Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŻYDZI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŻYDZI. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 kwietnia 2025

RZYM POGAŃSKI i RZYM CHRZEŚCIJAŃSKI - Cz. I

CZYLI KIEDY NASTĄPIŁA

ZAUWAŻALNA ZMIANA




 Gdy (zapewne w kwietniu) 30 roku naszej ery na Golgocie w Jerozolimie ukrzyżowany został Jeszua zwany Chrestosem (czyli "Mesjaszem") przy krzyżu nie było praktycznie żadnego z Jego uczniów, którzy wcześniej towarzyszyli mu w ziemskiej wędrówce przez ten świat. Wszyscy w obawie o własne życie uciekli, Piotr (rozpoznany i oskarżony o znajomość z Chrystusem) trzykrotnie miał się wyrzec znajomości ze swym Nauczycielem. Przy krzyżu pozostały jedynie kobiety (w tym Maria - matka Jezusa), które również zapełniały krąg jego uczennic (ale ponieważ w tamtych czasach edukacja kobiet, nawet jeżeli następowała, nie miała żadnego  praktycznego znaczenia, przez co nawet wykształcone kobiety nie były niczym więcej, niż tylko lokalną ciekawostką) i Jan, jedyny z Jego uczniów. Gdy zaś ciało Chrystusa złożono już do grobu i miejsce to zastawiono ciężkim głazem, również to właśnie głównie kobiety przychodziły tam, aby "zobaczyć Mistrza". W Ewangeliach spisanych już po roku 70 naszej ery zapisane jest, że trzeciego dnia po śmierci Chrystusa Maria Magdalena, Joanna i Maria matka Chrystusa udały się do grobu aby natrzeć ciało Jezusa olejkami. I one jako pierwsze ujrzały pusty grób, bardzo się tym uradowały i ogłosiły tę nowinę innym Jego uczniom (w tym Janowi). Wydaje mi się jednak że takie postawienie sprawy jest błędne, a nawet nielogiczne. W najstarszej bowiem spisanej Ewangelii (która powstała ok. 57-58 roku), czyli Ewangelii Marka po pierwsze nie ma słowa o tym aby kobiety te miały ze sobą jakieś olejki do namaszczenia ciała, a po drugie widok pustego grobu je przeraził, a nie uradował. Ponieważ jednak wydaje mi się że warto czerpać z pierwowzorów, bowiem późniejsze zapisy ewangeliczne niosą za sobą możliwość "nadinterpretacji zdarzeń" czy to w celach rozwoju duchowego danej wspólnoty czy też w celach politycznych, to jestem przekonany że Ewangelia Marka (która kończy się właśnie tym wydarzeniem: kobiety wchodzą do grobu, widzą puste miejsce i są tym faktem przerażone i koniec, Ewangelia kończy się w tym właśnie miejscu) jest najbliższa prawdy. Późniejsze zapiski (innych ewangelistów) iż kobiety te niosły ze sobą olejki do natarcia ciała Chrystusa, są według mnie wymysłem przeznaczonym raczej dla ludzi mieszkających w innych klimatach niż starożytna Palestyna, gdzie natarcie ciała (które w ogromnych upałach praktycznie już zaczęło się rozkładać) nie miałoby większego sensu. Dlatego też w Ewangelii Marka nie ma nic na temat olejków, gdyż on jeszcze zwracał się bezpośrednio do Żydów (a nie do pogan, jak późniejsi ewangeliści), dla których taka informacja byłaby niezrozumiała, a nawet dziwna, gdyż tego po prostu nie praktykowano. Dlatego też Maria Magdalena, Joanna i Maria - matka Chrystusa, poszły odwiedzić grób z potrzeby serca (lub z ciekawości jak pisze Marek).




Widok pustego grobu je jednak przeraża, a nie raduje, gdyż kobiety podejrzewają że ciało Chrystusa zostało skradzione. Ewangelista Marek bardzo często pozostawia nas w niepewności co do wielu opisywanych przez siebie wydarzeń z życia Jezusa, które musimy sobie sami potem dopowiadać. Tak jest i w tym przypadku, które oznacza jednocześnie koniec całej Ewangelii, przerażenie kobiet widokiem pustego grobu jest ostatnią wiadomością jaką otrzymujemy. Kolejni ewangeliści rozwijali ten opis i dodali że Chrystus trzeciego dnia po ukrzyżowaniu zmartwychwstał, pojawił się wśród swoich uczniów (i nie tylko ich), a potem wstąpił do nieba. Ponieważ doświadczenie Tomasza - który dotknął ran Chrystusowych - nie pozwala nam twierdzić iż nauczyciel pojawił się wśród uczniów stosując jedynie sztukę bilokacji czy trilokacji (bowiem pojawiał się w kilku miejscach jednocześnie, często oddalonych od siebie o kilkadziesiąt kilometrów), przeto Jego uczniowie  doświadczyli zapewne prawdziwego ukrzyżowanego ciała Chrystusa. Potem nastąpiło wniebowstąpienie i powrót do "Domu Ojca"... ... czyli gdzie? Jeśli potraktujemy poważnie przesłanie Michaela Desmarqueta z roku 1987, w trakcie którego został on zabrany przez "wysokich, galaktycznych ludzi" na ich rodzimą planetę TJehooba (prawidłowa wymowa tej nazwy jest następująca: "T" jest praktycznie bezdźwięczne, "E" to coś pomiędzy a i e, "B" czytane bardziej jako w, a akcent położony jest na drugie "O". Innymi słowy prawidłowa wymowa brzmi: "-JæhoOwa" - i to już chyba nam coś przypomina 😉) i właśnie na "JæhoOwa" wrócił Jezus. Oczywiście w owej "Misji" Desmarqueta powiedziane jest również że ten Chrystus, który został ukrzyżowany i który zmartwychwstał i który został zabrany na TJehooba, to nie był ten Chrystus, którego urodziła Maria. Śmierć na krzyżu Chrystusa miała być misją swoistego przeprogramowania naszej planety na wyższe wibracje, ale do tego zadania użyto nie prawdziwego Chrystusa zrodzonego z Maryi (którego zarodek objawiło Jej trzech aniołów z TJehooba), lecz klonu prawdziwego Chrystusa, którego celem było takie właśnie poświęcenie. Oczywiście dla chrześcijanina, dla katolika takie słowa brzmią jak herezje. Coś, z czym nie jest w stanie się w żaden sposób pogodzić (nie mówiąc już o tym, aby to w ogóle zaakceptować). Ale jeżeli uświadomimy sobie że prawdziwy Chrystus wiedział o celu swojej misji (to znaczy nie do końca swojej), natomiast jego klon, który był dokładnym jego odzwierciedleniem (choć wydaje się że nie aż tak dokładnym, bowiem gdy ukazywał się niektórym ludziom już po zmartwychwstaniu, ci nie byli w stanie go rozpoznać) nie miał o tym pojęcia, stąd też modlitwa w ogrodzie Getsemani i prośba aby zdjąć z Niego to doświadczenie (odsunąć od niego ten kielich), jeśli to możliwe.




Wiem że zabrzmi to okrutnie, ale Chrystus który miał umrzeć na krzyżu, nie mógł wiedzieć że to wszystko jest pewnego rodzaju spektaklem. Gdyby bowiem wiedział, cała ta misja podniesienia ziemskich wibracji na wyższy poziom nie powiodłaby się, bowiem zachowanie Chrystusa (który wiedziałby że musi odegrać pewną rolę, a następnie iść sobie dalej), byłoby zupełnie inne (może nawet by się z tego śmiał), a to nie tak miało wyglądać. Chrystus musiał cierpieć fizycznie i musiał być przekonany o tym, że naprawdę umrze, inaczej cały sens owej  misji nie miałby najmniejszego sensu. Zresztą w kanonie biblijnym również Chrystus jest przekonany o tym że umrze, natomiast wszelkie Jego zapewnienia że powróci są późniejszym dopiskiem który powstał już po Zmartwychwstaniu. I w tym właśnie zadaniu ogromne zadanie (pozytywne - co należy podkreślić) ma niejaki Judasz Iskariota, który wydaje Jezusa jego oprawcą. W Naszej tradycji chrześcijańskiej taki postępek jest godnym pogardy czynem zdrajcy, człowieka niegodnego, który swego własnego Mistrza wydaje na śmierć w łapy jego wrogów. Ale zastanówmy się nad celem misji Judasza, zanim ponownie (jak Dante) wrzucimy go w największe czeluści piekieł. Przecież gdyby nie on, cała zaplanowana wcześniej misja nie mogłaby dojść do skutku. Tak więc czy jest to zdrajca, który dla 30 srebrników sprzedaje swego nauczyciela, czy też postać pozytywna, gdyż bez niego nie byłoby chrześcijaństwa? Według mnie bezwzględnie to drugie, tym bardziej że zauważmy iż zachowanie Judasza nie jest złe, a wręcz przeciwnie, ten człowiek ma silne opory moralne przed popełnieniem czynu, który uczynił go na zawsze już czarnym charakterem, ale jednocześnie był żydowskim patriotą (zapewne zelotą) dążącym do obalenia rzymskiej władzy nad Judeą, który dołączył do uczniów Chrystusa, gdyż uznał w nim Mesjasza zapowiadanego przez proroków, który uwolni "naród wybrany, spod obcej tyranii. Okazuje się jednak że Chrystus nie przyszedł po to, żeby zabijać wrogów "narodu wybranego", tylko żeby zabijać, a raczej zwalczać wrogów wewnętrznych, których każdy człowiek ma w sobie, a to jest znacznie trudniejsza i trwająca praktycznie całe życie walka (łatwiej bowiem komuś obcemu rozpłatać łeb i powiedzieć że to przez niego całe nasze nieszczęście, niż podjąć walkę z naszymi wewnętrznymi demonami). I to właśnie zniechęciło Judasza do Chrystusa, ten bowiem gotowy był do walki z wrogiem zewnętrznym, a nie wewnętrznym. 




