Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 13 lutego 2023

POST-ATOMOWA RZECZYWISTOŚĆ

CZYLI MIKROŚWIAT PO ATOMOWEJ APOKALIPSIE





Ponieważ ostatnio czytałem że rosyjskie bomby jądrowe po raz ostatni wymieniano jakieś trzydzieści lat temu (i wtedy też przeprowadzono ostatnie testy tej broni), a to oznacza, że broń ta w rosyjskich realiach jest już mocno przestarzała i nie nadająca się do użytku (gdyż żywotność głowic nuklearnych wynosi mniej więcej jakieś dwadzieścia lat). Cóż, nawet jeśli to prawda i broń ta jest już nie nadającą się do użytku, to jednak warto by się zastanowić, jak wyglądałby świat po atomowej apokalipsie. Nie chodzi mi jednak o świat rozumiany w kategoriach globalnych czy kontynentalnych, ale o ten nasz najbliższy mikroświat. Jak wyglądałyby domy, które uniknęłyby bezpośredniego zniszczenia, ale jednak zostałyby opuszczone ze względu na wysokie promieniowanie jądrowe i jak wyglądałaby najbliższa okolica po takim właśnie ataku? Proponuję więc małą podróż po już istniejących w rzeczywistości podobnych miejscach-widmach, opuszczonych przez ludzi i pozostawionych na łaskę warunków atmosferycznych i nieubłaganego czasu. 

Oto kilka z takich obrazków:
































A TO JUŻ WIZJA ARTYSTYCZNA 






















sobota, 11 lutego 2023

KRONIKI OSHARA - Cz. III

 OPOWIADANIE FANTASY 

Z SILNYMI ELEMENTAMI EROTYKI I BDSM 





NEMEA, ZAKON I WIELKA BOGINI

Cz.II






 Po krwawej wojnie domowej - zwanej "Czasem Chaosu" - królowa-kapłanka Isilena II próbowała odbudować dawne królestwo swej matki, lecz nie było to wcale takie łatwe. Autorytet i poważanie kapłanek Wielkiej Bogini zostały mocno nadwątlone a Nemea spadła do roli jednego z prowincjonalnych królestw Masywu Centralnego. Kraj potrzebował przede wszystkim odrodzenia gospodarczego gdyż pola uprawne leżały odłogiem, ogrody świątynne porosły chwastami, gdyż większość niewolników zbiegła i nie miał kto się nimi zajmować, zaś handel w czasie wojny ustał zupełnie. Świątynia Wielkiej Bogini została zaś ogołocona z tajemniczych artefaktów, które złożono tam w czasach pierwszej kapłanki Azali, a to oznaczało, że lud Nemei przestał traktować kapłanki jako predestynowane do władzy nad krajem. Jedynym plusem w tych trudnych latach odbudowy był fakt, iż sąsiednie kraje nie dążyły wcale do podporządkowania sobie Królestwa Nemei a niektóre, jak górzysta Romeria wciąż podzielone były na szereg drobnych plemion. 

Najważniejszym zadaniem było teraz ponowne odnowienie handlu, lecz kupcy ze świątynnego miasta Antarii zaczęli domagać się praw politycznych a co za tym idzie stworzenia własnej reprezentacji miejskiej z którą wielka kapłanka musiałaby się liczyć. Isilena nie mają z innego wyjścia, musiała zgodzić się na żądania bogatych kupców Antarii i powołała do życia Radę miejską która decydowała odtąd o pieniądzach jakie trafiały do Świątyni. Królowa-kapłanka nie mogła odtąd bez zgody Rady miejskiej przeprowadzić żadnej kampanii, ani też przedsięwziąć jakiejkolwiek wyprawy morskiej. Kupcy z Rady miejskiej dali też pieniądze na stworzenie w Antarii pierwszej uczelni, która kształciłaby przyszłe elity kraju, a wraz z uczelnią powstała Wielka Biblioteka do której Isilena sprowadzała najróżniejsze księgi z różnych zakątków świata. Zakon jednak utrzymał swoją dawną strukturę i pomimo zmian, jakie następowały, uporczywie strzegł swej pierwotnej form. Nadal tylko dziewczęta mogły zostać kapłankami Świątyni, a mężczyźni mogli tam przebywać tylko jako niewolnicy. W czwartym roku "Odrodzenia Świątyni" (jak zwano okres zdobycia władzy przez Isilenę), otwarto w Antarii ponownie rynek niewolniczy - który stał pusty od dziesięciu lat (czyli od wybuchu wojny domowej). Zaczęli tam przybywać handlarze niewolników z odległego Kashiru, prezentując na nich schwytane przez siebie niewiasty oraz młodych mężczyzn. Ponieważ jednak na targu niewolników mógł się zjawić każdy, kto tylko tego pragnął i kogo było stać na zakup niewolnika, przeto niektórym kapłanom, które wciąż żyły dawną chwałą Zakonu, nie było to w smak. Niejaka Nikareta -kapłanka zarządzająca Wielką Biblioteką, zorganizowała więc specjalny targ niewolników przy wejściu do wielkiej sali, który był przeznaczony tylko i wyłącznie dla samych kapłanek.




Przed wejściem do wielkiej sali siedziała kapłanka która kontrolowała, aby żaden mężczyzna nie wszedł do tego miejsca i jak mówiła: "Żadnych mężczyzn, chyba że są towarem lub kupcami". W wielkiej sali Biblioteki handlowano głównie młodymi mężczyznami, dziewcząt i kobiet prawie tam nie sprzedawano gdyż wystawiano je na targu niewolniczym w mieście, a kapłankom przede wszystkim zależało na mężczyznach i chłopcach którzy zajęliby się ponownie świątynnymi ogrodami jak i prywatnymi "ogrodami" samych kapłanek. Realnie jednak owi mężczyźni nie należeli do tych kapłanek, które ich kupiły, gdyż powrócono do systemu sprzed wojny domowej w wyniku którego każda kapłanka miała prawo skorzystać ze wszystkich niewolników będących w Świątyni, a jedyną różnicą był fakt, że ta kapłanka, która zakupiła danego niewolnika, miała prawo spędzenia z nim pierwszych pięciu nocy. Isilena pragnęła przywrócić dawne prawo, w którym zabraniano mężczyznom dotykać ciał kapłanek podczas stosunku, ale przeciwko niej wystąpiła właśnie Nikareta, która stwierdziła że kapłanki jedynie służą Wielkiej Bogini a nie są jej emanacją, jak uważano wcześniej dlatego też - jak twierdziła - niewolnicy powinni móc dotykać ciała swych kapłanek. I tak też ostatecznie się stało. Nikareta zresztą coraz częściej rzucała wezwanie Isilenie, a ponieważ królowa-kapłanka nie miała córek tylko dwóch synów przeto kapłanka Wielkiej Biblioteki widziałaś siebie w roli nowej wielkiej kapłanki. Oczywiście nie było to takie łatwe, gdyż wielką kapłanką mogła zostać tylko potomkini Azali, co jednak zrobić gdy nie było legalnej następczyni tronu (może poza córką kapłanki Enory, ale ta zniknęła i nie wiadomo było czy w ogóle żyje). Coraz bardziej stawało się jasnym, że ród Azali przeminie, a przed kapłankami  stanął teraz problem wyboru nowej władczyni.

Isilena II panowała przez 30 lat i zmarła w wieku 54 lat. Nikareta była jej rówieśnicą i teraz wybrana została przez ogół kapłanek na nową wielką kapłankę świątyni. Była pierwszą królową która nie była spokrewniona z rodem Azali, ale ponieważ jej władza nie opierała się teraz ani na boskim prawie dziedziczenia, ani też na utożsamieniu kapłanki jako żywej bogini, przeto traktowana była bardziej jako władczyni świecka niż kapłanka. Starała się ona utrzymać jedność Zakonu, ale nie szło to jej zbyt dobrze, tym bardziej że we wschodniej Nemei pojawiła się osoba, która zaczęła głosić odnowę moralną Zakonu i twierdziła że upadek znaczenia dawnej potęgi kapłanek brał się przede wszystkim z tego, iż nie przestrzegały one zasad pierwszej kapłanki Azali. Tymczasem Nikareta otoczyła się dworem i władała niczym świecka królowa. Zamierza też założyć własną dynastię i aby uniknąć błędów Isileny postanowiła wyjść za mąż. To znaczy nie ona sama gdyż miała już córkę o imieniu - Ivikara, a zamierzała ją wydać za jednego z książek okolicznych królestw, tak, aby połączyć swą rodzinę więzami krwi i zabezpieczyć swojej dynastii przyszłość. Niestety, przeszkadzała jej w tym rosnąca popularność mistycznej kapłanki, która ujawniła się we wschodniej Nemei i która przyciągała do siebie coraz więcej zwolenników. Nawoływała ona do odnowy moralnej kapłanek, do zaprzestania świeckiego życia i oddania się ponownie przykazaniom Wielkiej Bogini. Nosiła ona imię Safira i twierdziła, iż została zesłana, aby odrodzić ród Azali i odnowić Zakon. Nikareta początkowo ją lekceważyła, ale z czasem zdała sobie sprawę że ruch odnowy Safiry stanowi poważne niebezpieczeństwo dla jej władzy. Wysłała więc swoje straże aby te sprowadziły ją do Antarii, jednak na miejscu okazało się, że owa Safira dysponuje zaginionym artefaktem ze Świątyni, obręczą zakładaną na nadgarstek, która poddana promieniom słonecznym świeciła różnobarwnym blaskiem i dzięki której można było komunikować się na odległość.

Dzięki owej obręczy można też było tworzyć dźwięki o bardzo wysokiej i bardzo niskiej tonacji, większość zaś z nich nie przypominała żadnych z tych, które wydawałby człowiek. To wszystko razem wzięte spowodowało duży niepokój wśród kapłanek Zakonu, zastanawiały się one kim jest owa Safira, skąd pochodzi i dlaczego  posiada zaginiony artefakt Świątyni. Uznano że tak się stało ponieważ go skradła w latach wojny domowej, ale nikt nie mógł sobie jej przypomnieć wśród kapłanek Zakonu, a poza tym była ona stosunkowo młoda, mogła mieć jakieś trzydzieści kilka lat. Nikareta postanowiła więc zaprosić Safirę do stolicy, aby dowiedzieć się kim ona jest, skąd pochodzi i dlaczego próbuje podważać jej pozycję i władzę. I tak też się stało, Safira przybyła do Antarii, po czym stanęła przed obliczem Nikarety i stwierdziła że wysłała ją tutaj sama Wielka Bogini która niezadowolona z upadku moralnego swoich kapłanek, nawołuje je do opamiętania i zmiany sposobu życia. Safira twierdziła też, iż Zakon musi powrócić do czystości moralnej z czasów Azali bo jeśli tego nie uczyni, to upadnie, a wraz z nim upadnie i popadnie w niewolę cała Nemea. Taka przemowa wzbudziła gniew w nikarecie. Stwierdziła ona iż Safira jest oszustką i złodziejką i poleciła odebrać jej przedziwną obręcz. Tak też się stało a Nikareta kazała Safirę wtrącić do lochu, jednak nie potrafiła uruchomić owej obręczy. Safira stwierdziła zaś że coś jej się stanie, nie minie rok a władza Nikarety upadnie, lud zbuntuje się, a Zakon, jeśli nie powróci do odnowy moralnej i nie zacznie prawdziwie czcić Wielkiej Bogini - również przestanie istnieć. Te słowa były już jawnym podważeniem pozycji królowej-kapłanki i Nikareta musiała coś uczynić, aby nie stracić twarzy.




