Łączna liczba wyświetleń

środa, 23 grudnia 2015

PRZYSZŁOŚĆ POLSKI I EUROPY WEDŁUG OBJAWIEŃ I PRZEPOWIEDNI - Cz. I

"POLSKA STANIE SIĘ

NAJPOTĘŻNIEJSZYM IMPERIUM 

W EUROPIE"






W dzisiejszym temacie pragnę zaprezentować przepowiednie, autorstwa kilku europejskich mistyków i jasnowidzów, dotyczące przyszłości Polski i innych krajów Europy w XXI wieku. Dysponuję relacjami kilkunastu jasnowidzów i co ciekawe ich relacje są w ogromnej mierze do siebie podobne. Wszystkie mówią na przykład o wielkiej katastrofie, jaka czeka Niemcy w wyniku: "Konfliktu zbrojnego z regionu arabskiego", który doprowadzi do: "Czegoś w rodzaju wojny domowej". Niemcy upadną! A początkiem tego procesu będzie upadek niemieckiej gospodarki, powiązany z ... wzrostem pozycji krajów Europy Środkowo-Wschodniej (to relacja pewnego austriackiego mistyka, o którym zamierzam jeszcze sporo napisać), które przetrwają zarówno nadciągający kryzys gospodarczy, inwazję muzułmanów z Afryki i Bliskiego Wschodu oraz (co ciekawe), nadciągającą ... III Wojnę Światową, po której to ... "Polska odrodzi się jako europejskie mocarstwo" (poza tym owa przepowiednia mówi również i innych krajach naszego regionu, które przetrwają nadciągający kryzys i wojnę). 

Wszystkie (lub prawie wszystkie), one mówią natomiast o ogromnym wzroście znaczenia i pozycji islamu w Europie, oraz o bardzo przyszłej wojnie domowej (a raczej religijnej), na ulicach europejskich miast. "Wojna wybuchnie na południu (...) Potem rakiety pomkną nad oceanem, skrzyżują się z innymi, spadną do morza, obudzą bestię. Ona się dźwignie z dna. Piersią napędzi ogromne fale (...) Ta góra wodna stanie ku Europie" - oto przepowiednia ojca Stanisława Klimuszko, która mówi o wydarzeniach związanych z III Wojną Światową oraz wojną z muzułmanami"(imigrantami). Konsekwencją tych wojen ma być ... III Wielki Światowy Potop (dwa pierwsze opisuję w innym, częściowo nie związanym z omawianymi wydarzeniami - tematem: "Historia Życia, Wszechświata, Wszelkiej Cywilizacji" - do którego to oczywiście podchodzę z pewnym dystansem, jako że część materiałów pochodzących z owych channelingów, jest dla mnie niezrozumiała, lub - niekiedy - informacje wzajemnie sobie przeczą, ale mimo to jest dość spójna i opowiada o nieznanych wydarzeniach, z czasów zarówno nam historycznie odległych i nieznanych, jak również z bliższej nam historycznie starożytności i średniowiecza).

Otóż konsekwencją owego III Potopu, ma być zalanie ... całej Hiszpanii, Portugalii, Włoch, ogromnych terenów Francji, Wlk. Brytanii i Niemiec, natomiast Polska i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, mają ocaleć (według przepowiedni księdza Klimuszko - zalane ma zostać jedynie Wybrzeże i tamtejsze portowe miasta). To jednak spowoduje ... ogromną inwazję na nasz kraj uciekinierów z Zachodu. Po tej zagładzie i cofnięciu się wód Potopu, według księdza Klimuszko: "Polsce kłaniać się będą narody Europy (...) Polska jaśnieje jak słońce i blask ten pada naokoło (...) Gdybym miał żyć jeszcze pięćdziesiąt lat (ksiądz Stanisław Klimuszko zmarł w 1980 r.) i miał do wyboru stały pobyt w dowolnym kraju na świecie, wybrałbym bez wahania Polskę (...) Nad Polską bowiem (...) widzę (...) promienne blaski przyszłości". 

Ale w dzisiejszym temacie to nie o przepowiedniach księdza Klimuszko pragnę napisać, a o innych, równie ciekawych. Jako pierwsza, będzie to przepowiednia najbardziej znanego szesnastowiecznego jasnowidza, znanego jako Michel de Nostre-Dame  (czyli Nostradamus), na temat XXI-wiecznej historii Europy, z uwzględnieniem również i naszego kraju. Zacznijmy więc:


 NOSTRADAMUS 

o POLSCE i EUROPIE 

w XXI wieku


 "WIELKA WOJNA RELIGIJNA W EUROPIE"


Według Nostradamusa, który pisał w sposób dość niezrozumiały (czterowierszem grupowanym po sto centurii, które dzielił na tzw.: "persage" - numerowane rzymskimi cyframi), w pierwszych latach XXI wieku, rozpocznie się potężny najazd wojowników islamu na Europę. Najazd ma być jednocześnie przeprowadzony w kilku kierunkach - 1) na Grecję i Bałkany, 2) na Włochy i Francję, oraz, 3) na Hiszpanię i Francję. Francja ma zostać dosłownie "zalana" muzułmanami, sterowanymi przez: "Kalifat Wielkiego Talibanu" (jak określał Nostradamus tereny Bliskiego Wschodu i Afryki, już zamieszkałe przez muzułmanów). 

Religijna wojna domowa, ma się właśnie rozpocząć we Francji, gdyż rząd francuski nie będzie mógł już sobie poradzić z najazdem, a przybysze, na już "zajętych" terenach, będą wymuszali wprowadzenie islamskiego prawa szariatu i wznoszenie meczetów. Zaczną się ataki na chrześcijan, kościoły będą palone a na terenach kontrolowanych przez "Kalifat Wielkiego Talibanu", wprowadzony zostanie specjalny podatek "dla niewiernych". Część Francuzów w takich warunkach chwyci za broń i rozpocznie wojnę domową o "wyzwolenie kraju". Wojna ma ogarnąć cały kraj i doprowadzi do jego realnej likwidacji. Siła islamu ma być wielka, przystąpią oni do ofensywy i uda im się ... spalić Paryż. Francja rozpadnie się na dwie części (tereny kontrolowane przez muzułmanów i te, które zostaną od nich "wyzwolone").




 Podobny los spotka Włochy i Hiszpanię (wróćmy tu na moment do przepowiedni księdza Klimuszko, który tak oto opisał ową inwazję: "Widziałem żołnierzy przeprawiających się przez morze, na takich małych, okrągłych stateczkach, ale po twarzach widać było, że to nie Europejczycy. Widziałem domy walące się i dzieci włoskie, które płakały. To wyglądało jak atak niewiernych na Europę. Wydaje mi się, że jakaś wielka tragedia spotka Włochy").





Na opanowanych przez "hordy Mahdiego" (jak nazywa najeźdźców Nostradamus), ma zostać wprowadzone prawo islamskie. Powróci niewolnictwo, które w Europie ponownie wprowadzą muzułmanie. To co się na tych terenach będzie działo z chrześcijanami, Nostradamus kwituje takimi oto słowy: "To niesamowite, Porażające ... Nigdy przed III wojną i nigdy po nie było i nie będzie takich okropności". Można więc sobie wyobrazić, co czeka niemuzułmanów na terenach zajętych przez "Kalifat Wielkiego Talibanu". Wojna, którą rozpoczną muzułmanie, ma potrwać (według Nostradamusa), 27 lat. Czyli najprawdopodobniej rozpocznie się już w 2017 lub 2018 roku i ma trwać do 2044 r. W trakcie tej wojny wszystkie (lub większość) muzułmańskich państw w Afryce i na Bliskim Wschodzie, ma się zjednoczyć we wspólnym celu, zniszczenia chrześcijaństwa i podboju Europy. Ręka w rękę staną dotychczasowi przeciwnicy religijni - sunnici i szyici, którzy odtąd będą walczyli wspólnie w imię Allaha. 

W trakcie trwania owej wojny, ma przyjść (według Nostradamusa), kataklizm z kosmosu, który spowoduje ... zalanie większości lądów na świecie (dokładnie to samo w swej przepowiedni mówił ksiądz Klimuszko, który jednakowoż stwierdził, że Potop wywołają ładunki nuklearne. Nostradamus nie znał tej broni, więc dla niego był to "kataklizm z kosmosu"). Gdy wody potopu ustąpią rozpocznie się wielka chrześcijańska konkwista, która doprowadzi do wypędzenia muzułmanów z większości krajów Europy (ostatnimi mają zostać wyzwolone Hiszpania i Portugalia). 


PIERWSZA FAZA WOJNY
OPANOWANIE PRZEZ ISLAMISTÓW 
WIĘKSZOŚCI EUROPY



Podobne wydarzenia wojenne (lecz na większą skalę z udziałem ładunków nuklearnych), związane z inwazją muzułmańską, mają mieć miejsce w Niemczech i Austrii. Kraje te mają ostatecznie wyjść zwycięsko z tej wojny, ale spowoduje ona rozpad Niemiec i skażenie dużych obszarów niemieckiej ziemi - promieniowaniem radioaktywnym, który uniemożliwi tam jakiekolwiek osiedlenie.


TERENY KONTROLOWANE PRZEZ  
KALIFAT WIELKIEGO TALIBANU 
ok. 2040 r.
 

