Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CESARSTWO RZYMSKIE NARODU NIEMIECKIEGO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CESARSTWO RZYMSKIE NARODU NIEMIECKIEGO. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 kwietnia 2025

WIELKI MARSZ 1000-LECIA!

JUŻ 1000 LAT BIAŁY ORZEŁ NOSI KORONĘ




 Dziś w Warszawie odbył się Wielki Marsz na pamiątkę 1000-lecia koronacji pierwszego, oficjalnie koronowanego króla Polski Bolesława I Chrobrego, oraz 500-lecia Hołdu Pruskiego, który doprowadził do sekularyzacji ziem Zakonu Krzyżackiego w Prusach, tworząc tam Księstwo Pruskie pod rządami dynastii Hohenzollernów, a po wygaśnięciu tego rodu ziemie te miały zostać bezpośrednio przyłączone do Królestwa Polskiego.




Bolesław I był wielkim władcą, politykiem i wodzem. Prowadził z Cesarstwem Rzymskim (czyli z istniejącą już wówczas Rzeszą Niemiecką) trzy wojny o Milsko i Łużyce. Pierwsza wojna (toczona w latach 1002-1005) zakończyła się początkowo zajęciem Czech i Moraw przez Bolesława (1003-1004) i nieudanej inwazji króla (bo jeszcze nie został koronowany na cesarza) Henryka II na Polskę (1005), w wyniku czego zawarto pokój, na mocy którego Chrobry zrzekł się Milska i Łużyc oraz Czech. Druga wojna z Henrykiem II wybuchła już w 1007 r. i trwała do 1013 r. Bolesław przygotował się do niej gruntownie, zyskując sojusz Czechów i Wieletów (którzy do tej pory wspierali Niemców). W 1007 r. zorganizował najazd na Niemcy i dotarł do Magdeburga, które to okolice spustoszył, a Budziszyn (główne miasto Milska) zdobył, podobnie jak ziemie Milska i Łużyc. W 1009 r. Chrobry wyprawił się ponownie na Niemcy, próbując zdobyć Miśnię (i pragnąc zlikwidować Marchię Miśnieńską), ale ta wyprawa nie powiodła się. Teraz Henryk II przygotował się do ataku i w 1010 r. wyruszył z wyprawą odwetową na Polskę. Wały Śląskie i twierdze Krosno oraz Głogów skutecznie zatrzymały królewską armię niemiecką. Jedyne co, to król Henryk w tej kampanii odzyskał północną część Łużyc. W 1012 r. Henryk II przygotowywał się do kolejnego ataku, ale ostatecznie do niego nie doszło ze względu na sprzeciw niemieckich feudałów, oraz sojusz Polski z Czechami i Wieletami. Natomiast Bolesław wykorzystał ten moment i zdobył oraz spalił gród Lubuszę. 1013 r zawarty został pokój w Merseburgu, na mocy którego Bolesław odzyskiwał Milsko i Łużyce, ale jako lenno cesarskie. 

Trzecia wojna nie dała na siebie długo czekać i wybuchła już w 1015 r. Koronowany w lutym 1014 r. w Rzymie na cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego Henryk II, rozpoczął kolejną inwazję na Polskę. Tym razem to on przygotował się do wojny, zyskując szereg sojuszników - w tym Czechów i Wieletów. Planował uderzenie na Polskę z trzech stron: od północy, z zachodu i południa. Na odcinku południowym Czesi dotarli tylko do grodu Busine koło Zgorzelca i musieli zawrócić, ze względu na dywersyjny atak Morawian (sprzymierzonych z Bolesławem) na Marchię Wschodnią (czyli dzisiejszą Austrię). Na północy Bolesław skutecznie poradził sobie z Wieletami i Sasami i przeszedł do ofensywy, jedynie w centrum wojska cesarskie Henryka II forsowały Odrę. Tutaj wojskami dowodził Mieszko - syn Bolesława, który w bitwie z Henrykiem w rejonie Krosna Odrzańskiego doszczętnie zniszczył jedną z dwu części cesarskiej armii Henryka II na odcinku zachodnim, którą dowodził poległy tam margrabia Geron (1 września 1015 r.). Zaś główne siły Henryka zostały zaatakowane na bagnach odrzańskich w kraju Dziadoszan, gdy próbowały przekroczyć rzekę. Bitwa zakończyła się klęską wojsk cesarskich i ucieczką Henryka, w wyprawie odwetowej wojska polskie pod wodzą Mieszka dotarły aż pod Miśnię. 1017 r Henryk postanowił raz jeszcze zorganizować wyprawę na Polskę, ale tym razem połączoną z akcją dywersyjną na Wschodzie ze strony Rusi Kijowskiej Jarosława I Mądrego (bodajże pierwszy w historii sojusz niemiecko-rusiński). Z cesarskimi szli również Czesi. Nie udało im się zdobyć ani Krosna, ani Głogowa, ani też twierdzy Niemcza - gdzie trwało długie oblężenie. Zakończyło się ono niepowodzeniem dla strony niemieckiej, chociaż obrońcom brakowało już  żywności. W tym czasie Bolesław Chrobry plądrował Czechy. W zawartym w 1018 r. pokoju w Budziszynie, Milsko i Łużyce pozostały przy Polsce, ale już nie jako lenno cesarskie, tylko bezpośrednie ziemie piastowskie. Henryk zobowiązał się również do udzielenia Bolesławowi pomocy w toczonych przez niego wojnach.




Do takiej wojny z Rusią Kijowską doszło w roku 1018. Po nieudanej inwazji Jarosława Mądrego na Polskę w 1017 r. Bolesław rozpoczął atak na Ruś. Celem Chrobrego było nie tylko odzyskanie utraconych jeszcze przez jego ojca Mieszka I w 981 r. tzw. Grodów Czerwieńskich z Przemyślem, Czerwieniem, Sanokiem i Brześciem nad Bugiem, ale również zdobycie Kijowa i zainstalowanie tam Świętopełka - księcia turowskiego, jednego z pretendentów do władzy nad Rusią. 22 lipca nad Bugiem przekraczającym rzekę Polakom zastąpili drogę Rusini. Wedle legendy, Jarosław miał się zwrócić do Bolesława tymi oto słowy: "Czego tu szukasz? Wracaj do siebie, bo inaczej tą oto włócznią przebiję brzuch twój tłusty!" (rzeczywiście wtedy już Bolesław był mocno ociężały). W tzw. bitwie nad Bugiem (lub też w bitwie pod Wołyniem - jak nazywają to starcie inni historycy) Bolesław odniósł całkowite zwycięstwo, a wojsko rusińskie poszło w rozsypkę (w tej inwazji na Ruś wspierał Bolesława wysłany przez Henryka oddział rycerzy niemieckich). Jarosław uciekł do Nowogrodu Wielkiego, a Bolesław 15 sierpnia 1018 r. wkroczył do Kijowa (którego mieszkańcy skapitulowali). Należy też pamiętać że Bolesław był wytworem swoich czasów, nie tylko wodzem i królem, ale mężczyzną (co by nie mówić) dosyć okrutnym. Po zajęciu Kijowa zmusił do uległości i zgwałcił Przedsławę - siostrę Jarosława Mądrego, o której rękę się starał, lecz która go nie chciała. Gdy wiosną 1019 r. wracał do siebie, zabrał ją ze sobą, jako swoją nałożnicę (wraz z licznymi łupami i jeńcami). W drodze powrotnej przyłączył do Polski Grody Czerwieńskie, (lecz w 1022 r. twierdzę w Brześciu nad Bugiem odbił mu Jarosław Mądry).




Bolesław był bez wątpienia silnym władcą, ale jednocześnie okrutnikiem. Bezwzględnie egzekwował wydawane przez siebie zarządzenia, jednym z nich było to, że ktokolwiek z jego poddanych spożył mięso w dzień postny, temu wybijano zęby kamieniami. Inną ciekawostką jest fakt, że Bolesław (jak zresztą jego ojciec, a także synowie i ich następcy) był wielkim czyściochem. Uwielbiał się kąpać, nacierać śniegiem, lub wypocić w saunie. Szczególnie to ostatnie miejsce upodobał sobie jako pole rozmów politycznych. Zwykł też tam chłostać trzcinową rózgą tych wielmożów, z których był niezadowolony.

Bolesław był tak potężnym władcą, a jego Królestwo tak bogatym krajem (był nawet oddział polskich Amazonek, czyli kobiet jeżdżących konno i noszących łuki oraz miecze u pasa, które widzieli wjeżdżający do Gniezna cesarscy wielmoże), że cesarz Otton III w czasie wizyty w Gnieźnie w roku 1000, symbolicznie koronował Bolesława swoją własną cesarską koroną i uznał go za równego sobie (co potem mocno wypominał mu kronikarz Thietmar z Merseburga). Pisałem już kiedyś że Otton III pragnął stworzyć uniwersalistyczne Cesarstwo Chrystusowe, czyli odrodzone Cesarstwo Rzymskie na modłę Chrystusową, składające się z czterech części: Galii (czyli Francji), Italii, Germanii i Sklavinii (czyli kraju Słowian, innymi słowy Polski, Czech i Moraw). Mocno w tym zamierzeniu wspierał go jeden z najgenialniejszych papieży w całych dziejach następców św. Piotra - Sylwester II (według legendy ten papież w podziemiach Watykanu miał uwięzić smoka, który symbolizował Lucyfera. Był też autorem wielu praktycznych wynalazków). Śmierć Ottona III w 1002 r. i wstąpienie na tron Henryka II, oraz Sylwestra II w 1003 r. pokrzyżowało te plany i zakończyło pokojowy okres stosunków polsko-niemieckich.




18 kwietnia 1025 r w archikatedrze gnieźnieńskiej za zgodą papieża Jana XIX, Bolesław I Chrobry (nie pytając się o pozwolenie nowego cesarza Konrada II) koronował się na pierwszego w historii króla Polski. Zmarł wkrótce potem - 17 czerwca 1025 r. Ale jeszcze w tym samym roku na króla koronował się jego syn i następca - Mieszko II Lambert (czyli rok 1025 był nie tylko rokiem pierwszej królewskiej koronacji w Polsce, ale również rokiem podwójnej koronacji).

Co się zaś tyczy 500-lecia Hołdu Pruskiego, to też już kilkukrotnie o tym wydarzeniu pisałem. Zakon Krzyżacki (a w zasadzie Zakon rycerzy "Najświętszej Marii Panny domu Niemieckiego w Jerozolimie" - bo tak brzmiała ich pełna nazwa), od czasu klęski na polach Grunwaldu w 1410 r. powoli, ale konsekwentnie kroczył ku upadkowi. Wojna 13-letnia z lat 1454-1466 zakończyła się odzyskaniem przez Królestwo Polskie dostępu do Bałtyku, czyli Prus Królewskich (innymi słowy Pomorza) wraz z Gdańskiem, Malborkiem i Elblągiem. Od tej pory (1466 r.) wielcy mistrzowie stali się lennikami króla polskiego, ale ponieważ mieli poparcie cesarza i papieża, często odsuwali w czasie złożenie hołdu lennego, lub też jawnie się mu sprzeciwiali. Wojna z lat 1519-1521 która co prawda zakończyła się zbrojnym remisem, postawiła zakon przed tragiczną konsekwencją co robić dalej. Obiecana pomoc z Rzeszy nie nadchodziła, nie można było też się długo bronić przeciwko coraz silniejszemu naporowi Polaków. I tutaj z pomocą wielkiemu mistrzowi Albrechtowi Hohenzollernowi przyszedł Marcin Luter ze swoją reformacją. Wielki mistrz miał przyjąć luteranizm, i od tej pory stać się księciem świeckim, w zamian składał hołd lenny królowi polskiemu (swemu dalekiemu stryjowi notabene) i oddawał Prusy Książęce w przyszłe władanie Korony Polskiej. Przeciwko hołdowi bezwzględnie była małżonka króla Zygmunta I Jagiellończyka (zwanego też "Starym") Włoszka Bona Sforza, która nienawidząc ani Habsburgów, ani Hohenzollernów (jako że ci pierwsi przejęli jej dobra rodowe w italskim Bari) mocno się temu sprzeciwiała. Ostatecznie likwidacja zagrażającego non stop Pomorzu - Zakonu Krzyżackiego była dobrym posunięciem (to następcy Zygmunta I spartolili sprawę, przyznając możliwość dziedziczenia w Prusach Książęcych linii brandenburskiej). Wreszcie bowiem nastawał pokój i choć królowa Bona wciąż działała na niekorzyść Albrechtowi (on zresztą też starał się w ten czy inny sposób podkreślać swoją niezależność, miał np. prawo zasiadać w polskim Senacie, co nigdy ostatecznie się nie urzeczywistniło - ku jego rozpaczy). Jednak po likwidacji Zakonu w Królestwie Polskim nastąpił okres długiego pokoju, który przerywany był tylko zaciągami chętnych na wojny toczone daleko na Wschodzie, przeciwko Moskwie, atakującej najpierw sprzymierzoną z Polską Litwę (Wielkie Księstwo Litewskie), a potem (po Unii Lubelskiej 1569 r.) zjednoczoną Rzeczpospolitą Dwóch Państw i co najmniej czterech Narodów). Dziś polscy patrioci świętowali rocznice tych wydarzeń.


