Łączna liczba wyświetleń

sobota, 21 lutego 2015

UMIERAMY I CO DALEJ? - czyli co się z nami dzieje po śmierci? - Cz. VIII

PROCES ROZWOJU DUSZY




W jaki sposób odbywa się proces rozwoju duszy? Krótko można by powiedzieć - w bardzo...ciekawy sposób. Należy zacząć od zobrazowania "modelu" rozwoju i bytności dusz (czyli nas wszystkich), w sposób jak najbliższy ludzkiemu procesowi kojarzenia i pojmowania, czyli na przykładzie symbolu. Weźmy "młodą duszę", która dopiero od niedawna rozpoczęła proces inkarnacyjny, a teraz porównajmy ją z "duszą zaawansowaną", czyli (najczęściej), duszą Przewodnika, lub nawet...Założycieli, i postarajmy się je jakoś uszeregować, pod względem "ważności". Najlepszym do tego sposobem, by w sposób obrazowy i symboliczny pokazać stopnie rozwoju dusz - jest model piramidy (najbliższy bowiem ludzkiemu pojęciu), czyli proces rozwoju duszy od podstawy do wierzchołka. Podstawą oczywiście są młode dusze od poziomu pierwszego, następnie średniego i wyższego, potem dusze poziomu średniego i trzech wymienionych podpoziomów, następnie dusze zaawansowane (jak wyżej), by wreszcie dojść do samego wierzchołka Przewodników o barwie fioletowej (czyli tych, których aura świeci na kolor ciemnofioletowy, pisałem o tym w poprzednich tematach). Na samym zaś czubku owej piramidy moglibyśmy umieścić Założycieli oraz samo Źródło, czyli Boga. Model piramidalny jest najbliższy ludzkiej wyobraźni, gdyż szereguje proces rozwoju duszy na kolejnych szczeblach, będących jednocześnie szczeblami "ważności" duszy.

Lecz ten wyżej opisany model rozwoju dusz jest...całkowicie nieprawdziwy. Dlaczego? Okazuje się bowiem że nie ma czegoś takiego jak stopień ważności dusz, nie ma dusz "lepszych" i "gorszych" (czyli tych, które są jeszcze na początkowym etapie rozwoju). Wszystkie dusze są równe względem siebie, jedyna różnica polega na tym, iż jedne nabrały więcej doświadczeń i tym samym osiągnęły wyższy poziom rozwoju, przybliżający ich do zjednoczenia ze Źródłem (w opisach ludzi poddanych hipnozie wciąż przewija się właśnie ogromna chęć powrotu do Domu - napiszę o tym niżej), zaś innych droga jest dłuższa, bardziej "wyboista", ale nie stanowi to zupełnie dowodu, przemawiającego za obniżeniem rangi dych dusz, względem dusz rozwiniętych, lub nawet dusz Założycieli. Jak już pisałem - wszystkie dusze są względem siebie równe, te które "przyspieszyły" na swej drodze do Domu, zobligowane są pomagać tym, którzy wloką się w ogonie (oczywiście nie jest to przymus, jednak pomagając innym duszom można osiągnąć wyższy rozwój duchowy i nabrać więcej doświadczeń, sami jednocześnie przyspieszamy i przybliżamy wówczas nasz moment powrotu do Boga). Dusze bowiem nie rozwijają się w sposób "piramidalny", pionowo - od "podstawy do wierzchołka" - tylko (co ciekawe), w kierunku poziomym, w bok. Aby jednak posłużyć się przykładem, można wyobrazić sobie ogromny, wełniany sweter, z którego wystaje w kierunku poziomym nieskończona ilość nitek. Nitki to my, sweter to Źródło (Bóg), cel - "zwinąć" się z powrotem do Domu.

Żadna z tych nitek, choćby nie wiadomo jak długa, nawet na moment nie traci kontaktu z samym swetrem. Nasze życie, tu na Ziemi, to tylko jeden z "odprysków", wielu takich naszych żyć, dziejących się w tym samym czasie w różnych alternatywnych Wszechświatach - wszystkie te życia - łączy jeden "składnik" - My. My prawdziwi, będący wciąż zjednoczeni z Bogiem - czyli nasza Wyższa Jaźń. Ta Jaźń, oczekuje powrotu każdego ze swych "cząstek" (wielokrotnie na opisanie jakiegoś elementu używam cudzysłowu, jest to jednak wiązane z brakiem możliwości wytłumaczenia poprzez ludzki język - prawdziwości tej, dla nas niezwykle skomplikowanej, a tak naprawdę całkowicie prostej zasady rządzącej całym tym procesem). Teraz jednak chciałbym opisać proces rozwoju duszy, od samego momentu "stworzenia", czyli jak to się dzieje że zaczynamy inkarnować w ciałach fizycznych? Jak już wcześniej pisałem - dusza ma możliwość dzielenia swej energii - i to zarówno w ciałach fizycznych (możliwość jednoczesnego przebywania w dwóch lub nawet trzech ciałach, które posiadają niezależne od siebie żywoty, oraz znajdują się często na przeciwległych biegunach - np. można być biedną Indianką w Peru i w tym samym czasie w drugim życiu - np. gangsterem z Pruszkowa), jak również (i co jest czymś zupełnie naturalnym dla duszy), możliwość dzielenia swej energii tak, by dusza przebywała w nieskończenie wielu miejscach na Ziemi (już po śmierci, a jeszcze przed udaniem się na "Tamtą Stronę"), jeśli oczywiście tego zapragnie.

Nie należy się zatem dziwić, że również nasza Wyższa Jaźń, (czyli prawdziwi My), również ma możliwość dzielenia swej energii na nieskończoną ilość nowych dusz (będących Jej kopią), przeznaczonych do procesu inkarnacji w tym i jemu podobnych alternatywnych Wszechświatach. I to właśnie w tym przypadku, można mówić o "procesie stwarzania duszy", gdyż dusza główna (Wyższa Jaźń), istnieje bez początku i bez końca, wciąż zjednoczona z Bogiem. Jak zatem wygląda proces "stwarzania" duszy? (czyli dzielenia energii naszej Jaźni). Nowa, dopiero co "podzielona" dusza, pozbawiona jest ego, jest "czystą kartą", przeznaczoną do "zapisania" (czyli zdobycia tak wielu doświadczeń, które umożliwią jej powrót do Źródła i ponowne Zjednoczenie z Wyższą Jaźnią, co jest równoznaczne z powrotem do Boga). Nowa dusza, musi zatem "nauczyć się być". Zaraz po podziale, trafia ona do miejsca, w którym zostanie jej nadane ego, czyli własna, częściowo oddzielna od swojej Wyższej Jaźni - świadomość siebie samego. Nadanie ego, odbywa się to na zasadzie łączenia i "składania" energii. To właśnie w tym miejscu, które jeden z poddanych hipnozie mężczyzn, nazwał "Światem Pozbawionym Ego" - dusza nabiera sensu swego istnienia, nadana jej zostaje osobowość, która będzie jej towarzyszyć, aż do ponownego Zjednoczenia z Wyższą Jaźnią i z Bogiem (dusza jednocząc się ze swą Jaźnią, nie traci swej osobowości, którą nabyła w "Świecie Pozbawionym Ego" - osobowość ta jest po prostu łączona z osobowością Wyższej Jaźni - którą w ten sposób wzbogaca).

Dusza która uzyskała już osobowość - jest gotowa do uczynienia pierwszego kroku, na swej drodze ku samodoskonaleniu i zdobywaniu doświadczenia - może rozpocząć proces inkarnacyjny (oczywiście nie od razu, zaraz po opuszczeniu "Świata Pozbawionego Ego", udaje się do miejsca, w którym przygotowuje się do swego pierwszego wcielenia, poznaje swoją grupę docelową, z którą będzie przebywać aż do przejścia na poziom duszy średnio-zaawansowanej i duszy zaawansowanej. Gdy powróci do Źródła i zjednoczy się z Bogiem, wzbogaci swymi doświadczeniami swą Wyższą Jaźń.





CDN.

UMIERAMY I CO DALEJ? - czyli co się z nami dzieje po śmierci? - Cz. VII

PRZYKŁAD DUSZY 

Z POZIOMU ŚREDNIEGO





Dusze średniego etapu znacznie różnią się od młodych dusz, które opisałem w poprzednim temacie, chociaż należy powiedzieć, że we wszystkich tych trzech grupach duchowego rozwoju (młoda - średnia - stara), są również określone podgrupy, i tak wśród dusz młodych, są te bardziej rozwinięte i są te które trochę "wloką się w ogonie", wśród dusz z poziomu średniego i wyższego (stara dusza), jest podobnie. We wszystkich istnieją najróżniejsze stopnie doskonalenia poszczególnych dusz. Ale przejście na "poziom średni", oznacza zmianę tego "dziecinnego" trochę, (opisanego w poprzednim temacie) podejścia indywidualnych dusz względem siebie, jak i względem swych Przewodników oraz dalszych celów swej własnej nauki.

