Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 24 kwietnia 2018

WOMAN IS FUTURE!? Cz. III

CZYLI WSPÓŁCZESNA

FEMINISTYCZNA MIZOANDRIA

 



U Rzymian nie spotykamy się z taką niechęcią do kobiet, jaką wyrażali Grecy i to zarówno w swoich dziełach, jak i w życiu codziennym. Owszem w okresie najwcześniejszym dominuje nieograniczony patriarchat małżeński, gdzie pozycja i władza ojca rodziny (pater familias) jest bezdyskusyjna. Mąż był panem zarówno dla swojej żony, jak i dla swoich dzieci, nad których zdrowiem i życiem posiadał prawie nieograniczoną władzę. Ale Dionizjusz z Halikarnasu (grecki historyk z I wieku p.n.e. opisujący historię Rzymian), twierdzi że już od czasów Romulusa istniał zwyczaj, pozwalający żonie (przynajmniej częściowo) zneutralizować bezdyskusyjną władzę jej męża i zapewnić małżeństwu swoistą równowagę. Zwyczaj ten polegał na równomiernym rozłożeniu akcentów, mianowicie mąż reprezentował rodzinę na zewnątrz, bronił jej i się nią opiekował, zaś żona sprawowała niepodzielną władzę w domu (jednak jak twierdzi Dionizjusz - tylko wówczas, gdy była: "cnotliwa i we wszystkim posłuszna mężowi"). Żona decydowała o wszystkim, co działo się w domu, to ona wyznaczała prace niewolnikom i to ona ich wszystkich kontrolowała. Oczywiście, mąż miał prawo odebrać żonie władzę nad domem, jeśli uznał że nie wywiązuje się ona należycie ze swoich obowiązków (np. ulega najróżniejszym uzależnieniom - trwoni jego majątek, lub upija się). Jednak pomimo bezdyskusyjnej pozycji męża w rodzinie (głównie w okresie wczesnej Republiki), pozycja kobiety rzymskiej i tak była o niebo lepsza niż jej greckiej (a szczególnie ateńskiej) odpowiedniczki. Szczególnie jeśli pochodziła z możnego, patrycjuszowskiego rodu, miała zawsze oparcie we własnej rodzinie (w przeciwieństwie do kobiety greckiej, która z dniem ślubu stawała się wręcz własnością swego męża i jej rodzina w zasadzie traciła możliwość udzielenia jej jakiegokolwiek wsparcia, a jeśli małżeństwo się rozpadało i kobieta wracała do domu ojca, odium niesławy jaki na niej ciążył, dotykał też przy okazji i jej rodziny).

Rzymianie również preferowali wśród żon "wierność i posłuszeństwo" - jako najważniejsze cechy, którymi powinna kierować się porządna kobieta z dobrego domu. Ale wielu autorów rzymskich (jak choćby Plaut) radzili mężczyznom aby raczej rezygnowali z brania sobie za żony kobiet z możnych i bogatych rodów, nawet jeśli oznaczałoby to rezygnację z posagu. Dlaczego? bowiem kobieta, która nie ma oparcia w możnej rodzinie, jest bardziej posłuszna i uzależniona od swego męża. Plaut twierdzi że najważniejsze jest, w doborze dobrej żony nie tyle jej bogactwo czy pozycja jej rodu, ile jej własna cnotliwość, czystość i dobry charakter - i tymi właśnie cechami powinni kierować się mężczyźni, wybierając przyszłe żony. Żona nie może nawet pomyśleć o podważeniu słowa swego męża, ma być posłuszna i ma wnosić do rodziny dobre obyczaje, aby odpowiednio wychować swoje dzieci. Katon Starszy (ten, który publicznie przed senatem apelował o zburzenie Kartaginy), kierując się wskazówkami Plauta, wziął sobie za żonę kobietę nie pochodzącą z możnego rodu, gdyż (jak sam uzasadniał swój wybór): "W arystokratce i kobiecie zamożnej zakodowana jest żądza panowania", zaś kobiety pochodzące z rodzin uboższych: "powściągają lepiej złe skłonności natury i są uleglejsze, tym bardziej gdy nie dysponują majątkiem". I rzeczywiście, żona Katona była mu całkowicie posłuszna, co jeszcze bardziej upewniło go w przekonaniu o swym korzystnym wyborze, ale należy przyznać że to działało w dwie strony, bowiem (jeśli kierować się przekazami antycznych historyków) Katon traktował swoją żonę niczym bóstwo, we wszystkim jej dogadzał i nigdy też jej nie uderzył (zresztą bicie kobiet uważał za jedną z najgorszych cech mężczyzny, równą wręcz świętokradztwu wobec bogów). Tak więc kobieta, która publicznie okazywała mężowi swoją uległość, często zyskiwała więcej, niż ta, która próbowała walczyć z nim o "wpływy" w związku. 




Kobieta rzymska była panią domu w pełnym tego słowa znaczeniu. Podczas uczt uczestniczyła wraz z mężem i gośćmi w przyjęciu (kobieta grecka zaś w tym czasie siedziała w swym specjalnym pokoju - gynecejonie). Mogła też opuszczać dom nie tylko bez przyzwoitki (choć raczej bogate damy wychodziły do miasta w otoczeniu przynajmniej jednej lub dwóch niewolnic, a często były noszone w lektyce przez niewolników), ale nie musiała się z tego tłumaczyć mężowi (choć panował zwyczaj, że kobieta, która opuszcza dom, powinna poinformować swego małżonka dokąd się udaje i jak długo tam będzie przebywać). Zdarzały się jednak sytuacje, gdzie mężowie skrupulatnie przestrzegali tej zasady, a niezastosowanie się do niej, mogło doprowadzić nawet do rozwodu (w 304 r. p.n.e. konsul Publiusz Semproniusz Sotus rozwiódł się ze swoją żoną, właśnie dlatego że ta udała się na igrzyska bez jego wiedzy). Od czasów Monarchii i wczesnej Republiki, ojciec miał władzę nad życiem, mieniem i przyszłością zarówno swych córek jak i synów (mógł np. nie uznać dziecka, nawet tego, którego miał z własną żoną i wówczas takie dziecko zostawało porzucone, a matka nie mogła nic na to poradzić). To on decydował o przyszłości swych dzieci i ich małżeństwach. (szczególnie córki były tutaj zdane całkowicie na wybór ojca), a najstarszą formą rzymskiego małżeństwa było po prostu "comptio" ("kupno" panny młodej przez pana młodego). Nowożeńcy stawali przed urzędnikiem, który zadawał panu młodemu pytanie czy pragnie zakupić sobie tę dziewczynę jako swoją żonę, na co on odpowiadał twierdząco. Następnie urzędnik zwracał się do dziewczyny z pytaniem, czy godzi się na bycie sprzedaną do domu swego narzeczonego, dziewczyna oczywiście się godziła i w tej chwili małżeństwo zostało zawarte i dziewczyna przechodziła pod władzę nie tylko swego męża (który często był młodym człowiekiem), ale również całej jego rodziny.

Były to jednak zaślubiny... cywilne, pozbawione jakiejkolwiek formy religijnej (a oparte na umowie pomiędzy ojcem a mężem, a niekiedy również pomiędzy ojcem dziewczyny a ojcem jej przyszłego męża), dlatego też znacznie popularniejszą formą zaślubin, były te w świątyni Jowisza, zwane "confereatio". Panna młoda wstępowała do świątyni, ubrana w białą suknię (symbolizującą jej niewinność), fryzurę miała zrobiona na wzór westalek (włosy ułożone w siedem spiętych ze sobą warkoczy). Na początku młoda para składała Jowiszowi w ofierze upieczony placek orkiszowy (jako symbol pomyślności i płodności), panna młoda miała przy sobie pięć dam (przyjaciółek), a pan młody pięciu przyjaciół - jako świadków. Po złożeniu ofiary Jowiszowi, dwóch kapłanów, udzielających małżeństwa przystępowało do wróżb, a następnie do kolejnych ofiar (w tym celu młodzi zakupowali głównie drobne ptactwo, lub mniejsze zwierzęta ofiarne, które potem były składane bogu w ofierze). Tutaj kapłani zapytywali się młodych, czy pragną zawrzeć ze sobą związek małżeński i żyć w zgodzie jak nakazali bogowie. Młodzi odpowiadali twierdząco, mówiąc: "Gdzie ty Gajo, tam ja Gajusz", oraz "Gdzie ty Gajusz, tam ja Gaja". Po zakończeniu ceremonii ślubnej, młodzi wraz z rodziną i gośćmi, przechodzili do domu panny młodej na uroczystość weselną, po której zakończeniu panna młoda udawała się w uroczystym orszaku do domu męża. Korowód weselny był wesoły, głośny (a niekiedy nawet... sprośny). Po dotarciu do drzwi domu swego małżonka, panna młoda wygłaszała po raz kolejny owe słowa: "Ubi tu Gaius, ibi ego Gaia", po czym pan młody brał ją na ręce i przenosił przez próg własnego domu (niekiedy przenosili ją na rękach sami weselnicy). Młoda żona była od razu zanoszona na małżeńskie łoże, gdzie następowała uroczystość defloracji (Rzymianie szybko porzucili bardzo dawny zwyczaj, który zmuszał młode dziewczyny przed nocą poślubną z ich mężem, aby najpierw... same się zdeflorowały, siadając na pokaźnym, drewnianym członku, symbolizującym boga Mutunus Tutunus - boga żeńskich błon dziewiczych. Już w IV wieku p.n.e. po tych praktykach nie ma praktycznie żadnego śladu, gdyż Rzymianie - być może pod wpływem związków z kulturą grecką - szybko uznali je za niezwykle barbarzyńskie - choć jego wpływ przetrwał w ofiarowanych pannie młodej, małych, drewnianych... fallusach, które mogła postawić sobie przy łóżku, lub zawiesić na szyi jako talizman).




Zresztą wizerunki fallusów, do których się modlono, nie były wcale rzadkie, może w miastach nie było to tak widoczne, ale na wsiach, rolnicy wręcz masowo stawiali sobie falliczne kapliczki, jako symbol urodzajności i dobrych zbiorów - i się do nich modlono (jeszcze na przełomie IV i V wieku naszej ery, gdy Chrześcijaństwo już praktycznie całkowicie zapanowało na obszarze dawnego Imperium Rzymskiego, św. Augustyn z Hippony, ze zgrozą odnotowuje iż przemierzając wiejskie posiadłości Italii... wszędzie widział sterczące fallusy, ułożone w formie kapliczek). Symbol męskiej siły witalnej - fallusa, był również niezwykle popularnym talizmanem (szczególnie wśród kobiet, a już np. westalki obowiązkowo nosiły tego typu amulety przy sobie), strzegącym zarówno przez złym okiem jak i złym słowem. Rzymianin mógł do woli zdradzać swoją żonę, pod warunkiem jednak, że nie czynił tego z inną wolno urodzoną Rzymianką (to bowiem było zakazane i w przypadku takiej zdrady żona mogła zażądać rozwodu i zwrotu posagu), ale już kurtyzany, niewolnice, aktorki, tancerki itd. nie stanowiły żadnego zgorszenia ani też nie mogły być dla żony podstawą do rozwodu. Żona natomiast musiała być bezwzględnie wierna mężowi (Katon Starszy, ten który był wielkim przeciwnikiem przemocy wobec kobiet, zrównujący ten akt wręcz ze świętokradztwem, twierdził że jeśli żona męża zdradzi, ten bez żadnych skrupułów ma prawo ją na miejscu zabić). Nie chodziło tutaj tylko o kobiety zamężne, gdyż wszystkie dziewczęta i kobiety w Rzymie (szczególnie te, które pochodziły z szanowanych rodzin) musiały skrupulatnie pielęgnować swoją cnotę, aż do zamążpójścia. Mężczyzna przed ślubem (jak i po ślubie) mógł do woli korzystać z usług prostytutek czy niewolnic, kobieta zaś nie mogła tego czynić ani przed, ani (tym bardziej) po ślubie. Mąż, który przyłapał żonę z kochankiem, mógł do woli pozbawić życia i ją i jego (kochanek z reguły był bity, często maltretowany i kastrowany, zaś żona różnie, jeden z mężów, kazał swym niewolnikom po kolei zgwałcić swoją żonę, gdy przyłapał ją z kochankiem, a potem ją zabił. Drugi zmusił żonę i jej kochanka do trójkąta, w którym wielokrotnie zgwałcił zarówno swoją żonę jak i owego mężczyznę, rano polecił go jeszcze wychłostać, po czym puścił wolno).