"BĘDĘ TAK KOCHAĆ ELŻBIETĘ, JAK ONI ISABELĘ"
(Te słowa Bony były niezwykle prawdziwe. Jej uparty charakter spowodował że Elżbieta Haburzanka - żona Zygmunta II Augusta, miała totalnie "przerąbane" u swojej teściowej, albowiem ta upokarzała ją na każdy możliwy sposób i to do tego stopnia, że dziewczyna praktycznie bała się opuszczać swoje komnaty i prawie cały czas płakała. Do tego dochodziła oziębłość męża, który nie chciał jej dotykać, ani nawet przebywać w jej towarzystwie)



HOŁD PRUSKI
(10 kwietnia 1525)













 

piątek, 29 listopada 2024

WOKÓŁ AKTU 5 LISTOPADA - Cz. I

CZYLI JAK NIEMCY CHCIELI SOBIE STWORZYĆ "SWOJĄ" POLSKĘ?




 Jakiś czas temu rozmawiałem na X-ie z pewnym niemieckim doktorem historii (?), który przekonywał mnie że Niemcy w roku 1916 przywrócili niepodległą Polskę do życia po ponad stuletnim okresie zaborów, ogłaszając właśnie ów akt 5 listopada, w którym rzeczywiście miał powstać taki twór jak Polska. Wcześniej bowiem stwierdziłem, że warunkiem sine qua non odrodzenia niepodległej Polski, była klęska wszystkich trzech jej zaborców, czyli Rosji, Niemiec i Austro-Węgier. Ponieważ tamta rozmowa przypomniała mi się teraz, postanowiłem rozpocząć nową serię o tym, jak to Niemcy próbowały stworzyć "swoją" Polskę w roku 1916, jak i na ile im się to udało, oraz jakie były reakcje międzynarodowe (głównie rosyjskie) na ową deklarację. 

Zapraszam zatem do lektury.






RZECZYWISTOŚĆ POLITYCZNA 


"O wojnę powszechną za wolność ludów, 
Prosimy cię Panie.
O broń i orły narodowe, 
Prosimy cię Panie.
(...)
O niepodległość, całość i wolność Ojczyzny naszej, 
Prosimy cię Panie"


 Oto fragment "Litanii pielgrzymskiej" Adama Mickiewicza, w której autor (żyjący w pierwszej połowie XIX wieku - notabene Mickiewicz zmarł w Konstantynopolu w listopadzie 1855 r. po zatruciu się kebabem), doskonale zdawał sobie sprawę, że niepodległość Polski realnie musi być związana po pierwsze z wzajemną wrogością mocarstw zaborczych, a po drugie z wynikającą z niej wojną europejską (a być może nawet światowej) I o to właśnie się modlił w swej litanii - "o wojnę powszechną za wolność ludów". Polacy bowiem (głównie mam tutaj oczywiście na myśli polską szlachtę) za późno otrząsnęli się z marazmu XVIII wieku. Reformy jakie podjęto pod koniec tego stulecia, mające wewnętrznie wzmocnić państwo i stworzyć stałą armię, oraz wzmocnić władzę królewską czyniąc ją odtąd dziedziczną, przyszły za późno. Co prawda uchwalono pierwszą w Europie i drugą na świecie Konstytucję - 3 maja 1791 r. Ale już nie zdołano obronić tych reform w konfrontacji zarówno z agresją rosyjską (1792 r.) jak i rosyjsko-pruską (1794 r.). W każdym razie przetrwało to pocieszenie, że Polacy - wbrew innym narodom (jak choćby Hiszpanom, u których pierwsze reformy zainicjowały dopiero interwencyjne wojska francuskie po roku 1808), potrafili własnym działaniem politycznym (w obliczu pewnego rozpadu państwa trapionego wewnętrzną anarchią) zdobyć się na taką jedność, która pozwoliła zreformować kraj. Ocalić go już jednak nie była w stanie, gdyż zaborcy okazali się wyjątkowo zgodni w dziele zniszczenia Rzeczypospolitej. Ale upadek państwa był niczym kubeł zimnej wody na te wszystkie dotychczas zaślepione umysły, na tych wszystkich małych paniczyków którzy nie widzieli dalej niż koniec własnego nosa i tylko powtarzali "złota wolność, złota wolność", a prysła ona niczym sen złoty po utracie państwa.




Potrzeba odrodzenia tak świetnego państwa, pełnego wielkich tradycji i wspaniałej historii, stała się odtąd motorem działań przede wszystkim szlachty, która żyła odtąd pod zaborami w cieniu pamięci dawnych wieków. Jak pisał już w XX wieku Władysław Kamieniecki herbu Pilawa: "Dziesiątki senatorskich pokoleń, hetmańskie buławy i marszałkowskie laski, wielkie bogactwa, wspomnienia wielkich cnót i jeszcze większych zbrodni kształtowały od dziecka psychikę tych potomków najmożniejszych rodów dawnej Rzeczypospolitej. Literatura historyczna, a jeszcze bardziej tradycja domowa uczyła ich o zasługach i występach przodków. Zdrada Janusza Radziwiłła czy warcholstwo Jerzego Lubomirskiego było im wskazywane jako odstraszający przykład - wiedzieli, czego się mają wystrzegać. A jednocześnie budziło się w nich przeświadczenie, że w odrodzonej Ojczyźnie przypaść im winna rola pierwszoplanowa". Nie od razu, ale również wśród chłopów zaczęło kształtować się poczucie przynależności narodowej, przejawiające się odmiennością religijną, językową i obyczajową w stosunku do zaborców. Ale poczucie przynależności narodowej (lub też odrębności w stosunku do zaborców), nie oznaczało automatycznie poczucia świadomości narodowej. Można bowiem społeczeństwo polskie w czasach rozbiorów (poniekąd i wcześniej też, ale tamten okres nas nie interesuje) opisać na zasadzie czterech kręgów. Krąg pierwszy (zewnętrzny), to ludzie uważający się za "tutejszych" (głównie chłopi, często Rusini, Żydzi, lub Niemcy wyznania luterańskiego, a także polscy chłopi z bardzo słabym poczuciem przynależności narodowej). Krąg wyższy, to ludzie którzy posiadali już świadomość narodową (częściowo byli to chłopi, częściowo mieszczanie, a częściowo szlachta ze wschodnich rubieży Rzeczypospolitej o rusińskich korzeniach). Trzeci krąg, to obszar Polaków ożywionych świadomością polityczną, a ostatni czwarty a jednocześnie pierwszy krąg wewnętrzny) to krąg ludzi gotowych działać aktywnie w kwestii odzyskania niepodległości i zrzucenia jarzma niewoli.




Dla tych wszystkich ludzi odrodzona, niepodległa Polska, miała być krajem takim, jakim została wcześniej rozszarpana, czyli w najmniejszych granicach z roku 1771 (a były również plany odtworzenia wielkiej Rzeczpospolitej z XV, XVI i XVII wieku). Polska etnograficzna, Polska mała, nigdy - powtarzam to raz jeszcze: NIGDY! - nie wchodziła w zakres jakichkolwiek politycznych kalkulacji, a jeśli już, to tylko jako etap początkowy odrodzenia Państwa (tak, jak miało to miejsce chociażby w roku 1918). Dla polityków zachodnich, polityków brytyjskich, amerykańskich, częściowo również francuskich, włoskich, nie mówiąc już o Niemcach czy Moskalach - był to jasny dowód na polską zaborczość i imperializm. Oni bowiem tworząc państwa (jak choćby w Afryce) po prostu rysowali linie etnograficzne (linia Curzona z 1919 r.) lub tak jak w roku 1884/1885 na kongresie berlińskim, po prostu podzielono Afrykę wzdłuż linii narysowanych na mapie, w ogóle nie zaprzątając sobie głowy lokalnymi stosunkami tamtejszych plemion (i tak pozostało do dzisiaj, gdzie np. w jednym państwie afrykańskim są plemiona wzajemnie się nienawidzące, natomiast w państwach sąsiednich, plemiona ze sobą spokrewnione i bliskie). Świadomość narodowa bowiem Litwinów, Ukraińców czy Białorusinów tak naprawdę w wieku XIX była świadomością narodową Rzeczpospolitan (oczywiście mam tutaj na myśli głównie tamtejszą szlachtę, gdyż chłopstwo żyło jakby obok tego wszystkiego, w opisanym wyżej kręgu czwartym). A świadomość Rzeczpospolitan była nieodzownie zjednoczona ze świadomością bycia Polakiem (niekoniecznie w rozumieniu narodowościowym, ale politycznym). Losy tej walki o niepodległość układały się bardzo różnie na przestrzeni całego wieku XIX. Można powiedzieć że pomimo utraty państwowości w roku 1795, polska elita polityczna przetrwała na ziemiach polskich i ziemiach dawnej Rzeczpospolitej. Odrodzenie w roku 1807 małego, stworzonego przez cesarza Napoleona Wielkiego Księstwa Warszawskiego, było jedynie wstępem do odtworzenia dawnej Rzeczypospolitej (do czego dążył Cesarz w roku 1812, rozpoczynając "wojnę polską" z Rosją). Ale potem również w epoce podporządkowanego Rosji Królestwa Polskiego z lat 1815-1830, polska elita polityczna nie miała powodu aby opuszczać polskie ziemie i pozostała tutaj, nadal będąc siłą z którą należało się liczyć.




Dopiero po zakończeniu Powstania Listopadowego (1830-1831) i rozpoczęciu Wielkiej Emigracji (głównie na zachód Europy, ale również do USA) to był pierwszy taki czas w dziejach Narodu, w którym elita polityczna musiała opuścić swój własny kraj (to było zupełnie coś nowego, wcześniej niespotykanego na żadnym etapie polskiej historii). Emigranci jako punkt najważniejszy swego nowego osiedlenia wybierali Francję (z którą większość z nich była mocno związana jeszcze w czasach wojen napoleońskich, ale i później uważano Francję za "wyzwolicielkę ludów"). Sporo emigrantów (szczególnie na pierwszym etapie podróży) schronienie znalazło w państwach niemieckich, gdzie byli witani jak bohaterowie (w Niemczech bowiem odradzał się wówczas narodowy patriotyzm dążący do zjednoczenia ziem niemieckich i wszelkie ruchy rewolucyjne, powstańcze przeciwko dotychczasowym konserwatywnym władcom i zastanemu ancient regime uważano za pozytywne i dające nadzieję na zmianę rzeczywistości politycznej również w Niemczech i innych państwach Europy). Jedną z najbardziej znanych w Niemczech reakcji artystycznych na ówczesne wydarzenia w Polsce, stał się obraz "Finis Poloniae 1831" namalowany przez Dietricha Montena, na którym twórca przedstawił grupę przygnębionych, lecz dumnych polskich żołnierzy, którzy zgromadzili się obok słupa granicznego z napisem stanowiącym jednocześnie tytuł dzieła (swoją drogą zasługuje na uznanie wybitne znawstwo tego malarza w kwestiach polskich, gdyż słowa "Finis Poloniae" ponoć miał wypowiedzieć Tadeusz Kościuszko po klęsce pod Maciejowicami w roku 1794, natomiast na obrazie znajdował się również książę Józef Poniatowski na białym koniu, który utonął w nurtach Elstery podczas odwrotu spod Lipska w roku 1813, czyli w Powstaniu udziału brać nie mógł, ale autor i tak umieścił go na obrazie). 