 

 POLSKA WEDŁUG NOSTRADAMUSA

Stanie się najludniejszym krajem Europy, gdyż ominie ją strumień muzułmańskiej inwazji, a do tego przetrwa i Wielki Potop (zalane ma zostać Wybrzeże) i ominie nasz kraj III Wojna Światowa. Po nuklearnej zagładzie Niemiec, Turcji, Grecji i (w dużej mierze) Rosji - Polska, jako najludniejszy i najsilniejszy kraj powojennej Europy, ma zjednoczyć pod swą władzą wszystkie narody słowiańskie i stanie się prawdziwym europejskim. Francja, której uda się wyzwolić spod muzułmańskiej okupacji, zjednoczy kraj i odbuduje swą pozycję najsilniejszego mocarstwa na Zachodzie, lecz przyszła imperialna Polska (być może chodzi tutaj o imperium rozumiane jako Międzymorze): "Wielka Lechia", będzie nieporównanie potężniejsza. Granicą obydwu państw, będzie rzeka Łaba (Niemcy, jako państwo przestaną istnieć). Berlin stanie się polskim miastem, zamieszkałym przez nieliczną ludność niemiecką (po powodzi, wojnie nuklearnej i wojnie z muzułmanami, liczebność Niemców spadnie o ponad połowę). Granicą polskiego imperium na Wschodzie, będzie zaś Ural. Wszystkie państwa słowiańskie zostaną zjednoczone przez Polaków, a Rosjanie, Litwini, Ukraińcy i Czesi, staną się obywatelami nowego imperium - "Wielkiej Lechii" i jak mówił ksiądz Klimuszko: "Polska stanie się światową potęgą, a w języku polskim będą pisane przyszłe ustawy obowiązujące w świecie" 


Persage IX 44, 88: "Po 500 latach kraj Jagiellonów powstanie z kolan. Zastąpi na wschodzie Wielkiego Rusa. Razem z Francją w wielkim Przymierzu. Po III wojnie rządzić będą razem Europą".



TERENY ZAZNACZONE W KOLORZE CZARNYM, 
TO STREFY SKAŻONE W WYNIKU 
PROMIENIOWANIA NUKLEARNEGO




"W Polsce radość, na Rusi niepokój, w Germanii smutek i obawa!"  - Nostradamus






W kolejnym temacie zaprezentuję  przepowiednię austriackiego mistyka - Gottfrieda von Werdenberga, na temat przyszłości Polski, Niemiec i innych krajów Europy w XXI wieku



CDN.
 

poniedziałek, 21 grudnia 2015

PASEK - NAJLEPSZY PRZYJACIEL KOBIETY!

NAJWIĘKSZYM WROGIEM KOBIETY

JEST ... INNA KOBIETA?


 

  
Bardzo często spotykam się właśnie z takim stwierdzeniem, które notabene nie jest wcale nieprawdziwe - kobiety naprawdę się nie znoszą i wielokrotnie dają temu wyraz. Najlepsze przyjaciółki, często bywają najbardziej zajadłymi i radykalnymi recenzentkami zarówno urody, jak i związków swych "psiapsiółek". Nic im nie umknie, "przez przypadek" ujrzą że masz początki cellulitu na udach, lub że ... nie wchodzisz już w sukienki sprzed pół roku. Jednocześnie potrafią "wspaniale" doradzać innym kobietą (najczęściej znajomym, koleżankom lub przyjaciółkom), jaki powinien być ich stosunek do facetów i czym mają się kierować w związku. Najbardziej lubię ich nieśmiertelne porady, gdy dojdzie do jakiejś sprzeczki pomiędzy kobietą a mężczyzną, wówczas owe psiapsiółki, dopiero znajdują swoje powołanie: "To drań, jak on cię traktuje, ty musisz z nim zerwać - natychmiast, słyszysz - NATYCHMIAST". Miast pomóc, tylko jeszcze bardziej dołują swą przyjaciółkę, radami, z których same ... nigdy by nie skorzystały, ale innej "babie" można robić pranie mózgu, a nuż się uda. Jak ze sobą zerwą, to i lepiej, mnie samej też w związku się nie układa. Co mnie zresztą interesuje że będzie załamana, tym bardziej że zdzira ... ma lepsze cycki (nogi, włosy, sukienki, buty - do wyboru), ode mnie. 

Kobiety więc rywalizują znacznie częściej i znacznie dotkliwiej "kłują" swymi radami, niźli faceci. Kobiety są nieszczere względem siebie i ... nie potrafią się dogadać. Mój znajomy, opowiadał mi pewną historię, związaną z kobietami. Mianowicie, jako podoficer, otrzymał rozkaz objęcia dowodzenia oddziałem złożonym z samych kobiet. Ponoć zamierzał zaprotestować, ale wiadomo, w wojsku rozkaz jest rozkaz, tam nie ma dużego pola do dyskusji. Opowiadał że przez pierwsze dwa dni, starał się do nich podejść inaczej, niż do zwykłych żołnierzy-mężczyzn. Tłumaczył im ich obowiązki, objaśniał, potem wyznaczał każdej zadania i ... nic nie było zrobione, nawet najprostsze obowiązki, jak rozstawienie namiotu polowego, postawienie latryny, czy choćby założenie prysznica polowego (prosta spraw, żołnierze uczą się takich rzeczy). Trzeciego dnia, panie otrzymały rozkaz rozbicia namiotu polowego i podłączenia natrysku pod wojskowy prysznic poligonowy, przeznaczony dla nich samych. Dla ścisłości, nie tylko one otrzymały taki rozkaz, inne grupy (złożone z mężczyzn), również, ale tylko one po kilku godzinach, od wydania owego rozkazu, nie tylko nie zabrały się jeszcze do pracy, ale zaczęły psioczyć że wkrótce się ściemni i nie zdążą się umyć (inni żołnierze już dawno rozbili namioty i podłączyli natryski). Mój znajomy, jakby nigdy nic usiadł na krzesełku i czekał. Gdy zaczęły się skarżyć że nie zdążą się wykąpać, skwitował to tylko żałosnym uśmieszkiem. 

Wreszcie nie wytrzymał i zapytał w czym jest problem? A problem był, bowiem owe żołnierki nie bardzo wiedziały (pomimo wyznaczonych wcześniej zadań), co mają robić, a te które wiedziały co robić, nie robiły tego gdyż (i tu uwaga): "Połamią sobie paznokcie", "Pobrudzą sobie mundur", "Sprzęt jest za ciężki" (tu drobna uwaga - nie był ciężki), a w końcu najlepsze: "Dlaczego ja mam robić to, a ona tamto, ja chcę robić to co ona, a niech ona robi to co ja?". Wreszcie znajomy nie wytrzymał i stwierdził że jak nie rozłożą sobie namiotu, to pójdą po ćwiczeniach spać brudne, natomiast za niewykonanie rozkazu przełożonego odbiera on im prawo do przepustki, dopiero to ich otrzeźwiło i (z jego pomocą, gdyż ... poprosiły go o pomoc w tak banalnej sprawie), ukończyły pracę. Ale gdy już się wykąpały, okazało się że ... nie mogą wysuszyć sobie włosów, zapytały więc czy można (w warunkach poligonowej gry wojennej), podłączyć agregat. Niestety, dziewczęta musiały sobie poradzić inaczej i poczekać aż włosy same wyschną, bowiem ... sam dźwięk pracującego agregatu, mógłby w tych warunkach, zdekonspirować ich pozycje, po czym nadleciałyby bombowce i cały ten "babski" oddział mógłby wysuszyć sobie włosy w ogniu wybuchających bomb (oczywiście, gdyby była to prawdziwa wojna).

Oto przykład jak bardzo kobiety nie potrafią ze sobą współpracować, ale czy kobiety naprawdę są ze sobą niesolidarne? Nie moi drodzy, kobiety są niezwykle solidarne z innymi kobietami, tylko nie na poziomie jednostkowym, lecz ... zbiorowym. Ich solidarność nie rodzi się w myślach i logice poszczególnych pań, lecz w ich podświadomości. Zauważmy jak bardzo kobiety (na poziomie wspólnotowym), potrafią być ze sobą solidarne (natomiast mężczyźni na poziomie wspólnotowym zupełnie nie są solidarni): 

"Kobieta jest istotą słabszą i nie wolno jej uderzyć nawet kwiatkiem" - zdawałoby się że to hasło wszyscy znamy i zgadzamy się z nim, tylko ... co jeśli kobieta wcale nie jest tak słabą i bezbronną istotką jak, jak jest to wyżej wymienione. Jakiś czas temu na kanale YouTube krążył filmik w sieci, w którym dziewczyna co chwilę bije swojego chłopaka po twarzy, po rękach, brzuchu, co chwilę. On stoi i próbuje coś mówić w stylu: "Przestań bo ci oddam", ona jednak nie przestaje, to ją jeszcze bardziej nakręca. A dlaczego właściwie jej nie oddał? Przecież gdyby ją uderzył jednym ciosem, straciłaby przytomność i skończyłoby się "klepanie" go po twarzy. Dlaczego więc jej nie oddał? Odpowiedź zdaje się oczywista - bo była kobietą. Któremu mężczyźnie sprawia przyjemność bicie słabszej od niego kobiety - chyba tylko jakiemuś degeneratowi. Normalni faceci wolą się wycofać i spokojnie znosić razy, bo wiedzą, że jeśli jej oddadzą (w przypływie złości), sprawa będzie pozamiatana - ona zgłosi się na policję i opowie z jakim to "damskim bokserem" mieszka. Faceta zapuszkują lub będzie miał sprawę o pobicie i wielki problem. Gdy zaś to on zgłosi się na policję i opowie jak kobieta go biła i co mu zrobiła, spotka się z uśmiechem politowania i stwierdzeniami że chyba "nie ma jaj".

Wszystkie te przytułki dla kobiet, te organizacje chroniące życie i zdrowie kobiet - to właśnie efekt owej wspólnotowej solidarności kobiet ponad podziałami religijnymi czy rasowymi. Sam fakt, że facet boi się uderzyć, choćby ona biła go codziennie wałkiem po głowie, jest przykładem zbiorowej siły kobiet. One mogą, on nie może, jemu nie wolno, bo jeśli spróbuje, będzie miał wielki problem (np. straci pracę). Oczywiście nie mówię tu o prawdziwych męskich sadystach, którzy maltretują kobiety, ale o zwyczajnych facetach, którymi jeśli kobieta się znudzi, to zaczyna bić i upokarzać. A dlaczego kobiety biją? Dobre pytanie, ale odpowiedź zdaje się być jeszcze lepsza - dlatego że są ... masochistkami! 




