już nie jako lenno cesarskie, tylko bezpośrednie ziemie piastowskie. Henryk zobowiązał się również do udzielenia Bolesławowi pomocy w toczonych przez niego wojnach.




Do takiej wojny z Rusią Kijowską doszło w roku 1018. Po nieudanej inwazji Jarosława Mądrego na Polskę w 1017 r. Bolesław rozpoczął atak na Ruś. Celem Chrobrego było nie tylko odzyskanie utraconych jeszcze przez jego ojca Mieszka I w 981 r. tzw. Grodów Czerwieńskich z Przemyślem, Czerwieniem, Sanokiem i Brześciem nad Bugiem, ale również zdobycie Kijowa i zainstalowanie tam Świętopełka - księcia turowskiego, jednego z pretendentów do władzy nad Rusią. 22 lipca nad Bugiem przekraczającym rzekę Polakom zastąpili drogę Rusini. Wedle legendy, Jarosław miał się zwrócić do Bolesława tymi oto słowy: "Czego tu szukasz? Wracaj do siebie, bo inaczej tą oto włócznią przebiję brzuch twój tłusty!" (rzeczywiście wtedy już Bolesław był mocno ociężały). W tzw. bitwie nad Bugiem (lub też w bitwie pod Wołyniem - jak nazywają to starcie inni historycy) Bolesław odniósł całkowite zwycięstwo, a wojsko rusińskie poszło w rozsypkę (w tej inwazji na Ruś wspierał Bolesława wysłany przez Henryka oddział rycerzy niemieckich). Jarosław uciekł do Nowogrodu Wielkiego, a Bolesław 15 sierpnia 1018 r. wkroczył do Kijowa (którego mieszkańcy skapitulowali). Należy też pamiętać że Bolesław był wytworem swoich czasów, nie tylko wodzem i królem, ale mężczyzną (co by nie mówić) dosyć okrutnym. Po zajęciu Kijowa zmusił do uległości i zgwałcił Przedsławę - siostrę Jarosława Mądrego, o której rękę się starał, lecz która go nie chciała. Gdy wiosną 1019 r. wracał do siebie, zabrał ją ze sobą, jako swoją nałożnicę (wraz z licznymi łupami i jeńcami). W drodze powrotnej przyłączył do Polski Grody Czerwieńskie, (lecz w 1022 r. twierdzę w Brześciu nad Bugiem odbił mu Jarosław Mądry).




Bolesław był bez wątpienia silnym władcą, ale jednocześnie okrutnikiem. Bezwzględnie egzekwował wydawane przez siebie zarządzenia, jednym z nich było to, że ktokolwiek z jego poddanych spożył mięso w dzień postny, temu wybijano zęby kamieniami. Inną ciekawostką jest fakt, że Bolesław (jak zresztą jego ojciec, a także synowie i ich następcy) był wielkim czyściochem. Uwielbiał się kąpać, nacierać śniegiem, lub wypocić w saunie. Szczególnie to ostatnie miejsce upodobał sobie jako pole rozmów politycznych. Zwykł też tam chłostać trzcinową rózgą tych wielmożów, z których był niezadowolony.

Bolesław był tak potężnym władcą, a jego Królestwo tak bogatym krajem (był nawet oddział polskich Amazonek, czyli kobiet jeżdżących konno i noszących łuki oraz miecze u pasa, które widzieli wjeżdżający do Gniezna cesarscy wielmoże), że cesarz Otton III w czasie wizyty w Gnieźnie w roku 1000, symbolicznie koronował Bolesława swoją własną cesarską koroną i uznał go za równego sobie (co potem mocno wypominał mu kronikarz Thietmar z Merseburga). Pisałem już kiedyś że Otton III pragnął stworzyć uniwersalistyczne Cesarstwo Chrystusowe, czyli odrodzone Cesarstwo Rzymskie na modłę Chrystusową, składające się z czterech części: Galii (czyli Francji), Italii, Germanii i Sklavinii (czyli kraju Słowian, innymi słowy Polski, Czech i Moraw). Mocno w tym zamierzeniu wspierał go jeden z najgenialniejszych papieży w całych dziejach następców św. Piotra - Sylwester II (według legendy ten papież w podziemiach Watykanu miał uwięzić smoka, który symbolizował Lucyfera. Był też autorem wielu praktycznych wynalazków). Śmierć Ottona III w 1002 r. i wstąpienie na tron Henryka II, oraz Sylwestra II w 1003 r. pokrzyżowało te plany i zakończyło pokojowy okres stosunków polsko-niemieckich.




18 kwietnia 1025 r w archikatedrze gnieźnieńskiej za zgodą papieża Jana XIX, Bolesław I Chrobry (nie pytając się o pozwolenie nowego cesarza Konrada II) koronował się na pierwszego w historii króla Polski. Zmarł wkrótce potem - 17 czerwca 1025 r. Ale jeszcze w tym samym roku na króla koronował się jego syn i następca - Mieszko II Lambert (czyli rok 1025 był nie tylko rokiem pierwszej królewskiej koronacji w Polsce, ale również rokiem podwójnej koronacji).

Co się zaś tyczy 500-lecia Hołdu Pruskiego, to też już kilkukrotnie o tym wydarzeniu pisałem. Zakon Krzyżacki (a w zasadzie Zakon rycerzy "Najświętszej Marii Panny domu Niemieckiego w Jerozolimie" - bo tak brzmiała ich pełna nazwa), od czasu klęski na polach Grunwaldu w 1410 r. powoli, ale konsekwentnie kroczył ku upadkowi. Wojna 13-letnia z lat 1454-1466 zakończyła się odzyskaniem przez Królestwo Polskie dostępu do Bałtyku, czyli Prus Królewskich (innymi słowy Pomorza) wraz z Gdańskiem, Malborkiem i Elblągiem. Od tej pory (1466 r.) wielcy mistrzowie stali się lennikami króla polskiego, ale ponieważ mieli poparcie cesarza i papieża, często odsuwali w czasie złożenie hołdu lennego, lub też jawnie się mu sprzeciwiali. Wojna z lat 1519-1521 która co prawda zakończyła się zbrojnym remisem, postawiła zakon przed tragiczną konsekwencją co robić dalej. Obiecana pomoc z Rzeszy nie nadchodziła, nie można było też się długo bronić przeciwko coraz silniejszemu naporowi Polaków. I tutaj z pomocą wielkiemu mistrzowi Albrechtowi Hohenzollernowi przyszedł Marcin Luter ze swoją reformacją. Wielki mistrz miał przyjąć luteranizm, i od tej pory stać się księciem świeckim, w zamian składał hołd lenny królowi polskiemu (swemu dalekiemu stryjowi notabene) i oddawał Prusy Książęce w przyszłe władanie Korony Polskiej. Przeciwko hołdowi bezwzględnie była małżonka króla Zygmunta I Jagiellończyka (zwanego też "Starym") Włoszka Bona Sforza, która nienawidząc ani Habsburgów, ani Hohenzollernów (jako że ci pierwsi przejęli jej dobra rodowe w italskim Bari) mocno się temu sprzeciwiała. Ostatecznie likwidacja zagrażającego non stop Pomorzu - Zakonu Krzyżackiego była dobrym posunięciem (to następcy Zygmunta I spartolili sprawę, przyznając możliwość dziedziczenia w Prusach Książęcych linii brandenburskiej). Wreszcie bowiem nastawał pokój i choć królowa Bona wciąż działała na niekorzyść Albrechtowi (on zresztą też starał się w ten czy inny sposób podkreślać swoją niezależność, miał np. prawo zasiadać w polskim Senacie, co nigdy ostatecznie się nie urzeczywistniło - ku jego rozpaczy). Jednak po likwidacji Zakonu w Królestwie Polskim nastąpił okres długiego pokoju, który przerywany był tylko zaciągami chętnych na wojny toczone daleko na Wschodzie, przeciwko Moskwie, atakującej najpierw sprzymierzoną z Polską Litwę (Wielkie Księstwo Litewskie), a potem (po Unii Lubelskiej 1569 r.) zjednoczoną Rzeczpospolitą Dwóch Państw i co najmniej czterech Narodów). Dziś polscy patrioci świętowali rocznice tych wydarzeń.


"BĘDĘ TAK KOCHAĆ ELŻBIETĘ, JAK ONI ISABELĘ"
(Te słowa Bony były niezwykle prawdziwe. Jej uparty charakter spowodował że Elżbieta Haburzanka - żona Zygmunta II Augusta, miała totalnie "przerąbane" u swojej teściowej, albowiem ta upokarzała ją na każdy możliwy sposób i to do tego stopnia, że dziewczyna praktycznie bała się opuszczać swoje komnaty i prawie cały czas płakała. Do tego dochodziła oziębłość męża, który nie chciał jej dotykać, ani nawet przebywać w jej towarzystwie)



HOŁD PRUSKI
(10 kwietnia 1525)













 

wtorek, 8 kwietnia 2025

UMIESZ LICZYĆ, LICZ NA SIEBIE - Cz. III

CZYLI O TYM, JAK POMAGALI NAM W WALCE Z BOLSZEWICKIM NAJAZDEM ZACHODNI SOJUSZNICY W ROKU 1920





"OJCZYZNA MOJA TO PRAOJCÓW SŁAWA, SZCZERBIEC CHROBREGO, CECORSKA BUŁAWA. TO DUCH RYCERSKI, SZLACHETNY A MĘSKI - TO NASZE WIELKIE ZWYCIĘSTWA I KLĘSKI!"


