Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 8 września 2020

RĘKOPISY NIE PŁONĄ! - Cz. II

CZYLI SPISANE PAMIĘTNIKI

z KLUCZOWYCH WYDARZEŃ

w DZIEJACH POLSKI I ŚWIATA





I

PAMIĘTNIK BOHDANA JANUSZA

Cz. II


 PAMIĘTNIK AUTORSTWA HISTORYKA I ETNOGRAFA BOHDANA JANUSZA, OPISUJE WKROCZENIE WOJSK ROSYJSKICH DO LWOWA (PO EWAKUACJI STAMTĄD WOJSK AUSTRIACKICH) NA POCZĄTKU I WOJNY ŚWIATOWEJ I OKUPACJĘ TEGO MIASTA, TRWAJĄCĄ od 3 WRZEŚNIA 1914 r. do 22 CZERWCA 1915 r.



ŻOŁNIERZ AUSTRO-WĘGIERSKI 
- I WOJNA ŚWIATOWA

 


"293 DNI RZĄDÓW ROSYJSKICH 
WE LWOWIE"

 

Nieszczęście stało dopiero u bram miasta, a to gotowe już niemal było na przywitanie go i to wyłącznie dzięki energii swej Reprezentacyi. W Środę wieczorem (2. września) ulice opustoszały kompletnie, bo rozeszła się wreszcie wieść, iż Lwów kapitulował. I jak widoczne było to ze wszystkiego, co w ostatnich dniach działo się, to niemniej większość ludzi nie chciała wiary dać tej smutnej prawdzie. Z ust do ust podawano sobie wiadomość, że w nocy jeszcze ukaże się obwieszczenie tego publicznie plakatami. W istocie też około godziny 10. wieczorem przyniesiono z ratusza tekst odezwy do drukarni Polskiej, gdzie z trudem zwołano ludzi do pracy tak, że po dwunastej w nocy odezwa była już wydrukowana i następnie na mieście rozlepiona. Trudno opisać rozpacz, zwątpienie, przygnębienie, rezygnacyę i wszelkie możliwe udręczenia umysłu zgnębionego do reszty tą nad wyraz tragiczną wiadomością. Ludzie, którzy zasłyszeli coś niecoś tylko o tem na ulicy, chwytali się za głowy, łzy stawały im w oczach, nogi odmawiały posłuszeństwa, z trudem tylko opanowywali się, by z hiobową tą wieścią dowlec się do swoich najbliszych i z nimi podzielić się smutną nowiną. A ilu jeszcze i wtedy nie chciało temu wierzyć? Rozpacz ogarnęła wszystkich, kiedy wreszcie uprzytomniono sobie, iż to czasy wojenne i na każdą możliwość trzeba być przygotowanym - zrozumiano, że widocznie i Lwów musiał poddać się tej ciężkiej konieczności. Wczesnym rankiem, niezapomnianym już nigdy w życiu przez tych, którzy go dożyli, czytano ze łzami w oczach, z sercem ściśniętem od bólu niewymownego, lapidarne słowa odezwy, co jak noże ostre kłuły dotkliwie nagą rzeczywistością swoją. Po kilkakroć odczytywano, wiary dać nie chcąc, iż prawdą jest to jednak - czytano, szukając słowa choćby, które mo-głoby nadziei wlać nieco w skołotany umysł, zbolałe serce. Bezlitosne jednak były te krótkie zdania. Prezydyum miasta w tych słowach zwróciło się do mieszkaców:


"Obywatele! Wojska Monarchii cofnęły się na zachód. Za chwilę wkroczą zwycięskie wojska rosyjskie do Lwowa. W takiej chwili wzywamy całą ludność miasta, by przez Boga! zachowała godność, spokój, wystrzegała się popłochu i wybryków nierozważnych, czy złych żywiołów, wszelakiej prowokacyi. Miasto otwarte, więc nie może grozić mu żadne niebezpieczeństwo. Cała poważna ludność oczekuje na wypadki z całym spokojem. Wszelki wybryk nierozważnej czy szalonej jednostki przeciw wkraczającemu wojsku mógłby wywołać nieszczęście. Wzywamy ludność całą, by czuwała w imię dobra miasta i wszystkich obywateli nad spokojem i ładem w mieście. Sklepy, zwłaszcza z żywnością, mają być otwarte.

Lwów, 2. września 1914. 

Imieniem Prezydyum miasta Lwowa: Dr. Rutozuski, Dr. Stahl, Dr. Schleicher".
 

Rano we czwartek dnia 3. września o godzinie 7. ukazał się na mieście nadzwyczajny dodatek "Kuryera Lwowskiego", z przytoczonym tekstem odezwy, rozchwytany natychmiast w tysiącach egzemplarzy. Do odezwy dołączono parę słów, wyjaśniających mieszkańcom sytuacyę w tej chwili przełomowej. Czytano tam między innemi: "Nie znając przebiegu bitew i zdarzeń, nie możemy wdawać się w ocenianie przyczyn cofania się Austryi. Faktem jest i z tem się liczyć trzeba, że stolica Galicyi przechodzi pod rządy rosyjskie". Dalej czytamy: "zabieramy w tej chwili przełomowej głos: Niech mieszkańcy Lwowa dadzą karny posłuch wezwaniu Prezydyum miasta. Jest ono w tej chwili jedyną komendą, stojącą na straży drogiego miasta. Daje ona rozkaz ludności - Aby Zachowała Spokój i śle jej prośbę serdeczną - Aby Zachowała Godność!" Polecenia te sprawiły pewne wrażenia, ale górę nad wszystkiem wzięła wielka obawa tłumów przed urojonemi niebezpieczeństwami, czekającemi miasto. Dla ścisłości zauważymy, że przytoczona odezwa uległa w niektórych dziennikach zmianie w początkowem swem brzmieniu. W "Słowie Polskim" użyto powiedzenia: "Wojska Monarchii mają cofnąć się na zachód. Wtedy wkroczą do Lwowa zwycięskie wojska rosyjskie". W "Wieku Nowym" czytamy zaś: "Wojska rosyjskie wkrótce wkroczą do Lwowa". Od słów zaś: "w takiej chwili" tekst odezwy wszędzie był jednakowy. Zmiany te przedsięwzięte na własną rękę wobec autentycznego ogłoszenia prezydyum miasta dowodzą najlepiej, jak dalece nie oryentowano się we właściwej sytuacyi - nie chciano zbyt mocno określać rzeczy, a należało niemniej prawdę wyjawić. Osobno zwrócił się komitet ukraiński z odezwą do ukraińskiej ludności miasta, datowaną 3. września 1914 r. Odezwa ta w dosłownym przekładzie opiewa następująco:


"Do Ukraińców miasta Lwowa! Zwycięska armia rosyjska wchodzi w mury miasta Lwowa. W przełomowej tej chwili wzywamy wszystkich Ukraińców miasta Lwowa, żeby ze względu na dokonany fakt odpowiednio się zachowali. Prosimy i wzywamy wszystkich do zachowania całego spokoju i godności. Wobec zwycięskiego wojska rosyjskiego należy się zachowywać grzecznie i przyzwoicie. Przestrzegamy wszystkich stanowczo, żeby, broń Boże, nie ważył się nikt występować wrogo przeciw żołnierzom rosyjskim, albo dopuszczać się jakichkolwiek wybryków, gwałtów albo podżegań, ponieważ za nierozważny postępek jednostki musiałby odpowiadać nasz ogół, a w pierwszym rzędzie czterej nasi zakadnicy (ogólnie znani i szanowani członkowie naszego ukraińskiego ogółu). Nieposłusznych powstrzymujcie, a w razie koniecznym oddawajcie w ręce wadzy. 
Od Waszego zachowania się zawisł los naszej ludności i naszej sprawy! 

Lwów, dnia 3. września 1914."


Upewnieni, uspokojeni, pouczeni w ten sposób mieszkańcy, z poddaniem się woli Bożej, oczekiwali wszelkich możliwych wypadków dalszych, które też szybko odtąd następować poczęły po sobie. Od wczesnego rana urzędowało w Ratuszu prezydyum miasta i Rada miejska. Po godzinie 9-tej rano na wieść o pojawieniu się patroli rosyjskich, gdy wszystkie wojska austryackie zmiasta już ustąpiły, prezydyum na znak pokojowego poddania poleciło wywiesiś na wieży ratuszowej białe chorągwie. Z chwilą tą w całem mieście nie mówiono już o niczem innem, jak tylko o kozakach, czerkiesach, "ochrannikach" i tym podobnych nieodłącznych pojęciach, związanych ściśle z caratem, co z niezliczonymi tłumami azyatyckimi sięgał po kulturę zachodu: i niestety, dotarł już do Lwowa. Poprzedzała go zaś sława, godna Tamerlana. Ciekawe i jedyne w swoim rodzaju sceny rozgrywały się tym czasem po domach. Twierdzono powszechnie, że Moskale za przyjściem swem do miast galicyjskich skrupulatnie przeszukują wszystkie mieszkania za najdrobniejszymi śladami organizacyi strzeleckich i skautowych i o ile natrafią na coś podobnego, krwawo się mszczą na podejrzanych o podobną zbrodnię. Wiadomo zaś, jak w ostatnich czasach rozpowszechniony był u nas ruch na tem polu - rodziny chyba nie było jednej, która by nie wysłała kogoś ze swoich w szeregi strzelców, lub co najmniej nie miała dzieci, czynnych w organizacyach skautowych. Wprawdzie legionistów nie było już we Lwowie, ale niebezpieczne były dla pozostałych, choćby części munduru, czapki, pas czy coś podobnego, nie mówiąc już o tem, że samo nazwisko zdradzić mogło pokrewieństwo. Powiadano, że "ochrannicy" dokadnie podali Moskalom spisy wszystkich strzelców polskich i ukraińskich i że ci mścić się za nich będą na pozostałych rodzinach. Dla zmylenia więc adresów przenosiło się wielu do obcych mieszkań, lub o ile już zdecydowao się do pozostania u siebie, to po najdokładniejszem wytępieniu w całym domu wszelkich możliwych śladów okrutnej tej "zbrodni".