Tak więc dusza znajdująca się na "poziomie średnim", nie przebywa już w tak zwartej grupie, jak opisana niżej młoda dusza, co oczywiście nie oznacza, że jest odtąd zupełnie sama. Nie, dusze średnie również przebywają w towarzystwie innych średnich dusz, będących niegdyś częścią ich dawnej grupy docelowej, ale są to najczęściej góra dwie, trzy dusze (bardzo rzadko zdarza się by było ich na tym etapie więcej). Inny jest też ich stosunek do dawnych Przewodników. O ile jako młode dusze, postrzegali swych Opiekunów jako nauczycieli i mądrych mistrzów, prowadzących i wyznaczających im określone "zadania do odrobienia" - o tyle jako dusze etapu średniego tworzą ze swymi dawnymi Przewodnikami, można to tak określić...związek partnerski. Pewien poddany hipnozie mężczyzna, który jest już duszą z poziomu II - czyli średniego (odtąd będę stosował numerację duchowych poziomów rozwoju - I - dusza młoda, II - średnia i III - dusza stara, zaawansowana), opowiadał jak przekomarzał się ze swoją Przewodniczką (która notabene niezbyt jest chętna do inkarnacji w ciele fizycznym, by z tego poziomu pomagać i wspierać będące pod Jej opieką dusze, woli czynić to ze swojego niematerialnego poziomu), by zechciała w którymś z kolejnych inkarnacji wcielić się w postać jego partnerki, po to by razem doświadczyć i poradzić sobie z problemami, które go trapią. Przewodniczka miała odpowiedzieć że uczyni tak, jeśli tylko on udowodni Jej że będzie to dla niego rzeczywiście pomocne i przydatne.

Zresztą muszę powiedzieć że poziom II bardzo mnie zaskoczył. Dusze bowiem działają tutaj na poziomach i w charakterach, których nawet wcześniej nie brałem pod uwagę. Nadmienię tylko że zdziwiło mnie, iż już II poziom (albo że w ogóle jakikolwiek poziom duchowego rozwoju, gdyż nigdy nie przypuszczałem iż dusze zajmują się nawet takimi sprawami), zajmuje się np...stwarzaniem nowego życia (czyli innymi słowy to, co uważamy za dzieła Boga, lub też...sił natury jest również dziełem dusz już od poziomu II, nadmienię tylko że powietrze, woda, skały, liście, rośliny etc., to wszystko tworzą już właśnie dusze II rodzaju w ramach...szkoleń i dalszej nauki) - lecz o tym później. Ludzie, którzy są już duszami z poziomu średniego, wykazują się dużym poziomem etycznego i moralnego zachowania w swoim życiu. Dusze "średnie" często przeszły już długą drogę ewolucji na najrozmaitszych etapach indywidualnego rozwoju (mężczyzna wymieniony przeze mnie wyżej, inkarnuje na Ziemi od prawie...70 000 lat), choć nie jest to regułą i zdarza się iż dusza osiąga poziom II, już nawet po ok. 5000 lat ziemskich inkarnacji (co jest niezwykle rzadko spotykane, ale się zdarza, gdyż są dusze zdolniejsze i te, którym należy pomóc w przyspieszeniu ich rozwoju).

Dusze z poziomu średniego prawie zawsze, kierują się w swym ziemskim wcieleniu, jakimiś ściśle określonymi pasjami, które bardzo często determinują ich życie. To przywiązanie (szczególnie co ciekawe - do ideałów wolności i sprawiedliwości), odciska duży ślad na ich osobowości i kształtuje ich kierunki myślenia i działania - niekiedy prowadzi ich to do fizycznej śmierci (ów poddany hipnozie mężczyzna w XV wieku rozpoczął bunt przeciwko krwawym praktykom kapłańskim, polegającym na składaniu ofiar z ludzi i wyrywaniu im jeszcze bijących serc - żył wtedy na terenach dzisiejszego Meksyku, w plemieniu indiańskich Azteków. Kapłani bunt stłumili a on został skazany na śmierć na ołtarzu). Na tym też poziomie dusze mają możliwość wzięcia swoich "uczniów" i rozpoczęcia "pracy" jako Przewodnik, choć na to nie wszyscy się decydują (ma to związek z wewnętrznym przekonaniem o niewystarczającym własnym rozwoju, by brać inne młode dusze pod swą opiekę).

Nim przejdę do opisu dusz ze średniego poziomu, należy wyjaśnić jedną kwestię. Jak już napisałem, są trzy główne grupy, do których przechodzą dusze na swych etapach samodoskonalenia. Typ pierwszy to dusza z poziomu początkującego (młoda dusza), typ drugi to dusza etapu pośredniego i typ trzeci to dusza zaawansowana duchowo ("stara" dusza). Jednak w tych poziomach, znajdują się jeszcze podpoziomy. Każdy poziom składa się z co najmniej dwóch/trzech podpoziomów "początkujący" - "średni" - "zaawansowany", czyli np. typ pierwszy (młoda dusza z poziomu początkującego), zaczyna od podpoziomu "początkujący" (można to tak nazwać), następnie gdy nabierze odpowiednich doświadczeń wkracza na podpoziom "średni", by następnie po kilku (kilkunastu), wcieleniach osiągnąć podpoziom "zaawansowany". Wszystko to jednak odbywa się w ramach jednego poziomu, czyli dana dusza z poziomu pierwszego, zdobywając kolejne doświadczenia, nadal przebywa w gronie swych przyjaciół ze swojej grupy docelowej. Tak samo dzieje się także na kolejnych poziomach duchowego rozwoju duszy.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której wcześniej nie pisałem, a którą należy przedstawić. Ludzie na Ziemi myślą, że nawet jeśli posiadają nieśmiertelną duszę (ateiści nie wierzą nawet w to że takową duszę mogą w ogóle posiadać), to jest ona ściśle "przypisana" do określonego ciała, w którym "aktualnie" funkcjonujemy. Okazuje się jednak, że potrafimy inkarnować na Ziemi w dwóch, lub nawet kilku ciałach...jednocześnie. Bowiem zaraz po śmierci dla duszy nie ma już barier czasu i miejsca, może więc ona przebywać jednocześnie w kilku miejscach naraz. Teraz okazuje się (a channelingi to potwierdzają), że dana dusza może również żyjąc na Ziemi przebywać w kilku ciałach naraz. Oczywiście dzieje się tak bardzo rzadko i jedynie dusze od poziomu średniego praktykują ów "podział wcieleń" (choć czynić mogą tak wszystkie dusze, począwszy od najmłodszych - jesteśmy bowiem cząsteczkami energii, dzielenie odbywa się więc automatycznie, wystarczy myśl), gdyż takie "rozdwojenie" (lub roztrojenie), bywa bardzo wyczerpujące dla duszy. Ale są też i plusy takiego rozwiązania - bywa np. że w jednym życiu funkcjonujemy jako np. przestępcy (tym samym cofając się na naszej drodze duchowego rozwoju), a w drugim jesteśmy osobami, które bezinteresownie podejmują się pomocy najbliższym. Wówczas to negatywne wcielenie jest równoważone przez tą drugą naszą pozytywną inkarnację. Tym samym "idziemy do przodu", pomimo popełnianych błędów.

Dusza z poziomu średniego podejmuje się już zupełnie innych "ćwiczeń", niż dusza etapu I (młoda dusza). Jedną z nowości jest...stwarzanie nowego życia (można to tak ująć). Dusze etapu pośredniego szkolą się do dalszej egzystencji na wybranych wcześniej przez siebie światach, na których inkarnowały od samego początku (lub przez większość wcieleń), czyli np. na Ziemi. Takie dusze wybierają światy we Wszechświecie, które przypominają Ziemię i tam szkolą się i odpoczywają (najczęściej są to bardzo młode planety, na których nie rozwinęło się jeszcze inteligentne życie, tam przeprowadzają swe pierwsze "eksperymenty"). Pod kierunkiem swych Przewodników, kształtują na takiej pierwotnej planecie "nowe życie", czyli np. skały, powietrze, wodę, rośliny lub drzewa. Wszystko to, co widzieli na planecie, na której inkarnują. Odbywa się to w następujący sposób - najpierw dany kształt obiektu dusze formują w umyśle, następnie przy pomocy niewielkich dawek własnej energii, nadają odpowiedni kształt już przygotowanym dla nich pierwiastkom (owe pierwiastki tworzą zaś Przewodnicy, lub zaawansowane dusze, zaś cała energia do tego potrzebna pochodzi bezpośrednio od Boga). Takie pierwiastki są "ładowane" impulsami energii poszczególnych dusz, następnie nadają im odpowiednie kształty, choć wcale nie jest to łatwe. Pewien mężczyzna, poddany hipnozie, na pytanie co najczęściej tworzy, odpowiedział: "Skały mi najlepiej wychodzą (...) Zaczynam próbować z roślinami, ale jeszcze nie potrafię ich tworzyć", na pytanie hipnoterapeuty, dlaczego nie wychodzą mu rośliny, odpowiada: "Jeszcze nie potrafię na tyle delikatnie operować energią, by wytworzyć odpowiednie zmiany chemiczne".

