Łączna liczba wyświetleń

piątek, 23 lutego 2018

INTEGRACJA, KOLABORACJA CZY WROGOŚĆ? - Cz. IX

CZYLI JAK ŻYLI GRECY

W IMPERIUM RZYMSKIM

I CZY ASYMILOWALI SIĘ

Z RZYMIANAMI


II

"ROMANI PATROCINIUM ORBIS GRAECI"

(RZYMSKI PATRONAT NAD GRECJĄ)

196 r. p.n.e. - 146 r. p.n.e.

Cz. II

 

Po zamordowaniu reformatorskiego króla Sparty - Agisa IV w 241 r. p.n.e. przez następne kilka lat, sytuacja powróciła do punktu wyjścia sprzed reform Agisa. Dopiero śmierć sędziwego króla Leonidasa II (który przyczynił się do aresztowania i skazania na śmierć króla Agisa IV) i wstąpienie na tron pochodzącego z linii Agiadów, młodego Kleomenesa III (który już wcześniej poślubił wdowę po Agisie IV - Agiatis) w 235 r. p.n.e. ponownie umożliwiła przeprowadzenie tego procesu do końca. Prawdopodobnie to właśnie Agiatis zaczęła przekonywać nowego męża do podjęcia próby reform, które dla jej byłego zakończyły się tak tragicznie, ale Kleomenes nie zamierzał się spieszyć. Miał w chwili wstąpienia na tron ok. 25 lat (Agiatis była od niego starsza o kilka lat) i wiedział że póki nie umocni się na tronie, nie zdoła bezpiecznie przeprowadzić żadnej reformy ustroju państwa. Pozycja polityczna państwa spartańskiego w owym roku również nie napawała optymizmem, a to z powodu zagrożenia arkadyjskiego miasta Megalopolis. Miasto to, dotąd największy sojusznik Macedonii na Peloponezie, był przez to politycznie szachowany przez rosnący w siłę Związek Achajski. Działo się tak, do czasu aż tyran Megalopolis - Lydiadas, świadomy owego zagrożenia, zrezygnował ze swojej władzy i namówił współobywateli do zerwania sojuszu z Macedonią i wstąpienia do Związku Achajskiego (235 r. p.n.e.). Był to akt niezwykle niebezpieczny dla państwa spartańskiego, bowiem przybliżał granice Związku Achajskiego pod samą Lakonię.

Przez kolejne lata trwał tzw.: "zbrojny pokój" na Peloponezie, choć w Sparcie coraz częściej zdawano sobie sprawę ze swej słabości militarnej i potrzeby przeprowadzenia niezwłocznych reform, w celu militarnego i politycznego wzmocnienia państwa. Na przełomie 229/228 r. p.n.e. w ślady Megalopolis poszły i inne greckie polis na Peloponezie - najpierw Argos, następnie Flius i Hermione. Jednocześnie w 228 r. Ateny zrzuciły swą zależność od Macedonii, zmuszając tamtejszy garnizon, stacjonujący w Pireusie do wycofania się (w zamian za 150 talentów, ogromną sumę za którą można było wówczas wystawić ok. 300 okrętów wojennych. Ateńczycy żeby zebrać te pieniądze, musieli nałożyć przymusowe subskrypcje na swoich obywateli). W tej sytuacji Sparta była otoczona. Jednak z pomocą Kleomenesowi przyszli Etolowie, którzy jeszcze w 229 r. p.n.e. ofiarowali mu cztery miasta, należące do Związku Etolskiego (który konkurował z Achajami): Tegeję, Mantineję, Orchomenos i Kalyai, co doprowadziło do zniwelowania planu okrążenia Sparty. W drugiej połowie 229 r. p.n.e. wybuchła więc otwarta wojna pomiędzy Spartą a Związkiem Achajskim (to Achajowie ją wypowiedzieli), która przez pierwsze dwa lata skończyła się zwycięstwem Spartan (zdobycie miasta Metydrium i zniszczenie okolic Argos 229/228 r. p.n.e. oraz zwycięstwo w bitwie pod Ladokeją w 227 r. p.n.e. gdzie poległ Lydiadas z Megalopolis). Poza tym ok. 228 r. p.n.e. po stronie Sparty opowiedział się dotychczasowy sojusznik Achajów z wojny przeciwko Macedonii - Egipt. Faraon Ptolemeusz III postawił na Kleomenesa III, którego uważał za lepszego sojusznika w konfrontacji z Macedonią, niż niepewny Związek Achajski pod przywództwem stratega Aratosa.




Wzmocniony tymi zwycięstwami i nowymi sojuszami, Kleomenes III postanowił podjąć próbę dokończenia reformy ustroju państwa. W lipcu 227 r. p.n.e. przeprowadził on prawdziwy zamach stanu, ściągając do kraju najemne oddziały (zaś regularną armię spartańską pozostawił w Arkadii, w celu kontroli zdobytych terenów po zwycięstwie pod Ladokeją), które na jego rozkaz aresztowały wszystkich pięciu eforów (Kleomenes wydał na nich karę śmierci i nakazał stracić). Kazał też głosić że jego celem jest powrót do pierwotnego ustroju Likurga Prawodawcy (żyjącego w VIII wieku założyciela klasycznego państwa lacedemońskiego), a eforat nie jest częścią praw Likurga, dlatego musi zostać zlikwidowany (uzyskał zgodę Spartiatów na likwidację eforatu na Zgromadzeniu Ludowym). Nawoływał też do odnowienia "męskich wspólnot" jednej z podstawowych komórek ustrojowych Sparty z czasów Likurga. Przeprowadza też prawdziwą czystkę w geruzji i wśród najbogatszych Spartiatów (80 osób zostaje zmuszonych do ucieczki z kraju), odebrano posiadłości i ziemie z rąk najbogatszych rodów (a będące głównie w rękach kobiet, głównie wdów), zmuszając je do oddania tych włości. Dzięki temu stworzono 4 000 nowych działek, które podzielono pomiędzy niemajętnych Spartiatów i wybranej części periojków (którzy przez to otrzymali obywatelstwo). Zlikwidowano dotychczasowe długi najuboższym, wprowadzono wspólne spożywanie posiłków wśród mężczyzn z każdej z trzech fyl (Hylleis, Dymanes, Pamfyloi) oraz wspólne ćwiczenia wojskowe (dokonał też istotnej reformy wojska, zastępując dotychczasowe włócznie macedońskimi długimi sarissami, tarcze zaś teraz zawieszano sobie na szyi, a nie trzymano już na lewym ramieniu).

W latach 227-225 pn.e. po bitwie pod Ladokeją, odnowiła się dawno zapomniana dominacja Sparty na Peloponezie, a Związek Achajski nie podejmował w tym czasie większych akcji militarnych, skupiając się na próbach rozmów pokojowych z Kleomenesem. Rozmowy te zostały zerwane w 225 r. p.n.e. i Kleomenes rozpoczął swą zwycięską ofensywę na północy (poszczególne miasta poddawały mu się prawie bez walki, jedynie nie zdołał zdobyć Akrokoryntu, gdzie umocniła się achajska załoga, ale samo miasto Korynt zdobył, podobnie jak Argos. Ale dzięki pośpiesznej akcji Aratosa, Związek Achajski zawarł sojusz z Macedonią (wysyłając tam zakładników, wśród których był syn Aratosa) w 224 r. p.n.e. Był to punk zwrotny w wojnie, bowiem już w tym roku ponownie na stronę achajską przeszło Argos, a wkroczenie na Peloponez ponad 21 000 armii macedońskiej pod wodzą regenta Antygona Dosona, otworzyło domino poszczególnych polis, które teraz wręcz masowo zaczęły przechodzić na stronę achajsko-macedońską. Po stronie Macedończyków i Aratosa opowiedzieli się wygnani arystokraci, którzy mieli nadzieję na powrót do domu po pokonaniu Kleomenesa. Natomiast spartańska biedota, paradoksalnie... również nie poparła króla. Działo się tak, ponieważ Kleomenes poza podziałem gruntów i konfiskatą długów dla najuboższych, nie uczynił nic więcej aby wesprzeć tę grupę społeczną, ich los zresztą mało go interesował, on pragnął tylko odrodzenia Sparty w dawnych prawach i moralności Likurga. Przyciśnięty do ściany Kleomenes wysłał posłów do Aleksandrii z prośbą o wsparcie (głównie finansowe, bowiem Ptolemeusz III nie zamierzał angażować się w ten konflikt militarnie), ale i król Egiptu mu wówczas odmówił wsparcia.

Zwrócił się więc do helotów - niewolników państwowych, obiecując im wolność, jeśli tylko wpłacą do skarbca co najmniej 5 min. Z tego prawa skorzystało aż 6 000 niewolników otrzymując wolność (z czego od razu 2 000 zasiliło szeregi armii Kleomenesa). Fylarch (którego potem przytacza Plutarch), był bezpośrednim świadkiem tych wydarzeń i mówi on iż sam fakt posiadania przez zwykłych niewolników sum, pozwalających na wykup, w sytuacji gdy wielu Spartiatów przymierało wówczas głodem, jest jednym z przykładów patologizacji ustroju ówczesnej Sparty. Wojna zakończyła się ostatecznie bitwą pod Sellazją (222 r. p.n.e.), gdzie armia Kleomenesa poniosła całkowitą klęskę, a on sam musiał ratować się wraz z żoną i dziećmi ucieczką do Egiptu (gdzie za zaangażowanie się w intrygi haremowe, mające na celu zamordowanie nowego faraona (panującego od 221 r. p.n.e.) Ptolemeusza IV, za co wraz z całą swoją rodziną został zamordowany (219 r. p.n.e.). Natomiast po swym zwycięstwie pod Sellazją, Antygon Doson wkroczył do bezbronnej Sparty, gdzie natychmiast zniesiono reformy Kleomenesa III i wprowadzono poprzedni reżim, oddając majątki arystokracji, która je utraciła. Przywrócono władzę eforów i geruzji, ale arystokraci nie zdołali odzyskać wszystkiego, co utracili przed swym wygnaniem (4 000 nowych obywateli, którzy teraz stanowili pokaźną siłę, musieli dostać jakąś rekompensatę w postaci przynajmniej części działek, tym bardziej że po opuszczeniu Sparty przez armię macedońską, mogli doprowadzić do ponownych zawirowań politycznych w Lacedemonie). Kleomenes III był ostatnim królem Sparty, przed owym Nabisem z którym musiał się zmierzyć rzymski wódz Tytus Kwinkcjusz Flamininus, który próbował przeprowadzić jakiekolwiek reformy ustrojowe. Okres lat 222-207 r. p.n.e. to będzie kolejna epoka dominacji arystokratów, zaś panowanie króla Nabisa to już ostatni przebłysk świetności państwa spartańskiego, a po jego klęsce i upadku w 192 r. p.n.e. Sparta stała się odtąd małym, zależnym od Rzymu miasteczkiem.          






CDN.



