Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 30 marca 2020

ZABAWNE SCENY Z POLSKICH FILMÓW - Cz. XII

KILKA ZABAWNYCH SCEN Z 

POLSKICH FILMÓW I SERIALI


 MIAŁEM NA JAKIŚ CZAS ODPUŚCIĆ SOBIE PREZENTOWANIE NA TYM BLOGU ZABAWNYCH FILMIKÓW, ALE ZE WZGLĘDU NA OBECNĄ SYTUACJĘ "WSZECHŚWIATOWEJ" ZARAZY, MUSIAŁEM OGRANICZYĆ NIECO SWĄ AKTYWNOŚĆ ZAWODOWĄ, PRZEZ CO NADRABIAM ZALEGŁOŚCI W NIEOBEJRZANYCH FILMACH, A JUŻ W SZCZEGÓLNOŚCI W KOMEDIACH. DLATEGO TEŻ POSTANOWIŁEM DZIŚ JESZCZE POWRÓCIĆ DO TEMATU "ZABAWNYCH SCEN Z POLSKICH FILMÓW I SERIALI", SZCZEGÓLNIE ŻE NIEKTÓRE SCENY POTRAFIŁY MNIE DOŚĆ DOBRZE ROZBAWIĆ. TAK WIĘC SIEDZĘ WRAZ Z MOJĄ DRUGĄ POŁOWĄ W DOMU, RZADKO WYCHODZĘ I OGLĄDAM TE GŁUPOTY, KTÓRE JEDNAK CZASEM POTRAFIĄ CZŁOWIEKA ROZBAWIĆ DO ŁEZ. DLATEGO TEŻ WRACAM DO TYCH KILKU ZABAWNYCH FRAGMENTÓW I UMIESZCZAM JE TUTAJ DLA HUMORU I RELAKSU

 



"RANCZO"

(2006 - 2016)



"BARDZO PRZEPRASZAM ŻE PRZESZKADZAM W PRACY, PANIE WÓJCIE"





 WÓJT NAMAWIA "KUSEGO" DO 
POLITYCZNEJ KORUPCJI


1:55 - "WIADOMO ŻE DO SENATU ŻADEN Z TYCH NASZYCH GŁUPKÓW NIE WEJDZIE 😀, ALE DO SEJMU? CO NAJMNIEJ DWUDZIESTU WPROWADZĘ. A CO KAŻDY Z NICH BĘDZIE MIAŁ? BIURO POSELSKIE, A BIURO POSELSKIE TRZEBA WYPOSAŻYĆ, A ZA CO? A ZA PAŃSTWOWĄ KASĘ. I KAŻDE BIURO POSELSKIE MA PUSTE ŚCIANY"

"NIE ROZUMIEM?"

"PO STUDIACH JEST, A NIE ROZUMIE?! PRZECIEŻ JA IM PARTYJNE POLECENIE WYDAM, ŻE W KAŻDYM BIURZE CO NAJMNIEJ JEDEN TWÓJ OBRAZ MA WISIEĆ - W RAMACH WSPIERANIA KULTURY"

"A TEGO TO BYM NIE WYMYŚLIŁ (...) I DLATEGO ŻADNEGO DEALU NIE BĘDZIE, BO TO CO PAN PROPONUJE, TO ZWYKŁE ZŁODZIEJSTWO JEST (...) WAM SIĘ JUŻ WSZYSTKO POPIEPRZYŁO, PAŃSTWOWE Z WŁASNYM, ZARADNOŚĆ ZE ZŁODZIEJSTWEM, JAK WSZY ŻEŚCIE TO PAŃSTWO OBSIEDLI I KREW PIJECIE..." 





0:27 - "SPADAJ!"

"NAPAŚĆ NA FUNKCJONARIUSZA, CUDOWNIE"

"IMUTET!" 😂

"JA WAM DAM IMUTET. I IMMUNITET WAM DAM..."





WÓJT NIE POZNAJE CÓRKI


0:20 - "ZJAWĘ WIDZIAŁEM! (...) CO TO ZA CZASY, ŻE CZŁOWIEK NIE MOŻE POZNAĆ CZY UPIORA ZOBACZYŁ, CZY WŁASNE DZIECKO?"

1:05 - "ONA NA JASEŁKA PRZEBRAŁA SIĘ? 😄 (...) KLAUDIA, TY MUSISZ POŚMIEWISKO Z SIEBIE I Z NAS ROBIĆ PRZED CAŁĄ WSIĄ?"

(...) BARDZIEJ MNIE MARTWI ŻE TATUŚ JE ŻYWE STWORZENIA"

"NIE ŻYWE, PRZECIEŻ TO UPIECZONE JEST!"

"KAŻDY MA PRAWO DO ŻYCIA"

"UPIECZONY KURCZAK TEŻ? CO TY SIĘ JAKIEGOŚ KLEJU NAWĄCHAŁA?" 😅





DOKTOR WEZÓŁ NAKRYWA SWĄ ŻONĘ NA SESJI FOTOGRAFICZNEJ DO GMINNEGO PISMA pt: "NAJPIĘKNIEJSZE KOBIETY NASZEJ GMINY"


0:10 - "ZABIJĘ!" 😅





TUPECIK CZEREPACHA


0:20 - CZEREPACH, A CO TOBIE SIĘ DO GŁOWY PRZYCZEPIŁO? 😅 (...) W LUSTRZE SIĘ WIDZIAŁEŚ? 




 
MONIKA PRÓBUJE NAMÓWIĆ KUSEGO 
DO WYJAZDU Z WILKOWYJ


1:35 - "MAM DO CIEBIE TAKĄ PROŚBĘ, MOŻESZ PRZEZ CHWILĘ NIC NIE MÓWIĆ, BO CHCIAŁEM POPRACOWAĆ NAD USTAMI" 😋




KOMPILACJA


3:05 - "DOBRZE WIDZĘ? PIJANYCH PRZYJMOWAĆ ZACZĘLI W RAMACH SZKOLENIA, CZY CO?"

"TO ŻONA WÓJTA SIĘ UCZY. MAŁO MNIE NA PASACH NIE PRZEJECHAŁA. JEJ BY NIC NIE ZROBILI, BO SIĘ UCZY, A MNIE BY SKAZALI, BO MIAŁEM PROMILE" 😋


 3:50 - "PANI LODZIA NIECH SZKLANKI PODA"

"TE WYSOKIE DO SOKÓW, CZY...?

"ILE RAZY PANI WIDZIAŁA ŻEBYM JA SOK PIŁ?!"

"NIGDY PANIE WÓJCIE"


4:20 - "NIECH PANI JOLA WYMIENI EWANGELISTÓW. TO CHYBA NIE JEST TAKIE TRUDNE, PRAWDA?"

(...) ŚWIĘTY MAREK JEST, I TEN... ŚWIĘTY ŁUKASZ. WIDZI KSIĄDZ, WIEDZIAŁA, TYLKO SIĘ SPESZYŁA"

"CZYLI WEDŁUG PANI EWANGELISTÓW BYŁO TYLKO DWÓCH?"

"A ILU?"

"JA OSZALEJĘ"

"KURCZĘ, TEŻ MI SIĘ TERAZ WYDAJE ŻE BYŁ TRZECI 😇, TYLKO SOBIE PRZYPOMNIEĆ NIE MOGĘ"

"BO TRÓJCA BYŁA" 😂





RAZEM DAMY RADĘ - ZAWSZE!



  

niedziela, 29 marca 2020

KANONY LUDZKIEGO PIĘKNA - Cz. VII

JAK ZMIENIAŁY SIĘ PRZEZ LATA

I CO JE DETERMINOWAŁO




 

IV

STAROŻYTNY RZYM

SYMBOLE URODY I SEKSAPILU:

KOBIETY - BLOND WŁOSY, BIAŁE ZĘBY, 

JĘDRNE PIERSI, JASNA CERA, 

RUMIENIEC NA TWARZY, DELIKATNOŚĆ,

POWAB, SUBTELNOŚĆ.

