Łączna liczba wyświetleń

piątek, 31 lipca 2020

DZIENNIKI ZBRODNIARZA - Cz. X

CZYLI OPIS I KOMENTARZ DO

DZIENNIKÓW JOSEPHA GOEBBELSA






1925

 

DZIENNIKI DLA JOSEPHA GOEBBELSA

od 9 CZERWCA 1925 r.

do 8 LISTOPADA 1926 r.

Cz. II





 26 PAŹDZIERNIKA 1925 r.


 (...) Ciężarówką do Dortmundu. Bitwa na ulicach. Z całym tym podnieconym czerwonym motłochem. Mamy 49 rannych! Świetna zabawa. Hitlera nie ma. Podobno go zaaresztują. Sala wypełniona po brzegi. Streicher przemawia. Do niczego. Mimo to: nastrój dobry. Na ulicy znowu ostre starcia. Płynie krew, ale to nie szkodzi. Nocuję u jakiegoś towarzysza partyjnego. Rozmowy długo w nocy z kilkoma górnikami. 

Następnego ranka do Hamm. Hitler nie przybył, musiał zawrócić znad granicy pruskiej. Ta świnia Severing (Carl Severing - w latach 1920 -1926 i 1930-1932 minister spraw wewnętrznych Prus. Polityk SPD) chciał go aresztować. Przemawia (Gregor) Straßer. Znakomicie, takiego go nigdy nie słyszałem. Jędrnie, dowcipnie, ostro, sarkastycznie, ironicznie. Namiętności na bok. Fala wściekłości i oburzenia przechodzi przez salę. Pewien SA-man wstaje: "Zaprzysięgamy krwawą zemstę!". Starcia z policją. (...) Tymczasem Straßer opowiada o Monachium. 

Nasze stosunki z Hitlerem zostały oczyszczone. Hitler chce również mnie przyciągnąć. Oferuje mi się redakcję "Beobachtera". Mam przyjąć? Ale co się wtedy stanie tu na zachodzie? Jestem w dużej rozterce. (...)



6 LISTOPADA 1925 r.


(...) Rano do Brunszwiku. Z Rustem i Dincklagem (Bernhard Rust - członek NSDAP, w latach 1925-1940 gauleiter Hanoweru-Północy. Karl Dincklage - były volkista, członek NSDAP od 1925 r., na gauleitera awansował w latach późniejszych). Konferencja okręgowa (NSDAP). Na starym, utartym poziomie. Poznaję Essera. Picuś-glancuś. Mały Hitler. (...)

Jedziemy samochodem do Hitlera. Akurat je śniadanie. Już podnosi się od stołu i staje przed nami. Ściska mi dłoń. Jak stary przyjaciel. I te wielkie, niebieskie oczy. Jak gwiazdy. Cieszy się, że mnie widzi (było to już drugie spotkanie Goebbelsa z Hitlerem. Do pierwszego doszło 12 lipca 1925 r. na konferencji NSDAP w Weimarze). Nie posiadam się ze szczęścia. Wycofuje się na dziesięć minut, po czym ma już swoje wystąpienie przygotowane co do szczegółu. 

Jadę na zgromadzenie i przemawiam przez dwie godziny. Wielkie owacje, potem okrzyki "Niech żyje!" i oklaski. On jest obecny. Ściska mi dłoń. Jest jeszcze wyczerpany wygłoszeniem swojej wielkiej mowy. Potem znów przemawia przez pół godziny. Dowcipnie, ironicznie, z humorem, sarkazmem, na poważnie, żarliwie i namiętnie. Ten człowiek ma wszystko, aby być królem. Urodzony trybun ludowy. Przyszły dyktator. (...)



23 LISTOPADA 1925 r.


 (...) Mutschmann (Martin Mutschmann - członek NSDAP, od 1925 r. gauleiter Saksonii, znany żydożerca), kierownik krajowy (NSDAP) w Saksonii (prostacki, brutalny przywódca), zaprasza mnie do Plauen. Przyjeżdżam. Jest Hitler. Moja radość jest wielka. Wita mnie jak starego przyjaciela. I hołubi mnie. Jak ja go uwielbiam! Cóż to za facet! Opowiada cały wieczór. Nie mogę się go nasłuchać. Małe zgromadzenie. Na jego życzenie muszę przemawiać jako pierwszy. A potem mówi on. Jakiż jestem mały! Daje mi swoje zdjęcie. Z pozdrowieniem dla Nadrenii. Heil Hitler! (...)



18 GRUDNIA 1925 r.


 Znalazłem czas, aby przeczytać w spokoju książkę Moellera van den Brucka "Das dritte Reich" ("Trzecia Rzesza". Arthur Moeller van der Bruck opierał się na koncepcji "Raum und Volk" [Narodu i Przestrzeni], ale głównie pod względem jednolitej świadomości kulturowej wszystkich Niemców, nie zaś na zasadzie "krwi i rasy". Mimo to naziści właśnie od niego podchwycili hasło budowy Trzeciej Rzeszy). Wcześnie zmarły, pisze niczym w proroczej wizji. Tak jasno i spokojnie, a przy tym ogarnięty przecież wewnętrzną namiętnością, opisuje to wszystko, o czym wiedzieliśmy wiedzeni uczuciem i instynktem my, młodzi. Dlaczego Moeller van den Bruck (...)  nie wyciąga ostatnich konsekwencji i nie wzywa wraz z nami do walki! Duchowe wybawienie? Nie, walka na noże. Aby tylko nie chcieć uduchowienia tego wszystkiego, co najbardziej witalne w życiu, polityce i historii. Mieliśmy już po uszy tej całej politycznej estetyki, zanim ją poznaliśmy. Książka daje wgląd w różne rzeczy. Nauczę się wiele, poznając tę pełną burzy lekturę. 

Wszystko szykuje się na Boże Narodzenie! (...) Pracuję nad nowym projektem programu (NSDAP), dyktuję codziennie na maszynę 10 stron. Projekt Straßera ma braki. Chcę dotrzeć do sedna sprawy. (...)



8 STYCZNIA 1926 r.


 Nowy plan literacki: charakterystyka postaci politycznych. Stresemann, Wirth, Scheidemann, Ruth Fischer, Hergt etc. Galeria pięknych głów ludzkich. Jedna za drugą. Potem jako książka. Znowu wiele zmartwień z powodu mamony. 



20 STYCZNIA 1926 r.


 (...) Doczytany wczoraj do końca Ernst Jünger In Stahlgewittern ("Książę piechoty. W nawałnicy żelaza"). Błyskotliwa, wielka książka. Budząca grozę w swojej realistycznej wielkości. Polot, narodowa namiętność, uniesienie, niemiecka książka o wojnie. Przedstawiciel młodej generacji zabrał głos na temat głębokiego duchowego przeżycia, jakim jest wojna, i dokonał cudu przedstawienia od wewnątrz. (...) 

Rozmyślam długo o problemie polityki zagranicznej. Nie sposób pominąć Rosji. Rosja to alfa i omega każdej świadomej swojego celu polityki zagranicznej. (...) 

List od Hitlera. Sprawia mi wielką radość. (...)



25 STYCZNIA 1926 r.


 Hanower. Przyjazd. (...) Boże drogi, co też się będzie jutro działo (24 stycznia miał miejsce zjazd gauleiterów NSDAP z północnych Niemiec, w celu przedyskutowania linii programowej partii nazistowskiej. Doszło do ostrej debaty na temat polityki zagranicznej i odszkodowań dla królewskich i książęcych rodów niemieckich, za ich utracone po 1918 r. ojcowizny. Powołano do życia również nową gazetę partyjną o nazwie "Der nationale Sozialist"). Początek o godz. 8 rano. Sprawy drobne, prasa (już nazwa "nationaler Sozialist" bądź "Nationalsozialist" wywołała debatę), odszkodowanie dla książąt etc. (referendum ludowe w tej sprawie, zostało ogłoszone przez rząd Hansa Luthera, a potem Wilhelma Marxa na 20 czerwca 1926 r. Niewielka większość Niemców głosowała za odszkodowaniem dla książąt). Następnie program. Przemawia Feder. Mądrze, ale drętwo i dogmatycznie. I potem niekończąca się, bezładna debata. Mój Boże, co za rozgardiasz. (...) Potem Rosja. Niepohamowane ataki przeciwko mnie, kiedy ja na zewnątrz palę papierosa. I wtedy daję odpór. Rosja, Niemcy, kapitał zachodni, bolszewizm, mówię pół godziny, całą godzinę. Wszyscy słuchają, wstrzymując oddech. I zaraz burzliwa aprobata. Zwyciężyliśmy. (...) Koniec: Straßer ściska mi rękę. Feder mały i brzydki. (...)





11 LUTEGO 1926 r.


 (...) Tymczasem muszę do Bambergu (13 lutego odbyła się tam kolejna narada przywódców NSDAP). Wyjeżdżam w sobotę rano. Odegramy w Bambergu rolę nieprzystępnej piękności i zwabimy Hitlera na nasz teren. We wszystkich miastach zauważam z wielką radością, że nasz, tj. socjalistyczny, duch maszeruje. Nikt nie wierzy już w Monachium (Goebbels ma na myśli ów nieudany pucz monachijski z 8 i 9 listopada 1923 r., który na krótko doprowadził do rozpadu partii nazistowskiej i aresztowania jej głównych przywódców, w tym samego Hitlera). Elberfeld ma stać się mekką niemieckiego socjalizmu. (...)



15 LUTEGO 1926 r.


 Do Bambergu. (...) Niedzielny poranek. O wczesnej porze odbieram Straßera. Jest dobrej myśli. Plan bitwy przygotowany. (...) Przemawia Hitler. 2 godziny. Jestem jak uderzony obuchem. Jakiż to Hitler! Reakcjonista? Bajecznie niezręczny i niepewny swego. Kwestia rosyjska: całkowicie obok tematu. Włochy i Anglia to naturalni sojusznicy. Zgroza! Nasze zadanie to zmiażdżenie bolszewizmu. Bolszewizm to żydowska sprawka! Musimy przejąć dziedzictwo Rosji! 180 milionów (ludności)! Odszkodowanie dla książąt! Prawo musi pozostać prawem. Również w stosunku do książąt. Problemu własności prywatnej nie naruszać! Straszne! Program wystarczający! Zadowolony z niego. (...) Krótka dyskusja. Przemawia Straßer. Z przerwami, drżąc, niezręcznie, ten dobry, uczciwy Straßer, o Boże, jak niewiele wyrośliśmy ponad poziom tych świń z dołu (Goebbels ma na myśli południowe Niemcy, zresztą również i w NSDAP dał się odczuć konflikt na linii Północ-Południe)! Półgodzinna dyskusja po czterogodzinnej mowie (Straßera)! Bzduro, ty zwyciężasz! Nie mogę powiedzieć słowa! Jak by mi kto dał w łeb. (...)  Straßer całkowicie wytrącony z równowagi! (...) Chyba jedno z moich największych życiowych rozczarowań. Już nie wierzę bez reszty w Hitlera. Okropne jest to, że utraciłem wewnętrzne oparcie. Pozostała ze mnie jeszcze tylko połowa. (...)

