Łączna liczba wyświetleń

środa, 1 sierpnia 2018

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. XVII

CZYLI JAK TO KRÓL

RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV

PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE

CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO

W KONSTANTYNOPOLU




1645 r.

IMPERIUM OSMAŃSKIE

Cz. VII




Z początkiem 1635 r. sułtan Murad IV przygotowywał się do wojny z Persją o odzyskanie Bagdadu, w tym celu gromadził więc silną armię. Wysłał też "zaproszenie" do udziału w wojnie do chana tatarskiego Dżanibek Gireja, który jednak sułtanowi Muradowi... odmówił. Oczywiście nie bezpośrednio, ale zasłaniał się swą niedołężnością i podeszłym wiekiem (istotnie, miał już 80 lat). Odmowa udziału w kampanii przeciw Persji, została jednak potraktowana przez Murada jako osobisty policzek wymierzony jego władzy przez jednego z lenników. Stwierdził więc że jeśli Dżanibek Girej jest tak stary i niedołężny, to nie powinien władać państwem i musi ustąpić miejsca młodszym - na słowach nie poprzestał. Zorganizował zamach stanu, który w kwietniu 1635 r. obalił starego chana i w jego miejsce wprowadził młodszego Inajet Gireja, syna jednego z twórców potęgi Chanatu Krymskiego - Gazi II Gireja. Od razu też zażądał od niego udziału w wojnie przeciwko Persji - ale z tym był mały problem. W Chanacie bowiem znów ujawnił się Kantymir, który zebrał swych zwolenników i rozpoczął powstanie przeciwko rządom Inajet Gireja, przez co ten nie mógł wypełnić swych zobowiązań póki w jego kraju trwał bunt, zresztą potrzebował też pieniędzy na dalszą walkę. Wysłał więc poselstwo do Rzeczpospolitej, prosząc o wsparcie finansowe, a jako pretekstu używając argumentu, że Tatarzy w roku ubiegłym mocno szarpali Moskwę (spustoszyli Orzeł, Kursk i Mceńsk). Król i szlachta Rzeczypospolitej nie mieli jednak teraz głowy do "sprawy tatarskiej", jako że na sejmie (styczeń-marzec 1635 r.) postanowiono (m.in.:) zająć się kwestią kozacką i ukrócić ich samowolę. 

W wielką bowiem moc urośli Kozacy zaporoscy (w samych dobrach hetmana Koniecpolskiego na Ukrainie, było już ponad tysiąc kozackich wsi), przyciągani na te tereny wizją albo łatwego wzbogacenia się na handlu rybami, miodem, zbożem lub futrami, albo też na odbijaniu tatarskich łupów. Rosła ludność polskiej Ukrainy i tak ok. 1635 r. było już 80 000 Kozaków, którzy mogli w błyskawicznym tempie wystawić siły do boju. Okoliczni panowie polscy nęcili jeszcze najróżniejszych zbiegów i łotrów z całego kraju, ofiarowując im bezpieczeństwo i łatwy zarobek w swych dobrach. Rosła Ukraina, wyswobodzona polskim orężem, teraz upiększana polskim pługiem i ludem (który jednak częściej przyjmował prawosławie). Ale Kozakom mało było urodzajności ziemi, możliwości handlu i wojennej sławy, zdobytej w wypadach przeciwko Tatarom, chcieli możliwości "kozakowania", czyli wypraw wojennych na Turczyna i Tatara, pirackich rajdów po Morzu Czarnym, palenia tureckich miast i miasteczek, oraz nowych z tego łupów. Gdy w marcu 1635 r. do Warszawy na sejm (pod laską Jerzego Ossolińskiego), przybyła delegacja Kozaków, domagając się możliwości "kozakowania" i większych praw dla ludności ruskiej, potraktowano ją wyjątkowo oschle. Posłów kozackich nie dopuszczono przed oblicze króla i zakomunikowano im wręcz iż są oni dla Rzeczpospolitej: "jak paznokcie do przycięcia" (jak śpiewał Kaczmarski w "Kniazia Jaremy nawróceniu": "Krew dla ciebie, nie zaszczyty, wzgarda dla ruskiego księcia - my, dla Rzeczypospolitej, jak paznokcie do przycięcia"). Takie potraktowanie posłów, jak również odmowa przyznania Kozakom większych praw, sprawiał iż w sierpniu tego roku wybuchło na Ukrainie powstanie kozackie pod przewodem atamana Kozaków zaporoskich - Iwana Sulimy.




Kozacy mieli za złe również, że wielu polskich panów poczęło ich uważać (bez względu czy byli "rejestrowi" - czyli wpisani do rejestru wojskowego - dającego pewne przywileje, czy też nie) za chłopów, a oni za chłopów się nie uważali. Co jakiś czas dochodziło również na Ukrainie do małżeństw pomiędzy Kozakami a polskimi szlachciankami (takie mezalianse zdarzały się dość często, a niekiedy było to widać w publicznych zachowaniach, np. jedna szlachcianka, która wyszła za chłopa, publicznie pokazywała swoją wyższość, choćby przez to, iż sama jechała konno, albo powoziła konnym wozem, a swemu małżonkowi kazała... za sobą biec). Bunt Sulimy zapoczątkował jego atak na nieukończoną, zaporoską twierdzę w Kudaku (na Porohach). Wymordował załogę a dowódcę twierdzy, Francuza - Mariona, kazał wbić na pal. We wrześniu bunt rozszerzył się na Perejesław (gdzie powstali Pawluk i Skindan, gromadząc wokół siebie nierejestrowych mołojców i mordując urzędników królewskich - Sawę Kunowicza i Onuszkiewicza). Przyłączyli się kolejni przywódcy kozaccy - Murko, Nosek, Horościel i Pierog, ale już w październiku powstanie upadło. Powodem tego stanu rzeczy była wieść, że na Ukrainę zmierza z ciężkozbrojnymi hetman Koniecpolski, co spowodowało iż przerażeni Kozacy, sami uwięzili Iwana Sulimę i wydali go Polakom w zamian za przebaczenie win. Sulima został publicznie stracony w Warszawie 12 grudnia 1635 r. W tym właśnie czasie do Warszawy przybył poseł chana krymskiego, prosząc o wsparcie finansowe dla swojego pana. Z tego co mówią o tym spotkaniu kroniki, upłynęło ono w dość przyjaznej atmosferze, a na pożegnanie posła (30 października 1635 r.) wyprawiono bankiet i obiecano mu wsparcie (z początkiem 1636 r. na Krym z pieniędzmi wyjechał polski poseł Krzysztof Dzierżek). 

A tymczasem w czerwcu 1635 r. sułtan Murad IV wyruszył na wojnę z Persją. Jego celem był jednak nie Bagdad, ale Erywań, którego bronił Emir Gune. Po miesiącu oblężenia i ostrzeliwania zamku erywańskiego i murów miasta z dział, sułtan obiecał wszystkim obrońcom przebaczenie, jeśli tylko złożą broń. 8 sierpnia twierdza Erywań skapitulowała, a sułtan dotrzymał danego słowa (Emir Gune został przez niego mianowany walim Aleppo). Teraz planował ruszyć do Tebryzu, ale wcześniej postanowił załatwić jedną sprawę, która od dłuższego czasu spędzała mu sen z powiek. A mianowicie wysłał do Konstantynopola dwóch posłów, jeden miał zawiadomić dwór i stolicę o zwycięstwie sułtana, a drugi wiózł... rozkaz zamordowania jego braci - Bajazyda i Sulejmana, który miał zostać przyćmiony euforią wielkiego zwycięstwa (wszelkie niekorzystne decyzje polityczne, większość władców i despotów dokonywała w euforii jakiegoś innego sukcesu, a dowodem tego niech będzie fakt, iż marksistowskie plany stworzenia totalitarnej Unii Europejskiej też były wprowadzane w życie na falach euforii - pierwszej po upadku komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1989-1990, gdy w 1992 r. uchwalono tzw.: Traktat z Maastricht, wprowadzający w ramach luźnej federacji Wspólnot Europejskich, jedną Wspólnotę Europejską (wszedł w życie po ratyfikacji w 1993 r.), po raz drugi na fali euforii podczas pierwszego wielkiego rozszerzenia Wspólnoty na Wschód w 2004 r., gdy opracowano "Konstytucję dla Europy", która przepadła w referendach we Francji i w Holandii w 2005 r. ku ogólnemu rozgoryczeniu marksistów. Ale wiadomo, rewolucja musi trwać dalej, dlatego też w 2007 r. opracowano "mini-konstytucję" - która była po prostu przepisaniem tej pierwszej i jedynie usunięciem najbardziej jaskrawych, choć mało znaczących sformowań, została ratyfikowana w 2009 r. i od tego dopiero czasu można mówić o powstaniu Unii Europejskiej. Tak więc zawsze wszelkie niepopularne projekty, wprowadza się pod osłoną wszelakich "sukcesów").

