Łączna liczba wyświetleń

środa, 11 marca 2015

MOJE PRYWATNE - "50 TWARZY GREYA" - Cz. III

OPOWIADANIE  + 18




Nim jeszcze dzień się zakończył i Baśka wróciła do swej celi, poprosiła Piotra, by tej nocy nie kazał jej związywać. Była totalnie wyczerpana, a kolejna noc w niewygodnej pozycji, ze związanymi z tyłu rękoma i w półprzysiadzie, byłaby dla niej nie do zniesienia. Szczęśliwie jednak dla niej, Piotr odpowiedział:

- Dziś jestem z ciebie zadowolony. W nagrodę przychylę się do twej prośby. To będzie środek dyscyplinujący i odnawiany każdej kolejnej nocy. Wszystko więc zależy od ciebie. Dziś już na nic mi się nie przydasz. Możesz więc udać się do swej "komnaty". Dzisiejszej nocy oszczędzę ci niewygodnego snu - z lekkim uśmieszkiem powiedział Piotr.

Basia, usłyszawszy te słowa, zaczęła kierować swe kroki w stronę korytarza, którym wcześniej podążyła w towarzystwie kamerdynera. Lecz nagle, Piotr zawołał...

- Wróć! - Baśka niechętnie zawróciła i ponownie stanęła przed siedzącym wygodnie w fotelu mężczyzną. 

- Widać że nie jesteś zbyt mądra - powiedział z przekąsem Piotr. - Jak łatwo straciłaś to, co z takim trudem zdobyłaś? Po pierwsze, kto ci pozwolił chodzić po moim domu bez "opiekuna"? Po drugie, łaskawie przychyliłem się do twej prośby, a ty co? uważasz że ci się to należy, że słowa podzięki są za trudne by przeszły przez twoje gardło? I po trzecie wreszcie. Dziś rano nazwałaś mnie nienormalnym, pamiętasz? - Baśka kiwnęła twierdząco głową. - Myślisz że o tym zapomniałem? - Baśka stała nie wiedząc co właściwie powinna odpowiedzieć. 

- Od chwili kiedy przekroczyłaś próg mego domu, nie wolno ci mówić do mnie po imieniu. Odtąd jedyne zwroty, jakie mogą zostać wypowiedziane przez ciebie w moim kierunku to te, które tytułują mnie twoim panem lub mistrzem. Każda, nawet najdrobniejsza pomyłka z twojej strony będzie karana. No a teraz odpowiedz, nazbierało się tego trochę, jak według ciebie powinienem cię ukarać?

Słowa Piotra dudniły w uszach zmęczonej, głodnej i obolałej kobiety. Miała tego totalnie dość, ale...zależało jej na forsie. Bardzo chciała dostać te pieniądze, one bowiem odmieniłyby całkowicie jej życie. Nie tylko spłaciłaby mieszkanie, ale jeszcze...

- No czekam, jaka jest twoja propozycja? - zapytał zniecierpliwiony Piotr.

- Nie wiem właściwie...

- Nie wiesz! Kolejna lekcja, gdy do ciebie mówię masz przybrać postawę klęczącą, z głową pochyloną do dołu. Nie wolno ci się na mnie patrzeć, chyba że zechcę inaczej. Zrozumiałaś co do ciebie mówię?

- Tak - Baśka natychmiast uklęknęła i pochyliła głowę w geście poddaństwa.

- My się chyba nie rozumiemy, a nie chciałbym cię tu zamęczyć, co "TAK"? - spytał wyraźnie poddenerwowany Piotr.

- Tak mój panie - odpowiedziała z nutką arogancji w głosie kobieta.

- Będziemy musieli jeszcze to poćwiczyć. Zapamiętaj sobie, że tak długo jak przebywasz w mym domu, nie mówisz niepytana, nie masz nic własnego. Nie masz potrzeb ani planów, twoje cele i zamierzenia, wszystko należy do mnie. Nie wolno ci choćby kichnąć bez pozwolenia. Twoje ciało też należy do mnie i za chwilę ci to udowodnię - powiedział Piotr i zwrócił się w kierunku stojącego naprzeciwko kamerdynera: 

- Tylko nie zepsuj skóry, chcę się nią jeszcze nacieszyć! - te słowa przeraziły Basię.

Lokaj podszedł do dziewczyny i klepnął ją lekko w ramię, po czym dodał krótkie:

- Idziemy!

Przeszli tę samą drogę co rano, lecz teraz Baśka była wyraźnie poddenerwowana. Cóż ją czeka, dlaczego miał "nie niszczyć mojej skóry"? Zastanawiała się czy nie przerwać już tego szaleństwa, lecz z drugiej strony...ta ponura zabawa zaczęła ją ciekawić.

Doszli do "pomieszczeń więziennych", jak nazywała je w swych myślach Basia i weszli z powrotem do jej lochu. Lokaj podprowadził kobietę do wielkich żelaznych kół, umieszczonych na ścianie i zaczął po kolei przywiązywać do nich jej ręce. Nogi zostały przywiązane do podobnych, choć mniejszych kół, umieszczonych przy podłodze. Basia była teraz skrępowana i zdana na łaskę owego jej "opiekuna", jak wyraził się o nim Piotr.

Kamerdyner podszedł do niej niosąc w dłoniach długą, czarną i cienką szpicrutę, wykonaną z cienkiego bambusa, obciągniętego skórą. Pokazał owo "narzędzie" przerażonej kobiecie, a potem odłożył je i wziął do ręki długi skórzany bat. Ów bicz posiadał siedem rzemieni, każdy z nich zakończony supłami. Jego również pokazał związanej i unieruchomionej Barbarze. Następnie wziął do ręki trzeci przyrząd, spleciony z dość cienkich sznurków, z małymi, ale niezwykle ostrymi supełkami.

- Który wybierasz? - spytał lokaj, tak jakby chodziło o wybór najzwyklejszego gadżetu z telemarketu.

Kobieta nie mogła wykrztusić nawet jednego słowa, lecz lokaj kontynuował:

- Wiem wybór jest dość trudny i nie łatwo będzie zdecydować. Ale wiesz co, mam pomysł, który z nich najlepiej do ciebie pasuje - mówiąc te słowa wziął ostatni pejczyk z ostrymi rzemieniami i...potarł nim o jej łono. Zawyła z bólu. Następnie wziął bambusową szpicrutę i...wyprowadził tak silny cios w jej łono że z jej oczu popłynęły łzy.

- Już płaczesz? Jeszcze żeśmy nawet nie zaczęli zabawy. Czy już ułatwiłem ci wybór, a może wolisz bat? - spytał z sarkazmem lokaj.

- Tak! Proszę o bat - krzyknęła kobieta, nie chcąc doświadczać ostatniego z owych przedmiotów w najintymniejszym zakątku swego ciała.

- Dobrze, dokonałaś wyboru. A teraz wyjaśnię ci co się stanie. Za nieposłuszeństwo i obrazę pana Piotra, zostaniesz wychłostana. Zgodnie z rozkazem, będę przede wszystkim chłostał twoje pośladki i uda, krótko mówiąc od pasa do kolan. Jest to twoja pierwsza chłosta, dlatego zgodnie z zaleceniem pana Piotra, przewidziany został limit uderzeń dostaniesz trzydzieści batów. Każde uderzenie będziesz liczyć osobiście i głośno, a na zakończenie ładnie podziękujesz za ową lekcję i łaskę, jaką okazał ci pan Piotr pozwalając dokonać wyboru pejcza. I pamiętaj, jeśli się pomylisz w rachubie, lub zapomnisz kolejność, zaczynamy od nowa. Jeśli zaś myślisz że zniesiesz bicie z pokorą, hm - uśmiechnął się kamerdyner - Życzę powodzenia i zaczynamy.

Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty...siódmy. Gdy doszli do dziesiątego uderzenia, Baśka zaczęła niezgrabnie wić się, próbując uniknąć dalszych "ukąszeń" rzemienia. Ponieważ kręciła się niemal wokół własnej osi, zarówno jej brzuch i przednia cześć ud, ucierpiały na równi z pośladkami. Gdy doszli do dwudziestego drugiego uderzenia, Baśka zaczęła prosić o litość, na nic się jednak zdały jej błagania. Wreszcie nastąpiło ostatnie trzydzieste uderzenie. Umęczona kobieta, z czerwonymi pręgami na pośladkach, udach i podbrzuszu, spocona i brudna, ledwie mogła wypowiedzieć słowa podzięki, wiedząc doskonale że Piotr ją widzi i słyszy dzięki kamerom i głośnikom zamontowanym pod sufitem lochu. Wymamrotała więc podziękowanie i poprosiła o uwolnienie z więzów.

- Twoja postawa jest niedopuszczalna - krzyknął przez mikrofon Piotr. - W zasadzie powinniśmy rozpocząć kolejną "lekcję pokory", ale...na dzisiaj wystarczy. Wyśpij mi się na jutro, przygotowałem dla ciebie kolejną "niespodziankę" - powiedział Piotr i nakazał uwolnić Baśkę z obręczy. Gdy to nastąpiło, osłabiona kobieta opadła na ziemię. Lokaj wyszedł a światło zaczęło przygasać, aż wreszcie zgasło całkowicie. Pogrążona w ciemnościach Basia doczłapała se na swój siennik i przygotowała do spania, słysząc jeszcze słowa Piotra:

- Śpij dobrze, moja prywatna niewolnico.

Wyczerpana kobieta wolała nie prowokować losu i ostatkiem sił odpowiedziała:

- Dobranoc mój Panie - po czym natychmiast zasnęła".



Rano rozpoczynał się jej drugi dzień niewoli



CDN. 

wtorek, 10 marca 2015

MOJE PRYWATNE - "50 TWARZY GREYA" - Cz. II

OPOWIADANIE  + 18



DALSZA CZĘŚĆ MEGO OPOWIADANIA





Po podpisaniu umowy wsiedli do samochodu Piotra i pojechali w kierunku jego domu. Przez całą drogę Piotr nie zamienił z Basią nawet jednego słowa, z rzadka na nią spoglądając. Jechali dość długo, Baśce czas się straszliwie dłużył. Posiadłość Piotra była bowiem położona z dala od miasta.

