Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 7 lipca 2016

MENTALNE RÓŻNICE MIĘDZY KOBIETĄ A MĘŻCZYZNĄ

CZYLI KTO KOGO BARDZIEJ ...

PRZEŚLADUJE?




No właśnie, kto kogo bardziej prześladuje? Dziwne pytanie prawda? Ale tylko z pozoru, bowiem gdy przyjrzymy się sprawie głąbiej, okaże się że temat wcale nie jest tak błahy jak nam się wydaje. Ogólnie przyjęło się sądzić że to mężczyźni, jako ci silniejsi fizycznie, używają (niekiedy również) swej siły przeciw płci pięknej. I nie ma w tej tezie niczego nieprawdziwego. Faktem jest że mężczyźni częściej znęcają się nad swoimi partnerkami fizycznie. Lecz nie zadajemy sobie w ogóle pytania, jak często kobiety znęcają się nad nami mężczyznami.

Lecz one stosują zupełnie inną broń niż tzw.: "damscy bokserzy". Z małymi wyjątkami kobiety nie posługują się siłą fizyczną, lecz znęcają się nad mężczyznami, stosując presję psychiczną. To jest niezwykle ciekawe zjawisko i mnie osobiście szalenie intryguje i interesuje, zresztą ja wprost uwielbiam zgłębiać tajniki kobiecego umysłu, uwielbiam obserwować zachowania kobiet. Dzięki owym obserwacjom doszedłem (już z ładnych kilka lat temu), do wniosku że kobiety same wprost nie znoszą. Jeśli kobieta zdobędzie gdzieś jakieś stanowisko, lub zajmie odpowiednią posadę, to bardzo szybko stara się zamknąć dostęp na te miejsca innym kobietom, by brylować w otoczeniu samych mężczyzn. Ja nawet jakiś czas temu, nadałem temu zjawisku nazwę - "efekt plemnika". Bowiem owe kobiety czynią tak samo, jak ów plemnik któremu uda się dostać do komórki jajowej - zamykają dostęp dalszym konkurentom (konkurentkom).

Ale wróćmy do kobiecego sposobu psychicznego znęcania się nad mężczyznami, ja osobiście (z otoczenia moich znajomych), mogę podać kilka takich przypadków. Najciekawszą rzeczą ( i najbardziej dla mężczyzny bolesną), w tym wszystkim jest znęcanie się nad facetem w gronie znajomych. Zauważyłem że kobiety wprost uwielbiają wtedy wyrzucać wszystkie swe żale - a to jak on mało o siebie dba, a to jak mało zarabia, a to że w ogóle nie słucha co się do niego mówi, i wreszcie jaki kiepski potrafi być w łóżku. Ja nie wiem czy kobiety podnieca takie gadanie, czy uwielbiają wsłuchiwać się w setki lub tysiące (wg. mnie), zbędnie produkowanych słów? Zadziwiająca jest kobieca psychika.

Piszę ten temat z dwóch powodów, po pierwsze zastanawia mnie pytanie - dlaczego niektóre kobiety wprost kochają "drani" i jakoś pewnie podświadomie lubią być wykorzystywane. Drugim powodem jest osobiste doświadczenie - moja Pani, też kiedyś miała podobny wyskok, zwierzając się jednej z naszych znajomych na mój temat (o co dokładnie chodziło niech pozostanie słodką tajemnicą). I choć moja Dama jest rodowitą Francuzką, to mieszkając w Polsce już ładnych ponad dziesięć lat, zdążyła nauczyć się naszej nadwiślańskiej mowy. Miała też pecha że ją usłyszałem, bowiem nie znoszę takiej formy upokorzenia (bo tak, to jest upokorzenie dla faceta), ja bowiem nie biegam i nie opowiadam ile ona wydaje na kosmetyki i manicure i inne rzeczy o których nawet nie mam pojęcia. Nie robię awantury że nie płaci za to wszystko z własnych pieniędzy. To oczywiste że skoro ja zarabiam wystarczająco dużo, moja kobieta nie powinna pracować (jeśli nie chce). Dlatego też gdy zostaliśmy sam na sam dałem jej jasno do zrozumienia że ostatni raz pozwoliła sobie na publiczną wycieczkę pod moim adresem, ja sobie nie życzę później takich plotek i ploteczek na mój temat. I Basta.

A na koniec mała niespodzianka. Czy znacie "Niedzielę Barabasza"? To jest moje ulubione psychologiczne studium toksycznego związku, a prześladowcą jest tu kobieta, zaś ofiarą mężczyzna, który ma w życiu jedną pasję - lubi grać w piłkę nożną na pozycji bramkarza. Ci co znają ten stary film (z 1971 r. w reżyserii mistrza tego gatunku Janusza Kondratiuka, w rolach głównych wystąpili wspaniała Anna Seniuk i Zdzisław Kuźniar), wiedzą dobrze o czym mówię. Film mnie po prostu oczarował, pięknie pokazane jak kobieta potrafi publicznie zniszczyć mężczyźnie karierę, przyszłość i życie.


OTO FRAGMENT

"NIEDZIELI BARABASZA"

 



ORAZ CZYM SIĘ RÓŻNI MÓZG 
KOBIETY I MĘŻCZYZNY?





  A NA KONIEC COŚ ZABAWNEGO




 

środa, 6 lipca 2016

BANDYCI! - Cz. I

"LUDZIE LUDZIOM ZGOTOWALI TEN LOS"


STEPAN BANDERA



To motto z "Medalionów" Zofii Naukowskiej, opisującej zbrodnie dokonywane przez Niemców na Polakach i Żydach, niech stanie się również mottem wielkiej zbrodni, której na ludności polskiej, żydowskiej, ukraińskiej, czeskiej i holenderskiej (grupa osadników na Niderlandów), dopuściły się zbrojne bandy ukraińskich nacjonalistów, sterowanych politycznie i ideowo przez grupę Stepana Bandery.

Nacjonalistyczna ideologia banderowców, opierała się na koncepcji "oczyszczenia Ukrainy" z obcych wpływów kulturalno-społecznych. Owe "oczyszczanie", rozumiane było oczywiście jako eksterminacja fizyczna. Jestem w posiadaniu niektórych zdjęć pokazujących okropności, jakich dopuszczali się banderowscy zbrodniarze na bezbronnej ludności Wołynia, Podola i wschodniej Galicji (nie będę jednak wstawiał ich do tematu, gdyż są zbyt brutalne i przypominają raczej poćwiartowane "zwierzęce mięso" w rzeźni, niż ludzkie szczątki. Korpusy są przecięte na pół, ręce, nogi, kobiece piersi i męskie genitalia poobcinane).

Najgorszy w tym wszystkim był nakaz UPA (Ukraińskiej Powstańczej Armii), likwidacji mieszanych małżeństw. Zmuszano wówczas Ukraińców w takich związkach do ... osobistego zamordowania własnych dzieci i własnej żony (lub męża), jako dowód przynależności do narodu ukraińskiego. Jeśli odmawiali, byli mordowani jako pierwsi w niezwykle okrutny sposób. Mordowano wszystkich, nie oszczędzano ni kalek, ni dzieci. Pewna dziewczynka z jednej z wołyńskich wiosek, ocalała tylko dlatego że schowała się pod ciałami swych pomordowanych rodziców i rodzeństwa.


 A oto niektóre przykłady jakie stosowali zbrodniarze banderowscy na bezbronnej ludności Wołynia i Galicji wschodniej (były takie wioski, gdzie każdego mieszkańca zabijano w zupełnie inny sposób):


1. Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki głowy.


2. Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie).


3. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy.


4. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło.


5. Wyrzynanie na czole "orła".


6. Wbijanie bagnetu w skroń głowy.


7. Wyłupywanie jednego oka.


8. Wyłupywanie obu oczu.


9. Obcinanie nosa.


10. Obcinanie jednego ucha


11. Obrzynanie obydwu uszu.


12. Przebijanie zaostrzonym grubym drutem ucha na wylot drugiego ucha.


13. Obrzynanie warg.


14. Obcinanie języka.


15. Pieczenie żywcem w piecu chlebowym.


16. Podrzynanie gardła i wyciąganie przez otwór języka na zewnątrz.


17. Podrzynanie gardła i wkładanie do otworu szmaty.


18. Wybijanie zębów.


19. Łamanie szczęki.


20. Rozrywanie ust od ucha do ucha.


21. Kneblowanie ust pakułami przy transporcie jeszcze żywych ofiar.


22. Podcinanie szyi nożem lub sierpem.


23. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.


24. Pionowe rozrąbywanie siekierą głowy.


25. Skręcanie głowy do tyłu.


26. Robienie miazgi z głowy przez wkładanie głowy w ściski zaciskane śrubą.


27. Obcinanie głowy sierpem.


28. Obcinanie głowy kosą


(...)


65. Łamanie kości rąk w kilku miejscach tępym narzędziem.


66. Łamanie kości nóg w kilku miejscach tępym narzędziem .


67. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską, obłożonego z dwóch stron deskami.


68. Przecinanie tułowia na wpół specjalną piłą drewnianą.


69. Obcinanie piłą obu nóg.


70. Posypywanie związanych nóg rozżarzonym węglem.


71. Przebijanie gwoździami rąk do stołu, a stóp do podłogi.


72. Przybijanie w kościele na krzyżu rąk i nóg gwoździami.


73. Zadawanie ciosów siekierą w tył głowy, ofiarom ułożonym uprzednio twarzą do podłogi.


74. Zadawanie ciosów siekierą na całym tułowiu.


75. Rąbanie siekierą tułowia na części.


76. Łamanie na żywo kości nóg i rąk w tzw. kieracie.


77. Przybijanie nożem do stołu języczka małego dziecka, które później wisiało na nim.


78. Krajanie dziecka nożem na kawałki i rozrzucanie ich wokół.


79. Rozpruwanie brzuszka dzieciom.


80. Przybijanie bagnetem małego dziecka do stołu.


81. Wieszanie dziecka płci męskiej za genitalia na klamce drzwi.


82. Łamanie stawów nóg dziecka-


83. Łamanie stawów rąk dziecka.