 Nim rozpoczęły się polsko-ukraińskie walki o Lwów i Galicję Wschodnią, na fali Rewolucji Lutowej w Rosji i stworzeniu w Piotrogrodzie Rządu Tymczasowego 15 (2 - data według kalendarza juliańskiego, obowiązującego jeszcze wówczas w Rosji, który był opóźniony w stosunku do kalendarza gregoriańskiego o jakieś 13 dni w wieku XX) marca 1917 r. (najpierw na jego czele stanął Gieorgi Lwow, a potem od 20 (7) lipca 1917 r. Aleksander Kiereński), już 17 (4) marca 1917 r. w Kijowie powstała ukraińska Centralna Rada, stawiająca sobie za cel reprezentowanie narodowych interesów Ukraińców. Zwołała ona w dniach 17-21 kwietnia (odtąd daty przytaczam tylko w kalendarzu gregoriańskim) do Kijowa I Ukraiński Zjazd Narodowy, w którym uczestniczyło przeszło 1000 delegatów reprezentujących różne ukraińskie ugrupowania polityczne, zawodowe i kulturalne. Żądano na nim wyznaczenia granic Ukrainy "zgodnie z wolą ludu" oraz udziału przedstawicielstwa ukraińskiego w przyszłej konferencji pokojowej. Na tym zjeździe wyłoniono tzw. Małą Radę składającą się z prezydenta (Hruszewski), dwóch wiceprezydentów, sekretarzy Rady, oraz po dwóch reprezentantów każdej z ukraińskich partii politycznych. W kolejnych tygodniach maja i czerwca 1917 r. zwoływano inne zjazdy: Wojskowy i Chłopski. Szybko też doszło do konfliktu pomiędzy Centralną Radą a rosyjskim Rządem Tymczasowym, który widział w poczynaniach Ukraińców świadomą akcję zmierzającą do rozbicia Rosji. Coraz więcej głosów na Ukrainie nawoływało do ogłoszenia autonomii i zaprzestania konsultacji z Rządem Tymczasowym (były też głosy jawnie nawołujące do niepodległości). Wiedząc że konflikt jest nieunikniony, Centralna Rada poczęła organizować własne siły zbrojne i jeszcze w kwietniu 1917 r. w miejscowości Zwienihorodka (w guberni kijowskiej) zaczęto formować ochotniczą formację Wolnych Kozaków (w październiku 1917 r. liczyli oni już 60 000 żołnierzy). Atamanem tej formacji został gen. Paweł Skoropadski.

23 czerwca 1917 r. Centralna Rada ogłosiła I Uniwersał w którym proklamowała autonomię Ukrainy i tworzyła rząd autonomiczny - Sekretariat Generalny (od 28 czerwca - a jego czele stanął niejaki Wynnyczenko). Jednak konflikt Centralnej Rady z Rządem tymczasowym został zażegnany już 13 lipca, gdy zawarto ugodę z Kiereńskim, wymierzoną głównie przeciwko bolszewikom działającym na Ukrainie. Kwestia autonomii Ukrainy miała zostać odłożona do czasu zwołania Ogólnorosyjskiego Zgromadzenia Ustawodawczego, choć Centralna Rada stała się przedstawicielką Rządu Tymczasowego w pięciu guberniach (kijowskiej, podolskiej, połtawskiej, wołyńskiej i części czernihowskiej), a składała się z 822 przedstawicieli. Efektem tego porozumienia było wydanie 16 lipca przez Centralną Radę II Uniwersału, w którym informowano o pełnym poparciu dla Rządu Tymczasowego. W dniach 16-20 lipca 1917 r. bolszewicy Włodzimierza Lenina (którzy już od maja byli przygotowani do przejęcia władzy), wzniecili pucz w Piotrogrodzie. Zakończył się on jednak ich klęską, Rząd Tymczasowy dokonał wielu aresztowań działaczy bolszewickich, a sam Lenin musiał uciekać do Finlandii (gdzie żył pod zmienionym nazwiskiem i ogoloną brodą). Te wydarzenia doprowadziły również na Ukrainie do ataków na siedziby miejscowych komitetów Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji (bolszewików). Rozpoczęły się aresztowania w Charkowie, Odessie, Winnicy i oczywiście w Kijowie (oliwy do ognia dolały również niepowodzenia na froncie i załamanie się ofensywy rozpoczętej 30 czerwca, a zakończonej już 11 lipca 1917 r. głównie na Froncie Galicyjskim, ale również w rejonie Wilna. Stracono tam prawie to 60 000 żołnierzy zabitych, rannych i wziętych do niewoli. To też wywołało gniew przeciwko bolszewikom, jako winnym akcjom defetystycznym i poniemieckim).


BOLSZEWICKA PROPAGANDA Z CZASÓW WOJNY DOMOWEJ 
(Na pierwszym planie admirał Kołczak) 



Po upadku "białego" puczu gen. Ławra Korniłowa w Piotrogrodzie (10 - 13 września 1917 r.), dążącego do objęcia władzy w Rosji i obalenia rządu Kiereńskiego, jego echa wystąpiły również i na Ukrainie. W Berdyczowie aresztowano kilku uczestników puczu którzy znaleźli się na Ukrainie, w tym gen. Antona Denikina - bliskiego współpracownika Korniłowa. Jednak gdy 7 listopada (25 października) 1917 r. wybuchła w Piotrogrodzie rewolucja bolszewicka i obalono rząd kiereńskiego wprowadzając bolszewicką dyktaturę, pozycja Sekretariatu Generalnego i Centralnej Rady na Ukrainie również zaczęła się pogarszać. Już 11 listopada 1917 r. komuniści próbowali przejąć władzę w Kijowie i początkowo rzeczywiście udało im się wyeliminować wiele agend Rządu Tymczasowego oraz Centralnej Rady, ale oddziały ochotnicze Wolnych Kozaków szybko sobie z nimi dały radę i już 13 listopada Centralna Rada odzyskała władzę nad miastem. Nawiązano też kontakt z operującym nad Donem gen. Aleksem Kaledinem, mianując go "atamanem wojska dońskiego". Starał się on przywrócić władzę Rządu Tymczasowego na kontrolowanych przez siebie obszarach. W tym czasie zaś zdominowana przez bolszewików Rada Komisarzy Ludowych w Piotrogrodzie, ogłosiła 15 listopada 1917 r. "Deklarację Praw Narodów Rosji" w której uznawała prawo wszystkich narodów zamieszkujących dawną Rosję do swobodnego decydowania o własnym losie (m.in. prawo narodu polskiego, jednak trzeba pamiętać że było to tylko i wyłącznie działanie czysto propagandowe. Tak naprawdę celem bolszewików było wywołanie rewolucji bolszewickiej w Europie, Rosja zaś była tylko odskocznią która miała zanieść żagiew rewolucji na Zachód. Lenin bowiem nigdy nie zamierzał budować komunizmu w samej Rosji, jeśli już to w Niemczech, ale nie w Rosji - którą uważał za zacofaną i niezdolną do realnego stworzenia dyktatury proletariatu).

Pod wpływem tej deklaracji, już 20 listopada Centralna Rada ukraińska wydała swój III Uniwersał, w którym proklamowano utworzenie niezależnego państwa Ukraińskiej Republiki Ludowej, obejmującej ziemie zamieszkane w większości przez Ukraińców (choć jednocześnie deklarowano utrzymanie federacyjnego związku z Rosją). Szybko jednak okazało się że nowe państwo jest ponownie zagrożone przez bolszewików, którzy zyskiwali coraz większą władzę w Radach Delegatów Robotniczych i Żołnierskich na różnych terenach Ukrainy, tym bardziej że wciąż toczyła się wojna z Niemcami i Austro-Węgrami, z której to Centralna Rada nie chciała się wycofać. 16 grudnia 1917 r. bolszewicka Rada Komisarzy Ludowych wydała "Manifest do narodu ukraińskiego", w którym uznawała oficjalnie niepodległość Ukrainy, jednocześnie skierowała do Centralnej Rady ultimatum, domagając się zaprzestania rozbrajania formacji bolszewickich i przepuszczenia przez tereny ukraińskie, oddziałów tworzącej się Armii Czerwonej. Tekst bolszewickiego ultimatum został odrzucony przez Centralną Radę. W grudniu bolszewicy zajęli Charków, gdzie na zorganizowanym w dniach 24-25 grudnia 1917 r. zjeździe stwierdzono, iż: "Od chwili obecnej władza na terytorium Republiki Ukraińskiej należy wyłącznie do Rad Delegatów Robotniczych, Żołnierskich i Chłopskich (...) Ukrainę ogłasza się Republiką Rad!" Już 27 grudnia powołano Sekretariat Ludowy Ukraińskiej Republiki Robotniczo-Chłopskiej, czyli pierwszy rząd Ukrainy sowieckiej. W kolejnych dniach stojący na czele Czerwonej Gwardii - Włodzimierz Antonow-Owsiejenko skierował swe siły z Charkowa przez Połtawę do Czerkas, a stamtąd na południe, ku Jakaterynosławowi. Nie udał się anty-sowiecki pucz, przygotowany przez dowódcę Frontu Rumuńskiego gen. Szczerbakowa. Już w styczniu 1918 r. bolszewicy zajęli po ciężkich walkach Odessę, Mikołajów, Chersoń i Aleksandrowsk. Utworzono też pułk Czerwonych Kozaków, na czele którego stanął Witalij Prymakow.