Przewodnicy pomagają w udoskonalaniu dzieła, ale ów mężczyzna twierdzi że jeśli już coś mu nie wyjdzie, woli to "zniszczyć" (jeśli w ogóle można użyć tego słowa, gdyż energii zniszczyć nie można - chodzi tu raczej o rozproszenie cząstek energetycznych, po to by podjąć kolejną próbę od nowa). Nie chce by te "wstrętne twory" (jak je nazywa), widziała jego Przewodniczka. Inny mężczyzna poddany hipnozie, miał problem z nadaniem liściom odpowiedniego koloru i prawidłowego żyłkowania, dopiero podpowiedzi jego Przewodnika pomogły mu wykonać zadanie. Dusze na tym etapie, zajmują się nauką jednoczenia energii z innymi pierwiastkami, uczą się związków pomiędzy substancjami, a następnie zaczynają kształtować cały proces fotosyntezy roślin. Ale dusza może też osobiście doświadczyć jak to jest być np. drzewem, liściem, łodygą, skałą itd., wystarczy jedynie myśl - kolejny już (trzeci mężczyzna, poddany procesowi hipnozy, mówi: "Myślę o czymś i to się dzieje (...) Możemy stać się wszystkim tym co znamy z naszych poprzednich doświadczeń". Jeśli dusza pragnie odczuć fizyczny, głęboki spokój - może stać się drzewem, jeśli pragnie doświadczyć odpowiedniej "twardości" może wtopić się w skałę, jeśli pragnie poczuć i doświadczyć płynność (która pomoże jej w dalszych próbach stworzenia chociażby kropli deszczu), może stać się częścią wody (jeziora, rzeki, morza), jeśli zaś pragnie doświadczyć fizycznego piękna świata (jeszcze nie inkarnując), może na przykład wtopić się w pięknego motyla. Ale dusza może też stać się czystym...uczuciem, np. miłością, miłosierdziem, radością, dobrym humorem - wszystko po to by zdobyć lepsze doświadczenia, potrzebne w dalszej pracy "stwarzania życia".




 CDN.

UMIERAMY I CO DALEJ? - czyli co się z nami dzieje po śmierci? - Cz. VI

PRZYKŁAD DUSZY MŁODEJ

czyli scena, aktorzy, humor i "głupota życia"


Teraz chciałbym przejść do opisu owych trzech grup dusz, które stanowią ciekawe odbicie odmienności doświadczeń i zachowań, szczególnie na "Tamtym Świecie". Zacznijmy od pewnego wyjaśnienia, mianowicie dusza inkarnując na Ziemi, przystępuje tu do egzaminu, na który długo przygotowywała się w "Zaświatach". Celem jest pozbycie się negatywnych wibracji, ale nie wszystkich jednocześnie i nie wszystkich naraz. To jest stopniowane, najpierw skupiamy się np. na poradzeniu sobie z uczuciem nienawiści, potem zazdrości, następnie żalu, potem jeszcze uczymy się współczucia itp. Oczywiście owe konfiguracje, wcześniej ustalamy z naszymi Przewodnikami, co też nie oznacza, że skupienie się na jednym z wyżej wymienionych (lub też i innych nie wymienionych), elementów - oznacza całkowite pominięcie całości innych elementów składowych. Wszystkie nasze zachowania i określone działania są niezwykle ważne, ale skupiamy się głównie na poradzeniu sobie z konkretnym problemem. To nie jest takie proste, czasami pozbycie się np. nienawiści, czy uczucia zazdrości, zajmuje niektórym duszom nawet...1500 ziemskich lat (czyli kilkanaście, lub nawet kilkadziesiąt wcieleń). A to jest tylko jeden element, dodatkowo wchodzi w to wszystko proces dewolucji, czyli cofania się na naszej drodze rozwoju i rozpoczynania od nowa (lub tylko od pewnego etapu). Choć oczywiście, są też i dusze które uczą się szybciej, np w przeciągu kilkudziesięciu ziemskich lat, potrafią całkowicie wyzbyć się danej, ściśle określonej, negatywnej wibracji

Oto przykład kobiety, która poddana sesji hipnotycznej przenosi się do swej pierwszej inkarnacji na Ziemi (jest to dodatkowo bardzo młoda dusza, która ma na swym "koncie" zaledwie kilka, może kilkanaście ziemskich żywotów). W tym życiu jest już dojrzałą 67-letnią kobietą, poddana sesji hipnotycznej, opowiada o swym pierwszym wcieleniu. Nim jednak do tego przejdę, ciekawe są pytania hipnoterapeuty, dotyczące stanu w jakim dusza tej kobiety przebywała, nim rozpoczęła proces inkarnacyjny. Gdy prosi ją, by cofnęła się w swej pamięci, do tamtego czasu i pyta jak została stworzona przez Boga i  jakie to uczycie być nową duszą, kobieta odpowiada: "Nie wiem jakie to uczucie być stworzonym, ja po prostu...byłam tu od zawsze, byłam tu z Jego myślą". Ciekawe prawda? Następnie przechodzi do opisu swego pierwszego żywota. Urodziła się i żyła po raz pierwszy w XIII wieku. Długo jednak nie pożyła w tym życiu, została zabita w bardzo młodym wieku zaledwie 5 lat, w 1260r., w czasie najazdu wojsk mongolskich na północną Syrię (podczas wojny Mongołów z egipskimi Mamelukami, zakończonej notabene zwycięstwem Mameluków w bitwie pod Ain Dżalut w 1260r., była to pierwsza klęska militarna Mongołów, poniesiona na otwartym polu, od czasu założenia państwa w 1206r. przez Czyngis-chana).

Hipnoterapeuta poprosił kobietę, by ta opisała stan uczucia jakiego doznała zaraz po swej pierwszej śmierci. Kobieta z ogromnym wzburzeniem w głosie, pełna żalu wykrzyknęła: "Zostałam oszukana". Na pytanie hipnoterapeuty przez kogo, odpowiedziała: "Przez mojego Przewodnika, ja mu zaufałam, a on mnie tu przysłał". Miała żal do swego Przewodnika że posłał ją w tak okrutne warunki, gdzie musiała zakończyć swe młode życie, nim jeszcze naprawdę się ono zaczęło. Nie mogła zrozumieć, dlaczego Przewodnik wysłał ją w takie miejsce i dlaczego żyła tak krótko w swoim ciele. Hipnoterapeuta zapytał, czy sama wybrała swoje ciało, ona na to: "Tak ale, nie wiedziałam że to jest takie okrutne i pełne przemocy miejsce, ja o tym nie wiedziałam, to całe moje życie było jednym wielkim błędem". Wciąż powtarzała "Zaufałam Mu, a On mnie tu przysłał, po co to było?" - pytała oskarżając jednocześnie o swoje niepowodzenie swego Przewodnika. Takie właśnie zachowanie, jest niezwykle częste wśród młodych dusz, które za wszystko obwiniają swych Opiekunów. Gdy hipnoterapeuta zapytał, czy pomimo swego krótkiego życia, nauczyła się czegoś w tamtym wcieleniu, kobieta odparła: "Tak, zaczęłam się uczyć...Miłości, to takie cudowne uczucie". Następnie wymieniała pozytywne chwile, które spędziła w otoczeniu swego brata (wraz z nią zabitego podczas najazdu Mongołów), oraz swych rodziców. Opowiadała o przyjemnych chwilach spędzonych w ich towarzystwie.

Początkująca dusza, a szczególnie taka, która inkarnuje po raz pierwszy, może odczuwać coś na kształt niespełnienia i żalu, obwiniając jednocześnie za wszystko swego Opiekuna. Dusza owej kobiety była wyraźnie niedojrzała nawet w jej obecnym wcieleniu. Nadal nie potrafi ona nauczyć się okazywania innym ludziom zbytniej wielkoduszności, jest zamknięta, nieufna, zapatrzona w siebie, a jednocześnie wciąż o wszystko oskarża innych, wciąż zapytuje: "Dlaczego los tak mnie oszukał?" i nie znajduje na to pytanie odpowiedzi. Życie też jej się pogmatwało, nie potrafi bowiem nauczyć się utrzymywania stałych, przyjaznych więzi z innymi ludzi. Opuściła swego męża (który jest inkarnacją zmarłego wraz z nią brata z 1260r.), dla innego mężczyzny, szukała wrażeń i szczęścia, nie znalazła ich, wciąż nie potrafi nauczyć się Miłości i współczucia, choć jak sama przyznała, w "Zaświatach", dużo na ten temat uczyła się ze swym obecnym mężem - też młodą duszą, a jednocześnie bratem z pierwszego wcielenia. Wzajemnie sobie pomagali, czerpiąc ze swych doświadczeń pod kierunkiem ich Przewodnika. Taka młoda dusza jest niezwykle niestabilna, skłonna do popełniania przeróżnych "głupstw" i wymagająca opieki dwóch Przewodników. Szczególnie że jej drugi przewodnik jest "osobowością" dosyć dominującą i niezwykle wymagającą.

Wcześniej pisałem już trochę na temat radości, jaką dla niedawno przybyłej duszy (po śmierci jej fizycznego ciała), stanowi możliwość spotkania przyjaciół ze swojej grupy docelowej. Teraz, chciałbym przedstawić pewne, istotne "detale", jakie obowiązują głównie w grupach złożonych z młodych dusz. Przede wszystkim humor, jest bardzo ważnym spoiwem i drogowskazem dalszego samorozwoju młodej duszy. Humor jest tu oczywiście często powiązany z wzajemnym wytykaniem sobie wszelkich mankamentów niedawno co zakończonych wcieleń, młode dusze bowiem uwielbiają robić sobie zabawne "złośliwości", na temat określonego życia i indywidualnych wyborów ich kompanów z "paczki". Np., jeśli ktoś z grupy wybrał żywot biskupa, śmieją się zarzucając mu egoizm i chęć łatwego i przyjemnego życia (podczas sesji hipnoterapeutycznej, mężczyzna opowiadał że jego grupa młodych dusz, stroiła sobie z niego żarty, za to właśnie, że w poprzednim wcieleniu wybrał życie biskupa). Wszystkie dusze z danej grupy docelowej (z reguły w liczbie od ok. 10 do 5 dusz), wiedzą o sobie dokładnie wszystko i niczego nie można ukryć, czy zataić przed przyjaciółmi z "naszej paczki". Nie ma jednak w tych wzajemnych docinkach i "uszczypliwościach", ani nienawiści, ani podejrzliwości, ani braku zaufania, ani wreszcie wzajemnej wrogości - te negatywne emocje już "Tam" nie funkcjonują.

