Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KOBIETY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KOBIETY. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 czerwca 2025

SARMACKIE OPOWIEŚCI - Cz. IV

CZYLI NASZA DAWNA "SZPLITA"




 Kolejnym mocno eksponowanym wyznacznikiem polskiej szlachty, był honor. Oczywiście nie znaczyło to, że w Zachodniej Europie (bo przecież o Moskwie nie ma co nawet rozmawiać, skoro rosyjscy bojarzy byli tak naprawdę niewolnikami cara) że poczucie honoru tam nie obowiązywało, oczywiście obowiązywało. Tylko że poczucie honoru polskiego szlachcica było nieco inne, od honoru arystokraty z Francji, Anglii, Hiszpanii, Włoch czy krajów niemieckich. Na początku powiedzmy o tym co było wspólne, czyli oczywiście honor dotyczył zarówno męstwa (głównie na polu walki, ale również w życiu osobistym i społecznym), jak i prawdomówności i zacności. Szymon Starowolski (który sam nie był szlachcicem) (jako poseł króla Władysława IV) przed papieżem Urbanem VIII w Rzymie w 1632 r.,  tak oto określał cnoty polskiego szlachcica: "Pierwszą bowiem szlachcica zasadą jest uczciwość, nawet jeśli w zupełnym ubóstwie pozostaje. Zdradzić, przyrzeczenie złamać, fałszywie przysięgać, kłamać jest hańbą i niesławą". Oczywiście można by powiedzieć że zasady takie dotyczyły wszystkich dobrze urodzonych w całej Europie (teoretycznie również w Moskowi, w praktyce jednak moskiewski bojar był niewolnikiem cara, a nie panem własnego losu), ale były też i różnice. Najistotniejszą z nich był fakt, że szlachcic (powołując się na własne słowo honoru) jeśli tylko nie został złapany na gorącym uczynku, nie mógł zostać wtrącony do lochu, a o jego losie (gdy był podejrzany o jakieś przestępstwo) decydował sąd, a nie król czy urzędnik. Tak pisał o tym włoski kronikarz Ludwik Gonzaga, który w 1574 r. przybył do Rzeczpospolitej wraz z nowym królem, a francuskim królewiczem - Henrykiem de Valois (od razu tutaj należy dodać że Gonzaga był w szoku, że polski szlachcic nie może zostać wtrącony do lochu, tylko najpierw czeka go proces przed sądem aby można go było w ogóle uwięzić): "Możność czynienia złego jest w istocie w Polsce wielka, bo jak nadmieniłem, złoczyńca nie chwycony w 24 godzin po uczynku, nie może być więziony bez wyroku. Mimo to nie unika on kary. Jeżeli go bowiem zasądzą na śmierć, a on nie stanie, ogłaszają go za pozbawionego czci, rzecz do tego stopnia haniebna u tego narodu, że wolą raczej umrzeć, niż być skazanymi na infamię, ponieważ odbiera ona cześć całemu ich rodowi i czyni go niezdolnym do piastowania urzędu lub godności. To jest doskonały i jedyny środek, utrzymujący ich w posłuszeństwie".

Innym bardzo ważnym aspektem jest pracowitość szlachty. Oczywiście w naszej kulturze - zaczerpniętej częściowo z czasów PRL-u (czyli jak wiadomo szlachta rozpijała chłopów, ale zdrowy rdzeń chłopstwa nie dał się rozpijać 🤭 itd itp.) a częściowo z kultury potocznej, gdzie w zasadzie jako mem funkcjonuje hasło: "Szlachta nie pracuje!". Większego głupstwa nie można było wymyśleć, gdyż szlachta pracowała ciężko, na równi z innymi stanami (mieszczaństwem i chłopami). Tak o tym pisał w drugiej połowie XVIII wieku śląski lekarz - Johann Joseph Kausch: "Cała polska szlachta pracuje bez chwili wytchnienia, dlatego nie potrafi, jak się to dzieje w innych krajach, zwłaszcza u arystokratycznych posiadaczy, przespać w błogim spokoju większej części swego życia" i dalej: "Nie mogę tylko powstrzymać się od zrobienia uwagi, że polski szlachcic posiada znacznie więcej zmysłu kupieckiego i obrotności w najrozmaitszych interesach, niż szlachcic niemiecki. Przewagę tę uzyskał dzięki nabytemu przyzwyczajeniu do samodzielnego kierowania własnymi interesami, czego nie ma w zwyczaju rycerz niemiecki. (...) Ta ruchliwość, to nieustanne zatrudnienie wywiera bardzo różnorodny wpływ na ukształtowanie charakteru; stąd rodzą się nie tylko wspomniane wyżej zamiłowania kupieckie, ale także obrotność w załatwianiu różnych interesów, którą szlachcic polski posiada w znacznie wyższym stopniu niż jego niemiecki sąsiad. Interesy i zatrudnienia to najlepsze środki prowadzące do rozwoju geniuszu i zdolności umysłowych". Oczywiście należy tutaj wyjaśnić, że polski szlachcic - pod groźbą utraty szlachectwa - nie mógł zajmować się bankowością (tutaj niezwykle przydatni byli Żydzi), rzemiosłem i zwykłym handlem, ale nic nie stało na przeszkodzie, aby mógł sprzedawać wytwory własnej ziemi, własnej pracy lub też pracy cudzej. Dlatego też bardzo często szlachta zajmowała się osobiście handlem zbożem (Rzeczpospolita nazywana była w XVI i jeszcze w pierwszych dekadach wieku XVII "spichlerzem Europy"), handlem końmi czy handlem wołami. Kausch tak o tym pisał: "Czynią to nawet szlachcice bardzo bogaci, posiadający duże majątki. (...) Nawet bogaty Wielkopolanin znad śląskiej granicy nie wstydzi się pojechać na targ bydła do Wrocławia ze stu sztukami swoich tucznych wołów osobiście, aby nie dać się oszukać swoim ludziom". Oczywiście szlachta polska miała swoje wady, swoje przyzwyczajenia j(ak choćby poobiednia drzemka), ale codzienne życie upływało jej na wytężonej, często ciężkiej pracy, dlatego uważam hasło "szlachta nie pracuje" za totalnie głupie.




Kolejnym aspektem niespotykanym nigdzie indziej poza Koroną Królestwa Polskiego i Wielkim Księstwem Litewskim, była łatwość w zostaniu szlachcicem. Oczywiście najszybciej można było to osiągnąć na wojnie, dokonując jakiegoś bohaterskiego lub heroicznego czynu. 29 sierpnia 1579 r. podczas wojny polsko-moskiewskiej, w czasie oblężenia Połocka, niejaki Walenty Wąs (mieszczanin, syn lwowskiego kotlarza) podpalił trójkątny narożnik Wysokiego Zamku, dzięki czemu część muru się zawaliła, a następnego dnia moskiewska załoga twierdzy skapitulowała. Za ten czyn Walenty Wąs został nobilitowany przez Sejm i z dniem 1 stycznia 1580 r. mógł już korzystać z pełni szlacheckich praw i przywilejów (otrzymał również nowe nazwisko - Wąsowicz). Była to praktyka nader częsta (stąd w Rzeczpospolitej było tak dużo szlachty) i wielu, zarówno mieszczan jak i chłopów (bo i tacy byli nobilitowani), marzyło o tym, aby w sławie wojennej zyskać obywatelstwo, a co za tym idzie wolność i prawa. Oczywiście nie gwarantowało to jednocześnie majętności, ale gwarantowało chociażby wolność osobistą, a to bardzo dużo (o czym wspomniałem wyżej). Również zdarzało się że nie będący szlachtą przedstawiciele innych narodów (również tacy, którzy dopiero co przyjechali do Rzeczypospolitej i w jakiś sposób zdobyli poparcie kogoś możnego) uzyskiwali szlachectwo. Nie wszystkim się to podobało, twierdzono nawet że należy ukrócić zarówno honorowanie obcych tytułów w Rzeczpospolitej, jak i przyznawanie tytułów polskiej szlachty przedstawicielom innych państw, ale konsekwencji przy tym nie było. Jeden z dosyć ciekawych - choć anegdotycznych - przypadków uzyskania polskiego obywatelstwa przez obcy ród, było nobilitowanie do polskiego szlachectwa przedstawicieli przybyłego w 1518 r. z królową Boną Sforzą z Italii, włoskiego rodu Campo del Scipio, którzy zakupili majątek ziemski we wsi Bychawa. Nie wszystkim sąsiadom się to podobało i przez pewien czas krążył taki oto wierszyk: "Dwóch było Scypionów, wspólną mają sławę jeden zdobył Kartagio, a drugi Bychawę" 👍 (oczywiście odnosiło się to do postaci Publiusza Korneliusza Scypiona Młodszego, który w 146 r. p.n.e. zdobył Kartaginę i porównanie go ze współczesnym wówczas rodem Campo del Scipio).




Oczywiście sława wojenna nie była jedyną, dzięki której można było uzyskać szlachectwo w Rzeczpospolitej. Kolejną taką możliwością były osiągnięcia naukowe, a jednym z przedstawicieli świata nauki, który zdobył szlachectwo, był w 1588 r. Jan Lazarides (otrzymał nazwisko Januszowski), mieszczanin krakowski, właściciel drukarni i wydawca krakowski, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ale nie tylko. Zdarzało się również że nobilitowani do szlachectwa byli chłopi (to było niemożliwe i niespotykane nigdzie indziej, może właśnie dlatego buntów chłopskich w Rzeczpospolitej nie było. Wyjątkiem było bardzo ograniczone zarówno terytorialnie jak i ilościowo powstanie Kostki-Napierskiego z 1651 r. o którym już pisałem. Największym zaś powstaniem chłopskim w dziejach polskich, była rabacja galicyjska, która wybuchła w 50 lat po ostatnim rozbiorze Rzeczpospolitej, czyli w roku 1846. Chłopi byli jednak do tego podburzani przez cesarskie władze austriackie, które dzięki tej chłopskiej rabacji zamierzały zlikwidować ewentualne kolejne polskie powstanie w Galicji. I rzeczywiście to się udało, chłopi mordowali szlachtę (tylko samych mężczyzn, kobiety i dzieci oszczędzano) gdyż za każdą przyniesioną głowę polskiego szlachcica, austriackie władze płaciły znaczne pieniądze. Rabacja 1846 r miała ogromny wpływ na osobowość i przekonania hrabiego Aleksandra Wielopolskiego, który uniknął tej masakry, potem przeprowadził się do Królestwa (czyli do privislenije) i do końca życia pozostał wiernym poddanym rosyjskiego cara (to właśnie jego polityka w Królestwie Polskim była jednym z powodów wybuchu Powstania Styczniowego w 1863 r.). Wielopolski uważał bowiem, że za to co uczynili Austriacy podburzając chłopów do tak okrutnych mordów na szlachcie, on nie może już pozostać w Galicji i być poddanym cesarza, dlatego też przeprowadził się do Królestwa i stał się poddanym cara (polityka, jak również przekonania Wielopolskiego stały zaś w kontrze działań Piłsudskiego, który odwrócił zupełnie wektory, uważając że skoro od 1867 r. w Galicji następowała coraz intensywniejsza polonizacja, łącznie z faktem że ta prowincja Cesarstwa Austriackiego realnie była prowincją polską, a Królestwo {czyli privislenije} było pod rosyjskim zaborem, gdzie język polski był zakazany nie tylko w szkołach i urzędach, ale również na ulicy {za mówienie po polsku na ulicy były kary, od finansowych po kary więzienia} to było jasne, że najpierw trzeba iść z Austro-Węgrami i Niemcami przeciwko Rosji, wypędzić Moskali z kraju, a potem zmienić front i... poprzeć Francję, Wielką Brytanią oraz USA {taki właśnie był plan Piłsudskiego już w lutym 1914 r. czyli jeszcze przed wybuchem I Wojny Światowej).