MĘŻCZYZNA - WITALNOŚĆ SEKSUALNA, ODWAGA,

(czasem) BLIZNY

Cz. I 






"PRZYWARY ŻONY TRZEBA ALBO TĘPIĆ, ALBO ZNOSIĆ. W PIERWSZYM WYPADKU ŻONA TWOJA STANIE SIĘ LEPSZA, W DRUGIM - TY SAM"

AULUS GELLIUSZ
"NOCE ATTYCKIE"


 
 Jakie były kanony rzymskiego piękna? Wreszcie dobrnąłem do tego okresu, ale jednocześnie należy sobie uczciwie powiedzieć, że kanony piękna w starożytnym Rzymie zmieniały się (podobnie jak w Grecji) i inne były za czasów Republiki, inne w epoce świetności Cesarstwa, zaś jeszcze inne w schyłku okresie Imperium Romanum. Postaram się wszystkie je tutaj wymienić, jednocześnie skupiając się przede wszystkim na okresie począwszy od I wieku p.n.e. do końca III wieku naszej ery, czyli jakichś 400 lat, podczas których można mówić o wytworzeniu się klasycznej cywilizacji antycznego Rzymu. Na początku zacznę od kobiet, gdyż to właśnie płeć piękna dysponuje większością elementów, które ostatecznie składają się na kanony ludzkiego piękna. Tak więc zaczynając należałoby od razu dodać że Rzymianie cenili sobie męstwo u mężczyzn a kobiecość u kobiet, dlatego też wszelkie przykłady męskiego zniewieścienia były poddawane krytyce - i to zarówno w literaturze, jak i w życiu. Na przykład Seneka, wyjaśniając dlaczego w czasach Korneliusza Scypiona Afrykańskiego - zwycięzcy Hannibala - ludzie myli się tylko raz w tygodniu i jednocześnie piętnując zbytnie zniewieścienie mężczyzn jemu współczesnych - którzy codziennie udawali się do łaźni na gorące i zimne kąpiele, stwierdza wprost: "Może ktoś powiedzieć: Stąd widzę jasno, że ludzie byli dawniej bardzo brudni. Lecz jak myślisz, czym oni wonieli? Odpowiem: wojaczką, pracą, męskością!" 






 RZYMIANIE WOLĄ BLONDYNKI
 

To można stwierdzić z całą pewnością - rzymskim kanonem urody kobiecej były jasne lub rude włosy, stąd taką popularnością cieszyły się peruki wykonane w takich właśnie kolorach. Rzymskie elegantki spędzały godziny u swej ornatrix (fryzjerki - najczęściej niewolnicy), aby tylko sprostać owemu wymogowi piękna. Nim jednak do tego przejdę, chciałbym pokrótce posegregować jeden dzień z życia rzymskiej matrony i przedstawić go w ujęciu podzielonym na pory dnia (rano - przedpiłudnie - popołudnie - noc) w którym to zawrę wszystkie te wyżej wymienione symbole niewieściej urody. Zacznijmy zatem od poranku:



HORA PRIMA

(GODZINA PIERWSZA RANO)

ok. 4:30 - 5:40 (lato)

ok. 7:30 - 8:20 (zima)



 Na początku małe wyjaśnienie - rzymska godzina nie odpowiadała godzinie współcześnej i często była zmienna, a niekiedy jedna pokrywała się z drugą (jeśli zaś chodzi o minuty i sekundy, to oczywiście Rzymianie ich nie znali). Trudno się temu dziwić, gdy uzmysłowimy sobie że Rzymianie nie znali zegarów, a jedynie posługiwali się zegarem słonecznym lub wodnym. Pierwszy zegar słoneczny został sprowadzony do Rzymu przez konsula Marka Waleriusza Messalę w 263 r. p.n.e. z italskiej Katany. Zegar ten jednak był bardzo niedokładny, jako że przystosowany do szerokości geograficznej południowej Italii - w Rzymie pokazywał więc czas niewłaściwy. Mimo to Rzymianie uparcie trwali przy tym zegarze przez (jak pisze Pliniusz Starszy) 99 lat, dopiero w 164 r. p.n.e. dzięki wspaniałomyślności cenzora Kwintusa Marcjusza Filipa (zegar został skonstruowany na jego koszt), Rzymianie otrzymali swój pierwszy, dokładny zegar słoneczny (oczywiście zegary słoneczne były bezużyteczne zarówno nocą, jak i w czasie pochmurnych dni). Zaś w 159 r. p.n.e. obaj cenzorzy: Publiusz Korneliusz Scypion Nazyka i Marek Popiliusz Lenas, wznieśli tuż obok zegara słonecznego, zegar wodny - aby mógł odmierzać czas również w bezchmurne dni oraz nocą. W 10 r. p.n.e. Oktawian August postawił dodatkowo na Polu Marsowym olbrzymi obelisk zwany Montecitorio, którego cień miał wskazywać godziny dnia na liniach wytyczonych w marmurze. W tym też czasie zaczęto tworzyć wodne zegary domowe (podobne do dzisiejszych zegarów ściennych) jak i małe (trzy centymetrowe) zegarki kieszonkowe, które można było schować w fałdach togi lub w kieszeni. Były to oczywiście ręczne zegary słoneczne, których popularność wzrosła w I, a szczególnie II wieku naszej ery. 

Rzymianie do pracy wstawali bardzo rano, z reguły rozpoczynali pracę około godziny 5-6 rano, stąd musieli zbudzić się znacznie wcześniej. Ponieważ jednak po wstaniu z łóżka pracę w domu rozpoczynały kobiety (mężczyźni pracowali poza domem) wywodzące się z plebsu i te mniej majętne, skupmy się teraz na damach wywodzących się z senatorskiego rodu, lub też zamożnych matron z rodzin ekwickich (tzw. rzymskiej klasy średniej - czyli dziś powiedzielibyśmy o nich drobni i średni przedsiębiorcy). Otóż (z reguły) damy te w pierwszej godzinie jeszcze spały,  przebywając w słodkich objęciach Morfeusza.



HORA SECUNDA

(GODZINA DRUGA RANO)

ok. 5:40 - 7:00 (lato)

 ok. 8:20 - 9:00 (zima)



W tej (mniej więcej) godzinie, zamożna dama budziła się ze snu i wstawała ze swego łoża. Rzymianie nie mieli zbyt wielu możliwości długiego spania i wylegiwania się w łóżku, jako że nawet jeśli nie obudziły ich hałasy dochodzące prosto z ulicy, to z pewnością zbudziłyby ich odgłosy niewolników przed świtem już krzątających się po domu. W takich warunkach znacznie trudniej było się zdrzemnąć dłużej, niż najpóźniej do 7-8 godziny (latem). Po wstaniu z łoża, mężczyzna z reguły ubierał szybko odpowiedni strój (przywdziewał togę lub nakrywał się płaszczem) i wychodził z domu, rzadko kiedy poświęcając czas na długą, poranną ablucję. Zupełnie inaczej wyglądała ta kwestia w stosunku do kobiety. Wstając z łoża, dotykała ona stopami dywanika - aby nie mieć kontaktu z zimną posadzką przed włożeniem sandałów. Wygładzała rękoma suknię, poprawiając jednocześnie paski na biodrach i na piersiach. Gdyby dama ta żyła w czasach wczesnej Republiki, zapewne sypiałaby w todze, natomiast już począwszy od I wieku p.n.e. togę zastępowała tunika - czyli lniana (lub wełniana) koszula, złożona z dwóch zszytych ze sobą kawałków materiału. Zakładało się ją przez głowę i przewiązywało paskiem wokół bioder (i na piersiach), a następnie układało w taki sposób, by jedna jej część zwisała z tyłu do wysokości kolan, druga zaś z przodu nieco niżej. Tuniki kobiet były długie i sięgały aż do ich stóp, tuniki mężczyzn zaś, różniły się w zależności od statusu danej osoby i od tego czy był to żołnierz, czy też cywil (ale do tego przejdę, gdy będę omawiał męskie symbole urody). Tunika stała się niezwykle popularnym strojem i jedynie osoby zamożne lub hołdujące tradycji dodatkowo zakładały na nią togę. Toga jednak już w I wieku stała się tak bardzo niepraktycznym strojem, że potrzeba było publicznych nakazów co do jej noszenia, aby przymusić doń obywateli (cesarz Klaudiusz nakazał noszenie togi w trybunale sądowym, cesarz Domicjan również i w teatrze, zaś cesarz Kommodus rozszerzył ten przykaz o amfiteatr). W III wieku tunika całkowicie zastąpiła togę i stała się oficjalnym strojem również dla elit (z tego okresu pochodzą także tuniki o długich, sięgających łokci rękawach).

