Łączna liczba wyświetleń

piątek, 21 kwietnia 2023

POLSKA IDEA IMPERIALNA - Cz. VI

CZYLI BROSZURA WYDANA W 1938 ROKU 
POD EGIDĄ "POLITYKI"



POLSKA IDEA IMPERIALNA

Cz. VI






V
PROBLEM ŻYDOWSKI


 Przy traktowaniu problemu żydowskiego należy sobie przede wszystkim zdać sprawę z trojakiego rodzaju trudności.

Do pierwszych należą specyficzne właściwości rasy żydowskiej czyniącej z niej element ludnościowy trudny do równorzędnego traktowania z innymi mniejszościami narodowymi. Żydzi nie mieszkają zwartą masą, lecz przenikają swymi wpływami wszystkie dzielnice kraju oraz wszystkie ugrupowania społeczne. Żyjąc w rozsypce wśród obcego im narodu, nie ulegają mimo to w przygniatającej większości asymilacji. Wprost przeciwnie, z uporem bronią swej odrębności narodowej i religijnej. W stosunkach z autochtonami kierują się - pomijając nieliczne wyjątki - zasadami etyki niemożliwymi do przyjęcia dla społeczeństw chrześcijańskich. Ich interesy narodowe każą im w dodatku opowiadać się stale po stronie silniejszego. Oportunizm ten uderza w same podwaliny spoistości państwowej, która jest w chwilach ciężkiej próby wystawiona przez obecność tego rodzaju elementu na poważne niebezpieczeństwo. Należy dodatkowo uwzględnić wielki stosunkowo odsetek ludności żydowskiej w Polsce; zdać sobie przy tym sprawę z faktu, że wysokość tego odsetka jest prócz innych przyczyn przede wszystkim wynikiem celowego nagromadzenia Żydów na ziemiach polskich przez rządy rosyjskie. Liczebność Żydów w Polsce pogłębia fakt opanowania przez nich olbrzymiej ilości najpoważniejszych placówek gospodarczych do tego stopnia, że dzisiaj przeważna część przemysłu, finansów i handlu znajduje się w ich rękach. Zmianę tego stanu rzeczy normalnymi środkami konkurencji gospodarczej utrudnia niesłychanie solidarny bojkot żydowski wszelkich wysiłków polskich idących w tym kierunku. Za wpływami gospodarczymi idą w końcu potężne wpływy żydowskie w polityce, w prasie oraz głęboka penetracja kulturalna, zmierzająca oczywiście do osłabienia odporności społeczeństwa na zalew żydowski. Akcja ta nie cofa się przy tym przed podważeniem w społeczeństwie zdrowia moralnego oraz podkopywaniem gotowości bojowej narodu, starając się go zaprzęgnąć w rydwan różnego rodzaju międzynarodówek, najlepiej sprzyjających rozwojowi elementu żydowskiego. 

Drugi rodzaj trudności powstaje w wypadku odrzucenia doktryny rasistowskiej. Problem żydowski ulega wtedy poważnemu skomplikowaniu z powodu dość daleko idącego pomieszania rasowego ludności żydowskiej z ludnością tubylczą oraz przechodzenia szeregu jednostek na wiarę chrześcijańską. Do tematu tego powrócimy jeszcze na samym końcu rozdziału.

Trzecia kategoria trudności związanych z problemem żydowskim polega nie tyle na wyborze metod walki, ile na fakcie, że żadne z nich nie są w stanie doprowadzić w krótkim czasie do radykalnego zmniejszenia się odsetka ludności żydowskiej w Polsce. Sytuacja ta stwarza konieczność zastosowania polityki skutecznej na dłuższy dystans. Wejście na tę drogę wywołuje jednak wśród bardziej zapalnych jednostek odruchy zniecierpliwienia. Odruchy te doprowadzają do stawienia demagogicznych wprawdzie, ale zupełnie nierealnych postulatów odwracając uwagę społeczeństwa od właściwych i jedynie skutecznych metod działania. Odruchy te skupiają się przejściowo na drobnej ilości jednostek, chroniąc równocześnie doskonale szeroką masę żydowską przed naciskiem skuteczniejszych metod walki. Po fali ekscesów przychodzi bowiem zwykle reakcja opinii krajowej i zagranicznej, za nią zaś zarządzenia władz hamujące ekscesy; w międzyczasie zaś właściwe metody walki leżą w zupełności odłogiem.

Podchodząc do zagadnienia żydowskiego w Polsce należy sobie w pełni uświadomić wszystkie wymienione powyżej kategorie trudności. Z pierwszych powinniśmy wysnuć wniosek, że zagadnienie żydowskie w Polsce nie może być w ogóle traktowane jako problem mniejszościowy. Specyficzne właściwości rasy żydowskiej nie pozwalają jej uważać za trwały element ludnościowy. Stanowisko takie nie narusza w niczym ani poczucia praworządności, ani też zasad etyki katolickiej, lecz jest podyktowane konieczną obroną najbardziej żywotnych interesów narodowych.

Praworządność wymaga, ażeby walka z zalewem żydowskim toczyła się w ramach obowiązujących ustaw. Tego też się domagamy, potępiając bezwzględnie wszelkie ekscesy antyżydowskie, prowadzące najprostszą drogą do kultu barbarzyństwa i zwyrodnienia uczuć. Etyka katolicka natomiast zabrania nawet ustawowego prześladowania Żydów w sposób uwłaczający ich godności ludzkiej; nie zabrania jednak w niczym słusznej obrony interesów narodowych przed gospodarczym oraz kulturalnym zalewem żydostwa.

Rezygnując z ekstremistycznych metod walki uwłaczających poczuciu sprawiedliwości oraz godności ludzkiej, jaką należy bezwzględnie uszanować w każdym człowieku, uzyskujemy jednocześnie poważną korzyść natury politycznej. Należy sobie bowiem zdać sprawę, że nawet przy najbardziej energicznej walce z zalewem żydowskim, co najmniej setki tysięcy Żydów w Polsce na stałe tak czy owak pozostanie. Deptanie godności ludzkiej tych setek tysięcy musiałoby uczynić z nich trwałych i nieprzejednanych wrogów państwowości polskiej, co w żadnym wypadku nie mogłoby ułatwić naszej sytuacji wewnętrznej. Wprawdzie i stworzenie konsekwentnej presji gospodarczej obróci przeciwko Polsce nastroje mas żydowskich. Nastroje te będą jednak dużo mniej wrogie, niż by musiały być, gdyby równocześnie z walką gospodarczą stosowano metody ekstremistyczne w postaci konfiskaty majątków i osobistego prześladowania. Po wtóre walka gospodarcza z chwilą złamania gospodarczej przewagi Żydów z konieczności rzeczy osłabnie, co pozwoli na ostateczną normalizację stosunków.




Jako najbardziej uczciwe załatwienie sprawy żydowskiej musi się oczywiście uznać emigrację nadmiaru ludności żydowskiej z Polski. Emigrację tę należy wszelkimi środkami popierać, usuwając rozliczne trudności stojące na jej drodze. Za specjalnie nielogiczne musi się też uznać żądanie emigracji przy równoczesnym stosowaniu zarządzeń, takich jak konfiskata majątków i rygorystyczne ograniczenia dewizowe, które z natury rzeczy wszelką emigrację w samym zarodku stłumić muszą; chyba że się normalną emigrację pragnie zastąpić ucieczką przed osobistym prześladowaniem, od czegośmy się stanowczo odcięli.

Ograniczenie się jednakże do postulatu emigracyjnego musiałoby być uznane za dowód złej wiary, ponieważ jest oczywistym, że Żydzi w odpowiedniej ilości oraz dobrowolnie nie wyemigrują. Jedynym środkiem, który ich do tego zmusić potrafi, jest celowa presja stosowana na wszystkich odcinkach życia gospodarczego. W miarę tego dopiero jak coraz szersze masy żydowskie zaczną tracić w Polsce środki egzystencji, okażą one skłonność do szukania zarobku gdzie indziej. Wywieranie na Żydów presji gospodarczej jedynie tylko na drodze normalnej konkurencji jest z przytoczonych już względów absolutnie nie wystarczające. Normalna konkurencja musi zostać poparta następującego rodzaju zarządzeniami:


  1. Numerus clausus na wyższych uczelniach oraz w wolnych zawodach.
  2. Nieprzyjmowanie Żydów na posady publiczne, specjalnie zaś na żadne kierownicze stanowiska.
  3. Oddawanie dostaw rządowych firmom chrześcijańskim. Należy sobie jednak zdać sprawę z tego, że w wielu wypadkach brak jest w ogóle dostatecznie odpowiedzialnych firm chrześcijańskich, tak że polityka ta może się rozwijać jednakże w miarę rozwoju polskiego stanu posiadania.
  4. Polityki gospodarczej, która by skierowała do handlu i przemysłu element chłopski przywykły do minimalnych wymagań i w związku z tym najbardziej zdolny do skutecznej walki konkurencyjnej z placówkami żydowskimi.
  5. Ustawowego zezwolenia na propagandę firm chrześcijańskich w formie spisu tych firm; zakazu anonimowych firm ukrywających żydowskich właścicieli; zakazu zmiany nazwisk itp.
  6. Obsadzenia wszystkich stanowisk politycznych i gospodarczych o decydującym znaczeniu dla państwa wyłącznie przez rdzennych Polaków, tylko oni bowiem mogą dawać pełną gwarancję, że na swych stanowiskach wykażą dostateczną dbałość o interesy państwa.