Postanowiła więc skompromitować Safirę, wśród kapłanek, ale nie było to wcale takie proste, tym bardziej że część kapłanek Świątyni zaczęła już jawnie sprzyjać uwięzionej mistyczce. Ponieważ nie potrafiła uruchomić obręczy, nie wiedziała Nikareta jak jej użyć przeciwko Safirze, więc pozostawały teraz tylko dwa wyjścia - albo mogła ją wypuścić, albo zgładzić. W obu przypadkach mogła napytać sobie jeszcze większych problemów, ale trzymanie jej w lochu też nie wchodziło w rachubę - należało coś więc wymyślić. Ostatecznie nic kareta postanowiła wypuścić Zafirę i pozwolić jej wyjechać z Antarii, a jednocześnie szykowała zasadzkę w którą miała wpaść Safira i w której miała stracić życie. Ta jednak nie zamierzała opuszczać stolicy, stwierdziła też że wysłała ją tu Wielka Bogini i będzie tu tak długo, jak owa Bogini nie wezwie ją z powrotem do siebie. Taka hardość w głosie wprawiła w gniew Nikaretę i chwyciwszy włócznię cisnęła nią w kierunku Safiry. Ta jednak uniknęła śmiertelnego ciosu, odskakując w porę, ale odtąd było już jasne że jedna z tych kobiet musi zginąć, aby ta druga mogła panować. Safira została ponownie wrzucona do lochu, ale ruch jej obrońców wśród kapłanek rósł z każdym miesiącem, przybywało też jej zwolenników wśród ludu Nemei. Pomysły Nikarety zamiany Zakonu w świecki przybytek z kapłankami jako wojowniczkami, które mogły odtąd wychodzić za mąż - nie uzyskał większego poparcia wśród kapłanek, a wręcz przeciwnie - większość była zdania że należy powrócić do czasów odnowy moralnej z lat panowania królowej-kapłanki Azali, tym bardziej że odnaleziona została cudowna obręcz z tamtych czasów,której to nie potrafiła uruchomić Nikareta a jedynie Safira. Niektóre z kapłanek zaczęły nawet między sobą szeptać, iż to Safira powinna sprawować władzę najwyższą a nie Nikareta która tak naprawdę była uzurpatorką.

Ostatecznie, gdy wśród kapłanek gruchnęła wieść że Nikareta pragnie zamordować Safirę, wybuchł jawny bunt, który zmusił Nikaretę nie tylko do uwolnienia Safiry ale także do zrzeczenia się władzy i opuszczenia Nemei. Nie minął rok od czasu gdy Safira została uwięziona po raz pierwszy a Nikareta straciła władzę (łącznie panowała zaledwie pięć lat). Teraz kapłanki wybrały na swoją nową królową Safirę, a ta, wstępując na tron, uruchomiła świetlistą obręcz, po czym przyznała się iż jest zaginioną córką Enory i jedyną pozostałą przy życiu przedstawicielką świętej dynastii Azali. Jej rządy miały teraz przynieść odnowę moralną i powrót do dawnych, dobrych czasów Pierwszej Ery Świątyni. Niestety, nie wszystko układało się tak, jak tego pragnęły kapłanki...




CDN.

czwartek, 9 lutego 2023

WŁADCZYNIE - Cz. I

KOBIETY U WŁADZY W WYBRANYCH 
KRAJACH EUROPY





I

św. KINGA 

Cz. I






Nim bezpośrednio przyjdę do dziejów Jadwigi Kaliskiej małżonki Władysława I Łokietka i matki Kazimierza III Wielkiego, warto słów parę napisać również o jej matce  i ciotce - czyli Jolencie i Kindze. Wszystkie one bowiem były węgierskimi księżniczkami pochodzącymi z rodu Arpadów, a poza tym były to sławne kobiety swoich czasów, których nie sposób pominąć i wszystkie one zostały żonami polskich książąt z rodu Piastów. Postać Jolenty i jej córki Jadwigi jest mniej znana, Kinga zaś - która została świętą - jest nieco bardziej popularna, ale też tylko z nazwy, o jej życiu niewielu jednak wie więcej, niż to, co można wyczytać w oficjalnej biografii (np. na Wikipedii). 

Św. Kinga pochodziła z rodziny w której mnóstwo kobiet oddawało się Bogu i uznawane były za święte lub błogosławione. Takie to były wówczas czasy, gdy wielu wędrownych kaznodziejów nawoływało ludzi do odnowy moralnej i żalu za grzechy. Te nawoływania przede wszystkim kierowane były do mężczyzn, gdyż kobiety uważano za co najwyżej dodatek do mężczyzny i ich zbawienie nie było aż tak istotne - przynajmniej dla wielu ówczesnych kapłanów. Jednym z niewielu kaznodziei, którzy wówczas na równi traktowali kobiety i mężczyzn, był chociażby Robert z Arbrissel. Nawoływał on do porzucenia wszelkich dóbr doczesnych i podążania drogą Chrystusa oraz Jego uczniów, przy czym nie stosował on tutaj żadnej różnicy pomiędzy mężczyznami i kobietami, a ludzie podążali za nim, porzucając własne domostwa i żyjąc życiem pustelników. Ruch pustelniczy i chrześcijański mistycyzm był bardzo silny w ówczesnej Europie, również na węgierskim dworze w Królewskim Białogrodzie, gdzie od 1235 r. panował ojciec św. Kingi - król Bela IV. Ten energiczny monarcha przejął pełnię władzy w wieku 29 lat po śmierci swego ojca - Andrzeja II (choć Bela został koronowany jeszcze za życia swego ojca w 1214 r. będąc jeszcze dzieckiem). Król Andrzej miał wielkie ambicje (chciał np. zostać władcą Konstantynopola), ale brakowało mu ku temu siły i determinacji, a poza tym nie radził sobie z wewnętrzną opozycją, jaką miał we własnym kraju, a złożoną zarówno z wielkich możnowładców jak i serwientów (drobnej szlachty węgierskiej, wcześniej złożonej z wolnych jeźdźców stacjonujących w nadgranicznych komitatach). Królowi brak też było konsekwencji gdyż raz przyznawał pewne prawa a następnie je odbierał (np. w 1222 r. wydał tak zwaną Złotą Bullę, w której zrównywał prawa serwiantów z władzą wielkich możnowładców węgierskich, a tym ostatnim przyznawał również prawo do wypowiedzenia posłuszeństwa władzy królewskiej. Jednak pod wpływem silnej opozycji węgierskiego kleru z prymasem Węgier na czele, król Andrzej cofnął postanowienia Złotej Bulli, wydając w 1231 r. drugą Złotą Bullę, w której odbierał szlachcie prawo do buntu wobec władzy królewskiej. Nie uchroniło go to wcale przed klątwą, jaką w 1232 r. rzucił nań i na całe Węgry prymas Robert, a powodem tego było dzierżawienie przez Żydów dochodów królewskich. Na mocy więc ugody zawartej w Bergu w 1233 r., król Andrzej zobowiązał się wygnać z kraju Żydów, oraz poczynić pewne ustępstwa podatkowe dla węgierskiego kleru). Miał też ów król spore problemy z żyjącymi w południowym Siedmiogrodzie Niemcami (Sasami) którym w 1224 roku przyznał autonomię. W tym też mniej więcej czasie (1226 r.) zmusił Zakon Najświętszej Maryi Panny domu niemieckiego w Jerozolimie (czyli Krzyżaków) do opuszczenia południowego Siedmiogrodu, gdy tylko zrozumiał że ich celem było stworzenie własnego państwa na własnej jego ziemi (a tak się akurat złożyło, że w tym czasie książę mazowiecki - Konrad poszukiwał rycerzy, którzy by mu dopomogli w walce z pogańskimi Prusami, notorycznie najeżdżającymi Księstwo mazowieckie i postanowił sprowadzić Zakon Krzyżacki na ziemie polskie (pierwsi trzej rycerze zakonni przybyli do ziemi chełmińskiej w roku 1228) i tak oto rozpoczęła się 300-letnia epopeja krzyżacka, która ostatecznie zakończyła się hołdem lennym ostatniego wielkiego mistrza Zakonu - Albrechta Hohenzollerna przed królem Zygmuntem I Jagiellończykiem w Krakowie w kwietniu 1525 roku).




Król Bela IV rozpoczął zaś swoje panowanie ( 1235 r.) od aresztowania lub wypędzenia dawnych doradców swojego ojca, a dążąc do wzmocnienia władzy królewskiej ustanowił specjalną kancelarię, do której zwracać mieli się pisemnie wszyscy możnowładcy oraz cała szlachta węgierska. Napotkał jednak silny opór wielkich panów węgierskich, którzy przyzwyczajeni do słabej władzy królewskiej jaka była za czasów Andrzeja II, nie zamierzali podporządkowywać  się królewskim przykazaniom, a ponieważ ich prywatne armie były często liczniejsze od sił królewskich - byli pewni swego (tym bardziej że serwianci nie wsparli wówczas króla). W takiej to atmosferze politycznej przyszła na świat (ok. roku 1234 - choć węgierskie źródła podają rok jej narodzin 1224, ale zapewne nie są one dokładne) córka Beli IV która otrzymała na imię Kinga (prawdopodobnie urodziła się ona ok. roku 1230, jako że spotkałem się ze stwierdzeniem iż była zaledwie o trzy lata młodsza od swego małżonka, księcia sandomierskiego - Bolesława Wstydliwego, urodzonego w 1226 r.). Istnieje legenda (nie wiadomo na ile prawdziwa) że autorką małżeństwa młodej Kingi i swego młodszego brata Bolesława, była córka księcia siedmiogrodzkiego Leszka Białego - Salomea, żona króla halickiego - Kolomana. Widziała ona bowiem w Kindze swą bratanicę, lecz problemem była niechęć jej matki królowej Węgier - Marii Laskariny do wydania za mąż młodej dziewczyny za jednego z Piastów. Mijało już prawie 100 lat od ogłoszenia testamentu Bolesława III Krzywoustego i rozpadu terytorialnego dawnego państwa polskiego. Teraz poszczególnymi ziemiami władali lokalni książęta niezależni jeden od drugiego, a siła i pozycja państwa polskiego dawno minęła. Salomea postanowiła jednak nie dać za wygraną i prowadzić swój cel do końca a ponieważ mieszkała ona (wraz z mężem) na Węgrzech od końca 1221 r. (ponoć w wieku trzech lat Salomea przyrzekła Bogu że pozostanie dziewicą, a Koloman - choć z trudem - szanował jej wybór. Ona jednak, aby go nie prowokować nosiła tylko czarne suknie, aż pewnego razu Koloman rzekł do niej: "Na Boga przecież ja jeszcze nie umarłem, zrzuć więc ten strój wdowi". Gdy więc wyjechał on na polowanie, ona ubrała się w kolorową suknię aby zrobić mu niespodziankę, a gdy wrócił i ujrzał ją takową, tak go ona podnieciła, że porwał ją z miejsca i zaniósł na łoże. Nim jednak doszło do stosunku oprzytomniał i przypomniawszy sobie dane jej słowo, rzekł: "O Jezu Chryste, jakże wielkich rzeczy wyrzekam się dla ciebie").

