Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 5 maja 2015

OD KAMCZATKI DO ODESSY - CZYLI ROSJĘ NALEŻY RWAĆ PO "SZWACH" NARODOWYCH - Cz. I

ROSJĘ NALEŻY RWAĆ PO SZWACH NARODOWYCH

MARSZAŁEK JÓZEF PIŁSUDSKI



OD NADYMA AŻ DO KRYMA - MY CUDZEGO NIE BIERZEMY
NAJŚMIESZNIEJSZY MOMENT TEJ SKOCZNEJ PIOSNECZKI




WYBACZCIE NAM JEŚLI MOŻECIE?


Słowa wypowiedziane przez prezydenta Rosji - Borysa Jelcyna w sierpniu 1993 r. skierowane do Polaków, mające stać się próbą oczyszczenia i jednoczesnego uznania win, jakie ciążą na Rosjanach za zbrodnie dokonane na przestrzeni minionych dziesięcioleci na ludności polskiej



Te słowa, mogły stać się takową "katharsis", która wprowadziłaby stosunki polsko - rosyjskie w nową erę, oczyściła z dawnych carsko - bolszewickich metod i imperialnego podejścia do narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Rzeczywiście wtedy, na początku lat 90-tych, wydawało się że powstaje zupełnie inne państwo rosyjskie, wolne od tamtych "naleciałości", prawdziwie demokratyczne, dążące do nawiązania nowych stosunków z otaczającymi je państwami - opartych na wzajemnym poszanowaniu i szacunku. Wszystko to okazało się płonne i nietrwałe, szybko też powrócił w stosunkach polsko - rosyjskich naturalny dyskurs imperialny, teraz jednak inaczej definiowany. Jego podstawą w polityce państwa rosyjskiego stała się koncepcja eurazjatycyzmu - której głównym "teologiem" i odnowicielem we współczesnej Rosji, stał się doradca prezydenta Władimira Putina, oraz konsultant przewodniczący Dumy rosyjskiej - ALEKSANDER DUGIN.

Postanowiłem trochę napisać o jego koncepcji politycznej, przybliżyć ją i "rozebrać na czynniki pierwsze", by nie powstało wrażenie, że ja swą ciągłą i niekiedy nachalną antyrosyjską pisaniną (tak naprawdę nie antyrosyjską - w mojej firmie zatrudniam Rosjanina mieszkającego w Polsce - który jest wspaniałym pracownikiem, często lepszym od jego polskich kolegów). Nie jestem i nigdy nie byłem anty-rosyjsko nastawiony, wręcz przeciwnie, uwielbiam Rosjan i Rosję, uwielbiam ich kraj, kulturę i tradycję. Uwielbiam rosyjskie pieśni, rosyjską kuchnię i...rosyjskie trunki (co udowodnię w kolejnych tematach - prezentując ich rodzaje i ceny). Jestem przeciwko imperialnej i ekonomicznej dominacji Kremla i jego kremlofilskich polskich i zachodnich idiotów, którzy nie dostrzegają, jakie niebezpieczeństwo odnawia się za naszą wschodnią granicą. Jego ostrze skierowane jest przeciwko Polsce, przeciwko jej niepodległemu i suwerennemu bytowi.

Przesadzam? Sami oceńcie czy tak jest. A pomoże Wam w tym to, co pragnę uczynić w tym temacie. Mianowicie przedstawię i omówię geopolityczną myśl (która oczywiście znajduje swe miejsce w kanonie filozofii politycznej świata) Aleksandra Dugina, myśl, która staje się ciałem za rządów Władimira Władimirowicza Putina. Tą myślą jest koncepcja EUROAZJATYCKA. Chciałbym byście porównali tę ideę polityczną (znajdującą nawet w naszym kraju wielu zwolenników, głównie - co ciekawe, lecz dla mnie zupełnie naturalne - w organizacjach...narodowych, nie zaś lewicowych, które częściej dążą ku Brukseli) i skonfrontowali ją z inną koncepcją polityczną, której ja sam jestem gorącym zwolennikiem - IDEĄ PROMETEJSKĄ, innymi słowy - "Federacją Wolnych z Wolnymi, Równych z Równymi - MIĘDZYMORZEM". Czyli niczym innym tylko polską tradycją polityczną, tradycją I RZECZYPOSPOLITEJ, tworzoną konsekwentnie od czasów piastowskich, uwypukloną i umocnioną za panowania Jagiellonów.

W polskiej historii politycznej nie ma tradycji upokarzania i niszczenia już pokonanego przeciwnika, nie ma w ogóle tradycji militarnego niewolenia narodów. Nie ma tego, gdyż I Rzeczpospolita, którą stworzyła tradycja szlachecka (za co powinniśmy być wdzięczni naszym przodkom), wymagała pewnego rodzaju zgody, konsensusu, debaty - którą później nazwano warcholstwem. Innymi słowy I Rzeczpospolita była państwem bardziej demokratycznym, niż dzisiejsza III RP, a już w ogóle nie można jej porównywać z absolutystycznie rządzonymi twardą ręką królów i książąt - państw Europy Zachodniej, o moskiewskim krwawym despotyzmie nawet nie wspominając. Polską tradycję polityczną zbudował konsensus i odpowiedzialność za państwo, połączona z głębokim patriotyzmem i troską o dobro "Rzeczy-Pospolitej" , czyli wspólnej wszystkim obywatelom. Gdy zaś w XVIII wieku, zaczynał brać górę interes prywatny nad "wspólnotowym", wszystko zaczynało się walić.

W pieśni "Tradycja" Jacek Kaczmarski pięknie wykpiwa, wszystkie te nihilistyczne zachowania naszych "elyt", oraz części postkolonialnego społeczeństwa polskiego, które wszystko co złe widzi jedynie w działaniach dawnej "warcholskiej szlachty", zapominając ze jej negatywny obraz, został w dużej mierze stworzony przez zaborców i powielany przez komunistów, w celu dyskredytacji tego wszystkiego co zostało przez nią stworzone. A to dzięki niej powstało tak wielki  i silne państwo, które nie podbijało zbrojnie swych sąsiadów, tylko rozszerzało się dzięki ideałom wolności i sprawiedliwości jednostki, oraz odpowiedzialności za swój kraj. Dominowało kulturowo, moralnie, politycznie, językowo i...modowo - daleko poza swoimi granicami. Nie podbijając tych państw siłą swego nieprzeciętnego oręża - zdobyła Ruś, Siedmiogród, Wołoszczyznę, Mołdawię a nawet Moskwę - zdobyła te wszystkie kraje nie siłą swego oręża, lecz swej kultury, sztuki, języka i mody - Były czasy gdy w tych krajach ubierano się "na polską modłę", czytano polskie książki i literaturę, oraz co najważniejsze mówiono po polsku. W Moskwie jeszcze w końcu XVII wieku oficjalnym językiem rosyjskich elit, był język polski - i to...w 70-80 lat po wygnaniu Polaków z Kremla (1612r.)






Dlaczego ruskie miasta na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej, mając do wyboru pokojowe przejście i "zjednoczenie" z Moskwą (celowo stosuję tu podział pomiędzy ludnością ruską a moskiewską, czyli rosyjską, gdyż do dwa zupełnie odmienne narody), w ramach "zbierania ziem ruskich" (hasła które jeszcze w XIV wieku rzucił wielki książę moskiewski - Iwan Kalita) - a Rzeczpospolitą, wybierali tę "drugą opcję". Dlaczego, przecież z Moskwą łączyło ich o wiele więcej cech wspólnych, niż z Litwą czy Polską, jak choćby religia (prawosławie), pochodzenie etniczne (słowiańskie, choć bliższe Moskwie), a nawet język. Dlaczego więc nie tylko pragnęli pozostać przy Rzeczypospolitej, lecz także gdy król polski, dążąc do zgody z Moskwą, oddawał jakieś ruskie miasto Rosji, oni...przygotowali się do jego obrony, jednocześnie wysyłając swych przedstawicieli do Warszawy, by na sejmie prosić króla do zmiany decyzji, oraz namawiać w przypadku królewskiej odmowy - posłów do buntu. Dlaczego tak się działo? Odpowiedź jest bardzo prosta - działo się tak, ponieważ Rzeczpospolita była państwem wolności i prawa - Rosja, czyli Moskwa, krwawą despotią, z bezwzględną władzą cara, jako samodzierżcy państwa (czyli właściciela całego kraju).

Moskwa nie wytworzyła nigdy kultury i ideałów wolnościowych (Dugin mówi o tym otwarcie i wręcz to idealizuje), powiem więcej - Rosja jest "krajem bez historii". To określenie nie jest nowe i nie ja je wymyśliłem. Określenia tego użył Piotr Jakowlewicz Czaadajew (1794-1856), który w swych utworach przedstawiał Rosję jako kraj zupełnie wyalienowany z historii (za co został uznany przez reżim carski za "obłąkanego" i zamknięty w szpitalu psychiatrycznym). Dlaczego Czaadajew twierdził że Rosja "nie ma historii", co oczywiście było obrazą dla ówczesnych imperialnych elit państwa rosyjskiego, które mówiły: Jak to Rosja nie ma historii, a Iwan Groźny, a Piotr Wielki, a Katarzyna II - to nie historia?. No właśnie - w 1836 r. w piśmie "Teleskop", Czaadajew przeanalizował historię Rosji w trzech wymiarach czasu: przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Wnioski do których doszedł, wprawiły autora w stan zupełnego pesymizmu, stwierdził wręcz że zupełnie niepotrzebne jest istnienie nie tylko państwa rosyjskiego, ale wręcz kwestionował jakąkolwiek wartość rosyjskiej cywilizacji. Rosję uważał za kraj opuszczony przez Opatrzność, kraj w którym zabrakło idei "obowiązku, sprawiedliwości i porządku".

