Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 1 maja 2018

GWAŁT - CZY NIEODZOWNY ELEMENT KOBIECEGO LOSU? - Cz. VII

NAJDZIWNIEJSZE I (NIEKIEDY)

NAJBRUTALNIEJSZE PRZYPADKI 

GWAŁTÓW W HISTORII


Miałem dzisiaj zmierzyć się z zupełnie innym tematem. Chciałem coś napisać na temat postępującej patologizacji Europy Zachodniej, która (poprzez swoich przedstawicieli) zamierza 5 maja świętować urodziny... Karola Marksa. Tak, tego - filozofa, jak się o nim wypowiadają niektóre media i politycy. Miałem też krótko skomentować to, co się stało w Wielkiej Brytanii w sprawie Alfiego Evansa - uznałem jednak że... szkoda sobie psuć tzw.: "długi weekend", gdyż bezgraniczna patologia, w jaką wpadła Europa Zachodnia, jest według mnie już w zasadzie nie do zatrzymania metodami pokojowymi. Inna sprawa - cały świat dostaje orgazmu, zapowiadając "nową erę pokoju", bo jeden mały dyktatorek Korei Północnej - Kim Un Jest Kim Dzong Il, spotkał się ze swoim odpowiednikiem z Korei Południowej. I wszyscy śpiewają "pokój", "trwały pokój". Ha-ha-ha, a ja Wam mówię że z tego jeszcze będzie wojna, i to wojna która pochłonie nawet z kilkadziesiąt milionów ludzi. Taka wojna wkrótce wybuchnie, bowiem obecny świat doszedł już do swego kresu, cywilizacja europejska w kulturze zachodniej praktycznie już nie istnieje, została zastąpiona cywilizacją gwałtu, przemocy, nihilizmu i mordów (które noszą piękne nazwy - aborcja, eutanazja etc.). Bóg (prócz oczywiście Allaha) został praktycznie wyeliminowany z życia państw i narodów Europy Zachodniej (Bawaria jeszcze próbuje iść pod prąd ogólnie panującej ideologii swym nakazem umieszczania krzyży w budynkach publicznych, ale to jest kropla w morzu, zresztą już zostało to skrytykowane przez niemieckiego kardynała Reinharda Marxa, który niedawno zaś twierdził że w dziełach Karola Marksa można odnaleźć filozoficzną głębię. Według mnie ten człowiek powinien być natychmiast usunięty ze stanowiska przewodniczącego Konferencji Episkopatu Niemiec z zakazem wypowiadania się, gdyż jeśli ktoś nie odróżnia ludobójcy od filozofa, to jak dla mnie ma wyjątkowo spaczoną psychikę i nie powinien być pokazywany publicznie). 

Postanowiłem jednak to wszystko pominąć, łącznie z odradzającym się zarówno w Niemczech, jak i w Wielkiej Brytanii nazizmem - czego przykładem jest panujący tam antysemityzm - jeszcze podsycany przez muzułmańskich imigrantów, oraz decyzja brytyjskiego sądu o nieudzielaniu pomocy umierającemu dziecku. Swoją drogą sędzia, który skazał Alfiego Evansa na śmierć, okazał się członkiem organizacji zrzeszającej homoseksualistów wśród prawników - "The Bar Lesbian and Gay Group". Chciałbym zostać dobrze zrozumiany - nie mam nic przeciwko homoseksualistom. Mam nawet znajomego, który jest gejem - a homoseksualizm jest tak stary, jak świat - co nie znaczy że nie jest odstępstwem od normy i że nie można go leczyć. Oczywiście, zdaję sobie sprawę że w pewnych przypadkach, homoseksualizmu uleczyć się nie da i to trzeba zaakceptować, a takim ludziom mimo wszystko próbować jakoś pomóc (również ich rodzinom), ale są przypadki gdzie pod wpływem odpowiedniej terapii, byli homoseksualiści wracają do normalnych, czyli heteroseksualnych kontaktów, a to oznacza że jednak homoseksualizm można wyleczyć (swoją drogą zauważcie, to nie działa w drugą stronę, to znaczy pod wpływem terapii nie da się z człowieka heteroseksualnego uczynić homoseksualisty, co znów oznacza iż homoseksualizm jest po prostu odstępstwem od normy, chorobą, która na pewnym etapie życia człowieka dała o sobie znać. Uważam że takich ludzi nie należy ani krytykować, ani też z nich kpić - im należy pomagać, uświadamiać ich (choć oczywiście delikatnie, bo ludzka psychika jest tak czułą składanką, że łatwo można ją urazić, albo zniszczyć). Nigdy nie miałem nic przeciwko homoseksualistom i nigdy mieć nie będę, ale zawsze zwalczałem owe gejowskie (i lesbijskie) organizacje, które jawnie dążą do patologizacji społeczeństwa, głównie zaś dzieci (np. hasła typu: "Wasze dzieci będą takie jak my"). Alfie Evans musiał umrzeć, bo jakiś gej o spatologizowanej psychice o tym postanowił, pięknie - oto Europa w całej swej dzisiejszej pełni! 

Miałem coś jeszcze dodać o innych patologiach dzisiejszego świata (łącznie z aktem 447 przegłosowanym ostatnio w trybie przyspieszonym w amerykańskim Kongresie), ale jak już pisałem, nie chcę sobie psuć długiego weekendu, więc wróćmy do lżejszych i swobodniejszych tematów. Postępująca kulturowa i moralna degeneracja Europy, wkrótce znajdzie swoje ujście w krwawej wojnie, która przewartościuje wszystko. Czasem taka lekcja jest potrzebna, bowiem ludzie zbyt szybko zapominają o Bogu, o tym po co tu jesteśmy, a poświęcają się życie wybitnie szkodliwym (często dewiacyjnym) praktykom. Kara, jaka na nas wisi, nadejdzie nie od Boga, zresztą, nie będzie to też kara - po prostu musimy osiągnąć równowagę, a obecnie ta równowaga została wybitnie zachwiana i może ją odwrócić jedynie jakaś... krwawa wojna, która pokaże tym, co przeżyją że istnieje również inna droga, niż ta, którą dotąd podąża Ludzkość - nie można inaczej tego zresetować. Ale żeby nie było tak całkiem pesymistycznie (zresztą moralna odnowa nie może być pesymistyczna), wróćmy już bezpośrednio do tematu:


40 r.

GWAŁTY W CESARSKIM PAŁACU

Cz. V


 WSZECHWŁADZA SEJANA
27-31 r.




Nim jeszcze cesarz Tyberiusz opuścił Rzym i wyjechał (najpierw do Neapolu w 26 r., a następnie) na wyspę Capri (27 r.), Sejan od czasu gdy stał się prefektem gwardii pretoriańskiej (15 r.) skrupulatnie, rok w rok zwiększał swoją władzę, która stała się wprost nieograniczona po śmierci Druzusa Kastora (syna Tyberiusza) w 23 r. Zdając sobie sprawę, że po śmierci Germanika (męża Agrypiny Starszej i ojca m.in.: późniejszego cesarza Kaliguli), oraz Druzusa Kastora, najpoważniejszymi spadkobiercami Tyberiusza, pozostawali synowie Agrypiny i Germanika - Neron Juliusz Cezar, Druzus Juliusz Cezar oraz najmłodszy Gajusz Juliusz Cezar (czyli Kaligula). Neron skończył już dwudziesty rok życia i stał się głową rodu Germanika, był też głównym pretendentem do władzy i cesarskiej purpury, jako że płynęła w nim zarówno krew Boskiego Augusta oraz sławnego Marka Antoniusza (podobnie jak i w pozostałych dzieciach Agrypiny). Zapowiadał się też na dobrego władcę. Jego młodszy brat - Druzus również zapowiadał się wyśmienicie, a lud miłował obu braci, jako niezaprzeczalnych następców Tyberiusza. Sejan jednak nie próżnował, a ponieważ sam pragnął zostać nowym cesarzem i jednocześnie zdawał sobie doskonale sprawę, że obaj bracia są naturalnymi spadkobiercami, otoczył ich swoimi agentami i szukał jakiegokolwiek pretekstu, który mógłby przeciw nim wykorzystać. Ich słabą stroną był... żony. Neron poślubił Julię Liwię, córkę Druzusa Kastora i wnuczkę Tyberiusza. Była ona jednak dość skrytą dziewczyną, która znacznie lepiej czuła się w towarzystwie swej matki - Julii Liwilli (notabene kochanki Sejana), niż w towarzystwie swego męża - nigdy go zresztą nie kochała i potem to właśnie ona doprowadziła do jego zguby. Podobnie było z Emilią Lepidą, żoną Druzusa. Ona również nie kochała swego męża i często dawała temu wyraz (zdradzając go z niewolnikami, co potem będzie powodem jej zguby, gdy zostanie oskarżona o niemoralne prowadzenie się i obcowanie z pewnym niewolnikiem, aby uniknąć hańby popełni samobójstwo w 36 r.). Poza tym, gdy Druzus został uwięziony, wytoczyła przeciwko niemu najróżniejsze oskarżenia i ostatecznie odsuwając się od niego. Jedynie Kaligula był jeszcze za młody na małżeństwo. 

Sejan skrupulatnie podsycał u Tyberiusza obawy, iż synowie Agrypiny pragną władzy i jedynie wyczekują śmierci cesarza. Działał też na kilku frontach, umiejętnie podsycając obawy i snując plotki. Gdy na przykład Agrypina została zaproszona do pałacu cesarskiego (wówczas taka nazwa nie istniała - raczej był to bowiem dawny pałac Augusta, rozbudowany jeszcze przez Tyberiusza), Sejan zadbał, by odpowiednio się do niego "nastroiła". Mianowicie, wysłał do niej człowieka z informacją, iż podczas uczty cesarz planuje ją otruć i żeby uważała i niczego nie brała do ust. Był to idealny sposób upokorzenia Agrypiny i jeszcze większego zohydzenia jej w oczach Tyberiusza i rzeczywiście - plan powiódł się wyśmienicie. Agrypina bowiem przez całą ucztę nie wzięła niczego do ust, wymawiając się bólem żołądka. Tyberiusz, który szybko uświadomił sobie że ona symuluje i że obawia się otrucia, specjalnie podał jej jabłko, mówiąc iż to jej pomoże na bóle żołądkowe. Nie godziło się odmawiać cesarzowi, ani też odrzucać podarków od niego (również w formie jedzenia), ale Agrypina uczyniła wówczas coś, co było co najmniej jawnym nietaktem, jeśli nie obrazą cesarza. Mianowicie wzięła jabłko od Tyberiusza, po czym... oddała je niewolnikowi, co spowodowało iż cesarz mocno się wzburzył, oświadczając przy wszystkich aby nie byli zdziwieni, gdy w kolejnych dniach okaże się surowy, wobec osoby, która tak ostentacyjnie oskarża go o otrucie. Sejan znów triumfował, zdołał skłócić ze sobą rodzinę cesarską i jednocześnie wzbudził u Tyberiusza podejrzenia co do synów Agrypiny. Jednocześnie poróżnił cesarza z jego matką sędziwą już Liwią Druzyllą, co spowodowało iż wymęczony knowaniami i skutecznie odizolowany od przyjaciół (każdy list do cesarza, jak i każde spotkanie z nim, musiało najpierw zostać zaakceptowane przez Sejana) cesarz, postanowił opuścić Rzym i wyjechać do Kampanii (oficjalnie aby poświęcić świątynie w Kapui i w Noli), nigdy już też nie powróci do Rzymu, pozostawiając władzę nad miastem i całym państwem w rękach swego wszechwładnego prefekta pretorium. 

