Łączna liczba wyświetleń

piątek, 30 września 2016

HELLADA OD ARYSTAGORASA DO ALEKSANDRA - Cz. IV

CZYLI DZIEJE GRECJI KLASYCZNEJ



PERSKA ARMIA DARIUSZA I WIELKIEGO PRZEKRACZA CIEŚNINĘ BOSFOR
514 r. p.n.e.




Dariusz I Wielki, podobnie jak w przypadku kampanii indyjskiej, nie miał na celu podboju całej ogromnej krainy zasiedlonej przez plemiona Wielkiej Scytii, bowiem podbój tej krainy nie miałby większego sensu. Po pierwsze ze względu na ogrom i trudności w jej utrzymaniu po podboju, a co za tym idzie zbytnim rozciągnięciu państwa z dala od centrum politycznego, po drugie zaś podbój tych krain musiałby trwać latami a i wówczas trzeba by było wciąż angażować nowe siły i pieniądze by pacyfikować kolejne powstania, które niechybnie wybuchałyby na tych terenach. Scytowie bowiem byli mistrzami uników, walki podjazdowej i partyzanckiej, podbój Scytii znacznie osłabiłby i wykrwawił imperium, a co najważniejsze uniemożliwił zdobycie Grecji właściwej. Dariusz miał więc zapewne zupełnie inne plany, wyruszając przeciw plemionom scytyjskim. Prawdopodobnie zamierzał odciąć ich od Greków, a być może nawet zająć Krym. To miałoby dla Grecji właściwej katastrofalne skutki, bowiem większość towarów sprowadzali Grecy właśnie z Krymu i tamtejszych kolonii nadczarnomorskich - w tym przede wszystkim zboże. Gdyby zostali pozbawieni tej możliwości przez blokadę Dariusza, zdani byli by praktycznie na śmierć głodową, bowiem sprowadzanie zboża z Italii, czy Sycylii, było zbyt drogie i mało opłacalne, do tego zaś zboże italskie było marnej jakości, w przeciwieństwie do egipskiego czy właśnie nadczarnomorskiego (Egipt jako perska satrapia, również zablokowałby wysyłkę swego zboża do Hellady).

Gdy armia perska kontynuowała marsz w kierunku Północy - na rekonesans ziem Grecji, wysłano grupę piętnastu perskich oficerów. W jej składzie znajdował się również niejaki Demokedes - Grek, nadworny lekarz króla Dariusza i jego szlachetnej małżonki królowej Atossy - córki pierwszego władcy zjednoczonej Persji Cyrusa II Wielkiego (dzięki poślubieniu Atossy Dariusz umocnił swe prawo do perskiej korony). Demokedes został zwabiony do Sardes przez perskiego satrapę Lidii - Orojtesa, o którym w poprzednich postach już wspominałem, w kontekście zabójstwa przez niego królewskiego inspektora - Mitrobatesa i jego syna. Orojtes uczynił z Greka swego osobistego medyka i zabronił mu opuszczać swą satrapię. Traktował go prawie jak niewolnika. Demokedes był sławnym medykiem, więc gdy król Dariusz skręcił nogę w kostce i żaden z egipskich lekarzy nie był w stanie ulżyć mu w bólu, powiedziano mu o talencie Greka. Dariusz nakazał więc czym prędzej sprowadzić go do Persepolis. Demokedes wyleczył króla, za co obsypany został przez niego złotem i zaszczytami, nie był jednak szczęśliwy w Persji, żył bowiem w "złotej klatce", nie mógł nie tylko opuszczać kraju, lecz nawet królewskiego okręgu pałacowego w Persepolis. Był za to hołubiony i ceniony na dworze królewskim, wielu perskich i medyjskich wielmożów bardzo pragnęło, by to właśnie ich córki wybrał na swą małżonkę. Demokedes zwlekał z tym jednak, chciał bowiem ponownie wrócić do Grecji.


DARIUSZ WIELKI I KRÓLOWA ATOSSA


Wymyślił więc zgrabną intrygę - poprosił królową Atossę, by ta namówiła Dariusza do wyprawy przeciwko Scytom (miał bowiem nadzieję że będąc w Tracji, uda mu się zbiec i wrócić do domu, do rodzinnego Krotonu, greckiej kolonii położonej w południowej Italii - na terenie tzw.: "Wielkiej Grecji"). Król Dariusz plan Greka, przedstawiony przez swą małżonkę - zaakceptował. Tak oto ruszyła kampania scytyjska. Demokedes służył owym oficerom, wysłanym przez króla na rekonesans greckich terenów, za tłumacza i przewodnika. Płynąc wzdłuż greckich brzegów wywiadowcy robili notatki i szkice, starając się odwzorować ukształtowanie terenu pod przyszły desant. Gdy już miano powracać z zakończonego pomyślnie rekonesansu, Demokedes uprosił dowódcę wyprawy by zatrzymali się na noc w jednej z greckich zatok, aby odpocząć i nabrać sił, a także ustrzec się grasujących na tych wodach piratów. Gdy Persowie przygotowywali się do spoczynku, Demokedes wykradł się z obozu i dotarł do pierwszego greckiego miasta, gdzie poinformował mieszkańców że na ich ziemi są perscy szpiedzy. Wysłano więc żołnierzy którzy aresztowali perski oddział zwiadowczy. Dzięki temu podstępowi Demokedesowi udało się powrócić do rodzinnego Krotonu. Król Dariusz, gdy poinformowano go o zdradzie Greka, wpadł w złość, nakazał również wysłać do Greków poselstwo które miało domagać się wydania zdrajcy, jako perskiego poddanego. Niczego jednak posłowie nie wskórali, choć wydano im aresztowanych Persów, Demokedes nie powrócił już do Persji.

Jakimi siłami dysponował król Dariusz atakując Scytów - do dziś pozostaje zagadką, dane bowiem, znajdujące się w greckich źródłach (Herodot), nie są prawdziwe. Herodot sugeruje bowiem że Persów było 700 tys. co oczywiście jest niemożliwe z różnych względów, przede wszystkim logistycznych (prawdopodobnie perska armia liczyła na początku kampanii - maksimum 300 tys. żołnierzy i 600 okrętów). Niewątpliwie jednak były to znaczne siły, o wiele większe od połączonych armii wielu scytyjskich plemion, które nie mogąc powstrzymać przeciwnika w otwartej walce - musiały ratować się ucieczką z zagrożonych terenów. Czynili to w następujący sposób, najpierw przenoszono na tyły obozy w których byli starcy, kobiety, dzieci i trzoda chlewna. Następnie wycofywali się wojownicy, paląc za sobą wszystko czego nie można było zabrać, nawet trawę. Niszczono ujęcia wody, a nawet zmieniano bieg strumieni, poprzez budowanie zapór. Jednocześnie Scytowie stosowali model walki szarpanej, podjazdowej, atakując mniejsze perskie oddziały wysyłane np.: w celu uzupełnienia aprowizacji. A gdy to nie skutkowało by zatrzymać "rzekę perskiego wojska", stosowali zabieg uległości, chęci zawarcia pokoju i podporządkowania się "Królowi Królów". Miało to na celu spowolnienie perskiego marszu w kierunku stolicy słowiańskich Scytów - potężnym grodzie Gelonos. Persowie jednak, mimo prób spowalniania ich marszu dotarli wreszcie do rzeki Dunaj, przez który król nakazał zbudowanie kolejnego mostu pontonowego i po jego ukończeniu wraz z armią przekroczył tę rzekę.


PERSKI WOJOWNIK ("NIEŚMIERTELNY")
VI/V w. p.n.e.




Wkroczono na stepy, pozostawiając na południowym brzegu Dunaju, załogi greckich hoplitów, pochodzących z małoazjatyckich polis, zależnych od "Króla Królów" (mieli tam trwać i strzec przepraw przez dwa miesiące, aż do wyznaczonego powrotu królewskiej armii). Marsz armii perskiej króla Dariusza, opracował i ustalił prof. Szramko w swej publikacji "Wielika Skifija", a miała ona przebiegać następująco: armia perska po przekroczeniu Dunaju, skierowała się na północny-wschód, na ziemie dzisiejszej Ukrainy. Plemiona słowiańskich Scytów (kierowane przez dwóch wodzów: Idantyrsosa i Skopasisa), unikały bezpośredniego starcia, wciąż stosując model walki szarpano-partyzanckiej. Dariusz postanowił maszerować wzdłuż nadczarnomorskich i azowskich brzegów, jednocześnie starając się zmusić Scytów do przyjęcia decydującej bitwy. Gdy to się nie udało, ruszył na północ, przekraczając rzeki: Dniestr, Boh, Dniepr i Mołocznę, a ostatecznie dotarł do rzeki Doniec. Ponieważ ciągle nie mógł zmusić przeciwnika do przyjęcia decydującej bitwy, skierował się na północny-zachód, na bezpośrednie tereny lechickie. Tam podszedł pod stolicę Wielkiej Scytii - miasto Gelonos, które zdobył i spalił, lecz dalszy marsz na północ nie miał już większego sensu, Scytowie nie zamierzali bowiem podjąć walnej bitwy, zarządzono więc odwrót. W drodze powrotnej zatrzymano się nad rzeką Oaros (wpadającą do Morza Azowskiego), gdzie król Dariusz nakazał zbudować osiem dużych fortów (co osiem mil).

Tam został zaatakowany przez plemiona scytyjskie, które jednak po pierwszym ataku, natychmiast wycofały się na północ. Dariusz postanowił je ścigać, ale nie dotarł daleko w swym marszu, bowiem nastroje w armii siadły, znacząco obniżyło się morale gdyż zaczęło brakować żywności. Dodatkowo głód zdziesiątkował perską kawalerię, gdyż konie zaczęły po prostu padać z głodu, nie mając gdzie się wypasać (tereny te zostały bowiem wcześniej zniszczone przez wycofujących się Scytów), było wiadome, że kolejny marsz na północ, zakończy się klęską i śmiercią, jeśli nie od połączonych sił scytyjsko-lechickich, to zapewne z głodu. Nie można jednak było zarządzić generalnego wymarszu na południe, ku przeprawom na Dunaju, bowiem taka decyzja oznaczałaby klęskę propagandową i mogłaby ponownie zaważyć nad stabilnością wielkiego imperium, oraz lojalnością jego poszczególnych ludów. Należało więc się wycofać, ale tak, aby ... wróg o tym nie wiedział. Dlatego też król Dariusz nakazał swym najlepszym siłom (w tym również "Nieśmiertelnym"), cichy odwrót z obozu, pod osłoną nocy i marsz ku przeprawom na Dunaju (sam oczywiście ruszył z nimi), przekazując reszcie swej armii (która nadal miała stacjonować w obozie), że ponownie ruszyła na północ, na wroga. Udało mu się szczęśliwie dotrzeć do mostów na Dunaju i wraz z elitą swej armii (a raczej jej niedobitkami), przekroczył tę rzekę, kierując się do Persji. Grecy, którzy strzegli przeprawy, nie zdradzili króla (choć Scytowie namawiali ich do tego kroku). Gdyby jednak tak się stało, król Dariusz niewątpliwie, wraz z całą swą armią zginąłby na ogromnych stepach Wielkiej Scytii.