Pisał: "Rośniemy, ale nie dojrzewamy, idziemy naprzód, ale po linii krzywej, czyli takiej, która nie prowadzi do celu". Czaadajew, jako jeden z niewielu XIX-wiecznych pisarzy i myślicieli rosyjskich, krytykował rosyjską Cerkiew prawosławną, w niej to właśnie upatrując zacofania cywilizacyjnego i moralnego Rosjan. Kolejnym przykładem, który jest podbudową jego tezy o "Rosji, jako kraju bez historii", jest stwierdzenie że w Rosji nigdy nie było baroku, nigdy nie było epoki "odrodzenia", nigdy też nie pojawiła się epoka średniowiecza. Rosja "zatrzymała się" w czasach podboju mongolskiego i taki stan w niezmienionym kształcie przetrwał co najmniej do początków XVIII wieku, a i wówczas nastąpiła jedynie powolna i cząstkowa "europeizacja elit" - naród pozostał wciąż w "okresie wojen mongolskich z XII i XIII wieku". Czaadajew Pisał: "Gdy cały świat przebudowywał się od podstaw myśmy nie wznieśli nic nowego, po dawnemu siedzieliśmy skuleni w dawnych chałupach z bierwion i słomy. Jednym słowem losy ludzkości wykuwały się bez nas".

Rosję postrzegał jako kraj "stagnacji, marazmu i zastoju", bez korzeni, bez chlubnej przeszłości, ani też bez nadziei na...przyszłość - "Żyjemy wyłącznie teraźniejszością"- pisał Czaadajew w swych "Listach filozoficznych". Jako główny powód tego stanu rzeczy i zacofanie kraju widział rosyjską Cerkiew. Czaadajew twierdził że przyjęcie chrztu Rusi z Bizancjum, było dużym błędem Włodzimierza Wielkiego (chrzest Rusi nastąpił w 988r.). Twierdził że chrześcijaństwo pochodzące z Konstantynopola było wypaczone, odszczepione od prawdziwego chrześcijaństwa. Uważał że dla Rusi i późniejszej Rosji byłoby lepiej gdyby przyjęto chrzest z Rzymu. To właśnie Rzym Czaadajew stawia za wzór do naśladowania i nie chodzi mu tylko o religię katolicką (którą idealizuje i wychwala). Chodzi mu o całą kulturę starożytnego Rzymu, na której wyrosła Europa. O to, że to właśnie cywilizacja rzymska wprowadziła prawa wolności obywatela oraz praw, jakimi powinni kierować się rządzący.

Rzymski cesarz to nie był król, on nie panował, on rządził. Ale nie rządził dla własnego widzimisię, czy dla własnej chwały - on przewodził ludowi dla Jego Chwały. Rzymski władca nie miał żadnych "widocznych" oznak swej władzy. Mógł bić własną monetę, mógł przedstawiać na niej swe zwycięstwa i uwypuklać dokonania, ale...nie były one jego własnością. Rzymski cesarz nigdy nie mógłby wybić monety, na której opisywałby własne cnoty, męstwo i odwagę w boju - rzymski władca jeśli pragnął uwiecznić swe zwycięstwo na monecie, musiał dodać iż odnowił, bądż ocalił Republikę, w ogóle panujący władca nie żył dla siebie - on żył dla państwa: "Urodził się dla dobra Republiki" - jak określano rzymskich cesarzy w pierwszych trzech wiekach cesarstwa. Rządzi, walczy, odnawia, buduje, myśli, czuje i żyje nie dla siebie samego i swego szczęścia lecz wyłącznie na chwałę Rzymu ("Gloria Romanorum"). Rodzina władcy - jego żona, bracia, synowie, córki, siostry, kuzyni - wszyscy oni są zwykłymi obywatelami, nie mają i nie piastują żadnych publicznych urzędów, tylko dlatego że: "tatuś jest u władzy". Jeśli cesarz chciał obdarować członka swej rodziny jakąś funkcją publiczną, musiał uzyskać aprobatę Senatu, a i wówczas obowiązywała kadencyjność danego stanowiska (oczywiście kadencyjność nie przeszkadzała w kolejnym wyborze). Wszyscy oni służyli państwu, nie zaś dobru własnemu czy swej dynastii. Rodzina władcy należała co prawda do arystokracji, czyli rzymskiej nobilitas, jak i inne możne rody - nic poza to.

Król (czy car rosyjski), który przegrał bitwę, lub którego spotkała jakaś klęska osobista lub publiczna, był zawsze powodem do współczucia i żalu, ze strony swych poddanych, którzy wszystkie obciążenia, jakie ich spotykały, zrzucali na barki "złych królewskich doradców", ale "dobry car", czy król - gdyby tylko wiedział o naszych trudach dopomógłby nam - tak rozumowano. Król to król, należała mu się wierność, jak i całej jego rodzinie - książętom i księżniczkom krwi. Rzymski cesarz który przegrał bitwę to nie był powód do współczucia ze strony współobywateli - to był powód do jak najszybszego odsunięcia od władzy "tego nieudacznika". Nikt się nad nim nie litował, gdyż wypełniał on jedynie wolę ludu - rządził Nim na Jego Chwałę. Władca musiał dbać o to by obywatele Rzymu (jak i przez swych namiestników - mieszkańcy całego Imperium), nie głodowali, nawet najubożsi mieli prawo do skromnego państwowego wiktu, czyli dziennej racji chleba. Lud żądał "Chleba i Igrzysk", więc władca musiał się podporządkować. Znamiennym jest, iż podczas igrzysk gladiatorskich ("munera"), jeśli lud postanowił ocalić jakiegoś wojownika, a władca miał inne zdanie - musiał się przychylić do zdania większości. Zwrócenie się przeciw woli ludu było bardzo niebezpieczne i mogło się skończyć tragicznie.

Następstwo władzy z reguły występowało w sposób dziedziczny, czyli z ojca na syna (prawdziwego bądż adoptowanego), a jeśli zabrakło synów, na brata, kuzyna, siostrzeńca, bratanka lub jakiegoś innego męskiego przedstawiciela rodu. Przekazywanie władzy w sposób dziedziczny, to właściwie jedyny wspólny element, łączący władzę królewską z władzą cesarzy rzymskich. Wszystko to jednak musiało otrzymać sankcję ludu rzymskiego i senatu (a to nie znaczyło jedno i to samo). Obowiązywał niepisany konsensus, który powodował że każdy władca musiał być przyjęty na komicjach ludowych, zatwierdzony przez senat i zaakceptowany przez armię. Potem Oktawian August zniósł komicja ludowe, więc ograniczano się jedynie do samego senatu i armii. Lud bowiem pragnął by następstwo odbywało się w gronie jednej rodziny, gdyż dzięki temu nie dochodziło do wojen domowych. A każdy obywatel Rzymu, poparty przez armię (np. dowódca wojskowy znad Renu, Dunaju czy Orientu), mógł ogłosić się cesarzem, jeśli tylko tego pragnął. Musiał co prawda spełniać jeden podstawowy warunek - wywodzić się z nobilitas (od III wieku ten warunek nie był już tak wymagany) i chociażby formalnie (jak dowódcy wojskowi), być członkiem senatu. Jeśli spełniał te warunki, nic nie stało na przeszkodzie, by sam sięgnął po cesarską purpurę.

Zresztą Rzymianie nie znali pojęcia "uprawnionego przez Boga/Bogów władcy", który panuje niepodzielnie i któremu należy się posłuszeństwo, bez względu na to co czyni. W praktyce każdy wódz mógł spróbować sięgnąć po władzę, jeśli uznał że sprawy w państwie idą w złym kierunku. Nikt nie mógł mu tego zabronić - choć jeśliby przegrał, za zdradę czekała śmierć nie tylko jego, lecz wszystkich męskich członków jego rodziny, oraz jego małżonkę (często żonom przegranego władcy darowywano życie). Jeśli jednak to ów buntownik zwyciężył - dotychczasowy cesarz, wczoraj uwielbiany przez tłumy i wychwalany pod niebiosa, dziś był ciągnięty przez tłum ulicami Rzymu, a częstokroć jego zwłoki wrzucano do Tybru. Nikt się nie litował nad przegranym, gdyż jak mówiłem władca nie rządził z woli Boga, lecz na Chwałę Rzymu. A Rzymianie nie byli niczyim niewolnikami, nawet władców, których wychwalali, lecz którymi prywatnie częstokroć gardzili. Jak pisał Mommsen: "Wola ludu jest zawsze i wszędzie uprawniona, gdy prawdziwą wolę ludu wyraża prawo silniejszego".


