Łączna liczba wyświetleń

piątek, 19 lipca 2019

SUŁTANAT KOBIET - Cz. X

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW

OD MEHMEDA II ZDOBYWCY

DO ABDUL HAMIDA II


SERAJ MEHMEDA II ZDOBYWCY

Cz. III





 KONSTANTYNOPOL
(FAJANSOWY PAŁAC i WIELKIE AFERY)
1465 r.

 


 Rok 1465 był ważny zarówno dla samego Imperium Osmańskiego jak i Konstantynopola/Stambułu z kilku względów. Po pierwsze był to rok odpoczynku władcy po latach ciągłych wojen o poszerzenie granic państwa, po drugie - sułtan Mehmed II poświęcił ten czas na uświetnianie Stambułu i pomnażanie liczby jego mieszkańców, po trzecie - sułtan wprowadził się wreszcie do pałacu Topkapi, po czwarte - rozpoczął budowę... Fajansowego Pałacu (o którym niżej), a po piąte wreszcie wybuchła wówczas afera z księciem Mustafą (synem Mehmeda II). Rok ten nie należał do szczególnie pomyślnych dla sułtana, gdyż kronikarze podkreślają że właśnie wtedy był "malcontento e mezzo desperato" (niezadowolony i niemal zdesperowany). Nie wszystkie kwestie polityczne układały się po jego myśli. Na Morei (Peloponez) Sigismondo Malatesta ogłosił iż zdobędzie dla Wenecji całą tę grecką krainę, w Albanii Skanderbeg (noszący przydomek: "zapaśnik chrześcijaństwa") wciąż sprawiał Turkom sporo kłopotów swymi ciągłymi atakami. Tocząc wojny na wielu frontach, Mehmed II zamierzał przynajmniej kilka z nich zamknąć i z początkiem 1465 r. podjął (za pośrednictwem wielkiego wezyra - Mahmuda Paszy) rozmowy pokojowe z Wenecją, które jednak ciągnęły się miesiącami bez żadnych widocznych efektów. Równocześnie sułtan wysłał poselstwo do króla Węgier - Macieja Korwina z propozycją zakończenia walk, w zamian oferując Węgrom całą Bośnię. Król Maciej jednak poselstwa tureckiego nie przyjął. Signora wenecka (czyli rada miejska) również przedłużała rozmowy z sułtanem (np. nie wysyłając swego delegata) w sprawie pokoju i domagała się całej Morei jako warunku wstępnego do rozmów. W Europie zaczęły też wówczas krążyć plotki o sułtanie, jakoby jego stan zdrowia miał się znacznie pogorszyć, do tego stopnia że nie był już zdolny wydawać poleceń, oraz że utył niemiłosiernie i nie mógł już o własnych siłach nawet dosiąść konia.

Nie miało to jednak wiele wspólnego z prawdą, gdyż sułtan Mehmed (miał wówczas 32 lata), nie tylko że wciąż wyśmienicie (pomimo lekkiej podagry) dosiadał konia, ale również (w tymże roku) wyprawił kilka oficjalnych przyjęć. Surowy nastrój sułtana nie brał się jednak tylko z niepowodzeń politycznych, lecz również osobistych i rodzinnych. Jego haremem w Pałacu Łez (Stary Pałac) zarządzała pierwsza i najważniejsza żona (którą ona zapewne szczerze kochał) - Gulbahar Hatun. Była ona albańską niewolnicą, którą on uczynił swą pierwszą żoną. Nie była to co prawda epoka silnych sułtanek, które zza haremowych komnat władały państwem w imieniu swych synów lub mężów, w czasach Mehmeda Zdobywcy pozycja jego najważniejszej żony, niewiele różniła się od pozycji faworyt z późniejszych wieków. Los żon i faworyt sułtana był jednak nieciekawy z chwilą jego śmierci. Z reguły wszystkie kobiety haremu zmarłego władcy trafiały wówczas do Starego Pałacu, ale zdarzało się również (wcale nie tak rzadko) że nowy sułtan (np. za namową swej matki lub żony) po prostu zabijał kobiety swego poprzednika wraz z ich dziećmi, dusząc je lub (najczęściej) topiąc w Bosforze (np. w 1595 r. na prośbę sułtanki Safije, jej syn - Mehmed III kazał utopił w Bosforze kilkanaście ciężarnych faworyt swego zmarłego ojca - sułtana Murada III). Gdy więc umierał sułtan, wszystkie kobiety z jego haremu przechodziły na swoistą dożywotnią emeryturę do Starego Pałacu (jeśli miały szczęście), gdzie wiodły zwyczajny żywot muzułmańskich kobiet (zdarzało się też że nowy sułtan niektóre z konkubin swego poprzednika - jeśli jeszcze były młode - wydawał za mąż za wyznaczonych dostojników i wielmożów, ale takie postępowanie należało do rzadkości, gdyż nowy sułtan raczej już nie dbał o kobiety poprzedniego władcy). Tak więc Gulbahar Hatun zajmowała się haremem swego męża, który ulokowany był w Pałacu Łez, sułtan zaś mieszkał w Topkapi (od grudnia 1464 r.). Zapewne jednak dość często odwiedzał wówczas harem, jako że Gulbahar uczestniczyła u jego boku w oficjalnych przyjęciach dworu sułtańskiego.




W każdym razie humor sułtanowi z pewnością popsuła afera, jaka w tymże 1465 r. wybuchła z udziałem jego syna (zrodzonego z Gulsah Hatun) - księcia Mustafy. Otóż młody książę (urodzony ok. 1450 r.), zakochał się w starszej od siebie żonie wielkiego wezyra - Mahmuda Paszy. Jego miłość okazała się tak silna, że kazał porwać kobietę z Rumelii i uprowadził ją do Anatolii, gdzie zamknął w jednej z twierdz. Domagając się by rozwiodła się z mężem i została jego żoną. Nie wiadomo jaka była decyzja owej kobiety (która i tak miała tutaj najmniej do powiedzenia), ważne że "zwrotu" żony domagał się ów wielki wezyr, który jednocześnie poskarżył się sułtanowi na ową niesprawiedliwość. Mustafa zapowiedział że kobiety nie odda. Nie wiadomo dokładnie jak zakończyła się ta historia, ale istnieje duże prawdopodobieństwo że książę Mustafa jednak postawił na swoim i zatrzymał żonę wielkiego wezyra Mahmuda Paszy u siebie, gdyż w chwili jego śmierci w 1474 r. (w wieku niecałych 25 lat), to właśnie Mahmuda Paszę podejrzewano o jego otrucie. Podejrzenia te musiały być na tyle prawdopodobne, że sułtan skazał Mahmuda w tymże (1474) roku na śmierć. Ciekawą zapewne okazać się może w tym samym czasie również i historia siostry sułtana - ambitnej i rządnej władzy - Hatice Hatun. Bowiem w wielkiej tajemnicy w Adrianopolu urządziła ona sobie "dom schadzek". Hatice była zła na ojca - Murada II że pominął ją w testamencie i traktował jak inne swoje córki. Była starsza od Mehmeda i uważała że z tego względu to jej powinno przypaść część władzy. Oczywiście pozycja kobiety tureckiej w tym czasie nie była jeszcze tak ograniczona jak to stało się potem, czego dowodem jest choćby fakt iż muzułmanki jeszcze podczas panowania Mehmeda II nie musiały zakrywać twarzy gdy udawały się do miejsc publicznych (nosiły jedynie szale na głowach). Na dworze sułtańskim byli też zarówno lekarze jak i lekarki i nikogo to nie oburzało (potem się to zmieni), a nawet można powiedzieć że lekarzy było znacznie mniej niż kobiet, zwanych potocznie: "medyczkami". Sułtani zaś (gdy urządzali przyjęcia) ich żony również były na nich zawsze obecne. Jednak już z końcem wieku XV obyczaje zaczęły się zmieniać a sułtani poczęli bardziej przestrzegać zapisów Koranu, który np. w wersecie 54 sury 34 mówi: "Mężczyźni sprawują nad kobietą ochronę, ponieważ Bóg dał jednym z nich pierwszeństwo przed drugimi i oni też łożą na nie ze swych dóbr (...) kobiety (...) których krnąbrności się obawiacie napominajcie lub porzućcie je w łożach i bijcie je". Zaś sura 228 mówi: "Mężowie stanowią wyższy gatunek od swych żon".

Wielu sułtanów (z czasów późniejszych) zaczęło te przykazy interpretować dosłownie (np. sułtan Murad IV - panujący w latach 1623-1640 - lubił strzelać z broni palnej pomiędzy głowami swych haremowych niewolnic, by zmusić je do nurkowania w basenie - te zaś z dziewcząt, które uciekały, wyłapywali eunuchowie i wrzucali z powrotem do wody - niektóre z nich wówczas utonęły, nieliczne zostały postrzelone. Największym jednak mizoginem był sułtan Osman III, panujący w latach 1754-1757, który zabronił wszystkim kobietom w Imperium Osmańskim wychodzić z domu bez opieki męża, ojca, brata lub syna, a jeśli która złamała zakaz miała być ukarana śmiercią (poza tym potrafił też osobiście bić swoje żony, jeśli te dość szybko nie oddały mu pokłonu lub nie uciekły gdy nadchodził). Ten zakaz zliberalizowano dopiero po prawie... 30 latach, w 1780 r. zezwolono  kobietom na opuszczanie domu bez towarzystwa mężczyzny do czterech dni w tygodniu, ale w 1807 r. prawo Osmana III wróciło z jeszcze większą siłą i teraz sułtan Mustafa IV w ogóle zabronił kobietom opuszczać dom, nawet... w towarzystwie męża, syna lub ojca. Prawo to zostało uchylone dopiero w 1845 r. pod rządami sułtana Abdulmecida I, ale kobiety jeszcze w latach 70-tych XIX wieku nie mogły nawet zrobić zakupów w sklepie. Jak głosiła bowiem wskazówka dla służby porządkowej z 1878 r.: "Jeżeli jakakolwiek kobieta wejdzie do sklepu celem zakupu czegoś i będzie tam przesiadywać, wówczas wiadomość o niej należy przekazać służbie porządkowej (...) Kobieta (...) nie może w nocy pozostawać na ulicy bez lampy. Jeżeli będzie bez lampy, zainteresuje się nią służba porządkowa". Natomiast w 1863 r. radzono w artykule jak organizować pikniki: "Jak ogólnie wiadomo, weszliśmy w miesiąc ramadanu (...) Zabrania się kobietom wstępu do sklepów. Kobieta pragnąca coś kupić zatrzyma się przed sklepem i nie wchodząc do środka poprosi o towar"). Zmieni się to dopiero po rewolucji młodotureckiej i obaleniu sułtanatu w 1924 r., wyzwolono wówczas harem i powiedziano tym kobietom: "Jesteście wolne, idźcie gdzie chcecie". Większość z nich jednak nie chciała odejść, nie miały po prostu dokąd pójść (swoją drogą któż wie że ruch młodoturecki Kemala Ataturka był... budowany również przez Polaków, a Ataturk miał wiele wspólnego z Piłsudskim? Można by zaryzykować nawet stwierdzenie że tacy ludzie jak Sułkowski, Garibaldi (który gdyby żył dziś, ze swoimi "Czerwonymi Koszulami" koncertowo zatapiał by statki pełne migrantów przewożące islamską piątą kolumnę z Afryki do Europy w ramach unijnego programu "Otwarty Odbyt"), Ataturk, Dzierżyński, Parvus, Hutten-Czapski, Piłsudski i wielu innych należeli do swoistej "prometejskiej międzynarodówki" - ale to temat na zupełnie inną okoliczność)

Tak jednak będzie dopiero w przyszłości, w czasach panowania Mehmeda II kobiety w Imperium Osmańskim wciąż mogły się cieszyć dużą dozą wolności. Jednak siostra sułtana - Hatice Hatun wykraczała znacznie poza dopuszczalne bariery. Ponieważ zazdrościła bratu władzy (choć publicznie zawsze okazywała mu posłuszeństwo), zapragnęła posiadać... własny harem, z tym że dla odmiany złożony nie z kobiet a... z mężczyzn. Ponieważ jednak takie coś w ogóle nie mogło zaistnieć, Hatice inaczej podeszła do tej kwestii. Mianowicie kupowała sobie młodych mężczyzn by ją zadowalali seksualnie, po czym po stosunku (aby się nie wydało - gdyż za coś takiego mogła nawet zostać ukarana śmiercią przez brata), kazała ich zabijać. Hatice była najprawdopodobniej szalona, gdyż jej okrucieństwo nie znało granic. Brutalnie karała chłostą swoje niewolnice, a części z nich kazała uciąć głowę, tylko po to, aby...  przekonać się jak długo ludzkie ciało może przeżyć bez głowy (uśmierciła tak 20 niewolnic, jedną po drugiej). Sprawa wydała się ok. 1467/1468 r. i sułtan - przerażony postępowaniem siostry - kazał ją uwięzić w twierdzy w Dimotyce w Rumelii. Już jednak w 1470 r. Mehmed II uwolnił Hatice z więzienia (pisała do niego wiernopoddańcze listy, deklarując mu całkowite posłuszeństwo). By ją jednak ukarać za jej grzechy, wydał ją za mąż za swego niewolnika o imieniu Esebeg (Damat Isa Beg). Od tej pory historia milczy o dalszym losie sułtanki Hatice.




