Łączna liczba wyświetleń

środa, 10 stycznia 2018

POLACY - TWÓRCY CYWILIZACJI! - Cz. III

CZYLI WSZYSTKIE

(LUB, PRAWIE WSZYSTKIE, BOWIEM

NIE POSIADAM WIEDZY O WSZYSTKICH)

OSIĄGNIĘCIA I WYNALAZKI,

JAKIE BYŁY AUTORSTWEM POLAKÓW,

A BEZ KTÓRYCH DZIŚ NIE

POTRAFILIBYŚMY ŻYĆ




ARIOWIE/SŁOWIANIE/LECHICI

KIERUNKI MIGRACJI

ROZWÓJ CYWILIZACJI EUROPY

  
 "KARELCZYK" - ZWANY RÓWNIEŻ 
"PIERWSZYM POLAKIEM"
(popiersie przedstawiające Słowianina/Lechitę, 
który żył na terenach Karelii ok. 6 400 r. p.n.e.)
 



Może to zabrzmi dla wielu dość dziwnie lub nawet nieprawdopodobnie, ale wygląda na to iż tam gdzie pojawiali się Ariowie/Słowianie/Lechici tam natychmiast przyspieszał rozwój cywilizacyjny i jednocześnie następowała większa orientacja ku ideom wolnościowym (wiecowym). Słowianie (Lechici) zjednoczyli większą część Europy, dokonali migracji na południe (Grecja, Azja Mniejsza, Syria, Egipt), oparli się rzymskiemu podbojowi a następnie skutecznie najechali Rzym, rozdzierając jego części i tworząc tam swoje państwa. Byli również twórcami "Złotego Wieku" kultury muzułmańskiej - tak, brzmi to może niedorzecznie lub śmiesznie, ale jest prawdą, choć zapomnianą (a raczej wymazaną z pamięci). Mariusz Agnosiewicz prezes fundacji Wolnej Myśli i redaktor naczelny Racjonalisty, pisze że to właśnie Słowianie doprowadzili do rozkwitu kultury muzułmańskiej w największym okresie jej rozkwitu (X-XII wiek). Oczywiście nie byli jedynymi, ale wywarli ogromy wpływ zarówno na rozwój najpiękniejszych po dziś dzień osiągnięć muzułmańskiej myśli filozoficznej i architektonicznej (Agnosiewicz skupia się w tym wypadku głównie na samej Hiszpanii, pisząc o emiracie a następnie od 929 r. kalifacie Kordoby i kolejnych jego dziejach), jak również ostatecznie doprowadzili do... rozdrobnienia władztwa muzułmańskiego (nie tylko w Hiszpanii, ale również w całym basenie Morza Śródziemnego), umożliwiając następnie jego rekonkwistę przez katolickie państwa Kastylii, Leonu i Portugalii (pierwszym władcą tego państwa, a raczej tego regionu był... Słowianin). 

A skąd właściwie wzięli się Słowianie w państwach muzułmańskich w średniowieczu? Odpowiedź jest banalnie prosta, przybyli tam jako niewolnicy (podobnie jak np. Roksolana/Hurrem, która stała się najpotężniejszą sułtanką w dziejach osmańskiej Turcji), lecz bardzo szybko zdobyli zaufanie lokalnych władców, służąc im jako straż przyboczna, eunuchowie, żołnierze, wodzowie, a następnie doradcy samych kalifów i wreszcie samodzielni władcy dzielnicowi (jak to miało miejsce np. w muzułmańskiej Hiszpanii w XI i XII wieku). Jest to historia zupełnie zapomniana, dlatego też postaram się o niej opowiedzieć - ale po kolei. Dzieje Słowiańszczyzny i w ogóle Lechitów jako takich, są niezwykle barwne, jednak w przeciągu wieków wielu krajom zależało na tym, aby zostały one przykryte mgłą niepamięci. Któż dziś pamięta że to właśnie Polacy uratowali pierwszą angielską kolonię w Ameryce - Jamestown, przed upadkiem i podzieleniem losu poprzednich osad? O tym się nie mówi, podobnie jak i o tym, że to właśnie Polacy zbudowali pierwszy zakład przemysłowy w Jamestown - hutę szkła w 1608 (zaraz po przybyciu, w zaledwie rok od założenia kolonii, w tym samym czasie Anglicy umierali z głodu, bo wydawało im się że zdobędą tutaj złoto i chwałę, a nie byli zdolni nawet pracować, przez co umierali. Polacy zaś przetrwali okres głodu, bo potrafili sobie poradzić z hodowlą żywności i nie byli uzależnieni od dobrej woli indiań). Dziś się o tym nie mówi, dziś jeszcze (choć już coraz rzadziej) powtarza się bzdury o "polish jokes". Kto pamięta o tym, że to właśnie Polacy założyli pierwszą uczelnię wyższą w Nowym Jorku (wówczas jeszcze w Nowym Amsterdamie)? Że byli prekursorami myśli technologicznej i naukowej od Turcji i Rosji po Chile? Znów zapewne niewielu (jeśli w ogóle) w Europie Zachodniej i USA. 


POLSCY KOLONIŚCI W JAMESTOWN 
1608 r.


Dlatego też tak bardzo na czasie wydaje się stary (już trzydziestoletni) skecz Tadeusza Drozdy, jeszcze z czasów komuny, który tak oto widział rodaków za granicą: "Wiecie że ja, będąc za granicą, wszędzie naszego poznam? Poważnie, bo tamten tłum to jest jednakowy, oni tak chodzą, tak - on tu ma iść to tu idzie, tamten tam, to tam idzie. Niby ma wykształcenie a wygląda to jak niepełna podstawówka. Nie myślą na Zachodzie, nie myślą - a jest teoria że narząd nieużywany zanika, używany intensywnie się rozwija. Za pięćdziesiąt lat my takie łby, reszta neandertale. (...) I nagle w tym szarym, jednakowym tłumie idzie perła... NASZ! Wszystkiego musi dotknąć zobaczyć, urwać przekręcić. Zobaczył banany - "o kurde, banany", i już by kupił banany, ale przeliczył na rajstopy, rajstopy się bardziej opłaca - i przelicznik w górę tratatatata. Zobaczy automat co się pieniądze wrzuca, już próbuje czy nasze pasują. A jak by wlazło, co? Na całym świecie nie spotkałem automatu, gdzie by się nie opłaciło naszych pieniędzy wrzucić. Najlepiej wchodzą dziesięciozłotówki i stare dwadzieścia". To by było na tyle, takim przerywnikiem do śmichu poprzedziłem ten temat, ale, jak to mówił Kobuszewski w swym słynnym skeczu - a teraz kto się będzie śmiał... ten dostanie w ryj. Ha-Ha-Ha! Przejdźmy więc do tematu.

40 000 lat temu najbardziej zaludnioną i najbardziej rozwiniętą częścią Europy, była... Azja (pierwsza mapka poniżej). Było to związane z istnieniem w tamtych regionach potężnego Imperium aryjskiego, którego pamięć przetrwała w słowiańskich wedach i mitach (i nie tylko) późniejszych ludów - czyli tzw.: Kolebki. Ok. 18 000 r. p.n.e. doszło na tych terenach do katastrofy, która zmusiła tamtejszą ludność aryjską do migracji na zachód. Wszystko to trwało etapami, więc pomiędzy kolejnymi zasiedleniami upływało po kilka tysięcy lat. Wreszcie ok. 4 000 r. p.n.e. sytuacja demograficzna wyglądała tak, jak na kolejnej mapce (poniżej). Ludność aryjska, która ok. 18 000 r. p.n.e. podzieliła się na dwie duże części - Słowian (R1a) i Celtów (R1b), zasiedliła i zdominowała całą Europę. Imperium słowiańsko-celtyckie, było wówczas najpotężniejszą siłą militarna i polityczną ówczesnego świata, choć oczywiście panowało tam duża niezależność polityczna, przez co poszczególne plemiona rządziły się w sposób niezależny od reszty. Kolejne migracje, dokonywane przez te dwie grupy plemion aryjskich, opisałem już w jednym z poprzednich postów (Tutaj), więc nie ma sensu się powtarzać. Przejdźmy dalej. Pisałem o inwazji tzw.: Ludów Morza na Azję Mniejszą, Lewant i Egipt (Tutaj), oraz migrację z północy lechickich Dorów/Gorów - plemię ognia, z którego potem narodzili się sławni Spartanie (Tutaj). 


ZASIEDLENIE EURAZJI ok. 40 000 r. p.n.e.
 (kolor czerwony oznacza gęste zaludnienie, 
zielony - tereny prawie bezludne)
(Haplogrupa K2 - łączy autosomalne DNA z naszymi przodkami (haplogrupa R1a i R1b), 
którzy wyłonili się nieco później) 
 



EUROAZJA ok. 4 000 r. p.n.e.
(już po migracji i zasiedleniu Europy przez Słowian i Celtów)



Teraz okazuje się że najprawdopodobniej również i mityczna Troja była zasiedlona przez Słowian. Nie chodzi tylko o to, że jednym z głównych bogów Słowian był... Trojan, oraz o oto że mityczny Priam, nosił imię wywodzące się ze starosłowiańskiego słowa "priamoj" - czyli prawy, uczciwy, sprawiedliwy (i takimi właśnie Homer zaletami określa władcą Troi). Świadczą o tym przede wszystkim odkopywane na tych terenach przedmioty, które posiadają znaki nie mające żadnego znaczenia w języku greckim (lub to znaczenie jest zupełnie nielogiczne), natomiast po przetłumaczeniu na język łaciński (lub też przy dokładnym sprawdzeniu i przetłumaczeniu tych słów na język starosłowiański - a należy pamiętać że wówczas pisało się bez przerwy, jednym ciągiem - potem to się zmieni), zyskuje to nie tylko sens logiczny, ale również możemy się dowiedzieć o ukrytych intencjach autorów tych napisów. Wydaje się więc (jest to więcej niż prawdopodobne, a wręcz pewne), że historia Troi była historią Słowian, a konkretnie pewnego szczepu słowiańskiego, który rozwinął handel na obszarze Morza Egejskiego, Czarnego i w dużej części Morza Śródziemnego. Troja została zdobyta w wyniku wzajemnej konfrontacji handlowej plemion... słowiańskich, bowiem ci którzy zdobyli to potężne miasto - Achajowie - także przybyli swego czasu z północy, ze słowiańskiej północy - byli więc także jednym z plemion słowiańskich. Wygląda więc na to, że Starożytni Grecy w dużej mierze byli Słowianami (być może nie jedynymi, ale jednak co się tyczy języka - tego najwcześniejszego, którego nie byli w stanie już odczytać i zrozumieć Grecy klasyczni - przykład Sfajrosa Borysenity - swoją drogą też słowiańsko brzmiące imię - który w 227 r. p.n.e. na polecenie króla Sparty Kleomenesa, podjął się przetłumaczenia najdawniejszych inskrypcji, aby odnowić "ducha Sparty" w społeczeństwie, nie był w stanie zrozumieć aż 45 inskrypcji, które zawierały zwroty odmienne od ówcześnie używanego języka - też już o tym pisałem).






O słowiańskości Achajów, świadczą również ich imiona, które bez wątpienia zawierają w sobie słowiański korzeń lingwistyczny, lub zostały częściowo zmienione i dostosowane do późniejszych czasów. Nie będę się w to teraz wgłębiał, choć przykłady same się nasuwają (Homer-Homir, Kalchas-Żaklak, Menelaos-mój los i wiele innych). Przejdżmy więc dalej. Pisałem już o tym, jak to zasiedlali większą część Europy, od Brestu we Francji do Wołgi (a może i dalej) i od ziem Etrusków w Italii po Helladę i kraj Filistynów w Palestynie. Teraz chciałbym pójść znacznie dalej. A ponieważ nie zamierzam się powtarzać, przytoczę teraz fragmenty tekstu Mariusza Agnosiewicza, który ukazał się na portalu "Racjonalista", aby pokazać, a jaki sposób Słowianie (Lechici) skolonizowali muzułmańską Hiszpanię, choć pierwotnie przybyli tam jako niewolnicy. Zacznijmy więc:






"W świecie arabskim słowiańscy niewolnicy pełnili różne role społeczne. Byli służącymi, konkubinami w haremach, eunuchami, rzemieślnikami, żołnierzami, gwardią kalifa, mieli swój udział także w życiu kulturalnym. Na półwyspie iberyjskim, w Maghrebie, Damaszku i na Sycylii ich rola wojskowa była porównywalna do mameluków Imperium Osmańskiego, którzy z niewolników wcielonych do gwardii stali się z czasem panami Egiptu oraz Syrii. Ich los był najlepszym dowodem tezy, że nie da się zniewolić Słowian. Sukcesywnie zajmowali oni coraz wyższą pozycję społeczną, osiągając status wojskowej i urzędniczej arystokracji, która w finale rozmontowała kalifat Kordoby, który był głównym dilerem słowiańskich niewolników w świecie arabskim, zamieniając go w dziesiątki skłóconych królestw. W IX w. istniał jeden wielki kalifat obejmujący trzy kontynenty. W X w. rozpadł się on na trzy konkurujące ze sobą kalifaty: azjatycki Abbasydów, afrykański Fatymidów oraz europejski Kordoby. Słowianie odegrali kluczową rolę w powstaniu tej konkurencji.

