Łączna liczba wyświetleń

piątek, 6 września 2019

HUMOR POSTERUNKOWEGO... - Cz. II

CZYLI KILKA ZABAWNYCH FRAZ,

WYPOWIEDZIANYCH PRZEZ

POSTERUNKOWEGO Z SERIALU:

"RODZINA ZASTĘPCZA"




 

DZIŚ DALSZA CZĘŚĆ KRÓTKICH, 
ZABAWNYCH POWIEDZONEK AUTORSTWA 
PANA POSTERUNKOWEGO Z SERIALU 
"RODZINA ZASTĘPCZA"



KOMPUTER





"PANI ANIU PRZENIESIENIE MI SIĘ SZYKUJE DO ELITARNEJ JEDNOSTKI"

"GRATULUJĘ"

"NIBY TAK - KAWY SIĘ MOŻE NAPIJĘ, CO? - ALE Z DRUGIEJ STRONY TO KŁOPOT JEST"

"JAKI KŁOPOT?"

"CHCĄ POWOŁAĆ DZIELNICOWE ODDZIAŁY POLICJI KOMPUTEROWEJ (...) CHODZI OTO ŻEBY TYCH HAKERÓW WSZYSTKICH WYŁAPAĆ (...) I MNIE PRZYDZIELILI DO TYCH HAKERÓW (...) I MÓWILI ŻEBY DUŻO W DOMU ĆWICZYĆ - A ĆWICZYĆ TO JA MOGĘ WIE PANI - HANTLAMI W DOMU, BO JA NIE MAM KOMPUTERA. I POMYŚLAŁEM SOBIE ŻE PAŃSTWO BY MI POMOGLI?"

"NIE JEST TO TAKI GŁUPI POMYSŁ, BO DZIECI AKURAT MAJĄ SZLABAN (...) PAN SOBIE PRZENIESIE TEN KOMPUTER DO DAWNEGO POKOJU MAJKI I BĘDZIE PAN SOBIE TAM ĆWICZYŁ I DZIECIOM NIE PRZESZKADZAŁ W LEKCJACH"

"PANI TO JEST WSPANIAŁY CZŁOWIEK... TO ZNACZY KOBIETA"

"ALE TO SIĘ NIE WYKLUCZA, WIE PAN?"

  




"MAMO, KOMPUTER KTOŚ NAM ZABRAŁ!"

"KOMPUTER ZOSTAŁ PRZENIESIONY DO POKOJU MAJKI. PAN POSTERUNKOWY ĆWICZY, WY I TAK MACIE SZLABAN WIĘC JEST WAM NIEPOTRZEBNY" 

"ALE PAN POSTERUNKOWY NIE MA POJĘCIA O KOMPUTERACH, WSZYSTKO NAM ZNISZCZY"

"TO JUŻ JEST PO NASZYM KOMPUTERZE"





"I JAK PANU POSZŁO PANIE POSTERUNKOWY?"

"LEDWO NA OCZY WIDZĘ NORMALNIE"

"NIE DZIWIĘ SIĘ, SIEDZIAŁ PAN PIĘĆ GODZIN"

"ALE JUŻ PRAWIE ROZGRYZŁEM SKURCZYBYKA, TYLKO JESZCZE SPRAWĘ DO ROMKA MAM, POZWÓL NA MOMENT"

"COŚ SIĘ STAŁO? COŚ PAN POPSUŁ?"

"NIE, CO TY, JA OSTROŻNY JESTEM. TYLKO ŻEBYŚ MI JESZCZE POKAZAŁ GDZIE GO SIĘ WŁĄCZA" 😂






 O, PANIE JĘDRULA, CO TAK PO CIEMKU SIEDZIMY, UKRYWAMY SIĘ?"

"NIE PAŃSKI INTERES"

"MÓJ CZY NIE MÓJ TO SIĘ JESZCZE OKAŻE. CO TAM, JAKIŚ PAN ZDENERWOWANY DZIWNIE, JAKIEŚ KŁOPOTY W PRACY?"

"PANIE, JA PANU BARDZO GRZECZNIE RADZĘ, IDŹ PAN STĄD!"

"I DENERWUJEMY SIĘ JESZCZE BARDZIEJ, ZNACZY TRAFIŁEM"






"TO JA, PANI ALUTKO, DOBRY WIECZÓR"

"MĘŻA NIE MA W DOMU, NIE WIEM GDZIE JEST"

"COŚ NERWOWY OSTATNIO, NIE? WIDAĆ MA JAKIEŚ SWOJE POWODY. PANI ALUTKO, A PAN JĘDRULA TO GDZIE MA KOMPUTER (...) MOŻNA OBEJRZEĆ? A GDZIE GO SIĘ WŁĄCZA?"

"A SKĄD JA MAM WIEDZIEĆ?"

"KRYJEMY MĘŻA, ROZUMIEM"

"SĄDZĘ ŻE JĘDRULA BY WOLAŁ ŻEBY PAN NIE MAJSTROWAŁ PRZY JEGO KOMPUTERZE"

"PEWNIE ŻE BY WOLAŁ, KAŻDY W JEGO SYTUACJI BY WOLAŁ. TO JA JUŻ BĘDĘ LECIAŁ, DOBRANOC (...) BAZA, BAZA TU ORZEŁ, MAM GO!"

"KOGO?"

"JAK TO KOGO - HAKERA, DAWAJCIE EKIPĘ, TYLKO MIGIEM"






"TO ON JEST TEN HAKER, PROSZĘ JAKIE DYSKI U NIEGO ZNALAZŁEM"

"PANIE POSTERUNKOWY, MOMENT, CO PAN JUŻ DO KOŃCA ZWARIOWAŁ?"

"TAK? PROSZĘ BARDZO - "ŚMIERTELNY WIRUS 1", "ŚMIERTELNY WIRUS 2". JA ZWARIOWAŁEM? CO TO JEST?"

"JAK TO CO TO JEST? TO SĄ SCENARIUSZE NOWEGO SERIALU TELEWIZYJNEGO. WEŹ PAN TO SOBIE WSADŹ... W KOMPUTER I SPRAWDŹ"

"TY, NAS WEZWAŁEŚ I NAWET NIE SPRAWDZIŁEŚ CO JEST NA DYSKU?" 😀









PIES POLICYJNY





 
"DZIEŃ DOBRY PANI ANIU"

"DZIEŃ DOBRY, A CO PAN TAKI ZADOWOLONY, AWANS PAN DOSTAŁ?"

"AWANS JESZCZE NIE, ALE TO JEST TYLKO KWESTIA CZASU W TEJ CHWILI PANI ANIU (...) PANI WIE CO TO SĄ PSY POLICYJNE? (...) TO JEST NAJLEPSZE POŁĄCZENIE PRZYJACIELA Z PŁATNYM ZABÓJCĄ. W SZCZYTNIE JEST TAKA SPECJALNA SZKOŁA DLA POLICYJNYCH PSÓW"

"TO TAM GDZIE JURANDOWI ZE SPYCHOWA JĘZYK OBCIĘLI"

"NIE WIEM, BO TO CHYBA NIE MY PROWADZILIŚMY TĘ SPRAWĘ" 😂 (...) MY WŁAŚNIE DOSTALIŚMY TAKIEGO PSA, JEDEN Z POLICJANTÓW BĘDZIE CHODZIŁ Z NIM NA OBCHODY, PANI ZGADNIE KTO? (...) JA, OCZYWIŚCIE ŻE JA, ZGŁOSIŁEM SIĘ NA OCHOTNIKA"






POSTERUNKOWY PROSI O RADĘ FILIPA - 
MŁODSZEGO SYNA KWIATKOWSKICH, 
ABY WYTŁUMACZYŁ MU ZACHOWANIE PSÓW



"WSZYSTKIE PSY TO SĄ ZWIERZĘTA STADNE"

"TYLKO ŻE ON JEST JEDEN, KOMENDANT CHCIAŁ DWA, ALE MU NIE PRZYZNALI"

"TO PAN MA BYĆ JEGO STADEM!"

"AHA, ŻE NIBY JA I ON TO STADO"

"KAŻDE STADO POTRZEBUJE OSOBNIKA ALFA. WIE PAN CO TO JEST OSOBNIK ALFA?"

"TA... NIE!"

"OSOBNIK ALFA TO JEST ZAZWYCZAJ SAMIEC KTÓRY DOMINUJE W STADZIE, PROWADZI JE I W NIM RZĄDZI"

"I ŻE JA MAM BYĆ TYM ALFĄ?"

"WŁAŚNIE CHODZI OTO ŻEBY TO PAN BYŁ, A NIE PIES. JEŻELI TO PIES PANA ZDOMINUJE, TO BĘDZIE PO HERBACIE. OSOBNIK ALFA ZAWSZE PIERWSZY WCHODZI DO POMIESZCZENIA I ZAJMUJE NAJLEPSZE MIEJSCE W DOMU. NA PRZYKŁAD PAN JE PIERWSZY, A PIES DOPIERO WTEDY, KIEDY PAN SIĘ NAJE I OSOBNIK ALFA DOSTAJE NAJLEPSZE KĄSKI"

"PRZYJEMNIE BYĆ TAKIM ALFĄ. LEŻY MI TO, SUPER!"






"PRZYWIEŹLI GO"

"KOGO?"