To nie żart, praktycznie każda kobieta (bez względu na to jak przebojowa, samodzielna, silna i skora do dominacji jest w życiu), jest podświadomą masochistką i nie zmienią tego stwierdzenia że to nieprawda, że chyba coś jest ze mną nie w porządku, że w jakich ja się obracam relacjach, z jakimi kobietami przestaję - że one nigdy, że generalizuję etc. etc. etc. Mogą sobie zaprzeczać i ja im nawet wierzę, bo oni pisząc te słowa, używają mózgu i zaczynają analizować. I z tej analizy wychodzi im, że każda kobieta jest inna, a skoro inna, to znaczy "nie taka sama", a to znów oznacza że ... kobiety są bardzo różne. 

Bzdura! Jak już stwierdziłem WSZYSTKIE kobiety są ukrytymi masochistkami i pragną chłopa z "wielką maczugą", który weźmie je siłą i wytarmosi tak, że będą piszczały z bólu i rozkoszy. Na samą myśl o takim brutalnym typie, robi im się mokro w pewnych intymnych zakamarkach. Pragną takiego skurwysyna, który przyjdzie, złapie za cyc, wytarmosi za włosy, porządnie stataruje tyłek, oraz spowoduje, że kobieta poczuje się całkowicie poddana i zależna tylko od jego woli. Problem jednak polega na tym, że niezwykle mało jest wśród mężczyzn takich skurwysynów, gdyż ogromna większość męskiej populacji, to tzw.: "zwykli faceci". Oni nie chcą sprawiać swej ukochanej, wymarzonej wybrance bólu, oni pragną spełniać jej kaprysy, przynosić jej śniadanko do łóżka i być dla nich taki "rycerzem na białym koniu", który obroni swą kobietę, przed ... owym skurwysynem z wielką maczetą.

No i tutaj właśnie mamy pole konfliktu, gdyż to czego pragną kobiety (głównie w seksie, ale ogromnej mierze również w życiu), rozmija się z tym, o czym myślą mężczyźni, że pragną tego kobiety. Zauważcie, skąd biorą się kobiety dominujące (w seksie czy życiu)? Z braku w ich życiu dominujących mężczyzn. Kobieta, która nie spotkała na swojej drodze "brutala z maczugą", tylko "łagodnego misiaczka", który dla swojej "żabci" zrobi wszystko, czego ona pragnie - powoli tracą do nich erotyczny pociąg. Kobiety do tego wypracowały bardzo skuteczną broń sondującą, która może doprowadzić do zagłady każdy związek i zmieni życie mężczyzny w prawdziwe piekło. Tą bronią są ... fochy i narzekania. 

Kobieta narzeka, bo facet np. nie sprzątnął skarpetek ze ... stołu, lub nie opuścił sedesu w toalecie, lub zastawił się pustymi butelkami po piwie. Dlatego więc będzie starała się go "urobić" i "ukształtować" wedle swojej woli, ale (co ciekawe), ona wcale tego nie chce! Nie chce tego i w myślach (a raczej w swej podświadomości), błaga go - nie ulegaj mi, proszę, nie ulegaj! Jeśli facet ulegnie, kobieta automatycznie zyskuje nad nim przewagę i jeśli podobne sytuacje powtórzą się w przyszłości (a powtórzą się na pewno), wcześniej czy później jej "misiaczek", przestanie ja pociągać erotycznie i będzie ona szukała dodatkowych bodźców, wśród ... prawdziwych mężczyzn (czyli skurwysynów z maczetą). Dlatego prosi go w swej podświadomości: "Nie ulegaj mi, postaw mi się, proszę!" (choć zapytana, nigdy się do tego nie przyzna). 

Kobieta bowiem w tym momencie sonduje swego mężczyznę i jeśli on nic sobie nie robi z jej humorków, tylko by nie wysłuchiwać "zrzędzenia" wychodzi, trzaskając za sobą drzwiami (w przenośni oczywiście), a potem wraca nad ranem, po całonocnej libacji z kolegami - ona zaczyna utwierdzać się w swym prawidłowym wyborze partnera. I nie chodzi tutaj w żadnym wypadku o to że podoba jej się jego bałaganiarstwo czy postępowanie (ona tego nie cierpi, a nawet bardzo ją to denerwuje), ale ... pokazując swą dezaprobatę wobec jej narzekań, jednocześnie daje on czytelny sygnał że jest owym mitycznym i wyśnionym skurwysynem i jeśli trzeba ona się na nim nie zawiedzie, gdyż taki facet jest dobrym  materiałem genetycznym i jeśli ona go nie weźmie, "zabiorą" jej go inne baby. A dlaczego jest dobrym materiałem genetycznym, można bybyło spytać? Ano właśnie dlatego że jest męski i nie zajmuje się "błahostkami", którymi ona (sondując go), zawraca mu głowę. Taki facet obroni ją i jej potomstwo w sytuacji prawdziwego zagrożenia. Że nie zawaha się "skuć mordę" napastnikowi, który ją zaczepi, bez pytania o przyczynę, dla zasady: "Nie tykaj mojej własności". 

Oczywiście niektóre kobiety, mogą poczuć się tym obrażone, ale tylko dlatego, że próbują to wszystko logicznie wyjaśnić i zastanowić się nad przyczynami "poszczególnych sekwencji zdarzeń" (i znów to mityczne generalizowanie - prawda?). Ale prawda jest taka, że wszystkie panie mają w sobie gen masochizmu i pragną mena, który brutalnie wchodzi i robi z ich ciałem co tylko chce (oczywiście w granicach rozsądku), który nie przejmuje się ich protestami (podczas których większość kobiet i tak myśli: "Proszę, rób mi tak jeszcze"), czy fochami, a jeśli kobieta zacznie wchodzić mu na głowę, to przełoży ją przez kolano i spuści tęgie lanie na pupę, jak małej dziewczynce. Wierzcie mi, ta metoda naprawdę działa, wiem to nie tylko z doświadczeń z moją obecną partnerką, lecz także ... z wcześniejszymi kobietami, z którymi wchodziłem w przelotne związki (a niekiedy były to spotkania tylko dla seksu). Takie lanie (pasem, batem lub zwykłą ręką), powoduje, że kobiety częstokroć "rozpalają się" szybciej niźli podczas tradycyjnego stosunku seksualnego. 

Oczywiście nie mówię tutaj o robieniu drugiej osobie realnej krzywdy, gdyż to w ogóle nie wchodzi w rachubę. Ale cały "bajer" polega na tym, że kobieta musi mieć do ciebie zaufanie, natomiast ty, nie możesz przekroczyć pewnych granic sprawiania fizycznego bólu. Zresztą sfera stref erogennych kobiety, jest bardzo rozległa i nie tylko pupa, również dłonie, koniuszki palców, stopy, piersi, uda (i kilka innych miejsc), jest doskonałym polem do "twórczego zapisania". Na przykład dłonie, są bardzo fajną sferą erogenną, która (choć wyzwala mniejsze podcienienie, niż lanie w tyłek), powoduje (przy odpowiednim podejściu do tematu), spotęgowanie podcienienia. 

Dlaczego tak jest? Dlaczego kobiety pragną sukinsynów z maczugami, a nie łagodnych misiaczków lub rycerzy na białym koniu? To natura nas tak właśnie ukształtowała i logika czy też próba rozumowego wyjaśnienia tego tematu (np. poprzez wytykanie generalizowania i wrzucania wszystkich kobiet do jednego wora), nic nie dadzą. W dawnych wiekach bowiem, kobiety były całkowicie podporządkowane mężczyznom. To dzięki ich siły i woli mogły przeżyć i zapewnić lepsze życie swemu potomstwu. Mężczyźni chronili kobiety (oraz spłodzone z nimi potomstwo), ale w zamian wymagali posłuszeństwa i pokory. Seks był przyjemnością głównie dla mężczyzn, gdyż taki król czy wojownik zdobywca, nie przejmował się tym, czy kobiecie też było dobrze, czy nie. Po prostu brał co chciał. Jeśli zostawała jego branką, mogła żywić nadzieję, że uda jej się urodzić mu dzieci (oczywiście synów), dzięki czemu, u boku silnego mężczyzny (tzw.: samca alfa), ona sama stawałaby się nietykalna. Problem następował wówczas, gdy jakiś inny wojownik, zabił w walce jej mężczyznę. Wówczas znów tylko poprzez nieskrępowany seks na jego zasadach, mogła ocalić życie swych dzieci i swoje własne, oraz spróbować mieć kolejne.




Czasy się zmieniły, mamy samochody, samoloty komputery, ale podejście kobiet ... nie uległo zmianie. Nadal szukają "odpowiedniego materiału genetycznego", dzięki któremu  urodzą zdrowe i silne potomstwo. Dlatego też "miśki" i "rycerze na białych koniach" budzą w kobietach złość i agresją, gdyż one pragną zdominowania, a nie uzyskując tego od (często nieuświadomionego) mężczyzny, zaczynają dominować w związku. Jeśli jednak kobieta zdominuje mężczyznę (lub przynajmniej doprowadzi do partnerskich relacji w związku, co zawsze wychodzi na jej korzyść), nie tylko ów facet traci dla niej pociąg erotyczny (seksu jest coraz mniej, staje się coraz banalniejszy, aż w końcu ... coraz częściej ją boli głowa, gdy on pragnie zbliżenia), lecz z czasem traci ona również do niego szacunek jako do człowieka. Przestaje go szanować, obraża (niby przypadkiem), lub upokarza. Dlaczego - bo to dla niej już nie mężczyzna ,a jakiś taki "misio", którego ona wzięła pod pantofel i urobiła na "własną konsystencję". Teraz już do niczego się nie nadaje i przy pierwszej możliwej okazji, ona go porzuci, by odnaleźć szczęście w ramionach jakiegoś skurwysyna, który ... tak wygrzmoci jej tyłek, z takim impetem wedrze się w nią, że sama będzie błagała, by nigdy już jej nie zostawiał!


