Łączna liczba wyświetleń

sobota, 26 stycznia 2019

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. XXVI

CZYLI JAK TO KRÓL

RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV

PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE

CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO

W KONSTANTYNOPOLU


1645-(48)

RZECZPOSPOLITA

Cz. X





"JEST TO WIDOK, KTÓRY PORUSZYŁBY ZAPEWNE SERCA NAJBARDZIEJ NIELUDZKIE: OWO ODŁĄCZANIE MĘŻÓW OD ŻON, MATEK OD CÓREK, BEZ ŻADNEJ JUŻ NADZIEI NA PRZYSZŁE SPOTKANIE TYCH, KTÓRZY STAJĄ SIĘ NIEWOLNIKAMI U POGAŃSKICH MAHOMETAN, CZYNIĄC SWYM OFIAROM TYSIĄCZNE NIEGODZIWOŚCI. OKRUCIEŃSTWO TATARÓW SKŁANIA ICH DO NIEZLICZONYCH WPROST PODŁOŚCI, JAK TO GWAŁCENIE DZIEWCZĄT, ZNIEWALANIE ŻON W OBECNOŚCI OJCÓW I MĘŻÓW, A NAWET OBRZEZYWANIE DZIECI W OBECNOŚCI RODZICÓW, BY MÓC OFIAROWAĆ JE MAHOMETOWI (...) NIESZCZĘŚNICY CI SĄ OD TEJ CHWILI ROZDZIELENI, JEDNYCH PRZEZNACZAJĄ DO KONSTANTYNOPOLA, INNYCH ZAŚ NA KRYM, A JESZCZE INNYCH DO ANATOLII"

FRANCUSKI INŻYNIER - WILHELM BEAUPLAN (SŁUŻĄCY W ARMII POLSKIEJ W LATACH 40-tych XVII wieku), TAK OTO OPISUJE POSTĘPOWANIE TATARÓW W STOSUNKU DO PORYWANEJ PRZEZ NICH LUDNOŚCI RUSKIEJ I POLSKIEJ


 Mimo uporu króla, senat dnia 17 grudnia 1646 r. ostatecznie potwierdził rozwiązanie regimentów wojskowych i w myśl tego nakazu (a raczej w myśl braku pieniędzy na dalsze utrzymanie zwartych oddziałów) pomiędzy 17 grudnia a 5 stycznia 1647 r. rozeszło się Władysławowi IV prawie całe wojsko (z wyjątkiem 1200 ludzi jego przybocznej gwardii).  Skorzystali na tym posłowie innych państw, którzy od razu przyciągali zdemobilizowanych żołnierzy na służbę do swoich monarchów (np. poseł mołdawski, poseł siedmiogrodzki ściągną 3 000 ludzi, poseł francuski zaś 2 400 piechoty polskiej, oraz poseł szwedzki). Król teraz pomyślności w kontynuowaniu swych planów, upatrywał w "zaczepce" tatarskiej. A tymczasem z końcem grudnia 1646 r. do Warszawy przybył poseł moskiewski, który na audiencji z 2 stycznia 1647 r, wręczył królowi pismo od cara rosyjskiego - Aleksego I Romanowa, zakładające sojusz i wspólną walkę z Tatarami i Turkami w przypadku ich najazdu na Rzeczpospolitą lub Moskwę. Król jednak jak na razie miał związane ręce, co prawda w jego imieniu we Włoszech działał poseł cesarski Magni, który w latach 1646-1647 objeżdżał włoskie państewka, starając się je nakłonić do wojny z Osmanami, ale jego wysiłki były niewielkie (uzyskał tylko ogólne zapewnienia poparcia, jedynie wielki książę Toskanii - Ferdynand II Medyceusz, zobowiązał się wpłacić pewną kwotę, równającą się trzeciej części kwoty przyrzeczonej przez papieża Innocentego X, który jednak... nie określił jej wysokości, zatem obietnica ta i tak pozostawała bez pokrycia). Magni jednak słał optymistyczne raporty do króla, zaś na Ukrainie hetman wielki Mikołaj Potocki, słał alarmujące listy o gromadzeniu się w Sylistrii i w Chanacie armii turecko-tatarskiej, gotowej do ataku. 

Z końcem stycznia król wysłał listy do senatorów z taką właśnie, alarmującą informacją, a 2 lutego kancelaria królewska rozesłała podobną instrukcję na sejmiki ziemskie. Szlachta na sejmikach  ponownie odrzuciła plany wzmocnienia militarnego Rzeczpospolitej, uważając że królewska instrukcja jest podstępem. Gdy jednak w marcu do Warszawy przybyło poselstwo tatarskie, które już jawnie zaczęło domagać się zaległych "upominków", król dyplomatycznie odpowiedział iż z "upominkami" musi powstrzymać się do decyzji sejmu, zwołanego na maj 1647 r. Zaś 29 marca z twierdzy Bar, hetman Potocki wysłał instrukcję dla kolejnych sejmików ziemskich, w której postulował natychmiastowe wzmocnienie siły zbrojnej państwa, w przypadku spodziewanego ataku nie tylko Tatarów, ale i Turków. Królowi było to bardzo na rękę, szczególnie że swoje dotychczas niepewne stanowisko wobec wojny tureckiej, zaczęli zmieniać zarówno hetman wielki - Potocki, jak i kanclerz wielki - Jerzy Ossoliński (który postulował nawet dać ostrą odpowiedź posłom tatarskim, nie czekając na postanowienia sejmu majowego). Wszystko zaczęło się powoli zmieniać, atmosfera międzynarodowa grała na korzyść króla Władysława, a najważniejsi oficjele w państwie zaczęli przyjmować królewskie propozycje wojenne nie tylko za prawdopodobne, ale wręcz za... konieczne. Swoje zrobiła jeszcze niefortunna misja dyplomatyczna posła Dziebałtowskiego do Konstantynopola, który był zwodzony przez sułtana zapewnieniami o pokoju i "wiecznej przyjaźni", a potem okazało się że stał się on pionkiem w polityce hospodara mołdawskiego Wasyla Lupula, który z pozycji prowojennych, przeszedł na pokojowe wobec Osmanów. 

Cesarz rzymski - Ferdynand III Habsburg jawnie odmówił wsparcia dla planów wojennych króla Władysława, zaś Francja zaczęła również zaczęła się powoli wycofywać ze wsparcia ewentualnej koalicji antytureckiej. Teraz okazało się jeszcze że hospodar Wasyl Lupul rozsyła do szlachty sejmikowej propozycje wysłania do Konstantynopola posłów, z zamiarem zawarcia trwałego pokoju, co na sejmikach z kwietnia 1647 r. zrobiło na szlachcie duże wrażenie. Naród na kwietniowych sejmikach, opowiedział się więc ponownie przeciwko planom wojennym króla Władysława, a także oficjalnie potępił werbowanie ludu polskiego do obcej służby wojskowej, oraz używanie cudzoziemców do poselstw. Powstały także postulaty... zmniejszenia o połowę wojsk granicznych, operujących w rejonie Chanatu Krymskiego, utrzymywanych w sile 4 000. Król odpowiedział iż: "w żaden sposób nigdy nie pozwoli na to szaleństwo" szlachty. Władysław spodziewał się też, że bez zgody sejmu zdoła zmobilizować siłę ok. 30 000 żołnierzy (5 000 własnej gwardii, 6 000 Kozaków rejestrowych, 6 000 wojsk księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, 2 000 wojsk księcia Ostrogskiego poza tym wojska chorążego koronnego, wojewody czernihowskiego i innych). Kolejnym krokiem w celu wzmocnienia sił zbrojnych państwa, była... troska o zdrowie króla, który za radą królowej Ludwiki Marii, planował wyjazd na Śląsk do tamtejszego uzdrowiska. Prawo oczywiście zabraniało monarchom polskim opuszczania państwa, jednak zdarzały się już wcześniej podobne precedensy i król postanowił przedstawić ten zamysł na sejmie majowym, jako argument podając wzmocnienie własnego zdrowia (tak naprawdę jednak chodziło o uzyskanie zgody szlachty na swobodne podróżowanie króla po kraju i formowanie nowych oddziałów), dlatego też (aby nie wzbudzać podejrzeń) z końcem kwietnia zarządził on wielkie polowania na Litwie, skąd zamierzał udać się do Kijowa i osobiście tam doglądać przygotowań wojennych.




Król bowiem nie miał pełnej swobody ruchu i choć w obszarze państwa mógł się on poruszać bez przeszkód, to jednak każdy jego krok był obserwowany i mógł wzbudzić jeszcze większą niechęć szlachty przed zbliżającym się sejmem walnym. Sejm ten zebrał się w Warszawie dnia 2 maja 1647 r. pod laską Jana Stanisława Sarbiewskiego. Król jednak (zdając sobie sprawę że sejm ten, podobnie jak poprzedni będzie wrogi jego planom), nie był mu przychylny i myślał raczej nad jego zakończeniem, tak, aby obowiązek bezpieczeństwa państwa przypadł senatowi (senatorowie, choć równie nieprzychylni królewskim planom, byli jednak łatwiejsi do "urobienia" niż liczna szlachecka brać). I tak też się stało, daremnie kanclerz wielki - Jerzy Ossoliński przekonywał nad wzmocnieniem wojska, likwidacją Chanatu (którą tytułował "hordą") Krymskiego, wzmocnieniem zamków przygranicznych, zawarciem sojuszu z Moskwą w celu wspólnej wojny z Osmanami, a także zwróceniem sum, które królowa pożyczyła królowi na zaciągi wojskowe oraz posagiem dla księżnej Katarzyny nejburskiej. Sejm pozostał głuchy na te wezwania, natomiast skupiono się na dwóch kwestiach pobocznych - na pismach niejakiego Szlichtynga, autora bluźnierczych ksiąg wobec religii katolickiej, oraz w aferze Janusza Radziwiłła i obaleniu przez niego krzyża w Świadościach (ta sprawa była dosyć głośna - może jeszcze kiedyś o niej opowiem, teraz jednak nie ma sensu się tym zajmować). Propozycje wzmocnienia wojska, spotkały się zaś z silną kontrakcją biskupa kujawskiego - Gniewosza, który w tonie dość surowym (jego przemowa tak mocno uraziła króla, iż ten opuścił Izbę Poselską), zaczął przekonywać iż alarmujące raporty znad granicy z Imperium Osmańskim są przesadzone i że przecież Turcja wciąż potwierdza swoją przyjaźń i chęć utrzymania pokoju, deklarował iż przeciwko Tatarom i Turkom: "Wystarczą zwykłe podatki i milicja powiatowa". Deklarował że w przypadku gdyby jednak atak ze strony Osmanów nastąpił, to wówczas można przedsięwziąć środki obronne, a do tego czasu pospolite ruszenie powstrzyma agresorów (nie były to wcale czcze przechwałki, należy bowiem pamiętać że szlacheckie pospolite ruszenie było przez okoliczne państwa uważane za groźnego przeciwnika i dopiero potem od XVIII wieku zaczęto widzieć w nim formację nieefektowną, obrazującą jednocześnie rozkład samego państwa).