Pomimo udanego odwrotu, kampania okazała się jednak klęską, poległo bowiem ponad 200 tys. wojowników, a resztki, które udało się ewakuować przez Dunaj, nie przypominały już wojska tylko zgraję obdartusów. Niczego też nie osiągnięto, a jedyne nabytki z tej kampanii, to były niewielkie tereny południowej Tracji (uzyskane już na początku kampanii). Zdobycze te, niewarte były ani poniesionego wysiłku militarnego, ani także finansowego. Jedynym prawdziwym sukcesem tej wyprawy było zajęcie Bizancjum - greckiej kolonii położonej w cieśninie bosforańskiej, dzięki opanowaniu której, skutecznie odcięto Ateny od dostaw zboża z portów czarnomorskich. Pomimo militarnej klęski, Dariusz I skutecznie zamienił ją w polityczne zwycięstwo, gdyż już bowiem w 513 r. p.n.e. król Macedonii - Amyntas I, ze względu na bliskość perskiego niebezpieczeństwa i zajęcie przez nich ziem południowej Tracji, z którą Macedonia sąsiadowała od wschodu - by uniknąć perskiej agresji, uznał się i swoje królestwo za lenno "Króla Królów" i zobowiązał się do corocznego płacenia daniny (zaś w 512 r. p.n.e. oba te kraje - Tracja i Macedonia, połączone zostały w jedną satrapię). I to było jedyne wielkie zwycięstwo tej kampanii, króla Dariusza I Wielkiego. Bowiem panując nad Tracją i Macedonią, odcinano jednocześnie Greków południowych, szczególnie Ateńczyków od dostaw drewna, potrzebnego przy budowie okrętów wojennych dla ich floty. Dyplomacja perska nie potrafiła docenić tego skarbu jaki wpadł im wówczas w ręce i gdy tylko wybuchło powstanie jońskie - Persowie wycofali swe siły z tych krain, czym umożliwili utworzenie potężnej ateńskiej floty wojennej, która złożyła podwaliny pod przyszłe "ateńskie imperium", czasów Peryklesa i jego następców.


KOLONIE GRECKIE NA KRYMIE
OPANOWANE PRZEZ PERSÓW


Należy jednak pamiętać że (jak już wcześniej pisałem), polityka perska w stosunku do podbitych państw i narodów była niezwykle liberalna. Nikomu nie narzucano perskich wzorców religijnych i kulturowych, a często zdarzało się że to właśnie sami Persowie przyswajali sobie religię i kulturę podbitych krain. Tak też było w przypadku greckich miast-państw na wschodnim wybrzeżu Morza Jońskiego. Dariusz Wielki wręcz nakazywał swym wielmożom, którzy mieli kontakty z jego greckimi poddanymi, by brali sobie za żony Greczynki i by przyjmowali greckie wierzenia religijne. Grecka ludność Jonii, wybrzeży Karii i Troady nie dostąpiła żadnych szykan ze strony perskiej władzy, żadnych represji ani dyskryminacji ze względu na narodowość czy kulturę. Satrapowie rządzący Lidią nie narzucali im żadnych praw godzących w greckie przekonania czy tradycję. Nie wzrastały też obciążenia fiskalne ludności podbitej, a wręcz przeciwnie, szczególnie po kampanii scytyjskiej i opanowaniu cieśnin nadczarnomorskich w 514 r. p.n.e. greccy poddani "Króla Królów", mieli teraz otwartą drogę do prowadzenia interesów handlowych z tamtymi terenami i bogacenia się na tym. Zresztą nie tylko tam, cały ogromny perski rynek stał przed Grekami z Jonii otworem, mogli więc zbijać fortunę na samym fakcie podległości swych miast-państw perskiej koronie.

Taki system jednak godził w Greków, którzy nie byli perskimi poddanymi. Teraz zaś po odcięciu i zablokowaniu cieśnin nadczarnomorskich przez flotę perską dla okrętów z Grecji właściwej i tzw.: "Wielkiej Grecji" (czyli Italii południowej, Sycylii, południowej Galii i wschodnich terenów Hiszpanii), Grecy ci zostali pozbawieni możliwości wymiany handlowej z tymi niezwykle bogatymi w różne surowce terenami. Nie może więc zupełnie dziwić fakt (o czym wkrótce napiszę), że gdy tylko perscy posłowie przybywali do poszczególnych miast-państw Grecji właściwej, żądając jedynie uznania oficjalnej podległości tych ziem od "Króla Królów", czyli tzw.: "Ziemi i Wody" (których oficjalne wręczenie symbolizowało uznanie zwierzchności innego państwa), pozostawiając zaś wszystko tak jak było dotąd, władze, tradycję, możliwość decydowania o wewnętrznych sprawach polis, kulturę i religię - nic dziwnego że wszystkie te greckie państewka które odwiedzali perscy heroldowie - poddawały im się gremialnie. Problem pojawił się jednak gdy posłowie przybyli do Aten, które nie wiadomo z jakiej przyczyny (uznając bowiem perską zwierzchność ponownie otwartą mieliby drogę handlu z nadczarnomorskimi terenami), powiedziały ... NIE. By nie być gorszymi od Ateńczyków, podobnie postąpili Spartanie (Lacedemończycy) i to właśnie dało początek, pod znane nam z historii "wojny perskie" (po latach Ateńczycy chełpili się, że to oni pierwsi postawili tamę "Medyjskiej tyranii" i często wytykali np. Tebańczykom ich opowiedzenie się po perskiej stronie - jako zdrajców helleńskiej sprawy). Nie wyprzedzajmy jednak faktów.


GRECKI HOPLITA 
(w tym przypadku ateński)
V  w. p.n.e.





 



CDN.
 

czwartek, 29 września 2016

ZABAWNE SCENY Z POLSKICH FILMÓW - Cz. II

"PITBULL. NOWE PORZĄDKI"

"WIESZ CO? A TEN JEDEN TO BYŁ TAKI ŻE BYM GO TKNĘŁA, TAKI ŚWIEŻY"





 "CHOĆ ZE MNĄ ZAJEBAĆ KURWĘ"

"JAKĄ KURWĘ?"

"CO MI DAŁA W SKLEPIE ZA MAŁE BUTY, TYLE JEJ KURWA MÓWIŁEM - DAJ MI MÓJ ROZMIAR. KURWA DAŁA ZA MAŁE"

(...)

"ŻYCIE"





"ROBIŁEŚ NA MOIM TERENIE? WYPIERDALASZ Z MOJEGO PODWÓRKA I ODDAJESZ WSZYSTKO, CO ZAROBIŁEŚ"

"NIE DAWALI CI GAZET? NIE WIESZ CO TO GRUPA MOKOTOWSKA?"

"I CO Z TEGO? CHCESZ SIĘ ZE MNĄ BIĆ? CHCESZ SIĘ ZE MNĄ STRZELAĆ? CZYM TY CHCESZ MNIE WYSTRASZYĆ? CO MI TWOJA GRUPA MOKOTOWSKA? JA JESTEM Z CZECZENII, TY MNIE NIE WYSTRASZYSZ. TYLE MAM CI DO POWIEDZENIA"





"MY JESTEŚMY DLA SIEBIE STWORZENI, NIE WIDZISZ TEGO? TO JEST PRZEZNACZENIE. JA CIĘ KOCHAM. TY MOŻE MNIE JESZCZE NIE, ALE JAK SIĘ POZNAMY, ZOBACZYSZ JAK SIĘ BUDZĘ, JAK SIADAM NA SEDESIE"

"OLKA SŁUCHAJ JA MAM CO TYDZIEŃ INNĄ DUPĘ"

"ALE DUPA NIE ROBI CI KANAPEK DO PRACY"

"ROBI"

"ALE NIE Z OGÓRKIEM"





"TY JUŻ WIDZĘ MÓJ SĄSIAD Z "POMPKĄ" W RĘCE I W PIŻAMIE ZAPIERDALA DO NICH. ROZUMIESZ TO? PIŻAMA, GUMIAKI, "POMPKA" W RĘCE I ZAPIERDALA. CZŁOWIEKU CZEGOŚ TAKIEGO JESZCZE NIE WIDZIAŁEM"





"KOMENDANCIE TO JEST TEN NOWY SAMOCHÓD OPERACYJNY?"

"PIĘKNA FURA, CO NIE?"

"DO OPERACYJNEJ ROBOTY? ZDAJE PAN SOBIE SPRAWĘ, ŻE JAK PAN POJEŹDZI NIM W MUNDURZE PO MOKOTOWIE, TO TEN SAMOCHÓD JEST OPERACYJNIE SPALONY, BO WSZYSTKIE ZBÓJE WIEDZĄ ŻE JEŻDŻĄ NIM "PSY". DZIĘKUJĘ DO WIDZENIA?"






"MAJAMI" RATUJ PORWALI MNIE"

"ZDZISIEK KURWA SKĄD CIĘ WZIĘLI?"

"JADĘ DO CENTRUM"

"ZDZISIEK, JAK TO JEST ŻE TY MASZ TELEFON?"

"BO JEDEN MIAŁEM SKITRANY W KIESZENI I NIE ZNALEŹLI"

"A SKĄD WIESZ GDZIE JEDZIESZ?"

"BO MI POWIEDZIELI"

"KURWA, ZBÓJE CI POWIEDZIAŁY?"

"NIE, BO TO STRAŻ MIEJSKA MNIE KURWA ZAWINĘŁA"

"ZDZISŁAW KURWA, TO TY CHCESZ ŻEBYM JA ODJEBAŁ "ARBUZA"? TY GŁUPI JESTEŚ? NA JAKI KOMISARIAT CIĘ WIOZĄ?"





"CZEŚĆ PRZYJACIELU"

"KTOŚ DO MNIE DZWONIŁ, POWIEDZIAŁ ŻE JAKAŚ FORMALNOŚĆ. MAM COŚ PODPISAĆ WIĘC DAJ TE KWITY I SPIERDALAM"

"MASZ LEGITYMACJĘ?"

"MAM"

"TO DAJ - MAMY CIĘ"

"CO TY KURWA, MÓWISZ ŻE JESTEŚ MÓJ PRZYJACIEL I TAK SIĘ ZACHOWUJESZ? KTO TY KURWA W OGÓLE JESTEŚ, DAWAJ MI TĘ "SZMATĘ", DAWAJ BO CI ZARAZ ZAJEBIĘ"

"PROSZĘ PANA, NAS TU JEST DWÓCH"

"A CO TY MYŚLISZ PAJACU, ŻE JA WAM DWÓM NIE WPIERDOLĘ? ODDAWAJ TĘ LEGITYMACJĘ - JUŻ ... MASZ LAMUSIE, KURWA, CO TY MYŚLISZ ŻE JESTEM HUJ JAKIŚ CO BĘDZIE PŁAKAŁ? ŻE WAM BĘDĘ Z LEGITYMACJĄ UCIEKAŁ? SPIERDALAJ PRZYJACIELU ZASRANY"






"RANCZO"

 
"TELEFON DZWONI PANIE SOLEJUK, NIE ODBIERZE PAN?"

"NIE DO MNIE PRZECIEŻ"

"ALE DO BIURA, CHYBA PAN TU PRACUJE?"

