Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 21 kwietnia 2024

PIERWSZE" ODKRYCIE AMERYKI - Cz. X

CZYLI JAK WŁADCY MUCHOMORZA

DOTARLI DO NOWEGO ŚWIATA





HALFDAN JASNOWŁOSY
Cz. IX





 Halfdan dorastał w królestwie swego dziadka - Haralda w Agder (najbardziej na południe wysunięty rejon Norwegii) i wyrósł na silnego i krzepkiego mężczyznę. Miał też długie czarne włosy i z ich powodu zwany był Halfdanem Czarnym. Ok. 827 r. gdy Halfdan skończył 18 lat, jego dziadek zmarł, a on objął władzę jako kolejny król Agderu. W tym czasie w królestwie Vestfoldu (czyli na ziemiach zarządzanych bezpośrednio przez ród Ynglingów, do których należały tereny obejmujące takie miasta jak Oseberg czy Tonsberg) panował jeden z jego braci (synów króla Gotfryda Łowcy) - Olaf (gdyż Eryk - który pierwotnie objął władzę w Vestfoldzie, ostatecznie panował nad duńskimi posiadłościami rodu Ynglingów). Halfdan udał się więc (po raz pierwszy od czasu gdy musiał stamtąd uchodzić na ramionach swej matki Aasy jeszcze jako roczne dziecię) do królestwa swego ojca, by spotkać brata i się z nim sprzymierzyć. Olaf początkowo nieufny wobec Halfdana, ostatecznie wpuścił go do grodu (wraz z jego załogą), gdy ten zapowiedział, że przybywa w pokoju aby odwiedzić grób ojca i złożyć ofiarę Odynowi. Bracia uściskali się, gdyż tak naprawdę widzieli się po raz pierwszy w życiu, a następnie Olaf zgodził się podzielić część ojcowizny i oddać ją Halfdanowi (ten bowiem miał prawo również zarządzać przynajmniej połową królestwa swego ojca). Sojusz pomiędzy braćmi został wówczas zawarty i przetrwał przez kolejne lata. Jeszcze tej samej jesieni Halfdan udał się do Vingulmarku (królestwo leżące nieopodal Oslo, czyli współczesnej stolicy Norwegii, choć samo to miasto należało do innego królestwa zwanego Raumarike), którym to władał król Gandalf. Halfdan stwierdził, że jego ojciec Gotfryd niegdyś kontrolował połowę Vingulmarku i zażądał teraz od Gandalfa, aby jemu jako potomkowi Gotfryda przekazał te ziemie. Gandalf oczywiście się na to nie zgodził, co doprowadziło do wojny pomiędzy Vingulmarkiem a Agderem (wspieranym przez Olafa z Vestfoldu). Dochodziło do wielu starć i bitew, które wygrywała to jedna to druga strona, ale nikt nie potrafił ostatecznie przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Ostatecznie po długich i bezowocnych walkach, Gandalf zgodził się podzielić Vingulmark - do czego też doszło. Tak oto Halfdan Czarny (tak wówczas zwany, gdyż określenie Halfdan Jasnowłosy wzięła się stąd, że król ten panował dosyć długo, a przez ten czas osiwiał) stał się ponownie najpotężniejszym władcą południowej Norwegii i jednym z największych wśród królestw nordyckich.

Natomiast Normanowie że Stavanger (zapewne było to królestwo Ryger) którzy dokonali zniszczenia brytańskiego klasztoru na wyspie Lindisfarne w królestwie Nortumbrii w 793 r., dokonywali też i innych rajdów dalekomorskich. Ci z Ryger w 795 r. dotarli na Szetlandy i Orkady. Powrócili na te wyspy w roku 802 (wówczas ekspansję przeprowadzali także i inni Normanowie, z królestw Horder, Sygner i oczywiście Hålogaland z południowo-zachodniej i środkowej Norwegii). Wcześniej, bo ok. 796 r. Normanowie spalili klasztor Iona na Hebrydach, a między 810 a 830 rokiem siali terror i dewastację na wybrzeżach Szkocji, Irlandii, Walii i zachodniej Brytanii. W 827 r. (Czyli w roku w którym Halfdan objął władzę nad Agderem) wyprawa Normanów/ Wikingów wylądowała w Hiszpanii, w królestwie Asturii (na południe od Santiago de Compostela), siejąc przerażenie wśród tamtejszej ludności. W roku 838 Wikingowie na 120 statkach pod wodzą Torgesa popłynęli do Irlandii i zdobyli miasto Dublin, rozpoczynając swą ekspansję w Irlandii. W tym czasie arcykrólem Zielonej Wyspy był niejaki Niall Caille wywodzący się z rodu Północnych Ui Néill (dynastia Ui Néill założona została w roku 445, a pierwszym królem Irlandii - a właściwie królem Tary - został Niall od Dziewięciu Zakładników, a dynastia ta panowała aż do roku 1186 i podboju Wyspy przez Anglików - ostatni arcykról Irlandii Ruaidri zmarł na wygnaniu w 1198 r.). Po zdobyciu Dublina Torges ogłosił się władcą Irlandii i w kolejnych latach kontynuował podbój Zielonej Wyspy, zdobywając takie grody, jak Wexford i Waterford (na zajętych przez siebie terenach wznosił forty z głębokimi fosami). Ostatecznie zakochał się w córce kolejnego arcykróla Tary (następcy Niall Caille) Máel Sechnailla I (z rodu Południowych Ui Néill, który objął władzę w roku 846, a panował do 862) i zażądał aby ojciec przysłał ją do niego w towarzystwie 15 młodych dziewcząt. Torges obiecał spotkać się z nią w towarzystwie 15 szlachetnych Normanów, na wyspie Loch Erne. Arcykról Máech Sechnaill zgodził się na to żądanie, ale zamiast 15 dziewcząt wysłał 15 swoich wojowników bez brody, przebranych za kobiety, którzy mieli ukryte sztylety za pasem. Gdy więc doszło do spotkania z Torgesem, zaatakowali oni jego i jego 15 towarzyszy, mordując ich na miejscu (Torges bowiem zgodził się przybyć na wyspę bez broni). Następnie arcykról Tary wdrożył w życie słowa Torgesa, któremu nieco wcześniej skarżył się, mówiąc iż jego kraj opanowały szkodliwe ptaki, które pozakładały gniazda i co ma w związku z tym uczynić. Torges - na własną zgubę (bo owe "ptaki" to w przenośni byli oczywiście Normanowie) odpowiedział: "zniszcz je wszystkie", co teraz, po zamordowaniu Torgesa (ok. 847 r.) Máel Sechnaill zaczął wdrażać w życie, ponownie odzyskując Dublin, jak i inne forty Wikingów w Irlandii. Tak oto pierwsza próba opanowania Irlandii przez Normanów nie powiodła się, ale wkrótce przybędą ponownie, i to prowadzeni przez władcę z rodu Ynglingów.




A tymczasem król Agderu (i sporej części Vestfoldu oraz Vingulmarku) Halfdan Czarny - mając już jedną żonę, postanowił ożenić się po raz drugi (Normanowie mogli posiadać po kilka żon i dopiero po schrystianizowaniu królestw skandynawskich stało się to niemożliwe). W królestwie Ringerike (ziemie na których w X wieku powstanie miasto Oslo - dzisiejsza stolica Norwegii), panował król Sigurd Hjort. Miał on dwójkę dzieci - starszą córkę Ragnhildę i będącego jeszcze chłopcem syna, o imieniu Guttorm. Mimo iż król Sigurd był wysokim i postawnym mężczyzną, to jednak podczas polowania został zaatakowany przez człowieka, należącego do ugrupowania Berserkirów. Berserkirowie to byli nordyccy wojownicy, którzy nie tylko nosili hełmy z rogami byków, nie tylko malowali swe twarze na czarno, ale przed bitwą pobudzali się jakimiś napojem, który sprawiał że nie czuli bólu i byli niczym demony w walce (musiała to być jak jakaś forma narkotyku). Wielu z nich było uważanych wręcz za wilkołaków i sądzono, że bardzo trudno jest pokonać i zabić ich w walce. Tak więc człowiek należący do tego przedziwnego ugrupowania o imieniu Hake, wraz z innymi Berserkirami zaatakował króla Sigurda, gdy ten wybrał się na polowanie. Sigurd - będąc dobrze zbudowanym i silnym wojownikiem, walczył zaciekle, położył trupem dwunastu Berserkirów, a Hake'owi odciął dłoń. Ostatecznie jednak został zrzucony z konia i zabity, gdy leżał na ziemi. Hake następnie porwał dzieci Sigurda i planował poślubić Ragnhildę - uczyniłby to od razu, ale rana z odciętej dłoni nie pozwalała mu na to. Natomiast Halfdan, usłyszawszy o całej tej sytuacji będąc Hedemarku (południowo-wschodnia Norwegia), postanowił uwolnić dzieci Sigurda i pomieścić jego śmierć. Wysłał więc do miejsca gdzie przebywał Hake swego człowieka o imieniu Haarek Gand ze stoma uzbrojonymi ludźmi, którzy uwolnili Ragnhildę oraz jej brata Guttorma i spalili miejsce w którym Hake przetrzymywał owo rodzeństwo. Natomiast sam Hake (który zdążył zbiec), widząc teraz że Ragnhilda odrzuciła jego zaloty, popełnił samobójstwo rzucając się na swój miecz. Halfdan następnie zakochał się w Ragnhildzie i ją poślubił, a dzięki temu małżeństwu opanował również królestwo Ringerike.




W 841 r. Wiking o imieniu Hasting wpłynął w nurt Loary i dotarł pod mury Ambois, które zdobył i spalił, a ludność wymordował lub uprowadził w niewolę. Następnie dotarł do Tours które oblegał, ale miasta tego już nie udało mu się zdobyć (ponoć mieszkańcy wyciągnęli na mury relikwie patrona miasta, a gdy Hasting odpłynął, uznali że to dzięki owemu świętemu który ich ocalił, uniknęli losu mieszkańców Ambois). W tym czasie zjednoczona monarchia Karola Wielkiego rwała się już na części. Pierwszy cesarz Zachodu od upadku Zachodniego Imperium Rzymskiego w 476 r. czyli Karol zwany Wielkim, zmarł w styczniu 814 r. Jego następcą został syn o imieniu Ludwik, dotychczasowy książę Akwitanii. Zrodzonemu w grudniu 800 r. nowemu Cesarstwu Zachodniemu brakowało jednak trzeciego Karola (po Karolu Młocie i Karolu Wielkim). Co prawda syn Karola Wielkiego również nosił to imię i był jakby "wykapanym ojcem", ale nie dożył objęcia władzy i zmarło mu się w 810 r. jeszcze za życia ojca. Jego brat Pepin, równie energiczny i dobrze zapowiadający się książę, zmarł w 809 r. Pozostał więc tylko Ludwik, który bodajże najmniej nadawał się na objęcie tak odpowiedzialnego stanowiska, jakim była cesarka godność, w sytuacji gdy cesarstwo to potrzebowało silnego człowieka który mógłby mocą swego autorytetu i czynów jeszcze bardziej je umocnić. Ludwik się do tego nie nadawał. Urodzony w 778 r. (podczas wyprawy ojca do Hiszpanii i klęski tylnej straży Franków w wąwozie Roncesvalles oraz śmierci hrabiego Rolanda), był władcą gnuśnym i mało obrotnym (ponoć nigdy się nie uśmiechał, nawet podczas występów błaznów i kuglarzy). Ojciec wymusił wśród możnych jego akceptację na kolejnego cesarza na kilka miesięcy przed swą śmiercią w 813 r. symbolicznie koronując go swą koroną cesarską. Nie wiadomo czy sam Ludwik pragnął cesarskiej korony, zapewne dobrze mu było w Akwitanii, gdzie żył jak wielki pan, otoczony zbytkiem, a czas urozmaicał polowaniami oraz modłami. Był wiernym i dobrym mężem - to należy przyznać, w przeciwieństwie do ojca (który ciągle zmieniał żony i miał cały zastęp jawnych i niejawnych nałożnic), Ludwik żył niczym mnich, praktycznie w całkowitym celibacie. Prawdziwie też kochał swą poślubioną w 794 r. żonę Irmingardę, z którą miał trzech synów. Przynosząc się do Akwizgranu, Ludwik każe już się nazywać: "Ludwikiem z nakazu Bożej Opatrzności, Cesarzem i Augustem". Przeprowadza też prawdziwą czystkę na dworze swego ojca (który do tej pory był barwny i kolorowy, a także pełen nierządnic i wszelkich tego typu uciech życia). Wypędza z Akwizgranu wszystkie prostytutki. Swoje siostry, które noszą zbyt kolorowe suknie, każe zamknąć w klasztorze. Od tej pory nie wolno już śmiać się głośno na cesarskim dworze, nie wolno paradować w kolorowych i nazbyt bogatych strojach, natomiast należy przede wszystkim skupiać się na codziennej modlitwie i umartwianiu duszy oraz ciała. Sam otacza się mnichami, a także przywraca papieżowi swobodę działania (w podzięce papież Stefan IV oficjalnie koronuje Ludwika w 816 r. w Reims na cesarza Zachodu, a gdy ten upada mu do stóp, papież rzecze, iż o to ma przed oczami nowego króla Dawida. Notabene koronacja Ludwika w Reims była pierwszą w historii monarchii francuskiej koronacją królewską, którą kolejni władcy Francji kontynuowali w tym mieście).

