Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 30 grudnia 2018

KATON I JEGO RADY - Cz. III

CZYLI JAK TRAKTOWAĆ

NIEWOLNIKÓW,

ABY LEPIEJ POMNAŻALI

MAJĄTEK GOSPODARSTWA?

 


Pobyt Katona i jego małżonki Licynii w wiejskiej posiadłości w Reate, upływał powoli, aczkolwiek należy tu od razu dodać iż Katon żył dość surowo. Bardzo rzadko pijał wino i tylko na specjalne okazje, z reguły wolał albo czystą wodę, albo też winny ocet. Poświęcał się też podtrzymywaniu sprawności fizycznej i umiejętności walki mieczem, a jego ciało posiadało sporo blizn (pierwszą miał zdobyć już w wieku 17 lat w jednej z bitew z Kartagińczykami), jak stwierdza Plutarch, cerę miał czerwonawą, jakby spaloną słońcem, co było dość nieestetyczne wśród elit rządzących. Brał też czasem osobiście udział w pracach na własnej roli (być może stąd ta ciągła opalenizna gdyż często pracował "bez odzienia"). Posiłki też spożywał w gronie służby, jedząc z nimi jak równy z równymi, co bardzo zaimponowało jego sąsiadowi Waleriuszowi Flakkusowi (temu, który namówił go do rozpoczęcia kariery politycznej). Ta jego oszczędność była wręcz legendarna, choć czasem po prostu przesadzał, jak wówczas, gdy pozostawił swego konia w Hiszpanii, aby oszczędzić państwu kosztów na jego przewiezienie do Italii, czy też gdy kupował niewolników do swego majątku, zawsze wybierając tylko młodych i silnych, zdatnych do ciężkiej pracy na roli, gdy zaś się postarzeli... wyrzucał ich jak stare śmieci, sprzedając za parę groszy. Wszędzie widział tylko zysk i ściśle przestrzegał starorzymskich obyczajów oraz moralności. Żony nigdy publicznie nie pocałował, nie okazał jej też żadnych względów - choć prywatnie miał być dość wylewny w uczuciach. Jadał bardzo mało, tyle tylko ile potrzeba było do utrzymania ciała w sprawności, podobnie też karmił swoich niewolników, wydzielając im określone porcje. Uważał że ciało służy tylko pewnym celom fizycznym, których nie zdolna wykonać dusza, ale już na przykład rozpustę seksualną i zbytek uważał za coś wybitnie niszczącego zarówno dla ciała jak i dla duszy. 

W sprawowanych funkcjach publicznych bywał twardy i surowy a jednocześnie sprawiedliwy i nieprzekupny, a prywatnie bardzo przystępny i miły ludziom. Lubił np. opowiadać dowcipy i śmiać się, przez co niektórzy uważali go za kpiarza. On jednak potrafił bardzo szybko zamienić się z wesołka opowiadającego dowcipy, w ponurego i srogiego przedstawiciela władz, który bezwzględnie egzekwował wszelkie winne państwu należności. Jak już wspomniałem, dbał o zdrowie tak bardzo, że często chodził na pieszo z Rzymu do innych miast (w towarzystwie tylko jednego niewolnika, który niósł jego odzienie na zmianę). W porównaniu z lubującym się w rozkoszach stołu i łoża Scypionem (zwycięzcą Hannibala), sprawiał wrażenie wręcz pustelnika. Pewnego razu upomniał jednego z senatorów, który był dość pulchnej postury iż: "Na cóż się przyda państwu takie to ciało, w którym między gardłem a nogami wszystko zajmuje tylko brzuch!" Twierdził też że kobietom nie wolno powierzać żadnych tajemnic, bo są one nieszczere i szybko je rozniosą (żałował bowiem w życiu trzech rzeczy - właśnie że kiedyś powierzył jedną z tajemnic kobiecie, że popłynął łodzią tam, gdzie mógł dojść pieszo i że jeden dzień pozostawał bez testamentu). Był też wielkim przeciwnikiem greckiego sposobu życia i greckiej kultury, uważając ją za zniewieściałą i niemiłą rzymskiemu sercu (powiadał iż u Greków słowa płyną z warg, zaś u Rzymian prosto z serca). Piętnował też wszelkie zamiłowania wśród Rzymian do hellenizmu, uważając że język grecki jest zbyt rubaszny a przy tym rozwlekły i to co można powiedzieć prosto, u Greków mówi się zawile. Mimo to i on nauczył się greki, choć uczynił to dopiero w wieku starczym, w zasadzie już pod koniec swego długiego życia (85 lat)