Gdy przejechali bramę wjazdową, Basia miała możliwość przyjrzeć się willi Piotra, którą on wcześniej nieśmiało nazywał domem. Był to ogromny, mroczny pałac, z dziesiątkami komnat i prowadzących ku nim korytarzy. Była to stara, magnacka posiadłość z końca XVI wieku. Ponoć w 1627r., zatrzymał się tu, idący z odsieczą z wojskiem koronnym i zastępami kozackimi z Ukrainy na Pomorze do króla Zygmunta III Wazy, (próbującego odciążyć oblężony przez Szwedów Gdańsk), hetman Stanisław Koniecpolski.

Gdy wjechali na wielki dziedziniec przed pałacem, w oczy Baśce rzuciła się ogromna fontanna, w kształcie strzelającego z łuku amora. Pałac był ogromny, miał trzy wielkie sale Lustrzaną, Rycerską i Kominkową. Piotr w towarzystwie lokaja, w całkowitym milczeniu oprowadzał Basię po korytarzach swej posiadłości. Mogła się więc przyjrzeć marmurowym podłogom, wielkim kryształowym weneckim żyrandolom oraz przepięknie zdobionym lustrom w sali Lustrzanej. Baśka zastanawiała się, jak właściwie ktoś może mieszkać w czymś tak ogromnym.

Wreszcie Piotr oddalił się, także w całkowitym milczeniu. Dalszą drogę przebyła więc w towarzystwie eskortującego ją lokaja. Podążyli w kierunku pomieszczeń piwnicznych. Korytarze piwniczne były co prawda długie i ciasne, ale dobrze oświetlone, tylko niezbyt przyjemne. Wreszcie dotarli na miejsce i Baśka uświadomiła sobie że to są...lochy. Lokaj nakazał jej wejść do środka, co ta uczyniła w pewną obawą. Gdy była już w środku polecił jej by rozebrała się do naga. Kobieta musiała rozebrać się w jego obecności i gdy już stała nagusieńka, zakrywając dłońmi najintymniejsze miejsca swego ciała, jej ubranie zostało zabrane. W zamian, ów lokaj wręczył jej jedynie krótką czarną spódniczkę z białym fartuszkiem oraz biały czepek na głowę. Dodatkowo musiała włożyć czarne buty na wysokich obcasach. Jej piersi pozostały nagie.

Następnie związał jej łańcuchem ręce na plecach, a łańcuch przykuł do wielkiego żelaznego koła, znajdującego się na ścianie. W takiej pozycji miała Baśka spędzić noc. Oczywiście o spaniu nie było mowy, ręce miała boleśnie wykręcone do tyłu i mogła ledwie usiąść na sienniku, które miało jej służyć za łóżko. Noc była dla niej prawdziwą udręką, ale Piotr już się tego dnia nie zjawił. Kobieta zasnęła ze zmęczenia dopiero nad ranem, w bardzo niewygodnej pozycji, z rękami uniesionymi do góry.

Rano w drzwiach jej celi ponownie zjawił się lokaj. Była jednak tak zmęczona, że nie zareagowała na jego pojawienie się. Kamerdyner wybitnie niezadowolony z takiego stanu rzeczy, podszedł do niej i zbudził ją na powitanie kopniakiem w pośladek, po którym kobieta z trudem po nieprzespanej nocy podniosła się.

- Zgodnie z życzeniem pana Piotra, od tej chwili, ktokolwiek wejdzie do celi , ty masz go powitać w postawie stojącej, choćbyś ledwie trzymała się na nogach. I pamiętaj że za nieposłuszeństwo są przewidziane kary - powiedział z wybitną satysfakcją lokaj.

Następnie rozwiązał ją i dał jej blaszaną miskę z wodą do umycia się, a raczej do podmycia. Gdy Basia zapytała gdzie może się załatwić, odpowiedział że gdy już się umyje, może siku zrobić do miski, a potem on pokarze jej gdzie może to wylać. Gdy kamerdyner Piotra się oddalił, robiła dokładnie to co kazał. Po chwili jednak lokaj powrócił i powiedział:

- Zapomniałem ci powiedzieć, że w tej misce jest twoja jedyna woda na dwa dni. Jeśli ją wylejesz, nie będziesz miała nic do picia - uśmiechnął się złośliwie i wyszedł z lochu, pozostawiając w nim na przemian wściekłą i przerażoną kobietę.

- To jest jakiś cholerny koszmar - myślała sobie Baśka. To na pewno mi się śni. Do tego ten okropny kac. Wiedziała że wody już nie dostanie, pomyślała że, skoro uwięzieni w rumowiskach i kopalniach piją swój mocz, to ona też może. Wypiła część wody. Nim skończyła w całym lochu rozległ się głos Piotra.

- Nie jesteś już spragniona? - zapytał złośliwie głos. Gdy Baśka podążała wzrokiem w poszukiwaniu źródła skąd ów głos dobiega, spojrzała na sufit. Była tam umieszczona kamera , głośniki i mikrofon.

- Jesteś nienormalny. Ale wytrzymam z tobą, bo to tylko tydzień - powiedziała Baśka, próbując nadać swym słowom charakteru powagi.

- Zadbam, żeby był to najbardziej emocjonujący tydzień w twoim życiu - odpowiedział Piotr, po czym dodał - Przyjdź natychmiast na górę. Trzeba umyć podłogę w mojej sypialni.

Basia poszła, ponownie eskortowana przez kamerdynera. Przeszli przez ogromną sale jadalną, której sufit wykonany był ze szkła, w którym pływały...najbardziej egzotyczne rybki z całego świata. Wreszcie doszli do pokoju Piotra. Basia była oczarowana jego wielkością, bogactwem wnętrza i wspaniałością przeróżnych artefaktów. Jednocześnie kobieta przeraziła się, zdając sobie sprawę że będzie musiała sama, umyć podłogę w tym ogromnym apartamencie.

Podłoga była brudna (zapewne specjalnie, jak sądziła Baśka), czuć było na niej nawet mocz. Gdy weszła do tego apartamentu, ujrzała Piotra wyciągniętego wygodnie na olbrzymim łożu z baldachimem. W kącie pokoju dostrzegła wiadro z wodą do mycia i płyn do podłóg. Nie mogła jednak dostrzec ni mopa, ni nawet zwykłej ścierki.

- Jak mam umyć tę podłogę, mam zdjąć spódnicę i nią to zrobić - spytała zdezorientowana kobieta.

- Nie musisz. Masz przecież takie piękne długie włosy - odpowiedział z nieskrywaną satysfakcją Piotr.

Baśka była przerażona, na samą myśl jak będą wyglądały jej włosy po takim "sprzątaniu", postanowiła jednak zacisnąć zęby i zrobić to co kazał Piotr, gdyż za nieposłuszeństwo czekały na nią kary, zaś nie poddanie się którejś z nich, oznaczało...zerwanie umowy, czyli utratę obiecanych pieniędzy.

Basia rozplotła więc swe długie włosy, związane w warkocze i zabrała się do mycia. Praca zajęła jej kilka godzin, a na zakończenie jej włosy wyglądały niczym wyżęta, szara szmata, za to podłoga teraz wprost lśniła. Piotr był bardzo zadowolony. Powiedział że w nagrodę może zjeść z nim obiad. Baśka była szalenie głodna, zważywszy że od rana nie miała nic w ustach, więc ucieszyła się na taką propozycję. Myślała że wreszcie odpocznie, naje się i napije do syta. Szybko się rozczarowała.

Obiad wyglądał następująco: Piotr siedział w ogromnej sali jadalnej, przez którą wcześniej przechodziła Baśka, i jadł przy dużym stole, otoczony szpalerem stojących wokół niego służących, ubranych w ładne czarne stroje, z krótkimi koronkowymi rękawkami i fartuszkami zawieszonymi u pasa. A Baśka? Baśka klęczała u jego stóp, razem z wielkim psem, chyba chartem. Piotr od czasu do czasu rzucał jej jakieś resztki, czasami dostało się psu...częściej dostało się psu. Baśka jednak była tak głodna, że jadła co jej dał, lub raczej co udało jej się pochwycić przed wyraźnie z tego faktu niezadowolonym chartem".


Tak minął Basi dzień pierwszy!



CDN.

MOJE PRYWATNE - "50 TWARZY GREYA" - Cz. I

OPOWIADANIE  + 18

Poniżej zamieszczam jedno z moich starych opowiadań (sprzed kilku lat). Opowiadanie jest dość mocne (tak mi się przynajmniej wydaje) i raczej dla osób które ukończyły osiemnasty rok życia. Długo też zastanawiałem się, czy je umieścić na blogu, nie zamierzam bowiem nikogo tym tekstem obrażać, ot po prostu pewien wytwór wyobraźni, który przyszedł mi do głowy, a który z nudów zapisałem. A jest to jedno z niewielu moich opowiadań, które udało mi się doprowadzić do końca, oraz jedyne o tej tematyce.


Opowiadanie jest bez tytułu, zaś to o czym opowiadam...przekonajcie się sami



Czasami jedna, nieprzemyślana obietnica potrafi zmienić całe życie. Czasami krótka chwila, łut szczęścia, lub nieprzychylny los, może wpłynąć na naszą przyszłość. Dlatego też trzeba bardzo uważać na wszystko, co się mówi. Basia nie myślała o dalszych konsekwencjach, gdy założyła się z Piotrem o to, kto wygra zawody żużlowe. Oboje zgodzili się na zakład amerykański: zwycięzca bierze wszystko. Postanowili, że ten, kto wygra zakład, wypowie jedno życzenie. To życzenie zaś musi być dla przegranego niczym rozkaz - musi je spełnić.

Piotr jeszcze na studiach kochał się potajemnie w Barbarze. Ale ona zupełnie nie zwracała na niego uwagi. Wolała przebywać w otoczeniu wesołych blondynów z uniwersyteckiej drużyny koszykówki. Piotr zaś był brunetem, do tego raczej rzadko się odzywał. Był zawsze poważny, a nawet trochę ponury. Pełna życia Baśka - fascynowała go i jednocześnie onieśmielała. Lubił z oddali ją obserwować i słuchać tego, co mówiła w gronie swych przyjaciół i przyjaciółek. Czuł że rośnie w nim uczucie miłości do tej dziewczyny, obawiał się jednak, że gdy się z nim ujawni - ona go nie zechce.

