Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LEGENDY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LEGENDY. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 maja 2024

WYNALAZKI ANTYKU - Cz. I

CZYLI CO TAKIEGO WYNALEŹLI STAROŻYTNI GRECY I RZYMIANIE, O CZYM MY NIE MAMY POJĘCIA A Z CZEGO KORZYSTAMY?





 Termometr, centralne ogrzewanie, gramofon, to są wynalazki które bez wątpienia zaczęły upowszechniać się dopiero w drugiej połowie XIX wieku i w wieku XX, czyli raptem nie minęło nawet 200 lat od chwili kiedy zaczęliśmy przechodzić ze społeczeństw przedindustrialnych, w zurbanizowane, nowoczesne społeczeństwa industrialne. Za wynalazcę radia oficjalnie przyjmuje się Włocha Guglielmo Marconiego - który rozpoczął pracę nad przesyłaniem fal elektromagnetycznych w roku 1894, choć oficjalnie za datę wynalezienia radia uważa się rok 1901, czyli pierwsze skuteczne przesłanie wiadomości z Europy przez Atlantyk do Ameryki (choć za wynalazcę radia uważa się również Nikola Teslę, który w 1900 r. wynalazł cewkę wysokonapięciową, którą potem w swym radiu użył Marconi. Z tego powodu Tesla z Marconim wdał się w długoletni proces sądowy, który ostatecznie doprowadził Teslę do bankructwa). Wynalazcami hula hop byli dwaj Amerykanie Richard Knerr i Arthur "Spud" Melin, którzy rozpoczęli pracę jeszcze w swoim garażu, a ostatecznie hula hop pojawiło się w sprzedaży w roku 1958.


BONNIE MANCHESTER z HULA HOP 
(NEWPORT BEACH - KALIFORNIA)
1958



Jednak te i wiele innych współczesnych wynalazków nie jest wcale nowe i zapewne część Czytelników tego bloga (którzy z reguły są przyzwyczajeni do najróżniejszych nietypowych historii jakie tutaj się pojawiały), może zaskoczyć fakt, że istniały one już w starożytności, a ich wynalazcami byli antyczni Grecy. Dziś właśnie pragnę opowiedzieć o takich antycznych wynalazkach Greków i Rzymian, które po upadku cywilizacji grecko-rzymskiej jaką było Imperium Romanum, zostały zapomniane i stan taki utrzymał się aż do czasów współczesnych. Nie tylko bowiem Egipcjanie (twórcy chociażby elektrycznego oświetlenia, dzięki któremu rozpraszali ciemności korytarzy wiodących do piramid... i nie tylko) czy Sumerowie i Babilończycy (niezrównani astronomowie) byli wielkimi odkrywcami, również i Grecy, a nawet Rzymianie (którzy żyli już w epoce w której nie pamiętano odkryć dawnych czasów), też potrafili dołożyć swoją cegiełkę do tej palety wynalazków (to właśnie oni wymyślili chociażby centralne ogrzewanie). Bezwzględnie jednak osiągnięcia Greków na tym polu są nie do podważenia i o kilku ich wynalazkach pragnę dziś opowiedzieć. 



MITOLOGICZNE WYNALAZKI


Hellas (Ελλάς) tak właśnie starożytni Grecy nazywali swoją górzystą krainę, leżącą pomiędzy Morzem Egejskim a Jońskim. Jednak Achajowie, Jonowie i Gorowie (Dorowie) nie byli pierwszymi ludami które zamieszkiwały dzisiejszą Grecję. Żyli tam bowiem pierwotnie nie-indoeuropejscy Pelazgowie, którzy stworzyli własną kulturę, przejętą potem w dużej mierze przez najeźdźców z Północy. System mitów też był autorstwa Pelazgów, choć bez wątpienia został on następnie rozbudowany przez Achajów i inne greckie ludy, przybyłe z ziem leżących pomiędzy Wisłą, Odrą a Łabą. Greckie mity opowiadają o przygodach bogów i herosów, ich walkach z cyklopami i olbrzymami, oraz innych niesamowitych i wręcz nieziemskich historiach. Ale co ciekawe, greckie mity są również kopalnią wiadomości na temat najróżniejszych wynalazków, i to wynalazków, które nie były autorstwem ani Achajów ani Pelazgów, lecz zostały wymyślone (lub też ofiarowane) przez bogów olimpijskich, którzy - jak wierzyli Grecy - niegdyś kontaktowali się z ludźmi bezpośrednio, a nawet żyli wśród nich. Jakie zatem były to niesamowite "dary" bogów?


SŁUŻEBNE ROBOTY 




 Bóg Hefajstos (patron kowali), był bardzo brzydkim bogiem. Miał bowiem garb, krzywe nogi i porytą bliznami twarz. Jego matka Hera urodziła go (bez pomocy Zeusa), z wielkiego gniewu jak i czuła na męża, po tym jak odkryła kolejny jego romans (czyli innymi słowy, urodziła dziecko pod wpływem furii / czyżby jakiś antyczny przykład partenogenezy, czyli dzieworudztwa - nie występujący jednak u ludzi, a co najwyżej u niektórych gatunków płazów). Według Greków to właśnie spowodowało że Hefajstos był tak... niefotogeniczny (mówiąc łagodnie). Został jednak mężem najpiękniejszej bogini - Afrodyty (czyli wyrwał najlepszą laskę na Olimpie 🤭). Był on również doskonałym kowalem i twórcą najróżniejszych wynalazków które służyły ludziom (np. Tetyda - matka Achillesa poprosiła go o to, aby wykonał zbroję dla jej syna, dzięki której tamten mógłby uniknąć śmiertelnych strzał).

To właśnie Hefajstos skonstruował mechaniczne złote roboty, które wyglądały jak żywi ludzie (być może były to nawet androidy) i miały one służyć tym, których obdarował nimi Hefajstos. Homer opisuje w "Iliadzie" taki oto przykład: "Tam na ich króla czekały służebne niewolnice; w kształcie żywych niewolnic, ale wykutych w złocie; obdarzonych instynktem i świadomością, obdarzonych głosem. Z siłą i umiejętnościami zaczerpniętymi od niebiańskich nauczycieli. Ci posłusznie czekali u boku monarchy, wspierając jego kroki...". 


TRON Z AUTOMATYCZNYMI KAJDANAMI




 Według mitu, gdy Hera ujrzała zaraz po urodzeniu brzydotę Hefajstosa, cisnęła nim z Olimpu na ziemię. Dziecko jednak przeżyło, chodź upadek doprowadził do połamania jego nóg które potem źle się zrosły i Hefajstos całe życie kulał. Aby odwdzięczyć się swej matce za taki los, skonstruował dla niej złoty tron z niewidzialnymi kajdanami, które - gdy tylko Hera nań usiadła -  natychmiast zacisnęły się na jej rękach, zmuszając ją do pozostania w pozycji siedzącej. Hefajstos delektował się takim widokiem matki która próbowała wyrwać się z wiązów, i dopiero prośby Dionizosa (boga winnej latorośli i radości płynącej z upojenia alkoholowego, ale również boga śmierci i nieszczęśliwych wypadków - kilkukrotnie bowiem próbował popełnić samobójstwo) przekonały Hefajstosa do tego aby uwolnił matkę, a jednocześnie Hera pozwoliła mu ponownie wrócić na Olimp. Czym było owe krzesło (czy też tron) z niewidzialnymi kajdanami? Ciekawe.


ANTYCZNE (LATAJĄCE) AUTO




 Wracając do Homera: "Do wozu Hebe przymocowane były obrotowe, mosiężne koła ośmioramienne, które obracały się na żelaznej osi (w tym miejscu Homer opisuje "złotych chłopców", czyli roboty-androidy które zajmowały się wymianą opon, więc ten fragment pominę). Nawy były srebrne, zaokrąglone ze wszystkich stron. Wisiała deska rydwanu na złotych i srebrnych paskach, a wokół niej biegła podwójna poręcz. Drążek był cały ze srebra, na końcu złote jarzmo, z pięknymi złotymi opaskami na jarzmo. (...) Wtedy Junona ostro dotknęła latających rumaków. Natychmiast spontanicznie się otwierają, zgrzytając szorstko, niebiańskie portale. (...) Byś się rozsunąć, i następnie rozciągnąć zasłonę chmur" (w tym ostatnim zdaniu Homer po prostu opisuje wjazd Junony latającym autem do garażu, znajdującym się... na górze Olimp - stąd właśnie "otwierające się" i "zgrzytające szorstko niebiańskie portale"). Oczywiście twórcą owego latającego auta (zapewne nie jednego) był również Hefajstos.


TALOS 
METALOWY OLBRZYM - OBROŃCA KRETY




 Twórcą Talosa - metalowego olbrzyma który miał za zadanie chronić mieszkańców Krety, był oczywiście także Hefajstos. Był to mechaniczny robot, który okrążał wyspę trzy razy dziennie w poszukiwaniu jakichkolwiek zagrożeń dla mieszkańców. Został zniszczony przez Argonautów z Jazonem na czele, poprzez otwarcie zaworu, przez który Talos stracił "krew" (czyli płyn hydrauliczny).


PANCERNA ZBROJA




 Hefajstos był również autorem zbroi, która miała chronić Achillesa przed uderzeniami miecza i wystrzelanymi z łuku strzałami (zbroja była tylko formalną osłoną, gdyż wcześniej Tetyda - matka Achillesa, zaraz po urodzeniu zanurzyła go w wodach Styksu, przepływającego przez Krainę Umarłych - aby uodpornić go na wszelkie ciosy. Jedynym miejscem na ciele Achillesa które nie zostało zanurzone, to była jego pięta - za którą trzymała go matka. I akurat (no kto by się spodziewał, prawda 😉) ów heros zginął trafiony właśnie w ową piętę, strzałą wystrzeloną z łuku przez Parysa - syna króla Troi Priama.

Poza tym Hefajstos był autorem również podniebnego rydwanu boga Słońca - Heliosa, twórcą latających butów i skrzydlatego hełmu Hermesa, dzięki którym ten mógł pokonywać ogromne odległości w krótkim czasie i stać się dzięki temu posłańcem bogów, a także łuku Erosa (zwanego przez Rzymian Amorem), dzięki któremu wystrzeliwane przezeń strzały powodowały, iż wszyscy, którzy zostali nią trafieni zakochiwali się w pierwszej napotkanej osobie.