TAKIE (NIESTETY) SĄ KOBIETY!
  

OTO PRZYKŁADOWY TEGO DOWÓD:



A TAKICH "PRZYKŁADOWYCH" DOWODÓW SĄ ... TYSIĄCE!


TUTAJ CO PRAWDA W FORMIE KOMEDIOWEJ:


 
 

niedziela, 20 grudnia 2015

PIŁSUDSKI WIEDZIAŁ - ZNAŁ PRZYSZŁOŚĆ!

NIESAMOWITA PRZEPOWIEDNIA

STEFANA OSSOWIECKIEGO







"WY TEJ POLSKI NIE UTRZYMACIE. TA BURZA, KTÓRA NADCIĄGA JEST ZBYT WIELKA (...) JA PRZEGRAŁEM SWOJE ŻYCIE. NIE UDAŁO MI SIĘ POWOŁAĆ DO ŻYCIA DUŻEGO ZWIĄZKU FEDERACYJNEGO, Z KTÓRYM ŚWIAT MUSIAŁBY SIĘ LICZYĆ"

MARSZAŁEK JÓZEF PIŁSUDSKI
Grudzień 1924 r. w rozmowie z pułkownikiem 
JANUSZEM GŁUCHOWSKIM


Cóż to ja mam z tymi przepowiedniami. Zauważyłem bowiem rzecz zdumiewającą, mianowicie ludzie którzy zajmowali się przepowiadaniem przeszłości przed rokiem 1939, mówili o okrutnych klęskach i cierpieniach, jakie spadną na naród polski i całą Europę w przyszłości. My to znamy, to wszystko się spełniło w czasach II Wojny Światowej czy późniejszych lokalnych wojen i zawirowań politycznych. Co się zaś tyczy XXI wieku to jakąkolwiek bym nie odnalazł przepowiednię, mówiącą  o przyszłości Polski, to muszę powiedzieć że KAŻDA ona w taki lub inny sposób stwierdza o niezwykłym wzroście znaczenia i pozycji naszego kraju na arenie światowej - jasnowidz ksiądz Czesław Klimuszko (zmarły w 1980 r.), w swych przepowiedniach mówi na przykład o wielkiej katastrofie która w XXI wieku nawiedzi Europę:

"Widziałem żołnierzy przeprawiających się przez morze, na takich małych, okrągłych stateczkach, ale po twarzach widać było, że to nie Europejczycy. Widziałem domy walące się i dzieci włoskie, które płakały. To wyglądało jak atak niewiernych na Europę. Wydaje mi się, że jakaś wielka tragedia spotka Włochy"

Oto wizja nadciągającej od południa na Europę islamskiej inwazji, która ukazała się w widzeniu księdza Klimuszko, mówiącej o pierwszych dekadach XXI wieku. Co ciekawe przepowiednia mówi, że cała Europa zostanie dotknięta tą inwazją. Niemcy na przykład w wizji księdza Klimuszko zostaną terenem ... skażonym na długie stulecia. Czyżby efekt III wojny światowej i użycia pocisków nuklearnych? W wizji księdza Klimuszko nie ma o tym mowy, chodzi raczej o ... próbę zatrzymania muzułmańskiej inwazji na Niemcy, poprzez użycie właśnie ładunków nuklearnych, które doprowadzą kraj do ruiny i na długie stulecia uczynią go (na dużych obszarach) niezdolnym do ponownego zasiedlenia. Przepowiednia jest pozytywna przede wszystkim dla Francji, która ponoć ma odbudować swoją mocarstwową pozycję w Europie, obejmując swoją protekcją i pomocą duże, poatomowe tereny w Niemczech, a granicą Francji ma być rzeka Łaba. Będzie to jednak "strefa zakazana", czyli tereny nienadające się do zamieszkania, z powodu zbyt dużego promieniowania. W ogóle przepowiednia księdza Klimuszko, dotycząca samych Niemiec, jest pesymistyczna. Niemcy mają zostać rozbite i podporządkowane politycznie dwóm krajom - Francji oraz ... Polsce.

Co się tyczy Polski, ksiądz Klimuszko mówi o tym, że nasz kraj wyjdzie z tej "muzułmańskiej inwazji" (jak ją nazywa), znacznie wzmocniony i zwycięski. Co najbardziej mnie jednak dziwi (choć może wyraziłem się nieściśle - dość długo mnie to dziwiło, jednak już przestało, gdyż  przepowiednie innych jasnowidzów, potwierdzają tylko to, co przewidział ksiądz Klimuszko), to stwierdzenie, jakie użył ksiądz, a brzmi ono: 

"Polska stanie się światową potęgą, a w języku polskim będą pisane przyszłe ustawy obowiązujące w świecie" 

Właśnie w ten sam sposób wypowiadają się o naszym kraju inni jasnowidze, o których jeszcze napiszę w kolejnych tematach. Teraz wszakże chciałbym przejść bezpośrednio do osoby Marszałka Józefa Piłsudskiego i jego niezwykłych wprost geopolitycznych spostrzeżeń, które ziszczały się po kilku latach, lub ... kilku miesiącach. 

Przewidział nadciągającą I Wojnę Światową w czasie, gdy nic jeszcze na nią nie wskazywało. 21 lutego 1914 r. w sali paryskiego Towarzystwa Geograficznego, wygłosił on odczyt, w którym wskazywał że zwycięstwo w przyszłej wojnie będzie szło z zachodu na wschód. Najpierw Niemcy i Austro-Węgry mają pobić Rosję, a następnie koalicja Francji i Anglii (lub Francji, Anglii i USA - to też ciekawe, skąd na początku 1914 r. mógł przypuszczać, że Stany Zjednoczone wejdą do wojny w Europie), pokona Niemcy i Austro-Węgry. Nakreślił też kierunek, którym w tej wojnie mieli podążać Polacy: "Najpierw idziemy z Niemcami i Austriakami przeciwko Rosji, a następnie w odpowiednim momencie zmieniamy front i stajemy po stronie mocarstw zachodnich". Tak też właśnie się stało, Niemcy byli nam tylko potrzebni, aby z ziem polskich wypędzić Rosjan, ale gdy to się już dokonało, dalsza z nimi współpraca stawała się niepotrzebna, a nawet niekorzystna dla sprawy niepodległości Polski. Dlatego też w 1917 r. Józef Piłsudski zabronił stworzonym przez siebie Legionom Polskim, składać przysięgę na wierność cesarzowi niemieckiemu, mówiąc: "Nasza wspólna droga z Niemcami skończyła się". Został za to uwięziony w twierdzy w Magdeburgu, a Legiony rozwiązane, ale klęski Niemiec już nic nie mogło powstrzymać, zaś Austro-Węgry rozpadły się w ciągu kilkunastu dni.. Rosja zaś została pobita i szalała w niej rewolucja bolszewicka - Polska więc odradzała się na gruzach dawnych mocarstw zaborczych. I właśnie oto Piłsudskiemu chodziło.

Zresztą Marszałek przewidział też i rewolucję w Rosji. W 1915 r. do swoich współpracowników mówił słowa, które były dla nich niezrozumiałe, mianowicie: "Rewolucja w Rosji mi się spóźnia". Do wyzwolenia Polski z niewoli, potrzeba było bowiem nie tylko pokonania Rosji i wygnania ich z polskiej ziemi, którą wówczas rozumiano inaczej niż dzisiaj. Dziś bowiem jeśli mówimy Polska, mamy na myśli ziemie pomiędzy Odrą i Nysą Łużycką na zachodzie, a rzekę Bug na wschodzie. Nasi przodkowie przed I Wojną Światową mówiąc "Polska", mieli na myśli również ogromne tereny na Wschodzie, podchodzące pod Smoleńsk i Kijów - lub nawet obejmujące te miasta. Polska dla nich, to były ziemie dawnego Imperium Jagiellonów. Jak pisał Stanisław Cat Mackiewicz:

"W dzień ślubu Jadwigi z Jagiełłą (18 lutego 1386 r.), państwo liczyło tylko sto tysięcy kilometrów kwadratowych. W dzień zgonu największego z naszych królów, Kazimierza Jagiellończyka (7 czerwca 1492 r.), państwo polskie liczyło już milion sto tysięcy kilometrów kwadratowych, nie licząc krajów lennych. W ciągu stu lat dom Giedymina ujedenastokrotnił terytorium naszego państwa"



Tak więc "Polska" to nie były ziemie ograniczające się jedynie do rdzennych ziem, zamieszkałych przez Polaków, ale także ogromne tereny Liwy i Rusi. Bez tych ziem na wschodzie, Polska ograniczona do ziem "rdzennie polskich" i zamknięta w ciasnych piastowskich granicach, byłaby maleńkim państewkiem, typu Węgry lub Czechy, bez wielkich doświadczeń, bez pamięci o dawnej mocarstwowości o potędze, jakiej nie miało żadne z chrześcijańskich państw europejskich przez ponad 300 lat. To co uczynił litewski książę Jogaiło, żeniąc się z królową Jadwigą, to było podłożenie fundamentów pod przyszłe europejskie mocarstwo. Bez tego nie byłoby ani polskich chorągwi na Kremlu w latach 1610-1612 r. (Polacy jako jedyny naród w Europie, aż dwukrotnie zdobywali stolicę Rosji), ani cara rosyjskiego w niewoli, bijącego pokłony przed polskim królem na sejmie warszawskim 29 października 1611 r., ani króla Jana Sobieskiego pod Wiedniem (1683 r.), ratującego monarchię Habsburgów od zagłady i tureckiej niewoli, nie byłoby Żółkiewskiego, Mickiewicza, Słowackiego, Sapiehów, Radziwiłłów, nie było by niezwykłej w Europie polskiej wolności słowa i sumienia,  owego "Kraju bez stosów", jak określano Rzeczpospolitą w XVI i XVII wieku. 