Rolę Słowian w złotym wieku islamu oraz i w samym procederze handlu niewolnikami europejskimi często się relatywizuje twierdząc, że Arabowie nie wyróżniali wcale Słowian i tym samym mianem określali wszystkich białych z Europy. Jest to teza bałamutna. W języku arabskim słowo Siqlabi/Saqlabi znaczy Słowianin. Ziemia Słowian to Bilad as-Saqaliba. W istocie sporadycznie zdarzały się pomyłki, kiedy słowem tym określano niesłowian, jednak był to margines. Pisarze arabscy czy perscy bardzo precyzyjnie rozróżniali Słowian od innych ludów (np. Normanów — al-Madżus, Franków — Ifranja, Bizantyjczyków — ar-Rumi, Galicjanie — Jalaliqua, Lombardczycy — Nukabard). Termin Saqaliba stosowany był czasami także do Skandynawów, ale to już po załamaniu handlu słowiańskimi niewolnikami. Jak wskazuje Tadeusz Lewicki: "Każdy badacz-orientalista, który interesuje się analizą źródeł arabskich do dziejów Europy, wie dobrze o tym, że termin Saqaliba i pokrewne oznaczają u starszych pisarzy arabskich (VIII-X w.) wyłącznie Słowian. (...) Dopiero później rozszerza się, zresztą tylko u niektórych, przeważnie drugorzędnych pisarzy arabskich, zakres pojęcia Saqaliba na inne jasnowłose ludy północnej i wschodniej Europy." A zatem odnośnie X w., kiedy Saqaliba osiągnęli apogeum wpływów w świecie arabskim, mamy pewność, że dotyczy to właśnie Słowian.

(...)

Niewolnicy słowiańscy zostali elitą kalifatów nie wyzbywając się swojej kultury, a przynajmniej języka. Wiemy natomiast, że kalifowie uczyli się języka słowiańskiego. W źródłach arabskich mamy informację, że dziewiąty emir Aghlabidów, Ibrahim II Abu Iszak (875-902), zwracał się do pałacowego eunucha B.lagha w języku słowiańskim (bi-l-saqlabiyya). Również jeden z najwybitniejszych kalifów fatymidzkich, Al-Mu’izz, znał język słowiański, a w 960 r. skazał na śmierć dwóch czołowych gubernatorów wschodu i zachodu państwa, Qaysara i Muzaffara, za to, że "spiskowali w języku słowiańskim". Biorąc pod uwagę rolę Słowian w administracji centralnej można przypuszczać, że język słowiański rozbrzmiewał na dworach emiratów Maroka czy Tunezji oraz kalifatów Egiptu czy Hiszpanii.

Słowiańscy niewolnicy zaczynają napływać do Kordoby od początku IX w. Od połowy X wieku zaczęli odgrywać kluczową rolę polityczną. To wówczas rozwinęła się spektakularna kultura mauretańska, o której Nietzsche tak pisał: "Cudowny maurytański świat kulturalny w Hiszpanii, pokrewniejszy nam w gruncie, bardziej przemawiający do zmysłu i smaku, niż Rzym i Grecya, został zdeptany (nie mówię jakiemi nogami), dlaczego? ponieważ powstanie swoje zawdzięczał dostojnym, męskim instynktom, ponieważ potwierdzał życie nawet jeszcze z rzadkiemi i wyrafinowanemi kosztownościami życia maurytańskiego!… Krzyżowcy zwalczali później coś, przed czem w prochu leżeć byłoby im bardziej przystało, - kulturę, wobec której nawet nasz wiek dziewiętnasty mógłby wydawać się sobie bardzo ubogim, bardzo »późnym«". Spójrzmy zatem, kto był siłą napędową tej kultury.

Pierwszym wielkim protektorem Słowian był już pierwszy kalif Kordoby, Abd ar-Rahman III (912-961). Stworzył on ze słowiańskich niewolników swoją gwardię osobistą, której zadaniem było, w szczególności, powściąganie burzliwej rodowej arystokracji arabskiej oraz anarchicznych szczepów berberyjskich, które wzniecały w kraju liczne niepokoje. Pod koniec jego panowania w Kordobie mieszkało już 13750 Słowian. W okresie jego panowania Słowianie stali się już kluczową grupą administracji i wojska. W 939 na czele armii kalifatu postawiony został słowiański niewolnik, Naja al-Siqlabi, który w tym samym roku poprowadził kampanię przeciwko królestwu Leonu. Zakończyła się ona spektakularną klęską kalifatu. Okazało się bowiem, że arabska elita wojskowa była tak wściekła za nominację dla niewolnika, że "kibicowała" chrześcijanom. Za zdradę skazano na śmierć wielu arabskich oficerów. Podobna sytuacja miała miejsce u Fatymidów: pierwszy słowiański niewolnik, który został dowódcą w 920 ponosi klęskę, gdy Słowianie umacniają się w armii, przestają przegrywać, gdy przejmują armię - odnosi ona historyczne sukcesy.

W 961 kalifem zostaje Al-Hakam II, którego matka Murchana była najprawdopodobniej Słowianką (za: Ilan Vit-Suzan). To jego agentem był Ibrahim ibn Jakub, który dał pierwszy pewny opis Polski Mieszka. Pierwszy słowiański kalif został wielkim patronem wiedzy. Ściągał do Kordoby księgi z całego świata muzułmańskiego oraz stworzył zespół muzułmańsko-katolicki, który podjął wielkie dzieło translatorskie ksiąg greckich i łacińskich na język arabski. Jego córką była matematyczka Lubna z Kordoby - Hypatia świata arabskiego. W okresie jego panowania uczone kobiety odgrywały dużą rolę kulturową. Sam kalif był biseksualny i na swoim dworze urządził męski harem. Słowiański kalif wypromował także słowiańską elitę. W 972 naczelnym dowódcą armii mianował Galiba Abu Temmana al-Nasira (zm. 981). Galib trafił do Kordoby jako słowiański niewolnik, został następnie wyzwolony przez twórcę kalifatu Kordoby i zrobił karierę wojskową. Protegowanym Galiba został słynny Almanzor (938-1002). Korzenie Almanzora są niejasne, przypuszcza się jednak, że i on był Słowianinem. W każdym razie został on twórcą najważniejszej partii słowiańskiej Kalifatu Kordoby: Amirydów.


LUBNA Z KORDOBY




W 977 Almanzor poślubił Ismę, córkę Galiba. Dla obu tych wpływowych przywódców nie było jednak miejsca w kalifacie, więc rychło pokłócili się o władzę, którą w całości przejął Almanzor. Po raz kolejny powtórzyła się historia z kalifatu Fatymidów: doszło do gwałtownej rozgrywki o władzę wewnątrz samej partii słowiańskiej. O zamach stanu zostali oskarżeni i skazani na śmierć dwaj słowiańscy eunuchowie: wielki sokolnik Jawdhar oraz wielki szatny Fä'iq an-Nazäm. Oskarżono ich o to, że usiłowali ukryć śmierć kalifa Al-Hakama II, by zapobiec sukcesji jego syna Hishama II, a w jego miejsce wynieść do władzy wnuka Abd-ar-Rahmana III. Naturalnie, istnienie takiego spisku jest tak samo prawdopodobne jak to, że był to jedynie pretekst do pozbycia się konkurencji. Szło bowiem o to, kto będzie miał marionetkowego kalifa. Po śmierci słowiańskiego kalifa, jego następcy byli już tylko marionetkami w ręku wojskowej elity słowiańskiej (i częściowo berberyjskiej). Realną władzę przejął wówczas Almanzor. Uważany jest za jednego z największych dowódców średniowiecza. Także i on promował słowiańską elitę. Od jego panowania Słowianie stali się dominującą siłą kalifatu.

Jego największym dowódcą był Słowianin Wadih (zm. 1011). To on w roku 998 odzyskał dla Kordoby marokański Fez, a w 1010 mianowany został pierwszym ministrem. Wadih został gubernatorem prowincji Marca Media oddzielającej katolików od muzułmanów. Poza Wadihem, który zarządzał także prowincją Játiva, inni Słowianie byli obsadzani jako gubernatorzy prowincji: Mujāhid w Tortosie i Walencji, Jairán (Khayrān, Chajran lub Hairan) w Almería. W Walencji byli słowiańscy niewolnicy, Mubarrak i Muzaffar, nadzorowali system irygacyjny. Wielu Słowian włączyło się także w życie kulturalne kraju. Słowianin Habib as-Siqlabi napisał nawet specjalną monografię poświęconą andaluzyjskim pisarzom, poetom i bibliofilom słowiańskiego pochodzenia.

(...)

Wytworzyła się zatem taka sytuacja w arabskim państwie, że Berberowie i Słowianie powołali marionetkowych kalifów, którzy zaczęli spierać się o władzę, tymczasem całe państwo było sukcesywnie dzielone na niezależne królestwa, którymi władali Słowianie, Berberowie lub Arabowie. Słowianie objęli we władanie całe wschodnie wybrzeże Hiszpanii (włącznie z Ibizą i Majorką) oraz większość zachodniego. (...) W 1011 powstaje tajfa Almeria (Al-Mariyya). Jej pierwszym królem mianuje się były słowiański niewolnik Aflah al-Fatah, powołany do współzarządzania tą prowincją jeszcze przez Almanzora. W 1014 zostaje pokonany i zabity przez innego słowiańskiego eunucha, Jairana as-Saqlabí al-Amiri al-Fatah, który panuje do roku 1028. Po śmierci Wadiha, Jairan uważany jest za przywódcę partii słowiańskiej w Kordobie. Sukcesywnie opanował także Murcię, Orihuelę, Tudmirę, Jaén. W 1018 powołał swojego kalifa Abd ar-Rahmana IV, z pretensjami do władzy w całym kalifacie. Gdy jednak marionetkowy kalif podjął próbę wybicia się na niezależność, prosząc o pomoc emira Walencji, Jairan nakazał jego likwidację. W 1026 wespół z władcą Denii podbijają Kordobę, ponieważ jednak obaj słowiańscy emirowie nie byli w stanie się dogadać co do osoby nowego kalifa, obaj opuszczają miasto. Podczas panowania Jairana Almeria dynamicznie się rozwijała. Zbudowano mury obronne, wodociągi, ludność podwoiła się. Jego następcą został Zuhayr al-Amiri as-Saqlabí.


TERENY EMIRATU KORDOBY POD RZĄDAMI SŁOWIAN
 (kolor czerwony)



Najważniejszą słowiańską dynastią mauretańską byli Amirydzi. Jej protoplastą był Almanzor (Al-Mansur Ibn Abi Aamir). (...) Amirydzi panowali formalnie jako hadżibowie, czyli szambelani, była to analogiczna sytuacja jak w państwie Franków, gdzie Karolingowie, formalnie jako majordomusi, marszałkowie dworu, przejęli władzę królewską Merowingów. Po rozpadzie kalifatu Amirydzi założyli dynastie panujące w królestwie Walencji oraz Denii. W latach 1010-1021 panowali w Walencji byli słowiańscy niewolnicy wyzwoleni przez Amirydów: Mubarrak (Mbarek), Muzaffar, Lab'ib z Tortosy i Muyahid. Od 1021 do 1086 panują już sami Amirydzi: Abd al-Aziz ibn Amir, 'Abd al-Malik al-Muzzaffar, Abu Bakr ibn Abd al-Aziz, 'Uthman. Szczególnie ważny był panujący w latach 1021-1061 wnuk Almanzora, Abd al-Aziz ibn Amir, który dał Walencji jej złoty wiek, w którym zastąpiono rzymski model rozwoju poprzez ekspansję geograficzną - ekspansją demograficzną.

Druga linia Amirydów panuje w Denii. W 1010 wyzwolony niewolnik słowiański Mudżahid Jusuf al-Amir al-Siqlabi ogłasza się emirem tajfy Denii i panuje aż do 1045. W 1011 Denia jako pierwsza zaczyna bić własną monetę, a w 1015 zajmuje Baleary i (na krótko) Sardynię. Tajfa Denia słynęła z dobrobytu, Mudżahid był wielkim kolekcjonerem książek i mecenasem, a na jego dworze mieszkało wielu najznakomitszych mędrców ówczesnej epoki (np. Ibn al-Saffar, astronom znany z traktatu o astrolabium, który wpłynął na Keplera).

(...)

Mauretańska partia słowiańska zapoczątkowała rozpad Kalifatu Kordoby, czyli otworzyła drogę do reintegracji Półwyspu Iberyjskiego z resztą Europy. Był to decydujący czynnik rozwoju cywilizacyjnego Europy po upadku Rzymu. Wchłoniecie wysoko rozwiniętej kultury mauretańskiej przez świat chrześcijański dało chrześcijaństwu zasadnicze impulsy rozwojowe. To przez wchłonięcie kultury mauretańskiej Europa Zachodnia poznała Arystotelesa, dzięki czemu odrodziła racjonalizm. XI wiek był w Hiszpanii okresem panowania słowiańskich królów z dynastii Amirydów oraz ich słowiańskich wyzwoleńców. 

Dziś jest to praktycznie zapomniana karta historii. Pewnie dlatego, że burzy ona wszystkie panujące narracje. Słowianie byli ciemni i prymitywni, dopiero chrześcijaństwo ich oświeciło, kontakt z Rzymem i Niemcami lub Bizancjum. Tymczasem w X wieku Słowianie doprowadzili Kordobę do szczytu jej potęgi, tworząc w Hiszpanii kulturę i państwo, które stało wyżej niż cała reszta Europy. W najgorszym razie można powiedzieć, że islam nie gorzej oświecał Słowian niż chrześcijaństwo. Ale można też zauważyć, że wchłonięcie Słowian do chrześcijaństwa i islamu było wielką siłą napędową obu tych religii. Słowianie wnosili przede wszystkim pluralizm, veto, inne zdanie, inną drogę, rozbijając tym samym unifikujący i paraliżujący imperializm.