Salomea zaprzyjaźniła się z młodą Kingą i starała się namówić ją do małżeństwa z jej bratem Bolesławem. Jednocześnie Salomea słała listy do swej matki Grzymisławy do Skały (gdzie ta wówczas przebywała, usiłując utrzymać dziedzictwo swego syna) aby wysłała poselstwo do Budy z prośbą o rękę Kingi dla Bolesława. Gdy takie poselstwo przybyło, Salomea namówiła Kingę aby ta schowała się w skrzyni, która następnie miała zostać przewieziona do Polski (Kinga zgodziła się na to, ciesząc się iż spotka ją ciekawa przygoda). Tak też się stało, młoda Kinga odbyła swą podróż w skrzyni i po przybyciu do Skały została powitana przez księżną Grzymisławę i panów z jej otoczenia (1239 r.) jako przyszła małżonka księcia Bolesława Wstydliwego. Tymczasem w budzie wybuchła ogromna afera. Królowa Maria - gdy dowiedziała się o zniknięciu córki - nie była w stanie pohamować swej złości, a gdy poinformowano ją, że to Salomea stała za przewiezieniem Kingi do Polski, postanowiła ją zgładzić. Salomea musiała ratować się ucieczką i pod osłoną nocy - opłaciwszy ludzi którzy jej w tym pomogli - przedostała się do Polski. Królowa Maria ogłosiła, że w przypadku powrotu Salomei na Węgry każdy kto udzieli jej schronienia lub choćby się do niej odezwie, zostanie surowo ukarany.




Tymczasem w Wojniczu doszło do zaślubin (a raczej do zrękowin, gdyż oboje byli jeszcze za młodzi na ślub) 13-letniego księcia Bolesława i (zapewne trzy lata od niego młodszej) Kingi (1239 r.). W czasie tej uroczystości młoda dziewczyna tymi oto słowy zwróciła się do swego przyszłego małżonka: "Błagam cię gorąco, prześwietny młodzieńcze, ażebyś dzięki twej władzy i troskliwości stał się obrońcą mojego dziewictwa, które nietknięte uchowałam". Tym samym Kinga poszła w ślady Salomei i postąpiła dokładnie jak ona. Salomea zaś dobrze zdawała sobie sprawę, że na dłuższą metę nie może utrzymywać konfliktu z królową Marią i że w jej osobistym interesie jest pogodzenie się z matką Kingi. Dlatego też postanowiła powrócić na Węgry wraz z Kingą i Bolesławem a wsparta przez swego małżonka Kolomana (brata króla Węgier Beli IV) stanęła przed obliczem królowej Marii i padła jej do stóp prosząc o wybaczenie. Podała jej również rózgę, mówiąc, że jeśli tego pragnie, aby wymierzyła jej karę chłosty. Królowa Maria ujęta jej uległością i pokorą - zrezygnowała z kary, wybaczyła Salomei i zgodziła się na małżeństwo Kingi z Bolesławem, po czym oboje hojnie obdarowała. Młoda para zamieszkała teraz na Węgrzech a Salomea wróciła do męża do księstwa Kroacji (którym Koloman zarządzał).




Ale nadszedł rok 1241 i nad Węgrami, Polską a także na całą Europą zawisła groza mongolskiego najazdu. O to bowiem Batu-chan wnuk Czyngis-chana zarządzający Niebieską Ordą postanowił wyprawić się na podbój Europy. Zaczęło się jeszcze w 1237 r. Gdy padł riazań. W roku następnym Batu-chan podporządkował sobie całą Ruś, zdobył Władimir, Rostów, Jarosławl, Twer, pod Kozielskiem rozgromił w bitwie księcia czernichowskiego, a w dwa lata później (1240 r.) ruszył na Perejesław, Kijów i Włodzimierz i Halicz po drodze paląc i niszcząc wszystko, gdziekolwiek tylko napotykał opór. Rok 1241 był więc rokiem tragicznym dla Europy i w wielu krajach wizja mongolskiego najazdu była równa końcowi świata i narodzin antychrysta (np. król Anglii - Henryk III Plantagenet pisał tak w swym liście do matki). Na feudalną, kościelną i heretycką Europę w której ścierali się zarówno święci, inkwizytorzy jak i wolnomyśliciele, oraz rzemieślnicy cechowi i uczenie uniwersyteccy, spadła teraz nawała zdyscyplinowanych hord mongolskich, krusząc jeden po drugim feudalne rycerstwo miniaturowych królestw i księstw europejskich. Główne uderzenie pod wodzą Batu-chana Mongołowie skierowali na Węgry, natomiast uderzenie osłaniające pod wodzą Ordy i Bajdara (również wnuków Czyngis-chana) wyprowadzone zostało na ziemie polskie. W tym czasie najpotężniejszym polskim księciem był Henryk II Pobożny, który zjednoczył cały Śląsk, Wielkopolskę, ziemię opolsko-raciborską oraz Małopolskę z Krakowem i Sandomierzem. Pod Turskiem i Chmielnikiem rycerstwo małopolskie próbowało zatrzymać Mongołów - bezskutecznie. W ogniu stanął Lublin i Sandomierz a ludność uprowadzona została w niewolę. Obronił się Kraków (prawdopodobnie to wtedy miejski trębacz, który ujrzał nieprzyjaciela i zaczął trąbić na alarm został przyszyty strzałą, a na pamiątkę tego wydarzenia do dziś dzień w Kościoła Mariackiego rozbrzmiewa hejnał który zawsze kończy się w połowie). Ostatecznie książę Henryk II poległ w bitwie pod Legnicą i choć bitwa ta była przegrana, to jednak Mongołowie zawrócili ze względu na zbyt duże straty i skierowali się na Węgry.




A tymczasem na Węgrzech tamtejsi magnaci nie spieszyli się z obroną kraju. Niektórzy z nich nawet życzyli Beli IV klęski, a także zamordowali króla plemienia Kumanów - Kotenya, których węgierski władca dwa lata wcześniej sprowadził do swego kraju i osiedlił ich między Dunajem a Cisą, z zamiarem wyzyskania ich pomocy w obronie przed Mongołami. Kumanowie byli dość specyficznym i raczej niechętnie przyjętym sojusznikiem. Po pierwsze - Kumanowie byli poganami - co już budziło sprzeciw, a po drugie - nie tolerowali oni własności prywatnej, uważając że wszystko jest wspólne i nie respektowali węgierskiego prawa. Skargi, jakie w latach 1240-1241 składali węgierscy poddani na postępowanie Kumanów, król Bela bagatelizował i nic z tym nie robił, spodziewając się iż wesprą go oni w walce z Mongołami. Jednak gdy węgierscy magnaci zamordowali ich króla, Kumanowie opuścili nadane im ziemie i odeszli na wschód, grabiąc i paląc wszystko na wzór Mongołów. Węgrzy byli praktycznie osamotnieni w tej walce, jedyne wsparcie udzielił im książę austriacki - Fryderyk Babenberg który jednak przybył z tak nielicznym oddziałem, że nadawał się on bardziej na paradę niż do walki. 
 Książę ten wycofał się jednak jeszcze przed walną bitwą na polach Mochi (po drodze zagarnął trzy węgierskie komitaty nad Litawą), do której doszło w kwietniu 1241 r. Po kilkugodzinnej bitwie węgierskie rycerstwo przestało istnieć, król ledwo uszedł z życiem a cały kraj praktycznie wpadł w ręce Mongołów (rejon Dalmacji zdobyli oni w 1242 r.). Co prawda Ostrzychom i Białogród oparły się najazdowi, ale Węgry ocaliła dopiero wiadomość o śmierci chana Ogotaja (zmarł w grudniu 1241 r.) a Batu-chan pragnął zająć jego miejsce, co ocaliło Europę przed mongolskim zniewoleniem.




Węgry jednak jak pisał pewien niemiecki kronikarz pod datą 1241: "W tym roku państwo węgierskie po trzystu pięćdziesięciu latach istnienia zostało zniszczone przez Tatarów". Król Bela uciekł na jedną z dalmatyńskich wysp i dopiero wycofanie się Mongołów z Węgier spowodowało, iż wrócił do kraju i podjął się szybkiej pracy odbudowy (nie na darmo Bela IV nazywany jest w węgierskiej historiografii "drugim założycielem Węgier"). A tymczasem Kinga, Bolesław i Salomea (której mąż poległ w walce z Mongołami) w 1243 roku wrócili do Krakowa. Młody, ale już dojrzewający 17-letni książę coraz bardziej pragnął skonsumować zawarte małżeństwo, a ponieważ Kinga chciała dotrzymać złożonej przysięgi dochowania swej cnoty, Bolesław wpadał w coraz większy gniew. Od tej chwili na Wawelu działy się rzeczy zarówno zabawne jak i przedziwne.




CDN.

wtorek, 7 lutego 2023

O RETY KABARETY! - Cz. XXI

ŚWIAT JEST ŚMIECHU WART, WIĘC SIĘ ŚMIEJĘ!


Dziś, pomimo wydarzeń które nie napawają nas radośnie, a związane są ze śmiercią i cierpieniem ludzi zarówno na Ukrainie jak i teraz obecnie w Turcji (po tym niesławnym trzęsieniu ziemi), mimo wszystko warto czasem się uśmiechnąć gdyż tak jak po nocy przychodzi dzień a po zimie wiosna, tak też dni żałoby mijają, a radość znów rozkwita na ludzkich obliczach. 