NAWIĄZANIA DO RABACJI GALICYJSKIEJ W SERIALU "1670"



Ale była jeszcze jedna nowinka w Rzeczpospolitej, związana z nobilitacją osób stojących niżej w hierarchii społecznej. A mianowicie jedynie w Polsce szlachcicem w wieku XVII czy XVIII mógł zostać czarnoskóry człowiek (czyli murzyn lub mulat). Oczywiście murzyni w Rzeczpospolitej (polskie słowo "murzyn" wywodzi się z łacińskiego "maurus" - czyli Maur) brali się głównie z wypraw handlowych lub ewentualnie kampanii wojennych (w formie jeńców). Trafiali oni potem w charakterze sług na dwory magnatów, gdzie bardzo często stawali się ulubieńcami swoich panów, a co za tym idzie zyskiwali nie tylko wolność, ale przede wszystkim szlachectwo (co było znów czymś wyjątkowym na skalę ogólnoeuropejską, bo nigdzie indziej w Europie czarnoskóry człowiek nie był uważany za człowieka. Co prawda papieże nawoływali do tego, żeby zarówno w indianach jak i w murzynach widzieć ludzi, ale jednak nikt z przedstawicieli kościoła nie stwierdził oficjalnie, że czarny człowiek może być równy białemu, bo to wręcz zakrawało na herezję. A w Polsce murzyni bywali szlachtą, jak choćby służący Aleksandra Fredry - kasztelana lwowskiego, który go wyzwolił i uzyskał dla niego nobilitację. Potem ów czarnoskóry szlachcic zamieszkał w Przemyślu, a następnie przeniósł się na wieś gdzie się ożenił i spłodził dzieci. Oczywiście będąc szlachcicem jeździł na sejmy w szlacheckim kontuszu i nigdy nie był uważany za gorszego od reszty "panów braci" ze względu na swój kolor skóry. Inny "Maur", służący biskupa krakowskiego - Aleksander Dynis, również został nobilitowany, potem osiadł na wsi i też założył rodzinę, jako polski czarnoskóry szlachcic. Takich przypadków było jeszcze kilka, ale należy tutaj podkreślić że w Rzeczpospolitej (czy też w Polsce, bo nazwa Rzeczpospolita jak i Korona były używane naprzemiennie) nigdy nie było rasizmu. Dowodem tego był bohater Polski i Wojny o Niepodległość Stanów Zjednoczonych - Tadeusz Kościuszko, który miał czarnoskórego ordynansa, a gdy po zwycięskiej wojnie Kongres USA przyznał mu obywatelstwo amerykańskie oraz ziemię i znaczne środki pod budowę domu, Kościuszko przeznaczył je na stworzenie szkoły dla wyzwolonych przez siebie czarnoskórych niewolników (tak, aby stali się pełnoprawnymi obywatelami nowego narodu - jak sam twierdził), po czym wrócił do Polski.


SPROFANOWANIE POMNIKA TADEUSZA KOŚCIUSZKI W WASZYNGTONIE PODCZAS ZAMIESZEK W 2020 



Inną jeszcze specyfiką polskiej szlachty, była jej ciekawość świata i uczenia się wszelkich zasłyszanych lub widzianych nowinek. Tak pisał o tym biskup Walencji Jean de Montluc (który w 1574 r przybył wraz z Henrykiem de Valois do Polski): "Nie ulega bowiem wątpliwości, że nie ma na świecie narodu, który by potrafił w tak szybkim czasie przejąć dobre obyczaje i cnoty od innych narodów. Jak już wspomniałem, Polacy odznaczają się większą od innych ciekawością poznania innych krajów w nadziei, że jeśli umiejętnie kraje te będą zwiedzali, wówczas po powrocie lepiej będą widziani od innych i łatwiej będą mogli osiągnąć zaszczyty i dostojeństwa państwowe. Wystarczy im np. czteromiesięczny pobyt w Italii, by płynnie mówić po włosku i tak przystosować się ubiorem, sposobem życia i zachowaniem, jak gdyby urodzili się we Włoszech. Podobnie dzieje się, gdy przebywają w Hiszpanii czy Francji. Co się zaś tyczy Niemiec, to wprawdzie także szybko uczą się mowy niemieckiej, ale zachowują przy tym własny ubiór, sposób życia i obyczaje, i na tym właśnie polega różnica pomiędzy tymi dwoma narodami". Podróże do Italii, Austrii, krajów niemieckich, Francji czy (rzadziej)  Hiszpanii, były naturalne w karierze każdego młodego szlachcica polskiego. Chodziło nie tylko o poznanie kultury i języka danego kraju, ale przede wszystkim o nawiązanie znajomości, które potem liczyłby się w dyplomacji. O zagranicznych wojażach synów szlacheckich z wybranych rodów, postaram się za jakiś czas jeszcze obszerniej napisać. Ale szlachcic polski odznaczał się jeszcze jedną rzeczą, a mianowicie ogromnym szacunkiem do kobiet, o czym też opowiem w kolejnej części.


"I to jest najlepszy dowód na to, że kobiety nie potrafią się przyjaźnić"
"Facet z facetem sobie po gębie dadzą i spokój i dalej kumple, a tu?"
"Źle dotykałaś mojej łechtaczki, nie możemy się przyjaźnić - udaję kobietę" 🤭
"Zbyt uczuciowe te baby są, ja mówię: brachu, rób z moją łechtaczką co ci się podoba, ważne żebyś wina polał" 😂
"A co to jest łechtaczka?" 🥳



CDN.



PIĘKNIE DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM, KTÓRZY PRZYCZYNILI SIĘ DO ZWYCIĘSTWA KAROLA NAWROCKIEGO W TYCH WYBORACH PREZYDENCKICH. ZACZYNAMY NOWE ROZDANIE, A CO OCZYWIŚCIE NIE ZNACZY ŻE NIE BĘDZIEMY TERAZ Z JESZCZE WIĘKSZĄ DETERMINACJĄ PRZYGLĄDAĆ SIĘ POCZYNANIOM NOWEGO PREZYDENTA I TEMU, CZY I JAK BĘDZIE ON REALIZOWAŁ WYBORCZE OBIETNICE. W KAŻDYM RAZIE JEGO PIERWSZE DZIAŁANIA ZANIM JESZCZE W OGÓLE ZOSTAŁ ZAPRZYSIĘŻONY - SĄ BARDZO POZYTYWNE I UWAŻAM (MOŻECIE MNIE ROZLICZAĆ Z TYCH SŁÓW) ŻE TO BĘDZIE BARDZO DOBRA PREZYDENTURA.








niedziela, 25 maja 2025

AMERICAN STORY - Cz. X

DZIEJE
STANÓW ZJEDNOCZONYCH AMERYKI
OPOWIEDZIANE PRZEZ PRYZMAT
KOLEJNYCH POKOLEŃ AMERYKANÓW





JAMESTOWN 
(Jak wyglądało tam życie 400 lat temu)
Cz. II





 Pocahontas została uprowadzona i była przetrzymywana dopóty, dopóki jej ojciec, wódz Indian Powhatan nie zgodził się na pokój z osadnikami. Pokój został przypieczętowany oficjalnym małżeństwem Pocahontas z jednym z osadników z Jamestown, plantatorem tytoniu (tytoń będzie bardzo ważny w tej opowieści, gdyż w kolejnych latach osadnicy z Jamestown kupowali sobie żony, płacąc za nie właśnie tytoniem) Johnem Rolfe'm, do którego doszło w kwietniu roku 1614. A już w styczniu 1615 Pocahontas powiła syna - Thomasa Rolfe'a. Wielkim problemem dla kolonistów z Jamestown był brak w osadzie kobiet. Trudno też się dziwić że perspektywa wyjazdu do odległego i dzikiego kraju - a w zasadzie na inny kontynent - gdzie trzeba w ciężkich warunkach zaczynać życie od nowa, nie mogła być atrakcyjna dla żadnej kobiety. Co prawda pierwsze dwie kobiety zjawiły się w osadzie już w roku 1608 (czyli zaledwie rok po założeniu Jamestown), były to pani Forrest i jej służąca Anna Burras, ale o ich dalszych losach niewiele wiemy, choć przetrwały one wielki głód zimą 1609 r. Od tego czasu do osady przybywali jedynie mężczyźni, ku ogromnemu żalowi osadników. Na czele Kompanii Londyńskiej (która była głównym udziałowcem i pomysłodawcą założenia osady w Jamestown) stał w Londynie sir Thomas Smythe. Ale jego rządy nad firmą były kompletną klapą, osada nie przynosiła żadnych dochodów, a tylko generowała koszty (nic dziwnego że król Hiszpanii Filip III wstrzymywał się od planów ataku na Jamestown, gdyż informatorzy donosili mu że stan kolonistów jest opłakany i wkrótce wszyscy oni sami pozjadają się z głodu {a do przypadków kanibalizmu dochodziło już w trakcie wielkiego głodu w osadzie}, albo pomrą na choroby, albo też wybiją ich Indianie). Smythe niczego nie uczynił aby poprawić życie osadników, ale też i za bardzo nie wiedział jak to zrobić. Co prawda w roku 1612 wydano trzecią kartę, (poprzednie wydawano w latach 1606 i 1609) znacznie zwiększające uprawnienia rady osady. Rządzący realnie Jamestown Thomas Dale (realnie, gdyż mianowany gubernatorem Thomas West, baron De La Warr, odpłynął stąd już w marcu 1611 - o czym było w poprzedniej części - chociaż aż do swej śmierci w 1618 r. uważał się za pełnoprawnego gubernatora osady. Natomiast inny mianowany gubernator - Thomas Gates, praktycznie nie wtrącał się do zarządu osadą). Teraz zawarto co prawda pokój z Indianami Powhatan, ale wciąż brakowało w osadzie zarówno kobiet, jak i wykwalifikowanych rzemieślników.