 



Wracając zaś do Czaadajewa, ubolewał on, że Rosja nigdy nie doświadczyła epoki średniowiecza i renesansu, pisał w swych "Listach Filozoficznych": "Wszystkie społeczeństwa przeszły przez taką epokę. Jej zawdzięczają najżywsze swoje wspomnienia, cudowność swojej przeszłości, swoją poezję, wszystkie najsilniejsze i najpłodniejsze idee, jest to niezbędna osnowa każdego społeczeństwa. W przeciwnym razie w pamięci narodów nie byłoby nic, co mogłyby cenić i kochać, nic oprócz pyłu własnej ziemi (...) My nic takiego nie mamy. Najpierw brutalne barbarzyństwo, potem ordynarna ciemnota, następnie obce panowanie, okrutne i poniżające, którego ducha odziedziczyła późniejsza nasza władza - oto smutna historia naszej młodości". Owo obce panowanie, o którym pisze Czaadajew, to oczywiście panowanie mongolsko-tatarskie nad Rusią, która "przesiąkła" zupełnie inną kulturą, odmienną od głoszonej przez Dugina i jego poprzedników "Słowiańskości" i "Słowianofilstwa". Była to kultura mongoloidalna, turańska - dziś modelowo reprezentowana w koncepcji euroazjatyckiej, tak wychwalanej i preferowanej przez Dugina, jako "Jedyna możliwa dla Rosji w przyszłości".

Dalej Czaadajew pisze: "Jeśli nawet założyć, że potrafilibyśmy drogą studiów i rozmyślań zdobyć brakującą nam wiedzę, to skąd wziąć żywe tradycje, rozległe doświadczenie, głębokie zrozumienie przeszłości, trwałe nawyki intelektualne (...) Żyjemy w kraju tak ubogim, gdy idzie o objawy tego, co idealne". Czaadajew nie znalazł zrozumienia nie tylko w politycznych kręgach państwa rosyjskiego, lecz także wśród rosyjskich twórców. Jeszcze 1836 r. odpowiedział mu Aleksander Puszkin, który wykpił i wyśmiał wszystkie zarzuty, jakie przedstawił Czaadajew. Podobnie postąpił Nikołaj Czernyszewski w swej "Apologii obłąkanego" (to o Czaadajewie), którego tytuł mówi sam za siebie. Tą samą drogą co Puszkin i Czernyszewski, poszli późniejsi apologeci "słowianofilcy", którzy z czasem zaczęli popierać coraz bardziej ekspansywny i coraz bardziej turański model rosyjskiego imperializmu. Było też coś, co łączyło poprzedników Aleksandra Dugina, z nim samym - głęboka (choć niekiedy skrywana za ogólnymi frazesami), niechęć, lub w zasadzie nienawiść do Polski, jej kultury i tradycji i katolicyzmu.



"Bóg wyrzekł słowo stań się, Bóg i zgiń wyrzecze. 
Kiedy od ludzi WIARA i WOLNOŚĆ uciecze, 
kiedy ziemię DESPOTYZM i DUMA SZALONA, obleją jak Moskale Redutę Ordona 
każąc PLEMIĘ ZWYCIĘZCÓW ZBRODNIAMI ZATRUTE - 
Bóg wysadzi tę ziemię, jak On swą Redutę"




CDN.

poniedziałek, 4 maja 2015

CZY BÓG MA PŁEĆ - I DLACZEGO ZAWSZE JEST MĘŻCZYZNĄ?

NO WŁAŚNIE - CZY BÓG MA PŁEĆ?



W kilku poprzednich moich tematach (szczególnie tych dotyczących "Życia po życiu"), dość obszernie już na ten temat pisałem. Teraz jedynie mogę powtórzyć - oczywiście że Bóg nie ma płci. Jest największą i najdoskonalszą formą Energii Miłości, którą trudno nie tylko zrozumieć, ale choćby próbować ogarnąć swym umysłem. Bóg jest Źródłem, Wszechrzeczą, Wszechstwórcą, tym z czego złożone są zarówno nasze ciała fizyczne jak i My sami - nasze dusze, które są częścią Jego samego. Naszym celem jest ponowne zjednoczenie się z tym Źródłem, z którego wszyscy powstaliśmy. Powrót do Domu po czasie spędzonym na żmudnej nauce i "zakuwaniu" (zdobywaniu doświadczeń i eliminacji negatywizmu). Ktoś zapewne powie że się wymądrzam - ok., nigdy bowiem nie widziałem Boga (nie miałem też żadnych "wizji" Jezusa, Aniołów, Świętych, itd.). Myślę że żaden człowiek (ani nawet żadna z istot żyjących we Wszechświecie), nie ma stuprocentowej pewności tego jak wygląda i czym jest Bóg. Jednak rozumienie tej Wszechistoty jako Źródła, jest najbardziej zbliżone, zarówno do tego co mówią osoby poddane sesjom hipnoterapeutycznym, jak i przekazy channelingowe od istot, stojących na o wiele większym stopniu rozwoju tak technologicznego, jak i (przede wszystkim) duchowego. 

O ile można poddawać krytyce sens owych channelingów (przesyłanych od kilkudziesięciu lat), o tyle w przypadku hipnoterapii, już powinniśmy się zastanowić co i dlaczego krytykować. Przede wszystkim (co niezwykle ważne), podczas hipnoterapii, ludzie nie są w transie, nie są uśpieni. Są świadomi w jakim otoczeniu (fizycznie się znajdują), z kim rozmawiają (często zwracają się po imieniu do hipnoterapeuty),  poza tym, często towarzyszą im podczas sesji osoby im bliskie - członkowie rodzin, przyjaciele, znajomi. Nic nie dzieje się za zamkniętymi drzwiami, osoby trzecie wszystko widzą i słyszą. A najważniejsze w tym wszystkim jest to, że przekaz od osób poddanych sesji hipnoterapeutycznej - jest klarowny i niezmienny, oraz...niezwiązany z żadną ziemską religią. Nie ma bowiem znaczenia stopień religijności osoby poddanej sesji hipnoterapeutycznej (zdarzały się osoby głęboko wierzące, że podczas sesji ujrzą Jezusa, Maryję, Aniołów, natomiast, to co opowiadali było zupełnie czymś innym. Mówili na przykład o spotkaniu ze swymi dawno zmarłymi bliskimi, opowiadali o Przewodniku, który ich witał po "Tamtej Stronie" i nie był to Jezus). Nie ma bowiem znaczenia czy jesteś katolikiem, ewangelikiem, muzułmaninem, buddystą, wyznawcą judaizmu, hinduistą, baptystą, agnostykiem, ateistą czy wyznawcą Latającego Potwora Spaghetti - wszyscy poddani sesjom hipnoterapeutycznym - opowiadają o swych bliskich, Przewodnikach, o pracy nad sobą w Szkole, o pięknie i przyjemnościach "Tamtego Świata" i wszyscy pragną tam pozostać. Co ciekawe jeszcze, po przejściu takiej sesji, strach przed śmiercią (czyli tym strasznym, nieznanym - które pisane jest każdemu z nas), mija natychmiast. Widok "Tamtego Świata" jest czymś tak pięknym, że życie tutaj może...deprymować.



Ja osobiście nigdy nie poddałem się sesji hipnoterapeutycznej, choć pamiętam to i owo z mojego poprzedniego życia, o czym pisałem już w jednym z tematów:



Były jednak jeszcze dwie "wizje" (trudno mi to bowiem inaczej nazwać), o których nie napisałem, a które wciąż siedzą w mej głowie. Pierwsza to pamięć postaci ubranej na biało (w białej szacie), która przyśniła mi się gdy miałem 4, 5, lub 6 lat. Istota ta (moja Przewodniczka? sądzę, gdyż tego za dobrze nie pamiętam, iż miała cechy żeńskie), powiedziała mi w owym śnie, że gdy tylko ukończę 25 rok życia, zginie mój ojciec. Sen, jak sen, szybko o nim zapomniałem i wróciłem do "normalności". Pamięć o tym śnie jednak powróciła, w jakiś czas po pogrzebie mego ojca, który zginął dokładnie w sześć dni po ukończeniu przeze mnie 25 lat życia. Zginął na moich oczach. Gdy tylko sobie o tym przypomniałem, początkowo bardzo się zdziwiłem, potem przestraszyłem. Zresztą, w tamtym czasie dziwiło mnie wiele rzeczy - wielu też nie pojmowałem, jak choćby niesamowitą moc, jaką dają nasze umysły. Pamiętam jak ktoś powiedział mi o niesamowitych możliwościach, jakie funduje nam nasz umysł i co dzięki niemu możemy osiągnąć - początkowo byłem oczarowany i zafascynowany, chciałem próbować tego, o czym powiedział mi mój rozmówca - lecz...jakoś mi nie wychodziło. Uznałem to wiec za brednie i porzuciłem dalsze temu podobne próby. Do czasu. Dziś wiem że ów mężczyzna miał rację - gdybym bowiem miał się chwalić na tym forum jakie pieniądze zarobiłem (zresztą nie tylko pieniądze), posługując się tylko siłą swego umysłu - zanudziłbym wszystkich (i siebie samego przy okazji). Ale czasami nachodzą mnie takie chęci - by podzielić się mymi osiągnięciami. 

Ale nie o mnie tu idzie, tylko o to kim jesteśmy i jakie mamy możliwości działania. Mózg jednak trzeba trenować, przestać "zapychać się" niepotrzebnymi bzdurami (np. telewizja), a skupić na rzeczach naprawdę wartościowych - np. czytanie książek. Wiecie może co najbardziej lubi robić w wolnych chwilach Bill Gates, twórca spółki Microsoft - obecnie najbogatszy człowiek świata? Jest molem książkowym, uwielbia czytać książki - to bowiem kształtuje mózg, wyrabia wyobraźnię, pozwala oderwać się od tej naszej multipleksowej rzeczywistości dla pseudointeligentów. 




