Łączna liczba wyświetleń

sobota, 14 października 2017

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. II

CZYLI JAK TO KRÓL

RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV

PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE

CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO

W KONSTANTYNOPOLU


 Nim przejdę do bezpośredniego prezentowania planów, jakie podjął Władysław IV w celu stworzenia w kraju i poza jego granicami, przychylnego klimatu pod szykowaną wojnę z Imperium Ottomańskim,  najpierw słów kilka powiem również o całym okresie rządów króla Władysława, począwszy od śmierci jego ojca - Zygmunta III (30 kwietnia 1632 r.) i obrania go na sejmie elekcyjnym na nowego władcę Rzeczypospolitej Obojga Narodów (8 listopada 1632 r.)


PÓŁROCZNE BEZKRÓLEWIE

(30 Kwietnia - 8 Listopada 1632 r.) 

Cz. I




Dnia 30 kwietnia 1632 r. w wieku 65 lat, umiera król Rzeczpospolitej, król Szwecji (tytularny) oraz wielki książę ruski, pruski, mazowiecki, żmudzki i inflancki. Przed śmiercią (29 kwietnia) namaścił swego najstarszego syna - Władysława na króla Szwecji, zaś resztę swego potomstwa oddał miesiąc wcześniej (11 marca) w opiekę narodowi, mówiąc do posłów i senatorów: "Oto są dzieci moje i wasze, matki już nie mają (królowa Konstancja, małżonka Zygmunta III zmarła 10 lipca 1631 r.), wkrótce postradają ojca, poruczam je Rzeczypospolitej". I tak oto na sejmie pod laską Marcina Żegockiego, posłowie przyznali królewskiemu potomstwu odpowiednie wyposażenia. 

Zygmunt III panował przez 45 lat, przez ten czas toczył mnóstwo wojen począwszy od wojny z arcyksięciem austriackim Maksymilianem Habsburgiem o koronę Rzeczypospolitej, gdyż Maksymilian też został wybrany na króla 1587-1588, zakończonej zwycięstwem hetmana wielkiego koronnego w bitwie pod Byczyną 24 stycznia 1588 r. poprzez wojnę z Turcją i Tatarami z 1589 r. (spalenie przez Kozaków Kozłowa na Krymie oraz tureckich miast Białogrodu, Oczakowa i Eupatorię, Turcy zdobyli i spalili Śniatyń a Tatarzy zostali rozgromieni w bitwie pod Baworowem i to w sytuacji, gdy szlachta odmówiła uchwalenia podatków na wojsko i zebrania armii, Tatarów pobiło więc pospolite ruszenie szlachty - poczty Potockiego, Podlodowskiego i Jakuba Strusia, idących z odsieczą zamkniętej w Haliczu siostry Jana Zamojskiego. Turcy zawarli pokój w marcu 1590 r.).

Kolejną wojnę z Turcją z 1595 r. o Mołdawię (zajęcie Mołdawii przez wojska polskie hetmana Jana Zamojskiego - 3 września i jego zwycięstwo w bitwie pod Cecorą 19-20 października, gdzie 7 300 wojsk Rzeczypospolitej pobiło 25 000 Turków i Tatarów. Sułtan uznał wówczas wpływy polskie w Mołdawii i stacjonowanie tam 10 chorągwi jazdy pod wodzą Jana Potockiego oraz osadzenie na mołdawskim tronie wychowanego w Polsce Jeremiego Mohyłę. Zamojski poszedł jednak dalej i... zajął Wołoszczyznę dochodząc do Dunaju, gdzie osadził na tronie Szymona Mohyłę. Wołoszczyzna jednak została odzyskana przez dotychczasowego władcę, Michała Walecznego, zaraz po wycofaniu się stamtąd Zamojskiego (listopad 1595 r.). Próbował on zająć też Mołdawię, ale został rozbity w bitwie pod Suczawą 12 grudnia i to pomimo tego że wojska mołdawskie Jeremiego Mohyły, które miały ubezpieczać siły polskie, po prostu... uciekły. 

Wojnę o koronę szwedzką (1598-1599), aby poskromić nazbyt niezależnego regenta, swego stryja Karola Sudermańskiego (potem koronowanego jako Karol IX Waza). Wyprawa jednak była źle przygotowana i przeprowadzona. Zygmunt oparł się głównie na najemnikach, którzy stanowili trzon jego armii i floty, polskich ochotników było niewielu. Mimo to, to właśnie Samuel Łaski zajął Sztokholm (sierpień 1598 r.), Zygmunt III wygrał bitwę lądową z Karolem Sudermańskim pod miastem Stegeborg, ale samego miasta już zdobyć nie zdołał, poza tym poniósł klęskę w bitwie morskiej pod tym miastem. Potem już tylko przegrywał (pod Linkoping - 5 października, kapitulacja załogi zygmuntowskiej w Kalmarze i Sztokholmie nastąpiła w maju 1599 r. a w 24 lipca Rikstag zdetronizował Zygmunta III, który w tym czasie już od października 1598 r. przebywał w Polsce).



 HUSARIA - SKRZYDŁA CHWAŁY
NAJPOTĘŻNIEJSZA I NAJPIĘKNIEJSZA JAZDA ŚWIATA



Wojnę z Michałem Walecznym (1600 r.). Michał Waleczny opanował w 1599 r. Siedmiogród i rozszerzył swą władzę na te dwa księstwa, po czym ponownie zwrócił się w kierunku Mołdawii. Sytuacja była o tyle korzystna, że siły polskie Jana Potockiego zostały z Mołdawii wycofane (szlachta nie zgodziła się na nowe podatki na żołd dla tych żołnierzy, niechętnie też zbierała się na sejm w lutym 1600 r.). A tymczasem Michał Waleczny rozbił siły Jeremiego Mohyły w bitwie pod Suczawą (16 maja) i zdobył wszystkie większe twierdze mołdawskie. Mohyła schronił się wówczas w Chocimiu, nadgranicznej twierdzy Rzeczypospolitej. Natomiast Michał Waleczny snuł plany zostania królem Polski (to znaczy części ziem, jakie by mu przypadły, bo prowadził też rozmowy ze Szwedami i Rosją na temat podziału Rzeczypospolitej, a tymczasem duża armia Jana Zamojskiego (ponad 20 tys. żołnierzy), weszła do Mołdawii i 27 września zajęła Suczawę (stolicę tego kraju), na tron przywracając Jeremiego Mochyłę, zaś 20 października całkowicie rozgromił siły Michała Walecznego (16 tys. ludzi) nad rzeką Telezyną. Polacy zdobyli obóz i artylerię Walecznego (przy czym nie zaangażowano nawet większości sił, zwycięstwo zostało odniesione tylko kilkoma rotami husarskimi (pułki Marka Sobieskiego i rotmistrza Uhrowieckiego przesądziły o wyniku bitwy). Następnie ponownie wkroczono na Wołoszczyznę, gdzie Jan Potocki rozbił Michała Walecznego w bitwie pod Agres, przywracając na tamtejszy tron Szymona Mohyłę (który ponownie się tam nie utrzymał i w sierpniu 1602 r. musiał uciekać do Polski a szlachta nie chciała łożyć na utrzymanie stałej armii na Wołoszczyźnie (książę Jeremi Wiśniowiecki miał później wyrazić się o szlachcie mianem: "pierzyna - łacina - dziecina" co miało być kpiarskim stwierdzeniem zamiłowania szlachciców do spokojnego, wygodnego i beztroskiego życia).




Pierwszą wojnę ze Szwecją (1600-1609). Król Zygmunt III, pragnąc odzyskać szwedzki tron i jednocześnie wprzęgnąć w to niechętnych wojnie ze Szwecją Polaków, 12 marca 1600 r. oficjalnie jako król Szwecji, przekazał (inkorporował) do Rzeczpospolitej szwedzką Estonię, co spowodowało wybuch wojny pomiędzy tymi dwoma państwami. Za inkorporacją jednak nie poszły żadne realne kroki, bowiem szlachta nie godziła się na wojnę, ale gdy Szwedzi ruszyli na polskie Inflanty (ziemie dzisiejszych państw Łotwy i południowej Estonii), zajmując w październiku potężny port morski - Parnawę, a następnie Felin, Karkus i Dorpat, Biały Kamień, Wolmar i Kieś (17 lutego 1601 r.). Miasta te w większości zostały przejęte w sposób pokojowy, gdy lokalna protestancka ludność, po prostu otworzyła bramy dla wkraczających wojsk szwedzkich. Sejm zebrał się dopiero 7 lutego 1601 r. (pod laską Zbigniewa Ossolińskiego) i niechętnie bo niechętnie, uchwalił podatki na wojsko (do 13 marca). Do tego czasu w Inflantach bronił się wojewoda wendeński Jerzy Farensbach, rozbijając znacznie liczniejsze wojska szwedzkie w potyczkach pod Karksi i Kokenhausen oraz w bitwie pod Kiesią (Wenden), gdzie 7 stycznia 700 żołnierzy polsko-litewskich rozbiło 7 000 Szwedów Maurycego Wrangla, który musiał uciekać z zaledwie 300 niedobitkami (Szwedzi zostali zapędzeni na zamarznięte jezioro, na którym załamał się lód). Polacy dominowali w polu, Szwedzi pozamykali się w miastach i taki stan trwał do czasu rozpoczęcia polskiego kontruderzenia (gdy już zebrano i opłacono wojsko). Na odsiecz Inflantom przybył sam hetman wielki litewski Krzysztof Radziwiłł "Piorun" ze swym synem Januszem. Zaczęło się od Kokenhausen, gdzie na tamtejszym zamku broniła się polska załoga. W bitwie z 23 lipca 1601 r. Szwedzi zostali dosłownie zmiażdżeni, pancernym uderzeniem polsko-litewskiej husarii, dzięki czemu odzyskano nie tylko Kokenhausen ale i Karkus. Karol Sudermański przypłynął osobiście ze Sztokholmu, aby zdobyć największe miasto, port i twierdzę Inflant - Rygę (wrzesień 1601 r.), ale jego próby zdobycia twierdzy Dyjament (ochraniającej Rygę od strony morza) nie powiodły się i wycofał się do Rewla na wieść o zbliżaniu się armii koronnej pod wodzą samego króla Zygmunta III.