Palono więzawzięcie liczne druki, odezwy, książki, zapiski, ilustracye, odznaki, fotografie i tym podobne dowody winy, pozostawione w domach przez strzelców, którzy wyruszyli w pole. W dniu tym jednym dokonano tyle i tak dokładnych egzekucyi wandalskich, iż nawet najsurowsze rewizye nie zdołały by takich spustoszeń naraz dokonać. Ostrożność przezorną posuwano do tego stopnia, że uczniom szkół średnich w mundurkach kazali rodzice odpruwać odznaki i zrzucać czapki, by nie znający się na tych mundurach Moskale nie sądzili, iż mają przed sobą nienawistnych skautów lub czegoś podobnego. Jednem słowem, obawa represyi, gwałtów, aresztowań a nawet mordów kazała ludziom z trwogą oczekiwać chwili zjawienia się w mieście pierwszych przedstawicieli oręża rosyjskiego, nie tyle okrytego sławą, ile osławionego z powodu okrucieństw. Z trwogą też dopytywano się ogólnie już od najwcześniejszego rana, kiedy przygotować się należy na najazd dziczy kozackiej. Białe chorągwie na ratuszu i na wszystkich gmachach rządowych, słowa odezwy i wreszcie wiadomości osobiste o jakoby jawiących się już w mieście pierwszych patrolach nieprzyjacielskich zapowiadały niewesołą tę chwilę jeszcze na przedpołudnie pamiętnego czwartku 3. września 1914 r.

Lotem błyskawicy przeleciała wieść po mieście, że ulicą Zieloną wjechał pierwszy konny patrol pod wodzą oficera i udał się przed ratusz, gdzie o godzinie 11:45 rano stanął przed zebraną już Radą miejską i obywatelami stolicy. Wraz z Radą miasta oczekiwali w ratuszu przybycia sztabu rosyjskiego konsulowie: p. Candiotti (który po zerwaniu stosunków dyplomatycznych między Austryą i Rosyą objął opiekę nad zamieszkałymi tu poddanymi rosyjskimi), duński, radca Zacharjewicz i były konsul francuski p. Świerczewski z odznakami oficerskiemi legii. Ponadto zjawiła się grupa najpoważniejszych obywateli, zaproszonych przez Radę miejską, między innymi Ekscelencja hrabia Piniński, poseł Stanisław Henryk hrabia Badeni, prezydent Przyłuski i inni. Przedstawiciel wojska, kapitan sztabowy, z dobytego z kieszeni arkusza odczytał zawiadomienie komendanta wojsk rosyjskich von Rodego o zajęciu miasta, zażądał wydania kluczy miasta, tudzież zjawienia się reprezentantów miasta na rogatkach: Łyczakowskiej i Żółkiewskiej. Zapewnił równocześnie, że wojsko zupełnie po przyjacielsku obejdzie się z ludnością i z zupełnem zaufaniem do niej wejdzie do miasta. Armia rosyjska - oświadczył - pragnie, aby życie miasta toczyło się zwykłymi torami. Jedynie żądał, by wszystkie szynki i winiarnie były zamknięte. Stosownie do żądania wyjechały na rogatki delegacye. Na rogatkę Łyczakowską udał się prezydent dr. Rutowski z dr. Stahlem, dr. Schleicherem i radnym Hinglerem. W otoczeniu swego sztabu przyjął ich komendant von Rode - odbyto dłuższą konferencyę w języku francuskim, omawiając warunki zajęcia miasta przez armię rosyjską.



ŻOŁNIERZ ROSYJSKI - I WOJNA ŚWIATOWA

 

Po konferencyi deputacya wróciła do ratusza, gdzie dr. Rutowski zdał sprawę Radzie, oczekującej go już w wielkiej sali obrad. Armia wkracza do Lwowa, wymaga jednak - jak oświadczył generał - absolutnej gwarancyi bezpieczeństwa, której na wyraźny rozkaz naczelnego wodza wymagać musi ze względu na mieszany skład ludności. Żąda więc 16 zakadników, a mianowicie 4 Polaków, 4 Ukraińców, 4 Żydów i 4 starorusinów. Od tego warunku zależy pokojowe wkroczenie wojsk rosyjskich do Lwowa. Dalej zażądał generał, aby natychmiast, najpóźniej do godz. 6. rano, wszyscy mieszkańcy złożyli w ratuszu wszelką broń sieczną i palną. Złożona być ma nawet broń muzealna do przechowania w muzeum miejskiem. Na zakładników zgłosili się natychmiast dobrowolnie z członków Rady: pierwszy, radny Józef Wczelak, a dalej wiceprezydent Rutowski, ksiądz dr. Stefan Szydelski, dyrektor BolesławLewicki i poseł dr. Władysław Stesłowicz. Ofiary dra. Rutowskiego Rada nie przyjęła ze względu na jego kierownicze stanowisko w ważnych przeżyciach miasta. Udano się następnie do wybitnych przedstawicieli reszty ludności, celem uzyskania zakładników i z ich strony. Ukraińcy zaproponowali: Metropolitę księdza hrabiego Andrzeja Szeptyckiego, który dobrowolnie, podobnie jak wielkoduszny prezydent Rutowski, zgłosił się natychmiast, nie bacząc na ciężką odpowiedzialność, a prócz tego księdza Józefa Bociana, Pawła Wojnarowskiego oraz dyrektora Mikołaja Zajączkowskiego. Starorusini: księdza Jana Dawidowicza, radcę Jana Liskowackiego, doktora Leona Pawęckiego, tudzież Mikołaja Tretiaka. Żydzi: doktora Jakóba Diamanda, Izydora Jonasa, doktora Hermana Rabnera ^tudzież Mikołaja Weinreba.

Równocześnie z delegacyą u komendanta von Rodego na Łyczakowskiej rogatce jawiła się też deputacya u generała Parczewskiego na rogatce Żółkiewskiej, zołożona z prof. Chlamtacza, prof. Thulliego i pana Wczelaka. Generał oświadczył, że mówi po polsku, wobec czego prof. Chlamtacz w tym języku zawiadomił go, że miasto wydało odezwę do ludności, aby zachowano się w spokoju i wręczył mu egzemplarz tej odezwy. Generał oświadczył, że głównem jego życzeniem jest, aby zachowano spokój, nie zamykano sklepów i bezwarunkowo nie sprzedawano wódki, ani też nie częstowano żołnierzy alkoholami. Zapewnił też generał, że ludność może być zupełnie pewną bezpieczeństwa życia i mienia. Stosownie do polecenia komendanta von Rodego, ogłoszono zaraz po posiedzeniu następujący rozkaz, pierwszy z całego szeregu późniejszych rozporządzeń władz rosyj-skich. 


"Rozkaz Na zasadzie prawa wojennego polecam, ażeby ludność miasta Lwowa do jutra, dnia 4. września godz. 6. rano, wszelką w jej posiadaniu będącą broń (sieczną lub palną) złożyła w ratuszu. Na wypadek nie zastosowania się do niniejszego żądania podpada winny pod sąd wojenny. 

Rogatka Łyczakowska 3. września 1914. 

Komendant 42 dywizyi piechoty 

generał lejtnant von Rode."



Dla zwrócenia uwagi na doniosłość tego rozporządzenia dodało Prezydyum i od siebie następującą w tej samej sprawie odezwę: 


"Obywatele! 

W myśl powyższego rozkazu komendanta wojsk zajmujących Lwów, wzywam wszystkich mieszkańców, aby składali broń wszelaką w Ratuszu na dole. Odbierze radca Bieniecki z komisyą. Broń narodową, karabele, szpady urzędnicze, objekta muzealne należy znosić do Muzeum im. Sobieskiego. Odbierze dyrektor Czołowski z komisyą za kwitem. Wzywam do natychmiastowego wykonania rozkazu w interesie miasta i jego mieszkaców. 

We Lwowie, dnia 3. września 1914. 

Rutowski."



ŻOŁNIERZ LEGIONÓW POLSKICH 
- I WOJNA ŚWIATOWA

 

 
Wieczorem tego samego dnia (3. września) złożył wiceprezydent Rutowski wizytę komendantowi von Rode i przedstawił mu listę zakadników. Generał przyjął ją, skreślając tylko Metropolitę Szeptyckiego ze wzgęldu na to, że z racyi swego wysokiego stanowiska odpowiadał on i tak za spokój ukraiskiej ludności Lwowa. Na miejsce Metropolity zgłosił się dr. Julian Hirniak, a nie, jak mylnie podały wówczas dzienniki - prof. Eustachy Hrycaj. Zakadnikom tym polecił von Rode zgłosić się nazajutrz o godzinie 8 rano w hotelu George'a, gdzie wynająto dla nich 16 pokoi wraz z utrzymaniem. Nie będą oni mogli opuścić hotelu 2 - 3 dni, a przed hotelem stać będzie patrol wojskowy. Po dokonaniu dopiero tych formalności, nastąpi przemarsz wojsk przez miasto przy odgłosie muzyki wojskowej. Rada miejska, urzędująca dzień cały bez przerwy, powiadomiona o podobnem załatwieniu sprawy zakładników i mającego nastąpić przemarszu wojsk, uchwaliła wydanie jeszcze jednej odezwy do mieszkańców, apelującej o zachowanie spokoju i wskazującej n awielką odpowiedzialność zakadników. Odezwa ta opiewa:


"Obywatele! 