Drugą "wizją" którą miałem w dzieciństwie, był widok jakiejś kobiety, również ubranej na biało (nie wiem tylko czy jedna i druga postać - to ta sama istota?). Staliśmy razem, przed czymś, co miało dopiero nadejść. Co to było? Dokładnie nie pamiętam, mam tylko przeczucie, że ta "wizja" to była ostatnia moja pamięć z "Tamtego Świata", tuż...przed moimi narodzinami. Prawdopodobnie owa "kobieta", mogła być moją Przewodniczką Duchową, a moment który zapamiętałem, był momentem ostatnich wskazówek, przed czekającym mnie życiem. Choć mam już 34 lata, pamięć tamtych "chwil" pozostaje bardzo silna w mej podświadomości i choć staram się o tym nie myśleć (czy wręcz celowo wypychać z mej pamięci), ono i tak powraca. Teraz dopiero rozumiem, jakim błogosławieństwem dla nas - żyjących jest niepamięć "Tamtego Świata". Gdybyśmy bowiem pamiętali choćby tylko naszą poprzednią inkarnację - bez wątpienia postradalibyśmy zmysły od natłoku tych (często jakże negatywnych i bolesnych) informacji. A tak - "Czysta Karta" - nowe życie do zapisania, bez zbędnych obciążeń i negatywnych doświadczeń.





WRACAJĄC JEDNAK DO TEMATU:


Postanowiłem o tym napisać, gdyż co jakiś czas na pewnych (feministycznych), forach, stosuje się zabieg prezentowania Boga w formie żeńskiej. Nie żeby mnie interesowało co tam sobie feministki w swoich główkach wykoncypują, ale uważam za stosowne wyjaśnić, dlaczego od wieków Bóg jest przedstawiany jako mężczyzna i w jaki sposób zyskują na tym kobiety. Nim jednak do tego dojdzie, pragnę zaprezentować kobietę, która według mnie "odjechała na maksa", w swych mistyczno-religijno-feministycznych założeniach. Ową kobietą jest:


RASA von VERDER  
(zdjęcie wykonane ok. 1990 r.)




Ta dziś już 70-letnia, była striptizerka i kulturystka, która doznała objawienia i twierdzi że Bóg jest tak naprawdę Boginią, od 2004 r. stoi na czele założonego przez siebie Kościoła Bogini Matki - który liczy...kilku, może kilkunastu "wyznawców" i to mimo intensywnej działalności "misyjnej", która w jej przypadku skupia się przede wszystkim na promocji nagości, seksu i kopulacji w dość odpychającej formie. W zasadzie to prócz kilku wyświechtanych religijnych odniesień, cała jej działalność skupia się na "wyzwalaniu swej seksualności". Wiele jest poza tym odniesień do hinduizmu (która to religia według mnie jest jedną z najbardziej ordynarnych i odpychających religii jakie istnieją), buddyzmu (bardzo poplątana religia, wnosząca kilka ciekawych zagadnień, w większości jednak sama sobie zaprzeczająca), oraz chrześcijaństwa. Ale głównie wszystko w tym "kościele" skupia się wokół seksu i seksualności - takie porno z domieszką kilku zebranych ideologii religijnych .






Celem tej religii jest nie tylko głoszenie dogmatu o "zmianie płci przez Boga", ale także odtworzenie matriarchalnego społeczeństwa, w którym to kobiety dominują (choć oczywiście, wg. samej Rasy von Werder, nie w tak dominujący i całkowity sposób jak ma to miejsce w systemie patriarchalnym).



A oto jeden z artykułów dostępnych na stronie internetowej Kościoła:


"Kobiety posiadają większe mózgi (co jest oczywiście kompletną bzdurą, ale nie tylko na takie "odkrycia" można się natknąć przeglądając fora feministek), ostrzejsze zmysły i żyją dłużej, to aż trzy powody dla których to kobiety powinny przewodzić zarówno w rodzinie, jak i w świecie.

Kobiety mają dwa chromosomy - X. Podczas gdy mężczyźni mają tylko jeden i to znacznie gorszy chromosom - Y. Kobiece ciało jest tak uformowane, że posiada więcej połączeń między obiema półkulami mózgu, co oznacza że kobiety mogą zobaczyć "duże obrazy", znacznie lepiej niż mężczyźni. Kobiety dają życie, zaś mężczyźni nie mogą się rozmnażać bez kobiet. Wszystkie statystyki dowodzą jedynie wyższości kobiet we wszystkich dziedzinach".



A tak oto wyglądała droga Rasy von Verder (alias Rosy Sofii Jaksas - alias - Kellie Everts)
do "oświecenia":


Ponoć miało to miejsce 11 stycznia 1978 r. i stało się w hotelu w Chicago. Rasa miała wówczas sen w którym ukazał jej się sam Jezus. Ponoć zadała mu w owym śnie pytanie: "obiecaj mi że nie umrę nim nie zadośćuczynię za moje grzechy", Jezus zaś miał odpowiedzieć: "obiecuję ci że umrzesz w mych ramionach", następnie Jezus miał z nią zawrzeć (niczym Bóg z Mojżeszem), przymierze, obiecując spełnić jej trzy obietnice. Rasa ujawniła tylko jedno swe pragnienie (dwa następne pozostają nieznane), życzyła sobie by odtąd mogła już mieć jedynie duchowe relacje z mężczyznami. Wówczas miały spłynąć na nią promienie jasnego światła.

Rasa zrezygnowała z seksu, choć jak sama przyznaje w 1990 r. miała ponowne "widzenie Jezusa", w którym to śnie Jezus zwalniał ją z przysięgi, lecz ona odmówiła. Następnie 27 maja 1978 r. Rasa von Werder przyjęła celibat. 9 lutego 1980 r. poślubiła...Jezusa Chrystusa. 5 października 1982 r. przyjęła śluby ubóstwa, czystości i posłuszeństwa, jako "druga Maryja".

9 października 1981 r. objawiła jej się podczas snu sama Matka Boska, ofiarowując jej niemowlę. Okazało się że tym niemowlakiem jest dusza Errola Flynna (amerykański aktor, zmarły w 1959 r.). Flynn przebywa w czyśćcu i obawia się że trafi do piekła. Rasa pomogła duszy Errola Flynna dostąpić nieba, a potem podobnie czyniła z innymi duszami - uwalniając je z czyśćca.

15 lutego 1982 r. Rasa von Werder poślubia...samego Boga (przyznam się szczerze że czyniła podobnie jak "Boskie Małżonki Amona" - w starożytnym Egipcie). 18 marca 1982 r. wybawia duszę swego ojca z czyśćca, zaś 16 kwietnia duszę Elwisa Presleya zaprowadza do nieba.

Jak sama twierdzi została posłana przez Boga ( a właściwie Boginię), by uświadomić ludzkość i przywrócić kult Bogini Matki.





Ciekawe są też jej spostrzeżenia na temat kobiet i roli jaką wg. niej mają do spełnienia wszystkie przedstawicielki płci pięknej - oto przykład:

- Mężczyźni i kobiety wspólnie wzrastają i upadają - naszym celem jest "podniesienie" kobiet.

- Mężczyźni przez tysiąclecia stali na drodze rozwoju kobiet, pozbawiając ich praw politycznych i społecznych, wyższość mężczyzn obecnie jest już mitem.

- Grecki tragik Ajschylos (525 - 456r .p.n.e.), powiedział: "Matka dla dziecka nie jest rodzicem, lecz opiekunem kiełkującego nasienia"

- Kłamstwa od początku były domeną i bronią patriarchatu.

- Dziś naukowe fakty dowodzą wyższości kobiet nad mężczyznami.

- Kobiety wiedzą doskonale że są lepsze od mężczyzn, lecz rzadko się tym chwalą.

- Dziś jednak kobiety wychodzą z cienia.

- Została im narzucona pewna rola poprzez historię i kulturę - teraz jednak muszą one pomścić zadaną przez mężczyzn krzywdę.

- Germaine Greer także pisała o podporządkowaniu kulturowym, materialnym i społecznym kobiet - mężczyznom, przez co uniemożliwione miały one osiągnięcie własnej niezależności.

- W Encyklopedii Britannika z 1771 r. pod hasłem kobieta czytamy: "Kobieta i mężczyzna są ludźmi"

- W całym XIX wieku większość myślicieli i naukowców, próbowała udowodnić że kobiety są gorsze od mężczyzn.

- Jeszcze w 1945 r. gdy została podpisana Karta Narodów Zjednoczonych, tylko 36 krajów na świecie dało kobietom pełne prawa wyborcze.

- Pozycja kobiet jest jednak niepodważalna - Ten kto produkuje jaja - będzie dominował w przyszłości, plemniki zaś są bezwartościowe.

- Badania przeprowadzone przez UNESCO w 1967 r. wykazały że kobiety pracują dłużej i mają mniej wolnego czasu niż mężczyźni. Wszystkie kobiety pracujące i niepracujące, są w gorszej sytuacji od mężczyzn.

- Kobiety są coraz lepiej wykształcone niż mężczyźni.

- Kobiety muszą się ze sobą spotkać i podjąć wspólne działania, muszą wreszcie przestać się nienawidzić, inaczej nigdy nie zdominujemy mężczyzn. Połączmy siły i zmieńmy świat.