GERMAN DEATH CAMPS
NEVER POLISH

środa, 21 lutego 2018

HOLOKAUST POLAKÓW!

CZYLI RUSKO-LITWACKIE JACZEJKI

PONOWNIE ATAKUJĄ POLSKĘ


 MARIAN HEMAR




ZA TO, ŻE SZABLI TWEJ KLINGA
ZDRADY RDZĄ SIĘ NIE KALA,
ZA TO, ŻEŚ NIE MIAŁ QUISILINGA,
ZA TO, ŻEŚ NIE MIAŁ LAVALA.
ŻEŚ NIE ZLĄKŁ SIĘ KRWI WŁASNEJ PLUSKU.
KAJDANÓW, STRYCZKÓW NI KULEK.
NIE PODDAŁ SIĘ PO FRANCUSKU
ANI PO CZESKU NIE ULEGŁ.
ŻEŚ NIE MIAŁ HACHY, PETAINA,
LORDA HAW-HAW NI DARLANA -
WYSOKA WDZIĘCZNOŚCI CENA,
ZAPŁATA NADSPODZIEWANA


Oto jeden z wierszy mojego ulubionego poety i autora wielu piosenek przedwojennego polskiego Żyda - Mariana Hemara. Tak, jestem gorącym miłośnikiem twórczości Hemara, niezwykłej postaci, tak zmieszanej z błotem, tak upadlanej przez komunistyczne władze Polski powojennej. Cała jego twórczość była zakazana, a 1950 r. komuniści odebrali mu także polskie obywatelstwo (przebywał już wówczas w Anglii, gdzie zresztą zmarł w 1972 w Dorking pod Londynem), on się jednak tym wcale nie przejął, nie uważał bowiem aby ci, którzy wówczas "pełnili obowiązki Polaków" z nadania Stalina, mogli mu cokolwiek odebrać. Odpowiedział im wierszem zatytułowanym: "Brutalny szok", który kończył słowami: "Ten wiersz niech będzie świadkiem. Zobaczymy przy świadku - kto komu obywatelstwo odbierze. Na ostatku". Hemar bowiem wywodził się z tej części polskich Żydów, którzy czuli niezwykle silny, zarówno duchowy, mentalny jak i emocjonalny związek z Polską i polskością (w 1935 r. przyjął chrzest katolicki) i zawsze, ZAWSZE uważał się za Polaka, którym bez wątpienia był. Po latach (już po powstaniu państwa Izrael) tak pisał: "Mógłbym być w Izraelu satyrycznym gwiazdorem - w tym sęk, że bym nie mógł, bo jestem Polakiem amatorem. Z miłości od pierwszego wejrzenia, a nie z przymusu, tym bardziej muszę strzec mego amatorskiego statusu". Najbardziej jednak według mnie doniosły i niezwykle autentyczny po dziś dzień, jest wiersz Hemara napisany w marcu 1940 r. czyli w czasie naszej klęski po wspólnej niemiecko-sowieckiej agresji na nasz kraj, zatytułowany po prostu "19 marca 1940", oto jego końcowy fragment:


OTO ŚLUB NASZ. PANIE MARSZAŁKU,
DZIŚ ROZBITKI MIOTANI PRZEZ FALE - 
JUTRO BĘDZIEMY WIELCY -
ALBO NIE BĘDZIE NAS WCALE!

ALBO STANIE NA GRUZACH WARSZAWY
POMNIK SŁAWY, ŁUK ZWYCIĘSTWA PROMIENNY,
ALBO NIECH ZATKNĄ TAM KRZYŻ
NA GRÓB. ALE KRZYŻ BEZIMIENNY.

AŻEBY SIĘ NIE DOWIEDZIAŁ
DO KOŃCA ŚWIATA WZROK LUDZKI,
ŻE TU LEŻY NARÓD, KTÓREGO WODZEM,
NA PRÓŻNO - BYŁ JÓZEF PIŁSUDSKI


 Zacząwszy tematyką wielkiego Mariana Hemara, chciałbym powiedzieć że doprawdy mam już po dziurki w nosie pisanie kolejnych postów o Żydach, Izraelu czy chociażby o żydowskiej diasporze w USA - doprawdy mam już tego dość! Ale się nie da, po prostu nie da się o tym nie pisać, gdy niektóre kręgi żydowskie (po prostu Litwacy - ruski, najgorszy sort Żydów, którzy przez polskich Żydów byli uważani za wyjątkowo tępych a jednocześnie dość odrażających osobników - są np. opisy nieprzestrzegania przez litwaków żydowskich świąt religijnych, tego jak upijali się po karczmach i piwo ciekło im po wąsach i brodach, jak spożywali niekoszerne potrawy itd.), ponownie ośmielają się atakować Polskę. W zasadzie chciałem dziś napisać o czymś innym, ale nie mogę, przez tych pajaców - po prostu nie mogę. Otóż na portalu YouTube pojawił się filmik, w którym różni Żydzi (Litwacy - muszę się nauczyć odróżniać Żydów od tej wyjątkowo odrażającej chazarskiej nacji podszywającej się pod naród żydowski) amerykańscy wypowiadają skandaliczne słowa "Polish Holokaust". Ja rozumiem że zarówno w Izraelu jak i w USA Żydzi są poddawani ogromnej propagandowej obróbce, która sprowadza się do tworzenia jakichś wydumanych wrogów zewnętrznych, aby tylko utrzymać całą społeczność w ryzach, ale to już jest ostre przegięcie, na to już musi zostać wystosowana (spokojna acz stanowcza) odpowiedź z polskiej strony. 

Filmik ten został już zgłoszony do administracji YouTuba (m.in.: również przez mnie), w celu jego usunięcia za szerzenie nienawiści pomiędzy narodami polskim i żydowskim, oraz z powodu szerzenia kłamstwa, o tyle perfidnego, że wymierzonego głównie w ofiary niemieckich zbrodni z czasów II Wojny Światowej, tych ludzi, którzy dziś już nie mogą się bronić, a w tamtych latach byli nic nieznaczącym bydłem dla wielu amerykańskich Żydów, którzy nie zrobili NIC, dosłownie NIC aby przeciwdziałać Holokaustowi swych współziomków (ale tak naprawdę nie oszukujmy się, Żydzi amerykańscy prócz nazwy i częściowo również religii, nie mieli nic wspólnego z Żydami polskimi. Żydzi amerykańscy, głównie ci ze Wschodniego Wybrzeża tak naprawdę mieli Żydów polskich głęboko w dupie, choć w USA doskonale wiedziano o Holokauście, dzięki raportom Jana Karskiego). Wydaje się wręcz, że Żydzi amerykańscy wręcz dążyli do tego aby Holokaust stał się faktem i to z wielu względów o których teraz nie będę pisał (może napiszę o tym oddzielny post, choć przyznam się szczerze że nie chce mi się już wciąż wałkować tego tematu). Ogromna większość amerykańskich, brytyjskich i w ogóle zachodnich Żydów, wyrażała się o swych współziomkach z Europy Środkowo-Wschodniej nie tylko w sposób obraźliwy, ale wręcz w sposób urągający wszelkim przyjętym w świecie ludzi cywilizowanych stwierdzeniom (np. Chaim Weizman, agent brytyjski i późniejszy prezydent niepodległego Izraela, mówił iż większość Żydów z Europy Wschodniej: "Zniknie jak kurz"). Przeciwdziałali też wszelkim próbom "sprzedaży" polskich i w ogóle wschodnioeuropejskich Żydów z okupowanej Europy (jak chciał uczynić Himmler, na co zgodził się Hitler) do USA i Wielkiej Brytanii (Mosze Szaret - późniejszy premier Izraela doprowadził do aresztowania przez Brytyjczyków żydowskich przedstawicieli, którzy w tym celu przybyli za zgodą Niemiec do Palestyny na rozmowy z rządem brytyjskim i amerykańskim).

W ogóle rozmiar podłości jakimi posługiwali się Żydzi przeciwko Żydom jest przeogromny, wprost niesamowity. Wyglądało to tak, jakby społeczność żydowska w USA za wszelką cenę dążyła do zrealizowania się Holokaustu, aby na śmierci Żydów polskich i w ogóle wschodnioeuropejskich (których uważali nie tyle za podludzi, ale wręcz za bydło), by następnie czerpać z tego jakieś profity (głównie oczywiście finansowe). Światowe organizacje żydowskie również przeszkadzały na wszelkie sposoby w udzieleniu Żydom z Polski jakiejkolwiek pomocy (np. Światowy Kongres Żydów z rabinem Stephenem Wise, który blokował nawet wysyłanie paczek żywnościowych do gett, oraz Amerykański Kongres Żydów). Żydzi Żydów skazali na powolną śmierć głodową w gettach i straszną męczeńską śmierć w piecach krematoryjnych. Czy może być jakakolwiek większa podłość? A powiedz to teraz Żydom z USA czy Izraela wprost, jak zareagują? Oczywiście agresją, człowiek pozbawiony argumentów merytorycznych, ale za to wierzący w dany propagandowy przekaz, wpajany od szkół podstawowych zareaguje albo agresją fizyczną albo słowną (np. "antysemita", "rasista" itd.). Człowiek nie mający wiedzy i nie znający historii, lub świadomie posługujący się dezinformacją i kłamstwem, zacznie najpierw używać ogólnikowych sloganów, a jeśli to nie pomoże, przejdzie bezpośrednio do agresji. Zobaczcie - Żydzi doskonale wiedzą o swojej winie w czasie II Wojny Światowej (oczywiście są to ci Żydzi, którzy powielają ową religię Holokaustu). Wiedzą również jak wielu Polaków pomagało Żydom w gettach, jak ich ukrywało po domach z narażeniem życia własnego i swoich rodzin. I właśnie dlatego tak nas nienawidzą, dlatego że my wiemy jak było, my znamy prawdę, która musi zostać zapomniana, aby religia Holokaustu mogła trwać nadal.