"HALO KTO MÓWI? KTO? NO I CO? CZEKAJ PAN, ZAPYTAM. JAKIŚ NOWICKI CZY CO, DO PREZESA, MÓWI ŻE Z JAKIEJŚ PARTII"

"HALO, DZIEŃ DOBRY PANIE PRZEWODNICZĄCY ... CO, REMONT TU MAMY I HYDRAULIK TELEFON ODEBRAŁ"

"PANIE ALE JA HYDRAULIKI NIE ROBIĘ, ELEKTRYKĘ TO JESZCZE, ALE HYDRAULIKI? W ŻYCIU"




 
"SZWAGIER MUSI NAS POBŁOGOSŁAWIĆ"

"NIE GNIEWAJCIE SIĘ ALE MNIE ZA TĘ DURNĄ PARTIĘ MAJEGO BRATA, TO TRUDNO BYŁOBY SIĘ MODLIĆ"

"NIE ZA TĘ DURNĄ PARTIĘ, TYLKO ZA NAS - ŻEBYŚMY SIĘ WSTYDU NA CAŁE ŻYCIE NIE NAJADŁY"

"POMODLĘ SIĘ ŻEBY WSZYSTKO DLA WAS SIĘ JAK NAJLEPIEJ POTOCZYŁO"

(...)

"CZEREPACH, TY WIDZISZ TO CO JA? ONA SWEGO SZWAGRA W RĘKĘ POCAŁOWAŁA"

"WIDAĆ PARYŻ WART JEST MSZY"

"CO?"





"PANOWIE CZEKAJĄ NA KOGOŚ?"

NO WŁAŚNIE SIĘ ZASTANAWIAMY"

"ALE JAK SIĘ ZASTANAWIACIE, KOŃCZYMY JUŻ DZISIAJ"

"NIE SZKODZI, NAM NIE PRZESZKADZA"

"WY NAPITE JESTEŚCIE, CZYŚCIE POSZALELI - TU PIJECIE?"

"A CZY TO JEST NASZA WINA ŻE TO JEST JEDYNE BEZPIECZNE MIEJSCE W GMINIE?"

"TAK JEST, WSZĘDZIE TE WARIATY Z APARATAMI BIEGAJĄ I POTEM SKANDAL NA CAŁĄ POLSKĘ"

"ALE TU JEST URZĄD, TU PIĆ NIE WOLNO"

"JA DO TOALETY TO CHYBA WOLNO?"

"O, TO SĄ RÓWNI I RÓWNIEJSI, ZROBIMY Z TYM PORZĄDEK PO WYBORACH - KAMIEŃ NA KAMIENIU NIE ZOSTANIE"





"LUDZIE! TO JEST NIEMOŻLIWE, WY MUSICIE MIEĆ JAKIEŚ LUDZKIE UCZUCIA, WYŻSZE ... O WŁAŚNIE, JAK ROZUMIEM ON MA POWAŻNE KŁOPOTY, A PAN GO UKRYWA - MIMO RYZYKA. CZYLI, JEST UCZUCIE WYŻSZE! SOLIDARNOŚĆ, MIŁOSIERDZIE"

"CHODŹ TUTAJ. SŁUCHAJ, JAK JA BYM WYDAŁ MIEĆKA, TO ANI BYM SIĘ OBEJRZAŁ JAK JEGO SZWAGIER, ALBO BRAT SZWAGRA - W NOCY BY MI TU OGIEŃ POD CHAŁUPĘ PODŁOŻYLI, ROZUMIESZ? NO JEŻELI DLA CIEBIE TO JEST UCZUCIE WYŻSZE"

"NIEDOBRZE MI"

"NO BA, KOMU NA TYM ŚWIECIE DOBRZE?"




"SKOŃCZYŁA SIĘ. DOBRA CZEREPACH, PORA ZACZĄĆ SŁUŻYĆ NARODOWI"

"TAK JEST, NAJWYŻSZA PORA"

"CZEKAJ KLUCZYKI. E TAM, SENATOROWI NIE UKRADNĄ"

"PRZECIEŻ SENATOR MA IMMUNITET"

"PRZEPRASZAM PANA, MOŻEMY PROSIĆ PARĘ SŁÓW?"

"TO POSEŁ JAKIŚ?"

"CO POSEŁ? SENATOR! RZECSZYPOSPOLITEJ"

"PANIE SENATORZE, CZY PAN SIĘ DOBRZE CZUJE?"

"FANTASTYCZNIE" 





"CZYLI JAK ROZUMIEM, PANOWIE JESTEŚCIE PRZECIWKO PEŁNEMU RÓWNOUPRAWNIENIU KOBIET, ZA ZAKAZEM ISTNIENIA DLA MNIEJSZOŚCI SEKSUALNYCH I ZA SYSTEMEM NAKAZOWO-ROZDZIELCZYM W GOSPODARCE"

"NO (TAK)"

"A WY WIECIE ŻE TO WSZYSTKO NIEZGODNE Z KONSTYTUCJĄ JEST? NIE WIECIE! CHLACIE TYLKO TĄ WÓDĘ I NIC NIE KUMACIE I TAK SIEDZICIE ZADOWOLENI, JAK OSIEMNASTOWIECZNY SKANSEN JAKIŚ"

"TYLKO NIE SKANSEN ... ALE TO NIE MA CO BECZEĆ. JAKOŚ SIĘ TEN PROGRAM UŁOŻY"

"JA WAS PRZENIOSĘ W DWUDZIESTY PIERWSZY WIEK, I TO TAK SZYBKO ŻE WAM SIĘ NAWET NIE ŚNIŁO"





"WIEM CO TRZEBA ZROBIĆ, DO LUBLINA JEDZIESZ, TAM W AKADEMIKU TEŻ MOŻNA KONSPEKTY PISAĆ - NATYCHMIAST" 

"DZISIAJ JUŻ AUTOBUSU NIE MA"

"TO CIĘ OJCIEC ODWIEZIE"

"NIE, BO JA..."

"JUŻ PIŁEŚ?"

"A CO MIAŁEM ZROBIĆ?"





"OT, PRZYJEMNOŚĆ CHCIAŁEM WÓJTOWI ZROBIĆ TAK NA POCZĄTEK SZKOLENIA" 
"NO TO CI SIĘ NAWET UDAŁO. MÓZG MÓJ ŁATWIEJ TREŚCI PRZYJMUJE PO KIELICHU.

"I TO BYŁA WŁAŚNIE PIERWSZA ZASADA MANIPULACJI - DAJĘ, ABY UZYSKAĆ JAKĄŚ KORZYŚĆ"

"TEŻ WYMYŚLIŁ, TO I PRZY ŁAPÓWCE PIERWSZA ZASADA TAKA JEST"

"NO TAK, ALE MY TU O PSYCHOLOGII MÓWIMY"

(...)

"I TO BYŁA WŁAŚNIE DRUGA ZASADA MANIPULACJI - ZAANGAŻOWANIE WYWOŁUJE KONSEKWENCJE. WÓJT OTWORZYŁ BUTELKĘ, WYJĄŁ KIELISZKI I GOTÓW BYŁ NA JEDNEJ NODZE STANĄĆ I RĘKAMI ZA USZY SIĘ ZŁAPAĆ, ŻEBY SIĘ TYLKO NAPIĆ"

"CWANE, BARDZO CWANE"

"ZASAD MANIPULACJI JEST SZEŚĆ, ALE NIE BĘDĘ WÓJTOWI W GŁOWIE MIESZAŁ. W KAMPANII WYBORCZEJ UŻYJEMY WSZYSTKICH"





"KSIĘŻY WSADZAĆ NIE LUBIMY, ALE CZASAMI JAK TRZEBA, TO TRZEBA. A MOŻEMY TEŻ POPYTAĆ MINISTRANTÓW CO TAM SIĘ DZIEJE NA ZAKRYSTII KIEDY ZDEJMUJĄ KOMYSZKI, WIĘC LEPIEJ NIECH KSIĄDZ UWAŻA ... OCHRONA!"


 


"SIEKIERA-MOTYKA-BIMBER-BRONA, NIKT WILKOWYJ NIE POKONA
SIEKIERA-MOTYKA-W PŁOCIE DZIURA, PRZEGRA TU PROKURATURA
SIEKIERA-MOTYKA-PRAWDA GMINNA, LUCY WILSKA JEST NIEWINNA
SIEKIERA-MOTYKA, MAMY CHĘĆ, ZROBIĆ TO CO KSIĘDZA PIĘŚĆ
SIEKIERA-MOTYKA I DWA KIJE, NIECH NAM ŻYJĄ WILKOWYJE
NIECHAJ WSZĘDZIE PŁYNIE WIEŚĆ - TO NAJLEPSZA W ŚWIECIE WIEŚ"






NA RAZIE TYLE 
ŻYCZĘ MIŁEGO OGLĄDANIA



CDN.
 

środa, 28 września 2016

"BUSHIDO" 1910 - Z DZIEJÓW STOSUNKÓW POLSKO-JAPOŃSKICH - Cz. II

JAK TO POLACY WOJNĘ 

JAPOŃCZYKOM WYPOWIADALI




W niedzielę 7 grudnia 1941 r. o godz. 7:55 rano japońskie samoloty, startujące z sześciu lotniskowców ("Akagi", "Kaga", "Soryu", "Hiryu", "Shokaku" i "Zikaku"), bombardują amerykańska Flotę Pacyfiku, w bazie marynarki w Pearl Harbor. Oto jak potem wspominał ów atak dowodzący pierwszą japońską eskadrą bombowców - komandor Fuchida: "Pode mną leżała cała amerykańska Flota Pacyfiku w szyku, który by mi się nie marzył w moich najbardziej optymistycznych snach. Widziałem kiedyś wszystkie niemieckie okręty zgromadzone w kilońskim porcie. Widziałem także francuskie pancerniki w Breście. I w końcu często oglądałem nasze własne okręty na przeglądach przed cesarzem, ale nigdy nie widziałem w najgłębszym pokoju tyle okrętów zakotwiczonych w odległości od 500 do 1000 jardów jeden od drugiego. Flota wojenna musi zawsze czuwać, bo nie można wykluczyć niespodziewanego ataku. Ale ten obraz tu w dole był trudny do pojęcia". Zaczyna się prawdziwa "rzeź" amerykańskiej floty - pięć pancerników zostaje zatopionych, ciężko uszkodzone są zaś trzy krążowniki, trzy niszczyciele, jeden warsztatowiec i jeden transportowiec. Giną 2403 osoby a 1178 zostaje rannych. W Pearl Harbor nie było zaś głównego celu japońskiego ataku - amerykańskich lotniskowców, gdyż wcześniej zostały stamtąd wyprowadzone (Amerykanie spodziewali się japońskiego ataku, a wręcz starali się Japończyków do niego zmusić, aby mieć powód by wejść do II Wojny Światowej, Pearl Harbor dla administracji prezydenta Roosevelta był więc jedynie przynętą).