Tymczasem wojna z Antiochem III Syryjskim zbliżała się wielkimi krokami. W drugiej połowie 192 r. p.n.e. część armii Wielkiego Króla przeprawiła się do wschodniej Grecji, która już od kilkunastu miesięcy była pozbawiona rzymskich załóg (Rzymianie wycofali się z Hellady w 194 r. p.n.e. na wniosek senatu, który postąpił tak pod wpływem dążeń Kwinkcjusza Flamininusa do urzeczywistnienia "Wolności Hellenów", jaką ten nadał im na Istmie w 196 r. p.n.e. po zwycięskiej wojnie z Macedonią). Tak więc w 192 r. p.n.e. w położonym w Magnezji (Tesalia) mieście Demetrias, nad piękną zatoką wychodzącą ku Eubei, król Antioch zwołał zebranie swych dowódców. Był tam obecny również Hannibal, który od jakiegoś czasu odsuwany był od podejmowania decyzji w sprawach wojennych. Stwierdził tam iż kluczowym dla przyszłej wojny są dwie kwestie, po pierwsze - pozyskanie Macedonii (którą należy przymusić do sojuszu dyplomacją lub siłą), oraz przejęcie kontroli nad morzami (w tym celu radził ściągnąć całą królewską flotę do Grecji i utworzyć tu dwie duże eskadry morskie). Flota ta miałaby dokonać desantu na Sycylii i w południowej Italii i posuwać się dalej na północ wzorem dawnej kampanii króla Pyrrusa sprzed prawie 90 lat. Opanowanie Wielkiej Grecji i stworzenie anty-rzymskiej koalicji świata greckiego, zarówno tego na wschodzie jak i na zachodzie, miałoby być kluczowym punktem tych zmagań. Czyli przekonanie do siebie Greków i Macedończyków, oraz przeniesienie teatru działań wojennych jak najszybciej do Italii, uważał Hannibal za najistotniejsze warunki zwycięstwa w wojnie z Rzymianami. Nieoczekiwanie w tym względzie poparło go również część wodzów króla Antiocha.

Do Demetrias przybyło także poselstwo ze Związku Etolskiego z zamiarem zawarcia anty-rzymskiego sojuszu. Do Beotów Antioch osobiście wysłał poselstwo, ci jednak odpowiedzieli że król musi osobiście się do nich pofatygować, wówczas zastanowią się nad ewentualnym sojuszem. W Demetrias zapadła też decyzja za wypowiedzeniem Rzymowi wojny (choć nie bezpośrednio). Aleksander z Akarnanii (jeden z wodzów Antiocha III), twierdził że jeśli król zdecyduje się na wojnę, pójdą za nim nie tylko Etolowie, ale i Spartanie pod Nabisem, oraz Macedończycy. Twierdził jednak (wbrew temu co mówił Hannibal), że Rzymian można zwyciężyć w Grecji, bez potrzeby ataku na Italię. Z tym ostatnim zgodził się król Antioch, który notabene wcale nie pragnął wojny i był gotów jakoś ułożyć się z Rzymianami, np. wyrzekając się Byzantion, Kyzikos, Rodos i kilku innych azjatyckich polis, zatrzymując jednak Jonię i Eolię, co było nawet do zaakceptowania dla senatu. Nie chciał też sojuszu z Filipem V królem Macedonii, gdyż obaj panowie szczerze się nienawidzili. Realnie król Antioch nie pragnął tej wojny i szukał wszelkich możliwości jak można wyjść z niej z twarzą. Co prawda w Demetrias zapadła decyzja za wojną, ale nie było to oficjalne jej wypowiedzenie, a jedynie stwierdzenie że nie będzie żadnych innych ustępstw wobec Rzymu, nawet jeśli będą one prowadziły do wojny. Po zakończeniu narady król opuścił Demetrias i wyjechał do Chalkis na Eubei, gdzie poznał pewną kobietę, w której ponoć zakochał się bez pamięci i którą bardzo szybko uczynił swoją nałożnicą (a potem włączył do swego królewskiego haremu w Antiochii).