Nie spał, nie jadł, myślami wciąż krążył wokół jej osoby. Jej kruczoczarne, długie włosy, śliczne niebieskie oczy, usta wyglądające niczym dwie złączone ze sobą wisienki, no i jej ciało. Ach, jakże jej pragnął. Wreszcie zebrał się w sobie i podszedł do niej. Serce waliło mu niczym stutonowy młot, nogi miał niczym z waty - tak bardzo jednak chciał dobrze wypaść w jej obecności. Gdy Barbara zobaczyła że w jej kierunku zbliża się pewien chłopak, z którym prawie nie rozmawiała, prócz zdawkowego "cześć" - uśmiechnęła się do niego. On poczuł że złapał Pana Boga za nogi, już teraz, już na pewno wszystko się uda. Wymarzona dziewczyna będzie jego.

Stanął naprzeciw niej i długo wpatrywał się w jej oczy, nie mogąc wykrztusić żadnego słowa. Przemógł się jednak w sobie i wyznał dziewczynie co do niej czuje, lecz nim skończył poczuł że jego pierś przebija ostra strzała, która wyrywa mu serce i rozbija na szereg maleńkich kawałeczków. Baśka, ta dziewczyna jego marzeń i snów, po prostu go...wyśmiała. Zrobiła to publicznie, przy całej paczce znajomych. Nogi ugięły się pod nim i mało nie runął na ziemię. To było totalne upokorzenie, upokorzenie jakiego nie mógł sobie wyobrazić i którego nie mógł zapomnieć.

Rzucił studia i wyjechał z Polski. Przeniósł się do Niemiec, gdzie pracował fizycznie, następnie wyjechał do Wlk. Brytanii, a stamtąd po pewnym czasie do Ameryki. W Stanach pracował jako kucharz, w jednym z podrzędnych bistro. Pewnego razu miał szczęście, jego przepis na piernik ze śliwkami zrobił oszałamiającą karierę. Trochę przez przypadek, do owego bistro, zawitał światowej sławy kiper, który był oczarowany przysmakiem Piotra. Gdy zaś poznał i inne sporządzane przez niego potrawy (których notabene nauczyła go babcia, sama pamiętająca te przepisy przekazywane w rodzinie z pokolenia na pokolenie, gdy wyjeżdżała ze swego rodzinnego Lwowa, po zakończeniu II wojny światowej i gdy "wyzwoleńcza" władza sowiecka odebrała jej rodzinny dom - owe przepisy zabrała ze sobą).

Ów kiper wprowadził Piotra na salony, gdzie przygotowywał potrawy dla najznamienitszych gości, kongresmenów, dyplomatów, biznesmenów. Z czasem otworzył swoją własną firmę i...zbił ogromny majątek. Restauracje z jego imieniem powstawały nie tylko w Stanach, z czasem dotarły do Europy Zachodniej i...również do Polski. Sam już od dłuższego czasu tęsknił za krajem...ale wciąż w pamięci miał tamto szkolne upokorzenie, doznane przez kobietę którą pokochał. Wciąż nie mógł o niej zapomnieć, wiedział że nie znajdzie ukojenia, dopóki nie odpłaci jej za popełnioną zniewagę. Wynajął najlepszych detektywów i kazał im ją odnaleźć.

Okazało się to dość prostym zadaniem, gdyż Barbara pracowała jako sekretarka w jednej z zachodnich firm, mających swą filię w Polsce. Od wynajętych detektywów, dowiedział się także że nie była z nikim związana, gdyż...wszystkie jej dotychczasowe związki dość szybko się rozpadały. Po pół roku wiedział o niej już wszystko. Wiedział, w co się ubiera, z kim się spotyka i gdzie. Wiedział, że w sobotnie wieczory spotyka się z przyjaciółką w jednym z nocnych klubów. Jednak tego wieczoru, Małgośka nie przyszła. Basia długo jej wyczekiwała, nie wiedziała jednak że za całą sprawą kryje się Piotr.

Poinformował on bowiem policję że w bloku Małgośki znajduje się bomba. Spanikowana dziewczyna zapomniała nawet zadzwonić do Baśki i poinformować ją że dziś nie przyjdzie. A Basia czekała. Zamawiała kolejne drinki i z nudów zaczęła oglądać zawody żużlowe. Przed godziną dwunastą, do baru, przy którym siedziała Basia, przysiadł się mężczyzna w czarnych okularach i ciemnym, skrojonym na miarę garniturze. Zamówił szkocką i głośno zaczął komentować wyścigi. Odwrócił się w stronę Baśki i zaczął komplementować jej urodę. Basia, trochę już znudzona, zaczęła z nim rozmawiać, dla zabicia czasu oczekiwania na przyjaciółkę. Nie rozpoznała w nim dawnego kolegi ze studiów, którego publicznie ośmieszyła.

W pewnym momencie, ów mężczyzna zaproponował by się założyli o to, kto wygra kolejną rundę. Baśka się zgodziła i obstawiła Niemca, on zaś postawił na Francuza. Jednak mężczyzna dodał, iż chce by był to zakład amerykański. Przegrany musi spełnić życzenie zwycięzcy, ale...nie może go poznać przed rozstrzygnięciem zakładu. Basia, będąc już na lekkim rauszu, zgodziła się na ów warunek. Piotr podsunął jej do podpisu kartkę papieru. Wyjaśnił że jest to zobowiązanie, regulujące warunki ich zakładu. Baśka była już "wstawiona", śmiała się i...podpisała.

Pech chciał, że zakład przegrała. Dobry humor jednak jej nie opuszczał. Cały czas myślała, że to może jakiś żart albo że facet każe jej co najwyżej pokazać majtki, zdjąć biustonosz, albo...coś w tym stylu. Tymczasem Piotr, poprosił by poszła z nim do jego samochodu. Wciąż rozbawiona i lekko zaintrygowana, poszła za nim. Jeszcze wówczas wydawało jej się to zabawne, ot ciekawy, może nawet romantyczny żarcik, któremu ona z chęcią ulegnie. Wyszli z baru i wsiedli do samochodu mężczyzny. Piotr kazał kierowcy ruszać i podniósł szybę oddzielającą ich od szoferki. Następnie zaciągnął zasłonkę, zapalił światło i zdjął okulary.

- Poznajesz mnie? - zapytał.

- Piotr? - spytała zdziwiona.

- Ale mnie nastraszyłeś. Ty to zawsze miałeś pomysły! Pogadałabym z tobą, ale trochę mi się śpieszy. Muszę się wyspać bo jutro mam rodzinny obiad u ciotki - mówiła wciąż rozbawiona kobieta.

- Nigdzie ci się nie spieszy. Wygrałem zakład, i zrobisz teraz co zechcę!

- Chyba żartujesz - odparowała zdziwiona już trochę kobieta.

- Poświadczyłaś mi to przed chwilą na piśmie.

- No, może i coś tam poświadczyłam, ale przecież to były wygłupy. Byłam pijana i w ogóle, w tej sytuacji każdy sąd mnie uniewinni - stwierdziła rozbawionym głosem kobieta. - No ale, co w zasadzie byś chciał żebym zrobiła? - spytała lekko zaciekawiona. - Może mam zaśpiewać piosenkę, a może chcesz bym się rozebrała, co? No powiedz?

- Chcę, żebyś była u mnie przez tydzień. W moim domu, jako...moja prywatna niewolnica - odpowiedział Piotr.

- Chyba oszalałeś! Nie, no ty facet naprawdę jesteś stuknięty. Myślisz że to jakaś wojna kolonialna czy co?

- Oczywiście nie musisz niczego robić, ja cię do niczego nie zmuszam, ale jeśli masz w sobie odrobinę honoru, dotrzymasz danego słowa. Wiem też że jesteś poważnie zadłużona. Kupiłaś mieszkanie. Wiem że zostało ci jeszcze sporo rat do spłacenia, starczy na jakieś dwadzieścia lat, czy się mylę? - zapytał mężczyzna.

Baśka była oszołomiona. Zastanawiała się skąd on tyle wie na jej prywatny temat.

- A ja ci zapłacę za ten tydzień - kontynuował Piotr. - Zapłacę ci tyle, że nie tylko starczy na spłatę kredytu, ale zostanie ci jeszcze na super wózek.

To nie była taka głupia propozycja - pomyślała sobie Basia. W końcu tydzień szybko zleci. Obawiała się tylko że Piotrowi pewnie brakuje piątej klepki, ale z drugiej strony...kasa kusi. Po dłuższym namyśle Baśka przyjęła propozycję Piotra.

Podjechali zaraz do kancelarii, by spisać stosowną umowę. Na jej mocy, Piotr dostawał tydzień z życia Basi, ona zaś okrągłą sumkę, wypłacaną w amerykańskich dolarach. Wszystko rozegrało się zgodnie z przepisami prawa, był więc adwokat, notariusz, byli świadkowie. W umowie pozostawiono kobiecie prawo do tzw.: "wyjścia awaryjnego", co znaczy że mogła ona zakończyć swoją niewolę wcześniej, wypowiadając umówione słowo. Wówczas zakończono by zabawę i zostałaby odwieziona do swego domu. Mogła więc w każdym momencie przerwać "grę", ale...w umowie zapisano iż obiecane pieniądze dostanie tylko wtedy, jeśli przetrzyma pełny tydzień, co do dnia. Jeśli zrezygnuje wcześniej choćby o godzinę - nie dostanie nic. Baśka nie mając innego wyjścia, przyjęła te warunki".


 CDN.

poniedziałek, 9 marca 2015

UMIERAMY I CO DALEJ? - czyli co się z nami dzieje po śmierci? - Cz. XV

ZABAWY I REKREACJE

CZAS WOLNY I WAKACJE

Czyli jak dusze spędzają swój wolny czas?




Kiedyś słuchałem wypowiedzi pewnego pana w jednym z programów telewizyjnych, który mówiąc o Niebie i Piekle, stwierdził iż wolałby po śmierci pójść do piekła, gdyż: "Tam przynajmniej coś by się działo, a w Niebie to tylko modlitwa, śpiew i kompletna nuda". Tak, właśnie takie przeświadczenie (dotyczące tego co mogłoby nas spotkać w Niebie), ma bardzo wiele osób, które myślą o śmierci i Niebie jako o czasie nieustannej modlitwy, śpiewów dla Boga i braku jakichkolwiek ziemskich przyjemności. Choć i od tego są wyjątki - słuchałem też pewnego zaproszonego do studia telewizyjnego księdza, który zaprzeczał takim wyobrażeniom Nieba. Powiedział wprost, do owego pana, który twierdził właśnie że Niebo "to kompletna nuda", iż: "Tam, jeśli zapragniesz napić się kieliszek dobrej wódki, to ten kieliszek już na Ciebie czeka. Potem kolejny i kolejny, pijesz do woli. Podobnie z innymi Twoimi pragnieniami - jeśli tylko je sobie zamarzysz one się spełnią". Cóż, wraz ze śmiercią ciała, nie umiera pamięć przeżytych w nim (miłych i niemiłych), chwil - zabieramy je ze sobą w "Zaświaty" (gdyby było inaczej, wówczas istota narodzin człowieka w formie materialnej - nie miałaby najmniejszego sensu). Pamięć zapachów, obrazów, dźwięków, pamięć piękna morskiej toni, wspaniałości górskich widoków, ukwieconych ogrodów, wykwintnych potraw i napojów, wreszcie pamięć dotyku ludzkiego ciała - to wszystko zabieramy ze sobą do "Świata Dusz". A "Tam" to wszystko powtarzamy...tylko "bardziej".