I oto właśnie chodziło Sejanowi, zdobył on co prawda pełnię władzy, ale do cesarskiej purpury było jeszcze daleko. Należało teraz usunąć synów Agrypiny, którzy najbardziej mu zagrażali, ale z tym musiał jednak poczekać, gdyż dopóki żyła sędziwa Liwia Druzylla, aresztowanie i skazanie młodzieńców nie było możliwe. Jednak gdy zmarła w 29 r. w wieku 86 lat (Liwia po śmierci decyzją senatu miała zostać zaliczona w poczet bogów i miano wystawić jej świątynię z opłacaną za publiczne pieniądze kapłanką, poza tym wszystkie kobiety w Rzymie miały nosić żałobę przez rok, ale Tyberiusz odrzucił te propozycje. Zezwolił jedynie na wystawienie jej posągów, ale zapowiedział iż łuk triumfalny zbuduje z własnych, nie państwowych pieniędzy - nigdy go jednak nie wybudował, odrzucił również propozycję całorocznej żałoby za matkę i jej deifikacji, twierdząc że co prawda zmarła czcigodna i szanowana matrona, ale: "ale życie musi toczyć się swoim rytmem"), nic już nie stało na przeszkodzie do fizycznego usunięcia potomków Germanika. I szybko też przystąpił do działania. Najpierw nakazał Julii Liwii szpiegować Nerona (szpiegowała już swego własnego męża Druzusa, skrupulatnie informując swą matkę o wszystkim z czym mąż jej się zwierzał, a ta, donosiła to Sejanowi). Ponieważ zaś zarówno Neron jak i Druzus nie przepadali za Sejanem, oraz byli dość impulsywni (szczególnie Neron), szybko z ich wypowiedzi dało się zebrać jakieś oskarżenie, które potem Sejan mógł przedstawić cesarzowi. Bracia byli teraz w zasadzie bezbronni, jako że jeszcze w 27 r. Tyberiusz nakazał Agrypinie, aby opuściła Rzym i udała się do swych wiejskich posiadłości w Herkulanum, w przepięknej okolicy, pełnej topoli, cyprysów, sosen i bukszpanów, odgradzających tarasy, schodzące ku morzu, na którego z willi również roztaczał się wspaniały widok. Agrypina była tam jednak więźniem i nie mogła opuścić willi bez zgody Tyberiusza (pilnowana przez nasłanych informatorów Sejana), teraz mógł uderzyć w jej synów.




Wkrótce do senatu przyszedł list Tyberiusza, w którym krytykował on zarówno... swoją zmarłą matkę, jak i oczerniał Agrypinę i Nerona. Jemu zarzucał iż "ciało jego zhańbiło się miłością z mężczyzną", zaś Agrypinę oskarżył o nadmierną ambicję i snucie politycznych knowań. Pomimo tak ostrego w swej wymowie listu, nie było jednak wiadomo czy cesarz pragnie uwięzić Agrypinę i jej syna, czy nie - senatorowie byli podzieleni. Sprawę przesądził tłum Rzymian, który szybko zebrał się pod kurią senacką z wizerunkami Agrypiny i Nerona i zaczął skandować hasła obrony domu Germanika. Padły oskarżenia że listu tego nie napisał sam cesarz, a Sejan i żądano ukarania sprawcy pomówienia. Senat, nie wiedząc co ma uczynić, postanowił rozejść się do domu bez podjęcia jakiejkolwiek uchwały. Sejan wiedział, że musi interweniować osobiście, dlatego nazajutrz wyjechał na Capri, do cesarza i stamtąd przywiózł drugi list, w którym to cesarz już bezpośrednio oskarżył Nerona i Agrypinę o działalność antypaństwową (nazwał ich "wrogami Rzeczypospolitej") i polecił uwięzić. Agrypina została skazana na wygnanie, na bezludną wyspę Pandaterię (wyciągnięto ją z willi w Herkulanum, zakuto w kajdany, włożono do zakrytej lektyki i tak odprowadzono na okręt, który odwiózł ją do niewielkiego domku na Pandaterii, gdzie prócz kilkudziesięciu zmieniających się żołnierzy, jej jedynymi towarzyszami były tamtejsze ptaki i nieliczne małe zwierzęta lądowe). Nerona aresztowano w Rzymie, zakuto w kajdany i odtransportowano na okręt, który odesłał go na inną, równie bezludną wyspę - Pontię. Wiedli tam bardzo ciężki żywot (Agrypina np. o wszystko musiał się prosić żołnierzy, jednocześnie wypełniać wprowadzone przez Tyberiusza nakazy, a za najmniejsza niesubordynację, była biczowana - i to w sposób tak brutalny, że podczas jednego bicia straciła nawet oko. Wreszcie, aby zakończyć swój ciężki żywot, postanowiła nie przyjmować posiłków. Żołnierze karmili więc ją na siłę, choć ona albo to wypluwała, albo zwracała, wkładając rękę do gardła. Zmarła ostatecznie w 33 r.).

Po uwięzieniu matki i brata, Druzus postanowił przymilać się Sejanowi, w nadziei iż ten pozostawi go w spokoju. Ale Sejan nie był głupi i doskonale wiedział że potomkowie Germanika stanowią realną konkurencję, którą musi wyeliminować, jeśli marzy mu się nie tylko purpura cesarska, ale choćby... utrzymanie swego stanowiska i życia (bowiem każdy kolejny cesarz po Tyberiuszu, nakazałby z pewnością nie tylko usunięcie ale i egzekucję Sejana). Druzus był więc następny w kolejce. Dowody jego "zdrady" uzyskał Sejan od Emilii Lepidy (żony Druzusa), która oskarżając męża, pragnęła się od niego uwolnić i jednocześnie nie podzielać jego losu. Do jej zeznań dołożono również oskarżenie Kasjusza Sewerusa (człowieka Sejana) o rzekomy spisek przeciwko Tyberiuszowi, który miał zawiązać Druzus. Nic już nie stało zatem na przeszkodzie, aby go uwięzić. I tak też się stało, został wyciągnięty ze swojej willi, zakuty w kajdany i wtrącony do lochów na Palatynie. Sejan uzyskał to co chciał, choć wszyscy jego wrogowie wciąż żyli (cesarz nie godził się na ich egzekucję, prawdopodobnie zdając sobie sprawę, że w tej sytuacji pozycja Sejana wzrosłaby niewspółmiernie. Pragnął więc go szachować, pozostawiając swych krewniaków przy życiu, ale obalać go nie chciał). W 30 roku władza Sejana nad Imperium stała się praktycznie nieograniczona, wszystkie jego decyzje automatycznie potwierdzał Tyberiusz, co oznaczało iż prawdziwym panem jest Sejan - człowiek niskiego pochodzenia, przed którym teraz kłaniali się członkowie najstarszych rodów i którego słowo stanowiło o karierze lub upadku każdego polityka w ówczesnym czasie (jego człowiekiem był również Poncjusz Piłat - zwykły sadysta i człowiek bez skrupułów, który w 26 r. został namiestnikiem Judei, a w 30 r. skazał na męczeńską śmierć na krzyżu Jezusa Chrystusa). 

Sejan bardzo uważał, aby nie popełnić żadnego błędu, gdyż wiedział że stawka idzie tutaj nie tylko o władzę cesarską ale również o jego własne życie. Wszystkich polityków mu niechętnych, których aresztował i skazał na śmierć, zawsze przedstawiał Tyberiuszowi jako tych, którzy należą do frakcji Agrypiny, która pragnie rozpętać nową wojnę domową, dlatego też należy ich usunąć. Informatorzy Sejana byli praktycznie wszędzie i dochodziło do tego, iż ludzie bali się rozmawiać na tematy polityczne, nawet w gronie najbliższej rodziny. Zrodziła się psychologia strachu, ludzie wzajemnie podejrzewali siebie o bycie szpiegami i często sami (profilaktycznie) donosili na przyjaciół, aby uniknąć ewentualnego donosu z ich strony. Władza Sejana rosła, a on sam (choć bardzo ostrożny) pławił się w jej blasku. Nie wiadomo dokładnie co spowodowało upadek tego wszechpotężnego prefekta pretorianów i rzeczywistego władcę Rzymu, wiadomo jednak że do uszu Antonii Młodszej (matki późniejszego cesarza Klaudiusza) i siostrzenicy Augusta, doszła wieść o planach Sejana obalenia Tyberiusza i zajęcia jego miejsca. Nie wiadomo czy ta wiadomość została jej wysłana rzeczywiście, czy też ona sama ją napisała, aby doprowadzić do obalenia człowieka, który niszczył cesarską rodzinę. W każdym razie w liście, który wysłała Tyberiuszowi (spisany ręką wyzwolenicy o imieniu Caenis i dostarczony na Capri przez niewolnika Pallasa), dodała iż Sejan przyczynił się do śmierci Druzusa Kastora (syna Tyberiusza) i wielu innych mordów, pragnąc tym samym objąć władzę po śmierci cesarza. To był impuls który doprowadził do zguby wszechwładnego prefekta.




