Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 19 grudnia 2024

MOGLIŚMY TO WYGRAĆ! - Cz. IX

CZYLI, CZY RZECZYWIŚCIE WOJNA ROKU 
1939 BYŁA Z GÓRY SKAZANA NA KLĘSKĘ?





SOWIECI NIE WCHODZĄ 
(TYMOTEUSZ PAWŁOWSKI)



DLACZEGO DOSZŁO DO WOJNY 
Cz. V




 W kampanii 1939 roku Wojsko Polskie musiało obsadzić front od Augustowa po Jasło, a bronić się od Mławy po Cieszyn. Skrajna północna flanka była chroniona przez Republikę Litewską, a skrajna flanka południowa - tak skrajna, że można o niej mówić "wschodnia" - przez Węgry. Gdyby jednak Niemcy nie zneutralizowali wrogich Polsce sąsiadów, należałoby obsadzić front ciągnący się od Brasławia nieopodal Dźwiny aż po Kuty, leżące nad Czeremoszem. Walki natomiast toczyłyby się od Wileńszczyzny aż po Borysław. Oznaczałoby to, że polskie pozycje obronne byłyby obsadzone dwakroć słabiej. Tymczasem przeciwnik byłby przynajmniej tak samo silny. Główne niemieckie uderzenie na Warszawę ruszyłoby najprawdopodobniej z Pomorza Zachodniego. Był to bowiem kierunek wydajniejszy niż śląski: szybciej wychodziło się na stolicę Rzeczypospolitej, odcinając jednocześnie wojska stojące wzdłuż granicy ze Śląskiem. W dodatku uderzenie takie spowodowałoby ściąganie w jego kierunku oddziałów ze skrzydeł polskiego frontu. W uderzeniu takim Niemcy mogliby rzeczywiście zrealizować zasadę schwerpunktu i skomasować wszystkie dywizje szybkie. Można się spodziewać, że niemieckie uderzenie nie zostałoby zatrzymane nawet na 48 godzin. Polskie dywizje zostałyby zniszczone na swoich pozycjach obronnych, a podchodzące odwody - zniszczone jeszcze w czasie marszu dofrontowego. Po dwóch dniach nikt nie stałby Niemcom na drodze do Warszawy, która została by osiągnięta trzeciego lub czwartego dnia wojny.

Być może zresztą Warszawa byłaby już wówczas zdobyta szybkim atakiem z Prus Wschodnich. Stąd bowiem wiodła najkrótsza droga z terytorium Rzeszy do stolicy Rzeczypospolitej. Polska obsada tego odcinka frontu byłaby mniejsza niż w rzeczywistości, atak niemiecki zaś miałby większy potencjał. Mógłby bowiem korzystać nie tylko z zasobów Prus Wschodnich, ale także Litwę kowieńskiej. Państwo to na pewno skorzystałoby z możliwości zajęcia Wilna, być może też - chcąc upokorzyć Polskę - wysłałoby korpusik ekspedycyjny, pomagając Niemcom w zajęciu Warszawy. Już więc po kilku dniach wojny stolica Polski byłaby albo zdobyta, albo oblężona tak od zachodu - przez armię pomorską, jak i wschodu przez armię prusko-żmudzką. I to byłby finis Poloniae... Nie byłoby szans na kontynuowanie oporu, możliwości ewakuacji Wojska Polskiego "na Węgry". Polsko-węgierska granica powstała bowiem dopiero w marcu 1939 roku, na skutek rozpadu Czecho-Słowacji. Oddziały Wojska Polskiego nie miałyby też szans na dotarcie do Rumunii - była ona zbyt daleko na wschód. Poza tym przedmoście rumuńskie byłoby dawno zajęte przez armię niemiecką atakującą z czechosłowackiego Zakarpacia: dywizje Wehrmachtu - i zaopatrzenie dla nich - zostałyby tam dowiezione szlakami kolejowymi, które wciąż przecież pozostawałyby w rękach Czechów lub Słowaków.

W momencie, w którym padałaby Warszawa, a prezydent Rzeczypospolitej trafiałby do niemieckiej niewoli, armia czesko-słowacka wkraczałaby już do Lwowa i na Podole. Nagłówki praskich gazet głosiłyby Czechom: "Prastare ziemie Wiślan, oderwane w średniowieczu od dynastii Przemyślidów, wracają do macierzy!" Dla Emila Hachy - prezydenta sprzymierzonej z III Rzeszą Czecho-Słowacji - zajęcie Małopolski Wschodniej byłoby niezmiernie istotne. Oto połączyłaby się "Północna Ruś" ze stolicą we Lwowie z "Rusią Zakarpacką" ze stolicą w Chuście. Znacznie poprawiłoby to pozycję przetargową Pragi - zarówno wobec Berlina, jak i Budapesztu. Być może powstałaby nawet czecho-Słowacko-Ruś - spełnienie panslawistycznych marzeń rodaków Jaroslava Haška (nowe państwo mogłoby przyjąć również uroczą nazwę "Zapadoslavia", szczególnie jeśli powierzono by mu administrację nad całą "Galicją"). Na szczęście dla Rzeczypospolitej Niemcy - zamiast zaatakować Polskę - woleli osłabić swoich potencjalnych sojuszników (generał Franz Halder w kwietniu 1939 r. na odprawie niemieckiej generalicji -  wyjaśniając cele i powody wojny z Polską - twierdził otwarcie, że likwidacja Czechosłowacji jest niezwykle korzystna dla Niemiec, gdyż likwiduje nie tylko samo to państwo, ale również całą Małą Ententę - francuski twór, który byłby niebezpieczny, jako możliwość powstania trzeciego frontu przeciwko Rzeszy).




21 marca 1939 roku Joachim von Ribbentrop przedstawił ambasadorowi Lipskiemu swoje żądania w sposób niemal ultymatywny, jedynie po to, aby w pięć dni później usłyszeć kategoryczną odmowę. W Warszawie zdawano sobie sprawę, że Polska nie jest w stanie wygrać samodzielnie wojny z Niemcami (armia niemiecka w tamtym czasie była prawdziwą machiną do zabijania, a przytoczony wyżej Franz Halder  na owej odprawie z niemiecką generalicją chwalił się że armia niemiecka jest "najnowocześniejszą armią naszych czasów" i niestety miał dużo racji. Oczywiście w wielu kwestiach przesadzał, w wielu się mylił, a w niektórych wręcz fantazjował, jednak plan wojny z Polską i porównanie potencjałów bojowych było w jego przekazie niestety - raz jeszcze to podkreślę - prawidłowe. Co prawda przesadzał że Wojsko Polskie jest wojskiem z wojny 1870-1871 mając na myśli głównie liczne brygady kawalerii które wchodziły w skład Wojska Polskiego. Do pewnego stopnia popadał wręcz w megalomanię, mówiąc iż żołnierz polski jest najgłupszym żołnierzem w Europie - poza rumuńskim - i chociaż początkowo można by uznać te słowa za buńczuczne bajdurzenie nacjonalistycznego oficerka, to po głębszym namyśle można dojść do przekonania, że on miał tutaj co innego na myśli, a mianowicie to, że sposób decyzyjny w Wojsku Polskim był wciąż anachroniczny (zresztą tak, jak w całej ówczesnej Europie), natomiast Wehrmacht był już armią zupełnie inną, całkowicie nowoczesną nawet na polu podejmowania decyzji, gdzie podoficerowie, a nawet żołnierze na szczeblu pułków czy kompanii byli w stanie podjąć decyzję co czynić dalej w wypadku utraty dowództwa; w większości armii natomiast dowództwo było całkowicie hierarchiczne, a najgorzej było w Armii Rumuńskiej - dlatego Halder stwierdził że Rumuni są najgłupsi w Europie - gdyż tam panowały wręcz feudalne stosunki w wojsku, a zwykli żołnierze byli traktowani jak parobki przez oficerów. Poza tym Halder twierdził że Polska jest w stanie wystawić nawet 70 Dywizji i że jest to naród niezwykle bitny i odważny, ale dodawał od razu, że nie sądzi, abyśmy byli w stanie realnie wystawić i wyposażyć taką liczbę wojska {we wrześniu 1939 r. wystawiliśmy 40 dywizji}. Oczywiście mieliśmy przeszkolonych ludzi, mieliśmy rezerwistów i rzeczywiście byliśmy w stanie teoretycznie wystawić do 70 dywizji, problem tylko polegał na tym, że nie było jak tych dywizji uzupełnić kadrą oficerską jak również wyposażyć w sprzęt bojowy. I skurczybyk Halder o tym wiedział i tutaj też się nie mylił. Pomylił się co prawda w jakości naszych samolotów bombowych, ale to tylko dlatego że nie uwzględniał "Łosi" (PZL.37 Łoś) które realnie weszły do służby już w roku 1939, natomiast on opisywał sytuację do roku 1938 i twierdził że polskie samoloty mają zbyt mały udźwig bomb, aby mogły realnie zagrażać niemieckim miastom. Natomiast ataki na niemieckie miasta, takie jak Wrocław, Szczecin czy nawet Berlin, były możliwe do przeprowadzenia przez nasze lotnictwo, a nie zostało to wykonane we wrześniu 1939 r. tylko dlatego, że marszałek Edward Rydz-Śmigły zabronił takich akcji. Halder też twierdził że należy jak najszybciej rozbić Polskę. Rozbić, to znaczy nie pozwolić Polakom na wycofanie się w jakiekolwiek bezpieczne miejsce, aby zebrali siły i umocnili się. Mówił również że nie wchodzi w grę także samo pokonanie Wojska Polskiego, gdyż mogłoby ono wciąż stanowić realne niebezpieczeństwo dla Niemiec, dlatego konieczne jest wyłącznie rozbicie Polski i jej Armii - totalne, w jak najkrótszym czasie, tak, aby państwa zachodnie nie były w stanie interweniować w naszej obronie - przewidywał że wojna potrwa do trzech tygodni, ale twierdził że możliwe jest zniszczenie Polski w 14 dni. Co ciekawe Halder twierdził również otwarcie - w nieco fantazyjny w tym momencie już sposób - że nawet jeżeli Francja i Wielka Brytania ruszą w obronie Polski, to i tak nic się nie stanie, ponieważ Wehrmacht jest tak potężny, że nie ma siły, aby ktokolwiek mógł go pokonać i nawet gdyby po stronie Wojska Polskiego wystąpiła Armia Czerwona niewiele to zmieni i mówił do generałów "Panowie, niczym się nie przejmujcie, naszym zadaniem jest całkowite zniszczenie Polski bez względu na wojnę na Zachodzie. To jest nasze priorytetowe zadanie i cel główny, jaki postawił przed nami fuhrer". Oczywiście nie było to do końca prawdą. Gdyby bowiem Francuzi i Brytyjczycy ruszyli pełną siłą na Zachodzie, Niemcy musieliby ulec i choć Halder buńczucznie twierdził, że nie wycofa z frontu wschodniego nawet jednej dywizji, co najwyżej lotnictwo aby totalnie zniszczyć Paryż i Londyn, to jednak były to w tym momencie już zwykłe przechwałki. Bez kozery jednak dodam że świadomość wielkiej wojny powietrznej i zniszczenia Londynu w 1939 czy w 1940 r naprawdę paraliżowała Winstona Churchilla, a w roku 1939 zarówno lotnictwo brytyjskie jak i francuskie znacznie ustępowało niemieckiemu)