Książęta Bajazyd i Sulejman zostali zamordowani na rozkaz sułtana jeszcze w sierpniu 1635 r. Nie były to dzieci Kosem, więc nie wywarło to na niej większego wrażenia, tym bardziej że teraz to tylko jej synowie mieli otwartą drogę do tronu. Bez wątpienia jednak musiała się obawiać, czy w przyszłości sułtan nie skaże na śmierć również i swych braci rodzonych - Kasima i Ibrahima. A tymczasem we wrześniu padł Tebryz (który został zniszczony przez osmańską armię). Dalsze postępy wojenne, zaprzepaściła choroba sułtana, która przykuła go do łoża (potworne bóle podagryczne trapiły go przez całe dwa tygodnie). Z początkiem 1636 r. armia perska odzyskała Erywań, co w zasadzie niwelowało jakiekolwiek osmańskie sukcesy tego roku. W grudniu 1635 r. Murad IV powrócił do Konstantynopola, gdzie był witany jako triumfator i mógł ujrzeć swego syna, spłodzonego z Semsisah Kadin (gruzińską księżniczką z rodu Mingrelya, która trafiła do haremu z początkiem 1634 r. jako 15-letnia dziewczyna). Synowi dał na imię - Alladyn (żył on tylko niecałe dwa lata). Rok 1636 upłynął dość spokojnie, w każdym razie wciąż trwały wielkie przygotowania na wyprawę bagdadzką, która jeszcze nie doszła do skutku. Sułtan jednak nudził się w stolicy niemiłosiernie i jeśli nie znajdowano go na placu do ćwiczeń strzelniczych, gdzie zarówno strzelał z broni palnej, jak i ciskał włócznią (dzirytem) do tarczy, to snuł się po ulicach miasta w otoczeniu spahisów, wjeżdżał konno w tłum ludzi na placach, doprowadzając do ich rozejścia się, całe zaś noce spędzał na hulankach w haremie, lub po prostu skazywał na śmierć swych urzędników i wielmożów za najdrobniejsze przewinienia (nie tylko zresztą ich, skazał również na śmierć przez wbicie na pal tłumacza francuskiego posła, który niezbyt nisko skłonił się podczas jego powitania - a ceremoniał dworu osmańskiego mówił, że poseł musi dotknąć twarzą ziemi na powitanie sułtana. Poseł więc został odprawiony z dworu osmańskiego dosłownie w samym kaftanie, nie pozwolono mu zabrać żadnej innej rzeczy i siłą wsadzono na statek, a jego tłumacza wbito na pal). Sułtan prowadził bardzo niezdrowy tryb życia, balował do późna w nocy, pijąc dużo wina i zajadając się tłustymi i słonymi potrawami, które ze względu na stan jego zdrowia (jeszcze nie wiedział że ma marskość wątroby) nie były wskazane.




A tymczasem z początkiem 1637 r. Kozacy zdobyli twierdzę Azow nad Donem, paląc miasto i mordując wszystkich mężczyzn, kobiety i dzieci uprowadzając zaś w niewolę. Zajęli też zamek w Kaffie, gdzie przez całą zimę 1637 r. spędzali czas, aż do chwili gdy do Kaffy został wysłany serdar Muhammed Pasza - wówczas opuścili to nadmorskie miasto, paląc za sobą zamek. Wcześniej jeszcze, 9 marca 1637 r. wsparli w bitwie pod Akermanem, chana krymskiego - Inajeta, przeciwko siłom beja Kantemira, który został pokonany i musiał się ratować ucieczką do Turcji. W ten sposób wojna domowa w państwie krymskim, została ostatecznie rozstrzygnięta na korzyść chana Inajeta, ale bracia Kantemira operujący w Dobrudży, zwrócili się z prośbą o pomoc do Rzeczpospolitej, obiecując uznanie protekcji króla Władysława IV. Tymczasem również Inajet zamierzał zwrócić się o pomoc do Polski, ściągając do siebie Kozaków zaporoskich pod wodzą Pawła Pawluka. Nim ci jednak przybyli, Pawluk rozpoczął kolejne powstanie przeciw Polsce na Ukrainie (12 sierpnia 1637 r. wydanie odezwy wzywającej do buntu Kozaków w Kryłowie). Znów Ukraina zapłonęła ogniem. Mordowano księży katolickich i Żydów. Strażnik bracławski (syn wojewody bracławskiego - Jakuba Potockiego) Mikołaj Potocki, rusza na Ukrainę z armią liczącą 4 000 żołnierzy, odpowiadając na uniwersał, wydany przez hetmana Koniecpolskiego w Barze (4 września), wzywający do tępienia rebeliantów. 16 grudnia 1637 r, dochodzi do ostatecznego starcia pod Kumejkami, gdzie w taborze zamknęło się 21 000 Kozaków. Potocki rozerwał tabor, tracąc ok. 100 żołnierzy (Kozaków zaś poległo ok. 6 000, część uciekła). 18 grudnia Potocki zdobył i spalił Czerkasy, stolicę kozactwa, reszta z nich zaś uciekła nad Dniepr, pod Borowicę. Tam szarpał ich porucznik Żółtowski ze swoim oddziałem i ostatecznie zmusił do złożenia broni. Wielu chciało teraz położyć kres kozakowaniu, ostatecznie rozwiązać Sicz zamienić Kozaków w chłopów, ale inni radzili aby opanować gorące głowy i przywiązać ich do wspólnej Ojczyzny, przyciągnąć do Unii (w 1596 r. w Brześciu Litewskim w Rzeczpospolitej, dokonano realnego zjednoczenia dwóch odrębnych nurtów tej samej religii - katolicyzmu i prawosławia, tworząc Kościół Unicki, zwany również Grekokatolickim. Była to pierwsza i trwała próba zjednoczenia obu tych religii, pozostających we wrogich sobie relacjach od Wielkiej Schizmy 1054 r.).

Sejm 1638 r. (marzec-maj), ograniczył rejestr z 8000 do 6 000 Kozaków, przy czym najwyższe w nim stopnie mieli piastować polscy szlachcice (pomniejsze funkcje wyznaczono dla wiernych Rzeczypospolitej atamanów). Całą resztę Kozaków zamieniono w chłopów. Zabroniono im mieszkać w miastach i chodzić na Zaporoże. Tak spacyfikowani Kozacy, raz jeszcze się zbuntują w marcu 1638 r. pod przywództwem Jakuba Ostranicy i Dymitra Huni, ale niczego nie wskórają (zastaną rozbici pod Żłoninem - czerwiec,oraz  nad rzeką Starzec i pod Krzemieńczukiem - sierpień), co zaowocuje likwidacją samorządu wojskowego Kozaków w grudniu 1638 r., choć dano im również możliwość wyboru własnego atamana, co było dużym ustępstwem na rzecz kozaczyzny. Tak więc chan Inajet, który zawierzył kozackiemu wsparciu, musiał sobie mocno pluć w brodę, jako że oficjalnie sprzeciwił się sułtanowi odmawiając mu wsparcia w wojnie z Persją. Teraz, gdy stało się jasne że Kozacy nie przybędą z odsieczą, osobiście wybrał się do Konstantynopola, chcąc błagać o przebaczenie Murada IV za swoje zachowanie. Nie udało mu się to, rozgniewany sułtan kazał wtrącić Inajeta do lochu, gdzie wkrótce potem został uduszony (był to jednocześnie pierwszy i jedyny w historii przypadek zamordowania chana tatarskiego przez Turków). Miało to miejsce w czerwcu lub lipcu 1637 r. Nowym zaś chanem został mianowany Bahadur (czerwiec 1637 r.) Co ciekawe, niepomny losów poprzednika, Bahadur również nawiązał kontakty z polskim dworem, prosząc o wsparcie w celu zrzucenia tureckiej zwierzchności i obiecując oddanie Polsce Mołdawii, Wołoszczyzny i Siedmiogrodu (czyli dzisiejszych Węgier i Rumunii). W tym celu w drugiej połowie 1637 r. do Bakczysaraju przybył polski poseł od króla Władysława IV, który jednak (w wyniku niechęci szlachty polskiej do wojny z Imperium Osmańskim) niczego nie zdziałał. Widząc że niczego nie wskóra, z początkiem 1638 r. chan Bahadur obiecał sułtanowi Muradowi IV swą pomoc w wojnie z Persją. Sułtan przygotowywał się do niej niezwykle starannie, a głównym celem kampanii miało być ponowne odzyskanie utraconego czternaście lat wcześniej Bagdadu.   