Na zarzuty zaś, iż sułtan może "połknąć" Multany (Mołdawia i Wołoszczyzna, czyli ziemie dzisiejszej Rumunii) i obsadzić je Tatarami, Gniewosz odpowiedział iż tak się nie stanie, ponieważ tereny te: "kuchnię jego opatrują" (czyli innymi słowy płacą daniny do sułtańskiego skarbca). Król poczuł się urażony tą przemową do tego stopnia, iż zerwał się z tronu i opuścił salę, po czym przymusił kilku senatorów aby biskupowi kujawskiemu dali odprawę (czyli nakazali opuścić miejsce obrad), co też uczynili kanclerz Ossoliński i marszałek Kazanowski (7 maja). Kolejne dni upłynęły szlachcie nad rozważaniem wydarzeń ze Świadości oraz ksiąg Szlichtynga, dopiero 20 maja kwestia obrony granic Rzeczypospolitej ponownie wróciła pod obrady. Sejm został rozwiązany dnia 27 maja i mimo wszystko zakończył się dla króla połowicznym sukcesem. Mianowicie udało się nie wysłać do Konstantynopola posła z propozycją zawarcia pokoju (czego cały czas obawiał się monarcha), odmówiono również Tatarom "upominków". Był to duży sukces króla, jako że odtąd można było spodziewać się najazdu tatarskiego na wschodnie rejony kraju, a co za tym idzie pojawiał się argument nad wzmocnieniem siły militarnej państwa. Poza tym król zyskiwał jeszcze coś - mógł bowiem (na czas wojny) dysponować (na cele obronne), zapasowymi sumami kas wojewódzkich. Z innych (nie związanych z kwestią wojny tureckiej) postanowień sejmu, wyliczyć można chociażby odnowienie poczt. Poczta Polska, założona przez króla Zygmunta II Augusta w 1564 r., odnawiana była (reformowana) jeszcze dwukrotnie - w 1583 r. za króla Stefana I Batorego i w 1620 r. za króla Zygmunta III Jagiellona. Nakazano też zamknięcie na terenie kraju wszystkich szkół i drukarni ariańskich (przez niefrasobliwe pisma Szlichtynga w sposób obelżywy atakujące Kościół).




Jeszcze jednym sukcesem króla, było wysłanie do Konstantynopola (przez kanclerza Ossolińskiego w imieniu króla Władysława) dość ostrego w tonie listu do sułtana, w którym pomimo zapewnień pokojowych, były jawnie wrogie sformułowania. A brzmiały one następująco: "... Toteż i my wytrwamy nawzajem w przychylności dla Waszej Cesarskiej Mości (sułtana), byleby umysłu naszego, dbałego o majestat królewski, nie urażała żadna wzmianka o upominkach, które jeżeli kiedykolwiek tatarska horda pobierała, dobrowolnie je dawaliśmy, ażeby wynagrodzić trud poniesiony w walce. I nie zabraknie piersi ani niewyrodnych animuszów w Polakach, aby odpierać niebezpieczeństwa, grożące od tego do łupieżczych najazdów nawykłego ludu. Nikogo pierwsi nie obrażamy, lecz czujemy w sobie siły, sterczące zarówno do wojny zaczepnej, jak i do obrony zdolne. Tem niech niechaj się nikt nie waży mienić tych upominków nazwą haraczu: albowiem wolny ten naród, któremu z łaski Bożej przewodzimy, taki ma wstręt do obcych rządów, że tylko pana, obranego własnymi głosami, słuchać się nie wzbrania. Nadto zechce Wasza Cesarska Mość wiedzieć, że jesteśmy tym królem, który nauczył się rozkazywać, a nie płacić haracze (...) Wreszcie życzymy Waszej Cesarskiej Mości dobrego zdrowia". Zaś 20 czerwca 1647 r. zawezwano przed oblicze króla (siedzącego w pewnym miejscu od marca) posła tatarskiego Ali Beja, który przybył wcześniej ze skargą na niewypłacone "upominki". Potraktowano go niezwykle oschle (nie mógł nawet ucałować królewskiej dłoni, a jedynie kawałek płaszcza), wręczono mu jedynie list z kategoryczną odmową zapłaty jakichkolwiek "upominków" i natychmiast wyprowadzono z sali audiencyjnej, niczym zwykłego oprycha. Będąc już na zewnątrz, poseł zaczął się odgrażać że chan osobiście przybędzie po odprawę i potraktował ów list jako wypowiedzenie wojny. Przyprowadzono mu konia i nakazano natychmiast opuścić tereny Rzeczpospolitej i wracać do siebie.

A tymczasem przenieśmy się na chwilkę do Konstantynopola, do tamtejszego pałacu sułtana Ibrahima. Otóż w okresie od marca do czerwca 1647 r, nastąpił tam upadek dwóch szarych eminencji, które dotąd utrzymywały swój wpływ na sułtana. Pierwszą osobą była owa Sekerpare, którą odesłano do Etiopii gdy się okazało jak wielki majątek zbiła ona na udawaniu swej przyjażni do sułtana Ibrahima (podczas przeszukania jej domu, znaleziono kilkanaście skrzyń pełnych złota i drogich kamieni). Potem (również za sprawą Kosem) udowodniono hodży Huseinowi Efendiemu branie łapówek. Człowiek ten, tylko dlatego że przywrócił władcy "moc męską" lecząc go z impotencji, uniknął egzekucji, lecz też został wygnany. Mimo to życie Ibrahima nie zmieniło się ani trochę. Wciaż siedział w swojej pałacowej złotej klatce, dzieląc czas pomiędzy przyjemności haremu, a obowiązki władania państwem, choć po prawdzie i jedno i drugie potrafił sprowadzić do okrucieństwa. Oto bowiem zażyczył sobie na przykład, aby dawny pałac Ibrahima Paszy (skazanego na śmierć przez sułtana Sulejmana Wspaniałego w 1536 r.), obić od wewnątrz... futrem. Skór z rysi i soboli, starczyło jedynie na część budynku co bardzo nie spodobało się władcy. Kazał więc utopić głównego architekta i odwołał ze stanowiska ministra skarbu. Sułtan otaczał się znachorami i astrologami, którym płacił gigantyczne pieniądze za ich wróżby.




Wydawał też najróżniejsze rozkazy, np. pewnego razu zakazał aby wozy z drewnem czy innymi towarami wjeżdżały do miasta, by nie blokować dróg. Gdy jednak pewnego razu (przechadzając się incognito w towarzystwie janczarów po stolicy), ujrzał taki wóz, od razu wpadł w gniew i... skazał na śmierć wielkiego wezyra - Saliha Paszę (wrzesień 1647 r.). Mianował też nowego, zwyklejszego karierowicza i łapówkarza - Kara Musę Paszę, któremu oddał za żonę jedną ze swoich córek - Bibi. Po hucznym przyjęciu weselnym, sułtan zapragnął łodzi wysadzanej klejnotami. Zamówił również dwie duże i ciężkie korony dla swych odalisek (dla Humusah i Turhan), które postawił wyżej ponad swoje siostry (siostry sułtana, na jego rozkaz pełniły rolę... służących dla jego odalisek). Tymczasem państwo pogrążało się w buntach i rebeliach. Na drogach panował rozbój, na morzach grasowali piraci, wojna z Wenecją nie posuwała się do przodu mimo ogromnych kosztów łożonych na opanowanie Krety. Bunty wybuchły w Grecji na Peloponezie, w Dalmacji i w Anatolii. Do tego dochodziły alarmujące informacje o planach wojennych króla Rzeczpospolitej Władysława IV i o odmowie wypłacenia zaległych "upominków". Lud głodował, a tymczasem władca żył niczym pod kloszem w swojej złotej bańce, reagując jedynie na wszelkie niepowodzenia kolejnymi wyrokami śmierci. Rozrzutność dworu była tak wielka, że w tej sprawie interweniowała sama sułtanka Kosem, starając się napomnieć syna i przywrócić mu rozwagę. Nadaremnie. Natomiast na życzenie swych odalisek (zapewne Turhan) sułtanka Kosem została wydalona z pałacu i została umieszczona w starym pałacu Iskandera Paszy, leżącym bezpośrednio nad jeziorem Cekmece. Stamtąd zamyślała jak doprowadzić do sytuacji (w której nie czyniąc krzywdy swemu synowi), doszłoby do jego obalenia.





