Łączna liczba wyświetleń

środa, 23 sierpnia 2017

NIM POWSTAŁA UNIA EUROPEJSKA... Cz. I

CZYLI ROZWÓJ MARKSIZMU 

JEGO CELE I DZIAŁANIA





I znów ataki! Znów krew leje się po ulicach europejskich miast! Znów brodaci przybysze, oddani bez mała swej chorej ideologii religijnej, wykrzykujący imię swojego boga, mordują Europejczyków! Boże, wciąż to samo, w zasadzie nie ma już miesiąca, aby nie zdarzył się jakiś duży atak islamistyczny w Europie (bo na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej takie ataki zdarzają się właściwie codziennie, tylko że nikt o tym nie mówi). Postanowiłem nie opisywać tych tragicznych wydarzeń, jakie miały miejsce w ostatnich dniach w Hiszpanii (Barcelona, Cambrils), oraz Finlandii (Turku), gdyż w zasadzie musiałbym po raz kolejny pisać o tym samym, o czym pisałem w poprzednich postach na temat zamachów w Niemczech czy we Francji. Przede wszystkim jednak chciałbym przekazać moje najszczersze kondolencje rodzinom ofiar tych ataków (Alcanar: 1 osoba zabita 7 osób rannych, Barcelona: 15 osób zabitych ok. 130 rannych, Cambrils: 1 osoba zabita, 7 osób rannych i Turku 2 osoby zabite, 7 rannych), choć wiem że to tylko słowa i nie wrócą one ich bliskich. Swoją drogą chciałbym tutaj stwierdzić że Europa jest już martwa, totalnie wyjałowiona, pozbawiona ducha wali i ducha przetrwania, totalnie przestraszona i niezdolna do jakiegokolwiek działania. Jak pisał w 1820 r. Adam Mickiewicz w swej "Odzie do Miłości": "Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy", dziś Europa zasiedlona jest przez takie właśnie chodzące szkielety, prawdziwe ludzkie zombie, totalnie przestraszone niczym kurczęta w kurniku. 

Muzułmanie wcale nie potrzebują bomb, broni palnej ani nawet noży czy maczet, nie muszą nawet kraść ciężarówek, aby potem rozjeżdżać nimi bezbronne dzieci na deptakach. Nie muszą nic, dziś bowiem wystarczy jedynie... broda któregoś z muslimów, który wtopi się w tłum lokalnych mieszkańców i przez przypadek lub celowo przewróci jakiś większy postument lub krzyż, aby sprowokować powszechną panikę i wzajemne tratowanie się ludzi (tak jak stało się jakiś czas temu w niemieckim Essen, gdzie - prawdopodobnie - przypadkowe potrącenie krzyża przez jednego - powtarzam Jednego brodacza, spowodowało powszechną panikę wśród zgromadzonych. Efekt - 500 osób wpadło w panikę wzajemnie się tratując. No to po co używać choćby noża czy ciężarówki, skoro wystarczy sama broda i nietypowe zachowanie, aby spowodować panikę wśród lokalnych mieszkańców i dziesiątki zgonów?). Po godzinie 18:00 niemieckie, szwedzkie, francuskie a nawet brytyjskie miasta wyludniają się, obywatele tych krajów bowiem czym prędzej chowają się we własnych domach, ryglując drzwi i okna, tak, aby nikt niepożądany nie dostał się do środka. Oto dzisiejsza Europa, totalnie przestraszona i bezbronna, bowiem rządy europejskich państw również działają aktywnie przeciwko swoim obywatelom. Wszechobecna dyktatura poprawności politycznej, powoduje że ludzie albo w ogóle boją się publicznie wypowiadać własnych myśli i przekonań, albo też mówią to, co wiedzą że jest bezpieczne - czyli tę neomarksistowską nowomowę, o tolerancji i otwartości, a własne poglądy wyrażają albo w gronie bliskich znajomych, albo też, gdy wiedzą że jakaś opinia lub sonda jest anonimowa. Wówczas dopiero wraca odwaga i mówią to, co naprawdę myślą o muzułmańskiej imigracji, polityce multi-kulti i powszechnej polit-poprawności. Dopiero gdy wiedzą że nikt ich o nic nie oskarży, nikt ich nie ukarze, nikt ich nie zamknie do więzienia za obrazę religii muzułmańskiej (tak, tak, takie idiotyzmy są już na porządku dziennym w Europie Zachodniej), dopiero wówczas (choć na krótko) znów stają się odważni w swych opiniach i poglądach.

Europa jest martwa również dlatego, że już nie istnieje praktycznie swobodny przepływ informacji, wszystko (albo prawie wszystko, bo zawsze musi być jakiś wentyl), jest tam totalnie zmanipulowane, a media w ponad 90% mówią czyste propagandowe bzdury (żeby nie powiedzieć perfidne kłamstwa). przykładem niech będzie chociażby Polska, która w zachodnich mediach (głównie lewicowo-liberalnych), jest przedstawiana w wielu krajach tzw.: "Zachodu", jako totalitarny (lub autorytarny) reżim katolicko-narodowy, gdzie rządząca krajem partia łamie demokrację, prawa obywatelskie i niszczy tych nielicznych sprawiedliwych, którzy mają odwagę poprosić Brukselę (lub Berlin) o wsparcie i którzy (podobnie jak poseł Niesiołowski), życzą Polsce katastrofy gospodarczej, bo tylko wówczas można będzie odsunąć PiS od władzy. Tutaj panuje powszechny ucisk i nędza (co sprawia że wielu na Zachodzie naprawdę w to wierzy, skoro mówią o tym w publicznych wiadomościach, to przecież by nie kłamali prawda?). I potem ci ogłupieni propagandą ludzie przyjeżdżają do naszego kraju albo na Światowe Dni Młodzieży, albo na jakieś wydarzenia sportowe, albo po prostu w ramach podróży wakacyjnych - i... są w szoku. Nie mogą bowiem zrozumieć że to, co słyszeli we własnych mediach o Polsce to totalne, perfidne kłamstwo. W Polsce bowiem po godzinie 18:00 dopiero zaczyna się życie, ludzie wychodzą z domów, spędzają czas w klubach i dyskotekach, chodzą po ulicach miast, kobiety i dziewczęta mogą swobodnie nosić krótkie spódniczki i nikt ich nie obmacuje, nikt nie molestuje, nikt nie łapie za piersi i nie wkłada rąk do majtek, ani nie obrzuca bluzgami za "niemoralność". Można swobodnie napić się piwa w przydrożnych ogródkach i kafejkach, jest czysto, miło spokojnie, ludzie są przyjaźni i nie ma dyktatury poprawności politycznej (choć oczywiście rodzimi lewacy bardzo się starają aby ten stan rzeczy zmienić). Ci obcokrajowcy są w szoku, dla nich to jest bowiem swoista cywilizacyjna przepaść. Oni muszą mieć trochę czasu aby się z tym oswoić, a potem... potem to już nawet nie chcą stąd wyjeżdżać.




W tym temacie jednak pragnę zaprezentować marksistowską koncepcję totalitarnego państwa, która jest dziś jedną z najważniejszych celów programowych instytucji Unii Europejskiej (choć oczywiście wciąż powtarza się bzdury o "demokracji", "prawach człowieka", "wartościach europejskich", "wolności słowa" i innych banialukach, które dziś już są jedynie teoretyczną pozostałością dawnych europejskich i amerykańskich osiągnięć). Dziś ojcami założycielami Unii Europejskiej nie są już wcale jej autentyczni twórcy, czyli Winston Churchill, Alcide de Gasperi, Robert Schuman (choć i ten miał sporo za uszami) czy Konrad Adenauer, dziś bowiem prawdziwymi ojcami założycielami UE, są... komuniści, na czele z człowiekiem, którego imię widnieje przed wejściem do Parlamentu Europejskiego w Brukseli, czyli (prawie nikomu nieznanym włoskim trockiście) Altiero Spinellim. Prócz niego za ideowych ojców założycieli można uznać Herberta Marcuse, Max Horkheimer, Jurgen Habermas czy Theodor Adorno. Wszyscy oni są twórcami współczesnej wersji marksizmu, jaki obecnie panuje w Unii Europejskiej i dominuje wśród elit państw Europy Zachodniej i (częściowo) Stanów Zjednoczonych. Należy o tym pamiętać, gdyż dzisiejsze problemy, z jakimi zmaga się Europa (kryzys migracyjny, wzrost terroryzmu, kryzys waluty euro a także plany stworzenia armii europejskiej w miejsce NATO i zniesienia granic), zostały sprowokowane właśnie dla realizacji chorej idei marksizmu kulturowego (i politycznego) w wykonaniu Altiero Spinelliego i tzw.: Grupy Spinelli (reaktywowanej w 2010 r.), nadającej główny kierunek rozwoju Unii Europejskiej. 

Nim jednak przejdę bezpośrednio do tych tematów (niezwykle ciekawych, biorąc pod uwagę to, co dzieje się obecnie w Europie), pragnę cofnąć się do początków - do Marksa i Engelsa, do ich wypaczonej wersji "sprawiedliwości społecznej", która jednak nigdy sprawiedliwością być nie miała. Celem Marksa bowiem nigdy nie była poprawa położenia warstw najuboższych i najbardziej wyzyskiwanych przez rozbuchany w XIX wieku kapitalizm, on jedynie pragnął posłużyć się tymi biednymi i niemającymi nic do stracenia masami, aby po prostu wyrżnęły całą dotychczasową elitę polityczną, ekonomiczną i kulturalną Europy, po to tylko, aby na gruzach dawnego świata, zbudować "Nowy Świat" - czyli komunizm. Marks jednak doskonale zdawał sobie sprawę, że komunizm jest ustrojem polityczno-ekonomicznym, który prędzej czy później zacznie generować nędzę - taka jest bowiem natura tego systemu i Marks nie tylko to przewidział, ale dał również wskazówki, jak utrzymać komunizm w sytuacji powszechnego upadku ekonomicznego Europy. Wiedział bowiem że te same masy, które dotąd mordowały elitę starego świata z myślą że oto teraz wzbogacą się na ich krzywdzie, wcześniej czy później obrócą się przeciwko komunizmowi, gdy tylko zdadzą sobie sprawę, że ich położenie w nowym ustroju jest jeszcze gorsze, niż było wcześniej. Ci ludzie się zbuntują i Marks doskonale wiedział że tak się stanie, dlatego też znalazł rozwiązanie tego "problemu". 