Homoseksualizm był prawnie zakazany i społecznie potępiany (jedynym wyjątkiem były związki homoseksualne pomiędzy panami i niewolnikami). Jednak gwałt na kochanku żony, był akceptowalny, gdyż tym samym mąż degradował rywala do podrzędnej roli kobiety, odbierał mu męskość, czynił niezdolnym do dalszego pełnienia roli męża i ojca. To była kara gorsza niż śmierć, nic więc dziwnego że niektórzy po takim czymś po prostu popełniali samobójstwa. Mąż zaś mógł utrzymywać oficjalne kochanki (nie mogły to jednak być wolno urodzone Rzymianki), często nawet pozwalając im mieszkać we własnym domu (tak jak czynił np. pogromca Hannibala, sławny wódz Publiusz Korneliusz Scypion, który utrzymywał oficjalny związek ze swoją niewolnicą, którą wyzwolił i pozwolił zamieszkać we własnym domu... naprzeciwko pokoi własnej żony - ponoć obie panie z czasem nawet się ze sobą zaprzyjaźniły). Podobnie postąpił Katon, który po śmierci swej ukochanej żony (o której wspominałem na początku), poślubił młodą niewolnice, którą też wyzwolił i obsypywał prezentami, co szczególnie nie podobało się jego dzieciom. Ale wola ojca rodziny nie podlegała dyskusji, wyzwolenica urodziła mu nawet syna. Oczywiście nie oznacza to też, że bogate Rzymianki nie posiadał własnych kochanków, owszem posiadały (głównie wśród niewolników), ale o ile związki homoseksualne pomiędzy panami a niewolnikami były utrzymywane jawnie, o tyle stosunki między dominami a niewolnikami musiały już być całkowicie tajne. Rzymska matrona, musiała bardzo uważać, jeśli decydowała się rozpocząć romans z niewolnikiem, gdyż w przypadku wpadki, mąż mógł potraktować ją dokładnie tak samo, jak gdyby obcowała z wolnym mężczyzną. Co prawda niewolnicy nie byli uważani za normalnych ludzi, jednak urażony małżonek mógł nie rozróżnić tych niuansów tamtej epoki i potraktować to jako zwykłą zdradę (czyli mógł wówczas uczynić z własną żona co tylko chciał, łącznie z pozbawieniem jej życia).




Mąż powinien również pozostawić własną czułość w stosunku do żony za drzwiami ich sypialni, gdyż publiczne okazywanie względów małżonkom było bardzo źle widziane (w 184 r. p.n.e. Katon Starszy usunął z senatu człowieka, który publicznie pocałował własną żonę w obecności ich córki). Kobietom nie powinno się dawać podstaw do jawnie seksualnych zachowań (Katon zwalczał wszelkie greckie wpływy na rzymską moralność, uważał że grecka kultura jest powodem zniewieścienia mężczyzn i seksualizacji kobiet, co szczególnie wypłynęło podczas afery roku 186 p.n.e. gdzie w czasie święta ku czci Dionizosa, rzymskie matrony, piły alkohol, rozpuściły włosy, a niektóre wręcz obnażyły piersi, spowodowało to w konsekwencji do wprowadzenia zakazu kultu Dionizosa i prześladowań jego kapłanów - ponoć miało zginąć wówczas kilka tysięcy ludzi, choć głównym powodem delegalizacji kultu była zapowiedź zabójstwa jednego z senatorów, jakiego chciała się dopuścić jego żona, uczestniczka owych misteriów). Trzydzieści lat wcześniej, w 216 r. p.n.e. po klęsce w bitwie z Hannibalem pod Kannami, w Rzymie żywcem zakopano westalkę, podejrzewaną o fizyczne obcowanie  mężczyzną, co właśnie miało spowodować gniew Jowisza i zesłaną przez niego klęskę. W 114 r. p.n.e. miała miejsce kolejna wielka afera obyczajowa z westalkami w roli głównej, gdy piorun poraził i zabił jedną z nich, natychmiast wszczęto śledztwo, które doszukało się przerażających rzeczy. Oto mianowicie powstała wśród westalek grupa dziewcząt - i to z najlepszych rzymskich rodów - które zachowywały się jak najzwyklejsze prostytutki, oddając się mężczyznom (wybieranym jednak według odpowiedniego klucza, gdyż wszystko musiało pozostać w tajemnicy). Kobiety zostały skazane na karę śmierci poprzez zakopanie żywcem, a przerażenie Rzymian tym świętokradczym aktem (owych westalek) było tak wielkie, że jeszcze długo po tej aferze panował strach zabobonny przed karą bogów za ich postępek.

Istniała w Rzymie również forma konkubinatu, który pozwalał mężczyźnie i kobiecie na wzajemne życie i obcowanie bez ślubu. Konkubinat ten jednak miał trwać jedynie rok czasu, od chwili gdy dziewczyna przeprowadziła się do domu swego chłopca. Jeśli jednak nie mieli oni ochoty zawierać związku małżeńskiego po upływie terminu, prawo nakazywało dziewczynie opuścić dom swego ukochanego na co najmniej trzy dni i wrócić do domu ojca. Po upływie tych dni mogła znów się przeprowadzić do chłopaka i wszystko... zaczynało się od nowa (to znaczy konkubinat znów mógł trwać kolejny rok). Jeśli zaś mąż pragnął się rozwieść z żoną, mógł jedynie zawiadomić o tym słowami (które oficjalnie były prawnie uznane): "Zabieraj swoje rzeczy i się wynoś". Żona musiała wówczas opuścić dom męża, ale on miał jej zwrócić posag, który wniosła do związku w dniu ślubu, choć (co należy przyznać) nie oznaczało to jeszcze całkowitego rozwiązania małżeństwa. O tym, czy dalsze pożycie powinno zostać unieważnione, dalej decydował sąd familijny, złożony z przedstawicieli rodziny męża i żony (mąż musiał mieć powód, dla którego decydował się rozwieść, jak choćby cudzołóstwo - wówczas małżeństwo unieważniano bezdyskusyjnie - aborcja dokonana przez żonę przy niewiedzy męża - również rozwód orzekano szybko, trudny charakter żony lub wreszcie... pijaństwo. Były to najważniejsze powody rozstań między małżonkami w Starożytnym Rzymie). Rozwody jednak (szczególnie w okresie Republiki) należały do rzadkości, gdyż związek (z reguły) był uświęcony religijnie, więc rozwód byłby zaprzeczeniem przysięgi małżeńskiej, złożonej przy ołtarzu Jowisza, a tym samym krzywoprzysięstwem dokonanym w obecności boga. w I, a szczególnie II i III wieku naszej ery, rozwody stały się wręcz rzymską plagą, zresztą w tym czasie kobiety zyskały znacznie większy status jako żony i matki, niż miało to miejsce w omawianym przeze mnie okresie.

Miast rozwodu, radzono małżonkom wzajemnie się porozumieć i dojść do zgody. W tym celu radzono aby spędzili oni noc i modlili się w świątyni bogini Viriplacy (Łagodzącej Mężowski Gniew). Namawiano ich tam również aby wzajemnie wykrzyczeli swoje żale i pretensje, co następnie doprowadzi następnie do ostatecznego pogodzenia (często owe pogodzenie kończyło się stosunkiem małżonków przed posągiem bogini). Twierdzono że jest to bardzo skuteczna metoda na nieszczęśliwe związki (jednak już w II wieku naszej ery, okazała się ona zupełnie nietrafioną, gdyż wówczas coraz mniej ludzi zaczęło wierzyć w bogów, większość traktowała religię jak "piękne bajki" nie mające związku z normalnym życiem, dlatego też i uświęcona bogini zgody małżeńskiej traciła swoją moc. Oczywiście były wyjątki, jakimi wówczas stali się niezwykle głęboko wierzący Chrześcijanie. Dziś sytuacja jest bardzo podobna do tamtego okresu, z tą różnicą że Chrześcijan zastąpili brodacze z Koranem w ręku i Allahem na ustach, pochodzący z zupełnie innej kultury). Rzymianie od wieków zastanawiali się jak to dobrać sobie najlepszą żonę i jak ją wychować. Zastanawiano się czy przywary kobiet lepiej jest znosić, czy też je tępić, oraz czy może (aby wychować sobie żonę), wziąć sobie ją w młodym wieku (gdy jeszcze nie jest w pełni kobietą), wówczas można będzie ją sobie wychować niczym córkę. Byli jednak i przeciwnicy tego typu związków, jako że co prawda służy to mężczyźnie, ale tylko do pewnego czasu, gdy bowiem on jest już w sile wieku i myśli tylko o spokoju i odpoczynku, jego wciąż młoda żona może teraz odpłacić mu pięknym za nadobne, za wszystkie lata podporządkowania (zwłaszcza od II wieku naszej ery, kiedy kobiety przestały być już tak uległe w związkach). Prześledźmy teraz stopień i skalę emancypacji kobiet rzymskich na przestrzeni wieków.




VIII - III wieku p.n.e. - Całkowity Patriarchat i kontrola ojca rodziny (pater familias) nad swą żoną (mater familias), dziećmi (liberti), niewolnikami (servi), bydłem, oraz całym majątkiem ruchomym i nieruchomym. Wola ojca jest wolą bogów i jest święta, może on więc decydować o zdrowiu i życiu wszystkich członków swojej rodziny. Utrzymuje on swoją władzę dzięki cnotom, takim jak: godność (gravitas), mądrość (sapientia), prawość (probitas), rozwaga (diligentia), surowość (severitas), opanowanie (temperantia). Dzieci uczone są skromności (modestia), szacunku (reverentia), dla starszych, posłuszeństwa (obsequium), respektu (verecundia) i czystości obyczajów (integritas morum). Żona znajduje się pod całkowitą władzą męża i również podlega jego prawom i nakazom (najważniejsza jest cnota - virtus, wierność - fides, skromność - modestia i posłuszeństwo - obsequium). Żona i dzieci mogą dodatkowo być karcone za najmniejsze nieposłuszeństwo przez ojca na najróżniejsze sposoby (głównie poprzez kary fizyczne). Żona realnie staje się niewolnicą własnego męża, choć jej pozycja jest nieco lepsza, od pozycji kobiet greckich. Takie wychowanie (szczególnie synów), jest probierzem moralności i siły armii rzymskiej tego okresu (homoseksualizm jak już wspomniałem, był oficjalnie tępiony, o ile nie dotyczył relacji pan-niewolnik, przy czym stroną bierną zawsze musiał być niewolnik, a wszelkie przejawy zachowań homoseksualnych między obywatelami Rzymu podlegały karze - przypadek siostrzeńca Gajusza Mariusza jest tutaj dość symboliczny, mianowicie młodzian ten znany był ze swoich homoseksualnych upodobań co do niewolników i to uchodziło, ale gdy postanowił uwieść niejakiego Treboniana, jednego z oficerów swego wuja - ten, broniąc się przed amorami, zabił swego adoratora. Otrzymał za to pochwałę od Gajusza Mariusza, który oficjalnie potępił swego siostrzeńca. W rzymskiej armii tego okresu panowała zasada, że kto ma większy stopień oficerski lub kto posiada wyższą pozycję w państwie i armii, ten co prawda otrzymuje większe uznanie i łupy, ale jednocześnie w przypadku popełnienia jakiegokolwiek wykroczenia lub przestępstwa - a za takie właśnie uważano akt homoseksualny pomiędzy obywatelami - ponosi karę dwakroć większą od zwykłego Rzymianina. Taka sama zasada panowała w armii Napoleona, im wyższa szarża, tym większa kara w przypadku jakiegokolwiek wykroczenia. I to jest właśnie sprawiedliwość - a jak jest dziś? Szkoda gadać). 