Tymi drugimi byli bez wątpienia sami Polacy, których liczba zaczęła wzrastać, gdyż Smythe pod tym względem jednak się wykazał. Przed rokiem 1619 przybyły trzy duże transporty Polaków do Jamestown (w 1608, 1610 i 1616). To właśnie oni założyli pierwsze manufaktury w mieście, to oni wyrabiali szkło i mydło (szczególnie szkło było bardzo pożądane i mogło zadecydować o przetrwaniu osady, gdyż wykonywane przez Polaków m.in. szklane koraliki następnie sprzedawano Indianom w zamian za żywność). W 1610 r. do osady przybył polski lekarz - Laurencjusz Bohun (zginął w 1620 r. walcząc z Hiszpanami na jednym ze statków osadników z Jamestown). Mimo to Polacy nadal byli ludźmi drugiej kategorii, byli wręcz traktowani jako - w najlepszym przypadku - pracownicy sezonowi, którzy mieli podpisane kontrakt na kilka lat (z reguły na 10), ale i tak większość została tam później na stałe. Nie mieli prawa głosu, nie mogli uczestniczyć w składzie 13-osobowej rady miejskiej, natomiast całe życie przemysłowe jak i gospodarcze osady spoczywało w ich rękach i przez pierwsze 11 lat byli pogodzeni ze swym losem (jako że w umowie którą podpisali, stało jasno że nie mogą się zbuntować). W każdym razie w latach 1610 i 1616 przybyli nowi rzemieślnicy z Polski, o nazwiskach takich jak: Tomasz Miętus że Lwowa, Karol Źrenica, Ignacy Machowski, Jan Kulawy, Gwidon Stójka, Herman Kromka, Mateusz Gramza, Michał Korczewski, Eustachy Miciński, Włodzimierz Terlecki, Mikołaj Syryński i Jan Pargo. Przybył nawet pewien porucznik, wywodzący się z arystokratycznej rodziny Potockich, którego Anglicy nazywali "Puttocke" (tak jak dzisiaj w niemieckich mediach o Karolu Nawrockim można przeczytać że to jest Karol "Nawroki" 🤭). Ich praca była kluczowa dla przetrwania osady Jamestown i w jakiś czas potem pozostali osadnicy się o tym przekonali. Zresztą nie tylko manufaktury w osadzie były w rękach Polaków, również pierwsze studnie to właśnie oni tam wykopali. Potem studnie stały praktycznie przy każdym domu wbudowanym w Jamestown (w czasie przeprowadzanych wykopalisk archeologicznych latem 1934 r. w jednej ze studni w Jamestown znaleziono ludzką lewą nogę i lewą połowę miednicy). Większość domów w osadzie miała również szyby w oknach (również dzięki Polakom), choć nie wszyscy, im bowiem biedniejszy dom, tym mieszkańców nie było stać na taki luksus. Warto też powiedzieć gdzie w mieście wyrzucano śmieci, bo jakieś miejsce przecież musiało być, nie wszystko bowiem można było wrzucić do rzeki Jakuba. Otóż po prostu wykopywano w ziemi doły i tam wrzucano śmieci, ale takie Doły kopano przede wszystkim przy manufakturach jako miejsce składowania gruzu i gliny ceramicznej, ale podczas wykopalisk archeologicznych z roku 1955 znaleziono w takim dole również dobrze zachowany kordelas (broń ręczna, nieco podobna do szabli), rapier, a także potłuczone gliniane, ceramiczne i szklane naczynia.




1616 r. Pocahontas, John Rolfe' i ich synek Thomas udali się w podróż do Anglii, gdzie młoda indiańska dziewczyna była pokazywana jako przykład "cywilizowanego dzikusa". Ubrano ją w suknie i wzięła udział w maskaradzie, zorganizowanej przez króla Jakuba I w pałacu Whitehall. Jednak gdy zamierzali oni powrócić do Wirginii, Pocahontas nagle zmarła - marzec 1617 r. (nie są znane przyczyny i jej zgonu). Miała zaledwie 20, może 21 lat. Pozostawiła po sobie jednak syna Thomasa, który przeżył lat 65 i był wnukiem wodza plemienia Powhatan - Wahunsunakoka. Natomiast przewodniczący Kompanii Londyńskiej, sir Thomas Smythe starał się pobudzić rozwój osady Jamestown, ale nijak mu to nie wychodziło. Zdał sobie sprawę, że problem leży w zbiorowej własności gruntów, gdyż to co wspólne, jest tak naprawdę... niczyje. Postanowił więc zmienić wspólnotową formę własności na prywatną własność ziemską i ogłosił że każdy, kto przetransportuje do Jamestown choć jedną osobę więcej, otrzyma 50 akrów ziemi na własność. Niestety stary Smythe był utożsamiany z polityką kryzysu, głodu i porażek jakie odnotowali ci, którzy wyłożyli pieniądze na zorganizowanie osady w Jamestown. Dlatego też musiał zrobić miejsce młodszym i w 1618 r. zastąpił go sir Edwin Sandys. To właśnie on zaczął realnie wdrażać w życie prawo własności ziemi, opracowane w ostatnich miesiącach urzędowania Thomasa Smythe'a (notabene jak można było pomyśleć że wspólna własność jest lepsza od własności prywatnej? Przecież każdy człowiek jest tak zbudowany, że lubi mieć coś na własność, coś swojego, wtedy lepiej o to dba i bardziej się do tego przykłada. Natomiast jak coś jest wspólne, to tak naprawdę jest niczyje, czyli można to albo ukraść, albo też czerpać z tego do chwili, aż się nie zużyje). To również właśnie Sandys postanowił wreszcie rozwiązać problem braku kobiet w osadzie Jamestown. W 1619 r. osada Jamestown liczyła 1000 ludzi, (w tym ok. 50 Polaków) z czego kobiety były zaledwie dwie (przepraszam napisałem "kilkanaście" - pomyłka i mój błąd, daty mi się pomyliły 😉). Ten problem należało czym prędzej rozwiązać i temu zadaniu podjął się właśnie nowy przewodniczący Kompani Londyńskiej - Edwin Sandys. Wpadł bowiem na pomysł że każdy mężczyzna - który chce mieć narzeczoną, a następnie żonę - musi za nią zapłacić, a ponieważ jedynym cennym środkiem płatniczym dostępnym praktycznie wszystkim osadnikom w Jamestown był tytoń, dlatego też płacono tytoniem i stąd kobiety - które następnie przypłynęły do osady - nazywano "żonami tytoniowymi".




Koszt sprowadzenia sobie żony do osady wynosił na początku 120 funtów tytoniu, potem wzrósł do 150 funtów. Osadnicy swoje wymarzone partnerki poznawali listownie, pisząc listy (jeżeli umieli pisać, jeśli nie korzystano z pomocy skrybów, którzy za odpowiednią dopłatę mogli nieco podkoloryzować opis kandydata na przyszłego małżonka). Te listy następnie wysyłano do Anglii i tam - za sprawą rozwiniętej przez Sandys'a "akcji promocyjnej" - prezentowano je ewentualnym chętnym do podróży kandydatkom do ożenku. Aby namówić kobiety do podróży (często niebezpiecznej), Sandys zaproponował im nie tylko darmowy transport (za podróż płacili koloniści), ale również odzież i podstawowe sprzęty gospodarstwa domowego. Na miejscu mogły też sobie wybrać partnera jakiego chciały (choć w rzeczywistości ich wybór był bardzo ograniczony). W Anglii było wiele młodych kobiet które nie mogły liczyć na zbyt dobre zamążpójście, a co za tym idzie na lepsze życie, dlatego część z nich zdecydowała się na podróż do Nowego Świata. Nie wszystkie jednak były chętne do tak niebezpiecznej przygody, większość wolała pozostać w kraju i tutaj poszukać sobie męża. Ostatecznie zebrano więc grupę zaledwie 90 kobiet w wieku od 15 do 28 lat, które wiosną 1620 r. wyruszyły po nowe życie do Nowego Świata - Ameryki. Ale nie wyprzedzajmy faktów, bowiem w roku 1619 miały miejsce niezwykle ważne wydarzenia i to nie tylko dla samej osady, ale również dla przyszłych Stanów Zjednoczonych. Oto bowiem w kwietniu 1619 r. nowym gubernatorem Wirginii (a w zasadzie kolonii Jamestown) został sir George Yeardley (który zastąpił na tym stanowisku pełniącego ten urząd od 1617 r. Samuela Agrylla, który to zastąpił Thomasa Dale'a - sprawującego zarząd nad osadą od marca 1611 r.). To właśnie Yeardley 30 lipca 1619 r. zorganizował pierwsze zgromadzenie ustawodawcze mieszkańców Wirginii (Jamestown). Zgromadzenie złożone z gubernatora, 13 radnych i 22 wybranych "burgesów" (wybierano po dwóch kandydatów z 11 istniejących wówczas plantacji Jamestown) odbyło się oczywiście w tamtejszym kościele (pierwszy kościół w Jamestown zbudowano zaraz po założeniu osady w 1607 r. ale spłonął on już w roku następnym. Dopiero ten odbudowany kościół - nadal drewniany, na planie krzyżowym - był miejscem owego zgromadzenia. Notabene tak na marginesie, modlitwy odprawiano w Jamestown dwa razy dziennie: rano i wieczorem).

Tak więc gdy rozpoczęły się obrady pierwszego zgromadzenia Wirginii, okazało się że wśród zasiadających tam delegatów... nie było Polaków, których wszyscy uważali za zwykłych robotników, a tak naprawdę za wyrobników (chociaż już John Smith pisał w swych pamiętnikach że 30 polskich rzemieślników jest bardziej wartościowych niż 1000 angielskich dżentelmenów). Ci, po latach milczenia, wykonywania swojej pracy i nie wychylania się, wreszcie postanowili powiedzieć dość! Zatrzymali pracę wszystkich manufaktur, urządzając pierwszy w dziejach Stanów Zjednoczonych (a tak naprawdę całej Północnej i Południowej Ameryki) strajk. Trwał on tylko dwa dni, ale tak bardzo wystraszył kolonistów, że już 1 sierpnia zgodzili się oni dopuścić do zgromadzenia również polskich delegatów. Mało tego, stworzono wspólne, dwujęzyczne (polsko-angielskie szkoły) w których miano uczyć w tych dwóch językach. Polscy rzemieślnicy w Jamestown otrzymywali również pełne prawa kolonistów i od tej pory mieli być traktowani na równi z innymi. Powiem więcej, ze swymi umiejętnościami wysuwali się wręcz na nową elitę Jamestown. Ostatecznie tak się nie stanie, ale po kolei, do tego również dojdziemy cóż było tego przyczyną. Warto jeszcze powiedzieć o innym doniosłym (dla przyszłych Stanów Zjednoczonych) wydarzeniu, który miał miejsce w roku 1619, a mianowicie w sierpniu tego roku do jamestown przepłynął holenderski statek przywożąc na pokładzie 20 porwanych w Afryce murzyńskich niewolników. Koloniści zakupili ich do pracy i tym samym po raz pierwszy w dziejach  angielskiej Ameryki niewolnictwo czarnoskórych Afrykanów stało się faktem. Latem 1620 r. do Jamestown przybył okręt z 90 pannami na pokładzie i koloniści mogli wreszcie wybrać sobie żony i rozpocząć normalne życie rodzinne. Jednocześnie już wówczas zaczęły tworzyć się większe i mniejsze majątki ziemskie. Więcej akrów (1500) otrzymywali przybyli do Jamestown urzędnicy, kupcy i skarbnicy, nieco mniej (500) lekarze i sekretarze, reszta zaś w zależności od tego jak wywiązała się z prawa Smythe/Sandys'a czyli tyle akrów, ile osób ściągnięto i przewieziono (na własny koszt) do kolonii.


"Wiesz skąd się wzięli murzyni w Ameryce? Handlarze niewolników przywieźli ich z Afryki. A myślisz że to takie proste wysiąść na plaży w Afryce, złapać w siatkę zwinnego, silnego murzyna i wywieźć go za ocean? Oczywiście że nie, udało im się to zrobić, ponieważ łapali tylko takich którzy albo Nie potrafili s********* przed siatką, albo też byli największymi głąbami w plemieniu i wódz sprzedawał ich za paczkę fajek bo i tak nie miałby z nich pożytku" 🤭



Jamestown wciąż się rozrastało, a to nie podobało się okolicznym Indianom Powhatan, tym bardziej że Pocahontas już nie żyła, nie było więc powodów aby utrzymywać pokój. Poza tym w roku 1618 zmarł wódz Wahunsunakok, a następcą został jego rodzony brat Opechankano. Nienawidził on kolonistów, gdyż niszczyli oni tereny łowieckie i stanowili realne zagrożenie dla plemienia, dlatego też przygotowywał się do wielkiego ataku, który miał być realnie eksterminacją wszystkich mieszkańców Jamestown. Taki atak spadł na osadę w marcu 1622 r. i był doprawdy podobny do trąby powietrznej, niszczącej wszystko na swej drodze. W każdym razie bezwzględnie był to największy atak, jaki do tej pory podjęli Indianie na tę osadę od chwili jej założenia, czyli od 15 lat.