A tymczasem w Rzymie bardzo szybko rozeszła się wiadomość o wojennych przygotowaniach i wojennym zapale króla Antiocha III. Twierdzono że zajął już całą Grecję i że zgromadził ogromne wojska w Etolii, na których czele ma zamiar najechać (wraz z Hannibalem u boku) Italię. Haruspikowie (kapłani zajmujący się wróżeniem przyszłości z wnętrzności zwierząt ofiarnych) wróżyli nadchodzące nieszczęścia, a powszechne przerażenie wzbudziła plotka, jakoby krowa ofiarna, którą miał złożyć w ofierze konsul Gnejusz Domicjusz, przemówiła ludzkim głosem mówiąc: "Biada ci Rzymie". Krowa uniknęła więc śmierci i miała odtąd do końca swych dni pozostawać na państwowym wikcie (aby nie obrazić bogów, którzy przez nią mieli przemawiać). Zarządzono też przygotowania obronne. Cały pas Zatoki Tarenckiej, Apulii i Kalabrii miał być dzień i noc monitorowany, przez specjalnie powołane do tego celu jednostki, które miały natychmiast informować o zbliżającym się desancie. Zaczęto też formować nowe legiony. A tymczasem mijały miesiące a wojna wciąż nie wybuchała. Król Antioch oddawał się przyjemnościom łoża ze swoją nową nałożnicą i był bardzo nierad, gdy przerywano mu te uciechy sprawami polityki i wojskowości, wciąż przebywając w Chalkis i obsypując swoją kochankę licznymi prezentami. Tam też przybyło do niego poselstwo z Epiru i z Elei. Poseł Charops, w imieniu Epirotów prosił by król Antioch nie wciągał ich w konflikt z Rzymem, jako że ich ziemie leżą najbliżej rzymskich granic i najwięcej mogą na tym ucierpieć. Deklarował jednak, że jeśli król ze swoją armią przeniesie się do ich kraju, wówczas przyjmą go z otwartymi ramionami. Elejczycy (w osobie Kallistratosa) również prosili o pomoc, szczególnie od sprzyjających Rzymowi Achajów.




Antioch wysłał więc do Elei 1 000 żołnierzy swojej piechoty pod dowództwem Eufanesa z Krety, zaś do Epirotów swoich posłów, by omówić wspólne interesy. Tymczasem zbliżał się koniec roku i król postanowił uczcić to wydarzenie, żeniąc się ze swoją oblubienicą (która ponoć pięknością przewyższała wszystkie kobiety Chalkis). nadał jej też nowe imię - Eubeja (na cześć wyspy na której się narodziła). A tymczasem wojna w Helladzie już przerodziła się z fazy "zimnej" w "gorącą", choć na razie jeszcze walki pomiędzy sobą toczyły nie dwa "supermocarstwa", a poszczególne miasta lub związki. I tak pierwszy oręż wojny podniósł król Sparty - Nabis, który uzbroiwszy niewolników i biedotę miejską, ruszył przeciwko miastom Lakonii na Peloponezie. Zdobył miasto Gytejon i zwyciężył flotę związku achajskiego w małej bitwie morskiej w Zatoce Lakońskiej. Wojna była już faktem i senat nie mógł dłużej udawać że nic się nie dzieje. Musiał przyjść z pomocą Achajom, jeśli nie chciał aby rzymski ład w Helladzie uległ zupełnemu rozpadowi. Wysłano więc pretora Aulusa Atiliusa Serranusa z flotą 30 pięciorzędowców do Grecji, ale nim owa pomoc nadeszła, wódz Związku Achajskiego, sławny strateg Filopojmen, rozbił armię króla Nabisa i zmusił go do schronienia się za murami Sparty. Tam oblężony i bezskutecznie wyczekujący odsieczy od Antiocha III, został Nabis zamordowany przez swoich żołnierzy, a Sparta musiała skapitulować i wejść w skład Związku Achajskiego (192 r. p.n.e.). W zdobywaniu miasta brali też udział rzymscy posłowie - Tytus Kwinkcjusz Flamininus i Publiusz Williusz Tappulusem, którzy następnie udali się do innych miast Hellady, w tym do Etolii, gdzie tamtejszy strateg - Damokrytos z Kalidonu znieważył Flamininusa, mówiąc mu że uchwałę zgromadzenia, wzywającą Antiocha do wojny z Rzymianami... pokaże mu dopiero w Italii, gdy już stanie obozem nad brzegiem Tybru (swoją drogą Damokrytos rzeczywiście w jakiś czas później znalazł się nad brzegiem Tybru, tylko nie w takiej roli, w jakiej pragnął się znaleźć - a trafił tam jako jeniec wojenny zakuty w kajdany i prowadzony w pochodzie).