Rewolucja obyczajowa III/II wieku p.n.e. - Z chwilą zjednoczenia Italii i wchłonięcia tzw.: "Wielkiej Grecji" (czyli greckich miast w południowej Italii i na Sycylii), zaczęły się uwidaczniać coraz silniejsze wpływy hellenizmu na rzymską religię i moralność. Zaczęły się pojawiać greckie kulty, takie jak Dionizosa, "białej bogini" - Laukotei, Kybele, czy egipski kult Izydy. Hellenizacja rzymskiej religii i kultury, była pierwszą wielką rewolucyjną zmianą moralną w Imperium Rzymskim (kolejną była... chrystianizacja kultury grecko-rzymskiej). Zwolennicy hellenizacji (jak choćby ród Korneliuszy Scypionów), twierdzili że nawet pradawna Sybilla pochodziła ze wschodu, z dalekiej Troi - "pramatki naszej ziemi" (a konkretnie z miasta Marpessos w ziemi trojańskiej). Miała ona być również kapłanką greckiego boga Apollina, przez co była pierwszą która przyniosła grecki kult do Italii. Potem (gdy Rzym był jeszcze królestwem) rody Potycjuszów i Pinariuszów - wprowadziły w Rzymie kult greckiego Heraklesa (sprowadzony z Tyburu sabińskiego - co zresztą potem uważano za kult typowo italski), znany odtąd tam jako kult Herkulesa. W 249 r. p.n.e. inkorporowano do Rzymu kult Plutona (zwanego Disem lub Hadesem) i Persefony (Prozerpiny). W 238 r. p.n.e. wprowadzono kult Flory. W 217 r. p.n.e. pojawia się Afrodyta (Wenus). W 205 r. p.n.e. możny ród Klaudiuszów sprowadza do Rzymu wschodni kult bogini Kybele (Wielka Bogini - Wielka Macierz, Macierz Idejska). W II wieku p.n.e. Zeus już całkowicie stał się Jowiszem, Hera - Junoną, Posejdon - Neptunem, Atena - Minerwą, Ares - Marsem, Hestia - Westą, Hermes - Merkurym, Demeter - Ceres, Hefajstos - Wulkanem, Artemida - Dianą, Kronos - Saturnem i tak dalej. Rewolucja moralna III i II wieku p.n.e. oczywiście nie przyniosła ze sobą podważenia dominującej pozycji ojca rodziny, jedynie wprowadziła większą niemoralność do dotychczasowej rzymskiej kultury i religijności, co zresztą było ostro potępiane (np. za cenzuratu Katona w 184 r. p.n.e.). W każdym razie wiek II p.n.e. przynosi również ogromny i niespotykany wcześniej napływ niewolników do Rzymu. Dotąd bowiem nawet w majętnych rodzinach było co najwyżej po kilku niewolników (z reguły dwóch lub trzech, a częściej jeden), teraz ich napływ, oraz spadające ceny, spowodował iż rodziny nobilitas i ekwitów zaczęły posiadać po kilkudziesięciu, a nawet po kilkaset niewolników, co również prowadziło do upadku obyczajów i starorzymskiej moralności. 




Kolejna rewolucja obyczajowa - I wiek p.n.e. - I wiek p.n.e. kontynuował wszelkie negatywne tendencji okresu poprzedniego, łącznie z seksualizacją i demoralizacją obyczajową. Ale jednocześnie jest to pierwszy wiek, w którym rzymskie kobiety (na razie jedynie te, które wywodzą się z potężnych, arystokratycznych rodzin), zaczynają dochodzić do głosu. Oczywiście, dzieje się to bardzo powoli, stopniowo, ale w tym właśnie okresie kobieta rzymska oficjalnie już wchodzi do rzymskiej polityki (nie bezpośrednio, gdyż kobiety nie posiadały praw wyborczych, ale potężne matrony były zdolne tak kierować karierami swych mężów, kochanków i synów - że tamci niekiedy byli tylko marionetkami w ich rękach. Oficjalnie cechą kobiety rzymskiej miała być nadal cnota, posłuszeństwo i skromność - i takie właśnie ideały są najbardziej cenione, ale zmiany obyczajowe, jakie zachodzą w I wieku p.n.e., powodują iż coraz mniej kobiet realnie kultywuje owe cnoty (choć oficjalnie czynią tak wszystkie rzymskie damy). Przykładem tego stają się zmiany w ubiorach. Dotąd bowiem bogate damy zakładały (prócz stanika i przepaski na biodra), tunikę, na którą wkładano stolę, opadającą do stóp - natomiast począwszy od I wieku p.n.e. ubiory stały się cieńsze, kobiety albo porzuciły noszenie tuniki i zakładały samą stolę, albo też nosiły niezwykle cienkie, wręcz prześwitujące tuniki, które okrywały (dla niepoznaki, a może dla podkreślenia własnego seksapilu) pallą (był to rodzaj narzuty, owijanej wokół ciała). Niektóre matrony (głównie wdowy) oficjalnie utrzymywały niewolników, z którymi oddawały się seksualnym przyjemnościom. Ta sytuacja jeszcze pogłębiła się w kolejnym - I wieku naszej ery, ale prawdziwą rewolucję obyczajową przyniósł:

II wiek naszej ery - feminizacja Rzymian - II wiek naszej ery, to czasy rozbuchanego feminizmu i pogłębiania się rzymskiej demoralizacji. Wiele żon pragnie poprzestać na jednym, góra dwóch dzieciach, gdyż jak twierdzą "ciąża psuje ich urodę", a niektóre wręcz w ogóle nie chcą mieć potomstwa (skutecznie zresztą do tego dążą, stosując antykoncepcję, o której nie mówią mężom - na ten temat mam kilka dodatkowych informacji, ale opiszę je może w innym temacie), w każdym razie wiek II przynosi znaczny spadek urodzeń, a wiele rodzin jest bezdzietnych (w tym rody cesarskie). Dlatego też kobieca płodność była niezwykle ceniona w ówczesnym czasie, a kobiety, posiadające co najmniej piątkę dzieci, oficjalne nagradzane przez władze. Podczas przyjęć żony oficjalnie podważają zdanie męża i nie spotyka je za to kara, jak w wiekach wcześniejszych. Interesują się polityką, poezją, literaturą - piszą listy, utwory, deklamują, śpiewają własne piosenki a nawet... pouczają wodzów, jak mają prowadzić działania wojskowe. Niektóre pragną uczestniczyć z mężami w wyprawach wojennych (jak choćby cesarzowa Pompeja Plotyna, żona Trajana). Zrzucają kobiece stroje i przebierają się w męskie, ćwicząc powożenie rydwanem, walkę na miecze czy rzut oszczepem. Juwenalis - poeta rzymski tego okresu zapytuje wprost: "Czy może zachować wstyd kobieta w hełmie, która wyrzeka się swej płci?". Kobiety wcale sobie nie folgują, objadają się i opijają podczas uczt. Niektóre żony pozwalają sobie nawet na to, że jak pisze Juwenalis, odmawiają mężom wstępu do ich sypialni. Rzecz nie do pomyślenia w wiekach wcześniejszych. 

Niektórzy mężczyźni uciekają więc w homoseksualizm (który przestaje już pełnić takie moralne odium, jak wcześniej), ale najciekawsze jest to, że mężczyźni kompletnie nie wiedzą, co zrobić, aby owe sfeminizowane kobiety poskromić. Rozwody stały się wręcz plagą, a kobiety rozwodziły się równie często co mężczyźni (prawa julijskie dały kobietom możliwość występowania o rozwód na równi z mężami). Żony porzucają mężów z najbłahszych powodów (jak choćby - choroba, impotencja czy... wyjazd na front). Marcjalis (rzymski poeta) pisze wprost: "Kobieta podlegała niegdyś ściśle swemu panu i władcy, teraz dorównuje mu ona, współzawodniczy z nim, o ile nawet nad nim nie góruje. Dawniej (...) była dumna ze swej płodności, której obecnie się boi. Była wierna, a jest płocha i zdemoralizowana". Przykładem tej demoralizacji był również - jak już wcześniej wspomniałem - zanik rzymskiej religijności, która odtąd była traktowana raczej w kategoriach tradycji i bajek, niż rzeczywistych wierzeń. Należy też dodać, że wielu mężczyzn, nie mogąc sobie poradzić z żonami, brało do łoża niewolnice, które potem wyzwalali i z których potomstwo (jeśli je uznali) mogło być wolne i mogło dziedziczyć majątek ojca. Żony często przeciwko temu protestowały, ale mężowie czynili tak, właśnie dlatego że wśród tych niewolnic odnajdywali uległość, którą ich żony dawno porzuciły.



V wiek - Finis Mundum i Nowy Początek - Taki stan rzeczy trwał właściwie aż do początku wieku V naszej ery i najazdu plemion z Północy na Cesarstwo Rzymskie. Najeźdźcy przynieśli swoje prawa i obyczaje w które pokonani Rzymianie musieli się jakoś wpasować. Nie było to łatwe, zważywszy że pozycja kobiet w tych plemionach była niższa, niż pozycja matron w sfeminizowanym już wówczas rzymskim społeczeństwie. kobiety jednak musiały się podporządkować, bowiem nowi królowie wprowadzali własne prawa i podlegali własnym tradycjom. I tak, wraz z najazdem ludów północnych na Imperium Rzymskie, następuje załamanie się tej pozycji, jaką kobiety ugruntowały sobie wcześniej. Nowi władcy i plemiona tzw.: "barbarzyńców" przyjmowały Chrześcijaństwo i ponownie stawiały za wzór do naśladowania dla kobiet biblijną Marię - dziewiczą matkę Jezusa Chrystusa. Przejawy jakiegokolwiek protestu kobiet były tłumione w zarodku, a widząc co zdobywcy zrobili z Rzymem (455 r.), lub innymi miastami i wsiami dawnego Imperium (oddawano mocz do impluvium, prano gacie w przydomowych fontannach itd.) próby jakiejkolwiek choćby emancypacji przestały być podejmowane. Kobiety wróciły do swoich korzeni. Stało się tak, ponieważ każda próba sfeminizowania społeczeństwa, kończy się w końcu katastrofą i zagładą tego społeczeństwa. To jest oczywista-oczywistość (cytując klasyka), ale większość feministek tego nie pojmuje, że jeśli dalej będą próbowały zmienić swych mężów w "łagodne stworzonka", pozbawione męskich reakcji (które uważają za szkodliwe), to wcześniej czy później obróci się to przeciwko nim samym. Bo przyjdą inni, którzy jedyne co będą potrafili to bić i gwałcić. I wówczas kobiety się podporządkują bo nie będą miały już innego wyjścia. Tak było i tak już będzie zawsze.   
                

        







 GERMAN DEATH CAMPS

NEVER POLISH



CDN.

niedziela, 22 kwietnia 2018

WOMAN IS FUTURE!? Cz. II

CZYLI WSPÓŁCZESNA

FEMINISTYCZNA MIZOANDRIA




Równouprawnienie? Cóż to takiego jest? Ktoś bardziej zapoznany z tematem zapewne odpowiedziałby, iż są to równe prawa i równe możliwości, którymi może cieszyć się każda z płci lub ras. Ja jednak uważam że stan równouprawnienia, jest stanem przejściowym, pomiędzy dominacją jednej, lub drugiej grupy ludzi. Uważam tak, ponieważ dowodów na to dostarcza nam sama historia (ewentualnie literatura) lub określona, konsekwentnie realizowana polityka. Spójrzmy na przykład, na kwestię tak dziś krytykowanego zachodniego kolonializmu Afryki, ileż to zbrodni mieli popełnić Biali ludzie tzw.: Zachodu na biednych mieszkańcach czarnej Afryki. Nie przeczę, były zbrodnie (weźmy choćby prawdziwy holokaust Murzynów z Konga, dokonywanych przez Belgów w końcu XIX i na początku XX wieku, gdzie obcinanie rak i nóg było najmniej dotkliwą karą, ponoszoną za najdrobniejsze wykroczenia, z reguły zaś, to kolekcjonowano sobie czaszki pomordowanych niczym trofea i układano je w prawdziwe stosy), był ucisk, był Apartheid w Republice Południowej Afryki - to wszystko prawda, tylko że... to już było, a dziś sytuacja odwróciła się o 180 %, natomiast my wciąż gadamy o tym co było kiedyś. Dziś w czarnej Afryce na potęgę mordowani są biali ludzie (w RPA panuje odwrócony apartheid, gdzie biali są bici, mordowani i paleni - i cisza, wszystko jest ok.). Chrześcijaństwo jest dziś najbardziej prześladowaną religią i to nie tylko w Afryce czy na Bliskim Wschodzie, gdzie za bycie chrześcijaninem płaci się śmiercią całej rodziny, ale również w Europie Zachodniej (Facebook cenzuruje nawet zdjęcie ukrzyżowanego Chrystusa, jako: "Niezgodne ze standardami społeczności" - to jaka to jest ta społeczność, ja się zapytuję, skoro nawet krzyż jest już niemile widziany, podobnie zresztą jak i symbole narodowe. Za to strony o profilu wybitnie marksistowskim ze szmatami z sierpem i młotem, swastyką i temu podobne mają się świetnie i nikt ich nie cenzuruje). 