Zdajemy sobie sprawę, że wymienione metody walki stworzą bardzo ciężkie warunki egzystencji dla masy żydowskiej. Dopiero one jednak zmuszą Żydów do szybkiej emigracji, międzynarodową zaś finansjerę żydowską do udzielenia tej emigracji odpowiedniego poparcia.

Za specjalnie ważną rzecz uważamy stanowcze odseparowanie się od rozkładowych wpływów kultury żydowskiej. W tym celu należy oddzielić prasę żydowską od chrześcijaniskiej, wprowadzając zakaz finansowania oraz redagowania pism polskich przez Żydów, jak również nakaz ujawniania żydowskich organów prasowych przez odpowiednie tytuły. Potępiamy barbarzyńskie prześladowania rzetelnych zdobyczy kulturalnych jedynie dlatego, że są one ewentualnie dziełem osób żydowskiego pochodzenia, domagamy się jednak bezwzględnego usunięcia ze szkoły, teatru, kina i innych środków oddziaływania na umysłowość społeczeństwa sprytnie podsycanych tendencji, mających na celu podkopanie tężyzny moralnej oraz gotowości bojowej narodu.

Doceniając w pełni powagę problemu żydowskiego, potępiamy jednak rasistowskie podejście do niego, sprzeczne zresztą w sposób zasadniczy z doktryną kościoła katolickiego. Dlatego też jednostki, której jeszcze przed odzyskaniem Niepodległości łączył ścisły związek duchowy z narodem polskim, nie powinny podlegać żadnym ograniczeniom. To tolerancyjne stanowisko powinno w zasadzie odnosić się również do osób, które przeszły na wiarę chrześcijańską. Kryterium to otwiera jednak szeroko wrota szkodliwemu oportunizmowi. Dlatego też mogłoby ono mieć zastosowanie tylko w odniesieniu do osób, które by całym swym życiem udowadniały ideowość swych pobudek. Konieczną w tym wypadku byłaby czynna współpraca władz kościelnych głównie powołanych do oceniania tego rodzaju czynników.

Pozostaje w końcu otwartą kwestia osób żydowskiego pochodzenia solidaryzujących się całkowicie z interesami narodu polskiego, nie chcących jednak zmieniać wyznania właśnie celem uniknięcia zarzutu oportunizmu. Stanowisko tego rodzaju jednostek jest ze wszech miar godne uznania. Należy też spodziewać się, że pomimo olbrzymich praktycznych trudności, znajdzie się kryterium pozwalające na indywidualne traktowanie podobnych wypadków.


CDN.






PS. 19 lutego minęła 80-ta rocznica wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim, czyli tej ostatniej próby Żydów polskich obronienia własnej godności przed niemiecką polityką eksterminacji. Armia Krajowa i Armia Ludowa (czyli komuniści) już wcześniej dostarczali do getta broń dla Żydów - oczywiście tej broni nie było dużo, ponieważ sama konspiracja polska też nie miała tej broni dużo (przecież w Powstaniu Warszawskim w sierpniu 1944 r. przypadał mniej więcej jeden karabin na pięciu powstańców), ale dzięki tym dostawom broni Żydzi w getcie mogli przynajmniej podjąć się tej ostatniej straceńczej i całkowicie bezsensownej z punktu widzenia militarnego, ale niezbędnej z punktu widzenia moralnego walki z niemieckimi mordercami, którzy przyszli aby podpalić ich dom, ten w którym mieszkali - Polskę. Powstanie to nie miało najmniejszych szans zwycięstwa i było tylko walką o godną śmierć dla tych ludzi, tak samo jak walką o godną śmierć były działania Żołnierzy Wyklętych w czasach powojennego, sowieckiego zniewolenia Polski. Symbolem determinacji Powstańców i ich walki o godność jako ludzi (bo przecież w oczach Niemców ludźmi nie byli, byli podludźmi, przeznaczonymi tylko do masowej eksterminacji), były te dwie flagi zatknięte na dachu jednego z budynków, dwie flagi które dla Niemców były nie do zniesienia i które Jürgen Stroop (główny eksterminator getta warszawskiego) nakazał czym prędzej ściągnąć, bez względu na liczbę ofiar po niemieckiej stronie. Te dwie flagi biało-czerwona flaga Polski i biało-niebieska flaga narodu żydowskiego, dawały bowiem zniewolonej ludności Warszawy (i całej Polski) nadzieję, że nie wszystko stracone, że podeptana Wolność, Niepodległość i ludzka Godność odzyskają swoje pierwotne znaczenie - przynajmniej na czas toczących się walk. 


"ROZMOWY Z KATEM"
CZYLI SPOWIEDŹ JÜRGENA STROOPA W WIĘZIENIU PRZED KAZIMIERZEM MOCZARSKIM KTÓREGO KOMUNIŚCI RÓWNIEŻ ZAMKNĘLI ZA TO ŻE NALEŻAŁ DO ARMII KRAJOWEJ 






My jako ludzkość jesteśmy w stanie uczynić wiele haniebnych i odrażających czynów (czego przykładem chociażby była niedawna dekapitacja ukraińskiego żołnierza przez ruskich morderców, czy kastrowanie ukraińskich jeńców przez moskali), ale Ludzkość cechuje również to co piękne i wzniosłe - miłość do drugiej osoby, szacunek dla ludzkiego życia, dla ludzkiej godności i ogromna potrzeba wolności jako jednego z Bożych darów na tej Ziemi. Obrońcy getta ginęli więc z podniesionym czołem jako ludzie wolni i tego uczucia nikt nie mógł im odebrać, zabierali je ze sobą przechodząc do Lepszego Świata. 





CZEŚĆ ICH PAMIĘCI!


PS2: Natomiast co się tyczy tych ludzkich ogryzków niewiele różniących się od morderców odcinających na żywca głowy -  czyli tych wszystkich Lisów, stokrotek, Engelkingów czy Grabowskich etc. etc. To nie zamierzam na ich temat w ogóle się wypowiadać, bo gdybym musiał cokolwiek powiedzieć skończyłoby się zapewne na samych inwektywach więc pomińmy to sku....wo zasłoną milczenia. 

środa, 19 kwietnia 2023

SPANKING - OPINIE KOBIET

 CZYLI DLACZEGO WARTO

PRZYNAJMNIEJ RAZ W TYGODNIU

MOCNO WYSMAGAĆ KOBIECĄ SEMPITERNĘ?





 Dziś nieco na luzie, chciałbym zademonstrować opinie kobiet, które opisują korzyści jakie przynieść może stosowanie dyscypliny domowej przez ich mężów lub partnerów, a które definiuje się częstą (przynajmniej raz w tygodniu) praktyką klapsów. Ja sam już kilkukrotnie wcześniej pisałem o korzyściach dla związku płynących ze spankingu, lecz dziś głos postanowiłem oddać tym z kobiet, które są pod tym względem znacznie bardziej zaawansowane niż ja i moja partnerka, chodź jak przynajmniej niektóre z nich przyznają - w życiu zawodowym są zupełnie niezależne i często nikt by nie uwierzył w to, że w domu dostają klapsy od swych mężów za jakieś drobne przewinienia. A one wręcz pokochały taki sposób dyscypliny domowej i otwarcie twierdzą że nie są już w stanie powrócić do innej formy (tzw. "normalnej") związku i polecają taki właśnie sposób praktykowania posłuszeństwa (bo przede wszystkim wymaga to uznania nad sobą całkowitej kontroli swego mężczyzny) innym kobietom. Zapraszam zatem do lektury, należy jednak pamiętać że większość tych kobiet pragnie pozostać anonimowa i często nawet ich najbliższe otoczenie (w tym przyjaciele) w ogóle nie ma pojęcia o tym, co się dzieje w ich rodzinach i jak wygląda rzeczywiście związek w którym kobieta uznaje nad sobą całkowitą władzę swego mężczyzny.





JAYLA


 Czuję się uległa. (...) Jeśli ustaliłeś uzgodnione zasady lub wytyczne dotyczące tego, jak prowadzisz swoje małżeństwo, a ona zgodziła się na dyscyplinę (jednorazowa zgoda i więcej nie jest potrzeba), to postępuj zgodnie z nią. Zasady mogą obejmować ogólny brak szacunku. Żonie może się to wydawać arbitralne, ale mąż ma nie tylko prawo, ale i OBOWIĄZEK, aby poprowadzić swoją żonę/dom w kierunku, który uzna za stosowny. Zostaniesz osądzony za prowadzenie swojej rodziny, więc nie wycofuj się.