WYSTARCZY

Przypomina mi to komunistyczne utopijne idee, które zamieniały się następnie w mordercze i krwawe tyranie




A dlaczego BÓG zawsze był przedstawiany jako mężczyzna?


Czy dlatego (jak twierdzą feministki), że mężczyzna miał być tą "lepszą płcią" niż kobieta, a tak w ogóle to patriarchat, seksizm etc. etc. Dlaczego więc? Odpowiedź jest bardzo prosta - dlatego by poskromił rozbuchana męską rządzę. Ale po kolei. Bóg był przedstawiany (zarówno w religiach politeistycznych, jak i w judaizmie czy chrześcijaństwie), jako potężny władca - pan świata, król królów, oraz (szczególnie w judaizmie), jako prawodawca. Czyli był źródłem porządku społeczno-etycznego. Aby jednak pewne zachowania z tym związane, zostały zaakceptowane przez mężczyzn (a przede wszystkim chłopców), Bóg musiał być prezentowany jako przedstawiciel ich własnej płci. Więcej - jako srogi i karzący, lecz jednocześnie sprawiedliwy ojciec, który każdemu wymierzy karę za jego przewinienia (grzechy), oraz nagrodzi za czyny chwalebne. Chodziło o to, że mężczyzna jako odznaczający się większą siłą fizyczną niż kobieta i przez to mogący krzywdzić zarówno innych mężczyzn jak i kobiety - musiał mieć nad sobą straszak w postaci srogiego ojca, który przyjdzie i wymierzy mu solidną karę za złe zachowanie. 

A dlaczego musiał należałoby zapytać? A dlatego, że chłopcy i młodzi mężczyźni w okresie dojrzewania, są szczególnie skorzy do pewnych zachowań (nierzadko odznaczających się brutalnością), w stosunku tak do innych chłopców jak i dziewcząt. Chłopców w pewnym wieku rozpala energia i teraz pozostaje pytanie, jak mogą oni ją spożytkować. Zatem jeśli mówimy iż Bóg (rozumiany bezpłciowo) jest sprawiedliwy, dobry, współczujący i miłosierny, dla młodego mężczyzny, którego rozpiera energia i chęć podkreślenia swej dominującej pozycji (np. w walce o wybrankę serca, czego ja sam doświadczyłem - tłukąc się jako młody chłopak o dziewczyny, nawet na środku zamarzniętego jeziora, czy w klasie, podczas lekcji), są to cechy zupełnie dla nich obce, wręcz surrealistyczne. Jeśli natomiast dodamy, że te cechy uosabia przede wszystkim Bóg -Ojciec, wówczas w młodym człowieku powstaje pewnego rodzaju mentalna blokada, przed czynieniem krzywdy innym ludziom (ta blokada może mieć wymiar zarówno moralny i opierać się na wyżej przedstawionych wartościach, a może mieć charakter personalny i opierać się na strachu przed karą za grzechy).

Aby to udowodnić, wystarczy prześledzić zbrodnie światowych ateizmów i porównać je z tymi popełnionymi w imię religii (oczywiście jedna religia nie jest równa drugiej, więc jest to jedynie generalizowanie). Jeśli porównamy jedynie zbrodnie niemieckiego nazizmu i sowieckiego komunizmu - to już uzyskujemy liczbę, która przerasta jakiekolwiek dziejowe zbrodnie popełnione w imię wiary i religii. Jeśli zaś dołożymy do tego inne "komunizmy" (w innych krajach i na innych kontynentach), liczba ta jest przeogromna. Jeśli zaś cofniemy się do historii i zobaczymy ile i jak brutalnych zbrodni popełniano w imię ateizmu Rewolucji Francuskiej - okaże się że tam, gdzie pozostawał straszak srogiego lecz sprawiedliwego Boga-Ojca, który karał swe niepokorne dzieci za ich grzechy (za życia, czy po śmierci), tam liczba zbrodni malała (oczywiście mówię tu głównie o chrześcijaństwie). Ateiści nie mieli owego straszaka - ich sumienie ograniczało jedynie ich rozbuchane ego. Ich popędy (w tym złość, nienawiść), mogły bez obaw znaleźć ujście, gdyż nie było straszaka w postaci Boga-Ojca. 


Dlatego też próby zastąpienia" Boga przez boginię są według mnie działaniem antykobiecym, bowiem ani mężczyzna, ani chłopiec nie identyfikuje się z żeńskim bóstwem i nie będzie uważał je za etyczno-moralny wzór do naśladowania.


DZIĘKUJĘ


 
 

DOWCIPASY

KILKA "MOCNYCH" DOWCIPÓW



"Kobieta od mężczyzny jest słabsza fizycznie, ale mądrzejsza intelektualnie
Więc zamiast wchodzić z nią w polemiki - lepiej od razu jej prz...lić"

 
"Dlaczego mężczyźni są najlepszymi kucharzami na świecie?
Ponieważ mając dwa jajka, jedną kiełbaskę i trochę śmietanki
Potrafią zapchać brzuszek kobiety na 9 miesięcy"

 
"Cycki są nasze - wy je tylko nosicie...
Podpis - "Faceci"

 
"Jaki jest szczyt męskiej odwagi?
Wrócić zalanym w trupa do domu, pokrytym na całym ciele szminkami różnych kolorów, pachnącym damskimi perfumami
Podejść do żony, dać jej siarczystego klapsa w tyłek - a potem powiedzieć:
- Ty jesteś następna grubasko"




"Odbywa się światowy zjazd feministek, w końcowej uchwale postanowiły one przejść od słów do czynów i zacząć rządzić we własnym domu.
Po miesiącu odbywa się ponowny zjazd i następuje podsumowanie wyników. Pierwsza mówi feministka z Francji:
- Weszłam do domu, uderzyłam pięścią w stół i krzyknęłam: Od dziś nie zmywam naczyń, nie myję podług nie gotuję! Pierwszy dzień - nic nie widzę, drugi dzień - nic nie widzę, trzeci dzień widzę że mąż umył naczynia.
Rozlega się gorący aplauz, wówczas na podium wchodzi feministka z Niemiec:
- Wchodzę do domu, tupię nogą i mówię: Od dziś nie zajmuję się dziećmi, nie gotuję, nie sprzątam! Pierwszego dnia - nic nie widzę, drugiego dnia - nic nie widzę, trzeciego dnia widzę że mąż ugotował obiad.
Rozlega się ponowny aplauz, teraz na podium wchodzi feministka z Polski:
- Weszłam do domu, tupnęłam nogą i oznajmiłam: Od dziś nie gotuję, nie sprzątam, nie zmywam naczyń! Pierwszy dzień - nic nie widzę, drugi dzień nic nie widzę, trzeci dzień - zaczynam widzieć na jedno oko"

 
"Mąż siedzi przy komputerze, za plecami jego żona mówi:
- Puść mnie na chwilę, teraz ja sobie poserfuję po internecie!
A mąż na to:
- No jasna cholera! Czy ja ci wyrywam gąbkę z ręki jak zmywasz naczynia?"

 
"Kobietę stworzyło trzech fachowców i wszyscy spierniczyli robotę.
Hydraulik tak podłączył, że teraz raz na miesiąc cieknie.
Stolarz takie nogi zrobił że się na boki rozłażą.
Architekt zaś zaprojektował szambo przy placu zabaw"


"Kobiece piersi
Naoczny dowód na to że faceci mogą się skupić na dwóch rzeczach naraz"

 
"Pewien mężczyzna przez całe życie nie był w kościele, więc pewnego dnia żona powiedziała:
- Dam ci 10 tysięcy jeśli pójdziesz dzisiaj do kościoła!
- Dobra - odpowiedział facet.
Ponieważ jednak długo nie wracał, więc żona zaczęła się o niego martwić, idzie do kościoła, patrzy a tam mąż chodzi od ławki do konfesjonału i od konfesjonału do zakrystii, więc zdziwiona pyta się go:
- Co tak łazisz zamiast wracać do domu?"
Mąż na to odpowiada:
- Ty czekaj bo była zrzuta, a ja dalej nie wiem gdzie piją"

 
"Dziewczyna mówi do swojego chłopaka:
- Kochanie czy te dżinsy mnie przypadkiem nie pogrubiają?"
- Mam być z tobą szczery - zapytuje chłopak.
- Tak
- Sypiam z twoją siostrą"

 
"Ojciec z synem idą ulicą a dziecko całą drogę marudzi:
- Tato kup mi lody, no kup mi lody, no kup...
Ojciec w końcu nie wytrzymuje:
- Myślisz że ja bym sobie nie zjadł loda? Ale pieniądze mamy tylko na wódkę" 


"Dlaczego kobiety udają orgazm?
Bo myślą że facetów to obchodzi"

 
"Czym się różni głodna kobieta od napalonej?
Miejscem wkładania ogórka"


"Gdy w małżeństwie dochodzi do rozwodu
Wina leży z reguły po dwóch stronach
Żony i teściowej"

 

"Z racją jest jak z penisem - każdy ma swoją
I dlatego kobiety racji nie mają"



"Słoń mówi do wielbłąda:
- Dlaczego nosisz cycki na plecach?
Wielbłąd na to:
- To dziwne pytanie od kogoś kto ma penisa na twarzy"

