Łączna liczba wyświetleń

środa, 23 stycznia 2019

PRIORYTETY...

NA LATA STULETNICH ROCZNIC

 


Kilka lat temu popuściłem wodze fantazji, próbując wcielić się w rolę architekta. W mojej głowie powstawały projekty najróżniejszych budowli - z uwzględnieniem jednak tych, które służyć miałyby użyteczności publicznej. Były to jeszcze lata gdy fantazjować było bezpiecznie, nie było aż takiej polaryzacji w polityce (a może po prostu ja tego wówczas nie dostrzegałem), nie było tak ewidentnego zagrożenia ideologicznym totalitaryzmem (w formie zinstytucjonalizowanej i scentralizowanej Unii Europejskiej, realizującej plan uczynienia z marksizmu nowej ideologii polityczno-religijnej, której pierwszym i najważniejszym elementem składowym jest Manifest z Ventotene - włoskiego trockisty - Altiero Spinelliego), nie było tego całego szajsu politycznej poprawności, która zabija nie tylko wolność słowa, ale i zdrowy rozsądek oraz niczym nieskrępowaną myśl logiczną. Wtedy to wszystko dopiero się wykluwało, i właśnie w tamtych czasach (podczas jednego ze spacerów po lesie), w mojej głowie powstał plan - jak by to nazwać - Łuku Triumfalnego. Tak, takiego samego jaki powinniśmy wznieść na 100 rocznicę ocalenia Europy od bolszewickiej mordowni, od tych wszystkich nieszczęść, jakich najpierw doświadczyła Rosja, Ukraina, Białoruś, Gruzja i inne narody Wschodu, a następnie my - Polacy i inne narody Europy Środkowej. Jestem gorącym zwolennikiem stworzenia takiego łuku w Warszawie, na pamiątkę sierpniowego zwycięstwa roku 1920.

Ów Łuk Triumfalny - żywy pomnik chwały polskiego oręża, w tamtych latach wyobrażałem sobie jako większą całość, nieograniczającą się jedynie do owego triumfu nad bolszewikami. Tenże Łuk miałby pierwotnie powstać na Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego - a wzorem dla niego miałby być Łuk Triumfalny w Paryżu (którego wznoszenie rozpoczął w 1806 r. Cesarz Napoleon Wielki na Placu Gwiazdy - dziś jest to Plac Charlesa de Gaulle'a). Podczas spaceru dopracowywałem więc w głowie ostateczne plany owej budowli, a po powrocie do domu zrobiłem szkic. Oto co mi wyszło: Łuk miałby zostać zbudowany w stylu klasycystycznym. Na nim po obu stronach kolumn wypisane miałyby zostać wszystkie bitwy i potyczki toczone przez Polaków od początku państwowości. Na szczycie (fryzie) i bokach Łuku umieściłbym natomiast pięć największych zwycięstw Rzeczpospolitej i sukcesów Narodu Polskiego w dziejach. Po lewej stronie Łuku znalazłaby się więc rzeźba przedstawiająca Hołd Pruski z roku 1525, złożony przez wielkiego mistrza Zakonu Najświętszej Marii Panny (czyli Krzyżaków) - Albrechta Hohenzollerna, przed królem Rzeczpospolitej - Zygmuntem I Jagiellonem. Po prawej zaś stronie Łuku Triumfalnego umieściłbym Hołd Moskiewski (zwany też Hołdem Ruskim), gdzie klęczący car Wasyl IV Szujski składa pokłon królowi Zygmuntowi III Jagiellonowi (Wazą był ów monarcha tytułowany tylko w Szwecji - u nas był po prostu potomkiem Jagiellonów), na sejmie warszawskim roku 1611. 




 Na samym wierzchołku Łuku (w centralnym miejscu) umieściłbym zaś ogromnego orła z rozpostartymi skrzydłami, szykującego się do lotu. Orzeł miałby rozwarty dziób a na jego głowie znajdowałaby się korona. W swych szponach trzymałby - w prawej: rozwinięty rulon, symbolizujący Konstytucję 3 Maja (pierwszą nowożytną konstytucję w Europie i drugą na świecie po Konstytucji Stanów Zjednoczonych), z wygrawerowaną datą 1791. W lewym szponie ów orzeł miałby trzymać pęknięty na dwie części sierp i młot - symbol zniewolenia ludów, z wyrytym napisem 1920 - Triumf i Zbawienie. Poniżej wizerunku Orła (bezpośrednio na fryzie od strony frontalnej) znalazłyby się zaś wydarzenia dziejące się od chwili upadku państwowości w 1795 r. do 1920 r., czyli byłby tam Książę Pepi pod Raszynem (1809), Napoleon na przełęczy Samosierry, pozdrawiający uniesionym kapeluszem szwoleżerów Kozietulskiego (1808), byłaby scena z Powstania Listopadowego 1830/31 i Powstania Styczniowego 1863/64, bitwa Legunów z Rosjanami pod Kostiuchnówką (1916) i śmierć pułkownika Leopolda Lisa-Kuli w 1919 r. (22-letniego chłopaka, który stał się symbolem bohaterstwa i oporu). Ostatnim elementem fryzu byłoby Zwycięstwo Wojska Polskiego nad Armią Czerwoną w Bitwie Warszawskiej 1920 r. Natomiast z tylnej strony Łuku, umieściłbym wydarzenia dziejące się od 1939 r. do 1989 r. Czyli niemiecko-sowiecką agresję na nasz kraj we wrześniu 1939 r. triumfy oręża polskiego w czasie II Wojny Światowej (w tym głównie złamanie szyfrów Enigmy, Bitwa o Anglię, zatopienie Bismarcka, zdobycie Monte Cassino). 


 







 Pokazałbym także cierpienia ludności podczas okupacji niemieckiej (obrazy Żyda - Janusza Korczaka - i Polaka - ojca Maksymiliana Marię Kolbe - mordowanych w niemieckich obozach zagłady), i sowieckiej (Katyń i zamordowanie 22 000 polskich oficerów, wywózki na Sybir i do Kazachstanu). Następnie Wielką Konspirację i Żołnierzy Wyklętych (na przykładzie rotmistrza Witolda Pileckiego i majora Hieronima Dekutowskiego "Zapory"). Ostatnim elementem byłby rozpad bloku sowieckiego pod wielkim napisem "Solidarność". To tyle. Tak ja bym widział ten Łuk Triumfalny, który bez wątpienia MUSI powstać na rocznicę stuletniego triumfu nad bolszewizmem, marksizmem i wszelkiego typu totalitaryzmem. Oczywiście moje plany nie dotyczyły tylko samego Łuku, myślałem też nad odbudową dawnego Pałacu Saskiego (i przebudowy Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego z tym związanej). Pałacu odbudowanego również w stylu klasycystycznym (z pewnymi elementami postmodernizmu - choć ograniczyłbym je do minimum), w którym ponownie swoją siedzibę miałby Sztab Główny (odbudowanego) Wojska Polskiego. Tutaj również zastanawiałem się nad wykończeniem krużganków i kolumnad mieszczących się dawniej (przed zniszczeniem Pałacu w czasie Powstania Warszawskiego 1944r.), nad Grobem Nieznanego Żołnierza. Być może właśnie należałoby wkomponować w nie ów Łuk Triumfalny (można by się nad tym zastanowić). Oczywiście plan ten wciąż dojrzewa w moim umyśle, wciąż dokładam tu nowe elementy a inne odejmuję. Jednak uważam że sam Pałac Saski powinien się stać czymś na kształt środkowoeuropejskiego Pentagonu. Zarówno sam Plac jak i budynek Pałacu, Łuk Triumfalny i odnowiony Grób Nieznanego Żołnierza - mógłby się stać godnym reprezentantem nowo powstałej Unii Międzymorza. 












Odbudowane Wojsko Polskie powinno być na tyle liczne i silne, by zapewnić integralność terytorialną nie tylko samej Polski, lecz także wszystkich krajów Międzymorza (w przypadku ewentualnego najazdu państwa trzeciego). Polska Marynarka Wojenna ma zapewnić bezpieczeństwo nie tylko polskich wód terytorialnych, lecz także krajów bałtyckich i powinna operować na całym terytorium Bałtyku. Polska Flota Powietrzna zapewnić będzie musiała bezpieczeństwo nad litewskim, łotewskim i estońskim niebem (kilka skrzydeł myśliwskich, stacjonujących m.in.: w Wilnie, Dyneburgu, Rzeczycy, Tartu i Tallinie). Poza tym (co uważam za niezwykle ważne) należy odbudować w społeczeństwie polskim przywiązanie do Wojska, takie, jakie było w I a szczególnie w II Rzeczpospolitej. Pierwszym ku temu krokiem powinno być natychmiastowe zwolnienie z wszelkich opłat (przejazdy komunikacją miejską, zakupy leków do odpowiedniej kwoty, wszelakie inne ulgi lub darmowe wstępy), dla żyjących wciąż Żołnierzy Września 1939 r., Armii Polskiej na Zachodzie, Armii Polskiej na Wschodzie, "Kościuszkowców", Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich, Narodowych Sił Zbrojnych i Żołnierzy Wyklętych (oczywiście z pominięciem wszystkich tych sprzedawczyków z Armii Ludowej, pragnących podporządkować Polskę sowieckiemu mocarstwu).






Na dzisiaj to tyle z moich "Złotych Myśli"




"Dziewięćset sześćdziesiąt sześć - to był pamiętny rok 
Inne gdzieś przepadły, okrył je historii mrok. 
Gall Anonim spisał to, co najważniejsze jest 
Mieszko - książę Polan - przyjął chrzest! 
Dziesięć i pól wieku przeminęło tak jak myśl, 
Dzisiaj - to już wczoraj, jutro się zamienia w dziś 
Tyle się tu wydarzyło, tyle zabrał czas, 
Lecz to jedno pozostało w nas! 