Ostatnio w jednym ze swoich tweetów przywołany wcześniej przeze mnie niemiecki doktor historii stwierdził, że to nieprawda iż niemieckie państwo istnieje dopiero od roku 1871, gdyż przecież już na zamku Hambach w roku 1832 powiewano trójkolorową flagą niemiecką czarno-czerwono-złotą, nawołując do zjednoczenia Niemiec. To prawda, ale jak przystało na zwolennika AfD zapomniał on dodać, że podczas tej imprezy na zamku Hambach w Palatynacie było wielu Polaków, byłych powstańców listopadowych. Zapomniał też że powiewały tam biało-czerwone flagi, a także flagi z białym orłem, a podczas przemówienia niemiecki adwokat Johann Wirth stwierdził: "Tylko Niemcy są w stanie przyczynić się do odzyskania przez Polskę niepodległości. Nasz naród jest pod względem prawnym, jak i moralnym zobligowany do odpokutowania za ciężki grzech zniszczenia Polski. Nasz naród musi wreszcie przyjąć do wiadomości, że przywrócenie niepodległości Polski jest jego najpilniejszym, podstawowym zadaniem i leży w jego własnym interesie". Od tego też czasu zaczęto w Niemczech powtarzać często słowa polskiego hymnu narodowego: "Noch ist Polen nicht verloren" czyli "Jeszcze Polska nie zginęła" (w znaczeniu że nie wszystko stracone i wcześniej czy później dojdzie do zjednoczenia Niemiec). Podobnie było w marcu roku 1848, gdy w Berlinie tłumy mieszkańców przywitały owacyjnie wjeżdżającego tam Ludwika Mierosławskiego (zwolnionego z pruskiego więzienia, gdzie oczekiwał wyroku śmierci za próbę wywołania powstania w Wielkopolsce - czyli w ówczesnym Wielkim Księstwie Poznańskim). Gdy jednak Mierosławski wrócił do Wielkopolski i ponownie sformował oddział, który starł się w walkach z wojskiem pruskim, nastroje w Berlinie szybko się zmieniły. Zaczęto teraz Polaków, polskich powstańców przedstawiać w prasie i literaturze (głównie pruskiej) jako brutalnych oprawców Niemców i Żydów, podstępnych strzelców zza węgła. Już nie byli bohaterami jak w roku 1832, teraz twierdzono że Polacy stanowią zagrożenie dla państwa pruskiego i są niczym spiskowcy, którzy potajemnie przygotowują Niemcom istne nieszpory sycylijskie (było to krwawe powstanie antyfrancuskie na Sycylii, które wybuchło 30 marca 1282 r. i doprowadziło do obalenia rządzących wyspą od 1266 r. Andegawenów. Niektórzy historycy twierdzą też, że od tego właśnie momentu datuje się pojawienie w południowej Italii włoskiej mafii). 

Przychylność dla Polaków w Niemczech (a szczególnie w Prusach) zaczęła słabnąć. Prusacy uznali oni bowiem (podobnie zresztą jak pierwszy kanclerz Rzeszy Niemieckiej - Otto von Bismarck), że Polacy stanowią realne zagrożenie dla stabilności i bezpieczeństwa państwa. Przykładem tego było chociażby stanowisko niemieckiego poety Wilhelma Jordana, który zabrał głos podczas obrad parlamentu frankfurckiego w lipcu 1848 r. Stwierdził on bowiem że wszyscy ci Niemcy, którzy popierają odrodzenie Polski, to "sentymentalni głupcy"i mówił: "Polityka która apeluje do nas "oddajcie Polsce wolność, bez względu na koszty", jest polityką krótkowzroczną, polityką słabości, zapominającą o własnych interesach, polityką strachu i tchórzostwa. Przyszedł już chyba czas, aby ocknąć się z tego idealistycznego marzycielstwa, w którym zachwycaliśmy się sprawami wszystkich narodowości, pozostając sami w okowach haniebnego zniewolenia. Czas zbudzić się do życia w zdrowym narodowym egoizmie". Wtórował mu również historyk Rudolf Haym, który stwierdzał iż rozbiór Rzeczpospolitej "był sprawiedliwym sądem nad zepsutym do imentu narodem, który nie miał na tyle siły, aby samodzielnie obalić feudalizm" (co oczywiście jest bzdurą, gdyż Konstytucja 3 Maja stwarzała zupełnie nową rzeczywistość polityczno-społeczną). Co prawda sympatia dla Polski i Polaków pojawiła się w Niemczech jeszcze na krótko w czasie Powstania Styczniowego 1863-1864, ale coraz częściej w świadomości Niemców (zarówno tej politycznej, literackiej jak i codziennej-prasowej) wdzierał się nacjonalizm i "zdrowy narodowy egoizm". Otto von Bismarck bardzo obawiał się Polaków jako "wewnętrznego wroga Rzeszy" (i to w sytuacji kiedy Niemcy rosły w siłę, a Polski nie było nawet na mapach i nie było żadnych nadziei na jakiekolwiek odrodzenie naszego kraju w przyszłości). Jeszcze nim został kanclerzem Rzeszy, a nawet premierem Prus, w swym liście do siostry w roku 1861 tak pisał o Polakach w Rzeszy: "Bijcie Polaków tak długo, dopóki nie utracą wiary w sens życia; współczuję im ich sytuacji, ale jeżeli chcemy przetrwać, nie możemy zrobić nic innego, jak tylko ich wytępić. Wilk nic nie poradzi na to, że Bóg go stworzył jakim jest, a jednak do wilka strzela się, kiedy tylko można".




Rzeczywistość polityczna Polaków po upadku Cesarza Napoleona w roku 1815 była następująca: na ziemiach dawnej Rzeczpospolitej trzy mocarstwa rozbiorowe (Rosja Prusy i Austria) były teraz zespolone ze sobą wspólnym celem politycznym, który sprowadzał się do jednego, uniemożliwienia odrodzenia państwa Polskiego w przyszłości, a także w powołanym również ku temu celowi (czyli zakonserwowania decyzji traktatu wiedeńskiego) we wrześniu 1815 r. Świętym Przymierzu. Był to notabene pierwotnie pomysł Adama Jerzego Czartoryskiego - przyjaciela i doradcy młodego cara Aleksandra I z pierwszych lat jego panowania - z roku 1804. Czartoryskim jednak kierowała chęć zwiększenia swobód Polakom, żyjącym teraz w państwie moskiewskim jak reszta niewolników cara (inną sprawą była również jego niechęć do rewolucji francuskiej i obawa przed wpływami rewolucyjnymi w Polsce i w Rosji). To właśnie ten projekt stał się podstawą zawiązania sojuszu czterech mocarstw (Rosji, Prus Austrii i Wielkiej Brytanii) na zjeździe w Chaumont w marcu 1814 r. który (w założeniach) miał przetrwać również po pokonaniu Napoleona i stać się podstawą nowego układu sił w Europie. Jednak w roku 1815 na konferencji w Wiedniu Aleksander I postanowił nadać temu sojuszowi nieco inną, bardziej mistyczną podbudowę. Zafascynowany bowiem mistycyzmem (szczególnie po roku 1812 i zmuszeniu Wielkiej Armii napoleońskiej do odwrotu z Rosji) a także po spotkaniu z mistyczką Barbarą Julią Krüdener w roku 1815, carowi marzyła się federacja chrześcijańskich państw, kierujących się etyką (tę kwestię pewnie zaczerpnął od Franciszka Baadera - monachijskiego teozofa) i dlatego 10 września 1815 r zaproponował cesarzowi austriackiemu Franciszkowi I (jako cesarz byłego Świętego Cesarstwa Rzymskiego "narodu niemieckiego" - nad którym obecnie rozpaczają niemieccy zwolennicy teorii o istnieniu niemieckiego państwa przed rokiem 1871, a co według mnie słusznie zlikwidował Napoleon Wielki w 1806 r., bo był to konglomerat różnych, często skłóconych ze sobą krajów, zupełnie do siebie nie pasujących - występował jako II) i królowi Prus - Fryderykowi Wilhelmowi III, właśnie projekt Świętego przymierza, w którym kanclerz Metternich poczynił pewne zmiany i przyjęto go dopiero 26 września. W układzie tym trzej monarchowie deklarowali, że będą złączeni węzłami braterstwa i wzajemnie okazywać będą sobie pomoc, że w rządach wewnętrznych i zewnętrznych kierować się będą nakazami religii chrześcijańskiej, sprawiedliwości, miłości i pokoju. Do udziału w Świętym Przymierzu zaproszono wszystkie państwa europejskie z wyjątkiem muzułmańskiej Turcji (ale jej przedstawiciela zapewniono, że układ ten nie jest skierowany przeciwko Imperium Osmańskiemu). Bezpośrednio udział odmówił tylko papież Pius VII (ale to dlatego, że do tego układu dołączyć miały narody różnych wyznań), a także brytyjski następca tronu i regent Królestwa - książę Jerzy (który jednak zapewnił, że wszystkie zawarte w tym układzie kwestie są mu drogie). Do roku 1817 akt Świętego Przymierza podpisało łącznie 16 dużych państw (nie licząc drobnych niemieckich krajów). Aleksander I w 1820 r. zaproponował uczestnictwo w tym sojuszu również Stanom Zjednoczonym, ale ich przedstawiciel stwierdził, że USA nie miesza się do spraw europejskich.




Sojusz Świętego Przymierza stał się odtąd niewidzialnym łańcuchem, spajającym ze sobą przede wszystkim Rosję, Prusy i Austrię - czyli państwa rozbiorowe Rzeczpospolitej), chociaż tak na serio traktował ten układ jedynie Aleksander I, a wszyscy inni przywódcy mniej lub bardziej drwili z niego i nie uważali jego zapisów za w jakikolwiek sposób ważne, ale ponieważ Rosja odniosła wówczas wielki sukces militarny i polityczny, nikt nie miał odwagi aby sprzeciwić się carowi. Sojusz ten przetrwał długo, nawet wówczas, gdy samo Święte Przymierze rozpadło się (lub raczej po prostu przestało istnieć, gdyż nie było żadnego oficjalnego aktu odwołującego ten sojusz i jedynie można przyjąć, że nastąpiło to po roku 1822, gdy zaprzestano już zjazdów Świętego Przymierza - do tej pory było ich pięć, w 1818 w Akwizgranie, w 1819 Karlsbadzie, w 1820 w Opawie, w 1821 w Lublanie i w 1822 w Weronie). Pomimo dzielących państwa zaborcze różnic. Austria i Prusy wręcz się nie znosiły (czego przykładem niech będzie nieoficjalna radość, jaka zapanowała w Berlinie, gdy w roku 1805 Napoleon rozbił pod Austerlitz armię austriacko-rosyjską, podobnie choć już z mniejszą sympatią reagowano na klęskę Austrii w roku 1809). W Wiedniu żywiono obawę, że Berlin planuje odebrać Austrii pierwszoplanową pozycję w Związku Niemieckim i rzucić jej wyzwanie na tym polu. Natomiast Prusy i Austrię niepokoiła również mocarstwowa polityka rosyjska, gdzie z Austrią rysowały się już punkty konfliktowe (szczególnie na Bałkanach). Mimo to spajał te wszystkie trzy państwa niewidzialny łańcuch uzyskanych po roku 1815 zdobyczy, ale przede wszystkim najważniejszym powodem dla którego te państwa wzajemnie przeciwko sobie nie występowały zbrojnie przez całe dekady, była obawa przed ponownym odrodzeniem dawnej Rzeczpospolitej - i to była rzecz kluczowa.