Aby więc nie dopuścić do takiego stanu rzeczy, należy zaraz po rewolucji komunistycznej, wybrać najlepsze i najbardziej ideowe jednostki, dać im władzę nad całą resztą - głównie władzę policyjną - lepsze warunki wzajemnej egzystencji ekonomicznej i stworzyć z nich aparat policyjno-represyjny, który w zarodku tłumiłby wszelkie antykomunistyczne bunty. Tak powstałaby policja polityczna, której zadaniem byłaby ochrona ustroju komunistycznego w totalitarnym państwie, jakim miała stać się zjednoczona Europa. Taki był plan Marksa, więc jeśli ktokolwiek myśli że komuniści w stylu Stalina, Mao Tse-Tunga czy Pol Pota to były jakieś potwory w ludzkich skórach, a komuniści tacy jak Marks, Engels czy Lenin to ideowi filozofowie, którzy "chcieli dobrze, ale im się nie udało", to jest chyba totalnym ignorantem, półgłówkiem lub lewakiem z którym szkoda dalszej polemiki. Nie trzeba bowiem wiele, wystarczy przeczytać Manifest Komunistyczny, aby przekonać się, że Marks i Lenin byli pod wieloma względami gorszymi sukinsynami niż Stalin - który po prostu pragnął władzy i chciał ją wciąż rozszerzać, a że stał na czele państwa komunistycznego, no cóż, rozszerzał więc komunizm. Zauważcie co stanowi dziś anty-ideały Unii Europejskiej? Pokrótce można by wymienić - patriotyzm jest złem i jest utożsamiany z nacjonalizmem, konserwatyzm jest złem i jest tożsamy z faszyzmem, religia jest złem i jest tożsama z zabobonami i ciemnotą, nietolerancja jest złem i jest tożsama z homofobią (islamofobią etc. etc.). Cóż to jest jeśli nie marksizm/ komunizm w czystej postaci?




Celem bowiem Unii obecnie, jest całkowita kontrola życia społecznego i prywatnego obywateli, pod względem zgodności ich poglądów oraz zachowań z ideologią neomarksistowską. Wszystko co przeczy tej ideologii, co podważa jej cele, co ukazuje jej absurdy, jest zwalczane z całą siłą (dlatego też, choćby nawet w poszczególnych państwach Europy Zachodniej islamiści codziennie komuś podrzynali gardła lub rozjeżdżali ludzi na deptakach, oni NIGDY nie przyznają że popełnili błąd. Bowiem dla nich jest to jedynie pewna forma ewolucji społecznej, która ma doprowadzić do totalitarnego marksizmu i stworzyć jedno państwo pod nazwą Europa. Jeśli przyznaliby, że popełnili błąd w tej jednej sprawie, to bardzo szybko - zasadą domina - posypałyby się i inne ich neomarksistowskie plany. Dlatego też w mediach wciąż będziemy słyszeli jedynie o kolorze auta w jakim doszło do zamachu, podadzą nam pełne wyliczenia ile środków wybuchowych i jakiego koloru było w czasie ataku, którymi ulicami jechał zamachowiec, ale to wszystko. Nie dowiemy się natomiast nic o jego pochodzeniu etnicznym, o jego kolorze skóry, a nawet o jego nazwisku (a gdy już będą musieli podać nazwisko, to nie będzie tam nawet najmniejszego połączenia tych kwestii z islamem, jako totalitarną ideologią religijną, która ma dopomóc marksistom w realizacji ich założeń). 






W kolejnej części przejdę więc już do bezpośredniego zaprezentowania pierwotnych (XIX-wiecznych) założeń marksizmu, oraz opiszę jak rozwijała się te choroba ideologia, jak ewoluowała, jakie przybierała nowe formy i kształty. Wreszcie przedstawię to co najważniejsze, dokładne cele neomarksistowskiej elity, rządzącej dziś Unią Europejską        



CDN.

sobota, 19 sierpnia 2017

DZIEJE WYCHOWANIA - Cz. II

CZYLI NAUKA SZTUKI

CZŁOWIECZEŃSTWA


 WYCHOWANIE STAROŻYTNEGO EGIPTU

ok. 3000 r. p.n.e. - 30 r. p.n.e.





I
WYCHOWANIE PRZYSZŁEGO WŁADCY (FARAONA)

 



Słowo "faraon" (czyli w języku staroegipskim "Per Aa" - "Wielki Dom"), jest dość młodym słowem, określającym egipskiego władcę, bowiem po raz pierwszy pojawiło się ono ok. 1450 r. p.n.e. za panowania Totmesa III Wielkiego, wcześniej zaś (i później również), władca był określany aż pięcioma imionami. Pierwszym z nich było imię: "Horus" - które odnosiło się do boga/opiekuna dynastii królewskiej i całego Egiptu. Horus był synem Ozyrysa, który został zamordowany przez swego brata Seta, w czasach tak dawnych, że żaden Egipcjanin nie próbował sobie nawet tego wyobrazić, potem Horus wziął pomstę za ojca i walczył z Setem w czasach "wojen bogów". Horus był opiekunem tak samej monarchii (czyli panującego króla i jego rodziny), jak również wszystkich mieszkańców Dwóch Krajów (Górnego i Dolnego Egiptu), którymi patronowały "Dwie Panie" - Nechbet (bogini-sęp) z Górnego Egiptu i Wadżet (bogini-kobra) z Dolnego Egiptu. I to było też drugie imię władcy: "Dwie Panie" czyli "Nebty". Trzecie imię znów odnosiło się do boga Horusa i symbolizowało jego bohaterstwo, męstwo i łaskawość dla pokonanego Seta, a brzmiało ono: "Złoty Horus" (niekiedy do tego dodawano zwrot: "Ten który należy do Łodygi i do Pszczoły", czyli innymi słowy "Król Górnego i Dolnego Egiptu"). Trzy pierwsze imiona władcy były stałe, czwartym był zaś tzw.: praenomen, czyli główne imię królewskie, indywidualne i niepowtarzalne już nigdy w rodzie (dzięki temu imieniu tak naprawdę Egipcjanie identyfikowali poszczególnych władców, gdyż ich nie numerowali - ponieważ nie było ku temu powodu, skoro władca otrzymywał imię, którego już nikt inny nie mógł powtórzyć). 

Tak więc imię królewskie dla Totmesa III brzmiało - Mencheperre, dla jego ojca Totmesa II - Acheperenre, dla dziadka (założyciela dynastii Totmesydów ok. 1505 r. p.n.e.) Totmesa I - Acheperkare. Syn Totmesa III, Amenhotep II nosił imię - Acheprure, jego syn Totmes IV - Mencheprure, Amenhotep III (syn Totmesa IV), nosił imię - Nebmare, zaś Amenchotep IV Echnaton - imię Nefercheprure. Jedyna kobieta na tronie tej dynastii, królowa Hatszepsut, również posiadała swój praenomen - Makare. Ostatnim członem pełnego imienia władcy, było imię dynastyczne (nomen), które brzmiało właśnie "Totmes", "Amenhotep", "Ramzes", "Horemheb" etc. Pełne imię królewskie brzmiało więc następująco: "Horus - Potężny Byk ("wstający w Tebach") - Dwie Panie ("władające królestwem jak Re na niebie") - Złoty Horus ("potężny męstwem i uświęcony diademami") - Pan Dwóch Krajów, Górnego i Dolnego Egiptu - Pan Świata - Władca Nilu - Syn Re - Mencheperre ("panowanie Re jest wieczne") - Tot-mes ("zrodzony z Thota")". Zakrawa więc na swoisty chichot historii, że wszelkie starania kolejnych władców aby uwypuklić praenomen, spełzły na niczym, gdyż współcześnie historycy i tak określają ich po nazwie dynastycznej (dodając jeszcze do tego cyfrę przyporządkowującą władcę w szeregu) a nie indywidualnym imieniu królewskim. Tak więc mamy miast Mencheperre, po prostu Totmesa III, co w starożytności egipskiej byłoby po prostu nie do pomyślenia. 

Tak więc młody książę, następca tronu, który otrzymał już swój praenomen (z reguły przyszły faraon sam wybierał sobie indywidualne imię, niekiedy jednak wyznaczał mu je panujący władca), od młodego wieku był poddawany bardzo zróżnicowanej edukacji. Po pierwsze trudna nauka pisania i czytania (hieroglify i ich właściwe zapisywanie), oraz nauka liczenia (matematyka), która jest niezbędna do opanowania podstaw właściwego zarządzania krajem. Nie koniec na tym, młody książę zgłębiał też tajniki astronomii (kapłani egipscy doskonale wiedzieli że Ziemia krąży wokół Słońca i jest kula, ale nie rozgłaszali tego ludowi, bowiem była to forma ich panowania i wpływów nad ludźmi), architektury, arytmetyki, malarstwa - przyswojenie tego wszystkiego trwało ładnych kilka, a często kilkanaście lat. Poza tym, od najmłodszego wieku nauka strzelania z łuku (faraon musi być zawsze mistrzem we wszystkich dziedzinach, dlatego też zarówno naukę pisania, rachowania jak i strzelania z łuku i powożenia rydwanem, powtarzano aż do perfekcji), posługiwania się mieczem (czyli fechtunek), toporem, a także umiejętności powożenia rydwanem (Egipcjanie prawie w ogóle nie dosiadali koni, używając ich przede wszystkim jako siłę pociągową rydwanów wojennych). Surowi wychowawcy skrupulatnie odnotowywali postęp młodego księcia, zadając mu wciąż kolejne sprawdziany i poddając wielu próbom. Przyszły władca musiał być bowiem prawdziwym odzwierciedleniem boga Horusa: mężnym, silnym (stąd określenie "Potężny Byk" w tytulaturze królewskiej), mądrym i sprawiedliwym, gdyż wszystek dobrobyt w kraju był związany tylko z jego osobą. Musiał to być więc ktoś prawie uniwersalny, dlatego też faraonowie skrupulatnie sprawdzali postępy swych synów, wybierając na swych następców nie tylko najstarszych, ale czasem i najlepszych z nich. 