Aby nie przedłużać, w roku 1602 Polacy i Litwini zdobyli Wolmar, Felin i Biały Kamień i inne pomniejsze twierdze, co spowodowało że odzyskali całe Inflanty, teraz rozpoczęto atak na szwedzką Estonię. Jan Zamojski opanował ją całą, prócz Rewla, Narwy, Parnawy, Hapsal i Dorpatu, rozbijając w bitwie pod Rewlem 5 000 Szwedów. Niestety, zwycięska kampania 1602 r. poszła w niwecz w skutek... braku pieniędzy na żołd dla wojska, szlachta bowiem uznała że poczynione zwycięstwa wystarczą i nie trzeba już więcej łożyć na tę wojnę, co doprowadziło do tego że siły polskie w Estonii szybko stopniały (do 5 000). Mimo to wojna trwała a w 1603 r. hetman Jan Karol Chodkiewicz rozbił Szwedów pod Rakieborem i zdobył Dorpat. Obie strony były jednak osłabione - Polacy na skutek braku pieniędzy na żołd i śmiesznie małej liczbie wojska w Inflantach (gdyby szlachta nie była tak krótkowzroczna i nie myślała jedynie o pokoju i szybkim powrocie do domowych pieleszy, można by było nie tylko zająć Estonię, ale i Finlandię i całą Szwecję, bowiem wówczas nie było takiej siły militarnej, która w polu dałaby radę polskiej jeździe, a szczególnie husarii), zaś Szwedzi na skutek poniesionych klęsk i strat, w kwietniku 1603 r. nastąpiła roczna przerwa w działaniach wojennych. Rok 1604 to kolejne polsko-litewskie zwycięstwa (bitwa pod Białym Kamieniem, kapitulacja całej armii szwedzkiej zepchniętej na bagna w bitwie pod Dorpatem - zwycięstwa te znów nie zostały wykorzystane, powód, taki sam jak wcześniej - brak zgody szlachty na płacenie pieniędzy na żołd dla wojska (dochodziło do tego, że hetmani, aby prowadzić dalszą wojnę musieli zastawiać własne majątki, aby z tych pieniędzy wypłacać żołnierzom żołd, jednocześnie pisząc listy do króla, aby zmusił szlachtę na sejmach do nowych podatków na wojsko. Nieszczęściem ówczesnej Rzeczypospolitej, było bowiem niechęć szlachty do prowadzenia długich, kosztownych wojen, jedna, góra dwie zwycięskie bitwy i pokój - tak myślano, ale oznaczało to że tak naprawdę Rzeczpospolita nie była zdolna do prowadzenia wojen zaborczych, gdyż nie godziła się na nie szlachta, czyli naród).



 "BYŁA DEMOKRACJA, WIĘC KAŻDY MÓGŁ PIĆ ILE CHCIAŁ"
"O PODATKACH DECYDOWALI SOBIE SAMI - WIĘC ICH NIE PŁACILI"
"A W DODATKU MOGLI SOBIE WYBRAĆ KRÓLA NAJGORSZEGO Z MOŻLIWYCH"
"SZLACHTA, PIŁA BEZ UMIARU - POLEJ - I PRZEZ TO STRACIŁA TRZEŹWY OGLĄD RZECZYWISTOŚCI"
"AGNIESZKO, TY JESZCZE NIE PRÓBOWAŁAŚ ALKOHOLU, PRAWDA? JAKOŚ CI NIE WIERZĘ, WIESZ KIM BĘDZIESZ, JAK BĘDZIESZ PIĆ - POLEJ! JAK BĘDZIESZ PIĆ PRZED MATURĄ?"
"DAJ SPOKÓJ, CHCIAŁAM TYLKO KIELISZEK WINA"
"ZACZYNASZ OD KIELISZKA, A KOŃCZYSZ NA WIADRZE"



Rok 1605 r. rok wielkiego zwycięstwa (jednego z największych w ówczesnej Europie i w polskich dziejach) w bitwie pod Kircholmem (27 września), gdzie hetman Jan Karol Chodkiewicz rozgromił prawie 12 000 wojsk szwedzkich, pod osobistym dowództwem Karola Sudermańskiego (wówczas już od 1604 r. król Szwecji, który panował jako Karol IX Waza). Husaria w tej bitwie przeszła przez Szwedów z takim impetem, że o mały włos sam król nie trafiłby do niewoli (w ostatniej chwili jeden ze Szwedów podał rannemu Karolowi IX konia, dzięki czemu ten zdołał uciec z pola bitwy). Poległo 9 000 Szwedów i najemników, ok. 500 dostało się do niewoli, zaś po stronie polskiej poległo prawie 100 żołnierzy. Była to ogromna klęska Szwecji, nie tylko militarna, ale również polityczna i propagandowa, gdyż król Karol IX wypływając na Rygę, głosił że jedzie po zwycięstwo, a uciekał ranny, bez kapelusza, czym prędzej aby dostać się na okręt i wrócić do Szwecji. Polegli najważniejsi szwedzcy generałowie Fryderyk książę brunszwicko-luneburski i Linderson, Brandt wzięty został do niewoli. Hetman Chodkiewicz w krótkim liście do króla oznajmił o swoim zwycięstwie, pisząc: "Bóg dobrej sprawie pobłogosławił", król otrzymał tę wiadomość podczas nabożeństwa w kościele w Warszawie, po czym padł na kolana dziękując za zwycięstwo Bogu, a za nim cały senat i zgromadzony lud. Wkrótce do króla Zygmunta zaczęły spływać gratulacje z całej Europy i połowy Azji, wysłali je papież Paweł V, cesarz i król Niemiec Rudolf II Habsburg, król Francji Henryk IV Burbon, król Hiszpanii Filip III Habsburg, doża Wenecji Marino Grimani, król Anglii Jakub I Stuart, król Danii Chrystian IV Oldenburg a także sułtan turecki Ahmed I i szach Persji Abbas I Wielki. Zwycięstwo to Chodkiewicz starał się wykorzystać, do przeprowadzenia zmian w systemie finansowania wojska, gdyż pisał do króla: "W naszej ręce Parnawa będzie, i co większego, ale trzeba ludzi i postrachu, inaczej zamiast pożytku i sławy będzie konfederacya". Zaś w liście do żony Chodkiewicz pisał tak: "Moja najmilsza duszo (...) Ja Pana Boga proszę o śmierć, a nie mam jej, a żyć w takich kłopotach mniemam, że piekłu się równa (...) Żołnierz mój  pojutrze odchodzi, nie zwykłem uciekać, a to mi na to przyjdzie (...) Patrzy na mnie nieprzyjaciel a bić się z nim nie mogę". Król obiecał swą pomoc w kwestii przekonania szlachty do większych wydatków na cele wojskowe. 

Król niewiele zdziałał, wkrótce bowiem wybuchł rokosz sandomierski pod przewodem Mikołaja Zebrzydowskiego (rokosz - czyli zbrojne wystąpienie szlachty, przeciwko planom wzmocnienia władzy królewskiej) luty 1606 r. i król sam miał poważne kłopoty przez kolejne półtora roku. I tylko dzięki zwycięstwu pod Kircholmem i rozejmu, jaki trwał przez trzy lata (długo Szwedzi nie mogli się podnieść po tej bitwie), można przyznać to, że Inflanty wciąż pozostały w rękach polskich. Nieopłacane wojsko po prostu zawiązywało konfederację żołnierską i odmawiało dalszej walki (oficjalnie, bowiem nieoficjalnie częstokroć wyglądało to tak, że hetman przystępował do tejże konfederacji, wówczas utrzymywał władzę nad wojskiem i ono nadal stacjonowało w Inflantach, tylko że teraz w ramach prywatnej konfederacji, a nie w imieniu Rzeczypospolitej, jednocześnie dowódcy starali się zapłacić żołd, zastawiając własne majątki, nie było bowiem innego wyjście, wzburzona przedłużającą się wojną szlachta, za nic nie chciała płacić podatków na wojsko. Swoją drogą tu też widać różnicę w podejściu żołnierza autoramentu narodowego (zaciężnego) który dominował w ówczesnej Rzeczpospolitej, a żołnierza najemnego, z którego składały się armie państw Europy Zachodniej). Wojna została wznowiona, Szwedzi zajęli w 1608 r. twierdze Dyjament i Felin, lecz zebrany w kolejnym roku sejm (styczeń-luty 1609 r.) wreszcie uchwalił konieczne podatki i można było ponownie przystąpić do ofensywy. Zdobyto Parnawę, odzyskano Felin i Dyjament , rozbito ponownie szwedzkie wojska pod Rygą i szwedzką flotę w bitwie pod Salis. Polska znów przechodziła do zdecydowanej kontrofensywy, ale w 1609 r. zawarto rozejm (16 października 1611 r. choć działania wojenne ustały już w jesieni 1609 r.), gdyż ponownie... zabrakło pieniędzy dla wojska, a poza tym już rozpoczynała się wojna z Rosją. 





 CDN.
  

niedziela, 8 października 2017

ZABAWNE FILMIKI

"ŻYCIE JEST ŚMIECHU WARTE,

WIĘC SIĘ ŚMIEJĘ"

GAJUSZ PETRONIUSZ


ZABAWNE MOMENTY I SKECZE KABARETOWE, KTÓRE MOGĄ POPRAWIĆ HUMOR

"W OBRONIE KOBIETY"

 


"NIE UDAWAJ KOZAKA"

 


RELAKS I ODPOCZYNEK PRZY GŁASKANIU PSA (A MOŻE... GNOMA?)




 JAK ROZMAWIAĆ Z NIEMCAMI?
 
"JESTEŚMY SOJUSZNIKAMI, TAK?"
"NATURALNIE, SOJUSZNIKAMI W NATO"
"PRZYJACIÓŁMI?"
"PRZYJACIÓŁMI, SĄSIADAMI"
"NA ŚMIERĆ I ŻYCIE?"
"TAK JEST"
"A JEŻELI PRZYJACIEL, SĄSIAD ZROBI DRUGIEMU COŚ BARDZO BRZYDKIEGO?"
"PRZYJACIEL BRZYDKIEGO? CHYBA NIE SĄDZĘ"
"POWIEDZMY ŻE NIECHCĄCY. TO CO POWINIEN ZROBIĆ?"
"PRZEPROSIĆ?"
"TAK JEST, PRZEPROSIĆ I CO JESZCZE?"
"NAPRAWIĆ WINĘ"
"TAK, NAPRAWIĆ WINĘ ALBO SZKODĘ. A JAK SZYBKO POWINIEN NAPRAWIĆ TĘ SZKODĘ?"
"JAK NAJSZYBCIEJ SIĘ DA"
"KLAUS, NA CO TY JESZCZE CZEKASZ? KLAUS, MÓJ PRZYJACIELU Z NATO, KTÓRY WYRZĄDZIŁEŚ MI KRZYWDĘ, NA CO TY JESZCZE CZEKASZ?
"NIE ROZUMIEM?"
"KIEDY ZAMIERZASZ ODBUDOWAĆ NAM WARSZAWĘ?"
"CO PROSZĘ?"
"A TO, ŻE TWOI KOLEDZY SWEGO CZASU ZBURZYLI NAM WARSZAWĘ"
"MOI KOLEDZY ZBURZYLI WARSZAWĘ?"
"A CO, MOI?"
"NIE, TO NIE TAK"
"NIE TAK, A JAK? SAMA SIĘ ROZLECIAŁA?"
"JA Z TYM NIE MAM NIC WSPÓLNEGO, JA SIĘ URODZIŁEM W 1945 r."
"TO BARDZO DOBRZE, CZYLI JESTEŚ W PEŁNI SIŁ I MASZ BARDZO WAŻNY POWÓD ABY JĄ ODBUDOWAĆ"
"A WILLY BRAND PRZEPROSIŁ, A TERAZ TEŻ PŁACIMY ODSZKODOWANIA"
"ODSZKODOWANIA? 2 500 EURO ZA POCZTOWCA GDAŃSKIEGO, NO BEZ JAJ KLAUS NIE ROZŚMIESZAJ MNIE. TO ZNACZY JAK JA NIE BĘDĘ MIAŁ CI WYDAĆ Z 3 000 TO CO, TO CI ZASTRZELĘ DZIADKA, ALBO PSA? TY SIĘ ZASTANÓW KLAUS?"
 "JA MUSZĘ ZAWIADOMIĆ NATYCHMIAST BERLIN"
"A, KANCELARIĘ RZESZY, TAK"