Ja wierzę! Mocno wierzę! Jak rycerze - ci sprzed lat. 
Wiarą świętą, jak "Orlęta", Jak żołnierzy naszych kwiat. 
Moja wiara - pieśń prastara Jest mi tarczą. To mój miecz! 
W niej Ojczyzna, krew i blizna, Pospolita Wielka Rzecz... 

Pod Legnicą Bóg nas chronił - i choć brakło szans 
Książę Henryk II wstrzymał Dżingis Chana marsz. 
Na grunwaldzkim polu odprawiono kilka mszy... 
Tam Krzyżakom wyrwaliśmy kły! 
Szwedzki potop nie zatopił Częstochowy bram; 
Ostał się Czarniecki, ale czuwał nad nim Pan. 
Z Marią na sztandarach król Sobieski Turka zmiótł! 
Klęska bolszewików to był cud! (nad Wisłą) 

Wichry wojny nas miotały, spowijała noc 
Jedne państwa stąd znikały, inne rosły w moc. 
Siła i bogactwo na nic, gdy upadnie duch; 
Wiarą silny - mocny jest za dwóch. 
Przetrwaliśmy czas rozbiorów, I brunatne zło. 
Komunistów i lewaków. Genderowe dno. 
Od dżihadu ocalimy świat kolejny raz 
Tylko Panie miej w opiece nas!"





ACT 447 IS NOT APPLICABLE 

AND NEVER WILL APPLY TO POLAND


poniedziałek, 21 stycznia 2019

KATON I JEGO RADY - Cz. IV

CZYLI JAK TRAKTOWAĆ 

NIEWOLNIKÓW, 

ABY LEPIEJ POMNAŻALI

MAJĄTEK GOSPODARSTWA?





 Wybuch wojny z Rzymem i wsparcie króla Antiocha III, przyjęli Grecy z mieszanymi uczuciami. Po pierwsze bowiem nie wszyscy z nich pragnęli owego "wyzwolenia" jaki oferował im przez swoich heroldów król Antioch, tym bardziej że w tych miastach, w których wcześniej nie stacjonowały rzymskie oddziały... nie było po prostu czego wyzwalać, gdyż polis te uważały się za wolne. Pojawienie się zaś w Grecji syryjskiej armii Antiocha, mocno zmieniało już te proporcje, gdyż teraz należało ustosunkować się do owych "wyzwolicieli". Poza tym armia Antiocha nie była zbyt liczna, więc naturalnie liczyła na wsparcie samych Greków, a wielu z nich już wcześniej poznało skuteczność rzymskiego legionu i widząc szczupłe siły króla Seleucydów, przerazili się. Jednym z takich Greków był niejaki Fajneas, który w Związku Etolskim stał na czele umiarkowanie anty-rzymskiego stronnictwa i który już wcześniej walczył u boku Rzymian przeciw Macedończykom pod Kynoskefalaj (197 r. p.n.e.). Postulował on wykorzystanie Antiocha jedynie w roli pośrednika w stosunku do rzymian, a nie wodza mającego "wyzwolić Helladę". Uważał że siły, które Antioch ze sobą prowadził, są wybitnie niewystarczające aby nie tylko pokonać Rzymian, ale aby nawet narzucić swoją kontrolę nad Grecją w czasach pokoju. Przeciwnego zdania był jego konkurent, niejaki Thoas, który twierdził że Antioch jest naturalnym wodzem i że należy wesprzeć go siłami Etolów. Tak też się stało - Antioch został obwołany "strategos autokrator" (wodzem naczelnym) wojsk Związku Etolskiego i jedynie przydzielono mu 30 strategów jako radę wojenną. Pierwszym ich celem stało się opanowanie twierdzy Chalkis na Eubei.

Był to początek 191 r. p.n.e. i w Rzymie na wieść o agresywnych krokach Antiocha (któremu w grudniu roku poprzedniego senat oficjalnie wypowiedział wojnę), podjęto natychmiastową decyzję o powołaniu pod broń 20 000 armii, którą niezwłocznie należało przerzucić do Grecji. Niezwłocznie, bowiem istniała obawa że jeśli się tego nie uczyni, Antioch po zajęciu Hellady będzie próbował dokonać inwazji na Italię, a tego kategorycznie Rzymianie starali się uniknąć (pamiętając jakie negatywne miało to konotacje jeszcze kilka lat temu, gdy Hannibal okupował całe italskie południe). Wodzem tej armii automatycznie został konsul roku 191 p.n.e. - Maniusz Acyliusz Glabrion (notabene człowiekiem z plebsu, który jako pierwszy w rodzie wszedł do senatu jako protegowany stronnictwa, na zasadzie "homo novus" - nowy człowiek). Drugim konsulem tego roku, był Publiusz Korneliusz Scypion Nazyka, który był kuzynem Scypiona Afrykańskiego (pogromcy Hannibala spod Zamy w 202 r. p.n.e.), co znaczy że Scypion wciąż wywierał duży wpływ na ówczesną politykę (dodatkowo czterej pretorzy też należeli do stronnictwa Scypiona), a jego młodszy brat - Lucjusz Korneliusz Scypion znalazł się wśród kadry dowódczej Acyliusza, szykującego się do przeprawy do Grecji. W lutym 191 r. p.n.e. cała rzymska armia (20 000 piechoty, 2 000 jazdy i 15 słoni bojowych), wylądowała w Grecji i przez Ilirię i Epir pomaszerowała do Tesalii (gdzie wciąż przebywał król Antioch). Filip V - król Macedonii jednoznacznie opowiedział się po stronie Rzymu, za co został mu przyznany przez senat status sprzymierzeńca. Pozwoliło to Rzymianom skrócić dystans, oraz zachować siły na niepotrzebną walkę z Macedończykami, a jednocześnie (z chwilą wylądowania w Grecji) od razu przejść do działań ofensywnych, spychając Antiocha do defensywy.

Wkrótce potem Chalkis też zamknęła przed Antiochem swoje bramy i otrzymała wsparcie w liczbie 500 hoplitów, ze strony pro-rzymskiego Związku Achajskiego. Taką samą liczbę żołnierzy Achajowie wysłali też do Aten, aby wzmocnić tamtejsze pro-rzymskie stronnictwo i przeciwdziałać wzburzonym nastrojom Ateńczyków, którzy domagali się sojuszu z królem Antiochem Wielkim. Po przybyciu Achajów do Aten, stronnictwo pro-syryjskie uległo rozpadowi, a stojący na jego czele polityk ateński - Apollodoros, skazany został na wygnanie. Król Antioch postanowił ukarać zbuntowane miasto Chalkis (którego przedstawiciele notabene twierdzili że miasto nie potrzebuje być wyzwalane, gdyż już jest wole i pragnie zachować pokój z królem Antiochem, ale pod warunkiem iż on nie będzie ich niepokoił i pozostawi Eubeę neutralną). Wysłał więc tam jednego ze swoich wodzów - Menipposa z 3 000 żołnierzy, oraz Poleksenidasa z Rodos z całą swoją flotą (sam zaś ruszył pod Chalkis nieco później z 6 000 wojska). Menippos tymczasem zajął niewielką fortecę nieopodal Chalkis, leżącą po drugiej stronie cieśniny - Salganeus, gdzie dowiedział się iż w Beocji, nieopodal Delionu (świętego okręgu Apollina niedaleko miasta Tanagra) wylądowali Rzymianie z floty pretora Atyliusza Serranusa. Postanowił ich zaatakować i wykorzystując element zaskoczenia większość z nich wybił (do niewoli wziął ok. 50 z nich, zaś niewielka liczba Rzymian zdoła uciec). Tymczasem pod Chalkis przeprawił się już król Antioch, który wezwał mieszkańców do kapitulacji. Klęska Rzymian pod Delion spowodowała iż obywatele Chalkis ugięli się i otworzyli bramy swego miasta przed władcą z dynastii Seleucydów. Za przykładem Chalkis poszły i inne miasta Eubei.




Wkrótce potem do Antiocha przyłączyli się Beoci, którzy jednak w tym czasie nie reprezentowali żadnej liczącej się siły militarnej, a wewnętrznie (szczególnie Tebańczycy) byli gnuśni i żądni wygód. W Tebach bowiem urządzano w tym czasie ciągłe przyjęcia (orgie), zupełnie zaniedbując sprawy publiczne i sądowe (od 25 lat nie organizowali Tebańczycy sądów, ani publicznych ani prywatnych, skupiając się jedynie na wyborze takich strategów, którzy obiecywali ludowi rozdawnictwo pieniędzy, niczego w zamian nie oczekując). Poparcie Teb i całej Beocji było więc nic nie warte, bowiem nie wspomogli oni sił Antiocha ani jednym żołnierzem. Podobnie wsparcie Eubei i Tesalii nic nie dało syryjskiemu władcy, nic więc dziwnego że Hannibal przestrzegał Antiocha: "Podbój Tesalii (...) nietrudną jest rzeczą. Bo ten lud, od dawna udręczony, dziś przejdzie na twoją stronę, a potem znów przeżuci się do Rzymian, jeśli tak złożą się okoliczności". Hannibal uważał że król popełnił błąd, przyjmując wojnę w Helladzie, gdyż gdyby wcześniej go posłuchał, dziś do Rzymu nie dochodziłyby wieści o upadku Chalkis, tylko o paleniu Etrurii i Ligurii, oraz o zdradzie Celtów, którzy niechybnie przyłączyliby się do armii Hannibala i Antiocha w Italii. Kartagińczyk twierdził że wojna ta, choć prowadzona na rzymskich zasadach, wciąż może okazać się zwycięska, należy tylko przeciągnąć na naszą stronę króla Macedonii - Filipa V. Trzeba to uczynić, jeśli myśli się o zwycięstwie, a gdyby Filip odmówił wsparcia po dobroci, należy pociągnąć z wojskiem ku Lizymachei i spustoszyć macedońskie pogranicze - trzeba uczynić bowiem wszystko, by Macedonia przeszła na stronę Antiocha. Do tego należy doprowadzić jeszcze w zimie, by na wiosnę sprowadzić z Azji resztę armii. Flotę podzielić na dwie części: jedna miałby operować w rejonie Korkiry i odciąć Rzymianom drogę powrotną do Italii, druga na Morzu Tyrreńskim miałaby pustoszyć zachodnie wybrzeże Italii, zagrażając samemu Rzymowi. 