Front bolszewicki zbliżał się już do Kijowa, padały kolejne miasta, a w samym Kijowie bolszewicy zorganizowali powstanie (15 stycznia 1918 r ). Główne uderzenie szło z dwóch stron, od strony "Arsenału", gdzie podążali zmobilizowani przez bolszewików robotnicy, i ze strony dzielnicy Padoł, gdzie skoncentrowano oddziały czerwonogwardyjskie. Krwawe walki trwały do końca stycznia i początku lutego. Ostatecznie oddziały gen. Semena Petlury zdobyły "Arsenał" i krwawo rozprawiły się z jego obrońcami. Ale 4 lutego do lewobrzeżnej strony Kijowa wkroczyły oddziały Gwardii Czerwonej Antonowa-Owsiejenki, zajmując przedmieście Darnicę i opanowując most na Dnieprze. Wojska ukraińskie (i tym członkowie Centralnej Rady) ewakuowali się do Żytomierza, a do 8 lutego cały Kijów został opanowany przez bolszewików, gdzie 12 lutego zainstalował się rząd Ukrainy Sowieckiej. W styczniu 1918 r. opanowane przez bolszewików zostało również Zagłębie Donieckie (które w marcu Komitet Centralny partii bolszewickiej uznał za "nierozłączną część Ukrainy" - gdyż pojawiły się głosy o włączenie tego obszaru bezpośrednio do Rosyjskiej Republiki Sowieckiej). W tym czasie (1 lutego 1918 r.) Ukraińska Republika Ludowa została uznana przez Niemcy i Austro-Węgry, a 9 lutego podpisany został traktat pokojowy. Jako granicę uznano na południu dotychczasową granicę rosyjsko-austriacką z 1914 r. a na północy przebiegającą od Tarnogrodu przez Biłgoraj, Szczebrzeszyn, Krasnystaw, Puchaczów, Radzyń Podlaski, Międzyrzecz, Mielnik, Kamieniec Litewski i Próżany. Jednocześnie w Brześciu nad Bugiem trwały rozmowy niemiecko-austro-węgiersko-bolszewickie, gdyż od 15 grudnia 1917 r. Rosja Sowiecka zawarła rozejm z Niemcami i Austro-Węgrami na froncie. Mimo to wysłannik sowiecki na rozmowy pokojowe Lew Trocki nie chciał się zgodzić na niemieckie warunki, licząc na szybki wybuch rewolucji bolszewickiej w Europie Zachodniej, szczególnie zaś w Niemczech. Efektem tej odmowy był szybki atak niemiecki na froncie, który do końca lutego posunął front daleko na wschód (Niemcy opanowali całą Estonię i Łotwę, dochodząc do Narwy, podeszli pod Psków, zajęli twierdzę Dyneburg, zdobyli Mińsk i Połock, zajęli Homel, a 1 marca 1918 r. wkroczyli do Kijowa (rząd Ukrainy Sowieckiej uciekł do Jakaterynosławia), Berdyczowa i winnicy. Te sukcesy zmusiły bolszewików do przyjęcia niemieckich warunków pokojowych i 3 marca 1918 r. w Brześciu nad Bugiem podpisano traktat na warunkach narzuconych przez Państwa Centralne.




Wraz z wojskami niemieckimi do Kijowa wróciła Centralna Rada ukraińska. 22 marca na wniosek Dymitra Antonowicza (już pod niemiecką kontrolą) uchwalono ustawę o godle Ukraińskiej Republiki Ludowej którym został stylizowany trójząb (tryzub) w wieńcu laurowym, przejętym z monety księcia kijowskiego - Włodzimierza Wielkiego. Realnie Ukraina stała się niemiecką kolonią i była częścią przygotowywanego planu Mitteleuropy (już w kwietniu Centralna Rada musiała się zgodzić na wysłanie do Niemiec i Austro-Węgier znacznych ilości produktów żywnościowych, w tym przeszło 45 000 ton mięsa, niemal miliona ton zboża, 500 000 sztuk jajek itd, natomiast kraj był totalnie wyczerpany i zniszczony przedłużającą się wojną). Wielu ukraińskich patriotów zaczęło protestować wobec tym nakazom, co doprowadziło (28 kwietnia 1918 r.) do aresztowania przez Niemców na posiedzeniu Centralnej Rady kilku działaczy ukraińskiego ruchu narodowego. Nazajutrz zaś Centralna Rada - jakby nigdy nic - uchwaliła konstytucję Ukraińskiej Republiki Ludowej i wybrała Hruszewskiego prezydentem tejże republiki. Konstytucja deklarowała iż Ukraina jest państwem niepodległym, a jej granice są nienaruszalne, jednocześnie najwyższą władzą ustawodawczą miało być Zgromadzenie Narodowe (Wsenarodni Zbory), wykonawczą - Rada Ministrów Ludowych. Przyznano autonomię polityczną mniejszościom: rosyjskiej, żydowskiej i polskiej. Jednocześnie tego samego dnia (czyli 29 kwietnia) na zjeździe ukraińskiej partii chłopskiej gen. Paweł Skoropadski (przy poparciu Niemców) został okrzyknięty "hetmanem Ukrainy". Ogłosił on powstanie państwa ukraińskiego (Ukrajinśka Derżawa) i proklamował się jego jednowładcą. Dotychczasowy rząd został aresztowany. Przywrócił on przedrewolucyjne porządki (w tym prywatną własność środków produkcji). W tym czasie wojska niemieckie dotarły do Rostowa i Charkowa nad Donem, opanowując praktycznie całą Ukrainę (w tym Krym wraz z Sewastopolem i Kerczem).

W dniach 5-12 lipca 1918 r. w Moskwie odbył się I Zjazd Komunistycznych Organizacji Ukrainy, na którym powołano do życia Komunistyczną Partię (bolszewików) Ukrainy. Przygotowywano się teraz do wywołania na Ukrainie powszechnego powstania ludowego przeciwko rządom "hetmańszczyzny" - czyli proniemieckiej dyktaturze Skoropadskiego. I rzeczywiście, bunty wybuchały już od lata 1918 przeciwko rządom Niemców i ich mianowańca, co doprowadziło do tego, że rządy Skropadskiego utrzymały się tylko w miastach, a wsie praktycznie były poza kontrolą Hetmanatu. W tych warunkach bolszewicy postanowili 5 sierpnia wywołać powstanie na Ukrainie, które jednak zakończyło się katastrofą i już dwa dni później musiano je odwołać. Podpisanie kapitulacji Niemiec na Froncie Zachodnim - 11 listopada 1918 r. doprowadziło również do zakończenia reżimu Skoropadskiego na Ukrainie (choć w samym Kijowie nadal trzymał się mocno). 14 listopada ukonstytuował się w Białej Cerkwi pięcioosobowy Dyrektoriat, na czele którego stanął Wynnyczenko. Tam też stacjonowała 3 500 formacja Strzelców Siczowych dowodzona przez Eugeniusza Konowalca i Andrzeja Melnyka. Dowództwo nad siłami zbrojnymi Dyrektoriatu objął Semen Petlura, który ruszył na Kijów przeciwko Skoropadskiemu i 14 grudnia 1918 r. zdobył miasto, ostatecznie likwidując Hetmanat (sam Skoropadski uciekł do Niemiec).




A tymczasem nocą z czwartku na piątek 31 października na 1 listopada 1918 r. we Lwowie, formacje ukraińskie z koszar przy ul. Jabłonowskich, św. Piotra i Pawła, oraz Zyblikiewicza, obsadziły najważniejsze gmachy miejskie (Magistrat, Policję, Pocztę Kolej), wywieszając tam flagi żółto-niebieskie. Rankiem zdążający na cmentarze ludzie (gdyż był to dzień Wszystkich Świętych), ujrzeli owe flagi, a także porozlepiane na mieście odezwy Ukraińskiej Rady Narodowej, proklamujące powstanie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej ze stolicą we Lwowie. Atamanem tego tworu państwowego został Dymitr Witowski. Ogłosił on mieszkańcom Lwowa wydanie wszelkiej broni (tej, której jeszcze nie zabrali Rosjanie po 1914 r.), a także wprowadził godzinę policyjną od 18:00 i zakaz zgromadzeń. Ludność polska, która we Lwowie stanowiła znaczną większość, postanowiła zaprotestować wobec tym ukraińskim gwałtom. Jego przejawem było ściągnięcie z wieży ratuszowej żółto-niebieskiej flagi ukraińskiej, a zawieszenie tam flagi miejskiej. Natomiast Polacy chwycili za broń i rozpoczęły się walki o Lwów. Do walki garnęła się głównie młodzież, a nawet dzieci (notabene Aleksandra Bitschan-Zagórska zorganizowała formację wojskową zwaną Ochotniczą Legią Kobiet - OLK-a, która liczyła 17 kobiet z bronią i 410 w służbach pomocniczych). Łącznie do obrony Lwowa zaangażowało się 6022 osoby (chodź nazwa ta też jest myląca, gdyż były to głównie ataki na pozycje ukraińskie, a nie obrona) z czego poległo 439 (w tym 12 kobiet), rannych zostało 760 żołnierzy i 150 cywilów. Ukraińców zginęło 250 a zostało rannych ok. 500 żołnierzy. I tak, najdzielniej biły się dzieci, o dorosłych nie można już tego powiedzieć. Najmłodszy żołnierz z karabinem miał zaledwie 9 lat, dziesięciolatków było pod bronią siedmiu, a dzieciaków do 15 roku życia łącznie 501. Zginęło z nich 30. 16 i 17-latków poległo 84. 