W 817 r. cesarz Ludwik zwany Pobożnym oficjalnie uznaje swego najstarszego syna - Lotara za następcę i poleca pozostałym synom aby zaakceptowali jego wybór. Od tej pory Pepin zarządza Akwitanią, a Ludwik Bawarią z tytułami królewskimi, natomiast Lotar jako współcesarz, ma być ich władcą senioralnym. Ten krok który podejmuje Ludwik Pobożny, ma na celu utrzymanie jedności Cesarstwa Frankijskiego, które wówczas zajmuje znaczne połacie Europy (ziemie dzisiejszej Francji, większej części Niemiec, większej części Włoch i północno-wschodniej części Hiszpanii za Pirenejami. Barcelona zdobyta została jeszcze w 805 r. przez samego Ludwika i włączona do Imperium Karola Wielkiego). W 818 r. po śmierci swej ukochanej Irmingardy, Ludwik popada w coraz większą dewocję. Na to nakłada się wzajemna niechęć i rywalizacja jego synów, którzy bardzo niechętnie akceptują przywództwo Lotara, jako najstarszego z braci. Frankoński zwyczaj bowiem nie znał zasady senioratu ani primugenitury, frankoński zwyczaj po prostu dzielił państwo (lub też majątek po ojcu) pomiędzy wszystkich synów. Dlatego też zarówno Pepin jak i Ludwik - synowie Ludwika Pobożnego uznają, że i oni mają pełne prawo do starań o cesarską koronę. Do tego dochodzi jeszcze kaprys ich ojca, który po śmierci Irmingardy, nie mogąc znieść samotności jako mężczyzna, postanawia ponownie się ożenić. Jego wybór pada na judytę młodą, ładną dziewczynę - córkę hrabiego Welfa, posiadającego znaczne dobra ziemskie w Bawarii. Ślub jest bardzo uroczysty (819 r.), a 40-letni cesarz odzyskuje młodość w ramionach młodszej od niego co najmniej o połowę małżonki, która bardzo szybko zdobywa na niego znaczny wpływ. W Czerwcu 823 r. z tego związku rodzi się kolejny, czwarty syn, której otrzymuje imię po dziadku - Karol, a to powoduje że konflikt na linii młoda cesarzowa - synowie Ludwika z pierwszego małżeństwa, przybiera tylko na sile. Judyta już podczas swej ciąży wszem i wobec rozgłaszała że narodzi się syn i że będzie to następca tronu, a potem dumnie chodzi z nim po korytarzach pałacu cesarskiego w Akwizgranie, pokazując wszystkim nowonarodzonego potomka Karola Wielkiego. Lotar, najstarszy syn Ludwika Pobożnego na Wielkanoc tego samego 823 r. oficjalnie koronuje się na cesarza Zachodu (koronacji dokonał papież Paschalis I), Był to z jego strony akt polityczny, potwierdzający wybór ojca z 817 r. który miał być niepodważalny, bez względu na to, ilu jeszcze synów się urodzi. Judyta, aby zawalczyć o przyszłość syna, musi zbudować teraz swoje własne stronnictwo na dworze, i rzeczywiście, tego zadania się podjęła.




Natomiast Ludwik Pobożny w 826 r. w nadmorskim Ingelheim, zwołuje zgromadzenie możnych i biskupów Cesarstwa. Przybywa tam również niejaki Heriolt od Danauw - jak pisze kronikarz Thegan. W rzeczywistości ów "Heriolt" to po prostu władca plemienia Duńczyków z Jutlandii - Harald. Król Harald miał przepłynąć do Ingelheim ze swego królestwa na stu okrętach z białymi żaglami (i z wizerunkami smoków na dziobach). Cesarz Ludwik zaproponował swemu gościowi aby ten... przyjął chrześcijaństwo, na co Harald zgodził się, jako bodajże pierwszy Norman w dziejach Skandynawii. Do ceremonii chrztu doszło w klasztorze nieopodal Moguncji, a Ludwik podjął osobiście Haralda z wody (po zanurzeniu go tam przez kapłana). Po owej ceremonii oczywiście nowo ochrzczonym rozdawano białe, długie tuniki, ale nie sądzono że władca Dunów przybędzie z tak liczną świtą i nie dla wszystkich starczyło owych koszul. Gdy więc jednemu z Normanów wręczono koszulę zszytą naprędce z płótna workowego, ten odrzucił ją ze wzgardą, mówiąc: "Taka szmata nadaje się na świniarza, a nie na wojownika; gdybym się nie wstydził iść nago, to cisnąłbym wam pod nogi te szmaty wraz z waszym Chrystusem". To też pokazuje, że realnie chrzest jaki wzięli Duńczycy, był dla nich co najwyżej swoistą ciekawostką lokalną i zapewne nie zrezygnowaliby oraz nie zamierzali porzucać swoich bogów. Cesarz Ludwik zupełnie poważnie traktował jednak ten akt, i nawet uzgodnił z Haraldem wysłanie mnicha do Danii, który zajmie się głoszeniem nowej wiary wśród Wikingów. Cesarski opat Walo zwrócił uwagę Ludwika na Ansgara - nauczyciela w szkole klasztornej w Corvey. Ansgar w młodym wieku jako kleryk, zasłynął się głównie z tego, że utrzymywał liczny harem swych kochanek. Ale z biegiem lat wydoroślał, skupił się na pracy misyjnej oraz edukacji (szczególnie edukacji dzieci), co spowodowało że stał się jednym z najlepszych pedagogów w Saksonii. Stając się misjonarzem Duńczyków, wyruszył tera z królem Haraldem do jego kraju. Ansgar, zwany też "Opatem Północy", "Włócznią Boga"i "Siłaczem Boga", zabrał ze sobą do Danii mnóstwo książek, sutann, skrzyni pełnych przyborów duchownych oraz namiotów. Przez kolejne lata podróżował po Jutlandii i Zelandii, nawracał i głosił Słowo Boże z bardzo dobrym skutkiem (głównie dlatego, że dla każdego nawróconego miał podarek). Nie zawsze jednak jego podróże były bezpieczne. Pewnego razu napadli go piraci i ograbili doszczętnie tak, że na boso musiał uciekać do Szwecji (a raczej do Skanii). W 831 r. Ansgar został pierwszym arcybiskupem nowo założonego miasta Hamburga (a raczej Hammaburga), zniesionego na szerokich mokradłach między Alsterą a Bille.




Natomiast w 829 r. w Wormacji cesarska para, świętując szóste urodziny księcia Karola, Nadia ofiarować mu Alemanię - kolebkę rodu Welfów, Alzację, Recję i część Burgundii. Dodatkowo cesarz wysyła swego najstarszego syna Lotara do Italii, a ulubieńcowi i stronnikowi swej małżonki - Bernardowi z Tuluzy (w dalszej części spokrewniony z rodem Karolingów), który w 826 r. ocalił Barcelonę przed emirem Kordoby Abd al-Rahmanem II. On i jego wywodząca się z wielkiego austrazyjskiego rodu małżonka Dhouda wspierają cesarzową Judytę, ale owe wsparcie jest zbyt rzucające się w oczy. Częsta obecność Bernarda w otoczeniu cesarzowej Judyty skłania wielu dworzan do podejrzeń, iż jest on kimś więcej, niż tylko jej doradcą i stronnikiem (niektórzy nawet twierdzili że książę Karol jest wyraźnie podobny do Bernarda). Kronikarz Paschazy Radbert w swym anonimowym pamflecie rozsyłanym po dworze, twierdzi wręcz otwarcie, iż: "Pałac cesarski zamienił się w dom publiczny", sugerując romans Judyty z Bernardem. Wszystko to oczywiście ma na celu zdyskredytowanie Judyty i jej syna, oraz odebranie mu prawa do dziedziczenia tronu. Cesarz Ludwik zafascynowany jednak swą młodą małżonką, na jej prośbę nadaje Bernardowi tytuł szambelana dworu. Wydaje się że rodzina cesarska - podobnie jak cały kraj przeżywają okres szczęścia i pomyślności. Walafryd Strabon w swym "Panegiryku" nazywa cesarza Ludwika "Nowym Mojżeszem, twórcą złotego wieku", jego syna Lotara określa jako: "mężnego Jozuego", Ludwika jako "łagodnego Jonatana", Pepina jako "perłę w koronie", Judytę nazywa "nadobną Rachelą, prowadzącą za rękę Benjamina" (czyli najmłodszego księcia Karola). Ale owe peany szczęścia cesarskiej rodziny są tylko pozorami. Pod tą piękną kopułą toczy się bowiem śmiertelna gra o władzę, gdzie nie ma ani skrupułów, ani przebaczenia. 




CDN.

piątek, 19 kwietnia 2024

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. IX

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ SOWIECKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. IX





 Rok 1923 był rokiem bardzo niespokojnym i nie tylko w Polsce, ale również w kilku innych państwach europejskich (z pewnością w Niemczech, gdzie hiperinflacja doszła do przerażającego wręcz poziomu). W Polsce był to rok często zmieniających się rządów (trzy gabinety w ciągu roku), hiperinflacji, walki z paskarzami (wielu bowiem handlarzy starało się wykorzystać kryzys gospodarczy do swoich celów, maksymalnie podnosząc ceny sprzedawanych przez siebie towarów), oraz zamachów terrorystycznych, a także nadziei, jakie wiązali komuniści z rychłym upadkiem demokracji i zainstalowaniem w Polsce systemu sowieckiego. Już 4 stycznia policja przeprowadziła aresztowania, robiąc naloty na meliny komunistów i współpracowników Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Wielu sowieckich agentów z KPRP zostało wówczas aresztowanych. Samego Komitetu Centralnego z Adolfem Warszawskim-Warskim i Marią Koszutską nie udało się jednak policji aresztować.

Co ciekawe, tego samego 4 stycznia 1923 r. swoje obowiązki rozpoczął pierwszy poseł Związku Sowieckiego w Polsce - Piotr Wojkow (polskim posłem w Moskwie został Stanisław Kętrzyński).