Hannibal uważał, że po połączeniu sił macedońskich i syryjskich i rozbiciu Rzymian w Grecji, należy całą armię skoncentrować na przełęczach koło Byllis, by stamtąd ruszyć nad Pad. Przeniesienie wojny do Italii stanowi bowiem o zwycięstwie w tej wojnie, bowiem nawet jeśli Rzymianie stracą swoją armię w Grecji, będą w stanie wystawić kolejną, co udowodnili już wielokrotnie (choćby po wielkiej klęsce pod Kannami w 216 r. p.n.e. gdy w przeciągu kilkunastu miesięcy wystawili nowe siły). Wybór trasy północnej nad południową (która Hannibal proponował wcześniej), wziął się z faktu, iż Rzymianie dobrze się przygotowali na atak z południa. Od Tarentu do Brundyzjum strzegł z wojskiem pretor Aulus Korneliusz Mammula, natomiast propretor Lucjusz Waleriusz z 20 okrętami strzegł wybrzeży Sycylii. Plan Hannibala był śmiały (podobnie jak i wcześniejszy), ale w tamtych warunkach praktycznie... niewykonalny. Problem nie tylko polegał na szczupłości sił Antiocha w Grecji, ale również na problemach aprowizacyjnych (tej armii, która już w Helladzie była). Bez wsparcia ze strony Macedonii, samo dostarczanie aprowizacji z Demetrias dla armii stacjonującej w Tesalii, było nie lada wyczynem, a przeciągnąć Filipa V na swoją stronę Antioch nie mógł, gdyż zbyt wiele niechęci narosło przez lata pomiędzy nimi (Antioch np. wspierał jako kandydata do macedońskiego tronu niejakiego Filipa z Megalopolis), poza tym flota syryjska nie była w stanie operować na Morzu Tyrreńskim, gdyż po pierwsze nie posiadała tam żadnego portu, a po drugie taki manewr zapewne uniemożliwiłaby flota rzymska, operująca wokół Sycylii. Dlatego też Antioch odrzucił plan Hannibala, godząc się jedynie przyspieszyć sprowadzanie reszty swego wojska z Azji. Urażony tym Hannibal wycofał się z dworu królewskiego i już do końca wojny nie brał żadnego udziału ani w naradach wojennych, ani też w samych walkach. 




Tymczasem Antioch zarządził miejsce koncentracji dla wojsk sojuszniczych (Etolów i Athamanów) pod miejscowością Feraj w Tesalii. Wysłał też Filipa z Megalopolis na wzgórza Kynoskefalaj, z zadaniem... pochowania ciał, poległych macedońskich żołnierzy, których kości już od sześciu lat bielały na słońcu. Filip pochował żołnierzy i wystawił duży kopiec na ich cześć. Działanie to było obliczone na pewien zysk polityczny, chodziło bowiem o przeciągnięcie na stronę Filipa z Megalopolis mieszkańców Macedonii, dając im jasny sygnał: widzicie, pochowałem ciała poległych żołnierzy, których wasz króla, w obawie przed Rzymianami, zdradziecko porzucił i pozostawił sępom i szczurom na pożarcie. Niestety, ponownie ani Antioch ani jego protegowany nic na tym nie zyskali, natomiast stracili znacznie więcej. Oto bowiem wzburzony Filip V uznał pochówek żołnierzy pod Kynoskefalaj za zdecydowanie wrogi akt ze strony Antiocha i... oficjalnie wypowiedział mu wojnę (wcześniej, choć wspierał Rzymian, to starał się przynajmniej oficjalnie pozostać neutralny), i zaproponował Rzymianom wspólną akcję przeciwko Seleucydom. Natomiast pod Feraj doszło do dużego nieporozumienia. Mianowicie przybyło tam również poselstwo z Larisy, pytając się dlaczego król syryjski zamierza z nimi walczyć. Na odpowiedź że król pragnie ich wyzwolić spod panowania Rzymian, odrzekli że oni już są wolni i nie pragną by ktokolwiek inny próbował raz jeszcze ich wyzwalać. Powstało nieporozumienie, Feraj zamknęło swe bramy przed załogami Antiocha i jego sprzymierzeńców, co doprowadziło do krwawej próby opanowania miasta. Miasto wreszcie padło, gdy oblężeni, nie widząc znikąd ratunku, zostali odcięci na tamtejszym akropolu. Atak na Feraj, był jednak dużym błędem (jakie król Antioch popełniał dość licznie w czasie tego konfliktu z Rzymem). Co prawda po tej bezsensownej rzezi, większość miast Tesalii otwierało przed nim swe bramy bez walki (tak opanował m.in.: Skotussę, Krannon i Metropolis). 

Teraz król ruszył przeciwko potężnie umocnionej Larisie. Pod osłoną nocy dotarł tam jednak z niewielką siłą (2 000 żołnierzy) trybun - Appiusz Klaudiusz Pulcher, któremu Filip V umożliwił przejście przez swoje terytorium. Ponieważ siły rzymskie były nieliczne, Pulchr wpadł na znakomity pomysł, jak wystraszyć Antiocha III i jego wojsko. Oto bowiem kazał na okolicznych wzgórzach rozpalać setki ognisk, tak, aby powstało wrażenie iż oto nadciągnęła cała rzymska armia. Antioch dał się podejść, uznał bowiem że ma zbyt szczupłe siły na tak licznego przeciwnika i... wycofał się spod Larisy i przeniósł na leża do Cheronei. Był marzec 191 r. p.n.e. i Antioch udał się na odpoczynek. W towarzystwie swej świeżo poślubionej małżonki, pojechał do Delf, by w świątyni boga Apollona, złożyć dary i prosić o wsparcie. Odpoczynek trwał krótko, już bowiem w połowie kwietnia Antioch ruszył do Akarnanii (zachodnia Grecja, w 160 lat później w tamtejszej Zatoce Ambracyjskiej, nad Przylądkiem Akcjum, odbędzie się bitwa morska floty Gajusza Oktawiusza - Oktawiana - z flotą Marka Antoniusza i Kleopatry VII, zakończona klęską tych dwojga i upadkiem Egiptu). Tam, część pomniejszych miejscowości (z miastem Medion na czele) poddała się Antiochowi, ale część (z Tyrrejon i Leukas) dochowała sojuszu z Rzymem. Na wieść o zbliżaniu się sił konsula Glabriona, zawrócił z Akarnanii z powrotem do Chalkis. Tymczasem w Tesalii Filip V, wsparty siłami pretora Marka Bebiusza, zdobył kilka tamtejszych miast. Glabrion wkroczył do Larisy, następnie w Pelinajon (wraz z armią Filipa V) doprowadził do kapitulacji sił Filipa z Megalopolis (Filip V zadrwił sobie wówczas z wziętego w niewolę Filipa z Megalopolis, pozdrawiając go mianem króla, a następnie zakuwając w kajdany i odsyłając do Rzymu. Idąc dalej przez Tesalię w kierunku cieśniny w Termopilach, wszystkie miasta po drodze otwierały przed Rzymianami swoje bramy. W wyprawie tej (wraz z trzema innymi byłymi konsulami - czyli konsularami), uczestniczył też ów Marek Porcjusz Katon, który wsławić się miał podczas zbliżającej się bitwy pod Termopilami.




 

ACT 447 IS NOT APPLICABLE 

AND NEVER WILL APPLY TO POLAND



 CDN.
 

sobota, 19 stycznia 2019

DOWCIPY - ANEGDOTY - CIEKAWOSTKI - Cz. I

"WIEM ŻE NIC NIE WIEM" 

JAK MAWIAŁ SOKRATES, 

CZYLI KILKA MAŁO ZNANYCH

CIEKAWOSTEK I WYPOWIEDZI

WYCIĄGNIĘTYCH Z GŁĘBI DZIEJÓW


W tym temacie - jak już wyżej wspomniałem - pragnę zaprezentować kilka mało znanych historycznych ciekawostek, które dziś albo całkowicie zostały zapomniane, albo po prostu nie są przytaczane. Dodatkowo okraszę je dowcipami i anegdotami także nieco już zapomnianymi. Tak więc aby nie przedłużać - do dzieła:


  


Iwan Pawłow (żyjący w latach 1849-1936), laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii z 1904 r., do końca życia był osobą głęboko religijną. Pewnego razu (już po rewolucji bolszewickiej) wychodząc z cerkwi został zatrzymany przez nawiedzonego młodego komunistę:
- Dziadku, co wy, wierzycie w Boga?!
- A wierzę, wierzę - powiedział Pawłow.
- Ciemnota. Tylko tuman wierzy w takie baśnie, dzisiejsza nauka wszystko tłumaczy - powiedział młody członek partii bolszewickiej.
- Nie każdy jest tak wykształcony, jak wy towarzyszu - odpowiedział Pawłow.


