Mali chłopcy zawsze chcą być żołnierzami,Indianami,
policjantami, strażakami albo prezydentami - rosną, starzeją się, bywają żołnierzami, Indianami, strażakami, policjantami, prezydentami. Miewają już swoje komże, psy i okręty - a jednak tak naprawdę chcą jedynie być kimś innym i zadręczają się tym do śmierci.
Nieszczęśliwy kto nie jest takim małym chłopcem, dorosłym małym chłopcem, który gdzieś w zakamarku duszy hołubi wielkie marzenie, tęsknotę za czymś innym, odległym, lepszym...
DZIŚ ŚWIAT MIĘDZYWOJENNEJ POLSKI, POKAZANY NA PODSTAWIE ARCHIWALNYCH ZDJĘĆ I FILMÓW Z LAT 1919-1939. JAK WYGLĄDAŁA TAMTA NASZA OJCZYZNA TAMTE MIASTA, TAMTA WARSZAWA? CZY ZDAJEMY SOBIE SPRAWĘ CO UTRACILIŚMY? OTO KILKA ZDJĘĆ I FILMÓW Z EPOKI, UKAZUJĄCYCH TAMTĄ DAWNĄ POLSKĘ, TĘ KTÓRĄ ODEBRALI NAM TOTALITARNI BANDYCI - NIEMCY I SOWIECI
OTO WARSZAWA W 1945
"MIASTO RUIN"
NIEMCY - WASZE DZIEŁO
A TAK WYGLĄDAŁA
WARSZAWA MIĘDZYWOJENNA
PARYŻ PÓŁNOCY
(w latach 30-tych)
A OTO ZDJĘCIA:
WARSZAWA
PAŁAC w WILANOWIE
lata 30-te
WARSZAWA
PAŁAC KRÓLEWSKI I PLAC ZAMKOWY
(CEREMONIA PODPISANIA NOWEJ KONSTYTUCJI)
23 KWIETNIA 1935 r.
WARSZAWA
PAŁAC W BELWEDERZE
(UROCZYSTOŚĆ IMIENIN MARSZAŁKA
JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO)
18 MARCA 1935 r.
ZALESZCZYKI
(LETNI KURORT NA POŁUDNIOWO-WSCHODNICH KRESACH II RZECZPOSPOLITEJ)
lata 30-te
WARSZAWA
(W LUNAPARKU)
lata 30-te
GDYNIA
(ULICA ŚWIĘTOJAŃSKA)
lata 30-te
GDYNIA
(DOM BAWEŁNY)
lata 30-te
GDYNIA
(OSIEDLE MIESZKANIOWE
PRAWDOPODOBNIE CHYLONIA)
lata 30-te
GDYNIA
(ORŁOWO - MOLO)
lata 30-te
GDYNIA
(DNI MORZA)
CZERWIEC 1936 r.
WILNO
("MIŁE MIASTO, JEDNO Z NAJPIĘKNIEJSZYCH
MIAST W ŚWIECIE")
(PLAC MARSZAŁKA PIŁSUDSKIEGO
DZIŚ PLAC ŁUKISKI)
lata 30-te
TRUSKAWIEC
(KURORT W REJONIE LWOWA)
lata 30-te
WARSZAWA i ŚLĄSK
(DWUDZIESTA ROCZNICA
ODZYSKANIA NIEPODLEGŁOŚCI)
LISTOPAD 1938 r.
A NA ZAKOŃCZENIE KOCIAKI II RZECZPOSPOLITEJ
CZYLI NASZE PIĘKNE PRZEDWOJENNE DAMY
LETNI WYPOCZYNEK
GDYNIA ORŁOWO i TRZY NIMFY
NA NIEKTÓRYCH PLAŻACH (m.i.n: W GDYNI) ISTNIAŁ ZAKAZ POKAZYWANIA KOBIECYCH PLECÓW - ALE JAK WIDAĆ TE DWIE URLOPOWICZKI NIC SOBIE Z TEGO NIE ROBIĄ
ODPOCZYNEK NA HELU
JASTRZĘBIA GÓRA
1937
(PTASZEK?)
KRAKÓW
(DZIEWCZĘTA NAD WISŁĄ)
TRZY GRACJE
1934r.
ZOFIA DOBROWOLSKA
1932 r.
WANDA MAŚLIŃSKA
(MISS POLONIA)
1932
MARIA ŁOSIŃSKA
("ANTYCZNA BOGINI Z OLIMPU")
1939 r.
STEFANIA JARKOWSKA
(JAKO POKOJÓWKA)
STEFANIA STANISŁAWSKA
(NÓŻKA W GÓRĘ)
STEFANIA STANISŁAWSKA
(UWAŻAM ŻE NAJPIĘKNIEJSZE KOBIETY CHODZĄ W DŁUGICH SUKNIACH - TAKI JUŻ MAM "FETYSZ" O CZYM MOJA PANI DOSKONALE ZDAJE SOBIE SPRAWĘ)
"HORATIUS FLACCUS W TRUDACH WIĘZIENIA MOSKIEWSKIEGO"
1610 r.