Stan zdrowia Lenina pogarszał się z każdym kolejnym dniem, aczkolwiek jeszcze był na tyle sprawny umysłowo, aby 4 stycznia dopisać post scriptum do swego nieoficjalnego "testamentu", który napisał pod koniec grudnia 1922 r. i w którym ostrzegał Partię przed Stalinem, pisząc: "Towarzysz Stalin, po objęciu funkcji sekretarza generalnego, skupił w swych rękach nadmierną władzę i nie ma pewności, czy zawsze potrafi z tej władzy korzystać z należytą ostrożnością". Dnia 4 stycznia 1923 r. dopisał jeszcze: "Stalin jest zbyt brutalny i wada ta, która jest całkiem do zniesienia w naszym środowisku i w stosunkach między nami, komunistami, staje się nie do zniesienia na stanowisku sekretarza generalnego". Dokument ten został potem na całe dekady utajniony i był jednym z najbardziej strzeżonych dokumentów w Związku Sowieckim, nawet po śmierci Stalina (notabene Lew Trocki - czyli jedyny realny konkurent Stalina do władzy nad partią i państwem - twierdził też, że Lenin miał powiedzieć o Stalinem w gniewie: "Ten kucharz zgotuje tylko pieprzne dania").

Wzmagał się problem niemieckich reparacji dla zwycięskich mocarstw I Wojny Światowej. Jeszcze w marcu 1921 r. Ententa ustaliła wysokość reparacji niemieckich na 132 mld. marek w złocie (płatnych rocznymi ratami 2-6 mld. marek przez 42 lata). Niemcy (szczególnie za ministra Walthera Rathenaua) starały się obniżyć tę kwotę do 50 mld. marek, pomniejszonych o 20 mld. które rzekomo Niemcy miały już spłacić Aliantom. Rathenau twierdził, że jeśli Alianci nie zgodzą się na obniżenie wysokości reparacji, to Niemcy czeka katastrofa gospodarcza i bankructwo, a co za tym idzie anarchia polityczna i niestabilność, która może pochłonąć Europę (tym bardziej biorąc pod uwagę zagrożenie sowieckie). Francuzi jednak kategorycznie nie godzili się na jakiekolwiek w tym względzie ustępstwa. Tym bardziej że po upadku rządu skłonnego do kompromisu Aristide Brianda, nowym premierem został (styczeń 1922 r.) były prezydent Republiki - Raimund Poincaré, który nie chciał usłyszeć o żadnym kompromisie w stosunku do Niemców. Taka polityka doprowadziła w Niemczech do wielu politycznych zbrodni, jej ofiarą padł sam Rathenau (zastrzelony w Berlinie 24 czerwca 1922 r. notabene jeden z zamachowców wrzucił do jego samochodu również granat ręczny). Ratenau był niemieckim nacjonalistą i chociaż godził się na reparacje widząc, że tylko w ten sposób Niemcy mogą powrócić na europejskie salony i wywalczyć odzyskanie przynajmniej części strat terytorialnych, poniesionych po zakończeniu I Wojny Światowej (szczególnie miał na myśli Pomorze i Górny Śląsk). Jednak owa zgoda została automatycznie uznana przez środowiska nacjonalistyczne w Niemczech (szczególnie te, które głosiły mit "ciosu w plecy"), iż Rathenau jest zdrajcą Niemiec, a ponieważ był również Żydem, tym bardziej go to oczerniało w oczach żądnych odwetu nacjonalistów. Zresztą reparacje, które Niemcy zaczęły już spłacać w dostawach surowców dla francuskiego przemysłu, były ostatecznie torpedowane przez wielkich niemieckich przemysłowców (Kruppowie, Thyssenowie, Stinnesowie). Również kapitał i politycy brytyjscy nie widzieli potrzeby w wypłacaniu reparacji Francji (ogromna bowiem część z owych reparacji przypadała Francuzom).




W dniach 2-4 stycznia 1923 r. odbyła się konferencja paryska w sprawie niemieckich reparacji, która jednak zakończyła się fiaskiem. Powstały 22 listopada 1922 r. centro-prawicowy rząd Wilhelma Cuno, nie mógł się bowiem zgodzić na ustaloną kwotę 132 mld. marek w złocie, gdyż realnie doprowadziłoby to niemiecką gospodarkę do bankructwa, ale Francuzi (mam tu na myśli polityków z otoczenia premiera Poincaré, gdyż francuscy przemysłowcy często znajdywali wspólny język z przemysłowcami z Niemiec), nie zamierzali pójść na jakiekolwiek, choćby najmniejsze ustępstwa. Francuzów wsparli w tym Belgowie oraz Włosi Mussoliniego. Konserwatywny rząd brytyjski zaś (z już wówczas śmiertelnie chorym premierem Andrew Bonarem Lawem) był znacznie bardziej elastyczny w kwestii reparacji i chodź popierał Francuzów, ostatecznie zdawał się stanąć po stronie Niemiec. Poincaré nie mając innego wyjścia i widząc że w żaden inny sposób nie wyegzekwuje od Niemców reparacji, zdecydował się na krok militarny. 11 stycznia 1923 r. Armia Francuska i Belgijska wkroczyły do Zagłębia Ruhry, traktując je jako zastaw pod wypłatę reperacji wojennych. Odtąd transporty węgla miał iść nie w głąb Niemiec, a do Francji - a konto reparacji. Rząd Wilhelma Cuno wezwał rodaków z Zagłębia Ruhry (głównie urzędników i robotników) do biernego oporu wobec okupantów francuskich. Doszło jednak do kilku starć, w wyniku których zastrzelonych zostało 132 Niemców. Interwencja francusko-belgijska w Zagłębiu Ruhry spotkała się ze sprzeciwem zarówno Londynu jak i Waszyngtonu - tym bardziej gdy doszły tam informacje o walkach i zabitych oraz rannych cywilach. Poincaré musiał nieco ograniczyć swoje apetyty i swój przekaz, ale nie wycofał się z Zagłębia Ruhry, a wręcz przeciwnie - zaczął wspierać lokalny separatyzm. Ruch separatystów nadreńskich, kierowany przez Adama Dortena (uczestniczył w nim również pierwszy kanclerz powojennych Niemiec, a wówczas burmistrz Kolonii - Konrad Adenauer) był mocno wspierany i finansowany przez Paryż. Ostatecznie jednak okupacja Zagłębia Ruhry niewiele Francuzom dała, natomiast generowała ogromne koszty, a także straty wizerunkowe. Mimo to Poincaré nie zamierzał się stamtąd wycofywać.




31 stycznia 1923 r. o godz. 6:30 rano, zabójca prezydenta Gabriela Narutowicza - Eligiusz Niewiadomski został przewieziony z aresztu do Cytadeli, gdzie miał dokonać swego żywota. Czekała tam na niego już kompania szkolna 30 Pułku Strzelców Kaniowskich. Poprzedniego dnia wieczorem przeprowadził dwugodzinną rozmowę w swej celi z księdzem Pietrzykiem. Teraz nie zdradzał ani zdenerwowania ani też obaw przed śmiercią (proponowano mu aby poprosił o ułaskawienie nowego prezydenta Stanisława Wojciechowskiego, ale on odmówił i stwierdził, że za taki czyn jaki popełnił, należy się śmierć, gdyż co prawda idea jakiej służył według niego była słuszna i Narutowicz jako symbol politycznego zaprzaństwa na śmierć zasłużył, ale równocześnie było to zabójstwo człowieka i z tego też powodu on również musi zginąć). Podszedł do słupka egzekucyjnego (chociaż wcześniej starano się przynajmniej doprowadzić do tego, aby nie został rozstrzelany przy tym słupku jak pospolity przestępca, ale ostatecznie nie udało się do tego doprowadzić prawicowym ugrupowaniom). Zdjął palto, szalik i kapelusz, ściągnął też okulary i podał je stojącemu nieopodal mecenasowi Kijeńskiemu. Poprosił aby nie zawiązywano mu oczu i aby nie przywiązywano go do słupka, a życzenie to zostało spełnione. Następnie wyrzekł słowa: "Umieram za Polskę, którą gubi Piłsudski! Zachowam spokój, proszę, aby mierzono mi w głowę" - były to jego ostatnie słowa. Następnie padły strzały i Niewiadomski zakończył swój ziemski żywot. Po śmierci Niewiadomski stał się ikoną środowisk prawicowych. W kościołach zaczęto odprawiać mszę w intencji jego duszy. Podczas kazań, a także w prasie prawicowej i katolickiej zaczęto nazywać go "bohaterem-męczennikiem". Przybrało to tak ogromne rozmiary, że 11 lutego episkopat polski musiał wydać odezwę, w której stwierdzono iż: "Nabożeństwa żałobne nie powinny być nadużywane dla manifestacji, nie odpowiadających świętości i celowi obrządku religijnego". Dalej twierdzono iż nabożeństwa za Niewiadomskiego mogą wprowadzić "zamęt do pojęć o moralności chrześcijańskiej", gdyż Kościół sprzeciwia się wszelkim akcjom łamiącym przykazania - szczególnie to "nie zabijaj!".

Eligiusz Niewiadomski stał się bohaterem również dla powstałego na początku 1923 r. i będącego w konspiracji "Pogotowia Patriotów Polskich". Ich ulotki (rozdawane również w kościołach) głosiły: "Patrioto! Wstąpiłeś w szeregi Pogotowia Patriotów Polskich, które powstało w przekonaniu, że Ojczyznę można uratować tylko drogą dyktatury. Widzisz sam, jak dzisiejszy ustrój parlamentarny prowadzi Ojczyznę do zguby. Wiedz o tym, że należysz do organizacji bezpartyjnej, stojącej na gruncie narodowym i patriotycznym, bo Polska jest dla Polaków i Polacy Nią rządzić powinni". Rytuał przystąpienia do tej organizacji był dosyć mistyczny. Nowo-wstępującego prowadzono do podziemi jednego z kościołów (najczęściej do Kościoła Wszystkich Świętych na Grzybowie lub do kościoła Kapucynów na ul. Miodowej w Warszawie) i tam składali oni przysięgę. Jeden z wtajemniczonych mówił potem, iż: "Mówiono nam, że ten czarny krzyż, który całowaliśmy po przysiędze, całował przed śmiercią na polu stracenia Eligiusz Niewiadomski". Była to organizacja, która przygotowywała zamach stanu w Polsce i z tego powodu szybko znalazła się w polu zainteresowania policji. W styczniu 1924 r. Pogotowie Patriotów Polskich zostało rozbite aresztowaniami, w tym czasie w jego skład wchodziło ok. 800 osób. Sprawa ta jednak była bardzo poważna, gdyż organizacja miała swoich ludzi nie tylko w środowiskach akademickich (wśród studentów), ale również wśród żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego, wśród policjantów (w tym również wśród komisarzy policji), urzędników, a także wśród polityków (m.in. z prezesem Związku Ludowo-Narodowego Stanisławem Głąbińskim). Przywódcą organizacji był architekt Jan Pękosławski, który zamierzał przejąć władzę w wyniku zamachu stanu, obalić konstytucję i wprowadzić dyktaturę. Wojskowym szefem organizacji był Witold Gorczyński (który prowadził tajne rozmowy z gen. Szeptyckim - ówczesnym ministrem), zaangażowany w tę organizację był również gen. Wroczyński.

Istniejący od 16 grudnia 1922 r. rząd gen. Władysława Sikorskiego, musiał przede wszystkim zmagać się z szalejącą inflacją i coraz szybszym spadkiem wartości marki polskiej. Już 13 stycznia 1923 r. Sikorski przeprowadził rekonstrukcję swego gabinetu, powierzając ministerstwo skarbu Władysławowi Grabskiemu, który od początku zaczął twierdzić, iż należy wprowadzić nową polską walutę i w miejsce polskiej marki powołać do życia polski złoty. Nowy pieniądz miał funkcjonować początkowo jednocześnie ze starym, z tym że złoty nie podlegałby inflacji (czego w przypadku marki Grabski już nie gwarantował). Aby ograniczyć coraz większą inflację, Grabski zaproponował zmniejszenie biurokracji, oraz sprzedaż niektórych deficytowych przedsiębiorstw państwowych. Oczywiście nie mogło się obyć bez nowych podatków, ale na razie trwały sejmowe spory o to, kto tak naprawdę ma ponieść największe koszty wprowadzenia nowej waluty. Endecją była za wprowadzeniem nowego podatku, który bezpośrednio dotykałby warstw ludowych (najbiedniejszych), socjaliści zaś dążyli do opodatkowania najbogatszych - i tak to się na razie kręciło (w satyrycznym czasopiśmie "Mucha" ukazał się rysunek, w którym młoda kobieta w szacie do ziemi i z białym orłem na piersi prowadziła za ręce dwóch niesfornych urwisów, jednym z nich była prawica, drugim lewica. Podpis pod rysunkiem brzmiał: "Zaraz mi tu zgodnie iść smarkacze, bo w skórę dam", na co chłopak z napisem "prawica" odpowiada: "Dobrze mamo, ja z nim pójdę, ale po drodze go kopnę", na co chłopak z napisem "lewica" odpowiada: "Ja też go kopnę" 🥴).