"DIABŁA. TEN PIES SIĘ TAK NAZYWA - DIABEŁ. PANI ANIU, CO JA PRZESZEDŁEM W OSTATNIM CZASIE TO TEGO SIĘ NIE DA SŁOWAMI OPISAĆ. JAK TYLKO STANĄŁEM PRZY TYM JEGO BOKSIE, TO SIĘ NATYCHMIAST RZUCIŁ I MYŚLAŁEM ŻE ZĘBAMI SIATKĘ PRZEGRYZIE. JA CHWILĘ POCZEKAŁEM, ON SIĘ USPOKOIŁ, JA PACIERZ SKOŃCZYŁEM 😂 I WCHODZĘ. JA NIE WIEDZIAŁEM ŻE PIES MOŻE MIEĆ TAKIE KŁY?"

"I CO?"

"CHWILĘ POSTAŁEM, MYŚLĘ SOBIE JAK DŁUGO MOŻNA ŻYCIE NARAŻAĆ 😄 SZYBKO SIĘ ODWRÓCIŁEM I DO WYJŚCIA, TYLKO MI SIĘ Z TYCH NERWÓW POMYLIŁO W KTÓRĄ STRONĘ SIĘ DRZWI OTWIERA. SZAMOCZĘ SIĘ Z TYMI DRZWIAMI I KRZYCZĘ - "KOLEDZY, RATUNKU!" 😂 i TO GO TAK ROZJUSZYŁO, A JA AKURAT ODWRÓCONY BYŁEM, BO SIATKĘ, SIATKĘ ODGINAŁEM ŻEBY SIĘ WYDOSTAĆ 😅 I ON MI DZIURĘ W SPODNIACH OD MUNDURU WIELKOŚCI PIĘŚCI WYGRYZŁ"

"A PANA TEŻ POGRYZŁ?"

"MNIE TYLKO DWA SZWY NA POGOTOWIU ZAŁOŻYLI"

"TO CHYBA ODDACIE TEGO PSA, SKORO TAKI GROŹNY?"

"WŁAŚNIE CHODZI OTO ŻE NIE, BO JAK JA Z TYMI DRZWIAMI SIĘ MOCOWAŁEM, KOMENDANT JAK NA TO PATRZYŁ TO TAKIEGO ATAKU ŚMIECHU DOSTAŁ, ŻE POWIEDZIAŁ ŻE ZA ŻADNE PIENIĄDZE Z TAKIEGO CYRKU NIE ZREZYGNUJE"






PONOWNIE POSTERUNKOWY ZWRACA SIĘ DO FILIPA


"JA NIE WIEM CO PANU PORADZIĆ, PAN PO PROSTU NIE MA RĘKI DO PSÓW"

"JAK JESZCZE RAZ WEJDĘ DO TEJ JEGO KLATKI TO W OGÓLE NIE BĘDĘ MIAŁ RĘKI, ŻADNEJ 😊 WSZYSTKO MI SKUBANIEC ODGRYZIE"

(...)

 "W STADZIE JEST USTALONA HIERARCHIA, JEŚLI TAKI ALFA WARKNIE, TO RESZTA KŁADZIE SIĘ NA PLECACH I ON ICH WTEDY NIE RUSZY"

"W TEJ SYTUACJI TO JA JUŻ MAM KOMPLETNIE PRZEGWIZDANE, NIC TYLKO SOBIE PRZYŁOŻYĆ PISTOLET DO GŁOWY (...) NA JEGO OCZACH TRZEBA SOBIE W ŁEB PALNĄĆ, ŻEBY SKUBANIEC NIE MIAŁ SATYSFAKCJI ŻE TO ON MNIE ZAGRYZIE"






"SŁUCHAJ, TO DZIAŁA!"

"CO?"

"WYCZAIŁEM MOMENT KIEDY NIE BYŁO NIKOGO, ODBEZPIECZYŁEM BROŃ I MYŚLĘ SOBIE: "ALBO ON, ALBO JA" I WSZEDŁEM. ALE JAK WSZEDŁEM TO ON TAK NA MNIE WARKNĄŁ ŻE MI BROŃ SIĘ WYMSKNĘŁA Z RĘKI I WYPADŁA POZA KLATKĘ. STOJĘ TAM SAM, A TA BESTIA GAPI SIĘ NA MNIE I... OLŚNIŁO MNIE. ZEBRAŁEM SIĘ NA ODWAGĘ I BUCH NA PLECY"

"JEGO NA PLECY?"

"ZGŁUPIAŁEŚ? SAM SIĘ PRZEWRÓCIŁEM 😋 NORMALNIE ZGŁUPIAŁ. PODSZEDŁ DO MNIE, POWĄCHAŁ MNIE I PARĘ RAZY ŁAPĄ PACNĄŁ, TO JA ZACZĄŁEM SKOMLEĆ. ZGŁUPIAŁ DO RESZTY 😅 POLIZAŁ MNIE I POSZEDŁ. NIC MI NIE ZROBIŁ, NAWET MNIE NIE DRASNĄŁ. CO? PRZECIEŻ ZNALAZŁEM SPOSÓB"

"NIBY TAK, ALE WIE PAN JAK PAN BĘDZIE Z NIM CHODZIŁ NA TE PATROLE, TO CO? CO CHWILA BĘDZIE PAN MUSIAŁ NA PLECACH LĄDOWAĆ? 😁


 



"CO ZA DZIEŃ - DIABEŁ WYRWAŁ SIĘ Z KLATKI!"

"JAK TO DIABEŁ WYRWAŁ SIĘ Z KLATKI - PAN SIĘ DOBRZE CZUJE PANIE POSTERUNKOWY?"

(...)

"TO BYŁO TAK. RANO KOMENDANT MÓWI - DOSYĆ TEGO ODWLEKANIA I ŻE MAM Z TYM DIABŁEM IŚĆ NA PATROL. ALE JAK IŚĆ Z DIABŁEM NA PATROL, PRZECIEŻ TO JEST CZYSTE SAMOBÓJSTWO. WIĘC JA OTWORZYŁEM WSZYSTKIE ZASUWY Z JEGO KLATKI I CZEKAM. A AKURAT ODPRAWA BYŁA. JAK TEN PIES WPADŁ NA KOMISARIAT, Z DYŻURKI TO WIÓRY ZOSTAŁY. CHŁOPCY PRZEZ OKNA UCIEKALI, A W TAKIM JEDNOOSOBOWYM KIBLU TO SIĘ SZEŚCIU SCHOWAŁO. KOMENDANT WSKOCZYŁ NA BIURKO I TRACH, TRACH, TRACH - CAŁY MAGAZYNEK W NIEGO WYŁADOWAŁ 😂 ALE NAWET NIE TRAFIŁ BO W TAKICH NERWACH BYŁ"

"A PAN?"

"JA? JA TO NA NIEGO TAKĄ METODĘ MAM, ZRESZTĄ FILIP WIE, ALE KOMENDANTA JAK MAGAZYNEK ZMIENIAŁ TO ZŁAPAŁ ZA NOGĘ, NA PODŁOGĘ I DO GARDŁA KŁY"

"JAK TO, TO PIES ZAGRYZŁ KOMENDANTA WAM?" 😅

"NIE! WŁAŚNIE NIE, BO JA WRZASNĄŁEM ŻEBY SKOWYCZEĆ ZACZĄŁ. TAK SKOWYTAŁ ŻE AŻ NA ULICY BYŁO SŁYCHAĆ 😊 I DIABEŁ GO PUŚCIŁ"

"A JAK Z POWROTEM ZAMKNĘLIŚCIE GO DO KLATKI?"

"NORMALNIE! POLEŻELIŚMY Z KOMENDANTEM TRZY GODZINY NA PLECACH, A W TYM CZASIE CHŁOPCY CO W KIBELKU ZAMKNIĘCI BYLI, WEZWALI POMOC I PRZYJECHALI CI ZE SZCZYTNA I GO ZABRALI"

"I CO, KOMENDANT NIC PANU ZA TO NIE ZROBIŁ"

"NAWET CHCIAŁ, ALE MU ŻYCIE URATOWAŁEM. POZA TYM ZAJĘTY BYŁ, BO JAK DIABEŁ ŚCIĄGAŁ GO Z BIURKA TO ZJADŁ MU PARĘ GUZIKÓW Z MUNDURU I CI ZE SZCZYTNA BALI SIĘ ŻE MU TO ZASZKODZI. A TAKI POLICYJNY PIES TO MAJĄTEK KOSZTUJE, MAJĄTEK - KOMENDANT BY SIĘ DO KOŃCA ŻYCIA NIE WYPŁACIŁ"










TO TYLE NA DZIŚ - DOBRANOC!






czwartek, 5 września 2019

PORADY DLA MĘŻCZYZN I KOBIET - Cz. IV

OD ANTYKU PO WSPÓŁCZESNOŚĆ


GRECJA KLASYCZNA

ATENY

(V - IV wiek p.n.e.)