NARODY SŁUŻĄCE W WAFFEN SS
POLACY - 0



Dlatego też są takie na nas ataki w ostatnim czasie. Spójrzcie Chorwaci (ustasze) wymordowali podczas wojny 800 tys. Żydów, kolaboranckie organizacje Waffen SS powstawały w wielu podbitych przez Niemców krajach, jak choćby na Ukrainie, w Holandii, na Litwie, we Francji, Belgii, Danii, Norwegii, nawet były oddziały tureckie i angielskie Waffen SS. Te formacje nie tylko walczyły z Sowietami na froncie wschodnim po stronie Niemców, ale duża ich część zajmowała się właśnie mordowaniem ludności żydowskie, tylko Polacy nie mieli żadnej formacji SS. Jedyny naród który nie skurwił się kolaboracją z nazistowskimi Niemcami, jedyny który nie miał swego Quislinga, swojego Petaina czy Lavala, swojego lorda Haw-Haw, jedyny który jak pisał Hemar: "Nie zląkł się krwi własnej plusku, nie poddał się po francusku ani po czesku nie uległ" (Czesi w czasie wojny zhańbili się jeszcze bardziej od Francuzów współpracą z Niemcami - to co działo się w Czechach podczas okupacji to była... prawdziwa nazistowska sielanka i wiem co mówię, wkrótce postaram się też o tym napisać). Jedyny naród któremu Niemcy zapowiedzieli że za pomoc Żydom czeka kara śmierci (pomyślcie teraz, gdyby rzeczywiście było tak, jak chce moskiewska i litwacka jaczejka, atakująca nas za rzekomy "antysemityzm", to w sytuacji gdy Niemcy weszliby do Polski nie musieliby nikogo straszyć karą śmierci za ukrywanie Żydów, wiedząc że i tak do tego nie dojdzie w "społeczeństwie antysemitów". A skoro zabronili ukrywać Żydów i dodali że za taki czyn wszystkich Polaków czeka śmierć - musieli się obawiać że mimo wszystko Polacy jednak będą Żydom pomagać. W żadnym innym, okupowanym przez III Rzeszę kraju, nie potrzeba było straszyć śmiercią za ukrywanie Żydów, wystarczył sam zakaz - a w Polsce, jedynym okupowanym kraju Niemcy skazywali na śmierć całe polskie rodziny za ukrywanie choćby jednego Żyda. Jest taka scena z filmu "Sprawiedliwi" gdy główny bohater przybywa do polskiej rodziny na wsi i pyta się gospodarza czy nie przechowają kilku żydowskich dzieci, na co ten zapytuje: "Jaką karę Niemcy wyznaczyli za ukrywanie jednego Żyda?" - "kara śmierci", "no właśnie, a za ukrywanie kilku Żydów będzie... kilka kar śmierci?". Nie więc co za różnica czy pomaga się jednemu czy grupie żydowskich dzieci, skoro strach i niebezpieczeństwo jest takie samo. Dzieci oczywiście zostały przez tę rodzinę ukryte).

Jedyny naród który walczył od pierwszego do ostatniego dnia II Wojny Światowej, na wszystkich frontach gdzie pojawił się żołnierz niemiecki (Francja, Wielka Brytania, Włochy, Afryka Północna, Norwegia, Syria, Palestyna - tam właśnie gen. Anders zwolnił ze swej armii dużą część Polaków pochodzenia żydowskiego, których wyprowadził "z sowieckiego piekła" na Bliski Wschód, a którzy w 1948 r. stali się współzałożycielami niepodległego państwa Izrael, państwa w którym pierwszym językiem oficjalnym był język polski. Nie było takiego miejsca na ziemi, gdzie nie pojawiłby się żołnierz polski walcząc z Niemcami). Walczyliśmy w powietrznej Bitwie o Anglię, polska Marynarka Wojenna tropiła Kriegsmarine po morzach i oceanach (to my pierwsi - ORP "Piorun" - zlokalizowaliśmy położenie chluby niemieckiej floty - "Bismarcka", zawiadamiając Brytyjczyków którzy go zatopili. Polski niszczyciel "Piorun" przez ponad godzinę toczył samotnie nierówną walkę z tym kolosem, aż do przybycia eskadry brytyjskich niszczycieli). To nasi naukowcy rozpracowali niemiecką "Enigmę" już w styczniu 1933 r. czyli na ponad sześć lat przed wybuchem wojny - przekazując następnie owe kody Brytyjczykom, którzy dzięki nim w Bletchley Park czytali niemieckie szyfry, umożliwiając tym samym bezpieczne transporty oceaniczne okrętów alianckich. Rozpracowaliśmy i podarowaliśmy w 1932 r. Amerykanom tajne szyfry sowieckiej armii ("Rewolucja" i "Fiałka"), używane w Armii Czerwonej do lat 50-tych, dzięki którym Amerykanie mogli czytać sowieckie szyfry w czasie wojny w Korei, gdzie Ostatni Bóg Wojny gen. Douglas MacArthur pokazowo skopał w 1950 r. zadki komunistom Kim Ir Sena, wykorzystując w tym celu manewr okrążający (desant pod Inchon który odmienił losy zwycięskiej już przez komunistów wojny) Marszałka Józefa Piłsudskiego z Bitwy Warszawskiej 1920 r.




Za to wszystko zostaliśmy kompleksowo ZDRADZENI. W Teheranie i Jałcie zarówno Churchill jak i Roosevelt sprzedali nas Stalinowi - wujaszkowi Joe jak go nazywano w USA. Na naszej ziemi Niemcy przeprowadzili zarówno Holokaust Żydów, jaki rozpoczęli Holokaust Polaków (wymordowano 3 miliony Żydów polskich i 3 miliony Polaków - czyli razem 6 milionów polskich obywateli, bo to byli obywatele polscy, nie izraelscy lub amerykańscy. Innymi słowy Polacy stracili podczas wojny 6 milionów własnych obywateli, do tego niezliczone straty materialne, rabunki dział sztuki, spalone wsie i miasteczka, zniszczone i rozgrabione miasta, zburzona, doszczętnie zburzona stolica - Warszawa. Kraj który rozpoczynał wojnę 1 września 1939 r. w nadziei że broni europejskiej cywilizacji przed barbarzyńcami, kończył tę wojnę jako przegrany (mimo że oficjalnie byliśmy po stronie zwycięzców, to jednak wojnę tę przegraliśmy, gdyż nowa okupacja - sowiecka/rosyjska, zastąpiła poprzednią niemiecką). A dziś Niemcy udają że nic się nie stało, a Żydzi (Litwacy) z USA i Izraela żądają abyśmy przyznali się do jakiegoś antysemityzmu i mordowania Żydów. Świat zwariował czy to jest po prostu kolejna, już ostatnia część naszej walki o wolność i sprawiedliwość?  Tak, to jest kolejny, już ostatni sprawdzian, jak pisał Hemar: "Jutro będziemy wielcy, albo nie będzie nas wcale.Albo stanie na gruzach Warszawy pomnik sławy, łuk zwycięstwa promienny. Albo niech zatkną tam krzyż na grób. Ale krzyż bezimienny". Musimy przetrwać i tę nawałnicę - ale spokojnie damy radę, przeszliśmy okupację niemiecką i sowiecką przejdziemy i litwacką zniewagę zdradziecką, bowiem nie ma siły na Polaków. Można nas najeżdżać, niszczyć, mordować, grabić, palić, tresować a i tak wcześniej czy później wyjdzie z nas to, co głęboko siedzi w zakamarkach polskiej duszy - wielkie umiłowanie Wolności i Prawdy, która będzie fundamentem naszej przyszłej siły.

             
PROSZĘ WAS JEDNOCZEŚNIE ABYŚCIE ZGŁASZALI TEN FILM DO ADMINISTRACJI YOUTUBE'A, ABY ZOSTAŁ CZYM PRĘDZEJ ZDJĘTY (CHOĆ YOUTUBE TO TAKŻE JEST CZĘŚĆ LEWACKIEJ JACZEJKI) GDYŻ Z TEGO FILMU WYLEWA SIĘ TAKA NIENAWIŚĆ I JAD, ŻE JEST TO UPOKARZAJĄCE NIE TYLE DLA ŻYJĄCYCH, ALE PRZEDE WSZYSTKIM DLA POMORDOWANYCH PRZEZ NIEMCÓW I SOWIETÓW ŻYDOWSKICH I POLSKICH WSPÓŁBRACI HOLOKAUSTU


"WARSZAWO MA, O WARSZAWO MA
WCIĄŻ PŁACZĘ GDY CIEBIE ZOBACZĘ
WARSZAWO MA
TAM W GETCIE CHŁÓD, I NĘDZA I GŁÓD
I GORSZA OD CHŁODU I GŁODU TĘSKNOTA
WARSZAWO MA"
 




GERMAN DEATH CAMPS

NEVER POLISH


 

niedziela, 18 lutego 2018

ROZWAŻANIA Z KILKU OSTATNICH DNI

CZYLI MOJE KRÓTKIE REFLEKSJE 

NA TEMATY FILMOWE





Przez ostatni tydzień miałem dość dużo czasu do zadumy i rozważań, gdyż jakieś grypsko niestety przykuło mnie do łoża i to naprawdę skutecznie. Czas choroby przeznaczyłem na podciągnięcie się w kwestii telewizyjnych seriali i filmów, jakie serwują nam nasze stacje. Z kilkoma wybranymi przykładami filmów i seriali chciałbym się podzielić na tym blogu, gdyż należę do ludzi którzy "prawie" (z naciskiem na prawie) nie oglądają telewizji, a już w szczególności seriali i telenowel, których jest multum i większość których (jeśli miałbym oglądać) musiałbym wcześniej się odpowiednio "znieczulić" dużą porcją alkoholu, aby umysłowo nie ześwirować. Jednak przez ostatni czas ze względu na chorobę, byłem niejako zmuszony do zapoznania się z "repertuarem" najnowszych produkcji serialowo-telewizyjnych różnych stacji.W tym temacie pragnę się więc podzielić swoimi opiniami o wybranych filmach i serialach, które przez te kilka dni obejrzałem i o których wyrobiłem sobie zdanie. Oto one:


I

"KORONA KRÓLÓW"


Serial opowiadający o początkach panowania jednego z największych monarchów w naszej historii - króla Kazimierza III z dynastii Piastów, którego już jemu współcześni nadali przydomek "Wielki", był pierwszym na który się zdecydowałem. Serial wyprodukowany przez stację TVP według mnie jest zwykłą (tępą wręcz) telenowelą, operą mydlaną przeznaczoną głównie dla kobiecej widowni. Nie będę tutaj mówił o niedoskonałościach i elementach niezwiązanych z epoką (gdyż na dobrą sprawę każdy serial historyczny takie posiada i nie da się do końca wyeliminować wszystkich niedociągnięć i błędów, zresztą seriale i filmy historyczno-kostiumowe kręcone są oczywiście w celach komercyjnych i jedynie ta kwestia stanowi o każdej filmowej produkcji, a to oznacza że pewne elementy serialu muszą być wyeksponowane jak choćby nagość czy seks, bo współczesny widz to po prostu lubi oglądać. Poza tym w filmach i serialach pojawiają się elementy niezwiązane często z pokazywaną epoką - w tym przypadku namyśl mi się nasuwają zegarki, jakie niektórzy aktorzy mieli na rękach, grając rycerzy walczących pod Grunwaldem 1410 r. w filmie Aleksandra Forda "Krzyżacy" z 1960 r. czy przejeżdżające w oddali auta, gdy tutaj toczyły się walki o twierdzę kamieniecką roku 1672, w "Panu Wołodyjowskim" Jerzego Hoffmana, filmie z roku 1969). Chciałbym się jednak odnieść do kwestii, że jeśli w produkcjach historycznych z reguły zdarzają się jakieś niedociągnięcia czy nieścisłości związane z omawianą epoką, to według mnie serial "Korona Królów" omawia epokę średniowiecza jedynie w sposób wizualny i to tylko na pierwszy rzut oka. 

