Łączna liczba wyświetleń

środa, 20 września 2017

NIEZWYCIĘŻENI

NIC DODAĆ, NIC UJĄĆ

ŚWIETNA ANIMACJA UKAZUJĄCA

POLSKĘ I POLAKÓW PODCZAS 

II WOJNY ŚWIATOWEJ




Instytut Pamięci Narodowej, wraz ze studiem Fish Ladder / Platige Image i firmą Juice stworzyli kolejny świetny animowany klip o walce Polaków podczas II Wojny Światowej. W zasadzie ten krótki, zaledwie czterominutowy trailer, ukazuje w niezwykle mocny sposób (choć znacznie okrojony) zmagania Polaków i nasze dzieje od 1 września 1939 do upadku komunizmu w 1989 r. Pięćdziesiąt lat niewoli pod niemiecko-nazistowskim i rosyjsko-komunistycznym jarzmem, nie zabiło w nas woli walki, co szczególnie dobitnie widać w przypadku młodego pokolenia, które coraz częściej utożsamia się z tamtym okresem walki i niewoli, a jednocześnie nie ma żadnych kompleksów odnośnie Zachodu, jakie jeszcze kilkanaście lat temu posiadali ich rodzice. Młodzi ludzie coraz częściej uświadamiają sobie, że pamięć naszych dziejów to kluczowe lepiszcze narodowej świadomości. Koszulki lub naszywki z logiem Białego Orła, Żołnierzami Wyklętymi, Husarią, zwycięstwami polskiego oręża od średniowiecza po czasy współczesne, a także z hasłami takimi jak: "Śmierć wrogom Ojczyzny", być może mogą kogoś jeszcze drażnić, ale od tego już (według mnie) nie ma odwrotu. 

Młodzież bowiem jasno zdefiniowała że zamiast "wartości" dzisiejszego Zachodu (homoseksualizm, gender, feminizm, marksizm kulturowy i wszelkiego typu dewiacje) czy Wschodu (rodzimi piewcy Mateczki Rossij i wszystkiego co stamtąd idzie. Swoją drogą Jabłonowski wciąż nie przestaje mnie rozśmieszać. Tak sobie czasem myślę, czy ten człowiek jest naprawdę tak głupi, czy też po prostu udaje i zwraca się do ludzi z którzy nie posiadają wiedzy i z których ma nadzieję właśnie głupców uczynić? W ostatnim bowiem filmiku rozbawił mnie do łez, gdy zaczął opowiadać jak to dobry car dał Polakom Królestwo Kongresowe w 1815 r. zaś zły i głupi książę Józef Poniatowski, do końca wierny bandyckiemu Napoleonowi, poświęcił swe życie w walce o przegraną sprawę. He-he, doprawdy trudno mi było słuchać tych głupot bez dużej dawki śmiechu, bo jakim trzeba być pół mózgiem twierdząc że car "dał" Polakom Kongresówkę na piękne oczy? Panie Jabłonowski, ja sądzę że pan jako człowiek inteligentny wie że Królestwo Polskie, zwane Kongresowym z lat 1815-1830 było możliwe właśnie dzięki poświęceniu takich ludzi jak książę Poniatowski i dzięki temu że ten zły i podstępny Napoleon, ofiarował Polakom własne państwo, a potem dążył do jego rozszerzenia kosztem Rosji. Bowiem bez tej nieprawdopodobnej przygody, jaką żołnierze polscy, pozbawieni własnej państwowości, pełnili u boku Cesarza od 1797 r.  nigdy nie powstałoby żadne Królestwo Kongresowe, bo niby po co miałoby powstać. To właśnie przelana krew i zwycięskie boje żołnierzy polskich Cesarza Napoleona Wielkiego o tym zadecydowały. Oj maładiec, maładiec Jabłonowski, nie wiesz że przedawkowanie rusofilizmu grozi tępotą lub innymi powikłaniami umysłowymi?). Młodzież wybiera Polskę i nasze wartości i naszą historię. 

Zresztą nie czynią tak tylko młodzi Polacy, również wielu cudzoziemców odkrywa niezwykłe bogactwo naszych dziejów, przyznając jednocześnie że mało który naród wycierpiał tyle co Polacy. A mimo to się nie poddaliśmy i nigdy się nie poddamy, "Bo my nie błagamy o Wolność, my o nią walczymy".

ZAPRASZAM WIĘC DO OBEJRZENIA FILMIKU

"NIEZWYCIĘŻENI"

(W POLSKIEJ I ANGIELSKIEJ WERSJI JĘZYKOWEJ)


POLSKA WERSJA
(MIROSŁAW ZBROJEWICZ)



ANGIELSKA WERSJA
(SEAN BEAN)




POLACY WALCZYLI OD POCZĄTKU DO KOŃCA PRZECIWKO HITLEROWSKIM NIEMCOM I KOMUNISTYCZNEJ ROSJI - 
I ZWYCIĘŻYLIŚMY. TO MY ZŁAMALIŚMY SZYFRY ENIGMY, MY PIERWSI POWIADOMILIŚMY WOLNY ŚWIAT O HOLOKAUŚCIE ŻYDÓW. MY PRZEKAZALIŚMY DOKŁADNE INFORMACJE O BRONI V1 i V2. MY OBRONILIŚMY ANGIELSKIE NIEBO PRZED NIEMIECKIM LOTNICTWEM. ZDOBYLIŚMY MONTE CASSINO I ZWYCIĘŻALIŚMY W WIELU INNYCH BITWACH II WOJNY ŚWIATOWEJ. STWORZYLIŚMY PIERWSZE W DZIEJACH PAŃSTWO PODZIEMNE, POSIADAJĄCE WŁASNE STRUKTURY, ARMIĘ I ADMINISTRACJĘ, TO NA NAS CHCIELI SIĘ WZOROWAĆ NIEMCY U KRESU WOJNY. POWSTANIE WARSZAWSKIE BYŁO NAJWIĘKSZYM POWSTANIEM MIEJSKIM II WOJNY. WRESZCIE TO NAS MORDOWALI NIEMCY I ROSJANIE NA POTĘGĘ, BYLIŚMY DRUGĄ, NAJBARDZIEJ PO ŻYDACH PRZEŚLADOWANĄ NACJĄ TEJ WOJNY.

A MIMO TO PRZETRWALIŚMY! I DZIŚ JAKO NIELICZNI (WRAZ Z WĘGRAMI) SPRZECIWIAMY SIĘ OBOWIĄZKOWYM RELOKACJOM tzw.: "UCHODŹCÓW" JAKIMI ZAMIERZA NAS OBDAROWAĆ UNIA EUROPEJSKA, KTÓRA JUŻ NAWET NIE UKRYWA ŻE STAJE SIĘ FORMĄ NOWEGO MARKSISTOWSKIEGO UCISKU. 

ALE POLSKA WTEDY SIĘ NIE PODDAŁA I TERAZ TEŻ NIE ULEGNIE, BO MY:

"NIE BŁAGAMY O WOLNOŚĆ, MY O NIĄ WALCZYMY"


A OTO RELACJA AUSTRALIJCZYKÓW (JEDEN Z NICH MA POLSKIE KORZENIE) NA FILM "NIEZWYCIĘŻENI"



niedziela, 17 września 2017

IDEE i IDEOLOGIE - Cz. I

CZYLI TO, 

CO MA OGROMNY WPŁYW 

NA NASZE ŻYCIE, 

CHOĆ CZĘSTO W OGÓLE 

NIE ZDAJEMY SOBIE Z TEGO SPRAWY


W tym temacie pragnę zaprezentować listę najważniejszych ideologii, które miały (lub mogły mieć) niebagatelny wpływ na ludzkie życie. Zależy mi bowiem na uwypukleniu poszczególnych niuansów i wytłumaczeniu różnic które były chociażby w samym marksizmie, pomiędzy np. komunizmem leninowskim, komunizmem trockistowskim, komunizmem habermasowskim, nazizmem, faszyzmem, radykalnym feminizmem, genderyzmem (sami widzicie jak wiele odnóg stworzyła jedna tylko ideologia marksistowska), jak również pomiędzy wieloma innymi ideami (tak politycznymi, jak i gospodarczymi), które stanowiły (lub stanowią) składową część wielu organizmów państwowych i ponadpaństwowych. Któż na przykład zdaje sobie sprawę, że potworne zbrodnie Czerwonych Khmerów w Kambodży, narodziły się... na kulturalnych salonach Paryża? Czy potrafimy też zrozumieć, że potworne zbrodnie Rewolucji Francuskiej (np. rzezie w Wandei, gdzie ludziom rozpruwano brzuchy i wywlekano narządy, po to by dłużej męczyli się konając, lub wrzucano niemowlęta do studni, albo rozbijano ich główki o ściany budynków), miały swój ideowy początek w zupełnie nieszkodliwych (a wręcz niezwykle potrzebnych) humanistycznych założeniach twórców francuskiej Encyklopedii? Te i wiele innych idei i ideologii (począwszy od starożytności do współczesności - choć nie będę się tutaj trzymał tak ścisłej chronologii), zamierzam zaprezentować w tym temacie. Jako pierwszą, pragnę zacząć od naszego, "polskiego podwórka" i przedstawić założenia ideologii sanacyjnej





SANACJA

(CZYLI IDEOLOGIA BEZ IDEOLOGII)


"NIE DAMY MORZA, ANI POMORZA - GDY NAM WRÓCIŁA JE RĘKA BOŻA
NIE DAMY ŚLĄSKA, BO TO PIASTOWSKA ZIEMIA OJCOWSKA
NIE DAMY WILNA, NIE DAMY LWOWA - BO TEŻ NASZ SCHEDA OJCOWA
NIE CHCEM CUDZEGO NIE DAMY SWEGO"
 



Czym była Sanacja? Trudno powiedzieć i sądzę że ci, którzy używali tego słowa również mieli problem ze zdefiniowaniem czym tak naprawdę była Sanacja. Nie była to bowiem żadna sformalizowana idea, jak faszyzm czy komunizm, nie posiadała żadnego programu i nie miała swoich ściśle określonych założeń. Cały bowiem program sanacyjny sprowadzał się do jednego, do... idei Marszałka Józefa Piłsudskiego - i tyle, w zasadzie już moglibyśmy zakończyć ten temat - ale to, byłoby zbyt proste. Nie było żadnego programu sanacyjnego, a ci, którzy byli o boku Marszałka i prowadzali te założenia sanacyjne w życie - sami nie potrafiliby dokładnie odpowiedzieć na pytanie czym one właściwie są. Ideologia sanacyjna była reprezentowana przez ludzi z bliższego (i dalszego) otoczenia Marszałka Piłsudskiego, których nazywano piłsudczykami (ja sam uważam się za właśnie za piłsudczyka, choć mój pradziadek był hallerczykiem i pewnie nie pochwaliłby moich przekonań), mimo to, postaram się obiektywnie zinterpretować tę ideologię, która tak naprawdę nie zawierała w sobie żadnej ideologii.