Wiedziano jednak że do walki stanie też Francja. Dla Paryża - niezależnie od tego, kto w nim rządził i jakie miał sympatie - opuszczenie Rzeczypospolitej byłoby niezgodne z francuską racją stanu. Nie tylko doprowadziłoby do sytuacji bezpośredniego zagrożenia bezpieczeństwa Republiki, ale oznaczałoby degrengoladę polityczną, utratę statusu mocarstwa i izolację polityczną: skoro bowiem Francja nie pomaga Polsce - swojemu najbliższemu sojusznikowi, nie jest godnym zaufania partnerem. Wszyscy zatem alianci i sympatycy Paryża na Bałkanach i nad Bałtykiem zmieniliby swoje układy sojusznicze. Sojusz polsko-francuski został wzmocniony deklaracją premiera Wielkiej Brytanii z 31 marca 1939 roku. Nevil Chamberlain ogłosił, że rząd Jego Królewskiej Mości udzieli Polsce poparcia, jeśli jej niepodległości będzie zagrożona (wyjazd ministra spraw zagranicznych Rzeczpospolitej Józefa Becka 3 kwietnia w tej sprawie na rozmowy do Londynu spowodował, że Hitler jeszcze tego samego dnia podpisał "Fall Weiss" {"Biały Plan"} plan wojny z Polską. Oczywiście plan ten był dopracowywany do sierpnia 1939 r. choć jego najważniejsze zręby gotowe były już w lipcu). Wkrótce - 6 kwietnia - jednostronna deklaracja została przekształcona w obustronne zobowiązania (Halder twierdził jednak że nie ma szans aby Brytyjczycy mogli w jakikolwiek sposób przyjść Polsce z pomocą i mogą tylko patrzeć, jak Wehrmacht niszczy nasz kraj). Miało to wymiar nie tyle symboliczny - Polska przestawała być wasalem Wielkiej Brytanii, stając się jej partnerem - ale przede wszystkim wymiar praktyczny, bo oba państwa zaczął wiązać faktyczny sojusz. 13 kwietnia do porozumienia dołączyła także Francja. Niemcy uznali takie posunięcie za niezgodne z polsko-niemiecką deklaracją o niestosowaniu przemocy: 28 kwietnia Adolf Hitler ogłosił przed Reichstagiem, że podejmując takie decyzje, rząd Rzeczypospolitej własnoręcznie anulował układ z 1934 roku, więc także Niemcy nie będą go przestrzegać. Nakazał także Wehrmachtowi - jeszcze 3 kwietnia - przygotowania do agresji na Polskę.




Szef Oberkommando der Wehrmacht Wilhelm Keitel wydał wówczas polecenie, zgodnie z którym przygotowania do operacji przeciwko Polsce należało prowadzić tak, aby mogła ona rozpocząć się "w każdej chwili, poczynając od 1 września". Nie oznaczało to bynajmniej wojny - przestrzegano, żeby w stosunkach z Polską unikać zatargów (Hitler w latach 1934-1938 wymuszał wręcz na Niemcach utrzymywanie dobrych stosunków z Polską. Było to do pewnego stopnia niekonsekwentne, a jednocześnie Hitler miał wiele takich dziwnych planów, które na poziomie taktycznym mówiły co innego i na poziomie strategicznym co innego. Na poziomie taktycznym sojusz z Polską dla Niemiec był możliwy do pewnego stopnia - tym stopniem był rodzaj podporządkowania Rzeczypospolitej polityce Berlina. Natomiast na poziomie strategicznym istnienie Polski było całkowicie nie do zaakceptowania dla Niemiec hitlerowskich. Swoją drogą zdarzały się też takie pomysły niemieckich generałów już po zakończeniu wojny w roku 1945, że Hitler popełnił błąd atakując Polskę. Twierdzili bowiem że powinien zostawić Polskę jako podporządkowany Berlinowi bufor, przed atakiem ze strony Związku Sowieckiego. Problem polegał tylko na tym, że Polska nie zamierzała stać się niemieckim wasalem, podobnie zresztą jak i sowieckim, czy choćby francuskim. Dlatego też Hitler zmienił swoje plany które początkowo skierowane były na Zachód. Ale jakikolwiek sojusz polsko-niemiecki w tamtym czasie wymierzone chociażby tylko w sam związek sowiecki był nie do pomyślenia, gdyż na dłuższą metę była to polityka dla nas zabójcza. I to zarówno w przypadku niemieckiego zwycięstwa nad Związkiem Sowieckim, jak i w przypadku niemieckiej klęski. W pierwszym wypadku istnieje Polski stałoby się niepotrzebne Berlinowi po zdobyciu Moskwy i dojściu do Uralu. W drugim przypadku zaś albo stalibyśmy się sowiecką republiką, albo też - nawet jeśli ów czarny scenariusz nie doszedłby do skutku, w co wątpię - to bylibyśmy dzisiaj księstwem warszawskim z granicami w zasadzie niewiele różniącymi się od tamtych). Jednocześnie wyznaczono termin 1 maja, do którego to dnia należało mu przedstawić "plany poszczególnych rodzajów sił zbrojnych i uwagi dotyczące tabeli czynności". Oznaczało to w praktyce, że w sprzyjających okolicznościach atak na Polskę możliwy był do przeprowadzenia już po 1 maja 1939 roku.

"Sprzyjające okoliczności" pojawiły się dopiero w sierpniu 1939, a atak wyznaczono na 26 tego miesiąca. Po czym odwołano go, gdy okoliczności stały się mniej sprzyjające (25 sierpnia podpisano w Londynie polsko-niemiecki traktat o wzajemnej pomocy). Czy możliwa była jeszcze wcześniejsza agresja Niemiec na Polskę?...




CDN.

środa, 18 grudnia 2024

NA LUZIE... - 3

 POLITYCZNE MEMY



DZIŚ ZNÓW NA LUZIE, PORCJA KILKU POLITYCZNYCH MEMÓW ZWIĄZANA Z OBECNYMI WYDARZENIAMI PRZED MAJOWYMI WYBORAMI PREZYDENCKIMI W NASZYM KRAJU (ZASŁUGUJĄ ONE NA ODDZIELNY KOMENTARZ, ALE OBECNIE TAK BARDZO BRAKUJE MI NA TO CZASU) ⏳


PIJCIE POLSKIE WINA - RAFAŁ BĄŻUR! 😆



NIE MA TO JAK POJEŹDZIĆ SOBIE METREM O PORANKU 
NA KILKA MIESIĘCY PRZED WYBORAMI 😙





ZMIEŃ PRACĘ, WEŹ KREDYT I UWAŻAJ NA 
SZYBKO WBIEGAJĄCE NA ULICE ZAKONNICE W CIĄŻY 🤭



DWA PAJACE SIĘ SPOTKAŁY, 
JEDEN DUŻY, DRUGI MAŁY 🤔



😄



TĘCZOWY RAFAŁ I JEGO PROGRAM DLA POLAKÓW



DZIĘKUJĘ, NIE SKORZYSTAM. 
WOLĘ BARWY BIAŁO-CZERWONE



ZAPOMNIAŁBYM O NAJWAŻNIEJSZYM



😉



I WRESZCIE



DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ




A NA ZAKOŃCZENIE JESZCZE TA PEREŁKA



wtorek, 17 grudnia 2024

W CIENIU ANTYKU - Cz. I

CZYLI TEKSTY I DOKUMENTY STAROŻYTNOŚCI

(JAK RÓWNIEŻ WCZESNEGO ŚREDNIOWIECZA) 

O KTÓRYCH DZIŚ JUŻ (PRAWIE) NIKT NIE PAMIĘTA






Ponieważ tak szalenie brakuje mi czasu aby zająć się tematami, którymi chciałbym się zająć, postanowiłem dzisiaj rozpocząć nowy cykl tematyczny o starożytnych tekstach i dokumentach, obrazujących jednocześnie nie tylko ówczesną rzeczywistość polityczną, ale przede wszystkim życie zwykłych ludzi (bo to wydaje mi się być najbardziej interesujące). W tej serii zamierzam przedstawić zarówno prywatne modlitwy jakie wznoszono do bogów (a które zostały spisane, bo inaczej byśmy o nich nie wiedzieli), jak również wczesne modlitwy chrześcijańskie, a także testamenty, prywatne listy, umowy o pracę, rozwody, śluby, transakcje handlowe (w tym sprzedaż i kupno niewolników) itd. itp. Zebrałem przez lata tego pokaźną liczbę (oczywiście w podpisach a czasem kserówkach, ale jednak). Ponieważ jednak przez dłuższy czas się nimi nie interesowałem (i leżały gdzieś tam zakurzone), a ponieważ ostatnio je odnalazłem (niektóre w niezbyt dobrym stanie, na wpół podarte i zniszczone), to pomyślałem sobie że aby pamięć o nich nie zaginęła (Oczywiście są to tylko odpisy, ale w końcu kiedyś poświęcałem czas żeby je zdobyć) to je tutaj (przynajmniej niektóre) zamieszczę. Zbierałem te dokumenty do celu jaki zamierzam wypełnić (jeśli się oczywiście uda, bo niestety sprawy zawodowe wymagają ode mnie obecnie zbyt wiele czasu, znacznie więcej niż byłem sobie tego życzył 😉) napisania Wielkiej Historii Antycznej Grecji i Starożytnego Rzymu (o czym wspominałem już kilka lat temu). Praca ta miała jednak polegać na zdobywaniu informacji nie tylko tych oczywistych, ogólnie dostępnych, ale również tych mniej znanych, na przykład prowincjonalnych inskrypcji, dokonań lokalnych namiestników rzymskich, a także życia społeczności prowincji, która była dosyć odległa od dziejów nobilitas i cezarów, władających najpierw z Rzymu, potem z Rawenny a w końcu i z Konstantynopola. Uważam bowiem że historia ludowa, bezpośrednio dotykająca ludzi jest znacznie ciekawsza niż historia polityczna, wielkich wojen, władców, wodzów i bitew. Dlatego też (kierując się właśnie taką myślą) postanowiłem rozpocząć tę serię. Zacznijmy więc może dosyć niestandardowo... od modlitw i próśb do bogów/Boga (ponieważ jednak te dokumenty są już dosyć stare, częściowo zniszczone i nieposegregowane - a nie chce mi się tego czynić - dlatego nie miejcie do mnie pretensji, że czasami będę się z pewnymi kwestiami powtarzał, w zależności od tego, co wpadnie mi w rękę 😊)



