Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PIRACI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PIRACI. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 lutego 2025

MEMORIAM - Cz. XXV

VERGINES VESTALES I TRZY CIOSY





UMIŁOWANY POKÓJ
I ZŁUDNE NADZIEJE
SIEDEMDZIESIĄTYCH LAT 

Cz. X




PROKONSUL
PUBLIUSZ SERWILIUSZ VATIA




CO Z TYM WSCHODEM? 
Cz. V


 Piraci byli "od zawsze" prawdziwym utrapieniem wschodnich rubieży Morza Śródziemnego. Ich ataki były niczym średniowieczne ataki Wikingów (choć na nieco mniejszą skalę). Napadali wybrzeża, mniejsze miasta i wsie, plądrowali, mordowali i oczywiście porywali lokalną ludność, zamieniając ją w niewolników i sprzedając z zyskiem na rynkach niewolniczych Morza Egejskiego (głównie na Delos). Działalność piratów wzrastała w chwilach politycznych anarchii i wojen, natomiast malała, gdy musieli się oni mierzyć z potężnymi flotami lokalnych (czy to greckich czy anatolijskich) miast i państw. Głównym ośrodkiem w którym piraci znajdowali schronienie, a nawet tworzyli tam swoje własne mini państwa, była na wschodzie Morza Śródziemnego górzysta kraina zwana Cylicją - leżąca na południowych rubieżach Anatolii. Natomiast głównym ośrodkiem piratów na zachodzie, były wyspy Baleary. Istnienie takiego zjawiska jak piractwo, oczywiście do pewnego stopnia odpowiadało interesom Rzymian. Napędzali oni bowiem podaż na niewolniczą siłę roboczą, która wówczas coraz częściej nie nadążała już za popytem. Ale z drugiej strony ataki na miasta sprzymierzeńców Rzymu, a także porwania rzymskich obywateli powodowały, że jednak coś z tym problemem należało uczynić. Piractwo na Zachodzie było znacznie mniej rozprzestrzeniane, niż to na Wschodzie, gdyż punicka ludność Balearów była w ogromnej większości pokojowo nastawiona (składała się bowiem przeważnie z rolników i kupców którzy chcieli żyć w pokoju, ale nie dla wszystkich starczało tam ziemi i ci, którzy nie byli w stanie zająć się handlem ani też nie przejęli ziemi po swych rodzicach, podejmowali się rabunków jako piraci). Wyprawę wojenną przeciwko owym gimnesjanom (czyli nudystom jak zwali ich Grecy, jako że ludność Balearów ponoć lubiła chodzić bez odzienia. Zresztą sama nazwa wysp również ma greckie konotacje, odnosi się bowiem do Baleosa - przyjaciela Heraklesa, choć oczywiście punicka ludność zapewne zwała owe wyspy inaczej) przedsięwziął w roku 123 p.n.e. konsul Kwintus Cecyliusz Metellus (było to związane z chęcią przejęcia wysp i osadzenia tam rzymskich kolonistów i to ze względu na fakt, że Baleary cieszyły się niezwykle żyznymi terenami rolniczymi). 

Kronikarze tej wyprawy Orozjusz i Florus podkreślali niezwykłe barbarzyństwo mieszkańców wysp (mieli oni ponoć na łódkach podpływać do rzymskich okrętów i celować do nich z proc. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne, a opis Orozjusza i Florusa przypomina zwykły propagandowy zabieg, pokazujący że ludność podbijanych wysp była po prostu barbarzyńska i należało ją czym prędzej ucywilizować. Przekaz ten przypomina mi od razu propagandowe enuncjacje Niemiec hitlerowskich o "18 dniowej kampanii" w Polsce w 1939 r. oraz o tym, że polscy ułani mieli z lancami i szablami nacierać na niemieckie czołgi. Te brednie powielali również Sowieci, a następnie uczono ich w komunistycznych szkołach w Polsce Ludowej. Jest to tak żałosne że trudno nawet się nad tym dłużej pochylić, ale warto tutaj tylko dodać że polska kawaleria miała swoją taktykę w walce z czołgami i nie była to wcale szarża z lancami na czołgi. Po prostu w takiej konfrontacji żołnierze schodzili z koni, zajmowali pozycje strzeleckie i z dział przeciwpancernych lub broni {np. z niezwykle skutecznych i śmiercionośnych dla niemieckich czołgów karabinów Ur, które przebijały pancerze każdego czołgu robiąc małą dziurkę z przodu i eksplodowały w środku zabijając załogę. Ponieważ jednak ta broń była tak śmiertelnie skuteczna, była jednocześnie tajna i to tak tajna, że tylko nieliczne jednostki miały ją na swoim wyposażeniu. Karabin przeciwpancerny Ur(ugwaj) był bez wątpienia najdoskonalszą tego typu bronią w ówczesnym świecie choć niewiele różnił się od zwykłego karabinu żołnierza piechoty, był lekki, poręczny i łatwy w obsłudze, różnica polegała głównie na amunicji i spuście} ostrzeliwali te maszyny, niszcząc dziesiątki z nich - jak choćby w bitwie pod Mokrą. Oczywiście w dzisiejszych czasach niemieckie kłamstwo związane właśnie z szarżą z lancami na czołgi już przestało działać - przynajmniej w Polsce, ale od czasu do czasu jeszcze pojawia się tego typu brednia. Mieszkańcy Balearów również zostali w ten sposób zniesławieni, a ponieważ przegrali, to kłamstwo nie zostało podważone). Punici z Balearów stosowali taktykę wojny podjazdowej - "uderz i uciekaj", ale na dłuższą metę nie byli w stanie powstrzymać Rzymian, którzy już w roku 122 p.n.e. zdobyli wszystkie trzy wyspy Balearów, a Metellus osadził tam 20 000 swoich weteranów (wcześniej odbierając ziemię jej prawowitym mieszkańcom) w dwóch założonych przez siebie miastach: Palmy i Pollentii. Tak oto Baleary stały się częścią rzymskiej prowincji Hispania Citerior (Hiszpania Bliższa) a prefekta tych wysp mianował rzymski namiestnik tejże prowincji. W roku 121 p.n.e. Kwintus Cecyliusz Metellus odbył wspaniały triumf w Rzymie z powodu zajęcia wysp i otrzymał wówczas przydomek "Baliaricus" ("Balearyjski").


PUNICCY MIESZKAŃCY BALEARÓW



Natomiast na Wschodzie sytuacja wyglądała nieco inaczej. Cylicyjskie wybrzeże i pobliskie góry (gdzie można było szybko schować się w przypadku jakiegokolwiek ataku, czy to z lądu czy z morza) powodowały, że walka z tamtejszymi grupami piratów była zawsze bardzo trudna. Stała się jeszcze trudniejsza, gdy w roku 143 p.n.e. lokalny watażka (były oficer w armii Seleucydów) Diodotos Tryfon założył tam nadmorskie miasto Koraksejon, które następnie zamienił w twierdzę. Stała się ona mekką piratów i wszelkich zbiegłych przestępców, niewolników którzy uciekli od swoich panów i wszystkich, którzy cierpieli z powodu wszelakich zniewag. Teraz jako morscy rabusie stali się "kimś", nie byli już pogardzanymi wyrzutkami i zniewolonymi sługami, teraz mogli sami decydować o życiu i śmierci innych. Tryfon w latach 142-139 p.n.e. podjął się kilkunastu wielkich i kilkudziesięciu mniejszych wypraw przeciwko miastom i wybrzeżom Hellady, Azji Mniejszej i Syrii (szczególnie wielkim echem w ówczesnym greckim świecie odbił się atak na miasto Berytos {dzisiejszy Bejrut} w 142 r. p.n.e. i uprowadzenie jego mieszkańców, których następnie sprzedano z zyskiem na Delos). Te ataki oraz bierność Seleucydów i Attalidów (co prawda Cylicja oficjalnie podlegała syryjskiemu władzwu Seleucydów, ale król Demetriusz II Nikator po niedawnym swym zwycięstwie w bitwie nad rzeką Oenoparos w 145 r. p.n.e. nad konkurentem do władzy Aleksandrem Balasem, nie był zainteresowany wplątaniem się w kolejny konflikt, tym bardziej że na wschodzie swego rozpadającego się Imperium, napierali na niego Partowie, odbierając mu ziemie i miasta. Natomiast władca Pergamonu -  Attalos II zajęty był konfliktami na północy swego anatolijskiego Królestwa, głównie z Bitynią) spowodowały, że greckie miasta Morza Egejskiego zwróciły się o pomoc i ochronę do Rzymu. Senat w roku 140 p.n.e. wysłał poselstwo pod przewodnictwem Publiusza Korneliusza Scypiona Afrykańskiego Młodszego (zdobywcy Kartaginy z roku 146 p.n.e.), aby ten wybadał sytuację. Scypiona zrobił sobie tournee po Egipcie, Syrii, Rodos i Pergamonie, a następnie powrócił do Rzymu twierdząc że rzeczywiście problem piractwa na tych wodach występuje - i tyle (🧐). Rzymianie wówczas również nie podjęli żadnej zdecydowanej akcji przeciwko cylicyjskim piratom Diodotosa Tryfona.


NA DELOS
(Gdzie mieścił się największy w tym czasie rynek niewolniczy) 
ZAOPATRYWAŁO SIĘ WIELU ZAMOŻNYCH RZYMIAN Z KLASY NOBILITAS 
(Zatem likwidacja piractwa nie wszystkim była na rękę) 



Wreszcie w roku 138 p.n.e. następca Demetriusza Nikatora - Antioch VII Sidates wyprawił się do Cylicji i zdobył twierdzę Koraksejon (w jej obronie zapewne - bo co do tego nie ma pewności - zginął Diodotos Tryfon), jednak wcale nie poprawiło to położenia helleńskich polis na wybrzeżach Morza Egejskiego i Śródziemnego. Wręcz przeciwnie, wydawało się jakoby ataki piratów nawet się zwielokrotniły, gdyż teraz potworzyli oni szereg mini państewek, zarządzanych przez lokalnych watażków. Rzymianie zaś (po stłumieniu buntu Aristonika w Pergamonie w roku 130 p.n.e. który wybuchł, gdy ostatni król Pergamonu - Attalos III w roku 133 p.n.e. zapisał swój kraj w testamencie Ludowi Rzymskiemu, wówczas to Aristonik - który podawał się za jego syna - zorganizował powstanie i stworzył na terenie zachodniej Anatolii swoje państwo, w którym wyzwalani masowo niewolnicy stanowili istotną część jego żołnierzy i poddanych) tak naprawdę przestali interesować się wschodnimi rubieżami Morza Śródziemnego, czego dowodem był fakt, że kompletnie zaniedbali rozbudowę i modernizację okrętów. Można wręcz powiedzieć że przez długi czas po roku 130 p.n.e. Rzymianie uznali, że flota wojenna przestała im już być potrzebna, nie było bowiem wielkich potęg które mogłyby rzucić wezwanie Rzymowi na morzu, a piraci byli niczym komary, kąsali, ale nie wyrządzali wielkich szkód, a poza tym dostarczali stałą liczbę nowych niewolników - która zasilała latyfundia nobilitas w Italii. Dopiero w ostatniej dekadzie II wieku p.n.e zaczęto ponownie umacniać flotę, a było to właśnie związane z potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa we wschodnich rubieżach Morza Śródziemnego. Gdy w 105 r. p.n.e. piraci zaatakowali miasteczko Figalię w południowej Joni, niszcząc nawet (co zdarzało im się dosyć często, jako że największe skarby chowano w świątyniach) tamtejszą świątynię Artemidy Munichii i uprowadzili że sobą zarówno ludzi wolnych jak i niewolników. Następnie ci sami piraci skierowali się przeciwko bogatemu miastu Efez, a wówczas z pomocą Efezejczykom przyszli mieszkańcy wyspy Astypalaia, którzy połączyli swoją flotę z flotą Efezu i rozbili piratów w bitwie morskiej. Schwytanych piratów uprowadzono na Astypalaję, gdzie okrutnie ich uśmiercano, natomiast ludność którą oni wcześniej wzięli w niewolę, uwolniono i opiekowano się nimi (jak Polacy Ukraińcami po roku 2022) przyjmując do swych domów i "zapewniając wszystko, co jest potrzebne do codziennego życia". W tym samym 105 r. p.n.e Astypalaya (malutka wysepka na Morzu Egejskim) zawarła sojusz obronny z Rzymem, co również spowodowało, że Rzymianie musieli wyłożyć pieniądze na odbudowę swej floty wojennej.