Wkroczenie wojsk francuskich i belgijskich do Zagłębia Ruhry spowodowało, że Paryż znów musiał orientować się na Warszawę, jako sojusznika w przypadku konfliktu z Niemcami. Co prawda od 19 lutego 1921 r. istniał polsko-francuski sojusz obronny (skierowany przeciwko Niemcom), ale Francuzi podchodzili do niego w sposób całkowicie dowolny, raz dążąc do jego wzmocnienia (w sytuacji większego konfliktu z Berlinem), a raz to jego osłabienia. Jednak sytuacja jaka się wytworzyła w Europie Zachodniej w styczniu 1923 r. spowodowała właśnie, że Polska stała się niezwykle pożądana i to nie tylko przez Paryż, ale również przez Londyn (który chciał przez Polskę dostać się do Rumunii, niezbędnej w konflikcie Brytyjczyków z Turkami, wspieranymi przez Sowietów. Polska zaś od 3 marca 1921 r. miała również układ obronny z Rumunią, wymierzony w sowiecką Rosję).

12 stycznia 1923 r. Litwini (za namową Niemców) zajęli Kłajpedę. To portowe miasto administrowane było (na mocy Traktatu Wersalskiego) przez francuskiego gubernatora, natomiast Rada Ambasadorów Ententy zdecydowała się przekazać to miasto (jako "Wolne Miasto") pod wspólny polsko-litewski zarząd. Jednak od 9 października 1920 r. czyli od zajęcia Wilna przez oddziały gen. Żeligowskiego, Litwa nie utrzymywała z Polską żadnych stosunków, nie tylko dyplomatyczny ale również jakichkolwiek innych. Litwa, będąc młodym narodem i nie mając żadnych tradycji państwowych opartych na "litewskości" (wszelkie te tradycje - jeśli w ogóle można je takowymi nazwać - sięgały średniowiecza, więc nie mogły odnosić się do współczesności), po zajęciu Wilna, a szczególnie po przyłączeniu Wilna i Litwy Środkowej do Polski (24 marca 1922 r.) wytworzyła u siebie bardzo silny antypolonizm i na tej nienawiści budowała swoją tożsamość narodową. Natomiast Niemcy woleli aby Kłajpeda (która przed zakończeniem I Wojny Światowej należała do nich), włączona teraz została raczej do słabej i małej Litwy, niż do dużej Polski, z którą Niemcy mieli swoje zatargi graniczne. Dlatego też namówili Litwinów - a ci oczywiście skwapliwie na to przestali - aby zajęli Kłajpedę i włączyli miasto to do swojego państwa. Litwa budując zaś swoją tożsamość na antypolonizmie, jednocześnie pozbawiała się ogromnej, kilku-wiekowej części swej historii. Historii, która była wspólna - polsko-litewska i która mogła zasadniczo zmienić powojenny układ sił w Europie Północnej, gdyby Kowno, nie było tak małostkowe i uparte. Co z tego że Wilno było historyczną stolicą Litwy, skoro Litwinów w tym mieście było parę procent. Dominowali przede wszystkim Polacy, a na drugim miejscu byli Żydzi. Piłsudski zresztą zamierzał oddać Litwie Wilno, ale nie Litwie nacjonalistycznej. Nie Litwie, która będzie wylęgarnią antypolonizmu i z ziem której niemieckie i sowieckie bandy będą przenikać na terytorium Rzeczpospolitej. Litwa sprzymierzona z Polską we wspólnym sojuszu mogła zatrzymać Wilno, ale małostkowi politycy z Kowna uznali, że wolą konflikt z Warszawą, nie zdając sobie sprawy że upadek Polski automatycznie doprowadzi do upadku Litwy, gdyż Polska może przetrwać bez Litwy (jako ewentualnie sowiecka czy w innym przypadku niemiecka satelita, jak to było w czasach PRL-u), ale Litwa bez Polski nie przetrwa - NIGDY! Poza tym nie mając wcześniejszych tradycji administracyjnych, Litwa zalana była Rusko-carskim biurokratycznym badziewiem prawnym i w ten sposób przypominała rzeczywiście jakąś taką post-carską mini republikę. Warto tu jeszcze przytoczyć słowa, jakie w 1905 r. wystosował w kierunku Litwinów Henryk Sienkiewicz, a brzmiały one: "A wspomnij ty dawne czasy: kto cię ochrzcił? Kto cię oświecił? Kto cię Niemcu (...) jako psa z gardła wyrwał? (...) Budzi się, mówisz naród litewski? To chwała Bogu! Chcesz po litewsku gadać? Gadaj! Ten, co krwi dla ciebie nie szczędził jeszcze ci dopomoże. A ty - hajże na niego, choć on Twoja krew i Twój brat".




Ale właśnie to co uczyniła Litwa z Kłajpedą, dał Polsce pretekst, aby na arenie międzynarodowej przedstawić sprawę nierozwiązanych i wciąż wlokących się kwestii granicznych. Minister spraw zagranicznych Rzeczypospolitej - Aleksander Skrzyński stwierdził, że takie kroki jakie poczyniła Litwa, mogą w przyszłości posłużyć czy to Moskwie czy Berlinowi do podobnych gwałtów politycznych, a co za tym idzie mocarstwa zachodnie powinny jak najszybciej uznać granicę polsko-litewską. Jednocześnie polski poseł w Rzymie August Zaleski (przyszły minister spraw zagranicznych, oraz - już dużo później, po zakończeniu II Wojny Światowej prezydent Rzeczypospolitej Polski na uchodźstwie w Londynie) starał się również urobić w tej kwestii Mussoliniego (Zaleski pisał potem w swych pamiętnikach, że Mussolini skarżył mu się co do słabej międzynarodowej pozycji Włoch. Zalewski pisał: "Podsunąłem mu myśl, że jednym ze sposobów polepszenia tej pozycji byłoby okazywanie żywszego zainteresowania dla wszystkich zagadnień politycznych, bez względu na to, gdzie się kształtują. (...) Włochy mają właśnie sposobność okazania światu, że są krajem o szerokich zainteresowaniach. (...) Takie wystąpienie Włoch wywołałoby bardzo korzystne wrażenie w Europie wschodniej, która po raz pierwszy, ujrzała we Włochy w roli wielkiego mocarstwa, Mussolini skwapliwie podchwycił tę szansę..." 30 stycznia 1923 r Benito Mussolini wygłosił mowę, w której gorąco popierał międzynarodowe uznanie granicy polsko-litewskiej, co ostatecznie doprowadziło do przekonania zarówno Francuzów jak i Brytyjczyków. Już 3 lutego Rada Ligii Narodów (pod przewodnictwem Francuzów i Brytyjczyków) przyznała Polsce pełne suwerenne prawa nad Wileńszczyzną. 16 lutego ta sama Rada Ambasadorów Ligii Narodów uznała suwerenną władzę Litwy nad Kłajpedą, pod warunkiem respektowania autonomii tego miasta i przyznania Polsce prawa do korzystania z portu kłajpedzkiego (nie respektowanego przez Litwinów). 15 marca zaś Rada Ambasadorów uznała wschodnią granicę Rzeczypospolitej zarówno z Litwą, jak i z Rosją sowiecką. Stało się to wielkim sukcesem rządu Sikorskiego i zostało mocno przezeń rozreklamowane.


WŁADYSŁAW SIKORSKI 
(w latach 20-tych)



A tymczasem w lutym 1923 r. do Komunistycznej Partii Robotniczej Polski przyłączył się Żydowski Komunistyczny Związek Robotniczy w Polsce - czyli Kom-Bund.

Z takich ciekawostek warto też nadmienić, że 1 marca w Niemczech podniesiono dopuszczalną prędkość aut z 15 aż do 30 km/godz.


PRE MORTEM 
KRÓTKOMETRAŻOWY FILM O ZBRODNI KATYŃSKIEJ 
(1940)



CDN.
 

środa, 17 kwietnia 2024

POWYBORCZY HUMOR - Cz. VI

 POLITYCZNE MEMY


DZIŚ MIAŁO BYĆ O CZYMŚ INNYM, ALE UZNAŁEM ŻE WARTO WRÓCIĆ DO TEMATU POLITYCZNYCH MEMÓW I PRZYNAJMNIEJ W TEN SPOSÓB ZAPROTESTOWAĆ WOBEC TEGO, CO W NASZYM KRAJU WYPRAWIA SIĘ PO WYBORACH Z PAŹDZIERNIKA 2023. BEZ WĄTPIENIA CAŁA TA EKIPA ŻAŁOSNEJ KOALICJI 13 GRUDNIA SZKODZI POLSCE I TO TRZEBA POWIEDZIEĆ JASNO I OTWARCIE. PYTANIE TYLKO JAKI Z TEGO WNIOSEK WYCIĄGNIEMY I CO Z TYM DALEJ ZROBIMY - NA RAZIE TO PYTANIE POZOSTAJE BEZ ODPOWIEDZI.



WASAL




KWESTIA REPARACJI 🇩🇪 DLA 🇵🇱 ZNIKNĘŁA
(PYTANIE TYLKO NA JAK DŁUGO, BO TO ŻE WRÓCI TO JEST OCZYWISTE - NIEMCY MUSZĄ WRESZCIE ZAPŁACIĆ ZA SWOJE ZBRODNIE)






CAŁA TA KOALICJA 13 GRUDNIA TO JEDNA WIELKA LIPA 




PSEUDO TEMATY I SUKCESY Z D...Y, 
(A WSZYSTKO PO TO, ŻEBY PRZYKRYĆ REALNE PROBLEMY I NIEPOWODZENIA TEJ EKIPY)




JAK JA LUBIĘ ROZMAWIAĆ Z JEBAĆPISAMI 
(TO PRZECIEŻ TACY INTELIGENTNI I BŁYSKOTLIWI LUDZIE. 
ZERO FANATYKÓW)








ELYTA wg. "WYBORCZEJ"




I JESZCZE RAFAŁEK






NA ZAKOŃCZENIE JESZCZE ROZMOWA MAZURKA Z AKTYWISTKĄ KLIMATYCZNĄ



wtorek, 16 kwietnia 2024

O RETY KABARETY! - Cz. XXV

 KOLEJNE ZABAWNE SKECZE KABARETOWE


DZIŚ FORMACJA CHATELET I KABARET JURKI:



FORMACJA CHATELET


REKLAMA


3:35 - "WITAM PANI WANDO, ALE SPÓŹNIŁA SIĘ PANI TROSZECZKĘ"

"WIDZI PAN, BO U MNIE Z ZEGARKIEM TO TAK JAK Z BIELIZNĄ - NIE NOSZĘ" ☺️

5:25 - "KOCHANI DO ROBOTY, MAMY DO ZROBIENIA REKLAMĘ NA PODSTAWIE LEGENDY O WANDZIE, CO NIE CHCIAŁA NIEMCA. PROSTA RZECZ, DWIE ROLE DO OBSADZENIA TAKŻE ZACZNIJMY"

"A KOGO JA BĘDĘ GRAŁA?" 😄

"PANI WANDO, JA MAM TAKĄ PROPOZYCJĘ, MOŻE BY PANI ZAGRAŁA WANDĘ, TO SIĘ PANI NIE BĘDZIE MYLIĆ" 🥴

6:10 - "OCZYWIŚCIE PAN GRA NIEMCA!"