SKRZYDŁA DEDALA




 Jednak bóg Hefajstos nie był jedynym wynalazcą w greckiej mitologii. Równie płodnym twórcą był bowiem Dedal z Aten, który jednak jako pierwszy bodajże, nie był ani bogiem ani herosem, a zwykłym człowiekiem. Znany jest on oczywiście z tego, iż próbował opuścić wyspę Kretę (gdzie udał się na zaproszenie króla Minosa, po tym jak musiał opuścić Ateny po dokonaniu mordu na swym siostrzeńcu Perdyksie (zwanym też czasem Talosem). Na Krecie król Minos powierzył Dedalowi budowę sławnego Labiryntu, w którym umieścił zrodzonego ze związku swej żony z bykiem - pół człowieka pół byka zwanego Minotaurem. Gdy pracę dobiegały już końca, a Dedal liczył że okres dziesięcioletniego wygnania minął i może wreszcie wrócić do swej ojczyzny, okazało się że Minos wciąż wymyślał najróżniejsze powody aby tylko nie wypuścić Dedala z Krety. Nie widząc więc innego wyjścia, Dedal skonstruował specjalne skrzydła dla siebie i swego syna Ikara, które miały zabrać ich z powrotem do Aten.

Dedal w ogóle wywodził się z rodziny wynalazców, sam będąc wnukiem Hefajstosa. Jego ojciec Eupalamos również był wynalazcą, a siostrzyniec Perdykas (syn siostry Dedala Polikasty) w wieku 12 lat skonstruował piłę (początkowo znalazł kręgosłup ryby na piasku i przeciął nim patyk. Tym samym doszedł do wniosku że to może być bardzo przydatne i następnie skonstruował podobną piłę, ale już metalową. Potem Perdykas wynalazł koło garncarskie i kompas, a to spowodowało że Dedal poczuł się zazdrosny osiągnięciami siostrzeńca i postanowił go zamordować. Gdy tak się stało został wygnany z Aten, a jego siostra Polikasta popełniła samobójstwo. Ściągnięty na Kretę przez Minosa, został poproszony przez jego żonę Pazyfae o skonstruowanie byka z brązu, w którym królowa mogła się ukryć i skonsumować swoją miłość do byka (ta miłość była karą zesłaną przez Posejdona na Minosa, który obraził bogów i gdy ci zesłali mu pięknego białego byka jako na ofiarę, król zafascynowany jego pięknem, włączył go do swych stad. Wówczas Posejdon zesłał zauroczenie na Pazyfae, która zakochała się w byku i aby tę miłość skonsumować potrzebna była ta właśnie mechaniczna jałówka, w którą weszła królowa wypinając swoją sempiternę i w ten sposób byk miał zapłodnić Pazyfae a z tego związku narodził się Minotaur).




Nim jeszcze Dedal przybył na Kretę, był również autorem wielu wynalazków, które w użyciu są po dziś dzień. Wynalazł bowiem olisbosy (sztuczne penisy), tokarkę i był autorem pierwszych posągów z rozłączonymi nogami. Niektórzy historycy twierdzą, że jeśli można by było przyporządkować okres życia Dedala do chronologii historycznej, to należałoby go umieścić na przełomie XI i X wieku p.n.e., czyli w okresie, w którym król Dawid w Izraelu zdobył Jerozolimę na Jebuzytach i uczynił z niej stolicę swego Królestw (ok. 1000 r. p.n.e.). Ale oczywiście nie ma żadnej gwarancji że Dedal był postacią historyczną.

W każdym razie już na Krecie gdy Minotaur został zamknięty w Labiryncie, to aby ukoić gniew bogów co dziewięć lat składano mu w darze siedmiu młodych mężczyzn i siedem dziewcząt (co Minotaur z nimi robił pozostaje zagadką, gdyż biorąc pod uwagę że od góry był bykiem, to z pewnością  był wegetarianinem a nie mięsożercą - ale nie wszystkie mity są logicznie spójne. Może więc wzorem swojej matki uprawiał z nimi - jak mawiał Marian Paździoch - dziki, niczym nie skrępowany seks 😂)





Ponieważ jednak Ateny przegrały wojnę z Kretą, zostały więc zobowiązane aby co dziewięć lat przysyłać na wyspę 14 młodych osób. Aby ukrócić ten proceder, do grupy 14 osób (odbywało się to oczywiście poprzez losowanie i kto wylosował biały kamyk był bezpieczny, a kto czarny, ten płynął na Kretę do Minotaura - na "dziki, niczym nieskrępowany seks" 😬) włączył się syn króla Aten Egeusza - Tezeusz, który miał z ojcem układ, iż gdy polegnie i nie uda mu się zabić Minotaura, wówczas jego ludzie wywieszą na okręcie czarny żagiel, ale gdy wszystko się zakończy szczęśliwie, wówczas przypłynie pod białym żaglem. Po dotarciu na Kretę Tezeusz wpadł w oko Ariadnie, córce króla Minosa, która poprosiła Dedala aby ten skonstruował dla Tezeusza specjalną nić, dzięki której będzie mógł bezpiecznie wyjść z labiryntu po zabiciu Minotaura. Tak też się stało, a następnie Ariadna zbiegła z Tezeuszem na jego okręt i zamierzała udać się z nim do Aten (ponoć uciec w ten sposób chciał również Dedal, ale jego zamiar został odkryty i król kazał go uwięzić wraz z synem Ikarem). Tezeusz zaś szybko znudził się Ariadną i porzucił ją gdy cumowali na wyspie Naksos, a ona akurat zasnęła na plaży. Wówczas cała załoga odpłynęła pozostawiając ją tam samą. Oczywiście mit mówi, iż Tezeusz postąpił tak ponieważ tak właśnie kazał mu we śnie bóg Dionizos, który zamierzał poślubić Ariadnę. Tezeusz jednak był tak przybity utratą ukochanej (którą zapewne wciąż miłował, ale nie mógł sprzeciwić się woli bogów) iż kazał na okręcie wywiesić czarny żagiel. Egeusz, wypatrując powrotu syna, ujrzał okręt z czarnym żaglem i rzucił się z klifu w morskie głębiny, ponosząc śmierć na miejscu. Nowym królem Aten został teraz Tezeusz, a morze w którym utonął Egeusz odtąd zwało się Egejskim.




Dedal z Ikarem wciąż jednak pozostawali na Krecie i było im tam coraz gorzej i coraz bardziej pragnęli wrócić do ojczystych Aten. Potajemnie stworzył więc skrzydła z ptasich piór, które zszył nićmi i skleił ze sobą woskiem. Sporządził dwie pary dla siebie i swego syna i w ten sposób postanowili opuścić niegościnną dla nich wówczas wyspę, lecą jak ptaki po niebie. Oczywiście Dedal przestrzegł syna, aby ten nie latał zbyt wysoko, gdyż wówczas wosk się roztopi i skrzydła odpadną, a wtedy spadnie on w głębiny morza lub też rozbije się o skały. Owidiusz pięknie opisał ucieczkę owych mężczyzn, pisząc: "Jakiś rybak, być może bawiąc się drżącą wędką, jakiś pasterz oparty na lasce lub wieśniak pochylony nad trzonkiem pługa, zauważył ich, gdy przelatywali obok, i stanął ze zdumienia, wierząc, że te stworzenia, które potrafią latać w powietrzu, muszą być bogami". Ikar zapomniał jednak przestróg ojca i zafascynowany lotem wzbijał się coraz wyżej i wyżej, nie zauważając iż traci pióra. Gdy stracił je wszystkie spadł i rozbił się o nadbrzeżne skały wyspy, która potem nazwana została Ikaros. 


ALFABET, SYSTEM MIAR I WAG ORAZ PIERWSZE MONETY


Ich wynalazcą miał być Palamedes, syn Naupiliusa z Argos. Był on greckim wojownikiem który uczestniczył w wojnie trojańskiej i tam właśnie wynalazł również grę w szachy (pessoi - grecki prekursor szachów). Palamedes zginął ostatecznie z ręki Odyseusza (po wcześniejszej intrydze, jaką uknuł Odyseusz w imię zemsty za to, że wcześniej Palamedes zdemaskował go na Itace, gdy ten udawał obłąkanego starając się wymiksować z wojny trojańskiej).

To tyle jeśli chodzi o mitologię, teraz przejdziemy do historycznych wynalazków wymyślonych przez Greków.



"Wszystko, co można było wynaleźć, zostało wynalezione"

Charles H. Duell
Amerykański komisarz do spraw patentów 
(Uwaga wygłoszona w roku 1899)


CDN.

sobota, 24 lutego 2024

PIERWSZE" ODKRYCIE AMERYKI - Cz. IV

CZYLI JAK WŁADCY MUCHOMORZA DOTARLI DO NOWEGO ŚWIATA





HALFDAN JASNOWŁOSY
Cz. III





 Na zjeździe w Paderborn (777 r.) Karol Wielki nie tylko doprowadził do złożenia mu hołdu przez większość saskich rodów i przyjęcia przez nich chrześcijaństwa, ale tam właśnie ustanowił Marchię Wschodnią (lub Saską) która miała być pierwszym krokiem do opanowania całej Saksonii, oraz do wypraw na ziemie innych ludów słowiańskich. Warto też nadmienić że w tym czasie, na ziemiach, które obecnie należą do państwa polskiego, najpotężniejszym władcą lechickich plemion, był książę plemienia Lędzian - Lech VI (zwany pierwotnie Przemysławem). Trzeba bowiem tutaj podkreślić, że rzeczywiście Imperium Lechickie jako scentralizowany podmiot polityczny nie istniało, natomiast było szereg mniejszych plemion, które w pewnych okresach czasu dominowały nad resztą i których władcy byli kimś w rodzaju pierwotnych pogańskich władców Polski. W okresie o którym opowiadam najsilniejszym takowym władcą był właśnie Przemysław, zwany następnie Lechem, który rozpoczął swą władzę ok. 760 r. po zakończeniu tzw. "drugiej anarchii" politycznej lechickich plemion, która trwała też ok. dwudziestu lat i nastąpiła po śmierci ostatniej wielkiej władczyni plemienia Wiślan (z głównym grodem w Krakowie) Wandy Amazonki (miała ona panować w latach 735-740). Lech VI (oczywiście numeracja poszczególnych władców jest już późniejsza) panował z miasta Przemyśla nad Sanem - które sam założył - przenosząc swą stolicę z Sandomierza. 