Upadek Sejana nastąpił 18 października 31 r. w sposób dość przebiegły. Tyberiusz mianowicie wysłał do Rzymu jednego z oficerów gwardii pretoriańskiej - Kwintusa Sutoriusza Makrona (którego mianował następcą Sejana na stanowisku prefekta pretorianów), z cesarskim listem, który rzekomo miał uczynić Sejana współwładcą i następcą cesarza po jego śmierci. Wkrótce, gdy list ten odczytano przed senatem, okazało się że jest to oskarżenie wymierzone w prefekta, który bardzo szybko został aresztowany i jeszcze tego samego dnia uduszony (zabite zostały również jego niepełnoletnie dzieci, jakie miał ze swą pierwszą żoną - Apicatą - która po tym wszystkim również popełniła samobójstwo 26 października. Dziewiczą córkę Sejana, kat najpierw zgwałcił, gdyż nie godziło się mordować niewinnej). Rozpoczęły się teraz prześladowania zwolenników Sejana (których oczywiście była większość, jako że każdy chciał trzymać z realnym władcą Rzymu i dzięki temu budować własną karierę), ale nawet najzagorzalsi przyjaciele obalonego prefekta, teraz lżyli najgorszymi słowy i oskarżali że ich oszukał i że nigdy nie podejrzewali, jakie są jego prawdziwe zamiary. Na niewiele im to jednak pomogło, bowiem Makron skrupulatnie wyszukiwał i skazywał na śmierć dawnych sejańczyków. Przewrót został dokonany bez żadnych przeszkód, a gwardia pretoriańska (otrzymawszy 3 000 denarów nagrody) pozostała bierna. Ale był też i "plan B", o którym dziś się nie mówi, gdyż pierwotny plan udał się wyśmienicie. Mianowicie, gdyby Makronowi nie udało się uwięzić Sejana, a ten zyskałby wsparcie pretorianów, cesarz miał inny pomysł. Mianowicie miano wyciągnąć z lochu, przebywającego tam od dwóch lat Druzusa, ogłosić go współwładcą Tyberiusza i jego następcą (jako dziedzica uwielbianego przez lud Germanika), a Tyberiusz w tym czasie miał opuścić Capri i udać się do wschodnich legionów (Armia Dunaju), by na ich czele wkroczyć do Rzymu. Okazało się to jednak niepotrzebne, a cesarz (jeszcze bardziej podejrzliwy) dożywał swoich dni na Capri w otoczeniu (sprowadzanych dla niego) niewolnic i niewolników, z którymi miał się oddawać najróżniejszym seksualnym wybrykom.

Należy tutaj też dodać, że o ile Tyberiusz nie zgładził ani Nerona ani Druzusa póki żył Sejan (zapewne, jako doświadczony polityk i wódz, znał ambicie swego prefekta i nawet jeśli długo mu schlebiał, postanowił zostawić sobie furtkę, która ostatecznie miała uniemożliwić mu objęcie cesarskiej purpury). Ale po jego obaleniu i śmierci, obaj bracia przestali być Tyberiuszowi potrzebni. Tak zatem obaj zginęli (zagłodzeni) jeszcze w 31 r. Neron na wyspie Ponti, zaś w 33 r. Druzus w swym lochu na Palatynie (ponoć z głodu próbował żuć i przełykać słomę ze swojego siennika, ale na niewiele mu się to zdało). Gdy Agrypina otrzymała wiadomość o śmierci swych synów, ponoć sama się zagłodziła na wyspie Pandaterii również w 33 r. (swoją drogą była to ta sama wyspa, na której zmarła w 14 r. jej matka - Julia, córka Augusta, zesłana tam za swoje niemoralne prowadzenie się). Teraz pozostawało już tylko dwóch ewentualnych następców Tyberiusza z rodu Cezara i Augusta. Byli to Gajusz Juliusz Cezar (zwany Kaligulą), ostatni syn Agrypiny i Germanika, oraz Tyberiusz Juliusz Cezar Gemellus (zwany po prostu Tyberiuszem Gemellusem), syn Druzusa Kastora i wnuk cesarza Tyberiusza. Starszym był Kaligula, który w wieku dziewiętnastu lat w 31 r. został ściągnięty przez cesarza na Capri i tam miał doświadczać wszystkich tych dziwacznych praktyk, którymi oddawał się Tyberiusz (co prawdopodobnie zwichnęło jego psychikę). Gemellus w roku upadku Sejana, miał dopiero dwanaście lat. Kto zostanie następcą Tyberiusza, cesarz postanowił zostawić to "ślepemu losowi", ale to Gemellus przebywał w Rzymie w otoczeniu gwardii pretoriańskiej, zaś Kaligula był w swoistej "złotej klatce" na Capri.

Należy tutaj też dodać o jeszcze jednaj ważnej rzeczy. Mianowicie prócz synów, Agrypina i Germanik mieli również trzy córki - Agrypinę Młodszą, Julię Druzyllę i Julię Liwillę, przy czym te dwie ostatnie w roku upadku Sejana były jeszcze niepełnoletnie i niezamężne. Agrypina Młodsza zaś, od 28 r. była żoną niejakiego Gnejusza Domicjusza Ahenobarba (syna Antonii Starszej - córki Marka Antoniusza i Oktawii, siostry Augusta), również spokrewnionego z rodziną cesarską, ale nie mającego ambicji politycznych. Gnejusz Domicjusz był jednak człowiekiem dość nieprzystępnym i brutalnym (być może właśnie dlatego Tyberiusz kazał mu się ożenić z Agrypiną Młodszą aby ją kontrolował). Podobnież bił i znęcał się nad swoją pierwszą żoną - Manlią, aż kobieta ta popełniła samobójstwo. Często wpadał w złość i wówczas stawał się nieobliczalny. Wszystko musiało być według jego poleceń, a jeśli coś mu się nie podobało - wpadał w gniew, bił a nawet... zabijał (jak choćby swego wyzwoleńca, któremu kazał wypić jednym haustem dla zabawy cały wielki puchar wina, a gdy ten się obawiał iż się upije, Domicjusz wpadł w gniew, pobił chłopaka, a następnie ponownie wydał mu polecenie wypicia wina, gdy młodzieniec odmówił (jako wyzwoleniec był wolny i nie musiał słuchać poleceń swego dawnego pana, ale realnie większość wyzwoleńców, z braku środków na własne utrzymanie, wciąż pozostawała w domach swych właścicieli i pełniła role osobistych sług dawnych panów, oraz sprawowała kontrolę nad pozostałymi niewolnikami), wówczas wzburzony Domicjusz chwycił nóż i przebił nim opornego wyzwoleńca. Wdawał się też w bójki (jednemu z Rzymian wybił nawet oko, ale ten nie odważył się wnieść sprawy do sądu), oraz przejechał swym rydwanem chłopca na Forum, który niezbyt szybko odskoczył przed pędzącymi końmi (ponoć w ramach zadośćuczynienia, wypłacił jego ojcu trochę złota). 




Zarówno Tyberiusz jak i Sejan wiedzieli, że Domicjusz kocha życie wielmoży, swobodę i kochanki - które sobie sprowadzał, zaś zupełnie nie interesuje się polityką i ewentualną sukcesją, przez co pozostawał bezpieczny (a nawet cieszył się względami i zaufaniem zarówno cesarza jak i jego prefekta). Między innymi dlatego też został wybrany na męża dla Agrypiny Młodszej, z tym że Tyberiusz zakazał mu (przynajmniej póki on żyje) płodzić z nią dzieci. Mogli się kochać, ale ona nie mogła zajść w ciążę - taka była wola Tyberiusza i młoda Agrypina podporządkowała się temu. Urodziła swego pierwszego (i jedynego) syna dopiero po śmierci Tyberiusza (który zmarł w marcu 37 r.) w grudniu 37 r. Był to późniejszy, sławny cesarz - Lucjusz Domicjusz Ahenobarbus (który w wieku dwunastu lat otrzymał imię po swym zmarłym wuju i zwał się odtąd Neron Klaudiusz Druzus Germanikus, a do historii przeszedł pod nazwą - Nerona).            


GERMAN DEATH CAMPS

NEVER POLISH



CDN.

sobota, 28 kwietnia 2018

PLAYBOYE U WŁADZY - Cz. VIII

CZYLI JAK TO WŁADZA

DODAJE SEKSAPILU



NAPOLEON BONAPARTE
KRÓLOWA LUIZA
HAREMOWE INTRYGI
"NA BOGA, ZNAJDŹCIE TĘ KOBIETĘ!"
Cz. VII





Anglikom (i Rosjanom) sen z oczu spędzała sprawa turecka i niezwykła, niezrozumiała wręcz sympatia, jaką sułtan Selim III otaczał Napoleona Bonaparte. Ta jego frankofilia (bo tak właśnie sułtan ten jest określany w źródłach historycznych, ale niewielu wie, skąd właściwie brała się u tego, dość chwiejnego człowieka tak zagorzała sympatia dla Francji i Napoleona), była problemem, który niweczył brytyjskie i rosyjskie interesy - i to niweczył skutecznie. Wywiad brytyjski (o czym pisałem w poprzedniej części), wykrył głównego winowajcę tego stanu rzeczy i trafnie umiejscowił "go" (a raczej "ją") w sułtańskim haremie. Rząd brytyjski początkowo nie chciał w to wierzyć (były to bowiem nazbyt romantyczne historie, aby brać je na poważnie w twardej polityce mocarstw), i długo szukał sprawcy swoich kłopotów nie tam gdzie trzeba. W brytyjskim wywiadzie istniała jednak grupa ludzi, którzy (pomimo niechęci władz) postanowili jakoś odnaleźć owego "francuskiego szpiega" i go zneutralizować. Ponieważ jednak (trafnie) zakładano że znajduje się on w haremie, to znaczy że na pewno musi to być kobieta, teraz "tylko" trzeba ją odnaleźć i... zlikwidować. Do tego celu najlepsza byłaby inna kobieta, morderczyni, którą można by było zainstalować w sułtańskim haremie, i która miałaby za zadanie odnaleźć "Francuzkę". Szybko jednak okazało się że jest to zadanie niewykonalne i to z dwóch powodów. Po pierwsze, nie było jak szybko przerzucić dziewczyny do Konstantynopola, gdyż flota brytyjska admirała Duckwortha (która operowała w rejonie Morza Egejskiego i Morza Marmara), została zdziesiątkowana po ataku na Konstantynopol (3 marca 1807 r.) i musiała się wycofać. A była to jedyna brytyjska siła morska, operująca w tamtym obszarze. Drugim powodem były trudności w znalezieniu odpowiedniej kandydatki do przeprowadzenia takiego zadania (swoją drogą samobójczego, bowiem zapewne w haremie szybko jej postępek zostałby odkryty), większość kobiet, jakie wywiad brytyjski zatrudniał na swoje potrzeby, to były damy, które do mordowania raczej się nie nadawały, a jedyne co potrafiły, to zdobywać informacje drogą "łóżkową". Stąd plan wysłania do Konstantynopola egzekutorki właściwie od razu okazał się niewykonalny.