CDN.

niedziela, 17 listopada 2024

BOUVINES - 1214, ROK W KTÓRYM NARODZIŁA SIĘ FRANCJA - Cz. I

FILIP II AUGUST - CZŁOWIEK KTÓRY "ODZYSKAŁ" FRANCJĘ





Był 21 sierpnia 1165 r gdy w Pałacu królewskim na Ile de La Cité w Paryżu, małżonka króla Ludwika VII Adelajda z Szampanii leżała na łożu połogowym. Przed 27 lat panowania tego króla nie narodził się żaden następca tronu (we Francji panowało bowiem prawo salickie mówiące o tym, że tron dziedziczyć mogą tylko potomkowie płci męskiej). Król miał już co prawda cztery córki (Marię, Alix, Małgorzatę i Alys) i prawdę powiedziawszy był tym faktem przerażony. Teraz istniała wreszcie nadzieja, że narodzi się długo oczekiwany następca tronu. Przed Pałacem na wyspie Cité gromadził się tłum poddanych, ciekawych informacji o narodzinach królewskiego potomka "szlachetniejszej płci" (jak mawiano o synach). Król bezpośrednio nieobecny podczas samego porodu, przypatrywał się jednak wszystkiemu przez dziurkę od klucza dobrze zaryglowanych drzwi gdy okazało się że wreszcie narodził się chłopiec, Ludwik VII nie posiadał się ze szczęścia. Wkrótce też informację o szczęśliwych narodzinach ogłoszono całemu miastu, które rozbłysło aureolą pochodni i dźwiękami klarnetów oraz dzwonów kościelnych. Tak Paryż radował się ze swego dziedzica, przyszłego króla. Pewien angielski student przebywający wówczas w Paryżu, obudził się na dźwięk owej powszechnej radości mieszkańców i widząc płonące pochodnie oraz iluminację świateł, myślał że miasto płonie. Ujrzał też dwie kobiety ze świecami w dłoniach które spieszyły pod pałac, zapytał je o powód tego całego zamieszania, na co one odparły: "Bóg dał nam tej nocy królewskiego dziedzica, z ręki którego twój król dozna hańby i nieszczęścia". Tak narodził się Philip le Dieu-donné (Filip posłany z Nieba), lepiej znany jako Filip August lub też po prostu Filip Rozczochrany (jako że rzadko dbał o własną fryzurę).

Rzeczywiście w tym czasie Królestwo Francji nie było tym, czym mogło się wydawać. Realnie domena królewska (czyli bezpośrednie władztwo króla Francji -  władzy centralnej) ograniczało się do ziem wokół samego Paryża, Orleanu, Bourges i niewielkich terenów wokół Compiègne, cała zaś reszta "Francji" należała do królewskich wasali, a realnie mniej lub bardziej niezależnych książąt. Ludwik VII był synem i następcą Ludwika VI Grubego (to właśnie za jego panowania rozpoczyna się francuska komedia "Goście, Goście" z Jean Reno i Christian Clavier). Według opłata Saint-Denis - Sugera (który tworzył w czasach Ludwika Grubego), na panowanie tego króla złożyły się trzy elementy: element niemiecki, element rzymski i element chrześcijański z których powoli tworzyła się Francja. Król ten większość swego panowania (1108-1137) poświęcił walce ze swoimi wasalami, starając się zmusić ich do uległości, a także odebrać im ich domeny. Pod koniec zaś życia ów król-wojownik był już tak tęgi, że nie był w stanie wsiąść na konia. Twierdził też że wiedzę nabył wraz z doświadczeniem, a jednocześnie utracił siły witalne, które posiadał w młodości i rozpaczał mówiąc: "Jakże żałosny jest nasz stan, nigdy nie mieć wiedzy i siły jednocześnie". Pod koniec swego życia jednak Ludwik Gruby odniósł sukces polityczny, a mianowicie młoda dziedziczka ogromnych ziem Akwitanii, Poitou, Saintogne, Gaskonii i kraju Basków - Eleonora, miała zostać żoną jego syna Ludwika, a co za tym idzie ziemie te mogły zostać włączone do Królestwa. Ślub odbył się pod koniec lipca 1137 r. a 8 sierpnia książę Ludwik został koronowany w Poitiers na króla Akwitanii. W drodze powrotnej do Paryża dowiedział się, że 1 sierpnia zmarł jego ojciec, a on w ten sposób został również królem Francji. Rządy nowego władcy był nieco inne od jego ojca, który był raczej człowiekiem dążącym do zjednoczenia ziem Królestwa Francji i raczej niezbyt przywiązującym wagę do kwestii religijnych (w tym również do krucjat, które w tamtym czasie były popularne chrześcijańskiej Europie). Jego syn, Ludwik VII wziął zaś udział w drugiej (nieudanej) wyprawie krzyżowej w latach 1147-1149, w którą wplątał się trochę przypadkiem.



 
Mianowicie w roku 1142 22-letni wówczas Ludwik VII wdał się w konflikt z papieżem Innocentym II na temat wyboru arcybiskupa Bourges. Król i papież mieli bowiem swoich kandydatów na obsadę to tego stanowiska i żaden z nich nie zamierzał z tego zrezygnować. Papież powiadał: "Król jest jeszcze dzieckiem, musi się uczyć i nie wolno mu nabywać złych nawyków". Natomiast Ludwik twierdził: "Nigdy póki żyję Piotr de la Chatre (kandydat papieża) nie wjedzie do miasta Bourges". Kapituła miasta Bourges wybrała jednak Piotra na to stanowisko, a poparł go również hrabia Szampanii - Teobald II, choć Bourges nie leżało w granicach jego domeny. "Zajmij się swoimi sprawami! Twoje posiadłości są wystarczająco duże, abyś się nimi zajął, a mnie pozwól rządzić mini własnymi, tak, jak mam na to ochotę" - napisał Ludwik w liście do Teobalda. Ten jednak nie przestał wspierać Piotra de la Chatre, co doprowadziło do wybuchu wojny francusko-szampańskiej (1142-1144). Papież również nałożył na króla Ludwika ekskomunikę - oficjalnie z powodu masakry w mieście Vitry, w którego kościele schroniła się spora część mieszkańców i który w wyniku walk został spalony wraz z chroniącymi się tam ludźmi (prawie 1500 osób). Wywołało to powszechne oburzenie na postępowanie króla Ludwika. Św. Bernard, opat Clairvaux - czołowy autorytet kościelny tamtej epoki, oficjalnie wsparł hrabiego Teobalda. Król Ludwik wycofał się więc z Szampanii, uznał Piotra de La Chatre za arcybiskupa Bourges i odprawił pokutę, ale to było za mało. Tak więc na Boże Narodzenie 1145 r. ogłosił chęć udziału w wyprawie krzyżowej do Ziemi Świętej. Powodem tej decyzji był upadek hrabstwa Edessy, które to w roku 1144 zostało zdobyte przez Turków Seldżuckich. Miasto Edessa już w roku 1094 zostało wyzwolone z muzułmańskich rąk przez Ormian (zresztą w mieście tym zawsze było więcej chrześcijan niż muzułmanów). A gdy w roku 1097 pod Edessę przybył wydzielony oddział krzyżowców prowadzony przez Baldwina z Boulogne, mieszkańcy byli niezwykle tym faktem uradowani. Jak pisał Fulcher z Chartres: "Kiedy przyjeżdżaliśmy przez wioski Ormian, było zadziwiające widzieć ich, jak biegli do nas z krzyżami i chorągwiami, całując pokornie z miłości do Boga nasze stopy i szaty, ponieważ słyszeli, że będziemy ich bronić przed Turkami". Miastem władał wówczas ormiański król Toros, który był już w podeszłym wieku i nie miał dzieci. Baldwin więc (w kilka miesięcy później) przekonał Torosa, aby to właśnie jemu zostawił władzę nad miastem po swej śmierci. Tak też się stało, a niespełna dwa tygodnie później po ceremonii adopcji Baldwina przez Torosa, ten drugi zginął w trakcie zamieszek w mieście (prawdopodobnie sprowokowanych przez Baldwina), gdy próbował uciekać przez okno ze swego pałacu wpadł w ręce rozgniewanego ludu, który rozszarpał go na kawałki. W ten sposób Baldwin przejął władzę nad miastem i założył hrabstwo Edessy (1098 r.) którym aż do jego upadku w roku 1144 władał ród Courtenay. Baldwin poślubił ormiańską księżniczką, a skarbiec Torosa użył na opłacanie się muzułmańskim władcom, aby nie atakowali jego włości, ale niewiele to pomogło jego następcom, w grudniu 1144 r miasto padło z rąk Turków z emiratu Aleppo, a frankijskie hrabstwo przestało istnieć.




Święty Bernard Clairvaux głosił więc potrzebę zorganizowania kolejnej wyprawy krzyżowej przeciw niewiernym do Ziemi Świętej, jako że upadek Edessy spowodował w szeregach muzułmanów potrzebę zrodzenia z nowego dżihadu i wyzwolenia wszystkich ziem, które wcześniej opanowali chrześcijanie na Bliskim Wschodzie. Król Ludwik VII - klęcząc przed Bernardem na zebraniu możnych i biskupów w Bourges (grudzień 1145 r.) - przyjął z jego ręki krzyż, symbol nowej krucjaty, podobnie uczyniła królowa Eleonora Akwitańska. Bernard głosił że nie godzi si,ę aby puszczać płazem gwałty poczynione przez muzułmanów nie tylko w Edessie (gdzie większość mieszkańców została wymordowana), ale we wszystkich królestwach, powstałych w Ziemi Świętej, dlatego też krzyczał: "Biada temu, którego miecz nie zabarwi się kolorem krwi!", a reszta zgromadzonych w Bourges odpowiadała: "Bóg tego chce, Bóg tego chce!". Wyprawa francusko-niemiecka (bo udział w niej wziął również król rzymski - Konrad III z rodu Staufów) ruszyła w maju 1147 r. W przeciwieństwie do pierwszej wyprawy krzyżowej która szła oddzielnie (rycerstwo z różnych ziem Europy szło swoimi trasami), ta szła wspólnie (chociaż Francuzi postępowali za Niemcami mniej więcej w odstępie kilku tygodni) na trasie przemarszu idącej przez Austrię i Węgry. W wyprawie tej wzięła również udział królowa Eleonora wraz ze swymi damami, które ubrała w zbroję. Żadna z nich jednak nie zamierzała zrezygnować z wygodnego życia Podczas tej kampanii i każda była niesiona w lektyce lub też jechała na wozach, w otoczeniu wielu swych służących. W ogóle większość z tych kobiet które wzięły udział w drugiej wyprawie krzyżowej, traktowała ją jako niesamowitą przygodę, jako wycieczkę, a wręcz safari, które urozmaici ich nudne dworskie życie. W Konstantynopolu (do którego dotarli 4 października) po powitaniu przez cesarza Manuela I Komnena i jego świeżo poślubioną małżonkę Irenę (wcześniej Bertę z Sulzbach), para królewska Ludwik i Eleonora zostali ulokowani w letnim pałacu Filopation, usytuowanym niedaleko pałacu Blacherny. Krzyżowcy byli pod wielkim wrażeniem Konstantynopola, a także Kościoła Mądrości Bożej - symbolu tego miasta. Poza tym w trakcie uczt Bizantyjczycy zaszczycili ich różnymi potrawami, które wcześniej były nieznane przez Franków, jak karczochy, kawior i wiele innych warzyw. Królowa Eleonora była zaś pod wielkim wrażeniem widelców o dwóch ząbkach, które wkrótce potem wprowadziła na dwór królewski (wcześniej bowiem jedzono potrawy głównie rękoma, ewentualnie małymi nożami). Franków jednak bardzo odpychała taka wschodnia uniżoność. Żaden poddany cesarza bizantyjskiego (choćby nie wiem jaką pełnił funkcję), nie miał prawa w jego obecności usiąść do stołu bez jego pozwolenia, co na Zachodzie było uważane za naturalne, a królowie nie mieli aż takiej władzy, aby mogli swym lennikom i wasalom narzucać kiedy mogą usiąść do stołu, a kiedy nie. Poza tym odpychał ich język, który był tak uniżony, że sam Ludwik robił się czerwony na twarzy, gdy zwracano się do niego w słowach całkowitego poddaństwa które na Wschodzie, w Bizancjum było naturalną praktyką dworu i rządu.