PROŚBY I PYTANIA DO WYROCZNI





(I wiek - EGIPT)


"O Panie mój, Serapisie Heliosie, dobroczyńco. 
Powiedz, czy wypada, aby Fanias, mój syn i jego żona, nie zgadzali się teraz ze mną, jego ojcem, lecz sprzeciwiali się mi i nie zawierali umowy. 
Powiedz mi to szczerze. Żegnaj!"


Nie wiadomo czego dotyczyła ta prośba, wiadomo tylko że autor odnosił się do Serapisa-Heliosa, czyli bóstwa powstałego po objęciu królewskiej władzy w Egipcie przez grecką dynastię Ptolemeuszy/Lagidów z połączenia dwóch bogów: świętego bóstwa Egipcjan Ozyrysa i świętego byka Apisa. Serapis miał w swych zamierzeniach połączyć zarówno autochtonów (czyli Egipcjan), jak i napływową elitę rządzącą (czyli Macedończyków i Greków). Po raz pierwszy miano sprowadzić jego wizerunek do Aleksandrii w roku 285 p.n.e. po tym, jak pierwszy władca Egiptu z rodu Lagidów - Ptolemeusz I Sorter ("Zbawca") czyli Πτολεμαίος Ι Σωτήρ, miał sen. Tacyt twierdzi, że stary już wówczas król (ponad 80-letni), władający Egiptem od 323 r. p.n.e. pierwotnie jako satrapa, a od 305 r. p.n.e. jako król, ujrzał we śnie olbrzymiego "młodzieńca o niezwykłej urodzie", który polecił mu aby wysłał do Pontu swoich ludzi, którzy mieli stamtąd sprowadzić jego posąg. Twierdził, że jeśli to uczyni, to miasto w którym znajdzie się ów posąg będzie wielkie i sławne, a on stanie się potężnym władcą, po tych słowach młodzieniec miał ulecieć ku niebu w oparach ognia. Będący pod ogromnym wrażeniem owego snu król, najpierw wezwał egipskich kapłanów którzy trudnili się przepowiadaniem znaczenia snów i interpretacją przyszłości, ale oni niestety nie wiedzieli nawet gdzie leży Pont i jak tam się udać. Ptolemeusz wezwał więc do siebie nadwornego Greka (w końcu jego dwór głównie składał się z Greków, przecież on sam również pochodził z Hellady, był bowiem synem Lagosa -  szlachcica z Eordaji. Kiedyś już pisałem o tym fenomenie który wówczas dopadł Greków, a mianowicie o tym, że różnica pomiędzy jednym a drugim pokoleniem po podbojach Aleksandra zmieniła całkowicie wyobrażenie ich świata. O ile Lagos za swoją ojkumene uważał swoje rodzinne polis i być może sąsiednie, jego zaś ojciec zapewne jedynie samą Eordaję, o tyle już dla młodego Ptolemeusza, ojkumene to był świat ciągnący się znad brzegów Indusu do źródeł Nilu i Hellespontu. I to był grecki świat - co bardzo ważne. Rewolucyjna zmiana mentalna w ciągu jednego zaledwie pokolenia), a konkretnie Ateńczyka o imieniu Tymoteusz (który był jednym z kapłanów bogini Demeter w Eleusis i oczywiście wtajemniczony był w misteria). Zasięgnął on informacji od kupców którzy podróżowali na północ i dowiedział się że w Poncie znajduje się miasto o nazwie Synopa, w której jest świątynia Zeusa -Pana Dolnego Świata (w odróżnieniu od Zeusa - Władcy Niebios). A w świątyni tej znajdowała się również postać kobieca bogini Persefony - siostry Apollina. Ta informacja spowodowała, że król Ptolemeusz początkowo stracił ochotę aby ściągać do Aleksandrii posąg boga ukazanego we śnie, (tym bardziej że sam do końca nie wiedział jaki to ma być posąg). 






Ostatecznie jednak powrócił do tej sprawy (Tacyt twierdzi że pod wpływem kolejnego proroczego snu) i wysłał posłów oraz dary dla władcy Synopy - Scydrotemisa, aby pozwolił wywieźć stamtąd wizerunek boga. Wcześniej posłowie udali się do Delf, gdzie w tamtejszej wyroczni Apollina uzyskali potwierdzenie celu swojej podróży i nakaz sprowadzenia "wizerunku mojego ojca, ale zostawienia wizerunku mojej siostry" - jak miał rzec sam bóg. Po przybyciu na dwór do Synopy, posłowie złożyli Scydrotemisowi propozycję wydania posągu, wzmacniając ją nie tylko bogatymi darami dla króla, ale również nakazem samego boga Apolla. Scydrotemis się przestraszył. Nie chciał bowiem występować przeciwko bożemu nakazowi, a jednocześnie musiał uwzględnić liczne protesty, jakie wówczas odbywały się w Synopie, gdzie lud kategorycznie nie godził się na wydanie wizerunku swego boga. Groziło to swoistym buntem społecznym i detronizacją króla, jeśli ten pominął by wolę swego ludu, dlatego też odmówił wydania posągu boga. Minęły jednak 3 lata, podczas których Ptolemeusz nie dawał za wygraną, zwiększając liczbę poselstwa, statków, oraz darów dla władcy Synopy. Dodatkowo króla i jego dzieci dopadły różne choroby, co miało być karą bożą za odmowę wydania posągu. Lud jednak odmawiał wydania wizerunku boga, zgromadził się licznie pod jego świątynią i śpiewając pieśni, nie pozwolił wejść tam żołnierzom króla. Tacyt twierdzi że wówczas miało miejsce jakieś nadprzyrodzone zdarzenie i na firmamencie nieba miała się ukazać postać młodzieńca, który zstępuje z nieba. Wywołało to przerażenie wśród ludności Synopy, co doprowadziło ostatecznie do wydania posągu posłom Ptolemeusza i zawiezienia go do Aleksandrii. Tyle sama przepowiednia (którą przedstawił Tacyt), ale również on twierdzi, że nawet jeśli sprowadzono posąg Serapisa za rządów Ptolemeusza Sotera do Egiptu, to umieszczono go najprawdopodobniej nie w Aleksandrii, ale w Memfis. I dopiero wnuk Sotera - Ptolemeusz III Euergetes ("Dobroczyńca") sprowadził posąg do Aleksandrii w roku 221 p.n.e., gdzie w dzielnicy Rakotis wzniósł mu wspaniałą świątynię (którą dzielił Serapis wraz z boginią Izydą).





(II wiek - prawdopodobnie EGIPT)


"Do Zeusa Heliosa, wielkiego Serapisa i jego boskich towarzyszy.
Nike pyta, czy jest dla mnie korzystne kupić od Tasarapiony jej niewolnika Sarapiona, zwanego również Gaionem. 
Proszę, udziel mi odpowiedzi"




W tym przypadku mamy do czynienia z pytaniem zadanym wyroczni Serapisa prawdopodobnie w Egipcie, chociaż należy pamiętać że w tym czasie świątyń Serapisa w Imperium Rzymskich powstało bardzo wiele, jednak ze względu na fakt, iż tekst został pierwotnie napisany po grecku, należy uznać, iż został on sporządzony albo w Aleksandrii albo w Antiochii, bo to były dwa główne centra kultu tego boga w greckiej części Imperium Rzymskiego (czyli po prostu na Wschodzie). Autorką zapytania skierowanego do boga jest niejaka Nike, która pragnie kupić niewolnika od kobiety imieniem Tasarapiona, tylko nie wie czy jej się to opłaci (imię Sarapion jest męskim odpowiednikiem imienia Tasarapiona, dlatego też dalej Nike dodaje, iż pierwotnie zwał on się Gaion).





(ok. 300 r.) 
(Lista nie związanych ze sobą pytań do nieznanej wyroczni)


  1. "Czy otrzymam dodatek?" (pieniężny?)
  2. "Czy mam pozostać tam, dokąd idę?"
  3. "Czy zostanę sprzedany?"
  4. "Czy mogę czerpać korzyści z mego przyjaciela?"
  5. "Czy mam się pojednać z moimi dziećmi?"
  6. "Czy dostanę bezpłatny urlop?"
  7. "Czy odzyskam moje pieniądze?"
  8. "Czy potrafię zrealizować to, co mam na myśli?"
  9. "Czy mam zostać senatorem?"
  10. "Czy mam się rozwieść z moją żoną?"
  11. "Czy zostałem otruty?"



ŚWIĄTYNIA APOLLONA W DELFACH
(Obraz wygenerowany przez sztuczną inteligencję) 



MODLITWY


(ok. 300 r.
(Tekst grecki)


"(Brak tekstu) Amulet zwycięstwa dla Sarapamona, syna Apoloniusza (brak tekstu) Daj zwycięstwo i bezpieczeństwo na torze wyścigowym i wśród tłumu wspomnianemu Sarapamonowi, w imieniu Sulikusesusa"



(Koniec V wieku)
(Tekst grecki)


"O Boże Wszechmogący, Święty, Prawdziwy, Dobrotliwy, Stworzycielu, Ojcze naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa objaw mi swoją prawdę, czy jest Twoją wolą, abym poszedł do Chioud (?). Czy znajdę Cię tam pomagającego mi i łaskawego?
Niech się stanie wola Twoja! Amen"



(VI wiek)
(Tekst grecki)


"Boże naszego patrona, świętego Filoksenosa (w tym miejscu brak tekstu, a powinno się zapewne tutaj znaleźć słowo "powiedz") czy pozwolisz nam zabrać Anoupa do Twojego szpitala?
Okaż swoją moc, a ta prośba się spełni!"



