Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 7 października 2018

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. XIX

CZYLI JAK TO KRÓL

RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV

PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE

CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO

W KONSTANTYNOPOLU




1645 r.

IMPERIUM OSMAŃSKIE

Cz. IX




9 lutego 1640 r. (1050 r. według kalendarza księżycowego ery muzułmańskiej, używanego wówczas w Imperium Osmańskim), w meczecie Eyup Sultan miała miejsce intronizacja nowego sułtana, 24-letniego Ibrahima I, jednak pierwsze miesiące jego władzy, nie zwiastowały szczęśliwego panowania. W lutym miało miejsce niewielkie trzęsienie ziemi w rejonie Konstantynopola, a we wrześniu 1640 r. w dzielnicy Galata wybuchł pożar, który zmiótł wiele tamtejszych budynków. Prawdziwym jednak problemem państwa, okazała się swoista oziębłość seksualna sułtana, który odsyłał wszystkie, ofiarowane mu przez matkę niewolnice. Problem był poważny, jako że sułtan Ibrahim był już ostatnim męskim przedstawicielem dynastii Osmanów i w przypadku jego śmierci, kraj zapewne ogarnęłaby anarchia i woja domowa, a z pewnością również nieunikniony rozpad. Dlatego życie i przyszłość tego jednego człowieka, była tak ważne dla dalszego trwania całego ogromnego osmańskiego państwa. Co prawda w polityce wewnętrznej sprawy zostały poukładane przez wezyra Kemenkesa Kara Mustafa Paszę - człowieka zdolnego i roztropnego, który zdołał zakończyć bunty janczarów i spahisów, ujednolicić miary pieniężne, uporządkować ceny (które w niedawnych czasach znacznie poszybowały w górę, gdyż różnego rodzaju spekulanci próbowali zarobić w czasach kryzysu państwa i ciągłych buntów wojska) oraz sprawdzić i poprawić wszystkie rejestry. 

Tymczasem w polityce zewnętrznej sprawy nieco się komplikowały. Otóż chan tatarski - Bahadur Gerej, który już wcześniej próbował zawrzeć jakiś anty-osmański sojusz z Rzeczpospolitą, w tymże 1640 r. również wysłał swego posła do Warszawy (listopad), by wybadać czy istnieje realna możliwość zawarcia jakiegoś układu. Niczego jednak nie uzgodniono, gdyż król Polski Władysław IV miał pretensje do chana za uwiezienie (w marcu tego roku) swego posła - Prandotę Dzierzka, oraz wzięcie w jasyr ok. 30 000 ludności z powiatów perejesławskiego i korsuńskiego. Niczego więc nie uradziwszy, chan Bahadur zwrócił się ze swym poparciem i zadeklarował dozgonną wierność sułtanowi Ibrahimowi. Już wcześniej, jeszcze jego bratu, sułtanowi Muradowi IV, ofiarował młodą, 12-letnią dziewczynę (Rusinkę porwaną w jednym z napadów na ziemie moskiewskie), o imieniu Nadia (lub Nadieżda). Dziewczyna trafiła do szkoły niewolnic, którą prowadziła siostra sułtana - Burnaz Atkie Sultan. Tam, podczas swojej dwuletniej nauki, opanowała 4 języki i poznała Koran (musiała oczywiście przyjąć Islam). Po raz pierwszy do alkowy nowego sułtana Ibrahima, trafiła w kwietniu 1641 r. Był to już bowiem czas, gdy Ibrahim odzyskał "moc męską" i co piątek kazał sobie sprowadzać nowe niewolnice (wyleczenie impotencji Ibrahima, było zapewne sprowokowane przez Kosem, która sprowadzała mu najróżniejszych lekarzy i cudotwórców, łącznie ze sławnym uzdrowicielem - Huseinem Efendi z Safranbolu).