Papież Franciszek stręczy nam na potęgę uchodźców, perfidnie głosząc że islamscy najeźdźcy ze smartfonami i Koranem w ręku, są niczym apostołowie Chrystusa (dla mnie ten uzurpator nie jest żadnym papieżem, prawdziwy papież - Benedykt XVI nigdy przecież nie zrezygnował oficjalnie ze stanowiska i realnie wciąż pełni swoje obowiązki, choć został zmuszony do usunięcia się na bok, bowiem blokowałby wielką akcję "Refugees Welcome" Anno Domini 2015, która była miała być główną odsłoną poszczególnych mniejszych akcji, przygotowywanych od mniej więcej 2008/2009 r. Jedną z nich była... katastrofa samolotu prezydenta Polski - Lecha Kaczyńskiego pod Smoleńskiem). Chrześcijanie są dziś oskarżani o największe zbrodnie, o inkwizycję, o prześladowania innowierców (w tym głównie Żydów), a Watykan również o współpracę z hitlerowskimi Niemcami podczas Holokaustu (kompletna brednia, ale nie będą jej teraz rozwijał, przejdę do tego w innym temacie). Kościoły zamieniane są w Europie w dyskoteki i puby, zaś w miastach rosną jak na drożdżach nowe meczety. A lewica (w tym również feministki) wciąż maja usta pełne frazesów o dominacji Kościoła, Chrześcijaństwa i religii na życie ludzi (pewnie, najlepiej zamienić człowieka w ludzkie zwierzę, posłuszne i sterowalne, które nie zadaje zbędnych pytań, wykonuje rozkazy no i co najważniejsze nie ma gdzie uciec, bo wszędzie ma być tak samo. Najważniejszym zadaniem dzisiejszej lewicy, jest zabić w ludziach nadzieję na jakiekolwiek zmiany, na możliwość choćby pomyślenia o buncie przeciwko projektowanemu Nowemu Porządkowi Świata. Aby to uczynić, należy zabić w nim jakiekolwiek myśli czy odwołania do Boga. Człowiek bowiem ma być sterowany całkowicie, a skoro istnieje furtka, mówiąca o nadziei, jaką daje Bóg i wiara, to system oczywiście nie może zostać domknięty. Jeśli zaś nie zostanie domknięty - upadnie. Proste. Stąd taka nieprawdopodobna agresja i atak na Chrześcijaństwo oraz w ogóle Białego Człowieka jako takiego.

Tak więc uważam że na dobrą sprawę równouprawnienie jest stanem przejściowym i wynika jedynie ze słabości poszczególnych stron ewentualnego konfliktu. Taki konflikt, jaki panuje pomiędzy rasami i narodami, został również sztucznie wykreowany między płciami (wszystko w imię postępu i nowego, marksistowskiego świata). Co nie znaczy oczywiście że zarówno mizoandria jak i mizoginia nie istniały wcześniej w historii. Owszem istniały, a dominacja jednej z płci (lub przynajmniej zapowiedź owej dominacji), stwarzała okazję dla tego typu praktyk. W tym temacie chciałbym głównie się skupić na mizoandrycznych, typowo anty-męskich wypowiedziach (oraz niekiedy działaniach) kluczowych ikon feminizmu, którym zamarzyła się odwrotna kwestia dawnego patriarchatu. Nim jednak przejdę do tych, czysto mizoandrycznych wypowiedzi, chciałbym również przytoczyć tutaj drugą stronę medalu i zaprezentować (tak powszechnie krytykowane dziś przez feministki i tzw.: "postępową społeczność") mizoginiczne wypowiedzi wielu mężczyzn (i niekiedy kobiet) w przeszłości. Oczywiście były również i apoteozy postaci kobiecych, podejmowane przez męskich twórców (czego w przypadku feministek niestety nie sposób znaleźć, no chyba że wśród kobiet, które z feminizmu się wyleczyły). Przejdźmy więc zatem do owych mizoginicznych wypowiedzi (gdyż na tym właśnie pragną się tutaj skupić), by potem przejść do tych, które mówią o kobietach i ich roli w społeczeństwie w sposób zgodny z faktycznym stanem. Na koniec przejdę już bezpośrednio do "dania głównego", czyli do mizoandrycznych (i to wybitnie mizoandrycznych) wypowiedzi kobiet, które określają siebie same jako feministki.

Demostenes, sławny ateński mówca i polityk, przeciwnik wzrostu potęgi Macedonii i aktywny piewca wojny z Filipem II (autor anty-macedońskich filipik), zaprezentował ówczesne myślenie starożytnych Greków na kwestie męsko-damskie, mówiąc: "Dla potrzeb ciała mamy kurtyzany, dla uciech ducha mamy hetery, a żony po to, aby rodziły nam synów i strzegły domowego ogniska". Innymi słowy dla wielu Greków (oczywiście głównie tych z kultury jońskiej, a jeszcze bardziej konkretnie ateńskiej, choć i w innych regionach Grecji takie poglądy, może tylko w mniejszej skali były jak najbardziej popierane), ich żony to w dużej mierze takie... wierne niewolnice, które rodzą dzieci i się nimi zajmują (do pewnego wieku oczywiście), oraz dbają o dom i przede wszystkim skrupulatnie przestrzegają zachowań wybitnie cnotliwych (Atenki na przykład większość czasu przebywały we własnym pokoju, zwanym gynecejonem, gdzie głównie zajmowały się tkactwem i przędzeniem nici, w otoczeniu niewolnic i odwiedzających ich przyjaciółek, oraz przygotowywały posiłki - często było to swoiste urozmaicenie dnia, bowiem taka pani domu musiała się potwornie nudzić, a gdy posiadała po kilkanaście niewolnic i one wykonywały wszystkie zajęcia, ona nie miała już wiele do zrobienia, poza szydełkowaniem - ale ile można szydełkować. W zasadzie nie istnieją żadne informacje, mówiące iż Atenki zajmowały się jeszcze czymś innym niż właśnie przędzeniem i gotowaniem - przy czym cięższe prace wykonywały oczywiście niewolnice). Nie jest jednak prawdą to, że Atenki całkowicie nie mogły opuszczać swego domu, owszem mogły, ale gdy to już czyniły, zawsze musiała im towarzyszyć w drodze jakaś niewolnica w roli przyzwoitki.




Platon uważał kobiety za... niedorozwiniętych mężczyzn i postulował sprawować nad nimi opiekę prawną, niczym nad dziećmi (choć jednocześnie przyznawał, że kobiety mogą niekiedy wykazywać się inteligencją na równi z mężczyznami i takie właśnie kobiety widział we władzach swej utopijnej wizji zaprezentowanej w "Politei"). Eurypides, jeden z największych helleńskich tragików starożytności, tak pisał w "Trojankach" o Helenie, głównej sprawczyni zniszczenia Troi: "Menelaosie, pięknie, że zabijesz żonę, lecz nie patrz na nią, byś nie uległ żądzy. Bo bierze oczy mężczyzn, niszczy miasta, podpala domy - taki czar jej. Ja ją znam, ty też, inni - jej ofiary", a Menelaos odpowiada: "Zgadzam się z tobą, jestem przekonany że ona chętnie poszła z mego domu w łoże obcego (...) Idź pod grad kamieni! (...) Umrzyj - byś więcej nie mogła mnie zhańbić!" Tak oto Helena - sprawczyni nieszczęścia całego miasta, winna jest śmierci, a jej jedyną winą jest to że podoba się mężczyznom, którzy przez to mogą palić i niszczyć wsie, miasta i państwa. Bardzo podobnie myślał Publiusz Korneliusz Scypion, który skazał na śmierć słynną Sofonisbę, córkę Hazdrubala Giskona - jednego z wodzów Hannibala. Uczynił tak tylko dlatego, że jej uroda powodowała rozpad numidyjskich koalicji i przez to zmuszała Rzymian do bezpośredniej interwencji na ziemiach, na których nie planowali oni wcześniej interweniować. Uroda jest więc przekleństwem kobiet, bowiem prowadzi do zaślepienia mężczyzn, którzy czynią wówczas rzeczy, które w normalnych warunkach nigdy by im nie przyszły do głowy. Kobieta to rozbuchany erotyzm, dlatego też ideałem, do jakiego powinna ona dążyć jest cnota, pobożność i posłuszeństwo. Tylko wówczas może poskromić czającą się w niej samej istotę, sprowadzającą narody i państwa na zgubę. 

Semonides jeszcze ostrzej pisze o kobietach w swej "Satyrze": "Zeus kobietę głównym złem uczynił (...( stąd też i Hades przyjął tych, co w boju oddali kiedyś życie za kobietę". Homer (w którego przecież czasach kobiety miały znacznie większą pozycję społeczną, niż w późniejszych okresach, tak przytacza w "Odysei" władcze słowa, jakie wypowiada Telemach - syn Odysa, do swej matki Penelopy (która już wówczas była uważana za przykład niewieścich cnót): "Wracaj do siebie i pilnuj swojej roboty, krosien i kądzieli, i służbę zapędzaj do pracy. Słowo do mężów należy, a ze wszystkich do mnie najbardziej, bo moja władza w tym domu". Oczywiście Penelopa posłusznie wykonuje synowskie polecenie, za co Homer nazywa ją wzorem dla innych kobiet, jako przykład niewieściej cnoty, posłuszeństwa i wierności swemu małżonkowi (Homer pisze: "Jej czyste serce było u mądrej Penelopy, córy Ikariosa, że tak wiernie pamiętała Odysa, męża swej młodości"). Arystofanes w "Sejmie kobiet" prezentuje natomiast zupełnie odmienne społeczeństwo, które rządzone jest w ubierające się po męsku kobiety. Ponieważ mężczyźni wciąż toczą ze sobą walki i nie potrafią doprowadzić do trwałego pokoju, rządy zostają oddane kobietom, które pod przewodnictwem wojowniczej Praksagory (takiej antycznej feministki), odtąd decydują o polityce na zgromadzeniu ludowym. Następuje początkowa euforia, kobiety wprowadzają powszechną równość i ustanawiają kolektywną wspólnotę (typowy antyczny marksizm). Likwidują własność prywatną i rozwiązują małżeństwa, odtąd każdy może współżyć z każdym. Wspaniale!... choć, nie do końca. Szybko zaczynają piętrzyć się problemy, wielu mężczyzn nie chce zrezygnować z prywatnej własności - co z nimi począć? kobiety nie mają pomysłu, zaczyna piętrzyć się chaos i rozprzężenie. Niektórzy (jak choćby Chremes, znajomy męża Praksagory - Blepyrosa), próbują to jakoś logicznie wytłumaczyć, mówiąc iż: "Cokolwiek w Atenach postanowi się głupio, obraca się w końcu na dobre", ale na dobre wcale się nie obraca, szerzy się anarchia i w końcu państwo powoli się załamuje, choć dzieje się to w sposób powolny i żartobliwy, jak przystało na komedię.

"Sejm niewieści" to jednak utopia, wizja rządów kobiet, które uważałyby się za równe mężczyznom, a którym powierzona władza całkowicie wymyka się spod kontroli, bowiem wprowadzają one reformy, które same wcześniej uważały za korzystne i sprawiedliwe. Czynią jednak tym znacznie więcej szkód, niż wojny które prowadzili ich mężowie. Ponieważ kobiety, jako nieodpowiedzialne istoty ("niedorozwinięci mężczyźni" - jak nazywał je Platon), należy więc kontrolować, bowiem pozbawione owej kontroli, natychmiast prowadzą tak związek małżeński jak i formy znacznie większe (jak choćby miasta czy państwa) do katastrofy. Dlatego też małżeństwo było formą swoistej sprzedaży przez ojca córki, jej przyszłemu mężowi. Menander opisuje to w ten oto sposób: "Patajkos (ojciec dziewczyny) - Daję ci tę dziewczynę, aby wydała dzieci z prawego łoża", "Polemon - Przyjmuję ją", dalej znów "Patajkos - Dodaję posag liczący trzy talenty", "Poleon - Przyjmuję go również z przyjemnością". Ischomach zaś zwracając się do swej żony, pyta ją czy ta wie, dlaczego została jego żoną i sugeruje że nie brakowało mu innych dziewcząt, które mógłby poślubić: "Powiedz mi, żono, czy już pojęłaś, w jakim celu ja wziąłem ciebie (...) Bo że nie brakowało innych, z którymi moglibyśmy podzielić łoże, to wszak i dla ciebie jest jasne". W konkluzji dochodzi on do wniosku, że jego żona została nią, ponieważ po pierwsze on tak chciał (spodobała mu się), a po drugie, chciał tak również i jej ojciec, więc dobili targu. Przygotowania do ślubu były bardzo uroczyste, a zarówno panna młoda jak i pan młody posiadali swoje drużby (w przypadku kobiety była to nymfeutria - czyli organizatorka ceremonii ślubnej, zaś w przypadku mężczyzny - parachos, drużba). Panna młoda, po oczyszczającej kąpieli, ubrana w suknię i przybrana welonem, oczekiwała na swego przyszłego męża. Uczta weselna odbywała się w domu narzeczonej, dopiero pod wieczór pan młody, wraz z towarzyszami i rodzina, odprowadzał żonę do swego domu, gdzie często... zmieniała ona gyneceum ojca, na gyneceum męża.