(...)

W samej Katalonii istnieje dziś frapująca zagadka nad którą głowy sobie łamią różni historycy: dlaczego Katalończycy nazywani są Polakami? Powstało na ten temat dziesiątki teorii, ale wszystkie one są jedynie mniej lub bardziej przekonującymi spekulacjami. Nikt nie jest w stanie wyjaśnić skąd się to wzięło. Ja również nie wiem, skąd się to wzięło, ale Katalonia stała się realnym rozgrywającym podmiotem dzięki sojuszowi z byłymi słowiańskimi niewolnikami, którzy opanowali zachód Morza Śródziemnego. Z przyczyn politycznych wymazano ten epizod z pamięci zbiorowej: raz że według przyjętej narracji chrześcijaństwo odzyskało Hiszpanię dzięki rekonkwiście a nie dzięki wewnętrznemu rozbiciu kalifatu, dwa że był to sojusz z piratami, którzy rozrabiali w XI w. na Morzu Śródziemnym.




Na słowiańskich piratów nie ma się co oburzać za "dżihad" wymierzony w miasta chrześcijańskie. Były to bowiem te miasta, które ekspediowały Słowian jako niewolników do arabskiego świata

W 2015, w tysięczną rocznicę, w hiszpańskiej Almerii postanowiono pomnik emirowi Jairanowi. Nie wiadomo, jak wielu mieszkańców uświadamia sobie, że emir nie był Arabem, lecz przywódcą partii słowiańskiej w kalifacie Kordoby". 


CAŁOŚĆ TUTAJ


 CDN.

PS: Bardzo nie podobają mi się ostatnie zmiany personalne premiera Morawieckiego, szczególnie zaś usunięcie ze stanowiska ministra obrony narodowej pana Antoniego Macierewicza. Jak tylko się rozeznam o co w tym wszystkim chodzi (bo chyba nie chodzi o wykiwanie Nas), to napiszę coś więcej na ten temat. Obecnie "wrukwiają" mnie te zmiany, szczególnie w MSZ-ie i zasępienie Waszczykowskiego (dżumy) Czaputowiczem (cholerą). Nie chcę jeszcze ferować przedwczesnych wyroków, ale nie wiążę z osobą tego pana zbyt dobrych nadziei.  


MACIEREWICZ JESZCZE WRÓCI!!! 

TO TYLKO TYMCZASOWA ROZGRYWKA

      

poniedziałek, 8 stycznia 2018

PIŁSUDSKI & HITLER - CZYLI WOJNA PREWENCYJNA Z NIEMCAMI 1933 r. - Cz. VII

"A WSPOMNIJ TY DAWNE CZASY: KTO

CIĘ OCHRZCIŁ? KTO CIĘ OŚWIECIŁ?

KTO CIĘ NIEMCU (...) JAKO PSA Z

GARDŁU WYRWAŁ? (...) BUDZI SIĘ,

MÓWISZ NARÓD LITEWSKI? TO

CHWAŁA BOGU! CHCESZ PO LITEWSKU

GADAĆ? GADAJ! TEN, CO KRWI DLA

CIEBIE NIE SZCZĘDZIŁ JESZCZE CI

DOPOMOŻE (...) A TY - HAJŻE NA NIEGO,

CHOĆ ON TWOJA KREW I TWÓJ BRAT!

 

HENRYK SIENKIEWICZ 

O STOSUNKU LITWINÓW DO POLAKÓW NA LITWIE

1905 r.





Taryba, czyli litewska Rada Państwowa, została powołana na politycznym zjeździe działaczy litewskich, zorganizowanym w Wilnie przez okupacyjne władze niemieckie w dniu 21 września 1917 r. 11 grudnia Litwini przyjęli memoriał o odbudowie niepodległego państwa litewskiego ze stolicą w Wilnie, będącego jednak w ścisłym związku z Niemcami (jednocześnie deklarując chęć uwolnienia się od państwowej łączności z innymi narodami, głównie chodziło tutaj o Polskę i Rosję). Tak sformułowany memoriał wywołał sporą krytykę nawet wśród samych Litwinów, przez co Taryba dnia 16 lutego 1918 r. proklamowała pełną niepodległość Litwy (dzień ten był w dwudziestoleciu międzywojennym obchodzony jako litewskie Święto Niepodległości). Taki krok jednak Niemcom bardzo się nie spodobał i niemieckie władze zażądały wycofania tego aktu politycznego, co też się stało, zaś 23 marca Niemcy uznały niepodległa Litwę, na zasadach memoriału z 11 grudnia 1917 r. Droga do pełnej niepodległości była jeszcze długa i niepewna, tym bardziej że środowiska polskie na Litwie (głównie w Wileńszczyźnie), ostro protestowały wobec planów zerwania związków Litwy z odradzającą się Polską. W marcu 1918 r. niemieckie władze rozrysowały granice przyszłego państwa litewskiego, które nie miały nic wspólnego z litewskim obszarem etnograficznym, jednak odpowiadały niemieckim władzom okupacyjnym. W skład przyszłego państwa litewskiego (całkowicie kontrolowanego przez Niemcy, z niemieckim księciem jako władcą Litwy), miały wejść oprócz Wilna, Mińska i Grodna także Białystok i Osowiec nad Biebrzą, przygotowywano także plany opracowania przyszłego ustroju politycznego nowego państwa.

Nic jednak z tego nie wyszło, gdyż w wyniku klęsk niemieckich na froncie zachodnim było już jasne że Niemcy tej wojny nie są w stanie wygrać. W październiku 1918 r. niemieckie władze wojskowe zgodziły się więc na wyłonienie pierwszego rządu litewskiego. Nowy rząd zebrał się dopiero 11 listopada 1918 r. a pierwszym premierem Litwy został Augustinas Voldemaras - historyk i działacz polityczny. Jednocześnie stało się jasne że Polacy na Litwie nie dopuszczą do pozostania Wilna i Wileńszczyzny w rękach "rdzennych" Litwinów (Wilno w tych latach było w ponad 70 % zamieszkałe przez ludność polską, Litwini stanowili zaledwie trochę ponad 2 % ludności miasta). Jeszcze w październiku doszło do dwóch poważnych zadrażnień - pierwsze miało miejsce 20 października 1918 r. gdy niemiecka żandarmeria brutalnie rozpędziła polską manifestację patriotyczną, co stało się na prośbę Taryby. Drugą kwestią, powodującą konflikt pomiędzy Litwinami a Polakami, były sprawy związane z kościołem, a konkretnie z diecezją wileńską. Dotychczasowy administrator apostolski diecezji ksiądz Kazimierz Michalkiewicz został w czerwcu aresztowany przez Niemców i wywieziony do Nadrenii. To również zostało poczynione zapewne na prośbę Taryby, która oskarżała Michalkiewicza o "faworyzowanie Polaków". W październiku nowym ordynariuszem został Litwin ksiądz Jurgis Matulaitis-Matulevicius. Polacy zbojkotowali jego konsekrację, a "Dziennik Wileński" upatrywał w nim (zupełnie bezzasadnie) litewskiego nacjonalistę. W rzeczywistości Matulaitis odcinał się zarówno od Taryby (która zarzucała mu że zbyt słabo podkreśla swoją litewskość), jak również od ludności polskiej, która sądziła że nowy kapłan będzie dążył do wznowienia unii polsko-litewskiej. 

W listopadzie i grudniu 1918 r. konflikt na Wileńszczyźnie jeszcze bardziej się wzmógł (do pewnego stopnia podsycali go sami Niemcy, którym był bardzo na rękę). 10 listopada, jeszcze przed powołaniem rządu Voldemarasa, doszło w Wilnie do kolejnej wielkiej polskiej demonstracji politycznej, która skierowała swą niechęć przeciwko Tarybie (tłum obrzucił budynek, w którym obradowała litewska Rada Państwowa - błotem, a także wybito kilka szyb w oknach). Ludność polska (zarówno posiadacze ziemscy jak i zwykli mieszkańcy Wilna), ostro krytykowali samą Tarybę, za jej niechęć przeciwko zawarciu unii z odradzającą się Polską, powszechnie też wołano (szczególnie na łamach prasy): "Przede wszystkim chcemy być razem z Polską" i nieważne jak do tego dojdzie, czy Taryba zgodzi się na unię, czy też trzeba będzie oderwać Wileńszczyznę i wyznaczyć "rdzennym" Litwinom jakieś ziemie na północy i zachodzie Litwy. Tymczasem w Warszawie, w środowisku związanym z Naczelnikiem Państwa Józefem Piłsudskim, przygotowywano plany rozwiązania federacyjnego i jednocześnie objęcia administracją całego terytorium Litwy. 18 grudnia 1918 r. doszło do pierwszego spotkania przedstawicieli rządu litewskiego w Warszawie, podczas którego Józef Piłsudski jasno stwierdził: "Albo Litwini zgodzą się na państwowy związek z Polską, albo będą musieli ograniczyć roszczenia terytorialne do terenów ściśle etnograficznych" (oczywiście spotkanie przebiegało w miłej atmosferze, a Piłsudski wcześniej stwierdził iż jest przyjacielem Litwinów i pragnie im dopomóc. Ale Litwa musi ograniczyć swoje pretensje do obszarów ściśle etnograficznych, bowiem spora część terytorium litewskiego, to są ziemie bezwzględnie polskie. Stwierdził również że zarówno Wilno jak i inne miasta i tereny mogą pozostać przy Litwie, ale liczy na to że wówczas Litwa będzie państwowo zespolona z Polską).




Sytuacja polityczna była jednak napięta, do granic Litwy zmierzali bolszewicy, Niemcy zaś przygotowywali się do ewakuacji, więc rząd litewski, który prawie nie posiadał własnych sił zbrojnych, był w dość dużym kłopocie. Sytuacja była o tyle dramatyczna, że Wilno było prawie bezbronne i łatwo mogli opanować je bolszewicy. Polacy jednak nie próżnowali, powołano oddziały Samoobrony Wileńskiej, zaś 29 grudnia miała miejsce trzecia wielka demonstracja Polaków w Wilnie za przyłączeniem miasta do Polski, Taryba jednak żądała uznania miasta za stolicę Litwy i podporządkowania się jej władzy. 31 grudnia rozpoczęła się ewakuacja sił niemieckich z Wilna, która trwała do 2 stycznia 1919 r. Tego też dnia ostatecznie Wilno opuściła Taryba i rząd litewski (z nowym premierem Mykolasem Sleżevićiusem, kierując się do Kowna (które to miasto odtąd przez kolejne dwadzieścia lat będzie nieformalną stolicą Litwy). W Wilnie władza przeszła w ręce polskich mieszkańców (pozostał jedynie pełnomocnik rządu Taryby - Mykolas Birżiśka, który w oficjalnym stanowisku zaprotestował przeciwko przejęciu władzy w mieście przez Polaków). Polacy w osamotnieniu przygotowywali się do odparcia ataku Armii Czerwonej (choć jeszcze wcześniej zaproponowano Tarybie wspólne stanowisko i podjęcie walki ramię w ramię przeciwko bolszewickiemu zagrożeniu, jednak rząd litewski odmówił i wyjechał co poczytano za przejaw tchórzostwa). Mimo to rząd kowieński dalej podtrzymywał chęć objęcia swą władzą nie tylko terytorium samej Wileńszczyzny, ale także Białostocczyzny i domagał się uznania tych roszczeń przez polskie władze w Warszawie (jeszcze 4 stycznia).

Wilno realnie znalazło się w rekach polskich już 31 grudnia, po kilku potyczkach Samoobrony Wileńskiej z miejscowymi bolszewikami wileńskimi (którzy się ujawnili) i częściowo z wspierającymi ich Niemcami. Jeszcze gdy rozpoczynały się walki 31 grudnia na Placu Łukiskim pod-rotmistrz Jerzy Dąbrowski "Łupaszka" (na nim to będzie się wzorował drugi "Łupaszko" Zygmunt Szendzielarz dowódca 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, walczący od 1 września 1939 r. przeciwko Niemcom i Sowietom, za co ostatecznie został zamordowany przez komunistów 8 lutego 1951 r. Był jednym z najsławniejszych Żołnierzy Wyklętych), który zwrócił się wówczas do swych żołnierzy z niezwykle krótką, ale jakże doniosłą przemową, powiedział bowiem: "Chłopcy-Ojczyzna-bolszewicy-kurwa ich mać", po czym ruszył w bój. Pokonanie miejscowych bolszewików trwało do 2 stycznia, kiedy to ostatecznie poddali się, ale starcie z regularną armią było już niemożliwe dla słabo uzbrojonych oddziałów Samoobrony. Wali z Armią Czerwoną trwały od 3 stycznia i ostatecznie 5/6 stycznia 1919 r. Armia Czerwona wkroczyła do Wilna, a oddziały polskie ewakuowały się z miasta (wraz z nimi Wilno opuścił wówczas młody uczestnik walk - Witold Pilecki, późniejszy bohater, więzień Auschwitz - do którego spawalnie dał się złapać w ulicznej łapance, aby w obozie zorganizować powstanie i uwolnić więźniów - uczestnik walk z Niemcami i Powstania Warszawskiego z 1944 r. Zamordowany przez komunistów po długim procesie, podczas którego był nieludzko bity - 25 maja 1948 r. katyńskim strzałem w tył głowy). Zajęcie miasta przez bolszewików było nie do zaakceptowania, dlatego też zaczęto w polskim sztabie opracowywać plany odzyskania miasta. Ostateczna decyzja o ataku zapadła 26 marca na konferencji Naczelnego Wodza z generałem Szeptyckim i generałem Lisowskim w Brześciu nad Bugiem, a 2 kwietnia opracowano plan odbicia Wilna.