Jednak jurność syna znów zaniepokoiła Kosem - co prawda dobrze się stało że odaliski pozostawały w jego pokojach przez całą noc, a nie jak wcześniej były od razu odsyłane, to jednak ciągłe sprowadzanie nowych dziewcząt nie było na rękę sułtance-matce, gdyż tym samym traciła ona kontrolę nad ewentualną wybranką syna. A Kosem zależało na tym, aby nałożnica Ibrahima i matka jego dzieci, była całkowicie od niej uzależniona i wykonywała jej polecenia. I to właśnie wpisała się młoda prawie piętnastoletnia Nadia, której imię Kosem zmieniła na "Turhan", co znaczy "podarek". Turhan miała wypełniać jej polecenia, dbać o dobre samopoczucie syna, czytać mu książki i bawić tańcem, muzyką oraz własnym ciałem, ale jednocześnie informować Kosem o każdym jego działaniu i każdym posunięciu. Młoda dziewczyna miała dużo szczęścia, jako że już po dwóch tygodniach, od pierwszej nocy w sułtańskiej alkowie, stwierdziła iż jest brzemienną i że z pewnością urodzi syna - następcę tronu. Radość wielka zapanowała w haremie, ale Kosem nie spodobała się tak pewna siebie deklaracja dziewczyny, owszem, pragnęła wnuka, ale już nie zamierzała dzielić się władzą z jego matką. Turhan zaczęła zdawać sobie sprawę że Kosem jej nie sprzyja, gdy ta zaczęła wysyłać synowi kolejne nałożnice. Problem jednak nie polegał w ich liczbie, lecz w tym iż Kosem przysyłała mu głównie dwie, swoje nowe wybrane zauszniczki. Jedną z nich była Serbka, która otrzymała imię Dilasub, a drugą Polka nazwana Hatice Muazezzi. 




Obie kobiety miały spore atuty i mogły stanowić duże zagrożenie dla pozycji Turhan. Dilasub (zwana również Salihą), była niezwykle radosną dziewczyną, która rozśmieszała sułtana, poza tym pięknie tańczyła i była zawsze radosna. Hatice zaś słynęła w całym haremie ze swej urody (powiadano wręcz że w całym Imperium nie ma piękniejszej od niej kobiety). A nowe dziewczęta wciąż docierały do stolicy, szczególnie że w 1641 r. Tatarzy napadli Moskwę, zdobywając 45 000 jasyru i 200 000 koni, co spowodowało że cena konia spadła w porównaniu do ceny kobiety (za konia płacono teraz jednego kurusza, a za kobietę/dziewicę pięć kuruszy). Przybycie nowych łupów do Konstantynopola, spowodowało iż sułtan zaczął rozmyślać nad nową wyprawą wojenną, skierowaną przeciwko Moskwie lub Rzeczpospolitej. Na początek (1641 r.) wysłał swych posłów do króla, którzy przy okazji mieli dokładnie obejrzeć kraj i zebrań informacje. Przejechali oni kraj od Podola i Wołynia po Gdańsk, wszędzie robiąc notatki i obserwując. Jednocześnie sułtan wysłał posłów do Wiednia, gdzie odnowił z cesarzem układ pokojowy. Na sejmie, zwołanym w sierpniu 1641 r. króla Władysław IV przestrzegał iż: "burza pogańska z nagła wylawszy się we wnętrzności Rzeczypospolitej, znieść może kraje, w których ludziach i dostatkach, największe szły dla niej pożytki", na co jednak szlachta uspokajała że: "nie ma takich pod słońcem jak my - syny koronne (...) gardła nasze za ojczyzną ważymy". Ale jak pisał w tymże roku Szymon Starowolski, postulujący reformę ziemską i wojskową ("by każdy z młodzieży szlacheckiej lat trzy przynajmniej w obozie leżał i od tego koniecznie żywot swój młodzieńczy i obywatelski poczynał"), tak pisał o jemu współczesnych szlachciurach: "Szlachcic, który na to trzymał majętność, aby ojczyznę bronić, siedział sobie wolno, ani poborów dawał (jeno ubodzy chłopkowie), ani czopowego, lubo piwo i gorzałkę na karczmę dawał, a drugi i w domu szynkował, ani żołnierza nie okupywał, ani króla nie podejmował - jednem słowem, gdy wszyscy ginęli, on sam niezbożny łakomca, nie wiedział o niczem".