 

ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER

WILL APPLY TO POLAND



 CDN.

sobota, 28 lipca 2018

SPANKING PRZEZ WIEKI - Cz. I

CZYLI (NIE ZAWSZE) EROTYCZNE

ZABAWY NASZYCH PRZODKÓW





W serialu "Wikingowie" (który jest bardzo luźno oparty o wydarzenia historyczne, a niektóre z postaci wymienionych w serialu narodzą się dopiero... kilkadziesiąt, a często i później lat po śmierci Ragnara Lothbroka), jest taka dziwna scena, związana z hrabią Paryża - Odonem z rodu Robertyngów. Mianowicie ów mężczyzna ma jedną, dość nietypową pasję - lubi chłostać nagie kobiety, przykute do metalowych kajdan.Powiem tak, nie wiem, nie mam żadnej wiedzy (gdyż żadne tego typu źródła o tym nie wspominają), czy rzeczywiście hrabia Odon (notabene przyszły król Francji w latach 888-898), lubił takie zabawy? Nawet jeśli tak, to należy pamiętać, że w tamtych czasach kara chłosty, była związana z wymierzeniem sprawiedliwości, czyli była środkiem dyscyplinującym, realnie pozbawionym erotycznej konotacji. Należy jednak założyć (jak wiele epizodów w tym serialu), że jest to czysta fikcja i wymysł twórców, zresztą sam hrabia Odon został tam sportretowany w dość negatywnym świetle, jako taki niewyżyty seksualnie wieprz. Prawda była jednak zupełnie inna, a mianowicie Odon, jako hrabia Paryża czy potem król Francji, był mężem niezwykle dzielnym i odważnym. Rozważnie walczył i zwyciężał wrogów swojego królestwa i był skory nawet do osobistych poświęceń aby się z tego celu wywiązać. 

Inną kwestią (która wybitnie mnie razi w tym serialu), jest... nadreprezentacja kobiet/wojowniczek, są one praktycznie wszędzie, a straż przyboczna Auslag jest złożona z samych kobiet-tarczowniczek. Jest to kolejna nadinterpretacja, która (podobnie jak w innych miejscach, choćby podczas ataku Wikingów na meczet, w którym Floki doznaje objawienia, widząc modlących się muzułmanów, ale wcześniej podczas ataku na chrześcijański klasztor, nie miał żadnych skrupułów by wszystkich mnichów brutalnie wymordować), świadczy o tym, iż twórcy serialu ulegli poprawności politycznej i dla świętego spokoju postanowili wprowadzić sceny, które zupełnie nie mają żadnego związku z rzeczywistością tamtych czasów. Dotyczy to przede wszystkim kobiet/wojowniczek. Ja nie twierdzę że nie było kobiet wśród walczących Wikingów, takie też się zdarzały, ale w serialu te proporcje zostały zupełnie poprzekręcane. Jeśli kobiety pojawiały się podczas walk Wikingów, to były to jakieś jednostkowe przypadki, a z reguły żadna z nich nie uczestniczyła w walkach. I wystarczy poczytać sobie, co na ten temat piszą historycy, aby nie powielać propagandy politycznej (feministycznej) poprawności. Wikingowie byli między sobą "Braćmi" i tak też się nazywali i nie mieli "Sióstr" (w sensie braterstwa broni). A w serialu nadinterpretacja wszelkiej maści wojowniczek jest doprawdy porażająca i powoduje że serial ten (również i z innych powodów), przestaje się dobrze oglądać.

Wracając jednak do kwestii hrabiego Odona. Rozpocząłem od niego, ponieważ postanowiłem podjąć się tematu opisującego historyczne "zabawy" naszych (i nie tylko naszych) przodków, związane z tzw.: spankingiem, czyli karą chłosty. Kiedyś już podjąłem się podobnego tematu i wyjaśniałem że sam jestem gorącym zwolennikiem takich erotycznych zabaw (co prawda okres letni, a szczególnie wakacyjny nie służy częstemu praktykowaniu tego rodzaju "sportu" z wiadomych przyczyn, ale nie znaczy to, iż zabawy te zostały zaniechane). W ogóle zauważyłem u siebie, coraz bardziej wzrastającą tendencję, że tak to określę "dominującą". Nie wiem skąd to się u mnie "zalęgło" lecz doprawdy jeśli porządnie nie wysmagam pupy mojej kobiety (choćby ręką), to w zasadzie... cała erotyczna para idzie w przysłowiowy gwizdek. Być może jest to uleczalne, tego nie wiem, nigdy nie próbowałem się na to leczyć, natomiast udało mi się przekonać do tego typu zabawy moją Panią, która z początku była temu przeciwna. Może kiedyś (z wiekiem) mi to przejdzie, tym bardziej że moja natura (moje prawdziwe ja, to duchowe moje "Ja") jest niezwykle delikatna i bardzo wrażliwa (dziwne połączenie, taki swoisty kogel-mogel). Na dzień dzisiejszy jednak spanking stanowi nieodłączną część naszych (erotycznych) igraszek. 




Dlatego też postanowiłem podjąć się tematu spankingu na przestrzeni wieków, choć dostępna na ten temat literatura jest niezwykle uboga (niegdyś bowiem nie chwalono się tym, iż skazywano kogoś - a szczególnie mam tutaj na myśli kobiety - na karę chłosty), mimo to, nawet ta niewielka cześć informacji, którą dysponuję, powinna wystarczyć do napisania tego tematu. Przejdźmy więc do konkretów (Oczywiście pomijam jakiekolwiek przykłady brutalnego znęcania się, jakich było mnóstwo w historii, a jedynie pragnę się skupić na przykładach heteroseksualnych związków, w których kary batów były wymierzane - głównie - przez mężczyznę, jako osobę dominującą).    


 I

 STAROŻYTNY EGIPT 

(SADYŚCI ZNAD NILU)




 To prawda że w Starożytnym Egipcie kobiety miały wysoką pozycję społeczną i (prawie) równe mężczyznom prawa. Do historii przeszły sławne królowe, takie jak Merneith (matka zjednoczonego Egiptu), Ahhotep I (bohaterska władczyni z czasów walk z Hyksosami), Ahmose-Nefertari (królowa, która utrzymała jedność kraju, gdy jej mąż podbijał Deltę i wypędzał z kraju Hyksosów), Hatszepsut (pierwsza kobieta, która koronowała się na króla i panowała w męskim stroju), Teje (małżonka Amenhotepa III z okresu największej świetności Egiptu) czy wreszcie Nefertari (tajemnicza małżonka Echnatona i jego pomocnica we wprowadzaniu nowej, monoteistycznej religii - kultu Atona). Sporo było też kobiet, wywodzących się z arystokracji, które skumulowały w swych rękach ogromne majętności. Mimo to jednak większość kobiet nie posiadała żadnego majątku i była młodo wydawana za mąż. A egipski dom wcale nie był wolny od przemocy, również pod względem seksualnym. W domach tych mieszkały nie tylko kobiety wolne (żony, siostry lub córki gospodarza), ale również (jeśli dom był majętny) niewolnice, a przemoc wobec kobiet (pomimo tak dużego stopnia równouprawnienia) była dość częsta - do dziś odnaleziono żeńskie szkielety (głównie kobiet z niższych warstw społecznych - niewolnic, chłopek lub ubogich mieszczanek), które posiadają liczne uszkodzenia kości. Wygląda to tak, iż egipscy mężowie (lub panowie) uderzali owe kobiety jakimś tępym narzędziem, które powodowało trwałe blizny, a nawet złamania. Bito nie tylko w uda (i prawdopodobnie pośladki), ale także w korpus (w piersi) i w głowę. 