NA DZISIAJ TYLE 🤔


CDN.

niedziela, 15 grudnia 2024

WOKÓŁ AKTU 5 LISTOPADA - Cz. III

CZYLI JAK NIEMCY CHCIELI SOBIE 

STWORZYĆ "SWOJĄ" POLSKĘ?





RZECZYWISTOŚCI
KRÓLESTWA POLSKIEGO 
PIERWSZE LATA
"ALEKSANDER BŁOGOSŁAWIONY"
(1815-1820)
Cz. II



"KTO POWIEDZIAŁ ŻE MOSKALE 
SĄ TO BRACIA NAS LECHITÓW,
TEMU PIERWSZY W ŁEB WYPALĘ
PRZED KOŚCIOŁEM KARMELITÓW" 






DZIECI ROKU 1812 
Cz. II


 Do inwazji na Rosję w roku 1812 Cesarz Napoleon zgromadził armię liczącą łącznie 672 000 żołnierzy (z czego w samej inwazji wzięło udział ok. 612 000). Najbardziej liczny był oczywiście korpus francuski, liczący 355 000 żołnierzy, zaraz po nich było Wojsko Polskie liczące łącznie ponad 100 000 żołnierzy (83 000 żołnierzy podzielonych pomiędzy różne pułki Wielkiej Armii, oraz 20 000 bezpośrednio wcielonych do Armii Francuskiej). Trzeba też powiedzieć że co prawda wielkość żołnierza była imponująca (bodajże największa jaka do tej pory została zgromadzona w Europie), ale jej jakość pozostawiała wiele do życzenia. Cesarz Napoleon popełnił tutaj wiele błędów i już sam fakt że złamał wcześniej wyznawaną przez siebie zasadę, jakoby "100 marnych żołnierzy było gorszych od 20 żołnierzy bitnych i chętnych do walki", to również poza oparciem we własnych siłach zbrojnych i w Wojsku Polskim, realnie nie miał sojuszników w tej wojnie. Co prawda wiódł ze sobą armię "20 języków" (20 narodów) a byli tam Francuzi, Polacy, Austriacy, Prusacy, Hiszpanie, Portugalczycy, Węgrzy, Belgowie, Sasi, Neapolitańczycy, Lombardowie, Bawarowie, Westfalczycy i wiele innych ludów, to jednak realnie na sukcesie tej operacji wojennej zależało tylko Polakom i Francuzom. Kwestia ilości nad jakością to jest jeden poważny błąd Napoleona w tej batalii z Aleksandrem -  crem Rosji, kolejnym było pozostawienie nie rozwiązanego drugiego frontu w Europie, jakim była Hiszpania. Tam sytuacja rzeczywiście wymykała się spod kontroli i jeżeli Napoleon zdawał sobie sprawę że najpierw musi rozwiązać kwestię Rosji, aby ostatecznie rozprawić się z Hiszpanią i wspierającymi ją Brytyjczykami, to musiał przede wszystkim zakończyć toczącą się tam wojnę - bez względu na warunki, nawet wycofując się z tego kraju. Tam bowiem stacjonowało dodatkowych 300 000 Francuzów (w tym 20 000 Polaków), którzy mieli doskonałe doświadczenie wojenne nabyte w walkach za Pirenejami i byliby bardzo potrzebni w kampanii rosyjskiej. Ale to nie koniec błędów cesarza. Minister spraw zagranicznych i późniejszy kanclerz Austrii - Klemens von Metternich chwalił się potem w swych pamiętnikach, że Napoleon wyjawił mu w Dreźnie swój plan wojny z Rosją, a brzmiał on następująco: "Przekroczę Niemen, zajmę Mińsk i Smoleńsk i tam się zatrzymam, fortyfikując te miasta. W Wilnie utworzę swój sztab i zajmę się organizowaniem Litwy. Jeśli Aleksander nie przyjdzie wówczas do mnie z propozycją pokoju, to posunę się dalej w roku 1813 i będę równie ostrożny jak rok wcześniej". Nawet jeżeli uznamy że pamiętniki Metternicha są naciągane (jak plandeka na żuku 😉) ze względu na fakt, iż stara się on tam często uwypuklić swoją własną rolę (nie ma bowiem pewności czy rzeczywiście Napoleon zwierzał się Metternichowi w Dreźnie), to dokładnie taką samą koncepcję przedstawił Cesarz w rozmowie z gen. Jean'em Rapp'em w Gdańsku 7 czerwca 1812 r. (co tamten odnotował). Była to bardzo rozsądna koncepcja wojny i sądzę że w dużej mierze wychodziła ona z kręgów polskich (najprawdopodobniej od samego księcia Józefa Poniatowskiego "Peppiego", lub kogoś z jego otoczenia). A sprowadzała się ona po prostu do odcięcia Litwy i Ukrainy od Rosji, przygotowania tych ziem i przyłączenia ich do odrodzonej Rzeczpospolitej a także dokonania ta mobilizacji i "poczekania" na przyjście Moskali, którzy w żadnym wypadku nie mogli pozwolić sobie na utratę tych terenów. Wówczas Aleksander mógł nawet uciec na Kamczatkę (jak się odgrażał że ma dokąd się wycofać), nic by mu to nie dało, skoro Rzeczypospolita by się odrodziła a Rosja zostałaby zepchnięta w azjatyckie stepy. Niestety Napoleon nie wdrożył tej zasady w życie w czasie kampanii roku 1812 co było powodem Jego klęski.




Sztab Cesarza mieścił się w litewskiej nadniemeńskiej miejscowości Wyłkowyszki, gdzie 22 czerwca wydał On odezwę o rozpoczęciu "Drugiej wojny polskiej" i tym samym wypowiedział Cesarstwu Rosyjskiemu wojnę (potem datę tę - jako symboliczną - przyjął Hitler do ataku na Związek Sowiecki). Car Aleksander zaś ustanowił sztab w Wilnie na Antokolu, gdzie przebywał tuż przed inwazją i gdzie po prostu lubił przyjeżdżać (mówił bowiem że w Wilnie organizowane są ponoć najlepsze imprezy). Rosja oczywiście też poczyniła ogromne przygotowania wojenne, zmobilizowano jakieś 650 000 żołnierzy (choć większość z nich nie stała przy samej granicy, a jedynie 250 000 było rozlokowanych na kierunku ataku Wielkiej Armii). Przygotowania jakie poczyniono po stronie francuskiej były imponujące, chociaż potem okazało się że tak naprawdę potrzeby znacznie przewyższały osiągnięte cele (dało się potem odczuć szczególnie brak chirurgów i lekarzy, którzy udzielaliby rannym pierwszej pomocy, a także szwankowała aprowizacja co było oczywiste przy takim wydłużeniu linii komunikacyjnych w sytuacji marszu na Moskwę. Dlaczego bowiem Hitler nie zdobył Moskwy w grudniu 1941 r. ponieważ jednostki niemieckie które dotarły na przedpola Moskwy w większości docierały tam bez czołgów i broni ciężkiej, czołgi były bowiem z tyłu, aprowizacja była z tyłu praktycznie wszystko było z tyłu - łącznie z zimowymi mundurami dla żołnierzy Wehrmachtu, które stały na peronach Warszawy 🥳 - co było potrzebne żołnierzowi na pierwszej linii frontu, ale to temat na zupełnie inną serię). Napoleon oczywiście nie próżnował, wstawał już o 2:00 w nocy (a kładł się ok. 23:00), doglądając pozycji i objeżdżając swoje jednostki. Właśnie 23 czerwca o 2:00 nad ranem (jeszcze nim jednostki Wielkiej Armii przekroczyły Niemen) Napoleonowi przydarzyła się dziwna przygoda, która została odebrana jako złowróżbny znak. Otóż objeżdżając swoje oddziały (w polskim mundurze, co symbolicznie pokazywało znaczenie owej wojny o odrodzenie Rzeczypospolitej) nagle przed jego konia wpadł zając, a koń się wystraszył i zrzucił Cesarza ze swego grzbietu. Ktoś wówczas rzekł (nie wiadomo kto?): "Zły to znak. Rzymianin cofnąłby się". W nocy z 23 na 24 czerwca Wielka Armia rozpoczęła forsowanie Niemna, a pierwszymi którzy przekroczyli tę rzekę, byli saperzy, którzy zbudowali trzy mosty na tej rzece. Świtało już, ale mrok jeszcze trzymał ziemię w swej mocy, gdy do stanowisk saperskich podjechał moskiewski jeździec, młody Kozak, który zapytał: "Kto idzie?", padła odpowiedź "Francuzi!", "Czego chcecie, po co przekroczyliście granicę?" - zapytał, "Chcemy się z wami bić, by oswobodzić Polskę", po usłyszeniu tych słów smagnął konia batem i pogalopował w kierunku lasu pod osłoną trwających jeszcze ciemności, mimo posyłanych w jego stronę kul. Tak rozpoczęła się "Druga wojna polska".