W każdym razie Marchia Wschodnia którą w Paderborn założył Karol, miała być wstępem pod dalszą ekspansję Franków, najpierw na tereny Obodrytów i Wieletów, a potem zapewne Serbów i Czechów. Była to jednak pieśń przyszłości, teraz przede wszystkim należało podporządkować Sasów, a to wcale nie było łatwe i to nie tylko ze względu na silną opozycję zwolenników Widukinda, ale również na błędy które popełnił sam Karol. Do owego Paderborn przybyła bowiem delegacja z odległej Hiszpanii, na której czele stał zarządca muzułmańskiej wówczas Saragossy - Ibn al-Arabi i jego syn Józef. Al-Arabii stał na czele buntu przeciwko emirowi Kordoby (z rodu Omajadów) - Abd al-Rahmanowi i starał się pozyskać Karola do interwencji w Hiszpanii. Ten uznał bowiem, że wyprawa przeciwko Sasom zakończyła się sukcesem i kraj został spacyfikowany, dlatego można rozpocząć nową kampanię na Południu. Poza tym zapewne marzył również o sławie swego dziada Karola Młota, który w bitwie pod Poitiers (732) rozbił arabskich najeźdźców, co to planowali podbić Królestwo Franków, podobnie jak dwadzieścia lat wcześniej uczynił to z Hiszpanią Tarik ibn Zijad. Ponowne zdobycie i rechrystianizacja Hiszpanii zapewne wówczas leżała na sercu Karola i pragnął on sławy podobnej do tej, jaką niegdyś zyskał Aleksander Macedoński.



 
Swoją drogą zbyt duża pewność siebie i pycha która się z tym wiąże, przekonanie o własnej nieomylności które jakże często dotyka rządzących, poddanych nieustannym pochlebstwom, to jest gwóźdź do trumny każdego władcy, ba, każdego człowieka. Od razu mi się przypomina postać Benito Mussoliniego, który bez wątpienia szczyt swojej popularności osiągnął dnia 9 maja 1936 r. gdy z balkonu Palazzo Venezia w Rzymie ogłaszał powstanie "Nowego Imperium Rzymskiego" po zwycięstwie i podboju Etiopii (Abisynii). Rzeczywiście w tamtym czasie gdy oznajmiał - najpierw 5 maja - o zakończeniu wojny i przywróceniu pokoju, a potem o odrodzeniu Imperium, był u szczytu swej sławy i popularności, a ok. 200-tysięczny tłum zgromadzony pod Palazzo Venezia doznawał wręcz euforycznej ekstazy - podobnej do tej, którą czuje się po zwycięskim meczu własnej drużyny. Ów starszy pan - bowiem już 54-letni, teraz dopiero stawał się bogiem i realnie w tym momencie mógł uczynić wszystko w polityce wewnętrznej Włoch. Mógł usunąć króla, wprowadzić republikę, samemu uznać się za imperatora, mógł również doprowadzić do wolnych wyborów które faszyści w tamtym czasie wygraliby w cuglach i mieliby całkowitą demokratyczną podbudowę swoich rządów. Dopiero teraz słowa, które w 1925 r. wypowiedział pewien dziennikarz włoski, iż Mussolini "ma zawsze rację" stawały się rzeczywistością. Zwycięstwo i podbój Etiopii zjednoczyły kraj w sposób nieprawdopodobny (i to naprawdę do tego stopnia, że dotychczasowi przeciwnicy polityczni Mussoliniego teraz chcieli pławić się w jego blasku. Mało tego, włoscy komuniści i liberałowie namawiali wręcz swoich zwolenników aby ci wspierali faszystów Mussoliniego, bo idą oni w dobrym kierunku) a Mussoliniego wywyższyło tak, jak później Hitlera wywyższyło zwycięstwo nad Francją w 1940 r. Mussolini wówczas otrzymał również tytuł "Twórcy Cesarstwa", który był pewnym substytutem dla tytułu "Imperatora" - cesarzem został bowiem król Wiktor Emanuel III, dla którego znowu wymyślono dziwną formułę w typie "królewskiego cesarza". Mussolini był wówczas także bardzo popularnym politykiem w Europie, do którego łasili się inni politycy - jak Winston Churchill, czy premier Francji Leon Blum - próbując przekonać go do sojuszu przeciwko Hitlerowi. Wyobraźcie sobie co by było, gdyby Włochy przystąpiły do sojuszu przeciwko Niemcom. Przecież ustrój faszystowski mógłby spokojnie dalej funkcjonować po Wojnie, a Mussolini zapewne byłby jednym z bohaterów zwycięstwa nad Niemcami. 

Ale tutaj właśnie nastąpiła pewna zmiana, która przesądziła o jego losie, jak i o losie całych Włoch. A mianowicie Mussolini - do tej pory polityk w miarę rozsądnie myślący, chociaż jego przemówienia bez wątpienia ekstatyczne, jednocześnie pozbawione były treści i potrafił czarować jedynie siłą swego głosu - przestał rozumować logicznie. Po 9 maja 1936 r. wszystkie jego decyzje były błędne, pozbawione sensu a wręcz głupie, tak jakby nastąpiła w nim jakaś zmiana osobowości. Skąd to się wzięło? Otóż odpowiedź jest bardzo prosta, z potoku, a wręcz z oceanu pochlebstw, jakie w tamtym czasie na niego spadały. Spowodowało to, że nawet logicznie myślący człowiek przestaje w końcu rozumować logicznie i skoro inni uważają cię za boga, w końcu ty sam uznasz się za boga - bardzo niewiele osób zdoła się oprzeć tej pokusie. Ponoć w owym 1936 r. żona Mussoliniego (o czym pisała w swoich pamiętnikach) namawiała go, aby wycofał się z polityki i przeszedł na emeryturę, gdzie mógłby hodować kury w ciszy i spokoju z dala od zgiełku polityki - nawet się nad tym zastanawiał - ale pochlebstwa zrobiły swoje. Odebrały mu zdolność logicznego myślenia i uczyniły zeń ofiarę własnej propagandy. Zaczął też wkrótce pieprzyć coś o gwieździe pod którą się zrodził i o tym, że jest w stanie przewidywać przyszłość i to było już wiadomo, że to koniec. Rok 1936 dzieli zaledwie 7 lat od roku 1943 gdzie Mussolini stracił władzę i został aresztowany, oraz 9 lat od roku 1945 gdy włoscy partyzanci zabili go i powiesili na szubienicy nogami do góry. Tak kończy pycha (jako ciekawostkę dodam jeszcze tylko, że tego samego dnia gdy ogłosił odrodzenie Imperium Rzymskiego, czyli 9 maja 1936 r. wywiad z nim chciała zrobić pewna francuska dziennikarka, ale nie do końca jej się to udało. Mussolini bowiem zerwał z niej ubranie i po prostu odbyli stosunek. Zresztą popularność dawała również i to, że dziewczyny były na każde jego skinienie - ale to już inna sprawa).




Karol uważał że łatwo zdobędzie Hiszpanię, tym bardziej gdy zbuntowała się Saragossa swoista brama do Kordoby, gdzie urzędował emir (który zwał się również malikiem - czyli królem) Abd al-Rahman. Władca ten był jednym z ostatnich - a bodajże ostatnim wielkim przedstawicielem rodu Omajadów. Pierwszym przedstawicielem tej dynastii był trzeci kalif i bliski współpracownik oraz zięć Mahometa - Osman (sprawował swe rządy w latach 644-656). I chodź pochodził on z bocznej gałęzi tego rodu, to za jego kalifatu dynastia Omajadów przejęła wiele kluczowych stanowisk w arabskiej ummie. Za jego czasów nepotyzm stał się tak naturalny, jak powietrze którym oddychano, a jednocześnie Osman zabraniał bogatym rodom arabskim z Mekki oraz wyróżniającym się dowódcom wojskowym, zakładania prywatnych posiadłości na zdobytych terenach (np. w Iraku czy w Syrii). Ostatecznie doprowadziło to do tego, że został zamordowany. Zdążył jednak mianować namiestnikiem Syrii bezpośredniego przodka Abd al-Rahmana -  Muawiję (który oczywiście również wywodził się z rodu Omajadów). Po krótkich rządach kalifa Alego (656-661) ostatniego z "raszidun" (czyli "sprawiedliwych") jak uważają muzułmanie (a szyici nie uznają innych kalifów którzy przejęli władzę po śmierci Alego, a tymi innymi byli właśnie Omajadzi). Władzy Alego nie uznał Muawija rezydujący w Damaszku. Wsparli go przedstawicielem możnych rodów z Mekki i Medyny którzy liczyli że w zamian zmieni się dotychczasowa polityka i będą mogli opanować żyzne tereny Persji, Syrii i Egiptu. Muawija ogłosił się kalifem już w 657 r. i w tym czasie rozpoczęła się tzw "Pierwsza Fitna" (czyli konflikt pomiędzy Arabami). Ostatecznie Ali zamordowany został w swym obozie w Al-Kufie przez członka sekty charydżytów (ugrupowania religijnego, które nie wspierało ani Alego ani Muawiji, twierdzili bowiem, że nowym kalifem powinien zostać nie ten, kto jest najpotężniejszy, ale ten, kto najbardziej wielbi Allaha. Nie dostrzegali kogoś takiego ani w Alim, ani w Muawiji i twierdzili że Allah ukaże owych nikczemników. Jeden z takich wyznawców odebrał życie Alemu). Jego następcą został syn - Al-Hasan, który szybko porozumiał się z Muawiją, zrezygnował z władzy i w zamian za bezpieczne i wygodne życie przeniósł się do Medyny, gdzie zmarł w kwietniu 670 r. (prawdopodobnie otruty na polecenie Muawiji, jako że w chwili śmierci Hasan miał jakieś 45 lat, Muawija był starszy o co najmniej dwadzieścia i chciał swym następcą uczynić swego syna - Jazyda. Hasan w tym momencie uważany przez dużą część wyznawców Allaha za "sprawiedliwego" był więc niezwykle niebezpieczny). Tak oto od 661 r. nowym i jedynym kalifem wszystkich muzułmanów stał się Muawija, a nową stolicą Damaszek.

