Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą STAROŻYTNY IZRAEL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą STAROŻYTNY IZRAEL. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 maja 2025

MORITURI TE SALUTANT - Cz. III

CZYLI DZIEJE IMPERIUM 
WSCHODU I ZACHODU





PROLOG
Cz. III





 Gladiatorzy Antoniusza z Kyzikos (gdzie trenowali aby uczcić spodziewane zwycięstwo ich pana nad Oktawianem Cezarem w bitwie pod Akcjum), ruszyli więc na południe, celem dotarcia do Egiptu. Przeszli przez Galację, Kapadocję i dotarli do gór Taurus, gdzie "wrotami cylicyjskimi" (wąwozem umożliwiającym przejście z Azji Mniejszej do Syrii) weszli do Cylicji. Nim jednak wkroczyli do Syrii wysłali posłów do tamtejszego rzymskiego namiestnika Kwintusa Didiusza, prosząc o bezpieczne przejście do Aleksandrii, do ich wodza i pana Marka Antoniusza - któremu Didiusz również przysięgał wierność. Ten zapewnił ich że udzieli im przejścia, ale gdy tylko weszli do Syrii zatrzymał ich przy pomocy jednego legionu i przekonywał do złożenia broni, obiecując że nie spadnie im włos z głowy jeśli to uczynią. Gladiatorzy odparli że przysięgali wierność tylko Antoniuszowi i tylko on może ich zwolnić z owej przysięgi, następnie wysłali posła do Aleksandrii z prośbą, by Antoni czym prędzej przybył do Syrii i by razem ze swym wodzem mogli walczyć, a jeśli tego pragną bogowie, również zginąć. Ta wiadomość, którą otrzymał Antoniusz, wyrwała go z totalnego marazmu, który wiódł już od kilku miesięcy w pałacyku zwanym Timonejonem, mieszczącym się na wyspie leżącej nieopodal Faros. Teraz jego pokuta i melancholijny nastrój (topiony w winie oraz udach nałożnic), ustąpił miejsca nadziei, że nie wszystko stracone. W noc przesilenia zimowego (gdy w Aleksandrii śpiewano pieśni o narodzeniu słońca) Antoniusz udał się do pałacu Kleopatry i poinformował ją że nazajutrz odpływa do Paraetonium (port w Libii) aby przejąć stacjonujące tam pięć legionów, które są teraz bardzo potrzebne do obrony Egiptu. Dowódcą tych legionów był Skarpus (o którym wspomniałem w poprzedniej części) oficer i przyjaciel Antoniusza jeszcze z czasów wojny galijskiej. Ponieważ siły te stacjonowały na zachodzie Egiptu, a Skarpus przebywał częściej w Aleksandrii (pijąc ze swym wodzem w Timonejonie) przeto Oktawian Cezar posłał tam swego człowieka - Gajusza Korneliusza Gallusa, który szybko przekonał legionistów do przejścia na stronę zwycięskiego wodza. Teraz pomimo próśb swych gladiatorów w Syrii, Antoniusz nie mógł się tam udać, gdyż ważniejsze było odzyskanie legionów Skarpusa, a sądził że uda mu się to uczynić dość łatwo, jako że żołnierze ci walczyli pod jego rozkazami w wielu bitwach i byli mu wierni, a poza tym zabrał ze sobą 40 okrętów obsadzonych egipskimi i rzymskimi żołnierzami. 




Nie udało mu się jednak osiągnąć tego, czego pragnął, jako że gdy tylko zbliżył się do portu w Paraetonium i zaczął nawoływać  swych żołnierzy aby do niego dołączyli, jego okrzyki zagłuszył Gallus, każąc dąć w trąby, tak, że okrzyków Antoniusza nie było w ogóle słychać. Podjął się on więc próby ataku na umocnienia owych legionów, ale poniósł porażkę i musiał się wycofać na swe okręty. Nocą zaś oddziały Gallusa rozciągnęły pod wodą żelazny łańcuch, zamykający dostęp do portu, a rano żołnierze podjęli atak, paląc wiele z tych statków. Antoniusz - jako jeden z nielicznych - na swym okręcie wyszedł bez szwanku z tej katastrofy. Teraz dopiero był problem, bo nie dosyć że na Egipt od strony północno-wschodniej maszerowała główna armia Oktawiana, to również na zachodzie stacjonowało pięć legionów pod wodzą Gallusa - które mogły w każdej chwili uderzyć na Aleksandrię, a do tego Marek Antoniusz nie mógł już tej sytuacji odpłynąć do Syrii, aby wesprzeć tam swych gladiatorów. Ci zaś nie zamierzali się poddać i odrzucali wszelkie składane im deklaracje Didiusza. Ostatecznie namiestnik Syrii poinformował ich, że Antoniusz poległ w walce w Libii i nie mają już komu służyć. Początkowo nie chcieli wierzyć w te słowa, czekając na jakikolwiek znak ze strony Antoniusza, ale gdy ten nie nadchodził, ostatecznie zgodzili się złożyć broń pod jednym wszakże warunkiem - że otrzymają wolność i nigdy już nie będą musieli walczyć jako gladiatorzy. Kwintus Didiusz zgodził się na to, a nawet ofiarował im przedmieścia Antiochii zwane Dafne, aby mogli się tam osiedlić. Tymczasem Kleopatra zaczęła coraz poważniej rozważać żądanie Oktawiana, aby w zamian za pozostanie u władzy, pozbyła się Antoniusza. Takie wyjście podpowiadali jej dwaj najbliżsi i najwierniejsi współpracownicy: Charmion (grecka arystokratka, która większość swego życia spędziła u boku królowej Kleopatry jako jej doradczyni i organizatorka dworu), oraz osobisty eunuch królowej Hefajstionos (który miał jej powtarzać słowa: "Wasza Wysokość, przeżycie znaczy wszystko, tylko ci, którzy żyją, mogą negocjować swą przyszłość"). Kleopatra patrzyła na swego 17-letniego syna Cezariona i zapewne w jej głowie pojawiały się myśli aby zapewnić mu przyszłość, aby mógł przejąć koronę Egiptu, a to jest możliwe tylko i wyłącznie za zgodą Oktawiana Cezara. Tylko czy ten by się na to zgodził? W końcu Cezarion jest prawdziwym synem Cezara, a nie adoptowanym, tak jak Oktawian. A przecież w Imperium Rzymskim (czy raczej w rzymskim świecie, do którego należałby również Egipt) nie mogło być dwóch Cezarów. Ostatecznie Kleopatra doszła do wniosku, że nie uczyni niczego przeciwko Antoniuszowi, ojcu dwójki jej dzieci: Aleksandra Heliosa i Kleopatry Selene. Wymogła również taką przysięgę od Charmion i Hefajstiona (bała się bowiem że Charmion może po prostu otruć Antoniusza dla ratowania swej pani).

Mimo porażek, jakie spadały na tę dwójkę zakochanych w sobie ludzi, teraz już nie tracili oni nadziei na przetrwanie. Antoniusz np .organizował publiczne szkolenia wojskowe, w których najważniejszymi postaciami był Cezarion i jego syn z pierwszego małżeństwa Antyllus. To właśnie ci dwaj młodzieńcy mieli (gdyby jemu i Kleopatrze stało się coś złego), stanąć na czele Egiptu i dalej walczyć z Oktawianem (nawet w odległej Hiszpanii, jeśli zajdzie taka potrzeba). Kleopatra przyglądała się temu i liczyła nie tyle na obronę (choć ludność Egiptu chciała walczyć za swoją królową, ale ona odrzucała ich poświęcenie. Wiedziała że byłoby daremne, pochłonęłoby tysiące, a być może dziesiątki tysięcy niewinnych ofiar, a Oktawian i tak zdobyłby Egipt). Liczyła na coś innego... na ucieczkę. Zgromadziła przecież znaczne skarby (które ukryła w różnych miejscach wokół świątyni Izydy). Mogłyby one posłużyć nie tylko do ucieczki, ale również do sformowania wojska gdzieś indziej poza Egiptem, a być może do przekupienia władcy, u którego mogliby się schronić wraz z Antoniuszem. Myślała początkowo o ucieczce albo do Medii albo do Partii, ale droga wschodnia została zamknięta przez dwóch władców niechętnych Kleopatrze. Pierwszym z nich był władca Nabatejczyków z Petry (Arabów zachodnich) Malchus, który wcześniej spalił okręty Kleopatry przetransportowane z Morza "Egipskiego" (Śródziemnego) na Morze Czerwone. Nienawidził on Kleopatry za ustępstwa terytorialne, jakie musiał scedować na korzyść Egiptu po roku 36 p.n.e. Drugim z nich zaś był niejaki Herod Judumejczyk, król Judei od 37 r. p.n.e. (ojcem Heroda był Antypater, ten sam, który przyszedł Cezarowi z odsieczą, gdy ten był z zamknięty w pałacu w Aleksandrii wraz z Kleopatrą przez siły jej brata Ptolemeusza XIII, a za to otrzymał zarząd nad judeą, gdzie władał aż do śmierci, czyli do 43 r. p.n.e. Dziadkiem Heroda zaś był Antypas, którego cierpiący co najmniej od 79 r. p.n.e. na gorączkę kwartanową {pojawiającą się mniej więcej co kwartał} król Judei - Aleksander Janneusz, mianował po swej śmierci (76 r. p.n.e.) zarządcą Judei. Antypas długo owym zarządcą nie był, wkrótce bowiem po śmierci Janneusza został pozbawiony władzy przez jego żonę - królową wdowę Aleksandrę. Natomiast Herod {urodzony w 72 r. p.n.e.} który tak niesławnie zapisał się na kartach Biblii, miał zostać wybrany na króla Żydów już w roku 59 p.n.e., przynajmniej tak mówi legenda. Otóż żydowski mędrzec Menachem Esseńczyk pewnego razu miał ujrzeć Heroda na ulicy, gdy ten był jeszcze chłopcem i chodził do szkoły. Nagle upadł przed nim na kolana i pozdrowił go jako króla Żydów. Gdy ten jednak się wzbraniał, mówiąc że jest osobą prywatną, tamten wstał i wymierzył mu kilka klapsów w tyłek, po czym powiedział: "Jakkolwiek by było, będziesz królem i rozpoczniesz swoje panowanie szczęśliwie, bo Bóg uważa cię za godnego. I pamiętaj o ciosach, które zadał ci Menachem, jako o wskazówce zmiany twojego losu. (...) Przewyższysz wszystkich ludzi szczęściem i zdobędziesz wieczną reputację, ale zapomnisz o pobożności i prawości; a te zbrodnie nie będą ukryte przed Bogiem").