Na drugi dzień po urodzeniu się syna Napoleona Wielkiego (Napoleona Franciszka - zwanego "Orlątkiem" - urodzonego 20 marca 1811 r.), mianowanego przez ojca już w kołysce królem Rzymu - zjawiła się w pałacu cesarskim młoda kobieta. W rękach miała papier zaadresowany na imię niemowlęcia. Był to list wdowy po zabitym na polu walki żołnierzu francuskim, z prośbą do króla rzymskiego o emeryturę dla niej i jej pięciorga dzieci. Papier wręczono cesarzowi, któremu spodobał się bardzo oryginalny pomysł wdowy. W towarzystwie dygnitarzy podszedł do kołyski syna i odczytał prośbę. Niemowlę, rzecz jasna, milczało. Wówczas cesarz poczekawszy chwilę rzekł do obecnych:
- Kto milczy, ten się zgadza.
W ten sposób wdowie przyznano emeryturę.  


Gdy cynik Diogenes z Synopy zobaczył, że prowadzą zwycięzcę olimpiady, spytał go:
- Czy zwyciężony był gorszy od ciebie?
- Naturalnie, przecież przegrał! - odrzekł tamten.
- To z czego się cieszysz, jeśli pokonałeś gorszego od siebie? - zapytał filozof.


Karol Darwin został kiedyś zaproszony na elegancki obiad. Przy stole jego sąsiadką była piękna młoda dama.
- Panie Darwin - zwróciła się do niego - pan twierdzi, że człowiek pochodzi od małpy. Czy to mnie również dotyczy?
- Oczywiście - odpowiedział Darwin - Pani jednak nie pochodzi od zwykłej małpy, ale od czarującej.


"POCHODZENIE CZŁOWIEKA OD MAŁPY" ZABAWNIE ZOSTAŁO POKAZANE W STARYM FILMIE z 1977 r. pt: "WOLNA SOBOTA"

1:10 - "To pana zdaniem, od czego człowiek pochodzi?"
1:20 - "Jednym słowem? Od małpy!"
(...)
2:00 - "Znaczy się od małpy?"
"Co od małpy?"
"Człowiek"
"Ponad wszelką wątpliwość"
"Niby kogo ma pan na myśli?"
"Człowieka"
"Mnie też? (...) Może mi to pan powtórzyć jeszcze raz?"
"Proszę bardzo. Więc, pochodzi pan w prostej linii od małpy"
2:25 - "Żeby cię kobyła osrała, to ty mnie pierwszy raz na oczy widzisz i już mnie ubliżasz? (...) Ty mnie od małpy będziesz ubliżał, to ja ojca, matki nie mam?"
(...)
3:10 - "Panie Gawełek! Nie chcę pana martwić ale jednak od małpy pan pochodzi"
"Mówi się trudno. Panu wolno, bo pan jest urzędowa osoba"


 
 W czasie konfliktu między Północą a Południem (1861-1865) generał George McClellan był zagorzałym zwolennikiem "taktyki wyczekiwania", dlatego też nie kwapił się z energiczniejszymi działaniami przeciwko siłom Południa. Wtedy to otrzymał od prezydenta Lincolna list takiej treści:
- Drogi panie, jeżeli dotychczas nie potrzebuje pan swej armii, chciałbym ją od pana na pewien czas wypożyczyć. Przesyłam pozdrowienia. Abraham Lincoln.
Słowa Lincolna zdenerwowały McClellana, odpisał więc:
- Czy pan, panie prezydencie, ma mnie naprawdę za durnia?
Wkrótce generał otrzymał drugi list od Lincolna:
- Nie, nie mam, ale możliwe, że się mylę".


Giacomo Casanova (żył w latach 1725-1798) przebywając w Rosji, kupił od jednego z chłopów jego córkę, wiejską dziewczynę i uczynił z niej swoją kochankę. Dziewczyna jednak okazała się bardzo zazdrosna i gdy przenieśli się do Petersburga, urządzała mu karczemne awantury o każdą, napotkaną na ulicy damę. Rzucała też w niego ciężkimi przedmiotami, a nawet gryzła go i szczypała kiedy tylko nie przychodził na noc do domu (spędzając czas np. z aktoreczkami petersburskiego teatru). Zazdrość dziewczyny stała się prawdziwym utrapieniem dla Giacoma i trwało tak, póki nie znalazł na to skutecznego środka. Pewnego bowiem razu, gdy dziewczyna urządziła mu kolejną awanturę, nie wytrzymał, wyjął zakupiony koński bicz i zaczął nim okładać dziewczynę po całym ciele. Efektem była... całkowita jej odmiana, Casanova stwierdził, iż po każdym pobiciu stawała się ona niczym jedwab: "miękka, delikatna i czuła". Casanova tak to ostatecznie spuentował: "Rosjanie nie mogą żyć bez lania".


Inspektor celny Wolnego Miasta Gdańska (istniejącego w latach 1920-1939) Artur Tarnawiecki opowiedział kiedyś o spotkaniu delegacji II Rzeczpospolitej Polski z delegacją Wolnego Miasta Gdańska: "W skład polskiej delegacji wchodził premier Bartel, minister komunikacji inżynier Kuehn, komisarz generalny Rzeczpospolitej Polski w Gdańsku doktor Strasburger, odpowiedzialny pracownik Komisariatu doktor Weyers oraz korespondent Polskiej Agencji Telegraficznej redaktor Sonnenburg. Stronę gdańską natomiast reprezentowali Niemcy: wiceprezydent Senatu Wierciński, senator spraw wewnętrznych Arczyński, senator do spraw handlu Jewelowsky, kierownik biura prasowego w Senacie Lubiansky, i przedstawiciel prezydium Policji Pokrzywiński.


W 130 r. p.n.e. królowa Egiptu - Kleopatra II, uroczyście obchodziła w Aleksandrii swoje 55 (lub 54) urodziny. Królowa siedziała w rozkosznych szatach na tronie z kości słoniowej, z koronami Górnego (białą) i Dolnego Egiptu (czerwoną) na głowie, oraz z wysuniętą królewską złotą żmiją - była uśmiechnięta i zadowolona. Właśnie na ołtarzach zostały złożone ofiarne zwierzęta, odśpiewane modlitewne hymny na cześć Izydy i Ozyrysa. Królowa otrzymała też od swoich poddanych bogate dary, co chwila wchodzą dostojnicy, którzy padają na twarz, składają jej hołd, ofiarowują prezenty i cofając się tyłem odchodzą. W pewnym momencie eunuchowie wnoszą dużą, bogato inkrustowaną drogimi kamieniami skrzynię. Skrzynia ta jest prezentem od jej brata i jednocześnie męża - Ptolemeusza VIII zwanego Fyskonem (Grubasem). Fyskon od roku przebywał na wygnaniu na Cyprze, dokąd wypędziła go zazdrosna o władzę siostra/żona. Teraz jednak przysyła jej prezent z okazji urodzin? Czyżby zrozumiał swój błąd i pragnie zawrzeć ponowne przymierze? Takie myśli zapewne musiały trapić Kleopatrę II, nim rozkazała otworzyć ową skrzynię. Jednak gdy odsunięto wieko, królowa w przerażeniu cofnęła się. W skrzyni bowiem w kałuży krwi leżał rozczłonkowany na kawałki jej syn, ok. piętnastoletni Ptolemeusz Memfites - którego ojcem był właśnie Fyskon. Tak oto Ptolemeusz VIII wysłał swej siostrze w prezencie urodzinowym zwłoki ich syna, a wkrótce potem najechał Egipt i zdobył Aleksandrię, krwawo mszcząc się na jej mieszkańcach za popieranie Kleopatry. 


Do generała Ludendorffa (sławnego chociażby z niedawnego filmu o Wonder Woman), zgłosił się w pierwszych miesiącach I Wojny Światowej, żołnierz pochodzenia polskiego, prosząc władze wojskowe o zapomogę dla rodziny, która na skutek powołania go do wojska znalazła się bez środków do życia. Ludendorff odmówił, nie chcąc stwarzać żadnych precedensów, ale obiecał żołnierzowi, że jeżeli wykaże się męstwem w walkach, to po wojnie wypłaci mu z własnej kieszeni 200 marek. Obietnica była właściwie bez ryzyka, bo ów żołnierz nie tylko musiałby odznaczyć się, lecz także jeszcze w dodatku przeżyć wojnę, co było razem dość mało prawdopodobne. Jakież więc było jego zdumienie, gdy po wojnie ów żołnierz stawił się u niego po odbiór obiecanej nagrody. Generał skontaktował się z kolegami z byłego Sztabu Generalnego i ku swemu zdziwieniu dowiedział się, że ów żołnierz rzeczywiście wykazał się bezprzykładnym męstwem, zdobywając nawet w ogniu walk sztandar rosyjski. Wypłacił obiecane pieniądze i z ciekawości zapytał, jakimże to sposobem udało mu się zdobyć na polu walki sztandar nieprzyjacielski. Żołnierz czując już w kieszeni ciężar nagrody, odpowiedział:
- To nic prostszego, panie generale. Przeszedłem przez linię frontu i cóż widzę? Rosyjskim chorążym jest mój kuzyn z Rohatyna. To ja z nim po naszemu pogadałem i on mi w czasie natarcia oddał ten sztandar. A ja mu obiecałem połowę nagrody, którą mi pan generał wypłaci. Pan mi nie wierzy? To ja go zaraz mogę zawołać! On już tu czeka na schodach...





 Anatolij Demidow, rosyjski arystokrata, ożeniony z Włoszką Matyldą, miał zwyczaj okrutnie bić batem swoją żonę po plecach i pośladkach. Często bił ją np. przed udaniem się na przyjęcie, wówczas pozostawiał ją samą w domu, a sam udawał się na bal do cara Mikołaja I (panował w latach 1825-1855). Pewnego razu, gdy swym zwyczajem wychłostał żonę i odjechał w karecie na carski bal, Matylda przykryła okrwawione plecy szalem, wynajęła dorożkarza i pojechała również do Pałacu Zimowego. Tam, nie zwracając uwagi na pozieleniałego z wściekłości męża, rzuciła się przed carem na kolana i zrywając szal z ramion pokazała swe okaleczone plecy. 
- Kto pani to zrobił - zapytał car Mikołaj I.
Matylda palcem wskazała na męża i zaczęła błagać cara, żeby zezwolił jej wziąć z nim rozwód. Car się zgodził. Demidow odtąd musiał wypłacać żonie słone alimenty, a ona wyprowadziła się do Paryża, gdzie zaczęła błyszczeć na tamtejszych salonach z prawie gładkimi plecami, lekko tylko zeszpeconymi szramami od dawnych razów męża. 