Wszystko układało się po myśli króla Władysława i wydawało się że plany wojny przeciwko Turkom i Tatarom już wkrótce się urzeczywistnią. Sprzyjały temu zarówno zewnętrzne jak i wewnętrzne okoliczności, jak choćby wielkie zwycięstwo pod Ochmatowem ze stycznia 1644 r. hetmana Stanisława Koniecpolskiego i rozbicie ordy tatarskiej Tuhaj-Beja. Śmierć papieża Urbana VIII (29 lipca 1644 r.), który był niechętny wojnie z Osmanami i wolał zajmować się walkami o dominację włoskich państewek w Italii, oraz wybór nowego papieża - Innocentego X (15 września), bardziej skorego do zawiązania sojuszu anty-osmańskiego. Sukcesy w negocjacjach z Persami (choć wysłany dwukrotnie do Isfahanu Teofil Szemberg, został zamordowany w drodze powrotnej jeszcze w Dagestanie w początkach 1640 r. przez miejscowych "Lezginów". Szach Persji - Safi I w tym samym 1640 r. wyprawił się na Lezginów, pobił ich i wydobył ciało Szemberga, chowając je na terenie należącego do polskiej misji - katolickiego kościoła w Isfahanie.), szczególnie od 1644 r. Władysław sądził że teraz na pewno nic już nie może stanąć mu na drodze w jego wojennych planach podboju Krymu, wyzwolenia Bałkanów i zajęcia Konstantynopola, wszystko jak na razie układało się po jego myśli. Na horyzoncie już szykował się poważny konflikt militarny Turcji z Wenecją i choć jeszcze do niego nie doszło otwarcie, obie strony przygotowywały się do nieuniknionej konfrontacji. W głowie króla Władysława powstał wówczas plan uderzenia na Turków od strony Bałkanów, tak aby wzięci w dwa ognie nie mieli realnej szansy na jakąkolwiek obronę.
Tymczasem 13 lutego 1645 r. do Warszawy zwołany został sejm, na którym (m.in.) radzono nad ewentualną wojną z Turkami i Tatarami. Szlachta zgodziła się jedynie na "Potrzebę stanowczej rozprawy z Tatarami, jako warunku spokoju i ładu na południowo-wschodnich granicach Rzeczypospolitej". Król jednak przekonywał że jakakolwiek rozprawa orężna z Tatarami, spowoduje natychmiastową kontrakcję Porty Osmańskiej, dlatego też należy radzić nad planami wojny zarówno przeciw chanowi jak i sułtanowi Ibrahimowi. Na tę propozycję zdecydowanie odpowiedziała szlachta, która wystąpiła z zarzutami co do komisji granicznej pod przewodnictwem Jędrzeja Szołdrskiego biskupa poznańskiego, wysłanej w roku ubiegłym do Trubecka, mającej przygotować to miasto na oddanie Moskwie, w celu zyskania jej poparcia dla wojny przeciw Osmanom i Tatarom. Zdecydowany sprzeciw przedstawicieli Trubecka, którzy przybyli na sejm (choć miasto w ogromnej większości zasiedlali prawosławni, posługujący się też głównie mową ruską), zapowiedzieli że podejmą walkę w obronie swego miasta, gdyby król zdecydował się: "sprzedać nas Moskwicinom". Szlachta wsparła przedstawicieli Trubecka i zapowiedziała że o żadnej korekcie granicznej z Moskwą nie ma mowy. Sejm zakończył się 27 marca odmową przekazania Moskwie Trubecka oraz odmową wobec królewskich planów wojny z Turcją i Tatarami. W tym momencie w królewskich planach zaświtała inna myśl, która spokojnie pozwoliłaby obejść zgodę szlachty na tę wyprawę wojenną. Otóż króla liczył na to, że wkrótce ruszy kolejny rabunkowy najazd tatarski na południowo-wschodnie kresy Rzeczypospolitej, wówczas... można było bardzo łatwo przejść od obrony do ataku. Po prostu można było gonić Ordę aż do granic Chanatu, przekroczyć ją i teraz już bez przeszkód iść na Bakczysaraj, doprowadzając do upadku Krymu. Szlachta nie mogłaby się sprzeciwić, gdyż (przynajmniej teoretycznie) wciąż byłby to element wojny obronnej, podczas której to król był najwyższym wodzem. I tak właśnie monarcha zamierzał postąpić.
