Łączna liczba wyświetleń

sobota, 5 listopada 2016

DZIEJE KORONY BRYTYJSKIEJ - Cz. IV

OD CELTÓW KU WSPÓŁCZESNOŚCI






LANCASTEROWIE i YORKOWIE

1399 - 1485

Cz. IV


HENRYK IV LANCASTER
(1367-1413)
(1399-1413)




4 kwietnia 1406 r. zmarł król Szkocji, panujący w tym kraju od 1390 r. - Robert III Stewart (żył 68 lat). Wraz z jego śmiercią, skończył się dobry czas dla hrabiego Northumberlanda i jego towarzyszy. Na tron teoretycznie wstąpił jedyny syn zmarłego władcy, 12-letni książę Jakub (panował jako Jakub I Stewart). Dlaczego teoretycznie? Ponieważ jeszcze przed śmiercią Roberta III, książę Jakub został wysłany przez ojca dla bezpieczeństwa do Francji (ojciec chciał go ratować przed niechybną śmiercią z rąk swego młodszego brata - Roberta Stewarta księcia Albany, który wcześniej zagłodził na śmierć w swym zamku starszego syna króla Roberta - księcia Dawida). Zatem w lutym 1406 r. młody książę wyruszył w otoczeniu dostojników królestwa do Francji. Okręt na którym podróżowali zwał się "Rycerzem Maryi" i należał do floty gdańskiej (wówczas Gdańsk był zajęty przez Zakon Krzyżacki). 22 marca 1406 r. u brzegów środkowo-wschodniej Anglii (w pobliży cyplu Flamborough), okręt którym płynął szkocki następca tronu, został napadnięty przez angielskich piratów. Tym sposobem książę Jakub został angielskim jeńcem i został przewieziony do londyńskiej Tower. Łącznie książę Jakub spędził w angielskiej niewoli ... 18-lat, dopiero w 1424 r. nowy król Henryk VI (wnuk Henryka IV), pozwolił mu powrócić do Szkocji. Przez ten cały czas Szkocją władał książę Albany Robert Stewart - wuj Jakuba. Pozbawił młodego władcę wszelkich praw, odebrał mu rodowe włości i dążył do tego by Henryk IV, a potem jego syn - uśmiercili królewicza.

Gdy więc książę Albany przejął władzę po śmierci króla Roberta III (który zmarł prawdopodobnie na atak serca, po wysłuchaniu wiadomości o uwięzieniu swego syna przez Anglików), sytuacja angielskich zbiegów ukrywających się w Szkocji, stała się niepewna. Tym bardziej że gubernator Szkocji, jak odtąd tytułował się książę Albany, dążył do poprawy stosunków angielsko-szkockich, sam mając nadzieję na uśmiercenie królewicza Jakuba rękoma Anglików (by samemu nie "brudzić sobie rak"). Dlatego też zaproponował Henrykowi IV wydanie Northumberlanda i jego kompanów. W zamian oczekiwał albo ścięcia Jakuba na angielskiej ziemi, albo odesłania go do Szkocji. Wszystko było już ponoć dogadane, do przekazania zbiegów miało dojść w najbliższych dniach, lecz właśnie wówczas sir Dawid Fleming (królewski dworzanin i zwolennik księcia Jakuba), poinformował Northumberlanda o planowanej "wymianie" i umożliwił mu i jego towarzyszom ucieczkę do Walii, będącej pod władaniem Owena Glendowera.

W tym samym czasie król Henryk IV ponownie cierpiał straszliwe bóle. Odnowiła się choroba skóry, która trapiła go już od kilku lat, poza tym król często słabł. Choroby te nawiedzały go cyklicznie co kilka miesięcy, ale gdy już przyszły, król nie był w stanie wstać z łoża, dochodziło nawet do tego że nie mogąc się podnieść, załatwiał się pod siebie, co powodowało że sprzątnięcie tego było dość trudne (króla bowiem należało podnieść z łoża i przenieść do innego by móc zmienić pościel). Gdy jednak choroba ustępowała, władca ponownie wracał do pełni sił. Ale najgorszy atak miał dopiero nadejść. Od 7 lutego 1403 r. król Henryk IV był żonaty z Joanną, córką króla Nawarry - Karola II. Kobieta ta nie miała z nim łatwego życia, nie mieli też żadnych dzieci, choć Joanna otaczała matczyną opieką dzieci króla z pierwszego małżeństwa z Marią de Bohun (zmarłą w 1394 r.). Starała się również zaskarbić sobie przyjaźń najstarszego syna króla - księcia Henryka (przyszłego Henryka V), i często brała jego stronę podczas kłótni Henryka z jego ojcem. Nie była jednak popularna wśród angielskiego ludu, powszechnie oskarżano ją o czary, które sprowadzają na króla nie tylko choroby skóry i słabe zdrowie, lecz także niemoc seksualną. W 1419 r. nowy władca Henryk V, nakaże nawet ją uwięzić pod zarzutem uprawiania czarnej magii.




Tymczasem Henryk Percy hrabia Northumberland niezbyt długo przebywał na dworze Owena Glendowera, zaraz też udał się w podróż do Francji, by prosić króla Karola VI (zwanego "Szalonym"), o pomoc militarną przeciwko królowi Anglii. Gdy przybył do Paryża starał się nakłonić francuskiego monarchę do interwencji zbrojnej przeciwko Henrykowi IV, twierdząc że król nie ma w Anglii poparcia i większość mieszkańców spiskuje przeciw niemu. Sam zadeklarował się jako zwolennik 15-letniego księcia Edmunda Mortimera hrabiego March, jako jedynego legalnego króla Anglii. Edmund Mortimer był wnukiem Filippy, wnuczki króla Anglii Edwarda III). Król Francji odrzucił jednak pretensje Mortimera, uznając prawo Henryka IV do karania swych zbuntowanych poddanych. Hrabia Northumberland musiał więc opuścić Francję. Wyjechał do Flandrii, potem do hrabstwa Holandii, wszędzie próbując zdobyć poparcie polityczne i militarne do dalszej walki z Henrykiem IV. Jego misja zakończyła się jednak totalnym fiaskiem i w lipcu 1407 r. powrócił do Szkocji.

W tym czasie zapał gubernatora Szkocji Roberta Stewarta księcia Albany i hrabiego Angus, do wzajemnego sojuszu z Anglią, dużo zmalał. Tym bardziej że nie mógł wpłynąć na Henryka IV by zgładził księcia Jakuba. Dlatego też pozwolił Henrykowi Percy'emu nie tylko osiedlić się w Szkocji, lecz także umożliwił mu przygotowania do inwazji na północną Anglię. Percy naprawdę sądził że panowanie Henryka IV jest tak niepopularne, a król tak znienawidzony przez lud, że poddani angielscy sami będą się garnąć pod sztandary księcia Edmunda Mortimera, którego on był najzagorzalszym zwolennikiem. Niestety, jego przypuszczenia okazały się płonne. Mimo to, w lutym 1408 r. z siłami jakimi dysponował, przekroczył granicę szkocko-angielską i rozpoczął "marsz na Londyn". Zajął miasteczko Thirsk i tam ogłosił swoją proklamację w której gwarantował uwolnienie ludu od obciążeń podatkowych nałożonych przez Henryka IV.

Następnie rozpoczął marsz w kierunku Knaresborough, nim jednak tam dotarł w rejonie mostu Grimbald, jego armia została zatrzymana przez siły królewskie pod wodzą szeryfa Yorkshire - Tomasza de Rokeby. Wówczas Northumberland skierował swą armię w kierunku Wetherby. 19 lutego wszedł do Tadcaster, lecz oddziały szeryfa de Rokerby posuwały się za nim i dotarły w podliże miasteczka około godziny 13:00. Henryk Percy postanowił przyjąć bitwę, nakazał więc swym siłom zająć pozycje i przygotować się do walki. Do starcia doszło pod Bramham Moor na południe od Wetherby 19 lutego 1408 r. Bitwa zakończyła się totalną klęską i pogromem armii Henryka Percy'ego, a sam hrabia Northumberland poległ w walce (prawdopodobnie przebity strzałą). Jego głowa została odcięta, zawieziona do Londynu i nabita na pal na moście londyńskim. Zaś części jego ciała zostały (podobnie jak przed pięciu laty jego syna Henryka Raptusa), poćwiartowane i wysłane do Lincoln, Berwick i Newcastle. Po jakimś jednak czasie (gdy ciało zaczęło cuchnąc i rozpadać się), król zezwolił na złożenie członków hrabiego Northumberlan'a do grobu. Został pochowany. Henryk IV odebrał jednak wszystkim przedstawicielom rodziny Percy'ego ich rodowe włości, doprowadzając do prawdziwej nędzy tak stary i niegdyś szlachetny angielski ród.




Wydawało się że król odniósł zwycięstwo, rozbił bowiem totalnie jakąkolwiek wewnętrzną opozycję przeciwko sobie. Możne rody angielskie nie próbowały już więcej podnosić buntu przeciw Henrykowi IV, widząc co stało się z rodem Percy. Możni zostali więc całkowicie spacyfikowani, pozostawała jeszcze co prawda kwestia Walii, ale na razie Owen Glendower nie próbował podejmować żadnych anty-angielskich akcji, dlatego też tę kwestię postanowiono odłożyć na potem. Henryk IV był odtąd niepodzielnym i powszechnie uznawanym monarchą, nie miał jednak czasu by się tym cieszyć. Po nowym 1408 roku, króla bowiem ponownie dopadła choroba. Medykom udało się ją co prawda osłabić, lecz w grudniu 1408 r. miał miejsce jeden z najgroźniejszych ataków. Króla "przybiło" do łoża na prawie trzy miesiące, wydawało się że już z tego nie wyjdzie. Henrykowi udało się jednak wyzdrowieć, doszedł do siebie na tyle że był nawet w stanie wziąć udział w turnieju rycerskim, który zorganizowano na cześć jego wyzdrowienia. Wziął udział tylko w jednym starciu, lecz starał się pokazać ludowi z jak najlepszej strony - jako zdrowy, silny i wciąż sprawny władca, dlatego też popisywał się wszem i wobec. Miał zresztą dopiero 42 lata.