Na Wschodzie ataki piratów były tak częste, że w roku 103 p.n.e. rzymski namiestnik Macedonii - Gajusz Memmiusz zarządził specjalny podatek właśnie w celu ostatecznego rozprawienia się z piractwem. Ludzie chętnie się zrzucali i to nie tylko dlatego że był to obowiązkowy podatek, ale również dlatego, że cel był szczytny -  bezpieczeństwo na wodach i uwolnienie się od ciągłego strachu atakiem morskich rozbójników. Tyle że... szybko okazało się że owe pieniądze gdzieś przepadły. Nie był to pierwszy taki przypadek jeśli chodzi o rzymskich namiestników, którzy pod różnymi pozorami starali się zapełnić swoją prywatną kabzę. Również w roku 106 p.n.e. konsul Kwintus Serwiliusz Cepion zdobył skarby pokonanego celtyckiego plemienia Tektosagów, które jednak dziwnym trafem zaginęły podczas transportu drugą lądową do Massalii (Marsylii). Senat zajął się tą sprawą (jak również sprawą Memmiusza) dopiero w roku 103 p.n.e. (Memmiusz oskarżał o nieprawidłowości przede wszystkim swego sekretarza Aristoklesa z Mesenii, choć Senat do końca nie dał temu wiary i w roku 102 p.n.e. został on odwołany z funkcji namiestnika Galii Narbońskiej - czyli dzisiejszej Prowansji. Natomiast śledztwo w sprawie Cepiona nie jest do końca znane jeśli chodzi o werdykt, wiadomo tylko że żołnierze eskortujący złoto z Tolosy (Tuluzy) do Massalii zostali potajemnie zabici i wówczas Cepion miał przywłaszczyć sobie ten majątek - taki był akt oskarżenia). Tak więc wyprawa przeciwko piratom w roku 103 p.n.e. nie doszła do skutku. Część zrabowanych pieniędzy z podatku Memmiusza jednak odnaleziono i posłużyły one jako środki do sfinansowania kolejnej kampanii przeciwko piratom w roku 102 p.n.e. na której czele stanął Marek Antoniusz Retor (dziadek późniejszego triumwira). Ów propretor wylosował w zarząd prowincję Cylicję (a raczej tę jej część, która była wówczas pod zarządem Rzymu - Cylicję Pedias) i pośpieszył z Rzymu z nową flotą płynąc przez Grecję (Istm Koryncki). Nie śpieszyło mu się jednak zbytnio, gdyż w Atenach znalazł czas na dysputy filozoficzne z tamtejszymi wykładowcami Akademii i dopiero po ich zakończeniu ruszył dalej w drogę (Atenach stał bowiem wcześniej inny rzymski wódz - Hirrus z częścią floty, a Antoniusz Retor tam się z nim połączył). Jeszcze w Atenach przybyły posiłki z Rodos, a w Side (głównym porcie rzymskiej Cylicji) dotarły okręty z Byzantion. Następnie rozpoczęto rajd po wybrzeżach Cylicji i Pamfili niszcząc lokalne bazy piratów, doszło nawet do jakiejś bitwy morskiej zakończonej zwycięstwem Rzymian i wspierających ich Greków (Cyceron twierdził że w tej bitwie zginął brat jego babki, przyjaciel Antoniusza Retora - prefekt Marek Gratidius). Kampania ta zakończyła się sukcesem, pozbawiono piratów ich dotychczasowych siedzib i doprowadzono do chwilowego wytchnienia mieszkańców wysp i wybrzeży Anatolii, Hellady oraz Syrii. Problem tylko polegał na tym, że były to działania lokalne, które nie służyły systemowej likwidacji piractwa. Tak więc (co było naturalne) wkrótce po odpłynięciu Rzymian piractwo na tych wodach ponownie się odrodziło.

Marek Antoniusz Retor (który po powrocie do Rzymu w roku 101 p.n.e. odbył wspaniały triumf za zwycięstwo nad piratami), pełnił w Cylicji władzę propretorską (w niektórych źródłach można przeczytać prokonsularną, chociaż był pretorem w roku 103 p.n.e. a nie konsulem), choć kraina oficjalnie nie była rzymską prowincją (mam tutaj oczywiście na myśli wschodnią Cylicję). Jednak z powodu braku jakiegokolwiek sprzeciwu lokalnej ludności (a być może nawet za jej przyzwoleniem) automatycznie po tym roku stała się rzymską prowincją (chociaż oficjalny dokument w tej kwestii wydano dopiero za konsulatu gajusza Mariusza w roku 100 p.n.e.). Za konsulatu Gajusza Mariusza i Lucjusza Waleriusza Flakusa Senat sporządził dokument "Lex de provinciis pretoriis" ("Prawo o prowincjach pretorskich") w którym jasno zadeklarowano że Cylicja jest prowincją pretorską, podległą rzymskiemu namiestnikowi Macedonii. W ustawie tej zadeklarowano również że konsulowie mają obowiązek wywierać presję na okolicznych władcach: "królu władającym wyspą Cypr, królu (...) Aleksandrii i Egipcie (...) panującego w Kyrene i do królów władających w Syrii (...) przyjaźń i przymierze (...), aby stwierdzić, że i oni powinni baczyć, by (...) pirat (...) ich królestwa (...) i że zadbają o to (...) że lud rzymski..." (większość tekstu mocno uszkodzona). Innymi słowy rzymscy konsulowie mieli mobilizować okolicznych królów do działań przeciwko piratom cylicyjskim i ochrony wybrzeży morskich wschodnich rubieży Morza Śródziemnego. Rzymianie jednak wkrótce potem zajęli się innymi sprawami, a okoliczni królowie dbali o bezpieczeństwo lokalnej ludności tylko wówczas, gdy było to zgodne z ich własnym interesem, tak więc piractwo na wodach cylicyjskich, na Morzu Egejskim i sporych obszarach Morza Śródziemnego szybko ponownie rozkwitło (tym bardziej że wkrótce potem sami Rzymianie zaczęli wspierać, a nawet dołączać do piratów, szczególnie gdy wybuchła wojna domowa i trwały walki pomiędzy optymatami i popularami, pokonana strona często musiała uciekać i również znajdowała schronienie w krainach rządzonych przez piratów). Co prawda Lucjusz Licyniusz Murena w roku 84 p.n.e. (pretor roku 88, wyznaczony rzymskim dowódcą w Azji właśnie w 84 r. p.n.e.) planował kolejną ekspedycję przeciwko piratom, złożoną z flot prowincjonalnych greckich miast Azji i wyznaczył nawet legata Aulusa Terencjusza Warrona na dowódcę tej eskadry, ale ostatecznie do jej utworzenia nie doszło (chociaż oczywiście pieniądze w podatkach na ten cel zostały przez Rzymian wymuszone, a co się potem z nimi stało? bogowie raczą wiedzieć 🥴).


ZANICETUS
("Zeus z Olimpu")



Wedle przekazu Plutarcha w tym czasie wodzowie piratów na swoich wyspach i zatokach (głównie w Cylicji) żyli niczym orientalni królowie. Ich skarbce były pełne złota i kosztowności, tworzyli swoje własne pirackie dwory, a także zakładali własne haremy z porwanych przez siebie kobiet. Jeśli uznamy że złoty wiek piractwa przypada na drugą połowę XVII i początek wieku XVIII, to jest to według mnie błąd, gdyż nie bierzemy pod uwagę właśnie tego okresu historii piratów - II i I wieku p.n.e. gdzie żyli oni niczym wschodni królowie. Doszło do tego że bezkarnie nałożyli oni kontrybucję na 400 helleńskich miast Anatolii, Hellady i Syrii, bezkarnie łupili oni świątynie (co było jawnym świętokradztwem), a także porywali rzymskich obywateli (pojmano nawet dla okupu dwóch pretorów z liktorami na morskich szlakach Italii na Morzu Tyrreńskim). Wydaje się że właśnie ten ostatni atak skłonił wreszcie Rzymian do ponownego działania w kwestii likwidacji piractwa. Porwanie dwóch pretorów było tym języczkiem u wagi, która przeciążyła szalę i w roku 78 p.n.e. prokonsul Publiusz Serwiliusz Vatia został wyznaczony przez Senat na dowódcę floty, która miała zakończyć wszechwładzę piratów we wschodnich obszarach Morza Śródziemnego. Na tę wyprawę przeznaczono ogromne środki, wystawiono nową flotę, gdyż porwanie pretorów było jawnym policzkiem wymierzonym Rzymskiej Republice. Rzym nie mógł tego zbagatelizować, gdyż straciłby poważanie, dlatego też podjęto owe działania. Najpotężniejszym piratem w owym czasie był niejaki Zanicetus, który posiadał własną górską twierdzę piracką w pobliżu pasma gór Taurus, skąd widać było ponoć całą Licję, Pamfilię i Pizydię. Urządził się tam jak król, otoczony złotem, kobietami i licznymi piratami, którzy w nim właśnie widzieli swego wodza i okazję do szybkiego wzbogacenia się. Twierdzę swą nazwał Olimp (jako że była wykuta w skale, wysoko w nadmorskich górach), a sam siebie nazywał Zeusem. To właśnie tam najpierw skierował się Serwiliusz Vatia (tym bardziej że to właśnie jego ludzie porwali owych pretorów). Doszło do bitwy morskiej, która zakończyła się zniszczeniem pirackiej floty, a następnie atakiem na twierdzę Olimp, która została zdobyta a Zanicetus spłonął wraz ze swymi ludźmi w zamkniętej komnacie (77 r. p.n.e.). Wojna z piratami jednak trwała dalej i tak w roku 76 p.n.e. Serwiliusz Vatia zdobył miasta Attalis i Korykos będące również siedzibami piractwa (nieopodal miasta Korykos leżącego na przylądku korykijskim w Cylicji Trachejskiej {zachodniej} znajduje się jaskinia w której ponoć rósł najlepszy krokus. Strabon pisał: "Jest to wielka okrągła jama, ze skalistym grzbietem położonym dookoła (...) Schodząc w dół, dociera się do podłogi, która jest nierówna i w większości skalista, ale pełna drzew krzewiastych, zarówno wiecznie zielonych, jak i tych, które są uprawiane. A wśród tych drzew rozsiane są również działki ziemi, które rodzą krokusy". W owej jaskini płynęła również rzeka o niezwykle czystej i jasnej toni, którą zwano Picrum Hydor {"Gorzka Woda"}. Nieopodal Korykos znajduje się wyspa Elaeussa, którą Rzymianie ofiarowali jednemu z wodzów Mitrydatesa VI Eupatora - Archelaosowi, który przeszedł na ich stronę po I wojnie z Pontem (89-85 p.n.e.). On również udzielił Serwiliuszowi Vatii wsparcia w walce z piratami z Korykos.