NOTABENE, TEN FRAGMENT SPRZED 14 LAT PRZYPOMINA O WCIĄŻ NIEUREGULOWANEJ KWESTII NIEMIECKICH WYPŁAT ZA POTWORNE MORDY I ZNISZCZENIA, JAKICH "BOHATERSKI WEHRMACHT" I INNE TEGO TYPU NIEMIECKIE ORGANIZACJE, DOPUSZCZAŁY SIĘ W POLSCE




A NA ZAKOŃCZENIE JESZCZE:


JAK SIĘ KUPOWAŁO SAMOCHODY 
ZA KOMUNY

"TU SIĘ ZWĘŻA JAJCO WĘŻA"




JAK JESTEŚMY PRZY KOMUNIE, TO BYŁO KILKA NIEZAPOMNIANYCH FILMÓW Z TEGO OKRESU


"ALTERNATYWY 4" 
(1983)

 NA "H" JAKIŚ KRAJ
NA "H", MOMENCIK, ZARAZ SOBIE PRZYPOMNĘ, NA "H" TO MOŻE BYĆ MEKSYK, MOŻE BYĆ TEKSAS. A NA "H" TO MOŻE BYĆ... OHIO?




MOJA ULUBIONA SCENA Z TEGO SERIALU


"WSPANIALE, MAMY NARESZCIE AUTOBUSY RESTAURACYJNE, WIEDZIAŁEM ŻE DO TEGO DOJDZIE (...) DAJ MI SETE, COŚ NA ZĄB I LODY DLA MAŁEJ"





MIŁEJ NIEDZIELI

 

sobota, 7 października 2017

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. I

CZYLI JAK TO KRÓL

RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV

PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE

CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO 

W KONSTANTYNOPOLU


WŁADYSŁAW IV WAZA
 



Panowanie króla Władysława IV z dynastii Wazów (1632-1648) było jednym z najpłodniejszych, choć często pomijanych lub zapomnianych okresów w dziejach dawnego Królestwa Polskiego i Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W roku 1632 r. (30 kwietnia) zmarł król Zygmunt III Waza. Jego prawie 45-letnie panowanie, to okres częstych wojen i najazdów, a mimo to w roku jego śmierci Rzeczpospolita wciąż była pierwszą potęgą w Europie Środkowo-Wschodniej. Sejm który zebrał się 24 września 1632 r. (pod laską Jakuba Sobieskiego), wybrał nowym królem (8 listopada) 37-letniego księcia Władysława, syna zmarłego władcy. 13 listopada nowy król zaprzysiągł artykuły henrykowskie i pacta conventa (czyli tzw.: konstytucje dla polskiego króla, który zaprzysięgając je, zobowiązywał się do ich przestrzegania i realizacji), a oficjalna koronacja miała miejsce 6 lutego 1633 r. (tuż po złożeniu ciała zmarłego króla w podziemia katedry krakowskiej na Wawelu - 4 lutego). W tym czasie przez Rzeczpospolitą przechodziła fala dość ożywionych sporów religijnych (Polska była o tyle inna od reszt Europy, w której szalały krwawe religijne wojny, że tutaj spory toczono w sposób pokojowy, na sejmach i sejmikach ziemskich, a nie orężnie, przelewając krew bratnią. Piotr Skarga, jeden z najbardziej płodnych pisarzy polityczno-religijnych ówczesnej Europy, należący do zakonu jezuitów, tak pisał o innowiercach w Rzeczypospolitej: "To prawda, że złe heretyki, ale ludzie dobrzy, złe błędy, ale natury chwalebne, złe odszczepieństwo, ale krew miła". Zaś jedynym przykładem prześladowania religijnego w ówczesnej Polsce, było zamknięcie szkoły ariańskiej w Rakowie - jedynej takiej placówki w Europie w 1638 r. Powodem tego było znieważenie krzyża przez uczniów tamtejszej szkoły. Zresztą do walki z arianami nawoływali nie tylko katolicy, ale też i protestanci, którzy pod tym względem połączyli swe siły). 

Okres ten był bowiem niezwykle bogaty w najróżniejsze religijne i mistyczne prądy. Za panowania Władysława IV odbyły się też dwa duże synody ogólnopolskie, grupujące przedstawicieli różnych religii - w 1634 i 1643 r. Powstało szereg pism teologicznych, jak choćby "Harfa duchowa" - Marcina Laterny, "Żywoty świętych" - Piotra Skargi, "De optimo senatore" - Wawrzyńca Goślickiego (dzieło szczególnie popularne w Anglii w tym okresie), "Lyrica i Epigrammata" - Macieja Sarbiewskiego (bardzo popularne w Europie, zaczytywał się w nim sam papież Urban VIII) i wiele innych, w tym dzieła katolików: Jakuba Wujka, Stanisława Grodzickiego, Marcina Świąteckiego, Fryderyka Bartcza, Marcina Łaszcza, Benedykta Herbsta, Szymona Górskiego i Jana Cornatiusa (sam Piotr Skarga napisał 20 dzieł, w tym 10 dotyczących spraw religijnych i 10 tyczących polityki i ustroju), oraz protestantów: Fausta Socyna czy Grzegorza Pawła. Zresztą pisali nie tylko mężczyźni, również kobiety, jak choćby ksienia chełmińska - Magdalena Mortęska, która wydała przetłumaczone przykłady pism ascetycznych. Mistyka przeżywa swój rozkwit. Polskie misje katolickie docierają do Persji, Chin, Japonii i Indii, niektórzy muzułmanie przechodzą też na wiarę chrystusową, jak choćby ojciec Nahajus, muzułmański Tatar z Chanatu Nogajskiego, schwytany w jednej z bitew, przyjął chrzest i stał się kaznodzieją.




Czasy panowania Władysława IV, to również okres wielu konwersji religijnych. Do najsławniejszych należały konwersja Katarzyny Myszkowskiej-Bużeńskiej, za młodu wychowywanej w surowej dyscyplinie religii kalwińskiej, po latach przeszła na katolicyzm i urządzała w swym pałacu dysputy z kaznodziejami kalwińskimi, a tych których nie udało jej się przekonać do swoich racji, kazała służbie... szczuć psami (pod koniec życia przeniosła się do klasztoru karmelitanek, gdzie na własne życzenie wykonywała same najcięższe prace, łącznie z myciem podłóg). Lew Sapieha przeszedł z kalwinizmu na katolicyzm pod wpływem... pijaństwa, mianowicie kompani upili go prawie do nieprzytomności, a potem zaciągnęli na nabożeństwo i do Komunii Świętej - odtąd stał się przykładnym katolikiem. Katarzyna z Gostomskich Sieniawska, która wyszła za mąż za protestanta - Prokopa Sieniawskiego (lubiącego popisywać się swą siłą), i namówiła go do przejścia na katolicyzm (Prokop tak lubił się popisywać, że kiedyś złapał za koła królewską karocę, która zjeżdżała z góry. Nie udało mu się jej utrzymać i zleciał z dół zabijając się na miejscu, przez co jego małżonka, Katarzyna stała się właścicielką ogromnej magnackiej fortuny. Do końca życia nie wyszła już za mąż, a wszelkich zalotników przepędzała natychmiast, gdy tylko zaproponowali jej ożenek - kazała uzbrajać służbę i hajduków a nawet sama chwytała za broń i przepędzała zalotników. Jeden taki, który zajechał do niej z orszakiem 500 ludzi pragnąc prosić o rękę, nie zdążył nawet zjeść obiadu, gdy rozsierdzona Katarzyna chwyciła za broń, przez okna wołając uzbrojoną służbę).




Niektórzy twierdzili (jak choćby Zygmunt Krasiński), że to iż w Rzeczpospolitej nie było nigdy wojen religijnych, to raczej dowód naszej słabości a nie siły, gdyż: "Że wojen u nas religijnych nie było, to tylko dowód, że nikt w nic nie wierzył mocno. O to, w co ludzie wierzą, biją się. Wojna jest znakiem życia (...) Cała Polska to raz protestancka, to znów socyniańska, to znów Rzymską apostolską bywała". No cóż, pod pewnymi względami można by się z tym zgodzić, gdyż wydaje się że sprawy wiary w Rzeczypospolitej (pomimo niektórych fanatycznych jednostek), były raczej powierzchowne, braliśmy wszystko i we wszystko wierzyliśmy. U nas znalazły swe miejsce cztery zwalczające się szkoły mistyki chrześcijańskiej: hiszpańska, francuska, włoska i Filotea (św. Franciszka Salezego). Szkołą hiszpańska odznaczała się pesymizmem i surowością wobec natury ludzkiej (co uwidoczniło się w hiszpańskim malarstwie i sztuce tego okresu). Szkoła francuska na odwrót, była jasna i pogodna, cechowało ją otwarcie na człowieka, podkreślała też człowieczeństwo Jezusa Chrystusa (z niej wyszedł kult Serca Jezusowego). Skupmy się na tych dwóch, gdyż to właśnie one zyskały najwięcej posłuchu wśród wiernych w Polsce i na Litwie. Szkołę hiszpańską reprezentowali jezuici, benedyktyni (i benedyktynki) i karmelici bosi, a do najważniejszych propagatorów szkoły w Rzeczpospolitej m.in.: Magdalena Mortęska (wymieniona wyżej), Teresa Marchocka (kolejna autorka biografii mistycznej), Konstancja Kalinowska, ojciec Cyprian Godecki, Zofia Maciejowska, ojciec Fenicki (Fenicjusz) i ojciec Chomętowski. Do szkoły francuskiej zaś należały takie postaci jak: Drużbicki (który rozpowszechnił kult Serca Jezusowego na 30 lat przed św. Małgorzatą Marią Alacoque), Łęczycki i Pawłowski, oni to byli głównymi mistykami szkoły francuskiej w Rzeczpospolitej Obojga Narodów czasów panowania króla Władysława IV Wazy. 