Wszyscy członkowie grupy są równi względem siebie. Nie ma przywódców, choć różni członkowie grupy, mogą być na różnym stopniu rozwoju duchowego, jednak nie znaczy to że są w jakiś sposób lepsi od innych - im także można przypomnieć przeróżne negatywne wydarzenia z ich życia (jak już pisałem, członkowie danej grupy wiedzą o wszystkich nawet największych tajemnicach każdego z członków). Przytoczonemu wyżej przeze mnie, poddanemu hipnozie mężczyźnie, członkowie jego grupy zarzucali "miękkość", czyli chęć łatwego i przyjemnego życia, gdyż w przeciwnym razie wybrałby los zwykłego, biednego kleryka, a nie majętnego biskupa. Wytykano mu że uwiódł i wykorzystał młodą dziewczynę, która przyszła do niego po duchową poradę. Mężczyzna próbuje ripostować i bronić się, mówi że dziewczyna była sierotą i potrzebowała go, zaś on "był taki samotny". Członkowie grupy odrzucają jego twierdzenia, mimo to jednak wszyscy odczuwają że jego intencje były dobre, ale nie mogą sobie darować okazji...by się z niego nabijać. Humor, chęć żartów, a przede wszystkim wzajemne wytykanie sobie błędów wśród młodych dusz ma bardzo istotną przyczynę. Po prostu dusze te zżyły się ze sobą tak bardzo, że nie chcą zostawiać przyjaciół, a tak stanie się, jeśli jakaś dusza poprzez kolejne inkarnacje, osiągnie stopień "Średniej Duszy", a co za tym idzie, będzie musiała opuścić swoją grupę

Wzajemny przepływ myśli, doświadczeń i przeżyć, oraz żartów i zabaw które członkowie danej grupy mają "na swym koncie", jest tak duży, że grupa praktycznie działa jak jedna dusza (choć o różnych odcieniach osobowości). Tak więc członkowie jednej grupy wprost uwielbiają swoje towarzystwo, a wzajemne małe "złośliwości", są metodą odreagowania lub przykrycia własnych błędów, a przede wszystkim szczerą chęcią, by nasz towarzysz wciąż był z nami i nie odszedł od grupy. Na miejsce tych, którzy przeszli "na wyższy poziom" (grupa dusz "Średnich"), nigdy (do grup złożonych z młodych dusz), nie są dopuszczane kolejne, nowe - młode dusze. Dzieje się tak ponieważ, dusze, które przebywają ze sobą w jednej grupie od początku procesu inkarnacyjnego, mają tyle wspólnych doświadczeń, tyle przygód i przeróżnych wspomnień, że każda "nowa" dusza, dołączona do tej grupy - byłaby znacznie w tyle. Te dusze, które rozpoczynają dopiero proces inkarnacyjny, dołączają do innych dusz, także dopiero co zaczynających, by każdy miał równy start i równe możliwości "awansu". Dusze które przejdą na wyższy poziom i opuszczą swoją grupę, nadal mogą kontaktować się ze starymi przyjaciółmi z "paczki", jedyna różnica polega na tym, że odtąd nie przebywają już ze sobą cały czas razem, nie śmieją się i nie żartują w grupie, a jedynie czasami kontaktują się ze sobą telepatycznie.

Grupę oczywiście prowadzi Przewodnik (czasami dwóch Przewodników, o czym pisałem w poprzednich tematach), choć z reguły bardzo rzadko przebywa on ze swą grupą. Z reguły zleca im do wykonania pewne zadania, nad którymi mają wspólnie popracować, zastanowić się i przemyśleć, a potem odchodzi, by ponownie wrócić aby zapoznać się z ich "opinią". Przewodnik opisywanego przeze mnie wyżej mężczyzny (jest On także Przewodnikiem całej jego grupy), lubi efektowne wejścia, które bardzo podobają się członkom grupy. Pojawia się np. nagle, podczas wzajemnej dyskusji członków grupy, w sposób dość efektowny. Jego przyjście rozświetlają migające różnokolorowe gwiazdki, które jaśnieją przepięknym blaskiem. Przewodnik pojawia się jako...czarodziej, z długą białą brodą, kapeluszem podobnym do tego, jaki używał Gandalf w "Władcy Pierścieni" i w ogóle bardzo przypominający tę postać. Wszyscy w grupie ponoś bardzo lubią efektowne "powroty" swego Przewodnika i czekają na nie z niecierpliwością.





Co ciekawe Przewodnik grupy, do której należy ów poddany sesji hipnoterapeutycznej mężczyzna, odzwierciedla "męskie inklinacje" całej grupy. Jak sam przyznaje ów mężczyzna, mówiąc: "Jesteśmy rozhukaną bandą ciągle żądnych wrażeń niecierpliwców, nasz Przewodnik na wiele nam pozwala, gdyż sam jest żywiołowej natury, ale jasno mówi jakie są nasze zadania i co należy wykonać. On jest bardzo mądry".

Jest jeszcze jedna ciekawa rzecz, która dominuje w grupie tego mężczyzny. Mianowicie członkowie tej grupy inkarnują tylko jako mężczyźni. Jest to dość często spotykany sposób "wyboru płci", przez młode dusze. Ów mężczyzna stwierdził, że członkowie jego grupy wolą wybierać męskie role, gdyż lubią sami kształtować wydarzenia oraz dominować w swoich środowiskach. Często też pragną podziwu i uznania, oraz władzy i panowania nad innymi (wśród poprzednich wcieleń jego "kompanów", byli i piraci i władcy i przywódcy religijni, choć niekoniecznie były to wybitne osobowości). Gdy młode dusze przejdą na wyższy poziom rozwoju, zaczynają już wcielać się w obydwie płcie (zresztą, nawet młoda dusza, która wybiera tylko jedną płeć, niekiedy również wybiera płeć przeciwną - jest to związane z przeróżnymi karmicznymi konsekwencjami z poprzednich wcieleń, które już opisywałem we wcześniejszych tematach). Jak sobie młode dusze potrafią poradzić, (czyli te, które wybrały "męskie wcielenia"), w dalszym procesie rozwoju, do którego niezbędne jest również doświadczenie płci odmiennej, świadczą słowa owego mężczyzny, który mówi że jego grupa zawsze inkarnuje w pobliżu innej grupy dusz, które z kolei wybrały wcielenia ściśle żeńskie - i tak wymieniają się doświadczeniami.

Twierdzi że kobiece wcielenia ich na razie nie interesują, gdyż wciąż chcą oni zabawy i przygód, oraz pragną "zdobywać świat", a uważają że łatwiej im to osiągnąć w "męskiej postaci" (Co ciekawe członkowie jednej grupy czasem tylko inkarnują w swoim pobliżu, raczej wybierają odmienne wcielenia, by potem robić sobie z nich prawdziwą...bekę. Ale prawie zawsze inkarnują w pobliżu tej drugiej "żeńskiej grupy", by łatwiej zdobywać i wymieniać się doświadczeniami). W tym życiu ów mężczyzna jest liderem kapeli, w której wokalistką jest jedna z członkiń "żeńskiej grupy", w której on się podkochuje.


I tak to mniej więcej wyglądają perypetie młodych dusz



CDN.

czwartek, 19 lutego 2015

NASZ BOHATER - ICH ZDRAJCA, czyli rzecz o płk. RYSZARDZIE KUKLIŃSKIM

"Jedną z naczelnych zasad naszej doktryny operacyjnej stał się pogląd, że broń jądrowo –rakietowa jest obecnie głównym środkiem rozwiązywania zadań (...) W przyszłej wojnie światowej walka toczyć się będzie w sensie politycznym o istnienie lub nieistnienie jednego ze światowych systemów społecznych"


Główna zasada "Doktryny Obronnej  Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej"



A tak naprawdę doktryna wojenna całego Układu Warszawskiego, supertajny dokument, przeznaczony jedynie dla wąskiej grupy kilkunastu generałów. Generałów ludowego Wojska Polskiego, które było uzależnione od "sowieckich doradców", w sposób znacznie większy, niźli armia Królestwa Polskiego, z lat 1815-1830 od Wielkiego Księcia Konstantego Pawłowicza (brata carów: Aleksandra I i Mikołaja I). Zaś cały Układ Warszawski składał się z kilkunastu sowieckich marszałków i generałów, którzy byli całkowitymi "dysponentami", podległych im jednostek wojskowych "bratnich krajów" - czyli Węgier, Czechosłowacji, Bułgarii, Niemiec Wschodnich i oczywiście Polski. 

W 1979 r. we wszystkich krajach Układu Warszawskiego, został wprowadzony specjalny statut, który stanowił, że w wypadku konfliktu zbrojnego, armie wszystkich państw Układu, przechodzą w ręce dowódcy Zjednoczonych Sił Zbrojnych Układu - czyli...wiceministra obrony narodowej ZSRS.