Do tego dochodziła bardzo ciężka i równie wyczerpująca nauka protokołu dyplomatycznego i odpowiedniego zachowania. Przyszły władca musiał więc nauczyć się nieokazywania emocji, miał być żywym posągiem na tronie - żywym bogiem, który nie może nawet się poruszyć. Książę niekiedy też (w zastępstwie faraona, swego ojca), odbierał oficjalne daniny podbitych i zhołdowanych państw. Wówczas to siedział nieruchomo na tronie, przyglądając się ofiarowywanym jego ojcu dobrom i marząc o własnych podbojach. Mimo tej wyczerpującej nauki i długotrwałego szkolenia, książę miał również dużo wolnego czasu, który mógł spędzać wedle własnych zachcianek. Od maleńkości był (z reguły) przygotowywany do objęcia władzy, ale w wieku dziecięcym okazywano mu jeszcze dużo swobody. Jako chłopiec biegał więc zupełnie nago po pałacowych ogrodach i sadzawkach, bacznie obserwowany przez dworzan, ale jednak beztroski i swobodny. Od najmłodszych lat golono mu już głowę na łyso, z wyjątkiem małego skrawka włosów z boku, który układano w fikuśny lok (spięty złotymi spinkami). Z biegiem czasu książę stawał się oczkiem w głowie całej rodziny (szczególnie gdy stary władca był słabego zdrowia). Mniej więcej w wieku lat 17 lub 18 książę otrzymywał od ojca własny harem (tak właśnie się stało w przypadku księcia Amenhotepa II, który tym faktem chwalił się w oficjalnej inskrypcji). Książęta spędzali w haremach dużo czasu, nie tylko na miłostkach, ale również na grach i zabawach, jak choćby gry w zenet, podobnej do naszych warcabów, którą grało się na prostokątnej planszy (często drewnianej, skonstruowanej w formie mini stołu), o 33 polach, używając do tego białych i czarnych pionków. Gry w zenet trwały niekiedy nawet kilka dni, a była to jedna z najpopularniejszych form spędzania wolnego czasu przez Egipcjan.
Książę miał też do swojej dyspozycji prywatne źródła wodne, gdzie mógł oddawać się kąpielom w gronie swych nałożnic. Sadzawki te były całkowicie bezpieczne, gdyż cyklicznie (szczególnie gdy książę namierzał się wykąpać) sprawdzano czy przypadkiem nie przybłąkał się tak jakiś krokodyl lub inne niebezpieczne zwierzę. Z reguły takie miejsca były jednak odseparowana zarówno od dzikich zwierząt, jak i od innych ludzi. Kobiety z haremu księcia (jak i faraona) były zarówno niewolnicami, jak i wolnymi kobietami (często księżniczkami z obcych krajów). W haremie panowała ścisła hierarchia, najważniejsza była zawsze oficjalna małżonka władcy. Potem była matka następcy tronu (nie zawsze królowa i matka następcy to była ta sama osoba, często faraon płodził synów z niewolnicami, a córki z własną żoną, co oznaczało że to owi synowie, a nie córki byli i tak pretendentami do tronu). Następnie księżniczki z obcych krajów, potem wolne kobiety i na końcu niewolnice. Harem był jednak miejscem dość otwartym i swobodnym, gdzie kobiety mogły bez przeszkód spotykać się ze swoimi krewnymi i zapraszać ich do swych pawilonów. Mogły również opuszczać harem i wychodzić do miasta, ale zawsze z towarzyszącymi im przyzwoitkami. Faraon, jako jedyny mężczyzna w Egipcie mógł poślubić i rozwieść się z kim chciał, jego żony nie miały już tego przywileju, ale zwykłe kobiety miały pełne prawo na równi z mężczyznami zażądać rozwodu. Wystarczyło że jedna z osób oznajmiła to w obecności świadków. Kobiecie po rozwodzie z reguły przysługiwało prawo do opieki nad dziećmi. Faraon był jednak władcą i to on o wszystkim decydował, gdyż on był (jak wierzyli Egipcjanie), owym "boskim światłem", łączącym bogów i ludzi, dzięki któremu bogowie odganiają zło i mrok i pozwalają cieszyć się ludziom swymi łaskami.



Książę, jako następca tronu, musiał również często wizytować oddziały wojskowe i uczestniczyć w ćwiczeniach oraz paradach (często osobiście powożąc rydwanem). Pojedynkował się i ścigał z synami szlachetnych rodów, również terminującymi w wojsku, razem z nimi (oni stanowili późniejsze osobiste zaplecze władcy) również urządzał wielkie polowania na dzikiego zwierza. Wyprawiano się więc zarówno nad nil, łodzią nasłuchując ptactwa, lub nawet urządzając polowania na krokodyle i hipopotamy, oraz na pustynię, gdzie polowano głównie na lwy. Faraon, następca tronu i cała jego rodzina mieli również najlepszą wówczas opiekę medyczną (lekarze egipscy byli uważani za najlepszych na całym ówczesny Bliskim Wschodzie), dzięki temu dożywali długich lat w dość dobrym zdrowiu (zdarzało się jednak że członkowie dynastii umierali na gruźlicę, która była prawdziwą plagą Egiptu i nie było na nią lekarstwa), co w porównaniu do zwykłego egipskiego wieśniaka było wyczynem nie lada (zwykły Egipcjanin bardzo rzadko dożywał 40 roku życia, jako że wokoło czyhały na niego same niebezpieczeństwa, począwszy od ataków dzikich zwierząt, ciężkiej, fizycznej i wyczerpującej pracy, poprzez zranienia i zwichnięcia, które bagatelizowano, a prowadziły one w konsekwencji do częstych zgonów. Poza tym klęski żywiołowe, brak wody pitnej itd. skutecznie eliminował tych, którzy nie byli odpowiedniego urodzenia, albo też nie byli wystarczająco majętni, aby zapewnić sobie i swoim bliskim odpowiednie bezpieczeństwo (oddzielone murem prywatne domy z własnymi, bezpiecznymi sadzawkami i niewolnikami którzy wykonywali większość ciężkich prac w domu i wokół domu).

Faraon był wyrocznią w całym kraju i młody książę też przygotowywał się do tej roli. To co faraon lubił, było dobre i święte, to czego nie lubił było złe i mroczne - i dotyczyć to mogło spraw bardzo przyziemnych, jak np. ulubione figi, muzyka lub tańce. Każde słowo władcy, każda jego, nawet najbłahsza wola, była traktowana jako wola żywego boga (którego synem był faraon) i musiała być natychmiast spełniona. Owa skrupulatna etykieta dworska oraz kasta kapłańska, były jedynymi elementami, które mogły w pewien sposób poskromić rozbuchane do wielkości ego każdego kolejnego władcy (co prowadziło do tego, że władcy o słabym charakterze, często stawali się prawdziwymi niewolnikami etykiety, nie mogąc wyzwolić się spod jej wpływów). Wszystko się bowiem toczyło w kręgu woli bogów - władca był ich synem, ale to kapłani mieli ciągły z nimi kontakt, tak więc faraon nie mógł zlekceważyć głosu kapłanów (a szczególnie arcykapłana świątyni Amona-Re w Tebach). Mimo to jego wola była powszechnym prawem w całym Egipcie, gdyż był zarówno najwyższym kapłanem (synem bogów) i stróżem powszechnej sprawiedliwości. Uwidaczniało się to nie tylko w jego diademach i strojach, ale również w przepychu jego pałaców (uważano bowiem że żyjący między zwykłymi ludźmi "syn boga" Horusa lub Re, powinien być otoczony najwspanialszym bogactwem tego świata, tak aby jego blask oślepiał wrogów Egiptu).




Faraon posiadał kilka koron. Do najważniejszych należały czerwona korona Delty  (Dolnego Egiptu) i biała korona Górnego Egiptu (władca zawsze pokazywał się w podwójnej koronie Górnego i Dolnego Egiptu, zwanej pszent). Była to jednak korona oficjalna, podczas prywatnych spotkań i audiencji władcy najczęściej używali nemesu, czyli najpopularniejszego nakrycia głowy egipskich faraonów, spopularyzowanego potem przez sztukę - była to bowiem swoista czapka noszona na okrągłej peruce, z opadającymi skrawkami materiału na ramiona. No i był też kepresz - czyli niebieska korona, znacznie lżejsza i przez to używana w zastępstwie pszentu. Królowe zaś nosiły specjalnie zdobione korony z pór sępa (korona prywatna, używana dla wygody), oraz damskiego odpowiednika kepreszu - czyli niebieska korona dla kobiet, różniąca się kształtem od tej męskiej. Faraon posiadał także kilka głównych pałaców w całym kraju, z czego najważniejsze były dwa pałace w Tebach - jeden w Luksorze a drugi w Karnaku (dwóch dzieleniach, z których złożone były tzw.: "Święte Teby"). Każdy z tych pałaców był swoistą świątynią (nie mówiąc już o innych pałacach z Memfis, Herakleopolis, Awaris, Achetaton, Tanis czy Heliopolis) i budził zachwyt swym przepychem - wszystko miało bowiem świadczyć o boskiej roli władcy, żyjącego pośród zwykłych śmiertelników "boskiego potomka". O niezwykłej roli, jaką Egipcjanie obdarzali swych władców, niech zaświadczy inskrypcja, wykonana przez pewnego wysokiego urzędnika egipskiego, który zwracając się do swych dzieci mówi o faraonie: "On jest bogiem Re, którego promienie pozwalają nam wszystko widzieć. On daje Dwóm Krajom więcej światła niż dysk słoneczny. On sprawia, że ziemia jest bardziej zielona niż po wylewie Nilu. On napełnia Dwa Kraje siłą i życiem. On jest ka (opiekuńczym duchem). Jest bogiem Chnum, który wszelkiemu stworzeniu nadaje kształt. Jest boginią Bast, która broni Egiptu. Ktokolwiek go czci, jest pod jego opieką. Lecz dla nieposłusznych jest straszliwą boginią-lwicą Sechmet. Starajcie się więc nie sprzeciwiać się mu. Przyjaciel faraona osiągnie tytuł dostojnego, lecz dla buntownika nie ma grobu. Jego ciało zostanie wrzucone do rzeki. Dlatego słuchajcie tego, co wam mówię, a będziecie cieszyć się zdrowiem i pomyślnością". I do takiej właśnie roli przygotowywał się młody książę. 


 NEMES



KEPRESZ



KORONA KRÓLOWEJ Z PIÓR SĘPA
 







 CDN.
      

czwartek, 17 sierpnia 2017

RAPORT Z OKUPOWANEGO KRAJU - Cz. II

RAPORTY SEKCJI ZACHODNIEJ

DELEGATURY RZĄDU NA KRAJ,

OD CHWILI JEJ POWSTANIA

WRZESIEŃ/PAŹDZIERNIK 1942 r.









 WRZESIEŃ 1942 r.