CDN.

czwartek, 22 maja 2025

MORITURI TE SALUTANT - Cz. V

CZYLI DZIEJE IMPERIUM 
WSCHODU I ZACHODU





PROLOG
Cz. V





 Po złożeniu ciała Kleopatry do grobu, Oktawian stał się teraz panem Aleksandrii i całego Egiptu. Wstąpiwszy na (wcześniej przygotowaną mównicę) w wielkiej sali gimnazjonu aleksandryjskiego (tej samej, w której cztery lata wcześniej Marek Antoniusz ogłosił Kleopatrę "królową królów", a swoim dzieciom - zrodzonym z Kleopatry - ofiarował różne krainy Wschodu). Tam, w towarzystwie swego przyjaciela i nauczyciela Arejosa (był on przez pewien czas pedagogiem Oktawiana gdy przebywał w Rzymie, ale potem wrócił do Aleksandrii i należał do grona uczonych, skupionych wokół Wielkiej Biblioteki Aleksandryjskiej. Gdy zaś Oktawian przybył do miasta, Arejos wyszedł mu na spotkanie i razem towarzyszył podczas wkraczania w mury Aleksandrii), rozpoczął mowę do skupionych w gimnazjonie mieszkańców miasta. Wszyscy oni - gdy tylko wszedł na mównicę - padli przed nim na twarz, jako przed nowym królem Egiptu, tak jak czynili to wielokrotnie wcześniej przy każdym kolejnym władcy. Oktawian jednak nie miał nic wspólnego z człowiekiem Wschodu, bezwzględnie był człowiekiem Zachodu, rzymskiego świata republikańskiego i wychowany w tym duchu nie znosił tak bardzo upodlonej służalczości. Nakazał więc wszystkim wstać, a następni, mówiąc do nich po grecku - tak aby wszyscy zrozumieli - orzekł, iż daruje wszystkie winy, jakie miasto ma wobec Rzymu, nikogo nie skrzywdzi i samego miasta nie zniszczy. Dodał że czyni to trzech przyczyn: po pierwsze - ze względu na postać Aleksandra Wielkiego, założycielami miasta; po drugie - ze względu na piękno Aleksandrii; i po trzecie - ponieważ poprosił go o to jego przyjaciel Arejos. Niestety, nie wszyscy mogli liczyć na zmiłowanie Oktawiana Cezara, niektórzy musieli jednak dać głowę. Tak też się stało z Cezarionem - synem Kleopatry i Cezara, którego matka wysłała - pod opieką jego nauczyciela Rodona - w podróż przez Etiopię, gdzie mieli dostać się na statek i przedostać do Indii. Tak się jednak nie stało, gdyż Rodon (obawiając się zapewne trudów tak dalekiej podróży), przekonał chłopca że należy wrócić, gdyż Oktawian zastanawia się czy nie przekazać Cezarionowi władzy nad Egiptem po jego matce. A nawet gdyby okazało się to nieprawdą, zawsze można uciec na Rodos. Postanowiono wrócić i gdy Cezarion stanął przed Oktawianem - licząc nie tylko na łaskę, ale również na koronę - ten zastanawiał się co z nim uczynić i wówczas usłyszał słowa Arejosa, który parafrazując Homera, stwierdził: "Niedobrze jest w państwie, gdy jest zbyt wielu królów" (z tym że on użył słowa "Cezarów"). Tym stwierdzeniem wydał wyrok na chłopca, gdyż słowo "cezar" przestawało być nazwiskiem, a stawało się tytułem i symbolem nowego systemu politycznego.

Przez krótki czas Cezarion był traktowany jak brat Oktawiana (z tym że cały czas był pod obserwacją i pod strażą). Pewnego dnia do jego komnat weszli żołnierze i... tak zakończyła się jego 17-letnia ziemska wędrówka. Wkrótce w jego ślady poszedł Antyllus (najstarszy syn Marka Antoniusza zrodzony z jego pierwszej żony Fulwii). Ten rówieśnik Cezariona (w niektórych źródłach mówi się iż był od niego dwa lata młodszy) również był pod opieką swego nauczyciela  Teodorosa. Ten jednak - obawiając się również o własne życie - wydał chłopca, który zdążył zbiec do świątyni, jaką królowa Kleopatra postawiła w Aleksandrii Cezarowi i przed ołtarzem "Boskiego Juliusza" modlił się o łaskę. Dostał stamtąd jednak brutalnie zabrany i zabity. Następnie żołnierze odcięli mu głowę i zanieśli Oktawianowi. Nie wiadomo dlaczego dokładnie Cezar Oktawian zdecydował się na taki krok w przypadku Antyllusa? Tym bardziej że zarówno on, jak i jego siostra Oktawia lubili go, cenili i uważali za inteligentnego młodego człowieka. Czyżby - podobnie jak w przypadku Cezariona - górę wziął fakt, iż był on głównym dziedzicem swego ojca? jako najstarszy syn). W każdym razie stracił życie. Pozostałe zaś dzieci Antoniusza i Kleopatry - Aleksander Helios, Kleopatra Selene i młodziutki Ptolemeusz, a także równie młody Antoniusz nie musieli się niczego obawiać. Oktawian zabrał ich następnie ze sobą do Rzymu i pozostawił pod opieką swojej siostry Oktawii, gdzie dorastali w dostatku i spokoju (Kleopatra Selene została potem wydana za mąż za przyszłego władcę Mauretanii - Jubę II. Z tego związku narodził się syn - Ptolemeusz I -  król Mauretanii, którego w 40 roku cesarz Kaligula kazał zamordować, formalnie przyłączając wówczas Mauretanię do Imperium {formalnie, gdyż realnie stała się ona częścią Cesarstwa ok. 44 r. już za Klaudiusza, gdy wojska rzymskie ją zajęły}. Natomiast młody Antoniusz dorastał u boku rodziny cesarskiej, będąc jednym z ulubieńców samego Oktawiana). Poza najstarszymi dziećmi Kleopatry i Antoniusza, tak naprawdę represje ze strony Oktawiana Cezara dotknęły niewiele osób z ich najbliższego otoczenia. Filostratos (najzdolniejszy wówczas mówca- improwizator) ocalił życie za wstawiennictwem Arejosa. Stary Tyrannion z Amisos (jeden z nauczycieli Strabona - geografa i pisarza) został co prawda aresztowany i przewieziony do Rzymu, ale tam mu wybaczono. Śmierć poniósł jeszcze tylko pewien Grek z otoczenie Antoniusza, który niegdyś namówił go do porzucenia Oktawii i poślubienia Kleopatry.


OKTAWIA
(SIOSTRA CEZARA AUGUSTA)



Egipt stał się odtąd rzymską prowincją, a pierwszym namiestnikiem Oktawian mianował Gajusza Korneliusza Gallusa (tego samego, którego Antoniusz nie był w stanie pokonać w Paraetonium). Gallus był co prawda żołnierzem, ale przede wszystkim był poetą i to dosyć popularnym w swoim czasie (chociaż do naszych czasów jego twórczość prawie się nie zachowała, ale inni grecko-rzymscy autorzy często się na niego powołują). Gallus nie należał do stanu senatorskiego - nobilitas. Nie był senatorem, co miało ogromne plusy, gdyż Oktawian obawiał się powierzyć tak dużą i bogatą prowincję jak Egipt jakiemuś senatorowi z Rzymu, dla którego byłaby to odskocznia do zdobycia władzy nad całym Imperium, dlatego też Gallus był tutaj najlepszą możliwą opcją. Oktawian Cezar oczywiście zwiedził samą Aleksandrię (często w towarzystwie Arejosa, który oprowadzał go po różnych rejonach miasta). Zapragnął też odwiedzić grobowiec Aleksandra (w trakcie tych odwiedzin ponoć odłupano kawałek nosa zmarłego prawie 300 lat wcześniej Aleksandra Wielkiego). Gdy jednak Aleksandryjczycy zaproponowali mu aby odwiedził również grobowce innych królów Egiptu z dynastii Ptolemeuszy, ten odparł krótko, acz dobitnie: "Króla chciałem odwiedzić, zwłoki mnie nie interesują!" Nim Cezar Oktawian wyruszył w drogę powrotną do Rzymu - gdy już uporządkował sprawy Wschodu - w ręce wpadł mu wówczas nieoczekiwany prezent. Mianowicie wydano mu niejakiego Gajusza Kasjusza Parmensisa - który był już ostatnim żyjącym zabójcą Juliusza Cezara. Oczywiście szybko został zgładzony, jeszcze w tym samym 30 r. p.n.e.
Wyjeżdżając z Egiptu Oktawian zabrał ze sobą ogromne skarby zgromadzone wcześniej przez samą Kleopatrę (która przygotowując się do ucieczki z kraju, ogołociła również wiele aleksandryjskich świątyń, co potem ułatwiło Rzymianom zadanie, gdyż przywłaszczyli sobie te kosztowności, nie narażając się na zarzut zbyszczeszczenia świątyń). W samym Rzymie zaś wiadomość o śmierci Marka Antoniusza przyszła 13 września. Publicznie ogłosił ją na Forum konsul Marek Tulliusz Cyceron - syn owego wielkiego Cycerona, którego z rozkazu Marka Antoniusza zabito 13 lat wcześniej i którego dłonie przybito do wrót Senatu. Teraz miał on chwilę swego własnego, prywatnego triumfu, ogłaszając mieszkańcom Rzymu że wróg ludu, Antoniusz nie żyje.