 
"Co robi kobieta w kuchni?
Jest na swoim miejscu
A co robi w przedpokoju?
Ma za długi łańcuch"


"Dyrektor wzywa do siebie pracownicę i mówi:
- Pani Natalio doszły mnie słuchy o pani sex taśmie krążącej po sieci. Nasza kancelaria adwokacka musi dbać o swą opinię i dlatego pozwolę pani odejść samej .
Dyrektor kontynuuje dalej:
- Jednakże, choć może to zabrzmieć niezręcznie - jestem w stanie ponownie rozważyć swoją decyzję, jeżeli da mi pani dotknąć swoich piersi.
Dyrektor maca piersi pracownicy i nagle krzyszy do pokoju obok:
- Hej Andrzej, ten biust jest w stu procentach sztuczny - wisisz mi dyszkę.
Następnie zaś zwraca się do pracownicy:
- A teraz na poważnie pani Natalio - jest pani zwolniona"


"Z kobietami są same problemy!
A z problemami najlepiej się przespać"

 
"Dziewczyno uśmiechnij się
To druga najlepsza rzecz jaką możesz zrobić ustami"


"Bóg stworzył faceta
po czym pomyślał że obiad sam się nie zrobi i powstała kobieta"

 
"Starszy mężczyzna zamówił sobie prostytutkę. Gdy przyjechała wprowadził ją do siebie, usiedli razem na wygodnych fotelach i zaczęli ze sobą rozmawiać, momentami flirtując niczym zakochani.
W pewnym momencie facet pyta:
- Czy to ty robisz facetom ręką?
-Tak to ja - odpowiada dziewczyna.
- To umyj ręce, chcę kanapkę"

 
"Mężczyzna z kobietą śpią w jednym łóżku, nagle facetowi zebrało się na amory i mówi:
- Kotku, chcesz się kochać?
- Nie mogę misiu, mam rano wizytę u ginekologa
Facet zrezygnowany przewrócił się na swoją stronę łóżka i leżał tak przez chwilę - następnie znów się podniósł i mówi do kobiety:
- Ale do dentysty jutro nie idziesz prawda?"

 
Dzwoni telefon
- Halo! Najmocniej pana przepraszam. chciałbym się dowiedzieć o której otwieracie monopolowy na Jasnej?
- O 8 rano proszę pana.
- Dziękuję panu bardzo, dziękuję, ale przepraszam pana, która jest teraz godzina?
- jest 4:20 proszę pana.
- Aha, dziękuję kłaniam się - polecam...
Jakiś czas potem telefon dzwoni po raz drugi
- Halo, najmocniej pana przepraszam kierowniku, o której otwieracie monopolowy na Jasnej?
- Już pan do mnie dzwonił i mówiłem panu że sklep otwieramy o godzinie 8 rano.
- Aha. Dziękuję bardzo, ale chwila, kierowniku która jest teraz godzina?
- 6:10!
- Dziękuję kierowniku, kłaniam się - polecam...
Jakiś czas potem telefon dzwoni po raz trzeci
- Halo! Kierowniku, przepraszam że dzwonię, ale chciałbym się dowiedzieć o której otwieracie monopolowy na Jasnej, bo już nie pamiętam czy się pytałem czy nie?
- To znowu pan? Trzeci raz panu powtarzam że otwieramy o 8 rano. Zresztą poco panu sklep monopolowy skoro już jest pan tak "zawiany"?
- Bo mnie tam w środku zamknęli!


W niedozwolonym miejscu przez ulicę przechodzi mocno wydekoltowana kobieta, widząc to milicjant gwiżdże na nią, lecz kobieta tylko przyspiesza kroku. Milicjant rzuca się za nią w pogoń, wreszcie ją dopada i rozpoczyna:
- Dlaczego obywatelka nie zatrzymuje się gdy gwiżdżę?
- A co wy sobie myślicie - odpowiada kobieta - Gdybym zatrzymywała się wtedy, kiedy na mnie gwiżdżą, to nigdy bym nie doszła do domu!

 
Warszawa centrum miasta. Do stojących na rogu milicjantów podjeżdża zagraniczny samochód, wysiada z niego mężczyzna w kapeluszu i cygarem w ustach i zwraca się do milicjantów:
- Pszeprraszam barrdzo - którędy dojadę do Pałacu Kultury i Nauki?
Jeden z milicjantów spojrzał na mężczyznę, potem na samochód, ponownie na mężczyznę stanął na baczność, zasalutował i powiedział:
- Panie generale, proszę jechać prosto, potem w prawo w lewo i prosto
Turysta podziękował i pojechał. Jednak drugi z milicjantów nie mógł wyjść ze zdumienia:
- Skąd wiedziałeś że to...generał?
- Aleś ty głupi, czytać nie umiesz? Wyraźnie było napisane na samochodzie "GENERAL MOTORS"


Dwóch milicjantów znajduje na ulicy lusterko, jeden z nich podnosi je, przygląda się i mówi:
- Ty, ja skądś znam tego faceta?
Drugi patrzy i mówi
- Nie wygłupiaj się, to przecież ja!

 
Idę po papierosy - mówi mąż do żony
Dobrze - odpowiada kobieta i chwyta za telefon:
- Halo, Ziuta, właśnie wyszedł, jak ostatnim razem tak wyszedł po "fajki" przed Bożym Narodzeniem, tośmy się dopiero spotkali z balonikami na pochodzie pierwszomajowym.






HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. LXIII

I IMPERIUM ATLANTYDY

Cz. IV



MORALNY UPADEK
ATLANTÓW I IMPERIUM




Nim doszło do zwołania Kongresu Atlantów, na którym miano zrehabilitować członków zakonu "Synów Beliala", już od dłuższego czasu społeczeństwo I Imperium Atlantydy trawił wewnętrzny "rak". Społeczeństwo zaczęło niewieścieć. Powszechny dobrobyt, wszechobecny luksus i brak obowiązku pracy (a szczególnie pracy fizycznej), wśród obywateli (najcięższe i najtrudniejsze prace, w tym te wymagające wysiłku fizycznego - były wykonywane przez niewolników), odbił się negatywnie na "kręgosłupie moralnym" tamtejszego społeczeństwa. O ile bowiem nauka i osiągnięcia techniczne Atlantów rozwijały się wciąż w niezmienionym tempie (a nawet w znacznie zwiększonym, od czasu założenia zakonu Synów Beliala), o tyle zaczęła podupadać duchowość. Zaczął się odwrót od religijności, a jednocześnie nastąpił wysyp wszelkiego typu sekt i mistyków, którzy głosili swoje "prawdy objawione". Społeczeństwo Atlantydy, coraz bardziej pragnęło przede wszystkim skupić się na "tu i teraz", w tym na odkrywaniu i wyzwalaniu własnej cielesności. Zaczęła szerzyć się perwersja seksualna w najbardziej odpychających formach (pedofilia, kazirodztwo, pederastia, zoofilia)m, a jednocześnie rozpoczął się proces afirmacji "nie-heteronormatywnych" praktyk seksualnych i społecznych.

Oczywiście na ten stan rzeczy, wpłynęło wiele czynników - jak zgoda na osiedlenie się na wyspie i w samej stolicy, imigrantów z innych krain. Wnosili oni swoją kulturę i tradycje, swoją religię i historię, bardzo rzadko też się asymilowali. Kolejnym powodem upadku moralnego społeczeństwa I Imperium Atlantydy, było powstanie sekty "Synów Beliala", co wpłynęło negatywnie na późniejszą historię wyspy. Religia zakonu była bowiem bardzo materialistyczna i zupełnie odmienna od dotychczasowych kultów, odprawianych w świątyniach Atlantydy. Przede wszystkim skupiano się na afirmacji ludzkiej cielesności, tworzono bogów o twarzach i rysach ludzkich, jako personifikacje sił przyrody. Przestano skupiać się na modlitwie jako takiej, natomiast afirmowano "fizyczną religijność" w pełnym tego słowa znaczeniu (głównie poprzez misteria, "odpusty" itp.). Trzecim powodem upadku tego społeczeństwa, był proceder klonowania i łączenia genów ludzko-zwierzęcych, co spowodowało powstanie przedziwnych hybryd. Rebelia zakonu "Synów Beliala", ich upadek, wojna ze zwierzętami (oraz z ludzko-zwierzęcymi hybrydami), również dołożyła swoje. 

Ale tym, co odbiło się negatywnie (w sposób bezpośredni), na społeczeństwie Atlantów i doprowadziło do przejęcia władzy nad wyspą przez Białych kolonistów z Malony, była katastrofa naturalna, która ok. 50 000 r. p.n.e. zatopiła większą część kontynentu Rutii, oraz wyspy Aryan i OG. Wywołało to kolejny upadek duchowości Atlantów, zważywszy, że wyspa Poseidia, która przetrwała ów potop - była jedynie częścią dawnej Rutii - zginęły miliony Atlantów. Tym wszystkim negatywnym tendencjom, próbowali przeciwdziałać kapłani i kapłanki spod znaku "Jedynego Prawa" - czyli dawnych kultów i dawnej atlantyckiej duchowości. Przychodziło im to jednak z coraz większym trudem. Jeszcze jednym z powodów moralnego upadku Atlantów, była paradoksalnie...wiedza. Tak wiedza, a raczej jej nadmiar. Świadomość potężnej wiedzy, budzi bowiem w człowieku pychę, skłaniając go do używania jej w celach egoistycznych - to go gubi, niszczy. Tak też zniszczono pierwotną cywilizację I Imperium Atlantydy, tworząc zdeformowane społeczeństwo, zdeformowanego (również poprzez klęski naturalne), kraju.