"HEJ-HEJ ROTMISTRZU Z HARTOWANEJ STALI
NIE SKRUSZYŁ CIĘ HITLER, BAŁ SIĘ CIEBIE STALIN"



Plany zdobycia Wilna, pokazane szefowi francuskiej misji wojskowej w Polsce gen. Paulowi Henrysowi, polegające m.in. na przebyciu 100 kilometrowego odcinka, dzielącego polskie pozycje wyjściowe od Wilna przez kawalerię w ciągu 3 dni, określił on krótko: "szaleństwo". Ofensywa ruszyła 16 kwietnia a 17 kwietnia zdobyto Lidę (pomimo panikarskich meldunków gen. Szeptyckiego z 15 i 16 kwietnia), zaś 19 kwietnia Wojsko Polskie wkroczyło do samego Wilna, które całkowicie zostało oczyszczone z bolszewików do 20 kwietnia. 22 kwietnia zaś Józef Piłsudski wystosował "Odezwę do mieszkańców byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego", w której deklarował że zdobycie Wilna nie przesądza o jego przynależności państwowej a zadecyduje o niej dopiero wola mieszkańców Wileńszczyzny, wyrażona w referendum. Litwini jednak odmówili jakichkolwiek negocjacji co do przyszłej unii polsko-litewskiej i kategorycznie domagali się oddania Wilna. Na to Piłsudski zgodzić się nie mógł więc powstał pat, który trwał do czasu kolejnej wielkiej sowieckiej ofensywy z 4 lipca 1920 r. która doprowadziła do kolejnego opanowania Wilna przez bolszewików 14 lipca 1920 r. Litwini tymczasem weszli z czerwonymi Moskalami w konszachty wymierzone przeciwko Polsce, sądząc że ci oddadzą im Wilno (bolszewicy się oczywiście zgodzili, ale od początku było jasne, że w przypadku klęski Polski w tej wojnie, Litwa co prawda Wilno może i dostanie, ale za to... całkowicie zostanie wchłonięta przez Sowietów, o czym zresztą możemy się przekonać z listu dyplomaty - Adolfa Joffego, który w przemowie do Biura Politycznego rosyjskiej partii komunistycznej z dnia 11 lipca 1920 r. tak oto m.in.: prezentował kwestię Litwy: "Po utwierdzeniu się Armii Czerwonej w Polsce "biała" Litwa w żadnym wypadku nie może się ostać". Tak więc dopiero sierpniowe zwycięstwo Wojska Polskiego pod Warszawą i kolejne wrześniowe w wielkiej bitwie nad Niemnem, przypieczętowało ostatecznie bolszewicką klęskę, co uratowało niepodległość nie tylko Litwy, ale i całej Europy Zachodniej przed jarzem sowieckiej tyranii. 






CDN.  
 

sobota, 6 stycznia 2018

NIEMCY TO SĄ EUROPEJCZYCY?! - Cz. I

CZY NIEMCY SĄ NORMALNYM

NARODEM EUROPEJSKIM? 

A JEŚLI TAK, TO DLACZEGO 

CO JAKIŚ CZAS TEMU NARODOWI

KOMPLETNIE ODBIJA?





Winston Churchill twierdził że "Niemcy powinno się bombardować co 50 lat, bez podania przyczyny", bowiem tak mniej więcej co pięćdziesiąt lat naród niemiecki zaczyna wariować i powoduje to ogromne zagrożenia dla Europy. Ten temat postanowiłem napisać, bowiem ostatnio w sieci znalazłem informację że "dzisiejsi Niemcy to już nie ci sami Niemcy z czasów II Wojny Światowej, którzy mordowali, niszczyli i kradli - dzisiejsi Niemcy są już innymi ludźmi". Pragnąc odpowiedzieć na tak postawioną tezę, należy wziąć pod uwagę pewne okoliczności. Przede wszystkim oczywiście zgadzam się z tym stwierdzeniem, że dzisiejsi Niemcy nie są tacy sami jak ich przodkowie z czasów II Wojny - to oczywiście jest bezsprzeczne, ale ponieważ sam mam niemieckie korzenie (taka moja ciemna strona mocy o której zdaję sobie sprawę), pragnę głębiej pochylić się nad tym tematem, bowiem owe słowa nie wyczerpują tematu. Gdy tylko je słyszę, budzi się we mnie głęboki sprzeciw, choć jak wspomniałem - zgadzam się co do ogólnej analizy faktów (dzisiejsi Niemcy to nie ci sami co ich przodkowie), to jednak należy sobie uświadomić że dzisiejsi Niemcy bardzo szybko (w przeciągu kilku lat głębokiego kryzysu finansowego i politycznego w tym kraju), mogą zamienić się w Niemców karnie kroczących marszowym krokiem i gotowych kraść, mordować i niszczyć na jeden rozkaz ich nowego fuhrera (ktokolwiek nim będzie).




Pewność co do tego jest we mnie tak silna, ponieważ znam dokładnie historię Niemiec, ze szczególnym uwzględnieniem okresu wilhelmińskiego, Republiki Weimarskiej i czasów rządów Hitlera. Czy ktoś o zdrowych zmysłach mógłby stwierdzić, np. w 1925 r. że owi pokojowo nastawieni Niemcy, którzy spędzali czas na dancingach, w kawiarniach i burdelach, wśród których takie tematy jak homoseksualizm, sadomasochizm, transwestytyzm czy kazirodztwo były tematami dość popularnymi w sztuce lat 20-tych XX wieku, a w kinach swobodnie wyświetlano wszelakie erotyki, zakazane w innych państwach Europy, typu: "Błękitny anioł", ze ci Niemcy z ruchu Sex-poi, koncentrujący się na swobodzie seksualnej, że ci sami Niemcy już w kilka lat później marszowym krokiem żelaznych dywizji zaczną z podniesioną w górę dłonią w hitlerowskim pozdrowieniu, niszczyć i palić całą Europę? No chyba nikt by się tego wówczas nie spodziewał, bowiem tamci Niemcy to "byli Europejczycy", a nie jacyś Hunowie z przemowy cesarza Wilhelma II z roku 1900, skierowanej do niemieckich żołnierzy wysyłanych do Chin w celu tłumienia tamtejszego powstania narodowego (zwanego powstaniem bokserów). Wilhelm miał się wówczas wyrazić: "Kto dostanie się w wasze ręce, niech padnie waszą ofiarą. Jak przed tysiącami lat Hunowie ze swym królem Attylą zdobyli imię, którego potęga przetrwała do dziś w tradycji i baśniach, tak zastosujcie w Chinach nazwę Niemca w taki sposób, aby przez tysiąc lat żaden Chińczyk nigdy już nie śmiał na Niemca nawet krzywo spojrzeć".




W tym temacie pragnę omówić pokolenia Niemców, niemieckiego społeczeństwa począwszy od zjednoczenia Niemiec w 1871 r. (gdyż to właśnie wówczas realnie powstało państwo niemieckie), po czasy współczesne, częściowo opierając się na swoim, prywatnym doświadczeniu w kontaktach z Niemcami. Przejdźmy zatem już bezpośrednio do tematu:  


 POKOLENIE PIERWSZE

BISMARCKOWSKIE

(ok. 1815-1825)





Ludzie z pierwszego pokolenia (zwanego bismarckowskim), doczekali zjednoczenia Niemiec i częstokroć byli pierwszymi włodarzami tego państwa. Czym się kierowali ludzie tego pokolenia? Jakie poglądy wyznawali? Co sobą reprezentowali? Bez wątpienia pokolenie urodzone już po klęsce Napoleona i zakończeniu wojen napoleońskich w Europie, wyrastało w erze restauracji i rewolucji. Władcy absolutni państw które pokonały Cesarza Napoleona i próbowały przywrócić we Francji stan sprzed 1789 r. czyli dokładnie w myśl zasady: "żeby było tak jak było", na każdym kroku zwalczały wszelkie przejawy republikańskości i demokracji ustrojów własnych państw i społeczeństw. Oczywiście pewne zmiany nastąpiły już w XVIII wieku, jak choćby ewolucja modelu rodziny. Od średniowiecza bowiem dominował wzór rodziny wielopokoleniowej, składającej się z ojca rodziny, będącego podstawą rodu, jego małżonki, której pozycja była jednak zależna od woli męża, dzieci, rodziców ojca rodziny i oczywiście służby (mam tutaj na myśli głównie rodziny szlacheckie). Były to dość duże rody o patrylinearnym charakterze. To wszystko bardzo powoli zaczęło się zmieniać począwszy od XVI wieku, aby w wieku XVIII przybrać zupełnie inny kształt. Odtąd utwierdził się bowiem kształt rodziny nuklearnej, czyli małej rodziny dwupokoleniowej (rodzice-dzieci), przy czym spadła również liczba dzieci w związkach. Odtąd dwójka lub trójka dzieci to zaczynała być norma społeczna, w przeciwieństwie do wielodzietnych rodzin z epoki średniowiecza. Oczywiście nadal rodziny wielopokoleniowe były dość częste, jednak społeczna presja ku temu znacznie osłabła.

Zaczęła zmieniać się również pozycja kobiety w rodzinie. We Francji z początkiem XVIII wieku z podręczników o dobrych obyczajach zniknęły zapisy o konieczności karania i okrutnego bicia żon przez mężów za nieposłuszeństwo, teraz zalecano "jedynie" ich słowne napominanie i karcenie w inny sposób. W Anglii zaś wprowadzono prawo na mocy którego mąż mógł bić żonę jedynie kijem nie grubszym od jej kciuka. Oczywiście mąż wciąż posiadał niepodzielne prawo do decydowania o przyszłości rodziny i swoich dzieci, ale kobiety (szczególnie te pochodzące z majętnych rodów arystokratycznych czy szlacheckich) zyskiwały znacznie większą swobodę, niż miało to miejsce w wiekach wcześniejszych (np. polskie magnatki utrzymywały oddzielne dwory i wpływały na politykę, bardzo podobnie zresztą jak i kobiety we Francji, Anglii, Austrii czy w Rzeszy, choć w tych krajach kwestia społecznego i prawnego równouprawnienia stała na nieco niższym poziomie niż w Rzeczpospolitej). Wydłużył się również wiek kobiet wstępujących w związek małżeński z ok. 19 lat na początku wieku XVII do ok. 24-25 lat na końcu tego stulecia, zaś w pierwszych dekadach wieku XVIII wynosił on np. we Francji nawet 27-28 lat. Były też znacznie częstsze (w porównaniu z wcześniejszymi stuleciami), przypadki osób bezżennych.

Wiek XVIII to również czas odwracania się naukowców od uniwersytetów. Stało się tak szczególnie we Francji i Anglii gdyż uniwersytety w tych krajach były bardzo skostniałe i nie przyjmowały żadnych nowinek naukowych, dlatego też większość wynalazków powstała poza uniwersytetami, w towarzystwach naukowych lub bezpośrednio na dworach monarszych. W tamtym czasie uniwersytety bowiem były ostoją konserwatyzmu i wszelkie nowinki liberalne były przez nie odrzucane (podobnie zresztą jak dzisiaj, tylko że w drugą stronę - uniwersytety są ostoją lewicy i liberalizmu i odrzucają jakikolwiek sprzeciw i jakąkolwiek krytykę tego systemu, jednocześnie propagując marksistowskie pojęcia takie jak nowomowa, polityczna poprawność czy gender). Tak było w państwach Europy Zachodniej, ale... nie w Rzeszy. W państwach niemieckich bowiem uniwersytety wciąż jeszcze stanowiły ostoję nauk (można wręcz powiedzieć że w XVIII stuleciu nastąpiło ponowne przebudzenie się uniwersytetów Rzeszy). Szczególnie popularne były uniwersytety w Halli oraz w Getyndze. Był to jednak placówki ściśle kontrolowane przez władze i powielające państwową propagandę, w zamian za co podniósł się znacznie ich status materialny (Kant musiał np. wykładać filozofię według nakazanych przez władze, przestarzałych kompendiów). Podobnie było na katolickich uniwersytetach w Ingolstadt i Wiedniu. W Prusach (Brandenburgii) w 1794 r. ostatecznie upaństwowiono uniwersytety i szkoły publiczne.




