Łączna liczba wyświetleń

środa, 5 grudnia 2018

SEKSMISJA 2.0

CZYLI CZY MĘŻCZYŹNI MOGĄ

WYGINĄĆ... JAK MAMUTY?




 Temat ten założyłem ze względu na narastającą propagandę (głównie medialną), nakierowaną na tzw.: "ekologiczność" i połączoną z teorią "ocieplania się klimatu", która to przeżywa ostatnio drugą młodość, ze względu na odbywający się w Katowicach szczyt ekologiczny (czy jak to tam się nazywa?). Nie mam ochoty wypowiadać się konkretnie i punktować wszystkie bzdury, jakie przez lata (a nawet już dziesięciolecia) powstały pod wpływem lewicowego zaczadzenia ekologią i ciągłym powtarzaniem jak bardzo jest źle i że jak nic nie zrobimy, to za dwadzieścia lat nasza cywilizacja może przestać istnieć (bo takimi apokaliptycznymi wizjami też się ludzi straszy). Ekologia i ocieplenie klimatu - wszędzie i w kółko powtarzanie tych samych... bzdur. Tak, bzdur, bo do żadnego ocieplenia się klimatu nie dojdzie w przeciągu nadchodzących dziesięcioleci. Nie znaczy to jednak że możemy spać spokojnie, problem rzeczywiście istnieje, choć nie jest on ulokowany tam, gdzie chcieliby go widzieć lewicowi aktywiści, straszący nas "ocieplaniem klimatu" i "podniesieniem się poziomu mórz i oceanów". Nie będę tego tu teraz wyjaśniał (może założę odrębny ku temu post - choć, tak cholernie brakuje mi ostatnio czasu), powiem tylko tyle, problem istnieje, ale nie jest związany z ocieplaniem się klimatu, tylko z... nową epoką lodowcową, która nadchodzi wielkimi krokami. Apogeum nowych mrozów czeka nas z początkiem lat 40-tych XXI wieku, wtedy wrócą zimy, jakich dawno nie pamiętali nasi ojcowie i dziadowie. Rządy już teraz powinny przygotowywać ludzi do tego co nadchodzi i nie jest to bynajmniej problem wzrastającego poziomu mórz czy topnienia lodowców Arktyki. 

Idzie prawdziwa nowa epoka lodowcowa, która będzie się przejawiała (prócz bardzo mroźnych zim), ogromnymi wahaniami temperatur w lecie - (od bardzo gorących do wręcz mroźnych lat). I tutaj rzeczywiście rządy maja co robić, sytuacja bowiem przypomina biblijną opowieść o Jakubie, który objaśniał sen faraona o siedmiu latach tłustych i siedmiu latach chudych, które po nich nastąpiły. Rządy już powinny gromadzić zapasy żywności, gdy zacznie dochodzić do klęsk nieurodzaju (ulewy, susze, mrozy), szczególnie roślin, które przetrzymają mrozy, oraz stworzyć dywersyfikację dostaw energii. Problem zacznie się już w połowie lat 20-tych XXI wieku (wówczas na poważnie zaczną się sypać propagandowe bajki, jakimi dziś karmi nas międzynarodowa mafia ekologów), a epicentrum kryzysu przypadnie na początek lat 40-tych XXI wieku (ok. 2043/2044 r.). Faraon powierzył Jakubowie zarząd nad sprawami gospodarczymi kraju, dzięki czemu Egipt obronną ręką przeszedł przez okres katastrofalnego głodu. Dziś rządy europejskie (i nie tylko) powinny się skupić nad zapewnieniem dywersyfikacji energii (potrzebnej do oświetlenia i ogrania domostw i zakładów pracy), oraz żywności, odpornej na mrozy. Bo jeśli do tego nie dojdzie, to nasza cywilizacja rzeczywiście może upaść, ale z zupełnie innej przyczyny (bardziej ludzkiej przyczyny), niż przewidują dzisiejsi ekologiczni hochsztaplerzy, którzy w swych lewicowych móżdżkach nie mogą pojąć, że winnym całej tej sytuacji jest... nasze słoneczko.


 "ZAWSZE NIECH BĘDZIE SOŃCE, ZAWSZE NIECH BĘDZIE NIEBO, ZAWSZE NIECH BĘDZIE MAMA, 
ZAWSZE NIECH BĘDĘ JA" 
STARA KOMUNISTYCZNA PIOSNKA



 
Ale nie o tym chciałem pisać. Ten post miał być krótki z założenia i chciałem się w nim zastanowić nad taką oto ewentualnością - czy możliwe jest... wyginięcie mężczyzn na Ziemi? Sytuacja nieco absurdalna i od razu nasuwa mi się tutaj scena z nieśmiertelnej komedii Juliusza Machulskiego z 1983 r. pt.: "Seksmisja", w której to dwóch śmiałków - Maks Paradys i Albert Starski, podejmują się wzięcia udziału w pionierskim doświadczeniu, polegającym na zahibernowaniu ciała, w celu przedłużenia jego żywotności na na kolejne lata. Doświadczenie to ma trwać tylko trzy lata, lecz coś się nie udaje i zostają wybudzeni ponad pięćdziesiąt lat później. Okazuje się że w czasie gdy obaj przebywali w stanie hibernacji, na Ziemi wybuchła III wojna światowa, która doprowadziła do... całkowitego zniszczenia genów męskich (poprzez wynalazek doktora Wiktora Kuppelweisera - który był również autorem doświadczenia z hibernacją). Po przebudzenie dwaj bohaterowie nie potrafią się odnaleźć w podziemnym świecie, w którym przetrwały jedynie kobiety, tworząc matriarchalne, czysto technokratyczne społeczeństwo, pozbawione uczuć, w którym wszelkie żądze i pragnienia zostały zmienione (dzięki specjalnej tabletce, która należy co jakiś czas brać) na pęd ku karierze. Maks i Albert początkowo nie mogą zrozumieć że zostali ostatnimi żyjącymi "samcami" na Ziemi, co prowadzi do wielu zabawnych scen i powiedzonek, jak choćby takich: "Chciałbym rozmawiać z dyrektorem tego ośrodka (...) wolałbym jednak z mężczyzną", "Mężczyźni wyginęli? Przecież to nie były mamuty!", "A dlaczego tu nie ma klamek?", "Nas, bohaterów - prądem?!".




Wreszcie udaje im się uciec z podziemnego miasta kobiet (powstałego na skutek promieniowania po wojnie atomowej, które okazało się nieprawdziwe i było jednym z elementów okłamywania kobiet i trzymania ich razem), w czym pomaga im pewna funkcjonariuszka sekcji: Archeo - Lamia Reno.
Ostatecznie film kończy się happy endem, obaj bohaterowie znajdują przytulny dom (należący do Jej Ekscelencji - która okazuje się przebranym mężczyzną), i zamieszkują tam wraz z Lamią i jej konkurentką z sekcji: Genetix - Emmą Dax. Przekradają się też do miasta kobiet (Maks: "Tu jest ta wylęgarnia?", Albert: "Tutaj się rozmnażają", Maks: "No mówię właśnie") i wprowadzają swoje nasienie do inkubatorów rozrodczych (działających na zasadzie partenogenezy - czyli dzieworództwa, co powoduje iż rodzą się same dziewczęta), co też daje początek (ku przerażeniu niektórych kobiet) odnowienia męskiej populacji. Ogólnie rzecz biorąc film był satyrą pomyślaną na wszelkie totalitaryzmy i oderwane od rzeczywistości ideologie, jak komunizm czy feminizm i jako komedia zaliczana jest do klasyki polskiej kinematografii. 