Tak śluby organizowano w Atenach i innych miastach Hellady, ale nie w Sparcie, gdzie do tradycji należało... porywanie panny młodej przez pana młodego. Gdy już ją uprowadził, oddawał ją w ręce kobiety, które miała przygotować ją do zamążpójścia. Najpierw więc ścinała krótko jej włosy, przebierała ją w męskie ubranie i kładła na sienniku, gdzie miała oczekiwać na narzeczonego. Ten przychodził z uczty weselnej, zanosił ją na łóżko, odbywał stosunek i... wracał do pijących towarzyszy weselnych, a dziewczyna pozostawała sama). Do tradycji (szczególnie w Atenach) należały też wspólne modły, odbywane w świątyniach, gdzie zarówno mąż, jak i żona prosili bogów o szczęśliwe pożycie (mąż z reguły prosił bogów, aby żona była mu zawsze posłuszna i chętna do nauki jej nowych obowiązków domowych, zaś żona prosiła o to samo dla siebie - czyli aby bogowie napełnili ją pokorą i posłuszeństwem). Żona dodatkowo musiała być wierna swemu mężowi, a jeśli wierności nie dochowała, ten (choćby nawet nie chciał) musiał ją wypędzić - taki był zwyczaj. Zresztą mógł to zrobić nie tylko z powodu cudzołóstwa, ale również np. z powodu jej przykrego charakteru (zresztą powód nie miał żadnego znaczenia, po prostu mąż mógł wypędzić z domu żonę i zabronić jej kontaktów z dziećmi, naprawdę pod byle pretekstem, nikt w to się zbytnio nie wgłębiał). Co prawda według prawa, maż, który wypędzał z domu żonę, musiał zwrócić jej posag, który wniosła do związku w dniu ślubu i to właśnie często powstrzymywało mężczyzn przed plagą rozwodów (ponoć prawo to zostało uchwalone w Atenach na polecenie Peryklesa, na którym znów wyprosiła je jego kochanka - Aspazja z Miletu). Mimo to jednak każde rozstanie "niesławą jest dla kobiety", jak stwierdzała eurypidesowa Medea, gdyż cała wina za nieudane pożycie, całe odium spadało właśnie na nią. Nic więc dziwnego że wiele kobiet w pokorze znosiło domową przemoc, w obawie przed oddaleniem, bowiem wówczas dla społeczeństwa stawała się swoistą "kobietą upadłą".

Mężowie mogli do swych domów spraszać zarówno hetery jak i konkubiny (zwane pallakeides), natomiast w tym samym czasie ich żony przebywały w gyneceach, przędły, gaworzyły i oczekiwały końca imprezy. W żadnym razie męska niewierność nie mogła być dla kobiety podstawą rozwodu (jedyną taką podstawą była przemoc domowa, ale w tym przypadku kobieta musiała złożyć sprawę o pobicie u archonta eponima i to on dopiero decydował czy daną sprawę warto przedstawić w sądzie czy też szkoda na to jego czasu). Ale nawet jeśli rozwód został orzeczony i mąż musiał zapłacić zonie posag, który wniosła do związku w dniu ślubu, jak już wspominałem - wpadała ona z deszczu pod rynnę. Co prawda przemoc fizyczna się kończyła, ale... pojawiało się odium moralne, które w niej właśnie widziało głównego winowajcy rozpadu związku małżeńskiego i zniszczenia ogniska domowego. Cóż więc wybrać - dalsze w pokorze przyjmowanie razów ze strony męża i udawanie że nic się nie dzieje, czy też życie do śmierci w hańbie? Czy można się dziwić, że kobiety częściej wybierały to pierwsze niż to drugie? Kobiety był z reguły kształcone w antycznej Helladzie w taki sposób, aby były potem przydatne dla męża i rodziny (czyli żony prócz podstaw pisania i czytania, szkolono w pracach domowych i robótkach ręcznych). Nawet sławetne hetery, które uważane są dziś za najbardziej wykształcone ówcześnie kobiety, posiadały jedynie taką wiedze, która pozwalała na swobodną konwersację z mężczyznami, którzy za nie zapłacili. Potrafiły co prawda rozmawiać na tematy związane z literaturą i sztuka, ale nie była to zbyt wyczerpująca wiedza, poza tym uczono je tańczyć i grać na instrumentach muzycznych (głównie na kitarze i flecie). Żadna z najsławniejszych greckich heter, nie była w pełni wykształconą kobietą (często po zakończeniu kariery jako hetery, prowadziły domy publiczne, nielicznym zaś udawało się wyjść za maż za ich dawnych klientów). 


To tyle jeśli idzie o greckie niewiasty i panującą w Antycznej Helladzie mizoginię. Przejdźmy zatem teraz do siejącego postrach, położonego na siedmiu wzgórzach i często znienawidzonego - miasta cudów - Rzymu. Czy i tam odnajdziemy publiczne przykłady mizoginii?



  

 GERMAN DEATH CAMPS

NEVER POLISH



CDN.  
 

sobota, 21 kwietnia 2018

KOBIETY - PAPIEŻE, PATRIARCHOWIE, BISKUPI, PREZBITERZY - Cz. VI

ORAZ TE, KTÓRE PAPIEŻY WYBIERAŁY



"BÓG SIĘ RODZI - MOC TRUCHLEJE
OGIEŃ KRZEPNIE, BLASK CIEMNIEJE
MA GRANICE NIESKOŃCZONY.
WZGARDZONY, OKRYTY CHWAŁĄ,
ŚMIERTELNY KRÓL NAD WIEKAMI,
A SŁOWO CIAŁEM SIĘ STAŁO 
I MIESZKAŁO MIEDZY NAMI"


MARYJA

MATKA JEZUSA

Cz. III

 




 "I STAŁO SIĘ, GDY TAM BYLI, ŻE WYPEŁNIŁY SIĘ DNI, ABY PORODZIŁA. I PORODZIŁA SYNA SWEGO PIERWORODNEGO, I UWINĘŁA GO W PIELUSZKI, I ZŁOŻYŁA W ŻŁOBIE"

(Łk. II, 6-7)


Jezus Chrystus, ten, którego nadejście miał przepowiedzieć Maryi "archanioł" Gabriel i dodać iż: "Będzie Wielkim i Synem Najwyższego nazywanym będzie (...) i będzie królował (...) na wieki, a królestwu jego nie będzie końca", ten sam przyszły Zbawiciel, narodził się (prawdopodobnie w sierpniu 7 r. p.n.e.) w zwykłym magazynie zbożowym (zwanym potocznie w Biblii "żłobem") i został przez matkę owinięty po urodzeniu w odzież, którą Maryja zabrała ze sobą w podróż do Jerozolimy. Biblia podaje że wraz z narodzinami przyszłego Mesjasza-Wybawiciela, miały miejsce dziwne sytuacje, jak choćby donośny śpiew aniołów (serafinów), chwalących Jego przyjście na ten ludzki świat. Co się tyczy Biblii, nie będę się na ten temat wypowiadał i skupię się jedynie na tej (niewielkiej już) części informacji o losach Maryi i małego Jezusa, jaka jeszcze pozostała z channelingów. W każdym razie Jego poczęcie i narodziny miały być od początku do końca monitorowane i prowadzone przez istoty, zwane TJahooba a także Plejadian. Jezus miał narodzić się w 7 r. p.n.e. i ta data zyskuje potwierdzenie chociażby w odkopanych przez archeologów tabliczkach chaldejskich magów, które właśnie w tym roku datują zdarzenie, które opisane jest narodzinami "Władcy Świata" (lub też "Światła Życia"). Jest więcej niż prawdopodobne, że chaldejsko-babilońscy magowie uznali, iż wiadomość ta (a słynęli oni z dokładnych obserwacji nieba i wszystkiego co tam zachodziło), jest przepowiednią o niespotykanym dotąd wzroście pozycji Wschodu, z którego mieli wyjść "Władcy Świata" (prawdopodobnie rozumiani w kategorii jakiejś niezwykłej, boskiej dynastii).

Zmiana była odczuwalna przez wielu ludzi, ale szczególnie magowie przewidywali że będzie ona związana z jakimś wielkim wydarzeniem (podobnie jak miało to miejsce w przeszłości). Świat wkraczał wówczas w wielkie wydarzenie (którego jednak znaczenia, podobnie jak i dziś, nie uświadamiała sobie większość żyjących wówczas ludzi), zwane przejściem w nową erę. Kończyła się era Barana - okres niezwykle uporczywych wojen zdobywczych, ekspansji terytorialnej i wszelakich z tym związanych cierpień dla ludzkości. Zaczynała się nowa era, era Ryb - którą znamionować będzie, prócz niezwykle rozbudzonej religijności (często religijności dewotycznej), kolejny chaos i wojny. Ale była to jednocześnie era przebudzenia, to właśnie jej nadejście miał symbolizować przyszły "Władca Świata" czy też swoisty "Mesjasz", który miał za zadanie rozbudzić ludzkość w kierunku drogi wiodącej ku Bogu Prawdziwemu (apostołowie  -rybacy - era Ryb). Magowie Babilonii doskonale zdawali sobie sprawę z nadchodzącej zmiany (znali m.in.: zjawisko cyklu precesyjnego - który polega na zmiany kierunku osi obrotu obracającego się ciała), a ponieważ nadchodząca era była związana z niewielką rzymską prowincją, postanowili wybrać się w podróż do Palestyny (nie wiadomo dlaczego, ale już od starożytności gwiazdozbiór ryb był kojarzony z Żydami). Przeszli oni do tradycji pod błędną nazwą "Trzech Królów". W rzeczywistości byli to uczeni kapłani zwani magami, którzy znali dawne precedensy historyczne, związane ze zmianami er (jak choćby opisane w Biblii zniszczenie Sodomy i Gomory, które było działaniem zaplanowanym i przeprowadzonym siłą nieziemskiej technologii, czy podobnych wydarzeń w najdawniejszej historii Sumeru). Zmiany były więc związane z niezwykłymi wydarzeniami, a teraz takie samo wydarzenie miało się ukazać w Judei i zwiastować narodziny "Światła Życia".




Co na ten temat mówią zaś channelingi? W zasadzie niewiele, poza jednym ciekawym spostrzeżeniem, iż era Ryb, zapoczątkowała zmianę panowania nibiruańskiego rodu Anu, Enkiego i Enlila z dawnej Malony, oraz rozpoczęcie rządów plejadiańsko-tjehoobańskich na Ziemi. Symbolem nowych czasów stał się właśnie narodzony Mesjasz - Jezus Chrystus (Tjehoobanin - Immanuel). Wówczas nie było już rodu z Malony na Ziemi, ale ich wpływy wciąż były bardzo silne. Z czasem postanowili oni odzyskać część utraconych zdobyczy, inspirując na Ziemi nowy kult, który był przeciwieństwem betlejemskiej religii "Światła Życia", ten kult nazywał się... Islam (opiszę to, oczywiście na tyle, na ile pozwolą mi na to channelingi, które w tym temacie są równie niezwykle lakoniczne - w serii o Historii Wszechświata). Islam został odwzorowany przy poparciu rodu Anu, na postaci potomka Enlila i ojca "bogini" Inanny - Nannarze (zwanym również Sinem). To właśnie on jest uosobieniem dzisiejszego muzułmańskiego Allaha. Tak więc owi magowie (a byli to magowie z chaldejskiego miasta Ur w Babilonii), postanowili wybrać się w podróż do Judei, aby a własne oczy ujrzeć narodziny "Władcy Świata". Nie wiadomo czy prowadziła ich gwiazda (jak jest zapisane w Biblii), gdyż przybyli oni do Betlejem w około miesiąc po narodzinach Jezusa (a w owym 7 r. p.n.e. aż trzykrotnie miała miejsce owa niezwykła koniunkcja Jowisza i Saturna w konstelacji Ryb - 29 maja, 29 września i 5 grudnia), więc prawdopodobnie data 29 września mogłaby być brana pod uwagę, choć channelingi na ten temat zupełnie milczą. Magowie najpierw przybyli do Jerozolimy, sądząc że to właśnie na dworze króla Heroda (lub w samym mieście), narodzi się ów "Władca Świata". Ale ich poszukiwania okazały się daremne i zamierzali już wracać do Ur, gdy Zachariasz (ojciec Jana Chrzciciela), poinformował ich że przyszły Zbawiciel narodził się w Betlejem i że tam mieszka wraz ze swymi rodzicami. Udali się więc oni w drogę do Betlejem, jednak o ich przybyciu do miasta i ofiarowanych Jezusowi darach, możemy zapoznać się jedynie z Biblii, bowiem channelingi na ten temat ponownie milczą zupełnie.