Można by się na temat wiary rozpisywać jeszcze długo, ale przejdźmy teraz do kwestii polityki, gdyż to ona stała głównie za królewskimi planami wojny z Imperium Osmańskim. Ostatnia wojna z Turkami wybuchła w 1633 r. (niedługo po wstąpieniu na tron Władysława IV), i zakończyła się szybkim zwycięstwem Rzeczypospolitej (rozbicie w pierwszej bitwie pod Sasowym Rogiem 4 lipca 1633 r. sił namiestnika Sylistrii Mehmeda Abazy paszy , przez hetmana Stanisława Koniecpolskiego, oraz w drugiej bitwie 22 października pod Kamieńcem Podolskim, niecałe 12 tys. Polaków, pobiło ponad 45 tys. siły turecko-tatarsko-wołoskie, za co sułtan Murad IV skazał Mehmeda Abazy paszę na śmierć. Mimo to sułtan planował dalszą wojnę, żądając zburzenia pogranicznych twierdz i poskromienia Kozaków i rozwiązania ich rejestru, oraz zapłaty haraczu. Posłowie tureccy przynieśli jednak sułtanowi odpowiedź strony Polskiej: "Atakujcie, jeśli macie odwagę, my jesteśmy gotowi". Przy południowej granicy zgromadzono ogromną 50-tysięczną armię plus 12-tysięcy Kozaków (sejm uchwalił podatki na wojsko) i to pomimo jednocześnie prowadzonej wojny z Moskwą (zwycięskiej wojny notabene), sułtan chciał właśnie wykorzystać okazję, gdy król przebywał z głównym wojskiem na wschodnich rubieżach państwa, pod Smoleńskiem i wówczas zaatakować całą swą siłą. Jednak gdy otrzymał informacje o rosyjskiej klęsce pod Smoleńskiem i kapitulacji całej armii moskiewskiej Michaiła Szejna, oraz o mobilizacji dużych sił na południowej granicy z Imperium Osmańskim, sułtan nie tylko że zrezygnował z wojny, ale wysłał swych posłów, którzy zaproponowali pokój (październik 1634 r.) na dogodnych dla Rzeczypospolitej warunkach (Turcy zobowiązywali się do usunięcia ze stepów nadczarnomorskich Tatarów, oraz przyznali Polsce prawo do obsadzania własnymi kandydatami tronów w Mołdawii i Wołoszczyźnie). Rzeczpospolita zyskała znów ogromną strefę wpływów na południu, dochodzącą do Dunaju. 




Pomimo jednak tej krótkiej wojny (oraz wojny z lat 1620-1621, również zwycięskiej dla Rzeczypospolitej, pomimo klęski w bitwie pod Cecorą w Mołdawii wrzesień-październik 1620 r. ostatecznie zwyciężono w bitwie pod Chocimiem wrzesień-październik 1621 r., rozbijając prawie 150 tys. armię sułtana Osmana II) i częstych najazdów tatarskich na wschodnie pograniczne ziemie Rzeczypospolitej, pomiędzy Polską a Turcją Osmańską panował niczym niezmącony pokój od prawie stu lat, czyli od 1533 r. gdy (prawdopodobnie pod wpływem polskiej branki z Rohatynia - Aleksandry Lisowskiej, znanej jako Roksolana/Hurrem), sułtan Sulejman Wspaniały zawarł z królem Zygmuntem I Jagiellonem "Pokój Wieczny" (zresztą ci monarchowie często do siebie pisywali listy, podobnie jak i Hurrem do Bony Sforzy i na odwrót). Król Władysław IV pragnął jednak wielkiej wojny z Turkami, której efektem będzie wyzwolenie Bałkanów i Grecji, oraz zdobycie Konstantynopola i utworzenie tam na powrót po prawie 200 latach, chrześcijańskiego państwa. Potęga Rzeczypospolitej była wówczas ogromna, zarówno militarna, polityczna jak i gospodarcza. Wystarczy tylko prześledzić sobie przepych, z jakim polscy magnaci wjeżdżali do obcych krajów, jak choćby poselstwo podskarbiego nadwornego koronnego Jerzego Ossolińskiego do Rzymu z 27 listopada 1633 r. (20 powozów, 10 wielbłądów, niezliczona ilość koni, gubiących złote podkowy, które zbierali mieszkańcy Wiecznego Miasta, oraz 300 bogatych, wykształconych i znających języki młodzieńców, jako eskorta poselstwa). Stefano della Belli pozostawił z tego wydarzenia sześć akwafort zatytułowanych: "Entrata di Roma dell'ambasciatore G. Ossoliński". Również niezwykle bogaty był wjazd wojewody poznańskiego Krzysztofa Opalińskiego do Paryża w 1645 r. Tenże rok, będzie właśnie początkiem dwuletnich planów wielkiej wojny z Imperium Osmańskim.





 CDN.
   

PRUSY CHCIAŁY DO POLSKI - WIĘC SIŁĄ ZOSTAŁY ZNIEMCZONE - Cz. II

WALKA O CZARNEGO

PRUSKIEGO ORŁA,

POMIĘDZY CZERWONYM 

ORŁEM BRANDENBURCZYKÓW

A BIAŁYM ORŁEM

POLAKÓW/RZECZPOSPOLITAN





Po złożeniu hołdu w Krakowie w kwietniu 1525 r. były wielki mistrz Zakonu Krzyżackiego - Albrecht Hohenzollern nie miał innego wyjścia jak orientować się jedynie na Polskę. Próbował oczywiście jeszcze podjąć zabiegi niwelujące (przynajmniej częściowo) swoją konwersję na luteranizm i jeszcze w kwietniu (tuż po złożeniu hołdu), wystąpił do cesarza o nadanie mu Inflant i posiadłości dawnego Zakonu w Rzeszy, oraz poprosił o przyznanie mu tytułu księcia Rzeszy. Ten akt był jawną kpiną, przynajmniej w rozumieniu ówczesnej katolickiej Europy, ale dla Albrechta Hohenzollerna miał inne znaczenie, mianowicie był to ostatni akt (wręcz rozpaczliwy), deklarujący iż dawny wielki mistrz Zakonu, wciąż czuje się Niemcem - księciem Rzeszy i nie pragnie zrywać swych kontaktów z cesarzem i resztą ziem niemieckich. Oczywiście niczego nie uzyskał, a zarówno cesarz, jak i papież uważali go za odszczepieńca, poza tym na terenie Rzeszy działał przeciwko niemu mistrz niemieckiej gałęzi Zakonu - Ditrich von Cleen (wykazując szlachcie niemieckich księstw, że po sekularyzacji Prus utracono możliwości wpływów w Europie Środkowo-Północnej). Nic dziwnego, że przy ogólnej niechęci do Albrechta, administratorem urzędu wielkiego mistrza w Prusach cesarz Karol V mianował dotychczasowego wielkiego komtura Waltera von Cronberga (18 stycznia 1527 r.). W tej sytuacji było już zupełnie jasne i wiadome dla Albrechta - nie ma żadnych przyjaciół w Rzeszy, ani w innych państwach Europy Zachodniej, teraz jego jedyną szansą na polityczne przetrwanie pozostawał już tylko polski monarcha. 


 ZYGMUNT I JAGIELLOŃCZYK



Cesarz Karol V podjął też próbę obalenia uzgodnień hołdu krakowskiego z 1525 r. i na sejmie Rzeszy w Augsburgu (26 lipca 1530 r.) nadał Walterowi von Cronbergowi dawne kraje krzyżackie, w tym oczywiście Prusy Książęce, a 14 listopada tego roku nakazał Albrechtowi przekazać władzę w Prusach, nowemu wielkiemu mistrzowi Zakonu (Albrecht miał się też stawić w Izbie Sądowej Rzeszy, na proces przed cesarzem). Król Polski - Zygmunt I Jagiellończyk zakazał jednak Albrechtowi przekazać lenno we władanie innemu władcy, dlatego też Albrecht nie tylko odmówił oddania władzy w Prusach Cronbergowi, ale także nie stawił się na sąd w Spirze, który ogłosił go (19 stycznia 1532 r.) banitą. Tymczasem Albrecht miał w Prusach inny problem. Mianowicie ciemiężona dotąd przez lokalnych komturów Zakonu, rozsiadłych w poszczególnych zamkach, ludność wiejska, zaczęła się orientować że coś się zmienia. Dawni "pobożni" komturowie i rycerze zakonni, zrzucają habity i zrywają swe białe płaszcze z wielkimi czarnymi krzyżami, oraz zaczynają ubierać się po świecku. Początkowo sam widok upadającego Zakonu, musiał wywoływać wśród tych chłopów uczucie radości i ulgi, która szybko zniknęła, gdy zdali sobie oni sprawę, że dotychczasowi komturowie Zakonu, w dalszym ciągu będą ich ciemiężyli, teraz jednak już jako świeccy książęta. To wywołało powszechny bunt, tym bardziej że z Niemiec zaczęły dochodzić głosy, w wybuchu wielkiego powstania chłopskiego (1524-1525) pod przewodem niejakiego Tomasza Munzera, obejmującego ogromne tereny Rzeszy, począwszy od alpejskich rubieży Tyrolu, a skończywszy na granicy Brandenburgii. Chłopi napadali tam na panów i palili dwory, teraz echa tamtych wydarzeń przeniosły się również i do Prus.

Chłopi zaczęli się więc zbierać pod kościołami i po karczmach, aby radzić co robić dalej w zaistniałej sytuacji. Książę Albrecht, obawiając się wybuchu u siebie podobnego zrywu jaki miał miejsce w Niemczech, nakazał chłopom w lipcu 1525 r. wydać całą, posiadaną przez nich broń, oraz zakazał zgromadzeń po karczmach. To jeszcze bardziej ich rozsierdziło i sprowokowało wybuch powstania w Prusach. Pierwsi powstali chłopi w okręgu Kaymen na Sambii (1 września 1525 r.), gdzie szczególnie mocno dał się chłopom poznać okrutny szlachcic - Andrzej Rippe. Chłopi, pod wodzą młynarza Kaspra, otoczyli więc jego zamek, po czym wdarli się do środka i uwięzili szlachcica. Potem wystąpili chłopi z rejonu Szaków, którzy również uwięzili u siebie wiele szlachty i dawnych rycerzy Zakonu. Obie grupy połączyły się w okolicach Wargen w dniu 5 września 1525 r. gdzie wodzem obrano Jana Gerickiego, reprezentanta wolnych kmieci, którzy w ostatnich latach zostali sprowadzeni przez Krzyżaków do roli pańszczyźnianych chłopów. Wkrótce siły chłopskie w Prusach liczyły już 3 000 buntowników. Miano szansę na opanowanie samego Królewca, gdy podjęto rozmowy z tamtejszą biedotą miejską, ale błędem powstańców było zawarcie rozejmu z władzami miasta, które nakazały chłopom rozejść się do domów, uwolnić uwięzioną szlachtę i poczekać na decyzję księcia Albrechta po jego powrocie do kraju (akurat w sierpniu wyjechał on na Śląsk). Chłopi złożyli więc broń, uwolnili przetrzymywanych szlachciców i rycerzy, oraz rozeszli się do domów. 