Udał się więc do Sanhedrynu, gdzie za zdradę i wydanie Chrystusa otrzymał 30 srebrników, które w tamtych czasach były dość znaczną sumą pieniędzy (oczywiście pytanie jakie to były pieniądze, bo to też miało znaczenie, ale przyjmijmy że były to szekle, którymi wówczas płacono w Judei). 30 srebrników - w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze - to jakieś niecałe 20 000 zł, czyli nieco ponad 5300 dolarów. Była to kwota którą pisarz dostawał za rok swojej pracy, gdyż owe srebrniki (jak sama nazwa wskazuje) wykonane były ze srebra, a ponieważ w tamtych czasach srebro miało znacznie większą wartość niż obecnie (jako że kopalni srebra było znacznie mniej i były trudniej dostępne), przeto zupełnie inny był również poziom życia ludzi w tamtych czasach. Owe 30 srebrników dla Judasza, to była kwota której - jestem przekonany - nigdy nie widział w swoim życiu i to również go skusiło do zdrady (za jeden taki srebrnik można było kupić dużą amforę wina w dobrej oberży {"Otwieram wino ze swoją dziewczyną, pragnę aby ten czas nie przeminął, nigdy nie przeminął, nigdy nie przeminął..." 🥂). Pamiętajmy jednak że Judasz bardzo szybko uświadamia sobie że popełnił błąd i wraca do Sanhedrynu aby  zwrócić całą kwotę w zamian za uwolnienie Mistrza, co oczywiście nie następuje i z rozpaczy Iskariota popełnia samobójstwo. Jezus zaś zostaje wydany przez Żydów w ręce rzymskiego namiestnika Judei - Poncjusza Piłata (człowieka Lucjusza Eliusza Sejana - prawdziwego twórcy kohort pretoriańskich w Rzymie, choć powstały one jeszcze w czasach Oktawiana Augusta, który zostanie zgładzony na rozkaz Tyberiusza w roku 31 za dążenie do przyjęcia władzy cesarskiej) który został namiestnikiem w roku 26, na cztery lata przed męczeńską śmiercią Chrystusa na krzyżu. Ten człowiek jest wielkim okrutnikiem, który postawił sobie za cel krwawe zdławienie wszelkich buntów w tej niespokojnej prowincji, w której nie uznaje się innych bogów poza tym jednym, tym dziwnym Bogu o imieniu "JæhoOwa". Natomiast w krótkiej rozmowie z Chrystusem Piłat dochodzi do wniosku, że oskarżenia którymi szafowali kapłani Świątyni Jerozolimskiej, sadyceusze i faryzeusze, a także zeloci - są całkowicie bezpodstawne. Oskarżono go bowiem o to, że Chrystus ogłosił się królem żydowskim, czym podważył władzę cezara Tyberiusza, czyli oskarżono go o jawną deklarację polityczną. Był to zarzut bez wątpienia najsilniejszej natury, karany natychmiastową śmiercią, gdyż był jednocześnie buntem przeciwko rzymskiemu panowaniu i nawet jeśli uznamy że poszczególne prowincje wewnętrznie miały (większy lub mniejszy poziom autonomii), to jednak wola cezara była bezdyskusyjna i nikt nie mógł z nią polemizować.

Tylko że w rozmowie z Chrystusem Piłat (ten "bat na Żydów") zdał sobie sprawę, że Chrystus nie dąży do wywołania żadnego antyrzymskiego powstania, że nie ogłosi się królem żydowskim, a nawet jeśli tak stwierdził, to dodał zaraz że "Królestwo moje nie jest z tego świata". Piłat uznał więc że są to wewnętrzne porachunki religijne Żydów, w co nie chciał się w ogóle mieszać, bo jeżeli interesy Rzymu nie były zagrożone, to on nie interweniował, ale jeżeli zaistniała choćby obawa że może dojść do buntu, to wówczas bywał bezwzględny - ten człowiek bowiem wystawił cały las krzyży na drodze do Jerozolimy. Natomiast dla Sanhedrynu nauki Chrystusa były nie do zaakceptowania i to dla wszystkich religijnych odłamów jahwizmu. Zdając sobie jednak sprawę że jeżeli nie oskarżą Jezusa o działalność na szkodę Rzymu (czyli działalność stricte polityczną), to Piłat umyje ręce i tak też się stało, po rozmowie z Chrystusem oficjalnie stwierdził: "Ja w tym człowieku winy nie widzę", co było realnym uniewinnieniem (nie wiadomo też na ile była to jego własna ocena działalności Chrystusa, a na ile prośba własnej żony Prokuli, która ponoć miała mieć proroczy sen o Chrystusie i  namawiała męża aby go ułaskawił). Żydzi (a szczególnie kapłani, faryzeusze i sadeceusze) gwałtownie protestowali, zarzucając Piłatowi bezczynność wobec antyrzymskiej postawy Jezusa z Nazaretu (a to było już bardzo poważne oskarżenie, za coś takiego - gdyby dotarło to do cezara - Piłat z pewnością zapłaciłby własną głową). Zaproponował on więc Żydom taki oto układ: skaże Chrystusa na biczowanie, a jeżeli przeżyje to biczowanie (które było niezwykle brutalne i znaczna część więźniów nie doczekiwała ukrzyżowania, gdyż umierali już podczas biczowania) wówczas go uwolni. Początkowo się zgodzono, ale ostatecznie Chrystus przeżył biczowanie, a Żydzi dalej dążyli to jego ukrzyżowania ("Na krzyż z nim, królem żydowskim" - padały takie oto oskarżenia). Ubrany więc w koronę cierniową, z plecami pokrytymi krwawą miazgą, z mocno krwawiącą twarzą (gdyż krew spływała z Jego głowy) Chrystus ostatecznie został skazany przez Piłata na ukrzyżowanie (mowa jest oczywiście o ułaskawieniu jednego z więźniów w dniach Paschy, ale ja nie spotkałem się z taką tradycją wśród Żydów, szczególnie respektowaną przez Rzymian, chociaż w jednym z dokumentów pozabiblijnych znalazłem pewne odniesienie do takiego właśnie ułaskawienia więźnia, z tym że jego wina nie była ani winą polityczną {a takową był bunt przeciwko Rzymowi}, ani też nie było to oskarżenie religijne godzące w obowiązującą wiarę żydowską, a raczej drobna kradzież). 




I tutaj miało dojść do wyboru pomiędzy Chrystusem a Barabaszem - który w oficjalnym przekazie biblijnym występuje jako morderca i zbrodniarz. Ale powiedzmy sobie znowu... naprawdę? Kim był Barabasz, mordercą? Tak zostało nam to przedstawione, jako wybór pomiędzy "Barankiem Bożym", czyli tym, który przyszedł zbawić świat, a niegodnym tego świata okrutnikiem, którego woleli wybrać Żydzi. Ale to znowu jest nadinterpretacja późniejszych przekładów, jeśli bowiem Barabasz istniał (a według mnie nie istniał), to był on żydowskim patriotą, a nie mordercą, zapewne zelotą, który trafił do lochu właśnie za swoją anty-rzymską działalność i za próbę wywołania antyrzymskiego powstania został skazany na śmierć przez ukrzyżowanie. Czy teraz mając porównanie: wybieramy patriotę walczącym z rzymską okupacją naszej ziemi, czy człowieka który podważa sens naszej wiary, sam ogłasza się królem żydowskim i Mesjaszem i próbuje nam narzucić swoją wizję drogi do Boga, to kogo wybierzemy? Do prawdy nie dziwmy się więc, że ci, którzy dążyli do skazania Chrystusa, jednocześnie wręcz żądali uwolnienia Barabasza. Dla nich to był bowiem bohater, a Chrystus był uzurpatorem i bluźniercą. Zresztą powiedzmy sobie otwarcie Barabasz nie mógł istnieć, tym bardziej że imię Barabasza to Jeszua Bar-Aba, czyli Jezus Mesjasz wojownik (nie był jedynym, przecież obroną Jerozolimy w latach 66-70 dowodził Szymon Bar-Giora, a w latach 132-135 Szymon Bar-Kochba). Tak naprawdę Barabasz nie był więc drugą osobą, tylko swoistym alter ego Chrystusa, takim, jakiego chciał w Nim widzieć chociażby Judasz Iskariota, czyli bojownika o wolność narodową. Takiego Chrystusa być może kapłani by zaakceptowali (stąd biblijne okrzyki tłumu "uwolnij Barabasza"), ale nie byli w stanie zaakceptować człowieka, który mówił rzeczy dla nich zupełnie niezrozumiałe, a choćby takie, by zburzyli Świątynię Jerozolimską, a on w trzy dni zbuduje ją na nowo (oczywiście nie chodziło Chrystusowi o fizyczny budynek, a o Świątynię Chrystusową w sercu każdego człowieka. Tak proste, a jednocześnie tak trudne do pojęcia dla ludzi którzy byli tak bardzo zapętleni w swojej fizyczności). Chrystus musiał więc umrzeć i wszystko musiało być naprawdę, biczowanie, krew, korona cierniowa, Golgota, krzyż - wszystko! Jezus nie mógł wiedzieć że to wszystko jest pewnego rodzaju grą, grą w której oczywiście musi umrzeć, ale nie na długo. Natomiast właściwy Chrystus w tym czasie podróżował po świecie, był w Indiach, w Chinach i w Japonii - gdzie ostatecznie zmarł. Natomiast Chrystus klon (który posiadał tą samą pamięć czynów właściwego Chrystusa, Jego życia i nauk) "wstąpił do nieba", czyli powrócił na TJehooba. 




W "Misji" Desmarquet opisuje ciało owego Chrystusa, które lewituje w ogromnym doko na planecie TJehooba, obok 146 ciał klonów podobnych mu Nauczycieli, którzy również przez tę rasę Galaktycznej Ludzkości wysłani zostali na inne planety podobne do naszej Ziemi (czyli na planety "bólu i łez" jak się je określa) i tam pełnili rolę proroków i duchowych nauczycieli. Ciało tamtego Chrystusa klona pozbawione jest pępka, jako że nie zrodziła go kobieta, tylko powstał sztucznie jako odzwierciedlenie właściwego Chrystusa - narodzonego w Betlejem (prawdopodobnie w marcu, kwietniu lub maju 4 r. p.n.e.). W kolejnej części przejdę do opisu tego, jak zachowywali się apostołowie po śmierci Chrystusa i po Jego Zmartwychwstaniu (którego notabene nikt nie widział i nawet zapisane jest że: "świadkiem Zmartwychwstania była jedynie noc"), jak rozpoczęły się podróże apostolskie i przede wszystkim przyjdę do rozwoju diecezji rzymskiej i rzymskiego kościoła, pragnąc zobaczyć jak miały się sprawy chrześcijan w stolicy Imperium Rzymskiego w pierwszych wiekach po Chrystusie.





PS: Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że postawa i męczeńska śmierć Chrystusa na krzyżu, zapewne musiała coś zmienić w dotychczas okrutnym podejściu jakim kierował się Poncjusz Piłat. Wysłał on bowiem do Rzymu, do cezara Tyberiusza list, w którym deklarował że Chrystus prawdopodobnie był Bogiem. Te jego zapewnienia były tak silne że cesarz Tyberiusz planował... postawić Chrystusowi świątynię w Rzymie (ostatecznie z różnych względów do tego nie doszło). Byłoby to doprawdy niezwykle zabawne, gdyby świątynia Chrystusa powstała w Rzymie zanim narodziła się rzymska diecezja chrześcijańska 😉.




CDN.
 

wtorek, 8 kwietnia 2025

UMIESZ LICZYĆ, LICZ NA SIEBIE - Cz. III

CZYLI O TYM, JAK POMAGALI NAM W WALCE Z BOLSZEWICKIM NAJAZDEM ZACHODNI SOJUSZNICY W ROKU 1920





"OJCZYZNA MOJA TO PRAOJCÓW SŁAWA, SZCZERBIEC CHROBREGO, CECORSKA BUŁAWA. TO DUCH RYCERSKI, SZLACHETNY A MĘSKI - TO NASZE WIELKIE ZWYCIĘSTWA I KLĘSKI!"