"DLACZEGO JA ZNOWU GRAM NIEMCA?"

"JAK SIĘ MA MORDĘ FASZYSTY" 😆

8:55 - "WANDA! ICH LIEBE DICH, CHCE TWOJA RĘKA!"

"NIE, NIE, NIE, NIE KOCHAM CIĘ I NIE WYJDĘ ZA NIEMCA!"

"JEŚLI TEGO NIE ZROBISZ, SPALĘ TWÓJ LUD!" 🥵

"WYBIERAM ŚMIERĆ I RZUCAM SIĘ W RZEKI TOŃ, HOP-HOP"

(...)

14:15 - "ALE PAN SAM POWIEDZIAŁ ŻEBY DODAĆ TROCHĘ EROTYKI"

"TROCHĘ EROTYKI, A PANI MI TUTAJ PORNOSA Z NIEMCEM ODWALA" 🤣

"CZYLI ŻE CO... MAM SIĘ ZAPIĄĆ?" 😭🤭

15:20 - "A CZYJ BŁĄD?"

"MÓJ, MÓJ BŁĄD, WY DOBRZE, JA ŹLE TŁUMACZĘ!!!"

"KOMPLETNIE PAN SOBIE NIE RADZI PANIE REŻYSERZE" 😂





KABARET JURKI


ZDJĘCIE ŚLUBNE


1:45 - "PROSZĘ PAŃSTWA ZDJĘCIA BĘDZIEMY ROBIĆ TUTAJ!"

"TUTAJ? ALE OBIECAŁ PAN SZLACHECKI DWOREK, FONTANNY, SZETLANDZKIE KUCE, ANTYCZNE RZEŹBY?"

"OWSZEM PROSZĘ PANA, OBIECAŁEM, ALE POTEM DOSZEDŁEM DO WNIOSKU ŻE NIE MA TAKIEGO MIEJSCA" 🤭 (...) JA TU JESTEM ARTYSTĄ I PROSZĘ MI WIERZYĆ - PAŃSKA TWARZ NIE PASUJE DO SZLACHECKIEGO DWORKU. PAŃSKA TWARZ PASUJE DO ROZPADAJĄCEJ SIĘ CHATY, DO KOPCA BURAKÓW, DO KARTOFLISKA I DO KRZAKÓW WYTARTYCH PRZEZ DZIKI" 😝

2:45 - "CO JEST GRANE, MIAŁ BYĆ DWOREK, MIAŁY BYĆ FONTANNY. A TU NIE MA DWORKA, NIE MA FONTANIEN!" ☺️

"OD RAZU PANA POLUBIŁEM I BĘDĘ Z PANEM SZCZERY... NIE STAWIA SIĘ ŚWINI NA TLE SZKLANEGO WIEŻOWCA! CO INNEGO PAN. PAN MA KLASĘ BELGIJSKIEGO KSIĘCIA" 😂

(...)

4:27 - "JA KIEDYŚ CHCIAŁAM BYĆ MODELKĄ"

"NAPRAWDĘ? LUDZIE MAJĄ RÓŻNE DZIWNE MARZENIA" 🤭

5:15 - "WYEKSPONUJ KWIATY, MUSI BYĆ COŚ ŁADNEGO NA ZDJĘCIU" 🤭🤣

6:17 - "PIĘKNE REKINIE OCZY, KOŃSKIE ZĘBY" 👍

7:15 - "ŚLINA MI CIEKNIE" 😭

"PRZYKRYJ TO KWIATAMI" 🤭

10:10 - "WEDŁUG MNIE WSZYSCY SIĘ UŚMIECHAJĄ, A "DZIKI" SZCZERZY KŁY" 😬

10:40 - "O NIE, TO MOI RODZICE ZAPŁACILI ZA TE ZDJĘCIA I NIE BĘDZIESZ SIĘ NA MOICH ZDJĘCIACH SZCZERZYŁ" 🤓





niedziela, 14 kwietnia 2024

WU ZETIAN... Cz. I

PIERWSZA I JEDYNA KOBIETA NA CHIŃSKIM TRONIE IMPERIALNYM





VARIA




 Postanowiłem zająć się dziś tym właśnie tematem, ponieważ uznałem że nie ma na tym blogu praktycznie żadnych odniesień czy jakichkolwiek informacji na temat kultur azjatyckich, ze szczególnym uwzględnieniem chińskiej, japońskiej, koreańskiej, tybetańskiej, indyjskiej i wietnamskiej (przyznać się bowiem muszę, że regiony Azji Południowo-Wschodniej, takie jak Indonezja czy Malezja prywatnie zbytnio mnie nie interesują). Postanowiłem więc nadrobić tę jakże rzucającą się w oczy zaległość i zapraszam do pierwszej historii z cyklu "azjatyckich opowieści", w której główną bohaterką będzie jedyna cesarzowa na tronie Chin - Wu Zetian (zwana też Wu Zhao lub Wu Hou, a po swej śmierci znana jako Tian Hou). Postanowiłem zająć się jej postacią, ponieważ jest to o tyle ciekawy przypadek, iż biorąc pod uwagę szereg postaci kobiecych jakie przewinęły się w całej historii cesarskich Chin (od królowych-wdów do królowych i cesarzowych regentek) to jednak nigdy jeszcze żadna kobieta, ani przed Wu Zetian, ani też po jej śmierci nie panowała oficjalnie jako cesarzowa (a raczej jako cesarz, bo taką tytulaturę przyjęła). Jej losy związane są bezpośrednio z dynastią Tang (drugą dynastią chińską od czasu drugiego zjednoczenia Chin po trwającym 360 lat okresie rozbicia dzielnicowego), była bowiem żoną i kochanką cesarzy tej dynastii oraz matką panujących przed nią i po niej władców z rodu Tangów. Zresztą pozycja kobiety w Chinach już od czasów dynastii Han (czyli w latach 206 p.n.e. - 220 naszej ery) była bardzo silna (chociaż John Barrow prywatny sekretarz ambasadora Jego Królewskiej Mości - Jerzego III w Chinach - hrabiego McCartneya, pisał w swych "Podróżach po Chinach" z 1804 r. iż co prawda: 

"Talenty kobiet na naszej szczęśliwej wyspie zaczęto traktować z należytym szacunkiem dopiero za panowania królowej Elżbiety. Jako kobiety podziwiano je i zabiegano o względy, ale trudno powiedzieć, że uczestniczą w męskim społeczeństwie. W rzeczywistości maniery naszych przodków przed tym panowaniem były dla nich zbyt szorstkie. W Walii żony sprzedawano mężom. W Szkocji kobiety nie mogły występować w charakterze świadków przed sądem. W czasach Henryka VIII uchwalono ustawę zabraniającą kobietom i praktykantom (stanu duchownego) czytania Nowego Testamentu w języku angielskim. Wśród wytwornych Greków nie ceniono ich. Homer poniża wszystkie swoje kobiety: każe greckim księżniczkom tkać przędzę i wykonywać całą harówkę współczesnej praczki; i rzadko pozwala im na jakikolwiek udział w stosunkach społecznych z płcią przeciwną. Jednak fundamentem, na którym zbudował swoje dwa niezrównane wiersze, są kobiety. Ze wszystkich pisarzy dramatycznych starożytnej Grecji wynika także, że celem ich było "trzymanie zwierciadła natury, ukazanie samego wieku i kształtu czasu, jego formy i ciśnienia", że pomimo ich skrajnej delikatności smaku i szybkiego postępu w sztukach pięknych, ich maniery były niskie i prostackie i że zupełnie obca im była jakakolwiek inna przyjemność wynikająca z towarzystwa kobiet, niż pobłażanie zmysłowym apetytom. Nawet Herodot z największą aprobatą wspomina babiloński zwyczaj sprzedawania na aukcji w określonym dniu wszystkich młodych, urodziwych kobiet, aby zebrać pieniądze na upiększanie reszty niewiast, którym natura obdarzyła swoje dary mniej hojnie (...). Ta degradacja kobiet wydawałaby się tyleż niepolityczna, co niezwykła, gdyż pod ich przewodnictwem najwcześniejsze, a czasem najbardziej niezatarte (myślę, że śmiało mogę dodać, najlepsze i najmilsze) wrażenia odciskają się w młodzieńczym umyśle. W niemowlęctwie ich ochrona jest niezbędna, a w chorobie lub w starszym wieku bez wątpienia zapewniają najlepszą i najmilszą ulgę: lub, jak trafnie zauważył francuski autor, "Bez kobiety oba krańce życia byłyby bezradne, a jego środek pozbawiony radości".

Dalej Barrow pisze jednak o Chinach: "Chińczycy, jeśli to możliwe, narzucili swoim kobietom większy stopień pokory i powściągliwości niż starożytni Grecy czy Europejczycy w ciemnych wiekach. Nie zadowalając się fizycznym pozbawieniem kończyn, postanowili, aby je bardziej ograniczyć, postrzeganie kobiety za granicą było zbrodnią moralną. Jeśli pragną odwiedzić przyjaciela lub krewnego, muszą być przewożone w zamkniętym fotelu: chodzenie byłoby szczytem wulgarności. Nawet wiejskie damy, które nie mają luksusu krzesła, mówią, że czasami są przewożone na czymś w rodzaju zakrytej taczki. Jednakże żony i córki z klas niższych nie są ograniczone do domu ani wolne od ciężkiej i niewolniczej pracy, wiele z nich jest zmuszonych do pracy z niemowlęciem na plecach, podczas gdy mąż najprawdopodobniej gra lub bezczynnie marnuje swój czas. Często widziałem kobiety pomagające ciągnąć lekki pług i bronę..."


BABIE NALEŻY ZAŁOŻYĆ CHOMĄTO 
CZYLI "CHŁOPAKI NIE PŁACZĄ"



"... Przewagi, jakie te kobiety posiadają w wyższej sferze życia, jeśli w ogóle istnieją, nie są godne pozazdroszczenia. Nawet w domu, we własnej rodzinie, kobiecie nie wolno ani jeść przy tym samym stole, ani siedzieć z mężem w tym samym pokoju. A dzieci płci męskiej w wieku dziewięciu lub dziesięciu lat są całkowicie oddzielone od sióstr. W ten sposób uczucia, które nie są instynktownymi wytworami natury, ale owocem częstych stosunków i wzajemnego komunikowania się o swoich drobnych pragnieniach i przyjemnościach, zostają zduszone w samym zarodku wschodzącego uczucia. Przy każdej okazji pomiędzy członkami tej samej rodziny należy przestrzegać zimnego i ceremonialnego zachowania. Nie ma wspólnego celu, aby przyciągnąć i skoncentrować miłość i szacunek dzieci do rodziców. Każdy żyje sam i jest oddzielony od drugiego. Drobne zdarzenia i przygody dnia, o których dzieci rozmawiają podczas wielu długich zimowych wieczorów przy wygodnym kominku w naszym własnym kraju, są w Chinach pogrzebane w milczeniu. To prawda, że chłopcy czasami spotykają się razem w szkołach, ale sztywne i ceremonialne zachowanie, które stanowi niemała część ich edukacji, powstrzymuje wszystkie drobne zabawy związane z ich okresem życia i całkowicie tłumi ducha aktywności i przedsiębiorczości. Chińska młodzież z wyższej klasy jest nieożywiona, formalna i nieaktywna, nieustannie starając się przyjąć na siebie powagę lat". Tyle sam Barrow, natomiast wiadomo że w Chinach od czasów dynastii Han i późniejszych każdy kolejny władca musiał toczyć prawdziwe walki, aby uniknąć zdominowania swego dworu przez ród swej cesarskiej małżonki. Poza tym po śmierci władcy, to właśnie jego oficjalna małżonka miała wyłączne prawo decydować o następstwie tronu, tak więc wydaje się że pomimo sztywnych reguł nałożonych na chińskie kobiety, szczególnie cesarzowe miały dosyć szerokie pole manewru politycznego i dość dużą swobodę własnych działań.