Ogłosił on również że zabójstwo pierwszego mężczyzny, który pod wpływem nauk Mahometa przyjął islam (czyli jego krewniaka Osmana), było czynem haniebnym i bezbożnym i na tym też budowano legendę rodu Omajadów. Muawija stworzył system, w którym oddzielano Arabów od przedstawicieli innych nacji, wprowadził też ograniczenia dla nowych wyznawców islamu, a także jego dwór w Damaszku zaczął się coraz bardziej bizantynizować, oddalając się od pierwotnej ubogiej ummy z Mekki czy Medyny (np. jego harem był jeszcze wówczas dosyć nieliczny, ale już jego następcy coraz bardziej rozszerzali liczbę swoich żon, jak i tych kobiet, które trzymali w haram). Muawija nadal rozszerzał Imperium Arabskie, w 664 r. zajął Kabul, w 670 r. Kairuan (rozpoczynając tym samym podbój Ifrikij -  Afryki, a konkretnie dzisiejszej Tunezji, tyle że bez regionu Kartaginy), 669 r jego flota dotarła do wybrzeży Sycylii, a w latach 674- 678 rozpoczął ciężką wojnę z Bizancjum, którego ukoronowaniem było czteroletnie nieudane oblężenie Konstantynopola (nieudane chociażby z powodu tego, że Bizantyjczycy zastosowali w walce nową broń - ogień grecki, dzięki któremu zatapiali arabskie okręty jeden po drugim, plując na nich ogniem - niczym z miotacza ognia. Swoją drogą takie nowinki techniczne były bardzo ciekawe np. Archimedes - obywatel Syrakuz, wspierał swoje miasto podczas rzymskiego oblężenia w latach 214-212 p.n.e. stosując najróżniejsze nowinki techniczne, między innymi dźwig, który przypominał łapę i który chwytał okręty i je miażdżył. Ostatecznie Syrakuzy zostały zdobyte, a Archimedes tak był zajęty nowym wynalazkiem, że nie zauważył rzymskiego żołnierza który wdarł się do jego komnaty, żołnierz ten rozłupał mu czaszkę na dwoje. Swoją drogą mało brakowało a ogień grecki nie zostałby w Konstantynopolu, bowiem jego wynalazca nie uzyskał odpowiedniej ceny i początkowo nie spotkał się z uznaniem ze strony cesarza rzymskiego/bizantyjskiego i był nawet gotów sprzedać swój patent Arabom. Ostatecznie jednak tak się nie stało i wynalazek ten pozostał w Bizancjum, a stał się sławny właśnie jako "ogień grecki").






Muawija zmarł w 680 r. Wcześniej jednak wyznaczył swego syna Jazyda I na nowego kalifa i swego następcę. Nie spotkało się to z uznaniem zwolenników rodu Alego, a ponieważ po śmierci Hasana teraz to w jego młodszym bracie Husajnie widziano kolejnego z raszidun, przeto namówiono go aby ruszył z Medyny i na czele wiernych sobie oddziałów odzyskał to, co należało się jego ojcu i co jest zgodne z wolą Allacha. Na równinie Karbala doszło do bitwy (680 r.) w której oddziały Husajna (w tym kobiety i dzieci, bo przecież wyruszono całym dobytkiem), otoczone zostały przez przeważające siły Jazyda. Doszło do prawdziwej rzezi, ostatni zginął sam Husajn, tuląc w ramionach swego synka. Tak też rozpoczęła się Druga Fitna, która trwała dwanaście lat. Za czasów Jazyda Arabowie rozpoczęli długi rekonesans po wybrzeżu Afryki Północnej, dochodząc do Cieśniny Gibraltarskiej (682-683), ostatecznie jednak zostali oni rozbici przez oddziały Berberów z Maghrebu w bitwie pod Tahudha (683 r.). W tym też roku w Hidżazie (czyli na ziemiach arabskich, na których znajdowały się miasta Mekka i Medyna), doszło do kolejnego buntu przeciwko dynastii Omajadów. Jego inicjatorem był niejaki Abd Allah Ibn az-Zubajr - syn Al-Zubajra Ibn al-Awwama, który w 657 r. walczył przeciwko Alemu w przegranej "Bitwie Wielbłądów" nieopodal Basry. On również nie pałał sympatią do rodu Omajadów i pragnął powrotu do dawnej ummy w Mekce. Nie podobało mu się przeniesienie stolicy do Damaszku i coraz większe rozluźnienie moralne społeczności arabskiej (choć jeszcze w tamtym czasie mimo wszystko słabo dostrzegane, sam przecież Muawija był przede wszystkim wiernym muzułmaninem, a dopiero potem kalifem i częściej się modlił niż sprawował władzę, rozkładając swój dywan i kierując wzrok w stronę drugiej kibli - czyli Mekki, pierwszą kiblą była Jerozolima, w stronę której pierwotnie modlił się Mahomet). W 683 r. wojska Omajadów zdobyły Medynę, lecz Mekka wciąż się broniła. W międzyczasie zmarł Jazyd I (683) oraz jego syn i następca Muawija II (684). 


KARBALA 
ŚMIERĆ HUSAJNA I JEGO SYNKA
(680)



Nowym kalifem obrano az-Zubajra, ale ten wciąż był odcięty w Mekce. Dodatkowo zbuntowali się charydżyci w środkowej Arabii i w Persji (684), dodatkowo w Al-Kufie zbuntowali się szyici, pragnący pomścić śmierć Husajna. W tych warunkach w czerwcu 684 r. nowym kalifem został kuzyn Muawiji I - Marwan. Wywodził się on z bocznej linii rodu Omajadów, którego członkowie pochodzili od al-Hakama bin Abu al-Asy (przyrodniego brata Abu Sufiana, ojca Muawiji I). Marwanidzi - bo tak należy ich nazwać - być dumni z tego, że nie pochodzą od Abu Sufiana, czyli tego, który początkowo wyparł się Mahometa i traktowali gałąź linii Muawiji z wyższością. Marwan I zmarł już w 685 r. a władzę po nim przejął jego syn Abd al-Malik. W ciągu kolejnych sześciu lat zdołał on całkowicie ujarzmić szyitów i charydżytów, a w 692 r. zdobył Mekkę i skazał na śmierć Ibn az-Zubajra, kończąc tym samym Drugą Fitnę. Był to bodajże pierwszy władca który realnie dążył do centralizacji swojej władzy. Wprowadził język arabski jako oficjalny język administracji (do tej pory był to tylko język Koranu i język poezji) natomiast w administracji na Wschodzie wciąż posługiwano się językiem perskim, na Zachodzie zaś, czyli w Syrii, Palestynie i Egipcie - greckim). W 691 r. ukończył budowę wielkiego (i istniejącego do dziś) meczetu Kopuły na Skale w Jerozolimie. Zaczął też bić pierwszą arabską monetę, ozdobioną cytatami z Koranu. Ostatnie trzynaście lat jego rządów upłynęły w spokoju i dobrobycie. Za rządów al-Malika zajęto prawie cały Maghreb (690-709), zdobyto Kartaginę 698 r. (i potem 699, gdy Bizantyjczycy na krótko ponownie opanowali miasto). Rozpoczęto też zmasowaną eksplorację wybrzeży Sycylii. Nie był to jeszcze złoty wiek kultury arabskiej (jaki zapanuje za kalifa Haruna ar-Raszida sto lat później - notabene jest to ten kalif, za którego powstały sławne dzieła takie jak: opowieść o Dżinie z lampy Aladyna, czy Alibabie i 40 rozbójnikach), ale był to bez wątpienia przedsmak tego, co miało nastąpić.




Już za al-Malika (a nawet wcześniej, choć za jego rządów stało się to szczególnie popularne) zaczęły powstawać szkoły religijne, interpretujące z pozycji islamu to, jak człowiek powinien zachowywać się aby pozostać wiernym Bogu. Piszę o tym, ponieważ z punktu widzenia Omajadów było ważne, czy dani kadaryci (interpretujący boskie wyroki) są im przychylni czy też nie. Chadżyryci nie byli, uważali wręcz że Omajadzi zasłużyli na śmierć, ponieważ wyrzekli się Allaha i nie wypełniają jego woli. Ruch kadarytów jaki zrodził się wokół Al-Hasana al-Basri w Basrze, co prawda wspierał Omajadów - jako tych którzy przywracają porządek i niszczą chaos - ale pozostawił sobie furtkę umożliwiającą ich krytykę. Twierdzili oni bowiem że kalifowie - podobnie jak i inni ludzie - są odpowiedzialni za swe uczynki, a Bóg nigdy nie nakłada na człowieka więcej, niż ten jest w stanie unieść, dlatego też jeśli człowiek nie byłby zdolny do uczciwego i cnotliwego życia, to Allah by tego od niego nie wymagał. Jeśli więc kalif sprzeniewierza się bożym wymogom, spieniewierza się jednocześnie swojej naturze. Uczeni Al-Hasana Wasil Ibn Ata w ogóle potępiał wszelki zbytek panujący na dworach kalifów, twierdząc że wszyscy ludzie są sobie równi, i równi jesteśmy w oczach Boga. Nie ma bowiem wyższych i ważniejszych od innych, chociażby jedni byli kalifami, a inni żebrakami, choćby jedni byli mędrcami a inni głupcami - wszyscy jesteśmy sobie równi (wyrażając własne zdanie pragnę potwierdzić, nie ma znaczenia czy ktoś jest inteligentny czy nie, czy ktoś jest władcą czy niewolnikiem, wszyscy jesteśmy równi, i póki tego nie zaakceptujemy, nie będziemy mogli niczego więcej osiągnąć, a jeżeli wpadniemy w pychę, to będzie koniec balu panno Lalu w tym życiu. Przykład Mussoliniego jest tutaj niezwykle jaskrawy). Było to trochę niebezpieczne dla Omajadów, ale akceptowali te ruchy, tym bardziej że nie podważały one ich władzy.