"HEROD NIGDY NIE BYŁ MŁODY" 😉



Herod też nienawidził Kleopatry i nawet jeśli zawdzięczał swoje wniesienie na tron Judei Antoniuszowi, to wielokrotnie słał na nią donosy. Ona doskonale zdawała sobie z tego sprawę, tym bardziej teraz, po porażce pod Akcjum było pewne że Herod nie dotrzyma wierności Antoniuszowi, właśnie dlatego, że nienawidzi Kleopatry. A poza tym znacznie łatwiej trzymać ze zwycięzcą niż z przegranym. I tak też się stało, Herod zdając sobie sprawę że Antoniusz już przegrał, postanowił przyłączyć się do zwycięzcy i udał się na Rodos (gdzie wówczas przebywał Oktawian Cezar), aby się z nim spotkać i wytłumaczyć z dotychczasowego poparcia dla Antoniusza. Podczas rozmowy o nic nie prosił Oktawiana, a jedynie stwierdził że darzył Antoniusza przyjaźnią, jako że on ofiarował mu tron Judei. Deklarował też że nie opuścił go nawet po bitwie pod Akcjum, a namawiał do tego, aby Antoniusz pozbył się Kleopatry, gdyż ona jest jego złym duchem i powodem wszystkich jego klęsk i cierpień. Ten nie posłuchał jednak jego rady, a teraz gdy przegrał, on - czyli Herod - przybywa przed oblicze Oktawiana nie prosząc o łaskę, gdyż nadal ceni Antoniusza, a jedynie oczekując spodziewanej kary, jaka i tak na niego spadnie. Mówiąc to oddał Oktawianowi swój królewski diadem. Ten jednak, słysząc jego słowa i deklarowaną wierność Antoniuszowi - który nie mógł już udzielić mu wsparcia, zwrócił diadem Herodowi i dodał: "Szczęśliwi są ci, którzy mogą liczyć na przyjaciół nawet w obliczu klęski". Uzyskawszy takie wsparcie od Oktawiana, powrócił Herod do Judei jeszcze silniejszy i mimo nadziei jego osobistych wrogów,  teraz dopiero stał się prawdziwym królem Judei. Tak więc droga wschodnia była dla Kleopatry i Antoniusza zamkniętą (gdyby zdecydowali się na ucieczkę z Egiptu). Ale powstały plany ucieczki na zachód, właśnie do Hiszpanii, gdzie zamierzano wzorem chociażby Kwintusza Sertoriusza sprzed prawie pięćdziesięciu lat (o którym pisałem w innej serii) stworzyć swoje własne królestwo hiszpańskie, zasilone egipskim złotem. Ostatecznie okazało się że również ucieczka na Zachód była mrzonką, a zarówno Antoniusz jak i Kleopatra łudzili się jeszcze ostatnimi przebłyskami nadziei, niczym tonący, który chwyta się wszystkiego aby tylko ocalić życie.




Tymczasem legiony Oktawiana Cezara minęły Syrię i wkroczyły do Judei, gdzie pod Ptolemaidą Herod wyjechał mu naprzeciw w asyście 150 bogato przyodzianych żołnierzy, a następnie wydał tam na cześć Cezara Oktawiana wykwintną ucztę, podczas której obdarował go licznymi prezentami (a także podarunkami obdarował zwykłych legionistów). Towarzyszył mu też w drodze aż do granic Egiptu, do twierdzy Pelusium, która miała bronić wschodnich granic królestwa Kleopatry. A tymczasem ta (za radą Charmion i Hefajstiona) przyjęła w swym pałacu wysłannika Oktawiana, jakim był jego wyzwoleniec o imieniu Tyrsos. Rozmawiała z nim w cztery oczy, bez świadków - co rodziło najróżniejsze plotki, choć, co ciekawe, przez długi czas Antoniusz nie miał pojęcia o jego obecności w Aleksandrii. Pojawiły się nawet plotki tego typu, iż Oktawian wyznał Kleopatrze miłość i zapragnął ją poślubić (pomimo faktu że w Rzymie miał już żonę Liwię Druzyllę). Ostatecznie (co było do przewidzenia) Antoniusz dowiedział się o obecności Tyrsosa na dworze, nakazał go publicznie wychłostać, a następnie odesłał Oktawianowi. Kleopatrzę zaś urządził awanturę, że knuje za jego plecami. Ta - aby go obłaskawić - urządziła dla niego przyjęcie urodzinowe, przyjęcie, którego Aleksandria ja dawno nie pamiętała. Ponoć nigdy nie widziano w tym mieście (a było to wówczas najbogatsze miasto ówczesnego świata) takiego zbytku i takich uroczystości, jakie dla swego małżonka przygotowała królowa Egiptu. Hucznie więc obchodził Marek Antoniusz swoje 53 urodziny, już ostatnie. A tymczasem niewidzialne kleszcze zagłady coraz bardziej zaciskały się na szyi obu kochanków. Oktawian był już pod Pelusium, dokąd też - zaraz po uroczystościach urodzinowych - zamierzał udać się Antoniusz, aby osobiście objąć dowództwo nad obroną miasta. Obroną dowodził niejaki Seleukos, który wielokrotnie deklarował swą wierność i oddanie królowej. Mimo to otworzył bramy owej twierdzy bez walki, wpuszczając doń legiony Oktawiana Cezara. Antoniusz ponownie miotał się pomiędzy melancholijnym pogodzeniem się z losem, a wybuchami gniewu, dającymi nadzieję że jeszcze nie wszystko stracone. Pojawiły się też plotki, że Seleukos poddał twierdzę na osobisty rozkaz królowej, która miała porozumieć się z Oktawianem kosztem Antoniusza. Aby przeciąć te plotki, królowa wydała swemu mężowi żonę i dzieci Seleukosa, dla przykładnego ich ukarania.

W każdym razie było oczywiste że bitwa o przetrwanie Antoniusza i Kleopatry, będzie się toczyła pod murami Aleksandrii. Antoniusz wdział więc swą zbroję, pożegnał się z żoną i na czele swej jazdy (która jeszcze dochowała mu wierność) ruszył przeciw legionom Oktawiana...






CDN.

poniedziałek, 21 kwietnia 2025

RZYM POGAŃSKI i RZYM CHRZEŚCIJAŃSKI - Cz. I

CZYLI KIEDY NASTĄPIŁA

ZAUWAŻALNA ZMIANA




 Gdy (zapewne w kwietniu) 30 roku naszej ery na Golgocie w Jerozolimie ukrzyżowany został Jeszua zwany Chrestosem (czyli "Mesjaszem") przy krzyżu nie było praktycznie żadnego z Jego uczniów, którzy wcześniej towarzyszyli mu w ziemskiej wędrówce przez ten świat. Wszyscy w obawie o własne życie uciekli, Piotr (rozpoznany i oskarżony o znajomość z Chrystusem) trzykrotnie miał się wyrzec znajomości ze swym Nauczycielem. Przy krzyżu pozostały jedynie kobiety (w tym Maria - matka Jezusa), które również zapełniały krąg jego uczennic (ale ponieważ w tamtych czasach edukacja kobiet, nawet jeżeli następowała, nie miała żadnego  praktycznego znaczenia, przez co nawet wykształcone kobiety nie były niczym więcej, niż tylko lokalną ciekawostką) i Jan, jedyny z Jego uczniów. Gdy zaś ciało Chrystusa złożono już do grobu i miejsce to zastawiono ciężkim głazem, również to właśnie głównie kobiety przychodziły tam, aby "zobaczyć Mistrza". W Ewangeliach spisanych już po roku 70 naszej ery zapisane jest, że trzeciego dnia po śmierci Chrystusa Maria Magdalena, Joanna i Maria matka Chrystusa udały się do grobu aby natrzeć ciało Jezusa olejkami. I one jako pierwsze ujrzały pusty grób, bardzo się tym uradowały i ogłosiły tę nowinę innym Jego uczniom (w tym Janowi). Wydaje mi się jednak że takie postawienie sprawy jest błędne, a nawet nielogiczne. W najstarszej bowiem spisanej Ewangelii (która powstała ok. 57-58 roku), czyli Ewangelii Marka po pierwsze nie ma słowa o tym aby kobiety te miały ze sobą jakieś olejki do namaszczenia ciała, a po drugie widok pustego grobu je przeraził, a nie uradował. Ponieważ jednak wydaje mi się że warto czerpać z pierwowzorów, bowiem późniejsze zapisy ewangeliczne niosą za sobą możliwość "nadinterpretacji zdarzeń" czy to w celach rozwoju duchowego danej wspólnoty czy też w celach politycznych, to jestem przekonany że Ewangelia Marka (która kończy się właśnie tym wydarzeniem: kobiety wchodzą do grobu, widzą puste miejsce i są tym faktem przerażone i koniec, Ewangelia kończy się w tym właśnie miejscu) jest najbliższa prawdy. Późniejsze zapiski (innych ewangelistów) iż kobiety te niosły ze sobą olejki do natarcia ciała Chrystusa, są według mnie wymysłem przeznaczonym raczej dla ludzi mieszkających w innych klimatach niż starożytna Palestyna, gdzie natarcie ciała (które w ogromnych upałach praktycznie już zaczęło się rozkładać) nie miałoby większego sensu. Dlatego też w Ewangelii Marka nie ma nic na temat olejków, gdyż on jeszcze zwracał się bezpośrednio do Żydów (a nie do pogan, jak późniejsi ewangeliści), dla których taka informacja byłaby niezrozumiała, a nawet dziwna, gdyż tego po prostu nie praktykowano. Dlatego też Maria Magdalena, Joanna i Maria - matka Chrystusa, poszły odwiedzić grób z potrzeby serca (lub z ciekawości jak pisze Marek).




Widok pustego grobu je jednak przeraża, a nie raduje, gdyż kobiety podejrzewają że ciało Chrystusa zostało skradzione. Ewangelista Marek bardzo często pozostawia nas w niepewności co do wielu opisywanych przez siebie wydarzeń z życia Jezusa, które musimy sobie sami potem dopowiadać. Tak jest i w tym przypadku, które oznacza jednocześnie koniec całej Ewangelii, przerażenie kobiet widokiem pustego grobu jest ostatnią wiadomością jaką otrzymujemy. Kolejni ewangeliści rozwijali ten opis i dodali że Chrystus trzeciego dnia po ukrzyżowaniu zmartwychwstał, pojawił się wśród swoich uczniów (i nie tylko ich), a potem wstąpił do nieba. Ponieważ doświadczenie Tomasza - który dotknął ran Chrystusowych - nie pozwala nam twierdzić iż nauczyciel pojawił się wśród uczniów stosując jedynie sztukę bilokacji czy trilokacji (bowiem pojawiał się w kilku miejscach jednocześnie, często oddalonych od siebie o kilkadziesiąt kilometrów), przeto Jego uczniowie  doświadczyli zapewne prawdziwego ukrzyżowanego ciała Chrystusa. Potem nastąpiło wniebowstąpienie i powrót do "Domu Ojca"... ... czyli gdzie? Jeśli potraktujemy poważnie przesłanie Michaela Desmarqueta z roku 1987, w trakcie którego został on zabrany przez "wysokich, galaktycznych ludzi" na ich rodzimą planetę TJehooba (prawidłowa wymowa tej nazwy jest następująca: "T" jest praktycznie bezdźwięczne, "E" to coś pomiędzy a i e, "B" czytane bardziej jako w, a akcent położony jest na drugie "O". Innymi słowy prawidłowa wymowa brzmi: "-JæhoOwa" - i to już chyba nam coś przypomina 😉) i właśnie na "JæhoOwa" wrócił Jezus. Oczywiście w owej "Misji" Desmarqueta powiedziane jest również że ten Chrystus, który został ukrzyżowany i który zmartwychwstał i który został zabrany na TJehooba, to nie był ten Chrystus, którego urodziła Maria. Śmierć na krzyżu Chrystusa miała być misją swoistego przeprogramowania naszej planety na wyższe wibracje, ale do tego zadania użyto nie prawdziwego Chrystusa zrodzonego z Maryi (którego zarodek objawiło Jej trzech aniołów z TJehooba), lecz klonu prawdziwego Chrystusa, którego celem było takie właśnie poświęcenie. Oczywiście dla chrześcijanina, dla katolika takie słowa brzmią jak herezje. Coś, z czym nie jest w stanie się w żaden sposób pogodzić (nie mówiąc już o tym, aby to w ogóle zaakceptować). Ale jeżeli uświadomimy sobie że prawdziwy Chrystus wiedział o celu swojej misji (to znaczy nie do końca swojej), natomiast jego klon, który był dokładnym jego odzwierciedleniem (choć wydaje się że nie aż tak dokładnym, bowiem gdy ukazywał się niektórym ludziom już po zmartwychwstaniu, ci nie byli w stanie go rozpoznać) nie miał o tym pojęcia, stąd też modlitwa w ogrodzie Getsemani i prośba aby zdjąć z Niego to doświadczenie (odsunąć od niego ten kielich), jeśli to możliwe.