 ALBRECHT HOHENZOLLERN



To był błąd, gdyż panowie pruscy zwrócili się o pomoc do księcia mazowieckiego - Janusza III, wojewody malborskiego - Jerzego Bażyńskiego, biskupa warmińskiego - Maurycego Ferbera i wreszcie do samego króla - Zygmunta I, który 1 października 1525 r. wydał uniwersał, nakazujący wojewodom i starostom Prus Królewskich (czyli Pomorza), udzielenie zbrojnej pomocy księciu pruskiemu. Dzięki tym posiłkom w październiku schwytano wszystkich wodzów powstania chłopskiego, a z początkiem listopada zaczęto ich publicznie wieszać. Powstanie upadło, a jednocześnie był to pierwszy tak wyraźny przykład, że w jakichkolwiek kwestiach, związanych z wojaczką i polityką europejską, książę Albrecht musi się już tylko orientować na pomoc od króla polskiego, gdyż nikt inny by mu jej nie udzielił. Musi więc również dochować mu wierności, a jego następcy muszą pamiętać, że złożenie hołdu lennego od teraz nie leży już w interesie Polski, tylko ich własnym, gdyż w przeciwnym razie (zgodnie z postanowieniami traktatu krakowskiego z kwietnia 1525 r.) utracą swoje lenno. Książę Albrecht, zgodnie z postanowieniami traktatu krakowskiego, miał prawo zasiadać w polskim senacie, oraz miał przyznane prawo udziału w elekcji polskiego monarchy. Dlatego też sądził że dzięki tym uprawnieniom, będzie miał wpływ na kształtowanie polityki polskiej w stosunku do Prus (i nie tylko Prus). Jednak, pomimo istnienia sporej grupy zwolenników księcia wśród wpływowych polskich senatorów (kanclerz Krzysztof Szydłowiecki, kasztelan poznański Łukasz Górka czy biskup krakowski Piotr Tomicki), król, senat oraz izba poselska konsekwentnie odmawiały księciu prawa uczestnictwa w obradach senatu.
 
Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie, połączone potem (1569 r.) w jedną Rzeczpospolitą Obojga Narodów, było państwem federacyjnym, łączącym jednak ze sobą elementy centralizacji i unifikacji. Nie istniała żadna przymusowa polityka polonizacji Rusinów, Żydów, Niemców czy innych narodowości zamieszkujących Rzeczpospolitą, a mimo to polonizacja była wówczas faktem (ok. 50 procent ówczesnych mieszkańców Prus Książęcych, to byli polscy koloniści z Mazowsza i Kujaw). Polaków i Litwinów cechowała przede wszystkim ogromna akceptacja dla różnorodności, bez narzucania nikomu swej kultury, języka czy wyznania. Jednak właśnie taka polityka, przy jednoczesnym istnieniu prawdziwej potęgi polityczno-militarnej Rzeczypospolitej, stanowiła podatny grunt pod polonizację innych narodowości. Polską kulturę oraz język przyjmowali dobrowolnie zarówno Niemcy, Szkoci, Anglicy, rzadziej Hiszpanie i Francuzi, oraz Żydzi a nawet Tatarzy i Ormianie (nie mówiąc już oczywiście o Rusinach i Litwinach, którzy do 1700 r. całkowicie się spolonizowali). Tym bardziej że w wieku XVI panowała epoka dość długiego pokoju (szczególnie od 1533 r. "Pokój Wieczysty" z potężną Osmańską Turcją sułtana Sulejmana Wspaniałego), a wojny, jeśli wybuchały, toczyły się gdzieś daleko, na granicach, lub na terytoriach państw nieprzyjacielskich. Dlatego też okres ten (szczególnie po 1533 r.) nazywany jest "Złotym Wiekiem".


BONA SFORZA


Książę Albrecht należał do przeciwników królowej Bony Sforzy (małżonki króla Zygmunta I Jagiellończyka), która prowadziła konsekwentną politykę antyhabsburską i antyniemiecką. Ona, córa Italii, dobrze pamiętała jak jej rodzinne księstwo - Bari było zagrożone przez hiszpańskich Habsburgów, którzy panowali również w Austrii i byli suwerenami niemieckich państewek, jako cesarze rzymscy. Bona była kobietą bardzo niezależną i od samego przybycia do Polski, małżeństwa z Zygmuntem i swej koronacji na królową Polski (18 kwietnia 1518 r.), chciała mieć wpływ na politykę swego nowego królestwa. Jakież początkowo było jej zdziwienie, gdy przyzwyczajona do modelu monarchii absolutnych, dowiedziała się że król w Polsce niewiele może uczynić bez zgody sejmu i że monarcha podlega stanowionemu prawu tak samo jak każdy inny obywatel państwa. Oczywiście dwór królewski był ośrodkiem władzy centralnej, to stąd wychodziły wzory zachowań i moda z której później korzystali magnaci i szlachta, a król był postacią centralną w całym państwie ("Król to jest ojciec, a Rzeczpospolita matka" - jak w "Ogniem i Mieczem" mówi sienkiewiczowski Bohdan Chmielnicki), utrzymujący ogromny dwór (samemu Zygmuntowi I usługiwało prawie 1500 osób, nie licząc osobnego dworu królowej Bony, liczącego niewiele mniej dworzan - a każdy z nich miał dodatkowo do dyspozycji własnych służących i pachołków). Król miał też jedyne prawo do nadawania urzędów i godności, w podejmowaniu kluczowych decyzji politycznych musiał król jednak liczyć się z większością szlachty zgromadzoną na sejmach, gdyż to oni wybierali kolejnego monarchę.

Nic więc dziwnego że królowa Bona zaczęła dążyć do koronacji swego syna - Zygmunta Augusta na króla jeszcze za życia jego ojca - Zygmunta I. A ponieważ była konsekwentna w swych działaniach, doprowadziła najpierw do obrania dziewięcioletniego Zygmunta Augusta wielkim księciem na Litwie (18 października 1529 r.), a następnie jego koronacji (jako Zygmunta II Augusta) na króla Polski (20 lutego 1530 r.), odtąd formalnie Polska i Litwa miały jednocześnie dwóch władców - ojca i syna. Na koronację młodego króla do Krakowa przyjechał również książę Albrecht (wraz z małżonką, duńską księżniczką Dorotą i bratem, margrabią Wilhelmem). Rozpoczął on wówczas zabiegi o uzyskanie opieki nad młodym królem, w przypadku przedwczesnej śmierci Zygmunta I, dążył również do przyznania mu stałego miejsca w senacie, zgodnie z traktatem z 1525 r. (miał zwrócić się do króla Zygmunta z pytaniem dlaczego nie otrzymuje wezwania na obrady senatu, król co prawda obiecał że będzie go wzywał na posiedzenia o szczególnie ważnych zagadnieniach, ale odmówił mu prawa do uczestnictwa w każdym zwołanym sejmie). Plany opieki nad małoletnim królem, w zarodku storpedowała zaś królowa Bona, która w żadnym razie nie godziła się na powierzenie ewentualnej opieki nad swym synem, w ręce Niemca (który jednak twierdził że po sekularyzacji i złożeniu hołdu lennego, stał się Polakiem - "ganz und gar ein Poln gemacht"). Ostatecznie dekretem z 28 stycznia 1532 r. król Zygmunt I pozbawił księcia Albrechta możliwości udziału w obradach polskiego sejmu, oraz prawa do zasiadania w senacie, a w czerwcu tego roku kategorycznie odmówił mu (dzięki polityce Bony) prawa do opieki nad swym synem w przypadku niespodziewanej śmierci króla. Albrecht był teraz izolowany zarówno w Rzeszy, jak i (częściowo) w Polsce, co nie służyło jego ambitnym planom politycznym. Spowodowało to nieśmiałe próby zbliżenia księcia z królem rzymskim Ferdynandem I (montowane przez książęcego wysłannika Hieronima Schurstaba z Norymbergi), oraz deklaracja że Prusy w przyszłości powinny przypaść Rzeszy a nie Polsce.  


KORONACJA 9-letniego ZYGMUNTA II AUGUSTA



CDN.

wtorek, 3 października 2017

INTEGRACJA, KOLABORACJA CZY WROGOŚĆ? - Cz. VI

CZYLI JAK ŻYLI GRECY

W IMPERIUM RZYMSKIM

I CZY ASYMILOWALI SIĘ

Z RZYMIANAMI?






"TAK MÓWI CYRUS, KRÓL PERSKI: 
WSZYSTKIE PAŃSTWA ZIEMI DAŁ MI PAN, BÓG NIEBIOS"

KSIĘGA EZDRASZA 1,2



Po zdobyciu i zniszczeniu Ekbatany i podboju całej Medii, władca Persji - Cyrus nakazał odbudować miasto (zaczęto od pałacu królewskiego, który stał się jedną z ulubionych siedzib Cyrusa Wielkiego, szczególnie w okresie letnim, gdy jest tam bardzo przyjemnie, zimą zaś przez prawie trzy miesiące Ekbatana była z reguły odcięta od świata przez liczne zamiecie i obfite śniegi, szczególnie że wzniesiono ją na 1914 metrze nad poziomem morza). Media co prawda została włączona do imperium perskiego jako satrapia Mada, ale arystokracja i ludność medyjska, była uważana za równą perskiej i traktowana na tych samych zasadach co Persowie. Natomiast już w 549 r. p.n.e. król Cyrus zajął Elam, niewielkie królestwo, leżące na północny-zachód od Persji. I tutaj również Cyrus postępował bardzo łagodnie z pokonanymi nieprzyjaciółmi - Elamici utrzymali szereg dotychczasowych przywilejów we własnym państwie oraz otrzymali nowe stanowiska na królewskim dworze w Pasargadach (a potem w Persepolis), zaś ich stolica - Suza, stała się jedną z czterech stolic nowego imperium perskiego. W latach 549-548 Persowie dokończyli podboju wschodnich ziem dawnej Medii, opanowując (bez walki) Partię i Hyrkanię, po czym skierowano się znów na zachód. Po podboju Medii i umocnieniu swych wpływów na wschodzie, pozostałe "po-asyryjskie" imperia uznały nowe państwo perskie za ogromne zagrożenie i przygotowywały się do orężnej z nim konfrontacji.

Władca Lidii, król Krezus postanowił opowiedzieć się przeciwko Persji z dwóch powodów, po pierwsze był sojusznikiem i szwagrem obalonego króla Medii Astyagesa, a po drugie ok. 550 r. p.n.e. wybuchł konflikt na tle scytyjskiej diaspory, zajętej przez Persów, zaś Cyrus zaczął podburzać małoazjatyckich Greków, aby zbuntowali się przeciwko Lidii - wojna była więc nieunikniona. Krezus jednak przed walką postanowił zasięgnąć rady wyroczni delfickiej i otrzymawszy odpowiedź boga, brzmiącą: "Jeśli przekroczysz Halys (rzekę graniczną) zniweczysz wielkie królestwo". Po tych słowach, pewny zwycięstwa Krezus wyprawił się przeciwko Persom, nie podejrzewając że przepowiednia może mieć drugie dno. Tym "wielkim królestwem" o którym mówił bóg Apollo, było właśnie państwo Krezusa, a nie Cyrusa, nie chodziło bowiem o rozległość terytorialną, a o bogactwo i konsolidację wewnętrzną, rozbudowaną sieć powiązań handlowych (w tym zamorskich) oraz liczne bogactwa naturalne, występujące w lidyjskim państwie. Krezus był jednak dobrej myśli, zapewnił sobie nie tylko korzystną przepowiednię, ale i wsparcie potężnego wówczas Egiptu (który wówczas również konkurował do roli pierwszej potęgi Bliskiego Wschodu), oraz poparcie Sparty. Za Cyrusem stanął zaś jedynie małoazjatycki Milet. Silny tym wsparciem Krezus w 547 r. p.n.e. przekroczył graniczną rzekę Halys i wkroczył do należącej wówczas do Persji Kapadocji.




