Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 10 grudnia 2023

ZEMSTA NA WROGACH! - Cz. VI

 CZY ZEMSTA JEST ROZKOSZĄ BOGÓW?





JUSTYNIAN II RINOTMETOS

(668-711)

Cz. VI







RODZINA
(608-668)
Cz. VI



 Po zajęciu Mekki (w styczniu 630 r.) Mahomet wprowadził nowe prawa dla tamtejszej muzułmańskiej ummy, zakazując walk plemiennych, zakazując prawa zemsty rodowej, zakazując również wszelkich konfliktów pomiędzy muzułmanami i tymi którzy zawarli sojusz z Mahometem. Od tej pory wszyscy mieli być też równi, bez względu na to, czy byli majętni, czy biedni, natomiast na tych, którzy posiadali spore fortuny nakładano obowiązek jałmużny - czyli utrzymania najbiedniejszych współwyznawców. Mimo to Mahomet stał się najpotężniejszym arabskim przywódcą. Kontrolował bowiem oazy i targi, a wodzowie arabskich plemion (które nie przyjęły od razu islamu), musieli mu się opłacać. Mahomet powrócił jednak do Medyny, gdzie żył skromnie tak jak wcześniej, całą swą uwagę poświęcając modlitwie i opiece nad medyńskim meczetem. Do Mekki powrócił po raz ostatni w 632 r. tuż przed swą śmiercią, zmarł zaś 7 (lub 8 czerwca) tego właśnie roku w wieku 62 lat (ponoć umierał w objęciach swej ukochanej żony Aiszy) 10 lat wcześniej dokonał hidżry, czyli ucieczki (czy też raczej ewakuacji) z Mekki do Medyny, tworząc realne podstawy nowej religii. Teraz zaś powstał problem kto ma objąć przewodnictwo nad ummą medyńską, oraz przywództwo nad wszystkimi muzułmanami po śmierci proroka. Do zebranych, czekających na wieści o stanie zdrowia Mahometa wyszedł Abu Bakr (ten, z którym Mahomet uciekł do Medyny 10 lat wcześniej i ojciec Aiszy) i rzekł do nich: "O, ludzie! Jeżeli oddajecie cześć Mahometowi, to Mahomet nie żyje; jeżeli zaś oddajecie cześć Allahowi, to Allah żyje!" Teraz, po śmierci proroka część przywódców plemiennych uznała, że zawarte z nim porozumienie dobiegło końca i nawet jeśli przyjęli islam, to twierdzili że należy wybrać lokalnych plemiennych przywódców muzułmańskich tak, jak to było wcześniej, natomiast nie wybierać jednego wspólnego, gdyż w tradycji arabskiej nie istniało pojęcie scentralizowanego silnego państwa czy przywódcy. Tak naprawdę przywódcom beduińskich plemion było wszystko jedno kto rządzi w miastach, natomiast mieszkańcom arabskich miast przede wszystkim zależało na bezpieczeństwie i na niskich podatkach i też im było wszystko jedno kto nimi rządzi.

Większość muzułmanów uznała jednak że lepiej będzie wybrać jednego następcę proroka, zwanego po arabsku chalifem (kalifem) - czyli przywódcę muzułmańskiej gminy. Nie był on prorokiem i nie uznawano go też za wysłannika Boga, mimo to był on w jakiś sposób otoczony nimbem świętości, jako ktoś najbliższy Mahometowi (oczywiście z biegiem czasu te wszystkie piękne stwierdzenia o równości wszystkich muzułmanów zniknęły, gdy tylko doświadczyli oni bogactw w zdobytych krajach, w Syrii, w Egipcie, w Azji Mniejszej czy potem w Afryce i w Hiszpanii. Przyjęli też typowo bizantyjski styl rządzenia, otoczyli się zbytkiem, budowali sobie pałace i tworzyli wspaniałe haremy. To wszystko nie miało już wiele wspólnego z tym, do czego dążył Mahomet). Pierwszym kalifem obrano Abu Bakra, który musiał się teraz zmierzyć z dążeniami odśrodkowymi wielu arabskich plemion, które to nie uznały go za przywódcę prawowiernych i same chciały wybrać swoich lokalnych plemiennych kalifów. Rozpoczęły się więc tzw: wojny riddy (czyli apostazy), a brały się one przede wszystkim z chęci jednych arabskich plemion dalszego napadania na inne arabskie plemiona - tak jak było to do tej pory - w celu zdobycia łupów i jeńców. Jedyną różnicą było teraz tylko to, że w czasie wojen riddy nawet ci wodzowie beduińskich plemion, które dążyły do oderwania się od ummy, używali muzułmańskiej retoryki i sami twierdzili że są kalifami i występują w imieniu Allaha. Innymi słowy bez wątpienia Mahomet doprowadził do swoistej rewolucji obyczajowej i rewolucji pojęciowej, bowiem dawna pogańska Arabia zniknęła i pojawiła się teraz Arabia muzułmańska, nawet jeśli poszczególni wodzowie dążyli do większej lub mniejszej niezależności. Wojny riddy trwały jakieś półtora roku (może nieco mniej) i nie były zbyt krwawe, gdyż Abu Bakr zapowiadał, że przebaczy wszystkim którzy ponownie przyłączą się do ummy. Tak postąpiło szereg plemion, ci zaś którzy odmówili byli niszczeni. Abu Bakr ogłosił że żaden muzułmanin nie może nie tylko atakować muzułmanina, ale nawet go okłamywać czy oszukać. Poza tym ogłosił że Mahomet był ostatnim prorokiem (tego bowiem w Koranie nie ma, czyli stwierdzenie że Mahomet był ostatnim prorokiem było czysto politycznym zabiegiem, tylko po to wymyślonym, aby nie dochodziło do kolejnych takich buntów wśród muzułmanów i aby nie rodzili się żadni nowi prorocy, gdyż to doprowadziłoby ummę do rozpadu).




Arabską chęć napadów przekierowano teraz na zewnątrz, jako że muzułmanie nie mogli atakować siebie samych (natomiast wciąż pragnęli kolejnych najazdów łupieżczych), przeto zarówno Abu Bakr jak i jego następcy owe pragnienia skierowali ku państwom niemuzułmańskim - Cesarstwu Rzymskiemu (Bizantyjskiemu) i perskiemu Królestwu Sasanidów. W 633 r. (już po zakończeniu wojen riddy) Abu Bakr wysłał Chalida ibn al-Walida na podbój miasta al-Hira, będącego największym ośrodkiem arabskiego plemienia Lachmidów - zależnych od Persów. Lachmidzi i przytoczeni w poprzedniej części Gasanidzi, to były dwa wielkie, zwalczające się plemiona arabskie, których ziemie leżały na zachód i na północ od Hidżazu, a oba były zależne od dwóch imperiów rzymskiego (Gasanidzi) i perskiego (Lachmidzi). Czasem, gdy te dwa imperia nie toczyły ze sobą otwartych wojen, a jedynie się spierały, używali tamtych arabskich plemion do toczenia wojen zastępczych w ich imieniu (podobnie jak w czasie Zimnej Wojny USA i Związek Sowiecki też oficjalnie ze sobą nie walczyli, ale przez okres tych 45 lat doszło do wielu wojen zastępczych toczonych w imieniu tamtych światowych mocarstw). Gasanidzi przyjęli chrześcijaństwo, Lachmidzi pozostali w większości poganami, chociaż pozostając w strefie wpływów Persów zapewne również wyznawali zaratusztrianizm. Teraz pojawił się nowy przeciwnik - islam idący z południa. Tak więc gdy w maju 633 r. Chalid ibn al-Walid zdobył al-Hirę, stało się oczywiste że ekspansja muzułmańskich Arabów pójdzie zarówno w kierunku północno-wschodnim czyli na Persję, jak i w kierunku zachodnim i południowo-zachodnim, czyli ku wschodnim prowincjom Imperium Rzymskiego. A oba imperia były wówczas mocno osłabione długoletnią wcześniejszą wojną toczoną między sobą, a ich społeczeństwa marzyły o długim okresie pokoju, którego to nie było im dane zaznać.

Ostatni wielki władca perski z rodu Sasanidów - Chosroes II (panujący w latach 591-628 i noszący tytuł "wzmocniony w chwale") otaczał się nieprawdopodobnym zbytkiem, jego harem w Ktezyfoncie liczył aż 12 000 kobiet. Sam oczywiście będąc wyznawcą kultu wiecznego ognia (reliefy z Taq-e Bustan ukazują go jako wojownika na koniu i w pełnej zbroi, nad którym góruje  najwyższy Bóg Ahura Mazda, bogini Anahita i Bóg Mitra), był jednak bardzo tolerancyjny dla chrześcijaństwa (jego dwie najważniejsze żony były chrześcijankami). Zwycięstwa jakie też odnosił Chosroes w wojnie z Rzymianami w latach 602-626, mogły także świadczyć o potędze militarnej Persów (choć później wzięto to jedynie za przejaw dekadencji, czyli ostatniego zrywu umierającego państwa). Zresztą za jego panowania Persowie dotarli dalej niż kiedykolwiek wcześniej w czasach rządów Sasanidów i partyjskich Arsacydów, a zbliżyli się do granic Imperium Perskiego z czasów potęgi starożytnych Achemenidów. To wszystko (patrząc z boku) mogło być usprawiedliwieniem dla życia ponad stan samego Króla Królów, jak i wielu wielmożów oraz kapłanów kultu Ahura Mazdy w jego królestwie, ale przypatrując się nieco dokładniej można zauważyć że stan taki nie był ani naturalny ani akceptowany (przez większość Persów), tym bardziej że kraj był wyczerpany długoletnią wojną. Do tych widocznych nierówności pomiędzy możnymi a resztą ludności Persji, dochodziły również kwestie religijne, szczególnie silne wśród ludu w postaci mazdakizmu - religii założonej przez niejakiego Mazdaka (żyjącego na przełomie V i VI wieku). Ten ruch religijny był bardzo popularny wśród ludzi małozamożnych, a to może z tego powodu, że odwoływał się on do czysto socjalistycznych haseł (można nawet powiedzieć że wręcz komunistycznych) i był ostro zwalczany przez władców oraz możnych perskich. Mazdak bowiem twierdził, że Bóg dał ludziom wszystkie dary na ziemi do podziału i ludzie powinni się nimi dzielić w zależności od własnych potrzeb. A dzielić należało się wszystkim, nie tylko bogactwem, nie tylko tym co posiadasz, a z czego nie korzystasz w danej chwili, ale również ludźmi, szczególnie kobietami. Mazak postulował bowiem że należy wprowadzić (m.in.) wymienianie się kobietami (co w społeczeństwie opartym na czystości krwi wśród arystokratów, było nawet nie herezją, a wręcz bluźnierstwem).




Ponieważ jednak informacje na temat ruchu mazdakickiego pochodzą głównie ze źródeł późniejszych (po śmierci Mazaka), część historyków twierdzi, że Mazak w ogóle nie istniał, a został wymyślony na potrzeby rewolucji społecznej króla Kawada I. Jednak należy pamiętać że syn i następca Kawada - Chosroes I Anuszyrwan ("Nieśmiertelna Dusza"), który jak tylko mógł prześladował mazdakitów, zapewne zniszczył również wszelkie wcześniejsze informacje na temat tego ruchu religijno-społecznego. Jedynym zachowanym (w kilku fragmentach) źródłem wiedzy na temat tej religii z czasów życia Mazdaka, są pisma Joszuy Stylity z ok. 507 r. (Przekazy Prokopiusza, Agathiasa i Malalasa powstały już w okresie późniejszym, podobnie jak teksty arabskie na ten temat). Przybliżają one postać z samego Mazdaka i jego religii (choć przekazy te czasem są ze sobą sprzeczne). Mazdak syn Bamdada  (według arabskiego kronikarza - Tabariego) pochodzić miał z Madaraja nad Tygrysem (inne przekazy twierdzą że urodzić się miał w Tebryzie lub Istacharze). Był on kapłanem zoroastryjskim, który coraz bardziej zaczął przechylać się ku manicheizmowi (wówczas w zoroastryzmie uważanego za herezję). Mazdak (podobnie jak prorok Mani - twórca manicheizmu, żyjący w latach 216 - 277) od ok. 480 r. zaczął twierdzić że świat jest poddany nieustannej walce sił Światła i sił Ciemności. Bóg Światła otoczony jest czterema mocami: Rozumem, Pojmowaniem, Pamięcią i Radością. Owe moce kierują sprawami świata poprzez siedmiu wezyrów, którym towarzyszy dwanaście duchów. Zarówno w świecie, w kosmosie jak i w samym człowieku toczą ze sobą nieustanny bój siły Światła i siły Ciemności, a oczyszczenie ludzkiej duszy jest możliwe poprzez poznanie wiedzy, która niestety jest przeznaczona tylko dla nielicznych. Pokój, radość i bezpieczeństwo jest oczywiście możliwe na tym świecie, pod warunkiem życia zgodnie z przykazaniami jakie głosił Mazdak. 