KRÓL WŁADYSŁAW IV
Tymczasem król rozpoczął rokowania z cesarzem Ferdynandem III Habsburgiem (bratem jego zmarłej niedawno żony - Cecylii Renaty) o stałą ojcowizną dla syna - Zygmunta Kazimierza (tron w Rzeczpospolitej nie był dziedziczny a obieralny). W zamian za 600 000 złotych reńskich, otrzymywał od cesarza na 50 lat księstwo raciborsko-opolskie na Śląsku (30 maja 1645 r.). Teraz celem króla (oprócz doprowadzenia do wojny z Osmanami), stało się przejęcie mediacji nad toczącą się w Europie od 1618 r. czyli już wówczas prawie 30 lat, Wojną Trzydziestoletnią. Władysław obmyślił sobie, że jeśli zostanie mediatorem w tym konflikcie i doprowadzi do zgody wszystkie strony biorące w nim udział (tak katolików jak i protestantów), zyska sławę i poważanie, a przede wszystkim uwolni siły chrześcijańskie od wyniszczającego się wzajemnego konfliktu i skieruje je przeciwko muzułmanom z Imperium Osmańskiego. Francja wsparła pomysł Władysława i poddała się jego mediacji (kardynał Mazzarini w swych listach wychwalał cnoty Władysława i deklarował swoje poparcie dla królewskich planów), ale inne kraje były przeciwne. W czerwcu 1645 r. wybuchła z całą siłą wojna wenecko-turecka, a Turcy wysadzili desant na Krecie i oblegli tamtejszą wenecką twierdzę - Kandię. Król uznał że oto nadszedł właściwy czas i postanowił przyspieszyć swoje starania o pozyskanie poparcia dla swych planów wojennych w Europie. Pragnął stać się mediatorem pomiędzy katolikami i protestantami i aby udowodnić swoją wolę, postanowił zorganizować kongres religijny pod nazwą Colloquium Charitativum ("Rozmowa Przyjacielska") w Toruniu - 29 sierpnia 1645 r. Zaproszeni zostali katolicy i protestanci różnych wyznań w celu podjęcia wspólnej debaty na tematy teologiczne (jedynej takiej wówczas w całej Europie, gdzie wyznawcy różnych odłamów chrześcijaństwa wzajemnie się mordowali i palili sobie kościoły oraz zbory, ale nie podjęli się wspólnej debaty, która doprowadziłaby zwarcia pokoju).
"Rozmowa Przyjacielska" stała się sławna w całej ówczesnej Europie i choć wielu obstawało przy "czystości swojej doktryny", przybyli do Torunia aby wzajemnie po przyjacielsku w gronie wyznawców Jezusa Chrystusa podebatować. Katolicy (Rzym) wybrał na swego głównego reprezentanta biskupa żmudzkiego Tyszkiewicza, bracia czescy na synodzie w Lesznie wybrali sobie Goldensterna - starostę sztumskiego, kalwiniści zaś na synodzie w Chmielniku i potem w Orli - Gorajskiego - kasztelana chełmskiego, bracia polscy zaś mistrza Kaliksta z Helmstatu. luteran reprezentował profesor Jan Hulsemann z Wittenbergi, cieszący się wielkim autorytetem wśród swych współwyznawców i stojący twardo na gruncie "czystości doktryny". Każdy reprezentant miał przy sobie spore grono teologów (collocatores), Tyszkiewicz miał łącznie 24 zakonników i profesorów Akademii Krakowskiej, odłamy protestanckie miały po 23 uczonych z całej Europy każda. Rozmowy od początku były trudne, bowiem każda ze stron starała się przekonać drugich do swojej racji, jednocześnie samemu stając na gruncie czystości własnej doktryny. Katolicy nawet wysłali specjalny list do papieża, w którym twierdzili że Colloquium Charitativum zostało zorganizowane tylko po to, aby... umożliwić przyjście na łono Kościoła zbłąkanym heretykom. Bracia czescy namawiali luteran, aby wspólny z nimi utworzyli front przeciwko wspólnemu wrogowi, czyli "papistom". Luteranie modlili się zaś o tych którzy"splugawili Kościół Święty" i odmówili wspólnego błogosławieństwa na otwarcie obrad z katolikami. Przez pierwsze dni w zasadzie rozmawiano tylko na tematy proceduralne (król nakazał aby wszystkie mowy i modlitwy był drukowane (zobowiązując do tego Radę Miasta Torunia), prawdziwa debata rozpoczęła się dopiero 7 września.
Najpierw radzono nad katolickim wyznaniem wiary (rozdane zgromadzonym 1 września). 1 września swoje wyznanie wiary wręczyli również kalwiniści, luteranie uczynili to 7 i 9 września. Do pierwszego, dużego zgrzytu doszło 16 września, gdy przewodniczący obrad Jerzy Ossoliński, odmówił wciągnięcia kalwińskiego wyznania wiary do do oficjalnego tekstu protokołu, ponieważ katolicy dopatrzyli się tam obrazy własnego Kościoła. Po raz kolejny doszło do sporu 22 września, gdy katolicy odmówili odczytania luterańskiego wyznania wiary, ponieważ znalazło się tam określenie "Antychryst" w odniesieniu do papieża, Ossoliński i wówczas im przyznał rację. Pewne odprężenie nastąpiło dopiero 25 września, gdy król zmienił przewodniczącego obrad. Kanclerza wielkiego koronnego Jerzego Ossolińskiego (tego, który dokonał sławnego wjazdu do Rzymu w 1633 r.
podczas którego m.in.: konie gubiły złote podkowy, a Rzymianie mieli
sposobność ujrzeć prawdziwych jeńców tureckich, jadących na wielbłądach), zastąpił kasztelan gnieźnieński - Jan Leszczyński. Zmiana podyktowana była kwestiami politycznymi, oto bowiem do Warszawy przybył wenecki poseł Giovanni Tiepolo, z którym król podjął rozmowy nad zawarciem ewentualnego układu anty-osmańskiego. Ale do gorączkowych sporów wrócono z początkiem października (doszło nawet do oskarżeń o podburzanie poddanych króla), dlatego też 7 października Leszczyński zawiesił obrady. Wznowiono je ponownie 10 października. Wówczas to jezuita Grzegorz Szónhof zaproponował aby zajmowano się jedynie ustaleniem, jakie prawdy dzielą poszczególne wyznania, a jakie są im wspólne (chodziło o to, aby uniknąć wzajemnego obrażania uczuć religijnych każdej ze stron). Ta propozycja stała się powodem kolejnych oskarżeń o stronniczość i o zwalenie winy za ewentualne niepowodzenie obrad na protestantów (Szónhof teraz mógł bowiem w dowolnym momencie rozwiązań obrady, deklarując iż np. strona protestancka ponosi winę za ich zerwanie).
