Łączna liczba wyświetleń

środa, 16 grudnia 2015

HISTORIE ALTERNATYWNE - Cz. II

WOJNA POLSKO - BOLSZEWICKA 

1920 r. 

Cz. II


W CYKLU "HISTORIE ALTERNATYWNE", ZAMIERZAM ZAPREZENTOWAĆ WAM, MOJE WŁASNE OPINIE, NA TEMAT WYDARZEŃ HISTORYCZNYCH, TYCH KTÓRE DZIEJĄ SIĘ OBECNIE, ORAZ TYCH ... Z PRZYSZŁOŚCI - W FORMIE ROZWAŻAŃ KONTRFAKTYCZNYCH (CZYLI TAKICH, KTÓRE NIE WYDARZYŁY SIĘ W RZECZYWISTOŚCI, LECZ KTÓRE MOGŁY SIĘ WYDARZYĆ), ORAZ WŁASNYCH ANALIZ GEOPOLITYCZNYCH I GEOSTRATEGICZNYCH, DOTYCZĄCYCH KONFLIKTÓW I WYDARZEŃ KTÓRE (JAK SĄDZĘ), DOPIERO NADEJDĄ.

JAKO PIERWSZE PREZENTUJĘ OPOWIADANIE, NAPISANE PRZEZE MNIE Z OKAZJI 11 LISTOPADA (A ŻE JESTEM PIŁSUDCZYKIEM I TEN TEMAT JEST MI SZCZEGÓLNIE BLISKI), DOTYCZĄCE WYDARZEŃ WOJNY POLSKO-BOLSZEWICKIEJ 1919 - 1921, W JEJ ZMIENIONEJ, CZYLI ALTERNATYWNEJ FORMIE. ZAPRASZAM WIĘC WAS DO LEKTURY WYDARZEŃ, KTÓRE MOGŁYBY SIĘ URZECZYWISTNIĆ, GDYBYŚMY (LUB RACZEJ, GDYBY NASI PRZODKOWIE), NIE POGONILI KITY BOLSZEWIKOM TAK, ŻE ÓW PŁOMIEŃ REWOLUCJI, KTÓRY MIELI ZANIEŚĆ NA ZACHÓD, MOGLI SOBIE CO NAJWYŻEJ WSADZIĆ W D... , ZNACZY SIĘ - TAM, GDZIE SŁOŃCE NIE DOCIERA.





"CHŁOPCY - OJCZYZNA - BOLSZEWICY! 
KURWA ICH MAĆ"

Oto jedyne słowa, jakie podczas swego "przemówienia" do żołnierzy, wygłosił pod-rotmistrz JERZY DĄMBROWSKI - WILNO, PLAC ŁUKISKI - 31 GRUDNIA 1918 r. 
Te krótkie, lakoniczne słowa, spowodowały ... liczne omdlenia, wśród przedstawicielek płci pięknej, oraz zachwyt żołnierzy idących na bój.



"TAM UCIEKLI BOLSZEWICY"

CHŁOPI WSKAZUJĄ ŻOŁNIERZOM POLSKIM KIERUNEK UCIECZKI SOWIETÓW PO TOTALNEJ KLĘSCE, JAKĄ POD WARSZAWĄ ZADAŁ IM NACZELNIK PAŃSTWA - JÓZEF PIŁSUDSKI (BYŁA TO DOPIERO PIERWSZA "LEKCJA", JAKĄ BOLSZEWICY DOSTALI NA NASZEJ ZIEMI - POTEM PRZYSZŁY KOLEJNE: BITWA NAD NIEMNEM - CAŁKOWITE ZNISZCZENIE WSZYSTKICH CZTERECH SOWIECKICH ARMII, ORAZ POD KOMAROWEM - W WYNIKU KTÓREJ ROZBITO SIEJĄCĄ POSTRACH ARMIĘ KONNĄ SIEMIONA BUDIONNEGO)




PUŁKOWNIK LEOPOLD KULA-LIS
"NAJMŁODSZY OJCIEC POLSKIEJ NIEPODLEGŁOŚCI"

POSTAĆ DO KTÓREJ MAM OGROMNY PODZIW I SZACUNEK. CHŁOPAK TEN ŻYŁ TYLKO 22 lata. BYŁ NIE TYLKO "NAJMŁODSZYM OJCEM POLSKIEJ NIEPODLEGŁOŚCI", ALE TEŻ NAJMŁODSZYM PUŁKOWNIKIEM W POLSKIEJ ARMII. DZIELNY, BITNY I DIABELNIE SKUTECZNY - WALCZYŁ W I WOJNY ŚWIATOWEJ W KRWAWYCH BOJACH POD KRZYWOPŁOTAMI (9 XI 1914 r.), ŁOWCZÓWKIEM (22-26 XII 1914 r.), OŻAROWEM, JASTKOWEM (31 VII - 2 VIII 1915 r.) i OCZYWIŚCIE KOSTIUCHNÓWKĄ (4-7 VI  i 4-6 VII), GDZIE POPROWADZIŁ JEDEN Z NAJODWAŻNIEJSZYCH W TEJ BITWIE SZTURMÓW NA ROSYJSKIE OKOPY, ZDOBYWAJĄC WSZYSTKIE ROSYJSKIE DZIAŁA i TO W SYTUACJI, GDY WSPOMAGAJĄCY POLAKÓW AUSTRIACY ... PO PROSTU UCIEKLI. PUŁKOWNIK KULA-LIS POLEGŁ 7 III 1919 r. w BITWIE Z UKRAIŃCAMI POD TRONCZYNEM. NACZELNIK PAŃSTWA - JÓZEF PIŁSUDSKI, ZŁOŻYŁ WIENIEC NAD JEGO GROBEM, NA WIEŃCU BYŁO NAPISANE: "MEMU NAJDZIELNIEJSZEMU CHŁOPCU".

POSTAĆ PUŁKOWNIKA LEOPOLDA KULI-LISA, BUDZI WE MNIE ... ZAZDROŚĆ! TAK - ZAZDROŚĆ. PIĘKNE, KRÓTKIE, TREŚCIWE ŻYCIE, WYPEŁNIONE WALKĄ O WARTOŚCI NADRZĘDNE - HONOR, WOLNOŚĆ, NIEPODLEGŁOŚĆ OJCZYZNY, ZAKOŃCZONE ŚMIERCIĄ NA POLU BITWY
CZEGÓŻ CHCIEĆ WIĘCEJ OD ŻYCIA?

"OTWÓRZCIE ZŁOTĄ KSIĘGĘ GDZIE BOHATERÓW SPIS - NA CZELE NIEJ WIDNIEJE PUŁKOWNIK KULA-LIS"






 WARSZAWA WZIĘTA

(24 Sierpnia 1920 r.)






Tego dnia nad ranem, już od strony pierwszych rogatek prawobrzeżnej dzielnicy Warszawy - Pragi, dało się słyszeć przeplatane ze sobą najróżniejsze pieśni sowieckie, począwszy od "Międzynarodówki" i "Marszu Budionnego", po "Warszawiankę" (tę drugą, rewolucyjną z 1905 r.). Ci z mieszkańców Warszawy (którym nie udało się wcześniej uciec, lub którzy nie chcieli zostawiać własnych domostw na szaber), wreszcie zaczęły ukazywać się pierwsze postacie sowieckich sołdatów. Szli kolumnami, uśmiechnięci (a przynajmniej pokazujący stan swego, nie zawsze pełnego uzębienia), w duchu triumfu - choć wielu z nich szło bez butów, a inni mieli tak rozdarte mundury, że wyglądali niczym pospolici łachmaniarze. Nie było wiadomo czego można się spodziewać po owych "wyzwolicielach", gdyż po stolicy krążyły rozmaite opowieści odnośnie "Nowych, Czerwonych, Porządków", jakie Krasnoarmiejcy zaprowadzali w zdobytych przez siebie miastach.

- "Pan słyszał co oni zrobili w Łomży?" - zagadnął stojący w tłumie gapiów mężczyzna - "Zarąbali wszystkich wziętych do niewoli żołnierzy pułkownika Kopy, nawet szeregowców, a potem wzięli się za cywilów, których uznali za pomagających żołnierzom (wydarzenie autentyczne). Wszyscy zostali zamordowani, ich trupy leżały wprost na ulicach, w strasznych, dziwnie poskręcanych pozach. Panie, co to z nami będzie?". Nikt z obecnych w tłumie mieszkańców stolicy, owego gorącego, sierpniowego dnia, nie potrafił jednak odpowiedzieć na to, zdawałoby się oczywiste pytanie.

Pierwsze rabunki i konfiskacje, rozpoczęły się już w godzinach popołudniowych i trwały całą noc. Pijane sołdaty, wdzierali się do mieszkań Warszawiaków i przeprowadzali "rewizje", które polegały na przywłaszczeniu sobie wszystkich cennych przedmiotów, począwszy od zegarków i biżuterii, skończywszy na nocnikach (z których niektórzy z nich pili alkohol), zasłonach okiennych, czy nawet ... dziecięcych zabawkach. Zaczęły się też pierwsze gwałty na kobietach. Do jednego z nich, doszło na ulicy Grzybowskiej (autentyczne wydarzenie z opanowanego przez bolszewików Wilna), w Warszawie. Do jednego z mieszkań, wdarło się dwóch sołdatów, żądając natychmiastowego wydania alkoholu, błyskotek (w tym zegarków), oraz ... broni. Ponieważ właściciele posesji, oddali wszystko, co uważali za cenne, sołdatom było jednak mało. Przeprowadzili więc "przeszukanie", które polegało na całkowitym wywróceniu wszystkiego do góry nogami - niczego więcej nie znaleziono. W przypływie złości zaczęli więc rozbijać stoły i krzesła, wyrzucając je przez okna, szybko im się to jednak znudziło. Wówczas zainteresowali się Panią Domu, którą obydwaj zgwałcili, wcześniej bijąc jej męża do nieprzytomności (po prostu masakrując mu twarz, która przypominała jedną wielką, czerwoną maź). Z domu udało się uciec kilkunastoletniemu chłopcu, który zawiadomił sowieckiego komandira i poprosił go o pomoc, został przez niego ... zastrzelony na miejscu. Przypadki gwałtów były notoryczne i trwały trzy dni i trzy noce. Gwałcono wszystkie kobiety, bez względu na wiek i stan zdrowia (od kilkuletnich dziewczynek, po staruszki). 