Cz. IV






WYCHOWANIE MŁODYCH KOBIET

(HETERY)

Cz. II


 "KURTYZANY MAMY DLA ROZKOSZY CIAŁA, HETERY DLA SPOKOJU DUCHA, A ŻONY PO TO, ABY RODZIŁY NAM SYNÓW I DBAŁY O OGNISKO DOMOWE"

DEMOSTENES


ASPAZJA I JEJ GYNECEUM 

Cz. I




 Aspazja co prawda nie była pierwszą sławną heterą w dziejach Hellady, ale postanowiłem rozpocząć właśnie od niej ponieważ stała się ona bodajże nie tylko najsławniejszą ale i najpotężniejszą kobietą antycznej Grecji (wywodzącą się ze środowiska heter) - która, że tak się wyrażę: "kręciła głową ówczesnego świata", i to do tego stopnia, że Arystofanes w "Acharnejczykach" wręcz bezpośrednio sugerował iż wojna Aten z wyspą Samos (do której doszło w latach 440-439 p.n.e.), była sprowokowana porwaniem dwóch dziewcząt z "gyneceum" Aspazji - innymi słowy Arystofanes twierdził że Aspazji była najzwyklejszą burdelmamą. Nie tylko zresztą on, Eupolis w "Demach" wprost nazwał ją: "kur...ą" a komediopisarz Hermippos oskarżył ją jeszcze o bezbożność (był to niezwykle poważny zarzut, który - gdyby się potwierdził - zasługiwał na karę śmierci i powszechną infamię). Postaram się pokrótce przybliżyć postać Aspazji oraz funkcje dziewcząt, zgromadzonych w jej gyneceum. Otóż Aspazja urodziła się ok. 470 r. p.n.e. w Milecie. Jej ojcem był miejscowy kupiec, o imieniu - Aksjochos. Przeniósł się on (dla zdobycia nowych kontaktów i większego rynku) do Aten wraz z żoną i córką, ale i tutaj interesy nie szły mu najlepiej. Nie wiadomo kiedy, choć jest (prawie - bo stuprocentowych dowodów na to nie ma) pewne że Aspazja została jedną ze "Służebnic Afrodyty", czyli heterą (hetera była jednocześnie luksusową prostytutką, ale należy pamiętać że w tamtych czasach praca w charakterze hetery nie była wcale hańbiąca dla kobiety, a posiadanie zamożnych opiekunów było świadomym wyborem dziewczyny - problem zaczynał się dopiero wtedy, gdy taka kobieta chciała zerwać z "zawodem" i wyjść za mąż. Jakoś wówczas cała gromada chętnych jej wdziękom mężczyzn, natychmiast topniała. Od heter wymagano zmysłowości, piękna i kipiącej kobiecości, od żon zaś przede wszystkim wierności, posłuszeństwa, umiejętności prowadzenia domu i rodzenia dzieci - nic więcej, gdyż większość Greków i tak nie patrzyła na swoje żony jak na kobiety - miały tylko dać im dzieci i opiekować się domem - dlatego też niedoceniane przez mężów, mające własne potrzeby seksualne, żebrały kobiety u swych mężów o zbliżenie - przez co, szczególnie Ateńczycy uważali kobiety zamężne za - uwaga, uwaga - opętane seksem, pozbawione rozumu istoty. Ponieważ mężowie tak często zaniedbywali swe żony w łożach gdy te urodziły już dzieci i szukali pocieszenia w ramionach kurtyzan, że stało się to problemem ogólnokrajowym. Wprowadzono więc prawo że każdy mąż ma obowiązek przynajmniej trzy razy w miesiącu spółkować ze swoją żoną).  

Od żon wymagano poświecenia, łącznie z poświęceniem swego życia, ale w towarzystwie żony grecki, a szczególnie ateński mężczyzna nudziłby się śmiertelnie (bo niby o czym miał rozmawiać z istotą, która nie potrafiła ani czytać, ani pisać, ani nawet rachować, a w ogóle większość kobiet jedynie z daleka widywało innego mężczyznę, tak jak pewna grecka żona, której mąż zrobił awanturę za to, iż ta nie poinformowała go że ma bardzo nieświeży oddech. Kobieta odparła wówczas: "Skąd mogłam wiedzieć? Wydawało mi się, że wszyscy mężczyźni tak wonieją"), więc szybko uciekał z domu, lub spraszał sobie na "sympozjony" (będące grecką odmianą rzymskich orgii) - kurtyzany i hetery). Hetery były więc w pełni (jak na ówczesne kryteria) wyemancypowanymi niewiastami, którym nie ciążyły ograniczenia związane z rolą żon (jak choćby obowiązek informowania męża o tym dokąd wychodzi i kiedy wraca). Nie mogły jednak zakrywać włosów (jak czyniły to kobiety zamężne), a jeśli któraś z heter zostałaby na tym złapana, kończyło się to w najlepszym przypadku ścięciem wszystkich włosów na głowie i karą chłosty. Pozwalało to na ulicy rozpoznać która kobieta jest zamężna (panny raczej na ulicach się nie pokazywały) a która pełni zawód "Służebnicy Afrodyty". Hetery, w przeciwieństwie do żon, miały odmienny problem. Otóż, były co prawda rozchwytywane przez mężczyzn i nawet co poniektóre zbiły na tym spory majątek, ale gdy uroda zaczęła powoli przemijać i hetera chciała ustabilizować się na przyszłość - wychodząc za mąż, bardzo rzadko znajdowała ku temu chętnego. Mężczyźni bowiem nie chcieli mieć za żonę i matkę swych dzieci kobietę, którą miało przed nimi wielu innych i którą traktowano w czasie stosunku z dość dużą brutalnością (stosunek "na pieska" - który był najbardziej popularny wśród Greków - często łączony z ciągnięciem za włosy, bolesnym ściskaniem piersi czy nawet podduszaniem kobiet - wcale nie należał do rzadkich praktyk miłośników tychże uciech).




Aspazja znalazła się w domu Peryklesa jako jego kochanka i konkubina, ok. 445 r. p.n.e. Ona nie miała wówczas nawet 25 lat, on zaś miał lat 50. Tak się w niej zakochał, tak go sobą oczarowała, że dla niej porzucił swą dotychczasową żonę (nie jest znane nawet jej imię), która urodziła mu dwóch synów - Ksantypposa i Paralosa. Perykles traktował Aspazję nie tylko jak konkubinę, ale wręcz jak małżonkę, co budziło powszechną irytację, a sam fakt iż obcałowywał ją przed wyjściem z domu i po powrocie budził zniesmaczenie (który Ateńczyk całowałby swą żonę przed wyjściem z domu i po powrocie - całować matkę własnych dzieci - przecież to ohyda, swoje już zrobiła 😊). Wkrótce potem zaszła w ciążę i ok. 444 r. p.n.e. urodziła mu syna, który otrzymał po ojcu imię - Perykles. Wówczas to Perykles Starszy miał wypowiedzieć sławne słowa: "Ateny rządzą światem, ja władam Atenami, ty władasz mną a nasz synek tobą. Jest on więc najpotężniejszym człowiekiem na świecie". Mimo to Aspazja była obiektem powszechnego hejtu (żeby to tak bardziej uwspółcześnić), szczególnie komediopisarze upodobali sobie nurzanie jej (i pośrednio również Peryklesa) w błocie. Wspomniani wyżej: Arystofanes, Hermippos, Eupolis ale także Kratynos (który nazywał Aspazję: "nałożnicą o psich oczach" a Peryklesa krytykował za: "wstrętną do niej pożądliwość"). Ateński lud rżał ze śmiechu na Lenajach (odbywanych co roku zimą ku czci Dionizosa), oraz Dionizjach Wielkich (co roku na wiosnę), słysząc że Aspazja pisze mu mowy, o wszystkim decyduje i że to ona w ich związku jest mężczyzną, a Perykles kobietą. Nazywano ją "nową Omfale" (a jak wiadomo z mitologii - Omfale była królową Lidii, która kupiła Heraklesa na targu niewolników, a następnie zabrała go do swego pałacu, by przez rok służył jej w nietypowej dość roli. A mianowicie ona sama ubierała się w męski strój, zaś Heraklesowi nakazała przywdziać ubiór kobiecy, zabrała też jego maczugę, dając mu w zamian wrzeciono i krosna i traktowała go jak kobietę, sama zachowując się jak mężczyzna). 

Oczywiście takie komedie wystawiane dla uciechy mas, były niezwykle popularne, a tym bardziej jeśli przedmiotem kpin był jakiś bardzo popularny polityk. Ateńczycy lubili bowiem wyśmiewać się ze swoich przywódców, co wcale nie oznaczało że ich nie szanują czy że przestali być godni pełnienia danej funkcji - wręcz przeciwnie, im więcej kpin i śmiechu w teatrze, tym większa popularność w polityce (próbowano co prawda wprowadzić cenzurę na produkcje teatralne, ale bardzo szybko musiano ją wycofać ze względu na niezadowolenie ludu). Wiedziano o tym powszechnie, dlatego też nie obrażano się o nawet najbardziej karykaturalnie przedstawione postaci. Cokolwiek by o Aspazji nie powiedzieć, bez wątpienia zdobyła ona wielki wpływ na Peryklesa, (jednak czy równało się to zdobyciu wpływu na politykę Aten?). W ich domu było zawsze wielu gości oraz petentów, ale sporą ich część stanowili przybyli Grecy z Miletu i małoazjatyckich miast pokrewnych. Miletyjczycy byli stałymi gośćmi Aspazji, to właśnie dzięki ich prośbom miał Perykles przekonać Ateńczyków na Zgromadzeniu Ludowym, by wyprawić się z interwencją zbrojną przeciwko wyspie Samos (która notabene była konkurentem handlowym Miletu). Milet należał do Związku Delijskiego (zwanego również "Morskim", stworzonego w Byzantion na przełomie 478/477 p.n.e. przez Arystydesa Sprawiedliwego z Aten) i płacił stałą składkę do kasy Związku (do 454 r. p.n.e. mieściła się ona na wyspie Delos, po tej dacie została przeniesiona na stałe do Aten). Ok. 450 r. p.n.e Milet jednak się zbuntował (poszło o wysokość płaconej składki co zaowocowało nieudaną próbą wystąpienia ze Związku Delijskiego). W 449 r. p.n.e. (w tymże roku wpłynęła z opóźnieniem do kasy Związku składka za rok poprzedni) został zmieniony ustrój tego polis. Dotychczasowe rządy oligarchiczne (wspierane przez Ateny do czasu buntu) zostały zastąpione ustrojem demokratycznym na kształt ateński (w 426 r. p.n.e. w Milecie zostanie dodatkowo zainstalowany ateński garnizon wojskowy, a polityka tego polis podporządkowana będzie woli pięciu wysłanych przez Zgromadzenie obywateli Aten). Ateńczycy karali zbuntowane polis, które nie chciały płacić haraczu składki, i wychwalali te, które płaciły (jak choćby Sigejon, który uzyskał pochwałę ludu ateńskiego na przełomie 451/450 r. p.n.e. czy Faselis, która za archontatu Eutydemosa w 450 r. p.n.e. została obdarowana korzystną umową w sprawach obywatelskich i sądowych).