W wydanej w latach 30-tych "Obronie Lwowa" liczącej 3 tomy (najgrubszy liczył 1096 stron) znajduje się taki opis: "(...) małe szkraby drwiąc z niebezpieczeństw, umiały się przyślizgiwać przez najpilniej strzeżone pozycje. (...) W Sokolnikach kilku młodych strzelców, dzieci prawie, zdobyło armatę. (...) Masa podrostków, dzieci nawet, wlot umiała znaleźć się w sytuacji. (...) Znakomici wywiadowcy, łącznicy, noszący meldunki i rozkazy w sposób nieporównanie szybki - tu przynosił amunicję, tam żywność, ówdzie znalazł porzucony karabin. Ukraińcy z zawziętością ścigali tych malców, mszcząc się doraźnie. (...)", a także: "Kobieta wywarła w obronie Lwowa wydatną rolę. (...) Nie tylko w charakterze sanitariuszki i kucharki, także z karabinem. Obecność kobiet na placówkach w podniecający sposób działała na młodego żołnierza". I tutaj w zasadzie słowa pochwały się kończą, ponieważ poza dziećmi, kobietami które zgłosiły się do obrony Lwowa, kadrą Politechniki Lwowskiej i miejskimi dziennikarzami, cała reszta (łącznie z oficerami zawodowymi) wykazała się skrajnym tchórzostwem i niekompetencją. Powiadano że grypa nigdy jeszcze tak ostro nie grasowała we Lwowie jak wówczas. Wielu bowiem tzw "patriotów" kładło się do szpitali obłożnie chorych, aby tylko nie iść walczyć (jeden z oficerów podszedł do grupy walczących wyrostków i zapytał: "Ile macie armat?", "Ani jednej" - usłyszał w odpowiedzi, "A ile karabinów maszynowych?", "Pięć", "Ilu was?", "Dwustu", "To do widzenia" - odparł oficer). Kapitan Antoni Kamiński (mianowany komendantem placu we Lwowie), wspominał później, że czekał na niego goniec ze Szkoły Sienkiewicza z kartką od porucznika Trześniowskiego, na której było zapisane pytanie: "Co mam robić, jak mnie Rusini zaatakują?", kapitan odpisał na odwrocie "Strzelać!" 🥴 Trudno też odpowiedzieć na pytanie dlaczego obecna we Lwowie Polska Organizacja Wojskowa oraz legioniści niestety I i III Brygady Legionów (których było w mieście kilkuset) nie zmobilizowali własnych sił do walki o Lwów? Nie znajduję odpowiedzi na to pytanie i myślę że chyba nie tylko ja. Przypadków porzucania broni i ucieczek też było mnóstwo, jak choćby wśród kolejarzy z dzielnicy Bogdanówka, których zgłosiło się 100 kilkudziesięciu do walki (z 3 000 na których liczono), a po dwóch dniach zostało tylko... trzech.




Gdy zdobyto Dworzec Główny, zaczęły się tam dziać rzeczy... żałosne, bowiem okoliczna ludność rozpoczęła rabunek, a że znaleziono znaczne pokłady alkoholu, to żołnierze którzy zdobyli Dworzec po prostu się popili, co następnie umożliwiło Ukraińcom odzyskanie tego obiektu. Ale oni też lubili wypić i na drugi dzień znowu Polacy zdobyli Dworzec. Teraz do jego obrony wyznaczono harcerzy, żaden się nie upił - dworzec utrzymano. Dochodziło też do kradzieży. Gdy przy ulicy Sykstuskiej oddział podporucznika Adolfa Massara zajął Pocztę, znaleziono tam 6 milionów koron. Mascar uznał to za swój łup i gdy Tadeusz Felsztyn nakazał przekazać zdobycz dowództwu, Massar odrzekł "Moje karabiny mogą strzelać również w drugą stronę!" (Massar został osądzony i skazany za grabież dopiero w roku 1920). Pomimo tych wszystkich przywar, wzajemnych kłótni i niesnastek, Polacy bezwzględnie górowali nad Ukraińcami zarówno wyszkoleniem wojskowym, jak i przewagą liczebną. Armat posiadaliśmy 10, Ukraińcy tylko kilka. Nie posiadali też jazdy, podczas gdy polscy Lwowianie sformowali szwadron kawalerii "Wilki" składający się z 83 szabel, wspierany przez konny pluton ckm-u, zwany "Lotną Maszynką". Ale to nie wszystko był również "oddział samochodów", złożony z 34 pojazdów różnych typów, oraz auto pancerne... domowej roboty 😉 (niestety, zostało użyte tylko do jednej akcji, potem się popsuło 🤭). Był też przebudowany pociąg pancerny z armatą i trzema ckm-ami. Ale to nie wszystko, bowiem Lwowianie posiadali również... lotnictwo, a dokładnie trzy samoloty (jeden austriacki samolot został zarekwirowany, gdy przypadkowo wylądował na Błoniach Janowskich. Te samoloty dokonały łącznie 69 lotów wywiadowczych, łącznikowych i bojowych. Pomimo tej przewagi, szczególnie wśród polityków Magistratu pojawiało się zniechęcenie dalszą walką. Na przykład 13 listopada 1918 r. na posiedzeniu rady wojennej inżynier Stanisław Widomski zgłosił taki oto projekt ugody z Ukraińcami: "Poddajmy miasto, a oni pozwolą się nam wycofać bez broni za San, skąd ewentualnie powrócimy z odsieczą". Przez dłuższy czas zapanowała cisza na sali, aż wreszcie podniósł się dr. Wacław Majbaum i krzyknął: "Judasze, Polskę sprzedajecie, hańba wam i dzieciom waszym!" Pomogło, Widomski już nie wrócił do swego projektu.

Walki obronne o Lwów trwały przez prawie trzy tygodnie. 20 listopada pociągami z Przemyśla przybyła odsiecz, pod dowództwem podpułkownika Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego i po krótkich walkach nocą 21 na 22 listopada oddziały ukraińskie pod dowództwem pułkownika Hnata Stefaniwa wycofały się z miasta (podpaliwszy jednocześnie kilka gmachów miejskich). Do godziny 8:00 rano 22 listopada cały Lwów był już w polskich rękach. Ok. godziny 9:00 rozpoczęły się rabunki w dzielnicy żydowskiej, jako że Żydzi w czasie tych walk stanęli po stronie Ukraińców i jak napisał Antoni Jakubski: "Tracąc głowę i występując zbrojnie przeciwko naszym oddziałom, Żydzi sprowadzili sądny dzień na siebie. Zarazem szumowiny zaczęły grabież. Zostali zatem przykładnie ukarani. Wedle relacji żydowskich puszczonych w świat miało być 6000 zamordowanych. A było 60 zabitych, w tym zabitych na linii frontu. O pogromach absolutnie nie słyszałem". Postawa Żydów w czasie tych walk była karygodna, mieszkało ich we Lwowie ponad 60 000, a tylko 20 dołączyło do oddziałów polskich, reszta ochoczo współpracowała z Ukraińcami, brała udział w walkach z Polakami, a także (a może przede wszystkim) wskazywała Ukraińcom kryjówki polskich żołnierzy (jak choćby po zdobyciu Zamarstynowa przez sotnię atamana Dołuda, gdzie Żydzi wskazali mu kryjówki Polaków, których on potem zamordował). Mimo to za udział w akcjach anty-żydowskich następnie aresztowano łącznie 1500 osób (400 żołnierzy i ponad 1000 cywilów). Spośród nich 60 skazano na śmierć przez rozstrzelanie. Ale Lwów już był polski, podobnie jak Wilno.




CDN.

niedziela, 6 kwietnia 2025

ZAPRZAŃSTWO JAKICH MAŁO! - Cz. XXI

CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO 
MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI





POWSTANIE i WOJNA 
Cz. XXI






"ŻEBY RZECZPOSPOLITĘ JEDEN BĄDŹ Z GŁUPSTWA BĄDŹ Z UPORU O UPADEK MÓGŁ PRZYPRAWIĆ (...) CZUJMY SIĘ, DLA BOGA, NIE GIŃMY TAK MARNIE DLA JEDNEGO, DWU, TRZECH UPORU!"

JAN OSTRORÓG
Kasztelan poznański 
(1605)


 Od czasu Konstytucji "Nihil Novi" z 1505 r. wszystkie trzy stany sejmujące (czyli: Król, Senat i Izba poselska) były wobec siebie równe i wszystkie posiadały prawo weta (co prawda od Sejmu 1641 r. Senat miał składać sprawozdania Izbie poselskiej, ale nie zmieniło to podstawowych założeń Konstytucji "Nihil Novi"). Ponieważ wszystkie stany sejmujące posiadały równe prawo do zgłaszania weta wobec przyjętych ustaw, kilka razy przed rokiem 1652 zarówno Król jak i Senat doprowadzili do zakończenia Sejmu bez przyjęcia uchwał (jeśli się nie pomyliłem w rachubach, to uczynili to po dwa razy). Szlachta również kilkukrotnie zerwała Sejmy bez przyjęcia uchwał, ale nigdy nie działo się to poprzez głos sprzeciwu jednego człowieka, lecz zawsze był to jakiś kolektyw, jakaś grupa posłów, sprzeciwiająca się danym, czy to królewskim, czy senackim projektom ustaw. Zgodnie z Konstytucją Nihil Novi król miał obowiązek zwoływać Sejm zwyczajny co dwa lata, na okres najwyżej 6 niedziel. Ale jeśli na danym Sejmie nie zapadły wiążące decyzje, lub też Sejm rozjechał się bez przyjęcia uchwał, król miał prawo zwołać Sejm nadzwyczajny (aby na nim przyjąć niezbędne decyzje) i tak też się często działo. Rok 1652 w którym to poseł z Upity - Władysław Wiktoryn Siciński zerwał Sejm, nie był tak naprawdę niczym szczególnym, (no może poza faktem że uczynił to jeden człowiek, a nie grupa posłów). Tym bardziej że tak naprawdę nie zerwał on Sejmu, a jedynie nie zgodził się na przedłużenie obrad sejmowych, co (jak napisałem wyżej) miało miejsce już kilkakrotnie (szczególnie w XVII wieku). Tak naprawdę pierwsze liberum veto z prawdziwego zdarzenia, czyli pierwsze zerwanie Sejmu de facto, miało miejsce dopiero w roku 1669. Mimo to właśnie Siciński stał się realnie kozłem ofiarnym późniejszych wydarzeń, które sprowadziły na Rzeczpospolitą niemoc polityczną, a po części również wewnętrzną anarchię (trzeba bowiem pamiętać że - szczególnie w Polsce, ale od połowy XVI  wieku również na Litwie, a gdy polonizowała się Ruś także i na Ukrainie - tradycje sejmikowe były bardzo silne, a co za tym idzie, tradycje lokalnego patriotyzmu, które często brały górę nad patriotyzmem krajowym. Uwidoczniło się to szczególnie w wieku XVIII kiedy Rzeczpospolita tak naprawdę została politycznie rozbita na dzielnice, choć realnie na zewnątrz nadal była zjednoczona).