Król ubolewał że szlachta nie chce ostatecznie przyczynić się do rozprawienia z Tatrami i Osmanami, a przecież jak mniemał wystarczyłby zaledwie dobre chęci by uchwalić podatki na silną armię - "Wszelka obawa zniknęłaby bez niebezpieczeństwa i kosztu wielkiego, gdyby nie tu po polach z tą szarańczą jako z wiatrem uganiać się, ale ją w gnieździe przy dzieciach i żonach zmacać chciano (...) Miesiąc jeden, uczyniłby wieczny ojczyźnie pokój". Jednak sejm i sejmiki nawet "nie chciały słyszeć" o wojnie z Tatarami i Osmanami. W październiku 1641 r. zmarł chan Bahadur Gerej, a jego następcą został Mehmed IV Gerej. Nowy władca Chanatu krymskiego był przyjazny Rzeczypospolitej, natomiast swoje ataki postanowił kierować teraz w stronę Moskwy. Tymczasem w Konstantynopolu, 2 stycznia 1642 r. prawie 15-letnia Turhan urodziła chłopca. Nadano mu imię Mehmed, a Ibrahim nakazał by przez kolejnych siedem dni radowali się wszyscy mieszkańcy miasta. Zorganizowano uroczyste zabawy (zaraz po modlitwach dziękczynnych w meczetach) a Turhan awansowała do roli sułtanki. Urodziła władcy syna, oczekiwanego następcę tronu, który był gwarantem przetrwania państwa i stabilności oraz bezpieczeństwa jego mieszkańców. Ale młoda dziewczyna z pewnością nie mogła spać spokojnie, gdyż jej konkurentki nie próżnowały. Poza tym Dilasub też była w ciąży i także zapowiadała że urodzi sułtanowi syna - następcę tronu. I tak też się stało, gdy w kwietniu tego roku powiła chłopca, któremu nadano imię Sulejman, na cześć wielkiego przodka. Teraz było już dwóch następców tronu, lecz sułtan nie próżnował, co zaczęło martwić Kosem. Wcześniej był raczej niechętny kobietom i sprawiał wrażenie człowieka aseksualnego (obawiano się że jest impotentem), a teraz, po kontaktach z uzdrowicielem Huseinem Efendi, co tydzień kazał sobie sprowadzać nową dziewczynę. A każda z nich marzyła że stanie się matką następcy tronu. 




Rok 1642 upłynął spokojnie i raczej szczęśliwie. Obie młode sułtanki wzajemnie ze sobą rywalizowały i obie starały się przekonać do siebie sułtankę Kosem, oraz przede wszystkim samego sułtana, ale w tym przypadku napotykały pewne trudności, jako że Ibrahim szybko się nimi nudził. Sułtan bowiem teraz pragnął deflorować dziewice, a kobiety które już urodziły mu synów, co prawda wywyższył, ale traktował dość protekcjonalnie i prawie nie wzywał do do swojej alkowy. To powodowało pewną frustrację wśród nich i jednocześnie nasilało wzajemną nienawiść i konkurencję. Oczywiście nie były jedynymi matkami, gdyż sułtan zapłodnił jeszcze trzy kolejne kobiety, co powodowało że po haremie przechadzały się ciężarne. Ten widok nieco już denerwował sułtankę Kosem która starała się przekonać syna, aby zaprzestał swych cotygodniowych miłosnych eskapad. Na próżno, Ibrahim zapowiedział by matka nie wtrącała się do jego życia i zagroził że jeśli spróbuje go kontrolować, ten wygna ją z haremu do Starego Pałacu. Trzy kolejne dziewczyny urodziły sułtanowi córki, ale ten nie zamierzał na tym poprzestać. Kazał sobie nawet sprowadzać kobiety pod określony gust (lubił bowiem panie z dużymi piersiami), niektóre ze swoich niewolnic celowo kazał żywić ciastkami i innymi smakołykami, aby urósł im brzuch, co nieco przypominało ciąże. Czasem zdarzało się iż wzywał do ciebie dwie niewolnice i kazał im cały czas jeść, a sam patrzył jak jedzą (niektórym z nich nadawał imiona słodyczy, jak choćby "pączuszek", czy "kostka cukru").