W środę do Straßera. Propozycja: Kaufmann, Straßer i ja idziemy do Hitlera, aby jak najpilniej z nim pomówić. Nie powinien pozwolić, aby kierowały nim te lumpy z dołu. (...)



 22 LUTEGO 1926 r.


 (...) Do pociągu! Z Otto Straßerem! Przez całą noc. Polski korytarz! Polityczny obłęd! Jakim jesteśmy zasranym narodem! Spotykam w pociągu gauführera (NSDAP) w Prusach Wschodnich Scherwitza. W porządku. Razem z nim do Gierdawy. List do Hitlera! Skargi na Streichera. List do Streichera. Russig bezczelny.

Wieczorem zgromadzenie. Obywatele! Marnie! Do Królewca. Piękne miasto. Stary port! Katedra! Pokój Kanta (Immanuela Kanta - niemieckiego filozofa żyjącego w XVIII wieku). Nie mam do Kanta żadnego osobistego stosunku. Bezkrwisty! Tylko jedno! Imperatyw kategoryczny! Katedra! Stara i wypełniona historią! Czuje się ją na każdym kroku. Wieczorem ogromne zgromadzenie! W operze! Przemawiam przez 3 godziny. Cisza, wszyscy wstrzymują oddech. I potem wielka owacja. 

Następnego dnia! Cały oddział odprowadza mnie na dworzec. Scherwitz jedzie ze mną. Malbork! Zamek niemieckich rycerzy. Już zmierzcha. Idę przez wysokie komnaty. Jestem wstrząśnięty. Jak wielcy byli to ludzie. I jak wielkie były ich myśli. Sypialnia Wielkiego Mistrza. To jest komnata! Refektarz. Tu oblegali Polacy (w 1410 po bitwie pod Grunwaldem i potem w 1457, 1459 r. Ostatecznie Malbork został zdobyty w sierpniu 1460 r.). Jedna kolumna podtrzymuje sklepienie komnaty. Na zewnątrz rozpętała się burza. Historia wokół mnie. Jacyż my jesteśmy mali! (...)

W nocy dalej. Śpię! W którymś momencie na wpół rozbudzony. Korytarz, korytarz! Widzę Malbork, niemieckich rycerzy zakonnych, wielki cały ród. Jak trudno w to uwierzyć. (...)







 
CDN.
 

HISTORIA ANTYKULTURY - Cz. I

A WIĘC WOJNA...!



 

"Z KOMUNISTAMI SIĘ NIE ROZMAWIA, 
DO KOMUNISTÓW SIĘ STRZELA!"

JÓZEF MACKIEWICZ



 Uff, jak gorąco - upał leje się z nieba, więc taki czas najlepiej spędzić gdzieś nad wodą lub ewentualnie w górach (choć ja bezapelacyjnie preferuję morze). Niestety mnie nie uda się chyba w tym roku wyrwać na jakiś dłuższy wypad na urlop - nad czym boleję (czasem sobie myślę że naprawdę odpocznę dopiero po śmierci). Niestety, obecny upalny czas łączy się jeszcze nierozerwalnie z dwoma kolejnymi aspektami. Pierwszym jest (ogłaszany coraz stanowczo) nawrót epidemii Covid-19, a co za tym idzie odnawianie wcześniejszych obostrzeń. Rządy jakoś dziwnie zgodnie postępują w kierunku przywrócenia ograniczeń i ponownego odebrania nam pełni praw obywatelskich i społecznych (wiadomo, łatwiej się kieruje ludźmi, którzy czują strach przed jakimś - prawdziwym lub wykreowanym - zagrożeniem, i w imię własnego bezpieczeństwa gotowi są znacznie ograniczyć swoje prawa obywatelskie). Co prawda u nas, w Polsce rząd na razie nie mówi nic o przywracaniu obostrzeń (choć takie półgębki się pojawiają tu i ówdzie) to jednak wcale nie oznacza że tak nie nastąpi jesienią, gdy okaże się że epidemia narasta i każdy ponownie jest zagrożony niechybną śmiercią (😉), a jedynym ratunkiem będzie szczepionka - nad którą już pracują naukowcy finansowani przez Billa i Melindę Gates. Przerażeni ludzie zaczną więc masowo się szczepić, nie zaprzątając sobie nawet głowy tym, co w takich szczepionkach może się znajdować (i tu małe wyjaśnienie - ja nie jestem durnym przeciwnikiem szczepień i nie powielam anty-szczepionkowych haseł, ja jedynie pragnę zwrócić uwagę że szczepionka wyprodukowana przez laboratoria należące do człowieka który jawnie dąży do światowej depopulacji i który oficjalnie wspiera aborcję oraz utrzymuje przyjazne kontakty zarówno z międzynarodowymi marksistami - jak choćby dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia Teodros Adhanom - oraz z komunistami z Chin - nie zasługuje na zaufanie, i uważam że bez dokładnej znajomości składników które się w owej szczepionce znajdą - oraz jaki mają one wpływ na nasze zdrowie - ludzie nie powinni przyjmować tych szczepionek). A do tego właśnie próbuje się nas zmusić, poprzez - najpierw powracającą epidemię medialnego strachu przed powrotem pandemii koronawirusa, a następnie powrotem obostrzeń i wymuszeniem na społeczeństwach przymusowych szczepień (również poprzez najróżniejsze zachęty czy nagrody, np. zaszczepieni będą mieli prawo do pełnego korzystania z uciech życia, zaś ci niezaszczepieni będą stopniowo stygmatyzowani i będzie im się utrudniało nawet głupie zrobienie zakupów w sklepie, lub nakładało ogromne kary finansowe).

To jedna sprawa, a jest jeszcze druga strona tego "medalu" - czyli kolejna ofensywa marksizmu antykulturowego, jak zwykle wymierzona przede wszystkim w Polskę i Węgry. Ostatnie wydarzenia, związane z odrzuceniem przez Komisję Europejską wniosku o dofinansowanie kilku polskich samorządów z unijnego programu "Partnerstwo miast", z powodu rzekomego wprowadzenia tzw.: "stref wolnych od lgbt" - dobitnie pokazuje w jakiej fazie rewolucji neomarksistowskiej już się znajdujemy. Do tego doszło również wczorajsze (dokładnie popełnione w nocy 29/30 lipca) sprofanowanie kilku warszawskich pomników (w tym pomnik Chrystusa niosącego krzyż sprzed kościoła św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu, oraz pomnik warszawskiej Syrenki, Kopernika i paru innych) poprzez umieszczenie na nich tęczowych szmat lgbt. Te dwa wydarzenia (i to zaledwie z ostatnich dni, bowiem praktyka taplania w błocie i kale polskości, chrześcijaństwa, wartości rodzinnych i normalności trwa już od dłuższego czasu) dobitnie pokazują że jesteśmy w przededniu krwawej, neomarksistowskiej rewolucji i tak naprawdę jesteśmy obecnie jedyną tak dużą (i w miarę silną) ostoją normalności w tej popapranej Europie, budowanej na kształt pomysłów Spinell'ego, Marcuse'a czy Horkheimera. To rewolucja - czyli wojna, a podczas wojny wszelkie sentymenty schodzą na plan dalszy i liczy się tylko to, jak bardzo można będzie pognębić wroga. Do tego dochodzi oczywiście kwestia wypowiedzenia przez Polskę (nie wyobrażam sobie aby to nie doszło do skutku, choć już widać w pisowskim obozie pewne "trzęsienie kuperkami") tzw.: "konwencji stambulskiej", która w teorii (jak zwykle - widział bowiem ktoś kiedyś aby marksiści kogoś nie chronili? Przecież całe jestestwo tej ideologii zbudowane jest na pasożytniczym poszukiwaniu ofiary, którą potem będzie można "wyzwalać" - nawet do końca świata i jeden dzień dłużej) ma chronić kobiety przed przemocą domową. W rzeczywistości jest to zwykły, neomarksistowski bełkot ideologiczny, który jedyne co powoduje, to tworzy większą biurokrację i wprowadza tylnymi drzwiami nowe pojęcia, będące skutecznymi wytrychami do walki politycznej ze społeczeństwem i państwem, rodziną i normalnością. Gdyby bowiem konwencja - zwana "antyprzemocową" -  powodowała spadek przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinach, to takie państwa jak Szwecja, Dania, Francja czy Niemcy byłyby oazami bezpieczeństwa, a przecież wcale tak nie jest (w rok po owych haniebnych gwałtach na kobietach w Kolonii w sylwestrową noc 2015 r., burmistrz tego miasta - Henriette Reker poleciła kobietom, aby odtąd... nosiły na ręku odblaskowe opaski, na których miało być napisane "nie gwałć mnie" 😂. Jakież to piękne - prawda? A jeśli dodam jeszcze że madame Reker jest feministką, to mamy już pełne spektrum owej bezgranicznej troski o kobiety ze strony feministycznych ideologów).



