Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 6 czerwca 2016

ZA PIERWSZEGO "ŁUPASZKI" - Cz. I

CZYLI RZECZ O PODPUŁKOWNIKU

JERZYM DĄBROWSKIM




Coraz więcej Polaków kojarzy już kim był major Wojska Polskiego Zygmunt Szendzielarz zwany "Łupaszką". Coraz więcej Polaków wie, bowiem wcześniej przez poprzednie dziewięciolecia, począwszy od zakończenia II Wojny Światowej, poprzez lata komunistycznego zniewolenia i potem, po tzw.: transformacji ustrojowej (która nie była niczym innym, jak po prostu dogadaniem się komunistów z częścią opozycyjnego środowiska ludzi "Solidarności" - tak powstała III Rzeczpospolita Polska), ta wiedza była zakazana (jeszcze bowiem cztery lata temu, pewien poseł SLD, stwierdził otwarcie w jednym z programów, że major Szendzielarz, był zwykłym "bandytą"). Takich ludzi jak major "Łupaszko", czy rotmistrz Witold Pilecki, czy major Hieronim Dekutowski ps. "Zapora", czy porucznik Józef Kuraś ps. "Ogień", czy podporucznik Marian Bernaciak ps. "Orlik", czy podpułkownik Wacław Lipiński (człowiek niezwykle inteligentny, autor wielu planów operacyjno-strategicznych, doktor habilitowany, współpracownik Józefa Piłsudskiego i zagorzały piłsudczyk - kiedyś jeszcze o nim napiszę coś więcej), czy wielu, wielu innych ludzi, którzy walczyli do końca o Wolną i Niepodległą Polskę, najpierw z niemieckimi najeźdźcami, a potem z sowieckimi, krwawymi "wyzwolicielami", jak to pięknie opisał w swym wierszu (podczas Powstania Warszawskiego) Krzysztof Kamil Baczyński:


"Czekamy ciebie, czerwona zarazo,
byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
byś nam Kraj przedtem rozdarłwszy na ćwierci,
była zbawieniem witanym z odrazą.


Czekamy ciebie, ty potęgo tłumu
zbydlęciałego pod twych rządów knutem
czekamy ciebie, byś nas zgniotła butem
swego zalewu i haseł poszumu.


Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu,
morderco krwawy tłumu naszych braci,
czekamy ciebie, nie żeby zapłacić,
lecz chlebem witać na rodzinnym progu.


Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco,
jakiej ci śmierci życzymy w podzięce
i jak bezsilnie zaciskamy ręce
pomocy prosząc, podstępny oprawco.


Żebyś ty wiedział dziadów naszych kacie,
sybirskich więzień ponura legendo,
jak twoją dobroć wszyscy kląć tu będą,
wszyscy Słowianie, wszyscy twoi bracia.


Żebyś ty wiedział, jak to strasznie boli
nas, dzieci Wielkiej, Niepodległej, Świętej
skuwać w kajdany łaski twej przeklętej,
cuchnącej jarzmem wiekowej niewoli.


Legła twa armia zwycięska, czerwona
u stóp łun jasnych płonącej Warszawy
i scierwią duszę syci bólem krwawym
garstki szaleńców, co na gruzach kona.


Miesiąc już mija od Powstania chwili,
łudzisz nas dział swoich łomotem,
wiedząc, jak znowu będzie strasznie potem
powiedzieć sobie, że z nas znów zakpili.


Czekamy ciebie, nie dla nas, żołnierzy,
dla naszych rannych - mamy ich tysiące,
i dzieci są tu i matki karmiące,
i po piwnicach zaraza się szerzy.
 

Czekamy ciebie - ty zwlekasz i zwlekasz,
ty się nas boisz, i my wiemy o tym.
Chcesz, byśmy legli tu wszyscy pokotem,
naszej zagłady pod Warszawą czekasz.


Nic nam nie robisz - masz prawo wybierać,
możesz nam pomóc, możesz nas wybawić
lub czekać dalej i śmierci zostawić...
śmierć nie jest straszna, umiemy umierać.


Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły
Nowa się Polska - zwycięska narodzi.
I po tej ziemi ty nie będziesz chodzić
czerwony władco rozbestwionej siły.


Piękne prawda? Sowieci oczywiście nie przyszli z pomocą walczącej Warszawie, choć stali po drugiej stronie Wisły (na Pradze), nie dopomogli w najmniejszym stopniu żołnierzom i mieszkańcom, którzy (prawie nieuzbrojeni), rzucili się do walki o swoją Godność i Wolność, na niemieckie czołgi i karabiny maszynowe. Sowieci przyglądali się temu jak Niemcy niszczą Warszawę, jak zabijają ludność cywilną, jak palą domy, jak wysadzają, niszczą, zabijają, mordują - i nic nie uczynili. Oczywiście celowo, było to zaplanowane działanie, chodziło bowiem o to, by Armia Krajowa walcząca w Powstaniu Warszawskim, została zmiażdżona rękami samych Niemców, wówczas, to Sowieci wkroczą i zajmą powstałe w wyniku ich męczeńskiego poświęcenia, gruzy "Paryża Północy" - jak niegdyś mówiono o Warszawie. Co się zaś tyczy Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, to poległ on już czwartego dnia Powstania (4 sierpnia 1944 r.), w wieku 23 lat. 


 WYKRZYCZ IM Z CAŁYCH SIŁ - 
NIE PRZEGRAŁEM PÓKI WALCZĘ"





Major Zygmunt Szendzielarz został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa, w czerwcu 1948 r. i po niezwykle brutalnych torturach, skazany na karę śmierci 8 lutego 1951 r.  Ciało wrzucono do nieoznakowanego, zbiorowego grobu i dopiero niedawno udało się odnaleźć majora Łupaszkę, a 24 kwietnia tego roku, po 65 latach, Zygmunt Szendzielarz doczekał się wreszcie należytego pochówku, z kompanią honorową i pocztem sztandarowym i w orszaku grup rekonstrukcyjnych nawiązujących do jego epoki, na wojskowym cmentarzu powązkowskim w Warszawie. Tak, dopiero teraz, dwadzieścia siedem lat po tzw.: upadku komunizmu w Polsce, ten człowiek doczekał się dopiero sprawiedliwości. Ilu jeszcze jest takich, co leżą w zimnej ziemi, wrzuceni tam przez sowieckich i polskich, komunistycznych katów i zabijani strzałem katyńskim - w tył głowy?
 







Ale nie o Zygmuncie Szendzielarzu tutaj chciałem pisać. Ten temat miał bowiem dotyczyć nie II Łupaszki, jakim był zamordowany przez polskich komunistów major, ale o I Łupaszce, czyli o podpułkowniku Jerzym Dąbrowskim, sławnym zagończyku z lat wojny polsko-bolszewickiej 1919-1921, będącym jednocześnie wzorem dla późniejszych pokoleń Polaków, walczących w latach 1944-1963 z komunistycznym zniewoleniem Polski (między innymi właśnie dla Zygmunta Szendzielarza, który to od Dąbrowskiego przejął jego pseudonim). 


MAJOR ZYGMUNT SZENDZIELARZ "ŁUPASZKO"
 



Ale nim przejdę dalej, chciałem coś opowiedzieć. Mianowicie amerykański historyk polskiego pochodzenia - Marek Jan Chodakiewicz, opowiadał kiedyś, że jego babcia pewnego razu w kinie omal nie dostała zawału, gdy ujrzała pewną scenę. Jaką scenę i co to był za film? Pamiętacie może film "Hubal" z 1973 r., opowiadający o sławnym majorze Wojska Polskiego, Henryku Dobrzańskim, zwanym "Hubalem", który po kapitulacji Warszawy 28 września 1939 r. nie zszedł do podziemia i dalej kontynuował regularną walkę z oddziałami niemieckimi, wraz ze swoim - Oddziałem Wydzielonym Wojska Polskiego, aż do swej śmierci 30 kwietnia 1940 r. (choć oddział walczył jeszcze do czerwca, czyli do kapitulacji Francji).





A OTO ZWIASTUN POWSTAJĄCEGO WŁAŚNIE FILMU O MAJORZE HUBALU




W tym filmie z 1973 r. jest scena otwierająca, gdzie pewien polski dowódca zamierza się poddać, bo nie widzi możliwości toczenia dalszej walki i to z jego ręki Hubal przejmuje dowodzenie oddziałem. Czy wiecie może, jaki to był dowódca? Tak, właśnie był to sławny zagończyk podpułkownik Jerzy Dąbrowski. Gdy tę scenę ujrzała babcia prof. Marka Chodakiewicza, wstała z miejsca i publicznie krzyknęła na całą salę - "To kłamstwo!" Bo to było podłe, komunistyczne kłamstwo, chodziło o oczernienie człowieka, który całe życie walczył o Niepodległą Polskę i wielokrotnie dawał Sowietom do wiwatu. Taki to był Jerzy Dąbrowski, człowiek, pod którego komendą służyli najpierw rotmistrz Witold Pilecki a potem właśnie major Henryk Dobrzańki "Hubal".


 MAJOR HENRYK DOBRZAŃSKI "HUBAL"
 



CDN.
 

NIESAMOWITE PRZESŁANIE MUHAMMADA ALEGO

ANTYRASISTA TO SZYFROGRAM DLA

"ANTY-BIAŁY"


NA POCZĄTEK MAŁY PRZEGLĄD WYDARZEŃ 
Z ULIC EUROPEJSKICH MIAST
(UWAGA DRASTYCZNE SCENY)




To, że już od kilkudziesięciu lat (lekko licząc), trwa zmasowana, konsekwentna kampania, mająca za zadanie upokorzyć a nawet upodlić Białych Ludzi w Europie (nie tylko zresztą tam, ale Europa jest pierwotnym kontynentem Białych Ludzi, złożonych w ogromnej ilości z przedstawicieli haplogrupy R1a (Słowian) i R1b (Celtów), stanowiących największe zgrupowanie Białej Ludności na Świecie). Dlaczego tak się dzieje? Zauważcie proszę, że Biali Ludzi są najbardziej kreatywną, ekspansywną i jednocześnie najbardziej inteligentną ze wszystkich ludzkich ras świata. Dodatkowo Biali Ludzie (a szczególnie Słowianie, czego przykładem jest fakt, że obecnie kraje Słowiańskie stanowią największy obszar Europy a także ... Świata), są również wspaniałymi wojownikami, z którymi niewielu innych może się mierzyć. Od ok. 22 000 lat temu, wykształciła się w całej Europie indoeuropejska wspólnota Rodu - Języka i Ojczyzny (totalną bzdurą jest powszechnie dziś panujące twierdzenie, jakoby świadomość narodowa wykształciła się dopiero w XIX wieku, ale nie o tym teraz chcę mówić). 