Owszem, pokazana jest tam mentalność ludzi średniowiecza, dla których całe życie wyznaczane było głównie przez Kościół (stąd tak wiele odniesień do tego czy np. wolno się bzykać w Wielkim Poście czy nie wolno itd.), to jednak historycznych faktów jest tam bardzo niewiele i są one rozmyte sprawami "codziennymi" głównych bohaterów (co jak dla mnie jest tożsame z współczesnością w której żyjemy obecnie, nie mającą żadnych większych - prócz wizualnych - związków ze średniowieczem). "Koronę Królów" oglądam od niedawna, ale już muszę powiedzieć że brakuje mi tam klimatu omawianej epoki. Nie wiem czy jest to wina aktorów (chyba nie, oni się starają grać jak najlepiej) czy raczej reżyserów (np. pani Ilona Łepkowska nie jest według mnie najlepszą osobą do tego typu produkcji, jako że specjalizuje się raczej w telenowelach dla samotnych kobiet, zaś wiele jej scenariuszy do filmów jest po prostu zwyczajnie dętych - choć oczywiście nie wszystkie). Według mnie scenariusz został napisany dla aktorów współczesnych, grających we współczesnych miłosnych telenowelach, stąd takie braki we wczuciu się w prezentowaną epokę. Jak na razie (serial ma bowiem być kręcony dalej i ma ponoć objąć czasy Jagiellonów, a na być może późniejszych monarchów elekcyjnych), serial ten uważam za słaby ze słabymi dialogami i dość toporną grą aktorską. Jeśli rzeczywiście w zamyśle autorów było nawiązanie tej produkcji do tureckiego serialu "Wspaniałe Stulecie", to jak na razie muszę stwierdzić że ponieśli na tym polu dużą porażkę (choć przecież "Wspaniałe Stulecie" też było kręcone głównie dla kobiecej widowni jako telenowela historyczna).

A przecież czasy panowania króla Kazimierza III Wielkiego są okresem dość ciekawym. Ten monarcha bowiem nie na darmo uzyskał przydomek "Wielki". Doprowadził on w ciągu 37 lat swego panowania (1333-1370), do ogromnego wzrostu Korony Polskiej. Państwo, które w chwili jego koronacji było słabym, małym i podzielonym państewkiem, rozdrapywanym i najeżdżanym przez sąsiadów (efekt rozbicia dzielnicowego Bolesława III Krzywoustego z 1138 r.), stało się silną, nowoczesną (jak na standardy późnego średniowiecza) scentralizowaną monarchią. Przez ponad dwieście lat, Polska była podzielona na malutkie dzielnice, zarządzane przez lokalnych książąt z dynastii Piastów, którzy swe włości jeszcze bardziej dzielili pomiędzy kolejnych synów. Próby zjednoczenia państwa były też blokowane przez sąsiadów (szczególnie Brandenburczyków, Krzyżaków i Czechów) czego dowodem było zamordowanie w Rogoźnie przez Brandenburczyków w lutym 1296 r., pierwszego koronowanego w czerwcu 1295 r. na króla Polski (od 1079 r. kiedy po raz ostatni Polska przestała być królestwem, a korona została odesłana do... Rzeszy) władcy - Przemysła II. Kolejnym księciem, który odważył się koronować na króla (pomimo jawnego sprzeciwu Krzyżaków) był Władysław I zwany Łokietkiem (ze względu na jego niski wzrost), który 20 stycznia 1320 r. koronował się w Krakowie na króla Polski. Od tej chwili Polska już do chwili swego upadku w 1795 r. była królestwem, a korona Władysława Łokietka była przechowywana w skarbcu wawelskim. Po upadku państwa Prusacy ograbili krakowski Wawel i wywieźli koronę do Berlina w październiku 1795 r. gdzie w 1809 r. na polecenie króla Prus Fryderyka Wilhelma III, korona została przetopiona i z pozyskanego złota wybito pruskie monety (caryca Rosji Katarzyna II, używała tronu władców polskich jako swojego wychodka i na nim też zdechła w 1796 r. w wyniku zamachu na jej życie (poduszka, na której siadała, miała pod spodem umieszczone ostrza, które wbiły się w ciało, gdy imperatorowa na niej usiadła). 

Kazimierz Wielki był władca, który realnie uczynił z Polski przyszłe mocarstwo. W przeciągu trzydziestu lat, zrobił z małego i nic nieznaczącego, podzielonego państewka zjednoczoną i silną monarchię, która czterdzieści lat po jego śmierci w 1410 r. pod Grunwaldem złamała w proch największą militarną potęgę średniowiecza - rycerski niemiecki Zakon Najświętszej Marii Panny, zwany po prostu Zakonem Krzyżackim. Bitwa ta była początkiem naszej niesamowitej mocarstwowości i można spokojnie powiedzieć że bez reform Kazimierza Wielkiego nie byłoby ani polskich sztandarów powiewających na Kremlu 1610-1612 (byliśmy jedynym krajem Europy, który zdobył Moskwę, bowiem nawet Napoleon co prawda wkroczył do Moskwy, ale jedynie do wyludnionego miasta, natomiast my panowaliśmy nad Moskwą realnie), ani dziesięcioleci zmagań z muzułmańskim zagrożeniem związanym z najazdami Turków i Tatarów na Europę, nie byłoby więc ani Chocimia 1621 ani Wiednia 1683 gdzie król Rzeczypospolitej Jan III Sobieski na czele husarii rozgromił turecką armię inwazyjną, idącą na podbój Europy. Nie byłoby także tej niesamowitej kultury Wolności, która opromieniała uczonych, naukowców, poetów, która przyciągała do siebie obcokrajowców, zafascynowanych krajem gdzie nie grożą im stosy czy kat za wyznawaną religię lub poglądy polityczne, gdzie panuje realna wolność słowa. Ta polska kultura Wolności opromieniała swych synów i córki w najcięższych latach niewoli, gdy nie było nawet nadziei na odbudowę niepodległego państwa, na wskrzeszenie tego polskiego Feniksa z popiołów rozbiorów, manipulacji, kłamstw i przymusowych germanizacji i rusyfikacji. Ta kultura przetrwała właśnie dzięki potędze, zainicjowanej przez króla Kazimierza III Wielkiego, twórcy niezliczonej ilości nowych miast, twierdz i osad - twórcy potęgi polskiego narodu. W serialu Kazimierz jest dopiero młodym władcą, który poślubia córkę jeszcze pogańskiego księcia Litwy Giedymina - Aldonę Annę, była ona ciotką pierwszego litewskiego władcy Polski z dynastii Jagiellonów - Władysława II Jagiełłę, który został koronowany w 1386 r. stając się godnym kontynuatorem Kazimierza Wielkiego.

PS: Kazimierz był też prawdziwym casanową swojej epoki, miał mnóstwo kochanek (w tym jedną Żydówkę - Esterkę), które zmieniał jak rękawiczki. W serialu jest jeszcze młodym władcą, który dopiero co został koronowany (1333 r.) i który musi "ogarnąć" całą tę sytuacją jaka się dotąd wokół niego i państwa polskiego wytworzyła. Jak na razie serial ten oceniam jako słaby, być może jednak się jeszcze rozkręci (choć nadzieja umiera jako ostatnia, dopiero potem może... umrzeć widz TVP).  
 

ALDONA ANNA PIERWSZA LITWINKA 
NA POLSKIM TRONIE, PREKURSORKA 
RZECZPOSPOLITEJ OBOJGA NARODÓW










II
"LOMBARD - ŻYCIE POD ZASTAW"


Jest to drugi serial jaki przez ostatnie dni oglądałem. Emitowany przez TV Puls serial "Lombard - Życie pod zastaw" to kolejna swoista telenowela, ale akurat w tym przypadku (przynajmniej dla mnie) dość wciągająca. Spodobało mi się osadzenie Zbigniewa Buczkowskiego w roli właściciela wrocławskiego lombardu (cała akcja dzieje się we Wrocławiu). Aktor ten, znany gównie z takich produkcji jak "Dom" czy "Kogel-mogel II" jest znany z ról tzw.: cwaniaczków, co akurat w jego przypadku jest plusem, gdyż doskonale pasuje do takich właśnie postaci (fenomenalnie je odtwarza). Poza tym serial ten opowiada o codziennych przygodach pracowników wrocławskiego lombardu, którego właścicielem jest Kazimierz Barski. Ciekawą rolą jest też ta odtwarzana przez młodego aktora Mateusza Murańskiego - czyli postać Adriana "Adka" Barskiego, młodego lowelasa, który głównie myśli o tym jak by tu się wymigać od pracy i wyrwać "na dziewczynki". Przypomina mi on (choć oczywiście nie we wszystkim) mnie samego z młodości. W każdym razie nie ma co za wiele tutaj deliberować serial dość ciekawie zrobiony, jak zwykła telenowela, która ma służyć większej oglądalności. Serialowi określam jako ciekawy (a raczej odprężający). Może być.


TEKSTY "ADKA"








 NA ZAKOŃCZENIE

WYSZEDŁ KOLEJNY "GREY"

To też taka bajeczka, której zresztą nie oglądałem, jedynie urywki (żadnego filmu z serii 50 twarzy Greya czy jak to się tam nazywa nie oglądałem, choć tematyka jest mi nieobca, zważywszy na moje nietypowe dość upodobanie do spankingu kobiecej sempiterny). Tak gwoli ciekawostki na zakończenie tego "arcyciekawego" podsumowania obejrzanych przeze mnie podczas choroby seriali







GERMAN DEATH CAMPS
NEVER POLISH



sobota, 17 lutego 2018

SARMACKIE OPOWIEŚCI - Cz. I

NIEZWYKŁE 

(CHOĆ CZĘSTO ZAPOMNIANE)

PRZYGODY I EUROPEJSKIE WOJAŻE

POLAKÓW od XVI do XIX wieku






Niezwykłe są doprawdy dzieje Polaków podróżujących (lub walczących) po Europie od XVI do XIX wieku. Podróż królewicza Władysława do Belgii (Niderlandów Hiszpańskich) i Italii w latach 1624-1625, uroczysty wjazd podkanclerzego Jerzego Ossolińskiego do Rzymu w 1633 r. (w czasie którego m.in.: konie gubiły złote podkowy, które zbierali mieszkańcy Wiecznego Miasta), podróże Polaków do Anglii i Francji w XVI i XVII wieku, oraz na dwór sułtana Imperium Osmańskiego, są już częściowo zapomniane, podobnie jak wyczyn młodego polskiego oficera - Frączewskiego, który w 1800 r. z szablą w zębach przepłynął z Geniu do Nicei, aby powiadomić Bonapartego o ciężkiej sytuacji oblężonych Francuzów w Genui (pierwotnie płynął łodzią w towarzystwie kilku wioślarzy, ale gdy zorientowano się że angielskie okręty blokady miasta są znacznie szybsze, rozebrał się, skoczył do wody, po czym... przypomniał sobie że zostawił szablę, więc wrócił się po nią i trzymając w zębach wpław dotarł do oddziałów gen. Sucheta pod Niceą). Niewiele też wiemy o przygodach polskich szlachcianek w wieku XVII i XVIII. W tym temacie postaram się rzucić na nie nieco światła. Zacznijmy teraz od zupełnie zapomnianej przygody, jaką doświadczył pewien polski szlachcic kresowy, urodzony w Barze (twierdza wzniesiona w XVI na polecenie królowej Bony Sforzy i nazwana tak na pamiątkę jej włoskich posiadłości księstw Bari i Rosano), na wschodnich ziemiach ówczesnej Rzeczypospolitej (dziś na Ukrainie), który dostał się do tureckiej niewoli w 1620 r. po klęsce w bitwie pod Cecorą, w czasie wyprawy hetmana Stanisława Żółkiewskiego na Mołdawię, a następnie przez kilka lat był niewolnikiem tureckiego wielmoży. W 1627 r. wzniecił udany bunt na pokładzie okrętu należącego do owego Turka i wyzwoliwszy 220 galerników pożeglował do Włoch, a następnie wrócił do Polski. Jego niezwykłe przygody stanowią bez wątpienia gotowy scenariusz filmu przygodowo-kostiumowo-historycznego


 KRÓLOWA BONA SFORZA ZAKŁADA TWIERDZĘ BAR
1537 r.