MAREK ANTONIUSZ i FULWIA
(JEGO PIERWSZA ŻONA)



Cezar Oktawian wracał teraz powoli do Rzymu przez Syrię, Azję Mniejszą i Grecję. W Syrii ostatecznie rozpatrzył sprawę wsparcia dwóch walczących ze sobą królów z dynastii Arsacydów partyjskich: Tiridatesa i Fraatesa (już wcześniej prosili go obaj o wsparcie, ale póki nie zakończył sprawy z Antoniuszem i Kleopatrą, nie chciał się nigdzie indziej angażować). Ponieważ w międzyczasie Tiridates przegrał, a dotychczasowy król Partów Fraates IV utrzymał swą władzę, Oktawian zawarł z nim układ o przyjaźni, a jednocześnie pozwolił zbiegłemu do Syrii Tiridatesowi tam zamieszkać i odmówił wydania go Fraatesowi (który wstąpiwszy na tron w roku 38 p.n.e. wymordował wszystkich swoich braci). Potem Oktawian Cezar ruszył w dalszą drogę. W Grecji przepłynął morzem do Brundyzjum, gdzie czekał już na niego łuk triumfalny tam wystawiony, ozdobiony trofeami. Senat oczywiście przyznał mu prawo triumfu nad Antoniuszem i Kleopatrą "wrogami ludu rzymskiego" i oczekiwano Oktawiana jeszcze przed końcem roku, wznosząc dla niego również w Rzymie wspaniały łuk triumfalny. Ten jednak wcale tam się nie wybierał... przynajmniej nie od razu. Po trudach kampanii wojennej i marszu przez wschodnie prowincje, Oktawian Cezar zapragnął odpocząć, tym bardziej że zbliżała się zima. Ciasny Rzym - który już dawno wyszedł poza pierwotne granice muru serwińskiego - co prawda w zimie był mniej cuchnący niż latem, ale Oktawian wolał zatrzymać się w Neapolu (dawnym mieście greckim), które w pewien sposób przypominało Aleksandrię ( najpiękniejsze wówczas i najbogatsze miasto ówczesnego świata). W Neapolis odpoczywał nad brzegiem morza, a nawet popłynął statkiem na wyspę Capri, aby ją zwiedzić. Nieśpieszno mu było do domu i rodziny, do czekającej żony Liwii i siostry Oktawii, a także do wszystkich Rzymian, którzy z niecierpliwością oczekiwali jego powrotu. Wyspa Capri tak bardzo spodobała się Oktawianowi, że wykupił ją od miasta Napolis (ofiarowując w zamian kilka mniejszych wysepek). Nie dość jednak na tym, następnie Oktawian przeniósł się do miejscowości Atella, gdzie również odpoczywał. Tam odwiedził go Gajusz Cilniusz Mecenas (który dotąd - wraz z Agryppą - wspólnie rządził Rzymem i Italią). Przywiózł on ze sobą poetę Publiusza Wergiliusza Maro, który zaprezentował przed Cezarem swoje nowe dzieło: "Georgikę" (której odczytywanie zajęło mu następnie kilka dni). To właśnie od tego momentu (i nie tylko tym utworem - które przetrwało do dzisiaj i bezwzględnie jest jednym z piękniejszych wierszy spisanych po łacinie) kariera owego chłopskiego syna spod Mantui - Wergiliusza przyspieszyła, tak, iż stał się zamożnym człowiekiem (bogactwo jednak nie zmieniło jego charakteru, ani też sposobu życia. Żył więc tak jak dotąd, czyli jak wieśniak 😉).


WIEJSKA WILLA 
W POBLIŻU NEAPOLIS



Mijały kolejne dni, potem tygodnie i miesiące, a Oktawian nie opuszczał Atelli. Po zaprzysiężeniu nowych konsulów - czyli po Nowym Roku (jednym z nich był sam Oktawian Cezar, a drugim niejaki Sekstus Apulejusz) 11 stycznia 29 r. p.n.e. zamknięto bramy świątyni boga janusa. Było to niesamowite wydarzenie, dotąd bowiem w całych prawie 500-letnich dziejach Republiki rzymskiej tylko dwukrotnie to uczyniono. Świątynia Janusa była nieco dziwacznym przybytkiem, niepodobnym do żadnych innych świątyń, a mianowicie były to dwie stojące obok siebie bramy, ustawione w pobliżu Forum Romanum, które przez wszystkie te lata, dekady i wieki pozostawały otwarte. Zamykano je tylko i wyłącznie wówczas, gdy w całym państwie (w tym przypadku w całym Imperium) panował pokój (biorąc pod uwagę że w czasach Republiki zamknięto je tylko dwukrotnie, to może sugerować że Rzym prawie cały czas toczył wówczas wojny i nie jest to wcale opinia bezzasadna, Rzymianie byli bowiem niezwykle agresywni i żądni dominacji, a ich system społeczny, polityczny i rodzinny oparty na silnej strukturze patriarchalnej, bardzo temu służył. Tak więc gdy Grecy - którzy po podbojach Aleksandra Wielkiego zaczęli utożsamiać się z kulturą Wschodu, a co za tym idzie zaczęli "niewieścieć", Rzymianie byli mega męscy. Oczywiście z czasem to też się zmieniło i Rzymianie zbabieli - o czym pisałem wielokrotnie, powołując się chociażby na takich autorów jak Juwenalis czy Marcjalis. A wszystko to było związane ze wzrostem pozycji i praw kobiet, im bowiem więcej praw kobiet, tym społeczeństwo stawało się bardziej rozlazłe, bardziej sfeminizowane i bardziej podatne na taki z zewnątrz. Nie jest to zarzut, a jedynie stwierdzenie faktu. Tylko bowiem społeczeństwa silnie patriarchalne są w stanie nie tylko przetrwać, ale też dokonywać ekspansji, cała reszta skazana jest praktycznie na wymarcie lub uznanie nowych zwycięzców, którzy jak w przypadku Rzymian przyszli z północy). Tak więc bramy świątyni Janusa zostały zamknięte (choć nie na długo wszakże i wkrótce ponownie je otwarto) co było wówczas wielkim wydarzeniem w samym Rzymie. Uczyniono to również z tego powodu, aby ponaglić Oktawiana Cezara do powrotu do Rzymu, gdyż ewidentnie mu się nie spieszyło. W tych letnich, nadbrzeżnych małych miasteczkach spędził on nie tylko zimę, ale również wiosnę i początek lata 29 r. p.n.e. Oktawian stanął pod Rzymem na początku sierpnia, a 13 dnia tego miesiąca odbył wspaniały triumf.




CDN.

sobota, 17 maja 2025

MORITURI TE SALUTANT - Cz. IV

CZYLI DZIEJE IMPERIUM 
WSCHODU I ZACHODU





PROLOG
Cz. IV





 Oktawian rozbił obóz po wschodniej stronie miasta, tuż nieopodal hipodromu. Lecz nim jazda Cezara ruszyła w stronę Aleksandrii, zaskoczył ją nagły atak konnych Antoniusza, a tempo i furia owego ataku była tak silna, że oddziały Cezara zaczęły się cofać w stronę swego obozu. Marek Antoniusz odniósł swoje pierwsze od dłuższego już czasu zwycięstwo. Wreszcie - ponownie - zaświeciło mu światełko nadziei: może jednak nie wszystko stracone, może uda się pokonać Oktawiana w bitwie pod miastem? Takie myśli musiały wówczas kołatać się w jego głowie. Gdy Antoniusz powrócił do pałacu - cały we krwi swych wrogów - podszedł do Kleopatry, przycisnął ją do siebie i mocno pocałował. Następnie przedstawił jej najdzielniejszego żołnierza, który odznaczył się w tej bitwie. Królowa Egiptu ofiarowała żołnierzowi w nagrodę za jego męstwo złoty napierśnik i hełm. Antoniusz miał powody do radości nie tylko ze względu na wynik tego starcia, ale również na fakt, że udało się wysłać do obozu Oktawiana ulotki przebite strzałami, w których Antoniusz obiecywał każdemu żołnierzowi po 6 000 sestersji za przejście na jego stronę. Ulotki te dostały się również w ręce Oktawiana i zgromadziwszy wokół siebie swoich żołnierzy, zaczął je publicznie czytać, jednocześnie kpiąc sobie z Antoniusza iż musi imać się tak żałosnych metod. Następnie powołał się na pamięć swego ojca Gajusza Juliusza Cezara i wierność, jaką żołnierze jemu dochowali. Potem zaś stwierdził, że kto tylko tego pragnie, może przejść do obozu Antoniusza, ale jeśli dostanie się do niewoli, nie będzie dla niego łaski i zmiłowania a jedynie śmierć, gdyż zdrajcy w taki właśnie sposób są karani. To poskutkowało, żaden z żołnierzy nie odważył się opuścić szeregów Oktawiana Cezara. Antoniusz złożył teraz przedziwną propozycję Oktawianowi, a mianowicie stwierdził, że aby powstrzymać rozlew krwi wśród samych Rzymian, należy ten konflikt zakończyć w sposób bardzo prosty - mianowicie obaj skłóceni wodzowie będą ze sobą walczyć na miecze na śmierć i życie, a ten który zwycięży, wygra również całą kampanię. Nie wiadomo czy Antoniusz rzeczywiście wierzył w to, że Oktawian może być tak nierozsądny aby przystać na ową propozycję, ale nie należy tego wykluczyć, w końcu tonący chwyta się nawet brzytwy. Wysłał mu więc odpowiedź, w której pozostawiał mu wybór co do rodzaju śmierci jaką pragnie zginąć.


MAREK ANTONIUSZ



Antoniusz zaczął teraz przygotowywać egipskie okręty do bitwy,  licząc na to, że tu, w Aleksandrii stoczona zostanie nowa bitwa pod Akcjum, w której to on odniesie ostateczne zwycięstwo. Pełny nadziei przekonywał swych żołnierzy do walki, a gdy okręty ruszyły, obserwował je z Heptastadion - kamiennego mostu wzniesionego, aby można było suchą stopą przyjść z miasta na wyspę Faros. Gdy już, już okręty były bliskie starcia z przybyłą flotą rzymską Oktawiana Cezara, nagle stało się coś, czego Antoniusz się nie spodziewał, a co było już wówczas bardzo prawdopodobne. Mianowicie egipskie okręty podniosły wiosła do góry i zaczęły pozdrawiać Rzymian, rezygnując z walki. Za ich przykładem poszły również ostatnie oddziały lądowe Antoniusza (zdezerterował również ów żołnierz, tak hojnie obdarzony przez Kleopatrę po bitwie konnej pod Aleksandrią). To był koniec! Antoniusz stracił wszystko, dosłownie wszystko, została mu już tylko Kleopatra, która już wcześniej podejmowała z nim tematy związane ze śmiercią i tym, że w ten sposób mogliby się uwolnić od tej całej niepewności. Ale co z dziećmi? Co z nimi będzie, jeśli wpadną w ręce Oktawiana? Największe obawy tyczyły się właśnie Cezariona, gdyż był on najbardziej zagrożony, jako że był rodowitym synem Cezara. Oktawian nie mógł pozwolić mu przeżyć, bo godziłoby to w jego prestiż, a poza tym nie mogło być w Imperium dwóch Cezarów, dwóch "Synów Boskiego". Antyllus - syn Antoniusza ze związku z Fulwią (jego pierwszą żoną) również był zagrożony, ale w tym przypadku istniała duża szansa że zdoła jednak ocalić życie. Natomiast pozostałe dzieci Antoniusza i Kleopatry praktycznie były całkowicie bezpieczne. Królowa - przygotowując się do dnia ostatecznego - jednocześnie chciała zabezpieczyć swoje dzieci i w tym właśnie celu wybrała niejakiego Hammoniusza 72-letniego filozofa którego poważała, aby pomógł jej ukryć Cezariona i wywieźć go z kraju. Ten dobrał sobie do pomocy niejakiego Archimedesa, który miał zabezpieczyć trasę przejazdu młodego królewicza do Arabii lub na południe, do Nubii. Cezarion jednak był bardzo przywiązany do swojego wychowawcy - Rodona, który uczył go literatury. Ta zażyłość syna w stosunku do jego wychowawcy nie podobała się Kleopatrze i to nie tylko dlatego że Rodon miał swoiste umiłowanie do klejnotów i pieniędzy (np. chwalił się publicznie ofiarowanymi mu przez Cezariona klejnotami, które wplatał we własne włosy), ale również dlatego, że Rodon był uczniem filozofa Ariosa, którego Kleopatra nienawidziła, jako że niegdyś wspierał on jej siostrę Arsinoe. Jednak teraz, w obliczu zbliżającej się śmierci, nie mogła nie zgodzić się na żądania syna, aby to właśnie Rodon towarzyszył mu podczas podróży.