84. Zaduszenie dziecka przez narzucenie na nie różnych szmat.


85. Wrzucanie do głębinowych studni małych dzieci żywcem.


86. Wrzucanie dziecka w płomienie ognia palącego się budynku.


87. Rozbijanie główki niemowlęcia przez wzięcie go za nóżki i uderzenie o ścianę lub piec.


88. Powieszenie za nogi zakonnika pod amboną w kościele.


89. Wbijanie dziecka na pal.


90. Powieszenie na drzewiach kobiety do góry nogami i znęcanie się nad nią poprzez odcięcie piersi i języka, rozcięcie brzucha i wybieranie oczu oraz odcinanie nożami kawałków ciała.


91. Przybijanie gwoździami małego dziecka do drzwi.


92. Wieszanie na drzewie głową do góry.


93. Wieszanie na drzewie nogami do góry.


94. Wieszanie na drzewie nogami do góry i osmalanie głowy od dołu ogniem zapalonego pod głową ogniska.


95. Zrzucanie w dół ze skały.


96. Topienie w rzece.


97. Topienie poprzez wrzucenie do głębinowej studni.


98. Topienie w studni i narzucanie na ofiarę kamieni.


99. Zadźganie widłami, a potem pieczenie kawałków ciała na ognisku.


100. Wrzucenie dorosłego w płomienie ogniska na polanie leśnej, wokół którego ukraińskie dziewczęta śpiewały i tańczyły przy dźwiękach harmonii.


101. Wrzucanie do klozetowego szamba żywych ofiar oraz bicie żelaznym narzędziem po głowie i ciskanie ich w głąb tego szamba.


102. Podwieszanie pod pachy na drzewie w lesie i palenie pod ofiarą gałęzi i chrustu.


103. Wiązanie rąk drutem i zadawanie na całym ciele ran kutych.


104. Oskalpowanie - ściągnięcie skóry z głowy i twarzy - wraz z wybraniem oczu, obcięciem uszu, przecięciem krtani i wyciągnięciem przez nią języka.


105. Obcięcie genitaliów, wydłubanie oczu i skucie całego ciała cienkimi igłami.


106. Porąbanie ośmiomiesięcznego dziecka na cztery części.


107. Rozbieranie do naga, związywanie ofiary drutem kolczastym i wpychanie do przerębli pod lód rzeki.


108. Przybicie bagnetem do stołu kilkumiesięcznego dziecka i włożenie mu do ust kawałka niedojedzonego kiszonego ogórka.


109. Duszenie sznurem zakładanym na szyję i zabijanie ciosem noża w serce.


110. Wyrywanie księżom wyznania rzymsko-katolickiego pulsujących serc z piersi, a niekiedy prezentowanie ich widzom i odliczanie na zegarku czasu trwanie agonii.


111. Duszenie drutem kolczastym.


112. Wypruwanie dzieciom wnętrzności i rozwieszanie jelit na ścianie w jakiś nieregularny sposób wraz z kartką wiszącą na gwoździu z napisem w ukraińskim języku: "Polska od morzu do morza!".


113. Przybijanie dzieci do ściany z rozkrzyżowanymi rękami.


114. Wyłamywanie dzieciom stawów rąk i nóg i przybicie martwego dziecka do stołu - na oczach dorosłych osób.


115. Pozbawienie życia dwudziestoma dwoma i więcej ciosami noża.


116. Przymocowanie tułowia do oparcia i rzucanie w nie nożami.


117. Wiązanie - skuwanie rąk drutem kolczastym.


118. Zadawanie śmiertelnych uderzeń łopatą.


119. Przybijanie rąk do progu mieszkania.


120. Przebijanie kołami dzieci na wylot.


121. Wleczenie ciała po ziemi za nogi związane sznurem.


122. Przybijanie małych dzieci dookoła grubego, przydrożnego drzewa, tworząc w ten sposób tzw. "wianuszki".


Niedobrze się robi gdy się to czyta, ale to nie jest scenariusz tortur do jakiegoś filmowego horroru, tylko rzeczywistość, jakiej doświadczali Polacy, Żydzi, Ukraińcy i inne narody, które zasiedlały tereny Wołynia i Podola w 1943 i 1944 r. Wówczas to Ukraińcy dopuścili się tych strasznych, nieludzkich zbrodni. Dziś zaś, na Ukrainie odżywa kult Stepana Bandery OUN (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów) i UPA. Do pewnego stopnia jestem w stanie to nawet zrozumieć, gdyż jeśli się popatrzy na dzieje Ukrainy, to w zasadzie należy stwierdzić że takie państwo ... nigdy wcześniej nie istniało (wyjąwszy jedynie niedługi okres, w którym państwo kozackie stworzył na terenach dzisiejszej Ukrainy - Bohdan Chmielnicki, ale trwało ono króciutko, w latach 1648-1654, do czasu podporządkowania Kozaczyzny (Ukrainy), Moskwie w ugodzie perejesławskiej (18 stycznia 1654 r.) i niepodległa Ukraina przestała istnieć (ostatecznie Kozaczyznę i Sicz Zaporoską zlikwidowała caryca Katarzyna II w 1775 r. rozwiązując kozackie wojsko zaporoski i zakazując używania jego nazwy).

Potem Ukraińcy próbowali odzyskać niepodległość w październiku/listopadzie 1918 r. po zakończeniu I Wojny Światowej, jednak z tych planów niewiele wyszło. Raz, że powstały dwa niezależne od siebie państwa ukraińskie, na zachodzie - Zachodnioukraińska Republika Ludowa, z która w czasie wojny z również odradzającą się Polską 1 listopada 1918 - 16 lipca 1919 r. przestała istnieć, a cały jej teren został zajęty przez Wojsko Polskie i potem wszedł w skład trzech województw: lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego, będących kontynuatorami przedrozbiorowych województw Rzeczypospolitej Obojga Narodów - podolskiego i bełskiego.

Drugim państwem ukraińskim była Ukraińska Republika Ludowa ze stolicą w Kijowie, która przestała istnieć w wyniku wojny z Rosją Sowiecką (Piłsudski w czasie wojny z bolszewikami 14 luty 1919 - 18 października 1920 r. zawarł układ sojuszniczy z ostatnim "prezydentem" (przewodniczącym Dyrektoriatu) Ukraińskiej Republiki Ludowej - Symonem Petlurą - 21 kwietnia 1920 r. i rozpoczął wielką ofensywę na Ukrainie (25 kwietnia), której celem miało być ponowne zdobycie Kijowa (z rąk bolszewików), w celu oddania tego miasta (i wielu innych zdobytych za linią Zbrucza), odrodzonej Ukrainie, która odtąd miała być związana sojuszami polityczno-militarno-gospodarczymi z Polską. Kijów został zdobyty dnia 4 maja 1920 r. Jednak upadek tego miasta pobudził Rosjan do działania, którzy zaczęli masowo zgłaszać się do jednostek Armii Czerwonej z prośbą o skierowanie na front kijowski, przeciwko Polakom.

Rozpoczęła się wielka sowiecka ofensywa Aleksandra Jegorowa i Siemiona Budionnego, która zmusiła Wojsko Polskie (i wspierające je oddziały ukraińskie), do wycofania się z Kijowa 13 czerwca 1920 r. A potem ruszyła także północno-zachodnia ofensywa Michaiła Tuchaczewskiego, która tak się rozpędziła, że zamierzała: "Po trupie Polski", przejść do "serca Europy". Nie powiodła im się jednak ta próba, gdyż w sierpniu 1920 r. Bitwie Warszawskiej (w której na południowym odcinku frontu, również walczyły nieliczne oddziały ukraińskie, które jeszcze dochowały wierności Petlurze), Wojsko Polskie wymierzyło im takiego kopa w sowiecki zadek, że nie wiedzieli gdzie mają się zatrzymać. A potem powtórzono to samo (likwidując łącznie osiem armii sowieckich), w kolejnej, wrześniowej Bitwie Niemeńskiej, co spowodowało że front sowiecki praktycznie przestał istnieć i droga na Wschód pozostawała przed Polakami otworem. Rozpoczęto więc ofensywę, zdobywając wiele miast (w tym np. Mińsk, stolicę dzisiejszej Białorusi), ale wówczas to Lenin zaproponował zawarcie pokoju (godząc się nawet na zajęcie przez Polaków ogromnych terenów na Ukrainie i Białorusi, z czego nasze endecko-ludowe "dyplomatołki" nie skorzystały, obawiając się że tak wielkiego terytorium nie uda się ... skutecznie spolonizować).

Państwo ukraińskie znów jednak przestało istnieć i nadzieja na jego odbudowanie pojawiła się wraz z atakiem hitlerowskich Niemiec na Związek Sowiecki - 22 czerwca 1941 r. Ukraińcy nigdy nie byli jednak dla Niemców partnerami do rozmowy, po prostu planowano ich wykorzystać w pierwszej fazie, ale o żadnej niepodległości Ukrainy, Niemcy nie chcieli słyszeć. Mimo to Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, podjęła się próby depolonizacji całego terenu Wołynia, Podola i części Małopolski Wschodniej, przeprowadzając tam, rękoma Ukraińskiej Powstańczej Armii, potworne zbrodnie, jakich trudno nawet szukać wśród zbrodniarzy niemieckich czy sowieckich. Zaprezentowana powyżej przeze mnie lista metod zadawania śmierci, jest oryginalnym (choć nie pełnym) spisem, który powstał po masakrze.

Dziś Ukraina nie jest w stanie publicznie przeprosić za dawne zbrodnie, ba, w wielu miastach utrzymuje się kult zbrodniarza Bandery (ideowego wodza OUN-UPA, takiego ukraińskiego Hitlera). Tylko nieliczni są w stanie powiedzieć prawdę, tak jak pewien stary Ukrainiec, jakiego spotkałem we Lwowie kilka lat temu, który powiedział wprost: "To wielkie bandyctwo było, to nie po naszemu". Dopóki jednak Ukraińcy nie zdadzą sobie sprawy, że dla nas zbrodnia wołyńska, jest tak samo ważna, jak dla Żydów holocaust, dopóty nie ma mowy o żadnym zbrataniu naszych narodów, a wcześniej czy później Ukraina (bez wsparcia Polski) stanie się częścią Rosji (a zachodnie tereny, aż do Zbrucza, lub tylko do Lwowa, ponownie wrócą do polskiej Macierzy). Bez jawnej deklaracji władz ukraińskich, oficjalnie przepraszających za mordy na polskich Kresach Wschodnich w latach 1943-1944, nie ma mowy o ponownym pojednaniu i zjednoczeniu naszych słowiańskich narodów.