Rok 1409 upłynął spokojnie i prawie bez dalszych objaw pogorszenia się królewskiego zdrowia (z drobnymi wyjątkami). W styczniu 1410 r. do Londynu przybyło poselstwo od Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżackiego - Ulricha von Jungingena, proszące króla o osobiste uczestnictwo (na czele rycerstwa Anglii), w wojnie z "pogańską" Polską i Litwą. Henryk, prawdopodobnie zdając sobie sprawę że taka podróż w jego stanie (nawrót choroby mógł nadejść w każdej chwili), nie jest możliwa, wymigał się twierdząc że on bardzo chętnie wziąłby udział w nowej wojnie z poganami, lecz niepewna sytuacja z Walią i Francją, zmusza go by pozostał w kraju. Henryk w młodości już brał udział w walkach w szeregach Zakonu Krzyżackiego, w 1390 r. oblegał wraz z Krzyżakami Wilno. Wiadomość o wizycie dyplomatycznej przedstawicieli Zakonu krzyżackiego, znalazła się także w liście komtura Dietricha von Logendorfa, wysłanego do Malborka (siedziby Zakonu), 20 stycznia 1410 r.




Von Logendorf pisze w nim nie tylko o samej wizycie przedstawicieli Zakonu i królewskich próbach wymigania się z uczestnictwa w wojnie, ale także stwierdza z wyraźnym zaniepokojeniem, że na tym samym statku którym przypłynęły listy wielkiego mistrza Ulricha von Jungingena, przybył do Anglii również polski poseł, wiozący listy od króla Władysława Jagiełły. Dalej w swym liście von Logendorf pisze że w ślad za przybyciem do Londynu polskiego herolda, przybyło tu również dwóch polskich rycerzy. Jednym z nich był niejaki Jarosław z Iwna. Podarował on angielskiemu monarsze cztery piękne ogiery, które były darem od króla Władysława II Jagiełły, prosząc jednocześnie Henryka IV by nie wspierał militarnie (ani politycznie), Zakonu Krzyżackiego. Jarosław z Iwna miał bowiem wytłumaczyć królowi Anglii przyczyny wybuchu anty-krzyżackiego powstania na Żmudzi, przedstawił królewskie listy i opisał okrucieństwa krzyżackie popełniane na ludności żmudzkiej, litewskiej i polskiej. Ponoć gdy doszedł do opisywania gwałtów, jakie popełniali rycerze Zakonu na bezbronnych Żmudzinkach, król Anglii, miał powiedzieć: "Po to istnieją kobiety, by je gwałcić", oraz miał totalnie zbagatelizować sprawę. Król Henryk oficjalnie dał polskim posłom do zrozumienia że czuje się "dziecięciem Prus" (było to nawiązanie do jego wcześniejszych walk po stronie Zakonu na Litwie i w Prusach), a co za tym idzie zamierza wciąż wspierać Zakon Krzyżacki. Jeszcze 10 października 1409 r. zawarł on z przedstawicielami Zakonu układ w Westminsterze.

Mimo że "polska misja" zakończyła się niepowodzeniem, przedstawiciele Zakonu, obecni przy angielskim dworze (wśród nich właśnie Dietrich von Logendorf), zaniepokoili się ewentualną zmianą nastawienia angielskiego dworu do "wojny z poganami". Dlatego też Logendorf namawiał listownie wielkiego mistrza by wysłał do Anglii odpowiedź na "polskie zarzuty". Tak też się stało 20 maja 1410 r. Ulrich von Jungingen wysłał kolejne poselstwo, tym razem ze skargami na króla Władysława Jagiełłę i księcia Witolda (brata Jagiełły), przedstawiając ich w jak najgorszym świetle. Mimo to jednak, choć misja polskich heroldów zakończyła się niepowodzeniem, to odniesiono jeden sukces - przedstawicielom Zakonu udało się namówić do udziału w wojnie niewielką liczbę angielskich rycerzy, zaś sam Henryk IV, prawdopodobnie właśnie pod wpływem opinii Jarosława z Iwna, nie udzielił Krzyżakom pomocy militarnej, do jakiej się zobowiązał w traktacie westminsterskim z 10 października 1409 r. Nadal jednak król Władysław II Jagiełło był postrzegany w Anglii jako "niewierny, udający jedynie chrześcijanina".


PARODIA GRUNWALDU I ... REKLAMA PIWA "LECH"

ŚNIEG PO PACHY W ... LIPCU

"O CO CHODZI?"

"DOSTALIŚMY PREZENT OD WIELKIEGO MISTRZA"

"DANKE, DANKE, NO ALE - W CZYM ON JEST TYM MISTRZEM?"

"WE WOJNĘ CHYBA?"

"TAK?"

 (...)

"ALE KRÓL BIJE DAMĘ"

"TO CHYBA U WAS"





CDN.
 

POCAŁUNEK MONGOLSKIEGO KSIĘCIA NA LODOWEJ PUSTYNI - Cz. I

CZYLI DZIEJE EURAZJATYZMU





  

 "- Z KIM GRANICZY ROSJA?

- ROSJA GRANICZY Z KIM CHCE!

- A Z KIM CHCE GRANICZYĆ ROSJA?

- Z NIKIM!"


Otóż to, w tych krótkich, żartobliwych słowach zamknięta jest cała logika Eurazjatyzmu, ideologii politycznej, której głównym orędownikiem w obecnych czasach w Rosji pozostaje niejaki pan Aleksandr Dugin. Aleksandr Dugin, człowiek o nieprzeciętnej inteligencji, profesor Uniwersytetu Państwowego, w niczym nie przypomina rosyjskich pokrzykiwaczy politycznych typu Władymira Żyrinowskiego czy Giennadija Ziuganowa. Jest człowiekiem który konsekwentnie od początku lat 90-tych wpaja swą wizję świata (która nie wiele różni się od idei leninowskich, dążących do narzucenia całemu światu komunizmu). Choć Dugin nie jest ani idealistą ani też piewcą określonej ideologii. Odnosi się co prawda w swych pismach, do tradycji Związku Sowieckiego, ale jedynie na zasadzie jego wizji mocarstwowej pozycji i wpływów jakie wówczas osiągnął, a nie na zasadzie pochwały komunizmu jako systemu społeczno-politycznego (czego dowodem jest, zerwanie przez Dugina współpracy z Partią Narodowo-Radykalną, a powodem tego było ponoć lewicowe odchylenie tej partii). 

Działalność Dugina śledzę już od końca lat 90-tych. Kilkakrotnie udało mi się także z nim skontaktować na pośrednictwem Facebooka, lecz kontakt ten dość szybko uległ przerwaniu (nie z mojej winy). Dzięki dość szczegółowemu śledzeniu koncepcji i filozofii politycznej (a przede wszystkim geopolitycznej) Aleksandra Dugina, wyrobiłem sobie dość dobre przekonanie na temat nie tylko jego politycznych celów (bo o nich mówi dość jawnie), ale przede wszystkim etapów działań, które miałyby te cele zrealizować. Znam jego sposób myślenia (choć oczywiście nie siedzę w jego głowie) i uważam go za człowieka bardzo niebezpiecznego, którego koncepcje (jeśli zostaną wprowadzone w życie), mogą naprawdę "podpalić Europę", a być może nie tylko ten kontynent. A koncepcje te (jeśli się im dokładniej przyjrzeć), to jedno wielkie barbarzyństwo, podlane wielkoruskim, słowianofilskim i carsko-radziecko-mocarstwowym sosem. Jego ideą jest bowiem odnowienie rosyjskiego imperium w Europie i Azji, już nawet nie tyle wzrost rosyjskiej mocarstwowości, ale właśnie powstanie IMPERIUM! Twierdzi konsekwentnie że.: 

"Rosja musi panować nad innymi ludami, bo inaczej jej państwowość straci sens". Najciekawsze dla nas, są jego poglądy dotyczące Polski i państw naszego regionu: "Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno-geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana w istnieniu niepodległego państwa polskiego w żadnej formie. Nie jest też zainteresowana istnieniem Ukrainy. Nie dlatego, że nie lubimy Polaków czy Ukraińców, ale dlatego, że takie są prawa geografii sakralnej i geopolityk (...) Polska znajduje się w tragicznej sytuacji geopolitycznej (...) Nasza oferta jest jednak lepsza, ponieważ przy nas będziecie mogli przynajmniej rozwijać i realizować swoją słowiańską tożsamość (...) Nie ma miejsca dla krajów leżących pośrodku. O Polsce już mówiłem. A Niemcy? Co mogą zrobić Niemcy? Przecież to kraj okupowany. Niemcy zaprzepaścili swoją szansę podczas wojny. Trzeba było razem z nami walczyć przeciwko Anglii, obrócić pakt Ribbentrop-Mołotow na Zachód, a wtedy Hitler-Stalin forever. Dziś, zamiast po angielsku, wszędzie by mówiono po rosyjsku i niemiecku. Niemcy nie poszli na to i przegrali. Teraz panuje tam okupacja amerykańska i taki "zamordyzm", że nawet ust nie można otworzyć. Mam jednak nadzieję, że Niemcy otrząsną się z tego stanu i wcześniej czy później zrzucą zależność. Jestem przekonany, że we wspólnym eurazjatyckim domu znajdzie się miejsce i dla Niemców, i dla Polaków, i dla Francuzów, i dla Włochów. My Rosjanie narzucimy całej Eurazji jedynie barbarzyński, sakralny stosunek do życia, a jak się on będzie przejawiał w przypadku konkretnej nacji, to zależeć będzie od własnych predyspozycji narodowych. Polaków widzę np. jako obrońców słowiańskiego rasizmu. Element słowiański zawsze rozsadza ramy indywidualizmu, dąży do wspólnotowości.(...) Zachód to martwa ziemia. Odżyje dopiero, kiedy zasiedlą go Kozacy, Tadżycy, Kazachowie. Oni przyniosą z sobą życie.