POMORZE



 




 POLITYKA NARODOWOŚCIOWA

Datę przełomową, jeśli chodzi o postawę ludności wobec NLN (Niemieckiej Listy Narodowościowej), był apel Forstera. Przedtem, zdaniem ludzi dobrze znających teren podpisało wnioski zaledwie co 3-4% ludności. Były całe powiaty, gdzie w wielu gminach nikt się nie zgłosił (np. świecki, grudziądzki). Postawa społeczeństwa była zdecydowana i bezkompromisowa, co znajdowało dobitny wyraz w zrywaniu wszelkich stosunków z renegatami. Po apelu Forstera Niemcy rozwinęli zorganizowany i przemyślany atak. Opór łamano wszelkimi środkami (...) Wypadki takie miały miejsce m.in. w Radoszkach, Zbicznie, Bobrowie (...) W parę dni potem doręczono ludności tych wsi urzędowe wezwanie do stawienia się w gminie następnego dnia rano. Gdy ludność przybyła kazano jej podpisać, że zgłosiła się na urzędowe wezwanie, i to starczyło za wniosek o... wpisanie na NLN. W kilkanaście godzin potem doręczono wezwania na komisję poborową. Argumentem powszechnie stosowanym w tych dniach było bicie i to bicie straszliwe, aż do utraty przytomności. Szczególnie katowano Polaków wywiezionych z Pomorza na roboty do Prus Wschodnich. Drugim środkiem, który miał "wychowawczo" wpłynąć na pozostałych było wywożenie opornych do specjalnych obozów (...) Ludność oczekiwała w tych ciężkich godzinach oświadczenia rządu jak wybawienia. Nie setki, ale tysiące ludzi oczekiwało, że rząd się odezwie i nie pozostawi społeczeństwa w tych najcięższych chwilach decyzji jego losowi. Tymczasem w sprawie tej nie padło ani jedno słowo (...) W rezultacie społeczeństwo ulegało. Oblicza się że 70% podpisało wnioski.  



 BRANKA DO WOJSKA


Oblicza się na Pomorzu (oczywiście są to dane tylko orientacyjne), że do tej pory wzięto do wojska niemieckiego około 70 tysięcy ludzi w wieku od lat17 do 40, mężczyzn natomiast od lat 40 do 45 poddano badaniom lekarskim (...) Zdarzały się i takie wypadki: któregoś dnia w pewnej fabryce w Toruniu spędzono na salę 32 młodych polskich pracowników. Do zebranych przemówił po polsku przybyły w dużej asyście policyjnej wysoki dygnitarz niemiecki. Namawiał do wpisania na NLN. Gdy po kilku chwilach przekonał się, że nie trafia do adresatów, zaczął kląć i wymyślać po niemiecku. Gdy i to nie pomogło, załadowano wszystkich Polaków na samochód i przewieziono do koszar, a tam wcielono ich do OT ("Organisation Todt" - "Organizacja Todt") (...) Polaków wcielanych do wojska niemieckiego terenu Pomorza wysyła się przeważnie na zachód, do Francji. Polacy ci oczekują wskazówek co do dywersji, dezercji.



TERROR

Zgodnie z nowym prawem karnym dla Polaków stosuje się kary maksymalne, zwłaszcza karę śmierci (...) Oto kilka pierwszych z brzegu przykładów. W lipcu miał miejsce w jednej miejscowości powiatu rypińskiego napad na żandarmów niemieckich. Sprawców nie schwytano, natomiast powieszono 18 niewinnych Polaków. W tym samym mniej więcej czasie pod Lubawą-Wybudowaniem spaliła się stodoła Niemcowi. Powieszono za to 11 Polaków. Obozy o charakterze mocno przypominającym obozy koncentracyjne znajdują się w smalcowni pod Toruniem (...) przebywa w nim około 800 osób (...) Więźniowie nie otrzymują żadnego okrycia, jedzenie podaje się w drewnianych korytach. Drugi obóz znajduje się w Potylicach pod Nakłem (ok. 5000 osób), trzeci w Smukale, gdzie przebywa do 2000 dzieci, kalek i starców. Obozy te przeznaczone są przede wszystkim dla tych, którzy oparli się wpisaniu na NLN.







 EKSTERMINACJA BIOLOGICZNA


Od wiosny począwszy aż do czerwca całe Pomorze było terenem połowu dzieci polskich od lat 12, które zabierano z domów, z ulicy prosto na roboty do Rzeszy. Rodzicom nie pozwolono nawet na dworcu pożegnać dzieci. W łapankach tych brała udział niemiecka inteligencja, np. miejscowy doktor, aptekarz, ziemianin, pełniąc pomocnicze funkcje policyjne. W większych miastach pomorskich odbywają się periodyczne przeglądy dziewcząt polskich w wieku od lat 18 do 22. Dziewczętom tym opowiada się, że w Niemczech zostaną przydzielone do rodzin niemieckich, będą przez nie adoptowane, że będą musiały zmienić jednak wyznanie i wyrzec się narodowości. Brak zupełnie bliższych informacji o losie wysyłanych. Wśród ludności utrzymuje się przekonanie, że dziewczęta te przeznaczone są do domów publicznych. 



ŻYCIE DUCHOWE POLAKÓW

Czynnych jest ledwie 25% parafii, ale i te przeważnie mają księży niemieckich. Większość kościołów zamieniona została na składnice amunicyjne, magazyny mebli niemieckich przesiedleńców itd. Język polski zwalczany jest na każdym kroku. Rozwija się nawet propagandę za nie posługiwanie się nim w domu. Za rozmowy polskie w miejscu publicznym otrzymuje się karę doraźną albo idzie się do obozu karnego. Polskie książki do modlitwy są też zakazane, wyławia się je podczas rewizji specjalnie w tym celu urządzanych po domach.



POSTAWA I NASTROJE LUDNOŚCI POLSKIEJ

Mimo żalu do rządu za osamotnienie, społeczeństwo pomorskie w ogromnej swej większości narodowe (...) pozycja Sikorskiego i legalnej organizacji wojskowej mocne. Ludność przekonana jest, że koniec wojny nastąpi jeszcze w tym roku (...) Ludność żyje komunikatami radiowymi.






 WRZESIEŃ 1942 r.

ŚLĄSK







 BRANKA DO WOJSKA

Przybrała ona na terenie Śląska te same mniej więcej rozmiary i ten sam charakter co na Pomorzu. Brano wszystkich, nie zwracając najmniejszej uwagi na protesty. Nierzadko w ten sposób Polakom zamykano usta: "pójdziesz do wojska, albo do Auschwitz?" Żołnierzom wcielonym przyznaje się niemieckość III kategorii. Natomiast rodziny poległych Polaków przesuwa się często do kategorii IV, odmawiając im jakichkolwiek wsparć.



 APROWIZACJA

Sytuacja aprowizacyjna jest coraz cięższa (...) Masła przydziela się bardzo mało, podobnie margaryny, chleb ostatniego gatunku, czarny, gorzki.



TERROR

Wyroki śmierci są i tu zjawiskiem powszechnym (...) Ostatnia większa egzekucja miała miejsce w Katowicach, gdzie stracono więźniów, po części politycznych, po części kryminalnych. 



POSTAWA I NASTROJE WŚRÓD POLAKÓW

W tej chwili  społeczeństwo ogarnia niepokój przed zimą i strach przed zapowiedzianymi wysiedleniami. Paść ich ofiarą mają ci wszyscy, którzy nie podpisali NLN i ci, których wnioski odrzucono. Pod wpływem tych wiadomości mówią nieraz ludzie na Śląsku: "gdybym wiedział, że będę jeszcze zimował pod Niemcami, byłbym listę podpisał". Nastroje w dużej mierze zależne od przebiegu zdarzeń politycznych na scenie światowej (...) Naloty bolszewickie na Śląsk (na ogół bardzo mało skuteczne, z wyjątkiem nalotu na Joanna Schacht i Julienhutte pod Bytomiem) podziałały pokrzepiająco. Falowość nastrojów w niczym jednak nie podważa przekonania o nieuchronnej klęsce Niemiec. Jest ono na Śląsku tak powszechne, że udzieliło się Niemcom, i to nawet elementom najbardziej hakatystycznym. W całym terenie czuje się coraz silniej akcję komunistyczną. Komuniści robią przygotowania do wielkiej akcji dywersyjnej, przy czym rozporządzają dużymi środkami pieniężnymi. Cała działalność prowadzą częściowo pod płaszczykiem haseł patriotycznych. Na terenie Śląska można również zauważyć pewne objawy współdziałania PPR (Polskiej Partii Robotniczej - czyli komunistów) z niemieckimi komunistami. Liczbę Polaków na Śląsku, którzy oparli się wpisaniu na NLN oblicza się na 15-20%.  



 SPOŁECZEŃSTWO NIEMIECKIE

Niewiara w zwycięstwo pod wpływem szeregu faktów, a zwłaszcza oddziaływania społeczeństwa polskiego staje się coraz powszechniejsze. Niemcy najbardziej się załamują pod wpływem rozmiarów ofiar na wschodzie (...) Siłą, która rozsadza zwartość niemiecką są tarcia między poszczególnymi grupami Niemców. 






 CDN.

wtorek, 15 sierpnia 2017

RAPORT Z OKUPOWANEGO KRAJU - Cz. I

RAPORTY SEKCJI ZACHODNIEJ

DELEGATURY RZĄDU NA KRAJ, 

OD CHWILI JEJ POWSTANIA 

WRZESIEŃ/PAŹDZIERNIK 1942 r.






Sekcja Zachodnia Delegatury Rządu Rzeczypospolitej na Kraj (przebywającego podczas niemieckiej okupacji Polski w Londynie), została ostatecznie stworzona w październiku 1942 r. Była to kluczowa sekcja (a szczególnie jej najważniejszy wydział - Służba Informacyjna) działalności i wiedzy Delegatury Rządu o sytuacji w okupowanym przez Niemców kraju. Sekcja Zachodnia działała bowiem jedynie na ziemiach zachodnich Polski, które 8 października 1939 r. zostały bezpośrednio włączone do Rzeszy Niemieckiej, czyli była to cała Wielkopolska (zmieniona przez Niemców na okręg administracyjny Rzeszy: Kraj Warty), Pomorze (okręg Rzeszy: Gdańsk Prusy Zachodnie), Śląsk (okręg Górny Śląsk), wraz z zachodnimi terenami Województwa Krakowskiego i Kieleckiego, oraz północne Mazowsze z ziemią cieszyńską i częścią ziemi płockiej (włączone do okręgu Rzeszy: Prusy Wschodnie). Z tych terenów swe raporty przygotowywali członkowie Sekcji Zachodniej, wysyłając okresowe raporty do Londynu (informacje przekazywano za pośrednictwem służby kurierskiej Pełnomocnika Rządu na Kraj regularnie i systematycznie). 