Dlatego też dziś zapraszam na skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju pt.:



"PO PANDEMII"


1:07 - "Samolot się spóźnił, a wracałem samolotem z kochanką z Zanzibaru, sześć godzin lotu jestem wymordowany..."

"A co, tak ciasno w samolocie?"

"Gdzie? w biznes-klasie? Natomiast Jagoda miała 18-tkę, młoda dziewczyna, a ja już nie jestem taki zrywny żeby przerobić wszystkie pozycje"

"I co jej pan dał na prezent"

"Właśnie nie wiedziałem co jej dać i ten samolot jej dałem"

"Na czym pan tak się dorobił?"

"Ja wiem? Drobiazgi - papier toaletowy, maseczki, respiratory, płyn dezynfekujący, to szło jak woda - bo to była woda" 😅 A jak były te lasy zamknięte, to przerzucałem ludzi do lasu w strojach niedźwiedzi. Raz ich przerzuciłem piątkę w strojach niedźwiedzi to wróciliśmy w szóstkę - prawdziwego niedźwiedzia z lasu żeśmy wyciągnęli to jeszcze opchnąłem go do Zoo i jeszcze na tym zarobiłem. (...) Nigdy, ale to nigdy nie wolno się poddawać, jeśli coś ci się nie udało, trudno, przeczekaj to, przemyśl, odpocznij i spróbuj jeszcze raz, teraz na pewno ci się uda. Co tobie się ostatnio nie udało?"

"Miałem nieudaną próbę samobójczą" 😂

6:55 - "Mnie ta pandemia nauczyła żeby w ogóle nie mieć następnej żony (...) Bo ja zarobiony byłem mocno, jak wychodziłem rano do pracy to ona jeszcze spała, jak wracałem z pracy to ona już spała i dopiero w tę pandemię ja się jej dokładnie przyjrzałem i się okazało że to jest kompletnie obcy człowiek - bo to był Niemiec. Ja się dopiero później dowiedziałem, że żona wyprowadziła się ode mnie trzy lata temu i wynajęła to mieszkanie jakiemuś Niemcowi. Ja od trzech lat spałem z Niemcem" 😂





"TELETURNIEJ"


1:40 - "Jaszczuk, w czwartej klasie żeś do nas doszedł. Dziewczynę ci poderwałem na dyskotece, żeś się sfrajerzył wtedy" 😄

2:20 - "Pierwsze pytanie (...) Magda, ma to z przodu słoń?"

"Trąba"

"Mikołaj, jak się nazywa encyklika papieska z 1985 r.?" 😅

3:50 - "Ja nie mam guzika. (...) Nie działa mi guzik" 😆

8:00 - "Pytanie do Mikołaja, o... Jak się nazywał triumfator biegu narciarskiego na 15 km na Olimpiadzie w - tego nie umiem wymówić, patrz 🤣 w 1980 r."

"Może jakaś podpowiedź?"

"Triumfator to inaczej zwycięzca. 😭 Jak się nazywał triumfator tego biegu?"

"Vasberg!"

"Imię?"

"Thomas!"

(...) "Drugie imię ojca chrzestnego?"

"Olaf!"

"Lars! Myślałem że się interesujesz sportem ale widzę że to obca ci dziedzina. 😂 500 do 0 prowadzi Magda"

(...) 11:40 - "Ale mi guzik nie działa"

"Słucham? Wcisnąłeś guzik, guzik piknął to znasz odpowiedź więc słucham"

"Odpowiedź może i znam, ale pytania nie znam!" 😄

"Strzelaj!"

"Szympans!"

"Goryl!"

"A jaka była kategoria?"

"Jakaś małpa" 🤣




niedziela, 5 lutego 2023

O TOTALITARYZMACH... Cz. I

W PRZEDWOJENNEJ I POWOJENNEJ

PRASIE POLSKIEJ






 Znów naszła mnie ochota na zgłębianie tematów ustrojów totalitarnych, dlatego też zapraszam na cykl opisujący dzieje i rozwój totalitarnych systemów: nazizmu, komunizmu i faszyzmu w Niemczech, Rosji sowieckiej i we Włoszech. Nie chcą jednak pisać banałów które każdy może sobie znaleźć w książkach opisujących dzieje czy  ideologie danych systemów, wiodących ku zniewoleniu ludzkości. Oczywiście w dzisiejszym świecie wielu wciąż ma problem z odróżnieniem faszyzmu od nazizmu, czy też odnalezieniem wspólnych cech komunizmu i nazizmu. Np. postsowiecki gensek Putin-Chujło rozpoczął wojnę na Ukrainie z zamiarem walki z faszyzmem, chociaż jego postępowanie i cała jego polityczna kariera związana jest z rozwojem faszyzmu jako takiego. Można nawet powiedzieć że w dzisiejszej Rosji nie ma nawet faszyzmu a jest jakiś dziwny konglomerat komunizmu i nazizmu. Analogii bowiem jest bardzo wiele i już sam fakt że Rosja nie akceptuje niepodległego państwa, jakim jest Ukraina, wiele świadczy o tym, czym kierują się rosyjskie elity i jak bardzo widać tutaj podobieństwa do hitleryzmu. Mało tego, cała ta wojna na Ukrainie wydaje się praktycznie odwróconą kopią wojny obronnej Polski z 1939 roku i wydarzeń które do niej doprowadziły. Niemcy w dwudziestoleciu międzywojennym też nie akceptowały niepodległego państwa polskiego, uważając Polskę za kraj sezonowy i twierdząc że nie przetrwa kilku lat, że zostanie zajęta przez Rosję sowiecką i tylko trzeba czekać aż tak się stanie, a gdy w latach dwudziestych Niemcy te demokratyczne oczywiście) wypowiedziały Polsce wojnę handlową (1925 r.) były pewne, że kraj stworzony zaledwie kilka lat wcześniej i totalnie zniszczony w czasie I Wojny Światowej nie będzie w stanie zmierzyć się z niemiecką potęgą gospodarczą i tę wojnę szybko przegra, po czym będzie zmuszony zapłacić Niemcom za jej zakończenie naszymi ziemiami zachodnimi: Pomorzem, Śląskiem a zapewne również i Wielkopolską. Niestety, ku ich rozczarowaniu wojna handlowa została przez Polskę wygrana i to już w 1927 roku, chociaż trwała oficjalnie do 1933 r. i dojścia Hitlera do władzy (dopiero wówczas Hitler zakończył ten konflikt). Wojna handlowa była kompromitacją Niemiec, pokazała bowiem, że młode państwo jakim była wówczas Polska, potrafi nie tylko obronić własną niepodległość i rozbić sowieckie armie idące na podbój Europy, ale również wygrać wojnę gospodarczą z takim państwem, jakim były Niemcy. Jestem przekonany że Niemcy do dzisiaj pamiętają tamten konflikt i swój blamaż.

Niemcy w latach 1918-1939 zachowywały się dokładnie tak samo, jak dziś zachowuje się putinowska Rosja. Rosjanie bowiem uważają Ukraińców za Małorusów, za chłopów, że którzy bez ich pomocy nie są w stanie przetrwać. Niemcy zaś uważali Polaków za bydło, słowiańskie bydło które nie jest w stanie samodzielnie się rządzić bez niemieckiego bata i niemieckiej kontroli. Wojna 1939 roku też była podobna do tej, którą obecnie toczą Ukraińcy z Moskalami, z tą różnicą że Polska mając wówczas sojusze z takimi potęgami jak Francja i Wielka Brytania, tak naprawdę była osamotniona w swej walce z z Niemcami a następnie z Sowietami, natomiast Ukraina - dzięki temu że graniczy z Polską - jest krajem bezpiecznym i ma pewność że ta wojna zostanie przez nią wygrana. Ukraina ma niesamowite szczęście że graniczy z takim krajem jak Polska, gdyby bowiem zamiast Polski graniczyła z Francją czy Niemcami, to już od dawna w Kijowie siedziałby Putin a Ukraińcy uciekaliby gdzie tylko mogą, ryzykując własne życie. Myśmy w 1939 roku nie mieli tyle szczęścia - Zachód nas zdradził (tak jak dziś Francja Niemcy i kilka innych krajów zachodniej Europy zdradzają Ukrainę), sądzili że zdążą odbudować wojsko, zanim Hitler się wzmocni - naiwniacy. Utrata Polski jako sojusznika na Wschodzie była zabójcza dla tych dwóch krajów, a resztę znamy: kapitulacja Paryża i o mały włos upadek Londynu (przecież w Bitwie o Anglię najbardziej wsławili się piloci polscy którzy kupili Brytyjczykom czas nim Stany Zjednoczone weszły do wojny).






 Polska w 1939 roku nie miała również szczęścia mając za sąsiada Rumunię, która zachowała się w sposób haniebny zdradzając nas jako sojusznika (mieliśmy przecież podpisany wzajemny układ z 1921 roku zobowiązujący oba państwa do wojny przeciwko Sowietom w przypadku napaści na jedno tych dwóch z państw. Choć polski rząd zwolnił Rumunów z konieczności wypowiedzenia wojny Związkowi Sowieckiemu, to jednak Rumunia mogła pełnić taką samą rolę, jaką dziś pełni Polska w konflikcie rosyjsko-ukraińskim, będąc państwem przez który przechodzi wszelka pomoc na Ukrainę). Dlatego też uważam że bez Polski takie kraje jak Ukraina, Białoruś, Państwa Bałtyckie nie są w stanie przetrwać w konfrontacji z Rosją, ale utrata tych państw i podbój ich przez Rosję, to jednocześnie sprowadzenie Polski do roli małego, prowincjonalnego kraju, będącego całkowicie zależnym od Moskwy. To więc nie tyle miłość własna (choć i ona jest ważna) a geopolityka, zmusza nas do ponownego zjednoczenia.

Wracając zaś do owych totalitaryzmów o których wspomniałem na początku, pragnę zaprezentować jak widzieli to ludzie żyjący w tamtych czasach. Opierał będę się oczywiście na artykułach z prasy polskiej zarówno przedwojennej jak i powojennej (ale nie komunistycznej), dlatego też zapraszam do lektury tej nowej serii. Pierwszy artykuł, który pragnę tutaj przedstawić, został zamieszczony w czasopiśmie "Tęcza" z września 1935 roku i nosił tytuł:






POD ZNAKIEM SWASTYKI


Berlin w lipcu


"UKRYTE DĄŻENIA"


 "Kto wjeżdżał do Niemiec, ten zawsze pozostawał pod wrażeniem ładu i zewnętrznego porządku. Niemiec lubi, by go za rękę prowadzono i państwo spełnia to jego życzenie. Państwo hitlerowskie niczem się tu nie różni od dawnych Niemiec cesarskich czy od republiki weimarskiej. A jednak jest to dzisiaj kraj socjalistyczny, mimo wszelkich pozorów zewnętrznych i mimo propagandy wrogiej hitleryzmowi, która ten socjalistyczny charakter III Rzeszy stara się zatrzeć.