Reszta dzieci była raczej bezpieczna i nie trzeba było specjalnie organizować ich ucieczki. Antyllus co prawda był młodszy od Cezariona o jakieś 2 lata (nie miał jeszcze 15 lat) i był lubiany zarówno przez Oktawię (siostrę Oktawiana, a drugą żonę Antoniusza) jak i przez samego Oktawiana Cezara, który traktował go zawsze uprzejmie. Dzień w którym flota i armia Antoniusza ostatecznie poddała się Oktawianowi (1 sierpnia 30 r. p.n.e.), był również dniem, w którym Cezar wkroczył do Aleksandrii. Nie ma więc czasu, najpierw trzeba odesłać Cezariona z miasta, gdzie grozi mu wielkie niebezpieczeństwo. I tak właśnie się dzieje, Kleopatra - pożegnawszy się z synem i wyposażywszy go w niezbędne przedmioty (w tym dużo złota, aby można było bezpiecznie dotrzeć do celu), pozostawia go opiece jego wychowawcy Rodona. Obaj w przebraniu zwykłych mieszkańców opuszczają miasto (Cezarion jedzie na osiołku). Teraz tylko trzeba dokończyć całej reszty. Gdy więc w pałacu zjawia się Antoniusz, pragnący zyskać ukojenie od wszechobecnej zdrady w ramionach swej małżonki, na spotkanie wyszła mu zapłakana Charmion, która stwierdziła że jej pani zamknęła się w swym grobowcu (który to kazała wznieść nieopodal świątyni Izydy i w którym znajdowało się mnóstwo złota oraz kosztowności). Dodała też, że tam właśnie Kleopatra popełniła samobójstwo, pozostawiwszy list, w którym prosi swego małżonka aby niezwłocznie dołączył do niej w krainie umarłych, bo skoro nie było im dane być szczęśliwym za życia, to przynajmniej niech będą szczęśliwi po śmierci. Antoniusz był załamany, płakał i zachowywał się tak, jak nigdy wcześniej. Udał się do swej komnaty, tam zdjął pancerz i stwierdziwszy że cóż z niego za wódz, skoro nawet kobieta pokonała go odwagą, wziął do ręki miecz, próbując wbić go sobie w pierś. Nie miał jednak odwagi. Poprosił więc swego niewolnika - Erosa, aby uczynił to za niego, jednocześnie obdarowawszy go wolnością. Eros wziął do ręki miecz, zamachnął się i... sam się nim przebił, padając martwy u stóp Antoniusza. Ten widząc owe poświęcenie, rzekł: "Dobrze żeś mi pokazał, jak to się robi". Następnie wziął zamach i... wbił sobie miecz w brzuch, ale tak niezręcznie że nie poniósł śmierci od razu, natomiast mocno krwawił i upadłszy na ziemię, prosił wszystkich aby go dobili. Problem polegał tylko na tym, że prawie wszyscy już uciekli, a ranny, leżący w kałuży własnej krwi Antoniusz, jęcząc z bólu prosił o łaskę śmierci.




W takim stanie zastał go tam sekretarz Kleopatry, niejaki Diomedes, który stwierdził że królowa co prawda zamknęła się w swym grobowcu, ale nie popełniła samobójstwa, żyje i pragnie widzieć się ze swym małżonkiem. Zorganizowawszy kilku niewolników (którzy zanieśli rannego Antoniusza do grobowca Kleopatry), Diomedes przekonał się że już zaryglowane i nie można ich było otworzyć. Wobec tego Kleopatra (i dwie zamknięte z nią w grobowcu niewolnice) spuściły przez górne okno sznury, którymi obwiązano Antoniusza i zaczęły go w ten sposób wciągać. Gdy to im się wreszcie udało, królowa ułożyła swego małżonka na łożu i okryła sukniami. Antoniusz był już bliski śmierci, ona zaś płakała, nazywając go swoją największą miłością, swym mężem i panem. Antoniusz poprosił o łyk wina, a następnie pocieszał ją aby nie rozpaczała nad nim, gdyż ma się za szczęśliwca. Przeżył wiele pięknych chwil, odniósł wiele wspaniałych zwycięstw, zdobył wielką potęgę, a przede wszystkim poznał ją, królową Nilu - Kleopatrę. Dodał również że nie czuje się przegrany, a wręcz przeciwnie, umiera w chwale jak Rzymianin pokonany przez Rzymianina. Tymczasem gdy Antoniusz umierał w ramionach Kleopatry w jej prywatnym grobowcu, ktoś ze służby wziął zakrwawiony płaszcz Antoniusza i jego miecz i zaniósł go do obozu Oktawiana Cezara, spodziewając się że otrzyma za to sowitą nagrodę. Oktawian jednak nie tylko że nie nagrodził owego człowieka, to na wiadomość o śmierci Antoniusza ukrył się za kotarą swego miotu i... płakał. Gdy jednak zorientował się że w tych okolicznościach taka melancholijna postawa nie przystoi wodzowi zwycięskiej armii (notabene Oktawian był bardzo wrażliwym mężczyzną, często zdarzało mu się płakać nawet w wieku starczym), wyszedł do żołnierzy z listami które wcześniej pisywał doń Antoniusz i zaczął publicznie odczytywać najbardziej obraźliwe i butne wypowiedzi zmarłego. Na marginesie warto też odnotować, że tego samego dnia co Antoniusz (czyli 1 sierpnia 30 r p.n.e.) w Memfis zmarł tamtejszy kapłan świątyni Ptaha - Imhotep-Pedubast. Prawdopodobnie był ofiarą upadającego systemu władzy, ale dokładnych powodów jego śmierci nie znamy. W każdym razie w chwili śmierci miał zaledwie 16 lat, a kapłanem Ptaha był od dziewięciu lat. Zresztą urodził się w rodzinie kapłańskiej (co oczywiste, rzadko bowiem można było awansować na kapłana, nie będąc kapłanem z urodzenia). Wcześniej urząd kapłana świątyni Ptaha w Memfis sprawował jego ojciec - Pasherienptah III (zmarły w 41 r. p.n.e.). Matką Imhotepa-Pedubasta była zaś (pochodząca również z rodziny kapłańskiej) Taimhotep (zmarła w wieku 30 lat w 42 r. p.n.e.). Tyle gwoli ciekawostki.


OKTAWIAN CEZAR ODCZYTUJE STARE LISTY MARKA ANTONIUSZA 



Pomimo jawnego żalu po śmierci swego małżonka, Kleopatra miała jednak nadzieję, że teraz uda jej się porozumieć z Oktawianem i za pewne koncesje utrzymać tron Egiptu. Wyraz jego dobrej woli był choćby fakt iż zezwolił jej na odprawienie niezwykle hucznego i bogatego pogrzebu Antoniusza (wcześniej Kleopatra została wyprowadzona ze swego grobowca przez ludzi Oktawiana Cezara i umieszczona w pałacu). Kleopatra była non stop obserwowana przez ludzi Cezara, gdyż obawiano się że może pójść w ślady Antoniusza i popełnić samobójstwo, a Oktawian pragnął uczynić z niej symbol swego triumfu w Rzymie. Ona sama zresztą zapewne liczyła też że może nie wszystko stracone. Oktawian - po zajęciu się najważniejszymi sprawami odnośnie wojska i jego aprowizacji - kilka dni po śmierci Antoniusza (zapewne minęło trochę więcej niż tydzień) udał się do pałacu Kleopatry aby się z nią spotkać. Widział ją teraz po raz pierwszy od dłuższego czasu, jako że gdy miał możliwość widzieć ją ostatnim razem, pełnił urząd pontyfika, gdy Kleopatra odwiedziła Rzym (45 r. p.n.e.). On miał wtedy lat 18, ona zaś 24. Teraz Oktawian był 33-letnim mężczyzną, a ona, królowa Egiptu 39-letnią kobietą. Gdy wszedł do jej komnaty, królowa leżała na niskim łożu, odziana jedynie w lekką tunikę, a jej włosy były rozpuszczone. Mówi się że była zabójczo piękna, ale wydaje się to nieprawdą; była raczej przeciętna z urody, ale emanowała z niej siła dynastii z której się wywodziła, a poza tym była niezwykle inteligentna, a gdy trzeba wrażliwa i delikatna. Gdy tylko Oktawian wszedł, upadła mu do stóp, lecz on poprosił aby ponownie usiadła. Zaczęła się teraz usprawiedliwiać, twierdząc że wszystkiemu co złe, winna była postawa Antoniusza, jego upór i zła wola; lecz gdy Oktawian przypomniał pewne niekorzystne dla niej fakty, zmieniła temat rozmowy. Wyjęła listy które niegdyś wpisywał do niej sam Cezar i zaczęła je głośno czytać, co jakiś czas powtarzając niby to do siebie niby to do Cezara: "Czemuś mnie opuścił?", "czemuś nie zabrał mnie ze sobą?". W pewnym momencie Oktawian jej przerwał mówiąc: "Nie obawiaj się, nie spotka cię nic złego". Wówczas przekazała Oktawianowi spis wszystkich swych kosztowności i pieniędzy jakie posiadała, ale obecny podczas tej rozmowy intendent królowej, chcąc wkupić się w łaski Oktawiana stwierdził, że spis ten jest niepełny, gdyż królowa część majątku ukryła. Wówczas ona wstała ze swego miejsca, podeszła do owego intendenta i wymierzyła mu siarczysty policzek, co bardzo rozbawiło Oktawiana. Następnie dodała, iż rzeczywiście część swego majątku odłożyła, ale nie dla siebie, a w formie prezentu, jaki zamierzała wysłać żonie i siostrze Oktawiana (czyli Liwii i Oktawii). Oktawian stwierdził że zostawia jej w tej sprawie wolną rękę i że może liczyć na większą wyrozumiałość z jego strony niż jej się to wydaje, po czym pożegnał się i wyszedł.


RZYMSKA STRAŻ W PAŁACU KLEOPATRY



Kleopatra zaczęła być dobrej myśli. Również jej najbliżsi dworacy (którzy przy niej pozostali), sądzili że ich pani zachowa koronę. Ale pewnego dnia jeden z Rzymian z orszaku Oktawiana (który był cichym miłośnikiem Kleopatry) wyznał jej, że Cezar zamierza uczynić z niej symbol swego triumfu, a ona - wraz z dziećmi - ma pomaszerować ulicami Rzymu uświetniając jego zwycięstwo. 15 lat temu kroczyła ona po ulicach Rzymu jako królowa owianego legendami i bogactwem dawnych faraonów Egiptu, teraz zaś miała tam pomaszerować jako jeniec, co było dlań okrutnym upokorzeniem. To właśnie wówczas zdała sobie sprawę że nie ma już nadziei i aby nie stać się marionetką w rękach zwycięzcy, musi pójść w ślady Antoniusza. Musi dołączyć do niego w krainie umarłych. Rankiem następnego dnia udała się na grób Antoniusza, złożyła na nim kwiaty i długo płakała. Po powrocie do pałacu kazała sobie przygotować kąpiel, a następnie zjadła wykwintne śniadanie. W tym czasie do pałacu zmierzał już wcześniej umówiony człowiek, który w wiklinowym koszu pełnym fig, przyniósł jej... wyzwolenie. Drzwi do pałacu strzegli Rzymianie, którzy spytali się owego mężczyzny co tam niesie, na co on pokazał im koszt pełen fig, a nawet poczęstował ich kilkoma ma z nich. Wpuścili go, a on udał się do komnat królowej. Kleopatra skończyła właśnie pisać list do Oktawiana, a następnie poleciła go dostarczyć do adresata. W liście tam była jej prośba, aby spoczęła u boku ukochanego Antoniusza. Gdy Oktawian przeczytał ów list, z przerażeniem pobiegł ku jej komnatom, ale gdy tylko otworzono drzwi, było już za późno. Królowa właśnie umierała po wcześniejszym ugryzieniu jej przez żmiję, którą przyniósł óu mężczyzny w wiklinowym koszu pełnym fig. Obok królowej spoczęły również jej dwie służące i długoletnie współpracowniczki: Eiras i... Charmion. To ostatnia jeszcze żyła, gdy ktoś z otoczenia Oktawiana krzyknął: "Ładnie to tak, Charmion?!" Na co padła odpowiedź: "Tak, bo ona była potomkiem tylu królów!". Początkowo jednak nie wiadomo było w jaki sposób owe trzy kobiety poniosły śmierć, nie znaleziono bowiem żadnych ran i dopiero na lewym ramieniu Kleopatry dostrzeżono dwa małe ślady ukłuć. Nie było jednak żadnego węża, ani żmii (pewnie zdążyła już wypełznąć przez otwarte drzwi w stronę plaży). Pomimo złości jaką odczuwał Oktawian (gdyż plan jego triumfu został tym aktem zaprzepaszczony), uszanował on ostatnią wolę królowej Egiptu i pochował ją w uroczystej ceremonii obok grobowca Antoniusza. Nieopodal królowej spoczęły również jej dwie współpracownice Charmion i Eiras. Dzień w którym z tego świata odeszła królowa Egiptu, to 10 sierpnia 30 r. p.n.e.