Był to jawnie agresywny krok, który miał sprowokować Persów do działania i zniszczenia ich armii w jednej wielkiej bitwie (jak Krezusowi obiecał w przepowiedni Apollo). Cyrus oczywiście podjął wyzwanie i ruszył ze swoją armią (przez ośnieżone przełęcze Zagrosu i płaskowyże Asyrii - gdzie utworzył nową perską satrapię - Aturę) na Krezusa. Król Cyrus nie spieszył się jednak i gdy Krezus plądrował Kapadocję, Persowie wkroczyli do bezbronnego Harranu - dawnego dużego miasta imperium asyryjskiego, a obecnie jednego z miast państwa nowobabilońskiego. Harran był wówczas zarządzany przez lokalnego kapłana boga Sina (ulubionego boga króla Babilonii - Nabonida), który nie mając żadnych szans na oparcie się Persom, poddał miasto Cyrusowi (kwiecień 547 r. p.n.e.). W maju perski władca ruszył już bezpośrednio na Krezusa (przy okazji zajmując należącą do Babilonii północną Syrię oraz Cylicję). Cylicyjczycy, którzy poddali się Cyrusowi, otrzymali w nagrodę prawo posiadania własnych władców, jedynie musieli uiszczać odpowiednią daninę (która w późniejszych latach wynosiła zaledwie 360 koni rocznie). Wkroczywszy po raz pierwszy do Kapadocji Cyrus ustanowił tu kolejną satrapię o nazwie Katpatuka, po czym przystąpił do konfrontacji z Krezusem. Do starcia doszło w lipcu 547 r. p.n.e. nad rzeką Halys (w okolicy Pterii). Bitwa nie przyniosła żadnej ze stron zdecydowanego rozwiązania, ale to król Krezus postanowił się stamtąd wycofać do swej stolicy - Sardes. Stamtąd rozesłał apele do państw sprzymierzonych - Egiptu, Babilonii i Sparty - o przybycie pod Sardes z wojskiem na wiosnę roku następnego, ale Cyrus nie zamierzał doprowadzać do połączenia się jego wrogów i ruszył pierwszy (wcześniej tworząc kolejną satrapię w Armenii - Arminę). 

Jeszcze zimą przeszedł z wojskiem Wyżynę Anatolijską i na wiosnę 546 r. p.n.e. nim jeszcze sprzymierzeńcy Krezusa zebrali swe wojska, stanął nieopodal Sardes, u zbiegu rzek Hyllos i Hermos. Tam dopiero zastąpili mu drogę Lidyjczycy. Doszło do bitwy, w której (dzięki wielbłądom, których spłoszyły się lidyjskie konie) zwyciężyli Persowie, ale nie udało im się rozbić Lidyjczyków, którzy w zwartych szeregach wycofali się do stolicy, skąd rozpaczliwie oczekiwano pomocy. Niestety, ani Babilon, ani Egipt nie odpowiedziały na błagalne noty Krezusa, jedynie Sparta zadeklarowała przysłanie wsparcia. Na niewiele to się jednak zdało, gdyż nim Spartanie dotarli pod Sardes, miasto po dwutygodniowym oblężeniu, zostało zdobyte przez Persów (maj 546 r. p.n.e.). Krezus i cała jego rodzina, znaleźli się w niewoli Cyrusa. Ten postanowił ukarać Krezusa za jego wystąpienie i nakazał przed pałacem królewskim w Sardes wznieść olbrzymi stos, na którym umieścił zakutego w kajdany Krezusa, jego żonę i dzieci. Gdy jednak miano już stos podpalić, Cyrus wstrzymał egzekucję i obdarzył swego wroga łaską, odtąd mógł on żyć wraz z rodziną jako członek jego dworu (podobnie zresztą jak pokonany król Medów - Alyates) i tak też się stało. Ponoć w jakiś czas potem Krezus zapytał Cyrusa o pozwolenie zwrócenia się po raz kolejny do wyroczni Apollona w Delfach, ofiarowując bogu kajdany (w które na stosie zakuł go Cyrus) i nakazując posłańcowi zapytać boga dlaczego okazał się tak niewdzięczny. Po powrocie poseł Krezusa przyniósł nową wiadomość z Delf, bóg (ustami swej wieszczki pytii) mówił: "Jest za obrębem świata przybytek wiecznej światłości (...) i na ciebie tron czeka, o męczenniku w koronie. Obok ciebie na uczcie zasiądzie twoja królowa i w korowodach wesołych zatańczą twoje królewny. Ale na ziemi płacisz za zbrodnię pradziada Gygesa. Krew zabitego Kandaula już dawno wołała ku niebu (...) Dłużej cię chronić nie mogłem (...) Pamiętliwy jest bóg sprawiedliwy". Chodziło tutaj o pradziada króla Krezusa - Gygesa, który obalił starą dynastię władców lidyjskich, mordując ostatniego ich króla - Kandaula.

Jeszcze w tym samym 546 r. p.n.e. zwycięski Cyrus zażądał od wszystkich greckich miast-państw, należących wcześniej do Lidii, uznania jego władzy i własnej podległości. Grecy zgodzili się (prócz Miletu) na uznanie Cyrusa za swego króla (na takich zasadach, jak wcześniej uznawali za króla Krezusa), ale domagali się respektowania umów handlowych, jakie wcześniej zawarli z Lidyjczykami, co Cyrus kategorycznie odrzucił. Pragnął on bowiem ukarać Greków za to, iż wcześniej, gdy wojował z Krezusem, nie przystąpili do niego co im proponował. Teraz posłom greckich polis odpowiedział pewną przypowieścią: "Pewien flecista przechadzając się po brzegu morskim zaczął grać na flecie, wywołując ryby, te wszak na grę jego najmniejszej nie zwróciły uwagi. Wtenczas odrzucił flet, wziął sieć i złowił pokaźną ich ilość. Ryby wydobyte na wierzch bezładnie jęły się miotać na piasku, ale ten im powiedział: Teraz już nie czas na taniec, kiedy wam grałem, wtenczas nie chciałyście tańczyć!". W takiej sytuacji większość greckich miast-państw szykowała się do walki, szukając jednocześnie pomocy w najsilniejszym greckim polis kontynentalnym - w Sparcie. Spartanie wysłali do króla Cyrusa swoje poselstwo, domagając się aby zaprzestał krzywdzić Hellenów i zarzucił próby opanowania greckich państewek, bo jeśli tego nie zrobi, to jak deklarowali lacedemońscy posłowie: "Sparta cię ukarze!". Bez wątpienia taka grożba musiała wprawić króla w dobry nastrój, miał on bowiem jeszcze w pamięci sojusz Sparty z Krezusem i fakt że Spartanie jedyne czego dokonali podczas tej wojny to... nie stawili się z obiecaną pomocą. Wiec po prostu ich zlekceważył.




Po wyjeździe króla do Ekbatany, w Sardes zbuntował się niejaki Paktyes Lidyjczyk (545 r. p.n.e.). Wraz z opłaconymi przez siebie najemnikami, zajął pałac królewski, skarbiec i cytadelę w Sardes, po czym po zdobyciu złota ze skarbca, ogłosił zaciąg dla greckich najemników, którzy mieliby wstąpić do jego nowej armii. Wkrótce opanował całe miasto, ale jego władza nie wykroczyła poza mury Sardes. Wkrótce przybyły kolejne siły perskie, pod wodzą Meda - Mazaresa. Zdobył on Sardes i uśmierzył bunt (545/544 r. p.n.e.), ale Paktyes zdążył zbiec do greckiego miasta Kyme w Etolii. Persowie domagali się jego wydania, ale Grecy z Kyme postanowili w tej sprawie zasięgnąć rady wyroczni w Delfach. Bóg Apollon odpowiedział że Paktyesa należy wydać Persom, aby nie prowokować nieszczęść Hellady. Jednak pewien obywatel Kyme, niejaki Aristodikos odmówił realizacji tej przepowiedni, a następnie wdał się w jawny konflikt z kapłanem świątyni Apollona, któremu zarzucił hipokryzję, gdy ten obłożył go karą boga za wybranie z gniazd wszystkich ptaków, które schroniły się w świątyni, na co Aristodikos odparł: "O Panie, jakże to: swoim błagalnikom chcesz nieść pomoc, a Kymejczykom nakazujesz wydać ich własnego?" Kapłan wówczas wpadł w gniew krzycząc: "Tak właśnie nakazuję, żeby was tym bardziej zgubiła wasza bezbożność". Paksyesa jednak nie wydano, a świątynię Apolla (szczególnie kapłanów boga), zaczęto podejrzewać o stronniczość i... zamiłowanie do perskiego złota. Sprawa lidyjskiego buntownika pozostała jednak kością niezgody pomiędzy nowym imperium perskim a kontynentalnymi greckimi polis i dopiero w następnych latach będzie miała swój finał.     

 



CDN.

poniedziałek, 2 października 2017

GWAŁT - CZY NIEODZOWNY ELEMENT KOBIECEGO LOSU? - Cz. II

NAJDZIWNIEJSZE I (NIEKIEDY)

NAJBRUTALNIEJSZE PRZYPADKI

GWAŁTÓW W HISTORII



ok. 33 r.

GWAŁT  I AFERA TYRRANUSA 

 


 
Cóż to był za skandal! Zgwałcono przecież dostojne damy Rzymu, żony i matki wpływowych polityków, wodzów, senatorów, nobilów. Taka zniewaga wymagała wyjątkowo wymyślnej kary na gwałcicielu, szczególnie że w wyniku owych gwałtów na świat przyszło wiele nieślubnych dzieci. Należy jednak tutaj od razu wyjaśnić, że gwałty te w dużej mierze były czynione za pozwoleniem gwałconych kobiet, choć... one same nie były świadome kim tak naprawdę jest ich gwałciciel. Ale po kolei. Wydarzenia te, miały miejsce zapewne już po upadku wszechwładnego prefekta pretorium - Lucjusza Eliusza Sejana, najbliższego przyjaciela i powiernika starego cesarza Tyberiusza (który jednocześnie zamyślał jakby tu zająć miejsce Tyberiusza po jego śmierci), bowiem nie ma o nim, ani o ludziach z jego otoczenia najmniejszej wzmianki. Prawdopodobnie więc wydarzenia związane z gwałtem na dostojnych damach Rzymu, miały miejsce ok. 32 lub 33 r. naszej ery. Ale gwoli informacji, cofnijmy się te kilka lat wcześniej, aby lepiej przybliżyć wizerunek tego okresu. Rzym czasów Tyberiusza (14-37 r.), był miastem, które niewiele się zmieniło od czterdziestoletnich rządów Oktawiana Augusta (27 r. p.n.e.-14 r.), w mieście nie zbudowano żadnej nowej świątyni ani żadnego nowego akweduktu. Jedyną nowością budowlaną miasta, były nowe koszary gwardii pretoriańskiej (Castra Preatoria), wzniesione też raczej poza miastem (na wschodnich peryferiach) w 23 r. przez Eliusza Sejana, który zebrał poszczególne kohorty (stacjonujące dotąd w różnych miejscach Rzymu) w jeden garnizon, otoczony murami obozowymi. 