"Rzeź niewiniątek" i podróż Świętej Rodziny do Egiptu została zapewne zmyślona, gdyż nie ma o tym żadnych (poza samą Biblią informacji), milczą na ten temat również channelingi (Herod, szczególnie pod koniec życia co prawda nie był już umysłowo normalny, o czym świadczy fakt że wymordował większość swych synów, gdyż uważał że ci planują jego detronizację, a także wydał rozkaz uśmiercenia największych dostojników królestwa po swej śmierci, aby sprawić wrażenie że żony i córki pomordowanych opłakują także władcę - obawiał się bowiem że nikt po nim nie zapłacze, co... okazało się prawdą, a wyrok po śmierci władcy został unieważniony). Herod był co prawda takim antycznym Stalinem, ale nie mordował zwykłych ludzi, gdyż ci nie mogli mu bezpośrednio zagrozić. A już wymordowanie noworodków płci męskiej byłoby szaleństwem, nawet jak na Heroda przystało, zresztą, akt takiej barbarzyńskiej głupoty nie umknąłby uwadze niechętnych Herodowi historyków i dziejopisów (jak choćby Józef Flawiusz, który żywo nienawidził Heroda, i który przypisuje mu najbardziej okrutne i nieludzkie z zachowań, a jednak, także i on nie napisał nic o owej biblijnej "rzezi niewiniątek". Nie uczynił tego oczywiście z sympatii dla tego monarchy, a jedynie z faktu iż takie wydarzenie nie miało najzwyczajniej w świecie miejsca). Podobnie opis podróży "Świętej Rodziny" do Egiptu, znajduje się jedynie na kartach Biblii i nie ma potwierdzenia gdziekolwiek indziej, zresztą, po co Józef i Maryja mieliby uchodzić do Egiptu, skoro nie było "rzezi niewiniątek"? Rodzina powróciła więc do Nazaretu.

Jezus nie różnił się w pierwszych latach swego dzieciństwa od innych dzieci, wokół których się wychowywał (Maria i Józef mieli co najmniej jeszcze dwójkę swoich dzieci, poza tym w sąsiedztwie było dodatkowo z kilkoro dzieci). Są informacje (nie pochodzące jednak z channelingów), które opisują iż Jezus już w młodym wieku zaczął przejawiać ponadnaturalne zdolności, które niekiedy wykorzystywał przeciwko swoim kolegom (miał sprawić iż jednemu z chłopców... uschła mu ręka). Miał mieć też najlepszego kolegę, chłopca z sąsiedztwa o imieniu Jakub). W każdym razie jego życie było skrupulatnie monitorowane przez TJahooba, szczególnie że w chwili narodzin na Ziemi, zapomniał on o swym dawnym życiu i swej misji, jaką miał tu do wykonania. Nie wiadomo też kiedy nastąpiło Jego duchowe rozbudzenie, w każdym razie w wieku sześciu lat potrafił już płynnie mówić i pisać zarówno w języku hebrajskim, jak i aramejskim a także po... grecku (gdzie się tego nauczył? Nie wiadomo, ale mało prawdopodobne aby tę wiedzę wyniósł z domu, gdyż zarówno Józef jak i Maryja, jeśli w ogóle byli piśmienni, to zapewne tylko we własnym języku  - hebrajskim, aramejskiego zapewne nie znali, lub znali słabo, ale już greki to znać w żaden sposób nie mogli. Gdzie więc wyuczył się tych języków młody, sześcioletni Jezus? Nie dowiemy się tego także i z channelingów), od wieku sześciu lat datuje się jednak niespotykane przyspieszenie zarówno wiedzy, jak i nadnaturalnych zdolności przyszłego Mesjasza-Zbawiciela Ludzkości (lub Emmanuela Radości, jak jest w piosence braci Golców). 




  
"NIECHAJ ZABRZMI ŚWIAT Z WESOŁOŚCI,
ŻE POSŁANY, JEST NAM DANY
EMMANUEL BLISKOŚCI.
JEGO TEDY PRZYWITAJMY,
Z ANIOŁAMI ZAŚPIEWAJMY
CHWAŁA NA WYSOKOŚCI!"


GERMAN DEATH CAMPS

NEVER POLISH



CDN.
 

wtorek, 17 kwietnia 2018

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. VIII

CZYLI JAK TO KRÓL

RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV

PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE

CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO

W KONSTANTYNOPOLU





1645 r.

RZECZPOSPOLITA

Cz. II


SEJMY, SEJMIKI, WNIOSKI - VETO!

  
"ZAPOMNIEĆ WOJNY I POWSTANIA,
JEDYNIE SŁUSZNY SZARPAĆ DZWON
NARODOWEGO BYLE TRWANIA, 
W ZGODZIE NA NAMIESTNICZY TRON.
W ZAMIAN W TEJ ZIEMI NAM MOGIŁA,
I PRZODKÓW ŚPIEW, JAK ECHA KIELICH:
ŻE JESZCZE POLSKA WTEDY ŻYŁA, GDY ZA NIĄ GINĘLI"




Przejdźmy więc już bezpośrednio do roku 1645 r. w którym to właśnie narodził się plan wielkiej wojny z Osmanami, zdobycia Konstantynopola i wyzwolenia bałkańskich narodów, jęczących pod turecką niewolą. Nim jednak do tego przejdę, szybki rzut oka na wydarzenia dziejące się na krótko przed tą datą (gdyż one także mają pewien związek z planami króla Władysława odnośnie wojny tureckiej). Rzeczypospolita tego okresu wciąż była potęgą militarną, mogącą samodzielnie odeprzeć kilka najazdów na różnych frontach i co ciekawe, czyniono to przy... minimalnych nakładach finansowych na wojsko (gdyż szlachta bardzo rzadko decydowała się na kilka kolejnych podatków z rzędu). Czy to na północy przeciw Szwedom, czy na wschodzie przeciwko Moskwie, czy też na południu przeciw Turkom i Tatarom, nie było siły zdolnej pokonać Polaków w polu, nic więc dziwnego że Witold Gadowski stwierdził w przenośni iż: "Warto zdać sobie sprawę z faktu, że w naszych żyłach płynie krew wielkiego kraju", a Antoni Macierewicz ostatnio dodał: "Dziś widzimy, jak nakręca się spiralę nienawiści wobec Polski. Nie dajcie się zepchnąć. My naprawdę jesteśmy wielkim, królewskim narodem". Jeśli mieliśmy chwile słabości, jeśli musieliśmy się cofnąć, było to związane nie tyle z siły naszych nieprzyjaciół, ile z naszej wewnętrznej niezgody i wzajemnych niesnasek (przecież w 1673 r. po wielkim zwycięstwie nad Turkami pod Chocimiem, gdzie rozgromiono ich 150 000 armię do nogi, nie odzyskano ponownie krajów naddunajskich, tylko dlatego że hetman wielki litewski Michał Kazimierz Pac, skonfliktowany z hetmanem wielkim koronnym Janem Sobieskim - autorem zwycięstwa, opuścił obóz po bitwie i wrócił ze swoimi oddziałami na Litwę, podobnych przykładów zaniechań lub jawnej niechęci było znacznie więcej).

Po zwycięstwach nad Rosją (pod Smoleńskiem 1632-1634), Turcją Osmańską i Tatarami (pod Sasowym Rogiem i Paniowcami 1633 r.), oraz zmuszenie Szwedów do oddania okupowanych przez nich portów pruskich (1635 r.), długo panował pokój (zakłócany jedynie szybko tłumionymi buntami Kozaków w 1635, 1637 i 1638 r. na Ukrainie). Turcy i Tatarzy siedzieli cicho, bowiem nimb niezwyciężoności tak Rzeczypospolitej, jak i samego króla Władysława IV, długo się utrzymywał, ale z czasem zaczęło się to powoli zmieniać. W marcu 1640 r. Tatarzy uwięzili posła królewskiego Prandotę Dzierzka i dokonali najazdu rabunkowego na Podole i Wołyń, uprowadzając w niewolę 30 000 jasyru. Stało się to możliwe, ponieważ szlachta w poprzednim roku nie uchwaliła żadnych pieniędzy na wojsko kwarciane, będące obroną południowo-wschodnich kresów Rzeczypospolitej. Król Władysław zwołał sejm (19 kwietnia) pod laską Jana Stanisława Jabłonowskiego, na którym rozpaczał nad ową "przeklętą niewiarą" panów-szlachty, która w "truciznę obraca zwyczaje Rzeczypospolitej". Król i kanclerze apelowali że "wojsko należy opłacić", ale szlachta niezbyt się spieszyła do płacenia nowych podatków i wynajdywała wciąż nowe argumenty przeciwko temu. Wreszcie postanowiono że wojsko otrzyma jedną część należności (zaległej), ale obostrzono to dodatkowo ustaleniami poszczególnych sejmików ziemskich (to one miały zadecydować o wysokości wypłaconej należności). Kozakom rejestrowym również nie przyznano jurgieltu, ale po krwawych lekcjach sprzed kilku lat, siedzieli cicho. Sam król był w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej (a szlachta nie chciała przyznać królowi specjalnej pensji na pokrycie jego długów), do tego był chory i na sejmie roku 1640 obradował (tak w senacie jak i w izbie poselskiej) z... łóżka.

Rok 1640 obfitował jednak w inne ciekawe wydarzenia, jak choćby wówczas to (1 kwietnia) narodził się następca tronu, dziedzic korony Polski i Litwy - królewicz Zygmunt Kazimierz Waza. Po ciężkim porodzie, który królowa Cecylia Renata znosiła nadzwyczaj dzielnie, otoczona damami dworu, akuszerką odbierającą poród i ukrytym za kotarą medykiem królewskim, który miał wyjść, gdyby pojawiły się komplikacje. Król Władysław w tym czasie przebywał w sąsiedniej komnacie i... przeżywał poród znacznie gorzej, płacząc i jęcząc, co było dość irytujące (i jednocześnie słyszalne w sali, w której rodziła królowa). Wreszcie narodził się zdrowy chłopiec, o czym natychmiast poinformowano monarchę, który radośnie wkroczył do sali porodowej i zwracając się do nowo-narodzonego synka rzekł: "Witaj gościu nowy, gościu pożądany". W całym kraju świętowano narodziny królewskiego dziecka (w Rzeczpospolitej syn panującego monarchy nie stawał się automatycznie następcą tronu, jak w innych krajach - o wszystkim bowiem decydowała szlachta na sejmach i to ona wybierała królów, choć z reguły wybierano synów lub braci poprzednich monarchów). Narodziny królewicza ponownie zbliżyły ze sobą parę królewską, których stosunki pogorszyły się po ich wizycie w kąpielisku w Baden koło Wiednia (o czym pisałem w oddzielnym poście), które to odbyli we wrześniu i październiku 1638 r. Na dworze wiedeńskim, u cesarza Ferdynanda III Habsburga (brata królowej Cecylii Renaty), dała się zauważyć odmienność młodej królowej od pozostałej jej rodziny z Austrii. Jej bratowa, hiszpańska księżniczka i cesarzowa-małżonka Maria Anna Habsburg, była zdziwiona i zaskoczona widząc jak bardzo zmieniła się Cecylia Renata, po swym krótkim pobycie w Polsce. 