PARODIA ŚMIERCI KSIĘCIA MUSTAFY 
NAKRĘCONA PRZEZ AKTORÓW 
"WSPANIAŁEGO STULECIA"



 A tymczasem w Polsce postępował proces przyswajania mody francuskiej. Przodowały w nim głównie panie (mężczyżni jakoś nie zamierzali zmieniać mody na francuską), którym przypadła do gustu suknia, odsłaniająca dekolt i ukazująca część piersi. Pierwszą, która odważyła się pokazać na dworze w sukni francuskiej, była wojewodzina Opalińska (jeszcze w 1646 r.), choć nie odważyła się na ukazanie dekoltu, za nią zaś poszły inne panie z dworu. Królowa Ludwika Maria pisała do Paryża: "wszystkie spieszą się jak mogą, aby naśladować nasze ubrania". Suknie francuskie, które w sposób dość frywolny ukazywały część kobiecych piersi, z reguły budziły zgorszenie, ale części możnych się podobała, a nawet budziła fascynację. Wacław Potocki tak oto przewrotnie pisał o owych "modnochodnych" skandalistkach, które przywdziewały francuskie suknie: "Gdy na ponętę żądzy wdowy i mężatki ukazują i piersi, i nagie łopatki". Mniej popularne były francuskie fryzury, np. ta "a la Fontagne" (spięte i ufryzowane ku górze). Mężczyznom nie podobało się również zarzucenie mody noszenia wianków przez niezamężne panny, co dotąd było zwyczajem. Teraz, jak pisze Potocki: "Czy to panna czy mężatka wszystkie poczęły nosić wysokie kornety i fontaże, bo moda nakazywała kłaść kornet, jeden, drugi, trzeci, wstęg nawieszać, dziw, że w nich z wiatrem nie poleci". Tak więc polskie damy bardzo chętnie przyjmowały francuską modę, natomiast polscy mężowie wręcz przeciwnie, w ogóle nie byli chętni francuskiej modzie męskiej, preferując modę narodową - kontusz, delia, frezja, żupan no i oczywiście swoiste "podgolone łby" (która to moda też nie była czysto polska, gdyż jak pisał jeszcze w 1605 r. rymopis Stanisław Witkowski: "Łby wygolone, których pradziady nie znały"). W czasach Witkowskiego była więc to swoista nowość, która już w opisywanych czasach stała się wręcz odpowiednikiem polskiego szlachcica (w 1645 r. madame de Motteville pisała w Paryżu na widok polskiej szlachty: "Oni pod kapeluszem maja ogoloną głowę i utrzymują włosy w postaci małej grzywki na czubku głowy").

W 1647 r. królowa Ludwika Maria wraz z mężem odwiedziła Kraków, Lwów i Toruń. Królowa bardzo słabo znała język polski. Mówiła głównie po francusku lub po włosku (w tym też języku porozumiewała się ze swym królewskim małżonkiem). Władysław ponoć naśmiewał się z jej włoskiego akcentu, choć jak pisała królowa do Paryża: "zawsze mnie rozumie". Nieznajomość języka polskiego utrudniała jej jednak porozumienie się z poddanymi, dla większości których była po prostu obcą Francuzką. Utrzymywała jednak dobre stosunki ze swym synowcem, siedmioletnim księciem Zygmuntem Kazimierzem, synem króla Władysława i poprzedniej królowej Cecylii Renaty Habsburżanki. 9 sierpnia 1647 r., wydarzyła się jednak tragedia. Młody królewicz, przyszłość i nadzieja dynastii Jagiellonów, zmarł nagle po krótkiej chorobie. Król Władysław się kompletnie załamał, nie wziął nawet udziału w pogrzebie. W osobie tego młodego księcia, dynastia Jagiellonów (założona przez sławnego pogromcę Krzyżaków spod Grunwaldu w 1410 r. - Władysława Jagiełłę, zwanego również Jogaiłłą, syna i dziedzica pogańskiego wielkiego księcia Litwy - Olgierda) traciła jednego ze swych najzdolniejszych przedstawicieli. Książę bowiem, choć przeżył jedynie siedem lat, był niezwykle bystrym i mądrym dzieckiem. Potrafił mówić już w trzech językach - polskim, niemieckim, znał również łacinę. Nie lubił jednak gdy mówiono do niego po niemiecku, stwierdzając: "Jestem Polakiem, więc mów do mnie po polsku". Tak więc dynastii pozostał jeszcze jeden dziedzic, brat króla Władysława - Jan Kazimierz, który jednak w 1643 r. (wbrew woli brata) wyjechał do Włoch i tam wstąpił do klasztoru jezuitów w Loreto, a w maju 1646 r. papież Innocenty X przyznał mu kapelusz kardynalski. Jednak po śmierci swego bratanka, Jan Kazimierz złożył godność kardynalską i powrócił do Rzeczpospolitej. A tymczasem plany wojny tureckiej zaczęły się krystalizować i wychodziło na to że król wreszcie postawi na swoim.        


KRÓL WŁADYSŁAW II JAGIEŁŁO Z BRAĆMI




I JEGO OJCIEC WIELKI KSIĄŻĘ LITWY - OLGIERD 
Z KRÓLEM POLSKI - KAZIMIERZEM III WIELKIM




ACT 447 IS NOT APPLICABLE 

AND NEVER WILL APPLY TO POLAND



CDN.

środa, 23 stycznia 2019

PRIORYTETY...

NA LATA STULETNICH ROCZNIC

 


Kilka lat temu popuściłem wodze fantazji, próbując wcielić się w rolę architekta. W mojej głowie powstawały projekty najróżniejszych budowli - z uwzględnieniem jednak tych, które służyć miałyby użyteczności publicznej. Były to jeszcze lata gdy fantazjować było bezpiecznie, nie było aż takiej polaryzacji w polityce (a może po prostu ja tego wówczas nie dostrzegałem), nie było tak ewidentnego zagrożenia ideologicznym totalitaryzmem (w formie zinstytucjonalizowanej i scentralizowanej Unii Europejskiej, realizującej plan uczynienia z marksizmu nowej ideologii polityczno-religijnej, której pierwszym i najważniejszym elementem składowym jest Manifest z Ventotene - włoskiego trockisty - Altiero Spinelliego), nie było tego całego szajsu politycznej poprawności, która zabija nie tylko wolność słowa, ale i zdrowy rozsądek oraz niczym nieskrępowaną myśl logiczną. Wtedy to wszystko dopiero się wykluwało, i właśnie w tamtych czasach (podczas jednego ze spacerów po lesie), w mojej głowie powstał plan - jak by to nazwać - Łuku Triumfalnego. Tak, takiego samego jaki powinniśmy wznieść na 100 rocznicę ocalenia Europy od bolszewickiej mordowni, od tych wszystkich nieszczęść, jakich najpierw doświadczyła Rosja, Ukraina, Białoruś, Gruzja i inne narody Wschodu, a następnie my - Polacy i inne narody Europy Środkowej. Jestem gorącym zwolennikiem stworzenia takiego łuku w Warszawie, na pamiątkę sierpniowego zwycięstwa roku 1920.

Ów Łuk Triumfalny - żywy pomnik chwały polskiego oręża, w tamtych latach wyobrażałem sobie jako większą całość, nieograniczającą się jedynie do owego triumfu nad bolszewikami. Tenże Łuk miałby pierwotnie powstać na Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego - a wzorem dla niego miałby być Łuk Triumfalny w Paryżu (którego wznoszenie rozpoczął w 1806 r. Cesarz Napoleon Wielki na Placu Gwiazdy - dziś jest to Plac Charlesa de Gaulle'a). Podczas spaceru dopracowywałem więc w głowie ostateczne plany owej budowli, a po powrocie do domu zrobiłem szkic. Oto co mi wyszło: Łuk miałby zostać zbudowany w stylu klasycystycznym. Na nim po obu stronach kolumn wypisane miałyby zostać wszystkie bitwy i potyczki toczone przez Polaków od początku państwowości. Na szczycie (fryzie) i bokach Łuku umieściłbym natomiast pięć największych zwycięstw Rzeczpospolitej i sukcesów Narodu Polskiego w dziejach. Po lewej stronie Łuku znalazłaby się więc rzeźba przedstawiająca Hołd Pruski z roku 1525, złożony przez wielkiego mistrza Zakonu Najświętszej Marii Panny (czyli Krzyżaków) - Albrechta Hohenzollerna, przed królem Rzeczpospolitej - Zygmuntem I Jagiellonem. Po prawej zaś stronie Łuku Triumfalnego umieściłbym Hołd Moskiewski (zwany też Hołdem Ruskim), gdzie klęczący car Wasyl IV Szujski składa pokłon królowi Zygmuntowi III Jagiellonowi (Wazą był ów monarcha tytułowany tylko w Szwecji - u nas był po prostu potomkiem Jagiellonów), na sejmie warszawskim roku 1611. 




 Na samym wierzchołku Łuku (w centralnym miejscu) umieściłbym zaś ogromnego orła z rozpostartymi skrzydłami, szykującego się do lotu. Orzeł miałby rozwarty dziób a na jego głowie znajdowałaby się korona. W swych szponach trzymałby - w prawej: rozwinięty rulon, symbolizujący Konstytucję 3 Maja (pierwszą nowożytną konstytucję w Europie i drugą na świecie po Konstytucji Stanów Zjednoczonych), z wygrawerowaną datą 1791. W lewym szponie ów orzeł miałby trzymać pęknięty na dwie części sierp i młot - symbol zniewolenia ludów, z wyrytym napisem 1920 - Triumf i Zbawienie. Poniżej wizerunku Orła (bezpośrednio na fryzie od strony frontalnej) znalazłyby się zaś wydarzenia dziejące się od chwili upadku państwowości w 1795 r. do 1920 r., czyli byłby tam Książę Pepi pod Raszynem (1809), Napoleon na przełęczy Samosierry, pozdrawiający uniesionym kapeluszem szwoleżerów Kozietulskiego (1808), byłaby scena z Powstania Listopadowego 1830/31 i Powstania Styczniowego 1863/64, bitwa Legunów z Rosjanami pod Kostiuchnówką (1916) i śmierć pułkownika Leopolda Lisa-Kuli w 1919 r. (22-letniego chłopaka, który stał się symbolem bohaterstwa i oporu). Ostatnim elementem fryzu byłoby Zwycięstwo Wojska Polskiego nad Armią Czerwoną w Bitwie Warszawskiej 1920 r. Natomiast z tylnej strony Łuku, umieściłbym wydarzenia dziejące się od 1939 r. do 1989 r. Czyli niemiecko-sowiecką agresję na nasz kraj we wrześniu 1939 r. triumfy oręża polskiego w czasie II Wojny Światowej (w tym głównie złamanie szyfrów Enigmy, Bitwa o Anglię, zatopienie Bismarcka, zdobycie Monte Cassino). 