Mazdak co prawda czerpał z manicheizmu, ale nie bezpośrednio z nauk maniego a jednego z jego późniejszych uczniów - Bundosa oraz Zaradusztry Chrosakana z Fasy w Farsie (żyjącym w III wieku). To właśnie (szczególnie od tego ostatniego) wziął koncepcję równości wszystkich ludzi, ale równości na zasadzie że wszyscy na początku byli jednakowi, bo takimi ich stworzył Bóg Światła (Ahura Mazda). Bóg Ciemności zaś (Aryman) stworzył pieniądze i wszelkie dobra aby poróżnić ludzi, stworzył też kobiety, aby ludzie o nie walczyli. Tak zrodziła się nienawiść i wojna, ażeby tego uniknąć należy powrócić do pierwotnego systemu Boga Światła, czyli wspólnoty i jedności. Należy więc znieść wszelką własność, a ludzie powinni czerpać ze wszystkich owoców stworzenia. Kobiety również muszą stać się wspólną własnością wszystkich mężczyzn aby uniknąć niepotrzebnych walk, konkurencji i  nienawiści. Gdy w 488 r na tron Persji wstąpił zaledwie 15-letni Kawad I, był on przepełniony duchem wielkich reform społecznych, wielkich zmian (chciał np. wznowić plany swego ojca - Peroza, budowy łaźni na wzór rzymski, z czym nie godzili się kapłani zoroastryjscy). Sam Kawad był pacyfistą i wegetarianinem, pragnął też polepszyć byt swych poddanych, którzy cierpieli w wyniku częstych wojen zarówno z Rzymianami na zachodzie jak i z Heftalitami na wschodzie, a do tego doszła jeszcze straszliwa susza i zaraza trwająca 7 lat (mniej więcej od 483/84 r.). Poza tym król uzależniony był od woli możnych rodów, szczególnie dwóch najpotężniejszych: rodu Karin i rodu Mihran. Ponieważ jednak walka na dwa fronty z reguły skazana jest na klęskę, młody król musiał wybrać stronę, ponieważ owe rody wzajemnie ze sobą również były skłócone. Ponieważ groźniejszym przeciwnikiem był zarządca Sistanu (który rządził w tej prowincji niczym prawdziwy król, a poza tym kontrolował skarbiec królewski i większą część armii) Zarmihr (zwany Sochrą) z rodu Karin, wsparł więc w walce z nim Szapura Mihrana. Zarmihr Sochra został ostatecznie pokonany w bitwie w pobliżu Ktezyfontu w 493 r. i uwięziony w tamtejszym lochu. Człowiek ten jednak był tak potężny, że nawet będąc w lochu szkodził władzy Kawada, ten ostatecznie kazał go uśmiercić (493).




Wkrótce potem młody król dowiedział się o szerzącym się w kraju ruchu herezjarchy Mazdaka, który nawoływał do pokoju i głosił jedność wszystkich ludzi. Zaprosił go do stolicy i przyjął bardzo dostojnie. Następnie prowadził z nim częste dysputy i ostatecznie sam nawrócił się na mazdakizm. Teraz Mazdak nie opuszczał króla ani na krok i gdy ten siedział na tronie, Mazdak stał u jego boku. Przedstawiciele wielkich perskich rodów byli przerażeni tym co się działo, a mianowicie Mazdak - stojąc u boku tronu władcy - napominał ich oficjalnie, aby oddali swoje bogactwo biednym i to nie tylko swoje bogactwo, ale również swoje córki i żony. Można sobie wyobrazić co ci ludzie wówczas myśleli i jak bardzo byli przerażeni tak radykalnymi hasłami, głoszonymi pod okiem władcy. Mazdak kazał im, żeby nie tylko oddali swoje pieniądze ludowi, ale żeby swoimi żonami dzielili się z pospólstwem - twierdząc, że wówczas gdy nie używają swoich żon, mogą je oddać innym 🤭. Możni zaczęli się zbierać potajemnie i radzić co robić dalej. Większość była zdeterminowana do tego że należy zabić Kawada i Mazaka (wcześniej jednak wyrywając mu język i wydłubując oczy). Ostatecznie postanowiono jedynie obalić króla i zamknąć go w Zamku Zapomnienia w Chuzestanie. Tak też się stało 496 r. Mazdakowi udało się jednak uciec i schronić się wśród swych współwyznawców. Natomiast Kawad długo nie siedział w Zamku Zapomnienia, gdyż ucieczkę umożliwiła mu jego siostra-żona Sambika (496 r.), po czym zbiegł do Heftalitów. Z ich pomocą powrócił dwa lata później (obiecując płacić im daninę) w zamian za wsparcie i odzyskał tron, usuwając zeń swego brata Zamaspa (panował w latach 496 - 498). Powrót umożliwiła mu również kolejna klęska głodu jaka wybuchła w kraju, a głodny i zdeterminowany lud rzucił się szturmem na magazyny zbożowe, rabując i plądrując co tylko się dało. Kraj popadał w anarchię, do której świadomie dokładał się Kawad. Po zdobyciu władzy ponownie zaprosił on do Ktezyfontu Mazdaka, i zaczął wprowadzać radykalną rewolucję mazdaistyczną, połączoną z mordowaniem arystokratów którzy doprowadzili do jego upadku i uwięzienia (choć Mazdak głosił pokój i wyrzeczenie się walki, to jednak Kawad - sam pacyfista - to jednak twierdził, że nie może zabronić ludowi który dąży do sprawiedliwości mordować swoich ciemiężycieli i samemu nawoływał do takich zbrodni). Dochodziło do dantejskich scen, podczas których, od tych którzy chcieli ocalić życie, król wymagał przyjęcia nowej wiary, a to wiązało się z rozdaniem większości majątku i oddaniem własnych kobiet tym, którzy tylko tego zapragnęli. To było coś nieprawdopodobnego co nigdy wcześniej w historii Persji się nie zdarzyło.




Oczywiście nienawiść jaką przejawiał Kawad do tych, którzy byli sprawcami jego upadku i uwięzienia, częstokroć przesłaniała mu umiejętność logicznego myślenia. A powinien zdawać sobie doskonale sprawę że jeśli upadnie system który jego samego uczynił władcą, to jego władza upadnie, a lud, który teraz morduje wielmożów, może zacząć dobierać się i do królewskich pieniędzy oraz królewskich kobiet. W pewnym momencie Kawad przestał panować nad tym, co dzieje się w jego królestwie, a kobiety były sprzedawane na targach niczym owce. Żeby opanować nieco sytuację w kraju i rozładować ów rewolucyjny zapał swojego ludu przerzucając go na zewnątrz, w 502 r. Kawad rozpoczął wojnę z Rzymem. Rozbudzony entuzjazm ludu przełożył się teraz na działania militarne, w 502 r. Persowie zdobyli Teodosiopolis (dzisiejsze Erzurum), a w 503 r. Amidę - dwie potężne twierdze. Walki trwały do 506 r. i ostatecznie zakończyły się zwycięstwem Persów, gdyż Rzymianie musieli zapłacić ogromną kontrybucję za zwrot Amidy. W kraju zaś zapanował reżim mazdakicki, a ludzie mieli żyć zgodnie z nakazami owej religii. Kawad nakazał bowiem aby mężczyzna który ze swoją żoną nie może mieć dzieci, mógł sobie pożyczyć żonę innego mężczyzny i spłodzić z nią dzieci. Ok. 513 r. Kawadowi urodził się syn, którego nazwał Chosroes, a trzeba pamiętać że przez ten cały czas u boku króla był herezjarcha Mazdak, i gdy młody książę skończył dziesiąty rok życia, zrodziła w nim się potężna nienawiść do tego byłego zorastryjskiego kapłana, której apogeum stało się prześladowanie wyznawców mazdakizmu z chwilą objęcia władzy przez Chosroesa I w 531 r. A powodem tej nienawiści było wydarzenie, które miało przyjść do legendy. Mianowicie pewnego razu król Kawad przebywał w komnacie wraz ze swą małżonką i matką Chosroesa (kobietą wywodzącą się z jednego z siedmiu najpotężniejszych rodów perskich), gdy nagle do komnaty tej wszedł Mazak i zwrócił się do króla z żądaniem: "Daj mi ją! ponieważ pragnę zaspokoić z nią swoje pożądanie". Król będąc gorliwym wyznawcą nowej religii, a jednocześnie nie chcąc aby uznano, iż zmusza lud do praktyk których on sam nie przestrzega, polecił małżonce aby udała się z Mazdakiem. Widząc to młody książę Chosroes upadł przed ojcem do stóp, błagając aby oszczędził matce takiego upokorzenia. Kawad odrzekł, że prosić o to może tylko Mazdaka, po czym młody książę upadł przed nim do stóp, ucałował jego stopę i wybłagał aby puścił jego matkę. To wydarzenie ponoć miało wstrząsnąć księciem i spowodowało w nim ogromny uraz, który przerodził się w nienawiść, w żywą nienawiść do Mazdaka i wszystkich jego współwyznawców i gdy tylko przejął władzę rozpoczął krwawe prześladowania (opowieść ta pochodzi z "Księgi Pieśni" arabskiego historyka z X wieku, Abu-Fardża Al-Isfahani).




To co działo się w Persji przez prawie 30 lat po odzyskaniu władzy przez Kawada, niektórzy historycy nazwali "seksualną anarchią", gdyż prawo pozwalało każdemu (dosłownie każdemu) wejść do czyjegoś domu i wziąć sobie czyjąś żonę lub córkę, jeśli mu się spodobała i z nią spółkować. Dziś wydaje się to nie do pomyślenia, ale tak właśnie było. Wreszcie doszło do tego że rozbito rodzinę, ojcowie nie uznawali dzieci które rodziły im ich żony, bo nie wiedzieli czy są ich ojcami, dzieci miały w pogardzie ojców którzy się nimi opiekowali, bo też nie wiedzieli czy to oni ich spłodzili. Szlachetne kobiety były brane jak zwykłe ladacznice tylko na żądanie jakiegokolwiek łotrzyka, który wykorzystywał sytuację dla własnych potrzeb (nawet Sambika siostra-żona Kawada, aby uwolnić go z Zamku Zapomnienia musiała wcześniej oddać się strażnikowi, by ten umożliwił jej spotkanie z mężem, a potem kazała owinąć Kawada w dywan i wynieść, informując strażnika że wynosi ubrudzone krwią menstruacyjną ubranie, a ten aby się nie pobrudzić "nieczystą krwią", nie sprawdził tego). Nie wiadomo też na ile opowieść z "Księgi Pieśni" al-Isfahaniego jest prawdziwa, ale wydaje się że stosunek Kawada do Mazdaka ok. 523/524 r. zaczyna się zmieniać. Ok. 525 r. został oskarżony (o jakieś duperele) i zgładzony jeden z filarów frakcji mazdakickiej Sijawiusz, człowiek który w 498 r. pomógł Kawadowi wrócić do władzy. Wkrótce potem ok. 530 r. (zapewne w 528 r.) Kawad uderzył w samego Mazdaka który przestał być mu już potrzebny. Mazdaq był pewny swego ponieważ sądził że opierając się na ludzie którego pragnął uzbroić jako swoją obronę, że to zapewni mu bezpieczeństwo, ale pomylił się. Zanim nie stanął nikt z wielkich magnatów, żaden przedstawiciel wielkich rodów, a tylko to w ówczesnej Persji gwarantowało bezpieczeństwo. Lud nic nie znaczył, ponieważ jego entuzjazm mógł co prawda być szybko rozpalony, ale równie szybko gasł. Tak więc gdy mazak przestał być potrzebny, król Kawad zaprosił go na dysputę z kapłanami zaratusztriańskimi, a gdy ten tylko się zjawił został natychmiast uwięziony i zgładzony (wraz ze swymi najbliższymi towarzyszami). Król zaś na swego następcę wyznaczył nie najstarszego syna i zwolennika Mazdaka - Kawusa, tylko najmłodszego Chosroesa (średni syn - Zamasp był wykluczony z następstwa tronu, jako że stracił oko i ten defekt fizyczny uniemożliwił mu objęcie władzy). Tak więc po 30 latach rządów mazdakitów, jeszcze Kawad obalił system który wspierał przez większą część swego życia, a jego syn Chosroes I Aniszirwan rozpoczął prześladowania tej sekty religijnej, które trwały również w czasach rządów wspomnianego wyżej Chosroesa II - wnuka Aniszirwana.