 RANKING AGENCJI PRAW PODSTAWOWYCH 
UNII EUROPEJSKIEJ, DOTYCZĄCY 
PRZEMOCY WOBEC KOBIET W EUROPIE




Natomiast - o zgrozo - gdzie jest najmniejszy odsetek przemocy wobec kobiet i w ogóle przemocy w rodzinie (gdyż mężczyźni także doświadczają przemocy ze strony swoich partnerek, choć jest to głównie przemoc psychiczna). Otóż okazuje się że najmniejszy odsetek aktów przemocy w Europie doświadczają kobiety właśnie w krajach katolickich, takich jak: Hiszpania, Austria, Chorwacja, Portugalia, Włochy i Węgry. Natomiast na ostatnim miejscu w rankingu - zamówionym przez Agencję Praw Podstawowych Unii Europejskiej - jest właśnie... Polska. U nas feministyczna "kultura gwałtu" praktycznie nie istnieje, a ranking odzwierciedla nie tylko skalę przemocy oficjalnej, ale przede wszystkim realnej, gdyż - co znów obala feministyczne teorie, mówiące że w Polsce ten odsetek jest tak mały, ponieważ Polki są tak totalnie zastraszone przez swych oprawców, że boją się zgłaszać takie akty przemocy na policję - otóż okazuje się że Polki należą do europejskiej czołówki kobiet, które są doskonale świadome zarówno swoich praw jak i aktów przemocy, którym zostałyby poddane (chodzi tutaj zarówno o przemoc fizyczną jak i psychiczną). Poza tym Polska charakteryzuje się najmniejszą liczbą przypadków molestowania seksualnego dziewczynek poniżej 15 roku życia, a także przemocy fizycznej wobec dziewcząt w ogóle. Natomiast (co ciekawe 😏) największy wskaźnik przemocy wobec kobiet, odnotowują te państwa, w który neomarksistowska rewolucja antykulturowa odniosła jak dotąd największe sukcesy, czyli właśnie: Dania, Finlandia, Szwecja, Holandia, Francja, Wielka Brytania i oczywiście Niemcy. Coś więc jest nie tak. Skoro bowiem "antyprzemocowa" konwencja stambulska tak skutecznie walczy z przemocą wobec kobiet, to dlaczego w tych krajach, w których już ona obowiązuje, są tak negatywne wskaźniki? Co się więc stało? Ano, auto muchę przejechało i na końcu dachowało 😉. Jak zwykle jeśli chodzi o marksistów, komunistów, bolszewików, nazistów, genderystów i innych lgbciarzy - jak czegoś nie ma, to należy to stworzyć i następnie deklarować że walczy się w jego obronie (a najlepiej do tego nadają się kobiety, imigranci, czarnoskórzy, homoseksualiści etc. etc.). Wyzwalana ofiara jest nieważna, ważne jedynie aby narracja o ciągłym "wyzwalaniu" owej ofiary była nieustannie powielana i aby na tym przykładzie skutecznie zamykać usta swym przeciwnikom politycznym (oskarżając ich np. o faszyzm, nietolerancję, rasizm lub o akceptację przemocy wobec kobiet), oraz zastraszać całą resztę (ile już firm, ile instytucji lub ile prywatnych osób ugięło się i zaczęło przepraszać za swe rzekome "zbrodnie", gdy lewicowa maszyna - wsparta ogromnymi pieniędzmi z korporacji lub ze wspierających rewolucję rządów - skierowała przeciw nim swój atak).

To jest wojna i jedynie osoby całkowicie ślepe i głuche nie dostrzegają że Polska już znalazła się w jej centrum. Jesteśmy i będziemy atakowani (mimo że rząd Morawieckiego bardziej przypomina  ugodowych technokratów, niż jakąkolwiek realną konserwatywną i chrześcijańską alternatywę dla tego postępującego i tworzonego z zimną kalkulacją oraz dokładnie przemyślanego, lewicowego szaleństwa), ponieważ dla marksistów jakikolwiek (nawet najmniejszy) wyłom od ich ideologii - która już stała się w Unii Europejskiej nową religią - jest nie do przyjęcia i eurokraci oraz cała banda feministek, genderystów i lgbtowców dostaje prawdziwej furii, gdy musi wciąż jeszcze tolerować w Europie tych podłych konserwatystów i chrześcijan. Przecież miało być tak pięknie, kolorowo i tęczowo, a tu jakieś polskie samorządy ośmielają się przyjmować Karty chroniące rodziny i deklarować swój sprzeciw wobec promocji (w szkołach, na uczelniach wyższych i w mediach) ideologii lgbt i ideologii gender. Należy czym prędzej skierować tam nasze "tęczowe" oddziały, które przykładnie nauczą (czytaj: wymordują) te nazistowskie świnie i ponownie zaprowadzą tam marksistowski porządek. Problem polega na tym, że Unia Europejska nie ma jeszcze swoich sił zbrojnych, więc - na razie - musi jedynie odebrać tym faszystom pieniądze, ale gdyby tylko była już armia europejska (najlepiej złożona w większości z brodatych "lekarzy" z Bliskiego Wschodu), to można by było zaprowadzić tam prawdziwie europejskie porządki - porządki grobowe (Niemcy mają już w tym wprawę). Obecna sytuacja ma wymusić na Polsce posłuszeństwo, gdyż w przeciwnym razie pojawi się straszak w postaci odebrania funduszy na programy lokalne (i nie tylko). Szkoda, że owi zagrzebani w swej ideologicznej papce eurokraci, nie dostrzegają że nasz kraj jest już płatnikiem netto w Unii Europejskiej, co oznacza że więcej pieniędzy wpłacamy, niż z niej dostajemy (oczywiście nie wspominam już o tym, że prawie 90 centów z 1 euro jakie "otrzymuje" Polska z Unii, z powrotem wraca do Niemiec, do Francji, czy do Holandii...). "A więc wojna!" - jak rzekł w swej sławnej przemowie przed sejmem (5 maja 1939 r.) minister Józef Beck - a na wojnie nie ma zgniłych kompromisów, tym bardziej że druga strona reprezentuje odhumanizowaną antykulturę, totalitarną ideologię i ogłupiający fanatyzm. Ta ideologia to marksizm, to komunizm a z komunistami - jak pisał Józef Mackiewicz - się nie rozmawia, do komunistów się strzela. Nie ma z nimi żadnego kompromisu. Wcześniej bolszewicy wywieszali swoje czerwone szmaty na naszych pomnikach (a potem je burzyli stawiając swoje własne), dziś zaś czynią to ich pogrobowcy - ideolodzy lgbt i gender, wieszając tam swoje tęczowe "chusteczki do nosa".




Ja sam przyznam się szczerze, nie potrafiłbym spojrzeć sobie w twarz, nie potrafiłbym zachować szacunku do samego siebie, jeślibym tylko uczynił jakikolwiek nawet gest uległości wobec tej marksistowskiej bandy i nie ma znaczenia czy byłoby to przyklęknięcie przed Black Lives Matter lub też cokolwiek innego (notabene ostatnio w trakcie zamieszek w Portland, jakiś biały pedofil z antify, próbował zamordować czarnoskórego youtubera o przezwisku "Black Rebel", który jednocześnie był zwolennikiem Donalda Trumpa. I co? Cisza, w mediach głównego nurtu zero informacji na ten temat. Dlaczego? Czyżby czarne życie jednak nie miało znaczenia dla tych suk...ów? Z przestępcy i narkomana George'a Floyda uczyniono wręcz nowego świętego, zaś tutaj zginąłby kolejny czarnoskóry człowiek - piszę "kolejny" ponieważ tych śmierci czarnoskórych obywateli USA było ostatnimi czasy dość sporo, a większość z nich spowodowana była atakiem na ich mienie. Nie chcieli oddać, to zostali zabici - i cisza. Jak widać, te czarne życia dla amerykańskiej lewicy nie mają już żadnego znaczenia, a to znów pokazuje jak marksistów obchodzą murzyni, kobiety czy homoseksualiści. Wszyscy oni są jedynie "mięsem armatnim", mającym przysłużyć się upadkowi kultury, tradycji, rodziny i historii, oraz stworzyć podstawy nowego totalitaryzmu, w którym ludzie będą całkowicie kontrolowani i hodowani - jak zwierzęta). Ja chcę żyć i umrzeć jako człowiek wolny. Pragnę również, aby moi siostrzeńcy i ewentualne dzieci żyły w wolnym kraju. Dlatego też nie jestem w stanie zaakceptować choćby promila tego, co ze sobą reprezentuje współczesna ideologia marksistowska. Życie przecież nie po to jest, aby jeść, kopulować i wydalać, tylko po to, aby rozwijać się intelektualnie i moralnie, aby zdobywać wiedzę i doświadczenie i aby bronić słabszych i chronić wartości drogie naszemu sercu. Rotmistrz Witold Pilecki nie namyślał się długo, gdy postanowił dać się złapać Niemcom i trafić do obozu koncentracyjnego w Auschwitz, tylko po to, aby spróbować (gdyż gwarancji nie było żadnej) zorganizować tam ruch konspiracyjny, który doprowadziłby do buntu i wyzwolenia więźniów, połączonego z atakiem oddziałów Armii Krajowej i bombardowaniem obozu przez alianckie lotnictwo. Niestety, Amerykanie i Brytyjczycy mieli ważniejsze sprawy na głowie, niż ratowanie ludzi idących na śmierć w niemieckich obozach zagłady i do takiego ataku nie doszło. Pilecki musiał więc stamtąd czym prędzej uciekać i uciekł. A potem katowali go komuniści i to katowali w sposób nieludzki (jak wspominał syn Tadeusza Płużańskiego: Witold Pilecki "był torturowany wręcz barbarzyńsko: zdarto mu paznokcie, z nóg, miażdżono mu jądra, nadziewano go na nogę od stołka. Katowany był w sposób nieludzki"), sam potem przyznał swej małżonce: "Marysiu, Auschwitz to była igraszka". A mimo to nie dał się złamać. Tak samo do końca wierni swym ideałom, walczyli i ginęli za Wolną i Niepodległą Polskę Żołnierze Niezłomni - za co nieśmiertelna im Cześć i Chwała.





"BO CHCIAŁEM ŻYĆ INACZEJ, 
NIE MOGŁEM BYĆ JAK ONI. 
WOLAŁEM ZGINĄĆ W WALCE 
NIŻ SKUTY GDZIEŚ W NIEWOLI"    





Chciałbym jeszcze zamieścić fragment wywiadu, przeprowadzonego z europosłem - Ryszardem Legutko - na temat obecnych wydarzeń w Polsce, Europie i Unii Europejskiej:


Komisja Europejska odrzuciła sześć wniosków o środki na projekty w ramach unijnego programu "Partnerstwo miast". Uczyniła to nie z powodów merytorycznych, ale stricte ideologicznych, z powodu ochrony przez te samorządy rodziny i wprowadzenia tzw. stref wolnych od ideologii LGBT. Jest to co najmniej niepokojące, bo wygląda na to, że środowiska lewicowo-liberalne nie cofną się przed niczym, żeby wymusić na Polsce wprowadzenie ideologii gender.