Wzywa się obywateli, aby natychmiast a najpóźniej do 6 rano oddali wszelką broń i amunicyę do ratusza, karabele zaś i szable mundurowe do Muzeum Sobieskiego. W następnych dniach odbędą się rewizye domowe za bronią, a w razie znalezienia broni, przekraczający zostanie ukarany śmiercią. Przy wejściu wojsk rosyjskich panować musi spokój i porządek. Wszelkie prowokowanie wojska, napaście, strzały, pociągnęłyby za sobą powieszenie sprawcy i narażają życie zakad-ników. 

Zakadnikami są następujący obywatele: ksiądz dr. Stefan Szydelski, Bolesław Lewicki, dr. Władysław Stesłowicz, Józef Wczelak, dr. Jakób Diamand, Ignacy Jonas, dr. Herman Rabner, Mikołaj Weinreb, dr. Stefan Fedak, MikołajZajączkowski, dr. Józef Bocian, Eustachy Hrycaj, ksiądz Johann Antonowicz Dawidowicz, dr. Lew Aleksiewic Pawencki, Iwan Sas Gregorjewicz Liskowacki, Mikołaj Gregorjewicz Tretiak. 

W interesie bezpieczeństwa miasta wzywa się wszystkich obywateli, aby czuwali, aby przywejściu wojsk rosyjskich, nie zaszło żadne wykroczenie lub zakłócenie spokoju. 

We Lwowie, dnia 3. września 1914. 

Rutowski"


W odezwie tej mylnie podani są jako zakładnicy ze strony Ukraińców dr. Stefan Fedak i Eustachy Hrycaj, którzy nie byli nimi wcale. Jak już nadmieniliśmy na miejsce Metropolity Szeptyckiego zgłosił się dr. Julian Hirniak, a nie Eustachy Hrycaj, a dr. Stefan Fedak w ogóle nie zgłaszał się, względnie nie był zgłoszony.Odezwę tę zatwierdzoną na wieczornem posiedzeniu Rady w myśl uchwały, urzędnicy miejscy zaraz po posiedzeniu odczytywali publicznie po wszystkich dzielnicach miasta, a nadto ogłoszono ją afiszami, rozlepionymi na murach miasta.






CDN.
 

niedziela, 6 września 2020

DOMINATORKI - Cz. X


CZYLI RZECZ O ZNANYCH

I NIEZNANYCH KOBIETACH W HISTORII,

KTÓRE POTRAFIŁY

RÓŻNYMI SPOSOBAMI OWINĄĆ SOBIE

MĘŻCZYZN WOKÓŁ PALCA






DOMINATORKI STAROŻYTNEGO EGIPTU

Cz. X



"DYNASTIA KRÓLOWYCH"






TEJE

KRÓLOWA-LWICA 

Cz. I



 Pomiędzy śmiercią królowej Hatszepsut (ok. 1458 r. p.n.e.) a narodzinami Wielkiej Małżonki Królewskiej Teje (ok. 1400 r. p.n.e.), upłynęło prawie sześćdziesiąt lat. Był to czas w historii starożytnego Egiptu obfitujący w bogate doświadczenia, to właśnie wówczas realnie ukształtowało się i umocniło egipskie imperium, którego twórcą był faraon Mencheperre Totmes III. To on, poczynając od (ok.) 1457 r. p.n.e. rozpoczął wielkie kampanie zdobywcze i to zarówno w Syro-Palestynie jak i w Nubii. Panowanie Hatszepsut opierało się bowiem na utrzymaniu pokojowej koegzystencji, połączonej z oficjalnym uznaniem egipskiej kontroli nad Syro-Palestyną (która to jednak została sprowadzona jedynie do sfery symbolicznej), a przez te dwadzieścia lat jej rządów większość lokalnych władców skutecznie zdążyło się usamodzielnić. Poza tym pojawienie się w tym czasie w Syrii wojowniczych Hurytów, całkowicie zmieniło sytuację na niekorzyść Egiptu. Na czele buntu przeciw egipskiej dominacji stanął władca miasta Kadesz - leżącego nad rzeką Orontes - do którego dołączyli inni książęta Syrii i Palestyny (zachęcani dodatkowo suto sypanym im przez Mitannijczyków złotem). W czasie pierwszej kampanii wojennej Totmes III zajął nadbrzeżne miasta Gazę i Jaffę, a następnie w bitwie pod Megiddo rozgromił koalicję syro-palestyńskich książąt, co spowodowało ponowne podporządkowanie Egiptowi kraju Retenu (w Palestynie). Władca Kadesz zdołał zbiec z pola bitwy, lecz utracił w walce większość swych wojowników i nie był już tak skory do osobistego uczestnictwa w wojnie z Egiptem. W latach 1456-1451 p.n.e. Totmes III przeprowadził cztery kolejne kampanie wojenne, tym razem wymierzone przeciwko królestwu Dżahy (trzy pierwsze niczego nie osiągnęły, dopiero czwarta, ta z ok. 1452/1451 r. p.n.e. zakończyła się bezwzględną pacyfikacją i podbojem kraju Dżahy). Faraon (prócz bogatych łupów) uprowadził także synów władcy tej krainy, aby wychować ich na swym dworze na wiernych i lojalnych poddanych Egiptu. 

VI kampania wojenna "Napoleona Egiptu" (taki przydomek nadali Totmesowi III historycy), skierowana była przeciwko głównemu prowodyrowi wszelkich antyegipskich koalicji - księstwu Kadesz. Faraon spadł na to miasto, niczym sokół na swą ofiarę (jak twierdzą hieroglify ze świątyni grobowej tego władcy w Dolinie Królów) i zdobył je, zgarniając ogromne łupy (oraz oczywiście synów pokonanego władcy Kadesz). Kampania ta została przeprowadzona ok. 1450 r. p.n.e. W tym samym czasie Totmes zorganizował również wyprawę wojenną do Nubii, gdzie dotarł do IV katarakty Nilu (a konkretnie do dzisiejszej miejscowości al-Barkas), gdzie też nakazał postawić stelę graniczną. VII kampania wojenna do Syrii miała miejsce ok. 1449/1448 r. p.n.e. i skierowana została ku Fenicji. Faraon zajął wówczas główne miasta i porty tego kraju (Tyr, Byblos, Sydon, Akkę, Sareptę i Dor), gdzie utworzył morskie bazy wypadowe dla swej floty (Totmes III był pierwszym władcą w dziejach Egiptu, który realnie doceniał siłę floty wojennej i dążył do jej rozbudowy). VIII kampania była bez wątpienia największą ze wszystkich dotychczasowych. Podjęta została ok. 1447/1446 r. p.n.e. a jej celem stało się potężne królestwo Mitanni, którego złoto finansowało wszystkie dotychczasowe antyegipskie bunty i powstania w Azji Zachodniej. Teraz jednak faraon - który skończył 39 rok życia - stanął u granic państwa, którego podbój otworzyłby mu drogę w głąb Azji i wówczas mógłby poczuć się kontynuatorem dzieła sławnego Senusreta III z XII Dynastii, który panował czterysta lat wcześniej i według legendy podbił całą daleką Azję (w rzeczywistości faraon Chacheperre Senusret III - zwany również po grecku Sesostrisem - nigdy nie dotarł tak daleko i co najwyżej stanął nad Eufratem, jednak w czasach w których żył, jego podboje sprawiały wrażenie olśniewających i przetrwały w literaturze egipskiej tego okresu jako niezwykłe, zaś legendy które przy tym narosły, mówiły że ów władca dotarł aż na "kres świata"). Teraz Totmes III polecił przekroczyć graniczną rzekę Eufrat i wkroczył ze swym wojskiem w głąb królestwa Mitanni. Pod miastem Chaleb (Aleppo) zastąpiła mu drogę armia Hurytów, prowadzona przez następcę mitannijskiego tronu, syna króla Parszatara I. Doszło do wielkiej bitwy (podobnej do tej spod Megiddo sprzed dziesięciu lat) która zakończyła się wielkim zwycięstwem armii Totmesa (w czasie tej bitwy poległ ów mitannijski książę). Teraz droga w głąb państwa Mitanni stała otworem, lecz gdy faraon podszedł pod twierdzę Karkemisz, spotkała go niespodzianka, gdyż tam oczekiwał go już sam król Parszatar z nową armią. Pod Karkemisz Totmes III starł z powierzchni ziemi całą potęgę mitannijskiego państwa (uderzenie egipskich rydwanów wojennych na odsłonięte pułki huryckiej piechoty, przeważyło szalę zwycięstwa) i bez wątpienia zasłużył sobie na miano "Napoleona Egiptu". Mitannijski król ratował się ucieczką przez Eufrat, a Totmes w pogoni za nim nakazał swej armii przeprawić się na tratwach na drugi brzeg i kontynuował atak. Doszedł jednak tylko do twierdz Charran i Churri - które zdobył, na tym jednak już poprzestał (być może obawiał się zbytniego oddalenia od Egiptu i rozciągnięcia linii walk na obcym terenie). Po złożeniu mu bogatych danin i podarunków, oraz oficjalnej przysięgi królewskiej że Mitanni nie będzie więcej popierać wrogów Egiptu, faraon zrezygnował z ataku na stolicę tego kraju - Waszszuganni. Ponownie przeprawił się przez Eufrat (gdzie postawił własną stelę graniczną i odnowił stelę swego dziada Totmesa I) po czym z ogromnymi łupami powrócił nad Nil.