Cała Cylicja Trachea była naturalnie przystosowana do działalności pirackiej, a do ze względu na liczne zatoki (i tajne zakątki, gdzie można było się schować) oraz wysokie góry, za którymi swoje siedziby miały liczne plemiona posiadające spore pola uprawne. Były tam również liczne lasy, z których pochodziło drewno na budowę pirackich okrętów. Graniczną rzeką pomiędzy Cylicją Trachea a Cylicją Pedias była Larus. Głównym portem Cylicji Pedias (czyli tej oficjalnie rzymskiej, choć realnie Rzymianie przyjmą tą prowincję dopiero w roku 64 p.n.e. wcześniej polegając na lokalnych watażkach, mających swoje własne oddziały wojskowe, które mogły zapewnić bezpieczeństwo w regionie, natomiast rzymscy prokuratorzy często byli wysłani bez wystarczającej liczbę wojska, dlatego też utrzymanie tej prowincji we władzy lokalnych "książąt" było na rękę Rzymowi). Głównym portem tej krainy było miasto z Soli (które notabene było jednak słabo zaludnione). Na północny-wschód od Soli znajdowało się piękne miasteczko Achialos (Anchialé) gdzie ponoć znajdował się grób Sardanapala (jest to literacka, grecka nazwa asyryjskiego władcy Aszurbanipala, który ponoć miał spłonąć w swym pałacu w chwili zdobycia go przez Chaldeczyków i Medów. Przynajmniej tak to zostało przedstawione w literaturze i sztuce, ale tak naprawdę Aszurbanipal nie zginął w ten sposób, a dopiero jego następca Szin-szariszkun - ostatni władca Asyrii władający z Niniwy, który spłonął w swym pałacu wraz z dworem i haremem po zdobyciu miasta przed Chaldeńczyków pod wodzą księcia Nabuchodonozora - tartana armii babilońskiej i syna króla Nabopolasara w 612 r. p.n.e.). W owym miasteczku znajdować się miała również inskrypcja króla Sardanapala, która brzmiała: "Dobrze wiedząc, że jesteś z natury śmiertelny, wyolbrzymiaj pragnienia swego serca, rozkoszując się uciechami; nie ma dla ciebie żadnej przyjemności po śmierci. Bo ja również jestem prochem, chociaż panowałem nad wielkim Ninusem. Moje jest całe jedzenie, które zjadłem, i moje swobodne odpusty, i rozkosze miłości, którymi się cieszyłem; ale te liczne błogosławieństwa zostały w tyle. Dla śmiertelnych ludzi jest to mądra rada, jak żyć". Po rozprawieniu się z piratami miast Cylicji Trachea, w roku 75 p.n.e. Serwiliusz Vatia ruszył na wschód, przekroczył góry Taurus i rozpoczął kampanię przeciwko plemieniu Izaurów wpierającemu piratów, a po ich pokonaniu uznał kampanię za zakończoną i wrócił do Rzymu, gdzie jeszcze w tym samym roku odbył triumf. Nie był to jednak koniec piratów w tym regionie Morza Śródziemnego, a nawet doszło do tego, że na ich czele stanęła kobieta, córka byłego pirackiego wodza pokonanego przez Vatię, Ksenofanesa - Aba, która dodatkowo weszła do rodziny kapłanów Zeusa z olbii zwanych Teukrami (kapłaństwo to było dziedziczne i wywodziło się ponoć od Ajasa, syna Teukra który założył świątynię), dzięki temu zdobyła prawne zabezpieczenie swojej pozycji, a dzięki działalności pirackiej zyskała wielki majątek. Nieoficjalnie była królową mórz, oficjalnie małżonką kapłana z Olbii, a gdy w 43 r. p.n.e. Marek Antoniusz został jednym z triumwirów i otrzymał w zarząd wschodnie prowincje Imperium Rzymskiego, Aba podporządkowała się jemu i Kleopatrze egipskiej. 




Ponieważ jednak nie zaprzestała swego procederu, została usunięta (ok. 35 r. p.n.e.) ale władza nad Olbią i ziemiami które kontrolowała jako "królowa piratów" - pozostała w ręku jej potomków. Przejdźmy teraz jednak do działań kierowanych przeciwko piratom przez ojca owego triumwira Marka Antoniusza, Marka Antoniusza starszego (zwanego też potem "Kreteńskim").


ABA z OLBII
(Niekoronowana królowa piratów)



CDN.

sobota, 14 listopada 2020

NIEWOLNICY DO ZADAŃ SPECJALNYCH - Cz. XII

CZYLI JAKIE BYŁY NAJWIĘKSZE

OŚRODKI HANDLU NIEWOLNIKAMI W

STAROŻYTNOŚCI I ŚREDNIOWIECZU,

ORAZ SKĄD I Z JAKICH

WARSTW SPOŁECZNYCH NAJCZĘŚCIEJ

POCHODZILI KANDYDACI

NA NIEWOLNIKÓW

 

II

STAROŻYTNY RZYM

(II wiek p.n.e. - V wiek)

Cz. III

 
 
 

 
 

DELOS

MAŁA WYSPA - WIELKI RYNEK

(II wiek p.n.e. - I wiek po Chrystusie)

Cz. VII

 
 
 

 
 

 PIRACI, NIEWOLNICTWO I RZYM

(II - I wiek p.n.e.)

 
 
 
 "PIRACI URZĄDZILI WYPAD W GŁĄB KRAJU NOCĄ I PORWALI W SUMIE PONAD TRZYDZIEŚCI DZIEWCZYN, KOBIET I INNYCH WOLNYCH I NIEWOLNYCH, I (...) ODPŁYNĘLI Z WIĘŹNIAMI I RESZTĄ ŁUPU"
   
MENANDER
"SYKIOŃCZYCY"
 
 
 
 Pierwszymi piratami, z jakimi starli się Rzymianie w swych dziejach, to byli Ilirowie zasiedlający Dalmację (czyli ziemie dzisiejszej Chorwacji, Bośni i Czarnogóry). W drugiej połowie III wieku p.n.e. stworzyli oni potężne państwo pirackie pod dominacją władców z plemienia Ardiajów, a stało się to możliwe wraz z upadkiem w 272 r. p.n.e. Tarentu (greckiego miasta w południowej Italii, złożonego w 706 r. p.n.e. przez Spartę, które jednak bardzo szybko się usamodzielniło i bardziej zaczęło przypominać Ateny niż swe miasto rodzicielskie. Tarent był potężnym grodem, pełnym dzieł sztuki oraz wspaniałych budowli i można śmiało nazwać go antycznym "Paryżem Italii". Został zdobyty przez Rzym po długiej i ciężkiej dziesięcioletniej wojnie, w której to miasto wspomagał władca Epiru - Pyrrus), który dotąd pełnił straż na wodach Morza Adriatyckiego i skutecznie powstrzymywał zapędy Ilirów do piractwa. Od ok. 250 r. p.n.e. nad Ilirami panował król Ardiajów - Agron, który skutecznie rozszerzał swe władztwo, a największym konkurentem (w pirackiej działalności) byli dla Ilirów mieszkańcy Etolii (na których to szczególnie zawziął się Polibiusz - grecki historyk co w 168 r. p.n.e. trafił do rzymskiej niewoli jako jeniec i odzyskał wolność w 150 r. p.n.e., stając się autorem monumentalnej pracy historycznej, pt.: "Dzieje Rzymu" - prezentując ich jako naród morskich i lądowych bandytów). W 232 r. p.n.e. Agron w bitwie pod Medion odniósł nad Etolami świetne zwycięstwo, zapewniając sobie monopol na pirackie rzemiosło. Wkrótce potem król Ilirów zmarł (230/229 r. p.n.e.) a rządy nad krajem (w imieniu niepełnoletniego syna - Pinneasa) objęła jego ambitna małżonka - Teuta, która wspierała pirackie tradycje swego ludu. W jej rękach znajdowała się potężna piracka flota, którą używała ona do łupienia statków płynących po Adriatyku. Ośmieleni sukcesami, zaatakowali Ilirowie miasto Fojnike w Epirze, a jego ludność wzięli w niewolę (opuścili to miasto dopiero gdy nadeszły większe siły Związku Etolskiego i Achajskiego), Jednocześnie okręty królowej Teuty zaatakowały kupców italskich (część z nich zabili, a część wzięli w niewolę). 
 
W odpowiedzi na skargi składane do Rzymu przez kupców italskich i greckich, senat wysłał poselstwo do kraju Teuty, na którego czele stanęli bracia Gajusz i Lucjusz Korunkaniusze. Przybyli oni zbadać oskarżenia i ewentualnie upomnieć królową aby zmieniła swe postępowanie, ale ich przemowa nie spodobała się owej władczyni, szczególnie gdy Lucjusz zagroził, iż w przypadku kontynuowania pirackiej działalności na wodach Adriatyku, Rzym nie zawaha się podjąć zdecydowanych działań, które zmuszą Ilirów do zmiany obyczajów i porzucenia piractwa. Według Polibiusza, królowa była tymi słowami mocno wzburzona i nakazała uśmiercić rzymskich posłów, gdy ci będą już wracać do Italii. W wyniku zamachu zginął jednak młodszy z braci - Lucjusz, zaś Gajuszowi udało się uciec siepaczom i przedostać przez Adriatyk. To morderstwo było już jednak jawnym wypowiedzeniem wojny i w roku następnym (229 p.n.e.) senat skierował do Dalmacji obu konsulów - Lucjusza Postumiusza Albinusa i Gnejusza Fulwiusza Centumalusa na czele floty i 20 000 armii. Teuta podjęła jeszcze próbę zapobieżenia wojnie, deklarując że z zamachem na życie rzymskiego posła nie miała nic wspólnego, oraz że gotowa jest poddać się rzymskiemu zwierzchnictwu, ale na niewiele to się zdało, gdyż armia lądowa dotarła już do wybrzeży Dalmacji i przystąpiła do działań wojennych. Wojna zakończyła się w 228 r. p.n.e. zawarciem traktatu pokojowego (wydaje się że Rzymianie tak naprawdę nie zamierzali zniszczyć państwa Teutu, gdyż zdawali sobie dobrze sprawę że działania Ilirów nie są bezpośrednio wymierzone przeciwko kupcom rzymskim i italskim, ale przeciw Epirotom i Etolom - a sami mając w pamięci ciężkie walki z królem Pyrrusem prowadzone w samej Italii, uznali że jest im na rękę istnienie siły, która skutecznie może szachować ich przeciwników w Grecji). Królowa Teuta zrezygnowała z dużej części swych ziem (m.in. z wysp i miast: Korkyra, Apollonia, Dyrrachium, Epidamnos, Issa, oraz z plemion osiadłych na wschód od Zatoki Otranto). Jej okręty miały też zakaz wpływania na wody południowe poza miasto Lissos (dziś Lezhe w północnej Albanii), a pieczę nad wyzwolonymi miastami, jako swymi sprzymierzeńcami przejęli teraz Rzymianie (polis te zachowały niezależność i nie musiały płacić danin, ani też nie osadzono tam rzymskich załóg wojskowych). To bardzo spodobało się Grekom, a wysłanie kurtuazyjnych rzymskich poselstw do Aten, Koryntu, Achai i Etolii jeszcze bardziej zbliżyło Hellenów do Rzymian, zaś Koryntyjczycy zaprosili ich nawet na Igrzyska Istmijskie (organizowane ku czci boga mórz Posejdona), uznając mieszkańców grodu Wilczycy, za część ówczesnego cywilizowanego świata.
 