Warto też jeszcze wspomnieć o rozpoczętej w tymże (1465 r.) budowie Fajansowego Pałacu, zwanego też Syrcza Serajem. Wyłożony zielonymi i niebieskimi flizami i ozdobiony mozaikami pałac prawdopodobnie pierwotnie miał służyć za miejsce nowego pobytu sułtańskiego haremu. Jednak gdy pałac został ukończony (w 1472 r.) seraj się do niego nie przeniósł i pozostał nadal w Pałacu Łez. Ostatecznie harem zostanie przeniesiony do pałacu Topkapi w 1478 r. a Pałac Łez od tego momentu stanie się sławetnym Starym Pałacem (do którego trafiać będą kolejne nałożnice zmarłych władców i ukarane przez kolejnych sułtanów ich matki, babki, żony i faworyty). W każdym razie rok 1465, Mehmed II spędził w Konstantynopolu także i na studiowaniu starożytnych prac geograficznych, jak choćby Klaudiusza Ptolemeusza (w tym przede wszystkim "Almagestu") i wdawał się w dysputy filozoficzne. Z końcem roku sułtan lekko zapadł na zdrowiu, więc szykując się na nowe podboje - spędził ten czas w stolicy, wśród swych dworzan i kobiet z seraju. W kolejnych latach już nic ważnego (poza wojnami i epidemią "Czarnej Śmierci" jaka dotknęła Konstantynopol) w haremie Mehmeda II się nie wydarzyło aż do jego śmierci w 1481 r. Teraz więc przeskoczymy kolejne kilkadziesiąt lat i wylądujemy w seraju jego wnuka - Selima I zwanego Groźnym (panującego w latach 1512-1520), ojca Sulejmana Wspaniałego. 






CDN.
             

środa, 17 lipca 2019

NIEWOLNICY DO ZADAŃ SPECJALNYCH - Cz. VII

CZYLI JAKIE BYŁY NAJWIĘKSZE

OŚRODKI HANDLU NIEWOLNIKAMI W

STAROŻYTNOŚCI I ŚREDNIOWIECZU,

ORAZ SKĄD I Z JAKICH 

WARSTW SPOŁECZNYCH NAJCZĘŚCIEJ

POCHODZILI KANDYDACI 

NA NIEWOLNIKÓW



I

ANTYCZNA GRECJA

i ŚWIAT HELLENISTYCZNY

(V wiek p.n.e. - II wiek p.n.e.)

Cz. VII


 

DELOS

MAŁA WYSPA - WIELKI RYNEK

(II wiek p.n.e. - I wiek po Chrystusie)

 


 Wyspa Delos uzyskała większą podmiotowość polityczną dopiero po śmierci Aleksandra Wielkiego, około roku 315 p.n.e. gdy Antygon Jednooki (satrapa Azji) wypędził z Babilonu Seleukosa Nikatora (założyciela dynastii Seleucydów). Jego przekaz (jakim się wówczas kierował) o "Wolności Hellenów" wymierzony był przede wszystkim w Ptolemeusza (satrapę Egiptu) i Kassandra (syna regenta Antypatra zmarłego w 319 r. p.n.e.), w ich bowiem rękach znajdowało się wówczas najwięcej ziem greckich. Kassander (od śmierci ojca) sprzymierzył się z Antygonem, a jego ambicją było opanowanie Macedonii i zdobycie kontroli nad Helladą. W tej batalii musiał zmierzyć się z nowym regentem - Poliperchonem, który już w 318 r. p.n.e. wydał deklarację ("W imieniu Królów i Wodzów" - co było w początkowym okresie wojen diadochów oficjalną formułką wszystkich publicznych dokumentów, podobnie jak Rzymianie używali formułki: "W imieniu Senatu i Ludu rzymskiego"), o przyznaniu Grekom wolności politycznej, która brzmiała m.in.: "Przywracamy wam pokój i ustroje , które mieliście za panowania Filipa i Aleksandra (...) Zezwalamy na powrót do ojczyzny tym, którzy zostali przesiedleni lub wypędzeni przez naszych strategów". Przeciwko Poliperchonowi wystąpiła jednak królowa Macedonii - Eurydyka (wnuczka Filipa II, siostrzenica Aleksandra Macedońskiego i żona jego szalonego brata - Filipa III Arridajosa), która w 317 r. p.n.e. (opierając się na poparciu wojska), nakazała Antygonowi i Poliperchonowi rozwiązać armię, a żołnierzy przekazać Kassandrowi. Tego zdzierżyć nie mogła inna kobieta - Olimpias (matka Aleksandra). W bitwie pod Eują (na granicy epirocko-macedońskiej) armia Olimpias i Poliperchona, pobiła wojska Eurydyki i Filipa III, co otworzyło drogę do zemsty starej królowej. Wrzuciła obu do najgorszych lochów a strażnikom nakazała traktować ich w sposób obelżywy. Wreszcie (w grudniu 317 r. p.n.e.) kazała zamordować Filipa III a Eurydyce popełnić samobójstwo. Dwudziestoletnia dziewczyna najpierw obmyła pokryte ciosami sztyletów ciało męża, ubrała je, po czym powiesiła się. Olimpias nakazała również stracić 100 kolejnych zwolenników Kassandra (dopuściła się też zbezczeszczenia grobu Jollasa - brata Kassandra, oskarżając go o otrucie jej syna).

Teraz Kassander żądny zemsty, zaatakował Olimpias (która przebywała w Pydnie) i zmusił ją tam do kapitulacji (poddała się w zamian za gwarancję ocalenia życia). Wkrótce potem urządził nad nią sąd "Wszystkich Macedończyków" (na którym nie tylko nie była ona obecna, ale nikt jej tam nawet nie reprezentował), który skazał ją na śmierć. Olimpias twierdziła że to bezprawie i domaga się uczciwego procesu. Twierdziła że potraktowanie jej w ten sposób jest obrazą bogów, jako że sama była matką żywego boga (Aleksandra Wielkiego jeszcze za jego życia uważano za posiadającego "boską iskrę", a po jego śmierci zaczęły lawinowo powstawać mity i legendy uznające go za jednego z zesłanych z Olimpu na Ziemię bóstw). Kassander się tym jednak nie przejął i wysłał do niej 200 żołnierzy, aby wypełnili wyrok sądu. Ci jednak... bali się do niej zbliżyć, jako że uznawali iż nie są godni aby pozbawić życia matkę swego wodza i króla. Nie wykonali więc rozkazu. Wówczas Kassander postanowił iż najlepiej rozprawią się z nią krewni jej własnych ofiar. Namówił więc tych wszystkich, którym ona wyrządziła jakąś szkodę, by ją po prostu zabili i tak się też stało (choć Olimpias ponoć do końca zachowała godność). W 315 r. p.n.e. poślubił Kassander Tessalonikę (siostrę Aleksandra Wielkiego), aby umocnić swoją pozycję, ale i tak jego władza była znacznie mniejsza niż Antygona, który w tymże (315 r. p.n.e.) miał dziesięć razy więcej pieniędzy i wojska. Sprzymierzył się też z Poliperchonem, oraz zaczął głosić ową "Wolność Hellenów". Antygon Jednooki założył również tzw.: "Związek Wyspiarzy", którego centrum stała się właśnie wyspa Delos.




Oczywiście zaraz inni wodzowie (w tym Ptolemeusz Soter z Egiptu) prześcigali się w deklaracjach utrzymania "Wolności Hellady" (tak jak dziś poszczególne partie prześcigają się w deklaracjach utrzymania programu 500+), gdyż poparcie Greków było jednym z kluczowych elementów zwycięstwa. Nie będę tutaj jednak zagłębiał się w poszczególne etapy wojen diadochów, warto jednak odnotować że w roku 286 p.n.e. (czyli jakieś trzydzieści lat od założenia) Związek Wyspiarzy przeszedł pod polityczne zwierzchnictwo Egiptu. Jeszcze wówczas Delos nie stała się wielkim rynkiem niewolniczym (wciąż utrzymywała się nad nią opinia "świętej wyspy" Apollina), ale mieszkańcom już żyło się coraz lepiej, jako że Delos stawało się nie tylko miejscem pielgrzymek do świątyni Apollina i Artemidy, ale również stabilnym bankiem, gdzie w niespokojnych czasach można było przechować depozyty. Miejscem, które pełniło rolę banku (i udzielało m.i.n: pożyczek na procent) oraz skarbca w jednym - była właśnie świątynia Apollina. Połączenie świętości miejsca i gwarancja jaką dawali kapłani, była wystarczającym zabezpieczeniem własnego majątku (żaden król czy wódz nie odważyłby się ograbić świątyni, gdyż to oznaczało świętokradztwo, a co za tym idzie możliwość wypowiedzenia mu posłuszeństwa przez wojsko). Szybko jednak świątynia traci monopol na bankowe usługi i zaczynają wyrastać na Delos prywatne banki, jednocześnie wzrasta zaludnienie wyspy (prawo zabraniające "rodzenia się i umierania" na Delos zostało cofnięte z końcem IV wieku p.n.e.), a bankierzy (tacy jak na przykład Atenodoros z Delos) udzielają pożyczek na procent nawet innym greckim polis.

Wyspa w III wieku p.n.e. bogaciła się w szybkim tempie, a świątynia, która jeszcze na początku tego wieku stanowiła centrum jakiegokolwiek zainteresowania, w drugiej połowie III wieku p.n.e. stanowiła tylko jedną z wielu budowli użyteczności publicznej, jakimi mogli poszczycić się Delijczycy. Powstał tam bowiem (już z końcem IV wieku p.n.e.) teatr, który wzorowany był na ateńskim teatrze Dionizosa, ulokowanym u stóp Akropolu. Mógł pomieścić ok. 10 000 widzów i posiadał wysuwaną platformę (na kółkach), jako część dodatkowa do pracy aktorów (na platformach tych ukazywano sceny dodatkowe, nie pokazane bezpośrednio na scenie, jak choćby bitwy, gwałty, rzezie - oraz trupy poległych wojowników, gdzie aktorzy grali w scenkach dodatkowych). Teatr na Delos stał się tak sławny, że na święta religijne (a w Grecji nie istniały święta niereligijne) zjeżdżali tam aktorzy z całego hellenistycznego świata. Teatr stawał się miejscem publicznym (ważniejszym nawet niż świątynia) i to tam ogłaszano wszelkie publiczne informacje (jak choćby te o wyzwoleniu niewolnika czy uhonorowaniu jakiejś postaci np. poety lub aktora). Do dziś przetrwała lista (z 282 r. p.n.e.), sporządzona na marmurowej kolumnie, wymieniająca uhonorowanych ludzi podczas święta Apollina w teatrze na Delos. Są to: Plejstajnetos syn Telesona, Didymos syn Antygona, Stesileos syn Skymnosa, Apenatos syn Herodikosa - wszyscy za wystawienie chóru, Androlas syn Sattosa, Pyrrajtos syn Nesiotesa, Teorylos syn Diaktoridesa i Aristejdes syn Charilasa za komedie. Zostali również uhonorowani aktorzy komiczni: Fajdros z Aten i Kefisios z Histiai, aktorzy tragiczni: Teudoros z Megary, Temistonaks z Paros i Nikostratos z Kassandrei. A poza tym na owych występach teatralnych, została wyzwolona niewolnica Eutymosa o imieniu Artemis. Zaś w 259 r. p.n.e. uhonorowano na Delos (m.in.) Rzymianina o imieniu Serdon (magika, który pokazywał "czary"), mającego do pomocy grecką niewolnicę o imieniu Aristion. Oczywiście wszyscy aktorzy, członkowie chóru i sztukmistrze byli mężczyznami, bowiem kobiety nie mogły grać w teatrze (męscy aktorzy grali więc też role kobiece).