Nazajutrz po japońskim ataku, wszystkie państwa alianckie, zjednoczone w wojnie z hitlerowskimi Niemcami i Włochami Mussoliniego - wypowiadają wojnę Cesarstwu Japonii. Wszystkie, prócz ... Polski. Największe państwa koalicji zachodniej (atlantyckiej) - Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, nie potrafią pojąć jak to możliwe. Polska, która zawsze pierwsza wyrywała się do walki, teraz pozostaje bierna, więcej stwarza niebezpieczny precedens, który mógłby zostać wykorzystany przez wrogów w celu rozbicia jedności koalicji. Okazuje się bowiem że blok atlantycki (antyhitlerowski), nie jest monolitem, że można go rozbić, chociażby w kwestii zdefiniowania kto jest wrogiem a kto przyjacielem, dla poszczególnych jego członków. W tej sprawie szczególnie mocno na polski rząd na uchodźstwie w Londynie, naciskają Brytyjczycy. W końcu rząd polski ulega i 11 grudnia Rzeczpospolita Polska oficjalnie wypowiada wojnę Cesarstwu Japonii (notabene była to jedyna deklaracja wojenna w historii Polski od 1918 r.). No nareszcie, myślą sobie politycy w Waszyngtonie i Londynie, zniknął niebezpieczny precedens który mógłybu zostać wykorzystany do rozbicia koalicji sprzymierzonych. Niestety, okazuje się że wypowiedzenie wojny Japonii przez Polskę wcale nie rozwiązuje sprawy, bowiem ... Japończycy nie przyjmują tej deklaracji.


SAMURAJOWIE 



Japoński premier, admirał Hideki Tojo stwierdza bez ogródek że on (w imieniu rządu "Cesarstwa Wielkiej Japonii" - jak brzmiała wówczas oficjalnie nazwa tego państwa), nie przyjmuje w ogóle tej polskiej deklaracji, gdyż zdaje sobie sprawę że Polacy zostali do tego kroku zmuszeni przez Brytyjczyków. Następnie dodaje że Naród Polski, sam walczący o swą wolność (z dwoma agresorami), budzi w Japończykach podziw za swą nieugiętość i męstwo. Japonia nie widzi więc jakiegokolwiek powodu by pozostawać z Polską w stanie wojny. To był szok dla Amerykanów, Brytyjczyków, Francuzów a także innych członków zachodniej koalicji alianckiej. Nie potrafili bowiem zrozumieć jak można ... nie przyjąć deklaracji wypowiedzenia wojny, a tak właśnie się stało - Japończycy nie tylko nie chcieli walczyć z Polakami, ale nawet nie uważali że (przynajmniej formalnie), są z nami w stanie wojny. Rzecz wprost nie do pomyślenia. Postanowiono więc zmienić tę niefortunną (głównie dla państw anglojęzycznych) sytuację, powstał plan przeniesienia polskiego krążownika ORP "Dragon" z Atlantyku na Pacyfik, do ubezpieczenia tam działań amerykańskich wojsk. Nic jednak z tego nie wyszło, gdyż załoga "Dragona" ... odmówiła "pójścia na Japończyków". Oczywiście nie oficjalnie, ale zaczęły się pomruki i niezadowolenie wśród polskich marynarzy, zaczęły się też podnosić głosy że deklaracja wojny z Japonią, powinna być ostatnim krokiem Polski w tej sprawie, podtrzymujemy jedność bloku atlantyckiego i wszystko, dalej już ani nie możemy, ani też nie chcemy się posunąć. 

Zresztą państwo które wspólnie z Niemcami napadło na nasz kraj - Związek Sowiecki, jest uznawany przez Amerykanów i Brytyjczyków za sojusznika. My w tej wojnie walczymy przeciwko dwóm wrogom - Niemcom i Sowietom, bo już nawet nie przeciwko Włochom, a co dopiero mówić o Japończykach, z którymi wiążą nas bardzo bliskie stosunki. Japończycy uważali bowiem Polaków za "naród samurajów" (jak określił Naród Polski - Inazo Nitobe, japoński pisarz, który w 1910 r. zadedykował swoją książkę "Bushido" właśnie Polsce, której notabene nie było wówczas na mapach). Notabene, tylko wśród dwóch narodów świata pojawili się żołnierze-ochotnicy-kamikadze (nie licząc oczywiście muzułmańskich szuszfoli spod znaku "Allaha", którzy wysadzają się w miejscach publicznych, bo im wmówiono że po śmierci będą mogli chędożyć kilkadziesiąt dziewic w Raju, który już, już na nich czeka). Tymi krajami była właśnie Japonia i Polska. W 1939 r. bowiem Dowództwo Obrony Wybrzeża musiało zmagać się w ogromną ilością podań obywateli o możliwość uczestnictwa w samobójczych atakach na niemieckie okręty wojenne na Bałtyku w charterze ... żywych torped. Ludzie ci byli bowiem tak zdeterminowani, że chcieli poświęcić własne życie w obronie zagrożonej Niepodległości państwa, które z takimi trudami odrodziło się ponownie dwadzieścia lat wcześniej. Dowództwo jednak nie zdecydowało się na przyjęcie tych ludzi do służy i skierowanie ich na akcje samobójcze, co niestety dla wielu z nich już po rozpoczęciu niemieckiej okupacji, było związane z wyrokiem śmierci (po długich torturach), gdyż Niemcy na Pomorzu szczególnie intensywnie poszukiwali właśnie tych, którzy w lipcu i sierpniu 1939 r. zapragnęli poświęcić swoje życie w obronie Polski. Podobnie postępowali Japończycy w walce z Amerykanami na Pacyfiku.


POLSKA HUSARIA



Wzajemna współpraca polsko-japońska trwała nadal (nawet po owej komicznej deklaracji wojny), a wywiady Armii Krajowej i Kempetai wymieniały się informacjami wywiadowczymi (zresztą to właśnie Polacy stworzyli nowoczesny wywiad japoński), a współpraca ta była tak bliska, że w 1936 r. szef Referatu "Wschód" Oddziału II Sztagu Głównego Wojska Polskiego - kapitan Jerzy Niezbrzycki, na odprawie służbowej informował swoich podwładnych że współpraca z Japończykami: "musi być nacechowana zawsze 100-procentową lojalnością". Japończycy też swoiście ... pokochali Polskę (i to dosłownie). Wielką popularnością w latach 20-tych i 30-tych w Japonii cieszyła się polska muzyka (szczególnie Chopin), oraz język polski (jedną z japońskich pieśni z czasów I i II Wojny Światowej, była pieśń o Polsce). Podobnie, gdy po 17 września 1939 r. do Rumunii ewakuowali się polscy żołnierze i politycy, Japończycy jako jedynie oferowali im swą pomoc (głównie chodziło o oficerów). Gdy Polacy tworzyli ruch oporu przeciwko Hitlerowi i nazistom w Niemczech oraz przeciwko Niemcom we ... Francji (wkrótce o tym napiszę, ale ciekawe są tu również słowa jednego z najlepszych agentów w historii - majora Michała Rybikowskiego, który w końcu 1939 r. przedostawszy się do Francji, stwierdził w swych raportach: "Nigdzie nie wyczuwało się chęci walki lub stawienia oporu"), postanowiono również rozpocząć zakładanie siatki wywiadowczej w Szwecji i w krajach bałtyckich. I to właśnie tamtejszy polski wywiad był współfinansowany z ambasady Japonii w Sztokholmie.

W okresie międzywojennym stosunki polsko-japońskie były wręcz wyśmienite, a Japończyków zaczęli Polacy traktować podobnie jak Węgrów - czyli jako swoich "genetycznych przyjaciół". Ale może nie powinno nas to dziwić, gdy stwierdzimy że język japoński i język węgierski ... właściwie niewiele się od siebie różnią. Stwierdził to polski prof. Benon Szałek (poliglota znający 20 języków), który odkrył niesamowite podobieństwa pomiędzy językami: japońskim i węgierskim. I tak oto np. "rozpalać ogień" - to po japońsku: "hi suru", a po węgiersku: "hev surol", "czas" po japońsku to: "koro", a po węgiersku: "kor" i dalej można by wymieniać: "wszyscy" - japoński: "mina", węgierski: "mind", "inicjować" - japoński: "okosu", węgierski: "okoz", "pobliże" japoński: "hotori" węgierski: "hatar" itd. Wygląda więc na to, że przodkowie Węgrów przybyli do Europy z azjatyckich stepów, gdzie musieli się stykać z przodkami dzisiejszych Japończyków, zamieszkującymi tereny Syberii. Stąd zapewne wzięły się zapożyczenia językowe (ale co ciekawe, język japoński jest praktycznie tożsamy również z językami: tamilskim i baskijskim - też ciekawa zagwozdka, choć prof. Szałek twierdzi że zapożyczenia językowe tak różnych od siebie ludów, najprawdopodobniej wzięły się stąd, że niegdyś, co najmniej 20 tys. lat temu owe narody żyły pod władzą jednego, wielkiego imperium azjatyckiego, które wymuszało jedność - w tym również językową. Ciekawe prawda, jakie to imperium mogło istnieć na terenach azjatyckich?). 





 
CDN.       

wtorek, 27 września 2016

AMAZONKI - MIT CZY RZECZYWISTOŚĆ? - Cz. II

CZY MITYCZNE PLEMIĘ

KOBIET-WOJOWNICZEK

ISTNIAŁO NAPRAWDĘ?





Antyczni greccy historycy twierdzili, że ich potomkowie zmagali się z plemieniem wojowniczych kobiet przybyłych z północy. Ale skąd dokładnie one przybywały - oto jest pytanie? I tutaj wzrok nasz powinien padać na tereny dzisiejszej Gruzji. Gruzja bowiem w starożytności zwana Kolchidą, była bardzo niespokojnym miejscem, pełnym nieustannego chaosu i walk pomiędzy poszczególnymi plemionami. Miało tam istnieć (od ok. 2000 r. p.n.e.) aż siedem organizmów plemiennych, wyznających różne kulty i mających różne tradycje (dominowały ludy o haplogrupie G2a - kaukaskiej, ale sporo było również i plemion celtyckich z haplogrupą R1b i słowiańskich z haplogrupą R1a1). Jedno z takich plemion, miało swą siedzibę (pisze o tym Herodot w swojej "Historii wojen grecko-perskich"), w dorzeczu rzeki Emby. Nazywało się Helistas (lub Elistos). Oczywiście plemię to było zamieszkałe zarówno przez mężczyzn, jak i przez kobiety, ale dzisiejsze badania archeologiczne tych terenów, zdają się odkrywać przed nami pewne tajemnice, które z mitologicznych opowiadań zaczynają nabierać coraz bardziej realnych kształtów.

W VI wieku naszej ery niejaki Polidor z Halikarnasu (pisarz na dworze chrześcijańskiego władcy Bizancjum), odwiedził tereny Kolchidy i natknął się tam wówczas na niezwykły przybytek. Przybytek ten, to była ogromna (choć już niszczejąca), pogańska świątynia bogini Nesetiny, w której posługę sprawowały same kapłanki (dla mężczyzn wstęp do świątyni był zakazany). Do tego miejsca przylegała bezpośrednio stara twierdza (w czasach Polidora praktycznie pozbawiona już funkcji obronnych). Kapłanką Nesetiny była wówczas stara, bezzębna kobieta o imieniu - Apulite. Towarzyszył jej niewielki oddział przyboczny - strażników świątyni. Oddział ten stanowiły same kobiety. Polidor zapytawszy jedną z kapłanek, dowiedział się że ów uzbrojony niewielki oddziałek wojowniczek, jest pamiątką po dawnych czasach, gdy świątynia i zamek była opanowana przez kastę rządzącą (elitę) tego plemienia. Ową elitę ... stanowiły same kobiety, będące kapłankami lub wojowniczkami. Kapłanka poinformowała go również, że dawniej istniało tutaj społeczeństwo rządzone przez kobiety. Niegdyś (według opowiadań kapłanki), istniało tutaj królestwo o nazwie Hem-Et. Władza w tym państwie należała do kobiet. 