Ciekawe prawda? Dugin konsekwentnie zwalcza także katolicyzm i dąży do narzucenia "opanowanym przez Rosję" ludom (i nie chodzi tutaj tylko o ludy Europy Środkowo-Wschodniej, ale całego ogromnego kontynentu, od Kamczatki do Atlantyku i Morza Śródziemnego), albo prawosławia, albo mistycyzmu, albo powrotu do słowiańskiego pogaństwa: "Sytuacja Polski jest sytuacją graniczną. Ona nie może zjednoczyć się ze światem wschodnim religijnie, a z zachodnim etnicznie (...) Polska nie może w pełni zrealizować swej eurazjatycko-słowiańskiej istoty, gdyż przeszkadza jej w tym katolicyzm, ani swej zachodnioeuropejskiej tożsamości, gdyż przeszkadza jej własna słowiańskość, tzn. język, zwyczaje, archetypy, klimat miejsc itd. Na skutek tej dwoistości, tej graniczności sytuacji Polska zawsze pada ofiarą trzeciej siły, tak jak dziś mondializmu czy atlantyzmu. To położenie na granicy między Rosją a Niemcami sprawia, że zawsze w historii będzie występował problem rozbiorów Polski między Wschód i Zachód (...) Myślę, że to, co najlepsze w polskiej historii, to tradycja żydowska w małych miasteczkach wschodniej Polski. Właściwie interesuje mnie w Polsce wszystko, co było antykatolickie: polska masoneria i okultyści, Jan Potocki i Hoene-Wroński, Mienżyński i Dzierżyński ... Oni wszyscy wybrali drogę eurazjatycką".




To jedynie "garść" poglądów tego człowieka, którego koncepcje mogą stać się zarzewiem wybuchu kolejnej wojny w Europie. Nim jednak przejdę bezpośrednio do politycznej koncepcji Aleksandra Dugina (i wpływu jaki ma ona na dzisiejszą politykę zagraniczną Federacji Rosyjskiej, oraz doktrynę państwa rosyjskiego), najpierw zaprezentuję poglądy jednego z jego głównych mentorów (jeśli nie najważniejszego z geopolitycznych nauczycieli Dugina). Mam tu oczywiście na myśli - Mikołaja Danilewskiego. Ale, jeszcze wcześniej pragnę zaprezentować wywiad, jakiego udzielił Dugin w marcu 2013 r. (więc stosunkowo niedawno), niemieckiemu dziennikarzowi (naczelnemu redaktorowi) miesięcznika "Zuerst" Manuelowi Ochsenreiterowi. Oto on:


"Manuel Ochsenreiter: Panie Profesorze, świat stoi teraz w Syrii przed największym kryzysem międzynarodowym od czasu upadku Bloku Wschodniego w 1989/90. Waszyngton i Moskwa znalazły się w pośredniej konfrontacji na syryjskiej ziemi. Czy jest to nowa sytuacja?

Aleksandr Dugin: Musimy patrzeć na walkę o władzę geopolityczną jako stary konflikt pomiędzy siłami lądu reprezentowanymi przez Rosję i siłami morza reprezentowanymi przez USA i jego partnerów z NATO. Nie jest to nowy fenomen; jest to kontynuacja starej geopolitycznej i geostrategicznej walki. Lata 90-te były czasem wielkiej porażki sił lądu reprezentowanych przez ZSRR. Michaił Gorbaczow odmówił kontynuacji tej walki. Był to rodzaj zdrady i rezygnacji w obliczu świata jednobiegunowego. Ale z prezydentem Władimirem Putinem po roku 2000 nadeszła reaktywacja geopolitycznej tożsamości Rosji jako siły lądu.

Jak rozpoczęła się ta reaktywacja?

Zaczęła się wraz z drugą wojną czeczeńską (1999-2009). Rosja w tym czasie była pod presją czeczeńskich ataków terrorystycznych i możliwego oddzielenia się północnego Kaukazu. Putin musiał uświadomić sobie, że cały Zachód, USA i Unia Europejska stanęły po stronie czeczeńskich separatystów i muzułmańskich terrorystów walczących przeciw rosyjskiej armii. To jest ten sam scenariusz, który widzimy dziś w Syrii lub wczoraj w Libii. Zachód dał wsparcie czeczeńskiej partyzantce, i to był moment objawienia nowego konfliktu pomiędzy siłami lądu i morza. Z Putinem, siły lądu potwierdziły swoją istotę. Drugim momentem objawienia był sierpień 2008 roku, gdy gruziński pro-zachodni reżim Sakaszwilego zaatakował Cchinwali w Południowej Osetii. Wojna pomiędzy Rosją i Gruzją była drugim momentem objawienia.

Syryjski kryzys jest trzecim takim momentem?

Dokładnie. Być może jest też ostatecznym, ponieważ teraz wszystko jest na szali. Jeżeli Waszyngton nie interweniuje i zaakceptuje pozycję Rosji i Chin, to byłby koniec USA jako pewnego rodzaju kandydata o wyjątkowej superpotędze. To jest powód, dlaczego myślę, że Obama posunie się daleko w Syrii. Ale jeżeli Rosja odsunie się na bok i zaakceptuje amerykańską interwencję, i jeżeli Rosja ostatecznie zdradzi Baszara al-Assada, będzie to natychmiastowo poważnym ciosem w rosyjską tożsamość polityczną. To będzie znaczyło wielką porażkę siły lądu. Po tym nastąpiłby atak na Iran, i także na północny Kaukaz. Pośród ugrupowań separatystów w północnym Kaukazie znajduje się wiele osób, które są wspierane przez anglosaskie, izraelskie i saudyjskie siły. Jeżeli Syria upadnie, natychmiastowo rozpoczną wojnę w Rosji, naszym kraju. Oznacza to: Putin nie może ustąpić; nie może opuścić Assada, ponieważ oznaczałoby to geopolityczne samobójstwo Rosji. Być może jesteśmy teraz w jednym z największych kryzysów współczesnej historii geopolitycznej.

Tak więc teraz dominujące potęgi światowe, USA i Rosja, toczą walkę o swoją przyszłą egzystencję …

W rzeczy samej. W tym momencie nie ma innej możliwości. Nie możemy znaleźć kompromisu. W tej sytuacji nie ma rozwiązania, które by zadowoliło obie strony. Znamy to z innych konfliktów jak Armeńsko-Azerskiego czy Izraelsko-Palestyńskiego. Jest niemożliwe znalezienie rozwiązania dla obu stron. Jesteśmy świadkami teraz tego samego w Syrii, ale na większą skalę. Wojna jest jedynym sposobem by powiedzieć ‚sprawdzam.

Dlaczego?

Musimy wyobrazić sobie ten konflikt jako rodzaj gry karcianej, jako pokera. Gracze mają możliwość ukrycia swoich atutów, mają możliwość różnych sztuczek psychologicznych, ale gdy rozpoczyna się wojna wszystkie karty są w grze. Jesteśmy świadkami momentu końca gry, zanim karty zostaną rzucone na stół. Jest to bardzo poważny moment, ponieważ na szali jest miejsce potęgi światowej. Jeżeli Ameryce się powiedzie, mogłaby sobie zapewnić na jakiś czas absolutnie dominującą pozycję. Będzie to kontynuacja jednobiegunowości i amerykańskiego globalnego liberalizmu. Jest to bardzo ważny moment ponieważ do teraz USA nie mogły zapewnić sobie stabilnej dominacji, ale w momencie wygrania wojny to nastąpi. Ale jeżeli Zachód przegra trzecią bitwę (pierwszą była wojna czeczeńska, drugą wojna w Gruzji), byłby to koniec USA i jego dominacji. Tak więc widzimy: ani USA ani Rosja nie mogą w tej sytuacji zrezygnować. To zwyczajnie nie jest możliwe by obie strony nie zareagowały.

Dlaczego amerykański prezydent Barack Obama waha się z agresją na Syrię? Dlaczego apeluje o decyzję do amerykańskiego kongresu? Dlaczego pyta o pozwolenie na atak, którego nie potrzebuje?

Nie powinniśmy popełniać błędu i rozpoczynać analizy psychologicznej Obamy. Główna wojna teraz toczy się za kulisami. I ta wojna toczy się wokół Władimira Putina. Jest pod wielką presją pro-amerykańskich, pro-izraelskich, liberalnych funkcjonariuszy wokół niego. Starają się go przekonać by ustąpił. Sytuacja w Rosji jest kompletnie inna od sytuacji w USA. Jeden człowiek, Władimir Putin, i zdecydowana większość rosyjskiej populacji jest po jednej stronie, a ludzie dookoła Putina są piątą kolumną Zachodu. To oznacza, że Putin jest sam. Ma za sobą ludność, ale nie elity polityczne. Tak więc zapytanie Obamy do kongresu jest rodzajem oczekiwania. Próbują naciskać na Putina. Używają wszystkich swoich sieci powiązań w rosyjskich elitach politycznych by wpłynąć na jego decyzje. To jest niewidzialna wojna, która się teraz toczy.

Czy jest to nowy fenomen?

(śmiech) W żadnym razie! To współczesna forma archaicznych plemion próbujących wpłynąć na wodza wroga przez głośne dźwięki, płacze i bębny wojenne. Uderzają się w piersi próbując wywołać strach we wrogu. Myślę, że próby USA wpłynięcia na Putina są współczesną formą takiej psychologicznej wojny zanim zacznie się prawdziwa bitwa. Administracja USA będzie próbowała wygrać tę wojnę bez rosyjskiego przeciwnika na polu. Do tego muszą przekonać Putina by się nie wtrącał. Mają ku temu wiele narzędzi.

Ale ponownie: co z pozycją Baracka Obamy?

Myślę, że te aspekty personalne po stronie amerykańskiej są mniej istotne niż po stronie rosyjskiej. W Rosji jedna osoba decyduje teraz o wojnie lub pokoju. W USA Obama jest rodzajem biurokratycznego zarządcy. Obama jest dużo bardziej przewidywalny. Nie działa we własnym imieniu; on zwyczajnie podąża za środkiem linii amerykańskiej polityki zagranicznej. Musimy zdać sobie sprawę, że Obama nie decyduje o niczym. Jest postacią systemu politycznego, który podejmuje prawdziwie ważne decyzje. To elity polityczne podejmują decyzje, Obama podąża za scenariuszem napisanym dla niego. By powiedzieć to wyraźnie: Obama jest niczym, Putin jest wszystkim.