CDN.

piątek, 16 maja 2025

O RETY KABARETY! - Cz. XXIX

 ŚMIECH TO ZDROWIE!



DZIŚ KABARET: 

HRABI



"DELEGACJA"


1:00 - "Powiem ci Romek że nigdy tak nie miałam, będę cię polecała koleżankom"

"Super, się polecam" 🥳

2:00 - "Ewa powiedz mi że to nie jest prawda, że to nie jest prawda to, co ja tutaj widzę!"

"Tylko, nie wiem co akurat widzisz?" 🤭

"Co on robi w naszym łóżku, Co wy tutaj robicie?"

"No, a ty?" 😂 "Co tutaj Krzysiek robisz? To tak wyglądają twoje delegacje?" 🤣

"Pociąg mi uciekł!"

"Ale co, wystraszył się na twój widok?"

"Spóźniłem się!"

"To czemu zwalasz na pociąg? Ja nie wiem, może zaraz wszyscy będziemy winni oprócz ciebie? Może ty do mnie masz jeszcze jakiś żal? 😂 (...) A może do Romana?" 

"Też mam!"

"Kurde, ja byłem punktualnie!" 😉

"Krzysiek zastanów się nad sobą, powiedziałeś że jedziesz do Gdańska bo handlujesz płetwami, to jedź, a nie nagle rezygnujesz. I co, wracasz i dezorganizujesz to, co zorganizowane" 🤭

"Wracasz i w jakim ty ją w świetle stawiasz?" 😂

"Przecież nie było mnie 25 minut"

"I postawiłeś mnie w złym świetle w ciągu 15 minut".☺️ Człowieku, co ty myślisz że jak ty wyjeżdżasz tutaj życie zamiera?" 🙆

4:25 - "Ewa, ty jesteś z Romanem w łóżku!"

"A ty byś wolał żebym z obcym była? Co ty chcesz ze mnie dziwkę zrobić? 😭

4:45 - "Krzysztof ty się trochę uspokój, ogarnij się, pohamuj emocje, bo ja rozumiem jesteś poddenerwowany - pociąg ci uciekł, ale się nie drzyj na Ewę przecież to nie ona jest zawiadowcą" 😄

5:25 - "Nie wierzę już go bronisz, już się zwąchaliście? Chłopy pany! A na początku było tylko: "żeby się tylko Krzysiek nie dowiedział, Ewa, żeby się Krzysiek nie dowiedział!"

"A to ja jestem z Romanem w łóżku?"

"Proszę, bierz go sobie. Będzie ci jęczał w łóżku: "tylko nie mów Ewie..."





"NARWANA KOBIETA"


"Mówi się że kobieta jest słabsza i delikatniejsza od mężczyzny"

"Bo tak jest!"

"Czyli w razie czego będziesz nas bronił?"

"Oczywiście ale... Unikajmy "w razie czego"

0:50 - "Ale frajerzy, Ja pierdzielę!" 🤭

"Ciszej, bo nas usłyszą"

"Takie mają tępe ryje, nawet się nie zorientują że o nich mówię. Co się lampisz pajacu!" 😂

"Lepiej stąd chodźmy!"

"Ty się ich boisz? Kochanie, ty ich przerastasz: wykształceniem, obyciem, kulturą - to szmaciarze są!" 😭

2:37 - "E, zamknijcie mordy bo jak się Darek wkurzy to macie taki wpierdziel..." 🤭😂

3:05 - "Frajerze, twoja dupa nas wkurza!"

"Ja was bardzo przepraszam za moją dupę" 🤭

3:40 - "Kobietę? (...) Darek a on mnie uderzył! Oczywiście ty sobie leżysz, a mnie biją" 😂





"WYBACZ!"





PS: Joanna Kołaczkowska - jedyna kobieta w kabarecie Hrabi, zmaga się niestety z ciężką chorobą nowotworową 😮‍💨



A już w tą niedzielę pierwsza tura wyborów prezydenckich. Mam taki swój prywatny apel. Bez względu na to na kogo oddamy nasz głos, uczyńmy tylko to jedno, a mianowicie zróbmy wszystko aby tych wyborów nie wygrał Rafał Trzaskowski! Ktokolwiek niech będzie prezydentem, tylko nie on i to jest moja ogromna wielka prośba do wszystkich, którzy jeszcze mnie czytają. Dziękuję.



A TU NAJLEPSZE MOMENTY Z OSTATNIEJ DEBATY PREZYDENCKIEJ 
(DLA ROZRYWKI I HUMORU 😉)




Moi kandydaci są niezmienni:


PIERWSZA TURA: 





DRUGA TURA: 



I jeszcze jedno co warto odnotować, mianowicie amerykańscy prezydenci zawsze starali się trzymać dystans do wyborów w krajach sojuszniczych, co powodowało że nie fotografowali się z żadnym z kandydatów na urząd prezydenta w tych krajach. I teraz Donald Trump uczynił wyjątek wobec Karola Nawrockiego, spotykając się z nim w Białym Domu. Oczywiście zdaję sobie sprawę dlaczego to zrobił i jaki w tym jest cel polityki amerykańskiej, tym niemniej jest to symboliczne i warte przypomnienia.







wtorek, 13 maja 2025

MORITURI TE SALUTANT - Cz. III

CZYLI DZIEJE IMPERIUM 
WSCHODU I ZACHODU





PROLOG
Cz. III





 Gladiatorzy Antoniusza z Kyzikos (gdzie trenowali aby uczcić spodziewane zwycięstwo ich pana nad Oktawianem Cezarem w bitwie pod Akcjum), ruszyli więc na południe, celem dotarcia do Egiptu. Przeszli przez Galację, Kapadocję i dotarli do gór Taurus, gdzie "wrotami cylicyjskimi" (wąwozem umożliwiającym przejście z Azji Mniejszej do Syrii) weszli do Cylicji. Nim jednak wkroczyli do Syrii wysłali posłów do tamtejszego rzymskiego namiestnika Kwintusa Didiusza, prosząc o bezpieczne przejście do Aleksandrii, do ich wodza i pana Marka Antoniusza - któremu Didiusz również przysięgał wierność. Ten zapewnił ich że udzieli im przejścia, ale gdy tylko weszli do Syrii zatrzymał ich przy pomocy jednego legionu i przekonywał do złożenia broni, obiecując że nie spadnie im włos z głowy jeśli to uczynią. Gladiatorzy odparli że przysięgali wierność tylko Antoniuszowi i tylko on może ich zwolnić z owej przysięgi, następnie wysłali posła do Aleksandrii z prośbą, by Antoni czym prędzej przybył do Syrii i by razem ze swym wodzem mogli walczyć, a jeśli tego pragną bogowie, również zginąć. Ta wiadomość, którą otrzymał Antoniusz, wyrwała go z totalnego marazmu, który wiódł już od kilku miesięcy w pałacyku zwanym Timonejonem, mieszczącym się na wyspie leżącej nieopodal Faros. Teraz jego pokuta i melancholijny nastrój (topiony w winie oraz udach nałożnic), ustąpił miejsca nadziei, że nie wszystko stracone. W noc przesilenia zimowego (gdy w Aleksandrii śpiewano pieśni o narodzeniu słońca) Antoniusz udał się do pałacu Kleopatry i poinformował ją że nazajutrz odpływa do Paraetonium (port w Libii) aby przejąć stacjonujące tam pięć legionów, które są teraz bardzo potrzebne do obrony Egiptu. Dowódcą tych legionów był Skarpus (o którym wspomniałem w poprzedniej części) oficer i przyjaciel Antoniusza jeszcze z czasów wojny galijskiej. Ponieważ siły te stacjonowały na zachodzie Egiptu, a Skarpus przebywał częściej w Aleksandrii (pijąc ze swym wodzem w Timonejonie) przeto Oktawian Cezar posłał tam swego człowieka - Gajusza Korneliusza Gallusa, który szybko przekonał legionistów do przejścia na stronę zwycięskiego wodza. Teraz pomimo próśb swych gladiatorów w Syrii, Antoniusz nie mógł się tam udać, gdyż ważniejsze było odzyskanie legionów Skarpusa, a sądził że uda mu się to uczynić dość łatwo, jako że żołnierze ci walczyli pod jego rozkazami w wielu bitwach i byli mu wierni, a poza tym zabrał ze sobą 40 okrętów obsadzonych egipskimi i rzymskimi żołnierzami. 




Nie udało mu się jednak osiągnąć tego, czego pragnął, jako że gdy tylko zbliżył się do portu w Paraetonium i zaczął nawoływać  swych żołnierzy aby do niego dołączyli, jego okrzyki zagłuszył Gallus, każąc dąć w trąby, tak, że okrzyków Antoniusza nie było w ogóle słychać. Podjął się on więc próby ataku na umocnienia owych legionów, ale poniósł porażkę i musiał się wycofać na swe okręty. Nocą zaś oddziały Gallusa rozciągnęły pod wodą żelazny łańcuch, zamykający dostęp do portu, a rano żołnierze podjęli atak, paląc wiele z tych statków. Antoniusz - jako jeden z nielicznych - na swym okręcie wyszedł bez szwanku z tej katastrofy. Teraz dopiero był problem, bo nie dosyć że na Egipt od strony północno-wschodniej maszerowała główna armia Oktawiana, to również na zachodzie stacjonowało pięć legionów pod wodzą Gallusa - które mogły w każdej chwili uderzyć na Aleksandrię, a do tego Marek Antoniusz nie mógł już tej sytuacji odpłynąć do Syrii, aby wesprzeć tam swych gladiatorów. Ci zaś nie zamierzali się poddać i odrzucali wszelkie składane im deklaracje Didiusza. Ostatecznie namiestnik Syrii poinformował ich, że Antoniusz poległ w walce w Libii i nie mają już komu służyć. Początkowo nie chcieli wierzyć w te słowa, czekając na jakikolwiek znak ze strony Antoniusza, ale gdy ten nie nadchodził, ostatecznie zgodzili się złożyć broń pod jednym wszakże warunkiem - że otrzymają wolność i nigdy już nie będą musieli walczyć jako gladiatorzy. Kwintus Didiusz zgodził się na to, a nawet ofiarował im przedmieścia Antiochii zwane Dafne, aby mogli się tam osiedlić. Tymczasem Kleopatra zaczęła coraz poważniej rozważać żądanie Oktawiana, aby w zamian za pozostanie u władzy, pozbyła się Antoniusza. Takie wyjście podpowiadali jej dwaj najbliżsi i najwierniejsi współpracownicy: Charmion (grecka arystokratka, która większość swego życia spędziła u boku królowej Kleopatry jako jej doradczyni i organizatorka dworu), oraz osobisty eunuch królowej Hefajstionos (który miał jej powtarzać słowa: "Wasza Wysokość, przeżycie znaczy wszystko, tylko ci, którzy żyją, mogą negocjować swą przyszłość"). Kleopatra patrzyła na swego 17-letniego syna Cezariona i zapewne w jej głowie pojawiały się myśli aby zapewnić mu przyszłość, aby mógł przejąć koronę Egiptu, a to jest możliwe tylko i wyłącznie za zgodą Oktawiana Cezara. Tylko czy ten by się na to zgodził? W końcu Cezarion jest prawdziwym synem Cezara, a nie adoptowanym, tak jak Oktawian. A przecież w Imperium Rzymskim (czy raczej w rzymskim świecie, do którego należałby również Egipt) nie mogło być dwóch Cezarów. Ostatecznie Kleopatra doszła do wniosku, że nie uczyni niczego przeciwko Antoniuszowi, ojcu dwójki jej dzieci: Aleksandra Heliosa i Kleopatry Selene. Wymogła również taką przysięgę od Charmion i Hefajstiona (bała się bowiem że Charmion może po prostu otruć Antoniusza dla ratowania swej pani).