Ogromne kontrowersje wśród członków Związku Delijskiego budził fakt przeniesienia skarbca związkowego z Delos do Aten. Doszło do tego, że gdy w 449 r. p.n.e. zawarto układ z Persją, na mocy którego "Król Królów" uznawał niepodległość wszystkich greckich polis na Morzu Egejskim - członkowie Związku nie opłacili w tymże roku składki, dając do zrozumienia że cel Związku Delijskiego został spełniony i jego dalsze trwanie nie jest już potrzebne. Ateńczycy zadziałali błyskawicznie i już w roku następnym składka była ponownie odprowadzana. Te pieniądze były Ateńczykom potrzebne, choćby do rozpoczęcia (od 447 r. p.n.e.) zakrojonego na ogromną skalę programu budowlanego, który miał nie tylko uczynić z Aten stolicę helleńskiego świata, ale też np. zlikwidować bezrobocie w mieście. Oczywiście budowle Partenonu, świątyni Ateny Nike czy innych budowli, finansowano właśnie ze składek członkowskich. Ateńczycy zachowywali się przy tym niczym bandyci i jeśli dane polis nie chciało płacić składek, było napadane, niszczone a ludność uprowadzana w niewolę. Zaś w to miejsce przesiedlano ateńskich kolonistów (kleruchów). Iście bandycki sposób zdobywania pieniędzy i finansowania potęgi samych Aten. Dziś, gdy widzimy więc ruiny Partenonu czy Propylejów, powinniśmy pamiętać że zostały one wzniesione na krwi i cierpieniu mieszkańców wielu innych greckich krain. Instalowanie ustroju demokratycznego i wysyłanie kolonistów (dla których przeznaczano część ziemi w polis do którego ich wysyłano), było elementem ateńskiej kontroli i sposobem dominacji nad całą resztą członków Związku Delijskiego (który od ok. 454 r. p.n.e. zmieniał się powoli w prywatne imperium ateńskie). Zmieniał się też język oficjalnej korespondencji, już nie mówiono o "sojuszu wolnych polis" tylko o "przymierzu ateńskim" lub "miastach rządzonych przez Ateńczyków". Natomiast symbolem hańby i upokorzenia dla członków owego "imperium ateńskiego", były organizowane co cztery lata tzw.: Wielkie Panatenaje ku czci bogini Ateny, na które spraszano wszystkich członków Związku by pokazać im potęgę Aten i jego rozbudowę, oraz aby publicznie ich upokorzyć (podczas przemarszu na Akropol, chłopcy w białych tunikach szli z tabliczkami z nazwą miast które już zapłaciły składkę. Z tyłu zaś kroczyli niewolnicy w czarnych tunikach z tabliczkami miast które tej składki jeszcze nie zapłaciły. Dawano więc im jasno do zrozumienia - dawać kasę, bo jak nie, to pożegnacie się nie tylko z wolnością ale i z życiem. Tak oto Związek, który powstał ze szczytnych zamierzeń ochrony Greków przed Persami, stał się symbolem ich zniewolenia w rękach Ateńczyków. Doprawdy Arystydes Sprawiedliwy w grobie się przewracał, słynął bowiem z uczciwości i wierności zasadom panhellenizmu - czyli zjednoczenia wszystkich Greków w wspólnej walce przeciw Persom).




W 440 r. p.n.e. rozpętała się ogromna militarna interwencja, która nieco namieszała w ateńskiej polityce. Od 449 r. p.n.e. Ateny (i ich sprzymierzeńcy) mieli pokój z Persją, który ostatecznie kończył okres wojen perskich, rozpoczętych (i kontynuowanych z przerwami: 499-494 p.n.e., 492-490 p.n.e., 480-474 p.n.e., 471-469 p.n.e., 465 r. p.n.e., 460-455 p.n.e., 451-449 p.n.e.) pięćdziesiąt lat wcześniej. W 445 r. p.n.e. został zawarty pokój trzydziestoletni ze Spartą (Lacedemonem) i jego sojusznikami ze Związku Peloponeskiego, kończący I wojnę peloponeską (460-445 r. p.n.e.). Po zdławieniu buntów na Eubei w Megarze i w Beocji (447-446 r. p.n.e.), zajęciu Delf i przekazaniu "Świętego Miasta" w ręce Fokejczyków, Ateny mogły skupić się na rozbudowie i konsolidacji swego imperium i na pracach budowlanych. Dopiero konflikt Samos z Miletem o miasto Priene, zmusił Ateńczyków do ponownego zaangażowania się w sprawy międzynarodowe. W tym celu do Aten, a szczególnie do domu Peryklesa przybyło wielu rodaków Aspazji, którzy prosili o wsparcie dla Miletu. Swoje poselstwo do Aten wysłali również Samijczycy, ale nie przekonali Zgromadzenia co do swoich racji (po wygłoszonej przez Peryklesa przemowie lud odrzucił postulaty Samijczyków). Samos zaatakowała Milet i udało im się zniszczyć flotę miletyjską, już jednak płynął w ich kierunku (na czele ponad 40 okrętów) Perykles. Wojna z Samos nie była jednak popularna w społeczeństwie ateńskim głównie dlatego, że uważano iż wybuchła na życzenie Aspazji, a lud ateński nie chciał wojen "o kobiety" i wojen "dla kobiet". Pamiętano przecież Helenę trojańską, która doprowadziła do zagłady sławne miasto (które notabene Rzymianie uważali potem za swego protoplastę i zawsze gdy rzymski wódz przekraczał Grannik, musiał oddać hołd i złożyć ofiarę "cieniom Priama i Hektora", a data upadku Troi - ok. 1183 r. p.n.e. - była uważana za datę tragiczną i na jej podstawie przewidywano katastrofy jakich miał doświadczyć Rzym w latach 183 p.n.e. i 83 p.n.e.). Pamiętano również jak Fenicjanie porwali dziewczynę o imieniu Io z Argos, co doprowadziło do wojny Punijczyków z Grekami. Nie chciano więc wojny o kobietę ani dla kobiety, a taki właśnie był oficjalny przekaz propagandowy. 

I tutaj dochodzimy do swoistego fraucymeru, jaki ponoć miała stworzyć u swego boku Aspazja. Była to swoista "szkoła dla dziewcząt" która w rzeczywistości stała się kuźnią, szkolącą młode hetery. Miano tam ponoć uczyć młode dziewczęta... różnorodnych pozycji miłosnych i sztuki uwodzenia ciałem, śpiewu i tańca, wiedzy na temat napojów miłosnych (afrodyzjaków) oraz sztuki recytowania i układania poezji. Odbywały się tam (prawdopodobnie szkoła ta mieściła się w gyneceum Aspazji w domu Peryklesa, ale nie ma co do tego pewności ani żadnych informacji) bodajże pierwsze publiczne konkursy piękności. Żyjący prawie trzysta lat później poeta Alkifron, w swych "Listach heter", opisuje jak mogłoby to wyglądać: "I pierwsza Myrrina rozwiązawszy pasek - bieliznę miała jedwabną - zakołysała przeświecającymi przez nią biodrami, które drżały jak zsiadłe mleko, a patrzyła przy tym w tył, na ruchy swej pupki. Lekko jak w grze miłosnej westchnęła (...) Tryallis też nie zawiodła, pobiła ją w bezwstydzie (...) Zrzuciła chitonik i przegiąwszy się nieco w biodrach powiada: "Patrz, obejrzyj sobie tę barwę, Myrrino, jak nieskazitelna, jak bez plamki, patrz na równości bioder tutaj, na przejście ku udom (...) na dołeczki na wzgórkach. Na Zeusa, nie trzęsą się jak u Myrriny" - uśmiechnęła się figlarnie i zakręciła pupką tak, że ruch drganiami przebiegł powyżej bioder". Oczywiście Alkifron prawdopodobnie opisywał współczesne mu hetery, ale jednocześnie przywoływał tym samym owego ducha szkoły Aspazji. W każdym razie w Atenach twierdzono że to właśnie uprowadzenie dwóch dziewcząt z gyneceum Aspazji było prawdziwym powodem tej wojny i powtarzano sobie perskie przysłowie: "Tylko źli ludzie porywają kobiety, ale tylko głupcy szukają pomsty z tego powodu". Oczywiście tyle w tej historii jest prawdy, jak w twierdzeniu że to dzięki Madame Walewskiej Cesarz Napoleon Wielki odbudował (w formie szczątkowej) państwo polskie w postaci Księstwa Warszawskiego w 1807 r. Napoleon kochał kobiety i miał wiele kochanek, ale nigdy nie pozwoliłby aby kobieta wtrącała mu się do polityki i wielokrotnie dawał temu wyraz (np. wyganiając z Francji zadziorną "feministkę", która poprzez łóżko chciała zdobyć - i często zdobywała - wpływ na polityków - madame de Staël) i nigdy nie uzależniłby swoich planów od niewieściego kaprysu. Podobnie postąpił Perykles. To nie życzenia Aspazji przemawiały za udzieleniem pomocy Miletowi (choć oczywiście jej prośby mogły również pośrednio wzmocnić tę decyzję), tylko kwestie geopolityczne i ideologiczne. Milet (od ok. 449 r. p.n.e.) miał narzucony ustrój demokratyczny, Samos zaś posiadało ustrój oligarchiczny i choć obaj należeli do Związku Delijskiego, wybór komu pomóc był raczej oczywisty. Tym bardziej że Milet leżał w Azji Mniejszej gdzie kontrował wpływy Persów z satrapii sardyjskiej.