Powiedział Pan, że Władimir Putin ma większość społeczności po swojej stronie. Ale teraz jest czas pokoju. Czy poparliby go także w trakcie wojny w Syrii?

To bardzo dobre pytanie. Przede wszystkim, Putin straciłby dużo poparcia jeżeli nie zareagowałby na zachodnią interwencję w Syrii. Jego pozycja byłaby osłabiona przez odejście na bok. Ludzie, którzy wspierają Putina robią to ponieważ chcą wspierać silnego przywódcę. Jeżeli nie zareaguje i ustąpi z powodu nacisków USA, będzie oznaczało to w oczach większości społeczeństwa jako osobistą porażkę Putina.Tak więc jak widzisz jest to znacznie bardziej wojna Putina niż Obamy. Ale jeżeli interweniuje w Syrii natknie się na dwa problemy: rosyjskie społeczeństwo chce silnej potęgi światowej, ale nie jest gotowe płacić wydatki. Gdy skala tych kosztów stanie się jasna, będzie to rodzaj szoku dla społeczeństwa. Drugi problem jest tym o czym wcześniej mówiliśmy, że większość elit politycznych jest prozachodnia. Natychmiastowo sprzeciwiliby się wojnie i rozpoczęli swoją propagandę krytykując decyzje Putina. To mogłoby wywołać wewnętrzny kryzys. Myślę, że Putin jest świadomy tych dwóch problemów.

Gdy mówi Pan, że Rosjanie mogą być zaszokowani kosztami takiej wojny, czy nie istnieje niebezpieczeństwo, że mogliby nie poprzeć Putina z tego powodu.

Myślę, że nie. Nasi ludzie są bardzo bohaterscy. Spójrzmy wstecz historii. Nasi ludzie nigdzie nie byli gotowi do wojny, ale gdy byli, wygrywali wojnę mimo kosztów i poświęceń. Spójrzmy na wojny napoleońskie czy II wojnę światową. My Rosjanie przegraliśmy wiele bitew, ale ostatecznie wygrywaliśmy tamte wojny. Tak więc nigdy nie jesteśmy przygotowani, ale zawsze wygrywamy."






Chciałbym się tutaj jeszcze skupić na ostatnim zdaniu, wypowiedzianym przez pana Dugina. Mianowicie na zakończenie wywiadu, miał on powiedzieć: "Nasi ludzie są bardzo bohaterscy. Spójrzmy wstecz historii. Nasi ludzie nigdzie nie byli gotowi do wojny, ale gdy byli, wygrywali wojnę mimo kosztów i poświęceń. Spójrzmy na wojny napoleońskie czy II wojnę światową/ My Rosjanie przegraliśmy wiele bitew, ale ostatecznie wygrywaliśmy tamte wojny. Tak więc nigdy nie jesteśmy przygotowani, ale zawsze wygrywamy". W żadnym razie nie przeczę tutaj bohaterstwu Rosjan, ale z tym "zawsze wygrywamy", to pan się grubo myli panie Dugin. I nie mam na myśli jakiś odległych w czasie przykładów rosyjskich klęsk, podam tylko jeden przykład, za to znamienny i niezwykle waży. Mianowicie w całej swej 74-letniej historii, Związek Sowiecki i Rosja Sowiecka nie przegrała żadnej wojny. Jakiekolwiek ataki zawsze kończyły się dla Rosjan zwycięstwem (nie licząc wojny w Afganistanie, która była dla Związku Sowieckiego czymś w rodzaju poligonu doświadczalnego). Jedyną klęskę Sowiecka Rosja poniosła z rąk ... Polaków. W 1920 r. daliśmy im takiego łupnia i sprawiliśmy taką młóckę, że zwiewali gdzie pieprz rośnie nie oglądając się za siebie.


Benedykt Hertz tak pisał w swym wierszu: 

"CUD NAD WISŁĄ, czyli polska młócka"

 "ZAPĘDZIŁY SIĘ PSIE JUCHY POD SAMĄ WARSZAWĘ,

LECZ IM NASZE BRACTWO DAŁO GALANTĄ ODPRAWĘ

DALEJ, DO DZIEŁA!

JESZCZE, NIE ZGINĘŁA!

POKÓJ Z SOWIETAMI

SPISZEM BAGNETAMI"







PS: Wiem że pan tego nie przeczyta, panie Dugin, ale skoro zablokował mi pan możliwość komentowania pańskich poczynań na Facebooku, napiszę przynajmniej tutaj: Nie ma co się denerwować na kilka słów prawdy - nie zawsze zwyciężaliście, a idea euratlantycka nie ma na dłuższą metę prawa zaistnieć, byłaby ona bowiem dla narodów Europy, niczym ów pocałunek mongolskiego księcia na lodowej pustyni, tym bardziej że prócz atlantycyzmu i eurazjatyzmu istnieje jeszcze trzeci kierunek, który może, podobnie jak w 1920 r. pokrzyżować pańskie plany. Ten kierunek, to:

 MIĘDZYMORZE!!!

 Bez względu więc na pańskie przekonania i to co pan myśli o tej idei, napiszę raz jeszcze, to co spowodowało że przestał pan ze mną konwersować - Pan się więc myli, panie Dugin.



PS2: W kolejnym temacie przechodzę już bezpośrednio do samej ideologii Euazjatyckiej w wykonaniu mentora pana Dugina - Mikołaja Danilewskiego
  


 CDN.
 

DZIEJE KORONY BRYTYJSKIEJ - Cz. III

OD CELTÓW KU WSPÓŁCZESNOŚCI


LANCASTEROWIE i YORKOWIE

1399 - 1485

Cz. III


HENRYK IV LANCASTER
(1367-1413)
(1399-1413)



 KORONACJA HENRYKA IV NA KRÓLA ANGLII




Pomimo stłumienia rebelii Henryka Percy'ego - Raptusa, sytuacja polityczna Anglii jak i samego króla Henryka IV, była niezwykle ciężka. Po pierwsze - Walia została utracona, rządził w niej niepodzielnie od 1400 r. Owen Glendower i nic nie wskazywało by w najbliższych miesiącach (a nawet latach), miał utracić swe władztwo. Po drugie ataki francuskiej floty poważnie doskwierały południu kraju i wyniszczały gospodarkę Anglii. Po trzecie wreszcie, król tak naprawdę nie miał na kim się oprzeć w celu spacyfikowania kraju i wzmocnienia swej władzy, praktycznie nie posiadał wpływowych i możnych sojuszników (ogromna większość arystokracji angielskiej sprzeciwiała się rządom Henryka IV). Jedynym tak naprawdę sojusznikiem, a nawet przyjacielem, na którego wówczas mógł liczyć król Henryk, był arcybiskup Canterbury - Tomasz Arundel.  

Henryk IV i arcybiskup Canterbury poznali się w 1399 r. i zapewne od tego też czasu zaprzyjaźnili się. To właśnie Tomasz Arundel koronował Henryka - 13 października 1399 r. w Westminster Hall na króla Anglii. To właśnie Henryk IV ponownie powierzył Tomaszowi Arundelowi stanowisko arcybiskupa Canterbury (jeszcze przed swą koronacją), pozbawiając tej godności protegowanego swego kuzyna - króla Ryszarda II - Rogera Waldena. Arundel niedługo po swoim wyborze, przeforsował w parlamencie (1401 r.) ustawę o nazwie "De heretico comburendo" - ("O paleniu heretyków"), w której karą za najmniejsze odstępstwo od nauki Kościoła Katolickiego, było spalenie na stosie. Kampania arcybiskupa była przede wszystkim wymierzona w nowy ruch religijny, który zaczął się tworzyć w Anglii w latach 80-tych XIV stulecia, a którego założycielem został Jan Wycliffe, który został wyrzucony w 1381 r. z Uniwersytetu w Oxfordzie, za krytykę papiestwa i Kościoła. Ruch ten nosił nazwę - Lollardów. 

28 lutego 1404 r. król Henryk zniósł karę aresztu domowego dla księcia Northumberlanda (ojca Henryka Raptusa). Wcześniej jednak jego postępek z czasów rebelii syna, był przedmiotem obrad parlamentu angielskiego. Lordowie uznali iż zachowanie księcia nie nosiło znamion zdrady lecz było jedynie wykroczeniem, za które książę powinien uiścić pewną drobną kwotę. Uznano więc że Henryk Percy senior, powinien zostać zwolniony z aresztu w twierdzy Baginton. Król jednak nie był pewien niewinności księcia, mimo to postanowił uwolnić go z wiezienia. Wcześniej jednak książę Northumberland musiał złożyć publiczną przysięgę wierności w parlamencie angielskim i ucałować krzyż św. Tomasza. Gdy to uczynił, monarcha uwolnił go, lecz nie przywrócił mu od razu licznych posiadłości i dóbr, które były w posiadaniu rodu Percy od kilkudziesięciu lat. Dopiero po kilku miesiącach, gdy już nabrał pewności co do jego lojalności, zwrócił Northumberlandowi zamki Berwick i Jedburg (oraz nieliczne posiadłości na wyspie Man).

Henryk Percy czuł jednak (pomimo królewskiej łaski), głębokie upokorzenie w związku z pozbawieniem jego rodziny licznych dóbr i przejęciem ich przez monarchę, rozpoczął więc próby porozumienia się z księciem Walii Owenem Glendowerem. Gdy król wyznaczył w styczniu 1405 r. kolejne obrady parlamentu w celu pozyskania środków na wojnę z Walią, Henryk Percy nie przybył na obrady, wymawiając się w swym liście do króla podeszłym wiekiem i chorobą. Kończył swój list słowami: "Twój wierny Matatiasz" (Matatiasz Hasmoneusz był kapłanem żydowskim w czasach gdy naród Izraela znajdował się pod panowaniem macedońskiej dynastii Seleucydów. Gdy w grudniu 167 r. p.n.e. na polecenie króla Antiocha IV Epifanesa, postawiono ołtarz Zeusa Olimpijskiego w Świątyni Jerozolimskiej, to właśnie Matatiasz zapoczątkował powstanie antyseleucydzkie, które doprowadziło do wywalczenia przez Izrael niepodległości. Do dziś Żydzi na całym świecie świętują rocznicę powstania Matatiasza Hasmoneusza jako święto Chanuka. Te wydarzenia opisuję w innym temacie).