Teraz jednak chciałbym się przez chwilę zastanowić, czy rzeczywistość ukazana w "Seksmisji" realnie jest utopijna? Czy świat bez mężczyzn byłby możliwy? Może zaskoczę i zdziwię wielu, ale powiem - owszem, byłby możliwy, nawet więcej, już kiedyś był taki czas, gdy na Ziemi w ogromnej większości dominowały prawie wyłącznie kobiety. Trzej naukowcy (Tian Chen Zeng, Alan J. Aw i Marcus W. Feldman) stwierdzili (a swoje spostrzeżenia opisali w tygodniku "Nature" (że ok. 7 000 lat temu ma miejsce przedziwne tąpnięcie. Tąpnięcie, w wyniku którego dramatycznie zmalała męska populacja i to nie tylko w jakimś określonym, lokalnym terenie, ale na całej Ziemi. Czyżby ówczesną męską populację dotknął morderczy szał i sami się unicestwili w wyniku walk (podobnie jak w "Seksmisji")? Co ciekawe, populacja kobiet wcale nie spada w tym okresie, a wręcz... wzrasta, czym więc można wytłumaczyć tak dramatyczny spadek liczby mężczyzn na świecie - ich morderczą rządzą wzajemnego wybijania się? Być może feministki poszłyby właśnie tym tropem rozumowania (wiadomo bowiem, jak stwierdziła jedna z filmowych "sióstr": "Całe zło świata zawdzięczamy wam, począwszy od wojen religijnych a skończywszy na raku macicy"). Dlaczego więc prawie 7 000 lat temu (konkretnie ok. 4 600 r. p.n.e.) nastąpił tak dramatyczny ubytek mężczyzn na całej planecie, że na jednego mężczyznę przypadało od 15 do 20 kobiet.




Na to pytanie współczesna nauka nie potrafi jednak poprawnie odpowiedzieć, choć rozwiązanie jest proste i łączy się z tym, o czym chociażby napomknąłem we wstępie - z naszym słońcem. Spadek liczby mężczyzn na świecie, nie wziął się z ich wzajemnego mordowania się, ani z przyspieszonych zgonów spowodowanych epidemią, tylko do takiej koniunktury planet, krążących wokół naszego słońca, które doprowadziło do praktycznego wyeliminowania w jądrze komórki jajowej chromosomów Y (a przynajmniej do ich maksymalnego ograniczenia). Wiadomo bowiem że pierwotnie wszyscy formujemy się jako płeć żeńska (dwa chromosomy X). Jeśli nie nastąpi proces ekspresji genów (czyli inaktywizacji) i zmiany jednego chromosomu X na Y, to wówczas na świat przychodzi dziewczynka. Jeśli zaś jeden z chromosomów X w komórce jajowej ulegnie inaktywizacji, zmieniając się w chromosom Y, wówczas rodzi się chłopiec. Niby proste, a jednak jakże zagmatwane. Gdy zaś uświadomimy sobie jak wielki wpływ na rozrodczość człowieka mają zarówno cykle księżyca jak i koniunkcja planet krążących wokół słońca, sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje. Nie chcę się teraz na ten temat zbytnio rozpisywać (gdyż miał to był krótki post), należy jednak sobie uświadomić, że właśnie ok. 4 600 r. p.n.e. nastąpiła tak przedziwna koniunkcja planet, która spowodowała iż zjawisko eliminacji chromosomów Y w komórkach jajowych przybrało masową wręcz skalę. Ciekawym fenomenem, potwierdzającym nie tylko zasadę większej zgodności położenia planet względem płaszczyzny orbity Ziemi, jest fakt iż na terenach przemysłowych (głównie elektrowni atomowych), rodzi się znacznie więcej chłopców niż dziewcząt. Dużą (choć nie decydującą) rolę odgrywa w tym procesie również określona dieta. W każdym razie ulokowanie planet, jakie miało miejsce 4 600 r. p.n.e. znacznie bardziej oddalonych od siebie i o zmiennych półelipsach torów, względem orbity Ziemi, spowodowało wytworzenie się rezonansu modulacji, oddziałującego na poszczególne planety, który zadziałał w podobny, choć odwrotny sposób jak modulacja mająca miejsce wokół elektrowni atomowych. 

Tak więc drastyczny spadek liczby chromosomów Y, a co za tym idzie liczby mężczyzn w świecie, spowodował powstanie dwóch, niezwykle ważnych i zapewne kluczowych organizacji społecznych w kulturze świata. Pierwszą były pewnie skupiska samych kobiet na podobnych zasadach jak mityczne Amazonki. Drugą zaś powstanie i ukształtowanie się na ogromnych terenach globu - poligamii (czyli wielożeństwa), która po dziś dzień jest znacznie bardziej popularna, od występującej sporadycznie poliandrii (wielomęstwa). No cóż, na zakończenie wypadałoby powiedzieć, słowami filmowego Maksa Paradysa: "To nas tu o mało nie wykastrowali, a ty sobie będziesz cycki, cyganie przyprawiał?!" 😋   

 


  

ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER

WILL APPLY TO POLAND


 

poniedziałek, 3 grudnia 2018

KATON I JEGO RADY - Cz. II

CZYLI JAK TRAKTOWAĆ

NIEWOLNIKÓW,

ABY LEPIEJ POMNAŻALI

MAJĄTEK GOSPODARSTWA?


RZYMIANKA




Co się tyczy ustawy Oppiusza z 215 r. p.n.e., to pisałem już o niej co najmniej dwukrotnie (ostatni raz TUTAJ), więc jedynie przypomnę że została ona wprowadzona za konsulatu Kwintusa Fabiusza Kunktatora i Tyberiusza Semproniusza (czyli w 215 r. p.n.e.), a wymierzona była w propagowanie zbytku, którego głównymi ofiarami stały się rzymskie kobiety, bowiem ustawa ta dotyczyła tylko i wyłącznie zbytku kobiecego. Mówiła ona iż: "Żadnej kobiecie nie wolno posiadać więcej niż pół uncji złota, ani używać kolorowej szaty, ani jeździć wozem z zaprzęgiem w Rzymie czy innym mieście, czy na odległość od miasta bliższą niż tysiąc kroków". Tak więc kobiety nie mogły ani nosić kolorowych sukien, ani biżuterii, ani też powozić wozem konnym w miastach Imperium (ten ostatni zakaz przetrwał bardzo długo, bowiem aż do... I wieku naszej ery - czyli jakieś mniej więcej 250 lat). Co ciekawe ustawa Gajusza Oppiusza zupełnie wykluczała mężczyzn i chłopców, dopuszczając by nawet dzieci nosiły kolorowe tuniki, a zabraniając tego zupełnie rzymskim kobietom i dziewczętom. Nic dziwnego że gdy w dwadzieścia lat po jej uchwaleniu (w czasach gdy Rzym toczył śmiertelną walkę o przetrwanie z Kartaginą i Hannibalem i każda ilość złota była potrzebna na potrzeby dalszego prowadzenia wojny), wróciła debata nad jej dalszym utrzymaniem bądź zniesieniem, kobiety... masowo wyszły na ulice, domagając się od senatorów jej zniesienia. Zapełniły wszystkie ulice, wiodące na Forum Romanum i zaczepiały senatorów, prosząc ich by ponownie mogły się stroić po dawnemu, teraz, gdy ojczyzna jest już bezpieczna i żyje w pokoju. 