 Nim rozpoczęły się polsko-ukraińskie walki o Lwów i Galicję Wschodnią, na fali Rewolucji Lutowej w Rosji i stworzeniu w Piotrogrodzie Rządu Tymczasowego 15 (2 - data według kalendarza juliańskiego, obowiązującego jeszcze wówczas w Rosji, który był opóźniony w stosunku do kalendarza gregoriańskiego o jakieś 13 dni w wieku XX) marca 1917 r. (najpierw na jego czele stanął Gieorgi Lwow, a potem od 20 (7) lipca 1917 r. Aleksander Kiereński), już 17 (4) marca 1917 r. w Kijowie powstała ukraińska Centralna Rada, stawiająca sobie za cel reprezentowanie narodowych interesów Ukraińców. Zwołała ona w dniach 17-21 kwietnia (odtąd daty przytaczam tylko w kalendarzu gregoriańskim) do Kijowa I Ukraiński Zjazd Narodowy, w którym uczestniczyło przeszło 1000 delegatów reprezentujących różne ukraińskie ugrupowania polityczne, zawodowe i kulturalne. Żądano na nim wyznaczenia granic Ukrainy "zgodnie z wolą ludu" oraz udziału przedstawicielstwa ukraińskiego w przyszłej konferencji pokojowej. Na tym zjeździe wyłoniono tzw. Małą Radę składającą się z prezydenta (Hruszewski), dwóch wiceprezydentów, sekretarzy Rady, oraz po dwóch reprezentantów każdej z ukraińskich partii politycznych. W kolejnych tygodniach maja i czerwca 1917 r. zwoływano inne zjazdy: Wojskowy i Chłopski. Szybko też doszło do konfliktu pomiędzy Centralną Radą a rosyjskim Rządem Tymczasowym, który widział w poczynaniach Ukraińców świadomą akcję zmierzającą do rozbicia Rosji. Coraz więcej głosów na Ukrainie nawoływało do ogłoszenia autonomii i zaprzestania konsultacji z Rządem Tymczasowym (były też głosy jawnie nawołujące do niepodległości). Wiedząc że konflikt jest nieunikniony, Centralna Rada poczęła organizować własne siły zbrojne i jeszcze w kwietniu 1917 r. w miejscowości Zwienihorodka (w guberni kijowskiej) zaczęto formować ochotniczą formację Wolnych Kozaków (w październiku 1917 r. liczyli oni już 60 000 żołnierzy). Atamanem tej formacji został gen. Paweł Skoropadski.

23 czerwca 1917 r. Centralna Rada ogłosiła I Uniwersał w którym proklamowała autonomię Ukrainy i tworzyła rząd autonomiczny - Sekretariat Generalny (od 28 czerwca - a jego czele stanął niejaki Wynnyczenko). Jednak konflikt Centralnej Rady z Rządem tymczasowym został zażegnany już 13 lipca, gdy zawarto ugodę z Kiereńskim, wymierzoną głównie przeciwko bolszewikom działającym na Ukrainie. Kwestia autonomii Ukrainy miała zostać odłożona do czasu zwołania Ogólnorosyjskiego Zgromadzenia Ustawodawczego, choć Centralna Rada stała się przedstawicielką Rządu Tymczasowego w pięciu guberniach (kijowskiej, podolskiej, połtawskiej, wołyńskiej i części czernihowskiej), a składała się z 822 przedstawicieli. Efektem tego porozumienia było wydanie 16 lipca przez Centralną Radę II Uniwersału, w którym informowano o pełnym poparciu dla Rządu Tymczasowego. W dniach 16-20 lipca 1917 r. bolszewicy Włodzimierza Lenina (którzy już od maja byli przygotowani do przejęcia władzy), wzniecili pucz w Piotrogrodzie. Zakończył się on jednak ich klęską, Rząd Tymczasowy dokonał wielu aresztowań działaczy bolszewickich, a sam Lenin musiał uciekać do Finlandii (gdzie żył pod zmienionym nazwiskiem i ogoloną brodą). Te wydarzenia doprowadziły również na Ukrainie do ataków na siedziby miejscowych komitetów Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji (bolszewików). Rozpoczęły się aresztowania w Charkowie, Odessie, Winnicy i oczywiście w Kijowie (oliwy do ognia dolały również niepowodzenia na froncie i załamanie się ofensywy rozpoczętej 30 czerwca, a zakończonej już 11 lipca 1917 r. głównie na Froncie Galicyjskim, ale również w rejonie Wilna. Stracono tam prawie to 60 000 żołnierzy zabitych, rannych i wziętych do niewoli. To też wywołało gniew przeciwko bolszewikom, jako winnym akcjom defetystycznym i poniemieckim).


BOLSZEWICKA PROPAGANDA Z CZASÓW WOJNY DOMOWEJ 
(Na pierwszym planie admirał Kołczak) 



Po upadku "białego" puczu gen. Ławra Korniłowa w Piotrogrodzie (10 - 13 września 1917 r.), dążącego do objęcia władzy w Rosji i obalenia rządu Kiereńskiego, jego echa wystąpiły również i na Ukrainie. W Berdyczowie aresztowano kilku uczestników puczu którzy znaleźli się na Ukrainie, w tym gen. Antona Denikina - bliskiego współpracownika Korniłowa. Jednak gdy 7 listopada (25 października) 1917 r. wybuchła w Piotrogrodzie rewolucja bolszewicka i obalono rząd kiereńskiego wprowadzając bolszewicką dyktaturę, pozycja Sekretariatu Generalnego i Centralnej Rady na Ukrainie również zaczęła się pogarszać. Już 11 listopada 1917 r. komuniści próbowali przejąć władzę w Kijowie i początkowo rzeczywiście udało im się wyeliminować wiele agend Rządu Tymczasowego oraz Centralnej Rady, ale oddziały ochotnicze Wolnych Kozaków szybko sobie z nimi dały radę i już 13 listopada Centralna Rada odzyskała władzę nad miastem. Nawiązano też kontakt z operującym nad Donem gen. Aleksem Kaledinem, mianując go "atamanem wojska dońskiego". Starał się on przywrócić władzę Rządu Tymczasowego na kontrolowanych przez siebie obszarach. W tym czasie zaś zdominowana przez bolszewików Rada Komisarzy Ludowych w Piotrogrodzie, ogłosiła 15 listopada 1917 r. "Deklarację Praw Narodów Rosji" w której uznawała prawo wszystkich narodów zamieszkujących dawną Rosję do swobodnego decydowania o własnym losie (m.in. prawo narodu polskiego, jednak trzeba pamiętać że było to tylko i wyłącznie działanie czysto propagandowe. Tak naprawdę celem bolszewików było wywołanie rewolucji bolszewickiej w Europie, Rosja zaś była tylko odskocznią która miała zanieść żagiew rewolucji na Zachód. Lenin bowiem nigdy nie zamierzał budować komunizmu w samej Rosji, jeśli już to w Niemczech, ale nie w Rosji - którą uważał za zacofaną i niezdolną do realnego stworzenia dyktatury proletariatu).

Pod wpływem tej deklaracji, już 20 listopada Centralna Rada ukraińska wydała swój III Uniwersał, w którym proklamowano utworzenie niezależnego państwa Ukraińskiej Republiki Ludowej, obejmującej ziemie zamieszkane w większości przez Ukraińców (choć jednocześnie deklarowano utrzymanie federacyjnego związku z Rosją). Szybko jednak okazało się że nowe państwo jest ponownie zagrożone przez bolszewików, którzy zyskiwali coraz większą władzę w Radach Delegatów Robotniczych i Żołnierskich na różnych terenach Ukrainy, tym bardziej że wciąż toczyła się wojna z Niemcami i Austro-Węgrami, z której to Centralna Rada nie chciała się wycofać. 16 grudnia 1917 r. bolszewicka Rada Komisarzy Ludowych wydała "Manifest do narodu ukraińskiego", w którym uznawała oficjalnie niepodległość Ukrainy, jednocześnie skierowała do Centralnej Rady ultimatum, domagając się zaprzestania rozbrajania formacji bolszewickich i przepuszczenia przez tereny ukraińskie, oddziałów tworzącej się Armii Czerwonej. Tekst bolszewickiego ultimatum został odrzucony przez Centralną Radę. W grudniu bolszewicy zajęli Charków, gdzie na zorganizowanym w dniach 24-25 grudnia 1917 r. zjeździe stwierdzono, iż: "Od chwili obecnej władza na terytorium Republiki Ukraińskiej należy wyłącznie do Rad Delegatów Robotniczych, Żołnierskich i Chłopskich (...) Ukrainę ogłasza się Republiką Rad!" Już 27 grudnia powołano Sekretariat Ludowy Ukraińskiej Republiki Robotniczo-Chłopskiej, czyli pierwszy rząd Ukrainy sowieckiej. W kolejnych dniach stojący na czele Czerwonej Gwardii - Włodzimierz Antonow-Owsiejenko skierował swe siły z Charkowa przez Połtawę do Czerkas, a stamtąd na południe, ku Jakaterynosławowi. Nie udał się anty-sowiecki pucz, przygotowany przez dowódcę Frontu Rumuńskiego gen. Szczerbakowa. Już w styczniu 1918 r. bolszewicy zajęli po ciężkich walkach Odessę, Mikołajów, Chersoń i Aleksandrowsk. Utworzono też pułk Czerwonych Kozaków, na czele którego stanął Witalij Prymakow.





Front bolszewicki zbliżał się już do Kijowa, padały kolejne miasta, a w samym Kijowie bolszewicy zorganizowali powstanie (15 stycznia 1918 r ). Główne uderzenie szło z dwóch stron, od strony "Arsenału", gdzie podążali zmobilizowani przez bolszewików robotnicy, i ze strony dzielnicy Padoł, gdzie skoncentrowano oddziały czerwonogwardyjskie. Krwawe walki trwały do końca stycznia i początku lutego. Ostatecznie oddziały gen. Semena Petlury zdobyły "Arsenał" i krwawo rozprawiły się z jego obrońcami. Ale 4 lutego do lewobrzeżnej strony Kijowa wkroczyły oddziały Gwardii Czerwonej Antonowa-Owsiejenki, zajmując przedmieście Darnicę i opanowując most na Dnieprze. Wojska ukraińskie (i tym członkowie Centralnej Rady) ewakuowali się do Żytomierza, a do 8 lutego cały Kijów został opanowany przez bolszewików, gdzie 12 lutego zainstalował się rząd Ukrainy Sowieckiej. W styczniu 1918 r. opanowane przez bolszewików zostało również Zagłębie Donieckie (które w marcu Komitet Centralny partii bolszewickiej uznał za "nierozłączną część Ukrainy" - gdyż pojawiły się głosy o włączenie tego obszaru bezpośrednio do Rosyjskiej Republiki Sowieckiej). W tym czasie (1 lutego 1918 r.) Ukraińska Republika Ludowa została uznana przez Niemcy i Austro-Węgry, a 9 lutego podpisany został traktat pokojowy. Jako granicę uznano na południu dotychczasową granicę rosyjsko-austriacką z 1914 r. a na północy przebiegającą od Tarnogrodu przez Biłgoraj, Szczebrzeszyn, Krasnystaw, Puchaczów, Radzyń Podlaski, Międzyrzecz, Mielnik, Kamieniec Litewski i Próżany. Jednocześnie w Brześciu nad Bugiem trwały rozmowy niemiecko-austro-węgiersko-bolszewickie, gdyż od 15 grudnia 1917 r. Rosja Sowiecka zawarła rozejm z Niemcami i Austro-Węgrami na froncie. Mimo to wysłannik sowiecki na rozmowy pokojowe Lew Trocki nie chciał się zgodzić na niemieckie warunki, licząc na szybki wybuch rewolucji bolszewickiej w Europie Zachodniej, szczególnie zaś w Niemczech. Efektem tej odmowy był szybki atak niemiecki na froncie, który do końca lutego posunął front daleko na wschód (Niemcy opanowali całą Estonię i Łotwę, dochodząc do Narwy, podeszli pod Psków, zajęli twierdzę Dyneburg, zdobyli Mińsk i Połock, zajęli Homel, a 1 marca 1918 r. wkroczyli do Kijowa (rząd Ukrainy Sowieckiej uciekł do Jakaterynosławia), Berdyczowa i winnicy. Te sukcesy zmusiły bolszewików do przyjęcia niemieckich warunków pokojowych i 3 marca 1918 r. w Brześciu nad Bugiem podpisano traktat na warunkach narzuconych przez Państwa Centralne.