W tymże jednak roku, doszło do poważnego konfliktu pomiędzy sułtanką Kosem a wielkim wezyrem Kemenkesem Paszą. Poszło o niejakiego Mustafę Paszę, miecznika, którego Kemenkes skierował najpierw na prowincję, a gdy ten starał się odzyskać względy, deklarując wierność sułtance Kosem i ta nawet obiecała mu rękę swej wnuczki Kayi (córki Murada IV), Kemenkes pod jakimś pretekstem skazał Mustafę Paszę na śmierć (musiał to zrobić, wiedząc jak tamten go nienawidzi, a gdyby udało mu się wżenić w sułtańską rodzinę, przyszłość Kemenkesa przybrałaby czarne barwy i zapewne sam straciłby życie). Jednak ten czyn, spowodował iż zyskał nowego wroga w postaci sułtanki Kosem. W styczniu 1643 r. kolejna z niewolnic - Hatice Muazezzi urodziła chłopca. Nadano mu imię Ahmed. Teraz było już trzech następców tronu, ale sułtan nie zamierzał na tym poprzestawać. Kazał wciąż zapełniać harem nowymi niewolnicami, pragnął bowiem dziewic, co spowodowało że ich ceny w Konstantynopolu znacznie poszły w górę. Jak już wspomniałem cześć dziewcząt deflorował (te, które urodziły mu synów, awansowały do roli sułtanek), z częścią się bawił, a cześć... celowo tuczył, każąc im ciągle jeść słodycze, a samemu obserwując. Niewolnice z którymi sypiał, zabierał do łoża okrytego sobolem i najdelikatniejszymi tkaninami. W pewnym momencie doszło nawet do tego, że wywyższył pewną swą niewolnicę (którą celowo tuczył, aż ważyła 150 kg.) którą nazwał Sekerpare ("kostka cukru"), a która zaczęła uważać się za najważniejszą kobietę w haremie. Ważniejszą nie tylko od tych, które urodziły sułtanowi synów, ale również od... samej sułtanki Kosem. Ta, nie mogąc tego dłużej tolerować, kazała dziewczynę zamordować. Sułtan nosił żałobę tylko przez kilka dni, po czyn znów wpadł w wir kolejnych niewolnic, seksu i zabawy, ku rozpaczy matek swoich synów i sułtanki Kosem.                

 




ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER

WILL APPLY TO POLAND



 CDN.

sobota, 6 października 2018

PIĘKNY PAPIEŻ - Cz. I

CZYLI RZECZ O

NAJPRZYSTOJNIEJSZYM PAPIEŻU 

W HISTORII KOŚCIOŁA, 

KTÓRY PRÓCZ TEGO ŻE BYŁ...

HOMOSEKSUALISTĄ, TO JESZCZE NOSIŁ

PRZEZWISKO "BOLESNEJ PANI"




Dziś (po długiej, tygodniowej przerwie, związanej z moimi obowiązkami zawodowymi) postanowiłem przypomnieć sylwetkę najprzystojniejszego papieża w dziejach Kościoła Katolickiego (przynajmniej tak jest on nazywany po dziś dzień), który ponoć był tak piękny, że zarówno kobiety jak i mężczyźni byli oczarowani jego wdziękiem, wytwornością, ogładą i bogactwem. Papież ten nosił również kobiece przezwiska (tak, przezwiska, gdyż nadano mu aż dwa takowe). Oczywiście fakt iż ów człowiek tak bardzo dbał o swój wygląd, fryzurę i ubiór, mógł wzbudzać spore podejrzenia o jego homoseksualizm, które okazały się prawdziwe. Co prawda gdy obejmował Tron Piotrowy w Rzymie, miał już 47 lat, mimo to wciąż był po prostu... ładny, niczym kobieta. Ale pomimo swej urody i dobrych manier i obycia, ów człowiek nosił w sobie zarodek czystego zła (i nie chodzi tutaj wcale o jego orientację seksualną). O tym wszystkim pragnę napisać w tym temacie, prezentując sylwetkę człowieka, który ponad wszystko kochał... złoto i pieniądze, wszystko inne było dla niego wtórne i mało ważne. Nosił tiarę papieską, która warta była tyle, co niejeden pałac. Mowa oczywiście o Piotrze Barbo, 211 zwierzchniku Kościoła Katolickiego, znanym pod imieniem - Pawła II. Sprawował on swój pontyfikat w latach 1464-1471 (jeszcze przed niesławnymi czasami Borgiów). Oto jego historia.