 OTO UKRAIŃSKI FILMIK Z 2007 r. GLORYFIKUJĄCY BANDYTÓW Z UPA




A OTO JEDNE Z "NAJŁAGODNIEJSZYCH"
ZDJĘĆ, DOKUMENTUJĄCYCH 
UKRAIŃSKIE ZBRODNIE  NA POLAKACH










 


 
 CDN.

KRÓLOWA - DZIEDZICZKA WĘŻOWEGO RODU - Cz. VIII

URODZONA BY 

WŁADAĆ MĘŻCZYZNAMI


 POLSKA Z LITWĄ

1386


RÓD GIEDYMINOWICZÓW



GIEDYMIN



Po wstąpieniu na tron księcia Giedymina, Litwa rozpoczęła zakrojoną z wielką skalę ekspansję na ziemie ruskie oraz na kierunku północno-zachodnim, w celu powstrzymania żywiołu krzyżackiego. W chwili objęcia tronu, książę miał ok. 40 lat. Władał pogańskim państwem Litwy właściwej, powiększonym o wielkie nabytki prawosławnych ziem ruskich, oraz sprzeciwiał się ekspansji katolickiego Zakonu Krzyżackiego. Od początku swych rządów, książę Giedymin rozpoczął też ofensywę zarówno na kierunku polityczno-religijnym, jak i militarnym. Już w 1316 r. wysłał na opanowane przez jego poprzedników ziemie ruskie  "swojego człowieka", jakim był prawosławny metropolita - Teodor, który rozpoczął tam działalność misyjno-polityczno-propagandową. W 1318 r. zorganizował wielkie zaślubiny swego syna - Olgierda z witebską księżniczką Marią, jednocześnie tą drogą ... przejmując Witebsk pod swoje panowanie. Natomiast w 1320 r. wydał swą córkę Marię Giedyminowiczównę, za księcia Tweru - Dymitra, tym samym zyskując cennego sojusznika. 

Wschodni sojusznik był Giedyminowi potrzebny "na gwałt", gdyż od północnego-zachodu, rokrocznie jego ziemie najeżdżali rycerze Zakonu Krzyżackiego, którzy pustoszyli okoliczne brzegi Niemna, oraz całą Żmudź. W 1320 r. udało mu się rozgromić jedną z takich zakonnych wypraw, w bitwie pod Miednikami. Cios zadany przez Litwinów, musiał być duży, gdyż Krzyżacy nie podjęli wyprawy odwetowej w roku następnym, zaś od 1322 r. to Giedymin przejął inicjatywę strategiczną na całym froncie walki z Zakonem, organizując w latach 1322-1323 aż cztery niszczące wyprawy odwetowe na krzyżackie terytorium. Rok 1323, jest rokiem zaś szczególnym w dziejach Litwy. To bowiem wówczas miały miejsce takie wydarzenia jak rozpoczęcie wielkiej inicjatywy dyplomatycznej Giedymina na europejskie dwory (ze szczególnym uwzględnieniem Rzymu i księstw niemieckich), oraz doszło do oficjalnego przeniesienia stolicy z Trok do Wilna.

Założenie Wilna miało być (jak każde wielkie wydarzenie, które potem obrosło legendami), niesamowite i niezwykłe. Mianowicie zmęczony polowaniem na tura w okolicznych lasach, zarządził książę Giedymin swej załodze odpoczynek i zasnął, pod jednym z wzgórz. We śnie ujrzał zaś wielkiego wilka, przyodzianego w zbroję rycerską, który stojąc na dwóch nogach, wył przeraźliwie w kierunku księcia. Książę po przebudzeniu był pod wielkim znaczeniem tego snu i zaraz też po powrocie do Trok, zapytał o jego wyjaśnienie swego pogańskiego kapłana - Lizdejkę, który po namyśle odpowiedział w taki sposób: "Żelazny wilk w zbroi oznacza gród nie do zdobycia, który w tym miejscu założysz. Powstanie potem miasto, z którego władcy będą rządzili swymi i obcymi ziemiami. A wycie wilka oznacza sławę i budzenie strachu u wrogów. I dasz nazwę temu miastu od rzeki Wilii i Wilejki, co w tym miejscu płyną" (do tej legendy nawiązał potem w "Panu Tadeuszu" Adam Mickiewicz, pisząc: "Zbudował miasto Wilno, które w lasach siedzi. Jak wilk pośrodku żubrów, dzików i niedźwiedzi. Z tego to miasta Wilna, jak z rzymskiej wilczycy, wyszedł Kiejstut i Olgierd i Olgierdowicy"). 
 

 WILNO w 1576 r.


25 maja 1323 r. Giedymin wysyła listy dyplomatyczne do Rzymu, Lubeki, Rostocku, Greifswaldu i Szczecina, zapraszając wszelkich kupców, rzemieślników i duchownych do swego nowo wybudowanego stołecznego grodu, obiecując im zwolnienie ze wszelkich podatków i posług, na okres dziesięciu lat od chwili zamieszkania w Wilnie. W oddzielnym liście do papieża, Giedymin zgłosił chęć przyjęcia chrztu, stwierdzając jednocześnie że jedyną przeszkodą, która go od tego kroku powstrzymuje, są łupieżcze najazdy Zakonu Krzyżackiego na jego ziemie. Pierwszym sukcesem tej dyplomacji, było zawarcie 2 października 1323 r. traktatu pokojowego z inflanckim Zakonem Kawalerów Mieczowych, mimo to Zakon Krzyżacki odmówił zawarcia pokoju i rozpoczął akcję (oczywiście podbudowaną pieniędzmi), podburzania bojarów żmudzkich, by ... sprzeciwiali się przyjęcia chrztu (tak czynił katolicki Zakon, który za swój cel przyjmował chrystianizację "barbarzyńskich ludów Wschodu"), zaś aby potwierdzić swe niezadowolenie z planów Giedymina, w roku następnym (1324), zorganizował kolejną wyprawę łupieżczą na Litwę. 

Tymczasem papież - Jan XXII, zauważył niesamowitą korzyść, z pozyskania i chrystianizacji tak dużego kraju (który co prawda już w większości był chrześcijański, ale jego ludność nie podlegała Rzymowi, tylko wyznawała bizantyjsko-ruskie prawosławie) i w październiku 1324 r. wysłał do Wilna swych przedstawicieli, którzy mieli dopełnić przygotowań przyjęcia chrztu. Jednak zaraz po ich przybyciu, okazało się że książę Giedymin ... zmienił zdanie, nie chciał już przyjmować chrztu, ale potwierdził swą chęć zawarcia pokoju z Zakonem Krzyżackim i poprosił papieskich wysłanników o wsparcie w tej kwestii. Nie mieli oni jednak w tym względzie żadnych pełnomocnictw i wkrótce powrócili do Rzymu z niczym. Papież jednak nie zamierzał odpuścić sobie Litwy i jeszcze w tym samym roku, doprowadził do zawarcia czteroletniej ugody pomiędzy Zakonem a Litwą. Przyjęcie chrztu okazało się już jednak niemożliwe, ostro protestowała przeciwko temu miejscowa ludność, nie tylko pogańska, ale także prawosławna, nie mówiąc już o kunigasach i bojarach, od początku niechętnych podporządkowywaniu kraju interesom papiestwa.

Jeszcze w 1324 r. Zakon zawarł anty-litewski układ sojuszniczy z Nowogrodem. Była to przeciwwaga sojuszu litewsko-pskowskiego, zawartego rok wcześniej, przez jednego z wodzów Giedymina - Dawida Grodzieńskiego. W 1325 r. Giedymin odniósł kolejny sukces dyplomatyczny, zawarł bowiem układ sojuszniczo-matrymonialny, z królem Polski - Władysławem I Łokietkiem, wydając w tymże roku za mąż za jego syna, piętnastoletniego księcia Kazimierza (zwanego potem Wielkim), swą trzynastoletnią córkę Aldonę. Był to układ korzystny dla obu stron, dla Polski, która dzięki temu małżeństwu zyskiwała zwolnienie z litewskiej niewoli, wielu jeńców wziętych w czasie najazdów za poprzednich władców, oraz dla Litwy, która zyskiwała cennego (choć wciąż jeszcze w dużej mierze rozbitego politycznie), sojusznika przeciwko Zakonowi Krzyżackiemu. Aldona przybyła do Krakowa z początkiem kwietnia 1325 r. po czym naprędce zaczęto ją uczyć podstaw języka polskiego i zasad nowej wiary katolickiej, a następnie 25 kwietnia poślubiona została królewiczowi Kazimierzowi.

W 1326 r. zaś Giedyminowi udało się przeciągnąć Nowogród na swoją stronę, tym samym tworząc sojusz wśród największych ruskich księstw: Psków-Nowogród-Twer. Właściwie w połowie lat 20-tych XIV stulecia, Litwa sojuszami zapewniła sobie spokój na granicach. Jedyną przeszkodę stanowili Krzyżacy, oraz ... Mazowszanie. Z Mazowszanami książę Giedymin również pragnął zawrzeć pokój, nawet w 1323 r. zrzekł się w imieniu swego syna - Luberta, praw do tronu księstwa halicko-włodzimierskiego, do którego również pretendował książę mazowiecki - Bolesław Jerzy (wspierany przez króla Władysława Łokietka). Jednak w 1325 r. książę mazowiecki - Trojden I (ojciec Bolesława Jerzego), sprzymierzył się z Zakonem przeciwko Litwie, co skutkowało wyprawą łupieżczą Litwinów w roku następnym na Mazowsze. Dzięki zaangażowaniu jednak Polski i wyprawie na Brandenburgię, jaką zorganizował król Władysław Łokietek w 1326 r. (w której to uczestniczyła również nowo poślubiona para - Kazimierz i Aldona), udało się wymusić na Krzyżakach, by w 1327 r. przedłużyli pokój z Litwą o kolejne trzy lata.