To nie powinno być nic zaskakującego, ponieważ ideologia gender i LGBT jest bardzo mocno osadzona w Unii Europejskiej. Tam przecież co drugi dokument mówi o tym. To jest dla nich sprawa święta, więc można się było tego spodziewać. To oczywiście jest zupełnie bezprawne.  Tu nie chodzi o dyskryminację ludzi, tylko chodzi o to, żeby na przykład w szkołach nie prowadzić tej propagandy, chronić prawa rodziny i nauczać o kluczowej roli rodziny, żeby się sprzeciwiać eksperymentom moralnym i społecznym. Już nie mówiąc o tym, że LGBT, co ostatnio mogliśmy widzieć w Warszawie, to ideologia silnie antychrześcijańska, często uciekająca się do bluźnierstw i do rzeczy, które bardzo boleśnie gwałcą uczucia religijne Polaków, co zresztą widać na każdej paradzie homoseksualistów, gdzie te wątki bluźniercze są zawsze wyeksponowane. Mamy tu więc do czynienia z kwestią wolności słowa i wolności sumienia, zatem tak należy rozumieć te oświadczenia, te deklaracje niektórych samorządów.  Komisja Europejska to jest coraz bardziej instytucja monoideologiczna, lewicowa, która próbuje tę ideologię narzucić, uciekając się właśnie do takich ewidentnie bezprawnych zabiegów. Powtarzam raz jeszcze: bezprawie to jest drugie imię Unii Europejskiej.

Nie ma żadnej podstawy prawnej do podejmowania tego typu decyzji, jakie podjęła KE, czyli kierowania się kwestiami ideologicznymi a nie wykładnią prawa i procedurami obowiązującymi przy przyznawaniu i wypłacaniu pieniędzy. Pytanie, gdzie polskie samorządy mogą się teraz odwołać, żeby zaskarżyć tą decyzję?

Myślę, że w tej sprawie powinna być presja polityczna, bo mam bardzo poważne wątpliwości, czy jakakolwiek inna instytucja europejska jest zdolna do tego, żeby stanąć po stronie polskich samorządów i po stronie traktatów i prawa. Te wpływy ideologii gender są niesłychanie silne. Oni się nie odważą wystąpić przeciw temu. Nawet Trybunał Sprawiedliwości się nie odważy. Atmosfera w tej chwili w Europie jest taka, że ktoś kto występuje przeciw temu, to czeka go śmierć cywilna i staje się przedmiotem niezwykle brutalnych ataków - on i jego rodzina. Jest więc taka atmosfera zastraszenia, że jedyna rzecz, jaką można zrobić, to walczyć z tym. Na sprawiedliwość nie ma co liczyć. (...) Jak już wielokrotnie podkreślałem, w krajach zachodniej części Europy rozrasta się nowy despotyzm, który jest coraz groźniejszy i z którym trzeba walczyć. Ma on poparcie dużych instytucji a także niektórych rządów i tam są pieniądze. Popierają to też wielkie korporacje. Sytuacja jest bardzo groźna. Sprawa naszych samorządów to jest część większej całości. Chodzi po prostu o każdą organizację, grupę społeczną, która się nie chce podporządkować i która natychmiast bywa karana. Zresztą obserwujemy to w Polsce, jak rozmaite wydawałoby się silne grupy, korporacje się uginają, przepraszają, podlizują się, płaszczą, stosują cenzurę wobec swoich członków. Widzimy to nawet w Polsce, mimo że Polska jest jednym z niewielu krajów, gdzie jeszcze wolność jest, więc jeżeli tu nie obronimy, to może być źle i z pewnością instytucje europejskie nie będą nas chronić, bo one są po drugiej stronie. One są po stronie tego despotyzmu.

(...) Jak w tej sytuacji skutecznie bronić wartości? Jakie mamy narzędzia, jeżeli okazuje się, że prawo nie może zostać zastosowane, bo nikt go w Unii za bardzo nie przestrzega?

Musimy przede wszystkim bronić się tutaj, w Polsce, nie dać się zastraszyć. Musimy zwracać uwagę na niebezpieczeństwa. Musimy mówić o tym despotyzmie, który przychodzi walczyć przy pomocy cenzury. Jeśli chodzi o sposoby zewnętrzne, to szukać sojuszników. Są jednak grupy w Europie, one nie są liczne, są dość słabe i zastraszone, ale rozumieją, co się dzieje. To nie jest sprawa jakichś zmian kosmetycznych, to jest jakaś wielka inżynieria społeczna, która się dokonuje. To jest neokomunizm. Trzeba bić na alarm. Nie można ustępować. Nie można tu działać na zasadzie kompromisu. Ta druga strona nie chce kompromisu, ona chce nas całkowicie wyeliminować. Tu zatem nie ma mowy o jakiejkolwiek łagodności i perswazji. Albo my, albo oni.


CAŁOŚĆ: TUTAJ



Na zakończenie dodam jeszcze jedną rzecz. W tym temacie rozpocznę prezentowanie historii antykultury, tak, jak to zostało przedstawione w książce Krzysztofa Karonia pt.: "Historia Antykultury. Podstawy wiedzy społecznej". Oczywiście skupię się na kluczowych rozdziałach i fragmentach (postaram się jednak nie przepisywać tutaj całej książki, a to choćby z szacunku dla pracy intelektualnej autora). Jednak poznanie podstawowych pojęć marksizmu (czego nie naucza się w szkołach ani na uniwersytetach), jest bowiem kluczowe dla zrozumienia tego, co się dzieje wokół nas i do czego to wszystko prowadzi. Oczywiście odpowiedź jest jasna: prowadzi to do totalitaryzmu i do mordów, bowiem każdy lewicowy pomysł na "wyzwolenie ofiar" kończył tak samo: obozami zagłady i stosami pomordowanych w przemysłowy wręcz sposób. Ludzka istota ma bowiem silnie zakodowaną potrzebę wolności i sprawiedliwości (niektórzy tylko boją się do tego przyznać), zaś marksizm nie ma nic, totalnie NIC wspólnego z wolnością i sprawiedliwością, natomiast jest ich całkowitym zaprzeczeniem. I dlatego w kolejnej części zaczniemy od pojęć podstawowych, takich jak: Wolność, Zniewolenie, Własność, Dobrobyt, Autorytaryzm, Totalitaryzm czy Kultura. Potem zaś przejdziemy do piramidy ludzkich potrzeb i motywów, oraz do innych kwestii, które wyjaśnią nam obecny stan powszechnej rzeczywistości.



ŻOŁNIERZE WYKLĘCI/ŻOŁNIERZE NIEZŁOMNI
ZARÓWNO DLA POKOLEŃ: JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO
 I LEOPOLDA KULI-LISA




 CDN.

wtorek, 28 lipca 2020

MEMORIAM - Cz. XVIII

VIRGINES VESTALES i TRZY CIOSY





 

 UMIŁOWANY POKÓJ

I ZŁUDNE NADZIEJE 

SIEDEMDZIESIĄTYCH LAT

Cz. III



 

ILU NIEWOLNIKÓW, TYLU WROGÓW!

 
 Wytęskniony przez wszystkich pokój, który miał nastać po zakończeniu sullańskich proskrypcji (z lat 82-81 p.n.e.), śmierci Korneliusza Sulli (78 r. p.n.e.) i stłumieniu rebelii Lepidusa (77 r. p.n.e.), wcale nie zamierzał nawiedzać italskiej ziemi. Wręcz przeciwnie, na Zachodzie, w Hiszpanii wciąż trwały walki ze zbuntowanym Sertoriuszem, na Wschodzie zaś wybuchła kolejna wojna (74 r. p.n.e.) z władcą Pontu, królem Mitrydatesem Eupatorem. Toczyła się również walka z piratami, którą prowadził pretor (roku 74 p.n.e.) Marek Antoniusz Kreteński. Ten wódz, wzorem Serwiliusza Izauryjskiego i swego ojca Marka Antoniusza Retora, prowadził teraz walki na Krecie (tamci toczyli walczyli z piratami w Cylicji) - przeciw tamtejszym piratom, zaś w tym samym czasie Gajusz Skryboniusz Kurion toczył mężne boje w Tracji z barbarzyńskimi Dardanami. A poza tym Italię nawiedziły wówczas trzy dodatkowe ciosy, które spadły na Rzym, niczym grom z jasnego nieba. Zaczęło się od klęski głodu w samym Rzymie (75 r. p.n.e.), spowodowanej zatrzymaniem transportów zboża dla miasta i przecięciem szlaków morskich z Afryki (Sertoriusz) i Egiptu (Mitrydates, piraci). Pompejusz słał wówczas rozpaczliwe listy do Rzymu, sugerujące że senatorowie pragną zagłodzić jego armię w Hiszpanii i groził porzuceniem walki z Sertoriuszem oraz powrotem do Italii. Kryzys ten został nieco załagodzony, gdy prokonsul Sycylii - Gajusz Licyniusz Sacerdos doprowadził do spadku cen sycylijskiego zboża (74 r. p.n.e.), dzięki czemu władze mogły je wykupić po znacznie zaniżonych cenach (co jednak nie spotkało się z aprobatą Sycylijczyków i doszło tam do wielu protestów które groziły nawet wybuchem jakieś lokalnego buntu). Zresztą tego roku (74 p.n.e.) zima była niezwykle ostra i nierzadko zdarzały się nawałnice, które uszkodziły wiele domostw w samym Rzymie i w całej Italii. Nikt jednak nie podejrzewał, że jest to dopiero początek tego, co dopiero miało nadejść.

Rzym w tym czasie żył jednak głównie sprawami obyczajowymi, takimi jak afera Cetegusa, czy próba zmobilizowania ludu do walki z ustrojem sullańskim i przywrócenia praw braci Grakchów, podjęte z inicjatywy trybuna ludowego - Lucjusza Kwinkcjusza. Warto na moment zatrzymać się nad sprawą Cetegusa (gdyż demagogia Kwinkcjusza, który pewnie chętnie wszedłby w buty Lepidusa i ruszył na Rzym, gdyby tylko uzyskał podobne do niego poparcie i zebrał wojsko), gdyż jego konflikt z Lucjuszem Licyniuszem Lukullusem, spowodował wyjście na jaw pewnych haniebnych praktyk. Otóż ów Publiusz Korneliusz Cetegus - który wcześniej pełnił funkcję menniczego i został umieszczony na liście proskrypcyjnej dyktatora Sulli, jednak udało mu się (nie jest wyjaśnione w jaki dokładnie sposób) wykupić od śmierci i pojednać z Sullą. Po zgonie Sulli ów Cetugus zdobył sobie spore poparcie polityczne i zaczął ostro uderzać w Lukullusa oraz ganić go za błędy wojenne, popełnione na Wschodzie. Jednocześnie urządzał w swej willi uczty dla wybranych, podczas których dochodziło do najbardziej haniebnych praktyk seksualnych, jak brutalna defloracja młodych dziewcząt i chłopców (z reguły byli to niewolnicy), oraz oddawanie się zbiorowym praktykom orgiastycznym. Gdy sprawa ujrzała światło dzienne (ujawnił ją właśnie Lukullus), Cetegus utracił dotychczasowe poparcie ludu i wycofał się w cień, czekając na okazję do zemsty (ta nadarzyła się dopiero dziesięć lat później - w 63 r. p.n.e. podczas spisku Katyliny). Natomiast Lukullus znacznie zyskał w oczach ludu i tym samym umocnił swą popularność (konkurował o nią z Pompejuszem i Krassusem). I właśnie wówczas, gdy już wydawało się że niegodziwe postępki zostały ujawnione i skutecznie zakończone - wtedy właśnie spadł na państwo cios drugi.