Podbój tych terenów dostarczył Egiptowi wiele ogromnych bogactw i ponownie uzależnił lokalne ludy, dając im nauczkę że bunt oznacza zagładę. Teraz ponownie corocznie spływały do królewskich Teb daniny składane zarówno przez podbite ludy, jak i te, które chciały utrzymać przyjaźń z Egiptem (podarki przysyłano z Babilonii, Asyrii, kraju Hattów i Mitanni ale także z Krety, Cypru i Rodos, które dosłownie prześcigały się w wysyłaniu Totmesowi wspaniałych darów, aby tylko zyskać jego przychylność). W latach 1445-1441 p.n.e. corocznie wyprawiał się Totmes do Syrii i Palestyny, by podkreślić stałą egipską obecność na tych ziemiach (łączył te kampanie z podróżami inspekcyjnymi po swym imperium, dlatego też bardzo rzadko przebywał w Tebach, pozostawiając rządy właściwie w ręku arcykapłanów Amona-Re, a konkretnie w rękach Wielkiego Kapłana Mencheperreseneba, który zastąpił arcykapłana Hapuseneba - stronnika Hatszepsut. Totmes III po swym wstąpieniu na tron ok. 1458 r. p.n.e., mścił się na wszystkich zwolennikach jego ciotki, dlatego też Hapuseneb - który niegdyś koronował Hatszepsut na faraona - musiał za to zapłacić i został pozbawiony swego stanowiska. Notabene Hapuseneb był pierwszym wielkim arcykapłanem Amona-Re, którego pozycja i majętności stały się ogromne i nigdy wcześniej nie spotykane. Można zatem przyjąć że to właśnie królowa Hatszepsut stworzyła klasyczną egipską kastę kapłańską). Ok. 1445 r. p.n.e. "Boski Ojciec" Mencheperreseneb zmarł, zaś jego następcą został mianowany niejaki Mery (w tym czasie władza arcykapłanów Amona była już tak wielka, że przypominała współczesną pozycję szefów ponadnarodowych korporacji, których kapitał częstokroć jest większy od budżetu wielu współczesnych państw świata). Zajęty sprawami wewnętrznymi państwa i dokonujący corocznych, wielkich inspekcji faraon Totmes III nie zauważył, gdy syn i następca władcy Mitanni - Szauszatara, uważający że nie wiąże go ojcowska przysięga wobec Egiptu, począł formować kolejną antyegipską koalicję syro-palestyńskich książąt. Gdy Totmes się o tym dowiedział, natychmiast począł szykować kolejną, już XIV wyprawę wojenną do Syrii. Doszło do niej w czterdziestym roku panowania władcy (ok. 1440 r. p.n.e. - licząc od chwili jego oficjalnego wstąpienia na tron ok. 1479 r. p.n.e. w wieku 6 lat). Totmes zdobył twierdzę Tunip i ponownie miasto Kadesz, zmuszając buntowników do uległości.

W latach 1439-1437 p.n.e. przeprowadził jeszcze trzy kampanie do Syrii, ostatecznie uśmierzając wszelkie bunty i utwierdzając egipskie panowanie na rzece Eufrat. Łącznie "Napoleon Egiptu" przedsięwziął aż 17 wypraw wojennych do Azji - czego przed nim nie dokonał żaden inny faraon - i stworzył potężne imperium, które marzyło się już jego dziadowi. W pięćdziesiątym roku swego panowania (ok. 1430/1429 p.n.e.) poprowadził jeszcze drugą kampanię do Nubii, gdzie dotarł aż do V katarakty Nilu i podbił Kuszytów, a także narzucił swą zwierzchność krajowi Punt (dokąd czterdzieści lat wcześniej wyprawę handlową zorganizowała Hatszepsut). W tej wyprawie wziął udział jego 15-letni syn i następca Amenhotep. Trzy lata później uczynił syna współrządcą i ofiarował mu własny harem (czym Amenhotep zdążył pochwalić się na zachowanej do dziś steli). Ok. 1425 r. p.n.e. Totmes III zakończył swój żywot i 20-letni Aacheperure Amenhotep II objął pełnię władzy w kraju. Był to władca odznaczający się dużą siłą fizyczną (ponoć nikt nie był w stanie naciągnąć cięciwy jego łuku). Jego matka - Meryetre, która była nałożnicą faraona, stała się matką następcy tronu, gdy ok. 1445 r. p.n.e. zmarł (w wieku ok. 17 lat) pierworodny syn Totmesa III, książę Amenemhat, zrodzony z innej nałożnicy o imieniu Satiah. Rozpacz z powodu śmierci jednego syna, przeplatała wówczas radość z narodzin kolejnego, a był nim właśnie Amenhotep - ów barczysty młodzieniec, który odziedziczył wiele z charakteru swego ojca. Zaraz po jego wstąpieniu na tron (i odczekaniu przykazanych 70 dni żałoby, przeznaczonych na balsamowanie i złożenie do grobu ciała Totmesa III) wybuchł w Syrii bunt tamtejszych książąt, którzy uznali że młody i niedoświadczony faraon nie będzie zdolny do podejmowania szybkich decyzji i dowodzenia armią w polu tak, jak to czynił jego ojciec. Jednak zebranie armii nie zajęło Amenhotepowi dużo czasu i ok. 1425/1424 r. p.n.e.) wyruszył on zbrojnie na buntowników. Zdobył i spalił wielkie miasto w ziemi Kanaan: Szemesz-Edom, po czym doszedł do rzeki Orontes, gdzie zebrała się koalicyjna armia syryjskich książąt. Bitwa zakończyła się zwycięstwem Egipcjan, po czym faraon opanował miasta: Nyy i Ugarit leżące nad Morzem Śródziemnym. W drodze powrotnej do Egiptu zniszczył jeszcze kilka innych zbuntowanych miast i przywrócił egipskie panowanie na Północy (walki te odznaczały się niezwykłą gwałtownością, a pokonani byli często mordowani tuż po bitwie. Amenhotep może nie był tak genialnym wodzem jak jego ojciec, ale z pewnością przewyższał go zarówno siłą fizyczną, jak i... okrucieństwem).




Ok. 1420 r. p.n.e. wybuchło w Syrii kolejne, znacznie większe niż poprzednio antyegipskie powstanie, co zmusiło Amenhotepa do ponownej wyprawy nad Orontes. Zdobył tam zbuntowane miasta: Ipek i Mapasiu oraz spustoszył tereny plemienia Chatyczana w Samarii. Jako jeńców przywiózł do Egiptu siedmiu syryjskich książąt, a następnie sześciu z nich osobiście złożył w ofierze Amonowi-Re w królewskich Tebach (jak to mówił Skipper z pingwinów z Madagaskaru: "Ważne aby w życiu znaleźć własną drogę. Spójrzcie na Rico - od razu widać że chłopak jest psychopatą i to już jest coś, co można rozwijać" 😅), siódmego zaś polecił przewieźć Nilem do Napaty (głównego miasta Nubii) i tam również polecił stracić, a ciało powiesić na murach - by tym samym pokazać Kuszytom co ich czeka w przypadku buntu (i rzeczywiście, nie zbuntowali się). Okrucieństwo jakiego jednak dopuszczał się faraon, mobilizowało Syryjczyków do kolejnych buntów i w 9 roku jego panowania (ok. 1418/1417 r. p.n.e.) wybuchło kolejne powstanie (mocno zraszane złotem Szauszatary). Amenhotep ruszył w bój i zdobył kolejno miasta: Gazę, Kumidi i Simarę, jednak nie udało mu się opanować Katny, Nyy i Tunip, co spowodowało że po raz pierwszy musiał zawrzeć (nieoficjalny) układ z władcą Mitanni i cofnąć się znad Eufratu. Była to pierwsza porażka Egiptu na tych ziemiach od dziesięcioleci, dlatego też dodała pewności siebie lokalnym książętom, choć układ zawarty z Mitanni zabraniał tamtejszym władcom podburzać zależne od Egiptu księstwa do buntu, a w zamian Egipt godził się wycofać znad Eufratu i oddać Mitanni miasta: Karkemisz oraz Chaleb. Szauszatara zmarł ok. 1410 r. p.n.e. a jego syn Artatama I i wnuk Szuttarna II, respektowali zasady zawartego wcześniej układu (notabene nie był to układ spisany, gdyż nie ma na ten temat żadnej wzmianki, zapewne była to więc "dżentelmeńska" umowa pomiędzy władcami). Do końca życia Amenhotepa II panował niczym niezmącony pokój, a kraj bogacił się na zdobytych wcześniej łupach i corocznie spływających daninach. Amenhotep zmarł ok. 1397 r. p.n.e. po prawie trzydziestu latach swego panowania. Gdy więc zabalsamowane ciało "Potężnego Byka" składano do komory grobowej w jego świątyni w Dolinie Królów, do władzy już przymierzał się syn i następca poprzedniego władcy - Mencheperure Totmes IV.