Czym bowiem była Sanacja? Był to ruch, który stawiał sobie za cel wzmocnienie wewnętrzne i zewnętrzne Polski, uczynienie z niej centrum gospodarczym, militarnym, a co najważniejsze (wręcz kluczowe) kulturowym całego rejonu państw Międzymorza, czyli całej Europy Środkowo-Wschodniej. Jak w 1936 r. pisał na łamach "Prosto z Mostu" Stanisław Piasecki: "Musimy zbudować potęgę trzecią (co do Niemiec i Rosji), która tamtym materialistycznym poglądom przeciwstawi swój idealistyczny pogląd na świat. I skupić wokół niego wszystkich. którzy między Morzem Bałtyckim a Czarnym i Śródziemnym tak samo czują jak my, a są słabi i rozbici". Piasecki dodawał również: "W tym miejscu jesteśmy (...) na przeciągu wichrów za wschodu i zachodu. Tu można być tylko albo czymś wielkim i potężnym, albo nie być (wcale)". Celem więc Sanacji, celem Marszałka Piłsudskiego i ludzi skupionych wokół Niego, było uczynienie z Polski (a raczej z Rzeczpospolitej, rozumianej co najmniej jako wspólne państwo polsko-litewsko-ruskie) centrum cywilizacji duchowej, promieniującej na całą Europę Południową i Środkowo-Wschodnią. Celem Sanacji było stworzenie silnego, opartego na potędze militarnej Rzeczpospolitan, potędze gospodarczej (od Bałtyku ku Morzu Czarnemu i Adriatykowi, tak jak to było od średniowiecza, gdy polscy władcy w prezentach ofiarowywali rzymskim cesarzom wielbłądy lub rzadziej słonie, które to zwierzęta wówczas w Niemczech budziły prawdziwy zachwyt i zdumienie - a brało się to stąd, że potęga gospodarcza ówczesnej Polski, była skierowana na tereny Morza Czarnego, Bizancjum i Grecji a stamtąd ku Syrii, Lewantowi i Arabii, stąd takie zwierzęta jak waśnie słonie czy wielbłądy, były dość częstym widokiem na polskich dworach. Czyli kierunek z północy na południe, a nie ze wschodu na zachód, jak to jest obecnie), a przede wszystkim potędze kulturowej i duchowej, która była najsilniejszym lepiszczem. 

Sanacja za czasów Marszałka Piłsudskiego nie posiadała żadnych ściśle zorganizowanych struktur, żadnych organizacji młodzieżowych (jak to było np. w hitlerowskich Niemczech, faszystowskich Włoszech, frankistowskiej Hiszpanii, salazarowskiej Portugalii, austro-faszystowskiej Austrii nie mówiąc już o komunistycznej Rosji i innych tego typu organizacjach). Oczywiście idea sanacyjna była bardzo silna w już istniejących organizacjach młodzieżowych (jak choćby w Harcerstwie), ale równie silne były tam idee narodowe (endeckie), czy nawet socjalistyczne, zaś wszelkie próby stworzenia młodzieżowych organizacji piłsudczykowskich, były bardzo źle odbierane przez samego Marszałka. Marszałek Piłsudski, jako socjalista i jako człowiek wychowany w tradycji dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, brzydził się wszelkimi spędami młodzieży i publicznymi przemowami do wiwatujących tłumów (które to elementy, były nieoddzwonionym krajobrazem wszelkich totalitaryzmów). Sanacja była więc bodajże jedyną w świecie ideologią nie posiadającą żadnej sprecyzowanej ideologii i nie mającej ściśle podporządkowanych sobie kadr organizacyjnych. Nie znaczy to oczywiście że takich kadr nie było w wielu innych organizacjach, bowiem idea Marszałka Piłsudskiego, była ideą niezwykle silną. W Wojsku Polskim np. istniał prawdziwy "kult" Marszałka (oczywiście rozumiany jako niezwykły szacunek, którym żołnierze otaczali twórcę polskiej armii i tego który wyprowadził Polskę z niewoli trzech "czarnych orłów" i rozgromił bolszewicką nawałę w 1920 r.), jednak poza wojskiem piłsudczycy już nigdzie więcej nie dominowali. 




Przykładem tego, czym naprawdę była Sanacja, niech będzie zachowanie Marszałka Piłsudskiego podczas wydarzeń majowych (zwanych zamachem majowym) w 1926 r. W ciągu tych trzech dni (12-15 maja), Piłsudski zmienił się nie do poznania. Rano, 12 maja wychodząc ze swego domu w Sulejówku, poprosił zonę aby na południe przygotowała mu obiad, nie wiedział wówczas że walki potrwają aż trzy dni. On bowiem nie pragnął zamachu, nie chciał zdobywać władzy siłą, ale nie mógł pozostać biernym na wydarzenia w polskiej i międzynarodowej polityce, szczególnie gdy doszło do zawarcia niemiecko-francuskiego układu w Locarno (16 października 1925 r.), na mocy którego Niemcy gwarantowali nienaruszalność jedynie granicy z Francją, zaś Francja - sprzymierzona z Polską od 1921 r. zezwalała im na ewentualną korektę granicy na wschodzie - z Polską i Czechosłowacją. Nie będę teraz opisywał samego przebiegu zamachu majowego, bo nie jest to teraz istotne, ale powiem tylko tyle, że Marszałek sądził iż prezydent Wojciechowski (z którym znał się od czasów PPS-u i walki z rosyjskim zaborcą, a który sam nie przepadał za premierem Witosem), poprze jego propozycje odnośnie obsady stanowisk wojskowych w nowym rządzie i Wojciechowski zgodził się na to. Dopiero potem zmienił front, gdy poinformowano go że Piłsudski szykuje zamach. 

W rzeczywistości żadnego zamachu nie było, co prawda część oddziałów została skierowana w pobliże Warszawy, ale o żadnym zamachu nie było mowy, a świadczy o tym zachowanie Piłsudskiego już podczas pierwszych walk. Piłsudskiemu chodziło jedynie o pokazanie że jego pozycja w armii jest wciąż silna i że zwykli żołnierze są z nim. Chodziło więc o demonstrację polityczną z oprawą wojskową (bo nie była to nawet demonstracja wojskowa). Piłsudski załamał się jednak po rozmowie z prezydentem Stanisławem Wojciechowskim na Moście Poniatowskiego, gdy prezydent czynił Marszałkowi wyrzuty za ową demonstrację, oraz podczas rozmowy z jednym z młodych oficerów, którzy obsadzili drugą stronę mostu, starając się nie dopuścić do przejścia sił wiernych Marszałkowi. Piłsudski podszedł do owego żołnierza, który widząc Marszałka stanął na baczność i zasalutował, po czym zapytał: "Drogie dziecko, będziesz do mnie strzelał?", na co ten odparł: "Taki mam rozkaz panie marszałku". Wówczas Piłsudski zawrócił i... od tej chwili totalnie się zmienił, co zauważali oficerowi wokół niego skupieni. Przestał myśleć o dalszej walce a raczej zaczął opowiadać o swych dawnych walkach, jeszcze jako socjalista w Polskiej Partii Socjalistycznej - Frakcji Rewolucyjnej, potem w Legionach i w czasie wojny z bolszewikami. Sytuacja stawała się niebezpieczna, bo wyglądało na to, że Marszałek zupełnie się załamał, czego dowodem była sytuacja, gdy korpus kawalerii wierny rządowi, chciał przejść do Warszawy od strony Pragi, zajętej przez siły Piłsudskiego. Wówczas Marszałek polecił... przepuścić ułanów na drugą stronę i dalej rozprawiał o dawnych czasach. Nie pragnął bowiem walk, gdyż zdawał sobie sprawę że mogą się one przerodzić w jakąś większą wojnę domową, co byłoby tylko na rękę Niemcom i Sowietom. Jeśli oni weszli by do akcji, kraj zostałby rozdarty i ponownie podzielony pomiędzy te kraju, co jak stwierdził Marszałek: "Tego bym już nie przeżył".

A ponieważ strona rządowa nie zamierzała puścić tego płazem (gen. Malczewski ogłosił że wszystkich buntowników czeka szubienica, łącznie z Piłsudskim), wielu żołnierzy z otoczenia Marszałka, widząc że w zasadzie on już się ze śmiercią pogodził, byle tylko nie doprowadzać do bratobójczej wojny - postanowiła działać. Oni bowiem na śmierć gotowi nie byli i tak ów zamach został przeprowadzony nie przez samego Piłsudskiego, a przez jego oficerów - Orlicz-Dreszer, Sławoj-Składkowski, Boruta-Spiechowicz , Dąb-Biernacki i inni, lecz to strona rządowa pierwsza otworzyła ogień 12 maja ok. godz. 18:00. Po walkach zaś o Warszawę, które zakończyły się sukcesem strony piłsudczykowskiej 15 maja 1926 r. Marszałek był w opłakanym stanie. Jak wyznała żona, Aleksandra Piłsudska, która nie widziała go od trzech dni: "Przez te trzy dni mąż postarzał się o 10 lat", włosy miał prawie siwe, sam ledwie powłóczył nogami, choć przecież nie uczestniczył w walkach ani nie brał udziału w dowodzeniu. To był wrak człowieka, który przecież wykazał się taką determinacją i odwagą podczas walk 1914-1918 i potem w czasie wojny z bolszewikami (1919-1921). 17 maja na pogrzebie ofiar wydarzeń majowych, wygłosił pojednawczą mowę do całego wojska. Nikogo nie ukarał, nie szukał nigdzie winnych, nie mścił się na nikim - wezwał tylko do wspólnej pracy i służby dla Ojczyzny. Zakazał również stawiania pomników czy jakiegokolwiek upamiętniania tych wydarzeń, mówiąc: "Nie stawia się pomników tam, gdzie brat strzelał do brata".




Po zamachu niewiele się zmieniło w kraju, nie została zamknięta żadna anty-piłsudczykowska gazeta, żadna partia polityczna nie była rozwiązana, endeckie i inne szczekaczki nadal mogły ujadać i mieszać z błotem Piłsudskiego i jego zwolenników na łamach swych pism - była to więc prawdziwa, jak ktoś kiedyś się wyraził o Sanacji, jedyna w dziejach - "Rewolucja bez żadnych rewolucyjnych konsekwencji". Częściowo z sanacją związane były inne nurty polityczne, jak choćby Prometeizm, koncepcja Międzymorza czy nawet częściowo koncepcja kolonialna (zdobycia kolonii dla Polski w Afryce lub Ameryce Południowej i dołączenia do mocarstw kolonialnych). O tym jednak już w kolejnej części.  