Kalif al-Malik zdołał w sposób pokojowy przekazać swą władzę na ręce syna i następcy al-Walida i po raz pierwszy w dziejach muzułmańskiej ummy dziedziczenie z ojca na syna zostało zaakceptowane bez sprzeciwu, co też potwierdzało, iż czasy się zmieniają i pierwotne arabskie tradycje nomadyczne odchodzą w niepamięć na korzyść bardziej zjednoczonej i zurbanizowanej cywilizacji, w której rządy władcy absolutnego - tej tradycji wcześniej Arabowie nie znali - jest naturalną konsekwencją stworzenia Imperium. Tak więc gdy al-Malik zmarł (705 r.) al-Walid został nowym kalifem. To właśnie za jego rządów Arabowie osiągnęli swój największy terytorialny obszar, zdobywając Kaganat Zachodnioturecki z miastami z Samarkanda i Bachara (710), Sind i Multan (713) na Wschodzie, oraz wizygocką Hiszpanię na Zachodzie (711-719). Ale za tego władcy zaczęły pojawiać się też i pierwsze poważne trudności, które w przyszłości stały się powodem rozpadu owego Imperium. Mianowicie Omajadzi władali terenami rozciągającymi się od rzeki Indus na Wschodzie i od Jeziora Aralskiego na Północy po Jemen i Saharę na Południu, aż do gór Kaukazu i Pirenejów na Zachodzie. Był to tak olbrzymi teren, że zarządzanie nim z maleńkiej Syrii to było co najmniej zadanie karkołomne. Już Rzymianie po wielkich podbojach Trajana na Wschodzie w latach 113-117 zdali sobie sprawę że Imperium Rzymskie staje się zbyt rozległe, a co za tym idzie zbyt odległe od centrum, czyli od Rzymu. Zarządzanie takim molochem przez jednego człowieka który rezydował w Italii było niemożliwe, dlatego też następca Trajana - Hadrian zrezygnował ze zdobycznych terenów Mezopotamii, Asyrii i Armenii jakie w czasie wojny zdobyto na Partach. Potem Dioklecjan zdając sobie sprawę z niemożności zarządzania takim imperium w sytuacji upadku władzy centralnej w czasie anarchii III wieku, postanowił podzielić się władzą z dobranymi sobie współpracownikami i każdy z nich przejął określony odcinek. Oficjalnie było dwóch cesarzy, jeden na Wschodzie a drugi na Zachodzie, ale każdy z nich miał jeszcze po jednym cezarze, który odpowiadał za utrzymanie bezpieczeństwa na granicach w sytuacji gdy cesarz potrzebny był gdzie indziej. System tetrarchii dioklecjańskiej wprowadzony oficjalnie 287 r. (pierwsi cezarowie - czyli pomocnicy i następcy władców - pojawili się w 293 r.), działał od tej pory w miarę bezbłędnie (oczywiście poza drobnymi wypaczeniami, na które podatny był ustrój ówczesnego Rzymu). Tak też było z Arabami, ale tutaj nikt nie wpadł na pomysł żeby władzą się podzielić i jednocześnie utrzymać jedność w wielości. Syria była za mała i za biedna żeby mogła utrzymać takiego kolosa, dlatego też rozpad był nieunikniony.

A Syria była biedna, ponieważ dotychczasowy rozwój gospodarczy tego regionu został zahamowany z chwilą zdobycia go przez Arabów, jako że szlaki handlowe wiodące do Anatolii i Konstantynopola zostały przerwane i jedynie utrzymywano te, istniejące w kierunku południowym, czyli do Egiptu, oraz na Wschód, do Persji i dalej do Indii. Dzięki temu rozwijały się miasta dzisiejszego Iraku i Iranu oraz Chorasanu (czyli regionu wschodniej Persji i zachodniego Afganistanu). Tam napływała ludność arabska, tam rozbudowywały się miasta, tam zaczynała się tworzyć nowa kultura, Syria zaś coraz bardziej przypominała prowincję, a Damaszek zapyziałą dziurę. Po śmierci al-Walida (715 r.) władzę na krótko przejął jego brat Sulejman (do 717). Po jego śmierci kolejnym kalifem został Omar, który również wywodził się z rodu Omajadów (dodatkowo jego matka była wnuczką kalifa Omara, z zabitego w 644 r.), a on sam znalazł się na damasceńskim dworze al-Malika i następnie Sulejmana, z którym mocno się zaprzyjaźnił. To spowodowało że po śmierci Sulejmana został jego następcą. Za czasów Omara II uwidoczniły się już pierwsze poważniejsze problemy w polityce zagranicznej, Arabowie zostali pokonani przez Basków pod Cowadonga (718), co oznaczało koniec podboju Hiszpanii. Jednocześnie rozpoczęte jeszcze za Sulejmana oblężenie Konstantynopola (drugie takie wielkie w dziejach wojen z Arabami) z lat 717-718 zakończyło się ponownie klęską (również dzięki technice ognia greckiego). Niepowodzenia militarne i polityczne to jedno, natomiast pod względem kultury to rzeczywiście czasy Omara są wyjątkowe. Przede wszystkim nakazał spisanie wszystkich hadisów, a także wydał polecenie aby wszyscy jego obywatele (oczywiście mężczyźni) umieli czytać i pisać, co powodowało że Arabowie znacznie bardziej dominowali kulturowo nad chrześcijańskimi Europejczykami (których władcy częstokroć sami byli niepiśmienni, nie mówiąc już o zadbaniu o analfabetyzację swego ludu). I Omar krótko panował, zmarł w 720 r., a nowym klifem został teraz syn al-Malika Jazyd II. Zmarły Omar cieszył się bardzo dobrą reputacją wśród swych poddanych. Przede wszystkim dlatego, że na równi traktował wszystkie swoje prowincje i jako człowiek głęboko religijny namawiał mieszkających w jego państwa chrześcijan, Żydów czy mitraistow do przyjęcia islamu. Czynił to niestety również na swoją niekorzyść, bowiem ci, którzy przyjmowali islam, zwalniani byli z podatku (dzizji) który musieli płacić niewierni. A to powodowało że skarbiec Omajadów topniał w oczach, a przecież koszty wcale nie malały, a wręcz przeciwnie, nieustannie rosły. Jazyd II z pewnością się tym nie przejmował. Był on bowiem człowiekiem, który przede wszystkim skupiał się na doczesnych przyjemnościach. Uwielbiam bowiem osobiście kupować na targu niewolnice do swego haremu, a także był miłośnikiem wszelkiego rodzaju wykwintnych potraw. Większość dnia leżał w swym pałacu otoczony poduszkami, kobietami i przepychem. Budziło to niechęć nie tylko wśród szyitów, ale również wśród radykalnych uczniów szkół muzułmańskich (o których wspomniałem wyżej).

Panowanie Jazyda II nie trwało długo. Zakończył swe życie już w styczniu 724 r. a nowym kalifem został jego młodszy brat (syn al-Malika) Hiszam. On przywrócił muzułmańską religijność i prostotę na dworze damasceńskim, chociaż władał jak prawdziwy despota i za to również był krytykowany przez wyznawców Allaha, którzy nie byli przyzwyczajeni do despotycznych rządów swoich kalifów. Starał się też Hiszam zwiększyć swą kontrolę nad poddanymi, aby uniknąć ewentualnych buntów, które zawsze wybuchały pod hasłami odnowy religijnej. Szczególnie niebezpieczni byli szyici (którzy nadal dążyli do wyniesienia rodu Alego do władzy), ale i inne odłamy islamu były podejrzane. W tym czasie dla szyitów prawdziwym kalifem był potomek Alego - Ali Abd Allah, który ze swą rodziną i zwolennikami mieszkał w oazie al-Humajma, leżącej na południe od Morza Martwego. Szybko stała się ona kryjówką wszelkich przeciwników rodu Omajadów. Za rządów Hiszama Karol Młot na polach Poitiers rozbił arabski najazd na Królestwo Franków (732 r.). Arabowie później już nie próbowali ponownych ataków. Oficjalnie twierdzono, że stało się tak z powodu małej wartości Europy jako nabytku dla muzułmanów. Europa bowiem miała być zwykłym zadupiem, które nie warto w ogóle zdobywać, poza tym na Północy panował okropny klimat dla Arabów, a śniegi i mrozy było tym, z czym oni sobie nie radzili. Ale to nie wróg zewnętrzny był tym, z czym najciężej musieli zmagać się Omajadzi. W Al-Kufie bowiem członkowie klanu Banu Haszim (z którego wywodził się również Mahomet) i potomkowie Abbasa ibn Abd al- Muttaliba (wujka Mahometa), uważali że mają znacznie większe prawo do władzy, niż członkowie klanu Omajadów. Przewodził im wówczas Muhammad ibn Ali. Zawarli oni sojusz z szyjkami Abd Allaha (który scedować miał na ibn Alego swoje prawo do władzy - potem okazało się że nie jest to prawda). Słysząc te pogłoski Biszam miał ponoć skontaktować się z Muhammadem i w formie ustnej lub pisemnej (w każdym razie dokumenty te nie zachowały się) przekazał mu władzę po swej śmierci. Tak się jednak złożyło że Hiszam zmarł w roku 743 a władzę przejął syn Jazyda II - al-Walid II. Muhammad zmarł zaś w roku 744 i prawo do imamatu przeszło na jego syna - Ibrahima (zwanego "Imamem"), który teraz wysłał do Chorosanu (gdzie zaistniały najbardziej anty-omajadzkie nastroje) swego zaufanego człowieka Abu Muslima, aby ten pod czarnym sztandarem rodu Abbasa wzniecił bunt przeciwko występującym pod białym sztandarem Omajadom. Karty zostały rzucone, a los rodziny Abd al-Rahmana został przypieczętowany. Nastał bowiem dla nich teraz okrutny i krwawy czas.