Trudno jednak powiedzieć w czym dokładnie sypiały Rzymianki (co ciekawe - elity sypiały w oddzielnych łożach małżeńskich i oddzielnych pokojach, jedynie niemajętni Rzymianie spali ze sobą razem w jednym łóżku), w każdym razie można założyć, że kobiety wywodzące się ze stanu nobilitas lub ekwitów, nosiły do łóżka tuniki podwójne - jedną krótką, sięgającą do ud i drugą dłuższą do kostek. Po wstaniu z łóżka wkładały też togę, po czym siadały do porannej toalety (śniadań nie jadano, jedynie niewolnicy przynosili szklankę wody, będącą jedynym posiłkiem przez kilka kolejnych godzin). Od tej pory niewolnice zajmowały się upiększeniem ciała swej pani i przystępowały do porannej toalety, która była zaledwie pierwszą cześcią - złożonego z trzech kategorii - poranku zamożnej damy. Dwa kolejne to wybór ozdób i wybór odpowiedniej garderoby. 






HORA TERTIA

(GODZINA TRZECIA RANO)

ok. 7:00 - 8:10 (lato)

ok. 9:00 - 9:50 (zima)



Poranna toaleta zamożnej damy, rozpoczynała się więc od umycia twarzy i zębów, oraz przepłukania ust płynem odświeżającym oddech (kąpieli tak rano raczej nie zażywano, odkładano to na późniejszą porę dnia). Zęby były bardzo ważnym elementem kobiecej urody, dlatego też dbanie o nie należało do podstawowych czynności porannej toalety. Jeśli kobieta nie dbała o swoje zęby, traciła cały swój  powab, nawet jeśli mimo to była niezwykle piękna. Już Marcjalis w swych "Epigramach" pisał: "Czemu ma Tais zęby sczerniałe, a Lekanija śnieżysto białe? Skąd ta różnica, badasz powody? - Co dzieło sztuki, to nie przyrody". Rzymianie potrafili też wprawiać utracone zęby, ale pozwolić sobie na to mogli doprawdy jedynie nieliczni szczęśliwcy, gdyż koszt wprawienia takich zębów był olbrzymi, a poza tym... dość bolesny (Celsus - który zajmował się szczegółowo terapią szczękową - radził w wielu wypadkach - w tym na bolący ząb - przystawiać do dziąsła... rozpalone żelazo). Ale i osoby, które postanowiły wypełnić sobie szczękę sztucznymi zębami, były przedmiotem kpin ze strony rzymskich pisarzy-moralistów, takich jak choćby wspomniany wyżej Marcjalis, który pisał: "Kupne zęby i włosy ratują ci postać: cóż z okiem będzie Lelio" - trudno ponoć dostać". Ale jedno jest pewne - biorąc pod uwagę współczesne badania archeologiczne - można bezsprzecznie stwierdzić że zęby znacznie częściej psuły się kobietom niż mężczyznom, a to ze względu na ciąże i porody, podczas których częściej zęby wypadały lub się łamały (ale równie dużo ubytków było w uzębieniu plebejuszy i żołnierzy, jako że szkliwo ścierało się od zawierającego kamienny pył chleba i wojskowej owsianki). 

Po zadbaniu o zęby, przychodził czas na fryzurę, czyli drugą najważniejszą rzecz określającą urodę rzymskiej kobiety. Rzymianki z pierwszych wieków Republiki, czesały się w sposób prosty i mało wyszukany: rozdzielone lub nierozdzielone włosy w liniach falistych, zaczesywano do tyłu i splatano wstążkami w formie wieńca na czubku głowy, jak również (szczególnie młode dziewczęta) nosiły rozpuszczone włosy o długich lokach dokoła głowy. Ewentualnie dostojne mężatki układały sobie włosy w wysoki tupet (tutulus) związany i usztywniony przepaskami. Jednak już w I wieku p.n.e. w Rzymie pojawiają się zupełnie nowe fryzury, niektóre orientalne jak te pochodzące z Egiptu czy z Syrii, ale moda na takie uczesanie nie przypadła do gustu Rzymianom, którzy woleli blondwłose niewolnice z Północy, co powodowało iż rzymskie matrony pragnęły się do nich upodobnić. Nad trefieniem i rozjaśnieniem takich włosów musiał pracować prawdziwy sztab niewolnic, jeśli zaś owej dominie coś się nie spodobało, wówczas kłuła nieszczęsne dziewczyny długimi szpilami - służącymi do podtrzymywania fryzury - przez co dłonie, a czasem i inne części ciał owych niewolnic, zawsze nosiły sine ślady po zadanych ciosach. Rzadko kiedy między panią a jej osobistą niewolnicą były tak dobre relacje, jak opisane to zostało w dziele Plauta pt.: "Strachy". 

Jest tam bowiem wymieniona niejaka Filematium, która przygotowuje się na spotkanie ze swym ukochanym Filolachem, a pomaga jej w tym niewolnica o imieniu Skafa. Plaut przedstawia tam taki oto dialog: "Dajże mi zwierciadło, Skafo, skrzynkę w przyborami, bym już była przystrojona, gdy przyjdzie Filolach, maja rozkosz! (...) Popatrz na me loczki, czy jest każdy na swym miejscu, gładko ułożony?" na co odpowiada Skafa: "Sama żeś gładka, więc bądź pewna, że loczki są gładkie" (...) "Daj róż teraz" - mówi Filematium, na co Skafa: "A nie dam. Masz rozum? Chcesz psuć nowym malowaniem obraz tak wspaniały? Tej urody nie powinna tknąć żadna barwniczka, ni bielidło, ni puder z Melos, ani żadna szminka" (...) "Czy nie myślisz, że mam się namaścić wonnościami?", "Nie, bynajmniej (...) Ta kobieta dobrze pachnie, co niczym nie pachnie. Bo te stare i bezzębne, co kryją szminkami swoje wady - gdy się złączy ich pot z wonnościami, to tak pachną, jakby kucharz sto stosów zlał razem" (...) "Popatrz, Skafo, na suknię, klejnoty, dobrze mi w tym?", "Ta sprawa nie należy do mnie", "A do kogóż?", "Ja ci powiem: do Filolachesa (...) Barwne szaty służą na to, by wady zakrywać, klejnot służy brzydkiej babie - a piękna kobieta jest bez szaty urodziwsza niż w szacie ozdobnej". Częściej było zaś tak, jak opisał to choćby Juwenalis: "Biedna Psekas ze zwichrzonymi włosami, gołymi ramionami i odkrytą piersią zajmuje się czesaniem. I oto ten pukiel jest za wysoko. Dlaczegóż to? Niezwłocznie bat karze zbrodnię niesfornego kędziora", albo Marcjalis: "Jeden jedyny pukiel wypadł źle. Szpilka źle wpięta nie trzyma się. Przestępstwo to ukarała Lalage dzieki zwierciadłu, które je wykryło. Plekuza pada pod ciosem, zadanym z powodu tych okropnych włosów".


 

Ciekawie też w swej "Sztuce kochania", opisał Owidiusz fryzurę eleganckiej damy: "Wykwint, smak i elegancja najpiękniej niewiastę zdobi. Niech zawsze staranna ręka uczesanie wasze robi. Tysiąc jest różnych sposobów kobiecego uczesania. Wybierzcie, co wam do twarzy. Zwierciadło - prawdę odsłania. Twarz podłużna jest wskazówką każdej eleganckiej damie, by rozdzielać włos na dwoje naśladując Laodamię. Inna z dam pozwoli włosom spadać na oba ramiona. Tak grającego na harfie podziwiamy Apollona. Jeszcze inna wznosi włosy na podobieństwo Diany, gdy ta gna za dzikim zwierzem przez zarośla i polany. Ta zachwyca nas lokami, tamta uczesaniem płaskim. Inna - falami kędziorów, inna zaś muszelek blaskiem. Łatwiej stokroć zliczyć będzie stuletnich dębów żołędzie, pszczół hyblejskich roje mnogie gór alpejskich bestie srogie - niźli ilość nieskończoną uczesań. Wszak są mi znane twarze, którym jest najpiękniej, gdy całkiem nie uczesane. Ariadnę od innych kobiet rozkochany Bakchus woli. Herkules świata nie widzi oprócz potarganej Joli".