Totmes IV był synem haremowej nałożnicy swego ojca - Tii. Na początku panowania stanął przed dwiema, niezwykle ważnymi sprawami, które musiał czym prędzej rozwiązać. Po pierwsze: w wieku ok. 90 lat zmarł dotychczasowy arcykapłan Świątyni Amona-Re w Tebach - Mery. Przez prawie pięćdziesiąt lat pełnił on swą funkcję, pomnażając ogromne bogactwo (do Świątyni należały już wówczas nieprzebrane ilości bydła, kóz, świń, koni, dwa duże okręty nilowe i kilka mniejszych barek procesyjnych oraz tysiące niewolników). Następcą arcykapłana Merego, faraon Totmes IV mianował teraz 60-letniego kapłana niższego rzędu, który dotąd wyrabiał sandały w Świątyni Amona-Re w Karnaku (Świątynia bez wątpienia była największym pracodawcą - i to zarówno w mieście jak i na wsi - dającym chleb setkom a nawet tysiącom "podwykonawców", choć nadmiar niewolników w niektórych okresach nieco zmniejszał popyt na pracę ludzi wolnych, to jednak i tak kler świątynny był najlepszym i najbardziej przez wszystkich pożądanym pracodawcą) o imieniu Amenemhat. Wybór władcy spowodowany był zapewne tym, że Amenemhat - jako człowiek pochodzący z ludu - nie miał większych ambicji politycznych i nie próbował narzucać młodemu faraonowi własnych opinii, a poświęcał się w całości sprawom religijnym i służbie bogu. Całkowicie też podporządkował się Totmesowi, jako swemu suwerenowi i protektorowi. Drugą kwestią, przed jaką stanął młody monarcha, był... kolejny bunt w Syrii (to już należało do swoistej tradycji że z każdą zmianą władzy w Egipcie, automatycznie buntowali się lokalni książęta w Syro-Palestynie, a czasem również i w Nubii). Jednak tym razem nie uzyskali oni wsparcia Mitanni które już tradycyjnie (niczym George Soros wszelkiego rodzaju NGO-sy) finansowało antyegipskie ruchawki. Dlatego też, gdy tylko faraon przekroczył z wojskiem Synaj, natychmiast wszyscy buntownicy złożyli broń i ponownie podporządkowali się nowemu władcy, wysyłając Totmesowi bogate dary w ramach "zgody". 




Totmes IV panował krótko (jeśli weźmiemy pod uwagę lata rządów jego poprzedników), bowiem zaledwie dziewięć lat. Przez ten czas zdążył jednak nawiązać przyjazne kontakty z Mitanni (ponoć aż siedmiokrotnie starał się o rękę córki króla Mitanni - Artatamy I i wreszcie za ostatnim razem dopiął swego). Efektem zawartego przymierza było małżeństwo Totmesa z księżniczką Mutemweią. Już samo przybycie jej w orszaku na królewski dwór do Teb, wzbudziło spore zamieszanie, ale skoro arcykapłan nie zaprotestował wobec tego małżeństwa, inni też siedzieli cicho. Księżniczka przybyła wraz ze swym orszakiem, odziana cała w białą suknię, tak, iż nawet jej głowa owinięta była białym woalem, przez co nie można było poznać jej urody. Owa Mitannijka mówiła niezrozumiałym dla Egipcjan językiem, a ludzie z jej orszaku ubierali się inaczej, niż przywykli do tego Egipcjanie. Ślub się odbył a ten związek został uznany przez arcykapłana (który ponoć radził królowi by, podobnie jak jego przodkowie wziął sobie do łoża damę z haremu z którą spłodzi następcę, gdyż ślub z heretyczką wyznającą wiarę w innych bogów, może być źle odebrany przez ludu. Totmes jednak uparł się i ponoć zagroził że jeśli ślub się nie odbędzie, to wówczas odwoła arcykapłana z jego urzędu). Faraon miał zadbać, by Mutemweia poznała egipskich bogów i przyjęła wiarę męża, jednak owa konwersja postępowała obustronnie (Totmes również zaakceptował bogów Mitanni, szczególnie wiarę w bóstwo słoneczne). Wkrótce potem Mitannijka zaszła w ciążę i urodziła syna, następcę egipskiego tronu - księcia Amenhotepa. To on właśnie poślubi bohaterkę naszego opowiadania - Teje i razem już wkrótce przejmą władzę w kraju nad Nilem.



PS: Totmes IV był również tym władcą, któremu (jeszcze przed wstąpieniem na tron) ukazał się we śnie Wielki Sfinks, zakopany w Gizie przez piaski pustyni. Gdy więc został władcą, odnalazł i odkopał Sfinksa, który stoi po dziś dzień. Ale o tym opowiem już w zupełnie innym temacie.

          




CDN.

piątek, 4 września 2020

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XIX

HAREMY WYBRANYCH WŁADCÓW

OD MEHMEDA II ZDOBYWCY

DO ABDUL HAMIDA II


SERAJ SULEJMANA WSPANIAŁEGO

Cz. VIII





MATKA

SERAJ POD RZĄDAMI AYSE HAFSY

(1520-1534)

Cz. VII






"ŚWIAT MOŻE ŻYĆ W NIEWIERZE, 
ALE NIE W NIESPRAWIEDLIWOŚCI"

NIZAM al-MULK
("SIJASETNAME" - "KSIĘGA RZĄDZENIA")



 Węgry wciąż miały dwóch królów, toczących ze sobą krwawą wojnę domową (arcyksiążę austriacki Ferdynand Habsburg koronowany został w Székesfehérvár [Białogród] 24 października 1526 r., zaś książę Jan Zapolya 16 listopada tego samego roku również w "Królewskim Białogrodzie"). 27 września 1527 r. w bitwie pod Tokajem zwyciężył Habsburg, co spowodowało ucieczkę Zapolyi do Polski (wcześniej próbował uzyskać pomoc od Francji), a po podporządkowaniu się sułtanowi Sulejmanowi (uczynił to, wysłany w jego imieniu Hieronim Łaski, który 28 lutego 1528 r. podpisał układ, dający Zapolyi wsparcie Imperium Osmańskiego, na mocy którego sułtan - uważający się za jedynego władcę Węgier, "odstępował" to królestwo Janowi Zapolyi jako swemu lennikowi. W odpowiedzi udzielonej Łaskiemu, Sulejman miał rzec: "Z życzliwością przyjmuję poddanie się twojego króla, którego państwo do tej pory nie było jego, lecz moje, zdobyte prawem wojennym i mieczem. Odstępuję mu królestwo". Potem w kontaktach z innymi władcami, Sulejman mawiał o Zapolyi: "Mój niewolnik, dla którego Węgry wywalczyłem szablą") i zebraniu nowych wojsk, wrócił Zapolya na Węgry i 28 października 1528 r. w bitwie pod Saros-Patak pobił siły Habsburga, lecz nie udało mu się opanować Budy. W czasie tej wyprawy, wysłany przez Sulejmana na czele 20 000 osmańskich wojowników idących z pomocą Janowi Zapolyi - Alvise Gritti - syn doży weneckiego Andrei Grittiego, dopuścił się zbrodni, nakazując w Waradzie Wielkim zamordować tamtejszego biskupa (zwolennika Habsburgów) Emerica Cibaka (jego kaźń trwała cały dzień - rano obcięto mu ręce, w południe nogi, a wieczorem głowę). Wywołało to wielkie niezadowolenie ludności i mocno podważyło dotychczasowy nimb "narodowego króla" jakim tytułowali Zapolyę jego zwolennicy.

Ferdynand Habsburg, widząc solidne wsparcie udzielone jego konkurentowi do korony św. Stefana, poczynione przez sułtana Sulejmana, jak i zwolenników Zapolyi w obozie pod Tarnowem (wspierała ich w tym królowa Bona Sforza, Jadwiga - córka Zygmunta I Jagiellończyka i jego pierwszej małżonki Barbary Zapolyi, która również udzielała się we wspieraniu swego wuja w uzyskaniu przez niego węgierskiego tronu, oraz hetman wielki koronny Jan Tarnowski i marszałek koronny Piotr Kmita), również postanowił wysłać swe poselstwo do Konstantynopola, aby spróbować jakoś porozumieć się w sprawie Węgier z sułtanem. Niestety, Johann Hobordansky - który stał na czele tego poselstwa, nie wykazał się zbytnią dyplomacją, przez co wzbudził powszechne oburzenie i zraził do siebie zarówno Sulejmana, jak i jego dwór (Hobordansky domagał się bowiem oddania swemu władcy całych Węgier, zajętych przez Turków w 1526 r. po ich zwycięstwie pod Mohaczem. Gdy zaczął żądać oddania również twierdzy Belgrad, wielki wezyr - Ibrahim Pasza zapytał ironicznie: "Pragniesz Węgier i Belgradu? Dlaczego nie zażądasz jeszcze Konstantynopola?", po czym dodał: "Jak twój pan śmie tytułować siebie wielce potężnym, stając przed władcą Osmanów, w cieniu którego szukają schronienia wszystkie inne mocarstwa europejskie?"). Misja Hobordansky'ego zakończyła się całkowitą porażką, a sułtan ostatecznie zraził się do Habsburgów i począł przygotowania do kolejnej wyprawy wojennej, tym razem skierowanej bezpośrednio na Wiedeń (sułtan na pożegnanie tego poselstwa miał powiedzieć: "Wasz pan do tej pory nie odczuł skutków naszej przyjaźni i naszego sąsiedztwa, lecz to się wkrótce zmieni. Możecie mu przekazać, że osobiście go odwiedzę z wszystkimi moimi siłami i mam nadzieję, że własnoręcznie zwrócę mu to, czego się domaga").