28 lutego 1405 r. zaś (w rocznicę swego uwolnienia z twierdzy Baginton), Henryk Percy książę Northumberland, zawarł tajny układ z Owenem Glendowerem i sir Edmundem Mortimerem - pretendentem do angielskiego tronu (Mortimer był prawnukiem Edwarda III Plantageneta, który panował w latach 1327-1377), w celu podziału kraju na trzy części. Owen miał zatrzymać we władanie opanowaną wcześniej przez jego armię Walię, Edmund miał zasiąść na tronie Anglii, zaś Northumberland zająłby północne hrabstwa kraju, z Yorkiem jako swoją "stolicą". Bardzo szybko jednak ów tajny układ wyszedł na światło dzienne, choć nie wiadomo kto poinformował króla o spisku Northumberlanda (prawdopodobnie był to Ralph Neville hrabia Westmorland, osobisty wróg Percy'ego). Już bowiem z końcem kwietnia 1405 r. król Henryk dowiedział się o nim i publicznie ogłosił Henryka Percy'ego zdrajcą Anglii.


HENRYK IV LANCASTER



Henryk Percy postanowił ukarać Westmorlanda za wyjawienie jego spisku z "wrogami królestwa" i zebrał oddział 400 zbrojnych, by uderzyć na zamek Witton-le-Wear, należący do sir Ralpha Eure, na którym ponoć przebywał Westmorland. Ten jednak wcześniej został uprzedzony o zamiarach Percy'ego i zbiegł z zamku nim ten przybył doń ze swym oddziałem. Northumberland wiedział teraz doskonale że jako "zdrajca Anglii", został wyjęty spod prawa i królewski atak może nastąpić lada moment. Postanowił więc się do niego przygotować. Po pierwsze zajął (bez walki, gdyż lokalni komisarze królewscy byli bardziej przychylni jemu niż Henrykowi IV), swe dawne zamki na północy kraju i zaczął je umacniać na wypadek ataku. Wówczas to w maju 1405 r. przybył na północ ze swymi oddziałami lord Bardolf który połączył siły z Northumberlandem. Z końcem maja przyłączył się do nich sir William Clifford.

Antykrólewski bunt rozszerzył się na całe północne hrabstwa, gdyż do owej triady dołączył arcybiskup Yorku (od początku niechętny rządom Henryka IV), Ryszard le Scrope. Do niego zaś przyłączył się Tomasz de Mowbray hrabia Norfolk. W Shipton, niedaleko Yorku (który Northumberland obrał za swą stolicę), sam Norfolk zgromadził ogromne siły - 8000 zbrojnych. Dnia 29 maja 1405 r. przeciwko siłom Norfolka, stanęły słabe oddziały zebrane pośpiesznie przez Ralpha Neville'a hrabiego Westmorland. Ten ostatni był na z góry przegranej pozycji, a jednak nie tylko zwyciężył, lecz jeszcze tego samego dnia całkowicie zakończył bunt Northumberlanda. Jak do tego doszło? Po prostu przechytrzył Norfolka. Westmorland zaproponował bowiem przed bitwą podjęcie rozmów pokojowych, gwarantując buntownikom królewskie przebaczenie jeśli złożą broń. Norfolk początkowo wzbraniał się przed rozmowami pokojowymi, które miały mieć miejsce w obozie Westmorlanda, lecz gdy ten zapewnił go o nietykalności gwarantując to swoim honorem, Norfolk przybył na owe spotkanie.

I popełnił błąd, bowiem Westmorland nie tylko nie kontaktował się z królem Henrykiem w sprawie losów buntowników, lecz będąc jednocześnie osobistym wrogiem Percy'ego dążył do jego upadku i śmierci. Norfolk po przybyciu do namiotu Westmorlanda został natychmiast aresztowany, zaś gdy jego armia utraciła wodza - złożyła broń. Westmorland bez rozlewu krwi odniósł więc wspaniałe zwycięstwo nad przeważającymi siłami rebeliantów (głównymi siłami rebeliantów). Gdy Percy dowiedział się o tym wydarzeniu i utracie całej armii, zbiegł z Bardolfem i Cliffordem do Berwick, jednak burmistrz miasta odmówił wpuszczenia zbiegów, twierdząc iż przywiodą na miasto królewską zemstę. Percy wówczas zaczął go przekonywać że jego bunt nie był skierowany przeciwko królowi, lecz przeciw lokalnym możnowładcom - takim jak Westmorland, którzy próbowali odebrać mu jego majętności, wówczas dopiero burmistrz dał się przekonać i wpuścił Percy'ego i jego kompanów w mury miasta. Jednak nie zabawili oni długo w Berwick.

Na wiadomość o królewskiej ofensywie, zarówno Percy, Bardolf i Clifford uciekli do Szkocji, do St. Andrews, gdzie zostali przyjęci przez sir Dawida Fleminga, jednego z dworzan króla Szkocji - Roberta III Stewarta. Tymczasem ci z buntowników. którzy dostali się w ręce króla, zostali potraktowani z całą surowością jako "wrogowie państwa". Po krótkim procesie 3 czerwca, 8 czerwca rozpoczęły się egzekucje, w których ścięci zostali arcybiskup Yorku Ryszard la Scrope i hrabia Norfolk Tomasz de Mowbray. Scrope poprosił kata przed śmiercią by zadał mu pięć ran, na pamiątkę pięciu ran Jezusa Chrystusa. Egzekucja tak wysokiego przedstawiciela Kościoła, wywołała oburzenie w Rzymie. Papież Innocenty VII ogłosił w sierpniu 1405 r. ekskomunikę króla Henryka IV i wszystkich którzy pomagali mu w egzekucji arcybiskupa Scrope'a. Jednak arcybiskup Canterbury i przyjaciel króla - Tomasz Arundel, nie opublikował papieskiej ekskomuniki, tak więc w Anglii niewielu królewskich poddanych wiedziało o wyłączeniu króla przez papieża z grona wiernych Kościoła. Henryk Percy z kompanami przebywał zaś bezpiecznie w Szkocji (najpierw w St. Andrews, następnie w Perth), jednak i nad nimi poczęły się zbierać "czarne chmury".



CDN.
 

czwartek, 3 listopada 2016

POLSKO-ROSYJSKIE STOŁECZNE PODCHODY - Cz. III

CZYLI RANKING/PODSUMOWANIE

ILE TO RAZY POLACY

PODCHODZILI POD MOSKWĘ

A ILE ROSJANIE POD WARSZAWĘ,

WILNO CZY KRAKÓW





CZWARTA WYPRAWA ROSYJSKA 

NA WILNO

1535 r.


LITWA/POLSKA - ROSJA
5:4

Czwarta rosyjska wyprawa na Wilno, tak, ale na początku chciałbym wyjaśnić, że wszystkie te cztery dotychczasowy rosyjskie wyprawy zbrojne na stolicę Wielkiego Księstwa Litewskiego ... nie dotarł do celu. To znaczy w ich wyniku nie podjęto nie tylko próby opanowania samego miasta, lecz nawet jego oblężenia (w przeciwieństwie do wypraw litewsko-polskich, jak choćby ostatniej wyprawy Eustachego Daszkiewicza na Moskwę z 1521 r.). Po prostu przednie zagony wojsk moskiewskich podeszły na taką odległość do miasta, że można było uznać to za wyprawę skierowaną przeciwko samemu miastu (choć częstokroć nie dochodziły nawet do miejskich rogatek, tylko zatrzymywały się np. kilka kilometrów na północny-zachód od Miednik, leżących w niedalekiej odległości od samego Wilna. Tak też było z tą wyprawą z 1535 r.). Kolejna wojna litewsko-polsko - moskiewska, wybuchła na wiosnę 1534 r. po 12-latach pokoju, a spowodowały ją takie czynniki jak żądanie Litwy, natychmiastowego oddania (zdobytego w 1514 r.) przez Moskali Smoleńska (rozmowy na ten temat toczyły się od 1533 r.), oraz młody wiek i niedoświadczenie wojenne nowego władcy moskiewskiego - czteroletniego księcia Iwana IV zwanego potem Groźnym (panował w latach 1533-1584), syna poprzedniego władcy - Wasyla III. 

Ponieważ sprawująca rządy w państwie moskiewskim w imieniu syna, regentka Helena Glińska (bratanica twórcy polskiej husarii - Michała Glińskiego, który zdradził i przeszedł na służbę moskiewską - piszę o nim w innym temacie), odrzuciła litewskie żądania, co spowodowało wybuch wojny. Hetman wielki litewski - Jerzy Radziwiłł, skoncentrował swe główne siły ofensywne w rejonie Mohylewa (ok. 40 tys. żołnierzy), skąd miano ruszyć w dwóch kierunkach. Na południe (w rejon Homla i Staroduba), uderzyć miał wojewoda kijowski - Andrzej Niemirycz, na północ (Smoleńsk), ruszył zaś Aleksander Wiśniowiecki. Trzecia grupa, pod wodzą samego Radziwiłła, miała stać w odwodzie i przyjść z odsieczą na tym kierunku, na którym będzie to niezbędne. Wiśniowiecki więc ruszył na Smoleńsk, nie przystąpił jednak do jego oblegania (miał za małe siły), i ruszył od razu dalej, na Drohobuż, gdzie też nie przystępował do zdobywania miasta, tylko zajął się niszczeniem okolicznych przedmieść. Tymczasem Niemirycz dotarł pod Homel (który obległ), lecz go nie zdobył, więc ruszył dalej, na Starodub (próba opanowania tego miasta także skończyła się fiaskiem), a potem na Nowogród Siewierski (również podjęto próbę jego zdobycia i również okazała się ona nieudana). Zatoczył w swym podjeździe koło wokół rzeki Desny i podszedł pod twierdzę Radohoszcz, którą jako jedyną zdobył, po czym skierował część zagonów na Czernihów i Poczep (obie moskiewskie twierdze nie zostały zdobyte), a sam udał się z częścią wojska na północ.