17 października znów przerwano obrady. Wówczas to udali się do króla przedstawiciele protestantów - Zygmunt Guldenstern i Adam Rey z oficjalną skargą na Szónhofa i domaganiem się zmiany rezolucji z 10 października. Król nakazał im aby usunęli ze swoich deklaracji wszystkie sformułowania, które obrażają katolików i aby przestrzegali instrukcji obrad. Debata została wznowiona 24 października, ale nie poprawiło to atmosfery obrad. Rozmowy zostały zawieszone po raz trzeci 10 listopada (wraz z wyjazdem Jana Leszczyńskiego). W ciągu tych siedmiu dni, jakie upłynęły przed kolejnym wznowieniem obrad, trwały potajemne układy, mające stworzyć sojusz antykatolicki wśród protestantów (luteranie namawiali do tego kalwinistów, ale akurat kalwiniści weszli w układy z katolikami, więc do protestanckiego sojuszu nie doszło). 18 listopada, gdy wznowiono debatę, Jan Leszczyński poinformował zebranych, że jeśli protestanci nie przyjmą katolickich postulatów, to katolicy nie będą dalej uczestniczyć w rozmowach, gdyż oni tylko wypełniają królewskie polecenie przestrzegania instrukcji obrad i cała wina za niepowodzenie spadnie na protestantów. W kolejnych dniach atmosfera się nieco uspokoiła, ale gdy 21 listopada luteranie ostro zaatakowali katolików, oskarżając ich o złamanie procedury obrad, Leszczyński rozwiązał zgromadzenie. Tak oto "Rozmowa Przyjacielska" zakończyła się bez większych efektów. Jednak już samo zorganizowanie owej debaty pomiędzy skłóconymi stornami wspólnej religii Chrystusowej, było czymś niebagatelnym i niespotykanym w ówczesnej Europie. Była to bowiem jedyna wówczas możliwość swobodnego prezentowania swych racji na gruncie teologii oraz prawa, a nie mordu i zniszczenia, jaki wówczas zapanował w krajach Europy Zachodniej.
A tymczasem w Paryżu, Maria Ludwika (która będąc tam jeszcze zmieniła imię na Ludwika Maria, gdyż w Polsce używanie imienia Matki Boskiej było niedopuszczalne), 27 listopada wsiadła do swojej karocy (żegnana przez siedmioletniego króla Francji - Ludwika XIV), i pod ochroną straży poselskiej, wyruszyła w długą (trwającą ponad trzy miesiące) drogę do swego nowego królestwa, o którym nie miała zielonego pojęcia. W jej głowie pojawiały się zapewne obrazy dziwnych, barbarzyńskich ludów, bo przecież cóż mogła wiedzieć na temat Polski? Droga była długa, uciążliwa, nieprzyjemna, Ludwika Maria z przerażeniem spoglądała w lusterko, widząc jak bardzo blednie jej skóra, jak się marszczy, a ona nie może nic z tym zrobić. Do tego dochodziło zmęczenie i trudy długiej podróży. Równie wycieńczone były jej dwórki, które zabrała ze sobą z Francji. Kobiety cierpiały trzymiesięczne trudy podróży, gdzie wszystko wokoło powodowało kolejne utrudnienia (np. wypróżnianie się). Mimo to nie czyniono większych postojów, gdyż czym prędzej starano się dowieść do celu przyszłą królową (był to również serdeczne pragnienie samej Ludwiki Marii). A tymczasem 5 stycznia 1646 r. król Władysław przedstawił swój plan (oczekiwania na tatarski atak, by idąc za ciosem wkroczyć do Chanatu) w senacie, nie spodobało się to senatorom. Król jednak się tym nie zraził, postanowił że i tak zrealizuje swój plan, czy to się komuś podoba, czy nie. Już 10 stycznia 1646 r. zawezwał do Warszawy hetmana wielkiego koronnego - Stanisława Koniecpolskiego i zwierzył mu się ze swoich planów. Hetman poparł króla, aczkolwiek uważał że należałoby przede wszystkim skierować główne siły przeciw Tatarom, tak aby definitywnie zlikwidować Chanat. Co do wojny z Osmanami, to był po temu sceptyczny.