 OTO JAK PRZED I WOJNĄ ŚWIATOWĄ WYOBRAŻANO SOBIE PRZYSZŁĄ, ODRODZONĄ Z NIEWOLI POLSKĘ





Siłę "rdzennie polskiego" narodu, wykuł jednak nie Władysław Jagiełło (Jogaiła), lecz król Kazimierz III zwany Wielkim, panujący w latach 1333 - 1370



A TUTAJ JAKO STARZEC (1430 r.)
ŻEGNAJĄC SWEGO UMIERAJĄCEGO BRATA WITOLDA




Tak więc Polska to nie była ta niewielka, piastowska ziemia, która przypomina współczesne granice naszego kraju. To było prawdziwe Imperium, łączące ziemie polskie, litewskie, łotewskie, estońskie, ukraińskie, białoruskie i część rosyjskich. Za polskiego króla wznoszono modły na tym ogromnym terenie, nie tylko w kościołach, lecz w cerkwiach i synagogach, przez Polaków, Litwinów, Rusinów, Żydów, Niemców, Holendrów, Szkotów, Anglików, Tatarów i wielu innych narodowości. Wszyscy oni, choć pochodzili z różnych krajów, mówili różnymi językami oraz wyznawali różne religie - uważali się za obywateli polskich. Mawiano bowiem np. "Z urodzenia Litwin (Rusin, Niemiec etc. etc.), z serca i obowiązku Polak". Dlaczego Mickiewicz, urodzony na Litwie i piszący: "Litwo Ojczyzno moja", uważał się za Polaka i tylko za Polaka. On był Litwinem bowiem w takim znaczeniu, jakby w USA ktoś powiedział że pochodzi z Georgii lub Teksasu, ale przecież jest Amerykaninem. Nic dziwnego że w polskich szkołach nauczano Inwokacji Mickiewicza (a niezrozumienie budziły te słowa tylko w ciasnych, pełnych nacjonalistycznych bzdur głowach, które nie pojmowały, że wielkość do jedność i można mówić: "Litwo Ojczyzno moja", lub opisywać piękno ukraińskich czy białoruskich ziem, pisząc o nich "Polska" - nie w sensie etnicznym czy narodowościowym, a państwowym i obywatelskim i ... twórczym).


TAK ZMIENIAŁY SIĘ GRANICE PAŃSTWA POLSKIEGO od ok. 990 r. po rok 2015






OTO PRZYKŁAD 3-LATEK RECYTUJE "INWOKACJĘ" MICKIEWICZA W PROGRAMIE "MAM TALENT"





I teraz właśnie historia zatoczyła koło - Polskę czeka okres wielkości. I tutaj pragnę wrócić do wspomnianego we wstępie Stefana Ossowieckiego i jego przepowiedni. Stefan Ossowiecki był inżynierem i wynalazcą (asystentem sławnego Dimitrija Mendelejewa - twórcę układu okresowego pierwiastków, znanym nam z chemii pod nazwą - "Tablicy Mendelejewa"), urodzonym w 1877 r. Był on również jasnowidzem. Wydarzenie o którym chciałem tu napisać, miało miejsce w ostatnich dniach sierpnia 1939 r. Oto relacja ze spotkania, spisana przez Juliusza T. Dybowskiego:

"Była już druga w nocy, gdy odprowadziłem mojego gościa (Stefana Ossowieckiego) do jego pokoju. W bibliotece usiedliśmy na chwilę i zapaliliśmy cygara. Stefan puścił kilka kłębów dymu, nagle zasłonił oczy ręką, ale spostrzegłem, że lecą mu po twarzy łzy. 
- Mistrzu, co się stało, na Boga - spytałem. Ossowiecki blady i spięty spojrzał mi w oczy
- Nieszczęście (...) Jesteśmy w przededniu wojny i już dzielą nas od niej jedynie dni.
- Przecież Pan mówił nam przed chwilą co innego.
- A co miałem powiedzieć? - odparł inżynier. 

- Był u mnie pół roku temu marszałek Rydz-Śmigły i powiedziałem mu dokładnie to samo, co powiedziałem marszałkowi Piłsudskiemu w 1934 roku, kiedy podpisywaliśmy z Niemcami traktat o nieagresji. Jeden i drugi wziął ode mnie przyrzeczenie, że nikomu o tym publicznie nie powiem.

- Jak daleko dojdą Niemcy?
- Cała Polska zajęta, gruzy, krew i mord! Idą dalej, wgłąb Rosji, daleko, daleko. 
- Do Uralu? - Ossowiecki zastanowił się przez chwilę
- Do Kaukazu. Państwa osi przegrają wojnę, Niemcy i Japonia będą okupowane, Włochy wyzwolone. Zwycięzcy: Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Rosja spotkają się na konferencji i ustalą nowy ład w Europie. 

- A co z Polską? 
- Będzie Polska! Ale za jaką cenę (...) Najpierw będą nią władali komuniści, a potem szubrawcy i świnie. Na koniec powstanie jeszcze większa niż teraz. Tego ani ja, ani Ty nie doczekamy, dopiero wnukowie. Warto jednak wiedzieć że tak się stanie"


"NA KONIEC POWSTANIE JESZCZE WIĘKSZA NIŻ TERAZ"


Te ostatnie słowa Ossowieckiego, brzmią podobnie jak księdza Klimuszko: "Polska stanie się światową potęgą, a w języku polskim będą pisane przyszłe ustawy obowiązujące w świecie", oraz wielu innych europejskich jasnowidzów, o których zamierzam napisać w kolejnych tematach.


Co się zaś jeszcze tyczy osoby Marszałka Józefa Piłsudskiego, to na łożu śmierci (maj 1935 r.), siarczyście przeklinał on Francuzów - dlaczego? Czy znał przyszłość, o której miał mu powiedzieć w 1934 r. Stefan Ossowiecki? Myślę że tak właśnie było.



"CZY WY SOBIE ZDAJECIE SPRAWĘ Z NIEBEZPIECZEŃSTW GROŻĄCYCH POLSCE, OD ZEWNĄTRZ I WEWNĄTRZ (...) JEŻELI POLACY, WSZYSCY POLACY, ROZUMIECIE, CO MÓWIĘ, WSZYSCY POLACY, NIE WEZMĄ SIĘ DO ROBOTY W OBRONIE INTERESÓW KRAJU, A MNIE ZABRAKNIE, TO ZA DZIESIĘĆ LAT POLSKI NIE BĘDZIE"

JÓZEF PIŁSUDSKI w rozmowie z pułkownikiem Romanem Michałowskim - attache wojskowym polskiej ambasady w Bukareszcie. Bukareszt - Jesień 1931 r. Według relacji Michałowskiego, gdy skończył mówić te słowa twarz zakrył rękoma, jakby chciał się rozpłakać.



A TAK MA WYGLĄDAĆ POLSKA W PRZYSZŁOŚCI 
Według wyżej wymienionych i ... 
tych niewymienionych przepowiedni






 

czwartek, 17 grudnia 2015

UMIERAMY I CO DALEJ? - czyli co się z nami dzieje po śmierci? - Cz. XXXII

PONOWNE ODRODZENIE 

POPRZEZ POZNANIE SAMEGO SIEBIE 

Cz. I





OTO HISTORIA MŁODEJ KOBIETY, KTÓRA POPRZEZ ODKRYCIE TAJEMNICY SWYCH POPRZEDNICH WCIELEŃ - NIE TYLKO POZBYŁA SIĘ WSZYSTKICH SWOICH DOTYCHCZASOWYCH LĘKÓW I FOBII, KTÓRE TRAPIŁY JĄ OD DZIECIŃSTWA 
(I POWODOWAŁY, ŻE BYŁA SZARĄ, ZAKOMPLEKSIONĄ I ZAMKNIĘTĄ W SOBIE DZIEWCZYNĄ), ALE CO WAŻNIEJSZE, STAŁA SIĘ RADOSNĄ, PEWNĄ SIEBIE OSOBĄ, KTÓRA SAMA ... GENERUJE WŁASNĄ RZECZYWISTOŚĆ.


 


Anna (imię zmienione), była ładną, młodą, sympatyczną kobietą. Co prawda dość nerwową, ale nie okazującą tego bezpośrednio, raczej skrywającą zdenerwowanie pod płaszczykiem lęku, który był obecny w jej życiu praktycznie od czasu bardzo wczesnego dzieciństwa (a może nawet niemowlęctwa). Tak oto opisał ją lekarz, do którego owa kobieta (po długich namowach innego lekarza, który ją wcześniej badał), się zgłosiła. Była blondynką o ładnych, długich nogach i brązowych oczach. Pracowała jako laborantka w szpitalu, a jednocześnie dorabiała sobie jako modelka, reklamując kostiumy kąpielowe. Przez dwa miesiące unikała tej wizyty (pomimo że była do niej namawiana przez co najmniej dwie osoby, ze swojego otoczenia), w gabinecie lekarza-psychiatry, specjalizującego się w leczeniu chorób psychicznych i stanów lękowych, dość niekonwencjonalnymi metodami (łącząc tradycyjne techniki leczenia zaburzeń psychosomatycznych, z hipnoterapią). 