Pod Smoleńskiem połączył się z grupą armii Aleksandra Wiśniowieckiego i wspólnie podjęto próbę opanowania Smoleńska. Po kilkunastu dniach oblężenia i szturmów miasto zostało ... zdobyte (13 września 1534 r.), jednak Moskiwcini utrzymali się na Zamku, którego zdobyć się już nie udało, a problemy z dostawą żołdu dla armii, spowodowały konieczność odwrotu i ponownego oddania Smoleńska. W październiku armia została rozpuszczona do domów i ta część kampanii uległa zakończeniu. W roku następnym - (luty) 1535, ruszyła zaś wielka kontrofensywa moskiewska na Litwę. Główna ofensywa została skierowana właśnie na Wilno, gdzie miały połączyć się trzy moskiewskie armie ("północna", stojąca obozem pod Opoczką, ta główna ze Smoleńska, oraz ta stająca obozem w Briańsku). Na południe zaś uderzyła czwarta armia moskiewska (stojąca obozem pod Starodubem), łącznie cała armia rosyjska liczyła ponad 150 tys. ludzi. W lutym ta wielka armia ruszyła wgłąb Litwy, zdobywając twierdze Siebież i Zawołocze (armia "północna"). Nie powiodła się im próba opanowania Połocka, co jednak nie powstrzymało ich marszu na Wilno. Natomiast armia spod Smoleńska koncentrycznie ruszyła na Mołodeczno (które zdobyła) i tam oczekiwała połączenia się z dwiema kolejnymi armiami. Armia spod Briańska jednak zaplątała się w długie oblężenia Mścisławia, Kryczewa, Orszy, Mohylewa (które zdobyli), mimo to jednak nie ruszono dalej, zaś armia spod Staroduba, mimo że weszła głęboko (docierając pod Słuck i Nowogródek), to jednak też nie zdobyła żadnej twierdzy i żadnego miasta i po dokonaniu lokalnych spustoszeń, zawróciła.

Pod Mołodeczno dotarła więc tylko armia "północna" spod Opoczki i połączywszy się z oczekującą armią "smoleńską", ruszyła na Miedniki, których jednak nie zdobyli, ale ich przednie zagony dotarły w okolice Wilna (choć nie pod samo miasto), po czym zawrócili. Hetman Radziwiłł otrzymał od króla Zygmunta I, kategoryczny zakaz wydawania Moskalom bitwy i działania na własną rękę, miał bowiem czekać na przybycie polskich posiłków. Gdy te wreszcie dotarły (pod wodzą hetmana wielkiego koronnego - Jana Armora Tarnowskiego w sile 10 tys. żołnierzy), w lecie rozpoczęła się kolejna polsko-litewska kontrofensywa. Połączona armia liczyła wówczas ok. 40 tys. ludzi. Ruszono na pograniczne twierdze i rozpoczęła się "wojna pograniczna" (nieudane próby opanowania przez hetmana Radziwiłła twierdz Orszy, Mścisławia, Krzyczewa, Mohylewa, Szkłowa i Dubrowny). Natomiast hetman Tarnowski ruszył na południe w kierunku Homla, który zdobył (16 lipca 1535 r.), potem padł Chalczyn, a następnie w sierpniu zdobyto Starodub (gdzie, co należy podkreślić, liczba wziętych do niewoli Moskali, znacznie przewyższała liczbę wojska polskiego, które miasto to zdobyło). Na zakończenie tej kampanii zdobyto jeszcze Radohoszcz, po czyn hetman Tarnowski cofnął się w kierunku Homla. Pod koniec roku, ruszyła jednak kolejna wyprawa moskiewska, która ponownie odbiła Radohoszcz i Starodub. 

Działania wojenne prowadzone w roku następnym - 1536, były już na znacznie mniejszą skalę i kończyły się z reguły nieudanymi oblężeniami poszczególnych nadgranicznych twierdz. Ponieważ żadna ze stron nie potrafiła zadać przeciwnikowi decydującego ciosu, 17 lutego 1537 r. zawarto pięcioletni rozejm, który zakończył się połowicznym sukcesem litewsko-polskim (zatrzymano potężny Homel, zaś przy Moskwie pozostawały przygraniczne twierdze Siebież i Zawołocze), nie zdobyto jednak Smoleńska, który to był głównym celem tej wojny. W 1542 r. rozejm ten przedłużono o siedem lat, a w 1548 r. o kolejne cztery. W tym czasie 16 stycznia 1547 r. książę Iwan IV, koronował się uroczyście w Moskwie na pierwszego w historii rosyjskiego cara. Cała uroczystość miała miejsce w soborze Uspieńskim (który odtąd stał się miejscem koronacji kolejnych władców Rosji), a czapkę Monomacha uroczyście założył 16-letniemu wówczas chłopcu, metropolita moskiewski - Makary. Co ciekawe, oficjalnie twierdzono (i podtrzymuje to dzisiejsza rosyjska propaganda historyczna), że czapka ta - wysadzana kamieniami szlachetnymi i obciągnięta sobolowym futrem i ażurem - była prezentem cesarza bizantyjskiego Konstantyna IX Monomacha, dla władców Rusi. W rzeczywistości zaś została ona zrobiona przez Tatarów ze Złotej Ordy na przełomie XIII i XIV wieku, a potem w wyniku upadku chanatu tatarskiego i rośnięcia w siłę państwa moskiewskiego, trafiła do Moskwy.

Jako dodatkową ciekawostkę można też wspomnieć, że sama uroczystość koronacji była połączona ze swoistym "targiem dziewic" w wyniku którego nowy car miał sobie wybrać przyszłą małżonkę. Rozesłano więc polecenie, aby każdy ród bojarski w całym państwie, w te dni przysłał do Moskwy swoje niezamężne córy (najpierw miały trafić do namiestnika w danym mieście aby ją zapisał, a następnie samemu przewieźć ją/je do Moskwy. Nie wolno też było ukrywać córek, bo za to groziły srogie kary. Groźba ta nie była wcale bezpodstawna, powiem wielu bojarów po prostu obawiało się wysłać swe córki na niepewny los do stolicy, nie wiedząc jaki je tam może czekać los, wielu też wolało spokój na wsi, w swoim majątku, niż moskiewskie splendory, połączone z intrygami i politycznymi knowaniami). Ponieważ ślub wyznaczono na luty 1547 r. ogłoszenie o stawienie się bojarskich cór, wydano jeszcze w roku poprzednim (należało bowiem brać poprawkę na srogą zimę, oraz praktycznie brak jakichkolwiek w tym czasie przejezdnych dróg). Z początkiem roku zaczęto więc "gromadzić" poszczególne dziewczęta (było ich tam wówczas nawet i z 1500) w taremach, gdzie miały oczekiwać na dzień "prezentacji" i wyboru przez cara (ojciec Iwana IV - Wasyl III także wybrał sobie żonę spośród właśnie takiej ilości dziewcząt). 


ANASTAZJA ZACHARINA ROMANOWA


Dzień prezentacji kandydatek wyglądał następująco, najpierw po przybyciu i rozgoszczeniu się w taremie, musiały się przebrać w odpowiednio im przygotowane, ciężkie, choć niezwykle piękne i dostojne suknie, spiąć włosy i założyć na nie specjalne czepki. Potem ustawiały się w linii i czekały aż ich pan - car je sobie obejrzy. Ten przegląd był jeszcze połowiczny, potem (już w kolejnych dniach), musiały ubrać się nieco skromniej. Pisząc "nieco" mam na myśli to że były prawie nagie, jedynie owinięte jakaś prześwitującą koszulą. Tego "oglądu" dokonywały specjalnie dobrane, kobiety, na których czele stała matka cara, oraz medyk, który sprawdzał stan zdrowia kandydatek. Wiek dziewcząt oscylował w granicach 12-17 lat (12 lat był dolną granicą wśród dziewcząt uczestniczących w tych "prezentacjach"). Skrupulatnie też badano pochodzenie rodziny kandydatki, oraz reputację jej ojca i innych przodków. Przede wszystkim zaś sprawdzano czy dziewczyna jest dziewicą. Podczas tej właśnie prezentacji wybranką młodego Iwana IV Groźnego, została Anastazja Romanowa Zacharina (założycielka rodu Romanowów). Jej rodzina nie należała początkowo do zamożnych, pierwszy przodek, który przybył do Moskwy (w początkach XIV wieku) z podbitych przez Krzyżaków Prus, nosił przezwisko ... "Kobyła", jego syn zaś był nazywany "kotem", mimo to już w drugim pokoleniu po przyjeździe osiągnięto status rodziny bojarskiej. Mimo to Romanowowie w chwili wyboru Anastazji na małżonkę cara Iwana IV, należeli do ubogich rodzin o praktycznie żadnym znaczeniu w ówczesnej polityce państwa moskiewskiego (co spowodowało że wielkie rody nie protestowały po wyborze, uważając że Anastazja i tak nie stanowi konkurencji dla ich córek).

Dziewczyna była ok. dwa lata młodsza od swego przyszłego małżonka, posiadała też cechy, które predestynowały ją do roli carycy - była (ponoć) dość ładna, posłuszna, pełna wdzięku i mądra pobożna i cierpliwa. Ślub odbył się dnia 13 lutego 1547 r. w soborze Uspieńskim, a w swą podróż poślubną" wybrali się na pielgrzymkę do monasteru Troicko-Siergiejewskiego (i to pomimo srogiej zimy, ale jechano tam w karocy na saniach i humor ponoć nie opuszczał nowożeńców). Iwan i Anastazja przeżyli ze sobą trzynaście lat, a on zapewne naprawdę ją kochał. Anastazja zmarła dość niespodziewanie w sierpniu 1560 r. prawdopodobnie otruta (nie było jednak po temu dowodów). Urodziła Iwanowi sześcioro dzieci (z których przeżyło tylko dwoje - carewicz Iwan - dzielny książę, następca tronu, zabity przez ojca w 1581 r. gdy miał 27 lat, oraz carewicz Fiodor, przyszły car Fiodor I - ostatni Rurykowicz na rosyjskim tronie).


MORDERSTWO CAREWICZA IWANA
1581 r.
 







CDN.   
 