Wiem że zabrzmi to okrutnie, ale Chrystus który miał umrzeć na krzyżu, nie mógł wiedzieć że to wszystko jest pewnego rodzaju spektaklem. Gdyby bowiem wiedział, cała ta misja podniesienia ziemskich wibracji na wyższy poziom nie powiodłaby się, bowiem zachowanie Chrystusa (który wiedziałby że musi odegrać pewną rolę, a następnie iść sobie dalej), byłoby zupełnie inne (może nawet by się z tego śmiał), a to nie tak miało wyglądać. Chrystus musiał cierpieć fizycznie i musiał być przekonany o tym, że naprawdę umrze, inaczej cały sens owej  misji nie miałby najmniejszego sensu. Zresztą w kanonie biblijnym również Chrystus jest przekonany o tym że umrze, natomiast wszelkie Jego zapewnienia że powróci są późniejszym dopiskiem który powstał już po Zmartwychwstaniu. I w tym właśnie zadaniu ogromne zadanie (pozytywne - co należy podkreślić) ma niejaki Judasz Iskariota, który wydaje Jezusa jego oprawcą. W Naszej tradycji chrześcijańskiej taki postępek jest godnym pogardy czynem zdrajcy, człowieka niegodnego, który swego własnego Mistrza wydaje na śmierć w łapy jego wrogów. Ale zastanówmy się nad celem misji Judasza, zanim ponownie (jak Dante) wrzucimy go w największe czeluści piekieł. Przecież gdyby nie on, cała zaplanowana wcześniej misja nie mogłaby dojść do skutku. Tak więc czy jest to zdrajca, który dla 30 srebrników sprzedaje swego nauczyciela, czy też postać pozytywna, gdyż bez niego nie byłoby chrześcijaństwa? Według mnie bezwzględnie to drugie, tym bardziej że zauważmy iż zachowanie Judasza nie jest złe, a wręcz przeciwnie, ten człowiek ma silne opory moralne przed popełnieniem czynu, który uczynił go na zawsze już czarnym charakterem, ale jednocześnie był żydowskim patriotą (zapewne zelotą) dążącym do obalenia rzymskiej władzy nad Judeą, który dołączył do uczniów Chrystusa, gdyż uznał w nim Mesjasza zapowiadanego przez proroków, który uwolni "naród wybrany, spod obcej tyranii. Okazuje się jednak że Chrystus nie przyszedł po to, żeby zabijać wrogów "narodu wybranego", tylko żeby zabijać, a raczej zwalczać wrogów wewnętrznych, których każdy człowiek ma w sobie, a to jest znacznie trudniejsza i trwająca praktycznie całe życie walka (łatwiej bowiem komuś obcemu rozpłatać łeb i powiedzieć że to przez niego całe nasze nieszczęście, niż podjąć walkę z naszymi wewnętrznymi demonami). I to właśnie zniechęciło Judasza do Chrystusa, ten bowiem gotowy był do walki z wrogiem zewnętrznym, a nie wewnętrznym. 




Udał się więc do Sanhedrynu, gdzie za zdradę i wydanie Chrystusa otrzymał 30 srebrników, które w tamtych czasach były dość znaczną sumą pieniędzy (oczywiście pytanie jakie to były pieniądze, bo to też miało znaczenie, ale przyjmijmy że były to szekle, którymi wówczas płacono w Judei). 30 srebrników - w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze - to jakieś niecałe 20 000 zł, czyli nieco ponad 5300 dolarów. Była to kwota którą pisarz dostawał za rok swojej pracy, gdyż owe srebrniki (jak sama nazwa wskazuje) wykonane były ze srebra, a ponieważ w tamtych czasach srebro miało znacznie większą wartość niż obecnie (jako że kopalni srebra było znacznie mniej i były trudniej dostępne), przeto zupełnie inny był również poziom życia ludzi w tamtych czasach. Owe 30 srebrników dla Judasza, to była kwota której - jestem przekonany - nigdy nie widział w swoim życiu i to również go skusiło do zdrady (za jeden taki srebrnik można było kupić dużą amforę wina w dobrej oberży {"Otwieram wino ze swoją dziewczyną, pragnę aby ten czas nie przeminął, nigdy nie przeminął, nigdy nie przeminął..." 🥂). Pamiętajmy jednak że Judasz bardzo szybko uświadamia sobie że popełnił błąd i wraca do Sanhedrynu aby  zwrócić całą kwotę w zamian za uwolnienie Mistrza, co oczywiście nie następuje i z rozpaczy Iskariota popełnia samobójstwo. Jezus zaś zostaje wydany przez Żydów w ręce rzymskiego namiestnika Judei - Poncjusza Piłata (człowieka Lucjusza Eliusza Sejana - prawdziwego twórcy kohort pretoriańskich w Rzymie, choć powstały one jeszcze w czasach Oktawiana Augusta, który zostanie zgładzony na rozkaz Tyberiusza w roku 31 za dążenie do przyjęcia władzy cesarskiej) który został namiestnikiem w roku 26, na cztery lata przed męczeńską śmiercią Chrystusa na krzyżu. Ten człowiek jest wielkim okrutnikiem, który postawił sobie za cel krwawe zdławienie wszelkich buntów w tej niespokojnej prowincji, w której nie uznaje się innych bogów poza tym jednym, tym dziwnym Bogu o imieniu "JæhoOwa". Natomiast w krótkiej rozmowie z Chrystusem Piłat dochodzi do wniosku, że oskarżenia którymi szafowali kapłani Świątyni Jerozolimskiej, sadyceusze i faryzeusze, a także zeloci - są całkowicie bezpodstawne. Oskarżono go bowiem o to, że Chrystus ogłosił się królem żydowskim, czym podważył władzę cezara Tyberiusza, czyli oskarżono go o jawną deklarację polityczną. Był to zarzut bez wątpienia najsilniejszej natury, karany natychmiastową śmiercią, gdyż był jednocześnie buntem przeciwko rzymskiemu panowaniu i nawet jeśli uznamy że poszczególne prowincje wewnętrznie miały (większy lub mniejszy poziom autonomii), to jednak wola cezara była bezdyskusyjna i nikt nie mógł z nią polemizować.

Tylko że w rozmowie z Chrystusem Piłat (ten "bat na Żydów") zdał sobie sprawę, że Chrystus nie dąży do wywołania żadnego antyrzymskiego powstania, że nie ogłosi się królem żydowskim, a nawet jeśli tak stwierdził, to dodał zaraz że "Królestwo moje nie jest z tego świata". Piłat uznał więc że są to wewnętrzne porachunki religijne Żydów, w co nie chciał się w ogóle mieszać, bo jeżeli interesy Rzymu nie były zagrożone, to on nie interweniował, ale jeżeli zaistniała choćby obawa że może dojść do buntu, to wówczas bywał bezwzględny - ten człowiek bowiem wystawił cały las krzyży na drodze do Jerozolimy. Natomiast dla Sanhedrynu nauki Chrystusa były nie do zaakceptowania i to dla wszystkich religijnych odłamów jahwizmu. Zdając sobie jednak sprawę że jeżeli nie oskarżą Jezusa o działalność na szkodę Rzymu (czyli działalność stricte polityczną), to Piłat umyje ręce i tak też się stało, po rozmowie z Chrystusem oficjalnie stwierdził: "Ja w tym człowieku winy nie widzę", co było realnym uniewinnieniem (nie wiadomo też na ile była to jego własna ocena działalności Chrystusa, a na ile prośba własnej żony Prokuli, która ponoć miała mieć proroczy sen o Chrystusie i  namawiała męża aby go ułaskawił). Żydzi (a szczególnie kapłani, faryzeusze i sadeceusze) gwałtownie protestowali, zarzucając Piłatowi bezczynność wobec antyrzymskiej postawy Jezusa z Nazaretu (a to było już bardzo poważne oskarżenie, za coś takiego - gdyby dotarło to do cezara - Piłat z pewnością zapłaciłby własną głową). Zaproponował on więc Żydom taki oto układ: skaże Chrystusa na biczowanie, a jeżeli przeżyje to biczowanie (które było niezwykle brutalne i znaczna część więźniów nie doczekiwała ukrzyżowania, gdyż umierali już podczas biczowania) wówczas go uwolni. Początkowo się zgodzono, ale ostatecznie Chrystus przeżył biczowanie, a Żydzi dalej dążyli to jego ukrzyżowania ("Na krzyż z nim, królem żydowskim" - padały takie oto oskarżenia). Ubrany więc w koronę cierniową, z plecami pokrytymi krwawą miazgą, z mocno krwawiącą twarzą (gdyż krew spływała z Jego głowy) Chrystus ostatecznie został skazany przez Piłata na ukrzyżowanie (mowa jest oczywiście o ułaskawieniu jednego z więźniów w dniach Paschy, ale ja nie spotkałem się z taką tradycją wśród Żydów, szczególnie respektowaną przez Rzymian, chociaż w jednym z dokumentów pozabiblijnych znalazłem pewne odniesienie do takiego właśnie ułaskawienia więźnia, z tym że jego wina nie była ani winą polityczną {a takową był bunt przeciwko Rzymowi}, ani też nie było to oskarżenie religijne godzące w obowiązującą wiarę żydowską, a raczej drobna kradzież). 