CDN.

piątek, 8 grudnia 2023

DROGA PRZEZ KORYTARZ - Cz. II

CZYLI PLAN ROZWIĄZANIA PROBLEMU DOSTĘPU NIEMIEC DO PRUS WSCHODNICH PRZEZ POLSKIE POMORZE





II
AUTOSTRADĄ PRZEZ POMORZE
Cz. I





 Wraz z budową i rozbudową portu oraz miasta w Gdyni, zaczęto bardzo poważnie brać pod uwagę fakt, iż teren Pomorza jest bardzo trudny do obrony w przypadku wybuchu wojny z Niemcami. Niewielki fragment Wybrzeża, które objęła Polska w styczniu i lutym 1920 r. Bez zdecydowanego wsparcia z terenu Wielkopolski i Kujaw, nie byłyby w stanie utrzymać się zbyt długo. Oczywiście niektóre tereny można by było zamienić w twierdze, takie jak rejon Helu i oczywiście Gdyni, ale bez wsparcia militarnego z reszty kraju, tereny te nie byłyby w stanie myśleć o dłuższej obronie. Powstawały oczywiście plany, takie jak choćby plan zajęcia Gdańska z chwilą wybuchu wojny we wrześniu 1939 r. gdy Korpus gen. Skwarczyńskiego zająć miał miasto i wspomóc składnicę na Westerplatte (do tego jednak nie doszło, Korpus ten został bowiem wycofany jeszcze przed wybuchem wojny). Realnie jednak plany obrony Wybrzeża były wtórne do wydarzeń dziejących się na pozostałych odcinkach frontu, dlatego też utrzymanie pokoju było istotne nie tylko dla bezpieczeństwa regionu, ale przede wszystkim dla jego rozwoju (w tym dla rozbudowy Gdyni). Oczywiście jak to się mówi "do tanga trzeba dwojga", dlatego też pokój zależny był od zamiarów i chęci obu stron, natomiast z chwilą dojścia do władzy Adolfa Hitlera w Niemczech, było już jasne, że wojna jest tylko kwestią czasu (stąd też powstał jeszcze w 1933 r. opracowany przez Marszałka Józefa Piłsudskiego plan wojny prewencyjnej z Niemcami, do której nie doszło ze względu na niechęć do niej aliantów zachodnich - głównie Francuzów). 

Problem bowiem stanowił fakt, że teren Prus Wschodnich został realnie oddzielony od reszty Niemiec przez odzyskanie przez polskie Pomorze, co wyglądało jak klin wbity między dwie części niemieckiego państwa (oczywiście Pomorze było zamieszkałe przez większość polskojęzyczną, dlatego też zostało przyznane Polsce w Traktacie Wersalskim w czerwcu 1919 r.). Było więc oczywiste że jeśli dojdzie do konfliktu, to konflikt ten najprawdopodobniej wybuchnie właśnie o Pomorze i Gdańsk - jako regionu najbardziej zapalnego. Niebezpieczeństwo to próbowano więc rozładować poprzez stworzenie planów umożliwiających zapewnienie bezpośredniego kontaktu zarówno Prus Wschodnich z resztą Niemiec, jak i utrzymania przez Polskę całego terenu Pomorza (oddanie choćby sprawka tego terenu nie wchodziło nawet w rachubę i nikt z polskich władz nie brał tego nawet pod uwagę. Pisałem o tym chociażby TUTAJ ).

Tak więc jeszcze w 1928/29 r. polska strona opracowała (może nieco fantastyczny, ale) dość ciekawy i pionierski plan rozwiązania spornej sprawy tzw. "korytarza pomorskiego". Plan ten polegał na budowie specjalnej eksterytorialnej autostrady, skonstruowanej w postaci gigantycznego mostu, wzniesionego nad powierzchnią lądu i przebiegającego przez cały obszar Pomorza (z zapewnieniem oczywiście bezpośredniego kontaktu Polski z Bałtykiem bez konieczności jakiegokolwiek uszczuplania terytorialnego naszych ziem, dzięki otwartym tunelom, budowanym pod ową autostradą, które już należałoby do Polski). Ponieważ autostrada przez Pomorze miała być eksterytorialna z założenia, tak więc polskie prawa nie obowiązywałyby na jej długości, łącznie z prawem do kontroli paszportowo-celnej (a należy dodać że z opłat celnych za korzystanie przez Niemców z tranzytu do Prus Wschodnich, pochodziło ok. 15% wpływów do budżetu państwa polskiego). Ten projekt był bez wątpienia bardzo ambitny (szczególnie jeśli chodzi o możliwości budowlano-sprzętowe, bowiem tak autostrada zapewne byłaby widoczna z kosmosu - gdyby wówczas już wystrzelono satelity) ale też i nieco fantastyczny. W każdym razie nie znalazł on aprobaty po niemieckiej stronie, a i strona polska dość szybko z niego zrezygnowała.

Do planów rozwiązania spornej kwestii Pomorza wrócono dopiero w 1933 r., wraz z potęgującym się konfliktem polsko-niemieckim (który miał zakończyć się wojną prewencyjną, do której dążył marszałek Piłsudski). Józef Piłsudski był zdeterminowany ostatecznie rozwiązać problem z Niemcami, poprzez obalenie reżimu nazistowskiego, co pozwoliłoby zlikwidować potencjalne zarzewie wojny europejskiej na kolejne kilkanaście, a być może kilkadziesiąt lat (Stalin bowiem nie był w stanie dokonać inwazji na Europę bez wsparcia kogoś takiego jak Hitler, który najpierw doprowadziłby do konfliktu, zmuszając największe państwa Europy do walki, a potem - gdy już wszystkie te państwa byłyby wystarczająco osłabione długą wojną pozycyjną, na co liczył Stalin - weszłaby do akcji Armia Czerwona i zajęła tereny do Atlantyku. Przynajmniej taki właśnie był plan sowiecki). Pozbycie się więc Hitlera (pomocnika Stalina - chodź oczywiście nieświadomego, gdyż każdy z tych dyktatorów miał swoje własne plany związane z dominacją nad światem - w jego planach podboju i sowietyzacji całej Europy) położyłoby kres planom wojny europejskiej a co za tym idzie również i światowej. Dlatego też Piłsudski doskonale wiedział że Niemców trzeba zgnieść, trzeba im obciąć głowę póki jeszcze są słabi i do tego też dążył. Wojnę planował Marszałek rozpocząć w Gdańsku. W przytaczanym przeze mnie już kilkukrotnie Teatrze Telewizji pt. "Marszałek" z 2017 r. Piłsudski (w którego to rolę wcielił się Mariusz Bonaszewski,  notabene jeden z moich ulubionych aktorów, fenomenalnie wcielił się też w rolę niedoszłego polskiego Lenina, czyli Bolesława Mołojca w spektaklu "Mord założycielski" z 2008 r. o walce o władzę w polskiej partii komunistycznej w 1943 r.) mówi wprost: "Wojnę dobrze będzie zacząć w Gdańsku. Gdynia już stoi i na dobrą sprawę ład gdański nie jest nam potrzebny. A jeśli będzie trzeba zrównać miasto z ziemią, to zrównam!"




Do owej wojny prewencyjnej nie doszło jednak ze względu na niechęć do uczestnictwa w niej Francji, a to pozwoliło Hitlerowi umocnić się u władzy, potem remilitaryzować Nadrenię, zająć Austrię i Sudety, a następnie Czechy i Morawy i w konsekwencji drogą pokojową (chociaż dążył do wojny już od 1938 r.) i metodą faktów dokonanych, znacznie lepiej przygotować się do wojny, niż uczyniły to jakiekolwiek sąsiadujące z Niemcami wówczas państwa. Ale wróćmy do roku 1933. Wówczas to (w czasie trwającego kryzysu polsko-niemieckiego), do prezydenta Rzeczypospolitej - Ignacego Mościckiego zadzwonił... prezydent Stanów Zjednoczonych - Franklin Delano Roosevelt, który również doradzał rozwiązanie spornego konfliktu "korytarza pomorskiego", właśnie przez zapewnienie jakiegoś rodzaju komunikacji z Niemiec do Prus Wschodnich. Roosevelt stwierdził, że projekt eksterytorialnej autostrady przez Pomorze jest projektem dosyć ciekawym i wartym głębszego zastanowienia. Stwierdził że taki pomost przez Pomorze mógłby rozładować niemieckie plany irredenty i rozbroić ów konflikt. Amerykańscy ambasadorzy (zarówno Ferdynand Belin, jak i jego następca John C. Cudahy) doradzali polskiemu rządowi odnowienie projektu autostrady przez Pomorze, oczywiście z uwzględnieniem wszelkich praw Polski do tej ziemi. Do Roosevelta w tej sprawie bardzo szybko (jeszcze w owym 1933 r.) dołączył włoski dyktator - Benito Mussolini, który również bardzo zapalił się do projektu "autostrady przez Pomorze". Wkrótce potem (styczeń 1934 r.) ambasador Rzeszy w Warszawie Hans-Adolf von Moltke przedłożył stronie polskiej projekt inżyniera Fritza Todta (który notabene był nieco zmienionym polskim projektem z 1928 r.) budowy eksterytorialnej autostrady z Niemiec do Prus Wschodnich przez polskie Pomorze, z zachowaniem pełnych praw Polski do Wybrzeża. Wówczas po okresie kryzysu wojennego nastąpiła wyraźna poprawa stosunków polsko-niemieckich i to do tego stopnia że jeszcze w 1938 r. amerykański prezydent Franklin Delano Roosevelt stawiał stosunki polsko-niemieckie za wzór dla wszystkich krajów Europy, jak powinno się rozwiązywać wzajemne kwestie sporne (tutaj też należy dodać że granica polsko-niemiecka, czy też granica Królestwa Polskiego a następnie Rzeczpospolitej Obojga Narodów z Cesarstwem Rzymskim i Rzeszą od czasów średniowiecza do końca XVIII wieku była najspokojniejszą granicą Europy. Tak było przez ponad... 300 lat. Oczywiście nie trudno się domyślić dlaczego tak się działo. Niemcy bowiem były rozbite na szereg mniejszych państewek a Rzeczpospolita była wówczas jednym z największych krajów Europy).

Rzeczywiście, szczególnie w Niemczech unikano wszelkich sporów mogących niepotrzebnie zadrażnić wzajemne stosunki z Polską i to na wielu poziomach. Z chwilą podpisania polsko-niemieckiej deklaracji o niestosowaniu przemocy w stosunkach wzajemnych z 26 stycznia 1934 r. i po przemówieniu Hitlera (z 31 stycznia) w którym tłumaczył on nową politykę Niemiec zmierzającą do porozumienia z Polską, padały takie hasła (odnotowane przez posła Józefa Lipskiego) jak to, że Hitler chce zmusić obywateli niemieckich i swoją opinię publiczną do szanowania narodu polskiego i pogodzenia się z faktem "konieczności współżycia z nim", oraz że Hitler odnosi się z sympatią do polskiego narodu gdyż ceni jego "silny patriotyzm". Poprawiły się polsko-niemieckie kontakty na poziomie prasowym, (Joseph Goebbels - odpowiedzialny za Ministerstwo Propagandy Rzeszy - ProMi - podczas swej wizyty w Warszawie w czerwcu 1934 r. proponował nawet podsekretarzowi stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych hrabiemu Janowi Szembekowi wprowadzenie w mediach zakazu pisania negatywnie o swoich krajach. Twierdził wręcz że jest w stanie wymusić na niemieckich dziennikarzach pisanie o Polsce tylko w pozytywnym kontekście. Szembek stwierdził że propozycja ta jest godna rozpatrzenia, ale był sceptyczny co do wymuszenia na dziennikarzach metodami administracyjnymi takich rozwiązań i stwierdził, że w Polsce może to być bardzo trudne do przeprowadzenia). A było to ważne, ponieważ w okresie zagrożenia wojną roku 1933, doszło w kilku miastach w Polsce do utrudnień w wydawaniu niemieckiej prasy (wiosną 1933 r. w Łodzi zostało zniszczone duże niemieckie wydawnictwo i drukarnia drukująca niemiecką prasę, w kilku zaś miejscowościach Górnego Śląska i Pomorza doszło do publicznego palenia gazet niemieckich, jako wyrazu protestu wobec fali terroru panującego w III Rzeszy. Niemcy w tym czasie wprowadziły zaś całkowity zakaz importu prasy polskiej, zakazem tym objęto 38 gazet i czasopism, w Rzeczpospolitej zaś taki sam zakaz wprowadzono dla 40 niemieckich tytułów prasowych). W lutym 1934 r. podpisano polsko-niemieckie porozumienie prasowe które rozwiązywało wcześniejszy konflikt.