Delos szczyciło się kilkoma sławnymi obywatelami (niektórzy z nich otrzymali obywatelstwo za zasługi dla wyspy). Jednym z najsławniejszych był Sostratos syn Deksifanesa, któremu wdzięczni Deliijczycy wystawili pomnik ok. 280 r. p.n.e. Sostratos z Knidos był autorem Latarni Morskiej z Aleksandrii (jednego z siedmiu cudów starożytnego świata). Strabon (grecki historyk z I wieku p.n.e.) napisał na jego cześć panegiryk, który brzmiał m.in.: "By ocalić Hellenów, strażnicę na Faros wzniósł Sostratos Knidyjczyk, syn Deksifanesa. W Egipcie szczytów nie ma ni gór jak na wyspach (...) Toteż tę strzelającą wysoko ku niebu wieżę łatwo jest dostrzec już z niezmiernej dali (...) w noc zaś żeglarz walczący z falami zobaczy wielki ogień płonący na szczycie". Delijczycy wystawili pomnik Sostratosowi nie tylko ze względu na jego dzieło (dzięki któremu stał się sławny), które notabene już w dwieście lat później (w czasach Strabona) posiadało dość dziwny napis (oto bowiem wiadomość dla potomnych umieszczona na wieży brzmiała: "Sostratos z Knidos, syn Deksifanesa, bogom Zbawcom dla ocalenia żeglujących". W czym tkwił problem? W braku imienia królewskiego, ówczesnego władcy Egiptu - Ptolemeusza II, nie jest bowiem możliwe aby takie cudo powstało i król nie kazałby umieścić na nim swego imienia - to po prostu nie mogło się zdarzyć. Dlaczego jednak nie było tam imienia Ptolemeusza II? Cóż, nie było go już w czasach Strabona, ale to nie oznacza że nie było go również ok. 280 r. p.n.e. gdy latarnia morska została oddawana do użytku. Po prostu - to jest jedna z hipotez - przebiegły Sostratos swoje imię umieścił na początku, po czym pokrył je dużą ilością tynku i na nim zapisał imię Ptolemeusza II. Wiedział dobrze że po jakimś czasie - zapewne już po śmierci Ptolemeusza II - tynk zejdzie, niwecząc imię władcy a odsłaniając właśnie jego). 

Sostratos został jednak uhonorowany pomnikiem na Delos nie tyle za Latarnię Morską, ile za swoje zasługi dla wyspy, gdyż jako członek dworu królewskiego Ptolemeusza II Filadelfosa i jeden z jego osobistych "przyjaciół" (tytuł "przyjaciela" w Egipcie Ptolemeuszy nie oddawał prawdziwości tego słowa, do grona królewskich przyjaciół zaliczali się np. jego przyboczni dworzanie, doradcy a nawet strażnicy, także członkowie rodziny). Pełnił też rolę dyplomaty, a jego majątek w Aleksandrii był ogromny (za własne pieniądze ufundował swojemu miastu - Knidos piękny portyk z krytymi kolumnadami - który pełnił po prostu rolę... dzisiejszych galerii handlowych). Przebywając na dworze w Aleksandrii, lobbował Sostratos za przyznaniem Delijczykom przywilejów handlowych (w tym również samej świątyni), co spowodowało znaczny wzrost majętności mieszkańców (teraz nie tylko dzięki pielgrzymkom, ale też dzięki ulgom podatkowym, czerpanym z handlu i z pożyczek bankowych). Sostratos (mimo że nie pochodził z wyspy) został uznany za obywatela, które to obywatelstwo zostało mu przyznane z wielką czcią. Kolejnym uhonorowanym obywatelem Delos, stał się Damoteles syn Ajschylosa z Andros. Damoteles był bowiem poetą i muzykiem działającym w "stolicy świata" - Aleksandrii i w swych pieśniach wychwalał piękno Delos i pobożność jego mieszkańców jako "świętej wyspy, świętych ludzi". Uznany został więc przez mieszkańców za "świętego herolda" i nagrodzony wieńcem laurowym i tytułem "Najszlachetniejszego".




Jeszcze innym nagrodzonym był bankier Atenodoros syn Pejsagorasa z Rodos. Jego upamiętnienie na Delos poczynione zostało jednak rękoma Histiajczyków, których ten ocalił od głodu, umożliwiając zakup zboża po zaniżonej kwocie i przyznając im bezprocentową pożyczkę na jego wykup (bowiem z końcem IV wieku p.n.e. zaczął się w świecie greckim prawdziwy kryzys gospodarczy, a ceny wielu produktów gwałtownie poszły w górę. Delos i tak radziła sobie dość dobrze - a przynajmniej znacznie lepiej niż inne greckie polis, ale nie oznaczało to, że i tutaj - choć była to maleńka wysepka - nie było biedaków. Byli, tylko nie przymierali głodem, choć musieli ograniczyć się do badzo prostego posiłku: suchy chleb jęczmienny i woda. W tym okresie 1 medimnos pszenicy - czyli ok. 52 litry - kosztuje aż 10 drachm, za to najlepszy robotnik dostaje 2 drachmy dziennie a pomocnicy 1/3 drachmy. Żeby więc utrzymać rodzinę na podstawowym poziomie, trzeba w ciągu roku zarobić przynajmniej 240 drachm, a nie zawsze jest praca, nic więc dziwnego że niektórzy godzą się na mniejsze stawki a stałe zatudnienie - jak w przypadku robotników świątyni - niż większe stawki a prace sezonowe. Dwadzieścia lat później kryzys nieco osłabł i za 1 medimnos pszenicy płacono już 7,5 drachmy, w połowie III wieku p.n.e. cena spadie do 5 drachm. Wciąż było to jednak zbyt dużo, szczególnie dla osób które nie miały stałego zajęcia. Dlatego też bezprocentowa pożyczka, jaką Histiajczykom przyznał Atenodoros, była dla nich prawdziwym wybawieniem, nic więc dziwnego że uchonorowali go tablicą pamieciową na Delos i przyznali najróżniejsze inne zaszczyty w swoim mieście).

Poza świątynią i teatrem, na Delos przyjezdni kupcy i pielgrzymi mogli podziwiać również zamożne (zaopatrzone w kanalizację) domostwa, takie jak: "Dom Delfinów" czy "Dom Masek" (są to oczywiście nazwy współczesne, a wzieły się od mozajek namalowanych na ścianach owych budynków). Sam fakt że są to domostwa zaopatrzone w kanalizację i łazienkę - pokazuje iż domy bogaczy miały wiele wymyślnych funkcjonalności, które choćby w naszych czasach są oczywistą normą (ciekawym jest również fakt jak wiele elementów nowoczesności znajdowało się zarówno w greckich jak i rzymskich domach, oczywiście obok funkcjonowały również elementy całkowicie archaiczne - jak choćby... brak szyb w oknach). Przeskoczmy jednak III wiek p.n.e. gdy potęga handlowa Delos dopiero się wykuwała i przejdźmy od razu do wieku II p.n.e. gdy wyspa stała się prawdziwym centrum niewolniczego świata, a mieszkańcy zbijali na handlu i sprzedarzy owych (najczęściej porwanych przez piratów, lub uprowadzonych w wyniku działań wojennych) nieszczęśników - ogromny majątek. 





CDN.
              

poniedziałek, 15 lipca 2019

KANONY LUDZKIEGO PIĘKNA - Cz. I

JAK ZMIENIAŁY SIĘ PRZEZ LATA 

I CO JE DETERMINOWAŁO





Temat ten zamierzałem podjąć już jakiś czas temu, gdyż wydaje mi się interesującą kwestia  zmiany kanonu piękna ludzkiego ciała i tego co dla różnych kultur w różnych okresach historycznych było symbolem urody i piękna. Co stanowiło o urodzie w starożytnym Egipcie, a co w Babilonii? Jaki był kanon piękna w antycznej Grecji a jaki w starożytnym Rzymie? Jak do kwestii ciała, piękna i seksualności podchodzono w średniowieczu i w wiekach następnych? - to wszystko wydaje mi się niezwykle ciekawe, gdyż stanowi część barwnej palety ludzkich dzieł, zachowań i postaw - jakie ogólnie doprowadziły do powstania naszej (w rozumieniu ludzkiej) cywilizacji. Dziś, gdy "świerszczyki" z roznegliżowanymi paniami sprzedają się coraz gorzej (gdyż cały dostępny seks i tak jest już w sieci), należy pamiętać że takie erotyczne pisemka istniały zarówno w Grecji jak i w Rzymie. Oczywiście była to sztuka, którą można dziś nazwać "kloaczną", ale stanowi ona (prócz żywych przykładów ludzkiego piękna, uwypuklonych w rzeźbach i malowidłach ) ciekawą wiedzę na temat tego, co starożytnym się podobało w kształcie ludzkiego ciała (i co ich podniecało). Temat długi, bo dotyczący różnych kanonów piękna ludzkiego ciała w wielu cywilizacjach i kręgach kulturowych, począwszy od starożytnego Egiptu, a skończywszy na czasach nam współczesnych (rygorystycznych dietach, cudownych preparatach na schudnięcie i tego typu kwestiach, którymi torturują się głównie nasze panie). Zacznijmy zatem. 



I

STAROŻYTNY EGIPT

SYMBOLE URODY I SEKSAPILU:

KOBIETY - DŁUGIE, GĘSTE WŁOSY I PIĘKNE OCZY

MĘŻCZYŹNI - SZEROKIE RAMIONA

Cz. I 





 Egipcjanie mieli prawdziwego "fioła" na punkcie włosów, szczególnie kobiecych. Stanowiły one bowiem niezwykle silny afrodyzjak, jeśli były odpowiednio uczesane i ukształtowane. Natomiast jeśli były rozpuszczone i w nieładzie, taka kobieta właściwie traciła cały swój seksapil i była uważana za wybitnie nieatrakcyjną. Ale nim przejdę do włosów, zajmijmy się inną, równie ważną częścią kobiecego ciała, która stanowiła o jej urodzie i podkreślała piękno w Egipcie faraonów. Chodzi oczywiście o... dłonie. Tak, kobiece dłonie były niezwykle ważnym afrodyzjakiem (co pokazuje choćby egipska sztuka). W dłoniach była ulokowana "boska esencja sprawcza Atuma" dlatego musiały być czyste i zadbane. O swe dłonie musiały szczególnie dbać Boskie Małżonki Amona-Re (wywodzące się głównie z królewskiego lub kapłańskiego rodu), które dzień w dzień miały za zadanie "rozbudzać boga". Każdy dzień Boskiej Małżonki wyglądał tak samo, z chwilą pierwszego blasku słońca opuszczała ona swoją siedzibę i udawała się do tebańskiej świątyni Amona-Re zwanej Ipet-sut. Tam, pośród chłodnych i wypełnionych dymem kadzideł sal, zażywała kąpieli w "Świętej Sadzawce", po czym przy pomocy Boskich Adoratorek (kapłanek będących na usługach świątyni, które namaszczały jej ciało olejkami), przywdziewała białą, cienką (prześwitującą) "liturgiczną" szatę z czystego lnu, po czym kierowała się do "Świętego Świętych", czyli miejsca w którym przebywał bóg. Gdy weszła do owego mrocznego, ciemnego (symbolizującego kobiece łono) pomieszczenia, oświetlanego jedynie blaskiem pochodni, towarzyszył jej arcykapłan Amona-Re w otoczeniu kapłanów niższej rangi (wraz z nią do tego pomieszczenia mógł wejść jedynie arcykapłan lub sam król).