Zakon jednak nie dotrzymał jego warunków i już w 1328 r. zbrojnie uderzył na ziemie litewskie. W 1329 r. z dużą militarną pomocą dla Krzyżaków, przybył z Czech władca tego kraju król Jan Luksemburski. Podczas wyprawy tego roku, całkowicie zniszczono Żmudź, zdobywając i niszcząc pięć tamtejszych zamków, oraz ... przymusowo chrzcząc wziętych do niewoli jeńców litewskich. Młodszy brat Giedymina - Margier, próbował zmusić Krzyżaków i Czechów do wycofania się ze Żmudzi - nadaremnie/ Podczas tej kampanii Zakon opanował całą żmudzką ziemię i planował się tam rozsiąść na stałe. Dopiero interwencja Polaków, którzy w tym samym roku najechali (będącą pod panowaniem Zakonu), ziemię chełmińską, zdobywając zamek w Papowie (luty 1329 r.), zmusiło wojska krzyżacko-czeskie do opuszczenia Żmudzi i ... skierowania swych sił przeciwko Polakom. W marcu Krzyżacy zajęli ziemię dobrzyńską, w kwietniu dokonali ataku na Kujawy, zdobywając Włocławek (23 kwietnia), Przedecz oraz Raciążek. 

W roku następnym kontynuowano zwycięską kampanię, zdobywając Wyszogród (12 maja 1330 r.), Radziejów (12 lipca), Nakło (17 lipca) oraz Bydgoszcz (koniec lipca). W sierpniu Polacy rozpoczęli kontrofensywę, zyskując posiłki z Litwy i Węgier, jednak akcja ta nie była dostatecznie dobrze skoordynowana (dodatkowo powstał spór, pomiędzy księciem Giedyminem z głównodowodzącym oddziałów węgierskich - Wilhelmem Drughetem), który doprowadził do tego, że na żadnym odcinku frontu nie udało się zwyciężyć (nieudane oblężenie Dobrzynia - sierpień-październik, oraz Kowalowa i Lipienka - wrzesień-październik). W tym samym czasie Zakon przeprowadził zwycięskie wyprawy zbrojne na Żmudź (1330-1331) oraz na Auksztotę (1331-1334), poszerzając znacznie swoje władztwo na tych terenach. W swym zwycięskim pochodzie, dotarli Krzyżacy w 1333 r. do Nowogrodu, który bronił syn Giedymina - Narymunt. 




Tymczasem w 1331 r. doszło do wspólnej wielkiej wyprawy zbrojnej krzyżacko-czeskiej, przeciwko Koronie Polskiej, z zamiarem ... rozbioru królestwa. W lipcu tego roku zaczęła się wielka inwazja, zaczęła się od ataku na Mazowsze i Kujawy. Padły zamki w Słupcach i Pyzdrach (obronił się jedynie Inowrocław). 27 lipca doszło do pierwszej bitwy rycerstwa polskiego i krzyżackiego pod Pyzdrami, która zakończyła się klęską Polaków. Po tej porażce, Zakonowi poddają się Bydgoszcz, Gniezno i Żnin. We wrześniu następuje kolejna ofensywa zakonna, której efektem jest upadek i spalenie Łęczycy, Uniejowa, Radziejowa, Szadka, Warty, Sieradza, Stawiszyna i Konina. Skutecznie broni się Kalisz, ale rycerstwo polskie, spieszące tam z odsieczą, zostaje pobite pod murami miasta (23-24 września). W tym samym czasie następuje atak Czechów od południowego-zachodu, lecz dzięki poświęceniu księcia Bolka Świdnickiego, (którego kraj przez to został całkowicie zniszczony a zamki zrównane z ziemią), opóźnia się połączenie rycerstwa krzyżackiego z czeskim, które miało przypieczętować całkowitą klęskę Polaków.

Najeźdźcy byli umówieni na koncentrację pod Kaliszem. Siły krzyżackie były zaś niezwykle liczne, co potwierdził sam wielki mistrz Luther von Braunschweig, który stwierdził iż wojsko zakonne: "byłoby zdolne przejść całą Polskę". W skład wojsk zakonnych wchodzili nie tylko rycerze z Prus, lecz także najemnicy znad Renu i innych krain Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Duża była reprezentacja rycerzy Zakonu Kawalerów Mieczowych z Inflant, oraz rycerstwa angielskiego pod księciem Suffolk - Tomaszem de Uffart. 25 września, zniecierpliwieni długim oczekiwaniem na Czechów, Krzyżacy, zwinęli obóz i zaczęli zawracać. 26 września stanęli obozem pod (zniszczonym już wcześniej) Radziejowem. Teraz w drodze powrotnej do Prus, postanowili zdobyć kluczowy polski gród obronny na Kujawach - Brześć. 27 września rozpoczęli zwijanie obozu i powolny wymarsz. Najpierw wyruszyła komturia brata Henryka Reuss von Plauena. Następnie główna część armii pod wodzą komtura chełmińskiego Ottona von Luterberga. Na końcu szła komturia wielkiego marszałka Zakonu - Dytrycha von Altenburga. 

Od rana też panowała gęsta mgła, tak gęsta że nawet jadący obok siebie rycerze, z trudem mogli się dostrzec. I właśnie w tej mgle, wpadły na siebie oddziały polskie pod wodzą króla Władysława i jego syna królewicza Kazimierza, a komturią von Altenburga. Zaczęła się bezładna rąbanina w powietrzu (zważywszy że rycerze prawie się nie widzieli), wkrótce jednak Polacy się wycofali i zajęli pobliskie wzgórze, oczekując opadnięcia mgły. Król Władysław Łokietek, podzieli swe wojsko na pięć oddziałów, podobnie uczynił marszałek von Altenburg. Gdy mgła opadła bitwa została wznowiona, ale ... nie trwała długo, bardzo szybko Polacy wzięli górę nad rycerzami Zakonu (prawdopodobnie po tym, jak ktoś przebił mieczem konia, na którym jechał rycerz, dźwigający wielką chorągiew Zakonu, który spadł z konia, a potem próbował wyciągnąć chorągiew znad zwalonego na nią końskiego cielska. Podczas tych prób nie tylko że ją podarł, ale brak chorągwi spowodował bardzo szybko chaos w krzyżackich szeregach. Rycerze zaczęli uchodzić z pola bitwy (udało się to tylko nielicznym), większość albo poległa, albo też dostała się do niewoli. Wśród jeńców było aż 56 wysokich rangą braci zakonnych, w tym sam marszałek Dytrych von Altenburg. 

Tymczasem Otto von Luterberg, dowiedziawszy się o klęsce Altenburga pod Radziejowem, zawrócił z główną częścią swej armii z zamiarem dopadnięcia Polaków. Polacy także ruszyli przeciw niemu, obie armie spotkały się pod wsią Płowce. Bitwa była wyrównana, gdy na jednym ze skrzydeł przeważali Krzyżacy, na drugim górę brali Polacy, trup ścielił się gęsto. W czasie bitwy, król Władysław odesłał swego syna Kazimierza do Krakowa, a pieczę nad nim powierzył rycerzowi - Grzegorzowi Nekanda z rodu Toporczyków (chodziło o to, aby w przypadku odniesienia zwycięstwa przez Krzyżaków i ewentualnej śmierci lub niewoli króla Władysława, Kazimierz mógł szybko podźwignąć kraj do kolejnej obrony i zapewnić ciągłość władzy - był bowiem jego jedynym synem). Bitwa nie zakończyła się zwycięstwem Polaków (ani też ich klęską), tylko dlatego, że w międzyczasie przybył z odsieczą komtur Henryk Reuss von Plauen z resztą wojsk (a wkrótce potem poległ w tej bitwie). Krzyżaków uratował od całkowitej klęski komtur golubski Eliger von Hohenstein, który poprowadził atak na przygotowujące się do pościgu za wycofującymi się Krzyżakami -oddziałami polskimi, zadał im znaczne straty i uratował resztę swych wojsk, umożliwiając im bezpieczny odwrót. 

Krzyżakom udało się także odbić kilkunastu dostojników Zakonu, którzy wpadli w niewolę po bitwie pod Radziejowem (w tym marszałka von Altenburga). Do Krakowa po bitwie Polacy przewieźli tylko ok. 40 wysokich braci zakonnych, pokazując ich ludności jako dowód swego zwycięstwa. Bitwa co prawda nie została wygrana przez Polaków (w pełnym tego słowa znaczeniu), ale po jej zakończeniu to właśnie rycerstwo polskie było na polu pod Płowcami, Krzyżacy uciekli. Z tego więc punktu widzenia, można przyjąć że zakończyło się ono polskim zwycięstwem. Jednak po bitwie doszło do masakry (niektóre źródła, w tym również krzyżackie, jak choćby dwa listy Jana von Overstolza, członka konwentu zakonnego w Malborku, wysłane do przyjaciół i rodziny w Kolonii, w którym opisał przebieg bitwy i śmierć wielu dostojnych rycerzy Zakonu, nic nie wspomina o tym, aby Polacy mieli dopuścić się masakry części jeńców, a przecież gdyby do tego doszło, bez wątpienia by o tym napisał, gdyż w owym liście piętnuje "perfidię i przebiegłość" Polaków podczas owej bitwy). Prawdopodobnej, nie potwierdzonej masakry. Najprawdopodobniej ci trzej rycerze (bo o nich to mowa), zginęli podczas samej bitwy, a potem propaganda krzyżacka uczyniła z nich męczenników. Byli to wielki komtur Otto von Bonsdorf, komtur elbląski Herman von Oettingen, komtur gdański Albert von Ore.

Nawet gdyby jednak doszło do masakry tych jeńców przez Polaków po bitwie, można by , jako w pewnym sensie usprawiedliwienie, wykazać chęć zwykłej ludzkiej ... zemsty. Ci trzej bowiem zakonnicy, podczas samego najazdu i w latach wcześniejszych, dopuszczali się niesamowitych zbrodni na bezbronnej ludności. Otto von Bonsdorf brał udział w masakrze ludności po zdobyciu Łęczycy i Uniejowa, Herman von Oettingen wymordował całą załogę zdobytego Sieradza, a potem pozwolił swym rycerzom na kilkudniowe gwałty i rabowanie mienia. Miasto ograbiono do cna, wybito połowę jego mieszkańców, a drugą połowę, głównie kobiety i dzieci zgwałcono lub pochwycono ze sobą. Masakrze Sieradza próbował wówczas przeszkodzić dominikanin, ojciec Mikołaj, który dobrze znał Oettingena, z czasów gdy był przeorem klasztoru w Elblągu. Upadł przed nim na kolana i błagał go aby zaprzestał rzezi niewinnych i palenia miasta oraz kościoła, Oettingen, siedząc na koniu, odpowiedział: "Nie rozumiem", po czym odwrócił się i odjechał. Natomiast komtur Albert von Ore, nie brał co prawda żadnego udziału w krzyżackich masakrach podczas tej kampanii, ale pamiętano mu (był już bowiem wówczas człowiekiem prawie siedemdziesięcioletnim), doskonale ekscesy, jakich się dopuszczał na Pomorzu Gdańskim ponad 20 lat wcześniej (w latach 1308-1309), gdy kazał nabijać na pal nie tylko mężczyzn, lecz także kobiety i dzieci, a potem przyglądał się ich męczarniom agonalnym.