Te kilkanaście dni jakie para królewska spędziła w Konstantynopolu, były szczęśliwą oazą spokoju i wytchnienia po trudach krucjatowej wędrówki. Ludwik brał udział wraz z cesarzem Manuelem w polowaniach w lasach otaczających Filopation. Król i królowa oklaskiwali zwycięskich woźniców na hipodromie -  mogącym pomieścić 35 000 widzów, gdzie do wyścigu stawali przedstawiciele dwóch frakcji zielonej i błękitnej, ubrani w takowe tuniki. Eleonora wraz z swym królewskim małżonkiem podziwiali także obelisk przywieziony z Egiptu, a liczący sobie prawie 20 stuleci. Oglądali posąg karmiącej Romulusa i Remusa wilczycy, a także sławne konie z brązu, przywiezione z Aleksandrii (które to po roku 1204 zostaną zabrane z Konstantynopola i przewiezione do Wenecji, od tej pory zaś staną się symbolem tego miasta i chodź na krótko, w roku 1797 Napoleon Bonaparte zabierze je do Francji, to po Jego upadku wrócą z powrotem do Wenecji). Ludwika niepokoiły jednak informacje jakie otrzymywał, że cesarz Manuel pragnie porozumieć się z sułtanem Ikonium Masudem i odprawić zachodnie rycerstwo ze swych ziem. Przykład Niemców (których w Konstantynopolu nazywano "wieprzami gerazeńskimi" i o których mawiano że są brudni, demoniczni i dzicy oraz że mają niszczycielskie zamiary) był dla Ludwika niezwykle symboliczny. Zresztą Niemcy w czasie swego pobytu w Konstantynopolu zrobili bardzo złe wrażenie na ludności miasta. Dochodziło do częstych konfliktów pomiędzy nimi a ludnością Konstantynopola (w których to uczestniczyła również cesarska gwardia wareska). Sam pałac Filopation (w którym wcześniej ulokowany był król Konrad i możni niemieccy), został przez nich kompletnie zniszczony, tak, że nim przybyła do Konstantynopola francuska para królewska, należało ten pałac generalnie odmalować i odnowić (a Niemcy wyszli z Konstantynopola niecały miesiąc przed przybyciem króla Ludwika i jego małżonki). Manuel nie miał żadnego interesu w tym, aby wyprawa krzyżowa (szczególnie ta niemiecka) zakończyła się fiaskiem (w końcu żona Konrada Gertruda, była siostrą jego małżonki Ireny/Berty). Ale po tym co urządzali niemieccy rycerze najpierw w Konstantynopolu (i w pałacu Filopation), a potem w dzielnicy Fanar po drugiej stronie Złotego Rogu, doprowadziło do tego, że cesarz Manuel zażądał od Konrada odszkodowania za zniszczenia i gwałty poczynione przez jego rycerzy. Konrad początkowo uznał straty za niewielkie i odmówił zapłaty, a potem (gdy Manuel naciskał) zagroził, że w przyszłym roku przywiedzie jeszcze więcej rycerstwa (wiódł ze sobą ok. 50 000 rycerzy, giermków i osób cywilnych uczestniczących w wyprawie) i wówczas zdobędzie Konstantynopol. Ostatecznie we wrześniu 1147 r. Ostatecznie Manuel zaproponował Konradowi, aby kierując się do Ziemi Świętej szli przez jego tereny, wzdłuż Morza Egejskiego, wówczas nie napotkają niebezpieczeństwa i bezpiecznie dotrą do celu. Konrad uznał jednakże znacznie szybciej będzie przejść wzdłuż Anatolii i tak też uczynił. Wymarsz z Nikei nastąpił 15 października 1147 r. W tym czasie król Ludwik był już wraz z małżonką w Konstantynopolu.




Przewodnik jakiego dał Konradowi i rycerstwu niemieckiemu cesarz Manuel -  Stefan, dowódca gwardii Wareskiej, radził im aby szli przez tereny bizantyjskie i aby odesłano do domu cywilnych pielgrzymów, gdyż będą spowalniać wojsko i utrudniać jego manewry. Cesarz Manuel dostarczył im też znaczne ilości jedzenia, ale wojsko Konrada nie robiło żadnych zapasów, jedzono na bieżąco - co doprowadziło do szybkiego opustoszenia taborów (potem Niemcy oskarżyli Bizantyjczyków, że ci fałszowali ilość dostarczanej mąki i... dosypywali tam kredę). Największym problemem był jednak brak wody. Nie pomyślano O tak podstawowej rzeczy jak zaopatrzenie wojska w żywność i wodę gdy armia dotarła do Doryleum (gdzie 50 lat wcześniej w czasie pierwszej wyprawy krzyżowej rycerstwo zachodnie odniosło wspaniałe zwycięstwo nad Sułtanatem Ikonium) 25 października 1147 r. uderzyła na nich szybka, lekka jazda seldżucka. Zaskoczenie było totalne, a poza tym rycerze byli spragnieni i nieprzygotowani do walki - doszło do masakry. Poległa większa część żołnierzy Konrada, a on sam ratował się ucieczką do Nikei. Natomiast w zdobytym niemieckim obozie Turcy seldżuccy zdobyli takie łupy, że potem handlowano nimi na bazarach w wielu muzułmańskich krajach, nawet w Persji. Natomiast król Ludwik (który wówczas wciąż przebywał w Konstantynopolu), dowiedziawszy się o klęsce pod Doryleum, obawiał się że było to spowodowane dywersją cesarza Manuela i jego próbami porozumienia się z muzułmanami i zastanawiał się czy warto dalej ufać Bizantyjczykom oraz kontynuować tę wyprawę.




CDN.

sobota, 26 października 2024

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. VI

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO WŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI
Cz. VI





 Tak więc Bazyli - ubogi wieśniak z temu Macedonia - po przybyciu do Konstantynopola (początek lat 50-tych IX wieku) i krótkim okresie przebywania (a także nocowania) w kościele św. Diomedesa, został zauważony przez majętną damę z Peloponezu o imieniu Danelis. Ona już zadbała zarówno o jego wykształcenie, jak i późniejszą karierę w administracji cesarskiej Michała III wówczas zaledwie nastoletniego chłopaka który pozostawał pod całkowitą kontrolą swej ambitnej matki Teodory (o ludziach którzy także pomagali jej w regencji pisałem w poprzedniej części). To właśnie jej znajomościom zawdzięczał Bazyli to, iż przygarnął go do siebie niejaki Teofilitzes - kierownik cesarskiej administracji, dając mu zatrudnienie, a tym samym stały dochód. Bazyli (jak pisałem już w poprzedniej części) odznaczał się przede wszystkim posturą i siłą fizyczną, ale nie był głupi i wiedział, że te walory mogą mu bardzo dopomóc w kolejnych awansach. Według Genezjusza (opisującego panowanie m.in. panowanie Michała III, oraz objęcie władzy przez Bazylego i początek dynastii Macedońskiej) młody Michał miał dostrzec Bazylego (wówczas już mężczyznę w wieku ok. 40 lat), podczas zawodów zapaśniczych zorganizowanych w pałacu w których również uczestniczył Bazyli. Jego siła - i to, iż pokonał wszystkich swoich przeciwników - zrobiła wrażenie na młodym władcy i tak też zaczęła się ich przyjaźń (jednak inni autorzy twierdzą, że pierwsze spotkanie miało miejsce wtedy, gdy Bazyli zdołał poskromić jednego z nieujeżdżonych cesarskich koni). Cesarz mianował go wówczas jednym ze swoich szambelanów. Od tej pory Brazyli uczestniczył w uwielbianych przez Michała polowaniach, a także organizował dla niego wyścigi rydwanów (cesarz pył wielkim miłośnikiem tego sportu, kazał nawet wybudować nową, luksusową stajnię dla koni wyścigowych w Konstantynopolu).

Nim jednak to nastąpiło, w roku 853 logoteta (minister finansów) Teoktistos (nieoficjalnie zapewne również kochanek cesarzowej regentki Teodory) postanowił zorganizować kolejną wielką wyprawę wojenną. Ta z roku 843 zakończyła się bowiem połowicznym sukcesem. Co prawda udało się odzyskać wówczas Kretę z rąk Arabów, ale bardzo szybko ponownie ją utracono (już w roku następnym). Ta wyprawa była jeszcze bardziej ambitna niż poprzednia, a mianowicie skierowana została... na podbój Egiptu. Kalifatem od roku 847 władał wówczas Dżafar, syn kalifa al-Mutasima (i wnuk Haruna ar-Raszida), który przyjął imię al-Mutawakkil ala Allah (co znaczy: "Ten który powierza się Bogu"). W chwili objęcia władzy miał jakieś on 25 lat, krótko przyciętą czarną brodę i kruczo-czarne włosy z charakterystyczną czołową łysiną. Był też miłośnikiem wina (z biegiem lat upijał się nawet do nieprzytomności) i kobiet (jego haremu ponoć nikt nie był w stanie zliczyć, mówi się że miał ok. 4 000 konkubin). Uwielbiam róże, a jego ogrody były przepełnione tymi kwiatami (które również służba rozrzucała po pałacowych korytarzach, gdy tylko przechadzał się po nich), a nawet eksperymentował nad zmianą ich barwy. Znacznie rozbudował także swoją stolicę w Samarze. Był też władcą politycznie aktywnym, marzył o odrodzeniu sunny, o staniu się prawdziwym wodzem wiernych i z tego też powodu wychwalał pierwszych Ommajadów (których następnie jego przodkowie bandycko wymordowali w roku 750, kładąc podwalinę pod nową dynastię - Abbasydów). Nienawidził natomiast szyitów, a w roku 851 (235 ery muzułmańskiej) polecił nawet zniszczyć mauzoleum syna Alego, al-Husajna w Karbali. W ogóle Alidów prześladował sposób niezwykle konsekwentny i to zarówno w Medynie, w Iraku jak i w Egipcie. Wznowił też prześladowania chrześcijan i Żydów w całym Kalifacie. Do już istniejącego prawa zakazującego wznoszenia nowych kościołów i synagog, teraz doszło również prawo zakazujące remontowania już istniejących świątyń chrześcijańskich i żydowskich, a jeśli prawo to zostałoby złamane, wówczas taki przybytek miał być zamieniony w meczet. Polecił też aby chrześcijanie nosili pasy i turbany (choć nie wszyscy chrześcijanie w Kalifacie nosili turbany) w kolorze żółtym, a także żeby naszywali specjalne łaty na swoje ubranie, tak, aby można ich było odróżnić od muzułmanów i aby ich kobiety również nosiły żółte stroje wychodząc na miasto (850 r.).