Pewnego razu do gabinetu znanego rosyjskiego chemika Mikołaja Beketowa wbiegł służący i zawołał:
- Mikołaju Mikołajewiczu! W bibliotece są złodzieje!
Profesor oderwał się od obliczeń i spokojnie zapytał:
- A co czytają?


Jałta. Wielka trójka siedzi na tarasie krymskiej daczy Stalina i chwali się swoimi papierośnicami. Roosevelt wyciąga swoją, piękną, ze srebra, pokazuje wygrawerowany napis: "Prezydentowi Rooseveltowi Naród". Następny w kolejności - Churchill pokazuje swoją, piękną, złotą z napisem: "Premierowi Churchillowi - Król i Królowa". Teraz kolej na Stalina. Niechętnie wyciąga swoją  - piękną, złota papierośnicę, inkrustowaną kamieniami szlachetnymi, wspaniała robota najlepszych jubilerów, a na niej wygrawerowany napis: "Potockiemu - Radziwiłł".


Anna Elżbieta Potocka - matka niesławnego w naszych dziejach zdrajcy - Stanisława Szczęsnego Potockiego (żyjącego w latach 1751-1805), targowiczanina z 1792 r., lubiła osobiście karać swoje służące i pańszczyźniane dziewki. Wręcz można powiedzieć że sprawiało jej przyjemność, gdy kazała dziewczynom pochylić się opierając o stół lub krzesło, zadzierała do góry spódnice i osobiście wymierzała im rózgi na ich gołe pośladki.


 


Zdarzyło się że Arystyp z Cyreny (żyjący w latach 435-356 p.n.e.), płynął niegdyś do Koryntu i na morzu rozszalała się burza. Ktoś z podróżnych, widząc jego zdenerwowanie, zauważył:
- My, zwyczajni ludzie, nie boimy się, a wy, filozofowie, tchórzycie.
- to dlatego - odpowiedział Arystyp - że nie jest równa wartość życia, o które walczymy.


- Na wojnie wielkie wydarzenia bywają wynikiem błahych przyczyn - jak mawiał Juliusz Cezar.


Angielskiego filozofa Bertranda Russela zapytano kiedyś, czy gotów byłby umrzeć za swoje przekonania. Pomyślawszy chwilę, uczony odparł: 
- Oczywiście, że nie! Mogę się w końcu mylić. 


- Bóg jest szczególnie przezorny wobec głupców, pijaków i Stanów Zjednoczonych Ameryki - jak stwierdził niegdyś pierwszy kanclerz zjednoczonych Niemiec - Otto von Bismarck.


Król Wielkiej Brytanii Edward VII (panujący w latach 1901-1910), znany był z niechęci do dworskiej etykiety. Podróżując incognito przez Szkocję, zatrzymał się pewnego razu w małym hoteliku. Rano właściciel przyniósł do pokoju gorącą wodę i zastał króla przy goleniu. Zapytał:
- Pana twarz jest mi znajoma. Czy pan czasem nie pozostaje w służbie króla?
- Owszem. Golę Jego Królewską Mość - odparł król. 


Polski generał Dezydery Chłapowski pisał w swych pamiętnikach, że kiedyś, jeszcze jako adiutant cesarza Napoleona Wielkiego, meldował mu coś na polu bitwy i uchylił kapelusza. Po chwili pocisk wyrwał mu ten kapelusz z ręki. Napoleon uśmiechnął się i powiedział:
- Dobrze, że pan nie jest wyższy, prawda?





Podczas Rewolucji Francuskiej w 1792 r. otwarto w Paryżu dziwny, kobiecy klub. Dziwny był dlatego, iż był to klub flagellantek, który dodatkowo cieszył się dużym powodzeniem. Trudno się dziwić, skoro tamtejsze kobiety praktykowały niekonwencjonalny tryb życia. A mianowicie owe panie wysłuchawszy najpierw teoretycznych prelekcji na temat flagellacji, wygłaszanych przez "starsze siostry", udają się na modlitwę, po której zakończeniu następują zajęcia praktyczne. Oto sześć obnażonych od pasa w dół kobiet, chłoszcze rózgami sześć innych, obnażonych całkowicie i pochylonych na specjalnych kozłach. Zaczynają je bić, zwracając szczególną uwagę na pośladki i plecy, które szybko pokrywają się krwawymi pasami. Obok stoi nauczycielka i nadzoruje całą tę chłostę. Czy można się więc dziwić, że w dobie spadających na gilotynie głów, cześć mieszkańców Paryża urozmaicało sobie resztki życia, takimi właśnie przedstawieniami?          


 
TO TYLE W CZĘŚCI PIERWSZEJ


ACT 447 IS NOT APPLICABLE 

AND NEVER WILL APPLY TO POLAND



 CDN.

czwartek, 17 stycznia 2019

KOBIETA JEST UKORONOWANIEM STWORZENIA - Cz. VIII

CZYLI KIEDY I GDZIE W HISTORII

ISTNIAŁ MATRIARCHAT?




III

(A)MAZONKI

STAROŻYTNY ZAKON

KOBIET-WOJOWNICZEK

(ok. 1450 r. p.n.e. - ?)

Cz. III




 Ponieważ próby opowiedzenia historii Amazonek, bez odniesienia się do kwestii mitologicznych są praktycznie niemożliwe, dlatego też należy zrozumieć że to, co opisuję ma bardzo wiele odniesień mitologicznych, choć oczywiście staram się to wszystko jakoś racjonalnie posegregować. Tak więc opuszczając swoje siedziby w twierdzy Berle, Gontyna - druga królowa plemienia Mazonów, z częścią plemion Chatów i Dachów, dołączyła nad Donem do siedlisk swej przyrodniej siostry - Mazy (obie były córkami Kaptorgi, pierwszej królowej plemienia Mazonów). Gontyna i Maza odtąd władały razem, aż do śmierci tej pierwszej, co spowodowało iż również bezdzietna Maza, wybrała sobie na (przybraną córkę i) swoją następczynię zbiegłą niewolnicę z krainy Bałtów - niejaką Ukrivolsę, która została czwartą królową plemienia (A)mazonów. To ona właśnie miała zamienić nad-dońską osadę Mazonów w miasto, które otrzymało nazwę - Temyscira. Ona też zapewne wzniosła inne miasto-świątynię ku czci bogini Vardavy (Dziewanny). Jej następczynią miała być jej córka - Tomyris (lub Tomira) I. To właśnie ona miała rozpocząć łupieżcze najazdy ludu Mazonów na okoliczne plemiona i to właśnie ona niewolę wszystkim mężom w plemieniu. Miała najechać ziemie Kolchidy (Gruzja), oraz plemiona Inhas i Hajastan (Armenia). Po niej na tron Mazonów (lub raczej już (A)mazonek, wstąpiły jej dwie córki - Arta i Daria, których panowanie przypadało na lata pokoju. Obie kobiety zrezygnowały jednak z władzy, wychodząc za mąż za władców okolicznych plemion, wówczas na tron Mazonek została wybrana ósma królowa - Udżakaravisa. Choć przeszła do legendy jako wielka władczyni (narzuciła swą władzę wielu plemionom Sarmatów i Scytów, zmuszając tamtejsze ludy do płacenia danin), to jednak po jej śmierci królestwo Mazonek ze stolicą w Temyscirze rozpadło się, choć jej córka - Selencja I starała się podtrzymać zdobycze matki, poniosła jednak ogromną klęskę w bitwie z sarmackim plemieniem (którego władcą był niejaki Atamras), czego skutkiem była jej śmierć, spalenie Temysciry, rozpad państwa (A)mazonek, jak również pochwycenie większości owych kobiet w niewolę. 

Rozpad pierwszego królestwa (A)mazonek spowodował iż przez kolejne kilkadziesiąt lat nie potrafiło się ono odrodzić. Dopiero prawie sto lat później, gdzieś w rejonie Morza Kaspijskiego niejaka Selencja II założyła osadę, wzorowaną na Temyscirze, której także nadała tę właśnie nazwę. Oczywiście nie wiadomo kim była Selencja II, wzorowała się jednak na ostatniej władczyni pierwszego królestwa znad Donu i pewnie dlatego przyjęła imię Selencji II. W każdym razie udało jej się obronić osadę przed atakami Słowian (szczególnie plemion prowadzonych przez wodzów-królów Wizymira i Jaskotela). Nie była jednak w stanie długo bronić swej niezależności i w bitwie z królem jednego ze słowiańskich plemion - Jurandem I, poniosła klęskę i musiała uznać jego zwierzchność oraz płacić daninę. Kolejne królowe - Lęgosępa, Kękaja i Miodewa były jedynie mianowanymi przez obcych władców figurantkami. Szczególnie ostatnia królowa - Miodewa okazała się zdrajczynią i została obalona przez niejaką Narcisę, której udało się zrzucić zależność, a nawet zająć tzw.: "Krainę Białych Pól" (?). Jej następczynią wybrana została Pentesilea, która ze swymi (A)mazonkami miała wziąć udział w Wojnie Trojańskiej (1194-1184 r. p.n.e.) - choć Homer nic na ten temat nie wspomina. Miała też zginać w walce z ręki Achillesa, który myślał że pojedynkuje się z mężczyzną, dopiero gdy zadał jej śmiertelny cios, zobaczył że zabił kobietę (w której notabene miał się zakochać). Po jej śmierci drugie królestwo (A)mazonek także miało się rozpaść. Niejaka Tamar miała z częścią plemienia powędrować do Saków, gdzie poślubiła tamtejszego władcę, a jej potomstwo miało częściowo odbudować dawne plemię. Natomiast inna Mazonka - Mirna powędrowała na południe i osiadła na Lesbos, zakładając tamtejsze miasto - Mitylenę. Trzecia z przywódczyń - Tugomira przeniosła się nad Don, gdzie z czasem została zmuszona do małżeństwa z jednym z wodzów lokalnego plemienia. Tak oto drugie państwo (A)mazonek także przestało istnieć.