środa, 2 listopada 2016

11 LISTOPADA - MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI

POLSKA BASTIONEM EUROPY






Oto hasło tegorocznego Marszu Niepodległości, organizowanego corocznie przez od 2010 r. przez organizacje narodowo-patriotyczne (wcześniejsze marsze, organizowane do 2010 r. w poszczególnych miastach, nie były ze sobą skoordynowane). Przyznać się muszę że jeszcze ani razu nie uczestniczyłem w takowym marszu, ale w tym roku to się zmieni, gdyż zamierzam (wreszcie) wziąć w nim udział. Uważam bowiem za karygodne, to co się ostatnimi czasy wyprawia na Facebooku, czyli owo usuwanie "niewygodnych" stron Marszu Niepodległości, banowanie za tegoroczny plakat z husarzem i podpis: "Polska bastionem Europy", pokazuje jak bardzo ideologiczny jest ten serwis społecznościowy (notabene, na Twitterze, choć w mniejszej skali również ma miejsce usuwanie prawicowych treści i plakatów). Szkoda tylko że te wszystkie lewaki z przeróżnych "Ośrodków Monitorowania ..." nie rozumieją, że tym sposobem niczego nie ugrają, to jest tylko sukces na krótką metę, który powróci ze zdwojoną siłą. Jeszcze trochę takich akcji, jak ta z banowaniem publicznych i prywatnych stron na Facebooku, a tegoroczny Marsz Niepodległości będzie liczył nawet z milion uczestników. 

W tym roku, tak jak już powiedziałem, zamierzam wziąć osobiście udział w Marszu Niepodległości, gdyż uważam to za jak najbardziej stosowne i konieczne zachowanie. Lewactwu bardzo przeszkadza, że Polska (Węgry, Czechy, Słowacja, kraje bałtyckie, oraz Białoruś), wciąż są NORMALNYMI państwami, gdzie po ulicach nie biegają "opaleni lekarze" z opuchniętymi jądrami, goniący za białymi kobietami i wrzeszczący: "Allah Akbar", lub częściej: "Money, Money, Money". Ulice naszych miast, nie zamieniają się w bliskowschodnie koczowiska i wysypiska śmieci. Nie ma u nas ataków na kobiety, nie ma gwałtów w centrum miasta (Polska i cała Europa Środkowa, wypadają pod tym względem najlepiej w całej Unii Europejskiej, tym bardziej że wedle oficjalnych danych, na Zachodzie i w krajach skandynawskich, za molestowanie seksualne uznaje się chociażby takie akty jawnej przemocy wobec kobiet, jak ... walenie głową kobiety o blat stołu, bicie po twarzy, a nawet kopanie. U nas takie przypadku klasyfikuje się jako przemoc, a nie ... molestowanie seksualne), nie ma dyskryminacji, w Polsce (według oficjalnych statystyk Unii Europejskiej), kobiety zarabiają tylko 2 % mniej niż mężczyźni (natomiast średnia w Unii pod tym względem wynosi - 16,4 %).


PLAKAT MARSZU NIEPODLEGŁOŚCI z 2012 r.


 
W Polsce jest NORMALNIE, po prostu normalnie i dowodzą tego ci wszyscy Europejczycy, którzy w ciągu ostatnich dwóch lat, przeprowadzili się do Polski (w wielu polskich miastach, Niemcy lawinowo wykupują mieszkania), i choć wszelkiego typu finansowane przez Sorosa - "Stop Hejty" i inne lewackie organizacje, bardzo się starają aby to zmienić, to jakoś im się nie udaje. Pieniądze George'a Sorosa idą w błoto (choć na swoje "szczekaczki" w Polsce wydaje on grube setki tysięcy euro), Polska jest dla niego i jemu podobnych zwolenników "Nowego, Wspaniałego Świata", prawdziwą studnią bez dna - wrzuca, wrzuca i nic z tego nie ma. We Francji to co innego, tam od kilkudziesięciu lat, uprawiana jest swoista lewacka "polityka wstydu", tam bardzo szybko i łatwo jest zmobilizować lewackie organizacje do działania (w tym do aktów przemocy, co chociażby widać na owym filmiku, jak jakiś lewak, zaatakował i skopał ojca, który chciał się przyłączyć do manifestacji zwolenników tradycyjnej rodziny, która odbyła się w Paryżu 16 października):




Wystarczy bowiem prikaz z "centrali", by lewackie organizacje natychmiast się uaktywniły, stosując jawną przemoc. Bo to są wszystko ludzie, którzy działają określonymi etapami (podobnie jak muzułmańscy "nobliści" rozpaczający nad swym ciężkim położeniem, czyli brakiem kobiet, odpowiedniego jedzenia - halal - zaś to które dostają uważają że nadaje się jedynie dla - uwaga, uwaga ... psów i kobiet, oraz oczywiście pieniędzy za nic nierobienie i polowanie na Europejki). Gdy w danej społeczności lewaków i muzułmanów jest 1-2 proc. są potulni jak branki, a nawet sympatyczni, gdy ich liczba dochodzi do 3-5 procent danej społeczności, zaczyna się przedstawianie siebie jako ofiary i wymuszanie na państwie jakichś dodatkowych praw "ochronnych" przed "faszystami", "nazistami", "rasistami" etc. etc. etc. Jeśli ich liczba przekracza 5 proc. jawnie już dążą do wprowadzania własnych praw i ideologii (islam nie jest żadną religią, jest religijno-polityczną ideologią), zaś powyżej 7-10 proc. następuje próba narzucenia całemu społeczeństwu (oczywiście w ramach "tolerancji" i "integracji"), praw szariatu lub (w przypadku lewactwa) ideologii gender, społeczeństwa multi-kulti, walki z mową nienawiści (która staje się nową formą przemocy i kontroli społeczeństwa, czego od zawsze pragną wszelkie tego typu grupy) itd. 

Można by się rozpisywać na ten temat, ale ja pragnę tego uniknąć, chciałem bowiem poinformować że w tym roku wezmę udział w Marszu Niepodległości, a swoje z niego wrażenia (w tym zdjęcia i filmy), zamieszczę na blogu.


"OBUDŹ SIĘ POLSKO MA, 
NIECH OPADNIE KŁAMSTWA MGŁA
POWSTAŃ Z KOLAN POLSKO, 
DAJ NAM SPRAWIEDLIWOŚĆ

BÓG - OJCZYZNA - HONOR -WIARA, 
W SERCACH NASZYCH NA SZTANDARACH,
POWSTAŃCIE DZWON ZYGMUNTA WZYWA"




 
PS: I jeszcze jedna sprawa, która w tym wszystkim wydaje mi się kluczowa. Mianowicie nic w życiu nie dzieje się przypadkiem, wszystko ma swoje przyczyny i konsekwencje, dlatego też powtarzam raz jeszcze za ojcem Klimuszko: "Gdybym miał żyć jeszcze pięćdziesiąt lat i miał do wyboru stały pobyt w dowolnym kraju na świecie, wybrałbym bez wahania Polskę, pomimo jej nieszczęśliwego położenia geograficznego. Nad Polską bowiem nie widzę ciężkich chmur, lecz promienne blaski przyszłości (...) Polsce będą się kłaniać narody Europy. Widzę mapę Europy, widzę orła polskiego w koronie. Polska jaśnieje jak słońce i blask ten pada naokoło. Do nas będą przyjeżdżać inni, aby żyć tutaj i szczycić się tym". 

Wszystko ma swoje konsekwencje, każdy nasz czyn wróci do nas (trochę na zasadzie domina), w ten czy inny sposób, w bliższej lub dalszej przyszłości. Te konsekwencje są stałe i nie zatrzymuje tego procesu nawet fizyczna śmierć danego człowieka, gdyż owa "karma", czyli to co żeśmy uczynili za życia i czym obdarzyliśmy inne osoby, nie rozróżnia takiego detalu jak ... śmierć. Możemy więc być pewni, że to wszystko, czego nie przerobiliśmy teraz, wróci do nas w kolejnym życiu. Podobnie jest z narodami (istnieje bowiem coś takiego, jak swoisty "Duch Narodu"). Karma dopada wszystkich, dobra i zła, to wszystko trzeba i należy przepracować, aby osiągnąć równowagę (do czego wszyscy dążymy). Dlatego też kraje, które w przeszłości żyły kosztem innych państw i narodów, teraz będą musiały za to zapłacić, i to niekiedy bardzo drogą cenę. Weźmy na przykład takie Niemcy. Przecież majątki wielu członków powojennych niemieckich elit, wzięły się właśnie z masowego rabunku i bezwzględnej eksploatacji podbitych narodów w czasie wojny i okupacji. Zresztą nie tylko elity, również miliony "zwykłych" Niemców korzystały na podbojach Hitlera (który w przeciwieństwie do Stalina, dbał przede wszystkim o pomyślność własnego narodu), stąd (jak również dzięki amerykańskiej pomocy finansowej z Planu Marshalla), udało się Niemcom już w latach 60-tych, znacznie rozpędzić swoją gospodarkę. Teraz płacą za swoje zbrodnie.

Przecież niekontrolowana inwazja muzułmańskich "kardiochirurgów" jest swoistym katharsis, Niemcy sami kładą głowę pod topór polit-poprawności i muzułmańskich praw, które wcześniej czy później zakończą się krwawą wojną religijną i zniszczeniami tak wielkimi, jakich nigdy wcześniej w Niemczech nie widziano. Według mnie (i nie tylko mnie) ten kraj przestanie istnieć, a ci, którzy mają jeszcze trochę oleju w głowach, już się z tego (skazanego na upadek) kraju, wraz z rodzinami ewakuują. Dlaczego tak wielu Niemców (głównie) ucieka do Polski? Dlaczego nie do Francji, czy Wielkiej Brytanii, dlaczego nie do Rosji czy USA? No właśnie dlatego - "Przed Polską widzę jasność i wstępowanie do góry. Będzie bardzo dobrze" - jak w swych przekazach mówił ojciec Klimuszko. A dlaczego ma być "Bardzo dobrze"? Z prostego powodu, dla którego dzisiejsze Niemcy, Francja czy cała Unia Europejska stoją na skraju przepaści - karma. Polska w swych dziejach była wielokrotnie najeżdżana, grabiona, prześladowana, niszczona, wykorzystywana. Nasze matki i nasi ojcowie przeżyli zabory, prześladowania wiary, języka, niszczenia polskości, potem był bardzo krótki okres dwudziestolecia wolności i znów przyszła okupacja, dwóch potwornych (lecz sobie bratnich) totalitaryzmów - niemieckiego nazizmu i sowiecko-rosyjskiego komunizmu. Wszystko powróciło ze zdwojoną siłą, prześladowanie i niszczenie polskości, języka, religii, a do tego doszły codzienna obawa o życie, łapanki uliczne, obozy pracy i obozy zagłady, śmierć nie odstępowała w tych latach naszych ojców i dziadów ani na krok. A potem znów przyszedł Stalin, komunizm, kolejne prześladowania, wywózki, sądowe mordy, kolejne dziesiątki tysięcy pomordowanych, już po zakończeniu II Wojny Światowej. 