Wiele się też zmieniło i zgodnie z zapowiedzią Goebbelsa w niemieckich gazetach zaczęto, jeśli nawet nie pozytywnie, to przynajmniej neutralnie pisać o Polsce. Marszałek Józef Piłsudski przestał już być "nieuleczalnie chorym paranoikiem" jak do tej pory pisano o Nim w prasie niemieckiej (głównie nazistowskiej), a stał się teraz "wychowawcą swojego narodu", posiadającym historyczne zasługi w zwycięstwie nad Armią Czerwoną w 1920 r. i w "przywołaniu do porządku parlamentarnego sabatu czarownic" w maju 1926 r. Często też w prasie akcentowano wzajemne zbliżenie polsko-niemieckie, przeciwstawiając je zakusom francuskim i brytyjskim (jak choćby w Wolnym Mieście Gdańsku). Wiele było tego typu akcentów szczególnie w prasie satyrycznej, gdzie pokazywano na przykładzie obrazkowych historyjek, jak niemiecki Michael (czyli najczęściej młody mężczyzna w stroju przypominającym strój bawarski) wita się w Gdańsku z dziewczyną ubraną w polski strój narodowy (z rogatywką na głowie) i mówi do niej: "Dzień dobry najmilsza", a podpis pod rysunkiem brzmi: "Gdańskie chrupiące migdały" (Kladderadatsch - 29 listopada 1936 r.). Choć jeszcze niedawno w tej samej gazecie (z 14 maja 1933 r.) pod rysunkiem zatytułowanym "Opryszki", pokazującym śpiących pod płotem dwóch pijaków symbolizujących Polaka i Czecha, oraz przyglądającego się im Michaela, na stwierdzenie pijanego Czecha: "Przyjacielu serdeczny, zawrzemy wieczystą przyjaźń", pijany Polak odpowiada: "Tak, przyjacielu serdeczny, wieczystą - aż do rozbioru Rzeszy Niemieckiej", na co Michael odpowiada: "W takim razie ta przyjaźń będzie rzeczywiście trwała wiecznie - wy łajdaki!". Albo inny (z 24 września 1933 r.) Z okazji 250 rocznicy odsieczy wiedeńskiej, pokazane jest jak postać w rogatywce (z papierosem w ustach) nakleja obraz Jana III Sobieskiego na zwierciadle trzymanym przez boginię zwycięstwa. Plakat nie chce się jednak trzymać i odsłania wizerunek Karola Lotaryńskiego a podpis brzmi: "Na chwałę Polski przylepimy po prostu na to Sobieskiego... Do diabła! To kłamstwo nie chce się trzymać!". Z chwilą zawarcia jednak porozumienia prasowego i wcześniej traktatu o niestosowaniu przemocy, już 25 marca 1934 r. w tym samym piśmie (Kladderadatsch) pokazane są dwa orły: biały i czarny jedzące wspólnie, a podpis pod rysunkiem brzmi: "Oby obaj zapełnili sobie brzuchy".

Prasa niemiecka starała się też uwypuklić konflikt jaki W 1934 r wybuchu w stosunkach polsko-francuskich (odmowa przeprowadzenia wojny prewencyjnej pociągnęła za sobą zbliżenie Polski z Niemcami, a to było bardzo nie na rękę Paryżowi, ponieważ wytrącało mu możliwość swoistego szantażowania moralnego Warszawy. Dotąd bowiem Francja była najpoważniejszym sojusznikiem Polski w przypadku wojny z Niemcami, Polska zaś była tylko zastępczym sojusznikiem na wschodzie dla Francji, zastępczym, ponieważ prawdziwym sojusznikiem powinna być Rosja, ale ponieważ ze Związkiem Sowieckim wówczas nie dało się jeszcze porozumieć więc z braku laku trzeba było postawić na Polskę jako przeciwwagę dla Niemiec. Porozumienie polsko-niemieckie było więc bardzo nie na rękę Francuzom, ale oczywiście nie było ono w tym momencie najważniejsze, gdyż wiosną 1934 r. wybuchła afera finansowa francuskich przedsiębiorców w zakładach włókienniczych w Żyrardowie, a potem w sierpniu 1934 r. Francja wyrzuciła polskich górników ze swego kraju). Spowodowało to że Niemcy zaczęli w swojej prasie podkreślać te właśnie konflikty polsko-francuskie, twierdząc że Polska nie chce być już "francuskim wasalem", zaś Francja jest "wiarołomnym krajem" (w Kladderadatsch z 20 stycznia 1935 r. Zamieszczono rysunek satyryczny w którym kobieta przebrana za francuską Mariannę zwraca się do rodziny polskiego robotnika, który pyta: "Pani mnie zwolniła. Czyżbym nie wykonywał moich obowiązków?", na co Marianna odpowiada: "Jako robotnik tak, ale nie jako wielbiciel mojej urody!". Oczywiście w niemieckiej prasie podkreślano również konflikty polsko-litewskie i polsko-czechosłowackie (szczególnie po roku 1934).

Oczywiście w tym czasie dochodziło również do niewielkich konfliktów na linii Warszawa-Berlin. W wyniku bowiem niefrasobliwej polityki finansowej nazistów (rządzących Wolnym Miastem Gdańskiem) w 1935 r. znacznie spadły przychody do budżetu Gdańska i miasto próbowało ratować się za pomocą rygorystycznej polityki dewizowej, sterowanej z Berlina - której efektem było gwałtowne obniżenie kursu guldena gdańskiego. To zaś godziło w interesy Rzeczypospolitej, która traciła zyski w ramach zagwarantowego jej prawa nadzoru celnego nad handlem Gdańska. Polacy zareagowali bojkotem portu w Gdańsku i przenieśli cały swój wywóz do Gdyni. W czerwcu 1935 r. podpisano porozumienie przywracające poprzedni stan rzeczy, a niemieckie gazety pisały, że porozumienie polsko-niemieckie przeszło swoją "próbę ogniową" i przetrwało. Ale konflikt wybuchł również w kwestii przyłączenia kraju Saary do Rzeszy (marzec 1935 r.) szczególnie że w gazetach Gdańska pojawiały się nagłówki w rodzaju: "Odcięty Gdańsk gratuluję powracającej do macierzy Saarze". Wywołało to ostre protesty polskiego MSZ-u, gdyż sugerowało że Gdańsk również może zostać włączony do Niemiec. Niemieckie władze wymagały jednak od swoich obywateli łagodzenia wzajemnych sporów i to zarówno w Gdańsku jak i wszędzie, gdzie tylko mogło dojść do wzajemnych zadrażnień. Działająca w Polsce, wśród Niemców obywatelstwa polskiego Partia Młodoniemiecka z Grudziądza, w marcu 1935 r. za własne pieniądze zakupiła i podarowała miastu hydroplan. Zaś w listopadzie 1936 r. w Wyrzysku miejscowa ludność zarówno polska jak i niemiecka zakupiła i uroczyście przy okazji wizyty marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego ofiarowała Wojsku Polskiemu zakupione karabiny maszynowe i moździerze.




Nazistowscy politycy również podkreślali chęć zbliżenia z Polską i to zarówno Goebbels (który ponoć był bardzo podekscytowany spotkaniem z Józefem Piłsudskim, do którego doszło w czerwcu 1934 r.) Jak i premier Prus Hermann Goering który uwielbiał wyjazdy na polowania z polskim ambasadorem Józefem Lipskim czy potem z polskimi politykami. Takie spotkania były okazją do rozmów o polityce i wyrażania wzajemnych żalów lub radości (np. w marcu 1935 r. Goering poskarżył się Lipskiemu podczas wypadu do Spreewaldu "na cietrzewie", na nietaktowne zachowanie korespondentki Kuriera Warszawskiego w Berlinie, Marii Męcińskiej, która ośmieliła się zapytać go o plany rozbudowy Luftwaffe). Było też wiele aktów lokalnego zbliżenia, np. między miastami i tak w lutym 1935 r. w Dreźnie odsłonięto tablicę ku czci Fryderyka Chopina, na której obecny był prezydent Warszawy - Stefan Starzyński i nadburmistrz Drezna - Zörner. 25 lutego 1935 r. w Sali Marmurowej Instytutu Niemiecko-Polskim w Berlinie-Zoo, odbył się recital Jana Kiepury, na którym obecni byli Joseph Goebbels, Hermann Goering i wielu innych nazistowskich dygnitarzy wraz z małżonkami (zachowało się nawet zdjęcie na którym Goebbels radośnie rozmawia z Kiepurą po koncercie). 12 Maja 1935 r. o godzinie 20:45 zmarł Marszałek Józef Piłsudski. Uroczysty pogrzeb odbył się 18 maja w Krakowie, a w uroczystym pochodzie na Wawel wzięła m.in. udział niemiecka delegacja z Goeringiem na czele. Ponoć Hitler miał bardzo przeżyć śmierć Piłsudskiego. 18 maja wziął udział (wraz z Goebbelsem, von Neurathem, Hansem Frankiem i gen. von Blombergiem w mszy żałobnej w katolickiej katedrze Świętej Jadwigi w Berlinie, gdzie znajdowała się symboliczna trumna, przykryta biało-czerwoną flagą. W tej mszy uczestniczyli również Polacy, solistka Opery Warszawskiej - Adelina Korytko (która potem odśpiewała pieśń żałobną "Nie opuszczaj mnie"), Pola Negri, Adam Didur i Jan Kiepura. Zaś 21 maja na posiedzeniu Reichstagu Hermann Goering wygłosił wspomnienie o Józefie Piłsudskim, mówiąc: "My Niemcy wychowani i wyrastający w klimacie narodowosocjalistycznego światopoglądu, mamy szczególne zrozumienie dla osobowości wielkiej miary. Sądzę, że mogę przez to powiedzieć, niż my w szczególny sposób pojmujemy, jak wielką stratę poniósł naród polski. Doceniając wielkość postaci marszałka, zdajemy sobie również sprawę, że należał on do tych mężów, którzy występowali energicznie na rzecz pokoju, a jedynym z widocznych dokonań pokojowych stał się jego wkład w dzieło niemiecko-polskiego porozumienia". Piłsudski zaś dążył do obalenia Hitlera i usunięcia w ten sposób zagrożenia jakie czyhało na Polskę i Europę.


"NIE WIEM, CZY NIE ZECHCĄ POCHOWAĆ MNIE NA WAWELU. TEDY NIECH TYLKO MOJE SERCE SCHOWAJĄ W WILNIE. TAM LEŻĄ MOI ŻOŁNIERZE, CO W KWIETNIU 1919 MNIE JAKO WODZOWI WILNO POD NOGI W PREZENCIE RZUCILI. SPROWADŹCIE ZWŁOKI MEJ MATKI Z SUGINT, WIŁKOMIRSKIEGO POWIATU, DO WILNA, POCHOWAJCIE JE Z WOJSKOWYMI HONORAMI. MATKA MNIE, DO TEJ ROLI JAKA MNIE WYPADŁA - CHOWAŁA"



Teraz zaś po śmierci Marszałka projekt eksterytorialnej autostrady przez Pomorze do Prus Wschodnich stał się częstym tematem rozmów polsko-niemieckich.


CDN.

wtorek, 5 grudnia 2023

DROGA PRZEZ KORYTARZ - Cz. I

CZYLI PLAN ROZWIĄZANIA PROBLEMU DOSTĘPU NIEMIEC DO PRUS WSCHODNICH PRZEZ POLSKIE POMORZE





 Dziś chciałbym opowiedzieć o tym, jak doszło do sytuacji w wyniku której wybuchła II Wojna Światowa, która rozpoczęła się z pozoru błahego powodu odmowy polskiej strony budowy przez Niemcy eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej do Prus Wschodnich przez fragment polskiego Pomorza - czyli dostępu Polski do Bałtyku, naszego morskiego "okna na świat". Oczywiście większość powodów przez które potem wybuchają wielkie wojny, to z reguły są błahostki, które łatwo można by było rozwiązać, gdyby po obu stronach były tylko dobre chęci. Jednak z tym projektem jest drobna różnica, bowiem projekt budowy eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej przez Pomorze do Prus Wschodnich i do Niemiec, nie był projektem niemieckim, a polskim, który to potem Hitler odświeżył i dodając do nich kilka innych punktów jak podpisanie wzajemnego układu o nieagresji na 25 lat, budowy podobnej eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej z Polski do Gdyni - głównego portu morskiego II Rzeczpospolitej, oraz wejście Polski do paktu antykominternowskiego, wymierzonego w sowiecką Rosję - wszystko to razem wzięte nieco zmieniło ów pierwotny projekt i spowodowało, że w konsekwencji strona polska musiała go odrzucić, jako że realnie Polska zostałaby w nim sprowadzona do roli satelity Niemiec, a to w głowach ludzi którzy własną krwią i własnym czynem odbudowali niepodległą Polskę, było nie do pomyślenia. 

Hitler jednak parł do szybkiej wojny, zdając sobie doskonale sprawę że taka musi wybuchnąć albo w 1938, albo w 1939, a najpóźniej w 1940 r., ponieważ każdy kolejny rok powodowałby wzmocnienie potencjałów państw takich jak Polska, Francja czy Wielka Brytania i zwycięstwo niemieckie z każdym kolejnym rokiem byłoby coraz mniej prawdopodobne. Strona polska oczywiście również myślała o tym, jak możliwie najlepiej rozwiązać problem Prus Wschodnich które stanowiły swoistą niemiecka esklawę, otoczoną od południa granicą z Polską, od wschodu z Litwą, od zachodu z Wolnym Miastem Gdańskiem, a od północy z Morzem Bałtyckim. Powstawały więc różne projekty począwszy już od lat 20-tych, gdyż było oczywistym że nie uporządkowanie spraw Prus Wschodnich może w przyszłości doprowadzić do wybuchu wojny polsko-niemieckiej, która również przerodzić się może w wojnę europejską, a być może także i światową. Na tych projektach więc pragnę się teraz skupić.