Już pierwsza jej wizyta w gabinecie lekarskim, tylko potwierdziła początkową opinię doktora - ta młoda kobieta od początku była dość spięta i zamknięta w sobie. Zaproponował jej więc na początek, by usiadła razem z nim na dużym fotelu, obok biurka, lekarz usiadł po przeciwnej stronie i ... zapanowała długa cisza. Anna nie wiedziała jak rozpocząć rozmowę, zaś ów lekarz hipnoterapeuta też nie nalegał, czekając aż ona odezwie się pierwsza. Nie odezwała się, dlatego to on zapytał ją najpierw o jej przeszłość, o historię jej życia. 

Anna urodziła się w rodzinie dość wyrobionych poglądach religijnych (była katoliczką). Była drugim dzieckiem, spośród trojga rodzeństwa - miała starszego brata i młodszą siostrę. Następne pytania hipnoterapeuty, spowodowały iż stała się bardziej nerwowa i przerażona. Właściwie strach towarzyszył jej odkąd pamiętała, a bała się praktycznie wszystkiego - połykania leków (gdyż obawiała się że w ten sposób się udusi), bała się latania i samolotów, bała się wody (obawiała się utopienia), ciemności oraz ... śmierci. Tej ostatniej bała się najbardziej ze wszystkiego i często zachowywała się dość irracjonalnie, co powodowało że jej znajomi mieli ją za dziwaczkę (na przykład sypiała w garderobie na ubrania). Nic też jej nie pomagało, choć lekarze przepisywali jej bardzo dużo środków uspokajających i innych medykamentów - to jednak nie przynosiło najmniejszych rezultatów (jedynie powodowało większą senność i zaburzało koncentrację). 

Środki te jednak pomagały, gdyż bez nich Anna długo nie mogła zasnąć, a gdy już zasypiała (po kilku godzinach, od położenia się spać), śniły jej się jakieś koszmarne wizje, które po przebudzeniu, potęgowały w niej jeszcze większe oznaki depresji. Jedyną drogą wyjaśnienia tych nawracających stanów depresyjno-lękowych, było cofnięcie się do czasów dzieciństwa i odnalezienie w nich jakiejś przyczyny, która doprowadziła do ich pojawienia się i spotęgowania. Niestety, Anna niewiele pamiętała ze swojego dzieciństwa i w ten sposób nic by nie wskórano. Dlatego też lekarz zaproponował jej leczenie poprzez hipnoterapię. Początkowo odmawiała, ale w końcu się zgodziła, nie widząc innej możliwości zaradzenia własnym fobiom. 

Hipnoterapeuta cofnął ją początkowo do dzieciństwa, próbując dociec przyczyny, pojawienia się owych stanów, niewiele to jednak pomogło. Kuracja (którą opisze w kolejnym temacie), prowadzona w ten sposób, trwała bardzo długo - prawie półtora roku i nie przyniosła ... ŻADNYCH, ale żadnych rezultatów. Wreszcie ów załamany lekarz (który wcześniej tą właśnie metodą pomógł wielu innym pacjentom), podczas kolejnej tradycyjnej hipnoterapii, wydał jej polecenie: "Cofnij się do tego okresu, który był początkiem twoich dolegliwości". Odpowiedź, jaką usłyszał - zamurowała go. Oto bowiem, po raz pierwszy w swej medycznej karierze i pracy jako lekarz-hipnoterapeuta, cofnął pacjenta nie do lat jego młodości, lecz do ... poprzedniego wcielenia. Ba, żeby tylko poprzedniego, polecił jej bowiem by przeniosła się do tego okresu, gdzie zaczęły się jej objawy lęku i depresji - nie sądził że stało się to aż tak dawno temu, gdy żyła w jednej z wiosek w Starożytnym Egipcie, ponad 3 800 lat temu. 






CDN.

środa, 16 grudnia 2015

PLANETA MAŁP?

A JA SIĘ PYTAM, KTO TU JEST MAŁPĄ?

TO MĄDRE ZWIERZĘ 
CZY ... TA BANDA PAJACÓW?

Szkoda że dali jej tylko AK-47, mogli przecież dać ... BAZOOKĘ





Ciekawe czy to już początek
"małpiej rewolucji"?




Może ten szympansik, to taki Cezar z "Planety Małp", 
który właśnie ją zainicjuje? 






 
 

HISTORIE ALTERNATYWNE - Cz. II

WOJNA POLSKO - BOLSZEWICKA 

1920 r. 

Cz. II


W CYKLU "HISTORIE ALTERNATYWNE", ZAMIERZAM ZAPREZENTOWAĆ WAM, MOJE WŁASNE OPINIE, NA TEMAT WYDARZEŃ HISTORYCZNYCH, TYCH KTÓRE DZIEJĄ SIĘ OBECNIE, ORAZ TYCH ... Z PRZYSZŁOŚCI - W FORMIE ROZWAŻAŃ KONTRFAKTYCZNYCH (CZYLI TAKICH, KTÓRE NIE WYDARZYŁY SIĘ W RZECZYWISTOŚCI, LECZ KTÓRE MOGŁY SIĘ WYDARZYĆ), ORAZ WŁASNYCH ANALIZ GEOPOLITYCZNYCH I GEOSTRATEGICZNYCH, DOTYCZĄCYCH KONFLIKTÓW I WYDARZEŃ KTÓRE (JAK SĄDZĘ), DOPIERO NADEJDĄ.

JAKO PIERWSZE PREZENTUJĘ OPOWIADANIE, NAPISANE PRZEZE MNIE Z OKAZJI 11 LISTOPADA (A ŻE JESTEM PIŁSUDCZYKIEM I TEN TEMAT JEST MI SZCZEGÓLNIE BLISKI), DOTYCZĄCE WYDARZEŃ WOJNY POLSKO-BOLSZEWICKIEJ 1919 - 1921, W JEJ ZMIENIONEJ, CZYLI ALTERNATYWNEJ FORMIE. ZAPRASZAM WIĘC WAS DO LEKTURY WYDARZEŃ, KTÓRE MOGŁYBY SIĘ URZECZYWISTNIĆ, GDYBYŚMY (LUB RACZEJ, GDYBY NASI PRZODKOWIE), NIE POGONILI KITY BOLSZEWIKOM TAK, ŻE ÓW PŁOMIEŃ REWOLUCJI, KTÓRY MIELI ZANIEŚĆ NA ZACHÓD, MOGLI SOBIE CO NAJWYŻEJ WSADZIĆ W D... , ZNACZY SIĘ - TAM, GDZIE SŁOŃCE NIE DOCIERA.





"CHŁOPCY - OJCZYZNA - BOLSZEWICY! 
KURWA ICH MAĆ"

Oto jedyne słowa, jakie podczas swego "przemówienia" do żołnierzy, wygłosił pod-rotmistrz JERZY DĄMBROWSKI - WILNO, PLAC ŁUKISKI - 31 GRUDNIA 1918 r. 
Te krótkie, lakoniczne słowa, spowodowały ... liczne omdlenia, wśród przedstawicielek płci pięknej, oraz zachwyt żołnierzy idących na bój.



"TAM UCIEKLI BOLSZEWICY"

CHŁOPI WSKAZUJĄ ŻOŁNIERZOM POLSKIM KIERUNEK UCIECZKI SOWIETÓW PO TOTALNEJ KLĘSCE, JAKĄ POD WARSZAWĄ ZADAŁ IM NACZELNIK PAŃSTWA - JÓZEF PIŁSUDSKI (BYŁA TO DOPIERO PIERWSZA "LEKCJA", JAKĄ BOLSZEWICY DOSTALI NA NASZEJ ZIEMI - POTEM PRZYSZŁY KOLEJNE: BITWA NAD NIEMNEM - CAŁKOWITE ZNISZCZENIE WSZYSTKICH CZTERECH SOWIECKICH ARMII, ORAZ POD KOMAROWEM - W WYNIKU KTÓREJ ROZBITO SIEJĄCĄ POSTRACH ARMIĘ KONNĄ SIEMIONA BUDIONNEGO)




PUŁKOWNIK LEOPOLD KULA-LIS
"NAJMŁODSZY OJCIEC POLSKIEJ NIEPODLEGŁOŚCI"

POSTAĆ DO KTÓREJ MAM OGROMNY PODZIW I SZACUNEK. CHŁOPAK TEN ŻYŁ TYLKO 22 lata. BYŁ NIE TYLKO "NAJMŁODSZYM OJCEM POLSKIEJ NIEPODLEGŁOŚCI", ALE TEŻ NAJMŁODSZYM PUŁKOWNIKIEM W POLSKIEJ ARMII. DZIELNY, BITNY I DIABELNIE SKUTECZNY - WALCZYŁ W I WOJNY ŚWIATOWEJ W KRWAWYCH BOJACH POD KRZYWOPŁOTAMI (9 XI 1914 r.), ŁOWCZÓWKIEM (22-26 XII 1914 r.), OŻAROWEM, JASTKOWEM (31 VII - 2 VIII 1915 r.) i OCZYWIŚCIE KOSTIUCHNÓWKĄ (4-7 VI  i 4-6 VII), GDZIE POPROWADZIŁ JEDEN Z NAJODWAŻNIEJSZYCH W TEJ BITWIE SZTURMÓW NA ROSYJSKIE OKOPY, ZDOBYWAJĄC WSZYSTKIE ROSYJSKIE DZIAŁA i TO W SYTUACJI, GDY WSPOMAGAJĄCY POLAKÓW AUSTRIACY ... PO PROSTU UCIEKLI. PUŁKOWNIK KULA-LIS POLEGŁ 7 III 1919 r. w BITWIE Z UKRAIŃCAMI POD TRONCZYNEM. NACZELNIK PAŃSTWA - JÓZEF PIŁSUDSKI, ZŁOŻYŁ WIENIEC NAD JEGO GROBEM, NA WIEŃCU BYŁO NAPISANE: "MEMU NAJDZIELNIEJSZEMU CHŁOPCU".