Jak zatem dusze w "Zaświatach", spędzają swój wolny od zajęć szkolnych i nauki - czas? Odpowiedź oczywiście brzmi - bardzo różnie. Są dusze które pragną ten czas spędzać w gronie swych Przyjaciół ze swojej grupy docelowej, lub także z innych grup, a są dusze które po intensywnych ćwiczeniach przygotowujących do nowego życia na Ziemi, wybierają wówczas wypoczynek w samotności. Co ciekawe - są dusze które bawiąc się ze sobą, często też...flirtują. Zdarza się tak, gdy na przykład spotykają się w czasie wolnym dusze z dwóch, lub kilku różnych grup. Często wówczas dochodzi do głosu pamięć przeżytych chwil z fizycznego świata. Dusze wówczas urządzają wspólne "pikniki na trawie" i wzajemnie się poznają (podczas nauki w klasach czy przebywaniu w swoich grupach, dusze z jednej grupy docelowej, nigdy nie łączą się z duszami z innych grup). Na takich "piknikach" i zabawach dusze ukierunkowane żeńsko i męsko wzajemnie ze sobą flirtują, tak jak kobieta, która poddana hipnozie mówi: "Wraz z moimi przyjaciółkami straszymy "męskie" dusze, ze jeśli nie będą traktować nas odpowiednio, to w kolejnym życiu...zostaniemy ich żonami". Oczywiście to, że dana dusza ukierunkowana jest męsko czy żeńsko, nie oznacza że nie będzie ona wybierała przeciwstawnych sobie płci fizycznych, np. pewna kobieta (którą kiedyś już opisywałem), o duszy ukierunkowanej żeńsko - w jednym z poprzednich żyć wybrała sobie ciało potężnego mężczyzny - wikinga, który w VIII wieku- rabował, zabijał, gwałcił. Mówiła hipnoterapeucie: "To było wspaniałe ciało, tak wielkie, potężne, silne i wytrzymałe. Bardzo je lubiłam, gdyż wszyscy się mnie bali i byli mi posłuszni - także kobiety, które oddawały mi się same, lub niewoliłam je".




 Częściej jednak dusze wybierają ciała takie, które zgodne są z ich "ukierunkowaniem" (lub też wymieniają płeć fizyczną, swych kolejnych inkarnacji co kilka wcieleń). Te wzajemne spotkania są nie tylko powodem do flirtu, lecz również do wspominania wcześniej razem przeżytych chwil w ziemskich wcieleniach. Inna kobieta poddana hipnozie tak to opisuje: "Spacerujemy po pięknym, pełnym najróżniejszych kwiatów ogrodzie, pluskamy się w fontannie, wypełnionej przepiękną płynną energią, przypominającą wodę. Razem z moimi Przyjaciółkami z grupy wspólnie moczymy w nim nogi, a śmiejąc się opowiadamy sobie zabawne historie z naszych poprzednich wcieleń". Pikniki, zabawa, wspólne spacery, wyścigi (kto szybszy), kąpanie się w morzu lub jeziorze, radość, śmiech, moczenie stóp w fontannie, anegdoty - jest bardzo wiele przykładów wspólnego spędzania czasu przez dusze z tej samej, bądź różnych sobie grup, które jednak wypoczywają wspólnie i nie koniecznie muszą to być grupy, z którymi dana dusza wchodzi (lub wchodziła), w jakieś interakcje za życia. Nie zawsze tak jest, chociaż należy pamiętać, że to co nie dotyczy jednej duszy, może dotyczyć innej z tej samej im grupy docelowej. Pewien mężczyzna będący w stanie hipnozy, tak to opisuje: "W tych przelotnych chwilach odpoczynku, najbardziej podoba mi się ich spontaniczność. Można wówczas z łatwością spotkać kogoś, z kim zechcemy zostać skojarzeni w przyszłym lub kolejnym życiu".

Są jednak też i dusze, które uciekają od wspólnych zabaw i flirtów i wybierają odosobnienie. Ma to często związek z odgrywanymi w życiu wyczerpującymi rolami, które znacznie nas wymęczają. Także gwałtowna śmierć jest tego przykładem, gdyż wiąże się ona z pewnym ubytkiem energetycznym, co prowadzi do ponownej stopniowej regeneracji duszy (Dlatego też bardziej zaawansowane dusze opuszczają ciało, nim jeszcze zdąży ono naprawdę umrzeć, po to właśnie by...nie tracić niepotrzebnie energii. Podam przykład - gdy następuje poślizg i samochód spada z urwiska na pobliskie skały  - wówczas dusza zaawansowana, wiedząc że ciała tego, które znajduje się w pojeździe, nie da się już uratować, opuszcza je nim dojdzie do zderzenia z ziemią lub wodą. Wówczas zachowuje całą swą energię i nie przeżywa powolnego konania w morskiej toni).

Przypadek który wyżej opisałem, dotyczył pewnej kobiety, która jako młoda dziewczyna w dzień swoich osiemnastych urodzin, wybrała się ze swoim chłopakiem na przejażdżkę jego nowym samochodem. Bardzo go kochała (był w "Zaświatach" jej Bratnią Duszą), i długo przygotowywała się do tego dnia, który jej rodzice zorganizowali w jednym z najlepszych lokali w mieście. Na przyjęciu, zgodnie z poleceniem jej rodziców - nie miało być alkoholu, jednak...jej chłopak wraz z kolegami przemycił tam dużą ilość wódki. Tańcząc z nią, zaproponował jej w pewnym momencie by razem "wyrwali się z przyjęcia". Zgodziła się, choć "coś" podpowiadało jej by tego nie robiła. Zabrał ja do swego samochodu, zaczęli się całować i pieścić. On jednak, aby się popisać postanowił zabrać ją na przejażdżkę swoim nowym autem. Wyjechali poza miasto, a on już wcześniej wypił dużą ilość alkoholu. Tym bardziej prawie nie patrzył na drogę, trzymając kierownicę jedną ręką a drugą dotykając twarzy i ciała swej dziewczyny. Gdy ta poprosiła go by zwolnił nie posłuchał jej, a zakręty stawały się coraz ostrzejsze. Wreszcie przy kolejnym nie wyhamował i spadli razem z wysokości do morza. Gdy relacjonowała te wydarzenia hipnoterapeucie, jej ciało było całe niespokojne, nie mogła usiedzieć, dostała drgawek. Powiedziała że jej dusza nie chciała opuszczać ciała, tonęła więc powoli i boleśnie - te przeżycia odcisnęły się bardzo traumatycznie na jej Energii, co spowodowało że musiała ją po powrocie do "Świata Dusz" - odbudować. Zaś dusza jej chłopaka...wyszła z ciała nim doszło do uderzenia w taflę wody, przez co nie cierpiał tych bolesnych przeżyć powolnego konania.

Takie dusze wybierają więc w czasie "przerwy" od zajęć - samotność, gdyż pociąg do ciszy i spokoju stanowi dla duszy rodzaj mentalnej kontemplacji, pozwalającej jej ujrzeć "siebie samego". Skłonność dusz do samotnego przebywania nie jest jakimś defektem duszy (tak naprawdę to dość duża liczba dusz preferuje po okresach nauki - samotne spędzanie czasu), lecz wynika z przemożnej potrzeby pozostania w uświęconej sferze czystej myśli i usiłowania zbliżenia się do Źródła które Nas zrodziło. Dusze "samotników", bardzo często są specjalistami w jednej z ulubionych przez siebie dziedzin i potrafią wnosić wielki wkład w pomoc innym...w swojej, określonej dziedzinie. Samotność też nie oznacza wcale bezczynności - dusze po prostu inaczej spędzają wolny czas, jak mężczyzna, który pod wpływem hipnozy, wyznaje: "Podczas chwili wytchnienia od zajęć, zajmuję się dla relaksu tworzeniem wstęg energii, które potem splatam w gobeliny mojego poprzedniego życia oraz żywotów innych ludzi z którymi miałem kontakt za życia. Dzięki temu ukazuję bogactwo naszych wspólnych przeżyć i doświadczeń, które lśni niczym najpiękniejszy obraz. A wszystko tworzę z pomocą energii mojej Myśli".

Ale są też dusze, które (w ramach wypoczynku), wybierają...powrót na Ziemię. Dusze takie wybierają te miejsca, w których przyjemnie spędzały czas za życia i które bardzo polubiły. Co ciekawe, dusze przybywając na Ziemię i udając się do swoich ulubionych miejsc, nie czynią tego w ramach nauki lecz właśnie wypoczynku, relaksu, można by powiedzieć - wakacji. A to oznacza że mogą doświadczyć wielu przyjemności. Co mam na myśli? Mianowicie, jeśli dusza przybywa do swego ulubionego ziemskiego środowiska, na przykład - nad piękną nadmorską plażę, leżącą w urokliwej lagunie - może ona doświadczyć tych samych przyjemności, które przeżywała za życia. Jak to? - spytamy. To samo pytanie postawił jeden z hipnoterapeutów, gdy mężczyzna poddany hipnozie, zaczął opowiadać, że czuje przyjemność stojąc nogami w wodzie, której fale łagodnie muskają mu stopy. Hipnoterapeuta zapytał więc: "Jak możesz doświadczać przyjemności uczucia morskiej wody,  skoro nie posiadasz fizycznego ciała?".  Mężczyzna odpowiedział: "Wszystko zależy od tego, ile Energii zabierzemy ze sobą na Ziemię", "Czyli ilość zebranej przez Ciebie Energii, świadczy o uczuciach, jakich możesz doświadczać na Ziemi?" - zapytuje dalej hipnoterapeuta - "Tak, ale nie bierzemy Jej dużo, z reguły jakieś 5 procent całości, ja nawet biorę jeszcze mniej".