I
OKNO NA ŚWIAT




Polska nigdy nie miała wielkich tradycji morskich. Wyjąwszy pewien okres wczesnego średniowiecza kiedy to sami Pomorzanie grasowali na Bałtyku i zapuszczali się nawet na ziemie Wikingów grabiąc ją i paląc (notabene Wikingowie wyprawiali się zarówno na Zachód jak i na Wschód. Pustoszyli ziemie Anglii, Francji, Niemiec, Hiszpanii i Italii, a także Rusi i zapuszczali się Dnieprem nawet na Morze Czarne i pod Konstantynopol, natomiast nie atakowali ziem pomorskich które były najbliżej nich samych, ziem którymi władało plemię Pomorzan. Natomiast można znaleźć informacje że Wikingowie obawiali się Pomorzan i ataków z ich strony - kiedyś jeszcze bardziej to rozwinę). Natomiast zjednoczone państwo polskie, a szczególnie Rzeczpospolita Obojga Narodów nie miała tradycji morskich. Królowie najczęściej wynajmowali lokalnych kaprów, którzy mieli patrolować wybrzeże lub w przypadku wojny blokować dane porty (czy to moskiewskie czy duńskie czy też szwedzkie). Największe zaś zwycięstwo polskie z czasów świetności dawnej Rzeczypospolitej, odniesione zostało w bitwie morskiej że Szwedami pod Oliwą (na północ od Gdańska) 28 listopada 1627 r. Zatopiony wówczas jeden szwedzki okręt a jeden wzięto do niewoli, pozostałe zaś okręty zmuszono do rozproszenia się. Okrętami polskimi dowodził w tej bitwie holenderski admirał Arend Dickmann, który od 1608 r. mieszkał w Gdańsku i po jakimś czasie się spolszczył, wstępując jednocześnie na służbę do tworzącego flotę króla Zygmunta III Wazy. Zginął on w tej bitwie trafiony pociskiem (kulą armatnią która obcięła mu nogi i wykrwawił się), ale bitwa została wygrana (podobnie jak Nelson pod Trafalgarem). Ale Rzeczpospolita Obojga Narodów mimo to nie była krajem morskim. Był to kraj uskrzydlonych jeźdźców, którzy najlepiej czuli się pod siodłem, a nie na okrętach, a owi uskrzydleni jeźdźcy byli nie do pokonania i mówiło się, że jeśli do trzeciego szeregu piechoty nie uda się zatrzymać polskich husarzy to należy już żegnać się z życiem, bowiem ucieczka też jest niemożliwa.




Mimo jednak tak nielicznych i bladych morskich tradycji Rzeczypospolitej, z chwilą odrodzenia Państwa Polskiego 11 listopada 1918 r. (tego dnia rozpoczęto rozbrajanie wojsk niemieckich w Warszawie, a rządząca dotychczas z niemieckiego nadania Rada Regencyjna przekazała Komendantowi Legionów Polskich Józefowi Piłsudskiemu dowództwo nad tworzącą się Armią Polską) już wówczas Naczelnik Państwa Józef Piłsudski w 291 rocznicę bitwy pod Oliwą powołał do życia Marynarkę Wojenną Rzeczpospolitej Polski. Odradzająca się Polska nie miała jeszcze swoich granic, nie miała nawet dostępu do morza, a już miała swoją morską siłę zbrojną (przynajmniej oficjalnie, co też nie było bez znaczenia). 28 czerwca 1919 r. w wyniku postanowień Traktatu Wersalskiego (również dzięki działalności takich ludzi jak Ignacy Jan Paderewski i Roman Dmowski), Polska uzyskała skąpy dostęp do morza (długość granicy 70 km.). Bez Gdańska (który zawsze był częścią dawnej Rzeczypospolitej, nawet gdy doszło do pierwszego rozbioru Polski w 1772 r. to Gdańsk dalej pozostał przy Rzeczypospolitej) który to stał się teraz w Wolnym Miastem Gdańskiem. Gdańsk był bez wątpienia największym portem tego regionu i utrata Gdańska spowodowała że pas morski który otrzymała Polska, pozbawiony był jakiegokolwiek dużego portu morskiego (reszta osad była po prostu zwykłymi nadmorskimi wioskami, takimi jak: Gdynia, Oksywie, Władysławowo czy Hel). Z końcem stycznia 1920 r. 2 Pułk Szwoleżerów Rokitniańskich wyruszył aby przejąć w polskie ręce przyznany w Traktacie Wersalskim obszar Pomorza (który potem zostanie nazwany - głównie przez stronę niemiecką- niezbyt poprawnym określeniem "Korytarz"). 10 lutego 1920 r. gen. Józef Haller (pod którego to rozkazami służył mój pradziadek) dokonał w Pucku oficjalnych zaślubin Polski z Morzem, wrzucając w fale Bałtyku pierścień (niektórzy twierdzili, że był to pierścień, który w 1647 r. podczas swej wizyty w Gdańsku królowa Ludwika Maria Gonzaga - żona Władysława IV - ofiarowała jednemu z rajców gdańskich). Polska odzyskała tym samym dostęp do morza, ale wciąż pozbawiona była swojego własnego portu swego okna na świat.

W roku 1920 (a był to przecież rok ogromnego zagrożenia istnienia dopiero co odrodzonego kraju, gdyż w czerwcu i lipcu ruszyła wielka ofensywa bolszewicka na Zachód, pod wodzą Michaiła Tuchaczewskiego i Siemiona Budionnego. To właśnie z tego powodu Polska musiała odwołać swój udział w Igrzyskach Olimpijskich w Antwerpii, a miała to być pierwsza olimpiada, w której polscy sportowcy mogli uczestniczyć z Orłem Białym na piersi i pod biało-czerwoną flagą. Trzeba było na to poczekać kolejne cztery lata) w Warszawie powstało I Polskie Towarzystwo Kąpieli Morskich SA, które planowało budowę nowoczesnego kąpieliska bałtyckiego. W tym samym roku inżynier Tadeusz Wenda (oddelegowany przez admirała Kazimierza Porębskiego, szefa Departamentu Spraw Morskich przy Ministerstwie Spraw Wojskowych) wskazał Gdynię, jako najdogodniejsze i najlepsze miejsce pod budowę portu wojennego, rybackiego i handlowego. Z końcem 1920 r. rusza budowa drewnianego Tymczasowego Portu Wojennego i Schroniska dla Rybaków. Gdynia (czyli niemieckie Gdingen) składała się przed 1920 r. z kilkunastu chałup rybackich, jednej gospody i jednego murowanego domu, zamieszkiwanego przez księdza z lokalnej parafii. Adolf Nowaczyński (publicysta i dramatopisarz) odwiedził tę wioskę w 1911 r. i tak o niej pisał: "Cichszej miejscowości chyba nie było wówczas na całej kuli ziemskiej. Po zoppockiej Sodomie odkryta Arkadia pasterska i patriarchalna". Odnotował wówczas trzy ulice (Johanniskrugstrasse, Altdorfstrasse i Kurhausallee) "ani kościoła, ani apteki, poczta ze szkołą razem". Poza tym trzy sklepy, dwie karczmy (Grzegorzewskiego i Skwiercza), mały tartak i cegielenka. Nad brzegiem morza zaś (na terenie dzisiejszego skweru Kościuszki) stał Kurhaus z fortepianem w paradnej sali. Tamta Gdynia liczyła ok. 900 mieszkańców i Nowaczyński określił ją mianem "letniska dla Polaków".


TELEDYSK DO FILMU "MIASTO Z MORZA"
 (O BUDOWIE GDYNI, KTÓRA JUŻ w 1938 r. STAŁA SIĘ NAJWIĘKSZYM I NAJNOWOCZEŚNIEJSZYM PORTEM NA BAŁTYKU)



W 1921 r. Gdynię zamieszkiwało już 1300 osób, ale tempo prac budowlanych Portu Tymczasowego wciąż było bardzo wolne. 23 września 1922 r. sejm przyjął ustawę o budowie portu morskiego w Gdyni, a inżynier Wenda kreśli śmiały projekt nowoczesnych głębokich kanałów i szerokich basenów portowych (oczywiście kraj który dopiero co wyszedł z pożogi I Wojny Światowej, kraj wówczas bardzo biedny, zniszczony dodatkowo inwazją sowiecką, nie jest w stanie wysupłać takich pieniędzy, jakie są potrzebne na realizację projektów Wendy). Mimo to prace się rozpoczynają, a port uroczyście zostaje otwarty 29 kwietnia 1923 r. i na tę uroczystość przyjeżdża prezydent Polski Stanisław Wojciechowski, premier gen. Władysław Sikorski i ksiądz prymas kardynał Edmund Dalbor. Wojciechowski w swej przemowie stwierdza: "Trzeba, aby cały naród polski zrozumiał, jakie znaczenie ma wolny dostęp do morza, zagwarantowany pełnym posiadaniem jego wybrzeża. Tutaj winni zwrócić swój wzrok i prężność gospodarczą Mazurzy i Małopolanie, nazbyt w przeszłości zapatrzeni ku wschodnim rubieżom i czarnoziemom podolskim, bo tutaj jest gwarancja wolnego oddechu dla piersi całego narodu". Wciąż jednak przed rozwojem miasta i portu stoi brak pieniędzy. Niemcy dążą do storpedowania projektu budowy Gdyni. W swej prasie nazywają Gdynię "polskim zatorem" i pokazują Polaków jako świnie które uczą się pływać w morzu. W 1925 r. wybucha wojna handlowa polsko-niemiecka a Niemcy liczą, że Polska gospodarka szybko się załamie i będą mogli odzyskać nie tylko Pomorze, ale również Śląsk i Wielkopolskę (czyli Poznańskie). Tak się jednak nie dzieje gdyż na początku 1926 r. wybucha strajk górników i dokerów angielskich, a przed polskim węglem stoją otworem rynki skandynawskie. Miasto też powoli zaczyna się rozwijać.




W marcu 1925 r. w Gdyni jest już elektryczność (ludzie powitali ją symbolicznym pogrzebem naftowych lamp - nieco przedwczesnym, bowiem stacje transformatorowe dostosowane są zaledwie do potrzeb 4000 mieszkańców, a ludność miasta rośnie w zastraszającym tempie). Słomiane dachy rybackich chat sąsiadują z pierwszymi kamienicami. Powstaje ulica 10 lutego i inne, które istnieją do dzisiaj. 10 lutego 1926 r. Gdynia otrzymuje prawa miejskie, a pod koniec tego roku miasto ma 12 000 mieszkańców. W opracowanym w maju 1926 r. planie miasta przewiduje się iż ostatecznie zamieszka tutaj 60 000 mieszkańców, szybko jednak plany te ulegają zmianie i w kolejnej korekcie mowa już jest o 120 000. Ulice wzorowane są na zabudowie berlińskiej. Z końcem 1926 r otwarto do użytku na Oksywiu okazałą siedzibę dowództwa Floty Marynarki Wojennej (choć flota wojenna jaką wówczas Polska dysponuje jest mała i nieliczna). Rok 1926 to również rok otwarcia dworca kolejowego w Gdyni, gdyńskiego kina "Czarodziejka", ale przede wszystkim kontynuowana jest budowa Portu Wojennego oraz magazynów przy Nabrzeżu Pilotów i mostu przeładunkowego na Nabrzeżu Szwedzkim. 
W 1927 r. Powstaje Polsko-Skandynawskie Towarzystwo Transportowe Polskarob (Gdynianie tłumaczą nazwę firmy na "Polska rób!"), na jej czele staje Napoleon Korzon. To on właśnie wraz ze swym zastępcą Janem Hołowińskim (wiele ryzykując), doprowadzają do nabycia wielu nowoczesnych, a jednocześnie pionierskich urządzeń przeładunkowych. W niemieckiej firmie Demag w Duisburgu kupują w 1927 dwa 7-tonowe żurawie (okazuje się to strzałem w dziesiątkę). W roku następnym dyrektor Demagu proponuje im kupno skonstruowanej przez siebie wywrotnicy której nie ma jeszcze nigdzie w Europie ani na świecie, Gdynia byłaby pierwszym takim portem. Korzon się waha i mówi: "Ja się na tym nie znam (jest specjalistą od kolejnictwa) i nie mogę ryzykować". Dyrektor Demagu przekonuje jednak Hołowińskiego i ostatecznie kupują ową wywrotnicę i to był kolejny strzał w dziesiątkę, bo nikt inny nie miał czegoś takiego i do Gdyni zjeżdżały wycieczki z całej Europy żeby podziwiać owe dzieło.