"NIECH KAŻDY ŻOŁNIERZ, ZACZĄWSZY OD NAJWYŻSZEGO DOWÓDCY, KOŃCZĄC NA NAJŚWIEŻSZYM REKRUCIE, PAMIĘTA, ŻE OD JEGO SUMIENNOŚCI W PRACY, OD JEGO WYSIŁKU ZALEŻY, CZY ZABEZPIECZYMY NARODOWI TO, CZEGO PO NAS, ŻOŁNIERZACH, NARÓD SPODZIEWAĆ SIĘ MA PRAWO - NIEZALEŻNOŚĆ I PEŁNĄ SWOBODĘ URZĄDZENIA SIĘ PO SWOJEMU W WOLNEJ OJCZYŹNIE"


 "IM PRĘDZEJ POZOSTAŁOŚCI NIEWOLI ZOSTANĄ ZAPOMNIANE I WYRZUCONE POZA NAWIAS ŻYCIA POLITYCZNEGO POLSKI, TYM LEPIEJ DLA NIEJ I DLA PRACY ODBUDOWY OJCZYZNY"


"SĄ W ŻYCIU NARODÓW I PAŃSTW ZMAGANIA, KTÓRE NIGDY NIE USTAJĄ. POLSKĘ NA RÓWNI Z INNYMI NARODAMI OCZEKUJE WALKA WE WSZECHŚWIATOWYCH ZAPASACH O PIERWSZEŃSTWO W DZIEDZINIE ORGANIZACJI I KULTURY. POLSKA MUSI MIEĆ TRIUMFY I W TEJ POKOJOWEJ WALCE. ZDAĆ MUSI WIELKI EGZAMIN, BY NIE DAĆ SIĘ UBIEC W TYM KULTURALNYM WYŚCIGU"


"POLSKA MA PRZED SOBĄ WIELKĄ PRACĘ. POLSKA, TA WYŚNIONA, WYMARZONA, MA WSZELKIE ZEWNĘTRZNE CECHY, KTÓRYMI MY, WYCHOWANI W NIEWOLI, CIESZYĆ SIĘ MOŻEMY: WIELKIE WOJSKO, WIELKIE TRIUMFY, WIELKĄ ZEWNĘTRZNĄ SIŁĘ, WIELKĄ POTĘGĘ, KTÓRĄ I WROGOWIE I PRZYJACIELE SZANOWAĆ I UZNAWAĆ - CHOĆBY NIE CHCIELI - MUSZĄ. MAMY ORŁA BIAŁEGO, SZUMIĄCEGO NAD GŁOWAMI, MAMY TYSIĄCE POWODÓW, KTÓRYMI SERCA NASZE CIESZYĆ MOŻEMY. LECZ UDERZMY SIĘ W PIERSI. CZY MAMY DOŚĆ WEWNĘTRZNEJ SIŁY? CZY MAMY DOŚĆ TEJ POTĘGI DUSZY? CZY MAMY DOŚĆ TEJ POTĘGI MATERIALNEJ, ABY WYTRZYMAĆ JESZCZE TE PRÓBY, KTÓRE NAS CZEKAJĄ? 

PRZED POLSKĄ LEŻY I STOI WIELKIE PYTANIE: CZY MA BYĆ PAŃSTWEM RÓWNORZĘDNYM Z WIELKIMI POTĘGAMI ŚWIATA, CZY MA BYĆ PAŃSTWEM MAŁYM, POTRZEBUJĄCYM OPIEKI MOŻNYCH. NA TO PYTANIE POLSKA JESZCZE NIE ODPOWIEDZIAŁA. TEN EGZAMIN Z SIŁ SWOICH JESZCZE ZDAĆ MUSI. CZEKA NAS POD TYM WZGLĘDEM WIELKI WYSIŁEK, NA KTÓRY MY WSZYSCY, NOWOCZESNE POKOLENIE, ZDOBYĆ SIĘ MUSIMY, JEŻELI CHCEMY ZABEZPIECZYĆ NASTĘPNYM POKOLENIOM ŁATWE ŻYCIE, JEŻELI CHCEMY OBRÓCIĆ TAK DALEKO KOŁO HISTORII, ABY WIELKA RZECZPOSPOLITA POLSKA BYŁA NAJWIĘKSZĄ POTĘGĄ NIE TYLKO WOJENNĄ, LECZ TAKŻE KULTURALNĄ NA CAŁYM WSCHODZIE. WSKRZESIĆ I TAK JĄ POSTAWIĆ W SILE I MOCY, POTĘDZE DUCHA I WIELKIEJ KULTURY MUSIMY, ABY SIĘ MOGŁA OSTAĆ W TYCH WIELKICH, BYĆ MOŻE, PRZEWROTACH, KTÓRE LUDZKOŚĆ CZEKAJĄ"


"W DZIECIŃSTWIE MOIM CIĄGLE MI SZEPTANO W USZY TAK ZWANE MĄDRE PRZYSŁOWIA: "NIE DMUCHAJ POD WIATR", "GŁOWĄ MURU NIE PRZEBIJESZ", "NIE PORYWAJ SIĘ Z MOTYKĄ NA SŁOŃCE". DOSZEDŁEM PÓŹNIEJ DO TEGO, ŻE SILNA WOLA, ENERGIA I ZAPAŁ MOGĄ TE WŁAŚNIE ZASADY ZŁAMAĆ"


 "SZUKAJ PRAWDY W DUSZY. PATRZ W OCZY, PRAWDA JEST SIŁĄ I JEST MOCĄ DUSZY.





CDN.
 

piątek, 15 września 2017

NIM POWSTAŁA UNIA EUROPEJSKA... Cz. II

CZYLI ROZWÓJ MARKSIZMU

JEGO CELE I DZIAŁANIA


"MY MUSIMY KOMUNIZM WYNISZCZYĆ, WYPLENIĆ, WYSTRZELAĆ! ŻADNYCH WZGLĘDÓW, ŻADNEGO KOMPROMISU! NIE MOŻEMY IM DAWAĆ FORÓW, NIE MOŻEMY STWARZAĆ TAKICH WARUNKÓW WALKI, KTÓRE Z GÓRY PRZESĄDZAJĄ NA NASZĄ NIEKORZYŚĆ. MUSIMY ZASTOSOWAĆ TEN SAM ŻELAZNO-KONSEKWENTNY SYSTEM. A TYM BARDZIEJ POSIADAMY KU TEMU PRAWO, PONIEWAŻ JESTEŚMY NIE STRONĄ ZACZEPNĄ, A OBRONNĄ"

JÓZEF MACKIEWICZ





No i stało się! Mamy to już oficjalnie powiedziane i zapisane - Unia Europejska ma stać się komunistycznym superpaństwem o totalitarnej (niewybieralnej) władzy wewnętrznej, z własnym wojskiem (potrzebnym do tłumienia wewnętrznych buntów w "krajach związkowych"), policją i służbami, z jedną wspólną kasą (przy czym to europejski komisarz będzie decydował któremu z regionów ją przyznać a któremu nie) i jednym dominującym ustrojem - marksizmem, który wykuwa się już na naszych oczach, choć, co należy wiedzieć, według dzisiejszych marksistów cały ów komunistyczny postęp nawet jeszcze się nie rozpoczął, bowiem podstawową kwestią, od której możemy mówić o ROZPOCZĘCIU projektu marksizmu kulturowego w Europie - a potem na całym świecie, gdyż nie mogą istnieć inne, alternatywne systemy, gdyż inaczej europejski marksizm się załamie - jest likwidacja państw narodowych. Dopiero od tego momentu według dzisiejszych unijnych marksistów, możemy mówić o rozpoczęciu tego komunistycznego projektu. Jak dotąd jeszcze to nie nastąpiło, tak więc wszystko to, co widzimy dokoła, to są dopiero przygotowania do tego wiodące - upadek autorytetów, niszczenie tradycji i patriotyzmu, podważenie wartości ludzkiego życia i rodziny, małżeństwa homoseksualistów i adopcja przez nich dzieci, umazanie teatru, kina, malarstwa i wszelkiego artyzmu w odchodach i nazwanie tego "sztuką", promocja agresywnego feminizmu , próba eliminacji Boga z jakiegokolwiek publicznego i prywatnego miejsca, zniszczenie chrześcijaństwa i wreszcie masowy napływ ciemnoskórych "kardiochirurgów" z Afryki Północnej - oto elementy, mające służyć doprowadzeniu do likwidacji państw narodowych, czyli do rozpoczęcia procesu komunizowania Europy a następnie... całej reszty Świata . 

Co ciekawe, dziś unijni oficjele już nawet nie próbują tego zakłamywać czy ubierać w jakieś piękne odpowiedniki, oni już walą prosto i jasno: Komunizm jest naszym celem, bo "jak nie teraz, to kiedy" (jak miał się ostatnio wyrazić podczas debaty w Europarlamencie Guy Verhofstadt i prosił Fransa Timmermansa aby wykorzystał tę sytuację, która jest - zapewne chodziło o imigrantów i może o coś jeszcze?). Oni dobrze wiedzą że to już jest ostatni dzwonek, nie ma już wyjścia bo jeśli nie podejmą zdecydowanych kroków teraz, to za moment cały ten marksistowski (spinellowsko-habermasowski) projekt, rozleci się jak domek z kart. Teraz należy docisnąć społeczeństwa, trzeba wykorzystać sprzyjające okoliczności i należy to zrobić szybko - dlatego oni wszyscy już się nawet nie kryją ze swymi poglądami i planami - mówią wprost chcemy komunizmu - i tylko kompletny idiota, lub człowiek o mentalności małego dziecka może dziś tego nie dostrzegać. To już jest piąta wielka próba zaprowadzenia powszechnego komunizmu w Europie, cztery pierwsze próby zakończyły się totalną klęską - pokrótce je sobie przypomnijmy, abyśmy mieli pełne rozeznanie w temacie. 

Pierwsza próba zaprowadzenia ideologii marksistowskiej w Europie, prowadzona od 1917 r. rozbiła się o bagnety Wojska Polskiego, które w 1920 r. pod wodzą Józefa Piłsudskiego, totalnie rozbiło "wyzwoleńczą" Armię Czerwoną, która na bagnetach pragnęła zaprowadzić w Europie marksistowski porządek. Rzecz tyczyła się bowiem wówczas nie tylko niepodległości Polski, ale przyszłości całej Europy, stawka była więc ogromna. Jak Pisał w swych pamiętnikach po latach Marszałek Piłsudski: "Pamiętam noc z 5 na 6 sierpnia. Była to okropna noc, której nie zapomnę nigdy. Zastanawiam się nad różnymi planami - każdy jest zły, odrzucam wszystkie, tworzę nowe - znowu je odrzucam. Po strasznej męce wiedziałem co robić, mogłem podjąć decyzję. Z góry zdecydowałem, że grupą kontratakującą - bez względu czy silniejszą czy słabszą - dowodzić będę osobiście". Wojsko Polskie podczas tego manewru z 16 sierpnia 1920 r. uderzono na Grupę Mozyrską - najsłabsze ogniwo całej sowieckiej armii, doszczętnie ją niszcząc i wychodząc na tyły głównych sił sowieckich, próbujących wówczas opanować Warszawę. To była masakra czterech sowieckich armii, które jak pisał francuski generał Maxime Weygand: "które dopiero co miały się za zwycięzców". Weygand dodał również: "Zwycięstwo osiągnięte zostało dzięki strategicznemu geniuszowi jednego człowieka i dzięki przeprowadzeniu przez niego akcji tak niebezpiecznej, że wymagała nie tylko talentu, ale i bohaterstwa".