CHINY HAN


CAI LUN



 Przyszła cesarzowa Wu Zetian narodziła się w roku 624 w hrabstwie Wenshi w prowincji Shanxi w środkowo-zachodnich Chinach. Był to czas, gdy od sześciu lat panowała już dynastia Tangów, która nastała po pierwszej dynastii chińskiej, której udało się wreszcie zjednoczyć kraj po 360 latach politycznej anarchii i rozbicia dzielnicowego, czyli dynastii Sui. Swoją drogą rozbicie dzielnicowe i upadek władzy centralnej w Chinach, szedł w parze z odrodzeniem kulturowym i ze znacznym rozwojem chińskiej literatury i sztuki. Jeszcze w czasie panowania dynastii Han (Wschodni Hanowie) na szeroką skalę zaczęto w Chinach używać papieru. Za wynalazcę papieru (i nowoczesnego procesu wytwarzania papieru) uważany jest dworski eunuch z Luoyang - Cai Lun, a dokonać tego miał w roku 105 naszej ery. Cai Lun nie wymyślił jednak papieru, gdyż pierwsze formy papieru znane są w Chinach jeszcze III wieku p.n.e, ale doprowadził do jego masowej produkcji poprzez dodanie kory drzewnej i końcówek konopi, co właśnie zaowocowało szybkim rozprzestrzenieniem się papieru po całych Chinach. Jednak nim to papier przekroczył granicę Chin i ruszył na Zachód, minęło kilka kolejnych wieków. W Samarkandzie papier pojawił się dopiero w pierwszej połowie VIII wieku, ale pierwsza zarejestrowana na świecie drukarnia papieru (poza Chinami) powstała w Bagdadzie w roku 794 i to właśnie Arabowie za czasów rządów dynastii Abbasydów, w okresie złotego wieku tego kalifatu (czyli w latach 775-861) rozpoczęli jego produkcję za rządów najsławniejszego kalifa arabskiego Haruna al-Raszida (panującego w latach 786 -809), bohatera chociażby opowieści Szeherezady i legend tysiące jednej nocy (notabene w tym czasie w Europie po zagładzie cywilizacji rzymskiej - która po roku 100 osiągnęła swój najwyższy cywilizacyjny rozwój, w latach 20-tych lub 30-tych II wieku Rzymianie sprowadzili np. z Chin... lody, które potem sprzedawano w termach. Tak więc po kąpieli - a większość term w Rzymie była darmowa, lub też te lepsze za niewielką opłatą - można było zjeść nowinkę z Chin, tylko że tamte lody nie przypominały jeszcze naszych klasycznych lodów, one były bardziej takie wodniste roztopione, i podawane były w zamkniętych pojemnikach aby zbyt szybko się nie rozmroziły. W każdym razie w okresie złotego wieku cywilizacji kalifatu Abbasydów, w Europie poza może ziemiami dzisiejszej Italii, Francji (gdzie dał sobie znać renesans karoliński) oraz Hiszpanii - ale ta ostatnia już pod arabskim panowaniem - cywilizacja cofnęła się znacznie w swym rozwoju i rzeczywiście w porównaniu z Chińczykami czy Arabami, Europejczycy byli wówczas prawdziwymi barbarzyńcami.). Papier do Europy szedł jednak bardzo powoli, po raz pierwszy odnotowano jego obecność w klasztorach nestoriańskich w Gruzji w roku 981 i dopiero po tym czasie przedostał się do Europy.

Chiny okresu sprzed panowania dynastii Tangów, to również tradycja konfucjanizmu (z naczelną zasadą Konfucjusza która brzmiała: "Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe"), wspaniała literatura (z naczelnym dziełem "Tao te ching" autorstwa Laozi z ok. 500 r. p.n.e., będącego podstawowym tekstem zarówno dla taoizmu filozoficznego, konfucjańskiego legalizmu, czy chińskiego buddyzmu), ze sławnym dziełem mistrza Sun Tzu pod tytułem "Sztuka wojenna" które to do dziś dnia jest omawiane w szkołach wojskowych). W Chinach opracowano też wiele zagadnień z dziedziny matematyki, zajmowano się pomiarami czasu, optyką, akustyką, magnetyzmem, taoistyczni mnisi - szukając pierwiastka nieśmiertelności - odkryli przez przypadek proch dymny (już w czasach dynastii Tang), który Chińczycy zaadoptowali do celów wojskowych (tworzono też pierwsze armaty miotające kule, wystrzeliwane za pomocą prochu. Ten wynalazek przyjął się w Europie dopiero w w końcu XIV wieku, ale europejskie armaty tak naprawdę czyniły więcej hałasu niż szkody i przez długi czas był jedynie efektowną ciekawostką. Dopiero ich ulepszenie z końcem XV i na początku XVI wieku spowodowało, że stały się one realnie śmiercionośną bronią). Tak więc Chiny pod względem rozwoju cywilizacyjnego, a także militarnego, stały znacznie wyżej od Europy rozumianej oczywiście jako całość - chociaż państw europejskich nigdy nie należy traktować jako całości, gdyż takiej mozaiki różnych narodów, państw i kultur, większych i mniejszych krajów mających własne tradycje jak w Europie, praktycznie nie spotka się nigdzie indziej na świecie). Gorzej jednak sprawa miała się jeśli idzie o jedność polityczną, gdyż po usunięciu ostatniego cesarza z dynastii Han -Xiana (220 r.) Chiny na 360 kolejnych lat popadły w okres niestabilności i rozpadu politycznego.




Państwo podzieliło się teraz na trzy części, nad którymi władzę objęli ambitni generałowie z czasów Han. Pierwszym i największym królestwem było Wei (północno-zachodnie i środkowe Chiny), drugim Wu (południowo-środkowe Chiny), a trzecim Shu (Chiny zachodnie). O tym które z tych trzech królestw było najsilniejsze mogą zaświadczyć chociażby raporty przeprowadzanych spisów ludności, z tym że nie istnieją spisy ludności z okresów po upadku dynastii Han, dlatego też aby móc rozeznać się w owej sytuacji polityczno-społecznej, należy odnieść się do ostatniego spisu ludności z roku 140 (czyli przeprowadzonego 80 lat przed rozpadem). Otóż wynika z nich że na terenach, na których potem powstanie państwo Wei, mieszkało wówczas 29 milionów mieszkańców, z czego sama stolica -Luoyang liczyła ponad milion mieszkańców. Państwo Wu zamieszkiwało zaś 11 700 000 mieszkańców (stolica Nankin, zwana wówczas Jankang, notabene leżała ona praktycznie tuż nad samą granicą z Wei). Natomiast państwo Shu Han liczyło 7 500 000 mieszkańców (stolica Chengdu). Nie uwzględniono w tych statystykach prymitywnej ludności tubylczej, która nie figurowała w raportach podatkowych. Oczywiście w państwach tych dominowała filozofia konfucjańska. Należy bowiem pamiętać że przed pojawieniem się Konfucjusza, Chińczycy realnie nie oddawali czci żadnemu niewidzialnemu bóstwu. Składano ofiary jedynie duchom przodków, i choć czczono potęgę nieba, to nie patrzono na nie w sposób transcendentny. To panujący władca był realnie bogiem na ziemi, a jego panowanie sprowadzało się do ściśle usankcjonowanej przemocy (czy to w czasie polowania, które było odbieraniem życia zwierząt, czy do wojny, która to była odbieraniem życia ludziom). Dopiero wraz z rozpoczęciem nauczania przez Konfucjusza (551-479 p.n.e.) i jego uczniów - jak choćby Mencjusza (372-289 p.n.e.), zaczęto patrzeć na kwestie życia i śmierci w nieco inny sposób.




Konfucjusz był legalistą, uważał że społeczeństwo (tak jak wszystko na tej ziemi) podlega uniwersalnemu porządkowi kosmicznemu, i każda istota musi się temu podporządkować. Rodzice sprawują władzę nad swymi dziećmi, jednocześnie je chroniąc, mężczyzna sprawuje władzę nad kobietą ze względu na swoją siłę i mądrość (tak bowiem uważano), a władca włada poddanymi zgodnie z uniwersalnym prawem kosmosu. Każdy na tym świecie ma swoją rolę do odegrania, dlatego też, zarówno władcy jak i urzędnicy muszą być ludźmi moralnie nieskazitelnymi, gdyż utrata twarzy stanowi dyshonor dla człowieka, a wówczas jest już tylko jedna droga żeby się oczyścić w oczach społeczeństwa lub rodziny - samobójstwo. Oczywiście Mensjusz nieco ten pogląd udoskonalił, twierdząc że człowiek rodzi się nieskazitelnie dobry i czysty, a dopiero późniejsze wychowanie i droga którą podąży, czyni z niego złego lub dobrego (było to zaprzeczenie temu, co głosili możni, twierdząc, że tylko dobrze urodzeni są ludźmi szczególnie wybranymi, a wszyscy inni mają im służyć zarówno w tym życiu, jak i po śmierci. Notabene w Europie wówczas zadawano pytanie tym, którzy również uważali że tylko królowie, książęta, możni i szlachta są szczególnie wybrani przez Boga, ustami zwykłych kapłanów pytano: "Gdy Adam i Ewa biegali nago po Raju, gdzie wówczas była szlachta?"




Filozofia konfucjańska podkreślała więc, że przez pracę nad samym sobą, ale również poprzez branie przykładu z ludzi wybitnych i mędrców, człowiek może osiągnąć to, czego nie uzyskał przez urodzenie. Odwoływanie się do wartości i przykładów ludzi moralnych (głównie mędrców) było w tej filozofii bardzo ważne. "Człowiek konfucjański" - czyli konfucjański człowiek szlachetny, kierował się przede wszystkim zapisami moralnymi samego Konfucjusza i jego uczniów (postaram się kiedyś jeszcze owe moralne zapiski zaprezentować na tym blogu). Podstawę moralności konfucjańskiej stanowiło bowiem postępowanie zgodne z obowiązującymi zasadami (czyli legalizm), tak więc przykład powinien iść z góry od tych, którzy którzy mają wpływ na umysły innych ("Lud jest jak trawa, władca jak wiatr, jak wiatr zawieje, tak trawa się ugina" - jak mawiał Konfucjusz). Konfucjański kodeks postępowania próbował uczynić z każdego człowieka istotę moralną, zdolną do działania imię wartości wyższych - obrony cnoty przed występkiem, czy też ludu przed złym władcą. Dlatego Konfucjusz tak wielkie znaczenie przywiązywał do moralności władców i urzędników (i choć nauczał moralności, to sam twierdził, że nie należy go odbierać jako nauczyciela, gdyż on sam nim nie jest. Twierdził też że nie czuje się na siłach aby być nauczycielem moralności swego ludu. Natomiast uważał, że te wskazówki które dał, mogą posłużyć jako drogowskaz dla ludzi którzy zechcą z nich skorzystać). Innymi słowy konfucjanizm był praojcem konserwatyzmu, głosząc większy szacunek dla starości niż dla młodości, dla uświęconego autorytetu niż dla nowości i dla przeszłości niż dla teraźniejszości.