 







 Pokazałbym także cierpienia ludności podczas okupacji niemieckiej (obrazy Żyda - Janusza Korczaka - i Polaka - ojca Maksymiliana Marię Kolbe - mordowanych w niemieckich obozach zagłady), i sowieckiej (Katyń i zamordowanie 22 000 polskich oficerów, wywózki na Sybir i do Kazachstanu). Następnie Wielką Konspirację i Żołnierzy Wyklętych (na przykładzie rotmistrza Witolda Pileckiego i majora Hieronima Dekutowskiego "Zapory"). Ostatnim elementem byłby rozpad bloku sowieckiego pod wielkim napisem "Solidarność". To tyle. Tak ja bym widział ten Łuk Triumfalny, który bez wątpienia MUSI powstać na rocznicę stuletniego triumfu nad bolszewizmem, marksizmem i wszelkiego typu totalitaryzmem. Oczywiście moje plany nie dotyczyły tylko samego Łuku, myślałem też nad odbudową dawnego Pałacu Saskiego (i przebudowy Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego z tym związanej). Pałacu odbudowanego również w stylu klasycystycznym (z pewnymi elementami postmodernizmu - choć ograniczyłbym je do minimum), w którym ponownie swoją siedzibę miałby Sztab Główny (odbudowanego) Wojska Polskiego. Tutaj również zastanawiałem się nad wykończeniem krużganków i kolumnad mieszczących się dawniej (przed zniszczeniem Pałacu w czasie Powstania Warszawskiego 1944r.), nad Grobem Nieznanego Żołnierza. Być może właśnie należałoby wkomponować w nie ów Łuk Triumfalny (można by się nad tym zastanowić). Oczywiście plan ten wciąż dojrzewa w moim umyśle, wciąż dokładam tu nowe elementy a inne odejmuję. Jednak uważam że sam Pałac Saski powinien się stać czymś na kształt środkowoeuropejskiego Pentagonu. Zarówno sam Plac jak i budynek Pałacu, Łuk Triumfalny i odnowiony Grób Nieznanego Żołnierza - mógłby się stać godnym reprezentantem nowo powstałej Unii Międzymorza. 












Odbudowane Wojsko Polskie powinno być na tyle liczne i silne, by zapewnić integralność terytorialną nie tylko samej Polski, lecz także wszystkich krajów Międzymorza (w przypadku ewentualnego najazdu państwa trzeciego). Polska Marynarka Wojenna ma zapewnić bezpieczeństwo nie tylko polskich wód terytorialnych, lecz także krajów bałtyckich i powinna operować na całym terytorium Bałtyku. Polska Flota Powietrzna zapewnić będzie musiała bezpieczeństwo nad litewskim, łotewskim i estońskim niebem (kilka skrzydeł myśliwskich, stacjonujących m.in.: w Wilnie, Dyneburgu, Rzeczycy, Tartu i Tallinie). Poza tym (co uważam za niezwykle ważne) należy odbudować w społeczeństwie polskim przywiązanie do Wojska, takie, jakie było w I a szczególnie w II Rzeczpospolitej. Pierwszym ku temu krokiem powinno być natychmiastowe zwolnienie z wszelkich opłat (przejazdy komunikacją miejską, zakupy leków do odpowiedniej kwoty, wszelakie inne ulgi lub darmowe wstępy), dla żyjących wciąż Żołnierzy Września 1939 r., Armii Polskiej na Zachodzie, Armii Polskiej na Wschodzie, "Kościuszkowców", Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich, Narodowych Sił Zbrojnych i Żołnierzy Wyklętych (oczywiście z pominięciem wszystkich tych sprzedawczyków z Armii Ludowej, pragnących podporządkować Polskę sowieckiemu mocarstwu).






Na dzisiaj to tyle z moich "Złotych Myśli"




"Dziewięćset sześćdziesiąt sześć - to był pamiętny rok 
Inne gdzieś przepadły, okrył je historii mrok. 
Gall Anonim spisał to, co najważniejsze jest 
Mieszko - książę Polan - przyjął chrzest! 
Dziesięć i pól wieku przeminęło tak jak myśl, 
Dzisiaj - to już wczoraj, jutro się zamienia w dziś 
Tyle się tu wydarzyło, tyle zabrał czas, 
Lecz to jedno pozostało w nas! 

Ja wierzę! Mocno wierzę! Jak rycerze - ci sprzed lat. 
Wiarą świętą, jak "Orlęta", Jak żołnierzy naszych kwiat. 
Moja wiara - pieśń prastara Jest mi tarczą. To mój miecz! 
W niej Ojczyzna, krew i blizna, Pospolita Wielka Rzecz... 

Pod Legnicą Bóg nas chronił - i choć brakło szans 
Książę Henryk II wstrzymał Dżingis Chana marsz. 
Na grunwaldzkim polu odprawiono kilka mszy... 
Tam Krzyżakom wyrwaliśmy kły! 
Szwedzki potop nie zatopił Częstochowy bram; 
Ostał się Czarniecki, ale czuwał nad nim Pan. 
Z Marią na sztandarach król Sobieski Turka zmiótł! 
Klęska bolszewików to był cud! (nad Wisłą) 

Wichry wojny nas miotały, spowijała noc 
Jedne państwa stąd znikały, inne rosły w moc. 
Siła i bogactwo na nic, gdy upadnie duch; 
Wiarą silny - mocny jest za dwóch. 
Przetrwaliśmy czas rozbiorów, I brunatne zło. 
Komunistów i lewaków. Genderowe dno. 
Od dżihadu ocalimy świat kolejny raz 
Tylko Panie miej w opiece nas!"





ACT 447 IS NOT APPLICABLE 

AND NEVER WILL APPLY TO POLAND


poniedziałek, 21 stycznia 2019

KATON I JEGO RADY - Cz. IV

CZYLI JAK TRAKTOWAĆ 

NIEWOLNIKÓW, 

ABY LEPIEJ POMNAŻALI

MAJĄTEK GOSPODARSTWA?





 Wybuch wojny z Rzymem i wsparcie króla Antiocha III, przyjęli Grecy z mieszanymi uczuciami. Po pierwsze bowiem nie wszyscy z nich pragnęli owego "wyzwolenia" jaki oferował im przez swoich heroldów król Antioch, tym bardziej że w tych miastach, w których wcześniej nie stacjonowały rzymskie oddziały... nie było po prostu czego wyzwalać, gdyż polis te uważały się za wolne. Pojawienie się zaś w Grecji syryjskiej armii Antiocha, mocno zmieniało już te proporcje, gdyż teraz należało ustosunkować się do owych "wyzwolicieli". Poza tym armia Antiocha nie była zbyt liczna, więc naturalnie liczyła na wsparcie samych Greków, a wielu z nich już wcześniej poznało skuteczność rzymskiego legionu i widząc szczupłe siły króla Seleucydów, przerazili się. Jednym z takich Greków był niejaki Fajneas, który w Związku Etolskim stał na czele umiarkowanie anty-rzymskiego stronnictwa i który już wcześniej walczył u boku Rzymian przeciw Macedończykom pod Kynoskefalaj (197 r. p.n.e.). Postulował on wykorzystanie Antiocha jedynie w roli pośrednika w stosunku do rzymian, a nie wodza mającego "wyzwolić Helladę". Uważał że siły, które Antioch ze sobą prowadził, są wybitnie niewystarczające aby nie tylko pokonać Rzymian, ale aby nawet narzucić swoją kontrolę nad Grecją w czasach pokoju. Przeciwnego zdania był jego konkurent, niejaki Thoas, który twierdził że Antioch jest naturalnym wodzem i że należy wesprzeć go siłami Etolów. Tak też się stało - Antioch został obwołany "strategos autokrator" (wodzem naczelnym) wojsk Związku Etolskiego i jedynie przydzielono mu 30 strategów jako radę wojenną. Pierwszym ich celem stało się opanowanie twierdzy Chalkis na Eubei.

Był to początek 191 r. p.n.e. i w Rzymie na wieść o agresywnych krokach Antiocha (któremu w grudniu roku poprzedniego senat oficjalnie wypowiedział wojnę), podjęto natychmiastową decyzję o powołaniu pod broń 20 000 armii, którą niezwłocznie należało przerzucić do Grecji. Niezwłocznie, bowiem istniała obawa że jeśli się tego nie uczyni, Antioch po zajęciu Hellady będzie próbował dokonać inwazji na Italię, a tego kategorycznie Rzymianie starali się uniknąć (pamiętając jakie negatywne miało to konotacje jeszcze kilka lat temu, gdy Hannibal okupował całe italskie południe). Wodzem tej armii automatycznie został konsul roku 191 p.n.e. - Maniusz Acyliusz Glabrion (notabene człowiekiem z plebsu, który jako pierwszy w rodzie wszedł do senatu jako protegowany stronnictwa, na zasadzie "homo novus" - nowy człowiek). Drugim konsulem tego roku, był Publiusz Korneliusz Scypion Nazyka, który był kuzynem Scypiona Afrykańskiego (pogromcy Hannibala spod Zamy w 202 r. p.n.e.), co znaczy że Scypion wciąż wywierał duży wpływ na ówczesną politykę (dodatkowo czterej pretorzy też należeli do stronnictwa Scypiona), a jego młodszy brat - Lucjusz Korneliusz Scypion znalazł się wśród kadry dowódczej Acyliusza, szykującego się do przeprawy do Grecji. W lutym 191 r. p.n.e. cała rzymska armia (20 000 piechoty, 2 000 jazdy i 15 słoni bojowych), wylądowała w Grecji i przez Ilirię i Epir pomaszerowała do Tesalii (gdzie wciąż przebywał król Antioch). Filip V - król Macedonii jednoznacznie opowiedział się po stronie Rzymu, za co został mu przyznany przez senat status sprzymierzeńca. Pozwoliło to Rzymianom skrócić dystans, oraz zachować siły na niepotrzebną walkę z Macedończykami, a jednocześnie (z chwilą wylądowania w Grecji) od razu przejść do działań ofensywnych, spychając Antiocha do defensywy.