KONGRES ZJEDNOCZENIOWY ATLANTÓW
jako początek końca
I IMPERIUM ATLANTYDY
(ok. 50 000 r. p.n.e.)

Walki ze zwierzętami i ludzko-zwierzęcymi hybrydami (choć przynosiły sukcesy), pochłaniały dużo wysiłku, energii i środków. Coraz bardziej osłabione (w tym przez katastrofy naturalne), społeczeństwo I Imperium, nie miało już chęci toczyć tych walk samotnie. Postanowiono pogodzić się z Białymi przybyszami z zakonu "Synów Beliala", dopuścić ich do udziału w rządach i wymóc na nich pomoc w toczonej walce. Aby to osiągnąć postanowiono zwołać do Atlantydy - Kongres Zjednoczeniowy Atlantów (pod takim określeniem figuruje on w channelingach). Atlanci spod znaku "Jednego Prawa", zwracali zakonowi "Synów Beliala" posiadane przez nich wcześniej świątynie, oraz miasto Atla-Ra (które od czasów rebelii i zdobycia go przez siły królewskie - leżało w ruinie). Przedstawiciele jednej i drugiej "religii", mieli się spotkać w tej samej liczbie na kongresie i omówić najbardziej drażliwe i dzielące oba "zakony" kwestie. Większość spraw została załatwiona, ale pozostało kilka niewyjaśnionych kwestii jak charakter obronny Atla-Ra oraz oddzielność zakonu od państwa i stopień państwowej (ewentualnej) ingerencji w sprawy zakonu. Powołano więc nową agencję rządową, w skład której weszło 5 kapłanów (i kapłanek) z "Jednego Prawa", oraz 4 kapłanów z zakonu "Synów Beliala". Rada miała pełnić odtąd funkcję ustawodawczą i doradczą przy królu. Rada przetrwała tylko dwa lata, aż do zdominowania Rady przez "Synów Beliala" i upadku I Imperium Atlantydy.



PROJEKT "DRUGIEGO KSIĘŻYCA" 
I WYBUCH II REBELII "SYNÓW BELIALA"


"DRUGI KSIĘŻYC" NA TLE CHOWTY



Dwa lata po Kongresie Zjednoczeniowym Atlantów, doszło na Poseidii do wybuchu drugiej rebelii "Synów Beliala", która tym razem zakończyła się ich całkowitym zwycięstwem, oraz upadkiem i ucieczką Czerwonoskórych Aremonian z Atlantydy na kontynent amerykański. Nim jednak do tego doszło, należy parę słów powiedzieć o projekcie "Drugiego Księżyca", stworzoną przez rząd I Imperium, oraz do jego przejęcia przez "Synów Beliala", co stało się głównym powodem upadku I Imperium Atlantydy. Drugi Księżyc, był ogromną, bezzałogową, krystaliczna konstrukcją wymyśloną i zrealizowaną przez inżynierów z Atlantydy, której średnica wynosiła 8000 metrów. Celem powstania tej konstrukcji, była próba zapobiegania i kontrolowania zjawisk pogodowych (w tym powodzi), poprzez wysyłane wiązki odbitej (i przetworzonej) energii słonecznej. "Przetworzonej" na przykład w celu regeneracji i odbudowy komórek skórnych, gojenie ran etc. etc. Poza tym...był potężną bronią, którą można było zniszczyć dowolny ruchomy lub nieruchomy cel na planecie (począwszy od budynku, skończywszy na niewielkich organizmach żywych). Drugi Księżyc miał więc posłużyć także jako broń wobec hybryd i ogromnych zwierząt. 

Program był monitorowany i kontrolowany przez naukowców z Atlantydy i samego monarchę, a od czasu jej powstania - także i Rady Królewskiej (w której skład wchodzili członkowie zakonu "Synów Beliala"). Nie można było też ukrywać przez zakonem ani samego istnienia, ani też celu Drugiego Księżyca, bardzo szybko więc naukowcy-kapłani z zakonu "Synów Beliala" zostali dopuszczeni do programu. Szybko go też zdominowali i opanowali. W tym samym czasie niejaki Tyberonn został mianowany przez króla przywódcą Rady. Był on członkiem zakonu, choć dążył do utrzymania zawartego dwa lata wcześniej kompromisu religijnego. Sytuacja jednak wymknęła się spod kontroli. Nie wiadomo dokładnie co doprowadziło do buntu i ponownej rebelii Synów Beliala? Czy był to sprzeciw przeciwko zawłaszczeniu przez zakon Drugiego Księżyca, czy też coraz silniejsza obecność zakonu w Radzie Królewskiej? Prawdopodobnie czynników stymulujących wybuch rebelii było kilka. W każdym razie jej wybuch zaskoczył nie tylko króla, jego dwór, kapłanów spod znaku "Jedynego Prawa" oraz ogromną część społeczeństwa Atlantów, lecz także samych członków zakonu "Synów Beliala" - w tym Tyberonna, który opowiedział się przeciw rebelii. Jego głos (i kilku kapłanów z Rady wspierających go w tej kwestii), należał jednak do mniejszości. Bunt zakonu stał się teraz faktem i o tyle groźniejszym, że wzmocnionym potężną bronią, której siła przewyższała moc bomby atomowej zrzuconej przez Amerykanów na Hiroszimę w 1945 r.

Kapłani sterujący Drugim Księżycem naprowadzili wiązki przetworzonej energii słonecznej na określone cele w Atlantydzie - niszcząc je i powodując wybuch powszechnej paniki (tak zniszczono m.in.: Błękitną Świątynię z II Sfery stolicy). Rebelia trwała kilka dni i zakończyła się całkowitym zwycięstwem zakonu, choć ostatecznie udało się Toltekom unieszkodliwić Drugi Księżyc i doprowadzić do jego zniszczenia (odłamki w większości spadły do Atlantyku, oraz na tereny dzisiejszej Ameryki Południowej). Na niewiele im to jednak pomogło - opanowano wszystkie najważniejsze ośrodki miejskie Poseidii - zakon triumfował na całej linii. Utrzymanie się na wyspie nie było już możliwe dla Czerwonoskórych Tolteków. Rozpoczął się więc ich kilkutygodniowy eksodus na kontynent amerykański (Ameryka Środkowa). Tak zakończyło swe istnienie sławetne I Imperium Atlantydy - odtąd nastały rządy Białych kolonistów z Malony - rządy zakonu "Synów Beliala". Tak powstało II Imperium Atlantydy, które zakończy swój żywot w morskich odmętach ok. 12 500 r. p.n.e.


ZNISZCZENIA DOKONANE W STOLICY 
PRZEZ "DRUGI KSIĘŻYC"




CDN.

niedziela, 3 maja 2015

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. LXII

I IMPERIUM ATLANTYDY

Cz. III

 

"JEDNO PRAWO"

POWSTANIE "SYNÓW BELIALA" i...

...WOJNA ZE ZWIERZĘTAMI

 58 000 - 50 000 r. p.n.e.



ATLANTYDA
KAPŁANKA I NIEWOLNICY



ZAKON "SYNÓW BELIALA"
I "JEDNO PRAWO"


70 000 lat temu, władcy Imperium MU, postanowili podporządkować sobie inne ziemie na wschód i zachód od ich wyspy. Atakiem na kierunku wschodnim przewodziły dwie grupy Aremonian z MU - Toltekowie i Tlawatlowie. Wyspa Atlantyda, którą zamierzano zdobyć, składała się wówczas z trzech części, wyspy RUTII, oraz mniejszych wysepek - ARYAN i OG, zamieszkałych przez ludy Praturańczyków, Prasemitów, Rmoahalów i napływowych Akadyjczyków. W tym czasie owe ludy nie stanowiły większego zagrożenia, a czasy swej świetności miały dawno za sobą. Tak więc szybko opanowali obie wyspy i założyli swą stolicę w środkowo-wschodniej części wyspy Rutii (z której potem - czyli ok. 50 000 p.n.e. - powstanie wyspa Poseidia). Nadali jej nazwę - ATLANTYDA. Społeczeństwo Atlantów z MU rozwijało się i umacniało przez prawie 12 tysięcy lat. W tym czasie Toltekowie i Tlawatlowie z Atlantydy, rozwinęli do perfekcji swą naukę, przemysł (w tym górnictwo - będące na bardzo wysokim poziomie), handel, system monetarny, religię (będącą podstawą społeczeństwa Atlantów), oraz bardzo rozbudowany przekrój społeczny, z rozwiniętym (niestety) systemem niewolniczym. To wszystko trwało i rozwijało się do ok. 58 r. p.n.e., kiedy to zaczęły pojawiać się pierwsze symptomy dekadenci. Owa dekadencja rozpoczęła się wraz...z zaistniałymi wówczas zmianami społecznymi i etnicznymi.