Każda żona żyjąca w małżeństwie z dyscypliną domową powie ci, że dyscyplina nie jest dobrowolnie chciana lub akceptowana w danej chwili. Zwykle po gorącej wymianie zdań, wzmożonych uczuciach lub uczuciach intensywnego zaangażowania w punkt widzenia następuje klaps. W takich momentach nie lubię zbytnio moich klapsów, ponieważ myślę, że on się myli, a ja mam rację. Najlepsze, co mogę wyjaśnić, to to, że klapsy są rodzajem psychologicznego połączenia, które szybko łagodzi emocje obu zaangażowanych stron i przywraca równowagę patriarchalnego małżeństwa. Szybko też przywraca żonę do uległości, a męża wzmacnia w jego męskość. Przynajmniej takie jest moje niewykształcone przypuszczenie na temat magii klapsów w małżeństwie. Biorąc to pod uwagę, często nadal jestem zdenerwowana i nadąsana po intensywnym laniu. Przynajmniej przez jakiś czas.

Właśnie wczoraj wieczorem rozmawiałam z moim mężem i zapytałam, czy kiedykolwiek czuł się źle, i czy zauważył, czy czasami nadal jestem nadąsana lub zdenerwowana po laniu, którego nie uważałam za szczególnie sprawiedliwe? Powiedział mi, że tak, zauważa i nie, wcale go to nie obchodzi! Byłam trochę zszokowana. Powiedział mi, że moje uczucia nie są jego zmartwieniem. Prawe przewodnictwo i prowadzenie mnie i naszej rodziny to jego najważniejsze priorytety.

Żeby było jasne, mój mąż jest bardzo miły i wrażliwy na moje uczucia. Jest dla mnie więcej niż słodki i robi dla mnie więcej, niż szczerze czuję, że ja robię dla niego. Jest czuły, kochający i cierpliwy. A moje dzieci i wszyscy, których znamy, postrzegają go jako hojnego i honorowego człowieka. Jednakże, kiedy hańbię nasze małżeństwo tak, jak ON to widzi (a nie tak, jak ja to widzę), to jestem poprawiana. I często moje uczucia "urazy", "złości" lub "zranienia" są właśnie tym uczuciem. A uczucia są ulotne, nieprzewidywalne, ciągle się zmieniają. Dlatego to mężczyźni rządzą w małżeństwach. Bowiem nie kierują się ani nie rządzą uczuciami.

Wynik jest taki…. Postrzegam i szanuję mojego męża jako autorytet, nawet jeśli "rani moje uczucia", co często zdarza się w momencie słownej korekty lub czasami przerażającego lania. Moim zdaniem, jeśli będziesz działać z przekonaniem i wykonasz uzgodnione klapsy (nawet jeśli ona jest niechętna), to ogólnie będzie cię szanować.

Pozwól, że coś ci doradzę, nie powinno cię obchodzić jak bardzo twoja żona jest "uległa". Wciąż bowiem pozostaje kobietą i wymaga ciągłego poprawiania. Możesz nie dostrzegać buntu, jaki mój biedny mąż czasami widzi w stosunku do mnie, ale zaufaj mi, przejawia zachowania, z których nie jesteś zadowolony. Jej niechęć do korygowania w ogóle wiele mi mówi. TO TYLKO MOJA OPINIA, ale myślę, że manipuluje tobą i może potrzebować długoterminowej korekty za upokarzanie swojej postawy. JA nie mogę dyktować MOJEJ dyscypliny. Mąż jest dla mnie autorytetem i to ON dyktuje, co jest najlepsze. A twoja żona zachowuje się jak księżniczka, która potrzebuje tygodnia bolesnych klapsów tylko po to, aby utrzymać ją na właściwej drodze. Możesz zacząć to wprowadzać, dopóki nie zobaczysz przemiany jej serca.

Pamiętaj, jeśli naprawdę jest uległa, to wyraźnie rozumie, że to Ty rządzisz i musi połączyć swoją wolę z Twoją. Wygląda na to, że potrzebuje DUŻO klapsów, żeby to zrozumieć. Ktoś, kto głosi, że jest na dobrej drodze do tego, czego Pan pragnie w domu i małżeństwie, jest zwykle tak zboczony, że nie widzi błędu na swojej drodze wynikającego z braku pokory. Wlej w nią pokorę!

Mój mąż ma jasne oczekiwania co do mojego zachowania itp. i w większości całkowicie się z nim zgadzam i jestem mu posłuszna. Są jednak chwile, kiedy mu się sprzeciwiam. Czasami wynika to z czystego zapomnienia lub bycia pochłoniętym chwilą. Nie lubi przekleństw i czasami pozwalam, by słowo przekleństwa się wymcknęło ponieważ pasuje do narracji w danej chwili, a on albo komentuje od razu, żeby przestać, albo później, kiedy o tym wspomina, następuje rachunek sumienia.

Mam też obowiązek przestać się kłócić, komentować, generalnie kontynuować, kiedy mój mąż wypowiedział w jakiejś sprawie ostatnie słowo. Są jednak chwile, kiedy po prostu muszę się w nie wcisnąć ostatnie słowo! To mu nie pasuje. Postrzega to jako całkowite nieposłuszeństwo i jest odpowiednio traktowane.

Nigdy otwarcie nie próbuję lekceważyć mojego męża i okazywać mu nieposłuszeństwa, ale są chwile, kiedy robię to nieumyślnie. Pewnie zastanawiacie się, jak radzi sobie z moim nieposłuszeństwem poza karą słowną?! No ogólnie to on mnie bije. Mamy małżeństwo z dyscypliną domową. Oznacza to, że podążamy za małżeństwem patriarchalnym, tak jak jest to opisane w większości doktryn religijnych. Aby utrzymać ten rodzaj małżeństwa na dobrej drodze, wspólnie zgodziliśmy się, że tego właśnie chcemy i uważamy, że jest to najlepsze dla nas obojga. Jestem dyscyplinowana (lanie) za dowolną liczbę zachowań i jest to całkowicie prywatne pomiędzy nami. Klapsy nie zdarzają się cały czas, ale kiedy już się zdarzają, są szybkie, bolesne i zdecydowanie przywracają nasze małżeństwo na właściwe tory. Jesteśmy zupełnie normalną parą, która nie traktuje tego jako jakiegoś dziwnego fetyszu. To ścisła dyscyplina i dziwnie tworzy to szalone, ale silne małżeństwo.

Klapsy, nie zawsze, ale zwykle, zdarzają się wtedy, gdy mój mąż widzi wzorzec lekceważenia jego zasad lub naginania ich na moją korzyść. Natychmiast da klapsa, jeśli okażę mu całkowity brak szacunku. Brak szacunku kobiety do mężczyzny jest zabójcą wszystkich małżeństw. Mężczyźni zostali tak zaprogramowani, aby wierzyli, że każdy dotyk kobiet czyni ich oprawcami. Ale mężczyźni zostali wepchnięci do tego regulowanego pudła, w którym tak naprawdę nie rządzą swoimi domami, ich żony nie są im posłuszne, ich dzieci odpowiadają bardziej mamie jako szefowi gospodarstwa domowego niż im. To jest tak niezsynchronizowane z naturalnym porządkiem rzeczy. Nie wiesz, jakie są piękne możliwości, dopóki nie włączysz klapsów. I dopóki nie zanurzyłeś palca w możliwości, że możesz działać w prawdziwym patriarchalnym małżeństwie, w którym mąż ma władzę nad swoją żoną we wszystkim.

Myślałam, że byliśmy wcześniej całkiem dobrym małżeństwem, ale on tak nie uważał. Powiedział mi: "jeśli to zrobimy, chcę mieć pełną kontrolę". Więc zgodziłam się na 6 miesięcy związku z dyscypliną domową. Gdy jednak minęły 4 miesiące, mój mąż powiedział mi, że nigdy już nie wróci do naszego poprzedniego związku. Poczuł się bliżej mnie, poczuł się bardziej jak mężczyzna, bardziej kontrolował mnie i moje zachowania, bardziej kontrolował całą naszą rodzinę, był bardziej we mnie zakochany, opiekuńczy, odzyskał energię seksualną, czuł się bardziej pewny siebie poza naszym domem w pracy itp. (w której zawsze był bardzo pewny siebie i odnosił sukcesy, ale coś się w nim zmieniło, by być jeszcze bardziej).

Nigdy nie chciałam rezygnować z lania, kiedy denerwowałam się dyscypliną, którą czułam że jest niesprawiedliwa, ale przyzwyczaiłam się do rezygnacji z kontroli w naszym małżeństwie. To było szalone! I zawsze myślałam o nas przede wszystkim jako o małżeństwie patriarchalnym. Ale pozwól, że opowiem ci o kilku zachowaniach, które zrobiłam, aby dać ci wyobrażenie o tym, jak doszliśmy od przeciętnego małżeństwa do cholernie dobrego/wspaniałego związku.