 Nazajutrz po wkroczeniu bolszewickich hord, powieszono by publicznie, na Placu Teatralnym, jedenastoletniego gazeciarza, za obraźliwy, czteroliterowy wyraz, wypisany przez niego na plakacie z wizerunkiem wodza rewolucji - Włodzimierza Lenina. Zaś 27 sierpnia przeprowadzono pierwszą publiczną egzekucję w Warszawie, której ofiarami było - 130 najzupełniej przypadkowych mężczyzn i kobiet (ściąganych z ulicy przez czekistów), i zwożonych do podwarszawskiego Wawra, gdzie czekał już na nich oddział Czerkiesów z karabinem maszynowym. Nieszczęśników tych ustawiano pod murem (w grupach, po dziesięciu) i ... puszczano serię z karabinu. Potem następna grupa i następna. Powodem ich "egzekucji, byłoby zamordowanie dzień wcześniej, dwóch pijanych sowieckich żołdaków, którzy pokłócili się o łupy z ich polskimi odpowiednikami, z rekrutowanej właśnie Milicji Ludowej (do której brano każdego, najczęściej element przestępczy - morderców i złodziei) . 

Tymczasem, tego samego 24 sierpnia, w pięknie przystrojonym aucie, na Plac Zamkowy w Warszawie, wjeżdżali: Julian Marchlewski, Feliks Dzierżyński, Feliks Kon, Edward Próchniak i Józef Unszlicht - członkowie nowego rządu sowieckiej już Polski. Na wielkiej trybunie, przed Zamkiem Królewskim, witał ich prawdziwy gospodarz Warszawy (i innych miast zdobytej już Polski), dowódca północno-zachodniego sowieckiego frontu - gen. Michaił Tuchaczewski. Jego pierwsze słowa brzmiały:

- "Witajcie towarzysze. Witam was dziś, jako członków pierwszego czerwonego rządu polskiego".

W imieniu "rządu polskiego", głos zabrał, desygnowany wcześniej przez Lenina na premiera - Julian Marchlewski: "Witamy Was towarzyszu generale. My, członkowie rządu polskiego, jako reprezentanci proletariatu warszawskiego, który dziś z nadzieją i pieśnią na ustach, ale również i łzami w oczach, że stało się to tak późno - pragniemy wyrazić Wam towarzyszu podziękowanie, za wyzwolenie naszego miasta, z rąk burżujów, obszarników i kapitalistycznych sługusów. Lud polski, tak okrutnie przezeń ciemiężony, dziś właśnie w Was, upatruje swojego obrońcę i wybawiciela. Krwawy rząd imperialistów i obszarników, wtrącił kraj i polski lud w zbrodniczą wojnę, której wygrać nie mógł. Siła naszej robotniczo-chłopskiej armii, jest bowiem niezwyciężona. Pomimo to, nie zważając na cierpienia proletariatu polskiego, zbrodniczy, imperialistyczny rząd, który mienił się być rządem polskim - dążył do wojny z jedynym przyjacielem ludu pracującego - żołnierzem niepokonanej Armii Czerwonej, który dziś bohatersko zrywa kajdany niewoli z rąk polskich chłopów i robotników. Niech żyje towarzysz Lenin, niech żyje Partia, niech żyje Polska Socjalistyczna Republika Sowiecka" - na tym wzajemne powitanie dobiegłoby końca.






Nowy rząd też bardzo szybko wziął się do pracy, powołując nowe Komitety Ludowe i tworząc miejskie oddziały Milicji Ludowej. Choć początkowo w jej skład wchodzili delegowani do tego zadania sowieccy żołnierze, potem jednak (głównie pod wpływem Dzierżyńskiego, który twierdził że należy zachować zasadę "ciągłości państwowości polskiej" i "polskiego elementu rewolucyjnego na polskiej ziemi"), zaczęto przyjmować również Polaków, ale ponieważ od początku były problemy z uzupełnieniem stanu tworzonych jednostek (zgłosiło się tylko ... kilkunastu "ochotników", którzy liczyli że za zgłoszenie się dostaną broń i pieniądze), dlatego też ubytki wypełniano kimkolwiek, najczęściej uwolnionymi z więzień przestępcami, dając im do ręki broń i ... władzę nad mieniem oraz życiem mieszkańców miasta. 

Marchlewski zaś, jako premier nowego rządu, już snuł plany wielkiej reformy rolnej, rozkułaczania bogatych chłopów i całkowitego wyeliminowania własności prywatnej. Na pierwszy plan postawił wdrożenie programu rolnego, który (jego zdaniem), został w Rosji źle przeprowadzony przez Lenina. On teraz, nowy władca Polski - wreszcie pokaże jak właściwie należy go zastosować. On da chłopom chleb i pokaże jak właściwie robić rewolucję komunistyczną. On uczyni z Polski prawdziwe źródło artykułów pierwszej potrzeby, dla walczącej rewolucji światowej (taki właśnie był polityczno-gospodarczy plan Juliana Marchlewskiego). Ponieważ nadal trwała wojna i sprawa rewolucji światowej, nie została jeszcze zakończona, przeto przeprowadzenie skutecznej reformy rolnej, nie mogło w tych warunkach mieć miejsca. Dlatego też Marchlewski poprzestał na razie na wydaniu samej odezwy do włościan:

"Cała ziemia, na której dotąd chłop polski cierpiał pod batem panów i obszarników, staje się własnością ludu polskiego. Obszarnicy i kułacy zostaną wypędzeni, a uwolnieni z niewoli krwawych ciemiężycieli - włościanie, będą spokojnie gospodarzyć pod kierownictwem pomocników z Komitetów Folwarczno-Parobczanych."


Tymczasem cała Polska została już zajęta przez Armię Czerwoną i niemiecką Reichswehrę. Natomiast Tuchaczewski, zaraz po powitaniu przedstawicieli "rządu polskiego" w Warszawie, wyjechałby do Poznania, na spotkanie z szefem Niemieckiego Sztabu Generalnego - Hansem von Seecktem, na wspólną paradę sowiecko-niemieckich wojsk. W tym samym czasie jednak były już przygotowywane plany wybuchu komunistycznego powstania w Berlinie, które miało wybuchnąć, po zmasowanym uderzeniu Armii Czerwonej na oddziały słabej Reichswehry. Plany wybuchu rewolucji w Berlinie i Monachium - osobiście doglądał sam Tuchaczewski, który też wydał rozkaz jej rozpoczęcia na dzień - 1 października 1920 r. 


CDN. 

wtorek, 15 grudnia 2015

HISTORIA ŻYCIA WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. CXII

II WOJNA PIRAMIDOWA

(ok. 7 670 r. p.n.e. - ok. 7 370 r. p.n.e.)


 GESTINANNA



PRELUDIUM

ROMANS INANNY


INANNA i DUMUZI
 



Po zniszczeniu Firmamentu Niebieskiego i sprowokowaniu tym samym II Wielkiego Potopu w dziejach naszej planety, I Wojna Piramidowa pomiędzy dwoma zwaśnionymi klanami jednego rodu - zakończyła się. Potop wyrządził poważne szkody tak materialne, jak i ludnościowe. Dodatkowo po opadnięciu wód, Ludzkość cofnęła się w swym rozwoju, zapominając nie tylko o dawnych kulturach i tradycjach, jakie wcześniej powstały na Ziemi, ale też podstawowych umiejętności budowy wielkich murowanych miast, obróbki miedzi, żelaza czy brązu, a także całej dotychczasowej nauki, jaka wytworzyła się na tej naszej Niebieskiej Planecie, od czasów Jej pierwszej kolonizacji (po zakończeniu III Wielkiej Wojny Galaktycznej - ok. 1 240 000 r. p.n.e.), ok. 900 000 r. p.n.e.

Zakończenie walki i nowy podział ziemskich terenów na pięć stref osadniczych (dokonany pod presją Plejadian), spowodował pewne zmiany wśród samych Nibiruan. Po pierwsze, wraz z zakończeniem walk, z niewoli Anubisa, zwolniona została "bogini" Inanna, która wróciła za Ocean, do południowoamerykańskiej bazy Enlila i Ninurty, by następnie wraz ze swą siostrą Ereszkigal, objąć we władanie część ziem dzisiejszego Jukatanu. Ponieważ pomiędzy klanami trwał pokój (i ścisły podział władzy), Enkici i Enlici ... zaczęli się wzajemnie odwiedzać. Ok. 7 670 r. p.n.e. doszło właśnie do jednej z takich odwiedzin. Do królestwa Inanny i Ereszkigal, przybyło rodzeństwo - Dumuzi i Gestinanna - dzieci Enkiego. Cała ta czwórka (Inanna, Ereszkigal, Gestinanna i Dumuzi), byli potomstwem, zrodzonym już na Ziemi, mimo to należeli do dwóch wciąż wrogich sobie klanów (Inanna i jej siostra były dziećmi Nannara i Ningal. Nannar zaś był synem Enlila i Ninlil). Klan Enlidów, wciąż bowiem nie mógł się pogodzić zarówno z utratą "Świętej Ziemi" - "Dil.Mun", oraz ... z ciągłą kontrolą Egiptu, przez potomków Enkiego. Nowa wojna wisiała więc na włosku i potrzebowano jedynie pretekstu, by ją oficjalnie wywołać.