58 000 r. p.n.e. jest tu pewną cezurą, gdyż od tej daty daje się zauważyć na wyspach (i w samej stolicy), pojawianie się pierwszych Białych przybyszów z innych rejonów tamtejszej Ziemi, którzy byli potomkami głównie przybyszy z Malony lub Alpha Centauri. Malonianie (tak będę nazywał społeczeństwo I Imperium Atlantydy, wywodzące się od Tolteków i Tlawatlów z MU), nie przeciwstawiali się początkowo obcej imigracji, a nawet zapewniono przybyszom te same warunki, jakimi cieszyli się obywatele I Imperium. Wkrótce zaczęły powstawać pierwsze niesnaski. Powodem konfliktu stała się zarówno oświata, nauka jak i  religia (przybysze pragnęli wprowadzić swe własne kulty, jako równorzędne z dawną religią Atlantydy), oraz stosunki społeczne (szczególnie te dotyczące kapłaństwa kobiet oraz ich prawa do edukacji). Zaczęło się jednak od krytyki systemu nauczania, które funkcjonowało niezmiennie przez prawie 12 tysięcy lat. Chodziło o szkoły, które w całości były prowadzone przez kapłanów i kapłanki, a w których uczono zarówno chłopców jak i dziewczęta między innymi metod posługiwania się siłą swego umysłu i wykorzystywania zdolności paranormalnych. Krytyka, bardzo szybko zamieniła się w otwarty bunt, na którego czele stanął Biały potomek kolonistów z Malony, który przybył do Atlantydy, wraz z rodzicami, jeszcze jako dziecko i uzyskał tutaj tytuł i prawa - "Obywatela Imperium" - BELIAL.

Ruch Beliala stawał się coraz potężniejszy a jego zwolennicy założyli zakon i obwołali go swym duchowym (i politycznym), przywódcą. Zakon ten otrzymał nazwę: "Synów Beliala". Ich program zakładał "odnowę" moralną społeczeństwa Atlantów, wyrzeczenie się dawnych religijnych nawyków, reformę edukacji, oraz ograniczenia pozycji kapłanek w świątyniach. Ruch ten zaczął zdobywać poparcie, nie tylko wśród Białych przybyszy, lecz także i wśród Czerwonoskórych mieszkańców. Z czasem zaczął się szerzyć także i wśród elit, czego dowodem było wprowadzenie do świątyń posągów początkowo dawnych bohaterów i kapłanów (z czasem zastąpią oni miejsca posągom bogów, sprowadzonych przez Białych kolonistów z Malony). Belial otrzymał początkowo dla swego zakonu pięć świątyń w samej Atlantydzie (co nie było wiele, zważywszy na ich ogromną w tym mieście liczbę). Jednak uzyskał również pozwolenie, na budowę własnego "miasta zakonnego", w pewnej odległości od samej Atlantydy. Miasto to otrzymało nazwę - ATLA-RA


ATLA-RA



Społeczeństwo Atla-Ra było ściśle hierarchicznie podporządkowane swemu przywódcy (oraz jego następcom), zaś ani król, ani władza państwowa, nie miały prawa ingerować w to, co działo się za jego murami (nie była to żadna nowość - w społeczeństwie Atlantów kapłani i kapłanki, cieszyli się bardzo dużym szacunkiem i byli "nietykalni" - co znaczy że żadna władza świecka, nawet sam król - nie miał prawa ich uwięzić, ani skazać, podlegali bowiem swym własnym sądom świątynnym). O ile bowiem w Atla-Ra i sekcie "Synów Beliala" dominowali mężczyźni (jako kapłani), to jednak...zdarzały się też i kobiety w roli kapłanek (choć należały do rzadkości). Było tak wówczas, gdy dany kapłan nie miał synów, którzy mogliby pójść w jego ślady. Wówczas (jeśli ją posiadał), jedynie córka, była kontynuatorką jego rodu i znaczenia. Centralne miejsce w mieście stanowiła Wielka Świątynia, widoczna z każdego miejsca w mieście. Otoczona była ośmioma przezroczystymi kryształami, pobierającymi energię słoneczną i przesyłającymi ją do wnętrza świątyni. W samej świątyni ustawiono personifikacje największych żywiołów - Ognia, Wody, Ziemi i Wiatru. Modlono się do nich i traktowano jak bogów, a wielki pomnik Boga Morza, stał również przed wejściem do świątyni.

WIELKA ŚWIĄTYNIA ATLA-RA
KRYSZTAŁY KUMULUJĄCE ŚWIATŁO SŁONECZNE
(Wykorzystywane do ogrzewania i oświetlenia Świątyni)



Te wszystkie zmiany które powoli się dokonywały, napotkały sprzeciw dawnych kapłanów i kapłanek z Wielkiej Świątyni, a szczególnie z Błękitnej Świątyni. Ich presja wywierana głównie na królu i arystokracji dworskiej, poskutkowała wydaniem odpowiednich przepisów stawiających tamę ekspansji sekty "Synów Beliala". Przepisy otrzymały nawę "Jednego Prawa". Prawo to, nie tyle godziło w religię "Synów Beliala", co raczej w ich pozareligijną działalność, która skupiona była na rozwoju nauk związanych z klonowaniem ludzi i łączeniem genów. "Jedno Prawo" kategorycznie zabraniało klonowania ludzi, a kapłanów-genetyków, zajmujących się tym tematem - ścigało z całą bezwzględnością. Było to już wyraźne złamanie zasady nieingerencji władz świeckich w prawa kleryków. Ponieważ zaś ogromna większość kapłanów z sekty "Synów Beliala", zajmowała się (w takiej czy innej formie), klonowaniem i tworzeniem zwierzęco-ludzkich hybryd, było jasne że to oni staną się ofiarą nowego prawa, co w konsekwencji doprowadzi do upadku sekty i nowej wiary. "Jedno Prawo" było tak skonstruowane, że nie poruszało kwestii kultu religijnego czy zgromadzeń zakonnych, lecz jednocześnie uznawało za przestępców i zbrodniarzy (przeciwko naturze), tych, którzy parali się klonowaniem. Czyli jakieś 90 % kapłanów z Zakonu Synów Beliala. Było pewne że dojdzie do starcia.

 
REBELIA

Powstanie Synów Beliala przeciwko zasadom Jednego Prawa, wybuchło ok. 52 000 r. p.n.e. Rebelianci opanowali całą wyspę OG i kilka miast na wyspach Aryan i Rutii. Nie udała im się próba zdobycia miasta-stolicy Atlantydy. W tym czasie królem Atlantydy był SAID, który w dość krótkim (kilkanaście lat), czasie stłumił rebelię, zdobywając OG i Atla-Ra. Wydawało się że dni zakonu i jego dalsze istnienie - jest już policzone, że Synowie Beliala już się nie podniosą po tej klęsce, jaką im zadano. I rzeczywiście - ogromna większość członków zakonu, musiała opuścić obie wyspy, oraz samą Atlantydę i szukać szczęścia w innych krajach. Sytuacja jednak się zmieniła (choć trwało to kilkaset lat, a przez ten cały czas Synowie Beliala musieli zejść do podziemia, gdyż byli poszukiwani i uważani za zdrajców, a ich zakon oficjalnie został rozwiązany), gdy problemem Atlantów stali się nie zwolennicy nowej religii - tylko...dzikie zwierzęta.



WOJNA ZE ZWIERZĘTAMI

Od czasu gdy Lirianie i Plejadianie podstępem zniszczyli (ok. 65 milionów lat temu), gadzią populację na Ziemi, znaną nam pod ogólną nazwą - Dinozaurów, nie było tak wielkich i tak niebezpiecznych zwierząt, jakie pojawiły się ok. 50 000 r. p.n.e. Te zwierzęta były hybrydami genetycznymi, powstawały w świątyniach Synów Beliala. Gdy eksperymentów genetycznych prawnie zabroniono, a zakon utracił swe świątynie i zszedł do podziemi, nie oznaczało to likwidacji już wcześniej stworzonych gatunków. Więcej, teraz krzyżowały się one z tymi gatunkami, które dotąd żyły na Ziemi, co spowodowało powstanie gigantycznych form zwierzęcych. Natura kończyła dzieło, rozpoczęte ludzkimi rękoma. Z czasem było ich tak wiele, że zagrożone "zwierzęcą inwazją", stało się samo miasto Atlantyda. Spustoszenie siały ogromne ptaki nieloty, które żywiły się ludzkim mięsem i dla niepoznaki ukrywały w lasach lub wysokiej trawie. Były też ogromne ptaki latające - zwane Diatrymami, które chwytały swą zdobycz (np. człowieka) i zanosiły do swych gniazd, ulokowanych w wysokich partiach górskich. Ogromne tygrysy i pantery, wielkie słoniowate zaczęły poważnie utrudniać życie mieszkańcom wysp(y). Nie byli oni jednak jedynym problemem Atlantów. 

Znacznie gorszym (bo używającym inteligencji), były zwierzęco-ludzkie hybrydy, które rozpoczęły "polowanie na ludzi". Synowie Beliala (ich stwórcy), używali ich jako swą służbę oraz domowe zwierzątka. Traktowano ich gorzej niż niewolników, byli zwierzętami, lub wręcz rzeczami. Te istoty nie posługiwały się mową artykułowana, lecz "zwierzęcymi dźwiękami", były jednak na tyle inteligentne, że potrafiły posługiwać się bronią. Teraz stały się większą plagą niż normalne zwierzęta. Walka z nimi wymagała zgody i pojednania całego społeczeństwa Atlantów, zarówno Czerwonoskórych jak i Białych, dlatego postanowiono zakończyć prześladowania zakonu Synów Beliala. Uczyniono tak nie wiedząc że przyniesie to zgubę I Imperium Atlantydy.


CDN.