Oprócz szczegółowych opisów niemieckich porządków na tych terenach, znalazły się również informacje o nastrojach zarówno ludności polskiej jak i niemieckiej, w sytuacji zbliżającego się frontu i zmianę stosunku Niemców do Polaków w końcowych miesiącach wojny, a także stosunek tych ludności do Sowietów i komunizmu. Do tego dołączone były szczegółowe faktomontaże oraz syntezy polityczne. Raport podzielony jest na działy tematyczne: "Polityka narodowościowa" - "Terror" - "Eksterminacja biologiczna" - "Życie religijne" - "Szkolnictwo" - "Postawa i nastroje ludności polskiej/niemieckiej" - "Branka do wojska" etc. oraz na okresy czasowe, począwszy od września 1942 r.  Nie zamierzam tu jednak prezentować całego raportu, a skupić się jedynie na najważniejszych jego elementach. Jest to bowiem praca stworzona przez specjalistów wojskowych, dlatego też uważam że pewne aspekty owego raportu można pominąć, uwypuklając jednak to, co było w nich najważniejsze.
Przędźmy zatem do samego raportu:  





WRZESIEŃ 1942 r.

WIELKOPOLSKA 







POLITYKA NARODOWOŚCIOWA

Akcja napędzania Polaków do NLN (Niemieckiej Listy narodowościowej, czyli Volksdeutschów), ma na terenie Wielkopolski charakter specjalny i jak dotąd nie przybrała takich rozmiarów jak na Pomorzu czy na Śląsku. Wywierano tylko nacisk na pracowników pewnych instytucji, zwłaszcza zakładów podlegających niemieckości (...) wobec braku odpowiednich sił niemieckich, władzom niemieckim zależało, aby za wszelką cenę utrzymać na tych stanowiskach Polaków, już wpracowanych i władających dobrze językiem niemieckim. Stąd robiono wszystko, aby znaleźć chociażby najdrobniejszy pozór czy mam przodka niemieckiego, choćby w czwartym pokoleniu? Czy mam krewnych w Starej Rzeszy? Czy czuję się Niemcem? Dla przełamania oporu posługiwano się całym wachlarzem środków, począwszy od nęcenia korzyściami osobistymi, poprzez groźby (np. "Jeśli pani nie ma Niemca wśród swoich krewnych, to niech pani wie, że będzie pani pierwszą Niemką w swojej rodzinie"), a skończywszy na najzwyklejszym szantażu. W rezultacie nie wszyscy wytrzymują nacisk i niekiedy ulegają. Stosunek społeczeństwa polskiego do tych jednostek jest bezkompromisowy: zrywa się z nimi stosunki towarzyskie, nie przyjmując żadnych usprawiedliwień czy wyjaśnień.  


TERROR

"Topór chodzi" - tak nazywa się w języku więziennym egzekucje urządzane na dziedzińcu więzienia przy ulicy Młyńskiej w Poznaniu. W ciągu września i sierpnia natężenie egzekucji było wyjątkowo duże (...) Miarą cynizmu niemieckiego były afisze w ten sposób mniej więcej zredagowane: po wymienieniu personali trzech osób dodawano... "i 56 innych". W egzekucjach tych zginęło znowu sporo wybitniejszych jednostek tych resztek inteligencji, jakie zdołały się jeszcze utrzymać na tym terenie. M.in.: zginął młody bardzo zdolny publicysta poznański Wacław Malewski. Nie ulega wątpliwości, że liczba wyroków publikowanych jest tylko słabym odbiciem wyroków rzeczywiście wykonanych (...) Są to najstraszniejsze dni dla więźniów pozostałych. Krzyki i szamotanie rozlegają się po całym więzieniu. Zwłaszcza kobiety prowadzone na egzekucje często tracą zupełnie panowanie nad sobą, dlatego knebluje im się usta. Przebieg egzekucji jest następujący: skazany wchodzi na deskę, która w tej samej chwili się przechyla, tak że skazany pada, w kilka sekund potem spada nóż. Zwłoki składa się do najprymitywniejszej trumny, kładąc głowę między nogi i oznaczając trumnę numerem skazańca. Krew odprowadza się specjalnymi rynienkami. Duszpasterstwo w więzieniu sprawuje dwóch księży Niemców, z tym, że szczególnym uznaniem cieszy się ks. Steuer. Spędza on nieraz ze skazańcami całe ostatnie godziny ich życia, on to przynosi rodzinom ostatnie polecenia i słowa pociechy. Dzięki niemu przechodzą na zewnątrz szczegóły niektórych egzekucji. Ksiądz ten miał się wyrazić do jednej z matek: "zazdroszczę wam dzieci waszych, które giną. To są wasi przyszli polscy święci męczennicy!" (...) 

W czerwcu bieżącego roku zamęczony został w kaźni Gestapo przy ulicy Ratajczaka w Poznaniu ks. Infułat Józef Prądzyński. Jest to jedna z najpiękniejszych postaci Ziem Zachodnich. Wzorowy kapłan, wybitny działacz społeczny, surowy wychowawca narodu, gorejące serce polskie. Pułkownik Wojsk Polskich, sekretarz Naczelnej Rady Ludowej z okresu powstania, przez dłuższy okres czasu członek władz Związku Harcerstwa Polskiego, senator Rzeczypospolitej, kapelan Sokoła, duszpasterz uniwersytecki (...) Komendant główny Sił Zbrojnych w kraju przyznał śp. pułkownikowi ks. Infułatowi Prądzyńskiemu na podstawie upoważnienia Naczelnego Wodza Wojska Polskiego Krzyż Virtuti Militari V klasy "za bohaterską postawę wobec wroga i śmierć żołnierską na posterunku konspiracyjnych Sił Zbrojnych w kraju". Fala nowych aresztowań przeszła przez Wielkopolskę. W ciągu sierpnia aresztowano m.in. w Jarocinie ok. 20 osób, w Gnieźnie ok. 100 osób, przeważnie z kół wojskowych i resztek inteligencji. Aresztowanych wieziono podobno do Auschwitz. Jesteśmy w posiadaniu dowodów, że Niemcy zgodnie z postanowieniami nowego prawa karnego dla Polaków i Żydów poddają skazanych (zwłaszcza więźniów politycznych) na karę pozbawienia wolności - sterylizacji (...) Obozy karne, w których Polacy odsiadują karę pozbawienia wolności, stały się w rękach niemieckich obok kary śmierci prawie że równym narzędziem biologicznego wytracania naszego narodu (...) Okrucieństwo niemieckie idzie tak daleko, że więźniów bije się w obecności rodzin przynoszących paczki, nawet w obecności dzieci. Bicie, kopanie, katowanie jest na porządku dziennym (...) 




Wymiar sprawiedliwości w stosunku do Polaków oparty jest na specjalnych normach, w praktyce sprowadza się on do stosowania kar maksymalnych (...) Np. ekspedientkę z piekarni skazuje się na trzy miesiące obozu karnego za to, że sprzedała biały chleb chorej Polce, która przedstawiła świadectwo lekarskie z nieważną już datą. Tę samą karę musiała odcierpieć i chora Polka. Inny przykład: do urzędu pracy w Poznaniu zgłasza się młoda dziewczyna z prośbą o zmianę pracy z cięższej na lżejszą. W rezultacie między Niemką, urzędniczką, a Polką dochodzi do ostrej wymiany zdań, zakończonej szturchnięciami. Polka, która nawiasem mówiąc straciła już w tej wojnie dwóch braci, jednego podczas kampanii wrześniowej, drugiego w obozie koncentracyjnym, nie wytrzymała i odpowiedziała również szturchańcem. Na to Niemka, uderzyła ją w twarz, i Polka nie została dłużna. Rezultat: aresztowana natychmiastowo, Sąd Specjalny z miejsca i po kilku dniach kara śmierci. Inny wypadek: w miejscowości Godacz pod Włocławkiem  pracowała u Niemca 18-letnia Polka. Któregoś dnia spóźniła się ona do pracy o kilka minut. Pracodawca - jak to sformułował akt oskarżenia - zareagował na to "słusznym oburzeniem" i uderzył ją w twarz. W odpowiedzi dziewczyna chwyciła za denko i uderzyła go w głowę, lekko kalecząc. W rezultacie skazana została na śmierć (...) Fakty te są wymownym dowodem dramatu polskiego na Ziemiach Zachodnich. Specjalnym rodzajem przestępstw jest sabotaż. Podciąga się pod niego wszystko, tak spóźnienie się do pracy, jak zagubienie narzędzi, czy choćby mimowolne uszkodzenie materiału lub maszyny. 


EKSTERMINACJA BIOLOGICZNA 

Dzieci od lat dwunastu, obojga płci podlegają rejestracji w urzędzie pracy. Cześć z nich zostaje zatrudniona na miejscu, resztę wysyła się na roboty do Rzeszy (...) Do kar stosowanych nawet w stosunku do dzieci należy bicie i tzw.: ciemnica. Do tego dzieciom do lat 14 w lipcu zmniejszono przydziały żywności, wymagając od nich jednak ej samej, co od dorosłych wydajności pracy. Pracę przydziela się dzieciom nie zwracając najmniejszej uwagi na oddalenie warsztatu pracy od miejsca zamieszkania. Zmusza to nieletnich robotników do odbywania wielokilometrowej drogi pieszo, w słocie czy mrozie, bo przecież np. w Poznaniu w godzinach porannych Polakom z tramwajów korzystać nie wolno (...) Barbarzyństwo niemieckie w stosunku do Polaków przekroczyło już progi szpitali i gabinetów lekarskich (...) W rezultacie Polakom na Ziemiach Zachodnich nie wolno używać telefonów w instytucjach publicznych, nawet w nagłych wypadkach. Niejednokrotnie - jak to stwierdza okólnik Izby Lekarskiej w Poznaniu - lekarze niemieccy odmawiają Polakom udzielenia pomocy w nocy. W pewnej miejscowości (...) zachorowała ciężko po godzinie policyjnej Polka. Mieszkający w tym domu Niemiec wezwał telefonicznie pogotowie lekarskie. Lekarka po przyjeździe na miejsce, upewniwszy się, że jest w domu polskim zwymyślała domowników i nie udzieliwszy żadnej pomocy odjechała. Chora następnego dnia zmarła. Polakom na Ziemiach Zachodnich wolno nabywać lekarstwa tylko do godz. 17-tej, z tym że szeregu lekarstw Polakom w ogóle sprzedawać nie wolno. W szpitalach padają takie dyspozycje : "tę chorą proszę opatrzyć na końcu, bo to jest Polka" (...) Wyczerpanie fizyczne jest tak silne u ludzi, że wypadki omdleń przy pracy nie należą do rzadkości (...) Władze odpowiedziały na to (...) podkreślając, że wycieńczonego Polaka należy zastąpić drugim, trzecim, czwartym, bo... "od tego oni są".