W I wieku p.n.e. i I wieku naszej ery, rozpowszechniła się moda na niezwykle wyszukane fryzury i pomijając jedynie krótki okres rządów Klaudiusza (41-54 r.) kiedy to ponownie wróciła moda na prostotę z czasów Republiki, wielkie damy Cesarstwa, takie jak Messalina (małżonka Klaudiusza), Poppea Sabina (małżonka Nerona, panującego w latach 54-68), Julia Flawia (córka cesarza Tytusa, 79-81), Pompea Plotyna (małżonka Trajana, 98-117), Vibia Sabina (małżonka Hadriana, 117-138), Annia Galeria Faustyna Starsza (małżonka Antoninusa Piusa, 138-161), Annia Galeria Faustyna Młodsza (małżonka cesarza Marka Aureliusza, 161-180), Annia Aurelia Galeria Lucilla (córka Marka Aureliusza, małżonka Lucjusza Werusa, 161-169, a następnie Tyberiusza Klaudiusza Pompejanusa, który był odpowiednikiem Maximusa Decimusa Meridiusa z filmu "Gladiator" Ridleya Scotta), oraz Julia Domna (małżonka Septymiusza Sewera, 193-211), wszystkie one noszą niezwykle bogate i trefione fryzury. Warto też tutaj dodać, że aby przygotować odpowiedni - jasny - kolor farby do włosów, należało spędzić długie godziny na tlenieniu czupryny, barwieniu złotym pyłem, smarowaniu rumiankiem, sokiem z cytryny i żółtkami jaj. Znacznie łatwiej i szybciej wychodziło zakupienie (lub zrobienie) odpowiedniej peruki o kolorze blond włosów (ściętych najczęściej jasnowłosym niewolnicom). Bardzo popularne były również peruki koloru rudego bądź krwistoczerwonego. Następnie - w czwartej godzinie - przystepowano do malowania ust, oczu, policzków i rzęs oraz do depilowania całego ciała. Ale o tym już w kolejnej części.

      




 CDN.
 

piątek, 27 marca 2020

ZABAWNE BÓJKI

KILKA ZABAWNYCH BIJATYK Z

POLSKICH SERIALI



 DZIŚ KILKA WYBRANYCH ZABAWNYCH (I NIE TYLKO) BÓJEK Z POLSKICH SERIALI, ZAMIESZCZONYCH TUTAJ W RAMACH TERAPII ŚMIECHEM, ZALECANEJ SZCZEGÓLNIE DLA LUDZI UWIĘZIONYCH WE WŁASNYCH DOMACH Z POWODU EPIDEMII COVID-19 (CZYLI POTOCZNEGO KORONAWIRUSA) 😇


 

SERIAL "RANCZO"

(2006 - 2016)


BÓJKA - 1

  
 odc. 93 z 2014 r.


 "JASEŁKA W LECIE"

 



BÓJKA - 2


odc. 10 z 2006 r.




BÓJKA - 3


"RANCZO WILKOWYJE" z 2007 r.


"JA TYLKO TYLE CHCIAŁEM" 


PAMIĘCI ŚWIETNEGO AKTORA 
PAWŁA KRÓLIKOWSKIEGO
ZMARŁEGO MIESIĄC TEMU


 




BÓJKA - 4


odc. 88 z 2013 r.




(niedoszła) BÓJKA - 5


odc. 64 z 2011 r.


"Z ŁAWECZKĄ ZADZIERASZ, CIULU NIEMYTY?"





(niedoszła) BÓJKA - 6


odc. 7 z 2006 r.


W PODWÓJNEJ ROLI NIEPRZEPADAJĄCYCH ZA SOBĄ BRACI BLIŹNIAKÓW -
KSIĘDZA I WÓJTA GMINY WILKOWYJE - WYSTĄPIŁ GENIALNY CEZARY ŻAK




(niedoszła) BÓJKA - 7


odc. 14 z 2007 r.


"CHOCIAŻ RAZ ZACHOWAJ SIĘ JAK MĘŻCZYZNA, 
WYJDŹ ZZA KOBIETY" 😂








SERIAL "BARWY SZCZĘŚCIA"

(2007-202...)


BÓJKA - 8


odc. 1296 z 2015 r.






SERIAL "M JAK MIŁOŚĆ"

(2000 - 202...)

 
BÓJKA - 9


odc. 961 z 2012 r.





BÓJKA - 10


odc. 974 z 2013 r.






SERIAL "RODZINKA.PL"

 (2011-2020)



(niedoszła) BÓJKA - 11


odc. 249 z 2018 r.

"JAKBY WAS TAK UBRAĆ W STROJE KĄPIELOWE I WYSMAROWAĆ OLIWKĄ, TO MOŻE JEDNO Z MOICH MARZEŃ BY SIĘ DZISIAJ SPEŁNIŁO"





BONUS:







 ZA PRZYJAŹŃ WYPIJMY, BO TO JEDNA Z NAJPIĘKNIEJSZYCH RZECZY NA ŚWIECIE





czwartek, 26 marca 2020

WINO, KOBIETY I... TRON WE KRWI - CZYLI PONURY CIEŃ BIZANCJUM - Cz. X

NIM JESZCZE

NAD KONSTANTYNOPOLEM

ZAŁOPOTAŁ ZIELONY

SZTANDAR MAHOMETA




 

 I

JAK AZJATKA Z AFRYKANEREM

(CZYLI PIERWSZA "BIZANTYJKA"

NA RZYMSKIM PALATYNIE)

Cz. IX



   

"O WITAJ, WIELKA MATKO ŻNIWA, ZIEMIO SATURNA, MATKO HEROSÓW SZCZĘŚLIWA!"

WERGILIUSZ
"GEORGIKA"
("POCHWAŁA ZIEMI ITALSKIEJ")


 Gdy cesarz Septymiusz Sewer zakończył już swoją podróż po Egipcie i wrócił do Aleksandrii, ponownie zajął się sprawami administracyjnymi (wydał zgodę na budowę nowych miejskich świątyń, term oraz gimnazjonów), a gdy (z końcem 200 r.) opuszczał Aleksandrię, zabierał ze sobą przyjemne wspomnienia z tej ziemi, które towarzyszyły mu aż do końca jego żywota (ponoć pod koniec życia wracał pamięcią do tych beztroskich, wakacyjnych dni spędzonych w gronie rodziny nad Nilem). Teraz powrócono znów do syryjskiej Antiochii, gdzie rodzina cesarska (i towarzysząca jej dworska świta), spędziła kolejny rok i wyjechano stąd dopiero w ostatnich miesiącach 201 r., tak aby przybyć do Rzymu na inaugurację wspólnego konsulatu ojca (Septymiusza Sewera) i syna (Marka Aureliusza Antonina Cezara, zwanego potocznie Karakallą), który miał nastąpić dnia 1 stycznia 202 r. Droga powrotu rodziny cesarskiej do Rzymu, wiodła przez prowincje Azji Mniejszej, Trację, Mezję i Panonię. Po drodze cesarz wizytował obozy wojskowe, przeprowadzał kontrole administracyjne i wydawał nowe rozporządzenia, gdy zaś dotarł do Panonii, wszedł na stary szlak, biegnący z Carnuntum do Rzymu - ten sam, którym maszerował przed dziewięcioma laty jako mściciel zamordowanego Pertynaksa (drogami: Via Postumia, Via Emilia i Via Flaminia). Do stolicy przybył dopiero w początkach kwietnia 202 r. (więc nieco później niż pierwotnie zakładał), a wjazd jego był niezwykle uroczysty. Senat przyznał cesarzowi prawo do triumfu (za zwycięstwo w wojnie z Partami na Wschodzie), ale Sewer - choć zapowiedź odbycia takiego wjazdu była niezwykle kusząca - stwierdził jednak że dolegają mu niestety bóle artretyczne i z tego powodu nie zdoła długo wystać na rydwanie. Zamieniono więc ów triumf, w wielkie, siedmiodniowe święto, które miało uczcić zarówno zwycięski powrót władcy ze Wschodu, jak i początek dziesiątej rocznicy jego panowania, a także małżeństwo najstarszego syna cesarza - Karakalli z córką niejakiego Gajusza Fulwiusza Plaucjana - rodaka Sewera (obaj bowiem pochodzili z Leptis Magna), czyli Afrykanera, pełniącego również (od ok. 197 r.) urząd prefekta pretorianów. Dziewczyna nosiła imię Publia Fulwia Plautilla.