Dwie Dziewice Westy (Virgines Vestales) zostały przyłapane na złamaniu ślubów i potajemnym spotykaniu się z mężczyznami. Czterdzieści lat wcześniej (114 r. p.n.e.) doszło do podobnego świętokradztwa popełnionego przez trzy westalki: Emilię, Licynię i Marcję - pochodzące ze znanych i szanowanych rodów. Wówczas jednak - pomimo prób ocalenia dwóch ostatnich kobiet, ostatecznie dzięki determinacji sędziego Lucjusza Kasjusza (autora stwierdzenia że winnych należy szukać przede wszystkim wśród tych, którzy najwięcej na danej sprawie skorzystali - były to sławne słowa: "cui bono" - "na czyją korzyść"), zostały one skazane zgodnie z prawem na zakopanie żywcem w grobowcu na Polu Zbrodniczym. I nie pomogli im wówczas wpływowi krewni (Marek Emiliusz Lepidus, Lucjusz Licyniusz Krassus czy Marcjusz Filip), nie pomógł nawet sam Najwyższy Kapłan (Lucjusz Cecyliusz Metellus), gdyż obawa przed gniewem bogini Westy była tak silna, iż nie sposób było owe kobiety ocalić. Teraz jednak, czterdzieści lat po tamtych wydarzeniach gdy sytuacja się powtórzyła, okazało się że westalki które dopuściły się tak wielkiego świętokradztwa, zyskały jednak spore grono obrońców i wyrokiem sądu zostały oczyszczone z zarzutów. Bogini jednak patrzy dalej niż ludzie i dostrzega niegodziwość w sercach tych, którzy bezczelnie łamią jej śluby. Gniew bogini również jest srogi i spaść musi na krnąbrne miasto, łamiące boże prawa i przykazania. Tak było, gdy pierwsza westalka - Optimia, złamała śluby i bogowie odrzucili ofiary (485 r. p.n.e.), tak było, gdy Orbinia dopuściła się aktu nieczystości (472 r. p.n.e.) i bogowie zesłali na miasto zarazę (głównie dotknęła ona kobiety w ciąży), tak było, gdy westalka Minucja umiłowała sobie kolorowe suknie (334 r. p.n.e. - notabene nie udowodniono jej wówczas winy cudzołóstwa, a skazano na śmierć jedynie za noszenie kolorowych sukien i biżuterii, co też - według arcykapłana - miało prowokować mężczyzn do czynów świętokradczych), sześćdziesiąt lat później (273 r. p.n.e.) w jej ślady poszła niejaka Sekstylia (też nie została skazana za oddanie się mężczyźnie, a jedynie za "prowokowanie ubiorem i zachowaniem"). U progu pierwszej wojny z Kartaginą (264 r. p.n.e.) o zhańbienie przybytku Westy, oskarżono młodą Kapparonię - która aby nie doświadczyć upokarzającej śmierci zakopania żywcem w grobowcu, popełniła samobójstwo. Po sromotnej klęsce kannijskiej (z 216 r. p.n.e. zadanej Rzymianom przez Hannibala), ujawniono cudzołóstwo dwóch kolejnych westalek: Opimii i Floronii (co miało być powodem kary bożej). I one skończyły w ziemi. Potem przez kolejne sto lat był spokój, aż do ujawnienia zbrodni świętokradztwa Emilii, Licynii i Marcji (114 r. p.n.e.).




Uniewinnienie owych dwóch westalek (w 73 r. p.n.e.), choć zdarzało się już w przeszłości (np. uniewinnienie starszej kapłanki Emilii w 178 r. p.n.e. gdy znużona poszła spać, a straż przy zniczu "wiecznego ognia" pozostawiła nowicjuszce, która go nie dopilnowała i ogień zgasł. Była to zbrodnia najłagodniej karana chłostą, najdotkliwiej zaś - karą śmierci. Emilia została wówczas oczyszczona z zarzutów, ale owa nowicjuszka otrzymała karę chłosty, którą oczywiście wykonywał Najwyższy Kapłan - Pontifex Maximus. Innym znów razem - data nieznana - oskarżono o cudzołóstwo niejaką Tukcję, ale gdy przeszła próbę niewinności - darowano jej życie), okazało się jednak błędem, który szybko się zemścił. Tego samego bowiem roku, w Kapui, w szkole gladiatorów niejakiego Lentulusa Batiatusa doszło do buntu tamtejszych niewolników prowadzonych przez Traka Spartakusa, Gala Kriksosa i drugiego Gala Ojnomaosa. Wraz z nimi zbiegło z Kapui 64 gladiatorów, którzy (po zdobyciu pewnej ilości broni) schronili się na górze Wezuwiusza. Nie można było tego faktu nie połączyć z zemstą bogini Westy na świętokradztwo wyświadczone przez Rzymian, którzy uniewinnili kapłanki łamiące śluby dziewictwa (Westa była bowiem boginią ogniska domowego, zaś niewolnicy byli cześcią familiares czyli właśnie ognisk domowych. Dla Rzymian sprawa była więc jasna). Gladiatorami stawali się najczęściej jeńcy wojenni z innych ludów, zbrodniarze skazani na arenę, dezerterzy z rzymskiej armii a także wolni ludzie, którzy (z różnych względów - najczęściej w wyniku jakiegoś życiowego niepowodzenia, bankructwa, długów, lub po prostu chęci zarobienia trochę pieniędzy i przeżycia "męskiej przygody") dobrowolnie zgłaszali się do szkół gladiatorskich (tych ostatnich zwano auctorati i byli to ludzie wolni, którzy nie musieli sypiać na terenie szkoły i mogli udać się na noc do swoich domów i żon - jeśli je posiadali - po czym rankiem ponownie zgłaszać do odbycia szkolenia. Jednak fakt iż byli wolni, wcale nie chronił ich przez chłostą za przewinienia, zakuwaniem w kajdany, a nawet... karą śmierci - jeśli na to zasłużyli. Od chwili bowiem gdy podpisali umowę, do czasu aż spłacili uzgodnione wcześniej wykupne - podlegali takiej samej surowej dyscypilnie na równi z innymi niewolnikami).




Podczas ćwiczeń gladiatorom nie dawano do rąk prawdziwej broni, a jedynie drewniane jej imitacje. Było to spowodowane nie tyle obawą przed buntem gladiatorów (które zdarzały się bardzo rzadko i w zasadzie prócz buntu Spartakusa, z tych najsławniejszych można jeszcze wymienić ucieczkę prawie 80 gladiatorów ok. 280 r. naszej ery, w czasach rządów cesarza Marka Aureliusza Probusa) ile troską o ich życie (każdy niewolnik który stawał się gladiatorem, otrzymywał darmowe jedzenie i kobiety, a w zamian musiał jedynie walczyć na arenie dla swego protektora i sławić jego szkołę. Natomiast wielu gladiatorów desperacko odbierało sobie życie, byleby tylko uwolnić się z owej niewoli. Niektórzy - nie mogąc przebić się mieczem podczas ćwiczeń - uciekali się do takich praktyk, jak wkładanie głowy pomiędzy szprych jadącego wozu, lub też wbijanie sobie w szyję ostrych kawałków drewna. Niektórzy dokonywali zbiorowego samobójstwa już na arenie - jak to miało miejsce w 391 r., gdy 29 jeńców z ludu Saksonów, własnoręcznie przebiło się bronią którą dano im do walki. Takie przykłady "walk bez nienawiści" - jak to ujmują rzymskie źródła, też czasem się zdarzały). Walki na arenie nie zawsze kończyły się śmiercią (a nawet powiem że rzadko, jako że wyszkoleni gladiatorzy, byli po prostu dobrymi pracownikami, którzy przynosili swemu panu krociowe zyski. Dlatego też starano się raczej unikać walk na śmierć i życie, ale nie oznacza to że ich nie było. Podczas wielkich uroczystości, organizowanych z okazji świąt lub na cześć zwycięskiego wodza, cesarza czy patrona który zamówił igrzyska - krew rzeczywiście lała się gęsto. Wówczas przeciwko sobie walczyli nie tylko gladiatorzy, ale i dzikie zwierzęta, a nawet organizowano walki łączone - gladiatorów z dzikimi zwierzętami lub inscenzowano sławne bitwy z historii. A poza tym organizowano wspaniałe naumachie - czyli bitwy morskie, które najczęściej odbywały się na okolicznych jeziorach. Największą zaś naumachię w dziejach Rzymu urządził na Jeziorze Fucyńskim cesarz Klaudiusz w 52 r. W tej walce wzięło udział ponad 100 okrętów wojennych i 19 000 gladiatorów. Ci co przeżyli bitwę - zostali potem ułaskawieni).