Mało tego, lekarze zalecali bicie pośladków, połączone z wkładaniem ręki przez mężczyznę do waginy kobiety, jeśli ta skarżyła się na... bóle pleców. Twierdzono więc że powodem tego stanu rzeczy u kobiety jest "opuszczenie się macicy", i nakazywano bezpośrednią interwencję w celu "naprawy kobiecego ciała" (niekiedy zalecano nawet usunięcie błony dziewiczej lub nawet całych warg sromowych). Może to zabrzmi dziwnie (czytając powyższe słowa), ale egipscy lekarze należeli do najlepszych specjalistów w całym basenie Morza Śródziemnego, a obce dwory płaciły złotem, za pozyskanie egipskich medyków (prawdą jest jednak iż lekarze egipscy znacznie lepiej znali się na męskich schorzeniach, które leczono dość skutecznie, niż na schorzeniach żeńskich). Większość erotycznych zwrotów, jakimi posługiwali się starożytni Egipcjanie, miała męskie odniesienia, jak choćby słowo "seti" - które znaczyło tyle co "orgazm" i tyle co "ejakulacja", podobnie słowo "nek" - znaczyło tyle co "spółkować", "rozbijać rodzinę" i... "gwałcić" (Egipcjanie nie znali oddzielnego słowa na określenie gwałtu). "Sepet" - znaczyło tyle, co "pochwa" (w bardziej erotycznej formie) oraz kobiece "usta", co oznaczało iż Egipcjanie utożsamiali narząd rodny kobiety z jej ustami. Trzeba jednak powiedzieć, że jeśli idzie o sferę seksualną, to Egipcjanie nie pozostawili po sobie zbyt wiele tekstów, a te, które przetrwały, pokazują albo tradycyjny stosunek kobiety i mężczyzny, przy czym (ZAWSZE) kobiecie przypisana jest funkcja pasywna, a mężczyźnie aktywna (karłowaty i obleśny bóg Bes z nieprawdopodobnie dużym członkiem, był jednocześnie bogiem... kobiecej seksualności). 

Ale są również i takie źródła (jak choćby Papirus Turyński 55001), gdzie widać wyraźnie, iż bardzo rozpowszechniony był również stosunek analny (swoją drogą, jako pewną ciekawostkę powiem, że po zajęciu Imperium Azteków przez Hiszpanów, ci byli przerażeni ogromną ilością tego typu stosunków, mało tego, ponoć kapłani radzili go również mężczyznom, aby wyleczyć ich z homoseksualizmu, przy czym to,,, kobiety miały tutaj pełnić role aktywną, używając specjalnych, gładko ociosanych fallusów, które wkładały mężczyznom w anus, aby ich oduczyć homoseksualizmu. Hiszpanie byli tym przerażenie, nic dziwnego że dokonywali masakr Azteków). Na owym Papirusie, są ukazane postaci mężczyzn i kobiet w różnych pozach, jest np. pokazana kobieta, która siedząc przed lustrem, maluje sobie usta, a w tym czasie ręka mężczyzny sunie ku jej pośladkom. W innej mężczyzna i kobieta uprawiają stosunek, przy czym mężczyzna trzyma na rękach kobietę, której nogi owijają się wokół jego głowy. W innej scenie kobieta wypina pośladki, a mężczyzna brutalnie łapie ją za włosy i odciąga do tyłu. Motyw ciągnięcia za włosy, jest dość częsty (a należy pamiętać, że włosy dla Egipcjan stanowiły bardzo silny afrodyzjak, rozpuszczone - sygnalizowały kobietę rozpustną i niegodną szacunku, dlatego też Egipcjanki tak bardzo dbały o swoje uczesanie, stosując peruki, wyplatane z włosów obcinanych niewolnicom), i zawsze gdy się pojawia, towarzyszy mu stosunek analny. Papirus Turyński 55001, najprawdopodobniej był wyobrażeniem zachowań egipskiego kleru, które w ten sposób (kapłani i kapłanki) świętowało Nowy Rok, wykonanym zapewne na polecenie któregoś z wyższych urzędników lub królewskich oficerów.




Co się zaś tyczy oficerów armii egipskiej, to jeden z nich (żyjący w czasach XI Dynastii), w zachowanej inskrypcji prywatnej, którą sporządził, zwie się: "psem, przy łożu swej pani". O sześćset lat młodsza jest skóra, na której (prawdopodobnie w czasach panowania Amenhotepa III lub jego syna Echnatona), umieszczono klęczącą i grającą na harfie kobietę, przed którą stoi z nienaturalnie wielkim fallusem, nagi mężczyzna, który trzyma w ręku spleciony bat - jest to bodajże jeden z nielicznych wyobrażeń tego typu w egipskiej sztuce (obraz ten, wystawiony na aukcji w USA na początku XX wieku, został zniszczony, poprzez... zamalowanie mężczyźnie genitaliów przez amerykańskich konserwatorów). Seks analny (i penetracja od tyłu), jest obecny również na licznych ostrakonach - była to badajże najpopularniejsza pozycja wśród Egipcjan, gdyż jest niezwykle często prezentowana (chyba najczęściej). Na większości ostrakonów kobiety są przedstawione całkiem nago, ubrane jedynie w pas na biodra i biżuterię, a przy tym albo czekają z wypiętą pupą, albo klęczą przed mężczyzną z wielkim fallusem, albo też wiszą mężczyźnie na szyi, oplatając go nogami. istniała prostytucja świątynna, ale była ona ograniczona do pewnych tylko świątyń, Egipcjanie bowiem starali się przynajmniej ograniczyć ową prostytucję w świątyniach, gdyż twierdzili że utrudnia to odprawianie kultu (ale kapłanki które parały się prostytucją, były niezwykle poważane w egipskiej społeczności i wyrastały na lokalnych liderów, mając prawo zabierać głos w sprawach ważnych dla danej wspólnoty). 

Harem, oto jeden z przykładów, gdzie dyscyplina wśród dziewcząt była zaprowadzana ręką innych kobiet. Co prawda egipskie haremy były zupełnie innymi instytucjami, jak ich późniejsze odpowiedniki, a zamieszkujące w nim kobiety miały pełne prawo widywać się ze swoją rodziną, przyjmować ich u siebie a nawet opuszczać harem (z przyzwoitką). Nie była to zresztą jedna instytucja, a raczej dwie, zupełnie od siebie niezależne. Pierwszą był harem właściwy (ipet-nesut), gdzie mieszkały dziewczęta, wraz ze swymi dziećmi (zrodzonymi z faraona), oraz matką, siostrami i córkami władcy. W haremie tym kobiety wychowywały swoje dzieci. Drugą instytucją był hener-ut-nesut, czyli "miejsce zabaw". Tutaj przebywały głównie niewolnice i kobiety lekkich obyczajów (w tym przede wszystkim muzykantki i tancerki). Nad całością "Domu Kobiet" kontrolę sprawowała Wielka Małżonka Królewska, która z reguły była siostrą (lub rzadziej matką) panującego faraona. Ona też wyznaczała porządek w haremie i zlecała stosowanie kar, dla tych z kobiet, które nie podporządkowały się jej rozkazom. Powszechny bunt (czy raczej spisek) został zawiązany pomiędzy tymi dwiema instytucjami, w którym kobiety planowały zamordowanie (ok. 1155 r. p.n.e.) faraona Ramzesa III. Na czele spisku stałą jedna z żon Ramzesa - królowa Tiye. Spisek jednak się nie powiódł, a biorący w niej udział zostali skazani na śmierć, choć... nie było wśród nich Tiye. Co się z nią stało, do dziś nie wiadomo, może Ramzes III kazał ją żywcem zamurować w jednej ze świątyń, a może skazał ją na jeszcze jakieś wymyślniejsze tortury? W każdym razie to tyle, jeśli idzie o kwestię erotycznego sadyzmu w Starożytnym Egipcie, w kolejnej części przejdę do Mezopotamii. 