Wyprawa okazała się pełnym sukcesem (trwała zaledwie kilkanaście dni). Ateńczycy dokonali desantu na Samos i bez walki opanowali stolicę wyspy (o tej samej nazwie). Perykles wygnał z wyspy oligarchów, ustanowił demokrację na wzór ateński, a do "pomocy" (tak jak sowieci po "wyzwoleniu" przysyłali nam tu swoich specjalistów z NKWD do "pomocy w utrwalaniu władzy ludowej") nowym władzom zostawił ateńskich urzędników i załogę wojskową, po czym wrócił w podróż powrotną do Aten. I wtedy właśnie się naprawdę zaczęło. Łatwość, z jaką Perykles opanował Samos była złudna, nie oznaczała bowiem końca problemów - te dopiero miały nadejść. Samijczycy bowiem uznali jawne militarne wtrącenie się Peryklesa za atak na ich kraj, a przecież był to naród dumnych żeglarzy, którzy szczycili się swoją tradycją morską i kontaktami handlowymi. Samijczycy uważali że nie są jak reszta wyspiarzy, jak ci z Naksos czy Skyros, których dotąd "przywoływali do porządku" Ateńczycy, oni są lepsi. Mają tradycję morską (pamiętającą jeszcze talasokrację tyrana Polikratesa sprzed stu lat) i cieszą się wolnością polityczną, której nawet Persowie nie ważyli się naruszyć. Teraz zaś mają wejść pod but Aten? Niedoczekanie! Wygnańcy polityczni (oligarchowie) znaleźli więc wsparcie ze strony satrapy Sardes - Pisuthnesa i z jego pomocą szybko odzyskali kontrolę nad rodzinną wyspę. W dwa miesiące po ateńskiej interwencji, Samos została utracona - wyprawa poszła wiec na marne. Ateński garnizon musiał skapitulować, a żołnierze zostali wzięci do niewoli (potem wydano ich Pisuthnesowi). Nowy, oligarchiczny rząd ogłosił wystąpienie ze Związku Delijskiego, była to iskra która podpaliła lont. Za przykładem Samos, zbuntował się też Byzantion (Konstantynopol), uwolniono więzionych przez Ateńczyków zakładników na Lemnos, a miasta w Karii i na trackim wybrzeżu tylko czekały aby zrzucić ateńskie jarzmo (czekały kto zwycięży, aby nie postąpić głupio i nie przyłączyć się do przegranego). Perykles nie wrócił do Aten, nie zdążył. Musiał ponownie zawracać i szukać sposobu na zwycięstwo. Miał jednak za mało okrętów (ponad 40), posiłki miał więc zorganizować (w sile kilkunastu okrętów) z Lesbos i Chios - tragik ateński Sofokles (który został jednym ze strategów roku 441/440 p.n.e. nie przez swoje umiejętności wodzowskie, których nie posiadał a za bycie... antycznym celebrytą. To on bowiem w 442 r. p.n.e. wystawił na Lenajach sławną po dziś dzień "Antygonę", która wyciskała strumienie łez. Wdzięczni mu za to współobywatele, zagłosowali nad powołaniem go do kolegium dziesięciu strategów).

Perykles nie lubił Sofoklesa i nie ufał mu (zresztą z wzajemnością). Postanowił zaczaić się na okręty samijskie i rozbić je w bitwie przed przybyciem floty Sofoklesa. I tak też się stało, napotkał wracającą z Miletu flotę 70 okrętów samijskich pod dowództwem Melissosa. Wydał mu bitwę i zwyciężył w niej, każąc natychmiast przesłać meldunek o zwycięstwie do Aten. Zapanowała powszechna radość, która jednak szybko ustąpiła gdy z czasem zaczęły napływać prawdziwe wieści o tym starciu. Oto okazało się bowiem że we flocie, którą dowodził Melissos było zaledwie 20 okrętów wojennych, reszta to statki handlowe. Poza tym okazało się że Perykles dowodził tak nieumiejętnie, że Melissos przedarł się z praktycznie całą flotą do Samos. Wielkie zwycięstwo okazało się ułudą, linie komunikacyjne wyspy nie zostały przerwane, a Samos wcale nie zamierzała się poddać. Ponoć w gniewie Perykles kazał wypalać schwytanym jeńcom samijskim piętno na czołach. Poza tym pojawił się jeszcze jeden problem, oto bowiem w Lacedemonie zebrała się rada Związku Peloponeskiego. Nowa wojna ze Spartą, Koryntem czy Tebami wisiała już na włosku, tym bardziej że Koryntyjczycy nienawidzili Ateńczyków i obawiali się wzrostu ich potęgi morskiej, politycznej i ekonomicznej. W Atenach z przerażeniem oczekiwano wyniku głosowania członków Związku Peloponeskiego. Wiedziano o niechęci Koryntyjczyków, wiedziano jak bardzo chcieliby oni zgnieć potęgę Aten. Nie zdawano sobie tylko sprawy z jednej rzeczy, która w tym przypadku okazała się kluczowa w całym głosowaniu - że Koryntyjczycy jeszcze bardziej od Ateńczyków, nienawidzą... Samijczyków!     

        



 
 CDN.

poniedziałek, 2 września 2019

ATEISTYCZNE ŚWIĄTYNIE - Cz. I

I WIELKIE ŚWIECKIE PIELGRZYMKI




 
 W tym temacie chciałbym podjąć się opisania najsławniejszych ateistycznych świątyń, zarówno tych sprzed kilkudziesięciu lat, jak i nam współczesnych (tak, tak - do dziś istnieją takie "świątynie"), oraz wielkich pielgrzymek do tych miejsc, świadczące o panującej ideologii, której wszyscy (a szczególnie ci, którzy odwiedzają te miejsca) bez-alternatywnie muszą się podporządkować. Chciałbym omówić trzy takie miejsca w trzech krajach - nazistowskich Niemczech, Związku Sowieckim i... współczesnych Stanach Zjednoczonych. Temat wydaje mi się niezwykle ciekawy (szczególnie wątek amerykański), gdyż nawet nie uświadamiamy sobie w jaki sposób na naszych oczach kształtują się ateistyczne religie które potrzebują dla swego przekazu (narracji) odpowiednich świątyń, miejsc gdzie należy wchodzić z pochyloną głową i w zadumie przyglądać się potędze "nowych czasów" i wykuwanego tam "nowego człowieka". Wszystkie te miejsca (i ideologie je wspierające) są ze sobą w pewien sposób nierozerwalnie związane. Przede wszystkim, całkowicie eliminują pojęcie siły wyższej, duchowej - pojęcie Boga. Rozumiem że nie każdy musi wierzyć w takiego czy innego Boga, ale w podobnych miejscach nie tylko sam Bóg jest całkowicie wymazany, zniszczone jest również jakiekolwiek pojęcie człowieczeństwa. Zauważyłem od pewnego już czasu, że ludzie którzy z niespotykaną furią walczą z wszelkimi przejawami religijności i starają się wyeliminować pojęcie Boga z kultury i ludzkiej świadomości (zaznaczam - nie mam tutaj na myśli ateistów, którzy po prostu nie wierzą w Boga i na tym poprzestają, nie nakazując innym ludziom przyjmować siłą ich poglądu), sami są niezwykle sfanatyzowani a przy tym bardzo okaleczeni moralnie i często emocjonalnie. Człowiek który eliminuje Boga - choćby tylko jako pewien kanon moralności i postępowania, twierdząc że on sam wie co jest dobre a co złe, automatycznie stawia na piedestale człowieka. Z tym że ów człowiek z piedestału, nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek humanitaryzmem, z jakąkolwiek wyższą potrzebą duchowej ekspresji, chyba że jest to ekspresja ściśle kontrolowana i nakierowywana na owe ateistyczne kulty. 