Wraz z wojskami niemieckimi do Kijowa wróciła Centralna Rada ukraińska. 22 marca na wniosek Dymitra Antonowicza (już pod niemiecką kontrolą) uchwalono ustawę o godle Ukraińskiej Republiki Ludowej którym został stylizowany trójząb (tryzub) w wieńcu laurowym, przejętym z monety księcia kijowskiego - Włodzimierza Wielkiego. Realnie Ukraina stała się niemiecką kolonią i była częścią przygotowywanego planu Mitteleuropy (już w kwietniu Centralna Rada musiała się zgodzić na wysłanie do Niemiec i Austro-Węgier znacznych ilości produktów żywnościowych, w tym przeszło 45 000 ton mięsa, niemal miliona ton zboża, 500 000 sztuk jajek itd, natomiast kraj był totalnie wyczerpany i zniszczony przedłużającą się wojną). Wielu ukraińskich patriotów zaczęło protestować wobec tym nakazom, co doprowadziło (28 kwietnia 1918 r.) do aresztowania przez Niemców na posiedzeniu Centralnej Rady kilku działaczy ukraińskiego ruchu narodowego. Nazajutrz zaś Centralna Rada - jakby nigdy nic - uchwaliła konstytucję Ukraińskiej Republiki Ludowej i wybrała Hruszewskiego prezydentem tejże republiki. Konstytucja deklarowała iż Ukraina jest państwem niepodległym, a jej granice są nienaruszalne, jednocześnie najwyższą władzą ustawodawczą miało być Zgromadzenie Narodowe (Wsenarodni Zbory), wykonawczą - Rada Ministrów Ludowych. Przyznano autonomię polityczną mniejszościom: rosyjskiej, żydowskiej i polskiej. Jednocześnie tego samego dnia (czyli 29 kwietnia) na zjeździe ukraińskiej partii chłopskiej gen. Paweł Skoropadski (przy poparciu Niemców) został okrzyknięty "hetmanem Ukrainy". Ogłosił on powstanie państwa ukraińskiego (Ukrajinśka Derżawa) i proklamował się jego jednowładcą. Dotychczasowy rząd został aresztowany. Przywrócił on przedrewolucyjne porządki (w tym prywatną własność środków produkcji). W tym czasie wojska niemieckie dotarły do Rostowa i Charkowa nad Donem, opanowując praktycznie całą Ukrainę (w tym Krym wraz z Sewastopolem i Kerczem).

W dniach 5-12 lipca 1918 r. w Moskwie odbył się I Zjazd Komunistycznych Organizacji Ukrainy, na którym powołano do życia Komunistyczną Partię (bolszewików) Ukrainy. Przygotowywano się teraz do wywołania na Ukrainie powszechnego powstania ludowego przeciwko rządom "hetmańszczyzny" - czyli proniemieckiej dyktaturze Skoropadskiego. I rzeczywiście, bunty wybuchały już od lata 1918 przeciwko rządom Niemców i ich mianowańca, co doprowadziło do tego, że rządy Skropadskiego utrzymały się tylko w miastach, a wsie praktycznie były poza kontrolą Hetmanatu. W tych warunkach bolszewicy postanowili 5 sierpnia wywołać powstanie na Ukrainie, które jednak zakończyło się katastrofą i już dwa dni później musiano je odwołać. Podpisanie kapitulacji Niemiec na Froncie Zachodnim - 11 listopada 1918 r. doprowadziło również do zakończenia reżimu Skoropadskiego na Ukrainie (choć w samym Kijowie nadal trzymał się mocno). 14 listopada ukonstytuował się w Białej Cerkwi pięcioosobowy Dyrektoriat, na czele którego stanął Wynnyczenko. Tam też stacjonowała 3 500 formacja Strzelców Siczowych dowodzona przez Eugeniusza Konowalca i Andrzeja Melnyka. Dowództwo nad siłami zbrojnymi Dyrektoriatu objął Semen Petlura, który ruszył na Kijów przeciwko Skoropadskiemu i 14 grudnia 1918 r. zdobył miasto, ostatecznie likwidując Hetmanat (sam Skoropadski uciekł do Niemiec).




A tymczasem nocą z czwartku na piątek 31 października na 1 listopada 1918 r. we Lwowie, formacje ukraińskie z koszar przy ul. Jabłonowskich, św. Piotra i Pawła, oraz Zyblikiewicza, obsadziły najważniejsze gmachy miejskie (Magistrat, Policję, Pocztę Kolej), wywieszając tam flagi żółto-niebieskie. Rankiem zdążający na cmentarze ludzie (gdyż był to dzień Wszystkich Świętych), ujrzeli owe flagi, a także porozlepiane na mieście odezwy Ukraińskiej Rady Narodowej, proklamujące powstanie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej ze stolicą we Lwowie. Atamanem tego tworu państwowego został Dymitr Witowski. Ogłosił on mieszkańcom Lwowa wydanie wszelkiej broni (tej, której jeszcze nie zabrali Rosjanie po 1914 r.), a także wprowadził godzinę policyjną od 18:00 i zakaz zgromadzeń. Ludność polska, która we Lwowie stanowiła znaczną większość, postanowiła zaprotestować wobec tym ukraińskim gwałtom. Jego przejawem było ściągnięcie z wieży ratuszowej żółto-niebieskiej flagi ukraińskiej, a zawieszenie tam flagi miejskiej. Natomiast Polacy chwycili za broń i rozpoczęły się walki o Lwów. Do walki garnęła się głównie młodzież, a nawet dzieci (notabene Aleksandra Bitschan-Zagórska zorganizowała formację wojskową zwaną Ochotniczą Legią Kobiet - OLK-a, która liczyła 17 kobiet z bronią i 410 w służbach pomocniczych). Łącznie do obrony Lwowa zaangażowało się 6022 osoby (chodź nazwa ta też jest myląca, gdyż były to głównie ataki na pozycje ukraińskie, a nie obrona) z czego poległo 439 (w tym 12 kobiet), rannych zostało 760 żołnierzy i 150 cywilów. Ukraińców zginęło 250 a zostało rannych ok. 500 żołnierzy. I tak, najdzielniej biły się dzieci, o dorosłych nie można już tego powiedzieć. Najmłodszy żołnierz z karabinem miał zaledwie 9 lat, dziesięciolatków było pod bronią siedmiu, a dzieciaków do 15 roku życia łącznie 501. Zginęło z nich 30. 16 i 17-latków poległo 84. 




W wydanej w latach 30-tych "Obronie Lwowa" liczącej 3 tomy (najgrubszy liczył 1096 stron) znajduje się taki opis: "(...) małe szkraby drwiąc z niebezpieczeństw, umiały się przyślizgiwać przez najpilniej strzeżone pozycje. (...) W Sokolnikach kilku młodych strzelców, dzieci prawie, zdobyło armatę. (...) Masa podrostków, dzieci nawet, wlot umiała znaleźć się w sytuacji. (...) Znakomici wywiadowcy, łącznicy, noszący meldunki i rozkazy w sposób nieporównanie szybki - tu przynosił amunicję, tam żywność, ówdzie znalazł porzucony karabin. Ukraińcy z zawziętością ścigali tych malców, mszcząc się doraźnie. (...)", a także: "Kobieta wywarła w obronie Lwowa wydatną rolę. (...) Nie tylko w charakterze sanitariuszki i kucharki, także z karabinem. Obecność kobiet na placówkach w podniecający sposób działała na młodego żołnierza". I tutaj w zasadzie słowa pochwały się kończą, ponieważ poza dziećmi, kobietami które zgłosiły się do obrony Lwowa, kadrą Politechniki Lwowskiej i miejskimi dziennikarzami, cała reszta (łącznie z oficerami zawodowymi) wykazała się skrajnym tchórzostwem i niekompetencją. Powiadano że grypa nigdy jeszcze tak ostro nie grasowała we Lwowie jak wówczas. Wielu bowiem tzw "patriotów" kładło się do szpitali obłożnie chorych, aby tylko nie iść walczyć (jeden z oficerów podszedł do grupy walczących wyrostków i zapytał: "Ile macie armat?", "Ani jednej" - usłyszał w odpowiedzi, "A ile karabinów maszynowych?", "Pięć", "Ilu was?", "Dwustu", "To do widzenia" - odparł oficer). Kapitan Antoni Kamiński (mianowany komendantem placu we Lwowie), wspominał później, że czekał na niego goniec ze Szkoły Sienkiewicza z kartką od porucznika Trześniowskiego, na której było zapisane pytanie: "Co mam robić, jak mnie Rusini zaatakują?", kapitan odpisał na odwrocie "Strzelać!" 🥴 Trudno też odpowiedzieć na pytanie dlaczego obecna we Lwowie Polska Organizacja Wojskowa oraz legioniści niestety I i III Brygady Legionów (których było w mieście kilkuset) nie zmobilizowali własnych sił do walki o Lwów? Nie znajduję odpowiedzi na to pytanie i myślę że chyba nie tylko ja. Przypadków porzucania broni i ucieczek też było mnóstwo, jak choćby wśród kolejarzy z dzielnicy Bogdanówka, których zgłosiło się 100 kilkudziesięciu do walki (z 3 000 na których liczono), a po dwóch dniach zostało tylko... trzech.




Gdy zdobyto Dworzec Główny, zaczęły się tam dziać rzeczy... żałosne, bowiem okoliczna ludność rozpoczęła rabunek, a że znaleziono znaczne pokłady alkoholu, to żołnierze którzy zdobyli Dworzec po prostu się popili, co następnie umożliwiło Ukraińcom odzyskanie tego obiektu. Ale oni też lubili wypić i na drugi dzień znowu Polacy zdobyli Dworzec. Teraz do jego obrony wyznaczono harcerzy, żaden się nie upił - dworzec utrzymano. Dochodziło też do kradzieży. Gdy przy ulicy Sykstuskiej oddział podporucznika Adolfa Massara zajął Pocztę, znaleziono tam 6 milionów koron. Mascar uznał to za swój łup i gdy Tadeusz Felsztyn nakazał przekazać zdobycz dowództwu, Massar odrzekł "Moje karabiny mogą strzelać również w drugą stronę!" (Massar został osądzony i skazany za grabież dopiero w roku 1920). Pomimo tych wszystkich przywar, wzajemnych kłótni i niesnastek, Polacy bezwzględnie górowali nad Ukraińcami zarówno wyszkoleniem wojskowym, jak i przewagą liczebną. Armat posiadaliśmy 10, Ukraińcy tylko kilka. Nie posiadali też jazdy, podczas gdy polscy Lwowianie sformowali szwadron kawalerii "Wilki" składający się z 83 szabel, wspierany przez konny pluton ckm-u, zwany "Lotną Maszynką". Ale to nie wszystko był również "oddział samochodów", złożony z 34 pojazdów różnych typów, oraz auto pancerne... domowej roboty 😉 (niestety, zostało użyte tylko do jednej akcji, potem się popsuło 🤭). Był też przebudowany pociąg pancerny z armatą i trzema ckm-ami. Ale to nie wszystko, bowiem Lwowianie posiadali również... lotnictwo, a dokładnie trzy samoloty (jeden austriacki samolot został zarekwirowany, gdy przypadkowo wylądował na Błoniach Janowskich. Te samoloty dokonały łącznie 69 lotów wywiadowczych, łącznikowych i bojowych. Pomimo tej przewagi, szczególnie wśród polityków Magistratu pojawiało się zniechęcenie dalszą walką. Na przykład 13 listopada 1918 r. na posiedzeniu rady wojennej inżynier Stanisław Widomski zgłosił taki oto projekt ugody z Ukraińcami: "Poddajmy miasto, a oni pozwolą się nam wycofać bez broni za San, skąd ewentualnie powrócimy z odsieczą". Przez dłuższy czas zapanowała cisza na sali, aż wreszcie podniósł się dr. Wacław Majbaum i krzyknął: "Judasze, Polskę sprzedajecie, hańba wam i dzieciom waszym!" Pomogło, Widomski już nie wrócił do swego projektu.