Potomkinią Tamary miała być też królowa Masagetów - Tomyris (II), która żyła w jakieś sześćset pięćdziesiąt lat po Wojnie Trojańskiej. Udało jej się pokonać i zabić (529 r. p.n.e.) króla Persów - Cyrusa II Wielkiego i z zemsty za zamordowanie przez niego jej synów, odcięła mu głowę i wrzuciła ją do pojemnika pełnego krwi, mówiąc: "Nasyć się krwią, którą tak kochałeś". Tomyris miała być ostatnią znaną władczynią dawnego królestwa (A)mazonek, choć zdarzały się jeszcze w różnych częściach świata kobiety, które odwoływały się do dawnej tradycji królestwa Mazonek (które z czasem zaczęto nazywać właśnie Amazonkami). Nie miały one już jednak żadnego związku z tamtym państwem i społeczeństwem kobiet-wojowniczek. W kraju (A)mazonek rządziły bowiem kobiety (ale nie było to społeczeństwo złożone tylko z kobiet). Każda wojowniczka musiała zabić w boju jednego mężczyznę by stać się kobietą. By jednak wyjść za mąż, musiała swojego męża pochwycić w niewolę. Mazonki bowiem poślubiały swoich niewolników. Jeśli zaś cudzoziemiec zapragnie poślubić jakąś Mazonkę, musi ją najpierw pokonać w walce. Mężowie pozostają niewolnikami swych żon, a te mogą ich karać fizycznie (choć nie mogą pozbawić ich życia). Mężowie żyją z dala od żon i spotykają się tylko od czasu do czasu. Każda niewolnica, która dotrze do tego królestwa, natychmiast odzyskuje wolność. Nie jest jednak prawdą że (A)mazonki zabijają chłopców, a wychowują same dziewczynki. Owszem, dziewczynki wychowują matki i kształcą je na przyszłe wojowniczki, ale synów oddają mężom, aby ci kształcili ich na niewolników. Mężowie uczestniczą z żonami w wyprawach wojennych jako pomoc. 

Taki oto obraz plemienia Amazonek wyłania się z dawnych (niesprawdzonych) bajkowych opowieści, które są wtłaczane w najdawniejsze czasy, gdy północna Europa aż do Uralu była zdominowana przez poszczególne plemiona Słowian i Celtów. Ja osobiście uważam te opowieści za dość mocno naciągane i jeśli rzeczywiście kiedykolwiek istniało społeczeństwo kobiet-wojowniczek, to z pewnością musiało się ono roztopić w większym liczebnie plemieniu, gdyż samo po prostu nie przetrwałoby długo. Przykłady małżeństw Mazonek z władcami innych plemion, są tutaj dość dobitnym potwierdzeniem tych słów - kobiety-wojowniczki musiały się wtopić w resztę społeczności i tylko na tej zasadzie mogła przetrwać o nich pamięć. Oczywiście nie można też wykluczyć że istniały ściśle kobiece zakony religijne, które oddając cześć Bogini-Matce (i innym boginiom), jednocześnie szkoliły się na wojowniczki. Takie rozumowanie jest dopuszczalne, jako że owe kobiety (jako kapłanki, coś na wzór krzyżowców czyli rycerzy-zakonników), były nietykalne. W każdym razie temat społeczeństwa Amazonek wydaje mi się zakończony. Można oczywiście do tego dokładać mitologię i inne opowieści, ale prawda jest taka, że jeśli w danej społeczności zaczyna brakować mężczyzn, wówczas część kobiet przejmuje męskie funkcje - tak po prostu jesteśmy skonstruowani (nie tylko jako ludzie, podobnie przecież postępują zwierzęta, gdy zaczyna brakować przedstawicieli jednej z płci). U mężczyzn działa ten sam proces, w przypadku braku kobiet, część mężczyzn (z reguły słabszych) zostaje zmuszona do przyjęcia na siebie roli kobiet - już Arystoteles przecież mówił: "Jeśli żołnierze nie mają kobiet, wykorzystują mężczyzn". I tak jest zawsze, w przypadku braku równowagi pomiędzy płciami.

Natomiast gdy tych różnic w liczebności danej płci nie ma, lub gdy zostają one wyrównane - wszystko wraca do normy. Kobiety, które wcześniej pełniły męskie role, nie muszą już dłużej tego robić i wracają do swoich naturalnych, kobiecych zachowań. Tak samo jest z mężczyznami, choć w tym przypadku zależy to też od otoczenia. Weźmy np. taką Starożytną Grecję czy Rzym - tam spółkowanie młodzieńców ze starszymi facetami (czyli homoseksualizm) nie był wcale penalizowany, bo był traktowany jako coś normalnego. Ale już związek dwóch dorosłych mężczyzn był karany, jako coś w rodzaju dewiacji. Dlatego też mężczyżni, którzy zostali zmuszeni do przyjęcia roli kobiet... z reguły mają bardzo ciężko by odnaleźć się w normalnych warunkach, jako że zostali pozbawienie tego, co uważa się za kwintesencję męskości - dumy i godności męża i ojca rodziny. Tak to mniej więcej wyglądało w antyku i sądzę że niewiele się zmieniło do dnia dzisiejszego. Są też mężczyźni, którzy fantazjują na temat silnych kobiet (właśnie takich Amazonek) i sądzę że te wszystkie mity zostały wymyślone właśnie z tego powodu, by dać im pewną namiastkę seksualnej satysfakcji. Są też kobiety (i zapewne jest ich znacznie więcej) które wprost uwielbiają - jak to mówi Korwin Krul: "Czasami niektóre (kobiety) lubią jak się je bije, znam takie". Notabene Korwin (z którym w wielu kwestiach się nie zgadzam, ale akurat w tej dotyczącej feminizmu i tego że są kobiety, które lubią "jak się je bije" - jak najbardziej), ostatni wywołała pewną aferę zdaje się w USA, gdy w programie satyrycznym Netflixa, gdzie pokazano jego wystąpienie w Parlamencie Europejskim, w którym przekonywał iż zarobki kobiet i mężczyzn powinny się różnić, co spotkało się z wręcz z oszalałą reakcją tamtejszych feministek. 


"PRAWDZIWA KOBIETA WOLI BYĆ 
CZWARTĄ ŻONĄ PRAWDZIWEGO MĘŻCZYZNY, 
NIŻ JEDYNĄ ŻONĄ FAJTŁAPY"

JANUSZ KORWIN-MIKKE




 Swoją droga należy powiedzieć tak, Janusz Korwin Mikke, ma stałe poglądy od dekad. Często te jego poglądy mogą być nawet obraźliwe dla kobiet (choć akurat w ogromnej większości - z tego co go słuchałem - są prawdziwe). Twierdzi bowiem że kobiety są nie tylko słabsze fizycznie, ale i mniej inteligentne (choć nie znaczy to że są głupsze). Mówi że ogromna większość wynalazków została stworzona przez mężczyzn i że nawet tampon... wymyślił facet. A mimo to wiedzie mu się świetnie, jest zamożny, zmienia żony na coraz młodsze itd. itp. Natomiast ostatnio w Netflixie stwierdzono iż: "Korwin Mikke nie żyje". Być może prowadzący chciał się jakoś usprawiedliwić przed kobietami, gdy Janusz stwierdził iż kobiety powinny zarabiać mniej od mężczyzn, gdyż ich praca jest dwa razy gorsza od pracy faceta (przykład - jakiś czas temu feministki postanowiły zadać kłam teorii że "feminizm kończy się tam, gdzie trzeba wnieść szafę na czwarte piętro" - i wniosły. Problem polegał jednak na tym, że... wniosły tą szafę w cztery osoby, podczas gdy faceci wnieśliby ją we dwójkę. Na tym polega różnica i tutaj Korwin próbuje tłumaczyć dlaczego te zarobki powinny się różnić). W każdym razie Korwin Mikke żyje i ma się świetnie w towarzystwie młodej żony (i jeszcze wielokrotnie - pozytywnie lub negatywnie - nas zaskoczy).

   

 

 

ACT 447 IS NOT APPLICABLE 

AND NEVER WILL APPLY TO POLAND



CDN.

BLASKI I CIENIE RZECZYPOSPOLITEJ - Cz. III

CZYLI JAK ŻYŁO SIĘ W POLSCE

(TEJ DAWNEJ, JAK I TEJ BLIŻSZEJ)

BOGATYM I BIEDNYM.

ELICIE I WŁOŚCIANOM?