Informacja o buncie w Kapui bardzo szybko obiegła okoliczne posiadłości, z których zaczęli zbiegać niewolnicy i przyłączać się do gladiatorów Spartakusa. Ich liczba bardzo szybko rosła, a wieści o ucieczkach zaczęły lawino spływać do Rzymu (np. w jednym z dokumentów właścicielka zbiegłego niewolnika żali się w piśmie do senatu, że ten niewolnik dotąd był jej wierny, bowiem został przez nią odziedziczony po jej ojcu. Żali się więc, że zapewne musiał posłuchać "jakichś ludzi" i opuścił jej dom, oraz pozycję jaką mu ona tam stworzyła - twierdzi że uczyniła go zarządcą reszty niewolników i że traktowała go bardzo dobrze, miał nawet własną komnatę do spania. Owa dama dodaje jeszcze, że ów zbiegły niewolnik okradł ją, gdyż zabrał ze sobą nie tylko te rzeczy, które osobiście mu ofiarowała, ale i te, które do niego nie należały). Dochodziło również do ataków na panów ze strony niewolników (jeden taki - z czasów późniejszych, bowiem z końca I wieku naszej ery - przedstawia śmierć pretora Larciusza Macedo, człowieka, którego ojciec był jeszcze wyzwoleńcem, a on sam - już jako obywatel Rzymu - doszedł do znacznego majątku. Postępował jednak okrutnie ze swymi niewolnikami. Pliniusz Młodszy pisze o nim: "Był to zresztą pan pełen pychy i okrutny, którego ojciec był niewolnikiem, a on zbyt mało o tym pamiętał. (...) Podczas kąpieli w swojej willi podmiejskiej został otoczony przez niewolników, z których jeden począł go dusić, drugi bić po twarzy, trzeci miażdżył pierś, brzuch i genitalia. Wreszcie rzucili go na gorącą podłogę, aby sprawdzić, czy jeszcze żyje. Macedo zemdlony, lub udając omdlenie pozostał bez ruchu, więc go zabrano do domu sądząc, że jest martwy. Tam ocknął się w otoczeniu niewolników, którzy pozostali mu wierni, i swoich konkubin". Wówczas większość niewolników zbiegła - według prawa bowiem w chwili mordu popełnionego na Rzymianinie, wszyscy niewolnicy obecni tego dnia w jego domu byli skazywani na śmierć. Większość niewolników została jednak schwytana w ciągu kilku kolejnych dni i poddana torturom oraz uśmiercona. Larciusz Macedo osobiście nadzorował te tortury, ale nie było mu już dane pożyć zbyt długo. W wyniku odniesionych obrażeń również zmarł w jakiś czas potem. W końcu - jak pisał Seneka - "Niewolnicy to też ludzie", choć większość Rzymian i tak traktowała ich jak "mówiące przedmioty". Zdarzały się jednak wyjątki, jak na przykład gdy zamordowano pewnego senatora z I wieku naszej ery, i 400 jego niewolników - przebywających w domu - zostało skazanych na śmierć, wówczas wielu Rzymian zaczęło pisać listy do władz, w których proszono o ich ułaskawienie, gdyż - jak uważano - nie powinno się karać wszystkich za zbrodnię popełnioną przez jednego człowieka lub grupę ludzi. I rzeczywiście tamci niewolnicy ocalili wówczas życie).

 


Spartakus - tracki wojownik z plemienia Majdów, który zapewne (ok. lat 84-78 p.n.e.) walczył w szeregach trackich oddziałów służących u boku Rzymian, ale potem się zbuntował (oczywiście nie sam jeden, gdyż właśnie w latach 78-76 p.n.e. mają miejsce częste bunty trackich plemion przeciwko Rzymowi. Między innymi zbuntowało się wówczas plemię Majdów) i dostał do niewoli (ok. 77 r. p.n.e.). Po czym za zdradę, został zesłany do szkoły gladiatorów w Kapui. Do niewoli trafił wraz ze swą żoną, wieszczką i ponoć kapłanką Dionizosa (Plutarch tak o nim pisze: "Był to z pochodzenia Trak, z ludu Majdów, pewny siebie i bardzo silny, a także rozumem i kulturą stojący ponad swym losem, bardziej grecki, niżby wskazywało jego pochodzenie"), ale wkrótce zostali ze sobą rodzieleni, on trafił do szkoły gladiatorów a po niej wszelki ślad zaginął. Jako były żołnierz, potrafił Spartakus dobrze władać bronią i jego przyuczenie nie kosztowało Batiatusa zbyt wiele. Jednak teraz, gdy już się zbuntował, stał się prawdziwym zagrożeniem dla Rzymu, a wieści o jego napadach na okoliczne majątki (zapewne aby zdobyć żywność, gdyż wzrastająca liczba zbiegłych niewolników musiała przecież coś jeść), rozprzestrzeniała się bardzo szybko po całej Kampanii ("Ponieważ dzielił się równo łupami, szybko skupił koło siebie mnóstwo ludzi" - jak dodaje Plutarch). Doszło też do pierwszych starć z żołnierzami z Kapui (ale nie z regularnym wojskiem, a raczej z rezerwistami w rodzaju pospolitego ruszenia) i na nich Spartakus również zdobył sporo nowej broni. Wreszcie rozbił - wysłane przeciwko niemu - siły z Rzymu (w liczbie ok. 3 000 żołnierzy), którymi dowodził propretor - Klaudiusz Glaber (był on tak pewny siebie i w takiej pogardzie miał przeciwnika, że nie rozstawił nawet straży nocnej, oraz nie zadbał o zbudowanie obozu lub choćby umocnień od strony Wezuwiusza). Buntownicy dokonali wówczas śmiałego czynu, spuszczając się w dół na porosłej górskie szczyty dzikiej winorośli (a nie było to zadanie łatwe, gdyż spuścić się ze stromej góry na cienkich linach sporej grupie niedoświadczonych ludzi - doprawdy było nie lada wyczynem, tym bardziej że nikt wówczas nie zginął ani nie został ranny) i dokonali prawdziwej rzezi wśród wojsk Glabra. Wielu żołnierzy nie zdołało nawet dobyć broni i ginęli pogrążeni we śnie. Mimo to i tak prawie połowa Rzymian zdołała uciec i dotarłszy do Rzymu, poinformowała senat o poniesionej klęsce. 

Teraz dopiero okazało się że niewielka rebelia niewolników z Kapui, nie jest tylko lokalną ruchawką i nie wystarczy skierować tam siły kilku weteranów z biczami, którzy rozgonią niewolników na cztery wiatry. Teraz stało się jasne że Italia a nawet sam Rzym stał się częścią nowej wojny, która nie toczyła się już gdzieś daleko - w Hiszpanii, Azji czy na Krecie. Ona toczyła się w samym sercu Imperium Rzymskiego, na italskiej ziemi, a Rzym mógł stać się celem tej nowej, rosnącej w siłę, niewolniczej armii. Należało więc podjąć zdecydowane środki i czym prędzej wysłać przeciwko buntownikom regularną armię...   






 CDN.
 

sobota, 25 lipca 2020

APOLONIUSZ - POGAŃSKI JEZUS - Cz. V

KIM BYŁ NAJBARDZIEJ TAJEMNICZY

"RÓWIEŚNIK" JEZUSA?




 

"DAIMONIA KINESIS"




 
 Po zejściu z góry Nyssa i przekroczeniu rzeki Indus, Apoloniusz z Tyany skierował się do miasta o nazwie Taksila. Miasto było siedzibą lokalnego władcy z plemienia Saków, które to królestwo w tym czasie powoli już chyliło się ku upadkowi. Co prawda Taksila była miastem wielkości Niniwy (głównego miasta Asyryjczyków) i była dobrze obwarowana na wzór miast greckich (efekt wciąż jeszcze silnego na tych terenach hellenizmu), lecz było dość ciasne i bardziej przypominało Ateny z ich krętymi oraz nieregularnymi uliczkami. Były w tym mieście dwie główne świątynie, w tym jedna poświęcona Słońcu w której ponoć znajdował się słoń o imieniu Ajax. Pałac królewski bardziej przypominał jednak zamożny dom, niż siedzibę władcy, nie było tam nawet wartowników u bram. Apoloniusz spędził swój pobyt w tym mieście w gościnie u lokalnego króla Froates, którego ze względu na jego skromność i umiarkowanie miał nazwać "filozofem". Gdy Apoloniusz pożegnał się z władcą i opuścił Taksilę, udał się jeszcze dalej na wschód i przekraczając rzekę Hydraotes, dotarł do miasta Hyphasis, gdzie ujrzał ołtarz poświęcony egipskiemu Amonowi i greckiemu Heraklesowi, a także Zeusowi, Atenie, Apollinowi i bogini Kybele. Ołtarz ten został wystawiony przez miejscowych jako wotum dziękczynne za to iż Aleksander Wielki w swym zwycięskim pochodzie już dalej się nie posunął. Apoloniusz następnie skierował się do miasta Paraca a potem dotarł do siedziby indyjskich braminów, położonej na wzniesieniu u stóp Himalajów. W tamtejszej świątyni miał ujrzeć posągi wielu bogów (w tym także greckich). Według Filostratosa (autora: "Żywota Apoloniusza z Tyany") indyjscy bramini mieli rozmawiać z Apoloniuszem również i o reinkarnacji i tym, czym był w swym wcześniejszym wcieleniu. Ten jednak odparł: "Ponieważ był to haniebny epizod, niewiele z niego pamiętam". Okazało się potem, że Apoloniusz mówił o poprzednim swym wcieleniu, jako dowódcy statku handlowego, przewożącego morzem kupieckie towary.

Należy oczywiście pamiętać że dzieje Apoloniusza z Tyany nie zostały spisane w czasie jego żywota na Ziemi, czyli w I wieku naszej ery. Lucjusz Flawiusz Filostratos - autor jego biografii urodził się ok. 170 r., a swoje dzieło (w oryginale: "Vita Apolloni Tyanei") zaczął pisać (zapewne na prośbę Julii Domny - małżonki cesarza Septymiusza Sewera) dopiero w latach 215-217, czyli już w III wieku naszej ery, natomiast Apoloniusz z Tyany zakończył swój żywot w 97 r. (przeżywszy ok. 100 lat). Nie miał więc bezpośredniej możliwości przyjrzeć się z bliska czynom Apoloniusza i zapewne większość dzieła Filostratosa stanowi swobodną nadinterpretację wydarzeń. Oczywiście autor "Żywota Apoloniusza z Tyany" korzystał również z wcześniejszych pism na jego temat, tyle że żadne z nich nie pochodziło z I wieku i nie zostało spisane przez uczniów lub naocznych obserwatorów życia owego wyjątkowego człowieka. Pierwsze wiadomości na jego temat pojawiają się dopiero bowiem ok. 180 r. w twórczości Lukiana z Samosaty (który notabene pisał o Apoloniuszu bardzo negatywnie, uważając go za "szalbierza z Abonutejchos" nieudolnie próbującego naśladować Pitagorasa, choć nawet i on przyznawał, że Apoloniusz znał się na lekach i potrafił skutecznie leczyć ludzi). Mojragenes również przytaczał informacje o tym człowieku, nazywając go "filozofem" i "magiem" oraz dodając że odznaczał się on "Boską Siłą" ("Daimonia Kinesis"). Maksimus z Ajgaj również pisał o leczeniu chorych i przewidywaniu przyszłości przez Apoloniusza. Pisali o nim także: senator Kasjusz Dion Kokcejanus, Porfiriusz, Hierokles, Lampridus, Soterchios z Oasis, Libaniusz, Eunapiusz z Sardes, Ammianus Marcelinus, oraz pisarze chrześcijańscy: Orygenes, św. Augustyn, Laktancjusz, Euzebiusz z Cezarei, Makary z Magnezji, Anastazjusz Synaita, św. Izydor z Peluzjum, św. Hieronim, św. Jan Chryzostom, pseudo-Justyn, Malalas z Antiochii i Nicetas Choniates. Najbardziej rozbudowane informacje o życiu Apoloniusza znajdują się jednak w dziele Filostratosa, jednak pozwolę sobie pominąć wiele informacji jakie podaje ów autor (które zapewne były mocno naciągane) i przejść do głównych etapów życia oraz działalności Apoloniusza z Tyany.