Tymczasem ... Inanna i Dumuzi, rozpoczęli ze sobą gorący romans. Nie wiadomo czy Inanna zakochała się w Dumuzim, czy były to z jej strony jedynie gra, gdyż nie znosiła ona Gestinanny i starała się zrobić jej na złość. W każdym razie ów romans kwitł w najlepsze, a sama "bogini" wcale nie kryła się ze swymi uczuciami. Oficjalnie też poinformowała Gestinannę, że wkrótce zostanie żoną jej brata i wspólnie połączą oba skłócone klany, tworząc potężne imperium, nad którym będą panowali. To zapewne nie spodobało się Gestinannie, gdyż znając temperament swego starszego (urodzonego jeszcze na Nibiru), brata (i fakt, że to właśnie on miał pierwszeństwo tronu) - Marduka, obawiała się jego reakcji i konfliktu pomiędzy braćmi. Postanowiła więc zadziałać - mianowicie pewnej nocy przyszła do swego brata w masce na twarzy i ... uwiodła Dumuziego. Gdy sprawa się wydała, Gestinanna zapowiedziała że oskarży go o gwałt, jeśli nie zerwie z Inanną i nie zrezygnuje z planu połączenia klanów. Dumuzi przestraszył się gróźb siostry i szybko ... uciekł ze swej komnaty. Niestety, był pod tak wielkim szokiem, tego co właśnie zaszło, że wybiegł na balkon, próbując wybiec na korytarz. Nie zdążył, bowiem poślizgnął się i ... wypadł wprost do wodospadu, ginąc na miejscu.

Śmierć Dumuziego, stała się przysłowiowym casus belli nadchodzącej wojny, gdyż wściekła na Gestinannę - Inanna, kazała ją uwięzić w najciemniejszych lochach pałacu, nie tylko nie pozwalając odjechać do kraju Enkidów, lecz nawet zwołać wspólny sąd "bogów", na którym miano zadecydować o jej losach - postanowiła że sama ją osądzi i ukaże. Teraz zaprotestował Marduk, domagając się natychmiastowego zwolnienia swej siostry - Inanna odmówiła (zapewne miała dobrze w pamięci własną niewolę). Ale nie czekała na jego reakcję, gdyż ... sama wypowiedziała mu wojnę. Natychmiast też uzyskała wsparcie ze strony Enlila i Ninurty, którzy właśnie oczekiwali pretekstu, by ponownie opanować tereny dawnego Edenu. Tak właśnie rozpoczęła się II Wojna Piramidowa. 


"LEW" KONTRA "WĄŻ" 

CZYLI DESANT ENLIDÓW 

NA KRAJ DIL.MUN






BITWA O GÓRĘ MORIACH


Na czele armii inwazyjnej klanu Enkidów, stanął oczywiście sam Ninurta. Długo przygotowywał swe siły do tej wojny. Stworzył nawet specjalny gwiazdolot, który uczynił centrum dowodzenia - nosił on nazwę - "IM.DU.GUD" ("Boski Burzowy Ptak"). Wiadomości o tej wojnie zachowały się w sumeryjskim tekście zatytułowanym "Mity Kur", opowiadającym o zwycięskiej walce bogów ze ... smokami, a także starotestamentowym apokryfie "Księgi Jubileuszów", w którym mówi się m.in.: o "Przeklętej ziemi Kanaan" i "Nielegalnej okupacji ziemi Sema". Inne sumeryjskie i akadyjskie tabliczki, w niewielkim stopniu informują o tym konflikcie. Jedyne co jest tam stałe i niezmienne, to zakończenie owego konfliktu, o którym pisali starożytni Sumerowie, jako o: "Wyzwoleniu spod władzy Węży". A dlaczego węży i skąd właściwie takie określenie? Ano dlatego, że Enlidzi tę wojnę wygrali, odzyskując nie tylko dawny kraj Dil.Mun, ale także Synaj i Egipt. Oba klany miały też swe wyraziste symbole - Enkidzi stawiali na sztandarach smoka (lub węża), natomiast Enlidzi (a konkretnie sam Ninurta), lwa o głowie orła. 

Pierwsze starcie obu armii (już po dokonaniu desantu Enlidów na kraj Dil.Mun), miało miejsce pośród ruin dawnej bazy Nibiruan, pod górą Moriach. Należy od razu dodać, że choć głównym wodzem całej armii Enlidów, był Ninurta, to wraz z nim osobiście walczyło wielu bogów z tego klanu, w tym również - Inanna, która osobiście brała udział w walkach, dowodząc własnym "kontyngentem" zbrojnym. Po stronie Enkidów, całe dowództwo spoczęło oczywiście w rękach Marduka. Bitwa o górę Moriach, zakończyła się całkowitym zwycięstwem Ninurty (o czym pisze chociażby sumeryjskie opowiadanie "Mity Kur"). W walkach tych ogromnie wsławiła się właśnie "bogini" Inanna, która męstwem przewyższała innych wojowników. Po klęsce, siły Marduka wycofały się na południe - na Synaj, by tam połączywszy się z posiłkami z Egiptu, przygotować zasadzkę na inwazyjną armię Enlidów. 

Natomiast Ninurta i Inanna tą jedną bitwą odzyskali kraj Dil.Mun, jednak nie zamierzano kierować się na południe. Ninurta postanowił bowiem wyruszyć na wschód i odzyskać tereny dawnego Edenu, jednocześnie pozwalając Mardukowi przygotować obronę Egiptu na półwyspie Synaj. 



CDN.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

DWA GŁOSY ROZSĄDKU W SPRAWIE IMIGRANTÓW, 12 GRUDNIA, i NA KONIEC ... RODZINA ADAMSÓW

DEPORTOWAĆ SKĄD PRZYBYLI!!!


POTWIERDZAM W CAŁEJ ROZCIĄGŁOŚCI - WSZYSTKICH ZAMIESZANYCH (BEZPOŚREDNIO CZY POŚREDNIO), W JAKĄKOLWIEK POMOC ISLAMISTYCZNYM RADYKAŁOM - NALEŻY NIEZWŁOCZNIE DEPORTOWAĆ, CHOĆBY BYŁY TO MAŁE DZIECI CZY STARCY. MUZUŁMANIE MUSZĄ WIEDZIEĆ, ŻE ZA POMOC W EWENTUALNYM ZAMACHU (UDZIELONĄ CHOCIAŻBY, POPRZEZ NIEPOINFORMOWANIE POLICJI I INNYCH SŁUŻB PORZĄDKOWYCH O DZIAŁANIACH ICH ISLAMISTYCZNYCH WSPÓŁBRACI), ZOSTANĄ NATYCHMIAST DEPORTOWANI DO PAŃSTW Z KTÓRYCH PRZYBYLI. TYLKO W TAKI SPOSÓB MOŻNA "ROZERWAĆ" MUZUŁMAŃSKĄ JEDNOŚĆ I ZMUSIĆ "SZUSZFOLI" DO WZAJEMNEGO DONOSZENIA NA SIEBIE - CO OCZYWIŚCIE JEDYNIE WZMOCNI BEZPIECZEŃSTWO MIESZKAŃCÓW EUROPY


 PIERWSZY GŁOS ROZSĄDKU:





 DRUGI GŁOS ROZSĄDKU






PS: ODNOŚNIE MARSZU KOD-owców z 12 GRUDNIA
W SIECI JUŻ KRĄŻĄ "LISTY PŁAC" ZA UDZIAŁ W OWEJ "DEMONSTRANCJI" 






DLACZEGO MNIE TO NIE DZIWI, ODNOŚNIE PANA PETRU I STOJĄCYCH ZA NIM "BANKSTERÓW"





 A NA KONIEC PRAWDZIWY CREM DE LA CREM

CZYLI POŚMIEJMY SIĘ Z RODZINĄ ADAMSÓW:

 NIGDY NIE SĄDZIŁEM ŻE TEN PAN, Z RODZINY ADAMSÓW ZDOŁA MNIE KIEDYKOLWIEK ROZBAWIĆ - POMYLIŁEM SIĘ, BOKI ZRYWAĆ





JAKI KOŃ JEST, KAŻDY WIDZI, ALE TO JUŻ JEST TRZECIE POKOLENIE OWEJ NIESZCZĘSNEJ "RODZINY ADAMSÓW" - CZYLI OPLUWACZY, PODGRYZACZY I PRAWDZIWYCH OBSZCZYMURKÓW POLSKIEJ POLITYKI:

NO CÓŻ PAN ROMAN KONTYNUUJE "NAJWSPANIALSZE" TRADYCJE WŁASNEJ RODZINY, POCZĄWSZY OD PIENIACZO-OPLUWACZA, NACJONALISTYCZNEGO BUCA I TĘPEGO WYZNAWCĘ DMOWSZCZYZNY (reprezentującego jej najgorszą stronę) - JĘDRZEJA GIERTYCHA, POPRZEZ PROKOMUNISTYCZNEGO (z lat 70-tych i 80-tych) AGITATORKA MACIEJA GIERTYCHA, PO SIEROTĘ PO LPR-e (a obecnie zwolennika PO, NOWOCZESNEJ i innych partii dążących do utrzymania postubeckiego status quo w tej nieszczęsnej III RZECZPOSPOLITEJ).