Walki obronne o Lwów trwały przez prawie trzy tygodnie. 20 listopada pociągami z Przemyśla przybyła odsiecz, pod dowództwem podpułkownika Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego i po krótkich walkach nocą 21 na 22 listopada oddziały ukraińskie pod dowództwem pułkownika Hnata Stefaniwa wycofały się z miasta (podpaliwszy jednocześnie kilka gmachów miejskich). Do godziny 8:00 rano 22 listopada cały Lwów był już w polskich rękach. Ok. godziny 9:00 rozpoczęły się rabunki w dzielnicy żydowskiej, jako że Żydzi w czasie tych walk stanęli po stronie Ukraińców i jak napisał Antoni Jakubski: "Tracąc głowę i występując zbrojnie przeciwko naszym oddziałom, Żydzi sprowadzili sądny dzień na siebie. Zarazem szumowiny zaczęły grabież. Zostali zatem przykładnie ukarani. Wedle relacji żydowskich puszczonych w świat miało być 6000 zamordowanych. A było 60 zabitych, w tym zabitych na linii frontu. O pogromach absolutnie nie słyszałem". Postawa Żydów w czasie tych walk była karygodna, mieszkało ich we Lwowie ponad 60 000, a tylko 20 dołączyło do oddziałów polskich, reszta ochoczo współpracowała z Ukraińcami, brała udział w walkach z Polakami, a także (a może przede wszystkim) wskazywała Ukraińcom kryjówki polskich żołnierzy (jak choćby po zdobyciu Zamarstynowa przez sotnię atamana Dołuda, gdzie Żydzi wskazali mu kryjówki Polaków, których on potem zamordował). Mimo to za udział w akcjach anty-żydowskich następnie aresztowano łącznie 1500 osób (400 żołnierzy i ponad 1000 cywilów). Spośród nich 60 skazano na śmierć przez rozstrzelanie. Ale Lwów już był polski, podobnie jak Wilno.




CDN.

piątek, 22 listopada 2024

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. VIII

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI 
Cz. VIII





 Kampania którą dowodzić miał cesarz Michał III (wraz ze swym wujem Bardasem), wyruszyła wiosną roku 859 i była skrupulatnie przygotowana. Przed wyprawą cesarz zadbał przede wszystkim o ponowne obwarowanie głównych miast na linii ataku, szczególnie zaś Nikei i Ankyry (dzisiejszej stolicy Turcji), o czym świadczyły inskrypcje pozostawione w tych miastach. Wyprawa "Na chwałę Bożą" miała dalekosiężne cele, ale ostatecznie siły zgromadzone na tą wyprawę okazały się mimo wszystko za słabe, aby ponownie odbić Syrię i Armenię, mimo to wyprawa i tak odniosła olbrzymi sukces. Trzeba bowiem zaznaczyć że Kalifat w tamtym czasie był już w odwrocie i to zarówno na froncie zewnętrznym, jak i wewnętrznym (wiele poszczególnych rodów rozszarpywało sobie państwo od środka, tworząc lokalne dynastie i władztwa). Kalif al-Mutawakkil (pomimo wielkich chęci), nie był w stanie nad tym zapanować. Już sam fakt że przebywał w Samarze (która stała się stolicą Kalifatu od roku 836), zdany na łaskę i niełaskę tureckich niewolników, zwanych gulamami (byli to tzw. "pretorianie władzy", a konkretnie rekrutowali się spośród porwanych tureckich chłopców, których następnie szkolono na osobistych ochroniarzy kalifa. Szczególnie zdominowali oni Bagdad, ale również i Samarę). Poza tym Samara była twierdzą zwolenników dawnego reżimu, z którym od roku 850 jawnie zerwał al-Mutawakkil (czyli ideologii mutazylickiej, głoszącej potrzebę zjednoczenia sunnitów i szyitów, oraz nieco bardziej mistycznego podejścia do spraw religijnych niż głosił to pierwotny islam). Kalif źle się tam czuł, można powiedzieć że "dusił się" w oparach knowań zwolenników mutazylizmu. Wpadł więc na ciekawy pomysł, a mianowicie przenieść cały swój dwór do innego miasta, a konkretnie... do Damaszku. Miasto to - jako stolica Kalifatu - zostało opuszczone ponad 100 lat temu wraz z nadejściem dynastii Abbasydów (i wymordowaniem praktycznie wszystkich przedstawicieli rodu Ommajadów) w roku 750. Teraz jednak al-Mutawakkil postanowił przenieść się do miasta, w którym (jak sądzono) nadal przebywały cienie kalifów tamtej dynastii. 

Z końca maja 858 r. (safar 244 r. według chronologii muzułmańskiej) rozpoczęto wielkie przygotowania do przeprowadzki dworu z Samary do Damaszku. Dwór musiał więc teraz pożegnać ogromny kompleks Dar al-chilafa (Domu Kalifów) obejmujący jakieś 125 hektarów (1346 km z zachodu na wschód i 1150 z północy na południe). Ozdobiony był on wspaniałymi złotymi i srebrnymi obrazami oraz dywanami i tkaninami dekoracyjnymi. Al-Mutawakkil kazał też tam zbudować dla siebie basen, przy którym posadził drzewo (na które to zlatywały się - zapewne specjalnie szkolone - ptaki, aby umilać kalifowi kąpiel swym śpiewem). Oczywiście również przenieść musiał się cały harem, a raczej harim (czy też huram - jak mawiali kalifowie, a co odnosiło się nie tyle do budynku, ile do przebywających tam kobiet). Należy jednak powiedzieć że w haremie władcy przebywały jedynie zwykłe niewolnice, natomiast ulubione żony władcy miały oddzielne pałace i często własne dwory (zmieni się to dopiero po roku 892 gdy kalifowie ponownie wrócą z Samary do Bagdadu. Od tego czasu nie słyszy się już aby księżniczki - czy to żony czy córki kalifów - miały własne pałace i własne dwory, a wszystkie przebywają już w haremie swego pana, ojca lub męża). W każdym razie wyprawa ruszyła i na początku czerwca 858 r. dotarła do Damaszku, gdzie ponownie musiano się rozgościć, a miasto przygotować pod dwór i samego kalifa, co też wymagało wielu prac. Ciekawostką jeśli chodzi o harem jest choćby przedstawiona w "Kitab al-Aghani" ("Księdze Pieśni") napisanej przez Ahmada Ibn Abi Tahira właśnie w czasach panowania kalifa al-Mutawakkila, której bohaterem jest poeta Ibrahim al-Mausili a cała opowieść osadzona jest w czasach panowania kalifa Haruna ar-Raszida (dziadka al-Mutawakkila). Pokazany jest tam harem, w którym jedną z atrakcji jest wielki kosz podwieszany do sufitu, na którym przebywa część dziewcząt, i do takiego kosza trafia - nieco przez przypadek - właśnie ów Ibrahim. Dziewczęta początkowo (gdy orientują się że jest on innym mężczyzną niż ten, na którego czekały), zasłaniają swe twarze woalami, ale wkrótce potem (niezwykle podniecone) pragną z nim baraszkować. Opowiastka kończy się dobrze kalif wybaczę Ibrahimović, wynagradza go a dziewczyny otrzymują dodatkowe nagrody (🤭). Taka nieco historyjka która jednocześnie pokazuje że już w tamtym czasie wpływ haremu był dosyć duży na władzę kalifa, a jednocześnie że nieco aroganckie dziewczyny (co wynika z ich podejścia), trzymane w prawdziwym więzieniu kontrolowanej rozkoszy, potrafią być zadziorne seksualnie niebezpieczne (twierdzą bowiem że Ibrahima wypuszczą dopiero po tygodniu, gdy je wszystkie zadowoli, na co on szybko przestaje, choć w tym czasie poszukuje go wkurzony kalif 😂).




Przeniesienie dworu kalifa do Damaszku okazało się jednak błędem. Od początku bowiem mocno przeciwko temu zaprotestowali tureccy gulamowie (strażnicy kalifa) widząc tej przeprowadzce próbę umniejszenia ich osobistej władzy. Poza tym doradcy kalifa twierdzili, że przeniesienie dworu do Syrii (czyli w otoczenie wrogich Abbasydom i Persom Syryjczyków) nie jest dobrym pomysłem. Początkowo kalif lekceważył te głosy. W końcu bowiem wyzwolił się z otoczenia mutazylitów i chciał poczuć się wreszcie panem sytuacji. Wkrótce jednak przyznał im rację, gdyż chłodniejszy klimat Damaszku i częste deszcze spowodowały, że stracił zapał do tego miejsca. Rozpoczęto więc ponownie przygotowania do powrotu do Samary, a pobyt w Damaszku trwał tylko... 38 dni. Jednak Samara była miejscem które bardzo źle działało na kalifa i nawet jeśli nie mógł dalej pozostać w Damaszku i musiał wrócić do stolicy, to chciał jednocześnie, aby był to powrót tymczasowy. Będąc jeszcze w Damaszku przygotował plany budowy nowego miasta, raczej nowej rezydencji dla siebie o nazwie Al-Dżafarijja (dziś Abu Dulaf). Położenie tego nowego ośrodka umiejscowił po wschodniej stronie Tygrysu, nieco na północ od Samary, gdzie (jak uważał) będzie czuł się bezpieczniej niż w samym mieście. Prace budowlane rozpoczęły się w drugiej połowie roku 859, wcześniej zaś teren ten został wyludniony (mieszkańców wypędzono, a ich domostwa i ziemie wykupiono), a następnie przystąpiono do budowy kanałów nawadniających, gdyż teren ten był nieco suchy i jałowy (przy pracach tych zatrudniono 12 000 robotników, którym płacono dobre wynagrodzenie, aby tylko ich zachęcić do dalszej pracy. Nie wiadomo jednak dlaczego kalif w tym właśnie przypadku zrezygnował z użycia taniej siły roboczej - czyli niewolników?). Ogólnie koszty budowy tej rezydencji były ogromne i mocno nadwyrężyły skarb kalifa, W każdym razie była ona ukończona już w początkach roku 860 (czyli w tempie błyskawicznym jak na tamte czasy), a kalif przyniósł się tam ze swym dworem - 25 lutego 860 r. Al-Mutawakkil marzył o nowym Bagdadzie, wielkim mieście które zdominuje Samarę i stanie się ośrodkiem muzułmańskiej sunny w całym świecie islamu. Wkrótce jednak okazało się, że te jego marzenia szybko zostały zaprzepaszczone wraz z jego śmiercią w roku 861, a miasto Al-Dżafarijja (zwane też Al-Mutawakkilijja) szybko podupadło, kanały zostały zasypane przez piasek, a dwór ponownie wrócił do Samary. Wielcy tego świata, patrzcie na moje dzieło i rozpaczajcie - można by było napisać na murach Al-Dżafarijja w kontekście al-Mutawakkila.