I

KAZIMIERZ WIELKI i

WYKUWANIE POTĘGI

KRÓLESTWA POLSKIEGO

Cz. II


WŁADYSŁAW I (IV) ŁOKIETEK



 25 kwietnia 1333 r. na pięć dni przed ukończeniem przez Kazimierza 23 roku życia, został on (wraz z małżonką - Aldoną Anną Giedyminówną), koronowany w Krakowie, w Katedrze Wawelskiej przez arcybiskupa Janisława, na króla Polski. Odziedziczył po ojcu, królu Władysławie I (IV - ta cyfra niegdyś też była w użyciu, bowiem odnosiła się do wszystkich władców o imieniu Władysław, panujących na polskim tronie, a nie jedynie do koronowanych monarchów) Łokietku, kraj mały, słaby, najeżdżany i atakowany zewsząd przez sąsiadów (Krzyżaków, Litwinów, Tatarów, Czechów czy Brandenburczyków). Kraj, który zostawiał synowi Władysław, był jeszcze mniejszy niż w chwili jego koronacji z 20 stycznia 1320 r. Utracił bowiem na rzecz Zakonu Krzyżackiego w 1329 r. Ziemię Dobrzyńską, a w 1332 r. całe Kujawy (nie mówiąc już o wcześniejszej utracie Pomorza Gdańskiego w 1308 r.). Kraj był zanarchizowany, po drogach tak wielu grasowało zbójców, że dołączała do nich nawet szlachta, nie widząc w tym procederze niczego gorszącego. Miasta zaś świeciły pustkami, będąc na wpół wyludnione w wyniku najazdów i uprowadzeń ludności w niewolę, lub w wyniku bezrządu - ubóstwo było powszechne. Przed nowym, młodym władcą (za którym wlokła się opinia birbanta a także gwałciciela - rozpowszechniana szczególnie przez Krzyżaków), który nie miał ani dobrej opinii wśród możnych, ani też nie wiązano z nim żadnych nadziei na poprawę tej sytuacji, stanęło nie lada zadanie. I dziś, z perspektywy wieków można oficjalnie powiedzieć - Kazimierz spisał się na medal. 


GOSPODARKA


 Jedną z najważniejszych kwestii (prócz zabezpieczenia granic i zapewnienia trwałego pokoju), było umocnienie gospodarcze państwa, które było zniszczone i wyludnione wcześniejszymi wojnami. Jak Kazimierz tego dokonał? Przede wszystkim otworzył się na już nieco zapomniany (ze względu na intensywną kolonizację niemiecką miast polskich) kierunek handlu wiodący z południowego-wschodu na północny-zachód. Było to nawiązanie do dawnej polityki Piastów (którzy wiążąc się ekonomicznie z ośrodkami przemysłowymi Europy Zachodniej), przede wszystkim jednak dbali o rozwój handlu z nadczarnomorskimi emporiami handlowymi i trasą wiodącą ku Konstantynopolowi i dalej ku Morzu Śródziemnemu. odnawiając dawny szlak handlowy, jednocześnie Kazimierz nakazał kupcom aby wystawiali swoje towary w określonych miastach i już w swym pierwszym dokumencie, wystawionym w Krakowie dnia 15 lutego 1344 r. nakazywał kupcom trasę (i konieczność wystawiania tam swoich towarów) z Torunia do Krakowa, wiodącą przez Brześć, Łęczycę, Inowłódz, Opoczno, Sandomierz, Wiślicę i Kraków, pod groźbą konfiskaty towarów w przypadku niezastosowania się do tego nakazu. W 1349 r. kolejny dokument ustanawiał trasę z Torunia do Włodzimierza i Lwowa, oraz z Wrocławia do Sandomierza i Lwowa, ustalający (dla kupców z obcych krajów) odpowiednie cło (np. w Brześciu i Łęczycy cło wynosiło - 24 grosze, w Radomiu - 16, w Sandomierzu - 10, w Opatowie - 12, przy czym były to opłaty tylko za cztery konie, za wóz już nie płacono - wyjątkiem był tutaj tylko Przemyśl - 8 groszy i Inowłódz - 2 grosze). Nie były to kwoty duże, jednak wystarczające aby zarówno pobudzić dynamikę handlu Północ-Południe, jak i zapełnić miejskie komory celne środkami finansowymi, potrzebnymi do dalszego rozwoju miast. Oczywiście takich dokumentów, jak ten wyżej wspomniany, Kazimierz wydał z kilkanaście, dzięki czemu praktycznie cały kraj objął siecią handlu nadczarnomorskiego, przy jednoczesnej kontynuacji handlu Wschód-Zachód. 

Drugą kwestią było zapełnienie nieużytków i zasiedlenie spalonych wsi, wyludnionych miast, kolejnymi osadnikami. Polityka osiedleńcza była prowadzona na wręcz kolosalną miarę, o czym chociażby możemy przeczytać w krakowskiej Kronice katedralnej, w której zapisano: "W borach, lasach, zagajnikach i miejscach porosłych krzewami zostało osadzonych tyle wsi i miast, ile niemal było kiedy indziej w Królestwie Polskim". To była kolosalna praca w którą król zaprzęgnął nie tylko całe duchowieństwo, ale także stan rycerski. Rycerze bowiem przez poprzednie lata odeszli od swojego powołania, jakim (przynajmniej oficjalnie) miała być ochrona najsłabszych i najuboższych w imię Chrystusa Zbawiciela. Wielu rycerzy w jeszcze w latach 20-tych i 30-tych XIV wieku zachowywało się jak udzielni książęta, grabiąc ludność, ściągając haracze, mordując i gwałcąc dla własnej uciechy. Teraz rycerstwo otrzymało zadanie zapewnienia bezpieczeństwa osadnikom nowo zakładanych lub na powrót zasiedlanych miast i wsi. Finansowaniem tych nowych osad, zajmowali się sołtysi i wójtowie, którzy mieli za zadanie zapewnić biedniejszym osadnikom dostęp do narzędzi pracy. W zamian król przyznawał osadnikom wolność skarbową i sądową, dzięki czemu umożliwiał zarówno tworzenie się lokalnego samorządu, jak również włączał lokalną ludność w obieg pieniądza, umożliwiając stworzenie i rozwój rynku wewnętrznego. Skala tego przedsięwzięcia była tak wielka, że... cały kraj się się istnym polem budowy. Zakładano nowe miasta (w samej Wielkopolsce przybyło ponad 50 nowych miast, a w Małopolsce prawie 70, nie licząc innych ziem Królestwa), zasiedlano wsie, otaczano miasta nowymi murami, budowano zamki. Żaden król ani przed Kazimierzem, ani po nim nigdy już nie zbudował i obwarował tylu nowych miast, nie wzniósł tylu nowych zamków, jak ten właśnie monarcha. On po prostu zalał kraj nowymi zamkami i umocnieniami jak nikt w naszych dziejach. Poza tym wznoszono linie wałów, chroniących przed najazdami z północy, południa i wschodu i zachodu. Nie było miasta, które za panowania Kazimierza nie zostałoby umocnione i odnowione, które nie wzbogaciłoby się na handlu i które nie cieszyłoby się pokojowym rozwojem. 




A do tego jeszcze w 1365 r. Kazimierz (na walnym zjeździe w Krakowie) z panami świeckimi i duchownymi, wójtami, ławnikami, sołtysami - zniósł prawo odwoływania się miast, lokowanych na prawie magdeburskim do sądów w Rzeszy (a konkretnie w Magdeburgu i Halle), co dotąd było praktyką. Sądy apelacyjne zostały utworzone w Krakowie, Poznaniu, Sandomierzu i Lwowie. Był to proces przyspieszający polszczenie się niemieckich osadników w polskich miastach, a księgi prawa magdeburskiego złożone w skarbcu królewskim, nadawały Królestwu Polskiemu odpowiednią powagę i znaczenie (w tym również znaczenie prawne). W akcji kolonizacyjnej i lokacyjnej, opierał się Kazimierz przede wszystkim na samych mieszkańcach kraju, ale częściowo również opierał się na cudzoziemcach rozdając przywileje. W 1347 r. w statucie wydanym w Wiślicy ujednolicił też monetę, przywilejami objął żupy soli w Wieliczce i Bochni, kopalnie ołowiu i srebra w Olkuszu. Nie koniec na tym, budował w całym kraju nowe bite drogi, stawiał groble, wznosił wodociągi (które połączył Wisłą z Krakowem i kopalniami soli), wznosił spichlerze, stawiał nowe szpitale i łaźnie (gdzie kazał się kąpać swoim poddanym - co m.in.: ustrzegło Polskę przed rozprzestrzenieniem się zarazy Czarnej Śmierci, która grasowała po całej Europie, od Południa, ku Zachodowi aż na Wschód. Jedynie ziemie Królestwa Polskiego jako całość (oczywiście nie w 100 procentach, bo to było niemożliwe, ale w co najmniej 90 procentach z pewnością), uniknęły zarazy. Właśnie dzięki zastosowaniu bardzo rygorystycznych kontroli na granicach, połączonych z rozbudową szpitali i nowych łaźni, oraz nakazem częstych kąpieli i zmian bielizny (czy raczej ubrania). W każdym razie okazało się to nad wyraz skuteczne, o czym świadczy chociażby mapka poniżej, w której jedynie ziemie polskie, jako całość (nie licząc Pomorza, które wówczas należało do Krzyżaków) uniknęły epidemii.   