DLA MNIE POSTAĆ SAMEGO ROMANA GIERTYCHA, JAK I JEGO OJCA I DZIADKA - JEST TOTALNIE SKOMPROMITOWANA

PS: Ale Romek przynajmniej ładnie skacze, do cyrku spokojnie by się nadał - a może nawet wezmą go do kolejnej części ... Rodziny Adamsów?




sobota, 12 grudnia 2015

PANGERMANIA - Cz. I

  CZYLI ŚWIAT PODZIELONY 

POMIĘDZY TRZY IMPERIA 



ZASTANAWIALIŚCIE SIĘ KIEDYŚ, JAKBY POTOCZYŁO SIĘ NASZE ŻYCIE, GDYBYŚMY DOKONALI INNYCH WYBORÓW NIŻ BYŁO TO W RZECZYWISTOŚCI. CZY NASZE ŻYCIE WÓWCZAS WIELE BY SIĘ ZMIENIŁO W PORÓWNANIU Z TYM OBECNYM? a CO GDYBYŚMY PRZYJĘLI ZAŁOŻENIE TAKIEJ DYWAGACJI NA TEMATY SPOŁECZNO-POLITYCZNE, A NAWET WIĘCEJ - GEOPOLITYCZNE. w TYM TEMACIE PO RAZ DRUGI JUŻ, POSTANOWIŁEM ZAPREZENTOWAĆ TAKIE WŁAŚNIE PRÓBKI ALTERNATYWNYCH WYDARZEŃ, KTÓRE MOGŁYBY PRZYBRAĆ KSZTAŁTY, PODOBNE TYM OPISYWANYM PRZEZE MNIE.

PROPONUJĘ ZATEM ABYŚMY PRZYJRZELI SIĘ EUROPIE I ŚWIATU PO ZWYCIĘSTWIE HITLEROWSKICH NIEMIEC W II WOJNIE ŚWIATOWEJ:

 WITAJCIE W NOWYM ŚWIECIE




"KREW i ZIEMIA"

"NA WSCHODZIE NASZA JUTRZENKA, DLA NIEMIEC PRZYSZŁY JUŻ ROK
TAM NARÓD TROSKĄ SWĄ SIĘGA, TRIUMF I RYZYKO CO KROK
TAM BRACIA W WIERNOŚCI TRWALI, SZTANDAR ŁOPOTAŁ NA ZNAK
PÓŁ TYSIĄCLECIA TAK TRWALI - STRZEGLI, PODZIĘKI IM BRAK

TAM ŻYZNEJ GLEBY POŁACIE, A SIEJBA TO JEST JEJ WRÓG
ZAGRÓD NI GNIAZD NIE ZOBACZYSZ, POLE TAM BŁAGA O PŁUG
OBCZYZNĘ TĘ ZDOBYĆ MUSIMY, GDZIE ONGIŚ NIEMIECKI STAŁ DOM
W NIEJ NOWY POCZĄTEK STWORZYMY, DO BRONI WIĘC NIEMCY - NA KOŃ"

 Niemiecka piosenka autorstwa
HANSA BAUMANNA



"Oto nowa mapa świata. Świata powstałego po zakończeniu tzw.: II wojny światowej, zwanej także "Wielką Wojną o zdobycie niemieckiej przestrzeni życiowej". Wojna ta, jak informują dzisiejsze podręczniki do nauki historii (1971 r.), rozpoczęła się od niemożności zawarcia pokojowego porozumienia z byłym państwem polskim w 1939 r. Wówczas to nasz: "Führer zaradził dużej części niesprawiedliwości wersalskiej w sposób pokojowy i bez rozlewu krwi. Okazało się jednak, że pokojowe porozumienie z Polską nie jest możliwe. Polska czuła, że ma wsparcie Anglii i Francji, i nie chciała negocjować uregulowania kwestii Korytarza Gdańskiego. W wojnie na nas wymuszonej Polska została pokonana w 18-dniowej kampanii. Została całkowicie rozwiązana po tym, jak 60 tysięcy etnicznych Niemców padło ofiarami polskiego podżegactwa i morderstw. Gdańsk został wyzwolony i zwrócony, wraz z Prusami Zachodnimi, państwu niemieckiemu. Poznań znów stał się częścią Rzeszy Niemieckiej. Po przyłączeniu sąsiednich obszarów zamieszkanych przez ludność niemiecką utworzono tam obwód Wartheland. Niemcy będą w nim wprowadzali porządek w miejsce tzw.: "polskiej ekonomii". Führer rozkazał przesiedlenie  do okręgu Wartheland, etnicznych Niemców z regionu Bałtyku, dystryktu Chełm-Lublin, z Wołynia, Galicji, Bukowiny, Besarabii, Dobrudży i Litwy. Ci etniczni Niemcy w Warthegau i w Gdańsku-Prusach Zachodnich przyniosą tym ziemiom nowy rozkwit oraz formę żywego muru chroniącego niemiecki wschód. Polacy żyjący na tych terenach zostali przesiedleni do innych pozostałych polskich regionów".



Wkrótce nadeszły kolejne zwycięstwa, niepokonanego niemieckiego oręża - rok 1940, to rok opanowania Danii, Norwegii, Holandii, Belgii, Luksemburga, oraz Francji. Rok 1941, przyniósł zwycięstwa w byłej Jugosławii i Grecji. W tym też roku (1971), mija dokładna 30-ta rocznica rozpoczęcia "Wielkiej Wojny o zdobycie niemieckiej przestrzeni życiowej" na Wschodzie, przeciwko Związkowi Sowieckiemu. Ta wojna była długa i męcząca, opanowanie Moskwy w listopadzie 1941 r. rozbiło co prawda sowiecką obronę, ale jej nie unicestwiło. Potrzeba więc było kolejnych morderczych wysiłków naszych dzielnych wojsk, by ten krwawy, barbarzyński, dziki kraj, pełen odrażających, morderczych słowiańskich kreatur, wspomaganych i kierowanych przez żydowskich komisarzy politycznych - całkowicie zniszczyć. Dopomogli nam w tym dziele żołnierze sprzymierzonej Cesarskiej Armii Japońskiej, którzy zaatakowali Sowiety od Wschodu, z rejonu Mandżurii i południowej Syberii. Wspólny atak naszych armii, doprowadził do całkowitej klęski tego imperium zła - wojna na Wschodzie zakończyła się w maju 1945 r. Dłużej trwała kampania amerykańska (do marca 1947 r.). Zakończyła się ona całkowitą klęską Stanów Zjednoczonych i wspólnego podziału amerykańskiego terytorium pomiędzy Wielkoniemiecką Rzeszę Narodu Niemieckiego a Imperium Cesarstwa Japonii. Tak oto narodziła się Nowa Europa, Nowa Azja i Nowy Świat".


Z WYSTĄPIENIA TELEWIZYJNEGO KANCLERZA TYSIĄCLETNIEJ WIELKONIEMIECKIEJ RZESZY NARODU NIEMIECKIEGO 
(jak brzmiała oficjalna nazwa tego państwa) - 
 CLAUSA von STAUFFENBERGA - 22 czerwca 1971 r.


IMPERIUM NIEMIECKIE









Z BROSZURY PROPAGANDOWEJ
KANCLERZA  STAUFFENBERGA:

"JAK ZJEDNOCZYLIŚMY NASZ KRAJ i CYWILIZOWALIŚMY BARBARZYŃSKIE ZIEMIE"


"Główną częścią składową Wielkoniemieckiej Rzeszy Narodu Niemieckiego, są oczywiście dawne etniczne, niemieckie ziemie. W jej skład wchodzą wszystkie niemieckie krainy, plus nabytki z czasów wojny światowej, z których wysiedlono ludność słowiańską bądź romańską. Byłe państwo czeskie, podzielono pomiędzy niemieckie krainy i okręgi - Bayreuth, Oberdonau (Górny Dunaj) i Niederdonau (Dolny Dunaj), prowincje powstałe z byłej Austrii, która była tworem sztucznym, nieprawdziwym i od zawsze dążyła do zjednoczenia z Rzeszą. Z części głównej byłego państwa czeskiego, stworzono niemiecki Sudetenland (Kraj Sudetów), po to by całkowicie zniemczyć ten kraj i wprowadzić go na wyżyny rozkwitu gospodarczego i kulturalnego, czego pod "słowiańskimi rządami", nigdy by nie osiągnął. Byłe państwo polskie, podzielone zostało na Wartherland (Kraj Warty), z Poznaniem. Tzw.: Pomorze, czyli "polski korytarz", przyłączony został do okręgu Prusy Zachodnie. Rejon rzeki Wkry, aż do zakola Wisły, włączony został do Prus Wschodnich, tereny "polskiego Górnego Śląska", wydarte nam w powstaniach śląskich, wspieranych przez Francję po I wojnie światowej - ponownie połączyły się z okręgiem górnośląskim. Generalne Gubernatorstwo, podzielono po zakończeniu wojny na trzy okręgi - Weichselland (Kraj Wisły), z byłą stolicą Polski - Warszawą na czele, Kraj Beskidów z odwiecznym niemieckim miastem Krakowem i Galicję ze Lwowem.