Należało więc znaleźć inny sposób, tym bardziej że zarówno rząd lorda Grenwille'a, jak i powołany (31 marca 1807 r.) nowy rząd Williama Cavendisha, księcia Portland, nie zamierzał wierzyć "bajkom" rozpowszechnianym przez wywiad i starał się znaleźć źródło swoich niepowodzeń w zupełnie innych (niewłaściwych) miejscach, i ponosił klęski, choć wydawało się że odnosi sukcesy. Ponieważ nie widziano innego zagrożenia (większość wezyrów sułtańskiego Dywanu i tak była przekupiona przez Brytyjczyków i Rosjan, a mimo to polityka Imperium Osmańskiego wciąż miała profrancuską linię), postanowiono uderzyć w samego prowodyra tego stanu rzeczy, za którego uważano właśnie sułtana Selima III, choć nie był to trafny wybór. Uważano że jeśli obali się Selima III, nowy sułtan zmieni swoją politykę i odwróci się od Francji i Napoleona, dlatego też brytyjskie złoto zaczęło teraz spływać w jeszcze większej ilości na wezyrów i ulemów, którzy nie byli zadowoleni z przeprowadzanej przez sułtana, tzw.: "Białej Rewolucji". Polegała ona na całkowitej modernizacji skostniałego aparatu Imperium Osmańskiego, na wzór zachodni, wprowadzenia stałej armii, reformy skarbu i administracji. To wszystko godziło w dotychczasowe przywileje wielkich rodów, które zdominowawszy osmańską politykę, armię i meczety (szkoły koraniczne), nie życzyli sobie jakichkolwiek zmian. Chciano aby "było tak jak było", bez żadnych zmian (choć widziano, że Imperium słabnie i nie jest w stanie tak jak dawniej konkurować z nowoczesnymi armiami państw Europy Zachodniej i Rosji). Nic więc dziwnego, że brytyjski plan obalenia profrancuskiego władcy, napotkał skorych naśladowców wśród tureckiej elity polityczno-religijnej państwa osmańskiego.

Jako pierwsi powstali (wcześniej podjudzeni) janczarzy (28 maja 1807 r.) mordując jednego z osmańskich ministrów, bliskiego sułtanowi i zajmując dużą część miasta (wschodnią, czyli azjatycką). Do buntu janczarów wkrótce przyłączyli się ulemowie, którzy oficjalnie... wyklęli władcę za to że nie miał potomstwa. Bunt janczarów (tzw.: "pierwszy bunt"), pokazał dobitnie iż władca ten był słaby i nie potrafił podjąć decyzji, z której potem by się nie wycofywał, i tak właśnie było w tej sytuacji. Sułtan poprosił janczarów o zakończenie buntu, w zamian deklarował rezygnację z dalszych reform i powrót do "tego co było". To nie pomogło i 31 maja janczarzy zajęli pałac sułtański, mordując większość zwolenników sułtana, a jego samego wtrącając do lochu (choć abdykował on już dwa dni wcześniej). Nowym władcą obwołano (wyciągniętego z lochów i mocno przerażonego) Mustafę IV - (kuzyna Selima III), który w podzięce pozwolił janczarom na kilka dni zamienić Konstantynopol w prawdziwy dom publiczny (grabili i gwałcili kogo chcieli). Dokonało się, profrancuski władca został obalony, jest teraz nowy sułtan, więc wszystko powinno wrócić do normy (tak myślano zarówno w Londynie jak i w Petersburgu), ale szybko okazało się, że... coś znowu jest nie tak. Dlaczego? Ano, nic się w zasadzie (poza zmianą władcy) w osmańskiej polityce nie zmieniło, wojna z Rosją o Mołdawię i Wołoszczyznę wciąż była kontynuowana, a stosunki dyplomatyczne z Francją nie zostały zerwane (co właśnie było celem Brytyjczyków, którzy ów bunt podsycili). Owszem, wpływy Sebastianiego (francuskiego ambasadora na dworze osmańskim) nieco zmalały, ale wciąż tam przebywał, a nowy sułtan wkrótce zezwolił Napoleonowi (styczeń 1808 r.) na przepuszczenie przez swoje terytorium 5 000 korpusu francuskiego, udającego się na Korfu. 




No tego już było za wiele. Po co zmiana władcy, skoro w zasadzie nic się nie zmieniło w tureckiej polityce. Rząd księcia Portland postanowił więc... przeprowadzić kolejną "rewolucję pałacową" w Konstantynopolu, która wybuchła (15 marca 1808 r.). Owszem, janczarzy po raz kolejny wymordowali wielu wciąż obecnych na dworze profrancuskich wezyrów, co spowodowało że przestraszony Mustafa IV, przystał na pewne żądania Londynu, ale Sebastiani wciąż nie został odwołany. Gdy już wydawało się, że sprawa jest "załatwiona", a sułtan spacyfikowany i podatny na "argumenty", przyszedł cios, wyprowadzony z...seraju, (co wkrótce przekona polityków brytyjskich, iż relacje wywiadu nie były tylko "zmyślonymi bajkami" jak dotąd uważano i że niebezpieczeństwo wciąż jest aktywne). Oto bowiem w lipcu 1808 r. wybuchł pro-selimowski bunt oficerów tureckich, którzy pod przywództwem zwolennika reform - Bajraktara (paszy Ruszczuku), na czele 20 000 żołnierzy zdobyli stolicę (28 lipca) i oblegli pałac sułtański (gdzie jeszcze bronili się janczarzy). Bajraktar zażądał na obrońcach kapitulacji i uwolnienia (przebywającego w lochu) sułtana Selima III, na co janczarzy odpowiedzieli, wyrzucając mu z pałacowych murów... głowę owego sułtana (jego ciało zostało zaś brutalnie zmasakrowane). Bajraktar przypuścił więc szturm i siłą zajął pałac, mordując wszystkich obrońców, oraz wysokich dostojników państwowych (wielki wezyr i mufti zostali utopieni, a reszta urzędników Mustafy IV - ścięta). Mustafa IV został obalony i ponownie zakuty w kajdany, zaś nowym sułtanem obrano jego młodszego brata - Mahmuda II (który był blisko związany z Selimem III). Wróciły czasy Selima III, gdyż Mahmud i Bajraktar (który został mianowany nowym wielkim wezyrem), wprowadzili ponownie wszystkie reformy, odwołane na rządów Mustafy IV, łącznie z odnowieniem wybitnie profrancuskiej polityki Imperium Osmańskiego.

Tego już było za wiele, okazało się bowiem że rewolucje i spiski pałacowe, jakie podżegali swym złotem Brytyjczycy - godziły nie tam, gdzie powinny. Teraz stało się jasne że rząd Jego Królewskiej Mości i całe Imperium Brytyjskie ma przeciwko sobie we wschodnim basenie Morza Śródziemnego - kobietę, która tym wszystkim steruje ze swojego bezpiecznego miejsca. Stało się jasne, że jeśli nie zostanie odnaleziona, problem będzie narastał. Ale aby ją odnaleźć, należy szukać w seraju, a tam był... gąszcz kobiet, od czego więc zacząć? Kobieta w haremie mogła skutecznie ukryć się przed męskim wzrokiem, jako że do seraju mógł wejść jedynie sułtan, ale ta "dama" była wyjątkowo niebezpieczna. Jedyną możliwością, jaką dysponowali Brytyjczycy, był... ponowny bunt janczarów, gdyż nic innego realnie nie wchodziło w grę. W listopadzie 1808 r. wybuchło kolejne powstanie janczarów (wywiad brytyjski poinformował ich o planach Bajraktara i Mahmuda II, mających doprowadzić do realnej likwidacji owej formacji). Zdobyli oni pałac i planowali zabić Bajraktara, ale ten ich uprzedził. Najpierw udusił, przebywającego w lochach Mustafę IV, a następnie usiadł w prochowni na jednej z beczek, i gdy tłum janczarów wyważył drzwi, podpalił lont wysadzając siebie i tych, którzy byli wewnątrz. Sterroryzowany przez janczarów Mahmud II, zmienił wówczas już ostatecznie swoją politykę względem Francji, zrywając stosunki z Paryżem i decydując się na (nieoficjalny) brytyjski protektorat. Londyn uzyskał wreszcie to, co chciał, ale... ta kobieta wciąż była w seraju. Wielu ciekawiło kim była owa dama, bo przecież to że nadal przebywała w haremie Mustafy II, było jasne. 

W 1817 r. sułtan Mahmud II popełnił jawne świętokradztwo, które jako "Przywódcy Prawowiernych" totalnie go dyskwalifikowało. Mianowicie ściągnął do swego haremu... katolickiego misjonarza, ojca Alexisa d'Arras, prefekta katolickiej misji (kapucynów) w Konstantynopolu. Po co to uczynił? Otóż według relacji historii Braci Mniejszych Kapucynów w stolicy Imperium Osmańskiego, w zimową noc ojciec Alexis został ściągnięty do seraju, aby... udzielić ostatniego namaszczenia pewnej, umierającej tam kobiecie, która przybyła do seraju jako chrześcijanka i teraz pragnęła odejść do Boga w wierze swoich przodków. Tam, w wielkiej sali haremu, leżała, otoczona niewolnicami pewna kobieta, wyglądająca na sułtankę. Obok jej łoża stał jeszcze inny mężczyzna - lekarz, a klęczał przy niej sułtan Mahmud II, który (według relacji ojca Alexisa) miał powiedzieć: "Matko moja, chciałaś umrzeć w religii swych przodków i tak się stanie". Otrzymała ostatnie namaszczenie i zakończyła swój żywot. A kim była owa kobieta i dlaczego Mahmud II nazywał ją swoją matką i czy była nią naprawdę? W 1809 r. londyńska prasa podała nieprawdopodobne odkrycie - ujawniono tożsamość kobiety, która przez lata zwodziła brytyjską dyplomację, kierując politykę Selima III ku  Paryżowi i Cesarzowi Francuzów. Wedle tych relacji owa "dama" była Kreolką i przyjaciółką oraz rówieśnicą żony Napoleona Bonaparte - Józefiny de Beaucharnais (z domu de la Pagerie). Wychowała się na Martynice, gdzie jej rodzice posiadali plantację i mnóstwo czarnych niewolników. W 1784 r. (gdy miała 21 lat) opuściła klasztor Najświętszej Marii Panny w Nantes (gdzie miała przebywać od 1776 r.) i udała się na statku w drogę powrotną na Martynikę. Nigdy tam jednak nie dotarła, gdyż okręt, którym płynęła, został napadnięty przez algierskich piratów, a ponieważ była młoda i ładna, trafiła najpierw na targ niewolników w Algierze, a następnie do seraju beja Algieru Mahomeda ben Osmana, który jeszcze w tym samym roku ofiarował ją w podarku sułtanowi Abdul Hamidowi I. Wkrótce została jego ulubioną konkubiną i urodziła mu syna - Mahmuda II (20 lipca 1785 r.). Zmarła w 1817 r. pod imieniem Naksidil Sultan (choć wcześniej miała nosić imię Aimee du Buc de Rivera). 
 