Wkrótce potem Chalkis też zamknęła przed Antiochem swoje bramy i otrzymała wsparcie w liczbie 500 hoplitów, ze strony pro-rzymskiego Związku Achajskiego. Taką samą liczbę żołnierzy Achajowie wysłali też do Aten, aby wzmocnić tamtejsze pro-rzymskie stronnictwo i przeciwdziałać wzburzonym nastrojom Ateńczyków, którzy domagali się sojuszu z królem Antiochem Wielkim. Po przybyciu Achajów do Aten, stronnictwo pro-syryjskie uległo rozpadowi, a stojący na jego czele polityk ateński - Apollodoros, skazany został na wygnanie. Król Antioch postanowił ukarać zbuntowane miasto Chalkis (którego przedstawiciele notabene twierdzili że miasto nie potrzebuje być wyzwalane, gdyż już jest wole i pragnie zachować pokój z królem Antiochem, ale pod warunkiem iż on nie będzie ich niepokoił i pozostawi Eubeę neutralną). Wysłał więc tam jednego ze swoich wodzów - Menipposa z 3 000 żołnierzy, oraz Poleksenidasa z Rodos z całą swoją flotą (sam zaś ruszył pod Chalkis nieco później z 6 000 wojska). Menippos tymczasem zajął niewielką fortecę nieopodal Chalkis, leżącą po drugiej stronie cieśniny - Salganeus, gdzie dowiedział się iż w Beocji, nieopodal Delionu (świętego okręgu Apollina niedaleko miasta Tanagra) wylądowali Rzymianie z floty pretora Atyliusza Serranusa. Postanowił ich zaatakować i wykorzystując element zaskoczenia większość z nich wybił (do niewoli wziął ok. 50 z nich, zaś niewielka liczba Rzymian zdoła uciec). Tymczasem pod Chalkis przeprawił się już król Antioch, który wezwał mieszkańców do kapitulacji. Klęska Rzymian pod Delion spowodowała iż obywatele Chalkis ugięli się i otworzyli bramy swego miasta przed władcą z dynastii Seleucydów. Za przykładem Chalkis poszły i inne miasta Eubei.




Wkrótce potem do Antiocha przyłączyli się Beoci, którzy jednak w tym czasie nie reprezentowali żadnej liczącej się siły militarnej, a wewnętrznie (szczególnie Tebańczycy) byli gnuśni i żądni wygód. W Tebach bowiem urządzano w tym czasie ciągłe przyjęcia (orgie), zupełnie zaniedbując sprawy publiczne i sądowe (od 25 lat nie organizowali Tebańczycy sądów, ani publicznych ani prywatnych, skupiając się jedynie na wyborze takich strategów, którzy obiecywali ludowi rozdawnictwo pieniędzy, niczego w zamian nie oczekując). Poparcie Teb i całej Beocji było więc nic nie warte, bowiem nie wspomogli oni sił Antiocha ani jednym żołnierzem. Podobnie wsparcie Eubei i Tesalii nic nie dało syryjskiemu władcy, nic więc dziwnego że Hannibal przestrzegał Antiocha: "Podbój Tesalii (...) nietrudną jest rzeczą. Bo ten lud, od dawna udręczony, dziś przejdzie na twoją stronę, a potem znów przeżuci się do Rzymian, jeśli tak złożą się okoliczności". Hannibal uważał że król popełnił błąd, przyjmując wojnę w Helladzie, gdyż gdyby wcześniej go posłuchał, dziś do Rzymu nie dochodziłyby wieści o upadku Chalkis, tylko o paleniu Etrurii i Ligurii, oraz o zdradzie Celtów, którzy niechybnie przyłączyliby się do armii Hannibala i Antiocha w Italii. Kartagińczyk twierdził że wojna ta, choć prowadzona na rzymskich zasadach, wciąż może okazać się zwycięska, należy tylko przeciągnąć na naszą stronę króla Macedonii - Filipa V. Trzeba to uczynić, jeśli myśli się o zwycięstwie, a gdyby Filip odmówił wsparcia po dobroci, należy pociągnąć z wojskiem ku Lizymachei i spustoszyć macedońskie pogranicze - trzeba uczynić bowiem wszystko, by Macedonia przeszła na stronę Antiocha. Do tego należy doprowadzić jeszcze w zimie, by na wiosnę sprowadzić z Azji resztę armii. Flotę podzielić na dwie części: jedna miałby operować w rejonie Korkiry i odciąć Rzymianom drogę powrotną do Italii, druga na Morzu Tyrreńskim miałaby pustoszyć zachodnie wybrzeże Italii, zagrażając samemu Rzymowi. 

Hannibal uważał, że po połączeniu sił macedońskich i syryjskich i rozbiciu Rzymian w Grecji, należy całą armię skoncentrować na przełęczach koło Byllis, by stamtąd ruszyć nad Pad. Przeniesienie wojny do Italii stanowi bowiem o zwycięstwie w tej wojnie, bowiem nawet jeśli Rzymianie stracą swoją armię w Grecji, będą w stanie wystawić kolejną, co udowodnili już wielokrotnie (choćby po wielkiej klęsce pod Kannami w 216 r. p.n.e. gdy w przeciągu kilkunastu miesięcy wystawili nowe siły). Wybór trasy północnej nad południową (która Hannibal proponował wcześniej), wziął się z faktu, iż Rzymianie dobrze się przygotowali na atak z południa. Od Tarentu do Brundyzjum strzegł z wojskiem pretor Aulus Korneliusz Mammula, natomiast propretor Lucjusz Waleriusz z 20 okrętami strzegł wybrzeży Sycylii. Plan Hannibala był śmiały (podobnie jak i wcześniejszy), ale w tamtych warunkach praktycznie... niewykonalny. Problem nie tylko polegał na szczupłości sił Antiocha w Grecji, ale również na problemach aprowizacyjnych (tej armii, która już w Helladzie była). Bez wsparcia ze strony Macedonii, samo dostarczanie aprowizacji z Demetrias dla armii stacjonującej w Tesalii, było nie lada wyczynem, a przeciągnąć Filipa V na swoją stronę Antioch nie mógł, gdyż zbyt wiele niechęci narosło przez lata pomiędzy nimi (Antioch np. wspierał jako kandydata do macedońskiego tronu niejakiego Filipa z Megalopolis), poza tym flota syryjska nie była w stanie operować na Morzu Tyrreńskim, gdyż po pierwsze nie posiadała tam żadnego portu, a po drugie taki manewr zapewne uniemożliwiłaby flota rzymska, operująca wokół Sycylii. Dlatego też Antioch odrzucił plan Hannibala, godząc się jedynie przyspieszyć sprowadzanie reszty swego wojska z Azji. Urażony tym Hannibal wycofał się z dworu królewskiego i już do końca wojny nie brał żadnego udziału ani w naradach wojennych, ani też w samych walkach. 




Tymczasem Antioch zarządził miejsce koncentracji dla wojsk sojuszniczych (Etolów i Athamanów) pod miejscowością Feraj w Tesalii. Wysłał też Filipa z Megalopolis na wzgórza Kynoskefalaj, z zadaniem... pochowania ciał, poległych macedońskich żołnierzy, których kości już od sześciu lat bielały na słońcu. Filip pochował żołnierzy i wystawił duży kopiec na ich cześć. Działanie to było obliczone na pewien zysk polityczny, chodziło bowiem o przeciągnięcie na stronę Filipa z Megalopolis mieszkańców Macedonii, dając im jasny sygnał: widzicie, pochowałem ciała poległych żołnierzy, których wasz króla, w obawie przed Rzymianami, zdradziecko porzucił i pozostawił sępom i szczurom na pożarcie. Niestety, ponownie ani Antioch ani jego protegowany nic na tym nie zyskali, natomiast stracili znacznie więcej. Oto bowiem wzburzony Filip V uznał pochówek żołnierzy pod Kynoskefalaj za zdecydowanie wrogi akt ze strony Antiocha i... oficjalnie wypowiedział mu wojnę (wcześniej, choć wspierał Rzymian, to starał się przynajmniej oficjalnie pozostać neutralny), i zaproponował Rzymianom wspólną akcję przeciwko Seleucydom. Natomiast pod Feraj doszło do dużego nieporozumienia. Mianowicie przybyło tam również poselstwo z Larisy, pytając się dlaczego król syryjski zamierza z nimi walczyć. Na odpowiedź że król pragnie ich wyzwolić spod panowania Rzymian, odrzekli że oni już są wolni i nie pragną by ktokolwiek inny próbował raz jeszcze ich wyzwalać. Powstało nieporozumienie, Feraj zamknęło swe bramy przed załogami Antiocha i jego sprzymierzeńców, co doprowadziło do krwawej próby opanowania miasta. Miasto wreszcie padło, gdy oblężeni, nie widząc znikąd ratunku, zostali odcięci na tamtejszym akropolu. Atak na Feraj, był jednak dużym błędem (jakie król Antioch popełniał dość licznie w czasie tego konfliktu z Rzymem). Co prawda po tej bezsensownej rzezi, większość miast Tesalii otwierało przed nim swe bramy bez walki (tak opanował m.in.: Skotussę, Krannon i Metropolis). 

Teraz król ruszył przeciwko potężnie umocnionej Larisie. Pod osłoną nocy dotarł tam jednak z niewielką siłą (2 000 żołnierzy) trybun - Appiusz Klaudiusz Pulcher, któremu Filip V umożliwił przejście przez swoje terytorium. Ponieważ siły rzymskie były nieliczne, Pulchr wpadł na znakomity pomysł, jak wystraszyć Antiocha III i jego wojsko. Oto bowiem kazał na okolicznych wzgórzach rozpalać setki ognisk, tak, aby powstało wrażenie iż oto nadciągnęła cała rzymska armia. Antioch dał się podejść, uznał bowiem że ma zbyt szczupłe siły na tak licznego przeciwnika i... wycofał się spod Larisy i przeniósł na leża do Cheronei. Był marzec 191 r. p.n.e. i Antioch udał się na odpoczynek. W towarzystwie swej świeżo poślubionej małżonki, pojechał do Delf, by w świątyni boga Apollona, złożyć dary i prosić o wsparcie. Odpoczynek trwał krótko, już bowiem w połowie kwietnia Antioch ruszył do Akarnanii (zachodnia Grecja, w 160 lat później w tamtejszej Zatoce Ambracyjskiej, nad Przylądkiem Akcjum, odbędzie się bitwa morska floty Gajusza Oktawiusza - Oktawiana - z flotą Marka Antoniusza i Kleopatry VII, zakończona klęską tych dwojga i upadkiem Egiptu). Tam, część pomniejszych miejscowości (z miastem Medion na czele) poddała się Antiochowi, ale część (z Tyrrejon i Leukas) dochowała sojuszu z Rzymem. Na wieść o zbliżaniu się sił konsula Glabriona, zawrócił z Akarnanii z powrotem do Chalkis. Tymczasem w Tesalii Filip V, wsparty siłami pretora Marka Bebiusza, zdobył kilka tamtejszych miast. Glabrion wkroczył do Larisy, następnie w Pelinajon (wraz z armią Filipa V) doprowadził do kapitulacji sił Filipa z Megalopolis (Filip V zadrwił sobie wówczas z wziętego w niewolę Filipa z Megalopolis, pozdrawiając go mianem króla, a następnie zakuwając w kajdany i odsyłając do Rzymu. Idąc dalej przez Tesalię w kierunku cieśniny w Termopilach, wszystkie miasta po drodze otwierały przed Rzymianami swoje bramy. W wyprawie tej (wraz z trzema innymi byłymi konsulami - czyli konsularami), uczestniczył też ów Marek Porcjusz Katon, który wsławić się miał podczas zbliżającej się bitwy pod Termopilami.