"I to wystarczy, byś ponownie mógł odczuć fizyczną przyjemność morskiej piany?" - zapytuje dalej - "Nie tylko piany, czuję na sobie promienie słońca i mogę się wygrzewać w jego blasku. Mogę ponownie kąpać się w morzu i latać wśród mew - to wspaniałe uczucie" - odpowiada mężczyzna. "A co by było, gdybyś zabrał ze sobą 100 procent swojej Energii?" - zapytuje dalej hipnoterapeuta, "Oczywiście możemy to zrobić, ale nie jest to wskazane, gdyż po prostu nie powinniśmy...straszyć innych ludzi naszym nagłym pojawieniem się". "To znaczy że wówczas przypominalibyście duchy?" - "Nie wiem czy to jest dobre porównanie, ale tak, bylibyśmy na wpół przezroczyści, lecz jednocześnie widoczni dla innych ludzi". "Czy to znaczy że mógłbym wówczas Cię dotknąć i poczułbyś to?" - "Nie, nie poczułbym żadnego fizycznego dotyku, ani ludzkiego, ani jakiegokolwiek innego. Powiem więcej  -mógłbyś na przykład przeze mnie przejść, gdybym wylegiwał się na plaży, a ja bym tego nie odczuł. To co odczuwamy, to jedynie pewne fizyczne przyjemności nie generowane przez żadną z żywych istot. W ogóle żaden kontakt fizyczny z żyjącą osobą nie jest możliwy, a odczuwamy tylko to - co chcemy poczuć". "A czy ja mógłbym "coś" poczuć, gdybym przeszedł przez Ciebie na plaży?" - zapytuje dalej hipnoterapeuta - "Niektórzy ludzie mogą "coś" odczuć, ale nie widząc nic, co mogłoby być powodem tego "uczucia" - szybko to zlekceważą. To są jednak wyjątki - ogromna większość nie czuje zupełnie nic".

Są też dusze, które ponownie pragną odwiedzić swych żyjących bliskich. Każdy z Nas w chwili śmierci, zachowuje pamięć swego ziemskiego życia, a wraz z nią - pamięć o naszych ukochanych bliskich. Ta pamięć nie zanika w "Świecie Dusz", wręcz przeciwnie ona się rozwija. Lecz wizyta na Ziemi i chęć ponownego ujrzenia najbliższych nam niegdyś osób - może być...niemiłym doświadczeniem dla duszy. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że dusza musi wziąć pod uwagę kwestię upływu czasu, jaki minął od śmierci jej fizycznego ciała, do chwili ponownych "odwiedzin" żyjącej rodziny. To wiąże się jednak z pewną zmianą mentalności, czyli zmianą "zapisu zarejestrowanego" w Umyśle duszy, na ten, który ujrzała teraz. Oczywiście, ten pierwotny zapis nie zatrze się i nie zginie, lecz będzie korygowany z tym nowszym - to może, ale nie musi przynieść duszy satysfakcę z odbytej (nostalgicznej), podróży. Powiem więcej, takie doświadczenie może nawet spowodować, że dusza zrezygnuje z dalszych "wakacyjnych" podróży na Ziemię i postanowi swój wolny czas spędzać inaczej. Oczywiście to żadna katastrofa, ale dla danej duszy ma znaczenie w postaci zmiany (a nawet zepsucia), sobie dawnych, idyllicznych wspomnień szczęśliwych lat spędzonych w gronie najbliższych jej osób. Zresztą dusze, które odbywają "wakacyjną wycieczkę" na Ziemię, mogą na niej spotkać "zgrywusów", czyli dusze pochodzące z innych planet i na nich inkarnujące, zaś na Ziemię wpadające po to tylko, by się pośmiać i zrobić żyjącym kilka "psikusów". Taka dusza odgania więc te "złośliwe duszki" (one bywają złośliwe, ale tylko dlatego że pragną się zabawić, rozerwać, nie są jednak złe - o czym należy pamiętać), by nie przeszkadzały jej w wypoczynku i nie prześladowały dla zabawy innych ludzi. To również może być powodem niechęci wybierania przez duszę Ziemi, jako miejsca wakacyjnego wypoczynku.

Aby więc uniknąć owych spotkań i oglądać przemijający czas, który poczynił wielkie zmiany wśród naszych żyjących bliskich, dusze wybierają jeszcze inną drogę wakacyjnego wypoczynku - mianowicie same generują w "Świecie Dusz", takie środowisko, jakie jest zapisane w ich Umyśle. Tym szczęśliwym chwilom pragną nadać niepowtarzalne znaczenie, dlatego też kształtują wszystko od nowa, w taki sposób, jaki istnieje w ich pamięci. Każda dusza ma w "Świecie Dusz", miejsce tylko dla siebie, takie którym może swobodnie dysponować i je do woli kształtować. Miejsc takich może być...bardzo wiele, gdyż po każdym kolejnym życiu dochodzą następne przyjemne wspomnienia i pozostaje chęć ich kontynuacji. Tak więc dusze mogą sobie w "Zaświatach", tworzyć takie środowisko, jakie zapragną - może to być na przykład - rodzinny dom w okolicy w której dusza spędziła szczęśliwe dzieciństwo, mogą to być krajobrazy - drzewa, łąki, jeziora, lasy, wszystko co tylko sprawiało duszy przyjemność za życia. Może to być również rodzinne miasteczko, z jego ulicami, skwerami, domkami wszystkim tym - czego dusza doświadczała i co zapamiętała. Dusza nie ma najmniejszych problemów z "odtworzeniem" tych miejsc w "Zaświatach", gdyż wystarczy jej do tego...jedynie posiadana pamięć. Potem już z "górki", wystarczy po prostu nakierować strumień Energii na obrazy które zachował Umysł, by z powrotem powołać je do istnienia (tak to mniej więcej wygląda wg. opisu hipnotycznego), choć...trzeba w tym wszystkim też trochę wprawy, tak więc często odbywa się to pod okiem Przewodnika.




To jest prawdziwy "plac zabaw" dla duszy. Można tam stworzyć wszystko, włącznie z ulubionymi za życia zwierzakami. Dusza może tam też przybrać takie ciało, jakie posiadała we wcześniejszych wcieleniach (nie musi to być wcale ten ostatni żywot). Inne dusze bardzo często przybywają do tych, stworzonych (na obraz i podobieństwo), miejsc, by wspólnie odtwarzać przyjemne doświadczenia z przeszłych wcieleń. Dusze mogą odtwarzać wszystkie przyjemne za życia doświadczenia (pisząc "WSZYSTKIE" mam na myśli naprawdę wszystko), mianowicie nawet (co może na pierwszy rzut oka wydawać się dosyć dziwne, lecz zaraz wyjaśnię iż wcale takim nie jest), przyjemność seksualną. Dlaczego "przyjemność seksualną" i jak to możliwe, skoro dusza nie posiada fizycznego ciała? Nie musi go posiadać (naprawdę nie musi), wystarczy jej Umysł i zapisane w Nim przyjemne wspomnienia, choćby nawet i te seksualne - to wszystko można bowiem ponownie odtworzyć. W "Świecie Dusz" niemożliwe jest żadne oszukiwanie samego siebie i choć fakt nieposiadania fizycznego ciała, zaopatrzonego w system nerwowy, sprawia iż dusze nie mogą doznawać "Tu" żadnych wrażeń dotykowych, to jednak pamięć pełni doznań zmysłowych (w tym i erotycznych), jest możliwa dzięki sile dwóch całkowicie złączonych ze sobą umysłów. Miłość jest bowiem pragnieniem pełnego zjednoczenia się z Jej przedmiotem, a fizyczna ekspresja odtwarzana ponownie w ciałach, przypominających biologiczne - stanowi jeden z Jej elementów.




CDN.

niedziela, 8 marca 2015

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. LIII

FEDERACJA GALAKTYCZNA

CZYLI

"STRAŻ WSZECHŚWIATA"

PLANETY - RADY - FRAKCJE 

 Cz. II


KONFEDERACJA 

PLEJAD  

 CZ. I


PLEJADY



Na temat Plejadian i ich stosunku do nas - Ziemian, pisałem już dość dużo w poprzednich tematach. W przekazach Plejadian dominuje wciąż jeden główny aspekt, związany z ludzkością i Ziemią, mianowicie w channelingach podkreślają że my jesteśmy nimi w przeszłości...a raczej, że to oni są nami w przyszłości. Jak już wcześniej pisałem ukształtowanie i warunki naturalne głównej planety, systemu gwiezdnego Plejad - Erry, jest prawie dokładnie takie samo jak naszej Ziemi. Poza tym sami Plejadianie także swym wyglądem bardzo przypominają Ziemian. Plejadianie (o czym już pisałem), pochodzą bezpośrednio z Liry. Są więc jednymi z pierwszych kolonistów, zasiedlających inne galaktyki, pochodzących bezpośrednio z kolebki Ludzkości - z planety Avyon. Ta bliskość (przede wszystkim bliskość genetyczna, jako że Plejadianie brali udział w "spłodzeniu" biblijnego Adama i przekazali mu swoje geny), powoduje że czują się za nas odpowiedzialni. Wzbudza to pewną irytację w Radzie Federacji Galaktycznej (szczególnie we frakcji Andromedan, choć i tam są wyjątki - np. Syrianie, Arkturianie). Mimo to przekazy Plejadian nastawione są na informowanie i ostrzeganie ludzkości, przed ewentualnymi niebezpieczeństwami, jakie możemy popełnić w przyszłości.