CDN.

poniedziałek, 22 stycznia 2024

"PIERWSZE" ODKRYCIE AMERYKI - Cz. I

CZYLI JAK WŁADCY MUCHOMORZA

DOTARLI DO NOWEGO ŚWIATA





 Kiedy została odkryta Ameryka? Wszyscy wiemy, że oficjalnie stało się to podczas wyprawy Krzysztofa Kolumba, a dokładnie 12 października 1492 r. Wiadomo jednak również że to odkrycie nie było pierwsze, wcześniej bowiem amerykańskie wybrzeża penetrowały okręty innych ludów w tym Chińczyków oraz Normanów, Skandynawów zwanych dziś Wikingami. Oczywiście ich wyprawy również nie były pierwszymi (stąd dałem cudzysłów w tytule), gdyż w czasach przedhistorycznych wyprawy na Kontynent Amerykański były podejmowane dosyć często. Ponieważ jednak tak daleko sięgać nie zamierzam, skupię się tylko i wyłącznie na wyprawach historycznych, czyli na tych eskapadach oceanicznych, które miały miejsce już po upadku starożytności. Przede wszystkim jednak chciałbym się skupić tutaj na owych pierwszych odkrywcach Ameryki, którymi bez wątpienia byli Wikingowie, czyli mieszkańcy krainy którą sami nazywali Muchomorzem. Jeśli tylko starczy mi czasu, to być może jeszcze w tej serii przejdę również do chińskich wypraw do Nowego Świata - zobaczymy, na razie jednak skupię się tylko na władcach Muchomorza. Zatem zapraszam do nowej serii.






YNGLINGOWIE


 Królewska rasa Ynglingów wywodziła się od boga Freya - a przynajmniej w to wierzono. Islandczyk Snorre Sturlasson (żyjący w XIII wieku) ok. 1215 r. spisał "Sagę o królach Norwegii", w której jest właśnie zapisane, iż rasa Ynglingów wywodzi się od Yngve - które to było jednym z imion boga Freya. Sturlasson opisuje iż w najdawniejszych czasach, w czasach niezależnych jarlów rządzących osadami mieszkańców Północy, wierzono mocno, iż pierwszym, który sprowadził te ludy do Skandynawii, był niejaki Odyn, żyjący w pradawnych czasach. Był on wielkim wojownikiem i wyprowadzić miał swój lud z odległych wschodnich ziem ku północy, a gdy zmarł, lud zaczął się do niego modlić i uczynił z niego swego boga (w serii: "Historia Życia Wszechświata, Wszelkiej Cywilizacji" w temacie nr.: CXXIII, opisuję przybycie rodu Odyna z Procjona ok. 150 000 r. p.n.e. gdzie ukryli się przed ścigającymi ich Reptilianami, którzy najpierw zawładnęli pierwotną planetą tej Galaktycznej Ludzkości czyli Rigel, a następnie Procjonem. W każdym razie Sturlasson twierdzi, że pierwotni Normanowie wierzyli, iż Odyn nie umarł tak jak normalny człowiek, tylko powrócił do swego pierwotnego domu w Azji, lub nawet wstąpił do nieba, co mogłoby się pokrywać z tym co zapisałem, czyli z opuszczeniem Ziemi przez część przybyszy z Odynem na czele i ich powrotem na Procjon. Ale to tyle odniesień związanych z tamtym tematem). Odyn i jego ród zwany był (Ra)Asami, był on największy i najważniejszy ale nie jedyny. Drugim wielkim rodem był ród Wanów z którego wywodzić miał się bóg morza - Njord. Jego z synem był właśnie Frey, który władał porami roku i zapewniał dobre plony. Od niego to wywodzić miała się królewska rasa (a raczej ród) Ynglingów.

Mijały wieki a Ynglingowie rozprzestrzenili się po fiordach Norwegii, po ziemiach Szwecji, Danii i Schleswigu, tocząc ze sobą walki, napadając i wycinając jeden drugiego. Wodzami Ynglingów byli wybierani na wiecach jarlowie (czyli tacy hrabiowie, którzy z czasem stali się książętami). Otaczali się oni drużyną zbrojną która miała ich chronić i dzięki której zaprowadzali porządek w danej społeczności. Jarlowie musieli dbać również o swoich wojowników i wszystkich, którzy za nich walczyli. Musieli ich wynagradzać (czy to łupami, czy ziemią, czy też pierścieniami symbolizującymi wyższy status społeczny). Ale to oni wyznaczali prawo i musieli je respektować, chociaż lud często obalał jarlów i wybierał sobie nowych (jeśli uznał, że ci stali się już zbyt starzy, niedołężni lub utracili poparcie Odyna). W tej opowieści chciałbym jednak skupić się na pewnym jarlu o imieniu Aun, który ze względu na swą długowieczność zwany był "Starym". Ten bowiem pragnąc zapewnić sobie przychylność Odyna i zagwarantować długie życie, obiecał temu bogu że co dziesięć lat będzie mu składał w ofierze jednego ze swych synów. W zamian zaś pragnął przedłużyć swój żywot o kolejną dekadę. W taki też sposób złożył w ofierze siedmiu swych synów i gdy stał się już tak stary i tak niedołężny, że trzeba go było karmić jak niemowlę, nadal kurczowo trzymał się życia. Gdy postanowił skazać na śmierć ósmego syna, jego lud się zbuntował, obalił owego jarla i nowym władcą ogłosił jego ocalonego potomka. Mijały kolejne dziesięciolecia, a szósty potomek w prostej linii od Auna Starego - Anund, panował teraz nad swym ludem. Miał on syna - Ingjalda, który trochę się niecierpliwił że ojciec żyje zbyt długo i tym samym odbiera mu możliwość zostania jarlem wówczas, gdy czuł się on w sile wieku. Gdy Anund wreszcie zmarł (prawdopodobnie Ingjald mu w tym dopomógł), jego syn objął teraz władzę jako nowy jarl i urządził wspaniałą ucztę pogrzebową na cześć ojca, na którą zaprosił wszystkich jarlów z sąsiadujących ziem. Wznosząc do góry kielich ku czci boga Braga (boga mądrości, pieśni i dotrzymanych obietnic), przysiągł, że nie spocznie póki swych ziem nie pomnoży o połowę i nie dotrze do "wszystkich czterech narożników niebios". Owe słowa zaczął zamieniać w czyn, podpalając budynek w którym ucztowano i gdy jego goście popili się tak, iż nie byli w stanie się ruszać. Spalił ich wszystkich, a ich ziemie przyłączył do swego księstwa i tym samym uznał, że wypełnił przysięgę złożoną bogu. Rządy Ingjalda Złego (bo taki właśnie otrzymał przydomek) tak bardzo wydały się jego ludowi obmierzłe, że gdy zmarł (ok. 650 r.), na wiecu żaden członek plemienia nie chciał wybrać na nowego jarla jego syna - Olafa, uznając że ród ten jest przeklęty przez bogów.




Olaf jednak nie był tak takim niegodziwcem jak jego ojciec i zyskał przynajmniej kilkudziesięciu stronników, którzy wraz ze swymi rodzinami obrali go jarlem i opuścili swoje rodzinne plemię, przenosząc się do rozległych, niebezpiecznych lasów Północy. Krocząc teraz wśród śniegów i lodów, obawiali się oni ataków "robaków giganta Ymera", czyli gnomów i krasnoludów które ponoć żyły w jaskiniach Północy. Gdy po długiej podróży dotarli wreszcie do miejsca w którym uznali że najlepiej będzie im się osiedlić, zajęli się najpierw karczowaniem lasów i budową nowej osady oraz nowej społeczności, a ponieważ Olaf zaangażował się w te prace wraz z innymi, stąd też otrzymał przezwisko Olaf Drwal. Wkrótce jego plemię stało się bogate, kontrolowali znaczne tereny Północy i dzięki temu stali się potężni. Ściągało to do nich wielu przybyszy z innych osad, którzy również chcieli się przyłączyć. W szybkim tempie lud którym przewodził Olaf Drwal znacznie się rozrósł i to do tego stopnia że zaczęło brakować pożywienia i nie każdy mógł się wyżywić. Spowodowało to niesnaski i wzajemne starcia, które ostatecznie skumulowały się na samym Olafie. Nagle bowiem przypomniano sobie że jego ród miał być przeklęty przez bogów i uznano że głód który zapanował w rozrastającym się plemieniu, jest przede wszystkim spowodowany niechęcią bogów (w tym przede wszystkim Odyna) do Olafa i jego potomków. Postanowiono więc rozwiązać sprawę tak, jak czyniono to w sytuacji, gdy bogowie byli z czegoś niezadowoleni i znaleziono winnego, a mianowicie złożono Olafa Drwala w ofierze Odynowi w intencji zakończenia klęski głodu. Nie wiadomo czy klęska głodu dobiegła końca po złożeniu takiej ofiary, ale uznano że syn Olafa Drwala - Halfdan Białonogi ma prawo zostać nowym jarlem i tak też się stało. Wkrótce potem ziemie którymi władał Halfdan, stały się najpotężniejszymi na Północy, a on okazał się wielkim królem wojownikiem, który podbił leżące w południowej Norwegii żyzne ziemie - Romerike i Westfold, i stał się najpotężniejszym jarlem wśród wszystkich władców Muchomorza. W Westfold Halfdan Białonogi wzniósł budynek zwany Skiringssal, który pełnił zarówno rolę świątyni Odyna, miejsca w którym odbywała się wymiana handlowa pomiędzy kupcami, oraz ulubionym miejscem przebywania jarlów i późniejszych królów Norwegii.




Mimo że Snorre Sturlasson pozostawił nam listę władców Norwegii (pierwotnie jarlów), to jednak pierwszym historycznym władcą (który realnie jest poświadczony w źródłach), był dopiero wnuk Halfdana Białonogiego - Zygfryd, który przyjął u siebie w 777 roku zbiegłego z Saksonii wodza Widukinda, który podjął walkę o wolność ludu Sasów z władcą Franków Karolem Wielkim. Te informacje wprowadzające są jednak niezwykle ważne, bo bez nich nie dowiemy się o tym, dlaczego Wikingowie wyruszyli za Wielkie Morze (czyli Ocean Atlantycki) i jak to się stało, że dotarli do Nowego Świata oraz co tam zastali. A poza tym należałoby sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego, skoro odkryto nowy ląd na Zachodzie, to potem o nim zapomniano i drogi tej nie używano przez kolejne 500 lat do 1492 r.? Teraz jednak przejdziemy do Halfdana Jasnowłosego (wnuka Zygfryda) i jego walki o dominację (m.in. z Gandalfem), choć wcześniej słów parę należy powiedzieć też o jego dziadku i ojcu (a także o wydarzeniach dziejących się w kraju Sasów - czyli pierwotnie słowiańskim plemieniu Siekierów). Opowiem również historię Ragnara Lodbroka i jego rodu (który spopularyzował chociażby serial "Wikingowie"). Oczywiście nie omieszkam też zaprezentować (i opisać) indiańskich plemion, z którymi spotkali się Wikingowie w Nowym Świecie.