ŻYCIE RELIGIJNE

(...) W Poznaniu do dyspozycji ludności polskiej nadal tylko dwa kościoły i 5 księży. Nabożeństwa w Poznaniu odbywają się tylko w sobotę od 8-ej do 9-ej i w niedzielę od 6-ej do 10-ej. Spowiedzi słucha się tylko w sobotę między 2-gą a 5-tą (...) Miarą wyniszczenia polskiego duchowieństwa może być m.in. cyfra następująca: z dekanatu ostrowskiego wywieziono do obozów koncentracyjnych 28 księży, z tych w tej chwili żyje jeszcze tylko 4!


SZKOLNICTWO

(...) w szkole dla młodzieży polskiej nie mogą uczyć wykwalifikowane siły nauczycielskie, ale tylko specjalnie wyszkolony element. Szkoła ta ma uczyć przede wszystkim porządku, karności i respektu dla niemczyzny, co do znajomości języka niemieckiego (...) młodzież powinna tylko na tyle poznać język, aby mogła otrzymywane instrukcje ustne rozumieć, a następnie odczytać (...) istotą nauczania staje się wpajanie jadu pogardy dla narodu polskiego a bałwochwalczej czci dla Niemców.



  

 POSTAWA I NASTROJE LUDNOŚCI POLSKIEJ

Objawy zmęczenia występują coraz wyraźniej (...) Często słyszy się zdanie: "oni nas jeszcze wymordują" (...) Poza tym mówi się dużo, że w ciągu października ma nastąpić uobywatelnienie ogółu Polaków na terenie Ziem Zachodnich. Władze niemieckie mają przedłożyć pozostałym Polakom tzw. deklarację lojalności. Ma ona podobno zawierać takie pytania m.in.: czy życzą Niemcom zwycięstwa, czy jestem wrogiem Niemiec? (...) Ludzie żyją dosłownie komunikatami radiowymi, które rozchodzą się w bardzo szybkim tempie i mają duży zasięg. Mimo nieustannych ofiar, wiecznej inwigilacji, głodowania, naporu zda się ponad siły, ludzie trzymają się mocno. Przykłady solidarności społecznej wzruszające i to ze strony wszystkich, niezależnie od środowiska społecznego. Na zachodzie Polski dzisiaj rzadko cośkolwiek sprzedaje się drugiemu Polakowi, na ogół daje się, ofiarowuje. Życie Polaków codzienne bardzo ciężkie. Zostało ono zepchnięte zupełnie do prymitywu (...) Dziś Polska na zachodzie zamknąć się musiała już tylko w sercach. Ale i to jest pozycja!






CDN.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

O TEMPORA, O MORES!

KILKA SMUTNYCH ROZWAŻAŃ, 

NA TEMAT KONDYCJI 

WSPÓŁCZESNEJ EUROPY


Ten post robię w zasadzie na "gorąco", gdyż naszła mnie taka smutna refleksja, gdy tylko ujrzałem to, co stało się na posiedzeniu Rady Miejskiej brytyjskiego miasta Oldham (pod Manchesterem). Mianowicie radni miejscy w milczeniu wysłuchali modlitwy. Oczywiście nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt że była to modlitwa przeprowadzona przez... muzułmanina, imama i odnosiła się do Allaha, a wszyscy radni z pochylonymi głowami słuchali owej modlitwy. Przyznam się szczerze że mnie powoli trafia szlag i wolałbym raczej nie oglądać takich obrazków ze względu na mój wewnętrzny spokój ducha. No przecież to jest jakiś totalny idiotyzm - co to jest? Czy wszyscy radni miasta Oldham stali się już muzułmanami, bo przecież inaczej nie jestem w stanie wytłumaczyć ich zachowania. W ogóle jakim prawem, w świeckim mieście, w świeckim państwie (czym szczyci się Wielka Brytania), może dochodzić do czegoś takiego? A jeżeli uznajemy że świeckość już nas nie dotyczy, to miast imama powinien się tam znaleźć kapłan anglikański - no chyba rozumuję dosyć logicznie, Anglia od czasów Henryka VIII jest krajem protestanckim, w którym panuje religia anglikańska - tak czy nie? A jeżeli radni Oldham chcieli pokazać się z jak najlepszej strony i ukazać różnorodność swego miasta, to powinni zaprosić kapłanów kilku religii: anglikańskiej, katolickiej, żydowskiej i muzułmańskiej, wtedy byłoby ok. 




Natomiast to co ja widzę... ja tego nie rozumiem, ja nie akceptuję świata Zachodu z jego popapraną kultura, która tak naprawdę jest brakiem wszelkiej kultury i jakichkolwiek wartości które zbudowały Wielką Brytanię. Jak wy Brytyjczycy, Holendrzy (gdzie również ostatnio pewna muzułmańska dziennikarka - Hanina Ajarai, wypowiedziała się na temat katastrofy malezyjskiego samolotu z Holendrami na pokładzie, który został zestrzelony 17 lipca 2014 r. przez rosyjskich bojowników z Donbasu. Ajarai powiedziała publicznie że nie tylko nie odczuwa żadnego żalu, słysząc o tej katastrofie, ale wręcz wcale jej ona nie obchodzi, natomiast odczuwa smutek w związku z tragedią piłkarza Ajaksu - Abdelhaka Nouriego, który doznał trwałego uszkodzenia mózgu), Niemcy, Francuzi czy Włosi - chcecie zasymilować tych muzułmańskich przybyszów do swojej kultury i swojej tradycji, skoro sami nawet nie potraficie powiedzieć czym właściwie jest ta wasza kultura? Jak chcecie zintegrować ludzi, świadomych swych korzeni i swej religii, swego pochodzenia i pamięci genetycznej przodków, gdy sami plujecie na groby własnych przodków, zamieniacie kościoły, które dla nich były miejscem świętym, gdzie mogli spotkać się z Bogiem, na puby czy dyskoteki. Co, Wy ludzie Zachodu sobą reprezentujecie, jakie wartości przyświecają wam w życiu, czym chcecie przekonać tych ludzi, których ściągacie do siebie (w ramach ideologii multi-kulti), aby przyjęli wasz sposób życia i wasze wartości? Co możecie im takiego dać, czym nakłonilibyście ich do - albo zmiany wyznania i przyjęcia chrześcijaństwa, albo też asymilacji kulturowej przy zachowaniu ich religii? 

Ja Wam powiem co możecie im dać, co ich przyciąga do waszych krajów - możecie im zaproponować dwie rzeczy: po pierwsze pieniądze za nicnierobienie (które oni traktują jako muzułmański podatek nałożony na niewiernych - czyli Dżizja), oraz własne kobiety do obmacywania i gwałcenia (czyli białe seksualne niewolnice), i to wszystko. Z jednej strony bierze mnie pusty śmiech gdy o tym pomyślę, a z drugiej wielki smutek i bezsilność, bo przecież ja także czuję się członkiem zachodniej kultury - tej prawdziwej, normalnej, która wiedziała kiedy komu pomóc w cierpieniu gdy była ku temu potrzeba, ale jednocześnie wiedział też kiedy i komu przyp...ić gdy zaczął nazbyt się szarogęsić. Co się dzieje w Szwecji, gdzie młode kobiety są wprost nagabywane aby się oddawały, nawet muzułmańskim małolatom, jeśli nie noszą one burek lub hidżabów. To samo się dzieje co w Niemczech i Wielkiej Brytanii, gdzie ludzie mają już tak zlasowane mózgi wszechogarniającą ich poprawnością polityczną, ze już doprawdy nie wiedzą jak się mają zachować. A jeśli nawet tli się w nich jeszcze normalność zachowań i myśli, to znów paraliżuje ich strach. Strach przed określeniami w stylu: "rasista", "faszysta", "nazista", "ksenofob", "islamofob" etc. etc. I to powoduje że albo lepiej nie dostrzegać powszechnej wręcz islamizacji zachodnioeuropejskich miast, albo przyjmować to z entuzjazmem. I ludzie są bezbronni. Nie wiedzą że oto atakuje ich najperfidniejsza zmora, jaką jest komunizm. Tak, to jest komunizm (marksizm kulturowy), który wprowadza nowomowę paraliżującą wszelkie normalne odruchy obronne każdego społeczeństwa. 

Na zakończenie dodam tylko - jeśli wciąż chcecie żyć, jeśli chcecie dalej się rozwijać i budować dobrobyt własnych dzieci - to musicie się przemóc i przezwyciężyć komunę w waszych krajach, popędzić kulturowych marksistów z waszych szkół, uniwersytetów, urzędów, miast i wreszcie z waszych krajów. Komuna to najgorsza choroba niszcząca ludzkość - nie było w dziejach ludzkości niczego gorszego, niczego bardziej śmiertelnego i paraliżującego, a jednocześnie potrafiącego się tak skutecznie odradzać w różnych formach - niżli właśnie komunizm. Jeśli nie przezwyciężycie komunizmu, jeśli nie przezwyciężycie islamu, to skończycie w rezerwatach jak Indianie, a wasze kobiety (w tym małe, kilkuletnie dziewczynki) staną się seksualnymi niewolnicami muzułmańskich kolonistów waszych miast.



PS: DLA MNIE CI RADNI SĄ JUŻ SPALENI I NIGDY NIE ZAGŁOSOWAŁBYM NA ŻADNEGO Z NICH. NIECH SZCZENĄ W SWEJ OBŁUDZIE I GŁUPOCIE, WIODĄC WŁASNY NARÓD KU ZATRACENIU




"A JA MYŚLAŁEM ŻE TO ŚMIECI, ŻE TO GÓWNO Z NIEBA LECI, A TO SOWIECI, SOWIECI - KRYJ SIĘ, KRYJ

A JA MYŚLAŁEM ŻE TO TRZEWIK, ŻE TO KRYTY SŁOMĄ CHLEWIK, A TO BOLSZEWIK, BOLSZEWIK

A JA MYŚLAŁEM ŻE TO ONI, ŻE TO BANDA, BANDĘ GONI, A TO CZERWONI, CZERWONI"




"SMUTNO MI BOŻE! DLA MNIE NA ZACHODZIE
ROZLAŁEŚ TARCZĘ BLASKÓW PROMIENISTĄ,
PRZEDE MNĄ GASISZ W LAZUROWEJ WODZIE
GWIAZDĘ OGNISTĄ

JAK PUSTE KŁOSY Z PODNIESIONĄ GŁOWĄ,
STOJĘ ROZKOSZY PRÓŻEN I DOSYTU,
DLA OBCYCH LUDZI MAM TWARZ JEDNAKOWĄ,
CISZĘ BŁĘKITU:
ALE PRZED TOBĄ GŁĄB SERCA OTWORZĘ,
SMUTNO MI BOŻE!

(...) 