Boskie Adoratorki nie mogły się zbytnio zbliżyć do tego pomieszczenia i zostawały w sali obok. Potrawy dla boga (mleko, mięso, chleb, ciasto) wnosili kapłani niższego rzędu, po czym opuszczali pomieszczenie przed otwarciem połyskującego złotem i lapis-lazuli sanktuarium w którym przebywał bóg. Arcykapłan (lub król) otwierał drzwiczki sanktuarium i z wielką starannością wyciągał posąg boga na zewnątrz. Za drzwiami rozlegał się dźwięk bębnów, piszczałek i sistrów, mający odpędzić zły urok. Arcykapłan spalał następnie w ogniu woskowe figurki wrogów Egiptu. Teraz wkraczała Boska Małżonka ze złotym sistrum w ręku, potrząsając nim aby "obudzić" boga. Następnie rozchylała szatę, ukazując mu swoje wdzięki i "karmiła" boga przygotowanymi potrawami. Po skończonym posiłku, brała do ręki boskiego fallusa i recytując pieśni religijne, miała za zadanie rozładować jego "napięcie seksualne" do czasu, aż... "nie poczuła na sobie jego orgazmu". Kobieca dłoń była jednak ważna nie tylko ze względu na "liturgiczną posługę" Boskich Małżonek Amona-Re, ale również ze względów kulturowych. Na przykład Egipcjanki mężczyżni całowali w dłonie na powitanie a nie w usta lub policzki. Wiele reliefów pokazuje też przechadzające się po ogrodach pary, trzymające się za ręce. Dłonie jednak największe zastosowanie miały w symbolice erotycznej - bogini Hathor była nazywana "Ręką Atuma" a jej wcielenia (lub oddzielne boginki) Jusaas i Nebet-hetepet zwano "Paniami Zaspokojenia". Dlatego też kobiece dłonie miały niezwykle silną erotyczną symbolikę (samo sistrum - czyli klepaczka - było uformowane w kształcie kobiecej dłoni). 

Kolejnym symbolem urody (i silnym afrodyzjakiem dla Egipcjan) były usta. To właśnie przez usta przechodziło "życiodajne tchnienie Szu" i było jednym z głównych elementów zmartwychwstania. Usta musiały więc być zadbane (co nie zawsze było łatwe, szczególnie w kraju gdzie wiatr nieustannie wciskał drobinki piasku do oczu, ust i nosa, a usta szybko wysychały i trzeba je było regenerować odpowiednimi olejkami z oliwek). Kobiety malowały sobie usta szminką z czerwonej ochry (startej na proszek i zmieszanej z wodą), mężczyźni natomiast ust nie malowali. W bogatszych domach były nawet łazienki, gdzie można było się umyć i umalować. Usta jednak dla Egipcjan nie służyły do całowania, a do... wąchania i podziwiania (kochankowie całowali się pocierając sobie wzajemnie nosy), niewątpliwie jednak służyły jako narzędzie rozkoszy (egipskie słowo "sepet" - czyli usta, było tożsame ze słowem wagina i w zasadzie dla Egipcjanina nie miało większej erotycznej różnicy czy "sepet" to są usta czy też to, co znajduje się między kobiecymi nogami). Gdy więc kochanek mówił: "Gdy ją całuję, usta swe rozchyla" (dzbanek z Deir el-Medina - XVIII Dynastia), nie wiadomo dokładnie czy naprawdę ma na myśli usta. Oczywiście nieskazitelne usta były tak samo ważne dla kobiet jak i dla mężczyzn, jednak nazwa ta była utożsamiana jedynie z kobiecym przyrodzeniem. 


 

Kolejny afrodyzjak stanowił nos. Był on jeszcze ważniejszy od ust a pozbawienie człowieka nosa, w praktyce uniemożliwiało mu ponowne zmartwychwstanie, gdyż "życiodajne tchnienie Szu" odbywało się właśnie ustami przez nos - "Powietrze jest w moich nozdrzach, nasienie w moim fallusie" (Papirus Harris 500). Nos służył do doświadczania świata za pomocą zmysłu powonienia a Egipcjanki i Egipcjanie używały całej palety perfum, zaś sam pocałunek pomiędzy kochankami, odbywał się właśnie przez nos (nie powinno to zresztą dziwić, jako że egipskie słowo "sen" - czyli "wąchać" lub "czuć zapach", było tożsame ze słowem "całować"). Perfumy były jednak bardzo drogie (niekiedy kosztowały tyle co kilka wołów - które same w sobie już stanowiły majątek), ich cena nieco spadła dopiero po sławnej wyprawie królowej Hatszepsut do krainy Punt (ok. 1470 r. p.n.e.), skąd sprowadzono do Egiptu wiele sadzonek olejkodajnych roślin, które odtąd były uprawiane w Egipcie, oraz mirrę, olibanum i opopanax. Olejki eteryczne (na bazie tłuszczów) Egipcjanie wcierali sobie głównie we włosy, usta i miejsca intymne, co przy większym ruchu powodowało spalanie się tłuszczu i wydzielanie tym samym przyjemnej woni (perfumy wkładano również zmarłym do grobu, a także używano ich podczas balsamowania ciała). Nos był więc nie tylko potężnym afrodyzjakiem, ale również symbolem przetrwania duszy w Zaświatach.

Przejdźmy teraz do uszu. Stanowiły one (wraz z ustami i nosem) swoistą "świętą triadę" gdyż to właśnie przez uszy (według Egipcjan) dusza opuszczała ciało. Ucho stanowiło też silny afrodyzjak i zdarzało się (dość często) że kochankowie uprawiali seks, poprzez... wzajemne lizanie sobie uszu a nawet były próby wkładania penisa do ucha wybranki (zdarzały się przypadki "gwałtu przez ucho"). Wiedziano że ucho jest tak samo erogenną strefą, jak choćby piersi czy okolice podbrzusza kobiety, wierzono też że zapłodnienie może odbyć się również przez... ucho. Kobiety nie nosiły kolczyków na uszach, aż do czasów Nowego Państwa (XVIII Dynastia). Egipcjanie przykładali więc szczególną uwagę do czystości tych miejsc (nie tylko zresztą tych, myto się z reguły dwa razy dziennie - rano i wieczorem przed snem: myto ręce i nogi, płukano usta, czyszczono zęby specjalną paletką, obcinano paznokcie i przede wszystkim co czyniły głównie kobiety - rozczesywano włosy i dopiero wówczas kładziono się do łoża). Uszy, nos, usta oraz dłonie nie stanowiły jednak aż tak silnego afrodyzjaku jak...

Piersi i narządy rodne. Odsłonięte kobiece piersi były ewidentnym zaproszeniem do odbycia stosunku miłosnego. Od czasów Nowego Państwa, dobrze urodzonych dam nigdy nie przedstawiano zupełnie nago, zawsze posiadały jakieś okrycie wierzchnie. Niewolnice zaś i tancerki z reguły przedstawiano albo zupełnie nago, albo jedynie z niedużą przepaską na biodra (jak choćby na grobowcu wezyra Rechmire z czasów panowania faraona Totmesa III - ok. 1458-1425 r. p.n.e.). Również służące, pomagające pani przy codziennej toalecie, są zawsze (na reliefach czy ostrakonach) ukazywane nago. Obnażone kobiece piersi były więc czymś zupełnie naturalnym dla Egipcjan, z tym że członkinie rodziny królewskiej i arystokratki unikały ukazywania swych piersi ze względów religijnych (jako istoty dobrze urodzone, co dla nich samych znaczyło bliższe bogom, nie powinny zniżać się do uciech godnych prostego ludu ani sprowadzać boskiego piękna do zwykłego popędu seksualnego). Dziewczęta służebne były zaś zupełnie pozbawiane odzieży (na jednej z fajansowych miseczek do wina, pochodzących z okresu Nowego Państwa, ukazana jest klęcząca w stóp swej pani lutnistka, której jedynym okryciem jest nieduża przepaska na biodra, w którą dodatkowo włożony jest kwiat lotosu - zapach kwiatu lotosu był uważany za afrodyzjak. Lotosy wplecione są również w jej włosy a na czubku głowy lutnistki znajduje się stożek z wonnymi maściami, które służą jej pani do upiększania ciała. Pani - co ciekawe - też jest tu ukazana nago jedynie przepaską na biodrach - zapewne jest to fragment porannej toalety). Genitalia oczywiście też były niezwykle erogenną strefą, a nabrzmiały męski fallus, stanowił zaproszenie do aktu miłości, na równi z odsłoniętymi kobiecymi piersiami (zdarzało się też że kobiety chwytały mężczyzn za penisa lub jądra, co dla Egipcjan nie stanowiło zgorszenia, ale już np. dla Żydów czy Asyryjczyków, jeśli kobieta złapała mężczyznę za genitalia, jej ręka musiała zostać odcięta - "Jeśli (...) żona (...) wyciągnie rękę i chwyci go za części wstydliwe, odetniesz jej rękę, nie będzie twe oko miało litości" Pwt.25, 11-12, przy czym Asyryjczycy miast ręki obcinali kobiecie palec i... obie piersi. Niekiedy ograniczano się "tylko" do obcięcia sutków). W Egipcie fallus w stanie wzwodu jest symbolem seksapilu i potwierdzeniem męskiej witalności.




I przechodzimy wreszcie do włosów, jako niezwykle silnego symbolu kobiecej (i męskiej) urody. Depilacja całego ciała (prócz włosów na głowie i brwi) w Egipcie faraonów była wręcz obowiązkiem każdej kobiety. Depilowały się więc praktycznie wszystkie dziewczęta. Mężczyźni zaś (prócz zarostu) nie usuwali owłosienia z ciała (jedynym wyjątkiem byli tutaj kapłani, którzy golili całe ciało ze względów kultowych). Włosy stanowiły ogromny majątek kobiety, a te, które miały słabsze owłosienie, używały wykwintnych peruk. Zamożne damy spędzały długie godziny w otoczeniu swych służących nad upiększaniem włosów, szczególnie modne (od okresu Nowego Państwa) były włosy plecione w liczne warkoczyki i kręcone w loczki. Jeśli kobieta pojawiła się przed mężczyzną nieuczesana lub z rozpuszczonymi włosami, oznaczało to ogromny spadek jej fizycznej atrakcyjności, dlatego też o włosy dbały wszystkie kobiety, nie tylko zamożne arystokratki, ale i muzykantki, tancerki czy nawet niewolnice. Oczywiście również kapłanki w świątyniach (szczególnie w świątyni Hathor) nosiły niezwykle wyszukane fryzury (w ogromnej większości były to odpowiednio stylizowane i upiększane peruki ścinane niewolnicom). Oczywiście peruki nosili również mężczyźni, którzy (podobnie jak ich żony) oblegali zakłady fryzjerskie czy perukarskie. Egipcjanie strzygli się na krótko (często zupełnie na łyso, w celu nałożenia peruki), Egipcjanki wręcz przeciwnie - posiadały długie, ciemne, zaplatane loki, które były ówczesnym symbolem seksu i niezwykle mocno działały na męskie libido (przeto żadna kobieta, która chciała przyciągnąć do swego łoża kochanka, nie pokazałaby się przed nim bez zrobionej wykwintnej fryzury lub bogato ufryzowanej peruki).



Silnym afrodyzjakiem dla kobiet były zaś szerokie i silne ramiona u mężczyzn. Ramiona i włosy to były główne symbole urody mężczyzn w starożytnym Egipcie. Na temat męskiej urody mam co prawda znacznie mniej informacji, ale i tak można je zamknąć w stwierdzeniu, że realnie największym powodzeniem wśród kobiet cieszyli się ci mężczyźni, którzy... mieli pokaźne przyrodzenie i potrafili przyprzeć partnerkę do ściany i utrzymać ją w powietrzu bez pomocy rąk (dosłownie). Ale to już są takie drobne szczegóły, przejdźmy zatem teraz do erotycznych ubiorów i pozostałych afrodyzjaków na czele z oczami, które stanowiły "źródło duszy"...        