13 stycznia podpisano tajny układ z Wenecją, na mocy którego Rzeczpospolita miała wejść do wojny z Portą Osmańską, a zamian Wenecja miała zapłacić w ciągu dwóch lat 500 000 talarów na zaciągi wojskowe. Rozpoczęły się teraz wielkie przygotowania do wojny. Oczywiście wszystko miało pozostać oficjalnie tajne do czasu, aż wojsko nie będzie gotowe do wymarszu, jednak ciężko było całkowicie ukryć owe plany. Teraz zbierano pieniądze i mobilizowano wojsko, co nie mogło pozostać niezauważone przez szlachtę, która reagowała alergicznie na każde propozycje wojny z Osmanami i mówiła: "Gdy wszędzie wrzą marsowe burze, u nas z łaski Najwyższego jest cichusieńko". Król jednak nie próżnował i choć miał już prawie pięćdziesiąt lat, zachowywał się niczym młodzian, tak wizja wojny z Turkami napawała go energią. Uzupełnił bronią arsenały w Krakowie, Warszawie, Lwowie, Barze, Pucku i Malborku (w samej zbrojowni warszawskiej ulano 80 nowych armat), Pałac Ujazdowski w Warszawie zamienił w prawdziwy obóz wojskowy, otoczony namiotami i zapełniony wojskiem, gdzie miała być kwatera główna. Rozpoczął też werbowanie żołnierza w Niemczech, dzięki czemu do połowy 1646 r. miał już 4 000 żołnierzy kwarcianych na samej granicy, 600 muszkieterów w twierdzy Kudak, kilkuset dragonów, kilkanaście tysięcy piechoty oraz 1 200 niemieckich gwardzistów, którymi dowodził oboźny litewski - Osiński. Natomiast hetman Koniecpolski organizował strategię i propagandę przyszłej wojny. To on opracował: "Dyskurs o zniesieniu Tatarów" i plany wojny z Chanatem oraz Portą Osmańską. W tym celu wysłał na rekonesans do Krymu swego inżyniera, który miał dokładnie zbadać najsłabsze i najmocniejsze punkty oporu Tatarów na obszarze Morza Czarnego.
Koniecpolski podchodził do tego zadania bardzo poważnie, ale akurat pech chciał że miał na głowie i inne ważne sprawy. A mianowicie przygotowania do trzeciego już swojego małżeństwa z młodszą od siebie o ponad 30 lat - Zofią Opalińską. Po ślubie (16 stycznia 1646 r.), tak bardzo chciał dogodzić swej młodej żonie w łóżku, że kazał przygotowywać dla siebie różne mikstury na pobudzenie "męskiej mocy", które w konsekwencji doprowadziły do śmierci (11 marca 1646 r.). Ponoć na wieść o śmierci Koniecpolskiego hospodar mołdawski Bazyli Lupu miał rzec: "Wy,
Polacy, nie wiecie jeszcze coście stracili, ale nie miną dwa, a
najdalej trzy lata, kiedy nie tylko wy, ale i całe chrześcijaństwo
żałować będzie straty tak wielkiego senatora i hetmana". A tymczasem królowa Ludwika Maria wreszcie dotarła do Polski.
1:30 - "Dziś córuś matka stoi sobie tam w kuchni, a tata panikuje. Bo oto nadszedł dzień, kiedy muszę moje piękne, mądre, zaradne dziewczę wydać w ręce jakiegoś Oskara. Pocieszające jest tylko to, że doczekałem się Oskara szybciej niż DiCaprio (...) Długo się znacie?
"Rok"
2:15 - "Oho, pokonał zasieki. Lucyna, wróg u bram - otwórz!"
3:25 - "Linia, linia, linia"
4:15 - "Byłbym zapomniał, gdzież moje maniery. Nie ruszaj się, muszę wycelować. Mówią że każda broń raz w roku wypala sama, oby to nie było dziś"
"Oby, bo bym miał drugi pępek".
6:05 - "Jak długo się znacie?"
"To już będzie z rok"
"To by się pokrywało"
"Pokrywało by się"
6:22 - "Chodzi o to że my widzimy się pierwszy raz na żywo, poznaliśmy się przez internet (...) Będę z panem szczery, zakochałem się w pana córce od pierwszego kliknięcia"
"Klikałeś ją?"
8:10 - "Córka mówiła że jesteś wegetarianinem?"
"Weganem dokładnie"
"Weganem nawet? Lucyna, wywal tę kaczkę, trawy nazrywaj"
"Nie no co pan, żona pewnie się napracowała, to już zjem"
"Szybko zmienia zdanie. Zdrajcy tak mają. Pojedziesz na delegacje i co powiesz? Niby mam żonę, ale pani się napracowała, umalowała, w sumie mogę puknąć."
12:05 - "Ileż można czekać na paczkę? Kurier! Żartowałem - Jehowi. O czym sobie tutaj moje gołąbeczki tak gaworzyły, bo na monitoringu widziałem?
14:25 - "Zbierasz znaczki? Ja też, poliżemy razem"
14:30 - Lucyna! Powiedz ty mi chłopie jedną rzecz. Czy my mamy dzisiaj jakąś rocznicę? Masz świeczki na łbie"
"To są papiloty wieśniaku"
"Aż by się chciało to sfajczyć (...) Może i my byśmy tak poszli do pokoju, umieścić pocisk w komorze, czy granatami poturlać nieco"
"A co mi tam zrobisz?"
"Co będziesz chciała ty moja tępa strzało"
15:35 - "Widzę że państwo jeszcze przed, a my już po. Córka tylko ognia chciała"
II
KABARET MŁODYCH PANÓW
"ZDRADA"
0:15 - "Teresa, na litość boską - kim jest ten pan?"
"To jest Wiesław, mój drugi chłopak - pierwszy to Marek"
0:35 - "Drugi chłopak? Znaczy że jest jeszcze pierwszy?"
"I mąż. Czego nie rozumiesz?"
1:22 - "Chowajcie się, to Stefan!"