 
 KRÓLOWA ILIRÓW - TEUTA



W kolejnych latach Rzymianie jedynie sporadycznie występowali przeciwko piratom i było to głównie związane z toczonymi działaniami wojennymi z innymi monarchiami hellenistycznymi (w 200 r. p.n.e. legat Gajusz Klaudiusz Cento wraz z Rodyjczykami ochronił Ateny przed atakami piratów z Chalkis - wpłynął do portu w Pireusie i tym samym zmusił piratów do odwrotu. W 190 r. p.n.e. Lucjusz Emiliusz Regillus i Rodyjczyk Epikrates, wspólnie na czele tylko czterech okrętów powstrzymali ataki piratów z wyspy Kefallenii, dowodzonych przez Spartanina - Hybristasa. Prowadzono również walki z plemieniem Ligurów - zasiedlającym ziemie na północ, wschód i zachód od dzisiejszej Genui - a w 182 r. p.n.e. Gajusz Matienus zdobył na Ligurach aż 32 okręty). Dopiero w 123 r. p.n.e. zdecydowaną akcję przeciwko piratom podjął konsul Kwintus Cecyliusz Metellus, który zaatakował Baleary. Mieszkańcy tych wysp - które to otrzymały swą nazwę od imienia przyjaciela Herkulesa, Baleosa - starali się w żaden sposób nie prowokować Rzymian, zdając sobie sprawę że nie zdołaliby powstrzymać rzymskiego ataku. Mimo to Metellus najechał owych "nudystów" (Grecy zwali mieszkańców Balearów gimnesjami, czyli w potocznym tłumaczeniu nudystami, jako że mieli oni zwyczaj latem chodzić bez odzienia) i aby usprawiedliwić tę agresję, kronikarze Orozjusz i Florus opisywali prymitywizm i barbarzyństwo tych ludzi (płynąc na tratwach i strzelając z proc w ten sposób mieli atakować flotę Metellusa, co wydaje się bardzo mało prawdopodobne). Mimo to Strabon w swej "Geografii" wprost stwierdza że lud (w większości punicki) zamieszkujący te trzy wyspy, ma bardzo pokojową naturę, a związane to jest z żyznością ich gleby, po czym dodaje że: "Mieszkańcy wyspy zawsze cierpieli przez to, że inni pragnęli zająć ich żyzne ziemie". Uzasadnieniem tej agresji była dla Metellusa opinia o pirackim charakterze ludności Balearów i prośby, które kierowali mieszkańcy Massalii (dzisiejszej Marsylii) o powstrzymanie nieustannych napadów na statki kupieckie płynące na południe. I choć piractwo rzeczywiście było praktykowane na tych wyspach, to jednak nie było to główne zajęcie tamtejszych mieszkańców, gdyż przede wszystkim byli oni rolnikami i kupcami. Ludność Balearów - która nie miała większych szans w otwartej walce z Rzymianami - stosowała walki podjazdowe i partyzanckie i jak pisze Florus uciekali przed Rzymianami: "jak ryczące bydło". Walki trwały do 122 r. p.n.e. po czym Metellus opanował wszystkie trzy wyspy i osiedlił tam 20 000 swoich weteranów z Hiszpanii (w dwóch założonych miastach: Palmy i Pollentii). Tak oto Baleary stały się częścią rzymskiego świata, a na ich czele stał odtąd prefekt, którego mianował namiestnik Hiszpanii Bliższej (Hispania Citerior). W 121 r. p.n.e. Kwintus Cecyliusz Metellus odbył triumf w Rzymie i otrzymał wówczas przybomek Baliaricus (Balearyjski).
 
Najwiekszym jednak centrum śródziemnomorskiego piractwa (szczególnie w jego wschodniej części) była Cylicja i Pamfilia. Piractwo na tych ziemiach wystepowało "od zawsze", ale dopiero w 143 r. p.n.e. wzniesiona została tam prawdziwa piracka forteca - Korakesjon, gdzie można było się skutecznie ukryć przed ewentualnym pościgiem. Założycielem tego pirackiego grodu, był watażka służący w armii Seleucydów - Diodotos Tryfon, który ogłosił się władcą tego miasta i opiekunem wszystkich żądnych nowych łupów piratów. Brawurowe rajdy morskie i ataki, jakie przeprowadził on w latach 142-139 p.n.e. na wybrzeża Grecji, Azji Mniejszej i Syrii (szczególnie zaś zdobycie i uprowadzenie w niewolę mieszkańców dużego lewantyńskiego miasta Berytos w 142 r. p.n.e.), spowodowały konieczność zorganizowania jakiejś akcji, mającej na celu powstrzymanie piratów. Seleucydzi nie byli na to gotowi (toczyła się wówczas w tym grecko-syryjskim kraju wojna domowa pomiędzy pretendentami do korony), dlatego też miasta greckie zwróciły się z prośbą o ochronę do Rzymu. W 140 r. p.n.e. senat wysłał poselstwo pod przewodnictwem Publiusza Korneliusza Scypiona Afrykańskiego Młodszego (zdobywcy Kartaginy w 146 r. p.n.e.), które to odwiedziło kolejno Egipt, Rodos, Syrię i Pergamon i ostatecznie stwierdziło że co prawda problem piractwa istnieje w tych regionach, jednak powodem tego stanu rzeczy jest słabość Seleucydów. Rzym nie zamierzał się wówczas angażować w walki z piratami, których istnienie notabene było Rzymianom na rękę (w końcu stały dopływ niewolniczej siły roboczej do wielkich latyfundiów nobilów w Italii, czego głównym - choć oczywiście nie jedynym - centrum był wielki rynek niewolniczy na małej wyspie Delos, nie mogłoby się udać bez intensywnej działalności piratów grasujących po wschodnich wodach Morza Śródziemnego). Co prawda w 138 r. p.n.e. Antioch Sidates poprowadził udaną kampanię przeciwko piratom cylicyjskim, zakończoną zdobyciem i spaleniem Korakesjon (i prawdopodobnie śmiercią Tryfona), to jednak w żaden sposób nie zatrzymało to piractwa i jedynie doprowadziło do powstania szeregu mniejszych i większych baz pirackich na wybrzeżu Cylicji i Pamfilii, a ich ataki nawet się zwielokrotniły. W każdym razie praktycznie przez cały II wiek p.n.e. piraci mogli bez większych przeszkód pływać swobodnie po Morzu Śródziemnym, uprowadzać ludność nadmorskich terenów i sprzedawać ją nastepnie kupcom zmierzającym na Delos lub do Aleksandrii.
 
 

 
Pierwszą zorganizowaną akcję militarną przeciwko piratom cylicyjskim, podjęli Rzymianie dopiero w 102 r. p.n.e. Co prawda w 103 r. p.n.e. namiestnik Macedonii - Gajusz Memmiusz zarządził specjalny podatek (który miał zostać przeznaczony na walkę z piractwem), ale zebrane pieniądze nie zostały wówczas wydane na ten cel, więc Memmiusz jeszcze w tym samym roku został oskarżony o nieprawidłowości w prowadzeniu rachunków (którymi kierował jego sekretarz - Aristokles z Mesenii), oraz o niewykorzystanie środków zgodnie z założeniem (tym bardziej, że przynajmniej część zebranej kwoty trafiła z pewnością do prywatnej kiesy namiestnika - choć tego mu nie udowodniono) i ostatecznie (po czterech latach) został odwołany z funkcji namiestnika w 102 r. p.n.e. (w 100 r. p.n.e. Memmiusz próbował jeszcze startować w wyborach na konsula, ale został zamordowany na polecenie trybuna ludowego Lucjusza Apulejusza Saturninusa - o którym pisałem już w serii MEMORIAM - ŚWIĘTE TARCZE SALIÓW). Zebrane pieniądze przeznaczono już teraz bezpośrednio na sfinansowanie kampanii antypirackiej, jaka ruszył w 102 r. p.n.e. pod dowództwem Marka Antoniusza retora (dziadka owego sławnego Marka Antoniusza, który porzucił swą rzymską żonę - Oktawię dla gorących pocałunków egipskiej Kleopatry). Antoniusz retor pełnił urząd pretora roku 103 p.n.e. (a nie, jak się powszechnie uważa - za Tytusem Liwiuszem - roku 102 p.n.e.), zaś po wygaśnięciu swej funkcji, otrzymał władzę prokonsularną nad Cylicją (a nie nad Azją - choć oczywiście pogląd iż rzymski wódz miałby utrudnione zadanie prowadzenia operacji militarnych, nie dysponujac bazą materiałową i ludzką zgromadzoną w prowincji Azji jest dość rozsądny, to jednak wiadomo też z innego źródła - inskrypcji z Koryntu - że transport rzymskiej floty szedł wówczas przez Istm, a poza tym... nie figuruje on w spisie rzymskich namiestników Azji). W Atenach z częścią floty stał wówczas propretor Hirrus, zaś Antoniusz (po spuszczeniu okrętów na morze z drugiej strony Przesmyku Korynckiego) połączył się z nim w Atenach (o czym wiadomo z przypadkowej wzmianki w dziele Cycerona "De oratore"). Tam dołączyły do niego posiłki z Rodos, a nastepnie cała flota odpłynęła do Side w Cylicji, który był głównym portem zbiorczym floty Antoniusza retora. Następnie przybyły również i okręty z Byzantion (z czego potem dumni byli mieszkańcy późniejszego Konstantynopola, chwaląc się udzielonym wówczas wsparciem).
 