Wszystkie języki (Białych Ludzi), używane dziś w Europie, wywodzą się bowiem od praindoeuropejskiego języka, jakim posługiwali się pierwotni przybysze z terenów tzw.: "Kolebki" (jak określone jest miejsce wyjścia Indoeuropejczyków/Słowian w ich drodze ku Europie). Różnice początkowo były niewielkie, ale ok. 20 000 lat temu pojawił się w Europie zdecydowany podział (mutacja), na ród R1a z męską mutacją M420 (czyli Słowianie), oraz R1b z męską mutacją M343 (Celtowie), jednak badania genealogiczne (przeprowadzone zarówno w 2013 r. jak i bodajże ostatnio w 2015), wykazały, że praojcem obu tych wielkich grup/rodów, które z czasem podzieliły się na grupy słowiańskie i celtyckie (a potem ponownie złączyły na swym styku, ze wsparciem z grupą północną I1 i I2, tworząc trzecią mieszaną grupę rodów "germańskich" pierwotnie ze zdecydowanie słowiańskim korzeniem genetycznym, potem jeszcze bardziej wymieszane), był Indoeuropejczyk z mutacją M420 (czyli ... Słowianin), zamieszkały w rejonie Jeziora Bajkał w Azji, w dzisiejszej miejscowości Malta. To od tego mężczyzny (żyjącego ponad 22 000 lat temu), pochodzą dziś wszyscy Biali Europejczycy zasiedlający swój kontynent.


POWSTAŃCIE Z KOLAN EUROPEJCZYCY. 
SPÓJRZCIE WSTECZ I WSPOMNIJCIE PRZODKÓW PRZYKAZANIA, CHROŃCIE SWÓJ RÓD I WASZĄ MATKĘ OJCZYZNĘ - NIE CZEKAJCIE NA CUD ANI NA ŁASKĘ, DUSZE SWOJE OCALCIE!




Dziś pewne grupy (których nie brakuje), dążące do opanowania całego świata, a mające ku temu zarówno pieniądze jak i możliwości, zdecydowanie dążą nie tyle do zniszczenia Białej Rasy (gdyż to im by się nie opłacałoby z różnych względów, przede wszystkim dlatego, że dotąd utrzymują stan niepokoju i wzburzenia w rożnych częściach globu ziemskiego, antagonizując przeciwko sobie różne rasy, po drugie potrzebują białych niewolników, do pracy w różnych gałęziach przemysłu, gdyż czarnoskórzy, no co tu będziemy bardzo się rozwijać, wystarczy zerknąć do oficjalnych danych rządu niemieckiego, który stwierdza całkiem oficjalnie że oni nie nadają się do takich samych prac i takiej samej efektywności, jaką mają Biali Ludzie). "Im" więc nie zależy na całkowitym zniszczeniu Białej Rasy, tylko na jej totalnym upodleniu i zmarginalizowaniu, do tego stopnia, by nigdy już się nie podniosła i nie zbuntowała przeciwko projektowanemu porządkowi NWO.  Czyli innymi słowy na wymieszaniu rasy Białej i Czarnej, by powstali z tego połączenia Mulatów, można było odpowiednio przyuczyć do projektowanej im roli niewolników przyszłości.

Ale pomimo swych wielkich bogactw i możliwości oddziaływania w różnych sferach globu i aspektach życia Ludzi (feminizm - społeczeństwo multi-kulti, "mowa nienawiści", promocja agresywnego homoseksualizmu i transgenderyzmu, promocja innych ras i upadlanie rasy Białej, znana pod nazwą "rasizmu" itd.), okazuje się że ... oni wciąż są zbyt słabi, by narzucić Nam swoje dewiacyjne programy inżynierii społecznej - tak, są słabi, gdyby bowiem było inaczej, to już obecnie cały świat chodziłby jak w zegarku na każdy ideologiczny projekt, wysuwany przez owych "władców" (tak ich będę nazywał, jako że dążą do podporządkowania sobie całej planety i wszystkich państw świata). Tak się jednak nie dzieje, ludzie nie podporządkowują się tym planom, powstaje opór, który najpierw jest niezauważalny, potem wyśmiewany, potem atakowany, następnie zwalczany z całą mocą, a koniec końców - Ludzkość wygrywa (wiem że to nie bezpośrednio tyczy się tematu, ale według amerykańskich żołnierzy, których armia starała się poprzez doświadczenia z czasem, przenieść w przeszłość, a przeniesieni zostali w przyszłość, i to dość odległa, opowiadali potem że ujrzeli miasta w roku 2300 (?) 2400 (?), zasiedlone WYŁĄCZNIE przez ludzi o białej skórze, czyli rasy Białej, a w miastach tych nie było już pieniędzy, bowiem Ludzkość przeszła na zupełnie inny typ wzajemnej wymiany dóbr). Tym bardziej że my Ludzie (i powiem oficjalnie), mamy potężne wsparcie, które jednak ... nie pochodzi z Ziemi.


 TEN PROCES WŁAŚNIE (POWOLI BO POWOLI, ALE) NABIERA TĘPA






A NA KONIEC PREZENTUJĘ WYWIAD, PRZEPROWADZONY W 1971 r.  Z NIEZWYKŁYM CZŁOWIEKIEM, ZMARŁYM NIEDAWNO - MUHAMMADEM ALIM 


WSPANIAŁYM BOKSEREM I WIELKIM CZŁOWIEKIEM, KTÓREGO ZAWSZE PODZIWIAŁEM. POSŁUCHAJCIE CO TEN CZARNOSKÓRY MUZUŁMANIN MÓWI I JAK PUNKTUJE LEWACKIEGO DZIENNIKARZYNĘ Z BBC 
 





CZEŚĆ PAMIĘCI MUHAMMADA ALEGO!

 

JAROSŁAW KACZYŃSKI NICZYM ANGRY BIRDS! - Cz. II

KTO BRONI

EUROPEJSKIEJ CYWILIZACJI?





Powiem Wam że są trzy kategorie programów, które mnie odprężają i pozwalają na regenerację sił i to zarówno od pracy, jak i od polityki. Pierwszym z nich to są programy satyryczne, czyli kabaretony oraz seriale i filmy komediowe, drugim - programy przyrodnicze, a trzecim wreszcie ... programy dla dzieci, czyli innymi słowy - bajki. Tak, bajki (niektóre, głównie te z lat 80-tych i 90-tych), lubię oglądać, gdyż mnie odprężają, choć jednocześnie przyznać się muszę, że nie pamiętam teraz kiedy ostatnio oglądałem jakąś bajkę? Być może było to kilkanaście miesięcy temu, a może nawet z ok. dwa lata temu. No w każdym razie, ostatnio obejrzałem sobie Angry Birds (głównie dlatego, że ma on ukryty, wybitnie anty-imigrancki przekaz, oraz że był nieoficjalnie finansowany przez kandydata na prezydenta USA - Donalda Trumpa). A o co w tej "bajce dla dorosłych" chodzi?

Otóż, na środku oceanu jest sobie piękna, idylliczna wyspa, zamieszkała przez szczęśliwe ptaki, które żyją sobie radośnie (pewnym wyjątkiem jest tutaj jedynie Czerwony - ptak, który ma problemy z opanowaniem napadów gniewu). Tak więc życie na wyspie upływa sobie beztrosko, dni mijają szczęśliwie, gdy pewnego razu do jej brzegów przybija statek ze świniami. Świnie są tylko dwie (notabene, pierwsza świnia, którą widzimy, ma dość symboliczny zarost, jakby kogoś nam przypominała), do tego przyjaźnie nastawione (na powitanie obdarowują ptaki prezentami), co skutkuje tym, że szybko zostają zaakceptowani jako przyjaciele. Potem jednak, okazuje się że świnie są cztery, a nie dwie, co wcale nie zmienia przyjaznego nastawienia ptasich mieszkańców do przybyszy. Ale świnie zaczynają stawiać pierwsze warunki, żądają dla siebie dodatkowych przywilejów i ... otrzymują je, gdyż ptaki wciąż widzą w nich przyjaciół. 

Wkrótce wychodzi na jaw, że pod pokładem ukrywają się całe dziesiątki takich świń. I ten fakt także mieszkańcy ptasiej wyspy przyjmują z uznaniem. Ale odtąd świnie przestają być miłe dla "rdzennych" mieszkańców, zaczynają się wszędzie panoszyć i brać co im się tylko podoba. Zaczynają też kraść ptakom jajka (które są tu przedstawione, jako symbol przetrwania gatunku). Powoli (głównie za sprawą Czerwonego), w ptakach zaczyna wzbierać złość, na brak wdzięczności ze strony świń i kradzież ptakom wszystkich jaj. Ptaki zaczynają się buntować i jednoczyć ze sobą, aż wreszcie wypędzają świnie ze swojej wyspy. Nie poprzestają jednak na tym i atakują także wyspę świń, którą niszczą, jednocześnie robiąc świniom "jesień średniowiecza". 