Wyprawa bizantyjska na Egipt z roku 853 nie miała jednak zdobyć tej prowincji (gdyż na to Bizantyjczycy byli za słabi). Chodziło o zlikwidowanie punktu wsparcia udzielanego Krecie, a takim była egipska twierdza Damietta, która w tym właśnie czasie została zdobyta i spalona. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów bizantyjska flota zapuściła się tak daleko na południe, odnosząc tak naprawdę spory sukces, jakim było zniszczenie Damietty (to wydarzenie jednak będzie impulsem dla arabskich Egipcjan, aby nie tylko szybko odbudować tę twierdzę, ale również stworzyć silną lokalną flotę, którą Egipt będzie się szczycił już w wieku X). Wyprawa egipska była więc tak naprawdę demonstracją polityczną i choć udaną, to jednak krótkotrwałą. Jednak Kalif al-Mutawakkil nie interweniował zbrojnie i nie najechał terenów bizantyjskich w Anatolii, wybierając mimo wszystko pokojową koegzystencję obu imperiów. A tymczasem młody cesarz Michał znalazł sobie kochankę, a była nią dziewczyna o imieniu Eudoksja Ingerina, w której się zadużył bez pamięci (ok. 855 r.). Niestety jednak pomimo iż skończył lat 15, jego ambitna matka Teodora (której pomagała w rządach jej córka Tekla), oraz logoteta Teoktistos wciąż traktowali go jak dziecko i zabraniali wielu rzeczy (w tym właśnie kontaktów z Ingeriną). Nie wiadomo też, co takiego nie spodobało im się w młodej sympatii Michała, tym bardziej że jej matka wywodziła się że szlachetnej greckiej rodziny, mającej nawet pewne powiązania z dworem cesarskim. Być może problemem było pochodzenie ojca, który był Waregiem (czyli szwedzkim wikingiem z Rusi), a tym samym uważany był za barbarzyńcę. Matka kategorycznie zabroniła Michałowi spotykać się z Ingeriną. Zamknęła go nawet w jego komnatach na klucz i zorganizowała dla niego pokaz panien, który miał wybrać jego przyszłą małżonkę. Ten konkurs wygrała A jakże by inaczej wybranka cesarzowej matki - Eudoksja Dekapolita, którą Michał musiał poślubić jeszcze w tym samym 855 r. W tym czasie Brazyli był już jednym z jego szambelanów, i człowiekiem któremu najczęściej się zwierzał (niektórzy autorzy średniowieczni sugerują nawet, że ich przyjaźń miała podtekst seksualny, choć nie ma na to żadnych dowodów - bo... oczywiście takich dowodów nie mogłoby być, nawet gdyby istniały). Bazyli bowiem sypiał nawet w komnacie cesarza Michała -  oficjalnie jako strażnik cesarskiego majestatu.

Michał był bardzo zły na matkę i niezadowolony z faktu, że został zmuszony do poślubienia kobiety, której nie chciał, nie kochał i nie pożądał. Wsparcie znalazł głównie w osobie Bazylego, który notabene nawiązał romans z jego starszą siostrą - Teklą (co ciekawe cesarz o tym nie wiedział). Niechęć do matki i jej regencji, wybiła z pełną siłą w roku 856, gdy Michał dogadał się ze swym wujem - Bardasem, który już od dłuższego czasu był odsunięty od władzy przez wszechwładnego Teoktistosa. Uknuto więc spisek, który miał na celu zamordowanie logotety, odsunięcie Teodory od regencji i przejęcie pełnej władzy przez Michała, u którego boku będzie znajdował się Bardas jako wszechwładny minister. Tak też się stało, Teoktistos został zamordowany w Pałacu Cesarskim w obecności samego Michała, gdy z jakąś sprawą zwracał się do cesarza. Zabójcy następnie odcieli mu głowę i podrzucili pod drzwi komnaty Teodory. Ta, nie mając w nikim oparcia, musiała zrzec się regencji, a wówczas Senat ogłosił Michała pełnoprawnym władcą. Bardas został obsypany najróżniejszymi tytułami i przywilejami i zajął miejsce u boku cesarza. Tekla - starsza siostra Michała, która pomagała matce w kontrolowaniu brata, została przezeń skazana na zamknięcie w klasztorze do końca życia. Michał pozwolił jednak Teodorze pozostać na dworze w Konstantynopolu, co wkrótce potem okazało się wielkim błędem, gdyż matka nie zamierzała tak łatwo rezygnować z pełni władzy i wkrótce obmyśliła intrygę, mającą na celu powrót do rządów regencyjnych. 16-letni Michał, czując się teraz w pełni panem swego losu i całego Cesarstwa, nie tylko sprowadził na dwór Eudoksję Ingerinę, ale prowokacyjnie przebywał w jej towarzystwie, a nawet pozwalał jej odwiedzać się w swojej komnacie (takiego pozwolenia nie dostała natomiast jego oficjalna małżonka - Eudoksja Dekapolita). Pił też coraz więcej wina i coraz częściej się upijał (mieli więc wspólne hobby z kalifem al-Mutawakkil'em 🤭). Późniejsi historycy nazwali go po prostu "opojem", uznając że był on słabym i miernym władcą. Nie jest to do końca właściwa diagnoza jak mi się wydaje. Michał III rzeczywiście nie był wybitnym władcą, ale należy też pamiętać że był odważnym młodzieńcem, a za jego rządów miały miejsce dosyć korzystne dla ludu reformy. Chociaż rzeczywiście w sytuacjach wybitnie konfliktowych Michał całkowicie tracił rozeznanie, nie potrafił podjąć decyzji i opierał się na zdaniu innych, bliskich mu osób. Teodora doskonale wiedziała o słabościach syna. Wiedziała o jego zamiłowaniu do wina i postanowiła to wykorzystać, aby ostatecznie rozprawić się ze swym bratem - Bardasem, który był głównym sprawcą mordu na jej ukochanym Teoktistosie. Uknuła więc spisek, który polegał na opiciu Michała i w tym samym czasie zamordowaniu Bardasa. Spisek się jednak nie udał, bowiem przekupieni przez nią zabójcy (wprowadzeni do Pałacu Cesarskiego przez jej człowieka) zostali odkryci, gdy za pasem ujrzano ich sztylety. Wzięci na tortury, wydali Teodorę jako sprawczynię zamachu (858 r.)




Tym razem Michał nie miał już litości dla matki i kazał ją zamknąć w klasztorze, którego nie mogła opuścić do końca swoich dni, a Bardas stał się realnie wszechwładnym kierownikiem państwa (wkrótce potem przyjął tytuł cezara). Jego rządy były bardzo dobre dla państwa, lepsze nawet niż rządy Teoktistosa. To właśnie Bardas był autorem wszystkich (no przepraszam, jeszcze patriarcha Focjusz) kluczowych reform, jakie pojawiły się w czasach rządów Michała III. Cesarz w zasadzie był w tych kwestiach całkowicie bierny i zdany na opinię swego wuja. Jednak nieudany zamach Teodory na Bardasa, stał się również kolejnym powodem wywyższenia Bazylego, który tym razem awansował na wielkiego szambelana (po usunięciu i egzekucji Damiana, poprzedniego wielkiego szambelana, który umożliwił Teodorze podjęcie owej próby zamachu. Notabene Damian był eunuchem, a stanowisko wielkiego szambelana piastowali właśnie eunuchowie. Były to środki bezpieczeństwa, podjęte po to, aby żadnemu z nich nie przyszło do głowy usunięcie cesarza i samodzielne wstąpienie na tron. Bo nawet gdyby do tego doszło, to taki ktoś nie mógłby założyć swojej dynastii. Wydaje się więc że Bazyli był {prawdopodobnie} pierwszym nie eunuchem na tym stanowisku i... zakończyło się to jego wyniesieniem na tron). Zmiany które nastąpiły zaraz po nieudanym zamachu Teodory w roku 858, dotyczyły również Kościoła. Cesarzowi Michałowi i Bardasowi nie po drodze było teraz z wniesionym przez stronnictwo zelotów z klasztoru Studios (choć potem z nimi skonfliktowanym) patriarchą Ignacym (synem cesarza Michała I Rangabeusza, który po upadku ojca w roku 813 został wykastrowany i zmuszony zostać mnichem). Po 11 latach pełnienia patriarchatu Ignacy został usunięty, a w jego miejsce 25 grudnia 858 r. Michał III powołał Focjusza. Był on bodajże najinteligentniejszym i najbardziej uczonym spośród wszystkich patriarchów jacy zasiadali w Konstantynopolu.




Podobnie jak papież Sylwester II - którego pontyfikat przypadał na lata 999-1003 - był bodajże najlepszym spośród papieży rzymskich, oczywiście poza Janem Pawłem II 😊. Co się tyczy tego papieża, to istnieje o nim ciekawa teoria, a mianowicie taka, że wraz z cesarzem rzymskim Ottonem III - tym, który w 1000 roku odbył zjazd w Gnieźnie wraz z Bolesławem I Chrobrym, na którym uznał Bolesława za równego sobie, wkładając mu na skroń swoją cesarską koronę - byli oni... fałszerzami czasu. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, istnieje coś takiego jak teoria czasu fantomowego, która ma polegać na dodaniu do historii jakichś... 300 lat. Innymi słowy, cesarz Otton III - który marzył o uniwersalnym Cesarstwie Rzymskim odrodzonym jako Cesarstwo Chrystusowe, pragnął zadeklarować powstanie tego tworu właśnie w roku 1000 {i tak też się poniekąd stało w Gnieźnie}, czyli w roku milenijnym, będącym początkiem nowego tysiąclecia. Problem polegał jednak na tym że on... nie żył w X wieku, tylko w wieku VII. Aby więc przeskoczyć do nowego Millenium i ogłosić powstanie uniwersalnego Cesarstwa Chrystusowego, Otton III {wraz z papieżem Sylwestrem II - uczonym znającym się na astronomii, medycynie i wielu innych dziedzinach nauki}, postanowił po prostu zmienić kalendarz. Okazuje się że z roku 614 przeskoczono automatycznie do roku 911, tak aby uprawomocnić powstanie odrodzonego Cesarstwa w roku 1000. Ktoś powie - niemożliwe i nikt by się nie połapał? Otóż dla zwolenników teorii czasu fantomowego nie jest to niemożliwe, tym bardziej że zmiany kalendarzy następowały w historii już wielokrotnie, przeskakując o kilkanaście dni czy kilka tygodni do przodu, tak było w roku 1582 w Rzeczpospolitej, we Francji i w Hiszpanii, oraz w roku 1752 w Wielkiej Brytanii. Specjalistą w tej dziedzinie miał być właśnie papież Sylwester II, który miał tak skutecznie zakręcić kalendarzem, że wyszło na to, iż realnie świat przeniósł się o 300 lat do przodu w ciągu kilku, może kilkunastu dni. Rzeczywiście papież Sylwester II był ponoć geniuszem. Według różnych teorii milenijnych miał w podziemiach Watykanu zamknąć odrodzonego szatana pod postacią smoka. Ale czy poradziłby sobie z kalendarzem, zmieniając go o... 300 lat? Dla zwolenników teorii czasu fantomowego jest to fakt, a nie przypuszczenie. Jeśli więc byłaby to prawda, to obecnie nie żyjemy w roku 2024 tylko w 1721. 

Jako dowód zwolennicy tej teorii podają że budynki (a szczególnie zamki) między VII a X wiekiem praktycznie się nie zmieniły i są takie same, ale już późniejsze budynki są zupełnie inne. Według nich całe te 300 lat zostało po prostu... wymyślone przez Sylwestra II i Ottona III aby zapchać ową dziurę czasową dla przyszłych pokoleń. Nie było więc Karola Wielkiego i całego odrodzenia karolińskiego, nie było państwa Wielkomorawskiego, wypraw Wikingów i tak dalej. Wszystko po prostu zostało tak skutecznie dopisane i narzucone do narracji, że uznaje się za fakt autentyczny (jeśli w ogóle istnieje fakt nieautentyczny 🥴). Wszystko ładnie pięknie, tylko teoria czasu fantomowego jest kompletną bzdurą i została już wielokrotnie obalona, a mimo to jej zwolennicy nadal w nią wierzą (tak jak w płaską Ziemię wierzył pewien milioner-konstruktor, który zbudował rakietę aby udowodnić że Ziemia jest płaska. Wzbił się w powietrze, ale coś poszło nie tak i runął o ziemię, kończąc tym samym swoją ziemską wędrówkę i... niczego nie udowadniając). Warto też dodać że rok 999 był rokiem niesamowitej milenijnej ekstazy. Wszyscy w chrześcijańskiej Europie obawiali się nowego Millenium i ponownego przyjścia Chrystusa oraz Sądu Bożego, dlatego też bogacze rozdawali swój majątek, wypuszczano więźniów z lochów, książęta i władcy okazywali swoją dobroć i wspaniałomyślność na wszelkie możliwe sposoby, natomiast skazańcy na siłę pchali się do więzień, aby tylko uzyskać zbawienie i nowe życie w Niebie. Ale gdy nastał rok 1000 i nic się nie stało, wszystko wróciło do normalności, czyli naszej nienormalności (zawiści, zbrodni, kłamstw, spisków, nieszczerości itd. - czyli tego, co jest częścią naszego jestestwa tutaj na Ziemi).