Nastało "Felicitas saeculi" ("Szczęście wieku") Sewerów, a cesarska rodzina - jak żadna inna wcześniej - bardzo dbała od szczególne podkreślanie wzajemnej zgody i rodzinnego szczęścia, panującego w dynastii, która - jak wynikało z rzeźb, dedykacji, reliefów i oficjalnych malowideł - trwała nieprzerwanie już od ponad stu lat (czyli od czasów założyciela dynastii Antoninów - Marka Kokcejusza Nerwy, który objął władzę w 96 r.). Fakt, że była to czysta propagandowa fikcja, nie miało żadnego znaczenia, liczyło się bowiem wprzęgnięcie Sewerów w tryby dynastii, która władała Imperium Romanum w najlepszym okresie jego istnienia (II wiek), dlatego też tak wielkie znaczenie przywiązywano do tytulatury. Aby pokazać naocznie jakie to przybierało rozmiary, warto przytoczyć napis, wyryty na bazie posągu, ustawionego w okręgu Pagus Fortunalis (potem posąg ów znalazł się w Uthinie - dziś Udyna, miasto w Tunezji) w prowincji Afryka, wystawiony tam przez weteranów z armii Sewera, około roku 203. Rozpoczyna się on od słów: "Imperatorowi Cezarowi, synowi Boskiego Marka Antonina, Pobożnego, zwycięzcy Germanów i Sarmatów, bratu Boskiego Kommodusa, wnukowi Boskiego Piusa, prawnukowi Boskiego Hadriana, praprawnukowi Boskiego Trajana, zwycięzcy Partów, prapraprawnukowi Boskiego Nerwy - Lucjuszowi Septymiuszowi Sewerowi, Pobożnemu, Pertynaksowi, Augustowi, zwycięzcy Arabów, Adiabenów, największemu zwycięzcy Partów, najwyższemu kapłanowi, odznaczonemu władzą trybuńską po raz czternasty, imperatorowi po raz jedenasty, konsulowi po raz trzeci, prokonsulowi, Ojcu Ojczyzny - wystawili kosztem publicznym obywatele rzymscy zamieszkali w okręgu wiejskim o nazwie Pagus Fortunalis, weterani, których przodkowie otrzymali ziemie w Sutunurca dzięki dobroczynności Boskiego Augusta". Widać więc wyraźnie ile jest tam przesady, a jednocześnie jak bardzo rozbudowana jest tytulatura i powiązania rodzinne, które w rzeczywistości nigdy nie miały miejsca (a należy pamiętać że takich dedykacji było bardzo wiele, szczególnie zaś sporo powstało w rodzinnym mieście cesarza - Leptis Magna - dumnym z faktu że to właśnie stąd pochodzi "Władca Świata" i choćby dlatego miasto to przyjęło do swej tytulatury epitet "Septimia").




Abstrahując już od faktu, że żaden z wymienionych wcześniej cesarzy - aż do czasów Marka Aureliusza, który występuje tam pod nazwiskiem "Marek Antonin" - nie był ze sobą spokrewniony, a jedynie wchodzili oni do dynastii na zasadzie adopcji, to mimo to, można zaliczyć ich do dynastii Antoninów, jako że każdy kolejny cesarz był wybierany i adoptowany przez poprzedniego.  Natomiast Sewer nie ma żadnych, ale to totalnie żadnych związków z jakimkolwiek z ostatnich władców. Zapewne też dlatego właśnie tak bardzo dbano o podkreślanie tych nieistniejących związków, aby nie tylko utrzymać nową dynastię u władzy, ale również dać ludowi jasny przekaz: "Patrzcie, ród dobrych cesarzy Antoninów trwa niezmiennie, pomimo różnych przeciwieństw, a skoro trwa - to bogowie są z nami!" Jakże wspaniałe miały teraz nastać czasy po zakończeniu tej okrutnej wojny domowej. Głoszone powszechnie hasła mówią same za siebie: "Imperii Felicitas" ("Szczęście Imperium"), "Spes Perpetua" ("Wieczysta Nadzieja"), "Iuventa Imperii" ("Młodość Imperium") i wszędzie słychać było tylko: "Concordia! Concordia Augustorum" ("Zgoda Augustów"). Sewer miał w osobie Plaucjana wiernego druha i rodaka (co również było ważne, biorąc pod uwagę fakt, że Rzymianie postrzegali Imperium i swoje obywatelstwo jedynie poprzez prymat "wieczności Rzymu" - to znaczy faktu że Rzym: "był, jest i będzie", stąd też potem wzięło się określenie "Wieczne Miasto". Ale nie istniała wcale idea powszechnego rzymskiego patriotyzmu, rozumianego jako patriotyzm całego Imperium. Dla Rzymian, żyjących na obszarze różnych prowincji, prawdziwą ojczyzną była nawet nie owa prowincja, ile miasto w którym się narodzili - lub też miasto przy którym się narodzili. Rzymski patriotyzm opierał się bowiem na silnych związkach z ziemią i miastem - a nie z Imperium, rozumianym jako całość. Oczywiście obywatelstwo rzymskie było niezwykle ważnym elementem ułatwiającym życie, ale człowiek przede wszystkim wiązał się z ziemią na której się urodził i nawet jeśli zostawał cesarzem - był tylko albo "Afrykaninem", albo "Hiszpanem", albo "Syryjczykiem" etc. etc. - przy czym dodawano jeszcze miasto z którego pochodził. Poczucie jedności obywatelskiej mieszkańców Imperium łączyło się - jak wspomniałem wyżej - jedynie z Rzymem jako "Centrum Świata", stąd też jego zdobycie w 410 r. przez plemię Wizygotów z Północy, było dla Rzymian prawdziwym końcem świata - ich własnego świata, rozumianego jako upadek ostatniej ostoi bezpieczeństwa i stabilizacji w niespokojnych czasach).

Jednak małżeństwo z córką dowódcy pretorianów, nie przypadło do gustu Karakalli, który nie znosił Plaucjana i podejrzewał go o wykorzystywanie swojej pozycji, w celu zbliżenia się do cesarskiej rodziny, by ten fakt wykorzystać w przyszłości na swoją korzyść. Porównywał go do Sejana - innego prefekta pretorianów - żyjącego przed ponad 170 laty, który również poprzez małżeństwo z rodem Tyberiusza, starał się zapewnić sobie realny wpływ na władzę cesarską, a nawet samemu zostać cesarzem po śmierci starego Tyberiusza. Sewer jednak zmusił swego syna do małżeństwa z Plautillą i ślub taki odbył się w kwietniu 202 r. Marek Aureliusz Antonin Karakalla miał wówczas zaledwie 14 lat, Plautilla była od niego starsza o niecały rok (może kilka miesięcy), ale nie mogła się z jego strony spodziewać niczego dobrego. Od początku bowiem Karakalla uchybiał dziewczynie na każdym kroku, często ją publicznie obrażał i wyśmiewał jej ojca. Miał przy tym wsparcie swojej matki, dostojnej Julii Domny, która również postrzegała to małżeństwo jako zagrożenie dla przyszłości dynastii. Nie wiadomo jakie były jednak relacje między synową a teściową, ale wiadomo że cesarzowa i prefekt pretorianów żywo się nienawidzili. Plaucjan - wiedząc że ma wsparcie cesarza i ze względu na małżeństwo jego córki z synem Sewera - nie obawiał się nawet otwarcie grozić Julii Domnie, a w każdym razie otoczył ją szeregiem informatorów (również, a może przede wszystkim spośród służby), którzy mieli zdawać relacje z tego, jak cesarzowa się prowadzi, kogo przyjmuje w swoich pokojach i czy nazbyt chętnie nie ogląda chociażby walk gladiatorów (były bowiem i takie raporty, że Julia Domna ma swoich wybranych gladiatorów których finansuje - zapewniając im dobre jedzenie i inne uciechy - i którzy walczą właśnie dla niej), oraz czy nie spotyka się z nimi sam na sam, jak to czynią niektóre zamożne damy. Jednak póki Plaucjan cieszył się zaufaniem cesarza, żadne próby, zmierzające do jego usunięcia nie miałyby szans powodzenia, dlatego też zarówno Julia Domna jak i Karakalla siedzieli cicho, udając że wszystko układa się dobrze a w rodzinie cesarskiej panuje "Concordia Ordinum" ("Powszechna Zgoda").