Wybuch wojny z Rosją został powitany entuzjastycznie w Warszawie. Tłumy wyległy na ulice, wszędzie było widać białe orły, śpiewano pieśni patriotyczne (w tym Mazurka Dąbrowskiego). Ludzie cieszyli się że wreszcie nastąpi odrodzenie i połączenie z rodakami, którzy wciąż pozostają pod moskiewskim batem. 26 czerwca zebrał się w Warszawie sejm nadzwyczajny, który miał stać się z Sejmem odrodzeniowym. Na jego marszałka wybrano sędziwego już 77-letniego Adama Kazimierza Czartoryskiego, zasłużoną postać z czasów przedrozbiorowej Rzeczpospolitej. Był był to też swoisty ukłon w kierunku familii Czartoryskich, która w swych dziejach miała zarówno pozytywne przykłady pracy dla Ojczyzny, jak i negatywne odcienie zdrady narodowej. Wszystkim ukazała się doniosłość chwili (nawet samemu księciu Józefowi Poniatowskiemu który raczej nie należał do osób łatwo ulegającym nastrojom ulicy), wszyscy wyczekiwali odrodzenia dawnej Rzeczpospolitej, twierdząc otwarcie że zwołany Sejm jest ostatnim sejmem Księstwa Warszawskiego. Ale również i po drugiej stronie granicy car kokietował miejscowych Rzeczpospolitan w Wielkim Księstwie Litewskim (wówczas nieistniejącym pod moskiewskim zaborem), deklarując że również pragnie odrodzenia Polski pod własnym berłem. Doszło nawet do tego, że Michał Ogiński i Ksawery Drucki-Lubecki przygotowywali projekty autonomicznego Wielkiego Księstwa, które z czasem miało być wydzielone z Rosji i połączone z resztą ziem polskich w granicach z... 1772 r. Wszystko oficjalnie za wiedzą oraz aprobatą cara (sprawa była poważna, gdyż dwór berliński realnie obawiał się włączenia Księstwa Warszawskiego do Rosji, a raczej koronowania się cara Aleksandra na króla odrodzonej Polski sprzymierzonej z Rosją i Fryderyk Wilhelm III również zaczął w tym czasie twierdzić, że odrodzenie Polski jest niezbędne i że on również się widzi jako przyszły król tego Państwa. Jako ciekawostkę dodam tylko, że 30 000 korpus jaki Napoleon polecił wystawić Prusom na wojnę z Rosją, spotkał się z masowymi protestami wśród wielu pruskich oficerów; wielu z nich zdezerterowało lub poprosiło o zgodę na opuszczenie wojska. Inni jak choćby Carl von Clausewitz przeszli na służbę Moskali). Co ciekawe, projekt odrodzenia Polski (w jakiejkolwiek formie, nawet w formie kadłubowej, takiej jakim było Księstwo Warszawskie) mocno nie spodobał się ówczesnej moskiewskiej elicie politycznej i intelektualnej. Na jej czele zaś stanął niejaki Michaił Karamzin. Ten sentymentalny autor "Biednej Lizy" i "Listów podróżnika rosyjskiego" w tym czasie przybrał pozę prawdziwego rosyjskiego nacjonalisty. Karamzin chwalił bowiem potęgę Imperium Rosyjskiego, którego granice biegną od "kamczackich lodów, do pięknych Newy brzegów". Stawiał Aleksandrowi za wzór jego babkę, carycę Katarzynę, która potrafiła rozszerzać granice Rosji. Natomiast co się tyczy odrodzenia Polski to Karamzin twierdził, że Rosja w rozbiorach odebrała po prostu to, co jej się należało z kraju anarchii, "tyraństwie i samowoli dumnych wielmożów" (mam wrażenie jakbym słuchał Piotra Napierałę -  chyba tamten też się uczył od najlepszych mistrzów rosyjskiego samodzierżawia, chociaż sam przedstawia się jako "leberał". Mimo wszystko wolę Karamzina, mam bowiem alergię do rodzimych ojkofobów).

Karamzin w tamtym czasie twierdził że koszmar powraca, gdyż jeszcze w 1802 r. (czyli 10 lat wcześniej) mógł całą pewnością pisać iż Polska ostatecznie przepadła na wieki: "Nikt nie żałuje Polski, najbogatsze jej kraje przypadły Rosji. (...) Nie ma Polski, ale buntowniczy i nieszczęśliwi jej mieszkańcy, utraciwszy swe imię, znaleźli pokój pod władzą sprzymierzonych mocarstw". Teraz zaś plany cara odrodzenia Polski były dla niego czymś nie do zaakceptowania. Jeszcze przed wybuchem wojny, w roku 1811 Karamzin przedstawił carowi swój memoriał "O starej i nowej Rosji" w którym pisał otwarcie: "Niech cudzoziemcy potępiają rozbiory Polski; my wzięliśmy swoje!" Jako nadworny historiograf Aleksandra, nie wahał się często pouczać cara że źle uczynił w Tylży w 1807 r. godząc się na powstanie Księstwa Warszawskiego i tym samym otwierając "puszkę Pandory" którą zdawało się na wieczność zamknęła jego babka: "Niezbędnym warunkiem dla naszego bezpieczeństwa jest, (...) aby Polska nie istniała w jakiejkolwiek formie, ani pod jakąkolwiek nazwą. Bezpieczeństwo własne jest najwyższym prawem w polityce: lepiej byłoby się zgodzić, żeby Napoleon zdobył Śląsk, sam Berlin, aniżeli uznać Księstwo Warszawskie". A tymczasem 28 czerwca Sejm Księstwa Warszawskiego zawiązał Konfederację Generalną Królestwa Polskiego, która miała być pierwszym krokiem do restytucji dawnej Rzeczpospolitej. Z tym że ta odrodzona Polska miała być znacznie inna niż tamta, w której tak chroniczną niemożnością było wystawienie większej liczby wojska. Teraz, tak liczna armia Księstwa Warszawskiego - wsparta jeszcze poborami z Litwy i Rusi - miała doprowadzić Rzeczpospolitą do potęgi, jaką nie śniła się przodkom. Z frontu zaś dochodziły same dobre informacje, już w południe 24 czerwca Napoleon wkroczył do Kowna, 28 czerwca zajęto Wilno, 30 czerwca korpus Hieronima Bonaparte wkroczył do Grodna, a wojska rosyjskie na całej długości frontu były w odwrocie. W rosyjskim sztabie też trwał spór o to jaką taktykę podjąć. Gen. Piotr Bagration i skupieni wokół niego oficerowie rosyjscy postulowali zatrzymanie Napoleona i stoczenie wielkiej bitwy na granicy, aby nie dopuścić obcych wojsk w głąb "Świętej Rusi", natomiast oficerowie pochodzenia zagranicznego skupieni wokół głównodowodzącego gen. Barclay de Tolly uważali że należy wciągnąć Napoleona w głąb Rosji. Car Aleksander też tak uważał, dlatego też utrzymał de Tolly na stanowisku głównodowodzącego armią.


BARCLAY DE TOLLY 



Cesarz Napoleon podzielił swoją armię na trzy grupy: lewoskrzydłą - którą dowodził osobiście, centralną - której dowództwo powierzył Eugeniuszowi Beauharnais (synowi swojej pierwszej żony Józefiny), oraz prawoskrzydłą dowodzoną przez Hieronima Bonaparte (w jej skład wchodził 35 000 korpus pod dowództwem księcia Józefa Poniatowskiego). O ile Eugeniusz był dosyć dobrym dowódcą, o tyle Hieronim to kompletny dyletant, który głównie sprawdzał się w organizowaniu orgietek seksualnych i na tym powinien poprzestać. Tymczasem 1 lipca Napoleon powołał w Wilnie Rząd Tymczasowy Litewski, który miał organizować nową polską administrację na terenach Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wpuszczenie Francuzów i Polaków (nie licząc oczywiście innych narodowości Wielkiej Armii - które tak naprawdę nie powinny wziąć udziału w tej wojnie, ponieważ były tylko kulą u nogi i dobrze by było gdyby Cesarz poprzestał na francusko-polskim kontyngencie, wniósłby tym samym więcej jakości do niepotrzebnej ilości wojska, która nic nie dawała, natomiast pochłaniała ogromne ilości mięsa, chleba i jarzyn - których tak bardzo brakowało) spotkało się ze sporym niezadowoleniem rosyjskich kół rządowych, które opowiadały się za powstrzymaniem marszu Francuzów w głąb "Świętej Rusi" (i właśnie na to liczył Napoleon oraz Poniatowski, a gdyby Bagration stanął na czele armii rosyjskiej, to Napoleon zniszczyłby ją już na początku kampanii i byłoby po wojnie, nawet jeśli car wystawiłby kolejną armię). Aleksander nawet pisał: "Z początku spodziewam się niepowodzeń, lecz to mnie nie zniechęca. Cofając się stworzę pustynię między armią Napoleona a moją, zabiorę ze sobą mężczyzn, kobiety, dzieci, bydło - wszystko!" Tymczasem 4 lipca jeden z najbliższych przyjaciół i współpracowników cara Aleksandra - książę Adam Jerzy Czartoryski złożył dymisję na jego ręce i udał się na "urlop" do swego majątku w galicyjskiej Sieniawie. Był on co prawda zwolennikiem odrodzenia Polski pod berłem Aleksandra, ale w zmieniającej się sytuacji geopolitycznej, gdy to właśnie pod berłem Napoleona mogła powstać wielka Rzeczpospolita odrodzona, wolał -  przynajmniej na razie - wycofać się do swojej samotni. Jeszcze w czerwcu pisywał do niego minister skarbu Księstwa Warszawskiego - Tadeusz Matuszewicz tymi oto słowy: "Gdzie ojczyzna sama jawnie i głośno woła, tam wszelkie osobiste lub prywatne bądź względy, bądź związki, bądź delikatności ustać i zamilczeć muszą. (...) Nie będzie tu miejsca wybierać między taką Polską lub inną, między tym lub drugim cesarzem, sama ojczyzna wezwie, zostanie jedynie być na ten głos powolnym lub głuchym". Czartoryski odpowiadał Matuszewiczowi że jego orientacja do opcji napoleońskiej jest tylko kwestią czasu, ale jednak nadal pozostawał bierny, oczekując ostatecznego rozstrzygnięcia tej kampanii. Ostatecznie pozostał przy Aleksandrze. 