Denerwowałam się i byłam poirytowana  przez cały dzień i noc. Albo dlatego, że byłam zmęczona, albo mój mąż coś powiedział, albo dzieci zachowywały się w określony sposób. Mogłabym się wściekać i denerwować z powodu rzeczy, które nie miały nic wspólnego z moim mężem, ale on brał na siebie cały ciężar. Czasami wdawałam się w spory o coś głupiego i zamiast o tym mówić, mogłam to ciągle eskalować. Potem unikaliśmy prawdziwych rozmów przez około 3-4 dni poza tym, co musieliśmy omówić.

Zwykle jestem bardzo niezależna, więc jeśli nie łączyłam się z mężem podczas jego i mojego dnia w pracy, byłam zadowolona, ale jemu się to nie podobało. Chciał więcej kontaktu. Wykonywałam większość obowiązków domowych, ale jeśli miałam ochotę dać mu znać, jakie to niesprawiedliwe (mimo że on pracuje bardzo ciężko, długo i załatwia wszystkie nasze dodatkowe rzeczy), to to robiłam. To były takie typowe sprawy małżeńskie. A dzięki dyscyplinie domowej mój mąż położył temu kres i nie tylko temu. Czuł też, że muszę bardziej skupić się na naszym życiu seksualnym, a nie tylko robić to, kiedy najdzie nas nastrój (nawiasem mówiąc, dyscyplina domowa troszczy się o to za ciebie, ponieważ gdy mężczyzna przeciągnie cię przez kolano, żeby dać ci klapsa, masz ochotę zedrzeć z niego ubranie przez następny tydzień lub coś koło tego… zaufaj mi!)

Mówię ci to wszystko, ponieważ jesteśmy najbardziej typowymi ludźmi, jakich spotkasz. Mówiłam to już wcześniej i powiem to jeszcze raz, z dyscypliną domową mój mąż jest bardzo zainteresowany mną, bardzo zestrojony ze mną i tym, co się dzieje, a ja nawet nie wiedziałam, że chcę tego poziomu połączenia, dopóki go nie mieliśmy i to sprawiło, że poczułam się tak szczęśliwa. Przestałam szukać zewnętrznych źródeł potwierdzenia własnej osoby w pracy, na Facebooku, u znajomych czy w innych miejscach i czuję się po prostu związana z moim mężczyzną w sposób przypominający nasze pierwsze spotkanie i zakochanie. Nie potrafię ci tego wytłumaczyć, po prostu musisz tego doświadczyć.

Nie wiem, dlaczego klapsy nam to zrobiły. Wierzę, że powoduje to, że przyjmujesz to, czego Bóg chce, abyś miała w swoim małżeństwie męża na czele, żonę pod jego władzą i życia zgodnie z wypróbowanym i prawdziwym sposobem, w jaki małżeństwo powinno być prowadzone. 

Oto główne zmiany, które wykraczają poza nasze normy od samego początku:

Mój mąż bardziej zaangażował się w nasze małżeństwo (szybciej wraca do domu po pracy i woli spędzać czas z nami niż wychodzić z kolegami do pubu), a ja martwię się jak go uszczęśliwić (zawsze witam go z uśmiechem na ustach, całuję i pytam jak minął mu dzień). Zachowanie naszych dzieci znacznie się poprawiło i wydają się być super (SUPER) zadowolone i szczęśliwe (choć nic nie wiedzą o naszym sekrecie w postaci domowej dyscypliny i klapsów jakie mama dostaje od taty). Obcy ludzie komentują też jak bardzo jesteśmy w sobie zakochani. Nasze dzieci zawsze przewracają oczami, że za często się całujemy, ale wiem, że to lubią. Mój mąż powiedział mi, że dzięki dyscyplinie domowej czuje się nadzwyczaj pewnie w swoim życiu biznesowym.

Z klapsami dojdziesz do słodkiego miejsca, które wydaje się właściwe. PROSZĘ WPROWADŹ TO W SWOJE ŻYCIE. CZĘSTO jestem bita. Mąż ma nade mną władzę. Mam głos w naszym domu i małżeństwie, ale mój mąż wie, kiedy muszę to zakończyć i ma pełną kontrolę nad tym, jak i kiedy dyscyplina jest stosowana. Jak pokazuje ta historia, poprzez praktykę bicia i dyscyplinę domową mój mąż przejął kontrolę nad naszą rodziną i naszym małżeństwem dla większego dobra i wszyscy na tym skorzystaliśmy. Dobrze jest być żoną z klapsami i już nigdy, ale to NIGDY z tego nie zrezygnuję.





KARINA 


 Mój mąż jest Głową Domu, rządzi stabilnie, troskliwie i odpowiedzialnie, ustala zasady, standardy i granice, trzyma mnie w ryzach oraz poprawia i karze mnie kiedy trzeba. W zależności od sytuacji i mojego wykroczenia, dyscypliną może być wszystko, od dezaprobującego spojrzenia lub surowej werbalnej korekty, poprzez surową naganę, podkreśloną przez kilka mocnych klapsów w mój ubrany tyłek lub nagie udo, aż po pełne klapsy z gołym tyłkiem.

Jestem szczęśliwa, że ​​mam dobrego, kochającego i troskliwego męża, który jest surowy i nie toleruje nieposłuszeństwa i złego zachowania, ale jest sprawiedliwy i nie karze mnie, chyba że na to zasługuję, więc to nie jest "zła rzecz".

Oczywiście nie jest przyjemnie zostać ukaranym za moje złe zachowanie, a szczególnie nieprzyjemnie jest odsłonić pupę i dostać klapsa paskiem, który zadaje szokująco ostry i intensywny ból i sprawia, że ​​moje pośladki są obolałe co najmniej przez kilka dni. Jednak sama natura kary jest nieprzyjemna i bolesna i dobrze sprawdza się jako moderacja i korekta mojego zachowania. Surowe lanie, kiedy byłam niegrzeczna, jest również pokutą, która oczyszcza mnie z poczucia winy, więc dobrze jest, aby mój szacunek do samego siebie został surowo i zasadniczo ukarany za moje wykroczenia, a mój mąż trzymał mnie w ryzach i dawał mi klapsy surowo z paskiem. Jednocześnie mój mąż zawsze zapewnia mnie, że pod jego władzą jestem bezpieczna i nie zrobi mi krzywdy.

Czuję się komfortowo dzieląc się moimi doświadczeniami jako żona w szczęśliwym i dobrze funkcjonującym małżeństwie przestrzegającym Dyscypliny Domowej, ponieważ bycie zdyscyplinowaną żoną nie jest powodem do wstydu. Gdybym była niezdyscyplinowaną żoną, miałabym wiele powodów do wstydu. Mimo to, na szczęście, jestem tak uprzywilejowana, że ​​mam dobrego i troskliwego męża, który rządzi stabilnie, odpowiedzialnie i mądrze, dobrze się mną opiekuje i przywraca mnie w bezpieczne miejsce, kiedy działam i źle się zachowuję.

Jest surowy, ale także sprawiedliwy, opiekuńczy i kochający, więc cieszymy się szczęśliwym i harmonijnym małżeństwem, o ile dobrze się zachowuję i nie zapominam o manierach. Kiedy tak się dzieje, znika harmonia i szczęście, a pojawia się płacz, surowe słowa i bolesna kara, ale tylko na chwilę. Kary są równie szybkie i natychmiastowe, jak nieuniknione i surowe, a kiedy się skończą, to się skończą i wrócimy do naszej szczęśliwej i harmonijnej normalności.

Inni ludzie powiedzą ci, że to znęcanie się i przemoc, gdy mąż daje żonie klapsy za złe zachowanie, i że szaleństwem jest podporządkowanie się władzy męża i domaganie się od niego ukarania. Nie wątpię, że inne pary mogą być razem szczęśliwe bez włączania Dyscypliny Domowej do swoich małżeństw, ani też nie wątpię, że istnieją kobiety, które są tak wyjątkowo dobre, że potrafią dobrze się zachowywać i uszczęśliwiać swoich mężów bez wymierzania im klapsów od czasu do czasu. Chcę tylko powiedzieć, że dla mnie i mojego męża Domowa Dyscyplina zadziałała wyjątkowo dobrze i zagwarantowała szczęście i harmonię, dlatego ośmielam się polecić ją innym parom.

 



JELENA


 Do dziewcząt i kobiet tak - Bóg uczynił nas uległymi i mamy wbudowaną potrzebę dyscypliny a nasze pośladki zostały stworzone do klapsów. Mężczyźni powinni dominować i tak powinno być zawsze. Oto jak wygląda nasz rytuał dyscypliny:

Kiedy złamię ustaloną przez mego męża zasadę, zapraszam nie do naszej wykończonej przez niego piwnicy (najczęściej o godzinie 22:00). Tak więc około 21:40 sprawdzam czy dzieci dobrze śpią, aby nas nie usłyszały. Czasami mąż mówi mi, w co mam się ubrać albo co zabrać do piwnic (ubieram się najczęściej wystrojona - zwłaszcza w sukienkę, pończochy i pas do pończoch, oraz szpilki). Mąż bije mnie ręką, szczotką do włosów, paletka do ping-ponga albo paleta z moim imieniem. Oczywiście nie wolno mi się spóźnić (spóźnienie doprowadziłoby do silniejszych i liczniejszych klapsów, chyba że któreś z dzieci by się obudziło). Mąż zawsze czeka na mnie w piwnicy, siedząc na swoim krześle na którym wymierza mi klapsy. Oczekuje, że stanę przed nim i nie powiem ani słowa gdy zacznie mnie besztać. Następnie zdejmuje mi spodnie / sukienkę / spódnicę i majtki. Następnie klepie mnie obiema rękami po udach jako sygnał, żeby do niego podejść i położyć mu się na kolanach. Chwyta moją prawą rękę i przyszpila mi za plecami, a następnie wymierza klapsy - mocno i szybko w jeden pośladek - bez rozgrzewki. A potem drugi pośladek . Tam i z powrotem.