1627 r.

OPANOWANIE TURECKIEGO GALEASA

PRZEZ POLSKIEGO SZLACHCICA

MARKA JAKIMOWSKIEGO 

I UWOLNIENIE 220 NIEWOLNIKÓW

BĘDĄCYCH NA OKRĘCIE


"OPISANIE KRÓTKIE ZDOBYCIA GALERY PRZEDNIEJSZEJ ALEKSANDRYJSKIEJ W PORCIE U METALINY ZA SPRAWĄ DZIELNĄ I ODWAGĄ WIELKĄ KAPITANA MARKA JAKIMOWSKIEGO, KTÓRY BYŁ WIĘŹNIEM NA TEJŻE GALERZE, Z OSWOBODZENIEM 220 WIĘŹNIÓW CHRZEŚCIJAN" 

KRAKÓW 
1628 r.





 Marek Jakimowski o którym będzie tutaj mowa, przyszedł na świat w mieście-twierdzy Bar na Podolu (rok jego narodzin pozostaje nieznany). Był kresowym szlachcicem, jakich wówczas było sporo. Cała jego historia tak naprawdę zaczyna się dopiero w roku 1620, wraz z wyprawą hetmana wielkiego koronnego Stanisława Żółkiewskiego na Mołdawię. 23 września 1617 r. w Buszy podpisany został traktat pokojowy Rzeczpospolitej z Turcją Osmańską. Został on podpisany, gdyż obie strony gotowały się do wojny wzajemnej (od lutego tego roku) i choć działania zbrojne nie nastąpiły (Turcy zgromadzili nad granicami 100 000 żołnierzy nie licząc ok. 30 000 Tatarów, zaś hetman Żółkiewski dysponował łącznie zaledwie... ok. 700 żołnierzami plus pocztami szlacheckimi Ostrogskich, Zasławskich, Daniłowskich, Krasickich, Radziwiłłów, Tyszkiewiczów, Zamojskich, Sieniawskich, Zbaraskich, Zebrzydowskich, Stadnickich i Sienińskich - łącznie może ok. 20 000 żołnierzy - prawdziwa liczba wojska nie została wymieniona przez hetmana w jego mowie na sejmie w lutym 1618 r.). Turecki wódz naczelny Iskander Pasza zagroził wojna, jeśli nie ustaną polskie próby mieszania się w sprawy Mołdawii (zależnej od Turcji) i jeśli Kozacy nie zaprzestaną swych łupieżczych wypraw na wybrzeża Morza Czarnego. Hetman Żółkiewski (zdając sobie sprawę z ogromnej dysproporcji sił, a należy też dodać że w tym czasie Rzeczpospolita prowadziła dodatkowo jeszcze dwie wojny, z Rosją, gdzie pod Moskwą walczył sam królewicz Władysław i ze Szwecją o Rygę i Inflanty), dał do zrozumienia że pragnie pokoju, ale jest również gotowy na wojnę ("Mężny wódz dał wszelako znać ostatniemu, że był gotów na oboje: do pokoju i do wojny" - Teodor Morawski). Iskander zapewniał że jeśli tylko Polacy zrezygnują z wypadów na Mołdawię i powstrzymają Kozaków, pokój stanie się faktem ("Na sto lat przysięgał zgodę Iskiender, byle przeklęci Kozacy dali pokój najazdom" - Teodor Morawski).


"KOZACY PISZĄ LIST DO SUŁTANA"

"Ty, sułtanie, diable turecki, przeklętego diabła bracie i towarzyszu, samego Lucyfera sekretarzu. Jaki z ciebie do diabła rycerz, jeśli nie umiesz gołą dupą jeża zabić (...) świński pastuchu Wielkiego i Małego Egiptu, świnio armeńska, podolski złodziejaszku, kołczanie tatarski, kacie kamieniecki i błaźnie dla wszystkiego, co na ziemi i pod ziemią, szatańskiego węża potomku i chuju zagięty. Świński ty ryju, kobyli zadzie, psie rzeźnika, niechrzczony łbie, kurwa twoja mać.
O tak ci Kozacy zaporoscy odpowiadają, plugawcze. Nie będziesz ty nawet naszych świń wypasać. Teraz kończymy, daty nie znamy, bo kalendarza nie mamy, miesiąc na niebie, a rok w księgach zapisany, a dzień u nas taki jak i u was, za co możecie nas w dupę pocałować!"


 
Pokój został więc podpisany (Naim Effendi w swym "Rocznikach" napisał: "W tymże roku król Lehów, Rezygmun (Rex Sigismundus - czyli król Zygmunt III), przysłał posła do Drzwi Szczęśliwości, w celu stwierdzenia wzajemnej przyjaźni i odnowienia pokoju"), gdyż nie było sensu otwierać trzeciego frontu wojny i tworzyć kolejnego nieprzyjaciela, tym bardziej że Turcy wcale nie pragnęli walki. Hetman Żółkiewski zgodził się więc zrezygnować z wpływów w Mołdawii i powstrzymać Kozaków od ciągłych i nieustannych ataków na wybrzeża Morza Czarnego - 28 października 1617 r. zmusił ich do złożenia przysięgi na starej Olszance iż zaprzestaną najazdów (mieli poniszczyć swe czajki - czyli małe statki którymi dokonywali swych wypraw) oraz brania w niewolę ludności muzułmańskiej z atakowanych terenów, oraz że wiernie będą służyć Rzeczypospolitej nie łamiąc umów. W zamian za to co rok w Kijowie mieli odbierać 1000 złotych oraz na sejmie zostaną potwierdzone dotychczasowe przywileje kozackie. Wojnę wówczas zażegnano, ale należałoby nadmienić jak łupieżcze były wypady Kozaków na tereny należące do Imperium Osmańskiego (podobnie zresztą jak i Tatarów na ziemie Rzeczypospolitej). W sierpniu 1614 r. wyprawili się przeciwko Synopie (bogatemu miastu portowemu, zwanemu wówczas "Miastem kochanków"), które obrócili spalili doszczętnie, ludność uprowadzając w niewolę (wcześniej uwalniając niewolników chrześcijan, zmuszonych do przejścia na Islam). Większość tego jasyru nie udało się jednak Kozakom dowieźć do domu, gdyż pod Oczakowem dopadła ich flota turecka i zadała porażkę, a na lądzie pojawili się Tatarzy, którzy zmusili Kozaków do porzucenia prawie całego jasyru. Zdobytych jeńców kozackich wielki wezyr Nasuch Pasza odesłał do Synopy, gdzie pozostała przy życiu ludność spalonego miasta dokonała na nich samosądu.

Kozacy jednak nie poprzestali, w roku następnym (1615) wyprawili się (na 80 czajkach) ponownie na tereny tureckie i spalili dwa miasta Misewnę i Archioke ludność ich uprowadzając ze sobą w niewolę, po czym skierowali się na... Konstantynopol. Po raz pierwszy od 162 lat, czyli od zdobycia Konstantynopola przez sułtana Mehmeda II Zdobywcę, wroga flota pojawiła się naprzeciw murów tego potężnego miasta. W tym czasie sułtan Ahmed I był na polowaniu, powiadomiony o niebezpieczeństwie przez dowódcę garnizonu, szybko powrócił do pałacu, gdzie wraz z żoną - sułtanką Kosem obserwował płonące przedmieścia swej stolicy (w pewnym momencie musiano nawet ewakuować cały harem z obawy przed kozackim atakiem). Sułtan wysłał w pościg swą flotę, ale Kozacy pokonali ją i zmusili do ucieczki. Była to potworna kompromitacja Imperium Osmańskiego, gdyż po raz pierwszy od 1402 r. (klęski Turków w bitwie z Mongołami Timura pod Ankarą), turecki sułtan musiał uciekać nie tylko z pola bitwy, ale wręcz z własnego domu. Podobnie było w roku następnym (1616), gdy Kozacy nie tylko zdobyli i spalili potężną Kaffę oraz Trapezunt, ale ponownie wyprawili się na Konstantynopol (tym razem była to już tylko swoista demonstracja siły, gdyż nie podjęto ataku), w drodze powrotnej ponownie pokonując turecką flotę pościgową. Te ataki były nie do zniesienia i jednocześnie ukazywały słabość Turków w walce z tego typu atakami. Nic więc dziwnego że Iskander Pasza: "Na sto lat przysięgał zgodę byle przeklęci Kozacy dali pokój najazdom".




Jednak po zakończeniu wojny z Moskwą (3 stycznia 1619 r. podpisanie rozejmu w Dywilinie, dającego Rzeczpospolitej ogromne tereny na wschodzie, podchodzące praktycznie pod same miasto Moskwa, których administratorem z rozkazu króla Zygmunta, swego ojca, został książę Władysław) i zawarciu rozejmu ze Szwecją (1617 r. na zasadzie status quo ante), konflikt polsko-turecki wybuchł z nową siłą. 21 listopada 1619 r. polskie oddziały najemne (tzw.: Lisowczycy) rozbili pod Humennem wojska siedmiogrodzkie Gabora Bethlena (Siedmiogród i Transylwania były wówczas krainami lennymi Turcji Osmańskiej), dzięki czemu ocalili przed upadkiem oblężony Wiedeń (tzw.: Drugie Oblężenie Wiednia). Obrażony Gabor Bethlen, poskarżył się sułtanowi, który i tak był wściekły na złamanie rozejmu podpisanego w Buszy (we wrześniu 1619 r. Kozacy po raz kolejny wyprawili się na tureckie wybrzeże, zdobywając i paląc Warnę, oraz rozbijając w tamtejszej bitwie kilkaset janczarów). Gdy więc do Konstantynopola udał się polski poseł Hieronim Otwinowski, młody sułtan Osman II w mocnych słowach zelżył Otwinowskiego i zapowiedział iż nie odpuści tej zniewagi, rozpoczęły się więc przygotowania do wojny. Turcy zgromadzili ponad 40 000 wojska, natomiast po polskiej stronie łącznie było 8 400 żołnierzy, jako bazę wypadową obrano właśnie Bar, gdzie do wojsk koronnych dołączył z własnym pocztem ów Marek Jakimowski. 3 i 4 września 1620 r. wojsko Rzeczypospolitej przeprawiło się przez bród na granicznej rzece Dniestr i wkroczyło do Mołdawii. 