Relacja brytyjska (ta, którą przedstawiła prasa w 1809 r.) jest w dużej mierze nieścisła i niezgodna z pewnymi faktami (choć pewne rzeczy się zgadzają, jak choćby imię i nazwisko odaliski zarówno w czasie jej "francuskiego" jak i "tureckiego" etapu życia, oraz pewien szczegół, który mógłby sugerować jej przyjaźń z cesarzową Józefiną. Mianowicie jej zaangażowanie po stronie Francji Napoleona, kończy się definitywnie na przełomie 1808/1809 r. czyli w czasie gdy... Napoleon rozwiódł się z Józefiną i poślubił córkę cesarza Austrii Franciszka I - Marię Ludwikę). Istnieje bowiem francuska, zupełnie odmienna od brytyjskiej relacja o życiu panny du Buc de Rivery, która wydaje się bardziej prawdopodobna (brytyjska nafaszerowana jest przekazami wybitnie zmyślonymi, choć dodającymi kolorytu, typu iż młodym dziewczynom na Martynice ich przyszłość miała przepowiedzieć wróżka, która Aimee nazwała królową, a Józefinę "więcej niż królową" itd.). Otóż według tej relacji, Aimee de Buc de Rivera urodziła się na Martynice, w rodzinie francuskich plantatorów - Henryka de Buc de Rivera i Marii Anny d'Arbousset-Beaufond, ale nie w 1763, lecz 4 grudnia 1776 r. (czyli już trzynaście lat później). W 1785 r. została wysłana do klasztoru w Nantes, gdzie pobierała nauki. Jednak po wybuchu Rewolucji Francuskiej, jej opiekunka - madame de Montraboeuf (która po wyjściu za mąż stała się madame de Laurencin), postanowiła odesłać ją do rodziców, na Martynikę. Młoda dziewczyna w towarzystwie swej czarnoskórej niewolnicy - Zorah, nigdy jednak nie dotarła do domu. Statek, którym płynęła rozbił się podczas sztormu w Zatoce Biskajskiej, a rozbitków uratował przepływający tam okręt hiszpański, zmierzający na Majorkę.

To właśnie ten okręt napadli i zdobyli berberyjscy piraci, którzy następnie wystawili dziewczynę  na targu niewolników w Algierze. Tam została zakupiona do pałacu beja Algieru Mohameda ben Osmana, który wkrótce (1790 r.) ofiarował ją w prezencie młodemu sułtanowi - Selimowi III. Aimee trafiła do seraju, gdzie opiekę nad nią otoczyła matka sułtana, czyli Valide Sultan (najpotężniejsza kobieta w haremie) Mihrisah (lub Mihriszah). Owa Czerkieska (będąc wcześniej wychowana w religii chrześcijańskiej, a potem zmuszona przejść na Islam), widziała w młodej Aimee główną faworytę dla swojego syna i to właśnie pod jej kierunkiem Aimee uczyła się nowego języka i obyczajów, które musiała poznać, żyjąc w haremie władcy. Prawdopodobnie to też ona wybrała jej nowe imię - Naksidil ("Serdeczna"). Szybko jednak okazało się że nowa faworyta nie może sułtanowi dać syna, ale gdy i z innymi faworytami nie mógł on spłodzić potomstwa, uznano że najprawdopodobniej jest bezpłodny. Naksidil się tym nie zraziła, trwała przy swym sułtanie, jednocześnie będąc matką dla małego Mahmuda (przyszłego sułtana Mahmuda II), syna zmarłego sułtana Abdul Hamida I, którego to opiekę powierzyła jej sułtanka Mihrisah. Naksidil wychowała Mahmuda jak własnego syna (nic więc dziwnego że potem spełnił on jej ostatnią prośbę - gdy chciała umrzeć w wierze przodków), i często nawet jest uważana za jego prawdziwą matkę (choć realnie nie było to możliwe, zważywszy iż znalazła się w seraju dopiero w 1790 r., gdy Mahmud miał już 5 lat). Przez długie lata panowania sułtana Selima III, a szczególnie po śmierci (w 1805 r.) sułtanki Mihrisah, to właśnie ona sprawowała realną władzę nie tylko nad całym serajem, ale również nad kształtem osmańskiej polityki i aż do 1809 r. nadawała jej profrancuski kształt, jednocześnie będąc narażona na brytyjskie i rosyjskie knowania, spiski i próby zamachów. Zmarła w 1817 r. w Konstantynopolu w wieku 40 lat. 

Jej sława jednak przebiła się do europejskiej sztuki i literatury, zapełniając w XIX wieku europejskie salony opowieściami o tajemniczej Wielkiej Odalisce, niczym bajkami z "Tysiąca i jednej nocy". Wielu artystów właśnie pod wpływem tych opowieści, zaczęło malować swoje obrazy, ukazujące życie haremów, jako "królestwa nagich hurys". No cóż, Jacques Delille napisał w swym "Imaginationie": "Sny są echami naszych myśli" - a czyż może być piękniejszy sen, niż ten ukazujący urodę niewieściego ciała? 





PS: W kolejnej części przejdziemy na dwór wiedeński, bo tam też rozgrywała się zacięta walka wywiadów. Zobaczymy więc kto wyjdzie z niej zwycięsko.      

 

 GERMAN DEATH CAMPS

NEVER POLISH



CDN.

piątek, 27 kwietnia 2018

ZABAWNE SCENY Z POLSKICH FILMÓW - Cz. VI

KILKA ZABAWNYCH SCEN

Z POLSKICH FILMÓW I SERIALI


OTO KOLEJNA CZĘŚĆ ZABAWNYCH SCEN 
Z POLSKICH FILMÓW I SERIALI



JANOSIK

(1973 r.)


 Serial "Janosik" opowiada o słynnym zbójniku, który grasował w Karpatach na początku XVIII wieku. W ludowych podaniach przeszedł on do legendy, jako ten, który: "Zabierał bogatym i oddawał biednym", czyli był takim trochę swoistym Robin Hoodem. W 1711 r. (ponoć w wieku 23 lat) miał zostać hersztem grupy zbójeckich górali (czyli harnasiem) i przewodzić jej aż do zdrady i swej śmierci w 1713 r. Przez te dwa lata jednak zapisał się w pamięci ludowej jako dzielny obrońca uciśnionych i biednych mieszkańców Karpat (okolic ówczesnej granicy polsko-węgierskiej) i w taki też sposób został potem zapamiętany. Zginął, powieszony na haku za żebro, zgodnie ze zwyczajem, jakim wówczas karano zbójników.


ZBÓJECKI POJEDYNEK NA RĘCE

 


1:10 - "HARNAŚ, CO IM SIĘ STAŁO?
"PEWNIE ZOBACZYŁY DIABŁA!"
"ŻE NIBY MNIE?
"NA ANIOŁKA TO TY NIESTETY KWICZOŁKU NIE WYGLĄDASZ!"




JANOSIK I MARYNA KĄPIĄ SIĘ W RZECE, ORAZ WYKŁAD KWICZOŁA O STWORZENIU KOBIETY

2:50 - "GDZIE IDZIESZ?"
"MYŚLAŁEM ŻEBY TEŻ SIĘ WYKĄPAĆ"
"SIADAJ, KĄPAĆ SIĘ BĘDZIESZ PÓŹNIEJ, ZA DWIE NIEDZIELE - ZE MNĄ"
"ONI MOGĄ DZISIAJ?"
"HARNAŚ MOŻE, GRAJ!"

"GDZIE DIABEŁ NIE MOŻE TAM BABĘ POŚLE"
"WIDZISZ, Z BABĄ, TO BYŁO TAK - CHODZIŁ ADAM PO RAJU I CKNIŁO MU SIĘ BARDZO. PAN BÓG TO WIDZIAŁ, A ŻE MA DOBRE SERCE, POMYŚLAŁ SOBIE ŻE: TRZEBA ADAMOWI ZROBIĆ COŚ NA UCIECHĘ, I... WYMYŚLIŁ BABĘ. CIEMNĄ NOCKĄ PRZYSZEDŁ KU ADAMOWI I WYJĄŁ MU ŻEBRO, CO BY Z NIEGO ZROBIĆ DZIEWKĘ - ROZUMIESZ? AŻ TU NAGLE ZZA KRZAKÓW WYPADŁO OGROMNE PSISKO, CAP ZA ŻEBRO I W LAS. PAN BÓG ZA NIM. POD KONIEC GDZIEŚ TAM RAJU, PAN BÓG CHWYCIŁ PSA ZA OGON... I URWAŁ. I CO MIAŁ BIEDNY PAN BÓG ZROBIĆ? ZROBIŁ Z PSIEGO OGONA BABĘ. TAK JEST Z BABAMI!

"POCZEKAJ, TO JAK TO BYŁO? NAJPIERW BYŁ PAN BÓG, POTEM BYŁ ADAM, POTEM BYŁ PIES, A NA KOŃCU BABA. Uuu, Z BABĄ ŹLE. 
"A BEZ BABY?"
"JESZCZE GORZEJ!"




KWICZOŁ I PYZDRA - DWA SZWAGRY

 0:10 - PRZYNIOSŁEM CI TROCHĘ ŻARCIA, BO CI TAK W BRZUCHU BURCZY, 
ŻE ZAMKOWI MYŚLĄ ŻE BURZA IDZIE"
"NIE PRZEKUPISZ MNIE, GNIDO DWORSKA - MIEDZA BYŁA, JEST I BĘDZIE MOJA"

0:55 - "TY GNIDO DWORSKA, NA PRZESZPIEGI TU WLAZŁEŚ? DO LOCHU Z NIM... ZAPOMNIAŁEM ŻE NIE MAMY LOCHU, POWIESIĆ GO!"