Sejan dbał o dowodzoną przez siebie formację, która od tego czasu stawała się formacją elitarną, liczącą łącznie 4 500 żołnierzy (z czego w samym Rzymie stacjonowało tylko 1 500, a reszta w miastach Italii w pobliżu stolicy). Pretorianie otrzymywali też dwa razy taki żołd co żołnierze legionowi (za Nerona będzie to już trzy i pół razy więcej), poza tym otrzymywali liczne nagrody, szczególnie podczas objęcia władzy przez każdego nowego cesarza (niekiedy przekraczające wartość pięcioletniego żołdu), z czasem przyzwyczaili się do nagród i zaszczytów tak bardzo, że jeśli dany cesarz im ich nie przyznał (tak jak Galba w 68 r.) marnie kończył, najczęściej zamordowany. Służba w kohortach pretoriańskich należała do najbardziej prestiżowej, gdyż nie wiązała się z żadnymi niebezpieczeństwami (pretorianie nie walczyli zbrojnie, tak jak formacje graniczne, co często budziło zazdrość wśród tych drugich, którzy realnie narażali swoje życie w walkach z granicznymi ludami, a mimo to nikt ich tak nie cenił i tak nie wynagradzał), jedynie co, to brali oni udział w paradach, defiladach i w osobistej straży wokół cesarza, to wszystko co było związane z ich służbą (czasami jednak zdarzało się że byli zmuszani do walki, jak choćby w 69 czy 193 r. podczas wojen domowych o władzę w Imperium, ale już same przygotowania do fortyfikowania miasta, budziły wśród Rzymian raczej pobłażliwy uśmiech, gdyż większość konstrukcji sama się rozlatywała - ci żołnierze już na przełomie II i III wieku, nie byli zupełnie przyzwyczajeni do ciężkiej pracy fizycznej, takiej jak budowanie fortyfikacji, okopów i umocnień, przez to jedyne do czego się nadawali, to były tylko żołnierskie parady).




Sejan mniej już dbał o kohorty miejskie (podległe senatowi, liczące ok. 4 000 żołnierzy, a dowodzone przez prefekta Rzymu), oraz o korty policyjne (straż miejską, pełniącą również rolę straży pożarnej) w liczbie 1 000 żołnierzy, rozdzielonych po wszystkich czternastu dzielnicach miasta. Do ich zadań należało zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom poprzez nocne i dzienne patrole. Jedni i drudzy wciąż stacjonowali w wyznaczonych kwaterach w samym Rzymie. Tyberiusz jednak częściowo odciążył strażaków od patrolowania brzegów Tybru w mieście, poprzez powołanie do życia nowej jednostki administracyjnej, zwanej Curatores Alvei Tiberis (czyli Zarząd Konserwacji Tybru). W 19 r. cesarz Tyberiusz wprowadził także zapomogi dla tych, których nie obejmowało bezpłatne rozdawnictwo zboża (czyli głównie tzw.: klasy średniej, która w Rzymie również istniała). Należy jednak przyznać, że cesarz osobiście interesował się (nawet wówczas gdy przebywał w Neapolu 26-27 r. czy potem na Capri 27-37 r.), sprawami bezpieczeństwa mieszkańców miasta, co powodowało że okres panowania tego władcy, należy uznać za jeden z najbezpieczniejszych okresów dla mieszkańców w historii Imperium (rozboje dzienne zostały prawie całkowicie wyeliminowane, a nocne znacząco zmniejszone w porównaniu do czasów rządów Augusta - za sprawą specjalnych brygad nocnych). Doszło jednak podczas jego panowania do dwóch poważnych prześladowań, które miały miejsce podczas jednego 19 r. Pierwsze prześladowania dotyczyły Żydów, wypędził ich wszystkich z miasta, a 4 000 żydowskich wyzwoleńców, którzy nie posiadali obywatelstwa rzymskiego, wcielił do karnych kompanii i wysłał na Sardynię. Tam też trafili wyznawcy bogini Izydy, którzy byli drugim, prześladowanym w tymże roku ruchem religijnym, cała zaś sprawa zaczęła się od gwałtu jednego z wyznawców Izydy na szlachetnie urodzonej Rzymiance - Paulinie (o czym pisałem w poprzednim poście z tej serii).

W 27 r. doszło do sławnej w całej Italii katastrofy w Fidenie - miasteczku położonym na północny wschód od Rzymu. Pewien przedsiębiorca teatralny postanowił bowiem urządzić munera (czyli walki gladiatorów), aby uczcić rodzinne wydarzenie. Ale ponieważ koszty wystawienia gladiatorów w samym Rzymie były większe, postanowił całą imprezę przenieść do nieodległych Fiden. Niestety, postawione na nierównym terenie, nieopodal rynku miejskiego drewniane trybuny, po prostu... zawaliły się ze względu na zbyt dużą liczbę osób, pragnących uczestniczyć w widowisku. Wszystko stało się w ułamku chwili (jak informuje Tacyt, który porównuje to wydarzenie do "przegranej bitwy podczas wielkiej wojny"). Nagle podtrzymujące trybuny, drewniane belki zawaliły się, grzebiąc ze sobą 50 000 ludzi (nie wszyscy zginęli, ale bardzo wielu było rannych). Radosny dzień, jakim miało być święto rzymskiego przedsiębiorcy, zamienił się w katastrofę i pogrzeb tysięcy ludzi. Bardzo szybko sprawą zainteresował się sam cesarz Tyberiusz - Atyliusza, budowniczego owych trybun w Fidenie, skazano na wygnanie (i tak dobrze że nie na śmierć, choć nie udowodniono mu, że oszukiwał na materiałach - a chodziło o zbyt małą liczbę wzmocnień trybun). Natychmiast też wprowadzono nowe prawo, związane z organizacją walk gladiatorskich na placach i rynkach miejskich, odtąd bowiem architekt, który dobudował zbyt rozległe trybuny i nie wzmocnił je odpowiednią ilością podpór, musiał udowodnić że dysponuje wystarczającą sumą, mogąca pokryć ewentualne koszty katastrofy (liczyła ona 400 tys. sestercji i odpowiadała dzisiejszym ok. 200 tys. dolarów). Po tej katastrofie zwiększyła się też liczba igrzysk munera, odbywających się w cerkach lub amfiteatrach miejskich, choć prowizoryczne trybuny w mniejszych miasteczkach, wciąż jeszcze budowano.



W 33 r. rozpoczął się kryzys finansowy, związany z senackim nakazem, skierowanym głównie do i ekwitów (choć również i do nobilitas - czyli rzymskiej arystokracji), aby zainwestowali oni swoje pieniądze w rozwój italskiego rolnictwa (szczególnie chodziło tutaj o ponowne odrodzenie produkcji italskiego zboża, zatraconej zupełnie od prawie 150 lat, gdy przez lata Rzym wolał sprowadzać zboże z Egiptu lub Afryki, które to było znacznie lepszej jakości od italskiego). Szybko jednak okazało się że plony tego i następnego roku były dość marne, natomiast wyłożone pieniądze często większe od spodziewanych korzyści. Spowodowało to upadek kilku fortun ekwickich i poważne zadłużenie się wielu rzymskich rodzin z klasy średniej. Kryzys spotęgowany nieurodzajem, doprowadził do prawdziwej paniki roku 33, który to jeszcze w połączeniu z aferą gwałtów na szlachetnie urodzonych Rzymiankach (i narodzin nieślubnych dzieci), stanowił prawdziwą społeczno-obywatelską apokalipsę rzymskich elit. Cesarz Tyberiusz, aby nie doszło do poważnych rozruchów miejskich, musiał z własnych pieniędzy powołać do życia fundusz pożyczkowy, który powalał Rzymianom spłacić często lichwiarskie kredyty, to uspokoiło emocje. 

Ale nim przejdę do prezentowania samego przebiegu owych gwałtów, jeszcze kilka słów na temat samego prefekta pretorium - Lucjusza Eliusza Sejana. Dążył on bowiem do zajęcia miejsca cesarza Tyberiusza, choć (należy przyznać) czynił to bardzo rozważnie. W 14 r. został początkowo jednym z dwóch prefektów kohort pretoriańskich (wraz ze swym ojcem - Lucjuszem Eliuszem Strabonem, który zrezygnował rok później i tak Sejan został jedynym i niepodzielnym dowódcą cesarskich kohort). Zyskał również ogromny wpływ na Tyberiusza, który będąc człowiekiem wręcz chorobliwie podejrzliwym i nieufającym ludziom, jedynie Sejana darzył szczerą przyjaźnią i jemu powierzał swe plany oraz sekrety. Nie podobało się to synowi i następcy Tyberiusza - Druzusowi Młodszemu (Tyberiusz Klaudiusz Druzus Kastor), który wszedł z Sejanem w bardzo ostry konflikt (raz nawet wymierzył mu publicznie cios w twarz, co było dużym upokorzeniem dla dowódcy gwardii cesarskiej), starał się też przekonać ojca, aby pozbawił Sejana władzy i wygnał z go Rzymu - bezskutecznie jednak. Sejan również nie pozostawał mu dłużny, uwiódł i potajemnie spotykał się z żoną Druzusa - Julią Liwillą. Rozkochał ją w sobie tak bardzo, że (zapewne na jego prośbę) ta podtruwała Druzusa, aż w końcu zmarł w 23 r. (był to jednocześnie rok znacznego wzrostu politycznego znaczenia Sejana, którego zaczęto uważać powszechnie za drugiego po cesarzu, a być może nawet za jego następcę). Sejan zdobył ogromną władzę polityczną, żadna ustawa w senacie nie mogła przejść bez jego wiedzy i zgody.




Mianował i obsadzał wedle własnego wyboru, najróżniejszych namiestników prowincji, którzy więcej zawdzięczali jemu, aniżeli cesarzowi (jedynie podpisującemu te nominacje). Sieć jego ludzi oplotła Imperium (jednym z nich był od 26 r. prawdziwy sadysta o morderczych skłonnościach, prefekt Judei - Poncjusz Piłat, który na kartach Biblii został przedstawiony jako łagodny filozof, zmuszony skazać Jezusa Chrystusa na śmierć, a w rzeczywistości był on tępym sadystą, który wystawił cały las krzyży i miał (zapewne) sprowokować Żydów do powstania - zresztą o Poncjuszu Piłacie pisałem już kiedyś w osobnym temacie). 