Wychowanie dzieci z pokolenia bismarckowskiego wyglądało mniej więcej następująco. Wychowanie w duchu głównie mieszczańskim, opartym na religii protestanckiej lub katolickiej (w Austrii i południowych krajach Rzeszy), innymi słowy była to szkoła kościół i praca. Szlachcice oczywiście mieli również otwartą karierę wojskową (wprowadzony zostaje powszechny obowiązek służby wojskowej w 1808 r. w Cesarstwie Austrii a w 1814 r. w Królestwie Prus, za tym idą duże reformy w armii przeprowadzane przez takich generałów jak Scharnhorst, Gneisenau, Boyen, Grolman czy Clausewitz w Prusach oraz arcyksiążęta Karol i Jan Habsburgowie w Austrii). Zostaje zniesione poddaństwo chłopów w Prusach w 1807 r. likwidacja pańszczyzny w 1811 r. wprowadzenie wybieralnego przez obywateli samorządu miejskiego (magistratu) w 1808 r. Pokolenie które przyjdzie na świat po roku 1815, będzie więc wychowywane według nieco innych wzorców niż pokolenia wcześniejsze. Następuje przebudzenie niemieckiej świadomości narodowej (urodzony znacznie wcześniej, bowiem w 1757 r. prawnik i pruski minister Heinrich Friedrich Karl vom und zum Stein mawiał np.: "Mam tylko jedną ojczyznę, która nazywa się Niemcy". Prócz niego również są i inni przedstawiciele osiemnasto i dziewiętnastowiecznego "niemieckiego ruchu" jak: Justus Moser - który wychwala staroniemiecką sztukę i obyczaje (przywołując mit o Germanach i łącząc go z narodem niemieckim), Klopstock - który głosi powszechną miłość do niemieckiej ojczyzny, Lessing - który podkreśla konieczność utrzymania niemieckich wzorców w literaturze i zwalcza wpływy francuskie.

Pojawia się dość silny nurt, zwany "Sturm und Drang" czyli "Burza i Napór" (istniejący głównie w latach ok. 1720-1780), który odwołuje się do nauk oświeceniowych Rousseau, Diderota i Klingera (nazwa ruchu wzięła się od sztuki tego ostatniego pod tym właśnie tytułem), odwołuje się do Szekspira i niemieckiej "germańskiej" przeszłości. Przedstawicielem tego kierunku w sztuce, był również Johann Wolfgang Goethe - według mnie najgenialniejszy niemiecki poeta i jeden z największych w świecie. W 1770 r. Harder odkrywa w ludowych pieśniach niemieckich i niemieckim języku "Ducha ludu" ("Volksgeistes") i podkreśla naturalną skłonność ludów do "krzewienia człowieczeństwa". Pokolenie bismarckowskie wyrasta więc na tych właśnie wartościach - dążenia do zjednoczenia narodu niemieckiego, który to naród wywodzi się od dawnych Germanów, których duch przetrwał w niemieckiej pieśni, języku i mitach (Heidelberg, von Armin, von Eichendorff). Łączy się to wszystko z nowymi prądami romantycznymi i humanistycznymi. Powstają też niemieckie eposy narodowe, takie jak np.: "Wilhelm Tell" z 1804 r.  Friedricha Schillera (twórcy "Ody do radości"). Holderin wystawia swój: "Wolny naród z Greków" w którym podkreśla ofiarę śmierci za ojczyznę, Fichte zaś domaga się wolności duchowej dla narodu niemieckiego i przeprowadzenia politycznej odnowy moralnej społeczeństwa w celu jego zjednoczenia. Można by tak wymieniać dalej patriotyczne kazania ojca Schleiermachera, konieczność podążania za głównym celem narodowym Niemców, która wybrzmiewa z twórczości Arndta, sprowadzająca się do słów: "Być jednym ludem jest religią naszych czasów", czy wzory narodowe Kleista. 

Pokolenie 1815-1825 wyrasta jednak w świecie w którym następuje duża rywalizacja wśród państw niemieckich (głównie Prus i Austrii). Poszczególni monarchowie zazdrośnie strzegą swoich uprawnień i nie godzą się na żadne reformy. Ojcowie ludzi, którzy potem przejmą ster rządów nowo utworzonego zjednoczonego państwa, nawołują do czynu zbrojnego w celu obalenia monarchów i wprowadzenia republiki (np. Follen), palona jest konstytucja Związku Niemieckiego, jako tworu utrudniającego zjednoczenie narodowe (w 1817 r. w Wartburgu spalono konstytucję i inne pisma, które studenci uznali za "reakcyjne"). Powoduje to jeszcze większe zaostrzenie cenzury i represji władz (zakaz działalności związków studenckich, kontrola prasy i uniwersytetów, podjęta z inicjatywy Metternicha - austriackiego kanclerza i polityka na konferencji państw niemieckich w Karlsbadzie w 1819 r.). Następuje umocnienie się konserwatyzmu i walka z wszelkimi przejawami liberalizmu społecznego i politycznego (w 1834 r. następuje dalsze zaostrzenie cenzury po konferencji ministerialnej w Wiedniu). Tak więc czasy silnego konserwatyzmu trwają w Niemczech przez cały okres Restauracji od 1815 do 1847 r. W międzyczasie dochodzi do takich wydarzeń jak zawarcie Unii Kościołów luterańskiego i reformowanego w 1817 r. założenia Niemieckiego Związku Handlowego w 1819 r. oraz Niemieckiego Związku Celnego w 1834 r. (rozbudowanego z istniejącego w Prusach i kilku innych państwach północnych Niemiec od 1828 r. Związku Celnego). Ale jest to już okres narodzin kolejnego, drugiego pokolenia Rzeszy, pokolenia rewolucyjnego lub tzw.: "młodszego", o czym w kolejnym temacie.




Należy też wymienić najważniejsze postacie tego pokolenia, a byli to bez wątpienia poza samym Bismarckiem również Windthorst - długoletni przywódca najbardziej wpływowej partii w Reichstagu, katolickiej partii Centrum, historyk i piewca starogermańskiego patriotyzmu von Sybel, inny popularny historyk starożytności Mommsen, pruski polityk von Delbruck, filozofowie Buchner i Moleschott, rzecznik chrześcijańskiego reformizmu biskup Moguncji baron von Ketteler czy wreszcie najbardziej szkodliwe i jednocześnie najbardziej rozpoznawalne postaci tego pokolenia - Karol Marks i Fryderyk Engels. Pierwsze pokolenie weszło w wiek dojrzały w czasach Wiosny Ludów (1848-1849), rewolucji w Niemczech, zwołania ogólnoniemieckiego Zgromadzenia Narodowego we Frankfurcie (18 maja 1848 r.), rewolucji w Austrii i wojny narodowowyzwoleńczej Węgrów (jednym z bohaterów tamtych walk na Węgrzech był również polski generał Józef Bem - wybrany naczelnym wodzem powstania węgierskiego przeciwko Austrii i Rosji), wydania "Manifestu Komunistycznego" (będącego najlepszym wzorem zbudowania totalitarnego państwa komunistycznego, ściśle kontrolującego wszelkie przejawy ludzkiego życia), oraz ponownego zwycięstwa strony konserwatywnej. Zaś ich dzieci wezmą już bezpośredni udział w wojnach zjednoczeniowych Niemiec. Pokolenie bismarckowskie było więc pokoleniem "Burzy i Naporu", przygotowującym przyszłe zjednoczenie niemieckich państewek w jeden naród.        




 CDN.

PRUSY CHCIAŁY DO POLSKI - WIĘC SIŁĄ ZOSTAŁY ZNIEMCZONE - Cz. III

WALKA O CZARNEGO

PRUSKIEGO ORŁA,

POMIĘDZY CZERWONYM 

ORŁEM BRANDENBURCZYKÓW

A BIAŁYM ORŁEM

POLAKÓW/RZECZPOSPOLITAN

 


Tekst traktatu krakowskiego z kwietnia 1525 r. został sformułowany znacznie staranniej i dokładniej niż tekst pokoju toruńskiego z 1466 r. na mocy którego Królestwo Polskie odzyskiwało całe Pomorze (Prusy Królewskie) i dostęp do morza (po 157 latach) oraz brało w lenno istniejące jeszcze wówczas państwo Zakonu Krzyżackiego w Prusach. Traktat krakowski musiał być dokładny, aby nie zaistniały w przyszłości podobne niedomówienia i spory, jakie miały miejsce właśnie po roku 1466 r. gdzie wielcy mistrzowie Zakonu podważali np. prawa Polski do pewnych terenów, miast i zamków, lub odmawiali składania hołdu lennego (gdyż wykonanie postanowień pokoju było uzależnione od złożenia przysięgi lennej przez wielkiego mistrza królowi polskiemu, dlatego tez wielu z nich albo celowo oddalało ten moment, albo starało się zdobyć międzynarodowe poparcie - szczególnie w Rzeszy - dla niewywiązania się z tego obowiązku). Teraz bowiem, po traktacie krakowskim 1525 r. to właśnie sam wielki mistrz, a raczej świecki książę w Prusiech (jak brzmiała oficjalna nazwa książąt pruskich - dawnych wielkich mistrzów Zakonu), starał się o jak najszybsze złożenie hołdu lennego, bowiem niewykonanie go oznaczałoby automatyczną utratę lenna i włączenie księstwa pruskiego do Królestwa Polskiego. Odtąd więc to nie królowi, a każdemu kolejnemu księciu pruskiemu musiało zależeć na odnowieniu lenna. Ważną kwestią było również skrupulatne wyliczenie miast, zamków i ziem, które miały zostać władztwem pruskim, tak aby wszystko było jasno sprecyzowane. Dodatkowo książę Albrecht Hohenzollern zrzekał się wszystkich przywilejów nadanych we wcześniejszych wiekach od papieży i cesarzy, za to otrzymywał je ponownie z nadanie króla polskiego (ale tylko te, które nie stały w sprzeczności z postanowieniami traktatu lennego). Był to więc niezwykle ważny akt symboliczny, jasno określający lenny stosunek Prus względem Korony. 

Albrecht Hohenzollern i jego następcy, stawali się więc jedynie dzierżawcami Prus ("quam coram nobis aut successoribus nostris reg bus Poloniae respondere teneatur" - "przed nikim innym, tylko przed nami i sukcesorami naszymi, królami Polski, będzie odpowiedzialny"). Traktat krakowski dawał również księciu Albrechtowi prawo uczestnictwa w polskim senacie, a przez to również pewien wpływ na politykę Królestwa, jednak szybko okazało się że zapis ten stanie się czysto iluzoryczny. Ani Albrecht ani jego następcy nigdy nie zdołali urzeczywistnić tego prawa (choć książę Albrecht podejmował kilka prób przekonania polskich władców do wywiązania się z traktatowego prawa i przyznania mu miejsca w senacie, podejmował te próby w latach 1526, 1529-1530, 1546-1548, 1550-1552 i ostatecznie w 1555 r. - bezskutecznie jednak). Jednocześnie książę Albrecht starał się do maksimum ograniczyć zwierzchnicze kompetencje króla polskiego nad księstwem pruskim (szczególnie chodziło tutaj o kompetencje sądowe, polegające na możliwości składania apelacji poddanych pruskich do króla polskiego). Spór ten został ostatecznie zażegnany w kwietniu 1533 r. gdy Albrecht otrzymał pismo królewskie, zawierające stanowczą odmowę pominięcia tego punktu traktatowego, z ostatecznym zastrzeżeniem iż suwerenowi nie godzi się dyskutować ze swym wasalem (dopiero w 1569 r, króla Zygmunt II August zrzekł się rozstrzygania niektórych spraw - tzw.: plebejskich - ale z zastrzeżeniem iż czyni to jedynie na okres rządów syna Albrechta - księcia Albrechta Fryderyka 1568-1578). Albrecht Hohenzollern przez okres swych długich rządów w Prusach (1510-1525 r. jako wielki mistrz Zakonu Krzyżackiego i następnie od 1525-1568 r. jako książę w Prusach), pozyskał wielu przyjaciół wśród polskich magnatów, w tym kanclerza wielkiego koronnego - Krzysztofa Szydłowieckiego, sekretarza królewskiego i biskupa krakowskiego - Piotra Tomickiego, hetmana wielkiego koronnego - Jana Armora Tarnowskiego, kanclerza - Jana Chojeńskiego, kanclerza i biskupa płockiego - Samuela Maciejowskiego, wojewodę malborskiego - Jerzego Bażyńskiego, podkomorzego pomorskiego - Achacego Czemę, burmistrza Gdańska - Jana von Werden oraz wpływowy wielkopolski ród Górków. Ci ludzie stanowili swoistą "partię pruską" na krakowskim dworze. 

Choć Prusy pozbawione zostały (w traktacie krakowskim) możliwości prowadzenia niezależnej polityki zagranicznej, to jednak książę Albrecht podejmował kilka niezależnych inicjatyw, szczególnie w Rzeszy. Starał się też przekonać dwór polski do uczestnictwa w toczącej się w Niemczech wojnie szmalkaldzkiej (toczonej pomiędzy królem Hiszpanii i cesarzem rzymskim - Karolem V Habsburgiem a protestanckim Związkiem Szmalkaldzkim, złożonym z książąt Rzeszy), toczonej w latach 1546-1547. Nic jednak nie wskórał (choć skrupulatnie informował dwór polski o poczynaniach w Rzeszy i tym co działo się wśród poszczególnych książąt), nie otrzymał nawet zgody na zaciąg żołnierza w Polsce. Książę Albrecht, pomimo dążenia do względnej niezależności, starał się jednocześnie wzmocnić samą Polskę, zdając sobie sprawę że jedynie silna Rzeczpospolita może zapewnić mu dalsze władztwo w Prusach (w samej Rzeszy był uważany za wyjętego spod prawa banitę, a większość katolickich państw Europy, nie uznawała go za księcia Prus). To on zapewniał króla o konieczności wystawienia silnej floty na Bałtyku i korzyści jakie niesie za sobą posiadanie własnych kaprów i korsarzy (czyli piratów, będących na służbie danego władcy i oddający mu część swoich łupów). Dodatkowo utrzymywał wywiad w Inflantach (które wówczas były wciąż pod władaniem Zakonu Kawalerów Mieczowych, inflanckiej odnogi Zakonu Krzyżackiego) i informował dwór polski o kontaktach tamtejszych wielkich mistrzów z Moskwą, przekonywał też do konieczności likwidacji rosyjskiej żeglugi narewskiej, która stanowiła konkurencję dla handlu polsko-pruskiego. 