Tak to opisuje Dariusz Jabłoński, twórca filmu "Gry wojenne:

"Polskim frontem działań byłaby Dania i Hanower. Generałowie polscy dostaliby koperty z Moskwy i musieliby wykonywać rozkazy, niezależnie od swoich chęci i poglądów. Połowa polskiej armii poszłaby w pierwszym rzucie na świetnie uzbrojone Niemcy Zachodnie i Danię - pamiętajmy, że były tam m.in. pasy min jądrowych - straty byłyby kolosalne. Druga połowa zginęłaby na terenie kraju w odwetowych nuklearnych atakach amerykańskich, próbując osłonić drugi rzut Armii Czerwonej przechodzący przez Polskę. A razem z nimi miliony Polaków-cywili (...) Celem ataku byłby ten drugi rzut wojsk radzieckich poruszający się na terenie Polski. Układ Warszawski zakładał, a Amerykanie zdawali sobie z tego sprawę, że przez Polskę ruszy na zachód masa wojsk i sprzętu - milion pojazdów i dwa miliony ludzi. Nawet, jeśli nie byliby dobrze wyszkoleni, to ich masa byłaby przerażająca. Szliby przez Polskę 26 wytyczonymi trasami. Amerykanie wiedzieli, że muszą ich zatrzymać. Najlepiej w miejscu powstawania zatorów - czyli na przeprawach mostowych. Cel osiągnięto by, bombardując miasta położone nad Wisłą i Odrą (...) Warszawa, Kraków, Gdańsk, Wrocław (...) Wszystkie główne polskie miasta poszłyby z dymem, a właściwie wyparowałyby".



Co to oznacza? Ano "jedynie" to, że polskie dowództwo wojskowe akceptowało fakt, fizycznej zagłady Polski, jej obywateli, miast, całego dorobku kulturalnego i materialnego, na co skazywali nasz kraj sowieccy decydenci. A sowieci czynili, tak bez skrępowania, zdając sobie doskonale sprawę, że najbardziej poszkodowani, alianckimi atakami odwetowymi, staną się przede wszystkim Polacy (przewidywano że straty w dywizjach pierwszego rzutu strategicznego Układu Warszawskiego - czyli głównie w Wojsku Polskim, będą sięgać do 50 proc.). Zniszczona byłaby więc nie tylko polska armia,ale cały kraj, cała Polska, zmieniłaby się w jeden wielki ponuklearny śmietnik.







 Polskie dowództwo, nie tylko o tym wiedziało, lecz było to oficjalnie zapisane w "Doktrynie Obronnej PRL":

"Doktryna operacyjna polskich sił zbrojnych jest podporządkowana ogólnej doktrynie strategicznej socjalizmu. Nie negując znaczenia obrony, oddajemy priorytet działaniom zaczepnym. Operacyjne zadania Polski w ramach Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego przewidują, że po wybuchu konfliktu zbrojnego Wojska Polskie mają rozwinąć operację zaczepną na północnonadmorskim kierunku operacyjnym, na głębokości 500 do 800 km, w pasie 200 do 250 km, w tempie 60 do 80 kilometrów na dobę (...) Trzeba przewidywać, że przeciwnik będzie dążył do wykonania strategicznych barier jądrowych. Za przypuszczalne obiekty uderzeń jądrowych należy, wydaje się, uznać: Śląski Okręg Przemysłowy, Warszawę, rejon Trójmiasta, Łódź oraz Poznań, Szczecin, Wrocław, Kraków. Uderzenia na komunikację najbardziej prawdopodobne w rejonie granicy polsko-radzieckiej. Dokładna prognoza skali uderzeń jest trudna. Jeżeli jednak przyjąć dla pierwszych dni wojny przybliżoną liczbę 50 do 60 uderzeń jądrowych o ogólnej mocy 25 do 30 megaton, to straty spowodowane tymi uderzeniami miałyby wynieść milion dwieście, do 2 milionów ludzi, a bardzo rozległy obszar kraju uległby skażeniu promieniotwórczemu"



Mając świadomość tych faktów, ja się dziś zapytuję - to kto tutaj był zdrajcą? Płk. Ryszard Kukliński, który poświęcił nie tylko własne, lecz także życie własnej rodziny - p oto, by uratować kraj od piekła w które wpędzała nas ta cała zgraja pseudopolskich oficerków. Kto jest zdrajcą - Kukliński, czy wykonawca sowiecki agent, jawnie działający w Wojsku Polskim - Jaruzelski, którego należy (i to jest kwestia priorytetowa), pośmiertnie pozbawić stopnia generała i zdegradować do szeregowca. Natomiast płk. Kuklińskiego, za jego heroizm i poświęcenie dla Ojczyzny - również pośmiertnie awansować do stopnia generała brygady. 

Dopóki nie dokona się w Polsce zmiana mentalności z "prokomuszej" na "Niepodległościową", dopóty będziemy mieli w kraju przyzwolenie na łajdactwo, które swym ostrzem godzić będzie przede wszystkim w porządnych, uczciwych ludzi. Musimy zrozumieć że język, gesty i znaczenia mają swoją ogromną symbolikę. Co mamy powiedzieć naszym dzieciom, gdy zapytają, dlaczego nadal stoją w Polsce pomniki sowieckich okupantów, zbrodniarzy, gwałcicieli i morderców. Dlaczego jednocześnie nie mielibyśmy wówczas postawić pomnika "bohaterskim" żołnierzom Wehrmachtu, którzy w 1941 r., wyzwalali nasz kraj od "czerwonej zarazy". Nie ma przyzwolenia na podwójne standardy - łajdactwo nazywajmy łajdactwem, kurewstwo - kurewstwem a ludzka odwaga i bohaterstwo, niech na powrót będzie dla nas najwyższą z ludzkich cnót.



CZEŚĆ PAMIĘCI Płk. RYSZARDA KUKLIŃSKIEGO



Człowieka, który poświęcił życie własne i przyszłość swojej rodziny by nas ratować przed atomowym piekłem


Gdziekolwiek jesteś panie pułkowniku, z głębi mojego serca pragnę powiedzieć tylko jedno słowo, zwykłe:

DZIĘKUJĘ



PS: Dokumenty, które przekazał Amerykanom płk. Kukliński, były tak niezwykle ważne, że w ciągu wszystkich lat trwania "Zimnej Wojny", począwszy od 1945 r., żaden inny szpieg aliancki nie przekazał im nic wartościowszego. Kukliński był najcenniejszym "Aliantem" w Polskim (komunistycznym) Wojsku i można bez ogródek stwierdzić, że to właśnie on doprowadził do upadku Związku Sowieckiego i całego ZSRS. Przede wszystkim zaś, ratował Polskę, lecz my dziś nawet nie zdajemy sobie sprawy ze skali informacji, jakie przekazał on Amerykanom, osłabiając sowietów T-O-T-A-L-N-I-E , gdyż przekazane przez niego, tajne dokumenty, informowały Amerykanów o miejscach schronienia całego sowieckiego dowództwa, a to oznaczało, że Związek Sowiecki (już na samym początku wojny), poniósłby całkowitą klęskę, bez potrzeby prowadzenia dalszych działań zbrojnych metodami konwencjonalnymi. Po prostu, uderzenie atomowe w schrony sowieckiego dowództwa wojskowego, wyeliminowałoby sowietów z wojny już w pierwszych jej minutach.



Byłoby po wojnie a 

A POLSKA... ... ...BYŁABY BEZPIECZNA



"Jack Strong" doprowadzał do furii i utraty zmysłów sowieckich gienierałów, co zostało pokazane w filmie Pasikowskiego: "Jack Strong", gdy marszałek Kulikow mdleje, po otrzymaniu wiadomości o zdobyciu przez Amerykanów wiedzy, na temat jego zamierzeń wojennych i planów agresji na Europę.







środa, 18 lutego 2015

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XLIX


WSZECHŚWIAT

PO ZAKOŃCZENIU

III WOJNY Z GADAMI

Cz. IV



CYWILIZACJA 

SYRIUSZA





Galaktyka Syriusza (zwana przez starożytnych Egipcjan "Psią Gwiazdą"), jest systemem trynitarnym, co oznacza, że składa się z trzech niezależnych od siebie gwiazd, posiadających bardzo blisko swe orbity. Jest to Syriusz A, B i C. O cywilizacji Syriusza, katastrofie Syriusza B i ewakuacji ludzkości z tamtej galaktyki w inne rejony Wszechświata (głównie na do systemu gwiezdnego Plejad), m.in.: przez krążownik floty liriańskiej: Pelegai, pisałem już w poprzednich tematach (Część VII i XI tej serii). Nie wyczerpałem jednak tego tematu, a kilka nowych informacji pojawiło się już po zakończeniu opowieści o galaktyce Syriusza. Ciekawostką jest chociażby to, że planeta Nibiru, została przekształcona w bojową jednostkę Federacji Galaktycznej, właśnie...w systemie Syriusza, gdyż wcześniej była to jedna z okolicznych (bezludnych) planet, krążących wokół gwiazdy Syriusza C. Syriusz B, został zniszczony przez Reptilian w wyniku I Wielkiej Wojny Galaktycznej (ok. 750 000 000 lat temu), co spowodowało zmianę orbity wielu planet tego systemu, a niektóre (jak chociażby Tiamat - planeta, z której narodziła się Ziemia), wyrzucone zostały w przestrzeń kosmiczną. Życie przetrwało więc jedynie w systemie Syriusza A (Syriusz C eksplodował jeszcze wcześniej ok. 4 500 000 000 lat temu), zmieniając się w supernową. 