"Mąż!"
2:05 - "Panowie wychodzić. To jak wyjeżdżam w trasy jest ok. bo do żony mam zaufanie, ale to już jest przegięcie. Kto rozwiązał moją Jolkę? (...) A ten co taki blady?"
"Nowy"
"Sławomir - czwarty"
4:24 - "To jest chore. Bo rozumiem że jesteśmy wszyscy w komplecie? Tereska błagam cię, powiedz mi że wszyscy jesteśmy w komplecie?"
Naród polski spotyka dzisiaj ten sam los, który jest udziałem wielu narodów europejskich i pozaeuropejskich, gdyż jest on głęboko podzielony. Dążeniom do narodowej samodzielności przeciwstawiają się nieprzejednane tendencje internacjonalno-komunistyczne. Do szeroko zakrojonego zjednoczenia narodu, będącego podstawą przezwyciężenia sowieckich tendencji - tak jak to się stało w przypadku narodu niemieckiego - nie udało się doprowadzić ani Piłsudskiemu, ani tym bardziej jego następcom stojącym na czele państwa i narodu. Naród polski ruszył w 1939 r. do najcięższej w swych dziejach walki bez rozwiązania tej egzystencjalnej kwestii. I tak również po klęsce nie obrał on wspólnej drogi, lecz od początku podążał w dwóch diametralnie odmiennych kierunkach. Poboczne szlaki, obrane przez grupki o niewielkim znaczeniu, należy postrzegać wyłącznie jako wtórne względem tych dwóch głównych dróg. Nie miały one jak dotychczas żadnego znaczenia dla ostatecznego rozstrzygnięcia konfliktu. Rozgrywa się on pomiędzy stroną narodowopolską a polską stroną prosowiecką. W wyniku tych zmagań opcja prosowiecka po 1939 r. w znaczący sposób zwiększyła swój zasięg. Stało się tak nie tylko pod wpływem siły Rosji, która nie cofnęła się przed okupacją byłego polskiego obszaru państwowego, lecz także wskutek penetracji społeczeństwa. Należy zwrócić uwagę, iż strona narodowa, pomimo że odrzucała tendencje sowieckie, nie potrafiła przeciwstawić im tak całkowicie zdeterminowanego oporu, z jakim spotkały się Niemcy. Co najwyżej można tu mówić o opozycji, która - tak jak w przypadku Mikołajczyka - kończy się kapitulacją.
Zjawiska tego nie można tłumaczyć tym, iż Polska i Rosja są w obozie alianckim. Fakt ten mógłby co najwyżej prowadzić do pewnego złagodzenia stanowisk, ale nie może mieć decydującego znaczenia w sytuacji, gdy strony sporu toczą walkę na śmierć i życie. Do wyjaśnienia zbliża nas obserwacja, że narody, których przestrzeń życiowa zakleszczona jest pomiędzy dwiema potęgami, nie mogą wobec obu z nich stosować radykalnego oporu, gdyż grozi im wówczas, że zostaną bezlitośnie zmiażdżone. Polska musi wybierać między Niemcami a Rosją, przeciw obu potęgom nie pomogą nawet najbardziej kuszące angielskie obietnice (dziś Polska nie musi wybierać "pomiędzy Niemcami a Rosją", gdyż oba te kraje idą ręka w rękę, dlatego też celem Rzeczpospolitej musi być konsekwentne budowanie i utrzymanie Trójmorza, oraz silnej amerykańskiej obecności w Europie, ze szczególnym uwzględnieniem stałych amerykańskich baz wojskowych na terenie naszego kraju. Potrwa to jeszcze może ze dwadzieścia lat, a potem to już nawet Amerykanie nie będą tu potrzebni). Obecnie polski sprzeciw jest tak bardzo skupiony na oporze przeciw Niemcom, że stron polska jest niezdolna do zmiany kursu, pomimo iż nieporównywalnie większe niebezpieczeństwo nie tylko zbliża się ze Wschodu, ale stopniowo staje się doświadczaną rzeczywistością. Obecnie gotowość do takiej zmiany kursu zaczyna spontanicznie pojawiać się w narodzie polskim (tutaj Gehlen jawnie konfabuluje. Być może jako rozsądny człowiek zdaje sobie sprawę, że przeciągnięcie Polaków na stronę niemiecką byłoby nie tylko dużym sukcesem propagandowym, ale również mogłoby zapewnić długą obronę niemiecką na linii Wisły i pisząc ów raport sugeruje niemieckim władzom zmianę polityki w stosunku do Polaków, ale nie ma to najmniejszego znaczenia. To wszystko były mrzonki i Gehlen dobrze o tym wiedział - naród polski nie miał najmniejszego powodu aby wspierać zdychające niemieckie ścierwo nazizmu tym bardziej po co miał to robić? Przecież to Niemcy zniszczyli nam kraj, rabowali, mordowali, niszczyli, porywali dzieci, wywozili ludzi w ulicznych łapankach do obozów koncentracyjnych. Radowano się z każdej niemieckiej klęski i choć obawiano się Sowietów, Niemcom życzono wszystkiego co najgorsze).