Gdy w 1471 r. po śmierci Pawła II (który zmarł na zawał serca w objęciach... swego kochanka), Tron Piotrowy obejmował kolejny papież - Francesco della Rovere, który przyjął imię Sykstusa IV, wielu Rzymian radowało się iż oto zakończyło się panowanie "chłopców" w pałacu papieskim. Rzeczywiście, Sykstus IV był w tej materii dość roztropniejszy i nawet jeśli miewał jakieś stosunki homoseksualne, to starał się je ukryć. Natomiast w jednym był podobny do Pawła II, w umiłowaniu bogactwa i to do tego stopnia, że zmusił rzymskie prostytutki, aby zarabiały pieniądze na kolejną... wyprawę krzyżową przeciwko Turcji Osmańskiej i odbicia Konstantynopola, utraconego w 1453 r. (rzymskie prostytutki łącznie płaciły mu od 30 do 35 dukatów miesięcznie za możliwość uprawiania procederu płatnej miłości, czyli każda prostytutka po jednym złotym "julio" co tydzień ). Poza tym papież ten zaoferował majętnym mężczyznom możliwość odpuszczenia grzechów za obcowanie z zamężnymi kobietami, podczas nieobecności ich mężów. Za to oczywiście też trzeba było sporo zapłacić (co ciekawe, w XV wieku wszędzie gdzie zjawiał się nowy biskup, lub ksiądz i obejmował nową parafię, nie został zaakceptowany przez tutejszych mieszkańców, dopóty, dopóki... nie pojawił się publicznie ze swoją nałożnicą, kochanką lub utrzymanką, gdyż w przeciwnym razie lokalni mieszkańcy obawiali się że nowy kapłan po prostu będzie deprawował ich żony i córki).

Kościół wieku XV był wybitnie zdegenerowany wewnętrznie. Papieżom i biskupom zależało przede wszystkim na podniesieniu pozycji swego rodu, poprzez uzyskanie tytułu kardynała dla siebie lub swych krewnych. Papieże otaczali się członkami własnej rodziny i męskim jej członkom hurtowo wręcz nadawali kapelusze kardynalskie. Poza tym orgie, kurtyzany, prostytutki oraz "chłopcy" (dla tych kochających inaczej), to było coś oczywistego. Co prawda papieże, kardynałowie i nawet pomniejsi kapłani, utrzymywali swoje kochanki (oficjalnie lub nieoficjalnie), ale największy problem miały kobiety, które w zakonach deklarowały dziewictwo. W niektórych z kobiecych klasztorów, dochodziło z tego powodu do... nieco dziwnych sytuacji. Zakonnice bowiem nie mogły oficjalnie sprowadzić sobie mężczyzn, więc musiały radzić sobie w nieco inny sposób. Do Rzymu spływały jednak informacje o nietypowych zachowaniach sióstr, czego wówczas jeszcze nie łączono ze sferą seksualną. W wielu żeńskich klasztorach bardzo popularne wśród sióstr stało się "gryzienie ucha", dosłownie - siostry gryzły sobie wzajemnie ucho do krwi, jedna drugą i każda kolejna następną. "Gryzienie ucha" stało się wręcz plagą XV-wiecznych żeńskich klasztorów z czym musieli borykać się kolejni papieże. Innym dziwnym zwyczajem, rozpowszechnionym w żeńskich klasztorach wieku, było... miauczenie. Siostry po prostu zaczynały miauczeć, zaczęło się to w jednym z klasztorów we Francji w XVI wieku i rozpowszechniło na Niderlandy, Niemcy i Włochy (do Anglii i Hiszpanii "kocia muzyka" sióstr już nie dotarła, podobnie jak i do Polski, Węgier i Skandynawii). Zbadał to zjawisko dopiero w 1565 r. holenderski lekarz Johannes Weyer i doszedł do wniosku że powodem owych "kocich dźwięków" są: "napady drgawkowe i kurcze", które związane były z brakiem normalnych stosunków seksualnych.