 

ACT 447 IS NOT APPLICABLE 

AND NEVER WILL APPLY TO POLAND



 CDN.
 

sobota, 19 stycznia 2019

DOWCIPY - ANEGDOTY - CIEKAWOSTKI - Cz. I

"WIEM ŻE NIC NIE WIEM" 

JAK MAWIAŁ SOKRATES, 

CZYLI KILKA MAŁO ZNANYCH

CIEKAWOSTEK I WYPOWIEDZI

WYCIĄGNIĘTYCH Z GŁĘBI DZIEJÓW


W tym temacie - jak już wyżej wspomniałem - pragnę zaprezentować kilka mało znanych historycznych ciekawostek, które dziś albo całkowicie zostały zapomniane, albo po prostu nie są przytaczane. Dodatkowo okraszę je dowcipami i anegdotami także nieco już zapomnianymi. Tak więc aby nie przedłużać - do dzieła:


  


Iwan Pawłow (żyjący w latach 1849-1936), laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii z 1904 r., do końca życia był osobą głęboko religijną. Pewnego razu (już po rewolucji bolszewickiej) wychodząc z cerkwi został zatrzymany przez nawiedzonego młodego komunistę:
- Dziadku, co wy, wierzycie w Boga?!
- A wierzę, wierzę - powiedział Pawłow.
- Ciemnota. Tylko tuman wierzy w takie baśnie, dzisiejsza nauka wszystko tłumaczy - powiedział młody członek partii bolszewickiej.
- Nie każdy jest tak wykształcony, jak wy towarzyszu - odpowiedział Pawłow.


Na drugi dzień po urodzeniu się syna Napoleona Wielkiego (Napoleona Franciszka - zwanego "Orlątkiem" - urodzonego 20 marca 1811 r.), mianowanego przez ojca już w kołysce królem Rzymu - zjawiła się w pałacu cesarskim młoda kobieta. W rękach miała papier zaadresowany na imię niemowlęcia. Był to list wdowy po zabitym na polu walki żołnierzu francuskim, z prośbą do króla rzymskiego o emeryturę dla niej i jej pięciorga dzieci. Papier wręczono cesarzowi, któremu spodobał się bardzo oryginalny pomysł wdowy. W towarzystwie dygnitarzy podszedł do kołyski syna i odczytał prośbę. Niemowlę, rzecz jasna, milczało. Wówczas cesarz poczekawszy chwilę rzekł do obecnych:
- Kto milczy, ten się zgadza.
W ten sposób wdowie przyznano emeryturę.  


Gdy cynik Diogenes z Synopy zobaczył, że prowadzą zwycięzcę olimpiady, spytał go:
- Czy zwyciężony był gorszy od ciebie?
- Naturalnie, przecież przegrał! - odrzekł tamten.
- To z czego się cieszysz, jeśli pokonałeś gorszego od siebie? - zapytał filozof.


Karol Darwin został kiedyś zaproszony na elegancki obiad. Przy stole jego sąsiadką była piękna młoda dama.
- Panie Darwin - zwróciła się do niego - pan twierdzi, że człowiek pochodzi od małpy. Czy to mnie również dotyczy?
- Oczywiście - odpowiedział Darwin - Pani jednak nie pochodzi od zwykłej małpy, ale od czarującej.


"POCHODZENIE CZŁOWIEKA OD MAŁPY" ZABAWNIE ZOSTAŁO POKAZANE W STARYM FILMIE z 1977 r. pt: "WOLNA SOBOTA"

1:10 - "To pana zdaniem, od czego człowiek pochodzi?"
1:20 - "Jednym słowem? Od małpy!"
(...)
2:00 - "Znaczy się od małpy?"
"Co od małpy?"
"Człowiek"
"Ponad wszelką wątpliwość"
"Niby kogo ma pan na myśli?"
"Człowieka"
"Mnie też? (...) Może mi to pan powtórzyć jeszcze raz?"
"Proszę bardzo. Więc, pochodzi pan w prostej linii od małpy"
2:25 - "Żeby cię kobyła osrała, to ty mnie pierwszy raz na oczy widzisz i już mnie ubliżasz? (...) Ty mnie od małpy będziesz ubliżał, to ja ojca, matki nie mam?"
(...)
3:10 - "Panie Gawełek! Nie chcę pana martwić ale jednak od małpy pan pochodzi"
"Mówi się trudno. Panu wolno, bo pan jest urzędowa osoba"


 
 W czasie konfliktu między Północą a Południem (1861-1865) generał George McClellan był zagorzałym zwolennikiem "taktyki wyczekiwania", dlatego też nie kwapił się z energiczniejszymi działaniami przeciwko siłom Południa. Wtedy to otrzymał od prezydenta Lincolna list takiej treści:
- Drogi panie, jeżeli dotychczas nie potrzebuje pan swej armii, chciałbym ją od pana na pewien czas wypożyczyć. Przesyłam pozdrowienia. Abraham Lincoln.
Słowa Lincolna zdenerwowały McClellana, odpisał więc:
- Czy pan, panie prezydencie, ma mnie naprawdę za durnia?
Wkrótce generał otrzymał drugi list od Lincolna:
- Nie, nie mam, ale możliwe, że się mylę".


Giacomo Casanova (żył w latach 1725-1798) przebywając w Rosji, kupił od jednego z chłopów jego córkę, wiejską dziewczynę i uczynił z niej swoją kochankę. Dziewczyna jednak okazała się bardzo zazdrosna i gdy przenieśli się do Petersburga, urządzała mu karczemne awantury o każdą, napotkaną na ulicy damę. Rzucała też w niego ciężkimi przedmiotami, a nawet gryzła go i szczypała kiedy tylko nie przychodził na noc do domu (spędzając czas np. z aktoreczkami petersburskiego teatru). Zazdrość dziewczyny stała się prawdziwym utrapieniem dla Giacoma i trwało tak, póki nie znalazł na to skutecznego środka. Pewnego bowiem razu, gdy dziewczyna urządziła mu kolejną awanturę, nie wytrzymał, wyjął zakupiony koński bicz i zaczął nim okładać dziewczynę po całym ciele. Efektem była... całkowita jej odmiana, Casanova stwierdził, iż po każdym pobiciu stawała się ona niczym jedwab: "miękka, delikatna i czuła". Casanova tak to ostatecznie spuentował: "Rosjanie nie mogą żyć bez lania".


Inspektor celny Wolnego Miasta Gdańska (istniejącego w latach 1920-1939) Artur Tarnawiecki opowiedział kiedyś o spotkaniu delegacji II Rzeczpospolitej Polski z delegacją Wolnego Miasta Gdańska: "W skład polskiej delegacji wchodził premier Bartel, minister komunikacji inżynier Kuehn, komisarz generalny Rzeczpospolitej Polski w Gdańsku doktor Strasburger, odpowiedzialny pracownik Komisariatu doktor Weyers oraz korespondent Polskiej Agencji Telegraficznej redaktor Sonnenburg. Stronę gdańską natomiast reprezentowali Niemcy: wiceprezydent Senatu Wierciński, senator spraw wewnętrznych Arczyński, senator do spraw handlu Jewelowsky, kierownik biura prasowego w Senacie Lubiansky, i przedstawiciel prezydium Policji Pokrzywiński.


W 130 r. p.n.e. królowa Egiptu - Kleopatra II, uroczyście obchodziła w Aleksandrii swoje 55 (lub 54) urodziny. Królowa siedziała w rozkosznych szatach na tronie z kości słoniowej, z koronami Górnego (białą) i Dolnego Egiptu (czerwoną) na głowie, oraz z wysuniętą królewską złotą żmiją - była uśmiechnięta i zadowolona. Właśnie na ołtarzach zostały złożone ofiarne zwierzęta, odśpiewane modlitewne hymny na cześć Izydy i Ozyrysa. Królowa otrzymała też od swoich poddanych bogate dary, co chwila wchodzą dostojnicy, którzy padają na twarz, składają jej hołd, ofiarowują prezenty i cofając się tyłem odchodzą. W pewnym momencie eunuchowie wnoszą dużą, bogato inkrustowaną drogimi kamieniami skrzynię. Skrzynia ta jest prezentem od jej brata i jednocześnie męża - Ptolemeusza VIII zwanego Fyskonem (Grubasem). Fyskon od roku przebywał na wygnaniu na Cyprze, dokąd wypędziła go zazdrosna o władzę siostra/żona. Teraz jednak przysyła jej prezent z okazji urodzin? Czyżby zrozumiał swój błąd i pragnie zawrzeć ponowne przymierze? Takie myśli zapewne musiały trapić Kleopatrę II, nim rozkazała otworzyć ową skrzynię. Jednak gdy odsunięto wieko, królowa w przerażeniu cofnęła się. W skrzyni bowiem w kałuży krwi leżał rozczłonkowany na kawałki jej syn, ok. piętnastoletni Ptolemeusz Memfites - którego ojcem był właśnie Fyskon. Tak oto Ptolemeusz VIII wysłał swej siostrze w prezencie urodzinowym zwłoki ich syna, a wkrótce potem najechał Egipt i zdobył Aleksandrię, krwawo mszcząc się na jej mieszkańcach za popieranie Kleopatry. 