I tutaj miało dojść do wyboru pomiędzy Chrystusem a Barabaszem - który w oficjalnym przekazie biblijnym występuje jako morderca i zbrodniarz. Ale powiedzmy sobie znowu... naprawdę? Kim był Barabasz, mordercą? Tak zostało nam to przedstawione, jako wybór pomiędzy "Barankiem Bożym", czyli tym, który przyszedł zbawić świat, a niegodnym tego świata okrutnikiem, którego woleli wybrać Żydzi. Ale to znowu jest nadinterpretacja późniejszych przekładów, jeśli bowiem Barabasz istniał (a według mnie nie istniał), to był on żydowskim patriotą, a nie mordercą, zapewne zelotą, który trafił do lochu właśnie za swoją anty-rzymską działalność i za próbę wywołania antyrzymskiego powstania został skazany na śmierć przez ukrzyżowanie. Czy teraz mając porównanie: wybieramy patriotę walczącym z rzymską okupacją naszej ziemi, czy człowieka który podważa sens naszej wiary, sam ogłasza się królem żydowskim i Mesjaszem i próbuje nam narzucić swoją wizję drogi do Boga, to kogo wybierzemy? Do prawdy nie dziwmy się więc, że ci, którzy dążyli do skazania Chrystusa, jednocześnie wręcz żądali uwolnienia Barabasza. Dla nich to był bowiem bohater, a Chrystus był uzurpatorem i bluźniercą. Zresztą powiedzmy sobie otwarcie Barabasz nie mógł istnieć, tym bardziej że imię Barabasza to Jeszua Bar-Aba, czyli Jezus Mesjasz wojownik (nie był jedynym, przecież obroną Jerozolimy w latach 66-70 dowodził Szymon Bar-Giora, a w latach 132-135 Szymon Bar-Kochba). Tak naprawdę Barabasz nie był więc drugą osobą, tylko swoistym alter ego Chrystusa, takim, jakiego chciał w Nim widzieć chociażby Judasz Iskariota, czyli bojownika o wolność narodową. Takiego Chrystusa być może kapłani by zaakceptowali (stąd biblijne okrzyki tłumu "uwolnij Barabasza"), ale nie byli w stanie zaakceptować człowieka, który mówił rzeczy dla nich zupełnie niezrozumiałe, a choćby takie, by zburzyli Świątynię Jerozolimską, a on w trzy dni zbuduje ją na nowo (oczywiście nie chodziło Chrystusowi o fizyczny budynek, a o Świątynię Chrystusową w sercu każdego człowieka. Tak proste, a jednocześnie tak trudne do pojęcia dla ludzi którzy byli tak bardzo zapętleni w swojej fizyczności). Chrystus musiał więc umrzeć i wszystko musiało być naprawdę, biczowanie, krew, korona cierniowa, Golgota, krzyż - wszystko! Jezus nie mógł wiedzieć że to wszystko jest pewnego rodzaju grą, grą w której oczywiście musi umrzeć, ale nie na długo. Natomiast właściwy Chrystus w tym czasie podróżował po świecie, był w Indiach, w Chinach i w Japonii - gdzie ostatecznie zmarł. Natomiast Chrystus klon (który posiadał tą samą pamięć czynów właściwego Chrystusa, Jego życia i nauk) "wstąpił do nieba", czyli powrócił na TJehooba. 




W "Misji" Desmarquet opisuje ciało owego Chrystusa, które lewituje w ogromnym doko na planecie TJehooba, obok 146 ciał klonów podobnych mu Nauczycieli, którzy również przez tę rasę Galaktycznej Ludzkości wysłani zostali na inne planety podobne do naszej Ziemi (czyli na planety "bólu i łez" jak się je określa) i tam pełnili rolę proroków i duchowych nauczycieli. Ciało tamtego Chrystusa klona pozbawione jest pępka, jako że nie zrodziła go kobieta, tylko powstał sztucznie jako odzwierciedlenie właściwego Chrystusa - narodzonego w Betlejem (prawdopodobnie w marcu, kwietniu lub maju 4 r. p.n.e.). W kolejnej części przejdę do opisu tego, jak zachowywali się apostołowie po śmierci Chrystusa i po Jego Zmartwychwstaniu (którego notabene nikt nie widział i nawet zapisane jest że: "świadkiem Zmartwychwstania była jedynie noc"), jak rozpoczęły się podróże apostolskie i przede wszystkim przyjdę do rozwoju diecezji rzymskiej i rzymskiego kościoła, pragnąc zobaczyć jak miały się sprawy chrześcijan w stolicy Imperium Rzymskiego w pierwszych wiekach po Chrystusie.





PS: Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że postawa i męczeńska śmierć Chrystusa na krzyżu, zapewne musiała coś zmienić w dotychczas okrutnym podejściu jakim kierował się Poncjusz Piłat. Wysłał on bowiem do Rzymu, do cezara Tyberiusza list, w którym deklarował że Chrystus prawdopodobnie był Bogiem. Te jego zapewnienia były tak silne że cesarz Tyberiusz planował... postawić Chrystusowi świątynię w Rzymie (ostatecznie z różnych względów do tego nie doszło). Byłoby to doprawdy niezwykle zabawne, gdyby świątynia Chrystusa powstała w Rzymie zanim narodziła się rzymska diecezja chrześcijańska 😉.




CDN.
 

środa, 26 marca 2025

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CXCIV

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI 
SŁOWIANIE I CELTOWIE





PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE

SŁOWIANIE

(POD SKRZYDŁAMI ASYRII - UPADEK IZRAELA)

(ok. 738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)

Cz. XIV







FILISTEA
PONOWNE ODRODZENIE
(738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)
Cz. XIV


DEWARIM
(738 r. p.n.e. - 586 r. p.n.e.)
Cz. XVI


 Władca Asyrii Sannaherib był zdeterminowany w trakcie tej kampanii (700 r. p.n.e.) aby ostatecznie pochwycić i ukarać Merodach-Baladana, sprawcę tylu problemów trapiących Babilonię, dlatego też podążał za nim do Kraju Nadmorskiego, gdzie ten miał się ukrywać - "na bagna". Najpierw dotarł Sannaherib do miasta Bitutu - znajdującego się "na środku bagna", którym władał lokalny szejk Szuzubu (Chaldejczyk z pochodzenia, zresztą Kraj Nadmorski był opanowany przez plemiona chaldejskie, stanowiące nieustanny ból głowy nie tylko w Babilonie, ale również w Kalchu i Niniwie). Szuzubu sądził, że bagienne rejony umożliwią mu schronienie i bezpieczeństwo, pomylił się bardzo nie doceniając asyryjskiej armii. Został pochwycony, okrutnie zamordowany, a Bitutu przestało istnieć (zaś ludność tego plemienia została uprowadzona, a następnie przesiedlona w inne miejsce). Teraz dopiero król Assuru skierował się przeciwko plemieniu Bit-Jakini, z którego wywodził się Merodach-Baladan. Ten jednak szybko zbiegł i jak opisuje to Sannaherib na swej steli zwycięstwa: "Szczęk mego potężnego oręża sprawił, że (...) przelągł się, zebrał (w tym miejscu ponownie brak tekstu, zapewne powinno być "posągi swych") bóstw z całej swej krainy, załadował na statki i połknął niczym ptak do miasta Nagite-rakki, które znajduje się na środku morza. Jego brata, którego zostawił nad brzegiem, wraz z całą resztą ludu wywiozłem z ziemi Bit-Jakini, ze środka bagien i trzcinowisk, uznając ich za łup wojenny. Jego miasta zniszczyłem, obróciłem w perzynę, przemieniłem w ruiny. W sercu jego sojusznika, króla Elamu, zasiałem przerażenie". Co prawda Sannaheribowi nie udało się pochwycić Merodach-Baladana, ale człowiek ten już więcej nie zagrażał asyryjskim interesom w Babilonii i Kraju Nadmorskim. Dokończył swego żywota na jakiejś wysepce w dzisiejszej Zatoce Perskiej. Być może jego osoba z dzisiejszego punktu widzenia nic nikomu nie powie, nic też już nie znaczy, ale trzeba pamiętać, że w tamtym czasie stanowił on poważne zagrożenie dla utrzymania Babilonii pod asyryjską kontrolą. Dwukrotnie był królem Babelu (710-705 r. p.n.e. i w 703 r. p.n.e. przez 9 miesięcy). Na jednym z kudurru (kamieniu granicznym z królewską inskrypcją dotyczącą nadania ziemi) został pokazany jako wysoki, choć nieco otyły mężczyzna, postawny i o pogodnym spojrzeniu. Był bardziej dyplomatą niż wojownikiem, ale napsuł wiele krwi asyryjskim królom.




Kampania roku 700 p.n.e. okazała się całkowitym sukcesem z punktu widzenia Asyrii. Niebezpieczne ludy (szczególnie zaś Bit-Jakini) zostały przesiedlone w inne rejony Imperium. Asyryjczycy bowiem na masową skalę stosowali nie tylko politykę bezwzględnych zniszczeń i mordów, mających na celu zastraszenie ewentualnych dalszych buntowników, ale przede wszystkim organizowali masowe przesiedlenia ludności, coś, co stało się popularne w czasach Związku Sowieckiego - szczególnie zaś w epoce Stalina (na przykład wysiedlenie Tatarów krymskich). Była to polityka ludobójstwa kulturowego, wykorzenienia danego plemienia (lub ludu) z jego ziemi, tradycji, przodków, a często również religii. Celem tego wszystkiego była oczywiście asymilacja, uczynienie z różnych ludów jednego ludu Asyryjczyków (pisał o tym Sargon II - ojciec Sannaheriba, na swej steli: "Ludy z czterech części świata, o odmiennych językach i nieporównywalnych dialektach, mieszkańców gór i równin, wszystkich podlegających światłu bogów i panu wszystkiego, przyniosłem na rozkaz Aszura mego pana, a dzięki potędze mego berła. Sprawiłem, że stali się (ludźmi) jednego języka i osadziłem ich tam. Posłałem im Asyryjczyków jako pisarzy i nadzorców, potrafiących nauczyć ich lęku przed bogiem i królem"). Takie przesiedlenia oznaczały całkowite wykorzenienie kulturowe, gdyż ludy,  które do tej pory zasiedlały bogate, pełne życia, słynące z handlu, rozwijające własne pismo, a także czczące swych własnych bogów miasta, jak choćby Damaszek, Hamat czy Samaria, teraz zamieniły się w ośrodki asyryjskiej władzy. Co prawda zniszczenia dokonane przez wojsko zostały szybko usunięte, a pałace królewskie (jeśli uległy zniszczeniu) odbudowane, ale mieszkał tam już asyryjski gubernator, a ludność była inna, sprowadzona na to miejsce z innych terenów Imperium, zasymilowana i nie skora już do buntu. Natomiast ludność przesiedlana, przybywała na teren którego nie znała, gdzie była otoczona przez ludy sobie wrogie, a wierne władcy Asyrii, więc aby przetrwać wolała siedzieć cicho, nie buntować się, a z czasem następowała asymilacja (oczywiście wymuszana, ale jednak). Wiele też miast zostało zmienionych przez Asyryjczyków, jak choćby Tell Keisan (gdzie wytyczono nową siatkę ulic), w Megiddo (odbudowa miasta według nowych planów, nowa siatka ulic, nowy dziedziniec miejski i dwa wielkie budynki administracyjne asyryjskiej władzy), inne zaś miasta zyskały rolę lokalnych ośrodków administracji, co też wiązało się z pewnymi przywilejami (Gezer, Hazor, Tell Kinneret - asyryjski fort, w którym znajdował się wygodny pałac gubernatora). Można by wymieniać tych miast wiele (gdyż mam ich znaczną listę), ale myślę że na tym skończymy. Warto tylko powiedzieć, że językiem urzędowym Imperium Asyryjskiego był aramejski, a polityka przesiedleń była niezwykle skuteczna, wręcz... zabójczo. 