A tymczasem król Zygmunt I Jagiellończyk dwukrotnie w 1528 r. mocno podupadł na zdrowiu (w maju i potem we wrześniu). Liczył sobie już wówczas 61 lat, a kolejna choroba dosłownie zwaliła go z nóg, zmuszając do kilkutygodniowego odpoczynku od obowiązków królewskich. Zaczęły też pojawiać się plotki że władca jest umierający (przez miesiąc leżał owinięty pierzynami i dygotał z zimna, tracił też kontakt z otoczeniem) i wkrótce przyjdzie pomyśleć o następcy. Naturalnym kandydatem do korony polskiej i książęcego stolca litewskiego, był jedyny syn króla i królowej Bony Sforzy - Zygmunt August, który teraz stał się oczkiem w głowie matki. Od czasu swego poronienia (podczas polowania w Niepołomicach 20 września 1527 r., gdy na królową ruszył rozjuszony niedźwiedź i omal jej nie zabił, doprowadził jednak do utraty przez nią dziecka. Po tym wypadku królowa nie mogła już więcej zajść w ciążę) Bona Sforza całą swą troskę przelała teraz na jedynego syna (choć miała jeszcze cztery córki), którego wręcz chowała "pod kloszem" w obawie przed jakimkolwiek niebezpieczeństwem. Zygmunt August był bowiem jedyną szansą przedłużenia dynastii Jagiellonów i utrzymania jedności Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Matka otoczyła go więc swymi dwórkami, zapewniając mu najdostojniejszą piastunkę (została nią Ewa Łasińska) oraz mamkę - której zapłaciła 240 florenów i 16 łokci czarnego aksamitu (było to więc bez wątpienia najdroższe mleko z cyca w całej ówczesnej Europie). Matka sprowadzała mu też najlepszych wychowawców i nauczycieli (Zygmunt August prócz oczywiście języka polskiego i ruskiego, znał również łacinę, niemiecki i oczywiście język swej matki - włoski) zabraniała mu jednak jakichkolwiek zabaw z rówieśnikami ze szlacheckich rodów, jak i jakiegokolwiek fizycznego wysiłku (w obawie przed zranieniem). Dorastał wiec Zygmunt August w cieniu komnat dworu swej matki i otoczony jej dwórkami, wyrastał na maminsynka (w jakiś czas potem sama Bona stwierdziła że Zygmunt powinien raczej urodzić się dziewczynką, zaś jego siostra Izabela, która była bardzo żywym dzieckiem - chłopcem). Sposób wychowania następcy tronu krytykowało wielu dostojników, czego wyrazem były takie słowa, jak choćby te z pamfletu Stanisława Górskiego: "Król nasz młody wychowany został przez niewiasty i Włochów trwożliwszych od kobiet". Królowej jednak niewiele obchodziły słowa krytyki i konsekwentnie robiła swoje, lecz kolejne wiadomości o chorobie męża potęgowały jej niepokój - co się bowiem stanie, gdy Zygmunt umrze. Jego syn ma dopiero osiem lat, kto może jej zaświadczyć, że nawet po wyborze na króla Polski i wielkiego księcia Litwy, ona nadal utrzyma wpływ na jego wychowanie, tym bardziej że chętnych pozbawienia jej tej możliwości było wielu. Królowa przystąpiła więc do realizacji swego planu, czyli zapewnienia tronu dla syna, jeszcze za życia jego ojca (Zygmunt Jagiellończyk jednak wkrótce wyzdrowiał i ci, którzy spodziewali się wówczas niechybnej śmierci monarchy - nie mogli przewidzieć że będzie on panował jeszcze przez kolejne... dwadzieścia lat). Ale aby za bardzo nie wybiegać naprzód, przenieśmy się teraz nad Bosfor, do haremu sułtana Sulejmana Wspaniałego.






Otóż zarządził on wielkie przygotowania wojenne i z nastaniem wiosny planował zorganizować kolejną kampanię na Północy, a celem tym razem miał być Wiedeń - główna siedziba Ferdynanda Habsburga. Jednak mijały miesiące a sułtan zdawał się nie ukazywać ani kierunku przyszłej wojny, ani też tego, że w ogóle do niej dojdzie. Sulejman spędzał dużo czasu ze swymi dziećmi, szczególnie zaś z córką Mihrimah z którą ponoć lubił bawić się w chowanego w sułtańskim ogrodzie (jak raportował Alvise Gritti, ale on siedział w kieszeni Sulejmana a nawet wybudował sobie okazałą rezydencję w Konstantynopolu, w reprezentacyjnej dzielnicy Pera, dlatego też jego relacje mogą być nieco naciągane). Nie wiadomo jak wówczas wyglądały relacje w sułtańskim haremie, ale można przypuszczać że już wówczas sułtanka Hurrem zaczęła przekonywać Sulejmana do uświęcenia ich związku, poprzez oficjalne małżeństwo. Problem jednak stanowił fakt, że Hurrem była niewolnicą i nawet jeśli już dawno została wyzwolona przez sułtana i była matką jego dzieci - następców tronu, to jednak nie wywodziła się z żadnego szlachetnego rodu, a nim trafiła do tatarskiej niewoli, była chłopką z okolic Rohatyna (notabene, gdy Alvise Gritti zdążał do Tarnowa z sułtańskimi posiłkami dla Jana Zapolyi, przejeżdżał przez Podole i Ruś Czerwoną dziwiąc się że ktokolwiek jeszcze mieszka na tych ziemiach, gdyż - jak twierdził - to właśnie stąd trafia najwięcej niewolników na bazar w Konstantynopolu). Z pewnością Hurrem nie była akceptowana przez rodzinę sułtana, a szczególnie jego matkę i siostry, dlatego też małżeński projekt musiał zostać odłożony w czasie, co najmniej do śmierci sułtanki-matki. I tak też się stało.

10 maja 1529 r. sułtan Sulejman opuścił stolicę i w otoczeniu żołnierzy ruszył na podbój Wiednia, Austrii, Stryi i Karyntii. Podróż była długa i męcząca (ulewne deszcze zniszczyły część zaopatrzenia a podczas przepraw przez Morawę, Sawę i Drawę utonęło wielu żołnierzy) i dopiero w lipcu sułtan dotarł do Belgradu. Tam wysłał gońców do Jana Zapolyi, nakazując mu stawić się na polach pod Mohaczem, gdzie ten przybył 19 lipca i podczas wspaniałej uroczystości, spotkał się z sułtanem na audiencji (Sulejman obdarował Zapolyę podarkami, ale jednocześnie potwierdził swą suwerenną władzę wobec niego i potem oficjalnie twierdził iż: "Królestwo to należy do mnie i obsadziłem je mym sługą. Dałem mu to królestwo, mogę mu je odebrać, jeśli tego zapragnę, gdyż mam pełne prawo nim dysponować wedle mej woli, podobnie jak wszystkimi mieszkańcami"). Spotkanie pod Mohaczem miało zarówno praktyczny jak i symboliczny wymiar - podkreślało zależność Węgier od Osmanów i jednocześnie miało dać Zapolyi do myślenia że każda próba buntu wobec władzy sułtana, skończy się tak, jak to miało miejsce trzy lata wcześniej na tych polach, czyli druzgocącą klęską wszystkich wrogów Przywódcy Prawowiernych. Po tym akcie potwierdzenia swej dominacji, Sulejman jeszcze przez ponad miesiąc przebywał w obozie pod Mohaczem, gdzie też przygotowywano się do następnego uderzenia. W tym czasie zaś Zapolya zdobył kolejnych zwolenników a stronnictwo Ferdynanda Habsburga stopniało do zaledwie kilku komitatów zachodnich. Węgierska szlachta wolała trzymać ze zwycięzcą, tym bardziej że miał on realne wsparcie sułtana i dlatego pozycja Ferdynanda na Węgrzech szybko malała. W początkach września sułtan zajął Budę - stolicę Węgier, skąd zamierzał już bezpośrednio wyprawić się na Wiedeń (w Budzie do osmańskiej niewoli trafiło wielu Niemców, którzy po zwycięstwie Habsburga pod Tokajem we wrześniu 1527 r., dokonywali rabunków i gwałtów na węgierskiej ludności. Sułtan wielu z nich kazał zgładzić, innych janczarzy sprzedali w niewolę). W Budzie Jan Zapolya koronował się powtórnie na króla Węgier, jednak na uroczystości nie był obecny nie tylko żaden monarcha, ale również żaden większy dostojnik. Sułtan też całkowicie zbagatelizował to wydarzenie, nie posyłając na nie nawet żadnego ze swych wezyrów, czym jasno dał Zapolyi do zrozumienia że jego koronacja nie ma żadnego znaczenia, gdyż o tym jak długo utrzyma on swe rządy w kraju i tak decyduje sułtan.