Jest to co prawda socjalizm bardzo kulturalny, nie w "rubaszce" zasmolonej, lecz w eleganckim garniturze, używający samochodu i wszelkich zdobyczy postępu. Taki socjalizm, o którym marzył Lenin, gdy jechał ze Szwajcarji do Petrogradu, by stopniowo nowy ustrój realizować.


"NIEMCY ZNOSZĄ WŁASNOŚĆ PRYWATNĄ" 


Własność prywatna istnieje w Niemczech i jest nawet oficjalnie popierana, ale czy rzecz odpowiada nazwie - to co innego. Właściciel przedsiębiorstwa jest tylko jego kierownikiem, "Betriebsführer", a całe ustawodawstwo zmierza do ugruntowania tego właśnie charakteru. Jest to proces, który nie jest jeszcze zakończony, ale logicznym wnioskiem z przesłanek hitleryzmu jest odebranie warsztatu pracy temu, który nim kieruje nieudolnie.

W imię rozwoju produkcji wprowadzono też ustawę o dziedzicznych majętnościach chłopskich. Zasada piękna, od dawna w Niemczech stosowana, gdzie jedno z dzieci dziedziczyło majątek, a inne dostawały spłaty. Jaką więc zmianę wprowadza nowa ustawa? Oto rodzeństwo dziedzica nie dostaje nic, jeżeli są długi na majątku, - a który rolnik nie ma długów? Rodzeństwo ma tylko prawo do wykształcenia i przytułku. Dawniej przechodziło ono do szeregów stanu średniego, otrzymując z domu pewien kapitał. Teraz przechodzić będzie do szeregów proletarjatu, chyba, że dostanie ziemię z parcelacji. Do tego trzeba dwu warunków: zapisania się do partji hitlerowskiej i dostatecznej ilości ziemi. Na razie parceluje się wielkie dobra wewnątrz kraju. Co będzie potem?

Tak samo, jak w ustawie o chłopskich gospodarstwach, przeciw stanowi średniemu zwraca się polityka gospodarcza Rzeszy, która popiera wielki przemysł. Gospodarczem życiem Niemiec kieruje genjalny niewątpliwie dyktator, Schacht. Prowadzi on w całej pełni gospodarkę planową, zadając kłam twierdzeniom tych, iż jest ona niemożliwa, bo nie da zatrudnienia ludności i spowoduje głód. Tymczasem liczba bezrobotnych w Niemczech spada. Należy jednak dodać, iż z rządami Schachta jest tak, jak z dyktaturą polityczną: dobry dyktator jest szczęściem dla kraju, zły dyktator - klęską. Co będzie, gdy Schacht ustąpi z widowni?


NIEMIECKIE DZIECI DEKORUJĄ PORTRET ADOLFA HITLERA



"NIEMCY ROZPORZĄDZAJĄ WIELKIEMI PIENIĘDZMI"


Jedno z pytań, które nasuwają się każdemu, dotyczy pieniędzy. Skąd Niemcy mają pieniądze teraz, w epoce kryzysu, na zatrudnienie mas bezrobotnych, prowadzenie robót publicznych, olbrzymie inwestycje na cele wojskowe. Otóż Niemcy zaciągnęły wiele pożyczek zagranicą przed r. 1931; procenty i raty ściąga nadal rząd, ale ich zagranicznym wierzycielom nie płaci, a używa na inwestycje i rozbudowę przemysłu wojennego. To jedno źródło pieniędzy. Drugiem źródłem jest całkowite uzależnienie banków od państwa. Poza tem państwo narodowo-socjalistyczne umie sięgać jeszcze inaczej do kieszeni obywateli. Ma wyjść ustawa, mocą której tylko mała część dywidendy ma być wypłacana akcjonariuszom w gotówce, za resztę ma się nabywać papiery państwowe. Ma być obniżone komorne domów o 25%, a właściciele mają otrzymać obligacje długów miejskich, które w ten sposób na nich spadną. Wreszcie zbiórki, nieustanne zbiórki. Płacą wszyscy, im kto więcej się boi, tem więcej płaci.

Te pieniądze idą na zbrojenia, drogi, inne mało rentowne inwestycje. Czy starczy na długo pieniędzy? Co będzie potem? Sceptycy mówią, że starczy nie na długo, że trzeba było już teraz zabrać pieniądze z Gdańska. Ale rządy narodowo-socjalistyczne są silne i wiele mogą wytrzymać. Tem bardziej, że czynią bardzo dużo dla robotnika. Wysokie płace (które zabijają eksport), wysoka stopa życia, rozrywki, wycieczki - wszystko to objawy troski szczerej i prawdziwej o robotnika. Być może, iż dążenie do podniesienia stopy życiowej robotnika, zachęcanie do wydatków, do nabywania samochodów i motocykli, do życia wygodnego przypomina błędy amerykańskie, wykazuje niezrozumienie, czem jest oszczędność w życiu społeczeństw. Ale mimo to tej troski o robotnika możemy się uczyć u hitlerowców.


"LISZEŃCY" - OBYWATELE DRUGIEJ KATEGORII"


Hitlerowcy odżegnują się od Sowietów. Ale i tu są "liszeńcy", tylko nie klasowi, a rasowi. Są to Żydzi, półaryjczycy, politycznie podejrzani. Ci ostatni zresztą siedzą przeważnie w obozach koncentracyjnych. Poza tem "liszeńcy" rasowi (półaryjczycy) pracy dostać nie mogą. Orzeczenie sądu niedawno wyjaśniło, iż mogą być bez przeszkód zwalniani z pracy, tak długo, jak są w danym zawodzie bezrobotni. "Liszeńcy" są skazani na śmierć głodową, a jeśli mają przedsiębiorstwa - na bojkot, który jest systematycznie organizowany. "Liszeńcy" politycznie podejrzani lub półaryjczycy nie mają prawa być oficerami w wojsku. Zupełnie jak w Sowietach.

Terror polityczny kwitnie nadal w Rzeszy. Obozy, sterylizacja są jego narzędziami. Zdarzają się "próby ucieczki", zakończone śmiercią więźnia. Oddziały S.S. (Schutz-Staffeln) chodzą w czarnych "frenczach", jak tam, na wschodzie czekiści. Na zewnątrz jednak wszystko zachowało pozory dawnego życia. Tylko emigrantów niewygodnych porywa się z zagranicy. Tak jak Kutiepowa. Narodowy komunizm zwyciężył u zachodnich ścian Rzeczypospolitej.


"NAGROMADZONA ENERGJA PSYCHICZNA WYŁADOWUJE SIĘ W WALKACH RELIGIJNYCH"


Politycy europejscy zastanawiali się długo, w którym kierunku "pęknie" kocioł niemiecki, gdy Hitler dojdzie do władzy. Zdawało się, że w kierunku Polski, potem - w kierunku Austrji, wreszcie - w kierunku Francji. Dobrze zablokowany kocioł pękł w kierunku religji chrześcijańskiej w ogóle, a Kościoła katolickiego w szczególności. Siedząc spokojnie poza granicą, nie zdajemy sobie sprawy, co się w Niemczech dzieje. Wydaje się nam, że neopoganie to rodzaj stowarzyszenia wolnomyślicieli lub kościoła narodowego. Tam, za granicą nie mówią o przyszłej walce, a mówią o walce, która się toczy, i to o walce o wiele cięższej i ostrzejszej, niż za czasów kulturkampfu. Bo hitlerowscy neopoganie są bardzo podobni do bezbożników komunistycznych.

Doszli oni do wniosku, że Niemcy są rozbite duchowo z powodu sporu katolików z ewangelikami. Ponieważ nie ma nadziei, by katolicy przeszli na protestantyzm, a ewangelicy na katolicyzm, należy wszystkich nawrócić na religję neopogańską czyli na ateizm. Religja neopogańska ma bowiem już cztery sekty w swem łonie, które złączone są wspólną nienawiścią do chrześcijaństwa i kultem rasy nordyckiej.


"ŚMIERĆ, GŁÓD, PRZEŚLADOWANIE"


Walka z Kościołem katolickim prowadzona jest bardzo przezornie. Duchowieństwo usunięte jest do kościołów, zabierać głos może tylko w kazaniach i gazetkach kościelnych, sprzedawanych w obrębie świątyń. Wybitniejszych księży osadza się w więzieniach. Poza tem przywódców katolików świeckich tępi się bezwzględnie. W dniu 30 czerwca 1934 kilku wybitnych katolików straciło życie, mówią, iż wypadki podobne sporadycznie się powtarzają. W każdym razie system terroru i prowokacji rzucił taki strach na szeregi katolickie, że elementy czynniejsze są sparaliżowane, a krytyka neopogaństwa i sterylizacji oraz opór przeciw niej są karane.

Główny atak neopogan skierowany został na młodzież, którą wychowuje się nie tyle w duchu kultu Baldura czy Wotana albo konia saskiego, ile w duchu sceptycyzmu wobec chrześcijaństwa. Organizacje wyznaniowe młodzieży są prześladowane. W niektórych prowincjach członkowie takich stowarzyszeń nie będą dostawali posad. To znaczy: będą umierali z głodu. To też młodzieży w kościołach jest mało: są dzieci i ludzie starsi. Tym ostatnim praktykować wolno bez przeszkód. Neopoganie liczą, że odebrawszy Kościołowi młodzież, zniszczą jego byt.


NARODOWOSOCJALISTYCZNY ŚLUB



"OBRONA I OPÓR"


Słyszałem kazanie, w którem Kościół w Niemczech, trwający w walce, porównano do cierpiącego Chrystusa. Jak Chrystusa, tak i Kościół odbiegli ludzie mali, myślący tylko o posadach, o kawałku chleba - możni Nikodemowie wolą unikać go publicznie - otoczyli go Judasze - tylko kobiety zostały mu wierne. Kaznodzieja mówił o przemocy, która zakazuje walczyć przeciw wrogom Kościoła poza murami świątyń, zwracał się z apelem do młodzieży, jakże nielicznej! Katolikom niemieckim nie brak odwagi i ma się wrażenie, że gdyby wystąpień nie wstrzymywano, walka doprowadziłaby do najgorszych konsekwencyj.