3:45 - "BOJĄCY TO ON ZAWSZE BYŁ, ALE ŁEB TO MA"

4:45 - "TYŚ TO CZYTAŁ?
"JA!"
"ALE PRZECIEŻ TY CZYTAĆ NIE UMIESZ?"
"UMIEM!"
"ALE TU NIC NIE JEST NAPISANE?"
"JAKBY BYŁY LITERY, TO KAŻDY GŁUPI BY TO PRZECZYTAŁ"

6:20 - "CO CI POWIEM, TO CI POWIEM, ALE CI POWIEM"
"CIEPŁO"
"TEŻ PRAWDA"




 "BYWAŁO CO BABY ZBÓJOWAŁY Z CHŁOPAMI... BYŁA TAKA JEDNA... CO CAŁY REGIMENT OBALIŁA"
"OBALIŁA? CHYBA NA SIANO CAŁY REGIMENT OBALIŁA. TAK TO KAŻDA POTRAFI"

0:45 - "TRZEBA MARYNĘ PRZYJĄĆ DO BRACTWA"
"ALE JAK, WALUŚ, JAK, PRZECIEŻ PAMIĘTAM - NAJPIERW BYŁO GOLENIE, A... CO JEJ BĘDZIESZ GOLIŁ? POTEM PRÓBA ZIMNEJ WODY, POTEM RZUCANIE NOŻAMI, SMAROWANIE ŁOJEM"
"PORZĄDNY GÓRAL, CAŁUJE CIUPAGĘ I PRZYSIĘGA, A TAKIE SPYTKI TO MY ROBIMY Z DWORSKIMI GNIDAMI"




POJEDYNEK JANOSIKA Z BARDOSEM

0:55 - "WZYWAŁEŚ MNIE NA POMOC, WIĘC JESTEM"
"SAM SOBIE PORADZIŁEM, CHYBA WIDZIAŁEŚ?"
"ŹLE ZROBIŁEŚ, ZA ZABICIE ŻOŁNIERZY WIOSKA MOŻE PÓJŚĆ Z DYMEM"
"TO NIE MOJA RZECZ"
"CI LUDZIE SĄ POD MOJĄ OPIEKĄ!"
"TO IM SIĘ NIC NIE STANIE"
"PRAWDĘ RZEKŁEŚ. WOZY MUSZĄ WRÓCIĆ DO WIOSKI"
"JESZCZE NICZEGO NIE ODDAŁEM, CO RAZ WZIĄŁEM"
"ALE TERAZ ODDASZ!"
"KTO MI KAŻE?"
"JA!"

 


"PAMIĘTASZ MNIE? A PAMIĘTASZ JAK MNIE W GĘBĘ LAŁEŚ? NIE, KRÓTKĄ MASZ PAMIĘĆ. A GDZIE MASZ TALARY?
"JAKIE TALARY?"
"TEGO TEŻ NIE PAMIĘTASZ?

0:30 - "CO TO JEST?"
"KOŚCIOŁOWI DAŁEM, NA OFIARĘ"
"KOŚCIOŁOWI DAŁ NA OFIARĘ"

0:55 - "KOCHANE ZBÓJNIKI, POŁOWA DLA WAS, A POŁOWA..."
"...DLA BIEDNYCH"




"JA I STRACH? BRAŁEM UDZIAŁ W SIEDEMNASTU BITWACH, STU DWUDZIESTU TRZECH POTYCZKACH, CZTERNAŚCIE RAZY BYŁEM RANNY"
"NIE MA SIĘ CZYM CHWALIĆ GENERALE. JA, TRZYDZIEŚCI SETEK BARANÓW PORWAŁEM, DWADZIEŚCIA SETEK BARANÓW ZJADŁEM, W TYM CZTERY ŚMIERDZĄCE, I ŻYJĘ I DOBRZE!"




0:20 - "JA WAM POKAŻE, JAK SIĘ TO ROBI"

0:50 - "POKAZAŁEŚ... MOŻE BYĆ NABITY, WALUŚ, NIE STRZELAJ. 

1:15 - "SKACZE JAK WIEWIÓRECZKA TEN MÓJ SZWAGIER PYZDRA. BOJĄCY TO ON JEST, ALE ŁEB TO MA







"PLEBANKU, COŚ TAM POKRĘCICIE, POMRUCZYCIE I BĘDZIE, MŁODZI PIERWSZY RAZ ŚLUB BIORĄ, WIĘC SIĘ NIE POZNAJĄ.

5:00 - "ŚLUB BĘDZIE NIEWAŻNY, BO UDZIELONY POD PRZEMOCĄ"
"NIE GADAJCIE TYLE PLEBANKU, BO MNIE TO ZACZYNA MIERZIĆ. ŻADNEJ PRZEMOCY NIE BYŁO!"




ŚMIERĆ JANOSIKA, KWICZOŁA I PYZDRY




GERMAN DEATH CAMPS

NEVER POLISH



CDN.
 

czwartek, 26 kwietnia 2018

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. IX

CZYLI JAK TO KRÓL

RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV

PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE

CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO

W KONSTANTYNOPOLU


1645 r.

RZECZPOSPOLITA

Cz. III





KU MORZU I... NA KONSTANTYNOPOL


 Król Władysław planował też odbudować flotę wojenną (utraconą w sierpniu 1628 r. gdy wysłaną została do Wismaru, dla wsparcia floty cesarskiej podczas toczącej się w Niemczech religijnej Wojny Trzydziestoletniej pomiędzy katolikami a protestantami - otoczona została przez połączone floty szwedzką i duńską i tam zablokowana musiała się poddać. To była ta sama flota, która w listopadzie 1627 r. w bitwie morskiej pod Oliwą pokonała flotę szwedzką). Celem królewskim było wystawienie 20 okrętów wojennych na Morzu Bałtyckim (które ewentualnie można by było przerzucić na Morze Czarne poprzez kanał łączący Pinę z Muchawcem, który przez Bug łączy się z Wisłą, a o którego budowę również król mocno zabiegał), z tym że osiem okrętów utrzymywałby on sam, sześć książę pruski, dwa książę kurlandzki, dwa miasto Gdańsk, a po jednym miasta Toruń i Elbląg. Zakładano iż na jednym okręcie powinno być po 160 ludzi załogi, których koszt liczono po 7 złotych miesięcznie (z niewielką groszową nadwyżką), z tym że król planował wprowadzenie cła okrętowego, którymi miałyby być obłożone miasta Pomorza i Prus. W realizacji koncepcji budowy floty, w 1638 r. wybudowano nowy port wojenny we Władysławowie (ta nadmorska wieś, która wcześniej nosiła nazwę Wielka Wieś, została nazwana właśnie na cześć króla). Król miał dalekosiężne plany, wiedział bowiem doskonale że silna flota (którą można by skierować na Morze Czarne) w połączeniu np. z kozackimi czajkami (małymi łódkami, którymi Kozacy dokonywali dalekosiężnych morskich wypraw, częstokroć w ten sposób podpływając pod Konstantynopol, lub atakując regularne osmańskie galeony), byłaby potężną siłą, która wsparłaby na morzu, lądowe działania w planowanej wojnie z Imperium Osmańskim. 

Król planował także zawrzeć z Wenecją traktat handlowy (z którego również można by finansować rozbudowę floty). Co ciekawe, w owym czasie w portach polskich na Pomorzu swoje okręty budowali zarówno Hiszpanie (król Hiszpanii - Filip IV Habsburg), jak i Anglicy (Heidenstein podaje iż w porcie w Gdańsku budowano nowe okręty dla króla Anglii - Karola I Stuarta). Król planował zarówno przerzucić część floty na Morze Czarne, jak i... (w latach pokoju) przerzucić część Kozaków z ich czajkami nad Bałtyk, celem obrony przed Szwedami i Duńczykami. Plany te były bardzo ambitne, ale niestety, napotkały wielu przeciwników, głównie zaś wśród miast Pomorza, które nie chciały się zgodzić na obłożenie ich królewskim cłem okrętowym. Konflikt trwał dwa miesiące (październik-grudzień 1637 r.), a ostatecznie na sejmie (10 marca - 1 maja 1638 r.), król zrezygnował z planów wprowadzenia komory celnej, co w konsekwencji znacznie utrudniło królewskie plany odbudowy floty wojennej (Władysław nie zrealizuje jednak już swych planów do śmierci, zresztą - polska flota wojenna nie pojawi się już na Bałtyku aż do 1920 r. gdy Pomorze po latach zaborów ponownie wróciło w polskie ręce. Jednak prawdziwa rozbudowa floty wojennej zaczęła się dopiero w latach 30-tych XX wieku, i potem ta flota zapisała piękną kartę podczas II Wojny Światowej. Pamiętam, że ja jeszcze w latach 90-tych w szkole w Gdyni (gdzie chodziłem do I klasy), uczyłem się piosenki: "Morze, nasze morze, będziem ciebie wiernie strzec. Mamy rozkaz cię utrzymać, albo na dnie, na dnie twoim lec. Albo na dni, a Honorem - lec".).  






 "NIEPRZEWYŻSZONY TRIUMFATORZE, MY, SYNY KORONNE GARDŁA NASZE ZA OJCZYZNĘ WAŻYMY"

 



Ileż było dumnych zapowiedzi, ileż publicznego okazywania czci ornamentom ojczyzny na sejmach przez króla Władysława zwoływanych, ileż pochwał, którymi "panowie bracia" (czyli szlachta) obdarzali majestat królewski, nazywając króla: "nieprzezwyciężonym triumfatorem", "panem niezwykłej mądrości", "medykiem domowych nieporządków", lecz cóż z tego, skoro król był całkowicie uzależniony od szlachty, nie mogąc nawet przekonać jej do swych racji wojennych, mogących Ojczyznę ostatecznie od osmańskiego niebezpieczeństwa uwolnić. Nikt nie chciał wojny z Turkami. Dodatkowo na sejmie (sierpień-październik 1641 r.), szlachta zabroniła monarchom, opuszczać kraj bez zgody sejmu (wprowadzono też zasadę, iż dopuszczenie zagranicznej szlachty do polskich tytułów, możliwe jest też tylko podczas sejmów), oraz wyprawiono do Konstantynopola posła - Wojciecha Miaskowskiego, celem przedłużenia pokoju z Imperium Osmańskim. Król liczył, że nowy sułtan - Ibrahim I, który rok wcześniej zastąpił swego zmarłego brata - Murada IV na tronie Imperium Osmańskiego (swoją drogą, gdy Murad zmarł i wezyrowie pospieszyli do Simisirliku, gdzie w otoczony niewolnicami i kobietami z haremu, przebywał w "pięknej klatce" młody Ibrahim, aby poinformować go o śmierci brata, ten nie chciał im uwierzyć, przestraszony iż przyszli go zabić, zamknął drzwi wiodące do swej komnaty na zasuwę i twierdził że oto chcą go oszukać, a jego brat żyje i deklarował by Bóg dał mu długie życie, bowiem on nie pragnie być sułtanem. Dopiero gdy przyprowadzono jego matkę - sułtankę Kosem i pokazano mu ciało brata, uwierzył im), będzie bardziej skory do wojny, ale jego nadzieje okazały się daremne.