Po klapsach pozwala mi zsunąć się ze swoich kolan i każe tańczyć z odkrytymi i piekącymi pośladkami. Potem rozkłada ramiona i przytula mnie do siebie. Całujemy się namiętnie, a on szepcze mi do ucha jak bardzo mnie kocha i jak jest ze mnie dumny. Potem zbieram swoje ubrania i odnoszę je. Kiedy wchodzimy po schodach na piętro naszej sypialni, on idzie kilka kroków za mną, mając bezpośrednio przy twarzy moje czerwone od klapsów pośladki. W naszej sypialni każe mi dokończyć rozbieranie się (oprócz pończoch i pasa do pończoch). Wejść na łóżko na rękach i kolanach - potem zgiąć  łokcie - głową w dół, tyłek w górę. Następnie on rozbiera, się a ja czuję jak we mnie wchodzi jego sztywny członek. Kilka ruchów i poczuł ulgę. Potem leżeliśmy w objęciach aż do rana.






Na dziś to tyle!

niedziela, 16 kwietnia 2023

GWAŁT - CZY NIEODZOWNY ELEMENT KOBIECEGO LOSU? - Cz. XXXVI

NAJWAŻNIEJSZE I (NIEKIEDY)
NAJBRUTALNIEJSZE PRZYPADKI 
GWAŁTÓW W HISTORII





145 r. p.n.e.

GWAŁT NA WESELU

Cz. XXII







BÓG Z ODLEGŁEJ KRAINY
Cz. XXII



TEBAŃSKA REWOLUCJA
Cz. IX



Aby zobrazować jaka idea zawładnęła Atenami po 403/401 r. p.n.e. i jacy politycy nadawali jej ton, muszę jeszcze powrócić do opisu życia Sokratesa, gdyż właśnie na jego przykładzie widać będzie dokładnie proces formowania się demokratycznej paranoi, jaka wówczas zawładnęła Ateńczykami, którzy szybko przeszli z jednej (oligarchicznej) skrajności, do drugiej (czyli ubóstwienia demokracji). 





 Wojna pomiędzy sojuszem greckich miast Syrakuz i Akragas a władcą plemienia sycylijskich Sykulów - Duketiosem, wybuchła w 451 r. p.n.e. Pierwszym celem króla Sykulów było miasto Etna (czyli dawne Naksos) leżące w strefie wpływów Syrakuz. Duketios zdobył to polis, a następnie skierował się przeciwko Akragas, zajmując twierdzę Motyon. Połączone siły Akragas i Syrakuz próbowały przeszkodzić Duketiosowi w opanowaniu tej twierdzy, ale wojska greckie poniosły porażkę w bitwie z armią Sykulów pod Motyon i musiały zawrócić. Duketios był teraz panem sytuacji, opanował znaczne tereny należące do Greków, zajął Naksos i kontrolował ziemie południowo-wschodniej Sycylii, wbijając się klinem pomiędzy miasta Akragas, Gela i Syrakuzy. Na opanowanych przez siebie ziemiach nie prześladował jednak ludności greckiej, spodziewając się że taka polityka ułatwi mu w przyszłości zawarcie korzystnego pokoju oraz być może sojuszu z greckimi miastami na wyspie. W Syrakuzach natomiast lud postanowił surowo ukarać dowódców, którzy ponieśli klęskę w bitwie z Duketiosem pod Motyon. Kilku z nich ukarano śmiercią, w większości jednak zostali oni skazani na wygnanie, a następnie wybrano nowych dowódców i przygotowano się do nowej wojny na wiosnę roku 450 p.n.e. Nową kampanię skoordynowano z mieszkańcami Akragas, którzy mieli uderzyć na Motyon, natomiast Syrakuzańczycy ruszyliby bezpośrednio do kraju Sykulów. Tak też się stało i wiosną 405 r. p.n.e. wojska syrakuzańskie wdarły się na ziemie plemienia Sykulów, gdzie drogę zastąpił im Duketios ze swoją armią, natomiast Akragazyjczycy podeszli pod Motion i odbili tę twierdzę. W kraju Sykulów zaś (w bliżej nieokreślonym miejscu) doszło do krwawej bitwy, która ostatecznie zakończyła się klęską Duketiosa, jednak Syrakuzańczycy również ponieśli tam znaczne straty. Sycylijski władca jednak w obliczu klęski militarnej i utraty wszystkich swych sojuszników nie popełnił samobójstwa a wybrał ucieczkę, i to gdzie - zdając sobie sprawę że Syrakuzanie respektują prawa błagalników, zbiegł właśnie do Syrakuz, gdzie jako błagalnik pod posągiem Apollina błagał obdarowanie mu życia. Zgromadzenie Ludowe obywateli miasta postanowiło więc darować mu życie (uśmiercenie bowiem błagalnika u stóp bóstwa, było niewybaczalnym świętokradztwem, a nowe, demokratyczne władze Syrakuz bardzo dbały o to, aby ich stosunki z bogami były jak najlepsze). Postanowiono też wysłać go z dala od Sycylii i jako miejsce pobytu wybrano Korynt w Grecji właściwej, przyznając Duketiosowi jednocześnie roczne stypendium, aby mógł dostatnio żyć w tym mieście i nigdy już nie wrócić na wyspę.

Sukces odniesiony w wojnie z Sykulami (których związek po upadku Duketiosa rozpadł się), znacznie wzmocnił Syrakuzy i ponownie wysunął je na pierwsze miejsce wśród wszystkich greckich miast na Sycylii. Znacznie wzmocniło to też młodą, bo zaledwie 15-letnią syrakuzańską demokrację. Zresztą Syrakuzy już wcześniej odniosły sukces w pierwszej wielkiej wojnie, jaką toczyła ta młoda demokracja z wrogiem zewnętrznym którym byli Etruskowie. W 454 r. p.n.e. zajęli oni wyspę Elbę (Ajthalię), zaatakowali etruskie posiadłości w Alerii na Korsyce (dawnej greckiej Alalii), oraz spustoszyni wybrzeże Etrurii, zdobywając mnóstwo łupów i uprowadzając lokalną ludność w niewolę. Wyrośli przez to na pierwszą wyspiarską potęgę, zostawiając w tyle takie miasta jak Akragas, Gela czy Messana. Bardzo nie podobało się to szczególnie dotychczasowym syrakuzańskim sojusznikom z Akragas, a punktem zapalnym dodatkowo był fakt, że Syrakuzańczycy nie porozumieli się z mieszkańcami Akragas, decydując się pozostawić przy życiu Dukatiosa i odesłać go do Koryntu. Konflikt ten trwał kilka lat, aż wreszcie w 446 r. p.n.e. Syrakuzy (wierząc w siłę swego oręża) oficjalnie wypowiedziały wojnę Akragas. Aby jeszcze bardziej rozsierdzić swego dawnego sprzymierzeńca, Syrakuzańczycy sprowadzili z powrotem na Sycylię Duketiosa - polecając mu założenie wspólnej kolonii Greków i Sykulów na przylądku Kale Akte (obfitego w liczne lasy potrzebne do budowy okrętów). Duketios wywiązał się z tego zadania, pragnąc jednak odbudować swe dawne królestwo i uniezależnić się od Syrakuz, ale początkowo udawał sojusznika, dążąc jednak do wzmocnienia swej władzy i odbudowy własnej armii. Tymczasem hoplici Syrakuz (i sprzymierzonych polis m.in.: Naksos i Messany) rozgromili w bitwie w rejonie Akragas tamtejszą armię (445 r. p.n.e.) wygrywając wojnę i umacniając się jako niepodważalny hegemon Sycylii. W czasach gdy w Grecji właściwej rosła potęga Związku Morskiego podlegającego Atenom, a Perykles w 446 r. p.n.e. rozpoczął kampanię karną przeciwko zbuntowanym miastom Eubei (oficjalnie zbuntowanym przeciwko polityce Związku Morskiego, a realnie przeciwko całkowitej dominacji Aten) niszcząc przede wszystkim Histiaję i zasiedlając ją ateńskimi kleruchami (kolonistami), w tym właśnie czasie po dwudziestu latach istnienia demokracji syrakuzańskiej, miasto to ponownie odzyskało dawne wpływy, jakie posiadało w czasach rządów tyranów.