 
 

Antoniusz rozpoczął swą kampanię rajdem po wybrzeżu Cylicji i Pamfilii i atakiem na tamtejsze pirackie porty. Doszło też do jakiejś bitwy morskiej na wybrzeżu (Cyceron pisał potem że zginął w niej brat jego babki, prefekt i przyjaciel Antoniusza retora - Marek Gratidius). Być może doszło jeszcze do jednej bitwy na pełnym morzu, a ostatecznie kampania (choć krwawa) zakończyła się sukcesem i doprowadziła do pozbawienia piratów ich dotychczasowych bezpiecznych przystani na wybrzeżu cylicyjskim. Po powrocie do Rzymu Marek Antoniusz retor odbył triumf (101 r p.n.e.) za swe zwycięstwa nad piratami, a potem... przygotowywał się do kampanii wyborczej na urząd konsula (został nim w roku 99 p.n.e.). Pomimo zwycięstwa, Antoniusz nie doprowadził jednak do likwidacji piractwa na tych wodach, a jedynie zadał im jeden cios i zmusił do przegrupowania, dając tym samym chwilę oddechu mieszkańcom okolicznych wysp. Ponieważ kwestia piratów nie została ostatecznie zamknięta, jak również nie została jasno określona przynależność polityczna Cylicji (oficjalnie Marek Antoniusz retor piastował w niej władzę prokonsularną w 102 r. p.n.e., czyli należałoby sądzić że już wówczas Rzym uznał tę krainę za część swego Imperium), dlatego też postanowiono wreszcie naprawić ten błąd i z początkiem nowego roku (100 p.n.e.) po wyborze konsulów (Gajusza Mariusza i Lucjusza Waleriusza Flakkusa), senat sporządził ustawę o nazwie: "Lex de provinciis praetoriis" ("Prawo dla prowincji pretorskich"), w której jasno zdeklarowano że Cylicja jest prowincją pretorską, podległą rzymskiemu namiestnikowi Macedonii. Poza formalnym zdefiniowaniem praw i obowiązków naczelników Macedonii (i tych, którzy mieli objąć Cylicję) jest tam również wzmianka, iż konsulowie powinni wywierać presję na: "królu władającym wyspą Cypr, królu (tekst uszkodzony) Aleksandrii i w Egipcie (tekst uszkodzony) panującego w Kyrene i do królów władających w Syrii (tekst uszkodzony) przyjaźń i przymierze (tekst uszkodzony), aby stwierdzić, że i oni powinni baczyć, by (tekst uszkodzony) pirat (tekst uszkodzony) ich królestwa (...) i że zadbają o to (...) że lud rzymski..." (tekst uszkodzony - zapewne chodziło o stwierdzenie iż lud rzymski będzie mógł liczyć na ich wsparcie w walce z piratami na wodach Cylicji i Krety). Wiadomości o tejże ustawie i jej postanowieniach, zachowały się dzięki dwóm inskrypcjom z Delf i z Knidos. Cylicja nie została jednak podporządkowana Rzymowi aż do 64 r. p.n.e., a piractwo wbrew pozorom rozkwitło wkróce po tak udanej kampanii Marka Antoniusza retora i gdy Rzym toczył następnie swe trzy wojny z królem Pontu - Mitrydatesem VI Eupatorem (88-85 p.n.e., 83-81 p.n.e., 73-63 p.n.e.), na jego usługach tego władcy była taka liczba piratów, że - jak pisze Appian - prowincję Azję: "atakowały hordy piratów, bardziej podobne do flot wojennych niż grup korsarzy". Ostatecznie zaś trzeba było czekać aż do 67 r. p.n.e. i antypirackiej kampanii Gnejusza Pompejusza Wielkiego, aby ostatecznie położyć kres piractwu na wschodnich wodach Morza Śródziemnego. 
 
 
 
 
 
 
CDN.
 

czwartek, 20 sierpnia 2020

NIEWOLNICY DO ZADAŃ SPECJALNYCH - Cz. XI

CZYLI JAKIE BYŁY NAJWIĘKSZE

OŚRODKI HANDLU NIEWOLNIKAMI W

STAROŻYTNOŚCI I ŚREDNIOWIECZU.

ORAZ SKĄD I Z JAKICH

WARSTW SPOŁECZNYCH NAJCZĘŚCIEJ

POCHODZILI KANDYDACI 

NA NIEWOLNIKÓW





II

STAROŻYTNY RZYM

(II wiek p.n.e. - V wiek)

Cz. II




 DELOS

MAŁA WYSPA - WIELKI RYNEK

(II wiek p.n.e. - I wiek po Chrystusie)

Cz. VI







PIRACI, NIEWOLNICTWO i RZYM

(II - I wiek p.n.e.)




"TEN EKSPORT NIEWOLNIKÓW W WIELKIEJ MIERZE ZACHĘCAŁ DO NIEGODZIWOŚCI, GDYŻ ZACZĄŁ WSZYSTKIM PRZYNOSIĆ ZYSKI. ŁATWO MOŻNA BYŁO NABYĆ NIEWOLNIKÓW, A NIEDALEKO BYŁ WIELKI I PROSPERUJĄCY RYNEK - NA DELOS MOŻNA BYŁO PRZYJĄĆ I WYPRAWIĆ DZIESIĄTKI TYSIĘCY NIEWOLNIKÓW KAŻDEGO DNIA"

STRABON






 PAMFILIA i CYLICJA


 Pierwsze silne i zjednoczone państwo pirackie, powstało w II wieku p.n.e. w krainie leżącej w południowej Anatolii, zwanej Cylicją. Była to niewielka, górzysta kraina, zamykająca (poprzez góry Taurus) wejście do Syrii, a z Syrii przedostanie się do Kapadocji, Pontu, Bitynii i Lidii. Niewiele w tej krainie było ziemi nadającej się pod uprawy i jedynie w nadbrzeżnej Cylicji (zwanej też Cylicją równinną) było nieco więcej żyznej ziemi. Podobnie sytuacja wyglądała w sąsiadującej od zachodu z Cylicją Pamfilii, choć tam akurat było znacznie mniej gór (jedynie na granicy z Pisydią i Licją), zatem warunki bardziej sprzyjające do rozwoju rolnictwa. Ziemie te jednak, będące krainami frontowymi, stały się areną przyciągającą do siebie wszelkich najemników, rozbójników, zbiegłych niewolników a nawet żołnierzy w czynnej służbie hellenistycznych monarchów. Właśnie jednym z takich watażków, był założyciel miasta Korakesjon (powstałego na wybrzeżu cylicyjskim, tuż nad granicą z Pamfilią), niejaki - Diodotos Tryfon. Zbuntował się on przeciwko władzy króla z dynastii Seleucydów - Aleksandra I Balasa i w 143 r. p.n.e. założył owe "miasto najemników", które pierwotnie miało być jedynie centrum mobilizacyjnym sił pretendenta do korony syryjskiej - Antiocha Sidetesa, lecz szybko stało się niezależnym pirackim państewkiem, którego "obywatele" odpowiadali za wiele ataków i porwań okolicznej ludności z wód Morza Egejskiego i Śródziemnego. Diodotos Tryfon pierwotnie był komendantem garnizonu Apamei nad Orontesem i jednym z wodzów armii króla Demetriusza I Sotera oraz Aleksandra Balasa. Jednak gdy wybuchła wojna domowa pomiędzy pretendentami do tronu Seleucydów, Diodotos poparł Sidatesa i wycofał się do Cylicji, gdzie nad brzegiem morza założył obóz warowny dla armii wspierającej tego pretendenta. Jednak wsparcie jakiego mu udzielił, było krótkotrwałe i gdy tylko Diodotos uznał że sam może ogłosić się lokalnym władcą tej rozbójniczej armii - jaką tam właśnie sobie tworzył - wycofał swoje poparcie dla Sidetasa i zaczął działać na własny rachunek, przyjmując jednocześnie przydomek: "Tryfon". 

Diodotos ogłosił więc że w Koraksejon schronienie uzyska każdy przestępca (a jego winy pójdą w zapomnienie), który tylko zdoła tutaj dotrzeć i podejmie służbę pod jego rozkazami. Wkrótce zaczęły więc ściągać tam rzesze wszelakich rzezimieszków i bandytów, byle tylko uniknąć kary za swoje zbrodnie i móc dalej bezkarnie rabować. Dużym problemem w pierwszych kilku miesiącach istnienia osady, był tam dotkliwy brak kobiet, lecz szybko rozwiązano i ten problem, dokonując ataków na okoliczne wybrzeża w Syrii i w Lewancie i porywając stamtąd głównie młode dziewczęta oraz kobiety. W 142 r. p.n.e. Tryfon poprowadził szaleńczy rajd morski na duże lewantyńskie miasto Berytos, po czym zdobył je a ludność uprowadził w niewolę. W tym też czasie ogłosił się władcą Syrii i rzucił wyzwanie pozostałym pretendentom do tronu z dynastii Seleucydów. To spowodowało, że po raz pierwszy piracki Koraksejon został poważnie zagrożony atakiem już w 141 r. p.n.e. gdy wyprawę przeciwko niemu planował Demetriusz II Nikator. Jednak ze względu na atak Partów i zajęcie przez nich Persydy oraz Mezopotamii, skierował swoją armię na wschód, miast na zachód i tym samym osada Tryfona została ocalona. Jednak drugi atak nastąpił w 138 r. p.n.e., a poprowadził go wcześniej zdradzony Antioch Sidates, który wyszedł ze swego miasta w Pamfilii (Side) i skierował się przeciw Tryfonowi, który (jak pisze Strabon): "Zablokowany gdzieś przez Antiocha, syna Demetriosa, musiał sobie odebrać życie. Dla Cylicyjczyków jednak był to początek piractwa. Sprawcą był Tryfon, ale winić należy także nieudolnych diadochów władających w tamtym okresie Syrią i Cylicją". Piractwo się rozprzestrzeniło, a kolejni przywódcy tych morskich rabusiów (znani z imienia są: Zenitekos, Kleochares i Nikon, jednak nie wiadomo w jakich latach uprawiali swą piracką działalność) założyli kilka nowych morskich baz w Cylicji i Pamfilii, które to krainy pod względem geograficznym umożliwiały szybkie schronienie się zarówno statków w porcie, jak i ludzi na lądzie (gdyby np. nieprzyjaciel wysadził desant, lub dokonał ataku ad strony lądu), którzy mogli ujść w góry.