Debata się rozpoczęła a kobiet przybywało, bowiem dołączały się również Rzymianki z innych miast italskich (czyli rzymskich kolonii), jak również i te, które nigdy żadnego majątku nie posiadały i żyły w miejskiej nędzy. Za utrzymaniem ustawy w mocy optował dostojny ród Juniuszów, których przodek - Lucjusz Juniusz Brutus stał się założycielem rzymskiej republiki i pierwszym konsulem w 509 r. p.n.e. (notabene sława jaką cieszył się ród Juniuszów, powodowała iż Cezar obawiał się nie tyle tego, że sam Marek Juniusz Brutus, którego znał od dziecka i traktował jak syna - bo ponoć miał mieć romans z jego matką Serwilią, może wyrządzić mu jakąś krzywdę, tylko całej narastającej wokół jego nazwiska atmosfery. Pojawiały się bowiem rysunki, sugerujące iż Brutus z mieczem w dłoni, śladem swego przodka obali tyrana. Sugerowano Cezarowi tyranię i dążenie do władzy monarszej na wzór egipski, czego dowodem miała być jego kochanka - Kleopatra, która w 46 r. p.n.e. odwiedziła Rzym. Na posągach i pomnikach Cezara, ustawianych jeszcze za jego życia, dopisywano wulgarne i obsceniczne treści, rzadko posługiwano się satyrą, jak choćby wówczas, gdy na pomniku Cezara, ustawionym na Kapitolu obok pomnika Lucjusza Brutusa, ktoś nocą dopisał takie słowa: "Za to, żeś wygnał konsulów". Była to oczywiście szydera i parafraza napisu umieszczonego oficjalnie pod pomnikiem Brutusa, który brzmiał: "Za to, żeś wygnał królów". Cezar więc miał się czego obawiać, siła nazwiska, a często idei jaka za nim stoi, może wywracać trony i zmieniać władców). 




Katon, jako konsul tego (195 p.n.e.) roku, również poparł ród Juniuszów w utrzymaniu owej ustawy w mocy. Pełną jego mowę przed senatem przedstawiłem w wyżej wymienionym poście, więc nie ma potrzeby jej tutaj po raz drugi dawać. Można wszakże stwierdzić, iż Katon, jako zwolennik starorzymskich cnót i moralności, optował przeciwko wszelkiej kobiecej swawoli, którą utożsamiał z rozwiązłością i upadkiem obyczajów. Sam dawał przykład jak powinno się wychowywać żonę, choć w jego przypadku akurat trudno do końca zgodzić się z tym, co publicznie głosił, jako że co prawda jego żona Licynia nigdy nie odważyła mu się sprzeciwić, czy choćby podnieść głosu, ale i tak w dużej mierze to ona nim kręciła, choć jemu wydawało się że całkowicie nad wszystkim panuje. Otóż bowiem Katon był na zabój zakochany w Licynii i ta miłość nie przeszła mu również w małżeństwie. Potrafił być niezwykle hojny i czuły, obsypywał żonę najróżniejszymi podarkami i spełniał jej życzenia, ale jednocześnie publicznie był oschły i nieprzystępny, stogi i wymagający, jego ton, gdy wypowiadał się o Licynii czy w ogóle o kobietach, stawał się władczy. Nie znosił wszelkich publicznych oznak okazywania sobie czułości czy miłości, uznając iż jest to droga do zniewieścienia i zhellenizowania Rzymian (zresztą jedno utożsamiał z drugim). Dlatego tez, gdy jakikolwiek członek senatu okazał publicznie czułość swej żonie (np. przez pocałunek), był za to srogo karany (łącznie z utratą intratnego stanowiska). Żona miała siedzieć w domu i oczekiwać tam na swego męża. Miała być radosna choć bez przesady, spokojna, dumna ale jednocześnie pokorna i uległa. I takie właśnie kobiety Katon preferował, a Licynia musiała być właśnie jedną z takich dam, jako że ich związek był niezwykle szczęśliwy aż do ostatnich lat jej życia.




Jako wielki przeciwnik przemocy domowej i fizycznego karania żon przez mężów (w I wieku p.n.e. praktycznie zanikła już tradycja oficjalnego trzymania przez męża kija lub plecionej rózgi, którymi mąż mógł wysmagać swoją żonę za nieposłuszeństwo, ale we wcześniejszych wiekach było to dość popularne narzędzie przywracania mężowskiej władzy w domu), to jednak uważał że prawdziwym powodem kobiecej niesubordynacji, są właśnie... ich mężowie, którzy nie potrafią z nimi postępować. Mówił więc: "Gdyby każdy z nas trzymał się zasady przestrzegania prawa i władzy męża w stosunku do swej żony, to byśmy mniej mieli kłopotu z ogółem kobiet". Miejscem kobiety jest dom, nie ulica, nie polityka: "Gdyby mnie nie krępował szacunek dla dostojności i poczucia godności raczej pojedynczych kobiet niż ich ogółu (...) powiedziałbym: - Co to za obyczaj wychodzenia z domu, obsiadania dróg i zaczepiania cudzych mężów? Czy nie mogłyście, każda z was, prosić o to samo swoich mężów w domu? Czyż może jesteście milsze na ulicy niż w domu i dla obcych milsze niż dla swoich?" - tutaj jawnie sugerował że kobiety te mogą być rozwiązłe i namawiać cudzych mężów do niemoralności. Jako wielki zwolennik starorzymskiej tradycji i przeciwnik hellenistycznej seksualizacji kobiet i mężczyzn, mawiał: "Wolą przodków naszych było, by kobiety nie przedsiębrały niczego, nawet w prywatnych sprawach, bez pośrednictwa opiekuna: miały pozostawać we władzy rodziców, braci, mężów. A my - za pozwoleniem bogów - cierpimy już nawet to, że zabierają się do rządów i mieszają do spraw na Forum, na zgromadzeniach publicznych, przy głosowaniu". Radził też mężom: "Nałóżcie uzdę niepowściągliwej naturze i nieposkromionemu stworzeniu i spodziewajcie się, że one same miarkować będą swą samowolę, jeśli wy tego nie zrobicie (...) Czegóż one nie będą próbowały osiągnąć, jeśli tę rzecz teraz wywojują? Policzcie wszystkie prawa odnoszące się do kobiet, którymi nasi przodkowie skrępowali ich swawolę i przez które uzależnili je od mężów. I choć to wszystko trzyma je na uwięzi, mimo to ledwie potraficie je utrzymać w ryzach".