Według mnie film niesie optymistyczne przesłanie dla wszelkich "ptaków", iż tylko zjednoczeni i silni, są w stanie odeprzeć ataki "świń" (no któż może nimi być, jak myślicie?), wypędzić ich ze swojej ziemi, oraz zmusić do poprawnych zachowań. I to wbrew wszelkiego typu "świniopasów", których nam nie brakuje, zarówno w Komisji Europejskiej, Parlamencie Europejskim, jak również w osobie (anty)papieża Franciszka, który to nawoływał ostatnio by Europejki rozkładały nogi przed muslimami, by ci mogli je swobodnie i do woli zapładniać, a jednocześnie stwierdził, że chrześcijanie (katolicy), nie powinni zbytnio się rozmnażać (tak, tak właśnie powiedział). Dodatkowo przyrównał ISIS i innych muzułmańskich szuszfoli w Europie, do Jezusa Chrystusa i jego uczniów. Powiem Wam, że dla mnie ten papież to nie jest żaden papież - to taki muzułmański rezydent w Watykanie. 

Zresztą, zauważcie jeszcze jeden, ciekawy przypadek tyczący się europejskiego lewactwa. Oni wszyscy nawołują do tego by każdy europejski kraj, przyjął jak najwięcej muzułmanów, ale jednocześnie sami nie dają żadnego przykładu, nie biorą owych biednych "lekarzy - inżynierów i kobiet z dziećmi", pod swój dach, nie zapewnią im stałego wiktu i opierunku, nie - a wiecie dlaczego tak jest? Dlatego moi drodzy, że każdy człowiek (szczególnie każdy zdroworozsądkowy i myślący człowiek), ma w sobie coś takiego jak instynkt samozachowawczy, który wskazuje mu kim może okazać się dany osobnik i że niekoniecznie musi on mieć przyjacielskie zamiary względem nas. Bo przecież wśród lewaków też jest bardzo dużo ludzi myślących i kierujących się instynktem samozachowawczym, jedyna różnica między nimi a nami jest taka, że oni przyzwyczaili się do łatwej i pracy, łatwych pieniędzy i "bezstresowego środowiska". Jedyne bowiem co potrafią, to "bohatersko" walczyć z problemami, które sami stwarzają (zupełnie tak samo jak kiedyś komuniści). 

Ci ludzie są w ogromnej mierze uzależnieni finansowo od różnych niejawnych sponsorów, a biorąc od nich pieniądze (i to często duże, naprawdę duże pieniądze), muszą szczekać tak, jak ich pracodawcy każą. Przykładem niech będą chociażby feministki - sztuczny twór ideologiczny, rozbity na szereg mniejszych i większych organizacji (praktycznie w każdym europejskim, amerykańskim i azjatyckim kraju), których celem głównym jest sianie propagandy ideologicznej swych twórców lub/i sponsorów. Dlatego kobieta i prawa kobiet, dla feministki mają tylko takie znaczenie i wartość, na jakie zgadzają się sponsorzy. Jeśli gwałcicielem nie jest biały mężczyzna, tylko ciemnoskóry szuszfol z Afryki lub Bliskiego Wschodu, natychmiast zmieniamy frazeologię słowną i gwałt (lub molestowanie seksualne, jakie wciąż ma miejsce w Niemczech, Włoszech, Szwecji czy Wlk. Brytanii), staje się natychmiast "ubogaceniem kulturowym" (bo przecież i papież kazał Europejkom rozmnażać się z islamistami, to czy w takiej sytuacji można w ogóle mówić o gwałcie, szczególnie gdy szuszfolowi jednemu z drugim, boleśnie "puchną jądra" z braku seksu? No chyba nie, kobiety powinny to wiedzieć, bo feministki już się tego nauczyły).

Czy w takich warunkach można się w ogóle dziwić, że jako obrońców europejskiej cywilizacji umieściłem kraje Europy Środkowo-Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem premiera Węgier - Wiktora Orbana i prezesa PiS - Jarosława Kaczyńskiego? No chyba nie, przynajmniej ja nie mam żadnych wątpliwości (choć nie jestem żadnym pisiorem - co z góry zaznaczam).






 

niedziela, 5 czerwca 2016

JAROSŁAW KACZYŃSKI NICZYM ANGRY BIRDS! - Cz. I

KTO BRONI 

EUROPEJSKIEJ CYWILIZACJI?


Na początek mała dygresja, algierski pisarz muzułmanin (choć niewierzący, jak sam o sobie mówi) - Boualem Sansal, mówi wyraźnie w wywiadzie dla niemieckiej gazety "Welt am Sonntag" - "EUROPA JEST SKOŃCZONA!" (podaję źródło ze strony wPolityce.pl, wybaczcie, ale nie chciało mi się szukać w oryginale):

"Trzeba spojrzeć faktom w oczy. Zamachy w Paryżu i Brukseli to dopiero początek. Sam jestem muzułmaninem, choć niewierzącym, i boję się islamistów. Oni wiedzą, że nie są w stanie pokonać Zachodu militarnie. Nie udało im się to nawet w przypadku słabych państw arabskich. Chcą więc doprowadzić Zachód do tego, by sam się zniszczył. Chcą podzielić zachodnie społeczeństwa, je zdestabilizować. Jeśli im się to uda, to społeczeństwa te się rozpadną"

"To ma być rodzaj fuzji. Francja się już islamizuje. Obserwuję upadek naszej cywilizacji z wielkim smutkiem, nawet jeśli jej ekscesy nam szkodzą (...) Niemcy są tacy naiwni. Po pierwsze uważają, że problem politycznego islamu istnieje wszędzie, tylko nie u nich. Po drugie są zbyt tolerancyjni. Gdy rząd Algierii przepędził islamistów z kraju, pojechali do Niemiec, poprosili o azyl polityczny i oczywiście go otrzymali"

 "Nie ma żadnej przyszłości. Nie lubię islamu. Jest groźny. Rozsadzi nasze społeczeństwa, rozsadzi Europę. Islamiści dzielnie walczą o to, w co wierzą. Jeśli o nas chodzi, muszę powiedzieć, że nie ma absolutnie niczego, co by nas napędzało. My w nic nie wierzymy. Kiedyś umieralibyśmy za wolność, dziś to już tylko puste słowo. Po zamachach na "Charlie Hebdo" widzieliśmy do czego Europejczycy są zdolni: do bezsensownego, kolektywnego płaczu. Z tym biednym Hollandem na czele, który nie potrafiłby muchy skrzywdzić"


 Oczywiście ja już o tym pisałem wielokrotnie, o tej pożałowania godnej bierności Europejczyków, o malowaniu pacyfistycznych haseł na placach Brukseli, o "Imagine" - Johna Lennona, grywanym na paryskich ulicach, a wreszcie o owej obezwładniającej bezsilności. Społeczeństwa Zachodu popadły w stan zupełnego marazmu, który uwidacznia się odrętwieniem całego (europejskiego) organizmu społecznego. Ostatnimi czasy Duńczycy z marszu dołączyli do tej "wesołej gromadki europejskich idiotów-samobójców" i w kopenhaskim teatrze Sort/Hvid, wystawili podobizny muzułmańskich terrorystów (którzy dokonali samobójczych ataków bombowych w Paryżu i Brukseli, zabijając setki niewinnych ludzi), uznając ich za ... męczenników. Tak za męczenników, jeszcze jak ich czyn został zobrazowany przez autorów wystawy: "Nam, mieszkańcom Danii, trudno zrozumieć, że można umrzeć za swoje ideały. Uderzyć w bliźniacze wieże, strzelać do ludzi w Bataclanie, wysadzić się w powietrze w Brukseli może tylko ten, kto wierzy, że uczyni świat lepszym". 

Bardzo proszę, przeczytajcie te słowa jeszcze raz, a potem raz jeszcze i jeśli po trzecim razie nie trafi was jasna cholera (tak jak trafiła mnie), to najwyraźniej ów algierski pisarz ma rację - Europa jest skończona! Ku...a, te parszywe ludzkie glizdy, które uważają że terroryści mordujący niewinnych mieszkańców europejskich miast, to są idealiści, którzy "chcą uczynić świat lepszym?". Mordując niewinnych ludzi, tym chcą zmienić świat na lepsze? Dobra, koniec tematu bo za chwilę szlag mnie trafi na miejscu i tyle z tego będzie. Pozwolę sobie tylko tym lewackim ludzkim glizdom, którzy mają gdzieś uczucia rodzin zabitych w zamachach osób i traumę rannych, powiedzieć że ci, których tak wielbicie, już niedługo będą wam publicznie obcinać głowy na ulicach waszych miast, a być może w waszych domach (już teraz w Szwecji a słyszałem że również w Niemczech, wysiedla się osoby, mieszkające w mieszkaniach socjalnych, aby ... zrobić miejsce dla muzułmańskich imigrantów - zapewne tych milionów kobiet i dzieci, z którymi to niedawno antypapież Franciszek , nakazał współżyć z Europejkami?). Napluliście ludziom w twarz, ale czeka was kara tak straszna, że nawet sobie nie macie pojęcia. Nie wiem czy będziecie mieli nawet możliwość wybrać sobie rodzaj śmierci (ostatnio muzułmanie już nie tylko zabijają, podkładają bomby i obcinają głowy tasakami, ale oblewają Europejczyków kwasem, a wkrótce zaczną ich ... palić w klatkach, jak barany przeznaczone na rzeź).

Nie lewackie misiaczki, te ludzkie pomioty, mordujące innych w samobójczych atakach, działają nie z podbródek ideologicznych, ani nawet nie z pobudek religijnych. Oni czynią to z pobudek czysto osobistych. Po prostu tym szuszfolom ze spuchniętymi jądrami chce się jak najszybciej dostać do ich wymarzonego raju, gdzie mają zamiar chędożyć te kilkanaście (lub kilkadziesiąt), ofiarowanych im hurys - dziewic, które zapewne po owym chędożeniu, znów będą dziewicami. Chcą sobie innymi słowy podupczyć w Raju i dlatego jest im do niego śpieszno. A ponieważ politycznie cwaniacy, którzy nakręcają ten interes, wmówili im że osiągną Raj i hurysy, jeśli tylko dokonają mordu na jak największej liczbie "niewiernych" - to oni w to wchodzą, zresztą i tak ich obecne życie jest bezsensu, liczą więc na zmianę swego położenia po śmierci. 