Był takie klasztory, w których zakonnicom wydawało się że nawiedza ich sam Jezus Chrystus i obcuje z nimi cieleśnie, co niekiedy skutkowało nawet tym, iż do takiego klasztoru wzywano egzorcystów, którzy mieli wypędzić z sióstr "cielesne wizje". To były jednak praktyki dość niezwykłe i głośnie, jako że odbijały się powszechnym echem w całej Europie i spływały do Rzymu. Ale przecież codzienne zachowania sióstr zakonnych nie były wcale lepsze. Są relacje, iż przybywający do żeńskich klasztorów z misją inspekcyjną księża, byli wręcz kuszeni przez siostry do odbycia stosunku. Jedna przez drugą starały się zyskać uwagę mężczyzny, np. kucając przed nim, podnosząc habity (będąc pod spodem zupełnie nagie), wypinały się gdy koło nich przechodził a niektóre wręcz rzucały się księżom na szyję i próbowały pocałować ich w usta (np. w angielskich klasztorach były nawet specjalne miejsca, gdzie siostry mogły oddać się przyjemnościom cielesnym z przybyłymi do nich księżmi, potem był to jeden z powodów do zamknięcia żeńskich klasztorów w Anglii przez Cromwella za czasów Henryka VIII). Każde pojawienie się księdza w żeńskim klasztorze, było przyjmowane wręcz z ekstatyczną radością, każda z sióstr starała się wypaść jak najlepiej i zrealizować to, czego pragnęła. Oczywiście wielu księży korzystało z tego przywileju z radością i zdarzało się że po jego wyjeździe jedna lub kilka sióstr były w ciąży (pewien franciszkański ksiądz o nazwisku Murner, wręcz twierdził że tylko ta z sióstr zostanie przeoryszą, która... urodzi najwięcej dzieci). Należy też dodać, że siostry potrafiły o siebie zadbać i w wielu klasztorach było nawet miejsce, gdzie trzymano ubrania na specjalną okazję (np. taką jak przybycie księdza czy biskupa do klasztoru). Były to suknie z dużym dekoltem, które siostry przywdziewały gdy już udało się im namówić księży do nocy miłości.

Często po takich inspekcjach, przynajmniej jedna z sióstr zachodziła w ciążę (np. biskup von Kastell, który wizytował klasztor w Soeflingen koło Ulm w Niemczech, pisał iż: "prawie wszystkie zakonnice są ciężarne"). Jeśli w ciążę zachodziło kilka dziewcząt, to pół biedy, ale biada tej, która sama zaszła w ciążę, wówczas inne siostry nierzadko poddawały ją "karze" za jej występek nieczystości (choć one same również się temu poddawały). Często była zakuwana w łańcuchy i wtrącana do klasztornego lochu (choć istnieją dokumenty, mówiące że przeorysze nawet chciały takie kobiety palić na stosie wraz z ich nienarodzonymi dziećmi). Równie często zdarzało się że takiej kobiecie odbierano dziecko zaraz po narodzinach i...topiono, po czym szybko grzebano, by nikt się nie dowiedział. Na co dzień zaś siostry radziły sobie w inny sposób (oczywiście uogólniam, ale pragnę opisać zjawisko, a nie oskarżać o owe praktyki wszystkie ówczesne siostry zakonne), np. masturbując się... świecą, lub specjalnym przyrządem, bardzo rozpowszechnionym (szczególnie od XVI wieku), zwanym "bienfaiteur" ("dobroczyńca"). Był to po prostu sztuczny fallus z doczepionym workiem mosznowym, napełnionym mlekiem, które można było sobie wstrzyknąć podczas szczytowania. Ponoć nazywano te przyrządy również "dobrymi Samarytanami". Poza tym siostry zakonne radziły sobie również przy użyciu wszelkiego rodzaju rurek (np. tzw.: "czarodziejska różdżka", o dwóch różnych końcach grubości często z wymalowanym na nim wizerunkiem męskiego fallusa), lub ociosanych i wygładzonych kawałków drewna, a także... owoców i warzyw.