Dawną Holandię i Belgię podzielono na okręgi: Holandia, Fryzja, Geldria, Północna Brabancja, Południowa Brabancja i Flandria, a Luksemburg włączono do Kraju Mozy. Przyłączono również bezpośrednio do Germanii, zdobyte na Francji Alzacji i Lotaryngii i wschodniej Szampanii. Utworzono dla tych ziem nowe okręgi Rzeszy - Burgundię, okręg Górnego Renu i Marchię Zachodnią. Bezpośrednio do Germanii, włączona została także Dania. Część południowa tego byłego państwa, włączona została do okręgu Schleswig-Holstein, północna kontynentalna stała się okręgiem jutlandzkim, a wyspiarska zelandzkim. Germania jest krajem macierzystym, głównym, centrum polityczno-militarno-gospodarczo-kulturalnym Rzeszy Wielkoniemieckiej. Reszta ziem zdobytych w czasie wojny to prowincje niemieckie. Germania nie jest i nigdy nie będzie prowincją - to germańska Macierz, Kraj Środka, to tu zrodziła się siła i geniusz naszego narodu, która uosobiła się w postaci naszego genialnego przywódcy Führera Rzeszy Wielkoniemieckiej Narodu Niemieckiego - Adolfa Hitlera".






"Pozostałe prowincje, zdobyte na Wschodzie, podczas "Wielkiej Wojny o zdobycie niemieckiej przestrzeni życiowej", to Ostland (Wschodni Kraj), teren dawnych terenów polskich, litewskich, łotewskich, estońskich, białoruskich i częściowo zachodnio-rosyjskich. Na południe od niego leży prowincja Ukraina (teren dawnej Ukrainy i południowej Rosji, ale bez Krymu). Krym, czyli Kraj Gotów (dawnego germańskiego plemienia) -  został bezpośrednio włączony do Germanii i zamieniony w ogromy kurort dla niemieckich pensjonariuszy. W Tcheodorichshafen (powstałym na gruzach dawnego Sewastopolu), jako głównej bazie, stacjonuje również potężna niemiecka Flota Czarnomorska. Dalej na wschód i południe znajdują się inne prowincje - Russland (Kraj Rusów), na południe od niego znajduje się prowincja Turkiestan, a na zachód od niej prowincja Kaukaz. Te wyżej wymienione prowincje, są już "oczyszczone" z elementu słowiańskiego (który przez wiele wieków doprowadzał te tereny do gospodarczego i moralnego upadku), oraz gotowe pod całkowite zasiedlenie przez żywioł niemiecki. Jedynie prowincja zachodniosyberyjska, znajduje się pod ciągłą wojskową okupacją, gdyż to właśnie tam, element słowiański, jest jeszcze dość liczny. Dlatego też kraj ten wymaga ciągłej kontroli militarnej, choć widać już pewne przejawy normalizacji, w czerwcu ubiegłego roku (1970), zniesiono wprowadzony tam od 1943r. stan wojenny i godzinę policyjną. Oznacza to więc że nasze władze spacyfikowały już tę słowiańską hołotę".




Społeczeństwo "Wielkich Niemiec", dzieliłoby się na trzy stany. Pierwszy to oczywiście rdzenni Niemcy i wszyscy inni, którzy zostali uznani za narody germańskie (Holendrzy, Szwajcarzy, Duńczycy, Flamandowie, Alzatczycy, Lotaryńczycy, Norwegowie i Szwedzi). Wszystkie te narody miały stopić się w jeden naród niemiecki, a właściwie wielkoniemiecki. Ten pierwszy stan, był stanem dominującym i rządzącym. Tylko Germanie mieli prawo głosu i pełne prawa obywatelskie, w tym ochronę potężnego aparatu urzędniczo-militarno-sądowego (nawet najbiedniejszy niemiecki bauer, stał wyżej w hierarchii ważności na zdobytych terenach, od lokalnego bogacza, który pieniędzmi próbowałby wkupić się w łaski nowych panów). "Rasa Panów" - czyli Germanie (stan pierwszy), również wewnętrznie byłby zhierarchizowany, ale o tym potem.

Drugim stanem byliby tzw.: "Mieszkańcy" ("Einwohnerschaft"). Była to ludność miejscowa, która nie zostałaby określona za "rasę podludzi", najczęściej byli to Francuzi, Anglicy, Amerykanie, Brazylijczycy etc. Ludzie ci byli oficjalnie wolni osobiście, czyli mieli możliwość podróżowania i zamieszkania na wybranych przez siebie terenach (co do tego ostatniego - pozwolenie na zamieszkanie udzielano by jedynie za wstawiennictwem niemieckiego obywatela). Pozbawieni byliby jednak wszelkich praw obywatelskich (w tym sądowych, co oznaczało że nie mogliby np.: być powoływani przed niemiecki sąd w roli świadków - jednak niemieckie prawo uznawałoby związki małżeńskie jakie między sobą zawierali). Jako nie-obywatele byli oczywiście zwolnieni ze służby wojskowej (mogli służyć tylko w tzw.: "Pomocniczych Oddziałach Tyłowych", a i to w bardzo nielicznych przypadkach). Armia była bowiem dumą niemieckiego państwa i narodu, oraz gwarantem utrzymania niemieckiego stanu posiadania i imperialnej, światowej pozycji Rzeszy Wielkoniemieckiej. Byli jednak obłożeni wieloma świadczeniami (głównie finansowymi), na rzecz Rzeszy - otworzenie jakiegokolwiek interesu, chociażby był to stragan na rynku - wymagało wielu pozwoleń i równie wielu ... pieniędzy (i to zarówno tych oficjalnych - opłat byłoby bowiem bez liku, jak i tych nieoficjalnych - w formie łapówek dla urzędników). "Mieszkańcy" mieli swoje szkoły i mogli się kształcić, choćby na lekarzy (nie wolno im było jednak leczyć niemieckiego obywatela, jedynym wyjątkiem było natychmiastowe udzielenie pomocy, w przypadku braku w pobliżu niemieckiego lekarza i jak najszybsze zawiadomienie miejscowego szpitala - świadome nieudzielenie pomocy "obywatelowi niemieckiemu" ... byłoby równoznaczne z wyrokiem śmierci - lub długoletniego, ciężkiego więzienia). Nie mieli jednak dostępu do wielu zawodów, jak choćby prawnika, czy historyka.





Stan trzeci był najliczniejszy, a co za tym idzie wciąż bardzo niebezpieczny - to byli "Podludzie" ("Untermensch"), w przeważającej większości Słowianie oraz Bałtowie, Kazachowie i ludy kaukaskie (Żydzi zostaliby już wówczas prawie w większości "unicestwieni"). Oni także dzielili się na trzy klasy. Klasa pierwsza to byli ci Słowianie, których można byłoby odpowiednio przyuczyć do służby domowej nowej aryjskiej elicie (o czym niżej). Tzw.: "domowi niewolnicy", byli słowiańską elitą, gdyż poziom ich życia był dość wysoki (oczywiście w zależności od tego na ile zezwalali im na to ich niemieccy panowie). Początkowo nie mieli prawa zawierania związków małżeńskich pomiędzy sobą, potem (ok. 1960 r.), prawo to uchylono, zezwalając "untermenschom domowym" na zawarcie małżeństw (tylko pomiędzy sobą), ale jedynie za zgodą ich właścicieli. Istniały nawet specjalne szkoły, które przygotowywały wybraną ludność słowiańską, do roli niewolników dla ich nowych panów. Takiego niewolnika można było sprzedać lub oddać innemu Niemcowi ("Mieszkańcy" nie mieli prawa posiadać "Untermenschów"). Istniały też specjalne zasady, których mieli przestrzegać niewolnicy domowi. Początkowo wszyscy niewolnicy przebywający w domu swego właściciela, w przypadku jego morderstwa - byli skazani na tortury i śmierć, potem zmieniono prawo i o losie niewolników decydowała wola nowego właściciela. Mimo to "niewolnicy domowi", byli najlepiej ubierani i najlepiej żywieni ze wszystkich innych niewolniczych klas.




Drugą klasą untermenschów, byli ci niewolnicy, których wykorzystywano do bardzo ciężkich prac fizycznych (jak choćby przy budowie monumentalnych rzeźb teutońskich rycerzy, wykutych w litych skałach Uralu, a przedstawiających zwrócone w kierunku wschodnim ogromne postacie rycerzy, wsparte na równie wielkich mieczach, zwróconych ostrzem ku ziemi. Posągi te wykuwano w niewielkich od siebie odległościach na ... całym ogromnym obszarze gór Ural. Przy budowie tych megalitów zginęły setki tysięcy słowiańskich i kaukaskich niewolników). Niewolnicy drugiej klasy, żyli w prymitywnych warunkach (bez prądu, bieżącej wody itd.), w specjalnych gettach robotniczych, ogrodzonych ogromnymi murami i otwieranych codziennie rano przez oddziały strażnicze (gdy ludność tych gett udawała się kolumnami do prac), oraz zamykanych w nocy, gdy niewolnicy wracali do getta. Przebywając w takich odosobnionych od siebie, zamkniętych i ściśle pilnowanych miejscach, ludzie ci nie mieli możliwości wywołania jakiegokolwiek buntu, gdyż gdyby nawet do czegoś takiego doszło - wystarczyłoby po prostu ... spuścić na getto kilka bomb, by zgasić bunt w zarodku. Klasa trzecia tego stanu, była zaś wyjątkiem (mówię tu już o początku lat 70-tych), gdyż kwalifikujący się do niej "podludzie", byli z góry przeznaczeni do fizycznej eliminacji (taki los spotkałby prawie wszystkich Żydów i Cyganów, oraz tę grupę Słowian, której nie udałoby się ani zniemczyć, ani też przysposobić do dwóch wyżej wymienionych grup niewolniczych).