Uderzenie okrążające znad rzeki Wieprz, było genialnym wprost manewrem taktycznym, który doprowadził do zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej i pozwolił i ostatecznie zakończył pierwszą próbę marksistów "eksportu rewolucji" do Europy Zachodniej (notabene, z tego samego planu, skorzystał "Ostatni Bóg Wojny" amerykański generał Douglas MacArthur, który zastosował go podczas wojny koreańskiej w 1950 r. dokonując niezwykle śmiałego desantu pod Inchon, który diametralnie odwrócił losy wojny i zmusił zwycięskich już północnych Koreańczyków do pośpiesznego odwrotu. MacArthur zresztą niezwykle cenił postać i geniusz Marszałka Piłsudskiego, o którym mawiał że był "największym wodzem w historii od czasów Napoleona". W 1932 r. na specjalne polecenie prezydenta USA Herberta Hoovera, przyjechał do Polski, gdzie spotkał się z Marszałkiem. Wówczas to Polacy ofiarowali Amerykanom niezwykłą rzecz, złamane sowieckie kody "Rewolucja" i "Fiałka", których Rosjanie używali do 1954 r. w ogóle nie zdając sobie sprawy, że zostały złamane, a także pierwsze materiały z niemieckiej "Enigmy" - również odszyfrowanej przez polskich kryptologów. Ja osobiście uważam, że zarówno "Ostatni" jak i "Przedostatni Bóg Wojny" - George Patton, to byli najlepsi dowódcy II Wojny Światowej, co ciekawe w ich osobach przetrwała idea amerykańskiej jedności, odbudowanej po krwawej wojnie secesyjnej z lat 1861-1865, obaj bowiem pochodzili z dwóch różnych światów - MacArthur był potomkiem żołnierza Unii, Patton zaś żołnierza Konfederacji. 





A DZIŚ LEWACTWO W USA PRÓBUJE NA POWRÓT ROZDRAPYWAĆ STARE RANY, USUWAJĄC POMNIKI, KTÓRE NIKOMU NIE PRZESZKADZAJĄ - NAWET CZARNOSKÓRYM, KTÓRZY TAKŻE IDENTYFIKUJĄ SIĘ Z Z DAWNYM KONFEDERACKIM POŁUDNIEM STANÓW ZJEDNOCZONYCH. 
OTO PRZYKŁAD:






Po raz drugi Stalin miał możliwość zainstalować komunizm w całej Europie w 1945 r. po pokonaniu niemieckiej III Rzeszy. Jego wojska dotarły do Łaby i Adriatyku, stanęły u granic Włoch i Danii. Wystarczyło teraz pchnąć te wojska dalej, tak aby w szybkim marszu zdobyły całe Niemcy, Włochy, Francję, Szwajcarię, Belgię, Holandię i Danię. Spowodowałoby to, że w pierwszym rzucie, pod sowiecką kontrolą znalazłaby się prawie cała Europa (bez Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Szwecji i Norwegii, które można było opanować w drugim uderzeniu). Wielu sowieckich oficerów parło do dalszego ataku i nie chciało zatrzymać się na Łabie. Stalin jednak (pomimo sprzyjających okoliczności), musiał się zatrzymać. Po pierwsze dlatego, że kraje, które już zdobył w Europie Środkowo-Wschodniej, wciąż jeszcze były niespokojne, a na zapleczach frontów działały duże partyzantki antykomunistyczne, które należało najpierw wyeliminować. 


 "TYLU PRZYJACIÓŁ PRZESZŁO JUŻ, NA DRUGĄ STRONĘ W LEPSZY ŚWIAT. GARBATE KRZYŻE POKRYŁ KURZ, W DZIURAWYCH HEŁMACH GWIŻDŻE WIATR. 
SZUKALI ŚWIATŁA W MROCZNE DNI, PRZED BOGIEM TYLKO CHYLĄC KARK. POŚRÓD KLĘCZĄCYCH DUMNIE SZLI, W POGARDZIE MAJĄC KAŻDY TARG
ZA TO ŻE WOLNYM CHCIAŁEM BYĆ, ŚCIGAJĄ MNIE JAK SFORA PSÓW, CI CO NA SMYCZY WOLĄ ŻYĆ I NIE PODNIOSĄ NIGDY GŁÓW. 
MOJA WOLNOŚCI NIE ZNAŁ CIĘ, ŻADEN NIEWOLNIK, ŻADEN PIES. OBROŻA DLA NICH ZWYKŁA RZECZ, DLA MOJEJ SZYI PĘTLĄ JEST "



To zajęło kilka następnych lat, a w tym czasie Zachód się umocnił i powstało NATO. Drugim powodem, dla którego Stalin musiał się zatrzymać, były wciąż stacjonujące w Europie wojska amerykańskie. Plany te należało wiec odłożyć i poczekać na bardziej sprzyjające czasy. A tymczasem na społeczeństwa świata Zachodu przez kolejne lata były stopniowo "urabiane" przez tamtejszych komunistów (głównie wywodzących się ze szkoły frankfurckiej), którzy co prawda uznali sowieckie metody za nieadekwatne i nawet potępili bolszewizm leninowski, ale nie zarzucili wcale idei rewolucji Marksa i Engelsa, wręcz przeciwnie, uznali że to oni tę rewolucję przeprowadzą w nieco inny sposób.




I tak się stało właśnie w roku 1968, który to rok był trzecią próbą zainstalowania komunizmu w Europie Zachodniej. W zachodnioeuropejskich miastach i uniwersytetach doszło wówczas do potężnych protestów głównie młodych ludzi, domagających się wolności, pokoju etc. etc. (w rzeczywistości zaś marksizmu i etatyzmu). Część tych ludzi była oficjalnie finansowana przez Moskwę (według teorii "Rozpędzonej Lokomotywy" - opracowanej w latach 50-tych w ZSRS, która mówiła że Związkowi Sowieckiemu nigdy nie uda się dogonić świata zachodniego, którego porównano właśnie do owej rozpędzonej lokomotywy. Nie uda się go ani dogonić, ani zagrodzić mu drogi, bo pędzi z taką prędkością. Jedyne co można zrobić w takiej sytuacji to... rozkręcenie kilku śrubek z kół owej lokomotywy, tak aby doprowadzić do jej wykolejenia - i tak właśnie Sowieci czynili), cześć działała "dla sprawy" a część była zwykłymi fanatykami marksizmu. Rewolucja 1968 r. zwana rewolucją kulturową poniosła jednak druzgocącą klęskę, ponieważ... nie było ludzi, nie było kadr, zdolnych dalej poprowadzić rewolucję. Pałkarze Rudiego Dutschke czy Herberta Marcuse, byli zbyt nieliczni i zbyt słabi, aby cokolwiek utrwalić, aby cokolwiek zdobyć. Szybko zostali więc spacyfikowani i rewolucja kulturowa 1968 r. została stłumiona. Jedynym jej osiągnięciem, była pewnego rodzaju zmiana światopoglądowa na temat seksualności i odmienności, które jednak również zawierały w sobie kiełkujące ziarno marksizmu. Nieudana rewolucja, została więc zamieniona na długi proces ewolucyjny, który miał doprowadzić do stworzenia (wyhodowania) marksistowskich kadr. To trwało przez kolejne dziesięciolecia (począwszy od lat 70-tych), a jego elementami był tzw.: "marsz przez instytucje" zachodnioeuropejskiej lewicy, "plastyka społeczna" Beuys'a i finansowanie wszelkich "awangardzistów" (np. takich, którzy wypróżniając się lub onanizując publicznie, nazywali to... sztuką). Do tego dochodziła późniejsza kontrola mediów (obsadzonych częstokroć przez ludzi już odpowiednio ukształtowanych, wymodelowanych na coraz bardziej komunizujących uniwersytetach Europy Zachodniej i USA) i można mówić o powolnym tworzeniu nowego modelu społecznego - marksistowskich kadr pod przyszłą rewolucję. 





W międzyczasie została podjęta czwarta próba opanowania Europy Zachodniej, ponownie największą w niej rolę odgrywał Związek Sowiecki. Ok. 1976 i 1977 r. wśród najwyższego dowództwa Związku Sowieckiego, powstaje śmiały plan zbrojnego opanowania Europy w przeciągu kilku najbliższych lat, poprzez stworzenie sobie odpowiednich baz i przyczółków. Podbój Europy był dla Sowietów jedynym wyjściem, bowiem zdawali sobie oni sprawę, że w przeciągu kilka najbliższych lat potencjał militarny Stanów Zjednoczonych i państw NATO znacznie się zwiększy (już od połowy lat 60-tych te proporcje zaczęły wypadać na niekorzyść Związku Sowieckiego), co jeszcze bardziej osłabi i ZSRS, a ponieważ kraj ten jest uzależniony od zachodnich dostaw (głównie nowoczesnych technologii), doprowadzi to do powolnego upadku i ostatecznej implozji systemu komunistycznego, a co za tym idzie całej rosyjskiej władzy na ogromnych terenach Europy i Azji. Sowieccy oficerowie doskonale zdawali sobie z tego sprawę i wiedzieli (podobnie jak dzisiejsi marksistowscy eurokraci) że to dla Związku Sowieckiego jest już ostatni dzwonek. Jeśli teraz nie podejmą próby podboju Europy, to nie podejmą jej już nigdy, bowiem cały system zawali się w przeciągu kilku następnych lat. Dlatego rozpoczęli wielką grę prowadzącą do wojny i podboju całej Europy.

W styczniu 1979 r. wojska wietnamskie (Wietnam był wówczas zależny od Moskwy) opanowują Kambodżę, umacniając się na tamtejszych terenach, dzięki czemu Sowieci wzmacniają swoje pozycje pod spodziewaną przyszłą konfrontację ze Stanami Zjednoczonymi. Następnie w lipcu komunistyczni sandiniści opanowują Nikaraguę (bardzo blisko terytoriów USA, dzięki czemu ZSRS ma już dwa "lotniskowce" w bezpośredniej bliskości samej Ameryki - Kubę i Nikaraguę). Po zdobyciu władzy w Iraku przez Saddama Husajna (lipiec 1979 r.) zawiązuje on bliskie relacje z Moskwą, ale nie koniec na tym i rozgrywka trwa dalej. W grudniu wybucha rewolucja w Iranie (finansowana przez Sowietów), przeciwko szachowi Rezie Pahlawiemu i przeciw Stanom Zjednoczonym, której twarzą i głównym ideologiem staje się ajatollah Chomeini, który również zawiązuje bliskie stosunki z Moskwą. Iran jest w tej układance jednym z najważniejszych elementów, i gdy występuje on z paktu CENTO (Organizacja Paktu Centralnego - sojusz polityczno-militarny, zbudowany w tamtym regionie świata przez Wielką Brytanię i USA, mający na celu zatrzymanie parcia komunistów na południe Azji), za nim podążają takie państwa jak Turcja i Pakistan. Amerykańska dominacja w tym regionie sypie się coraz bardziej. Poza tym w wielu państwach (szczególnie w Iranie), wybuchają antyamerykańskie rozruchy, co prowadzi do zdemolowania całej tamtejszej strefy obronnej Zachodu - i oto właśnie chodzi Moskwie.