Napoleon 28 czerwca wkraczał do Wilna niczym wyzwoliciel, witany entuzjastycznie przez mieszkańców miasta: "Nasz wjazd do miasta był triumfalny, ulice były pełne ludzi; wszystkie okna ozdabiały damy, przejawiające żywiołowy entuzjazm" - jak pisał jeden z polskich oficerów Napoleona (nazwiska niestety nie odnalazłem). W defiladzie która poprzedzała zajęcie miasta, jako pierwsi i ostatni kroczyli Polacy. W Katedrze wileńskiej dokonano symbolicznego ponownego zjednoczenia Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego, łącząc ze sobą białego Orła i litewską Pogoń. Nastrój był niezwykle podniosły i jak pisał Mickiewicz: "O wiosno! kto cię widział w tenczas w naszym kraju, pamiętna wiosno wojny, wiosno urodzaju (nie na darmo zostało to tutaj wpisane, gdyż zima 1811/1812 była zimą głodową na większych obszarach Europy, głównie we Francji, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech częściowo w państwach niemieckich, w Polsce, na Litwie i w Rosji, natomiast wiosna roku 1812 była piękna i niezwykle bogata w zboża) obfita we zdarzenia, nadzieją brzemienna! Ja ciebie dotąd widzę piękna maro senna! Urodzony w niewoli, okuty w powiciu, ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu". Natomiast niechęć elit rosyjskich (których reprezentantem był właśnie Michaił Karamzin) do kwestii Niepodległości Polski, uwidoczniła się powtarzanym po roku 1831 wierszyku autorstwa Rajnolda Suchodolskiego, który brzmiał następująco: "Kto powiedział że Moskale są to bracia nas Lechitów, temu pierwszy w łeb wypalę przed kościołem karmelitów" (i tutaj też nie ma przypadków, bowiem Kościół karmelitów na Pradze był świadkiem zbrodni, jakich dopuścili się Moskale podczas rzezi Pragi w roku 1794, gdy mordowano mężczyzn kobiety i dzieci).




CDN.

czwartek, 12 grudnia 2024

O RETY KABARETY! - Cz. XXVIII

 ŚLĄSKO FALA 😉

Cz. I



DZIŚ "SZTEFA" ZE ŚLĄSKA



KABARET ZDOLNI I SKROMNI 


"ŚLĄSKA RANDKA W CIEMNO"


1:50 - "Powiedz od jak dawna szukasz miłości?"

"Od kiedy matka mi fucy: masz 30 lat na karku jesteś staro ema, nie mosz chopa" 🤭

2:30 - "Panowie, na początek dwa zdania o sobie, zacznijmy od kandydata numer jeden"

"Mom na imię Darek, je żech biznesmenem, mam żonę i trójkę dzieci (...) Ona nie wie żech tu jest (...) 😄. Widzę że ty też masz takie fajne poczucie humoru, jak moja kochanka" 😂

4:00 - "Sorry, ja żech się dupnął, wczoraj żech był na castingu do tego programu "Magia nagości". Ale mnie nie wybrała, ty, zaczęła marudzić "co to ma być za Polok, takie małe" 🤣. Moja wina że tam było zima".

7:40 - "Pytanie do kandydata numer dwa. Jaki żeś w swoim życiu odniósł największy sukces?"

"Największy sukces to mistrzostwo Europy w boksie"

"To musisz być niezły paker!?"

"Nie, ja to bez treningu, wystarczyło się za babę przebrać" 😂

9:20 - "Jakie jest twoje największe, ukryte marzenie łóżkowe? I pierwszy niech odpowie kandydat numer dwa"

"W sumie to mam takie jedno marzenie, że chciołbym być w trójkącie. Znaczy ja już raz miął, ale teraz chciołbym żeby była chociaż jedna baba" 😭

10:15 - "dobra, to ten trzeci niech też coś wymamle, jak już musi"

"Ja mam takie jedno marzenie, żebyś się złożyła w literę "O", ja bym się wtedy złożył w literę "I" i wspólnie ruchami posuwisto-zwrotnymi sprowokowalibyśmy łóżko do skomentowania naszej przyjemności. "io", "io" 😉

12:25 - "Co to ma być, miały być same ciacha, a jest jeden wafel i dwa zakalce" 🥳




DOBREJ NOCY

wtorek, 10 grudnia 2024

ZAPRZAŃSTWO JAKICH MAŁO! - Cz. XVI

CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO 
MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI





POWSTANIE i WOJNA 
Cz. XVI





 Po sukcesie pierwszego starcia bitwy pod Beresteczkiem, odniesionego 28 czerwca 1651 r., dnia następnego Kozacy i Tatarzy wystawili do bitwy ok. 35 000 żołnierzy. Kozacy stanęli na swoim prawym skrzydle (tuż przy rzeczce Plaszówce), Tatarzy na lewym. Do walki ustawili się również Polacy. Na prawym skrzydle dowodził Potocki wespół z Lanckorońskim, na lewym Wiśniowiecki wraz z Kalinowskim, w centrum (głównie artyleria, piechota i tabory) sam król Jan II Kazimierz. Z tego co przed bitwą powtarzał Chmielnicki, Polacy mieli być wystraszeni i zrezygnowani, niechętni do walki i wystarczyło tylko pokazać się ze swymi wojskami aby szybko uciekli, tak jak to miało miejsce pod Piławcami. Ale wojsko jakie było pod Beresteczkiem było zupełnie inne, niż to spod Piławiec. Co prawda w obozie pod Sokalem powoli wdzierała się już anarchia w żołnierskie szeregi (ze względu na braki w zaopatrzeniu, a przede wszystkim paszy dla koni), co powodowało nawet utarczki pomiędzy poszczególnymi regimentami (np. Polacy pojedynkowali się z Niemcami). Ale wartość żołnierza spod Beresteczka pokazał jeden fakt, a mianowicie gdy po opuszczeniu Sokala, pod Stojanowem gruchnęła fałszywa wiadomość że Tatarzy są nieopodal, a wśród dowódców wybuchła panika (której uległ nawet sam król), wojsko samo (bez rozkazu dowódców) ustawiło się w formacje bojowe, nie ulegając najmniejszemu nawet rozprzężeniu. Jak pisał Jakub Michałowski: "Był to widok pocieszający, jak wojsko zostające pod niesprawnymi wodzami, nie straciwszy swej wojennej tradycji samo, bez dowódców i rozkazów, w największym porządku w szyk bojowy się ustawiło. Śmieszna było patrzeć na konfuzję i pomieszanie wodzów, a zwłaszcza samego króla, który widząc, że Tatarów nie widać, zamiast pochwalić żołnierzy za sprawność i ochotę, klął brzydko na wszystkich dookoła". Jeszcze długo potem, gdy tylko ktoś przypomniał królowi tę sytuację, ten potrafił wpaść w gniew, czując się upokorzony tym, że tak łatwo wówczas uległ panice.




Tak więc gdy 29 czerwca polskie formacje wyszły przed obóz naprzeciwko oddziałów kozacko-tatarskich, dobrze przyjrzał się im chan Islam Girej III i rzekł w stronę kozackich wodzów: "Pijanymi oczami patrzał wasz Chmiel na Polaków; jeśli wytrzeźwiał teraz, to niech idzie przodem wybierać miód tym pszczołom. Zobaczymy czy mają żądła". Początkowo Kozakom udało się (bez walki) opanować jeden z trzech brodów na Plaszówce, zbudowany wcześniej przez podjazd Koniecpolskiego (o czym pisałem w poprzedniej części). Ale pomimo niewielkich starć od rana (które kończyły się zwycięstwem strony polskiej), prawdziwy atak nastąpił około południa. Kozacy (wsparci posiłkami tatarskimi) uderzyli na lewe skrzydło polskie, którym dowodził hetman polny Kalinowski. Na przedzie szła jazda, za nią pospolite ruszenie, ale Kozakom udało się zmusić Kalinowskiego do odwrotu i cofnąć go aż pod szańce polskiego obozu. W tym momencie przybył mu z odsieczą, dowodzący piechotą, wojewoda podolski - Stanisław Rewera Potocki, który zmusił Kozaków do wycofania się. Po niepowodzeniu na lewym skrzydle ruszyli teraz Kozacy na centrum, którym dowodził osobiście król. Kilka celnych strzałów zgromadzonej tam artylerii i broni palnej, również zmusiło ich do odwrotu (tym bardziej że z lewej flanki ruszyły na nich oddziały księcia Jaremy Wiśniowieckiego). Wreszcie na prawe skrzydło polskie ruszyli Tatarzy, ale stojące tam oddziały jazdy polskiej, dowodzone przez Stefana Czarnieckiego, Jerzego Lubomirskiego, Kazimierza Sapiehy i Bogusława Radziwiłła, poradziły sobie z nimi koncertowo. Tatarzy rzucili się do ucieczki, pozostawiając na polu bitwy setki poległych. Ogromną stratą dla Tatarów była śmierć w tej bitwie samego Tuhaj-Beja - ulubionego wodza samego chana Islam Gireja i jednego z największych przywódców Tatarów krymskich, którego ściął w walce na szable Marek Sobieski. Niestety wielu polskim wodzom widok uciekających Tatarów odebrał jasność myślenia. Zapomnieli oni że przecież Tatarzy najlepiej sobie radzą podczas ucieczki, a jeśli nie idzie za tym skoordynowany atak (jak choćby atak husarii), tylko pojedyncze wyskoki poszczególnych żołnierzy, to trzeba się liczyć z ofiarami takiej głupoty. I tak właśnie się stało. W brawurowym, acz z samobójczym ataku na uciekających Tatarów zginęli wówczas (w sposób niezwykle głupi trzeba przyznać) m.in. starosta lubelski - Jerzy Ossoliński (młody chłopak, który przed atakiem chwalił się że przyniesie głowę samego chana), kasztelan halicki - Kazanowski (dobry żołnierz, szkoda że zginął tak głupio), podkomorzy Stadnicki i wielu, wielu innych.

Drugi dzień bitwy - choć nieprzyjacielski trup ścielił się gęsto, przyniósł również znaczne ofiary po stronie polskiej i trudno jasno stwierdzić kto wygrał to starcie. Teoretycznie ani Kozacy ani Tatarzy nie przełamali pozycji polskich, mało tego ponieśli znaczne straty próbując to uczynić, ale jednocześnie zdobyli licznych jeńców, w tym samego Jana Sobieskiego (brata pogromcy Tuhaj-Beja i przyszłego króla Rzeczypospolitej, pod którym zabito konia i ranny dostał się do niewoli. Wiadomo jest, że w roku 1665 Jan Sobieski poślubił Marię Kazimierę d'Arquien - jedną z francuzek przybyłych do Polski w orszaku królowej Ludwiki Marii Gonzagi, małżonki Jana II Kazimierza. Ale niewiele osób wie, że ten zakochany później w swojej żonie mężczyzna i sławny wódz, hetman a później król, przed ślubem z Marią utrzymywał w swoich dobrach prawdziwy harem, złożony z kobiet różnej narodowości - głównie sprowadzanych specjalnie dla niego Ormianek i Czerkiesek. Ponoć utrzymywanie takich haremów wśród synów magnatów i bogatych szlachciców wcale w Rzeczpospolitej nie należało do rzadkości, brali bowiem przykład z sułtanów tureckich, chanów tatarskich, a nawet carów rosyjskich i ich poddanych. W każdym razie po ślubie z Marią Kazimierą kazała ona swemu małżonkowi, aby ten pozbył się kobiet które tam zebrał. Sobieski uwolnił je i wyposażył, a niektóre wydał za mąż). W ręce Kozaków wpadła również chorągiew hetmana wielkiego koronnego a na placu boju poległo ok. 300 polskich żołnierzy i choć straty Kozaków i Tatarów były znacznie większe, to jednak w polskich szeregach wkradało się zmęczenie a nawet pewne objawy zniechęcenia dalszą walką. Mimo to, gdy Kozacy i Tatarzy po południu tego samego dnia ruszyli raz jeszcze pewni sukcesu, nastroje w szeregach polskich nie były już tak optymistyczne, jak wcześniej, chociaż tamci ponownie zostali odparci.