 



 

ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER

WILL APPLY TO POLAND



CDN.

czwartek, 26 lipca 2018

PANIKA! - Cz. I

CZYLI O TYM, CO DZIAŁO SIĘ 

W MOSKWIE W PAŹDZIERNIKU 1941 r. 

PO NIEMIECKIEJ INWAZJI NA 

ZWIĄZEK SOWIECKI 

i DLACZEGO HITLER BYŁ...

NAJWIĘKSZYM IDIOTĄ MILITARNYM 

W DZIEJACH ŚWIATA


 "TO CO STWORZYŁ LENIN, 
MYŚMY BEZPOWROTNIE PRZESRALI"

JÓZEF STALIN 
(Październik 1941 r.)




Józef Mackiewicz kiedyś pisał o takiej ciekawej scenie, która miała miejsce w Związku Sowieckim po niemieckiej agresji na ten kraj w 1941 r. Otóż: "Do wsi przyjeżdża Niemiec i dawaj wywlekać z chlewu parsiuka. No wiadomo, gospodarz zastąpił się, nie daje. To Niemiec w twarz jego kułakiem. A on spojrzał tylko na Niemca, jakby myśl jemu jakaś przeszła i mówi: "Bij drugi raz!". To Niemiec drugi raz jego w twarz uderzył. A on: "Bij w trzeci raz". Niemiec jego trzeci raz. A on mówi: "Mało tego, bij czwarty raz". To wtedy Niemiec zastanowił się i pyta: "A dlaczego chcesz, żebym ja ciebie bił koniecznie?". A on odpowiada: "Bo zasłużyłem na to, żeby mnie bić". "Czymże takim zasłużyłeś na taką karę?" - pyta Niemiec. "A tym - odpowiada - że was czekałem jak zbawienia losu". I w zasadzie te oto słowa, mogą posłużyć nam za podsumowanie całej tej niemiecko sowieckiej wojny, a szczególnie jej pierwszego etapu. Bo jakimże trzeba być militarnym kretynem i jakim idiotą aby... przegrać wygraną wojnę. Tak, wygraną wojnę! Hitler był największym szaleńcem w dziejach Ludzkości i największym błaznem militarnym świata. Uczynił bowiem coś, co w zasadzie nigdy wcześniej się nie zdarzyło w historii wojskowości - przegrał już wygraną wojnę, i to przegrał sromotnie. W ogóle zresztą łączenie ze sobą postaci Hitlera i Stalina jest śmieszne. Śmieszne, ponieważ to jest takie porównanie, gdzie błazen staje na równi z wytrawnym, przebiegłym, trzeźwo myślącym i do tego niezwykle inteligentnym graczem politycznym jakim był Stalin. I nie jest to wcale żadna laurka na cześć tego zbrodniarza (który wymordował bodajże dwa razy więcej ludzkich istnień niż Hitler), ale stwierdzenie oczywistego faktu - Stalin był człowiekiem inteligentnym (oczywiście, nie był geniuszem, ale był wystarczająco rozważny), oczytanym (lubił czytać książki - wbrew temu, co się dzisiaj twierdzi), był również miłośnikiem sztuki, teatru i baletu. 

A Hitler był zideologizowanym, totalnie sfiksowanym na punkcie swoich wynurzeń - debilem, zresztą, pociąganym za sznurki (to Stalin dopomógł Hitlerowi w zdobyciu władzy politycznej w Niemczech). Hitler działał spontanicznie, kierując się głównie emocjami (oczywiście) swoją ideologiczną wizją. Co prawda odnosił sukcesy (udało mu się np. zerwać ze smyczy gen. Kurta von Schleichera, twórcy niemieckiego tzw.: głębokiego państwa ("Centrala R"), który finansował partię nazistowską Hitlera z funduszy Reichswehry. Schleicher był pewien, że trzyma Hitlera na krótkiej smyczy, niczym psa, zresztą w NSDAP umieścił również swoich ludzi, którzy mieli przeciwdziałać próbom usamodzielnienia się Hitlera, gdyby ten chciał ową smycz zerwać. Zresztą miał na niego wiele kwitów, i to zarówno dotyczących (ponoć) homoseksualizmu Hitlera, jak i jego prokomunistycznych sympatii, gdy biegał po ulicach Monachium w 1919 r. uniformie paramilitarnych oddziałów Bawarskiej Republiki Rad. Był pewien swego, ale Hitler tutaj go przechytrzył. Gdy Schleicher zauważył, że Hitler próbuje zrzucić jego zwierzchność, uwolnił ruchy odśrodkowe w partii nazistowskiej, które miały doprowadzić do jej rozbicia, ale Hitler zadziałał błyskawicznie. To co uczynił, przeszło do historii jako - "Noc Długich Noży" - 30 czerwca - 2 lutego 1934 r., choć powszechnie się uważa że głównym celem Hitlera w tym czasie było zgładzenie Ernsta Rohma, który stworzył potężne wewnętrzne (homoseksualne - gdy w jakiś czas "Nocy Długich Noży" do Niemiec przyjechała grupa polskich studentów, i jeden z Polaków został pobity, członkowie SS przepraszali i twierdzili że to z pewnością robota "tych pedałów od Rohma") "królestwo SA", większe niż siły militarne samego państwa niemieckiego. To nie prawda, owszem, pozbycie się Rohma było ważne, nie najważniejsze dla Hitlera - najważniejsze było zerwanie się ze smyczy Schleichera i unicestwienie jego szpionów w partii nazistowskiej. W Schleichera wpakowano więc cały magazynek broni maszynowej, podobnie zginęła jego żona, po czym SS zrobiło kipisz w jego mieszkaniu. Teraz Himmler zajął miejsce po Rohmie, a Hitler po zabiciu Schleichera, mógł już bez obaw poświęcić się swej opętańczej wizji. 

Ale w porównaniu ze Stalinem, Hitler był uczniakiem, zwykłym słupem, którego umieszczono u władzy (Schleicher oficjalnie przecież chwalił się w 1930 r., podczas rozmowy z niemieckim przedsiębiorcą - Arnoldem von Rechbergiem, że: "Stalin osobiście kazał mi pchnąć Hitlera do przodu". I nie ma się co dziwić, celem było bowiem odrodzenie niemieckiej potęgi militarnej, ale w taki sposób, aby niezadowolenie mocarstw zachodnich, skupiło się na jakimś nieobliczalnym szaleńcu, który byłby łatwo kontrolowany i mógł skupić na sobie pierwsze uderzenie brytyjsko-francuskiego sprzeciwu. Potem by się go odwołało i powołało kogoś innego, ale plan militaryzacji Niemiec już by został wdrożony - tak przynajmniej myślał Schleicher, który, sam mając poglądy antykomunistyczne, dążył do zbliżenia z komunistyczną Rosją i Stalinem, upatrując w tym odrodzenia się niemieckiej potęgi i wypracowania nowego, niemiecko-rosyjskiego modelu porządku w Europie). Stalin zaś, będąc nie tyle ideologiem (ideologie stosował wówczas, gdy było mu to na rękę, lub gdy było to konieczne dla utrzymania jego władzy), ile pragmatykiem i wiedział że aby Związek Sowiecki przetrwał (komunizm był bowiem niczym choroba, wirus, który zamknięty w jednym miejscu, bez możliwości ciągłego rozprzestrzeniania się, byłby niewątpliwie skazany na powolne obumarcie), musi zniszczyć Zachód, podbić całą Europę (oczywiście na początek, celem głównym przecież było, jak śpiewano w Międzynarodówce - "Związek nasz bratni ogarnie cały świat"). Aby jednak móc się ważyć na taki krok, musi doprowadzić do wojny i powszechnej anarchii w Europie, a najlepszym ku temu będą właśnie Niemcy pod przewodnictwem Adolfa Hitlera. Stalin liczył, że na Zachodzie wybuchnie długa i wyczerpująca wojna pozycyjna, podobna do tej, jaka miała miejsce w czasie I Wojny Światowej (no cóż - wodzowie i generałowie zawsze przygotowują się do... poprzednich wojen). I po to był mu potrzebny Hitler (co prawda, po szybkiej kapitulacji Francji i zajęciu prawie całej Europy przez Wehrmacht, Stalin musiał zmienić swój plan i przyspieszyć atak na Niemcy, który był wyznaczony na... lipiec 1941 r. Ale Hitler ubiegł Stalina i 22 czerwca pierwszy uderzył na gotowy do ataku - ale zupełnie nie przygotowany do obrony - Związek Sowiecki).