27 września 1529 r. potężna armia (licząca 120 000 żołnierzy i 300 armat) Sulejmana Wspaniałego dotarła pod mury Wiednia i nastąpiło pierwsze oblężenie austriackiej stolicy (drugie będzie miało miejsce w 1619 r. gdy siły księcia Siedmiogrodu - Gabora Bethlena obległy miasto, lecz po zwycięstwie polskich oddziałów pod Humiennem - 23 listopada 1619 r. i epidemii zarazy w obozie Siedmiogrodzian, Wiedeń został ocalony. Po raz trzeci zaś do oblężenia Wiednia doszło w 1683 r. i wówczas to król Rzeczpospolitej - Jan III Sobieski na czele husarii rozgromił całą potęgę wojsk osmańskich wielkiego wezyra Kara Mustafy). Wojskami cesarskimi (oficjalnie Austria, Styria i Karyntia należały do cesarza rzymskiego i króla Hiszpanii - Karola V (I) Habsburga, który jedynie powierzył zarząd tymi ziemiami swemu bratu Ferdynandowi) dowodzili: książę Filip Pfaz-Neuburg, hrabia Niklas Salm i baron Wilhelm von Roggendorf, zaś siły jakimi dysponowali, składały się z 20 000 żołnierzy, 72 armat i... wszystkich chętnych do walki mieszkańców Wiednia. Miasto też (przez miesiące bezczynności, jakie Sulejman spędził choćby na polach pod Mohaczem), dobrze przygotowało się do obrony, gromadząc zapasy żywności, wody i amunicji, wzmacniając mury miejskie, zamurowując wszystkie - poza jedną - miejskie bramy i rozbierając domy, stojące blisko murów, aby przeciwdziałać ewentualnym pożarom. Arcyksiążę Ferdynand przebywał wówczas w Linzu, skąd zamierzał organizować odsiecz dla obleganego miasta (lub ewentualnie ratować się ucieczką w przypadku jego upadku). Pierwsze osmańskie ataki zostały odparte, a obrońcy poczuli się na tyle pewnie, że 7 października dokonali wypadu na tureckie pozycje w celu wzbudzenia paniki i spowodowania dużych strat - szczególnie wśród osmańskiej artylerii. Niestety, wypad ten został źle przygotowany i zamienił się w katastrofę w czasie której omalże Osmanowie nie wdarli się do miasta idąc za uciekającymi z pogromu lancknechtami z Dolnej Austrii, Styrii, Czech i Hiszpanii. W wyniku nieudanego wypadu poległo aż 500 obrońców - było to jedno z największych osmańskich zwycięstw w czasie tego oblężenia. 12 października osmańskie działa wybiły spory wyłom w murze miejskim, ale ponieważ w tureckim obozie zaczęło brakować żywności (ulewne deszcze zniszczyły część zapasów, inne potonęły podczas przepraw na rzekach) dlatego też janczarowie odmówili wykonania rozkazu ataku na miasto. Sułtan obiecał więc każdemu janczarowi, który jako pierwszy wedrze się na mury - 30 000 akcze, oraz wypłacono wszystkim janczarom po 1 000 akcze aby w zarodku poskromić bunty. 14 października miano przeprowadzić ostatni, największy szturm, jednak atak - choć początkowo udany - ostatecznie zakończył się osmańską porażką i pomimo poczynienia kolejnego wyłomu w murze (tym razem południowym) nie udało się janczarom wedrzeć do miasta. Sulejman zmuszony był odstąpić od Wiednia i 16 października zarządził odwrót spod murów miasta. 

Była to pierwsza porażka Przywódcy Prawowiernych, dlatego też należało owe niepowodzenie przekuć w sukces, głosząc wszem i wobec iż sułtan odstępuje od oblężenia ze względu na zbliżającą się zimę oraz w celu zaoszczędzenia swym poddanym walk w śniegu (do którego wielu z nich nie było przyzwyczajonych). Ostatecznie propaganda osmańska zaczęła głosić że sułtan oczekiwał bitwy pod murami Wiednia z wojskiem Karola V i Ferdynanda, a ponieważ ci stchórzyli, odstąpił od miasta - którego nigdy nie zamierzał zdobywać. Nie mogło jednak być tak, że sułtan wraca z wyprawy bez łupów i nimbu zwycięstwa, więc w drodze powrotnej Osmanowie zdobyli Szigetwar z którego większość mieszkańców uprowadzono w niewolę. W tym też czasie Sulejman wysłał swego posła do Krakowa, żądając prawa przemarszu zaciężnych oddziałów niemieckich (idących jako wsparcie dla Zapolyi) przez terytorium Korony Polskiej, na co (ku swemu zdziwieniu i wzburzeniu) nie otrzymał zgody (Zygmunt I i senatorowie odrzucili sułtańskie żądanie, tym bardziej że z Rzymu dochodziły już pomruki niezadowolenia papieża, który potępiał zwolenników Zapolyi, jako "zdrajców Chrystusowej Wiary" i judaszy służących "konstantynopolitańskiemu szatanowi"). Podczas równie ciężkiej drogi powrotnej, ostatecznie w połowie grudnia 1529 r. sułtan Sulejman ponownie przekroczył bramy swego seraju i znalazł się w ramionach oczekującej go niecierpliwie Hurrem. Wkrótce potem rozpoczęto wielkie przygotowania do uroczystości obrzezania trzech synów sułtana: Mustafy, Mehmeda i Selima. Były to jeszcze szczęśliwe dni sułtańskiej dynastii, lecz niestety, nieszczęścia i zgryzoty już wkrótce miały nadejść.   











CDN.

środa, 2 września 2020

WITAJ REWOLUCJO!!!

CZYLI LEWICOWA "LOGIKA"


DZIŚ KRÓTKO, PARĘ FILMÓW NA TEMAT LEWICOWEJ (REWOLUCYJNEJ) RZECZYWISTOŚCI, ORAZ MÓJ KOMENTARZ DO WYDARZEŃ Z USA



NA POCZĄTEK ROZMOWA Z FEMINISTKĄ:





 NOWA, LEWICOWA MODA - "MANSPLAINING",
CZYLI KOLEJNY FRONT, NA KTÓRY FEMINISTKI WCIĄGAJĄ KOBIETY DO WALKI Z MĘŻCZYZNAMI. PYTANIE TYLKO KOMU TAK NAPRAWDĘ TO SŁUŻY I CZY NA PEWNO KOBIETOM?





NAWIEDZONA RASISTKA I FEMINISTKA OBRAŻA LUDZI DOKOŁA, BO MĘŻCZYZNA POWIEDZIAŁ JEJ: "DZIEŃ DOBRY"
DLA MNIE KWALIFIKUJE SIĘ CO NAJMNIEJ NA BADANIA PSYCHOLOGICZNE, A NAJLEPIEJ NA STAŁY POBYT W SZPITALU PSYCHIATRYCZNYM.
JEST TO TEŻ KOLEJNY PRZYKŁAD, CO FEMINIZM ROBI Z KOBIETAMI I JAK NISZCZY ZWIĄZKI MIĘDZYLUDZKIE





NASTĘPNA FEMINISTKA PAPLA COŚ O "TOKSYCZNEJ MĘSKOŚCI"
 KOLEJNEJ, LEWICOWEJ NOWOMOWIE, WYMYŚLONEJ NA POTRZEBY WALKI REWOLUCYJNEJ FEMINISTEK Z MĘŻCZYZNAMI.
"CHŁOPCY NIE BĘDĄ CHŁOPCAMI" - NIE? 
TO MOŻE ZRÓBMY Z NICH DZIEWCZYNKI I WPUŚCIMY DO ŻEŃSKICH TOALET I ŻEŃSKIEGO SPORTU I OCZYWIŚCIE DO... ORGANIZACJI FEMINISTYCZNYCH.
Z PEWNOŚCIĄ WSZYSTKIE KOBIETY BĘDĄ Z TEGO FAKTU BARDZO ZADOWOLONE





HIPOKRYZJA FEMINISTEK:
KRYTYKUJĄ "TOKSYCZNĄ MĘSKOŚĆ" I MĘSKIE ZACHOWANIA JAKO "SEKSISTOWSKIE", ALE GDY KOBIETY ZACHOWUJĄ SIĘ PODOBNIE DO MĘŻCZYZN, WÓWCZAS NAZYWAJĄ TO  
"RÓWNOŚCIĄ" LUB "RÓWNOUPRAWNIENIEM"
W RZECZYWISTOŚCI JEDNAK FEMINIZM, PODOBNIE JAK  KAŻDY MARKSISTOWSKI WYTWÓR, BAZUJE JEDYNIE NA STAŁYM PODSYCANIU NIENAWIŚCI I CIĄGŁEJ, NIEKOŃCZĄCEJ SIĘ WALKI. WCZEŚNIEJ DZIAŁO SIĘ TAK W RAMACH "WALKI KLAS", TERAZ ZAŚ W RAMACH "WALKI PŁCI" I "WALKI RAS"