Nie wiadomo dokładnie w jaki sposób kobiety przejęły władzę w tym plemieniu, gdyż nie pochodziły one z ludu Helistas. Kapłanka twierdziła że kobiety-wojowniczki, kapłanki i królowe - wywodziły się ze szczepu Hamozi (lub Amazi, lub też Mazi - ale nie wyprzedzajmy jeszcze faktów). W jaki sposób jednak kobiety z jednego plemienia, mogły objąć władzę nad ludnością (w tym również i mężczyznami) z innego plemienia? Dziś trudno dociec jak to się mogło dokładnie stać. Istnieją jednak pewne przypuszczenia. Amazonki, czyli lud wojowniczych kobiet, były nie plemieniem, lecz czymś na wzór zakonu religijnego (podobnego do późniejszych zakonów rycerskich w średniowieczu), który miał ochraniać kapłanki kultu bogini Nesetiny (lub też Kybele - Wielkiej Macierzy), które z czasem stały się władczyniami tego plemienia. Pierwotnie bowiem późniejsze Amazonki wywodziły się z plemienia Mazonów, zamieszkującego ziemie dzisiejszego ... Mazowsza (stąd nazwa plemienia, która w przeciągu kilku następnych wieków zacznie ewoluować z Mazów/Mazonów właśnie do Mazowszan). Amazonki były więc Słowiankami-Lechitkami.




Ziemie plemienia Mazonów oczywiście zamieszkiwały wraz ze swymi mężami. Legenda powstania Amazonek (tzw.: "Hetycka legenda o Amazonkach"), mówi że kobiety z plemienia Amazi (Mazonowie), miały ... wymordować swych mężów, a potem (by uniknął kary i zemsty innych członków plemienia), uciec ze swego szczepu. Oczywiście było to zwykłe zmyślenie, które miało ubarwić ową opowieść (choć Grecy, którzy przejęli ją od Hetytów, troszeczkę pozmieniali tę opowieść i wyszło im że Amazonki mordowały wszystkich mężczyzn zaraz po stosunku, a chłopców zrodzonych z tych związków porzucały by pomarli). W rzeczywistości nie doszło do żadnego mordu, po prostu część plemienia Mazonów opuściła swoje dotychczasowe siedziby nad Wisłą i skierowała się na południe, w rejon Dunaju i Dźwiny. Miało to miejsce ok. roku 1 500 p.n.e. Plemieniem (a raczej częścią plemienia Mazonów), początkowo władali oczywiście mężczyźni, którzy ze swymi kobietami dotarli do ziem zamieszkałych przez plemiona Chatów i Dachów. Zaprzyjaźnili się nimi i osiedlili w zrujnowanym mieście-osadzie - Bierle.

Z czasem jednak (ok. 1450 r. p.n.e.) w owych plemionach miało dojść do poważnego konfliktu, który przerodził się wręcz w wojnę. Polała się krew bratnich plemion, aby temu zaradzić starszyzna plemienna zwróciła się do Mazonów z Bierle, by to ich władca objął również przewodzenie nad nimi. Tak też się stało i pierwszym królem zjednoczonych Mazonów, Chatów i Dachów został niejaki Hen. Panował on długie lata i za jego rządów zjednoczone trzy plemiona rozpoczęły zdobywcze wyprawy na okoliczne ziemie, zdobywając je, a ich mieszkańców uzależniając od siebie lub biorąc w niewolę. Gdy jednak Hen się zestarzał (nie mając synów), postanowił że władzę przekaże kobiecie, która ... spędzi z nim ostatnią noc w życiu (według tego co jest zapisane w "Hetyckiej legendzie o Amazonkach"). Wybrał więc sobie do łoża najpiękniejszą dziewczynę z plemienia Mazonów. W trakcie miłosnej nocy, wręcza jej swą włócznię, lamparcią skórę oraz nóż z brązu, prosząc by odebrała mu życie. Deklaruje również że jeśli dziewczyna tego dokona, zostanie nową królową trzech połączonych plemion.

Tak się właśnie dzieje, młoda dziewczyna odbiera życie swemu władcy i przystrojona w lamparcią skórę, włócznię i nóż, wychodzi z pałacu do rzesz oczekujących wieści o zdrowiu monarchy. Tam deklaruje że król poprosił ją by odebrała mu życie i by to ona właśnie została nową władczynią Mazonów, Chatów i Dachów. Niestety, sytuacja przybrała obrót odwrotny do zamierzonego i członkowie plemienia, miast uznać ją za swoją królową, po prostu za owo morderstwo ... pozbawiają ją życia. Wybucha kolejna walka, tym razem o władzę i znów leje się krew, znów brat staje przeciwko bratu. Ponieważ nie sposób wyłonić zwycięzcy tych bratobójczych walk, a przeciągająca się wojna domowa nie wróży nic dobrego dla owych zjednoczonych plemion (pod wpływem proroczego snu), członkowie plemienia postanawiają obdarzyć władzą właśnie kobietę (według ostatniego życzenia ich zmarłego władcy - króla Hena).Pierwszą królową Mazonów (Amazonów, Amazonek) - zostaje niejaka Kaptorga. Bierze ona sobie pięciu mężów i z każdym z nich ma córki oraz synów. Według legendy, gdy dziewczęta dorosły, postanowiły ... założyć "Bractwo wojowniczych sióstr", z którego potem miało narodzić się sławne "plemię" (A)Mazonek. 





CDN.    

poniedziałek, 26 września 2016

HELLADA OD ARYSTAGORASA DO ALEKSANDRA - Cz. III

CZYLI DZIEJE GRECJI KLASYCZNEJ



DARIUSZ I WIELKI
(Król Persji w latach 522-486 r. p.n.e.)




Po stłumieniu tych wszystkich lokalnych buntów i ugruntowaniu swej władzy w państwie perskim, król Dariusz postanowił teraz zwiększyć swe wpływy w najodleglejszych zakątkach imperium. Aby to osiągnąć należało ujednolicić system sprawowania władzy. Co prawda nie na wszystkich terenach władać mogli perscy satrapowie, to jednak postanowiono powołać lokalnych przedstawicieli władzy, którzy byliby bezpośrednio zależni od króla. Tak też postąpiono z greckimi miastami-państwami na wybrzeżu małoazjatyckim - w Jonii, Karii, Myzji i Troadzie. Zainstalowano tam bowiem tyranię, instytucję polityczną która traciła już na popularności w Grecji właściwej. Taka polityka z punktu widzenia Persów była najlepszym rozwiązaniem, bowiem o wiele łatwiej jest kontrolować jednego człowieka (który jednocześnie kontroluje swych współobywateli), niż narzucić zwierzchność wszystkim mieszkańcom na zgromadzeniach ludowych. Dzięki takiej polityce dwór królewski był pewien utrzymania pokoju i posłuszeństwa wśród ludności i to z dwóch powodów. Po pierwsze, tyran powołany do władzy nad swym rodzinnym miastem-państwem, wszystko co miał zawdzięczał swemu protektorowi (czyli w tym przypadku perskiemu władcy) i jeśli chciał to zachować musiał wypełniać polecenia przysyłane z Persepolis (oraz Suzy i Babilonu). Po drugie zaś, gdyby nawet doszło do rozruchów, łatwo można by było zrzucić winę właśnie na nieodpowiedzialnego tyrana i zastąpić go innym, jeszcze bardziej lojalnym koronie perskiej.

System polityczny, gdzie władzę w państwie sprawuje jeden człowiek był też bliższy Persom i innym ludom wschodnim. W monarchii perskiej bowiem król, uznawany był za "wybrańca bogów" (lecz nie za samego boga, jak na przykład miało to miejsce w Egipcie, czy Babilonii). Zresztą państwo perskie, jako bodajże pierwsze wielkie królestwo w historii, było bardziej monarchią świecką niźli religijną, a wierzenia i religie nie odgrywały w życiu Persów aż takiej roli, jak wśród podbitych przez nich innych królestw. Tak naprawdę mówiąc o imperium perskim popełniamy pewną nieścisłość, bowiem władcy perscy nie likwidowali podbitych przez siebie monarchii, lecz sami osadzali się na tronach owych państw jako kolejni władcy. Często też zdarzało się że pozostawiano u władzy lokalną dynastię, która musiała jednak zachować zwierzchność "Króla Królów" i płacić coroczną daninę do perskiego skarbca. Tak więc w przypadku Persji mamy raczej do czynienia z federacją różnych organizmów państwowych, zdominowanych przez jednego władcę, oraz towarzyszący mu perski "element" na dworze królewskim i we władzach państwowych.

Perski władca koncentrował w swych rękach całą władzę administracyjną, prawodawczą i sądowniczą, był najwyższym dowódcą swej armii, kierował polityką zagraniczną państwa i pełnił najwyższe funkcje kapłańskie. Oczywiście nie zarządzał całym państwem osobiście, gdyż byłoby to po prostu niemożliwe, znając ogrom perskiego imperium. Król sprawował więc władzę nad krajem za pomocą sieci urzędników - zwanych po grecku satrapami (ich perskie określenie brzmiało "peha" - "namiestnik", lub "dahju" - "satrapa"). Owi urzędnicy posiadali na podległych sobie terenach (satrapiach), pełnię władzy cywilnej i wojskowej. Zresztą państwo perskie było państwem wybitnie zdecentralizowanym, do tego stopnia że prawdziwa władza w satrapiach należała nie do samego króla (który sprawował ją głównie w formie symbolicznej), lecz właśnie do poszczególnych namiestników, którzy mieli nawet prawo bicia własnej monety na podległym sobie terenie.

Aby zapewnić lojalność owych lokalnych "watażków" od korony, utworzono (jeszcze za czasów Cyrusa II, a ujednolicono za Dariusza Wielkiego), instytucję tzw.: "inspektorów królewskich" (pers. - "gauska"), których zadaniem była weryfikacja "w terenie", lojalności satrapii względem korony. System ten funkcjonował w miarę sprawnie, jedynie do ok. połowy V w. p.n.e., potem zaczęły pojawiać się pierwsze większe problemy związane z brakiem lojalności satrapów wobec monarchii, a z chwilą gdy Persja stawała się coraz słabsza, problemy te jedynie rosły. Tymczasem po stłumieniu lokalnych buntów w swym państwie, Dariusz I postanowił odnowić perskie władztwo również w najdalszych, północno-wschodnich regionach swego imperium. W 519 r. p.n.e. perski monarcha wyruszył na Scytów (konkretnie zależało mu na ukaraniu pewnego scytyjskiego plemienia, które wielokrotnie podczas "lat zamętu" i buntów wewnętrznych, dokonywało łupieżczych najazdów na tereny podległe państwu perskiemu). Plemię to zwało się z perska: "Saka Tigrachauda", czyli - "Ludzie o spiczastych czapkach". Wyprawa zakończyła się całkowitym zwycięstwem, Scytowie nie tylko zostali pobici, lecz zajęto znaczne ich ziemie, a sam lud musiał ratować się ucieczką na północny-wschód, w głąb stepów.