"Jestem pewien, że spadniemy na nich jak grad" - jak miał się wyrazić Hitler podczas rozmowy (1 lutego 1941 r.) z feldmarszałkiem Fedorem von Bockiem, po czym dodał: "Jeśli okupacja Ukrainy, upadek Moskwy i Leningradu nie wystarczą, to pójdziemy dalej, do Jekaterynburga, a przynajmniej wyślemy tam jednostki zmotoryzowane". Hitler był pewny swego, już planował nie tylko zagospodarowanie ogromnych terenów zdobytej Rosji, ale również przeznaczenie milionów słowiańskich niewolników do pracy na rzecz zwycięskiej Rzeszy, aby uczynić Niemcy "pierwszym mocarstwem ziemskiego globu". Gdyby jednak nie wystarczyła siła owych niewolników, to po zwycięstwie również i zdemobilizowany Wehrmacht miałby podjąć się pracy nad budową nowego niemieckiego dobrobytu. Szaleństwo Hitlera było niesamowite i ukazywało się na różnych etapach jego działalności. W kwietniu 1941 r. do Berlina przybył japoński minister spraw zagranicznych - Yosuke Matsuoka, który zaproponował Hitlerowi wspólny atak na Związek Sowiecki, Niemcy mieli uderzyć z zachodu w kierunku Moskwy, Krym, Kaukazu, Leningradu i Uralu, a Japończycy w kierunku Syberii i ziem rosyjskich Dalekiego Wschodu. Hitler odrzucił tę propozycję, twierdząc że Wehrmacht sam sobie poradzi w walce ze słowiańskimi podludźmi. Ale, paradoksalnie Hitler miał rację, Niemcy pokonaliby Związek Sowiecki w przeciągu kilku miesięcy (myślę że nie więcej niż trzy-cztery miesiące), pokonaliby... gdyby mieli rozum, zamiast durnej ideologii.


NAJLEPSZA SCENA Z FILMU "SPALENI SŁOŃCEM 2"

OGLĄDAJCIE OD 1:13:40

1:15:30 - "Co to kurwa za cyrk?"

"Zwracacie się do wyższego rangą, chyba was poniosło? Rozpuściliście się? Wróćcie i zdajcie prawidłowo raport (...) A teraz meldujcie - po pierwsze, po drugie, po trzecie"

1:16:15 - "Melduję! Po pierwsze... mam w dupie twoją rangę. Po drugie, jestem tu dowódcą mianowanym przez komendanta dywizji, wszystkie przybyłe oddziały są mi podległe. A po trzecie - coś ty za jeden?"

"Ja? Dowódca kremlowskich kadetów, najlepszych z najlepszych. 180 cm. wzrostu każdy, elita Armii Czerwonej"

"A na huj mi wasza elita, po co mi wasze kremlowskie centymetry? Co mam z wami robić? To nie Plac Czerwony żeby paradować, będziecie wystawać z okopów. Lepiej by mi przysłali karły, liliputy z cyrku. Potrzebuję roboli do kopania dołów, szczurów do czołgania się po dziurach. A tymczasem przysłali mi elitę Armii Czerwonej. Jest wojna wiecie? Na Kremlu o niej słyszeli?

"Nie straszcie mnie już poruczniku, zobaczycie nas w boju"

"W jakim boju, kapitanie? Jak przyjdą Niemcy, nie wychylicie nosa z okopów i obesracie sobie portki"

"Wrócimy do tego, gdy pomówię z komendantem dywizji, a teraz pokażcie linię obrony"

"Oto ona"

"Kremlowscy kadeci z kryminalistami? Zapamiętam to!"

"Będziesz miał jeszcze wiele do zapamiętania"
 1:19:05 - "Już się zesraliście? To tylko sztuczne ognie, poczekajcie na Niemców"

 

Jak pokonać Związek Sowiecki? Jak pokonać to więzienie ludów, w którym ludzie byli niczym robaki, pełzający po ziemi? W sposób bardzo prosty, najdokładniej wytłumaczył to (samym Niemcom) sowiecki gen. Michaił Łukin, który dostał się do niemieckiej niewoli na początku 1942 r. (a wcześniej bohatersko walczył w obronie Moskwy). Niemcy byli pod takim wrażeniem jego odwagi i determinacji, że zapewnili mu miejsce w swoim wojskowym szpitalu (został poważnie ranny podczas bitwy o Moskwę), oraz często go tam odwiedzali. Pewnego razu zapytano go, jaka jest jego rada na podbicie Związku Sowieckiego, spodziewając się że udzieli im rady czysto wojskowej. On jednak powiedział po prostu: "Dajcie ludziom ziemię i on wasz". Innymi słowy, dajcie ludziom prawo do życia, uwolnijcie ich z bolszewickich kajdan, dajcie im broń do ręki, a więcej nie będziecie musieli robić, oni sami rozerwą komunistów na strzępy. I tak by się stało, Związek Sowiecki rozpadał się po niemieckim ataku z dnia na dzień. Żołnierze poddawali się całymi dywizjami, ludzie w miastach i na wsiach, gdzie ujrzeli niemieckie wojsko, wychodzili naprzeciw, niosąc co kto miał, kawałek chleba, kubek wody - aby tylko powitać wyzwolicieli z nieludzkiego systemu bolszewickiej niewoli. Można wręcz powiedzieć, że to, co się działo w miastach Związku Sowieckiego po niemieckiej inwazji, było bez precedensu w historii Ludzkości. Nigdy bowiem ludność obcego kraju, z takim entuzjazmem i radością nie witała armii najeźdźców, nigdy ludzie tak się nie cieszyli, na widok obcego munduru, jak wówczas, w tych czerwcowych i lipcowych dniach 1941 roku. 

I co? Nic, Niemcy jak zwykle wszystko koncertowo spieprzyli (piszę "jak zwykle", ponieważ Niemcy są takim narodem, że gdy się czegoś podejmą, to można mieć pewność że na końcu i tak wszystko się rozpieprzy. Przykład - jak wszczynają wojny, po przy okazji mordują, a potem się bronią że: "tylko wykonywałem rozkazy", natomiast jak mają pomóc "biednym Syryjczykom", to spraszają do siebie połowę Afryki i Bliskiego Wschodu, a potem się dziwą że mają zamachy i przebąkują o jakiejś relokacji pomiędzy inne kraje. Taki to już dziwny naród, choć może nie powinno nas to dziwić, zważywszy że Niemcy, jako naród są stosunkowo młodzi, powstali przecież dopiero w XIX wieku). Gen. Heinz Guderian powiedział iż: "Hitler był takim geniuszem, że zapędził Rosjan pod sztandar Stalina". No właśnie, to co uczynił Hitler, to był sabotaż na skalę globalną, nikt wcześniej nie dopomógł wrogiemu państwu w taki sposób, w jaki uczynił to Hitler - zachowywał się wręcz tak, jakby wcale nie chciał wygrać tej wojny i jakby wciąż był tylko pieskiem Stalina. A Rosjanie aż garnęli się do Niemców, pragnąc im dopomóc w ataku (hrabia Hans von Herwarth, tak wspominał w swych pamiętnikach przesłuchanie pewnego sowieckiego oficera: "Jednym z pierwszych był młody kapitan artylerii, który koniecznie chciał poznać położenie naszych pozycji artyleryjskich. Oświadczyłem mu, że jako jeńca nie powinno go to obchodzić. Na to on: "Chcę panu tylko wyjaśnić, jak powinna celować pańska artyleria, bo w tej chwili wasze działa przenoszą o jakieś kilkaset metrów - przestrzeliwujecie" - czy można o lepszy przykład pomocy najeźdźcom przeciwko własnemu państwu? A takich przypadków były tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy). Rosjanie i inne ludy uciemiężone przez komunizm, pragnęły w Niemcach widzieć swoich wybawców, wyzwolicieli z okowów diabła, aniołów, którzy przybywają z nieba by ich ocalić (i te mistyczne wstawki nie są wcale przesadzone, naprawdę w wielu miejscowościach tak postrzegano Niemców). 