Do generała Ludendorffa (sławnego chociażby z niedawnego filmu o Wonder Woman), zgłosił się w pierwszych miesiącach I Wojny Światowej, żołnierz pochodzenia polskiego, prosząc władze wojskowe o zapomogę dla rodziny, która na skutek powołania go do wojska znalazła się bez środków do życia. Ludendorff odmówił, nie chcąc stwarzać żadnych precedensów, ale obiecał żołnierzowi, że jeżeli wykaże się męstwem w walkach, to po wojnie wypłaci mu z własnej kieszeni 200 marek. Obietnica była właściwie bez ryzyka, bo ów żołnierz nie tylko musiałby odznaczyć się, lecz także jeszcze w dodatku przeżyć wojnę, co było razem dość mało prawdopodobne. Jakież więc było jego zdumienie, gdy po wojnie ów żołnierz stawił się u niego po odbiór obiecanej nagrody. Generał skontaktował się z kolegami z byłego Sztabu Generalnego i ku swemu zdziwieniu dowiedział się, że ów żołnierz rzeczywiście wykazał się bezprzykładnym męstwem, zdobywając nawet w ogniu walk sztandar rosyjski. Wypłacił obiecane pieniądze i z ciekawości zapytał, jakimże to sposobem udało mu się zdobyć na polu walki sztandar nieprzyjacielski. Żołnierz czując już w kieszeni ciężar nagrody, odpowiedział:
- To nic prostszego, panie generale. Przeszedłem przez linię frontu i cóż widzę? Rosyjskim chorążym jest mój kuzyn z Rohatyna. To ja z nim po naszemu pogadałem i on mi w czasie natarcia oddał ten sztandar. A ja mu obiecałem połowę nagrody, którą mi pan generał wypłaci. Pan mi nie wierzy? To ja go zaraz mogę zawołać! On już tu czeka na schodach...





 Anatolij Demidow, rosyjski arystokrata, ożeniony z Włoszką Matyldą, miał zwyczaj okrutnie bić batem swoją żonę po plecach i pośladkach. Często bił ją np. przed udaniem się na przyjęcie, wówczas pozostawiał ją samą w domu, a sam udawał się na bal do cara Mikołaja I (panował w latach 1825-1855). Pewnego razu, gdy swym zwyczajem wychłostał żonę i odjechał w karecie na carski bal, Matylda przykryła okrwawione plecy szalem, wynajęła dorożkarza i pojechała również do Pałacu Zimowego. Tam, nie zwracając uwagi na pozieleniałego z wściekłości męża, rzuciła się przed carem na kolana i zrywając szal z ramion pokazała swe okaleczone plecy. 
- Kto pani to zrobił - zapytał car Mikołaj I.
Matylda palcem wskazała na męża i zaczęła błagać cara, żeby zezwolił jej wziąć z nim rozwód. Car się zgodził. Demidow odtąd musiał wypłacać żonie słone alimenty, a ona wyprowadziła się do Paryża, gdzie zaczęła błyszczeć na tamtejszych salonach z prawie gładkimi plecami, lekko tylko zeszpeconymi szramami od dawnych razów męża. 


Pewnego razu do gabinetu znanego rosyjskiego chemika Mikołaja Beketowa wbiegł służący i zawołał:
- Mikołaju Mikołajewiczu! W bibliotece są złodzieje!
Profesor oderwał się od obliczeń i spokojnie zapytał:
- A co czytają?


Jałta. Wielka trójka siedzi na tarasie krymskiej daczy Stalina i chwali się swoimi papierośnicami. Roosevelt wyciąga swoją, piękną, ze srebra, pokazuje wygrawerowany napis: "Prezydentowi Rooseveltowi Naród". Następny w kolejności - Churchill pokazuje swoją, piękną, złotą z napisem: "Premierowi Churchillowi - Król i Królowa". Teraz kolej na Stalina. Niechętnie wyciąga swoją  - piękną, złota papierośnicę, inkrustowaną kamieniami szlachetnymi, wspaniała robota najlepszych jubilerów, a na niej wygrawerowany napis: "Potockiemu - Radziwiłł".


Anna Elżbieta Potocka - matka niesławnego w naszych dziejach zdrajcy - Stanisława Szczęsnego Potockiego (żyjącego w latach 1751-1805), targowiczanina z 1792 r., lubiła osobiście karać swoje służące i pańszczyźniane dziewki. Wręcz można powiedzieć że sprawiało jej przyjemność, gdy kazała dziewczynom pochylić się opierając o stół lub krzesło, zadzierała do góry spódnice i osobiście wymierzała im rózgi na ich gołe pośladki.


 


Zdarzyło się że Arystyp z Cyreny (żyjący w latach 435-356 p.n.e.), płynął niegdyś do Koryntu i na morzu rozszalała się burza. Ktoś z podróżnych, widząc jego zdenerwowanie, zauważył:
- My, zwyczajni ludzie, nie boimy się, a wy, filozofowie, tchórzycie.
- to dlatego - odpowiedział Arystyp - że nie jest równa wartość życia, o które walczymy.


- Na wojnie wielkie wydarzenia bywają wynikiem błahych przyczyn - jak mawiał Juliusz Cezar.


Angielskiego filozofa Bertranda Russela zapytano kiedyś, czy gotów byłby umrzeć za swoje przekonania. Pomyślawszy chwilę, uczony odparł: 
- Oczywiście, że nie! Mogę się w końcu mylić. 


- Bóg jest szczególnie przezorny wobec głupców, pijaków i Stanów Zjednoczonych Ameryki - jak stwierdził niegdyś pierwszy kanclerz zjednoczonych Niemiec - Otto von Bismarck.


Król Wielkiej Brytanii Edward VII (panujący w latach 1901-1910), znany był z niechęci do dworskiej etykiety. Podróżując incognito przez Szkocję, zatrzymał się pewnego razu w małym hoteliku. Rano właściciel przyniósł do pokoju gorącą wodę i zastał króla przy goleniu. Zapytał:
- Pana twarz jest mi znajoma. Czy pan czasem nie pozostaje w służbie króla?
- Owszem. Golę Jego Królewską Mość - odparł król. 


Polski generał Dezydery Chłapowski pisał w swych pamiętnikach, że kiedyś, jeszcze jako adiutant cesarza Napoleona Wielkiego, meldował mu coś na polu bitwy i uchylił kapelusza. Po chwili pocisk wyrwał mu ten kapelusz z ręki. Napoleon uśmiechnął się i powiedział:
- Dobrze, że pan nie jest wyższy, prawda?





Podczas Rewolucji Francuskiej w 1792 r. otwarto w Paryżu dziwny, kobiecy klub. Dziwny był dlatego, iż był to klub flagellantek, który dodatkowo cieszył się dużym powodzeniem. Trudno się dziwić, skoro tamtejsze kobiety praktykowały niekonwencjonalny tryb życia. A mianowicie owe panie wysłuchawszy najpierw teoretycznych prelekcji na temat flagellacji, wygłaszanych przez "starsze siostry", udają się na modlitwę, po której zakończeniu następują zajęcia praktyczne. Oto sześć obnażonych od pasa w dół kobiet, chłoszcze rózgami sześć innych, obnażonych całkowicie i pochylonych na specjalnych kozłach. Zaczynają je bić, zwracając szczególną uwagę na pośladki i plecy, które szybko pokrywają się krwawymi pasami. Obok stoi nauczycielka i nadzoruje całą tę chłostę. Czy można się więc dziwić, że w dobie spadających na gilotynie głów, cześć mieszkańców Paryża urozmaicało sobie resztki życia, takimi właśnie przedstawieniami?          


 
TO TYLE W CZĘŚCI PIERWSZEJ


ACT 447 IS NOT APPLICABLE 

AND NEVER WILL APPLY TO POLAND



 CDN.

czwartek, 17 stycznia 2019

KOBIETA JEST UKORONOWANIEM STWORZENIA - Cz. VIII

CZYLI KIEDY I GDZIE W HISTORII

ISTNIAŁ MATRIARCHAT?




III

(A)MAZONKI

STAROŻYTNY ZAKON

KOBIET-WOJOWNICZEK

(ok. 1450 r. p.n.e. - ?)

Cz. III




 Ponieważ próby opowiedzenia historii Amazonek, bez odniesienia się do kwestii mitologicznych są praktycznie niemożliwe, dlatego też należy zrozumieć że to, co opisuję ma bardzo wiele odniesień mitologicznych, choć oczywiście staram się to wszystko jakoś racjonalnie posegregować. Tak więc opuszczając swoje siedziby w twierdzy Berle, Gontyna - druga królowa plemienia Mazonów, z częścią plemion Chatów i Dachów, dołączyła nad Donem do siedlisk swej przyrodniej siostry - Mazy (obie były córkami Kaptorgi, pierwszej królowej plemienia Mazonów). Gontyna i Maza odtąd władały razem, aż do śmierci tej pierwszej, co spowodowało iż również bezdzietna Maza, wybrała sobie na (przybraną córkę i) swoją następczynię zbiegłą niewolnicę z krainy Bałtów - niejaką Ukrivolsę, która została czwartą królową plemienia (A)mazonów. To ona właśnie miała zamienić nad-dońską osadę Mazonów w miasto, które otrzymało nazwę - Temyscira. Ona też zapewne wzniosła inne miasto-świątynię ku czci bogini Vardavy (Dziewanny). Jej następczynią miała być jej córka - Tomyris (lub Tomira) I. To właśnie ona miała rozpocząć łupieżcze najazdy ludu Mazonów na okoliczne plemiona i to właśnie ona niewolę wszystkim mężom w plemieniu. Miała najechać ziemie Kolchidy (Gruzja), oraz plemiona Inhas i Hajastan (Armenia). Po niej na tron Mazonów (lub raczej już (A)mazonek, wstąpiły jej dwie córki - Arta i Daria, których panowanie przypadało na lata pokoju. Obie kobiety zrezygnowały jednak z władzy, wychodząc za mąż za władców okolicznych plemion, wówczas na tron Mazonek została wybrana ósma królowa - Udżakaravisa. Choć przeszła do legendy jako wielka władczyni (narzuciła swą władzę wielu plemionom Sarmatów i Scytów, zmuszając tamtejsze ludy do płacenia danin), to jednak po jej śmierci królestwo Mazonek ze stolicą w Temyscirze rozpadło się, choć jej córka - Selencja I starała się podtrzymać zdobycze matki, poniosła jednak ogromną klęskę w bitwie z sarmackim plemieniem (którego władcą był niejaki Atamras), czego skutkiem była jej śmierć, spalenie Temysciry, rozpad państwa (A)mazonek, jak również pochwycenie większości owych kobiet w niewolę. 