CDN.        

wtorek, 5 lipca 2016

TAJNE SPISKI I WIELKIE AFERY - Cz. I

JAK POLSKA i STANY ZJEDNOCZONE

DOPROWADZIŁY DO ABDYKACJI 

KRÓLA WLK. BRYTANII - EDWARDA VIII

w 1936 r.? 

Cz. I


KSIĄŻĘ EDWARD I WALLIS SIMPSON 
Z WIZYTĄ U HITLERA




MUSISZ WCIĄGNĄĆ BRYTYJCZYKÓW DO WOJNY - SŁYSZYSZ! 
TO JEST NASZA JEDYNA SZANSA

SŁOWA JAKIE WYPOWIEDZIAŁ W OSTATNIEJ SWEJ ROZMOWIE Z MINISTREM SPRAW ZAGRANICZNYCH POLSKI - JÓZEFEM BECKIEM - UMIERAJĄCY MARSZAŁEK JÓZEF PIŁSUDSKI - MAJ 1935


Wielka Brytania w latach 20-tych i 30-tych, była jednym z najbardziej proniemieckich krajów w Europie i paradoksalnie tego stanu rzeczy (w pewnych brytyjskich kręgach, jak choćby w łonie samej monarchii), nie zmienił wybuch II Wojny Światowej i próby opanowania Wysp Brytyjskich najpierw przez Luftwaffe, a w kolejnym planie przez Kriegsmarine, która miała przewieźć desantowe jednostki Wehrmachtu przez Kanał La Manche. Królowa Matka - Elżbieta Bowes-Lyon (matka przyszłej władczyni - Elżbiety II), jeszcze w 1940 r. mówiła: "Niemiecka okupacja Wielkiej Brytanii byłaby do zaakceptowania pod warunkiem, że Niemcy pozostawiliby w spokoju monarchię". Zresztą nie tylko monarchia była tutaj szczególnym wyjątkiem (no może pod względem niezwykłej estymy, jaką poszczególni jej członkowie darzyli narodowy socjalizm i samą osobę Adolfa Hitlera, czego przykładem niech będzie film, wykonany w 1933 r. na którym książę Edward i Elżbieta Bowes-Lyon, uczą siedmioletnią księżniczkę Elżbietę, jak ... prawidłowo heilować).


  


Również elity brytyjskie był nastawione bardzo proniemiecko (wiceminister spraw zagranicznych Anthony Eden - twórca polityki appeasmentu, czyli"uspokajania" Niemiec, premier Ramsey MacDonald, Stanley Baldwin, Lloyd George, a nawet ... Winston Churchill). Eden pragnął (jeszcze na długo przed wybuchem wojny), zawrzeć z Niemcami Hitlera swoisty geopolityczny deal, na zasadzie - wy kontrolujecie Europę, a my morza, oceany i kolonie pozaeuropejskie, natomiast Ramsey planował w 1933 r. wielkie zmniejszenie liczebności trzech największych ówcześnie europejskich armii - francuskiej, włoskiej i polskiej do 200 tys. żołnierzy, przy jednoczesnym zwiększeniu liczebności armii niemieckiej do tej samej liczby - 200 tys. Dodatkowo ci tak bardzo proniemieccy i prohitlerowscy politycy (Eden twierdził np, że: "Jeśli Hitler zostanie zaspokojony, jego niepokój ustąpi, a obawy przed otoczeniem militarnym Niemiec zanikną. Naziści, wolni od niepokoju i niepewności, staną się rozsądnymi, stabilnymi sąsiadami w Europie"), od 1918 r. konsekwentnie demilitaryzowali Brytanię (tnąc koszta utrzymania armii, lotnictwa a nawet floty wojennej), która w latach 1933-1938 stała się praktycznie bezbronną Wyspą.

Gdy w 1936 r. polscy piloci uczestniczyli w obchodach 18-rocznicy powstania RAF-u, byli przerażeni stanem technicznym brytyjskich maszyn. Wojska lądowe na Wyspach Brytyjskich nie istniały, a jedyna realna siła zbrojna - Royal Navy, była w tak kiepskim stanie technicznym, że wymagała natychmiastowych remontów i modernizacji dużej części swych okrętów. Wielka Brytania była bezbronna, praktycznie zupełnie, dlatego też w brytyjskich gabinetach politycznych, roztaczano wizję wspólnego niemiecko-brytyjskiego sojuszu, który pozwoliłby Brytyjczykom utrzymać Imperium, a Niemcom zagwarantowałoby panowanie w Europie - i Niemcy skrzętnie chcieli z tego planu skorzystać. Był tylko jeden mały problem, który zastopował ten wspólny układ i śmiały podział stref wpływów w Europie i na Świecie, ten problem nosił nazwę ... Polska. 




Nasz wywiad (poprzez agenturę ulokowaną w Komunistycznej Partii Polski, a także wśród niektórych polskich komunistów w Moskwie), doskonale zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakim było coraz bardziej przewidywalne zbliżenie niemiecko-sowieckie. Pierwszym wielkim planem "zresetowania" realnego niebezpieczeństwa współpracy Berlina i Moskwy, był plan Wojny Prewencyjnej Marszałka Piłsudskiego z 1933 r. przeciwko hitlerowskim Niemcom. To się nie udało, ze względu na sprzeciw Francji. Należało więc uciec do przodu i "kupić kilka lat spokoju", które przeznaczono by na modernizację i wzmocnienie Wojska Polskiego. Dlatego też 26 stycznia 1934 r. zawarto polsko-niemiecką deklarację o niestosowaniu przemocy i po tym czasie stosunki polsko-niemieckie znacznie się ożywiły. Wiadomo jednak było że ten układ jest tylko tymczasowy i należy zrobić wszystko, aby całkowicie "zneutralizować" Niemcy, nim ... zaatakują nas Sowiety. Dlatego też już w marcu 1936 r. gdy Niemcy zajmowały zdemilitaryzowaną Nadrenię, minister Józef Beck odbył turnee po Paryżu i Brukseli, wszędzie zapewniając że jeśli Francja i Belgia podejmą się kroków militarnych w celu powstrzymania Hitlera to: "Polska natychmiast uderzy na Niemcy od wschodu". Niestety, Francuzi i Belgowie nie zmierzali wszczynać żadnej wojny prewencyjnej i powstrzymywać Hitlera. 

Cóż, skoro Francuzi byli tak oporni, to należało pobudzić do działania Brytyjczyków, ale jak przekonać do walki proniemiecki establishment w prawie bezbronnym kraju - bardzo prosto, wizją całkowitego rozpadu Imperium Brytyjskiego i redukcją Wielkiej Brytanii do małego, europejskiego kraiku. Tylko że do tego, Warszawa potrzebowała pomocy jeszcze kogoś. Tym "kimś" były Stany Zjednoczone Ameryki i tutaj do akcji wszedł niesamowity polski wywiad.





CDN.
 

poniedziałek, 4 lipca 2016

PORWANA I ZNIEWOLONA - Cz. II

AUTENTYCZNA HISTORIA

ZNIEWOLONEJ KOBIETY


Rzecz ta działa się na początku lat 90-tych (1990 lub 1991), i dotyczyła porwania (uprowadzenia) młodej kobiety (Polki), o imieniu Beata, w Niemczech. Nie było to jednak ani porwanie dla okupu, ani też uwięzienie przez gang sutenerów, zmuszających potem dziewczyny do świadczenia usług seksualnych w niemieckich burdelach. Rzecz była dość ... niesamowita, owa kobieta została porwana tylko w jednym celu. Miała przez jakiś czas stać się ... seksualną zabawką swych porywaczy, którym było ... niemieckie małżeństwo, lubujące się w klimatach BDSM. Była (wraz z inną, młodszą od niej dziewczyną), ich seksualną niewolnicą przez miesiąc. W tym czasie zrobili z niej również prostytutkę, która miała obsługiwać sprowadzanych do ich posiadłości klientów (mężczyzn i kobiety). Po miesiącu czasu, ubrali ją w tę samą sukienkę, w której była w trakcie porwania, zakneblowali i założyli opaskę na oczy, po czym wsadzili do samochodu i wywieźli w nieznanym kierunku. W drodze dziewczyna straciła przytomność (zapewne dorzucili środek usypiający). Gdy się ocknęła, leżała na ławce w jednym z berlińskim parków. Na sobie miała dodatkowo męską marynarkę, w kieszeni której był plik spiętych w rulon banknotów - oto jej historia.






- Od dawna chcieliśmy z mężem zdobyć parkę niewolnic, aby się nimi zabawiać, dziewczynę zdobyliśmy wcześniej, teraz doszłaś ty! - to mówiąc ponownie wymierzyła trzymaną w ręce szpicrutą, siarczysty klaps na odsłonięte pośladki coraz bardziej przestraszonej Beaty. W tym momencie w drzwiach pojawił się Martin. Był ubrany tylko w ciemne, dżinsowe spodnie i krótką czarną kamizelkę, zupełnie odsłaniającą jego tors. Ale nie to było najdziwniejsze, bowiem prowadził on na smyczy, młodszą od Beaty, "ładną i zapłakaną dziewczynę" - (jak opisała to potem w jednej z gazet Beata - w cudzysłów będę brał oryginalne słowa owej uprowadzonej kobiety), "czołgała się za nim jak suka". Martin (nie było to zapewne jego prawdziwe imię), podszedł do związanej kobiety i się przywitał:

- Cześć mała, chyba ci się u nas podoba, co? - po czym nakazał dziewczynie wejść pod kozła, a jej smycz przywiązał do jednego z wystających obok rączek (nie powiedziałem poprzednio że ów kozioł miał pokaźnych rozmiarów dziurę, akurat tam, gdzie znajdowały się najintymniejsze miejsca Beaty), po czym kazał jej ustami wykonać cunnilingus. Zapłakana dziewczyna zbliżyła swą twarz do łechtaczki Beaty i zaczęła ją erotycznie rozpalać swym językiem (ja jedynie piszę to, co wcześniej opowiedziała owa Beata, której imię też zapewne nie jest prawdziwe). Martin podszedł do niej z przodu, pogłaskał ją po główce, po czym odpiął z jej ust erotyczną kulkę, uniemożliwiającą mówienie, a następnie rozpiął spodnie i wyjmując penisa, przystawił go do nosa przerażonej Beaty, ze słowami:
- Otwórz usta suko!  