Wkrótce powstały tam prawdziwe pirackie księstewka, które to zaczęły poważnie zagrażać żegludze we wschodnim basenie Morza Śródziemnego. Ataki piratów zaś były coraz bezczelniejsze i nie ograniczali się już do porywania ludności czy palenia miast, ale atakowali również świątynie (gdzie często chroniła się ludność w nadziei że piraci nie odważą się popełnić świętokradztwa i nie oderwą ich znad ołtarzy bogów - mylili się jednak). A ataki na świątynie nie były tolerowane w tamtym czasie, zaś ci, którzy się tego podejmowali, byli uważani za największych zbrodniarzy i można ich było zabić bez wyroku sądowego (tutaj przypomniała mi się sprawa świętokradztwa, jakiego w 173 p.n.e. miał się dopuścić cenzor Kwintus Fulwiusz Flakkus, który jeszcze podczas walk z Celtyberami w Hiszpanii poprzysiągł sobie, że po szczęśliwym powrocie do Rzymu wystawi świątynię bogini Fortunie Equestris  - Szczęsnego Losu Jeźdźców, zwanej też po prostu "Fortuną Jeździecką". Tak też się stało a Fulwiusz zamyślał wznieść świątynię największą i najpiękniejszą z tych, jakie dotąd były w Rzymie. Aby ją dedykować jeszcze w roku swej cenzury i aby wyglądała imponująco, postanowił wykończyć ją dachówkami z marmuru, lecz miast czekać na transport budulca z kamieniołomów, polecił sprowadzić marmur ze świątyni Junony Lacyńskiej [była to świątynia na Przylądku Lacyńskim, koło Krotonu w Bruttium na południu Italii, dziś ten przylądek zwie się Colonne]. Zabrał stamtąd co prawda zaledwie część marmuru, ale wystarczająco dużo by wybić w dachu świątyni wielką dziurę. Dachówki zaokrętowano na statki i po wyładowaniu w Ostii, przewieziono do Rzymu, umieszczając je na dachu świątyni Fortuny. Szybko jednak okazało się skąd są te marmury i Fulwiusz został wezwany do senatu by zdać relację. Nim jednak zdołał cokolwiek powiedzieć, poczęto ciskać w niego najróżniejsze oskarżenia i zarzucać mu najnikczemniejsze chęci, łącznie z próbą wywołania "wojny z bogami". Liwiusz pisze: "Mało mu tego, że naruszył najczcigodniejszą w tamtych stronach świątynię, której nie tknął ani Pyrrus, ani Hannibal, to jeszcze pozbawił ją dachu i oszpecił i skazał niemal na ruinę! Zdjęto ze świątyni pokrycie i odsłonięto goły sufit na deszcze i zniszczenie. I zrobił to cenzor, wybrany dla kierowania obyczajnością ludzi! Człowiek, którego powołano do pilnowania, by kryte budowle były w dobrym stanie do odprawiania przy nich ofiar publicznych (...) wałęsa się po miastach sprzymierzeńców, niszczy święte miejsca i budowle religijne ogołaca z pokrycia! (...) tego on się dopuszcza wobec świątyń, rujnuje je i przez to wikła lud rzymski w winę świętokradztwa: buduje świątynie przez niszczenie innych, jakby nie wszędzie byli ci sami bogowie nieśmiertelni". Senat polecił zwrócić dachówki do świątyni Junony, oraz złożyć jej ofiarę zadośćuczynienia. Co ciekawe dachówki przewieziono z powrotem na Przylądek, ale pozostawiono je na placu przed świątynią, gdyż - jak powiadano - żaden z rzemieślników nie potrafił ponownie umieścić ich na konstrukcji dachu).

Zdarzało się jednak, że ataki piratów cylicyjskich kończyły się dla nich porażką. Tak było właśnie ok. 105 r. p.n.e. gdy zaatakowali oni Efez. Wówczas mieszkańcy wyspy Astypalaja podążyli na pomoc Efezyjczykom i rozbili piratów (jak głosi inskrypcja z Astypalai, ufundowana potem przez wdzięcznych obywateli Efezu): "Mężczyźni z Astypalai  postępowali jak dobrzy i wierni przyjaciele naszych obywateli, dzielnie walcząc przeciw (brak tekstu), po tym, gdy piraci przypłynęli tu i uderzyli na nasze ziemie w Fygeli i uprowadzili ludzi z sanktuarium Artemidy Munichia, zarówno wolnych, jak i niewolników, i złupili ich mienie oraz wiele miejsc w okolicy. Astypalejczycy, stanąwszy do walki w reakcji na wcześniejsze doniesienia Efezyjczyków, wypłynęli, by się zetrzeć z piratami, i ryzykując życie, nie szczędząc umysłów i ciał, lecz wystawiając się na wielkie niebezpieczeństwo w bitwie, do której doszło, zmusili wszystkich przeciwników do ucieczki (brak tekstu) ukarawszy ich na miejscu, stosownie do nienawiści, jaką żywili do złoczyńców, i oswobodziwszy tych, których uprowadzono z naszych ziem (...) opiekowali się nimi wszystkimi i przyjęli ich w swoich domach, zapewniając wszystko, co potrzebne do codziennego życia". Inna stela, tym razem z miasta Aigiale z wyspy Amorgos (z III wieku p.n.e.), mówi o uwolnieniu jeńców, wzięych w niewolę po napadzie  piratów z Etolii, którzy mieli porwać: "Młode dziewczęta i kobiety oraz 30 ludzi wolnych i niewolników". Mimo to piractwo było tolerowane na wodach Morza Śródziemnego i to zarówno przez monarchów hellenistycznych (którzy wykorzystywali piratów w walce ze swymi konkurentami politycznymi), jak i przez Rzym (który długo nie uważał za właściwe zająć się tym problemem, gdyż nie traktował jeszcze śródziemnomorskiego wschodu, jako swego własnego terenu ekspansji - stanie się tak dopiero w I wieku p.n.e. - a poza tym działalność piratów była na rękę szczególnie nobilom, którzy wciąż potrzebowali napływu nowych niewolników do swoich italskich latyfundiów. A poza tym "żeby zjeść rosół, nie trzeba wiedzieć co się stanie z kurą" i z takiego właśnie przekonania wychodzili Rzymianie. Jedni dostarczali towar, a drudzy nie zadawali pytań jak i skąd on pochodzi. Obu stronom bardzo się to opłaciło). 






KRETA


Drugą wielką potęgą piracką na Wschodzie Morza Śródziemnego w II i I wieku p.n.e. byli mieszkancy wyspy Krety. Oczywiście nie wszyscy Kreteńczycy pałali się piractwem, ale było ich tak wielu, że samą wyspę określano często jako "raj dla piratów". Rzeczywiście było tutaj kilka dużych miast (głównie w zachodniej części wyspy) które żyły z piractwa i praktykowały go z pokolenia na pokolenie. Potężny port Falasarna jest tego dowodem, gdyż stamtąd właśnie wywodziło się bodajże najwiecej piratów z całej Krety. Miasto było potężne i bogate, miało dogodne położenie, dobry port i silne mury - czegóż piraci mogli pragnąć więcej. Innym "miastem piratów" była pobliska Polyrrenia (oba miasta leżały w swoim sąsiedztwie), gdzie istniał duży piracki targ, na którym sprzedawano pochwyconych jeńców i który nawet konkurował z Delos o przyciągnięcie nowych klientów (jednak Delos było bezkonkurencyjne jeśli idzie o pozyskiwanie i sprzedaż niewolników. W ciągu kilku dni sprzedawano tam tyle samo ludzi, ile po zwycięstwie nad Macedonią i Epirem wziął w niewolę w latach 168-167 p.n.e. konsul Lucjusz Emiliusz Paulus. Można więc sobie wyobrazić, jakie to były moce przerobowe). Kolejnym portem, z którego piraci czynili swoją bazę wypadową do ataków na wybrzeża Hellady, była Kydonia (na wschód od Falasarny). Niewiele informacji posiadam na temat tego miasta, prócz faktu iż wywodziło się z niego kilku kreteńskich pirackich wodzów. Kreteńczycy stworzyli specyficzną strukturę społeczną, całkowicie opartą na hierarchii rządów oligarchicznych, polegającą na tym, że człowiek rodził się i umierał przypisany do własnego statusu społecznego, co oznacza że do elity nie mógł wejść nikt z ludu i wszystko było już ściśle określone przed narodzinami danego człowieka (w komiksie o przygodach Gala Asteriksa, jego przyjaciel Obeliks czasem powtarza słowa: "Ale głupi ci Kreteńczycy" 😊 i trudno nie przyznać mu racji). W każdym razie kreteńscy piraci stanowili poważne zagrożenie na wodach Morza Egejskiego, czyniąc Cylicyjczykom sporą konkurencję.

Bodajże najsławniejszym Kreteńczykiem, był niejaki Eumaridas z Kydonii, który znany był z tego, że umożliwił Ateńczykom wykupienie uwięzionych wcześniej przez Bukrisa (wodza piratów z Falasarny) mieszkańców Attyki. Wdzięczni Ateńczycy, za to że mogli wykupić swoich ziomków (a nie zostali oni od razu sprzedani do niewoli na Delos lub w Polyrrenii), nadali Eumaridasowi w 216 r. p.n.e. honorowy tytuł proksena. Był to zaszczytny tytuł, a ten, który go nosił, mógł uważać się już nie za bandytę i rzezimieszka, ale za "człowieka honoru", godnego najwyższych zaszczytów - dlatego też dość często piraccy wodzowie umożliwiali obywatelom danego miasta (lub też zamożnym ludziom) wykupienie swoich ziomków z niewoli, nim sprzedano ich handlarzom niewolników i wystawiono na targach (zdarzało się także, że dla zdobycia jakiegoś honorowego tytułu, uwalniali ludzi z niewoli nawet sami handlarze niewolników, jak uczynił to niejaki Semenos z Delos - syn Kosimadosa, który zwrócił wolność kilkunastu kobietom z Theangeli, za co został uczczony przez miejskie władze oficjalnym tytułem "Wyzwoliciela". Miało to miejsce ok. 210 r. p.n.e.). Niektóre miasta (za sowitą opłatą) zawierały też układy z piratami z Krety, na mocy których obywateli tych miast miano zwalniać po wzieciu w niewolę. Niestety, niektóre z tych traktatów były jednak perfidnie łamane przez piratów, gdy na przykład przewożono jeńców na odległe ziemie (np. do kraju Partów), by tam potem sprzedać ich w niewolę, ponieważ taktat obowiązywał z reguły na określonym obszarze i nie sięgał wszędzie (jednak była to rzadkość, gdyż koszty transportu niekiedy przewyższały cenę, za którą potem sprzedawano niewolników i raczej trzymano się postanowień traktatowych).  









IBIZA i BALEARY


Mieszkańcy wyspy Ibizy, byli bodajże ostatnimi przedstawicielami "zamordowanego narodu", czyli Kartagińczyków. Pierwsi Fenicjanie (głównie z Tyru) zasiedlili tę wyspę już w VII p.n.e., zaś w VI wieku p.n.e. zaczęła się tam kolonizacja kartagińska, która znacznie zmieniła pierwotny społeczny przekrój ludności. Głównym miastem Ibizy (i największą piracką bazą po upadku Kartaginy w 146 r. p.n.e.), było Eresos - jedno z najważniejszych ośrodków kultu bogini Tanit. Piraci z Balearów nie byli tak uciążliwi i tak nieposkromieni, jak ich kompani ze Wschodu, ale wystarczająco długo działali Rzymianom na nerwy aby ci pozwolić im istnieć po zakończeniu wojen w Hiszpanii (133 r. p.n.e.). Niewiele przetrwało wiadomości o ich pirackiej działalności, wiadomo tylko że nie stanowili większego kłopotu dla Rzymian walczących w Hiszpanii i zapewne ich piracka działalność była bardzo ograniczona (nie atakowano np. rzymskich miast w Hiszpanii Bliższej [Citerior] i Dalszej [Ulterior] zapewne z obawy przed rzymskim atakiem na wyspę, którego to lokalna społeczność nie byłaby w stanie powstrzymać). Mimo to ostatecznie na wyspę został wydany wyrok, a wypełnił go w latach 123-122 p.n.e. Kwintus Cecyliusz Metellus (który odbył triumf w 121 r. p.n.e. i otrzymał wówczas przydomek "Baliaricus") zdobywając wyspy Baleary i kładąc kres istnieniu ostatniego jeszcze, kartagińskiego państewka (Kartagińczyk Hazdrubal - zwany też Kleitomachem - scholarcha [rektor] Akademii platońskiej w Atenach w latach 127-110 p.n.e., napisał poemat "ku pokrzepieniu serc zamordowanego narodu", sławiący dzieje Kartaginy. Był to ostatni doniosły głos przedstawiciela tego ludu, którego dzieje zostały ostatecznie pogrzebane w piaskach Afryki).