Nie zawsze bowiem katolicy niemieccy rozumieją swą sytuację: niektórzy zwątpili, by kiedykolwiek Kościół mógł odzyskać stracone wpływy wśród mas: z tych zrozpaczonych rekrutują się renegaci. Inni marzą o zmianie regime’u, o wojskowej dyktaturze - co jest jakże mało realne. A tymczasem trzeba się przeorganizować na zasadach akcji katolickiej, oczyścić metody z naleciałości politycznych, których tak wiele do życia katolickiego wniosło Centrum, dziś nieistniejące. Z pism, wydawanych przez kurje biskupie, widać, że ten kierunek pracy jest propagowany, odbywają się rekolekcje nawet dla wojska, silny nacisk położono na literaturę mistyczno-religijną, strona graficzna tych pism stoi na wysokim poziomie artystycznym. Ale wydaje się, że masy katolickie jeszcze tych metod nowych nie zrozumiały. A walkę z Kościołem toczą renegaci partji centrowej, doskonale obeznani ze wszystkiemi tajnikami życia kościelnego. Poza tem pełno prowokatorów kręci się dookoła organizacyj katolickich. W tej atmosferze terroru trudno jest o walkę.

Walka z kościołami ewangielickiemi na razie przycichła. To znaczy, niedawno wyszło rozporządzenie, które przekazało rozstrzyganie wszelkich sporów między kościołami ewangielickiemi (a więc i dogmatycznych) pewnemu urzędowi. Oczywiście jest on narodowo-socjalistyczny. Duchowni ewangieliccy, występujący w obronie chrześcijaństwa, są prześladowani nadal, podobnie ich zwolennicy.


"HOROSKOPY"


Co będzie dalej? Czy chrześcijaństwo wytrzyma w Niemczech? Napewno. Katolicy i ewangelicy niemieccy będą na pewno walczyć i to po bohatersku. Ale czy Kościół katolicki zdoła zreorganizować swych wyznawców? Oto pytanie. Wydaje się, że rozpęd neopogan nie będzie trwał długo - może dziesięć lat - a potem się załamie. Jeżeli do tego czasu nie będzie jawnego zerwania z Rzymem, walka zakończyć się może stopniowemi ustępstwami. Do tego zerwania prą bojowe grupy hitlerowców, ale wydaje się, że oficjalne sfery obawiają się walki z Kościołem, choć tolerują wyładowanie nienawiści w tym kierunku. Adolf Hitler pozostaje zagadką dla wszystkich.

Neopoganie są dziś w Niemczech wielką potęgą, propaganda jest prowadzona z urzędu, przez dołączanie druków do oficjalnych czasopism. Neopogaństwo jest dziś wyładowaniem nienawiści, jaką od lat w Niemców wpajano, do traktatu wersalskiego, do nowego porządku w Europie i tych, którzy doń rękę przykładali. Chcą oni za wszelką cenę zjednoczyć wewnętrznie Niemców, by ich później poprowadzić dalej. Nie ograniczają się jednak do propagandy u siebie: sięgają też do krajów skandynawskich. Czy powstanie międzynarodówka neopogan, wyznawców religji nordyckiej? Na razie na to się zanosi.



A NA KONIEC ZABAWNY MOMENT Z "WYŚCIGU SZCZURÓW"

Odwiedźmy muzeum... Barbie 😂



ALBO TO...



CDN.

czwartek, 2 lutego 2023

HADZIACZ CZY PEREJESŁAW?

CZYLI DO CZEGO POWINNIŚMY DĄŻYĆ 

I GDZIE PRZYJĄĆ ROSYJSKĄ KAPITULACJĘ





"MUSIMY NA POWRÓT ZJEDNOCZYĆ SIĘ Z POLSKĄ, ALBO ZGINIEMY"

Takie właśnie opinie teraz słychać na Ukrainie

    



Kilka dni temu prezydent Polski Andrzej Duda powiedział na jednej z konferencji prasowych, że zaproponował Wołodymyrowi Żełeńskiemu przyjęcie kapitulacji Rosji w Perejasławiu. Tak, w tym samym Perejesławiu, w którym prawie 370 lat temu moskiewski car Aleksy I Romanow, zmusił atamana Bohdana Chmielnickiego do zawarcia ugody, w wyniku czego doszło do aneksji całej Ukrainy (Hetmanatu) przez Moskwę. Miało to miejsce w styczniu 1654 r. Czasy te były ciężkie dla Rzeczpospolitej, powstanie kozackie Chmielnickiego trwające od 1648 r., doprowadziło do ogromnych zniszczeń na wielkich połaciach Ukrainy, Wołynia, Podola i Rusi Czerwonej, a kozacko-tatarskie zagony podchodziły pod Lwów i Zamość. Świetne zwycięstwo odniesione pod Beresteczkiem w lipcu 1651 r. nie zostało dostatecznie wykorzystane a klęska pod Batonem z roku następnego, przywracała w zasadzie stan anarchii, istniejący na tych ziemiach już od czterech lat. W takiej sytuacji Moskwa postanowiła włączyć się do wojny i odebrać Rzeczypospolitej ziemie które wcześniej doń wróciły w latach 1610-1611 i potwierdzone zostały rozejmem w Dywilinie w 1619 r. Moskalom szczególnie zależało na dwóch miastach: Smoleńsku i Kijowie. Próba odzyskania Smoleńska w latach 1632-1634 zakończyła się dla Moskali kompromitującą klęską i kapitulacją całej najezdniczej armii Michaiła Szejna (tego samego, który dowodził obroną Smoleńska przed Polakami w latach 1609-1611) pod Smoleńskiem przed samym królem Władysławem IV. Kijów zaś próbowali Moskwicyny zdobywać od początku XVI wieku (pierwszy większy najazd miał miejsce w roku 1512) lecz zawsze bezskutecznie według moich danych, moskiewskie najazdy na Kijów podejmowane były w latach: 1512 i potem dopiero w 1654, natomiast ataki i kontrataki wyprowadzane z Kijowszczyzny na Moskwę miały miejsce w: 1513, 1515 - wyprawa Jana Świerczowskiego z Czerkas, 1579 - wyprawa Konstantego Ostrogskiego i Michała Wiśniowieckiego z Łubn, 1604-1605 - wyprawa Dymitra I Samozwańca, 1615-1616 - wyprawa Aleksandra Lisowskiego która dotarła do Wołgi, 1633-1634 - wyprawa Kozaków Aleksandra Piasoczyńskiego z Czerkas. Zawsze jednak Moskale twierdzili, że Kijów i wszystkie ziemie Ukrainy należą się Moskwie.

Powstanie Chmielnickiego było katastrofą zarówno dla Ukraińców jak i Polaków i otworzyło Moskwie drogę w głąb Rzeczypospolitej. Wcześniej Moskale nie mogli nawet marzyć o tym aby podejść pod Kijów, ale gdy zaczęły się wzajemne walki między Lachami i Kozakami sytuacja się zmieniła. W czasie Powstania Chmielnickiego dochodziło do nieprawdopodobnych rzezi, wzajemnych masakr, brat stawał przeciwko bratu. Kozacy dopuszczali się potwornych rzeczy gwałcili szlachcianki, mordowali zakonników, Żydów, całe rodziny wraz z niemowlakami, zdzierali ludziom pasy ze skór i ozdabiali sobie nimi czapki, głowami brukowali ulice. Odpowiedzią na te gwałty był krwawy przemarsz korpusu księcia Jeremiego Wiśniowieckiego z Zadnieprza. Książę nie miał litości dla buntowników i chłopów, palić kazał wsie (m.in.: Kotelnię, Pohrebyszcze, Wachnówkę, Niemirów, Przyłukę), wystawił las szubienic i szafotów. Zbrodni było wówczas tyle że rzadko który mieszkający na tych ziemiach, swych rąk w krwi nie zanurzył lub sam nie doświadczył cierpienia i śmierci. Nie darowano nawet nieboszczykom i jak pisał obecny w Perejasławiu w 1649 r. chorąży Jakub Michałowski: "Groby nawet otwarte (...) trumna nieboszczyka pana Łukasza Żółkiewskiego wojewody bracławskiego, starosty perejesławskiego, wiecznej pamięci godnego kawalera (bratanka hetmana wielkiego koronnego - Stanisława Żółkiewskiego poległego w bitwie z Turkami pod Cecorą w 1620 r.) rozbita, insygnia wojenne wzięte i pierścień diamentowy z palca". Ostatecznie zawarto najpierw ugodę zborowską, podpisaną w sierpniu 1649 r. I na krótko powróciło życie między Polakami i Rusinami, dawne zbrodnie jakby nagle uleciały z ludzkiej pamięci i jak pisał historyk Ludwik Kubala - w Zborowie: "Pomiędzy obozem polskim a kozackim stanęły tysiące bud przekupnych i rozpoczął się jarmark (...) Dzień pogody, znajomi znajomych częstują gorzałką, chlebem, jabłkami". Chmielnicki zaś musiał opłacić się Tatarom - których wezwał na pomoc w wojnie z Rzeczypospolitą - jasyrem złożonym z ludności ruskiej w której obronie - jak twierdził - podniósł bunt. W tym czasie też coraz częściej sobie popijał i pijany wygadywał różne bzdury jak na przykład wówczas, gdy stwierdził że "Nie tylko Koronę Polską ale i Państwo Rzymskie komu zechcę w ręce dam!". Stawał się też coraz bardziej okrutny (np. podczas rozmów z tureckim czauszem, pijany Chmielnicki kazał wszystkich osmańskich posłów powiesić wraz z wojewodą kijowskim Adamem Kisielem - wiernym królowi i Rzeczpospolitej ruskim szlachcicem, który nie mając innego wyjścia przyłączył się do Kozaków Chmielnickiego. Rozkazu atamana wówczas nie wykonano, posłów i Kisiela zamknięto pod strażą na noc i czekano aż Chmielnicki wytrzeźwieje, a rano gdy się zbudził i zapytał czy Kisiel żyje i odpowiedziano mu że tak, stwierdził: "Dobrze to, ja wczoraj z gniewu upiłem się i oszalałem".

W lipcu 1651 r. poniósł Chmielnicki swą największą klęskę, gdy pod Beresteczkiem armia koronna pobiła jego Kozaków i Ordę tatarska w jednej z najświetniejszych bitew ówczesnej Europy. Jednak już w czerwcu 1652 r. pod Batochem armia koronna została okrążona, rozproszona i wysieczona (ponoć Chmielnicki mógł temu zapobiec, ale nie chciał, ponieważ w jego ręce wpadł wcześniej listy, z których wynikało że król szykuje na niego zamach a także, że król Jan II Kazimierz śmiał się gdy powiedziano mu o zdradzie żony Chmielnickiego - Heleny (Motrony) przez którą to przecież po części - podobnie jak przez Helenę trojańską - cała ta wojna domowa na Ukrainie wybuchła). 5000 wziętych do niewoli pod Batochem,bezbronnych jeńców oddał Chmielnicki Tatarom w jasyr, jednocześnie płacąc im 50 000 talarów aby ci ich wymordowali. Tak oto doszło do wielogodzinnej rzezi związanych najlepszych żołnierzy Rzeczypospolitej, masakrowanych szablami, nożami, masłakami tatarskimi. Mord ten był niestety inspirowany przez Kozaków a Tatarzy niezbyt chętnie palili się do jego wykonania a niektórym z wziętych do niewoli jeńców sami ocalili życie, przebierając ich w baranie skóry i poczerniając im twarz (oczywiście nie czynili tego w przypływie łaski, a jedynie po to, aby uzyskać za nich dobry okup, bo taka była ich natura - byli lądowymi piratami którzy grabili i brali w jasyr tylko po to, żeby ludność wziętą w niewolę następnie z zyskiem sprzedać). W owym 1652 r. Jeremi Chmielnicki nawiązał pierwsze kontakty z Moskwą (z Turkami prowadził rozmowy od 1648/49 o czym listownie poinformował go sam król Jan Kazimierz, pisząc doń: "Bisurmanem już jesteś, o czym od samych pogan już mamy wiadomości".