 KRÓL WŁADYSŁAW IV WAZA



KRÓLOWA CECYLIA RENATA HABSBURG



Małżeństwo per procura zostało zawarte w Wiedniu 9 sierpnia 1637 r. Trzy dni później wyruszyła w drogę do swej nowej ojczyzny. Do pierwszego spotkania młodej pary, doszło na zamku w Iłży - 6 września, ale się nie należała do przyjemnych, bowiem król, pragnąc ujrzeć swą przyszłą żonę, przebrał się za dworzanina i informując ją o zbliżającym się spotkaniu z królem, dokładnie się jej przyjrzał, ale... niezbyt mu się spodobała. Cecylia Renata nie rozpoznała w owym dworzaninie swego przyszłego małżonka, ale bardziej bystra była była jedna z jej dam, arcyksiężna Klaudia Florentyna, która dyskretnie poinformowała Cecylię iż oto stoi przed nią sam król. Wówczas to przyszła żona rzuciła się Władysławowi do stóp, ale król był zdegustowany jej urodą i opuścił Iłżę, nie czekając na wyjazd jej orszaku. Ślub odbył się w Warszawie - 12 września 1637 r. Królowa ubrana była w białą suknię, haftowaną złotą nicią oraz ozdobioną perłami, diamentami i bursztynami, sam monarcha prezentował się równie efektownie, jadąc w jasnym stroju i kapeluszu ozdobionym pawim piórem, na białym koniu w otoczeniu swego orszaku. Po uroczystości królowa wsiadła - wraz z damami dworu - do przygotowanej dla niej karety i w otoczeniu rajtarów, dragonów i kozaków, trębaczy, doboszów i paziów, jechała w stronę Zamku Królewskiego. Tam doszło do uczty weselnej, po której bardzo szybko Cecylia Renata zdała sobie sprawę że mieszka w Zamku wraz z... oficjalną królewską kochanką - lwowską mieszczką Jadwigą Łuszkowską. Doszło wówczas do pierwszej kłótni małżeńskiej a Cecylia Renata domagała się aby Władysław odprawił kochankę i zagroziła ze jeśli tego nie uczyni, ona wróci do Wiednia. Król więc odprawił "Jadwisię" - jak pieszczotliwie ją nazywał, do pałacu w Ujazdowie, dokąd często przyjeżdżał, a królowa spędzała noce samotnie na Zamku w Warszawie. Wreszcie wymogła aby król wydał Łuszkowską za mąż, co ten w końcu uczynił, choć ślub był jedynie "zasłoną dymną" bowiem romans w dalszym ciągu się rozwijał. Aby więc zbliżyć króla do siebie, Cecylia Renata zaproponowała mu wyjazd do kąpieliska w Baden.

Tam, szybko ujawniły się nowe maniery Cecylii Renaty, szczególnie rzucające się w oczy niezwykle sztywnemu i skrupulatnie trzymającemu się etykiety otoczeniu cesarza Ferdynanda III. Jej bratowa była zdumiona, pamiętając ją sprzed wyjazdu z Wiednia, jako osobę nieulegającą żadnym emocjom, w stosunku nie tylko do służby, ale również do książąt i szlachty nie wywodzącej się z domu cesarskiego i wzorowo wypełniała wszelkie sztywne funkcje, związane z etykietą dworską. Po roku, spędzonym w Rzeczpospolitej, ta kobieta diametralnie się zmieniła, zażądała na przykład aby przy stole, przy którym siedzieli członkowie rodziny cesarskiej i para królewska, zasiadły również jej damy dworu i zapowiedziała że nie usiądzie, jeśli nie zostaną dostawione dodatkowe krzesła. Zniesmaczenie jej bratowej wywołał również fakt, że kiwnęła głową na przywitanie wchodzącym do sali biesiadnej polskim senatorom, co było nie do pomyślenia na dworze cesarskim, aby cesarz lub ktokolwiek z jego rodziny, choćby odpowiedział ukłonem głowy jakiemukolwiek księciu niższej od siebie rangi. Ale dwór w Warszawie nie przypominał tego w Wiedniu czy w Madrycie, a królowa szybko nauczyła się panujących w jej nowej ojczyźnie swobodnych obyczajów. Król w Rzeczypospolitej był bowiem tylko "Pierwszym wśród Równych", a nie żadnym "bożym pomazańcem" o absolutnej władzy, stąd zupełnie odmienne zwyczaje celebrowane na owych dworach. Ale królowa nie miała problemów z szybkim się ich wyuczeniem i zaakceptowaniem. 

Wróćmy jednak do spraw wagi publicznej. W lutym 1640 r. zmarł sułtan Murad IV, na tron wstąpił jego młodszy brat Ibrahim. Wcześniej, w maju 1639 r. zakończyła się długa (prowadzona od 1623 r.) wojna z perskimi Safawidami, zakończyła się ona zdobyciem Bagdadu przez Turków i wyznaczeniem trwałej linii granicznej owych dwóch mocarstw (która tak naprawdę istnieje po dziś dzień, rozgraniczając Iran i Irak). Poza tym zatarg pomiędzy hospodarem mołdawskim Wasylem Lupulem a hospodarem wołoskim Maciejem Besarabą i plany poszukiwania przez jednego z nich pomocy w Rzeczypospolitej, spowodowały że nad Dunajem ponownie zaczęła się gromadzić armia osmańska. To wywołało entuzjazm króla Władysława, który sądził iż dzięki temu będzie mógł przeforsować swoje plany (które kształtowały się od 1633 r. ale ostateczną formę przybiorą dopiero w owym 1645 r.) wielkiej chrześcijańskiej wojny antytureckiej. Sułtan też wysłał do Polski swego szpiega (1641 r.), który przemierzając kraj aż do Gdańska, obserwował teren ewentualnej przyszłej inwazji osmańskiej. Król Władysław, na sejmie (obradującym od 20 sierpnia - 4 października 1641 r.), przekonywał że niebezpieczeństwo osmańskie jest realne i że jeśli by szlachta uchwaliła pieniądze na kilkudziesięciotysięczne wojsko "jeden miesiąc uczyniłby wieczny ojczyźnie pokój", czyli sugerował monarcha, że w przeciągu miesiąca rozniesiono by potęgę osmańską i Turcy musieliby prosić o trwały pokój, nawet na dekady. Szlachta jednak nie chciała nawet słyszeć o wojnie z Turczynem i zajęła się sprawą rad senackich z roku 1638 r. co spowodowało że król publicznie "łzami się zalał" nie mogąc przeboleć utraty tak dogodnej chwili ostatecznego rozgromienia muzułmańskiej potęgi, która rozlała się na trzech kontynentach.     



 PROROCZE I JAKŻE MĄDRE SŁOWA 
HETMANA SOBIESKIEGO:
"DOŚĆ SIŁY MA KORONA, ABY SAMA POTĘGĘ OTTOMAŃSKĄ ROZGROMIĆ, JENO ŻEBY JEJ W TYM NIKT NIE PRZESZKADZAŁ"




GERMAN DEATH CAMPS

NEVER POLISH



 CDN.

niedziela, 15 kwietnia 2018

KOBIETA JEST UKORONOWANIEM STWORZENIA - Cz. III

CZYLI KIEDY I GDZIE W HISTORII

ISTNIAŁ MATRIARCHAT?




I

STAROŻYTNY EGIPT

BOSKIE MAŁŻONKI AMONA-RE

(ok. 1140 r. p.n.e. - 525 r. p.n.e.)

Cz. III






Od chwili zdobycia niepodzielnej władzy na Deltą Egiptu przez nowego faraona Psametyka I i ostatecznym wypędzeniu przez niego Asyryjczyków z egipskiej ziemi (653-651 p.n.e.), stanęły przed nim dwa kluczowe problemy do rozwiązania. Pierwszym był rozwiązanie kwestii przynależności politycznej Górnego Egiptu, którym wciąż władał (jako nomarcha czyli gubernator) niejaki Mentuemhat, wojowniczy Murzyn, któremu już raz udało się uchronić królewskie Teby przed armią asyryjską (w 666 r. p.n.e.), ale ich inwazja z 664 r. doprowadziła do całkowitego zniszczenia tego miasta. Mentuemhat został powołany na stanowisko nomarchy jeszcze przez króla Taharkę (ostatniego wielkiego, czarnoskórego władcy Egiptu i Nubii) i teraz, choć Taharka zmarł (664 r. p.n.e.), a władzę po nim objął jego krewniak - niejaki Tantamani (który uciekł do Nubii i już więcej nie podejmował prób odzyskania Egiptu), Mentuemhat nadal okazywał swą lojalność czarnoskóremu królowi z nubijskiej Napaty i dla Psametyka, któremu zamarzyło się ponowne zjednoczenie Egiptu pod władzą jasnoskórych władców północy, taka sytuacja była nie do zaakceptowania. Drugim problemem, przed którym stanął nowy władca, była właśnie władza... czarnoskórej Boskiej Małżonki Amona-Re w Tebach, córki zmarłego Taharki - Amenardis II. A należy pamiętać, opisując te kwestie, że nienawiść faraonów Delty (XXVI Dynastia), panujących z Sais do czarnoskórych władców z Napaty, którzy zajęli Górny Egipt jeszcze za króla Kaszty (ok. 750 r. p.n.e.), a opanowali Deltę (i tym samym podbili cały kraj) za Taharki (po 690 r. p.n.e.), była znacznie większa niż do Asyryjczyków. Trudno też się temu dziwić, zważywszy że przedstawiciele rodu Psametyka doświadczyli wiele cierpienia z rąk Nubijczyków, a przodek tego króla - Bokchoris (który, jak twierdzą egipskie przekazy był mądrym i walecznym władcą, który pragnął zjednoczyć państwo i wypędzić z kraju Asyryjczyków), został publicznie spalony przez poprzednika Taharki - króla Szabaki. Nic więc dziwnego że zarówno ojciec Psametyka - Nechon I, jak i on sam w młodości, wyjeżdżali na dwór królewski do Niniwy, deklarując swą uległość asyryjskiemu władcy Asurbanipalowi i prosząc o wsparcie w walce z Nubijczykami.

Gdy jednak Asyryjczycy osłabli, Psametyk wzniecił przeciwko nim powstanie (konfederacja dwunastu książąt) i wypędził ich z kraju. Zwycięstwo to, obudziło w Egipcjanach nowe pokłady narodowego entuzjazmu (tym bardziej że Psametyk porównywał wygnanie Asyryjczyków z wypędzeniem Hyksosów z czasów XVII i XVIII Dynastii - lata 40-te XVI wieku p.n.e. i tym samym przewidywał kolejny okres egipskiej potęgi, pod swoim i swych następców panowaniem - po zwycięstwie nad Hyksosami XVIII Dynastia stworzyła z Egiptu prawdziwe supermocarstwo Morza Śródziemnego). Tak więc rozprawa z "pozostałościami okupacji nubijskiej" (jak oficjalnie nazywano rządy dynastii nubijskiej w Egipcie), była już raczej prosta, Psametyk ustanowił swojego nomarchę dla Górnego Egiptu, który rezydował w Edfu. To on pobierał wszelkie daniny, płynące od Elefantyny do Teb, tak więc niewiele tego spływało zarówno do Mentuemhata, jak i do Boskiej Małżonki Amona-Re - Amenardis II. W ten sposób, odcinając ich od pieniędzy, najpierw pozbył się Mentuemhata (uwięził go a potem skazał na śmierć), a następnie wymugł uległość na Amenardis, zmuszając ją by przyjęła na swą następczynię, jego córkę, przyszła Boską Małżonkę - Nitokris I (ok. 655 r. p.n.e.). Na Amenardis II kończy się panowanie czarnoskórych kapłanek Amona-Re, a Nitokris I otwiera nową listę jasnoskórych Egipcjanek, Boskich Małżonek. Była ona piątą kapłanką Amona-Re, od czasu gdy zlikwidowano tytuł Arcykapłana i oddano królewskim córkom realną władzę religijną w państwie. Nad jej bezpieczeństwem czuwał (z armią nowo zaciągniętych greckich najemników) nomarcha Herakleopolis - Sematauitefnach. Amenardis II była jeszcze tolerowana, ale nie miała już praktycznie żadnej władzy, o wszystkim bowiem decydowała jej uczennica - Nitokris I.