17 września doszło tam do wielkiej bitwy pod Cecorą, która zakończyła się porażką, ale hetman Stanisław Żółkiewski wyprowadził wojsko (wciąż walczące, choć otoczone) ku granicznej rzece, dopiero tutaj doszło do katastrofy, gdy poszczególne chorągwie, widząc granice, zaczęły opuszczać szeregi by na własną rękę przedostać się do kraju, tym samym powodując wyłomy w dotąd ściśle ze sobą zespolonych i broniących się liniach. Widząc nadciągającą katastrofę, hetman Żółkiewski zabił swego konia i nakazał oficerom ratować się, sam jednak postanowił zostać i walczyć do końca, mówiąc: "Jeśli będziem zwyciężeni, nie miedzy jeńcami lecz między poległymi mię szukajcie", dodał również że własnym ciałem pragnie zagrodzić nieprzyjaciołom drogę do Ojczyzny. Tak też się stało, w bitwie poległo prawie 2000 Polaków, w tym sam wódz naczelny hetman wielki koronny Stanisław Żółkiewski. Turcy przekroczyli wówczas graniczną rzekę Dniepr i dotarli aż do Lwowa, ale stamtąd zawrócili, uznali zapewne że ich siły nie są wystarczająco duże i że należy się wzmocnić przed kolejną inwazją. Natomiast w Rzeczpospolitej wiadomość o klęsce cecorskiej zrobiła ogromne wrażenie. To był wręcz kubeł zimnej wody, gdyż już dawno nie słyszano o takiej klęsce (Polacy w polu rozbijali siły nawet i dziesięciokrotnie liczniejsze od swoich własnych), to była prawdziwa katastrofa. 


"ŚMIERĆ HETMANA STANISŁAWA ŻÓŁKIEWSKIEGO 
POD CECORĄ"
7 Października 1620 r.

 

Pamiętam że również papież Jan Paweł II w swych pismach przywołał kiedyś takie porównanie - "rok 1620 był tym dla społeczeństwa polskiego co rok 1939" czyli innymi słowy (bez porównywania samego kontekstu), papież przywołał tutaj atmosferę, jaka panowała w Rzeczpospolitej po klęsce cecorskiej, porównując ją do tej, jaka nastąpiła po wspólnym niemiecko-sowieckim ataku na nasz kraj we wrześniu 1939 r. Cóż, pycha zawsze kroczy o krok przed upadkiem, i tak samo jak w 1939 r. byliśmy przekonani że jesteśmy niezwyciężeni (były też takie głosy: "Anglicy i Francuzi, po co nam oni, będą tylko przeszkadzać i trzeba się będzie z nimi dzielić zwycięstwem"), nie wzięto jednak pod uwagę faktu, że Hitler dogada się ze Stalinem (w polityce bowiem liczą się tylko interesy, ideologie jeśli temu przeszkadzają, są usuwane w cień) i razem uderzą na Polskę. Podobnie nie przewidziano że Turcy mogą pokonać nasze wojska w Mołdawii (zawsze przecież wygrywaliśmy z nimi w polu). Było więc ogólne zdziwienie przechodzące w przerażenie - co będzie dalej?

Sejm nadzwyczajny zebrał się jeszcze na początku listopada 1620 r. a szlachta nie miała żadnych oporów przed uchwaleniem nowych podatków na wojsko - należało bowiem bronić zagrożonego kraju. Należało czym prędzej zmyć hańbę klęski cecorskiej więc wystawiono (płacili wówczas wszyscy, szlachta, duchowieństwo przekazało kwotę 150 000 złotych, a także Żydzi - 70 000 złotych) nową armię w sile ok. 50 000 żołnierzy. Była to duża siła, ale w porównaniu z armią sułtana Osmana II, liczącą ponad... 300 000 ludzi (a są raporty że mogło ich być nawet i 400 000) była ona niewielka. Do tureckiej inwazji na Rzeczpospolitą doszło 2 września 1621 r. a celem ataku była obsadzona twierdza - Chocim. Wodzem naczelnym został mianowany hetman wielki litewski Jan Karol Chodkiewicz. Obrona Chocimia trwała do 9 października i zakończyła się zwycięstwem Rzeczypospolitej, sułtan odstąpił ponosząc ogromne straty (ok. 100 000 zabitych i ponad drugie tyle rannych), choć w polskim obozie w dniu podpisania rozejmu została... ostatnia beczka prochu. Hetman Chodkiewicz także zmarł podczas walk (24 września) ale zwycięstwem swym pomścił klęskę roku poprzedniego i opromienił Rzeczpospolitą kolejną chwałą (zwycięstwo pod Chocimiem obiło się szerokim echem w ówczesnym świecie, a kolejnie monarchowie z papieżem Grzegorzem XV słali listy gratulacyjne do króla Zygmunta III). Bitwa była wygrana, Turcja pokonana, a młody sułtan za tę klęskę został zrzucony z tronu, upokorzony i zamordowany 20 maja 1622 r. przez janczarów)  




 Tyle wydarzenia polityczne, a teraz powrócić należy do osoby owego Marka Jakimowskiego, który dostał się do tatarskiej niewoli właśnie po klęsce w bitwie cecorskiej. Następnie trafił do Oczakowa, gdzie został sprzedany na targu niewolników pewnemu majętnemu Turkowi z egipskiej Aleksandrii o imieniu Kassymbek. Był to niezwykle majętny człowiek, gubernator egipskiej Damietty i Rosetty, który wówczas nadzorował budowę twierdzy oczakowskiej nad Morzem Czarnym. Jakimowski przez siedem kolejnych lat służył jako niewolnik Kassymbeka (był galernikiem, ale Turek miał do niego zaufanie, więc nie skuwano go kajdanami). Po zakończeniu prac inżynieryjnych przy budowie twierdzy oczakowskiej w drugiej połowie 1627 r., Kassymbek planował wrócić do domu, do Aleksandrii. Okręt jego (potężny galeas liczył aż 220 niewolników-galerników, z czego większość pochodziła z ziem wschodnich Rzeczypospolitej - było tam jedynie trzech Greków, dwóch Anglików, jeden Włoch i kilku Turków zesłanych na galery), wypłynął w morze, ale nim dotarli do celu podróży, Kassymbek postanowił zatrzymać się w Konstantynopolu. Tam, po spotkaniu z sułtanem Muradem IV, zabrał ze sobą na swój okręt nowo mianowanego sędziego Aleksandrii Iusupha Kadego, który wraz z małżonką - Rahmet i sługami wybierał się właśnie do Egiptu aby objąć swój nowy urząd. Wyruszono więc w dalszą drogą i 12 listopada 1627 r. okręt Kassymbeka dotarł do portu w Mitylenie na greckiej wyspie Lesbos.

Tutaj zarówno Kassymbek jak i Iusuph Kadi wysiedli na ląd aby odpocząć i się zrelaksować ("aby sobie wytchnął" - "Opanowanie w roku 1627 przez Marka Jakimowskiego okrętu tureckiego" Bolesław Śląski 1927 r.). Wraz z nimi wysiadła prawie cała czeladź i aż siedemdziesięciu Turków z obstawy, na okręcie pozostało jeszcze osiemdziesięciu tureckich strażników, ale właśnie ten moment uznał Jakimowski za dogodny do zorganizowania ucieczki i zrzucenia niewoli. Przedstawił swój plan opanowania okrętu dwóm innym Polakom, również niewolnikom Kassymbeka - Stefanowi Satanowskiemu i Janowi Tulczyńskiemu, ale oni uznali go za szaleńca i odmówili udzielenia pomocy w jego (jak mniemali) samobójczej akcji. Nie zrażony tym, Jakimowski postanowił działać na własną rękę, a ponieważ mógł dowolnie poruszać się po okręcie (Kassymbek miał do niego zaufanie), zaczął działać nim wszyscy ponownie wrócą na okręt. Udał się więc do okrętowej kuchni, skąd zabrał trzy kije z tych, co kucharz gotował na ogień. został tam jednak przyuważony przez kucharza i musiał interweniować, zanim tamten podniesie alarm. Zdzielił go więc kijem tak, iż tamten stracił przytomność, następnie wyszedł z kuchni i dołączył do swych dwóch towarzyszy (Satanowskiego i Tulczyńskiego) którym wręczył kije. Być może właśnie wówczas dotarło do nich że to co uważali za szaleństwo może się udać. Razem skierowali się teraz w stronę okrętowego arsenału, aby zdobyć broń i rozdać ją pomiędzy zaokrętowanych niewolników - turecki strażnik, broniący arsenału, został zabity (Turcy nie spodziewali się ataku, więc jakoś szczególnie nie przedsięwzięli żadnych środków bezpieczeństwa). Gdy otworzyli arsenał, wyjęli i rozdali z niego broń pozostałym niewolnikom (wcześniej uwalniając większość z nich z kajdan, którymi byli przykuci). Tak wzmocnieni rzucili się teraz na niczego się nie spodziewających tureckich strażników.

Dowódcą galery był niejaki Mustafa (chrześcijanin urodzony w Neapolu, który przyjął islam i dzięki temu został wyzwolony przez Kassymbeka i mianowany dowódcą jego straży). Początkowo odgłosy walki nie zrobiły na nim wrażenia, gdyż uznał że oto doszło do kolejnej sprzeczki pomiędzy niewolnikami, które się już wcześniej zdarzały, jednak gdy ujrzał że ku niemu zmierza Jakimowski z jednym z towarzyszy, wyciągnął dwie szable (które nosił) i przystąpił z nimi do walki. Zakończyła się ona jego śmiercią (został trafiony szablą w między żebra i wrzucony przez Marka Jakimowskiego do wody), choć Jakimowski także był ranny. Po gwałtownej lecz szybkiej walce, okręt został opanowany przez niewolników, a tureccy strażnicy albo zostali zabici w walce (i wrzuceni do morza), albo też wrzuceni do morza na żywca. Następnie przecięto liny kotwic, które trzymały galerę w porcie i skierowano się na pełne morze. Port natychmiast został postawiony na równe nogi, oddano też do zbuntowanego okrętu kilka pocisków z dział portowych, ale tak nieskutecznie, że nawet go nie draśnięto. Widząc że jego okręt odpływa, Kassymbek w pogoni chciał wpław gonić buntowników ("wszedł do pasa w morze... targając sobie brodę" - "Opanowanie..."). Natychmiast wysłano pogoń, ale i ona nie przyniosła rezultatu i po całonocnym pościgu, okręty tureckie wróciły do portu z niczym (zawrócono gdyż zbliżała się burza, przez co bezpowrotnie stracono kontakt z uciekinierami, zaś burzę tę Jakimowski i jego towarzysze uznali za dar od Boga). 