 Kazimierz dbał również o chłopów i gdy w danej okolicy następował nieurodzaj i pojawiał się głów, kazał otwierać spichlerze i rozdawać nagromadzone tam zboże - przez co zwano go też "królem chłopów". Przymusił rycerstwo do przestrzegania prawa, zapewniając im stałe zlecenia ochrony granic i akcji kolonizacyjno-osadniczych. Zamienił zarosłe borem tereny w kwitnące wsie i miasta, osuszał moczary, ziemie leząca latami odłogiem, znów zaczęła być uprawiana. Zaczęto uprawiać winorośl, a vinum poloniae (czyli wino polskie), zaczęto eksportować do Danii, Szwecji, Rusi, na Litwę a nawet do Moskwy. W miastach rozwinęło się rzemiosło, zaczęły tworzyć się cechy, a polskie stroje szyte z czystego sukna, konkurowały jedynie z suknem flamandzkim na rynkach całej Europy. Od czasów Kazimierza, miasta wznoszono już tylko murowane, całkowicie zaprzestając budowy budynków i zamków z drewna. Nic więc dziwnego że potomni mawiali iż: "Kazimierz Wielki zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną". Zaś w 1368 r. wydał w Krakowie dokument, w którym zabraniał stawiania w mieście budynków... oszpecających wygląd miasta (a dotyczyło to nie tylko budowli drewnianych, ale także wszystkich innych, które nie posiadały estetycznego wyglądu). Jednocześnie Kazimierz w miastach działał dwupoziomowo, nadając dożywotnią (dziedziczną) funkcję wójta tym, którzy proces lokacji finansowali, a jednocześnie pozwalając na tworzenie się rad miejskich, które początkowo uzależnione od wójtów, z czasem doprowadziły do wykupu wójtostw i przejęcia władzy lokalnej (tym bardziej że wielu ich członków to byli ludzie zamożni, wzbogacenie na handlu, przemyśle i rękodzielnictwie). Od 1347 r. bito też własną monetę - grosze kazimierzowskie, na których widniał napis: "Kazimirus primus dei gratia rex Poloniae" ("Kazimierz pierwszy, z łaski Bożej król Polski"), który umożliwił mu wreszcie stworzenie własnej rezerwy finansowej dla celów obronności, polityki i dyplomacji.

Kraj, który wręcz na nowo stworzył Kazimierz III Wielki, mógł spokojnie predestynować do roli europejskiego mocarstwa. Owszem, było jeszcze kilka przejawów archaiczności (np. większość zakładanych przez Kazimierza miast nie było zbyt ludnych, ale miały prawo targu i z czasem się rozbudowywały), oraz pojawiały się też klęski żywiołowe, jak choćby długie zimy lat 1334 i 1353 (gdzie śnieg leżał jeszcze w... maju), co powodowało okresy nieurodzaju i głodu. W 1335 r. pojawiły się też chmary szarańczy, w 1368 r. wylała Wisła i inne rzeki, a także zdarzały się niewielkie przypadki zachorowań na czarną śmierć w latach 1348 i 1349 (przywlekaną głównie z Zachodu i Południa), które to przypadki były szybko neutralizowane (walka z pchłami, wszami i szczurami przenoszącymi zarazę, palenie ciał, częste kąpiele, pranie bielizny etc.). Mimo to bilans odrodzonego, zjednoczonego i scentralizowanego państwa był bez wątpienia pozytywny i umożliwił Kazimierzowi podjęcie śmiałych celów politycznych. 



POLITYKA
(Cz. I)


 Co się tyczy politycznych celów Kazimierza, to były one skierowane przede wszystkim w kierunku odzyskania Pomorza Gdańskiego, a co za tym idzie dostępu do morza i okna na świat, czyli Gdańska, skąd można by transportować towary drogą morską na Zachód. Na to jednak było jeszcze wówczas za wcześnie, a sam Kazimierz, który za młodu marzył o wielkich podbojach i zwycięskich wojnach, musiał prawie całe swoje panowanie podporządkować kwestii pokoju. Nie było bowiem innego wyjścia, gdyż kraj, który odziedziczył po ojcu, był niczym ledwie sklejona porcelana, którą przy silniejszym dotyku można ponownie skruszyć. Kraj nie nadawał się do toczenia wojen, lud bowiem był wymęczony, potrzebował więc oddechu, potrzebował spokoju. I ten spokój zapewnił mu właśnie ów wojowniczy niegdyś król Kazimierz. Już na drugi dzień po swojej koronacji przedłużył on na rok rozejm z Krzyżakami, a w maju 1334 r. przedłużył go o kolejny rok. W lipcu 1333 r. zawarł dwuletni sojusz z margrabią brandenburskim - Ludwikiem. W 1335 r. sprzymierzył się z Czechami, licząc na pomoc w spodziewanej walce z Zakonem Krzyżackim (w wyniku tego rozejmu król czeski Jan I zrzekł się pretensji do tronu polskiego, zaś Kazimierz zrzekł się praw do Śląska - nie było wówczas innego wyjścia, Polska była za słaba by się mierzyć z Czechami i Zakonem. Więcej nawet - sam Zakon był zbyt potężny abyśmy mieli się z nim sami mierzyć). W lutym 1339 r. odbył się w Warszawie sąd papieski, którego celem było zdecydowanie o przynależności Pomorza, Kujaw i Ziemi Dobrzyńskiej, które oficjalnie należały do Zakonu Krzyżackiego. Sędziami na owym procesie byli Francuzi (nic dziwnego, papiestwo było wówczas już od 1309 r. w Awinionie a nie w Rzymie. Pierwszym papieżem, który próbował powrócić do Rzymu, był w 1367 r. papież Urban V, choć opuszczając Awinion żegnały go głosy nienawistnego ludu typu: "Diabelski papieżu, bezbożny Ojcze, dokąd wiedziesz swe dziatki" i rzeczywiście po przybyciu do Rzymu, obraz miasta był wręcz tragiczny. Rzym przypominał praktycznie rzecz biorąc dużą wioskę, był prawie wyludniony, na Forum Romanum praczki wywieszały pranie, a Pałac Laterański roił się od nietoperzy i sów, co spowodowało iż po trzech latach, z początkiem 1370 r. Urban V, na kilka miesięcy przed swoją śmiercią, powrócił do Awinionu. Ostatecznie przenosiny Stolicy Apostolskiej na stałe do Rzymu dokończył jego następca - Grzegorz XI w 1377 r.).




Przesłuchano 126 świadków, wśród których byli książęta kujawscy, możnowładcy, duchowni, rycerze i chłopi. Świadkowie zeznawali iż Pomorze jest polskie, ponieważ język polski jest językiem tamtejszego ludu. Ostatecznie przesłuchano także wielkiego mistrza Zakonu - Dietricha von Altenburga. 15 września 1339 r. (po siedmiomiesięcznym procesie) w kościele św. Jana w Warszawie zapadł ostateczny wyrok, na mocy którego Krzyżacy zostali zmuszeni do oddania Polsce wszystkich zagarniętych wcześniej ziem (czyli Kujaw, Ziemi Dobrzyńskiej i Pomorza Gdańskiego), mieli zapłacić 94 000 grzywien odszkodowania, oraz zwrócić koszty procesu (1600 grzywien). Dodatkowo Zakon został obłożony ekskomuniką (którą mógł zdjąć jedynie papież). Krzyżacy oczywiście nie podporządkowali się wyrokowi, zwrócili się z nim do Awinionu, gdzie papież Benedykt XII nie zatwierdził wyroku sądu papieskiego. Wojna z Zakonem nie wchodziła wówczas w rachubę, jako że państwo było zbyt słabe na konfrontację z takim militarnym kolosem, dlatego też należało poszukać sojuszników. Jeszcze w tymże 1339 r. Kazimierz w Wyszehradzie zawarł układ z królem Węgier - Karolem Robertem (mężem swej siostry Elżbiety), na temat ewentualnego następstwa tronu. Ustalono więc że jeżeli król polski nie pozostawi po sobie męskiego dziedzica, tron przejdzie na Karola Roberta, lub jego następców. Sojusz ten miał scementować ewentualną anty-krzyżacką koalicję i zapewnić Polsce wsparcie, w przypadku wojny z Zakonem. Nim jednak doszło do spodziewanej wojny z Krzyżakami, nastąpiła okazja do rozszerzenia terytorium państwa na południowym-wschodzie, na Rusi Halickiej. Tam bowiem w marcu 1340 r. został otruty przez Rusinów Bolesław Trojdenowicz, syn Trojdena czerskiego z książąt mazowieckich, który odziedziczył Ruś w roku 1327 r. po swej matce Marii, córce księcia Lwa I. 

Bolesław był żonaty z siostrą królowej Aldony Anny, żony Kazimierza - Eufemią, co spowodowało iż Kazimierz poczuł się w obowiązku interweniować zbrojnie na Rusi. Tak więc w kwietniu 1340 r. wyruszył Kazimierz z wojskiem przeciwko Litwinom i Tatarom, którzy opanowali całą Ruś Halicką i jeszcze w tymże miesiącu wkroczył do Lwowa, gdzie po zabraniu skarbca książęcego i bogatych łupów, powrócił do kraju. W drugiej połowie 1340 r. powrócił po raz drugi, zdobywając Lubaczów, Przemyśl, Sanok, Halicz, Trembowlę, Lwów i cały Wołyń. Zwołał też zgromadzenie możnych i rycerstwa celem zjednoczenia tych terenów z resztą ziem Królestwa. Przeciwny zjednoczeniu był głównie Jaśko z Melsztyna, ale król twierdził iż Rusini są: "dawną bracią naszą", dowodził również iż: "Przenosić się będą Polacy na Ruś (...) ułagodzą się dzikie, krwawe Rusi obyczaje, ucichną mordy, okrucieństwa (...) osłonione od tatarskich najazdów rozkwitną grody i włości. Polska spełni zacnie posłannictwo swoje". Tak też się stało, ale niezadowolony z takiego obrotu spraw, dotychczasowy starosta ziemi ruskiej, niejaki Dymitr Dedko, wezwał na pomoc Tatarów, którzy w 1341 r. wtargnęli do Królestwa, paląc i siejąc śmierć wśród ludności Lubelszczyzny, póki w bitwie nad Wisłą nie rozbił ich sam król, na czele rycerstwa. Kazimierz miał pretensje do Olgierda, wielkiego księcia Litwy - Olgierda (brata swej żony Aldony Anny), iż nie zapobiegł atakowi Tatarów, ale owa złość dość szybko mu przeszła, gdyż przyszły inne sprawy. 


KAZIMIERZ I OLGIERD

  




ACT 447 IS NOT APPLICABLE 

AND NEVER WILL APPLY TO POLAND



CDN.