    
 






 CDN.

sobota, 13 lipca 2019

OPOWIADANIE BDSM - TYLKO DLA OSÓB DOROSŁYCH (18+!) - Cz. VII

NIEDAWNO ODNALEZIONE, STARE

(CHOĆ NIE MOJEGO AUTORSTWA)

OPOWIADANIE BDSM

AUTOR NIEZNANY




 
DALSZA CZĘŚĆ OPOWIADANIA O TEMATYCE BDSM W KTÓREJ JEST SPORO SEKSUALNEGO WYUZDANIA, DLATEGO TEŻ:


TEKST JEST PRZEZNACZONY TYLKO DLA OSÓB POWYŻEJ 18 ROKU ŻYCIA
 




 Monika leżała w swoim łóżku, nie mogła zasnąć, nie mogła uwierzyć, że jutro będzie dzień w którym zobaczy Adama. Dzień w którym poczuje jego silne ramiona, wciągnie głęboko w siebie jego zapach. Zapach, który pamięta, zapach który towarzyszy jej gdy zasypia. Mimi została na noc w lochu. Monika cieszyła się, że ma pokój tylko dla siebie. Kulki w których był ukryty środek nasenny położyła przy łóżku, chciała mieć je na oku. Leżała myśląc i nasłuchując zwiastunów dnia. Przyjęcie skończyło się późno w nocy więc do świtu było blisko. Obmyślała plan, jak zwabić psy i jak podać im środek nasenny. Bała się, że nadlatujący helikopter zaalarmuje ludzi pracujących dla Czarnego i zniweczy to jej ucieczkę. Wszystko było na pozór takie proste a zarazem bardzo ryzykowne. Podczas śniadania, które dziś jadła sama schowała kilka dużych plastrów szynki. Wiedziała, że Czarny opuścił rezydencję wczesnym rankiem i cieszyło ją to, mogła swobodnie poruszać się po domu. 

Czarny czuł się zmęczony ale wiedział, że nie może położyć się spać. Czekał go ciężki dzień. Pierwszą rzeczą jaką chciał załatwić to pozbycie się Mimi. Miał dość tej krnąbrnej dziwki. Nie była mu już potrzebna. Dotarło do niego, że nie złamie Moniki bardziej, że osiągnął wiele a teraz czas musi zrobić resztę. Gdy było jeszcze ciemno wszedł do lochu gdzie dziewczyna spędzała noc. Kopniakiem wyrwał ją ze snu. Usiadła przestraszona na podłodze. Jej posiniaczone ciało wyglądało bardzo apetycznie w nikłym świetle padającym z korytarza przez otwarte drzwi. Taki widok spowodował, że pomyślał nad wykorzystaniem jej ostatni raz. Szybko jednak odrzucił tą myśl. Mimo, że ciało Mimi mu się podobało, on pragnął Moniki. Zabrał dziewczynę z lochu i odwiózł do miejsca w którym ją znalazł. Gdy płacił jej umówioną sumę Mimi miała łzy w ochach. Wiedziała, że traci wygodne mieszkanie i dobrze płatną pracę. Teraz wracała do podrzędnego burdelu i obsługi spoconych kierowców ciężarówek. Czarny zostawił ją pod drzwiami lokalu i odjechał w stronę lotniska. 

Monika miała wszystko przygotowane, sprytnie zatruła mięso dla psów, sprawdziła czy nikt się nie kręci po ogrodzie. Co chwila spoglądała na zegarek. Minuty zdawały się trwać wieczność. Wiedziała, że Czarny ma coś do załatwienia i nie powinien wrócić przed wieczorem. Całe jej ciało drżało w oczekiwaniu, czuła jak wali jej serce. Zbliżała się godzina uśpienia psów, wabiła je pod balkon i nakarmiła przygotowaną wędliną. Odczekała kilkadziesiąt minut i po cichu ruszyła do ogrodu. Drzwi na dwór były otwarte, bez kłopotu wyszła na zewnątrz. Przemykała się między drzewami, kierując się w stronę otwartej przestrzeni. Mała polanka była idealnym miejscem na lądowisko. Dochodziła piętnasta, Monika z drżącymi nogami czekała ukryta w kępie krzaków. W oddali usłyszała warkot silnika, wstrzymała oddech nasłuchując. Warkot wzmagał się, coś wyraźnie zbliżało się w jej kierunku. 

Czarny był wściekły odwołano jego lot, tego się nie spodziewał. Umówione spotkanie przepadło a z nim dobry interes. Zły wracał do domu. Jechał swoim autem słuchając muzyki. Przypominał sobie ubiegłą noc. Przyjęcie się udało, Monika była wspaniała. Nawet Mimi się do czegoś przydała. Pokaz biczowania był bardzo efektowny. Z za pagórka ujrzał swój dom. Wspaniale się prezentował na tle morza. Otoczony pięknym, dużym ogrodem wychodzącym wprost na piaszczystą plażę. Jego wyspa była mała ale idealnie nadawała się do wypoczynku. Trochę był zły na siebie, że przez Monikę zaniedbał interesy i tyle czasu spędzał tu. Miał wygodne mieszkanie w mieście z którego było łatwiej prowadzić firmę. Zbliżał się do bramy gdy usłyszał warkot silnika. Rozejrzał się i w górze zobaczył helikopter. Zdziwił go ten widok a zarazem zaniepokoił. Pomyślał o zawistnej konkurencji, o wojnie gangów w której uczestniczył od jakiegoś czasu. Obserwował obiekt przez chwilę a gdy upewnił się że maszyna leci w kierunku jego domu zawiadomił swoich ludzi. 

Adam siedział na miejscu pasażera. Widoczność była wspaniała. Z góry oglądał pięknie położoną wyspę. Zastanawiał się w jaki sposób Czarny zdobył prawa własności tego terenu. Błękitne morze rozbijało swoje fale o skalne brzegi i tylko jedna strona wyspy zakończona była piaszczystą plażą. Widać było już wspaniały duży dom. Jego białe ściany świeciły w słońcu i pięknie komponowały się z otaczającą go zielenią parku.

Monika zauważyła ruch na podjeździe, kilku uzbrojonych mężczyzn rozbiegło się między drzewami. Zadrżała z przerażenia, bała się. Helikopter był już w zasięgu wzroku. Gdy był tuż nad jej głową wybiegła na polanę. W tym momencie Czarny ją zauważył. Stanął zaskoczony i momentalnie zrozumiał co się dzieje. Odwołał swoich ludzi, patrzył jak maszyna podchodzi coraz niżej, jak Monika stara się pochwycić wypuszczoną drabinkę. Wszystko trwało kilka sekund. Mężczyzna wyjął pistolet i strzelił. Celował w dziewczynę, która kurczowo trzymała drabinkę próbując się na nią wspiąć. Strzał był celny. Drugi wycelował w kierunku kabiny pilota. Szyba kabiny rozleciała się w kawałki. Helikopter poderwał się do góry. Trzeci strzał Czarny wycelował w powietrze. Monika, która leżała na trawie podniosła wzrok do góry. Zobaczyła Adama jak wyciąga w jej stronę rękę, jego oczy pełne były bólu i zawodu. Helikopter odleciał, Monika patrzyła jak Czarny podchodzi do niej, podnosi odstrzeloną drabinkę. 

- Nie udało się co? - zapytał lekko się uśmiechając.

Nic nie odrzekła z jej oczu popłynęły łzy. Chwycił ją za włosy i pociągnął za sobą. Szedł szybko, Monika na czworaka próbowała dotrzymać mu kroku ale było to trudne, co chwilę przewracała się raniąc kolana i dłonie. Szli w stronę psiarni. Monika widziała jak psy powoli odzyskują świadomość. Czarny wepchnął ją do jednego z wolnych boksów.  

- Jesteś zwykłą suką i tak cię będę traktował - powiedział zamykając drzwi boksu na kłódkę. 




Spojrzał ponownie na Monikę i odszedł. Klatka była mała. Dziewczyna nie mogła się w niej wyprostować. W jednym końcu znajdowało się wejście do dużej budy. Gdy siedziała na ubitej ziemi w około niej zaczęli się tłoczyć ludzie Czarnego. Mężczyźni patrzyli na jej nagie ciało robiąc sprośne uwagi, stukali w siatkę klatki, próbowali ją dotknąć wkładając ręce w otwory. Monika czuła się zaszczuta. Schowała się do ciasnej budy, trzęsła się z rozpaczy i wstydu. Skulona zasnęła.  

Gdy Adam wrócił do domu nie chciał z nikim rozmawiać. Bał się o losy Moniki, był zły, że przygotowany plan się nie powiódł. Aleks próbował pocieszyć przyjaciela, chciał przedstawić mu nowy plan. Musieli wszystko zacząć od nowa, ponowić próbę. Gdy zasypiał po dużej dawce alkoholu przed oczami miał wyraz oczu Moniki, błaganie w spojrzeniu.  

Wieczór był chłodny, Monika zmarzła i ścierpła w swojej kryjówce. Usłyszała jakieś głosy. Był to Czarny, przyszedł ze swoimi ludźmi. Psy które obudziły się, witały go skomląc. Podeszli do boksu.

- No to panowie losujcie kluczyk do klatki - powiedział nie patrząc nawet w jej stronę. 

Każdy mężczyzna miał wyciągnąć patyk, krótki oznaczał noc z Moniką. Gdy dziewczyna usłyszała co się święci, na kolanach wyszła z ukrycia i zaczęła prosić Czarnego o wybaczenie. Nie zwracał na nią uwagi, obserwował jak sześciu mężczyzn wybiera patyki. Dwa były krótkie. 

- Miłej zabawy - powiedział Czarny i rzucił im kluczyk.

- Dziękujemy szefie - odparł jeden z wybranych.

- Panie proszę - płakała Monika.

Czarny odszedł szybkim krokiem w stronę domu. W boksach obok psy zaczęły nerwowo się kręcić, szczekać, wyczuwały nową osobę. Mężczyźni wyciągnęli Monikę z boksu, szarpała się i broniła. Wiedziała, że Czarny celowo pozwolił dwóm na zabawę z nią, wiedział, że będzie się broniła. Chciał ją bardziej upokorzyć. Wciągnęli ją na trawę i unieruchomili przywiązując jej nogi i ręce do pobliskich drzew. Potem zgwałcili ją. Najpierw jej usta potem cipkę, brali ją na zmianę. Gdy nie miała siły się szarpać, jeden z nich odwiązał ją, odwrócił i brutalnie wszedł w jej tyłeczek. Po chwili spuścił się w jej wnętrzu. Dziewczyna czuła się okropnie, była brudna, obolała i załamana. Gdy wepchnęli ją ponownie do klatki jak zbity pies poszła na czworaka do budy. Skuliła się i zasnęła z zasychającymi złami na twarzy. 

Gdy rano karmiono psy ona też dostała miskę jedzenia i wodę. Cały dzień spędzała w klatce, wieczorem odbywało się losowanie a potem zabierali ją pod studnie z wodą aby mogła się umyć. Czasem podczas losowania był jeden wygrany czasem aż trzech. Monika czuła, że traci siły, była cała posiniaczona. Dostawała jeden posiłek dziennie, cały dzień przebywała w promieniach palącego słońca a wieczorem ją gwałcono. Trwało to już kilka dni, przez ten cały czas Czarny nie pokazał się ani razu, nikt się do niej nie odzywał. Traciła nadzieję, że coś się zmieni w jej życiu. Marzła w nocy a w dzień nie miała się gdzie schować przed ludzkim okiem i słońcem. Buda była za mała aby tam swobodnie przebywać. Jadła psie jedzenie a potrzeby fizjologiczne załatwiała w jednym kącie klatki. Nawet psy przestały na nią warczeć i zaczęły traktować jak swoją. Czuła, że nie wytrzyma tego, że zwariuje. Jedyną myśl jaką miała, to aby zobaczyć Czarnego, mieć szansę błagać go o litość i móc wrócić do jego domu. Jak nigdy dotąd czuła się jego własnością. Mózg odmawiał jej posłuszeństwa, we śnie majaczyła a w dzień siedziała w kącie klatki patrząc w przestrzeń. Jej ciało trawiła gorączka. Po kilku dniach rozchorowała się z chłodu, ran i braku porządnego jedzenia. Minął tydzień a Czarny nadal się nie pokazywał.

Tego dnia Czarny wstał rano, zaniepokoił go wieczorny raport. Meldowano mu, że Monika wygląda źle, że jest chora i załamana. Postanowił osobiście zanieść jej jedzenie. Gdy go zobaczyła serce zaczęło jej walić, klękła na zdarte kolana i nic nie mówiąc patrzyła błagalnym wzrokiem. Gdy otworzył drzwi wyszła i padła mu do stóp, zaczęła całować jego buty, przywarła ciałem do jego kolan. Płakała. Widząc ją w takim stanie wiedział, że tym razem złamał ją do końca, że teraz jest jego. Monika trzęsła się od szlochu i kurczowo trzymała nóg swojego Pana, była gotowa czołgać się za nim byle tylko zabrał ją z tego miejsca.