Jednym z takich ostrzeżeń jest przekaz dotyczący..."Królestwa Maszyn". Pod hasłem "Królestwo Maszyn", kryje się ostrzeżenie mówiące o nieuleganiu opinii że maszyny są w stanie uczynić wszystko lepiej, dokładniej i sprawniej niż ludzie. Plejadianie mówią, że przed wiekami oni popełnili ten sam błąd, ufając w nieskończoną potęgę maszyn i czynili wszystko by było ich jak najwięcej w każdej dziedzinie życia. Maszyny (roboty), załatwiały najpotrzebniejsze sprawy, zajmowały się operacjami w szpitalach, załatwiały najpilniejsze sprawy - i w ogóle, tworzono i rozbudowywano je z myślą o tym, by służyć Ludzkości. Mówią że my jesteśmy dopiero na początku tej drogi, a oni pragną byśmy nie powielali (nieświadomie oczywiście), błędów, które sami popełnili. Nie maja jednak prawa nam niczego zabronić - każda istota (czy grupa istot, ras i planet), ma swoją, określoną ścieżkę rozwoju, po której kroczy. Nie powinno się (wręcz nie wolno), ich z tej ścieżki zawracać, nawet jeśli wiedzie ona ku katastrofie. Takie jest Prawo Wszechświata. Jedyne co można, to dawać pewne wskazówki, typu: "Masz dwie drogi do wyboru, pójdziesz w lewo to będzie tak, pójdziesz w prawo tak - decyzja należy do ciebie". 

Plejadianie mówią że ludzkość zachłystuje się wszelkimi nowinkami technologicznymi, nie bacząc na to jakie to niesie ze sobą zagrożenia. Pierwszym z nich jest (o czym otwarcie mówią w channelingach Plejadianie), zastępowanie człowieka przez maszyny w takich podstawowych obowiązkach, jak np. parzenie kawy, sprzątanie, pranie, gotowanie, wkrótce (za odpowiednią kwotę oczywiście), będzie można kupić sobie takiego domowego robota, który wyręczy nas w tych podstawowych, uciążliwych pracach. Ludzie będą zachwyceni, zadowoleni i szczęśliwi. Potem pojawią się roboty, pracujące w sex-biznesie, oraz zastępujące ludzi w takich zawodach jak prostytutka, tancerka erotyczna etc. etc. Te roboty będą piękne i będą przypominały ludzi. Potem przyjdzie kolej na fabryki i zakłady produkcyjne, które w całości zostaną zautomatyzowane. Ludzie stracą pracę, nie będzie już tak wesoło. Do wielu rodzin zawita widmo bankructwa i biedy. Z czasem ludzie mogą powierzyć swe bezpieczeństwo robotom (np. pod szczytnym celem ochrony ludzkiego życia), które będą pracowały w służbach porządkowych czy w wojsku. 
  

PLANETA ERRA
("STOLICA" PLEJAD)



Pojawi się ogromne rozwarstwienie społeczne, powstaną nowe, całkowicie zautomatyzowane megamiasta, gdzie jednak będą mogli zamieszkać tylko niektórzy. Reszta będzie żyła w slumsach, na obrzeżach dawnych miast, teraz podupadających i popadających w ruinę. Te "slumsy", będą patrolowane przez oddziały robotów, które najmniejszy przejaw niezadowolenia, będą uważały za oznakę wrogości i...je eliminowały, czyli zabijały. Ci ludzie będą określani mianem "bandytów", czyhających na bezpieczeństwo tych, którzy żyją sobie wygodnie w megamiastach. Żywność będzie w 100 % modyfikowana genetycznie, a za hodowanie roślin i warzyw metodą tradycyjną, będą nakładane poważne kary finansowe. Powstanie "naturalne" podziemie, gdzie ludzie będą wymieniali się wyhodowanymi w nielegalnych szklarniach warzywami i owocami. Ludzie będą trzymani w ryzach, a posłuży do tego obawa przed utratą tych miejsc pracy, które jeszcze się ostaną, gdyż utrata pracy (i brak pozwolenia na podjęcie następnej), będzie oznaczała śmierć głodową dla całej rodziny i wyprowadzkę poza megacentrum. Oczywiście ludzie już do tego czasu zostaną zaczipowani i nie będzie potrzeby używania ni pieniędzy ni nawet kart kredytowych, po prostu za każdy produkt zapłacimy swoim czipem. Gdy jednak stracimy pracę, czip zostanie wyłączony - nic już nie kupimy.

Powstaną getta dla ubogiej ludności, która będzie pilnowana i trzymana w ryzach przez roboty-androidy, przypominające ludzi. Wreszcie przeludnienie planety będzie tak wielkie, że przywódcy Ziemi podejmą decyzję o rozpoczęciu kolonizacji innych planet i systemów gwiezdnych. Plejadianie mówią jednak wyraźnie: "Uważajcie jednak, nikt was tam nie chce". Twierdzą że również Rada Federacji niezbyt interesuje się naszym losem i że oni są jednymi z nielicznych istot, które pragną byśmy przetrwali (na pytanie "dlaczego", wypowiedziane podczas jednego channelingów, padła ta sama odpowiedź: "Jesteście nami z przeszłości"). "Nikt was tam nie chce" - twierdzą jednak z całą stanowczością, i mówią że pierwsze problemy napotkamy już, gdy zechcemy skolonizować choćby "nasz" stary księżyc - Chowtę. Księżyc pełni bowiem funkcję bazy tranzytowej na Ziemię i jest wykorzystywany przez przeróżne rasy. Twierdzą że nasza kolonizacja, może spowodować wybuch konfliktu zbrojnego, który może doprowadzić do ataku na Ziemię którejś z ras. Obecnie taki scenariusz nie wchodzi w rachubę (tak twierdzą), ale nie wiadomo co ludzie z Ziemi są w stanie w przyszłości uczynić, by taki scenariusz stał się faktem. 

Twierdzą też, że (ewentualne) zagrożenie najazdem nie grozi nam bynajmniej ze strony członków Federacji Galaktycznej, a już na pewno nie ze strony ras Galaktycznej Ludzkości. Co prawda, nie mamy wśród tych istot zbyt "dobrej prasy", jednak nikt ani w Radzie Andromedy, ani Konfederacji Plejad, ani Radzie TJehooba - ani też w Radzie Zendary - najpotężniejszych ugrupowań w łonie Federacji Galaktycznej, nie podjąłby się takiego ataku, nawet jeśli rozpoczęlibyśmy kolonizację innych światów. Zagrożenie może przyjść przede wszystkim ze strony innych istot - głównie oczywiście Reptilian, ale także Insektoidów i im podobnych. 



JEDNA Z INSEKTOIDALNYCH RAS
WYSTĘPUJĄCYCH WE WSZECHŚWIECIE

(Choć jak twierdzą w swych przekazach Plejadianie,
ta akurat rasa Insektoidów - "Modliszkowcy" 
jest raczej nam przychylna)



Oczywiście wyżej przedstawiony scenariusz nie musi się wydarzyć. Według Plejadian, po to właśnie nas ostrzegają, bo pragną by się nie wydarzył (chodzi tutaj o rozwój tzw.: "Królestwa Maszyn" oraz o postępująca degradację planety Ziemia oraz nas samych jako ludzi). Co się zaś tyczy przyszłej kolonizacji, to twierdzą że o wiele łatwiej będzie zaakceptować ten fakt członkom Federacji Galaktycznej, gdy ludzkość nie będzie prowadzona przez dyktatorskich przywódców (lub określone grupy, narzucające swą wizję całej ludzkości), a odbędzie się to na zasadzie zrównoważonego rozwoju, do którego dawno temu Plejadianie i inni (np.: TJehooba), dołożyli swą cegiełkę. Twierdzą że dawno temu wskazali nam drogę rozwoju, którą powinniśmy kroczyć - wysyłając do nas swego posłańca (TJehoobanina - Jimmanuela), którego tutaj znamy pod imieniem Jezusa Chrystusa, a który miał na celu odnowienie ducha ludzkości i...."podniesienie wibracji Ziemi" w pożądanym przez te istoty kierunku. To co zrobili, nie do końca było zgodne z Prawem Wszechświata, ale stało się. Na tamtym etapie rozwoju, ludzkość była jeszcze zbyt prymitywna pod względem duchowym i (jak twierdzą Plejadianie), gdyby tego nie uczynili - jeszcze długo (być może po dziś dzień), nie otworzylibyśmy się na sprawy uniwersalnej duchowości. 



W kolejnej części przejdę już do opisania liczebności i struktury samej Konfederacji Plejad


CDN.

piątek, 6 marca 2015

TROPEM WILCZYM - CZYLI PAMIĘCI ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH - Cz. I

PAMIĘCI ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH - OSTATNICH (WIERNYCH PRZYSIĘDZE) ŻOŁNIERZY II RZECZYPOSPOLITEJ



"TRUDNO JEST WYTRWAĆ GDY WSZYSTKO ZDAJE SIĘ STRACONE

TRUDNO JEST MARZYĆ, GDY MARZENIA TWOJE DEPCZĄ

LECZ PRZYSIĘGALIŚMY NA ORŁA I NA KRZYŻ

NA DWA KOLORY, TE NAJŚWIĘTSZE W POLSCE BARWY!

NA CZYSTĄ BIEL I NA GORĄCĄ CZERWIEŃ KRWI

NA WOLNOŚĆ ŻYWYCH I NA WIECZNĄ CHWAŁĘ ZMARŁYCH"

"I ZWYCIĘŻYMY, GDY ZWYCIĘSTWO DASZ NAM PANIE

PRZYJMIEMY KLĘSKĘ, JEŚLI TAKA TWOJA WOLA

TYLKO DAJ W GODZINIE PRÓBY NAM WYTRWANIE

GDY UPADNIEMY, ZAWSZE POZWÓL POWSTAĆ Z KOLAN"






TAK MORDUJE MOSKWA NASZYCH BOHATERÓW

"SKREŚLAM DZIŚ DO CIEBIE KILKA SŁÓW,

CHOCIAŻ WIEM, NIE DOJDĄ PEWNIE ZNÓW.

PISZĘ STĄD DO CIEBIE TEN OSTATNI RAZ,

ŻEGNAJ JUŻ KOCHANIE, NA MNIE CZAS.

NOCĄ WCIĄŻ TE SAME MIEWAM SNY,

PIĘKNĄ PANNĄ MŁODĄ JESTEŚ W NICH.

SYNEK PEWNIE URÓSŁ - ZA MNIE PRZYTUL GO,

TERAZ JESZCZE TRUDNIEJ ODEJŚĆ STĄD!

TERAZ JESZCZE TRUDNIEJ ODEJŚĆ STĄD!

W TAKIEJ JAK TA CHWILI CHCE SIĘ ŻYĆ,

WSZYSTKO JEST NIEWAŻNE - BYLE BYĆ.

LECZ WYBORU NIE DAŁ DOBRY BÓG,

STOJĘ DZIŚ U KRESU MOICH DRÓG.


KAŻĄ NAM WYSIADAĆ - TO JUŻ TU,

TEN BRZOZOWY LASEK - TO MÓJ GRÓB!