Ucieczką od ściśle moralnych norm konfucjanizmu, była dla Chińczyków "Dao" (czyli "Droga"). Taoizm bowiem - bo o nim to mowa - był ludową religią chińską, opartą na kulcie przodków i oddawaniu im czci. Jego założycielem miał być Laozi (współczesny konfucjuszowi), myśliciel i filozof. Taoizm tak naprawdę jest zlepkiem chińskiego mistycyzmu, chińskiej medycyny, alchemii, ludowego animizmu i wszelkiej maści poszukiwaczy nieśmiertelności oraz "Wysp Szczęśliwych" (nic więc dziwnego, że jak wspomniałem wyżej, to właśnie mnisi taoistyczni wynaleźli proch, poszukując eliksiru nieśmiertelności). Swoją drogą, co się tyczy Wysp Szczęśliwych, to poszukiwali ich również Rzymianie, robiąc rajdy morskie poza słupy Herkulesa (czyli Cieśninę Gibraltarską - kiedyś już też o tym pisałem). Najbardziej taką skonkretyzowaną teorię taoizmu przedstawił Zhuangzi (369-286 p.n.e.), który w sposób dosyć relatywistyczny (aczkolwiek jakże ciekawy) pytał się ludzi co myślą na ten temat, opowiadając im swój sen. Pytał bowiem:  "Śniło mi się że jestem motylem, latającym w promieniach słońca, ale po przebudzeniu nie byłem już pewny, czy nadal jestem sobą. Pytam więc, czy śniło mi się że jestem motylem, czy też będąc motylem, śniłem że jestem Zhuangzi?" Do zwykłego ludu znacznie bardziej trafiały wskazówki taoistyczne (w której dużo było magii, alchemii, ziołolecznictwa wszelkich tego typu kwestii, niż moralne i sztywne zasady konfucjańskie. I tak było do końca istnienia dynastii Han. Natomiast z chwilą rozpadu państwa na trzy części, zarówno konfucjanizm jak i taoizm zaczął być coraz silniej wypierany przez idący z Tybetu buddyzm, który co prawda pojawił się w Chinach już na początku I wieku naszej ery, ale był raczej swoistą ciekawostką religijną (czymś takim, jakim zarówno w Chinach jak i w Japonii było chrześcijaństwo począwszy od XVI wieku) i przyciągało zaledwie nieliczne grupy chętnych "skosztować" czegoś nowego. Ale począwszy od III wieku buddyzm zaczął coraz bardziej dominować w Chinach, a wraz z nim zaczęła zmieniać się również mentalność społeczna.


LAOZI
("STARY MISTRZ")



CDN.


PS: Jako swoistą ciekawostkę dodam jeszcze, że już w czasach panowania Tangów, w roku 650 z oficjalną delegacją do Chin udał się wujek Mahometa od strony matki - Sa'adibn Waqqas i starał się nawrócić cesarza Gaozonga na islam. Cesarz będąc przychylnie usposobionym do nowych religii i kultów - choć sam oczywiście islamu nie przyjął - to jednak polecił zbudować pierwszy na chińskiej ziemi meczet w Kantonie.

sobota, 13 kwietnia 2024

NIEWOLNICY DO ZADAŃ SPECJALNYCH - Cz. XXII

CZYLI JAKIE BYŁY NAJWIĘKSZE
OŚRODKI HANDLU NIEWOLNIKAMI W
STAROŻYTNOŚCI I ŚREDNIOWIECZU,
ORAZ SKĄD I Z JAKICH
WARSTW SPOŁECZNYCH NAJCZĘŚCIEJ
POCHODZILI KANDYDACI
NA NIEWOLNIKÓW





II

STAROŻYTNY RZYM

(II wiek p.n.e. - V wiek)

Cz. XIII







SPRZEDAŻ, DZIEDZICZENIE I WYZWOLENIE NIEWOLNIKÓW
(NA PODSTAWIE ZACHOWANYCH LISTÓW I DOKUMENTÓW STAROŻYTNOŚCI)
(XIX wiek p.n.e. - I wieku naszej ery)
Cz. X






XXII
SOSTUS
DELFY
(144 r. p.n.e.)
Cz. V



 Rok 151 p.n.e. był w Rzymie i Italii rokiem wojny w Hiszpanii, oraz narastającego problemu związanego z Kartaginą. Wojna hiszpańska nie szła dobrze (ale ponieważ rzecz odnosi się do Grecji i Rzymu, nie będziemy się zbytnio nad tym pochylać), dlatego też gdy konsulowie (Lucjusz Licyniusz Lukullus i Aulus Postumiusz Albinus) zarządzili pobór, znaleźli się oczywiście i tacy, którzy zamierzali wykupić się od tej przykrej konieczności. Konsulowie jednak byli nieugięci i nie pozwolili nikomu - bez względu na oferowane kwoty - wykupić się od obowiązku służby wojskowej. Wielu więc (szczególnie Rzymian z klasy średniej - czyli ekwitów) poskarżyło się trybunom ludowym. Ci, starali się wyjednać zwolnienia głównie dla swych przyjaciół, ale i to nie pomogło, w takim wypadku trybuni ludowi polecili... wtrącić konsulów do więzienia. Dopiero gdy Publiusz Korneliusz Scypion Emilianus (rodzony syn pogromcy Perseusza Macedońskiego - Lucjusza Emiliusza Paulusa), zgłosił się na ochotnika do udziału w tej wojnie, dopiero wówczas inni poszli za jego przykładem (na wojnie też się wsławił, jako pierwszy wspinając się na mury obleganego celtyberyjskiego miasta Interkatii i zabijając w walce Hiszpana broniącego murów). Wojna hiszpańska dobiegła końca jeszcze w tymże 151 r. p.n.e. gdy konsul Lucjusz Lukullus spacyfikował celtyberyjskie plemiona w Wakcejów i Kantabrów.

Problem jednak stanowiła Kartagina, gdyż w przekonaniu Rzymian zbyt szybko i zbyt intensywnie się rozwijała gospodarczo, co też stwarzało realne zagrożenie na przyszłość. Oczywiście nie wszyscy byli zdania że rozwój Kartaginy jest niekorzystny dla Rzymu. Jednym z tych, którzy twierdzili że ten południowy sąsiad jest jak najbardziej potrzebny i jego likwidacja (tak jak żądał Katon Starszy) nie ma sensu (choćby dlatego, że jeśli Rzymianie utracą Kartaginę, czyli realną obawę o swoje bezpieczeństwo, to popadną w marazm i zniewieściałość. Staną się ludem pozbawionym cnoty, honoru i męstwa, natomiast skupią się na wszelkich przyjemnościach życia), był Publiusz Korneliusz Scypion Nazika (której już po raz kolejny pojawia się jako nasz bohater, po raz pierwszy napisałem o nim, gdy w 159 r. p.n.e. postawił w Rzymie pierwszy zegar wodny). Teraz (151 r. p.n.e.) do Kartaginy wysłana zostaje kolejna rzymska delegacja, na której czele staje właśnie Nazika (notabene przeciwnik polityczny Katona Starszego). Jak już wspomniałem, Nazika był zwolennikiem pokoju z Kartaginą i utrzymania tego państwa w charakterze swoistej rzymskiej satelity na południu Morza Śródziemnego. Oczywiście nie kierowały nim żadne sympatie dla grodu bogini Tanit i boga Melkarta, tylko obawa o rozprzężenie rzymskiej moralności (notabene miał rację. Rzeczywiście, niedługi czas po upadku Kartaginy, Rzymianie wolni od tego zagrożenia, coraz częściej zaczęli praktykować dosyć hedonistyczny sposób życia. Doszło do tego, że na początku II wieku naszej ery historycy Juwenalis i Marcjalis odwoływali się do dawnych rzymskich cnót, gdy Kwiryci {była to obywatelska nazwa Rzymian} stali pod bronią, a ich żony w Rzymie przędły wełnę. Panowała więc powszechna harmonia i porządek, a nie jak ich czasach, rozdmuchany feminizm - bo tak należy nazwać ogromny wzrost pozycji rzymskiej kobiety, szczególnie w I wieku naszej ery i co za tym idzie zniewieściałość mężczyzn).




Co prawda kartagińscy geronci nie zamierzali wzniecać nowej wojny z Rzymem, bo dobrze wiedzieli że ich państwo (które teraz stało się małą republiką, ograniczoną zaledwie do ziem dzisiejszej północnej i środkowej Tunezji), nie ma najmniejszych szans w konfrontacji z supermocarstwem, jakim po pokonaniu Macedonii (oraz syryjskiego króla Antiocha III Wielkiego) stał się Rzym. Pasowała im też sytuacja w której mogli się bogacić, będąc jednocześnie pod polityczną i militarną "opieką" rzymskiej Republiki. Tym bardziej że chrapkę na ich ziemie miał stary już (bo 90-letni) władca Numidii Masynissa. Lepiej było więc trzymać się Rzymu, niż wzniecać jakiekolwiek z nim konflikty, mając jednocześnie z tyłu równie silnego wroga. Tylko że Rzymianie nie rozumowali w ten sam sposób. Co prawda Katon pokazywał w Senacie kartagińską figę i powtarzał że "Kartaginę należy zniszczyć", ale tak naprawdę nie miał większej możliwości przełożenia swoich słów na czyny, gdyż ani italscy rolnicy (jako konkurenci tych z Kartaginy) nie mieli realnego wpływu na postanowienia Senatu, ani też ani też nie opłacało się Rzymianom (na razie) wzniecać wojnę z państwem, który przynosił dochód. Po pokonaniu Hannibala w bitwie pod Zamą (202 r. p.n.e.) i po kapitulacji Kartaginy (201 r. p.n.e.) na gród Dydony został nałożony coroczny haracz w wysokości 10 000 talentów eubejskich (trzykrotnie większa kwota, niż ta, którą Kartagińczycy musieli zapłacić po klęsce w I Wojnie Punickiej) płatne w ciągu 50 lat. Ostatnia rata przypadała więc na rok 151 p.n.e i rzeczywiście, teraz dopiero Rzymianie nie mieli już żadnych korzyści z utrzymywania Kartaginy jako swojej satelity. Po prostu naród chłopów (jakim wciąż byli Rzymianie) wychodził z dość racjonalnych wniosków, że skoro krowa już więcej nie da mleka, to należy ją zarżnąć na mięso, i tak właśnie miało się stać z grodem bogini Tanit.




A tymczasem nieświadoma damoklesowego miecza ciążącego nad nimi (co znalazło wyraz w zmieniających się nastrojach Rzymian) Kartagina rozwijała się w niesamowitym tempie. Miasto piękniało i rozbudowywało się już nie z dekady na dekadę, ale z roku na rok. Pozbawiona konieczności utrzymywania floty wojennej oraz armii zaciężnej Kartagina, przeznaczyła fundusze zdobyte na handlu, na rozwój miasta i pomnażaniu bogactwa jego mieszkańców (podobnie jak po II Wojnie Światowej czyniły Niemcy i Japonia pod amerykańskim parasolem ochronnym). W odnalezionej w 1966 r. kartagińskiej inskrypcji, wykutej na pięknym czarnym wapieniu (która opowiada o podejmowanych już pod koniec istnienia państwa kartagińskiego pracach budowlanych) i można tam wyczytać: "Lud Kartaginy otworzył i zbudował tę ulicę w kierunku placu Nowej Bramy, która znajduje się w południowym murze, w roku sufetów Szafata i Adonibaala, w czasie urzędniczej kadencji Adonibaala, syna Eszmunhillesa (...). Robotami kierowali Abdelmelkart (...) konstruktor budowlany, Bodmelkart (...) budowniczy dróg, Jehewielon, brat Bodmelkarta kamieniarz. I wszyscy wzięli w tym udział - handlarze, tragarze, pakowacze, ci, którzy żyją w Dolnym Mieście, ci, którzy ważą monety, ci, którzy nie mają ani srebra ani złota, i ci, którzy je posiadają, złotnicy, garncarze, robotnicy przy piecach i sandalarze, wszyscy pospołu".