"Wszystko dlatego że Czapliński chutor ci zabrał, że ci żonę uwiódł?"



Od 1653 roku Chmielnicki był w coraz większych tarapatach i nie widział możliwości wyjścia z tego impasu. W tym właśnie czasie król polecił oboźnemu koronnemu stefanowi czarnieckiemu dokonanie rajdu kawaleryjskiego na ziemie opanowane przez Kozaków i choć kampania ta zakończyła się raczej niepowodzeniem (kanclerz Radziwiłł odnotował w swych "Pamiętnikach": "Jedynie chłopów nazabijali, zjedli żywność, która mogła nam służyć, na koniec poczynili niezdatnymi do boju i wrócili niesławnie, bo obładowani" łupami), to jednak powstanie kozackie bez wsparcia z zewnątrz nie mogło trwać długo, a król stanął z wojskiem pod Żwańcem. Chmielnicki nie mając innego wyjścia, proponował podporządkowanie kozackiej Ukrainy a to sułtanowi tureckiemu, a to księciu siedmiogrodzkiemu - Jerzemu Rakoczemu, a to wreszcie carowi moskiewskiemu - Aleksemu. Najgorsze, że aby utrzymać przy sobie Tatarów, musiał Chmielnicki teraz płacić im jasyrem spośród samych Kozaków. Moskwa zresztą (podobnie jak my teraz podczas tej wojny na Ukrainie) wspierała Kozaków już od 1649 roku, wysyłając na Ukrainę produkty spożywcze (oczywiście nie za darmo, za wszystko musieli Kozacy zapłacić), a za tym szły również zakupy broni, saletry i soli tak potrzebne wojsku zaporoskiemu Chmielnickiego. 2 lipca 1653 roku car Aleksy  Romanow wydał zaś gramotę o przyjęciu Ukrainy "pod naszą Carskiego Wieliczestwa wysoką rękę". Uczynił to zapewne kierowany obawami iż Chmielnicki podda się pod łaskę "cara tureckiego" jak sam głosił, mniej zaś obawiając się kolejnego Samozwańca, który już w 1650 roku zjawił się w obozie Chmielnickiego (a był nim niejaki Tymofiej Ankudinow - poeta, psychopata, złodziej i podpalacz, niegdyś tłumacz w Prikazie Poselskim - który uznał iż jest cudownie odnalezionym carem Dymitrem... albo jego synem - wszystko jedno, to i tak nie miało większego znaczenia).

W styczniu 1654 r. W Perejasławiu Chmielnicki i pułkownicy kozaccy przysięgli umowę poddania się moskiewskiemu carowi i włączenia hetmanatu Ukrainy w obręb moskiewskiego samodzierżawia (przy zachowaniu przywilejów kozackich, ale tylko takich, na które osobiście zezwoli car). Nie wszyscy jednak Kozacy zgodzili się na taki dyktat, ugody nie podpisał choćby pułkownik kozacki Iwan Bohun, a sam Chmielnicki wkrótce pożałował swej krótkowzrocznej polityki, gdy okazało się że cechą państwa moskiewskiego było przede wszystkim całkowite podporządkowanie się carowi, a co za tym idzie brak praw osobistych i praw do własności prywatnej. Wszystko bowiem w państwie moskiewskim należało do cara tak samo jak wszystko w Imperium Osmańskim należało do sułtana. Buntując się przeciw Rzeczypospolitej, w której wolność osobista, wolność sumienia i wolność wypowiadania swych poglądów była podstawą istnienia państwa całego, to Chmielnicki zastąpił to wszystko moskiewską tyranią, gdzie każdy poddany cara mógł być powieszony bez sądu w swoim domu na osobiste życzenie moskiewskiego wszechładcy. Niesamowite doprawdy i podobne do słów: "Właśnie przegrywam cały majątek, ale to nie powód żeby nie ekscytować się grą" - prawda? W odpowiedzi na ten akt Polacy ponownie rozpoczęli rajd na Ukrainę. Piotr Potocki i Stefan Czarniecki ruszyli wiosną 1654 roku (a w zbiorze "Pamiętniki izdadannyje" zapisane jest: "gdzie miasteczko się trafiło, słobody i wioski, wyciąwszy chłopstwo, ogień dostatek dokończył, nimeśmy się skupili z JMP hetmanem niemało tej szarańczy się wypleniło"). Od wschodu szedł zaś hetman wielki koronny - Stanisław Rewera Potocki w pogoni za Bohunem, niszcząc po drodze wioski miasteczka i zdobywając twierdze (np. w Jakubcu, gdzie jak pisał Potocki: "Bez trudności wzięło się pod szable tak, iż ze 3000 trupa padło", Jemiołowski zaś dodawał: "Padło trupa więcej niż 5000"). Trzeba pamiętać że rzecz tyczyła się głównie ukraińskich chłopów.


LISOWCZYK W POGONI ZA MOSKALEM



Prawosławny kronikarz Paweł z Aleppo (bliski Kozakom) tak oto pisał o owej kampanii z roku 1654: "A teraz zobaczysz, co uczynili ci niegodziwi Polacy - nie licząc się z władzą swojego króla. W tymże samym roku, w Paschę (Wielkanoc), napadli znienacka w nocy na 60 lub 70 osiedli kozackich. Wiadomo jest, że w czasie postu Kozacy nigdy nie prowadzą walk, lecz tylko modlą się w cerkwiach. Polacy wykorzystali to, a atakując ich chcieli zadrwić z cara, pod którego opiekę oddali się Kozacy. W czasie tego napadu Polacy wymordowali wszystkich napotkanych mieszkańców". Po zdobyciu Buszy wymordowano tam 16 000 ludzi a miasto spalono (jak pisał Wespazjan Kochowski: "Ludzie sami w ogień leźli (...) niewiast szaleństwo ogarnęło (...) w ogień lazły z dziećmi, albo w studnie dzieci powrzucały, potem same topiły się. Zawistnego setnika żona po zabiciu męża, wsiadłszy na beczkę prochu, onę zapaliła i w górę wyleciała, nie chcąc być lubieżności igrzyskiem"). Straszna to była wojna a przy tym wojna pomiędzy braćmi, bo przecież wśród Kozaków było sporo Polaków, Litwinów, Tatarów, Moskali a nawet Szkotów, kilku Anglików i Francuzów oraz paru Hiszpanów. Polacy teraz mścili się za doznane wcześniej gwałty i mordy ze strony Kozaków Chmielnickiego, za obdzieranie ze skór szlachetnie urodzonych, za brutalne gwałty na szlachciankach, za obcinanie im piersi, za masakrowanie Żydów - którzy byli jedną z pierwszych ofiar tego buntu. Wreszcie mszczono się za rzeź pod Batochem i wymordowanie tam kwiatu polskiego rycerstwa. 

Wojna ta, była przede wszystkim największą głupotą i nieszczęściem dla samych Kozaków i całej Ukrainy, jako że nawet jeśli nie zyskiwali oni tyle sprawiedliwości w Rzeczpospolitej na ile zasługiwali, to jednak pójście pod sztandar moskiewskiego cara oznaczało całkowitą utratę wszelkich nadziei na jakąkolwiek wolność i godność. Koniecznością było dogadanie się porozumienie się ponad wszystkimi podziałami i już nawet senatorowie uczynili ku temu pierwszy krok, potępiając rzezie ukraińskich chłopów z 1654 r. i stwierdzając iż nie zasługują na taki los, bo to przecież "też chrześcijany". Ale wrota piekieł zostały już otwarte i owym 1654 roku rozpoczęła się kolejna wojna polsko-moskiewska. Moskale zrobili z tej wojny - wojnę religijną (car Aleksy wydał gramotę, w której stwierdzał iż będzie bronił świętej wiary prawosławnej). Latem 1654 roku trzy armie moskiewskie wtargnęły do Polski i Litwy i szybko zajęły Połock, Smoleńsk oraz Witebsk, zaś do końca tego roku padł Kijów, Homel i Mohylew, a wojska carskie przekroczyły Dniepr i doszły do Berezyny. W tej sytuacji zmianie uległy niektóre sojusze i tak Tatarzy - dotąd sojusznicy Kozaków - teraz zawarli sojusz z Rzeczpospolitą przeciw Moskwie i Chmielnickiemu. Oczywiście sojusz z ich strony był tylko taktyczny, ich celem było bowiem niedopuszczenie do tego aby jedna ze stron zyskała przewagę, bo inaczej nie mogliby swobodnie najeżdżać i grabić, a to był ich podstawowy cel. Ale sojusz z nimi wymusił na Chmielnickim odwrót pod Lwowa w 1655 r. i w listopadzie tego roku pod Jeziorną został on zamknięty w kotle przez siły polsko-tatarskie. Wymuszono wówczas na nim wyrzeczenie się sojuszu z Moskwą i powrót pod władzę Rzeczypospolitej (oczywiście pełen już wówczas nienawiści do "prieklientych Lachów" Chmielnicki nie zamierzał już wówczas tego przestrzegać).




Wojna jednak przybierała zły obrót. W lipcu 1655 roku w granice Rzeczypospolitej weszła armia szwedzka Karola X Gustawa i tym samym rozpoczął się szwedzki potop (bodajże najbardziej niszczycielski okres w naszych dziejach, który spowodował więcej strat materialnych i zniszczeń kraju, niż nawet miało to miejsce w czasie II Wojny Światowej). Ciężka walka ze Szwedami trwała cztery lata (lipiec 1655 - styczeń 1660) ale już w 1658 roku Rzeczpospolita była w stanie (pomimo wciąż toczonych wojen z Moskwą, Kozakami i Szwecją) udzielić pomocy zaatakowanej przez Szwedów Danii (ruszył tam 4500 korpus Stefana Czarnieckiego, co zresztą zostało potem ujęte również i w polskim hymnie narodowym w słowach: "jak Czarniecki do Poznania po szwedzkim zaborze dla ojczyzny ratowania wrócił się przez morze"). Pokój ze Szwecją zawarty został w maju 1660 roku i podpisany w Oliwie (prócz Inflant, które i tak już były w większości szwedzkie, Polacy odzyskiwali wszystkie wcześniej zajęte przez Szwedów ziemie a jedyną poważniejszą stratą polityczną, była utrata lenna pruskiego - realnie od 1657 roku. Jednak straty materialne były znacznie cięższe - do dziś Szwedzi nie zwrócili zagrabionych wówczas starodruków, ksiąg, arrasów czy wielu innych kosztowności. Dlatego też okres ten nazywa się w polskich dziejach potopem szwedzkim).