ŻEM CZĘSTO DUMAŁ NAD MOGIŁĄ LUDZI,
ŻEM PRAWIE NIE ZNAŁ RODZINNEGO DOMU,
ŻEM BYŁ JAK PIELGRZYM CO SIĘ W DRODZE TRUDZI
PRZY BLASKACH GROMU,
ŻE NIE WIEM GDZIE SIĘ W MOGIŁĘ POŁOŻĘ,
SMUTNO MI BOŻE!

 TY BĘDZIESZ WIDZIAŁ MOJE BIAŁE KOŚCI
W STRAŻ NIE ODDANE KOLUMNOWYM CZOŁOM:
ALEM JEST JAKO CZŁOWIEK CO ZAZDROŚCI
MOGIŁ POPIOŁOM
WIĘC ŻE MIEĆ BĘDĘ NIESPOKOJNE ŁOŻE
SMUTNO MI BOŻE!

KAZANO W KRAJU NIEWINNEJ DZIECINIE
MODLIĆ SIĘ ZA MNIE CO DZIEŃ, A JA PRZECIE
WIEM, ŻE MÓJ OKRĘT NIE DO KRAJU PŁYNIE,
PŁYNĄC PO ŚWIECIE.
WIĘC ŻE MODLITWA DZIECKA NIC NIE MOŻE,
SMUTNO MI BOŻE!

NA TARCZĘ BLASKÓW, KTÓRĄ TAK OGROMNIE
ANIELI TWOI W NIEBIE ROZPOSTARLI,
NOWI GDZIEŚ LUDZIE W STO LAT BĘDĄ PO MNIE
PATRZĄCY - MARLI.
NIM SIĘ PRZED MOJĄ NICOŚCIĄ UKORZĘ,
SMUTNO MI BOŻE!"


JULIUSZ SŁOWACKI

niedziela, 13 sierpnia 2017

NIEMCY, ROSJA A POLSKA - Cz. VI

CZYLI GEOPOLITYCZNY BÓJ O

"SERCE EUROPY"


XV wiek

NIEMIECKI "REALIZM PRZEMOCY" 

(NAWRACANIE POGAN SIŁĄ) 

KONTRA POLSKA IDEA 

WOLNOŚCI SŁOWA I SUMIENIA






Polska jest inna! Zawsze była inna, zawsze była takim trochę odmieńcem, takim niedopasowanym do całej reszty wyrzutkiem. I tak było od wieków, gdy na Zachodzie Europy trwały krwawe walki religijne (a należy pamiętać że chrześcijański Zachód wcale nie był monolitem), pomiędzy najróżniejszymi odłamami chrześcijańskiej wiary, to w Polsce panowała całkowita tolerancja w kwestii sumienia, i każdy mógł sobie wyznawać taką religię, jaka mu pasowała, nie będąc za to ukaranym ani napiętnowanym. Gdy na Zachodzie palono na stosach heretyków i kobiety, które uważano za czarownice, Polskę określano jako "kraj bez stosów", gdzie każdy ma prawo mówić i myśleć co mu się podoba (byle tylko nie ubliżał królowi - "Ojcu Naszemu" i "Matce Naszej" czyli Rzeczpospolitej). Gdy na Zachodzie krwawo rozprawiano się z Afrykańczykami, lub z Indianami, traktując ich praktycznie jak "mówiące zwierzęta", w Polsce murzyn został wójtem, a wielu jego braci (którzy służyli wcześniej na szlacheckich dworach), sami nosili się jak szlachcice, przebierając się w żupany i kontusze i wysoko nosząc głowę - nikt im z tego powodu nie czynił wyrzutów, oni bowiem czuli się Polakami, tak jak cała brać szlachecka, bez względu na ich narodowość czy kolor skóry. Tak, Polska to takie zupełne dziwactwo na tle historii Europy, gdyż nim powstały te wszystkie koncepcje o prawach człowieka i cała ta oświeceniowa myśl filozoficzna ludzi Zachodu, w Polsce to wszystko było już praktykowane od wieków, realnie, a nie teoretycznie w postaci zapisanych stron "Encyklopedii" francuskiej czy traktatów filozoficzno-moralnych. 

"Polska to kraj w samym środku Europy, który stworzył całą praktykę i teorię tolerancji religijnej, którą szczyci się dziś Europa. Był to kraj niechętny krucjatom i nieznający szału polowań na czarownice. Kraj, który przygarnął Żydów, gdy inni ich prześladowali. Kraj, który jako pierwszy chrześcijański zawarł pokój wieczysty z imperium muzułmańskim. Kraj, którego oświecony władca deklarował, że nie zamierza być panem sumień swoich poddanych (...) w czasie, kiedy władcy europejscy za szczyt postępu pozwalającego im na zakończenie zabijania inaczej wierzących  uznali zasadę "czyja władza tego religia" - cytuję za Mariuszem Agnosiewiczem. Do tego wszystkiego należy dodać jeszcze jedną rzecz. Mianowicie, gdy na Zachodzie Europy panowała straszna dyskryminacja kobiet, gdy były one praktycznie całkowicie uzależnione od swych ojców, mężów i braci, w Polsce kobiety mogły cieszyć się prawdziwą wolnością, swobodą i równouprawnieniem. Wiele z kobiet (tzw.: "Kresowych Wilczyc"), walczyło wraz z mężami przeciwko Tatarom, Turkom, Szwedom i Moskwie, wiele z nich odznaczyło się szczególnym bohaterstwem (np. hrabianka Emilia Platter, która została kapitanem Wojska Polskiego, gdy na Zachodzie kobieta nie miała nawet prawa głosu sprzeciwu w stosunku do woli męża, nie mówiąc już o służbie wojskowej i dowodziła oddziałem w czasie Powstania Listopadowego - 1830/1831. Ale można by wymienić też i inne damy, jak Anna Dorota Chrzanowska, obrończyni Trembowli przed Turkami - o której pisałem w innym temacie. Czy wreszcie Teofila Chmielecka, walcząca dzielnie u boku swego męża - Stefana Chmieleckiego).




Powstanie państwa polskiego (zjednoczonego i scentralizowanego) w X wieku, doprowadziło do całkowitego załamania się niezwykle korzystnego finansowo handlu słowiańskimi niewolnikami, na których popyt znacznie wzrósł po upadku Imperium Rzymskiego i załamaniu się Związku Lechickiego ok. roku 800). Słowianami handlowali przede wszystkim Frankowie (późniejsi Niemcy i Francuzi), a największymi ośrodkami handlu niewolnikami w średniowiecznej, karolińskiej Europie były: bawarska Ratyzbona - pierwsza stolica średniowiecznego państwa niemieckiego, co bardzo symptomatyczne), francuska Narbona, oraz włoska Wenecja. Z tych miast wysyłano słowiańskich niewolników na sprzedaż na wiele rynków, głównie do muzułmańskiej Hiszpanii, Egiptu, Syrii i na Bałkany (stąd w językach zachodnich krajów, Słowianin znaczył prawie to samo co niewolnik - Slav/slave, le Slave/esclave, Eslavo/esclavo). A popyt na jasno lub ciemnowłosych Słowian, o bladej skórze, był niezwykle duży. Załamanie się zaś handlu słowiańskimi niewolnikami datuje się na przełom X i XI wieku, czyli okres gdy lechiccy Polanie, na bazie wcześniejszego Związku, stworzyli scentralizowane (Związek Lechicki był przymierzem mocno zdecentralizowanym, gdzie poszczególne plemiona posiadały całkowita lub prawie całkowitą wewnętrzną, a często i zewnętrzną niezależność) państwo lechicko/polskie. Nic dziwnego że pozbawieni tych dochodów Franko-Niemcy zaczęli postawili sobie za cel całkowitą eliminację Polski, lub jej uzależnienie w formie niewielkiego państewka, całkowicie zależnego od potężnej Rzeszy Niemieckiej. I te cele są realizowane przez niemieckie państwo po dziś dzień (zmieniają się tylko sposoby działania: od Karola Wielkiego i jego następców, po Hitlera a na pani Merkel kończąc).

Dziś Niemcy próbują wprowadzać zasadę demokratyzacji i wolności słowa, zasadę praw człowieka i rządów prawa, nie pojmując zupełnie że są to wartości zupełnie... obce niemieckiemu narodowi, nie mające żadnych historycznych uwarunkowań. Niemcy chcieliby uchodzić za prekursora wszelkich zmian, za tego kto prowadzi Europę do świetlanej przyszłości, stąd głupie apele pani Merkel do muzułmanów, aby przybywali do Niemiec, bo kraj ten jest tak otwarty i tolerancyjny, że wszystkich przyjmie. Wcześniej Niemcy mordowali na potęgę wszelkich innych (głównie zaś Żydów i Słowian) na niewyobrażalną skalę, dziś przyjmują do siebie wszystkich jak leci we wszystkich tych działaniach pragnąc zachować palmę pierwszeństwa. Ale Niemcy (z panią Merkel na czele) zapomnieli o dwóch podstawowych rzeczach. Pierwsza to kwestia tożsamości samych Niemiec, która została bardzo mocno rozmyta, pozycja chrześcijaństwa w tym kraju jest praktycznie iluzoryczna, kościoły są zamykane w poszczególnych landach, Niemcy przestają być Niemcami, przestają czuć dumę z przynależności do własnego narodu. Jak w takim razie mają zintegrować się z nimi przybyli z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu muzułmanie, który nie wyrzekli się nigdy własnej tożsamości i własnej religii. Przecież to kpina, a owe multi-kulti wkrótce zamieni się w potoki krwi, płynącej ulicami niemieckich miast, i to wszystko w imię Allaha. Można zapraszać do siebie inne ludy, wyznające inne religie, pod warunkiem wszakże, że społeczeństwo które je przyjmuje jest świadome własnej tożsamości, własnych korzeni i własnej religijności, tak aby była ona ciekawa i gwarantowała wyższy status także obcokrajowcom. No ale z drugiej strony, cóż takiego jest w niemieckiej historii, co byłoby szczególnie godne podkreślenia? Ten kraj od swych początków stosował jedynie tępą przemoc oraz nawracanie przez miecz i krew. A zasada jest prosta: mieczem można tylko przeciąć, nie da się nim nic trwale połączyć. I to jest właśnie owa druga kwestia - Niemcy nie mają ŻADNYCH, totalnie żadnych tradycji wolnościowych i pod tym względem powinni się uczyć (jeśli rzeczywiście pragną te wartości trwale do siebie przyswoić), uczyć się od narodów znacznie starszych i przemieniających te idee w praktykę, chociażby właśnie od Polski lub też od USA.