SYRAKUZY



W prawie całej Sycylii (nie licząc tych emporiów na zachodzie wyspy, które były kontrolowane przez Kartagińczyków) nastał więc pokój na warunkach narzuconych przez Syrakuzy. Wszyscy wrogowie zostali skutecznie pokonani lub odepchnięci z wyspy, Kartagińczycy już czterdzieści lat utrzymywali pokój (po klęsce pod Himerą z 480 r. p.n.e.) i woleli zająć się handlem niż prowadzić wojnę z Grekami, Etruskowie zaś nie zapędzali się już w rejon Cieśniny Messeńskiej, zaś wydarzenia w południowej Italii niewiele obchodziły mieszkańców Syrakuz (a rósł tam konflikt pomiędzy miastami Tarentem i Siris w Zatoce Tarenckiej - który w latach 30-tych V wieku p.n.e. doprowadzi do wojny pomiędzy tymi polis). Natomiast w ogóle już Syrakuzańczycy nie zaprzątali sobie głowy wydarzeniami dziejącymi się wówczas w mieście ulokowanym nad brzegiem Tybru, które w przyszłości stworzy jedno z największych imperiów w dziejach świata - czyli w Rzymie - wówczas wciąż jeszcze dużej wiosce, która tylko z nazwy była osadą typu miejskiego. W roku zwycięstwa Syrakuz nad Akragas (czyli 445 p.n.e.), w Rzymie ustawą trybuna ludu - Gajusza Kanulejusza zezwolono na zawieranie małżeństw pomiędzy patrycjuszami a plebejuszami. Rzymska Republika też była młoda (miała bowiem zaledwie 65 lat) i wciąż nie do końca ukształtowana. Dopiero bowiem niedawno - z punktu widzenia okresu o którym opowiadam - spisano w Rzymie pierwsze prawa. W 451 r. p.n.e komisja decemwirów wystawiła na Forum Romanum dziesięć kamiennych tablic ze spisanymi podstawowymi prawami, które notabene obowiązywały w rzymskim prawodawstwie przez prawie cały okres istnienia Imperium Romanum (pierwsza bowiem kodyfikacja została poczyniona dopiero w 438 r. za cesarza Teodozjusza II, gdy Imperium Rzymskie na Zachodzie zaczęło powoli sypać się w gruzy. Tak więc przez prawie 890 lat Rzymianie opierali się jedynie na prawie tych oto dwunastu kamiennych tablic (dwunastu, ponieważ dwie dodatkowe wystawiono na Forum w 449 r. p.n.e. po Drugiej Secesji plebejuszy na Świętą Górę. Wówczas też oficjalnie przyjęto nazwę konsulów jako najważniejszych urzędników państwowych, wcześniej bowiem od 509 r. p.n.e. zwano ich pretorami najwyższymi - praetores maximi). Prawa Dwunastu Tablic młodzi Rzymianie uczyli się w szkołach na pamięć (tak jak Grecy na pamięć uczyli się Iliady, a w czasach Peryklesa dodatkowo ateńscy młodzieńcy musieli znać na pamięć "pieśń tyranobójców" zwaną też "pieśnią wolności" - Harmodiosa i Aristogejtona, którzy w 514 r. p.n.e. zamordowali tyrana Hipparcha). W 447 r. p.n.e. wprowadzono również dodatkowo wybieralny urząd kwestorów (oskarżyciel publiczny - sędzia śledczy), dotychczas mianowanych przez konsulów, teraz zaś wybieranych spośród patrycjuszy, a od 409 r. p.n.e. również spośród plebejuszy. Zaś 443 r. p.n.e wprowadzono funkcję cenzora - również (do roku 351 p.n.e.) dostępnego tylko dla patrycjuszy. Tak oto zaczął kształtować się system republikańskiej rzymskiej władzy.




Ale Greków na Sycylii polityczne rozwiązania jakiejś nadtybrzańskiej wioski zupełnie wówczas nie interesowały, większość zaś nawet w ogóle nie zdawała sobie sprawy z istnienia takiej osady jak Roma. Zajmowała ich natomiast kwestia rosnącego w siłę w kolonii Kale Akte Duketiosa, który sprowadzał tam coraz więcej Sykulów i tworzył z nich swoją armię. Sytuacja stawała się na tyle poważna, że otwarcie już szykowano się do nowej wojny z Dukatiosem i tylko jego śmierć w 440 r. p.n.e. (prawdopodobnie z przyczyn naturalnych, ale któż to teraz może stwierdzić z całą pewnością?) spowodowała to, iż Sykulowie ponownie się rozpadli na szereg mniejszych grup które kontrolowały poszczególne miasta w środkowo-wschodniej Sycylii, a z nimi już Syrakuzanom poszło dość łatwo i do 439 r. p.n.e. zdobyli oni zarówno Morgantinę, Palike jak i Hennę - główne miasto Sykulów. Następnie nałożono na te miasta daninę o czym wspomina zarówno Diodor jak i Tukidydes (ten ostatni dodaje jednocześnie że nie wszystkie miasta sykulskie na Sycylii zostały podporządkowane Syrakuzom, część zdołała zachować wolność, jak choćby Hybla). Syrakuzy zaś bez wątpienia rosły w siłę i potęgę. Do miasta sprowadzono licznych sykulskich niewolników, spływały tam również daniny z sykulskich miast, co pozwoliło podwoić liczbę konnicy miejskiej, oraz powiększyć flotę do 100 trier (choć z tym ostatnim nie ma takiej pewności, bowiem Tukidydes w 427 r. p.n.e opisuje że Syrakuzy nie miały floty, co by świadczyło że albo coś się do tego czasu wydarzyło, albo też nie rozbudowały one wcześniej swojej siły morskiej). Wydawało się więc że miasto jest zamożne, bezpieczne, a jego hegemonia na Sycylii nie podlega żadnej dyskusji. Ugruntowany też został ustrój demokratyczny, a demokratyczni politycy przestali obawiać się zamachu na ustrój polityczny własnego polis (co objawiło się chociażby w zniesieniu systemu petalizmu (454/453 r. p.n.e.) czyli głosowania za pomocą listków oliwnych, podobnego do ostracyzmu stosowanego w Atenach. Z Atenami więc łączył Syrakuzan zarówno ustrój polityczny jak dążenie do dominacji, ale pomimo tego, mieszkańcy Syrakuz byli Dorami i nie zamierzali pozwalać na to, aby Ateńczycy poszerzyli swoje wpływy na obszar Italii czy Sycylii. A taka okazja do zamontowania ateńskich wpływów w Italii pojawiła się w jej najsłabszym punkcie - w Sybaris.

Miasto to, wzniesione ok. 720 r. p.n.e. przez kolonistów achajskich, przez długi czas było symbolem bogactwa, obżarstwa i seksualnego rozpasania (o Sybarytach pisałem już kilkukrotnie wcześniej). W 510 r. p.n.e. Sybaris zostało zdobyte i zniszczone przez swego konkurenta - Kroton, ale część ludności pozostała w mieście po jego upadku, lecz wieść mieli oni (jak pisze Berard) "ciemne dni pod jarzmem Krotonu". Pierwsza próba emancypacji miasta miała miejsce w latach 476/475 p.n.e. gdy do Sybaris wysłany został przez swego brata Hierona z Syrakuz - Polyzelos (o czym pisałem w poprzednich częściach); niewiele jednak tam zdziałał (albo zgoła nic, być może w ogóle nawet tam nie przybył), skoro w 453 r. p.n.e. miasto ponownie się zbuntowało przeciw władzy Krotonu pod przywództwem niejakiego Thessalosa. Dokładnie nie wiadomo czy udało mu się zrzucić zależność Krotonu, ale ponoć bił własne monety, co może świadczyć że jednak dominacja Krotonu na północ od rzeki Kratis dobiegła wówczas końca. Sybaryci zawarli wówczas sojusze ze swymi dawnymi koloniami Laus i Posejdonią (które zapewne udzieliły im pomocy w walce z Krotonem). Ale wówczas to właśnie kwestię Sybaris postanowił wykorzystać Perykles, który zaproponował założenie ateńskiej kolonii w południowej Italii. Początkowo miano założyć nową kolonię do spółki z Sybarytami, ale gdy ateńscy kleruchowie wylądowali w rejonie rzeki Kratis w 444 r. p.n.e Sybaryci zażądali najlepszej ziemi i najważniejszych urzędów dla siebie, co oczywiście spotkało się z niechęcią Ateńczyków i doprowadziło do walki o władzę nad dawnym polis. Zwycięsko wyjść mieli z niej Ateńczycy i założyli oni kolonię o nazwie Thurioj (443 r. p.n.e.). Dawni Sybaryci zaś osiedli w osadzie którą nazwano Sybaris nad Traes, położonej na południowy wschód od dawnego miasta, gdzie bili monety wzorowane na tych Posejdonii. Wkrótce potem jednak zostali zniszczeni i zniewoleni przez italskie plemię Bruttów (ok. 440 r. p.n.e.). Założenie jednak przyczółka Ateńskiego w południowej Italii w Thurioj (i drugiego ok. 440 r. p.n.e. w odrodzonym Neapolis), stwarzało poważne zagrożenie dla syrakuzańskich wpływów nie tylko w Italii, ale również na Sycylii.