Warto jednak powrócić do "rasy panów" i przyjrzeć się jak zróżnicowany był i ten najważniejszy germański stan społeczny. Przede wszystkim na czele całego niemieckiego społeczeństwa stała odtąd nowa germańska elita - była to elita "Zakonu SS". Esesmani (jeszcze pod przywództwem Heinricha Himmlera), stworzyli ogromy kompleks zakonny w Wawelsburgu. Wawelsburg (położony niedaleko Paderborn), początkowo nieduży zamek w Westfalii, został wybrany przez Himmlera jeszcze w czerwcu 1934 r. na miejsce powstania nowego, współczesnego zakonu teutońskiego, wzorowanego po części na zakonie krzyżackim i po części na zakonie jezuitów (Himmler płacił 1 markę rocznie opłaty z tytułu wynajmu zamku). Zamek stał się miejscem uroczystych spotkań przedstawicieli "Zakonu SS", oraz miejscem wiecznego spoczynku sławnych, zmarłych braci zakonnych, którzy odznaczyli się w czasie "wypraw zdobywczych" (jak choćby w czasie "Wielkiej Wojny o zdobycie Niemieckiej Przestrzeni Życiowej", głownie na Wschodzie). Ich ciała spoczywały w majestatycznych grobowcach, złożonych pod kaplicą zamkową. W centralnym miejscu zamku, w tak zwanej "Sali Walhalli" (będącej miejscem spotkań rycerzy zakonu SS), płonął "Wieczny Ogień Germańskiej Siły i Germańskiego Ducha". W sali zawsze było na tyle dużo dymu, by sprawiał on wrażenie, że wraz z rycerzami zakonnymi przebywają tutaj duchy dawnych teutońskich przodków. Tu też odbywały się najważniejsze ceremonie elity nazistowskiej (czyli członków Zakonu SS), takie jak chrzest dzieci (bez udziału księży, rolę tę pełnili członkowie zakonu, np. brat zakonny dotykał pałeczką główki dziecka i wypowiadał formułę, by wszystko co nieniemieckie odtąd było mu do śmierci obce), małżeństwa (tylko "czyste rasowo") i oczywiście pogrzeby. Kompleks Wawelsburgu (rozbudowywany od końca lat 40-tych), był ogromny - kilkakrotnie przewyższał Watykan.






W samym Zakonie SS też było kilka bractw, z których najważniejszymi były trzy: "Bractwo Wiary Germańskiej" (wybitnie antychrześcijańskie), którego mottem był wiersz: "Nadejdzie dzień, w którym powstaną starzy, kamienni bogowie i strząsną z oczu pył tysiącleci. A Thor, idąc przed siebie z ogromnym młotem, rozbije w proch gotyckie katedry". "Bractwo Wiary Germańskiej", było jednym z najsilniejszych bractw zakonu, jego przeciwnikiem było równie potężne: "Towarzystwo Wotańskie", które za głównego germańskiego boga uważało Wotana (pierwsze zaś bractwo - Thora). Mottem "Towarzystwa Wotańskiego", było: "Zanim uderzy, wybiera najbardziej sprzyjający czas, wyznaczony przez gwiazdy". Trzecim bractwem była "Wspólnota Wierzeń Germańskich", również wyznające wiarę w Wotana, ale jednocześnie także czczące Thora i innych nordyckich bogów. To właśnie "Wspólnota Wierzeń Germańskich", zapoczątkowała bardzo uroczyste święto ku czci ... młota Thora. Najważniejszymi rycerzami zakonu SS, byłoby "Dwunastu Rycerzy Okrągłego Stołu", zasiadających w "Walhalli" (centralnej sali zamku Wawelsburg - wybierani z najdzielniejszych rycerzy, po czterech z każdego bractwa).

Ale były też i inne zamki zakonu SS - Vogelsang (niedaleko Eifel), majestatyczny zamek (choć o wiele mniejszy od kompleksu Wawelsburgu). Przed wejściem do zamku, stał gigantyczny, monumentalny wręcz posąg nagiego, atletycznego mężczyzny, trzymającego w prawej dłoni uniesioną w górę pochodnię, z płonącym w niej "Wiecznym Ogniem Germańskiej Siły i Germańskiego Ducha". Wykuty na nim napis głosił: "Bądźcie nosicielami pochodni narodu, nieście przed sobą światło ducha w walce dla Adolfa Hitlera". Vogelsang mieścił również "Dziedziniec Orłów", na którym stały wykute ogromne, białe orły. W centrum tego dziedzińca znajdowała się wielka czara, na której ... miał płonąć "Wieczny Ogień". Vogelsang mieścił również "Salę Dzwonową", w której stał ołtarz, wykonany i iluminowany na modłę starogermańską. Trzecim zaś zamkiem zakonu SS, był stojący w przepięknej okolicy - zamek Sonthofen. Był to też dość duży kompleks "świątynny", jednak znacznie ustępował pola Wawelsburbowi, będącemu głównym miejscem "pielgrzymek" członków zakonu.









CDN.

piątek, 11 grudnia 2015

PRZERYWNIK ANTYIMIGRACYJNO-ISLAMISTYCZNY - Cz. I

ISLAM KONTRA CHRZEŚCIJAŃSTWO


Postanowiłem rozpocząć cykl, krótkich przerywników w formie reportaży, które pokazywałyby prawdziwe (czyli skrywane przed nami, głównie w mediach różnego ścieku), informacje na temat muzułmańskich imigrantów ekonomicznych, zalewających Europę (przez głupotę przywódców państw tzw.: Zachodu Europy, ze szczególnym uwzględnieniem Niemiec i tej "baby", która już powinna zostać obalona - również siłą - gdyż sprowadziła na Niemcy zagładę, gorszą nawet od tej, do jakiej przyczynili się cesarz Wilhelm II i Adolf Hitler, wywołując dwie przegrane przez Niemcy wojny światowe). Obecny kryzys demograficzny, jest w ogromnej mierze, wynikiem chorych pomysłów przywódców Berlina (potem długo, długo nic) i Paryża (przy cichym wsparciu tak ze strony Waszyngtonu jak i Moskwy, którym bardzo na rękę jest zalanie europy przez "dzikusów" z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej - o tym jednak napiszę kiedy indziej). 

Przerywniki antyimigracyjno-islamistyczne, mają służyć ostrzeganiu ludzi (tak w kraju jak i za granicą) i jednocześnie pokazywaniu różnic, jakie dzielą od siebie islam i chrześcijaństwo. Będą one zamieszczane w formie filmików lub krótkich informacji, które ukażą różnice (oraz cechy wspólne, jeśli takowe będą istniały), obu tych dwóch wielkich światowych religii. 



GWAŁT! 

Gwałt na kobiecie nie jest niczym nagannym w kulturze islamu. Oczywiście pod warunkiem że ów gwałt dokonany zostanie na nie-muzułmance. Wielu islamskich muftich mówi wprost - białe (chrześcijańskie choć nie tylko), kobiet, które się nie szanują (czyli nie chodzą opatulone od stup do głów w workach, zakrywających całe ciało, nie podążają za mężczyzną dwa kroki z tyłu oraz ... wychodzą same z domu, bez męskiego "opiekuna", choćby było to wyjście tylko na ulicę), są traktowane jak zwykłe dziwki, z którymi można zrobić co się tylko podoba. Zgwałcona kobieta jest ZAWSZE winna gwałtu, na niej poczynionego (mężczyzna może być ukarany tylko w przypadku, gdy dopuści się gwałtu na córce lub żonie wysokiego szczebla przywódcy tak politycznego jak i religijnego, choć co ciekawe - nawet wówczas zgwałcona kobieta również podlega każe). 

Jeśli gwałt w tej kulturze (islam), jest czymś normalnym i akceptowalnym (np. w celach terapeutycznych - usunięcia ciśnienia "nabrzmiałych jąder" - o czym było głośno wśród imigrantów, którzy przybyli już do Europy, a których największym zmartwieniem były właśnie owe "spuchnięte jądra", czemu winni znów są Europejczycy i ich przywódcy, gdyż nie zapewnili przybyszom odpowiedniego "kontyngentu" ... kobiet), nawet muzułmańskich kobiet, to czy można się dziwić, że inaczej będą oni postępować z białymi kobietami z Europy?









STARCZY - NA KONIEC JESZCZE DLA RÓWNOWAGI:



A tera kilka słów na temat owej społecznej mentalności przyzwolenia na gwałt, jaka występuje w islamie i chrześcijaństwie. Owszem, jak podają (często zawyżając owe liczby), różnej "maści" lewacy i feministki - gwałty dokonywane są również w "naszej kulturze" (choć nie wiem na ile zboczonych degeneratów i niewyżytych dupków, którzy pod wpływem chwili czy buzującego w organizmie alkoholu, dokonują tych czynów - można utożsamiać z kulturą chrześcijańską). Jak już wyżej wspomniałem (zresztą nie jest to żadna nowość), islam ma bardzo swobodny stosunek do gwałtu, gdyż w muzułmanin nie odróżnia kwestii religijnych od świeckich (i dzieje się tak bez względu na to, czy to jest "lewicujący" muzułmanin, czy religijny fanatyk). Od razu przypomniała mi się opowieść rosyjskiego żołnierza, który w latach 60-tych, podczas "Kryzysu kongijskiego", został wraz z innymi "sowieckimi doradcami" przysłany do Kongo, by wesprzeć tam lokalny ruch marksistowski pod nazwą - "Simba". Opowiadał on po latach, że gdy tylko wyjaśniał rebeliantom zasadę budowy i działania karabinu automatycznego, usłyszał od jednego z owych "marksistów", że: "Czy trafię czy nie, to i tak wszystko zależy od Allaha", następnie ów żołnierz dodał: "Ręce mi opadły (...) nie wiedziałem jak mam dalej mu to tłumaczyć".