Ta, niezwykle dumna mowa, spowodowała jednak kontrakcję ze strony trybuna ludowego Lucjusza Waleriusza, który postulował jednak zniesienie ustawy i umożliwienie kobietom strojenie się w taki sposób, na jaki maja ochotę. Mówił więc: "To, że kobiety na ulicach prosiły was, abyście ustawę, przeprowadzoną przeciw nim w twardych czasach wojny, odwołali teraz, kiedy rzeczpospolita kwitnie w spokoju i szczęściu, nazwał schadzkami, wichrzeniami, a czasem i buntami (...) Wszystkie stany, wszyscy ludzie będą odczuwali zmianę na lepsze w sytuacji rzeczypospolitej, a tylko do naszych żon nie dotrze błogosławieństwo pokoju i spokoju w państwie? My mężczyźni będziemy używać purpury, chodząc w togach bramowanych na stanowiskach urzędniczych i kapłańskich, dzieci nasze będą nosiły togi bramowane purpurą, urzędnikom w miastach kolonijnych czy municypalnych, a tutaj w Rzymie nawet najniższym, jakimi są naczelnicy dzielnicowi, przyznamy prawo posiadania togi bramowanej, i to nie tylko prawo posiadania za życia tak zaszczytnego stroju, ale nawet prawo palenia na stosie ich zwłok w tym ubiorze, a tylko kobietom zabronimy używania purpury? I ty jako mężczyzna pozwolisz sobie używać purpury na nakrycia, ale matce twojej rodziny nie pozwolisz mieć purpurowego odzienia? Nawet koń twój ma być nakryty wystawniej, niż żona twoja ubrana? (...) Naturalnie! Mniej będziecie mieć władzy nad córkami, żonami, a niektórzy również nad siostrami! Nigdy za życia swoich mężczyzn nie wyzbędą się kobiety poddaństwa (...) I wy winniście je trzymać w swej mocy i opiece, ale nie w niewoli. Winniście dążyć raczej do tego, by zasługiwać na miano ojców czy mężów, a nie panów. Po tej, równie wspaniałej mowie Waleriusza, senat ustawę Oppiusza uchylił (jednak poza punktem, zabraniającym kobietom powożenia zaprzęgiem konnym po Rzymie i miastach Imperium. Były od tego co prawda dwa wyjątki, pierwszy mówił iż żona może towarzyszyć mężowi w takim zaprzęgu, ale nie może go sama powozić, druga zaś dotyczyła oficjalnych świąt religijnych, podczas których kobietom pozwalano powozić zaprzęgiem, ale tylko tym, które udawały się do świątyni złożyć ofiarę). 

W 194 r. p.n.e. Marek Porcjusz Katon uzyskał prawo do odbycia triumfu, za swoje zwycięstwa w Hiszpanii, zaś w 192 r. p.n.e. wziął udział w wojnie z królem syryjskim z macedońskiej dynastii Seleucydów - Antiochem III, u którego boku przebywał sławny kartagiński wódz, zbiegły ze swej ojczyzny z obawy przed wydaniem w ręce Rzymian - Hannibal. Swoją drogą ciekawa jest ekspedycja Hannibala, jaką przebył, gdy na greckiej wyspie Cercyrze (lub Korkirze) na Morzu Jońskim, przesiadł się na fenicki statek, na którym dotarł do Tyru. Jak już wspomniałem w poprzednim poście, był człowiekiem niezwykle popularnym, dlatego też każde jego publiczne pojawienie się, gromadziło tłumy. Tak też było właśnie w Tyrze, gdzie Hannibal ledwie mógł złapać oddech, wobec ciążących ku niemu mieszkańców, z których każdy chciał go powitać, uścisnąć dłoń, lub chociaż dotknąć jego szaty (we wszystkich wiekach ludzkość zawsze zachowuje się tak samo, jeśli idzie o osoby znane, czy też tzw.: celebrytów". Zmienia się tylko przedmiot uwielbienia i choć nie powinno się łączyć ze sobą tych wszystkich postaci ze względów chociażby dobrego smaku, to jednak warto uzmysłowić sobie że nie ważne czy to jest Hannibal, Tytus Flamininiusz, Hitler czy Elvis Presley, z reguły ludzie zawsze postępują tak samo, jeśli idzie o popularne, charyzmatyczne postacie). Wielu też twierdziło, że jest gotów służyć pod nim, jeśli raz jeszcze ruszy na Rzym. Dom, w którym zamieszkał Hannibal, był codziennie oblegany, do tego stopnia że wręcz nie był w stanie tam realnie funkcjonować. Postanowił więc wkrótce udać się do Efezu w Azji Mniejszej. Plany swoje omawiał w niezwykle wąskim gronie, prawdopodobnie zwierzał się jedynie pewnemu Tyryjczykowi, który potem działał w Kartaginie jako agent Hannibala. Zwał on się - Aristonem i Hannibal wraz z nim opuścił gościnny, choć tłumny i duszny Tyr, udając się drogą morską do Efezu, gdzie przebywał ze swym dworem król syryjski - Antioch III zwany Wielkim.


ŻOŁNIERZ Z ARMII ANTIOCHA III WIELKIEGO



Ten przywitał Kartagińczyka z otwartymi ramionami, bowiem już od dawna zamyślał wydać wojnę Rzymowi, a któż nadawał się do roli doradcy króla lepiej, jeśli idzie o walkę z Rzymianami, niż właśnie ów Hannibal. Plan przyszłej wojny, opracowany przez Kartagińczyka był jasny i prosty, choć miał kilka mankamentów. Otóż bowiem Hannibal nie widział możliwości konfrontacji z Rzymianami nigdzie indziej, niż... tylko w samej Italii. Radził więc królowi Antiochowi: "Najedź Italię, zmuś Rzymian by walczyli na własnej ziemi, inaczej przegrasz". Italia w zamysłach Hannibala była kluczowa, składała się bowiem z federacyjnych ludów podporządkowanych Rzymowi na zasadzie foederati (sojuszników), a było kilka ludów i miast italskich, które wciąż pragnęły wyrwać się z tej narzuconej siłą "sojuszniczej federacji". Italia dawała też ewentualnemu najeźdźcy spore możliwości zarówno aprowizacyjne, jak i ludzkie, które mogą zasilić armię Antiocha. Italia zresztą (szczególnie południowa i środkowa) była kompletnie zrujnowana niedawną jeszcze okupacją Hannibala, i Rzymianie zdawali sobie sprawę że przeniesienie wojny na ziemię italską, może doprowadzić do znacznego pogorszenia ich pozycji militarnej. "Jeśli wydasz Rzymowi wojnę poza Italią, to ani ty, ani nikt inny nie dorówna im w polu". Hannibal żądał również przekazania pod jego komendę stu okrętów wojennych, 10 000 żołnierzy piechoty i 1 000 jazdy, z którymi mógłby udać się do Kartaginy i ją odwojować. Od tego miała się zacząć pierwsza militarna rozgrywka w nowo projektowanej wojnie z Rzymem. Najpierw atak Hannibala na Afrykę, gdzie przy pomocy wojsk Antiocha i swoich agentów w samej Kartaginie, na których czele już stał wysłany tam Ariston z Tyru, który miał za zadanie odrodzić stronnictwo ludowe, wspierające Hannibala i doprowadzić do wybuchu powstania w Kartaginie przeciwko pro-rzymskiej władzy sędziów z Komisji Stu Czterech. Hannibal był pewien że ta rozgrywka musi zakończyć się szybkim sukcesem.