Teraz nadchodzi czas zmiany - wielkiej zmiany która jest coraz bardziej widoczna. Za wszystko w życiu należy zapłacić, zarówno za winy jak i przysługi i w swoim czasie odebrać albo zło, albo dobro. I na zakończenie znów zacytuję jasnowidzącego ojca Klimuszko - "Kraj ten oczekuje lata świetności. Jest to obecnie szczęśliwe miejsce. Gdybym miał się drugi raz narodzić, chciałbym przyjść na świat tylko w Polsce. Niech Polacy z całego świata wracają nad Wisłę. Tu się im nic nie stanie".


MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI 
11 LISTOPADA 2015 r.




CDN.
    

wtorek, 1 listopada 2016

DZIEJE KORONY BRYTYJSKIEJ - Cz. II

OD CELTÓW KU WSPÓŁCZESNOŚCI


LANCASTEROWIE i YORKOWIE

1399 - 1485

Cz. II


HENRYK IV LANCASTER
(1367-1413)
(1399-1413)


JOE ARMSTRONG JAKO HENRYK PERCY "RAPTUS"
 



Bitwę pod Shrewsbury rozpoczął król, podnosząc do góry swój miecz i dając tym samym znak łucznikom do rozpoczęcia ataku. Ale w tej walce lepszymi okazali się jednak łucznicy Raptusa, Tomasz Walsingham, zapisał w swej kronice iż: "ludzie króla padali niczym liście na jesieni". Atak niósł za sobą tak śmiercionośne żniwo, że całe prawe skrzydło armii królewskiej zaczęło się sypać. Sam dowódca tej flanki - hrabia Stafford poległ na polu bitwy. 17-letni książę Henryk (przyszły król Henryk V), również odniósł podczas tego ostrzału bardzo poważne rany twarzy (blizny nosił już do końca życia). Książę jednak mężnie dowodził lewą flanką armii swego ojca (swe męstwo potwierdził potem w sławnej bitwie pod Azincourt). Bitwa była zacięta, lecz Raptus miał i inny plan zakończenia jej swoim zwycięstwem. Kilku szlachciców zadeklarowało się że są gotowi dokonać zamachu na życie króla Henryka IV podczas tej bitwy, zaś Henryk Percy przyjął ich deklarację. Król jednak dowiedział się (jeszcze przed bitwą) o planach zamachu na własne życie, dlatego też postanowił nie przywdziewać swej królewskiej zbroi, lecz zwykły rycerski pancerz, zaś pięciu rycerzy z najbliższego otoczenia monarchy przywdziało królewską zbroję. Cała piątka straciła życie w skrytobójczych atakach w czasie trwania bitwy pod Shrewsbury (ponoć Raptus własnoręcznie zabił trzech, miał przy tym rzec: "Nie dziwię się że Anglia jest wciąż rozszarpywana, skoro jeden król po drugim tu nastaje - ja sam zabiłem trzech").

Szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na stronę Henryka Raptusa. Upadł królewski sztandar, zaś rycerze z otoczenia księcia Walii, poczęli błagać swego pana - księcia Henryka, by czym prędzej się ratował i uchodził, gdyż bitwa jest już przegrana. Książę jednak nie zamierzał uciekać, pomimo młodego wieku i otwartej rany głowy, gdy krew zalewała mu twarz uniemożliwiając prawidłowe widzenie, postanowił walczyć do końca, szczerze wierząc w zwycięstwo armii swego ojca. Wszystko wskazywało na zupełną klęskę królewskiej armii i właśnie wówczas nastąpił niespodziewany obrót wydarzeń. Henryk Percy, pokonując kolejnych przeciwników, uniósł w górę przyłbicę swego hełmu, by móc lepiej widzieć pole walki - i wtedy właśnie otrzymał śmiertelny cios w twarz. Henryk Raptus spadł z konia i upadł na ziemię. Jego śmierć początkowo została niezauważona, niektórzy nawet jego rycerze podnieśli okrzyk triumfu gdy na polu walki pojawiła się wiadomość o śmierci króla Henryka IV (zapewne jednego z przebranych za niego rycerzy). A nawet podniosły się okrzyki pozdrawiające Henryka Percy'ego jako nowego króla Anglii. Wówczas to na placu boju pojawił się inny okrzyk, pierwotnie wypowiedziany przez Henryka IV, a potem przez jego rycerstwo - "Henryk Percy jest martwy".




Początkowo w oddziałach Raptusa nie dawano temu wiary, lecz gdy wódz długo nie pojawiał się na placu boju, rycerstwo Henryka Percy'ego uwierzyło w śmierć swego dowódcy. Z tą chwilą bitwa się zakończyła, żołnierze Raptusa złożyli broń przed królem Henrykiem IV. Bitwa pod Shrewsbury zakończyła się więc zwycięstwem króla Henryka, lecz należy ona do tych bitew w których straty zwycięzców przewyższają te zadane pokonanym. Siły walczących stron były mniej więcej równe, liczyły bowiem ok. 15 000 ludzi, z czego żołnierzy królewskich poległo prawie 4000, zaś straty sił armii Henryka Percy'ego, były o ok. połowę mniejsze. Ojciec Henryka Raptusa - Henryk Percy hrabia Northumberland, nie uczestniczył w samej bitwie gdyż nie zdążył połączyć swych sił z oddziałami syna. Gdy Tomasz Percy hrabia Worcester dowiedział się o śmierci swego bratanka, publicznie zapłakał. Co ciekawe, gdy odnaleziono ciało Raptusa, zapłakał nad nim również książę Walii, następca tronu Anglii - poważnie ranny w głowę książę Henryk. Ciało Henryka Percy'ego zostało zabrane przez sir Tomasza Nevilla barona Furnivall i pochowane z honorami w kościółku w niedalekiej wiosce Whitchurch.


ŚMIERĆ HENRYKA "RAPTUSA"
W BITWIE POD SHREWSBURY
21 lipca 1403 r.
 



Bardzo szybko jednak zaczęły pojawiać się plotki, że Henryk Raptus naprawdę nie zginął, lecz udał swą śmierć by dalej gromadzić armię i walczyć z królem Henrykiem IV. Plotki te były coraz głośniejsze, dotarły nawet na londyński dwór. Król Henryk postanowił więc raz na zawsze stłumić kiełkującą legendę ukrywającego się i knującego bunt przeciw jego władzy Henryka Percy'ego, dlatego też nakazał wyjąć ciało Raptusa z trumny w Whitchurch, zakonserwować solą, by nie wydzielało przykrej woni, a następnie wystawić przywiązanego do pręgierza, na rynku w Shrewsbury. Jego ciało zostało dodatkowo przebite włócznią pozostawioną tak "na pokaz", a do pilnowania, by nikt nie wykradł ciała Raptusa, wyznaczono strażnika. Tłumy mieszkańców miasta miały możliwość dokładnie przyjrzeć się "pokonanemu wrogowi króla" i jednocześnie była to przestroga dla kolejnych buntowników, czym grozi wystąpienie przeciwko monarsze. Gdy ciało Henryka Percy'ego zaczęło już cuchnąć i nastąpił proces rozkładu, odwiązano go znad pręgierza, poćwiartowano i części jego ciała rozwieziono do największych miast kraju - głowa trafiła do Yorku, największego z miast północnych hrabstw, gdzie na zamku swego ojca - Alnwick, urodził się Raptus), gdzie została umieszczona na bramie wjazdowej do miasta. Członki zaś rozwiezione były do miast Bristol, Newcastle, Chester (który Raptus zdobył na początku swego buntu), i oczywiście Londyn.

Książę Northumberland, ojciec Raptusa, który został przyjęty przed królewskim majestatem dopiero 11 sierpnia 1403 r. (dokładnie trzy tygodnie po bitwie pod Shrewsbury). Tłumaczył się tam, że od początku był przeciwny poczynaniom syna i próbował odwieść go od zamiaru wystąpienia przeciw swemu królowi. Król przebaczył księciu, lecz odebrał mu wszystkie zamki które ród Percy posiadał. Northumberland został również wysłany do "aresztu domowego" w twierdzy Baginton. Wuj Raptusa - Tomasz Percy hrabia Worcester, za swoje poparcie antykrólewskiego buntu, został ścięty dwa dni po bitwie pod Shrewsbury - 23 lipca 1403 r. Jego głowa została następnie odesłana do Londynu i nabita na moście londyńskim, tkwiła tam puki nie zgniła. Inni członkowie szlachty, którzy poparli bunt Raptusa, tacy jak sir Ryszard Venables z Kinderton i sir Ryszard Vernon - także kolejno kładli głowy pod katowski topór. Przed królem pojawiła się również Elżbieta Mortimer, małżonka Raptusa, która błagała króla by sprowadził części ciała jej męża i pozwolił jej złożyć je do grobu. Król początkowo odmawiał, jednak w listopadzie 1403 r. zezwolił wreszcie na sprowadzenie członków ciała Henryka Percy'ego i oddał je wdowie, a ta pochowała je w katedrze w Yorku. Henryk Raptus zginął w wieku 39 lat.

Zakończenie rebelii Raptusa nie oznaczało wcale końca kłopotów króla ze swymi poddanymi, tym bardziej że wciąż nie była rozwiązana sprawa buntu Walii pod wodzą Owena Glendowera, poza tym w następnych latach inni wielmoże zaczęli powstawać przeciwko Henrykowi IV.





 
CDN.