JESZCZE TYLKO WESTCHNĘ JEDEN RAZ.
JESZCZE MYŚL OSTATNIA:


KOCHAM WAS!"





PAMIĘCI WITOLDA PILECKIEGO


Kim był WITOLD PILECKI? Powiedzieć o Nim prawdziwy Superman - Człowiek ze Stali, to tak, jakby w ogóle nic o nim nie powiedzieć. Można oczywiście napisać o Witoldzie Pileckim że: był uczestnikiem walk z bolszewikami jeszcze w 1919 (jako 17-letni uczeń gimnazjum im. Joachima Lelewela w Wilnie), o polskie Wilno i Grodno. Brał udział w wojnie 1920 roku. Walczył w Bitwie Warszawskiej w sierpniu 1920 roku, w której to Armia Polska powstrzymała niezwyciężony marsz bolszewików na zachód Europy. Brał również udział w drugiej wielkiej bitwie tej wojny - Bitwie Niemeńskiej z września tego roku, podczas której geniusz Marszałka JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO, ukazał się w całej pełni. 

Niewiele osób bowiem wie, że przegrana przez Armię Czerwoną - Bitwa Warszawska, nie przekreślała wcale bolszewickich planów. Tuchaczewski bowiem ściągał nowe posiłki i szykował się (w początkach października) na kolejny wielki marsz na polską stolicę (po której trupie miano pójść dalej - na Berlin, Paryż, Wiedeń, Budapeszt, Bukareszt, Pragę, Ateny czy Madryt). Wyprzedzające uderzenie Józefa Piłsudskiego z września 1920 roku i "manewr litewski", jaki zastosował - czyli przejście wojsk polskich przez terytorium Litwy (sprzymierzonej z bolszewikami...na swą zgubę, gdyż po klęsce Polski, Litwa bardzo szybko stałaby się jedną z sowieckich republik), okrążając siły bolszewickie i...CAŁKOWICIE je eliminując, doprowadził do definitywnego zwycięstwa Wojska Polskiego nad Armią Czerwoną. 

Piłsudski zresztą był wyjątkowym człowiekiem, znacznie wyprzedzającym swoje czasy i swą epokę. Był ewenementem na skalę światową, podobnie jak NAPOLEON BONAPARTE - tych dwoje Wielkich Ludzi było nie do zastąpienia. Biskup Aleksander Kakowski powiedział w 1937 roku: 

"Józef Piłsudski był wtedy jedynym człowiekiem danym przez Opatrzność, który mógł stać na czele odradzającej się Polski"


Józef Piłsudski zdawał sobie bowiem doskonale sprawę, że zwycięstwo któregokolwiek z zaborców Polski - nie może spowodować odzyskania przez Polskę Niepodległości. 21 lutego 1914 roku, w sali paryskiego Towarzystwa Geograficznego, Józef Piłsudski wygłosił referat na temat zbliżającej się wojny europejskiej, w którym przedstawił...wynik wojny która jeszcze nie tylko nie wybuchła, ale w którą tak naprawdę niewielu w Europie wierzyło. 

Brzmiał on następująco - najpierw Niemcy i Austro-Węgrzy pobiją Rosję, a następnie koalicja anglo-francuska lub anglo-francusko-amerykańska (skąd wiedział że do wojny wejdą Stany Zjednoczone? - ciekawe pytanie), pobije Niemcy. Przedstawił tam również jasny i klarowny plan postępowania dla Polaków w nadchodzącej wojnie - najpierw idziemy z Niemcami i Austriakami przeciw Rosji, a potem...zmieniamy front i wspieramy koalicję mocarstw zachodnich. Piłsudski wiedział doskonale że zwycięstwo Niemiec w tej wojnie nie leży w interesie odradzającej się Polski - wręcz przeciwnie, stanowi tego odrodzenia wyraźną barierę. Niemcy byli potrzebni tylko do wypędzenia z kraju Rosjan, potem dalsza współpraca z nimi była już nie tylko niepożądana, ale wręcz szkodliwa i niebezpieczna.

Dał temu czytelny wyraz po ogłoszeniu Aktu 5 Listopada 1916 roku, w którym to cesarze Niemiec (Wilhelm II) i Austro-Węgier (Franciszek Józef I), proklamowali powstanie niepodległej Polski. Deklaracja była wynikiem rozpaczy, szczególnie dyplomacji niemieckiej. Liczono bowiem na to że Rosja zgodzi się na zawieszenie broni i rozpoczęcie rozmów tyczących zawarcia separatystycznego pokoju na froncie wschodnim. Byłoby to bardzo na rękę Niemcom, pragnącym jak najszybciej przerzucić większość swych sił ze Wschodu na front zachodni, przeciw Francji i Anglii. Gdyby Rosja zgodziła się na podjęcie rozmów, wówczas Akt 5 Listopada nigdy nie ujrzałby światła dziennego. 

Najbardziej ubolewał nad tym faktem kanclerz Rzeszy Theobald von Bethmann-Hollweg, który doskonale zdawał sobie sprawę, że ofiarowanie Polsce niepodległości, w jakiejkolwiek, nawet szczątkowej formie - może bardzo negatywnie odbić się na ruchach ludności w samej Rzeszy i doprowadzić do wzrostu separatystycznych dążeń Polaków (a nawet niektórych Prusaków), w Niemczech i ich żądań połączenia się w tym nowo utworzonym polskim tworem państwowym. "To byłby koniec spójności państwa niemieckiego w obecnej formie" - jak stwierdził w piśmie przesłanym do cesarza.

Jednak w czasie wojny to nie politycy decydują lecz wojskowi - generalicja, gdyż to żołnierze przelewają swą krew i oddają życie. A nacisk niemieckich szefów sztabów (ze szczególnym uwzględnieniem gen. Ludendorffa i generała-gubernatora warszawskiego von Beselera), był coraz silniejszy. Chcieli bowiem jak najszybciej wygrać tę wojnę (jak każdy wódz), lecz brakowało im nowych rekrutów. Widząc boje Legionów Polskich na Wołyniu czy szczególnie pod Kostiuchnówką (4-6 Lipca 1916r.), byli pod ogromnym wrażeniem Polaków. Zauważono bowiem że żołnierz polski nie tylko potrafi się dobrze bić, lecz także zwyciężać. 

Takich żołnierzy potrzebowano, ale...należało im coś dać, coś za co chętnie zgodziliby się walczyć u boku Niemiec i Austrii - na przykład...własne państwo? Niemieccy politycy początkowo stawiali temu opór, wreszcie jednak musieli ulec i zarówno Auswärtiges Amt, jak i cały rząd, parlament z cesarzem na czele - wyraziły zgodę na ogłoszenie deklaracji polskiej niepodległości. Co ciekawe jednak - na dokumencie widnieją imiona cesarzy Niemiec i Austro-Węgier, natomiast...to nie oni złożyli pod nim swoje podpisy. Uczynili to oficerowie - głównodowodzący armii niemieckiej i austro-węgierskiej.



Józef Piłsudski doskonale zdawał sobie sprawę z przewrotności niemieckiej polityki i wyraził to dobitnie swym podkomendnych w warszawskim hoteli Bruhla, krótko po ogłoszeniu Aktu 5 Listopada 1917 roku:


"Nasza wspólna droga z Niemcami skończyła się. Rosja - nasz wspólny wróg w tej światowej wojnie, skończyła swoją rolę. Wspólny interes przestał istnieć (...) Niemcy ogłosili jakąś "niepodległość", by zjednać sobie naród polski, chcą by dał żołnierza do armii dowodzonej przez pana Beselera. Tymczasem chcieliby chociaż reprezentację tej przyszłej armii polskiej, część dawnych Legionów wsadzić do pociągów i wysłać na front zachodni, by pokazać światu, że Polacy są przeciw Francji i Anglii - przeciw Zachodowi (...) W interesie Niemców leży przede wszystkim pobicie aliantów, w naszym - by alianci pobili Niemców (...) Dlatego wy do tej armii polskiej nie pójdziecie"



Piłsudski doskonale zdawał sobie sprawę co się święci - wiedział że deklaracja niepodległości Polski jest tylko tymczasowym wybiegiem, wykalkulowanym na czas krótkoterminowy. Poza tym nie było pewności czy przetrwa on również wówczas, gdy Niemcy i Rosja zawrą pokój i gdy żołnierz polski przestanie być potrzebny? Polacy natomiast patrzyli hen w odległą przyszłość - i coraz otwarciej domagali się pełnej niepodległości. Gdy wreszcie ta chwila nastąpiła i 11 Listopada 1918 roku, Niemcy podpisały akt kapitulacji - w Warszawie zaczęto rozbrajać niemieckich żołnierzy. Tak rodziła się Wolna Polska, która w dwadzieścia lat potem, jako pierwsza ze wszystkich państw europejskich, sprzeciwiła się bezprawiu totalitarnych reżimów - niemieckiego hitleryzmu i rosyjsko-sowieckiego bolszewizmu. 

A tak pisał Józef Piłsudski o swym powrocie do Polski 10 Listopada 1918 roku (po zwolnieniu z niemieckiego więzienia w Magdeburgu, do którego trafił, odmawiając przysięgi na wierność niemieckiemu cesarzowi, po to by odbudować Niepodległą Rzeczpospolitą po 123 latach niewoli - nie jako małe, zależne od Niemiec państewko, ale jako potężne mocarstwo. Tak, mocarstwo, choć wsparte sojuszem politycznym, wojskowym i gospodarczym z mniejszymi narodami na Wschodzie - Litwą, Białorusią i Ukrainą - tworzącymi trzon owego mocarstwa - Sojuszu MIĘDZYMORZA - pod polskim przewodem):

 
"Gdym wracając z więzienia niemieckiego do Warszawy, w takt turkotu wagonu powtarzał sobie - DO POLSKI, DO POLSKI, marzyłem że jadę do Raju. Chciałem wierzyć naszej duszy polskiej. I wtedy zdawało mi się że na straży tego odrodzenia stoją wielkie dusze z epoki dawnej mocy Rzeczypospolitej - że dusza polska rozbłyśnie dawnym pięknem"
 
MARSZAŁEK JÓZEF PIŁSUDSKI



Polska została odbudowana, w wyniku dwóch krwawych (lecz zwycięskich) wojen (z Ukraińcami i bolszewikami), Powstania Wielkopolskiego i trzech Powstań Śląskich. W lutym 1920 roku, Wojsko Polskie zajęło także, przyznany nam przez zwycięskie mocarstwa w Wersalu - pas ziemi na Pomorzu (który Niemcy złośliwie określali mianem "korytarza"), a 10 lutego tego roku, gen. Józef Haller - notabene mający niemieckie korzenie (zresztą podobnie jak ja sam) i wywodzący się ze starego niemieckiego rodu von Hallenburgów, lecz z gałęzi rodu całkowicie już spolonizowanej - przeprowadził ceremonię "Zaślubin Polski z Morzem", wrzucając w fale Bałtyku, pierścień, który w 1647 roku królowa Rzeczypospolitej - Maria Ludwika Gonzaga (małżonka króla Władysława IV Wazy), ofiarowała jednemu z gdańskich rajców. Przechowywany z pokolenia na pokolenie zatonął w morskich odmętach na powitanie polskiej obecności nad Bałtykiem.