Młody 26-letni sułtan, był teraz ostatnią nadzieją Imperium Osmańskiego, bowiem gdyby go zabrakło, państwo musiałoby się rozpaść, był bowiem ostatnim przedstawicielem dynastii Osmanów i na gwałt potrzebowano wówczas nowych książąt (nic więc dziwnego że Kosem zapełniała jego sypialnię wciąż nowymi dziewczętami, aby spłodził jak najwięcej chłopców, choć on i tak je odsyłał, co potem doprowadziło do plotek o sułtańskiej impotencji. Matka jednak nie dała za wygraną i wciąż wysyłała mu kolejne dziewczęta z haremu, a z czasem blokada ustąpiła i młody władca nie odsyłał już więcej dziewcząt). W czasie, gdy do Konstantynopola przybywał poseł Rzeczypospolitej - Wojciech Miaskowski, co najmniej dwie haremowe niewolnice, wysłane przez sułtankę Kosem, były już w ciąży - Turhan i Dilasub (obie w następnym roku urodzą synów - Mehmeda i Sulejmana). Darujmy sobie jednak dwór osmański i wróćmy na północ, do Rzeczpospolitej. Miaskowski powrócił z Konstantynopola w sierpniu 1642 r. i przywiózł ze sobą nie tylko przedłużenie pokoju z Turkami, ale także pewne, poczynione przez nowego sułtana ustępstwa, które miały ów pokój ugruntować. To jeszcze bardziej przekonało szlachtę, iż wojny z Osmanami nie należy wszczynać, i bardziej jeszcze przyprawiło króla o rozpacz, ból głowy i ból nogi (nuncjusz papieski Filonardi, raportował w 1641 r. papieżowi Urbanowi VIII iż: "Król ma poważne problemy z chodzeniem, przesiaduje całymi dniami w krześle, a lewa noga, owinięta kawałkiem białego płótna i otulona kawałkiem futra wydaje się znacznie potężniejsza od drugiej"). Przy mężu, aby łagodzić jego ból, przesiadywała królowa Cecylia Renata, gotowa spełnić jego życzenia, a król podczas choroby (czy bólu nogi) był wyjątkowo męczący (wręcz nie do zniesienia) i to zarówno dla służby jak i dla własnej małżonki.

Ale przy niej się uspokajał. To ona namówiła go aby w Wielki Czwartek zaczął w kościele myć nogi ubogim, a w Wielki Piątek odwiedzał groby w warszawskich kościołach. Cecylia Renata podzielała też pasję męża co do polowań, tańców, teatru (na swój teatr w Zamku Królewskim w Warszawie, z aktorami sprowadzanymi z Italii i Francji, z opuszczaną sceną i zmieniającą się scenerią, król łożył ogromne środki ze swego skarbu), opery i baletu. Ale bolało ją, gdy widziała jak starzejący się monarcha, wciąż ugania się za spódniczkami (szczególnie za jej dwórkami), i to amory nie przechodziły mu nawet wtedy, gdy bolała go noga i gdy nie mógł chodzić. Ale jak już kładł się do łóżka, to stawał się wprost nie do wytrzymania - płakał, narzekał że wszystko go boli, że poduszka leży nierówno, że noga jest odkryta itd.). 8 stycznia 1642 r. wystrzałem z armat powitano narodziny drugiego królewskiego dziecka, tym razem dziewczynki, która otrzymała imię Maria Anna Izabela. Radość panująca na dworze i w całej Warszawie, szybko się zakończyła, gdy dziewczynka, po przeżyciu miesiąca - zmarła (7 lutego). Był to cios, który razem przeżywali król i królowa. W czerwcu tego roku, królowa Cecylia Renata musiała rozstać się ze swoją przyjaciółką, z którą przyjechała do Warszawy we wrześniu 1637 r. księżniczką Annę Katarzynę Konstancję, która została wówczas wydana za księcia Nadrenii - Filipa Wilhelma. Kolejne lata były już dla pary królewskiej dość spokojne, a Cecylia Renata raz jeszcze zajdzie w ciążę. 

Tymczasem w polskiej polityce też niewiele się zmieniało. Na kolejnych sejmach (luty 1642 r. i luty-marzec 1643 r.), szlachta gardłowała iż to ona właśnie, w przypadku niebezpieczeństwa Ojczyzny, pierwsza stanie w obronie granic Najjaśniejszej Rzeczypospolitej ("Gardła nasze za Ojczyznę ważymy"), ale wojny z Ottomanem nie chce i na to pieniędzy nie da. Ale z każdym kolejnym rokiem król utwierdzał się we własnym przekonaniu doprowadzenia do wojny, i to na najróżniejsze sposoby (łącznie z prowokacją, do jakiej choćby doprowadził w Inflantach, pragnąc wznowić wojnę ze Szwecją w 1639 r. - ów najazd na Inflanty i nieudana prowokacja Hermana Botha, działającego w imieniu króla, która to jednak nie pociągnęła za sobą wybuchu wojny polsko-szwedzkiej). Król był przekonany - wojna z Osmanami wybuchnie, czy się to szlachcie podoba, czy nie, a on będzie tym, który wyzwoli Konstantynopol, na powrót reaktywując tam królestwo chrześcijańskie. Kolejne lata były kluczowe w tym zamierzeniu, gdyż królowi udało się pozyskać zarówno hetmana wielkiego koronnego Stanisława Koniecpolskiego (mistrza wojen podjazdowych z Tatarami), jak i zagranicznych sojuszników. Plan wojny był skrupulatnie opracowywany, a kolejne zwycięstwa, jak choćby to w bitwie pod Ochmatowem (30 stycznia 1644 r.), gdzie hetman Koniecpolski dosłownie zniósł 20 000 Ordy Tatarskiej, która pod wodzą Tuhaj-Beja zamierzała zdobyć bogaty jasyr - jeszcze bardziej utwierdzały króla w tym przekonaniu.  

    


 

TUCHAJ-BEJ ROZSIERDZIŁ SIĘ!

"PRECZ PSY NIEWIERNE, MÓJ JASYR PRZYSZLIŚCIE ZABRAĆ, ŚWINIOJADY?




 GERMAN DEATH CAMPS

NEVER POLISH



CDN.

środa, 25 kwietnia 2018

AKT 447 - WON Z TYM!!!

WOJNA HYBRYDOWA - REAKTYWACJA


WOJCIECH CEJROWSKI: 
"TO SĄ ABSURDALNE ROSZCZENIA 
HIEN CMENTARNYCH (...) WON Z TYM"
 


Długo się na ten temat nie wypowiadałem (podświadomie licząc że jednak nie będę musiał), ale teraz, widząc co się dzieje nie mogę dłużej milczeć. Oto bowiem w dniu wczorajszym w Kongresie Stanów Zjednoczonych Ameryki, przegłosowano senacką ustawę S447 (wcześniej zablokowaną w senacie), w trybie przyspieszonym. Ustawa ta, zobowiązuje Departament Stanu USA do informowania Kongresu o postępach w tzw.: "restytucji" mienia pożydowskiego w krajach Europy Środkowo-Wschodniej (oczywiście głównie chodzi o Polskę). Żeby było jasne (i zapewne osoby interesujące się tematem o tym doskonale wiedzą), zarówno senacka ustawa S447, jak i zmieniona ustawa Kongresu HR1226, nie dotyczą kwestii restytucji mienia przez ewentualnych spadkobierców pozostawionych w Polsce majątków, co oczywiście wynika ze Świętego Prawa Własności i nie podlega żadnej dyskusji. Ja bowiem uważam że każdy, kto utracił swoją własność czy to w wyniku wojny i niemieckiej okupacji Polski, czy też potem, w wyniku komunistycznej władzy Sowietów nad naszym krajem i wprowadzonej przez nich nacjonalizacji - ma nie tyle prawo, ale i obowiązek odzyskać swoją własność - koniec kropka, i nie ma tutaj dwóch zdań. Ja to widzę w taki sposób, przychodzi spadkobierca danej własności (danego majątku), pokazuje dokumenty że albo on sam, albo też jego rodzina byli właścicielami nieruchomości i wówczas (po sprawdzeniu w księgach wieczystych czy - bo to jest niezwykle ważne - owa nieruchomość jeszcze przed wybuchem wojny nie została zadłużona, a jeśli tak, to nim dawną własność się odzyska, należy spłacić całe zadłużenie z odsetkami), nic nie stoi na przeszkodzie w oddaniu spadkobiercom ich dawnej własności. Ale przecież ani w akcie 447, ani (tym bardziej) akcie 1226 nie o to chodzi.

A o co chodzi, jak nie wiadomo o co chodzi? Oczywiście chodzi o pieniądze, i to ogromne pieniądze przekraczające kwotę 300 000 000 000 dolarów (tak, 300 miliardów dolarów). Oczywiście nie chodzi tutaj o pieniądze (te w formie papierków), gdyż w dzisiejszym, niepewnym globalnie świecie, już jutro mogą się one okazać bezwartościową kupą śmieci (jak było np. w Niemczech po I Wojnie Światowej, gdzie milionami marek... palono w piecach, bo, można za to wówczas było co najwyżej sobie kupić z połowę chleba - bo na cały i tak by nie starczyło. Budowany więc stosy pieniędzy i... wrzucano je do ognia), tutaj chodzi o żywy majątek, o ziemię, na której obecnie stoją już jakieś budynki lub zakłady przemysłowe (lotniska, fabryki itd.), oraz kamienice i domy mieszkalne, w każdym razie chodzi tutaj o zdobycie realnej, materialnej własności. Oczywiście akt 447 (i 1226) dotyczą głównie (a w zasadzie to jedynie) mienia pożydowskiego, utraconego w wyniku wojny i komunistycznych wywłaszczeń po jej zakończeniu, ale wbrew pozorom ustawy te nie dotyczą Żydów jako takich. Żaden Żyd nie otrzyma choćby centa z owych 300 miliardów dolarów o które teraz tak intensywnie rozpoczęto walkę, gdyż nie o to chodzi. Tutaj jedynymi spadkobiercami (proszę zauważyć - chodzi tu o mienie bez spadkowe, czyli takie, którego albo właściciele już nie żyją i nie posiadają potomstwa, albo też nie posiadają żadnych dokumentów, mówiących o tym iż ich przodkowie byli właścicielami danej nieruchomości) będą WYŁĄCZNIE organizacje żydowskie, typu Światowy Kongres Żydów czy Amerykański Kongres Żydów - czyli innymi słowy organizacje, które w czasie II Wojny Światowej wybitnie się przyłożyły do realizacji niemieckiego planu Holokaustu Żydów w Europie (pisałem już o tym trochę w poprzednich postach). 