Aha i jeszcze jedno - ludzie którzy dokonują krwawego mordu, ogłupieni propagandą swych przywódcą i liczący na "wspaniałości" Raju, nie zasługują jedynie na zapomnienie wśród potomnych (jako najłagodniejszej z możliwych kar dla nieboszczyków), lub infamię. Ale byli też ludzie, którzy potrafili poświęcić SWOJE życie, po to by uratować innych lub by dać przykład innym pokoleniom jak powinno się żyć i umierać dla ideałów Prawdy-Wolności-Sprawiedliwości. Próżno wiec w kopenhaskim teatrze i muzeach jest odnaleźć figurkę rotmistrza Witolda Pileckiego, Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki", Hieronima Dekutowskiego "Zapory" czy wielu innych polskich i niepolskich "Żołnierzy Niezłomnych", którzy walczyli do końca przeciwko kłamstwu, pogardzie i tępej przemocy, która zarówno niszczyła ludzkie charaktery, jak i łamała ludziom kręgosłupy (wyrywała paznokcie, wybijała zęby, łamała żebra, sadzała na nodze odwróconego stołka, i biła, biła, biła, a najgorsza była i tak tortura psychiczna), tych Niezłomnych, tam oczywiście nie będzie, bo lewactwo woli czcić muzułmanów, mordujących Europejczyków, niż brać przykład z ludzi, którzy swym życiem (i śmiercią), udowodnili że Człowiek to brzmi dumnie.







Ale jest światełko w tunelu. Tym światełkiem jest zdecydowana anty-imigrancka postawa Polski, Węgier i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, na przekór planom banksterów spod znaku Sorosa, Obamy czy Putina (sądzę bowiem że to trio jest zaangażowane i wybitnie zainteresowane zamienieniem Europy w bagno - choć każdy z nich kieruje się innymi pobudkami). Aby to udowodnić, przytoczę teraz zdecydowaną odpowiedź Jarosława Kaczyńskiego, wygłoszoną na kongresie Prawa i Sprawiedliwości, oto ona (jedynie fragment, całość dostępna w linku poniżej):


"Suwerenność jest wartością samą w sobie, jest sprawą godności narodu. Nie poddamy się koncepcjom Sorosa! (...) Polska jest dzisiaj przedmiotem nacisku w sprawie, która odnosi się do kształtu naszego życia, do sytuacji przeciętnego Polaka. Do kształtu naszego społeczeństwa. Nam oferuje się, byśmy się radykalnie zmienili, byśmy stworzyli społeczeństwo multikulturowe, stworzyli nową tożsamość (...) Trzeba wiedzieć, że w społeczeństwie warszawskim i dookoła warszawskim jest wielu naszych zwolenników, ale jest też wielu, których nie przekonamy. Oni żyją w jakimś świecie wymyślonym przez media, nie ma sposobu, by do nich dotrzeć. Ale jest wiele osób niezdecydowanych, ambiwalentnych, sceptycznych, zdystansowanych, ale takich, do których mówić można i można ich przekonać do naszych racji. Ogromną rolę odgrywa w tym większość parlamentarna, rząd. Ale bardzo potrzebna jest nasza praca. Na wszystkich poziomach. Ta rozmowa z ludźmi, ta gotowość do rozmowy, wiara w to, że można ich przekonać, że mamy mocne argumenty"

 


 A CO DO ANGRY BIRDS?

O TYM W KOLEJNEJ CZĘŚCI



CDN.
 

sobota, 4 czerwca 2016

"STRASZNY CZŁOWIEK" I UPADEK REPUBLIKI

CZYLI JAK DOSZŁO DO ZAWIĄZANIA

SPISKU KATYLINY 

I JAKIE BYŁY TEGO KONSEKWENCJE?






Któż słyszał o Katylinie? Zapewne komuś coś tam się obiło o uszy, ale między Bogiem a Prawdą to właściwie nie wiadomo co to była za persona. Postaram się rzucić trochę światła na tę już prawie zupełnie zakrytą mgłą niepamięci postać. Więc do rzeczy, jakim człowiekiem był Lucjusz Sergiusz Katylina?

 

Cz. I

"ZŁOTA MŁODZIEŻ" - ŁATWE KOBIETY,

"ŻARŁOCZNY LUKSUS" -

CZYLI RZYM NA PRZEŁOMIE 

II i I WIEKU PRZED NASZĄ ERĄ





 
Koniec II wieku p.n.e. był okresem niesamowitego eksploracji niesamowitego wzrostu pozycji państwa rzymskiego, wytworzonej jeszcze zaledwie kilkadziesiąt lat wcześniej. W 146 r. p.n.e. Publiusz Korneliusz Scypion (Młodszy), po trzyletniej wojnie oblężniczej, zdobył i zniszczył znienawidzoną Kartaginę. Dwa lata wcześniej Kwintus Cecyliusz Metellus rozgromił ostatecznie pod Pydną, odtworzoną przez Andriskosa (podającego się za syna ostatniego króla Macedonii - Perseusza, którego Rzymianie pokonali równo dwadzieścia lat wcześniej, także pod Pydną), macedońską armię, tym samym kładąc kres istniejącej już dwadzieścia lat quasi republice macedońskiej (a raczej republikom, bowiem Rzym podzielił kraj na cztery niezależne od siebie, a całkowicie kontrolowane przez senat - republiki: Ematia, Mygdonia, Paeonia i Orestis.). Macedonia w 148 r. p.n.e. staje się więc rzymską prowincją. W 146 r. p.n.e. (prawie równo ze zniszczeniem Kartaginy, choć legenda mówi że stało się to nawet dokładnie tego samego dnia), zniszczony zostaje grecki Korynt, a Związek Achajski rozwiązany. Metellus symbolicznie ofiarowuje wolność Atenom, Delfom i Sparcie lecz już w kilka miesięcy potem (145 r. p.n.e.) senat przyłącza Grecję do prowincji Macedonii, jako Achaję. 

W 133 r. p.n.e. pada hiszpańska Numancja, ostatnia twierdza wojowniczego plemienia Luzytan (czyli dzisiejszych Portugalczyków). Hiszpania w większej części (bez kraju Kantabrów, czyli części północno-środkowej i rejonu Pirenejów), zostaje opanowana przez Rzymian. Po zniszczeniu Kartaginy i Koryntu, Rzym ma już siedem prowincji (terenów podległych władzy Rzymu poza Italią), są to: Sycylia, Sardynia (razem z Korsyką), Hiszpania Bliższa (Hispania Citerior), Hiszpania Dalsza (Hispania Ulterior), Dalmacja (Iliria), Macedonia i Grecja i Afryka. Potem dojdą jeszcze (129 r. p.n.e.) Azja (składająca się z terenów Królestwa Pergamonu, ofiarowanego w testamencie Rzymowi przez ostatniego króla - Attalosa III. Z tą decyzją nie pogodził się przyrodni brat Attalosa i naturalny następca tronu - Aristonikos, który w 133 r. p.n.e. wszczął anty-rzymską rebelię, pokonany został dopiero po trzech latach w bitwie pod Stratonikeją, a jego ziemie zamieniono w "spóźnioną" wybuchem rebelii - prowincję Azję). W 121 r. p.n.e. Rzymianie zajmują galijskie (południowo-francuskie), ziemie plemion Wolków i Allobrogów, tworząc tam w roku następnym dziewiątą prowincję - Narbonensis (zwaną również po prostu Prowincją, od czego do dziś ta francuska kraina nosi nazwę Prowansji). I tak wygląda rzymskie posiadanie na przełomie II i I wieku p.n.e.

Do Rzymu, długim strumieniem zaczyna spływać złoto i srebro z tych podbitych ziem. Nigdy wcześniej nie Rzymianie nie doznali takiej potęgi i takiego bogactwa (w 167 r. p.n.e. obywatele rzymscy zostają zwolnieni ze wszystkich podatków). Pełno jest niewolników, których jeszcze z początkiem tego (II) wieku, było stosunkowo niewielu, teraz są ich prawdziwe chmary (np. po zniszczeniu Koryntu i Kartaginy, Rzymianie zabrali ze sobą całą ludność tych miast, głównie zaś kobiety i dzieci), ich cena na rynkach też znacznie spada, w porównaniu do poprzedniego okresu, a to powoduje że właściciel takiego niewolnika coraz częściej przestaje dbać o jego zdrowie (by mógł dłużej pracować), gdyż bardziej zaczyna opłacać mu się kupić nowego niewolnika, niż opiekować się starym, czy rannym. Jest też coraz więcej przypadków bicia niewolników do krwi lub karania ich śmiercią (co wcześniej zdarzało się sporadycznie). Drugą kwestią jest jednak to, że owo bogactwo spływa do Rzymu bardzo nierównomiernie i przede wszystkim do majętnych senatorskich bądź ekwickich rodzin, lub do tzw. homo novus z rodzącej się klasy średniej (takich przedsiębiorców). Reszta w zasadzie musi zadowolić się niewielkimi ochłapami, ale ... one też są dość ważne (np. zwolnienie z podatków czy codzienne państwowe dokarmianie najuboższych obywateli).