Ponieważ jednak w kraju, w którym władał okrutny bóg Aszur, przez kolejne sześć lat po kampanii nadmorskiej Sannaheriba nic specjalnego się nie wydarzyło (a trwało spokojne konsumowanie dokonanych podbojów), przenieśmy się zatem w inne rejony Bliskiego Wschodu, które wydają się bardziej interesujące. Jeruzalem! Pomimo zniszczeń jakie dokonała w Judzie armia asyryjska, pomimo kontrybucji narzuconej na Judę i na króla Ezechiasza przez zwycięskiego Sannaheriba, wydaje się, że okres tuż po zakończeniu wojny (701 roku), był niezwykle korzystny nie tylko dla odbudowy judejskiej gospodarki, ale również dla całkowitego zwycięstwa jahwizmu (nie chcę być tutaj źle zrozumiany, gdyż za czasów syna i następcy Ezechiasza - Manassesa, obce kulty ponownie powrócą do Judy, również do Jerozolimy, ale będzie to już znacznie słabsze oddziaływanie, niż miało to miejsce wcześniej). Sama Jerozolima rozrosła się w ciągu rządów króla Ezechiasza (który wstąpił na tron w roku 715 p.n.e., zmarł zaś w roku 686 p.n.e.) z miasta leżącego na 5 hektarach (w dużej mierze zajmowanego przez Świątynię i Pałac) do 60 ha. Postawiono nowy mur obronny (który ocalił Jerozolimę przed Asyryjczykami, choć tak naprawdę ocaliła ich epidemia, jaka wybuchła w armii asyryjskiej, co potem było interpretowane jako boża pomoc dla "ludu wybranego"). Aby Ezechiasz mógł wznieść ten mur, musiano przedtem wyburzyć wiele prywatnych domów (opłakiwane to jest w Księdze Izajasza 22,10), ale dzięki temu powstały w Jerozolimie dwie nowe dzielnice (Mišneh - "Nowe Miasto" i Makteš - "Tłuczek"). Poza tym miasto zostało zaopatrzone w nowy, duży zbiornik na wodę, zwany Siloe (zasilany przez kanał Ezechiasza, transportujący wodę ze źródła Gihon). Odbudowano także (zniszczony przez Asyryjczyków) Lachisz (największe miasto Szefeli), który z ok. 4-5 hektarów rozrósł się do 10. Ezechiasz wzniósł też całą listę nowych fortec (które w większości zostały zdobyte przez Asyryjczyków w czasie kampanii 701 r. p.n.e., ale potem ponownie odbudowane), takich jak: Rujm Abu Mukhayr, Khirbet Marjama, Tell el-Hesi, Tell Judeide, Tell Zakarya czy Khirbet Rabut (ta ostatnia była na granicy południowej, wszystkie pozostałe na północnej, od strony Syrii). Asyryjskie zniszczenia szybko zostały naprawione nie tylko w dziedzinie umocnień i urbanizacji, ale również kwestii gospodarki. Przykładem niech będzie szybki rozwój winnic w rejonie Gibeon (amfory z tego regionu po roku 700 p.n.e. były sprzedawane nie tylko w Filistei, ale również w Egipcie). Postępowała również produkcja i sprzedaż oliwy, (pomimo że filistyński Ekron stanowił pod tym względem znaczną konkurencję, to jednak oliwa w amforach z jahwistyczną ornamentyką, znajdowana jest w tym okresie nie tylko w Filistej, ale również w Asyrii, a nawet w Babilonii). Poza tym handlowano judzkimi pomarańczami i innymi owocami. Symbolem zaś Judy (a raczej domu panującego) stał się skarabeusz o czterech skrzydłach (wymiennie z uskrzydlonym słońcem), co oznaczało że ewidentnie skopiowano tutaj motywy egipskie.




Największe jednak zmiany poczyniono w kwestii religii. Ponoć reformy religijne Ezechiasza rozpoczęły się jeszcze przed asyryjską inwazją, ale jeśli to prawda, to były one dopiero zapoczątkowane, gdyż realnie nastąpiły po wycofaniu się Asyryjczyków z ziemi Judy. Tradycja biblijna przypisuje rozpoczęcie tych reform na 18 rok panowania Ezechiasza (wypadałoby wówczas na ok. 698/697 r. p.n.e.). Ich autorem w dużej mierze był (urodzony ok. 765 r. p.n.e.) prorok Izajasz. A zmiany te były gruntowne, wręcz dotykały podstaw jahwizmu, w tym również tego, co nazywano "religią mojżeszową" (czyli głównie religią agrarną). Za radą Izajasza zaczęto bowiem niszczyć wszelkie widoczne (czyli agrarne, ludowe) formy kultu Jahwe, w tym style stojące w miastach i na wsiach, wycinano drzewa, wyrywano pnie, zniszczono nawet owego biblijnego węża z brązu, który miał w czasach Mojżesza ocalić Izraelitów od plagi węży. Konsekwentnie niszczono wszystko, gdzie lud przychodził, składał ofiary i palił kadzidła. Izajasz bezwzględnie walczył z tymi pozostałościami obcych kultów, tak bardzo zakorzenionymi w tradycji ludu Izraela, że wręcz niechętnie przezeń usuwanymi. Po prostu Żydzi w tamtym czasie tak bardzo przyzwyczaili się do religii agrarnej (w której Jahwe co prawda jest bogiem narodowym, ale nie jedynym, co bardzo ważne - NIE JEDYNYM!), natomiast reformy Izajasza i Ezechiasza szły w kierunku stworzenia z Jahwe nie tyle boga narodowego, co boga jedynego. Z Jerozolimy, z tamtejszej Świątyni zamierzał Ezechiasz uczynić centrum jahwicznego monoteizmu, dlatego też słał zaproszenia do Żydów mieszkających w podbitym przez Asyrię Izraelu (Królestwie Północnym), aby przybywali do Jerozolimy, tu się modlili, a nawet tu się osiedlali. Oczywiście król i prorok Izajasz nie byli jedynymi, którzy wówczas propagowali nową reformę religijną, znacznie wsparli ich tzw. dworscy wieszcze, spośród których należy wymienić choćby: Ozeasza czy Micheasza. Co prawda najazd asyryjski, wielkie zniszczenia i asyryjskie okrucieństwo mocno nadwyrężyło poparcie ludu dla monarchii, kasty kapłańskiej, a nawet dla boga Jahwe, który nie chronił swojego "ludu wybranego", ale Izajasz i to postanowił przekuć w sukces nowej reformy religijnej, twierdząc że przecież Jahwe zesłał na Asyryjczyków zarazę, dzięki której "lud wybrany" ocalał. Była więc nadzieja, gdyż Pan zesłał na Izraelitów karę za ich bałwochwalstwo, ale dał im również szansę odrodzić się na nowo, w nowej religijnej tradycji i nowej czci dla swego boga (swoją drogą, ci wszyscy bogowie, którzy tak bardzo wymagają atencji, ludzkiej czci i składania darów - jak myślicie kim są? Kiedyś chyba już pisałem co na ten temat myślę, ale wydaje mi się - i wcale nie sądzę że dużo się mylę - iż są to byty pochodzące z innych rejonów Wszechświata. Niektóre z tych bytów być może opanowały do perfekcji poziom niematerialny, co nie oznacza że mają one cokolwiek wspólnego z rozwojem duchowym. Raczej są czymś w rodzaju kosmicznych piratów, którzy najeżdżają światy {w ten lub inny sposób}, wymagają czci i uwielbienia, a jednocześnie wysysają duchową energię z tych, którzy oddają im cześć).

Izajasz, Ozeasza i Micheasz (a co za tym idzie również król Ezechiasz) opowiadają się bowiem za koncepcją bezwarunkowej wierności Jahwe, jako jedynej formy wybawienia dla "ludu wybranego". Jednocześnie burzą wszelkie jego ludowe formy, tak aby nakierować lud Izraela na bardziej duchowe tory jego kultu. Od chwili gdy reforma zaczyna wchodzić w życie (a nawet wcześniej, jeszcze przed inwazją asyryjską), widać ewidentnie różnice zdań Izajasza i wieszczów, a oficerów i dworaków króla Ezechiasza. Izajasz mocno krytykuje chociażby wyburzenie domów prywatnych pod budowę murów obronnych Jerozolimy, tak jakby nie rozumiał że umocnienia pomogą w odparciu inwazji asyryjskiej (on jednak stwierdza, że tylko bezwarunkowa wiara w pomoc i łaskę Jahwe ocali Judejczyków). Krytykuje również sojusz z Egiptem, deklarując iż pogańskie wojska nie mogą ocalić "ludu wybranego", jeśli nie zechce tego Jahwe. Tutaj dochodzi do ostrego sporu między Izajaszem, a królewskim sekretarzem Szebną i prefektem pałacu Eliakimem. Izajasz co prawda najpierw widzi w Asyrii narzędzie w ręku Jahwe, którym ten zamierza ukarać swój lud, potem jednak (po inwazji i po tylu zniszczeniach oraz mordach, dokonanych przez asyryjskie wojska) oficjalnie potępia Asyrię i wszystkich sąsiadów Izraela, którzy wykorzystali najazd dla własnych celów (Ammonitów i Moabitów). Jednocześnie przeciwny jest zbyt rozbudowanej militarnej obronie, deklarując całkowitą ufność Jahwe. Co ciekawe Izajasz jednocześnie ostro krytykuje (a nawet zwalcza) te wszystkie kraje i miasta, które stanowią konkurencję dla Judy, ale nie stanowią bezpośredniego zagrożenia militarnego. Ciekawym jest jego stosunek do zdobytego przez Asyryjczyków fenickiego z Sydonu (o którym opowiadałem w poprzedniej części i którego król uciekł na Cypr), a żeby się nie rozpisywać po próżnicy, zanotuję ten fragment w całości: "Wyjcie, okręty tertezyjskie, gdyż zburzona jest wasza twierdza. Oznajmiono im o tym, gdy wracali z ziemi Kittim. Zamilknijcie, mieszkańcy wybrzeża, kupcy sydońscy, którzy jeździcie morzem i których wysłańcy są na wielu wodach. Ich zbiorami są zasiewy Sychoru, a bogactwem dochody narodów. Wstydź się, Sydonie, gdyż morze twierdza nadmorska, rzekła: "Ja nie wiłam się z bólu ani nie rodziłam, nie wychowałam młodzieńców, lecz jedynie wypiastowałam dziewczęta. (...) Już nie będziesz się weselić, zhańbiona córko Sydonu, powstań, przepraw się do Kittim (czyli na Cypr). Lecz i tam nie zaznasz spokoju" (Księga Izajasza 23,1-4,11). Reforma Izajasza i Ezechiasza zaczęła powoli, acz systematycznie nabierać tempa, aż oficjalnie przyjęła taki obraz, jaki zastał ją Syn Boży Jezus Chrystus, który przybył na Ziemię (swoją drogą w wielu przekazach channalingowych można spotkać się z określeniem Ziemi jako planety "Sol-3") z misją "Syna Człowieczego" (swoją drogą - i nie chcę tutaj być źle odebrany, a być może nawet niezrozumiany - ale wydaje mi się i staje się to dla mnie coraz bardziej oczywiste, że tam gdzie nie ma Chrystusa, we wszystkich narodach, we wszystkich ludach, które są daleko od Chrystusa, tam człowieczeństwo jest na bardzo niskim poziomie, a okrucieństwo - szczególnie wobec słabszych - święci swoje triumfy).