I wreszcie nadszedł rok 203, kiedy to Septymiusz Sewer postanowił odwiedzić Afrykę, a przede wszystkim swoje rodzinne miasto - Leptis Magnę. I tutaj pojawia rzecz dość ciekawa, otóż w wielu opracowaniach współczesnych historyków jest mowa właśnie o "krótkotrwałej podróży cesarza i jego syna do ojczystej Afryki", sugerujące ów wyjazd, do którego bez wątpienia się przygotowywano. Jednakże żaden z antycznych autorów (poza krótką aluzją co do tego wydarzenia, zachowaną w "Żywotach sofistów" - Filostratosa), nawet tak dokładny w opisie najróżniejszych wizyt cesarza w obozach wojskowych nad Dunajem - Tertulian z Kartaginy, czy Kasjusz Dion czy też Herodian - w ogóle nie wspominają o takiej wizycie. Dlaczego więc współcześni historycy (w tym np. Aleksander Krawczuk czy Johann Hasebroek), twierdzą że do takiej wizyty w Afryce jednak doszło, czyżby posiłkowali się przy tym jedynie krótką notką w dziele Filostratosa? Nim napiszę na jakiej podstawie wypatrują oni tej wizyty, chciałbym najpierw wyrazić własne zdanie na ten temat, a sprowadza się ono do stwierdzenia że... do żadnej wizyty w Afryce za czasów rządów Septymiusza Sewera nigdy nie doszło! Dlaczego tak uważam wyjaśnię na końcu, teraz kilka informacji przemawiających za ową wizytą. Otóż, Sewer, Julia Domna i ich synowie, w latach 197-202 przebywali cały czas na Wschodzie, przy czym przez prawie dwa lata czasów pokoju (tuż po zakończeniu wojny z Partami), podzielonych jedynie wyprawą do Egiptu - mieszkali oni w Syrii, rodzinnej ziemi Julii Domny. Zapewne wówczas niejednokrotnie odwiedzili zarówno Emesę, jak i spotkali się z rodziną cesarzowej, pochodzącą z tego miasta. Nie ma więc żadnych wątpliwości że po powrocie do Rzymu, Septymiusz Sewer zaplanował również wyjazd do rodzinnej Leptis. Ale czy do takiego wyjazdu rzeczywiście doszło? Przemawiają za tym pewne materialne fakty, które świadczyłyby o tej wizycie. Mianowicie z lat 203-204 pochodzą pewne monety odkopane w Tunezji, z wyrytymi na nich najróżniejszymi hasłami w stylu: "Fortuna Redux" ("Powracająca Pomyślność"), "Indulgentia Augustorum in Carthaginem" ("Łaskawość Cesarzy dla Kartaginy"), czy co jakiś czas pojawiające się słowo: "Adventus" ("Przyjazd"). 

Poza tym pojawia się właśnie w latach 203-204, mnóstwo dedykacji i napisów honoryfikacyjnych w miastach prowincji Afryki na cześć domu cesarskiego. Są to napisy zarówno publiczne (miejskie) jak i prywatne. Wiele jest napisów żołnierskich i to zarówno dedykowanych cesarzowi i dynastii przez III legion stacjonujący w Lambaesis (tuż przy fortyfikacjach numidyjskich), jak i zwykłych żołnierzy (np. pewnego centuriona z Leptis Magna, który pod datą 11 kwietnia poświęcił opiece Jowisza Dolicheńskiego szczęśliwy powrót cesarzy - ojca i syna - do swego miasta). Biorąc to wszystko do kupy i łącząc ze sobą, bez wątpienia należałoby przyjąć że do takiej wizyty jednak musiało dojść (choć zapewne nie trwałaby ona długo, może ledwie dwa miesiące). Ale mimo to nadal uważam że Septymiusz Sewer nie opuścił w tym czasie Rzymu i wcale ani do Afryki ani też nawet do rodzinnej Leptis - nie przybył. Za podstawę biorę właśnie brak informacji o tej wizycie w dziełach historyków antycznych, którzy przecież wielokrotnie bardzo skrupulatnie opisywali poszczególne wizyty rodziny cesarskiej w najróżniejszych miastach (np. w czasie podróży po Egipcie), a teraz wszyscy zgodnie milczą gdy cesarz wyjeżdża w odwiedziny do swej rodzinnej ziemi? Czyżby więc ukryli ten fakt? Tylko po co? Nie trzyma się to kupy. Ale mimo to, paradoksalnie istnieje pewne wytłumaczenie tego dziwnego faktu rozdwojenia, czyli materialnych świadectw wizyty, oraz braku o niej informacji w dziełach historyków rzymskich. Otóż owe materialne świadectwa... wcale nie muszą potwierdzać że do takiej wizyty realnie doszło, a jedynie były (w swoim czasie) jej zapowiedzią. Bez wątpienia Septymiusz Sewer - wraz z całą rodziną - zamierzał odwiedzić Leptis Magnę, miasto w którym się urodził i które było tak dumne że oto nowy władca pochodzi właśnie stąd. Ale do wizyty tej ostatecznie nie doszło, co nie oznacza że wcześniej nie była przygotowywana i nagłaśniana (również propagandowo), stąd tyle dedykacji, tyle epigramów i tyle oficjalnych życzeń, składanych rodzinie cesarskiej z okazji jej wizyty w różnych miastach Afryki. Miasta, wojsko i osoby prywatne przygotowywały się (wiedząc wcześniej o planowanej podróży) na wizytę, do której ostatecznie jednak nie doszło, ale materialne ślady pozostały i (niestety) wielu historyków zdążyły przez to wprowadzić w błąd. Tym bardziej że kolejny wysyp podobnych napisów, pojawia się w latach 206/207, co znów świadczy o tym, że Sewer (nie mogąc - z różnych względów, o których napiszę w kolejnej cześci - odbyć podróży w roku 203), przełożył ją o kilka lat i ponownie planował odwiedzić swą rodzinną ziemię właśnie w 206 r. (a do której niestety także nie doszło 😏).




Z reguły do historii przechodzą tylko fakty, które realnie zaistniały i o których możemy przeczytać na kartach opracowań historycznych, natomiast niewielu z nas w ogóle interesuje się tematem niezrealizowanych planów i zamierzeń w dziejach. A przecież takowe z pewnością były i zapewne też wcale nie było ich mało. Ile to bowiem często planujemy uczynić w swym życiu, do czego potem nie dochodzi ze względu - na przykład - na nasze lenistwo czy też brak odpowiedniej konsekwencji? Czasem też nasze plany przekreśla jakieś zdarzenie losowe, zupełnie niezależne od nas, które całkowicie przemeblowuje nam życie (jak to się mówi: "Chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz Mu o swoich planach" 😎). Dlatego też często w ogóle nie analizuje się konsekwencji niezrealizowanych historycznych planów i traktuje je jedynie jako swoiste "political fiction" lub je pomija. Nie mówi się i nie pisze o niezrealizowanej kampanii partyjskiej Juliusza Cezara, do której się sposobił i która miała ruszyć jeszcze w owym 44 r. p.n.e. lub najpóźniej na wiosnę roku następnego, ale akurat Brutus, Kasjusz oraz pozostali senatorowie mieli nieco inne plany 😉 przez co do wyprawy partyjskiej Cezara nigdy nie doszło. Nie pisze się również o niezrealizowanych podróżach Oktawiana Augusta i jego następców, bowiem tak naprawdę do nich nie doszło (a biorąc pod uwagę przygotowania, byłoby o czym opowiadać). A gdyby doszło? Jakże inaczej wyglądałaby dziś rzeczywistość. Co by się stało, gdyby w 1600 r. udało się zawiązać wspólną polsko-litewsko-rosyjską unię, tworzącą jedno państwo? Jak by wyglądała przyszłość? Zapewne zupełnie inaczej niż wygląda obecnie, ale to znów są tematy podlegające tzw. historii kontrfaktycznej, zwanej także historią alternatywną. A wyobrażacie sobie świat bez Stalina, bez Hitlera, bez tych wszystkich popapranych ideologii, których skutkiem ZAWSZE są stosy pomordowanych ludzkich ciał i hektolitry wylanej krwi i łez? Z drugiej jednak strony - co nas nie zabije to nas wzmocni, a organizm nieprzystosowany na kontakt z patogenami (takimi jak chociażby: marksizm, komunizm, nazizm, genderyzm, feminizm czy ekologizm), jest bardziej podatny na zarażenie i przez to niezdolny do obrony (weźmy za przykład kraje Europy Zachodniej czy USA - które nigdy nie doświadczyły komunizmu i uważają do dziś że zawsze żyły w najlepszym ze światów, a jednocześnie są zżerane od środka przez narzucaną im odgórnie marksistowską ideologię). Dlatego też relacje o wyprawie cesarza Septymiusza Sewera wraz z synem Karakallą do Afryki w 203 r., należy traktować (ja tak traktuję) na zasadzie zamierzonych planów, które ostatecznie nie doszły do skutku. 