Jak wyglądają mieszkańcy Syriusza (A), jakiego języka używają, do kogo są najbardziej podobni. Nim odpowiem na te pytania, pragnę zauważyć, że obecnie system gwiezdny Syriusza (A), jest stolicą całej Federacji Galaktycznej, gdyż mieści się tam (przeniesiona po zniszczeniu liriańskiego Avyonu), najwyższa Rada Federacji. Syrianie są rasą bardzo przyjazną Ziemianom (szczególnie linii rodowej Adama i Ewy). Posługują się językiem Katayy, a siebie samych nazywają - SA.AM.I. Są oni jednocześnie (prócz może Plejadian, Andromedan i Procjan), rasą najbardziej wrogo nastawioną do Reptilian. Syrianie są rasą białą, tzw.: "aryjską". Mężczyźni i kobiety mają najczęściej włosy koloru "złotego" (jasnego), ciemnego lub czerwonego. Są dobrze zbudowani, Robert Morning (który ponoć miał z nimi kontakt), opisuje Syrian jako: "Wysokich, dobrze zbudowanych mężczyzn o szerokich piersiach, dużych i potężnych pośladkach, silnych udach i grubych łydkach", kobiety zaś miały duże piersi. Mają grube i silne nadgarstki i ręce (choć o wiele krótsze palce niż np. Gadoidy). Mają szerokie nosy, duże czoła i małe uszy. Lubują się też (zarówno kobiety jak i mężczyźni), w posiadaniu długich i bujnych włosów. Mężczyźni dodatkowo noszą brody. Są wysocy, szybcy i niezwykle wytrzymali na zmienne warunki atmosferyczne. Z tego co opisuje Robert Morning, przypominają...krasnoludów, z tym tylko że w przeciwieństwie do tamtych - są o wiele wyżsi. To co opisuje Morning, częściowo pokrywa się z niektórymi sumeryjskimi tabliczkami, które przedstawiają wysokich przedstawicieli "Psiej Gwiazdy", o gęstych brodach i bujnych włosach.



GIMLI  - Z "WŁADCY PIERŚCIENI"
WEDŁUG ROBERTA MORNINGA KLASYCZNY PRZYKŁAD MĘŻCZYZNY 
Z SYSTEMU GWIEZDNEGO SYRIUSZA A





Syrianie od maleńkości przysposabiani są do walki i obrony przed niespodziewanym atakiem (w czasie III Wojny Galaktycznej, zostali zaskoczeni niespodziewanym atakiem Gadów i nie udało im się obronić suwerenności ich świata. Musieli podjąć - podobnie jak potem opisywani przeze mnie wcześniej Procjanie - walkę partyzancką, do czasu aż Plejadianie, Andromedanie i inne galaktyczne ludy nie uwolniły ich z reptiliańskiej okupacji. Do dziś jest to dla nich powód do hańby). Do walki szkoleni są zarówno mężczyźni jak i kobiety. Mężczyzna, aby zdobyć kobietę, musi najpierw pokonać ją w walce. Jeśli mu się to uda, kobieta musi mu ulec, w ten sposób mężczyźni mogą posiadać całe haremy, zapełnione pokonanymi przez siebie kobietami. Jeśli mu się to jednak nie uda - okrywa się hańbą i aby ja zmyć, musi wykazać się męstwem w innej walce. Śmierć na polu walki, jest dla nich powodem do chwały i dumy (pomimo tego wyznają wiarę w reinkarnację duszy). Syrianie wielokrotnie odwiedzali Ziemię i "zaszczepiali" nam swoje tradycje, kulturę, zwyczaje i religię. Syrianie nie pochodzą bezpośrednio z Liry. Ich początki, wiążą się raczej z Wegą (Weganie to też dawni koloniści z Liry, którzy zbuntowali się przeciw władzy swej "Macierzy" i podjęli z nią krótkotrwałą walkę, którą opisałem w jednym z wcześniejszych tematów tego cyklu. Zjednoczył te ludy dopiero król Liry Pelagon i od tego czasu panuje pomiędzy nimi przyjaźń. Wspierają się również w samej Radzie Federacji Galaktycznej).

Ustrojem politycznym Syrian, jest monarchia. Władza (z małymi wyjątkami), dziedziczona jest jedynie w linii męskiej. Syrianie w codziennych kontaktach, używają między sobą określeń: "Bracie" - "Siostro", jako przykład jedności ich społeczeństwa. Gdy ok. 500 roku p.n.e. Imperium Oriona po raz pierwszy od zakończenia III Wielkiej Wojny Galaktycznej (czyli od ok. 1 240 000 lat temu), zaatakowało trzy planety w systemie gwiezdnym Liry (zabijając 50 milionów mężczyzn i kobiet z tych światów a kolejne kilkadziesiąt milionów uprowadzając w niewolę), Rada Federacji z Syriusza A radziła nad możliwością wypowiedzenia Gadom wojny. Za wojna opiniowali Plejadianie, Andromedanie i...Syrianie, lecz niezgoda wśród samych członków tej koalicji (głównie na linii Plajady-Andromeda), podsycane zresztą przez samych Reptilian, uniemożliwiły podjecie kroków militarnych. Wymuszono jednak na Orionidach opuszczenie zajętych planet i uwolnienie wziętych do niewoli Lirian (którzy następnie osiedlili się w Plejadach i w galaktyce Andromedy). 

Ok. 2500 r. p.n.e., Orionidzi (mający całkowite wsparcie Gadów z Alpha Draconis), opanowali (w sposób całkowicie pokojowy, który opisałem w poprzednich tematach), planetę Rigel, tworząc z Rigelian swych niewolników. Tysiąc lat później (nim jeszcze Plejadianie i TJehooba, rozpoczęli swą misję "Syna Człowieczego" - Jezusa Chrystusa na Ziemi - ok. 1 r. n.e.), Gady z Oriona zdobyły Procjon (ok. 1500 r. p.n.e.), zmuszając wielu tamtejszych mieszkańców do ucieczki z planety (w tym m.in.: ród Odyna). I wówczas także w Radzie Federacji to właśnie Syrianie najbardziej optowali za rozpoczęciem wojny w obronie Procjona. Federacja nie mogła jednak podjąć kroków wojennych, gdyż na Procjon "zaprosili" Orionidów (kontrolowani przez nich), przywódcy tej planety. Lecz dzięki właśnie Plejadianom i Syrianom, Federacja udzieliła nieoficjalnego wsparcia Odynowi, który potem wyzwolił planetę. Po klęsce Gadów i wyparciu ich z Procjona, w całej galaktyce Oriona, doszło do buntu i poważnych zmian politycznych. Dinoidy z Oriona zrzuciły zależność od Reptoidów z Alpha Draconis, co spowodowało wybuch wojny domowej pomiędzy tymi dwiema gadzimi rasami. W ten konflikt wmieszali się zarówno Plejadianie, jak i Syrianie, dążąc do jak największego osłabienia zarówno Orionidów jak i Drakonów.


Ale o tym w następnym temacie!


Teraz jeszcze chciałbym się skupić na czymś innym. Mianowicie w poprzednich postach, na temat Plejadian (cz. XIX), napisałem że rasa ta (szczególnie nam bliska), jednocześnie nas chroni, przed zagrożeniami, jakie mogłyby nas spotkać z głębi kosmosu (jesteśmy bowiem jeszcze na poziomie rozwoju małych 6-7-letnich dzieci i nie potrafilibyśmy ani skutecznie się sami obronić, ani też...nawet pojąć zagrożenia, jakie tam, w głębi Wszechświata na nas czyha). Powtórzę tu przekaz Plejadian z lipca-października 1975 r.:


"Musicie zrozumieć, że jest wiele ras we Wszechświecie, które tylko czekają by Was zniszczyć!


Te istoty są równie barbarzyńskie i okrutne jak Wy.


Zniszczyły już wiele światów - ich ludność uprowadziły w niewolę.


Teraz zapragnęli zdobyć Wasz świat.


Możemy Was chronić tylko tak długo, póki trzymacie się swojej Galaktyki.


Jeśli ją przekroczycie - musicie przygotować się na to co Was tam czeka

 
Musicie być gotowi do walki - inaczej zginiecie!



Wówczas w moim tekście, opisałem jedynie Plejadian, którzy (z racji pochodzenia), mają do nas wyjątkową "słabość". W wyżej przytoczonym przekazie, mowa jest o "barbarzyńskich" i "okrutnych" rasach, takich jak my. Czy odnosi się to do Reptilan? Przede wszystkim do nich, gdyż zarówno Drakonianie, jak i Orionidzi, nie zrezygnowali nigdy z podporządkowania sobie naszej planety (ten konflikt o Ziemię, pomiędzy Galaktyczną Ludzkością a Gadoidami, trwa od co najmniej czasów dinozaurów). Dlatego też Federacja Galaktyczna (pod przewodnictwem Plejadian), otoczyła Ziemię "blokadą", założoną gdzieś w rejonie orbity Neptuna. Tej blokady nie mogą przekroczyć ani Reptilianie (nie dotyczy to pojedynczych przypadków reptiliańskiej obecności na Ziemi...do których wciąż dochodzi), ani jakakolwiek inna, nieprzyjazna nam rasa galaktyczna (jak choćby nie opisane jeszcze przeze mnie - Insektoidy). Założenie jest następujące, póki Ludzkość na Ziemi, nie dojdzie do poziomu, który umożliwi nam podróże międzygwiezdne, ta "blokada" będzie utrzymywana. Potem zniknie, a my będziemy wówczas musieli przygotować się na najgorsze, łącznie z inwazją Reptilian, Insektoidów, czy innych wrogich nam galaktycznych ras.



W ową "blokadę" mocno zaangażowani są również Syrianie






 CDN.