Jednak bogactwo skutecznie demoralizuje ludzi. Jeszcze w 184 r. p.n.e. Marek Porcjusz Katon (Starszy), pełniąc w tymże roku urząd cenzora, nakazuje przeciąć rury, doprowadzające ciepłą wodę do bogatych senatorskich i ekwickich willi, w celu: "powrotu do surowych zwyczajów naszych ojców", którzy jak twierdził Katon, założyli Rzym, odparli Galów, pobili Pyrrusa i pokonali Hannibala, a nie pluskali się w ciepłych basenach swych domowych pieleszy. Wywołało to jednak wielkie niezadowolenie i ... protesty tej rzymskiej grupy społecznej (taki antyczny KOD?). Katon był największym w tym czasie zwolennikiem "powrotu do starorzymskich cnót", był zwolennikiem prostoty i starorzymskich obyczajów (w tym również religijnych), piętnował coraz bardziej popularny w Rzymie hellenizm, oraz nowe, modne orientalne kulty, związane z seksualnością (co przyciągało do nich chociażby młodzież). Nakazał też rozwiązywać jawne i tajne związki religijne, czczące jakichś tajemniczych bogów, gdyż uważał że odciągają one młodych Rzymian od dawnych wartości i ich demoralizują. Bogactwo z każdym kolejnym rokiem, każdą dekadą, spływało do Rzymu w wielkich ilościach i coraz bardziej zabijało dawne tradycje i cnoty moralne (które w dużej mierze, bądźmy szczerzy - zostały albo wymyślone albo naciągnięte przez starorzymskie mity i legendy).

Obyczaje rozluźniły się do tego stopnia, że pewnego razu pod budynkiem kurii senatu zebrała się spora grupa rzymskich matron, które zaczęły się głośno domagać ... wprowadzenia wielomęstwa, czyli prawa do możliwości poślubienia kilku mężczyzn jednocześnie. Sprawa była oczywiście komiczna, gdyż wybuchła przez przypadek. Mianowicie pewnego razu interesująca się polityką rzymska dama, spytała swego męża o to, na jaki temat dziś radzili w senacie. Ten odparł, że zastanawiano się, czy lepiej byłoby wprowadzić wielożeństwo czy wielomęstwo. Na drugi dzień, owa dama, zawiadomiwszy swe przyjaciółki, ściągnęła pod budynek kurii i wraz z resztą owego babińca, zaczęła domagać się wprowadzenia tego drugiego prawa. Zdarzały się i takie zabawne sytuacje w owym okresie. Ale należy też stwierdzić, że Katon doczekał się swych równie gorliwych naśladowców. Ok. 125 r. p.n.e. cenzorowie (cenzorów każdego roku zawsze było dwóch, a z Katonem ten urząd wspólnie piastował również Waleriusz Flakkus, kompan i sąsiad Katona, który notabene ... namówił go do uczestnictwa w życiu politycznym), Lucjusz Kasjusz Longinus i Gnejusz Serwiliusz Cepion, wezwali przed swój trybunał wieszczka Marka Emiliusza Lepidusa, dlatego tylko, że ów wynajął swój dom za sześć tysięcy sestercji (ogromna suma), swemu protektorowi - Emiliuszowi Lepidusowi. 

Okres ten, począwszy od cenzury Katona, należy nazwać: "walką z majątkami" (były już różne dziwne walki i wojenki w historii ludzkości, obecnie na przykład Amerykanie toczą wojny toaletowe, które polegają na stworzeniu dodatkowych pomieszczeń, przeznaczonych na toalety, dla osób - uwaga, uwaga - transportowych, lub korzystaniu przez nich z istniejących toalet, ale nie przynależnych ich płci. Czyli innymi słowy jak facet ubierze kieckę i uzna się za kobitę, to może sobie wejść do damskiej toalety i popatrzyć a nawet sobie pomacać - w końcu uważa się za kobietę - chore?). Zaczęła też na wielką skalę szerzyć się korupcja, a bogaci szybko odkryli że rzymskie prawo można uśpić, jeśli ma się ku temu odpowiednie argumenty, oczywiście finansowe. Szybko okazało się, że pieniędzy (a zwłaszcza wielkie pieniądze), mogą skutecznie nie tylko umożliwić uniknięcie odpowiedzialności, ale wręcz tworzyć prawo pod bogaczy. 




Już nie mogła się zdarzyć sytuacja, jak sprzed ponad stulecia, gdy w 249 r. p.n.e. w bitwie morskiej z Kartagińczykami pod Drepanum, poniósł klęskę Publiusz Klaudiusz Pulcher. Jego siostra - Klaudia, idąc (a raczej będąc niesioną przez swych niewolników), pewnego dnia na Forum Romanum, wpadła w jedną z zatłoczonych, wąskich uliczek. Był upał, a tłum gęstniał i nie chciał przepuścić lektyki dostojnej rzymskiej matrony, wówczas wychyliła się ona zza swej zasłonki i krzyknęła do tłumu: "O jakże byłabym rada, gdyby mój brat zmartwychwstał i raz jeszcze wygubił to stado baranów". Okazało się że owe słowa mogły kosztować ją nawet życie, gdyż w tym czasie Rzym wciąż toczył wojnę z Kartaginą a trybuni ludowi oskarżyli Klaudię o "nawoływanie do zagłady Rzymu i Rzymian". Sprawa zakończyła się co prawda polubownie, publiczną samokrytyką Klaudii na Forum Romanum i zapewnieniami iż mówiąc o "baranach", nie miała na myśli Rzymian. W czasach, o których piszę nie doszłoby nawet do takiej samokrytyki, bowiem rodzina odpowiednio finansowo wsparłaby trybunów a ci uciszyli lud, kierując jego uwagę na inny "palący problem".

Przykładem omijania prawa, niech będzie ustawa z 133 r. p.n.e. (wprowadzona dzięki wysiłkowi Tyberiusza Grakchusa), Lex Agraria, która mówiła że: "Nikomu nie wolno posiadać więcej aniżeli 500 morgów tej ziemi, ani też wypasać na niej więcej aniżeli 100 sztuk większego bydła i 500 mniejszego". Przepis ten pozostał jednak martwy, gdyż patrycjusze i bogaci ekwici gromadzili majątki hurtowo, łącząc jedne nadziały ziemi z drugimi, a ponieważ to oni decydowali o polityce i o tym co ma być dobre czy złe dla państwa, nikt nie podnosił tego tematu, tak jakby owej ustawy w ogóle nie było. Jednym z powodów milczenia obywateli niemajętnych (że tak ich nazwę), w tej i podobnych sprawach, był fakt wyludniania się italskiej wsi i migracji chłopów do miast, a szczególnie do Rzymu, gdzie spodziewali się odmienić swój los, a z reguły kończyli w slumsach, lub jako prostytutki, ewentualnie rabusie, napadający nocą podpitych lub mało ostrożnych obywateli. 

Co oznaczało wyludnianie się wsi? Przede wszystkim upadek rzymskiego rolnictwa, a w szczególności uprawy zboża. Skoro chłopi migrowali do miast w "poszukiwaniu szczęścia", a wsie lawinowo się wyludniały, tworząc nowe, wielkie latyfundia senatorsko-ekwickie, to w jaki sposób do Rzymu spływały produkty żywnościowe, mające wykarmić mieszkańców stolicy? Odpowiedź jest prosta, rzeczywiście spływały one drogą morską, najczęściej a Egiptu lub Afryki (zboże egipskie było najbardziej pożądane na rzymskim rynku i należało do najlepszych), tym samym potężny Rzym, był całkowicie uzależniony od dostaw z innych krajów lub prowincji, a wstrzymanie tych dostaw, oznaczało po prostu pojawienie się głodu (na ten problem w omawianym przeze mnie okresie, zwracali uwagę od czasu do czasu trybunowie ludowi, jednak bez większych reakcji i rezultatów ze strony senatu). Wyludnianie się wsi było bowiem na rękę nobilitas (klasie senatorskiej), gdyż nie tylko pozwalało kumulować majętności ziemskie nobilów w Italii, lecz również ograniczało głosy ludności wiejskiej w komicjach (głownie centurialnych), na korzyść ludności miejskiej. 

A ta uboga, złożona z nuworyszy lub ludzi poszukujących stałego zajęcia (w wielu bogatych domach, niewolnikom żyło się lepiej niż zwykłym obywatelom w czynszówkach - czyli piętrowych domach czynszowych), ulegała nobilitas i ekwitom, w zamian za otrzymywane od nich suweniry i opiekę. Tym sposobem klasa senatorska podporządkowywała sobie komicje ludowe, tworząc ogromne grupy podległej ludności (klientów), która to pełniła rolę usłużnych poddanych wielkich rodów (głosowali tak jak chcieli ich protektorzy, a w zamian tamci dawali im środki na utrzymanie rodziny i chronili ich). Nic dziwnego że prawo rzymskie stawało się jedynie fikcyjnymi zapiskami, które wykorzystywano wybiorczo (w zależności od politycznych potrzeb). Ale rody miały też różne interesy polityczne i różnie widziały przyszłość Rzymu i jego tworzącego się Imperium, zaczęły więc tworzyć się w rzymskim senacie pierwsze partie polityczne. 




  

CDN.
 

piątek, 3 czerwca 2016

NOC SZAKALA - Cz. II

CZYLI ZAMACH NA de GAULLE'A

22 sierpnia 1962


 "GDY WE WRZEŚNIU 1939 ROKU RZĄD FRANCUSKI ZA PRZYKŁADEM RZĄDU ANGIELSKIEGO ZDECYDOWAŁ SIĘ PRZYSTĄPIĆ DO WOJNY ROZPOCZĘTEJ JUŻ W POLSCE, NIE MIAŁEM NAJMNIEJSZEJ WĄTPLIWOŚCI, ŻE POWZIĄŁ TĘ DECYZJĘ ULEGAJĄC ZŁUDZENIU, IŻ FRANCJA MIMO STANU WOJNY NIE BĘDZIE MUSIAŁA TOCZYĆ POWAŻNYCH WALK (...) 

GDY SIŁY PRZECIWNIKA BYŁY NIEMAL W CAŁOŚCI ZAANGAŻOWANE NAD WISŁĄ, NIE ZROBILIŚMY W ISTOCIE NIC, POMIJAJĄC KILKA DEMONSTRACJI, ABY POSUNĄĆ SIĘ NAD REN (...) MAŁO TEGO. NASZA OFICJALNA SZKOŁA WOJSKOWA USIŁOWAŁA DOPATRYWAĆ SIĘ W TEJ POLITYCE WYCZEKIWANIA PRZEJAWU BARDZO SKUTECZNEJ STRATEGII (...)