Beata się rozpłakała, co tam rozpłakała, rozbeczała się jak mała dziewczynka, jednocześnie prosząc ich, by nie robili jej krzywdy. Martin raz jeszcze powtórzył polecenie:
- Powiedziałem, otwórz usta! - Beata jednak ponownie nie wykonała jego polecenia. Wówczas spadł na jej pośladki nieskończony strumień ciosów, zadawanych przez jego żonę szpicrutą, a następnie pejczem. Beata płakała i krzyczała, prosząc o uwolnienie - nadaremnie. Gdy jej tyłek zaczął nabierać czerwonawych pręgów, Beata wreszcie wykonała polecenie, w zamian za zaprzestanie kolejnych razów. Martin wówczas włożył jej w usta swego penisa i zmusił do seksu oralnego. W tym samym czasie jego żona (do końca pobytu Beaty w ich domu, nie poznała ona jej imienia - miała zwracać się do niej: "Moja Pani", a do Martina: "Mój Panie", inne zwroty były kategorycznie zabronione i powodowały natychmiastowe kary), wypróbowała na niej ... całego zestawu swych wibratorów i sztucznych męskich penisów, wpychając je w obie tylne dziurki Beaty. Ta, chciała krzyczeć z bólu, chciała ale nie mogła, gdyż uniemożliwiał jej to tkwiący w jej ustach penis Martina, to znaczy teraz "Pana Martina". Jednocześnie dziewczyna zaczęła doprowadzać ją swym językiem do niesamowitej radości.

Gdy Martin skończył, wytrysnął w jej usta i zmusił ją do połknięcia całej zawartości. Następnie odwiązał smycz dziewczyny i zabrał ją (ponownie na czworakach), ze sobą. W pomieszczeniu pozostała jedynie jego żona, która miała jej wyjaśnić "zasady", panujące w tym domu. Beata miała reagować na każdą wypowiedzianą komendę "moich właścicieli" (jak ich opisuje). "Wołali na mnie jak na sukę i traktowali mnie jak sukę". Zamykali ją na noc do klatki i tam też karmili. Miała poznać i nauczyć się wszystkich komend, oraz reagować na nie natychmiast po wypowiedzeniu (każda zwłoka, mogła być pretekstem do kary). Kolejne dni Beata miała przeznaczyć na naukę swojej nowej tutaj roli i przyzwyczaić się do takich niedogodności jak noszenie obroży, chodzenie na czworakach na smyczy (nawet do ogrodu wyprowadzali ją nagą na smyczy), czy spanie na cienkim materacu w ciasnej klatce. Nie wolno jej było o nic pytać bez pozwolenia jej właścicieli, nie mogła się nawet załatwić bez ich zgody. 

Przez pierwsze dni, była ich seksualną zabawką, wykorzystywaną we wszelkich konfiguracjach, potem jednak (gdy oznajmili jej że zrobią z niej również prostytutkę), poprosiła Martina, by nie zmuszał jej do seksu analnego z klientami, oraz by zakładali prezerwatywę podczas seksu klasycznego (nie chciała zajść w ciążę). Martin zgodził się na te i tylko te prośby Beaty. Ale nie wyprzedzajmy faktów, po kolei ...








CDN.
 

WIELKA HISTORIA SEKSU - ZAPOWIEDŹ

OD CZASÓW STAROŻYTNYCH 

PO NAM WSPÓŁCZESNE






Miłość i seks, to jedne z kluczowych elementów ludzkiej natury, bez których zapewne nie bylibyśmy ludźmi, tylko jakimiś sterowalnymi organicznymi maszynami. Jednak nie o Miłości tutaj pragnę mówić (a raczej nie o jej duchowej - czyli naturalnej nam formie), tylko o miłości cielesnej - o miłości seksualnej, która jest częścią wszystkich ludzkich kultur na Ziemi. Ludzie są niezwykle podatni na wszelkie zmysłowe formy ekspiacji cielesnych, gdyż tak właśnie zostaliśmy stworzeni. Jesteśmy istotami seksualnymi i dlatego sporą część naszego życia, kierujemy wokół marzeń, praktyk i form erotycznej ekspiacji, która ma za zadanie doprowadzić nas do stanu seksualnego spełnienia, który w naszych warunkach niekiedy zbliżony jest ze stanem medytacji duchowej (z tą jedynie różnicą, że spełnienie erotyczne jest jedynie krótkotrwałe i wciąż musimy je odkrywać na nowo). Erotyka jest częścią ludzkiej natury i tak było od wieków. Na przykład mężczyźni - których dzieła często były odzwierciedleniem ich ukrytych pragnień seksualnych wobec ich wybranki (najbardziej tego zaś wyrazistym przykładem, jest literacka postać Don Kichota z La Manchy, który dla swej Dulcynei podejmuje się nawet walki z wyimaginowanymi smokami, za które bierze okoliczne wiatraki).

Daleko nie trzeba szukać - weźmy moją skromną osobę. Często na tym blogu dotykam problematyki historyczno-społecznej (głównie zaś historycznej). Sądzicie może że tak bardzo pociąga mnie historia, że pragnę ją tu opisywać? Nie , moi drodzy, nie sama historia - ale tworzący ją Ludzie są tymi, którzy zasługują (w mojej opinii na pamięć i szacunek). A wśród tych ludzi dominują ... kobiety. Tak, kobiety są centrum moich zainteresowań w każdej epoce historycznej i głównie dla nich (czy raczej dzięki nim), poznawanie najdawniejszych dziejów jest dla mnie tak fascynujące. To również (w pewnym sensie) erotyka. Mężczyźni i Kobiety są do siebie bardzo podobni i od zawsze, niczym połówki tego samego jabłka dążą ku sobie, szukając owej Jedności właśnie poprzez erotyczne Spełnienie. Tłumienie tej Jedności, tego Spełnienia zawsze powoduje nieprzewidywalne dla zdrowia zarówno fizycznego - (vide. "opuchnięte jądra" muzułmańskich imigrantów), jak i psychicznego - skutki. 

Wszędzie tam, gdzie seksualność była odsączana od czci i wiary i spychana na margines, wszędzie tam dochodziło do niekontrolowanych zaburzeń w sferze seksualnej, prowadzących chociażby do gwałtów czy ... tortur (przykładem niech będzie chociażby Związek Sowiecki, gdzie w latach 30-tych i 40-tych erotyka była zakazana, a mimo to armie wypasionych komsomolców (przed oczyma stoi mi tutaj sowiecki plakat propagandowy, wydany z "okazji" 17 września 1939 r. na którym pod zdjęciem młodego, uśmiechniętego, pucułowatego Ruska, w sołdackim mundurze, wybijał się wielkimi literami napis: "Wczoraj kołchoźnik, dziś czerwonoarmista" - nie dopisali tylko: "Na pohybel pańskiej Polsze"), w brutalny sposób zdeflorowało setki tysięcy kobiet połowy Europy (w tym młode, kilkuletnie dziewczęta i stare, zniedołężniałe kobiety). A seksualne praktyki inkwizytorów "Świętej Inkwizycji" - o tym też zapominamy (kiedyś jeszcze napiszę coś na ten temat). Wszędzie, gdzie mamy odgórny zakaz praktykowania naturalnej potrzeby seksualnego spełnienia - wszędzie tam tworzą się dewiacje i zaburzenia od normy (psychicznej).




Dlatego też w tej serii zamierzam opisać ludzką seksualność od najdawniejszej, (znanej nam) starożytności, po czasy nam współczesne, te w których żyjemy. A jakie to są te nasze czasy - należałoby zapytać? Jak je nazwać? Ja mam dla nich wspaniałą nazwę, która pasuje doń w sposób idealny. Dzisiejsze czasy nazwałem: "Rasistowskim, Feministycznym Purytanizmem" - zastanówcie się czy ta nazwa nie pasuje idealnie? 

Zacznijmy może od ostatniego członu, dlaczego purytanizmem? Dlatego, że choć jesteśmy (zwracam się tutaj do mężczyzn), na okrągło bombardowani wszelkimi obrazkami i reklamami z roznegliżowanymi kobietkami, to jednak oficjalnie panującym dyskursem jest: "Nie dotykaj mnie, nie wolno". Przekaz jest klarowny, kobieta może doprowadzić mężczyznę do stanu seksualnego podniecenia, ale to ona zadecyduje czy pozwoli mu na erotyczne spełnienie (dlatego też feministki wprowadzają zasadę - jeśli kobieta nie powie zdecydowanego: "Tak", to nie wolno ci nawet jej musnąć za rękę, bo inaczej zostaniesz okrzyknięty podłym seksistowskim gwałcicielem. Panujący obecnie Feministyczny Purytanizm, służy jedynie (co prawda symbolicznemu) kastrowaniu mężczyzn, poprzez wprowadzanie dla nich zakazów i nakazów, nad którymi pieczę sprawuje kobieta (a przynajmniej tak jej wmówiono i tak jej się wydaje). Feminizm bowiem nie służy kobietom (o czym pisałem niejednokrotnie na tym i nie tylko na tym blogu). Feminizm służy jedynie utrzymaniu kontroli, jest elementem zniewolenia, w tym przypadku zniewolenia mężczyzn (czyli najbardziej buntowniczej, najsilniejszej i najniebezpieczniejszej z płci). Cele tej kontroli są jasne: demografia (czytaj biedni mają robić do usranej śmierci na bogate elyty tego świata), "wyzwolenie kobiet" (kobiety mają również do śmierci zapierdalać na tych samych warunkach i w tych samych zawodach co mężczyźni, bo "time is money", a im więcej pracowników wytworzy dany produkt, tym więcej się tego niepotrzebnego badziewia sprzeda, a elyty na tym zarobią). Natomiast przymiotnik "rasistowski", jest tutaj kluczowy, bowiem odnosi się w ogromnej mierze do populacji BIAŁYCH, młodych mężczyzn, przy niedostrzeganiu realnego zagrożenia "seksualnej erupcji" w innych kulturach, w tym przede wszystkim w kulturze islamu, gdzie (tak jak w komunizmie, czy zamkniętych zakonach Świętej Inkwizycji), panuje całkowita seksualna cenzura, która oczywiście powoduje efekt "Armii Czerwonej". 