Antioch III dysponował w Grecji siłą ok. 18 000 żołnierzy (falangitów, katafraktów i przybocznego oddziału "Srebrnych Tarcz"), oraz floty złożonej ze 100 okrętów wojennych i 200 transportowców. Była to siła wybitnie niewystarczająca, tym bardziej że problemem dla wodzów Antiocha wcale nie byli pro-rzymscy Achajowie czy ewentualne zagrożenie wysadzenia rzymskiego desantu w Helladzie, ale aprowizacja. Żołnierze bowiem musieli jeść, a cała intendentura gromadziła zapasy góra na 5 dni. Dlatego też tak ważne było utrzymanie stałych dostaw zaopatrzenia z Azji Mniejszej (o czym doskonale zdawał sobie sprawę Hannibal, który podczas wojny w Italii większość czasu spędzał nie na samej walce z Rzymianami, tylko na kombinowaniu jak tu zapewnić wojsku ciągły zapas jedzenia, stąd doszczętnie ograbiał italskie wioski i miasta). W zbliżającej się wielkimi krokami rozgrywce z Rzymem, ważne było pozyskanie jak największej liczby sojuszników. Wiedzieli o tym zarówno Rzymianie jak i Antioch III, który wysłał do Achajów swoich posłów, mających przekonać ich o bezsensowności utrzymywania sojuszu z Rzymem i walki z potęgą swoich syryjskich zastępów. Poseł królewski, który przybył do Ambracji (stolicy Związku Achajskiego), zaprezentował zebranym taką oto wizję - ze Wschodu przez Hellespont ściągają niezliczone tłumy armii króla Antiocha, gdzie prócz doborowych jednostek grecko-macedońskiej elity wojennej, idą masy Medów, Dahów, Elimajów i Kaduzjów, których jest tak wiele, że cała Grecja nie pomieści ich liczebności. Poseł przekonywał że on wcale nie każe Achajom zrywać przyjaźni z Rzymem, żąda tylko, w obliczu nieuniknionej klęski Synów Wilczycy, by Achajowie pozostali neutralni w zbliżającym się konflikcie - wówczas ocalą oni swe miasta i tamtejszych mieszkańców. W podobnym tonie przemawiał także i poseł etolski - Archidamos. 

Obecni na zgromadzeniu posłowie rzymscy (Flamininus i Tappulusem), stwierdzili że są to najzwyklejsze przechwałki, a ten cały król Antioch niczego jeszcze w Grecji nie dokonał, prócz tego że się tutaj ożenił. Zaś Etolowie to zwykli tchórze, którzy żerują na sukcesie innych i kradną ich wojenną chwałę niczym hieny (poseł etolski przechwalał się że to dzięki nim Rzymianie zwyciężyli Macedończyków pod Kynoskefalaj w 197 r. p.n.e. i gdyby nie oni szybko zostaliby zmiażdżeni przez macedońską falangę). Flamininus dodał również że ta cała armia Antiocha, która niby ma przybywać ze wschodu, jest warta tyle, co niewolnicy przerobieni na żołnierzy, gdyż i tak w większości składa się z Syryjczyków i Azjatów, czyli niewolniczych poddanych króla Antiocha. Achajowie uznali że to właśnie Flamininus ma tu rację i ogłosili stan wojny z Etolami i Antiochem III. Miało to miejsce w listopadzie 192 r. p.n.e. W grudniu wojnę Syryjczykom wypowiedział również senat (haruspikowie wyczytali z trzewi zwierząt ofiarnych iż: "w tej wojnie ukaże się triumf Rzymu"). Wojna wybuchła więc na całego.

    

 




ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER

WILL APPLY TO POLAND



 CDN.

sobota, 29 grudnia 2018

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. XXIV

CZYLI JAK TO KRÓL

RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV

PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE

CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO

W KONSTANTYNOPOLU






 1645-(48)

RZECZPOSPOLITA

Cz. VIII


"NIE FRANCUZI I NIEMCY, NIE WŁOSI I POLACY SĄ CUDZOZIEMSKIEMI I OBCEMI DLA SIEBIE LUDY: WSCHODNI I ZACHODNI - OTO SĄ DWA WIELKIE NA KULI ZIEMSKIEJ NARODY. W EUROPIE, JEDNA WIARA I TEŻ SAME OD NIEJ ZAJĘTE PRAWIDŁA DZIAŁANIA SERCA (...) Z DRUGIEJ STRONY, NA WSCHODZIE , RÓŻNORODNE NIEGDYŚ PIERWIASTKI, PRZETOPIONE I ZLANE W JEDNĘ OGROMNĄ MASĘ W STRASZLIWEM WYBUCHNIENIU ISLAMIZMU, STANOWIĄ DZISIAJ OSOBNE, ZUPEŁNIE RÓŻNE CIAŁO. (...) WIARA, PRAWA, OBYCZAJE, NAŁOGI I WYOBRAŻENIA, ZGOŁA WSZYSTKO JEST ODMIENNE(...) Z NASZEMI"