Władysław Siciński stał się prawdziwym czarnym charakterem, siewcą Apokalipsy. Został przeklęty ponoć jeszcze na Sejmie w marcu roku 1652. Mówiono też że zginął od uderzenia pioruna (1672 r.), a jego ciała nie chciała przyjąć ziemia, więc (zgodnie z anegdotą głoszona przez Zygmunta Glogera jeszcze w XIX wieku) jego zmumifikowane ciało wystawiano dla rozrywki po karczmach i szynkach. Sam Adam Mickiewicz napisał w wierszu: "Popas w Upicie" tak oto o Sicińskim: "Zda się, że ciężar hańby do ziemi go cisnął. Albo, żę ręka gwałtu z piekieł go wywlekła. I znowu radby gwałtem powracać do piekła". Ostatecznie w roku 1860 zmumifikowane truchło Sicińskiego spoczęło w kościele w Upicie, w drewnianej skrzyni, którą kazał dla niego zbić proboszcz tamtejszej parafii. Ale dlaczego Siciński tak naprawdę został przeklęty, czy tylko dlatego że sprowadził katastrofę na Ojczyzny łono? Nie tylko dlatego, tym bardziej że jak wspomniałem wyżej, jego przewina nie jest aż tak wielka, można by wręcz powiedzieć że niczym szczególnym się tak naprawdę negatywnie nie objawił, ot po prostu nie wyraził zgody na procedowanie uchwał sejmowych i tyle. Tylko że Sejm w roku 1652 był poświęcony, a co za tym idzie jego uchwały miały wsparcie Niebios. Doprowadzenie więc do zakończenia obrad sejmowych przed przyjęciem uchwał było jednocześnie świętokradztwem, bluźnierstwem wobec Boga. I głównie dlatego Sicińskiego wyklęto jeszcze w wieku XVII. Aby to zrozumieć, warto przybliżyć atmosferę tamtego czasu i tamtego Sejmu, który rozpoczął się w końcu stycznia 1652 r.


DUKAT KORONNY JANA KAZIMIERZA 



Już po Bożym Narodzeniu 1651 r. szlachta zjeżdżała się na Sejm wielce wzburzona. Nic bowiem nie układało się tak jak trzeba, po świetnym zwycięstwie beresteckim nie zakończyło się powstanie Chmielnickiego na Ukrainie, a wartość monety w ciągu 1651 r. została dwukrotnie królewskimi uniwersałami zmieniona na niekorzyść dla szlachty (po to aby zebrać więcej pieniędzy na potrzeby wojska), która wciąż sprzedawała swe zboże do krajów Europy Zachodniej. Królowi poza tym zarzucano że wyciągnął pospolite ruszenie do walki z Chmielnickim na Wołyń i Ukrainę, pozostawiając szlacheckie rodziny na pastwę chłopstwa (w czasie buntu Kostki-Napierskiego, czy ruchawek wielkopolskich, o których pisałem w poprzednich częściach). Poza tym zarzucano Janowi II Kazimierzowi, że bunt Kozaków jest mu na rękę, gdyż pragnie ich użyć do wojny ze Szwecją o koronę królewską tego kraju (w końcu zarówno on, jak i jego brat Władysław IV i ojciec Zygmunt III Waza, byli tytularnymi królami Szwecji, pozbawionymi tronu tylko dlatego, że nie chcieli przejść na protestantyzm). Ogólnie więc można było wyczuć wielki "wkurw" szlachty na króla (choć w ogromnej części do wyżej wymienionych niepowodzeń sami się skutecznie dołożyli, a często byli ich inicjatorami - w końcu powstanie Chmielnickiego można było zakończyć jeszcze w 1651 r. gdyby nie niechęć szlachty do dalszego wojowania i do uchwalenia podatku na wojsko, które mogło to powstanie zakończyć). Sejm rozpoczął się 26 stycznia 1652 r. mszą świętą w Katedrze św. Jana. Kazanie odprawił ksiądz Cieciszowski, jezuita, spowiednik królewski. W kazaniu swym porównywał Chmielnickiego do Lucyfera, zmarłego księcia Jeremiego Wiśniowieckiego do Archanioła Michała, sejmiki do "szemrania Żydów na puszczy", wiele też mówił o wolności i przestrzegał szlachtę aby ostrożnie się z nią obchodzono. Na zakończenie kazania wypowiedział zaś słowa skierowane do wszystkich: "Dziękujcie Bogu za to, co macie!"

Przybyło jedynie 10 senatorów, a cała reszta wolała siedzieć w swoich domowych pieleszach i czekać na zakończenie obrad sejmowych, gdyż nie chciało im się w zimie jechać do Warszawy specjalnie na Sejm (był też inny powód, nie chcieli ani wspierać króla w jego planach, ani też występować przeciwko niemu, więc taka nieobecność wydała się wielu najbardziej optymalna). Byli i tacy, którzy wprost przepowiadali że ten sejm zakończy się źle (jak choćby równie nieobecny prymas Maciej Łubieński). W Izbie poselskiej też zabrakło pełnego składu (optymalnie przyjęto że "optymalny skład" to co najmniej 200 osób). Z województw: mazowieckiego, sieradzkiego i sandomierskiego przybyło łącznie 31 posłów (była to tzw. frakcja Hieronima Radziejowskiego, o którym pisałem również w poprzednich częściach), z województw: poznańskiego i kaliskiego razem 12 posłów (tzw. frakcja Krzysztofa Opalińskiego, mocno przeciwna królowi), z województwa kujawskiego 4 posłów (również przeciwnych królowi). Z województw: krakowskiego i ruskiego łącznie 18 posłów (tzw "umiarkowana" opozycja). Litwa też była podzielona (nieznana jest dokładna liczba posłów litewskich na Sejm 1652 r.), stronnicy Janusza Radziwiłła byli przeciwni królowi, natomiast stronnicy rodu Sapiehów trzymali z dworem. Z dworem trzymali również posłowie Prus Królewskich, zaś ci z województw objętych powstaniem Chmielnickiego, a to psioczyli na króla, a to na "panów braci". Wychodziło więc na to, że frakcje dworska i anty dworska praktycznie się równoważyły i nikt nie miał siły aby skutecznie przegłosować swoje projekty (jako ciekawostkę dodam że szczególnie nielubianym posłem przez frakcję dworską był niejaki Petrykowski, szlachcic który mówił co myślał i nazywał rzeczy po imieniu. Oczywiście nie oznaczało to że lubili go ci z przeciwnej frakcji, raczej był nielubiany przez obie strony, ale ponieważ często wypominał królowi różne sprawki, to właśnie "dworscy" byli szczególnie zainteresowani w dyskredytowaniu go). Marszałkiem Sejmu obrano stolnika lwowskiego Andrzeja Maksymiliana Fredrę. 




Była to kandydatura akceptowana przez obie frakcje, jako że i postać Fredry była zdaje się wyjątkowa (no, może bez przesady, ale jednak wyróżniał się). Miał co prawda dopiero 28 lat, ale pokazał się już kilkukrotnie z jak najlepszej strony. Na Sejmie elekcyjnym w styczniu 1649 r. ofiarował prawie cały swój majątek na wystawienie wojska w celu ratowania Ojczyzny zagrożonej przez kozactwo i Tatarów. Pod Beresteczkiem walczył na czele swej własnej chorągwi husarskiej, na czele której następnie posłał go król do Siedmiogrodu, w celu rozerwania linii Chmielnickiego z księciem Rakoczym. Po powrocie z Siedmiogrodu udał się do Krakowa, gdzie tamtejszemu Uniwersytetowi przekazał - napisane niedawno przez siebie - dzieło "Historyia Narodu Polskyiego" (nie zachowało się do naszych czasów). 29 stycznia udali się posłowie do Senatu na prezentację i powitanie króla (pocałowanie królewskiej ręki), mowę powitalną wygłosił oczywiście marszałek Sejmu - Andrzej Maksymilian Fredro, w której to chwalił króla, jako mężnego rycerza i obrońcę Ojczyzny, jednocześnie deklarując, że w Polsce - w przeciwieństwie do innych krajów Europy i Azji - królowie nie muszą obawiać się swych poddanych i spokojnie mogą "spać na łonach szlacheckiej braci", nie musząc się obawiać o swe bezpieczeństwo. Jednocześnie (zwracając się bezpośrednio do króla) stwierdził, że tylko wtedy będzie mógł Jan Kazimierz myśleć o pozostawieniu tronu swemu następcy, jeśli w pamięci poddanych "zarobi sobie na miłość narodu". Pierwsze dni upłynęły na sprawy proceduralne i rozdawanie wakansów (m.in. dóbr Hieronima Radziejowskiego, który został uznany za banitę ze względu na oszczerstwa, o których pisałem w poprzedniej części). Posłowie pruscy protestowali przeciwko oboźnemu koronnemu - Kalinowskiemu, który przejął Brodnicę, choć nie był nawet Prusakiem (a na mocy przywileju inkorporacyjnego z 1466 r. stanowiska, urzędy i ziemie w Prusach Królewskich mogły być przekazywane tylko mieszkańcom tej ziemi). Groziło to zerwaniem Sejmu już na początku obrad (podobnie jak miało to miejsce w roku 1650, gdy posłowie pruscy gremialnie zaczęli opuszczać pole sejmowe, ale w sposób dosyć teatralny - notabene często tak się działo na polskich sejmach - zostali powstrzymani przez innych posłów poprzez złapanie ich pod ręce i odprowadzenie na miejsce 🥴). Wiele też było skarg, wzajemnych niesnasek i oskarżeń o niesłusznie pełnione wakanse.