Dlatego też tak ważne jest zdrowe (normalne), podejście do kwestii seksualności (ciekawie rozwiązali ten problem np. w Tajlandii, gdzie oficjalnie seks i seksualność jest zakazana przez państwo, ale na każdym rogu, w każdym mieście, przy każdej ulicy stoją prawie roznegliżowane panienki, zaczepiające spragnionych "wrażeń" turystów. Cały ten biznes jest odgórnie trzymany przez miejscowe gangi, które to są całkowicie kontrolowane przez tajlandzkie służby specjalne, zapewniające "państwową ochronę", a w zamian zarabiające (nie tylko one zresztą), na tym procederze. Także państwo zarabia na tym, czego oficjalnie zakazuje).

Ale to nie wszystko. Ciekawe są również seksualne uprowadzenia Ludzi przez tzw.: Obcych, w celach ewidentnie prokreacyjnych. Jeden z takich przypadków został opisany przez starego afrykańskiego szamana z plemienia Zulusów. Ów szaman, w młodości doświadczył właśnie takiego "erotycznego uprowadzenia", gdy jako młody chłopak zbierał drzewa w okolicznym lesie nieopodal miasta w którym mieszkał. Opiszę ten przypadek w innym temacie, teraz tylko nadmienię, że został zmuszony do seksu z pewną istotą, która przypominała ludzką kobietę, ale pewne "fizyczne elementy", miała umiejscowione w trochę innych miejscach niż prawdziwa kobieta (np. piersi, stały pionowo, niczym nasprężynowane i były umiejscowione trochę niżej niż u normalnej kobiety, dodatkowo srom był prawie ... w okolicach ludzkiego pępka). Istoty które go porwały, nie były przyjazne Ziemianom (przynajmniej on tak twierdził). Po stosunku (wraz z nim był tam jeszcze inny, tym razem biały mężczyzna), penis spuchł mu tak, że przez ponad miesiąc nie mógł myśleć o jakimkolwiek seksie, poza tym oddawanie moczu sprawiało mu ból. Dopiero gdy wyjawił powód swej przypadłości innemu staremu szamanowi, który słysząc jego opowieść o porwaniu przez kosmitów, nie tylko go nie pogonił i nie uznał za pomylonego, ale wysłuchał do końca i mówiąc: "To się zdarza", przygotował pewien opar ze specjalnego wyciągu liści, po którym opuchlizna zeszła a ból ustąpił. 


Wiele z tych i temu podobnych tematach opiszę w serii: "Wielka Historia Seksu", który jak sądzę, będzie równie bogaty w informacje co: "Historia Życia, Wszechświata, Wszelkiej Cywilizacji".







POZDRAWIAM!   

 

sobota, 2 lipca 2016

PORWANA I ZNIEWOLONA - Cz. I

AUTENTYCZNA HISTORIA ZNIEWOLONEJ KOBIETY


Rzecz ta działa się na początku lat 90-tych (1990 lub 1991), i dotyczyła porwania (uprowadzenia) młodej kobiety (Polki), o imieniu Beata, w Niemczech. Nie było to jednak ani porwanie dla okupu, ani też uwięzienie przez gang sutenerów, zmuszających potem dziewczyny do świadczenia usług seksualnych w niemieckich burdelach. Rzecz była dość ... niesamowita, owa kobieta została porwana tylko w jednym celu. Miała przez jakiś czas stać się ... seksualną zabawką swych porywaczy, którym było ... niemieckie małżeństwo, lubujące się w klimatach BDSM. Była (wraz z inną, młodszą od niej dziewczyną), ich seksualną niewolnicą przez miesiąc. W tym czasie zrobili z niej również prostytutkę, która miała obsługiwać sprowadzanych do ich posiadłości klientów (mężczyzn i kobiety). Po miesiącu czasu, włożyli ubrali ją w tę samą sukienkę, w której była w trakcie porwania, zakneblowali i założyli opaskę na oczy, po czym wsadzili do samochodu i wywieźli w nieznanym kierunku. W drodze dziewczyna straciła przytomność (zapewne dorzucili środek usypiający). Gdy się ocknęła, leżała na ławce w jednym z berlińskim parków. Na sobie miała dodatkowo męską marynarkę, w kieszeni której był plik spiętych w rulon banknotów - oto jej historia.





Beata jechała z Warszawy do Niemiec (a konkretnie do Hanoweru), do jednej ze swoich przyjaciółek tam zamieszkałych. Było to krótko po "upadku" komunizmu (czyli transformacji komunizmu w kapitalizm, przy zachowaniu tych samych struktur władzy, z dokooptowaniem do niej części środowisk opozycyjnych) w Europie Środkowo-Wschodniej. Kupiła bilet i zajęła miejsce w przedziale, starając się pogrążyć w lekturze dopiero co zakupionej książki. Co kilka stacji dosiadali się kolejni pasażerowie, aż wreszcie do przedziału w którym przebywała Beata, wszedł on - bardzo przystojny mężczyzna w średnim wieku, miał ładnie dobraną koszulę, marynarkę i spodnie (prawdopodobnie te dwa ostatnie były szyte na miarę). Był Niemcem. Przez jakiś czas siedzieli w milczeniu obok siebie. Wreszcie to on rozpoczął rozmowę, zapytując się jej co też takiego ciekawego czyta. Tak od słowa do słowa, nawiązała się między nimi bardzo przyjemna konwersacja (rozmawiali po niemiecku). Ów mężczyzna stwierdził, że wraca z Polski po odbyciu jakiegoś firmowego spotkania z polskimi klientami jego firmy. 

Droga do granicy minęła w świetnym nastroju obojga roześmianych i prawie że flirtujących ze sobą osób. Po przekroczeniu zaś granicy polsko-niemieckiej, mężczyzna zaczął prawić Beacie coraz to odważniejsze komplementy, podziwiając jej oczy, usta, piersi i pupę. Jednak w przedziale siedzieli jeszcze inni pasażerowie, więc mężczyzna (przedstawił się jako Martin), zaproponował jej by przeszli do ubikacji. Beata poszła za nim, ponieważ bardzo dobrze się przy nim czuła, wspaniale się rozumieli a dodatkowo potrafił ją rozbawić, no i był ... nieziemsko przystojny, choć już nie najmłodszy. W ubikacji zaczął ją lekko całować w policzki, potem w usta, a na końcu odbyli normalny stosunek seksualny (normalny, jeśli za takowy można uznać seks w toalecie rozpędzonego pociągu. Gdy wychodzili z toalety, Beata zauważyła że stojący najbliżej pasażerowie uśmiechają się do siebie. Pomyślała wówczas że pewnie słyszeli jej jęki. Zresztą trudno byłoby nie słyszeć, skoro już od dawna nie przeżyła podobnej seksualnej przygody, połączonej z nieznanym jej prawie orgazmem. Resztę drogi spędzili w swojej kabinie, wciąż flirtując i opowiadając sobie dowcipy. 

Martin wysiadał w Berlinie, Beata jechała do Hanoweru, ale nim wysiadł dał jej swoją wizytówkę i zaproponował kolejne spotkanie - Beata powiedziała że się zastanowi (choć już wówczas w myślach się zgodziła). Na odchodne poczęstował ją bardzo dobrym koniakiem, który jak twierdził - wiezie z Polski. Koniak rzeczywiście był dobry, ale wkrótce po jego wypiciu Beata zaczęła robić się senna. Wreszcie całkowicie straciła świadomość. Czas, jaki upłynął pomiędzy utratą jej przytomności w przedziale kolejowym, a niesamowitym powrotem do rzeczywistości - był jej zupełnie nie znany, po prostu wyparował. Gdy się zbudziła, znajdowała się już w zupełnie innym miejscu niż wcześniej - była to jakaś salka w stylu lat 80-tych, która wprawiał ją w pewien rodzaj osłupienia połączonego z poddenerwowaniem. Na ścianach bowiem wisiały różnej wielkości i kształtu pejcze, baty, szpicruty. Pokój był lekko przyciemniony, nie było w nim żadnego okna. Dokoła stały półki, na których leżały obroże, kajdanki i wszelkiej wielkości oraz koloru sztuczne męskie penisy.

Cały ten pokój przypominał jej marną scenografię dla erotycznych filmów klasy B, ale i tak nie był tak przerażający jak to co zobaczyła potem. Beata mianowicie zaraz po ocknięciu się z niebytu, próbowała wstać i skierować się do pobliskich, potężnych, stalowych drzwi. Nie mogła jednak się podnieść, była ... przywiązana. Leżała na brzuchu, na czymś co przypominało rozbudowanego sportowego kozła, znanego chociażby z lekcji wuefu. Była prawie naga. Prawie, gdyż wokół pasa miała założony krótki i ciasny gorset związany na plecach w taki sposób, iż powodował że ledwie co mogła oddychać. Jej piersi pozostawały zaś całkiem nagie. Nie miała też majtek, tylko pas do pończoch z podwiązkami i przymocowane do nich czarne pończochy. Zresztą, wszystko, wraz z gorsetem, było koloru czarnego, no może prócz czerwonych butów na dużym obcasie, zapiętych powyżej kostki na ... kluczyk. Ręce jak i nogi miała przywiązane go nóg kozła (który miał dość pokaźne rozmiary). Jej włosy były spięte w kok,  całość dopełniał pas wychodzący z tylnej strony owego kozła, który dodatkowo unieruchamiał jej plecy i tuż przed karkiem rozpadał się na dwa paseczki, przypięte do górnej części kozła. 