 PODCZAS WIZYTY ZŁOŻONEJ MI W WANGENBURGU p. BRISSON, NACZELNY REDAKTOR DZIENNIKA "FIGARO", ZAPYTAŁ MNIE O MOJE POGLĄDY, A GDY MU POWIEDZIAŁEM, JAK BARDZO UBOLEWAM NAD BIERNOŚCIĄ NASZYCH WOJSK, ZAWOŁAŁ: - "CZYŻ PAN NIE WIDZI, ŻE JUŻ OBECNIE WYGRALIŚMY "ZIMNĄ MARNĘ?"

CHARLES de GAULLE 


Cz. I

MAJOWA KLĘSKA 





FRONT HOLENDERSKI

No cóż, podsumowując osiągnięcia Wehrmachtu do 15 maja. 10 maja następuje zmasowany atak 136 niemieckich dywizji na Belgię, Holandię i Luksemburg, przy czym należy podkreślić, że siły niemieckie, były znacznie słabsze od połączonych sił francusko-brytyjsko-belgijsko-holenderskich, zarówno pod względem liczebności, jak i jakości posiadanej broni (np. na froncie holenderskim, Niemcy operowali jedyną tylko 9 Dywizją Pancerną, którą w holenderskich warunkach, pełnych kanałów nawadniających które można było otworzyć, dzięki czemu całkowicie uziemiono by tę jednostkę - ten plan Holendrzy wykonali jedynie częściowo, gdyż szybkie działania powietrznodesantowych jednostek niemieckich, uniemożliwiły tę akcję). Co prawda 9 Dywizja Pancerna wsparta były przez dwie dywizje: 7 i 22 Dywizję Spadochroniarzy gen. Kurta Studenta, ale siły te i tak były stosunkowo nieliczne. Celem operacji w Holandii, było opanowanie mostów przez spadochroniarzy, do czasu przybycia sił lądowych, a także szybkie zajęcie Hagi i ujęcie członków holenderskiego rządu.

Jak udał się Niemcom ten plan. Połowicznie, 10 maja udało im się co prawda opanować mosty w Moerdjek, lotnisko w Rotterdamie i mosty na Nowej Mozie. Oddziały Studenta próbowały również wykonać plan uwięzienia członków rządu holenderskiego, do czego potrzebne było opanowanie terenów wokół holenderskiej stolicy. Bitwa o Hagę, która trwała przez cały dzień 10 maja, zakończyła się jednak ... sromotną klęską Niemców. Z 7000 żołnierzy niemieckich, którzy uczestniczyli w operacji opanowania holenderskiej stolicy, 5000 zginęła bądź była ranna, tak, że jedynie 2000 żołnierzy mogło jeszcze ustać na nogach. Holendrzy odnieśli tutaj swoje pierwsze zwycięstwo, dodatkowo niszcząc lub uszkadzając ponad 170 niemieckich samolotów transportowych. Sukces więc był duży, nie został jednak odpowiednio wykorzystany. 12 maja 9 Dywizja Pancerna połączyła się z przednimi oddziałami 18 armii gen. Küchlera i wojska holenderskie były w totalnym odwrocie na Zachód, w rejon Hagi, Rotterdamu i Zelland, gdzie jeszcze była silna i skoncentrowana holenderska obrona. 

14 maja Rotterdam został jednak zaatakowany z powietrza z taką siłą, że miasto zostało poważnie zniszczone (w tym rotterdamska starówka) i zmuszone do kapitulacji jeszcze tego samego dnia (tego dnia poważnie ranny w głowę został Kurt Student, dowódca niemieckich sił powietrznodesantowych, która to rana wycofała go z dalszych walk na okres ośmiu miesięcy). Ale tego dnia nie tylko Rotterdam się poddał, skapitulowała cała armia holenderska i od tego dnia Holandia wycofała się z wojny, a kraj został zajęty przez Wehrmacht (trwał co prawda jeszcze do 18 maja, opór Holendrów w Zelland, ale tylko dlatego że zostali oni tam wsparci przez oddziały francuskie). Królowa Wilhelmina i rząd holenderski, udali się 13 maja do Wlk. Brytanii.

    

 FRONT BELGIJSKI I FRANCUSKI

Na front belgijski skierowano XVI Korpus Pancerny gen. Hoeppnera, wchodzący w skład VI Armii gen. von Reichenau. Wraz z owym korpusem, w walkach na froncie belgijskim, operowało również 55-osobowe niemieckie komando pod dowództwem porucznika Witziga, skierowane na twierdzę Eben Emael (wylądowali oni na dachu twierdzy, opanowali obsługę dział przeciwlotniczych i wysadzili za pomocą nowego środka wybuchowego, opancerzone wieżyczki, a następnie przez prawie 24 godziny, szarpali 700-osobową załogę belgijskiej twierdzy, aż do przybycia (11 maja), odsieczy XVI Korpusu Pancernego. Tak właśnie padła twierdza Eben Emael, strzegąca strategicznego szlaku kanału wokół Liège, bramy do Brukseli. Również 10 maja, drugie niemieckie komando, zajęło dwa strategiczne mosty na Kanale Alberta (największym rowie przeciwczołgowym w Europie). 11 maja tymi mostami pojechały czołgi XVI Korpusu Pancernego i reszta odwodów VI Armii. Zdobyto też Maastricht i właśnie tego dnia (11 maja), Belgowie rozpoczęli gwałtowny odwrót na zachód (mimo że właśnie teraz Francuzi i Anglicy szli im z odsieczą - I i VII Armia francuska, oraz Brytyjski Korpus Ekspedycyjny).       

12 maja Belgowie obsadzali linię Anvers-Louvain, natomiast pod Tierlemont doszło do pierwszego starcia wojsk francuskich z Wehrmachtem. Kawaleria gen. Proiuxa z I Armii, wsparta artylerią 15 Brygady Zmechanizowanej gen. Juina, zatrzymała postęp XVI Korpusu gen. Hoeppnera, i praktycznie unieruchomiła tę jednostkę. W tym czasie I Dywizja Marokańska gen. Melliera uderzyła na Niemców i zmusiła ich do wycofania się z terenu Tierlemont - Huy. Było to piękne zwycięstwo, ukazujące dobitnie że Niemcy w starciu z armią francuską po prostu nie mają większych szans. Pod jednym wszakże warunkiem, który w tym momencie był warunkiem decydującym - Francuzom musiało się po prostu CHCIEĆ walczyć, bo Niemcom bez wątpienia się chciało, jednak już 13 maja, te same jednostki wchodzące w skład I Armii, które dnia poprzedniego zgotowały Niemcom porządne lanie, teraz ... po prostu się wycofały z zajętych pozycji i skierowały do Gembloux. Sytuacja ta była doprawdy przedziwna, zważywszy że sił francuskich nie atakowała nawet Luftwaffe (która w dużej mierze ograniczyła się do obserwowania ruchów alianckich wojsk). Francuzi wycofując się po zwycięskiej bitwie do Glembloux, otworzyli Niemcom drogę na Ardeny i o to właśnie niemieckiemu dowództwu chodziło. Hitler, gdy dowiedział się o wycofaniu I Armii francuskiej i osłabieniu obrony rejonu Ardenów, powiedział tylko jedno zdanie, dobitnie świadczące o Francuzach: "Można by się rozpłakać z radości".   


"MÓJ OJCIEC, CZŁOWIEK MYŚLĄCY, KULTURALNY, HOŁDUJĄCY TRADYCJI, BYŁ PRZEPOJONY POCZUCIEM GODNOŚCI FRANCJI. TO ON PIERWSZY OBJAWIŁ MI JEJ HISTORIĘ. MATKA ŻYWIŁA DLA OJCZYZNY BEZGRANICZNĄ MIŁOŚĆ (...) 

DLA MNIE, MAŁEGO CHŁOPCA Z LILIE DORASTAJĄCEGO W MURACH PARYŻA, NIE BYŁO NIC BARDZIEJ WSTRZĄSAJĄCEGO NAD SYMBOLE NASZEJ CHWAŁY: KATEDRA NOTRE-DAME W MROKACH ZAPADAJĄCEJ NOCY, WERSAL W MAJESTACIE WIECZORU, ŁUK TRIUMFALNY SKĄPANY W BLASKACH SŁOŃCA, ZDOBYCZNE SZTANDARY SZELESZCZĄCE POD SKLEPIENIEM INWALIDÓW. NIC NIE ROBIŁO NA MNIE WIĘKSZEGO WRAŻENIA NIŻ PRZEJAWY NASZYCH SUKCESÓW (...) 

NIC MNIE BARDZIEJ NIE SMUCIŁO NIŻ NASZE SŁABOŚCI I BŁĘDY (...) NIC WRESZCIE NIE PRZEJAWIAŁO MNIE WIĘKSZYM WZRUSZENIEM NIŻ OPOWIADANIA O NASZYCH DAWNYCH NIESZCZĘŚCIACH (...) MATKA MÓWIŁA O OWEJ STRASZLIWEJ ROZPACZY, W JAKĄ WPADŁA JAKO MŁODA DZIEWCZYNA NA WIDOK SWYCH RODZICÓW ZALEWAJĄCYCH SIĘ ŁZAMI NA WIADOMOŚĆ O KAPITULACJI BAZAINE'A" 

 gen. CHARLES de GAULLE




 Tak więc 13 maja, siedem dywizji pancernych Grupy Armii "A" przekracza Ardeny i ... wychodzi na tyły wojsk francusko-brytyjskich w Belgii, jednocześnie tego samego dnia, Rommel przekracza Mozę pod Dinanti wojska alianckie w Belgii są już w tym momencie nabite na rożen, wkrótce zacznie się je stopniowo przypiekać na ognisku (że użyję takiego kolokwializmu). NIKT, ku...a, dosłownie nikt nie przeszkodził Niemcom w przekroczeniu Mozy i opanowaniu terenu Ardenów, mimo że nad Mozą w rejonie Dinant stała XI Armia gen. Corapa (która mogła zostać natychmiast wzmocniona wedle potrzeby, przez II Armię gen. Hunzigera, co w połączeniu z realnym brakiem ataku Luftwaffe na francuskie pozycje, mogłoby doprowadzić do kolejnego Austerlitz i praktycznej eliminacji niemieckiej Grupy Armii "A", a to w wolnym tłumaczeniu oznaczałoby ... całkowitą klęskę Niemiec na froncie zachodnim, nim jeszcze zdążyli oni na poważnie "drasnąć" francuską granicę). Ale nie uczyniono niczego, Francuzi nawet nie ostrzelali rejonu rzeki, podczas przeprawiania się przez nią Niemców. 