Bez wątpienia jednak samo Leptis Magna bardzo zyskało na objęciu władzy przez ród Sewerów. Pisałem wyżej o dodaniu epitetu: "Septimia" do nazwy miasta - będącym wyrazem szczególnego wywyższenia tej rzymskiej kolonii, leżącej na afrykańskim brzegu. Ale przecież istnieją też i inne, materialne fakty, pokazujące jak bardzo zmieniła się ta osada od czasów narodzin Septymiusza Sewera w roku 145, aż do jego śmierci w roku 211. O tym jednak opowiem już w kolejnej części, jak też przejdziemy do obchodów święta "Nowego Wieku", jakie miało miejsce w 204 r. z okazji uroczystości 950-tej rocznicy założenia Rzymu (uroczystości owego święta nie zgadzają się z oficjalną chronologią, wywodzącą wytyczenie granic miejskich przez mitycznych bliźniaków - Remulusa i Remusa w 753 r. p.n.e. Bierze się to z dwóch przyczyn - przypadkowości pierwszej takiej wielkiej uroczystości, która miała miejsce w 17 r. p.n.e. za cesarza Oktawiana Augusta i potem liczonych od niej dat, oraz uznania za najwłaściwszą, daty 110 lat - które w odniesieniu Rzymian miało górną granicą najdłuższego ludzkiego życia). Jednak skąd właściwie wzięła się liczba lat 110 jako odpowiednik jednego wieku i dlaczego potem liczono lata tak nieprecyzyjnie - opowiem już w kolejnej części.                     






 CDN.

poniedziałek, 23 marca 2020

PIERZASTY WĄŻ NADCIĄGA ZE WSCHODU - Cz. V

W POSZUKIWANIU ELDORADO






WRACAM DO TEGO WĄTKU, PO NIEDAWNEJ LEKTURZE DZIEJÓW I OBYCZAJÓW PAUNISÓW I SIUKSÓW Z WIELKICH RÓWNIN


SZESNASTOWIECZNA MAPA TENOCHTITLANU



 Po śmierci wielkiego króla Tezozomoca (1426 r.), władcy plemienia Tepaneków z Azcapotzalco (najsilniejszej wówczas konfederacji indiańskich plemion w Dolinie Anahuac), nowym królem został - Tayatzin - ulubieniec ojca. Jednak drugi z synów Tezozomoca - Maxtla, ostro przeciw temu zaprotestował. Aby utrzymać pokój, starszyzna plemienia wymogła na Tayatzinie ustąpienie i przeniesienie się do Coyohuacanu, a na tron wstąpił młodszy brat Maxtla. Był to młody, żądny zwycięstw i chwały mężczyzna, którego musiało obawiać się zarówno plemię Mechicas (Me:szikas - czyli Azteków) jak i Tepanekowie z Tlacopan, oraz konfederacja Acolhuacanów z Tetzcoco. Celem Maxtli było bowiem całkowite podporządkowanie sobie tych miast i narzucenie im znacznie większych danin, niż płacili oni dotychczas. Zdając sobie sprawę z grożącego niebezpieczeństwa, tlatoani (Azteków) przybył do Azcapotzalco na coroczne święto bogini Uixtocihuatl ("Bogini Soli"), by wziąć udział w "Małej uczcie Panów". Gdy więc zajęto miejsca przy płonącym ogniu i raczono się pulgue (niskoprocentowy alkohol), podziwiając tańczące kobiety, które uwijały się wokół jednej z wybranek z Domu Pieśni, przybranej w suknię Bogini Soli - która po zakończeniu tego święta (odbywało się ono pomiędzy 13 czerwca a 2 lipca) miała zostać złożona na ołtarzu ofiarnym - wówczas to mój przodek (trzymam się bowiem rozpoczętego już kanonu opowieści Montezumy II) Chimalpopoca, rozmówił się z Tayatzinem, pytając dlaczego ten godzi się na odebranie sobie władzy. Aby jednak utrzymać pokój - choć przecież krew poległych wojowników zrosiłaby ołtarze i wzmocniła bogów - zaproponował mu, by zwabił Maxtlę do siebie i tam narzucił mu wieniec z kwiatów na szyję, którym miał go następnie udusić. Niestety jednak, Maxtla został powiadomiony o owym spisku i uderzył pierwszy, zabijając swego brata dokładnie tak samo, jak obmyślił to wcześniej Chimalpopoca. Teraz zamierzał uderzyć właśnie w niego i ostatecznie podporządkować sobie cały lud Mechikanów.

Najpierw więc porwał kobiety należące do Chimalpopoki - które przybyły do Azcapotzalco na święto Bogini Soli - przechadzające się po ulicach i rozmawiające z dziewczętami należącymi do innych panów. Maxtla uprowadził te kobiety i zapowiedział im że za zbrodnię, której chciał się dopuścić Chimalpopoca, cały lud Mechikanów zostanie wytępiony, a one wkrótce staną się jego własnością. Kobiety rozpłakały się, choć Maxtla wkrótce uwolnił je, by zaniosły tę wiadomość swemu panu. Gdy rozpoczęła się "Wielka uczta Panów" (trwająca od 3 do 22 lipca) a w Azcapotzalco wojownicy tańczyli w erotycznych spazmach ze swymi kobietami i nierządnicami i gdy złożono już w ofierze młody kaczan kukurydzy, oraz poświęcono na ołtarzach największych pijaków (jak się spojrzy na dzieje indiańskich ludów z Ameryki Środkowej z czasów przedkolumbijskich, to można je sprecyzować w zaledwie trzech słowach: krew, krew i jeszcze więcej krwi. Były to bowiem cywilizacje całkowicie odhumanizowane - nawet porównując je z najbardziej barbarzyńskimi cywilizacjami starożytności, gdzie również składano ofiary na ołtarzach bogów. Co ciekawe, jakkolwiek by na to nie spojrzeć, ale dopiero właśnie chrześcijaństwo narzuciło prawdziwą uzdę niepohamowanej i często bardzo okrutnej ludzkiej naturze, zmuszając ludzi do przynajmniej przemyślenia swoich czynów. Powiem też, że doprawdy nie należy wcale żałować iż przybysze z Europy - jakkolwiek okrutni - położyli wreszcie kres tym indiańskim cywilizacjom śmierci i bezrozumnej chęci mordu z Ameryki Środkowej i Południowej). Gdy możni z Azcapotzalco karmili lud tamale z zielonej kukurydzy przyprawionej owocami lub miodem, mieszkańcom Tenochtitlanu wcale nie było do śmiechu. Ciążyła nad nimi bowiem zemsta władcy potężnych Tepaneków, więc nie mieli z czego się radować. Chimalpopoca, aby ocalić swój lud przed Maxtlą, postanowił poświęcić się - wraz ze swym synem Tecuhtlehuacatzinem - na ołtarzu boga wojny Huitzilopochtli. Nie doszło jednak do tego, gdyż wcześniej Chimalpopoca został pochwycony przez ludzi Maxtli i przeniesiony do Azcapotzalco, gdzie tam zamknięto go w klatce na czas świątecznych uroczystości, po których zakończeniu Maxtla odesłał Chimalpopokę do Tenochtitlanu. Wkrótce potem został on tam (zapewne za zgodą i wiedzą jego stryja - Itzcoatla) złożony w ofierze na ołtarzu Huitzilopochtli (1427 r.). Władzę objął teraz Itzcoatl ("Obsydianowy Wąż"), brat Huitzilihuitla - ojca Chimalpopoki, zrodzony jednak z niewolnicy - co było do pewnego stopnia ujmą. Dążył on do wojny z Azcapotzalco i śmierć Chimalpopoki bardzo mu się w tym momencie przydała. Jednocześnie pozbawił jego synów (w tym owego Tecuhtlehuacatzina) prawa do tronu, a nawet sprowadził ich do roli plebejuszy. Natomiast oparł się na braciach zmarłego władcy - Montezumie Ilhuicaminie, a szczególnie na Tlacaelelu - któremu nadał tytuł cihuacoatla (co oznaczało - "żeńskiej połówki" - czyli najważniejszego doradca króla).