Muzułmanie nie oddzielają spraw religijnych i świeckich, natomiast w chrześcijaństwie, ten rozdział jest nie tylko widoczny, ale wręcz "genetycznie" przekazywany z pokolenia na pokolenie (szczególnie wśród narodów europejskich). Ma on swoje korzenie, jeszcze z czasów przed powstaniem chrześcijaństwa, gdy przeróżne kulty i misteria, posiadały co prawda formę religijną, lecz były czynione przede wszystkim dla podkreślenia władzy świeckiej. Stąd potem wzięło się powiedzenie: "Oddaj Bogu to co boskie, a cesarzowi co cesarskie". Dlatego też gwałt (i każda przemoc), podlega w naszej kulturze nie tylko każe prawnej, lecz także jest kategorycznie piętnowana przez Kościoły (katolickie, prawosławne, protestanckie). Przykładem jak wygląda kwestia gwałtu (a co za tym idzie również i prostytucji - gdyż dla muzułmanina kobieta prostytutka, to ... zaproszenie do zbiorowego gwałtu), jest stosunek Chrystusa do jawnogrzesznicy. Gdy tłum chciał ją ukamienować, Jezus miał odpowiedzieć: "Kto z Was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci  w nią kamień".




Zdaje się więc że wszelkiej "maści" feministki i inne lewactwo, nie rozumie podstawowej sprawy, jaką jest ogólne potępienie gwałtu w kulturze chrześcijańskiej, oraz w tradycji polityczno-prawnej państw europejskich. Gwałt w kulturze europejskiej jest przestępstwem ściganym prawem, a sprawcy (są oczywiście wyjątki, one jednak jedynie potwierdzają tę regułę), są ścigani przez policje i zamykani do więzień. Natomiast muzułmańscy sprawcy publicznych gwałtów (czy to w samej Europie, czy też w ich rodzinnych stronach, np. w Egipcie), bardzo szybko znikają w tłumie i znajdują schronienie wśród współwyznawców, lub rodziny. Zresztą to zawsze kobieta jest winna dokonanemu na niej zbiorowemu gwałtu - czyż nie, bracia muzułmanie?


 WSTRZĄSAJĄCA RELACJA 
AMERYKAŃSKIEJ DZIENNIKARKI - LARY LOGAN, 
ZGWAŁCONEJ W TŁUMIE EGIPCJAN, 
PODCZAS "ARABSKIEJ WIOSNY" W 2011 r.






CDN.
   

NAJLEPSZE PRZEPISY KULINARNE POLSKIEJ KUCHNI KRESOWEJ - Cz. II

SŁODKIE PYSZNOŚCI 

SZLACHECKIEGO STOŁU

 XIV - XVIII wiek






PIERNIKI - BABY - SERNIKI - TORTY - MAKOWCE  
SŁODKOŚCI OD KTÓRYCH UGINAŁY SIĘ STOŁY


Ponieważ za kilkanaście dni święta, czas najwyższy pomyśleć o świątecznych specjałach, jakie niewątpliwie pojawią się na naszych stołach. Dlatego też postanowiłem napisać coś na temat słodkości, jakie królowały na królewskich, magnackich, szlacheckich a także (niekiedy) i mieszczańskich stołach, w czasach świetności I Rzeczypospolitej. Kuchnia Polska była jedną z najsmaczniejszych w całej Europie, choć już może nie najzdrowszych, jednak pogląd, że warzywa zaczęto spożywać dopiero od początku XVI wieku i czasów królowej Bony Sforzy (małżonki króla Zygmunta I Starego), która miała sprowadzić z Włoch włoszczyznę i inne bliskie jej podniebieniu warzywa, widząc jak bardzo w polskiej kuchni dominują tłuste i ciężkostrawne potrawy. Tak naprawdę warzywa i owoce królowały na polskich stołach od czasów najdawniejszych, czego dowody odnajdujemy we wszelkich komentarzach kulinarnych zarówno z czasów średniowiecza, jak i okresu przed powstaniem polskiej państwowości (te ostatnie zachowały się w postaci tradycji kulinarnych, przekazywanych z pokolenia na pokolenie a potem spisanych).

Niestety, dziś mamy takie czasy, że o wiele łatwiej i szybciej przychodzi nam kupić sobie dany smakołyk, niż postarać się zrobić go samemu. Teraz właśnie pragnę zaprezentować bardzo stary,  przepis, na domowy makowiec o niesamowitym aromacie, przesyconym makowym mleczkiem. Tutaj mała dygresja, starałem się odszukać lub popytać (szczególnie na forach internetowych), na temat specyfiki dawnej kuchni rosyjskiej, pragnąc znaleźć tam jakieś smakowitości, o których nie miałem wcześniej pojęcia. Niestety, informacje jakie otrzymałem, nie zadowoliły mnie, gdyż były one albo powtórzeniem tych przepisów, które królowały na stołach I Rzeczypospolitej, lub też były to potrawy, które można by odnaleźć w najzwyklejszych książkach kucharskich. Z wielkim żalem muszę więc potwierdzić słowa, jakie usłyszałem na jednym z forów: "Rosyjska kuchnia jest bardzo uboga, praktycznie nie posiadamy własnych tradycji kulinarnych". Być może ten osąd jest nieprawdziwy, ale jak dotąd nie znalazłem jeszcze jakiegoś wybitnie "rosyjskiego" dania, które mogłoby mnie zaskoczyć. 

Przechodząc jednak w każdym razie do meritum, w tym temacie chciałbym zaprezentować przepis na wspaniały tort makowy. Tradycja pieczenia tortu z makiem (lub makowca, lub ciasteczek makowych, lub też pierożków faszerowanych makiem), jest niezwykle stara i pamięta czasy początków średniowiecza. Jest też tradycją rodzimą, wyrosłą (głównie), na naszej ziemi, a potem przeniesionej i implementowanej na inne zasiedlane, ogromne tereny Rzeczypospolitej, lub też krajów ościennych. 




 OTO  PRZEPIS NA PRZEPYSZNY 

TORT MAKOWY:

JEŚLI CHCEMY MIEĆ DOBRY TORT MAKOWY, WYKONANY "STAROŻYTNĄ" METODĄ NASZYCH PRZODKÓW - NALEŻY PRZYGOTOWAĆ:


SKŁADNIKI:
 25 dkg. maku
1/2 litra mleka
7 jajek
20 dkg. cukru
7 łyżek tartej bułki
2 łyżki skórki pomarańczowej
3 dkg. migdałów
sok z 1/2 cytryny (plus otarta skórka)
pół laski waniliowej
30 dkg. orzechów laskowych
25 dkg. masła
6 żółtek
wanilia
kilka łyżek cukru pudru
2-3 krople olejku migdałowego (może być inny)


 PRZYGOTOWANIE:

Mak zalewamy wrzącym mlekiem i zostawiamy do ostygnięcia, następnie przekładamy na sito i czekamy aż dobrze obcieknie. Następnie dwa razy mielimy.

Żółtka ucieramy razem z cukrem. Dodajemy do nich wanilię, skórkę z cytryny i sok cytrynowy. Do masy jajecznej wkładamy przetarty mak, skórkę pomarańczową oraz wyprażone i potłuczone migdały. Całość dokładnie mieszamy. Następnie kładziemy ubite białka i tartą bułkę. Wszystko razem znów mieszamy (powoli, acz dokładnie).

Tak przygotowane ciasto wkładamy do formy wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą. Następnie pieczemy przez 1 godz. w dobrze ogrzanym (ale nie gorącym), piekarniku. Po ostygnięciu kroimy na trzy części i przekładamy masą. Wierzch dekorujemy lukrem (wedle uznania), a następnie odkładamy w chłodne miejsce na 24 godz. 

W tym samym czasie na suchej patelni prażymy orzechy (przez krótką chwilę), i pozbawiamy je łusek. Masło ucieramy razem z cukrem, a następnie z żółtkami i wanilią. Na samym końcu dodajemy drobno zmielone orzechy. Masę schładzamy przed przełożeniem. Smarujemy nią dwie warstwy tortu (po bokach i po wierzchu).

Gdy tort już jest przygotowany (w zasadzie to te czynności wykonujemy jednocześnie), bierzemy się za przygotowanie lukru. W tym celu do garnuszka wsypujemy cukier puder, a następnie rozrzedzamy go ukręcając razem z sokiem z cytryny. Gdy już wytworzy się jednolita, gęsta masa - wylewamy lukier na wierzch tortu.


VOILA

ŻYCZĘ SMACZNEGO





DO TAKICH SŁODKOŚCI, BEZ WĄTPIENIA PRZYDAŁOBY SIĘ COŚ DO PICIA:

A TO JUŻ CO KTO LUBI -WINO, PIWO CZY ... "WODĘ OGNISTĄ"



 "NIE WYLEWAJ WAĆPAN WINA!"




O RETY - KABARETY!