Nie wiem czy zostałem dobrze zrozumiany, ale jeśli by połączone siły dwóch francuskich armii związały Grupę Armii "A" nad Mozą i w Ardenach, siły alianckie stacjonujące w Belgii, mogłyby uderzyć od północnego-zachodu i wejść klinem w te jednostki - efektem byłaby TOTALNA klęska Niemców w zaledwie kilka dni po rozpętaniu przez nich kampanii zachodniej. Jednak tego nie uczyniono i po przeprawieniu się Niemców przez Mozę i zajęciu Ardenów, dopiero wtedy, (aby nie marnować sił piechoty), skierowano na francuskie pozycje eskadry niemieckich bombowców. Francuzi narobili w porty (mówię tutaj zupełnie poważnie), niektórzy z żołnierzy Corapa totalnie się załamali (zaczęli płakać lub uciekać zostawiając swoje pozycje na pastwę wroga). Bombardowanie pozycji XI Armii trwało od 12-16 godziny, cztery godziny, w wyniku których ta francuska formacja (zupełnie pozbawiona wsparcia własnych myśliwców, które jak już wspominałem czekały gotowe na rozkaz startu do ataku, tylko ... nikt im takiego rozkazu nie wydał), zamieniła się w totalną rozpierduchę. Dodatkowo gdy ustały ataki bombowców, rozpoczął się niemiecki szturm pod Sedanem (ok. godz. 16) i było już pozamiatane. W ciągu ośmiu godzin walk, Niemcy posunęli się o osiem kilometrów w głąb Francji.

Francuzi uciekli już na samą wiadomość że przez Mozę przeszły czołgi (choć jeszcze żadnego z nich Niemcy nie przerzucili na drugi brzeg).  Nazajutrz 14 maja, Guderian ponownie parł do przodu nie napotykając większego oporu. Tego dnia też Francuzi postanowili wreszcie zniszczyć most w Sedanie (którym Niemcy przerzucali ciężki sprzęt). Skierowano do tej misji 145 bombowców i 100 ubezpieczających je myśliwców - akcja okazała się jednak totalną klęską, a Francuzi stracili ponad połowę z użytych tego dnia samolotów, nie wyrządzając niemieckim pozycjom żadnej szkody, ani nawet nie niszcząc sedańskiego mostu (gen. Guderian stwierdził po tej bitwie że: "Obrona przeciwlotnicza miała swój wielki dzień"). 14 maja w rejonie francuskich pozycji pod Sedanem był już ponad siedemdziesięciokilometrowy wyłom. Jeszcze 13 maja gen. Georges (widząc co się dzieje), wydał rozkaz 3 Dywizji Opancerzonej, która wchodziła w skład II Armii, kontrataku na siły niemieckie pod Sedanem od strony południowo-wschodniej. Wszystko fajnie, ale wcześniej ten sam Georges odebrał tej dywizji część czołgów i podzielił je na małe grupy, dodając do 3 Dywizji Piechoty. 

Oczywiście wiadomo jaki mógł być efekt ataku osłabionej i samotnej francuskiej dywizji na niemieckie siły pancerne, które zaczęły tworzyć coś na kształt silnego czopa, uniemożliwiającego jakąkolwiek kontrofensywę. Francuskie natarcie załamało się totalnie a 3 Dywizja Opancerzona praktycznie przestała istnieć a 2/3 sił alianckich zostało odciętych i otoczonych, pozostałe jednostki IX armii otrzymały rozkaz wycofania się w kierunku północno-zachodnim, a II Armia skierowała się na wschód, by bronić tyłów potężnej (i zupełnie nie atakowanej od przodu - Linii Maginota). Po zwycięstwie pod Sedanem i w Ardenach otworzył Niemcom drogę nie tylko na Paryż, ale także (a może przede wszystkim), ku Kanałowi La Manche, tym samym skazując na zagładę francusko-brytyjskie siły w Belgii i północnej Francji. 



CDN.
 

środa, 1 czerwca 2016

FILMOWY HUMOR

ZABAWNE SCENY Z POLSKICH FILMÓW


 "ĆMA" - 1980

 "Socjologowie, postanowili sprawdzić jaki model rodziny jest najlepszy. I doszli do wniosku że dwóch mężczyzn i kobieta. Wysłali na bezludną wyspę najpierw Amerykanów. Przyjeżdżają po miesiącu, pytają jak było? W porządku - mówi Mery, jeden tydzień byłam z Johnem, a Paul pracował, drugi tydzień byłam z Paulem, a John pracował - bardzo dobrze nam było. Na drugi miesiąc wysłali Francuzów, znowu przyjeżdżają po miesiącu, pytają jak było? Wspaniale - mówi Ivett, Pierre jest mężem, Cloud kochankiem, bardzo się lubimy. No to w końcu wysłali naszych. Przyjeżdżają po miesiącu, patrzą Staszek siedzi na jednym końcu łowi ryby, Wojtek na drugim końcu ostrzy noże, a pośrodku siedzi Zosia i płacze. Co się stało? - pytają socjologowie. No, pierwszego dnia wziął mnie Wojtek, drugiego Staszek, a trzeciego powiedzieli że z tą kurwą nie chcą mieć więcej do czynienia"





"JANOSIK" - 1973

"Ja i strach? Brałem udział w siedemnastu bitwach, stu dwudziestu trzech potyczkach, czternaście razy byłem ranny"

"Nie ma się czym chwalić generale. Ja, trzydzieści setków baranów porwałem, dwadzieścia setków baranów zjadłem, w tym cztery śmierdzące i żyję i dobrze!"





"ALTERNATYWY 4" - 1983

"No to poznajmy się, jestem Parys - dzielnicowy, rozumiemy się?"
"Tak panie sierżancie"
"Flagi trzeba powiesić"
"Panie sierżancie, ja zawsze w to robotnicze święto to zawsze ..."
"Nie o to chodzi. Drugiego, to jeszcze mogą sobie prawda wieczorem wisieć, ale potem mi zaraz zdjąć żeby nie płowiały, rozumiemy się?"
"Tak jest panie sierżancie"
"Poza tym, wszystko w porządku?"
"Tak panie sierżancie wszystko jest w porządku"
"Lokatorzy jacy?"
"A mieszani"
"Ale jest trochę elementu?"
"Ale mieszani"
"Co to wy książki czytacie?"
"To informacje o lokatorach"
"To ciekawe, ja lubię poczytać takie życiowe książki. Będzie pełna, przyjdę, poczytam, zobaczymy? Będzie w porządku - będę pamiętał, będę pamiętał - będzie dobrze, będziemy kręcić - nie będzie dobrze. Rozumiemy się!?"
"Tak panie sierżancie"
"Jak się będziemy rozumieć - będzie dobrze, nie będziemy się rozumieć ... Rozumiemy się!"





"BĘDZIE LEPIEJ" - 1936
SZCZEPKO I TOŃKO - NIEZAPOMNIANE 
LWOWSKIE BATIARY

"Ależ tu cudnie Szczepciu, cudnie bielutko"
"Zostaw, zostaw, Tońciu bo zaraz wysmarujesz - zostaw. Umyj sobie szybko plecki i zaraz idziemy"
"Kiedy nie ma w czym?"
"O, miednica"
"Ale nie ma wody?"
"Aha. Pewnie zaraz naniosą"
"Ja myślę. Ależ tu cudnie, bardzo. Ty widział Szczepciu to jest ślizgawka, prawda? Czekaj ja wlezę. Jak tu przyjemnie ty widzisz? Ty słuchaj, ty nie wiesz czy państwo śpią w ubraniach, czy oni się w ubraniach też kąpią"
"Ano jak kto woli"
"Oj tak, zicher się kąpią w ubraniach bo popatrz rękawiczki mają, ty widzisz?"
"No tak, to żeby ci ręki nie zamoczyło. Patrz tu Tońciu ... to telefon czy co?"
"Ale świecący"
"To pewnie telefon do kuchni"




 

NOC SZAKALA - Cz. I

CZYLI ZAMACH NA de GAULLE'A

22 sierpnia 1962





Cz. I

MAJOWA KLĘSKA

 



10 maja 1940 r. we wczesnych godzinach rannych, 136 niemieckich dywizji przekroczyło granice Belgii, Holandii i Luksemburga. 2500 niemieckich samolotów zrzuciło pierwsze bomby na belgijskie, holenderskie i francuskie lotniska, unieruchamiając wiele wiele samolotów jeszcze na ziemi. 16 000 żołnierzy, pod wodzą gen. Kurta Studenta, zrzucono tego dnia nad Rotterdamem, Hagą i Lejdą, a dodatkowych stu niemieckich spadochroniarzy, zrzucono nad Kanałem Alberta i bardzo szybko opanowali oni wszystkie mosty w tym rejonie, lecz dalszą drogę blokowała potężna belgijska twierdza Eben-Emael. Tam skierowano elitarną jednostkę 55 spadochroniarzy, których zadaniem było właśnie opanowanie tej twierdzy (szkolili się do tego zadania od sześciu miesięcy). Do ósmej rano 10 maja, Niemcy opanowali Luksemburg, przeprowadzili nalot bombowy na francuskie miasto - Nancy (zginęło wówczas 16 cywilów), oraz zrzucili miny do rzeki Skaldy i wciąż posuwali się dalej. Do Londynu spływają pierwsze apele z prośbą o pomoc, od rządów Belgii i Holandii, rząd Chamberlain'a decyduje się zaminować Ren (rozkaz w tej sprawie wydano o siódmej rano). Natarcie niemieckie wciąż trwa, o godz. 16, 4 Dywizja Pancerna gen. Reinhardta przekroczyła Mozę.