Jak już wspomniałem w poprzednich częściach, w tamtym czasie w Kartaginie istniały trzy stronnictwa polityczne. Od roku 201 p.n.e. (a szczególnie po 193 r. p.n.e. i ucieczce Hannibala z Kartaginy na Wschód) dominowała "partia" pro-rzymska, której przywódcą (od ok 175 r. p.n.e.) był niejaki Hannon III Wielki. Było to stronnictwo bogatych kupców kartagińskich, którzy głosili tezę, iż lepiej prowadzić politykę spełniania rzymskich życzeń i podporządkowania się Rzymowi, w zamian za bezpieczeństwo i bogacenie się. Drugim stronnictwem była "partia" kierowana przez Hannibala Szpaka, która opowiadała się za zawarciem porozumienia a nawet sojuszu z Masynissą, widząc w tym jedyne wyjście na przetrwanie państwa (tym bardziej że król Numidii jak tylko mógł podgryzał i kąsał Kartagińczyków, wydzierając im zachodnie ziemie, począwszy od 174 r. po.n.e. kiedy to po raz pierwszy złamał traktat zawarty w 201 r p.n.e.). Hannibal Szpak uznał bowiem, że jeśli nie dojdzie do zawarcia jakiegoś układu z Masynissą (lub ewentualnie z jednym z jego synów) to Numidyjczycy nie zaprzestaną swych ataków, a Rzymianie mogą wykorzystać je przeciwko Kartaginie. Trzecim zaś stronnictwem w Radzie Starszych, była formacja kierowana przez Kartalona i Hamilkara Samnitę i była to "partia" arystokratyczna, która głosiła potrzebę odrodzenia dawnej potęgi Kartaginy (stronnictwo to zyskało przewagę w roku 165 p.n.e., ale już 161 r.p.n.e. górą był Hannibal Szpak i jego zwolennicy. Kartalon i Hamilkar ponownie wrócili do władzy w 157 r. p.n.e. ale na bardzo krótko, gdyż wkrótce potem władzę znów przyjęli zwolennicy całkowitego sojuszu z Rzymem). Gdy w 153 r.p.n.e podczas nieobecności Masynissy w kraju (gdy udał się z wojskiem wspomóc swoich rzymskich sojuszników do Hiszpanii), pełniący urząd boetarchy (dowódcy wojskowego) Kartalon zaatakował obóz Numidyjczyków znajdujący się na spornym terytorium i ich rozgromił. Gdy jednak Masynissa wrócił do kraju, wyprawił się zbrojnie przeciwko Kartaginie, a w tym samym czasie Rzymianie przyznali mu prawo do przejęcia ogromnych terenów kartagińskich, zwanych Wielkimi Polami, z pięćdziesięcioma mniejszymi miejscowościami skupionymi wokół dużego miasta Thugga. Kartagińczycy poczuli się upokorzeni takim obrotem sprawy i w roku 152 p.n.e. ponownie stronnictwo ludowe Kartalona i Hamilkara zyskało większość w Radzie Starszych. 

Ponieważ sytuacja była na tyle niebezpieczna że zagrażała istnieniu państwa kartagińskiego, Kartalon rozpoczął prawdziwe czystki; a mając zdecydowane poparcie społeczne, zdołał przekonać swych współobywateli na Zgromadzeniu Ludowym aby wygnano z miasta Hannibala Szpaka i jego 39 zwolenników, odbierając im obywatelstwo i zabraniając wracać pod karą śmierci. Banici, nie mając gdzie się podziać, oczywiście poszli do tego, którego wcześniej wspierali, czyli do Masynissy, starając się go namówić do rozpoczęcia wojny ze swoją ojczyzną. Masynissa obawiał się nieco reakcji Rzymu, ale postanowił wysłać do Kartaginy w poselstwie dwóch ze swoich licznych synów - Gulussę i Micypsę (jednym z jego nieślubnych synów był późniejszy król Numidii - Jugurta, który wsławił się w wojnie z Rzymem przy końcu II wieku p.n.e.). Przybyli oni do Kartaginy, lecz nie zostali dopuszczeni przed Radę Starszych, a mimo to w butnym tonie (wręcz ultimatywnym) zażądali odwołania banicji i przyjęcia wygnańców z powrotem do miasta. Mowa ta była prawdziwym policzkiem wymierzonym Kartagińczykom. Owszem, pogodzili się oni już z tym, że rozkazują im Rzymianie, ale Masynissa? A kimże on był, jak nie zwykłym władcą nomadyjskiego królestwa, politycznym zawadiaką, który urósł tylko i wyłącznie wysługując się Rzymianom. Natychmiast wygnano ich z miasta, a w drodze powrotnej na ich orszak napadł Hamilkar Samnita i zabił wielu spośród ludzi księcia Galussy. Było to więc jawne wypowiedzenie wojny i jeszcze w tymże 152 r. p.n.e. Masynissa wkroczył na ziemię kartagińską i opanował tam kilka miejscowości. W Kartaginie teraz rozpoczęto wielkie przygotowania i ogłoszono mobilizację, zbierając 25 000 piechoty i 4000 jeźdźców, którymi dowodzić miał, pełniący funkcję sufeta (był to urząd cywilny a nie wojskowy, odpowiadający jednak pozycji rzymskiego konsula) Hazdrubal Samnita.




Kartagińczycy ruszyli do ofensywy z początkiem 151 r. p.n.e., jednocześnie uczynili to bez wcześniejszego porozumienia z Rzymem (do czego zobowiązywał ich traktat pokojowy, zawarty pięćdziesiąt lat wcześniej, na mocy którego nie mogli oni prowadzić żadnych wojen bez zgody Rzymu). Hazdrubalowi udało się odnieść kilka sukcesów, a nawet na jego stronę przyszła część jazdy numidyjskiej w liczbie 6000 (co znacznie podbudowało kartagińskie morale). Masynissa był jednak starym i doświadczonym lisem, który zęby zjadł (dosłownie, miał już bowiem 88 lat) na taktyce podjazdowej i wciąganiu wroga w zasadzki. Udało mu się więc wciągnąć Hazdrubala w do bitwy na własnej ziemi, gdzie był dobrze przygotowany do walki (Appian twierdzi, że w bitwie tej każda ze stron liczyła po 110 000 żołnierzy, co wydaje się nieprawdopodobne i jest niemożliwe. Siły te były co najmniej o połowę mniejsze, a w przypadku Kartagińczyków być może nawet o ⅓. Pomimo zasadzki w której Numidyjczycy atakowali z trzech stron jednocześnie, Hazdrubalowi udało się nie tylko wytrzymać pierwszy atak, ale przeszedł również do ofensywy i o mały włos bitwa ta nie zakończyłaby się zwycięstwem Kartaginy, gdyby nie pewna informacja która nagle pojawiła się na placu boju. Oto bowiem ktoś doniósł Hazdrubalowi, że w obozie Masynissy są Rzymianie. Plotka ta była oczywiście fałszywa i zapewne została specjalnie rozgłoszona, w każdym razie poskutkowała, bowiem Hazdrubal natychmiast zaprzestał walki i wycofał się ze swoim wojskiem. Ponieważ to Masynissa pozostał na placu boju, uznał się więc za zwycięzcę, chociaż to on poniósł większe straty i realnie bitwę mógł przegrać gdyby Hazdrubal się nie wycofał. Wkrótce potem wódz Kartagińczyków wysłał do króla Numidyjczyków poselstwo, w którym proponował pokój i aby doszedł on do skutku, oferował Masynissie południowe wybrzeże Wielkiej Syrty z kupieckimi miastami Oea, Sabrata i Leptis Magna, a także zaproponował mu od razu wypłatę 400 talentów za rozpoczęcie wojny i dalszych 800 talentów w ratach. Dlaczego Hasdrubal choć nie został pokonany, zgodził się na tak upokarzające warunki pokojowe? Wydaje się oczywiste, że wojna którą Kartagina rozpoczęła nie powiadamiając o niej Rzymian (stało się to nie dlatego, że starano się tutaj coś zataić, tylko uczyniono to z powodu pośpiechu) mogła stać się pretekstem do rzymskiej interwencji w Afryce, czego osłabiona Kartagina nie była w stanie przetrwać. Pokój z Masynissą był więc jedyną szansą ocalenia miasta i państwa.

Masynissa jednak odrzucił kartagińskie warunki pokojowe. Zażądał bowiem przekazania mu - zbiegłych wcześniej do kartagińskiego obozu - wodzów i żołnierzy numidyjskiej jazdy, na co Hazdrubal nie mógł się zgodzić, jeśli nie chciał stracić twarzy, a co za tym idzie utracić honor, który w tamtym czasie był niezwykle ważny dla każdego wodza (swoją drogą przypomina mi się tutaj to, co zrobili alianci po zakończeniu II Wojny Światowej, gdy Stalin zażądał od Amerykanów i Brytyjczyków aby przekazali mu walczące wcześniej po stronie Niemców - ale tylko ze Związkiem Sowieckim - formacje kozaków dońskich, które uzyskały zapewnienie od aliantów że nie spotka ich nic złego, jeśli złożą broń. Tak też się stało, a potem ci sami ludzie, którzy dali im słowo honoru że ich nie wydadzą, brutalnie ich zdradzili. Dochodziło do dantejskich scen, gdy Kozacy odbierali sobie życie, woląc zginąć jako wolni ludzie, niż zostać wydanym Sowietom). W tym też czasie przybyła z Rzymu delegacja pod przewodnictwem Scypiona Nazyki, a wiadomość o tym została przez Hazdurbala przyjęta z radością (liczył on bowiem na to, że dzięki rzymskiej mediacji uda się wreszcie uzgodnić ostateczny pokój w Masynissą). Jak już wspomniałem wyżej Nazyka był przychylnie nastawiony do Kartaginy, ale przed wyjazdem z Rzymu otrzymał jasne instrukcje Senatu, mówiące, że pokój może zostać zawarty tylko wówczas, gdy to Masynissa będzie tym pokonanym, w każdym innym wypadku Rzymianie mieli namawiać władcę Numidyjczyków do kontynuowania walki. Rzymianie przybyli więc do obozu Masynissy i nie odwiedzili obozu Hazdurbala, dając tym samym do zrozumienia, że nie są zainteresowani spotkaniem z nim. Kartagińczycy czekali jednak długo, aż w ich obozie zaczęło brakować prowiantu i wody, dopiero wówczas zgodzili się na warunki Masynissy wydania numidyjskich jeźdźców, zapłacenie w ciągu 50 kolejnych lat 5 000 talentów oraz złożenie broni. Numidyjczycy nie dotrzymali jednak warunków traktatu. Książę Gulussa wysłał bowiem na wracających do Kartaginy, bezbronnych wojowników swoją jazdę, otoczył ich i w większości pozabijał (tylko nielicznym udało się wydostać z tego kotła). Wiadomość o kapitulacji i klęsce Hazdrubala wywołała w Kartaginie popłoch. Nie wiedziano bowiem jak zareagują Rzymianie i obawiano się najgorszego. 

I rzeczywiście, jeszcze w tym samym 151 r. p.n.e. wraz z powracającą delegacją rzymską do Rzymu udał się numidyjski książę Gulussa, aby przed Senatem zdać raport z ostatnich wydarzeń. Oczywiście odmalował Kartagińczyków w jak najgorszym świetle, zrzucając na nich całą winę za wojnę, co było bardzo na rękę Rzymianom. Było oczywiste że Rzymianie chcą się już pozbyć tego północno-afrykańskiego państwa, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu realnie groziło zagładą ich panowaniu w Italii, a nawet samemu Rzymowi, zaś słowa "Hannibal ante portas" ("Hannibal u bram"), jeszcze długo po śmierci tego ostatniego budziły grozę w sercach Rzymian (ponoć Rzymianki tymi słowami straszyły swoje dzieci).




Wróćmy jednak do Grecji i spraw helleńskich, gdyż w tymże 151 r. p.n.e. okazało się wreszcie, że Senat (po 16 latach) zgodził się na powrót greckich jeńców wziętych przez Paulusa w 167 r. p.n.e. i którym długo nie pozwalano wrócić do ojczyzny. Dlaczego teraz zmieniono zdanie i jakie argumenty zaważyły na tym, żeby ci ludzie wreszcie powrócili w swe rodzinne strony? O tym opowiem w  kolejnej części.




CDN.