Eugeniusz Kwiatkowski (minister przemysłu i handlu w latach 1926-1930, a od 1935 r. minister skarbu i wicepremier) w 1932 r. w opublikowanych przez siebie "Dysproporcjach. Rzeczy o Polsce przeszłej i obecnej" napisał: "Każdy metr Wybrzeża, każdy nowy dźwig, każdy skład towarowy, każda nowa placówka handlowa w Gdyni, każde ulepszenie komunikacji, każdy nowy okręt, każda nowa fabryka na wybrzeżu, każdy nowy bank, każda nowa więź cementująca Gdynię z Pomorzem, a całe województwo pomorskie z resztą państwa, to wielka zdobycz, to poważny aktyw naszego dorobku państwowego. Tu koncentruje się jedyna, praktyczna, akademia kupiecka Polski, tu stoi otworem droga najpewniejsza i najkrótsza dla wyrównania wartości człowieka w Polsce z wartością człowieka w Europie, tu zbiega się granica współpracy z narodami całego świata, tu wreszcie harmonizują się automatycznie wszystkie różnice poglądów, wszystkie starcia myśli i programów całej Polski". Budowa i rozbudowa miasta oraz portu w Gdyni spowodowała, że kilka tysięcy (a być może kilkanaście może nawet kilkadziesiąt) Polaków zamiast szukać szczęścia za granicą (w hutach Westfalii czy za oceanem), wyruszyło do Gdyni, aby tam budować siłę morską odrodzonego Państwa Polskiego. Wielu też w Gdyni poznaje to, czego nie mieli u siebie, w swoich miejscowościach. Na przykład przeniesiony w grudniu 1928 r. z Bydgoszczy do Gdyni Kazimierz Niemkiewicz (który zostaje zastępcą naczelnika Urzędu Pocztowo-Telegraficznego) jest oczarowany budynkiem jak i rodzajem pracy. Budynek posiada automatyczną centralę telefoniczną i elektryczną rozdzielnię listów, wydzielone jest też miejsce na pocztę i na urząd telegrafów, a dla pracowników są mieszkania służbowe w nowoczesnych blokach.


LINIA ŻEGLUGOWA GDYNIA AMERYKA
TRANSATLANTYK "PIŁSUDSKI"



W roku 1928 miasto jest już prawdziwą metropolią (oczywiście nie przesadzajmy, nadal posiada wiele z elementów rybackiej wioski, ale jest ich już coraz mniej). Buduje się szkoły, boiska sportowe, korty tenisowe, kryte pływalnie, kina dźwiękowe. Powstaje szpital sióstr miłosierdzia na 40 łóżek (przy Placu Kaszubskim), gotowy jest Bank Gospodarstwa Krajowego przy 10 lutego i siedziba Żeglugi Polskiej przy ul. Jerzego Waszyngtona. Tak się rozwija miasto - o którym rozwoju i budowie opowiedzieć należało, gdyż bez tego nie poznalibyśmy kontekstu, oraz tego, o co chodziło w owych planach budowy eksterytorialnej autostrady i drogi kolejowej z Niemiec przez polskie Pomorze do Prus Wschodnich i dlaczego owe "okno na świat" jakim była Gdynia i dostęp do Bałtyku było tak ważne dla państwa polskiego. A o tym wszystkim w następnej części.




CDN.

niedziela, 3 grudnia 2023

PRYWATNE ŻYCIE DYKTATORÓW - Cz. I

CZYLI JAK ŻYLI (I JAK MIESZKALI) HITLER, STALIN, MUSSOLINI CZY MAO ZEDONG





Dziś zapraszam na nową serię tematyczną, która obejmować będzie przede wszystkim prywatne życie dyktatorów (często największych i najkrwawszych dyktatorów, takich jak Hitler, Stalin, Mao Zedong czy Pol Pot). Oprócz informacji ściśle prywatnych na temat danych dyktatorów, omówię również wydarzenia dziejące się w danym momencie historycznym w państwach, którymi władali, a także opiszę prywatne upodobania i talenty jakie owi dyktatorzy często przejawiali to były one różnorakie (Stalin np. pisał świetne wiersze, Hitler dobrze malował, a szczególnie szkicował, a Mao także pisał piękne wiersze, szczególnie o miłości). Wydaje się to dziwne że takie potwory w ludzkiej skórze zdolni byli do tak wzniosłych i często pięknych dzieł, ale jeśli uświadomimy sobie, że tak naprawdę to wszystko jest naszym wspólnym czyśćcem, który niektórzy zamieniają w swój prywatny raj, tworząc jednocześnie piekło dla innych. To jest temat na inną rozmowę i nie chciałbym się nad tym dłużej skupiać w tym temacie, warto jednak uświadomić sobie że nawet najgorsza ludzka menda ma prawo do miłości, gdyż z tej Miłości pochodzi i do tej Miłości wrócić pragnie, choć czasem jest to poprzedzone milionami ofiar. Nie da się opuścić owego czyśćca (czy też dla niektórych piekła), tego naszego ziemskiego czyśćca w inny sposób, niż tylko poprzez Miłość (i to bezinteresowną miłość do wszystkich istot), wielu zaś o tym zapomina i szuka czegoś innego, czegoś co mogłoby zastąpić owa Miłość - która jest jedynym wyjściem z naszej podróży przez wcielenia, i dlatego rodzą się potem takie idiotyzmy jak komunizm, nazizm, faszyzm czy inne tego typu izmy.

W każdym razie w tym temacie chciałbym się skupić bezpośrednio na prywatnym życiu dyktatorów i na ich miłostkach, słabościach czy też pasjach, a także obawach i lękach. Zacząć bym też chciał od Stalina, jako że wydaje mi się on w tym momencie najbardziej interesujący, biorąc pod uwagę fakt, ile mitów narosło na temat jego życia, jego ascetycznego życia, bo w Rosji do dzisiaj pokutuje przekonanie, że Stalin żył bardzo skromnie. Nosił codziennie ten sam mundur, jadł i pił niewiele, sypiał na twardym żołnierskim łóżku i otrzymywał pensję na poziomie wysoko wykwalifikowanego robotnika. To wszystko są mity w jakie wierzą miliony Rosjan, a także wielu innych sierot po komunizmie. Warto co nieco odkłamać w tym i w innych tematach (np. Hitler był ekscentrykiem i nieco dziwakiem stroniący od ludzi. Nazistowska propaganda zaś starała się z tych jego przywar uczynić zalety dobrego niemieckiego męża, rozmiłowanego we własnym domu na niemieckiej ziemi itd.). Przejdźmy zatem do tematu.



STALIN
W ŚWIĄTYNI BESTII
Cz. I




 Zacznijmy może od ukazania życia Stalina w latach jego największej popularności, gdy dzierżył w swym ręku całość władzy w Rosji sowieckiej, a dopiero potem przejdziemy do opowieści o jego życiu na tle zmieniających się uwarunkowań politycznych.

Otóż zacznijmy od tego, że Stalin praktycznie nie miał żadnych kontaktów z pieniędzmi w czasach gdy władał Związkiem Sowieckim a potem podbitą połową Europy. On (podobnie zresztą jak Hitler od połowy lat 20-tych) nie musiał martwić się ani o wydatki, ani w ogóle zajmować się kwestiami finansowymi. Wszystko bowiem czego zapragnął, wszystko czego chciał w magiczny sposób pojawiało się w jego otoczeniu, ot, na pstryknięcie palcem. Nie nosił przy sobie żadnych pieniędzy ponieważ nie potrzebował tego czynić, i tak nic za nie nie kupował i nigdzie nie wychodził - wszystko co miał wokół siebie opłacało państwo sowieckie, a Stalin żył tam w ogromnym przepychu, wbrew temu co twierdziła propaganda i co powielali później ludzie w swej głupocie. Nie miał pieniędzy, a miał wszystko wokół siebie, dosłownie wszystko. Na pstryknięcie palców miał sprowadzane do jego apartamentów kobiety - takie jakie chciał i jakiemu się podobały. Miał prywatne plaże, specjalnie dobranych ludzi i pałace w których toczyło się normalne życie, tak jakby przebywał w każdym z nich jednocześnie (nigdy bowiem nie było wiadomo w której rezydencji nagle się zjawi). Josif Wissarionowicz Dżugaszwili - czyli Stalin posiadał 18 pałaców i rezydencji w całej sowieckiej Rosji (niektóre z nich były zamienione w twierdze). Rezydencje te były oczywiście odizolowane od świata, otoczone kilkoma ogrodzeniami (np. drutem kolczastym, metalowym płotem i zasiekami) oraz oczywiście pilnowane 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu przez specjalnie dobrane oddziały NKWD (liczące nawet, w niektórych największych pałacach Stalina - kilka tysięcy osób). A przecież nie byli oni jedyną ochroną dyktatora, bowiem na terenie samego pałacu (każdego pałacu) działała prywatna ochrona Stalina, niezależna od tamtej.

Każda rezydencja miała stały personel obsługi przynależny tylko danemu miejscu. W każdej też byli zatrudnieni kucharze, kelnerzy, lekarze (nawet toksykolodzy, mający sprawdzać jakość jedzenia podawanego Stalinowi do stołu), pielęgniarki, kierowcy, ogrodnicy. Z reguły stały personel każdej takiej rezydencji przekraczał 50 osób, ale z chwilą gdy zjawiał się w niej Stalin, stan osobowy zwiększał się co najmniej dwukrotnie, a często trzykrotnie. Wszystkie 18 rezydencji jakie posiadał do swego użytku Józef Stalin, to były: Kuncewo, Siemionowska, Zubałowo (wszystkie w Moskwie), następnie Nowa Macesta, Puzanówka, Riwiera, Blinowka (w Soczi), dalej Zimna Rzeczka, Ritza, Nowy Afon (ta wzniesiona w górach Kaukazu rezydencja, posiadała specjalny podziemny tunel wiodący do pięknej, prywatnej plaży), Suchumi, Missiury (znajdowała się tam specjalna porcelanowa wanna w pięknie urządzonej łazience, która dla komfortu Stalina nieustannie miała podgrzewać wodę, tak, aby nie pozwolić jej ostygnąć), Borżomi (tutaj zbudowano schody w taki sposób, aby ułatwić cierpiącemu na bóle korzonek Stalinowi wchodzenie na piętro), Tzchabato (wszystkie w Gruzji), następnie Koreiz, Gorłowinka, Trapeznikowo i Jewejnaja (na Krymie). Jako ciekawostkę należy dodać że nie wszystkie z tych rezydencji Stalin odwiedził w czasie swych rządów, w niektórych nigdy nie był, w innych był tylko raz w życiu, mimo to wszystkie one funkcjonowały tak, jakby generalissimus Związku Sowieckiego był tam stale obecny.

Stół sowieckiego dyktatora uginał się od wszelkiego rodzaju przysmaków. Ryby przywożono ze specjalnych stawów hodowlanych, przeznaczonych tylko i wyłącznie dla niego i w czasie gdy na Ukrainie ludzie zjadali trawę lub korę drzew (a często też dochodziło do przypadków kanibalizmu) bo niczego innego nie było w czasie Wielkiego Głodu z lat 1932-1933, Stalin miał wszystko, czego mógł sobie zażyczyć, a nawet więcej. Bez względu na to w której ze swych rezydencji przebywał, codziennie miał tam dostarczane samolotem świeże owoce prosto z Gruzji, jak również wino gruzińskie które lubił. Wszystkie inne przysmaki które spożywał Stalin (w tym bażanty, czy specjalnie pieczone na wolnym ogniu barany) pochodziło z odpowiednio wybranych i sprawdzonych hodowli, przeznaczonych tylko i wyłącznie na potrzeby Stalina i jego otoczenia (rodziny, ewentualnie najbliższych przyjaciół). Wszystko to oczywiście kosztowało niebagatelne sumy, którymi oczywiście Stalin się nie przejmował bo on za to nie płacił (zajmował się tym specjalny wydział zaopatrzeniowy NKWD). Wszystko co otaczało Stalina było najwyższej jakości, począwszy od potraw (które oczywiście były skrupulatnie sprawdzane przed podaniem dyktatorowi), a skończywszy na wystroju apartamentów w jego rezydencjach. Meble były wykonane z najlepszego drewna (w Moskwie zajmował się tym specjalnie wybrany i sprawdzony przez NKWD zakład meblarski), kryształy, lampy a nawet narożniki wykonano z taką starannością o szczegóły i dbałością nie tylko o to, aby przypodobać się dyktatorowi, ale przede wszystkim aby nie mógł on zrobić sobie przy nich żadnej krzywdy. Oczywiście było to w stu procentach niemożliwe do wykonania, ale sam fakt że starano się to robić z taką myślą też pokazuje atmosferę strachu jaka panowała w sowieckiej Rosji. Przecież gdyby Stalin potknął się chociażby o dywan w swoim apartamencie, to producent owego dywanu w najlepszym przypadku skończyłby w "uzdrowisku" na Magadanie, a tam - jak mówił pułkownik Kwiatkowski - zdycha się głęboko pod ziemią.