Poza tym dwór al-Mutawakkila był zupełnie inny od dworu jego poprzedników. Od czasów Haruna ar-Raszida (a poniekąd również i wcześniejszych kalifów z dynastii Abbasydów) dwór szedł w kierunku kultury elitarnej, przeznaczonej głównie dla wybranych, najbogatszych i najbardziej wykształconych wyznawców Allaha. W czasach następców Haruna, al-Mamuna, al-Mutasima i al-Wasika triumf zaczęła święcić ideologia mutazylicka, a co za tym idzie również nieco bardziej mistyczne podejście do islamu (rozważano tam bowiem takie pojęcia jak fakt, iż człowiek - za sprawą Boga oczywiście ale jednak - jest w stanie sam kreować swoją rzeczywistość). Triumf też zaczęła święcić muzułmańska filozofia, a kalifowie (szczególnie al-Wasik) organizowali konferencje naukowe na których rozważano wiele kwestii filozoficznych, moralnych, religijnych i społecznych. Z chwilą zaś zerwania przez al-Mutawakkila z mutazylizmem, natychmiast poniechano tych praktyk. Odtąd komentowanie i rozważanie Koranu stało się zabronione, a twierdzenie że człowiek może cokolwiek osiągnąć za sprawą siły swego umysłu stało się jawnym bluźnierstwem. Wrócono do pierwotnej "czystości" sunny (przynajmniej w przekonaniu al-Mutawakkila). Było to poniekąd zgodne z dążeniami prostego ludu, który nie miał ani czasu, ani niekiedy nawet kompetencji do tego, aby rozważać pewne kwestie filozoficzne związane z zagadnieniami Koranu ("Wybór należy do Boga a nie do jego niewolników. Wszystkie sprawy są w rękach Boga, a nie w rękach ludzi! Zaś wasze życie, magowie muzułmanów, kierowane jest przeznaczeniem. Umieracie nie mając wyboru, jesteście siłą prowadzeni do tego, co wam przeznaczone" - oto fragment makamy "O domu dla obłąkanych" autorstwa al-Hamadaniego, napisanej właśnie w czasach panowania kalifa al-Mutawakkila, a zdecydowanie potępiającej mutazylizm właśnie jako ów "dom dla obłąkanych") On po prostu pragnął jasnego, prostego przekazu i taki właśnie był cel polityki religijnej kalifa al-Mutawakkila. Ponieważ jednak Samara (jak również poniekąd Bagdad) przypominały mu o mutazylickiej przeszłości jego poprzedników, dlatego też pragnął stworzyć nowe miasto, nową siedzibę która będzie  twierdzą czystej sunny, a Koran księgą objawioną nad którą nie tylko nie należy, ale wręcz nie można dywagować. Taka była rzeczywistość religijna w okresie, w którym cesarz Michał III wyruszył w swej kampanii wojennej na wschód przeciwko Kalifatowi.




Wyprawa okazała się sukcesem (oczywiście nie na taką skalę o jakiej marzył Michał, ale jednak bez wątpienia był to duży sukces). Wojska bizantyjskie przekroczyły góry Taurus i dotarły aż do Samosaty którą zdobyły. Zdobyto też ogromne łupy, a bizantyjska flota pojawiła się pod portem Damietta w Egipcie. Michał mógł być bez wątpienia zadowolony z wyników tej wyprawy i tak zapewne było. Warto jednak dodać że w tym właśnie czasie po stronie muzułmanów przebywali wszyscy dotychczasowi paulicjanie (o których pisałem we wcześniejszych częściach), gdyż po wielkiej wyprawie przeciwko ich siedzibom we wschodnich rejonach Bizancjum (szczególnie tych w Argaoun i Amarze) i związanej z tym krwawej masakrze paulicjan z roku 855 (w wyniku której śmierć poniosło aż 100 000 członków tej sekty) musieli oni uciec za granicę, a jedyne bezpieczne schronienie uzyskali właśnie od kalifa al-Mutawakkila w mieście Tefrike nad Eufratem. Poprowadził ich tam pierwszy od dłuższego czasu przywódca tej sekty - Karbeas (który w czasie rzezi w 855 r. stracił ojca). Paulicjanie Tefrike zamienili w prawdziwą twierdzę, a całą okolicę w mini państewko pod swoim zarządem. Zaczęto coraz intensywniej zamieniać się w wojowniczą grupę religijną, która zamiast jedynie Pismem Świętym to będzie operowała również mieczem. Nowi członkowie byli więc szkoleni przede wszystkim z walki wręcz i umiejętności posługiwania się różnymi rodzajami broni. Bardzo to pomogło później kalifom (paulicjanie bowiem walczyli po ich stronie przeciwko Bizantyjczykom) w kampaniach z lat 60-tych IX wieku. Jednak w tej z roku 859 paulicjanie niezbyt się spisali, obawiając się że młody cesarz ruszy również przeciwko ich ziemiom w Tefrike. Ten wrócił jednak do Konstantynopola w glorii sławy. Odbył wspaniały triumf na wzór triumfów dawnych rzymskich wodzów wkraczających do Rzymu, a rzeczywiście miał coś świętować. Zarówno bowiem kampania lądowa jak i ta morska pod Damiettą w Egipcie zakończyła się sukcesem, zdobyto znaczne łupy. Teraz lud Konstantynopola miał możliwość obejrzeć zarówno muzułmańskich jeńców, jak i dobra które udało się zrabować. Wkrótce po tym wydarzeniu Bazylii (czyli bohater tej części naszej opowieści), jako główny szambelan dworu cesarskiego, otrzymał od swego przyjaciela, cesarza Michała propozycję nie do odrzucenia, a mianowicie miał rozwieść się ze swoją żoną Marią i poślubić Eudokię Ingerinę - cesarską kochankę, gdyż w ten właśnie sposób mogłaby ona nadal pozostać na dworze. Natomiast żona cesarza Eudokia Dekapolitina żyła realnie jak mniszka. Cesarz jej nie odwiedzał (poza oficjalnymi spotkaniami) i zupełnie zaniedbywał. Bazyli oczywiście przystał na taki układ (niektórzy autorzy piszą że w zamian cesarz uwolnił swoją siostrę Teklę z klasztoru i uczynił ją kochanką Bazylego - czego tamten pragnął, ale oczywiście nie można tego zweryfikować i potwierdzić). Oficjalnie bowiem Bazyli był mężem Ingeriny, realnie noce spędzała ona w sypialni cesarza, a on wraz z Teklą. Układ wydawać by się mogło korzystny dla wszystkich, aż do chwili gdy okazało się że Ingerina jest w ciąży - ale do tego jeszcze wrócimy.




Nadszedł rok 860. Imperium po odniesionym sukcesie na Wschodzie było pewne swego, a cesarz był przekonany że kolejne kampanie powalą al-Mutawakkila na kolana i Bizancjum ponownie odzyska utracone ponad 200 lat wcześniej ziemie Orientu. Wszystko wydawało się układać pomyślnie, a Michał z optymizmem planował kolejne swoje posunięcia polityczne i militarne. Aż tu nagle okazało się że na Morzu Czarnym pojawiły się jakieś dziwne okręty. Było ich mnóstwo i płynęły z Północy. Wkrótce okazało się że to byli Rusowie, a raczej Słowianie południowo-wschodni, jako że nazwa Rusowie czy Rusini wówczas jeszcze nie istniała. W ogóle bardzo ciekawe są teorie skąd pojawiła się taka nazwa na określenie Słowian Wschodnich. Było o tym kilka teorii, a większość z nich sprowadzała się do tego, że Rusowie to po prostu byli... chłopi, którzy pracowali dla swoich panów, a najczęściej w tym przypadku wymienia się... Lachów i to wcale nie jest żart. Sam fakt że to właśnie Polanie czyli Lachowie byli założycielami miasta Kijów, jest niezwykle symboliczny. Rusami więc miano nazywać chłopów, którzy pracowali na ziemi należącej do Polan/Lachów. Z czasem się zbuntowali podporządkowując się przybyłym ze Skandynawii Waregom, którzy pod przywództwem Ruryka i jego braci (Askolda i Dira) odtąd mieli panować nad wschodnią Słowiańszczyzną. Nestor (ruski kronikarz średniowieczny z XII wieku) w swej "Powieści minionych lat" nazywa Ruryka i jego braci Rusami, mówiąc że oni przybyli z krain Wikingów, z plemienia Rusów. Ale również w języku łacińskim istniało słowo "rustico" co oznaczało po prostu "wiejski" (inaczej rustykalny). Czyżby słowo to przeniknęło do Słowiańszczyzny z łaciny, z krain rzymskich, czy też Rzymianie zaimplementowali je do swego języka po swych kontaktach z Lachami (głównym bowiem miastem w którym odbywał się rzymsko-słowiański handel począwszy od rządów cesarza Nerona, był Kalisz, zwany przez Rzymian - Calisia, gdzie był wielki targ na którym dokonywano transakcji - głównie handlu bursztynem). Istnieje też inne wyjaśnienie słowa "Rus", a mianowicie pochodzące od rusałki - czyli słowiańskiej nimfy wodnej (choć tak naprawdę tą nazwą określano młode dziewice, które poświęcały się służbie bogom. Stąd nazywano je po prostu "ne rusane" czego narodziły się rusałki). Są też oczywiście i inne teorie na wyjaśnienie tego słowa, a mianowicie łacińskie słowo "risus" oznacza uśmiechnięty, podobnie jak niemieckie "lahen" (śmiać się), wydaje się więc że zarówno Lachowie jak i Rusowie to... synonimiczne etnonimy 😂. W każdym razie - jak możemy przeczytać w "Powieści minionych lat" Słowianie "siedli nad Wisłą i przezwali się Lachami, a od tych Lachów przezwali się jedni Polanami, drudzy Lachowie Lutyczanami, inni Mazowszanami, inni Pomorzanami. (...) Także ci Słowianie przyszedłszy siedli nad Dnieprem i nazywali się Polanami, a drudzy Drewlanami, że siedli w lasach, a jeszcze inni siedli między Prypecią a Dźwiną i nazywali się Dregowiczami, inni siedli nad Dźwiną i nazywali się Połocczanami. (...) Inni zaś Słowianie, którzy siedli koło jeziora Ilmenia, przezwali się swoim imieniem i założyli gród i nazwali go Nowogrodem. A drudzy siedli nad Desną i nad Semą i nad Sułą i nazwali się Siewierzanami. I tak rozszedł się naród słowiański, a od niego i pismo nazwane słowiańskim".