Owo scytyjskie plemię "Saka Tigrachauda" (jak właśnie zwali ich Persowie), wchodziło w skład tzw.: "Scytii Azjatyckiej" (części składowej "Wielkiej Scytii" euroazjatyckiej), która to była w owym czasie (od ok. 700 r. p.n.e.) największym słowiano-aryjskim imperium północnego kontynentu eurazjatyckiego. Aryjczykami byli także i Persowie, co oznacza że dwa największe mocarstwa ówczesnego świata, miały pochodzenie aryjsko-słowiańsko-indo-europejskie. Stolicą Scytów (Wielkiej Scytii - którą to ziemię Persowie nazywali także Lechistanem - czyli krajem Lechów), miał być ogromny zespół fortyfikacyjny o nazwie - Gelonos. Gelonos (obecnie jest to wieś Bielsk na Ukrainie), był ogromnym miastem i portem rzecznym na rzece Worskli. Otoczony był wysokimi (na 12 metrów) wałami ziemnymi, fosami, palisadami oraz wieżami i bramami obronnymi. Całe obwarowane miasto zajmowało powierzchnię 44 km. kw. Prócz owej scytyjskio-lechickiej stolicy, na terenie dzisiejszej Ukrainy archeolodzy zlokalizowali również i inne, mniejsze już słowiańskie miasta i grody, takie jak: Basiwska, Grodziszcze Matroninskie, Kamenka czy Niemirów.

Granica imperium perskiego stanęła teraz nad rzeką Syr-darią, zaś samym zwycięstwem tak oto chwalił się król Dariusz w tablicach z Hamadanu: "Mówi Dariusz, król - To jest królestwo którym ja władam, od Saka, którzy są za Sugda, po Kusza, od Hindukusz do Sparda. Ahura Mazda, który jest największym bogiem, dał mi to. Ahura Mazda chroni mój ród". Po tej wyprawie imperium perskiemu przybyła nowa satrapia - Sogd. Co ciekawe po zakończeniu walki, gdy do perskiej niewoli dostał się wódz Saków - Skuncha, Persowie potraktowali go jak władcę kraju który miał prawo do obrony własnej wolności, nie był więc on torturowany, ani nie został stracony, bowiem Persowie zawsze cenili dzielnych wodzów państw które podbijali. Gdy jednak państwa te zaczynały się buntować, przywódcy owych rebelii byli karani z całą surowością. W 517 r. p.n.e. Dariusz, zachęcony zwycięstwami w tłumieniu buntów wewnętrznych i wojnie z Sakami (Scytami), postanowił ruszyć przeciwko Indiom. Prawdopodobnie Persom nie zależało na zajęciu tego kraju, chcieli jedynie zdobyć przygraniczne tereny wokół rzeki Indus. I ta kampania zakończyła się sukcesem, było to bowiem o tyle łatwe, że Indie w owym czasie były podzielone na szereg państewek i nie były zdolne do odparcia perskiego najazdu. Zwycięski Dariusz, stojąc stopami w wodach rzeki Indus, proklamował powstanie kolejnej satrapii - Hindusz. Król uznał też że granice imperium na wschodzie są wystarczająco rozległe - teraz skierował swą armię na zachód - a na zachodzie była Grecja.

Nie Grecja jednak była teraz celem podboju perskiego imperium - a Egipt, w którym, w czasie walk Dariusza z Sakami, wybuchło powstanie, na tyle groźne, że udało się Egipcjanom zrzucić perską zależność. Lecz Dariusz posiadał wielką, bitną i doskonale wyszkoloną armię. Egipt padł jeszcze w tym samym 517 r. p.n.e. Po ponownym zajęciu tego kraju, znów uwidoczniła się perska liberalna polityka w odniesieniu do pokonanego wroga. Dariusz szanował więc egipskie zwyczaje i religię, wspierał kapłanów oraz fundował nowe świątynie i ulepszał te już istniejące. Zresztą dla Egipcjan, oficjalnie był władcą - faraonem, i choć rezydującym w innym państwie, to jednak należał mu się szacunek i posłuszeństwo jako synowi Amona-Re. Dariusz jako władca Egiptu przyjął taką oto tytulaturę: "Król Górnego i Dolnego Egiptu, wiecznie żyjący Wielki Król, Król Królów, syn Wisztapsy - Achemenida, którego na tronie osadził wielki Re, z pomocą Neit niezwyciężonym jestem". Dariusz miał też prywatnie wielki sentyment do Egiptu, co dało się zauważyć w jego przedsięwzięciach. Rzadko kiedy angażował się on w rozwój infrastruktury danej satrapii, dla Egiptu uczynił wyjątek. To właśnie zaraz po stłumieniu egipskiej rebelii, król Dariusz nakazał przekopanie kanału wiodącego od rzeki Nil do Morza Czerwonego. Było to niezwykle ważne przedsięwzięcie, zarówno z punktu widzenia ekonomicznego, militarnego jak i ... propagandowego, utrwalało bowiem wizerunek Dariusza jako jednego z "rodzimych" władców kraju nad Nilem.

Budowa kanału była jednym z największych ekonomicznych inwestycji Dariusza I Wielkiego. Kanał ów pozwalał bowiem ominąć długą i żmudną drogę lądową, wiodącą przez Synaj, Palestynę i Syrię w głąb państwa. Teraz bowiem statki mogły płynąć Nilem bezpośrednio np. z Memfis czy Teb do samej Persji - skracało do wybitnie czas o jakieś ... kilka tygodni. Po rozwiązaniu "kwestii egipskiej" Dariusz postanowił zająć się teraz tzw.; "problemami greckimi", a było ich dość sporo. Przede wszystkim królowi zależało na zdominowaniu basenu Morza Egejskiego, Kreteńskiego, a nawet Jońskiego przez swą własną flotę handlową i wojenną. Państewka greckie były podzielone i często ze sobą rywalizujące, nie miały żadnych szans w starciu z perską potęgą nawet gdyby udało im się zjednoczyć. Zatem Dariusz postanowił zająć kilka dużych wysp, które mogły w przyszłości posłużyć jako bazy do ataku na Grecję właściwą. W tym celu jeszcze w 517 r. p.n.e. zajął zbrojnie greckie wyspy Samos i Lesbos, położone na Morzu Egejskim, inne zaś, mniejsze wyspy, jak np. Chios, same przyjęły perskie zwierzchnictwo z obawy przed agresją.



PANTEA

(Przyjaciółka i prawdopodobnie kochanka króla CYRUSA II WIELKIEGO (panował w latach 559 - 529 p.n.e.), pierwszego władcę zjednoczonego państwa perskiego. Była żoną Aryasba, perskiego generała, który był pierwszym wodzem powołanej do życia przez Cyrusa, elitarnej formacji perskiej armii - tzw.: "NIEŚMIERTELNYCH". Była to formacja przeznaczona do osobistej ochrony króla, a której użycie na polu walki niejednokrotnie przesądzało o wyniku starcia, byli oni bowiem prawdziwymi mistrzami sztuki wojennej. Cyrus stworzył tę formację, najprawdopodobniej wzorując się na babilońskich elitarnych oddziałach armii - tzw.: "WALECZNYCH" - utworzonych przez króla Babilonu Nabuchodonozora II.)

(Pantea po śmierci swego męża, jako pierwsza (i jedyna kobieta w historii) została mianowana przez króla - dowódcą "NIEŚMIERTELNYCH", z rangą generała czyli Artesboda, odpowiadała więc za osobistą ochronę króla. Żadna inna kobieta w perskiej historii nigdy nie dowodziła elitą najpotężniejszej ówcześnie armii świata).
 


W ciągu zaledwie roku, Dariusz wybitnie zmienił sytuację geostrategiczną z korzyścią dla siebie, bowiem po opanowaniu głównych wysp Morza Jońskiego, król miał gotową możliwość dokonania ataku w głąb Grecji właściwej, dla Greków zaś oznaczało to poważne niebezpieczeństwo, tym bardziej że jednocześnie Persowie przystąpili do budowy ogromnej floty wojennej, która była gotowa już w roku następnym (516 p.n.e.). Kolejne lata to kolejne sukcesy strategiczne Dariusza Wielkiego. W latach 516 - 515 p.n.e. opanował on wszystkie greckie porty na Morzu Czarnym (Tyras, Olbia, Tanais, Eupatoria, Chersonez, Teodozja, Pantikapeum, Fanagoria, Pityus, Dioskurias i Fazis), zaś z początkiem 514 r. p.n.e. Greków ogarnęła prawdziwa trwoga, bowiem Dariusz I wkroczył do Tracji, która położona była na północ od ziem greckich. "Król Królów", nakazał zbudowanie wielkiego mostu pontonowego przez cieśninę Bosfor i wraz z całą swą potężną armią znalazł się na europejskim brzegu cieśniny, jako pierwszy perski przywódca w historii. Grecja w owym czasie nie była przygotowana do wojny i trapiły ją wewnętrzne problemy ustrojowe, co oznaczało że stałaby się łatwym celem dla potężnej perskiej armii, gdyby ta skierowała się na południe. Dariusz jednak ruszył na północ, przeciwko scytyjskim plemionom słowiańskim. To wówczas uratowało przyszłych zwycięzców spod Maratonu, Salaminy i Platejów, od niechybnej klęski, ale jednocześnie zakończyło się pierwszą wielką militarną porażką Dariusza I, od chwili jego wstąpienia na tron (wrzesień 522 r. p.n.e.).






CDN.

AMAZONKI - MIT CZY RZECZYWISTOŚĆ? - Cz. I

CZY MITYCZNE PLEMIĘ

KOBIET-WOJOWNICZEK 

ISTNIAŁO NAPRAWDĘ?




  

HISTORIA AMAZONEK




 Amazonki! Kobiety-wojowniczki które według legendy mieszkały gdzieś nad Donem (a konkretnie według greckich mitów, nad rzeką Termodont), stamtąd zaś nawiedzały swymi najazdami cały północny brzeg Morza Czarnego, aż do Dunaju i gór Kaukazu. Czy te waleczne "damy" - istniały naprawdę? O istnieniu tego plemienia wspomina chociażby Homer, pisząc o zmaganiach Bellerofonta (syna króla Koryntu - Glaucusa) i Frygijczyków z Amazonkami. Grecki historyk Herodot również o nich wspomina. Diodor Sycylijski pisał, że plemię Amazonek dopuszcza do siebie również mężczyzn, z tą wszakże różnicą że nie są oni uważani za pełnoprawnych członków społeczności (czyli wolnych obywateli), oraz nie mogą nosić broni. Mężczyźni w społeczności Amazonek (wg. Diodora), mieli wykonywać prace domowe, dotąd uważane za zajęcia kobiece. Powierza się im również opiekę nad dziećmi, gdy kobiety wyruszają na kampanię wojenną. O Amazonkach pisali także Plutarch, Strabon i wielu innych, późniejszych historyków i dziejopisów grecko-rzymskiego świata.