JÓZEF JULIAN SĘKOWSKI
 




 Król Władysław IV od początku maja roku 1646 r. już z pogwałceniem prawa zaczął dążyć do wywołania lub sprowokowania wojny, najpierw z Chanatem Krymskim, a potem z całym Imperium Osmańskim. Król wiedział doskonale że popełnia wyraźne nadużycie konstytucji, i to zarówno tej osobistej (koronacyjnej) z 1632 r. (czyli pacta conventa), jak i tej z 1607 r. konstytucji: "O cudzoziemcach", w której było zapisane (co zostało potem powtórzone w artykule 44 i 46 pacta conventa z 1632 r.): "Wojsk cudzoziemskich (...) wprowadzać w państwa koronne i Wielkiego Księstwa Litewskiego (...) ani suplementów żadnych (...) nie będziemy i (...) nie pozwolimy", oraz: "Cudzoziemców wszelakiej kondycyi (...) do żadnych rządów przypuszczać (...) i urzędów dawać nie będziemy". Natomiast król już od końca kwietnia 1646 r. wszelkie swe kontakty ograniczał praktycznie do samych ambasadorów i legatów obcych państw (głównie posła weneckiego Tiepola i posła francuskiego de Torres i de Bregy). Władysław wiedział jednak że jego pozycja w państwie jest tak słaba, że bez poparcia stanów Rzeczpospolitej, wszelkie te jego plany i knowania z przedstawicielami obcych państw, mogą co najwyżej pozostać w kwestii marzeń, gdyż nie uzyskawszy zgody zarówno szlachty na sejmie jak i możnowładztwa w senacie, nie ma szans na jakąkolwiek, nawet niewielką wyprawę wojenną. Przeto na 14 maja król planował zwołanie posiedzenia senatu. Wcześniej, jeszcze w kwietniu (24 kwietnia), zażądał od kanclerza wielkiego koronnego - Jerzego Ossolińskiego, by ten złożył swą pieczęć na listach przepowiednich, rozsyłanych przez króla, na co Ossoliński nie wyraził zgody. Senatorowie poinformowani o królewskich planach wojny z Osmanami (m.in.: przez hetmana wielkiego koronnego - Mikołaja Potockiego), zaczęli tworzyć szereg kontradykcji, co spowodowało iż król przeświadczony o fiasku rozmów, postanowił je odłożyć na lipiec, do czasu koronacji królowej Ludwiki Marii. 

20 maja do posła weneckiego Tiepola, przybył wysłany przez kanclerza Ossolińskiego jego sekretarz Roncalli, który w imieniu kanclerza jawnie... zażądał od Tiepola pieniędzy za ewentualną zmianę stanowiska swego pryncypała w kwestii wojny z Turkami. Oczywiście Ossoliński nie potrzebował żadnych pieniędzy i nie musiał uciekać się do brania łapówek za rzecz, którą notabene popierał (tak, popierał plany wojenne Władysława IV), tylko uznał że jego godność została w tym wypadku podeptana, jako że każdy poseł, który czegokolwiek pragnąłby załatwić w imieniu swego dworu, miał obowiązek przyjść do niego z należytą zapłatą za fatygę. To, iż on tej zapłaty wcale nie potrzebował a nawet nie pragną nie miało znaczenia - uznał jednak że został upokorzony i kazał osobiście o tym przekazać posłowi weneckiemu. Tiepolo poinformował jednak Roncalli'ego iż Signoria Wenecji (czyli rada miasta) nie dała mu upoważnienia do rozdawania jakichkolwiek gratyfikacji. Odmowa posła weneckiego nieco osłabiła zapał Ossolińskiego do planów wojny tureckiej, ale go nie wygasiła. Nawet odmowa złożenia pieczęci pod królewskimi listami, była w pewnym sensie grą polityczną Ossolińskiego niż realnym działaniem i odmową. Wiedział on bowiem że senat jest przeciwny królewskim zamierzeniom, a on uznał że znacznie łatwiej jest sprzeciwić się królowi (którego względy szybko może potem odzyskać), senatowi złożonemu z możnowładców.