W tym samym czasie wojska Antiocha miały przenieść się do Grecji i obsadzić strategiczne miejsca (szczególnie przełęcze - termopilski i koryncki) i rozłożyć obozem najpierw w Tesalii, a następnie szybkim marszem wkroczyć do Epiru i rozłożyć się tam obozem. Cały czas jednak miał trwać jeszcze pokój z Rzymianami, a król miał zapewniać senat o swej woli zachowania pokoju, usprawiedliwiając wejście do Grecji uzasadniając utrzymaniem praw dynastycznych, sięgających jeszcze jego prapradziada - Seleukosa I Nikatora. Antioch wciąż miał też deklarować konieczność utrzymania "wolności Hellenów", aby przyciągnąć do siebie również Greków. Gdy Hannibal upora się z przeciwnym mu stronnictwem, ruszy do południowej Italii, zasilony nową armią. W tej sytuacji Rzym nie będzie mógł zbrojnie interweniować w Grecji, jako że zostanie zagrożony przez nową kartagińską armię z południa - armię, na której czele będzie stał żywy mit - Hannibal. Wówczas bez przeszkód armia Antiocha przeprawi się przez Adriatyk i wyląduje w Italii, łącząc siły z Hannibalem i razem zdobywając "podłe miasto wilczycy na siedmiu wzgórzach". Plan był ciekawy i godny ryzyka, ale jak już wspomniałem miał kilka wad. Po pierwsze - nie było pewności że Hannibal zdoła dotrzeć do Kartaginy przed Rzymianami z Sycylii, którzy zapewne na wieść o powstaniu w Kartaginie, interweniowaliby tam zbrojnie. Po drugie, prawa Antiocha do Hellady, opierały się na tak wątłych podstawach, że lepiej było ich nie upubliczniać aby się nie skompromitować (prapradziad Antiocha III - Seleukos I Nikator opanował na Lizymachosie jedynie Chersonez i kilka miast w Tracji, nie posunął się jednak do Grecji właściwej, zresztą nawet gdyby to uczynił, to jakże jego prawo wojennego łupu górować by miało nad "wspaniałomyślnością" (piszę w nawiasie, bowiem pod płaszczykiem szczytnej idei było to realne ubezwłasnowolnienie Greków) Rzymian, deklarujących "wolność wszystkich Hellenów". Tym bardziej że poseł królewski - Hegezjanaks poległ w słownym pojedynku na argumenty z rzymskim wodzem Tytusem Kwinkcjuszem Flamininusem, który zauważył iż prawa Antiocha do Grecji są oparte na łupie wojennym, który zresztą, potomkowie Seleukosa I (pradziad, dziad i ojciec Antiocha III) w Tracji i na Chersonezie utracili. 

Trzecim powodem, który nie wróżył dobrze planom Hannibala, była... niechęć Antiocha III do owego Kartagińczyka. Oczywiście niechęć głęboko skrywana pod płaszczykiem pochlebstw i wspólnych biesiad. Antioch co prawda uważał Hannibala za godnego siebie doradcę, ale w żadnym razie nie planował nie tylko czynić go wodzem swej armii, ale również powierzać mu jakiejś części oddziałów do własnych celów politycznych. Tym bardziej że plan wywołania powstania w samej Kartaginie zakończył się niepowodzeniem, głównie przez nieostrożność samego Aristona. Ten bowiem, wyposażony jedynie w tajne znaki, jakie miał okazać członkom i zwolennikom frakcji barkidzkiej, dawał się zapraszać na uczty, podczas których (nie znając ludzi), starał się wybadać poszczególne sympatie. Takie działanie szybciej obudziło wrogów Hannibala niż jego przyjaciół, a gdy wreszcie postanowiono przesłuchać Aristona, ten bronił się tak nieskładnie i chaotycznie, że nie ulegało wątpliwości iż został wysłany tu przez Hannibala i Antiocha w określonym celu. Postanowiono jednak go wypuścić, aby nie zadrażniać stosunków z Tyryjczykami. Ten zaś, gdy tylko znalazł się na wolności, szybko uciekł z Kartaginy. Znacznie pogmatwało to plany Hannibala, który (z polecenia króla Antiocha) miał reformować armię królewską. Dwór przeniósł się do Apamei, gdzie król większość czasu przebywał w swym haremie, zaś Hannibal starał się zreformować macedońską falangę na kształt rzymskiego legionu. To doprowadzało wodzów Antiocha III do żywej pasji i to oni po prostu sabotowali rozkazy Kartagińczyka. Żadna jego reforma nie została nawet zainicjowana, a wodzowie starali się przekonać króla do jak najszybszego pozbycia się Hannibala z dworu.




Tymczasem Rzymianie zaczęli coś podejrzewać. Po pierwsze sprawozdanie, jakie spłynęło do senatu z Kartaginy po zatrzymaniu i ucieczce Aristona, było ogólnikowe i nie zawierało żadnych informacji na temat ewentualnego powrotu Hannibala do Kartaginy i próby wywołania tam anty-rzymskiego powstania. W zamian za to wiele było żalów poselstwa kartagińskiego co do niecnych podchodów króla Numidii - Masynissy, który pewny rzymskiego wsparcia, zaczął naruszać wspólną granicę. Senatorowie kompletnie nie wiedzieli co się realnie dzieje i obawiając się utraty Kartaginy, postanowiono wysłać dwa poselstwa (193 r. p.n.e.). Pierwsze do samej Kartaginy, na której czele miał stanąć niedawny pogromca Hannibala w bitwie pod Zamą (202 r. p.n.e.) Publiusz Korneliusz Scypion (przypomniał mi się taki wierszyk z czasów I Rzeczpospolitej z XVI wieku, gdy wraz z królową Boną Sforzą z Włoch przybył do Rzeczpospolitej ród Campo del Scypio i zakupił majątek we wsi Bychawa. Wówczas zaczął krążyć prześmiewczy wierszyk o Włochach, który brzmiał następująco: "Dwóch było Scypionów, wspólną mają sławę, jeden zdobył Cartagio, a drugi... Bychawę"). miał on wybadać sytuację na miejscu i przedstawić i przesłać senatowi raport. Na czele drugiego poselstwa, wysłanego do króla Antiocha III do Apamei, stanął zaś Publiusz Williusz. On także miał rozeznać się w sytuacji i przygotowaniach wojennych króla. Antioch jednak odmówił mu audiencji (był to czas żałoby, bowiem król niedawno stracił syna Antiochosa - księcia i następcę tronu i nie chciał nikogo widzieć, przeżywając żałobę w samotności). Nie mogąc dostać się do króla, postanowił więc pomówić z samym Hannibalem, spodziewając się że zdoła coś od niego wyciągnąć na temat przygotowań do ewentualnej wojny. Hannibal był jednak dość lakoniczny i choć spotkanie upłynęło w przyjaznej atmosferze (mieli zapewne i wspólne pole do wspomnień, jako że Williusz też walczył w sławnej bitwie pod Zamą), Rzymianin nie dowiedział się niczego nowego. 

Ale już sam fakt, iż Rzymianin rozmawiał z Kartagińczykiem, stał się powodem do kolejnego ataku na Hannibala. Jego wrogowie (których teraz napytał sobie wśród wodzów armii królewskiej), oskarżyli go przed królem iż potajemnie za plecami władcy knuje z Rzymianami. Antioch co prawda nie wydalił Hannibala z dworu, ale kazał go obserwować i przestał zapraszać na narady wojenne. Jeden z wodzów Antiocha - o imieniu Aleksander, zaproponował odsunięcie Hannibala na dalszy plan, nawet wysłanie go do Afryki, niech tam knuje przeciw Rzymowi. Natomiast plan wojny autorstwa Aleksandra miał wyglądać następująco: Antioch przerzuca wszystkie swoje siły do Grecji, gdzie już słychać było niezadowolenie z "rzymskiej wolności", która przynosiła korzyść głównie oligarchom (oligarchia senatorska wolała porozumieć się z lokalną oligarchią helleńską). Nie było to oczywiście celem Flamininusa, który ów akt wolności ogłosił trzy lata wcześniej (196 r. p.n.e.) podczas Igrzysk Istmijskich na stadionie w Koryncie. Sam był idealistą gorąco rozmiłowanym w helleńskiej kulturze. Ale był również żołnierzem, który musiał słuchać rozkazów, a te brzmiały: Wolność Hellenów - bardzo dobrze, ale zostajemy w Grecji i wspieramy konserwatystów (czytaj oligarchów) z Achai, kosztem Związku Etolskiego. I tak właśnie było, ku rozpaczy Flamininusa. Tak więc plan Aleksandra opierał się na wsparciu warstw uboższych przeciwko oligarchom i udzieleniu pomocy Związkowi Etolskiemu przeciw Związkowi Achajskiemu, przy jednoczesnym wsparciu (nieco komunizującego z naszego punktu widzenia) tyrana Sparty - Nabisa. Plan ten poparł inny wódz Antiocha - niejaki Toas, który jawnie dążył do wypędzenia Hannibala z dworu królewskiego.
A tymczasem przyszła zima i koniec 193 r. p.n.e. który Katon spędził wraz z żoną w swoim wiejskim majątku w Reate. Początek 192 r. p.n.e. przyniósł zaś kolejne wydarzenia, które bezpośrednio prowadziły do wybuchu wojny Rzymu z Antiochem III i Hannibalem.    






ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER

WILL APPLY TO POLAND



  CDN.

niedziela, 2 grudnia 2018

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. XXIII

CZYLI JAK TO KRÓL

RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV

PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE

CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO

W KONSTANTYNOPOLU


1645-(48)

RZECZPOSPOLITA

Cz. VII





 Maj 1646 r. zaczął się wesoło i radośnie. Król Władysław bowiem udał się ze swoją francuską małżonką Ludwiką Marią na wypoczynek wiejski, zabierając ze sobą malutki domek na kółkach (który rozstawiano następnie niczym namiot i w którym król pomieszkiwał, będąc np. na polowaniu). Król był w dobrym humorze, bowiem plany wojny z bisurmanem (jak mawiano o Osmanach w Rzeczpospolitej), były na dobrej drodze do realizacji, dlatego też Władysław nie rezygnował z przyjemności, jakim się oddawał przez lata. Oto bowiem zorganizowano na Zamku Królewskim w Warszawie bal przebierańców, zwany "niemiecką zabawą", podczas której zarówno król, królowa jak i członkowie dworu losowali kartki, na których było zapisane w co mają się przebrać. Na przykład podczas jednej z poprzednich takich zabaw, mającej miejsce w roku 1641 r. (jeszcze za życia poprzedniej królowej Cecylii Renaty), królowi przypadło przebranie za Maura, królowej za niewolnicę z osmańskiego haremu, żonie kanclerza wielkiego koronnego - Jerzego Ossolińskiego - Izabelli Ossolińskiej (z domu Daniłowicz) za Wenecjankę, hetmanowi wielkiemu koronnemu Stanisławowi Koniecpolskiemu przypadło przebranie gospodarza (czy raczej zarządcy karczmy), zaś wojewodzie ruskiemu Jeremiemu Wiśniowieckiemu rola kupca. Podczas przyjęcia z 1646 r. królowi przypadła rola Hiszpana a królowej rola chłopki (a raczej ruskiej dziewki). Była to też pierwsza wiosna królowej Ludwiki Marii w jej nowej ojczyźnie, dlatego też starała się ona jak najwięcej poznać, a przede wszystkim - zdobyć własnych zwolenników, którzy mogliby stworzyć coś na wzór "stronnictwa królowej". Tym bardziej że Ludwika Maria żywo interesowała się polityką.




Król co prawda starał się trzymać ją na dystans od spraw kraju, ale ona wiedziała dobrze, że jej pozycja nie jest mocna i koniecznie musi zdobyć szersze poparcie, szczególnie wśród magnaterii. Dwór królowej bowiem składał się z prawie samych Francuzów, przez co nie mógł stanowić żadnego wsparcia dla jej politycznych celów. Pozyskanie możnych polskich panów, było więc niezwykle ważne i korzystne z jej punktu widzenia. Należy jednak też pamiętać, że choć w Rzeczpospolitej politykę (podobnie jak i w innych krajach) robili wyłącznie mężczyźni, to jednak pozycja polskich kobiet w polityce jest niezwykle mocna i już z początkiem XVI wieku można oficjalnie mówić o tzw.: "damskiej frakcji" lub też po prostu... "kwokach" ("Kobiety po całych sesjach przesiadują na ganku w izbie sejmowej, dają znaki posłom i senatorom przymileniem ust lub marszczeniem czoła, co im się podoba a co nie podoba" - jak pisał Kitowicz, a Niemcewicz pisze: "Kwoki otaczają króla"). Jednak prawdziwą szkołą wychowania i ogłady panien polskich, był albo dwór królewski (gdzie magnackie i szlacheckie córy pełniły role dwórek królowej), lub też dwory magnackie. Dwór królowej Ludwiki Marii był jednak wypełniony samymi Francuzkami (nad którymi królowa sprawowała pieczę), tak więc żadna polska szlachcianka raczej nie mogła się tam dostać. Pomimo tej niezwykle silnej (także w polityce) pośród innych krajów pozycji polskiej kobiety, należy uczciwie dodać, że wiele z tych panien (także z magnackich rodów) często nie potrafiło czytać i pisać, jeśli wcześniej jej ojciec nie zadbał o edukację córek. Dochodziło więc niekiedy do kuriozów, gdy ambitne, inteligentne i żywo zainteresowane polityką polskie niewiasty, nie potrafiły się często nawet podpisać. Dlatego też magnaci i szlachcice starali się o wysłanie swych córek na królewski dwór, w nadziei że tam zdobędą wiedzę, umiejętność konwersacji i... dobrego męża. 




A tymczasem król Władysław postanowił pobudzić do działania Kozaków, obiecując im wielkie łupy z wyprawy na Krym i przeciw Osmanom, jak i poszerzenie rejestru. Rejestr kozacki powstał w 1572 r., jeszcze za życia króla Zygmunta II Augusta, już po powstaniu Rzeczpospolitej Obojga Narodów i wcieleniu ziem Ukrainy do Korony (Polski) w 1569 r. Pierwszy rejestr na polecenie króla, stworzył hetman polny koronny i wojewoda ruski - Jerzy Jazłowiecki, i obejmował on tylko 300 Kozaków (w zamian za wypłacany przez państwo żołd, mieli oni strzec południowo-wschodnich kresów Rzeczypospolitej). Stanowili oni swoisty zakon, skupiający jedynie samych mężczyzn (na Siczy, założonej w 1562 r. na Wyspie Klasztornej na Porohach na Dnieprze, nie było bowiem żadnych kobiet). Na Sicz uciekali ci, którzy chcieli się uwolnić spod władzy pana i przestać odrabiać pańszczyznę na polu jak chłopi. I choć na Siczy nie rodziły się żadne dzieci (z wiadomych przyczyn), to jednak Kozaków przybywało tam w miarę jak posuwała się do przodu kolonizacja południowo-wschodniej Ukrainy. Dzikie Pola, które jeszcze w początkach XVI wieku obejmowały ogromne obszary pomiędzy ziemiami Chanatu Krymskiego a Podolem, Kijowem aż do granic Wielkiej Ordy Mongolskiej, zostały skrupulatnie zasiedlone w drugiej połowie XVI wieku, wraz z napływem tam polskiej szlachty i magnaterii. Zaczęto karczować wielkie knieje, użyźniać ziemię, powstawały miasta, wsie, folwarki, futory i tam gdzie jeszcze przed kilku laty wałęsali się nomadowie, zaczęło kwitnąć nowe, miejskie i wiejskie osiadłe życie. Czerkasy były bowiem do 1569 r. ostatnim miastem-twierdzą, w której mieszkali ludzie na południowo-wschodnich kresach wielkiego państwa polsko-litewskiego. W 1589 roku założony został Czehryń, wcześniej bo już w 1579 r. hetman Jan Zamojski założył Szarogród, następnie powstały Kryłów i Krzemieńczuk, oraz wielkie latyfundia magnackie (głównie należące do Kalinowskich, Ostrogskich i Wiśniowieckich), których posiadłości wielokrotnie przewyższały obszary... włoskich księstw i królestw.