Cesarstwo Bizantyjskie wkraczało teraz w nowy okres, którego kwintesencją staną się rządy Dynastii Macedońskiej założonej właśnie przez Bazylego.


CDN.

środa, 11 września 2024

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. III

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO PRZYŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





KONRAD I MAZOWIECKI
Cz. III





 Po zakończeniu konfliktu braci w roku 1142 i przywróceniu pierwotnego brzmienia testamentu Bolesława III Krzywoustego, sytuacja zdawała się normalizować. W krajach niemieckich również w tymże roku ostatecznie zawarto we Frankfurcie pokój pomiędzy Staufami i Welfami, uznające dotychczasowe status quo (czyli Saksonia i Bawaria pozostały w rękach rodu Welfów, czyli syna i brata zmarłego w 1139 r. Henryka X Pysznego - głównego konkurenta króla Konrada III z rodu Staufów do tronu Cesarstwa). Ale pokój pomiędzy braćmi nie mógł trwać długo, tym bardziej że już w roku 1144 zmarła Salomea z Bergu, matka juniorów, a ci nie zamierzali oddawać Władysławowi jej oprawy wdowiej. Według testamentu Krzywoustego, Salomea otrzymywała tereny ziemi żarnowskiej i łęczyckiej w dożywotnie władanie, a po jej śmierci miały one wrócić do domeny senioralnej (czyli zarządzanej z Krakowa przez Władysława II). Juniorzy jednak nie zamierzali oddawać tych ziem gdyż traktowali jej jako dziedzictwo po matce. Oczywiście Władysław nie mógł i nie chciał ustąpić, gdyż ogłosił się obrońcą testamentu ojca i wyruszył przeciwko braciom, rozpoczynając drugą wojnę domową w ciągu zaledwie dwóch lat. Najpierw uderzył na Sandomierz który szybko zdobył (Wszebor -  wojewoda sandomierski władający tym księstwem w imieniu małoletniego Henryka, jednego z synów Krzywoustego, musiał się stamtąd pospiesznie wycofać). Następnie Władysław ruszył aby odebrać ziemie Salomei, lecz nad Pilicą czekały już na niego hufce Bolesława Kędzierzawego i Mieszka (zwanego potem Starym). Wojskami juniorów dowodził oczywiście Wszebor, który nad Pilicą zadał klęskę rycerstwu Władysława, oraz ściągniętych jako wsparcie Rusinów. Sukces juniorów nie trwał jednak długo, gdyż wkrótce nadeszły kolejne posiłki z Rusi (w tym przybyli również Połowcy), co znacznie wzmocniło siły Władysława i teraz bez oporu zajął już Wolbórz oraz Łęczycę, a następnie ruszył na Mazowsze przeciwko Kędzierzawemu. Młodszy książę wolał się stamtąd wycofać gdy Władysław zajął Płock prawie bez walki, a tym samym opanował całe Mazowsze i ziemię Kujawską (w zamian za wsparcie musiał oddać Rusinom gród Wizna). Zbiegli ze swych dzielnic bracia (Henryk i Bolesław) schronili się teraz w Poznaniu, w wielkopolskiej dzielnicy Mieszka, przygotowując się do obrony i oczekując nadejścia wojsk brata. Ten bezwzględnie dominował (zjednoczył prawie 2/3 kraju) i ruszyłby na Poznań, gdyby nie wydarzyła się pewna nieprzyjemna dla niego okoliczność. 

Oto bowiem wojewoda wrocławski - Piotr Dunin (zwany również Włostowicem lub Włastem - o którym wspomniałem w poprzedniej części) jawnie zaprotestował przeciw tej wojnie domowej i wycofał swoje poparcie dla Władysława II. Wówczas ten nakazał swoim ludziom (1145 r.) porwać go, uwięzić, oślepić i odciąć język (ponoć miało się to stać na prośbę Agnieszki - małżonki Władysława, którą Piotr Dunin-Włostowic wcześniej oskarżył o niemoralne prowadzenie się). Taki czyn, nie był wcale wyjątkowy (już przecież w 1117 r. ojciec Władysława -  Bolesław III Krzywousty podobnie postąpił ze swym palatynem Skarbimirem), ale tym razem niezadowolenie ogarnęło cały kraj. Oczywiście głównie oburzyli się feudałowie świeccy i duchowni, którzy nie godzili się na takie postępowanie księcia. Juniorów wsparł też arcybiskup gnieźnieński - Jakub za Żnina, a bunt społeczny stał się tak wielki, że uniemożliwił Władysławowi ostateczne pokonanie jego braci. Musiał też zgodzić się na powrót Bolesława i Henryka do ich dzielnic, oraz na zakończenie wojny domowej (znów wojna nie miała rezultatu). Bolesław wyczekiwał więc kolejnej chwili by po raz trzeci i ostatni pozbawić braci ich dzielnic i ostatecznie zjednoczyć kraj, natomiast w tym samym 1144 r. na Bliskim Wschodzie wydarzyły się rzeczy, które doprowadziły do kolejnej wielkiej gorączki krucjatowej, jaka opanowała wówczas Europę, a mianowicie wojska Maurów zdobyły (24 grudnia) chrześcijańskie hrabstwo Edessy. Paradoksalnie nie miało to nic wspólnego z wydarzeniami dziejącymi się w odległej Polsce, ale jeżeli odnieść mamy się do krzyżowców, a przede wszystkim do Krzyżaków (którzy zaproszeni przez Konrada I Mazowieckiego przybędą w roku 1228 do ziemi Chełmińskiej po to, aby podbić pogańskich Prusów), wydaje się że warto przedstawić również i tamten kontekst krucjatowy, tym bardziej że książę Henryk Sandomierski (a także przebywający wówczas w Niemczech Władysław II wraz ze swym z synem Bolesławem Wysokim) wziął udział w II Wyprawie Krzyżowej do Ziemi Świętej z lat 1147-1149 (w tym zaś czasie Mieszko, a być może również Bolesław Kędzierzawy, wzięli udział w wyprawie Albrechta Niedźwiedzia i Konrada Wettyna przeciwko pogańskim plemionom Słowian nadłabskich w 1147 r. do czego jeszcze powrócę).




Walka bowiem o odzyskanie Grobu Chrystusowego, a następnie o umocnienie królestw i księstw chrześcijańskich na obszarze Orientu, była prawdziwym dopalaczem w XII i XIII stuleciu i to nie tylko dla rycerstwa, ale również dla chłopów i mieszczan. Trudno się bowiem temu dziwić, gdyż perspektywa zbawienia w walce o sprawę Chrystusową, a także zdobycia bajecznych łupów o których opowiadał Kościół ustami swoich kapłanów we wszystkich chrześcijańskich miastach, mocno dawał ludziom do myślenia i mobilizował ich do podjęcia dalekiej i niebezpiecznej wyprawy, aby poprawić swój byt (często dosyć ciężki i żałosny) zdobycie bowiem wielkich łupów w Ziemi Świętej, było prawdziwym dopalaczem i afrodyzjakiem dla tysięcy ludzi (głównie w zachodniej) Europie. Nim jednak papież Eugeniusz III zaapelował 1 grudnia 1145 r. o podjęcie nowej wyprawy krzyżowej do Ziemi Świętej, warto pokrótce (czyli tak jak ja potrafię 🤭) wyjaśnić dlaczego w ogóle doszło do wypraw krzyżowych i co było tego powodem. Aby zbyt daleko się nie cofać (bo nie wydaje mi się to konieczne i właściwe), wystarczy cofnąć się jedynie o 70 kilka lat, do roku 1071 i klęski bizantyjskiej armii w bitwie pod Manzikertem poniesionej z rąk oguzyjskich Turków Seldżuckich (choć pewien drobny kontekst należy również nakreślić z lat wcześniejszych, nic bowiem nie dzieje się w próżni i wszystko z czegoś wynika). Początkowo to plemię zasiedlało ziemie Dżandu i Buchary, ale już w XI wieku przeszli oni pod władzę Mahmuda z Gazny i osiedlili się w Chorasanie. Po śmierci Mahmuda w roku 1030 (421 ery muzułmańskiej), zbuntowali się przeciwko jego synowi Masudowi i w roku 1040 zadali mu klęskę pod Dandanakanem (nieopodal Merwu). Prowadził ich wówczas wódz Tughrilbek, który w ciągu kolejnej dekady powiększył ziemie Seldżuków (głównie kosztem Bujidów, ale również innych lokalnych muzułmańskich emirów). To spowodowało że kalif al-Kaim (rezydujący w Bagdadzie), który wcześniej nazywał się panem Tughrilbeka, teraz uznał go jako sułtana, a nawet przyznał mu tytuł asz-szahanszah ("król królów") - grudzień 1050 r. (ramadan 447 roku ery muzułmańskiej). W tym też czasie w samym Bagdadzie dochodziło do konfliktów i sporów pomiędzy sunnitami i szyitami (tym bardziej że Bagdad oficjalnie kontrolowali sułtani Bujidów będący szyitami). Tughrilbek postanowił to wykorzystać i działając (przynajmniej oficjalnie) w obronie kalifa al-Kaima, 18 grudnia 1055 r. (ramadan 447 r.) wkroczył do "Miasta Pokoju" (jak też zwano Bagdad), przejmując oficjalnie "opiekę" nad kalifem z rąk Bujidów.




Oczywiście Seldżukowie deklarowali się teraz jako obrońcy duchowej władzy rodu Abbasa, starając się (przynajmniej propagandowo) ukazać jako strażnicy "Świętego Przybytku" i ochroniarze abbasydzkich kalifów. Zresztą zamiana szyickich Bujidów na sunnickich Seldżuków była korzystna dla Abbasydów (w końcu ich dynastia również wyrosła na ideologii sunnickiej, choć początkowo w roku 750 w czasie buntu przeciwko Omajjadom, wsparli oni szyitów - o czym zresztą pisałem już w innym temacie). Ale al-Kaim starał się wszędzie podkreślać że to on jest tutaj rzeczywistym władcą, nawet jeśli tylko duchowym to i tak potężniejszym od ziemskiej władzy sułtana Tughrilbeka. Dowodem na to, że kalif starał się (przynajmniej oficjalnie) rozdawać karty w tym układzie, był fakt, że przez 13 miesięcy przebywania Tughrilbeka w Bagdadzie (18 grudnia 1055 - 19 stycznia 1057 r.), ani razu nie przyjął go na audiencji w swym pałacu. Jakże upokarzającą praktyką było dla rzeczywistego władcy (rzeczywistego, gdyż posiadał realną siłę zbrojną której nie miał kalif) bagdadu, kontaktowanie się z al-Kaimem za pośrednictwem posłów, chociaż to Tughrilbek przecież kontrolował całe miasto (kalif nie spotkał się z nim nawet wówczas, gdy omawiano warunki zaślubin al-Kasima z bratanicą Tughrilbeka). W styczniu 1057 r. Tughrilbek musiał opuścić Bagdad aby rozprawić się z siłami byłego głównodowodzącego wojskami Bagdadu Turka Arslana al-Basisiri (szyitę notabene, zwolennika egipskich, szyickich Fatymidów - prawdopodobnie również przez nich opłacanego, które operował w rejonie Mosulu). Seldżucki sułtan do końca 1057 r. opanował Mosul i cały północny Irak, usuwając stamtąd siły al-Basisiri'ego. Po tym zwycięstwie i powrocie do Bagdadu, 4 stycznia 1058 r. Tughrilbek wreszcie dostąpił zaszczytu spotkania z kalifem. Stało się to oczywiście w pałacu kalifa, gdy siedział on na swym tronie ubrany w czarne szaty, zaś wielka kotara odgradzała jego osobę od reszty sali. Gdy tylko Tughrilbek wszedł do owej sali, kotara została podniesiona, a on upadł na ziemię u stóp tronu al-Kaima (notabene obok stał drugi, mniejszy tron, na którym siedział wezyr - Ibn Maslam, przed którym Tughrilbek również składał pokłony). Po takim powitaniu kalif zezwolił sułtanowi Seldżuków wejść na podwyższenie, gdzie przebrano go w siedem czarnych szat, a na skronie nałożono koronę, na szyję zaś założono naszyjnik, a na dłonie kosztowne bransolety. Otrzymał on również od al-Kaima pieczęć sułtanatu i dwa purpurowe sztandary ze złotymi napisami, a kalif polecił mu stać na straży "czystości islamu" w walce zarówno z niewiernymi (czyli głównie z chrześcijanami) jak również z tymi muzułmanami, którzy odeszli od "światła kalifatu". Kalif ofiarował mu również dwa miecze, które przypasał do jego boku (co symbolizowała władzę nad Wschodem i Zachodem). Tak oto seldżucki sułtanat otrzymał oficjalne potwierdzenia swej suwerennej władzy.