Albrecht starał się również doprowadzić do sekularyzacji Zakonu Kawalerów Mieczowych i objęcia Inflant swoim władztwem, gdyż Inflanty zakonne były zagrożeniem zarówno dla niego jak i stanowiły "miękkie podbrzusze" dla działań moskiewskich. Dożył tej chwili, ale nie stała się ona ani jego udziałem, ani też Inflanty nie zostały częścią ziem pod jego panowaniem, gdyż w 1561 r. tamtejszy wielki mistrz - Gothard Kettler uznał się za lennika Rzeczypospolitej i włączył swoje państwo jaki lenno, zaś w 1566 r. duża część dawnego państwa Zakonu Kawalerów Mieczowych, została bezpośrednio włączona do Polski (dzisiejsze ziemie północnej Łotwy wraz z Rygą i południowej Estonii), pozostałe tereny zaś (tzw.: Kurlandia i Semigalia) stały się kolejnym lennem Rzeczypospolitej (zgodnie z panującą w XVI wieku koncepcją otoczenia Rzeczypospolitej dokoła zależnymi państewkami lennymi - koncepcja to otrzymała potem nowe życie w latach 1919-1920 gdy Józef Piłsudski powrócił do planów stworzenia niepodległych państw zaporowych, oddzielających Polskę od Rosji - Ukraina, Białorus, Litwa, Łotwa, Estonia), zjednoczonych jednak w ramach federacji lub sprzymierzonych na zasadach związku Międzymorza. Co się zaś tyczy samych Prus, to po roku 1525 nadzieje na włączenie tej krainy do Polski były coraz większe, tym bardziej że wszystko ku temu świadczyło (jeszcze w 1525 r. zmarł młodszy brat Albrechta, dopuszczony do dziedziczenia po nim - Jan, a w 1527 r. drugi brat - Kazimierz, poza tym księciu rodziły się albo martwe dzieci, albo umierały w wieku niemowlęcym, co jeszcze bardziej przybliżało inkorporację Prus do Polski). Widząc co się dzieje i spodziewając się że wraz z jego śmiercią ród Hohenzollernów z linii pruskiej przejdzie do historii, Albrecht starał się zbliżyć z domem Jagiellonów, w 1546 r. zaproponował małżeństwo następcy polskiego tronu - Zygmuntowi Augustowi, z jego jedyną córką - Anną Zofią, ale książę był wówczas już po uszy zakochany w litewskiej szlachciance - Barbarze Radziwiłłównie i nie zgodził się na małżeństwo z córką pruskiego księcia. W 1548 r. sam Albrecht zaś starał się o rękę jednej z sióstr Zygmunta Augusta - ponownie bezskutecznie. 

Jednocześnie starał się o zapewnienie lenna dla swoich bratanków z linii brandenburskiej (berlińskiej). W 1545 r. wystąpił do króla Zygmunta I z prośbą o dopuszczenie swego bratanka z Brandenburgii - Jerzego Fryderyka do władztwa pruskiego po jego śmierci, ale król wówczas odmówił. Po wstąpieniu na tron Zygmunta II Augusta w 1548 r. ponowił swoją prośbę i pomimo początkowych oporów król wyraził ostatecznie na to zgodę w 1550 r. (ale Jerzy Fryderyk zmarł już w 1557 r.). W tym czasie jednak przyszedł na świat pierwszy syn Albrechta, który nie umarł w niemowlęctwie, urodzony 29 kwietnia 1553 r. Albrecht Fryderyk był jego oczkiem w głowie. Był jedynym następcą tronu pruskiego a także (w założeniach Albrechta) ewentualnym kandydatem do tronu polskiego po bezpotomnej śmierci Zygmunta II Augusta. Młody książę był więc od małego uczony języka polskiego i przebywał wśród polskich rówieśników, niestety, jego kandydatura na polski tron przepadła w 1573 r. gdy okazało się że młody książę zdradza objawy... choroby umysłowej. Mimo to ciągłe starania księcia Albrechta o dopuszczenie swych krewnych z linii brandenburskiej, wreszcie zaowocowały i 4 marca 1563 r. król Zygmunt II August zgodził się dopuścić linię elektorska brandenburskich Hohenzollernów do dziedzictwa pruskiego (na jego decyzji zaważył zapewne dwie sprawy - mianowicie gorące listy jego siostry Jadwigi Jagiellonki, żony elektora Brandenburgii - Joachima II Hektora, która w listach do brata wysławiała pod niebiosa własnych synów, oraz myśl iż dzięki Hohenzollernom brandenburskim uda się zneutralizować pozostałych książąt Rzeszy i przeciągnąć ich na polską stronę w zbliżającym się konflikcie o Dominium Maris Baltici, czyli o panowanie na Bałtyku ze Szwecją i Rosją). Decyzja ta jednak zaważyła na przyszłości stosunków Polski i Niemiec.           


CDN.
 

środa, 3 stycznia 2018

AKCJA GÓRAL

TAJNA OPERACJA POLSKIEGO 

RUCHU OPORU - ARMII KRAJOWEJ,

WYKRADNIĘCIA PIENIĘDZY Z

REICHSBANKU W WARSZAWIE 

12 sierpnia 1943 r.




Jak wyglądał jeden z najbardziej spektakularnych napadów na bank podczas II Wojny Światowej? Otóż akcja o kryptonimie "Góral" (od pieniędzy, które Niemcy wprowadzili do obiegu na okupowanych ziemiach polskich po 15 grudnia 1939 r. Jeszcze we wrześniu bowiem skutecznie ewakuowano z Polski całe zasoby Banku Polskiego - pieniądze i przede wszystkim złoto. To wszystko przez Rumunię trafiło do Francji a potem do Wielkiej Brytanii. Niemcy nie zdobyli nic, poza infrastrukturą Banku Polskiego, którą przejęła niemiecka Reichskreditkasse), była jedną z najbardziej spektakularnych akcji polskiego podziemia (Armii Krajowej) w czasie II Wojny Światowej. Co ciekawe, zdobyto 100 milionów ówczesnych złotych, czyli mniej więcej (licząc kursem wprowadzonym przez Niemców) 50 milionów ówczesnych Reichsmarek. Pieniędzy tych nigdy Niemcy nie odzyskali, pomimo wyznaczenia wysokiej nagrody za wskazanie sprawców (5 milionów złotych) nikt nie zdradził, i to pomimo faktu iż dwukrotnie dochodziło do wpadek. Jeszcze przed ową sierpniową akcją, 5 czerwca 1943 r. w kościele św. Aleksandra w Warszawie, Niemcy dokonali aresztowania ponad 20 żołnierzy Armii Krajowej z oddziału "Osa/Kosa" Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej. Miało to miejsce podczas ślubu podporucznika Mieczysława Uniejowskiego ps. "Marynarz". Pomimo nieprawdopodobnie okrutnych tortur, jakimi byli poddawani aresztowani, nikt nie zdradził planów przygotowywanej akcji, choć wielu z nich wiedziało o ogólnych planach napadu na Reichsbank już od kilku miesięcy.

30 czerwca 1943 r. doszło do kolejnej bolesnej wpadki, gdy aresztowany został sam Komendant Główny Armii Krajowej - gen. Stefan "Grot" Rowecki, który wydał rozkaz przygotowania planów przeprowadzenia takiej akcji, mniej więcej rok wcześniej (bezpośrednim pomysłodawcą Akcji Góral zaś był major Emil Kumor "Krzyś"). Gen. Stefan "Grot" Rowecki był najpierw przetrzymywany w więzieniu Gestapo przy alei Szucha 25, potem został przewieziony do Berlina, a następnie osadzony w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, gdzie też na rozkaz Himmlera został zamordowany między 2 a 7 sierpnia 1944 r. Te wszystkie wpadki nie doprowadziły do dekonspiracji planów ataku na Reichsbank, nie było też dalszych aresztowań - znak że nieludzko bici i torturowani żołnierze Kedywu nic nie zdradzili. Po aresztowaniu gen. Roweckiego, do planu Akcji Góral wrócił kolejny Komendant Główny Armii Krajowej - Tadeusz "Bór" Komorowski. Akcja ta była niezbędna, bowiem wciąż brakowało pieniędzy, a trzeba było przecież opłacać lokale konspiracyjne, kupować i konserwować broń i materiały wojskowe czy wykupywać jeńców. Cel był taki - zdobyć pieniądze przy jak najmniejszych stratach własnych i jak najmniejszych stratach niemieckich (tutaj chodziło o to, aby Niemcy nie zastosowali odpowiedzialności zbiorowej wobec mieszkańców, co wielokrotnie czynili, aresztując przypadkowych cywili i dokonując ich egzekucji jako karę za akcje Polskiego Państwa Podziemnego).

Pierwotnie plan akcji został wyznaczony na 5 sierpnia, ale nie powiódł się z dwóch powodów. Po pierwsze zawalił sygnał, zbyt późno poinformowano ludzi, czekających w kościele, którzy mieli, wsiąść na przygotowaną ciężarówkę i ostrzelać niemiecki konwój eskortujący pieniądze. Po drugie, okazało się że tego dnia Niemcy przewozili tylko 50 milionów złotych. Po tej nieudanej akcji zmienił się też dowódca akcji - podporucznika Jerzego Kleczkowskiego "Jurka, zastąpił podporucznik Roman Kiźny "Pola". Celem akcji było niedopuszczenie do przewiezienia pieniędzy z Reichsbanku (wcześniej Banku Emisyjnego) na Dworzec Wschodni, skąd pieniądze miały zostać przewiezione pociągiem do Berlina. Rano Niemcy przygotowali pieniądze w ciężarówce wypożyczonej przez bank od Zakładów Oczyszczania Miasta, która była eskortowana przez czterech niemieckich żandarmów, siedzących na rogach ciężarówki. Z tyłu jechał dodatkowo samochód obstawy, w którym siedzieli żandarm i strażnik Reichsbanku. Akcja Góral zaczęła się 12 sierpnia 1943 r. o godzinie 10:45. Hasłem rozpoczynającym było: "Ciocia zajechała", które usłyszał czekający na telefon w kawiarni przy ulicy Piwnej zastępca dowódcy akcji ps. "Jurek". Łącznie w akcji po stronie polskiej wzięły udział 34 osoby (cała ulica Senatorska była obsadzona przez żołnierzy Kedywu w cywilu), oraz dwie ciężarówki. Chłopaki pod płaszczami mieli gotowe do strzału karabiny Sten. Ustawiono też znak "zakaz wjazdu" przy ulicy Miodowej, tak aby ciężarówka z pieniędzmi jadąca z Placu Teatralnego przez ulicę Senatorską dojechał na Plac Zamkowy.

Gdy ciężarówka zajechała w to miejsce, natychmiast ulica została zatarasowana przez wózek z pudłami, po czym podporucznik Kiźny i kilku chłopaków, wyciągnęli Steny i oddali kilka strzałów w kierunku konwoju ubezpieczającego ciężarówkę. Ostrzelano żandarmów, szczególnie tych, którzy operowali karabinem maszynowym - większość zginęła, jeden zdążył się schować. Następnie zza rogu i ze sklepów wyskoczyły kolejne grupy ubezpieczające ("Sęk/Pola" i grupa Jerzego oraz "Zośki"). Wszyscy Niemcy z załogi ciężarówki, jak i z auta ubezpieczającego zostali zabici. Ale nagle pojawił się jakiś przypadkowy niemiecki oficer, który zaczął strzelać z pistoletu maszynowego - szybko został "unieszkodliwiony". Podobnie zabici zostali także dwaj niemieccy policjanci, którzy też pojawili się na Placu Zamkowym. Akcja zakończyła się bez strat po stronie polskiej, jedynie dwóch żołnierzy Kedywu zostało rannych, jeden z nich "Doman" został ranny w pośladek. Po stronie niemieckiej zabitych zostało sześciu policjantów i pięciu lub sześciu żołnierzy, było też sześciu rannych policjantów. Zginęło też trzech Polaków - cywilnych pracowników banku. Cała akcja zakończyła się mimo wszystko całkowitym sukcesem, ciężarówka z pieniędzmi została przejęta i skierowana na Wolę, do wcześniej przygotowanego gospodarstwa, gdzie worki z pieniędzmi wrzucono do wykopanych dołów i przykryto łętami ziemniaczanymi. Na drugi dzień dwóch ludzi przyjechało po "towar" i przewieźli pieniądze w skrzynkach na warzywa do Śródmieścia, do środka pustego sklepu, jaki kiedyś stał w miejscu w którym dziś stoi Pałac Kultury i Nauki. Tam pieniądze przekazano dwóm oficerom z Komendy Głównej Armii Krajowej.