9 lutego w obecności króla poseł Dębski zaczął pytać dlaczego obniżono wartość monety i dlaczego nie dokończono zwycięstwa pod Beresteczkiem. W pewnym momencie przerwał mu poseł Obuchowicz, podszedł do niego i rzekł, aby zbyt usilnie nie pytał o kwestię ukraińską i bitwę pod Beresteczkiem, gdyż jak dodał: "Żeby na nas samych winy nie złożono i wstydem nas nie oblano" (doskonale bowiem wiedział że to głównie przez niechęć szlachty do dalszego wojowania i chęć powrotu do domów była powodem przetrwania Chmielnickiego). 10 lutego głos zabrał sam Obuchowicz, który twierdził że nie ma nic szpetniejszego, niż zwycięstwo odniesione w wojnie domowej i wręcz dziękował Bogu, że ten nie pozwolił im odnieść pełnego zwycięstwa nad "braćmi". Później była batalia o obniżenie wartości monety, co stwierdzono że stało się to za radą Senatu, ale gdy posłowie udali się do króla, aby im odczytano konsulta senatorskie w tej sprawie, nie uczyniono tego, a odczytano im jedynie konsulta litewskie - które mówiły o czym innym, co jeszcze bardziej wzburzyło posłów. Tymczasem 14 lutego przyszła do Warszawy wiadomość, że Trybunał piotrkowski (który rozpatrywał m.in. sprawę rozwodu Radziejowskiego z Elżbietą ze Słuszków), uniewinnił go wszelkich zarzucanych mu czynów i zrehabilitował (tylko że jego majątek już podzielono, bo od tego zaczęto obrady Sejmu, pomimo sprzeciwu frakcji którą wymieniłem wyżej 🤭). Radziejowski miał na dworze wielu wpływowych przyjaciół, w tym samą królową Ludwikę Marię, która prosiła męża aby ułaskawił Hieronima i przywrócił mu odebrane urzędy i majątek. Król był jednak uparty. 15 lutego przyprowadzono więc na Sejm dwóch małych chłopców, synów Radziejowskiego (Stanisława i Michała), domagając się dla nich sprawiedliwości. Wspierający Radziejowskiego Zamoyski, rzekł wówczas: "Wolę gdzieś indziej na zsyłce zostawać, niż w wolnym królestwie niewolę cierpieć". Wszystko przyjęło ponownie teatralny i emocjonalny charakter, gdy dwaj synowie Radziejowskiego na kolanach, płacząc żewnie, błagali króla i posłów o łaskę dla siebie i dla ojca. Powstał swoisty pat prawny, bowiem gdyby Izba poselska wsparła Trybunał krajowy (czyli ten który w Piotrkowie wydał wyrok w sprawie Radziejowskiego), doszłoby do konfuzji sądownictwa i cały kraj stałby się widownią konfliktu króla z sądem najwyższym, a tego tylko brakowało, mając nierozwiązaną kwestią kozacką i niebezpieczeństwo tatarskie - wciąż czyhające na południowo-wschodnich rubieżach kraju. 




Aby temu zapobiec - pomimo błagań młodych Radziejowskich - poseł Obuchowicz stwierdził, że wyrok Trybunału jest nieważny, a to z tego względu, iż dekret marszałkowski wydany w sprawie konfiskaty dóbr Radziejowskiego, stanął za radą Senatu. Stało się wówczas coś, czego się nikt nie spodziewał, a mianowicie prawie cała sala (wyłączywszy kilkunastu posłów wspierających Radziejowskiego) gremialnie krzyknęła że wyrok Trybunału jest nieważny, ponieważ dekret marszałkowski wydany został za radą Senatu. Król miał więc rozwiązane ręce, a jednocześnie problem z Radziejowskim z głowy, gdyż wszystko spadło teraz na Senat. Kolejne dni upływały na wzajemnych swarach odnośnie Radziejowskiego, kwestii obniżenia wartości monety i tego kto temu realnie zawinił, zakończenia wojny z Kozakami na Ukrainie (ten temat był bardzo krótko rozpatrywany), oraz wysłania poselstw przez króla do Szwecji i do Moskwy, bez wiedzy i zgody stanu rycerskiego (czyli szlachty). 29 lutego na Sejm przybyli posłowie kozaccy wysłani przez Chmielnickiego. Przywieźli królowi w podarunku 12 koni tureckich w bogatym oporządzeniu, a także prośbę do Sejmu o zatwierdzenie układów białocerkiewnych. 3 marca zaś na audiencji przed Senatem wystąpili posłowie moskiewscy, którzy domagali się sprawiedliwości w imieniu cara Aleksego, odnośnie tytułu carskiego (który wielu w Rzeczpospolitej pomijało, nazywając Aleksego kniaziem) domagali się więc ich surowego ukarania. Rzeczywiście, w Rzeczpospolitej w 1637 r. wprowadzono prawo odnośnie tytułu carskiego, którego miano przestrzegać w tytulaturze, ale jak to w Rzeczpospolitej wolność najważniejsza (w przeciwieństwie do Rosji,  gdzie wola cara była prawem). Trzej rosyjscy posłowie którzy przybyli na Sejm (i którzy doskonale znali język polski, jeden nawet mówił po łacinie i po francusku) grozili wojną w przypadku niespełnienia żądania ukarania sprawców "obrazy carskiej". Większa część tych, których Moskale oskarżali, już nie żyła, gros spraw dotyczył też kwestii sprzed roku 1637, tych więc król natychmiast uniewinnił (mimo sprzeciwu moskiewskich posłów). Tych zaś, którzy uwłaczyli carowi po wydaniu prawa odnośnie tytulatury, król polecił słać posłów do Moskwy, aby tam przepraszali. Na taki werdykt Moskale zareagowali żądaniem... zwrotu Smoleńska i innych twierdz siwierskich, a następnie złożyli protest przed Senatem na decyzję królewską - odjechali z niczym.

Wojna na Ukrainie nie została rozwiązana, groziło niebezpieczeństwo ze strony Moskwy i Tatarów, a posłowie na Sejmie nie chcieli słyszeć o obronie i nowych podatkach. Osłabieni już, znudzeni i znużeni toczącymi się od ponad miesiąca swarami sejmowymi, nie byli w stanie ustąpić nawet na krok w swych zamierzeniach, a jednocześnie nie chcieli podejmować tematu obrony Rzeczpospolitej. Kolejne marcowe dni mijały więc bezowocnie. Sejm miał się zakończyć dnia 8 marca i większość posłów oczekiwała tego dnia z niecierpliwością (tak naprawdę Sejm w ogóle się jeszcze nie zaczął, gdyż nie zapadły na nim żadne decyzje, a już musiał się kończyć 🙆). Mimo to król nie tracił nadziei że w ostatnich dniach, a być może ostatniego dnia uda się wymóc na posłach pieniądze na wojsko (tak bowiem często się działo, stronnictwo dworskie do ostatnich dni czekało z najważniejszymi kwestiami, po to, aby rzutem na taśmę przegłosować najważniejsze dla Ojczyzny sprawy), tym razem jednak stało się inaczej. 6 marca miało bowiem miejsce pewne wydarzenie, a mianowicie jadący ulicą Piwną w stronę Zamku hetman polny litewski Janusz Radziwiłł, tuż przy gospodzie Działyńskich, wszczął kłótnię z przedstawicielem tego rodu - starostą pokrzywnickim. Przed gospodą stała bowiem kareta Działyńskiego i tamowała przejazd licznej kawalkadzie hetmana. Najpierw znieważył woźnicę starosty, a gdy sam hetman wychylił się przez okno swej karety i krzyknął do swych ludzi: "Bij!", natychmiast wypadła czeladź, która zabiła dwóch hajduków Działyńskiego a woźnicę poraniła. Z gospody wybiegli więc ludzie Działyńskiego z pałaszami. Gwardia hetmana - którą dowodził pułkownik Komorowski - podjęła walkę i zwyciężyła, kładąc trupem wielu ludzi Działyńskiego. Na drugi dzień ta sprawa stanęła przed Sejmem, a ponieważ pojawiły się nowe frakcje w tej sprawie i kolejne kłótnie, król wniósł o przedłużenie obrad sejmowych. Zgodzono się uczynić to tylko o jeden dzień, do 9 marca. Tego dnia król wystąpił Z żądaniem nowych podatków. To była jak czerwona płachta na byka dla i tak już wzajemnie skłóconych i mocno zmęczonych posłów. Zaczęły się nowe spory o to, kto ile ma zapłacić i czy w ogóle płacić - pomiędzy województwami. Wreszcie nastała noc taka, że ani król, ani posłowie już się nie odróżniali (a prawo zabraniało wnosić światła do sali sejmowej), nie przedłużono też obrad na dzień jutrzejszy, a minęła godzina 23:00. Zaczęto więc domagać się aby Sejm zezwolił na przedłużenie obrad na następny dzień - jedni posłowie byli za, inni przeciw, niewielu zaś początkowo słyszało głos jednego z posłów, który krzyczał: "Nie pozwalam na prelongację". Wreszcie żądanie to doniesiono marszałkowi Sejmu, twierdząc że jeżeli jeden poseł sprzeciwił się przedłużeniu obrad, to należy zaakceptować i większość posłów zaczęła wychodzić z sali.