Niewolnicy byli wreszcie wolni, zapanowała więc powszechna radość, ale teraz należało unikać jakichkolwiek wysp na Morzu Egejskim, gdyż można było się tam natknąć na jakiś turecki patrol morski, a tak duży okręt jak ten Kassymbeka, zapewne rzuciłby się w oczy. Byli niewolnicy szybko odkryli też, że na pokładzie wciąż znajdują się kobiety - Rahmet, żona sędziego Iusupha Kadego (który pozostał w Mitylenie wraz z Kassymbekiem) i cztery jej chrześcijańskie niewolnice: Anna, Katarzyna i dwie Małgorzaty, oraz piąta chrześcijanka również o imieniu Katarzyna, którą Iusuph Kadi zamierzał sprzedać w Aleksandrii. Załoga, jak to załoga, zamierzała odpokutować swoje zniewagi na owej Rahmet, zamierzając ją zgwałcić, ale przeciwko temu zaprotestował sam Jakimowski (którego wówczas obrano kapitanem statku), postanowiono więc sprzedać ją jako niewolnicę w jednym z chrześcijańskich portów, ale na to również nie zgodził się Jakimowski. Uznał że żona powinna wrócić do mężna, jako że nie jest tu niczemu winna, postanowiono więc wysadzić ją na najbliższej wyspie. Co zaś się tyczy owych chrześcijanek, to one zostały zgwałcone (Katarzynę, przeznaczoną do sprzedaży w Aleksandrii osobiście posiadł Jakimowski), nie wiadomo jednak czy doszło do zbiorowego gwałtu, bowiem wkrótce poszczególni galernicy uznali te kobiety za swoje żony (było ich zaledwie pięć, więc tylko pięciu mężczyzn mogło je poślubić) i tak też zaczęto je traktować (ślub postanowiono wziąć w pierwszym chrześcijańskim porcie, do którego dopłyną). Katarzynę za żonę wziął właśnie Marek Jakimowski. 

Przez kolejne dwa tygodnie zbuntowany okręt pływał po Morzu Egejskim, unikając tamtejszych wysp i portów. Gdy szczęśliwie przepłynięto Peloponez, zatrzymano się na małej wyspie Strofadzie (50 km. na południe od wyspy Zakintos), gdzie znajdował się jedynie klasztor. Mnisi początkowo przerazili się bandy oberwańców, stukających do klasztornej bramy, ale gdy przekonali się że nie mają złych zamiarów, wpuścili ich do środka. Galernicy wraz z okrętem, przejęli również duży majątek Kassymbeka i Iusupha Kadego i jego część ofiarowali klasztorowi jako jałmużnę za szczęśliwe ocalenie. Następnie odpłynięto w dalszą drogę. Przed nimi było teraz Morze Jońskie, droga ku wolności. Ominięto niebezpieczne przylądki półwyspu Kalabrii (Capo delle Colonne i Capo di Spartivento) i skierowano się ku Cieśninie Messyńskiej. Messyna, była pierwszym chrześcijańskim miastem do jakiego dotarli uciekinierzy, gdzie po wyjściu na ląd Marek Jakimowski powtórzył słowa z "Eneidy" Wergiliusza: "Już, już dosięgliśmy brzegów uciekającej Italii". W mieście tym spędzono pełny miesiąc, po czym na rozkaz hiszpańskiego wicekróla Neapolu, skierowali się do Palermo również na Sycylii. Tam w miejscowym kościele odbyła się szczególna uroczystość - jednoczesne zaślubiny pięciu par (w tym Katarzyny i Marka Jakimowskiego). W Palermo zwolniono również żonę Iusupha Kadego (nie wiadomo jednak co się z nią dalej stało, ciekawe też czy jeśli nawet dotarła do męża, to czy ten... chciał ją z powrotem. Dla muzułmanina bowiem jeśli jego żona choćby rozmawia z obcym mężczyzną, już zasługuje co najmniej na chłostę, a tutaj ona przebywała ze zbuntowanymi galernikami przez ponad dwa miesiące). 

W Palermo nastąpiło realne rozwiązanie załogi, zaś Jakimowski i czterej jego kompani (z którymi wziął wspólny ślub) wraz z żonami oraz z trzydziestu załogi (która postanowiła pozostać przy Jakimowski), w początkach lutego 1628 r. wynajęli dwie nawy, na których dopłynęli do Neapolu. Po uroczystym powitaniu przez wicekróla Neapolu, wyruszyli następnie w drogę do Rzymu, do papieża, gdzie dotarli 16 lutego. Dnia następnego już mieli audiencję u papieża Urbana VIII u którego stóp złożyli pozostałe muzułmańskie trofea z okrętu Kassymbeka ("...chorągiew zacną i wielką z białego jedwabiu, na której pięknie nahaftowane były cztery miesiące tureckie, pełne charakterów arabskich (...) Oddali przy tym lampę albo latarnię wielką turecką, która była na galerze, z mosiądzu pozłoconego. Potem zawiesili wiele innych chorągwi po różnych kościołach w Rzymie"). Wszędzie byli witani i przyjmowani z otwartymi ramionami, a ich legenda wyprzedzała ich samych. Odwiedzili Szpital Słowiański w Rzymie (Collegium Illiricum) oraz byli zapraszani do pałaców możnych rzymskich rodów (szczególnie w pałacu rodu Barberinich zostali przyjęci jak triumfatorzy - chrześcijańscy triumfatorzy pokonujący muzułmanów), każdego dnia odwiedzali też kolejne rzymskie kościoły modląc się i ofiarowując jałmużnę. Z początkiem marca 1628 r. Jakimowski i jego towarzysze wyruszyli z Rzymu w dalszą drogę na północ. Na królewskich i książęcych dworach słyszano już o ich wyczynie który zaczął już żyć własnym życiem i ludzie opowiadali o nich wręcz niestworzone historie. Następnie przez Wiedeń dotarli 8 maja do Krakowa, gdzie u stóp grobu św. Stanisława na Wawelu złożyli wielką chorągiew muzułmańską z okrętu Kassymbeka. Marek Jakimowski w Palermo otrzymał tytuł cavaliere a Speron d'Oro (kawalera Złotej Ostrogi). Dalsze jego losy są nieznane, wiadomo tylko że wraz z żoną Katarzyną zamieszkał we Lwowie. To tyle tej niezwykle barwnej opowieści, która wystarczyłaby na za tekst dobrego filmu przygodowo-historycznego (zamiast jakiejś tam mydlanej i trochę żałosnej "Korony Królów").        



 

GERMAN DEATH CAMPS
NEVER POLISH



CDN. 

poniedziałek, 12 lutego 2018

"SŁODKIE ŻYCIE" NA PRZESTRZENI WIEKÓW - Cz. I

CZYLI JAK JADANO, BAWIONO SIĘ I

UROZMAICANO SOBIE CZAS OD

STAROŻYTNOŚCI PO WIEK XIX


Od jakiegoś już czasu zamierzałem podjąć się tego tematu (tylko długo nie wiedziałem jak go nazwać i prawdę powiedziawszy obecna nazwa też niezbyt mi się podoba, ale musi już zostać), głównie dlatego że również bardzo ciekawi mnie kwestia historii od kuchni. Dzieje minionych wieków pisane poprzez zapachy unoszące się dokoła z pomieszczeń kuchennych też są niezwykle ciekawe. Podobnie zresztą jak gry i zabawy, jakie wymyślali (i wciąż wymyślają) sobie możni tego świata, aby urozmaicić często swoje nudne życie. W tym temacie pragnę pochylić się nad historyczną stroną kuchni Antycznej Grecji i Starożytnego Rzymu z niewielkimi wcinkami odnoszącymi się do Egiptu i Mezopotamii, ale nie tylko. Również ciekawa jest kwestia, jak od starożytności ludzie urozmaicali sobie wolny czas, jak się bawili, w co grali itd. Niewielu wie np. iż na przełomie XVII i XVIII wieku bardzo popularne były dworskie zabawy w gospodarstwa, gonitwy dam "do pierścieni" (gdzie jako wierzchowce występowali wybrani przez nich męscy dworzanie), bale/przebieranki (gdzie kobiety zakładały męskie stroje a mężczyźni kobiece suknie) itd. Teraz jednak głównie chciałbym się skupić na kwestii antyku, który jest niezwykle bogaty w najróżniejsze detale, często umykające historykom, ale ważne dla zrozumienia czasów i zwyczajów danej epoki i kultur. Nie przedłużając przejdźmy więc już bezpośrednio do tematu:   






I

 DOLCE VITA ANTYKU

GRECJA

Cz. I



 "BĄDŹ ŁASKAW PRZYGOTOWAĆ MI NA PRZYJĘCIE WEDŁUG SPISU WSZYSTKO, O CO CIĘ PROSIŁEM I PRZYSŁAĆ DZIESIĄTEGO LUB DWUNASTEGO DNIA MIESIĄCA CHOJAK. TY TAKŻE ZECHCIEJ PRZYBYĆ RAZEM Z BRAĆMI. SKŁADAM BOWIEM OFIARĘ ZA SIEBIE I ZA CIEBIE"

FILINOS W LIŚCIE DO ZENONA
III w. p.n.e.


 Jedzenie może nie jest najważniejszym celem czy atrybutem naszego życia, to jednak trudno o nim zupełnie zapomnieć, szczególnie gdy w brzuchu burczy a dokoła nie ma nic, co można by "wrzucić na ruszt". Bez jedzenia nie ma życia, choć, jak to kiedyś powiedział jakiś dowcipniś: "I tak gówno z tego wyjdzie". Jedzenie, a raczej sztuka kulinarna jest ciekawym elementem kultury najróżniejszych ludów, których część zamierzam przedstawić w tym właśnie temacie, ale proszę, nie bierzcie tego za złe, że będę prezentował tylko pewne wybrane epoki historyczne, takie o których mam wiele ciekawego materiału, natomiast z reguły daruję sobie okresy wcześniejsze (jak choćby epokę archaiczną antycznej Grecji czy tzw.: "Wieków Ciemnych"). Nawet bowiem jeśli posiadam o tym okresie pewne (kulinarne) informacje, to są one jednak ograniczone (i to znacznie) i dlatego wolę skupiać się na epokach o których mam obszerniejszą ilość materiału (np. Grecja klasyczna czy hellenistyczna). Nie chciałbym też skupiać się jedynie na samym jedzeniu (bowiem jak już wspomniałem nie ono stanowi sens życia), a przedstawić bogatą paletę codziennego życia starożytnych Greków, tych samych Greków którzy potrafili się głównie ze sobą wzajemnie kłócić i których kulturę nauczył nas kochać niestety dopiero... Rzym. To właśnie od Rzymian uczymy się uwielbienia dla Aten Peryklesa i Sparty Leonidasa a jednocześnie pogardy dla hellenistycznych władców, z którymi przyszło wojować Rzymianom. 