TAK OTO PRZEZ TĘ I PODOBNE AKCJE PONOWNIE ZOSTAŁY UPOKORZONE NIEMIECKIE WŁADZE OKUPACYJNE, NIEMIECKI APARAT ADMINISTRACYJNY, POLICJA I OCZYWIŚCIE WEHRMACHT. NIEMCY NIGDY JUŻ TEŻ NIE ODZYSKALI TYCH PIENIĘDZY, KTÓRE BEZ WĄTPIENIA PRZYDAŁY SIĘ DO DALSZEJ WALKI O NIEPODLEGŁOŚĆ OJCZYZNY        


A TAK AKCJA GÓRAL ZOSTAŁA POKAZANA 
W SERIALU "CZAS HONORU"

"A NASTĘPNYM RAZEM ZABIERZEMY IM CZOŁG"




PRÓCZ TAKICH AKCJI BYŁY PROWADZONE JESZCZE INNE, JAK CHOĆBY DZIAŁALNOŚĆ PROPAGANDOWA W SAMEJ RZESZY, ZWRÓCONA BEZPOŚREDNIO DO NIEMCÓW (AKCJA "N") O KTÓREJ JUŻ PISAŁEM, ODBIJANIE WIĘŹNIÓW I WIELE INNYCH. OCZYWIŚCIE NIE MOGŁO RÓWNIEŻ ZABRAKNĄĆ WYKONYWANIA WYROKÓW ŚMIERCI NA ZDRAJCACH OJCZYZNY I NA WYJĄTKOWO BRUTALNYCH NIEMCACH, KTÓRZY NADER MOCNO GNĘBILI LUDNOŚĆ POLSKĄ. O KARZĄCEJ RĘCE POLSKI PODZIEMNEJ OPOWIEM WIĘCEJ W JEDNYM Z KOLEJNYCH TEMATÓW  


"W IMIENIU POLSKI PODZIEMNEJ 
ZOSTAŁEŚ SKAZANY NA ŚMIERĆ"
  

 






 

poniedziałek, 1 stycznia 2018

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO 2018 ROKU

WSZYSTKIM CZYTELNIKOM TEGO

BLOGA ŻYCZĘ SZCZĘŚLIWEGO

NOWEGO 2018 ROKU

 



POLAKOM, EUROPEJCZYKOM, AMERYKANOM I WSZYSTKIM INNYM ZAŚ ŻYCZĘ WYTRWAŁOŚCI - OBYŚMY UFNI W POTĘGĘ WSZECH-STWÓRCY PRZETRWALI NADCHODZĄCY CZAS. CZAS BOWIEM ZATACZA KOŁO, ZMIANY POSTĘPUJĄ W TEMPIE GEOMETRYCZNYM, WIDZIMY JAK NA NASZYCH OCZACH ROSNĄ POTĘGI, KTÓRE JESZCZE KILKA-KILKANAŚCIE LAT TEMU ZA POTĘGI NIKT BY NIE UZNAWAŁ. WEŹMY NA PRZYKŁAD TAKĄ TURCJĘ CZY CHINY. PAŃSTWA TE JUŻ DZIŚ SĄ PRETENDENTAMI DO ROLI REGIONALNYCH I ŚWIATOWYCH MOCARSTW, CZYLI HISTORIA ZATOCZYŁA KOŁO. NIEGDYŚ OBA TE PAŃSTWA BYŁY TAK POTĘŻNE I OGROMNE, ŻE BEZWZGLĘDNIE DOMINOWAŁY W EUROPIE I AZJI. A POTEM? POTEM, PRZYSZŁO OSŁABIENIE, TAK WIELKIE ŻE TURCJA BYŁA UWAŻANA ZA "CHOREGO CZŁOWIEKA EUROPY I PRZEZNACZANO JĄ DO ROZBIORÓW (NP. PO PIERWSZEJ WOJNIE ŚWIATOWEJ), BYŁA CAŁKOWICIE UZALEŻNIONA OD MOCARSTW ZACHODNICH, KTÓRE KONTROLOWAŁY FINANSE PAŃSTWA OSMAŃSKIEGO. PODOBNIE CHINY, KRAJ NIEGDYŚ POTĘŻNY, IMPERIALNY, KTÓRY W XIX WIEKU BYŁ JUŻ PRAKTYCZNIE KOLONIĄ EUROPEJSKICH POTĘG I DZIELONO CHIŃSKIE TERYTORIUM NICZYM CIASTO. A DZIŚ? ZARÓWNO TURCJA JAK I CHINY TO SUPERPOTĘGI, KTÓRYCH GŁOS JEST DECYDUJĄCY W WELU KWESTIACH.

TAK SOBIE MYŚLĘ, ZOBACZCIE - NIEGDYŚ RZECZPOSPOLITA OBOJGA NARODÓW BYŁA NAJPOTĘŻNIEJSZYM PAŃSTWEM W CHRZEŚCIJAŃSKIM ŚWIECIE, NISZCZYLIŚMY POTĘŻNE ARMIE INWAZYJNE TURECKIE, TATARSKIE, MOSKIEWSKIE CZY SZWEDZKIE. BYLIŚMY W MOSKWIE, SZTOKHOLMIE A NASI KOZACY NA PALILI PRZEDMIEŚCIA POTĘŻNEGO KONSTANTYNOPOLA. NASZA KULTURA BYŁA TAK WIELKA, ŻE NIE TYLKO JĘZYK POLSKI STAŁ SIĘ OFICJALNYM JĘZYKIEM DWORU MOSKIEWSKIEGO (DO KOŃCA XVII WIEKU), NIE TYLKO PO POLSKU MÓWIONO I UBIERANO SIĘ OD DUNAJU PO ZATOKĘ FIŃSKĄ I OD ODRY PO WOŁGĘ, ALE RÓWNIEŻ W CHINACH (MIMO ŻE NIE UTRZYMYWALIŚMY STOSUNKÓW DYPLOMATYCZNYCH Z CHINAMI W XVII WIEKU), W KTÓRYCH W OFICJALNEJ KORESPONDENCJI DYPLOMATYCZNEJ CESARZA CHIŃSKIEGO Z CAREM ROSYJSKIM, DOKUMENTY TE SPORZĄDZANO W JĘZYKU... POLSKIM. 




A POTEM PRZYSZŁA KATASTROFA. ZA DOBRZE MIELIŚMY, SZLACHTA ZA BARDZO SIĘ NUDZIŁA (WIELU SZLACHCICÓW DAWAŁO SIĘ PRZEKUPIĆ OBCYM DWOROM, NIE Z POWODU PIENIĘDZY, ALE Z POWODU... NUDY, PO PROSTU, JAK TWIERDZILI "I TAK NIE MAM NIC INNEGO DO ROBOTY"). TAK PAŃSTWO UPADAŁO, STAWALIŚMY SIĘ POWOLI ROSYJSKĄ KOLONIĄ. AŻ WRESZCIE OSŁABLIŚMY TAK BARDZO, ŻE JUŻ BARDZIEJ SIĘ NIE DAŁO (WEGETOWALIŚMY JAKO KRAJ, BEZ STAŁEJ ARMII, BEZ STAŁYCH PODATKÓW, OBCE ARMIE WCHODZIŁY SOBIE W TERYTORIUM RZECZYPOSPOLITEJ JAK W MASŁO (W OWYM XVIII WIEKU), WIĘC NASI PRZODKOWIE POSTANOWILI RATOWAĆ KRAJ PRZED NIEUCHRONNYM UPADKIEM. I UDAŁO SIĘ, WYSZLIŚMY Z TEGO BAGNA, UCHWALILIŚMY PIERWSZĄ W EUROPIE I DRUGĄ NA ŚWIECIE PO AMERYKAŃSKIEJ - KONSTYTUCJĘ, ZWANĄ KONSTYTUCJĄ 3 MAJA (1791 ROKU), KTÓRA WPROWADZAŁA POWSZECHNE REPUBLIKAŃSKIE REFORMY, JEDNOCZEŚNIE ZACHOWUJĄC MONARCHIĘ, MAJĄCĄ STAĆ SIĘ ODTĄD DZIEDZICZNĄ, CZYLI NIEZALEŻNĄ OD MIĘDZYNARODOWYCH KNOWAŃ. I WŁAŚNIE WTEDY, GDY JUŻ WYCHODZILIŚMY NA PROSTĄ, WTEDY WŁAŚNIE MOCARSTWA KTÓRE NAS DOTĄD KONTROLOWAŁY (GŁÓWNIE ROSJA, ALE RÓWNIEŻ I PRUSY A POTEM I AUSTRIA), UZNAŁY ŻE TRZEBA TEMU PRZECIWDZIAŁAĆ. ZAATAKOWANO WIĘC NAS NIE WTEDY, KIEDY BYLIŚMY SŁABI I CHORZY, ALE WTEDY GDY PRÓBOWALIŚMY WYLECZYĆ SIĘ Z TEJ CHOROBY. EFEKTEM KOORDYNACJI TRZECH MOCARSTW ROZBIOROWYCH, BYŁO WYMAZANIE RZECZPOSPOLITEJ POLSKI W 1795 ROKU Z MAPY EUROPY NA 123 KOLEJNE LATA.




GDY WIĘC KOLEJNE DEKADY "WE ŁZACH I ROZTERCE TRWAŁO CIERPIENIE LUDU, NA KONIEC PRZYSZŁO JEDNO WIELKIE SERCE I SAMO DOKONAŁO CUDU". MOWA TUTAJ OCZYWIŚCIE O KOMENDANCIE I PÓŹNIEJSZYM MARSZAŁKU POLSKI - JÓZEFIE PIŁSUDSKIM, ALE O ILE ON BYŁ NAJWIĘKSZYM Z OJCÓW NASZEJ ODRODZONEJ NIEPODLEGŁOŚCI, NIE BYŁ JEDYNYM. BYŁO WIELU OJCÓW I WIELE MATEK TEJ WYMARZONEJ, WYŚNIONEJ PRZEZ POKOLENIA JĘCZĄCE W NIEWOLI - WOLNOŚCI. POWSTAŁO PAŃSTWO NIEPODLEGŁE, SILNE, POTRAFILIŚMY NIE TYLKO SZYBKO ODBUDOWAĆ DUŻĄ ARMIĘ, KTÓRA DAŁA KOPA W DUPĘ SOWIETOM PRÓBUJĄCYM PRZEDOSTAĆ SIĘ NA ZACHÓD EUROPY W 1920 ROKU, STWORZONO TEŻ PODSTAWY POTĘGI EKONOMICZNEJ KRAJU, ODZYSKANO W DUŻEJ MIERZE KOPALNIE ŚLĄSKA, ZBUDOWANO PORT MORSKI W GDYNI, KTÓRY W 1938 ROKU BYŁ NAJNOWOCZEŚNIEJSZYM PORTEM BAŁTYKU, POZA TYM MAGISTRALĘ WĘGLOWĄ PÓŁNOC-POŁUDNIE, CENTRALNY OKRĘG PRZEMYSŁOWY. NASZE WŁADZE SZUKAŁY SPOSOBNOŚCI POZYSKANIA KOLONII DLA POLSKI, TEJ SAMEJ POLSKI KTÓRA JESZCZE PIĘTNAŚCIE LAT WCZEŚNIEJ NIE ISTNIAŁA NA MAPACH. A WSZYSTKO TO DLATEGO ŻE MYŚLANO W SPOSÓB NIEPODLEGŁY, MYŚLANO PO PROSTU PO POLSKU I O POLSCE. A POTEM ZNÓW PRZYSZŁA KATASTROFA.




W 1939 ROKU DWAJ ZBRODNIARZE - HITLEROWSKIE NIEMCY I STALINOWSKI ZWIĄZEK SOWIECKI (ROSJA), UDERZYŁY NA NASZ KRAJ I PONOWNIE GO SOBIE PODZIELIŁY. II WOJNA ŚWIATOWA TO OKRES KOLEJNYCH NIESPOTKANYCH DOKONAŃ ZARÓWNO POLSKICH ŻOŁNIERZY, WALCZĄCYCH NA WSZYSTKICH (PRÓCZ JAPOŃSKIEGO) FRONTACH TEJ WOJNY, JAK RÓWNIEŻ CYWILI KTÓRZY NIEJEDNOKROTNIE NARAŻAJĄC ŻYCIE SWOICH RODZIN, SWOICH DZIECI POMAGALI PRZEŻYĆ ŻYDOM, UKRYWAJĄC ICH PRZED NIEMIECKĄ MASZYNKĄ DO MIĘSA, MIELĄCĄ WSZYSTKICH I WSZĘDZIE PO RÓWNO. A ILE NIEMCY I ROSJANIE NAKRADLI? OSTATNIO NAWET NIEMIECKA MINISTER PRZYZNAŁA ŻE SAMYCH DZIEŁ SZTUKI (SAMYCH DZIEŁ SZTUKI, NIE WLICZAJĄC NP. ZŁOTYCH ZĘBÓW WYRYWANYCH OFIAROM PUBLICZNYCH EGZEKUCJI, CZY INNYCH KONFISKAT, JAK CHOĆBY CENNYCH KLASERÓW I TYM PODOBNYCH), LEKKO LICZĄC MOŻNA OSZACOWAĆ NA KWOTĘ 500 MILIARDÓW DOLARÓW. ZOBACZCIE JAKA TO SKALA BEZPRAWIA - 500 MILIARDÓW DOLARÓW SAMYCH DZIAŁ SZTUKI, I TO TYLKO TYCH, KTÓRE MOŻNA W JAKIŚ SPOSÓB ZWERYFIKOWAĆ, A CO Z TYMI KTÓRYCH ZWERYFIKOWAĆ SIĘ JUŻ NIE DA? DZIŚ NIEMCY TWIERDZĄ ŻE SĄ NASZYMI PRZYJACIÓŁMI, WIĘC LEŻY IM NA SERCU POLSKA PRAWORZĄDNOŚĆ ITD. ITP. TO JA SIĘ W TAKIM RAZIE ZAPYTUJĘ - CZY PRZYJACIEL DOPUSZCZA SIĘ MORDÓW I GWAŁTÓW, CZY KRADNIE NA POTĘGĘ I POTEM PRZEZ LATA JEGO POTOMKOWIE UWAŻAJĄ ŻE WSZYSTKO JEST OK? CZY TAK ZACHOWUJE SIĘ PRZYJACIEL, CZY BANDYTA? NIEMCY, TO WEDŁUG MNIE (CHOĆ SAM POSIADAM TE ŻAŁOSNE KORZENIE) - NARÓD PASERÓW, ZŁODZIEI I MORDERCÓW? DOPRAWDY, DOSKONAŁY WZORZEC DLA KONTROLI PRAWORZĄDNOŚCI KRAJÓW EUROPY.