Radykalni ateiści są bowiem nie tylko fanatykami, są wręcz inkwizytorami dla których wszelkie odstępstwo od wyznawanego przez nich światopoglądu, automatycznie eliminuje drugiego człowieka z wszelkich ludzkich form. Taką osobę, jako "niewiernego" można więc zniszczyć, upokorzyć a nawet zabić i to bez cienia litości czy jakichkolwiek wyrzutów moralnych. On jest bowiem "zły", jest kimś, kto podważa kanon "naszego piękna i dobra", więc to automatycznie eliminuje go z wszelkiego pojęcia człowieczeństwa. Natomiast człowiek który kieruje się świadomością istnienia Boga - jako siły wyższej, większego dobra, czy też źródła moralności (oczywiście nie mam tutaj na myśli fanatyków religijnych), nie jest w stanie z zimną krwią mordować drugiego człowieka i tłumaczyć to sobie jego "niewiernością". Ludzie mają bowiem pewne zakodowane wskazówki moralne, które uaktywniają się w sytuacjach kryzysowych. Jeżeli jednak te naturalne wewnętrzne "drogowskazy" zastąpimy ideologią kultu człowieka - zaczyna się problem, bo wówczas nie ma już żadnych (poza prawnymi) przeszkód, aby ludzi o innej wierze, kolorze skóry czy jak pragną/pragnęły najbardziej zradykalizowane feministki, takie jak Valerie Solanas, Judith Butler czy Andrea Dworkin - innej płci, po prostu mordować z zimną krwią. Człowiek pozbawiony Boga (i nie potrafiący wyrobić sobie własnego drogowskazu moralnego, opartego jednak na świadomości humanitaryzmu - która to świadomość jest również świadomością duchową, można powiedzieć bożą) szuka podniety, zastępczego bożka. I gdy go znajdzie (w postaci np. danej ideologii, która ma gotowy przepis jak to życie ludziom poukładać oraz w co wierzyć, skoro "nie ma Boga") zdolny jest do popełniania największych zbrodni w imię utwierdzania się w wyznawanej przez siebie ateistycznej wierze. 
W tym temacie zaprezentuję więc trzy świątynie w trzech państwach, które opierały się, lub wciąż opierają na pewnej ideologii polityczno-moralnej, całkowicie jednak eliminującej pojęcie Boga, zastępując go pojęciem człowieka lub misji dziejowej (w obu przypadkach jest to zaproszenie do mordów). 

Szaleństwo Rewolucji Francuskiej, która (jak wszystkie rewolucje) wyrosło ze szlachetnych pobudek, poprawy położenia materialnego i społecznego warstw najniżej sytuowanych - zamieniło się w powszechny terror, mordy i prześladowania jakich nie doznali obywatele tychże krajów przed rewolucją. Co się działo w Wandei w 1793 r., podczas antyrewolucyjnego powstania? Jak je zdławiono? Wrzucając noworodki do płonących domów lub rozbijając ich główki o ścianę! Po co? Co te dzieci były winne? Tylko jednemu - winne były nieprawomyślności ich rodziców i buntowi przeciwko rewolucyjnym kanonom nowej moralności, która co prawda zastępowała Boga pojęciem człowieka, ale tylko takiego, który wierny był zasadom rewolucji. Nic więc dziwnego że motto rewolucjonistów (którego dziś już się nie przytacza w całości), brzmiało: "Liberté, Égalité, Fraternité, ou la Mort" ("Wolność - Równość - Braterstwo albo Śmierć"). I tak było i będzie zawsze, w każdej ideologii, która poważy się w miejsce Boga wprowadzić człowieka. Po prostu nie ma innego wyjścia, bo wcześniej czy później owi ideolodzy moralni i kreatorzy "Nowego Wspaniałego Świata" dla ludzkości, dojdą do przekonania że jednak ich szczytne i piękne idee są... niezrozumiałe, mało tego, że ludzie się przeciwko nim buntują. Jak to możliwe? Przecież my wszystko dla ludu, my chcieliśmy im zrobić dobrze, chcieliśmy poprawić ich byt, ich podłe położenie - dlaczego oni tego nie rozumieją, dlaczego walczą z nami? Do jakich wniosków ostatecznie dojdzie taki ideolog, który uzna że jest niezrozumiany? Ano do takich, jak ów młody człowiek, uczestnik jednej z tzw.: "parad równości" w Warszawie, który stwierdził że jest komunistą, bo dużo na ten temat czytał i ten właśnie światopogląd najbardziej do niego przemawia. Na stwierdzenie że przecież komunizm próbowano zbudować już wielokrotnie w przeszłości i nigdy to się nikomu nie udało, odpowiedział z niezwykłą pewnością w głosie że problem stanowią ludzie, którzy nie dorośli jeszcze do tych ideałów i nie potrafią ich zrozumieć. A skoro nie potrafią ich zrozumieć i będą się buntować, co wtedy należy zrobić aby ów "wspaniały ustrój" zbudować mimo wszystko? Mrzonki o "Nowym Wspaniałym Świecie" dla ludzkości ZAWSZE kończą się tym samym - zbiorowymi egzekucjami, dołami z wapnem lub paleniem ludzi w piecach. Tak kończy się każda próba zastąpienia Boga człowiekiem i duchowości kultem materializmu.




     
 
Szaleństwo rewolucyjnego ateizmu może przybrać bardzo różne oblicza i nie musi być skierowane tylko przeciwko religii czy Bogu (rozumianemu nawet jako symbol pewnej nadziei). Może również przyjąć obraz nienawiści np. na tle rasowym lub nienawiści do wszystkiego co było przed nami. Przykład taki możemy prześledzić choćby w wydarzeniach dziejących się we Francji (głównie zaś w Paryżu) w październiku 1793 r. gdy opętany nienawiścią do monarchów i arystokratów paryski tłum, wdarł się do bazyliki Saint-Denis i zaczął wyrzucać z grobowców ciała francuskich monarchów. Jean Raspail pozostawił sugestywny opis tych wydarzeń: "Taranem wyważano drzwi krypty, w której na kilku różnych poziomach rzędami leżały trumny królów. Pierwszym "tyranem" wyrwanym z wiecznego spoczynku był dobry król Henryk IV. Kiedy odbito wieku trumny, jego ciało zdało się niemal nietknięte. W rozrzedzonym powietrzu krypty rozszedł się silny, aromatyczny zapach. Pięknie pachniał ten król. Czego nie można powiedzieć o pozostałych. Jego twarz zachowała się niemal w idealnym stanie - broda śnieżnobiała, rysy niezmienione. Trupa wywleczono z trumny i postawiono - niczym manekina - opierając go o kolumnę (...) Przepchnąwszy się do pierwszego rzędu, jakiś zuchwały żołdak wyciągnął z pochwy szablę i odciął pukiel królewskiej brody, po czym - przy wtórze śmiechów i oklasków - uczynił z niej sobie sztuczne wąsy. Po nim do króla zbliżyła się jakaś magiera, która z całej siły spoliczkowała władcę i ciało upadło na ziemię. Po kilku godzinach obelg i poniewierki, doprowadzone do niewyobrażalnego stanu zwłoki króla bez ceremonii wrzucono - jako pierwsze - do przeznaczonego dla Burbonów dołu (...) Ludwik XIII trafił niepoczęstowany nawet obelgą - za bardzo cuchnął. Za to z Ludwikiem XIV lud miał swoje porachunki. Jego ciało zostało rozprute nożem (...) Potem oprawca, tym samym nożem, siłą otworzył królowi usta, rozwierając zaciśnięte od siedemdziesięciu lat szczęki. Wyrwawszy stamtąd spróchniały pieniek zęba, ukazał go tłumowi niczym trofeum (...) Do dołu wrzucono też królową Marię Teresę - małżonkę Ludwika XIV i córkę Filipa IV Hiszpańskiego. Wpadła tam z głową wykręconą do tyłu i z rozrzuconymi, uniesionymi ku górze nogami - ona, tak cnotliwa za życia - co tłum powitał wulgarnym rechotem. Nie lepiej potraktowano Marię Medycejską (...) Było to dnia 16 października 1793 roku, dokładnie w godzinie, w której na rozklekotanym wózku wieziono na szafot Marię Antoninę, stojącą tyłem do konia, z rękami związanymi na plecach i włosami luźno opadającymi na kark".




Inny przykład odnosi się do (głośnej - choć głównie ze względu na kontekst) zbrodni na tle rasistowskim, dokonanej w 2008 r. w Stanach Zjednoczonych. Otóż 15 października tego roku zostało brutalnie zamordowane (po wcześniejszych torturach) małżeństwo: Jan Paweł Pietrzak i Quaiana Jenkins Pietrzak. On był sierżantem elitarnej formacji amerykańskiej armii - marines - polskiego pochodzenia (otrzymał imię na cześć papieża Jana Pawła II), ona - czarnoskórą dziewczyną - pobrali się jeszcze w tym samym roku. Niestety owe "splamienie rasy" (bo fakt że czarny facet może posuwać białe kobiety jest oczywisty, ale biały mężczyzna nie ma prawa do związku z czarnoskórą kobietą) nie spodobało się kilku czarnym bandytom, notabene podkomendnym sierżanta Pietrzaka (czyli żołnierzom z jego jednostki). Postanowili oni ukarać "dziwkę" za "splamienie rasy" i 15 października wdarli się do domu niczego nie podejrzewającej pary zakochanych w sobie ludzi. Jan Paweł próbował co prawda walczyć z napastnikami, ale oni mieli broń (on nie - nie trzymał bowiem broni w domu) i do tego było ich czterech. Następnie jego związali, a na niej dopuścili się wielogodzinnego gwałtu tępym narzędziem, które wkładali jej w miejsca intymne. Jednocześnie przez wiele godzin brutalnie torturowali swego dowódcę. Ostatecznie zabili ich strzałem w tył głowy (w katyński sposób). Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że ta zbrodnia została popełniona w czasie trwającej wówczas w Stanach Zjednoczonych prezydenckiej kampanii wyborczej, którą wygrał czarnoskóry (a raczej Mulat) Barack Obama. Swoją drogą, gdyby sytuacja była odwrotna i to "biali suprematyści" brutalnie zamordowali czarnoskórego oficera i jego białą żonę - byłyby organizowane wielotygodniowe zamieszki murzyńskiej ludności w USA i ataki na policję, a w "media" CNN, CNBC czy CBS grzały by ten temat na okrągło. Ponieważ jednak zabito tylko "czarną dziwkę, która zdradziła swoją rasę" (jak myśli zapewne większość murzyńskich rasistów) i jej białego fagasa - to ok. Wiadomo, kara jakaś musi być, bowiem opinia publiczna była zbulwersowana, ale bez przesady, a tak w ogóle do "niewolnictwo czarnych", "rasizm", "homofobia" "islamofobia", "biali suprematyści", etc. etc. Oficjalnie trzech z owych bandytów skazano na karę śmierci, jeden (zapewne za wsypanie reszty) dostał dożywocie, ale nie wiadomo czy wyrok ten został wykonany, w każdym razie matki zamordowanych do końca walczyły w sądzie o sprawiedliwość, pokazując jednocześnie światu że zarówno biały jak i czarny rasizm oraz szowinizm wyrasta z nienawiści i braku pokory wobec Boga. 