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XLVIII

WSZECHŚWIAT 

PO ZAKOŃCZENIU 

III WOJNY Z GADAMI

Cz. III


 SOJUSZ CENTAUROSA

CZYLI 

CYWILIZACJA 

ALPHA CENTAURI 




Jedną z ciekawszych (i bardzo nam przyjaznych), ras ludzkich we Wszechświecie, są właśnie Centaurianie. Wiadomości na ich temat, są jednak równie skąpe (a nawet bardziej), co w przypadku Andromedan. Jest to rasa, która (podobnie jak Lirianie, Weganie, Plejadianie, dawni Rigelianie, Procjanie i Malonianie), jest najbardziej z wyglądu zbliżona do Ziemian. Ich pierwotnym światem była konstelacja Liry, a najbliżej spokrewnieni są z Rigelianami i Procjanami (których opisałem w poprzednim temacie). Jest to rasa usposobiona nad wyraz pokojowo, która wyrzekła się wszelkiej formy przemocy i konfrontacji zbrojnej. Ich SOJUSZ CENTAUROSA (grupujący kilkadziesiąt planet tego układu), który co prawda wchodzi w skład Federacji Galaktycznej, utrzymuje jednocześnie ożywione stosunki z niektórymi rasami Reptilian (niewielka część Gadoidów osiedliła się nawet w ich galaktyce). Najważniejszą planetą (i jednocześnie stolicą) w układzie słonecznym Alpha Centauri, jest - HADAR. Centaurianie składają się z rasy białej. Ich system rządów przypomina luźną teokrację, opartą na szacunku i zrównoważonym rozwoju. Na planetach w systemie Alpha Centauri (głównie na Hadarze), jest bardzo wiele sanktuariów, które pełnią rolę zarówno religijno-duchową, jak i polityczno-społeczną.

Założycielem tego społeczeństwa, był Lirianin o imieniu - AKON, a stało się to już po zakończeniu III Wielkiej Wojny Galaktycznej (ok. 1 100 000 lat temu), w ramach (zleconej przez Federację), tzw.: III Wielkiej Kolonizacji Wszechświata. Centaurianie często odwiedzają naszą planetę i wspierają wszelkie ruchy pacyfistyczne, promowanie wolności i praw człowieka na Ziemi. Nie posiadam żadnych bardziej rozbudowanych informacji, na temat tej galaktycznej ludzkiej rasy, poza tym co już opisałem. 



CDN.

piątek, 13 lutego 2015

NAJLEPSZE PRZEPISY KULINARNE POLSKIEJ KUCHNI KRESOWEJ - Cz. I

"Polska jest jak obwarzanek. Wszystko co w niej najlepsze na Kresach, a w środku pustka"

Można się spierać, co do prawdziwości słów Marszałka Józefa Piłsudskiego, odnośnie Polski, którą Ten, porównał do obwarzanka, jako przykładu polskości. Według Marszałka prawdziwa polskość przetrwała na Kresach Wschodnich, gdyż jedynie tam, Polacy wciąż byli narażeni na ciągły kontakt z innymi narodami i ludami, z innymi kulturami i religiami, co powodowało że bardziej przywiązywali się do ojczystej mowy, wiary, tradycji i historii, w przeciwieństwie do Polaków mieszkających w głębi kraju, którzy nie byli narażeni na ciągłe konflikty narodowościowe. Należy jednak stwierdzić, że ten kresowy kogel-mogel różnych, przeplatających się narodów, jednoczył niesamowity element cech kulturowych, wyrosłych z tradycji Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Narody te, choć etnicznie bardzo różne i często ze sobą skonfliktowane, jednoczyło kilka elementów. Przede wszystkim "polskość" rozumiana nie jako przynależność do danego (ściśle określonego) narodu, lecz jako  "obywatelskość", "samorządność" "wolność polityczna" (w tym wolność słowa i poszanowania ludzkiej godności). 





Wszystkie te ludy, żyjące na kresach dawnej Rzeczypospolitej - łączył w sobie element "polskości", czyli politycznej wolności jednostki i nawet te ludy, które się przeciwko Rzeczypospolitej buntowały (jak choćby Kozacy - Bohdana Chmielnickiego), nadal uważały się za część tej zbiorowości "Równych z równymi, wolnych z wolnymi", która była elementem polskiej tradycji politycznej, począwszy od XV wieku (od czasu uchwalenia prawa: "Neminem captivabimus nisi iure victum" ("nikogo nie uwięzimy bez wcześniejszego pokonania go prawem").

Zbuntowane przeciw Rzeczypospolitej ludy, które swej protekcji szukały chociażby u sułtana tureckiego, chana krymskiego, czy...rosyjskiego cara, uważały za niezwykle ważne, zachowanie tej wolności i obywatelskości, jaką w ramach prawa Rzeczypospolitej - dotąd posiadały (podam przykład: gdy Chmielnicki i starszyzna kozacka, postanowili w Perejesławiu roku 1654, oddać się pod władzę cara rosyjskiego, zażądano jednocześnie od carskiego przedstawiciela - Wasyla Buturlina, potwierdzenia dotychczasowych wolności kozackich, jakimi cieszyli się oni w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Buturlin odmówił, twierdząc że jedynie car jest pomazańcem bożym na ziemi i nie ma on nad sobą żadnych ludzkich praw ani zobowiązań. Wówczas doszło do rokoszu, większość Kozaków odmówiła podpisania tego dokumentu. Przekupiona przez Rosjan Starszyzna, wytłumaczyła masom, że ugodę należy podpisać, że car na pewno potwierdzi ich prawa itd. Ugoda została zawarta, ale wkrótce sami Kozacy przekonali się co utracili rezygnując z "polskości" i wybierając krwawe ruskie samodzierżawie).  





Jednak w tym temacie, chciałbym przedstawić inny (niż polityczno-kulturalny), element zjednoczenia narodów Polski, Ukrainy, Białorusi, Litwy, a także polskich Tatarów, Węgrów, Kałmuków, Ormian, Żydów, (H)Olendrów, Niemców, Szkotów, Anglików czy Francuzów (wymieniłem tylko największe skupiska ludnościowe w Rzeczypospolitej, a przecież zasiedlało ją i wiele innych narodowości). Wszyscy oni garnęli się pod skrzydła potężnej wówczas (XV-XVII wiek), Rzeczypospolitej, by zakosztować choć trochę tej wolności, jaką cieszyły się mieszkające tutaj ludy. Ale dzięki temu, że była ich taka mnogość, narodziła się również niesamowita i nieziemska w smaku (jeśli jest odpowiednio przygotowana), Polska Kuchnia Kresowa, której przepisy zamierzam w tym cyklu zaprezentować. Był to również jeden z podstawowych elementów, spajających w jedno potężne państwo Jagiellonów, które po wygaśnięciu tej dynastii, przekształciło się w Republikę, która (co było nie do pojęcia, dla odwiedzających to państwo cudzoziemców), była jednocześnie...monarchią (nie potrafili zrozumieć, jak Polska może się zwać Rzecząpospolitą, czyli Republiką, mając jednocześnie króla jako najwyższego zwierzchnika państwa). Tradycja kulinarna różnych ludów, również bardzo wiele wniosła do tej wspólnoty.

Ponieważ dziś (jeszcze) mamy "Tłusty Czwartek", więc nie może obyć się bez przepisu słodkich smakowitości. Od tego też zamierzam rozpocząć mój pierwszy temat tego cyklu. Przepis który zaprezentuję jako pierwszy, ma związek z Wielkanocą i często gościł on na wielkanocnych kresowych stołach  Polaków, Rusinów a nawet...Żydów. Będzie to przepis na...PASCHĘ WILEŃSKĄ. Ponieważ Wielkanoc już tuż-tuż, a przepis ten jednoczył i katolików i prawosławnych i...wyznawców judaizmu. 



Oto przepis na Paschę Wileńską:


1 kg. białego sera.
250 g. cukru pudru.
200 g. masła.
200 ml. śmietany kremówki
6 żółtek.
100 g. słodkich migdałów.
100 g. orzechów włoskich.
50 g. daktyli.
50 g. fig.
30 g. smażonej skórki pomarańczowej.
Pół laski wanilii.
Wiśnie (nieobowiązkowo)


PRZYGOTOWANIE


Ser należy dwukrotnie przekręcić przez maszynkę do mięsa. Laskę wanilii przeciąć wzdłuż, zeskrobać nożem miąższ, drobniutko posiekać, zalać śmietaną i wymieszać. Jednocześnie należy sparzyć i obrać migdały. Potem drobno je posiekać razem z orzechami, figami, daktylami i skórką pomarańczową. Następnie zrobić kogel-mogel z żółtek dodając cukru. Dodać do tego masło (najlepiej miękkie) i utrzeć na jednolitą masę. Następnie dodajemy śmietankę waniliową (przygotowaną wyżej) i intensywnie (dobrze) mieszamy składniki. Całość podgrzewamy na rondlu na bardzo małym ogniu, do temperatury 80 st. C. partiami dodając ser i bakalie i za każdym razem (po dodaniu), intensywnie całość mieszamy. Potem przygotowujemy sitko (najlepiej duże, gdyż od jego kształtu będzie zależał kształt samej Paschy), i układamy je na garnku i wykładamy lnianą ściereczką. Potem umieszczamy w tak przygotowanym sitku przygotowaną masę (Paschę) i całość zawijamy w ściereczkę, przyciskamy talerzykiem i wkładamy na kilkanaście godzin do lodówki. 

Następnie zdejmujemy talerz, odwijamy szmatkę i po odwinięciu ponownie przykrywamy całość talerzem, jednocześnie odwracamy sito do góry nogami. Pascha jest gotowa. Można ją jeszcze udekorować wiśniami, truskawkami lub konfiturami i...podawać na wigilijny stół.