A w tym czasie na Wschodzie wciąż trwała wojna z Moskwą (przerwana w latach 1655-1658). Moskwa zajęła i kontrolowała w tym czasie olbrzymie tereny: całą Ukrainę, całą Litwę (bez Żmudzi - zajętą przez Szwedów), Białoruś, Wołyń, Podole i część Rusi Czerwonej oraz Małopolski. W międzyczasie powstał plan rozbioru Rzeczypospolitej, zawarty pierwotnie w 1656 roku w Labiawie z inspiracji króla szwedzkiego Karola X Gustawa. Na mocy tego traktatu elektor brandenburski otrzymywał samodzielność w Prusach Książęcych i na Warmii a Wielkopolska miała być przyłączona do Brandenburgii, zaś król Szwecji zabierał sobie Inflanty, Żmudź i Kurlandię (jako lenno). W 1658 roku opracowany został nowy plan rozbioru ziem polsko-litewsko-ruskich. W Radnot Szwedzi, Brandenburczycy, Kozacy i Siedmiogrodzianie księcia Jerzego Rakoczego, podzielili pomiędzy siebie cały kawałek ogromnego tortu, zwanego Rzeczpospolitą. Do wcześniej przyznanych sobie nabytków Szwedzi dokładali Pomorze, Mazowsze i Kujawy, Siedmiogrodzianie otrzymywali całą Małopolskę i Ruś czerwoną, Kozacy oczywiście Ukrainę (dodatkowo Ruś Czerwona miała zostać podzielona pomiędzy Hetmanat i Siedmiogród), Litwa miała się ostać w unii ze Szwecją, przy czym wykrojone by były tam ogromne prywatne księstwa Janusza i Bogusława Radziwiłłów. Traktat ten nigdy nie wszedł w życie ponieważ Rzeczpospolita zaczęła odzyskiwać siłę i przystępowała do kontrataku. Już w 1658 roku wojna przeniosła się na Pomorze, upadł Toruń a Malbork, Elbląg, Głogów, Grudziądz, Bydgoszcz zostały zablokowane a z Tczewa Świecia Stargardu i Sztumu Szwedzi sami uciekli. Wojna była już w zasadzie dla Szwecji przegrana (choć wiązała się z potwornym zniszczeniem Polski, Litwy i Rusi). Teraz można było przenieść ciężar wojny na Wschód, przeciwko Moskwie.

W sierpniu 1657 r. zmarł Bohdan Jeremi Chmielnicki - sprawca całego tego nieszczęścia. Jego następcą na urzędzie atamana, został bodajże jeden z najinteligentniejszych kozackich przywódców tego okresu - Iwan Wyhowski (to właśnie dzięki niemu nie zamordowano Kisiela i tureckich posłów na rozkaz pijanego Chmielnickiego o czym wspomniałem wyżej). Widząc do jakiej katastrofy przywiódł bunt Ukrainę i jaka niewola czeka Kozaków w moskiewskim carstwie, był on zwolennikiem zbliżenia z Rzeczpospolitą i powrotu do dawnych stosunków, ale opracowanych już na zupełnie nowych zasadach. 16 września 1658 r. w Hadziaczu zawarta zawarta została ugoda, w myśl której Rzeczpospolita zgodnie ze stanem faktycznym zmieniała się z państwa dwuczłonowego polsko-litewskiego w państwo trójczłonowe polsko-litewsko-ruskie. Powstawało Wielkie Księstwo Ruskie złożone z województw: kijowskiego, bracławskiego i czernichowskiego (Kozacy żądali jeszcze wołyńskiego, podolskiego, ruskiego i bełskiego ale tych nie otrzymali). Księstwo to wchodziło w związek z Koroną Polską na podobnych warunkach jak Wielkie Księstwo Litewskie, czyli miało mieć wspólnego króla, wspólny sejm i wspólną politykę zagraniczną; władzę zaś miał sprawować wybierany przez króla wielki hetman ruski, a rejestr kozacki został podwyższony do 30 000 (Kozacy domagali się do 60 000). Ta nowa polsko-ruska Unia stanowiła śmiertelne niebezpieczeństwo dla Moskwy, gdyż siły polsko-kozackie przewyższałyby znacznie siły moskiewskie- nic więc dziwnego, że car okrutnie mścił się na wszystkich, którzy ją podpisali a szczególnie na samym Iwanie Wychowskim - choć jego akurat nie dopadł. Za to za to wpadł mu w ręce brat hetmana - Daniel Wychowski, który został zakatowany z najwyższym okrucieństwem. Jego ciało było całe porżnięte od ciosów batem, oczy wyłupione i zalane srebrem, uszy świdrem wykręcone i zalane srebrem, palce poprzerzynane, skóra z nóg zerwana aż do mięsa a żyły stamtąd powyciągane. Taka była Zemsta cara za Unię w Hadziaczu.




Późniejsze losy wojny polsko-moskiewskiej zakończyły się wyzwoleniem prawie całej Ukrainy z wyjątkiem Kijowa, oraz większej części Białorusi i Litwy - jednak bez Smoleńska. Kraj był wówczas zbyt zniszczony i zbyt osłabiony by można było mówić o kontynuowaniu tej wojny, dlatego też w 1667 r. w Andruszowie zawarto rozejm (potwierdzony potem Pokojem Grzymułtowskiego w 1686 roku), a Hetmanat został podzielony na dwie części polską (prawobrzeżną) i moskiewską (lewobrzeżną), granicą zaś obu Hetmanatów był Dniepr. Według mnie była to katastrofa, doszło wówczas bowiem do tego, do czego obecnie dąży Putin, czyli do rozbioru Ukrainy, publikując te swoje wynurzenia o chęci aneksji przez Polskę zachodniej części Ukrainy wraz z Lwowem. Lwów owszem to były nasze Kresy, ale to były inne czasy, to był inny świat, dziś jest inaczej, dziś nie ma sensu komukolwiek odbierać terenów (chyba że się jest głupim Moskalem - ale to już stan umysłu i zadanie dla psychiatry). Dziś bowiem należy się zintegrować, lecz nie na zasadzie stworzenia jednego polsko-ukraińskiego państwa bo to się nie uda (mimo wszystko mentalnie trochę się różnimy, niewiele ale jednak), lecz na zasadzie stworzenia kilku różnych ośrodków państwowych, połączonych w jedną formę konfederacji Międzymorza, która zdała egzamin przez kilka stuleci w czasach Rzeczpospolitej Obojga (Trojga) Narodów - co ja tutaj na tym blogu powtarzałem wielokrotnie przez lata. A warunki do odtworzenia dawnej Rzeczypospolitej w nowej sytuacji geopolitycznej są ogromne, a takiej sytuacji nie było od dawna (co najmniej od ponad dwóch wieków). Dziś język polski na Ukrainie jest drugim zaraz po angielskim najpopularniejszym językiem obcym, zaś język ukraiński w Polsce jest też dosyć powszechny (biorąc pod uwagę milionową ukraińską diasporę która się tutaj uformowała w wyniku moskiewskiej inwazji na ten kraj). 

Także apele o ponowne zjednoczenie w formie dwóch państw niepodległych są jak najbardziej logiczne i jak najbardziej oczywiste i nie ma innego wyjścia zarówno dla Polski jak i przede wszystkim dla Ukrainy. Wrzesień 1939 roku był katastrofą geopolityczną i doprowadził do nieprawdopodobnych cierpień związanych z niemiecką i sowiecką inwazją na nasz kraj, ale był możliwy tylko dlatego że na wschodzie nie istniało wolne państwo ukraińskie sprzymierzone z Polską - TYLKO DLATEGO! Hitler bez Stalina nie rozpocząłby tej wojny, a Stalin, mając na wschodzie Ukrainę nie uderzyłby na Polskę; ergo - sojusz między naszymi dwoma krajami tworzy rozłam w stosunkach Moskwy i Berlina, rozłam, który powoduje iż te kraje nie mogą się zjednoczyć politycznie (i gospodarczo) i tym samym nie mogą przynosić światu cierpienia. Wiem, że to co piszę nie dla wszystkich jest zrozumiałe, ale wystarczy tylko pomyśleć i poczytać, a zrozumiecie, że sojusz niemiecko rosyjski zawsze, ale to zawsze był powodem ogólnoeuropejskiego cierpienia. Sojusz państw Międzymorza: Polski, Ukrainy, Litwy, Łotwy, Estonii, Państw Bałkańskich a także Państw Skandynawskich oraz w niedalekiej przeszłości Białorusi - to potęga która może w przyszłości przewodzić nowej Unii Europejskiej, zbudowanej nie na zasadzie dyktatu nowej IV Rzeszy zarządzanej z Brukseli czy z Berlina, ale na zasadzie Unii wolnych i niepodległych państw, zjednoczonych w celu utrzymania wolnego rynku, swobodnego przepływu towarów, usług, ludzi i idei i nie narzucającego sobie nawzajem żadnych obcych wpływów,choćby nawet były najlepsze pod słońcem. Każdy ma bowiem prawo żyć tak, jak chce i jeśli sam nie krzywdzi innych, nikt nie może się mu wtrącać i go pouczać. W takiej Unii to czy Lwów będzie w granicach Ukrainy, Wilno w granicach Litwy, Grodno Białorusi a Przemyśl w granicach Polski, nie ma najmniejszego znaczenia, bo wszyscy będziemy razem - będziemy Rzeczpospolitanami i będziemy mogli mówić w swoich językach oraz celebrować naszą tradycję i historię wszędzie tam, gdzie się pojawimy.




Co się zaś tyczy proponowanej przez prezydenta Dudę koncepcji przyjęcia kapitulacji Rosji w Perejasławiu uważam że jak najbardziej jest ona właściwa, zatem pozwolę sobie raz jeszcze powtórzyć:


MOSKIEWSKĄ KAPITULACJĘ PRZYJĄĆ W PEREJASŁAWIU 


  
"Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę, będzie Polakami (i Rzeczpospolitanami) dał nam przykład Bonaparte jak zwyciężać mamy"