Ale to dopiero pierwszy krok przygotowań pod przyszłą wojnę o dominację. Kolejnym jest już bezpośrednia sowiecka interwencja na Afganistan (który z logicznego punktu widzenia był niepotrzebny, bowiem w Afganistanie i tak rządzili lokalni komuniści, całkowicie podporządkowani Związkowi Sowieckiemu - ale ma sens z punktu widzenia strategiczno-geopolitycznego, bowiem po zajęciu Afganistanu, następuje pośpieszna budowa dróg i mostów dla sowieckiej armii, która stamtąd ma wyprowadzić uderzenie). Wszystko jest już praktycznie gotowe do sprowokowania Amerykanów do działania i wywołania III Wojny Światowej, ale, cóż, rewolucja znów ponosi klęskę, bowiem... w Polsce wybucha kontrrewolucja Solidarności, co powoduje że Sowieci muszą odłożyć swe plany ekspansji na Europę (początkowo sądzą że jedynie na kilka miesięcy). Szybko okazuje się jednak że do Solidarności zapisuje się kilka milionów Polaków, co tworzy z niej najliczniejszy związek zawodowy na świecie. Tego nie można stłumić od tak, choć Moskwa naciska Jaruzelskiego, aby sam przedsięwziął jakieś kroki, bowiem oni nie mogą się ruszyć z Afganistanu (już i tak plany interwencji zostały dramatycznie opóźnione), poza tym przed planowaną inwazją należy mieć czyste i bezpieczne tyły, a z tą Polską wciąż są jakieś problemy. Wówczas to Jaruzelski wprowadza Stan Wojenny 13 grudnia 1981 r. (miałem wtedy dziewięć miesięcy).


  

"BLUZG"
(NA JARUZELSKIEGO)

"PRZEBRZYDŁA SZUMOWINO
PACHOŁKU MOSKIEWSKI
TY FARBOWANA ŚWINIO
MARSZAŁKU KUREWSKI.

CHAMIE ZBUNTOWANY
ZATĘCHŁA SKLEROZO
GNOJU ZASMARKANY
TY ZDRAJCO, ZOMOZO

GNIDO ZARZYGANA
JADOWITA MENDO
TY KUKŁO GÓWNIANA
KACAPSKI PRZYBŁĘDO

TCHÓRZU ZAFAJDANY
ROPIEJĄCY STRUPIE
PADALCU ROZDEPTANY
TY WRZODZIE NA DUPIE

TY DIABELSKIE ŁAJNO
TY GŁUPI ŻOŁDAKU
TY KURWO SPRZEDAJNA
TY RUSKI ZUPAKU

WYPIERDKU BREŻNIEWA
TY ŚLEPY PEDALE
KURDUPLU TĘPOGŁOWY
TY GŁUPI BĘCWALE

SUKINSYNIE ŚMIERDZĄCY
PLUSKWO ZASUSZONA
WRZODZIE ROPIEJĄCY
TY MAŁPO ZIELONA

TY STRACHU NA WRÓBLE
ZBOCZONY SADYSTO
JUDASZU ZA RUBLE
TY RUSKI MARKSISTO

TY PAŁO GUMOWA
NĘDZNY OKUPANCIE 
 ZAKAŁO NARODU
ZŁAMANY PALANCIE

CUCHNĄCY PIERDZIELU
PEŁZAJĄCA GLISTO
PONURY SKURWIELU
CZERWONY FASZYSTO

TY SŁUGO KREMLOWY
LOKAJU SOWIECKI
TY ZBÓJU WOJSKOWY
POMIOCIE RADZIECKI

TY MÓWCO OBŁĄKANY
NADĘTY BUFONIE
 ZA NARÓD SPRZEDANY 
PIEKŁO CIĘ POCHŁONIE




Ale nie oznacza to końca kłopotów Sowietów z planowaną inwazją, bowiem wkrótce dostają jeszcze jeden, ale znacznie potężniejszy cios z polskiej strony. Mianowicie wychodzi na jaw, że Amerykanie znają dokładne miejsca sowieckich schronów przeciwatomowych, w których zgrupowano by władze partii, państwa i całe dowództwo wojskowe. Dokładne plany schronów, sowieckich silosów atomowych i szczegółowe pozycje najważniejszych jednostek, gotowych do inwazji na Europę Zachodnią, przekazuje stronie amerykańskiej pułkownik Ryszard Kukliński (uczynił to, aby ratować Polskę, z której, w przypadku wojny nuklearnej pomiędzy tymi mocarstwami, zostałaby tylko spalona, radioaktywna ziemia, bowiem trzon wszystkich (szczególnie dwóch pierwszych) rzutów uderzeniowych, był zgrupowany właśnie głównie w Polsce, wschodnich Niemczech i Czechosłowacji, jednak najwięcej jednostek Układu Warszawskiego stacjonowało właśnie w Polsce. Kukliński wiedział co to oznacza i zdawał sobie sprawę, że Sowieci poświęcą Polskę dla własnych celów militarnych, dlatego też podjął współpracę z Amerykanami - już w 1971 r. Mimo to nigdy nie pobierał za swą działalność żadnych pieniędzy, nie robił tego bowiem dla Amerykanów jako zdrajca, ale właśnie dla Polski, przeciwko Sowietom, przeciwko Ruskim, którzy zdawali sobie sprawę że amerykańska odpowiedź na ich atak, będzie skumulowana właśnie na Polskę, gdzie stacjonowały siły ZSRS i państw Układu Warszawskiego. Jednocześnie człowiek ten, zadał Sowietom taki cios, jakiego nie otrzymali od sześćdziesięciu lat, czyli od co najmniej Wojny 1920 r. a kto wie czy nie znacznie większe, żaden bowiem szpieg (Kukliński nigdy nie uważał się za szpiega), nie dostarczył Amerykanom tak cennych informacji jak właśnie pułkownik Ryszard Kukliński. Zapłacił za to ogromną cenę, pomimo ucieczki wraz z rodziną do USA, jego dwaj synowie zostali zamordowani w podejrzanych okolicznościach.   


"SZPIEG KTÓRY POKONAŁ IMPERIUM"

 "UŻYJĄ BOMB MASOWEGO RAŻENIA, BOMB ATOMOWYCH I WODOROWYCH I ZRZUCĄ NA NAS TRZYSTA GŁOWIC, BO U NAS IDZIE KIERUNEK NATARCIA PIERWSZEGO I DRUGIEGO RZUTU. ZAMIENIĄ POLSKĘ W JEDNĄ WIELKĄ HIROSZIMĘ (...) BUDUJĄ DLA SIEBIE SCHRONY BO SZYKUJĄ SIĘ NA WOJNĘ ATOMOWĄ"

"MUSIMY CIĘ EWAKUOWAĆ, NATYCHMIAST"
"ALE JA JESTEM U SIEBIE"




Informacje, które pułkownik Kukliński przekazał Amerykanom, były niesamowite. Praktycznie będąc w ich posiadaniu Amerykanie wygrywali wojnę atomową w kilka minut po jej wywołaniu przez Związek Sowiecki, dokładnie eliminując całą kadrę dowódczą i państwową tego kraju. Armie, pozbawione dowództwa poszłyby w rozsypkę. Wojna byłaby wygrana w ciągu kilku chwil od jej rozpoczęcia, komunizm definitywnie by przegrał a jednocześnie Polska byłaby ocalona. I oto właśnie chodziło pułkownikowi Ryszardowi Kuklińskiemu, na którego komuniści urządzili istne polowanie i próbowali unurzać go w błocie jako zdrajcę i sprzedawczyka. A jedyne co naprawdę Kukliński zdradził, to Układ Warszawski, który był sowieckim tworem, stworzonym do rosyjskiej dominacji nad innymi krajami - nie Polskę, próbująca się wyrwać z jego dzikich, azjatyckich obręczy i wrócić do zachodniego świata, tak jak to było przez wieki. Klęska Sowietów byłaby tak wielka, że gdy tylko marszałek Kulikow dowiedział się iż Breżniew odwołał spodziewaną inwazję na Europę, oraz że Amerykanie poznali ściśle tajne plany dotyczące planowanej (m.in.: przez niego samego) III Wojny Światowej, zemdlał, co w sposób niezwykle symboliczny zostało ukazane w filmie Pasikowskiego o pułkowniku Kuklińskim pt.: "Jack Strong" (taki pseudonim nadali mu Amerykanie).




I znów Polacy przyczynili się do zatrzymania "eksportu" komunizmu na Zachód. Po raz kolejny (licząc od 1920 r. 1945 r. i 1980/81 r.), powstrzymali potężne armie komunistycznego Imperium, które zamierzało podbić Europę i zaprowadzić w niej ideologię marksistowską. Dziś znów jest podobnie, bowiem właśnie rozpoczyna się piąta próba instalacji systemu komunistycznego, teraz jednak za pomocą Unii Europejskiej i jej agend (swoją drogą w Unii są komisarze od określonych zadań, w Związku Sowieckim też byli to komisarze - jest jakaś większa różnica pomiędzy dzisiejszą Unią a Sowietami? Owszem, jest! Dziś w unii obowiązuje marksizm Altiero Spinellego, Jurgena Habermasa i Maxa Horkheimera, a w sowieckiej Rosji dominował marksizm leninowski - taka to jest różnica między nimi. Ale doprawdy, czy ma to znaczenie czy zarazimy się marbutem, dżumą czy inną cholerą? Nie, skoro i tak stracimy życie, prawda? Jaka jest więc między nimi prawdziwa różnica? ŻADNA! 

Marksizm, jak stwierdził przywołany przeze mnie na wstępie Józef Mackiewicz, należy: "Wyniszczyć, Wyplenić, Wystrzelać!", gdyż to my jesteśmy stroną atakowaną, my się tylko bronimy, przed atakami wciąż kolejnych komunistycznych jaczejek ze Wschodu i Zachodu Europy. Mimo to trwamy, Polska wciąż nie ulega naciskowi Brukseli w sprawie muzułmańskich nachodźców, co powoduje coraz większą nerwowość w Unii Europejskiej i jakieś tam propozycje kar finansowych czy coś takiego, powtarzanych szczególnie często na łamach niemieckiej prasy. Swoją drogą niech uważają co mówią i biorą odpowiedzialność za słowa, bowiem wciąż nie oczyścili się moralnie ze swoich zbrodni i jeśli my im wystawimy rachunek za doszczętnie spaloną Warszawę, za zniszczony Wieluń oraz inne miasta i wioski w całej Polsce, za mordy, gwałty, grabieże, za palenie całych miejscowości, za mordowanie rodzin u których znaleziono ukrywających się Żydów, za niemieckie obozy koncentracyjne zbudowane na naszej ziemi i za to, że ciągle musimy na nie patrzyć, za to wszystko odpowiadają Niemcy i jeśli wystawilibyśmy im rachunek wszystkich naszych strat - to się nie pozbierają przez kilka następnych pokoleń i z europejskiego giganta gospodarczego, staną się europejskim karłem (a było już tak w historii kilka razy). 