A Hitler i jego kompania, wtrącili tych ludzi ponownie pod sztandar komunizmu - czy może istnieć większy przykład politycznego i militarnego debilizmu? Ja przynajmniej nie znam niczego podobnego, na taką skalę. Niemcy, atakując Związek Sowiecki mogli otworzyć sobie bramę do panowania nad światem, i przy niewielkich (wręcz symbolicznych) stratach własnych, zająć większość (przynajmniej tę europejską do Uralu) rosyjskiej ziemi, wystarczyło tylko pomyśleć - czego ci wynędzniali niewolnicy najbardziej potrzebowali (prócz oczywiście wolności)? chleba! A jak można było dać im chleb - oddać im skolektywizowaną przez komunistów ziemię na własność, co spowodowałoby, iż przy Wehrmachcie stanęłaby siła zwykłych Rosjan, którzy sami pogoniliby bolszewików (którzy zaś z dnia na dzień tracili władzę w tempie wręcz niepojętym). Zwycięstwo byłoby całkowite, ale nie, ideologia nazistowska (odprysk komunizmu) nie pozwolił Hitlerowi cofnąć się nawet na krok, od jego chorych wizji. A zauważmy, Stalin potrafił się cofnąć, jeśli uznał że to może mu dopomóc, potrafił schować ideologię komunizmu i szafować hasłami nacjonalizmu, jeśli mu to dopomogło (odniesienia do Dymitra Dońskiego, Iwana Groźnego czy Piotra Wielkiego), potrafił zakończyć prześladowanie kleru prawosławnego, tak, aby Rosjanie (którzy wciąż pomimo lat przymusowej ateizacji i bolszewizacji życia), wciąż wyznawali swoją wiarę i teraz, widząc Stalina, który pod znakiem cerkwi prawosławnej prosi ich do poświęcenia w walce, nie o komunizm, nie o bolszewizm - tylko o napadniętą ojczyznę, ową "Matuszkę Rosję", w walce z brutalnym agresorem. Czyż posługując się takimi metodami, nie mógł przeciągnąć Rosjan znów pod swoje sztandary, notabene, tych samych Rosjan, których w swym ideologicznym zaślepieniu odrzucił Hitler. Ci ludzie zrozumieli, że Stalin, choć ich morduje, to przynajmniej się do nich uśmiecha, zaś Hitler, morduje ich z pogardą na twarzy. I to zrobiło swoje, naród się zmobilizował we wspólnej walce z niemieckim agresorem i zwyciężył - zdobywając ostatecznie Berlin. I teraz ci, którzy mordowali Rosjan na potęgę, sami (lub ich rodziny) stali się ofiarami ich nienawiści i chęci odwetu.        

          



 Ale przejdźmy do tematu głównego, czyli wydarzeń, jakie miały miejsce w Moskwie w październiku 1941 r., w czasie gdy wojska niemieckie zbliżały się do rogatek miasta, co się tam działo? Jakie były nastroje mieszkańców? O tym wszystkim jednak w kolejnej części.






ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER

WILL APPLY TO POLAND



CDN.

środa, 25 lipca 2018

LECHICI NA POMOC WIKINGOM

CZYLI POLSKA POMOC DLA SZWECJI


Szwecja płonie! Ogromne tereny kraju od północy, do Bałtyku pokrywa ściana ognia. Kraj ten potrzebuje więc natychmiastowej pomocy, w celu zapobieżenia dalszego rozprzestrzeniania się żywiołu. Na pomoc ruszyły zastępy straży pożarnych z takich państw jak: Dania, Norwegia, Francja, Włochy, Litwa, Portugalia, Austria i Polska. Łącznie wysłanych zostało 60 wozów strażackich, 7 helikopterów i 7 samolotów, oraz 340 strażaków. Polscy strażacy są bodajże największą grupą, gdyż do kraju Wikingów, zostało wysłanych 139 strażaków wraz z 44 wozami strażackimi. Poniżej chciałbym zademonstrować radość, jaką Szwedzi okazują Polakom, przybywającym walczyć z żywiołem ognia w ich kraju. Oto jak Lechici/Słowianiae, przybywają na pomoc dumnym (choć niestety już poddanym obróbce ideologicznej i w dużej mierze zlewaczałym) Wikingom:




Szwedzi ponoć są zadziwieni, pytają się czy Polacy przysłali im swój najlepszy sprzęt - zdziwienie nie znika, gdy otrzymują odpowiedź że nie, że jest to sprzęt, jakim polska straż (PSP - Państwowa Straż Pożarna) posługuje się na co dzień









"POMAGAMY SZWEDOM, NIE SZWEDZKIEMU (MARKSISTOWSKIEMU) RZĄDOWI"

DOMINIK TARCZYŃSKI




KOMENDANT GŁÓWNY PAŃSTWOWEJ STRAŻY POŻARNEJ, STWIERDZIŁ NIEDAWNO ŻE JESTEŚMY GOTOWI (JAK STRAŻ POŻARNA) DO UDZIELENIA POMOCY PŁONĄCEJ GRECJI, KTÓRA RÓWNIEŻ SAMA NIE RADZI SOBIE Z TYM NISZCZYCIELKOM ŻYWIOŁEM. SWOJĄ DROGĄ - DUMNY JESTEM ŻE MOŻEMY I CHCEMY POMAGAĆ INNYM W POTRZEBIE, TO JEST WŁAŚNIE TA NASZA POLSKA GOŚCINNOŚĆ (ROZUMIANA RÓWNIEŻ W FORMIE POMOCY UDZIELANEJ POTRZEBUJĄCYM). I TAK TRZYMAĆ KOCHANI.


A NA KONIEC (ZNÓW) MAŁY BONUS





ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER

WILL APPLY TO POLAND



 

wtorek, 24 lipca 2018

"ŚMIERDZIELE!!!"

NIE WIEM, ŚMIAĆ SIĘ, CZY PŁAKAĆ?






Gorąco! Żar leje się z nieba, Szwecja i Grecja płoną, we Francji, po zwycięstwie tamtejszej reprezentacji w Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej w Rosji, "mieszkańcy" (głównie o "muzułmańskich korzeniach") zdemolowali Paryż i kilka innych miast (można by powiedzieć - tak się bawi Francja, ale może warto tutaj stwierdzić coś innego - Tak się bawi dzisiejsza Europa). Poza tym prezydent (Makaron) Macron ma swoje problemy, związane z pobiciem demonstranta przez jego osobistego doradcę, ale zostawmy to wszystko. W Polsce też się ciekawie dzieje, choć może nie tyle w Polsce, co z Polską w tle. Otóż w ostatnich dniach, była już prezes polskiego Sądu Najwyższego - Małgorzata Gersdorf, wygłosiła w Niemczech (w Karlsruhe), swoją przemowę i w zasadzie... można by to było pozostawić bez komentarza, ot, po prostu odchodząca, postkomunistyczna kasta broni się przed swym ostatecznym upadkiem - to zrozumiałe (no cóż, tonący i brzytwy się chwyta). I nie chodzi tutaj nawet o kuriozalne stwierdzenie prezes Gersdorf iż będzie: "Pierwszą prezes Sądu Najwyższego na uchodźstwie" (swoją drogą, gdzie zamierza być tym prezesem "na uchodźstwie"? W Berlinie, w Karlsruhe? To wszystko to jest komedia, tego nawet nie da się inaczej skomentować, niż tylko śmiechem (ja gdy to usłyszałem, to doprawdy nie mogłem powstrzymać się od śmiechu).