Ta korzystna sytuacja nie została jednak do tej pory pozytywnie dostrzeżona ani przeanalizowana. Niezdecydowanie polskiej opinii publicznej wyraźnie wzmocniło sowiecką pozycję na obszarze nadwiślańskim, która w przymierzu z Polską stanowi wielkie niebezpieczeństwo. Wraz z okupacją byłego obszaru państwowego Polski przez Sowietów kwestia polska nie przestała istnieć z punktu widzenia Niemiec, lecz weszła w nowe stadium. Należy również od strony wojskowej poddać ją jak najdokładniejszej obserwacji, ponieważ Rosja spróbuje dodatkowo wzmocnić swoją pozycję w obszarze Wisły przede wszystkim pod względem wojskowym i wywiadowczym. Zrozumienie i zgodne z rzeczywistością oszacowanie polskiego ruchu oporu pokazuje, jak znaczącego sprzymierzeńca mogłaby w nim pozyskać Rosja sowiecka na niemieckim wschodnim obszarze życiowym. Polska droga prosowiecka w walce o własny naród zostanie teraz ukazana na przykładzie wywiadu, systemu partyjnego, struktury rządu i administracji oraz sił zbrojnych, podobnie jak to miało miejsce w przypadku drogi narodowo-polskiej.
aa. WYWIAD
Nastawieni prosowiecko Polacy nie mogą się wykazać taką instytucją wywiadowczą jak ich narodowi antagoniści. Nie wiadomo nic, aby w ramach sowiecko-rosyjskiego wywiadu istniały wydziały polskie. Ale można stwierdzić z całą pewnością, że kwestii polskiej poświęcano tam i nadal poświęca się bardzo dużo uwagi. Zgodnie z pojedynczymi meldunkami istnieje podobno odrębna prosowiecka, polska służba wywiadowcza, która podobno odnosi pewne sukcesy, nawet działając w strukturach Armii Czerwonej (np. odpowiednio wczesne wykrycie planów zdrady sowieckich generałów narodowości ukraińskiej) - (prawdopodobnie Gehlen w tym przypadku również zmyśla, bo to jest kompletna bzdura! Można też prześledzić historię powstania polsko-sowieckiego wywiadu wojskowego, ale od razu należy mocno zaakcentować fakt, iż polski wywiad tworzony w Związku Sowieckim, oraz późniejszy wywiad tzw.: "Polski Ludowej", bez względu na to czy mówimy tutaj o okresie formowania jeszcze w czasie II Wojny Światowej, czy też okresie stalinizmu, lub tzw.: "desowietyzacji Wojska Polskiego" po 1956 r., należy stwierdzić bez żadnych niedomówień, że wywiad Polski komunistycznej - PRL - był od początku do końca wywiadem sterowanym z Moskwy i realizującym interesy Związku Sowieckiego. Co do tego faktu nie może być najmniejszego nawet niedomówienia czy niepewności. Nie istnieje bowiem aż do rozwiązania struktur Układu Warszawskiego w 1991 r., żaden, nawet najmniejszy przypadek zwerbowania przez wywiad Polski Ludowej informatora, który miałby zdobywać informacje na niekorzyść ZSRS. Czegoś takiego nie było przez cały okres istnienia tej formacji, jak i szerzej całego tzw.: "Ludowego Wojska Polskiego". Ostatecznie, stworzona w 1943 r. formacja przestała istnieć - formalnie - w 1991 r. a oficjalnie zadano jej cios dopiero w piętnaście lat później, gdy w 2006 r. rozwiązane zostały ostatecznie za sprawą Antoniego Macierewicza - Wojskowe Służby Informacyjne - ciepła wylęgarnia byłego komunistycznego wywiadu Polski Ludowej. Do dziś jeszcze ten ubekistan jest dość silny, choć zadano mu potężne ciosy).
(Komunistyczny wywiad wojskowy przyszłej Polski Ludowej, zaczął się pierwotnie formować już w 1939 r. po niemiecko-sowieckiej agresji na Polskę z września tego roku. Na przełomie 1939/1940 r. z wziętych do niewoli polskich oficerów podjęto pierwsze próby werbunku. I tak w obozie w Starobielsku pozyskano 103 agentów a w Kozielsku 20 (zwerbowani uniknęli następnie śmierci w lesie katyńskim w kwietniu 1940 r. gdzie rozstrzelano strzałem w tył głowy prawie 22 000 polskich oficerów). Przewieziono ich do tzw.: "willi szczęścia" w Małachowce pod Moskwą, gdzie studiowali dzieje Armii Czerwonej i myśl polityczną Lenina. Ich przywódcą został pozyskany w obozie w Starobielsku - podpułkownik Zygmunt Berling. Wszyscy musieli też przyjąć obywatelstwo sowieckie. Nim jednak Związek Sowiecki pozostawał w przyjaźni z hitlerowskimi Niemcami, pozostawali oni w Małachowce w charakterze jeńców wojennych, choć rokowano iż mogą się oni przydać w przyszłości. Po ataku Niemiec na Związek Sowiecki 22 czerwca 1941 r. grupa Berlinga wystosowała do władz sowieckich wiernopoddańczy list, prosząc o możliwość podjęcia walki z Niemcami u boku Armii Czerwonej, pisząc m.in. takie zdanie: "jedyną drogą dla wyzwolenia narodu polskiego widzimy we współpracy ze Związkiem Socjalistycznych Republik Rad, w ramach którego ojczyzna nasza będzie się mogła w sposób pełnowartościowy rozwijać (...) Niech żyje ZSRR - ojczyzna pracujących całego świata! (...) Niech żyje genialny wódz ludu pracującego i narodów uciśnionych, tow. Stalin". Zostają oni następnie oddelegowani do tworzącej się od 14 sierpnia 1941 r. w Buzułuku nad Samarą - Armii Polskiej pod dowództwem gen. Władysława Andersa, z określonym zadaniem "rozpoznawania roboty antysowieckiej", czyli zostali tam wysłani jako agenci Moskwy, mający szpiegować tworzące się własne wojsko. Gdy następnie Armia Andersa, nie mogąc porozumieć się z władzami sowieckimi, postanowiła opuścić Związek Sowiecki - w dwóch falach marzec-kwiecień i sierpień 1942 r., Berling... ucieka z Wojska Polskiego - za co zostaje zaocznie skazany na karę śmierci przez sąd wojskowy).