 

 
PO WOJNIE ZAŚ, KTÓRA OFICJALNIE ZAKOŃCZYŁA SIĘ DLA NAS ZWYCIĘSTWEM, REALNIE OZNACZAŁA KOLEJNĄ OKUPACJĘ - TYM RAZEM ROSYJSKĄ. ZAPANOWAŁ KOMUNIZM, NAJBARDZIEJ ODHUMANIZOWUJĄCA IDEOLOGIA W DZIEJACH LUDZKOŚCI. I ZNÓW DEKADY WALKI Z TYM CHORYM SYSTEMEM, DOPROWADZIŁY W KOŃCU DO JEGO ROZWALENIA. TAK, TO ZNÓW POLACY ROZBILI KOMUNIZM, GDYBY BOWIEM NIE SOLIDARNOŚĆ, DO DZIŚ NIEMCY BYŁYBY PODZIELONE NA DWA PAŃSTEWKA, A BERLIN POPRZERZYNANY MUREM, ZAŚ EUROPA PODZIELONA NA DWA ZWALCZAJĄCE SIĘ BLOKI. I ZNÓW ŻADNEJ WDZIĘCZNOŚCI - NIC! ALE OBEJDZIE SIĘ, NIE ROBILIŚMY TEGO PRZECIEŻ DLA CHWAŁY, ALE DLA SIEBIE SAMYCH I DLA SZCZĘŚLIWEJ PRZYSZŁOŚCI NASZYCH DZIECI. GDYBY POLSKA SIĘ NIE ODRODZIŁA W 1918 ROKU, TO EUROPA ZNACZNIE WCZEŚNIEJ GNIŁABY W BAGNIE, W JAKIE WŁADOWALI SWOJE PAŃSTWA I ICH OBYWATELI, RZĄDZĄCY W EUROPIE NIEMCY I FRANCUZI. CO BY ZROBIŁA ARMIA FRANCUSKA, KTÓRA BYŁA TAK ZDEGENEROWANA W 1920 ROKU (WIDZIAŁEM ZDJĘCIA ŻOŁNIERZY FRANCUSKICH, KTÓRZY NA LINII FRONTU I WOJNY ŚWIATOWEJ TRACILI ZMYSŁY, INNI BYLI POTWORNIE OKALECZENI, A JESZCZE INNI NIE POTRAFILI ZROBIĆ JEDNEGO KROKU, BO CAŁE CIAŁO WRĘCZ DRŻAŁO IM NAWET GDY SIEDZIELI LUB LEŻELI - OKROPNY WIDOK), ŻE WRĘCZ NIEZDOLNA DO WALKI. 

CO ZROBIŁA BY POKONANA W I WOJNIE ARMIA NIEMIECKA, KTÓRA BYŁA WEWNĘTRZNIE ZREWOLUCJONIZOWANA I GDYBY SOWIECI POKONALI POLSKĘ W 1920 ROKU, TO WRĘCZ MARSZEM PARADNYM PRZESZLI BY W CIĄGU KILKU,KILKUNASTU TYGODNI POD KANAŁ LA MANCHE I PIRENEJE. ZAJĘCIE CAŁEJ EUROPY ZAJĘŁOBY IM MOŻE Z KILKA KOLEJNYCH MIESIĘCY. I BYŁOBY "PO PTOKACH", FRANCUZI BY DYNDALI NA WIEŻY EIFFLA, ZAŚ FRANCUZKI BYŁYBY GWAŁCONE, PODOBNIE ZRESZTĄ JAK TO MA MIEJSCE OBECNIE Z MUZUŁMAŃSKIMI "KARDIOCHIRURGAMI". NOWY WSPANIAŁY ŚWIAT BY POWSTAŁ ZNACZNIE SZYBCIEJ I WSZYSTKO ZNOWU PRZEZ TYCH POLAKÓW.

KOŃCZĄC CHCIAŁBYM RÓWNIEŻ ZŁOŻYĆ ŻYCZENIA NOWOROCZNE WSZYSTKIM OBYWATELOM EUROPY I ŚWIATA - ŻYCZĘ WAM WIĘCEJ WIARY I WIĘCEJ MĄDROŚCI. OSTATNIO BOWIEM NA JEDNYM Z FORUM NIEMIECKOJĘZYCZNYCH WDAŁEM SIĘ W POLEMIKĘ NA TEMAT FEMINISTEK I FEMINIZMU (KONTEKST TEGO JEST BEZ ZNACZENIA), PO CZYM JEDNA PANI ZADAŁA MI PYTANIE: "TO ILE FEMINISTEK MACIE W TYM KONSERWATYWNYM KRAJU?". UŻYŁA TUTAJ PRZYMIOTNIKA "KONSERWATYWNY" JAKO EPITETU, BOWIEM W MEDIACH NIEMIECKICH JĄ "POINFORMOWANO" ŻE POLSKA JEST KRAJEM KONSERWATYWNYM I ZAPEWNE FASZYSTOWSKIM. ODPISAŁEM JEJ KRÓTKO, PO CZYM JUŻ PÓŹNIEJ SIĘ NIE ODEZWAŁA: "NIE JESTEŚMY KONSERWATYWNI, JESTEŚMY PO PROSTU ZDROWOROZSĄDKOWI", BOWIEM TRZEBA BYŁ TOTALNYM GŁUPKIEM, SĄDZĄC ŻE ROZWIĄŻE SIĘ WIELE PROBLEMÓW, ŚCIĄGAJĄC TE WSZYSTKIE PROBLEMY DO SWOICH KRAJÓW. NIGDY NIE BYŁEM PRZECIWKO UCHODŹCOM, ZAWSZE UWAŻAŁEM ŻE LUDZIOM W POTRZEBIE NALEŻY POMÓC - ALE CO TO ZA POMOC, SKORO ŚCIĄGA SIĘ DO EUROPY DOBRZE ODŻYWIONYCH, MŁODYCH BYKÓW Z AJFONAMI I KORANEM W RĘKU, KTÓRZY PRZYJEŻDŻAJĄ TUTAJ ABY TWORZYĆ GANGI, KRAŚĆ, ZABIJAĆ I GWAŁCIĆ EUROPEJKI (A TAKŻE ZWIERZĘTA LUB NAWET... SAMOCHODY, SKORO Z TYŁU JEST W NICH TAKA RURA WYDECHOWA, TO PEWNIE SŁUŻY ONA DO WKŁADANIA W NIĄ SWEGO CZŁONKA, NO BO PO CO BY TAM BYŁA?).




CO DO MARKSISTÓW Z UNII EUROPEJSKIEJ TO JA NIE MAM ŻADNYCH ZŁUDZEŃ, CHOĆ PRZYZNAM SIĘ SZCZERZE PRÓBUJĄ BYĆ SPRYTNI, A I TAK WYCHODZĄ NA IDIOTÓW, PARAFRAZUJĄC SŁOWA KAPITANA BOMBY O KURWINOXACH, POWIEDZIAŁBYM: "SĄ SPRYTNI, ALE GŁUPI". TE SAME SŁOWA MÓGŁBYM ODNIEŚĆ DO WIĘKSZOŚCI PRAWICY (SZCZEGÓLNIE TEJ NACJONALISTYCZNEJ) W NIEMCZECH CZY W SKANDYNAWII, KTÓRA DO DZIŚ UWAŻA HITLERA ZA SWEGO BOHATERA. HITLER BYŁ MARKSISTĄ, PODOBNIE JAK I INNE BYDLAKI - LENIN, STALIN, MAO TSE-TUNG, POL-POT, CHE GUEVARA, SIMONE DE BEAUVOIR, JUDITH BUTLER, ALTIERO SPINELLI CZY DZISIEJSI WŁODARZE UNII. TO JEST JEDNO BAGNO, JEŚLI PRAWICA W TYCH KRAJACH CHCE SIĘ ODWOŁYWAĆ DO TYCH TRADYCJI, TO JEJ PROBLEM, ALE DLA MNIE TO NIE JEST ŻADNA ALTERNATYWA DLA RZĄDZĄCYCH W UNII NEOMARKSISTÓW. Z DRUGIEJ STRONY TRAGEDIĄ WIELU PAŃSTW (W TYM NIEMIEC) JEST TO, ŻE NIE MAJĄ ŻADNYCH POZYTYWNYCH PRAWICOWYCH TRADYCJI. NIEMCY - NARÓD KARNYCH PASERÓW I ZŁODZIEI, KTÓRZY GDY DOSTANĄ ROZKAZ BĘDĄ MORDOWAĆ I NISZCZYĆ BO TAK IM KAŻE WÓDZ (PSYCHOLOGIA ULA), ROSJANIE - NARÓD BEZ ŻADNYCH POZYTYWNYCH TRADYCJI PAŃSTWOWOTWÓRCZYCH, BEZWZGLĘDNE POSŁUSZEŃSTWO CAROWI, BEZ WZGLĘDU NA TO KIM ON JEST, A PRZY OKAZJI MOŻNA GWAŁCIĆ, ZABIJAĆ I KRAŚĆ. O FRANCUZACH JUŻ NIC NIE POWIEM, BOWIEM KRAJ KTÓRY PRZEZ DŁUGIE DZIESIĘCIOLECIA MIAŁ ZA SWĄ FLAGĘ - ZUPEŁNIE BIAŁY SZTANDAR, MUSI MÓWIĆ SAMO POWIEDZIEĆ WIELE O TYM NARODZIE, CZASY NAPOLEONA BYŁY PEWNYM WYJĄTKIEM W TEJ REGULE. ANGLICY ZAŚ - NARÓD OKALECZONY PO STRACIE KOLONI, KTÓRY Z WIELKIEGO IMPERIUM PONOWNIE ZAMIENIA SIĘ W NIEWIELKĄ WYSEPKĘ, DO TEGO PODOBNIE JAK W CZASACH DANELAWU I WIKINGÓW, ZNÓW JEST  ROZDZIERANY NA CZĘŚCI, TYM RAZEM JUŻ PRZEZ MUZUŁMANÓW.

AMERYKANÓW CENIĘ NAJBARDZIEJ, BOWIEM JEST TO NARÓD KTÓRY RZECZYWIŚCIE UMIŁOWAŁ WOLNOŚĆ. OJCOWIE ZAŁOŻYCIELE (BEZ WZGLĘDU NA FINANSOWY KONTEKST REWOLUCJI AMERYKAŃSKIEJ), STWORZYLI PRAWDZIWIE WOLNE PRZEZ DŁUGIE DEKADY SPOŁECZEŃSTWO. POTEM SIĘ TO ZMIENIŁO, NAPUSZCZONO TAM BOWIEM ROBAKÓW KTÓRE DO DZIŚ PODGRYZAJĄ TO SPOŁECZEŃSTWO, OSŁABIAJĄC GO WEWNĘTRZNIE (CZYM BOWIEM JEST DEKLAROWANIE SYMPATII DLA PATOLOGICZNEGO ZBRODNIARZA - KIM DZONG UNA, PRZEZ WIELU AMERYKANÓW, SZCZEGÓLNIE AFRYKAŃSKIEGO POCHODZENIA, JEŚLI NIE ZAROBACZENIEM SPOŁECZEŃSTWA). WEDŁUG MNIE AMERYKA TEŻ SWOJE NAJLEPSZE LATA MA JUŻ ZA SOBĄ, CHOĆ BEZ WĄTPIENIA POWINNA SIĘ PONOWNIE ODRODZIĆ, BOWIEM TO WŁAŚNIE W TAMTEJSZYM SPOŁECZEŃSTWIE DRZEMIE WCIĄŻ JESZCZE NAJWIĘKSZY W ZACHODNIM ŚWIECIE POWIEW WOLNOŚCI. ŻYCZĘ TEGO AMERYKANOM I WSZYSTKIM EUROPEJCZYKOM Z CAŁEGO SERCA. 

A CO SIĘ JESZCZE TYCZY POLSKI - TO MOI KOCHANI, NADCHODZI NASZ CZAS, KOŁO HISTORII SKRĘCA PONOWNIE W NASZĄ STRONĘ I JESTEM PRZEKONANY ŻE NASZE DZIECI I WNUKI BEDĄ ŻYŁY W O WIELE LEPSZYM KRAJU, KRAJU W KTÓRYM BEZPOWROTNIE PRZEMINIE OSIEMNASTOWIECZNA PATOLOGIA TRANSFORMACJI, A POWRÓCI DUCH OJCÓW ZAŁOŻYCIELI NIEPODLEGŁEJ RZECZYPOSPOLITEJ NUMER 2.






SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU DLA WSZYSTKICH