CDN.

środa, 26 sierpnia 2020

SPOWIEDŹ DIABŁA

CZYLI POWRÓT DO LEGEND


 SZCZYPTA HUMORU NA CIĘŻKIE CZASY PANUJĄCEJ POWSZECHNIE "PANDEMII". OTO POWRÓT DO LEGEND POLSKICH I CIEKAWEGO WYWIADU Z DIABŁEM BORUTĄ O PRZESZŁOŚCI, TERAŹNIEJSZOŚCI I PRZYSZŁOŚCI. ZEJŚCIE DO PIEKŁA, PRZEGLĄD DEMONÓW SŁOWIAŃSKICH I WIELE INNYCH KWESTII. 


😎


 MAŁE PRZYPOMNIENIE


LEGENDA JANA TWARDOWSKIEGO:


(FILMY SĄ DOSTĘPNE W KILKU WERSJACH JĘZYKOWYCH)








LEGENDA BABY JAGI:






LEGENDA BAZYLISZKA:






LEGENDA SMOKA WAWELSKIEGO:






A OTO SAM WYWIAD Z DIABŁEM BORUTĄ


MIŁEGO OGLĄDANIA


😉





czwartek, 9 stycznia 2020

PRUSY CHCIAŁY DO POLSKI - WIĘC SIŁĄ ZOSTAŁY ZNIEMCZONE - Cz. V

WALKA O CZARNEGO

PRUSKIEGO ORŁA,

POMIĘDZY CZERWONYM

ORŁEM BRANDENBURCZYKÓW

A BIAŁYM ORŁEM 

POLAKÓW/RZECZPOSPOLITAN


PRUSY 

CZYLI ŚWIAT JAK W WIEDŹMINIE





 Aby ukazać jak ziemie pruskie się polonizowały w XVI a szczególnie XVII wieku, należy pokazać również w jaki sposób postępowała ich wymuszona germanizacja i jak doszło do podboju tych ziem przez niemiecki zakon "Rycerzy Maryi" (Krzyżaków). Jest to sytuacja dosyć ciekawa, gdyż eliminacja pogańskich plemion Prusów przez Zakon Krzyżacki i ich przymusowa późniejsza germanizacja, nie spowodowała całkowitego zniemczenia tego regionu, a począwszy od XV wieku przedstawiciele pruskiej szlachty i mieszczaństwa (Związek Jaszczurczy, Związek Pruski) kilkukrotnie zwracali się z prośbą o protekcję i pomoc do króla polskiego, co świadczy dobitnie że owe wymuszone poddaństwo niemieckiemu zakonowi rycerskiemu, jak i późniejszej dynastii Hohenzollernów - było swoistym złem koniecznym, zaś bliskość zarówno Rzeczpospolitej, jak i siła ówczesnej dominacji szlachty polskiej i polskiej kultury, była tak silna, że Prusacy samoistnie jej się poddawali, niekiedy nawet prosząc hetmanów o interwencję przeciwko ich niemieckiemu władcy. Z czasem jednak, gdy Rzeczpospolita osłabła w wyniku niekończących się wojen z sąsiadami, oraz gdy magnateria coraz wyraźniej zaczęła dominować nad szlachtą w życiu politycznym Polski, osłabła też i siła przyciągania polskiej kultury, zaś wzmógł się ucisk ze strony dworu - najpierw królewieckiego a następnie (po zjednoczeniu z Brandenburgią) również i berlińskiego (swoją drogą Berlin w XVII wieku wciąż jeszcze przypominał wioskę, gdyż większość budynków była drewniana a dachy pokryte słomą - nic zatem dziwnego że Prusacy, którzy uważali się za znacznie lepszych od Brandenburczyków, nie chcieli z nimi zjednoczenia i woleli podporządkować się majestatowi Rzeczypospolitej). W wieku XVIII zaś ten proces jeszcze się pogłębił i do początku XIX stulecia Prusy były już w ogromnej większości zgermanizowane. Zaś po zakończeniu II Wojny Światowej zostały zaanektowane przez Związek Sowiecki, a po jego rozpadzie - jako obwód kaliningradzki (dziwny, karykaturalny twór) - stały się rosyjską wyspą odcinającą kraje bałtyckie od Polski (wąski przesmyk suwalski w przypadku konfliktu militarnego z Rosją jest bardzo trudny do utrzymania) i dalej od reszty krajów Międzymorza i Trójmorza.

Prusy - to również bardzo ciekawy kraj ze względu na kontekst cywilizacyjno-kulturowy, bardzo bliski Litwie. Adam Mickiewicz - opisując wspaniałe krajobrazy Litwy i pisząc "Litwo, ojczyzno moja" (choć przecież całe życie uważał się za Polaka, podobnie zresztą jak marszałek Piłsudski, który mawiał iż jest: "Starym Litwinem", zaś krytykując posunięcia niektórych generałów za Sztabu Głównego, zwykł do nich mawiać: "Wy, panowie Polacy...". Choć całe swoje życie deklarował się jako Polak dodając: "Jeśli nawet czasem mówię o durnej Polsce, gadam na Polskę i Polaków, to przecież - jedynie Polsce służę", i mocno krytykował rząd litewski za jego niechęć do unii z Polską, nazywając go za każdym razem: "rządem kowieńskim" - czyli takim jakimś odszczepieńczym rządem złożonym z nacjonalistycznych bojówkarzy nie rozumiejących że Litwa bez Polski jest niczym - dosłownie - NICZYM! Potwierdzeniem tych słów był upadek Litwy, Łotwy i Estonii już w kilka miesięcy po niemiecko-sowieckiej agresji na Polskę z września 1939 r. i podziale kraju pomiędzy tych dwóch totalitarnych bandziorów. Póki Polska istniała, póty istniała też i Litwa, gdy zaś przytłoczona dziką agresją, przy całkowitej bierności naszych zachodnich sojuszników - Francji i Anglii - została rozbita i podzielona, taki sam los wkrótce czekał wszystkie kraje bałtyckie. To samo tyczy też i Białorusi i Ukrainy - tylko silna Polska jest jedynym gwarantem niepodległości tych krajów), czerpał właśnie pełnymi garściami z piękna i tradycji ziem litewskich a także z mitów pruskich. Spójrzmy bowiem na jego opisy piękna ziemi litewskiej: "A przecież wokoło nich ciągnęły się lasy litewskie, tak poważne i tak pełne krasy! Czeremchy, oplatane dzikich chmielów wieńcem, jarzębiny ze świeżym, pasterskim rumieńcem, leszczyna, jak menada, z zielonemi berły, Ubranemi jak w grona, w orzechowe perły; A niżej, dziatwa leśna: głóg w objęciu kalin, Ożyna, czarne usta tuląca do malin", lub też: "Tymczasem przenoś moją duszę utęsknioną do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych, szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych; do tych pól malowanych zbożem rozmaitem, wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem; gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała, gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała, a wszystko przepasane, jakby wstęgą, miedzą zieloną, na niej z rzadka ciche grusze siedzą". 

Oprócz tego zarówno Adam Mickiewicz, jak i Juliusz Słowacki, nawiązywali do dawnych litewsko-pruskich (albo raczej bałtyjsko-słowiańskich) mitów. Czymże bowiem była postać Konrada Wallenroda w powieści o tym samym tytule (wydana w 1828 r.), jeśli nie odniesieniem do postaci Henryka Monte - przywódcy anty-krzyżackich powstańców z Natangii z XIII wieku, który wiele lat spędził na służbie Zakonowi Krzyżackiemu. Był też doskonale wykształcony, znał zarówno język niemiecki jak i łacinę i nawet pisywał listy do papieża (Wallenrod zaś, jako Litwin, wstępuje do Zakonu, gdzie zdobywa sobie uznanie i szybko pnie się po szczeblach zakonnej kariery - ale przyświeca mu tylko jedna myśl - zniszczyć od środka Zakon Krzyżacki który stał się nieszczęściem dla jego kraju. Stąd też pojęcie "wallenrodyzmu" jako romantycznej a jednocześnie tragicznej postawie człowieka, który nie mając innych możliwości walki z wrogiem, decyduje się na tak desperacki krok jak przyłączenie się doń po to tylko, aby próbować zniszczyć go od środka). Podobnie Słowacki, pisząc "Króla Ducha", odwoływał się do mitycznych przekazów świata pogańskiej Litwy, Prus a nawet antycznej Grecji. Pisał bowiem: "Cierpienia moje i męki serdeczne i ciągłą walkę z szatanów gromadą, ich bronie jasne i tarcze słoneczne, jamy wężową napełnione zdradą (...) Już przybliżały straszne czarownice chwast zapalony i suche piołuny, i moje blade oświeciwszy lice, wrzeszcząc posępne swe śpiewały runny (...) Tam kędy dusze jasne jak brylanty swe dobrowolne czyniły wybory, moc utrudzona biegiem Atalanty szukała tylko szczęścia i pokory (...) Ulisses poszedł w prostego oracza, aby odpoczął w prostych wędrowaniach. Tak ludziom Pan Bóg zmęczonym wybacza! I odpoczywać daje w zmartwychwstaniach! (...) Ja syn wyrżniętych ludów (...) Nie wiedzą ludzie przez jakie ja tony? Przez jakie czyny? przez jakie męczarnie zebrałem owe duchów miliony (...) Przez wszystkie władze ziemskie ostrzegany wpadłem na ziemię moją nieszczęśliwą: Lech nie żył, a lud jego zabijany, w królewnę patrzał jako w gwiazdę żywą (...) A tymczasem mię Wielki Pan niebieski ubierał w grozę i powagę strachu. A strach był jakiś ciemny i królewski, który napełnił wszystkie kąty gmachu (...) Ale przeze mnie ta Ojczyzna wzrosła, nazwiska nawet przeze mnie dostała (...) I duch jej święty poszedł w kwiaty ciała (...) Morza się cofną, góry pójdą pyłem, i świat się komet deszczami zatrwoży, gdy duchem spełnię - co ciałem spełniłem; duch ukazany w pierwszej świata zorzy... któremu Pan Bóg swych zasłon uchyla, a lat tysiące są jak jedna chwila". Jak również w dramacie: "Balladyna", gdzie Słowacki ukazuje nimfę rzeczną - Goplanę z jeziora Gopło, która zakochuje się młodym utracjuszu, kochanku Balladyny - Grabcu, a cała opowieść osadzona jest w czasach Polski przedchrześcijańskiej, za panowania żyjącego w IX wieku Popiela II (którego według legendy miały zjeść myszy) i tuż przed nastaniem dynastii Piastów.