Stronnicy królewscy zaczęli ich powstrzymywać, próbując z powrotem przyprowadzić na salę, ale stwierdzono że to przecież Siciński złożył weto, więc tylko on może je odwołać. Poczęto więc go szukać, i padały pytania: "Gdzie jest Siciński?", nigdzie nie można go było znaleźć. A jego nie było już na sali sejmowej. W owym gwarze który zaistniał, opuścił miejsce obrad i przeprawił się na Pragę. Ponieważ posła z Upity nigdzie nie można było znaleźć, zaczęto radzić czy jeden poseł może zadecydować o sprzeciwie na przedłużenie obrad sejmowych, czy też nie. Jedni byli za, drudzy przeciw i tak minęła godzina 00:00 w nocy 10 marca 1652 r. Zmęczeni posłowie stwierdzili tylko że rankiem należy przyprowadzić Sicińskiego przed obrady Sejmu i "przekonać" go do zmiany decyzji. 10 marca przypadała niedziela, która upłynęła na próbach przekonania Sicińskiego do powrotu na Sejm. On sam zresztą deklarował że wróci i wycofa swój sprzeciw, ale nocą, z niedzieli na poniedziałek wyjechał z Warszawy, a wraz z nim wszyscy jego towarzysze. 11 marca rano, gdy za wezwano Sicińskiego do laski marszałkowskiej, a jego nie było, marszałek Sejmu Andrzej Maksymilian Fredro udał się do tronu, przepraszając króla za to, że nic nie udało się uchwalić na tym sejmie, a jednocześnie że Sejm musi zakończyć obrady. Niektórzy protestowali, ale nie było wyjścia. Jeden z posłów krzyknął wówczas do nieobecnego Sicińskiego: "Bodajś z piekła nie wyszedł, któryś zrządził takie nieszczęście", a reszta z sali odpowiedziała: "Amen!" Sejm został zerwany.


"UPIÓR z UPITY"
MUMIA WŁADYSŁAWA SICIŃSKIEGO 



CDN.

niedziela, 2 marca 2025

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. XVI

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI 
Cz. XVI
(RETROSPEKCJA)


 Wiosną 855 r. na dwór Karola II Łysego (który coraz częściej przebywał w Paryżu) przybył władca z nieodległej Brytanii, a konkretnie z królestwa Wessexu (czyli królestwa Zachodnich Sasów) - Æthelwulf. Zdążał on bowiem na pielgrzymkę do Rzymu i po prostu drodze po drodze zatrzymał się na frankijskim dworze Karola II, gdzie został niezwykle dobrze przyjęty, a na jego cześć wyprawiano liczne uczty i bale. Zapewne już wtedy w głowie Karola zrodziła się myśl, aby swą 12-letnią córkę Judytę, wydać za mąż właśnie z owego Brytola. Tym bardziej że nie był on wcale ubogim władcą zamorskiego kraju (jak powszechnie postrzegano wówczas Brytanię i zasiedlających ją Anglów, Sasów, Jutów i Celtów), a królem potężnego Wessexu, który po pokonaniu Mercji (w 825 r.) stał się najpotężniejszym anglosaskim królestwem Brytanii. Oczywiście królestwo to (podobnie jak inne królestwa na Wyspie) było regularnie najeżdżane przez Wikingów i potwornie łupione, ale mimo to Æthelwulf był już uważany za jednego z potężnych chrześcijańskich władców. Wessex założony został w roku 519 przez niejakiego Cerdyka (inne królestwa anglosaskie powstawały na przestrzeni 150 lat od pierwszego lądowania Anglów, Sasów i Jutów w Brytanii w roku 449. I tak, królestwo Kent założone zostało jako pierwsze anglosaskie państwo w roku 467 przez wodza plemienia Jutów - Hengista. Sussex powstał w 490 r. założony przez króla Ellę. Essex założył Erkenwin w 527 r. W 547 r. król Ida zakłada Bernicję. Deirę założył Ella w 560 r. W 571 r. powstaje Wschodnia Anglia {Norfolk, Suffolk, Cambridge} króla Uffy. W 586 r. Krida założył Mercję, a w 617 r. król Edwin połączył ze sobą Bernicję i Dejrę, tworząc królestwo Northumbrii. Królestwo to też - jako pierwsze z królestw w Brytanii - przyjęło w 627 r. wiarę chrześcijańską {odbyło się to na zasadzie pojedynku na argumenty religijne, jaki zorganizował król Edwin na swym dworze. Z jednej strony stanął bowiem misjonarz z zakonu paulinów, z drugiej pogański arcykapłan i obaj mieli przekonać króla oraz innych możnych Northumbrii która religia będzie lepsza dla królestwa. Zdaniem zebranych lepszy okazał się zakonnik}).




Druga połowa V wieku, to był czas okrutnych walk pomiędzy Anglosasami, a spychanymi coraz bardziej na zachód Celto-Rzymianami (czyli zromanizowanymi Celtami). W tym czasie bohaterem tych ostatnich stał się nijaki Arthorius, Celto-Rzymianin który przez długi czas odnosił zwycięstwa nad Anglosasami (a największe z tych zwycięstw miało miejsce w roku 520 w bitwie pod górą Badon). Zapewne jest to postać realnie istniejąca, ale na jej kanwie zbudowano późniejszą legendę, która przetrwała w celtyckiej tradycji o królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu. Arthorius musiał rzeczywiście dawać Anglosasom we znaki, jako że przez dłuższy czas (aż do jego śmierci) nie byli oni w stanie posunąć się na północ od Tamizy i od Colchester (według tej tradycji Arthorius miał zostać zamordowany przez swego siostrzeńca w roku 542). Nic więc dziwnego że tradycja o królu Arturze stała się potem tak popularną, gdyż wojownik który zapewne stał się przywódcą lokalnej porzuconej przez Rzym bryto-rzymskiej społeczności (legiony po raz pierwszy wycofały się z Brytanii w roku 407, ale wkrótce potem wróciły, chodź na krótko, bowiem już 410 ponownie wycofały się z stamtąd na stałe, a cesarz Honoriusz poinformował wówczas Brytów, że odtąd muszą sami zadbać o swoją ochronę, gdyż granica na Renie pruła się jak "stare galoty" a do Zachodniego Imperium wchodziły poszczególne ludy zza Renu praktycznie jak do siebie. Przez pierwsze 40 lat Brytowie jakoś sobie radzili, ale najazd Anglosasów spowodował, że zaczęli przegrywać i musieli się cofać coraz bardziej na zachód i coraz bardziej na północ, natomiast okres rządów Arthoriusa był jednym z bodajże nielicznych, podczas których Brytowie wygrywali).


31 grudnia 406 r. hordy Wandalów, Swebów, Alanów i Burgundów przekraczają zamarznięty Ren, kierując się w stronę rzymskiej Galii, jak wielokrotnie w przeszłości, z tym że teraz już nie zawrócą. Rzymski posterunek w niedalekiej Moguncji nawet nie próbuje interweniować. Mróz jest bowiem tak wielki, że żołnierzom nie chce się walczyć, a poza tym liczba barbarzyńców którzy wdzierają się przez Ren, napawa ich przerażeniem



W 789 r. właśnie do brzegów Wessexu (południowo-środkowa Brytania) dobiły pierwsze trzy okręty Wikingów (już kiedyś o tym pisałem, więc nie będę się powtarzał). Zabili oni lokalnego wójta i spalili wioskę, w każdym razie było to pierwsze spotkanie Anglosasów z Normanami. Potem był niesławny atak Wikingów na klasztor Lindisfarne w Northumbrii (793) który przeraził mieszkańców wyspy swym okrucieństwem. Po tej tragedii Alkuin z Yorku - dworski kronikarz Karola Wielkiego pochodzący właśnie z Northumbrii - zapisał w liście (będącym swoistymi kondolencjami) do króla Ethelreda: "To już około 350 lat, odkąd my i nasi ojcowie mieszkamy w tym najpiękniejszym kraju, i nigdy wcześniej nie spotkało Brytanii tak straszne wydarzenie, jak to, którego doświadczyliśmy ze strony pogan. Nie uważano też za możliwe, aby taka podróż mogła się kiedykolwiek powieść (Alkuin ma tutaj na myśli atak Normanów na Brytanię ze Skandynawii, chociaż doprawdy trudno zrozumieć jego tok myślenia, skoro sam wcześniej stwierdził, że jego przodkowie przybyli tutaj 350 lat wcześniej również drogą morską z Danii i północnych Niemiec. Może uważał że owi poganie nie są już do tego zdolni 🥴 To tak samo jak w jednym z programów "Matura to bzdura" pewien młodzieniec odpowiadając na pytanie w którym wieku odkryto Amerykę, stwierdził że w XX wieku, bo "wcześniej ludzie bali się wody", i dodał z takim wzrokiem pytający o rozum: "Ale jakąś łódkę to chyba zrobili, co?" 🤭😂 Wydaje mi się że jako społeczeństwa cofamy się w rozwoju i niedługo rozpocznie się proces dewolucji, bo trudno inaczej to zinterpretować, słuchając takich bredni). Dalej Alkuin pisał w swym liście: "Oto kościół św. Cuthberta splamiony jest krwią kapłanów Boga. Został ograbiony ze wszystkich ozdób. Najbardziej czcigodne miejsce w Brytanii zostało oddane pogańskim ludom na łup". A potem dopiero się zaczęło. Nie ma jednak sensu teraz opisywać wszystkich najazdów normańskich na Brytanię, dlatego pominę to. Natomiast warto sobie uświadomić, że ataki Wikingów na Brytanię dzielą się na trzy okres. Pierwszy okres, to okres grabieży, trwający od 793 do 851 r. Drugi to czas osadnictwa, trwający od 851 do 897 r. Ostatni okres, to - po prawie stuletniej przerwie - okres podboju, trwający od 980 do 1042 r. Powrót na tron Anglii Edwarda Wyznawcy w roku 1042 oznacza kres rządów Wikingów w tym kraju, aczkolwiek Edward Wyznawca był też przedostatnim anglosaskim królem, a jego syn  -Harold II 24 lata później poniósł klęskę w bitwie z Wilhelmem Zdobywcą pod Hastings. Normańska dynastia z północnej Francji, która od 1066 przejęła władzę, tak naprawdę rządzi po dziś dzień w Wielkiej Brytanii.