Ten moment, w którym grający Chrystusa aktor wpatruje się w Barabasza, jest niezwykle przyjmujący. Aktor który grał Barabasza Piętro Sarubbi stwierdził później, że ten wzrok, nie był wzrokiem jego kolegi z planu Jamesa Caviezela, z którym wielokrotnie się znali. Powiedział wręcz że ten wzrok wbił go w ziemię, był jakby nie z tego świata, jak dodał na pewno nie należał do Caviezela.



CDN.

poniedziałek, 10 marca 2025

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CXCIII

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI 
SŁOWIANIE I CELTOWIE





PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE

SŁOWIANIE

(POD SKRZYDŁAMI ASYRII - UPADEK IZRAELA)

(ok. 738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)

Cz. XIII







FILISTEA
PONOWNIE ODRODZENIE
(738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)
Cz. XIII



DEWARIM
(738 r. p.n.e. - 586 r. p.n.e.)
Cz. XV



 Gdy tylko władca Asyrii, król Sannaherib dowiedział się o spisku i buncie miast Fenicji, Filistei i Judy wspartych przez Egipt, szybko zebrał armię i pomaszerował z Niniwy wybrzeżem Morza Śródziemnego przez kraje Lewantu. Nim jednak tam dotarł, musiał interweniować również na zachodzie, w kraju zwanym Kue (późniejsza Cylicja), gdzie greccy koloniści założyli miasto o nazwie Tars. Tamtejszy asyryjski namiestnik Kue zbuntował się, a Grecy z Tarsu poparli go. Sannaherib spadł na nich jednak jak jastrząb na swą ofiarę, Cylicja została spustoszona, a miasto Tars spalone (tamtejsi Grecy zaś w ogromnej większości wymordowani). Natomiast pierwszym miastem na drodze Sannaheriba w Lewancie, był Sydon (który również należał do spisku króla Judy Ezechiasza). Miasto to nawet nie próbowało stawiać oporu i od razu poddało się Sannaheribowi, wydając mu jednocześnie swego króla (którego ten wbił na pal). Następny był Tyr, miasto leżące na wyspie, które również skapitulowało (król Tyru - Luli, pomny tego, co stało się z jego sojusznikiem z Sydonu, uciekł na Cypr). Jednak ani Sydon ani Tyr jeszcze wówczas nie zostały przyłączone do asyryjskiego Imperium i oficjalnie nadal pozostawały niepodległymi miastami-państwami, z tym że musiały płacić coroczną daninę do skarbca Niniwy, a nowym władcą Tyru w w miejsce Luli Sannaherib mianował niejakiego Itobaala. Utrzymanie względnej niezależności było ważne dla miasta chociażby ze względów gospodarczych, gdyż Tyryjczycy, Sydończycy jak i Fenicjanie z innych miast, zarabiali spore pieniądze na handlu pomiędzy Asyrią, Egiptem, Cyprem a Helladą i nawet coroczna danina nie była aż tak zła, jak przyłączenie tych miast do Asyrii i odebranie im możliwości handlu morskiego. Nic więc dziwnego że ślad Tyru i Sydonu poszły inne miasta Fenicji. Królowie Menachem z Samsimuruny, Abdi-liti z Arwadu i Uru-miliki z Byblos padli przed asyryjskim władcą na twarz, błagając go o łaskę i przynosząc bogate dary. Im również Sannaherib pozwolił zachować względną suwerenność.

W tym czasie do Filistei wkroczyła już egipska armia, dowodzona przez współpanującego (od 701 r. p.n.e. wraz ze swym wujem Szabaką) faraonem Szabataką (Szebitko). Ten młody wojowniczy kuszycki władca Egiptu, już w swej tytulaturze odnosił się do imperialnej tradycji egipskiej z czasów Nowego Państwa (mówią o tym chociażby jego tytuły: "Ten, który ma wielką władzę nad wszystkimi krajami" czy "Ten, który ma potężne ramię, gdy uderza Dziewięć Łuków"). Jego marzeniem było przywrócenie dawnej chwały Egiptu i przejęcie kontroli nad ziemiami Lewantu. W kampanii tej u jego boku wziął udział również jego młodszy brat Taharka. Gdy Egipcjanie minęli Dolinę Sefata w Filistei, okazało się że armia asyryjska już ich minęła i poszła na południe, docierając pod mury Aszkalonu - najbardziej teraz antyasyjskiego miasta Filistei, zaraz po Gazie (z tym że Gaza w tym akurat konflikcie stała po stronie Asyrii). Król Sidqa nie zamierzał się poddawać, a nawet odgrażał się, że powiesi Sannaheriba na bramie swego miasta. Zapewne liczył na szybkie wsparcie Egipcjan, którzy już byli w Filistei, ale nim dowiedzieli się o oblężeniu Aszkalonu - miasto zostało zdobyte przez Asyryjczyków (trzeba tutaj od razu dodać, że w tym czasie armia asyryjska była bez wątpienia najlepszą armią tamtych regionów świata, a służby inżynieryjne Asyryjczyków były bodajże najsprawniejsze ze wszystkich takowych formacji ówczesnego czasu). Król Sidqa dostał się do niewoli wraz ze swą rodziną i dworem. Sannahereb urządził przedstawienie, w czasie którego on, jego żony i dzieci kolejno całowały asyryjskiego króla w stopę błagając o litość, po czym łaskawie przechylił się on do ich prośby i w zamian za życie króla oraz jego rodziny wymordował wielu szlachetnie urodzonych Aszkelończyków, a ich samych zabrał jako trofeum do Niniwy. Nowym królem Aszkelonu mianował teraz Sannaherib swego stronnika Szarru-lu-dari. Zdobycie Aszkalonu nie oznaczało jednak końca walk oblężniczych na tym terenie. Asyryjczycy musieli następnie zdobywać mniejsze filistyńskie miasta i twierdze, takie jak Bet-Dagon, Jafa, Banaibarka i Aszuru (? - tego miasta nie znam). Dopiero teraz Sannaherib skierował się przeciwko egipskiej armii Szabataki i Taharki. 




Do starcia obu armii doszło pod Altaku - nieopodal Timny (701 r p.n.e.). Egipcjanie zajęli pozycje w dolinie, tuż obok sprzymierzonych z nimi Filistynów (głównie z Ekronu). Asyryjczycy natarli na nich od południa, znad wzgórz, a bitwa ta szybko zamieniła się pogrom egipsko-filistyńskich wojsk. Szabataką i  Taharka co prawda zdołali uciec z pola bitwy, ale cały egipski korpus oficerski dostał się do asyryjskiej niewoli, a armia egipska praktycznie przestała istnieć (w tym najbardziej bitny i elitarny Korpus Delty). Po tym zwycięstwie było już oczywiste, że rebelia nie ma żadnych szans na sukces. Twierdza Altaku natychmiast skapitulowała, podobnie jak miasto Timna, a następnie Sannaherib ruszył na Ekron - miasto którego mieszkańcy obalili wiernego Asyrii króla Padiego, a następnie w łańcuchach (aby go bardziej upokorzyć) odesłali do Jerozolimy, do Ezechiasza, który wtrącił go do lochu. Po całkowitym zwycięstwie nad Egipcjanami, Ekron nie zamierzał już się bronić, gdyż większość wojska pochodzącego z tego miasta również zginęło w dolinie Altaku. Poddali się licząc na łaskę Sannaheriba, ale jej nie znaleźli. Na swej steli wojennej (wystawionej następnie w Niniwie) Sannaherib pisał po zajęciu Ekronu: "Zabiłem możnych i wodzów, którzy dopuścili się buntu, a ich ciała umieściłem na palach w okręgu wokół miasta. Tych mieszkańców, którzy dopuścili się przestępstw, wziąłem do niewoli, a tym, którzy nie dopuścili się przestępstw i nie przekroczyli granic, przebaczyłem". Brakowało jeszcze tylko przywróconego ponownie do władzy króla Padiego, który nadal przebywał w niewoli jerozolimskiej u Ezechiasza. Ten zaś zdawał sobie sprawę ze swego tragicznego położenia, jako że nagle okazało się iż... został sam, całkiem sam, bo wszyscy sojusznicy Judy zostali rozbici przez Asyryjczyków. Nic więc dziwnego że posłał do Sannaheriba wiadomość takowej treści: "Zbłądziłem. Odstąp ode mnie! Cokolwiek mi nałożysz, to poniosę" - innymi słowy godził się zapłacić każdą narzuconą daninę, aby tylko Sannaherib darował mu winy i odstąpił od oblężenia Jerozolimy.




Trzeba jednak dodać, że Ezechiasz dobrze przygotował się do obrony, szczególnie samej Jerozolimy. Wzniósł nowe mury, szerokości 8 m. Nakazał też rzemieślnikom wyrąbać w skale 500-metrowy tunel, ciągnący się od sadzawki Siloe (która teraz znalazła się w obrębie nowych murów Jerozolimy), aż do źródła Grichon, co w razie czego miało ułatwić ewakuację ludności, lub też dostarczenie pomocy miastu w sytuacji długiego oblężenia. Natomiast sadzawka Siloe miała stanowić główne zabezpieczenie miasta w wodę, gdyż dotychczasowe sadzawki Dolna i Stara były już niewystarczające. Swoim żołnierzom rozdawał dodatkowe porcje oliwy, wina i zboża, a jednocześnie aby zmobilizować ich do walki i upewnić o co i dla kogo walczą, rozdawał im to w dzbanach, na których znajdowało się jego godło - czteroskrzydły skarabeusz. Tymczasem Sannaherib podszedł pod potężną judzką twierdzę Lachisz, będącą jedną z bram wiodących do Jerozolimy. Było to silnie umocnione miasto leżące na wzgórzu, bronione przez dwie linie murów: zewnętrzną i wewnętrzną. Był też niewielki bastion oddzielony od murów, stanowiący pierwszą pocztę obrony. Dokoła zaś miasta rosły drzewa i krzewy, oraz rozciągały się winnice. Sannaherib gdy tylko podszedł pod miasto, złożył oblężonym propozycję poddania się, gwarantując że zachowają życie i umiejętności, w przeciwnym razie zostaną potraktowani okrutnie - na typowy asyryjski sposób. Odmówili, więc rozpoczęło się oblężenie. Asyryjczycy podciągnęli tarany i machiny oblężnicze, a łucznicy i procarze zaczęli oczyszczanie blanków z obrońców. Stosowano ciekawą taktykę, bowiem łucznicy chowali się za ogromnymi wiklinowymi tarczami - zakrzywionymi u góry - obsługiwanymi przez dwie osoby, jedna trzymała tarczę za uchwyty, druga strzelała. Dzięki temu byli praktycznie całkowicie chronieni przed strzałami obrońców, natomiast oni sami mieli doskonały cel na blanki. Natomiast asyryjscy inżynierowie skonstruowali i podciągnęli pod mury rampy oblężnicze i wieże szturmowe, wyłożone kamiennymi płytami. Atakowano na dwa sposoby, zarówno ostrzeliwując obrońców z wieży oblężniczej, jak również podstawiając drabiny pod mury i próbując dostać się do środka (był również trzeci sposób, kopania dołów pod murami w taki sposób, aby doprowadzić do ich zawalenia, ale tego akurat tutaj nie zastosowano). Po kilku dniach krwawych walk twierdza Lachisz padła.