Chcemy czy nie, jest to niezwykła cześć naszej kultury (oczywiście wraz z Chrześcijaństwem, które stanowi istotną triadę: Grecja dała światu piękno, sztukę i demokrację, Rzym ustrój republikański i prawo a Chrześcijaństwo, ono przyniosło... Miłość i właśnie na tych wartościach powinna być tworzona Europa przyszłości - i sądzę że właśnie taka będzie, ale budowana będzie już na zgliszczach obecnego, nihilistycznego świata). Należy też pamiętać że świat antycznej Grecji jaki przetrwał do naszych czasów w postaci dzieł sztuki czy najpopularniejszych poematów, to świat hellenistyczny z którym zetknął się i który następnie zakonserwował Rzym. Teraz właśnie pragnę zaprezentować codzienne życie (uczty, gry, zabawy itd.) antycznej Grecji, nie tylko tej hellenistycznej, ale również tej wcześniejszej - klasycznej która stanowiła właśnie (do pewnego stopnia) moralną podstawę dla późniejszej rozrzuconej po ogromnym imperium Aleksandra Wielkiego i jego następców - greckiej ojkumene.



 POBUDKA
GIMNASTYKA I KĄPIEL

 



Dla starożytnych Greków, którzy właśnie wstali z łoża, dzień zaczynał się od gimnastyki i kąpieli. Gimnastyka była ważną częścią utrzymania ciała w sprawności i estetyce, tym bardziej że nocne uczty były syte i należało to gdzieś spalić. Sokrates ponoć mawiał: "Mając brzuch nadmiernie otyły, chcę mu nadać skromniejszą formę", tak więc dzień z reguły rozpoczynała poranna gimnastyka, po czym przechodzono do kąpieli. Z reguły w każdym ateńskim domu (nie licząc tych ubogich) stała wanna, do której wlewano wodę i w której można było się umyć. Kobiety myły się z reguły takich właśnie wannach, lub korzystały z łaźni publicznych (w Atenach np. z łaźni Faleronu, gdzie kąpała się słynna Fryne - kurtyzana która posłużyła za modelkę do obrazu Apellesa Afrodyty Anadyomene - wyłaniającej się z morskiej fali). W epoce klasycznej kobiety zamieszkałe w miastach, raczej unikały kąpieli w rzekach (jak to było w epokach wcześniejszych), ewentualnie pluskając się w fontannach miejskich (w Atenach np. kilka monumentalnych fontann powstało za czasów tyranii Pizystratydów - druga połowa VI wieku p.n.e.), ale można tak było czynić tylko przy fontannach nie posiadających basenów, gdyż w przeciwnym razie brudzono by wodę, którą inni nabierali do celów spożywczych. Mężczyźni mieli znacznie więcej możliwości wykąpania się, niż kobiety, które z reguły czyniły to z zaciszu domowego ogniska. 

W "Odysei" Homera jest scena, w której Odys trafia do pałacu króla Alkinoosa, który to witając gościa, każe swej małżonce, królowej Arete przygotować dlań kąpiel. "Zaś Arete służebnicom każe prędko trójnożny kocioł postawić na żarze. I one wraz kąpielne wstawiły naczynie, wlały wodę, podłożą drewek (...) Weszła klucznica, sprasza gościa do kąpieli ciepłej w wannie". Klucznica (niewolnica kąpielna) następnie myje Odysa, po czym po wyjściu z wody naciera jego ciało oliwą (należy pamiętać że choć "Odyseja" powstała w czasach przed-klasycznych, to Grecy tak właśnie witali również gości, których zapraszali na ucztę. Nim ci usiedli do stołu musieli się najpierw umyć w domu gospodarza, taka była tradycja i co ciekawe służebne były przydzielane do mycia gości poślednich, tych najważniejszych... osobiście myły córki gospodarza). Mężczyzn jednak myły z reguły służebne i to tak aby doznali "młodzieńczego czaru i krzepkość ich rosła" i by "jasność od niego jak od bożka biła", kobiety zaś myły się z reguły same (lub też przy pomocy dziewek służebnych). Zresztą sam Hipokrates, sławny lekarz zalecał mężczyznom bierność w kąpieli mówiąc: "Zażywający kąpieli winien zachować spokój i daleko posuniętą powściągliwość, nie powinien nic robić, inni mają oblewać go wodą i szorować". Zalecał też kąpiele w zimnej wodzie, nie tylko dla zdrowia i krzepkości organizmu, ale przede wszystkim dla... uniknięcia zniewieściałości, twierdząc że w gorącej wodzie kąpią się jedynie niewiasty, przez co ich ciała są tak miękkie i gibkie.




Myto się zresztą nie tylko dla zapewnienia ciału czystości, ale również z pobudek czysto towarzyskich (co oznaczało że czasem zażywano kąpieli nie raz a dwa lub nawet niekiedy trzy razy dziennie, choć byli i tacy co nie myli się i po kilka dni), udając się np. do łaźni publicznych. Podczas kąpieli, ciała smarowano oliwą (Grecy i Rzymianie nie znali mydła), po czym zbierano bród za pomocą skrobaczek i na koniec ponownie smarowano się oliwą (czasem miast oliwy do kąpieli używano sproszkowanej ziemi, popiołu drzewnego lub węglanu sodu tworzących formę glinki - quasi-mydła). Po kąpieli mężczyźni przystępowali do golenia bród (czynił to albo osobisty niewolnik-golibroda, albo udawano się w tym celu właśnie do łaźni, gdzie tacy można było w towarzystwie ogolić się i podyskutować), lub do ich upiększania (odpowiednie ułożenie wąsów i wygładzenie brody), oraz obcinano paznokcie u rak i nóg. Kobiety zaś pozbywały się owłosienia na ciele głównie za pomocą... lampy, lub papki nakładanej na ciało i zdejmowanej za pomocą brzytwy. Kobiety ponoć zazdrościły mężczyznom tego że nie muszą się golić na całym ciele, co w sposób żartobliwy ubrał w słowa Arystofanes, wkładając w usta jednej z bohaterek komedii takie oto zdanie: "Zacznę od wyrzucenia brzytwy, abym stała się cała zarośnięta i już w niczym nie przypominała kobiety" (czyżby antyczna grecka... feministka? One też coraz mniej przypominają kobiety). Kobiety upinały włosy szpilami i wstążkami (dziewczęta), niewolnice były obcięte na krótko (długie włosy pozostawiano jedynie flecistkom, przygrywającym gościom do uczty), zaś niewolnicy także na bardzo krótko lub zupełnie na łyso. Bogate damy dla upiększenia, posiadały dodatkowe peruki lub doczepiane warkocze, obcięte niewolnicom.

Kobiety malowały się i perfumowały pachnidłami zakupionymi w myropolion (był to rodzaj antycznego greckiego butiku, w Atenach takie butiki mieściły się m.in.: w dzielnicy Melite, nieopodal Lenaionu przy wejściu na wzgórze Areopagu). Ksenofont wkłada w usta niejakiego Ischomacha w "Ekonomikonie" takie oto słowa o jego żonie: "Zobaczyłem ją pewnego dnia umalowaną ołowianą bielą, aby miała cerę jeszcze jaśniejszą niż zwykle, uróżowaną, aby wyglądała na bardziej rumianą, niż była w rzeczywistości, i w trzewikach na koturnie, aby wydawała się wyższą, niż była w istocie". Kobiety starały się jednak nie malować oczu i brwi, gdyż tak czyniły jedynie kurtyzany. Po kąpieli następował czas na garderobę, kobiety zaczynały od założenia... staników (strofion), zaś mężczyźni wcale nie używali bielizny osobistej, wkładając bezpośrednio na ciało krótką tunikę, którą spinano pasem (co ciekawe, służyła ona również za koszulę nocną, gdyż nie zdejmowano jej na noc, jedynie co to odpinano pas). Gdy było ciepło, wychodzono tak z domu, w miesiącach chłodniejszych zakładano dodatkowo himationu (płaszcza), czasem zamiast tuniki ubierano się w chiton (chiton krótki był ubiorem męskim, zaś chiton długi kobiecym), lnianą koszulę z dwóch kawałków materiału, zszytych razem na wysokości ramion i spinanych pasem. Himation jednak z reguły wystarczał, bowiem można nim było okryć całe ciało w chłodniejsze dni. Kobiety najczęściej nosiły chitony opadające aż do stóp na które zarzucały kobiece peleryny (entyklas), lub jak młode Spartanki nosiły peplosy (krótkie sukienki, ukazujące ich uda). 




Biżuterię też głównie nosiły tylko kobiety (nie licząc pierścieni, które często stanowiły pieczęcie), naszyjniki, bransoletki, kolczyki, obrączki na nogi. Kobiety przebijały sobie uszy, lecz nosiły na nich głównie lekką biżuterię. Mężczyźni w epoce klasycznej byli zaś upominani za np. noszenie we włosach upiększające złote "świerszcze", moda męska epoki klasycznej nawiązywała do surowości (w przeciwieństwie do obładowanych złotem, pierścieniami i broszami mężczyzn epoki przedklasycznej), a ci którzy się nie podporządkowywali, byli uważani albo za sybarytów albo za zniewieściałych (co w zasadzie wzajemnie się nie wykluczało). Buty robiono z reguły na konkretne zamówienie klienta (szewc wykrawał podeszwę bezpośrednio dokoła stopy klienta). Podeszwy sandałów wykonane były ze skóry lub drewna i wiązane sznurówkami u góry. Kobiece obuwie było znacznie bardziej zróżnicowane i należały do nich tzw.: "korki" czyli dokładane do sandałów koturny, aby kobiety mogły wydawać się wyższe, niż były w rzeczywistości. Buty damski był też różnokolorowe (barwione głównie na kolor czerwony, biały, czarny i żółty), miały też różne nazwy np. "kurki", "papużki", "raczki", "sandały argejskie", "chłopki", "szkarłatki", "ambrakidy", "chijki" i "sykionki". Mężczyźni zaś nosili zwykłe sandały lub ewentualnie wysokie obuwie sznurowane - "embasy" i tutaj nie było zbyt dużego wyboru ani rodzajów ani też kolorów (niekiedy mężczyźni używali butów zwanych "endromisy", które można było nosić zarówno na prawej jak i na lewej nodze). Po wybraniu stroju i ubraniu się, z reguły udawano się na szybkie śniadanie (śniadanie było bodajże najkrótszym i najmniej obfitym posiłkiem w ciągu dnia).                    





 GERMAN DEATH CAMPS 
NEVER POLISH


 CDN.