Wszyscy ludzie pracujący w rezydencjach Stalina (począwszy od sprzątaczek a na lekarzach skończywszy) to byli specjalnie dobrani, etatowi pracownicy NKWD, którzy dzięki temu że byli blisko Stalina mieli specjalne przywileje. Przysługiwał im np. dostęp do sklepów z deficytowymi towarami z zagranicy (w Polsce z czasów stalinizmu mówiło się o takich sklepach "za żółtymi firankami", a potem w latach 60-tych 70-tych i 80-tych to były sklepy towarowe: Pewex i Baltona - gdzie można było, oczywiście za prawdziwe pieniądze, czyli za dolary, marki, funty czy franki - kupić towary oficjalnie na rynku niedostępne, np. prawdziwe czekolady, a nie wyrób czekoladopodobny który smakował jak rozpuszczony smar. Zresztą cały ten komunistyczny ustrój to był jeden wielki wyrób czekoladopodobny).


REKLAMY PEWEXU i BALTONY z PRL-u





Pracownicy prywatnych willi Stalina mieli możliwość nie tylko robienia zakupów w specjalnych sklepach z deficytowymi towarami (niedostępnych w Związku Sowieckim dla zwykłych ludzi), ale również wysokie zarobki i własne, prywatne bezpieczeństwo. Stąd też wielu marzyło o tym, aby dostać taką pracę, ale nie było to łatwe, gdyż przede wszystkim dobrą opinię musiała ci wystawić służba bezpieczeństwa, która sprawdzała nie tylko daną osobę, ale również jej rodzinę, dalszych i bliższych krewnych oraz wszystkich znajomych. Jakiekolwiek podejrzenie natychmiast eliminowało taką osobę z kręgu kandydatów. A rezydencje pracowały 24 godziny na dobę (czy był tam Stalin, czy go nie było), dlatego też ekipy musiały się zmieniać co najmniej raz dziennie. Nie było też mowy o tym, żeby popełniono jakikolwiek błąd i zatrudniono osobę, która mogłaby w jakikolwiek sposób zaszkodzić dyktatorowi. To w ogóle nie wchodziło w rachubę, dlatego też odsiew kandydatów nawet wśród już sprawdzonych osób był niezwykle duży. Obsługa też była szkolona do szybkiej i bezszelestnej pracy (chodziło o to, aby lokatorom wieczornych i nocnych popijaw zapewnić maksimum komfortu). Bowiem Stalin swoje nocne popijawy urządzał z reguły ok. 10:00 lub 11:00 wieczorem, a kończył o około 5:00 nad ranem. Stoły oczywiście uginały się od wszelkich smakołyków, ale najwięcej było tam trunków, począwszy od gruzińskich win szczególnie Chwanczkara - ulubione wino Stalina), likierów, koniaków, szampanów i oczywiście wódek, hektolitry wódek. I wszyscy musieli pić, bowiem Stalin nie ufał tym, którzy odmawiali picia i tacy mogli być pewni że w najbliższym czasie stracą zaufanie wodza, a wraz z nim bezpieczeństwo i zapewne życie.




Po północy (lub tuż ok. godziny 1:00 w nocy) obsługa z reguły zmieniała zastawę (oczywiście na wcześniejsze wezwanie Stalina), gdy czterech kelnerów chwytało obrus z wszystkich czterech stron, łącznie z potrawami, sztućcami i trunkami jakie się tam znajdowały, zabierano to wszystko i lądowało to w worku, po czym rozkładano nowy obrus i przynoszono nowe potrawy: kotlety, kapustę po gruzińsku, smażone przepiórki i kolejne hektolitry wódki, wina i koniaków. Wszystko było ponownie gorące i gotowe do spożycia. Pijana ekipa rozchodziła się ok. 4:00 lub 5:00 nad ranem (niektórzy wręcz byli wynoszeni), ale Stalin miał silną głowę do alkoholu i był w stanie wytrzymać wielogodzinną popijawę.

Stalin był więc prawdziwym carem, nowym bolszewickim carem i choć oficjalnie po rewolucji 1917 r. na rozkaz Lenina miano zrezygnować z wysokich uposażeń urzędników państwowych, to jednak szybko okazało się to niewykonalne, gdyż urzędnicy i tak pobierali drugą (a często trzecią) pensję w formie łapówek. Ludzkiej natury nie dało się zmienić i nie można jej zmienić w taki sposób, chociaż bolszewicy utrzymywali że są ludźmi wyjątkowymi i innymi od całej reszty ludzkości, a jak mówił Stalin jeszcze w 1921 r.: "Jesteśmy nową arystokracją" i rzeczywiście, mnóstwo bolszewików w to wierzyło, a nawet niektórzy próbowali żyć w sposób ascetyczny, tak jak nakazywały ideały bolszewizmu (np. Feliks Dzierżyński - twórca Czeka - poprzedniczki NKWD, i jednocześnie człowiek który co najmniej dwukrotnie ocalił życie Józefowi Piłsudskiemu - z którym zresztą był spokrewniony - żył bardzo skromnie. A gdy zmarł w 1926 r. - zamordowany najprawdopodobniej z polecenia Stalina - to nie było w czym go pochować, bo nie miał nawet przyzwoitego garnituru. Nosił tylko jeden mundur wojskowy który nie nadawał się do takiej uroczystości, dlatego też trzeba było specjalnie uszyć mu do trumny garnitur). Stalin miał już zupełnie gdzieś dbanie o pozory bolszewickich utopii z książek dla marksistowskich intelektualistów. On wprowadzał bolszewizm bezpośrednio w życie, a bolszewicy według niego byli nową arystokracją więc mieli prawo żyć tak, jak żyła dawna arystokracja, a on jako przywódca partii miał prawo żyć jak car. I tak też żył. 




CDN.

piątek, 1 grudnia 2023

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CLXXV

TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI
SŁOWIANIE I CELTOWIE





PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE

SŁOWIANIE

(POLITYCZNY UPADEK FILISTEI - DOMINACJA IZRAELA I JUDY)

(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)

Cz. IX







FILISTEA
CZASY UPADKU
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. IX



RECHABICI
(841 - 753 r. p.n.e.)
Cz. II


 Nowy król Izraela Jehu, pomimo złożenia hołdu władcy Asyrii - Salmanasarowi III i tym samym ocalenił swego królestwa od najazdu Asyryjczyków, wcale nie miał łatwej pozycji politycznej a jego kraj był wyniszczony i to zarówno zamachem z 841 r. p.n.e. na czele którego stanął, a w którym obalona została dynastia Omrydów, jak również dotychczasowymi walkami zarówno z Asyryjczykami i wcześniej również z Aramejczykami z Damaszku. Od czasów królów Omriego z Izraela i Asy z Judy (czyli gdzieś od połowy lat 70-tych IX wieku p.n.e.) pomiędzy tymi oboma królestwami utrzymywał się stan wzajemnego pokoju (sformalizowany przez ich następców, czyli Achaba z Izraela i Jozafata z Judei). Przetrwał on ponad 30 lat właśnie do owego 841 r. p.n.e. W tym bowiem roku, po upadku dynastii Omrydów w Królestwie Północnym, władzę objął Jehu - czyli dotychczasowy wódz armii Północy, natomiast po zamordowaniu króla Judy - Ochozjasza (który przebywał w czasie zamachu w Izraelu i zginął przez przypadek), pełnię władzę w imieniu swego dwuletniego wnuka Joasza objęła matka Ochozjasza i żona króla Jozafata - Atalia, która była jednocześnie córką Achaba z Izraela i siostrą zamordowanego przez Jehu Jorama. I choć na pierwszy rzut oka można pogubić się w tym galimatiasie wzajemnych powiązań dynastycznych, to jednak od razu rzuca się nam w oczy jeden podstawowy fakt. Królestwo Północne i Południowe znów popadło we wzajemny konflikt, ponieważ Atalia była członkinią rodu Omrydów (i jej syn został zamordowany na Północy), miała wszelkie powody i aby zerwać stosunki z Jehu którego uważała za mordercę swojej rodziny, buntownika i uzurpatora.

Poza tym z ową zmianą na tronach Północy i Południa, nastąpiła również zmiana ideologiczno-religijna. Królestwo Północne za Omrydów było bowiem oficjalnie królestwem jahwistycznym, ale tak naprawdę nie tylko tolerowano, ale wręcz powszechnie wyznawano pogańskie kulty kananejskie, co bardzo nie podobało się prorokom: Eliaszowi i Elizeuszowi, którzy ostatecznie doprowadzili do przewrotu na Północy (pisałem w poprzedniej części że za buntem Jehu stała sekta Rechabitów, wspierana przez Elizeusza). Królestwo Południowe też nie zawsze było tak bardzo zdeterminowane religią mojżeszową, bowiem jeszcze Salomon (a zapewne i Dawid) wyznawali kulty kananejskie, prócz oczywiście oficjalnej wiary w boga Jahwe. Tę politykę religijną kontynuował syn i następca Salomona - Roboam (zwany też niekiedy Rehoboamem), oraz jego syn Abijjam. Tolerowali oni w swym królestwie zarówno prostytucję świątynną (zarówno żeńską jak i męską) która była naturalna wśród kultów kananejskich, jak również zezwalali na budowę świątyń kananejskich bogów. Tę politykę tolerancji religijnej zmienił dopiero syn i następca Abijjama król Asa (wstąpił na tron ok. 910 r. p.n.e.). Kazał on spalić wszystkie wizerunki bożków w swoim królestwie, wypędził też ze świątyń ludzi trudniących się nierządem (głównie mężczyzn), a swą babkę Maachę (która była Kananejką i wyznawczynią kultu bogini Asztoret) pozbawił tytułu gewiry (królowej matki) i wypędził z Jerozolimy do jednego z podrzędnych miast Judy. To właśnie za Asy następuje na Południu radykalny wzrost wpływów jahwistycznych. Tę politykę swego ojca kontynuował Jozafat (objął władzę ok. 871 r. p.n.e.), choć nie był on w tym konsekwentny i naraził się na krytykę kapłanów Świątyni Jerozolimskiej za swe małżeństwo z Atalią, członkinią rodu Omrydów z Północnego Królestwa (wówczas poddawanego tak ostrej krytyce na Południu za ciągłe uleganie kultom kananejskim). Joram (847-841 p.n.e.) i Ochozjasz (841 r. p.n.e.) pozostawali pod dużym wpływem matki w polityce religijnej, lecz dopiero z chwilą kiedy objęła ona bezpośrednie rządy (najpierw jako regentka w imieniu młodziutkiego Joasza - syna Ochozjasza, a potem już bezpośrednio jako królowa), zaczęła zmieniać dotychczasową politykę religijną.




Nakazała ponowne otwarcie pogańskich świątyń ku czci Baala i Asztoret, a także innych bóstw. Sprowadziła do Judy wielu Fenicjan, z których uczyniła swych dworzan i przyjaciół, oddając im na siedzibę (i zapewne jako twierdzę) miasto Silwan (gdzie w XX wieku znaleziono fenickie grobowce). Nastąpiło więc teraz całkowite odwrócenie akcentów, na Północy zatriumfował jahwizm wspierany przez Rechabitów i proroka Elizeusza, na Południu zaś doszło do recydywy pogańskiej, którą popierała królowa Atalia. Widząc zaś w Jehu wroga i mordercę swej rodziny, zawarła sojusz z królem Hazaelem z Damaszku i sprowokowała go do najazdu na Izrael. Hazael bowiem, uwolniony od niebezpieczeństwa asyryjskiego (król Salmanasar III w latach 840-833 p.n.e. skierował swą ekspansję ku królestwom północno-zachodnim Tabal i Kue (Cylicja), zamieniając je w kraje od siebie uzależnione), był w stanie zorganizować taki atak na królestwo Izraela, do którego doszło ok. 837 r. p.n.e. Osłabiony Izrael nie był w stanie sprostać temu najazdowi i w wyniku tej agresji utracił wszystkie swe posiadłości zajordańskie. W tym też czasie zbuntował się król Moabu - Mesza, który ostatecznie zrzucił zależność lenną od Izraela. Jehu nie był w stanie sprostać tym wszystkim problemom, a jego władza na Północy również wymykała mu się z rąk. Wydawało się więc że Atalia zatriumfuje i doprowadzi wreszcie do obalenia jego władzy, a być może (jako pierwsza kobieta) zasiądzie na obu tronach. Ale wówczas z pomocą królowi Jehu przyszedł prorok Elizeusz, a także członkowie sekty Rechabitów, którzy zorganizowali pielgrzymkę do Jerozolimy. Pojawienie się proroka w dawnym grodzie Jebuzytów - teraz opanowanym przez Judejczyków -wzbudziło ogólną sensację i doprowadziło do tego, że tłumy Żydów wyległy na ulicę. Głównym celem jednak pielgrzymki Elizeusza do Jerozolimy było udzielenie wsparcia kapłanowi Świątyni Jechojadowi (zapewne było to także wsparcie finansowe), aby zmobilizować go do podjęcia zdecydowanych działań wymierzonych w Atalię i jej zwolenników.