Długie panowanie Psametyka I (664-610 r. p.n.e.), rzeczywiście doprowadziło do nowego odrodzenia Egiptu, no może już nie w tej samej skali co w czasach XVIII Dynastii, ale zmiany widać było praktycznie wszędzie. Jak już wsponiałem, zwycięstwo nad Asyryjczykami i Nubijczykami, odżywiło w Egipcjanach uczucia narodowej wspólnoty. Niszczono więc wszystko, co tylko przypominało czasy okupacji (Asyrii i Nubii), obalano posągi dawnych czarnoskórych władców, ścierano na proch tablice, zapisane ich rozporządzeniami i atakowano tych, którzy w tamtych czasach okazywali uległość czarnym władcom z Napaty (swoją drogą Psametyk I i jego ojciec również okazywali uległość Asyryjczykom, ale jak to się mówi - zwycięzców nikt sądzić ani rozpamiętywać ich przewin nie będzie). Atakowano więc tych, którzy już się obronić nie mogli i nie mieli za sobą żadnego wsparcia. Tak więc należy sobie wyobrazić w jak trudnej sytuacji znalazła się sama Amenardis II, która wciąż oficjalnie pełniła funkcję Boskiej Małżonki. Była przecież żywym przykładem dawnych czasów, dawnej okupacji i jedynie pozycja Nitokris I (która już wówczas realnie sprawowała władzę), jako córki zwycięskiego faraona i przyszłej kapłanki Amona-Re, zapewniała jej bezpieczeństwo. Nie była jednak szanowana (podczas publicznych uroczystości stała obok swej uczennicy, która realnie odprawiała kult, a po jego zakończeniu podążała za nią, co było odwróceniem kapłańskiego porządku (mistrzyni-uczennica).




W ogóle w tamtym czasie objawiła się wśród Egipcjan (rzadko spotykana, ale żywa w czasach wielkich politycznych przesileń) niechęć (a nawet nienawiść) do obcych. Powszechnie nawiązywano do dawnych czasów wielkości, do tradycji przodków deklarując swą pogardę dla innych ludów (Nubijczyków, Libijczyków, Asyryjczyków, Izraelitów czy też... Greków). Po wypędzeniu Nubijczyków i Asyryjczyków, jedynymi obcymi, którzy przebywali jeszcze na egipskiej ziemi, byli najemni żołnierze greccy, libijscy i izraelscy. To budziło niechęć wśród Egipcjan, którzy wręcz demonstrowali swe przywiązanie do "czysto" egipskich, dawnych wzorców, tradycji, zachowań i postaw. Egipcjanie uważali Libijczyków za swoje sługi i wręcz za niewolników (tak było od najdawniejszych czasów), Izrael i Judę za swe satelity, a do Greków (którym wiele zawdzięczali, jako że w armii Psametyka, która wypędziła Asyryjczyków służyło bardzo mnóstwo greckich, najemnych żołnierzy), odczuwali pogardę, którą manifestowano publicznie (żaden Egipcjanin nie odważyłby się wówczas publicznie użyć jakiejkolwiek rzeczy należącej do Greka, uważając to za hańbiące). Grecy byli opluwani i obrażani i jeśli nie pozostawali we własnych koszarach (z których potem rosły nowe greckie miasta na egipskiej ziemi), bywali też i fizycznie atakowani. Egipcjanie, po bardzo długim okresie niewoli i schylania karku przed kolejnymi "obcymi panami", mieli już tego naprawdę dosyć i teraz sami pragnęli stać się panami tych, których niegdyś się obawiali. Temu właśnie służyło odrodzenie narodowe i powrót do dawnych czasów egipskiej świetności. Odrodzenie to było demonstrowane w praktycznie każdej formie od używania narzędzi, ubiorów i fryzur typowo egipskich, po powrót do dawnych, sięgających czasów Starego Państwa form kultu pogrzebowego (stawiano sobie mastaby na wzór dawnych przodków i zapisywano ściany hieroglifami z "Tekstów Piramid", które zastąpiły niezwykle popularne w czasach Nowego Państwa papirusy "Księgi Zmarłych"). Uczono się dawnych form pisma hieroglificznego, odrzucając znane już wówczas pisma obce (azjatyckie czy też greckie) i uważano to za niezwykłe wyróżnienie i szacunek dla przodków. 

Za Psametyka I odrodziła się też egipska gospodarka, sztuka (rzeźby z okresu saickiego wykonywano z taką starannością i dokładnością - wzorując się na dawnych twórcach Starego, Średniego i Nowego Państwa, że dziś doprawdy bardzo trudno na pierwszy rzut oka jest odróżnić te dzieła). Władca ten nie prowadził już więcej wojen, co zapewniło krajowi spokój wewnętrzny i dostatek (Egipcjanie mogli rzeczywiście uznać że dobrobyt czasów Psametyka jest tym samym z okresu wielkości XVIII i XIX Dynastii) i zmarł w 610 r. p.n.e. zapewniwszy własnemu rodowi panowanie nad Egiptem (jego syn - Nechon II został kolejnym faraonem, a córka Nitokris I sprawowała najwyższą władzę religijną w kraju). Tymczasem ok. 640 r. p.n.e. (po piętnastu latach upokorzeń) umiera ostatnia czarnoskóra Boska Małżonka - Amenardis II, a Nitokris oficjalnie już obejmuje pełnię władzy (co ciekawe, należy pamiętać że córka Psametyka I została przysłana Amenardis jeszcze jako mała dziewczynka i musiało to wyglądać dość komicznie gdy ona, jeszcze jako dziecko lub nastolatka sprawowała główne uroczystości kultowe, a Amenardis stała obok niej, niczym jej uczennica). Jej rządy były długie i przypadały właśnie na okres ponownego odrodzenia (gospodarczego i kulturowego) Egiptu. Podczas jej rządów (pełniła swój urząd aż do śmierci w roku 586 p.n.e.), aż dwukrotnie wybierała swoje następczynie - pierwsza dziewczyna - Szapuseneb III pełniła ten urząd wraz z nią, jednocześnie ucząc się do objęcia samodzielnych rządów, ale nie było jej to dane, gdyż nie dożyła do śmierci swej mentorki i jednocześnie ciotki (była córką brata Nitokris - Nechona II). Boska Małżonka wybrała więc kolejną dziewczynę, córkę swego bratanka i jednocześnie kolejnego faraona Psametyka II - Anchnesneferibre. Będzie to już ostatnia samodzielna Boska Małżonka Amona-Re przed podbojem kraju przez Persów w 525 r. p.n.e.




Anchneseferibre została oddana Nitokris zapewne jeszcze jako niemowlę (ok. 595 r. p.n.e.) i aż do śmierci swej mentorki w 586 r. p.n.e. była pod jej opieką i nauką. Objęła samodzielne rządy jako... (ok.) dziesięcioletnia dziewczynka i pełniła je aż do swej śmierci w 525 r. p.n.e. Egipt wciąż opływał w dostatki, skarbiec był pełny więc Nechonowi II zamarzyło się odbudowanie imperium azjatyckiego z czasów Totmesa III Wielkiego i jego następców. Jeszcze za życia swego ojca, został wysłany na kampanię morską wzdłuż brzegów Palestyny i Syrii (612 r. p.n.e.), mającą dopomóc upadającemu państwu asyryjskiemu. Ale niewiele to pomogło oblężonej Niniwie, po której zdobyciu stąpał wśród zgliszczy i trupów, zwycięski wódz (tartan armii babilońskiej), syn króla Babilonu Nabopolasara - Nabuchodonozor, który w kilka lat później obejmie tron jako Nabuchodonozor II. Po objęciu władzy Nechon II postanowił zająć cześć rozsypanego terytorium Asyryjczyków i z potężną armią (złożoną w dużej mierze z greckich najemników) wkroczył do Syro-Palestyny. W lipcu 609 r. p.n.e. starł armię króla Judy - Jozjasza (który dla bezpieczeństwa sprzymierzył się z Babilończykami) w bitwie pod Megiddo. Następnie ruszył dalej na północ dochodząc do potężnego miasta Kadesz, które zdobył. Postanowił też połączyć swe siły z ostatnim władcą asyryjskim Assur-uballitem, który w rejonie Harranu próbował organizować jakąś formę obrony. Nechon dobrze kalkulował iż sojusz z upadłym państwem asyryjskim jest w obecnej sytuacji znacznie korzystniejszy, niż ze zwycięskimi Medami i Babilończykami, którzy mogliby w przyszłości zagrozić jego państwu, jednak Assur-uballit poniósł klęskę pod Harranem i ślad po nim zaginął (prawdopodobnie zginął), tak więc Nechon umocniwszy swą władzę nad Syrią i Palestyną, wrócił do Egiptu. W drodze powrotnej zawezwał króla Joazosa (który objął tron po śmierci swego ojca Jozjasza w bitwie pod Megiddo) do miasta Amata na naradę, po czym uwięził go i ofiarował tron Judei jego przyrodniemu bratu - Eliakimowi i określił daninę, jaką odtąd mieli płacić Żydzi - sto talentów srebra i jeden talent złota.

Jednak po dojściu do władzy Nabuchodonozora II (605 r. p.n.e.) ten ruszył z armią na miasto-twierdzę Karkemisz, stanowiącą bramę do egipskiej Syrii i Palestyny. Nechon II zadziałał błyskawicznie, organizując odsiecz, ruszył na północ na spotkanie z Nabuchodonozorem. Tam właśnie, pod owym miastem doszło do pamiętnego starcia, które zakończyło się klęską Egipcjan i utrata przez nich całej Syrii oraz Palestyny, która przeszła teraz pod kontrolę Babilonii. Tak skończyły się ambitne plany odzyskania dawnej mocarstwowości i dawnych azjatyckich ziem. W 598 r. p.n.e. Nabuchodonozor planował wielką wyprawę na Egipt, ale nic z tego nie wyszło, bowiem zbuntował się przeciwko niemu król Judy Eliakim, tak więc armia, która miała uderzyć nad Nilem, musiała zdobywać Jerozolimę (którą zdobyto w 597 r. p.n.e. uśmiercając króla Eliakima, którego Nabuchodonozor zakazał pochować, zrzucając ciało za mury, a 3 000 mieszkańców powiódł do niewoli, mianując nowego króla - Joachina (a następnie Sedecjasza). Tymczasem Nechon II, który musiał się pogodzić z utratą azjatyckich zdobyczy, postanowił inną drogą zdobyć nowe ziemie i tak oto po 605 r. p.n.e. wysłał fenickich żeglarzy w śmiałą misję opłynięcia całej Afryki. Fenicjanom zajęło to trzy lata, a gdy powrócili szczęśliwie, postanowił zbudować ogromną flotę, dzięki której miał jeszcze nadzieję na odzyskanie azjatyckich posiadłości. Te jego marzenia przerwała jednak śmierć (595 r. p.n.e.), a na tron jako kolejny faraon wstąpił jego syn - Psametyk II. 




Zorganizował on zbrojną wyprawę do Nubii (593 r. p.n.e. o której już pisałem we wcześniejszych postach), angażując do tego celu zarówno Greków, Izraelczyków jak i Egipcjan (Grekami dowodził Psametyk- syn Teoklesa, Żydami - niejaki Potasimto, zaś Egipcjanami - Amazis). Znane są imiona greckich najemników z tej kampanii, takie jak Arkon i jego brat Pyton synowie Amoibikosa, Pelekos zwany "Toporem" syn Eudamosa i Anaksanor z Jalysos. Po splądrowaniu Nubii (która wówczas cofnęła się w rozwoju od czasów króla Taharki i jego poprzedników), dotarciu do II katarakty Nilu, oraz zdeflorowaniu nubijskich dziewcząt, armia ta z powrotem powróciła do Egiptu. Psametyk II zmarł ok. 590 r. p.n.e. (zapewne w 589 lub 588 r. p.n.e.) a po nim na tron wstąpił jego syn - Apries (zwany również Apronem), przedostatni wielki władca Egiptu przed podbojem kraju przez Persów. A tymczasem w Tebach umiera sędziwa Nitokris I, pozostawiając urząd i władzę zaledwie dziesięcioletniej dziewczynce, córce Psametyka II - Ancheseneferibre (której prawdopodobnie w swych obowiązkach pomagała jej matka - Tachuit, ale jeśli nawet tak było, to zapewne tylko za przyzwoleniem faraona Apriesa, gdyż Tachuit była zwykłą haremową konkubiną Psametyka II i nie pochodziła z wielkiego rodu).          


 GERMAN DEATH CAMPS

NEVER POLISH


 CDN.