A owi możnowładcy, którzy posiadali ogromne wpływy (choć rządy należały do szlachty, szczególnie konstytucja z 1601 r. dała mniejszej szlachcie znacznie większe możliwości kontrolowania politycznych poczynań możnowładztwa), to w czasach o których piszę, byli: w Małopolsce - biskup krakowski - Piotr Gembicki, kasztelan krakowski - Jakub Sobieski i wojewoda krakowski - Stanisław Lubomirski. W Wielkopolsce i Prusach Królewskich: wojewoda poznański - Krzysztof Opaliński, biskup warmiński - Wacław Leszczyński, biskup chełmiński - Jędrzej Leszczyński i biskup poznański - Jędrzej Szołdrski. Ruś (czyli Ukrainę) kontrolował - wojewoda Jeremi Wiśniowiecki. W Wielkim Księstwie Litewskim zaś ogromną władzę posiadała familia Radziwiłłów. Wielkie znaczenie mieli również Adam Kazanowski - marszałek nadworny koronny, który stał na czele senatu, oraz oczywiście sam kanclerz Jerzy Ossoliński. Oni wszyscy byli niezadowoleni z odwołania rady senackiej (król usprawiedliwiał się chorobą), ale okazja do zjazdu szybko znów się pojawiła, gdyż jeszcze 20 maja w Warszawie swoje zaślubiny świętował starosta bracławski, który zaprosił na swój ślub zarówno króla jak i wielu możnych panów. Ci zjechali się i przez kolejne dwa dni starali się przekonać króla iż pomysł wojny z Osmanami jest im niemiły. 21 maja dochodzi do bardzo nieprzyjemnej sceny, gdy wzburzony król, każe opuścić stolicę Jakubowi Sobieskiemu, który wielokrotnie napomina Władysława aby porzucił swe plany. 22 maja kanclerz wielki litewski - Albrecht Stanisław Radziwiłł wręcz wymusza na Ossolińskim by ten porozmawiał z królem w tej kwestii. Ten dnia następnego informuje Radziwiłła że choć zastał króla "twardym i głuchym", ale opuścił "zachwianym w pierwotnym uporze" i uzyskał królewskie przyrzeczenie iż na razie ekspedycja artylerii na południe zostanie wstrzymana.




23 maja Radziwiłł wyjechał więc z Warszawy na Litwę, jednocześnie wcześniej każąc wysłać odpowiedź baszy Sylistrii, który przysłał list z zapewnieniem utrzymania pokoju. Odpowiedź miała być zawarta w podobnym tonie. Król był załamany, prysnęła ostatnia nadzieja, przeciw wojnie byli wszyscy, łącznie z Leszczyńskim, Sobieskim, Radziwiłłem, Lubomirskim a także Ossolińskim. Mimo to nie zamierzał nawet na chwilę zaprzestać przygotowań wojennych i prace wciąż toczyły się swoim rytmem. Król jednak dał słowo że z ostateczną decyzją wstrzyma się do 15 lipca, czyli wyznaczonego terminu koronacji królowej Ludwiki Marii, co miało spowodować liczny zjazd do Warszawy panów i szlachty z całego kraju. Był to warunek o jaki zabiegali senatorowie, bowiem dzięki temu zyskiwali dużo czasu na wzajemne porozumienie się i opracowanie wspólnego stanowiska w kwestii królewskich planów wojennych o czym Władysław doskonale wiedział. Ale nie miał wyjścia, tym bardziej że już kończyły się pieniądze wydane na zaciągi i artylerię. Aby uzyskać dalsze środki, należało zwołać sejm, aby zwołać sejm i uzyskać co się pragnęło, należało najpierw przekonać do siebie kilku możnowładców, a to jak na razie zakończyło się kompletnym fiaskiem. Król zwrócił się więc do swojej żony - Ludwiki Marii, by ta, w jego imieniu poprosiła o pieniądze posła weneckiego Tiepola. Uczyniła to lecz kwota którą otrzymała, była wybitnie niewystarczająca. Król zamyślał o 230 000 talarów, a uzyskał tylko 40 000. Tiepolo co prawda przekonywał że pozostała suma wkrótce zostanie wypłacona, ale czas naglił, a te 40 000 rozeszło się momentalnie.