Chcieli muzułmanów u siebie, no to ich mają, nam nic do tego. Albo się k..a wreszcie obudzą z tego marazmu i zamiast ciągle niszczyć Europę, zaczną choć raz ją budować, wtedy wreszcie może dojdziemy do prawdziwej polsko-niemieckiej przyjaźni, bo Polska moi drodzy, od wieków stoi na straży Europy, jak stwierdził bowiem XIX-wieczny francuski historyk Louis Michelet: "Polska umiejscowiła się na przyczółku Europy, uratowała ludzkość. Podczas gdy próżniacza Europa gadała (...) ci bohaterscy strażnicy chronili ją swymi lancami. Aby kobiety Francji i Niemiec mogły spokojnie prząść swe fatałaszki (...) trzeba było, by Polak, całe życie na posterunku, dwa kroki od barbarzyństwa, czuwał z szablą w dłoni". A Wiktor Hugo dodawał: "Dwa narody spośród wszystkich od czterech wieków odgrywały bezinteresowną rolę w kulturze europejskiej - te narody to Francja i Polska (...) Francja rozpraszała ciemności a Polska odpierała barbarzyńców. Francja rozpowszechniała idee, a Polska stała na straży obrony granic. Naród francuski był misjonarzem kultury w Europie a naród polski był jej rycerzem". 





CDN.

środa, 13 września 2017

DAJOSZ WARSZAWU - CZYLI WILNO POD SOWIECKĄ OKUPACJĄ - OD REWOLUCYJNEJ EUFORII DO PANICZNEJ UCIECZKI - Cz. II

PANIKA WYBUCHŁA 21-SIERPNIA,

NA WIADOMOŚĆ O TOTALNEJ KLĘSCE

ARMII CZERWONEJ POD WARSZAWĄ...

CO TAM SIĘ WTEDY DZIAŁO W WILNIE,

TO PO PROSTU NIE DO WIARY!


"POSTAWIŁEM TEŻ SOBIE, NIEZALEŻNIE OD NIKOGO, JUŻ W ROKU 1918, WYRAŹNY CEL DLA WOJNY Z SOWIETAMI. ZDECYDOWAŁEM MIANOWICIE NATĘŻYĆ SIŁY, ABY MOŻLIWIE DALEKO OD MIEJSC, GDZIE SIĘ NOWE ŻYCIE WYKLUWAŁO I WYKUWAŁO, OBALIĆ WSZELKIE PRÓBY I ZAKUSY NARZUCENIA RAZ JESZCZE ŻYCIA OBCEGO, ŻYCIA NIEURZĄDZONEGO PRZEZ NAS SAMYCH"

 MARSZAŁEK JÓZEF PIŁSUDSKI




REWOLUCJA CZYLI... 
"TAKA SOBIE PINDA..."


8 grudnia 1918 r. w Dyneburgu bolszewicy proklamowali powstanie Sowieckiej Republiki Litewskiej, tego dnia zajęli również Mińsk (z którego wycofały się wojska niemieckie). 16 grudnia tego roku, na I zjeździe połączonej Socjal Demokracji Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL) oraz Polskiej Partii Socjalistycznej - Lewicy, powstała Komunistyczna Partia Robotnicza Polski, która miała stanowić przyszły rząd w opanowanej przez bolszewików Polsce. 1 stycznia 1919 r. (po kilku utarczkach dnia poprzedniego z Samoobroną Ziemi Wileńskiej i Polską Organizacją Wojskową w Wilnie - m.in.: potyczka pod Ostrą Bramą i opanowanie przez Polaków ratusza miejskiego przy ulicy Wielkiej), Niemcy wycofywali się z Wilna stopniowo (od godzin popołudniowych 1 stycznia, przez kilka kolejnych dni, wciąż utrzymując kontrolę nad dworcem kolejowym i Wielką Pohulanką). Wojskowym dowódcą Wilna został teraz gen. Adam Mokrzecki, który starał się zabezpieczyć miasto przed spodziewanym atakiem lokalnych komunistów i próbą jego opanowania. 

Do walk z komunistami wileńskimi doszło już w godzinach popołudniowych i wieczornych 1 stycznia 1919 r. Umocnili się oni w kilku punktach Wilna, a szczególnie przy ulicy Wroniej, gdzie był ich główny punkt dowodzenia. Walki o ulicę Wronią trwały od godzin wieczornych 1 stycznia do godz. 14:00 dnia następnego i w ich wyniku  5 komunistów popełniło samobójstwo, nie chcąc się poddać, a 76 wzięto do niewoli (nie licząc trzech, którzy zginęli podczas walki), przy czym zdobyto ponad 1000 karabinów i 600 granatów. Straty po polskiej stronie wynosiły - 1 zabity i 4 rannych. Inne punkty oporu bolszewików utrzymywały się aż do 3 stycznia (np. dworzec kolejowy, który Niemcy wbrew umowie z Polakami, przekazali bojówkom komunistycznym)  i choć rebelia komunistyczna w samym mieście została dość łatwo stłumiona, to jednak do miasta zbliżały się regularne oddziały Armii Czerwonej i należało przygotować się na walkę z o wiele silniejszym przeciwnikiem. Już 3 stycznia rano doszło do pierwszego starcia z Sowietami pod Nową Wilejką, gdzie ułani wileńscy i wileńska piechota, zmuszeni zostali do odwrotu do miasta. W południe tego dnia walki rozgorzały o samo miasto (nie tylko z Sowietami, bowiem po ich stronie wystąpili przebywający jeszcze w mieście Niemcy) i do godzin wieczornych polska samoobrona utrzymała się jedynie w centrum miasta. Zresztą Sowieci też byli zaskoczeni skalą polskiego oporu (ponosząc duże straty) i spodziewali się łatwego zwycięstwa. Pomimo że zaczęło już brakować amunicji, 5 stycznia rano podjęto atak na sowieckie pozycje na rogatkach miasta, jednak przewaga Rosjan była tak duża, że oddziały te zostały zmuszone do odwrotu a ponieważ sytuacja stawała się katastrofalna o godz. 19:00 5 stycznia 1919 r. wileńskie POW i Samoobrona Ziemi Wileńskiej musiały skapitulować. Miasto zostało opanowane przez Sowietów i zaczęła się pierwsza sowiecka okupacja Wilna.




Wszędzie rozwieszono plakaty o rewolucji, wieści o tym docierały do podwileńskich dworów, gdzie albo szykowano się do ucieczki, albo czekano na rozwój wydarzeń, do końca nie wiedząc co dalej robić (wielu nie chciało też pozostawić swych domów na rozkradzenie). Zachowała się rozmowa, jaką przeprowadziła pewna kobieta (żona ogrodnika), pytając się jednego z siedzących na koniu bolszewików o to czym w zasadzie jest ta "rewolucja"? On odpowiedział tymi słowy: "Taka sobie pinda, jeszcze ładniejsza od ciebie", na co ona oburzona stwierdziła: "Ty cham jesteś", a on odburknąwszy coś pod nosem, pojechał dalej. Pierwsza okupacja Wilna (pomimo kilkudziesięciu morderstw, powszechnego sowieckiego szabru i topornej propagandy oraz próby werbunku Polaków do "polskich" formacji Armii Czerwonej, które trzeba było w końcu uzupełnić z prawie samych Rosjan, bo tylu było chętnych do wstępowania w szeregi Krasnej Armii wśród ludności polskiej), przebiegła w miarę spokojnie. O tym jak mniej więcej przebiegała ta pierwsza okupacja, nieco światła rzuciła delegacja chłopów ze wsi Słobódka , która zjawiła się w majątku Światyń, gdzie kwaterował jeden z polskich pułków ułańskich (już po wyzwoleniu Wilna przez pułki Beliny-Prażmowskiego - 12 kwietnia 1919 r. i wydaniu odezwy Naczelnika Państwa - Józefa Piłsudskiego do "mieszkańców byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego" z 24 kwietnia). Lokalni chłopi chcieli wiedzieć po prostu: "Jak teraz będzie?" po wygnaniu bolszewików.

"Dobrze będzie" - odpowiedział porucznik Kluczkowski, wysłany przez pułkownika na rozmowy z chłopami. Na co oni: "My to wiemy, że dobrze, ale ot, przykładem. Pozwoli wasza miłość opowiedzieć, było u nas tak: w naszej okolicy wielki majątek pana (...) Jak przyszli bolszewiki, no to ludzie ma się rozumieć poszli, rozgrabili majątek doszczętnie, każdy ciągnął do siebie co chwytał, i przedtem zabili pańską cioteczkę starą, co pozostała. A teraz przyszła wasza władza i przyjechał urzędnik taki ważny (...) z plutonem ułanów (...) Ludzie naturalnie, przestraszyli się, co teraz będzie. Zebrali co u kogo było nagrabionego, i poszli kłaniać się w pas, oddawać. A urzędnik (...) krzyczy "Wydać mnie zaraz tu, mówi, prowodyrów". Jak jemu wydasz. "Wszyscy, mówimy, wasza wielmożność, grabili, a kto zabił nie wiadomo. I wszyscy my winni. Przebaczenia pokornie prosim. To oficer tych ułanów mówi: "Ja wam przebaczę, ale nahajką!" No i pokropił ludzi, że i babom nawet dostało się. Naturalnie, nie bez przyczyny, zaprzeczyć nie można", na co porucznik Kluczkowski: "A za bolszewików lepiej wam było, co?". "Przy bolszewikach, nie powiem, żeby lepiej. Jak naskoczyli, to życia nie było. Ni to krowy, konia, przestali my być panami (...) Jakby to powiedzieć nassali się oni naszej krwi dość (...) Ale (...) naukę taką zaczęli głosić na mitingach. Mnie, po prawdzie, to nudno jej słuchać. Ale ot, innym podoba się, choć też nie wiadomo czy rozumieją. Słowa takie nowe (...) Ale, co my chcieliśmy (...) No to, nie będziemy waszą wielmożność dłużej trudzić (...) Zostawać się z Bogiem, wasza miłość". delegacja chłopów ze wsi Słobódka w końcu niczego dokładnie nie wyjaśniwszy, wróciła do siebie, a porucznik Kluczkowski powrócił na salę, gdzie akurat oficerowie spożywali obiad. Zapytano się go: "Czego oni tam chcieli?", "A czort ich wie, panie pułkowniku, nic a nic nie zrozumiałem". I taka mniej więcej była ta pierwsza okupacja sowiecka polskiego Wilna. 





CDN.
 

niedziela, 10 września 2017

DZIEJE WYCHOWANIA - Cz. III

CZYLI NAUKA SZTUKI

CZŁOWIECZEŃSTWA


WYCHOWANIE STAROŻYTNEGO EGIPTU

ok. 3000 r. p.n.e. - 30 r. p.n.e. 