Po śmierci Druzusa, od 25 r. dążył on do poślubienia Liwilli (aby wejść do rodziny cesarskiej), z tego też powodu rozwiódł się z pierwszą żoną - Apicatą. Nadaremnie jednak, cesarz Tyberiusz, który dotąd we wszystkim ustępował swemu "pierwszemu ministrowi", teraz jakoby odzyskał zmysły i po raz pierwszy mu odmówił. Od tej chwili Sejan robił wszystko aby pokłócić Tyberiusza z resztą jego rodziny, szczególnie zaś z matką - sędziwą już 83-letnią Liwią Druzyllą, oraz z Agrypiną Starszą (wnuczką Augusta), której synowie Klaudiusz Neron, Druzus i Gajusz Juliusz "Kaligula" byli pretendentami do władzy cesarskiej po Tyberiuszu. Starał się więc Sejan wywołać u cesarza poczucie zagrożenia, iżby Agrypina planowała zamach na jego życie, aby władzę objął jeden z jej synów. Pod wpływem tych wszystkich informacji, kłótni i ogromnego żalu po śmierci syna, Tyberiusz wyjechał w 26 r. do Neapolu (już do śmierci do Rzymu nie powróci), zaś z początkiem 27 r. osiadł na maleńkiej wysepce - Capri, gdzie wiódł spokojne i dostatnie życie odpoczywając przy plaży, przeprowadzając dysputy filozoficzne, czy (od czasu do czasu, co też lubił) osobiście biczował swoje niewolnice. Sejan miał teraz wolne ręce, pozbył się "starego" z Rzymu, mógł więc przystąpić do bezpośredniej rozgrywki z Agrypiną i jej synami, jako konkurentami do cesarskiej purpury. 

W latach 27-29 aresztował i oskarżył o zdradę a następnie kazał zgładzić wielu senatorów oraz nobilów, którzy popierali Agrypinę i jej synów, obawiał się jednak jeszcze bezpośredniego uderzenia we wnuczkę Boskiego Augusta. Ale te obawy ustąpiły gdy tylko zmarła "ostatnia zapora" 86-letnia Liwia Druzylla, małżonka Augusta i matka Tyberiusza. Teraz już nic nie stało na drodze po wymarzoną purpurę, tak więc jeszcze w owym 29 r. oskarżył o zdradę przeciwko cesarzowi Agrypinę Młodszą i jej najstarszego syna - Klaudiusza Nerona, których zesłano (Tyberiusz podpisał wyrok), na bezludne wysepki Pandaterię i Pontię (gdzie jedynie w otoczeniu straży mieli doczekać końca swych dni). W kilka miesięcy później (30 r.) uwięził w rzymskim lochu jej drugiego syna - Druzusa. Neron został zagłodzony na Pontii w tym samym 30 r., zaś Agryppina poddawana była (z polecenia Sejana, potwierdzonego przez Tyberiusza) najwymyślniejszym zniewagom (była np. biczowana za najdrobniejsze uchylenie się od wykonania poleceń straży oraz głodzona). Umrze zagłodzona na Pandaterii w 33 r. już po śmierci Sejana. Jej drugi syn - Druzus wkrótce pójdzie w jej ślady (33 r.). Zostanie jeszcze jeden, najmłodszy syn szlachetnych: Germanika (ulubieńcy ludu i świetnego wodza) oraz Agrypiny - Gajusz Juliusz, który otrzymał przydomek "Kaligula". Prawdopodobnie aby ochronić go przed spodziewaną śmiercią z rak Sejana, Tyberiusz ściąga go na Capri, gdzie żyje on w niewyobrażalnym przepychu i bierze udział w najbardziej wymyślnych orgiach, co zapewne spacza jego umysł, czyniąc z niego w latach późniejszych (gdy już obejmie władzę po śmierci Tyberiusza w 37 r.) prawdziwego szaleńca.




Tymczasem kariera Sejana załamuje się. Pod wpływem tych wszystkich jego działań, zawiązuje się w cesarskiej rodzinie potajemny spisek przeciwko niemu (za którym zapewne stała Antonia Młodsza - córka Marka Antoniusza i Oktawii - siostry Augusta, oraz matka późniejszego cesarza Klaudiusza). Sporządzony zostaje anonim, który jasno wyjaśnia cesarzowi odpowiedzialność Sejana za wiele mordów, w tym za zamordowanie Druzusa Kastora - syna Tyberiusza. Cesarz postanawia rozprawić się ze swym dotychczasowym druhem w sposób niezwykle przebiegły. Mianowicie wysyła do Rzymu prefekta kohort miejskich (któremu obiecał już stanowisko po Sejanie) - Kwintusa Newiusza Makrona, który ma dostarczyć senatowi odręczne pismo cesarza Tyberiusza, mianujące Sejana współwładcą Imperium. Zadowolony i nic nie podejrzewający Sejan, dąży do jak najszybszego odczytania pisma przed senatem. Tak też się dzieje dnia 18 października 31 r. Posiedzenie senatu odbywa się w świątyni Apolla na Palatynie, gdzie Makron przystępuje do odczytywania cesarskiej woli. Senatorowie, którzy zawdzięczają Sejanowi swoją karierę, już liczą że u jego boku dojdą do jeszcze większych godności. Tymczasem Makron przystępuje do odczytu, początkowo pismo zawiera jakieś nic nie znaczące ogólniki, potem zaczynają się pojawiać słowa oskarżycielskie, ale jeszcze nie wiadomo przeciwko komu skierowane. Na końcu dopiero następuje bezpośrednie uderzenie w Sejana. Zostaje on oskarżony o zdradę Rzymu i cesarza, nastrój widowni się zmienia, senatorowie, którzy jeszcze niedawno chcieli całować stopy Sejana, teraz miotają wobec niego najróżniejsze wyzwiska (pierwsi w tym są szczególnie ci, którzy dotąd uchodzili za jego przyjaciół). Zupełnie zdezorientowany i zaskoczony Sejan, nie jest w stanie przedsięwziąć jakiejkolwiek akcji we własnej obronie, natychmiast też zostaje aresztowany i jeszcze tego samego dnia zgładzony (przez trzy dni lud poniewierał ciało po ulicach Rzymu, po czym wrzucono je do Tybru). Cesarz mści się też na wszystkich, którzy mieli z nim jakikolwiek kontakt, w tym na rodzinie i dzieciach Sejana (jego syn i córka zostają zamordowani - dziewczynę, nastoletnią dziewicę, przed egzekucją kat najpierw gwałci). Pogromy zwolenników Sejana trwają przez następne dni, wielu z nich zaś szuka schronienia u ludzi, którymi wcześniej pogardzali, a którzy byli realnymi przeciwnikami byłego już prefekta. Po jakimś czasie morderczy szał Tyberiusza zostaje zastopowany, ale wszyscy, którzy dotąd wspierali Sejana tracą swoją pozycję, majątek a często życie. Tak się kończy era jednego z najprzebieglejszych prefektów gwardii cesarskiej w historii rzymskiego Imperium. 

A teraz wracając już do tematu tego posta - jak doszło do owego gwałtu na szlachetnych rzymskich matronach? Otóż... bardzo podobnie jak w przypadku wcześniej opisanego gwałtu, mianowicie kapłan świątyni Saturna - Tyrannus, podczas składania ofiar, oświadcza że bóg w swej łaskawości postanowił obdarzyć swą boską energią i mocą, żony najczcigodniejszych Rzymskich nobilów i ekwitów. Zwraca się do owych mężczyzn, aby - zgodnie z wolą boga, która jemu została objawiona - przyprowadzili swe żony do świątyni w określony dzień, tak aby bóg mógł je poznać i wybrać najpiękniejsze do swych "boskich celów". Jak to? Sam bóg Saturn pragnie obdarzyć nasze żony, matki, siostry i córki swą obecnością? Bóg? Toż to niebywała wprost łaska, niesamowite wyróżnienie - nic więc dziwnego że owi szlachetnie urodzeni Rzymianie nie mają nic przeciwko temu i sami przyprowadzają, bądź też pozwalają przyjść swym kobietom. Każda z nich ubrana jest w najpiękniejsze szaty, przyozdobiona w najpiękniejszą biżuterie i uczesana w najwymyślniejsze kreacje, każda z nich przynosi też dary ofiarne. Wchodzą do świątyni w umówionym czasie i oczekują kontaktu z bogiem. Drzwi świątyni zostają zamknięte na klucz, a Tyrannus modli się do boga aby objawił się zgromadzonym kobietom. Świec w świątyni pali się mało, stąd kobiety nie widzą że kapłan potajemnie wchodzi do posągu Saturna, i stamtąd... przemawia do tych kobiet jako bóg. Trzeba sobie wyobrazić co musiały czuć te zgromadzone tam damy, które w półmroku usłyszały wydobywający się z posągu głos boga. Upadły na ziemię i oddały mu pokłon. On jednak ma inne plany, każe im się bowiem obnażyć, aby obejrzeć je przed "boską inicjacją". Zdejmują zatem suknie i stają przed posągiem w "stroju Ewy". Ostatnie świece zostają zgaszone (prawdopodobnie przez sługi Tyrranusa), po czym niepostrzeżenie opuszcza on posąg Saturna i "używa sobie" na poszczególnych damach - reszcie każe przyjść w inny dzień. Kobiety wracają do swych mężów i informują ich że bóg obdarzył ich swą boską mocą - wszyscy są zadowoleni.




Proceder ten powtarza się przez jakiś czas (dość długo, zapewne kilka miesięcy), w czasie którego Tyrranus zdeflorował i zapłodnił wiele żon i córek z rodu nobilitas i ekwitów, czyli wywodzących się z najdostojniejszych warstw społeczeństwa. Matki i ojcowie, którzy dotąd skrzętnie pilnowali swych córek przed przypadkowymi adoratorami, teraz cieszą się jak głupi na wieść że "bóg Saturn obdarzył je swoją mocą". Więc proceder trwa dalej, ale jak już ktoś kiedyś powiedział: "co za dużo, to niezdrowo", a ci, którzy nie znają umiaru najczęściej kończą tragicznie - i tak właśnie było w przypadku kapłana Tyrranusa, który podczas jednej ze schadzek w świątyni zostaje rozpoznany po głosie przez damę, którą wcześniej namawiał do udziału w "kontakcie z bogiem". Bardzo szybko kapłan zostaje aresztowany i poddany najokrutniejszym torturom (mimo że obywatele rzymscy nie mogli być torturowani, to dla Tyrranusa uczyniono wyjątek). Zostaje wykastrowany, połamane w kilku miejscach ma ręce i nogi, oraz obcięty język, aby zbytnio nie krzyczał. W końcu zostaje zakopany żywcem, bowiem okazuje się że ze wszystkich zrobił nie tylko idiotów, ale ze szlachetnych senatorów uczynił rogaczy, a z ich żon i córek najgorsze dziwki z bękartami u boku. No cóż, zemsta nobilitas i tak jest łagodna, w porównaniu do tego co muszą czuć - obrzydzenie i pogarda do siebie i swych małżonek przeplatają się z ogromną złością. Tyrranus więc i tak kończy w miarę "humanitarny" sposób.               





CDN.