Nie mogę również pominąć tego, co na jego temat znajduje się w channelingach (choć od razu zaznaczam że nie jest tego wiele). Otóż powiedziane jest, że narodziny Apoloniusza zwiastował jego matce egipski bóg (chrześcijanie piszą o demonie), który objawił się pewnego razu i przyglądał jej ciąży. Kobieta wówczas (zapewne mocno przerażona tym niecodziennym spotkaniem, choć Filostratos pisze że wcale się nie obawiała) zadała "bogu" pytanie: "Kogo urodzę", na co miała paść odpowiedź: "Mnie!" Jeśli zaś idzie o informacje z channelingów na temat Apoloniusza, to należy stwierdzić że nie ma tam informacji o objawieniu, ale jest o potężnej konfrontacji pomiędzy "bogami" którzy od wielu wieków kontrolowali Ziemię, zaś narodziny Apoloniusza były częścią tej wielkiej wojny o której ludzkość nie miała (i nie ma do dziś dnia) pojęcia. Niestety, nie zostało wyjaśnione która ze stron tego konfliktu "wysłała" Apoloniusza na Ziemię. Jeśli jednak uświadomimy sobie że w tym samym czasie przedstawiciele Galaktycznej Ludzkości z Plejad i TJehooba rozpoczęli swą misję "Syna Człowieczego" wysyłając na Ziemię Tjehoobanina o imieniu Immanuel, który miał się narodzić w Palestynie jako Jezus Chrystus i rozpocząć proces "podniesienia ludzkiej duchowości na wyższy poziom", można wówczas dojść do przekonania że Apoloniusz (również posiadający ową "Boską Siłę") wysłany został na Ziemię przez Nibiruan z Malony (rody Enkiego i Enlila), ale nie ma co do tego żadnej pewności (można też założyć że powstały dwa podobne projekty, jeden skierowany do monoteistycznych Żydów, a drugi do pogan) i jest to jedynie moja własna interpretacja zdarzeń. Sam fakt że taki ktoś jak Apoloniusz został wspomniany w channelingach (choć powtarzam - wcale nie wiadomo czy informacje przedstawione w channelingach są od początku do końca prawdziwe, nie wiemy bowiem czym kierują się te istoty które nam to wszystko mówią), świadczy iż musiał mieć coś wspólnego z "Obcymi". Niestety, brak jakichkolwiek większych informacji na ten temat, co powoduje że znów musimy pozostawać w ramach przypuszczeń i niedopowiedzeń.

Należy też pamiętać że nie tylko Apoloniusz odbył ową podróż do Indii. Taką samą nieco wcześniej (o czym w Biblii nie ma słowa, gdyż cały okres życia Mistrza - od jego dzieciństwa po dojrzałość - został wycięty) odbył Jezus Chrystus. Zresztą "Syn Człowieczy" oficjalnie głosił iż: "nie chce znieść Prawa ani Proroków", jednak nieoficjalnie Ruch Chrystusowy od samego początku znalazł się na torze kolizyjnym z judaizmem (to też jest dosyć ciekawa kwestia, bowiem według channelingów, twórcami religii mojżeszowej również byli TJehoobanie, stąd też wywodzić miała się sama nazwa żydowskiego boga: Jahwe, czyli (T)Jehooba "Jestem, który jestem"). Jezus działał bowiem zupełnie inaczej i było pewne że wcześniej czy później spotka się to z reakcją kapłanów oraz uczonych w Piśmie. Biesiadował z celnikami i prostytutkami, czyli osobami uważanymi za niegodne nawiązywania bliższych relacji, a już z pewnością spożywania z nimi wspólnego posiłku. Wypędził kupców ze Świątyni (byli tam z pewnością za zgodą arcykapłana, faryzeuszy i sadyceuszy - którym się opłacali) ze słowami: "Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska" (J 2, 13-17) i zwracał się do uczonych w Piśmie aby zburzyli Świątynię, a On w trzy dni odbuduje ją na nowo (była to metafora, której oni nie byli w stanie zrozumieć i brali ją dosłownie, co budziło jeszcze większe ich wzburzenie). Jednocześnie (jak twierdzi był agent CIA Mark Riebling - specjalista od działań hybrydowych): "Nauczając we wrogim otoczeniu, nakazał (Jezus) swoim uczniom skrywać jego tożsamość, jego słowa i działania przed niewtajemniczonymi. Stworzył tajne komórki złożone z apostołów pod wodzą Jakuba i Jana, których nazwał Synami Gromu i których zabrał na wspinaczkę w góry wraz z protegowanym Piotrem, by omawiać poufne sprawy. Spotykali się w tajnych miejscach, w których Jezus zjawiał się osobnymi, ukrytymi wejściami, a których lokalizację ujawniali sobie przez zakodowane sygnały, takie jak podążanie za mężczyzną z dzbanem przez całe Jeruzalem. Chrystus przedsięwziął także środki ostrożności nie z obawy przed rzymskimi władzami, lecz by wymykać się wysokim kapłanom żydowskim". Co więcej, Jezus dysponował także ogromną mocą niewiadomego pochodzenia, która umożliwiała mu czynić cuda (uzdrawiać chorych i cierpiących, rozmnażać pokarm, chodzić po wodzie, wskrzeszać zmarłych) oraz... wypędzać demony, które panicznie się go bały.




Zmartwychwstanie Chrystusa również było faktem (świadczą o tym działania kapłanów Świątyni, którzy przekupili rzymskich żołnierzy - co zdezerterowali ze swojego posterunku, mimo że wiedzieli iż czeka ich za to śmierć - aby nie rozpowiadali doniesień o tym co zaszło w grocie, w której złożono ciało Jezusa z Nazaretu. A należy pamiętać że żołnierze byli przerażeni i właśnie dlatego stamtąd uciekli). Jeszcze inna sprawa, że założony przez Chrystusa Kościół przetrwał ponad dwa tysiące lat (pomimo wewnętrznych podziałów i celowego niszczenia od zewnątrz i od wewnątrz), podczas gdy inne tego typu ruchy religijne (których w Palestynie I wieku naszej ery było mnóstwo) szybko się rozpadały. Nieco inaczej rzecz się miała z Apoloniuszem z Tyany, który nie został pozbawiony żywota w młodym wieku (jak Jezus) i dożył późnej starości, jednocześnie głosząc swoje przykazania, oparte na zgodności z religiami pogańskimi (ale wydaje się że też tylko pozornie, bowiem co do zasady nie przeczył istnieniu bogów, ale jednak krytykował i ganił wiele z pogańskich praktyk religijnych, jak choćby składanie krwawych ofiar ze zwierząt na ołtarzach bogów. W swym liście do kapłanów z Olimpii pisał bowiem tak: "Bogowie nie potrzebują ofiar. Co więc należy uczynić aby zdobyć ich przychylność? Moim zdaniem trzeba posiąść mądrość i, o ile się da, czynić dobro ludziom którzy na to zasługują. To właśnie podoba się bogom, a ofiary mogą składać nawet ateiści". Zwracał się również do rzymskich cenzorów takimi oto słowy: "Niektórzy z was zadali sobie trud, aby zapewnić przystanie, budynki publiczne, ogrodzenia i promenady, ale ani wy, ani wasze prawa nie okazujecie żadnej troski o dzieci w waszych miastach, o młodzież ani o kobiety"). Apoloniusz zajmował się również kwestiami ostatecznymi - życiem i śmiercią pisał o tym w liście do Waleriusza w taki sposób: "Śmierć nikogo nie dotyka a jest to jedynie pozór. Nie ma też narodzin i stawania się z wyjątkiem zmian w wyglądzie naszego ciała. (...) W rzeczywistości nic nigdy nie powstaje ani nie ulega zniszczeniu", zaś w liście do Diona pisał Apoloniusz: "Nieistnienie nie istnieje, ale istnieje ból i zmęczenie". Niech więc to będzie podsumowaniem dzisiejszej części tego tematu.






PS: W kolejnej części opowiem o wizytach Apoloniusza w świątyniach Grecji, Azji Mniejszej i Egiptu i oczywiście o jego podróżach do Rzymu.



CDN.

środa, 22 lipca 2020

O RETY KABARETY! - Cz. XI

NAJNOWSZE SKECZE


 DZIŚ KOLEJNA DAWKA ZABAWNYCH SKECZY Z POLSKICH KABARETÓW.


 

KABARET MŁODYCH PANÓW


"PODSUMOWANIE MUNDIALU 2018"



 1:35 - "MY JAKO POLSKI ZWIĄZEK PIŁKI NOŻNEJ NIE MAMY SOBIE NIC DO ZARZUCENIA, 8 MILIONÓW DOLARÓW PRZYTULONE, TAKŻE JEST NA PLUS"

"ALE MOŻE TRZEBA BYŁO SIĘ BARDZIEJ POSTARAĆ, CHOCIAŻBY TAK JAK SENEGAL - MIELI SWOJEGO SZAMANA"

"U NAS TEŻ BYŁ BISKUP, POŚWIĘCIŁ AUTOKAR, POŚWIĘCIŁ KORKI, WSPÓLNIE MODLILIŚMY SIĘ ŻEBY BYĆ DŁUŻEJ NIŻ NIEMCY I SIĘ UDAŁO!" 😀

2:40 - "PRZED PAŃSTWEM BĘDZIE GOŚĆ, KTÓRY POSTANOWIŁ ZERWAĆ ZASŁONĘ MILCZENIA (...) JAK MAM SIĘ DO PANA ZWRACAĆ?"

"TO MOŻE ORZEŁ"

"ROZUMIEM - "ORŁY NAWAŁKI"

"NIE ROZŚMIESZAJ MNIE. ORZEŁ BO MI TO LATA PO PROSTU" 😅

4:50 - "WZIĘLIŚMY W NOCY TEGO NAWAŁKĘ DO BAGAŻNIKA I DAWAJ Z NIM DO LASU. WYCIĄGAMY GO I MÓWIMY - CHŁOPIE KOPIESZ SOBIE GRÓB"

"CO PAN OPOWIADA?"

"PRZEPRASZAM, ALE TEN GŁOS TAKI FAJNY, PONIOSŁO MNIE" 😂

6:35 - "... NIE MÓGŁ GLIK GRAĆ"

"CZYLI NIE BYŁ W FORMIE?"

"STARY, ON BYŁ W SZCZYTOWEJ FORMIE, ON PO TRZY, CZTERY REKLAMY DZIENNIE GRAŁ. 😊

7:10 - "CZYLI NAWAŁKA POSTAWIŁ NA PIŁKARZY MEDIALNYCH, GRAJĄCYCH W REKLAMACH. A MOŻE MÓGŁ POSTAWIĆ NA TYCH, KTÓRZY MIELI CZAS NA TRENINGI?"