Beata widziała wszystko jak na dłoni, gdyż przed nią stało ogromne lustro, dzięki któremu mogła dostrzec, że jej twarz przypomina obecnie twarz jakiejś wulgarnie pomalowanej prostytutki. Miała usta pomalowane ciemnoczerwoną szminką, róż na policzkach aż bił od nałożonej ilości, poza tym jej rzęsy i brwi również zostały pomalowane i odpowiednio podkreślone. A co ciekawe ... nie mogła mówić, gdyż w usta miała włożoną zapiętą z tyłu głowy erotyczną kulkę. Coraz bardziej przerażona powrotem do rzeczywistości, kobieta, nagle ujrzała siedzącą naprzeciwko niej, ładną kobietę w wieku ok. 40-kilku lat, ubraną w czarne, obcisłe spodnie i czarną skórzaną kurtkę, spod której wystawał biustonosz w tym samym kolorze. Kobieta miała na sobie również czarne buty na obcasie.
- Cześć - przywitała się owa "lady" - Jak ci było z moim mężem? Gdybyś z nim się nie przespała, to dziś by tu ciebie nie było - mówiąc to wstała z fotela i podeszła w kierunku Beaty, wymierzając jej siarczysty klaps w pośladek. Dopiero teraz przerażona Beata ujrzała w jej ręku szpicrutę. 







CDN.   

piątek, 1 lipca 2016

ŚLĄZACY - JEDNO Z NAJSTARSZYCH PLEMION LECHICKICH

KTÓREGO JĘZYK PRZETRWAŁ PRAWIE

800 - LETNIĄ NIEMIECKĄ OKUPACJĘ 

(ORAZ NIEZWYKLE 

RYGORYSTYCZNĄ GERMANIZACJĘ) - 

TEJ PIĘKNEJ ŚLĄSKIEJ ZIEMI







"JA JUŻ BYM NAWET I SWEGO SYNKA POŚWIĘCIŁA - BYLEBY JUŻ TA 
POLSKA WRÓCIŁA"

TO SŁOWA PEWNEJ ŚLĄSKIEJ MATKI, WYPOWIEDZIANE W 1943 r. KTÓREJ SYN ZOSTAŁ PRZYMUSOWO WCIELONY DO WEHRMACHTU I WALCZYŁ NA FRONCIE WSCHODNIM (TAK JAK PRÓBOWANO ZROBIĆ Z MOIM PRADZIADKIEM, KTÓRY CO PRAWDA NIE BYŁ ŚLĄZAKIEM, ALE ZA TO ... STUPROCENTOWYM NIEMCEM)


Ślązacy są jednym z najstarszych słowiańskich ludów dawnej Wielkiej Lechii, który przetrwał prawie w niezmienionym kształcie od czasów ... starożytnych. Mam tutaj na myśli przede wszystkim ową "śląską godkę", która jest najmniej zmienionym, pierwotnym językiem starożytnych Słowian-Lechitów. Notabene trudno doprawdy się dziwić że Śląsk jest bodajże najbardziej lechicki ze wszystkich dotychczasowych ziem Polski, gdy przyjrzymy się jak w czasach starożytnych i na początku średniowiecza, wyglądało posiadanie Lechitów np. na terenach dzisiejszych Niemiec. Berlin, Hamburg, Lubeka, Wismar, Bremen, Brest, Monachium, Kolonia, Frankfurt nad Menem, Lipsk, Drezno, Erfurt, Jena, Chociebuż, Moguncja, Magdeburg i wiele innych (których nie ma już sensu tutaj wymieniać), miast w dzisiejszych Niemczech, zostało założonych przez Słowian/Lechitów/Polaków. Praktycznie nie ma dziś miasta w Republice Federalnej, starszego niż 500 lat, które nie miałoby swej słowiańsko/lechickiej historii - nie ma!

Ale przecież to nie wszystko. Lechici założyli również kilka miast we Francji, jak chociażby Brest w Bretanii nad Oceanem Atlantyckim (to także świadczy o ogromie terytorium, jakim wówczas władali Lechici, choć co się tyczy zamieszkujących ziemie dzisiejszej Francji - Celtów, to te korelacje pomiędzy naszymi grupami plemiennymi, wzajemnie się nakładały na siebie, szczególnie intensywnie ta współpraca wyglądała po obu brzegach Renu - czego chociażby dowodem jest fakt, iż pierwszą frankijską dynastię, która podbiła Francję i zjednoczyła dotychczas tam mieszkające ludy celto-romańskie, władała ... słowiańska dynastia Meroweuszy, zwanych we Francji Merowingami). Potem Francja zaczęła się coraz bardziej "germanizować", a było to spowodowane również koingerencją północnych plemion aryjskich (tzw.: skandynawskich) z haplogrupą I1 i I2 (tutaj jednak małe wytłumaczenie, przedstawiciele tej haplogrupy zasiedlali w większych skupiskach, głównie tereny dzisiejszej Finlandii i północnej Szwecji, natomiast owe sławne norweskie fiordy i ziemie Szwecji centralnej i południowej, w większości (niewielkiej), zasiedlali Słowianie/Lechici z haplogrupą R1a, haplogrupa I1 oraz I2  była na tych terenach w niewielkiej mniejszości, praktycznie te dwie grupy były sobie równe procentowo, i prawdopodobnie to z ich połączenia zrodzili się późniejsi wikingowie).



SŁOWIANIE/LECHICI BYLI TEŻ OJCAMI 
PRAWIE WSZYSTKICH WSPÓŁCZEŚNIE WYSTĘPUJĄCYCH W EUROPIE JĘZYKÓW 




Stąd nie dziwmy się że język śląski najbardziej przypomina język starożytnych Lechitów, to co jedynie może dziwić w tym momencie, to fakt, że udało się Ślązakom przetrwać 800-letnią zmasowaną germanizację tych ziem (nawet sami niemieccy historycy, jak np. Werner Hilgemann czy Hermann Kinder - przyznają, że starożytni "Germanie" przybyli na ziemie dzisiejszych Niemiec z północy, z Danii, Szwecji, Norwegii) i zachować własny język oraz pamięć genetyczną swej lechickiej przeszłości. To właśnie uniemożliwiło Niemcom w XIX wieku, skuteczną kolonizację i germanizację tego kraju (zresztą, w ogóle ich sukcesy germanizacyjne, na terenach Wielkopolski, Pomorza czy Śląska były nie tylko mizerne, ale wręcz ... prawie żadne i to w przeciągu ponad 30-tu lat działalności założonej przez Bismarcka w 1886 r. - Komisji Kolonizacyjnej, posiadającej ogromny budżet, który miał zostać przeznaczony na wykup ziemi od miejscowych Polaków w tych trzech dzielnicach i ofiarowanie jej - po niewielkich kosztach - przybyłym z głębi Rzeszy niemieckim kolonistom. W sporządzonym ok. 1910 r. sprawozdaniu z postępów Komisji Kolonizacyjnej, okazało się że prawie wszystkie tereny przez nią zakupione, które miały potem być przekazane niemieckim kolonistom z innych terenów Rzeszy, w zamian za ich osiedlenie się na "niemieckim wschodzie" - pochodzą ... od już mieszkających tam Niemców. Komisja Kolonizacyjna zakończyła swe istnienie wraz z kapitulacją Niemiec 11 Listopada 1918 r. i narodzinami Polski).

Niemcy jednak nie zamierzali odpuścić sobie Śląska, uważając go za część składową niemieckiej Rzeszy (dziś wszelkiego typu ziomkostwa, również marzą o powrocie "do stron ojczystych") i potrzeba było aż trzech kolejnych powstań Ślązaków (1919 - 1920 - 1921), by zwycięskie mocarstwa I Wojny Światowej podzieliły Śląsk pomiędzy Polskę i Niemcy. 22 czerwca 1922 r. po prawie 800 latach nieobecności, Wojsko Polskie wkroczyło na Górny Śląsk, witane tam bramami triumfalnymi i powitaniem setek tysięcy mieszkańców tej dawnej lechicko/polskiej ziemi.



NA KONIEC JESZCZE PAN ANTONI KONOPKA - O ŚLĄSKU, ŚLĄZAKACH, "RUCHU AUTONOMII ŚLĄSKA" I TEGO TYPU PODOBNYCH RUSKO-NIEMIECKICH 
AGENTACH WPŁYWU
  



 

BRAWO POLACY!

RZUTY KARNE TO LOTERIA - 

TYM MECZEM UDOWODNILIŚCIE 

ŻE MOŻECIE PRZENOSIĆ GÓRY


NIC JUŻ WAS NIE ZATRZYMA!





 
Piękny mecz - naprawdę szapo ba - udowodniliście że wreszcie mamy drużynę naszych marzeń, rzuty karne to wielka loteria, trochę szkoda niewykorzystanej szansy Kuby Błaszczykowskiego, ale taka jest piłka - przed nami teraz Mistrzostwa Świata - grunt że mamy drużynę której nie jest w stanie zatrzymać w polu nawet mistrz świata - wielkie dzięki dla Lewandowskiego, Fabiańskiego, Błaszczykowskiego, (pechowego ostatnio) Milika, Kapustki i wszystkich tych, którzy przyłożyli swoją "cegiełkę" do sukcesu polskiej reprezentacji - 


CHYLĘ PRZED WAMI CZOŁA I WIEM ŻE TA REPREZENTACJA JEST W STANIE ODNIEŚĆ NAJWIĘKSZE SUKCESY, TO JEST DOPIERO POCZĄTEK - NIKT OD RAZU RZYMU NIE ZBUDOWAŁ, ALE DALIŚMY NASZYM PRZECIWNIKOM MOCNO WE ZNAKI I BEZ WĄTPIENIA WZROŚNIE POZYCJA POLSKIEJ REPREZENTACJI PO TYM TURNIEJU. 


DZIĘKUJĘ WAM WSZYSTKIM I DO BOJU, DO DALSZEJ PRACY - BO TWORZYCIE NIESAMOWITY TEAM, KTÓREGO NIE POWSTYDZILIBY SIĘ NIEMCY, BRYTYJCZYCY CZY BRAZYLIJCZYCY - DO BOJU MISTRZOSTWA ŚWIATA BĘDĄ NASZE!



DZIĘKUJĘ WAM!!!