 Zaciekawiło mnie jednak nie tyle samo przemówienie prezes Gersdorf, ile... jej niemieckiej odpowiedniczki - prezes niemieckiego Federalnego Trybunału Sprawiedliwości - Bettiny Limperg, która wypowiedziała te oto słowa: "Słuchając pani wykładu miałam łzy w oczach, to wszystko dzieje się tak blisko nas, w Polsce za którą jesteśmy szczególnie odpowiedzialni, jako Niemcy". Ojejku, wzruszyłem się doprawdy. Dobrze jest mieć takiego przyjaciela, który jest "szczególnie za nas odpowiedzialny" i nigdy nie zostawi nas samemu sobie. Tak sobie myślę, brak mi słów podzięki dla pani Limperg (i jej polityczno-prawniczego otoczenia), za tak ogromne zainteresowanie naszym krajem. Jestem jej naprawdę wdzięczny za owe zainteresowanie, gdyż bez tego zainteresowania i niemieckiej "odpowiedzialności" za Polskę, zapewne nigdy z niczym nie dalibyśmy sobie rady. Dziękuję jej i jej kolegom, za to zainteresowanie, które sięga niepamiętnych czasów. Ale po co tak daleko wybiegać w przeszłość, wystarczy podziękować jedynie za zainteresowanie Niemiec, jakie odczuwali względem Polski od 1939 r. Wtedy też byli "szczególnie odpowiedzialni" za nasz kraj. Trudno doprawdy wyrazić im za to słów naszej podzięki, ale niewątpliwie skutki niemieckiej odpowiedzialności dają o sobie znać, powinniśmy, jako Polacy być im za to niezmiernie wdzięczni.



 



 



Prawda że jest za co Niemcom dziękować? Doprawdy brak mi słów, aby wyrazić moją wdzięczność pani prezes Limperg i jej niemieckim kolegom za jej odpowiedzialność za nasz kraj. Pragnę jedynie zauważyć, ja, potomek niemieckiego oficera, służącego w armii cesarza Wilhelma II, ja prawnuk Niemca, który po urzeczywistnieniu się "niemieckiej odpowiedzialności" za Polskę w dniu 1 września 1939 r., zakazał w rodzinie mówić po niemiecku, a sam podczas rozmów (na które był wzywany) z niemieckimi oficerami, mówił nie tylko po polsku, ale twierdził że jest Polakiem (dlatego też nie będzie służył w niemieckiej armii, co  mu proponowano zamiast obozu). Pragnę więc powiedzieć pani, pani prezes Limperg, że jako osoba pochodząca z kraju Adolfa Hitlera, Heinricha Himmlera i Josefa Mengele, jeśli ma pani choć trochę przyzwoitości to powinna pani zamilknąć. Po prostu zamilknąć i więcej się o niemieckiej "szczególnej odpowiedzialności" za Polskę nie wypowiadać, gdyż w przeciwnym razie (o ile po słowach prezes Gersdorf jedynie pusty śmiech mnie ogarnia), cisną mi się na usta tak wulgarne sformułowania, że doprawdy nie śmiałbym ich nigdzie zamieścić. Niech zatem tytuł tego posta, będzie podsumowaniem tego, co myślę o wszelkiej niemieckiej odpowiedzialności i chęci wpływania na Polskę w taki czy inny sposób. Możemy oczywiście porozmawiać o kwestiach odpowiedzialności, ale najpierw Niemcy muszą odpokutować swoje winy. I to nie tylko w sferze symbolicznej czy duchowej (na to przyjdzie jeszcze w przyszłości czas, gdyż nikt nie może się wyrwać z kręgu Bożej odpowiedzialności, zwanej potocznie "Przyczyną i Skutkiem"), ale przede wszystkim w kwestii materialnej. Niemcy są bowiem winni tak potwornych zbrodni, dokonywanych na Polakach i polskich Żydach, że nie wypłaciliby się w przeciągu kolejnych stu lat. Więc może zamiast o niemieckiej "odpowiedzialności" za Polskę, pomówmy o niemieckiej przyzwoitości i zadośćuczynieniu. 

Na zakończenie coś, co powoduje iż doprawdy trudno mi jest ukryć wzruszenie, gdy to słyszę. Oto do programu "W tyle wizji" zadzwonił stryjeczny prawnuk admirała Józefa Unruga, dowódcy Obrony Wybrzeża we wrześniu i październiku 1939 r. Józefa Unruga, który... był Niemcem, urodzonym pod Berlinem. Pochodził z niemieckiej rodziny (podobnie jak i ja), która jednak się spolonizowała. W czasie I Wojny Światowej, walczył w niemieckiej marynarce wojennej (Kaiserliche Marine), a po odzyskaniu przez Polskę Niepodległości, wstąpił na służbę nowego państwa i pozostał mu wiernym do końca swego życia (po kapitulacji Wybrzeża 2 października 1939 r. odmówił rozmawiania po niemiecku i kontaktował się z niemieckimi oficerami przez tłumacza, choć sam doskonale znał język niemiecki. Na pytanie zaś oficerów niemieckich "Czy pan admirał nie zna niemieckiego?", odpowiadał po niemiecku - "Nicht immer!"). Otóż sędziwy dziś pan Piotr, potomek admirała Unruga, który obecnie przebywa w Anglii (sytuacja życiowa go do tego zmusiła), zadzwonił do programu "W tyle wizji" i wypowiedział te oto słowa: 

"Był to mój najgorszy wybór życiowy, ale musiałem w pewnym momencie wyjechać z Polski. Powody były bardzo istotne. Tak bardzo tęsknię za Polską. Kocham moją Ojczyznę, jestem z niej tak dumny. Udało mi się namówić tak wielu Anglików na wizytę w Polsce. Przed wyjazdem mieli wypaczone pojęcie o tym, jak wygląda Polska. Wrócili i byli wstrząśnięci na plus. Ileż usłyszałem komplementów, jaka Polska jest piękna, ile mamy atrakcyjnych miejsc, ile historii, zabytków (...) Dziś pan prezydent proponuje pytania w referendum odnośnie konstytucji. Panie prezydencie Duda, ja, prawnuk admirała Unruga, błagam pana ze łzami w oczach, niech pan wstawi tam jeszcze jedno pytanie do narodu: Czy jesteś za tym, by wprowadzić do Kodeksu Karnego karę banicji dla urzędników państwowych, którzy poza granicami państwa polskiego... bo proszę bardzo, do demonstracji wewnątrz kraju mają pełne prawo, ale ci, którzy na zewnątrz, a zwłaszcza w Niemczech, tak jak była pani I prezes Sądu Najwyższego jedzie tam i w Niemczech, w tym kraju, który wyrządził nam tak potworne krzywdy, który namordował nam najlepszych synów naszej ziemi, tam jeździć, skarżyć i konsultować jak ma wyglądać prawo polskie? Już mnie szlag trafia i wielu moich rodaków, z którymi tutaj rozmawiam (...)  Staram się tłumaczyć młodym ludziom ile polscy żołnierze zrobili dla Wielkiej Brytanii, że to Polacy byli ofiarą. Oni o tym nie wiedzieli. Książek się nie czyta. Muszą się znaleźć pieniądze na film z najlepszą zagraniczną obsadą i ze świetnym reżyserem. Film, który pójdzie na świat (...) Media w większości nie są polskie. Wystarczy spojrzeć, co rozsiewa TVN, co piszą gazety podległe Niemcom i to trzeba odzyskać. Kto ma media, ten dociera do świadomości ludzi". TUTAJ całość wypowiedzi pana Piotra.  


 NA KONIEC JESZCZE MAŁY BONUS - INFORMACJE O POLSCE NA KANALE "VISUALPOLITIK EN", ORAZ WIZYTA W KRAKOWIE (NA KRAKOWSKIM RYNKU GŁÓWNYM), W TOWARZYSTWIE BRYTYJSKIEJ MODELKI POLSKIEGO POCHODZENIA (NOTABENE, URODZONEJ W KRAKOWIE) - ANNY MARISAX







ACT 447 IS NOT APPLICABLE AND NEVER

WILL APPLY TO POLAND



 CDN.