Polski pług wbijał się w ukraińską ziemię, powodując iż stawała się ona urodzajna (a ziemia na Zaporożu i Dzikich Polach była bardzo urodzajna, znacznie bardziej niż na innych terenach Ukrainy). Problem polegał jednak na tym, że aby dany majątek mógł prosperować, musiała być zatrudniona znaczna siła robocza, złożona głównie (choć nie jedynie) z ludności ruskiej. Dodatkowo stosowano dość nieuczciwe cenniki, gdy na przykład poddany Rusin wydawał swoją córkę za mąż, musiał zapłacić za to swemu panu, na którego ziemi pracował 6 groszy, natomiast polscy poddani byli zupełnie zwolnieni z tego podatku, dodatkowo ruscy popi musieli płacić panom po 1 złoty rocznie za możliwość odprawiania kultu (księża katoliccy byli zwolnieni z tego podatku), dodatkowo ( ci spośród popów, którzy nie zapłacili) tracili swoje świątynie, które polscy panowie często oddawali... Żydom na miejsca ich kultu (którzy podobnie jak Polacy też byli zwolnieni z wszelkich opłat), co tym bardziej powodowało niechęć ludności ruskiej do Żydów, którzy zaś swego oparcia znowu szukali wśród polskich panów. Nic więc dziwnego że wielu chłopów ruskich po prostu uciekało na Sicz, gdzie w tej "męskiej braci" żyli wolni, choć bez kobiet. W 1590 r. sejm ogłosił nowy rejestr, w którym kategorycznie zabroniono ludności ruskiej (i polskiej bo Polacy też uchodzili na Sicz) uciekać na Sicz, a ci, którzy już się tam znajdowali, mieli przejść pod komendę mianowanego przez króla hetmana zaporoskiego (atamana), który miałby: "przysięgę czynili nam i Rzeczpospolitej". Zakazano również Kozakom, bez zgody sejmu dokonywać łupieżczych napadów na sąsiednie kraje. Konstytucja sejmowa roku 1590 oczywiście nie zapobiegła ucieczkom na Sicz, ale stworzyła wśród ludności ruskiej swoistą arystokrację (Kozacy rejestrowi), którzy sami siebie nazywali łycarami (rycerzami) i strzegli granic kresów wschodnich Rzeczpospolitej, uważając się za lepszych od całej reszty nierejestrowej hołoty kozackiej. 

Między innymi z tego powodu już w 1591 r. wybuchł pierwszy bunt kozacki na Ukrainie, zwany powstaniem Kosińskiego. Ale ten, jak i późniejsze powstania (1594-96, 1625, 1630, 1635, 1637, 1638), kończyły się klęskami Kozaków. Ostatnie powstanie z 1638 r. pod wodzą Jacko Ostranicy i Andruszko Huni, zakończyło się klęską pod Żołninem i nad Dnieprem, co spowodowało zmniejszenie dotychczasowego rejestru (który z 8 000 zmniejszono do 6 000), a także zapowiedziano że starszym nie może być Kozak, tylko mianowany przez sejm polski szlachcic. Poza tym powoływano funkcję komisarza, który miał czuwać nad przestrzeganiem tej konstytucji (zoatał nim Mikołaj Zaćwilichowski, który rezydował w Trechtymirowie). Zaraz po wydaniu tego prawa, ci, spośród Kozaków, którzy zostali wykreśleni z listy rejestrowej, mieli zostać obróceni w chłopów. Tak więc panowie szlachta kazali im teraz orać w polu, dwór zamiatać, koni i psów doglądać oraz palić w piecach. Nierejestrowi utracili też wszystkie futory, łąki i młyny jakie dotąd posiadali, musieli też płacić czynsz swoim panom, nie mogli się żenić z córkami mieszczan, a jedynie z ruskimi chłopkami. Za każde zaś nieposłuszeństwo karano ich wtrącaniem do lochów i obcinaniem wąsów. Te praktyki rodziły na Ukrainie wśród ludności ruskiej niechęć do "Lachów", którzy bogacili się i opływali w dostatki na krzywdzie Kozaków i ludności ruskiej. Teraz, gdy rodziły się królewskie plany wielkiej wojny z bisurmanami, Kozacy uznali że oto nadarza się możliwość poprawy ich doli, dobycia sławy, łupów i wyrwania się ze stanu chłopskiego. Król bowiem planował zwiększenie rejestru do 12 000 i nakazał zbudowanie 60 czajek, co powodowało wielką radość na Ukrainie, a Kozacy śpiewali na cześć króla iż: "Z Lachiw by, jak z ridnymi bratami żyły i Tatariw wojuwały". 




W maju 1646 r. do Warszawy na sejm przybyli więc w tej sprawie atamani zaporoscy Iwan Barabasz zwany Barabaszenko, Iwan Iliasz zwany Eliaszeńsko, Nostoreńsko oraz pisarz zaporoski Bohdan Chmielnicki. Rozmowa króla z nimi przebiegała w ścisłej tajemnicy i odbywała się nocą, na Zamku Królewskim. O czym rozmawiali, nie wiadomo, choć w liście posła weneckiego Tiepola do senatu i doży weneckiego z sierpnia 1646 r. można przeczytać iż król sam mu się pochwalił że sprowadził Kozaków do Warszawy i dał im pieniądze (ponoć aż 18 000 złotych) i wydał odpowiednie rozkazy i przywileje (jeden dotyczący zbrojenia się Kozaków, a drugi zwiększający rejestr z 6 000 do 12 000). W maju 1646 r. (jeszcze przed przybyciem Kozaków), król zwołał senat na obrady. Chciał bowiem ujrzeć ilu zdoła zebrać sojuszników do planów przyszłej wojny. Udało mu się pozyskać do sprawy dwóch nowych hetmanów, wręczając im (ponoć jednego dnia - 18 kwietnia) buławy po wakujących urzędach hetmana wielkiego koronnego i hetmana wielkiego litewskiego. Hetmanem koronnym został wojewoda płocki i hetman polny - Janusz Kiszka, zaś hetmanem litewskim książę Janusz Radziwiłł, podkomorzy litewski (bez wątpienia król, wręczając im buławy, kazał im jednocześnie przysiąść iż będą wspierali plany wojny tureckiej, co zapewne uczynili). Mimo to w na zwołanej radzie senackiej wiele było głosów sprzeciwu, nawet wśród ludzi, którzy wiele łask zawdzięczali królewskiej hojności, jak choćby Jakub Sobieski (ojciec przyszłego króla i pogromcy Turków spod Wiednia - Jana III Sobieskiego), który został kasztelanem krakowskim, oraz Jeremi Wiśniowiecki, wojewoda ruski. Najgłośniej jednak protestował Stanisław Lubomirski, który był obrażony na króla, bo tan co prawda powierzył mu najpierw kasztelaństwo krakowskie, ale Lubomirski odrzucił je, gdy król odmówił nadania starostwa krakowskiego dla jego syna - Jerzego. Teraz najgłośniej optował przeciwko królewskim planom wojny tureckiej. Król musiał opanować wzburzenie senatu, deklarując że niczego tajemnego bez zgody panów i sejmu nie planuje i że zamyśla jedynie wyprawę na Przekop, o której to już wcześniej napominał posłów. Dzięki temu uspokoił nieco senatorów.