I te wszystkie żydowskie organizacje przestępcze (które w czasie Wojny podzielały pogląd m.in. taki, jaki wypowiedział Chaim Weizmann - późniejszy prezydent niepodległego Izraela, iż 1-2 milionów Żydów w Europie "zniknie jak kurz"), teraz mają jakąkolwiek czelność domagać się czegokolwiek od Polski? Bandyta, chce się domagać od ofiary zadośćuczynienia, za to, że dopomógł mordercy w zabiciu jego krewnego, który także był ofiarą? (innymi słowy - organizacje żydowskie, które jawnie dopomogły hitlerowskim Niemcom w przeprowadzeniu Holokaustu swych żydowskich współziomków, których traktowali jak śmieci, jak bydło przeznaczone na rzeż, aby potem można było na tym żerować i zarabiać pieniądze, domagają się dziś rekompensaty za Holokaust Żydów na... Polsce i Polakach, którzy sami przeszliśmy przez podobny Holokaust, wykonywany rękoma zarówno Niemców jak i Rosjan/Sowietów?). Zakrawa to na kpinę - prawda, tym bardziej że organizacje te nie mają ŻADNYCH podstaw do domagania się zwrotu mienia pożydowskiego w Polsce, bo niby z jakiej racji, i w imię czego? Państwa Izrael w czasie II Wojny jeszcze nie było, a ci Żydzi, którzy ginęli na polskiej ziemi w niemieckich obozach zagłady i krematoriach, mieli tyle samo wspólnego organizacjami żydowskimi, czy choćby nawet z Żydami amerykańskimi, ile mają choćby dzisiejsi muzułmanie z Bliskiego Wschodu z kulturą europejską - to jest właśnie ten poziom. Żydzi, którzy ginęli w niemieckich fabrykach śmierci - byli... Polakami, byli obywatelami polskimi i jako tacy muszą być rozpatrywani. Nie posiadali ani paszportów Izraela, ani USA, ani żadnego innego kraju. Na tej ziemi się wychowali, na tej ziemi się urodzili, tutaj żyli, tutaj wychowywali swoje dzieci. 

W 2002 r. Roman Polański (także polski Żyd), nakręcił film pt.: "Pianista" z Adrienem Brody w roli głównej, opowiadający o historii życia polskiego pianisty i kompozytora pochodzenia żydowskiego - Władysława Szpilmana, wielkiego polskiego patrioty. Któż wie, iż ten sam Szpilman powiedział o Polakach po latach w jednym z wywiadów takie oto słowa: "To są właśnie Polacy, gdyby mnie (Niemcy) złapali, oni wszyscy idą pod ścianę. To jest typowy objaw Polski, niech mi pan wierzy. Jak trzeba oddać życie, to od razu. Jak jest pokój, to się kłócą, tak to jest, nie wiem dlaczego, ale jak jest niebezpieczeństwo, to swoje życie oddadzą dla ciebie". W czasie pokoju Polacy się ze sobą kłócą, ale jak jest niebezpieczeństwo to "swoje życie oddadzą za ciebie" - czy można tu jeszcze coś dodać? A weźmy jeszcze postać innego wielkiego polskiego pianisty pochodzenia żydowskiego - Artura Rubinsteina, który podczas sesji inauguracyjnej Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, miał odegrać tam swój koncert, ale gdy zauważył iż wśród wielu flag i sztandarów zgromadzonych w sali, w której odbywała się owa uroczystość, nie ma polskiej flagi, kraju najbardziej doświadczonego wojną i to z dwóch stron (przez Niemców i Rosjan), łzy napłynęły mu do oczu. Nie wytrzymał, wziął mikrofon, podszedł do publiczności i poprosił wszystkich by wstali, bowiem teraz zamierza on odegrać hymn kraju najbardziej doświadczonego przez wojenną pożogę, którego jednak flagi nikt nie umieścił wśród sztandarów innych państw (być może stało się tak na "prośbę" delegacji sowieckiej) - Hymn Polski. Usiadł i zagrał ów hymn, a cała sala stała słuchając Mazurka Dąbrowskiego (łącznie z delegacją sowiecką, która nie spodziewała się takiego obrotu sprawy, a sowiecki przedstawiciel przy ONZ był cały czerwony, musząc stać i słuchać polskiego hymnu). Gdy Rubinstein skończył, cała sala przywitała to oklaskami. 




Listę polskich Żydów mógłbym wymieniać długo (łącznie z moim ulubionym międzywojennym pisarzem i poetą - Marianem Hemarem na czele), ale... jakie to ma znaczenie, kogo to obchodzi? Przestępcze organizacje żydowskie, które patrzą jakby tutaj wydoić z kasy jakichś nowych frajerów? Ja nie mam co do nich złudzeń. Chciałbym jednocześnie wyrazić moje serdeczne podziękowania dla amerykańskiej Polonii, wiem ile pracy włożyła ona w przekonywanie amerykańskich polityków co do odrzucenia aktu 447 (i 1226). Być może było za późno, być może nie było wsparcia ze strony polskich władz (swoją drogą ja się zapytuję, czy PiS-owi jeszcze zależy na drugiej kadencji, czy już mamy budować inne, typowo patriotyczne stronnictwo, a wiem że takie powstanie i wtedy kopniemy was centralnie w d...ę i te wasze pisowskie zapowiedzi o "dobrej zmianie"), ale praca, jaką wykonali jest doprawdy niesamowita (teraz co prawda tego zbytnio nie śledziłem, ale w lutym dzwoniłem do swojego przyjaciela z USA, który dość mocno zaangażował się w tę kwestię i choć mieszka  i pracuje na Florydzie, gdy było trzeba jeździł z petycjami dla kongresmenów do Waszyngtonu - co prawda nie tylko on sam, była ich tam jakaś większa grupa). Za całą tę pracę, jaką wykonaliście:


BARDZO WAM DZIĘKUJĘ!


 Teraz zobaczymy co z tym dalej zrobi prezydent Trump? Dla mnie sprawa jest prosta - jeśli on to podpisze, to już może zapomnieć o drugiej kadencji prezydenckiej (nie jest bowiem tajemnica, że Donald Trump wygrał te wybory właściwie o "włos" i to przede wszystkim dlatego, że w ogromnej większości poparli go Polacy w Stanach Zjednoczonych). Wybór więc wydaje się jasny - jeśli on to podpisze, to już wówczas przegrał nadchodzące wybory. Mamy tutaj bowiem do czynienia z czystą zbrodnią, popełnianą w białych rękawiczkach - jak bowiem można żądać od kogokolwiek jakiegokolwiek zadośćuczynienia, nie mając na poparcie swoich słów żadnych dowodów ani dokumentów, i występować z żądaniem zwrotu danej nieruchomości na podstawie... pochodzenia? No przepraszam - to ja sobie założę jakąś organizację i wystąpię oficjalnie do władz amerykańskich o zwrot jakiegoś majątku, w którym kiedyś mieszkali Polacy, bo przecież ja też jestem Polakiem, to mi się należy, prawda? A że nie mam do tego żadnych podstaw, no to co? Ważne że tam mieszkali kiedyś Polacy a moja organizacja występuje teraz o restytucję tego mienia z powrotem w polskie (czytaj - moje) ręce. Śmieszne? Głupie? Niedorzeczne? I co z tego - płaćcie, bo tam kiedyś mieszkali Polacy i to mi się należy. Czynimy więc precedensy? Odrzucamy prawo rzymskie, na którym jest zbudowane prawo państw europejskich i USA - które mówi iż w przypadku braku spadkobierców, dany majątek automatycznie przechodzi na własność państwa, na którego terenie stoi. Jeśli odrzucamy to prawo i prowokujemy jakieś precedensy, nie miejmy potem pretensji, że z podobnymi roszczeniami mogą się zwrócić np. do USA czy do Niemiec (utracony, ogromny majątek Związku Polaków w Niemczech, rozwiązanego w 1940 r. dekretem Hermanna Goeringa i... do dziś nie cofniętego - nazistowskie prawo obowiązuje do dzisiaj w Niemczech - super prawda?), o zwrot pozostawionego tam, przez mieszkających kiedyś Polaków mienia (ziemi oraz nieruchomości). 

Kończąc, zobaczymy co z tym aktem teraz uczyni prezydent Trump. Ja sądzę że on tego nie podpisze (przynajmniej w tej kadencji), a to daje nam czas na przygotowanie wreszcie ustawy reprywatyzacyjnej z prawdziwego zdarzenia, której nie możemy się doczekać od prawie trzydziestu lat. Wiem że to się wcześniej czy później uda zrobić. Swoją drogą, nie zastanawialiście się, dlaczego tak wiele organizacji (nie tylko żydowskich) teraz tak intensywnie ściąga do Polski? Nie zastanawia to nikogo? Po co oni tu przyjeżdżają? Czyżby te "przygłupy" - czyli ci wszyscy jasnowidze i mistycy, mówiący o niesamowitym wręcz wzroście pozycji naszego kraju i tego że to właśnie "z Polski wyjdzie odnowa, która zmieni świat", nie mylili się? Kochani - wkrótce nie tyle my USA, ile USA nas będą potrzebować na potęgą (zresztą nie tylko oni), zobaczycie, zmiany już postępują, teraz tylko toczy się walka o to... kto będzie ich beneficjentem. Ale Kochani, bądźmy dobrej myśli i ufajmy Bogu - bo to tylko On jest jedynym i niepodważalnym suwerenem wszystkich państw, narodów i wszystkich ludzi razem wziętych. Miejmy wiarę i bądźmy z Bogiem a wówczas żadna siła (ta widzialna i ta niewidzialna) nie będzie w stanie uczynić nam żadnej krzywdy.  






 GERMAN DEATH CAMPS

NEVER POLISH