(W maju 1943 r. Berling obejmuje dowództwo, nad utworzoną z rozkazu Stalina w Związku Sowieckim, już całkowicie pod sowiecką kontrolą - 1 Dywizją Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, przemianowaną następnie w sierpniu 1943 r. w I Korpus Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR, a 16 marca 1944 r. w I Armię Polską. Żołnierze wcieleni do tej armii (wielu z nich po prostu nie zdążyło do Armii Andersa), musieli przysięgać wierność Związkowi Sowieckiemu. I Armia Polska została całkowicie obsiana agenturą, zarówno partyjną jak i wojskową. Oficerowie sowieccy zostali oddelegowani do służby w tym wojsku jako jego dowódcy (ostatnio widziałem na jednym z kanałów historycznych w TV właśnie materiał o "pełniących obowiązki Polaków" czyli owych POP-ach, oddelegowanych z Armii Czerwonej do "Ludowego Wojska Polskiego". Gdy wraz z frontem armia ta znalazła się już na ziemiach polskich, jedna z kobiet, wiwatujących na cześć wkraczających oddziałów, na widok sowieckiego oficera w polskim mundurze, miała powiedzieć: "Oto prawdziwy polski oficer", wręczyła mu kwiaty i chciała z nim porozmawiać, ale gdy zaczął on mówić łamaną polszczyzną, zapytała się: "Skąd u pana taki paskudny akcent? Pan może z Krakowa?" - "Nie, jestem z Rzeszowa, odpowiedział Rosjanin w polskim mundurze"). W polskiej armii Stalina służyło łącznie 20 000 Rosjan, z czego prawie 7 000 jako kadra oficerska. W 70 % obsadzili oni Sztab Główny, w 100 % byli szefami oddziałów a w ponad 86 % zastępcami szefów oddziałów i szefów wydziałów. Rzad Polski na Uchodźstwie w Londynie, wydał w lipcu 1943 r. deklarację, która brzmiała następująco: "Dywizja ta nie należy do Wojska Polskiego i jest Dywizją Armii Czerwonej pod rozkazami władz sowieckich. Dowódca jej, oficerowie i żołnierze są oficerami i żołnierzami sowieckimi, a nie polskimi, posiadają oni obywatelstwo sowieckie a nie polskie". Deklaracja ta nie pozostawiała wątpliwości - I Armia Polska nie była częścią Wojska Polskiego, a jedynie cześcią Armii Czerwonej i tylko przyjmując to do wiadomości, można dalej pokusić się o próbę ukazania budowy wywiadu wojskowego komunistycznej Polski.
"RUSKIE WPRAWIONE - RAZ, DWA SKOŃCZĄ"
(Chciałbym też aby dalsza lektura raportu Gehlena była zrozumiała - nie było rozróżnienia na część narodowo-polską i sowiecko-polską. Sowieci zwerbowali sobie agentów, zwerbowali armię, nawsadzali do niej własnych sołdatów i komandirów i nazwali to Wojskiem Polskim. Podobnie było z formowaniem się tzw.: systemu partyjnego, gdzie jednak dużą rolę odegrała tzw.: grupa Bolesława Mołojca zwana "hiszpańską" - ze względu na udział jej członków w wojnie domowej w Hiszpanii w latach 1936-1939, a także "Grupa Inicjatywna" Marcelego Nowotki, który tak oto napisał w dniu swego wyjazdu ze Związku Sowieckiego do okupowanej Polski: "Po puszczeniu motorów w ruch zaczęliśmy na pożegnanie naszej sowieckiej ojczyzny śpiewać pieśń Sziroka strana maja radnaja" Aż mnie ciarki przechodzą po plecach, jak to czytam. Tacy to byli Polacy, Gehlen zaś już wielokrotnie udowodnił w swym raporcie że co najmniej grubo się myli, jeśli nie konfabuluje. Dlatego czytając w jego raporcie o "drodze polskiego obozu prosowieckiego", należy od razu zapamiętać że był on w całości rosyjsko-sowiecki, różnica polegała tylko na tym, że tworzyli te formacje odszczepieńcy posługujący się także językiem polskim. Notabene, więcej z Polską był związany Japończyk, który w 1920 r. brał udział w Bitwie Warszawskiej i samurajskim mieczem ścinał kacapskie łby, niźli jakikolwiek "polski" oficer tejże armii Stalina).