POSTAĆ PUŁKOWNIKA LEOPOLDA KULI-LISA, BUDZI WE MNIE ... ZAZDROŚĆ! TAK - ZAZDROŚĆ. PIĘKNE, KRÓTKIE, TREŚCIWE ŻYCIE, WYPEŁNIONE WALKĄ O WARTOŚCI NADRZĘDNE - HONOR, WOLNOŚĆ, NIEPODLEGŁOŚĆ OJCZYZNY, ZAKOŃCZONE ŚMIERCIĄ NA POLU BITWY
CZEGÓŻ CHCIEĆ WIĘCEJ OD ŻYCIA?

"OTWÓRZCIE ZŁOTĄ KSIĘGĘ GDZIE BOHATERÓW SPIS - NA CZELE NIEJ WIDNIEJE PUŁKOWNIK KULA-LIS"






 WARSZAWA WZIĘTA

(24 Sierpnia 1920 r.)






Tego dnia nad ranem, już od strony pierwszych rogatek prawobrzeżnej dzielnicy Warszawy - Pragi, dało się słyszeć przeplatane ze sobą najróżniejsze pieśni sowieckie, począwszy od "Międzynarodówki" i "Marszu Budionnego", po "Warszawiankę" (tę drugą, rewolucyjną z 1905 r.). Ci z mieszkańców Warszawy (którym nie udało się wcześniej uciec, lub którzy nie chcieli zostawiać własnych domostw na szaber), wreszcie zaczęły ukazywać się pierwsze postacie sowieckich sołdatów. Szli kolumnami, uśmiechnięci (a przynajmniej pokazujący stan swego, nie zawsze pełnego uzębienia), w duchu triumfu - choć wielu z nich szło bez butów, a inni mieli tak rozdarte mundury, że wyglądali niczym pospolici łachmaniarze. Nie było wiadomo czego można się spodziewać po owych "wyzwolicielach", gdyż po stolicy krążyły rozmaite opowieści odnośnie "Nowych, Czerwonych, Porządków", jakie Krasnoarmiejcy zaprowadzali w zdobytych przez siebie miastach.

- "Pan słyszał co oni zrobili w Łomży?" - zagadnął stojący w tłumie gapiów mężczyzna - "Zarąbali wszystkich wziętych do niewoli żołnierzy pułkownika Kopy, nawet szeregowców, a potem wzięli się za cywilów, których uznali za pomagających żołnierzom (wydarzenie autentyczne). Wszyscy zostali zamordowani, ich trupy leżały wprost na ulicach, w strasznych, dziwnie poskręcanych pozach. Panie, co to z nami będzie?". Nikt z obecnych w tłumie mieszkańców stolicy, owego gorącego, sierpniowego dnia, nie potrafił jednak odpowiedzieć na to, zdawałoby się oczywiste pytanie.

Pierwsze rabunki i konfiskacje, rozpoczęły się już w godzinach popołudniowych i trwały całą noc. Pijane sołdaty, wdzierali się do mieszkań Warszawiaków i przeprowadzali "rewizje", które polegały na przywłaszczeniu sobie wszystkich cennych przedmiotów, począwszy od zegarków i biżuterii, skończywszy na nocnikach (z których niektórzy z nich pili alkohol), zasłonach okiennych, czy nawet ... dziecięcych zabawkach. Zaczęły się też pierwsze gwałty na kobietach. Do jednego z nich, doszło na ulicy Grzybowskiej (autentyczne wydarzenie z opanowanego przez bolszewików Wilna), w Warszawie. Do jednego z mieszkań, wdarło się dwóch sołdatów, żądając natychmiastowego wydania alkoholu, błyskotek (w tym zegarków), oraz ... broni. Ponieważ właściciele posesji, oddali wszystko, co uważali za cenne, sołdatom było jednak mało. Przeprowadzili więc "przeszukanie", które polegało na całkowitym wywróceniu wszystkiego do góry nogami - niczego więcej nie znaleziono. W przypływie złości zaczęli więc rozbijać stoły i krzesła, wyrzucając je przez okna, szybko im się to jednak znudziło. Wówczas zainteresowali się Panią Domu, którą obydwaj zgwałcili, wcześniej bijąc jej męża do nieprzytomności (po prostu masakrując mu twarz, która przypominała jedną wielką, czerwoną maź). Z domu udało się uciec kilkunastoletniemu chłopcu, który zawiadomił sowieckiego komandira i poprosił go o pomoc, został przez niego ... zastrzelony na miejscu. Przypadki gwałtów były notoryczne i trwały trzy dni i trzy noce. Gwałcono wszystkie kobiety, bez względu na wiek i stan zdrowia (od kilkuletnich dziewczynek, po staruszki). 




 Nazajutrz po wkroczeniu bolszewickich hord, powieszono by publicznie, na Placu Teatralnym, jedenastoletniego gazeciarza, za obraźliwy, czteroliterowy wyraz, wypisany przez niego na plakacie z wizerunkiem wodza rewolucji - Włodzimierza Lenina. Zaś 27 sierpnia przeprowadzono pierwszą publiczną egzekucję w Warszawie, której ofiarami było - 130 najzupełniej przypadkowych mężczyzn i kobiet (ściąganych z ulicy przez czekistów), i zwożonych do podwarszawskiego Wawra, gdzie czekał już na nich oddział Czerkiesów z karabinem maszynowym. Nieszczęśników tych ustawiano pod murem (w grupach, po dziesięciu) i ... puszczano serię z karabinu. Potem następna grupa i następna. Powodem ich "egzekucji, byłoby zamordowanie dzień wcześniej, dwóch pijanych sowieckich żołdaków, którzy pokłócili się o łupy z ich polskimi odpowiednikami, z rekrutowanej właśnie Milicji Ludowej (do której brano każdego, najczęściej element przestępczy - morderców i złodziei) . 

Tymczasem, tego samego 24 sierpnia, w pięknie przystrojonym aucie, na Plac Zamkowy w Warszawie, wjeżdżali: Julian Marchlewski, Feliks Dzierżyński, Feliks Kon, Edward Próchniak i Józef Unszlicht - członkowie nowego rządu sowieckiej już Polski. Na wielkiej trybunie, przed Zamkiem Królewskim, witał ich prawdziwy gospodarz Warszawy (i innych miast zdobytej już Polski), dowódca północno-zachodniego sowieckiego frontu - gen. Michaił Tuchaczewski. Jego pierwsze słowa brzmiały:

- "Witajcie towarzysze. Witam was dziś, jako członków pierwszego czerwonego rządu polskiego".

W imieniu "rządu polskiego", głos zabrał, desygnowany wcześniej przez Lenina na premiera - Julian Marchlewski: "Witamy Was towarzyszu generale. My, członkowie rządu polskiego, jako reprezentanci proletariatu warszawskiego, który dziś z nadzieją i pieśnią na ustach, ale również i łzami w oczach, że stało się to tak późno - pragniemy wyrazić Wam towarzyszu podziękowanie, za wyzwolenie naszego miasta, z rąk burżujów, obszarników i kapitalistycznych sługusów. Lud polski, tak okrutnie przezeń ciemiężony, dziś właśnie w Was, upatruje swojego obrońcę i wybawiciela. Krwawy rząd imperialistów i obszarników, wtrącił kraj i polski lud w zbrodniczą wojnę, której wygrać nie mógł. Siła naszej robotniczo-chłopskiej armii, jest bowiem niezwyciężona. Pomimo to, nie zważając na cierpienia proletariatu polskiego, zbrodniczy, imperialistyczny rząd, który mienił się być rządem polskim - dążył do wojny z jedynym przyjacielem ludu pracującego - żołnierzem niepokonanej Armii Czerwonej, który dziś bohatersko zrywa kajdany niewoli z rąk polskich chłopów i robotników. Niech żyje towarzysz Lenin, niech żyje Partia, niech żyje Polska Socjalistyczna Republika Sowiecka" - na tym wzajemne powitanie dobiegłoby końca.






Nowy rząd też bardzo szybko wziął się do pracy, powołując nowe Komitety Ludowe i tworząc miejskie oddziały Milicji Ludowej. Choć początkowo w jej skład wchodzili delegowani do tego zadania sowieccy żołnierze, potem jednak (głównie pod wpływem Dzierżyńskiego, który twierdził że należy zachować zasadę "ciągłości państwowości polskiej" i "polskiego elementu rewolucyjnego na polskiej ziemi"), zaczęto przyjmować również Polaków, ale ponieważ od początku były problemy z uzupełnieniem stanu tworzonych jednostek (zgłosiło się tylko ... kilkunastu "ochotników", którzy liczyli że za zgłoszenie się dostaną broń i pieniądze), dlatego też ubytki wypełniano kimkolwiek, najczęściej uwolnionymi z więzień przestępcami, dając im do ręki broń i ... władzę nad mieniem oraz życiem mieszkańców miasta. 

Marchlewski zaś, jako premier nowego rządu, już snuł plany wielkiej reformy rolnej, rozkułaczania bogatych chłopów i całkowitego wyeliminowania własności prywatnej. Na pierwszy plan postawił wdrożenie programu rolnego, który (jego zdaniem), został w Rosji źle przeprowadzony przez Lenina. On teraz, nowy władca Polski - wreszcie pokaże jak właściwie należy go zastosować. On da chłopom chleb i pokaże jak właściwie robić rewolucję komunistyczną. On uczyni z Polski prawdziwe źródło artykułów pierwszej potrzeby, dla walczącej rewolucji światowej (taki właśnie był polityczno-gospodarczy plan Juliana Marchlewskiego). Ponieważ nadal trwała wojna i sprawa rewolucji światowej, nie została jeszcze zakończona, przeto przeprowadzenie skutecznej reformy rolnej, nie mogło w tych warunkach mieć miejsca. Dlatego też Marchlewski poprzestał na razie na wydaniu samej odezwy do włościan:

"Cała ziemia, na której dotąd chłop polski cierpiał pod batem panów i obszarników, staje się własnością ludu polskiego. Obszarnicy i kułacy zostaną wypędzeni, a uwolnieni z niewoli krwawych ciemiężycieli - włościanie, będą spokojnie gospodarzyć pod kierownictwem pomocników z Komitetów Folwarczno-Parobczanych."