Rozpad pierwszego królestwa (A)mazonek spowodował iż przez kolejne kilkadziesiąt lat nie potrafiło się ono odrodzić. Dopiero prawie sto lat później, gdzieś w rejonie Morza Kaspijskiego niejaka Selencja II założyła osadę, wzorowaną na Temyscirze, której także nadała tę właśnie nazwę. Oczywiście nie wiadomo kim była Selencja II, wzorowała się jednak na ostatniej władczyni pierwszego królestwa znad Donu i pewnie dlatego przyjęła imię Selencji II. W każdym razie udało jej się obronić osadę przed atakami Słowian (szczególnie plemion prowadzonych przez wodzów-królów Wizymira i Jaskotela). Nie była jednak w stanie długo bronić swej niezależności i w bitwie z królem jednego ze słowiańskich plemion - Jurandem I, poniosła klęskę i musiała uznać jego zwierzchność oraz płacić daninę. Kolejne królowe - Lęgosępa, Kękaja i Miodewa były jedynie mianowanymi przez obcych władców figurantkami. Szczególnie ostatnia królowa - Miodewa okazała się zdrajczynią i została obalona przez niejaką Narcisę, której udało się zrzucić zależność, a nawet zająć tzw.: "Krainę Białych Pól" (?). Jej następczynią wybrana została Pentesilea, która ze swymi (A)mazonkami miała wziąć udział w Wojnie Trojańskiej (1194-1184 r. p.n.e.) - choć Homer nic na ten temat nie wspomina. Miała też zginać w walce z ręki Achillesa, który myślał że pojedynkuje się z mężczyzną, dopiero gdy zadał jej śmiertelny cios, zobaczył że zabił kobietę (w której notabene miał się zakochać). Po jej śmierci drugie królestwo (A)mazonek także miało się rozpaść. Niejaka Tamar miała z częścią plemienia powędrować do Saków, gdzie poślubiła tamtejszego władcę, a jej potomstwo miało częściowo odbudować dawne plemię. Natomiast inna Mazonka - Mirna powędrowała na południe i osiadła na Lesbos, zakładając tamtejsze miasto - Mitylenę. Trzecia z przywódczyń - Tugomira przeniosła się nad Don, gdzie z czasem została zmuszona do małżeństwa z jednym z wodzów lokalnego plemienia. Tak oto drugie państwo (A)mazonek także przestało istnieć.




Potomkinią Tamary miała być też królowa Masagetów - Tomyris (II), która żyła w jakieś sześćset pięćdziesiąt lat po Wojnie Trojańskiej. Udało jej się pokonać i zabić (529 r. p.n.e.) króla Persów - Cyrusa II Wielkiego i z zemsty za zamordowanie przez niego jej synów, odcięła mu głowę i wrzuciła ją do pojemnika pełnego krwi, mówiąc: "Nasyć się krwią, którą tak kochałeś". Tomyris miała być ostatnią znaną władczynią dawnego królestwa (A)mazonek, choć zdarzały się jeszcze w różnych częściach świata kobiety, które odwoływały się do dawnej tradycji królestwa Mazonek (które z czasem zaczęto nazywać właśnie Amazonkami). Nie miały one już jednak żadnego związku z tamtym państwem i społeczeństwem kobiet-wojowniczek. W kraju (A)mazonek rządziły bowiem kobiety (ale nie było to społeczeństwo złożone tylko z kobiet). Każda wojowniczka musiała zabić w boju jednego mężczyznę by stać się kobietą. By jednak wyjść za mąż, musiała swojego męża pochwycić w niewolę. Mazonki bowiem poślubiały swoich niewolników. Jeśli zaś cudzoziemiec zapragnie poślubić jakąś Mazonkę, musi ją najpierw pokonać w walce. Mężowie pozostają niewolnikami swych żon, a te mogą ich karać fizycznie (choć nie mogą pozbawić ich życia). Mężowie żyją z dala od żon i spotykają się tylko od czasu do czasu. Każda niewolnica, która dotrze do tego królestwa, natychmiast odzyskuje wolność. Nie jest jednak prawdą że (A)mazonki zabijają chłopców, a wychowują same dziewczynki. Owszem, dziewczynki wychowują matki i kształcą je na przyszłe wojowniczki, ale synów oddają mężom, aby ci kształcili ich na niewolników. Mężowie uczestniczą z żonami w wyprawach wojennych jako pomoc. 

Taki oto obraz plemienia Amazonek wyłania się z dawnych (niesprawdzonych) bajkowych opowieści, które są wtłaczane w najdawniejsze czasy, gdy północna Europa aż do Uralu była zdominowana przez poszczególne plemiona Słowian i Celtów. Ja osobiście uważam te opowieści za dość mocno naciągane i jeśli rzeczywiście kiedykolwiek istniało społeczeństwo kobiet-wojowniczek, to z pewnością musiało się ono roztopić w większym liczebnie plemieniu, gdyż samo po prostu nie przetrwałoby długo. Przykłady małżeństw Mazonek z władcami innych plemion, są tutaj dość dobitnym potwierdzeniem tych słów - kobiety-wojowniczki musiały się wtopić w resztę społeczności i tylko na tej zasadzie mogła przetrwać o nich pamięć. Oczywiście nie można też wykluczyć że istniały ściśle kobiece zakony religijne, które oddając cześć Bogini-Matce (i innym boginiom), jednocześnie szkoliły się na wojowniczki. Takie rozumowanie jest dopuszczalne, jako że owe kobiety (jako kapłanki, coś na wzór krzyżowców czyli rycerzy-zakonników), były nietykalne. W każdym razie temat społeczeństwa Amazonek wydaje mi się zakończony. Można oczywiście do tego dokładać mitologię i inne opowieści, ale prawda jest taka, że jeśli w danej społeczności zaczyna brakować mężczyzn, wówczas część kobiet przejmuje męskie funkcje - tak po prostu jesteśmy skonstruowani (nie tylko jako ludzie, podobnie przecież postępują zwierzęta, gdy zaczyna brakować przedstawicieli jednej z płci). U mężczyzn działa ten sam proces, w przypadku braku kobiet, część mężczyzn (z reguły słabszych) zostaje zmuszona do przyjęcia na siebie roli kobiet - już Arystoteles przecież mówił: "Jeśli żołnierze nie mają kobiet, wykorzystują mężczyzn". I tak jest zawsze, w przypadku braku równowagi pomiędzy płciami.

Natomiast gdy tych różnic w liczebności danej płci nie ma, lub gdy zostają one wyrównane - wszystko wraca do normy. Kobiety, które wcześniej pełniły męskie role, nie muszą już dłużej tego robić i wracają do swoich naturalnych, kobiecych zachowań. Tak samo jest z mężczyznami, choć w tym przypadku zależy to też od otoczenia. Weźmy np. taką Starożytną Grecję czy Rzym - tam spółkowanie młodzieńców ze starszymi facetami (czyli homoseksualizm) nie był wcale penalizowany, bo był traktowany jako coś normalnego. Ale już związek dwóch dorosłych mężczyzn był karany, jako coś w rodzaju dewiacji. Dlatego też mężczyżni, którzy zostali zmuszeni do przyjęcia roli kobiet... z reguły mają bardzo ciężko by odnaleźć się w normalnych warunkach, jako że zostali pozbawienie tego, co uważa się za kwintesencję męskości - dumy i godności męża i ojca rodziny. Tak to mniej więcej wyglądało w antyku i sądzę że niewiele się zmieniło do dnia dzisiejszego. Są też mężczyźni, którzy fantazjują na temat silnych kobiet (właśnie takich Amazonek) i sądzę że te wszystkie mity zostały wymyślone właśnie z tego powodu, by dać im pewną namiastkę seksualnej satysfakcji. Są też kobiety (i zapewne jest ich znacznie więcej) które wprost uwielbiają - jak to mówi Korwin Krul: "Czasami niektóre (kobiety) lubią jak się je bije, znam takie". Notabene Korwin (z którym w wielu kwestiach się nie zgadzam, ale akurat w tej dotyczącej feminizmu i tego że są kobiety, które lubią "jak się je bije" - jak najbardziej), ostatni wywołała pewną aferę zdaje się w USA, gdy w programie satyrycznym Netflixa, gdzie pokazano jego wystąpienie w Parlamencie Europejskim, w którym przekonywał iż zarobki kobiet i mężczyzn powinny się różnić, co spotkało się z wręcz z oszalałą reakcją tamtejszych feministek. 


"PRAWDZIWA KOBIETA WOLI BYĆ 
CZWARTĄ ŻONĄ PRAWDZIWEGO MĘŻCZYZNY, 
NIŻ JEDYNĄ ŻONĄ FAJTŁAPY"

JANUSZ KORWIN-MIKKE




 Swoją droga należy powiedzieć tak, Janusz Korwin Mikke, ma stałe poglądy od dekad. Często te jego poglądy mogą być nawet obraźliwe dla kobiet (choć akurat w ogromnej większości - z tego co go słuchałem - są prawdziwe). Twierdzi bowiem że kobiety są nie tylko słabsze fizycznie, ale i mniej inteligentne (choć nie znaczy to że są głupsze). Mówi że ogromna większość wynalazków została stworzona przez mężczyzn i że nawet tampon... wymyślił facet. A mimo to wiedzie mu się świetnie, jest zamożny, zmienia żony na coraz młodsze itd. itp. Natomiast ostatnio w Netflixie stwierdzono iż: "Korwin Mikke nie żyje". Być może prowadzący chciał się jakoś usprawiedliwić przed kobietami, gdy Janusz stwierdził iż kobiety powinny zarabiać mniej od mężczyzn, gdyż ich praca jest dwa razy gorsza od pracy faceta (przykład - jakiś czas temu feministki postanowiły zadać kłam teorii że "feminizm kończy się tam, gdzie trzeba wnieść szafę na czwarte piętro" - i wniosły. Problem polegał jednak na tym, że... wniosły tą szafę w cztery osoby, podczas gdy faceci wnieśliby ją we dwójkę. Na tym polega różnica i tutaj Korwin próbuje tłumaczyć dlaczego te zarobki powinny się różnić). W każdym razie Korwin Mikke żyje i ma się świetnie w towarzystwie młodej żony (i jeszcze wielokrotnie - pozytywnie lub negatywnie - nas zaskoczy).

   

 

 

ACT 447 IS NOT APPLICABLE 

AND NEVER WILL APPLY TO POLAND



CDN.