   





 Monika ciężko zachorowała, przeziębienie, którego nabawiła się mieszkając w budzie, przerodziło się w zapalenie płuc. Czarny dbał o nią bardzo dobrze, wezwał lekarza, zapewnił jej wszystkie wygody i ciepłą pidżamę. Mijały dni a choroba wciąż nie chciała ustąpić. Monika czuła się słabo, nie mogła oddychać, nie miała apetytu. Gdy leżała w łóżku w ciemnym pokoju, myślała o tym co się stało. O nieudanej ucieczce, o karze na jaką skazał ją Czarny. Myślała o swoich uczuciach, o tym, że w niej coś pękło, że tak naprawdę Adam jest jej marzeniem. Kimś kto jej pomagał w poprzednim miejscu uwięzienia. Docierało do niej, że tak naprawdę nie kocha go tak mocno, że jej uczucia w stosunku do Czarnego zmieniły się. Bała się tego co czuje. Z nienawiści jaką do tej pory czuła do tego mężczyzny poczęło rodzić się uczucie. Nie wiedziała co to jest, czy to wdzięczność za uwolnienie z klatki, czy to przywiązanie, czy budziła się w niej wrodzona uległość, chęć należenia do kogoś. Kiedyś tym kimś był Adam a teraz. Biła się z tymi myślami majacząc w gorączce. Wiedziała jedno, gdy widziała Czarnego, serce biło jej mocniej, na ustach pojawiał się nieśmiały uśmiech. On też to widział. Przemianę, która dokonała się w Monice. Cieszyło go to. Minęło kilka tygodni, Monika wracała do zdrowia. Widziała też zmianę w zachowaniu swojego Pana, był mniej surowy, przynosił jej często świeże kwiaty. Dbał o nią i pielęgnował ją.

Adam był smutny i zdezorientowany. Wysyłani szpiedzy nie widzieli nigdzie Moniki. Nie pokazywała się z Czarnym na żadnym przyjęciu, nie widziano aby wychodziła do ogrodu. Od czasu nieudanej akcji odbicia jej z rąk Czarnego, Adam obserwował bezustannie jego dom. Mijały tygodnie a żadne wieści nie były optymistyczne. Aleks twierdził, że Czarny w złości zabił Monikę. Widzieli jak strzelał. Adam widział także, że nie trafił w dziewczynę ale nie miał pewności, że nie zrobił tego potem. Wszystkie sposoby sprawdzenia czy ona żyje zawiodły, wszystko wskazywało na to, że Monika zginęła z rąk Czarnego. Powoli rezygnowali z dalszego obserwowania jego domu, Adam począł topić smutki w alkoholu. Wmawiał sobie, że Monika nie istniała, że to był tylko piękny sen. Aleks próbował go pocieszać, zapraszać na imprezy. Adam powoli wracał do realnego życia. Odwołano szpiegów. Po kilku miesiącach pogodził się z jej śmiercią.  

Lekarz zalecił Monice dużo odpoczynku, po wielu tygodniach choroby, potrzebowała spokoju i zmiany klimatu. Czarny domyślał się, że jego dom może być obserwowany, dlatego trzymał Monikę w zamknięciu. Pewnego dnia przyszedł do niej wieczorem. Monika oglądała telewizję, na jego wejście wstała i spuściła głowę. Poranione kolana Monika zagoiły się, ale mimo to Czarny nie kazał jej klękać, wystarczyło, że witała go stojąc na baczność.  

- Mam dla ciebie niespodziankę - powiedział.

Monika uśmiechnęła się.

- Dziś w nocy wyjeżdżamy, zabieram cię w góry - dodał - Wybierz z garderoby ubrania które będą ci potrzebne, spakuj się, za dwie godziny mamy samolot - mówiąc to wyszedł. 

Monika poszła do garderoby i wybrała trochę ubrań. Nie wiedziała na jak długo jadą ani gdzie. Czy będzie jej potrzebna ciepła odzież czy tylko parę zwiewnych sukienek? Postanowiła zabrać i takie rzeczy i takie. Spakowała dwie osobne walizki. Czarny widział na monitorze jej dylemat. Cieszył się z rozwiązania jakie wybrała. Coraz bardziej cenił tą dziewczynę, jej inteligencję. Gdy wszedł do garderoby stała nago przed lustrem. Przyjęła odpowiednią pozycję stając twarzą w jego stronę.  

- Potrzebna będzie ci zielona walizka, ta z ciepłymi rzeczami - rzekł - Ubierz się w coś wygodnego, długi lot przed nami - dodał. 

- Tak Panie - odparła, uśmiechając się.

Czarny podszedł do niej, dawno nie dotykał jej ciała, dał jej kilka tygodni odpocząć, chciał aby w pełni wydobrzała. Dotknął jej piersi. Ciało dziewczyny pokryło się gęsią skórką. Sutek szybko stwardniał a wiszący na nim kolczyk delikatnie zafalował. To samo zrobił z drugą piersią. Reakcja była taka sama. Monika bezwiednie rozchyliła usta. Jej ciało pragnęło dotyku, pieszczoty. Tyle dni pozbawiona była tego. Czarny przesunął palec po jej brzuchu, okrążył pępek i zjechał niżej. Rozchyliła lekko nogi. Nie śmiała spojrzeć na niego ale czuła na sobie jego gorący oddech. Przesunął palcem między jej wargami uwolnił spomiędzy nich mały kolczyk a następnie pstryknął w niego palcem. Monika drgnęła. Jej cipka była nienagannie wygolona, nie wymagał tego od niej podczas choroby i zobaczył, że teraz gdy wyzdrowiała sama wiedziała, że ma zadbać o swój wygląd. Był bardzo zadowolony. Podszedł do niej od tyłu. Przesuwał palcem po linii kręgosłupa, kończąc między jej pośladkami. Zamknął jej cipkę w swojej dłoni. Czuł jej wilgoć i ciepło. Nagle brutalnie wepchnął w nią dwa palce. Monika jęknęła a jej ciało wygięło się w łuk. Jej włosy dotknęły jego ramienia, poczuł jej zapach, jego zmysły zaczęły szaleć. Chciał pieścić tę dziewczynę, bawić się jej ciałem ale też chciał ją skrzywdzić, jego sadystyczna natura wyrywała się, prosiła o spełnienie. Przez te tygodnie żył w celibacie, nie wziął żadnej dziewczyny. Jedyną formą rozkoszy na jaką sobie pozwolił było samozaspokojenie się przy oglądaniu wcześniejszych nagrań z pobytu Moniki w jego domu. Czuł, że ma obsesję na punkcie tej dziewczyny, czuł, że się w niej zakochał. Dopuścił tą myśl do siebie w czasie jej choroby, gdy leżała nieprzytomna w gorączce. Był wściekły na siebie, że dopuścił do takiego stanu, że zapomniał się w swoim gniewie. Wiedział, że jeśli chce aby Monika naprawdę należała do niego nie może jej krzywdzić, musi ją przywiązać do siebie. Musi sprawić aby z własnej woli stała się jego niewolnicą. Pocałował ją w kark, Monika zamruczała. Wcisnął w jej wyposzczoną cipkę trzeci palec. Była bardzo ciasna ale czuł jak robi się wilgotna, jak na jego dłoń skapują jej soki. Czwarty palec sprawił jej ból, wyraziła to lekkim syknięciem. Rozwarła przy tym mocniej nogi. Druga dłoń Czarnego powędrowała na jej pierś. Chwycił za kolczyk i zaczął go przekręcać. Zadawał jej ból czując, że jeśli natychmiast nie da ujścia swojej żądzy nigdzie nie pojadą, czuł, że ta noc skończy się na kilku godzinach tortur a tego jeszcze nie chciał. Starał się pohamować, odrzucić wizję chłostanego ciała. Pchnął palce głębiej, kciukiem dotknął jej łechtaczki, zapulsowała pod wpływem tego dotyku. Monika czuła jak jej ciało reaguje na to co on robi, jak sutki twardnieją, jak zadawany ból wprawia ją w podniecenie. Jej ciało rozbudziło się po chorobie już dawno ale bała się zaspokajać drzemiące w niej żądze, bała się, że tym urazi Czarnego. Pamiętała, że jest pod ciągłą obserwacją. 

Czarny pchnął ją na kolana. Wyczuwała jego zamiary i przyjęła żądaną pozycję. Wypięła ponętnie pośladki w jego stronę. Miał teraz przed sobą jej zakamarki otwarte dla niego. Ponownie włożył w nią palce, tym razem wykonał kilka ruchów. Po chwili począł wkładać kciuk. Monika była bardzo ciasna, celibat zrobił swoje. Pożałował nagle, że zaczął od ręki, jakąż rozkosz dała by mu jej ciasna cipka. Postanowił zadowolić się jej tyłeczkiem. Tam też powinno być ciasno. Wbił się dłonią w Monikę. Bolało ją, szeptała cichutko "boli". "boli" ale nie szarpała się, znosiła to co on robił. Gdy dłoń przeszła poczuł jej ciepłe wnętrze. Oplatała go ciasno, była mokra i ciepła. Poruszała tyłeczkiem ponętnie, nasuwała się na jego dłoń i jęczała cicho w rozkoszy. Ból mieszał się z podnieceniem. Czarny splunął na jej ciasną dziurkę, nawilżył ją. Rozpiął spodnie i wyjął swojego nabrzmiałego członka. Włożył w jej tyłeczek najpierw jeden palec, pozwolił aby mięśnie się przyzwyczaiły do obecności intruza, jednocześnie poruszał dłonią w jej wnętrzu. Monika była bliska orgazmu, przerażało ją trochę to co on zamierzał zrobić. Jedna dłoń w cipce i członek w jej ciasnym tyłeczku, bała się tego bólu. Była mocno wypełniona, bała się, że zabraknie miejsca. Myliła się. Czarny powoli wszedł w jej tyłeczek. Zmieścił się tam aż po nasadę. Czuł swojego członka przez cienkie ścianki jej wnętrza, dotykał go palcami. Monika bała się, że ją rozerwie, ból był okropny ale po chwili wróciło podniecenie. Nie wiedziała co on robił palcami w środku ale to doprowadzało ją do wariacji. Po chwili poczuła silny orgazm, jej wnętrze zacisnęło się z taką siłą, że Czarny też nie mógł powstrzymać swoich skoków i trysnął w nią. Wdychał jej zapach, patrzył jak kropelka potu spływa po jej plecach. Wycofał się z jej tyłeczka ale nie cofnął dłoni. Bawił się nadal palcami w środku. Rozwierał je, zaciskał pięść i poruszał po ściankach. Po chwili Monika wiła się w kolejnym orgazmie. Całe jej ciało pokryło się perełkami potu. Jej nogi drżały. Czarny wycofał delikatnie dłoń. Wstał i ubrał się wycierając resztki soków w twarz Moniki. Jej oczy były szkliste, nieobecne.

- Pospiesz się bo nam samolot ucieknie - rzekł wychodząc.

- Dziękuję Panie - wychrypiała Monika. 

Drzwi się zamknęły a ona nadal klęczała na podłodze. Nie miała siły wstać. Usiadła i spojrzała w lustro. Miała wypieki na policzkach i zasychającą spermę na twarzy. Uśmiechnęła się do lustra i palcem starła spermę. Zanim skończyła się pakować poszła do łazienki. Wnętrze ją bolało ale była zaspokojona, ogarnęło ją dziwne uczucie, nie wiedziała czy to wdzięczność, czy przywiązanie. Czuła tylko, że nie może się doczekać aż ponownie zobaczy Czarnego. 

Pod osłoną nocy wsiadała z nim do auta które miało zawieść ich na prywatne lotnisko. Ubrana w miękką spódnicę i lekką bluzkę usiadła na tylnym siedzeniu samochodu. Czarny prowadził. Nie blokował drzwi, czuł, że Monika nie ucieknie a ona czuła, że nie chce uciekać. O dwudziestej trzeciej trzydzieści odlecieli w kierunku Alp.