Kolejnym wrogiem, którego Maxtla zamierzał teraz pozbawić życia, był władca miasta Tlatelolco (leżącego na tej samej wyspie co Tenochtitlan, a założonego w 1358 r. W 1473 r. miasto to zostało zdobyte przez azteckiego władcę - Axayacatla - wnuka Itzcoatla, a ostatni tlatoani z Tlatelolco - Moquihuix, został zrzucony ze schodów Wielkiej Piramidy na oczach swego ludu, zaś jego miasto włączono jako jedną z dzielnic do Tenochtitlanu) - Tlacateotl. Wiedząc co spotkało Chimalpopokę, postanowił się ratować, kryjąc się na łodzi wśród trzcin jeziora Texcoco. Został jednak dopadnięty przez ludzi Maxtli i utopiony w najgłębszym miejscu jeziora (1427/1428). Następny był tlatoani z Tetzcoco - Nezahualcoyotl, który za młodu (ukryty w konarach drzewa) był świadkiem klęski i śmierci swego ojca - Ixlilxochitla, a zabił go właśnie Maxtla. Od lat polował on na młodego Nezahualcoyotla, ale ten zawsze zdołał mu się wymknąć. Po śmierci Chimalpopoki schronił się w mieście Xuexotzinco. Jednocześnie Maxtla zażądał od Machikanów (Azteków) ogromnego trybutu, znacznie przekraczającego ówczesne możliwości naszych przodków. Spowodowało to, że Itzcoatl nie miał innego wyjścia, jak tylko złożyć swe insygnia sprawiedliwości (łuk i strzały) przed ołtarzem Huitzilopochtli i podjąć walkę z Tepanekami. Lud Mechikanów był jednak wówczas zbyt słaby aby w pojedynkę móc pokonać taką potęgę, jaką posiadał władca miasta-mrowiska (chodzi tutaj o Azcapotzalco, które w owym czasie było najludniejszym i największym miastem spośród wszystkich osiedli w rejonie Doliny Anahuac, stąd mawiano że jest to właśnie miasto-mrowisko), dlatego też musieli postarać się o sojuszników. Tych na szczęście akurat nie brakowało, gdyż wiele już ludów miało dość potęgi Tepaneków z Azcapotzalco, narzucania przez nich nowych danin i mordowania lokalnych władców. Nawet Tepanekowie z Tlacopan - najbliżej z nim spokrewnieni - nie byli w stanie dłużej znieść tych zniewag. Najsilniejsze wsparcie oczywiście mieli Mechikanie w Tetzcoco - którego tlatoani był ścigany przez Maxtlę, niczym głodny szakal na wydmach. Wkrótce potem do Tetzcoco zaczęły dołączać kolejne miasta.

Zbuntowali się Cuauhtitlanie z wrzosowisk Acolhuakanu, jak również Huexotzincanie z górskich jezior. Dołączyli też Tlaxcalanie - słynący ze swej odwagi, których miasto - Tlaxcalla, leży daleko za doliną Anahuac i ośnieżonymi szczytami gór Ixtactepetl i Popocatepetl, idąc ku wschodowi w kierunku Wielkiego Morza. Wsparcie przysłało również Chalco - miasto kukurydzy i sztucznych wysp, wówczas z nami skłócone (ostatecznie Aztekowie zdobędą Chalco w 1465 r.). Dość szybko więc anty-tepanecka koalicja została zawiązana (1428 r.) i Mechicanie poważyli się wykonać pierwszy krok, który byłby jawnym pretekstem do wywołania wojny. Oto wysłali do Azcapotzalco swych posłów, którzy w imieniu Itzcoatla złożyli Maxtli hańbiące go dary (kobiece suknie i bluzki wykonane z włókien agawy). Taki krok nie był jednak całkiem popularny w Tenochtitlanie, gdyż istniało również pokaźne "stronnictwo pokojowe", które nawoływało do poddania się Tepanekom. Wielu powtarzało: "Czyż nie widzicie ile tu starych ludzi, ile dzieci, które będą zmuszone znosić straszne cierpienia, gdy wybuchnie wojna? Kraj nasz mały, lud nieliczny, na każdego z nas wypada dziesięciu wojowników z miasta-mrowiska, jeśli podejmiemy walkę, czeka nas zagłada. Żyjąc na wyspie, nie mamy nawet gdzie ukryć naszych kobiet i dzieci - co się z nimi stanie, gdy przyjdą Tepanekowie? Czyż nie lepiej nam żyć jak dotąd w spokoju, pod panowaniem Azcapotzalco?". Król Itzcoatl był przeciwnikiem pokoju, ale miał przy sobie sławnego mówcę i reformatora - Tlacaelela, który go wspierał - również przeciwnika utrzymania pokoju z Tepanekami. Zabrał tedy głos i przemówił do ludu Mechikanów tymi oto słowy: "Powiadacie że jesteśmy słabi i kraj nasz niewielki aby sprostał potędze władców z krwi Tepanecatla? Być może tak jest i być może jesteśmy od nich znacznie słabsi i być może nawet przegramy nadchodzące starcie, ale czy godzi się ludowi wybranemu przez Kolibra Południa przyjąć życie w hańbie poddaństwa? Okażmy nasze męstwo, a jeśli pisana nam jest śmierć, a nasze szeregi stopnieją - zabijmy nasze żony, nasze dzieci i naszych starców, by nikt już nie mógł oglądać hańby, jaką przyniosłaby nasza porażka. Żaden z nas nie będzie już jadał na brudnych, potrzaskanych skorupach, a krew nasza zrosi pola na chwałę bogów. Jeśli jednak wyjdziemy z tej walki zwycięsko, zdobędziemy żyzne pola, jeńców na ofiary i kobiety. I nigdy więcej już lud, którego wybrał sobie Koliber Południa - wielki Huitzilopochtli, przed nikim nie zegnie karku - od teraz, aż do skończenia świata!" Mowa ta zrobiła wrażenie i Mechikanie podjęli walkę.




W wybranym dniu, przystrojony w swój łuk wojenny, pióropusz i bęben, na którym miał dać znak do wymarszu - stał Itzcoatl na grobli wiodącej w stronę lądu, w kierunku Azcapotzalco - oczekując na przybycie sojuszników. Wkrótce ujrzano czółna wypełnione po brzegi przybranymi na biało wojownikami Tetzcoco pod wodzą Nezahualcoyotla i tymi o turkusowych piórach z Huexotzinco. Następnie pojawili się Tlaxcalanie - którymi władali potomkowie Cuicuitacatla. Dołączył do nich również władca miasta Tlatelolco - Cuauhtlatoatl ze swymi wojownikami. Grobla na jeziorze została opuszczona przez tepaneckie straże, gdyż zapewne Tepanakowie przerazili się słów Tlacaelela, który wcześniej na grobli rzucił w ich stronę te oto słowa: "Słuchajcie mnie Tepanakowie! Spotka was wielkie szczęście - umrzecie wszyscy i nie zostanie z was nikt. Wygaśnie nawet pamięć o mieszkańcach Azcapotzalco", po czym udało mu się umknąć - ścigającym go aż do pierwszych zabudowań Tenochtitlanu - tepaneckim strażom. Armia sprzymierzona miała atakować w trzech rzutach. Na północy w Tepayac stanęli Acolhuacanie z Tetzcoco, wsparci przez Tlaxcalan. Na południu uderzał Montezuma, siłami wojowników Mechikanów z zadaniem zdobycia tepanackiego Tlatelolco (nie było bowiem pewności czy władca tego miasta opowie się przeciwko, czy za Azcapotzalco), zaś główna armia pod wodzą Itzcoatla i wspierajacych go wojowników z Huexotzinco, uderzać miała na Azcapotzalco. Acolhuacanie i Tlaxcalanie byli ubrani w białe szaty (niektórzy dodatkowo owinęli sobie głowy sznurem, aby rozpoznać się w bitwie), Mechicanie zaś walczyli przystrojeni w pióropusze Huitzilopochtli, ale najlepiej prezentowali się wojownicy z Azcapotzalco. Pomalowani w barwy wojenne krwistą czerwienią, przystrojeni w pióropusze o barwach białych, czarnych, żółtych i czerwonych, oczekiwali starcia, a było ich tak wielu, że zajmowali tereny od jeziora, aż po zalesione wzgórza wzdłuż Tlacopan. Na ten widok wielu wojownikom sprzymierzonych ludów, zimny pot oblewał twarz, choć słońce wzeszło radośnie, wśród gór Wschodu, a bogini Jutrzenka oblekła ich swym blaskiem. Itzcoatl następnie dał bębnem znak do rozpoczęcia bitwy i tak oto zaczął się pierwszy dzień walki o wyzwolenie spod tepanackiego jarzma...  







CDN.