Cz. II





II
WYCHOWANIE KSIĄŻĄT 
(NIE BĘDĄCYCH NASTĘPCAMI TRONU), 
 i KSIĘŻNICZEK Z DYNASTII PANUJĄCEJ





Wychowanie książąt, którzy nie byli uważani za następców tronu było prawie podobne z tym, które odbywali ich bracia przeznaczeni do tej roli. Jedyną różnicą była mniejsza dbałość postawiona na naukę kilku przedmiotów (głównie astronomii, architektury i malarstwa), a większa dbałość była skierowana w kierunku nauki posługiwania się łukiem, jazdy rydwanem i walki mieczem. Książąt, których nie uważano za przyszłych następców, kształcono w naukach ścisłych jedynie powierzchownie, nie przygotowywano ich też do roli władców, co potem powodowało duże problemy, gdy okazywało się że władcą (w przypadku wczesnej śmierci następcy tronu), musi jednak zostać kolejny syn władcy, który do tego zadanie nie był nigdy przygotowywany - wówczas jedynie przechodził przyspieszone szkolenie, które jednak nie było w stanie zrównoważyć długoletniej nauki w tej dziedzinie (tak było chociażby z Amenhotepem II - synem Totmesa III, który został następcą tronu po śmierci swego starszego brata Amenemhata. Amenhotep nie był przygotowywany do tej roli, więc jako władca też zachowywał się nieco odmiennie niż nakazywała to etykieta - jak choćby popisywał się publicznie swą siłą, podczas strzelania z łuku, którego cięciwy nie był w stanie nagiąć żaden inny mężczyzna, czy przesiadywanie w gronie własnych haremowych nałożnic. W wieku osiemnastu lat chwalił się też publicznie, że oto ojciec obdarzył go własnym haremem). W tej kwestii niewiele można więc dodać, przejdźmy zatem do wychowania córek (czyli księżniczek) z dynastii panującej.

Każda królewska córka była jednocześnie własnością swego ojca (podobnie zresztą jak i synowie) oraz (od czasów XVIII dynastii, czyli od ok. 1550 r. p.n.e.), przyszłą żoną swego królewskiego brata. Przyszły faraon musiał bowiem poślubić wszystkie swoje siostry, co oznaczało że od młodości były one już przeznaczone na jego żony. Tym samym tylko on, mógł z nimi spółkować (i płodzić dzieci). Księżniczkom nie wolno było poślubić nikogo innego niż ich własny brat-faraon, stanowiły więc najwyższą hierarchię królewskiego haremu. Nie wolno im było króla zdradzić fizycznie z kimkolwiek innym (było to bowiem równoważne ze zdradą bogów, a za to groziły bardzo ostre kary, jak choćby obcięcie nosa czy uszu - choć księżniczek raczej nie karano w ten sposób, ale skrupulatnie pilnowano aby żaden inny mężczyzna nie miał z nimi możliwości pozostać sam na sam nazbyt długo). Jeśli faraon miał zbyt wiele sióstr i albo nie był w stanie z nimi spółkować, albo też tego nie pragnął, kobiety pozostawały dziewicami do śmierci (chociaż, co ciekawe - Egipcjanie w ogóle nie znali i nie używali takiego słowa jak "dziewica"). W wyjątkowych sytuacjach król mógł "odstąpić" jedną z sióstr, któremuś ze swych królewskich braci, ale był to proceder niezwykle rzadki, bowiem faraon, jako syn boga na Ziemi, nie mógł mieć nigdy żadnych szwagrów - jego siostry były jego własnością, podobnie jak i jego bracia i cały kraj (a raczej Dwa Kraje, jak oficjalnie zwano Egipt). Jeśli księżniczki nie poślubiły braci, mogły poślubić... własnego ojca (w przypadku jeśliby żył zbyt długo). Tak zaślubione, nie mogły już zostać ponownie żonami brata (następcy tronu swego ojca), więc również pozostawały w stanie "dziewiczym" do końca życia.

Czego uczono dziewczęta z rodziny królewskiej? Oczywiście uczono je trudnej sztuki czytania i pisania, matematyki, wymowy i akcentacji zdań, oraz oczywiście odpowiedniej etykiety i posłuszeństwa swemu królewskiemu bratu. Od młodości były przygotowane do służenia ojcu (Synowi Niebios), i jego następcy, czyli swemu bratu i przyszłemu mężowi. Co prawda ich pozycja i władza jaką miały w haremie była dominująca i nie do podważenia, to jednak realnie ich prawa były znacznie mniejsze od zwykłych haremowych nałożnic, które mogły spotykać się z krewnymi i nawet zapraszać ich do haremu, lub same z niego wychodzić (oczywiście również w towarzystwie przyzwoitki). Nic więc dziwnego że monotonię dnia codziennego i ukrywaną seksualność, zastępowały sobie ogromną ilością sukien, biżuterii i kosmetyków, jakie albo otrzymywały od faraona, albo też same sobie kupowały. Ich szafy i kosmetyczki dosłownie pękały w szwach, od nadmiaru najróżniejszych (często sprowadzanych z odległych krain)  i kosztownych specyfików (co ciekawe - Egipcjanki malowały sobie paznokcie jak współczesne kobiety, a zwolenniczką takiego ozdabiania dłoni była chociażby sławna Kleopatra VII). Ideałem piękna była szczupła, prawie naga sylwetka kobiety (a wiadomo o tym chociażby ze względu na powszechne nabywanie przez bogaczy młodych, szczupłych dziewcząt, które potem przyuczano do tańca lub śpiewu). Stosowano więc całą paletę najróżniejszych olejków i maści, oraz kąpieli które pozwalały zachować młodość i urodę jak najdłużej (częste kąpiele w Nilu lub przypałacowych lub przydomowych zbiornikach wodnych), przy czym olejkami namaszczali się również mężczyźni. Szaty i suknie kobiet z dynastii panującej (jak i innych arystokratek), były prześwitujące, wszakże starano się aby skutecznie zasłaniały łono i piersi. Ubiór i biżuteria, którą wkładały księżniczki, nie był jedynie świadectwem ich pozycji społecznej i majątku, a miał również świadczyć o urodzie i stanowić ochronę przed złymi duchami.




Egipcjanie byli niezwykle czystą nacją, myli się (oczywiście mówię tu o arystokratach) po kilka razy dziennie i przynajmniej raz dziennie zażywali kąpieli. Ręce myto przed posiłkami i po ich zakończeniu (niewolnicy przynosili wówczas misy, dzbany z woda i przybory do mycia rąk). Bardzo dbano o zęby (mycie zębów było podstawą każdego kolejnego dnia u dobrze urodzonych, w tym oczywiście wśród księżniczek z dynastii panującej), używano do ich pielęgnacji natronu (czyli sody naturalnej). Księżniczki większość swego haremowego życia spędzały albo w kąpieli, albo podczas upiększania ciała (m.in.: manicure, pedicure, depilacja, masaż, namaszczanie ciała), strojenia się, układania włosów w fikuśne warkoczyki i przyozdabiania ich drogocenną biżuterią (niektóre nosiły peruki). Bardzo ważnym elementem było malowanie oczu (co praktykowały nie tylko kobiety ale również mężczyźni). Było to związane ze specyfiką lokalnego klimatu i ciągłego narażania się na palące słońce (co mogło doprowadzić do ślepoty), dlatego też Egipcjanie smarowali oczy najróżniejszymi (często kolorowymi, co jednocześnie je upiększało) maściami, po to właśnie ochronić je przed słońcem. Kosmetyczka egipskiej księżniczki zawierała również wszelkiego rodzaju tusze i róż do policzków (stosowano czarne i kolorowe tusze do oczu i czerwone tusze do policzków, używając do tego miękkich, malutkich poduszeczek), grzebienie do włosów, lustra, szpile do zaplatania fikuśnych loków i łyżeczki (które służyły jedynie do funkcji dekoracyjno-kultowych). 

Księżniczki przebywały w haremowych komnatach i w całym ich otoczeniu (ogrody, altanki, baseny wodne). Gdy im się nudziło grywały ze sobą w zenet (forma warcabów, o której pisałem w poprzednim poście z tego tematu), a niekiedy zaś grały same ze sobą (jak choćby królowa Nefertari, żona Ramzesa II Wielkiego, ukazana w taki sposób na swej tablicy grobowej). Głównym celem i zadaniem księżniczek/królewskich małżonek, było wydanie na świat potomstwa, głównie męskiego - tak aby zapewnić następstwo tronu z jednego (boskiego, jak uważano) rodu. Kobiety rodziły w specjalnym zadaszeniu, które ulokowane było w centrum haremowego ogrodu, zwało się habet i była to niewielka altanka. Były tam przygotowane cegły, na których księżniczka miała urodzić następcę tronu (dopiero potem przenoszono ją na łóżko). To był podstawowy cel sióstr faraona, jednak i tak większość z nich nigdy w życiu nie "poznała mężczyzny" pozostając do śmierci dziewicami, więc zapełniały sobie brak czułości ze strony brata hucznymi przyjęciami (w towarzystwie muzykantek i tancerek), oraz imponującą ilością jedzenia i picia. Zaczytywały się też w opowieściach z których do po dziś dzień zachowały się fragmenty niektórych z nich, jak choćby: "Opowiadania o cudownych zdarzeniach", "Życiorys Weni" (które co ciekawe mówiły o okrutnej śmierci żony, która dopuści się zdrady swego męża), czy opowieść "Dwaj bracia" (opisująca biblijną przygodę, podobną do tej której miał doświadczyć Józef syn Jakuba, będąc uwodzony przez żonę Putyfara, w "Dwóch braciach" jest prawie tak samo - żona jednego z braci Anupa, wodzi młodego i silnego Batę i prosi go: "Moc wielka jest w tobie, codziennie podziwiam twoją siłę. Chodź, spędzimy razem chwilę, połóżmy się. Wyjdzie ci to na korzyść, bo zrobię ci piękne ubranie", ponieważ Bata odmawia, przestraszona swym postępkiem kobieta, smaruje się łojem po twarzy, tak aby wyglądało na siniaki i skarży się mężowi że Bata chciał ją uwieść, a ponieważ odmówiła to ją zbił i dodaje: "Jeśli zostawisz go przy życiu ja umrę. Uważaj gdy wróci, nie słuchaj go". Po kilku perypetiach, w wyniku których Anup próbuje zabić brata, w końcu poznaje prawdę, która kończy się dla żony tragicznie, Anup zabija bowiem niewierną, a jej ciało rzuca psom na pożarcie. Morał jest prosty - kobieca niewierność i zdrada karana będzie śmiercią i pohańbieniem). Tak oto mijały dni, miesiące i lata księżniczek z panującej dynastii.