Gen. JÓZEF HALLER 
(von Hallenburg)




"Każdy z osobna na co dzień musi szukać w sobie zwycięstwa (...) wbrew zniewolonym małym ludziom, bądźmy dumni, by w Ojczyźnie co dumy nie znała - dumni być potrafili"

JÓZEF PIŁSUDSKI



Kierując się takim właśnie mottem Józefa Piłsudskiego, WITOLD PILECKI całym swym życiem zaświadczył o tragizmie polskich losów. Walczył w Wojnie Obronnej Polski 1939 roku (notabene zaatakowanej z dwóch stron, przez totalitarnych bandziorów), walcząc...aż do 17 października 1939 roku. Tak pisał w swych wspomnieniach: 

 "W lasach dobiega nas wieść, że Warszawa i Modlin są już zajęte przez Niemców. Oficerowie oddziału decydują, że dalszy pobyt w lasach jest mniej korzystny dla sprawy niż walka innego rodzaju z najeźdźcą. Ponieważ rozkazu demobilizacji nie było, więc wszyscy są wojskowi...".


Potem w Tajnej Armii Polskiej i aż do 19 września 1940 roku, gdy Witold Pilecki dobrowolnie dołącza do ulicznej łapanki w Warszawie (jakie Niemcy organizowali na terenie polskich miast, odcinając przechodniom na ulicy drogę i ładując ich do ciężarówek, wiozących albo na roboty do Niemiec, albo do Auschwitz. Taki to był "kulturalny" naród poetów - czy raczej...hycli). W Auschwitz tworzy podwaliny ruchu oporu, zakładając podziemną siatkę podporządkowaną ZWZ-AK (Związku Walki Zbrojnej - Armii Krajowej), którego trzonem był obozowy szpital, gdzie pracowali polscy lekarze, ratujący życie tysiącom więźniów. 

Pilecki wierzył w wywołanie w obozie wielkiego buntu więźniów, który wsparty z zewnątrz atakami Armii Krajowej i bombardowaniem obozu przez Aliantów, doprowadziłby do uwolnienia więzionych w nim osób. Nikt na Zachodzie nie uznał tego za ważne - ani Winston Churchill, ani też Franklin. D. Roosevelt - nikt. Dlatego też 27 kwietnia 1943 roku, po fiasku swych planów, Witold Pilecki dokonuje brawurowej ucieczki z obozu. (wraz z Edwardem Ciesielskim i Janem Redzejem) i dalej podejmuje walkę konspiracyjną i powstańczą z bronią w ręku. 


Bierze udział w Powstaniu Warszawskim (1 Sierpnia - 2 Października 1944 roku), w wyniku którego Niemcy niszczą prawie całą Warszawę.





Po upadku Powstania, Witold Pilecki trafia do obozów jenieckich - najpierw Lamsdorf, potem Murnau. Następnie (od 1945 roku), służy w II Korpusie Polskim we Włoszech, a z końcem listopada 1945 roku wraca do Polski. Tutaj 8 maja 1947 roku, zostaje aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa "ludowej" Polski i trafia do więzienia mokotowskiego, gdzie poddawany jest niezwykle brutalnemu śledztwu. 3 marca 1948 roku, rozpoczyna się Jego proces przed komunistycznym sądem, który 15 marca - skazuje Witolda Pileckiego na karę śmierci. Wykonaną 25 maja 1948 roku w więzieniu mokotowskim w Warszawie - strzałem katyńskim - w tył głowy (bez wątpienia bandyci spod "czerwonej gwiazdy" lubili w ten sposób mordować ludzi).


WITOLD PILECKI 
W II KORPUSIE POLSKIM WE WŁOSZECH




OSOBIE TEGO NIEZWYKŁEGO CZŁOWIEKA POŚWIĘCĘ KOLEJNE CZĘŚCI TEGO TEMATU, W KTÓRYCH BARDZO SZCZEGÓŁOWO OPISZĘ POSZCZEGÓLNE KOLEJE ŻYCIA ROTMISTRZA WITOLDA PILECKIEGO - NIEZŁOMNEGO ŻOŁNIERZA WOJSKA POLSKIEGO



"ROTMISTRZU PILECKI - SKĄD TE KRWAWE RANY?
KTO ZŁAMAŁ TWĄ SZABLĘ - CZEMU KOŃ SPĘTANY?

 ROTMISTRZU PILECKI - TWARDYŚ JAK ZE STALI
HITLER CIĘ NIE SKRUSZYŁ - BAŁ SIĘ CIEBIE STALIN!
 HEJ - HEJ ROTMISTRZU Z HARTOWANEJ STALI,
NIE SKRUSZYŁ CIĘ HITLER - BAŁ SIĘ CIEBIE STALIN!

ROTMISTRZU PILECKI - ZE ŚMIERCIĄ IGRAŁEŚ,
ZSTĄPIŁEŚ DO PIEKIEŁ - Z PIEKIEŁ SIĘ WYRWAŁEŚ!
HEJ - HEJ ROTMISTRZU, ŚMIERCI SIĘ NIE BAŁEŚ,
DO AUSCHWITZ ZSTĄPIŁEŚ, Z AUSCHWITZ SIĘ WYRWAŁEŚ.

BYŁO WAS TYSIĄCE - ZOSTAŁO NIEWIELU,
BO ZABIJA MOSKWA NASZYCH BOHATERÓW!

WITOLDZIE PILECKI ŻONA TWOJA PŁACZE,
CIESZĄ SIĘ UBECY, CZERWONI SIEPACZE.
HEJ - HEJ ROTMISTRZU, PŁACZE TWOJA ŻONA,
ŚMIEJĄ SIĘ BANDYCI SPOD GWIAZDY CZERWONEJ!

ŻOŁNIERZU NIEZŁOMNY - NAGRODĄ CI BLIZNY,
DROGOWSKAZEM TWOIM  BÓG - HONOR - OJCZYZNA!

RYCERZU BEZ SKAZY - KACI WCIĄŻ SIĘ BOJĄ,
TYLE LAT PO ZBRODNI, NISZCZĄ PAMIĘĆ TWOJĄ.

ROTMISTRZU PILECKI - DO APELU STAWAJ,
ŻYCIE CI ZABRALI - LECZ ZOSTAŁA SŁAWA!"


ROTMISTRZ WITOLD PILECKI (1901 - 1948)




MŁODY WITOLD PILECKI
 W WALCE O POLSKIE WILNO I GRODNO
I W WOJNIE Z BOLSZEWIKAMI
1919 r.





WITOLD PILECKI 
ZDJĘCIE ŚLUBNE Z MAŁŻONKĄ MARIĄ OSTROWSKĄ
 1931 r.




WITOLD PILECKI
Z MAŁŻONKĄ I SYNKIEM ANDRZEJEM
W SWOIM DWORKU SUKURCZE
 LATA 30-te.




 WITOLD PILECKI
W "SAMOOBRONIE SĄSIEDZKIEJ"
WSPIERAJĄCEJ KORPUS OCHRONY POGRANICZA
BRONIĄCY POLSKICH GRANIC WSCHODNICH II RZECZYPOSPOLITEJ,
PRZED ATAKAMI BOLSZEWICKICH BOJÓWEK





WITOLD PILECKI
OCHOTNIK DO AUSCHWITZ




 WITOLD PILECKI
PROCES I ŚMIERĆ W KOMUNISTYCZNEJ (PODLEGŁEJ ZSRS) POLSCE




I JEGO  KAT
JÓZEF RÓŻAŃSKI
(prawdziwe nazwisko - JÓZEF GOLDBERG - JAK OGROMNA WIĘKSZOŚĆ ÓWCZESNEGO PERSONELU APARATU (ZNIEWOLENIA) BEZPIECZEŃSTWA
KOMUNISTYCZNEJ POLSKI - TAK I ON BYŁ POCHODZENIA ŻYDOWSKIEGO 
(był synem ABRAHAMA GOLDBERGA i CHANY RÓŻAŃSKIEJ)




"STARAŁEM SIĘ ŻYĆ TAK - ABYM W GODZINIE ŚMIERCI
 MÓGŁ SIĘ RACZEJ CIESZYĆ NIŻ LĘKAĆ"

WITOLD PILECKI







"Kochajcie ojczystą ziemię. Kochajcie swoją świętą wiarę i tradycję własnego Narodu. Wyrośnijcie na ludzi honoru, zawsze wierni uznanym przez siebie najwyższym wartościom, którym trzeba służyć całym swoim życiem".
 

WITOLD PILECKI
(do swych dzieci) 
 

środa, 4 marca 2015

"NASZ" PREZYDENT!?

Oto "Nasz" prezydent "Szogun" - "Bul" KOMOROWSKI







A tak już na poważnie - czasem się zastanawiam, czy on myśli, nad tym co mówi i co robi, czy też plecie trzy po trzy - byle tylko pleść? 




Lepiej już może niech czyta z kartki, to co mu wcześniej przygotują spece od Public Relations - bo trudno nie pokusić się o refleksję, że mamy błazna za prezydenta!





A także zwykłego "Chłopka-Roztropka"

I nie chodzi tutaj o to co powiedział - a o to co zrobił - włażąc buciorami na fotel spikera japońskiego parlamentu. Zastanawiam się czasem, czy on jest pod wpływem jakichś leków, czy po prostu, ot ma takie "fiksum dyrdum" w głowie?






Może miast BRONISŁAW, powinien nosić imię - BREDZISŁAW, byłoby ono jak najbardziej adekwatne do osoby pana "prezydęta".

Ręce opadają!