Tymczasem cała Polska została już zajęta przez Armię Czerwoną i niemiecką Reichswehrę. Natomiast Tuchaczewski, zaraz po powitaniu przedstawicieli "rządu polskiego" w Warszawie, wyjechałby do Poznania, na spotkanie z szefem Niemieckiego Sztabu Generalnego - Hansem von Seecktem, na wspólną paradę sowiecko-niemieckich wojsk. W tym samym czasie jednak były już przygotowywane plany wybuchu komunistycznego powstania w Berlinie, które miało wybuchnąć, po zmasowanym uderzeniu Armii Czerwonej na oddziały słabej Reichswehry. Plany wybuchu rewolucji w Berlinie i Monachium - osobiście doglądał sam Tuchaczewski, który też wydał rozkaz jej rozpoczęcia na dzień - 1 października 1920 r. 


CDN. 

wtorek, 15 grudnia 2015

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CXII

II WOJNA PIRAMIDOWA

(ok. 7 670 r. p.n.e. - ok. 7 370 r. p.n.e.)


 GESTINANNA



PRELUDIUM

ROMANS INANNY


INANNA i DUMUZI
 



Po zniszczeniu Firmamentu Niebieskiego i sprowokowaniu tym samym II Wielkiego Potopu w dziejach naszej planety, I Wojna Piramidowa pomiędzy dwoma zwaśnionymi klanami jednego rodu - zakończyła się. Potop wyrządził poważne szkody tak materialne, jak i ludnościowe. Dodatkowo po opadnięciu wód, Ludzkość cofnęła się w swym rozwoju, zapominając nie tylko o dawnych kulturach i tradycjach, jakie wcześniej powstały na Ziemi, ale też podstawowych umiejętności budowy wielkich murowanych miast, obróbki miedzi, żelaza czy brązu, a także całej dotychczasowej nauki, jaka wytworzyła się na tej naszej Niebieskiej Planecie, od czasów Jej pierwszej kolonizacji (po zakończeniu III Wielkiej Wojny Galaktycznej - ok. 1 240 000 r. p.n.e.), ok. 900 000 r. p.n.e.

Zakończenie walki i nowy podział ziemskich terenów na pięć stref osadniczych (dokonany pod presją Plejadian), spowodował pewne zmiany wśród samych Nibiruan. Po pierwsze, wraz z zakończeniem walk, z niewoli Anubisa, zwolniona została "bogini" Inanna, która wróciła za Ocean, do południowoamerykańskiej bazy Enlila i Ninurty, by następnie wraz ze swą siostrą Ereszkigal, objąć we władanie część ziem dzisiejszego Jukatanu. Ponieważ pomiędzy klanami trwał pokój (i ścisły podział władzy), Enkici i Enlici ... zaczęli się wzajemnie odwiedzać. Ok. 7 670 r. p.n.e. doszło właśnie do jednej z takich odwiedzin. Do królestwa Inanny i Ereszkigal, przybyło rodzeństwo - Dumuzi i Gestinanna - dzieci Enkiego. Cała ta czwórka (Inanna, Ereszkigal, Gestinanna i Dumuzi), byli potomstwem, zrodzonym już na Ziemi, mimo to należeli do dwóch wciąż wrogich sobie klanów (Inanna i jej siostra były dziećmi Nannara i Ningal. Nannar zaś był synem Enlila i Ninlil). Klan Enlidów, wciąż bowiem nie mógł się pogodzić zarówno z utratą "Świętej Ziemi" - "Dil.Mun", oraz ... z ciągłą kontrolą Egiptu, przez potomków Enkiego. Nowa wojna wisiała więc na włosku i potrzebowano jedynie pretekstu, by ją oficjalnie wywołać.

Tymczasem ... Inanna i Dumuzi, rozpoczęli ze sobą gorący romans. Nie wiadomo czy Inanna zakochała się w Dumuzim, czy były to z jej strony jedynie gra, gdyż nie znosiła ona Gestinanny i starała się zrobić jej na złość. W każdym razie ów romans kwitł w najlepsze, a sama "bogini" wcale nie kryła się ze swymi uczuciami. Oficjalnie też poinformowała Gestinannę, że wkrótce zostanie żoną jej brata i wspólnie połączą oba skłócone klany, tworząc potężne imperium, nad którym będą panowali. To zapewne nie spodobało się Gestinannie, gdyż znając temperament swego starszego (urodzonego jeszcze na Nibiru), brata (i fakt, że to właśnie on miał pierwszeństwo tronu) - Marduka, obawiała się jego reakcji i konfliktu pomiędzy braćmi. Postanowiła więc zadziałać - mianowicie pewnej nocy przyszła do swego brata w masce na twarzy i ... uwiodła Dumuziego. Gdy sprawa się wydała, Gestinanna zapowiedziała że oskarży go o gwałt, jeśli nie zerwie z Inanną i nie zrezygnuje z planu połączenia klanów. Dumuzi przestraszył się gróźb siostry i szybko ... uciekł ze swej komnaty. Niestety, był pod tak wielkim szokiem, tego co właśnie zaszło, że wybiegł na balkon, próbując wybiec na korytarz. Nie zdążył, bowiem poślizgnął się i ... wypadł wprost do wodospadu, ginąc na miejscu.

Śmierć Dumuziego, stała się przysłowiowym casus belli nadchodzącej wojny, gdyż wściekła na Gestinannę - Inanna, kazała ją uwięzić w najciemniejszych lochach pałacu, nie tylko nie pozwalając odjechać do kraju Enkidów, lecz nawet zwołać wspólny sąd "bogów", na którym miano zadecydować o jej losach - postanowiła że sama ją osądzi i ukaże. Teraz zaprotestował Marduk, domagając się natychmiastowego zwolnienia swej siostry - Inanna odmówiła (zapewne miała dobrze w pamięci własną niewolę). Ale nie czekała na jego reakcję, gdyż ... sama wypowiedziała mu wojnę. Natychmiast też uzyskała wsparcie ze strony Enlila i Ninurty, którzy właśnie oczekiwali pretekstu, by ponownie opanować tereny dawnego Edenu. Tak właśnie rozpoczęła się II Wojna Piramidowa. 


"LEW" KONTRA "WĄŻ" 

CZYLI DESANT ENLIDÓW 

NA KRAJ DIL.MUN






BITWA O GÓRĘ MORIACH


Na czele armii inwazyjnej klanu Enkidów, stanął oczywiście sam Ninurta. Długo przygotowywał swe siły do tej wojny. Stworzył nawet specjalny gwiazdolot, który uczynił centrum dowodzenia - nosił on nazwę - "IM.DU.GUD" ("Boski Burzowy Ptak"). Wiadomości o tej wojnie zachowały się w sumeryjskim tekście zatytułowanym "Mity Kur", opowiadającym o zwycięskiej walce bogów ze ... smokami, a także starotestamentowym apokryfie "Księgi Jubileuszów", w którym mówi się m.in.: o "Przeklętej ziemi Kanaan" i "Nielegalnej okupacji ziemi Sema". Inne sumeryjskie i akadyjskie tabliczki, w niewielkim stopniu informują o tym konflikcie. Jedyne co jest tam stałe i niezmienne, to zakończenie owego konfliktu, o którym pisali starożytni Sumerowie, jako o: "Wyzwoleniu spod władzy Węży". A dlaczego węży i skąd właściwie takie określenie? Ano dlatego, że Enlidzi tę wojnę wygrali, odzyskując nie tylko dawny kraj Dil.Mun, ale także Synaj i Egipt. Oba klany miały też swe wyraziste symbole - Enkidzi stawiali na sztandarach smoka (lub węża), natomiast Enlidzi (a konkretnie sam Ninurta), lwa o głowie orła. 

Pierwsze starcie obu armii (już po dokonaniu desantu Enlidów na kraj Dil.Mun), miało miejsce pośród ruin dawnej bazy Nibiruan, pod górą Moriach. Należy od razu dodać, że choć głównym wodzem całej armii Enlidów, był Ninurta, to wraz z nim osobiście walczyło wielu bogów z tego klanu, w tym również - Inanna, która osobiście brała udział w walkach, dowodząc własnym "kontyngentem" zbrojnym. Po stronie Enkidów, całe dowództwo spoczęło oczywiście w rękach Marduka. Bitwa o górę Moriach, zakończyła się całkowitym zwycięstwem Ninurty (o czym pisze chociażby sumeryjskie opowiadanie "Mity Kur"). W walkach tych ogromnie wsławiła się właśnie "bogini" Inanna, która męstwem przewyższała innych wojowników. Po klęsce, siły Marduka wycofały się na południe - na Synaj, by tam połączywszy się z posiłkami z Egiptu, przygotować zasadzkę na inwazyjną armię Enlidów. 

Natomiast Ninurta i Inanna tą jedną bitwą odzyskali kraj Dil.Mun, jednak nie zamierzano kierować się na południe. Ninurta postanowił bowiem wyruszyć na wschód i odzyskać tereny dawnego Edenu, jednocześnie pozwalając Mardukowi przygotować obronę Egiptu na półwyspie Synaj. 



CDN.