NA DOBRE POPOŁUDNIE:

KABARET PARANIENORMALNI 

i KABARET SMILE


OTO JEDNE Z DWÓCH MOICH ULUBIONYCH SKECZY KABARETOWYCH:


"UNIJNI URZĘDNICY"
KABARETU PARANIENORMALNI





"TELEKOMUNIKACJA"
KABARETU SMILE


 
 

CIESZMY SIĘ i WESELMY, BOWIEM JAK MAWIAŁ PETRONIUSZ:

"ŻYCIE JEST ŚMIECHU WARTE, WIĘC SIĘ ŚMIEJĘ"


 DOBREGO DNIA  

MIŁOŚĆ CI WSZYSTKO WYBACZY ... BO MIŁOŚĆ MÓJ MIŁY - TO JA! - Cz. I

CZYLI JAK TO Z MIŁOŚCI DO KOBIETY

WYBUCHŁO POWSTANIE


"MIŁOŚĆ CI WSZYSTKO WYBACZY SMUTEK ZAMIENI CI W ŚMIECH
MIŁOŚĆ TAK PIĘKNIE TŁUMACZY - ZDRADĘ I KŁAMSTWO I GRZECH.
CHOĆBYŚ JĄ PRZEKLĄŁ W ROZPACZY, ŻE JEST OKRUTNA I ZŁA
MIŁOŚĆ CI WSZYSTKO WYBACZY - BO MIŁOŚĆ MÓJ MIŁY TO JA!"


Te oto słowa piosenki Hanki Ordonówny z 1933 r. są jak najbardziej trafne. Ile bowiem ludzie są gotowi poświęcić w imię miłości? Do czego w ogóle zdolny jest zakochany człowiek? 

W tym temacie chciałbym zaprezentować dość nietypową historię miłosną. Jest ona o tyle ciekawa, że jest zupełnie zapomniana, choć wydarzyła się naprawdę. Przenieśmy się więc do czasów i miejsca gdzie się ona zaczęła:




Wszyscy zapewne słyszeli o najsławniejszym powstaniu niewolników w historii starożytnego Rzymu, znanym jako - Powstanie Spartakusa? Wybuchło ono w mieście Kapua w lecie 73 r. p.n.e. Powstanie to przeszło do historii, gdyż było pierwszym tak wielkim zrywem, które zagroziło Italii i samemu Rzymowi, zaś gladiatorzy (którzy przecież byli niewolnikami), o mało nie doprowadzili do zniszczenia potężnego już wówczas Imperium Romanum, które z łatwością pokonywało kolejnych wrogów takich jak Kartagina, Macedonia, Imperium Seleucydów syryjskich, czy też groźne plemiona galijskie i germańskie. Wszystkie te potęgi kładły głowę przed rządnymi sławy, bogactw i zwycięstw mieszkańcami ciasnego i brudnego (w porównaniu na przykład z miastami na Wschodzie), nad-tybrzańskiego zadupia.

Tak, powstanie Spartakusa było niesamowitym wyczynem odwagi i gdyby wśród niewolników nie nastąpiły rozłamy, Rzym zapewne miałby o wiele większy problem ze zdławieniem owego niewolniczego buntu. Ale ... to nie o powstaniu Spartakusa pragnę teraz pisać! Przyjęło się twierdzić że to powstanie, było pierwszym italskim powstaniem niewolników i trzecim wielkim w ogóle w historii Rzymu (dwa pierwsze wybuchły na Sycylii w latach 138-132 p.n.e. i 104-101 p.n.e.). Zapewne, jeśli chodzi o rozmiary to z Powstaniem Spartakusa nie może się równać żadne inne niewolnicze powstanie italskie. Było jednak takie powstanie, które wybuchło ... właśnie z miłości. W tym temacie pragnę odkryć karty tej niezwykłej historii miłosnej, która zakończyła się wybuchem pierwszego tak dużego italskiego powstania niewolników.

Rzecz dzieje się właśnie w 30 lat przed wybuchem powstania Spartakusa, w roku 105 p.n.e. Miejscem akcji również jest miasto Kapua (powstanie gladiatorów pod wodzą Spartakusa, także wybuchnie w tym mieście w 30 lat później), Neapol, Nola, Salernum, Paestum, Velia i inne miasta Kampanii i Lukanii. Ponieważ jednak źródła historyczne, mówiące o tym wydarzeniu, są strasznie lakoniczne i ścisłe, pozwolę sobie opisać owe wydarzenia, posługując się jednakowoż swoimi własnymi słowami - zacznijmy więc od początku:

W ówczesnej Kapui, mieszkał sobie bowiem niejaki Tytus Minucjusz Wettius, pochodził on z szanowanej ekwickiej rodziny. Wśród swoich przodków nie miał co prawda nikogo sławnego, ani też zasiadającego wcześniej w senacie (czy chociażby w miejskim magistracie), ale Wettiusze nie byli też biedakami, należeli do tzw.: "klasy średniej". Nie wiadomo kim był Tytus Wettius (brak o nim dokładnych informacji), wiadomo jednak że był młodym, wówczas już zapewne 20-kilkuletnim mężczyzną. Nie wiadomo też gdzie i w jaki sposób po raz pierwszy poznał on ową dziewczynę, do której zapałał tak gorącym uczuciem. Dziewczyna odznaczała się bowiem niezwykłą urodą i miała kruczoczarne włosy - nie znamy jednak jej imienia, zatem nazwijmy ją ... Egerią.

Dziewczyna była niewolnicą i należała do bogatego i wpływowego Kapuńczyka (którego imienia także nie znamy), nazwijmy go więc - Gajuszem Kalpurniuszem Asperem. Jakiś czas młodzi spotykali się nocami, oczywiście potajemnie. Wettius podchodził pod dom jej właściciela, ona zaś pod osłoną nocy, wymykała się z przeznaczonego dla niewolników (a raczej niewolnic, gdyż mężczyzn oddzielano od kobiet), pokoju, do perystylu. Musiała jeszcze pokonać mur, pełniący rolę ogrodzenia domowego i dopiero wówczas mogła spotkać się z Wettiusem. Jednak te potajemne schadzki zaczęły im doskwierać, stawały się też niebezpieczne, gdyż w przypadku przyłapania niewolnika poza domem właściciela - czekała go za to co najmniej kara chłosty.

Herondas w swym dziele "Mimy" - przytacza opowieść o pewnej bogatej matronie imieniem Bitynna, która niezadowolona ze swego niewolnika i jednocześnie kochanka Drechona, skazuje go na karę chłosty (jak opisuje to Herondas, chodzi zapewne o niespełnione oczekiwania seksualne). Jest tam opisana cała konwersacja - Bitynna mówi do innego niewolnika Pyrriasa: "Zwiąż go! Czego stoisz? Odczep od wiadra sznur studzienny - szybko!", potem zwraca się do Drechona: "Jeśli twa kara nie będzie przykładem całemu światu - nie jestem kobietą! Fryg byłby lepszy. O moja to wina, bo traktowałam cię jak człowieka, lecz raz zbłądziłam, a teraz zobaczysz że nie taka głupia Bitynna, jak myślisz! Musisz wiedzieć, żeś niewolnik i kosztowałeś mnie całe trzy denary. Pyrrias, pożałujesz! Widzę że robisz wszystko, zamiast wiązać - ściśnij mu łokcie i pilnuj by nie uciekł. Teraz zaprowadź go do Hermona i tysiąc kijów na grzbiet każ wyliczyć temu łotrowi i na brzuch drugi tysiąc". W taki oto sposób Herondas przedstawia ukaranie niewolnika.

W tym też czasie (przełom II i I wieku p.n.e.), niewolnicy byli uważani jedynie za "mówiące narzędzia", które odróżnia od tych nieruchomych, tylko umiejętność poruszania się i mowy. Uważano również że niewolnicy tracą duszę, że są jej pozbawieni. Właściciel miał pełne prawo dysponować "swoim narzędziem" i mógł z nim zrobić wszystko to, co uznał za właściwe - nawet okaleczyć lub zabić. Śmierć niewolnika miała tylko taką wartość, za jaką został on kupiony i jeśli właściciel nie był sadystą i nie maltretował swego niewolnika, to głownie dlatego, że nie chciał tracić wyłożonych na niego pieniędzy. Nie należy też przesadzać i demonizować Rzymian, ja osobiście uważam, że Rzymianie jako tacy trochę chłopi (wywodzący się z warstwy ziemiańskiej lub typowo chłopskiej - czyli przyzwyczajeni do trudów ziemi), nie odznaczali się zbytnią surowością i cechowała ich również wspaniałomyślność, rzadziej spotykana gdzie indziej.

Dlatego też młody Wettius postanowił spotkać się z Kalpurniuszem Asperem (nazwisko wymyślone przeze mnie, ze względu na brak informacji o prawdziwym imieniu właściciela owej niewolnicy), i zaproponował że ją od niego odkupi. Asper jednak, zauważywszy że młodzianowi na niej zależy, zażądał nazbyt wygórowanej kwoty, której Wettius nie miał przy sobie. Poprosił więc Aspera o odroczenie zapłaty, nim zbierze wymaganą kwotę. Ten wyraził zgodę, ale gdy nadszedł dzień zapłaty, Wettius nadal nie dysponował owymi pieniędzmi. Nie udało mu się pożyczyć pieniędzy ani od rodziców, którzy nie godzili się na jego związek z niewolnicą, ani też od przyjaciół i Wettius załamał się. Nie wiedział co ma robić, serce mu krwawiło z miłości. Skończyły się też ich potajemne schadzki, gdyż odtąd dziewczyna była dobrze pilnowana. Wettius na początku planował zakraść się do domu Aspera i uprowadzić Egerię, uznał jednak potem że sam może sobie nie poradzić. W tym jednak czasie z pomocą przyszły mu wydarzenia dziejące się daleko od owej małej, zapyziałej Kapui, które zaważyły na dalszym losie zarówno jego samego, jak i jego dziewczyny.






CDN.