Przywódcy miasta zostali poddani okrutnym torturom, a następnie wbici na pale. Zginęło wielu mieszkańców, natomiast szereg młodych chłopców, kobiet i dzieci poszło w niewolę. Następnie Sannaherib przystąpił do zdobywania innych miast Judei, w tym twierdz Maresza, Libna, Adullam Soko, Azeka i Bet-Szemesz (łącznie zdobył 46 twierdz judzkich, a przynajmniej tak chwalił się na swej steli wojennej). Wreszcie podszedł pod Jerozolimę. Na początku (podobnie jak pod Lachisz) Sannaherib posłał do Jerozolimy swego posła (którym był jego brat Sin-Ah-User) z propozycją natychmiastowej kapitulacji. Obiecywał mieszkańcom miasta że jeśli się poddadzą, zostaną potraktowani łagodnie i nic nie zostanie im odebrane, natomiast jeśli będą walczyć, czeka ich zagłada, tak jak tych, którzy dotąd ośmielili się rzucić wyzwanie "Panu Świata i Asyrii" (jak tytułował się Sannaherib). Ezechiasz będąc przypartym do muru i nie mogąc liczyć na żadną pomoc, zgodził się na te propozycje, obiecując odesłać Sannaheribowi jako zakładniczki swoje żony i córki, a także zapłacić mu 30 talentów złota i 800 talentów srebra natychmiastowej daniny, oraz zobowiązał się do corocznego przekazywania trybutu w mniejszej formie. Oczywiście takiej fortuny nie było w skarbcu królewskim, trzeba było więc sięgnąć do skarbca Świątyni, a na to nie było zgody ani arcykapłana, ani też wielu innych Żydów. Tak więc rozpoczęło się oblężenie miasta. Szybko jednak okazało się, że w asyryjskim obozie zaczęła szerzyć się jakaś epidemia (było to zapewne związane z brakiem wody) w każdym razie Sannaherib musiał zrezygnować ze zdobycia Jerozolimy. Wymusił jednak na Ezechiaszu coroczną daninę, a także część jego królestwa na zachodzie (w tym miasta które wcześniej zdobył) oddał we władanie filistyńskich miast Aszdod, Gazy i Ekronu. Król Padi został oczywiście uwolniony z jerozolimskiego lochu i z łaski Sannaheriba ponownie zasiadł na tronie Ekronu. Teraz kontrolę nad Judą jak również nad Aszkalonem miały sprawować owe trzy miasta, rządzone przez wiernych Asyrii królów: Mitintiego, Silli-Bela i Padiego. Kampania była skończona, a Sannaherib musiał wracać do kraju, gdyż w Babilonii ponownie wybuchł bunt.

Ezechiasz przeszedł więc przez to wszystko praktycznie suchą stopą. Co prawda utracił spore tereny na zachodzie, ale nie na długo, gdyż wkrótce Sannaherib zgodził się ponownie przyłączyć te ziemie do Judy, tworząc plany powstania buforowego państwa, oddzielającego Egipt od syryjskich prowincji Asyrii. Ostatecznie Sannaherib zdobył bogate łupy, licznych jeńców i rozbił koalicję która zagrażała jego władzy. Egipt nie myślał już o polityce anty-asyryjskiej, (przynajmniej na razie) klęska pod Altaku mocno otrzeźwiła czarnoskórych faraonów w kraju nad Nilem. Natomiast asyryjski władca kpił z Ezechiasza, mówiąc mu: "Oto ty się opierasz na Egipcie, na tej nadłamanej lasce trzcinowej, która gdy się kto oprze na niej, wchodzi w dłoń i przebija ją. Takim jest faraon, król egipski dla wszystkich, którzy na nim polegają". Jednak Z chwilą gdy asyryjski władca udał się do Palestyny, dwukrotnie obalony król Babilonu (po raz pierwszy w roku 710, po raz drugi w 703 r. p.n.e.) Chaldejczyk Merodach-Baladan powrócił z Elamu i ponownie dotarł do Kraju Nadmorskiego i do swego ludu Bit-Jakini, czym wzbudził przerażenie w Babilonie, oraz niepokój w Niniwie. Mianowany przez Sannaheriba król Babelu Bel-ibni słał prośby do Niniwy o szybką pomoc (czym wzbudzał tylko niechęć do siebie w oczach Sannaheriba). Merodach-Baladan nie zbliżył się nawet do Babilonu, a mimo to wzbudzał tam przerażenie samym swym imieniem. Ponaglenia Bel-ibniego nie wzbudzały w Sannaheribie większego wrażenia, ale niepokoiły go konszachty Merodach-Baladana z Elamem innymi plemionami Chaldejskimi, a także (wcześniej) z królem Judy - Ezechiaszem. Musiał więc (chcąc, nie chcąc) ponownie interweniować zbrojnie w Babilonii (700 r. p.n.e.). Wojska asyryjskie wkroczyły do Babilonu, następnie Sannaherib stwierdził że Bel-ibni nie nadaje się już na króla i usunął go, powierzając teraz tron Babelu swemu młodszemu synowi Aszur-nadin-szumi, po czym ruszył do Kraju Nadmorskiego, na bagna...




CDN.

poniedziałek, 27 stycznia 2025

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CXCII

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI 
SŁOWIANIE I CELTOWIE





PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE

SŁOWIANIE

(POD SKRZYDŁAMI ASYRII - UPADEK IZRAELA)

(ok. 738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)

Cz. XII







FILISTEA
PONOWNIE ODRODZENIE
(738 r. p.n.e. - ok. 635 r. p.n.e.)
Cz. XII



DEWARIM
(738 r. p.n.e. - 586 r. p.n.e.) . Cz. XIV



Pierwsze lata rządów po swym wstąpieniu na tron (705 r. p.n.e.) władca Asyrii Sannaherib (Sin ahhe eriba - co znaczyło: "Bóg Sin wyrównał stratę braci", czyli najprawdopodobniej Sannaherib był jednym z młodszych synów Sargona II, a jego starsi bracia zapewne zmarli w młodym wieku, być może na jakąś zarazę) zajął się rozbudową i upiększaniem nowej stolicy, do której to przeniósł swą siedzibę -  Niniwy, co spowodowało że zaniedbał pewne konieczne obowiązki, które gwarantowały stabilność w jego państwie. Nie dokonał bowiem naturalnej po zmianie władzy koronacji w Babilonie i w Nowy Rok 704 p.n.e. nie ujął (w sposób symboliczny oczywiście, ale mający wyraz religijnej ekspiacji potwierdzającej prawo danego króla do władania owym miastem) dłonią posągu boga Marduka, stojącego w Esagilii. To zaś doprowadziło do wydarzeń, które miały niezwykle brzemienne skutki nie tylko na obszarze samej Babilonii, ale również Syro-Palestyny, a także (częściowo) Egiptu. Oto bowiem już na Nowy Rok 703 r. p.n.e. dłoń Marduka w Esagilii ujął rodowity Babilończyk, który jako nowy król przyjął imię Marduk-zakir-szumi (ponieważ jednak w historii Babilonii był wcześniej król o podobnym imieniu, zatem temu przyznano chronologicznie liczbę "II" - choć oczywiście uczynili to dopiero współcześni historycy). Ale temu właśnie samozwańczemu królowi Babelu nie było dane panować długo i już po zaledwie miesiącu został obalony przez powracającego z Elamu, byłego władcę Babilonu - Mardukapaliddinę (inna odmiana jego imienia to Merodach-Baladan II), obalonego przez Sargona II w roku 710 p.n.e. przedtem cały czas Merodach-Baladan przebywał na dworze władcy Elamu w Suzie - Szutruknahhunte i czekał sposobności odzyskania władzy w Babilonii. Taka sposobność nadarzyła się po śmierci Sargona II, a szczególnie gdy władzę nad "Wrotami Boga" (jak zwano Babilon w starożytności), objął właśnie samozwańczy Marduk-zakir-szumi II. Przybywszy więc na czele kontyngentów elamickich Merodach-Baladan nie miał większych problemów z pozbawieniem go władzy, oraz ponownym objęciem tronu w mieście Marduka. To jednak zagrażało stabilności imperium Sannaheriba i bezpieczeństwu samej Asyrii.

Merodach-Baladan był z pochodzenia Chaldejczykiem, a nieustanna, trwająca dekady chaldejska kolonizacja Kraju Nadmorskiego (czyli wybrzeży dzisiejszej Zatoki Perskiej patrząc od strony Iraku) i to pomimo usilnych, częstych asyryjskich przesiedleń chaldejskich plemion w inne regiony, spowodowała że Kraj Nadmorski praktycznie był już krajem Chaldeńczyków, a to oznaczało że bardzo chętnie przyłączył się do rebelii Merodach-Baladana. Ten zaś przystąpił energicznie do fortyfikowania samego Babilonu, jako że zdawał sobie doskonale sprawę, że Asyryjczycy nie uznają jego władzy i podejmą kolejną próbę usunięcia go z tronu. Nie mylił się, Sannaherib bowiem - gdy tylko dowiedział się o przejęciu władzy nad Babilonem przez uzurpatora - nie czekał nawet na zebranie pospolitego ruszenia, i ruszył na południe na czele wojsk zaciężnych (które po reformach Tiglat-Pilesara III złożone były z zawodowych żołnierzy, a nie jak wcześniej z chłopów wzywanych do armii na okres kampanii wojennych, a potem wracających do swych gospodarstw). Siły którymi dysponował Merodach-Baladan do odparcia inwazji asyryjskiej nie były wcale małe, posiadał bowiem kontyngenty elamickich łuczników (dowodzonych przez Nergalnasira z plemienia Sutu), aramejskich jeźdźców, chaldejskich piechurów, oddziały sformowane w samym Babilonie, oraz najemnych wojowników arabskich. Mógł więc liczyć, że dzięki temu zdoła ocalić tron i własne życie. Główne swe siły zgromadził Merodach-Baladan pod miastem Kisz, natomiast straż przednia pod wodzą Nergalnasira stała w Kuta. Sannaherib swoje straże przednie posłał pod Kisz, aby przeciąć linie komunikacyjne z Kuta, sam zaś - na czele sił głównych - uderzył na oddziały stojące w tym właśnie mieście i... wyrżnął je do nogi "niczym owce" (Nergalnasir dostał się do niewoli). Siły wysłane pod Kisz zostały zaś zaatakowane przez główną armię Merodach-Baladana, lecz doświadczeni wojownicy asyryjscy wytrzymali pierwsze uderzenie, w międzyczasie wysyłając wiadomość do króla, by czym prędzej przyszedł im z odsieczą. Pod Kisz pewny siebie Merodach-Baladan nie spodziewał się szybkiego pojawienia głównej armii Sannaheriba i gdy ten nadciągnął i doszło do bitwy głównych armii, widząc że wojska złożone z wielu ludów ustępują Asyryjczykom w polu, rzucił się do ucieczki.