DOBRA KUCHNIA ŁĄCZY NARODY
(nawet te ze sobą skłócone)

czwartek, 12 lutego 2015

HISTORIA POLSKIEGO KOMUNIZMU - Cz. I

WSTĘP


Komunizm był ustrojem totalitarnej, zbrodniczej ideologii, narzuconej Europie Wschodniej i Środkowo-Wschodniej, przez ruchy rewolucyjne, które w swych głównych założeniach, opierały się na radykalnej zmianie zastanych stosunków społecznych, przebudowie społeczeństwa, na modłę socjalistyczną, uwolnienie robotników, chłopów i osób najgorzej sytuowanych, od tyranii despotyzmu, autorytaryzmu i kapitalizmu. Czyli w swych zamierzeniach, odnosił się od do wartości pięknych, niesienia ulgi i pomocy innym ludziom (szczególnie tym najgorzej sytuowanym i pokrzywdzonym przez los). Można by więc porównać idee komunistyczne, z ideami nauki społecznej Kościoła Katolickiego, czy w ogóle z chrześcijaństwem. Można by było, gdyby nie istotne różnice, które zaczęły się tworzyć w ruchu socjalistycznym (z którego częściowo wywodził się ruch komunistyczny), w połowie XIX wieku. Nim jednak do tego dojdę, chciałbym zaprezentować korzenie socjalizmu utopijnego i wykazać różnice, w podejściu do spraw fundamentalnych pomiędzy okresem wieku XVIII i pierwszych pięciu dziesięcioleci XIX, a radykalną zmianą, która nastąpiła w połowie wieku XIX i przybrała na sile pod koniec tego stulecia. Widać wyraźne różnice w tym ruchu i ewolucję tego ruchu. Szczególnie wyraźne było to na ziemiach polskich, a tyczyło się...kwestii odzyskania przez Polskę niepodległości.

Pierwsze polskie organizacje polityczne, o wyraźnie socjalistycznym programie politycznym, powstały na ziemiach polskich w latach 30-tych XIX wieku, już po upadku Powstania Listopadowego. Był to tzw.: "Socjalizm Utopijny", który zyskiwał wówczas szersze uznanie, w niektórych "rewolucyjnych", kręgach europejskiej arystokracji czy mieszczaństwa.Należy też odgraniczyć ruch komunistyczny, jaki na dobre zaczął kiełkować na ziemiach polskich (będących wówczas pod trzema zaborami), od lat 70-tych i przybrał swą ostateczną (czyli antypolską), formę w latach 90-tych XIX wieku. Ten ruch polityczny (nabierający coraz szerszego znaczenia w Europie Zachodniej), od początku był w Polsce traktowany dość nieufnie, a z czasem ogromna większość polskiego społeczeństwa (w tym również socjalistów spod znaku Polskiej Partii Socjalistycznej), zaczęła go uważać za wyjątkowo szkodliwy kosmopolityzm, który nie posiada ani nie łączy w sobie żadnych polskich pierwiastków społeczno-politycznych, tylko jest ekspozyturą socjalizmu rosyjskiego (marksistowsko-leninowskiego). Komuniści bowiem, na swe sztandary wysuwali nie tylko potrzebę, ale wręcz konieczność przebudowy istniejącego systemu społeczno-politycznego świata w sposób rewolucyjny (czyli poprzez jego zniszczenie), eliminując przy tym te wszystkie dotychczasowe wartości, które związane były z potrzebą indywidualizmu jednostki i jej duchowością. Eliminowano więc religię, wiarę, a przede wszystkim (co również świadczyło o ich marginalnym poparciu na ziemiach polskich), potrzebę walki o niepodległość Polski.


BOLESŁAW LIMANOWSKI - jeden z założycieli 
POLSKIEJ PARTII SOCJALISTYCZNEJ





Jakże różni byli komuniści począwszy od lat 70-tych, z socjalistami utopijnymi z lat 30-tych XIX wieku. Oczywiście i jedni i drudzy, postulowali radykalną zmianę stosunków społecznych, uwłaszczenie chłopów, zniesienie (lub ograniczenie), kapitalistycznego wyzysku mas najuboższych, ale w zasadzie były to jedyne postulaty, które ich ze sobą łączyły. Polskich socjalistów utopijnych (czy ryzykując stwierdzenie: polskich komunistów), do lat 70-tych, jednoczyło przede wszystkim przekonanie, że bez wolnej Polski, nie ma mowy o zmianie zastanego systemu społecznego i jego przebudowie. Dopiero narodziny niepodległej Polski, miały być rękojmią zmian w duchu egalitaryzmu społecznego. Komuniści przełomu wieków XIX i XX, byli w ogromnej większości zwolennikami zmian rewolucyjnych, bez potrzeby odwoływania się do aspektów narodowościowych (wszystkie narodowości, miały się stopić w jeden lud, który zniszczyłby stary kapitalistyczny porządek i na jego gruzach, zbudował nowy, komunistyczny dobrobyt dla wszystkich ludzi - nowy wspaniały, bezklasowy świat). Taki właśnie program polityczny zaczął dominować (szczególnie wśród skrajnych partii lewicowych), w całej Europie z początkiem lat 70-tych wieku XIX (wraz z narodzinami SPD - Niemieckiej Partii Socjaldemokratycznej  - "Sozialdemokratische Partei Deutschlands w 1875 r.).


IGNACY DASZYŃSKI twórca POLSKIEJ PARTII SOCJALNO-DEMOKRATYCZNEJ, propagator wysunięcia na czoło postulatów partyjnych kwestii niepodległościowej, przewodniczący - PPS.




Na ziemiach polskich jednak, odwołująca się do tych zasad Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy (powstała w 1893), miała poparcie marginalne w polskim społeczeństwie, a dominować zaczęła kontynuatorka idei polskiego socjalizmu niepodległościowego - Polska Partia Socjalistyczna (założona w 1892 r.). Stało się tak, głownie dzięki determinacji Bolesława Limanowskiego i Józefa Piłsudskiego. 


TOMASZ ARCISZEWSKI
Niesamowita postać - członek PPS-u, bojownik o niepodległość Polski, rewolucjonista, kaskader, legionista, współpracownik Józefa Piłsudskiego - "Nieugięty wróg Sowietów"




Temat historii polskiego komunizmu, który zamierzam rozpocząć - nie ma na celu opisywania wszystkich wydarzeń, które doprowadziły do zwycięstwa komunizmu w Rosji, czy w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej (oraz jego popularności na Zachodzie) - tym zajmę się w innych tematach. Teraz chciałbym się jednak skupić na samej genezie polskiego komunizmu, począwszy od jego socjalistycznych i utopijnych korzeni, a skończywszy na samolikwidacji Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, oraz...jej przepoczwarzeniu się w polską lewicę demokratyczną. Czyli zamierzam opisać cały ten (w dużej mierze haniebny), okres kształtowania się polskich organizacji komunistycznych (co oczywiście oznacza, że będę zajmował się tutaj szczegółową charakterystyką polskich niepodległościowych organizacji socjalistycznych, działających w czasach zaborów, czy niepodległej II Rzeczypospolitej, choć oczywiście nie wykluczam częstych porównań tych dwóch ugrupowań - patriotycznej, niepodległościowej - PPS-owskiej lewicy, oraz ekspozytury rosyjskiego bolszewizmu i rosyjskiej agentury w Polsce, wyjątkowo perfidnej organizacji politycznej, jaką w moim przekonaniu była Komunistyczna Partia Polski - poprzedniczka Polskiej Partii Robotniczej).


JÓZEF PIŁSUDSKI -współzałożyciel PPS-u, MARSZAŁEK POLSKI, TWÓRCA JEJ NIEPODLEGŁOŚCI i GRANIC, POGROMCA SOWIETÓW z 1920 r.





 Zapędziły się psie juchy pod samą Warszawę, lecz im nasze bractwo dało galantą odprawę (...)

 Już gadali że Sowiety urządzą nad Wisłą, raptem Polak się odwinął i zwycięstwo prysło (...) 

Bo w głupocie swej myślała bolszewicka tłuszcza, że bez planu ją Piłsudski ku sobie podpuszcza (...) 

Chodźcie, chodźcie tutaj, ptaszki, bliżej, bliżej jeszcze, proszę, choćby pod Garwolin, tu ja was popieszczę (...)

 Haller, pokaż, jakeś bił się w karpackiej brygadzie, wnet się porwie nasz generał, Mochów trupem kładzie (...) 

Hej, Sikora, pogłaszcz no ich: Czas nam wyleźć z gniazda, a Sikorski ino mrugnął - Gotów! Chłopcy? Jazda! (...) 

Z innej strony znów Rydz-Śmigły jak ten piorun wali, ledwo dopadł i już siedzi na karkach Moskali (...) 

Haller, Śmigły i Sikorski wzięli się do młocki. Niech na chwałę Polski żyją

  
WIWAT! WÓDZ PIŁSUDSKI!




PS: Wyżej przedstawione fotografie, prezentują założycieli i członków Polskiej Partii Socjalistycznej, bojowników w walce o "Najjaśniejszej Polski Niepodległość", weteranów walk z caratem i komunizmem, a nie te sprzedajne bolszewicko-agenturalne kreatury, o których zamierzam napisać w tym cyklu.


 To był mój osobisty i w dużej mierze emocjonalny dopisek, który (będę się starał), więcej nie pojawi się w tym temacie. 

Dziękuję!



CDN.