W każdym razie pod Konstantynopol w roku 860 przybyła flota Słowian południowo-wschodnich (i jeśli nawet mówiono o nich wówczas Rusowie, to na pewno nie w tym samym kontekście, w jakim później zaczęto ich tak nazywać), wywołując w mieście powszechne przerażenie. Mieszkańcy byli zupełnie nie przygotowani na atak, miasto było praktycznie bezbronne, bramy otwarte, duża część ludności (głównie chłopów) przebywała na polach wokół miasta, a tu nagle (po zaokrętowaniu swych statków), Słowianie zaczęli atakować bezbronnych ludzi, część z nich kładąc od razu trupem, część biorąc w niewolę. Ponoć atak Słowian został sprowokowany przez samych Bizantyjczyków, którzy rozpoczęli budowę twierdzy Serkiel u delty Donu, tym samym ograniczając słowiański handel spławny tą rzeką, zmuszając ich do wybrania kierunku wschodniego, przez ziemię Chazarów (Chazarowie byli wówczas sojusznikami Bizantyjczyków w walkach z Arabami). Co ciekawe w Chanacie Chazarskim oficjalną religią przyjętą przez władców tego ludu był judaizm. Pierwszym chanem Chazarów był niejaki Bułan, który objął władzę ok. 740 r. i od razu przyjął judaizm jako oficjalną religię tego tureckiego ludu (wcześniej bowiem wśród Chazarów nie było ani książąt ani chanów, a jedynie wybieralni wodzowie i jednym z nich był właśnie Bułan, który po konwersji on przyjął imię Sabriel). W tym okresie który nas interesuje, władcą Chazarów był potomek Bułana - Manasses I, a twierdza Serkiel u źródeł Donu istotną przeszkodą dla Słowian południowo-wschodnich. Stąd też zapewne - pierwszy w dziejach - atak Słowian na Konstantynopol. Słowianie splądrowali i spalili przedmieścia Konstantynopola, a tę ludność, która nie zdążyła schronić się za murami miasta, wzięto w niewolę lub zabito. Próbowano jeszcze dniem i nocą szturmować mury miasta, ale zakończyły się one niepowodzeniem i wreszcie Słowianie odpłynęli. Bizantyjczycy bowiem na murach miasta wystawili wizerunki Marii, Matki Jezusa - Bogurodzicy i potem wierzono, iż to właśnie Jej interwencja spowodowała ocalenie miasta i jego mieszkańców. Na początku jednak ataku Słowian samego cesarza nie było w stolicy, gdyż przygotowywał się do kolejnej inwazji na Kalifat, ale dowiedziawszy się o ataku zawrócił, przedarł się przez Bosfor do miasta i wraz z patriarchą Focjuszem starał się podtrzymać ludność na duchu. Po zakończonym ataku, mieszkańcy długo nie mogli wyjść z przerażenia że nowy lud może w każdej chwili przypłynąć i tak po prostu próbować zdobyć miasto, które dotąd było uważane za nie do zdobycia (próbowali tego zarówno Awarowie jak i Persowie oraz Arabowie - bezskutecznie). Patriarcha Focjusz wpadł wówczas na ciekawy pomysł. A mianowicie żeby skutecznie zabezpieczyć się przed atakami tych "barbarzyńców", należało po prostu ich... ochrzcić, czyli wprowadzić w obręb kultury rzymsko-greckiej. Na razie jednak postanowiono wysłać poselstwo do władcy Chazarów - Manassesa, celem odnowienia traktatów na wypadek kolejnych ataków wojowników z Północy. Na czele tego poselstwa stanął młody, ale już wówczas wyróżniający się pokaźną wiedzą na temat kultur judaizmu i islamu - mnich Konstantyn z Tesalonik. Kilka lat później (pod imieniem Cyryla i wraz ze swym bratem Metodym) stanie się on jednym z dwóch apostołów Słowian w państwie wielkomorawskim. 




A poza tym jako ciekawostkę jeszcze dodam że w tym właśnie czasie na ziemiach Lechii właściwej (jeśli można tak się wyrazić) władał król (choć oczywiście nie koronowany) Koszyszko, który jest tożsamy z mitycznym Piastem, założycielem dynastii Piastów. Wstąpić on miał na tron (po upadku dynastii Popielidów) w roku 842, mając wówczas 70 lat. Przeniósł siedzibę Lechii ze skalnej zbrodniczą krwią Kruszwicy (siedziby Popielidów) do Gniezna. Starał się rządzić sprawiedliwie, a za jego panowania ustać miały wszelkie wojny domowe, rozboje oraz gwałty z lat poprzednich. Nie był w stanie jednak poskromić ruchów odśrodkowych, odpadu kolejnych książąt i usamodzielnianie się ich. Jego synem zaś był Ziemowit, który objął władzę po śmierci ojca w roku 862 (100 lat później władzę objął pierwszy historycznie uznany władca Lechitów/Polan - Mieszko I, prawnuk Ziemowita, który w roku 966 przyjąć miał chrześcijaństwo). 




Za rządów króla Koszyszko/Piasta - 1 stycznia 845 r 14 książąt lechickich (głównie byli to książęta czescy) przyjęło (wraz ze swymi dworami, wojskiem i ludnością) chrzest w obrządku rzymskim, dokonanym przez misjonarzy wschodniofrankońskich (dzisiaj byśmy powiedzieli niemieckich). Zostało to na nich wymuszone (opowiem o tym w kolejnej części, gdy będę omawiał misję Cyryla i Metodego w kraju wielkomorawskim, a także w podległej temu państwu krainie Wiślan - których to stolicą była twierdza Kraków). Jak to się stało że państwo wielkomorawskie, które już dużo wcześniej (831 r.) przyjęło chrzest w obrządku zachodnim (również wymuszonym przez Franków Wschodnich), nagle stało się niezwykle skutecznym miejscem działań misjonarzy Cyryla i Metodego, misjonarzy kościoła wschodniego? O tym również w kolejnej części. Oczywiście nie możemy też zapomnieć o kwestii rzymskiej i o decyzji jaką miał wydać papież w sprawie uznania Focjusza lub Ignacego za prawowitych patriarchów Kościoła konstantynopolitańskiego (o czym pisałem w poprzedniej części), a także jak to się stało że Bazyli stał się cesarzem i założycielem dynastii, która doprowadziła do odrodzenia złotego wieku Bizancjum, a po której upadku rozpoczęły się krucjaty do Ziemi Świętej.


STARA BAŚŃ. KIEDY SŁOŃCE BYŁO BOGIEM 
(KONIEC PANOWANIA POPIELA II ZBRODNIARZA i POCZĄTEK RZĄDÓW KOSZYSZKO/PIASTA - ok. 840 r.)



ZIEMOWIT i DZIWA



CDN.

wtorek, 2 lipca 2024

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CLXXXIV

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI 
SŁOWIANIE I CELTOWIE





PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE

SŁOWIANIE

(POD SKRZYDŁAMI ASYRII - UPADEK IZRAELA)

(ok. 738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)

Cz. IV







FILISTEA
PONOWNIE ODRODZENIE
(738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)
Cz. IV



DEWARIM
(738 r p.n.e. - 586 r p.n.e.)
Cz. VI


 Tak oto dotarliśmy do roku 720 p.n.e. czyli minęły już ponad dwa stulecia od inwazji faraona Szeszonka I na Filisteę, co doprowadziło do upadku filistyńskich wpływów w Palestynie które dopiero teraz zaczęły ponownie się odradzać (już pod skrzydłami Asyrii). Teraz Dalsze brnięcie w dzieje samej Palestyny nie mają sensu, jeśli nie będą związane również z dziejami Egiptu, a co za tym idzie należy (niestety) cofnąć się o te dwa stulecia i przedstawić dzieje państwa egipskiego już po inwazji Szeszonka na Palestynę. Tak więc w roku 925 p.n.e. Szeszonk - pierwszy władca Egiptu z libijskiej dynastii wywodzącej się z Bubastis, syn wodza plemienia Maszauasz (Mešweš - wym. Me:sz:wesz, z tym że "Š" czytane jako "sz" było swoistym z zamiennikiem, gdyż Egipcjanie nie znali spółgłosek "d", "ź" czytane jako "". Jeśli więc teraz zamienimy "sz" na "" to wyjdzie nam "Medzwedz" czyli innymi słowy było to słowiańskie plemię Niedźwiedzi, fonetycznie tylko zmienione w języku egipskim, aby łatwiej można je było zapisać na ścianach świątyń) Nimlota i wnuk Szeszonka Starszego. Początkowo lud Medźwedź, to byli najemnicy wynajęci przez władców Egiptu XXI Dynastii, mieszkający w kolonii wojskowej w Herakleopolis. Ale bardzo szybko rozszerzyli swoje wpływy i już za Nimlota opanowali Bubastis (do dziś współczesna historiografia nazywa XXII "libijską" Dynastię, właśnie dynastią z Bubastis). W roku w którym wyprawił się przeciwko fenicji i podporządkował sobie Izrael oraz Judę, Szeszonk I panował już od ponad 20 lat (wstąpił na tron ok. 946 r. p.n.e.). W tym czasie Egipt (po okresie upadku trwającym mniej więcej 200 lat) ponownie wracał do swojej mocarstwowej roli w regionie i przynajmniej przez kolejne stulecie taką rolę będzie pełni (potem znów przyjdzie osłabienie, a z końcem VIII wieku p.n.e. władca Asyrii - syn Sargona II, Sannacheryb nazwie Egipt "złamaną trzciną"). Była to bez wątpienia zasługa samego Szeszonka, który umiejętnie postępując w polityce wewnętrznej wyprowadził kraj z chaosu, rządów lokalnych możnowładców (czym nieco poprawił los chłopów egipskich), ale przede wszystkim podporządkował sobie kastę kapłańską (która nie mogła mu tego wybaczyć i do końca jego rządów pisała, iż był on synem wodza "Maszauasz" tak jakby to miało być jakąś inwektywą, która czyniła z władcy niegodnego narzucać swą wolę kapłanom, prawdziwym interpretatorom boskiej woli na ziemi).

Szeszonk umiejętnie się jednak zabezpieczył. Najpierw poślubił Maatkare - córkę ostatniego władcy XXI Dynastii Psusennesa II (pierwotnie był on arcykapłanem Amona-Re w Tebach od ok. 970 r., dziesięć lat później został faraonem w Delcie, a jego prawdziwe imię brzmiało: Titcheprure Psibchenne). Potem mianował swoich synów na najróżniejsze stanowiska, tak, aby zapełnić zarówno władze świeckie, jak i kapłańskie. Juput został nowym arcykapłanem Amona-Re, a jednocześnie naczelnym wodzem armii i namiestnikiem Górnego Egiptu (dzięki temu podporządkował sobie Teby, bowiem z Bubastis było daleko do królewskich Teb, gdzie rządzili kapłani Amona, którzy uważali się wręcz za udzielnych książąt, symbolicznie jedynie podległych faraonowi). Dżedptahiuefanch został trzecim prorokiem w wielkiej Swiątyni Amona w Karnaku (czyli też w Tebach królewskich). Nesa (jeden z wodzów plemienia Medźwedź, a prywatnie przyjaciel lub też druh Szeszonka z młodości) został czwartym kapłanem Amona. Nimlot zaś (jeden z młodszych synów Szeszonka) został komendantem twierdzy w Herakleopolis, a tym samym stał na straży dróg pomiędzy Górnym i Dolnym Egiptem (miał więc bodajże najbardziej odpowiedzialne zadanie ze wszystkich potomków nowego faraona). Córki szykowane zaś były do zamążpójścia za wpływowych kapłanów i to nie tylko Amona-Re, ale również tych z Heliopolis (będących naturalnymi konkurentami wszechwładnych arcykapłanów z Górnego Egiptu). Gdy w kilka lat po objęciu swego stanowiska zmarł Dżedptahiuefanch, władca powołał na jego miejsce rodzimego Egipcjanina - Dżeddżehutyiuefancha, jednocześnie dając mu za żonę jedną ze swych córek. Dwór królewski w Bubastis (miasto to zwane było również przez Egipcjan Pi-Beset) w kraju Goszen, przypominało czasy wielkości ostatnich faraonów XIX Dynastii. Stąd blisko było zarówno do Morza Śródziemnego (płynąc jedną z odnóg Nilu), jak również na Wschód, do Kanaanu (tu prowadziły cztery drogi, omijające Pustynię Szur na Synaju. Pierwsza, bodajże najłatwiejsza (chociaż trzeba było przejść przez leżące na bagnach i zasiedlone w dużej mierze przez kupców z dalekiej Fenicji Baal-Sefon, a potem już prosto do Zilu, twierdzy Peluzjum i wybrzeżem prosto do Rafii i gazy - a dalej do Aszdod, Gezer, Jerozolimy i Aszkelonu), druga wiodła chyba najkrótszą drogą z Bubastis wzdłuż gór na Synaju (z tym że wybierając tę drogę należało się zabezpieczyć w wodę, gdyż przechodzono przez tereny pustynne i aż do potoku Horeb zwanego również przez Filistynów "potokiem egipskim", nie było nigdzie źródła wody) a następnie do Negebu i przez kraj Symeona, Beniamina, i Efraima dotrzeć można było do Jerozolimy i Betel, Sychem czy Samarii. Trzecia droga była możliwą wariacją drugiej, tylko że podróżowano bardziej górskimi rejonami, do Asmon, Beerot i Negebu (a następnie taką samą trasą jak wyżej wymieniona). Czwarta droga była najdłuższa i wiodła aż przez cały Synaj prawie do jego południowych granic, przez Pustynię Sin do Morza Czerwonego, Pustynię Paran do Kadesz-Barnea, Addar, Beerot i znów do Negebu. Najbardziej optymalna wydawała się więc trasa pierwsza.