 NIE ZNALEŹLI SZCZĘŚCIA NA TYM ŚWIECIE

POZOSTALI RAZEM NA TAMTYM

CZEŚĆ ICH PAMIĘCI






  




Na zakończenie tego wstępu powiem jeszcze że to co powoduje iż zło się odradza co jakiś czas w różnych konfiguracjach - to również wina infantylizmu społecznego i braku wiedzy odnośnie przeszłości. Ostatnio rozbawił mnie Kazimierz Kaczor, który w jednym z wywiadów opowiedział jak jego wnuczka zapytała: "Dziadku, czy to prawda że jak byłeś młody, to nie było telefonów komórkowych?", gdy potwierdził, dziewczynka dodała: "To jak wyście wtedy żyli?" Równie naiwnie, wręcz prostacko żeby nie powiedzieć głupio pytali się ludzi - którzy przeżyli sowieckie wywózki i piekło tamtego życia - amerykańcy oraz brytyjscy dziennikarze: "Dlaczego, jak was wywozili, nie wzięliście adwokata?" 😨. Mając na względzie te i wiele im podobnych "rozsądnych" pytań i nie chcąc rozważać ich głębi, przejdę już bezpośrednio do właściwego tematu. Zaczniemy od... Berghofu.



SOWIECKIE WYWÓZKI - WARTO OBEJRZEĆ OD MINUTY:

29:10 - 37:40


 

 

CDN. 
 

niedziela, 1 września 2019

RAPORT GEHLENA - Cz. XVIII

CZYLI JAK TO NIEMCY ZAMIERZALI

STWORZYĆ WŁASNY RUCH OPORU,

WZORUJĄC SIĘ NA POLSKICH

DOŚWIADCZENIACH

KONSPIRACYJNYCH


RAPORT GEHLENA

Cz. XVIII



 

 

CZĘŚĆ III. SYTUACJA PO 
POWSTANIU WARSZAWSKIM

  



A. Bezpośrednie skutki powstania


 Przygotowanie, wybuch, przeprowadzenie, a wreszcie klęska powstania warszawskiego musiały wywołać daleko idące następstwa dla całego narodu polskiego. Najważniejsze pytanie brzmi: czy w obliczu jednoznacznej postawy własnych sprzymierzonych i w sytuacji, w której stawką nie jest jakieś dyplomatyczno-polityczne zagadnienie przyszłości, lecz życie lub śmierć setek tysięcy, doszło do zmiany zasadniczej postawy narodu polskiego. Tym razem to nie niemiecka propaganda mówiła narodowi polskiemu, czego może oczekiwać od swoich dotychczasowych przyjaciół, lecz naga rzeczywistość i krew setek tysięcy rodaków.



1. FALA UCHODŹCÓW


Po obszarze Generalnego Gubernatorstwa dwukrotnie rozlała się fala uchodźców. Pierwszy raz po zdobyciu Starego Miasta, a następnie po kapitulacji. Uchodźcy w celu ewidencji i rozlokowania przechodzili przez obóz uchodźców w Pruszkowie, tutaj zobaczyli, że mimo wszystkich mrocznych proroctw nie są masakrowani, zatruwani czy też traktowani w jakikolwiek inny nieludzki sposób, lecz przekonali się, że Niemcy rzeczywiście dotrzymują słowa i robią co tylko w ich mocy, aby wygłodzonych i bezdomnych stosownie do okoliczności otoczyć opieką i dać im schronienie (od razu przypomniało mi się pewne zdjęcie. Oto stojący wokół grupki uchodźców z Warszawy gen. Erich von dem Bach-Zalewski - kat Powstania Warszawskiego, który wręcz nakazywał by "oczyszczano"z mieszkańców całe ulice, całe dzielnice Warszawy, został tutaj pokazany jako ten który przynosi ład, porządek, bezpieczeństwo i ochronę dla mieszkańców - stąd obok niego stoi siostra z Czerwonego Krzyża. Podpis pod zdjęciem brzmiał: "Po utracie iluzji doszli oni do przekonania: ich nadzieje opierają się teraz na Niemcach" - nic nie mogło bardziej odbiegać od prawdy). Pomocy udzielał w tym wypadku Polski Komitet Pomocowy (dokładnie Rada Główna Opiekuńcza), oficjalnie istniejąca na terenie Generalnego Gubernatorstwa polska organizacja charytatywna (jedyna, na jaką zezwolili Niemcy podczas całego okresu okupacji Polski 1939-1944/45). Jak już wspomniałem, zdziwienie "nad wyraz pojednawczą i łagodną postawą Niemców" było tak duże, że wielokrotnie informowano o tym w Londynie (ewakuację mieszkańców z Warszawy i rozmieszczenie jej w obozach dla uchodźców - zostało wynegocjowane przez Dowództwo Armii Krajowej z dowództwem Wehrmachtu w Warszawie Potem jednak te osoby były transportowane na przymusowe roboty do Rzeszy, lub umieszczane w stalagach - co było ewidentnym złamaniem umowy kapitulacyjnej przez Niemców).

Jednak aby możliwie szybko zatrzeć to dobre wrażenie, propaganda okrucieństw zajęła się również kwestią uchodźców i donosiła o przerażających "faktach". Również przy innych okazjach trwający w sprzeciwie i tym razem nie bez sukcesu próbowali podburzyć tych, którzy byli zmęczeni bezsensownym oporem. Sami uchodźcy byli początkowo, zgodnie z polską mentalnością, powszechnie fetowani jako bohaterowie. Ale życie doprowadziło do zauważalnego otrzeźwienia, ponieważ teraz trzeba było podzielić się własnym mieniem z bohaterami, którzy nie uratowali wiele poza własnym życiem. Prowadziło to nie tylko do osobistego dyskomfortu w pojedynczych przypadkach, lecz było jednym z powodów, dla których wewnętrzna jedność narodu, która wydawała się wzmocniona wskutek doświadczeń powstania warszawskiego (Nawet Armia Ludowa podporządkowała się Armii Krajowej) (Nieprawda! Były to rozproszone małe grupki AL-owców, którzy przystali do Powstania. Ich wkład w walki był jednak iluzoryczny, jako że celem rzeczywistym tej formacji było przygotowanie przyczółków pod zbliżającą się Armię Czerwoną, stąd ustępujący na froncie Niemcy byli wrogiem co najmniej drugorzędnym. Natomiast należało "oczyścić" teren ze "złogów reakcji" więc walka z Armią Krajową była pierwszorzędnym celem takich polskojęzycznych organizacji jak Gwardia Ludowa czy Armia Ludowa), uległa znacznemu osłabieniu i była zagrożona bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Okazało się bowiem, że walka o wewnętrzne nastawienie narodu polskiego nie została jeszcze rozstrzygnięta (nie rozumiem tego zdania? Czyżby Gehlen sugerował że Polacy, którzy w latach największych niemieckich zwycięstw zajmowali zdecydowanie antyniemiecką postawę i walczyli z III Rzeszą na wszystkich frontach tej wojny, nagle, w sytuacji gdy Niemcy już tę wojnę przegrywały i było to nieuniknione - mieliby się zmienić strony? Dziwny tok rozumowania).



a. Powrót członków Armii Krajowej i Armii Ludowej do konspiracji 


 Wbrew ustalonym warunkom kapitulacji, że wszyscy zmobilizowani powstańcy mają udać się do niewoli, duży ich procent zdołał się ukryć w cywilnej masie uchodźców. Niewątpliwie w przypadku dużej części wracających do konspiracji rozstrzygające było ich osobiste życzenie pozostania wraz z rodziną. Ludzie ci na początku mieli po prostu dosyć i powstania i oporu. Bezsprzeczne jest natomiast również i to, że od samego początku realizowano zamiar, aby możliwie jak najwięcej zdolnych do noszenia broni mężczyzn wyrwać z zasięgu Niemców (obozy jenieckie lub praca przymusowa na terenie Rzeszy). Daleko idącej pomocy w tym zakresie udzielały różne placówki Polskiego Komitetu Pomocowego (Rady Głównej Opiekuńczej) w Pruszkowie i innych miejscach, a szczególnie personel medyczny, łącznie z pielęgniarkami i lekarzami. W tej sytuacji również wielu członkom Armii Ludowej i Polskiej Armii Ludowej udało się zbiec jako rzekomym bojownikom Armii Krajowej. Pewne jest, że także część dowództwa Armii Krajowej zbiegła, korzystając z tej drogi, byli to przede wszystkim członkowie służb wywiadowczych. Dowództwu Armii Ludowej udało się zbiec podziemnymi kanałami na obszar zajęty przez Sowietów (jeszcze raz powtarzam - nie było żadnego "dowództwa Armii Ludowej" w Powstaniu Warszawskim, były rozproszone grupki bojowców, często strzelające w tył głowy żołnierzy Armii Krajowej - tyle w tym temacie), natomiast dowództwo Polskiej Armii Ludowej w celu uniknięcia niewoli wmieszało się w tłum uchodźców. Ci zakonspirowani powstańcy stanowią, z natury rzeczy trudny do oszacowania, czynnik ryzyka na przyszłość, zwłaszcza że większość z nich to wyższa i niższa kadra dowódcza, więc od ich postawy zależy przyszłość całej Armii Krajowej. 