 
Bitwa pod Kisz zakończyła się całkowitym zwycięstwem Sannaheriba, a w jego ręce wpadły łupy Merodach-Baladana i liczni jeńcy (w tym pasierb zbiegłego z pola bitwy władcy Babelu - Adinu). Babilon (jak zawsze każdego zwycięskiego wodza), przywitał wkraczającego tam Sannaheriba okrzykami radości i sympatii, jako nowego króla. Babilończycy mieli to już zapewne wielokrotnie przećwiczone, poza tym byli ludźmi rozsądnymi, zdając sobie sprawę, że gdyby okazali chociażby obojętność, mogłoby się to źle skończyć dla ich majętności, a kto wie czy i nie życia. Mieli rację, oczarowany powitaniem Sannaherib (tak jak siedem lat wcześniej jego ojciec) okazał miastu wspaniałomyślność i zakazał swym żołnierzom jakichkolwiek gwałtów czy rabunków, jedyny wyjątek czyniąc wobec pałacu, w którym przez ostatnie dziewięć miesięcy zamieszkiwał Merodach-Baladan - pałac ten został doszczętnie zniszczony i rozgrabiony przez wojska asyryjskie. W ręce zwycięskiego króla Assuru wpadli również dworzanie i słudzy Merodach-Baladana, a także jego harem. Mieszkańcy Babilonu uznali Sannaheriba za swego wyzwoliciela spod tyranii uzurpatora (gdyby jednak zwyciężył tamten, cieszyliby się wraz z nim). Jednak Sannaherib odmówił przyjęcia korony Babilonu, co oznacza że postąpił wbrew swemu ojcu Sargonowi, który jednak przyjął ten tytuł w roku 710 p.n.e. Na króla powołał zaś niejakiego Bel-ibniego, możnego Babilończyka trzymanego jako zakładnik najpierw w Kalchu, potem w Dur-Szarrukin, a teraz w Niniwie (jego oficjalna intronizacja nastąpiła w Nowy Rok 702 r. p.n.e.). Jednocześnie Asyryjczycy dokonali (kolejnej już) pacyfikacji Kraju Nadmorskiego. Według asyryjskiej kroniki z dymem pożarów poszło 88 tamtejszych miast i 820 wiosek. Ludność zaś tych terenów po części została obrócona w niewolników, po części wymordowana ("A silnych i dumnych mieszkańców wrogich miast, którzy nie ugięli się przed moją mocą, ściąłem swym mieczem i powbijałem na pale" - jak głosiła kronika Sannaheriba), a po części zaś wysiedlona w inne obszary Imperium Asyryjskiego (208 000 przesiedleńców). Natomiast Merodach-Baladana żołnierze Sannaheriba szukali przez pięć dni również na bagnach Kraju Nadmorskiego, nie udało im się jednak go schwytać.




Ale upadek uzurpacji Merodach-Baladana nie zakończył problemów Sannaheriba. Oto bowiem (jak głosi chociażby Proroctwo Izajasza XXXIX, 1) pobity władca Babilonu zdążył wcześniej wysłać poselstwo do Jerozolimy, do króla Ezechiasza, z prośbą o sojusz. Król Jeruzalem mający wsparcie kapłanów Świątyni Jerozolimskiej przecinek i od dawna już pragnący zrzucić zależność asyryjską, wysłał posłów do Sydonu, Askalonu, Ekronu i do Teb, formując koalicję antyasyryjską ze wsparciem Egiptu. Prorok Izajasz (który co prawda nie protestował przeciwko samej polityce antyasyryjskiej, to zaprotestował przeciwko jednaniu się zarówno z Egipcjanami jak i Filistynami i) początkowo nie wsparł królewskiej misji. Miasta Fenicji Sydon i Tyr odpowiedziały pozytywnie na propozycję Ezechiasza, podobnie król Sidqa z Askalonu. Ekron natomiast (rządzony przez króla Padiego) odrzucił plan buntu przeciwko Asyrii. Nic dziwnego że Padi nie zgodził się na ten krok. Dla miasta bowiem nie oznaczał on nic dobrego, natomiast pod "opiekuńczymi" skrzydłami Asyrii kupcy z Ekronu mogli wykładać swe towary w wielu miastach na północ od Damaszku, które do tej pory były dla nich nieosiągalne. Miasto też znacznie się wzbogaciło na sojuszu z Asyrią (według odkryć archeologicznych tego terenu, w VII wieku p.n.e Ekron rozrósł się do 24 hektarów, choć wiek wcześniej liczył zaledwie... 4. Niewątpliwie więc miało to związek ze wzrastającą zamożnością mieszkańców miasta, które w tym właśnie czasie politycznie podlegało władcom Kalchu). Nie wiadomo jednak co też się stało w Ekronie, co opętało mieszkańców tego miasta - które tyle zyskało na sojuszu gospodarczym z Asyrią. Czy doszło tutaj do zawiązania jakiegoś spisku, którego macki sięgały Jerozolimy? Trudno dziś odpowiedzieć na to zawiłe pytanie, natomiast pozostaje bezsprzecznym, że zarówno możni Ekronu jak i lud tego miasta zbuntowali się przeciwko swemu królowi i go obalili, wybierając drogę konfrontacji z Asyrią (dlaczego jednak podejrzewam tutaj zawiązanie jakiegoś spisu inspirowanego z Jerozolimy? A choćby dlatego, że obalonego króla Padiego mieszkańcy miasta przekazali jako zakładnika właśnie Ezechiaszowi). W takim układzie Judea, Fenicja (a przynajmniej jej najważniejsze miasta: Sydon i Tyr) oraz Filistea (z wyjątkiem Gazy, która teraz trwała przy Asyrii, pomna krwawych lekcji udzielonych miastu przez Sargona II 720 i 716 r p.n.e. Miasto rządzone przez Silli-Bella wolało więc nawet narazić się na atak ze strony Judei czy Egiptu -  których uznawano za mniejsze zagrożenie - niż na ponowne zniszczenia dokonane przez zawodową armię asyryjską, uznawaną w tamtym czasie za najlepszą armię znanego świata).

Po przeprowadzeniu zamachu stanu w Ekronie, tamtejsza ludność wysłała poselstwo do Egiptu, prosząc nubijskiego faraona Szabakę (który zaraz po wstąpieniu na tron po śmierci swego brata Pianchiego w 713 r. p.n.e., przyniósł się do Teb, które to miasto uczynił stolicą swojego egipsko-kuszyckiego państwa) o natychmiastowe wsparcie przeciwko Asyrii. Jednak na dworze czarnych faraonów w Tebach, sytuacja nie była tak oczywista jak choćby w Judei, Askalonie, Sydonie czy Tyrze. Szabaka pragnął utrzymać pokój z potężną Asyrią, tym bardziej że zajmował się głównie budową w Egipcie nowych świątyń i monumentów, skupiając się głównie na sprawach natury religijnej i wewnętrznej kraju nad Nilem. Od czasu bowiem usunięcia ostatnich libijskich władców (Osorkona IV i Bekenranefa - ten ostatni był rodowitym Egipcjaninem) w 712 r. p.n.e. w Egipcie panował niczym nie zmącony pokój. Ten okres przeszedł do historii również jako tzw: "renesans kuszycki", który przetrwał w pamięci Egipcjan jako jeden z najlepszych okresów w dziejach kraju (nic dziwnego że za rządów kolejnej XXVI rodzimej dynastii saickiej, która uprawiała - można rzec to otwarcie - typowo nacjonalistyczną politykę wewnętrzną, nastawioną na "egipcjanizację" kraju i której działalność ikonoklastyczna wymierzona była przeciwko wszelkim odmiennym formom architektury i sztuki, niezgodnym ze starożytnym kanonem egipskim, właśnie za tej dynastii jedną z ulic w Memfis nazwano imieniem czarnoskórego władcy, przybyłego z Nubii jako zdobywca - Szabaki, musi to świadczyć o bardzo dobrej pamięci jaką ten władca pozostawił wśród Egipcjan). Bowiem za 15-letnich rządów Szabaki budowano bardzo wiele, z czego wymienię jedynie trzy stele wzniesione w Serapeun w Memfis z ok. 701 i 699 r. p.n.e. - 12 i 14 rok panowania, brama przy świątyni Ptaha w Tebach, tamtejszy skarbiec świątynny, a wraz ze swą siostrą, boską małżonką Amona-Re - Amenardis I wystawił w Tebach kaplicę poświęconą Ozyrysowi Panu Życia, poza tym odnawiał i rozbudowywał istniejące w całym kraju świątynie. Swoją drogą bardzo ciekawa sytuacja, gdyż właśnie od jego panowania datuje się powrót arcykapłanów Amona-Re do Teb, a pierwszym z nich miał być syn Szabaki o nieznanym imieniu. Jednak powrót arcykapłanów nie oznaczał usunięcia funkcji boskiej małżonki Amona-Re, a wręcz przeciwnie, podzielono te dwie funkcje i odtąd arcykapłani sprawowali jedynie funkcje religijne w Wielkiej Świątyni Amona w Karnaku, natomiast kontrola nad Świątynią w Luksorze należała do boskiej małżonki, która jednocześnie sprawowała realną władzę polityczną nad miastem i regionem.




Pokojowa, nastawiona na sprawy wewnętrzne (a przede wszystkim religijne, gdyż Szabaka podobnie jak Pianchi, był prawdziwym fanatykiem kultu Amona-Re) polityka czarnoskórego władcy z Teb, przejawiała się chociażby w braku poparcia, udzielanego wszelkim anty-asyryjskim buntownikom w Palestynie. Gdy ok. 705 król Aszdod - Jamani próbował zbuntować się przeciwko Asyrii, lecz nie zdobył poparcia wśród swego własnego ludu i został przezeń obalony, uciekł właśnie do Egiptu, sądząc że tam uzyska schronienie a być może nawet wsparcie militarne przeciw Asyrii i powróci na tron Aszdod. Szabaka jednak postąpił zupełnie inaczej, kazał nieproszonego gościa zakuć w kajdany i tak odesłał go "w ramach przyjaźni" do Niniwy, do Sannaheriba. Oczywiście z punktu widzenia Egiptu posiadanie anty-asyryjskiego buforu w Palestynie, złożonego z Judei, miast państw Filistei, a być może również Fenicji, było jak najbardziej korzystne, ale Szabaka uznał wówczas że gra ta nie jest warta świeczki, a prowadzi bezpośrednio do wojny i zapewne inwazji asyryjskiej na Egipt. Dlatego też do tej pory wolał trzymać się z dala od konfliktu palestyńskich królestw z władcą Assuru. Jednak ok. 701 r. p.n.e. ta polityka zaczęła się powoli zmieniać. Nie wiadomo dokładnie dlaczego Szabaka postanowił pod koniec swego życia zmienić swą pokojową politykę i wesprzeć militarnie Judę oraz miasta Filistei w konfrontacji z Asyrią? Ja przypuszczam (a jest to tylko i wyłącznie moja opinia) że stało się to pod wpływem jego bratanka Szabataki (Dżedkaure Szebitko), syna Pianchiego, który właśnie w 701 r. p.n.e został ogłoszony współwładcą i był następcą tronu Egiptu. To właśnie on miał poprowadzić egipskie rydwany do Palestyny, aby tam zmierzyły się z siłami Assuru i wsparły palestyńskich sojuszników. A tymczasem w samej Palestynie król Judei Ezechiasz stał się przywódcą koalicji anty-asyryjskiej i (jak twierdzi 4 Księga Królewska XVIII, 8) narzucił pewną formę zależności miastom filistyńskim "aż do Gazy". Teraz tylko oczekiwał przebycia armii egipskiej, prowadzonej przez Szabatakę.




CDN.