Polska przez wieki przyciągała do siebie najróżniejszych przedstawicieli europejskich narodów, a nawet całe grupy narodowe, które szybko się asymilowały w naszym kraju i uważali się za Polaków. Goerner, Rossman, Todtleben, Fabiani, Martini, Wedel, Kindler, Reinstein, Shwarz, Stockinger, Hallenburg, Gerlach, Stahlberger, du Chateau, Fournier, Vequeret, Virion, de Tirregaille, Rosati, Vetulani, Gessler, Belfour - to wszystko są nazwiska zupełnie niepolskie, zupełnie niesłowiańskie, a jednak wszyscy oni (i wiele tych, których nie wymieniłem, bowiem zajęłoby to zbyt wiele czasu i nie miałoby większego sensu), byli Polakami. Dlaczego? Poprzez podbój i niewolę? Nie moi drodzy, dlatego że tak... sami zdecydowali, tak postanowili (podobnie jak mój pradziadek, który sam, z własnej nieprzymuszonej woli stał się Polakiem wówczas, gdy Polski jako kraju nie było nawet na mapach). Ci wszyscy ludzie, wywodzący się z różnych narodów (Niemcy, Francuzi, Anglicy, Szkoci, Włosi, Hiszpanie, Holendrzy, Grecy, Rosjanie, Ukraińcy etc. etc.), po prostu uznali się za Polaków, w myśl staropolskiej zasady: "z wyboru Polak, z pochodzenia Rusin" (Szkot, Anglik, Francuz itd.). W dzisiejszej Europie zapewne bardzo trudno jest pojąć to, że wówczas bycie Polakiem stanowiło swoiste wyróżnienie, cywilizacyjny prestiż, bowiem kultura polska i polska tradycja polityczna, były ukształtowane w taki sposób, że przygarniały do siebie wszystkich, którzy tylko chcieli przyjąć i powielać polskie demokratyczne i wolnościowe wartości tak w życiu osobistym, jak i politycznym. Należy więc pamiętać że kultura polska nie była rozumiana w sposób ścisły etnicznie (w ogóle kwestia etniczności była tam zupełnie marginalna, nic nieznacząca), była to bowiem "Kultura dla wielu" - jak mówi prof. Marek Chodakiewicz z USA - ponoć to on był jednym z tych, którzy przekonali prezydenta Donalda Trumpa, do złożenia swej pierwszej wizyty w Polsce (który w sposób żartobliwy dodaje, bo sam też pochodzi z rodziny rusińskiej, przed wiekami całkowicie spolonizowanej: "Na tyle kultura polska była atrakcyjna, że my, dzicz ze Wschodu chcieliśmy to przyjąć"). I taka jest właśnie różnica pomiędzy Niemcami a Polską (czy Stanami Zjednoczonymi, których Ojcowie Założyciele - co też warto pamiętać - budowali swoją demokratyczną republikę właśnie opierając się na doświadczeniach Rzeczpospolitej Obojga Narodów - kraju powszechnej wolności - nie mylić z anarchią, była to bowiem wolność w ramach i granicach prawa, które było wspólnie uchwalana na sejmach). 

Wracając jednak do tematu, oto zaprezentuję wolnościowe teorie polskich prawników, myślicieli, teologów i filozofów, prezentowane na forum międzynarodowym w XIV i XV wieku, jednocześnie konfrontując je z ówczesną niemiecko-krzyżacką zasadą "realizmu przemocy", czyli nawracania pogan i wszystkich innych obcych, za pomocą miesza i hektolitrów przelanej krwi. Zacznijmy może od Pawła Włodkowica. Urodził się on ok. 1370 r. w Brudzeniu (koło Płocka) w dobrach Stanisława Myśliborskiego (z rodu Dołęgów, do którego należała wówczas wieś Brudzeń). Paweł Włodkowic studiował prawo w Pradze (stopień magistra uzyskał w 1389 r.) i nauki wyzwolone (magister w 1393 r.). W 1396 r. został bakałarzem prawa kanonicznego, następnie (1398 r.) scholastykiem w Poznaniu, a 1400 r. kanonikiem płockim. W latach 1403-1411 studiował na uniwersytecie w Padwie (pod kierunkiem sławnego Franciszka Zabarelliego). Doktorat zdobył już po powrocie do Polski, gdzie studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie w 1412 r. Od 1415 do 1418 r. przebywał w Konstancji (gdzie wówczas odbywał się sobór powszechny Kościoła katolickiego), jako członek poselstwa polskiego. Napisał tam sławny traktat o władzy papieża i cesarza w stosunku do pogan (1415 r.) "Saevientibus olim prutenis", w którym wyłożył całą wolnościową politykę Polaków w stosunku do obcych religijnie ludów. Oto jak brzmiały owe tezy Włodkowica, przedstawione w Konstancji, które początkowo zostały przyjęte dość niechętnie (głównie za sprawą posłów krzyżackich i cesarskich), potem jednak zgodzono się z tymi stwierdzeniami.

A oto jak one pokrótce brzmiały: "Nie wolno prześladować i ograbiać niewiernych z ich dóbr o ile chcą oni żyć w pokoju. Żydom winni jesteśmy szacunek, gdyż wierzą we wspólne nam księgi Starego Testamentu (...) Nie wolno zabierać niewiernym ich państw, posiadłości czy władzy , gdyż posiadają je bez grzechu i za sprawą Boga (...) Papież może zabrać niewiernym ziemię i władzę, tylko wówczas, gdy zaistnieje ku temu specjalna przyczyna (np muzułmanie rozpoczną podbój państw chrześcijańskich, lub zacznie się ich masowa kolonizacja w europejskich państwach chrześcijańskich). Kościołowi nie należy się wszystko, co otrzymał w spadku po cesarzach rzymskich, gdyż Rzymianie zajęli to na drodze gwałtu (...) Papieżowi wolno wymierzać karę niewiernym w trzech przypadkach: gdy poganin działa wbrew naturze, gdy Żydzi tworzą z własnych ksiąg herezję, gdy chrześcijanin złamie prawo Ewangelii (...) Papież może nalegać, przekonując niewiernych do naszej wiary, ale nie może zmuszać ich do niej siłą, bowiem wszystko zależy od wolnej woli (...) Papież i cesarz nie może dać prawa Krzyżakom do zajmowania siłą ziem niewiernych, gdyż nie może dać nic ten, kto nic nie posiada (...) Nie wolno siłą zmuszać niewiernych do zmiany wiary, gdyż jest to krzywda bliźniego, a nie można czynić złych rzeczy i oczekiwać że wyrosną z nich dobre. Kto przechodzi na wiarę ze strachu, ten nie wierzy szczerze (...) Nie ma jednak grzechu ten, kto walczy w obronie własnej (...) Wszystko co zostało zajęte przemocą, musi być zwrócone, dlatego też ziemie zajęte przez Krzyżaków nie są ich własnością".

Innymi wybitnymi przedstawicielami delegacji polskiej na Soborze w Konstancji (1414-1418), byli Mikołaj Trąba - arcybiskup gnieźnieński i Andrzej Laskarz, jednak traktat Włodkowica zrobił tam duże wrażenie. Należy pamiętać bowiem, że w średniowieczu (które było znacznie łagodniejszym okresem w dziejach ludzkości, w porównaniu np. do wieku XVI, XVII czy XVIII, bowiem w średniowieczu toczono spory GŁÓWNIE w kanonicznych kancelariach prawniczych, natomiast w wiekach późniejszych po prostu się wyrzynano), panowało przekonanie że najskuteczniejszą formą nawracania niewiernych, będzie ich podbój, wybicie tych którzy się opierają, ochrzczenie siłą tych, którzy popadną w niewolę, a na dodatek na końcu jeszcze... poderżnięcie tamtym gardeł dla pewności (oczywiście żartuję sobie, ale tak mniej więcej rozumieli to cesarscy Franko-Niemcy oraz Krzyżacy, topiący we krwi całe ludy). Polacy zaś mówili "NIE", należy najpierw pogan do siebie przekonać, należy pokazać im korzyści, wynikające z przyjęcia nowej wiary, wytłumaczyć im że dzięki temu osiągną wyższy poziom cywilizacyjny, staną się szanowani, staną się naszymi braćmi. Nie należy też w żadnym razie zniechęcać niewiernych do naszej wiary poprzez głupie dogmaty, jak to miało chociażby miejsce podczas nawracania Sasów przez misjonarzy Karola Wielkiego (jeden z nich został bowiem zapytany przez mężczyznę, który miał przystąpić do ceremonii chrztu: "Czy gdy przyjmę chrzest, spotkam po śmierci swych zmarłych przodków?", na co kapłan odpowiedział: "Twoi przodkowie są już w piekle, gdyż nie przyjęli wiary w Jezusa, ale ty będziesz pierwszy, który trafi do Raju", na co ów mężczyzna odpowiedział: "To ja wolę do przodków"). Należy więc zachęcić pogan tym co mamy najlepszego i przekonać ich że chcemy się tym z nimi podzielić, jeśli tylko przyjmą nasze prawa, religię i normy społeczne. 

Tak właśnie postępowali Polacy, dzięki temu bezkrwawo zdobyli ziemie tak rozległe, że jedynie Imperium Osmańskie i azjatycka Rosja miały większe tereny. Rzeczpospolita była więc imperium wolnych z wolnymi i równych z równymi, stworzone na zasadzie obopólnej zgody, a nie nienawiści i przemocy. I stąd na tym właśnie polegała owa niezwykłość polskiej kultury, przyciągająca do siebie przedstawicieli innych narodów, nawet wówczas, gdy Polski już od dziesięcioleci nie było na mapach. Polskie koncepcje zostały ostatecznie przyjęte przez cały synod, pomimo sprzeciwu Krzyżaków (takich trochę średniowiecznych nazistów, zwolenników niemieckiego mordo-rewanżyzmu. Ci średniowieczni naziści dostali w 1410 r. w bitwie pod Grunwaldem tak mocnego kopa w tyłek, że nie byli już w stanie się po nim podnieść, aż do ostatecznego likwidacji Zakonu Krzyżackiego w 1525 r. i podporządkowania się wielkiego mistrza Koronie Polskiej).






  A TUTAJ PARODIA KRZYŻAKÓW
(JEDEN Z NICH MA NAWET... HITLEROWSKI WĄSIK)

 "ALE KRÓL BIJE DAMĘ"
"TO CHYBA U WAS!"




PS: Podobnych Włodkowicowi prawników, filozofów i teologów polskich było znacznie więcej, postanowiłem jednak zrezygnować z dalszego ich wymieniania, bowiem prawie wszyscy głosili to samo - ideę powszechnej wolności w państwie rządzonym przez monarchę, który jest kontrolowany przez naród (rozumiany w sensie przynależności społecznej i ideowej, a nie etnicznej), i swobody religijne tak wyznawców różnych odłamów chrześcijaństwa, jak niewiernych  (np. mahometan) czy pogan.    






 CDN.