"NAWAŁKA ZAWSZE POWTARZA ŻE TRENUJĄ CI, CO NIE UMIĄ" 😊

7:40 - "NIE BYŁO JAKIEGOŚ DEBILNEGO RYSOWANIA NA TABLICACH, TYLKO NORMALNIE PRZY ŚNIADANIU TRENER WZIĄŁ TE SWOJE PARÓWKI Z REKLAM, POUSTAWIAŁ JEDENAŚCIE PARÓWEK I MÓWI TAK: "TA PARÓWKA TO LEWANDOWSKI, TA PARÓWA TO PAZDAN". KAŻDY WIEDZIAŁ O CO CHODZI. A DLA TYCH MNIEJ KUMATYCH ZROBIŁ TAK, ŻE MY BYLIŚMY PARÓWKI A SENEGAL KASZANKA" 😅

9:00 - "TO PO CO WYŚCIE TAM W OGÓLE POJECHALI?"

"TEN MUNDIAL TO BYŁY NAJLEPIEJ ZORGANIZOWANE WCZASY W ŻYCIU. NIGDY SIĘ TAK DOBRZE NIE BAWILIŚMY"

"ALE JUŻ PO PIERWSZYM MECZU WIDZIELIŚMY U WAS ŁZY"

"ŁZY? WSZYSCY LALIŚMY ZE ŚMIECHU, KAŻDY WIDZIAŁ JAK GRAMY" 😂

9:45 - "ALE CO, NIE CHCIELIŚCIE WYJŚĆ Z GRUPY?"

"CHCIELI, NIE CHCIELI, CHŁOPAKI JUŻ MIELI ŻYCIE POUKŁADANE. PAZDAN NA LIPIEC MALARZY MIAŁ ZAMÓWIONYCH (...) TAKŻE POWIEM TAK - TEN MUNDIAL NAS TROCHĘ ZASKOCZYŁ" 😎

"PRZECIEŻ WIEDZIELIŚCIE O TYM JUŻ CZTERY LATA WCZEŚNIEJ!"

"JAK SIĘ KTOŚ PIŁKĄ NOŻNĄ INTERESUJE TO WIE"

11: 55 - "TO MOŻE TRENER NAWAŁKA BYŁ ZAŁAMANY I COŚ WAM POWIEDZIAŁ?"

"PO PIERWSZYM MECZU Z SENEGALEM, TRENER WSZEDŁ DO AUTOKARU, MYŚLELIŚMY ŻE BĘDZIE ZJEBKA, A TEN RYCZY ALE ZE ŚMIECHU BO SIĘ OKAZAŁO ŻE TAKI FILM W INTERNECIE WIDZIAŁ JAK TRENER WCHODZI DO SZATNI I PIŁKARZOM PO RYJU Z LIŚCIA DAJE" 😂

15:30 - "MARADONA NIGDY NIE PIŁ POLSKIEJ WÓDKI, A SŁAWEK GO TAK ZALAŁ, PIĄTA RANO A Z NIM NIE MA KONTAKTU. MY DO NIEGO "GDZIE MIESZKASZ, GDZIE MIESZKASZ?" A ON TRUP. TOŚMY GO WZIĘLI DO TAKSÓWKI I JEDZIEMY DO HOTELU ARGENTYNY (...) MESSI WYCHODZI TAKI ZASPANY, MARADONA GLEBA A ON DO NIEGO: "KTO CI TO ZROBIŁ, KTO CI TO ZROBIŁ", A ON: "I LOVE POLACCO" 😀

16:20 - "ALE MYŚMY W KRAJU MYŚLELI ŻE WAM CHOĆ TROCHĘ ZALEŻAŁO, A WYŚCIE SIĘ TAM BAWILI W NAJLEPSZE?"

"NIE, TAK NIE MOŻECIE MÓWIĆ, NAPRAWDĘ TEN MUNDIAL NIEKTÓRYM CHŁOPAKOM NA PSYCHIKĘ SIADŁ. JA SAM SŁYSZAŁEM W HOTELU JAK NIERAZ PRZEZ SEN KRZYCZELI TE SWOJE TEKSTY Z REKLAM (...) GROSIK PRZEZ SEN KRZYCZAŁ SPOCONY "NIE ZABIERAJCIE MI TELEWIZORA, NIE ZABIERAJCIE", A LEWANDOWSKI NA CAŁY HOTEL DARŁ SIĘ PRZEZ SEN: "ANIA, JA MAM ŁUPIEŻ!" 😂










KABARET MORALNEGO NIEPOKOJU 
i JERZY KRYSZAK


"NAUCZYCIEL I LEKARZ"



4:30 - "JAKBY PAN MÓGŁ ZDJĄĆ UBRANIE... TO BYM PANA ZBADAŁ"

"CZYŚ TY OCIPIAŁ GAMONIU!? JA SIĘ BĘDĘ PRZED UCZNIEM ROZBIERAŁ?"

"TO JAK MAM PANA ZBADAĆ?"

"NIE WIEM, TO TY JESTEŚ LEKARZEM, KOMBINUJ" 😀

4:55 - "ZACZNIJMY OD BADAŃ, MA PAN BADANIA?"

"CO CI DO ŁOWY STRZELIŁO ŻE TY NA MEDYCYNĘ POSZEDŁEŚ? ŻEBYŚ TY ZOSTAŁ MECHANIKIEM SAMOCHODOWYM TO CHOCIAŻ KILKA OSÓB BY ZGINĘŁO, ALE TAK TO MOGĄ BYĆ TYSIĄCE"

6:55 - "PRZEJDŹMY ZATEM DO WYNIKÓW BADAŃ.  TUTAJ JEST 90, A POWINNO BYĆ 40"

"A WIDZISZ, A JEST 90. TO POPRAW!" 😂

"JAK POPRAW, PRZECIEŻ TO JEST WYDRUK Z KOMPUTERA?"

"JAK POWIEDZIAŁEM POPRAW, TO POPRAW!" 

"A TU ZNÓW JEST ZA MAŁO, TAM JEST ZA DUŻO A TU JEST ZA MAŁO"

"TO WEŹ TAM GDZIE JEST ZA DUŻO, PRZEŁÓŻ TAM GDZIE JEST ZA MAŁO. TO SIĘ WÓWCZAS WYRÓWNA. W PRZYRODZIE NIC NIE GINIE"

"A TU JEST 0, A POWINNO BYĆ CO NAJMNIEJ 40"

"A JEST ZERO? NIEDOBRZE! TO W TAKIM RAZIE DOPISZ Z PRZODU CZWÓRKĘ"

9:00 - "A TUTAJ TEGO WCALE NIE POWINNO BYĆ, A JEST"

"TO SIĘ ZASTANÓWMY! JA SIĘ BĘDĘ ZASTANAWIAŁ, TY JESTEŚ LEKARZEM! SKREŚL TO!... I JAK TERAZ MOJE WYNIKI?"

"TERAZ WYNIKI MA PAN JAK DWUDZIESTOLATEK" 😄






KABARET PARANIENORMALNI


"BIEGI"


 1:40 - "NAJPIERW SIĘ ROZGRZEWAMY, A POTEM BIEGAMY"

"... JA SIĘ DOSTOSUJĘ. NIGDY SIĘ BEZ ROZGRZEWKI Z DOMU NIE RUSZAM" 😉

5:15 - "POKARZ JAKIEŚ SWOJE ULUBIONE ĆWICZENIE, MOŻE TEŻ SIĘ CZEGOŚ OD CIEBIE NAUCZĘ"

"ALE ŻE CO, JA TOBIE MAM POKAZAĆ?"

5:35 - "CO MAM ROBIĆ, JAK STAJEMY? WDECH NOSEM, WYDECH USTAMI?"

"CO? NIE WIEM, GDZIEŚ SE TAM WCIĄGNIJ I GDZIEŚ WYPUŚĆ" 😂

7:40 - "70 % SUKCESU TO DIETA"

"JA JUŻ JESTEM NA DIECIE. DIETA MOJEGO AUTORSTWA, PISANA PODE MNIE"

"NA CZYM POLEGA TA DIETA?"

CIĘ NIE JE... MIĘDZY POSIŁKAMI. JAK NIE JESZ, TO NIE JESZ. CHYBA ŻE JESZ, TO WTEDY JESZ" 😅

8:40 - "MUSISZ ODSTAWIĆ WĘGLOWODANY"

"CO ODSTAWIĆ? JA TEGO NIE MUSZE ODSTAWIAĆ, BO JA TEGO W OGÓLE NIE JEM"

"A BIAŁE PIECZYWO JESZ?"

"KTO BY NIE JADŁ"

"... MUSISZ TO WSZYSTKO ODSTAWIĆ. TAM SĄ WSZĘDZIE WĘGLOWODANY"

"CO TY MÓWISZ. PATRZ, ŚWIAT NA GŁOWIE STANĄŁ, ŻEBY DO WSZYSTKIEGO WĘGLOWODANY DODAWALI?

11:15 - "... BEKON TEŻ MUSISZ ODSTAWIĆ"

"DLACZEGO?"

"BARDZO NIEZDROWY, TŁUSZCZE NASYCONE"

11:45 - "A KOKTAJLE OWOCOWE MOGĄ BYĆ. KOKTAJLE UWIELBIAM, SZCZEGÓLNIE NA WIŚNIÓWCE"

12:25 - "STARY, ALKOHOL W ORGANIZMIE ZAMIENIA SIĘ W CUKIER A CUKIER JEST NAJGORSZY"

"DLA MNIE SIĘ LICZY, ŻE NA POCZĄTEK ALKOHOL SPEŁNIA SWOJĄ PODSTAWOWĄ FUNKCJĘ - WALI W DEKIEL. A PÓŹNIEJ TO ON SIĘ MOŻE ZAMIENIAĆ W CUKIER. NAWET W KOSTKACH" 😄

13:25 - "JEST TAKA ZŁOTA MYŚL: JESTEŚ TYM, CO JESZ"

"STARY, JAK JA WCZORAJ JADŁEM HOT-DOGI, TO CO JA JESTEM PARÓWA" 😂

17:00 - "STARY, TY JESZ BIAŁE PIECZYWO?"

"JEM, A CO?"

"PRZECIEŻ TO SĄ WĘGLOWODORY" 😀

17:55 - "POWIEDZ, A BOCZEK DO JAJECZNICY JEST OK?"

"STARY, BOCZEK TO SĄ TŁUSZCZE NASĄCZONE" 😉