A tymczasem w Konstantynopolu sułtan Ibrahim jakby popadał w coraz większą paranoję. W czerwcu 1645 r. wyjechał do Edirne za namową dwóch ludzi, swego hodży (który przywrócił mu "moc męską") oraz pewnej kobiety, nie należącej do jego haremu o imieniu - Sekerpare, która zbiła ogromny majątek na doradzaniu władcy (ku rozpaczy sułtanki Kosem). Potem kazał zabić swego admirała - Jusufa Paszę, który zdobył dla niego silnie umocnioną kreteńską twierdzę Chanię, po wrócił do Konstantynopola na leża zimowe. Sułtan oskarżył go o wzięcie łapówki, gdyż miał zdobyć całą Kretę a nie samą Chanię i nakazał mu w styczniu 1646 r. wyruszyć z flotą na Kretę i nie wracać puki jej nie podbije. Jusuf odmówił, zarzekając się że flota nie jest gotowa, poza tym w zimie nie jest możliwe zdobycie Krety, gdyż brakuje wioślarzy do galer. Gdy władca zagroził jego egzekucją, ten gotów był zrezygnować z funkcji admirała i prosić o to by władca wybrał innego, który podoła zimowej ekspedycji na Kretę, ale Ibrahim się uparł. Ponieważ Jusuf wciąż nie widział możliwości wypłynięcia na morze w zimie, sułtan kazał go ściąć. Następnie sułtan wpadł na pomysł, by wszystkie swoje siostry uczynić służącymi swoich haremowych niewolnic, co było ogromnym upokorzeniem. W haremie bowiem istniała od zawsze pewna niezmienna hierarchia ważności, która mówiła iż za najważniejszą kobietę haremu uważa się matkę sułtana, następnie jego córkę bądź córki, potem siostrę bądź siostry, następnie główną żonę, potem drugą, trzecią i czwartą żonę, następnie główną nałożnicę, potem pozostałe nałożnice, a na końcu wszystkie haremowe niewolnice. Uczynienie z sułtańskich sióstr służących jego nałożnic, które same były niewolnicami, były potwornym upokorzeniem dla tych kobiet. 


RODZINA SUŁTANA BYŁA NIETYKALNA, CO OZNACZAŁO ŻE NAWET JEGO SIÓSTR, KTÓRE WYCHODZIŁY ZA MAŻ ZA POMNIEJSZYCH WIELMOŻÓW, NIE MOŻNA BYŁO OBRAZIĆ NIE MÓWIĄC JUŻ O ZDRADZIE MAŁŻEŃSKIEJ Z INNYMI KOBIETAMI. DLATEGO TEŻ TO, CO UCZYNIŁ W 1541 r. WIELKI WEZYR LUTFI PASZA, KTÓRY PODCZAS SPRZECZKI UDERZYŁ SWĄ ŻONĘ - SUŁTANKĘ SAH, SIOSTRĘ SULEJMANA WSPANIAŁEGO - W TWARZ, KWALIFIKOWAŁO GO NIE TYLKO DO NATYCHMIASTOWEJ EGZEKUCJI, ALE TAKŻE DO KARY TORTUR. OCALIŁ ŻYCIE TYLKO DLATEGO ŻE SUŁTANKA SAH WSTAWIŁA SIĘ ZA NIM, ZE WZGLĘDU NA DZIECI, JAKIE Z NIM MIAŁA. NIC WIĘC DZIWNEGO ŻE SIOSTRY IBRAHIMA MUSIAŁY CZUĆ SIĘ DO GŁĘBI UPOKORZONE, MUSZĄC SŁUŻYĆ JAKO SŁUŻĄCE JEGO NAŁOŻNICOM




Dlatego też Ayse, Fatma, Hanzade i Burnaz odmówiły Ibrahimowi podporządkowania się jego nałożnicom, co spowodowało iż ten odebrał im cały dobytek, całą biżuterię i uwięził pod strażą (nie miały tam żadnych przywilejów, a były całkowicie kontrolowane). Gdy zaczął ograniczać im posiłki, interweniowała sama Kosem, ale to tylko jeszcze bardziej rozgniewało Ibrahima, który miał zagrozić że matkę też uwięzi. Wreszcie, pozbawione wszystkich przywilejów, do jakich były przyzwyczajone, zgodziły się podporządkować woli swego brata i tak sułtanki-siostry panującego władcy stały się służącymi jego haremowych niewolnic (Gdy np. Turhan czy Humasah szły do łaźni, sułtanki miały iść za nimi niosąc wodę i mydło, po czym namydlały je i polewały wodą. Musiały też kroczyć za nałożnicami, gdy te opuszczały pałac, co było dodatkowym upokorzeniem). Sułtan przyozdabiał sobie brodę perłami i oddawał przyjemnościom łoża ze swymi odaliskami, zupełnie zaniedbując sprawy państwa, nad którymi pieczę musieli mieć wielcy wezyrowie. Do Konstantynopola dochodziły wieści o "wojennej gorączce" panującej na polskim dworze (głównie od hospodara mołdawskiego, który korespondował z wielu polskimi panami, potem donosząc o tym na dwór sułtański, ale również poprzez szpiegów ormiańskich i greckich). Co prawda w liście z 24 marca 1646 r. kanclerz wielki koronny - Jerzy Ossoliński zapewniał Turków że "Rzeczpospolita o zaczepce nie myśli", jednocześnie jednak żądał, by sułtan powściągnął Tatarów od napadów rabunkowych na południowo-wschodnie kresy Rzeczpospolitej (choć od stycznia 1644 r. i wielkiego zwycięstwa hetmana wielkiego Koniecpolskiego pod Ochmatowem, do takiego najazdu nie doszło). Wkrótce przyszły listy od sułtana i od chana tatarskiego, w których obaj deklarowali chęć zachowania pokoju. 

Król był jednak zdeterminowany i wojna już była postanowiona. Dojdzie do niej, choćby wbrew sejmowi i panom szlachcie - tak zamyślał sobie król, nic nie mogło już teraz przeszkodzić jego planom. Tak więc na przełomie kwietnia i maja 1646 r. zaszła widoczna zmiana w postępowaniu króla. Dotąd bowiem monarcha starał się realizować swój cel w oparciu o prawo i stany Rzeczpospolitej, starał się przekonywać, nagradzać, prosić a niekiedy nawet nakazywać. Wszystko to jednak posiadało jakieś ramy prawno-ustrojowe. Z końcem kwietnia, po nieudanej debacie senackiej, król porzucił plany uzyskania zgody szlachty co do tej wojny. Był zdeterminowany stworzyć nawet odpowiednio zainscenizowane casus belli, aby tylko swój plan wprowadzić w życie. Pierwotnym terminem rozpoczęcia wojny był koniec kwietnia 1646 r. ale ponieważ ta data okazała się niemożliwa do zrealizowania, król postanowił w maju pójść już na całość.    






ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER

WILL APPLY TO POLAND



CDN.