Jechojada już od dawna miał na pieńku z Atalią, ostro bowiem krytykował jej politykę religijną i powrót do kultów kananejskich. Ona zaś dążyła do usunięcia go ze Świątyni i jedyne co ją powstrzymywało, to niepewność co do zachowania mieszkańców Jerozolimy, którzy mogliby wystąpić w obronie arcykapłana. Mając teraz wsparcie Elizeusza i króla Jehu z Północy, Jechojada zorganizował zamach na życie królowej, do którego doszło przy Bramie Końskiej, tuż przy wejściu do pałacu królewskiego. Królowa Atalia (niesiona w lektyce), została zaatakowana przez zamachowca i zasztyletowana (836 r. p.n.e.) a Jechojada szybko opanował pałac i władzę w całym mieście. Teraz doszło do pogromów. Najpierw zamordowano kananejskiego kapłana Mattana, a świątynię Baala zrównano z ziemią. Następnie przystąpiono do mordów innych kapłanów kananejskich bóstw, niszczenia bożków i świątyń. Zaczęto również rozprawiać się z fenickimi dworzanami Atalii, którzy musieli ratować się ucieczką. Gdy już nasycono się wystarczająco krwią pogan, Jechojada namaścił na króla siedmioletniego Joasza, syna Ochozjasza i wnuka Atalii, przejmując pełnię regencji i opieki nad młodym królem. Od tej pory arcykapłan dbał o odpowiednie wychowanie Joasza i starał się wyrobić w nim wręcz fanatyczną nienawiść do kultu kananejskich bożków, co mu się w konsekwencji ostatecznie nie udało. W ten też oto sposób, prorok Elizeusz (który na kartach Biblii uchodzi wręcz za świętego) ponownie doprowadził do pogromu i ponownie jego ręce (a przede wszystkim jego sumienie) obarczone zostało krwią wielu niewinnych ludzi. Ale któż się tym tak naprawdę przejmował, liczyło się bowiem tylko to, która religia obejmie dominację i wszystko było podporządkowane tej oto walce. Jeszcze do niedawna król Jehu był w poważnych tarapatach, musząc zmagać się zarówno z inwazją Aramejczyków z północy, jak i knowaniami Atalii, ale teraz karta się odwróciła i to on zaczął zyskiwać przewagę (w ogromnej mierze dzięki ogromnemu wsparciu Elizeusza i Rechabilitów, co przede wszystkim należy podkreślić). Obalił bowiem Atalię, a na tron Judy wprowadził małoletniego chłopca będącego pod całkowitą władzą arcykapłana Świątyni który to był na jego żołdzie. Teraz przyszła kolej na rozprawę z królem Aramu -  Hazaelem.




Tak się akurat szczęśliwie dla króla Jehu złożyło, że ok. 834 r. p.n.e. władca Syrii Salmanasar III zakończył podboje północno-zachodnich królestw (plemiona leżące w pasie tak zwanego Kraju Nadmorskiego, leżące nad Morzem Gorzkim czyli dzisiejszą Zatoką Perską czyli Bit-Dakkuri, Bit-Amukani i Bit-Jakini podporządkował jeszcze na początku lat 40-tych IX wieku p.n.e.). Miał więc teraz wolną rękę i mógł ponownie wyprawić się przeciwko swemu odwiecznemu wrogowi - Damaszkowi, który od początku swego panowania pragnął zdobyć. Wyprawa ta ruszyła ok. 833 lub 832 r. p.n.e. I choć Hazaela ponownie ocaliły grube mury Damaszku których Asyryjczycy nie byli w stanie skruszyć, to jednak ponownie poniósł on klęskę militarną i ponownie musiał się opłacić zarówno złotem jak i niewolnikami oraz utratą ziemi, co zmniejszyło obszar jego królestwa. Jehu więc triumfował, jego najpoważniejszy wróg na północy został osłabiony i nie był już w stanie atakować granic Izraela. Jehu uznał się też lennikiem króla Salmanasara, bowiem zdawał sobie sprawę że potęga Asyrii jest zbyt wielka aby z nią walczyć, lepiej więc się podporządkować i czerpać korzyści, jakie daje osłabianie wrogów Izraela, którzy występują przeciwko Asyryjczykom i którzy wcześniej czy później muszą zginać karki - nawet jeśli ostatecznie nie są do końca pokonani. Pod koniec lat 30-tych IX wieku p.n.e. król Salmanasar - wojownik biorący udział w tylu kampaniach (którego panowanie rozpoczęło się ok. 858 r. p.n.e.) uczynił ze swego królestwa prawdziwe mocarstwo. Asyria kontrolowała wówczas Syrię i wszystkie drogi handlowe wiodące do Azji Mniejszej. Miała całkowity monopol na produkcję i sprzedaż żelaza, najbardziej wówczas dochodowego kruszcu wojennego (który był znany na Bliskim Wschodzie od ponad 500 lat). Asyria kontrolowała również sprzedaż drewna libańskiego (szczególnie pożądanego w Egipcie) i położyła rękę na kopalniach srebra w górach Ammanu. Z krajów Lewantu i z Azji Mniejszej przywożono do Asyrii mnóstwo rzemieślników, którzy mieli odtąd upiększać tamtejsze miasta - szczególnie Kalchu (potem zaś Niniwę) które to miasto być może nie było najludniejszym ówczesnym miastem świata, ale zapewne jednym z bogatszych. Za Salmanasara zbudowano nowe mury Assur, zamieniając to miasto realnie w twierdzę nie do zdobycia. Starzejący się król osiadł zaś teraz w Kalchu, wśród luksusów swej stolicy, oczekując na zbliżającą się trzydziestą rocznicę swego panowania.




Była to data symboliczna dla Asyryjczyków, z reguły bowiem uważano że królowie panowali do trzydziestu lat, gdyż - jak sądzono - na tyle właśnie starczało im energii (zarówno fizycznej jak i witalnej) aby przewodzić swemu państwu i służyć bogu Assurowi. Asyryjski król był bowiem królem wojownikiem, musiał doskonale strzelać z łuku, posługiwać się włócznią, tarczą i mieczem, jeździć rydwanem i jednocześnie strzelać z łuku (zarówno do zwierząt podczas częstych polowań, np. na lwy lub inne drapieżne zwierzęta) czy też w czasie wypraw wojennych. Ale nie tylko sprawność fizyczna była ważna aby utrzymać władzę, liczyła się również sprawność witalna, moc męska, czyli to, ile kobiet król był w stanie posiąść i zapłodnić. Harem królewski pełen był wciąż nowych dziewcząt, gdyż król musiał wykazać się sprawnością, a dworzanie musieli mieć pewność że król się nie zestarzał na tyle, że przestał być zdolny do sprawnego wykonywania swoich obowiązków jako wykonawcy woli Assura, dlatego też za dnia król pokazywał się z mieczem i łukiem w ręku i uczestniczył w polowaniach lub też w konkursach sprawnościowych, co noc zaś do jego alkowy podsyłano nową dziewczynę z haremu, która miała za zadanie dać królowi szczęście lub ewentualnie "ogrzać go" w nocy, ale wszystko było nastawione na to, aby nieustannie poddawać asyryjskiego monarchę próbom wytrzymałości. Musiał bowiem być we wszystkim najlepszy, zarówno w walce jak i w sprostaniu nocnym igraszkom, dlatego też odesłanie dziewczyny ze swej alkowy mogło być uznane za początek męskiej niemocy i spowodować bunt i obalenie władcy (do którego to w Asyrii dochodziło dosyć często). Tak więc jeśli król nie chciał wyjść na niedołężnego starca, musiał przynajmniej udawać, że noc w noc jest w stanie wychędożyć każdą podsyłaną mu niewiastę. Teraz, po zakończeniu kampanii damasceńskiej, Salmanasar III osiadł w Kalchu, gdzie otoczony zbytkiem, za dnia musiał wciąż wykazywać sprawność fizyczną, nocą zaś w swej alkowie moc męską (każdy przypadek odesłania dziewczyny od swego łoża, był skrupulatnie odnotowywany przez kapłanów Assura, bóg bowiem wymagał całkowitej sprawności od swego ziemskiego pełnomocnika, za jakiego uchodził asyryjski władca). Wydaje się jednak że Salmanasar nie miał z tym kłopotów, jako że w trzydziestą pierwszą rocznicę swego panowania ok. 827 r. p.n.e uczestniczył on w obchodach odnowienia swej władzy królewskiej na kolejne lata, a rzadko który monarcha asyryjski brał w tym udział (w Egipcie również istniało coś takiego jak odnowienie władzy faraona po 30 latach jego panowania, było to tzw. podniesienie słupa Dżet - symbolizującego męską siłę i witalność - kiedyś o tym już pisałem. W Babilonie zaś tamtejsi królowie co roku odnawiali swą władzę w świątyni Esangila u stóp boga Marduka).

Po zakończeniu uroczystości 31 rocznicy odnowienia jego panowania, król Salmanasar III - zapewne nie czując się już na siłach aby osobiście dowodzić armią w polu - powierzył dowództwo wybranemu przez siebie człowiekowi o imieniu Dajanaszur - który wsławił się wcześniej męstwem i odwagą w czasie bitew, mianując go tartanem (marszałkiem polnym) armii asyryjskiej z pominięciem swego pierworodnego syna i następcy tronu, księcia Aszurdaninapla. Książę poczuł się urażony tą zniewagą i począł rozgłaszać wieści, że król utracił poparcie Assura, gdyż nie jest już w stanie dalej spełniać swych obowiązków i to zarówno na polu bitwy jak i w alkowie. Wieści te padły na podatny grunt i bardzo szybko wybuchło wielkie powstanie które objęło swym zasięgiem aż 27 miast rdzennej Asyrii (826 r. p.n.e.). Należy jednak pamiętać że kwestie religijne były najmniej istotne w tym wszystkim, przede wszystkim liczyła się walka ekonomiczna, a książę Aszurdaninapla stanął po stronie drobnych kupców i rzemieślników którym obiecał równy podział łupów zdobytych na podbitych ludach, których gros trafiał do wielkich bogaczy, wielmożów dworskich i kapłanów Assura oraz innych bogów. Zapowiedział więc, że jeśli lud go poprze, on sprawi że wszyscy dostaną sprawiedliwy podział łupów wojennych. Buntownicy szybko opanowali najważniejsze miasta: Aszur, Arbalu i Niniwę, a Salmanasar utrzymał się jedynie w swym królewskim Kalchu. Po tak jawnej zdradzie najstarszego syna, na swego następcę wybrał teraz Salmanasar młodszego potomka Szamszi-Adada i jemu powierzył dowództwo nad armią która miała obalić i ukarać zbuntowanego Aszurdaninapla, to jednak okazało się niemożliwe. W roku w którym Salmanasar III ostatecznie zamknął oczy i przeszedł do wieczności (824 r. p.n.e.) powstanie nie tylko nie zostało stłumione, ale wręcz się rozszerzyło, a zwycięstwo Szamszi-Adada było mało prawdopodobne, gdyż następca Salmanasara ponosił klęski militarne. Tymczasem w Babilonie po 27 latach panowania umierał Marduk- zakir-szumi I, któremu Salmanasar pomógł zdobyć tron w 851 r. p.n.e. (odbył też wówczas pielgrzymkę do świątyni Esangila). Teraz tron objął jego syn Marduk-balassu-ikb, w którym to Szamszi-Adad V zyskał sprzymierzeńca w walce ze swym bratem. Ale oczywiście nic za darmo i tak jak trzydzieści lat wcześniej Marduk-zakir-szumi zyskał wsparcie Salmanasara w walce ze swym bratem Marduk-belu-satim w zamian za uznanie podległości Babilonu wobec Asyrii, tak teraz na odwrót, nie tylko Babilon miał być całkowicie suwerenny, ale Asyria miała być uznana za podległą Babilonowi. Szamszi-Adad V nie miał innego wyjścia jak tylko zgodzić się na takie warunki, bo tylko wówczas mógł uzyskać wsparcie Babilończyków i ostatecznie pokonać swego brata, do czego doszło w 820 r. p.n.e. Aszurnasirpala został ukarany śmiercią, a na tronie w kalchu oficjalnie już zasiadł Szamszi-Adad V, u którego boku znajdowała się jego małżonka Sammuramat (Grecy nazwali ją Semiramidą), a była ona bez wątpienia najsławniejszą królową w dziejach Mezopotamii.




A tymczasem w Jerozolimie król Joasz (który osiągnął już wiek męski), zaczął przejawiać buntowniczy stosunek wobec wciąż próbującego nim manipulować i kontrolować go arcykapłana Jechojady. Wreszcie doszło między nimi do otwartego konfliktu.


CDN.