I TERAZ PRAWDZIWA DELICJA:
ODPOWIEDŹ AMERYKAŃSKICH STUDENTÓW 
NA PYTANIE "ILE MAMY PŁCI?" 😂






 Jakiś czas temu, kupiłem książkę autorstwa niejakiej Marilyn Yalom, opowiadającej o historii żon na przestrzeni dziejów. Wszystko byłoby ok, gdybym w ostatnim rozdziale tej książki nie spotkał się z tezą pochwalną na temat "wyzwolenia kobiet" dzięki rewolucji seksualnej zapoczątkowanej przez Alfreda Kinseya. Autorka pisała tam że jego badania stały się bestsellerami i doprowadziły do utrwalenia linii następnych pokoleń seksuologów. Przypomnę tylko, że (oficjalnie) Kinsey pisał iż przynajmniej 1/3 mężczyzn miała (lub będzie miała) doświadczenia w seksie homoseksualnym, że ponad 10 % mężatek to lesbijski i że ponad 50 % mężczyzn będących w związkach małżeńskich, zdradziło swe partnerki. Powiem tak: po przeczytaniu odniesienia autorki książki do Alfreda Kinseya, jedyne co mogłem zrobić z tą książką, to wrzucić ją do kominka (a była to "cegła" licząca prawie 500 stron). Pięknie się paliła, żałowałem tylko że w ogóle coś takiego wziąłem do rąk. Jeśli zaś zapytacie mnie dlaczego tak postąpiłem, odpowiedź jest prosta: autorka książki jest albo głupia, albo tak samo chora i wynaturzona jak Kinsey - gdyż ten bydlak, to ludzkie ścierwo - nigdy nie powiien chodzić po ziemi, a co dopiero być cytowanym i uważanym za prekursora "wyzwolenia kobiet". Swoją drogą feminizm niewiele różni się w swym przekazie od praktyk Kinseya, więc można powiedzieć że rzeczywiście "wyzwolenie kobiet" postępuje wedle ustalonego ściśle wzorca. Mam bowiem nadzieję że nie muszę jeszcze na tym forum tłumaczyć kim był Kinsey i co takiego praktykował? Powiem tylko że nazwanie go pedofilskim bydlakiem, który nagrywał gwałty na dzieciach, aby następnie stwierdzić ile to miały one "orgazmów" (owe "orgazmy" polegały na tym, że gdy dziecko broniło się przed gwałtem, płakało, krzyczało, wyrywało się, prosiło - on odnotowywał to jako "kolejny orgazm" i ostatecznie wychodziło mu że podczas jednego gwałtu dzieci przeżywały po kilkanaście a nawet kilkadziesiąt "orgazmów" - a to prowadziło do stwierdzenia że... dzieci od urodzenia są seksualne i należy je "seksualnie pobudzać" co dziś już oficjalnie nakazuje ŚWiatowa Organizacji Zdrowia). Nazwanie Kinseya chodzącym łajnem, doprawdy jest najłagodniejszym określeniem na jego temat, a każdy kolejny seksuolog, który posiłkuje lub odwołuje się do "badań" Kinseya - jest współsprawcą w jego kłamstwie i zbrodni popełnianej na dzieciach.






Niestety, w dzisiejszych rewolucyjnych czasach, takie postaci są uważane za ikony nowoczesności i postępu, za latarnie "wiodące lud ku wyzwoleniu seksualnemu" (w tym wyzwoleniu z okowów płci, tożsamości, wiary, tradycji, kultury - czyli wszystkiego tego, co pragną zniszczyć marksiści). Dobitny jest tutaj przykład George'a Floyda z Minneapolis w Minnesocie - przestępcy i ćpuna, co porzucił swoją rodzinę by dokonywać napadów z bronią w ręku - który stał się "bohaterem" lewicy. Bohaterem, ponieważ podczas zatrzymania policyjnego udusił się będąc pod wpływem narkotyków (już oficjalnie zostało to potwierdzone przez lekarzy toksykologów). Pochowano go więc w pięknej trumnie jak bohatera, zaś dzicz z Antify i Black Lives Matter przez kilkanaście dni dokonywała rabunków mienia, podpaleń i zniszczeń na niespotykaną dotąd w Ameryce skalę. Stworzono nawet w mieście Seattle (zdominowanym w 99 % przez białych) specjalną strefę wydzieloną, w której miano wprowadzić "komunistyczny raj na ziemi". Strefa ta, o nazwie: "Capitol Hill Autonomous Zone", istniała zaledwie... cztery dni (od 8 do 12 czerwca 2020 r.). Gdy całe to białe, lewicowe towarzystwo z Antify zgłodniało (założono tam ponoć nawet jakiś ogródek zwany "Farmą", na którym sadzono ukradzione z pobliskiego marketu zielska oraz kwiaty. Kładziono je jednak na posypane ziemią... kartony 😅, co spowodowało że bardzo szybko wszystko zwiędło 😘 Rewolucyjna inteligencja tych ludzi doprawdy poraża) i gdy rozkradziono już towary z pobliskich sklepów - całe to towarzystwo po prostu... rozeszło się do domów (pozostawiając niestety cały teren, jako schronienie dla wszelkich przestępców i szkolonych w ulicznych walkach oddziałów Antify).




Teraz też w mieście Kenosha w stanie Wisconsin zastrzelony został czarnoskóry mężczyzna, który nie reagował na polecenia policji, trzymając w reku nóż i grożąc że wszystkich policjantów nim pozabija, a następnie próbował sięgnąć do auta po jeszcze skuteczniejszą broń. Wówczas to policja oddała do niego siedem strzałów i nagle lewicowe media amerykańskie dostały sraczki, tradycyjnie mieszając z błotem policję i opowiadając kłamstwa (taki przekaz usłyszałem jako pierwszy) że ów mężczyzna odwrócił się do swych dzieci, siedzących z tyłu samochodu i wtedy właśnie zostały oddane do niego strzały. Kolejny lewicowy męczennik (choć nie umarł - a jest w śpiączce). Bardzo szybko do Kenosha przybyli ściągnięci z Chicago bandyci Antify i "Black Nikes Matter" dokonując tam kolejnych podpaleń, rabunków i ataków na ludzi broniących jedynie swojego mienia i życia. Podczas jednej z prób odebrania broni 17-letniemu ochroniarzowi - Kyle Rittenhouse'owi, ten młody chłopak zastrzelił dwóch antifiarskich napastników (a trzeciego poważnie ranił). Tak się akurat złożyło (jak zwykle w przypadku lewicy) że jednym z napastników był 36-letni Joseph Rosenbaum - figurujący w policyjnej kartotece jako pedofil (być może jeden z uczniów "doktora" Kinseya). Kolejny rewolucyjny "bohater" oddał swe życie w walce z tą okropną amerykańską opresją białych ludzi (żeby było ciekawie, Rosenbaum też był biały, poza tym miał - jak można się domyślić - "eskimoskie" pochodzenie). 







Te zamieszki nadal jeszcze trwają, ale już demokraci (którzy wraz Chińczykami rozkręcają całą tę marksistowską "płomienną imprezę" dla Amerykanów w miastach USA) zaczęli się niepokoić, że dalsze podgrzewanie protestów może przysłużyć się Trumpowi i doprowadzić go do zwycięstwa w jesiennych wyborach prezydenckich w USA. Nie będę tego komentował (postaram się do tego wrócić w zupełnie nowym komentarzu) i choć sam mam kilka zastrzeżeń do Donalda Trumpa, to jednak mocno mu kibicuję i mam wielką nadzieję że jeśli Amerykanie nie chcą u siebie marksistowskiego zamordyzmu (swoją drogą zastanawiam się który normalny człowiek atakuje drugiego człowieka trzymającego broń w ręku - i to pokaźnej wielkości karabinek - po to tylko aby mu ją odebrać? Przecież taki człowiek musi się liczyć z tym, że może zostać odstrzelony. Zapewne jednak Antifa uważa że jest całkowicie chroniona przez władze, więc nikt nie odważy się do nich strzelać. Cóż w tym przypadku przeliczyły się "biedne misie"), jeśli Amerykanie nie chcą ograniczania praw policji, płonących miast i ataków na ludzi broniących swego mienia - to nie zagłosują na paralityka, stojącego już nad grobem i jego feministycznej "uciskanej" lalki, ale oddadzą głos właśnie na Donalda Trumpa. To bez wątpienia leży w interesie Amerykanów, lecz również leży to w interesie Polski i Polaków (uważam że amerykańska Polonia w tych wyborach w ogromnej większości zagłosuje na Trumpa - a wnoszę to z rozmów jakie prowadzę z kilkoma znajomymi Amerykanami polskiego pochodzenia, którzy mają dość dobre rozeznanie w tym środowisku). Może więc Polonia będzie tym "języczkiem u wagi" który przechyli szalę na korzyść obecnego prezydenta USA. I znów sobie wzajemnie pomożemy, tak jak podczas Wojny o Niepodległość USA, gdzie Polacy: Tadeusz Kościuszko (m.in.: współautor zwycięstwa pod Saratogą w 1777 r. gdzie Brytyjczycy nie byli w stanie pokonać wzniesionych przez niego fortyfikacji, a także autor murów akademii wojskowej w West Point), Kazimierz Pułaski (twórca amerykańskiej kawalerii) wspomogli rodzący się do życia amerykański naród. Potem zaś, w 1920 r. podczas wojny z polsko-sowieckiej, amerykańska eskadra lotnicza (7 eskadra myśliwska, zwana też "Eskadrą Kościuszkowską") pod dowództwem Meriana C. Coopera (tego samego który w 1933 r. wyreżyserował film "King Kong"), równie bohatersko walczyła na froncie walki z bolszewikami.
 








GOD BLESS POLAND! - GOD BLESS AMERICA!