 
CDN.
 

piątek, 8 września 2017

RAPORT GEHLENA - Cz. II

CZYLI JAK TO NIEMCY ZAMIERZALI

STWORZYĆ WŁASNY RUCH OPORU,

WZORUJĄC SIĘ NA POLSKICH D

DOŚWIADCZENIACH

KONSPIRACYJNYCH


RAPORT GEHLENA

Cz. II





B. SPÓR NIEMIECKO-POLSKI PRZED 1939 r.


Dyktat wersalski, ustalając polsko-niemiecką granicę, dodał do nierozwiązanego, historycznego konfliktu zarzewie nowych komplikacji. Polskie roszczenia wobec obszarów wcielonych (Gehlen pisze tutaj o ziemiach Rzeczypospolitej Obojga Narodów sprzed zaborów) oraz dalszych niemieckich terenów wschodnich sięgały coraz dalej. Natomiast Niemcy wraz ze wzrostem swej siły odczuwały narzucony przez Wersal status quo na wschodniej granicy jako stan niemożliwy do zaakceptowania. Dzięki zachowaniu Piłsudskiego po przejęciu władzy przez Fuhrera zaogniona atmosfera uległa odprężeniu (należy tutaj dodać, że Marszałek, pomimo ponawianych prób, nigdy nie zgodził się spotkać z Adolfem Hitlerem, zresztą należy tu od razu powiedzieć że Józef Piłsudski był bodajże jedynym politykiem, którego Hitler naprawdę się obawiał. Już bowiem nawet Stalina nie bał się tak, jak wcześniej Piłsudskiego. A skąd brał się ów strach? Stąd mianowicie, że Marszałek był jedyną osobą, mogącą realnie pokrzyżować plany Hitlera, nim ten zdobyłby realną władzę w Niemczech - przypomnę choćby projekt wojny prewencyjnej z Niemcami z 1933 r., która gdyby doszła do skutku, rozwiązałaby jednocześnie kilka problemów ówczesnej Europy. Po pierwsze wyeliminowałoby Hitlera i jego klikę, całkowicie niwelując jakiekolwiek zagrożenie ze strony Niemiec, a co za tym idzie zniwelowałoby plan Stalina, który potrzebował kogoś takiego jak Hitler do wywołania wojny w Europie, po to, aby w ostatniej jej fazie móc się włączyć i podbić osłabione i wykrwawione państwa europejskie, rozszerzając komunizm i swoją władzę od Atlantyku po Ural. Po drugie nie doszłoby do Holokaustu Żydów i Słowian, po trzecie wreszcie - Europa byłaby dziś znacznie zasobniejszym kontynentem, również w konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi, Chinami czy Indiami. A Stalin, no cóż bez Hitlera nie mógłby rozpętać wojny i zająć połowy Europy, podobnie zresztą jak i Hitler bez Stalina też nie mógłby zaatakować Polski we wrześniu 1939 r. Oni byli więc na siebie skazani, a jeden był zależny od drugiego. Plan Marszałka nie wszedł w życie oczywiście ze względu na niechęć do takiego kroku "dzielnej" Francji, o której ostatnio ktoś powiedział że jej prawdziwą flagą powinna być biała chorągiew).

Obydwie strony szukały zadowalającego dla nich pokojowego rozwiązania. Polska straciła swojego wodza (1936) (kolejny błąd Gehlena, Marszałek Józef Piłsudski zmarł 12 maja 1935 r.), jeszcze zanim mógł on dokończyć rozpoczęte dzieło. Jego następcy (przede wszystkim tak zwana grupa pułkowników) bardzo szybko opuścili obraną przez Piłsudskiego drogę i świadomie odrzucali jakąkolwiek ugodę z Niemcami, zwłaszcza że byli w tj kwestii w coraz większym stopniu wspierani przez Francję i Anglię (kolejny duży błąd autora. Wraz z ocieplaniem się stosunków polsko-niemieckich w drugiej połowie 1933 r. zaczęły lawinowo psuć się nasze stosunki z Francją, notabene rządzoną przez socjalistów, kontynuujących politykę ustępstw wobec Hitlera i jednocześnie rozbrajających francuską armię na potęgę. Do tego dochodziły coraz bliższe kontakty przedstawicieli francuskiego i niemieckiego biznesu - począwszy od spotkania w Luksemburgu 29-30 kwietnia 1932 r. - na których to Francuzi wyrażali akceptację dla niemieckich planów zmian terytorialnych na wschodzie i odebrania Polsce części ziem, twierdząc że w ramach rekompensaty Polska mogłaby sobie odebrać od Litwy Kłajpedę. Francuzi bardzo niechętnie odpowiedzieli też na plany wojny prewencyjnej z Niemcami z marca i kwietnia 1933 r. Mimo to, po zawarciu polsko-niemieckiej deklaracji o nieagresji z 26 stycznia 1934 r. stosunki z Paryżem przez kolejne dwa lata pozostawały dość napięte - m.in.: spór o polskich pracowników we Francji, których zaczęto wydalać zarówno w 1934 jak i w 1935 r.). 

Niemcy w tej sytuacji podążały wciąż jeszcze drogą porozumienia, uwzględniającą sprzeczność interesów. Starania te natrafiały w Polsce na coraz słabszy oddźwięk. Wskutek folkistowskiego przebudzenia mniejszości niemieckiej w Polsce wśród niższych warstw społeczeństwa polskiego ujawniły się antyniemieckie namiętności. W końcu również wykształcone warstwy społeczeństwa polskiego zaczęły w mowie i piśmie dawać upust swojej postawie, nacechowanej jawną nienawiścią wobec Niemiec (typowe stwierdzenia niemieckiej propagandy z czasów wojny). Nie sposób nie wspomnieć o fatalnej roli, jaką odegrali w tej kwestii Żydzi. Powstała sytuacja, w której Polska odpowiedziała przecząco na ostatnie próby Fuhrera, zmierzające do zawarcia porozumienia, bądź nie odpowiedziała w ogóle (nie było żadnych "prób zmierzających do zawarcia porozumienia", owszem, Hitler chciał zawrzeć z Polską sojusz polityczno-militarny, skierowany przeciwko Sowietom, ale na swoich warunkach - oddanie Niemcom Gdańska i budowa eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej przez polskie Pomorze do Prus Wschodnich. Przede wszystkim jednak chciał zabezpieczyć sobie tyły, przed spodziewaną wojną na zachodzie, z Francją i Anglią, a ponieważ niemiecki wywiad doszedł do wniosku że w przypadku niemieckiego ataku na Francję, Polska ruszy na Niemcy od wschodu, a w przypadku niemieckiego ataku na Polskę, Francja pozostanie neutralna, Hitler  postanowił najpierw ruszyć na wschód - tyle, jeśli chodzi o owe "próby zmierzające do zawarcia porozumienia").



 C. 18-DNIOWA KAMPANIA POLSKA

 



(Tytuł to kolejny wytwór niemieckiej propagandy, mający pokazać że Niemcom poszło w Polsce bardzo łatwo i że w przeciągu 18 dni rozbili Wojsko Polskie i zajęli kraj. W rzeczywistości po pierwszych sukcesach, impet niemieckiego naporu słabnął, front zaczął się stabilizować w rejonie Wisły. Zaczynała się wojna pozycyjna, z tym że z polskiej strony były śmiałe plany wielkiego kontruderzenia, mającego wyzwolić większość kraju. Poza tym Niemcy całkowicie pominęli potężną Armię Poznań, stojącą w Wielkopolsce - w ogóle nie atakowanej przez pierwsze dni. Ta Armia, w połączeniu np. z Armią Pomorze, Armią Łódź i Armią Prusy, byłaby w stanie zamknąć w potężnym kotle dwie najpotężniejsze niemieckie armie 8 i 10 i je całkowicie unicestwić. Likwidacja tych armii - stanowiących główny trzon niemieckiego natarcia - przesądziłaby o klęsce Niemiec już na samym początku wojny, choć walki wciąż jeszcze by trwały, niemiecki impet jeszcze bardziej by osłabł. O Polskiej klęsce we wrześniu - choć należy pamiętać że ostatnie walki trwały jeszcze w październiku 1939 r. dlatego też twierdzenie o 18-dniowej kampanii jest czystą niemiecką propagandą - przesądziło tylko jedno wydarzenie, sowiecki atak z 17 września na polską armię od tyłu, czyli cios w plecy od Stalina. Tylko to spowodowało że Niemcy wygrali ową "18-dniową kampanię w Polsce"). Niemiecki Wehrmacht jak oczyszczająca burza przerwał nieznośną polityczną atmosferę, miażdżąc w osiemnaście dni polskie armie, którym wydawało się że są nie do pokonania. Jak widmo uleciały wszystkie sny o mocarstwowej potędze. Większa część pokonanej armii dostała się do niemieckiej niewoli, mniejsza do sowieckiej, a reszta uciekła za granicę lub ukryła się na terenie kraju, podobnie jak członkowie rządu i administracji państwowej. W tej sytuacji przed Polską stanęło pytanie: jakie kręgi i jaka wewnętrzna siła przejmie zadanie dalszego kształtowania życia narodowego? W ciągu dziejów naród polski dostarczył dowodów, że nawet pozbawiony własnej państwowości oraz własnej ochrony militarnej zdolny jest przez wiele generacji zachować żywotność. 


"A CÓŻ TO ZA HISTORIA NOWA, ZDUMIONA SPYTA EUROPA
JAK TO, TO CHŁOPCY MOŁOTOWA I SOJUSZNICY RIBBENTROPA?
JAK TO, TO CHŁOPCY MOŁOTOWA I SOJUSZNICY RIBBENTROPA?
(...)
JEDEN ODTĄD ŁĄCZY SZTANDAR - GWIAZDĘ, SIERP, HAKENKREUTZ I MŁOT
TYCH DNI HISTORIA NIEZAPOMNI, GDY STARY LĄD W ZDUMIENIU ZASTYGŁ
I ŚWIĘCIĆ BEDĄ NAM POTOMNI, PO PIERWSZYM WRZEŚNIA - SIEDEMNASTY
I ŚWIĘCIĆ BEDĄ NAM POTOMNI, PO PIERWSZYM - SIEDEMNASTY"

 









D. SYTUACJA PO ZAKOŃCZENIU KAMPANII


"POD KAŻDYM SZTANDAREM, BYLE NIE BIAŁYM
SZUKAJĄ ZWYCIĘSTWA ROZBITE ODDZIAŁY
POD KAŻDYM SZTANDAREM, BYLE NIE BIAŁYM
SZUKAJĄ ZWYCIĘSTWA ROZBITE ODDZIAŁY"




Jak rzadko kiedy w przeszłości, po zakończeniu osiemnastodniowej kampanii nie było tak dobrej okazji do trwałego porozumienia polsko-niemieckiego (problem polegał na tym, że po pierwsze Niemcy takiego porozumienia wówczas nie szukali, a po drugie... nie mieliby z kim podjąć takich rozmów, bowiem wszystkie kręgi polityczne Polski stawiały na dalszą wojnę aż do pełnego zwycięstwa i wyzwolenia kraju). Zmiecenie ze sceny całkowicie nieprzejednanych elementów narodu polskiego oczyściło drogę dla roztropniejszych środowisk. Naród mógł się sam przekonać, że został przez swój dotychczasowy rząd sprowadzony na manowce (błąd! To wszystko było zaplanowane przez polskich analityków - należy bowiem zauważyć że zakładano nawet częściowe lub całościowe zajęcie Polski przez Wehrmacht - błędem było tutaj przeświadczenie że Sowieci pozostaną neutralni w tym konflikcie. Mimo to walka miała być dalej kontynuowana, tym razem przy pomocy Francji i Anglii. Nie przewidziano tylko dwóch rzeczy - sowieckiego ataku od wschodu i tego że... Francja straci chęć do jakiejkolwiek wojaczki, nawet tej w obronie własnej niepodległości - stąd uważam że przywrócenie białej flagi Burbonów - tylko bez złotych kwiatów lilii - byłoby prawdziwym uwypukleniem francuskiej państwowości). Szczególnie wyraźny stał się wpływ żydowskiego rozkładu, obejmujący wszystkie dziedziny życia państwowego i narodowego. Jest czymś głęboko tragicznym, że niesprzyjające okoliczności uniemożliwiły urzeczywistnienie tego porozumienia.






CDN.