 1:40 - "JA CHCĘ ŻYĆ! JA NIE DAM RADY WRÓCIĆ DO NIEWOLI NIEMIECKIEJ, TO JEST ZA WYSOKA CENA (...) WIESZ, PRZEZ TE KILKADZIESIĄT DNI, ZNOWU POCZUŁEM SIĘ WOLNY"

2:15 - "KOMENDA ROZPOCZĘŁA ROZMOWY KAPITULACYJNE. TO JUŻ KONIEC!"

"CO KONIEC?"

"MAMY IŚĆ DO NIEWOLI"






2. OGÓLNA BEZRADNOŚĆ - NOWE REFLEKSJE


 Bezowocne rokowania dyplomatyczne rządu oraz klęska powstania wywołały w szerokich kręgach narodu polskiego głębokie poczucie bezradności. Nawet mając prze oczami fakty dokonane, wielu Polaków nie mogło pojąć, że można zostać tak zdradziecko opuszczonym przez swoich sprzymierzeńców. Podczas zapalczywie prowadzonych dyskusji na ten temat zarówno w rozmowach, jak i w okazjonalnych wypowiedziach prasowych ujawniły się zadatki zdrowego i budzącego nadzieję namysłu. Można było je obserwować także na przykładzie plotek dotyczących osoby Bora (gen. Tadeusz Bór-Komorowski, Komendant Główny Armii Krajowej w latach 1943-1944, Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w latach 1945-1947). Zostały one jednak zagłuszone przez głośne próby usprawiedliwiania samych siebie oraz przegranego powstania zarówno przed krajem, jak i przed całym światem.



3. POGŁOSKI NA TEMAT BORA

  
 Bezpośrednio po kapitulacji powstania w szerokich kręgach polskich zrodziła się plotka, która w przeróżnych odmianach utrzymywała się przez całe tygodnie. Według niej Bór miał prowadzić bezpośrednio z Führerem rokowania na temat utworzenia u boku niemieckiego Wehrmachtu  polskiego legionu do walki z Sowietami (Kolejna bzdura - takie plotki nigdy nie istniały, chyba że w samym dowództwie Wehrmachtu marzono o takiej sytuacji a Gehlen jedynie te pobożne życzenia przelał na papier). Nie można było wykryć źródła tej plotki (bo takowa po prostu nie istniała). Jednakowoż wydaje się, że należy go szukać w powierzchownej zmianie nastawienia wśród prostych warstw narodu, bardziej podatnych na manipulację. Również wśród niższej i średniej kadry dowódczej Armii Krajowej do pewnego stopnia żywa była gotowość do wykonania ewentualnego rozkazu Bora, aby walczyć po niemieckiej stronie (nie skomentuję tego - niech ten emotek będzie wyrazem mojego stosunku do bzdur które wypisuje Gehlen - 😲). Bór był przecież nie tylko komendantem Armii Krajowej, lecz od ostatnich dni września również naczelnym wodzem wszystkich polskich sił zbrojnych, a przez to osobą o najwyższym autorytecie. Przyznawano mu zatem prawo, aby w formie ewentualnego zamachu stanu rozwiązał wrażliwą dla powstańców kwestię przysięgi danej legalnemu rządowi (😨). To, że do takiego rozwoju sytuacji nie doszło, wywołało w szerokich polskich kręgach duże rozczarowanie (ja pikolę, skąd on to bierze? tego by nie wymyślił nawet najlepszy fantasta). Propaganda okrucieństw pilnie nad tym pracowała.



4. USPRAWIEDLIWIANIE POWSTANIA
    

 Dużo więcej miejsca niż poważne rozważanie na temat niemiecko-polskiej współpracy zajmowała w polskim myśleniu debata na temat powstania i jego usprawiedliwienia, względnie gloryfikacji. Jak przy wszystkich nieudanych akcjach, również tutaj w pierwszej kolejności poszukiwano winnego. Moskwa, a wraz z nią prosowiecko nastawieni Polacy wydali już swój wyrok. Anglo-Amerykanie nie potrafili przeciwstawić twierdzeniom Moskwy żadnych pozytywnych argumentów. Narodowi Polacy i w tej sprawie pozostawieni byli sami sobie. Rząd londyński z niezmordowaną wytrwałością odpierał wszelkie ataki na kierownictwo powstania, a szczególności Bora. To, że Bór poszedł do niewoli, nastąpiło najprawdopodobniej za zgodą rządu londyńskiego. Niezrozumiałe są zatem późniejsze wypowiedzi rządu emigracyjnego, w których wyraża się nadzieję, że Bór mimo pobytu w niewoli już wkrótce będzie miał możliwość objąć stanowisko Naczelnego Wodza, którego jeszcze nie objął. Strona polska stwierdzała wielokrotnie, że zarówno Anglo-Amerykanie, jak i Sowieci byli informowani o zamiarach rozpoczęcia powstania oraz czasie planowanego wybuchu i nie zgłaszali wtedy żadnych zastrzeżeń. Jednoznacznie też odpiera zarzuty, że rozkaz do powstania był samowolą ze strony Bora, przy czym pomija się kwestię zakresu kompetencji komendanta krajowego oraz delegata na kraj. Sowietom publicznie zarzuca się świadomy bojkot powstania, a Anglo-Amerykanom nieodpowiedzialną słabość wobec Sowietów. Zamiast zatem wyciągnąć z tej wiedzy konsekwencje, wprowadzono się w stan oszołomienia, twierdząc, iż powstanie, nawet jeśli nie przyniosło żadnych militarnych sukcesów i kosztowało życie niezliczonych ofiar, a stolica obróciła się w perzynę (Niemcy masowo niszczyli Warszawę długo po zakończeniu Powstania. Systematycznie, dzielnica po dzielnicy palili i wysadzali w powietrze budynki. Trwało to od 2 października 1944 r. do połowy stycznia 1945 r.), pozostaje jednak zwycięstwem o charakterze politycznym i moralnym.

Jako polityczne zwycięstwo strona polska interpretowała rzekome zmuszenie Niemców do uznania praw kombatanckich powstańców, co oceniano jako pośrednie uznanie rządu londyńskiego i jako przyznanie się do bezprawności aktu wcielaniu polskich terenów zachodnich do Rzeszy. Moralny wymiar zwycięstwa polegać miał na tym, że powstanie zademonstrowało przed całym światem niezłomną wolę walki i determinację polskiego narodu do odzyskania niezawisłości państwowej. Ta nieudana demonstracja zbrojna w ojczyźnie dała rządowi londyńskiemu silne wsparcie i wzmocniła go politycznie. Czas powstania nie mógł być przesunięty, ponieważ w innej sytuacji należało się obawiać, że nie będzie można wystąpić w Warszawie wobec Sowietów w roli gospodarza, a także ponieważ istniało niebezpieczeństwo, że wskutek planowanych działań niemieckich wielka liczba Polaków (wśród nich wielu członków Armii Krajowej) zostanie wykorzystanych do pracy przy budowie umocnień lub zostanie wysłanych do pracy w Rzeszy. Głosy, które były na tyle uczciwe i bezstronne, aby przyznać, iż powstanie było całkiem bezsensowne , były zupełnie odosobnione. Idee te nie wywołały żadnego echa w propagandzie.



6. SYMPTOMY ROZPADU     


 Mimo wszystkich prób przedstawiania porażki powstania warszawskiego jako politycznego i moralnego sukcesu w kraju nie można było zapobiec szerzeniu się rezygnacji i niepewności oraz stopniowemu rozkładowi, jaki dotykał oddziały zbrojne. Armia Krajowa znajdowała się bez wątpienia w niebezpiecznym kryzysie, który Sowieci próbowali wykorzystać wszelkimi środkami. O ile symptomy rozkładu były naturalnym skutkiem upadku powstania, to jednak przyznać trzeba, że dowództwu udało się je wyeliminować lub ograniczyć i w rezultacie zachować na nie wpływ. Forma powstania poniosła porażkę, a dalsze zbrojne wystąpienia były na tę chwilę wykluczone (Joseph Goebbels - minister Propagandy Rzeszy, zapisał w swych pamiętnikach: "Gdyby jednak powstanie warszawskie zakończyło się sukcesem, to mielibyśmy wówczas polską insurekcję na całym obszarze, który znajduje się jeszcze w naszym posiadaniu. A tak po żałosnym załamaniu się puczu w Warszawie takie niebezpieczeństwo już nie istnieje"), toteż konieczne było, aby większe zmobilizowane oddziały spłynęły na powrót do konspiracji. Za tym przemawiały także argumenty ekonomiczne i klimatyczne. Przestawienie się na działanie w konspiracji mogło być też krokiem podjętym z przyczyn wojskowych, ponieważ dzięki temu była gwarancja, że w krótkim terminie możliwa będzie ponowna mobilizacja oddziałów. Dowództwo wydało dokładne polecenia w tej kwestii, dzięki temu symptomy rozkładu oddziałów bojowych nie oznaczały paraliżu ducha oporu także wobec Niemców.





 CDN.