Ponieważ jednak pieniądze nie nadchodziły, król 30 maja napisał ponaglający list do doży weneckiego, a 2 czerwca wysłał swoich posłów do Wenecji, Francji i kilku innych chrześcijańskich krajów Europy, starając się zbadać jaki jest ich stosunek co do planów wojny z Osmanami. Poinformował też Tiepola że ze względu na zwłokę Signori, jest obecnie zmuszony zawiesić plany wojny i pomocy Wenecji w walce z Turkami na Morzu Śródziemnym. Tiepolo starał się przekonać Władysława że rząd Wenecji wkrótce całą kwotę wypłaci, ale gdy król pozostał głuchy na te zapewnienia, 4 czerwca wenecki poseł zwrócił się do królowej z żądaniem... zwrotu pożyczonych 40 000 talarów, jako że król odmówił realizacji planów wojny z bisurmanem. Ludwika Maria szybko poinformowała o wszystkim Władysława, który to nieco się rozgniewał. Król spotkał się z posłem i starał się go przekonać że kwota zostanie mu zwrócona w późniejszym terminie, ale Tiepolo żądał zapłaty teraz, co spowodowało iż król mu jawnie odmówił i przez kilka kolejnych tygodni zakazał  mu pojawiać się na audiencji. Tiepolo mocno podupadł na zdrowiu i wręcz pisał do Signori aby ze względu na stan zdrowia mógł powrócić do Wenecji. 9 czerwca 1646 r. przyszła z Wenecji oficjalna nagana dla Tiepola, w której doża zarzucał mu iż wziął na siebie dodatkowo obciążenia finansowe i wypłacił pieniądze, które nie były przyrzeczone. Doża nakazywał mu więc aby poinformował króla iż Wenecja żadnych dodatkowych obciążeń na siebie wziąć już nie może i że umówione 250 000 talarów zostanie wypłacone, ale dopiero po wybuchu wojny z Osmanami. Stwierdzał również że Wenecja nie może dać narzucić sobie żadnych zobowiązań politycznych (jak choćby zobowiązanie do niezawierania pokoju bez zgody króla polskiego). Nic dziwnego że Tiepolo starając się wydostać z kłopotliwej sytuacji, prosił rząd Wenecji o dymisję z zajmowanego stanowiska. 

Król przez cały czerwiec nie chciał widzieć Tiepola, spotkał się z nim dopiero pod koniec tego miesiąca, tylko po to by powtórzyć swoje wcześniejsze napominania o jak najszybszą wypłatę obiecanych pieniędzy (notabene - obiecanych przez Tiepola a nie przez Wenecję, co w jeszcze gorszym położeniu stawiało tego posła), po czym wyjechał z Warszawy do Krakowa (na pożegnanie z posłem miał rzec: "Do widzenia się w Krakowie") dnia 27 czerwca. Król też stawał się coraz bardziej rozdrażniony i szybko wpadał w gniew. Tę zmianę nastawienia małżonka zauważyła również Ludwika Maria, która pisała iż jej mąż: "zmienił się nie do poznania". Wszystkie jego tematy ograniczały się teraz jedynie do planów wojny z Turkami i kwestii finansowych, które jeszcze bardziej go denerwowały. Król przede wszystkim miał problem co zrobić z już zmobilizowanym wojskiem, które przecież też należało opłacić i nakarmić. Postanowił więc rozwiązać ten problem choć w połowie następująco, a mianowicie wydał rozkazy by wojska stacjonujące po wsiach uznać za jego gwardię i zmuszając przez to zarówno duchowieństwo jak i lokalną szlachtę do łożenia na ich utrzymanie (oddziały te przeniosły się głównie do dóbr klasztornych). Jednocześnie kazał wstrzymać kolejne nabory, które Kirschbaum i Walderode organizowali dla niego na Śląsku i w Rzeszy. Było to kolejne naruszenie prawa, jako że gwardia królewska według konstytucji mogła wynosić tylko 600 żołnierzy, a sam oddział któremu król nakazał wyruszyć do Lwowa pod koniec czerwca 1646 r. , liczył 3 000 żołnierzy piechoty. A tymczasem król i królowa w bogatym orszaku dworu, zmierzali w drogę do Krakowa, na zapowiedzianą koronację. Jechano wolno, cała podróż zajęła im 17 dni.

 