Mimo porażek, jakie spadały na tę dwójkę zakochanych w sobie ludzi, teraz już nie tracili oni nadziei na przetrwanie. Antoniusz np .organizował publiczne szkolenia wojskowe, w których najważniejszymi postaciami był Cezarion i jego syn z pierwszego małżeństwa Antyllus. To właśnie ci dwaj młodzieńcy mieli (gdyby jemu i Kleopatrze stało się coś złego), stanąć na czele Egiptu i dalej walczyć z Oktawianem (nawet w odległej Hiszpanii, jeśli zajdzie taka potrzeba). Kleopatra przyglądała się temu i liczyła nie tyle na obronę (choć ludność Egiptu chciała walczyć za swoją królową, ale ona odrzucała ich poświęcenie. Wiedziała że byłoby daremne, pochłonęłoby tysiące, a być może dziesiątki tysięcy niewinnych ofiar, a Oktawian i tak zdobyłby Egipt). Liczyła na coś innego... na ucieczkę. Zgromadziła przecież znaczne skarby (które ukryła w różnych miejscach wokół świątyni Izydy). Mogłyby one posłużyć nie tylko do ucieczki, ale również do sformowania wojska gdzieś indziej poza Egiptem, a być może do przekupienia władcy, u którego mogliby się schronić wraz z Antoniuszem. Myślała początkowo o ucieczce albo do Medii albo do Partii, ale droga wschodnia została zamknięta przez dwóch władców niechętnych Kleopatrze. Pierwszym z nich był władca Nabatejczyków z Petry (Arabów zachodnich) Malchus, który wcześniej spalił okręty Kleopatry przetransportowane z Morza "Egipskiego" (Śródziemnego) na Morze Czerwone. Nienawidził on Kleopatry za ustępstwa terytorialne, jakie musiał scedować na korzyść Egiptu po roku 36 p.n.e. Drugim z nich zaś był niejaki Herod Judumejczyk, król Judei od 37 r. p.n.e. (ojcem Heroda był Antypater, ten sam, który przyszedł Cezarowi z odsieczą, gdy ten był z zamknięty w pałacu w Aleksandrii wraz z Kleopatrą przez siły jej brata Ptolemeusza XIII, a za to otrzymał zarząd nad judeą, gdzie władał aż do śmierci, czyli do 43 r. p.n.e. Dziadkiem Heroda zaś był Antypas, którego cierpiący co najmniej od 79 r. p.n.e. na gorączkę kwartanową {pojawiającą się mniej więcej co kwartał} król Judei - Aleksander Janneusz, mianował po swej śmierci (76 r. p.n.e.) zarządcą Judei. Antypas długo owym zarządcą nie był, wkrótce bowiem po śmierci Janneusza został pozbawiony władzy przez jego żonę - królową wdowę Aleksandrę. Natomiast Herod {urodzony w 72 r. p.n.e.} który tak niesławnie zapisał się na kartach Biblii, miał zostać wybrany na króla Żydów już w roku 59 p.n.e., przynajmniej tak mówi legenda. Otóż żydowski mędrzec Menachem Esseńczyk pewnego razu miał ujrzeć Heroda na ulicy, gdy ten był jeszcze chłopcem i chodził do szkoły. Nagle upadł przed nim na kolana i pozdrowił go jako króla Żydów. Gdy ten jednak się wzbraniał, mówiąc że jest osobą prywatną, tamten wstał i wymierzył mu kilka klapsów w tyłek, po czym powiedział: "Jakkolwiek by było, będziesz królem i rozpoczniesz swoje panowanie szczęśliwie, bo Bóg uważa cię za godnego. I pamiętaj o ciosach, które zadał ci Menachem, jako o wskazówce zmiany twojego losu. (...) Przewyższysz wszystkich ludzi szczęściem i zdobędziesz wieczną reputację, ale zapomnisz o pobożności i prawości; a te zbrodnie nie będą ukryte przed Bogiem").


"HEROD NIGDY NIE BYŁ MŁODY" 😉



Herod też nienawidził Kleopatry i nawet jeśli zawdzięczał swoje wniesienie na tron Judei Antoniuszowi, to wielokrotnie słał na nią donosy. Ona doskonale zdawała sobie z tego sprawę, tym bardziej teraz, po porażce pod Akcjum było pewne że Herod nie dotrzyma wierności Antoniuszowi, właśnie dlatego, że nienawidzi Kleopatry. A poza tym znacznie łatwiej trzymać ze zwycięzcą niż z przegranym. I tak też się stało, Herod zdając sobie sprawę że Antoniusz już przegrał, postanowił przyłączyć się do zwycięzcy i udał się na Rodos (gdzie wówczas przebywał Oktawian Cezar), aby się z nim spotkać i wytłumaczyć z dotychczasowego poparcia dla Antoniusza. Podczas rozmowy o nic nie prosił Oktawiana, a jedynie stwierdził że darzył Antoniusza przyjaźnią, jako że on ofiarował mu tron Judei. Deklarował też że nie opuścił go nawet po bitwie pod Akcjum, a namawiał do tego, aby Antoniusz pozbył się Kleopatry, gdyż ona jest jego złym duchem i powodem wszystkich jego klęsk i cierpień. Ten nie posłuchał jednak jego rady, a teraz gdy przegrał, on - czyli Herod - przybywa przed oblicze Oktawiana nie prosząc o łaskę, gdyż nadal ceni Antoniusza, a jedynie oczekując spodziewanej kary, jaka i tak na niego spadnie. Mówiąc to oddał Oktawianowi swój królewski diadem. Ten jednak, słysząc jego słowa i deklarowaną wierność Antoniuszowi - który nie mógł już udzielić mu wsparcia, zwrócił diadem Herodowi i dodał: "Szczęśliwi są ci, którzy mogą liczyć na przyjaciół nawet w obliczu klęski". Uzyskawszy takie wsparcie od Oktawiana, powrócił Herod do Judei jeszcze silniejszy i mimo nadziei jego osobistych wrogów,  teraz dopiero stał się prawdziwym królem Judei. Tak więc droga wschodnia była dla Kleopatry i Antoniusza zamkniętą (gdyby zdecydowali się na ucieczkę z Egiptu). Ale powstały plany ucieczki na zachód, właśnie do Hiszpanii, gdzie zamierzano wzorem chociażby Kwintusza Sertoriusza sprzed prawie pięćdziesięciu lat (o którym pisałem w innej serii) stworzyć swoje własne królestwo hiszpańskie, zasilone egipskim złotem. Ostatecznie okazało się że również ucieczka na Zachód była mrzonką, a zarówno Antoniusz jak i Kleopatra łudzili się jeszcze ostatnimi przebłyskami nadziei, niczym tonący, który chwyta się wszystkiego aby tylko ocalić życie.




Tymczasem legiony Oktawiana Cezara minęły Syrię i wkroczyły do Judei, gdzie pod Ptolemaidą Herod wyjechał mu naprzeciw w asyście 150 bogato przyodzianych żołnierzy, a następnie wydał tam na cześć Cezara Oktawiana wykwintną ucztę, podczas której obdarował go licznymi prezentami (a także podarunkami obdarował zwykłych legionistów). Towarzyszył mu też w drodze aż do granic Egiptu, do twierdzy Pelusium, która miała bronić wschodnich granic królestwa Kleopatry. A tymczasem ta (za radą Charmion i Hefajstiona) przyjęła w swym pałacu wysłannika Oktawiana, jakim był jego wyzwoleniec o imieniu Tyrsos. Rozmawiała z nim w cztery oczy, bez świadków - co rodziło najróżniejsze plotki, choć, co ciekawe, przez długi czas Antoniusz nie miał pojęcia o jego obecności w Aleksandrii. Pojawiły się nawet plotki tego typu, iż Oktawian wyznał Kleopatrze miłość i zapragnął ją poślubić (pomimo faktu że w Rzymie miał już żonę Liwię Druzyllę). Ostatecznie (co było do przewidzenia) Antoniusz dowiedział się o obecności Tyrsosa na dworze, nakazał go publicznie wychłostać, a następnie odesłał Oktawianowi. Kleopatrzę zaś urządził awanturę, że knuje za jego plecami. Ta - aby go obłaskawić - urządziła dla niego przyjęcie urodzinowe, przyjęcie, którego Aleksandria ja dawno nie pamiętała. Ponoć nigdy nie widziano w tym mieście (a było to wówczas najbogatsze miasto ówczesnego świata) takiego zbytku i takich uroczystości, jakie dla swego małżonka przygotowała królowa Egiptu. Hucznie więc obchodził Marek Antoniusz swoje 53 urodziny, już ostatnie. A tymczasem niewidzialne kleszcze zagłady coraz bardziej zaciskały się na szyi obu kochanków. Oktawian był już pod Pelusium, dokąd też - zaraz po uroczystościach urodzinowych - zamierzał udać się Antoniusz, aby osobiście objąć dowództwo nad obroną miasta. Obroną dowodził niejaki Seleukos, który wielokrotnie deklarował swą wierność i oddanie królowej. Mimo to otworzył bramy owej twierdzy bez walki, wpuszczając doń legiony Oktawiana Cezara. Antoniusz ponownie miotał się pomiędzy melancholijnym pogodzeniem się z losem, a wybuchami gniewu, dającymi nadzieję że jeszcze nie wszystko stracone. Pojawiły się też plotki, że Seleukos poddał twierdzę na osobisty rozkaz królowej, która miała porozumieć się z Oktawianem kosztem Antoniusza. Aby przeciąć te plotki, królowa wydała swemu mężowi żonę i dzieci Seleukosa, dla przykładnego ich ukarania.

W każdym razie było oczywiste że bitwa o przetrwanie Antoniusza i Kleopatry, będzie się toczyła pod murami Aleksandrii. Antoniusz wdział więc swą zbroję, pożegnał się z żoną i na czele swej jazdy (która jeszcze dochowała mu wierność) ruszył przeciw legionom Oktawiana...






CDN.