Gdy zaś w roku 433 p.n.e. Ateny zawarły przymierze z miastem Rhegion - leżącym w cieśninie messeńskiej, oraz z miastem Lontinoi na Sycylii, graniczącym od północy z Syrakuzami, sprawa była już bardzo poważna. Nic więc dziwnego że gdy w 433 r. p.n.e. wybuchła w Grecji Wojna Peloponeska, Syrakuzy jako jedne z pierwszych opowiedziały się po stronie Symmachii Spartańskiej przeciwko Atenom. Gdy zaś Ateńczycy około 433 r. p.n.e. zawarli również sojusz z miastem Halikyaj, leżącym w pobliżu Segesty (osady plemienia Elymów z zachodniej Sycylii) Syrakuzy były o krok od wypowiedzenia atenom wojny. Do tego jednak nie doszło, ale Syrakuzańczycy mocno wsparli innych niż ateńscy kolonistów, którzy zjawiali się i osiedlali w Thurioj. Wkrótce potem wybuchła w tym polis afera (wspierana przez Syrakuzy) która ostatecznie doprowadziła do utraty kontroli nad tym miastem przez Ateny. A we wszystko oczywiście włączeni zostali greccy bogowie, którzy stanowili nieodłączny element helleńskiego życia.




CDN.

piątek, 14 kwietnia 2023

POLSKA IDEA IMPERIALNA - Cz. V

CZYLI BROSZURA WYDANA W 1938 ROKU 
POD EGIDĄ "POLITYKI"





POLSKA IDEA IMPERIALNA

Cz. V







IV
POLITYKA MNIEJSZOŚCIOWA



1) PODSTAWOWE ZAŁOŻENIA 


 Podstawowe wytyczne polityki mniejszościowej zostały już przez nas przesądzone w założeniach ideowych, w których stwierdziliśmy:

"W tym położeniu geograficznym co Polska może istnieć tylko naród wielki, mocarstwowy, o własnej, odrębnej kulturze politycznej, promieniującej potężnie na zewnątrz i zdolnej do stworzenia wału ochronnego przeciwko naporowi idącemu równocześnie ze Wschodu i Zachodu"

"Jesteśmy skazani na wielkość i albo wielkość tę zdobędziemy lub też się w niwecz obrócimy. Musimy być dlatego narodem imperialnym, prężnym inicjatywą i wolą ekspansji. Tak jak niegdyś stoją przed nami nieograniczone wprost możliwości. Ale Imperium Polskie może powstać w tym punkcie geograficznym, w którym nas Opatrzność postawiła tylko pod warunkiem nadania mu absolutnie odmiennego charakteru od dwóch sąsiadujących z nami imperiów. Tak jak przed setkami lat zaczniemy rosnąć w siłę i znaczenie, kiedy wrócimy do czystej krynicy naszej kultury narodowej; kultury wnoszącej do atmosfery przepojonej pruską butą i rosyjskim barbarzyństwem świeży powiew wielkiego posłannictwa dziejowego; posłannictwa polegającego na ułożeniu współżycia ludów Europy Środkowo-Wschodniej na podstawach chrześcijańskiej kultury narodowej. Musimy podjąć naszą dawną misję historyczną w odmiennych wprawdzie warunkach i wymagającą odmiennych form politycznych, ale opierając się na tych samych założeniach ideowych i kierując się tym samym duchem tolerancji narodowej i religijnej".




Odrębność i atrakcyjność polskiej kultury narodowej polegała na urzeczywistnianiu nie tylko w prywatnym życiu jednostek, lecz i w działaniu politycznym państwa ideałów chrześcijańskich. Światopogląd chrześcijański zaś odrzuca nie tylko egoizm prywatny ale i egoizm narodowy, nie uznając gnębienia mniejszości, zamieszkujących obce państwa, lecz przyznając im prawo do pełni swobód kulturalnych.

Polityka wynaradawiania jest jednak nie tylko sprzeczna ze światopoglądem katolickim, lecz musiałaby z następujących względów osiągnąć skutki wręcz odwrotne od zamierzonych: 

  1. Nasze własne doświadczenie uczy najlepiej jak wszelkie prześladowania budzą hart ducha i wolę wytrwania, czyniąc jednocześnie kulturę prześladowców odpychającą.
  2. Żyjemy obecnie w epoce coraz silniej się budzących nacjonalizmów, co jest wynikiem postępu kultury w szerokich masach ludowych. Wszelkie prześladowania narodowościowe proces ten tylko przyśpieszają, a nie odwlekają.

Do polityki wynaradawiania względnie represji narodowościowych popychają państwo następujące czynniki:

  1. Zaufanie swą potęgę, nie uważające za stosowne liczyć się z ujemnymi skutkami tej polityki i obliczone na to, że zanim zdołają się one przejawić, proces wynarodowienia będzie już dokonany. Tak postępowały i postępują nadal Niemcy i Rosja. Pomijając względy moralne, Polska otoczona Niemcami i Rosją może liczyć na wzrost swej potęgi politycznej, nie naśladując w tym względzie swych sąsiadów, ale stwarzając jak najpotężniejsze antidotum, przeciwko tego rodzaju odpychającym metodom postępowania.
  2. Drugim czynnikiem jest szowinizm mniejszościowy, który pragnie się stłumić jego własną bronią. Tkwi w tej metodzie tragiczne nieporozumienie. Przeważna ilość ugrupowań mniejszościowych pragnie bowiem zazwyczaj żyć spokojnie, o ile tylko mniejszość posiada należnej jej swobody kulturalne. W każdej mniejszości znajduje się jednak parę elementów, które pragną spokojne współżycie dwóch narodów za wszelką cenę zakłócić. Stosowanie w związku z tym represji kulturalnych w odniesieniu do ogółu ludności jest jedynie wodą na młyn dla ugrupowań szowinistycznych, stwarzając pomyślny grunt dla ich dalszej działalności. Dlatego też obcy szowinizm musi być tępiony indywidualnie, a nie drogą ogólnych represji.
  3. Do szowinizmu popycha w końcu naród rządzący w państwie poczucie własnej słabości i nieudolności, brak zdecydowanej polityki narodowościowej, chwiejna i niekompetentna administracja na terenach mieszanych, brak inicjatywy gospodarczej, polityka centralistyczna ogałacająca kresy z instytucji będących oparciem dla panującej narodowości. Kiedy w takich warunkach mniejszość narodowa zaczyna zwiększać swój stan posiadania, budzą się głosy zwracające zupełnie słusznie uwagę na niebezpieczeństwo. Łatwiej znaczniej jest wtedy zdobyć się na odruchy niechęci w stosunku do mniejszości, niż uderzyć się we własne piersi i zacząć odrabiać popełnione błędy. Dlatego też twierdzimy, że sztandar szowinizmu wysuwają zawsze najmniej wartościowe jednostki, niezdolne do naprawy czegokolwiek, krzykliwe i butne na zewnątrz, ale za to ustępujące łatwo w twardej walce życia codziennego. Musimy też zerwać z tymi bezwstydnie paradującymi pozorami siły i szukać drogi wyjścia w organicznej pracy nad umocnieniem i rozszerzeniem naszego stanu posiadania na kresach.

Opowiadając się za polityką tolerancji nie możemy wszakże zapominać o czynniku siły, który się z nią bynajmniej nie kłóci. Wprost przeciwnie, tylko ludzie silni umieją być naprawdę wielkoduszni, ponieważ nie obawiają się skutków swej wielkoduszności. Tolerancja płynąca z poczucia słabości budzi tylko pogardę i zachęca do agresji. Dlatego też tolerancja może wydać dobre skutki jedynie w połączeniu z bezwzględnym tępieniem obcego szowinizmu, oraz najdalej posuniętą i stanowczą opieką nad własną narodowością zamieszkującą tereny mieszane. 




Podstawowym jednak dla zrozumienia zagadnienia mniejszościowego jest fakt, że udzielenie mniejszościom swobód kulturalnych i możliwości swobodnego rozwoju gospodarczego w najmniejszym stopniu nie musi iść w parze z zanikiem wpływów ludności polskiej. Wprost przeciwnie, postulowany przez nas program polityki mniejszościowej np. na najważniejszym terenie Ziemi Czerwieńskiej, przewiduje energiczny wysiłek nad rozbudowaniem polskiego stanu posiadania w dziedzinie szkolnictwa i gospodarstwa z jednoczesnym umożliwieniem mniejszości budowania własnego życia w tych dziedzinach na narodowych podstawach.

Przyjęte przez nas podstawowe wytyczne właściwie wykluczają dalej idące różniczkowanie polityki mniejszościowej; przyznajemy bowiem każdej mniejszości pełnię swobód kulturalnych oraz żądamy na wszystkich terenach bezwzględnego tępienia obcych szowinizmów przy równoczesnym jak najsilniejszym poparciu wszelkimi godziwymi środkami naturalnych dążeń narodu polskiego do rozwoju swoich własnych instytucji.