To już koniec tej historii, gdyż zaginęła mi ostatnia część. Jednak z tego co pamiętam, relacja, jaką rozwinęli dotąd, trwała nadal, z tym że Czarny zaczął teraz traktować Monikę jak swoją kobietę, zabierał ją do restauracji, do nocnych klubów, na dancingi. Razem zjeżdżali na zaśnieżonych stokach Alp i zachowywali się jak para dwojga zakochanych w sobie ludzi. Tylko gdy byli sami, ponownie wracała ich pierwotna relacja, ona zamieniała się w jego niewolnicę i klęczała przy jego nogach, on zaś znów był jej panem. Sielanka trwała jakiś czas, aż ostatecznie Czarny zniknął. Monika była zdezorientowana, nie wiedziała co się z nim mogło stać. Zaczęła go szukać - bezskutecznie. Po jakimś czasie odwiedziła ją policja, informując że znaleziono zwłoki Czarnego i czy ona może go zidentyfikować. Czarny zginął, został zamordowany przez konkurencyjną grupę przestępczą. Monika (będąc w szoku) powróciła do swego domu i normalnego życia, jakiego była pozbawiona od kilka lat. Po jakimś czasie otrzymała notarialne zaproszenie na odczytanie testamentu po Czarnym. Gdy tam przybyła, okazało się że Czarny przepisał na nią cały swój dotychczasowy majątek, wszelkie akcje i konta bankowe. Nagle stała się bardzo majętną osobą. Potem odnalazła i poślubiła Adama. Dbała też i odwiedzała grób Czarnego, przynosząc mu świeże kwiaty (głównie róże), do trumny zaś włożyła mu... film, z ich zabaw. Tak oto człowiek do którego czuła niechęć i obrzydzenie, stał się jej dobroczyńcą i wybawcą. Tak zakończyła się ta "romantyczna" historia BDSM.    







GWAŁT - CZY NIEODZOWNY ELEMENT KOBIECEGO LOSU? - Cz. VIII

NAJDZIWNIEJSZE I (NIEKIEDY)

NAJBRUTALNIEJSZE PRZYPADKI

GWAŁTÓW W HISTORII




40 r.

GWAŁTY W CESARSKIM PAŁACU

Cz. VI


 SZALONY "BUCIK"

Cz. I



 
 Młody Gajusz Juliusz Cezar, zwany pieszczotliwie "Kaligulą" (od zdrobniałej nazwy wojskowego sandała - "Caliga"), urodził się 31 sierpnia 12 r. w nadmorskiej miejscowości Ancjum (był to ówczesny kurort dla rzymskiej klasy nobilitas i klasy średniej ekwitów). Jego ojcem był Germanik Juliusz Cezar (zwany też po prostu Germanikiem), sławny rzymski wódz, który cieszył się wielkim poważaniem i miłością ludu rzymskiego (sam również był synem innego wielkiego wodza - Nerona Klaudiusza Druzusa - zwanego też Druzusem, młodszego brata cesarza Tyberiusza i syna Liwii Druzylli). Matką zaś małego "bucika", była Agrypina Starsza (której to dzieje przedstawiłem we wcześniejszych częściach tego tematu), była ona córką Julii Starszej (córki Oktawiana Augusta), oraz Marka Wipsaniusza Agryppy (rówieśnika i druha Augusta). Wywodził się więc Kaligula z możnego rodu Juliuszów - którego protoplastą był zamordowany w senacie w marcu 44 r. p.n.e. zdobywca Galii - Gajusz Juliusz Cezar. W kilka miesięcy po swych narodzinach, przeniósł się wraz z rodziną nad Ren, gdzie jego ojciec sprawował dowództwo nad tamtejszymi legionami. Po śmierci Augusta (19 sierpnia 14 r.), nad Renem doszło do buntu tamtejszych legionów, który był sprzeciwem żołnierzy na zbyt długą służbę (trwającą nawet i 30 lat), a także na okrucieństwa legatów i centurionów. Doszło wówczas do samosądów, znienawidzonych centurionów bito do utraty przytomności, a następnie tak okaleczonych porzucano za wałami obozu na pewną śmierć. Innym kazano aż do zemdlenia wśród drwin i śmiechu maszerować z pełnym żołnierskim ekwipunkiem. Tam też padła propozycja ze strony zbuntowanych żołnierzy, by Germanik został nowym imperatorem zamiast Tyberiusza - syna Liwii. Germanikowi udało się wykręcić od tej godności, stłumić bunt i przywrócić dyscyplinę w armii, ale cień podejrzenia już na niego padł i Tyberiusz widział w nim realnego konkurenta do władzy.

Po krótkim powrocie do Rzymu (16 r.), zaraz też rodzina przeniosła się na Wschód (17 r.), do Azji Mniejszej gdzie Germanik otrzymał namiestnictwo nowo utworzonych prowincji Kapadocja i Kommagena (18 r.). Tam w wolnych chwilach w towarzystwie ojca, Agrypina i pozostałe rodzeństwo Kaliguli (Neron, Druzus, Agrypina Młodsza - w przyszłości matka cesarza Nerona, któremu historia zarzuca iż "podpalił Rzym", Julia Druzylla i urodzona już na Wschodzie Julia Liwilla), odbywali co jakiś czas podróże. Zwiedzano wówczas różne kraje i miejsca. Byli w Grecji (gdzie mieli odwiedzić miejsce bitwy pod Akcjum, gdzie przed prawie pięćdziesięcioma laty, ich boski pradziad - August, zniszczył flotę innego ich pradziada - Antoniusza i jego egipskiej nałożnicy - królowej Kleopatry VII). Odwiedzili też Ateny, potem Eubeę, Lesbos (gdzie urodziła się Julia Liwilla), Rodos, kilka miast w Azji Mniejszej, Antiochię (w której zamieszkano). W 18 r. Germanik wraz z rodziną odbył podróż do Egiptu, gdzie płynęli statkiem wzdłuż Nilu w górę rzeki (niczym przed prawie 65 laty Cezar w towarzystwie Kleopatry), zwiedzili też Aleksandrię. Sielanka ta jednak skończyła się z chwilą śmierci Germanika, który zmarł w syryjskiej Antiochii w październiku 19 r. Śmierć ojca (który najprawdopodobniej został otruty) spowodowała iż matka przywdziała żałobę, a rodzina powróciła do Rzymu (Agrypina od wylądowania w porcie Brundyzjum, szła pieszo do Rzymu, trzymając w rękach urnę z prochami swego męża - potem urnę przejęli żołnierze, ale ona nadal w towarzystwie zebranego ludu, żołnierzy i przybyłych z Rzymu senatorów, szła pieszo w kierunku miasta - oskarżając o tę zbrodnie namiestnika Syrii - Gnejusza Kalpurniusza Pizona i jego żonę - Munacię Plancyny - z którymi rodzina Germanika od początku swego przyjazdu na Wschód była skonfliktowana (nieoficjalnie jednak Agrypina dawała do zrozumienia, że prawdziwym sprawcą tego mordu jest cesarz Tyberiusz, którego władzy zagrażała wśród Rzymian sława i popularność Germanika). Tak zaczęła się długa batalia Agrypiny o ukaranie sprawców (Pizon został zmuszony do popełnienia samobójstwa w 20 r. - zapewne rozkazem Tyberiusza, by prawda nie wyszła na jaw, zaś Plancyna ocaliła życie, ale została publicznie upokorzona i zmuszona do zrzucenia całej winy za śmierć Germanika na swego męża), oraz o zapewnienie następstwa władzy synom - Neronowi i Druzusowi.




Batalię tę przegrała (o czym pisałem w poprzednich częściach tematu) i została ukarana zesłaniem (29 r.) na samotną wysepkę Pandaterię (gdzie była znieważana i bita przez nieliczny oddział pilnujących ją tam żołnierzy), zaś jej synowie również zostali uwięzieni (Neron na wyspie Ponzie, zaś Druzus w 30 r. w Rzymie). Neron został zagłodzony (z rozkazu zapewne samego Tyberiusza) już w 31 r. Druzus w 33 r. (ponoć z głodu zjadł całą słomę, jaką stanowił jego siennik). Agrypina (która w wyniku okrutnego bicia, straciła oko), również zagłodziła się z żalu za synami w 33 r. Sprawa była więc jasna i klarowna - nie żyli już bezpośredni konkurenci do władzy - Germanik i jego dwaj synowie. Zostały tylko trzy córki Germanika i Agrypiny i oczywiście najmłodszy syn - Gajusz Juliusz Cezar, zwany "bucikiem". Dziewczynki oczywiście nie liczyły się zupełnie w walce o władzę, więc ich życie nie było zagrożone, ale dziwnym jest, dlaczego podejrzliwy (szczególnie po obaleniu wszechwładnego prefekta pretorianów - Sejana w październiku 31 r.) cesarz Tyberiusz, pozwolił żyć niebezpiecznemu potomkowi sławnego Germanika, który już wówczas wchodził w wiek męski? O Tyberiuszu pisało i mówiło się wiele negatywnych rzeczy, miał być potworem lubującym się w sadyzmie, napalonym ogierem deflorującym na Capri tabuny sprowadzanych mu dziewcząt i chłopców. Wiele jednak z tych oskarżeń jest nieprawdziwych, inne - zostały po prostu wyolbrzymione. Tyberiusz był człowiekiem dosyć twardego charakteru, nieznoszącym sprzeciwu i ocierającym się o okrucieństwo, ale był to też człowiek niezwykle bystry, o otwartym umyśle, lubujący się w literaturze i sztuce (niekoniecznie w pornograficznych aktach kobiecych piersi i sromów, jak sugerują starożytni autorzy). Lubił teatr a nawet sam pisał sztuki. Opinię o jego rządach powinny wystawić mu jego czyny, a nie (częstokroć) paszkwile jego wrogów, a czyny te świadczą iż był to władca niezwykle sprawny i bardzo dobry przywódca (choć ja osobiście nie przepadam za postacią Tyberiusza, nie dlatego że naczytałem się o nich negatywnych informacji, po prostu jakoś tak... instynktownie nie przepadam za nim).

Czasy rządów Tyberiusza (szczególnie lata 14-26) to okres niesamowitego dobrobytu Imperium, ukrócenia biurokracji oraz wielkiego wzrostu zamożności i bezpieczeństwa Rzymian. Państwo, jakie odziedziczył po długich, stabilnych i szczęśliwych latach rządów Augusta, utrzymał a nawet znacznie ulepszył w wielu dziedzinach. Pogardzany, odstawiany na boczny tor, nigdy nie potrafił zasłużyć na podziw Augusta, czegokolwiek by nie uczynił, ten zawsze uważał go za przeciętniaka, który z pewnością nie nadaje się do objęcia tak ambitnego zadania, jakim jest sprawowanie rządów nad państwem. Był bardzo oszczędny i gospodarny (ale gdy zaszła ku temu potrzeba, potrafił obficie sypnąć złotem). Jego największym osiągnięciem było zaś podniesienie bezpieczeństwa obywateli w samym Rzymie, poprzez wprowadzenie kohort wigilów (oddziałów policji miejskiej, które pełniły również funkcję straży pożarnej). Patrole dzienne (i nocne), znacznie zmniejszyły przestępczość w Rzymie. Arystokraci, którzy nazywali go tyranem czy lubieżnym sadystą, nie musieli obawiać się że ktoś napadnie ich nocą, obrabuje a nawet pozbawi życia, gdyż sami otaczali się sporą służbą, a często nawet gladiatorami służącymi jako ochrona. Natomiast większość zwykłych ludzi już tę zmianę zapewne odczuła z korzyścią dla siebie samych. Tyberiusz ograniczył też drastycznie rzymską biurokrację co również wpłynęło na korzyść zwykłych obywateli. Rzadko zmieniał urzędników, których kadencje trwały nawet po kilkanaście lat (na przykłada Poncjusz Piłat był namiestnikiem prowincji Palestyny przez dziesięć lat - 26-36 r.) i zwykł mawiać: "Każdy urzędnik jest jak bąk, jak napije się krwi swych ofiar, mniej wysysa, każdy więc nowy jest groźniejszy. Trzeba mieć litość nad poddanymi".