 PATTON: BYŁEM TU 2000 LAT TEMU! NIE WIERZYSZ MI?

"POPRZEZ ZMAGANIA WIEKÓW, POŚRÓD PRZEPYCHU I TRUDÓW WOJNY.

WALCZYŁEM, DĄŻYŁEM I GINĄŁEM, WIELE RAZY NA TEJ GWIEŹDZIE. 

JAKBY PRZEZ SZKŁO I MROK ZMAGANIA WIEKÓW WIDZĘ. WALCZYŁEM W RÓŻNYCH

PRZEBRANIACH I POD WIELOMA IMIONAMI, ALE TO ZAWSZE BYŁEM JA"






PS: W kolejnej części przejdę do wyjaśnienia w jaki sposób i dlaczego Rzymianie ostatecznie zlikwidowali te wyżej wymienione pirackie państwa, a nastepnie opiszę poszczególne niewolnicze powstania przeciwko Rzymowi (jednak bez powstania Spartakusa - które omówię w innym temacie, oraz bez powstania Aristonika w Pergamonie, o którym to pisałem w poprzedniej części. A potem zajmiemy się kolejnymi ośrodkami niewolniczego handlu w antycznym świecie - rzymską Kartaginą, Rzymem (gdzie duży rynek niewolniczy znajdował się obok świątyni Kastora i Polluksa przy Forum Romanum) oraz Antiochią.



CDN. 

wtorek, 21 kwietnia 2020

PIRACI Z KARAIBÓW... I NIE TYLKO! - Cz. I

PIRACKIE PAŃSTWA 

LĄDOWE I MORSKIE, 

JAKIE ISTNIAŁY 

NA PRZESTRZENI DZIEJÓW






"Piraci z Karaibów" to serial fantastyczno-przygodowy, opisujący w nieco zabawny sposób przygody piratów w okresie tzw.: "Złotego Wieku", czyli od połowy XVII do końca XVIII wieku. W tym czasie pojawili się najbardziej znani piraci, których nazwiska przetrwały w pamięci żeglarzy i mieszkańców tamtych mórz, a następnie tradycja oraz popkultura uczyniła z nich prawdziwe gwiazdy. Do takich to właśnie piratów zaliczali się m.in.: Edward Teach zwany "Czarnobrodym", Jean Fleury, Henry Morgan, William "Billy" Kidd czy Robert Surcouf. Ale można by też postawić pytanie, skoro byli wielcy piraci którzy przetrwali w ludowych legendach, to czy również istniały pirackie państwa? Takie pytanie nasuwa się samo przez się, gdyż wybitne osobistości z reguły dążyły do uzyskania jakiejś formy niezależności od monarchów którym często się wysługiwali (np. Cesarz Napoleon mawiał: "Anglia ma wielką flotę, a Francja ma Surcouf'a"). Odpowiedź brzmi: Tak! takie pirackie państwa (czy też państewka) istniały i wcale nie ograniczały się do rabunków morskich, gdyż były również i pirackie państwa lądowe, a dwa najsłynniejsze z nich to: Tatarzy Krymscy i Kozacy w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Lecz były i inne, mniej znane pirackie państwa, na przykład dziś już nieco zapomniane korsarskie państwo pirackie braci Barbarossa (starszego - Arudża "Srebrnorękiego" i młodszego Hayreddina "Rudobrodego", który w 1533 r. został mianowany przez sułtana Sulejmana Wspaniałego Wielkim Admirałem osmańskiej floty) w Algierii. W tym właśnie temacie postaram się zaprezentować i omówić największe i najważniejsze z nich. Zacznijmy zatem może od samego początku, czyli od starożytności:



WIELKI ADMIRAŁ OSMAŃSKIEJ FLOTY, NAJSŁAWNIEJSZY Z CZTERECH BRACI BARBARODSSA - HIZIR HAYREDDIN - O KTÓREGO ZWYCIĘSTWACH W XVI WIEKU OPOWIADANO SOBIE LEGENDY




ZANKLE

PIERWSZE PIRACKIE MIASTO-PAŃSTWO

(ok. 730 r. p.n.e. - ok. 725 r. p.n.e.)






 Pierwsze wymienione w źródłach pirackie miasto-państwo, zostało założone ok. 730 r. p.n.e. w Cieśninie Mesyńskiej, a kolonia ta nosiła nazwę Zankle i założyli ją piraci wywodzący się z polis w Kyme (Cumae) w zachodniej Italii. Zarówno Kyme, jak i Zankle były koloniami Jonów z miasta Chalkis na Eubei i należały do najstarszych ośrodków greckiej kolonizacji w Italii i na Sycylii. Ponieważ informacji na temat samego portu Zankle nie jest wiele, należałoby na moment zatrzymać się nad tymi, którzy tę kolonię założyli i którzy potem stali się postrachem Cieśniny Mesyńskiej, a po założeniu miasta Region (Rhegium) ok. 725 r. p.n.e. całkowicie opanowali tamtejszy handel. Otóż Jonowie - bo o nich to mowa - przybyli na Półwysep Bałkański z północy ok. 2000 r. p.n.e. Były to ludy z pewnością Indoeuropejskie (zapewne również Proto-Słowiańskie, choć nie ma co do tego stuprocentowej pewności). W okresie, w którym rozpoczęły swoje migracje na południe, ziemie dzisiejszej Grecji były już wówczas zasiedlone przez inny lud (który dzielił się na kilka plemion) o nazwie Pelazgów. Herodot pisze iż: "Obecna Hellada, wcześniej nosiła miano Pelazgii", oraz: "Te bowiem były główne szczepy, mianowicie jeden pierwotnie pelazgijski, drugi helleński. Jeden nigdy nie opuszczał kraju, drugi był bardzo wędrowny". Również Tukidydes pisze że: "Przed Hellenem, synem Deukaliona, w ogóle nawet nie istniała ta nazwa (...) a (...) szczep pelazgijski, nadawał od siebie nazwę krajowi". Należy jednak pamiętać, że przed migracją Achajów i Jonów z północy, Pelazgowie byli co prawda ludem dominującym, ale wcale nie jedynym zamieszkującym ówczesną Helladę (czy też jak chce Herodot - Pelazgię). Mocno usadowili się w Tesalii (którą to krainę Homer nazywa "Argos Pelazgijskim"), a ich największym ośrodkiem było tam miasto - Larissa (według Strabona, tak nazywała się córka króla Pelazgów z Tesalii - Piasosa, który nazwał swoje miasto na jej cześć). Sama Tesalia nosiła wówczas nazwę Hajmonii (według Apolloniosa z Rodos), a istniały tam takie miasta Pelazgów jak: Alopa, Alos, Trachina i Ftyja - "pięknością kobiet wsławiona" - jak dodaje Homer.

Prócz Pelazgów, Tesalię (Hajmonię) zamieszkiwały również (z nimi spokrewnione) plemiona Lopitów z głównymi ośrodkami w: Gyrton, Alroks i Elatei, a także Tyroldów z Ferei, Jolkos i Fylake i Karyjczyków z Lamii. W Beocji żyły zaś ludy Aonów (Jonów z Sunion z Attyki przed-jońskiej), Temmików, Lelegów i Hiantów (których Strabon uważał za barbarzyńców, nie mających związków z Pelazgami, lecz zapewne się mylił). W Attyce zaś napływ Jonów był nieznaczny i można wręcz stwierdzić że pierwotna ludność Attyki - Aonowie, to byli również i późniejsi Jonowie, a jedyna różnica jaka powstała po ekspansji z północy była taka, że zmienił się język, gdyż pierwotne pojęcia pelazgijskie właściwie poszły w zapomnienie (dziś nie ma już praktycznie żadnych śladów po tym pradawnym języku). Według Herodota Ateńczycy uważali się za: "Najstarszy lud, który jako jedyny nie zmieniał swych siedzib" i ponoć pierwotnie nosili nazwę Kranaów.  Herodot pisze dalej iż: "Lud attycki, który był pochodzenia pelazgijskiego, wraz z przejściem do Hellenów przyjął też inny język". Prawdopodobnie w czasie migracji nastąpiła (przynajmniej częściowa) wymiana ludności Attyki, stąd tak szybka zmiana języka (natomiast co się tyczy Aonów/Jonów, to miał to ponoć być starożytny lud wywodzący się z odległych czasów, z zatopionej wyspy zwanej Atlantydą). Nic nie wiadomo natomiast o zasiedleniu Eubei przez Pelazgów (nie istnieją żadne informacje o miastach lub osadach ulokowanych na tej wyspie). Zapewne dopiero stopniowo Jonowie poczęli rozszerzać zasięg swej ekspansji w kierunku wschodnim, zajmując najpierw Eubeę, potem wyspy Cyklady i ostatecznie kolonizując Jonię w południowo-zachodniej części Azji Mniejszej. 




Warto też dodać na marginesie, że w tym samym czasie Achajowie zajęli znaczne tereny, począwszy od środkowej Grecji (Etolia, Lokryda, Fokida), jak również cały Peloponez (znacznie wówczas zasiedlony przez Pelazgów). Peloponez był bowiem najludniejszą krainą ówczesnej Pelazgii, a centrum państwa znajdowało się w Arkadii (która to nazwa przyjęła się dopiero później, już po zajęciu kraju przez Achajów i dopiero wtedy Pelazgia stała się Arkadią). Harpokration i Hellanikos z Lesbos uważali Arkadyjczyków za autochtonów którzy po prostu zmienili swą nazwę ("Jej mieszkańcy otrzymali miano Arkadów zamiast dawnego Pelazgiów" - jak również dodaje Pauzaniasz). Gęsto zaludniony kraj jakim był Peloponez, wpadł teraz w ręce Achajów z północy (należy jednak pamiętać że Pelazgowie również byli ludem indoeuropejskim), a jedynie takie krainy jak właśnie Arkadia i niewielka Trypilia wciąż zamieszkiwali dawni mieszkańcy. Achajowie zaś, stali się ludem dominującym i szybko rozszerzali swoją strefę wpływów. Według Hetytów ok. 1250 r. p.n.e. Achajowie zaatakowali Karię (krainę w południowo-zachodniej części Azji Mniejszej, leżącą tuż za Jonią), zaś ok. 1225 r. p.n.e. Atreus, król Myken i ojciec Agamemnona (zdobywcy Troi), zajął i splądrował Cypr. Największa zaś batalia świata achajskiego rozegrała się właśnie w dziesięcioletniej wojnie o Troję (ok. 1194-1184 r. p.n.e.), która to notabene była zapewne ostatnim wielkim miastem-państwem zasiedlonym przez Pelazgów. Troja co prawda została zdobyta, ale w tym samym czasie nadchodził już kres istnienia całej achajskiej cywilizacji, bowiem oto z północy zdążały do Hellady nowe, indoeuropejskie ludy: Ilirowie (zatrzymali się na ziemiach dzisiejszej Albanii, Serbii oraz Bośni i Hercegowiny), Eolowie (którzy zajęli Tesalię i Beocję), ale przede wszystkim zdążał tutaj słowiański lud ognia - Gorowie, zwani potem Dorami, którzy pod wodzą mitycznego Hylasa (syna Heraklesa), mieli ostatecznie wkroczyć na Peloponez (który zajęli podstępem), pokonać Achajów i podporządkować sobie ten kraj w czasie, gdy większość armii achajskiej stała jeszcze pod Troją. Następnie Gorowie/Dorowie podzielili między siebie Peloponez, a najpotężniejszym ludem stali się wówczas zasiedlający górzystą Lakonię - Lacedemończycy, czyli owi przesławni Spartanie.