Przede wszystkim za zupełnie jałowe uważamy spory co do możliwości, czy też niemożliwości asymilacji pewnej ilości mniejszości narodowych. Polityki naszej nie wysuwamy ze względów oportunistycznych, jakby to musiało być uznane, gdybyśmy się kierowali założeniem że w obecnym stanie rzeczy istnieją minimalne możliwości asymilacyjne. Oznaczałoby to, że w razie odmiennej oceny sytuacji, można by a nawet należało prowadzić odmienną politykę. Podstawowe wytyczne wysuwanej przez nas polityki mniejszościowej są konsekwencją przyjętego przez nas światopoglądu chrześcijańskiego i nie mogłyby ulec zmianie bez względu na taką czy inną ocenę sytuacji faktycznej. Poza tym jesteśmy ożywieni głębokim przeświadczeniem, że nawet przy dużych możliwościach asymilacyjnych polityka przez nas zalecana dałaby narodowi polskiemu największe korzyści.

Niemniej musimy jednak z całym naciskiem podkreślić, że pozyskanie dla narodowości polskiej większych mas mniejszości słowiańskich uważamy w dzisiejszych warunkach za nierealne. W ciągu średniowiecza i pierwszych wieków czasów nowożytnych odbywały się wielkie procesy asymilacyjne, które poprzez zmianę narodowości warstw kierujących pociągały zmianę oblicza etnicznego ogromnych połaci ziemi. W ten sposób udało się polskości pozyskać duże obszary na Wschodzie. W XIX wieku nastąpiło jednak żywiołowe odrodzenie świadomości narodowych i zahamowanie procesów asymilacyjnych. Doświadczenie uczy, że wszystkie procesy asymilacyjne takich państw jak Niemcy, Rosja i Węgry zakończyły się w tym okresie pełnym niepowodzeniem. Złudzeniem byłoby się spodziewać, że sąsiadujące z nami narody zechcą stać się Polakami. Jest to równie nieprawdopodobne jak to, że my zechcemy stać się Niemcami lub Rosjanami. Toteż musimy się liczyć z faktem, że w granicach naszego państwa pozostaną liczne mniejszości słowiańskie i dbać, by przedstawiały one dla państwa czynnik pozytywny i lojalny.





2) SPRAWA UKRAIŃSKA 


 Stanowisko powyższe nie przeszkadza nam widzieć różnic, jakie istnieją w problemie mniejszościowym na różnych terenach. Przede wszystkim wyodrębniamy z niego ze względów wyłuszczonych w rozdziale następnym zagadnienie żydowskie. Nie ulega z kolei wątpliwości, że należy rozróżniać problem ukraiński od białoruskiego. Wypowiadając się za tolerancją narodowościową nie mamy zamiaru posuwać jej do granic, które by musiały być uznane za popieranie ruchów mających na celu podnoszenie świadomości narodowej wśród mniejszości. Jest to zadanie i troska samych mniejszości. Obowiązkiem naszym jest przyznawać mniejszościom tylko taki zakres swobód kulturalnych, do którego mniejszość ta dorosła. Z tego punktu widzenia podstawę do zupełnie równorzędnego traktowania pod każdym względem posiada niewątpliwie ludność ukraińska. Pełny stopień uświadomienia narodowego czyni z tej ludności element, który wszelkie ograniczenia kulturalne w porównaniu z ludnością polską musi odczuwać jako ujmę dla siebie.

Wychodząc z tego założenia stwierdzamy konieczność wytworzenia atmosfery umożliwiającej zgodne współżycie obu nacjonalizmów. Pierwszym krokiem do tego z naszej strony byłoby usunięcie przeszkód natury psychicznej, które dziś to współżycie utrudniają. W tym celu nie ustępując w niczym z polskiego stanu posiadania należy przyznać Ukraińcom swobody kulturalne, których brak z konieczności rzeczy skłania ich do negatywnego stanowiska w odniesieniu do państwa polskiego.

Zasadniczo wszystkie problemy mniejszościowe w stosunku do Ukraińców winny być rozwiązane na zasadzie kraju mieszanego. Należy stworzyć statut umożliwiający współżycie dwóch narodów zamieszkujących tę samą dzielnicę. W szczególności wprowadzić należy następujące reformy:

  1. Termin "ukraiński" winien być urzędowo uznany.
  2. Język i napisy ukraińskie winne być równouprawnione z polskimi.
  3. Należy znieść utrakwizację szkół powszechnych, wprowadzając odrębne szkoły dla dzieci polskich oraz dla dzieci ukraińskich bez względu na ich liczbę.
  4. Winien być utworzony uniwersytet ukraiński.
  5. Należy wprowadzić w ordynacji wyborczej odrębne kurie narodowościowe liczące po 50% mandatów bez względu na ilość danych narodowości, a to zarówno przy wyborach do izb ustawodawczych jak i do samorządów.

Obawy, że powyższe reformy mogą ułatwić Ukraińcom tendencje odśrodkowe, uważamy za zupełnie płonne. Specjalnie w obecnych warunkach, przy niesłychanym wprost gnębieniu Ukraińców w Rosji Sowieckiej możliwości swobodnego rozwoju kulturalnego w Polsce muszą obrócić sympatie tego narodu w sposób zdecydowany na naszą stronę, co może mieć na dalszą metę doniosły wpływ na przebieg wypadków w tej części Europy. Rozważania zaś na temat stosunków z przyszłą niepodległą Ukrainą uważamy co najmniej za przedwczesne. W każdym razie stosunki z nią nie ułożą się gorzej przy ludzkim traktowaniu mniejszości ukraińskiej w Polsce, niż gdybyśmy stosowali odwrotną politykę.

Przyznając Ukraińcom pełną autonomię kulturalną stoimy na stanowisku, że ludność polska w dzielnicach mieszanych przedstawia jeden z najcenniejszych elementów dla państwa. Dlatego to stanowią one integralną część Rzeczypospolitej i wszelkie zakusy na całość naszych granic muszą być bezwzględnie tłumione. Wyrzekając się szowinizmu w stosunku do narodu ukraińskiego nie będziemy tolerować żadnych objawów szowinizmu ukraińskiego w stosunku do Polaków.





3) INNE MNIEJSZOŚCI ARYJSKIE


Pozostałe obszary Kresów Wschodnich zamieszkałe są przez ludność o różnolitej psychice i różnym stopniu uświadomienia narodowego. Należy też pozostawić otwartymi wszystkie możliwości w kierunku wypowiedzenia się tej ludności za polską przynależnością narodową unikając wszelkich metod szowinistycznych oraz użycia siły w celu zmiany narodowości lub religii ludności.

Ponieważ mniejszość litewska w Polsce nie stanowi ze względu na swą nikłość żadnego problemu, co bynajmniej nie oznacza, żebyśmy chcieli jej odmawiać jakichkolwiek praw, przeto pozostaje do rozważenia tylko mniejszość niemiecka. Stanowisko jej jest zupełnie odrębne od innych mniejszości mogących się uważać za element tubylczy, odwiecznie wespół z Polakami odnośne tereny zamieszkujący. Niemcy stanowią element napływowy. Nie wspominamy o tym dla uzasadnienia jakiegokolwiek ucisku kulturalnego Niemców w Polsce, lecz dla stwierdzenia konieczności rewindykacji gospodarczych tam, gdzie one są możliwe. Mamy tu na myśli przede wszystkim jak najszybszą parcelację majątków niemieckich w Polsce. Poza tym musimy przypomnieć, że nie wolno nam pozostawić półtoramilionowej mniejszości polskiej w Niemczech na pastwę eksterminacyjnych metod. Kontynuowanie przez Niemcy tego rodzaju polityki nie mogłoby przy najlepszych nawet chęciach nie odbić się na traktowaniu ich własnej mniejszości u nas.


CDN.

poniedziałek, 10 kwietnia 2023

ŚMIECH TO ZDROWIE - Cz. III

RADUJCIE SIĘ, 
BO NIE ZNACIE DNIA ANI GODZINY



ŚWIĘTA, ŚWIĘTA I PO ŚWIĘTACH. CZAS SIĘ BRAĆ DO PRACY RODACY! LECZ ABY JESZCZE OSŁODZIĆ TEN CZAS, TROCHĘ HUMORU









Zrelaksuj się, gorzej już być nie może 😄





Ona czuje we mnie piniądz 😂






Lata mijają a ty wciąż romantyk 😉





Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło 😍





Wkręcony 😁





Już był w ogródku już witał się z gąską 😉





Dla każdego z nas jeszcze wzejdzie słońce 🤣





Tygrys szablozębny 😭





Naucz się wreszcie... miewać orgazm 😂





Bo to zła kobieta była 😄





Pizza z dowozem, czy bez dowozu 😄





A ty jaki masz sposób na podryw? 🤣





Tak cię wyłomocę, że ujrzysz poprzednie wcielenie 😭





DOBREJ NOCY!