Notabene obrońcą arabskiej religii muzułmańskiej, miał być teraz człowiek, który nie znał języka arabskiego (z al-Kaimem porozumiewał się za pomocą tłumacza), ale miał wojsko i chronił Kalifat przed interwencją Fatymidów z Egiptu, których to wspierał Arslan al-Basisiri (który latem 1058 r. ponownie zajął Mosul). We wrześniu 1058 r. wojska Tughrilbeka odzyskały Mosul i znów wypędziły al-Basisiri'ego z północnego Iraku, a ten wycofał się do Damaszku, będącego pod władzą egipskich Fatymidów. Ale gdy (październik-listopad 1058 r.) wybuchł bunt brata Tughrilbeka - Ibrahima Inala, sułtan Seldżuków opróżnił ze swych wojsk (również Bagdad) miasta Iraku i wyruszył za nim na Wschód, a tymczasem 27 grudnia al-Basisiri (na czele armii złożonej głównie ze słabo wyekwipowanych jeźdźców) wkroczył do zachodniego Bagdadu i już w najbliższy piątek 1 stycznia 1059 r. tamtejsi muezinowie wzywali muzułmanów do modlitwy (w meczecie al-Mansura) według rytu szyickiego, uroczyście wymieniając również imię sułtana al-Mustansira z Egiptu. Wkrótce potem przeprawiono się na łodziach do wschodniego Bagdadu i również padł on łupem zwycięskiego Arslana al-Basisiri. Kalif al-Kaim zamknął się w swym pałacu, niczym w twierdzy i gotował do obrony. Do bitwy doszło (19 stycznia) w pobliżu toru wyścigowego (budowanego na kształt rzymskich i bizantyjskich cyrków na których odbywały się wyścigi rydwanów). Grupa uzbrojonych Haszymitów i eunuchów pod wodzą wezyra Ibn Maslama próbowała stawić czoło jeźdźcom prowadzonym przez al-Basisiri'ego, nadaremnie - zostali okrążeni i zmuszeni do ucieczki. Teraz al-Basisiri doskonale obeznany w pomieszczeniach pałacu (wcześniej służył przecież jako głównodowodzący armii Kalifatu), wtargnął przez Bramę Nubijską prosto do haremu kalifa. Wjechał tam konno, po czym wszystkie tamtejsze kobiety zabrał ze sobą. Następnie zapukał do bramy głównej rezydencji al-Kaima, żądając aby ten wyszedł i gwarantując mu bezpieczeństwo. Straciwszy nadzieją na jakąkolwiek odsiecz kalif tak też postąpił i został umieszczony w twierdzy Al-Hadisa w Bagdadzie, zaś jego wezyra Ibn Maslama (którego al-Basisiri nienawidził) upokorzono w taki sposób, że posadzono go na ośle którego prowadził Żyd i ten Żyd co jakiś czas bił Ibn Maslama po twarzy, ciągał go za brodę i kpił z niego, mówiąc: "Panie nasz, podpisz ten dekret". Następnie Ibn Maslam został stracony w publicznej egzekucji. Z pałacu usunięto również czarne sztandary i szaty Abbasydów, za to powieszono białe sztandary (które pierwotnie kojarzyły się z Omajadami, ale w tamtym czasie przyjęte zostały również przez szyickich sułtanów z rodu Fatymidów władających Egiptem). al-Basisiri przejął również insygnia kalifa (turban - czyli koronę, płaszcz Proroka, kunsztowne okno z jego pałacu, a także miniaturowy tron) i wszystko to odesłał do Egiptu, czyniąc sułtana al-Mustansira realnym władcą Bagdadu.

To co nastąpiło, czyli realne zrzucenie  tronu kalifa, nie miało wcześniej precedensu od ponad 300 lat (czyli od powstania dynastii Abbasydów), gdyż nawet jeśli kalifowie ci uznawali władzę tych czy innych zdobywców Bagdadu jako swoich obrońców i opiekunów, to nigdy jednak żaden z nich nie został pozbawiony duchowej władzy nad miastem i nad sunną. 29 stycznia 1059 r. już oficjalnie w całym Bagdadzie modlono się w piątek za pomyślność Fatymidów, przy rozwiniętych egipskich sztandarach. Ale pro-fatymidzka frakcja w Bagdadzie szybko zaczęła tracić na popularności, szczególnie gdy sułtan al-Mustansir zobaczył ile pieniędzy rocznie kosztuje go finansowanie al-Basisiri'ego i innych zwolenników jego rodu na obszarze Iraku. Potencjalne wpływy jakie dzięki temu uzyskał okazały się jednak zbyt wysokie, koszty były bowiem ogromne, wychodziło na to że koszty generowane przez al-Basisiri'ego pochłaniają tak duży procent skarbu Fatymidów, że realnie staje się to nieopłacalne, nawet jeśli Bagdad został zdobyty. Gdy więc egipski sułtan się o tym dowiedział, pierwsze co zrobił, to skazał na śmierć swego wezyra (otwarcie wspierającego al-Basisiri'ego) Abu Muhammada al-Hasana Jazuri. Był to więc czytelny przykład dla jego następcy Ibn al-Maghribi aby mocno ograniczyć finansowanie irackiej polityki. Nie od dziś zaś wiadomo że pieniądze są najlepszym spoiwem, pozwalającym dochować wierności danemu władcy, i tak też stało się w Bagdadzie - gdy pieniądze przestały przypływać, zaczęły się pomruki niezadowolenia które wykorzystał Tughrilbek (który w lipcu 1059 r. ostatecznie pokonał swego zbuntowanego brata Ibrahima Inala), proponując al-Basisiri'emu przywrócenie do władzy kalifa al-Kaima i wyrzeczenie się niewdzięcznych Fatymidów. Ten był gotów na taki krok, aczkolwiek nie chciał uzależniać się od Seldżuków, dlatego też zaproponował że przywróci władzę al-Kaimowi, pod warunkiem że odzyska dawne stanowisko dowódcy wojsk Bagdadu i kalif zerwie wszelkie kontakty z Tughrilbekiem oraz Seldżukami. Kalif odmówił tego typu żądaniu, więc al-Basisiri przeniósł go na jedną z wysp na Eufracie, gdzie przebywał pod strażą. Gdy zaś jesienią 1059 r. armia Tughrilbeka wyruszyła na Bagdad, strzegący kalifa Ukalida Mucharisz uwolnił go (zapewne uczynił to na żądanie Tughrilbeka), a al-Basisiri musiał się wycofać z Bagdadu. 3 stycznia 1060 r. doszło w Nahrawanie do spotkania kalifa i sułtana Seldżuków, które to ponownie miało niezwykle uroczystą obsadę. Kalif podjął sułtana w swym namiocie, rzucił mu poduszkę którą ten ucałował i na niej usiadł, a następnie wręczył mu drogocenny kamień ofiarowany przez żonę kalifa - Chadidżę-hatun. 4 stycznia zaś sułtan i kalif w uroczystym pochodzie wkroczyli do Bagdadu.




14 stycznia pod Sak al-Furat (niedaleko Kufy) doszło do bitwy wojsk Tughrilbeka z oddziałami al-Basisiri'ego. Co prawda Arslan walczył bardzo dzielnie, ale jego wojska (nie opłacane i o bardzo słabym morale), poniosły klęskę, natomiast sam al-Basisiri zginął w tej bitwie (zabity przez niejakiego al-Kunduri'ego). Kalif liczył teraz że Tughrilbek postanowi ostatecznie zlikwidować to zarzewie wszelkich buntów, czyli sułtanat Fatymidów, ale gorzko się zawiódł, gdyż ekspansja Seldżuków poszła w kierunku północnym, ku Zakaukaziu i posiadłościom bizantyjskim w Anatolii. Kolejno więc padały miasta likwidowanych emiratów, a zwycięski Tughrilbek stał się na tyle bezczelny (w mniemaniu kalifa), że zażądał od niego ręki jego córki - Sajjidat. Początkowo kalif odmówił, uznając tę prośbę za potwarz wobec rodu Abbasa, poczynioną przez jakiegoś koczowniczego wodza, którego on sam uczynił sułtanem. Czasem jednak okazało się że Kalifat jest całkowicie zależny od Seldżuków i nie mając wyjścia, na początku 1063 r. al-Kaim zgodził się na ten ożenek (doszło do niego w Tebryzie, który niedawno został zdobyty przez Seldżuków). Jednak Tughrilbek niedługo cieszył się nową żoną, gdyż już 4  października 1063 r. zakończył swój ziemski żywot (w tym miejscu mała wcinka i zmiana tematu - chciałbym mianowicie potwierdzić fakt - choć "potwierdzić" może nie jest w tym momencie adekwatnym sformułowaniem - że o ile żyjąc i funkcjonując na tym świecie jesteśmy tak bardzo zżyci z naszym ciałem, tak bardzo jesteśmy z nim skomponowani, że wręcz nie wyobrażamy sobie, że możemy w jakikolwiek sposób istnieć poza ciałem. Ale jakże zmienia się nasza percepcja w chwili śmierci, gdy to ciało staje się dla nas czymś - i to mówię całkowicie otwarcie - obrzydliwym, swoistym więzieniem które nas dławiło i my tego nie chcemy, nie chcemy na to ciało nawet patrzeć, gdyż ono nas brzydzi, odbiera wolność, a po śmierci jesteśmy już wolni. Mówienie też że śmierci w żaden sposób nie należy się bać, bo to jest najprzyjemniejsze czego możemy doświadczyć jeszcze na tym świecie - to zwykły banał, ale większość z nas realnie boi się śmierci - choć robiła to już tyle razy 😂. Droga życia jest tylko grą, zabawą w doświadczenia i nie jest realna. Realne są tylko nasze doświadczenia, nasze myśli i nasze postępowanie, cała reszta jest zabawą, lub też czymś na zasadzie snu. Czasem zdarzy się nam że wiemy że śnimy {ja kiedyś praktykowałem świadome śnienie przez dłuższy czas, a potem... nie miałem żadnych snów, a przynajmniej już ich nie pamiętałem i to trwało też jakiś czas}. Choć wydaje nam się że jest przyjemnie w tym śnie, to od razu z tyłu głowy wiemy, że śnimy i że nic stąd nie zabierzemy na jawę, tak samo nic z tego świata nie zabierzemy do naszego prawdziwego Domu 🤔).


CDN.