Ale wróćmy na Eubeę, czyli wyspę z której pochodzili koloniści z Kyme oraz piraci z Zankle. Była to kraina pełna urodzajnych pastwisk i wspaniałych sosnowych drzew. Słynęła z produkcji zboża, wina, oliwki oraz handlu jadalnymi kasztanami, a jej najurodzajniejszą i najbogatszą okolicą, była równina lelantyńska, leżąca nad rzeką Lelanius. Na południe od tej rzeki było miasto Eretria (doszczętnie spalone przez Persów w 490 r. p.n.e.), na północ zaś, nad cieśniną Euripus (naprzeciw beockiego miasta Aulis) leżało Chalkis, największe i najzamożniejsze polis na całej Eubei. To właśnie osadnicy stamtąd, jako pierwsi Grecy rozpoczęli kolonizację wybrzeży Italii i ok. 770 r. p.n.e. zajęli wyspę Pithekusaj (zwaną również Ischią lub po łacinie - Enarią). W trzydzieści lat później (ok. 740 r. p.n.e.), koloniści z Chalkis, Eretrii i z miasta Graioi w Beocji, dobili do brzegów Italii i tam właśnie założyli miasto Kyme (Cumae) - a były to najstarsze greckie ośrodki miejskie, jakie powstały wówczas na italskiej ziemi (co ciekawe, to właśnie koloniści z Graioi jako pierwsi rozpoczeli kontakty handlowe z Latynami, a przede wszystkim z Rzymianami - którzy swoje miasto założyli zaledwie przed dziesięciu laty i wciąż jeszcze składało się ono z kilkunastu luźno rozstawionych, drewnianych chat, rozlokowanych wokół Palatynu i Awentynu, natomiast na Kapitolu, gdzie potem stanie Świątynia Jowisza Największego, Najlepszego - były w tym czasie... rozległe bagna. Otóż koloniści z Graioi, jako pierwsi Hellenowie którzy spotkali dzikusów z Palatynu, dali jednocześnie nazwę od siebie wszystkim Hellenom, jako że Rzymianie kraj ten zwali odtąd Graeci - stąd dzisiejsza nazwa Grecji). Swoją drogą dość ciekawym pozostaje pytanie, dlaczego właściwie Jonowie z Chalkis na Eubei, płyneli taki kawał drogi by ostatecznie zasiedlić tak odległe miejsca, z pominięciem żyznych ziem południowej Italii czy Sycylii? Bez wątpienia ziemie które zasiedlili, były urodzajne, ale przecież na południu znajdowało się równie dużo dobrych terenów nadających się pod bliższą i łatwiejszą kolonizację. Czyżby więc Eubeotów skusiły bogactwa etruskich miast? To w zasadzie jedyne wytłumaczenie tego faktu (w końcu Fenicjanie także wyprawiali się do południowej Hiszpanii, czyli na drugi koniec Morza Śródziemnego do krainy zwanej królestwem Tartezjów - bogatej w złoto i srebro, a przecież nie kolonizowali tych ziem, ograniczając się jedynie do zakładania nadbrzeżnych emporii handlowych). Wystawienie więc kolonii na tym obszarze, mogło doprowadzić do przejęcia kontroli i dominacji nad tamtejszymi ośrodkami handlowymi.




Bardzo szybko pojawiła się jednak konkurencja i już ok. 730 r. p.n.e. Samijczycy założyli nieopodal Kyme swoją własną kolonię o nazwie Dikajarchia. Konkurencja stała się na tyle dotkliwa, że aby ją zniweczyć, po drugiej stronie zatoki, koloniści z Kyme założyli nową osadę (ok. 725 r. p.n.e.) o nazwie Neapolis (dzisiejszy Neapol). Osadnicy z Chalkis (i Eretrii) założyli też jedną z pierwszych greckich kolonii na Sycylii - Zankle (późniejszą Mesynę), choć odbywało się to w dwóch rzutach. Najpierw (ok. 730 r. p.n.e.) Cieśninę Mesyńską skolonizowali piraci z Kyme, którzy zajęli przesmyk i napadali na okręty innych greckich polis, które zmierzały w kierunku Lacjum, by tam następnie założyć swoje osiedla. Ale już ok. 725 r. p.n.e. wysłano z Chalkis i Kyme kolonistów do Zankle i tak oto zakończyło swoje istnienie owe pierwsze (zapisane w źródłach) pirackie państewko. W tym samym dokładnie czasie, założono drugą osadę na italskim brzegu Cieśniny Mesyńskiej, o nazwie - Region (Rhegium) i w taki to sposób koloniści z Chalkis i Eubei zdominowali cały handel pomiedzy Etrurią a Helladą. Co prawda już nie napadano na inne statki, ale nałożono własne opłaty celne, które żeglarze i handlowcy musieli uiścić w zamian za zgodę na przepłynięcie Cieśniny. Jeśli do tego dodamy fakt, że mieszkańcy Chalkis byli pierwszymi, którzy również skolonizowali wybrzeża Sycylii, zakładając tam pierwszą grecką osadę - Naksos (ok. 735 r. p.n.e.), a wkrótce potem koloniści z Naksos pod przywództwem niejakiego Ojkistesa, założyli na wschodnim wybrzeżu Sycylii także i inne kolonie: Leontinoj i Katanę (oba miasta założone w 729 r. p.n.e.), możemy sobie doskonale uzmysłowić skalę handlowej dominacji Jonów z Eubei na tych terenach. Ich najsilniejszym konkurentem byli zaś Dorowie z Koryntu, którzy już w 734 r. p.n.e. założyli Syrakuzy. To miasto, posiadające najwspanialszy port na wschodnim wybrzeżu Sycylii, bardzo szybko stało się najludniejszym i największym miastem Nowej Grecji (na tym polu potem konkurowały z nim Tarent i Akragas). Koryntyjczycy z Syrakuz bardzo szybko zdominowali handel na wschodnim wybrzeżu Sycylii i w Zatoce Tarenckiej, ale - co ciekawe - ich ekspansja handlowa nie przekroczyła Cieśniny Mesyńskiej (kontrolowanej przez Eubeotów), a handel z Etruskami był dla nich praktycznie niedostępny (o czym świadczy chociażby ceramika koryncka, czyli naczynia codziennego użytku, których powszechność jest od VII wieku p.n.e. dość duża na Sycylii i w Tarencie, ale import koryncki do Etrurii został ograniczony do nielicznych towarów luksusowych. Trudno się temu dziwić, skoro nie mogli się do nich dostać morzem, jak też mieli z nimi handlować). Dzięki utrzymywaniu owej kontroli nad Cieśniną Mesyńską, miasta Eubei znacznie się wzbogaciły w VIII, a szczególnie w VII wieku p.n.e.

Należy też słów parę powiedzieć o innych koloniach zakładanych na Sycylii i w południowej Italii w tym właśnie okresie. Otóż ok. 728 r. p.n.e. najemnicy z Megary w Grecji centralnej (którzy przybyli wcześniej do Koryntu jako współzałożyciele miasta, a jeszcze wcześniej operowali na południu Italii, szukając wojennego zajęcia), założyli wreszcie (po nieudanej próbie zdobycia Leontinoj) własną osadę na północ od Syrakuz, o nazwie Megara Hyblea. Ok. 720 r. p.n.e. koloniści z Achai (w tym spora grupa Doryjczyków z Trojzeny na Peloponezie), założyli miasto o nazwie Sybaris, które w sto lat później stanie się symbolem luksusu i ekstrawagancji aż do naszych czasów (stąd przecież wzięło się określenie: "Sybaryta" - czyli tzw.: "zblazowany bogacz"). Grecy zaś postrzegali Sybarytów jako zniewieściałych odmieńców, którzy lubią się kąpać w ciepłej wodzie (aby zachować witalność i męstwo, wielu greckich lekarzy radziło brać kąpiele jedynie w zimnej wodzie, bowiem ciepła woda miała osłabiać nie tylko ciało, ale i ducha) i wylegiwać w otoczeniu służby. Ostatecznie po 210 latach istnienia tego miasta, zostało ono ostatecznie zdobyte i spalone przez swego konkurenta handlowego - Kroton (założony ok. 710 r. p.n.e. również przez Achajów). Natomiast w 706 r. p.n.e. Spartanie założyli największą osadę w Italii - Tarent - gdzie znajdował się bezdyskusyjnie najlepszy port. Inne kolonie powstawały już w okresie późniejszym (VII/VI wieku p.n.e.). Warto jeszcze dodać, że o ile Sybaryci postawili na bogactwo i przyjemności stołu oraz łoża, o tyle Krotończycy stawiali na zdrowie i dobrą sprawność fizyczną, zaś mieszkańcy mało urodzajnego Naksos - niewielkiej sycylijskiej osady założonej przez Eubeotów z Chalkis, potrafili czerpać dochody z zupełnie innych źródeł niż handel. Oto bowiem sprowadzili tam figurę Apollina Archegetesa i teraz wszyscy, którzy płynęli przez Cieśninę Mesyńską, lub opływali Sycylię dookoła, zatrzymywali się u nich, aby złożyć bogu ofiarę w intencji szcześliwej podróży. Wkrótce potem ta mała mieścina zapełniła się równie majętnymi ludźmi, jak ci z Sybaris, Zankle, Regium, Kyme i Chalkis - tylko akurat mieli tego pecha, że nie stali się tak popularni jak ci pierwsi. Ale może to i dobrze, bo przynajmniej przetrwali (zresztą któż poważyłby się na takie świętokradztwo, jak atak na miasto które chroni sam bóg?).




W każdym razie, w kolejnej części przejdziemy do innego pirackiego państewka, tym razem będzie to zasiedlona przez Fokejczyków - Alalia na Korsyce. Greccy piraci stamtąc, napsuli bowiem wiele krwi zarówno Etruskom jak i Kartagińczykom i wreszcie oba te miasta zjednoczyły się we wspólnej walce, aby poskromić owe pirackie polis i... ale może nie wyprzedzajmy na razie faktów.           


 



CDN.