Nic więc dziwnego, że widząc Kościół tak zepsutym, już w XIII a szczególnie w XIV wieku zaczął się tworzyć tzw. ruch mistyczny, mający na celu odnowienie i odbudowanie Kościoła Jezusowego. Jedną z najsławniejszych mistyczek średniowiecznych, była Katarzyna ze Sieny, krytykująca zepsucie duchowieństwa i nawołująca do odnowy duchowości w kierunku takim, jaki wytyczył Jezus Chrystus. W swych listach napominała papieży aby zawsze kierowali się przykazaniami "Naszego Pana Jezusa Chrystusa". W liście do papieża Urbana VI z 1378 r. Katarzyna ze Sieny pisze: "Najmilszy Ojcze Święty, Ojcze mój w Chrystusie, słodkim Jezusie. Ja, Katarzyna, sługa i niewolnica sług Jezusa Chrystusa, piszę do ciebie w drogocennej Krwi Jego, pragnąc ujrzeć w tobie serce mężne. Pragnę, bowiem, abyś wyplenił wszystkie wady przeciwne twej woli (...) Ach, Ojcze Święty, otwórz oko intelektu i zwróć je ku miłej Prawdzie (...) Czcigodny Ojcze Święty, ja, twoja nędzna i nieuczona córka, nie pozostanę już długo na tym świecie (...) Chcę ofiarować me życie za ciebie i za Kościół święty pośród łez, czuwania i wiernej a pokornej modlitwy (...) Gdy staniesz się człowiekiem o mężnym sercu, będziesz radością, weselem i pocieszeniem dla mnie oraz dla innych sług Bożych, które liczą na ciebie, Ojcze Święty, i przyglądają ci się bardzo uważnie". Katarzyna ze Sieny zmarła dwa lata później, w 1380 r. w wieku 33 lat, cały czas prowadząc świątobliwe życie. Mimo iż długi czas swego życia pozostawała analfabetką, rozpropagowała rzymski mistycyzm i stała się jednym z doktorów Kościoła.


 O KATARZYNIE ZE SIENY 
od 4:25


  

Byli i inni, jak choćby Bernard z Clairvaux, Eckhart, Jan Tauler, Henryk z Suzy, Jan z Ruysbroeck, Gerard Groote, Jan Hus, John Wycliffe, Juta z Chełmży (niemiecka arystokratka), Dorota z Mątwów, Dominik z Gdańska (zmarł w 1460 r. w wieku 76 lat), Władysław z Gielniowa, Kasper Dróżbicki i wielu, wielu innych. Ale bez wątpienia najsławniejszym okazał się niejaki Giroliamo Savonarola, który dziś jest uważany za swoistego fanatyka religijnego i prekursora inkwizycji. To błąd, bowiem Savonarola była po prostu zwolennikiem radykalnej (jego radykalizm rósł z każdym rokiem, pod wpływem informacji o odbywających się w Rzymie, rządzonym przez papieża Aleksandra VI i jego syna Cezara Borgię - orgiach, mordach i bezeceństwach) odnowy Kościoła w duchu Chrystusa. Był to człowiek niezwykle uczciwy, skromny i prostoduszny (wszędzie gdzie przybywał, zadowalał się tylko chlebem i wodą, nie miał też żadnych wymagań cielesnych). Nawoływał do odnowy, przewidywał że krew sprawiedliwych będzie płynęła po ulicach miast, jeśli ludzie się nie opamiętają i nie powrócą do bożych przykazań. Nawoływał do skromności i nieobnoszenia się z bogactwem. Na jego kazaniach, wierni wpadali w prawdziwy trans mistyczny, a szczególnie silnie działał na płeć piękną. Jego nauki, wygłaszane we Florencji na przełomie lat 80-tych i 90-tych XV wieku, gromadziły tłumy. Kobiety wręcz mdlały gdy przemawiał (niczym podczas współczesnych występów np. Elvisa Presleya, czy innych gwiazd estrady). 


KRÓL NAD KRÓLAMI
 
 

Po jego kazaniach, wielu mężczyzn odnotowywało wielkie zmiany w zachowaniu swych żon, jak choćby prostotę wystroju domu, oddawanie niepotrzebnych rzeczy biednym i cierpiącym, skromniejsze posiłki czy nawet... oziębłość seksualną w łóżku. Ponieważ jednak Savonarola mocno krytykował Kościół, pod rządami Aleksandra VI, czyli Rodrigo Borgii, ten w końcu kazał go uwięzić i po torturach zamordować w 1498 r. Savonarola zdążył jeszcze w lochach spisać swoje medytacje, zatytułowane: "Zmiłuj się nade mną, Boże". Został powieszony, a następnie ciało spalono na stosie. Lecz w roku, w którym papieżem został ów Paweł II - "piękny papież", Girolamo Savonarola miał zaledwie 12 lat i dopiero wkraczał na ścieżką mistycznej odnowy Kościoła Chrystusowego.  


 

ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND

NEVER WILL APPLY TO POLAND



CDN.