Tą drogą podążył też Szeszonk w roku 925 p.n.e. czyli w roku zniszczenia Kanaanu (ponieważ jednak opisałem już tę wyprawę w poprzednich częściach, nie będę się powtarzał i daruję ją sobie teraz). Faraon wrócił do Bubastis, wiodąc ze sobą ogromne łupy i tysiące niewolników (aby uświadomić sobie jak wielkie były to zdobycze, warto tylko powiedzieć że wystarczyły one przedstawicielom XXII Dynastii aż do jej upadku w 712 r. p.n.e. jako prywatny majątek królewski). Na krótko powróciła wielkość z czasów Totmesa III, Horemheba, Ramzesa II Wielkiego czy nawet Ramzesa III. Władca bogato obsypał zdobyczami świątynie (czym uspokoił kapłanów, nieustannie jęczących że "libijski barbarzyńca" narzucił im swoją władzę - notabene taki z niego był Libijczyk, jak ze mnie Niemiec 😉, ). Rozpoczął też ambitne plany przebudowy Świątyni w Karnaku (pracami budowlanymi kierował jego syn, arcykapłan Juput). Przebudowano dziedziniec przed II pylonem Świątyni, a na murze zewnętrznym południowego dziedzińca umieszczono triumf Egiptu nad Izraelem, Judą i Filisteą (poza tym Szeszonk wystawił również stelę triumfalną w Ipet-Sut obok annałów Totmesa III), poza tym w Świątyni Amona wzniesiono również Salę Jubileuszową. Aby zyskać materiały do tych butów, otwarto ponownie dawno zamknięte kamieniołomy w Gebel (924 r. p.n.e.), które zasiliła również znaczna rzesza przywleczonych z Kanaanu niewolników. Zawarł też intratny sojusz handlowe z Byblos (dawnym egipskim emporium na fenickim wybrzeżu, a król Abibaal wystawił nawet posąg Szeszonka w sanktuarium Baalat-Gebal). Po śmierci króla Salomona (ok. 930 r. p.n.e.) i secesji Północy pod rządami Jeroboama I, Izrael zawarł z Egiptem również sojusz polityczny przeciwko Judzie. Po interwencji zaś z roku 925 p.n.e. obaj królowie (Jeroboam i Roboam) stali się wasalami Egiptu, a stela Szeszonka stanęła pod Megiddo (niegdyś tam również swą stelę wystawił Totmes Wielki, po swej zwycięskiej kampanii z roku 1457 p.n.e.). Ostatnie lata panowania Hedżcheperre Szeszonka upłynęły pod gwiazdą odrodzenia egipskiej mocarstwowości. Zmarł on (po 33 latach panowania) w 913 r. p.n.e. a na tron wstąpił jego najstarszy syn - Sechemcheperre Osorkon I (notabene imiona Szeszonk, Osorkon czy Takelot nie są imionami egipskimi, mówi się że mają konotacje libijskie, ale wydaje mi się że bardziej północnoeuropejskie, słowiańskie, tym bardziej że zarówno Szeszonk jak i Osorkon - według tego co zapisane jest na zachowanych ostrakonach, mieli niebieskie oczy i jasne włosy).




Osorkon został współwładcą wraz ze swym ojcem na 3 lata przed jego śmiercią. Po intronizacji nowego faraona co prawda nie przybyło do Bubastis wiele poselstw zależnych i podbitych ludów (jak to miało miejsce w dawnych czasach), ale władcy Judy, Izraela, miast-państw Flistei a także sprzymierzonych miast handlowych (takich jak Byblos) wysłali Osorkonowi bogate dary na znak szacunku i poddaństwa. Przez kolejne lata do Bubastis daniny słali kolejni władcy Judy (Roboam, Abiijam i Asa) a także Izraela (Jeroboam, Nadab i Basza). Ostatecznie jednak w 14 roku swego panowania król Asa postanowił zakończyć ten proceder i odmówił dalszego podporządkowywania się Egiptowi. Tak więc Osorkon w 20 roku swego panowania (897 r. p.n.e.) wysłał do Judy ekspedycję zbrojną pod dowództwem kuszyckiego wodza o imieniu Zer. Wyprawa ta zakończyła się jednak klęską, Asa ścigał Egipcjan do granic swego kraju - co spowodowało, że po prawie 30 latach prowadzenia mocarstwowej polityki na obszarze Kanaanu, Juda (a co za tym idzie również Izrael) uniezależniła się od Egiptu. Był to okropny blamaż dla Egiptu, (Zer z rozkazu faraona został skazany na śmierć), ale wpływy Egiptu nie zostały wszędzie unicestwione, a wręcz przeciwnie. W byblos sojusz handlowy przetrwał, a król Elibaal (syn i następca Abibaala) na dowód sojuszu wystawił Osorkonowi w Baalat-Gebal nowy posąg (obok posągu jego ojca). Osorkon (podobnie jak jego ojciec) był gorliwym czcicielem bogini Bastet - opiekunki i patronki Bubastis. Ale chojnie obsypywał również złotem i wszelkimi innymi dobrami kapłanów w Tebach, Heliopolis, Hermopolis, Herakleopolis i Memfis. Przebudował świątynie Izydy w Atfih i El-Hiba, wzniósł nowe świątynie bogini Bastet i boga Atuma w Bubastis. Dokonywał również prac świątyniach w Koptos i Abydos. Założył obóz wojskowy strzegący drogi do oazy Fajum, dzięki czemu kupcy i podróżnicy mogli bezpiecznie (nie obawiając się ataku rozbójników) dotrzeć do miejsca, gdzie można było odpocząć. Gdy ok. 900 r. p.n.e. w Tebach zmarł jego brat, arcykapłan Juput, Osorkon urządził mu wspaniały pogrzeb, a na urząd nowego arcykapłana Amona-Re powołał swego syna - Szeszonka. Dziesięć lat później uczynił go swym następcą i współrządzącą, widząc w nim ogromny potencjał (według tego co można przeczytać nacechowanych tablicach, to Hekacheperre Szeszonk II był bardzo zdolnym młodzieńcem. Objął urząd arcykapłana mając około 30 lat, a wcześniej - szykowany do kariery kapłańskiej - zajmował się astronomią. Był też dobrym gospodarzem (znacznie powiększył dobra kapłańskie w Tebach). Nie dane mu jednak było panować. Zmarł kilka miesięcy po swym wyniesieniu, jeszcze za życia ojca (w 889 r. p.n.e.) powodując ogromny żal u Osorkona, który to realnie doprowadził do jego śmierci.




Nowym faraonem został teraz młodszy syn Osorkona i brat Szeszonka II - Usermare Takelot I. Nie był to wybitny władca, nie można mu też przepisać żadnego większego dzieła budowlanego. Zresztą od jego panowania zaczął się poważny konflikt w rodzinie Szeszonka I, który doprowadził do poróżnienia dwóch synów Osorkona, czyli Takelota I i nowego arcykapłana Amona-Re w Tebach - Juwelota, który oficjalnie przestał uznawać władzę swego starszego brata nad Górnym Egiptem. Tych warunkach wszelki wpływ polityczny jaki zbudował ich dziadek i utrzymał jeszcze ich ojciec, natychmiast się posypał na obszarze Kanaanu. Do wojny domowej pomiędzy braćmi nie doszło (zapewne zwyciężył rozsądek), ale Takelotowi nie udało się odzyskać władzy nad południem Egiptu, gdzie niczym udzielny władca władał Juwelot, wspierany przez lokalnych kapłanów. Dotychczasowy sojusz z Północy i Południa wspieranym małżeństwami jeszcze od czasów faraonów tynickich (XXI Dynastii), zaczął się teraz sypać jak domek z kart, osłabiając jednocześnie samą dynastię "libijską" z Bubastis. Tak więc, gdy w roku 874 p.n.e. w swym pałacu w Bubastis umierał Takelot, jego brat postanowił zawładnąć Północą i sam ogłosić się nowym faraonem. Napotkał tutaj jednak przeszkodę, gdyż jedynym co realnie wyszło Takelotowi I, to był jego syn i następca Usermare Osorkon II, który pod wieloma względami przypominał dziadka - Osorkona I - po którym nosił imię. Był to młody, waleczny książę, który jednak nie zamierzał stryjowi pozwolić na zawładnięcie jego ojcowizną. Juwelot podszedł pod twierdzę Herakleopolis, gdzie stacjonowało wojsko wierne nowemu faraonowi. Szybko się jednak stamtąd wycofał, gdy doszły doń wieści, że na południe, na czele Korpusu Delty zmierza sam Osorkon II. Juwelot po tej kampanii wkrótce także zmarł, a Osorkon na jego miejsce mianował swojego człowieka i wydawało się że Południe wreszcie zostało ujarzmione. Niestety jednak Osorkon II popełnił błąd, ulegając prośbom swego kuzyna, a syna zmarłego Juwelota - Harsiesisa, który obiecał mu wierność, jeśli tylko pozwoli mu przejąć funkcję ojca - czyli stanowisko arcykapłana Amona-Re. Osorkon uznał prawdopodobnie że lepiej iż na Południu będzie władał członek "libijskiej" rodziny, niż jakiś inny Egipcjanin, który może chcieć się usamodzielnić zyskując poparcie lokalnych kapłanów i zezwolił Harsiesisowi objąć tę funkcję. W czwartym roku panowania Osorkona II (ok. 870 r. p.n.e.) Harsies nie tylko się usamodzielnił, ale wręcz ogłosił królem w Tebach. Przyjął on tytulaturę dawnego arcykapłana Pinedżema I i ogłosił się Horusem, "Potężnym bykiem koronowanym w Tebach", podczas gdy tytulatura Osorkona opierała się jeszcze na wzorcach Ramzesa Wielkiego, czyli: "Horus, którego Re koronował na króla obu Krajów". Tak doszło do konfliktu Północy z Południem, która była jednocześnie konfliktem władzy świeckiej z kapłańską.




CDN.