TAKI ATAK NA CZŁONKA NOBILITAS W CZASACH CESARSTWA (WYKLUCZAJĄC OKRESY WOJEN DOMOWYCH) BYŁBY NIE DO POMYŚLENIA



Tyberiusz był też człowiekiem, który nie pragnął nowych tytułów (długo wzdragał się przed przyznaniem mu przez senat tytułu "Ojca Ojczyzny"), a także odmawiał osobistej ochrony. Nie wiadomo co prawda ile było w tym koniunkturalizmu a ile rzeczywistych chęci (tytuł "Pater Patriae" w końcu jednak przyjął, a ochroną otoczył się, szczególnie na Capri tak szczelnie, że nikt nie mógł się tam prześliznąć, a ci którym się to udawało - jak choćby rybak, który złowił rybę i pragnął osobiście ofiarować ją cesarzowi - znikali bez śladu). Nie pragnął jednak funkcji konsularnej (zresztą była ona już i tak atrapą dawnej świetności) i tylko trzykrotnie podczas swych rządów sprawował konsulat, zawsze aby jedynie nadać splendoru swym kolegom na urzędzie (w 18 r. z Germanikiem, w 21 r. z Sejanem i w 31 r. także z Sejanem). Za jego rządów jednak (szczególnie po 31 r. i obaleniu wszechwładnego prefekta pretorianów), system szpiegowania obywateli został bardzo rozbudowany. Donosiciele otrzymywali pieniądze za swoje usługi ze skarbu państwa, a cesarz (choć niekiedy bronił oskarżanych a nawet deklarował że nie akceptuje donosicielstwa i kilka osób oskarżonych publicznie uniewinnił), czerpał z tego systemu pełnymi garściami. To przez donosy została aresztowana a potem zesłana na Pandaterię Agrypina Starsza i jej nierozważni synowie (szczególnie Neron, który nie zdając sobie sprawy w jakim świecie żyje, publicznie oskarżał Tyberiusza o najróżniejsze zbrodnie, a siebie widział w glorii wybawiciela Rzymu). Co prawda Druzus był bardziej powściągliwy w swym przekazie (a nawet wysłał wujowi swoistą lojalkę, deklarując iż popiera Tyberiusza w całej rozciągłości), nie uchroniło go to jednak przed utratą życia. Teraz pozostał tylko Gajusz Kaligula - ostatni syn znienawidzonego Germanika (notabene syna jego brata - Druzusa, którego Tyberiusz bardzo szanował i cenił).

Ale Tyberiusz nie był głupi, wiedział przecież że jest stary i lata jego rządów są policzone. Miał już 73 lata i musiał jakoś zabezpieczyć państwo na przyszłość, jednocześnie pozostawiając ster rządów w rękach dynastii julijsko-klaudyjskiej. A ponieważ jego rodzony syn - Druzus Kastor został otruty (23 r.) w spisku swej żony Liwilli i Sejana, a był on szykowany przez ojca na następcę - jedynymi (po 33 r.) pretendentami do władzy stali się dwaj młodzi ludzie. Pierwszym był wnuk cesarza - 12-letni Tyberiusz Juliusz Gemellus (o którym ponoć krążyły plotki że nie jest synem Druzusa Kastora a... Sejana). Drugim zaś właśnie zaledwie 20-letni Gajusz Kaligula. Poza tym Gemellus często zapadał na zdrowiu (miał też sporadyczne ataki kaszlu). Tyberiusz byłby głupi, gdyby w takiej sytuacji skazał Kaligulę na śmierć. Jednak młody chłopak nie mógł przebywać z dala od cesarza w Rzymie, gdzie był narażony na wiele pokus. Tyberiusz musiał go mieć przy sobie, obserwować czy czegoś nie knuje i kontrolować. Dlatego w początkach 32 r. wezwał go do siebie na wyspę Capri. Kaligula bowiem po śmierci swego ojca w 19 r. przebywał najpierw w Rzymie pod opieką swej matki Agrypiny, a potem (ok. 20 r.) swej prababki - Liwii Druzylli. Gdy zmarła w 29 r. (w wieku 86 lat), jego opieką zajęła się babka - Antonia Młodsza (córka Marka Antoniusza i Oktawii - siostry Oktawiana Augusta). Ta, urodzona w styczniu 36 r. p.n.e. kobieta, nigdy nie miała możliwości poznania swego ojca. Gdy miała zaledwie 6 lat, zginął on walcząc z Oktawianem w ramionach Kleopatry. W wieku 20 lat wyszła za mąż za Druzusa - syna Liwii. Byli oni małżeństwem zaledwie siedem lat (do śmierci Druzusa w 9 r. p.n.e.), a mimo to doczekali się trojga dzieci (Germanika - ojca Kaliguli, Liwilli - żony Druzusa Kastora i Klaudiusza, który od młodości cierpiał na pewne zaburzenia ruchowe, objawiające się niekontrolowanymi tikami twarzy, seplenieniem i ślinotokiem, przez co matka nazywała go: "Monstrum zaczętym, lecz niedokończonym przez naturę" i unikała bliższych z nim kontaktów). Germanik był oczkiem w głowie Antonii - uważany za najdoskonalszy przykład cnót żołnierskich i obywatelskich. Liwilla była przez matkę traktowana nico oschlej, jako że nie podobało się Antonii jej upodobanie do pięknych strojów i flirtowanie z mężczyznami. Zaś Klaudiusz w ogóle był uważany przez matkę za chorego psychicznie odmieńca.

Antonii nie podobała się bezpośredniość (czy raczej kokieteryjność) Liwilli, gdyż sama preferowała starorzymskie cnoty kobiece: poświęcenia dla ojczyzny i rodziny i trwania przy boku męża do samego końca. Jej stroje zawsze były co prawda odpowiednio dobrane i wyszukane, ale nie sposób było się tam dopatrzeć choćby rąbka stopy czy kawałka ramienia. W swym domu na Palatynie kazała ustawić posąg Kornelii (córki zwycięzcy Hannibala spod Zamy w 202 r. p.n.e. - Publiusza Korneliusza Scypiona Afrykańskiego Starszego i matki dwójki reformatorów rzymskiego ustroju - Tyberiusza i Gajusza Grakchów - która była wzorem wszelakich cnót kobiecych. Dobra matka - wychowała wspaniałych i mężnych synów Ojczyzny, patriotka i wielka zwolenniczka małżeńskiej przysięgi z jednym mężczyzną aż po grób). Posąg ten stał w domu jej matki - Oktawii, która również była uosobieniem tychże ideałów posłusznej i oddanej swemu mężowi żony - matki - kobiety i patriotki. Była dumna z tego, że (jak dawniej Kornelię) i ją lud nazywa "univira" (całe życie z jednym mężczyzną). Od czasów Augusta istniało bowiem prawo, obejmujące kobiety, które brzmiało "ius liberorum" (prawo "do swobody", do swobodnego życia). Każda kobieta, która urodziła co najmniej trójkę dzieci, podlegała temu prawu. A w praktyce oznaczało ono... niezależność od męża i od prawnych opiekunów. Mogła więc kobieta trójki dzieci, swobodnie dysponować własnym majątkiem i osobiście odpowiadać prawnie i sądownie (a nie tylko przez opiekuna). Temu prawu podlegała również Antonia Młodsza, gdyż spełniła wymaganą liczbę dzieci i nie musiała więcej wychodzić za mąż.




Antonia miała też oczywiście liczną służbę (szczątki tych ludzi zostały pochowane razem z niewolnikami Liwii we wspólnym grobowcu, co znaczy że obie panie często ze sobą obcowały - zresztą przebywały w jednym pałacu - rozbudowanym przez Oktawiana w 37 r. p.n.e. - tylko każda oczywiście miała oddzielne apartamenty). Jej plan dnia był raczej ustalony i mniej więcej możemy go odtworzyć. Po wstaniu z łoża i zjedzeniu lekkiego śniadania, przystępowała do upiększania urody (Rzymianki szczególnie dbały o włosy). Musiała posiadać zapewne kilka peruk, maskujących siwiznę lub wypadanie włosów (co się zdarzało matronom w dostojnym wieku dość często, głównie z winy ich samych, pragnących nowości w celu upiększenia włosów. Jednak ornatrix (fryzjerka) której nie udało się zadowolić swą pani i miast pięknej fryzury zafundowała jej łysinę - w najlepszym przypadku była poddawana klapsom, chłoście lub bolesnym nakłuwani długimi szpilami, służącymi do podtrzymywania włosów). Były to zarówno peruki blondynek jak i brunetek (zdarzały się też - choć bardzo rzadko peruki rude). Antonia Młodsza miała swoją ulubioną ornatrix, o imieniu Pamfilia (która była jej niewolnicą). Niewolnicą była również Athenais - jej krawcowa. Posiłki serwowano Antonii w towarzystwie jej osobistego podczaszego (który próbował potrawy, nim jego pani je skosztowała) - Liarusa. Lektykarianami (niewolnikami od noszenia lektyk, gdy np. Antonia zamierzała wybrać się "na miasto") przewodził - Eros. O zdrowie Antonii dbał jej osobisty medyk (również niewolnik) - Celadus. Do posiłków śpiewał jej duet złożony z: Tercjusza i Kwintii. Jednak największe zaufanie miała Antonia do swej wyzwolenicy o imieniu - Caenis, która realnie zarządzała całym jej otoczeniem, szczególnie podczas nieobecności pani w pałacu. Oczywiście to był tylko drobny ułamek najbliższych jej niewolników, a przecież Antonia posiadała jeszcze majętności poza Rzymem, np. w Ancjum i tam też pokaźną liczbę niewolników, którzy dbali o to by posiadłość była zawsze gotowa na odwiedziny właścicielki (poza tym należała do niej również ziemia i pałacyk w okręgu Arsinoe w Egipcie czy też posiadłość w Palestynie).

Pod opiekę tej dostojnej matrony, trafił więc młody chłopak - Gajusz Kaligula - jej wnuk. Przywykła już do wychowywania dzieci, nie tylko zresztą swoich ale i obcych, jak choćby Marka Juliusza Agryppy, wnuka Heroda Wielkiego z Judei, którego wysłała jej na wychowanie do Rzymu jego matka i przyjaciółka Antonii, żydowska księżniczka Berenika. Kaligula miał z nim niewielki kontakt, jako że Agryppa opuścił Rzym w 23 r. (zresztą dzieliła ich też różnica wieku). To właśnie ona - Antonia Młodsza była autorką anonimu, jaki dotarł do rąk cesarza Tyberiusza na Capri, w którym opisywała mu zbrodnie Sejana i jego dążenie do przejęcia władzy kosztem imperatora. List ten miała osobiście dostarczyć zaufanemu człowiekowi, który zawiózł go na Capri, jej wyzwolenica Caenis. Antonia (choć nie znosiła Tyberiusza) to uznała ostatecznie że Sejan stanowi poważne niebezpieczeństwo dla dynastii, a jego ambicja może stać się zgubna dla julijsko-klaudyjskiego rodu. Gdy cesarz już rozprawił się z Sejanem, zawezwał na Capri (32 r.) jeszcze 19-letniego Gajusza Kaligulę. Dopiero tam Kaligula przywdział oficjalnie togę męską (co było wielkim świętem rodzinnym dla Rzymian i oznaczało zmianę chłopca w mężczyznę). Gdy on przebywał na Capri w cesarskim pałacu, otoczony luksusami (i ponoć według Swetoniusza - gołymi dupami rozwiązłością), jego matka i brat uwięzieni konali z głodu. Należy też jednak pamiętać że to nie wina Kaliguli iż pragnął przeżyć. Wiedział bowiem co oznacza publiczna (lub nawet prywatna) krytyka poczynań Tyberiusza i zdając sobie sprawę z konsekwencji, nigdy nie powiedział jednego krytycznego słowa na swego cesarskiego wuja, choć Sejan bardzo dbał by otoczyć chłopca odpowiednimi informatorami, którzy mieli go naprowadzać i czekać na potknięcie by mieć dowód jego niechęci do cesarza i jego również skazać na wygnanie. Aby więc uciec od politycznych dywagacji, młody Gajusz Kaligula wpadał w wir seksu i niekontrolowanej rozpusty (ponoć nim wyjechał na Capri, odwiedzał rzymskie domy publiczne w przebraniu i kazał sobie sprowadzać młode dziewice, ponoć miał też związek kazirodczy ze swą siostrą Julią Druzyllą, którą nazywał "swoją prostytutką"). Czyli już się "ciekawie" zapowiadał, potem, po śmierci Tyberiusza i objęciu władzy - znacznie się rozkręci.            





CDN.