Æthelwulf był synem Egberta (syna Ealhmunda - króla Kentu, ale po kądzieli spokrewnionego również z władcami Wessexu). Egbert objął władzę w Wessexie w roku 802, gdy od prawie dwóch lat cesarzem reaktywowanego Cesarstwa Rzymskiego na Zachodzie był Karol zwany Wielkim, a w Konstantynopolu minister finansów cesarzowej Ireny - Nicefor obalił ją, wtrącił do lochu, gdzie zmarła, a sam objął władzę, zaś jeszcze bardziej na południe, Kalifacie Abbasydów w Bagdadzie władał najsławniejszy bodajże kalif - Harun ar-Raszid (taka mała retrospekcja ówczesnych głównie europejskich potęg). Egbert został królem gdy żona poprzedniego władcy Wessexu Beorhtrika - Eadburh otruła go (stało się to przez przypadek, po prostu trucizna była przeznaczona dla kogoś innego, ale niefortunnie wypił ją sam król Beorhtrik). Jej tak naprawdę niepodzielne rządy w Wessexie trwały 13 lat, gdyż to ona realnie rządziła za kulis, wykorzystując jedynie swego męża, jako swoisty parawan dla swych wpływów (gdyż kobieta nie mogła objąć władzy w krajach Anglosasów czy Franków). Ta córka króla Offy z Northumbrii była (podobnie jak jej tatuś) bezwzględna w dążeniu do utrzymania władzy. Na potęgę stosowała truciznę, usuwając niechętnych jej wielmożów, ale jej ludzie dokonywali również porwań i tortur na przeciwnikach politycznych królowej Eadburh. Gdy więc w 802 r. przez przypadek Beorhtrik wypił kielich z trucizną przeznaczony dla kogoś innego i zakończył swą ziemską wędrówkę, jej władza w Wessexie również dobiegła końca. Znając nienawiść wielu wielmożów do siebie, postanowiła opuścić kraj i udać się do Franków, na dwór Karola Wielkiego do Akwizgranu, wioząc ze sobą bogate dary dla cesarza (mające być łapówką, aby ten pozwolił jej zostać i zapewnił bezpieczeństwo, oraz spokojne i dostatnie dożywocie). Istnieje pewna anegdota, która twierdzi, że Karol Wielki siedząc wówczas na tronie, zadał jej pytanie podczas audiencji: "Kogo wolisz, mnie, czy mojego syna" który był tam również obecny. Ona odparła że wolałaby syna, gdyż jest młodszy, na co cesarz miał odpowiedzieć: "Gdybyś wybrała mnie, miałabyś również mojego syna, a tak nie będziesz miała nikogo z nas!". Ostatecznie pozwolił jej osiąść w jednym z opactw, którym władała jako przeorysza. Dysponowała również znacznymi ziemiami przypisanymi do opactwa, które realnie (choć nie oficjalnie) były jej własnością, ale nie potrafiła docenić tego, co otrzymała od losu. Bardzo szybko zaczęła sprowadzać do siebie mężczyzn (najczęściej byli to chłopi, pracujący na terenach przyklasztornych), z którymi figlowała, jednocześnie zakazując im (pod groźbą pozbawienia życia, jako że kara za spółkowanie z mniszką była surowa) mówić o tym głośno. Ale niestety jak to w życiu bywa pewien młody mężczyzna którego ona uwiodła, zaczął się tym publicznie chwalić. Jego los jest nieznany, natomiast ona straciła opactwo, stanęła przed sądem biskupim i została wygnana. Od tej pory błąkała się po Europie żebrząc o chleb. Ostatecznie zmarła w nędzy na ulicy w Pawii. Była królowa Wessexu która tak bardzo pragnęła władzy, skończyła łagodnie mówiąc - nieciekawie (ponoć przykład Eadburh był tak odstręczający dla kolejnych królów Wessexu, że odtąd nie pozwalali oni swym małżonkom tytułować się królowymi, tylko żonami króla).




Jednak podczas tej audiencji obecny był również Egbert, jako że wcześniej uciekł on do państwa Franków, gdyż król Beorhtrik (obawiając się jego praw do tronu Wessexu) ścigał go i zamierzał zgładzić. Teraz, gdy niebezpieczeństwo minęło, wrócił on do Brytanii i przez wielmożów królestwa został wybrany nowym królem. Skończyła się dynastia Bretwaldów z Wessexu, natomiast zaczęła się dynastia... królów Anglii, gdyż Egbert jest (nieoficjalnie) uznawany za pierwszego króla Anglii, jako że poczynił ogromne kroki ku zjednoczeniu królestw Brytanii (choć wydaje się że katalizatorem zjednoczenia nie był ani on, ani żaden inny Anglosas, tylko właśnie Wikingowie, przeciwko którym Brytowie jednoczyli się aby przetrwać, gdyż ich ataki były nie tylko niszczycielskie, ale przede wszystkim barbarzyńskie, jako że nie oszczędzali ani kobiet, ani dzieci. Innymi słowy ciężkie i okrutne były uderzenia zadane młotem Tora, ale prowadziły one do zjednoczenia plemion Anglów, Jutów i Sasów w jeden lud). Po przejęciu władzy w Wessexie Egbert musiał liczyć się z rzeczywistością polityczną, a ta sprowadzała się do faktu, że najsilniejszym królestwem wówczas w Brytanii była Mercja, którą od 796 r władał niejaki Cenwulf. Mercja była na tyle potężna, że kontrolowała również Kent (królestwo ojca Egberta) i Wschodnią Anglię (co prawda gdy Cenwulf wstąpił na tron, na krótko ta kontrola uległa rozluźnieniu, ale już w 798 r. Mercja ponownie odzyskała Kent). Zatem w razie wojny atak szedłby z dwóch stron, z północy i ze wschodu, należało zatem mieć się na baczności i nie prowokować konfliktu. Pierwsze 13 lat panowania Egberta upłynęło w pokoju. Prowokowanie Cenwulfa, który zawarł sojusz z Northumbrią i kontrolował praktycznie wszystkie kraje we wschodniej Anglii - byłoby wówczas szaleństwem, zresztą Cenwulf nie miał aspiracji podboju Wessexu. Dopiero w roku 815 doszło do pierwszej wojny Wessexu z królestwem Dumnonii (Kornwalia). Jej efektem był podbój Kornwalii i przyłączenie tego kraju do Wessexu. Od tej pory Wessex sięgał najdalej na Zachód ze wszystkich anglosaskich królestw Brytanii. Jedynie Wikingowie stali się prawdziwym utrapieniem zarówno Egberta, jak i innych anglosaskich królów.




Bez wątpienia podbój Kornwalii, nieco zmienił dotychczasowy układ sił w Brytanii. Potężny Cenwulf (który kontrolował również Londyn, należący do Essexu) również miał pragnienie podboju Zachodu, chcąc zdobyć Walię, ale pomimo najazdów prowadzonych na zachód od "rowu Offy" (wał ziemnego wykopanego przez króla  Offę, który miał chronić Mercję przed atakami Walijczyków), realnie nie doszło do żadnej większej kampanii wymierzonej przeciw Walii. Zresztą w ostatnich latach swego życia Cenwulf - pragnąc ukoronować swoją władzę - wdał się w konflikt z arcybiskupem Canterbury - Wulfredem, który pragnął zreformować diecezję na wzór karoliński i nie odpowiadała mu kontrola świeckiego księcia. Ostatecznie doszło do tego, że Cenwulf zawiesił Wulfreda w obowiązkach w 819 r. i aż do swej śmierci w Basingwerk we Flintshire (821 r.) już go nie przewrócił. Tymczasem Mercję ogarnęła swoista wojna domowa (a raczej wojna frakcji i koterii) których siedliskiem był pałac w Lichfield. Po śmierci Cenwulfa jego brat Ceolwulf I nakazał zamordować jego 7-letniego synka, po czym sam ogłosił się nowym królem. Napotykając jednak sprzeciw i rosnące wewnętrzne problemy, starał się porozumieć z klerem, zdając sobie sprawę, że musi mieć "dobre układy" zarówno z Rzymem jak "z Bogiem", aby spacyfikować opozycję. We wrześniu 822 r. Wulfred został więc przywrócony na arcybiskupstwo Canterbury. Niewiele mu to jednak pomogło, gdyż już kilka miesięcy później (823) został obalony w zamachu stanu przez niejakiego Beornwulfa (a stało się to z poparciem arcybiskupa Wulfreda, któremu wcześniej Beornwulf pomógł przejąć kontrolę nad kentyjskimi klasztorami - zarządzanymi wcześniej przez córkę Cenwulfa - Cwenthryth). Widząc teraz swoją sposobność do ataku, w sytuacji wewnętrznego chaosu w Mercji, Egbert ruszył na wschód i w bitwie pod Ellandun (Wiltshire) pokonał armię mercyjską i zdobył kontrolę nad Kentem, Wschodnią Anglią, Essexem i Londynem (825 r.). Od razu też Egbert uczynił swego syna - Æthelwulfa władcą Kentu (wcześniej wypędzając stamtąd wasala Mercji - Baldreda). Tak oto tron Kentu, należący wcześniej do ojca Egberta, wrócił ponownie do jego rodu.




Oczywiście Beornwulf nie pogodził się z tymi stratami i już w roku 826 najechał Wschodnią Anglię, ale zginął w jednej z potyczek, a jego wojsko zawróciło. Jego następca - Ludeka (wcześniej pełnił urząd eldormana - czyli zarządcy prowincji) powrócił już wiosną roku następnego, ale również zginął z rąk Wschodnich Anglów, niczego nie zyskując. Teraz sytuacja polityczna zmieniła się i najpotężniejszym krajem Brytanii stał się Wessex. Szczególnie zaś w roku 829 - gdy Egbert najechał Mercję i wypędził stamtąd króla Wilglafa i samemu ogłosił się władcą Mercji - wydawało się, że nic już nie stoi na przeszkodzie aby Wessex zjednoczył całą Brytanię. Okazało się jednak, że to jeszcze nie jest ten czas...








A NA ZAKOŃCZENIE TROCHĘ HUMORU: 



CDN.