Ale również w obozie kozacko-tatarskim nastroje były minorowe. Gdy do chana podjechał Chmielnicki, ten był tak wkurzony niekompetencją atamana, że jawnie zagroził iż zwiążę go i odda Janowi Kazimierzowi, gdyż Tatarzy nie przyszli tutaj aby ginąć w przegranej bitwie, ale po to, by zdobyć jasyr i wielkie łupy. Chmielnicki gwarantował że łupy będą, że Polacy są słabi, że wystarczy tylko na nich ruszyć, a się "rozpierzchną niczym kurczęta", natomiast on stracił już w tej walce dwóch swoich wielkich wodzów: Tuhaj-beja i swego kuzyna Mehmed Gereja, a Polacy nadal nie zostali pokonani. Chmielnicki przekonywał że ostateczny cios zostanie zadany dnia następnego i wtedy sukces będzie pełny. Kozacy przez całą noc spiętrzali że sobą swoje wozy, łącząc je w w zbite umocnienia przeciwdziałające szarżom konnicy. W polskim obozie w nocy również zebrano się na naradę, podczas której uzgodniono, że nie ma sensu dalej prowadzić bitwy obronnej, gdyż przy braku jednolitego dowództwa (a bez wątpienia tak było w polskim obozie) w każdej chwili nieprzyjaciel może przerwać szyk i doprowadzić do katastrofy. Król zaproponował więc szybkie zakończenie bitwy działaniami wyprzedzającymi i zmasowanymi atakami jazdy. Większość młodych oficerów poparła plan króla (głównie Czarnecki, Przyjemski, Houwaldt i Bogusław Radziwiłł - późniejszy zdrajca). Postanowiono wprowadzić szyk holenderski, czyli ustawić armię w szachownicę (naprzemiennie piechota i jazda). Król chciał ustawić w ten sposób wojsko już nocą, ale postanowiono dać żołnierzom nieco wytchnąć i uformować szyki dopiero rankiem. Jan Kazimierz polecił również zniszczenie wszystkich wcześniej zbudowanych mostów na Styrze -  które były w polskich rękach - aby nikogo nie zachęcać do ewentualnej ucieczki z pola bitwy. Jeszcze przed świtem wojsko ustawiło się do boju zgodnie z poleceniem króla, a ponieważ panowała wówczas gęsta mgła, tak więc nieprzyjaciel nie widział dokładnie co dzieje się w polskim obozie. Gdy w końcu mgła opadła, mogli oni ujrzeć ustawioną w centrum artylerię dowodzoną przez gen. Zygmunta Przyjemskiego, osłanianą przez dragonów Ludwika Weyhera i Mikołaja Korrfa. Dalej stały oddziały piechoty niemieckiej Bogusława Radziwiłła i Krzysztofa Houwaldta, a za nimi przyboczna gwardia królewska. W drugiej linii stało na przemian po osiem chorągwi rajtarii i piechoty oraz trzy chorągwie husarskie (wśród których znajdował się sam król). W trzeciej zaś linii gwardia królewska, rajtarzy i jako rezerwa pospolite ruszenie.

Prawym skrzydłem dowodzić miał hetman wielki koronny Mikołaj Potocki, który jednak był już mocno niedysponowany, więc realne dowództwo prawego skrzydła objął wojewoda bracławski Stanisław Lanckoroński (Potocki podczas narady miał sprzeciwić się planom taktyki królewskiej, a nawet wyciągnął sztylet i twierdził że jeśli król dopnie swego, to on pchnie się tym sztyletem. Już rankiem był mocno wstawiony, tak że ledwo co siedział na koniu, więc powtarzała się sytuacja spod Korsunia 1648 i dobrze że to nie on realnie dowodził prawym skrzydłem). W skład wojsk prawego skrzydła wchodziły chorągwie jazdy chorążego wielkiego koronnego Aleksandra Koniecpolskiego, wojewody Stanisława Lanckorońskiego, Mikołaja Potockiego i podkanclerzego litewskiego Kazimierza Leona Sapiehy. Lewym skrzydłem armii polskiej dowodził oficjalnie hetman polny koronny Marcin Kalinowski, a realnie Jarema Wiśniowiecki. W skład tego zgrupowania wchodziły również chorągwie Stanisława Rewery Potockiego, księcia Zasławskiego, wojewody brzeskiego Jana Szymona Szczawińskiego i Jana Zamoyskiego. Rezerwę stanowiło pospolite ruszenie z województw krakowskiego i sandomierskiego. Naprzeciwko formacji polskich stanęło 60 000 jazdy kozacko-tatarskiej, za którymi ustawiła się piechota. Na prawym skrzydle stali Kozacy, na lewym Tatarzy. Nastroje wśród żołnierzy obwoisk nieco się zmieniły, a mianowicie tatarom odechciało się walczyć widząc formacje polskie, natomiast w polskim obozie nastroje znacznie się poprawiły, gdy gruchnęła wiadomość że ponoć na niebie ukazał się święty Michał z mieczem w dłoni, który otwarcie groził chanowi. Najpierw Tatarzy a potem Kozacy starali się sprowokować Polaków do walk na przedpolu, ale król pod karą śmierci zabronił wychodzenia z szeregów i podejmowania owych wyzwań. Od rana zaś trwał ostrzał artyleryjski. Szczególnie skuteczne były armaty Przyjemskiego, które tak mocno raziły szeregi nieprzyjaciela, że powoli się on wykruszał, stojąc bezczynnie. 




Tak minęło całe południe i dopiero ok. godziny 15:00 król zezwolił Wiśniowieckiemu na atak na pozycję kozackie. Ruszył on na czele dwunastu chorągwi, wspartych przez jazdę województw krakowskiego, sandomierskiego, łęczyckiego i sieradzkiego (razem jakieś 2000 żołnierzy). Jazda kozacka również ruszyła, ale w starciu z polską kawalerią nie miała szans i zaczęła się cofać. Tatarzy ruszyli na pomoc swoim sojusznikom i uderzyli na oddziały Wiśniowieckiego z prawej flanki, zmuszając je do zatrzymania się. Król wysłał na pomoc Wiśniowieckiemu pospolite ruszenie, ale ono również zostało otoczone przez siły Nuradyna. Jednak ten manewr pozwolił wojskom Wiśniowieckiego przegrupować się i uderzyć tym razem na Tatarów od tyłu, co szybko złamało ich szeregi i zmusiło do ucieczki razem z kozacką jazdą. Wszyscy oni schronili się w ufortyfikowanym przez wozy taborowe (spięte łańcuchami) obozie tatarskim, ale impet z jakim prowadził atak Wiśniowiecki, pozwolił zerwać trzy szeregi owych wozów i wedrzeć się do środka. Ale żeby zdobyć obóz trzeba było rozbić 10 linii spiętych ze sobą wozów, co bez piechoty było niemożliwe. Zresztą oddziały Wiśniowieckiego natychmiast zostały zaatakowane przez walczących z furią Tatarów, próbujących odciągnąć go od taborów, co poskutkowało tym, że musiał on się wycofać przy znacznych stratach (jedna z jego chorągwi została wybita całkowicie). Tymczasem w centrum nadal trwał ostrzał artyleryjski, a kule armatnie latały bardzo blisko pozycji samego króla. Jedna upadła tak blisko, że król dostał nawet lekkiej kontuzji stopy, a druga musnęła jego twarz wręcz o parę centymetrów. Natomiast polskie działa również biły w obóz chana i to tak blisko, że zabity jednego z doradców, który stał przy samym chanie. Na prawym zaś polskim skrzydle doszło wówczas do prawdziwego kryzysu, gdy Lanckoroński odmówił wykonania polecenia króla, uderzenia na pozycje kozackie, argumentując to tym, że Kozacy na pewno przygotowali tam zasadzki, które mogą zakończyć się rozbiciem nie tylko całej flanki, ale również całej armii. Nie pomogły nawet królewskie groźby kary śmierci za niewykonanie polecenia, Lanckoroński odmówił ataku i jedynie pułk Koniecpolskiego starł się z Kozakami którzy próbowali zajść prawą flankę od tyłu, szybko ich neutralizując. Trudno powiedzieć czy decyzja Lanckorońskiego wpłynęła na wynik bitwy, czy nie, bo przecież gdyby wykonał on królewski rozkaz, to otworzyłby znaczną lukę dla Tatarów, którzy mogliby uderzyć na centrum wojsk polskich, doprowadzając realnie do katastrofy całą armię. Pytanie tylko czy Tatarzy byliby na to zdolni w sytuacji ataku Lanckorońskiego. Wydaje się że nie, chociaż oczywiście pewności nigdy nie ma, być może jakiś oddział tatarski by uderzył, ale kto wie, czy realnie doprowadziłby do rozprzężenia w polskich szeregach?