Nie sposób tutaj również pominąć późniejszej już, średniowiecznej relacji Ibrahima ibn Jakuba - żydowskiego kupca i podróżnika z ówczesnej muzułmańskiej Hiszpanii (kalifat Kordoby), który w latach 965-966 odbył swą podróż po słowiańskich krajach. Jego relacja jest w kilku miejscach nieprawdziwa (jak choćby pisze on że "Słowianie nie mają łaźni" co świadczy albo o niedokładnym oglądzie zastanych przez niego lokalnych słowiańskich społeczności, albo też ... o świadomym wprowadzaniu w błąd czytelnika, bowiem to właśnie ludy słowiańskie, o czym wspominają średniowieczni dziejopisowie - należały właśnie do najczystszych ludów Europy, gdyż jedną z głównych miejsc w budowanych przez Słowian miastach, zajmowały właśnie publiczne łaźnie, gdzie spotykali się zarówno królowie, wielmoże jak i zwykli mieszkańcy danej lokalnej społeczności. PS: Król Bolesław I Chrobry właśnie w łaźniach zwykł oceniać postępowanie swych wielmożów i tam też nagradzał ich za sukcesy, lub też karał ... osobiście smagając batem.).

Tak więc ów podróżnik z dalekiego kraju opisuje także słowiańskie miasto mitycznych Amazonek, w których zamieszkują wyłącznie kobiety, posiadające rozległe tereny ziemskie oraz ... masy męskich niewolników. Pisze on również, że owe Amazonki zachodzą w ciążę ze swymi niewolnikami, zabijając po porodzie niemowlęta płci męskiej. Według mnie to jest również (w dużej mierze) relacja nieprawdziwa, choć ... może nie do końca - wrócę jeszcze do tego tematu. A tymczasem odpowiedzmy sobie na pytanie, jakie postawiłem w tytule tego posta - czy mityczne plemię Amazonek naprawdę istniało? Moja odpowiedź brzmi - TAK! Istniało, ale ... nie było to wcale plemię, a raczej plemiona. Jeśli w ogóle mówimy o Amazonkach, musimy bowiem odrzucić pewne mityczne przekazy które przetrwały do naszych czasów, a raczej skupić się na innych opracowaniach i wykopaliskach archeologicznych. Dziś mówi się że niegdyś istniał system społeczny, oparty na rządach kobiet - Matriarchat, który potem został obalony przez Patriarchat (z którym do dziś walczą niektóre feministki). Okazuje się jednak że to nie jest do końca prawda. Mianowicie, zarówno matriarchat jak i patriarchat istniały wobec siebie równocześnie.




Były plemiona łowców, wśród których na pierwszym planie stawiano kobiety, jako że to kobieta rodziła dzieci - dawała więc nowe życie. Dlatego więc kobieta, która dawała życie była na poły czymś magicznym, podlegała ochronie - jej życie było ważniejsze, jako że zapewniała przetrwanie danemu plemieniu. Stawała się przywódczynią swego plemienia, oraz kapłanką Wielkiej Matki (czego symbolem chociażby są figurki Wenus z Willendorfu, czyli kobiety o nieprawdopodobnie wręcz rubensowskich kształtach, a także państwowy kult Wielkiej Macierzy w pierwszym wielkim mieście-państwie Catal Huyuk w Anatolii). Ale z czasem ta forma rządów zaczęła powszechnie zanikać i oddawać pola innej, opartej na władzy mężczyzn (pisałem już o tym w innym temacie). Po tej zmianie nastąpiła degradacja dotychczasowej pozycji kobiety i ogromny wzrost pozycji mężczyzny (ojca, męża, syna). Gdy bowiem dane plemię zaczęło zajmować się uprawą roli, zauważono że ziemia, którą dotąd personifikowano jako siłę kobiecości i która rodząc swe plony zapewniała plemieniu przeżycie, nie czyni tego sama z siebie. Zauważono że ziemia jest dzika i należy najpierw ją sobie podporządkować, czyli przeorać, przeciąć, użyźnić, zapylić. Ludzie zrozumieli, że ziemia, by dawała dobre plony, musi być dobrze użyźniona, należy więc najpierw wbić w nią ostrze radła (symbol falliczny), by uzyskać pożądany efekt. To bardzo wiele zmieniło w świadomości owych ludów.

Ziemię zaczęto postrzegać jako coś negatywnego, jako niszczycielską siłę, która pochłania jedynie kości zmarłych, a bez siły Słońca i ognia (czyli atrybutów męskości), niezdolna jest zrodzić nic dobrego. Matkę Ziemię zaczęto więc utożsamiać ze światem mrocznych demonów i zjaw (ze światem sił nieczystych), wrogich ludziom. A posłużyły ku temu (szczególnie na terenach Bliskiego Wschodu i Lewantu), opowieści mitologiczne o bogini śmierci Ereszgigal, która poślubiła swego kuzyna Nergala, który to następnie ją detronizuje, oraz o walce jaką miał stoczyć bóg Marduk z żeńskim potworem zwanym Tiamat (mity potrafią naplątać w głowie i pozmieniać prawdziwy sens wydarzeń - bowiem Tiamat, to była poprzedniczka naszej Ziemi, planeta z której Ziemia powstała. Tiamat została zniszczona w wyniku międzygalaktycznych waśni, o których piszę w innym temacie). W tym momencie kult Wielkiej Macierzy staje się tajemniczy i groźny jak sama śmierć. A łączy się on z kultem płodności i kobiecości, który coraz częściej zaczyna być postrzegany jako ponury, krwawy, okrutny, demoniczny (przykład krwi menstruacyjnej, jako symbolu nieczystości). Ludzie zaczynają pytać dlaczego pewne (dotąd urządzane) misteria są odprawiane nocą, przy świetle Księżyca, który to ma wpływ na żeński cykl rozrodczy, a nie w świetle dnia - w blasku Słońca - symbolizującego męską siłę witalną?

Pozycja kapłanki zaczyna słabnąć, a zastępują ją kapłani (obalenie bogini Ereszgigal przez Nergala jest tutaj tego symbolem). Od tej chwili kult Bogini Matki jest sukcesywnie wypierany i zastępowany przez męskich bogów (Marduka, Ra, Zeusa, Jowisza, Odyna czy Swarożyca). Ale czy ten proces powiódł się całkowicie? Otóż nie, w wielu miejscach w Anatolii, dzisiejszej południowej Ukrainy, Krymu, Rumunii i Bułgarii, terenach naddunajskich oraz kaukaskich - ostały się formy kultu Wielkiej Macierzy. O takich właśnie społeczeństwach pragnę opowiedzieć - były to bowiem sławne "ludy" Amazonek.





CDN.
 

niedziela, 25 września 2016

"PERŁA AFRYKI" - Cz. II

CZYLI WIELKI SONGHAJ




Nieudolne rządy Mansy Khalify (tutaj małe wyjaśnienie - jedynym rodzonym synem Sundiaty był Mansa Uli Keita, zaś zarówno Mansa Wati, panujący w latach 1270-1274, jak i Mansa Khalifa byli synami jego generałów, których Sundiata adoptował do swego rodu, gdyż Uli Keita nie miał synów), doprowadziły do wybuchu buntu, na którego czele stanął najmłodszy syn Nare Maghana Konate (urodzony już po śmierci ojca, jako pogrobowiec), i jednocześnie najmłodszy brat Sudiaty Keity i Dankarana Toumana Keity - Abubakari (Abu-Bakr). Po zamordowaniu obalonego Mansy Khalify, Abu-Bakr wstąpił na tron Imperium Mali w 1275 r. Nie odzyskał jednak utraconych wcześniej wpływów Mali nad Songhajem. Po dziesięciu latach swego panowania i on został obalony przez Sakurę, byłego niewolnika, wyzwolonego za panowania Mansy Uli Keity. W ciągu jego 15-letnich rządów Mali nie udało się jednak narzucić swej władzy państwu Songhaj, którym władał już wówczas bratanek Sonniego Ali - Sonni Ibrahim Kabay.

Wkrótce jednak nastąpił ponowny rozkwit Imperium Mali, a czasy największej świetności to państwo miało dopiero przed sobą. W 1312 r. na tron Imperium wstąpił największy władca państwa Mali w historii, wnuk Abu-Bakra, syn jego córki Kankou - Musa I. Jego 25-letnie rządy, to okres największego rozkwitu terytorialnego, militarnego, gospodarczego i kulturalnego Imperium Mali. Najbardziej znanym wydarzeniem, podczas rządów tego króla, była wyprawa do Mekki, którą władca podjął w 1324 r. I choć z pielgrzymką do Mekki udawali się również i poprzedni władcy Mali jak choćby Abu-Bakr II (który panował w latach 1310-1312 - poprzednik Musy, z bocznej linii dynastycznej, był bowiem wnukiem Gao, który wstąpił na tron, po zamordowaniu uzurpatora Sakury w 1300 r. Gao był zaś synem Kolonkan - młodszej siostry Sundiaty, założyciela Imperium Mali), czy wcześniej były niewolnik Sakura, to właśnie pielgrzymka Musy I, była najbardziej znana i rozsławiła imię tego władcy i jego państwa nie tylko w świecie muzułmańskim, lecz także w chrześcijańskiej Europie.


MUSA I
WŁADCA MALI
(1312-1337)
 


Dlaczego tak się stało? Jednym z powodów był na pewno dobry PR władcy, który dbał by jego dokonania były odpowiednio nagłaśniane i by dotarły do najdalszych krańców muzułmańskiego świata, stamtąd zaś do Europy. Na wyprawę do Mekki złożyło się aż 60 000 ludzi, 12 000 niewolników, kilka tysięcy wielbłądów objuczonych złotem, srebrem, bronią i drogimi klejnotami. Nim opuścił Niani - stolicę swego państwa, ukazał się swym poddanym w przepięknych szatach haftowanych złotem i drogimi kamieniami. Złote naszyjniki i bransolety miała również przyboczna straż władcy, która otaczała go i oddzielała od poddanych. Nawet królewski wielbłąd miał przetkane złotem lejce, pozłacane siodło i złoty czaprak. W tej długiej i niebezpiecznej podróży wzięła także udział ulubiona żona władcy - Inari, przystrojona równie bogato co małżonek, w jedwabną suknię przetykaną złotem, drogimi kamieniami i bogatą biżuterią.

Przed wyjazdem władca zatrudnił "takszifa" (a raczej kilku "takszifów"), czyli przewodnika. Wywodzili się oni z plemienia Ressufah (który zamieszkiwał saharyjskie oazy) i dobrze znali trasy karawan wiodące w stronę Egiptu. Biada tym którzy odłączyli się od karawany - ginęli straszną śmiercią z pragnienia na piaskach Sahary, lub od dzid okolicznych plemion. W najlepszym wypadku kończyli jako niewolnicy pochwyceni przez handlarzy "żywym towarem". W lipcu 1324 r. karawana (po kilkumiesięcznej podróży przez Sawannę), dotarła do Kairu - stolicy Egiptu. Powitał go tam sułtan Egiptu - Malik Al-Nasir, władca potężnego imperium (rozciągającego się od dzisiejszej Cyrenaiki na zachodzie, po cały Lewant - Syrię, Palestynę, Jordanię oraz Liban, na wschodzie i od Eufratu na północy, poprzez Deltę Nilu do granic Sudanu na południu). W czasie postoju Musy I w Kairze, władca każdego dnia rano hojnie obdarowywał złotem mieszkańców egipskiej stolicy, co w krótkim czasie doprowadziło do znacznego spadku wartości złota na tym terenie, gdyż złota po prostu było zbyt dużo i po wizycie Musy I posiadali go także najubożsi mieszkańcy miasta (podobnie było po zakończeniu kampanii egipskiej przez Oktawiana Augusta w 30 r. p.n.e. gdy ten pokonał Marka Antoniusza i Kleopatrę i gdy zajął Egipt, po powrocie do Rzymu zalał miasto taką ilością złota, że doprowadziło to do całkowitej dewaluacji sestercji. W kolejnych więc latach zajęto się przeprowadzeniem reformy finansowej Imperium Rzymskiego).