3 lipca para królewska przybyła do Częstochowy, gdzie 5 lipca biskup chełmiński Andrzej Leszczyński poświęcił na Jasnej Górze przy ołtarzu Bogarodzicy oręż królewski. Do Krakowa królewska para wjechała 14 lipca w godzinach wieczornych. Mimo iż spodziewano się zjazdu panów i szlachty z całego kraju, uroczystość koronacji królowej (15 lipca) nie była zbyt liczna (przy królowej nie zebrało się nawet dwudziestu senatorów), ale Ludwika Maria wreszcie oficjalnie została koronowana na królową. 17 lipca do Łobzowa król zwołał posiedzenie senatu (miejsce zjazdu nie było przypadkowe, w Łobzowie bowiem 9 czerwca 1595 r. urodził się właśnie król Władysław IV, i sądził że miejsce to zdoła pojednać z nim senatorów). Król wystąpił tam z mową iż wszystko co do tej pory czynił, czynił dla zabezpieczenia granic i bezpieczeństwa państwa i że sam pragnie dalej postępować w zgodzie z prawem i zwyczajem Rzeczypospolitej. Senatorowie po wspólnym posiedzeniu 18 lipca przedłożyli królowi swoje stanowisko, a mianowicie: porzucenie planów wojny tureckiej, wstrzymanie zaciągów, wierność zaprzysiężonym przez stany paktom, ale przede wszystkim starano się wybić królowi z głowy, pomysł wyjazdu do Lwowa. Obawiano się bowiem że wizyta która w tym mieście jeszcze bardziej przyspieszy przygotowania do wojny, której oni nie pragnęli. Nie uzyskano kompromisu, ale wyznaczono termin zebrania sejmu, na którym miano zadecydować o dalszych planach wojny tureckiej. Termin ten wyznaczono na 25 października 1646 r. Król więc następnego dnia (19 lipca) wyjechał z królową do Pałacu w Niepołomicach.

Ponoć król tam ponownie odzyskał dawną radość i na krótko przestał myśleć o wojnie i problemach finansowych, królowa Ludwika Maria ponoć miała o to zadbać. Ale były to krótkie dni, bo król czasem chciał zostać sam i zamykał się na kilka godzin w swych komnatach, zamyślając co dalej też czynić. 29 lipca para królewska wyjechała w podróż do Lwowa. Obrali trasę przez Wiśnicz, Tarnów, Rzeszów i Łańcut (w Wiśniczu i Łańcucie król i królowa zabawili kilka dni, starając się odnaleźć spokój, choć senatorowie obecni na tamtejszych uroczystościach, nie dawali królowi zapomnieć o swojej dezaprobacie wobec jego planów wojennych, co powodowało iż król znów uciekał z przyjęć zamykając się sam w prywatnych komnatach). 10 sierpnia para królewska wjechała wreszcie do Lwowa, gdzie król odebrał przegląd wojsk (16 sierpnia). Nie było tego dużo, we Lwowie zebrało się raptem nieco ponad 4 500 żołnierzy, a cała reszta, rozlokowana teraz głównie po klasztorach, liczyła nie więcej niż niecałe 4 000 ludzi. Za to do Lwowa zjechało wielu oficerów, którzy spodziewali się uzyskać od króla umówione pieniądze na opłacenie zaciężnych oddziałów. Król jednak był zupełnie bez kasy, sam nie miał pieniędzy na opłacenie własnych kosztów (poprzedni sejm nie przyznał mu bowiem odpowiednich środków, a kolejny sejm, został wyznaczony dopiero na październik), musiał więc wszystkich odprawić z kwitkiem. Niewątpliwie jednak kłopoty finansowe króla, bardzo odpowiadały wielu możnym i szlachcie, którzy mawiali że: "król wojować - pozbawiony pieniędzy - nie może". Ten wiec wyładowywał się na Tiepolu (od którego wciąż żądał umówionych pieniędzy) i na kanclerzu Ossolińskim (któremu jeszcze w Niepołomicach zamknął drzwi przed nosem, tak, iż ten prawie został nimi uderzony), a to dlatego że Ossoliński na zjeździe senatu poparł opozycję. 

Teraz, wyczekując obrad sejmu, który jak mniemał uwali jego plany w całości, Władysław postanowił zwołać do Lwowa zjazd hetmanów, którzy poparli by jego wojenne plany. i tak z końcem sierpnia do Lwowa zjechali: hetman Mikołaj Potocki, Jeremi Wiśniowiecki, Stanisław Rewera Potocki, Aleksander Koniecpolski Mikołaj Ostroróg. Nie przybyli zaś z Litwy Janusz Kiszka i Janusz Radziwiłł (który przebywał wówczas w Siedmiogrodzie). Zjazd hetmanów jednak niewiele zmienił, gdyż (szczególnie Potocki) zaopatrzył się w listy od senatorów (w których ci napominali aby niczego nie czynił a zachowywał się wymijająco). Potocki więc stwierdził iż w jego gestii nie są kwestie polityczne, a jeno obrona Rzeczypospolitej, więc niczego nie może postanowić wobec planów królewskich. Za jego przykładem poszli inni hetmani. Mocno wzburzony król zostawił więc wszystkich i (wraz z królową) wyjechał do Warszawy.      





ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER

WILL APPLY TO POLAND



 CDN.