O 16:30 odbywa się posiedzenie brytyjskiego Parlamentu, na którym premier Chamberlain apeluje do liberałów i laburzystów o powołanie rządu koalicyjnego, mogącego wspólnie decydować o prowadzonych działaniach militarnych, Partia Pracy jednak odmawia, a przedstawiciele stronnictw politycznych, na tym posiedzeniu zmuszają Neville'a Chamberlain'a do ustąpienia ze stanowiska i popierają Winstona Churchilla, który tworzy rząd koalicyjny. Tego samego dnia pierwsze brytyjskie oddziały ekspedycyjne zostają przerzucone z Francji do Belgii, w jednej z owych jednostek, jest Roland Cartland (poseł brytyjskiej partii konserwatywnej), który w liście do domu pisał: "Tłumy uciekinierów. Żal mi Belgów, drugi raz w ciągu dwudziestu pięciu lat spotyka ich coś takiego, są jednak odważni i dzielni", o Churchillu zaś pisze: "Winston, w którym pokładamy nasze nadzieje, może jeszcze zdoła ocalić cywilizację". Sytuacja jednak przybiera bardzo niekorzystny dla aliantów obrót. Po godzinie 11, 11 maja, kapitulują obrońcy belgijskiego Eben-Emael (z 700 obrońców twierdzy, poległo 23 żołnierzy, zaś straty 55-osobowego niemieckiego oddziału szturmowego, wyniosły 6 zabitych). Również w godzinach rannych 11 maja, Hauptsturmfuhrer SS - Krassow, z pułku "Leibstandarte", przeprawia się wraz z małym oddziałem przez rzekę Ijssel z Belgii do Holandii i zapuszcza 60 kilometrów w głąb terytorium wroga. Wraca z ...setką holenderskich jeńców. Za ten czyn otrzymuje od Hitlera pierwszy w tej kampanii Krzyż Żelazny.




11 maja pada również holenderskie miasteczko Apeldoorn, znane chociażby stąd, że żył tu na wygnaniu od listopada 1918 r. były niemiecki cesarz - Wilhelm II (któremu Churchill kilka godzin wcześniej zaproponował ekstradycję do Anglii - Wilhelm odmówił). Po zajęciu Apeldoorn przez Wehrmacht, do domu cesarza "pielgrzymują" niemieccy dowódcy wojskowi, a jego dom otrzymuje wartę honorową. Pochód Niemców trwa w najlepsze, ale, ale - rozkazy z dowództwa (szczególnie do dywizji pancernych), brzmią: "Czekać na piechotę, nie wykonywać samodzielnych uderzeń", niestety, wielu niemieckich dowódców jednostek pancernych (Guderian, Rommel), po prostu ten rozkaz "olało" (mówiąc łagodnie), i należy dodać że to właśnie dzięki ich podejściu do sprawy, ta kampania zakończyła się dla Niemiec zwycięsko. Wehrmacht bowiem w 1940 r. składał się z kilku zaledwie nowoczesnych dywizji pancernych i ... kilkudziesięciu ociężałych dywizji piechoty, wciąż korzystających z transportu konnego i częstokroć złożonych z rezerwistów, pamiętających jeszcze czasy I Wojny Światowej (oraz przygotowujących się do wojny pozycyjnej). Gdyby więc nie ten "grot" w postaci ambitnych generałów, którzy ścigali się o jak największe zdobycze, Niemcy tę kampanię by przegrali, tym bardziej że po drugiej stronie, stała potężna, nowoczesna armia francuska, armia ta jednak była ospała, tym bardziej pewne "czynniki polityczne" Francji (najprawdopodobniej celowo?), opóźniały francuskie kontruderzenie. 

Rommel (dowódca 7 Dywizji Pancernej), w liście do żony z 11 maja, chwali się: "Do tej pory wszystko idzie cudownie. Zostawiłem swych sąsiadów daleko z tyłu". 12 maja Brytyjczycy odnotowali już stratę 76 samolotów, a 18. Armia parła niepowstrzymanie do przodu na froncie holenderskim. 13 maja Rommel przeprawia się przez Mozę pod Dinant, a Guderian przechodzi Ardeny i forsuje Mozę pod Sedanem - wojska niemieckie są już we Francji, a Francuzi stoją. Tymczasem tego dnia nad ranem (dokładnie o piątej rano), do króla Wlk. Brytanii - Jerzego VI dzwoni przerażona królowa Holandii - Wilhelmina, prosząc 9prawie zapłakana), by ten wysłał samoloty do obrony Holandii. Król przekazał jej prośbę odpowiednim ministrom i ... wrócił do łóżka. Tego dnia w godzinach popołudniowych, królowa Wilhelmina wraz z rządem Holandii, odpłynęła do Anglii na pokładzie niszczyciela "Hereward". Królowa jednak nie chciała odpłynąć, początkowo chciała dołączyć do swych wojsk w Zeeland, jednak silny ostrzał artyleryjski, uniemożliwił wyjście na brzeg. Okręt odpłynął do Anglii. W Harwich, dokąd przybyła, jeszcze raz prosiła Brytyjczyków o wsparcie dla walczącej Holandii, to właśnie tam, poinformowano ją że ... sytuacja Holandii jest już beznadziejna. Gdy w godzinach wieczornych, przy Liverpool Street w Londynie, witał ją król Jerzy VI, Wilhelmina była bardzo zdenerwowana.




Natomiast w godzinach popołudniowych w Izbie Gmin tego samego dnia (13 maja), Winston Churchill wygłosił swą słynną mowę: "Nie mogę obiecać nic oprócz krwi, znoju, łez i potu (...) Będziemy toczyć wojnę na morzu, lądzie i w powietrzu z całą mocą i siłą, którą może obdarować nas Bóg; będziemy prowadzić wojnę przeciw potwornej tyranii, której mroczna i tragiczna lista zbrodni nie ma sobie równej. Oto nasza polityka". Ale działania Brytyjczyków były niewielkie, w nocy z 13 na 14 maja, zrzucili oni kilkaset min do Renu, co jedynie zakłóciło transport rzeczny pod Karlsruhe i Moguncją. 14 maja doszło natomiast do powietrznego ataku na Rotterdamu, w wyniku którego zniszczono mosty na Renie i część samego miasta. Zginęło wówczas 814 cywilnych mieszkańców Rotterdamu. Tego dnia doszło też do pierwszego przeciwnatarcia lotniczego Francuzów (wspartych przez Brytyjczyków), na niemieckie pozycje pod Sedanem. Jednak Niemcy rzucili w ten rejon ogromne ilości myśliwców, które swą ilością dominowały w powietrzu i trzebiły francusko-brytyjskie jednostki (swoją drogą, dlaczego Francuzi skierowali pod Sedan nieliczne siły lotnicze, podczas gdy na lotniskach w całej Francji stało gotowych do startu 2 000 samolotów? Dlaczego nie wysłano ich do walki, kto o tym zadecydował, bo ktoś musiał?). 

Tymczasem w Waszyngtonie 14 maja zapada decyzja o zgodzie rządu amerykańskiego na zakup przez Londyn 81 nowo wyprodukowanych samolotów (które miały być natychmiast wysłane do Anglii), zaś kolejne 324 maszyny, miały być dostarczone w "w ciągu dwóch lub trzech miesięcy". Tymczasem po ataku powietrznym na Rotterdam, jeszcze tego samego dnia (14 maja), wojska gen. Kurta Studenta, podeszły pod miasto i rozpoczęto pierwsze rozmowy kapitulacyjne. Jednocześnie trwało już rozbrajanie żołnierzy holenderskich pod Rotterdamem. Tego dnia doszło też do pierwszej masakry, gdy do grupy uzbrojonych jeszcze, lecz już się poddających żołnierzy holenderskich, podjechały wojska SS, które na ich widok ... otworzyły do nich ogień. W wyniku tej masakry w głowę został ranny sam gen. Student, któremu wówczas uratował życie holenderski chirurg. Natomiast 15 maja Francuzom też już odechciało się walczyć (Niemcy zaledwie drasnęli wówczas ich granice). W godzinach rannych do Churchilla zatelefonował premier Francji Paul Reynaud i stwierdził że atak na niemieckie pozycje pod Sedanem się nie powiódł i że w ogóle to "droga do Paryża stoi otworem" i że już "wojna została przegrana". Już wówczas Reynaud użył słowa "zaniechanie dalszej walki". 



Mimo to pod Denee (gdzie Rommel przeprawił się przez Mozę), 15 maja francuskie czołgi rozpoczęły kontratak. Przewaga (zarówno ilościowa jak i jakościowa), była zdecydowanie po stronie francuskiej. Do bitwy szły wspaniałe czołgi Char B1-Bis "Eure", które dosłownie kosiły najlepsze niemieckie Panzerkampf III i IV. Co ciekawe, niemieckie pociski z wielkim trudem przebijały się przez pancerz tego francuskiego czołgu (w bitwie o Stonne jeden czołg francuski zaliczył aż 140 niemieckich trafień i ani razu nie przebiły one jego pancerza). Mimo to siła (a raczej zdecydowanie i zapał bitewny) Niemców przeważyła. Francuzi stracili 65 czołgów, a Niemcy ... 30 (to właśnie pokazuje determinację Francuzów do dalszego prowadzenia wojny). 


  A NA KONIEC JESZCZE MAŁY POLSKI AKCENT

PRZEMÓWIENIE POŻEGNALNE PREZYDENTA 
de GAULLE'A DO POLAKÓW (1967)




CDN.