Gdy wreszcie Musa I dotarł do Mekki modlił się wraz z żoną i najwyższymi dostojnikami przed Świętym Kamieniem proroka Mahometa (Hadżar jest największą świętością muzułmanów w Mekce. Według legendy pamiętającej jeszcze czasy przedislamskie, kamień ten miał zostać podarowany przez archanioła Gabriela - Abrahamowi. Tak na marginesie - prawdziwy powód pojawienia się Hadżaru opiszę w innym moim temacie: "Historia życia, Wszechświata, wszelkiej cywilizacji"). Miasta arabskie przez które przejeżdżał władca, zalane zostały potokiem złotego kruszcu, najbardziej zaś obdarowana została Mekka. Musa I powracał tą samą drogą do kraju, a gdy przejeżdżał przez Kair, ponownie ... obsypał mieszkańców złotem.


MUSA I


Ten wyczyn, spowodował że Musa I określany był jako: "najbogatszy i najmożniejszy człowiek w świecie". A szacunek i podziw nad czarnym władcą szybko dotarł do Europy. Kartografowie szkicowali dla swych władców położenie na mapach państwa Mali, zaś król Francji Karol V (panujący w latach 1364-1380), kazał sporządzić prawdziwy atlas, z dokładnym (jak na owe czasy), wytyczeniem położenia Imperium Mali, oraz ilustracjami przedstawiającymi samego (już wówczas nieżyjącego) władcę. Pod ilustracją "czarnego cesarza", znajdował się w tym atlasie łaciński napis: "Ten czarny władca nazywa się Musa z Mali i panuje nad murzynami. W jego kraju jest taka obfitość złota, że król jest najbogatszym i najmożniejszym człowiekiem na świecie". Na marginesie można by dodać, że o bogactwach i potędze Imperium Mali, dyskutowano również ... u Wierzynka, podczas krakowskiego zjazdu monarchów w 1364 r. zorganizowanego przez króla Kazimierza III Wielkiego.

W roku następnym, po swym powrocie do ojczyzny (1325), Musa I najechał Songhaj i zajął jego stolicę - Gao. Ponownie więc, po 50 latach Mali podporządkowało sobie Songhaj. Na przełomie lat 1326/27 oblegał on i zdobył Timbuktu, miasto, które początkowo (w XII wieku), było obozowiskiem pustynnych plemion nomadów. wkrótce jednak rozrosło się do prawdziwej metropolii (w czasach Imperium Songhaj Timbuktu pełniło rolę drugiej stolicy państwa, było też najludniejszym miastem ówczesnej Afryki i jednym z najludniejszych i najzamożniejszych ośrodków miejskich średniowiecza. Żadne miasto w Europie nie mogło się z nim równać, ani pod względem liczby mieszkańców, ani pod względem kulturalnym i naukowym - słynny Uniwersytet Sankore, "perła nauk" muzułmańskiego świata (w ówczesnym świecie to właśnie naukowa i filozoficzna myśl muzułmańska górowała znacznie nad chrześcijańską Europą. Choć co prawda muzułmanie w dużej mierze przyswoili sobie filozofię starożytnej Grecji i Rzymu, a następnie ją jeszcze rozwinęli w pożądanym dla siebie kierunku), a także pod względem czystości.

W chwili śmierci Musy I (1337 r.) jego Imperium należało do największych i najpotężniejszych w ówczesnym świecie. To właśnie Musa I założył Uniwersytet Sankore w Timbuktu w 1327 r. jednocześnie przenosząc tu z Niani stolicę swego Imperium. Tron Imperium po swym ojcu objął Maghan, który jednak krótko panował i w 1341 r. władzę objął brat Musy I - Sulejman. Po nim zaś w 1360 r. tron odzyskał wnuk Musy I i syn Maghana - Uli Keita II, który obalił Kassę, syna Sulejmana (panował tylko kilka tygodni 1360 r.). Uli Keita II nie należał do udanych władców. Nakładał na swój lud wciąż nowe podatki, które w większości szły na ekstrawagancje jego dworu, upiększanie pałacu i rozbudowę haremu. Zresztą ten władca spędzał dnie głównie w haremie, nie interesując się zbytnio sprawami państwa. W 1400 r. tron objął Mahgan III, który obalił uzurpatora Sandakiego (panował 1389-1400), a był wnukiem Uli Keity II i synem Maghana II (panował 1387-1389). To właśnie w roku 1400, Songhaj ponownie (już ostatecznie), wybił się na niepodległość. Działo się to za panowania Sonni Mohammeda Dao, jednego z potomków Sonni Aliego. W tym czasie potęga państwa Mali zaczęła zmierzać ku powolnemu upadkowi. Mohammed Dao nie tylko bowiem odzyskał wolność, ale odebrał Mali znaczne tereny. Jego zaś następcy kontynuowali tę politykę podbojów. Symbolem upadku pozycji i znaczenia Mali, było zdobycie przez koczowniczych Tuaregów ich stolicy - Timbuktu w 1433 r. za panowania Musy III. Po ponad stu latach od zajęcia i przeniesienia stolicy Imperium do Timbuktu przez Musę I - musiano opuścić miasto i ponownie wrócić do Niani.

W 1464 r. władzę w państwie Songhaj objął jeden z dwóch największych wojowników tego Imperium (i ostatniego wielkiego władcę dynastii Sonni) - Sonni Ali II (lub Sonni Ali Ber). To właśnie od jego panowania rozpoczęła się prawdziwa ekspansja państwa Songhaj, to od jego panowania mówimy dopiero o powstaniu Imperium. Już w 1468 r. ruszył na Timbuktu, które to miasto padło w roku następnym, po wielomiesięcznym oblężeniu. Jednocześnie z oblężeniem Timbuktu, wyprawił się na drugie wielkie miasto będące w rękach Tuaregów - Dżenne. Oblężenie Dżenne przeciągało się jednak (według kronik trwało siedem lat, siedem miesięcy i siedem dni), a miasto pozbawione już zapasów wody i pożywienia - skapitulowało dopiero w 1475 r. Zwycięski władca nie mścił się jednak nad pokonanymi. Prawdopodobnie było to spowodowane gorącym uczuciem, jakim zapałał do żony poległego podczas walk władcy tego miasta, którą poślubił. W zamian uczynił jej małoletniego syna władcą Dżenne (choć miasto odtąd podlegało Alemu i musiało płacić coroczną daninę) i oszczędził mieszkańcom gwałtów oraz rabunków.



 SONNI ALI II - BER
WŁADCA IMPERIUM SONGHAJ
(1464-1492)
 


Tutaj od razu przypomniała mi się inna historia miłosna, pomiędzy władcą wschodnich Numidów - Masynissą, a córką Hazdrubala i siostrzenicą Hannibala - Sofonisbą. Dziewczyna została przyrzeczona na żonę przez swego ojca, księciu Masynissie. Jednak gdy Syfaks, władca zachodnich Numidów pokonał ojca Masynissy - Galę i zajął jego stolicę - Cyrtę, młody książę musiał ratować się ucieczką, a jego królestwo zostało podbite przez Syfaksa. Wówczas to Hazdrubal zerwał zaręczyny i obiecał rękę swej córki Syfaksowi, i tak też się stało. Tymczasem Masynissa, z garstką swych zwolenników przystał do Rzymian Publiusza Korneliusza Scypiona (który notabene nienawidził go, gdyż wcześniej Masynissa brał udział w pokonaniu i zamordowaniu jego ojca oraz wuja. Teraz jednak wymogi polityki zwyciężyły nad wzajemną niechęcią. Rzymianin zaczął wspierać Numidę, a w 203 r. p.n.e. rzymskie legiony, przy wsparciu zwolenników Masynissy pobiły Kartagińczyków i Syfaksa oraz zajęły Cyrtę, dawną stolicę ojca Masynissy. Pierwszy do miasta wkroczył właśnie Masynissa i na stopniach pałacu królewskiego ujrzał swą dawną narzeczoną, teraz żonę poległego w walce Syfaksa. Zadrżało wówczas serce Numidy, złość minęła, porwał ją z miejsca i jeszcze tego samego dnia poślubił.

Nazajutrz do Cyrty przybył rzymski legat, wysłany przez Scypiona - Gajusz Leliusz. Masynissa zabronił Sofonisbie udziału w przyjęciu, które wydał na cześć Rzymian. Liczył na to że Rzymianie zapomną o siostrzenicy ich największego wroga - Hannibala. Jednak podczas gustownej uczty w pewnym momencie Leliusz zapytał: "A gdzież jest Sofonisba, córka Hazdrubala i żona Syfaksa?", Masynissa odparł: "Ona jest teraz moją żoną - należy do mnie!", na to Leliusz: "Odeślij ją czym prędzej do dowództwa". Wówczas Masynissa zbuntował się, zaczął grozić, prosić, wymyślać wykręty. Na to spokojnie odpowiedział Leliusz: "Pamiętaj że to lud rzymski oddał ci koronę królewską, to jemu ją zawdzięczasz. Wiedz jednak że równie łatwo lud rzymski może ci tę koronę odebrać". Tymi słowy los Sofonisby przypieczętował się. Nie chcąc jej odsyłać podarował jej zatruty kielich. Można powiedzieć że tym samym Scypion wziął odwet za śmierć swego ojca.

Zajęcie Timbuktu i Dżenne było jedynie przedsmakiem. W czasie prawie 30-letnich rządów Alego, wojna nie kończyła się praktycznie nigdy i trwała od jednego podboju do drugiego. Dzięki czemu opanował on tereny większe niż w swej historii obejmowało Imperium Ghany i Imperium Mali razem wzięte. Jego Imperium rozciągało się od brzegów Oceanu Atlantyckiego na zachodzie, przez pas prawie 3000 kilometrów w głąb kontynentu afrykańskiego, od południowych stoków algierskiego Atlasu, po wybrzeża Zatoki Gwinejskiej. Ali rozkazał stworzyć wielką flotę, która patrolowała nie tylko brzegi Nigru, lecz także wybrzeża Oceanu Atlantyckiego i Zatoki Gwinejskiej.




Kroniki twierdzą że Ali miał bardzo wybuchowy i ciężki charakter, łatwo można było wyprowadzić go z równowagi, ale też łatwo można było ukoić jego gniew, szczególnie demonstrując swą uległość wobec niego. Król nie był muzułmaninem, wyznawał rodzime murzyńskie kulty. Rozpoczął nawet otwartą walkę z wyznawcami Islamu, czego dowodem było chociażby prześladowanie przez niego uczonych z Uniwersytetu Sankore (zwanych "faki" - "mędrcami"), który to był centrum muzułmańskiego życia naukowego w Środkowej Afryce i jednym z największych uniwersytetów swoich czasów.
 




CDN.