Ostrzał artyleryjski pozycji tatarskich wciąż trwał, a jeden z armatnich odłamków zranił w nogę samego chana. Gdy zaś armatnia kula urwała głowę kałdze Krym Girejowi (najwyższemu zaraz po chanie dostojnikowi Chanatu) chan stracił wszelką ochotę do walki. Ściemniało się już, gdy Islam Girej zarządził całkowity odwrót swoich wojsk i to tak szybko, że jak pisał potem kanclerz wielki litewski Albrycht Stanisław Radziwiłł: "Cały ten olbrzymi tłum barbarzyńców zwrócił się wtedy do ucieczki, tak że nasza jazda, kiedy owi barbarzyńcy pędzili w popłochu, ledwie mogła zetrzeć się wręcz". Tymczasem Kozacy na prawej swojej flance przeszli do obrony, chowając się za linią spiętych łańcuchami wozów. Gdy zaś Chmielnicki (który również był mocno wypity, ale w tym momencie bodajże odzyskał sprawność myślenia) ujrzał uciekającego chana, powierzył dowództwo swemu pułkownikowi Filonowi Dziadziale, a sam (w towarzystwie tylko pięciu Kozaków) ruszył aby zatrzymać Tatarów. Ponoć miał go zaklinać, by wrócił, gdyż bitwę można jeszcze wygrać, ale tamten mocno nim zawiedziony kazał go spętać i zabrał ze sobą (istnieje też wersja - rozpowiadana potem przez Albrychta Radziwiłła, że Chmielnicki widząc klęskę swojej armii, poprosił chana aby zabrał go ze sobą i tym samym ocalił mu życie przed zarówno Polakami, jak i samymi Kozakami. Ci bowiem, póki zwyciężał uważali go za swego wodza i mogli nosić na rękach, ale dla przegranych nie mieli litości). W każdym razie chan uwięził Chmielnickiego i zabrał go ze sobą (po dwóch tygodniach wypuścił go jednak ze swej niewoli. Nie wiadomo tylko czy Chmielnicki wykupił się z niej, czy też chan uczynił to wspaniałomyślnie, obawiając się gniewu sułtana Mehmeda IV, który uważał Chmielnickiego za swego poddanego). Bitwa dla Tatarów i Kozaków była więc przegrana. Widząc ucieczkę Tatarów i porwanie Chmielnickiego, jazda kozacka rozbiegła się, próbując ocalić życie. Większość starała się przeprawić przez rzekę Plaszówkę, ale były tam liczne bagna i wielu z nich w nich potonęło wraz z końmi. Tylko kozacka piechota nadal się broniła, zamknięta za umocnieniami z wozów taborowych. Obóz ten został otoczony przez całą polską armię (ruszył również Lanckoroński, teraz, gdy już wiedział że bitwa jest wygrana). Kozacy znaleźli się teraz w tragicznym położeniu, gdyż co prawda wozy taborowe chroniły przed ciosami szabel, a także kulami broni palnej i armatniej, ale bagnisty teren rzeki Plaszówki na którym znajdował się tabor i zgromadzonych tam kilkadziesiąt tysięcy ludzi, był jednocześnie śmiertelną pułapką. Jak długo mogli bowiem wytrzymać bez wody i bez jedzenia. Było więc oczywiste, że jeżeli nie wyrwą się z tej matni, to zginą, tak, czy inaczej.




Żeby rozerwać te formacje taborowe należało sprowadzić ciężkie działa, których na polu bitwy pod Beresteczkiem nie było i już następnego dnia po bitwie (1 lipca) król wysłał zaprzęgi aby je sprowadzić ze Lwowa, Zamościa i Brodów. Pomimo że Jan Kazimierz zabronił jakichkolwiek akcji wzięcia taboru szturmem, Wiśniowiecki w dniu 2 lipca postanowił właśnie tego dokonać, lecz został odparty. Tego samego dnia pod wieczór wyjść z obozu postanowili sami Kozacy, zdając sobie doskonale sprawę że jest on puszką Pandory, której oni sami zostali zamknięci. Próba ta została jednak powstrzymana i zmuszono ich do powrotu do obozu. Próbowali dnia następnego (3 lipca) około południa, również bezskutecznie. Dowództwo nad Kozakami przyjął wówczas Iwan Bohun, gdyż Filon Dziadziala nie był w stanie sprostać temu zadaniu. Postanowiono podjąć próbę nocną (z 3 na 4 lipca), zakończyła się ona sporymi stratami wśród Kozaków i ponownie była nieudana (trudno było bowiem przeprowadzić kilkadziesiąt tysięcy osób w miarę niepostrzeżenie i skutecznie). Gdy Polacy zaczęli robić podkopy (aby umieścić tam materiały wybuchowe), starszyzna kozacka doszła do wniosku że należy pertraktować. W obozie bowiem znajdowali się nie tylko mężczyźni, była też duża liczba kobiet wspierających Kozaków. Pomysł pertraktacji spotkał się z wielkim niezadowoleniem wśród czerni kozackiej, która doskonale zdawała sobie sprawę, że nawet jeśli starszyzna jakimś trafem wykupi się od kary, to oni na pewno dadzą swoje karki - jak zawsze bywało wcześniej w historii. Jednak sytuacja pogarszała się z każdym dniem, a nawet z każdą godziną. Wysłani z obozu po prowiant i wodę nie wrócili (złapali ich Polacy, albo sami uciekli). Sprawa była więc oczywista, trzeba podjąć rokowania. Wysłano więc do króla posłów (6 lipca), którzy mieli poznać warunki kapitulacji. Przede wszystkim król żądał wydania Chmielnickiego, co przekonało Kozaków że Polacy nie wiedzą, iż tego nie ma już w obozie. Postanowili grać na zwłokę i  tak jak w filmie "Patriota" z Melem Gibsonem, ubrali w strój Chmielnickiego stracha na wróble, który miał udawać ich wodza. Tymczasem w polskim obozie rozmyślano co uczynić z buntownikami, którzy lada chwila mieli wpaść w polskie ręce. Większość twierdziła że czerń należy ukarać bardzo surowo, natomiast starszyźnie odpuścić pod karą śmierci w przypadku ponownego buntu, ale byli też i tacy którzy twierdzili że wszystkich należy ukarać śmiercią i tym samym rozwiązać problem kozacki raz na zawsze.




Ostatecznie 7 lipca (po tygodniu od odniesionego zwycięstwa) zdecydowano że wydani mają zostać Chmielnicki i Iwan Wyhowski (uznani za głównych sprawców buntu z roku 1648). Stronie polskiej ma zostać wydana wszelka broń (nie tylko ta, znajdująca się teraz w taborze, ale również wszelka broń jaką posiadali Kozacy na całej Ukrainie). Ugoda zborowska (1649) traciła wszelką ważność, nowy skład rejestru kozackiego miał określić przyszły Sejm, nowego zaś atamana kozaków rejestrowych zamierzał wskazać król. Nim jednak zostanie określony przyszły rejestr, przez ten czas miała obowiązywać zasada ugody kurukowskiej z 1625 r. ograniczająca rejestr do zaledwie 6000 głów. Kozacy mieli dać odpowiedź w ciągu dwóch godzin, ale ten termin nie został dotrzymany. Nocą z 7 na 8 lipca coraz bardziej rozgoryczona starszyzna kozacka starała się wymyślić sposób, jak tu przekonać króla i senatorów do zachowania przynajmniej najważniejszych zapisów ugody zborowieckiej (szczególnie zaś tych, dotyczących rejestru). Nazajutrz przybyło poselstwo które stwierdziło że... Nie wydadzą ani broni, ani też nie zgadzają się na zmniejszenie rejestru i optują przy zachowaniu zapisów ugody zborowieckiej, natomiast co się tyczy Chmielnickiego i wyhowskiego to gotowi są ich wydać królowi (jako tych którzy ich zwiedli), ale niestety nie ma ich w obozie. Deklarują jednak że nie spoczną póki ich nie znajdą i w królewskie ręce nie oddadzą, a szukać ich będą nawet na Krymie. Z Tatarami przyrzekali się już nie łączyć sojuszem, a także zezwalali wszystkim panom na powrót do ich włości, tylko bez "chorągwi" (czyli prywatnych pocztów) jako że tak zapisano w ugodzie zborowieckiej. Król w gniewie wypędził ich ze swego obozu, zabraniając powracać dopóty, dopóki nie zgodzą się na jego warunki.




Tymczasem w kozackim obozie nastroje pogarszały się coraz bardziej. Nie ufano już żadnemu z pułkowników, nawet Bohunowi, gdyż żaden nie miał autorytetu Chmielnickiego. Każda próba wzmocnienia wałów taborowych, każda próba pozyskania prowiantu, była traktowana jako ucieczka i wstrzymywana przez czerń. Wreszcie 10 lipca, gdy Bohun zamierzał przyjrzeć się umocnieniom od strony rzeki Plaszówki, w obozie kozackim wybuchła tak wielka wrzawa, że część Kozaków zaczęła zrywać łańcuchy którymi połączone były wozy taborowe (natomiast co się tyczy umocnień od strony Plaszówki, to pozostający jako zakładnik w polskim obozie niejaki Krysa -który sam chciał zostać, gdyż zamierzał przyłączyć się do Polaków - poradził królowi że należy przede wszystkim zniszczyć brod na rzece Plaszówka, zbudować groble na tej rzece co spowoduje zalanie taborów, a także opanować północną stronę Plaszówki, na co król przystał, ale nim doszło do realizacji tych zadań, nastąpiły wyżej wspomniane incydenty. Natomiast za swoją postawę Krysa w 1652 r. został nobilitowany przez Sejm). Gdy Polacy zorientowali się co się dzieje, szybko przez wyłom w obozie wpadła tam nasza jazda która zgotowała Kozakom prawdziwą rzecz, tnąc wszystkich szablami jak popadnie. Tego dnia zginęło jakieś 10 000 Kozaków, reszta rzuciła się na bagna, topiąc się w nich i tracąc życie. Tych zaś, którzy próbowali schronić się w szuwarach, tropiły również nocą polskie oddziały, dla nikogo nie mając litości. W zdobytym obozie przejęto wszystkie kozackie sztandary (ofiarowane wcześniej przez królów polskich), a także żywność, odzież, zwierzęta, dzwony, broń, pieniądze (dwie skrzynie z 30 000 talarów) etc. etc. Polskie ręce wpadł również oryginał umowy zborowskiej, listy Chmielnickiego pisane do sułtana, chana i księcia siedmiogrodzkiego, a także dwa wozy załadowane perskimi dywanami. Łącznie w tej bitwie poległo jakieś 30 000 Kozaków, kilkanaście tysięcy Tatarów, i (jak twierdzą polskie źródła) 500 Polaków, co wydaje się nieprawdopodobne. Najprawdopodobniej straty polskie wynosiły jakieś 1500 do 2000 żołnierzy. W każdym razie zwycięstwo było całkowite i król postanowił ruszyć teraz do Krzemieńca i dalej na Ukrainę.


CDN.