Do tych przekazów wieszczów narodowych z XIX wieku, dołącza także Andrzej Sapkowski ze swoją Sagą o Wiedźminie, który (dzięki polskim grom komputerowym, a ostatnio serialowi Netflixa z Henrym Cavilem w roli głównej) stał się niezwykle popularny w świecie. To właśnie ten świat jest zarówno geograficznym, czasowym jak i społecznym (choć oczywiście dostosowanym do wymogów fantasy) odwzorowaniem polsko-niemiecko-prusko-litewskiego obszaru, gdzie tamtejsze postaci są przedstawione w sposób niezwykle barwny a jednocześnie prawdziwy - bez zbytniego upiększania i koloryzowania. Lud mówi językiem prostym i zachowuje wszelkie zwyczaje, tradycje oraz obawy - przynależne jego stanowi - które niekiedy mogą nawet wydawać się prostackie, ale to właśnie sprawia że są tak prawdziwe i znacznie bliższe niż poukładany i szlachetny świat istot Tolkiena. U Sapkowskiego nawet królowie doświadczają obaw zwykłych ludzi i sami częstokroć zachowują się jak prostacy - piją, gwałcą, mordują, nienawidzą elfów i krasnoludów oraz organizują przeciwko nim kampanie wojenne etc. etc. Poszczególne królestwa mogą również być odpowiednikami zarówno europejskich państw chrześcijańskich, które stają przed niebezpieczeństwem podboju ze strony okrutnego Imperium Mongolskiego (w tym przypadku byłoby to Cesarstwo Nilfgaardu), ale również (i to bardziej prawdopodobne) stanowią odwzorowanie plemion litewsko-pruskich, stojących przed naporem agresywnego Zakonu Krzyżackiego (w tym przypadku również Nilfgaard). Oczywiście odniesienia do Słowiano-Bałtów są tylko jedną z ewentualności, bowiem świat Wiedźmina (Wiedźminland) przypomina raczej średniowieczną Europę i tak właśnie jest urządzony. Władcy panują na zasadach senioratu podporządkowując sobie mniejsze państwa i czyniąc z nich lenna (wyjątkiem jest tutaj może jedynie Cesarstwo Nilfgaardu, ale i ono nie zawsze podbija i przyłącza do siebie inne ziemie, a też czasem tworzy lenna. Należy jednak pamiętać że Nilfgaard jest państwem południa położonym za rzeką Sylte, zaś główna akcja toczy się w królestwach północy, a przede wszystkim: Cintrze, Temerii, Redanii, Aedirn, Lirii, Poviss czy w innych krainach). I to właśnie przypomina zlepek plemion pruskich, które w XIII wieku (przygody Wiedźmina również są osadzone w XIII-wiecznym świecie fantasy), stanęły przed groźbą krzyżackiego podboju.




Na marginesie jeszcze dodam, że jedyne co mi się nie podoba w serialu Netflixa "Wiedźmin", to zupełnie swobodne podchodzenie przed reżyserię do kwestii określonych ras i ludów. Tam bowiem, gdzie Sapkowski umieszcza blond dziewczę o słowiańskiej urodzie - tam twórcy serialu zamierzali wstawić dziewczynę o nieco hebanowym kolorze skóry. Zresztą takich przykładów jest więcej, a ma to związek z panującą na Zachodzie tzw. poprawnością polityczną w odniesieniu do koloru skóry (zresztą, znając problemy jakie miała Ameryka z uznaniem równouprawnienia ludności murzyńskiej - to doprawdy trudno się temu dziwić, tym bardziej że jeszcze w latach 40-tych i 50-tych XX wieku, w południowych stanach USA murzynów przyłapanych na spółkowaniu z białą kobietą, po prostu wieszano bez sądu na drzewach. Ale nie znaczy to że jedną patologię należy zamienić w drugą i na siłę wszędzie wciskać ludzi o odmiennym kolorze skóry, którzy się tam po prostu nie nadają. Już przecież wyszły filmy w których angielską królową gra czarnoskóra aktorka, a nawet Juliusza Cezara czarnoskóry aktor. To w takim razie, skoro dla niektórych nie ma to znaczenia, może zamieńmy kolor skóry Nelsona Mandeli i zróbmy film w którym zagra go biały aktor, albo zamiast Wesleya Snipes'a w "Blade" umieśćmy jakiegoś białego aktora. Co nie można? A wciskać na siłę propagandowe gnioty i nazywając to "tolerancją" już można? Ja akurat nie wyobrażałbym sobie takiej zmiany, bo dla mnie Blade zawsze już będzie miał twarz Snipes'a, ale jednocześnie nie wyobrażam sobie, aby czarnoskóry czy azjatycki aktor mógł się wcielić w postać np. Juliusza Cezara, bo to jest jawny gwałt popełniony na sztuce i na ludzkim wyobrażeniu piękna,estetyki i kultury). Uważam że poznawanie obcych kultur (których Sapkowski dość sporo umieścił w Wiedźminie) jest ważne i chwalebne, gdyż można wówczas czegoś się nauczyć, poznać inne podejście do świata, doświadczyć innej kultury i cywilizacji. Ale ściąganie do siebie obcych kulturowo jednostek i zmuszanie ludzi by na siłę tolerowali tych ściągniętych, jest zwykłą zbrodnią popełnioną na danym narodzie (żeby już nie używać innych porównań i nie zacząć mówić o neomarksistowskiej próbie zbudowania nowego społeczeństwa). Są więc w powieści Sapkowskiego ludy o ciemniejszej karnacji i tam można by było umieścić aktorów o hebanowym obliczu, a nie na siłę wciskać w role, które w oryginale odpowiadają np. jaśminowej, słowiańskiej urodzie naszych dziewcząt (jak choćby Cirilla, księżniczka Cintry i córka cesarza Emreisa z Nilfgaardu - którą początkowo miała zagrać właśnie jakaś aktorka o "afrykańskiej urodzie", choć - co należy przyznać - grająca ją obecnie aktorka Freya Allan rzeczywiście doskonale odpowiada oryginałowi). To tyle w kwestii mankamentów, można by jeszcze do tego dodać wypowiadane teksty, które nie do końca są odpowiednikami oryginalnych zdań z książek Sapkowskiego (w polskim "Wiedźminie" z 2001 r. z Michałem Żebrowskim w roli głównej - pochodzącym z czasów, gdy Wiedźmin nie był jeszcze znany na świecie - ten błąd nie został popełniony).




To tyle podług wstępu, teraz należałoby przejść już bezpośrednio do prezentacji Prus z czasów, nim jeszcze Cesarstwo Nilfgaardu Zakon Krzyżacki nie najechał zbrojnie tych ziem i nie stworzył tam własnego państwa, którego potęga rosła przez cały wiek XIII i XIV aż ostatecznie została złamana w wielkiej bitwie pod Grunwaldem (1410 r.) po której to klęsce Zakon już nigdy nie powrócił do dawnej świetności. Zaś w 1525 r. ostatni wielki mistrz Zakonu - Albrecht Hohenzollern, złożył hołd lenny w Krakowie swemu stryjowi - królowi Polski i wielkiemu księciu Litwy - Zygmuntowi I Jagiellończykowi, czyniąc z Prus świeckie księstwo lenne wobec Korony Polskiej. Na zakończenie jeszcze takie pytanie: kiedy Polska była najpotężniejszym państwem Europy? ... ... ... Otóż wtedy, gdy kontrolowaliśmy wszystkie drogi rzeczne wiodące zarówno na Morze Bałtyckie, jak i na Morze Czarne. Gdy nasi flisacy spławiali zboże do portów Gdańska czy Elbląga, zasypując nim całą Europę, która przez długi czas nie była w stanie obyć się bez polskiego zboża (zaprzestanie dostaw częstokroć oznaczało głód w danym państwie). Wówczas to byliśmy w stanie zarówno utrzymywać polską załogę na Kremlu, stawać nad Dunajem, czy podchodzić pod Konstantynopol, a nawet dalecy Chińczycy uczyli się języka polskiego, który był niezbędny w dyplomacji. Świat Rzeczpospolitan był zarówno światem ludzi majętnych, wolnych jak i niezwyciężonych. Słabością tamtej Rzeczpospolitej była jedynie niechęć szlachty do płacenia podatków na wojsko (co potem przerodziło się w prawdziwą patologię), oraz dość powolna mobilizacja oddziałów, ale gdy już armia została zebrana - nikt nie był w stanie sprostać naszym przodkom w polu. Należy też pamiętać, że podwaliny pod tę potęgę położyli tacy królowie jak: Kazimierz III Wielki, Władysław II Jagiełło i Kazimierz IV Jagiellończyk. Nie należy jednak zapominać o niesamowitej roli jaką w dziejach Polski, Węgier i Europy odegrała również nasza królowa - Jadwiga Andegaweńska, która jednak ze względu na swe krótkie życie (zmarła w 1399 r. w wieku 25 lat podczas porodu. Niestety, dziecko, dziewczynka - również zmarło w jakiś czas po urodzeniu) - nie doczekała się przydomka Wielka, a bez wątpienia jej się należał - kiedyś jeszcze o niej wspomnę w oddzielnym temacie, bo bez wątpienia była tego warta.     

    
JAGIEŁŁO I JADWIGA W MŁODOŚCI
(1386-1399)



JAGIEŁŁO POD GRUNWALDEM
(1410)



JAGIEŁŁO W WIEKU STARCZYM
(1424-1434)



 
CDN.